(23kB)
strona główna / początek książki

ROZDZIAŁ JEDENASTY
GEORGE W. BUSH

3 sierpnia 2001 roku wysłałem do prezydenta George'a W. Busha list z informacją o tym, że "zgodnie z ostrzeżeniami zawartymi w kodzie Biblii świat może stanąć w obliczu ostatecznego zagrożenia – wojny światowej, wywołanej wydarzeniami na Bliskim Wschodzie – w okresie obecnej prezydentury".

List dotarł do dyrektora prezydenckiego gabinetu Andrew Garda w momencie, gdy prezydent udawał się na miesięczny wypoczynek na swoje ranczo w Crawford, w Teksasie. Card przesłał go na ręce doradcy prezydenta do spraw bezpieczeństwa narodowego, pani Condoleezzy Rice. Do prezydenta Busha list nigdy nie trafił.

10 września, po powrocie Busha do Waszyngtonu, zadzwoniłem do Białego Domu, by zmobilizować Andrew Garda do przekazania mojej korespondencji prezydentowi i by umówić się na osobiste spotkanie z nim. – Pan Card przekazał pański list pani dr Rice – poinformowano mnie w sekretariacie szefa gabinetu. – Czytało go też dwóch wysokich rangą urzędników i zapadła decyzja, że nie zostanie pokazany prezydentowi.

Następnego dnia rano – 11 września 2001 roku – arabscy terroryści zaatakowali Nowy Jork i Waszyngton, obracając w proch biurowce Światowego Centrum Handlu i poważnie uszkadzając gmach Pentagonu. Personel Białego Domu uniknął zagłady tylko dlatego, że pasażerom czwartego porwanego samolotu udało się sprawić, iż maszyna runęła na ziemię przed osiągnięciem celu.

Mój list, wysłany do Busha ponad miesiąc wcześniej, nie był jedynym zlekceważonym ostrzeżeniem. Później zostało ujawnione, że 6 sierpnia, niemal dokładnie w dniu, gdy list został doręczony do Białego Domu, CIA przekazała wypoczywającemu prezydentowi informację o tym, że zwolennicy Osamy bin Ladena, należący do al Kaidy, prawdopodobnie przygotowują porwania samolotów pasażerskich.

Istniał również raport Federalnego Biura Śledczego (FBI), ostrzegający, iż w amerykańskich szkołach pilotażu uczą się przypuszczalnie agenci bin Ladena, przygotowujący się do ataków terrorystycznych; ten ważny dokument nigdy do prezydenta nie dotarł. W połowie sierpnia jeden z tych uczniów – podejrzewany obecnie o to, że miał być dwudziestym porywaczem – został aresztowany. FBI nie znalazło jednak najważniejszej informacji zapisanej w jego przenośnym komputerze – nazwiska, które mogło doprowadzić wprost do przywódcy ataku z 11 września; do Mohammeda Atty.

10 września 2001 federalna Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) przechwyciła komunikat w języku arabskim: "Jutro jest godzina zero". Niestety, ten niezwykle istotny tekst przetłumaczono dopiero w dzień po zamachu – 12 września!

Wiedziałem doskonale, że w pierwszych tygodniach po 11 września nie ma sensu dobijać się do prezydenta. Odczekałem więc i l października wysłałem do Busha nowy list – w dwóch kopiach, za pośrednictwem szefa gabinetu Andrew Garda i doradcy do spraw bezpieczeństwa Condoleezzy Rice. W obu napisałem to samo:

"Jeżeli przeczytacie państwo jeszcze raz moją korespondencję w świetle wydarzeń z 11 września, myślę, że przekażecie ją panu prezydentowi. Sądzę również, że po zapoznaniu się z listem prezydent sam będzie chciał ze mną rozmawiać.

Możecie państwo powiedzieć prezydentowi, że atak na Nowy Jork, który obserwowałem z bliskiej odległości, był zakodowany w Biblii trzy tysiące lat temu".

Napisałem też:

"Nie jestem wierzący i nie potrafię wytłumaczyć, w jaki sposób przyszłość może być znana oraz dlaczego jest zakodowana w Piśmie Świętym.

«Bliźniacze wieże» są jednak zakodowane wraz ze słowem «samolot» i wyrażeniem «spowoduj e ich upadek» w tym samym miejscu. Nazwa «Pentagon» zakodowana jest ze słowem «uszko-dzony». Nazwisko «bin Laden» zaszyfrowane jest wraz z «miastem i wieżą»".

Dalej informowałem prezydenta, że zagrożenie się nie skończyło:

"Kod Biblii wyraźnie wskazuje na ostateczne niebezpieczeństwo w czasach nam. współczesnych – «atomowa zagłada» i «wojna światowa» są zakodowane we wzajemnym powiązaniu. Oba te wyrażenia łączą się z rokiem 2006".

Zakończyłem swój list takimi oto słowami:

"Proszę mi wybaczyć, że nie ostrzegłem Pana zawczasu przed terrorystycznym atakiem na Nowy Jork i Waszyngton. Oba te wydarzenia zostały zakodowane w Biblii przed tysiącami lat, nie odczytaliśmy jednak w porę tych konkretnych zapisów. Odnaleźliśmy je dopiero post factum.

Jeżeli kod Biblii mówi prawdę, to nie jest koniec zagrożeń, a raczej ich początek. Nie możemy przewidzieć każdego niebezpieczeństwa, możemy jednak oddalić ryzyko, które znamy.

Sądzę, że powinniśmy się spotkać, bowiem przewidywane w kodzie ostateczne zagrożenie wydaje się całkiem realne – w ciągu najbliższych pięciu lat może nam grozić nuklearna wojna światowa".

Fraza "prezydent Bush" jest w Biblii zakodowana wraz ze słowem "drugi". Ten szczegół znaleźliśmy na wiele miesięcy przed październikową elekcją w roku 2000.

Zatem kod Biblii powstały przed tysiącami lat dokładnie przewidział wynik wyborów, w których liczba głosów na obu kandydatów była prawie identyczna i nigdy nie została dokładnie policzona. Bush junior został zwycięzcą na mocy decyzji Sądu Najwyższego ponad miesiąc po wyborach. Zakodowany jest też bezlitosny finał wyborczej rywalizacji Busha z demokratą Alem Gorem.

Szczegóły tej batalii znalazłem w kodzie Biblii jeszcze przed nominacją obu kandydatów. Dziesięć miesięcy przed najbardziej dramatycznymi wyborami prezydenckimi w historii Stanów Zjednoczonych spotkałem się w Nashville w stanie Tennessee z doktorem Ripsem, który odwiedzał właśnie pewnego profesora z Uniwersytetu Vanderbilta. Mój przyjaciel powiedział mi, że podczas wykładów na temat kodu Biblii prowadzonych przez niego w miejscowej synagodze, odpowiadając na pytanie z sali, poszukał w Piśmie zakodowań mówiących o miejscowym idolu, którym był ówczesny wiceprezydent Al Gore.

Rips pokazał mi odpowiednią tablicę kodową. "Al Gore" zakodowany jest w Księdze Rodzaju wraz ze słowem "prezydent" z bardzo nikłym prawdopodobieństwem przypadku.

Powiedziałem, że zwycięstwo Gore'a wydaje mi się bardzo mało prawdopodobne. We wszystkich sondażach Bush wygrywał z dużą przewagą. Nie było nawet pewności, czy Gore otrzyma nominację Partii Demokratycznej. Poszukaliśmy więc "prezydenta Busha". Fraza ta była zakodowana w taki sposób, że zawarte w niej słowo "prezydent" występowało dwukrotnie i krzyżowało się ze sobą.

Znaczenie tego układu nie jest dla mnie jasne – powiedział wtedy Rips – ponieważ w pierwszej tablicy jest już słowo "prezydent". Pokazałem mu jednak, że słowa "prezydent Bush" są zakodowane z dodatkiem: "drugi".

– Co to według ciebie znaczył – zapytałem Ripsa. – Nie wiem – odparł. – Być może oznacza to prawdopodobieństwo; obaj mają przecież szansę na objęcie urzędu.

W okresie następnych dziesięciu miesięcy wspólnie z doktorem Ripsem obserwowaliśmy wyścig obu kandydatów do prezydentury – ich nominacje, kampanie i same wybory. Dzień po wyborach powróciliśmy do naszej rozmowy

To była noc pełna emocji. Najpierw Gore zadzwonił do Busha, by uznać jego przewagę. Potem zadzwonił ponownie, wycofując swe gratulacje. W końcu o wyniku miało zadecydować kilkaset głosów w jednym tylko stanie – na Florydzie.

– Teraz już wiemy, dlaczego kod przypisuje obu kandydatom szansę wygranej – powiedział Rips.

Kiedy kolejne zliczenia głosów i batalie sądowe ciągnęły się przez następne pięć tygodni, zajrzałem ponownie do Biblii, by znaleźć w kodzie przepowiednię ostatecznego wyniku. Zobaczyłem teraz, że w miejscu, gdzie "Al Gore" był zakodowany z wyrażeniem "prezydent Gore", litery hebrajskie po jego nazwisku wyraźnie wskazywały zupełnie inny wynik: "sędzia teraz zadecyduje, zło będzie ci wyrządzone".

12 grudnia 2000 roku, dwie godziny przed północą, Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych bezprawnie unieważnił faktyczne zwycięstwo Ala Gore'a, wstrzymując liczenie głosów na Florydzie. George W. Bush mający poparcie pięciu konserwatywnych sędziów republikańskich został ogłoszony nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Tej nocy spojrzałem ponownie na tablicę biblijnego kodu, w której wcześniej znalazłem przepowiednię zwycięstwa Busha.

W jawnym tekście, tuż nad frazą "prezydent Bush", widniały słowa: "przez pomyłkę, w wyniku błędu".

Jednak najważniejsze zakodowanie przewiduje decydujący moment w historii świata; wyzwanie, przed którym nowy prezydent będzie musiał stanąć.

"G.W. Bush" jest zakodowany ze słowem "prezydent" w miejscu, w którym odkryty tekst Biblii mówi o "kresie dni".

O tym, że kod Biblii ostrzegał przed bin Ladenem, wiedziałem na długo przed 11 września. Wiosną 1998 roku, podczas spotkania w Izraelu, Rips pokazał mi tablicę kodu, która jego zdaniem odsłaniała prawdziwą naturę Boga – "Sąd Boży" splatał się w niej z "Bożym Miłosierdziem".

– Według Midraszu – mówił – świat został stworzony dwukrotnie; najpierw został poczęty w kategoriach dobra i zła, czyli

w perspektywie absolutnego osądu. Później Bóg zobaczył, że w takim kształcie świat istnieć nie może, ponieważ nie ma w nim miejsca na ludzką niedoskonałość, i dodał miłosierdzie.

– Nie jest to jednak tak, jakby wymieszać gorącą wodę z zimną, w wyniku czego mamy letnią kąpiel – wyjaśniał mój przyjaciel. – Lepszą analogią jest współegzystencja ognia i lodu, z których każde zachowuje swój sposób istnienia. W kodzie Biblii możemy mieć również takie dwa wątki.

Gdy jednak Rips pokazał mi tablicę kodu, zobaczyłem coś innego. "Bin Laden" pojawił się bez odstępów, w ortograficznie bezbłędnej pisowni, w skrzyżowaniu z "sądem Bożym".

Nic Ripsowi nie powiedziałem. Nie byłem pewien, jak zareaguje. Byłem jednak wstrząśnięty. Dla mnie wyglądało to tak, jak gdyby człowiek ten miał być – w dosłownym, starotestamentowym sensie – wybranym narzędziem naszego zniszczenia we współczesnym świecie. Podobnie jak inni byli narzędziami gniewu Bożego w czasach biblijnych.

Dopiero po 11 września pokazałem Ripsowi to, co znalazłem kilka lat wcześniej. Jego interpretacja była zupełnie inna. – Jest to wyraźne stwierdzenie, że Bóg osądzi bin Ladena – powiedział Rips, dodając, iż pewien jego przyjaciel w Izraelu znalazł inne, podobne zakodowanie: "Przeklęty niech będzie bin Laden, a zemsta należy do Mesjasza".

Powiedziałem, że w moim przekonaniu to my – prawdziwi ludzie w realnym świecie – powinniśmy się zająć bin Ladenem, bez względu na to, jaka ostateczna kara czeka go w zaświatach. Rips pozostał jednak przy swojej religijnej perspektywie, która w pewien sposób była całkiem właściwa – terroryzm stał się bowiem religią, a bin Laden jej najwyższym kapłanem.

Mój zacny przyjaciel pokazał mi następnie coś nowego – coś, co znalazł w tablicy kodu po wpisaniu nazwiska przywódcy wrześniowego zamachu. Wyrażenie "terrorysta Atta" skrzyżowało się z następującymi słowami w jawnym tekście Biblii: "jego dusza odwróciła się ode mnie, który jestem jej Panem".

– To dokładnie przeczy przekonaniom Atty i bin Ladena, jakoby w dalszym życiu czekała ich nagroda za uczynki, które popełniają – powiedział Rips. – Biblia mówi wyraźnie coś przeciwnego: że w dalszym życiu zostaną ukarani.

Rips rozpatrywał zagrożenie na tym samym poziomie i w tych samych kategoriach, co czyny terrorystów. Podobnie jak oni, pojmował to wszystko wyłącznie w wymiarze religijnym. Po 11 września agenci FBI znaleźli obszerny, odręcznie pisany dziennik Atty, z którego wynikało jasno, że wierzył on, iż jego misja pochodzi od Boga.

Dla mnie kod Biblii pozostaje jednak tylko zbiorem informacji – systemem wczesnego ostrzegania. Wszystko zależy więc od tego, jak go wykorzystamy, by zapobiec najgorszym z przewidywanych niebezpieczeństw.

Najpilniejszym zadaniem jest znalezienie bin Ladena.

Kiedy 7 października 2001 roku Stany Zjednoczone rozpoczęły akcję zbrojną w Afganistanie, wymierzoną przeciw bin Ladenowi i jego talibańskim poplecznikom, a CIA poinformowała Kongres o "stuprocentowym" zagrożeniu kolejnymi wielkimi atakami terrorystycznymi, poszukałem w kodzie biblijnym nazwiska "bin Laden".

Zgodnie z zakodowaną informacją "bin Laden" ma stać się uciekinierem wędrującym "od kwatery do kwatery". W tym samym miejscu, w jawnym tekście Biblii, pojawia się dwukrotnie "miasto schronienia". Istotne jest być może pierwotne znaczenie tych wersetów. Mówią one o starożytnych "miastach do ucieczki", w których "morderca" mógł ujść sprawiedliwości, jak też i o tym, że mógł on być zabity dopiero wtedy, gdy miasto takie opuścił. Być może bin Laden zostanie ujęty w taki właśnie sposób.

Słowo "ujęty" jest zaszyfrowane równolegle do "bin Ladena", co mogłoby sugerować, iż w końcu zostanie on schwytany. W miejscu, w którym "bin Laden" łączy się z frazą "kolejny terrorysta", tekst ukryty mówi: "przeniósł się i został zabity".

Z kodu biblijnego wynika jednak, że bin Laden nie zginie w Afganistanie ani nie zostanie tam ujęty. Kod wydawał się raczej wskazywać, że przetrwa ataki Amerykanów na obozy szkoleniowe i jaskinie, by następnie odbudowywać terrorystyczną siatkę z nowej bazy na Bliskim Wschodzie.

Kod Biblii wskazuje nawet dokładną jej lokalizację. Nazwa ta krzyżuje się z nazwiskiem "bin Ladena" zapisanym zgodnie z hebrajską ortografią i jest wyraźnie opisana jako "wojskowa kwatera główna". Ta sama miejscowość wiąże się w kodzie ze wszystkimi ostatecznymi zagrożeniami – "bronią jądrową", "atomową zagładą" oraz "atakiem chemicznym" i "następną wojną".

Ten sam pustynny rejon, który jeszcze nigdy nie pojawił się w żadnym raporcie wywiadowczym, jest także zakodowany – z bardzo nikłym prawdopodobieństwem przypadku! – wraz z dwoma najbardziej prawdopodobnymi celami – "Nowym Jorkiem" i "Jerozolimą".

Przekazałem tę informację wysokiej rangi funkcjonariuszom amerykańskiego i izraelskiego wywiadu wojskowego. Powiedziałem im, że wszystko to "może mieć powiązanie z bin Ladenem lub z pozostałościami jego organizacji – al Kaidy". Ostrzegłem też, że "może to być miejsce związane z bronią niekonwencjonalną i prawdopodobnym źródłem «ostatecznego zagrożenia» dla Izraela i Stanów Zjednoczonych".

Jasno i wyraźnie stwierdziłem, iż nie ma żadnego materialnego dowodu prawdziwości biblijnych zakodowań, jak również jednoznacznego terminu, ponieważ żaden konkretny rok nie jest wyraźnie zakodowany. Zważywszy, że kod Biblii przewiduje przyszłość, nie mogę powiedzieć, czy to miejsce jest obecną kryjówką bin Ladena, czy też dopiero w przyszłości stanie się rejonem zgrupowania jego terrorystycznej siatki.

– Nie wiem, czy teraz baza jest wykorzystywana – powiedziałem. – Być może jednak jest to właściwa pora, by się o tym przekonać. Z całą pewnością będzie lepiej zainteresować się tym miejscem za wcześnie niż zbyt późno.

Przekazałem też Amerykanom i Izraelczykom pewną dodatkową informację – nazwa bazy terrorystycznej krzyżuje się ze słowami "broń libijska" we wszystkich miejscach, w których pojawia się w kodzie biblijnym. Wydaje się to sugerować, iż Libia wejdzie w posiadanie jakiejś śmiercionośnej broni, której terroryści użyją, by zaatakować Zachód.

Kilka miesięcy później w Izraelu ukazała się następująca notatka prasowa: "Wysiłki Libii zmierzające do uzyskania broni jądrowej coraz bardziej niepokoją polityków izraelskich i amerykańskich. O zagrożeniu ze strony tego kraju dyskutowano w ubiegłym tygodniu podczas kolejnej rundy strategicznych rozmów izraelsko-amerykańskich w Waszyngtonie".

A oto kolejne doniesienie opublikowane na łamach gazety "Haarec": "Jakkolwiek Libia nie została uprzednio zaliczona do krajów «osi zła», o której mówił prezydent George W Bush w początkach tego roku, to jednak politycy amerykańscy uważają, iż kraj ten jest «przypadkiem granicznym», z powodu starań o uzyskanie dostępu do broni masowego rażenia".

Podobne ostrzeżenie przekazałem Szimonowi Peresowi pięć lat wcześniej, gdy był premierem Izraela – "Libia" występuje w kodzie wraz z "atomową zagładą", a prawdziwym zagrożeniem jest terroryzm nuklearny.

Kilka dni później, w publicznym wystąpieniu w Jerozolimie, Peres potwierdził to zagrożenie, nie wspominając jednak o kodzie Biblii. "Największe niebezpieczeństwo grożące światu – mówił – wynika z tego, że broń jądrowa może się znaleźć w rękach państw nieodpowiedzialnych i może zostać wykorzystana przez nieobliczalnych fanatyków."

Teraz kod wskazuje nam nazwiska i organizacje, wymienia al Kaidę i Osamę bin Ladena. Mam nadzieję, że odsłoni również dokładne miejsca, w których można ich będzie znaleźć.

W maju 2001 roku, kiedy przemoc na Bliskim Wschodzie wymknęła się spod kontroli, wysłałem list do sekretarza stanu Colina Powella, na jego prywatny adres w stanie Virginia.

Miałem co prawda opory przed niepokojeniem go w domu, chciałem to jednak załatwić przed wyjazdem Powella w podróż

dyplomatyczną do Europy, rozeszły się bowiem pogłoski, iż ma się on po raz pierwszy spotkać się z Jaserem Arafatem. Izraelskie myśliwce F-16 w odwecie za samobójcze zamachy bombowe atakowały właśnie Zachodni Brzeg i Gazę, po raz pierwszy od wojny sześciodniowej w 1967 roku. Czułem instynktownie, że szykuje się coś niedobrego, i że największą szansę dotarcia do Powella mam teraz, w momencie kryzysu, świeżo po moich spotkaniach z Arafatem i Peresem.

W liście do Powella z 19 maja pisałem:

"Wróciłem właśnie z Bliskiego Wschodu, gdzie rozmawiałem z Jaserem Arafatem i Szimonem Peresem. Mam też nadzieję spotkać się z premierem Szaronem.

Być może istnieje jakaś szansa przełomu, jakaś nowa metoda na doprowadzenie obu przywódców do stołu rozmów pokojowych. Dlatego pozwoliłem sobie wysłać ten list na Pana prywatny adres. Normalnie skierowałbym go drogą służbową, lecz przeczytałem dziś w «New York Timesie» pana słowa: «Jeżeli jest jakiekolwiek rozwiązanie, do którego mógłbym się włączyć, jakakolwiek konferencja lub spotkanie, które można by zwołać natychmiast, to podejmę się tego z zapałem*. Otóż, być może, takie rozwiązanie istnieje, a przynajmniej jest szansa na jego znalezienie.

Jaser Arafat wierzy w proroctwa. Spędziłem z nim niedawno ponad godzinę, omawiając przepowiednie zawarte w Biblii. Pod koniec rozmowy sprawiał wrażenie przekonanego, iż jedyną alternatywą dla pokoju jest zagłada.

Nikt dotąd nie próbował rozmawiać z nim w ten sposób, a może to mieć kluczowe znaczenie".

Poinformowałem Powella o ukrytym kodzie w Biblii, który wydaje się odsłaniać przyszłość. Miałem nadzieję, że spotka się to ze zrozumieniem z jego strony, wiedziałem bowiem z jego autobiografii, iż jest człowiekiem głęboko wierzącym, który sam uczył kiedyś w szkółce niedzielnej, oraz ceni i wyznaje tradycyjną religijność.

Przekazałem mu więc to samo, co Bushowi:

"Kod Biblii ostrzega przed niebezpieczeństwem wybuchu wojny światowej na Bliskim Wschodzie.

Jeśli nawet nie jest Pan skłonny wierzyć w istnienie ukrytego w Piśmie przekazu opisującego przyszłość – pisałem – to i tak nasze spotkanie może mieć sens, ponieważ Arafat najwyraźniej w to wierzy.

Gdy również Szaron zrozumie, że jedyną alternatywą pokoju jest totalna zagłada, wówczas pokój może zostać osiągnięty – kontynuowałem. Nie jest ważne, czy przekona go proroctwo, czy raporty wywiadu; ważne, by zrozumiał, że stawką w tej grze jest przetrwanie".

Colin Powell powrócił do Stanów, nie spotkawszy się z Arafatem, i nigdy nie odpowiedział na mój list. Po miesiącu Bush wysłał go ponownie z misją pokojową na Bliski Wschód – z zadaniem wypracowania zawieszenia broni między Arafatem i Szaronem. Te bezowocne wysiłki były kontynuowane przez cały następny rok i dłużej, wciąż jednak nie przyniosły rezultatu.

W kodzie Biblii pojawiła się tymczasem pewna nadzieja. Nazwisko "C. Powell" jest zakodowane wraz ze słowami "przewodniczący szczytu", co mogłoby sugerować, że amerykański sekretarz stanu zdoła jednak skłonić obie zwaśnione strony do rozmów.

W tym samym miejscu sygnalizowane jest jednak wielkie niebezpieczeństwo, wyrażające się w słowach "u kresu dni" – tych samych, które krzyżują się z nazwiskiem "G.W. Bush".

Rok 2006 nieuchronnie się zbliża. Zacząłem się obawiać, że nie zdołam stanąć (a może zasiąść) przed obliczem prezydenta Busha, mimo iż postrzega on wojnę z terroryzmem jako religijną krucjatę.

Kod Biblii wydaje się ostrzegać, że wypowiedziana przez Busha wojna z terroryzmem, która po pierwszej bitwie stoczonej w Afganistanie straciła jak gdyby swój impet, może się tragicznie skończyć, zwłaszcza że bin Laden wciąż pozostaje na wolności.

Wyrażenie "wojna Busha" zakodowane jest w Biblii wraz z ostatecznym ostrzeżeniem: "zło, które na was spadnie u kresu dni". Słowa w otwartym tekście – "narody pod całym niebem" – krzyżujące się z "wojną Busha" – wskazują wyraźnie na globalne zagrożenie.

Fraza "następny terrorysta" zakodowana jest wraz z groźnym słowem, którego wszyscy teraz najbardziej się obawiają – "atomowy".

Wyrażenie "następny atak terrorystyczny" zakodowane jest z "bin Ladenem", a jedyne miasto występujące w kodzie równocześnie z "atomową zagładą" i "wojną światową" to "Jerozolima".

Kod Biblii ostrzega jednak, że konsekwencje będą dotyczyły całego świata. "Wojna światowa" zakodowana jest z "terroryzmem", a arabskie słowo "szahid" oznaczające "zamachowca-samobójcę" pojawia się dokładnie w tym samym miejscu.

Z niepokojem stwierdziłem, że wszystkie ostrzeżenia kodu Biblii dają się streścić następująco: w ciągu najbliższych pięciu lat świat będzie się znajdował w permanentnym stanie wojny; nie będzie to jednak wojna konwencjonalna, lecz narastająca spirala ataków terrorystycznych z użyciem broni masowego rażenia oraz przeciwuderzeń świata zachodniego. Może to być zatem wojna, której możliwości nikt nie chciał dopuścić – konfrontacja między nami i wojowniczym islamem, między cywilizacją zachodnią i religijnymi fanatykami pragnącymi ją zniszczyć.

Pierwsza bitwa już się rozegrała. Wszystko, przed czym usiłowałem ostrzegać i co widziałem w biblijnych zakodowaniach, zaczynało stawać się rzeczywistością.

Nie wiedziałem, co robić.

Treść wszystkich ostrzeżeń kodu Biblii, brzmiących tak apokaliptycznie, gdy publikowałem je przed pięciu laty – a nawet jeszcze wtedy, gdy próbowałem dotrzeć do prezydenta Busha na miesiąc przed 11 września – stawała się powszechnie znaną i akceptowaną rzeczywistością, czymś niemal nieuniknionym. Nawet nasi przywódcy zaczynali tracić wiarę, że zagrożenie można odwrócić i oddalić.

Wszyscy najważniejsi przedstawiciele administracji Busha, nie wyłączając samego prezydenta, mówili już publicznie, że nowy atak terrorystyczny, albo wręcz akt terroryzmu nuklearnego, jest niemal pewny; że to tylko kwestia czasu.

– Perspektywa kolejnego ataku na Stany Zjednoczone jest nadzwyczaj realna – powiedział wiceprezydent Dick Cheney. – Nie jest to kwestia "czy", lecz "kiedy".

Z kolei sekretarz obrony Donald Rumsfeld poinformował komisję senacką, że terroryści zdobędą broń masowego rażenia: "Mają już broń chemiczną i biologiczną, a niebawem niektórzy z nich uzyskają dostęp do broni jądrowej".

– Nie ma wątpliwości, że zdobędą tę broń i że nie zawahają się ani minuty przed jej użyciem – powiedział Rumsfeld.

– Stajemy przed nowymi zagrożeniami terrorystycznymi – dodał. – Nie chodzi już o to czy, ale kiedy, gdzie i jak.

– Jest to nieuchronne – potwierdził dyrektor FBI Robert Mueller. – Nastąpi kolejny atak. Nie będziemy w stanie go powstrzymać. Choć chciałbym móc być większym optymistą.

Do tej pory moim problemem było przekonywanie polityków o realności zagrożeń zakodowanych w Biblii. Teraz należało ich przekonać, że groźba może być zażegnana, jeśli potraktujemy poważnie ostrzeżenia, które przekazuje nam kod Biblii.



cofnij / dalej


strona główna / początek książki
(23kB)