(23kB)
strona główna / początek książki

ROZDZIAŁ DWUNASTY
PODRÓŻ BOHATERA

W porannych wiadomościach coraz częściej pojawiały się doniesienia o nowych aktach terroru i moje archeologiczne poszukiwania klucza kodu zaczęły mi się wydawać sennym marzeniem. W obliczu planów bin Ladena, świeżych wspomnień z 11 września i koszmarnej pewności, że na tym nie koniec – tak dla nowojorczyków, jak i dla reszty świata – moja przygoda ze słoną pustynią jawiła się chwilami jako całkiem nieistotna. Instynkt podpowiadał mi jednak, że tam tkwi rozwiązanie – być może jedyne. Potrzebujemy cudu, który mógłby być odpowiedzią na zagrożenie o skali porównywalnej jedynie z mitycznymi katastrofami.

Być może świat potrzebuje mitycznego aktu: "Bohater wyrusza ze świata codzienności i udaje się do regionu nadnaturalnej wspaniałości. Dochodzą do głosu siły wyższe i nadchodzi upragnione zwycięstwo. Bohater powraca ze świata tajemniczej przygody, przynosząc swym bliźnim moc i obdarzając ich łaską pomyślności".

Oto klasyczna "podróż bohatera". Opisy takich przygód znajdujemy we wszystkich starożytnych kulturach. Jest to mit tak podstawowy, że Joseph Campbell nazwał go "bohaterem o tysiącu twarzy".

To historia Prometeusza wstępującego do Niebios, by ukraść bogom ogień i obdarzyć nim człowieka. To także historia Jazona żeglującego w poszukiwaniu Złotego Runa. To również – w najbardziej przedpotopowej wersji – opowieść o Gilgameszu, legendarnym władcy Sumerów, który sześć tysięcy lat temu dotarł do morza otaczającego świat i zstąpił na jego dno, by odnaleźć tam roślinę zapewniającą nieśmiertelność.

Lecz owe moce nie z tego świata, z takim trudem zdobyte, nieuchronnie opuszczają naszych bohaterów z chwilą powrotu do ziemskiej doczesności. Zostały ukradzione, ulegają więc rozproszeniu i po prostu znikają. A morał jest zawsze ten sam – prawdziwą nagrodą nie jest to, czego poszukujemy, lecz sama podróż. Campbell konkluduje: "Boska moc, poszukiwana i zdobywana z narażeniem życia, zawsze odnajduje się w sercu bohatera". Podróż i przygoda były tylko sposobem odkrycia tego, co już było w nim obecne.

Chwilami, poszukując "klucza kodu" czy "obelisków" – magicznego talizmanu z innej rzeczywistości, który odsłoniłby zapomnianą przeszłość i całą naszą przyszłość – wyobrażałem sobie, że przeżywam swoją własną "podróż bohatera".

Nie jestem jednak bohaterem. Nie jestem też postacią mityczną. Jeśli już, to raczej antybohaterem – cynicznym reporterem, który w nowoczesnym świecie natknął się na starożytną zagadkę.

Być może – jak pisze Campbell – wszystko, czego potrzebujemy, a także rozwiązania wszelkich ostatecznych zagadek, są w każdym z nas. Wystarczy je tylko odkryć w głębinach własnej świadomości.

Biblia mówi nam coś bardzo podobnego. W swoich ostatnich słowach, skierowanych do Izraelitów tuż przed śmiercią, Mojżesz mówi wyraźnie:

"Nie jest w niebiosach, by można było powiedzieć: Któż dla nas wstąpi do nieba i przyniesie je nam, a będziemy słuchać i wypełnimy je.

I nie jest za morzem, aby można było powiedzieć: Któż dla nas uda się za morze i przyniesie je nam, a będziemy słuchać i wypełnimy je.

Słowo to bowiem jest bardzo blisko ciebie: w twych ustach i w twoim sercu, byś je mógł wypełnić" (Pwt 30,12-14).

Być może. Być może podróż i poszukiwanie to tylko sposób odkrywania tajemnic czekających wewnątrz. Mnie jednak te słowa Biblii napawają prawdziwą nadzieją, że pewnego dnia znajdziemy "klucz kodu", że odkopiemy "obeliski", ponieważ znajdują się tu, na Ziemi, na wyciągnięcie dłoni, w naszym zasięgu.

W tekście Biblii, w miejscu, w którym Mojżesz wypowiada swoje ostatnie słowa – "Nie jest w niebiosach..." – fraza "na Lisanie" zakodowana jest wraz z "Mazrą".

Być może nie jest to więc tylko religijne przesłanie, zgodnie z którym poszukiwanie jest drogą do odkrycia tajemnic wewnętrznego życia. Może to bezpośrednia wskazówka, iż pewien fizyczny obiekt leży zakopany w określonym miejscu.

Mimo iż znalezienie przeze mnie poszukiwanego skarbu mogło wydawać się nieprawdopodobne, wierzyłem zawsze, że przekazy kodu Biblii należy interpretować dosłownie. "Lisan" i "Mazra" to przecież konkretne nazwy geograficzne, wyznaczające punkt "x" na "mapie skarbu".

Doktor Rips zgadzał się ze mną, że "Lisan" i "Mazra" nie mogą się tak konsekwentnie pojawiać razem w sposób przypadkowy, a dwukrotne skrzyżowanie "obelisków" z "kluczem kodu" również nie może być przypadkiem. Mój przyjaciel nie próbował się jednak domyślać, jaki może to mieć związek z realną rzeczywistością.

– Nic nie byłoby bardziej fascynujące niż znalezienie materialnych pozostałości starożytnych obiektów na podstawie informacji biblijnego kodu – przyznawał. – Mogę jednak wyłącznie stwierdzić konsekwencję i matematyczne prawidłowości znacznie przekraczające poziom zdarzeń przypadkowych. Nie mogę na tej podstawie orzec, że "obeliski" rzeczywiście istnieją.

Ja jednak głęboko wierzyłem, że coś nadzwyczajnego – nie pochodzącego z tego świata, a jednak w nim istniejącego – będzie można znaleźć pod jałową powierzchnią pustynnego półwyspu; bez względu na to, jak bardzo nieprawdopodobne wydawałoby się odkrycie tak wielkiej tajemnicy przez zwykłego, niewyróżniającego się niczym dziennikarza.

A być może mogłoby to nawet oddalić widmo nadciągającej katastrofy.

Dowody zawarte w kodzie Biblii wydają się jednoznaczne i nie budzą wątpliwości. Potwierdza je własnymi słowami Józef– najlepiej znany z biblijnych proroków – mówiąc: "To jest rozwiązanie" [we wszystkich polskich przekładach treść przywoływanego wersetu jest nieco inna, choć sens zbliżony – np.: "Tenci jest wykład jego" (Biblia Gdańska, Rdz 40,18). (Przyp. red.)].

Oznacza to, że w zamierzchłej i dawno zapomnianej przeszłości coś niezwykłego wylądowało na Ziemi w miejscu, którym teraz się interesuję, i pozostało tam do dziś – po to, abyśmy mogli to odnaleźć.

W opowieści o Józefie zawiera się natomiast absolutne potwierdzenie istnienia klucza kodu i jego umiejscowienia.

Sprzedany w niewolę przez zazdrosnych braci, Józef po latach stał się prawdziwym władcą Egiptu, gdy przepowiedział przyszłość faraonowi i przewidział klęskę głodu, co pozwoliło Egipcjanom uniknąć biologicznej zagłady. Władca uczynił go wtedy swoim namiestnikiem, zawieszając na jego szyi złoty łańcuch i nadając mu nowe imię: "Zaphenath-Paneah".

Przez tysiące lat wielcy mędrcy dyskutowali na temat znaczenia tych dwóch słów. Niektórzy uważają, iż jest to hebrajskie tłumaczenie egipskich hieroglifów, oznaczające "tego, który odsłania tajemnice". Inni mówią, że oryginalne piktogramy ptaków i węży oznaczają "Boga, który przemawia i żyje". Imię to ma jednak w języku hebrajskim bardzo konkretne znaczenie – "ten, który rozszyfrowuje kod" lub "dekoder".

A zatem istnienie biblijnego kodu przepowiadającego przyszłość zostało potwierdzone w jawnym tekście Pisma Świętego.

Stwierdziłem też, że w miejscu skrzyżowania przedmiotu moich poszukiwań, "klucza", z "tym, który rozszyfrowuje kod" pojawia się także "stal na przylądku".

"To jest rozwiązanie" – mówi dwukrotnie Józef, przepowiadając przyszłość. I w obu przypadkach zaszyfrowany przekaz, umieszczony w tych właśnie miejscach, wskazuje lokalizację – półwysep "Lisan".

"To jest rozwiązanie." Wygląda to tak, jak gdyby starożytny prorok wskazywał w najbardziej bezpośredni sposób, gdzie należy szukać "klucza", który "rozszyfruje kod" – na "Lisanie": półwyspie wysuniętym w głąb Morza Martwego.

W miejscu skrzyżowania "Lisanu" z frazą "to jest rozwiązanie" zakodowany jest "kod Boga".

Trudno o jaśniejsze komunikaty. W innej tablicy pojawia się wyrażenie "znalazł, dokładne miejsce, Mazrę" zakodowane wraz z "Lisanem" i z tą samą frazą: "To jest rozwiązanie".


W tekście opowieści o starożytnym proroku znalazłem ukryte potwierdzenie sensu moich poszukiwań we wszystkich podstawowych szczegółach.

"Stalowa arka", "arka żelazna", "DNA na obelisku", "stworzenie człowieka", "kod Boga" – wszystko to jest zakodowane wraz ze słowami Józefa: "To jest rozwiązanie" oraz umiejscowieniem – nazwą "Lisan".

"Klucz" będący "tym, który rozszyfrowuje kod", czyli "dekoderem", ma być znaleziony w jakimś metalowym naczyniu, pojemniku lub statku i pozwoli nam zrozumieć zarówno kod Biblii, jak i kod życia.

Dowody znajdujemy nie tylko w Torze, lecz także w późniejszych księgach Biblii.

"Klucz kodu" zaszyfrowany jest np. w Księdze Hioba, wraz z ukrytym tekstem: "w podobnym do bicza przydatku Lisanu".

Jest to kolejne bardzo precyzyjne określenie miejsca – to wyraźne wskazanie na skrawek lądu wysunięty z północnego cypla półwyspu w głąb Morza Martwego i okalający Zatokę Mazrańską.

Zdanie: "znalazł dokładne miejsce, Lisan", zakodowane jest w Księdze Jozuego w miejscu, w którym werset tekstu jawnego opisuje ten sam rejon słowami: "Lisan, język morza, na krawędzi".

W Biblii zaszyfrowana jest mapa skarbu. Zakodowane przekazy wskazują, że szukamy we właściwym miejscu, i upewniają nas, że obiekt wciąż istnieje. A jeśli zdołamy znaleźć "obeliski" i "klucz kodu", być może poznamy również tożsamość jego Twórcy.

Kim jest Twórca kodu?

Doktor Rips – uczony, który kod odkrył – zna już na to pytanie odpowiedź. Kod Biblii, podobnie jak całe Pismo Święte, pochodzi od Boga.

– Biblia wraz z kodem wywodzi się od inteligencji nie tylko wyższej, lecz także różnej od naszej – tłumaczy. – Inteligencja ta istnieje i postrzega ponad czasem. Wszystko, o czym myślimy, i wszystko, co robimy, jest Jej wiadome.

Ja jednak nie zakładam, że twórcą kodu Biblii jest sam Pan. Dla mnie istnienie kodu nie jest dowodem istnienia Boga, lecz tylko dowodem istnienia Twórcy kodu – "tego, który zaszyfrował".

W przekazach kodowych uparcie powtarza się sugestia, iż Twórca kodu w jakiś sposób wciąż żyje. Właściwie samo to słowo w języku hebrajskim oznacza kogoś "kodującego" lub "szyfrującego" – działającego tu i teraz.

Spytałem Ripsa, czy kod Biblii mógłby być ciągłym dialogiem z ludzkością; czy uważa za możliwe, by Biblia była szyfrowana w czasie rzeczywistym, co oznaczało by, że otrzymujemy odpowiedzi na nasze pytania w chwili, gdy je zadajemy – nie od inteligencji istniejącej dawno temu, lecz od czegoś, co działa dzisiaj.

– Mogę sobie wyobrazić inteligencję transcendentną wobec czasu, dla której przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są jednym – odpowiedział Rips. – Mimo więc, iż zadajesz pytanie "teraz", a Biblia została zaszyfrowana w odległej "przeszłości", z punktu widzenia Twórcy kodu wszystko dzieje się – albo raczej istnieje – jednocześnie, nie wyłączając przyszłości, którą odsłaniają zakodowane przekazy.

Nie tylko Eli Rips, człowiek głęboko religijny, wierzący w wiecznego Boga, może sobie wyobrazić taką anomalię. Podobne idee wyrażał też Einstein: "Rozróżnienie między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością jest niczym innym, jak uparcie podtrzymywaną iluzją".

Dla mnie wciąż jednak nie była to pełna odpowiedź. Nie chciałem metafizycznej idei. Chciałem namacalnego dowodu.

Czy kod Biblii pochodzi od człowieka, od jakiegoś boga czy od kosmitów?

Jawny tekst Pisma daje nam tylko jedną odpowiedź. Oryginalne słowa Biblii mówią jasno, że Bóg – Istota Najwyższa – zstąpił na górę Synaj i przekazał Księgę Mojżeszowi.

Wyrażenie "szyfry Mojżesza" pojawia się w ukrytym tekście wraz z "Twórcą kodu"; z bardzo nikłym prawdopodobieństwem przypadku.

Zgodnie ze słowami Pisma Mojżesz osobiście spisał Księgi w oryginalnej postaci, musiał więc – świadomie bądź nieświadomie – utrwalić również wszystkie zakodowania. Mojżesz był jednak człowiekiem, nie mógł więc stworzyć kodu, ponieważ nie miał wglądu w przyszłość.

Wszystko wskazuje zatem, że zarówno sama Biblia, jak i jej kod reprezentują formę przekazu, której nawet nie potrafimy sobie wyobrazić.

Słowa Pisma pierwotnie zapisywano na skórach zwierzęcych i ryto w kamieniu, później przenoszono je na pergaminowe zwoje i oprawiano w księgi. Lecz Biblia musiała też być od samego początku programem komputerowym, w przeciwnym razie nie byłaby tym, czym dziś odkrywamy, że jest.

Jakie inne formy informacji mogłaby jeszcze w sobie zawierać? Być może takie, które są dla nas równie trudne do wyobrażenia, jak program komputerowy dla nomadów żyjących przed tysiącami lat. Być może ukryta jest w niej wiedza, dla której odszyfrowania nie mamy jeszcze odpowiedniej technologii – coś, co będą mogli zrozumieć dopiero nasi potomkowie za kolejne trzy tysiące łat.

Stanley Kubrick w filmie 2001 – Odyseja kosmiczna opowiedział historię czarnego monolitu – tajemniczego źródła wiedzy, pojawiającego się w kolejnych stadiach ewolucji człowieka, gdy ludzie osiągali gotowość do wzniesienia się na wyższy poziom rozwoju.

W Biblii zakodowane są również słowa "maszyna czasu". Krzyżują się one ze zdaniem: "To będzie przychodzić w każdym czasie". Wygląda to na obietnicę wiecznych powrotów. Lecz w języku hebrajskim te same słowa znaczą również: "To mogłoby przyjść w dowolnym czasie", co z kolei sprawia wrażenie zapowiedzi rychłej ponownej wizyty.

– To doskonała ilustracja tego, co mówiłem na temat kodu – zauważył Rips. – Z perspektywy kodu, czy też Twórcy kodu, nie istnieje różnica między teraźniejszością i jakimkolwiek innym czasem.

Każdy z nas ma przypuszczalnie swoją rację. Być może kod pochodzi od jakiejś inteligencji istniejącej ponad czasem, ale "klucz kodu" jest fizycznym obiektem przywiezionym na Ziemię przez realną istotę podróżującą w czasie.

Niektórzy znani naukowcy, a wśród nich najwybitniejszy współczesny fizyk, Stephen Hawking, wierzą, że człowiek będzie mógł kiedyś odbywać podróże w czasie. "Podróż w czasie – pisze Hawking – może się znaleźć w zasięgu naszych przyszłych możliwości."

Wszelkie zaawansowane formy podróżowania w przestrzeni oraz jakiekolwiek podróże międzygwiezdne bądź międzygalaktyczne wiążą się przecież z pokonywaniem tak wielkich odległości, że – aby je odbyć – musielibyśmy poruszać się szybciej niż światło. By zaś tego dokonać, trzeba zakrzywić czasoprzestrzeń. A zgodnie z opinią większości fizyków oznaczałoby to automatycznie przemieszczanie się zarówno w przestrzeni, jak i w czasie, zwłaszcza, gdybyśmy chcieli powrócić do własnej epoki.

Czy zatem w odległej przeszłości odwiedzili Ziemię jacyś starożytni astronauci, pochodzący nie tylko z odległych miejsc, lecz także z innej epoki?

Moim prawdziwym celem była zawsze identyfikacja Twórcy kodu.

Skoro już się dowiedziałem, że Biblia zawiera kod przewidujący przyszłość, to chcę również wiedzieć, kto jest jego autorem.

Istnienie kodu Biblii to pierwszy w historii ścisły i naukowy dowód na to, że nie jesteśmy sami, albowiem żaden przedstawiciel naszego gatunku nie potrafi postrzegać rzeczy odległych w czasie.

Twórca kodu pozostaje niezidentyfikowany. Może nas jednak ku sobie prowadzić, krok po kroku.

Być może moje poszukiwania klucza kodu były tylko podróżą odsłaniającą przede mną poziomy rzeczywistości, których w innym przypadku nigdy bym nie rozpoznał, oraz zmuszającą mnie do stawiania kosmicznych pytań wynikających z samego istnienia kodu Biblii, a nawet do zainteresowania się pochodzeniem życia.

Zaczynam jednak być pewien, że kiedyś odnajdę klucz kodu i "obeliski", a może nawet zobaczę oblicze ich Twórcy.

– Nie mam wątpliwości, że za wszystkimi tablicami kodu, które znajdujesz, kryje się jakaś rzeczywistość – powiedział mi Rips. – Nie umiem jednak powiedzieć, czy jest to rzeczywistość fizyczna, czy metafizyczna.

I to właśnie jest pytanie, które zadawałem sobie od dawna. Czy klucz kodu należy do tego świata, czy do jakiegoś innego wymiaru rzeczywistości?

– Jeżeli jest to rzeczywistość metafizyczna, to znaczy, że jest bardziej realna, albowiem bliższa źródła wszelkiej rzeczywistości – wyjaśniał Rips. – Być może jednak to, czego szukasz, da się zobaczyć jedynie za pomocą narzędzi duchowych, wymaga bowiem kontaktu z innymi sferami bytu.

Spytałem Ripsa, dlaczego kod Biblii miałby mi konsekwentnie i intencjonalnie prezentować fałszywe informacje, prowadząc do miejsca na Ziemi, w którym nic ważnego się nie znajduje.

– To, że coś istnieje na innym poziomie, nie znaczy, że informacje mówiące o tym są fałszywe – odrzekł mój przyjaciel.

Inne rady Ripsa były jednak na wskroś praktyczne. Zgadzał się z podpowiedziami mojego podstawowego instynktu – że "Lisan" to półwysep Lisan, "Mazra" to wieś Mazra, a "obelisk" to jakiś fizyczny obiekt, na którym (lub w którym) umieszczony jest "klucz".

– Trzeba oczywiście zacząć od pomiarów magnetometrycznych i radaru niskiej częstotliwości, czyli od istniejących aktualnie technologii – radził Rips. – Może się jednak zdarzyć, że stojąc dokładnie nad poszukiwanym obiektem, niczego nie wykryje-my, ponieważ przyrządy, którymi dysponujemy, nie widzą przedmiotów znajdujących się wprost pod naszymi stopami.

Prawdziwym problemem nie jest to, czy kod Biblii się nie myli, ani to, czy prawidłowo go interpretujemy. Zasadnicza kwestia tkwi w tym, czy nasza technologia jest dość zaawansowana, by znaleźć poszukiwany obiekt. Może być tak, że klucz kodu jest poza naszym zasięgiem, podobnie jak kod Biblii był niedostępny dla ludzi sprzed tysięcy lat, którzy go przyjmowali. Znalezienie klucza może wymagać technologii, której jeszcze nie wynaleziono, bądź nauki, która jeszcze się nie narodziła.

Nie będziemy jednak znali odpowiedzi, dopóki nie pozwolą nam wykopać czegoś, co może znajdować się na półwyspie Lisan.

Czy znajdziemy tam pierwszy dowód na to, że nie jesteśmy sami? Czy objawienie to przerwie bezrozumny cykl przemocy na Bliskim Wschodzie? Czy też działania wojenne na zawsze przekreślą możliwość odnalezienia klucza kodu?

Czy wreszcie znajdziemy go w porę, by przyjąć ostrzeżenie niezbędne do przetrwania?

Kto troszczył się o nas tak bardzo, że – sięgając ponad czasem – próbował uchronić nas od jakiejś przewidywanej katastrofy?

To przecież nie może być przypadek, że jakaś inteligencja mająca wgląd w przyszłość stworzyła kod, projektując go tak, by został odnaleziony w tym właśnie momencie ludzkiej historii. Jest to szyfr z zamkiem czasowym. Nie można go było znaleźć, dopóki nie wynaleźliśmy komputerów. Może być tylko jedno uzasadnienie – potrzebujemy tej informacji właśnie teraz.

"Atak atomowy" zakodowany jest w Biblii wraz z umiejscowieniem klucza kodu – "Lisanem" i frazą: "To jest rozwiązanie".

"Atak atomowy" jest także zakodowany z rokiem 2006 – tym samym, który pojawia się obok "atomowej zagłady", "wojny światowej" i "końca dni".

Jeżeli kod Biblii mówi prawdę, stajemy w obliczu ostatecznego zagrożenia. Mamy przed sobą nie jakieś religijne objawienie, lecz przerażającą wizję zniszczenia całej ludzkości, niewyobrażalny koszmar śmierci i destrukcji – totalną katastrofę, która może przynieść zagładę wszystkim mieszkańcom Ziemi.

Ci, którzy modlą się o Koniec, nie rozumieją rzeczywistości. Religijni fanatycy, którzy życzą go sobie i chcą sprowadzić Apokalipsę, są czcicielami śmierci. To bin Laden powiedział: "Amerykanie kochają życie i to jest ich słabość. My kochamy śmierć i to jest nasza siła".

Ostateczne zagrożenie przewidywane w kodzie Biblii polega na tym, że fanatycy religijni zdobędą broń masowej zagłady i doprowadzą do wypełnienia się starożytnego proroctwa.

Odliczanie już się rozpoczęło. Jedynym sposobem zatrzymania go może być znalezienie w porę przedwiecznego ostrzeżenia. Przesłaniem, którego ludzkość potrzebuje, by uwierzyć w realność zbliżającego się Armagedonu i oddalić go, może być właśnie klucz pozwalający ujrzeć całą przyszłość.



cofnij / dalej


strona główna / początek książki
(23kB)