(23kB)
strona główna / początek książki

ANEKS

Dokonując odkrycia kodu ukrytego w Biblii, udowadniając jego istnienie oraz pokazując, że odsłania on wydarzenia następujące po tysiącach lat od czasów, w których powstawała Biblia, Eliahu Rips rzucił wyzwanie współczesnej nauce i zmienił nasz sposób widzenia świata.

– Jeżeli to jest prawda, to mamy do czynienia z odkryciem ważniejszym od dokonań Einsteina – powiedział mi najwybitniejszy fizyk izraelski Yakir Aharonov, kiedy przed laty po raz pierwszy informowałem go o odkryciu Ripsa.

– Jeżeli jest to prawda, to odkrycie Ripsa dorównuje swym znaczeniem przełomowym pracom Newtona – powtórzył Aharonov podczas naszego niedawnego spotkania.

– Dziś ocenia pan to jeszcze wyżej – zauważyłem. – Tak – potwierdził. – Jeśli to jest prawda, widzę w tym przełom naukowy na miarę Newtona.

Thomas S. Kuhn pisze jednak w swojej uznawanej już za klasyczną pracy Struktura rewolucji naukowych, że wiele największych odkryć było odrzucanych, a nawet wyśmiewanych przez naukowy establishment – między innymi dlatego, że wszystkie wielkie odkrycia z natury podważają kanony dotychczasowej wiedzy, rzucając tym samym wyzwanie konserwatywnym środowiskom naukowym.

"Każde z nich zmuszało do odrzucenia uznawanych niegdyś teorii naukowych na korzyść innych, niezgodnych z nimi – pisze Kuhn. – Instytucjonalna nauka często tłumi i ukrywa fundamentalne nowości, ponieważ mają one nieuchronnie charakter wywrotowy."

Pamiętam, jak przed opublikowaniem mojej pierwszej książki o kodzie Biblii ostrzegałem Eliego Ripsa, że, gdy jego odkrycie stanie się szerzej znane, on sam stanie się obiektem ataków, i że jest to nieuniknione. Rips proponował teorię tak radykalną, że po jej przyjęciu świat nigdy nie byłby już taki sam.

– Rzucasz nauce wyzwanie jak niegdyś Kopernik, kiedy stwierdził, że Ziemia krąży wokół Słońca, które jest środkiem naszego świata – mówiłem. – Potępił go wtedy nie tylko Kościół, lecz cały ówczesny establishment naukowy. Ponadto, prowokujesz zarówno establishment naukowy, jak i religijny.

– No cóż. Pozostaje mi tylko cieszyć się, że nie palą już ludzi na stosach – odparł Rips.

Udziałem Ripsa miały stać się za to innego typu przykrości. Zaczęli go atakować przeciętni badacze, którzy nie potrafią zaakceptować żadnego zjawiska wykraczającego poza ich sposób rozumienia rzeczywistości.

Nikt jednak nie potrafił wskazać błędu matematycznego bądź informatycznego w oryginalnym eksperymencie Ripsa, którego opis został zamieszczony w sierpniu 1994 roku w poważnym amerykańskim czasopiśmie matematycznym "Statistical Science", stosującym rygorystyczne procedury wielokrotnego recenzowania zgłaszanych materiałów. Nikt też nie próbował podważyć opublikowanych wyników.

Pięć lat później "Statistical Science", prowadzone już przez innego redaktora, opublikowało jednak tekst podważający wyniki Ripsa, przygotowany przez zespół matematyków pod kierunkiem pewnego Australijczyka, nieznającego języka hebrajskiego i nieumiejącego odczytywać zapisów kodu Biblii. Sprzymierzyła się z tym autorem grupa Izrael-czyków, którzy nie potrafili wprawdzie poddać krytyce aparatu matematycznego i informatycznego oryginalnej pracy Ripsa, zakwestionowali natomiast dane – listę hebrajskich imion 32 mędrców żyjących w czasach, w których Biblia już istniała, a których daty narodzin i śmierci w sposób statystycznie istotny łączyły się z imionami w biblijnym kodzie.

– Takie same związki można znaleźć w każdej książce – twierdzili zgodnym chórem krytycy. Tymczasem była to podstawowa kwestia, o którą pytałem Ripsa już na naszym pierwszym spotkaniu. Czy w innych tekstach można znaleźć podobne efekty za pomocą komputera?

Rips odpowiedział mi, że wraz ze swymi współpracownikami poszukiwał tych samych imion i dat, za pomocą tego samego programu komputerowego i algorytmu matematycznego, w trzech innych tekstach nie należących do Biblii. W Piśmie Świętym imiona i daty były zakodowane razem. W pozostałych książkach nie. A prawdopodobieństwo przypadkowego pojawienia się takiego zakodowania zostało w końcu określone jako 1 do 10 000 000.

– Dane wyjściowe były z góry dopasowane do testu – twierdzili też krytycy. W dążeniu do skompromitowania Ripsa i jego kolegów za wszelką cenę zaczęli ich więc oskarżać o oszustwo oraz o intencjonalne dobieranie imion i dat, które pasowały wyłącznie do tekstu biblijnego.

Ja jednak wiedziałem, że to nieprawda, ponieważ sprawdzałem fakty przed wydaniem mojej pierwszej książki. Drugie z moich pytań do Ripsa brzmiało: Kto wybierał dane?

W rzeczywistości procedura doboru imion mędrców była czysto mechaniczna. Rips i jego współpracownicy po prostu mierzyli długość szpalt odpowiadających poszczególnym historycznym postaciom w Encyklopedii mędrców – podstawowym materiale źródłowym – a następnie wybrali pierwsze trzydzieści cztery imiona, dla których opisy miały pewną minimalną długość. Kiedy naukowiec nadzorujący oryginalny eksperyment poprosił o nowe dane – właśnie w tym celu, by wykluczyć jakąkolwiek możliwość oszustwa – Rips wybrał, zamiast dotychczasowych, imiona kolejnych 32 mędrców, których biografie w encyklopedii miały długość szpalty większą od arbitralnie ustalonej. Nie było żadnej możliwości manipulacji. Wybór imion był czysto mechaniczny.

Później pojawiły się kontrowersje co do pisowni imion niektórych rabinów, z których większość żyła w czasach poprzedzających ścisłą i konsekwentną standaryzację hebrajskiej ortografii. Aby wyjaśnić te wątpliwości, Rips i jego współpracownicy poprosili profesora Shlomo Z. Havlina, uważanego za największy autorytet w dziedzinie historii rabinicznej, by niezależnie zaproponował właściwą pisownię, dokonując tym samym ostatecznego wyboru danych do eksperymentu. Przeprowadziłem wywiad z prof. Havlinem, który dał mi następujące pisemne oświadczenie:

"Potwierdzam, że każda z dwóch list imion i godności była rezultatem mojej decyzji i oceny, oraz że skrupulatnie sprawdziłem ich zawartość w komputerowym banku danych Ośrodka Przetwarzania Danych Uniwersytetu Bar-Ilan".

Zanim redakcja "Statistical Science" opublikowała spóźnioną o pięć lat krytykę, prof. Havlin wysłał na jej adres bardziej szczegółowe oświadczenie, w którym opisał dokładnie swoją rolę w wyborze danych do oryginalnego eksperymentu Ripsa:

"Muszę podkreślić, że podczas przygotowywania wymienionych wyżej list nie tylko nie mogłem wiedzieć, jaki wpływ na wynik eksperymentu może mieć wybór poszczególnych imion lub godności, lecz również nie miałem pojęcia o tym, w jaki sposób jego sukces będzie mierzony, ani jak jest on powiązany z listą imion i godności".

Oryginalny eksperyment Ripsa był klasycznym przykładem podwójnej ślepej próby. Niezależny ekspert, który wybrał dane, nie wiedział nawet, jak wpłyną one na wynik eksperymentu. Prawdę powiedziawszy, nie miał właściwie żadnej wiedzy o tym, do czego posłużą przygotowane przez niego listy. Główny zarzut pod adresem Ripsa i jego kolegów – jakoby "dopasowywali dane do testu" –jest zatem w sposób oczywisty bezpodstawny i nieprawdziwy. Ani Rips, ani też żaden z dwóch jego współpracowników uczestniczących w doświadczeniu, nie wybierał świadomie danych. Zrobił to niezależny ekspert – prof. Havlin. Materiał kwestionujący wiarygodność Ripsa został jednak zamieszczony w "Statistical Science", mimo iż redakcja pisma była zawczasu poinformowana na piśmie przez prof. Havlina o bezzasadności oskarżeń.

Publikacja ta zawierała jeszcze jeden element ataku na Ripsa i jego eksperyment. Australijczyk Brendan McKay przedstawił mianowicie swój własny "eksperyment", nie oparty na Biblii, lecz na Wojnie i pokoju, w którym jawnie i celowo manipulował danymi, by stworzyć fałszywy "kod" w tekście rosyjskiej powieści. McKay usiłował w ten sposób pokazać, że można sfałszować taki eksperyment, a skoro on potrafił stworzyć fałszywy "kod", to Rips także mógł to zrobić. Logika tego postępowania jest oczywiście błędna i głupia. Po pierwsze, Rips nie mógł sfałszować eksperymentu, ponieważ dane do niego wybierał niezależny ekspert, prof. Havlin. Poza tym, McKay udowodnił jedynie to, że sam jest autorem oszukańczego doświadczenia. Najznakomitszy matematyk izraelski z Uniwersytetu Hebrajskiego, Robert Aumann, skomentował to tak: "Gdyby pan McKay sfałszował studolarowy banknot, nie byłoby to dowodem, iż wszystkie pieniądze są fałszywe. Byłby to tylko dowód na to, że McKay jest fałszerzem".

Zaprezentowana przez McKaya forma krytyki jest tak jawnie absurdalna i kompromitująca, że w normalnych warunkach nigdy nie powinna zostać opublikowana. Została jednak z radością przyjęta przez wielu naukowców, którzy już wcześniej mieli w tej sprawie ustalone a priori opinie. To, co Rips stwierdził, to, co udowodnił, i czego nikt dotąd nie zdołał podważyć – mianowicie fakt istnienia w Biblii kodu opisującego zdarzenia późniejsze w stosunku do czasu jej powstania – jest tak radykalnym wyzwaniem dla współczesnej nauki, że niektórzy naukowcy Zachodu uznali jego wyniki za nieprawdziwe bez zapoznania się z dowodami.

Gdyby Rips miał rację, oni musieliby jej nie mieć. Jeżeli prawdą jest to, co przedstawił, to należałoby zweryfikować niektóre prawa fizyki i matematyki, a przede wszystkim poddać rewizji nasze rozumienie pojęcia czasu. Podobne konfrontacje były udziałem wszystkich uczonych, którzy dokonywali wielkich odkryć, zmuszających współczesną im naukę do zmiany paradygmatu.

Do dnia dzisiejszego nikt nie udowodnił, że Rips się myli. Nikt nie znalazł błędu w aparacie matematycznym i informatycznym. Nikt także nie zdołał podważyć wyników oryginalnego eksperymentu, który pokazuje, że imiona trzydziestu dwóch mędrców żyjących w czasach późniejszych niż okres powstawania Biblii łączą się w kodzie z datami ich narodzin i śmierci z prawdopodobieństwem przypadku mniejszym niż jeden do dziesięciu milionów.

Główny kryptolog Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych Harold Gans powtórzył eksperyment Ripsa, używając własnego programu komputerowego. Był pewien, że kod Biblii nie może być prawdziwy, posunął się więc w swym doświadczeniu o krok dalej, szukając w nim nowych informacji – nazw miast, w których ci sami mędrcy rodzili się i umierali. Znalazł je – zakodowane w tych samych miejscach! W swoim ataku na Ripsa McKay i jego współpracownicy kłamliwie twierdzą, jakoby Gans "wycofał się" ze swojego eksperymentu. W rzeczywistości Gans opublikował pisemne oświadczenie, w którym potwierdził swoje wyniki oraz to, że jest ich pewien.

"Naszym najbardziej przekonywującym dowodem przeciwko «ko-dom» jest to, że nie możemy ich znaleźć" – pisał McKay, ignorując fakt, iż weteran NSA z dwudziestopięcioletnią praktyką, który przez całe życie tworzył i łamał szyfry dla amerykańskiego wywiadu wojskowego, jednak je znalazł.

Ponadto, McKay i jego współpracownicy dwukrotnie sami znaleźli wyraźny dowód realności kodu Biblii. Najpierw, zakwestionowali oryginalny wybór imion, twierdząc, iż długości szpalt w Encyklopedii mędrców nie były zmierzone dokładnie. Pierwotny eksperyment Ripsa został wtedy powtórzony, przy użyciu imion wybranych przez McKaya, i rezultat okazał się jeszcze lepszy. McKay jednak zlekceważył ten eksperyment. Następnie, w pierwszym własnym eksperymencie, którego celem było podważenie idei kodu Biblii, australijscy naukowcy otrzymali wynik pozytywny, ale zamiast uznać swą porażkę, zmienili metodę, wprowadzając nowe parametry, które – zgodnie z wcześniejszym ostrzeżeniem Ripsa – wykluczały możliwość uzyskania pozytywnego rezultatu. Opublikowali potem wyłącznie wyniki drugiego eksperymentu, ukrywając w nowych danych pozytywne rezultaty pierwszej próby.

Nikt też oczywiście nie próbował wyjaśnić, w jaki sposób kod Biblii mógłby dokładnie przewidywać przyszłość, gdyby w rzeczywistości nie istniał. Nikt przecież nie znalazł w Wojnie i pokoju lub w Moby Dicku trafnego przewidywania jakiegokolwiek przyszłego wydarzenia. Nikt nie mógłby, manipulując sfałszowanym kodem, przewidzieć dokładnie na rok naprzód zabójstwa premiera Izraela.

Prawdopodobnie dlatego realność kodu Biblii akceptują niemal wszyscy z wyjątkiem wąskiego grona naukowców.

Atakując Ripsa, redakcja "Statistical Science" zwróciła uwagę, iż "jego artykuł został przedrukowany w całości w książce Drosnina z 1997 roku, która stała się bestsellerem w wielu językach; jest to więc najszerzej spopularyzowana praca naukowa wszech czasów".

Mimo to publikacja Ripsa doczekała się tylko jednej – i to jawnie fałszywej – krytycznej recenzji w literaturze naukowej.

Odpowiadając redakcji "Statistical Science", Rips i jego współpracownicy wykazali za pomocą szczegółowej analizy matematycznej, że zarzuty McKaya są "całkowicie bezpodstawne". Rips zauważył ponadto, że "bezzasadności tych oskarżeń jasno dowodzą oświadczenia cieszącego się szacunkiem uczonego, prof. S.Z. Havlina z Uniwersytetu Bar-Ilan, oraz głównego kryptologa Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych Harolda Gansa".

"Dowody istnienia kodu Biblii są obecnie silniejsze niż kiedykolwiek – pisał dalej Rips. – Osiągnięto znaczny postęp w jego badaniach, a nowe eksperymenty pokazały, że zarówno postacie wymienione w Biblii, jak i osoby żyjące długo po czasach, w których Biblia została spisana, pojawiają się w kodzie z imionami, nazwiskami i szczegółami z ich życia."

Niestety, "Statistical Science", mimo obietnicy na piśmie, odmówiło publikacji odpowiedzi Ripsa na zarzuty krytyków. Aumann – izraelski matematyk cieszący się największym szacunkiem i autorytetem oraz członek Amerykańskiej Akademii Nauk – wystosował pisemny protest do redakcji. List ten podpisał również najsławniejszy matematyk z Uniwersytetu Harvarda David Kazhdan. Autorzy wyrazili w nim sprzeciw wobec odmowy zamieszczenia odpowiedzi na atak, co uniemożliwiło Ripsowi i jego kolegom publiczne odparcie zarzutów. "Oczywiście zdajemy sobie sprawę z przełomowego i w najwyższym stopniu oryginalnego charakteru publikacji dr. Ripsa – pisali też Aumann i Kazhdan. Redakcji "Statistical Science" należą się serdeczne gratulacje za intelektualną uczciwość i odwagę, jakich wymagała ta publikacja, zważywszy na burzę jaką mogła wywołać – i jaką faktycznie wywołała." Dalej Aumann przestrzegał jednak redakcję, by po tej odważnej decyzji nie uciekała się do "tandetnych, niestosownych i nierzetelnych procedur", a w szczególności, by "nie publikowała potajemnie preparowanych ataków na Ripsa, z których treścią nie będzie on miał możliwości dokładnie się zapoznać ani polemizować".

Niestety redaktorzy zignorowali korespondencję Havlina, Gansa, Aumanna i Kazhdana i opublikowali artykuł, którego treść została skompromitowana jeszcze przed jego ukazaniem się.

Ja jednak jestem pewien, że oryginalny artykuł Ripsa będzie kiedyś uznany za przełom w nauce.



cofnij


strona główna / początek książki
(23kB)