(23kB)
strona główna


JOHN GRAY
MĘŻCZYŹNI SĄ Z MARSA
A KOBIETY Z WENUS

(Men are from Mars, Women are from Venus)

Przekład Katarzyna Waller-Pach







Książkę tę z najgłębszą miłością
i wzruszeniem dedykuję mojej żonie,
Bonnie Gray.
Jej miłość, wrażliwość, mądrość i sita
sprawiły, ze mogłem najlepiej, jak tylko umiem,
przedstawić to, czego się wspólnie
nauczyliśmy.




Podziękowania

Dziękuję mojej żonie Bonnie za to, że odbyła ze mną całą drogę, która doprowadziła do powstania tej książki. Jestem jej wdzięczny, że zgodziła się, bym uchylił rąbka naszej prywatności oraz że pomogła mi zrozumieć i docenić kobiecy sposób widzenia świata.

Dziękuję naszym trzem córkom - Shannon, Julie i Lauren - za ich niezachwianą miłość i zachętę. Wyzwanie, jakim była dla mnie rola ojca, pozwoliło mi pojąć, jakie trudności musieli pokonać moi rodzice. Dzięki temu, że sam mam dzieci, jeszcze bardziej kocham swoich rodziców. Będąc ojcem, lepiej zrozumiałem własnego ojca.

Dziękuję moim rodzicom za to, że z wielką miłością wychowali całą naszą siódemkę.

Jestem wdzięczny najstarszemu bratu, Davidowi, za to, że rozumie moje uczucia i pochwala sposób, w jaki je wypowiadam. Dziękuję mojemu bratu Williamowi za ustawiczne zachęcanie mnie do większego wysiłku. Dziękuję mojemu bratu Robertowi za pewną rozmowę, która trwała aż po świt i tak wiele wniosła do mojej pracy. Dziękuję mojemu bratu Tomowi za dodawanie mi otuchy i za jego wspaniały optymizm. Dziękuję mojej siostrze Virginii za to, że zawsze we mnie wierzyła i że wysoko ocenia moje seminaria. Zawsze pozostanę wdzięczny mojemu zmarłemu młodszemu bratu Jimmy'emu za jego miłość i podziw, które wciąż pomagają mi w trudnych chwilach.

Dziękuję mojej agentce, Patti Breitman, której twórcza pomoc i entuzjazm towarzyszyły tej książce od pierwocin aż po finał. Dziękuję Carole Bidnick za wsparcie, którego udzieliła mi w trudnych chwilach rozpoczynania pracy. Dziękuję Susan Moldow i Nancy Peske za poparcie i rady, których mi udzieliły. Dziękuję zespołowi HarperCollins za to, że zawsze mogłem liczyć na jego pomoc w swoich poszukiwaniach.

Pragnę też wyrazić wdzięczność tysiącom anonimowych uczestników moich seminariów, którzy dzielili się ze mną swoimi doświadczeniami i zachęcali do napisania książki. Przygotowując możliwie pełną prezentację rozległego tematu, jakim są problemy w porozumiewaniu się, czułem ich nie słabnące wsparcie.

Jestem wdzięczny moim pacjentom za to, że zaufali mi i opowiedzieli o swoich domowych zmaganiach.

Dziękuję Steve'owi Martineau za jego mądre wskazówki, które wpłynęły na kształt tej książki. Dziękuję tym wszystkim, których serdeczność i wspaniałomyślność pozwoliły powołać do życia John Gray Relationship Seminars (właśnie seminaria były polem, na którym ulepszyłem i rozwijałem swoją pracę). Byli to: Elley i Ian Corenowie z Santa Cruz, Debra Mudd, Gary i Helen Francellowie z Honolulu, Bill i Judy Elbringowie z San Francisco, David Obstfeid i Fred Kliner z Waszyngtonu, Elizabeth Kling z Baltimore, Clark i Dottie Bartelowie z Seattie, Michael Najarian z Phoenix, Gloria Manchester z Los Angeles, Sandee Mac z Houston, Earlene Carrillo z Las Vegas, David Farlow z San Diego, Bart i Merrii Jacobsowie z Dailas oraz Ove Johhansson i Ewa Martensson ze Sztokholmu.

Dziękuję Richardowi Cohenowi i Cindy Black z Beyond Words Publishing za ich autentyczny i serdeczny wkład w powstanie mojej poprzedniej książki Men, Women, and Relationships, w której tkwił zalążek wszystkiego, co potem rozwinąłem, pisząc obecną książkę.

Dziękuję Johnowi Vestmanowi z Trianon Studios za znakomite nagranie całego mojego seminarium oraz Dave'owi Mortonowi i zespołowi Cassette Express za profesjonalizm, z jakim potraktowali dostarczony im materiał.

Spośród mężczyzn, których opowiadania szczególnie mnie wzbogaciły, osobne podziękowania składam Lenneyowi Eigerowi, Charlesowi Woodowi, Jacquesowi Early'emu, Davidowi Placekowi i Chrisowi Johnsowi, który wspomógł wydanie mojego rękopisu.

Dziękuję mojej sekretarce. Arianie, za to, że na cały czas mojej pracy nad książką wzięła na siebie odpowiedzialność za prowadzenie biura.

Dziękuję mojemu adwokatowi, który jest także przybranym dziadkiem moich dzieci, Jerry'emu Riefoldowi za to, że zawsze mogłem na niego liczyć.

Dziękuję Cliffordowi McGuire'owi za naszą dwudziestoletnią przyjaźń. Nie mógłbym sobie życzyć lepszego przyjaciela i doradcy.



Wstęp


W tydzień po narodzinach naszej córki Lauren moja żona Bonnie i ja byliśmy zupełnie wyczerpani. Lauren nie dawała nam zasnąć. Bonnie po porodzie prawie nie mogła chodzić i musiała brać środki przeciwbólowe. Przez pięć dni pozostawałem w domu, żeby jej pomóc, a potem wróciłem do pracy. Wydawało mi się, że Bonnie czuje się już lepiej.

Kiedy mnie nie było, skończyły się jej środki przeciwbólowe. Zamiast zadzwonić do mnie do pracy, poprosiła jednego z moich braci, który wpadł z wizytą, by poszedł do apteki. On jednak z jakiegoś powodu nie przyniósł jej tabletek. Bonnie przez cały dzień opiekowała się noworodkiem, cierpiąc okropnie.

Ja tymczasem nie miałem o niczym pojęcia. Kiedy wróciłem do domu, Bonnie była zupełnie wytrącona z równowagi.

Nie rozumiałem, o co chodzi. Miałem wrażenie, że mnie oskarża, gdy mówiła: "Cały dzień mnie boli. Skończyły się tabletki. Leżę zwinięta w łóżku i nikogo to nie obchodzi".

Zacząłem się bronić: "Dlaczego nie zadzwoniłaś do mnie?" A ona na to odpowiedziała: "Prosiłam twojego brata, ale zapomniał! Czekałam cały dzień, aż wróci. Co miałam zrobić? Ledwo chodzę. Czuję się taka opuszczona!"

Wtedy wybuchłem. Ja także byłem tego dnia poirytowany. Byłem zły, że do mnie nie zadzwoniła. Czułem wściekłość, myśląc o tym, że mnie oskarża, chociaż nawet nie wiedziałem, że cierpi. Powiedzieliśmy sobie kilka niemiłych słów i ruszyłem w stronę drzwi. Byłem zmęczony, zdenerwowany i dość już usłyszałem. Oboje doszliśmy do kresu wytrzymałości. I wtedy stało się coś, co odmieniło moje życie.

Bonnie powiedziała: "Poczekaj! Nie odchodź, proszę. Teraz najbardziej cię potrzebuję. Jestem cała obolała. W ogóle nie sypiam. Proszę, wysłuchaj mnie". Zatrzymałem się. Bonnie mówiła dalej: "John, póki jestem słodka i kochająca, jesteś przy mnie, ale kiedy tylko zaczynam być rozżalona, po prostu wychodzisz". Potem przerwała i z oczami pełnymi łez dodała: "Teraz bardzo mnie boli. Nie mam ci nic do ofiarowania. Właśnie teraz najbardziej ciebie potrzebuję. Proszę, chodź tutaj i przytul mnie. Nic nie musisz mówić. Wystarczy, że poczuję, jak mnie obejmujesz. Proszę, nie odchodź".

Zbliżyłem się i w milczeniu wziąłem ją w objęcia. Płakała, przytulona do mnie. Po kilku minutach podziękowała mi, że nie wyszedłem i że mogła popłakać na moim ramieniu. Tego dnia po raz pierwszy nie zostawiłem jej samej. Zostałem i czułem się z tym świetnie. W końcu dałem jej to, czego naprawdę potrzebowała. To chyba naprawdę była miłość: troska o tę drogą osobę, wiara w nasze uczucie, obecność drugiego człowieka. Byłem zaskoczony, jak łatwo udało mi się pomóc Bonnie, kiedy tylko wskazała mi właściwą drogę. Inna kobieta w tej sytuacji instynktownie wiedziałaby, czego Bonnie potrzeba, lecz ja jako mężczyzna nie miałem pojęcia, że to dotykanie, przytulanie i wysłuchiwanie żalów jest dla niej takie ważne.

Nigdy bym nie uwierzył, że tak łatwo rozwiążemy nasz konflikt.

W moich wcześniejszych związkach stawałem się w takich chwilach niechętny albo obojętny, po prostu dlatego, że nie wiedziałem, co właściwie mógłbym zrobić. Pewnie z tego powodu moje pierwsze małżeństwo było bardzo trudne i bolesne.

Incydent z Bonnie uświadomił mi, jak mógłbym zmienić swoje zachowanie. Zainspirował mnie także do podjęcia siedmioletnich badań, które w końcu doprowadziły do powstania tej książki.

Uświadomiłem sobie, jak bardzo kobiety różnią się od mężczyzn, i zdałem sobie sprawę, że małżeństwo nie musi być ciągłą walką. Pamiętając o dzielących nas różnicach, mogliśmy z Bonnie skutecznie, poprawić nasze sposoby porozumiewania się. Zrobiło nam się z sobą po prostu przyjemniej. Poznając i zgłębiając te różnice, uzyskaliśmy świadomość spraw, o których nigdy nie mówili nam rodzice, choćby dlatego, że podobnie jak my nie zdawali sobie dotąd sprawy z ich istnienia. Kiedy zacząłem się dzielić własnymi odkryciami z osobami przychodzącymi ze swoimi problemami do mojego gabinetu, zauważyłem, że moje rady przyniosły i w ich związkach znaczącą poprawę. Od tego czasu dosłownie tysiące par, które spotkałem na swoich seminariach, uznało, że w ich związkach nastąpiła cudowna odmiana.

Minęło siedem lat, a ja wciąż dostaję listy, zdjęcia uśmiechniętych małżeństw z dziećmi, kartki z podziękowaniami za uratowanie czyjegoś związku. Co prawda, to nie ja ratuję małżeństwa, lecz miłość, ale wielu z tych ludzi z pewnością rozwiodłoby się, gdyby nie nauczono ich w porę lepszego zrozumienia płci przeciwnej.

Susan i Jim byli małżeństwem od dziesięciu lat. Jak większość par oni także zaczynali wspólne życie, bardzo się kochając. Nadeszły jednak lata narastającej frustracji i rozczarowań, a wtedy, myśląc, że ich uczucie wygasło, zdecydowali się na rozstanie. Przed przeprowadzeniem rozwodu postanowili jeszcze przyjść na moje sobotnio-niedzielne seminarium. Susan powiedziała mi: "Próbowaliśmy wszystkiego, by ocalić ten związek, ale nic nie pomaga. Za bardzo się różnimy". W czasie seminarium ze zdumieniem dowiedzieli się, że te liczne różnice są zupełnie naturalne. Ucieszyło ich odkrycie, że inne pary przeszły dokładnie tę samą drogę.

W ciągu zaledwie dwóch dni Susan i Jim nauczyli się zupełnie nowego spojrzenia na naturę mężczyzn i kobiet.

Znowu się w sobie zakochali. Ich związek cudownie się przeobraził. Nie myśleli już o rozwodzie. Marzyli, by razem spędzić resztę życia. Jim powiedział potem, że to właśnie dzięki zrozumieniu dzielących ich różnic mogli się wzajemnie odzyskać.

Sześć lat później zaprosili mnie, bym zobaczył ich nowy dom i poznał całą rodzinę. Wciąż się kochali i dziękowali za to, że pozwoliłem im lepiej się zrozumieć i że się nie rozstali.

Chociaż większość ludzi wie, że mężczyźni i kobiety bardzo się różnią, to pozostaje dla nich niejasne, na czym ta różnica polega. Wielu specjalistów poruszało ten temat w swoich książkach, lecz prace te były zwykle jednostronne i pogłębiały tylko wzajemną niechęć i brak zaufania. Jedna z płci była zazwyczaj przedstawiana jako ofiara drugiej. Potrzebny był prosty podręcznik mówiący o tym, jak naturalne są różnice między kobietami a mężczyznami.

Aby wzbogacić i uleczyć kontakty między ludźmi przeciwnej płci, należy im pomóc w zrozumieniu dzielących ich różnic. Pozwoli to mężczyznom i kobietom na nowo się zaakceptować oraz umocnić poczucie własnej wartości, a jednocześnie obdarzyć partnera miłością, z całą jej niezmierzoną ufnością, chęcią współdziałania i podejmowaniem odpowiedzialności.

W wyniku ankiety, jaką przeprowadziłem wśród 25 000 uczestników moich seminariów, udało mi się zdefiniować zasadnicze różnice między kobietami a mężczyznami. Kiedy będziecie czytać o tych różnicach, poczujecie, jak wyrosłe między wami mury nieufności i urazy walą się w gruzy. Wszystkie zasady opisane w tej książce zostały wypróbowane w praktyce. 90 procent ankietowanych osób całkowicie utożsamiało się z uczuciowymi modelami mężczyzny i kobiety, jakie przedstawiłem.

Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus - to podręcznik o szczęśliwym związku z lat dziewięćdziesiątych XX wieku, Mówi głównie o tym, że mężczyźni i kobiety inaczej myślą, czują, postrzegają, reagują i kochają, innych rzeczy pragną i inne cenią. Zdaje się czasem, jakby pochodzili z różnych planet, których mieszkańcy mają odmienne potrzeby i mówią własnymi językami.

Ta książka pomoże wam uniknąć niezrozumienia i niewłaściwych oczekiwań. Jeśli będziecie pamiętali, że partner pochodzi z innej planety, to postaracie się, zamiast go zmieniać - jak bywało dotąd - rozpocząć współdziałanie oparte na zrozumieniu faktu, że musicie się różnić. Co ważniejsze, nauczycie się praktycznych technik rozwiązywania problemów płynących z waszej inności.

Tworzenie szczęśliwego związku jest czasami bardzo trudne. Oczywiście, że pojawią się problemy. Tylko że te problemy albo mogą się stać źródłem urazy i odrzucenia partnera, albo posłużyć do zbudowania głębszego wzajemnego zrozumienia, bliskości, zaufania i miłości. Wskazówki, które znajdziecie w tej książce, pomogą wam rozwiązywać problemy, jakie napotkacie w waszym wspólnym życiu. W ten sposób uzyskacie narzędzie, które pozwoli wam zdobyć miłość, jakiej pragniecie, i dać partnerowi swoją czułość i pomoc, na które zasługuje.

Naturalnie, książka ta zawiera wiele uogólnień i czasem niektóre stwierdzenia wydadzą się wam bardziej trafne, a inne mniej. Każdy z nas ma przecież własną osobowość. Czasami na moich seminariach spotykałem i takie pary, w których związku zachodziło swoiste odwrócenie ról - mężczyzna identyfikował się z tym, co mówiłem o kobietach, i odwrotnie. Jeżeli zauważycie, że coś podobnego dotyczy także waszego związku, pragnę was uspokoić, że nie ma w tym żadnej "nienormalności".

Radzę serdecznie, byście, jeśli natraficie na coś, co zupełnie do was nie pasuje, albo zignorowali to, albo wejrzeli głębiej w siebie.

Czasem mężczyźni, którzy pragną być bardziej kochający i lepiej trafiać w oczekiwania partnerki, zaprzeczają do pewnego stopnia swej męskiej naturze. Podobnie niektóre kobiety wyrzekają się swoich kobiecych cech, aby osiągnąć sukces w zawodzie wymagającym "męskiego" charakteru. Jeśli ten przypadek zaistniał w waszym związku, to, być może, lektura tej książki pozwoli wam przywrócić równowagę między waszą męską i kobiecą naturą.

Nie staram się natomiast odpowiedzieć w mej książce na pytanie, dlaczego mężczyźni i kobiety tak bardzo się różnią. Jest to zagadnienie dotyczące bardzo wielu kwestii: różnic biologicznych i wpływu rodziców, edukacji, uwarunkowań kulturalnych, społecznych, historycznych czy wreszcie oddziaływania mediów. (Sprawy te omawiam szerzej w publikacji Men, Women, and Relationships: Making Peace with the Opposite Sex).

Chociaż korzyści płynące z lektury mej książki są natychmiastowe, nie może ona zastąpić prawidłowo przeprowadzonej terapii ani porady specjalisty zajmującego się problemami rodzinnymi.

Książka ta pokazuje jedynie obraz szczęśliwego związku i pozwala poznać metody wzajemnego porozumiewania się.

Jestem przekonany, że każdy czytelnik może z niej czerpać wiele korzyści. Jedyna negatywna uwaga, jaką słyszałem na swoich seminariach, brzmiała: "Szkoda, że nikt mi wcześniej tego nie powiedział".

Nigdy nie jest za późno, by wprowadzać do swojego życia miłość. Musicie się tylko nauczyć nowego sposobu postępowania.

Jeśli pragniecie, by wasz związek był pełniejszy i bardziej satysfakcjonujący, przeczytajcie tę książkę.

Przedstawiając ją czytelnikom, czynię to z wielką radością. Niech rośnie w was miłość i mądrość. Życzę Wam wszystkim, by liczba rozwodów spadła, a szczęśliwych związków wzrosła. Nasze dzieci zasługują na życie w lepszym świecie.

5 listopada 1991
Mill Valley, Kalifornia


John Gray



ROZDZIAŁ PIERWSZY

MĘŻCZYŹNI SĄ Z MARSA,
KOBIETY Z WENUS



Wyobraźcie sobie, że mężczyźni pochodzą z Marsa, a kobiety z Wenus. Pewnego dnia, dawno temu, Marsjanie, patrząc przez teleskopy, odkryli Wenusjanki. Jeden rzut oka wystarczył, by obudziły się w nich nie znane wcześniej uczucia. Marsjanie zakochali się, szybko wymyślili podróż kosmiczną i polecieli na Wenus.

Wenusjanki przywitały Marsjan z otwartymi ramionami.Intuicyjnie przeczuwały, że ten dzień kiedyś nadejdzie. Ich serca otworzyły się na miłość, której nigdy wcześniej nie zaznały.

Miłość Wenusjanek i Marsjan była czarowna. Zachwycali się tym, że są razem, robią ze sobą różne rzeczy, wspólnie mieszkają. Chociaż pochodzili z innych światów, umieli się rozkoszować swoją odmiennością. Całe miesiące spędzali, ucząc się siebie nawzajem, badając i uznając swoje odrębne potrzeby, upodobania i sposoby zachowania. Przez całe lata żyli w miłości i harmonii.

Potem zdecydowali się polecieć na Ziemię. Z początku wszystko szło dobrze, ale oddziaływanie atmosfery ziemskiej spowodowało, że pewnego ranka wszyscy obudzili się z osobliwym rodzajem amnezji - amnezją wybiórczą.

Zarówno Marsjanie, jak i Wenusjanki zapomnieli, że muszą się różnić, bo pochodzą z innych planet. Tego ranka wszystko, czego dotychczas się dowiedzieli o swojej odrębności, zatarło się w ich pamięci. I od tego dnia mężczyźni i kobiety pozostają w konflikcie.




PAMIĘĆ O ODRĘBNOŚCI


Nieświadomi, że mężczyźni i kobiety muszą się różnić, żyjemy w niezgodzie. Często wpadamy w złość lub frustrację w zetknięciu z płcią przeciwną, ponieważ zapomnieliśmy o tej ważnej prawdzie. Spodziewamy się, że przedstawiciele odmiennej płci będą bardziej do nas podobni. Żądamy, aby "chcieli, czego my chcemy" i "czuli to, co my czujemy".

Mylnie sądzimy, że jeśli nasi partnerzy nas kochają, to będą reagować i zachowywać się w określony sposób. Ten sam, w jaki my reagujemy i zachowujemy się, gdy kogoś kochamy. Takie nastawienie prowadzi do wciąż nowych rozczarowań. Tracimy czas, który moglibyśmy poświęcić na wymienianie się informacjami na temat swoich odrębności.


Mylnie sądzimy, że jeśli nasi partnerzy nas
kochają, to będą reagować i zachowywać się
w określony sposób. Taki sam, w jaki my reagujemy
i zachowujemy się, gdy kogoś kochamy.


Mężczyźni niesłusznie oczekują, że kobiety będą myślały, wypowiadały się, reagowały tak, jak to robią mężczyźni; kobiety błędnie spodziewają się po mężczyznach uczuć, sposobów komunikowania i reakcji właściwych kobietom. Nasze związki są pełne niepotrzebnych utarczek i konfliktów, bo zapomnieliśmy, że mężczyźni i kobiety się różnią.

Jasne postawienie sprawy i respektowanie tych odmienności spektakularnie zmniejsza nieporozumienia w kontaktach między płciami. Jeśli się pamięta, że mężczyźni pochodzą z Marsa, a kobiety z Wenus, wszystko daje się wyjaśnić.




PRZEGLĄD DZIELĄCYCH NAS RÓŻNIC


W poszczególnych rozdziałach książki będę szczegółowo omawiał dzielące nas różnice. Kolejno uzyskamy wgląd w nowe i rozstrzygające sprawy. Oto główne odmienności, jakie zgłębimy:

W rozdziale drugim przeanalizujemy, czym różni się męska skala wartości od kobiecej. Spróbujemy też zrozumieć dwa największe błędy, jakie popełniamy w kontaktach z płcią przeciwną: mężczyźni błędnie ofiarowują rozwiązania i dezawuują uczucia, a kobiety dają rady i instruują. Dla tych, którzy zrozumieją nasze marsjańsko-wenusjańskie pochodzenie, stanie się jasne, dlaczego mężczyźni i kobiety nieświadomie robią pewne błędy. Pamięć o dzielących nas różnicach umożliwi nam uniknięcie tych błędów i reagowanie w sposób bardziej efektywny.

W rozdziale trzecim odkryjemy, w jak różny sposób mężczyźni i kobiety reagują na stres. Podczas gdy Marsjanie zwykle zamykają się i milcząc, rozmyślają o tym, co ich gnębi, Wenusjanki czują instynktowną potrzebę mówienia o trawiących je niepokojach. Poznamy nową strategię zdobywania tego, na czym nam w tym pełnym konfliktów czasie zależy.

Jak postępować z płcią przeciwną, dowiemy się w rozdziale czwartym. Mężczyzn pobudza wrażenie, że są potrzebni, a kobiety - że są traktowane z czułością. Omówimy trzy etapy ulepszania naszych związków i nauczymy się przezwyciężać największe wyzwania: mężczyźni muszą przełamać swój opór przeciw dawaniu miłości, podczas gdy kobiety muszą pokonać opór przeciw przyjmowaniu jej.

W rozdziale piątym dowiecie się, że mężczyźni i kobiety zwykle nie mogą się porozumieć, ponieważ mówią różnymi językami. Słownik wyrażeń marsjańsko-wenusjańskich zawiera tłumaczenia wypowiedzi, które najczęściej bywają błędnie rozumiane. Dowiecie się, że mężczyźni i kobiety mówią, a niekiedy przestają to robić z całkowicie różnych powodów. Kobiety mogą nauczyć się, co robić, kiedy mężczyzna milknie, a mężczyźni - jak można lepiej słuchać, nie poddając się frustracji.

W rozdziale szóstym odkryjecie, jak odmienna jest potrzeba intymności mężczyzn i kobiet. Mężczyzna dąży do zbliżenia, lecz potem nieuchronnie pragnie się odsunąć. Kobiety nauczą się, jak przebrnąć przez tę fazę zachowania dystansu, tak by partner jednym skokiem wracał do poprzedniego etapu. Dowiedzą się także, jakie chwile są najlepsze do prowadzenia z mężczyzną intymnych rozmów.

W rozdziale siódmym zbadamy, jak natężenie uczuć kobiety wobec obiektu miłości rytmicznie podnosi się i opada na podobieństwo fali. Mężczyźni nauczą się, w jaki sposób odpowiednio interpretować te czasem nagłe wahania emocji. Dowiedzą się też, jak się zorientować, kiedy są najbardziej potrzebni, i w takich przypadkach umiejętnie mogą służyć pomocą, bez konieczności poświęcania się.

W rozdziale ósmym odkryjemy, że mężczyźni i kobiety ofiarowują ten rodzaj miłości, jakiego sami potrzebują, nie zaś ten, którego oczekuje płeć przeciwna. Mężczyźni pragną w miłości przede wszystkim zaufania, akceptacji i docenienia. Kobiety szukają miłości niosącej zrozumienie, uwagę i szacunek. Poznacie sześć powszechnie, choć nieświadomie przez nas stosowanych sposobów odpychania partnera.

W rozdziale dziewiątym zbadamy, jakie są sposoby unikania bolesnych kłótni. Mężczyźni nauczą się, że zachowując się tak, jakby mieli zawsze rację, dezawuują uczucia kobiet. Kobiety dowiedzą się, że zdarza im się niechcący wysyłać sygnały dezaprobaty zamiast sygnałów niezgody i w ten sposób prowokować męskie mechanizmy obronne. Przeprowadzimy szczegółową analizę kłótni. Sformułujemy praktyczne rady dotyczące sposobów komunikowania się, pomocnych w podobnych sytuacjach.

Rozdział dziesiąty pokaże, że mężczyźni i kobiety prowadzą odmienne "zapisy zdobytych punktów". Mężczyźni dowiedzą się, że dla Wenusjanek każdy - niezależnie od wielkości - podarunek miłości liczy się tak samo (jest równie ważny). Przekonają się, że nie muszą skupiać się na jednym dużym prezencie, skoro maleńkie dowody uczucia mają tę samą wartość. Przedstawimy listę 101 sposobów "zdobywania punktów" u kobiet. Kobiety tymczasem nauczą się poświęcać energię tym sprawom, które "liczą się" u mężczyzn: dawać im to, czego oni oczekują.

W rozdziale jedenastym poznacie sposoby porozumiewania się w trudnych chwilach. Omówimy odmienne u mężczyzn i kobiet sposoby ukrywania uczuć, a także wagę dzielenia się swymi emocjami. "Technika Listu miłosnego" będzie naszym sposobem wyrażania negatywnych uczuć, jakie czujemy wobec partnera, metodą odnalezienia większej miłości, drogą do wybaczenia.

W rozdziale dwunastym dowiecie się, dlaczego Wenusjankom trudniej przychodzi prosić o pomoc, a także dlaczego Marsjanie zwykle odmawiają tej prośbie. Nauczycie się, dlaczego wyrażenia "czy mógłbyś" i "czy możesz" zniechęcają mężczyzn i co powiedzieć w zamian. Poznacie sekret, jak zachęcić mężczyzn, by dawali z siebie więcej. Odkryjecie moc drzemiącą w odpowiednio dobranych słowach, wypowiadanych zwięźle i wprost.

W rozdziale trzynastym odkryjecie cztery pory miłości. Realistyczne spojrzenie na to, jak miłość zmienia się i wzrasta, pomoże wam przezwyciężyć nieuniknione w każdym związku kłopoty. Dowiecie się, jak przeszłość wasza i waszego partnera wpływa na teraźniejszość waszego związku. Nauczycie się, jak utrzymać miłość.

W każdym z tych rozdziałów odnajdziecie sekrety budowania trwałych związków miłosnych. Dzięki tym odkryciom potraficie sprawić, by związki te dawały wam satysfakcję.




DOBRE CHĘCI NIE WYSTARCZĄ


Zakochanie zawsze jest cudowne. Wydaje się, że będzie trwało wiecznie, a miłość pozostanie w nas na zawsze. Naiwnie wierzymy, że jakimś cudem właśnie nas nie dotyczą problemy, jakie mieli nasi rodzice. Tylko innym zdarza się, że miłość umiera - nam przeznaczono, byśmy żyli wspólnie długo i szczęśliwie.

Lecz gdy oczarowanie się rozpływa, a codzienność bierze górę, wychodzi na jaw, że mężczyźni oczekują po kobietach reakcji męskich, a kobiety spodziewają się, że mężczyźni będą zachowywać się jak kobiety. Nie uświadamiając sobie dzielących nas różnic, nie zabiegamy o wzajemne zrozumienie. Nie szanujemy swojej odrębności. Jesteśmy urażeni. Domagamy się, osądzamy, stajemy się nietolerancyjni.

Mimo najlepszych, z uczucia płynących intencji - miłość z wolna umiera. Pojawiają się problemy. Rośnie uraza. Załamuje się porozumienie. Wzrasta nieufność. W rezultacie zaczynamy zamykać się i odrzucać partnera. Czar miłości pryska.

Zadajemy sobie pytania:
  • Jak to się dzieje?
  • Dlaczego tak się dzieje?
  • Dlaczego zdarza się to nam?
Aby odpowiedzieć na te pytania, najmądrzejsi z nas wypracowali wspaniale rozbudowane wzorce filozoficzne i psychologiczne. A jednak dawne przyzwyczajenia odżywają. Miłość umiera. Przydarza się to prawie każdemu.

Codziennie miliony samotnych osób szukają partnera, z którym będą mogły przeżyć to szczególne uczucie. Każdego roku miliony par łączą się w miłości, by potem boleśnie się rozstawać, bo zaprzepaścili swą szansę.

Z tych, którzy są zdolni podtrzymać miłość wystarczająco długo, by się pobrać - tylko 50 procent pozostaje w małżeństwie. Spośród tych, którzy zostają razem, prawdopodobnie kolejne 50 procent to ludzie nie spełnieni. Trwają razem przez lojalność, z poczucia obowiązku lub ze strachu przed rozpoczynaniem wszystkiego od nowa.

Bardzo niewielu ludzi potrafi rozwijać uczucie miłości. A jednak to się zdarza. Kiedy mężczyźni i kobiety są zdolni do szanowania i akceptowania swojej odmienności - wtedy miłość ma szansę rozwoju.


Kiedy mężczyźni i kobiety są zdolni
do szanowania i akceptowania swojej
odmienności - wtedy miłość ma szansę rozwoju.


Dzięki zrozumieniu ukrytej odmienności drugiej płci możemy lepiej dawać i przyjmować miłość, którą mamy w sercach. Odkrycie, uznanie i zaakceptowanie dzielących nas różnic pomoże nam uzyskiwać to, na czym nam zależy, w sposób twórczy. I - co więcej - nauczymy się, jak najlepiej kochać i wspomagać tych, na których nam zależy.

Miłość jest cudowna i może trwać, jeśli będziemy pamiętać o naszej odmienności.




ROZDZIAŁ DRUGI

PAN ZAŁATWIACZ I DOMOWY
KOMITET ULEPSZEŃ


Najczęściej powtarzana przez kobiety skarga dotyczy tego, że mężczyźni nie potrafią słuchać. Mężczyzna albo całkowicie ignoruje mówiącą do niego kobietę, albo słucha przez moment, a pojąwszy, o co chodzi, dumnie nakłada czapkę Pana Załatwiacza i proponuje rozwiązanie, które pomoże jej poczuć się lepiej. Jest zdumiony, że kobieta nie docenia jego gestu miłości.

Niezależnie od tego, ile razy kobieta powtórzy, że on jej nie słucha, mężczyzna tego nie zrozumie i nadal będzie robił to co dotąd. Ona potrzebuje współczucia, on proponuje rozwiązania.

Zastrzeżenie najczęściej powtarzane przez mężczyzn w stosunku do kobiet dotyczy dążenia kobiet, aby ich zmienić. Kiedy kobieta kocha mężczyznę, czuje się współodpowiedzialna za jego rozwój. Próbuje mu pomóc, by wszystko robił lepiej. Zakłada Domowy Komitet Ulepszeń, a mężczyzna staje się głównym przedmiotem naprawy.

Niezależnie od tego, jak dalece będzie unikał jej pomocy, kobieta uparcie czyhać będzie na każdą sposobność udzielenia mu wsparcia lub choćby rady, co powinien robić.

Ona sądzi, że mu pomaga, a on czuje się kontrolowany. Bardziej niż czegokolwiek mężczyzna potrzebuje akceptacji.

Oba te problemy mogą być wreszcie zlikwidowane - musimy tylko zrozumieć, dlaczego mężczyźni proponują rozwiązania, a kobiety ulepszają.

Stanie się to możliwe dzięki podróży w czasie i przestrzeni. Znajdziemy się na Marsie i Wenus, podglądając ich mieszkańców, zanim jeszcze odkryli nawzajem swoje istnienie i polecieli na Ziemię.




ŻYCIE NA MARSIE


Marsjanie cenią siłę, kompetencję, skuteczność i osiąganie celów. Robią wszystko, by tę swoją siłę i umiejętność udowodnić i by je rozwijać. Policjanci, żołnierze, biznesmeni, naukowcy, taksówkarze, technicy i kucharze - wszyscy noszą uniformy lub co najmniej czapki dla uwidocznienia swojej kompetencji i siły.

Nie czytając popularnych kobiecych periodyków, skupiają się na takich pozadomowych działaniach, jak polowanie, łowienie ryb czy wyścigi samochodowe. Interesują ich wiadomości, pogoda i sport. Natomiast nie przykładają większej uwagi do książek o miłości i poradników psychologicznych.

Bardziej niż ludzie i uczucia interesują ich "rzeczy" i "sprawy". Nawet dziś na Ziemi, gdy fantazje kobiet krążą wokół miłości, mężczyźni marzą o szybszych samochodach, lepszych komputerach, przyrządach i nowych, potężniejszych technologiach.

Mężczyzn zajmują te przedmioty, które ułatwiając osiąganie celów i "zdobywanie goli", pozwalają im pokazać, że są silni.

"Zdobywanie goli" jest bardzo ważne dla Marsjanina, ponieważ jest sposobem udowodnienia jego kompetencji, dzięki czemu jest on z siebie zadowolony. W dodatku, żeby był naprawdę ukontentowany, musi te gole wbijać samodzielnie. Ktoś inny nie może ich zdobyć za niego. Marsjanie są dumni z działań samodzielnych. Niezależność jest symbolem skuteczności, siły i kompetencji.

Dostrzeżenie tej cechy Marsjan pomoże kobietom zrozumieć, dlaczego mężczyźni tak się bronią przed ulepszaniem ich lub mówieniem, co mają robić. Udzielając mężczyźnie rad, kobieta sugeruje, że on sam nie wie, co robić, lub że nie umie tego zrobić samodzielnie. Mężczyźni są na tym punkcie bardzo wrażliwi, ponieważ kwestia kompetencji ma dla nich wielkie znaczenie.


Udzielając mężczyźnie rad, kobieta sugeruje,
że on sam nie wie, co robić, lub że nie potrafi
tego zrobić samodzielnie.


Zmagając się ze swoim problemem, Marsjanin rzadko o nim mówi, chyba że potrzebuje fachowej porady. Rozumuje następująco: "Dlaczego wciągać w to kogoś, skoro mogę to zrobić sam?" Zachowuje problem dla siebie, chyba że potrzebuje czyjejś pomocy, by znaleźć rozwiązanie. Szukanie wsparcia, kiedy można zrobić coś samemu, jest uznawane za oznakę słabości.

Jeśli jednak Marsjanin naprawdę potrzebuje pomocy - uzyskanie jej staje się oznaką mądrości. W takim przypadku znajduje on osobę, którą szanuje, i wtedy mówi o swoich kłopotach. Rozmowa o problemach jest zaproszeniem do zaproponowania sposobu ich rozwiązania. Wybrany Marsjanin czuje się zaszczycony taką możliwością. Automatycznie wkłada swoją czapkę Załatwiacza, słucha przez chwilę i natychmiast udziela błyskotliwej rady.

Ten zwyczaj Marsjan jest jedną z przyczyn, dla której mężczyźni instynktownie proponują rozwiązania, kiedy kobiety mówią im o swoich kłopotach. Podczas gdy Bogu ducha winna kobieta dzieli się swoimi niepokojami albo głośno rozważa problem dnia, mężczyzna niesłusznie sądzi, że jest proszony o fachową poradę. Wkłada czapkę Załatwiacza i udziela rady, co jest jego formą wyrażania miłości i chęci niesienia pomocy.

Pragnie poprawić samopoczucie kobiety, rozwiązując jej problem. Chce być przydatny. Kiedy jego umiejętności zostają użyte do wspomożenia kobiety, czuje się doceniony i przez to wart jej miłości.

Kiedy jednak zaproponuje rozwiązanie, a kobieta dalej jest rozżalona, niezmiernie mu trudno słuchać dalej. Czuje, że jego rada została odrzucona, a on sam jest niepotrzebny. Nie ma pojęcia, że kobieta oczekuje właśnie tego, by jej z zainteresowaniem i współczuciem wysłuchał. Nie wie, że na Wenus mówienie o problemach nie jest zaproszeniem do zaproponowania rozwiązania.




ŻYCIE NA WENUS


Wenusjanki mają inną skalę wartości. Cenią piękno, miłość, porozumienie i związki. Spędzają dużo czasu, wspomagając i wzbogacając się wzajemnie. Ich samopoczucie jest uzależnione od stanu uczuć i jakości związków. Spełnienie uzyskują przez dzielenie się z kimś i w odniesieniu do kogoś.


Samopoczucie kobiety jest uzależnione
od stanu jej uczuć i jakości jej związku.


Wszystko na Wenus odzwierciedla te wartości. Wenusjanki poświęcają się raczej harmonijnej współpracy i przepełnionemu miłością współżyciu w społeczności niż budowaniu autostrad i drapaczy chmur. Związki są dla nich istotniejsze niż praca i technologie. W większości spraw ich świat jest przeciwieństwem życia na Marsie.

Nie noszą uniformów używanych przez Marsjan (do uwidocznienia ich kompetencji). Przeciwnie - cieszy je codzienna odmiana wyglądu, odpowiednia do nastroju. Indywidualne wyrażanie siebie, szczególnie w sferze uczuć, jest dla nich bardzo istotne. Wenusjanki mogą, poddając się zmianom nastroju, nawet kilkakrotnie w ciągu dnia zmienić wygląd.

Sprawa porozumienia jest na Wenus kwestią podstawowej wagi. Znacznie istotniejsze jest dzielenie się osobistymi odczuciami niż dążenie do sukcesu.

Rozmowa i porozumienie są źródłem cudownego spełnienia. Mężczyźnie trudno to pojąć. Może być bliski zrozumienia tego, co czuje kobieta dzieląca się emocjami lub osiągająca porozumienie, jeśli przywoła wspomnienie satysfakcji, jaką sam osiąga, kiedy zwycięży w wyścigu, wbije gola lub rozwiąże jakiś problem.

Uwaga kobiet nie jest skierowana na wbijanie goli, lecz na osiąganie wysokiej jakości związków. Zależy im na wyrażaniu swojej dobroci, miłości i zainteresowania.

Dwaj Marsjanie idą razem na lunch, żeby rozwiązać jakiś problem albo omówić sprawy zawodowe. Dodatkowo z marsjańskiego punktu widzenia restauracja jest miejscem łatwego zdobywania pożywienia - bez zakupów, gotowania i mycia naczyń.

Wenusjankom pójście na lunch daje możliwość wzbogacenia kontaktów przez ofiarowanie przyjaciółce pomocy i przyjęcie od niej wsparcia. Rozmowy, które kobiety prowadzą w restauracji, bywają bardzo otwarte, a nawet intymne - prawie takie, jakie prowadzi terapeuta z pacjentem.

Na Wenus każdy studiuje psychologię i posiada co najmniej stopień magistra w dziedzinie poradnictwa. Wenusjanki są głęboko uwikłane w sprawy indywidualnego rozwoju, duchowości i we wszystko, co może wzbogacić ich życie. Planeta obfituje w park, ogrody, centra handlowe i restauracje.

Ponieważ dla Wenusjanek udowadnianie kompetencji nie jest sprawą istotną, proponowanie pomocy nie jest obraźliwe, a jej przyjmowanie nie oznacza słabości. Mężczyzna jednak czuje się w takiej sytuacji urażony, bo gdy kobieta ofiarowuje mu pomoc, on odbiera to jako brak zaufania do jego kompetencji.

Kobieta nie ma pojęcia, jak dalece mężczyzna jest na tym punkcie wrażliwy. Ona chęć niesienia pomocy odbierałaby jako dowód miłości partnera. Mężczyzna zaś, któremu ofiarowuje się pomoc, poczuje się niekompetentny, słaby, a nawet nie kochany.

Na Wenus dawanie rad i wypowiadanie sugestii jest sygnałem, że naprawdę nam na kimś zależy. Wenusjanki niezbicie wierzą, że nawet jeśli coś działa, to zawsze może działać jeszcze lepiej. W ich naturze leży chęć ulepszania. Jeśli są kimś głęboko zainteresowane, natychmiast dostrzegają elementy, które można by poprawić, i sugerują, jak tego dokonać. Doradzanie i konstruktywna krytyka jest z punktu widzenia kobiet wyrazem miłości.

Na Marsie jest inaczej. Marsjanie są zajęci znajdowaniem rozwiązań. Ich naczelną zasadą jest niezmienianie tego, co działa. Instynkt mówi, wręcz każe im zostawić to w spokoju. Popularne na Marsie powiedzenie brzmi: "Nie naprawiaj, dopóki się nie zepsuje".

Kiedy kobieta próbuje ulepszać mężczyznę, on sądzi, że partnerka chce go naprawić. Innymi słowy, przyjmuje to jako informację, że jest "zepsuty". Kobieta nie uświadamia sobie, że jej pełne starania próby pomocy upokarzają partnera i niesłusznie sądzi, że pomaga mu się rozwijać.




ZREZYGNUJ Z UDZIELANIA RAD


Bez takiego wglądu w męską naturę kobieta może niechcący, a nawet wbrew intencjom zranić i obrazić najbardziej nawet kochanego mężczyznę.

Przykładem niech będą Tom i Mary, którzy jechali na przyjęcie. Tom prowadził samochód. Po dwudziestu minutach krążenia wokół jednego i tego samego kompleksu budynków Mary uświadomiła sobie, że Tom się zgubił. Zaproponowała więc, żeby zadzwonić po pomoc. Tom przestał się odzywać. Ostatecznie dotarli jednak na przyjęcie, ale napięcie utrzymało się przez cały wieczór. Mary nie mogła zrozumieć, co Toma wyprowadziło z równowagi. Z jej punktu widzenia powiedziała coś w rodzaju: "Kocham cię, zależy mi na tobie i dlatego proponuję ci pomoc". On zaś usłyszał obraźliwe: "Nie wierzę, że nas tam dowieziesz. Jesteś niekompetentny".

Nie wiedząc nic o życiu na Marsie, Mary nie rozumiała, jak ważne jest dla Toma samodzielne osiągnięcie celu. Proponowanie pomocy jest rozwiązaniem ostatecznym. Jak zauważyliśmy, mieszkańcy Marsa nigdy nie udzielają rad nie proszeni. Marsjaninowi okazuje się szacunek, ufając, że zawsze jest zdolny rozwiązywać swoje problemy, chyba że sam poprosi o pomoc.

Mary nie zdawała sobie sprawy, iż wówczas, gdy Tom się zgubił i zaczął jeździć w kółko, miała znakomitą sposobność okazania mu miłości i wsparcia. W tym momencie był przewrażliwiony i bardziej niż zazwyczaj potrzebował uczucia.

Okazanie mu szacunku przez nieproponowanie pomocy byłoby podarunkiem równym temu, jakim dla niej bywa bukiet kwiatów lub miłosny liścik.

Dopiero kiedy Mary dowiedziała się o Marsie i Wenus, nauczyła się pomagać Tomowi w trudnych chwilach. Następnym razem, gdy zabłądził, zamiast proponować mu "pomoc", wstrzymała się od doradzania, wzięła głęboki oddech, starała się całym sercem docenić to, co on dla niej robi. Tom był jej bardzo wdzięczny za to, że zaakceptowała go i okazała mu swoje zaufanie.

Ogólnie rzecz ujmując: kiedy kobieta spontanicznie doradza i próbuje "pomóc" mężczyźnie, nawet sobie nie wyobraża, jak krytycznie i "niemiłośnie" brzmi to w jego uszach. Nawet jeśli jej intencje są szczere, to w ten sposób obraża i rani partnera. Jego reakcja może być gwałtowna, szczególnie jeśli był krytykowany w dzieciństwie lub był świadkiem krytykowania ojca przez matkę.


Kiedy kobieta spontanicznie doradza
i próbuje "pomóc" mężczyźnie, nawet
sobie nie wyobraża, jak krytycznie
i "niemiłośnie" brzmi to w jego uszach.


Dla większości mężczyzn niezwykle ważne jest udowadnianie, iż mogą osiągnąć cel samodzielnie - nawet jeśli celem jest zaledwie dotarcie do restauracji czy na przyjęcie. Jak na ironię, potrafią być bardziej czuli na punkcie spraw małych niż w obliczu wielkich. Uczucia mężczyzny można by streścić tak: "Jeśli nie można mi zaufać w drobnej sprawie, jak ona chce mi powierzyć rzeczy naprawdę ważne?"

Podobnie jak ich marsjańscy antenaci, mężczyźni są dumni, jeśli uzna się ich za ekspertów, zwłaszcza w dziedzinie naprawy urządzeń mechanicznych i rozwiązywania skomplikowanych problemów. To są momenty, w których ze strony kobiet potrzebują przede wszystkim akceptacji, a nie porad i krytyki.




NAUKA SŁUCHANIA


Podobnie mężczyzna, kiedy próbuje pomóc, a nie rozumie odmienności kobiety, może tylko pogorszyć sytuację. Mężczyźni powinni pamiętać, że kobieta mówi o swoich problemach dlatego, że szuka bliskości, a nie rozwiązań.

Kiedy kobieta próbuje po prostu podzielić się z kimś wrażeniami dnia, mąż, sądząc, że pomaga, przerywa jej, proponując, według siebie znakomite, rozwiązanie problemu. I nie ma pojęcia, czemu jej to nie cieszy.


Kobieta próbuje po prostu podzielić się
uczuciami, a mąż, sądząc, że pomaga,
przerywa jej, proponując, według siebie,
znakomite rozwiązanie.


Mary, na przykład, wraca do domu po wyczerpującym dniu. Bardzo pragnie podzielić się z kimś nagromadzonymi w ciągu dnia uczuciami.

Mówi: "Mam tyle pracy i ani chwili dla siebie".

Tom odpowiada: "Powinnaś więc rzucić pracę. Wcale nie musisz tak ciężko pracować. Znajdź sobie coś, co ci się będzie podobało".

Mary: "Ależ ja lubię swoją pracę. Tyle tylko, że oni oczekują, iż będę na każde ich wezwanie".

Tom: "Nie słuchaj ich. Po prostu rób to, co umiesz robić".

Mary: "Właśnie to robię. Niesamowite, znowu zapomniałam zadzwonić do cioci".

Tom: "Nie przejmuj się, ona to zrozumie".

Mary: "Ale co ona sobie pomyśli, przecież mnie potrzebuje".

Tom: "Za bardzo się przejmujesz. To dlatego jesteś taka nieszczęśliwa".

Mary, ze złością: "Nie zawsze jestem nieszczęśliwa. Czy mógłbyś po prostu mnie wysłuchać?"

Tom: "Przecież słucham".

Mary: "I po co ja ci to wszystko mówię!"

Po tej rozmowie Mary była bardziej sfrustrowana niż w momencie powrotu do domu - kiedy to szukała towarzystwa i bliskości. Tom także był sfrustrowany i nie miał pojęcia, o co chodzi. Chciał przecież pomóc. Zawiodła tylko jego taktyka rozwiązywania problemu.

Nie znając specyfiki życia na Wenus, Tom nie rozumiał, jak ważne jest wysłuchanie Mary. Nie pojmował, że jego rozwiązania są niepotrzebne i tylko pogarszają sytuację.

Trzeba nam wiedzieć, że Wenusjanki nigdy nie proponują rozwiązań, kiedy ktoś do nich mówi. Sposobem okazania szacunku mówiącej kobiecie jest współczujące wysłuchanie jej i dołożenie starań, by wniknąć w jej uczucia.

Tom nie wiedział, że najzwyczajniejsze wysłuchanie tego, co Mary chce powiedzieć o swoich uczuciach, przyniosłoby jej ogromną ulgę i zadowolenie. Kiedy jednak usłyszał o tym, jak bardzo kobiety tego potrzebują, powoli nauczył się słuchać.

Teraz, kiedy Mary wraca do domu zmęczona i wyczerpana, ich rozmowa brzmi mniej więcej tak:

Mary mówi: "Mam tyle pracy i ani chwili dla siebie". Tom bierze głęboki oddech, odpręża się i odpowiada: "Wygląda na to, że miałaś ciężki dzień".

Mary: "Oni oczekują, że będę na każde ich wezwanie. Nie wiem już, co robić".

Tom chwilę milczy, po czym wtrąca: "Hmm".

Mary: "Zapomniałam nawet zadzwonić do cioci".

Tom, lekko unosząc brwi: "Och, naprawdę?"

Mary: "Ona mnie teraz tak potrzebuje. Strasznie mi głupio".

Tom: "Jesteś taka kochana. Chodź do mnie. Przytul się". Tom przytula Mary, a ona wzdycha z ulgą w jego ramionach. Potem Mary mówi: "Uwielbiam z tobą rozmawiać. Przy tobie czuję się naprawdę szczęśliwa. Dziękuję, że mnie wysłuchałeś. Jest mi znacznie lepiej".

Nie tylko Mary. Tom także poczuł się lepiej. Był zdumiony, że jego żona jest szczęśliwsza, odkąd nauczył się słuchać.

Oto dwa najczęściej powtarzane przez nas błędy:
  1. Mężczyzna stara się uspokoić zdenerwowaną kobietę, przybierając pozę Pana Załatwiacza i proponując rozwiązanie problemów, czym obraża jej uczucia.
  2. Kobieta stara się zmienić zachowanie mężczyzny, kiedy on popełnia błędy. Przekształca się w Domowy Komitet Ulepszeń - spontanicznie doradza i krytykuje.




W OBRONIE PANA ZAŁATWIACZA
I DOMOWEGO KOMITETU ULEPSZEŃ


Wskazując te dwa główne błędy, wcale nie twierdzę, że w Panu Załatwiaczu lub Domowym Komitecie Ulepszeń tkwi jakiekolwiek zło. Przeciwnie, wyrażają jak najbardziej pozytywne cechy Marsjanina i Wenusjanki. Błąd leży w niewłaściwym doborze miejsca i okazji do ich uzewnętrznienia.

Kobieta na ogół wdzięcznie przyjmuje wszelakie rozwiązania Załatwiacza, chyba że jest zdenerwowana. Mężczyźni muszą pamiętać, że jeśli kobieta wygląda na zaniepokojoną i mówi o swoich problemach, to nie jest to moment odpowiedni na proponowanie rozwiązania. Zamiast tego należy kobietę wysłuchać - wtedy poczuje się lepiej. Bez czyjejkolwiek pomocy.

Mężczyzna najczęściej docenia działalność Domowego Komitetu Ulepszeń, jeśli naprawianie jest potrzebne. Kobiety muszą pamiętać, że nie przemyślane doradztwo i krytyka - szczególnie wówczas, kiedy partner popełnił jakiś błąd, powodują, że czuje się on nie kochany i kontrolowany. Aby mógł uczyć się na swoich błędach, potrzebuje od kobiety nie porad, lecz akceptacji. Kiedy mężczyzna nie czuje się kontrolowany, ma znacznie większą ochotę zwrócić się do partnerki po pomoc i radę.


Jeśli partner odrzuca naszą pomoc,
to najprawdopodobniej dlatego, że źle
wybraliśmy czas i okazję do jej okazania.


Dzięki zrozumieniu odmienności można łatwiej uszanować wrażliwość partnera i być bardziej pomocnym. W dodatku okazuje się, że kiedy partner odrzuca pomoc, to najprawdopodobniej dlatego, że źle wybraliśmy czas i okazję do jej okazania. Przyjrzyjmy się bliżej tej kwestii.




KIEDY KOBIETA WZBRANIA SIĘ PRZED
ROZWIĄZANIAMI PROPONOWANYMI
PRZEZ MĘŻCZYZNĘ


Kiedy kobieta nie przyjmuje rozwiązań proponowanych przez mężczyznę, wydaje mu się, że jego kompetencje są kwestionowane. Wobec tego przekonany, że się go nie docenia ani nie darzy zaufaniem, przestaje się starać. Jego wola uważnego słuchania słabnie. Pamiętając, że kobiety pochodzą z Wenus, mężczyzna może w takich przypadkach z łatwością pojąć, dlaczego partnerka nie akceptuje jego rozwiązań. Może sobie uświadomić, jak często coś proponował, podczas gdy kobieta oczekiwała od niego współczucia i wsparcia.

Oto kilka przykładów krótkich wypowiedzi, przy użyciu których mężczyzna może niechcący dezawuować uczucia i wrażenia partnerki lub proponować nie chciane rozwiązania.

Sprawdź, czy domyślasz się, dlaczego ona ich nie przyjmuje:
  1. "Nie powinnaś się tak martwić".
  2. "Ależ mówiłem co innego".
  3. "To nie jest aż tak ważne".
  4. "No dobrze. Przepraszam. Nie mówmy już o tym".
  5. "Czemu ty tego po prostu nie zrobisz?"
  6. "No przecież rozmawiamy".
  7. "Nie powinno ci być przykro. Nie o to mi chodziło".
  8. "Co ty właściwie chcesz powiedzieć?"
  9. "Nie powinnaś tego tak odbierać".
  10. "Jak możesz tak mówić. W ubiegłym tygodniu spędziłem z tobą cały dzień i było bardzo fajnie".
  11. "W porządku. Nie mówmy już o tym".
  12. "No dobrze. Posprzątam w domu. Czy to cię uszczęśliwi?"
  13. "Już wiem. Tak właśnie powinnaś postąpić".
  14. "Zrozum, nic na to nie poradzimy".
  15. "Jeżeli masz z tego powodu narzekać, po prostu tego nie rób".
  16. "Jak możesz pozwalać ludziom, żeby cię tak traktowali? Nie zadawaj się z nimi".
  17. "Jeżeli nie jesteś szczęśliwa, możemy się rozwieść".
  18. "No dobrze. Więc możesz zacząć od zaraz".
  19. "No, to teraz się tym zajmę".
  20. "Naturalnie, że mi na tobie zależy. To po prostu śmieszne".
  21. "Czy mogłabyś przejść do meritum".
  22. "Powinniśmy zrobić tak..."
  23. "Przecież było zupełnie inaczej".
Wszystkie te wypowiedzi albo oznaczają lekceważenie, albo próbują tłumaczyć uczucia niepokoju, albo sugerują rozwiązanie mające w mgnieniu oka poprawić samopoczucie kobiety.

Pierwszym krokiem, jaki mężczyzna powinien uczynić, niech będzie wykreślenie powyższych sformułowań ze swojego słownika. (Bardziej szczegółowo zajmiemy się tą kwestią w rozdziale piątym).

Znaczącym posunięciem będzie jednak ćwiczenie się w słuchaniu, bez jednoczesnego komentowania lub proponowania rozwiązań.

Jeśli mężczyzna zda sobie sprawę, że to moment i sposób wypowiedzi zostały przez kobietę odrzucone, a nie rozwiązanie samo w sobie, będzie mu łatwiej znieść jej reakcję. Nie przyjmie jej tak osobiście. Ucząc się sztuki słuchania, powoli zacznie odczuwać, że jest doceniany przez kobietę, nawet jeśli ona bywa z początku zagniewana.




KIEDY MĘŻCZYZNA STAWIA OPÓR
DOMOWEMU KOMITETOWI ULEPSZEŃ


Kobiecie, której rady mężczyzna odrzucił, wydaje się, że partnerowi na niej nie zależy i że nie uszanował jej potrzeb. Jest zrozumiałe, że staje się wówczas nieufna.

Jeśli w takich chwilach będzie pamiętała, że mężczyźni są z Marsa, łatwiej zrozumie opór partnera. Odkryje, że oferowała mu nie chcianą radę i krytykę, sądząc, że dzieli się z nim informacjami lub prosi go o coś.

Oto kilka przykładów krótkich zdań, które mogą zirytować mężczyzn, niosąc w sobie nie chciane rady lub bolesną krytykę.

Zapoznając się z tą listą, pamiętaj, że te malutkie elementy mogą kiedyś zespolić się, tworząc mur oporu i niechęci.

W niektórych wypowiedziach rada i krytyka są ukryte. Zastanów się, dlaczego mężczyzna może się poczuć kontrolowany.
  1. "Jak możesz planować kupno tego? Przecież już jedno masz".
  2. "Te talerze nie są wytarte. Po wyschnięciu zostaną plamy".
  3. "Włosy ci chyba trochę podrosły, prawda?"
  4. "Tam jest dobre miejsce. Wycofaj!" (samochód)
  5. "Ze swoimi znajomymi to chcesz spędzać czas. A co ze mną?"
  6. "Nie powinieneś się tak zapracowywać. Weź dzień wolnego".
  7. "Nie kładź tam tego, bo zginie".
  8. "Zadzwoń po hydraulika. On będzie wiedział, co z tym zrobić".
  9. "Czemu czekamy na wolny stolik? Nie załatwiłeś rezerwacji?"
  10. "Powinieneś spędzać więcej czasu z dziećmi. One za tobą tęsknią".
  11. "W twoim biurze panuje wieczny bałagan. Jak ty tu w ogóle możesz pracować? Kiedy wreszcie posprzątasz?"
  12. "Znowu zapomniałeś przynieść to do domu. Następnym razem połóż to w takim miejscu, na które będziesz patrzył wychodząc".
  13. "Jedziesz za szybko. Zwolnij, jeśli nie chcesz dostać mandatu".
  14. "Następnym razem powinniśmy najpierw przeczytać recenzje".
  15. "Nie wiedziałam, gdzie się podziewasz" (Powinieneś był zadzwonić).
  16. "Ktoś pił sok bezpośrednio z butelki".
  17. "Nie jedz palcami. Dajesz zły przykład".
  18. "Te chipsy są za tłuste. Dla twojego serca to nic dobrego".
  19. "Zupełnie nie zostawiasz sobie czasu dla siebie".
  20. "Powinieneś był mnie uprzedzić. Nie mogę po prostu rzucić wszystkiego i iść z tobą na lunch".
  21. "Ta koszulka nie pasuje do spodni".
  22. "Bill dzwonił już trzeci raz. Kiedy zamierzasz oddzwonić?"
  23. "W twoich narzędziach jest bałagan. Niczego nie mogę znaleźć. Powinieneś to uporządkować".
Kiedy kobieta nie wie, jak wprost poprosić mężczyznę o pomoc (rozdział dwunasty) lub umiejętnie powiedzieć mu, że się z nim nie zgadza (rozdział dziewiąty), może jej się wydawać, że nie uzyska tego, na czym jej zależy bez doradzania i krytykowania (ten temat także omówimy w dalszych rozdziałach).

Ważnym krokiem, jaki może zrobić kobieta, jest ćwiczenie się w akceptowaniu, a jednocześnie unikanie dawania rad i krytykowania.

Rozumiejąc jasno, że mężczyzna odrzuca nie jej potrzeby, lecz tylko sposób, w jaki są uzewnętrzniane, kobieta może przyjmować reakcję partnera mniej osobiście. Pozwala jej to spokojnie wypracować inne sposoby uzyskiwania tego, na czym jej zależy.

Z wolna kobieta uświadomi sobie, że mężczyzna potraktowany niejako problem, lecz jako rozwiązanie problemów, bardzo chętnie dokona ulepszeń.


Mężczyzna potraktowany nie jako problem, lecz
jako rozwiązanie problemów, chętnie dokona ulepszeń.


Jeśli jesteś kobietą, proponuję, żebyś przez najbliższy tydzień powstrzymała się od wypowiadania jakichkolwiek rad lub uwag krytycznych. Mężczyzna nie tylko doceni ten gest, lecz stanie się bardziej uważny i czuły.

Jeśli jesteś mężczyzną, sugeruję, żebyś przez najbliższy tydzień ćwiczył słuchanie za każdym razem, kiedy partnerka będzie mówiła - i to z jedną jedyną intencją: zrozumienia jej uczuć. Pamiętaj o przygryzaniu języka, gdy tylko zechcesz powiedzieć, co ona powinna zrobić. Będziesz zdumiony, jak bardzo zostanie to docenione.




ROZDZIAŁ TRZECI

MĘŻCZYŹNI ZASZYWAJĄ SIĘ
W SWOICH JASKINIACH,
A KOBIETY MÓWIĄ


Jedna z największych różnic między mężczyznami a kobietami leży w sposobie reagowania na stres. Mężczyźni zamykają się w sobie i "odcinają", natomiast kobiety rozpamiętują i angażują się emocjonalnie.

Aby w takich momentach poczuć się lepiej, każda z płci potrzebuje czegoś innego. Mężczyźnie pomaga rozwiązanie problemu, kobiecie - "wypowiedzenie" go. Niezrozumienie lub nieakceptowanie tych różnic powoduje powstawanie niepotrzebnych tarć w naszych związkach. Rzućmy okiem na typowy przykład.

Kiedy Tom wraca do domu, chce się odprężyć i wyciszyć, spokojnie czytając gazetę. Jest napięty z powodu nie rozwiązanych w tym dniu problemów i to, że może o nich zapomnieć, przynosi mu ulgę.

Jego żona. Mary, także pragnie się odprężyć po pełnym napięć dniu. Jednak ona znajduje ukojenie w "wygadaniu" problemów. Napięcie powstające między partnerami z wolna przeradza się w urazę.

Tom w cichości uważa, że Mary za dużo mówi, podczas gdy ona czuje się ignorowana. Jeśli nie zrozumieją dzielących ich różnic, jeszcze bardziej się od siebie oddalą.

Prawdopodobnie ta sytuacja wyda wam się znajoma. Jest to jeden z dość typowych konfliktów męsko-damskich. Problem ten nie dotyczy wyłącznie Toma i Mary (jest obecny w prawie każdym związku), a rozwiązanie go nie zależy od tego, jak bardzo Tom i Mary się kochają, lecz w jakim stopniu rozumieją płeć przeciwną.

Nie uświadamiając sobie, że kobiety, aby poczuć się lepiej, naprawdę muszą się wygadać. Tom nadal będzie sądził, że Mary za dużo mówi, i przestanie jej słuchać. Nie rozumiejąc, że Tomowi pomoże czytanie gazety. Mary poczuje się ignorowana i zaniedbywana. Będzie próbowała wciągnąć go do rozmowy, podczas gdy on tego nie chce.

Możemy przeanalizować te różnice, obserwując, jak mężczyźni i kobiety reagują na stres. Wróćmy na Marsa i Wenus, by dowiedzieć się czegoś więcej o mężczyznach i kobietach.




JAK RADZĄ SOBIE ZE STRESAMI NA
MARSIE, A JAK NA WENUS


Kiedy Marsjanin jest zdenerwowany, nigdy nie mówi, co go trapi. (Nie obciąża innego Marsjanina swoimi kłopotami, chyba że potrzebuje konkretnej pomocy). Zamiast tego udaje się do swojej prywatnej jaskini, aby przetrawić problem i wymyślić rozwiązanie.

Gdy już wpadnie na to, jak sobie poradzić, odczuwa wyraźną ulgę i wychodzi z jaskini.

Jeśli nie może znaleźć rozwiązania, robi coś, co pozwoli mu zapomnieć o kłopocie: czyta gazetę albo bierze udział w jakiejś grze. Oczyszczając umysł z problemów mijającego dnia, stopniowo się odpręża. Jeśli stres jest naprawdę duży, wymaga od Marsjanina zajęcia się czymś naprawdę pasjonującym: wyścigiem samochodowym, udziałem w zawodach, górską wycieczką.


Żeby się odprężyć, Marsjanie udają się do
swoich jaskiń, by samotnie rozwiązać swój
problem.


Jeśli Wenusjanka jest zdenerwowana lub napięta i pragnie się uspokoić, wyszukuje kogoś, komu ufa, i szczegółowo opowiada mu o kłopotach mijającego dnia. Kiedy Wenusjanki zwierzą się ze swoich niepokojów, natychmiast czują się lepiej. Taki to już wenusjański zwyczaj.


Aby poczuć się lepiej, Wenusjanki spotykają
się ze sobą i otwarcie rozmawiają o swoich
problemach.


Na Wenus zwierzanie się komuś ze swych problemów jest uważane za dowód miłości i zaufania - nie za uciążliwość. Wenusjanki nie wstydzą się swoich problemów. Ich samopoczucie nie zależy od tego, jak dalece wydają się "kompetentne", ale raczej od tego, w jakich pozostają związkach. Wenusjanki otwarcie mówią o swoich uczuciach niepokoju, niepewności, beznadziei czy wyczerpania.

Wenusjanka odczuwa zadowolenie, mając kochających przyjaciół, którym może zwierzyć się z przeżywanych emocji i problemów. Marsjanin czuje się dobrze, kiedy może rozwiązać swoje problemy samodzielnie, we własnej jaskini. Ten sekret dobrego samopoczucia obowiązuje także na Ziemi.




ZNAJDUJĄC UKOJENIE W JASKINI


Kiedy mężczyzna jest napięty, zaszywa się w jaskini swojego umysłu i skupia się na rozwiązaniu problemu. Zazwyczaj wybiera ten najbardziej palący lub najtrudniejszy i tak bardzo poświęca się temu jedynemu zadaniu, że chwilowo traci świadomość istnienia wszystkich innych. Pozostałe kłopoty i obowiązki schodzą na dalszy plan.

W takich warunkach mężczyzna staje się "nieobecny", nieuważny, niekomunikatywny i zaabsorbowany. Jeśli partnerka wdaje się z nim wówczas w rozmowę, odnosi wrażenie, że zaledwie 5 procent jego umysłu "jest obecne", podczas gdy pozostałe 95 procent pochłonięte jest zupełnie czymś innym.

Pełnej i świadomej obecności mężczyzny nie da się wówczas uzyskać, ponieważ "trawi" on właśnie swój problem, szukając właściwego rozwiązania. Im głębszy stres go trapi, tym bardziej pochłania go poszukiwanie wyjścia z opresji. W takich momentach mężczyzna nie jest zdolny do ofiarowania kobiecie odpowiedniej uwagi i tyle uczucia, ile ona zwykle otrzymuje i na ile zapewne zasługuje. Umysł mężczyzny jest całkowicie zajęty, a on sam nie do końca to sobie uświadamia. Jeśli jednak uda mu się znaleźć rozwiązanie, w jednej chwili odpręża się i wychodzi z jaskini, gotowy poświęcić partnerce swoją uwagę.

Może się jednak zdarzyć, że mężczyzna nie zdoła znaleźć rozwiązania. Wówczas nadal tkwi w jaskini, lecz żeby się z niej wydostać, zajmuje się mało istotnymi problemami: czyta gazety, ogląda telewizję, prowadzi samochód, gimnastykuje się, śledzi rozgrywki piłki nożnej czy gra w koszykówkę. Poświęcenie się jakiemukolwiek zajęciu, które nie skupia więcej niż 5 procent uwagi, pozwala mężczyźnie zapomnieć o zasadniczym problemie i odprężyć się. Następnego dnia może się znów na nim skoncentrować - być może z lepszym rezultatem.

Przyjrzyjmy się uważniej kilku przykładom.

Jim zwykle czyta gazetę, żeby zapomnieć o kłopotach. Czynność ta znakomicie odrywa go od całodziennego zajmowania się rozwiązywaniem problemów i angażuje tylko pięć "wolnych" procent jego umysłu. Może ich użyć do kształtowania opinii i znajdowania rozstrzygnięć dotyczących zagadnień ogólnoświatowych. Stopniowo umysł Jima całkowicie angażuje się w te sprawy, pozwalając mu zapomnieć o tym, co go dotąd nurtowało. Dzięki temu przechodzi od całkowitego skupienia się na kłopotach w pracy do stanu, w którym pochłonięty jest w pełni problemami świata, za które nie jest przecież bezpośrednio odpowiedzialny. Ten proces uwalnia umysł Jima od nękających go spraw i pozwala na "powrót" do żony i rodziny.

Tom, aby uwolnić się od stresu i odprężyć, ogląda mecze piłki nożnej. Odrywa swój umysł od rozwiązywania własnych kłopotów i zajmuje go problemami ulubionej drużyny. Kiedy "jego" drużyna zdobywa punkty albo wygrywa, odczuwa radość zwycięzcy, jeżeli przegrywa - przeżywa jej porażkę. W każdym jednak przypadku wyzwala się spod nacisku prawdziwych kłopotów.

Toma (i wielu innych mężczyzn) odprężenie, związane ze śledzeniem wydarzeń sportowych czy politycznych albo z oglądaniem filmu, wyzwala spod presji, którą odczuwa w codziennym życiu.




Jak kobiety reaguję na jaskinię


Kiedy mężczyzna tkwi w jaskini, nie jest w stanie poświęcić swojej partnerce uwagi, na którą ona oczekuje. W takich chwilach kobiecie jest bardzo trudno zaakceptować jego zachowanie, ponieważ nie wie, jak bardzo mężczyzna jest spięty. Współczułaby mu, gdyby on wróciwszy do domu, opowiedział jej o swoich problemach. Tymczasem on milczy, a ona czuje się ignorowana. Kobieta zdaje sobie sprawę ze zdenerwowania partnera, lecz błędnie uważa, że skoro z nią nie rozmawia, to mu na niej nie zależy.

Kobiety na ogół nie rozumieją sposobu, w jaki Marsjanie reagują na stres. Chciałyby, aby "otworzyli się" i opowiedzieli o swoich problemach, tak jak to czynią Wenusjanki. Kiedy mężczyzna chowa się do jaskini, kobieta czuje się urażona jego chęcią odizolowania się. Jest dotknięta, gdy on ogląda dziennik, wychodzi, żeby pograć w koszykówkę i nie zwraca na nią uwagi.

Równie nieracjonalne jak oczekiwanie od mężczyzny tkwiącego w jaskini, że w mgnieniu oka "otworzy się" i będzie komunikatywny i kochający, jest wymaganie od zdenerwowanej kobiety, żeby w jednej chwili uspokoiła się i zachowywała rozsądnie. Takim samym błędem jest spodziewanie się po mężczyźnie, że zawsze będzie pochłonięty swoją miłością, jak i po kobiecie, że będzie zachowywała się racjonalnie i logicznie.

Gdy Marsjanie chowają się w swoich jaskiniach, zapominają zwykle, że ich przyjaciele także mogą mieć problemy. Instynkt mówi im, że zanim zatroszczą się o kogokolwiek innego, najpierw muszą zająć się sobą.

Kobieta, obserwując takie zachowanie mężczyzny, na ogół czuje gniew i urazę. Zwykle w takiej sytuacji zwraca się do niego o pomoc tonem żądania - tak jakby walczyła o swoje prawa.

Dzięki uświadomieniu sobie, że mężczyźni pochodzą z Marsa, nauczy się prawidłowo interpretować zachowanie partnera - jako jego reakcję na stres, a nie wyraz jego stosunku do niej samej. Kobieta stanie się wtedy zdolna do podjęcia z partnerem współpracy, dzięki której uzyska to, na czym jej zależy.

Z drugiej strony, mężczyźni zazwyczaj słabo sobie zdają sprawę z tego, jak dalece się izolują, odchodząc do swych jaskiń. Jeśli mężczyzna uzmysłowi sobie, w jaki sposób jego wycofanie się do jaskini wpływa na kobietę, zrozumie, że może się ona poczuć zaniedbywana i lekceważona.

Pamięć o tym, że kobiety pochodzą z Wenus, pozwoli mu stać się bardziej wyrozumiałym i okazywać więcej szacunku dla reakcji i uczuć partnerki.

Nie uświadamiając sobie, że jej reakcje są uzasadnione, mężczyzna zaczyna się bronić i dochodzi do kłótni. Oto pięć przykładów nieporozumień:

1. Kiedy ona mówi: "Ty mnie nie słuchasz", on odpowiada: "Jak to nie słucham. Mogę ci powtórzyć wszystko, co mówiłaś".

Zaszyty w jaskini mężczyzna potrafi, używając w tym celu 5 procent swojego umysłu, odnotować to, co mówi partnerka. Sądzi przy tym, że poświęcając jej 5 procent uwagi, faktycznie słucha. Tymczasem kobieta potrzebuje pełnej, nie rozproszonej uwagi partnera.

2. Kiedy ona żali się: "Mam wrażenie, że jesteś gdzie indziej", on odpowiada: "Jak to gdzie indziej? Oczywiście że jestem tutaj. Czy to się nie rzuca w oczy?"

Mężczyzna sądzi, że jeśli jest przy niej, kobieta nie powinna zarzucać mu "nieobecności". Jednak, chociaż ciałem rzeczywiście jest obecny, partnerka nie odczuwa pełnej obecności partnera - i o tym właśnie mówi.

3. Gdy ona stwierdza: "Zupełnie się o mnie nie troszczysz", jego odpowiedź brzmi: "Nie troszczę się? To jak sądzisz, dlaczego próbuję rozwikłać ten problem?"

Zdaniem mężczyzny, który zajmuje się znalezieniem rozwiązania korzystnego także i dla niej, kobieta powinna rozumieć, że mu na niej zależy. Jednak ona potrzebuje doznawania bezpośredniej uwagi i troski - i o to właśnie prosi.

4. Na uwagę kobiety: "Czuję, że niewiele dla ciebie znaczę", mężczyzna odpowiada: "To naprawdę śmieszne. Oczywiście, że znaczysz bardzo dużo".

Uważa, że jej odczucia są nieuzasadnione, ponieważ jest właśnie zajęty znajdywaniem rozwiązania, z którego i ona będzie coś miała. Mężczyzna nie uświadamia sobie, że skupiając się na jednym problemie, ignoruje inne, nurtujące partnerkę, i że prawie każda kobieta zareagowałaby na takie zachowanie podobnie, biorąc to do siebie i czując się "nieważna".

5. Kiedy kobieta mówi: "Jesteś wyprany z uczuć. Zupełnie się wyłączyłeś", mężczyzna odpowiada: "I co w tym złego? Jak inaczej miałbym rozwiązać ten problem?"

Mężczyzna uważa, że to, co robi dla jego rozwikłania, jest sprawą o najwyższym znaczeniu; partnerka okazuje się nazbyt krytyczna i wymagająca. Czuje się nie doceniony. W dodatku nie wie, jak dalece jej uczucia są uzasadnione. Na ogół bowiem mężczyźni nie zdają sobie sprawy, jak błyskawicznie potrafią się przeobrażać z partnerów ciepłych i kochających w niekomunikatywnych i nieobecnych.

Mężczyzna w swojej jaskini nie jest świadomy, jak jego obojętność może być odbierana przez innych.

Aby rozpocząć współpracę, przedstawiciele obojga płci potrzebują lepszego wzajemnego zrozumienia. Kiedy mężczyzna zaczyna ignorować swoją żonę, ta zwykle bierze to do siebie. Świadomość tego, że w ten sposób on sam zmaga się ze swym stresem, jest wielce pomocna, ale nie zawsze pozwala wyeliminować ból.

W takich chwilach kobieta potrzebuje kogoś, z kim mogłaby porozmawiać o własnych uczuciach. I w tym właśnie momencie mężczyzna musi te uczucia docenić. Powinien zrozumieć, że partnerka ma prawo mówić o tym, iż czuje się ignorowana i osamotniona, podobnie jak on ma prawo zaszyć się w swojej jaskini i niczego nie mówić. Jeśli kobieta nie czuje się rozumiana, trudno jej stłumić poczucie krzywdy.




"GADANIE", KTÓRE PRZYNOSI ULGĘ


Gdy kobieta pozostaje pod wpływem stresu, czuje instynktowną potrzebę rozmowy o swoich uczuciach i wszystkich problemach, jakie się z nimi wiążą. A gdy już zacznie mówić, żadnej z kwestii nie oddaje pierwszeństwa. Kobietę wyprowadzoną z równowagi niepokoją w równym stopniu sprawy wielkie, jak i małe. Odruchowo nie zabiera się wcale do rozwiązywania problemów, lecz szuka uspokojenia w opowiadaniu o tym, co czuje, komuś, kto ją zrozumie. I rzeczywiście, swobodne "gadanie" o kłopotach przynosi jej ulgę.


Kobieta w pierwszym odruchu nie zajmuje się
wcale rozwiązywaniem problemów, lecz szuka
ukojenia w wypowiadaniu tego, co ją trapi,
wobec kogoś bliskiego i współczującego.


Podczas gdy zaniepokojony mężczyzna, zająwszy się jedną konkretną sprawą, ma tendencję do zapominania o wszystkich innych, kobieta w tej samej sytuacji rozciąga swoje zainteresowania na dosłownie wszystkie problemy i może poczuć się lepiej, nie zajmując się wcale rozwiązywaniem któregokolwiek z nich. Mówiąc o swoich kłopotach, zdobywa pełniejszą świadomość tego, co rzeczywiście ją nęka, i nagle odkrywa, że nie jest już tak napięta.

Żeby znaleźć ukojenie, kobiety opowiadają o problemach przeszłych, przyszłych, potencjalnych, a nawet o takich, które po prostu są nie do rozwiązania, a im więcej mówią, tym lepiej się czują. Jeśli kobieta w dodatku ma świadomość, że jest słuchana, jej napięcie stopniowo znika.

Po omówieniu jednej sprawy robi krótką przerwę i przechodzi do następnej. Przywołuje swoje kłopoty, rozczarowania i frustracje, przy czym kolejne poruszane przez nią kwestie nie zawsze pozostawają w logicznym następstwie.

Jeśli kobieta mówiąc, nie spotka się ze zrozumieniem, zacznie zajmować się coraz szerszym kręgiem spraw.

Tak jak ukryty w jaskini mężczyzna potrzebuje do odprężenia się kilku mało istotnych "problemików", tak kobieta mówiąca w próżnię odczuwa potrzebę wypowiadania się na tematy nie bardzo naglące. Żeby zapomnieć o swoich bolesnych uczuciach, może się zaangażować emocjonalnie w problemy innych i znaleźć pewną ulgę, omawiając kłopoty znajomych, krewnych czy współpracowników.

Niezależnie jednak od tego, czy mówi o sprawach swoich czy cudzych - "gadanie" jest naturalną i zdrową reakcją Wenusjanki na stres.


Aby zapomnieć o własnych bolesnych
uczuciach, kobieta może się zaangażować
emocjonalnie w problemy innych.





Jak mężczyźni reagują
na kobiecą potrzebę mówienia


Kiedy kobiety mówią o jakichś problemach, mężczyźni zwykle im przerywają. Mężczyzna sądzi, że kobieta mówi o kłopotach, bo uważa, iż on jest za nie odpowiedzialny. Im więcej tematów partnerka wówczas porusza, tym bardziej mężczyzna czuje się obwiniany. Nie zdaje sobie sprawy, że kobieta poczuje się lepiej, jeśli tylko zostanie wysłuchana.

Marsjanie wypowiadają swoje problemy, wyłącznie obwiniając kogoś lub szukając rady. W chwilach gdy kobieta jest bardzo zdenerwowana, mężczyzna uważa, że właśnie go obwinia, a gdy tylko trochę zaniepokojona - sądzi, że szuka u niego rady.

Opierając się na takim przekonaniu, mężczyzna albo wkłada czapkę Pana Załatwiacza i "rozwiązuje" problem, albo "odpiera atak". Jednak zarówno w jednym, jak i drugim przypadku nie słucha.

Jeżeli partner zaproponował wyjście z sytuacji, kobieta po prostu mówi dalej. Po zaoferowaniu dwóch czy trzech rozwiązań mężczyzna sądzi, że powinna się poczuć lepiej. Jeśli tak się nie dzieje, a jego rady są ignorowane, czuje się nie doceniony.

W przypadku gdy czuje się atakowany, zaczyna się bronić. Uważa, że jeśli się wytłumaczy, kobieta przestanie go obwiniać. Tymczasem im bardziej się broni, tym bardziej ona wydaje się zdenerwowana. Mężczyzna nie pojmuje, że partnerka nie oczekuje od niego żadnych wyjaśnień i potrzebuje tylko, by zrozumiał jej uczucia i pozwolił dalej mówić. Jeśli zachowa się mądrze i nie będzie jej przerywał, kobieta w chwilę po tym, jak go krytykowała, z pewnością przejdzie do omawiania innych spraw.

Rzeczą, która szczególnie frustruje mężczyzn, jest poruszanie przez kobiety kwestii, w których niczego nie da się zrobić. Zdenerwowana kobieta wyrzuca z siebie takie na przykład skargi:
  • "Wcale mi dobrze nie płacą".
  • "Ciocia Luiza coraz częściej choruje. Z roku na rok czuje się gorzej".
  • "Powinniśmy mieć większy dom".
  • "Co za susza! Kiedy wreszcie spadnie deszcz?"
  • "Niedługo chyba całkiem wyczerpiemy nasze konto".
Dla kobiety wypowiedzi tego typu są po prostu metodą wyrażania niepokojów, rozczarowań i frustracji. Na ogół zdaje sobie sprawę, że nie można tu nic poradzić, jednak, żeby znaleźć ukojenie, musi o tym mówić. Czuje się podtrzymana na duchu, jeśli słuchający nawiąże do jej frustracji i rozczarowań. Jednak mówiąc o sprawach nie do rozwiązania, może wpływać frustrujące na partnera - chyba że ten rozumie, iż "wygadanie się" jest jej potrzebne do dobrego samopoczucia.

Mężczyźni tracą cierpliwość także wtedy, gdy kobiety omawiają swoje sprawy w najdrobniejszych szczegółach, niesłusznie sądząc, że znajomość wszystkich tych detali będzie istotna dla rozwiązania problemu. Mężczyzna niecierpliwie upatruje istoty sprawy i znów nie uświadamia sobie, że partnerka nie oczekuje od niego rozwiązania, lecz tylko zainteresowania i zrozumienia.

Słuchanie jest dla mężczyzny trudne także dlatego, że w nieokiełznanym potoku kobiecej wymowy stara się on znaleźć jakiś logiczny porządek. Po poruszeniu przez partnerkę trzech czy czterech kwestii czuje się okropnie sfrustrowany poszukiwaniem między nimi jakiegokolwiek związku.

Innym powodem, dla którego mężczyzna może zrezygnować z dalszego słuchania, jest odgadnięcie myśli przewodniej. Nie może przecież szukać rozwiązania, dopóki nie wie, o co właściwie chodzi. Im większą liczbą szczegółów będzie zasypywany, tym bardziej słuchanie będzie go denerwowało. Czułby się lepiej, gdyby pamiętał, że partnerce takie mówienie o drobnostkach przynosi ulgę. Tak jak mężczyzna spełnia się, odrzucając zawiłe detale rozpatrywanej sprawy, tak kobieta czuje się usatysfakcjonowana, jeśli omówi swój problem w najdrobniejszych szczegółach.


Tak jak mężczyzna spełnia się, odrzucając
zawiłe detale i poświęcając się rozpatrywaniu
sprawy zasadniczej, tak kobieta czuje się
usatysfakcjonowana, jeśli omówi swój problem
w najdrobniejszych szczegółach.


Kobieta może uczynić słuchanie bardziej znośnym dla partnera poprzez uporządkowanie wypowiedzi. Powinna rozpoczynać od przedstawienia istoty sprawy, a dopiero potem zagłębić się w szczegóły. Nie należy też zmuszać mężczyzny do domyślania się czegokolwiek. Kobiety na ogół z przyjemnością zostawiają w swych opowieściach margines dla domysłów, ponieważ dodaje to całej historii "uczucia". Słuchacz-kobieta radośnie odbiera taką formę wypowiedzi, mężczyzna natomiast na ogół się denerwuje.

Łatwo rozpoznać stopień niezrozumienia kobiety przez mężczyznę. Wystarczy w tym celu obserwować, jak często przerywa partnerce, gdy ta opowiada o swoich problemach.

Mężczyzna, ucząc się, jak zadowolić kobietę, odkryje, że słuchanie nie jest wcale tak trudne. Co więcej - kobieta może przypominać partnerowi, że po prostu tylko mówi o swoich sprawach i nie oczekuje od niego żadnych rozwiązań. To z pewnością pomoże mu się odprężyć i jej wysłuchać.




POKÓJ MIĘDZY MARSJANAMI
I WENUSJANKAMI


Marsjanie i Wenusjanki żyli razem w pokoju, ponieważ potrafili szanować swoją odmienność. Marsjanie wiedzieli, że Wenusjankom do dobrego samopoczucia potrzebne jest "wygadanie" wszystkich problemów, że nawet partner nie mający zbyt wiele do powiedzenia może być bardzo pomocny po prostu przez to, że słucha. Wenusjanki nauczyły się respektować marsjańską potrzebę odcięcia się od otoczenia w obliczu stresu. Jaskinia przestała być dla nich tajemnicą i źródłem niepokoju.




Czego dowiedzieli się Marsjanie


Marsjanie uzmysłowili sobie, że Wenusjanki atakują ich, obwiniają i krytykują tylko czasowo. Kobiety, odnalazłszy spokój, czują bowiem wiele wdzięczności. Marsjanie dzięki temu, że nauczyli się słuchać, mogli zauważyć, jak Wenusjanki rozkwitają, gdy tylko mogą sobie pogadać.

Każdy mężczyzna znalazł ukojenie, przekonując się, że partnerka nie mówiła o problemach dlatego, że to on ją w jakiś sposób zawiódł. Dowiedział się też, że Wenusjanka, jeżeli tylko poczuje, iż jest uważnie słuchana, przestaje się rozwodzić na temat kłopotów i zaczyna myśleć pozytywnie. Dzięki tej świadomości Marsjanin zdobył umiejętność słuchania opowieści o problemach partnerki bez poczucia odpowiedzialności za ich rozwiązanie.

Wielu mężczyzn, a także wiele kobiet ma bardzo krytyczne nastawienie do potrzeby mówienia o kłopotach. Wynika to stąd, że nigdy nie doświadczyli, jak kojąco może działać zwykłe wygadanie się. Nie widzieli, jak kobieta, która czuje, że jest słuchana, może się w mgnieniu oka przeobrazić: odprężyć się i wytworzyć w sobie pozytywny stosunek do otoczenia. Najczęściej są to ci, którzy pamiętają, że kobieta (zwykle ich matka), która nie czuła się słuchana, drążyła temat swoich kłopotów w nieskończoność. (Takie zachowanie jest właściwe kobietom, które przez dłuższy czas nie czują się kochane i słuchane).

Prawdziwym problemem jest to, że kobieta nie doświadcza miłości, a nie to, że mówi o tym, co ją trapi.

Nauczywszy się słuchać, Marsjanie dokonali zdumiewającego odkrycia. Zdali sobie sprawę, że wysłuchiwanie gadającej Wenusjanki może im pomóc w wydostaniu się ze swej jaskini równie dobrze jak oglądanie telewizyjnych wiadomości czy czytanie gazety.

Słuchanie staje się łatwe, gdy mężczyzna nie czuje się obwiniany lub odpowiedzialny za coś. Kiedy partner nabierze wprawy w słuchaniu, odnajdzie wspaniały sposób na pozbycie się własnych napięć i na jednoczesne zadowolenie partnerki. Tylko wtedy, gdy mężczyzna jest pod wpływem bardzo silnego stresu, może potrzebować swojej jaskini: telewizyjnych dzienników i rywalizacji sportowej.




Czego nauczyły się Wenusjanki


Wenusjanki także odnalazły spokój, kiedy w końcu odkryły, że zaszywanie się Marsjan w jaskiniach nie jest oznaką braku miłości. Nauczyły się być bardziej wyrozumiałe w chwilach, gdy partnerzy przeżywają głęboki stres.

Wenusjanki nie obrażały się już, kiedy Marsjanie się "wyłączali". Wtedy gdy partner przestawał słuchać, Wenusjanka taktownie milkła i czekała spokojnie, aż ją znów zauważy. Wówczas mogła ponownie zacząć mówić. Zrozumiała, że są chwile, w których partnerowi trudno jest poświęcić jej całą uwagę.

Wenusjanka odkryła, że jeśli poprosi Marsjanina, aby zwrócił na nią uwagę, czyniąc to grzecznie i bez nacisku, ten z pewnością nie będzie się opierać.

Kiedy mężczyznom zdarza się, że są zupełnie niekomunikatywni i znikają w swoich jaskiniach, Wenusjanki nie biorą tego do siebie. Nauczyły się, że nie jest to czas na konwersacje z partnerem, lecz na wyjście do przyjaciół lub na zakupy. Dzięki temu Marsjanie poczują się kochani i akceptowani i wyjdą ze swoich jaskiń.




ROZDZIAŁ CZWARTY

JAK WPŁYWAĆ NA PŁEĆ
PRZECIWNĄ


Marsjanie i Wenusjanki nim się spotkali, przez długie wieki byli całkiem szczęśliwi, żyjąc w swoich osobnych światach. Aż pewnego dnia wszystko się zmieniło. Marsjanie i Wenusjanki nagle popadli w depresję. Był to jednak ten rodzaj depresji, który ostatecznie zadecydował o ich spotkaniu.

Zrozumienie tajemnicy ich przeobrażenia pomaga nam dziś pojąć, co popycha do działania mężczyzn, a co kobiety. Mając tę świadomość, będziecie lepiej przygotowani, by wspierać partnera i uzyskiwać jego wsparcie w trudnych chwilach.

Cofnijmy się więc w czasie i spróbujmy przyjrzeć się temu, co dawno temu zaszło.

Kiedy Marsjanie popadli w depresję, wszyscy jak jeden mąż opuścili miasta i udali się na długi czas do swoich jaskiń. Zaszyli się w nich głęboko i nie byli w stanie wyjść. Na szczęście pewnego dnia jeden z nich dostrzegł przez teleskop piękne Wenusjanki, o czym powiadomił innych. Tak oto czarowne istoty z odległej planety sprawiły, że nastrój Marsjan gwałtownie się polepszył. Nagle poczuli się potrzebni. Wyszli z jaskiń i zabrali się do budowy flotylli statków kosmicznych, niezbędnych, by polecieć na Wenus.

Tymczasem Wenusjanki pogrążone w depresji, szukając ukojenia, formowały kółka dyskusyjne, gdzie omawiały swoje problemy. To jednak nie wpłynęło na poprawę ich nastroju. Bardzo długo dławiło je przygnębienie. Wreszcie któregoś dnia intuicja podsunęła im pewną wizję: silne i fascynujące stworzenia (Marsjanie) przybywały gdzieś z kosmosu, by im służyć, kochać je i wspierać. Natychmiast poczuły się otoczone opieką.

Ta wizja sprawiła, że przygnębienie znikło i Wenusjanki zaczęły się radośnie przygotowywać na nadejście Marsjan.


Moc i chęć działania mężczyzn płynie
z przekonania, że są potrzebni.
Kobiety znajdują motywację i siłę do działania,
kiedy są otoczone czułe opieką.


Tajemnica mechanizmu budzącego w mężczyznach i kobietach chęć działania daje się zastosować także i dzisiaj.

Mężczyzn pobudza przekonanie, że są potrzebni. Jeżeli mężczyzna nie znajduje w swoim związku takiej motywacji, stopniowo traci energię i staje się bierny. Z każdym mijającym dniem ma coraz mniej do zaofiarowania.

Podobnie jak Wenusjanki, kobiety zachęca do działania i pobudza poczucie, że są otoczone opieką. Jeśli kobieta nie znajduje w swoim związku tej opieki, czuje się wyczerpana ciągłym dawaniem. I odwrotnie, jeśli jest traktowana z uwagą i szacunkiem - łatwiej się realizuje i ma więcej do ofiarowania.




KIEDY MĘŻCZYZNA KOCHA KOBIETĘ


Kiedy mężczyzna zakochuje się w kobiecie, zachodzi coś, co przydarzyło się pierwszemu Marsjaninowi, gdy odkrył Wenusjankę. Zagrzebany we własnej jaskini i niezdolny do określenia źródła swojej depresji, obserwował przez teleskop niebo. Nagle, jak eksplozja jasności, jeden cudowny moment przeobraził jego życie już na zawsze. Gdzieś daleko ujrzał uosobienie porażającego piękna i wdzięku.

Odkrył Wenusjankę. Jego ciało zapłonęło. Patrząc na obiekt swego odkrycia, po raz pierwszy poczuł, że jest ktoś, kto obchodzi go bardziej niż on sam. Jedno spojrzenie - i jego życie zyskało nowy sens. Koniec depresji!

Dotąd Marsjanie uprawiali filozofię: "wygrywam/przegrywasz". Mieli specyficzny pogląd na sprawę zwycięstwa i porażki: "Chcę wygrać i nie obchodzi mnie twoja przegrana". Taki sposób myślenia zadowalał ich przez całe wieki. Teraz wymagał zmiany. Ciągłe przyznawanie sobie pierwszeństwa przestało im odpowiadać. Kochając, pragnęli tak samo zwycięstwa Wenusjanek, jak i swojego.

Dziś, by zrozumieć marsjański pogląd na sprawę rywalizacji, najlepiej poobserwować pewne dyscypliny sportu. W tenisie, na przykład, walcząc o zwycięstwo, robimy wszystko, co w naszej mocy, by przeciwnik przegrał, i w tym celu posyłamy mu najtrudniejsze do odebrania piłki. Fakt, iż nasz partner poniósł klęskę, wcale nam nie odbiera radości zwycięstwa.

Wiele naszych czysto marsjańskich zachowań można odnaleźć w codziennym życiu, ale naprawdę bolesne stają się one w związkach ludzi dorosłych. Jeśli szukamy spełnienia własnych pragnień kosztem partnera, z pewnością oboje doświadczymy urazy, smutku i popadniemy w konflikt. Tajemnica tworzenia szczęśliwego związku leży w "wygranej" obojga partnerów.




Przeciwieństwa przyciągają się


Pierwszy zakochany Marsjanin zaczął wytwarzać teleskopy dla wszystkich swoich marsjańskich braci. Bardzo szybko wyszli oni z depresji, zakochali się w Wenusjankach i zaczęli myśleć o nich więcej niż o sobie.

Nieznane i piękne Wenusjanki fascynowały Marsjan swą tajemniczością. Szczególnie pociągała Marsjan ich inność. Tam, gdzie Marsjanie byli twardzi, Wenusjanki były miękkie. Tam, gdzie oni byli kanciaści, one były krągłe. Oni chłodni, one ciepłe. W cudowny sposób wszystkie dzielące ich różnice idealnie się dopełniały.

Mową bez słów Wenusjanki oznajmiały: "Potrzebujemy was. Wasza moc i siła przyniesie nam wspaniałe spełnienie. Jest w nas pustka, którą tylko wy jesteście zdolni wypełnić. Razem możemy być bardzo szczęśliwi". To zaproszenie zelektryzowało Marsjan i pchnęło ich do działania.

Wiele kobiet instynktownie potrafi nadać taki sygnał. Na początku znajomości kobieta posyła mężczyźnie uważne spojrzenie, mówiące: "Tylko ty jeden potrafisz mnie uszczęśliwić", i w ten sposób subtelnie inicjuje związek. To wymowne spojrzenie zachęca mężczyznę, by się zbliżył, i daje mu siłę do przezwyciężenia naturalnej u Marsjan obawy przed zawieraniem związków.

Niestety, kiedy związek już zaistnieje i zaczynają pojawiać się problemy, kobieta nie zdaje sobie sprawy, iż sygnały zachęty są dla partnera wciąż ważne i przestaje je wysyłać.

Marsjanie byli bardzo podnieceni myślą o możliwości odkrywania na Wenus coraz to nowych "inności". Ich wyprawa na obcą planetę była w istocie wyścigiem ku nowym etapom ewolucji. Nie satysfakcjonowało ich już udowadnianie i rozwijanie własnych umiejętności i siły. Zapragnęli wykorzystać je w służbie innych, w szczególności - Wenusjanek. Zaczęli budować nową filozofię "wygrywam/wygrywasz". Pragnęli świata, w którym każdy będzie się w równym stopniu troszczył o siebie, jak i o innych.




Miłość pobudza Marsjan do działania


Marsjanie zaczęli budować flotyllę statków kosmicznych, które miały ich przenieść na Wenus. Nigdy nie czuli się równie ożywieni. Dzięki temu, że ujrzeli Wenusjanki, po raz pierwszy w swej historii doświadczyli uczuć innych niż egoistyczne.

Podobnie mężczyzna pod wpływem miłości stara się najlepiej, jak to tylko możliwe, służyć innym. Kiedy jego serce się otworzy, czuje się tak pewny siebie, że może wówczas wiele zmienić. Obdarowany szansą udowodnienia swoich możliwości, ujawnia to, co w nim najlepsze. I tylko wówczas, gdy czuje, że może mu się nie udać, cofa się na swe dawne, egoistyczne pozycje.

Kiedy mężczyzna jest zakochany, troszczy się o innych tak samo jak o siebie. Wolny od przymusu zabiegania wyłącznie o własne dobro, może się zająć kimś innym i to nie po to, by odnieść zwycięstwo, lecz z czystej troski.


Mężczyzna obdarowany szansą udowodnienia
swoich możliwości ujawnia to, co w nim
najlepsze. Na swe dawne, egoistyczne pozycje
cofa się tylko wtedy, gdy czuje, że może mu się
nie udać.


Mężczyzna odczuwa zadowolenie partnerki tak, jakby było jego własnym. Jest gotów przezwyciężyć wiele trudności w walce o jej szczęście - bo jest ono także i jego szczęściem. Codzienne zmagania przychodzą mu z łatwością. Wyższy cel jest dla niego zastrzykiem energii.

W młodości mężczyzna może znajdować zadowolenie, służąc wyłącznie sobie, lecz gdy dojrzeje, skupianie się jedynie na własnej korzyści przestaje go satysfakcjonować. Aby zaznać spełnienia, musi zacząć żyć życiem "napędzanym" miłością. Mężczyzna inspirowany - lecz nie zmuszany - do tego, by dawać, wyzwala się z postawy polegającej na szukaniu własnego zadowolenia bez dbałości o innych. Chociaż wciąż chce otrzymywać miłość, jego najgorętszym pragnieniem jest dawanie.

Większość mężczyzn nie tylko odczuwa potrzebę dawania miłości, ale wręcz "umiera z pragnienia" ofiarowania jej. Problem jednak w tym, że nie wiedzą oni, czego właściwie potrzebują. Nieczęsto się bowiem zdarza, by ich ojcowie mogli w tej dziedzinie być dla nich wzorem do naśladowania. Skąd więc mają się dowiedzieć, że źródłem największej satysfakcji mężczyzny jest dawanie? Kiedy kolejne związki rozpadają się, mężczyzna wpada w przygnębienie i zaszywa się w swojej jaskini. Przestaje dbać o innych i nie bardzo wie, skąd bierze się jego depresja.

W takich chwilach wycofuje się całkowicie z zażyłych kontaktów, by schować się głęboko w jaskini. Pyta sam siebie, po co to wszystko i dlaczego ma sobie zawracać głowę. Nie zdaje sobie sprawy, że przestał się starać, bo nie czuł się potrzebny. Nie rozumie, że jeśli tylko znajdzie kogoś, kto będzie go potrzebował, otrząśnie się z przygnębienia i znowu poczuje wolę działania.


Brak poczucia, że jest komuś potrzebny,
oznacza dla mężczyzny powolną śmierć.


Jeżeli mężczyzna nie czuje, że wnosi w życie partnerki coś pozytywnego, przestaje dalej troszczyć się o taki związek. Kiedy nie jest potrzebny, nic go nie moBillzuje. Ożywi się znowu tylko wtedy, gdy poczuje się doceniony, akceptowany i obdarzony zaufaniem. Brak przekonania, że jest komuś potrzebny, oznacza dla mężczyzny powolną śmierć.




KIEDY KOBIETA KOCHA MĘŻCZYZNĘ


Kiedy kobieta się zakochuje, dzieje się coś podobnego jak wtedy, gdy pierwsza Wenusjanka uzmysłowiła sobie, że zbliżają się Marsjanie. A było to tak: Wenusjanka marzyła, że statki kosmiczne wylądują wprost z nieba i wyjdą z nich silni i troskliwi Marsjanie - istoty, które nie potrzebują opieki, lecz przeciwnie, pragną wspierać i wspomagać Wenusjanki.

Marsjanie mieli być pełni oddania i do głębi poruszeni urodą i kulturą Wenusjanek. Wiedzieli, że ich siła i kompetencje nic nie znaczą, jeśli nie ma kogoś, komu mogliby służyć. Te zdumiewające i zachwycające stworzenia znajdowały motywację i zadowolenie w pragnieniu służenia, zadowalania i zaspokajania Wenusjanek. Cóż za cud!

Pozostałe Wenusjanki miały podobne sny. Marzenia te pomogły im wydostać się z depresji. W jednej chwili przeobraziła je nadzieja, że pomoc jest tuż-tuż - oto przybywają Marsjanie. Przygnębienie Wenusjanek miało swe źródło w ich poczuciu izolacji, osamotnienia, więc aby się z niego otrząsnąć, potrzebowały wiary, że nadchodzi pomoc.

Większość mężczyzn ma niewielką świadomość tego, jak ważne dla kobiety jest wrażenie, że może się oprzeć na kochającej osobie. Kobiety czują się szczęśliwe, jeśli wiedzą, że ktoś wyjdzie naprzeciw ich potrzebom. Jeśli kobieta jest zdenerwowana, zmartwiona, niepewna lub bezradna - jedynym, czego naprawdę potrzebuje, jest obecność bliskiej osoby. Musi wtedy czuć, że nie jest sama, że ktoś ją kocha i troszczy się o nią.

Współczujące zrozumienie i dowartościowanie pozwalają jej uzyskać stopniowo większą umiejętność przyjmowania i doceniania wsparcia ofiarowanego przez mężczyznę. Mężczyźni tego nie rozumieją, ponieważ ich marsjański instynkt podpowiada, że w chwilach zdenerwowania każdemu potrzebna jest samotność. Kiedy kobieta jest zdenerwowana, partner w dowód szacunku zostawia ją samą albo - jeśli zostaje - jeszcze pogarsza sprawę, próbując narzucić jej rozwiązanie problemu. Instynkt nie pomoże mu w zrozumieniu, jak istotna dla kobiety jest jedynie czyjaś bliskość i współczucie, że najbardziej na świecie potrzebuje osoby, która uważnie jej wysłucha.

Jeżeli kobieta może się podzielić z kimś swymi uczuciami, czuje się godna miłości i wierzy, że jej oczekiwania zostaną spełnione. Jej nieufność i brak pewności rozpływają się. Właściwa kobiecie skłonność do brania wszystkiego na siebie ustępuje miejsca poczuciu, że jest osobą wartą miłości. Kobieta uświadamia sobie, że nie musi na to uczucie specjalnie zasłużyć, może się odprężyć, ofiarować mniej, a więcej przyjąć. Jest tego godna.


Jeśli kobieta czuje, że jest warta miłości, słabnie
jej naturalna skłonność do brania wszystkiego
na siebie. Pamiętając, że nie musi na to uczucie
w żaden specjalny sposób "zasłużyć", może się
odprężyć, ofiarować mniej, a więcej przyjąć.
Jest tego godna.





Ciągłe dawanie jest męczące


Wenusjanki, aby poradzić sobie z depresją, szczegółowo przedyskutowały kwestie swych uczuć i kłopotów i odkryły wreszcie, co jest przyczyną ich przygnębienia: zmęczyły się ciągłym dawaniem. Znużyło je stałe dźwiganie odpowiedzialności za siebie nawzajem. Pragnęły odpocząć i poczuć, że ktoś się o nie troszczy. Znudziły się też tą wieczną wspólnotą. Każda chciała być kimś wyjątkowym i mieć coś tylko dla siebie. Nie cieszyło ich już poświęcanie się i życie dla innych.

Jak dotąd na Wenus kierowano się filozofią "przegrywam/wygrywasz", czyli takim poglądem na istotę zwycięstwa i porażki, który mówił: "Ja tracę, abyś ty mógł zyskać". Tak długo, jak wszystkie mieszkanki planety poświęcały się dla innych, każda była otoczona czułą opieką. W końcu po owych zabiegach o pielęgnowanie tej postawy Wenusjanki poczuły się zmęczone ciągłym troszczeniem się o kogoś i dzieleniem wszystkim. Dojrzały do filozofii "wygrywam/wygrywasz". Podobnie kobiety bywają zmęczone dawaniem. Chcą wakacji: czasu, by zastanowić się nad sobą i zatroszczyć przede wszystkim o siebie. Pragną, by ktoś wsparł je emocjonalnie - ktoś nie wymagający opieki. Marsjanie idealnie pasowali do tej roli.

Na tym etapie mężczyźni uczyli się właśnie dawać, podczas gdy kobiety gotowe były odbyć lekcję brania. Po całych wiekach zarówno Wenusjanki, jak i Marsjanie osiągnęli nowy etap swojej ewolucji. One miały nauczyć się przyjmować, oni - ofiarowywać.

Takie samo przeobrażenie zachodzi zwykle w kobiecie i mężczyźnie, gdy dojrzewają. We wczesnej młodości kobieta jest w większym stopniu skłonna do poświęceń, aby spełniać potrzeby partnera, młody mężczyzna natomiast skupiony jest na sobie i zupełnie niewrażliwy na potrzeby innych. Kobieta, rozwijając się, zaczyna pojmować, jak dalece się dotąd poświęcała, by zadowolić mężczyznę, a ten z kolei uświadamia sobie, że mógłby szanować innych i im służyć.

Gdy mężczyzna dojrzewa, przeżywa także oczywiste obawy, czy nie będzie się musiał poświęcać, lecz zwycięża w nim przekonanie, że dając, może sam wiele uzyskać. Podobnie kobieta, choć zyskuje nowe umiejętności dawania, odczuwa też potrzebę odmiany - chce otrzymywać to, czego pragnie.




Koniec z obwinianiem


Kobieta, gdy tylko zrozumie, że zbyt wiele z siebie daje, zaczyna obwiniać partnera za niepowodzenie związku. Sytuację, gdy sama daje więcej niż otrzymuje, uważa za "niesprawiedliwą".

Choć otrzymywała mniej niż zasłużyła, to jeśli chce polepszenia wzajemnych relacji, musi się teraz zastanowić, w jakim stopniu sama przyczyniła się do takiego stanu rzeczy. Kobieta dająca zbyt wiele nie powinna obciążać winą partnera, a mężczyzna, który daje mniej - znajdować usprawiedliwienie w niechęci partnerki do przyjmowania. W obu przypadkach szukanie winnego niczego nie zmieni.

Rozwiązanie leży w zrozumieniu, zaufaniu, współczuciu, akceptacji i wspieraniu partnera, nie w oskarżaniu go. Jeśli zachodzi taka sytuacja, mężczyzna, zamiast - jak czynił to dotychczas - zrzucać winę na wciąż "obrażoną" partnerkę, może dzięki świadomemu współczuciu ofiarować jej wsparcie, nawet jeśli kobieta o nie nie prosi, słuchać jej nawet wtedy, gdy ona zdaje się go krytykować, pomagać jej odbudować utracone zaufanie i otworzyć się, dając dowody swojej o nią troski.

Rozczarowana kobieta zamiast oskarżać partnera o niechęć do dawania, powinna się starać go zaakceptować i wybaczyć mu wszelkie niedoskonałości, uwierzyć, że pragnie ofiarować więcej, choć wcale tego nie okazuje, i wreszcie zachęcić go do większego wysiłku, doceniając to, co od niego otrzymuje, i wciąż prosząc o więcej.




USTANOWIENIE I SZANOWANIE
GRANIC


Najważniejsze dla kobiety jest jednak określenie takich granic dawania, w których nie odczuwa jeszcze urazy do partnera. Zamiast spodziewać się, że partner wynagrodzi ją za przekraczanie ich, powinna ograniczyć dawanie do wyznaczonego przez siebie limitu.

Odwołajmy się do przykładu. Jim miał trzydzieści dziewięć lat, a jego żona Susan czterdzieści jeden, kiedy przyszli po poradę. Susan była zdecydowana na rozwód. Uważała, że przez ostatnie dwanaście lat daje wciąż więcej niż jej partner i nie może tego dłużej znieść. Określając charakter męża, nazwała go ospałym, egoistycznym, władczym i pozbawionym romantyzmu. Susan twierdziła, że nie ma już nic do ofiarowania i że gotowa jest odejść. Jim namówił ją na terapię, ale ona nie była do tego przekonana. Przez kolejne sześć miesięcy Jim i Susan potrafili przejść przez trzy etapy uzdrawiania swojego związku. Dziś są szczęśliwym małżeństwem z trójką dzieci.




Krok pierwszy - zachęta


Wytłumaczyłem Jimowi, że jego żona przez dwanaście lat odczuwała kumulującą się urazę. Powiedziałem, że jeśli zależy mu na uratowaniu swego małżeństwa, będzie musiał spędzić mnóstwo czasu, słuchając jej, co, moim zdaniem, nakłoni go do dalszej pracy nad tym związkiem.

W ciągu pierwszych sześciu spotkań zachęcałem Susan do tego, by dzieliła się z nami swoimi odczuciami i cierpliwie pomagałem Jimowi odnosić się ze zrozumieniem do jej negatywnych uczuć. To była najtrudniejsza część procesu ich "uzdrawiania". Jednak kiedy Jim rzeczywiście usłyszał, ile jego partnerka przeżywa bólu i nie zaspokojonych pragnień, przekonał się, że chce i potrafi wnieść zmiany niezbędne do tego, by ich związek wypełnił się miłością.

Zanim Susan poczuła się zdolna do pracy nad swym małżeństwem, musiała usłyszeć i poczuć, że Jim przykłada wagę do jej uczuć - to był pierwszy krok. Kiedy już odczuła, że jest rozumiana, mogli przejść do następnego etapu.




Krok drugi - podjęcie odpowiedzialności


Drugim krokiem było wzajemne uznanie swojej odpowiedzialności. Jim powinien był wziąć odpowiedzialność za to, że nie był dla żony oparciem, a Susan, że nie ustanowiła granic poświęcenia. Jim przeprosił żonę za to, że ją ranił. Ona z kolei uświadomiła sobie, że nie wyznaczyła granic - zwłaszcza gdy była traktowana bez szacunku (Jim wrzeszczał, gderał, odmawiał prośbom, deprecjonował jej uczucia). I chociaż nie miała powodu, by przepraszać, uświadomiła sobie swoją współodpowiedzialność za wynikły stan rzeczy.

Susan - dzięki temu, że dopuściła do siebie myśl, iż jej nieumiejętność wyznaczania granic i tendencja do "dawania więcej" przyczyniła się również do powstałych problemów - zaczęła wybaczać. Wzięcie na siebie swojej części odpowiedzialności miało kluczowe znaczenie dla złagodzenia jej urazy.

W ten sposób oboje odkryli, że pragną uczyć się nowych metod wzajemnego wspierania się - czyniąc to w wyznaczonych granicach.




Krok trzeci - praktyka


Jim musiał się zająć przede wszystkim szanowaniem granic Susan, a ona - ich określaniem. Oboje zaś musieli nauczyć się, jak wyrażać prawdziwe uczucia w uprzejmy sposób. Uzgodniliśmy, że na trzecim etapie będą nabierać praktycznych umiejętności wyznaczania i respektowania granic, przy czym, zarówno Susan, jak i Jim zdawali sobie sprawę, że czasami mogą im się przydarzać błędy. Możność popełniania pomyłek dawała im poczucie "bezpieczeństwa" w czasie ćwiczeń.

Oto kilka przykładów:

  • Susan ćwiczyła taką oto wypowiedź: "Nie lubię, kiedy tak się do mnie zwracasz. Proszę, przestań krzyczeć, bo jeśli nie, będę musiała wyjść". Po kilkakrotnym opuszczeniu pokoju nie musiała tego już więcej robić.
  • W przypadku gdy Jim prosił ją o zrobienie czegoś, co ją drażniło, nauczyła się mówić: "Nie, teraz muszę odpocząć" albo: "Nie, jestem dziś zbyt zajęta". Susan odkryła przy tym, że Jim stał się bardziej troskliwy, gdy odkrył, jak bywa ona zapracowana i zmęczona.
  • Susan powiedziała Jimowi, że chce wyjechać na wakacje, a kiedy on odparł, że jest zajęty, zaproponowała, że wobec tego pojedzie sama. Jim zmienił plany i już chciał także jechać.
  • Kiedy w rozmowie Jim jej przerywał, Susan nauczyła się mówić: "Jeszcze nie skończyłam. Wysłuchaj mnie". Jim zaczął bardziej słuchać, a mniej się wtrącać.
  • Najtrudniejszą dla Susan była nauka proszenia o cokolwiek. Zapytała mnie: "Dlaczego po wszystkim, co sama zrobiłam dla niego, muszę go jeszcze prosić?" Wyjaśniłem jej, że zapoznawanie partnera ze swymi potrzebami nie tylko nie jest pozbawione sensu, lecz stanowi ważny składnik jej problemu. Susan musi się stać współodpowiedzialna za spełnianie własnych pragnień.
  • Dla Jima najtrudniejszym wyzwaniem było uszanowanie tych zmian i rezygnacja z oczekiwań, że Susan będzie wciąż tą samą, usłużną osobą, jaką poślubił. Odkrył, że tak samo jak Susan miała kłopoty z określeniem granic, tak i jemu sprawia trudność dostosowanie się do nich. Zrozumiał też, że ćwicząc więcej, mogą nabyć w tym wprawę.

Dla mężczyzny bariery, które napotyka, stanowią czynnik moBillzujący do większej aktywności. Jeżeli szanuje stawiane mu ograniczenia, automatycznie zaczyna wątpić w efektywność dotychczasowych sposobów zachowania i decyduje się na wprowadzenie zmian. Z kolei kobieta, która uzmysłowiła sobie, że aby otrzymywać, musi najpierw ustanowić granice, zaczyna wybaczać partnerowi i wypróbowywać nowe sposoby zwracania się do niego z prośbą i uzyskiwania oparcia.




NAUKA PRZYJMOWANIA


Dla kobiety wyznaczanie granic i przyjmowanie jest bardzo bolesne. Zazwyczaj boi się, że wymagając zbyt wiele, narazi się na sprzeciw, krytykę i porzucenie. Taka przewidywana reakcja staje się dla kobiety źródłem głębokiego cierpienia, ponieważ gdzieś w głębi jej świadomości tkwi przekonanie, że nie jest godna, by dostać więcej. Pogląd ten zrodził się u niej w dzieciństwie i utrwalał za każdym razem, kiedy musiała tłumić swoje uczucia, potrzeby i oczekiwania.

Kobieta jest oczywiście podatna na takie negatywne, a niewłaściwe myślenie, że nie zasługuje na to, by być kochaną. Jeśli w dzieciństwie była świadkiem lub bezpośrednią ofiarą wykorzystywania, później tym głębsze jest jej przekonanie, że jest niegodna miłości i trudniej przychodzi jej uznać swoją wartość.

Przeświadczenie, że jest niewiele warta, choć stale skrywane w podświadomości, powoduje u niej obawę przed zdaniem się na innych. Jakąś cząstką siebie zawsze czuje, że nie uzyska pomocy. I paradoksalnie - z obawy przed tym, że w nikim nie znajdzie oparcia - sama niechcący odrzuca próby udzielenia go jej.

Mężczyzna, który otrzyma "wiadomość", że partnerka nie wierzy, by udało mu się zaspokoić jej potrzeby, natychmiast czuje się odrzucony i "wyłącza się". Kobiecy brak nadziei i ufności przemienia jej uzasadnione potrzeby w desperackie wołanie kogoś nie zaspokojonego i przekazuje mężczyźnie sygnał, że kobieta nie wierzy, by był zdolny tę pustkę wypełnić.

Jak na ironię - mężczyzn, których uskrzydlało poczucie, że są potrzebni, całkowicie zniechęca zetknięcie z "beznadziejnym" niezaspokojeniem.

W takich chwilach kobieta sądzi, że partnera zraziło odkrycie, iż ma ona własne potrzeby, chociaż w istocie powodem tego było zdesperowanie, brak nadziei i nieufność. Kobietom, które nie uświadamiają sobie, czym dla mężczyzn staje się poczucie, że się im nie ufa, bardzo trudno jest zrozumieć różnicę między potrzebą a niezaspokojeniem.

"Potrzebując" mężczyzny, kobieta otwarcie prosi i sięga po pomoc z ufnością, która moBillzuje partnera, by uczynił wszystko, na co go stać.

Z kolei "niezaspokojenie" kobiety to jej dominujące pragnienie oparcia, w którego uzyskanie nie wierzy. To zraża mężczyzn, którzy czują się odrzuceni i niedocenieni.

Dla kobiet poczucie, że potrzebują innych, jest niepokojące, ale naprawdę bolesne staje się dla nich przeżycie rozczarowania, odrzucenia - nawet w najdrobniejszych sprawach. Przykro jest zawierzyć komuś, a potem doświadczyć, że się jest ignorowaną, zapomnianą, odtrąconą. Potrzebując innych, kobiety stają się szczególnie bezbronne. Jeśli są nie dostrzegane i rozczarowane, ból jest tym większy, że potwierdza ich niskie poczucie własnej wartości.




Jak Wenusjanki odzyskują
poczucie własnej wartości


Poczucie, że nie przedstawiają sobą zbyt dużej wartości, przez całe wieki Wenusjanki rekompensowały sobie przekonaniem o swej przydatności dla innych. Wciąż dawały i dawały, lecz mimo to gdzieś w głębi duszy wiedziały, że są godne, by także otrzymywać. Miały nadzieję, że dając, staną się więcej warte. Minęły stulecia i Wenusjanki ostatecznie uświadomiły sobie, że zasługują na miłość i wsparcie, a patrząc wstecz, zrozumiały, że zawsze tak było.

Długotrwały proces dawania pozwolił im uzyskać coś wspaniałego i mądrego - szacunek dla siebie. Ofiarowując coś innym, odkryły, że wszyscy zasługują na to, by otrzymywać, każdy jest godny miłości. Tak rozumując, doszły wreszcie do przekonania, że same także podlegają tej zasadzie. Na Ziemi droga do tego odkrycia przebiega trochę inaczej. Jeśli dziewczynka obserwuje, że jej matka obdarowywana jest miłością, automatycznie i ona czuje się więcej warta. W przyszłości łatwo jej przyjdzie przezwyciężyć w sobie tendencję do nadmiernego dawania. Identyfikując się ze szczęśliwą matką, nie musi przeżywać obawy przed braniem. Jeśli matka jest otwarta na to, by otrzymywać - córka także nabiera tej umiejętności.

Jednak Wenusjanki pozbawione były jakiegokolwiek w tym względzie przykładu. Dlatego też tysiące lat zabrało im dojście do fazy, w której zarzuciły "nie kontrolowane" dawanie. Stopniowo, obserwując jak inni zasługują na to, by otrzymywać, uzyskały poczucie, iż im także się to należy. W tej cudownej chwili również Marsjanie ulegli przeobrażeniu i właśnie wówczas zaczęli budować swoje statki kosmiczne.




Marsjanin pojawia się wtedy,
gdy Wenusjanka jest gotowa go przyjąć


Kiedy kobieta jest przekonana, że zasługuje na miłość, "otwiera się" na mężczyznę, by przyjąć jego uczucie. Bywają jednak sytuacje bardziej skomplikowane. Zdarza się na przykład, że kobieta, która przez dziesięć lat przyzwyczajała męża, że jej rolą jest dawanie, dochodzi wreszcie do wniosku, że ona sama zasługuje na więcej. Jak na ironię, kobieta ma wówczas ochotę zamknąć wszystkie drogi do siebie. Jeśli miałaby to wyrazić słowami, brzmiałyby one następująco: "Wciąż dawałam, a ty mnie ignorowałeś. Miałeś swoją szansę. Ja zasługuję na coś więcej. Nie ufam ci, jestem zmęczona, nie mam już nic do ofiarowania. Nie pozwolę, byś dalej mnie krzywdził".

No i znów: jeśli spotykam się z podobną sprawą, staram się przekonać kobietę, że aby jej związek był lepszy, wcale nie musi więcej dawać. Odwrotnie, to właśnie dając mniej, otrzyma więcej od partnera. Jeśli mężczyzna rzeczywiście lekceważył jej oczekiwania, to jest trochę tak, jakby oboje pozostawali w uśpieniu. Kiedy kobieta się zbudzi i przypomni o swoich potrzebach, partner również się ocknie i zapragnie ofiarować jej więcej.


Kiedy kobieta się zbudzi i przypomni o swoich
potrzebach, partner również się ocknie
i zapragnie ofiarować jej więcej.


Jest prawdopodobne, że jej partner wyjdzie ze stanu uśpienia i rzeczywiście dokona wielu zmian, na których kobiecie zależy. Jeśli tylko partnerka nie daje zbyt dużo, mężczyzna wychodzi ze swej jaskini i zaczyna budować statek kosmiczny, który go do niej dowiezie i pozwoli ją uszczęśliwić. Być może upłynie trochę czasu, zanim partner rzeczywiście zacznie zaspokajać potrzeby kobiety, jednak najistotniejszy krok został uczyniony - mężczyzna uświadomił sobie, że ją zaniedbywał, i postanowił się zmienić.

Działa to w obie strony. Zazwyczaj kiedy mężczyzna poczuje się nieszczęśliwy i zapragnie miłości, jego żona nagle otwiera się i zaczyna go znowu kochać. Rozpadają się mury i urazy, miłość ożywa. Jeżeli nazbierało się wiele zaniedbań, może upłynąć sporo czasu, zanim uda się zadośćuczynić całemu nagromadzonemu cierpieniu i puścić je w niepamięć. A jednak jest to możliwe. W rozdziale jedenastym omówię łatwe i praktyczne sposoby leczenia bolesnych urazów.

Dość często, jeśli jedno z partnerów wprowadza ulepszenia, drugie także się zmienia. Ta realna współzależność jest jednym z cudów, jakie napotykamy w swym życiu. Kiedy uczeń jest gotów, zjawia się nauczyciel. Gdy pada pytanie, znajdujemy odpowiedź. A kiedy jesteśmy przygotowani na to, by otrzymywać, nasze życzenia się spełniają. Kiedy Wenusjanki stały się gotowe przyjmować, Marsjanie zapragnęli dawać.




SZTUKA DAWANIA


Mężczyzna najbardziej obawia się, że okaże się niekompetentny i nie dość dobry w tym, co robi. Strach ten równoważy, rozwijając swoją siłę i umiejętności. Sukcesy, osiągnięcia i efektywność są w jego życiu sprawami pierwszoplanowymi. Podobnie Marsjanie. Zanim odkryli Wenusjanki, byli do tego stopnia zaangażowani w walkę o sukces, że nie troszczyli się o nic i o nikogo innego. Mężczyzna staje się nieczuły na cudze problemy wtedy, gdy odczuwa strach.


Mężczyzna najbardziej obawia się tego, że
okaże się niekompetentny i nie dość dobry
w tym, co robi.


Kobiety odczuwają obawę przed braniem, a mężczyźni boją się dawać. Przenosząc swoje starania na innych, narażają się wszak na ryzyko niepowodzenia, krytykę i dezaprobatę. To bywa dla mężczyzny szczególnie bolesne, ponieważ głęboko tkwi w nim przekonanie, że jest nie dość dobry w tym, co robi. Taki pogląd mógł sobie wyrobić w dzieciństwie i utrwalać za każdym razem, kiedy poczuł, że nie sprostał oczekiwaniom. Jeśli jego starania były nie zauważone lub nie zostały docenione, głęboko w podświadomości mężczyzny zrodziło się niesłuszne przekonanie, że nie jest dość dobry.


Kobiety odczuwają obawę przed braniem,
a mężczyźni boją się dawać.


Mężczyzna jest w tej kwestii wyjątkowo wrażliwy. Rośnie w nim strach przed niepowodzeniem. Pragnie dawać, ale bojąc się porażki, nawet nie próbuje. Skoro jego najgroźniejszym upiorem jest lęk, że "nie sprosta", będzie oczywiście unikać każdego niepotrzebnego ryzyka.

Jak na ironię: kiedy mężczyźnie naprawdę bardzo na kimś zależy, strach przed porażką wzrasta i Marsjanin daje mniej. Żeby nie narazić się na niepowodzenie, przestaje cokolwiek ofiarowywać. Dotyczy to głównie tych osób, którym chciałby dać najwięcej.

Jeśli mężczyzna nie czuje się bezpieczny, może to sobie rekompensować, nie zajmując się nikim poza samym sobą. Jego automatyczną reakcją obronną jest powiedzenie: "Nie zależy mi". To z tej przyczyny Marsjanie nigdy nie pozwalali sobie na nadmierną troskę o innych. Kiedy jednak zaczęli odnosić sukcesy i stawali się coraz silniejsi, uświadomili sobie wreszcie, że są całkiem dobrzy w tym, co robią, i że mogłoby im się udać także na polu dawania. Właśnie wtedy odkryli Wenusjanki.

I chociaż dobrzy byli zawsze, to jednak potrzebowali długotrwałego udowadniania swej siły, by osiągnąć stan szacunku do samych siebie.

Analizując kolejne z odniesionych sukcesów, zrozumieli, że do każdego z nich przyczyniły się w pewien sposób wcześniejsze niepowodzenia. Każda pomyłka była ważną lekcją, która pomagała potem "wbijać gole".

Mężczyźni zrozumieli, że zawsze byli dobrzy w tym, co roBill.




Można popełniać błędy


Jeśli mężczyzna pragnie nauczyć się więcej dawać, jego pierwszym posunięciem powinno być utrwalenie przekonania, że pomyłki, porażki, a także to, że nie na wszystkie pytania zna odpowiedzi, nie jest naprawdę niczym złym.

Pamiętam opowieść pewnej kobiety, która skarżyła się, że jej partner nigdy nie zaproponował jej, by się pobrali. Miała wrażenie, że nie był zaangażowany w ów związek tak bardzo jak ona. Mimo to kiedyś wyznała mu, że jest z nim bardzo szczęśliwa. Następnego dnia partner się oświadczył. Potrzebował po prostu akceptacji i zachęty - dowodu, że jest w jej oczach wartościowym człowiekiem. Wtedy dopiero mógł zdać sobie sprawę z faktu, że bardzo mu na niej zależy.




Marsjanie także
potrzebują miłości


Tak jak kobiety łatwo mogą poczuć się odrzucone, jeśli nie są traktowane z potrzebną im troskliwą uwagą, tak samo mężczyźni ulegają przekonaniu, że zawiedli, kiedy kobiety mówią o istniejących problemach. Ten właśnie mechanizm jest przyczyną wielkich trudności mężczyzny w dziedzinie słuchania. Przecież chce być bohaterem! Kiedy partnerka jest rozczarowana albo nieszczęśliwa, to bez względu na przyczynę on czuje, że w jakiś sposób "nie podołał". Jej niezadowolenie potwierdza jego najgłębszą obawę: "Nie jestem dość dobry". Wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo mężczyźni są wrażliwi i do jakiego stopnia potrzebują miłości. Miłość pomaga im uświadomić sobie, że są dostatecznie dobrzy, by zadowolić innych.


Mężczyzna niechętnie słucha kobiety
nieszczęśliwej i rozczarowanej, ponieważ odnosi
wówczas wrażenie, że to on zawiódł.


Młody chłopak, który miał szczęście, że jego ojciec umiał sprostać oczekiwaniom matki, wchodzi w dorosłe związki z ugruntowanym przekonaniem, że i on potrafi zadowolić swą partnerkę. Nie boi się zaangażować, bo wie, że umie "sprostać". Wie także, że jeśli mu się nie uda, nadal będzie zasługiwał na miłość i wdzięczność za to, że się tak starał. Nie potępia się, ponieważ wie, że choć nie jest ideałem, robi, co w jego mocy, a to już wystarczająco dużo. Potrafi przepraszać za swoje błędy, gdyż spodziewa się wybaczenia, miłości i tego, że jego starania zostaną docenione.

Taki mężczyzna rozumie, że przecież każdemu zdarza się błądzić. Widział, jak jego ojciec popełniał błędy, a jednak nadal był z siebie całkiem zadowolony. Pamiętał, że matka zawsze kochała ojca i wybaczała mu wszystkie niedociągnięcia. Czuł jej ufność i poparcie nawet wtedy, gdy ojciec czasem ją rozczarowywał.
Wielu mężczyzn nie ma, niestety, szczęśliwych wzorców z dzieciństwa. Dla nich trwanie w miłości, małżeństwo, rodzina jest czymś równie trudnym jak pilotowanie odrzutowca bez jakiegokolwiek przygotowania. Może są zdolni, by wystartować, ale z całą pewnością rozbiją się po drodze. Łatwo można zrozumieć, że bez dobrego podręcznika wiele kobiet i mężczyzn skazanych jest na przegraną.




ROZDZIAŁ PIĄTY

MÓWIMY RÓŻNYMI JĘZYKAMI


Kiedy Marsjanie i Wenusjanki po raz pierwszy się połączyli, napotkali wiele spośród tych trudności, z jakimi my borykamy się obecnie w swoich związkach. Oni jednak szybko rozwiązywali swoje problemy, ponieważ byli świadomi tego, że się kochają. Jednym z sekretów ich powodzenia w miłości była łatwość porozumiewania się.

Może to śmieszne, ale komunikowali się tak dobrze, ponieważ mówili różnymi językami. Jeśli przydarzył im się jakiś problem, szli po pomoc do tłumacza. Wszyscy doskonale wiedzieli, że mieszkańcy Marsa i mieszkanki Wenus mówią odmiennymi językami, więc jeśli rozpoczynał się konflikt, nie krytykowali się ani nie walczyli, lecz wyciągali swoje słowniki frazeologiczne, żeby się nawzajem lepiej zrozumieć. Jeśli i to nie dawało rezultatu, udawali się do tłumacza.


Języki marsjański i wenusjański składają się
z tych samych słów, ale sposób, w jaki ich
używano, nadał im różne znaczenia.


Było bowiem tak, że języki marsjański i wenusjański składały się z tych samych słów, ale sposób, w jaki się nimi posługiwano, nadał im różne znaczenia. Wyrażenia były, co prawda, w obu językach podobne, lecz wywoływały inne skojarzenia i budziły odmienne uczucia. Bardzo łatwo można się było pomylić. Kiedy więc zaistniały kłopoty z porozumiewaniem się, Marsjanie i Wenusjanki od razu pojęli, że były to przewidziane "przekłamania" i że z niewielką pomocą znowu się dogadają. Doszli do takiego zaufania i akceptacji, o jakie dziś nam bardzo trudno.




WYRAŻANIE UCZUĆ PRZECIW
WYPOWIADANIU INFORMACJI


Nawet dzisiaj ciągle potrzebujemy tłumaczy. Mężczyźni i kobiety rzadko mają to samo na myśli, nawet jeśli wypowiadają te same słowa. Jeśli, na przykład, kobieta mówi: "Mam wrażenie, że ty mnie nigdy nie słuchasz", to nie spodziewa się, że wyraz "nigdy" będzie traktowany dosłownie. Używa tego słowa, by wyrazić frustrację, jaką właśnie przeżywa. Nie ma to być informowanie o fakcie.


Aby w pełni wyrazić swoje uczucia, kobiety
stosują licentia poetica i używają licznych
wyolbrzymień, metafor i uogólnień.


Aby jak najpełniej wyrazić swoje uczucia, kobiety stosują licentia poetica i używają licznych wyolbrzymień, metafor i uogólnień. Mężczyźni opacznie biorą te wyrażenia dosłownie. Ponieważ nie rozumieją przypisywanego im przez kobiety znaczenia, na ogół reagują na nie negatywnie. Poniżej zestawiłem dziesięć kobiecych skarg, które są często źle interpretowane, i tyleż "nieodpowiednich" wypowiedzi mężczyzny.




Dziesięć popularnych i często
mylnie interpretowanych skarg


Kobiety mówią: Mężczyźni odpowiadają im:
Nigdy nie wychodzimy z domu. Nieprawda. Przecież wychodziliśmy w ubiegłym tygodniu.
Nikt na mnie nie zwraca uwagi. Jestem przekonany, że ludzie cię zauważają.
Jestem taka zmęczona. Niczego już nie jestem w stanie zrobić. Nie bądź śmieszna. Nie jest z tobą aż tak źle.
Chciałabym rzucić to wszystko. Jeżeli ta praca ci nie odpowiada, złóż wymówienie.
W domu jest zawsze bałagan. Wcale nie zawsze.
Nikt mnie nie słucha. Przecież ja cię właśnie słucham.
Nic mi się nie udaje. Chcesz powiedzieć, że to moja wina?
Już mnie nie kochasz. Naturalnie, że cię kocham. Dlatego tu jestem.
Wiecznie się spieszymy. Nieprawda, w piątek odpoczywaliśmy.
Potrzebuję odrobiny romantyzmu. A więc ja nie jestem romantyczny?

Na przytoczonych przykładach widać, jak literalne tłumaczenie wypowiedzi kobiety może wyprowadzić w pole człowieka nawykłego do przekazywania słowem tylko faktów i informacji. Nietrudno też spostrzec, że odpowiedzi mężczyzny prowadzą najprostszą drogą do kłótni.

Największym problemem wielu związków jest nieumiejętność życzliwego i w pełni czytelnego dla obu stron porozumiewania się. Najczęściej kobiety żalą się swojemu partnerowi: "Nie słuchasz mnie". Zabawne - nawet ta skarga bywa mylnie rozumiana i interpretowana.


"Nie słuchasz mnie". Nawet ta skarga
bywa przez mężczyzn mylnie rozumiana
i interpretowana.


Dosłowne tłumaczenie zwrotu: "Nie słuchasz mnie" wiedzie mężczyznę do zaprzeczenia uczuciom partnerki. Mężczyzna uważa, że słucha, jeśli potrafi powtórzyć to, co kobieta powiedziała. Tymczasem, aby umożliwić prawidłowe odczytanie zdania: "Nie słuchasz mnie", trzeba by je przetłumaczyć następująco: "Mam wrażenie, że nie w pełni rozumiesz, o co mi chodzi, albo nie przejmujesz się tym, co czuję". Jeśli partner tak je zrozumiał, zareaguje pozytywnie i będzie mniej się spierał.

Mężczyzna i kobieta odczuwają napięcie i kłócą się zwykle z prostego powodu - wzajemnego niezrozumienia. W takich momentach pomocne może być przemyślenie i wręcz "przetłumaczenie" wypowiedzi, które doprowadziły partnerów do takiego stanu.

Wielu mężczyzn mylnie ocenia lub wręcz zaprzecza uczuciom partnerki tylko dlatego, że nie nauczono ich rozumienia sposobu, w jaki kobieta wyraża swoje emocje. Prowadzi to do kłótni. Marsjanie umieli unikać sporów, "stosując" prawidłowe rozumienie. Kiedy tylko poczuli, że to, czego słuchają, wywołuje w nich sprzeciw, sięgali po Marsjańsko-wenusjański słownik frazeologiczny i w nim znajdowali prawidłowe tłumaczenie.




KIEDY WENUSJANKI MÓWIĄ


Następna część naszej książki będzie zawierać najróżniejsze wyjątki z Marsjańsko-wenusjańskiego słownika frazeologicznego. Każda z przytoczonych poprzednio dziesięciu kobiecych skarg zostanie przetłumaczona tak, aby mężczyzna mógł zrozumieć jej zamierzone znaczenie. Zwróćcie uwagę, że wyjaśnienia zawierają także sygnał dla partnera, iż oczekuje się od niego odpowiedzi.

Powinniście to wiedzieć: kiedy Wenusjanka jest zdenerwowana, nie tylko nadużywa uogólnień i tym podobnych sformułowań, ale przede wszystkim oczekuje pewnego określonego wsparcia. Nie prosi o nie wprost, bo na Wenus dla każdego jest rzeczą oczywistą, że emocjonalna wypowiedź jest w swej istocie wołaniem o współczucie.

W naszych wyjaśnieniach ta ukryta próba zostaje wydobyta na światło dzienne. Daje to mężczyźnie szansę zauważenia jej i właściwego zareagowania. Jeśli mu się to uda, partnerka poczuje nie tylko, że ktoś jej słucha, ale także poczuje się kochana.




Marsjarisko-wenusjański
słownik frazeologiczny


"Nigdy nie wychodzimy z domu" - przetłumaczone na marsjański brzmiałoby: "Mam ochotę na wspólne wyjście. Tak dobrze się zawsze bawimy, kiedy jesteśmy gdzieś razem. Uwielbiam być z tobą. I co ty na to? Może zabierzesz mnie na kolację? Już od kilku dni nie wychodziliśmy".

Bez tego tłumaczenia mężczyzna rozumie zwrot: "Nigdy nie wychodzimy z domu" następująco: "Nie robisz tego, co do ciebie należy. Jesteś jednym wielkim rozczarowaniem. Niczego już razem nie robimy, bo jesteś leniwy, mało romantyczny, po prostu nudny".

"Nikt na mnie nie zwraca uwagi" - przetłumaczone na marsjański oznacza: "Dziś mam uczucie, że nie jestem zauważana i doceniana. Wydaje mi się, że nikt mnie nie dostrzega. Wiem, oczywiście, że niektórzy mnie widzą, jednak robią wrażenie, jakbym była im obojętna. Zdaje się, że jestem trochę rozczarowana, bo ostatnio byłeś taki zajęty. Zaczyna mi się wydawać, że nie jestem dla ciebie ważna. Boję się, że praca jest dla ciebie ważniejsza. Przytul mnie i powiedz, że jestem niezwykła".

Jeśli jednak zdanie: "Nikt na mnie nie zwraca uwagi" pozostanie bez tłumaczenia, mężczyzna usłyszy: "Jestem taka nieszczęśliwa. Nie poświęcasz mi tyle uwagi, ile potrzebuję. Wszystko jest beznadziejne. Nie zauważasz mnie nawet ty, mimo że podobno mnie kochasz. Powinieneś się wstydzić, że jesteś taki nieczuły. Ja bym cię nigdy tak nie ignorowała".

"Jestem taka zmęczona. Niczego już nie jestem w stanie zrobić" - w języku marsjańskim znaczy: "Tak dużo pracuję. Naprawdę muszę odpocząć, zanim zabiorę się do czegoś jeszcze. Na szczęście, mam w tobie oparcie. Przytul mnie, pochwal moją pracę i powiedz, że zasłużyłam na chwilę odpoczynku, dobrze?"

Kiedy jednak mężczyzna nie dysponuje tym tłumaczeniem, wypowiedź: "Jestem taka zmęczona. Niczego nie jestem już w stanie zrobić" zrozumie następująco: "Ja robię wszystko, a ty nic. Powinieneś więcej mi pomagać. Nie jestem w stanie tyle pracować. Czuję się beznadziejnie. Chciałabym mieszkać z prawdziwym mężczyzną. To, że wybrałam ciebie, było wielką pomyłką".

"Chciałabym rzucić to wszystko" - w języku marsjańskim brzmi: "Chcę, żebyś wiedział, że jestem zadowolona ze swojej pracy i z życia w ogóle, ale dziś jestem przepracowana. Chciałabym zrobić coś dla siebie, zanim znowu zacznę robić coś dla innych. Zapytaj mnie, proszę, o co mi dokładnie chodzi i posłuchaj życzliwie. Nie proponuj żadnych rozwiązań. Chcę po prostu poczuć, że rozumiesz, jakie napięcie przeżywam. To mi z pewnością pomoże. Poczuję się lepiej i odpocznę, a jutro znów będę odpowiedzialna i samodzielna".

Bez odpowiedniego tłumaczenia zdanie: "Chciałabym rzucić to wszystko" mężczyzna zrozumie jako: "Muszę robić wiele rzeczy, których nie chcę robić. Związek z tobą jest nieszczęściem. Potrzebuję lepszego partnera, który umiałby wypełnić mi życie. Ty nic w tym kierunku nie robisz".

"W domu jest zawsze bałagan" - przetłumaczone na marsjański brzmiałoby: "Mam dziś wielką ochotę na odrobinę relaksu, ale w domu jest nieporządek. Czuję się sfrustrowana. Muszę odpocząć. Mam nadzieję, że nie oczekujesz ode mnie, że sama to wszystko posprzątam. Przyznaj, że jest bałagan i pomóż w porządkach!"

Jeśli mężczyzna nie zajrzy do słownika, słysząc: "W do mu jest ciągły bałagan", odczyta to następująco: "Przez ciebie w domu jest bałagan. Robię, co mogę, żeby utrzymać wszystko w czystości, ale zanim skończę sprzątać, ty już od nowa bałaganisz. Jesteś obrzydliwym leniem, jeśli się nie zmienisz, nie chcę już z tobą mieszkać. Sprzątaj albo się wynoś".

"Nikt mnie nie słucha" - po marsjańsku można by wypowiedzieć jako: "Boję się, że cię nudzę i że się już mną nie interesujesz. Jestem dziś chyba trochę przewrażliwiona. Bardzo bym się ucieszyła, gdybyś zwrócił na mnie szczególną uwagę. Miałam ciężki dzień i wydaje mi się, że nikt nie chce słuchać, co mam do powiedzenia. Chciałabym, żebyś mnie wysłuchał i zadał kilka zachęcających pytań: "Jak ci minął dzień?" "Co się wydarzyło?" "Jak się czułaś?" "Czego chciałaś?" "Co jeszcze czujesz?" Gdy będę mówiła, wtrącaj pomocne oraz świadczące o twoim zainteresowaniu i uwadze zdania: "Powiedz coś więcej". albo "Słusznie", albo "Wiem, o co ci chodzi", albo "Rozumiem". Możesz też po prostu słuchać i zachęcać mnie tylko "upewniającymi" pomrukami: "och, mhm". (Uwaga: Marsjanie nigdy nie słyszeli o istnieniu tych pomruków, zanim nie wylądowali na Wenus).

Bez tego tłumaczenia wypowiedź: "Nikt mnie już w ogóle nie słucha" mężczyzna zrozumie jako: "Ja ci poświęcam uwagę, ale ty mnie nie słuchasz. Tak już się przyzwyczaiłeś. Stałeś się bardzo nudnym partnerem. Potrzebuję kogoś podniecającego i interesującego, a ty z pewnością taką osobą nie jesteś. Rozczarowałeś mnie. Jesteś samolubny, nieczuły i zły".

"Nic mi się nie udaje" - przetłumaczone na marsjański oznacza: "Bardzo się cieszę, że mogę ci się zwierzyć, bo mam dziś tyle kłopotów. Poczuję się lepiej, jeśli ci wszystko opowiem. Mam wrażenie, że nic mi dzisiaj nie wychodzi. Wiem, że tak nie jest, ale naprawdę tak czuję, kiedy tak się staram, a zostaje mi jeszcze tyle do zrobienia. Przytul mnie i pochwal. To mi na pewno pomoże".

To samo zdanie: "Nic mi się nie udaje", w uszach mężczyzny, nie znającego tego tłumaczenia, zabrzmi: "Nigdy niczego dobrze nie robisz. Nie mogę ci zawierzyć. Jeślibym cię nie słuchała, nie byłoby tego całego zamieszania. Inny mężczyzna jakoś by to zorganizował, ale ty tylko pogarszasz sytuację".

"Już mnie nie kochasz" - w tłumaczeniu na marsjański oznacza: "Dziś mam wrażenie, że mnie nie lubisz. Boję się, że może cię czymś uraziłam. Wiem, że tak naprawdę mnie kochasz - tyle przecież dla mnie robisz. Po prostu dzisiaj czuję się jakoś niepewnie. Chciałabym, żebyś zapewnił mnie o swojej miłości. Kiedy mówisz "Kocham cię", czuję się zdecydowanie lepiej".

Jeśli zabraknie tłumaczenia, zwrot: "Już mnie nie kochasz", mężczyzna zrozumie jako: "Dałam ci najlepsze lata swojego życia, a ty nie dałeś mi nic. Wykorzystałeś mnie. Jesteś zimnym egoistą. Wszystko, co robisz, robisz wyłącznie dla siebie. Nikim się nie przejmujesz. Byłam idiotką, zakochując się w tobie".

"Wiecznie się spieszymy" - w języku marsjańskim oznacza: "Wciąż się dzisiaj spieszę. Nie lubię tego. Chciałabym, żeby nasze życie było spokojniejsze. Zdaję sobie sprawę, że nie ma w tym niczyjej winy, a już z pewnością twojej. Wiem, że bardzo starasz się zrobić wszystko na czas i doceniam to, że bardzo się o wszystko troszczysz. Chciałabym tylko, żebyś mi okazał współczucie i przyznał, że rzeczywiście musi być ciężko, tak ciągle się spiesząc, i że sam też tego nie lubisz".

Bez powyższego tłumaczenia stwierdzenie: "Wiecznie się spieszymy" zostanie przez mężczyznę odebrane następująco: "Jesteś nieodpowiedzialny. Ze wszystkim czekasz do ostatniej chwili. Nigdy nie jestem przy tobie spokojna. Ciągle musimy się spieszyć, inaczej wciąż byśmy się spóźniali. Zawsze wszystko popsujesz. Jestem znacznie szczęśliwsza, kiedy nie ma cię w pobliżu".

"Potrzebuję odrobiny romantyzmu" - ma marsjański odpowiednik w sformułowaniu: "Kochanie, tak dużo pracujesz. Może wygospodarowalibyśmy trochę czasu tylko dla siebie? Uwielbiam chwile, kiedy jesteśmy sami, odprężeni, bez dzieci i pracy. Jesteś taki romantyczny. Chciałabym, żebyś mnie zaskoczył któregoś dnia, przynosząc kwiaty. Czuję, że już niedługo zaprosisz mnie na randkę. Uwielbiam, jak mnie uwodzisz".

Bez tego tłumaczenia kobiece: "Potrzebuję odrobiny romantyzmu" może być przez partnera odebrane jako: "Już mnie nie zadowalasz. Nie działasz na mnie. Twoja zdolność uwodzenia jakoś do mnie nie trafia. Nigdy nie czuję się przy tobie naprawdę usatysfakcjonowana. Żałuję, że nie jesteś choć trochę podobny do innych mężczyzn, których znałam".

Jeżeli mężczyzna będzie używał naszego słownika przez kilka lat, nie będzie już musiał po niego sięgać za każdym razem, kiedy poczuje się obwiniany lub krytykowany. Zrozumie, jak kobiety czują i którędy wędrują ich myśli. Dojdzie do wniosku, że wszystkich tych dramatycznych wykrzykników nie należy brać zbyt dosłownie, bo są one po prostu sposobem pozwalającym kobiecie pełniej się wypowiedzieć. Takie metody stosowały Wenusjanki, o czym mężczyźni powinni pamiętać.




KIEDY MARSJANIE MILCZĄ


Zdobycie umiejętności odpowiedniej interpretacji i właściwej odpowiedzi na wypowiadanie uczuć przez kobietę jest jednym z wielkich wyzwań, jakim muszą sprostać mężczyźni. Dla kobiet natomiast jest interpretacja i odpowiedź na milczenie partnera. Kobiety najczęściej mylnie tłumaczą sobie ciszę.


Największym wyzwaniem dla kobiet jest
odpowiednia interpretacja i właściwa reakcja
na milczenie mężczyzny.


Dość często mężczyzna wyłącza się i milknie. O takim zachowaniu na Wenus nie słyszano. Pierwsze, co w podobnej chwili pomyśli kobieta, to to, że "jej mężczyzna" ogłuchł. Sądzi, że być może partner po prostu nie słyszy i dlatego nie reaguje.

Trzeba nam wiedzieć, że mężczyźni i kobiety myślą i przekazują informacje w sposób całkowicie różny. Kobiety głośno myślą, dzieląc się z uważnym słuchaczem całym "wywodem" wewnętrznym. Nawet obecnie kobieta często odkrywa, o co jej chodzi, właśnie dopiero w trakcie mówienia. Ten proces, pozwalający myślom płynąć swobodnie, a słowom padać bez ograniczeń, pozwala kobiecie uwierzyć w swoją intuicję. Jest to zjawisko całkowicie normalne, a czasem ogromnie potrzebne.

Mężczyźni "postępują" z informacją zupełnie odmiennie. Zanim zaczną mówić lub reagować, najpierw milcząco przeżywają to, co usłyszeli lub czego doświadczyli. W ciszy kształtują najwłaściwszą odpowiedź przynoszącą najwięcej pożytku. Najpierw formułują ją "w środku", a potem dopiero wypowiadają. Proces ten może trwać całe minuty, a nawet godziny. Ażeby wszystko stało się dla partnerki jeszcze mniej zrozumiałe, w przypadku gdy mężczyzna nie dysponuje wystarczającą ilością danych, by odpowiedzieć - może się zdarzyć, że wcale nie odpowie.

Kobiety powinny zrozumieć, że jeśli partner trwa w milczeniu, to tak, jakby mówił: "Jeszcze nie wiem, co powiedzieć, ale próbuję to przemyśleć". Tymczasem brak widocznej reakcji ze strony mężczyzny interpretują następująco:

"Nie odpowiadam ci, bo mi na tobie nie zależy i nie zwracam na ciebie uwagi. To, co masz mi do powiedzenia, jest nieważne i dlatego nie licz na odpowiedź".




Jak ona reaguje na jego milczenie


Kobiety błędnie interpretują milczenie mężczyzny. Zależnie od tego, w jakim owego dnia są nastroju, mogą zacząć wyobrażać sobie wszystko, co najgorsze: "On mnie nie znosi, nie kocha, na pewno opuści mnie na zawsze". Takie myśli mogą wydobyć najgłębszą obawę kobiety: "Boję się, że jeśli on mnie odrzuci, to już nikt mnie nie pokocha. Nie zasługuję na miłość".

W chwilach gdy mężczyzna nic nie mówi, kobiecie przychodzą do głowy najczarniejsze myśli, ponieważ ona sama milknie tylko wtedy, gdy miałaby powiedzieć coś bolesnego lub jeśli nie chce rozmawiać z partnerem (to zdarza się tylko wtedy, gdy już mu nie ufa lub nie chce z nim mieć więcej do czynienia). Jakkolwiek na to spojrzeć, kiedy mężczyzna milknie, kobieta traci grunt pod nogami.


Kiedy mężczyzna milknie, kobieta
myśli o najgorszym.


Kobieta, kiedy słucha, wciąż zapewnia osobę mówiącą o tym, że słucha i że obchodzi ją to, co słyszy. Jeśli mówiący przerywa, słuchaczka zachęca go, by kontynuował, wydając różne wspomagające pomruki: och, mhm, oj, aha.

Milczenie mężczyzny jest tych pomruków pozbawione i tym samym jest dla partnerki bardziej przykre. Kobiety jednak mogą się nauczyć interpretować i właściwie reagować na milczenie partnera, jeśli zrozumieją, czym jest męska jaskinia.




Jaskinia


Kobiety muszą się wiele nauczyć o mężczyznach, aby ich związki stały się naprawdę satysfakcjonujące. Przede wszystkim powinny zdać sobie sprawę, że kiedy partner jest zdenerwowany albo napięty, automatycznie przestaje mówić i udaje się do swojej jaskini, żeby wszystko przemyśleć. Trzeba, by zrozumiały, że do tej jaskini nikt nie ma wstępu - nawet najbliższy przyjaciel. Tak było na Marsie. Kobiety nie powinny niepokoić się, że, być może, popełniły jakiś niewybaczalny błąd. Stopniowo przekonują się, że jeśli pozwolą mężczyźnie spokojnie zaszyć się w jaskini, to po jakimś czasie sam z niej wyjdzie i wszystko będzie w porządku.

Przyswojenie sobie tej prawidłowości jest dla kobiet szczególnie trudne, ponieważ na Wenus jedna ze świętych zasad mówi, aby nie zostawiać zmartwionego przyjaciela samego. Jakże więc pozbawiona uczuć musiałaby być Wenusjanka, by odwrócić się od swojego ukochanego Marsjanina, gdy ten przeżywa rozterki. Także kochająca kobieta koniecznie chce wejść do jaskini i jakoś mu pomóc.

Na domiar złego, kobieta mylnie sądzi, że jeśli zada partnerowi mnóstwo dodatkowych pytań na temat stanu jego uczuć i uważnie go wysłucha, mężczyzna poczuje się lepiej. A jest dokładnie odwrotnie: Marsjanin denerwuje się wówczas jeszcze bardziej. Wenusjanka instynktownie próbuje mu pomóc metodami, którymi chciałaby, aby jej pomagano, tymczasem jedyne, co mimo najlepszych intencji w ten sposób osiąga - to sprzeciw.

Zarówno mężczyźni, jak i kobiety powinni porzucić dotychczasowe metody okazywania uczuć - były one przecież tylko odzwierciedleniem ich własnych oczekiwań - i nauczyć się, jak myślą, czują i reagują ich partnerzy.




Dlaczego mężczyźni zaszywają się
w jaskiniach


Mężczyzna udaje się do jaskini albo nagle milknie z wielu różnych przyczyn:
  • Jeśli musi przemyśleć określone zagadnienie i znaleźć jego praktyczne rozwiązanie.
  • Jeśli nie zna odpowiedzi na pytanie lub nie zna rozwiązania problemu. Mężczyzny nigdy nie uczono mówić: "Och, nie znam odpowiedzi. Przepraszam, wpadnę tylko do jaskini i zaraz jakąś znajdę". (Inny mężczyzna w ten właśnie sposób tłumaczy jego zachowanie).
  • Jeśli jest zdenerwowany lub napięty. W takich chwilach odwiedza jaskinię, by ochłonąć i odnaleźć wewnętrzną równowagę. Nie chce zrobić czy powiedzieć czegoś, czego mógłby potem żałować.
  • Jeśli musi się odnaleźć. Ta przyczyna odgrywa główną rolę w chwilach, kiedy mężczyzna jest zakochany. Zdarza się wówczas, że zapomina o sobie, gubi się, ma wrażenie, że zbytnia zażyłość niszczy go i osłabia. Musi wtedy upewnić się, że kontroluje sytuację i za każdym razem, gdy zaalarmuje go za daleko posunięte zbliżenie, wycofuje się do jaskini. Odradza to jego siłę i ciepłe uczucie.




Dlaczego kobiety mówią


Kobieta mówi z wielu powodów. (Czasami są to te same powody, dla których mężczyzna milczy). Oto kilka z nich:
  • Aby przekazać lub uzyskać informację. (Jest to jedyny powód, dla którego mówią mężczyźni).
  • Aby przebadać i odkryć, co właściwie chce powiedzieć. (Mężczyźni wówczas milkną, by przemyśleć sprawę. Kobiety myślą głośno).
  • Aby poczuć się pewniej w chwilach zdenerwowania. (Zdenerwowany mężczyzna chowa się w jaskini, by ochłonąć).
  • Aby zbudować zażyłość. Kobieta odnajduje w sobie miłość, kiedy zwierza się ze swych uczuć. (Tymczasem Marsjanin przestaje mówić, aby się odnaleźć oraz w obawie przed zbytnią bliskością).
Łatwo teraz pojąć, dlaczego partnerzy nie zdający sobie sprawy z powyższych odmienności tak często ze sobą walczą.




Uwaga: smok!


Sprawą bardzo istotną jest, by kobieta zrozumiała, że nie powinna podejmować prób wciągnięcia mężczyzny do rozmowy, zanim ten nie będzie gotów.

Kiedy poruszyłem ten temat na jednym z seminariów, pewna Indianka opowiedziała, że w jej plemieniu matka poucza pannę młodą, iż mężczyzna w chwilach troski chowa się do jaskini. Radzi też młodej żonie, by nie brała sobie tego do serca, nie jest to bowiem oznaka braku miłości. Mężczyzna przecież powraca. Najważniejsze jednak zalecenie brzmi: kobiecie pod żadnym pozorem nie wolno iść za mężczyzną do jaskini. Tę, która tam wejdzie, pochłonie zionący ogniem smok.


Nigdy nie wchodź do jaskini,
bo jeśli to zrobisz,
pochłonie cię zionący ogniem smok.


Mnóstwo niepotrzebnych konfliktów bierze się stąd, że kobiety chcą wejść za partnerem do jaskini. Wenusjanki nie pojmują, że w momentach zdenerwowania pragnie on samotności i ciszy. Kiedy mężczyzna wycofuje się do jaskini, kobieta po prostu nie rozumie, o co chodzi, i zgodnie ze swoją naturą próbuje go skłonić do rozmowy. Jeśli w grę wchodzi jakiś problem, stara się za wszelką cenę wesprzeć partnera szczegółowym "obgadaniem" sprawy.

Kobieta pyta: "Czy coś się stało?" i choć odpowiedź brzmi: "Nie", czuje, że partner jest zdenerwowany. Nie wie, dlaczego stara się ukryć przed nią swe uczucia. Zamiast pozwolić mu przemyśleć sprawę wewnątrz jaskini, zakłóca mu wewnętrzny proces, zadając kolejne pytanie: "Wiem, że coś cię martwi. Powiedz, o co chodzi?" Mężczyzna odpowiada:

"O nic". Kobieta nie rezygnuje: "Jak to o nic, skoro widzę, że się martwisz. No powiedz, co się z tobą dzieje?" Partner odpowiada: "Ze mną wszystko w porządku. Daj mi spokój". Kobieta na to: "Jak możesz mnie tak traktować? Ty zupełnie już ze mną nie rozmawiasz. Skąd mam wiedzieć, co czujesz? Już mnie nie kochasz. Ciągle mnie odtrącasz". W tym momencie mężczyzna traci cierpliwość i zaczyna mówić rzeczy, których potem będzie żałował. Wyłania się smok i pali wszystko, co napotyka. Ją również.




KIEDY MARSJANIE MÓWIĄ


Kobiety mogą cierpieć nie tylko wtedy, kiedy zakłócają męską introspekcję, lecz również w przypadkach, gdy źle zinterpretują takie wypowiedzi mężczyzny, które sygnalizują, że on już jest w jaskini albo znajduje się w drodze do niej. Zapytany: "O co chodzi?", Marsjanin odpowie bardzo zwięźle: "O nic" albo: "Wszystko w porządku". Takie krótkie sygnały wskazują Wenusjankom, że powinny partnerowi pozwolić, by przez jakiś czas popracował w samotności nad tym, co go zajmuje. Mężczyzna milknie, zamiast powiedzieć: "Jestem zdenerwowany, teraz chcę być sam".

Prześledźmy sześć skrótowych sygnałów ostrzegawczych, na które kobieta może niechcący odpowiedzieć w sposób natarczywy i niewłaściwy.

Sześć popularnych sygnałów ostrzegawczych, kiedy kobieta pyta: "Czy coś się stało?"

Wypowiedź mężczyzny: Kobieta niewłaściwie odpowiada:
"Wszystko dobrze" albo "U mnie wszystko dobrze". "Wiem, że coś jest nie w porządku. Powiedz mi tylko co".
"Wszystko fajnie" albo "Jest fajnie". "Ale wyglądasz na zaniepokojonego. Porozmawiajmy".
"Nic się nie stało". "Chcę ci pomóc. Wiem, że coś cię trapi, no powiedz co".
"Wszystko w porządku" albo "U mnie wszystko w porządku". "Na pewno? Przecież wiesz, że z radością ci pomogę".
"To nic wielkiego". "Ależ widzę, że czymś się martwisz. Musimy pogadać".
"Nie ma problemu". "Jest problem, a ja mogłabym ci pomóc".

Mężczyzna, wypowiadając którąś z powyższych uwag, oczekuje zwykle milczącej akceptacji lub po prostu świętego spokoju. W podobnych przypadkach Wenusjanki - by uniknąć nieporozumień i niepotrzebnego wpadania w panikę - sięgały po Marsjarisko-wenusjański słownik frazeologiczny. Pozbawione tej pomocy kobiety tłumaczyły sobie przytoczone wyżej wypowiedzi całkiem opacznie.

Trzeba, by kobiety zdały sobie sprawę, że męskie: "Czuję się dobrze" jest skróconą wersją: "Czuję się dobrze, bo umiem sobie sam poradzić z problemami. Pomoc nie jest mi potrzebna. Jeśli chcesz mnie koniecznie jakoś wesprzeć - po prostu przestań się o mnie martwić. Zaufaj mi. Jestem zdolny sprostać wszystkiemu o własnych siłach".

Bez tego tłumaczenia jego: "Czuję się dobrze", wypowiadane w chwilach widocznego zdenerwowania, napełnia ją obawą, że partner ukrywa przed nią swoje uczucia i problemy. Wobec tego kobieta podejmuje dalsze próby udzielenia mu pomocy, zadając kolejne pytania albo mówiąc wszystko, co myśli o danej sprawie. Nie pojmuje, że mężczyzna użył języka skrótowego. Poniżej podajemy wyjątki ze słownika frazeologicznego.




Marsjansko-wenusjański
słownik frazeologiczny


"Wszystko dobrze" - przetłumaczone na wenusjański brzmi: "Wszystko dobrze, bo sam mogę sobie z tym poradzić. Nie potrzebuję pomocy. Dziękuję ci".

Bez tego tłumaczenia kobieta zrozumie "Wszystko dobrze" jako: "Wszystko dobrze, ponieważ ta sprawa nie jest dla mnie istotna" albo jako: "Nie zamierzam dzielić się z tobą swoimi uczuciami. Jestem zdenerwowany, a nie sądzę, żebyś mogła mi pomóc".

"Wszystko fajnie" - w języku wenusjańskim ma odpowiednik w zwrocie: "Wszystko fajnie, bo skutecznie radzę sobie ze zmartwieniem lub problemem. Nie oczekuję pomocy. Jeśli będzie potrzebna, sam poproszę".

Bez tłumaczenia zdanie: "Wszystko fajnie", jest dla Wenusjanki odpowiednikiem stwierdzenia: "Nie przejmuję się tym. co się stało. Ta sprawa nie jest dla mnie istotna, nawet jeśli ciebie niepokoi. Mam to gdzieś".

"Nic się nie stało" - w języku wenusjańskim oznacza: "Nie wydarzyło się nic, z czym nie potrafiłbym sobie sam poradzić. Proszę, nie zadawaj mi więcej pytań na ten temat".

Jeżeli kobieta jest pozbawiona takiego tłumaczenia, może kwestię: "Nic się nie stało", przełożyć błędnie na: "Nie wiem, co się dzieje. Musisz zadać mi trochę pytań, żebyśmy mogli razem odkryć, co mnie właściwie gnębi". W tej chwili kobieta natychmiast zaczyna złościć partnera, zadając mu pytanie za pytaniem, choć on pragnie, aby go zostawiono w spokoju.

"Wszystko w porządku" - w języku wenusjańskim oznacza: "Mamy problem, ale niech on ciebie nie obciąża. Mogę tę sprawę rozwiązać sam, tylko proszę, nie zakłócaj mi spokoju, pytając albo sugerując, co mam robić. Zachowuj się tak, jakby się nic nie stało, a ja tymczasem wszystko sobie przemyślę".

Bez tego tłumaczenia kobieta może zdanie: "Wszystko w porządku" przełożyć na: "Tak właśnie powinno być i niczego nie trzeba zmieniać. Ty możesz wykorzystać mnie, a ja ciebie", albo na: "Tym razem nie zrobię afery, ale zawiniłaś. Możesz coś takiego zrobić raz, ale nie próbuj tego powtarzać".

"To nic wielkiego" - po wenusjańsku brzmi: "To nic wielkiego, bo mogę to sam naprawić. Proszę, nie zaprzątaj sobie głowy tą sprawą i nie mów już o tym. To mnie tylko dodatkowo drażni. Mogę przecież wziąć to na siebie. Bardzo lubię sam dawać sobie radę z problemami".

Kobieta nie znająca takiej interpretacji uzna, że zwrot "To nic wielkiego" oznacza: "Robisz z igły widły. To, co cię tak niepokoi, nie ma żadnego znaczenia. Nie bądź przewrażliwiona".

"Nie ma problemu" - przetłumaczyć można na wenusjański jako: "Nie będę miał żadnych trudności z załatwieniem tej sprawy. Z wielką przyjemnością zrobię to dla ciebie".

Bez tego tłumaczenia słysząc wypowiedź: "Nie ma problemu", kobieta zrozumie ją błędnie jako: "To nie jest problem. To ty robisz z tego problem, rozdmuchując sprawę i szukając pomocy". Zazwyczaj kobieta zaczyna tłumaczyć mężczyźnie, na czym polega kłopot.


Korzystanie z Marsjarisko-wenusjariskiego słownika frazeologicznego może pomóc kobietom w prawidłowym rozumieniu skrótowych wyrażeń stosowanych przez mężczyzn.

Czasem zdarza się, że mężczyzna mówił coś dokładnie przeciwnego, niż usłyszała jego partnerka.




CO ROBIĆ, KIEDY ON
UDAJE SIĘ DO JASKINI


Kiedy na moich seminariach mówię, czym jest jaskinia, i opowiadam o smoku, kobiety zwykle chcą wiedzieć, jak skrócić czas, który mężczyźni spędzają w jaskiniach. Kiedy zasięgam opinii mężczyzn na ten temat, odpowiadają po prostu, że im bardziej kobiety wyciągają ich na rozmowę albo nakłaniają do wyjścia, tym dłużej wszystko trwa.

Innym popularnym wśród mężczyzn stwierdzeniem jest: "Trudno mi wyjść z jaskini, kiedy widzę, że żona nie pochwala faktu, że tam przesiaduję". Jeśli udowodni się mężczyźnie, że pobyt w jaskini nie jest niczym dobrym, to nawet jeśli zamierzał z niej wyjść, zostaje "zepchnięty" z powrotem do środka.

Jeśli mężczyzna zagłębił się w jaskini, to albo jest urażony, albo napięty i próbuje sam rozgryźć jakiś problem. Wspieranie go "kobiecym" sposobem daje efekt przeciwny do zamierzonego. Istnieje jednak sześć świetnych metod niesienia pomocy mężczyźnie ukrytemu w jaskini. Postępując według poniższych rad, skrócicie czas, jaki wasi partnerzy tam spędzają.




Jak wspierać mężczyznę
ukrytego w jaskini


  • Nie krytykuj jego potrzeby "wyłączenia się".
  • Nie próbuj mu "pomagać" w rozwikłaniu problemu, sugerując własne rozwiązania.
  • Nie męcz go pytaniami dotyczącymi jego uczuć.
  • Nie siedź pod drzwiami jaskini, oczekując na jego wyjście.
  • Nie niepokój się o niego i nie żałuj go.
  • Zrób coś, co cię cieszy.
Jeżeli koniecznie musisz się wypowiedzieć, napisz do partnera list, który będzie mógł przeczytać po wyjściu z jaskini. Jeśli musisz się komuś zwierzyć, porozmawiaj z przyjaciółką. Niech mężczyzna nie będzie jedynym źródłem twojego zadowolenia.

Marsjanin pragnie, by jego ukochana Wenusjanka ufała, że on poradzi sobie ze wszystkimi kłopotami. To, że mu się ufa, jest niezwykle ważne dla jego poczucia godności, dumy i zadowolenia z siebie.

"Nie niepokojenie się" o mężczyznę jest dla kobiety rzeczą bardzo trudną. Troska o innych jest bowiem kobiecym sposobem okazywania miłości i zainteresowania. Jest wyrazem uczucia. Kobieta nie rozumie, jak można odczuwać radość, jeśli ukochany ma kłopoty. Mężczyzna, oczywiście, nie oczekuje, że partnerka będzie się cieszyła z powodu jego zdenerwowania. Pragnie jednak, by czuła się szczęśliwa, że ma o jeden problem (którym mogłaby się martwić) mniej. W dodatku mężczyzna, widząc partnerkę w dobrym nastroju, wierzy, że jest prawdziwie kochany. Pogoda i odprężenie kobiety prowokują go do wyjścia z jaskini.

Paradoks polega na tym, że mężczyźni okazują miłość w taki sam sposób: "nie niepokoją się".

Zgodne z naturą mężczyzny byłoby pytanie: "Jak możesz martwić się o kogoś, kogo podziwiasz i darzysz zaufaniem?" Panowie zwykle pokrzepiają się nawzajem powiedzonkami w typie: "Nie martw się, dasz sobie radę"; "To już ich sprawa, nie twoja" lub: "Jestem pewny, że to się także uda". Wspierają się nie okazując niepokoju, ale wręcz minimalizując trudności.

Lata trwało, zanim pojąłem, że mojej żonie zależy na tym, żebym się nie denerwował razem z nią. Nie mając pojęcia, jak różnią się w tym względzie nasze potrzeby, uparcie obniżałem wartość tego, co ją trapiło. No i przez to denerwowała się jeszcze bardziej.

Mężczyzna zwykle udaje się do jaskini po to, żeby rozwiązać jakiś problem. Jeżeli wówczas jego żona wygląda na zadowoloną i zdaje się go nie potrzebować, ma on o jedną sprawę do przemyślenia mniej, zanim opuści kryjówkę. Pewność, że partnerka jest z nim szczęśliwa, dodaje mu sił.

Pomocne dla mężczyny bywa w takich chwilach wszystko, co może ją rozerwać lub rozweselić. Oto czym może zająć się kobieta, której partner utknął w jaskini:
  • Czytać książkę
  • Zadzwonić do koleżanki i sobie poplotkować
  • Słuchać muzyki
  • Pisać dziennik
  • Pracować w ogrodzie
  • Iść po zakupy
  • Gimnastykować się
  • Modlić się lub medytować
  • Iść na masaż
  • Iść na spacer
  • Dokształcać się
  • Wziąć "kąpiel z pianką"
  • Zjeść coś pysznego
  • Spotkać się z terapeutą
  • Pooglądać telewizję lub wideo