(23kB)
strona główna


 

Erich von D„niken

 

 

 

MÓJ ŚWIAT W OBRAZACH

 

 

 

 

 

ţ Erich von Daniken, 1973

 

 

 

Wszechświat od prawieków przykuwał uwagę człowieka. Zastana-

wiano się, czym są te tajemnicze punkty świetlne, rozrzucone jak sznury

pereł na niebie. Czy nie układają się w kształty zwierząt? Albo istot

ludzkich? A może te oddalone światełka są siedzibą bogów?

Nasza Droga Mleczna składa się z około 100 miliardów gwiazd

stałych i stanowi jedynie drobną cząstkę całego układu, który jest

wiązką około dwudziestu dróg mlecznych o promieniu długości 1,5

miliona lat świetlnych. (Jeden rok świetlny = 9,461 bilionów kilomet-

rów.) Nawet ta liczba nie jest wielka w porównaniu z liczbą dotychczas

zarejestrowanych galaktyk, wynoszącą równo 1500 milionów. Jakie jest

pochodzenie tej olbrzymiej masy materii rozproszonej w Kosmosie na

przestrzeni milionów lat świetlnych? Wszystkie odpowiedzi na to

pytanie znajdują się jeszcze dzisiaj w sferze teorii.

 

 

Gdzie jest odpowiedź?

 

Oto teoria Wielkiego Wybuchu: Cała materia była skupiona w jednym

punkcie, uległa zgęszezeniu i eksplodowała. Z cząstek ciężkich mas

materii powstały galaktyki. Christian Doppler udowodnił w 1842 r.,

że przy ruchu jakiegoś źródła świetlnego w widmie światła oddalającego

się od obserwatora następuje przesunięcie prążków w kierunku pod-

czerwieni. Za pomoca "zjawiska Dopplera" można dokonywać pomia-

ru prędkości ruchu gwiazd. Na tej podstawie Edwin Powell Hubble

mógł w 1929 r. uzasadnić zjawisko rozszerzania się Wszechświata:

prędkość ucieczki galaktyk wzrasta wraz z ich odległością. W ślad za

tym można więc przeprowadzić wywód, że cała materia o skrajnym

stopniu zagęszezenia była pierwotnie skupiona w jednym punkcie,

w otoczeniu kondensatu wodoru. I oto nastąpił Wielki Wybuch. Od

tego czasu do obecnej chwili wszystkie cząstki materii z olbrzymią

prędkością oddalają się nieustannie oci siebie. Fizyk Carl Friedrich

Weirsacker jest twórcą powszechnie uznanej teorii: Wszystkie słońca

i planety powstały z chmur gazowych, które w 99 proc. składały się

z wodoru i helu, a tylko w 1 proc. z pierwiastków cieżkich. W wyniku

powstałych zawirowań zaczęły się tworzyć galaktyki wokół pierwiast-

ków ciężkich. Opracowana w 1948 r. teoria o nazwie steady-state

zakłada, że Wszechświat znajduje się w stanie stacjonarnym, a nowa

materia powstaje z niczego w tempie tak powolnym, że tego zjawiska

nie da się nawet zarejestrować. Według teorii "oscylacji" materia kurczy

się i rozszerza jak mięsień sercowy. Ten rytm trwa 60l miliardów lat.

Gdzie należy więc szukać odpowiedzi?

 

Bogowie o barwie skóry czerwonej, żółtej, czarnej i białej. Bogowie

o szczelinowych uszach, migdałowych oczach, wzdętych brzuchach

i okrągłych głowach, o krwi czarnej i smoczych twarzach. Bogowie

posługujący się straszliwymi miotaczami promieni, bogowie na błysz-

czących pojazdach niebiańskich, olbrzymy uzbrojone w anteny, bogo-

wie z kołami na biodrach, unoszący się ponad wodami i chmurami,

skurczeni jak embriony, pędzący w przestworzach na latających wężach,

przemierzający podziemia Hadesu, panujący w przestrzeni między-

gwiezdnej, bogowie wstępujący na słupy obłoczne, jeżdżący w wimanach

(w sanskrycie: latające aparaty) i znikający wśród mrowia rozrzuco-

nych w górze "pereł niebiańskich". Zazdrośni, zawistni, źli, obraźliwi,

agresywni bogowie.

 

 

Niezrozumiała rzeczywistość?

 

Co to wszystko znaczy? Czyżby te opowieści były płodem ludzkiej

wyobraźni na całej kuli ziemskiej? A może były wytworem religijnego

zapotrzebowania lub próbą odtworzenia niezrozumiałych, ale rzeczy-

wistych zdarzeń?

Carl Gustaw Jung (1875-1961) tłumaczy mistyczne rozważania

ludów pierwotnych niskim stopniem rozwoju ich świadomości. Zgodnie

z tym stwierdzeniem "zespołowa nieświadomość" jest wyrazem dobra

i zła, radości i kary, życia i śmierci. W tych dziedzinach, przyznaję, nie

potrafiłbym posługiwać się psychologią. Ta gałąź nauki zajmuje się

skutecznie zjawiskami i procesami zachodzącymi w duszy ludzkiej.

Jednakże jej metody nie są przydatne tam, gdzie mamy do czynienia

z realnymi faktami wymagającymi ścisłej interpretacji. Dla mnie mity

są najstarszymi przekazami historycznymi ludzkości, są opisami nie-

gdyś zaistniałych zdarzeń.

Te przekazy są źródłem niezwykłych informacji. Oto na przykład

babiloński epos Etana, spisany na glinianych tabliczkach pochodzących

przeważnie ze zbiorów bibliotecznych króla Asyrii Assurbanipala

(669-662 r. p.n.e.). Rzeczywiste pochodzenie eposu nie jest znane,

jednakże pewne jego fragmenty zawarte są w znacznie starszym eposie

Gilgamesz, napisanym w języku akadyjskim. W 2300 r. p.n.e. Sume-

rowie rozpoczęli pisanie kronik dotyczących ich przeszłości. Podobnie

jak Enkidu, bohater eposu Gilgamesz, również Etana, uniesiony z Ziemi

przez boga, przemierza z nim dalekie przestworza. Oto istotne frag-

menty tego wydarzenia z eposu Etana:

"Orzeł rzecze do Etany:

Przyjacielu, pragnę wznieść ciebie do boga Anu,

Na mej piersi skłoń pierś swoją.

Na lotkach mych skrzydeł złóż dłonie

A boki twoje zewrzyj z bokami moimi. [...]

Po chwili lotu w przestworzach

Rzekł orzeł do Etany:

Spójrz, przyjacielu, jak zmieniła się ziemia,

Popatrz na morze otoczone Górami Świata.

Ziemia wygląda jak góra a morze jak potok. [...]

I gdy wzniósł go jeszcze wyżej

Rzekł orzeł do Etany:

Popatrz, przyjacielu, czym stała się ziemia.

Ziemia wygląda jak drzewo rozłożyste".

Orzeł (bóg) wznosi się z Etaną coraz wyżej i wyżej, nakłaniając go

nieustannie, ażeby ten patrzył w dół i relacjonował, co widzi. W słońcu

Ziemia "wygląda jak szałas", a wielkie morze stało się małe "jak

podwórzec". Końcowy fragment tego przypuszczalnie najstarszego

reportażu z Kosmosu jest fascynujący:

"Spójrz, przyjacielu, jak zmieniła się ziemia.

Ziemia wygląda jak placek

A olbrzymie morze jest jak koszyk małe.

I gdy wzniósł się jeszcze wyżej, rzekł:

Przyjacielu, spójrz jak zniknęła ziemia.

Nie widzę już ziemi

I morze olbrzymie znikło z moich oczu!

Przyjacielu, ja nie chcę wstępować do nieba.

Wstrzymaj swój lot, niechaj na ziemię powrócę".

Czy ten reportaż z lotu i opis oddalającej się Ziemi trzeba tłumaczyć

za pomocą psychologii?

 

 

Skąd pochodzimy?

 

Jestem niezłomnie przekonany, że występujący w mitach brak dokład-

nego określenia latających pojazdów oznacza, że bogowie mogą być

tylko synonimem kosmonautów. Bardzo często teksty rozpoczynają

się od słów: "Weź swój rylec i pisz" lub "Spójrz uważnie na to, co ci

pokazuję, a to, co zobaczyłeś, przekaż swoim braciom i siostrom".

Ludzie żyjący w epoce wczesnej starożytności nie rozumieli tych

przekazów, ponieważ były one przeznaczone dla późniejszych pokoleń:

adresatami tych opisów byliśmy my! Z naszą wiedzą w dziedzinie lotów

kosmicznych, z naszą umiejętnością odczytywania zdjęć satelitarnych

jesteśmy w stanie trafnie zinterpretować wydarzenia opisane w tych

przekazach. My wiemy, jak wygląda nasza planeta z olbrzymich

odległości. W eposie Gilgamesz mówi się, że wygląda z oddali jak

"mączna papka" lub "kadź z wodą" - ponieważ tak widzieli ją dawni

astronauci. Do treści podań, legend, mitów i świętych pism przeniknęła

prawda i zdarzenia, które miały rzeczywiście miejsce. Musimy doko-

nać próby wyłuskania z tych przekazów ich istotnej treści. W rezulta-

cie posiądziemy wiedzę na temat zdarzeń związanych z prehistorią

ludzkości. Tą wiedzą wszyscy powinni być zainteresowani. Pytania:

"Skąd przychodzimy, dokąd zmierzamy?" intrygują wszystkie ludy

tej Ziemi.

Według mitologii pojazdy międzygwiezdne poruszały się w Kosmosie

od tysięcy lat. Nazwy konstelacji Wielkiej i Małej Niedźwiedzicy,

Łabędzia, Herkulesa, Orła, Węża Wodnego oraz znaków zodiaku

pochodzą z trzeciego tysiąclecia przed narodzeniem Chrystusa.

Zeus (rzymski Jowisz), największy władca niebios, jest nazywany

w utworach Homera (VIII wiek p.n.e.) "miotającym gromy" lub

"gromowładnym". Również nordycki bóg Thor ma przydomek

"grzmiący". Indyjscy bogowie Rama i Bhima "lecą z łoskotem w chmu-

ry na ogromnej promienistej smudze". W legendzie azteckiej "grzmiący

wąż chmur" zszedł na ziemię w czwartym dniu stworzenia, aby spłodzić

dzieci. Kanadyjscy Indianie jeszcze dzisiaj opowiadają legendę

o grzmiącym ptaku (thunderbird), który przed prawiekami nawiedził

ich przodków, schodząc prosto z nieba. Tane, bóstwo maoryjskich

podań z Nowej Zelandii, jest także bogiem piorunów, który swoje walki

staczane w Kosmosie rozstrzyga za pomocą gromów.

Obiegowy pogląd głosi, że nasi prymitywni przodkowie wyobrażali

sobie bóstwa utożsamiając je ze znanymi zjawiskami przyrody, takimi

jak chmury, błyskawice, pioruny, drżenie ziemi, wybuchy wulkanów,

słońca i konstelacje gwiezdne. Na podstawie oględzin wizerunków

skalnych wykonanych przez naszych praprzodków można - moim

zdaniem - stwierdzić, że ta interpretacja prowadzi do absurdu.

W rzeczywistości bowiem bogowie nie są tam wcale stylizowani według

zjawisk przyrody, ale odzwierciedlają bosko-ludzkie istoty. Dlaczego

więc egzegeci ośmielają się twierdzić, że Bóg stworzył człowieka na

swoje podobieństwo? Gdyby wierzono w to (i przedstawiano), że bóg

i bóstwa są utożsamieniem zjawisk przyrody, wówczas nasz prymi-

tywny przodek nie mógłby zaakceptować twierdzenia, iż jest bogom

podobny.

Sądzę, że nie byli najgłupsi ci spośród naszych przodków, którzy

opanowali sztukę pisania i już przed tysiącami lat spisywali to, co sa-

mi widzieli, albo to, co usłyszeli "z pierwszej ręki". Faktem jest i nikt

temu nie ośmieli się zaprzeczyć, że w najstarszych mitach i legendach

zawarte są wzmianki o bogach latających w przestworzach. Faktem

jest i to, że wszystkie opowieści o Wszechświecie mówią, że człowiek

został stworzony przez niebiańskich bogów po zstąpieniu ich z nie-

ba na ziemię. Dzieło stworzenia nie dokonało się więc sposobem

chałupniczym. Zeus musiał najpierw pokonać smoka Tyfona, zanim

zaprowadził nowy ład na świecie. Bóg wojny Ares (rzymski Mars),

syn Zeusa, przebywa zawsze w asyście Fobosa i Deimosa, symbo-

lizujących strach i trwogę. Dwa księżyce krążące naokoło Marsa

nazywają się właśnie Fobos i Deimos. Nawet pełna powabu Afrodyta

(rzymska Wenus), córka Zeusa, mogła swoje nęcące piękno "ukryte

w pasie" ofiarować królewiczowi Adonisowi dopiero wówczas, gdy

zakończyły się walki w Kosmosie. Mieszkańcy wyspy Tawhaki na

Oceanie Spokojnym opowiadają legendę o pięknej dziewczynie imie-

niem Hapai, która zstępuje z siódmego nieba na ziemię, aby spędzać

noce z "uroczym młodzieńcem". Zachowuje przed nim w tajemnicy

swoje niebiańskie pochodzenie aż do momentu uświadomienia sobie,

że nosi w swym łonie owoc ich miłości. I gdy radość z tego powodu

stała się obopólna, wówczas wyznaje, że jest boginką przybyłą

z gwiazd.

Ludzie-bogowie, którzy po walkach stoczonych w Kosmosie zeszli

na Ziemię, zachowują się tutaj zbyt naturalnie i dlatego nie mogli

uchodzić za ucieleśnienie zjawisk przyrody.

Opisami bogów latających, ziejących ogniem, lądujących na Ziemi

i zapładniających ludzkie istoty można zapełnić całe tomy ksiąg,

ponieważ podobizny bóstw mitologicznych od dawien dawna utrwa-

lano na wielu malowidłach i wykutych w kamieniu wizerunkach.

Doprawdy niezliczona jest ilość plastycznych ujęć, przedstawiających

uskrzydlone postacie trzymające w rękach jakieś dziwne, nieznane

przedmioty. Na sumeryjskich, asyryjskich i babilońskich tłokach pie-

czętnych uwidocznione są planety i obce układy słoneczne. (Tłoki

pieczętne są to pieczęcie cylindryczne używane przez ludy starożytnego

Wschodu do pieczętowania, wykonane z twardego kamienia lub

kamieni półszlachetnych.) Dla mnie nie jest zaskoczeniem fakt, że te

wizerunki korespondują z "szyframi" znajdującymi się w starych

tekstach, ponieważ rzeczywiste zdarzenia były inspiracją do ich wyko-

nania.

A oto opis lądowania statku kosmicznego! Hiszpański kroni-

karz Pedro Simon umieścił go w swoim zbiorze mitów i legend ple-

mienia Czibczów (ludzi) z wyżyn kolumbijskiej Kordyliery Wschod-

niej:

"Była noc. Coś tajemniczego pokazało się

w przestworzach. Swiatło płonęło w jakimś ogromnym,

zamkniętym 'niby domu' i wychodziło na zewnątrz.

Ten 'niby dom' nażywa się 'Chiminigagua'

i tam było to światło, które płonęło..."

W hymnie zapisanym pismem klinowym i skierowanym do egips-

kiego boga Słońca Re zawarte są takie oto słowa:

"Ty krążysz pomiędzy gwiazdami i Księżycem.

Prowadzisz po niebie i na ziemi pojazd baga Atona

i jesteś niestrudzony jak te gwiazdy krążące

i jak te gwiazdy na biegunie nie zachodzące".

Na jednej z piramid widnieje taki napis:

"Ty jesteś tym, który statek niebiański prowadzi

już od lat milionów".

A oto fragment z Księgi Zmarłych, która jest zbiorem staroegipskich

tekstów zawierających wskazówki dotyczące życia po śmierci:

"Jestem bogiem, który sam siebie stworzył.

Tajemną mocą mojego imienia

tworzę niebiański ład bogów.

Bogowie nie przeszkadzają mojemu działaniu.

Jestem dniem wczorajszym.

Znam dzień jutrzejszy.

Twarda walka, którą bogowie między sobą toczą,

odbywa się zgodnie z moją wolą".

Jedna z najstarszych zamieszczonych w Księdze Zmarłych modlitw

brzmi następująco:

"O stwórco świata, wysłuchaj mnie!

Jam Horus istniejący od lat milionów!

Jestem władcą i panem tronu.

Wybawiony od zła przemieszczam się w czasie

i przestrzeni, które są bezkresne".

Rigweda, jedna z najstarszych indyjskich ksiąg, zawiera "Pieśni

stworzenia". A oto jeden z fragmentów:

"Nie było wówczas bytu ani niebytu...

Ale mocarz pustką otoczony,

ten Jedyny został mocą wielkiego pragnienia zrodzony.

Lecz któż to wie, kto może to obwieścić

skąd oni powstali, skąd przyszło stworzenie?"

 

 

Nie wszyscy bogowie byli szlachetni!

 

W mitach sumeryjskich znajdują się opowieści o bogach, którzy

przemierzali niebiosa na łodziach i pojazdach ognistych, lądowali na

Ziemi, płodzili potomstwo i wracali do gwiazd. Sumeryjskie podania

głoszą, że to bogowie przekazali ludziom sztukę pisania i sposób

wytwarzania metali. Utu, bóg Słańca, Inanna, bogini Wenus i Enlil,

bóg powietrza, przybyli z przestrzeni kosmicznej. Enlil zgwałcił ziemską

dziewczynę imieniem Meslamtaea i zapłodnił ją boskim nasieniem. Nie

wszyscy bogowie weszli do legendy jako istoty szlachetne...

 

 

Zdolni Sumerowie

 

Zapisy chronologiczne w historii Sumerów nie są dokładne na prze-

strzeni kilkuset lat. Sumerowie przybyli prawdopodobnie z Azji Środ-

kowej do Mezopotamii około 3300 r. p.n.e. Kiedy ludy Europy znaj-

dowały się jeszcze w starszej epoce kamiennej, oni znali już sztukę pisania.

Prawdopodobnie przy zarządzaniu dobrami świątyń musiano używać

ostemplowanych dokumentów i rachunków. Po wynalezieniu ręcznie

napędzanego koła garncarskiego nastąpił rozwój ceramiki, a wraz

z udoskonaleniem techniki kamieniarskiej pojawiła się w handlu broń.

Około 3000 r. p.n.e. zdolni Sumerowie wpadli na pomysł wykóny-

wania tłoków pieczętnych. Miały one długość od jednego do sześciu

centymetrów i z uwagi na ich znaczną wartość użytkową były przez

właścicieli noszone na łańcuszku zawieszonym na szyi. Pieczęcie służyły

do znakowania naczyń glinianych, stemplowania dokumentów lub

kwitowania danin składanych w świątyniach, które wówczas spełniały

rolę urzędów finansowych. Motywy pieczęci wykonywano w niezwykle

kunsztowny sposób; najstarsze wzory przedstawiały postacie z mitologii

oraz symbole. Najbardziej ulubione motywy to uskrzydlone postacie

ludzkie, baśniowe zwierzęta i kule niebiańskie. Istnieje pogląd, że te

wizerunki były po prostu abstrakcją. W związku z tym rodzi się pytanie,

czy to możliwe, aby Sumerowie rozpoczynali rozwój sztuk plastycznych

od abstrakcjonizmu, tj. od ich wyższej formy? Bóg Szamasz został

przedstawiony z płonącymi pochodniami na plecach i z dziwnym

przedmiotem w ręku, zaś przed nim jest motyw migocącej gwiazdy, od

której biegnie w dół (ku Ziemi?) prosta linia. Jedną nogą stoi na obłoku,

drugą na szczycie górskim, a po jego obydwu stronach wznoszą się

dwa osobliwe słupy, na których straż trzymają małe zwierzątka.

W British Museum w Londynie przechowywany jest tłok pieczętny

z motywem plastycznym, który nazwano "Kuszenie". Przedstawia on

dwie odziane postacie siedzące naprzeciw siebie, a z głowy jednej z nich

wystają rogi, jak strzeliste anteny; pomiędzy siedzącymi rośnie stylizo-

wane, rozgałęzione drzewo, a u stóp jego pnia wije się wąż. Dlaczego

więc tytuł motywu "Kuszenie"? Czy jego autorzy mieli na myśli biblijny

przekaz, w którym opisana jest scena kuszenia w rajskim ogrodzie?

Bezsensowne porównanie! Pieczęć jest przecież znacznie starsza od

I Księgi Mojżesza.

Ośmielam się widzieć nieco inaczej ten "grzech pierworodny": bóg

(astronauta) przekazuje uczniowi tajniki wiedzy i może objaśnia, w jaki

sposób nawiązuje się z nim łączność za pośrednictwem anteny o wy-

sokiej częstotliwości? Przedstawione na ilustracjach tłoki pieczętne,

pochodzące z okresu sumeryjskiego i babilońskiego, zmuszają do

refleksji i skojarzeń.

"A to dopiero początek ich dzieła. Teraz już nic dla nich nie będzie

niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić" (I Mojż. 11, 6).

W listopadzie 1952 r., w rejonie Wysp Marshalla, USA prze-

prowadziły pierwszą próbę wybuchu bomby wodorowej. Zanim do

tego doszło, zespół uczonych pracował w najgłębszej tajemnicy w miej-

scu pilnie strzeżonym. W podobnych warunkach pracują obecnie

genetycy i biolodzy zajmujący się czynnikami dziedziczności, ponieważ

taką bombą wodorową przyszłości będzie właśnie "kod genetyczny".

Wirus sztucznie wyhodowany i wprowadzony do atmosfery przez

anarchistyczno-przestępczą organizację może oznaczać koniec ludzko-

ści. Gdy w 1969 r. pierwsi kosmonauci powrócili z Księżyca na Ziemię,

musieli trzy tygodnie przebywać w kwarantannie: obawiano się, że

przywlekli ze sobą pozaziemskie bakterie, których ludzki organizm nie

mógłby zwalczyć. Uwaga: dzisiaj są już sztucznie wytwarzane wirusy!

 

 

Sztuczne wirusy

 

W 1965 r. profesor Sol Spiegelmann z Uniwersytetu Illinois wyodrębnił

wirusa Phi-Beta i w ten sposób osiągnął to, czego natura nie byłaby

w stanie dokonać, ponieważ wirus naturalny podlega procesowi ciągłej

samoreprodukcji. Już w 1967 r. naukowcy z Uniwersytetu Stanforda

w Palo Alto w Kalifornii wyprodukowali w sposób syntetyczny bio-

logicznie aktywne jądro wirusa. Według wzorca genetycznego odmiany

wirusa Phi X 174 wytworzyli z nukleotydów jedną z takich cząsteczek-

-olbrzymów, która steruje wszystkimi procesami życia: DNA (kwas

dezoksyrybonukleinowy). Uczeni z Palo Alto wprowadzili syntetyczne

jądra wirusa do komórek macierzystych: sztuczne wirusy rozwijały się

tam jak naturalne, wymuszając na komórce macierzystej powstawa-

nie tysięcy nowych wirusów. W międzyczasie laureat nagrody Nobla

prof. Arthur Kornberg rozszyfrował dla wirusa Phi X 147 kilka tysięcy

kombinacji kodu genetycznego. W kalifornijskich laboratoriach "wy-

produkowano" więc życie. Jednak według klasycznej defnicji wirus nie

jest "organizmem żywym", ponieważ jest pozbawiony tej podstawo-

wej cechy rozwoju, jaką jest przemiana materii i energii. Wirus ani się

nie żywi, ani się nie wytrąca. Jako pasożyt rozmnaża się w obcych

komórkach w drodze reprodukcji. Można więc wyrazić pogląd, że

człowiek nie jest w stanie wyprodukować życia. To nie jest pogląd

prawdziwy! W maju 1970 r. laureat nagrody Nobla Har Gobind Korana

z Uniwersytetu Wisconsin ogłosił, że udało mu się wytworzyć gen

- nośnik informacji wszelkiej dziedziczności. Jego kolega Salvador E.

Luria tak ten fakt skomentował: "Stało się to wcześniej niż zakładaliś-

my". Ale czy istnieje możliwość wyprodukowania istoty ludzkiej na

zamówienie?

Od połowy XIX wieku wiemy, że komórka jest nośnikiem wszelkiej

funkcji życia. Komórki rozmnażają się miliardokrotnie w drodze

podziału; są one budulcem organizmu. Przeprowadzanie zmian or-

ganizmu należy rozpocząć od jego najmniejszych elementów składo-

wych, to znaczy od komórek. Od nich biorą początek wszystkie

współczesne odkrycia w dziedzinie biologii; najpierw za pośrednictwem

mikroskopów elektronowych stał się nam dostępny cudowny świat

komórki. Dla każdego gatunku żywego organizmu odkryto pewną stałą

liczbę i kształt chromosomów, barwnych składników jądra komór-

kowego. Geny znajdujące się w chromosomach są programowane za

pomocą cech dziedziczności. Ale jak jest zbudowany gen?

 

 

Zaprogramowany człowiek

 

James D. Watson, Francis H. C. Crick i Maurice H. F. Wilkins

otrzymali w 1962 r. nagrodę Nobla za udzielenie odpowiedzi na to

pytanie. Ci trzej naukowcy wykazali, że cząsteczki znajdujące się

wewnątrz każdego genu przybierają kształt podwójnej spirali - "dop-

pelhelix". Podwójna spirala DNA składa się z cząstek kwasu cukrowego

i fosforowego. W skład cząsteczki węglowodanu wchodzą cztery

podstawowe zasady: adenina, guanina, cytozyna, tymina. Watson i jego

współpracownicy rozpoznali, że kolejność tych czterech podstawowych

zasad w cząstce DNA jest ściśle ustalona, ponieważ cząsteczki węg-

lowodanu i fosforu powstają z zasad podstawowych w pewnej okreś-

lonej kolejności. Inną kolejność określa układ 20 do 30 aminokwasów

w jednej cząsteczce białka. Logicznym następstwem tego zjawiska jest

stwierdzenie: ażeby zmienić strukturę organizmu, należałoby zmienić

kolejność zasad w cząstce DNA. Wniosek jest łatwy do przewidzenia

- przestawienie kolejności jest niewyobrażalnie trudne w realizacji.

Makrocząsteczka DNA (gen - czynnik dziedziczenia) składa się z wielu

tysięcy nukleotydów. (Jeden nukleotyd tworzy się z jednej z czterech

zasad podstawowych oraz z molekuł kwasu cukrowego i fosforowego.)

W jednej komórce zarodkowej mieści się 100 milionów parozasadowych

nukleotydów przypadających na 46 chromosomów. Przy tak nieskoń-

czenie wielkich możliwościach manipulacji wydaje się prawie niemoż-

liwe rozszyfrowanie i dokonanie zmiany zaprogramowanych w genie

informacji genetycznych. Mimo to jestem przekonany, że genetycy

pracujący dzisiaj pilnie nad tym zagadnieniem wynajdą w ciągu

najbliższych lat genetyczny kod powodujący zmianę prostych form

życia. Profesor Marshall W. Nirnberg z National Institute of Health,

który aktywnie współpracował przy odkryciu kodu genetycznego, jest

przekonany, że w przeciągu następnych dwudziestu lat będzie możliwe

zaprogramowanie komórek z syntetyczno-genetycznymi informacjami.

Gdy zostanie postawiony pierwszy krok w kierunku zmiany form ży-

cia u istot tak skomplikowanych jak ludzie, to następny etap badań

dotyczących przeprowadzenia mutacji genetycznej zostanie zrealizo-

wany szybciej. Żyjemy przecież w epoce komputerów, które mogą

dostarczyć genetykom miliony obliczeń w bardzo krótkim czasie.

Można w tym miejscu zadać pytanie, co ma wspólnego z moim

światem ta krótka, pasjonująca wycieczka w obszary genetyki moleku-

larnej? Otóż bardzo wiele. Chciałbym sprawić, ażeby pośredni związek

stał się zrozumiały: pewnego dnia będzie możliwe przeprowadzenie

zmiany czynników dziedziczności (także u nas), co udowodniły już

podstawowe badania. Dlaczego więc nieprawdopodobna ma być teza,

że pozaziemska istota inteligentna, która opanowała technikę lotów

kosmicznych i wyprzedziła nas w tej dziedzinie o całe tysiąclecia,

dysponowała znacznie większymi od naszych możliwościami w dzie-

dzinie genetyki molekularnej? Chodzi mi również o to, ażeby dać odpór

zarozumiałemu poglądowi, który głosi, jakoby (ziemski) człowiek był

koroną wszelkiego stworzenia. Jeżeli jednak pozaziemscy kosmonauci

rozporządzali wiedzą, którą my dopiero zdobywamy, to mogli przecież

w drodze manipulacji kodem genetycznym uczynić naszych prymityw-

nych przodków osobnikami inteligentnymi. Przyznaję, że moja hipoteza

oparta na poglądzie, że euhominidy stały się istotami rozumnymi

w wyniku przeprowadzenia sztucznej mutacji, znajduje się jeszcze

w sferze teoretycznych rozważań. Uważam, że spreparowani w ten

sposób ludzie - bez potrzeby stosowania czarodziejskich zaklęć - stali

się nagle inteligentni, świadomi i rozumni oraz zdolni na tyle, aby

opanować rzemiosło i technikę. Sumeryjskie tłoki pieczętne, przed-

stawiające drzewo życia, ukazują się nam wówczas w innym świetle:

czy nie przedstawiają w umowny sposób podwójnej spirali?

Co działoby się na jakiejś planecie, gdzie niski jest poziom techniki,

gdyby wylądował na niej pojazd kosmiczny? Jak zachowaliby się

wieśniacy i żołnierze wobec tego wzbudzającego trwogę wydarzenia?

Jak zareagowaliby kapłani, ludzie biegli w piśmie, królowie i wszyscy

należący do elit tej planety?

Dzieje się coś przerażającego. Oto nagle otwiera się niebo. Wśród

straszliwego łoskotu i zgiełku wylądowały obce istoty w lśniącym

dziwnym domu, za którym ciągnęła się błyszcząca, promienista wstęga:

to byli bogowie. Przestraszeni tubylcy obserwowali z ukrycia dziwnie

odzianych przybyszów. Oni znali tylko światło swoich ognisk, kagan-

ków i pochodni. Tutaj, przed ich oślepionymi oczami, noc stała się

jaśniejsza od dnia: obcy przybysze dysponują boskim słońcem (to

kosmonauci instalują reflektory). Obserwują jak obcy rozrywają ziemię

i myślą, że dysponują oni siłą nadprzyrodzoną (przy poszukiwaniu złóż

naturalnych stosuje się metodę odstrzału). Nieproszeni goście miotają

błyskawice (posługują się promieniami laserowymi). Obserwatorzy nie

wierzą teraz własnym oczom, bo oto unosi się wśród niesamowitego

łoskotu prawdziwy pojazd niebiański, przetacza się ponad wzniesiezua-

mi i rzekami znikając w chmurach (to startuje helikopter). Słyszą

potężny głos, który roznosi się w dal jak gromki głos boga (to dowódca

wydaje rozkazy przez głośnik). Takie wrażenia odnoszą niecywilizowani

mieszkańcy planety na widok cudów techniki. Wszystko, co widzieli,

przekazywali dalej. Naturalnie, biegli w piśmie mędrcy opisywali to

wydarzenie - upiększającje religijnymi motywami. Minęły tysiąclecia.

Uczeni odnajdują te opisy i zaczynają interpretować. Nie rozumieją

tych zjawisk i zadają sobie pytania: boskie słońca, gromkie błyskawice,

niebiańskie pojazdy? Założyli, że przodkowie musieli cierpieć na

halucynacje, mieć jakieś urojenia i przywidzenia. Ponieważ wydarza

się tylko to, co się wydarzyć może, należało więc te opisy odpowiednio

uporządkować, ułożyć i tak je przetworzyć w sposób wyobrażalny,

ażeby te niezrozumiałe zjawiska stały się dla wszystkich czytelne

i wiarygodne. W tym celu podstawiano religie, wierzenia, ideogramy

- ba, wymyślano na poczekaniu nowe - jeżeli istniejące nie miały

punktu odniesienia. Po dostosowaniu starych tekstów do wymyślonego

opisu zdarzenia należało tę interpretację podeprzeć wiarą. Wątpienie

w nią jest herezją. Do tej metody działania chciałbym dorzucić własny

komentarz: "Myślenie - surowo zakazane

 

 

Prorok Ezechiel - naoczny świadek

 

Jeśli wierzyć znawcom Starego Testamentu, ta sensacyjna historia

wydarzyła się w 592 r. p.n.e., a prorok Ezechiel przekazałją potomnym.

(Ten biblijny przekaz stał się ozdobą moich dowodów rzeczowych!)

Oto co mówi Ezechiel:

"W trzydziestym roku, w czwartym miesiącu, piątego dnia tego

miesiąca, gdy byłem wśród wygnańców nad rzeką Kebar, otworzyły

się niebiosa [...] I spojrzałem, a oto gwałtowny wiatr powiał z pół-

nocy i pojawił się wielki obłok, płomienny ogień i blask dokoła niego,

a z jego środka spośród ognia lśniło coś jakby błysk polerowa-

nego kruszcu. A pośród niego było coś w kształcie żywych istot.

A z wyglądu były podobne do człowieka. Lecz każda z nich miała

cztery twarze i każda cztery skrzydła. Ich nogi były proste, a stopa

ich nóg była jak kopyto cielęcia i lśniły jak polerowany brąz [...]

A pośrodku między żywymi istotami było coś jakby węgle rozża-

rzone w ogniu, z wyglądu jakby pochodnie; poruszało się to pomiędzy

żywymi istotami. Ogień wydawał blask a z ognia strzelały błyskawice.

[...] A gdy spojrzałem na żywe istoty, oto na ziemi obok każdej ze

wszystkich żywych istot było koło. A wygląd kół i ich wykonanie było

jak chryzolit i wszystkie cztery nliały jednakowy kształt; tak wy-

glądały i tak były wykonane, jakby jedno koło było w drugim. Gdy

jechały, posuwały się w czterech kierunkach, a jadąc nie obracały

się. I widziałem, że wszystkie cztery miały obręcze wysokie i straszliwe

i były dokoła pełne oczu. A gdy żywe istoty posuwały się naprzód,

wtedy i koła posuwały się obok nich, a gdy żywe istoty wznosiły się

nad ziemię, wznosiły się i koła [...] A gdy posuwały się, słyszałem

szum ich skrzydełjak szum wielkich wód, jak głos Wszechmogącego,

jak hałas tłumu, jak wrzawa wojska. A nad sklepieniem, nad ich

głowami, było coś z wyglądu jakby kamień szafirowy w kształcie

tronu, a nad tym, co wyglądało jak tron, u góry nad nim było coś

z wyglądu podobnego do człowieka."

 

 

Halucynacyjne przeżycia

 

Przed pięciu laty nadałem relacji Ezechiela interpretację techniczną

i - jak sądzę - prawdziwą: prorok Ezechiel widział i następnie opisał

pojazd kosmiczny z jego załogą. Określone kręgi próbowały ośmieszyć

prezentowaną przeze mnie wykładnię tego wydarzenia. Jednak nie

dałem się zbić z tropu i w książce Z powrotem do gwiazd, posługując

się cytatami z Księgi Ezechiela, podważyłem całą argumentację moich

adwersarzy. W atakach pochodzących z kół klerykalnych uczestniczyli

niektórzy dziennikarze, którzy nawet nie zdawali sobie sprawy z te-

go, kto w istocie kieruje ich piórem. Szwajcarski teolog prof. Othmar

Keel z uniwersytetu we Fryburgu w książce Zuruck von den Sternen

(Zpowrotem z gwiazd) wyraził pogląd, że moja techniczna interpretacja

zdarzenia opisanego przez Ezechiela jest pozbawiona wszelkich pod-

staw i w stylu prezentowanym przez dawną szkołę myślenia apodyk-

tycznie stwierdził: "Reakcją ludzi nauki na te wywody może być tylko

pobłażliwy uśmiech. Pomimo że znawcy Starego Testamentu nie

wyrażają jednolitego poglądu w sprawie egzegezy takich wyszczegól-

nionych w relacji Ezechiela zjawisk, jak dym, drżenie ziemi, ogień,

błyskawica, piorun czy postać na tronie, to jednak wszyscy zgodnie

odrzucają interpretację techniczną tego biblijnego tekstu". Profesor

Keel określa te "zjawiska" jako ideogramy, podczas gdy prof. Lindberg

uważa je za złudzenia zmysłowe. Dr A. Guillaume traktuje zjawiska

objawienia bogów jako fenornen przyrody, natomiast jego kolega

dr A. Beyerlein dopatruje się w nich elementów obyczajowych, zwią-

zanych z izraelickimi obrzędami religijnymi. Jedynie dr Fritz Dummer-

muth na łamach czasopisma "Zeitschrift der Theologischen Fakultat

Basel" przyznaje, że "odnośne opisy, przy ich wnikliwym przeanalizo-

waniu, nie przystają do zjawisk przyrody typu meteorologicznego

i wulkanicznego", nadmieniając jednocześnie, że "gdyby nadszedł

czas rozpatrywania tych zagadnień pod nowym kątem widzenia, wte-

dy należałoby przeprowadzić prace badawcze również nad tekstami

biblijnymi".

Teraz mogę wykonać następny ruch zaczepny wyrażając pogląd, że

w niedalekiej przyszłości tradycyjna metoda badania Biblii nie będzie

przydatna do interpretowania relacji Ezechiela. Księgi Starego Tes-

tamentu, podobnie jak szereg innych świętych ksiąg, zawierają opisy

zdarzeń kwalifikujących się do dziedziny badań technicznych. Zawsze

i wszędzie ukazywanie się "boga" lub "bogów" następowało w sposób

realistyczny i w rzeczywistym świecie na tle takich zjawisk, jak ogień,

dym, drżenie ziemi, światło i zgiełk. Co do mnie, to nie mogę sobie

wyobrazić, ażeby wielki i wszechobecny Bóg potrzebował jakiego-

kolwiek pojazdu w celu przemieszczania się z miejsca na miejsce.

Bóg jest przecież niepojęty, nieskończony, wieczny, wszechmocny

i wszechwiedzący. Bóg jest Duchem. Bóg jest dobrotliwy. Dlaczego

więc miałby wśród istot, które miłuje, wzbudzać przestrach dernon-

stracją siły, tak jak to opisano w Starym Testamencie? A przede

wszystkim: ponieważ Bóg uchodzi za wszechwiedzącego, to musiał

wiedzieć, że zdarzenia opisane w tekstach biblijnych będą interpreto-

wane przez ludzi w XX wieku zgodnie z ich poziomem wiedzy.

Wszechmocny Bóg jest istotą ponadczasową. Jego nie dotyczą pojęcia

przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Dlatego wydaje mi się bluź-

nierstwem insynuowanie jakoby prawdziwy Bóg musiał oczekiwać

skutku rozpoczętego przez siebie działania lub mógł spowodować

jego błędną interpretację. Ten Bóg musiał wiedzieć, jak przekazywane

teksty będą interpretowane w przyszłości, na przykład przez nas. Jeżeli

chcemy uważać wielkiego Boga za nietykalnego, to nie wolno nam Go

przywoływać na świadka koronnego do wszystkich dotychczasowych

komentarzy.

Wniosek: prorok Ezechiel widział i opisał pojazd kosmiczny. Ponie-

waż jego dowódca i załoga znali język, którym posługiwał się prorok

- w przeciwnym razie nie mogliby się porozumieć - logiczne będzie

przyjęcie tezy, że załoga pojazdu obserwowała przez dłuższy czas

mieszkańców tej krainy, uczyła się ich mowy, przyswajała obyczaje.

Dopiero po gruntownym przygotowaniu nawiązano kontakt z Eze-

chielem. Z relacji zamieszczonej w Starym Testamencie wynika, że

zdarzenia i ich opisy trwały ponad dwadzieścia lat. Ezechiel był

uważnym kronikarzem. Wszystko to, co ogarnął swoimi zmysłami,

zrobiło na nim ogromne wrażenie: połysk metalu, warkot pojazdu,

wysuwane, podobne do szczudeł nogi lądownika i żarząca się chłodnica

reaktora jądrowego; błyszczący strój ochronny dowódcy widział jako

"lśniący kruszec", łopatki wirnikowe helikoptera utożsamiał z "żywymi

istotami". Ze zdumieniem zaobserwował, że koła pojazdu "posuwały

się w czterech kierunkach, a jadąc nie obracały się".

Ezechiel wielokrotnie usiłował znaleźć właściwy odpowiednik słowny

na określenie niesamowitego hałasu, jaki towarzyszył temu zjawisku;

ponieważ dla niego zarówno skala, jak i źródło jego pochodzenia były

zupełnie nieznane, posługuje się zwrotami metaforycznymi w rodzaju:

"szum wielkich wód" lub "wrzawa wojska". Gdyby - jak twierdzą

niektórzy - Ezechiel uległ halucynacjom, nie musiałby wówczas

dobierać odpowiednich zwrotów lub metafor dla opisania tego ogłu-

szającego zgiełku. O ile mi wiadomo, halucynacje nie powstają pod

wpływem hałasu i nie wywierają ujemnego wpływu na środowisko. Ta

okoliczność powinna zastanowić egzegetów starej szkoły, nie mówiąc

już o potrzebie ścisłego i drobiazgowego przeanalizowania poniższego

fragmentu opisanego wydarzenia:

"[...] gdy żywe istoty posuwały się naprzód, wtedy i koła posuwały

się obok nich, a gdy żywe istoty wznosiły się ponad ziemię, wznosiły

się i koła. A gdy te stanęły, i one stanęły, a gdy te wznosiły się ponad

ziemię, wtedy i koła wznosiły się wraz z nimi [...]"

Czy był to cud? Nie, to nie był cud, ponieważ gdy hełikopter wznosi

się w powietrze, koła nie pozostają przecież na ziemi!

Poprzednio napisałem: zaprezentowana przeze mnie interpretacja rela-

cji Ezechiela jest ozdobnym ogniwem w całym łańcuchu moich dociekań.

Inżynier Josef F. Blumrich, kierownik zespołu badawczo-konstrukcyj-

nego NASA w Huntsville w Alabamie, właściciel wielu patentów w dzie-

dzinie budowy wielkich rakiet, odznaczpny medalem "Exceptional

Service", w swojej książce Da tat sich der Himmel auf (Oto otwarło się

niebo) w fachowy sposób przeprowadził dowód istnienia w dalekiej

przeszłości pojazdów kosmicznych opisanych przez proroka Ezechiela

i poparł go swoją znakomitą wiedzą z zakresu nowoczesnej techniki.

W przedmowie do tej sugestywnie napisanej książki, zawierającej ścisłą

i rzetelną analizę tekstu biblijnego, Blumrich stwierdził, że początkowo

zamierzał obalić moje hipotezy zamieszczone w książce Wspomnienia

z przyszdości, ale po szczegółowym przestudiowaniu tekstów odszedł

od tego zamiaru przyznając, że doznał "porażki", która została

w dwójnasób zrekompensowana, a nawet zachwyciła go i ucieszyła...

 

 

Pojazd opisany przez Ezechiela był rzeczywistością

 

Istota badań przeprowadzonych przez inż. Blumricha i opisanych

w jego książce jest następująca:

"Uzyskane wyniki potwierdzają nam bez cienia wątpliwości istnienie

pojazdu kosmicznego, który zarówno pod względem spełnianej fun-

kcji, jak i jego przeznaczenia był prawidłowo skonstruowany. Jesteś-

my zaskoczeni stanem ówczesnej techniki, która w żadnym razie nie

jest fantazją, ajej poziom nie tylko dorównuje naszym współczesnym

osiągnięciom, ale niekiedy je przewyższa. Ponadto wyniki badań

dowodzą, że pojazd kosmiczny miał łączność ze stacją-bazą umiesz-

czoną na orbicie okołoziemskiej. Wprost nie do wiary jest fakt, że

ten pojazd był rzeczywistością już ponad 2500 lat temu".

Jak pisze Blumrich, kluczem do wyjaśnienia relacji Ezechiela były

wyniki szczegółowej analizy opisanych elementów pojazdu kosmicz-

nego i spełnianych przez nie funkcji przy wykorzystaniu współczesnej

wiedzy oraz stanu techniki w dziedzinie konstrukcji rakiet i pojazdów

kosmicznych. Nie chcę i nie mogę stawiać zarzutów egzegetom z tego po-

wodu, że nie znają się na obliczeniach i konstrukcjach, wyrażam nato-

miast sprzeciw wobec tego, że nie uwzględniając nowych osiągnięć tech-

niki posługują się przestarzałą argumentacją, traktując ją jako ultima

ratio rzekomej naukowości. Całkowicie słuszna jest propozycja Blum-

richa, ażeby wciągnąć inżynierów do wypowiadania opinii na temat

opisów technicznych zawartych w biblijnych wersetach. Nauka zajmuje

się zagadnieniami leżącymi na granicy możliwości. Natomiast rozwiązy-

wanie problemów mieszczących się w tych granicach to pole działania

dla inżynierów, a w szczególności dla konstruktorów, ponieważ to oni

opracowują projekty najnowocześniejszych konstrukcji oraz dają kon-

cepcję realizacyjnego zaplecza. "Dlatego tylko oni są najbardziej pre-

destynowani do tego, ażeby na podstawie opisu odtworzyć wygląd

zewnętrzny jakiejś konstrukcji oraz określić jej cel i przeznaczenie."

Oto co pisze dalej inż. Blumrich:

"Na podstawie relacji Ezechiela można odtworzyć ogólny wygląd

zewnętrzny opisanych przez niego pojazdów kosmicznych. Jako

inżynier stwierdzam, że niezależnie od tego opisu można wykonać

obliczenia i zrekonstruować obiekt latający o identycznych paramet-

rach. Jeżeli w rezultacie przeprowadzonej ekspertyzy okaże się, że

obiekt jest technicznie wykonalny i pod każdym względem idealnie

zaprojektowany, a opisane przez Ezechiela szczegóły konstrukcyjne

i sposób ich działania zostaną potwierdzone wynikami specjalistycz-

nych badań, to wówczas nie można już mówić o założeniu po-

szlakowym. Doszedłem do przekonania, że opisany pojazd kosmicz-

ny ma wiarygodne parametry."

A oto parametry pojazdu kosmicznego opisanego przez Ezechiela:

 

Impuls właściwy Isp = 2080 Nsek

Masa konstrukcji Wo = 63 300 kg

Ciężar paliwa na lot powrotny Wg = 36 700 kg

Średnica wirnika Dr = 18 m

Moc układu napędowego wirnika (ogółem) N = 70 000 KM

Średnica korpusu głównego D = 18 m

 

Moralizatorska działalność cenzorów powołanych w Rzymie około

440 r. przed naszą erą weszła do żywej tradycji gmin kościelnych okresu

wczesnochrześcijańskiego. Redaktorzy Biblii byli jednocześnie jej cen-

zorami. Nie dopuszczali więc do tego, ażeby wszystkie istniejące

manuskrypty były umieszczane w Księdze Ksiąg. Biegli teolodzy

wiedzą, że istnieją również apokryfy (po grecku: ukryte pisma), ży-

dowskie i chrześcijańskie teksty dodatkowe, nie umieszczone w kano-

nie, że są także pseudoepigrafy oraz żydowskie teksty z przełontu

pierwszego stulecia naszej ery, które nie znajdują się ani w Biblii, ani

w spisie ksiąg kanonicznych. Prawdopodobnie w opinii cenzorów Biblii

nie były dostatecznie "święte", aby mogły znaleźć miejsce w naszym

Starym Testamencie.

 

 

Księga, której nie powinniśmy czytać

 

Jeden z najskrzętniej ukrywanych przed nami apokryfów to Księga

Henocha (po hebrajsku: wtajemniczony). Według Mojżesza jeden

z praojców narodu żydowskiego, przedpotopowy patriarcha, syn

Jereda, od tysięcy lat pozostaje w cieniu swojego syna Matuzalema (po

hebrajsku: człowiek pocisku), który rzekomo dożył do 969 lat. Po

wypełnieniu swej ziemskiej posługi prorok Henoch wstąpił do nieba

na ognistym rydwanie. Dobrze się stało, że pozostawił po sobie kronikę.

ponieważ dzięki niej dowiadujemy się o stanie ówczesnej wiedzy

w dziedzinie astronomii, zdobywamy informacje o pochodzeniu bogów

oraz szczegóły dotyczące "grzechu pierworodnego". Prawdopodobnie

pierwotny tekst Księgi Henocha został napisany w języku hebrajskim

lub aramejskim, ale do dnia dzisiejszego nie znaleziono jego manu-

skryptu.

Gdyby sprawy potoczyły się zgodnie z wolą ojców Kościoła, to

wówczas nikt nigdy nie dowiedziałby się o istnieniu Księgi Henocha.

Tymczasem kaprys losu sprawił, że zwierzchnicy wczesnoetiopskiego

Kościoła włączyli kronikę Henocha do swego kanonu! Wiadomość

o tym dotarła do Europy w pierwszej połowie XVII stulecia, lecz

dopiero w 1773 r. brytyjski podróżnik i badacz afrykańskiego kon-

tynentu J. Bruce przywiózł do Anglii jeden egzemplarz Księgi Henocha.

W następnych latach były w obiegu jej łacińskie odpisy, które nie

przedstawiały jednak dużej wartości. W 1855 r. dokonano we Frank-

furcie pierwszego niemieckiego przekładu tej księgi. W międzyczasie

odkryto fragmenty bardzo wczesnych zapisów, sporządzonych wjęzyku

greckim. Po porównaniu tekstu etiopskiego z greckim zgodnie zaopi-

niowano, że ich treść jest autentyczna.

Jestem w posiadaniu niemieckiego przekładu Księgi Henocha, wy-

danego w Tybindze w 1900 r. O ile mi wiadomo, nie ma nowszego

tłumaczenia. A szkoda, ponieważ wspomniane wydanie jest dość zawiłe

w treści i skomplikowane w formie. Tłumacze tego okresu byli - co

łatwo zauważyć - tak bezradni wobec astronomicznych szeregów

liczbowych i opisanych manipulacji genetycznych (dzisiaj już znanych),

że do dziesięciowierszowego tekstu Henocha podawali w suplemencie

ponad dwa razy więcej wyjaśnień i możliwych wariantów tłumaczenia.

 

 

Wiedza tajemna proroka Henocha

 

W pierwszych pięciu rozdziałach Księgi Henocha są zawarte zapowiedzi

nadejścia dnia sądu ostatecznego. Głosi się, że Bóg opuści swoją

niebiańską siedzibę i na czele anielskich zastępów pojawi się na Ziemi.

W rozdziałach 6.-16. jest przedstawiona historia "zbuntowanych

aniołów" (kosmonautów) z podaniem ich imion. To oni, wbrew

zakazowi swego boga (dawódcy pojazdu kosmicznego), kojarzyli się

z ziemskimi córami. W rozdziałach 17. 36. są opisane wyprawy

Henocha do różnych światów, w odległe rejony Kosmosu. Rozdziały

37.-71. zawierają tak zwane alegoryczne gawędy - różnego rodzaju

przypowieści, opowiadane prorokowi przez bogów; Henoch otrzymał

polecenie przekazania ich do tradycji, co oznaczało, że przeznaczone

są dla przyszłych pokoleń, ponieważ ludzie mu współeześni nie byli

w stanie zrozumieć zawartych w nich technicznych kontekstów. Roz-

działy 72.-82. zawierają zadziwiająco dokładne dane dotyczące orbit

Słońca i Księżyca, roku przestępnego, gwiazd i mechaniki ciał niebies-

kich, przynoszą precyzyjne wiadomości o Wszechświecie. W pozo-

stałych rozdziałach zamieszezony jest zapis rozmów Henocha z jego

synem Matuzalemem, któremu zapowiedział nadejście potopu. Happy

end relacji Henocha to jego podróż do nieba na "ognistym rydwanie".

Posługując się niżej podanymi dosłownymi fragmentami tekstu, chciał-

bym przyczynić się do większej popularyzacji Księgi Henocha, zaka-

zanej przez ojców Kościoła, a jako niepoprawny krytyk "egzegez"

chciałbym moimi uwagami dać jednocześnie nowy impuls do ich ścisłej

interpretacji.

Rozdział 14.: "Wprowadzono mnie do nieba. Wszedłem weń i zbli-

żałem się do muru zbudowanego z krystalicznych kamieni i otoczo-

nego językami płomieni; mur ten napawał mnie lękiem. Wstąpiłem

w te smugi ogniste i zbliżałem się do domu ogromnego, zbudowanego

z krystalicznych kamieni. Ściany owego domu podobne były do

podłogi wyłożonej kryształowymi płytkami, a jego podwalina była

również z kryształu. Jego sklepienie było jak rozpostarty kobierzec

pełen gwiazd i błyskawic, a wśród nich ogniste cheruby. Morze ognia

okalało jego ściany, a wrota płongły ogniem."

 

 

Nieznana technika

 

Sądzę, jestem prawie pewien, że Henoch został przetransportowany

promem kosmicznym z Ziemi do statku-bazy umieszezonej na orbieie

okołoziemskiej. Połysk metalowej powłoki pojazdu kosmicznego robił

na nim wrażenie, że jest "zbudowany z krystalicznych kamieni". Przez

żaroodporny sufit ze szkła pancernego mógł widzieć gwiazdy i meteo-

ryty oraz rozbłyski dysz sterujących mniejszych pojazdów kosmicznych.

("Jego sklepienie było jak rozpostarty kobierzec pełen gwiazd i błys-

kawic, a wśród nich ogniste cheruby.") Henoch widzi również jaskrawo

błyszcząeą ścianę pojazdu kosmicznego, zwróconą w kierunku Słońca.

A może wprowadzały go w zdumienie oślepiająco jasne smugi wy-

rzucane z dysz hamujących rakiet? Na pewno opanował go strach na

myśl, że będzie musiał wejść w ten ogień. Jednak w kilka chwil później

ogarnęło go jeszcze większe zdumienie, gdy odczuł, że wnętrze "domu"

jest "zimne jak śnieg". Naturalnie nasz reporter Henoch nie miał pojęcia

o możliwości wyrównywania ciśnienia i klimatyzacji pomieszczeń,

dziedzinach techniki opanowanych już przez przybyszów z Kosmosu.

Rozdział 15.: "I usłyszałem głos najwyższego: Nie lękaj się Henochu,

ty, który uchodzisz za męża sprawiedliwego i głosiciela sprawiedli-

wości [...] idź i przemów do strażników nieba, którzy przysłali ciebie

po to, by prosić za nich. W istocie to wy winniście prosić za ludzi,

a nie ludzie za was!"

Sens tego zapisu jest jednoznaczny: oto Henoch stoi przed dowódcą,

do którego przysłali go "strażnicy". Kim są owi "strażnicy"? O tych

dziwnych postaciach wspomina Ezechiel, jest o nich także mowa

w eposie Gilgamesz, przewijają się również w niektórych fragmentach

tekstów Lameka, odnalezionych w grotach nad Morzem Martwym.

Właśnie w tych tekstach jest podana przysięga złożona Lamekowi przez

jego małżonkę: Bat-Enosz zaklina się, że zaszła w ciążę w sposób

naturalny i ze strażnikami nie miała nigdy nic do czynienia. Owi

strażnicy występują również w relacji Henocha! Zwracając się do

proroka dowódca czyni dwie znamienne aluzje: po pierwsze nazywa

go "kronikarzem", zaliczając go w ten sposób do nielicznej wówczas

elity biegłych w piśmie; po drugie dowódca mówi z nie ukrywaną ironią,

że to właściwie "strażnicy" powinni wstawiać się za ludźmi, a nie ludzie

za "strażnikami". W dalszych słowach wyjaśnia, co ma na myśli:

"[Powiedz strażnikom:] dlaczego opuściliście wysokie, święte niebio-

sa, dlaczego spaliście z niewiastami, dlaczego brukaliście się z ziem-

skimi córami, dlaczego braliście sobie niewiasty i postępowaliście jak

ziemskie istoty, i płociziliście synów olbrzymów? Jakkolwiek byliście

nieśmiertelni, to splamiliście się wehodząc w związki z niewiastami

i płodząc dzieci ludzkiego rodzaju, pragnąc ludzkiego potomstwa

wydawaliście je na świat postępując tym samym tak, jak postępują

śmiertelne i przemijające istoty."

Sądzę, że opisana powyżej historia wyglądała następująco: W porów-

naniu z mieszkańcami Ziemi kosmici żyli znacznie dłużej, pozornie byli

nieśmiertelni. Prawdopodobnie na długo przed opisanym przez Heno-

cha spotkaniem dowódca pojazdu kosmicznego wysadził na naszej

planecie grupę swoich "strażników", wyruszając następnie na dalszą,

dłuższą wyprawę. Kiedy wrócił, stwierdził ku swemu przerażeniu, że

"strażnicy" wchodzili w związki z ziemskimi córami. A przecież byli

to osobnicy na znacznie wyższym stopniu rozwoju, posiadający prak-

tyczną i teoretyczną wiedzę w zakresie postawionych im zadań.

Jednakże wbrew rozkazowi nawiązali stosunki płciowe z mieszkankami

Ziemi! Jeżeli "strażniey" dokonali przekształcenia prymitywnych istot

za pomocą zmian kodu genetycznego, to wówezas związek płciowy

- o którym chyba wspominał dowódca - byłby możliwy już w drugim

pokoleniu poddanych mutacji mieszkańców Ziemi. Ponieważ dzięki

odmiennej budowie i biologicznym możliwościom proces starzenia

przebiegał u pozaziemskich przybyszy nieporównanie wolniej niż

u Ziemian, mogli więc przeczekać okres dwóch-trzech pokoleń, zanim

oddali się najstarszym uciechom uprawianym przez wszystkie ziemskie

istoty. Ze zrozumiałych względów ich dowódca przyjął ten fakt

z ogromną dezaprobatą.

Rozdział 41. : "Widziałem przestworza wokół Słońca i Księżyca, skąd

wychodzą i dokąd powracają. A potem widziałem ich wspaniały

powrót, a wyglądało to tak, jakby jedno drugiemu ustępowało

miejsca z tej cudownej drogi, z której nie schodzą i ani jej nie

nadrabiają, ani jej nie skracają [...] Widziałem też widoczną i niewi-

doczną drogę Księżyca, który ją przebywał w każdym miejscu

i w dzień, i w nocy."

Mikołaj Kopernik napisał swoje największe dzieło O obrotuch sfer

niebieskich w 1534 roku. Galileusz za pomocą skonstruowanej przez

siebie lunety odkrył fazy planety Wenus i księżyców Jowisza. Dzieła

obu tych uczonych znalazły się na indeksie. Johannes Kepler odkrył

w 1609 r. trzy prawa ruchu planet, które oparł na zasadach dynami-

ki. Wyszedł z założenia, że ruchy planet są spowodowane oddziaływa-

niem słonecznego pola grawitacyjnego. Ojciec Henoch tej wiedzy nie

posiadał!

Rozdział 43.: "Widziałem błyskawice i gwiazdy nieba, a każdą

nazywano po imieniu i określano według prawdziweej wielkości

światłości otaczającej przestrzeni oraz dnia ich pojawienia."

 

 

Wiedza okresu przedpotopowego

 

Astronomowie rzeczywiśeie dokonali klasyfikacji gwiazd zarówno

według ich nazw, jak i według rzędu wielkości ("określano według

prawdziwej wielkości") stopnia jasności ("światłości") oraz położenia

("otaczającej przestrzeni") i dnia ich pierwszej obserwacji ("dnia ich

pojawienia"). Skąd więc przedpotopowy prorok mógł zaczerpnąć te

wszystkie informacje, jeżeli nie od obcych kosmonautów?

Rozdział 60.: "Grzmot ma ustalone prawidła co do czasu trwania

dźwięku, który go charakteryzuje. Grzmot i błyskawica występują

zawsze razem."

Jak wiadomo, grzmot powstaje w wyniku nagłego rozszerzenia

powietrza rozgrzanego iskrą elektryczną i jego dźwięk biegnie z pręd-

kością 333 m/sek. Prawa natury byłyby odkryte znacznie wcześniej,

gdyby podobne teksty nie zostały zastrzeżone przez cenzorów!

Rozdział 69.: "Oto są przywódcy zastępów ich aniołów i imiona ich

dowódców stojących na czele 100, 50 i 10 aniołów. Imię pierwszego

jest Jequn: on jest tym, który kusił dzieci aniołów, sprowadzał ich

na Ziemię i czynił z nich lubieżników podstawiając im ziemskie córy.

Drugi zwie się Asbeel: on był złym doradcą dzieci aniołów, namawiał

je, aby kalały swoje ciała z ziemskimi córami. Trzeci nosił imię Gadreel:

jest to ten, który uczył ziemskie istoty, jak zadawać śmierteine ude-

rzenia. Pokazywał również ludziom narzędzia zbrodni, takiejak zbro-

ja, tarcza, miecz i wiele innych przydatnych do tego celu przedmiotów.

Czwarty nazywał się Penemue: mówił on dzieciom ziemskim, jak

odróżniać gorycz od złości i zaznajomił je ze wszystkimi tajnikami

tej wiedzy. Nauczył także ludzi sztuki pisania inkaustem na papierze.

Piąty zwał się Kasdeja: uczył on dzieci ziemskie mocy duchów

i demonów, uczył jak niszczyć płód w łonie matki, uczył ukąszeń

węża, zabijania żarem południowego słońca i łamania duszy."

Henoch opisuje ogrom demoralizacji, jaką zaprowadzili na Ziemi

obcy przybysze. Dzieci były nakłaniane do popełniania złych czynów,

ludzie zaznajamiani z narzędziami zbrodni. Czy to nie Kasdeja uczył

ich sposobów aborcji ("uczył, jak niszezyć płód w łonie matki")'? Czy

nie zaznajamiał ich z tajnikami psychiatrii ("łamania duszy")'?

Rozdział 72.: "Owego dnia Słońce wsChOdzi Od strony tamtej drugiej

bramy i zachodzo na zachodzie; powraca na wschód o od strony

trzeciej bramy wschodzi rankiem 31. dnia i zachodzi na zachodzie.

Pewnego dnia ubywa nocy, a kiedy wynosi dziewięć części i dzień

wynosi dziewięć części, wtedy noc i dzień są sobie równe, a rok

wynosi dokładnie 364 dni. Długość clnia i nocy oraz krótkość dnia

i nocy i ich różnica powstaje przez obieg [...] A teraz rzeknę o małym

świetle, które zwą Księżycem. Każdego miesiąca jego zachodzenie

i wschodzenie są różne; jego dni są jak dni Słońca, a kiedy jego

światło jest równomierne, to wtedy wynosi siódmą część światła

Słońca i w ten sposób on zachodzi [...] Połowa jego tarczy wystaje

na 1/7, a cała pozostała część jego tarczy jest jałowa i nie świeci

z wyjątkiem tej 1/7 i 1/14 połowy jego światła."

Na rozkaz dowódcy Henoch zapisał te dane dosłownie, żeby w przy-

szłości były dla wszystkich zrozumiałe. Na wielu stronicach tego

podręcznika astronomii jest ogromna ilość obliczeń przy użyciu ułam-

ków i liczb podniesionych do potęgi, które wprost w niepojęty sposób

są zgodne z naszą współezesną wiedzą. Zanim Henoch wraz z bogami

uleci w przestrzeń kosmiczną, będzie jeszcze usilnie upominał swego

syna:

Rozdział 82.: "A teraz, mój synu Matuzalemie, opowiadam ci to

wszystko i zapisuję dla ciebie; odsłoniłem przed tobą wszystko i tobie

przekazałem te księgi, rzeczy tych dotyczące. Mój synu Matuzalemie,

przechowaj te księgi pisane ręką twego ojca i przekaż je przyszłym

pokoleniom świata."

Jak "święcie" dotrzymane zostało to przesłanie, dowiedli już dawno

ojcowie Kościoła. Czyżby obawiali się, że prawda będzie wcześniej

ujawniona?

Zaledwie dziesięć niewielkich rozdziałów z pism proroka Ezdrasza

znalazłem w Starym Testamencie jako tak zwaną Księgę Ezdrasza.

Ezdrasz (po hebrajsku: pomoc) był żydowskim kapłanem i człowiekiem

uczonym w Piśmie. W 458 r. p.n.e. wyprowadził Żydów z niewoli

babilońskiej i przywiódł ich do Jerozolimy. (Ta data dokładnie zgadza

się z Chronologią podaną przez Ezechiela.) Ezdrasz odebrał Od gminy

żydowskiej przysięgę złożoną na Torę, zbiór praw zawartych w pięciu

Księgach Mojżesza. Oprócz kanonicznej, a więc uznanej Księgi Ezd-

rasza są jeszcze dwie jego księgi, które nie zostały uznane i nie weszły

do kanonu, oraz Księga IV, napisana pierwotnie w języku aramejskim

i zatytułowana Apokalipsa, z I wieku naszej ery. Właśnie o tej IV

Księdze Ezdrasza będzie tutaj mowa. Padła ona ofiarą rygorystycznej

cenzury twórców Biblii.

 

 

Wiedza tajemna proroka Ezdrasza

 

W IV Księdze prorok Ezdrasz porusza religijne problemy narodu

żydowskiego, przeprowadza rozważania o treści futurystyczno-abstrak-

cyjnej, aby następnie przejść do właściwego tematu wiedzy tajemnej, do

której miał dostęp jedynie bardzo nieliczny krąg wtajemniczonych

mędrców. Na wstępie Ezdrasz utrzymuje, że nocą, gdy leżał "w łożu",

miewał "widzenia", podczas których prowadził dialog z "bogiem".

Jeżeli przy czytaniu tej księgi także spojrzymy na jej treść przez pryzmat

współczesności, wówezas nasuną się poważne wątpliwości co do tego,

Czy rzeczywiście były to widzenia. Zbyt często widzenia są tylko

przywidzeniami. Również zbyt wiele technicznych i matematycznych

szczegółów zawartych jest w opisywanych widzeniach, aby można było

twierdzić, że są produktem marzenia sennego. Z ostatnich rozdziałów

ukrytej przed nami IV Księgi wynika, że Ezdrasz opisuje prawdziwe

zdarzenia. Wielokrotnie wspomina, że spotkał "Najwyższego"; prze-

bywał także w gronie jego aniołów, którzy mu te księgi dyktowali.

"Zgromadż lud i rzeknij mu, aby nie szukano ciebie przez dni

czterdzieści. Ty zaś masz sobie przygotować wiele tabliczek do

pisania, przywołaj do siebie Saraja, Dabria, Selemia, Ethana i Aziela,

owych pięciu mężów, którzy szybko pisać umieją, a kiedy to uczynisz,

przyjdź tutaj [...] A gdy skończysz, tylko Jedną będziesz mógł ogłosić,

a Inne przekaż mędrcom w głębokiej tajemnicy. Jutro o tej porze

masz rozpocząć swoje pisanie.

[...] Tak oto w przeciągu dni czterdziestu napisano 94 księgi. Po

upływie czterdziestu dni rzecze do mnie Najwyższy: Te 24 księgi,

które najpierw napisałeś, możesz ogłosić i przekazać do czytania

wszystkim Godnym i Niegodnym; pozostałe 70 ksiąg masz zataić

i przekazać tylko Mędrcom twego ludu."

A więc znowu mamy dowód na to, że tak zwani bogowie (kosmo-

nauci) mieli jasno określony cel przekazania późniejszym pokoleniom

informacji o ich pobycie na Ziemi. Załoga tego pojazdu dysponowała

prawdopodobnie bardzo ograniczonym czasem. Być może z nieprze-

widzianych przyczyn technicznych termin ich startu powrotnego został

przyspieszony. Zastanawia poza tym, dlaczego pięciu naraz mężom

biegłym w piśmie polecono notowanie dyktowanego tekstu?

Tym wszystkim, którzy wierzą, że prorok rozmawiał z wielkim,

wszechwiedzącym bogiem (a nie z astronautami), można przedstawić

jako kontrargument fragment tekstu, w którym Najwyższy otwarcie

wyznaje Ezdraszowi, że sam pewnych rzeczy nie rozumie:

"W odpowiedzi rzekł mi: Znaki, o które pytasz, mogę ci tylko

częściowo wytłumaczyć. O twoim życiu rzec ci nie potrafię, gdyż sam

tego nie wiem."

 

 

Dialog z Najwyższym

 

W rozmowie z Najwyższym Ezdrasz skarżył się na niegodziwości tego

świata. Podobnie jak W innych świętych pismach, tak i tutaj Najwyższy

daje obietnicę, że pewnego dnia powróci z niebios, by zabrać "sprawied-

liwych i mędrców"'. Powróci skąd? Zabrać "sprawiedliwych i męd-

rców" - dokąd? Na jaką planetę? Należy przyjąć, że miejscem

macierzystym pozaziemskich istot była planeta oddalona o kilka lat

świetlnych od Układu Słonecznego, ponieważ dowódca (Najwyższy)

czyni prorokowi aluzję do zjawiska przesunięcia czasu, występującego

podczas międzyplanetarnych lotów odbywanych z olbrzymią prędkoś-

cią. Ezdrasz dziwi się, nie może tego pojąć (co jest oczywiste) i pyta

Najwyższego, czy nie mógłby naraz stworzyś wszystkich pokoleń

przeszłych, teraźniejszych i przyszłych, ażeby wszyscy mogli uczest-

niczyć w tym "powrocie"? Oto ten znamienny dialog:

Najwyższy: "Zapytaj matki i rzeknij jej: Jeżeli urodziłaś dziesięcioro

dzieci, to czemu rodzisz każde w przypisanym czasie? Spraw tak, ażeby

urodzić wszystkie naraz."

Ezdrasz: "To jest przecież niemożliwe, ponieważ każde rodzi się

z łona matki w swoim czasie."

Najwyższy: "Tak i ja uczyniłem Ziemię na podobieństwo łona matki

dla tych, którzy w swoim czasie na niej się pojawią. Na świecie, który

stworzyłem, ustanowiłem taki rzeczy porządek."

Ezdrasz zastanawia się nad zagadnieniem następstw zachodzących

w czasie; chce wiedzieć, czy po powrocie z nieba szczęśliwsi będą ci,

którzy zmarli, czy ci, którzy przy życiu pozostali? Najwyższy daje

lakoniczną odpowiedź: "Ci, którzy pozostali przy życiu, będą bardziej

szczęśliwi od tych, którzy pomarli".

 

 

Zanieczyszczenie środowiska

 

Ta zwięzła odpowiedź jest zrozumiała. Już w drugim "widzeniu" do-

wódca oznajmił prorokowi, że Zienlia będzie się starzeć i "wyczerpie

swoje młodzieńcze siły". Według mnie ta odpowiedź nie kryje żadnej

zagadki, jeżeli uwzględni się zjawisko różnicy czasu, występujące

podczas lotów międzyplanetarnych odbywanych z olbrzymią prędkoś-

cią. Gdy Najwyższy powróci na Zielnię po upływie kilku tysięcy lat,

może się wówczas okazać, że nasza planeta nie ma już warunków do

rozwoju życia biologicznego w wyniku zanieczyszczenia środowiska

i rozbudowy przemysłu; ludzie, którzy na niej wegetują, z ogromnym

trudem wdychać będą resztki tlenu znajdujące się jeszcze w atmosferze.

Nie ma więc nic dziwnego w tym, że owi żyjący ludzie, których

Najwyższy będzie chciał wyekspediować na inną planetę, okażą się

w istocie "bardziej szczęśliwi".

Najwyższy wyznał Ezdraszowi, że on był tym, który rozmawiał

z Mojżeszem i Udzielał mu wskazówek:

"Wówczas posłałem go [Mojżesza], ażeby lud swój wyprowadził

z Egiptu i doprowadził do góry Synaj. Tam ja sam zatrzymałem go

u siebie przez wiele dni i wtajemniczyłem w ogrom cudownych zja-

wisk oraz wyjawiłem mu sekrety czasów".

W licznych pismach są wzmianki na temat tego sekretu czasu.

W rozdziale 7/25 Księgi Daniela napomyka on, że wszystko jest w ręku

Boga "aż do czasu i dwóch czasów i pół czasu". W psalmie 90/4 głosi

z emfazą Chwałę "Najwyższego": "Albowiem tysiąc lat w oczach

Twoich jest jak dzień wczorajszy, który przeminął, i jak straż nocna".

 

 

Zjawisko dylatacji czasu

 

Zachodzi pytanie, czy to zjawisko jest dla nas niepojęte i niezrozumiałe?

Nie. Dawno już udowodniono w sposób naukowy, że podczas lotów

międzygwiezdnych odbywanych z dużą prędkością obowiązują różne

miary czasu. W pojeździe kosmicznym, który porusza się z szybkością

zbliżoną do prędkości światła, czas przebiega znacznie wolniej niż na

planecie, z której wystartował. Z wartości prędkości i energii można

wyliczyć upływ czasu. Zjawisko dylatacji czasu, zwane również zjawis-

kiem różnicy czasu, zostało wprawdzie odkryte współcześnie, jednakże

jako "prawo" istniało zawsze i odnosiło się również do "bogów", którzy

je znali. Gdyby pojazd kosmiczny poruszał się ze stałym przyspiesze-

niem wynoszącym 9,81 m/sek2 i w połowie trasy rozpoczął hamowanie

z przyspieszeniem ujemnym równym także 9,81 m/sek2, to wtedy czas,

jaki upłynął dla załogi pojazdu kosmicznego, będzie krótszy od czasu

ziemskiego, co pokazuje poniższe zestawienie:

 

Miara czasu dla załogi pojazdu Miara czasu dla mieszkańców

kosmicznego (w latach) Ziemi (w latach)

1 1,0

2 2,1

5 6,5

10 24

15 80

20 270

25 910

30 3 100

35 10 600

40 36 000

45 121 000

50 420 000

 

Powyższe zestawienie zaczerpnięte z książki Meyera Hundbuch uber

das Weltall (Podręcznik o Wszechświecie) dowodzi, że olbrzymia różnica

czasu pomiędzy załogą lecącego pojazdu kosmicznego a mieszkańcami

Ziemi wystąpi dopiero przy długotrwałych lotach. Wyniki są jednak

fantastyczne: dla załogi pojazdu lecącego ze stałym przyspieszeniem

upłynie zaledwie 40 lat, podczas gdy na Ziemi minie już 36 tysięcy lat.

Wyposażeni dzisiaj w tę wiedzę zaczynamy pojmować. dlaczego "bo-

gowie" w porównaniu z ludźmi uchodzili za "nieśmiertelnych". Czy

według tego prawa nie jest możliwe, że prorocy Starego Testamentu

- Eliasz, Mojżesz, Ezdrasz - zabrani z Ziemi w uznaniu ich spełnionej

ziemskiej posługi jeszcze żyją na jakiejś planecie w przestrzeni między-

gwiezdnej? Na ich powrót powinno się czekać w dużym napieciu.

W rozkładzie moich codziennych czynności jest zawsze zarezerwowane

miejsce na rozmowę z Ojcem Mojżeszem. Ale cóż, chciałbym teraz

zadać jedno poważne pytanie, czy w tajnych bibliotekach możemy się

jeszcze czegoś doszukać? Prorok Ezdrasz swoją czwartą, zakazaną

księgę kończy następująco:

"Po spisanlu swoich ksiąg Ezdrasz, w stanie ekstazy, został przyjęty

do siedziby towarzyszących mu istot. Nazwano go kronikarzem

wiedzy Najwyższego.

W bibliotece Bodleian w Oxfordzie pod śymbolem "Akbar-Ezzeman

MS" jest do wglądu manuskrypt koptyjskiego pisarza Abu'la Hassana

Ma'sudi'ego. Znajduje się w nim następujący fragment:

"Surid, przedpotopowy król Egiptu, kazał wznieść dwie piramidy.

Swoim kapłanom wydał polecenie zdeponowania w nich materiałów

poznawczych, informujących o stanie nauki i wiedzy. W wielkiej pira-

midzie złożono dane dotyczące sfer i ciał niebieskich, opisy gwiazd

i planet, ich położenia i ruchu, oraz Imateriały naukowe z zakresu

podstaw matematyki i geometrii. Przechowano te zbiory z myślą ich

zachowania dla potomnych, którzy będa potrafili je wykorzystać

w swoich naukowych badaniach i dociekaniach".

 

 

Zagadka piramid

 

Powszechnie przyjął się pogląd, że król egipski Dżoser, wywodzący się

z trzeciej dynastii, rozpoczął budowę piramidy schodkowej w Sakkarze

mniej więcej około 2700 roku przed naszą erą. Jednakże mnożą się

pytania, czy podawane daty budowy piramid są ścisłe i czy nie są one

znacznie starsze niż zakładają archeolodzy? Te wątpliwości mają swoje

uzasadnienie. Nie tylko bowiem Abu'l Hassan Ma'sudi utrzymuje, że

piramidy zostały wzniesione przed potopem. Herodot (484 - 425 p.n.e.),

najstarszy grecki historyk, którego Cyceron (106 - 43 p.n.e.) nazwał

"ojcem dziejopisarstwa", w rozdziałach 141. i 142. drugiego tomu

swojego dzieła Histories Apodexis twierdzi, że kapłani w Tebach

zapewniali go, iż od 11 340 lat godność arcykapłana przechodzi z ojca

na syna. Na dowód tego pokazali Herodotowi 341 posągów, z których

każdy przedstawiał pastać kapłana z innego pokolenia, i zapewniali go,

że bogowie byli wśród ludzi przed 341 pokoleniami, potem zaś nie

pojawił sięjuż żaden bóg w ludzkiej postaci. W rzeczy samej niezmiernie

trudno jest nawet dzisiaji jednoznacznie ustalić daty budowy wielkich

piramid.

Elektronik Erich McLuhan, syn Marshalla McLuhana (autora

Galaktyki Gutenberga), oznajmił w Toronto, że w piramidach działają

nie wyjaśnione siły, które być może są spowodowane zjawiskiem

grawitacji. W swoim domu w London (Ontario, Kanada) zmontował

z czerwonego pleksiglasu piramidę o wysokości 45 cm, zachowując

geometryczne proporcje wzorcowej, klasycznej piramidy. Następnie

zamocował w jej wnętrzu podstawkę i na jej środku położył kawałek

świeżego mięsa a tuż obok tępą żyletkę do golenia. Mięso leżało w tym

miejscu dwadzieścia dni i nie tylko się nie zepsuło, ale zachowało

świeżość; tępa i zużyta żyletka po dwóch tygodniach leżakowania

wewnątrz piramidy była znowu ostra i nadająca się do ponownego

użytku. Następnie współpracownicy McLuhana w ten prosty sposób

zmumifikowali 100 jajek i 80 kg mięsa.

Naukowcy twierdzą że takie doświadczenie każdy może przepro-

wadzić z modelem piramidy, którego wzajemny stosunek kątów będzie

identyczny jak w piramidzie z Gizy. Wysokość piramidy należy

podzielić na trzy odcinki i tępą żyletkę umieścić dokładnie w osi

północ-południe, na jednej trzeciej wysokości piramidy. W Kanadzie

takie doświadczalne piramidy o właściwych wymiarach są w sprze-

daży! (Evering Associates, 43 Eglinton Avenue East, Toronto; cena

- 3 dolary.)

Pracownicy naukowi uniwersytetu w Kairze przy pomocy amerykań-

skich kolegów zainstalowali we wnętrzu piramidy Chefrena detektor

promieniowania o wielkiej czułości z możliwością podłączenia do

komputera. Zadaniem detektora było rejestrowanie cząstek kosmicz-

nych, natomiast komputer miał przetworzyć uzyskane dane. Cząstki

kosmiczne przechodząc przez próżnię docierają do celu szybciej niż

przenikając przez mury. Komputer dostarczył jednak błędnych infor-

macji. W 1972 r. powtórzono doświadczenie, ale nie dało ono również

żadnych wyników. Dr Amir Gahed, kierownik zespołu badawczego,

powiedział w wywiadzie udzielonym korespondentowi "Timesa":

"Z naukowego punktu widzenia jest to niemażliwe. Jednak zjawiska

zachodzące we wnętrzu piramidy są sprzeczne z prawami fizyki

i zasadami współczesnej elektroniki".

 

 

Przeniesienie świątyni w Abu Simbel



dalej


strona główna
(23kB)