(23kB)
strona główna


Erich von D„niken

 

OCZY SFINKSA

Tajemnice piramid

 

Z niemieckiego przełożył Ryszard Turczyn

Tytuł oryginału: Die Augen der Sphinx. Neue Fragen an das alte Land am Nil

 

 

Cmentarze zwierzęce i puste grobowce

 

O, Egipcie, Egipcie!

Z twojej wiedzy pozostanš tylko bajki,

które przyszłym pokoleniom

wydawać się będš

nie do wiary.

Lucjusz Apulejusz (II w. prz. Chr.)

 

"Welcome to Egypt!" - wybujały młodzian z czarnym wšsikiem zastšpił mi drogę i wycišgnšł w mojš stronę dłoń. Nieco zaskoczony uœcisnšłem jš myœlšc sobie, że to pewnie najnowsza forma witania turystów. Zaczęły się zwykłe pytania, skšd to przyjechałem i co zamierzam oglšdać w Egipcie. Uprzejmie acz z dużym trudem pozbyłem się natrętnego młodzieńca. Nie na długo. Ledwie wydostałem się z budynku kairskiego dworca lotniczego, drogę zastšpił mi kolejny: "Welcome to Egypt!". Walizki, ponowny uœcisk dłoni - czy sobie życzę, czy nie.

W cišgu następnych dni to dokuczliwe traktowanie powtórzyło się nieskończonš iloœć razy. "Welcome to Egypt!" rozbrzmiewało przed Muzeum Egipskim w Kairze, "Welcome to Egypt" wykrzykiwał radoœnie sprzedawca papirusów, "Welcome to Egypt" pozdrawiał mnie mały pucybut na rogu ulicy. taksówkarz, portier w hotelu, sprzedawca pamištek.

Ponieważ za każdym razem pytano mnie z jakiego przybywam kraju i mierziło mnie już odpowiadanie wcišż na to samo pytanie, więc u stóp piramidy schodkowej w Sakkara dwieœcie czterdziestemu œciskajšcemu mojš dłoń odpowiedziałem z poważnš minš: "Jestem z Marsa." Nie okazujšc najmniejszego zdziwienia mojš odpowiedziš człowiek ten natychmiast ujšł obie moje dłonie i na cały głos powtórzył: "Welcome to Egypt!"

Do tego już w Egipcie doszło, że nikogo nie dziwiš nawet turyœci z Marsa.

W cišgu pięćdziesięciu czterech lat życia wielokrotnie bywałem w kraju nad Nilem. Zmienił się obraz ulicy, œrodki komunakacji, zatrute spalinami powietrze, nowe okazałe gmachy hoteli - pozostała aura tajemniczoœci okrywajšch ten kraj, napawajšca głębokim szacunkiem fascynacja, jakš od tysięcy lat budzi Egipt:

W roku 1954 jako niespełna dziewiętnastoletni młodzian po raz pierwszy opuœciłem się do leżšcych pod piaskiem pustyni korytarzy w Sakkara. Przede mnš posuwali się: mój egipski przyjacieł ze studiów oraz dwóch strażników. Każdy z naszej czteroosabowej ekipy niósł palšcš się œwieczkę, poniewaŸ wówczas, przed trzydziestoma pięcioma laty nie było w zatęchłych lochach elektrycznego oœwietlenia, tunele nie były jeszcze udostępniane zwiedzajšcym. Zupełnie jakby to było wczoraj, pamiętam moment, kiedy jeden ze strażników oœwietlił płomykiem swojej œwieczki masywny sarkofag wysokoœci człowieka. Chybotliwy blask płomyków œlizgał się po granitowym bloku.

- Co jest w œrodku? - spytałem zacinajšc się.

- Œwięte byki, młody człowieku, zmumifikowane byki!

Kilka kroków dalej kolejna szeroka nisza w pomieszezeniu i znowu sarkofag byka. Po przeciwnej stronie w zalatujšcym stęchliznš grobowcu to samo. Jak daleko sięgał blask œwiecy, wszędzie gigantyczne sarkofagi-monstra. Gruba warstwa pyłu tłumila nasze kroki niby miękki dywan. Nowe korytarze, nowe nisze, nowe sarkofagi. Czułem się nieswojo, drobny pył drażnił krtań, najmniejszy powiew nie odœwieżał dusznego, zastałego powietrza. Wszystkie grobowce byków były otwarte, ciężkie granitowe przykrywy spoczywały lekko odsunięte na sarkofagach. Chciałem zobaczyć takš mumię byka, poprosiłem więc obydwu strażników i mojego przyjaciela, żeby mi pomogli. Po ich ramionach wspišłem się w górę, ległem na brzuchu na górnej krawędzi sarkofagu i poœwieciłem w dół. Wnętrze było czyœciusieńkie... i puste! Próbowałem przy czterech dalszyeh sarkofagach, za każdym razem z tym samym wynikiem. Gdzie się podziały mumie byków? Czyżby ciężkie ciała zwierzšt zostały wydobyte? Może boskie mumie znajdujš się w muzeum? Albo może - zrodziło się we mnie niejasne podejrzenie - sarkofagi te nigdy nie zawierały mumii byków?

Teraz, trzydzieœci cztery lata póŸniej, ponownie znalazłem się w podziemnych lochach. Zainstalowano w nich elektryczne oœwietlenie, dwoma biegnšcymi równolegle korytarzami przeprowadza się grupy turystów. W stłoczonych grupkach rozlegajš się achy i ochy, widać zdumione twarze, słychać mentorski ton przewodnika, który wyjaœnia, że w każdym z tych monstrualnych sarkofagów spoczywała niegdyœ mumia boskiego byka Apisa.

Nie zamierzam prostować słów przewodnika, choć dzisiaj już wiem na pewno: W potężnych granitowych sarkofagach nigdy nie znaleziono ani jednej mumii byka!

 

Zaczęło się od Auguste Mariette'a

Paryż roku 1850. W Luwrze, w charakterze asystenta pracuje dwudziestooœmioletni Auguste Mariette. Drobny, ruchliwy człowieczek, który potrafił klšć jak dorożkarz, przyswoił sobie w cišgu ostatnich siedmiu lat obszernš wiedzę na temat Egiptu. Mówił płynnie po angielsku, francusku i arabsku, umiał odczytywać hieroglify i z nieprzytomnym zapałem pracował nad przekładami staroegipskich tekstów. Do uszu Francuzów doszły wieœci, że ich najwięksi rywale na polu archeolagii, Brytyjczycy, skupujš w Egipcie stare papirusy. "Le Grande Nation" nie mogła się temu przyglšdać bezczynnie. Paryska Akademia Nauk postanawia wysłać do Egiptu Auguste Mariette'a. Zaopatrzony w szeœć tysięcy franków miał sprzštnšć Anglikom sprzed nosa najlepsze papirusy.

Drugiego paŸdziernika 1850 roku Auguste Mariette przybył do Kairu. Zaraz pierwszego dnia odwiedził starszyznę koptyjskš, ponieważ miał nadzieję dotrzeć do staroegipskich papirusów przez koptyjskie klasztory. Przechadzajšc się po kairskich sklepach ze starociami zwrócił uwagę na to, że w każdym sklepie właœciciel oferuje na sprzedaż autentyczne sfnksy, przy czym wszystkie bez wyjštku pochodziły z Sakkara. Mariette zaczšł intensywnie myœleć. Kiedy 17 paŸdziernika koptyjscy patriarchowie oœwiadezyli, że dla podjęcia decyzji, co do jego chęci nabycia starych papirusów potrzeba czasu, Mariette rozczarowany wspišł się na cytadelę i zatopiony w myœlach usiadł na jednym ze stopni.

Przed nim rozcišgał się Kair okryty wieczornym oparem. "Ze snujšcego się w dole morza mgły wystawało trzysta minaretów wyglšdajšcych zupełnie jak maszty zatopionej floty", napisał Mariette. "Po zachodniej stronie, skšpane w złocistym blasku chylšcego się nad horyzontem słońca sterczały w niebo piramidy. Widok był porywajšcy. Owładnšł mnš całkowicie i z niemal bolesnš mocš poraził swoim urokiem [...] Spełniło się marzenie mojego życia. Oto tam, niemal na wycišgnięcie ręki, rozcišgał się cały œwiat grobów, stel, inskrypcji, posšgów. Czegóż mi jeszcze więcej trzeba? Następnego dnia wynajšłem muły na bagaże, dwa osły dla siebie. Kupiłem namiot, kilka skrzyń najpotrzebniejszych rzeczy, jakie przydać się mogš w podróży przez pustynię i 20 paŸdziernika 1850 roku rozbiłem namiot u stóp Wielkiej Piramidy." [1]

Po siedmiu dniach niespokojny Mariette miał już doœć zamieszania panujšcego pod piramidami. Ze swojiš niewielkš karawanš odjechał o pół dnia drogi na południe i rozbił obóz w Sakkara pomiędzy poniewierajšcymi się wszędzie naokoło resztkami murów i przewróconych kolumn. Obecny znak rozpoznawczy Sakkara, czyli schodkowa piramida faraona Dżosera (2630-2611 prz.Chr.) tkwiła jeszcze nie odnaleziona pod ziemiš. Próżniactwo nie było specjalnoœciš Auguste Mariette'a. Grzebał w różnvch miejscach całej okolicy i natrafił na wystajšcš z piasku głowę sfnksa. Natychmiast przypomniał sobie pochodzšce również z Sakkara posšżki sprzedawane w sklepach ze starociami. Kilka metrów dalej potknšl się o rozbitš kamiennš tabiicę, na której udało mu się odcyfrować słowo "Apis". W tym momencie dwudziestooœmioletni przybysz z Paryża natężył uwagę. Również inni przybysze PRZED Auguste Mariette'em widzieli głowę sfinksa i tablicę. lecz żaden nie dostrzegł między nimi zwišzku. Mariette natychmiast przypomniał sobie starożytnych pisarzy: Herodota, Diodora Sycylijskiego i Strabona, którzy donosili o tajemniczym kulcie Apisa w okresie Starego Państwa. W pierwszym rozdziale swojego dzieła 'Geografia' Strabon (ok. 68 prz. Chr. - 26 po Chr.) pisze:

"Blisko jest też Memtis, siedziba egipskich królów, ponieważ od

Delty dzieli je trzy schojny (16,648 km). Ze œwištyń ma przede

wszystkim œwištynię Apisa, który jest tożsamy z Ozyrysem. Tutaj, jak

już powiedziałem, uważany za boga byk Apis [...] trzymany jest

w œwištynnej hali. Jest tam też œwištynia boga Serapisa, która leży na

miejscu tak bardzo piaszczystym, że wydmy nanoszone przez wiatry

skrywajš wiele sfinksów aż po głowę, inne zaœ do połowy ciała." [2] A więc mowa była o przysypanych sfinksach, o Memfis, o byku Apisie i œwištyni Serapisa. Mariette stał we właœciwym miejscu! U Diodora Sycylijskiego, żyjšcego w I w. prz.Chr. autora czterdziestotomowego dzieła historycznego Biblioteka czytał:

"Do tego, co zostało już powiedziane, należałoby jeszcze dodać, co się

tyczy œwiętego byka, którego zwš Apisem. Gdy tenże zakończy żywot

i zostanie z przepychem pogrzebany..." [3]

Z przepychem pogrzebany? Dotychczas nikt nie odnalazł w Egipcie grobów byka. Auguste Mariette zapomniał o zadaniu, jakie powierzyli mu jego francuscy koledzy, zapomniał o koptyjskiej starszyŸnie, zapomniał o kopiach, jakie miał sporzšdzać z papirusów. Ogarnęła go goršczka łowów. Bez namysłu zaangażował trzydziestu robotników z łopatami i polecił im rozkopać niewielkie wydmy widoczne co parę metrów na pustyni. Odkopywał sfinksa za sfinksem, co szeœć metrów nowy posšg, tak że wkrótce œwiatło dzienne ujrzała cała aleja składajšca się ze 134 sfnksów. Stary Strabon miał jednak rację!

W ruinach małej œwištyni Mariette znalazł kilka kamiennych tablic pokrytych rysunkami i inskrypcjami. Przedstawiały faraona Nektanebo II (360 - 342 prz.Chr.), który poœwięcił tę œwištynię bogowi Apisowi. Teraz Mariette był już pewien: gdzieœ tu w pobliżu muszš być "z przepychem pogrzebane" [Diodor] byki Apisy.

Następne tygodnie upłynęły na goršczkowych poszukiwaniach. Odkrycie goniło odkrycie. Mariette wykopywał z piasku posšgi sokołów, bóstw i panter. W czymœ w rodzaju kaplicy odsłonił rzeŸbę Apisa z wapienia. RzeŸba wywołała zdumiewajšce reakcje u kobiet z pobliskich wiosek. W czasie południowej przerwy w pracach Mariette przyłapał piętnaœcie dziewczšt i kobiet, które jedna po drugiej wdrapywały się na byka. Będšc już na jego grzbiecie zaczynały wykonywać rytmiczne ruchy brzuchem i udami. Zdumionemu Mariette'owi wyjaœniano, że te ćwiczenia gimnastyczne majš być doskonałym œrodkiem leczšcym bezpłodnoœć.

Poszukujšc wejœcia do grobowców byków Mariette wydobył setki figurek i amuletów. W Kairze kršżyły pogłoski, jakoby nerwowy francuski archeolog przywłaszczył sobie złote statuetki. Na miejsce przybyli na wielbłšdach żołnierze wysłani przez rzšd egipski, herold odczytał rozkaz zabraniajšcy Mariette'owi dalszych wykopalisk.

Mariette klšł, przeklinał... i pertraktował. Jego zleceniodawcy w Paryżu, niezwykle uradowani wieœciami o skarbach przesłali mu dalsze 30 tys. franków i zapewnili dyplomatycznš interwencję w sferach rzšdowych Egiptu. 30 czerwca 1851 roku Mariette dostał zezwolenie na kontynuowanie prac wykopaliskowych. Zniecierpliwiony sięgnšł nawet po dynamit, po każdej detonacji nasłuchujšc z uchem przy ziemi.

 

Gdzie się podziały mumie byków?

12 listopada 1851 roku pod nogami Mariette'a usunšł się wielki głaz. Archeolog niby windš zjechał na nim powoli do podziemnego pomieszczenia. Kiedy opadł pył i podano pochodnie, Mariette ujrzał, że stoi przed niszš z ogromnym sarkofagiem. Badacz nie miał cienia wštpliwoœci. Dotarł do celu. Tam w œrodku musi leżeć boski byk Apis. Kiedy podszedł bliżej i oœwietlił pochodniš całš niszę, zobaczył zepchniętš na ziemię gigantycznš przykrywę sarkofagu. Sarkofag był pusty.

W cišgu następnych tygodni Mariette systematycznie przeczesał niesamowite grobowce. Główne pomieszczenie mierzyło sobie około 300 m długoœci, było wysokie na 8 m i szerokie na 3 m. Po jego lewej i prawej stronie znajdowały się szerokie komory. Każda z nich zawierała idealnie przymurowany do cokołu granitowy sarkofag. Przebito się do drugiego pomieszczenia, równie wielkiego jak pierwsze. Dwanaœcie znajdujšcyeh się w nim sarkofagów miało takie same nadludzkie rozmiary co dwanaœcie sarkofagów z pierwszego pomieszczenia. Oto wymiary takiego sarkofagu: długoœć - 3,79 m, szerokaœć - 2,30 m, wysokoœœ = 2,40 m (bez przykrywy), gruboœć œciany - 42 cm. Mariette szacował ciężar sarkofagu na jakieœ siedemdziesišt ton, przykrywy na dodatkowe dwadzieœcia do dwudziestu pięciu ton. Potworny ciężar. Wszystkie przykrywy sarkofagów były albo odsunięte na bok, albo stršcone na ziemię. Nigdzie ani œladu "z przepychem pogrzebanych" mumii byków.

Mariette uznał, że uprzedzili go rabusie grobów lub mnisi pobliskiego klasztoru œw. Jeremiasza. Rozgoryczony i wœciekły niestrudzenie kopał dalej. Przebito się do kolejnych pomieszczeń: Zawierały drewniane sarkofagi z okresu XIX dynastii (ok. 1307-1196 prz.Chr.). Kiedy drogę zagrodził badaczowi skalny blok, Mariette sięgnšł po dynamit. Materiał wybuchowy wyrwał dziurę w ziemi i w œwietle pochodni ukazał się poniżej potężny drewniany sarkafag: Eksplozja rozerwała pokrywę. Kiedy uprzštnięto belki i odłamki drewna, Mariette ujrzał przed sobš mumię mężczyzny:

"Jego twarz pokrywała złota maska, na szyi miał złoty łańcuch

z miniaturowš kolumienkš z zielonego skalenia i czerwonego jaspisu.

Na drugim łańcuchu widniały dwa jaspisowe amulety, wszystkie

opatrzone imieniem Chaemwese, syna Ramzesa II [...] Wokół było

rozsianych osiemnaœcie posšgów o ludzkich twarzach i opatrzonych

inskrypcjš 'Ozyrys-Apis, wielki bóg, pan wiecznoœci'" [1] Dopiero w latach trzydziestych naszego stulecia dokonano starannego zbadania mumii, która, jak zakładał Mariette, była mumiš księcia. Kiedy brytyjscy egiptolodzy Sir Robert Mond i dr Oliver Myers rozcięli bandaże, wypłynęła spod nich cuchnšca masa bitumiczna (asfaltowa) zawierajšca drobniutkie odłamki koœci.

Gdzie się podziały boskie byki? W cišgu lata 1852 roku Mariette odkrył w owym grobowcu dodatkowe sarkofagi Apisa. Najstarszy datowano na 1500 r. prz.Chr. Żaden z nich nie zawierał mumii byka! Wreszcie - działo się to 5 wrzeœnia 1852 roku - Mariette stanšł przed dwoma nietkniętymi sarkofagami. W pyle pokrywajšcym ziemię zauważył odciski stóp, które przed trzema tysišcami lat pozostawili kaplani niosšcy do grobu boskie byki. Niszy pilnował pozłacany posšg baga Ozyrysa, na podłodze leżały złote płytki, które w cišgu tysišcleci oderwały się od sufitu. Na suficie Mariette dostrzegł rysunki przedstawiajšce Ramzesa II (ok. 1290-1224 prz.Chr.) oraz jego syna składajšcych bogowi Ozyrysowi (tu przedstawionemu w dwoistej postaci) ofiarę z napoju. Z wielkim mozołem, używajšc łomów i lin, uniesiono pokrywę sarkofagu. Ale dopuœćmy do słowa samego Auguste Mariette'a:

"Dzięki temu miałem pewnoœć, że muszę mieć przed sobš mumię

Apisa, toteż konsekwentnie podwoiłem ostrożnoœć. [...] Przede wszys-

tkim chodziło mi o łeb byka, ale żadnego nie znalazłem. W sarkofagu

była masa bitumiczna, nader cuchnšca, która rozsypywała się przy

najlżejszym dotknięciu. W cuchnšcej masie znajdowała się pewna

liczba bardzo drobnych kostek, widocznie roztrzaskanych już w epo-

ce, kiedy odbył się pochówek. Poœród chaotycznie porozrzucanych

kostek znałazłem piętnaœcie nie uporzšdkowanych i raczej przypad-

kowych figurek." [4]

To samo druzgocšce stwierdzenie przyjdzie Mariette'owi powtórzyć po otwarciu drugiego sarkofagu:

"Nie ma żadnej czaszki byka, żadnych większych koœci. Przeciwnie,

jeszcze większy chaos drobnych kostnych odłamków." [4]

Pomieszczenia pod Sakkara, w których nie znaleziono ani jednego œwiętego byka, choć każdemu turyœcie wmawia się coœ wręcz przeciwnego i chociaż nawet w literaturze fachowej przeczytać można na ten temat przeważnie błędne informacje, noszš dziœ nazwę Serapeum. Pochodzi ona od greckiej zbitki słów Osiri-Apis, czyli Serapis.

Auguste Mariette, bezradny poszukiwacz, majšcy za sobš niejeden spór z władzami egipskimi, po krótkim pobycie w Paryżu wrócił do Egiptu. Nie potrafił już wytrzymać w muzeum. W roku 1858 rzšd egipski z polecenia Ferdinada Lessepsa, budowniczego Kanału Sueskiego, zlecił mu nadzór nad wszystkimi wykopaliskami prowadzonymi w Egipcie. Ruchliwy Francuz wykazał niewiarygodnš pracowitoœć. Pod jego kierownictwem prowadzono wykopaliska jednoczeœnie w czterdziestu miejscach, okresami zatrudniał do 2700 robotników. Mariette był pierwszym egiptologiem, który kazał dokładnie katalogować wszystkie znaleziska. Założył słynne na cały œwiat Muzeum Egipskie i w roku 1879 otrzymał tytuł paszy. O jego osobie wspomina nawet libretto Aidy Giuseppe Verdiego, skomponowanej na otwarcie Kanału Sueskiego. Nie zdajšc sobie z tego sprawy tysišce turystów przechodzš codziennie obok grobu uczonego. Sarkofag Auguste Mariette'a stoi w ogrodzie przed wejœciem do Muzeum Egipskiego w Kairze.

 

Sarkofagi z fałszywymi mumiami

Dla konserwatywnego bractwa archeologów nie ulega wštpliwoœci, iż potężne sarkofagi Serapeum zawierały niegdyœ mumie byków:

- A niby co innego miałyby zawierać? - żachnšł się na mnie niedawno jeden z fachowców. - Może radioaktywne odpadki?

Raczej nie, szanowni panowie, lecz rozwišzanie zagadki mogłoby się pojawić z zupełnie niespodziewanej stsony: Aby osaczyć domniemanego sprawcę wedle zasa sztuki kryminalnej, muszę najpierw przedstawić kilka dodatkowych kuriozalnych faktów.

Obok boskiego Apisa Egipcjanie czcili jeszcze dwa inne, mniej znane byki o imionach Mnewis i guchis. W siedemnastej księdze swojej Geografii Strabon wspomina lakonicznie:

"Tu, na znacznym, sztucznie usypanym wzgórzu, leży miasto Helio-

polis ze swojš œwištyniš Słońca i czczonym w specjalnej komnacie

bykiem Mnewisem, który uznawany jest przez nich za boga, tak jak

Apis w Memfis." [2]

Mnewis był bykiem o czarnej, układajšcej się w przeciwnš niż normalnie stronę sierœci. Z listu pewnego kapłana œwištyni w Heliopolis dowiadujemy się, że ów byk został rzeczywiœcie zmumifkowany. Kapłan potwierdzał mianowicie otrzymanie 20 łokci delikatnego lnu na obandażowanie Mnewisa. W Heliopolis, oœrodku kultu boga Re-Atum także znaleziono grobowce byka Mnewisa: wszystkie były zniszczone, obrabowane, splšdrowane. Do dziœ nie udało się zlokalizować żadnego zachowanego w całoœci grobowca tego byka.

Kult byka Buchisa uprawiano w œrodkowym Egipcie. niedaleko dzisiejszego Luksoru. Odkrycie katakumb Buchisa zawdzięczamy - jak to zresztš często bywa w archeołogii - zwykłemu przypadkowi. Brytyjski archeolog Sir Robert Mond zasłyszał, iż kilka kilometrów od osady Armant wykopano z piasków bršzowy posšg byka. Wioska Armant okazała się być tożsama ze starożytnym miastem Hermontis, które starożytni Egipcjanie zwykli też nazywać "On Południowym" (w przeciwieństwie do "On Północnego", czyli fieliopolis). Sir Robert Mond powiedział sobie, że skoro istniał kult byka w On Północnym, to na pewno istniał też w On Południowym. Odnaleziony bršzowy posšg utwierdził go w tym przekonaniu. Sir Mond zaczšł szukać.

Podobnie jak Mariette w Serapeum, tak brytyjska wyprawa archeologiczna zlokalizowała pod ruinami całkowicie zniszczonej œwištyni Hermontu podziemne grobowce zawierajšee potężne sarkofagi zamurowane tak jak w Serapeum w niszach po lewej i prawej stronie od głównego wejœcia. Ponieważ chodziło o œwięte byki Buchisy, cały zespół ochrzczono nazwš Bucheum [4]. W niewielkiej odległoœci od niego Sir Robert wytropił drugi podobny zespół nazwany Bacharia. Obydwa były doszczętnie zrujnowane. Nie doœć, że i tutaj rabusie grobów uprzedzili archeologów, to jeszeze komory grobowe były częœciowo zalane wodš, a mumie czy też to, co uznano za mumie, nadjedzone przez milionowe armie białych mrówek. Wokół poniewierały się całkowicie skorodowane figurki z bršzu, żelazo rozpadało się w rdzawy pył. Oddajmy głos Sir Robertowi Mondowi:

"Przypuszczalnie najlepiej ze wszystkich zachowanym ciałem, był

obiekt Bacharia 32, który znaleŸliœmy pod sam koniec poszukiwań.

Obchodziliœmy się z tš mumiš nadzwyczaj ostrożnie i odrysowaliœmy

każdy szczegół [...] Pozycja [mumii, E.v.D.] nie przypominała od-

poczywajšcego osła, tylko raczej szakala lub psa [...] Żadna koœć nie

była złamana." [4]

Wszystko to brzmi dziwnie i zagadkowo: Sarkofagi byków to jedyny konkret, jakiego można się trzymać: Odnaleziono je w podziemnych pomieszczeniach Serapeum pod Heliopolis, w Bucheum, w Bacharia i jeszcze w Abusir niedaleko Giza. Sarkofagi albo nie zawierajš zupełnie nic, albo cuchnšcš masę bitumicznš z odłamkami koœci.

Co jeszcze bardziej zawikłane, zamiast spodziewanych byków znajduje się ludzkš mumię ze złotš maskš, przy czym - jak się okazuje póŸniej - bandaże nie kryjš w sobie ludzkiego ciała, lecz znowu cuchnšcy asfalt. I wreszcie - doprawdy zabić się można! - domniemane mumie byków okazujš się być szakalami lub psami.

Ale to jeszcze nie koniec nielogicznoœci: brytyjscy egiptolodzy Mond i Myers oddali do analizy kilka swoich znalezisk z Bucheum i Bacharu. Kawałek białego szkła zawierał 26,6% tlenku aluminium, o wiele za dużo jak na zwykłe szkło. Gliniane sztuczne oko miało znacznie więcej niż normalnie wapienia, zaœ białko oka - co do którego przypuszczano, że jest fajansowe - okazało się być ani z egipskiego fajansu, ani ze szkła. (Fajans egipski robiony był z drobnego piasku kwarcowego i pokrywany szkliwem. Egipcjanie produkowali z tego tworzywa ozdoby, zwłaszcza rurkowate paciorki.)

Sarkofagi byków (pomijajšc przykrywę) wykonane sš z jednego bloku granitu assuańskiego. Assuan leży w odległoœci niemal tysišca kilometrów od Serapeum. Już samo wyciosanie, wygładzenie i transport jednego tylko sarkofagu, który wraz z przykrywš ważył, bagatela, dziewięćdziesišt do stu ton byłoby wyczynem niemalże nadludzkim. Potężne monolity trzeba było wcišgnšć do przygotowanego grobowca, przesunšć, przetoczyć i umieœcić w niszy. Te skomplikowane przedsięwzięcia organizacyjno-techniczne œwiadczš o niezwykłej wadze, jakš musieli przykładać Egipcjanie do zawartoœci tych sarkofagów. No a potem - rzecz niepojęta - kapłani ršbiš i szatkujš zmumifikowane wczeœniej byki zostawiajšc drobniutkie kosteczki, mieszajš wszystko z lepkš masš bitumicznš, dorzucajš kilka figurek bóstw oraz amulety i cały ten cuchnšcy miszmasz umieszczajš w specjalnie do tego celu wykonanym sarkofagu. Przykrywa na miejsce, gotowe.

Jeœliby tak to miało wyglšdać, to Egipcjanie spokojnie mogliby sobie oszczędzić trudu robienia potężnych sarkofagów. Żeby przechować przez tysišclecia odłamki koœci, do tego jeszcze bez łba i rogów, niepotrzebne sš kolosalne granitowe pojemniki. Zresztš i tak specjaliœci sš zgodni co do tego, że staroegipscy kapłani nigdy w życiu nie poważyliby się na pocięcie œwiętego byka. Byłaby to zbrodnia, œwiętokradztwo. Mówi Sir Robert Mond: "Pogrzebanie mumii w jakiejkolwiek innej formie niż tylko całego ciała było w starożytnym Egipcie nie do pomyœlenia." [4]

A jednak mimo wszystko musiało się to zdarzyć wielokrotnie. Bo oto w podziemnych zespołach grobowych pod Abusir znaleziono dwie wspaniale zabalsamowane mumie byków. Lniane bandaże biegnšce na krzyż przez całe ciało zwierzęcia i zwišzane sznurami były nienaruszone. Wreszcie doskonale zachowane mumie byków - radowano się - ponieważ z bandaży wystawał nawet rogaty łeb. Francuscy specjaliœci, monsieur Lortet oraz monsieur Gaillar, ostrożnie rozcięli liczšce sobie tysišce lat sznury, warstwa po warstwie zdejmowali lniane bandaże. Ich zaskoczenie było nie do opisania. W œrodku znajdowały się chaotycznie pomieszane koœci różnych zwierzšt, częœciowo należšcych nawet do różnych gatunków. Druga mumia - długoœci 2,5 m, szerokoœci 1 m - która z zewnštrz rzeczywiœcie wyglšdała na prawdziwego byka, zawierała bezładnš mieszaninę koœci co najmniej siedmiu różnych zwierzšt, między innymi cielšt i byków.

Wszystkie grobowce byków były zniszczone. Czyżby dzieło rabusiów, a może to mnisi roztrzaskali zawartoœć sarkofagów na drobne okruchy? Rabusiom grobów w każdej epoce chodzi tylko i wyłšcznie o złoto i drogie kamienie, mumie byków nie sš dla nich interesujšce. W dodatku hipoteza o rabusiach w najmniejszym stopniu nie wyjaœnia skšd w pseudomumii byka mogły się znaleŸć koœci najrozmaitszych zwierzšt. Jeœli o to chodzi to więcej już można by się spodziewać po zaœlepionych misjonarskš pasjš mnichach, pod warunkiem, że przyjmiemy, iż znali tajne wejœcia do wszystkich nekropoli byków. Wtedy powodowani œwiętym gniewem na pewno spychaliby po prostu ciężkie pokrywy i miażdżyli zawartoœć sarkofagów mniej więcej tak, jak ubija się winogrona. Ale i to wyjaœnienie nic nam nie daje. Œlady chrzeœcijańskiej żšdzy niszczenia musiałyby być widoczne, bandaże byłyby poszarpane, figurki bóstw zgruchotane albo stopione. Przypuszczalnie pobożni bracia dla wypędzenia pogańskiego szatana wrzuciliby jeszcze do każdego sarkofagu chrzeœcijański krzyż albo poustawiali w podziemnych galeriach figury œwiętych. Nic takiego nie stwierdzono. Gdzie zatem podziały się mumie boskiego byka Apisa?

 

Sprzeczne przekazy

Jeœli wierzyć greckiemu historykowi Herodotowi (485-425 prz.Chr.), który około roku 450 dokładnie przemierzył Egipt i rozmawiał z tamtejszymi kapłanami, to zupełnie niepotrzebnie poszukujemy mumii Apisa. Herodot podaje, że Egipcjanie swoje œwięte byki po prostu zjadali:

"Byki, jak uważajš, poœwięcone sš Epafosowi. Dlatego też tak je

badajš: jeżeli się choćby jeden czarny włos na zwierzęciu zobaczy,

uważa się je za nieczyste. Œledzi to ustanowiony w tym celu kapłan,

a bydlę musi przy tym prosto stać lub na grzbiecie leżeć; także język

mu ów kapłan wycišga, aby zobaczyć, czy ten wolny jest od

okreœlonych znaków, o których będę mówił na innym miejscu.

Oglšda też włosy na ogonie, czy w naturalny sposób wyrosły [...]

W ten zatem sposób bada się bydlę ofiarne. Ofiara zaœ tak się u nich

odbywa. Prowadzš naznaczone zwierzę do ołtarza, gdzie majš je

ofiarować, i zapalajš ogień. Następnie na ołtarzu wylewajš wino nad

bydlęciem ofiarnym i po wezwaniu boga zarzynajš je, a po zarznięciu

odcinajš mu głowę. Potem ciało zwierzęcia odzierajš ze skóry, a nad

jego głowš wypowiadajš liczne klštwy i unoszš jš; mianowicie ci,

którzy majš rynek i u których bawiš helleńscy kupcy, niosš jš na

rynek i zaraz sprzedajš, ci zaœ, u których nie ma Hellenów, wrzucajšjš

do rzeki. [...] Sprawianie zaœ zwierzšt ofiarnych i palenie odbywa się

u nich różnie przy różnych ofiarach. [...] Skoro obedrš wołu ze skóry,

wyjmujš wœród modłów cały jego żołšdek, trzewia jednak i tłuszcz

pozostawiajš w cielsku, a odcinajš uda, końce lędŸwi, łopatki i szyję.

Po dokonaniu tej czynnoœci napełniajš resztę tułowia wołu czystymi

chlebami, miodem, rodzynkami, figami, kadzidłem, mirrš i innymi

wonnoœciami, a tym go napełniwszy palš, obficie lejšc oliwę. Ofiarujš

zaœ po uprzednim poœcie, a podczas spalania ofar wszyscy bijš się

w piersi, po czym zastawiajš ucztę z resztek ofiar. Czyste byki i cielęta

ofiarujš wszyscy Egipcjanie, krów jednak nie wolno im ofiarowywać,

gdyż poœwięcone sš Izydzie." [5]

Tyle Herodot. Jeœli pisał prawdę, to pytanie o nekropale byków nie miałoby żadnego sensu. Po cóż więc ta harówka przy granitowych sarkofagach, skoro kapłani spożywajš mięso œwiętych byków w czasie biesiady? Tak się składa, że ten sam Herodot w innym miejscu opisuje procedurę balsamowania byka, w szasie której usuwa się ze zwierzęcia wnętrznoœci wtryskujšc mu do œrodka olej cedrowy: W ogóle jeœli idzie o œwięte byki, to starożytni pisarze podajš sprzeczne wersje: O ile Herodot każe kapłanom zjadać byki, ta z kolei Diodor Sycylijski pisze o "grzebaniu z przepychem", zaœ Pliniusz, Papinus Statius i Ammianus Marcellinus - wszyssy będšcy Rzymianami - zgodnie podajš, że byki topiono w œwiętym Ÿródle.

Topione, zjedzone, zabalsamowane, pokawałkowane - do wyboru do koloru.

W starożytnym przekazie, tak zwanym "papirus Apis", zawarty jest szczegółowy przepis, jak należy mumifikować œwiętego byka. Opisany jest każdy gest, podaje się, ilu kapłanów stoi w czasie balsamowania po której stronie, gdzie i jak układać z lewej i z prawej, od dołu i od góry, a także na krzyż lniane bandaże. Po obmyciu wodš i oliwš byka należy dla wysuszenia obłożyć natronem. Podczas całej ceremonii przed ciałem byka miał stać kapłan mruczšcy pod nosem formułki zaklęć i modlitwy i nadzorujšcy balsamujšeych, aby nie dopuœcili się żadnego niewłaœciwego ruchu. Kiedy zwierzę owinięto już paroma tysišcami metrów bandaży, zagipsowywano czaszkę i wciskano między rogi złotš płytkę. Miała ona symbolizować pochodzenie byka od boga Słońca. Na koniec wkładano do oczodołów szklane oczy i tak spreparowanš mumię w uroczystej procesji niesiono do przygotowanego już grobu. Wszystko to jest opisane w najdrobniejszych szczegółach. Cóż się więc stało?

 

Kto to był Omar Khayyam?

Jeden ze znajomych zaprosił mnie do egipskiej restauracji na nocnš ucztę. Podano ryż, pieczyste, brunatnš, gotowanš na parze fasolę zmieszanš z cebulš, a do tego narodowš jarzynę muluchiję. Liœcie tej jarzyny sš korzenne w smaku i soczyste, robi się z nich także ostre zupy i gęste jarzynowe eintopfy. Kiedy serwowano ciężkie owocowe wino, mój towarzysz opowiadał, że w okresie panowania straszliwego kalifa El Hakima, który rzšdził Kairem w latach 996-1021, każdego, kto został przyłapany na spożywaniu muluchiji natychmiast zabijano. Sadystyczny kalif nie tylko chciał zmienić zwyczaje swych rodaków, ale też po prostu rozkoszował się ich cierpieniem. Od czasów kalifa El Hakima żaden rzšd egipski nie ma odwagi podjšć kroków w celu zmniejszenia spożycia muluchiji.

Mój rozmówca z wielkim apetytem napychał sobie usta zielonymi liœćmi. Moje spojrzenie powędrowało w stronę butelki wina. "Omar Khayyam", przeczytałem na nalepce. Kto to był Omar Khayyam?

- To chyba nazwisko właœciciela winnicy albo rozlewni win - powiedział mój towarzysz.

Kelner, który przypadkowo usłyszał te słowa, natychmiast zaprzeczył:

- Omar Khayyam to dawny władca Egiptu!

Jak spod ziemi wyrósł przy naszym stoliku starszy kelner i niecierpliwym gestem odprawił kolegę:

- Omar Khayyam był słynnym generałem! - powiedział.

Z tym z kolei zupełnie nie mógł się zgodzić klient siedzšcy przy stoliku obok.

- Omar Khayyam? To przecież dawny wódz Beduinów! - prychnšł.

Po coja w ogóle zapytałem! Cała restauracja nieomal z ekstazš oddała się zgadywaniu, kim był nieszczęsny Omar Khayyam. W krótkim czasie atmosfera zrobiła się jak na giełdzie.

- To admirał! - krzyknšł ktoœ.

- Założyciel Ogrodu Zoologicznego! - przekrzykiwał go inny.

- Co ty wygadujesz! - gestykulował starszy wiekiem handlarz o prawie bezzębnych dzišsłach. - Omar Khayyam był inżynierem od tamy assuańskiej...

Wiele dni póŸniej, w czasie rozmowy z szefem wykopalisk w Sakkara, doktorem Haleilem Ghaly, rzuciłem żartobliwie:

- Kto to był tak właœciwie Omar Khayyam?

Władca archeologów swojego okręgu uœmiechnšł się i sięgnšł po leksykon:

- Omar Khayyam - przeczytał - perski poeta, matematyk, astrolog, żył w latach 1048-1122, zajmował się problemami filozofcznymi, autor kwiecistych pieœni miłosnych.

Grunt to zwrócić się do właœciwego czlowieka.

 

Znalezienie piramidy

I naprzeciwko takiego właœnie człowieka siedziałem. Dr Holeil Ghaly nie jest jakimœ tam zwykłym egiptologiem, jest - jak głosi jego tytuł - "dyrektorem Rejonu Wykopalisk Sakkara". Uprzejmy, specjalista o przenikliwym umyœle, poliglota, który w dodatku przyznał, że czytał kilka moich ksišżek.

- WyobraŸnia to rzecz bardzo ważna także w areheolagii - stwierdził.

Oby więcej takich jak on!

Tereny areheologiczne w Sakkara to najrozleglejsze wykapaliska w Egipcie, największe tego typu na œwiecie. Zaczynajš się na granicy Giza, pod Abusar, i cišgnš wzdłuż Nilu 60 km na południe. W czasie miesięcy zimowych bezustannie pracuje tutaj kilka międzynarodowych ekspedycji usiłujšcych wydrzeć skaIistemu podłożu i piaskom pustyni ich tajemnice. Na przykład wiosnš 1988 r. francuska wyprawa z College de France odkryła dwie dotychczas nieznane piramidy z czasów faraona Pepi I (ok. 2289-2255 prz.Chr.).

- Chciałby pan obejrzeć piramidę? - spytał dr Ghaly. Pojechaliœmy jego jeepem przez piaszezyste wydgny, mijajšc po drodze tereny Sakkara udostępnione dla turystów. Przy okazji dowiedziałem się, że faraon Pepi znany był już badaczom od dawna. Był następcš Teti (ok. 2323-2291 prz.Chr.), który z kolei był założycielem VI dynastii. Teti, Pepi - takie proste nazwiska powinni mieć wszyscy nasi politycy! Piramida Pepi I leży w południowej częœci Sakkara, a niewiele dalej francuskiemu zespołowi znowu się poszczęœciło: badacze odkryli piramidę rodziny domu panujšcego Pepi. A co to za filozofia robić takie odkrycia, pomyœlałem sobie w duchu. Bo czy czubek takiej piramidy nie wystaje z piasku?

Było około czwartej po południu, żar dusił opadajšc na nas niby zasłona z czšsteczek goršca, wciskał się we wszystkie pory, nawet pod mokrš od potu skórę głowy. Ostatnie szarpnięcie i jeep zatrzymał się przed wielkš dziurš w ziemi. Jak okiem sięgnšć najmniejszego œladu jakiejœ piramidy. Dr Ghaly, mój współpracownik Willi Dnnenberger i ja podeszliœmy na skraj dziury. Aż mi dech zaparło i to nie z goršca, tylko z powodu tego, co widniało dziesięć metrów pod nami. Przyzwyczailiœmy się, że stajemy POD piramidš podziwiajšc jej ostre zarysy na tle horyzontu. Tu było całkiem inaczej: Zupełnie jak przybysze z innego wymiaru staliœmy dziesięć metrów NAD resztkami piramidy, która okolicznym mieszkańcom od lat już musiała służyć jako tani kamieniołom. Ale i tak zostały jeszeze dwie płaszczyzny ułożone z gładko obrobionych i idealnie połšczonych kamiennych bloków.

- Jak długo trwajš już tutaj prace?

- Francuski zespół wraz z egipskimi areheologami i stu osiemdziesięcioma robotnikami pracował tu przez ostatnie szeœć miesięcy - objaœnił dr Ghaly. - Teraz, latem, wykopaliska wstrzymano z powodu upałów.

Archeologowie z College de France zlokalizowali piramidę pod grubš warstwš piasku i kamieni za pomocš urzšdzeń elektronicznych. Mamy dziœ do dyspozycji niejednš nowš metodę, o jakiej Heinrich Schliemann nawet nie œmiał marzyć. Za pomocš magnetometru można okreœlić natężenie pola magnetycznego danego miejsca. Wartoœci pola magnetycznego Ziemi wahajš się od 25000 gamma na równiku do 70000 gamma na biegunach. Za pomocš wymyœlnych pomiarów ustala się wartoœć gamma dla okreœlonego miejsca i sprawdza za pomocš sond, czy wartoœć ta jest jednakowa w każdym punkcie terenu. Jeœli pojawiš się jakieœ nieregularnoœci, spowodowane na przykład przez obecnoœć metali czy podziemnych pustych przestrzeni, do akcji wkracza ground penetraring radar (GPR) działajšcy na zasadzie podobnej do echosondy. Nadajnik wysyła pod ziemię impulsy wysokiej częstotliwoœci, których echo wyłapuje specjalna antena. Przenoœny komputer rejestruje impulsy i przekazuje na monitor obraz fal i linii. Jeœli pod ziemiš rzeczywiœcie znajduje się coœ podejrzanego, to za pomocš tego radaru można to z dużš dokładnoœciš zlokalizować. W ten sposób francuski zespół dokonał odkrycia bez jednego sztychu łopatš. Zespół fizyków i areheologów University of California w Berkeley już od dziesięciu lat sporzšdza kompletnš mapę podziemnych budowli w Dolinie Królów [7].

Lokalizuje się położenie zaginionych od tysišcleci grobowców, namierza podziemne pomieszezenia. Może się zdarzyć, że w cišgu najbliższych dziesięciu lat wydobędziemy na œwiatło dzienne więcej archeologicznych skarbów, niż udało się to zrobić przez ostatnie stulecie lat. Jeœli przystšpi się do wykopalisk we właœciwym miejscu i nie poskšpi czasu oraz œrodków, to nowoczesnym poszukiwaczom skarbów nic już nie umknie. Niestety istniejš pewne grupy religijne i polityczne, którym te archeologiczne zamysły zupełnie nie odpowiadajš. To ci niedzisiejsi, którzy lękajš się odkrywania dziejów naszych przodków.

- Czy wiadomo, co właœciwie znaczy nazwa Sakkara? - spytałem dr. Ghaly w drodze powrotnej.

- To słowo znane było już w języku staroegipskim. Sakkara pochodzi od szakala.

- Ile lat majš najstarsze znaleziska z Sakkara?

Młodzieńczo wyglšdajšcy dr Ghaly pokręcił niepewnie głowš:

- Historia Sakkara obejmuje okres od I dynastii, której poczštek przypada mniej więcej na rok 2920 prz.Chr., aż po czasy chrzeœcijańskie. Ale sš nawet znaleziska prehistoryczne.

Wcišż jeszeze tropišc w myœlach œwięte byki spytałem jak najpoważniej:

- Bardzo gruntownie przestudiowałem sprawozdania z prac Auguste Mariette'a. Czy wiadomo panu, że Mariette nigdy nie znalazł w Serapeum żadnego byka?

Dr Ghaly zastanowił się przez moment:

Tak, wieni o tym - odrzekł.

- Czy po wykopaliskach w Sakkara w ogóle można się jeszcze spodziewać jakichœ sensacji?

Egiptolog uœmiechnšł się wyrozumiale, potem pokazał białe zęby, które skontrastowane z jego kruczoczarnš czuprynš zabłysły jak koœć słoniowa:

Przyjmujemy, że poznano dotšd około 20% tego, co kryje Sakkara. Osiemdziesišt procent wcišż leży nietknięte pod ziemiš.

O, Boże, przebiegło mi przez głowę, zaledwie dwadzieœcia procent, a już tyle pytań, na które nie ma odpowiedzi! Jakież to zagadki czekajš nas jeszeze w przyszłoœci! Któremu turyœcie w Sakkara oglšdajšcemu z grupš zwiedzajšcych schodkowš piramidę Dżosera (ok. 2630-2611 prz.Chr.), piramidę i zespół grobowy faraona Unisa (ok. 2356-2323 prz.Chr.) czy też wspaniały grobowiec bogatego arystokraty Ti przyjdzie do głowy, że ziemia pod jego nogami przeryta jest tysišcami tunelopodobnych korytarzy? Któremu z udręczonych upałem podróżnych siorbišcych swojš słodkš herbatkę w turystycznym namiocie czy też sšczšcych letniš coca colę mówi się - kto zresztš miałby to zrobić? - że w Sakkara spoczywajš miliony (sic!) zmumifikowanych zwierzšt wszelkich gatunków? Gigantyczna podziemna arka Noego!

W mojej konstrukeji myœlowej monumentalne sarkofagi pseudobyków odgrywajš rolę kluczowš. Cierpliwoœci, proszę! Właœnie zaciskam pierœcień okršżenia wokół monstrów, dla których Egipcjanie nie żałowali najcięższej pracy. Skšd w ogóle ten upór, by wszystko mumifikować? Jeœli idzie o ludzkie mumie można to jeszcze w pewnym sensie zrozumieć, ale zwierzęta?

 

Ciało, ka i ba

Z Tekstów piramid, z mnogoœci inskrypcji nagrobnych, ale też i z papirusów oraz ksišg starożytnych dziejopisarzy takich jak Herodot możemy doœć dokładnie odtworzyć wierzenia Egipcjan. Kiedy bóg Chnum (ten z głowš barana) formował z gliny człowieka, stworzył go z dwóch częœci: ciała oraz ka. Ciało jest œmiertelne, ka nieœmiertelne. Owo ka jest składnikiem wielkiego, kosmicznego ducha, niejako ożywiajšcych wszystko wibracji. Ciało jest tylko materiš, która bez ka nie miałaby w sobie życia. W przeciwieństwie do ciała ka jest spirytualne, wszechobecne i wieczne. Mimo to ka nie pokrywa się z naszym wyobrażeniem duszy. Reinhard Grieshammer, specjalista najwyższej klasy, pisze na ten temat, co następuje:

"Upatrywano w nim sobowtóra człowieka czy też coœ w rodzaju

strzegšcego go ducha. Pewne jest tylko to, że stanowi pewnš

manifestację siły i potęgi. Wiemy, że okreœlany pojęciem ka aspekt

człowieka wkracza w życie w momencie narodzin. Swiadczš o tym

zachowane teksty i plastyczne przedstawienia." [7]

Oprócz ka każdy człowiek ma też jednak ba. Słowem tym okreœla się stan, który osišga się dopiero po połšczeniu ciała z ka. Można by wykładać sobie owo ba jako œwiadomoœć, jako indywidualne sumienie, jako psyche lub też jako kod życia. Kiedy umiera ciało, ka łšczy się z ba. "Odszedł do swego ka" - mawiali starożytni Egipcjanie. Ciało staje się wówczas niepotrzebnš już powłokš, natomiast ka i ba łšczš się, stanowiš nieœmiertelnš jednoœć i wkraczajš w inny wymiar zamieszkały przez bogów i przodków.

Ta prastara interpretacja, której przez tysišce lat w tej czy innej formie nauczajš religie, staje się dzisiaj ponownie jak najbardziej nowoczesna. Zmieniły się nazwy, treœć pozostaje ta sama. Z punktu widzenia fizyki za każdš formš materii kryjš się w ostatecznym rozrachunku drgania. Œwiat atomu, czšstek subatomowych, z których składa się wszystko, to œwiat promieniowania, œwiat drgań. Przykład: elektron, składnik atomu, 23 pulsuje z częstotliwoœciš 1023 drgań na sekundę. To 10 z 23 zerami. Fizyka, w pogoni za formułš œwiata, która by wszystko wyjaœniała, wszystko w sobie zawierała, nie umie odpowiedzieć na pytanie, jaka jest przyczyna wszelkich drgań, co jest ich motorem. Ezoterycy i filozofowie ze swej strony, wyposażeni jedynie w ułomnoœć odczuć i umysłu powiadajš: Wszystko jest jednoœciš, wszystko łšczy się jakoœ ze wszystkim.

Drzewo, zwierzę, człowiek - we wszystkim jest wibracja, czyli ka, lecz roœlinie i zwierzęciu brak œwiadomoœci istnienia. Drzewo na przykład nie wykonuje żadnych działań, które można by oceniać w kategoriach: słuszny bšdŸ niewłaœciwy, dobry czy zły, logiczny czy nielogiczny. W zwišzku z tym nie ma ono psyche, nie ma indywidualnej œwiadomoœci istnienia. Brakuje mu ba. Dopiero triada ciało, ka i ba sprawia, że każdy człowiek ma niepowtarzalnš osobowoœć odróżniajšcš go od innych. Nikt z nas - nawet bliŸniaki jednojajowe - nie odbiera, nie doznaje i nie postrzega jednych i tych samych doœwiadczeń w identyczny sposób, nikt nie odczuwa i nie cieszy się z dokładnie takš samš intensywnoœciš jak inni. Wszyscy pozostajemy ludŸmi, zbudowanymi z tego samego zasadniczego materiału genetycznego, a jednak nie ma wœród nas jednakowych. My dopiero STAJEMY się takimi, jakimi jesteœmy.

Jak na razie wszystko w porzšdku. "To jednak jeszcze nie pawód, żeby mumifikować martwe ciało, pustš powłokę ka i ba. U starożytnych Egipcjan coraz intensywniej rozwijiało się osobliwe przeœwiadczenie, jakoby ka także po œmierci zwišzane było z ciałem, jakoby tego ciała potrzebowało, aby powrócić. Aby ka i ba mogły się czuć dobrze w zaœwiatach, musiało zachować się ciało. Nie wiemy, co naprowadziło Egipcjan oraz inne ludy na tę dziwnš myœl, bo przecież w zasadzie była ona sprzeczna z ich własnymi wierzeniami. W końcu według ich wyobrażeń ciało po opuszczeniu go przez ka i ba było tylko bezwartoœciowym balastem. Pomysł, że konieeznie trzeba zachować także ciało, doprowadził w konsekwencji do mumifikowania zwłok oraz budowania przypominajšcych fortece grobowców. Zabezpieczano je przed rabusiami i wrogami za pomocš pułapek i błędnych korytarzy. Im bogatszy zmarły, tym więcej dawano mu na ostatniš dragę skarbów. Nie tylko złoto, drogie kamienie i mogšce długo leżeć jadło, lecz także ulubione przedmioty zmarłego, zabawki, ozdoby, a nawet łóŸko i narzędzia wędrowały wraz z mumiš do ciemnego lochu. Chodziło o to, aby zmarły dobrze się czuł i miał ze sobš dostatecznie dużo wartoœciowych przedmiotów jako dary na długš podróż przez rozmaite okolice zaœwiatów.

Wszystko to jest prawdš, zaœwiadczonš przez znaleziska grobowe - a jednak pozostaje nielogiczne i błędne. Karci mnie żeby zapytać: Czy MY naprawdę musimy uważać starożytnych Egipcjan za takich głupców? Albo może inaczej: Czego to my nie zrozumieliœmy interpretujšc groby i napisy? Wszelkie wyjaœnienia egipskiego kultu zmarłych zbudowane sš na lotnych piaskach i stojš w jawnej sprzecznoœci z jakimkolwiek praktycznym oglšdem i doœwiadczeniem. A dlaczego?

We wszystkich epokach groby były rabowane przez chciwych potomnych, dotyczy to również silnie chronionych grobów faraonów. Wcale nie stało się to dopiero w cišgu ostatnich dwóch tysišcleci, lecz miało miejsce już w okresie rozkwitu tych najeżonych pułapkami, gigantycznych i dziwacznych budowli grobowych. Już na poczštku XVIII dynastii (ok.1500 prz.Chr.) nie było prawie grobowca władcy, którego by nie obrabowano. Z inskrypcji wiadomo, że faraon Horemheb (ok. 1319-1307 prz.Chr.) nakazał naprawić rozbity grobowiec swojego kolegi Totmesa IV (ok. 1401-1391 prz.Chr.). Totmes przeleżał sobie spokojnie w sarkofagu całe 80 latek i faraonowie oraz kapłani doskonale wiedzieli, że zmarły ani nie zabrał w zaœwraty swoich skarbów i ulubionych przedmiotów, ani też nie opędzlował po drodze przygotowanych darów. Zamiast wycišgnšć z tego rozsšdny wniosek, że wszystkie te ceregiele wokół mumii nikomu na nic się nie przydajš, zwłaszcza że stoi to w sprzecznoœsi z religijnš koncepcjš spirytualnego i nieœmiertelnego ka, kapłani wzmagajš tylko swoje wysiłki. Odbywajš się przenosiny do Doliny KróIów pod Tebami, wykuwa się w skałach padziemne komory grobowe, zabezpiecza się je pułapkami i gigantycznymi blokami skalnymi, opatrujšc zmarłych na drogę jeszcze większš iloœciš błyskotek niż dotychczas. Wyjštkowo nie splšdrowany grób Tutenchamona (ok. 1333-1323 prz.Chr.) mówi sam za siebie.

Coœ mi w tym wszystkim nie gra!

 

Uœpieni zmarli

Z górš dwadzieœcia lat temu wypowiedziałem we 'Wspomnieniach z przyszłoœci' nieco zbyt œmiałe jak na tamte czasy przypuszczenie, iż starożytni Egipcjanie mieli na uwadze bardziej zmartwychwstanie cielesne niż duchowe:

"Dlatego pewnie zaopatrzenie leżšcych w grobowcach zabalsamo-

wanych zwłok było tak praktyczne i dobrane z myœlš o życiu

doczesnym. Cóż mieliby w przeciwnym wypadku robić zmarli ze

złotem, drogocennoœciami i ulubionymi przedmiotami? A ponieważ

dawano im do grabu nawet i częœć służby, niewštpliwie żywcem,

zamierzano przygotować prawdopodobnie wszystko dla kon-

tynuacji dawnego życia w nowym życiu. Zbudowane grobowce były

niby schrony przeciwatomowe, solidne i niesłychanie wytrzymałe.

Mogły przetrwać burze wszelkich epok. Dodawane zmarłym kosz-

townoœci, mianowicie złoto, kamienie szlachetne miały wartoœci

bezwględne." [8]

Odsyłałem wówczas do ksišżki fizyka i astronoma Roberta C.Ettingera [9], który wskazał sposoby, jak można było preparować zwłoki, aby umożliwić póŸniejsze ożywienie. A dziœ?

W Stanach Zjednoczonych - bo gdzieżby indziej? - istnieje American Cryonics Society (ACS). Założycielem i prezesem tego towarzystwa jest matematyk A. Quaife, który zwyczajnie nie chce uznać œmierci za nieuniknionš. Celem organizacji jest preparowanie i zamrażanie zwłok, aby póŸniej - po dziesięcioleciach? stuleciach? tysišcleciach? - mogły być z powrotem rozmrożone. W fazie eksperymentów na zwierzętach próby te sš już dosyć zaawansowane. Dr Paul Eduard Segall z ACS potwierdza, że dokonał zamrożenia swojego własnego psa, którego odmroził po piętnastu minutach. Pies zaczšł machać ogonem jak gdyby nigdy nic! Eksperyment powtórzono już setki razy na chomikach, co pište zwierzę przeżyło mroŸny sen. Również koty, ryby, żółwie były już przedmiotem eksperymentu - z powodzeniem. Zwierzętom odsysano krew zastępujšc jš czymœ w rodzaju roztworu przeciwzamarzajšcego. Krew zamarzłaby rozrywajšc komórki. Pozbawione krwi ciała umieszcza się w specjalnych zbiornikach z ciekłym wodorem o temperaturze minus 196řC. W przypadku człowieka myœli się o wczeœniejszym usunięciu z ciała mózgu oraz pewnych bardziej wrażliwych narzšdów i umieszczeniu ich w oddzielnych pojemnikach. Podobnie jak to się już dziœ dzieje przy transporcie narzšdów do transplantacji. Pozdrowienia od Frankensteina!

Przed kilku laty zwiedzałem pod Orlando (na Florydzie) wielkš piramidę do przechowywania zwłok. Tutaj trumny ze zmarłym nie zakopuje się do ziemi, nie spala się, lecz umieszcza w czymœ w rodzaju chłodzonej szuflady. Każda z nich opatrzona jest tabliczkš z danymi zmarłego. Podaje się także przyczynę zgonu. W centrum piramidy znajduje się wyłożona dywanami sala pamięci, krewni w każdej chwili mogš odwiedzić zmarłych członków rodzin. Bezgłoœne windy obsługujš liczne piętra wewnštrz piramidy, zarówno żywym jak i umarłym przez dwadzieœcia cztery godziny na dobę towarzyszy cicha muzyka organowa.

Ciekawe jakie wnioski wycišgnęliby po trzech i pół tysišcu lat archeologowie, gdyby w hermetycznych szufladach odkryli zamrożone ciała zmarłych bšdŸ mumie? Trzy i pół tysišca lat odpowiada mniej więcej dystansowi czasowemu z jakiego my spoglšdamy na kwestię mumifikowania zwłok w starożytnym Egipcie! Już słyszę zarzuty, że przykład jest nieodpowiedni, bo przy mumiach znaleziono też przekazane zmarłym na drogę błogosławieństwa i formułki. Z takich właœnie rad i wskazówek co do zachowania się po œmierci powstała egipska Księga umarłych. Czy zarzut jest więc słuszny?

Jeœli ktoœ będšc w pełni sił zgadza się, żeby go zamrożono, a nawet aby jego mózg i wnętrznoœci umieszczono w osobnych pojemnikach, to niewštpliwie liczy na cielesne zmartwychstanie. Nie przeszkodzi to wcale pozostałym przy życiu bliskim włożyć do takiego pojemnika pobożnych wersetów i psalmów. Może będzie tam na przykład napisane "Ciesz się na myœl o życiu w innym, lepszym œwiecie". Albo: "W twoim nowym życiu uwolnisz się od choroby, która cię tu dręczyła. Niech Bóg wszechmogšcy chroni cię w twej podróży i będzie ci łaskawy."

Z takich i podobnych formułek przyszli archeologowie musieliby wysnuć wniosek, że zmarli wierzyli w drugie życie po œmierci. Jeszcze czego! Skšd mamy wiedzieć na pewno, jakie motywy kierowały 4600 lat temu faraonem, kiedy kazał sobie przygotować luksusowy grobowiec na wieczne czasy? Oczywiœcie idšc za przykładem wielkich władców każdy chciał być zmumifikowany. Pierwotny cel, nadzieja na cielesne zmartwychstanie, utonšł gdzieœ we mgle zapomnienia. Z pomocš kapłanów, którzy w końcu robili na tym najlepszy interes, w Egipcie rozwinšł się kult mumii nie majšcy swoich odpowiedników w żadnym innym miejscu na Ziemi. Powstawały nowe zawody, takie jak specjalista od balsamowania zwłok, czyœciciel ciał, rozcinacz; całe gałęzie przemysłu zajmowały się wytwarzaniem œrodków potrzebnych do mumifikacji. Wytwarzano sarkofagi z granitu, alabastru i drewna, zużywano niesłychane iloœci miodu, wosku, balsamów, olejków i natronu, produkowano miliony kanop (przypominajšcych amfory pojemników na wnętrznoœci i mózg) i tkano miliony metrów lnianych bandaży oraz całunów.

Co się właœciwie stało z tš kolosalnš liczbš owiniętych bandażami ciał?

Po podbiciu państwa faraonów przez Rzymian nie było już kasty kapłańskiej, która czuwałaby nad grobami. Tysišce grobowców splšdrowano, mumie i drewniane sarkofagi zużyto na opał. Z wkroczeniem chrzeœcijaństwa w II w. mnisi poniszczyli podziemne galerie, w których mumie leżały niejednokrotnie całymi stosami jedna na drugiej. W œredniowieczu w całej Europie szerzył się niemalże groteskowy popyt na mumie. Mumie zachwalano jako doskonałe lekarstwo! Częœci mumii, puder z mumii, skórę mumii i mazidło z mumii stosowano na paraliż, niedomogi serca, schorzenia wštroby, a nawet złamania koœci. Rozpoczšł się masowy eksport mumii z Egiptu, europejscy aptekarze bili się o każdš sztukę. "Szczypta mumii" była niezbędnym elementem domowej czy podróżnej apteczki; "mumię" brało się doustnie albo stosowało w formie maœci i proszku. Po tej manii aptecznej, która było nie było utrzymała się przez z górš dwa stulecia, przyszedł czas na coœ, co francuski lekarz i badacz mumii Ange-Pierre Leca okreœlił mianem "egiptomanii" [10]. Mumie stały się pożšdanym obiektem kolekcjonerskim. Wystawiano je w muzeach i na jarmarkach, ustawiano jak zbroje w salach przyjęć szacownych domów, celebrowano publiczne odsłonięcia mumii. W ostatnim stuleciu pewien człowiek interesu z Maine w USA, zaczšł wytwarzać z mumii papier. Ku niezadowoleniu sprytnego fabrykanta żywice i bitumen zawarte w mumiach zabarwiały papier na bršzowo. Tak narodził się papier pakowy! Brunatne wstęgi, nie nadajšce się na papier do pisania, całymi rolami trafiały do handlu. Mumia służyła teraz jako opakowanie - "zawinięty po wieczne czasy" [11].

 

Miliony zwierzšt w bandażach

Człowiek jest kłębkiem lęków, radoœci, smutków i nadziei. Umierajš rodzice, ukochana, dziecko, przyjaciel. Człowiek nie ma wyboru, musi ustosunkować się jakoœ do œmierci. Czy zmarli istniejš w jakiejœ formie nadal? Czyjest im dobrze? Czy cierpiš? Czy z chwilš œmierci wszystko się kończy, czy może bogowie i duchy pocišgnš nas wówczas do odpowiedzialnoœci za nasze ziemskie czyny? Nie wiemy tego. Pięć tysięcy lat historii ludzkoœci nie przyniosło odpowiedzi na te odwieczne pytania. Nie ma ani jednego naukowego dowodu na istnienie życia po œmierci, na zmartwychstanie. Tak, tak, znam ksišżki, dowodzšce czegoœ wręcz przeciwnego. Sš wyrazem koncepcji albo religijnych, albo ezoterycznych - albo sš to relacje z przeżyć samych autorów. Ludzie opowiadajš o życiu w zaœwiatach, o swobodnej œwiadomoœci i mienišcych się wszystkimi barwami sferach, wprawiajš się w hipnozopodobne stany, aby dotrzeć do swoich poprzednich wcieleń. Wiele czytałem na temat tego rodzaju eksperymentów, sam też poddałem się podobnej próbie. Sš dzisiaj grupy badaczy, komunikujšcych się ze zmarłymi za pomocš nagrań magnetofonowych. Innym udaje się wyczarować na ekranach monitorów obraz telewizyjny z zaœwiatów. To i owo z pojawiajšcych się na ekranie rzeczy wyglšda doœć prawdopodobnie, nawet zachęcajšco, a w niektórych przypadkach wręcz przekonujšco. Tyle tylko że przyrodoznawcy nie na wiele się to może przydać. On żšda dajšcych się w każdej chwili powtórzyć eksperymentów, chce konkretnych danych, które nie poddadzš się żadnej innej interpetacji jak tylko tej o odrodzeniu się życia po œmierci. Relacje z osobistych przeżyć złożone w hipnozie czy bez, w naukach œcisłych się nie liczš.

Te uparte poszukiwania odpowiedzi wychodzšcych poza naszš œmierć sš nieodłšcznym składnikiem ludzkiego niepokoju. Zbyt mozolne i pełne cierpienia było nasze życie. I wszystko to na nic? Krótkie życie dla długiej œmierci? Nigdy, przenigdy! To nie może być prawda! Życie musi mieć jakiœ sens wybiegajšcy poza œmierć!

Starożytni Egipcjanie również nie byli wolni od takich refleksji. Kto szuka odpowiedzi, na pewno jš znajdzie. A ponieważ po prostu nie możemy się pogodzić z tym, że następuje definitywny koniec, w naszej œwiadomoœci zapala się iskierka nadziei. Jest szansa, by ujœć œmierci. Ponowne narodziny! Czy duchowej czy cielesnej natury, to w danej chwili nieważne. Uporczywe trzymanie się myœli o ponownych narodzinach w o wiele piękniejszym życiu staje się teraz sensem istnienia. Nadziei wyrastajš skrzydła, teraz codzienna harówka, cierpienie, problemy i niesprawiedliwoœci stajš się do zniesienia. Z nadziei na ponowne narodziny powstajš w Stanach - dzisiaj! - towarzystwa w rodzaju ACS i tak samo - wówczas! - powstawały organizacje religijne propagujšce mumifkację.

Wszystko to jest zrozumiałe, jest do pomyœlenia, ponieważ w końcu chodzi o nasze własne ja. Co jednak mogło popchnšć jakiœ lud do zmumifikowania milionów zwierzšt?

To, że jakaœ zamożna dama, życzy sobie wyprawić pagrzeb swojemu ulubionemu pieskowi czy kotkowi, jest dziœ niemal na porzšdku dziennym. Œwiadczy o tym choćby istnienie cmentarzy dla zwierzšt. Samotnoœć człowieka w każdej epoce stwarzała szczególny stosunek do zwierzšt domowych. Mówi się o tym pogardliwie "małpia miłoœć". Z jakiego powodu jednak dokonuje się mumifikacji setek tysięcy krokodyli, węży, hipopotamów, jeży, szczurów, żab i ryb? Przecież nie można chyba o nich powiedzieć, że to milutkie i kochane domowe zwierzštka? Oto (niepełna) lista zwierzšt mumifikowanych w starożytnym Egipcie:

byk krowa

baran owca

koza antylopa

gazela pies

wilk pawian

krokodyl bawół

ryjówka szczur

wšż lew

kot niedŸwiedŸ

ryœ zajšc

jeż hipopotam

nietoperz żaba

ryba węgorz

łasica ibis

jastrzšb orzeł

sęp krogulec

sowa wrona

kruk gołšb

jaskółka dudek

bocian gęœ

żuk skorpion

Jednym z najsłynniejszych badaczy, bez wštpienia majšcym największe sukcesy wykopaliskowe w Sakkara był dr Walter Brian Emery (1903-1971). Będšc jeszcze młodym egiptologiem należał do zespołu naukowców, którzy pod œwištynnym miastem Armant (Południowe On) natrafili na podziemne korytarze Bucheum (z sarkofagami byków Buchisów). Od roku 1935 prowadził wykopaliska już niemal wyłšcznie w Sakkara. Odkrył najstarsze grobowce faraonów z I dynastii oraz dodatkowe grobowce osób z jego dworu, które w chwili œmierci władcy także musiały pożegnać się z życiem. Kiedy w roku 1964 Emery odkopał młodszy grobowiec z okresu ptolemejskiego (ok. roku 300 do czasu podbicia przez Rzymian) natrafił na głębokoœci 1,25 m na bydlęce resztki, które kiedyœ musiały być zawinięte w całun. Szeœć metrów głębiej znajdował się gliniany dzban o stożkowatej przykrywie. Emery ostrożnie odsłonił dzban i przy okazji natrafił po lewej i prawej jego stronie na dalsze tego rodzaju dzbany, niektóre miały na sobie znak symbolizujšcy boga Księżysa, Thota. Wydobyto ponad pięćset dzbanów, każdy krył w sobie mumię ibisa.

Tylko kilka metrów dalej na wschód od grobowca nr 3510 z okresu III dynastii (ok. 2649-2575 prz.Chr.), na głębokoœci 10 m Emery natknšł się na szyb, wypełniony po samo dno mumiami ibisów. Jakie było zakoczenie kopišcych, kiedy po odsłonięciu szybu okazało się, że kończy się on w długim, zakrzywionym korytarzu głównym, z którego odchodzi ponad 50 odgałęzień, dzielšcych się z kolei na dalsze szyby. W sumie kiłkukilometrowej długoœci labirynt wypełniony według szacunkowych oeen przez 1,5 mln mumii ibisów [13]! Wszystkie ptaki były starannie spreparowane, owinięte bandażami i umieszczone w przypominajšcych wazony dzbanach. Dzbany leżały ułożone na przemian w jednš i drugš stronę pod sam strop. Przez główne wejœcie majšce 4,5 m wysokoœei i 2,5 m szerokoœci można by spokojnie wjechać traktorem. Podziemny labirynt, o którym Paul Lucas, francuski podróżnik zwiedzajšcy Egipt na poczštku XVIII w. pisał, iż przeszedł nim ponad 4 km, po dziœ dzień nie został do końca zbadany. Odsłonięte przez Emery'ego wejœcia ponownie zasypał piasek. Co tu poczšć z milionanzi mumii ibisów? Może już niedługo jakiœ handlarz ceramiki odkryje interes swego życia? 1,5 mln dzbanów czeka na odbiorcę.

Jeœli idzie o iloœć, to znalezisko mumii ibisów spod Tuna-el-Dżebel bije chyba wszelkie rekordy. Tuna-el-Dżebel, leży w pobliżu starożytnego Hermopolis, obecnie El-Aszmunein, mniej więcej 40 km na południe od el-Minia. Egiptolodzy zlokalizowali tam podziemny cmentarz zwierzgcy zajmujšcy powierzehnię 16 ha. Dwiema sztolniami naukowcy dostali się do prawdziwego skalnego miasta z prawdziwymi ulicami, zaułkami i pełnymi zakamarków pomieszezeniami, które były po brzegi wypchane mumiami ibisów, ale też jastrzębi, flemingów i pawianów. Samych ibisów naliczono w katakumbach cztery miliony! Wiadomo, że Hermopolis wraz z leżšcym 7 km na zachód od tego miasta Tuna-el-Dżebel aż do czasów greckich i rzymskich było celem pielgrzymek i czczono je jako miejsce kultu œwiętych zwierzšt. Stela graniczna faraona Echnatona (ok. 1365-1347 prz.Chr.) uchodzi za najstarszy pomnik tej nekropoli. Okres panowania faraona Echnatona dzieli od czasów rzymskich 1300 lat: Jak wielkš siłę przekonywania musi mieć religia, która przez tak długš epokę potrafi podtrzymać jednakowe wzorce? A przecież nawet nie wiemy, czy poczštki zwierzęcej nekropoli z Tuna-el-Dżebel nie sięgajš jeszcze kilka tysięcy lat głębiej w przeszłoœć.

 

Skrzynie na pawiany

Jeœli idzie o Abydos, to już wiemy. Abydos leży mniej więcej 560 km w górę Nilu od Kairu. Miejsce to jest szczególnie ważne pod wzglgdem archeologicznym, ponieważ tamtejsze grobowce pachodzš z okresu I i II dynastii, a więc z czasów odległych od naszej epoki o 5000 lat. Abydos było centralnym oœrodkiem kultu baga Ozyrysa, któremu powierzono panowanie nad wszystkim, co ziemskie. To on wprowadził na Ziemi takie pożyteczne rzeczy jak uprawa roli i winoroœli, dlatego też ludzie nadali mu przydomek "spełniony". Ozyrys miał brata imieniem Set, który powodowany zawiœciš o uwielbienie, jakim darzono Ozyrysa, zwabił boskiego potomka do skrzyni, zabił, pocišł na kawałki i wrzucił do Nilu. Legenda głosi, że głowa Ozyrysa leży pogrzebana w Abydos. Nic zatem dziwnego. że pierwsi faraonowie kazali kłaœć się na wieczny spaczynek w pobliżu czczonego przez siebie boga. W Abydos otwarto nie tylko znakomicie wykonane pod względem artystycznym groby królewskie, lecz także grobowce dostojników dworskich, wyższych urzędników a nawet kobiet z haremu, którzy musieli towarzyszye swojemu władcy w podróży w zaœwiaty. Przekazy milczš, czy adbywało się to dobrowolnie, czy też nie. Mieć grobowiec w Abydos było wielkim honorem.

Właœnie dlatego nie bardzo można zrozumieć, dlaczego akurat w œwiętej ziemi Abydos leżš tysišce, dziesištki tysięcy mumii psów. Gdy na poczštku tego stulecia archeologowie przebili się przez zasypany kamieniami szyb, natrafili na podziemne korytarze o wysokoœci 1,5 m i szerokoœci 2 m. Korytarze kończyły się komorami grobowymi po sam sufit wypełnionymi ciałami psów. Owinięte w białe płachty zwierzęta leżały jedne na drugich w dziesięciorzędowych stosach. Wydobycie psich zwłok okazało się niemożliwe, mumie rozpadały się przy najlżejszym dotknięciu. W każdym razie wœród piętrzšcych się psich zwłok znaleziono kilka rzymskich kaganków oliwnych z I w. prz.Chr. Pozwala to wnioskować, że psie mumie grzebano w Abydos przez całe tysišelecia aż do czasów rzymskich. Możliwe jest też jednak, że tu tylko rzymscy rabusie grobów z I w. prz.Chr. zostawili w dusznych katakumbach Abydos swoje lampki.

Gdziekolwiek spojrzeć mumie zwierzšt. A przecież to zaledwie wierzcholek góry lodowej. Przypomnijmy sobie: znamy tylko 20% tego, co jest w Sakkara! Niezmordowanemu badaczowi Walterowi Emery'emu, który natrafił na milionowš kolekcję mumu ibisów z Sakkara, udało się dokonać jeszcze jednego spektakularnego odkrycia. Odkopujšc œwištynię z okresu panowania faraona Nektanebo I (ok. 380-322 prz.Chr.) Emery natrafił na niewielkie pomieszczenie, z którego otwierało się zejœcie do niżej połażonyeh korytarzy. Po obu stronach głównego korytarza znajdowały się wykute w skale prostokštne nisze. w każdej z nich stała drewniana skrzynia, a w niej owinięty bandażami pawian. Stopy zwierzšt tkwiły w wapieniu albo gipsie, prawdopodobnie chciano w ten sposób zapobiec przewróceniu się prostokštnych drewnianych sarkofagów: Glówny korytarz długoœci dobrych dwustu metrów wychodził swoim południowym końcem do podłużnego pomieszczenia bez nisz. Emery i jego zespół œwiecili we wszystkie zakamarki, aż odkryli strome schodki. Prowadziły one do niżej położonego lochu, który cišgnšł się bez końca ze wschodu na zachód. Po obu stronach niby nanizane na sznur paciorki widniały szeregi nisz, w każdej stojšcy pionowo drewniany sarkofag z mumiš pawiana w œrodku. Kiedy w jednej z wyżej położanych częœci galerii Emery kazał odwalić gruz, robotnicy natrafili na gipsowe odlewy częœci ludzkiego ciała. W kompletnym nieładzie leżały porozrzucane ręce, nogi, stopy, ale też peruki i całe głowy. Francuski egiptolog Jean Philippe Lauer, swego czasu pracownik ekipy Waltera Emery'ego a dziœ największy znawca Sakkara, stwierdził:

"Bez wštpienia mamy tu do czynienia z 'medycznymi darami

wotywnymi' pozostawionymi przez chorych, szukajšcych uzdrowie-

nta pielgrzymów, którzy robili to bšdŸ dlatego, aby poinformować

bóstwo o rodzaju choroby i dotkniętej niš częœci ciała, bšdŸ jako znak

wdzięcznoœci za dokonane już wyleczenie." [14]

Emery kazał oczyœcić galerię pawianów spodziewajšc się dalszych niespodzianek. Był typem niestrudzonego badacza o instynkcie odkrywcy, porównywalnym z Auguste Mariette'm. I rzeczywiœcie na niższym piętrze katakumby pawianów natrafił na niszę, która stanowiła korytarz łšczšcy jš z nowym podziemnym kompleksem labiryntów. Jeden z korytarzy "wypełniony był od góry do dołu mumiami ibisów w niezniszczonych ceramicznych dzbanach. Tysišce takich mumii blokowały przejœcie." [14] W sezonie wykopalisk 1970/71 Emery natknšł się na zwłoki ptaków drapieżnych: Ogólnš liczbę orłów, jastrzębi, sępów, kruków i wron można było jedynie oszacować. Specjalista Jean Philippe Lauer, który zna "niesanzowitš sieć podziemnych katakumb" z autopsji mówi, że może ona "zapełnie swobodnie iœć w miliony" [14]. Łšcznie - tyle już dziœ wiadomo - Egipcjanie czcili i mumifikowali 38 różnych gatunków ptaków.

Dla Emery'ego nie ulegalo wštpliwoœci, że korytarze muszš mieć jakiœ zwišzek z nadziemnymi budowlami z okresu III dynastii (ok. 2649-2575 prz.Chr.). Los nie był jednak łaskawy i nie dał mu okazji do podbudowania tej teorii dowodami. Emery padł trafiony apopleksjš w czasie prac wykopaliskowych, które zawsze go fascynowały i pochłaniały bez reszty.

 

Mumifikacyjny szał i magia œmierci

Ktokolwiek zastanowi się nad nakładem sil i œrodków, z jakim Egipcjanie sporzšdzali te miliony zwierzęcych mumii, musi popaœć w rozterkę. Może sš to czczone formy życia, poœwięcone bogom? Tak to chyba musiało być. Taka krowa na przykład do dzisiaj jest uważana przez Hindusów za œwięte zwierzę. A jednak Hindusom nie przyszło do głowy, aby nacierać martwe zwierzę drogimi przyprawami, mozolnie doprowadzać do wyschnięcia, w skomplikowany sposób bandażować, umieszczać w monstrualnych sarkofagach i chować w grobowcach, które wczeœniej trzeba w pocie czoła wyciosać w skałach. (Tak na marginesie: u Egipcjan krowa także byrła œwięta. Kto od kogo przejšł ten zwyczaj?)

W kraju nad Nilem mumifikowano nie tylko ptaki, pawiany i psy, w kanopach znaleziono też jaja ibisów, niekiedy nawet czterdzieœci albo sto, każde osobno, starannie owinięte w materię. W nekropoli Tebtynis, podziemnym cmentarzu położonym po zachodniej stronie Nilu w oazie Fajum, naliczono ponad 200 tys. (sici) zmumifikowanych krokodyli! Wœród rozpadajšcych się i wyjedzonych przez owady ciał krokodyli gliniane dzbany pełne starannie opaltowanych krokodylich jaj. Dzięki przekazom starożytnych dziejopisów (Herodota i innych) znamy nazwę jeszcze potężniejszego labiryntu poœwięconego czczonym jako œwięte krokodylom: Sucheum. Do dziœ nie udało się go zlokalizować.

Mumifikacyjny szał nie oszczędził nawet węży i żab. Najróżniejsze gatunki jadowitych węży, od których w Egipcie wprost się roiło, nacierano wonnymi maœciami, owijano cienkimi paskami Inu i wkładano do długich drewnianych sarkofagów. Zmumifikowane żaby wciskano w bandażach do niewielkich pojemników z bršzu. A kapłani z miasta Esna, położonego 50 km na północ od dzisiejszego Luksoru wręcz specjalizowali się w mumufkowaniu ryb. Znaleziono ich dziesištki tysięcy, wszystkie starannie obandażowane, złożone w specjalnej rybiej nekropoli 10 km na zachód od Esna.

Z dzisiejszego punktu widzenia absurdalny bzik Egipcjan na punkcie mumifikacji zrozumiały jest tylko wówczas, kiedy przyjmiemy motywację religijnš. Uważali te zwierzęta za œwięte i wierzyli, iż także biedne bydlštka majš w sobie pierwiastek ka, i że to ka potrzebuje w nowym życiu swajej doczesnej powłoki cielesnej. Z ekonomicznego punktu widzenia było to czyste szaleństwo. W mumie i wszystkie dodatkowe szykany zainwestowano ogromne iloœci wartoœciowych przedmiotów oraz niewyobraŸalnš liczbę roboczogodzin. Po co? Dla wysuszonych doczesnych szczštków, o których Egipcjanie wiedzieli już z tysišcletniego a także powszedniego doœwiadczenia, że nic się z nimi nie dzieje? Zawartoœć żadnego z bandaży nie ożyła sama z siebie, żadna krokodyla mumia nie wysupłała się z lnianych taœm, z głuchej ciszy nekropoli nie dobiegało żadne wycie psa. Nie ma najmniejszych wštpliwoœci, że Egipcjanie uprawiali swój kult zwierzšt jeszcze w czasach prehistorycznych. Nie jest to bynajmniej przypływ weny kapłanów faraona. Jaka wiara lab zabobon były tak przemożne, iż przetrwały przez tysišce lat egipskiej historii?

To samo pytanie nie dawało spokoju już starożytnym dziejopisom. W 86. rozdziale pierwszej księgi Diodor Sycylijski pisze:

"Ten wspaniały i przekraczajšcy wszelkš znanš wiarę egipski kult

zwierzšt wprawia w wielkie zakłopotanie tych, którzy zwykli zgłębiać

przyczynę rzeczy. Poglšd, jaki majš na ten temat kapłani, musi być

utrzymany w tajemnicy, jak to już wspomnieliœmy przy okazji

omawiania ich wiary w bóstwa, atoli lud egipski podaje trzy

następujšce przyczyny, z których pierwsza jest całkowicie legendarna

i odpowiada jedynie naiwnoœci dawnych czasów. Powiadajš oni

mianowicie, iż pradawni bogowie, którzy ze względu na swš niewielkš

liczbę ulegli mnogoœci i wojowniczoœci zrodzonych na ziemi ludzi,

przybrali postać pewnych zwierzšt i tylko w ten sposób udało im się

ujœć okrucieństwu i gwałtownoœci mieszkańców Ziemi. Kiedy potem

w tej postaci zdobyli panowanie nad całym Kosmosem i wszystkimi

istotami, mieli ponoć okazać wdzięcznoœć tym zwierzętom, które

przyczyniły się do ich uratowania, i ogłosili je œwiętymi.

Jako drugš przyczynę lud podaje co następuje: W pradawnych

czasach, powiadajš, Egipcjanie przegrali z powodu bałaganu panujš-

cego w ich wojskach wiele bitew i dlatego wpadli na pomysł, by

poszczególnym oddziałom nadawać znak. Otóż sporzšdzili jakoby

podobizny zwierzšt, które dzisiaj jeszcze czczš, zatknęli je na

włóczniach i dali do niesienia dowódcom, tak że od tej chwili każdy

wiedział, do jakiego oddziału należy. [...]

Za trzeciš przyczynę podajš korzyœć, jakš każde z tych zwierzšt

przynosi ludzkiemu rodowi i każdemu z osobna." [6]

Wszystko to, jak wyraŸnie podkreœla Diodor Sycylijski, to poglšd ludu, ponieważ wiedza kapłanów na temat pochodzenia kultu zwierzšt "musi być utrzymana w tajemnicy". Już wtedy!

Rzymski pisarz Lukian z Samosat (ur. ok. 120 r. po Chr.), który w podeszłym już wieku został mianowany cesarskim sekretarzem w Egipcie, pisze, iż egipski kult zwierzšt bierze swój poczštek z astrologii. Egipcjanie mieli podobno w różnych częœciach kraju czcić różne znaki zodiaku na niebie i przenosić je na występujšce na danym terenie zwierzęta. Inni pisarze antyczni zaprzeczajš tej tezie twierdzšc, iż zwierzęta czczono w Egipcie z lęku i obawy, lub też z powodu czynionych przez nie rzekomo cudów. Diodor Sycylijski opisuje jeden z takich cudów:

"W obiegu jest jednak jeszcze inna legenda o tych zwierzętach.

Mianowicie starożytny król zwany Menasem miał podobno uciec

przeœladowany przez własne psy nadjezioro Mojrisa, gdzie w cudow-

ny sposób został wzięty na grzbiet przez krokodyla i przeprawiony na

drugi brzeg." [6]

Same legendy i bajki ze œwiata ludzkiej fantazji, chciałoby się stwierdzić ironicznie. Czy coœ się za tym kryje? Jakaœ fałszywie zinterpretowana pradawna prawda, znana jedynie kapłanom i wtajemniczonym? Dr Theodor Hopfner, specjalista, który już przed siedemdziesięciu laty szczegółowo zajmował się sprawš kultu zwierzšt u starożytnych Egipcjan i znał wszelkie dostępne przekazy antycznych autorów, reasumował:

"Żaden z tych faktów nie wyjaœnia, jak to się stało, że Egipcjanie

w ogóle wpadli na pomysł upatrywania w zwierzętach ucieleœnienia

bogów. Przyczynš powstania kultu zwierzšt w równie małym stopniu

co ucieleœnianie przez nie bogów może być też ucieleœnianie przez nie

dusz zmarłych, tak samo jak w odniesieniu do Egiptu [...] w ogóle nie

może być mowy o koncepcji wędrówki dusz." [12]

I co teraz? Ciekawy w tym wszystkim jest fakt, że w obrębie jednego gatunku tylko konkretne egzemplarze uznawano za œwięte. Nie każda gazela, nie każdy pies i nie byle jaka krowa i byk, lecz tylko pojedyncze sztuki opatrywane były przez kapłanów boskš pieczęciš. Na temat byka Apisa w czarno-białe łaty pisze Herodot:

"A takie sš cechy tego byczka, nazywanego Apisem: będšc zresztš

czarny, ma na czole czworokštnš białš plamę, na grzbiecie wizerunek

orła, na ogonie podwójne włosy, a pod językiem znak podobny do

skarabeusza."

Ten całkiem szczególny byk - i tylko on! - czczony był już w Egipcie prehistorycznym. Nieznani pierwotni mieszkańcy tego kraju widzieli w œwiętym byku przybysza z Kosmosu, dzieło boga Ptaha. Ten najwczeœniejszy kult zaœwiadczajš plakietki z ozdobionymi gwiazdami głowami byków, które znaleziono pod Abydos, czy też złote tarcze słoneczne, które umieszczano między rogami byków Apisów. Grecki historyk i filozof Plutarch (ur. ok. 50 r. po Chr.) pisze, iż œwięty byk nie został powołany do życia w sposób naturalny, lecz przez promień Księżyca, który przyszedł z nieba. Tego rodzaju poglšdy znajdujš swoje potwierdzenie na jednej ze stel, które Auguste Mariette znalazł w Sarapeum. Na temat Apisa było tam napisane: "Nie masz ojca, zostałeœ stworzony przez Niebo." Również Herodot cytuje taki przekaz:

"Egipcjanie mówiš, że promień z nieba spływa na krowę i z tego rodzi

ona Apisa."

Kiedyœ tam w zamierzchłych czasach podejrzani bogowie igrali z bykami (i innymi zwierzętami) i działo się to w okresie, "którego nie jesteœmy w stanie okreœlić historycznie" [15]. Tak więc sygnał startowy dla kultu zwierzšt umieszczać należy w sferze mitycznej, okrytej mgłš sprzecznych ze sobš działań bogów, których nie potrafił zrozumieć żaden człowiek. Bogowie ci, majšcy pozaziemskie pochodzenie, dokonywali rzeczy niemożliwych, dla zwykłych ludzi niepojętych. Budzili zwierzęta do życia - a któż coœ takiego potrafi? - żyli w powłokach zwierzšt, działali posługujšc się zwierzętami. Zwierzęta przynosiły bogom informacje o ludziach, zwierzęta wspomagały bogów w walkach, jakie prowadzili ze sobš i z ludŸmi. Boski był też sposób tworzenia nowych zwierzšt, krzyżowanie ze sobš gatunków, jakiego w naturze nie było. Boskiego pochodzenia sš wszystkie istoty mieszane, potwory i różnorakie sfinksy. Było tego trochę za dużo jak na ograniczony umysł ludzi, którzy ledwie co wyszli z epoki kamiennej. Także ludzka fantazja, żeby była nawet nie wiedzieć jak bogata i rozbuchana potrzebuje impulsów. Nic nie bierze się z niczego, nawet rzeczy fantastyczne.

 

Zwierzęta na deskach projektantów

W swojej ostatniej ksišżce [16] dałem wyraz pewnemu podejrzeniu, które od tego czasu jeszcze się tylko wzmocniło i które, jak można udowodnić, w zadziwiajšcy sposób łšczy się z kultem zwierzšt u starożytnych ludów. Omawiałern rozwój i przyszłe naożliwoœci technologii genowej, uœwiadamiałem Czytelnikom, iż w niedaiektej przyszłoœci technicy genetyczni będš zdolni stworzyć nowe rodzaje istot i krzyżować ze sobš już istniejšce. Oto cytat:

"Rozwój zawsze następuje skokowo, dowodzšc nierzadko, że praktyka może wyprzedzać najœmielsze spekulacje. W kwietniu 1987 roku amerykański urzšd patentawy (US Patent and Trademark Office) oœwiadczył, że w przyszłoœci ochronš patentowš będš także objęte 'wielokomórkowe organizmy żywe', o ile zostanš oparte na programie genetycznym, nie występujšcym w przyrodzie. Zalegalizowano więc w końcu osišgnięcie, które praktykowano już od dawna. Do marca 1987 roku zgłoszono w USA do patentu ponad 200 drobnoustrojów przeobrażonych genetycznie - jedne mogły na przykład neutralizować wycieki ropy naftowej, inne produkować insulinę. W kwietniu 1987 przedstawiono 15 wniosków patentowych na zwierzęta, które nie występujš w przyrodzie. Na przykład naukowcom z Uniwersytetu Kalifornijskiego udało się uzyskać na drodze biotechniki mieszańca kozy i owcy - kozoowcę. Zwierzę to ma przód owcy, tył kozy. Przerażonych krytyków tej metody uspokojono oœwiadczeniem, że monstrum jest tylko prototypem serii - kalifornijscy projektanci zwierzšt pracujš nad ulepszeniem tego modelu.

Kto więc będzie miał jeszeze czelnoœć twierdzić, że nigdy nie było latajšcych koni? Latajšce myszy (nietoperze) i latajšce ryby istniejš od tysišcleci. Można sobie tylko zadać pytanie, czy wyrodki te sš produktami ewolucji, czy może pochodzš z laboratoriów istot pozaziemskich." [16]

To było przed dwoma laty. Wskazówki zegara przesunęły słę do przodu.

W roku 1976 w Kaliforni powstała firma GENENTECH. Zamierzano przebadać praktyczne zastosowanie lekarstw uzyskanych drogš manipulacji genetycznych i sprawdzić je pod kštem komercyjnym. W pierwszych latach istnienia firma wykazywała jedynie wydatki na inwestycje i płace dla pracowników, nikt tak właœciwie nie wierzył w powodzenie przedsięwzięcia. Tymczasem roczny obrót frmy osišgnšł 250 mln dolarów, GENENTECH od dawna już jest na plusie, a na œwiecie powstało trzysta podobnych firm. Co produkujš? W jaki to diabelski sposób zaatakował tym razem bezduszny kapitalizm? Już w roku 1979 udało się firmie GENENTECH sklonować ludzkš insulinę, w rok póŸniej doszło do sklonowania interferonu-alfa. Krótko potem wytworzony został metodš manipulacji genetycznej preparat protropina, ludzki hornnon wzrostu, którym można usuwać zaburzenia rozwoju u dzieci.

Na te i inne produkty wydaje się licencje, licencje z kolei przynoszš pienišdze. GENENTECH spodziewa się wkrótce uzyskać patent na preparat, który dokonuje cudów w gojeniu ran. Zupełne jak u mitologicznych bogów - hokus-pokus i rany zabliŸniajš się niemal z dnia na dzień.

Dnia 13 czerwca 1988 gazeta "Die Welt" doniosła:

"Jeden z najbardziej ambitnych projektów biologii molekularnej,

mianowicie kompletne rozszyfrowanie ludzkiego materiału genetycz-

nego, zaczyna przyjniować konkretne formy. Na trzy miliardy

dolarów ocgnia się łšczne koszty realizacji projektu GENOM, który

od trzech lat stanowi temat zażartych dyskusji naukowców. [...]

Z użyciem niesłychanej liczby personelu, aparatury i pieniędzy

naukowcy zamierzajš w cišgu kilku lat zanalizować aż po najmniejsze

składniki cały ludzki materiał genetyczny." [17]

I na pewno im się uda. Człowiek z probówki już puka do drzwi. Projekt GENOM dotyczyć ma jednak nie tylko człowieka, ale także "innych organizmów". W końcu jesteœmy przecież wszyscy ze sobš spokrewnieni, czyż nie tak? Genetycy z uniwersytetu w Teksasie pracujš już nawet nad procedurš pozwalajšcš natychmiast odróżnić zwierzęta "oryginalne" czy "prawdziwe" od powstałych w wyniku manipulacji genetycznej. Sprawa jest banalna. Wystarczy dołšczyć do zmienionych genów jeden dodatkowy gen, który powoduje wydzielanie lucyferazy, to jest enzymu, któremu robaczek œwiętojański zawdzięcza œwiecenie. Enzym jest dziedziczony w następnym i wszystkich kolejnych pokoleniach, wszyscy potomkowie majš gen lucyferazy. Zwykłe pobranie próbki tkanki wystarczy do stwierdzenia, czy dane zwierzę pochodzi w którymœ tam z kolei pokoleniu od genetycznie przerobionego przodka. Pod wpływem okreœlonych chemikaliów próbka tkanki zaczyna po prostu œwiecić.

Zawsze było dla mnie zagadkowe, w jaki sposób mityczni bogowie potrafili z miejsca odróżnić konkretne stworzenia od innych tego samego gatunku. Zagadka zaczyna się wyjaœniać.

Dr Tony Flint, dyrektor londyńskiego ogrodu zoologicznego, założył niedawno "bank zwierzšt". Nie, zwierzęta wcale nie muszš tam odkładać pieniędzy czy załatwiać interesów giełdowych. "Bank zwierzšt" przechowuje komórki jajowe, nasienie, embriony oraz materiał genetyczny gatunków, które zagrożone sš wymarciem w cišgu najbliższych dwudziestu lat. Wszystko po to, aby genetycy przyszłoœci mogli je ponownie powołać do życia.

Pozdrowienia od bogów!

 

Maneton i Euzebiusz - dwaj œwiadkowie

Czy to naprawdę za bardzo nacišgane, zbyt spekulatywne, takie przenoszenie bliskiej przyszłoœci w mitycznš przeszłoœć? Czy jedno nie ma z drugim nic, ale to zupełnie nic wspólnego? Czy specjalny byk Apis mógł powstać wskutek manipulacji genetycznej? Chciałbym dopuœcić teraz do głosu dwóch œwiadków, którzy sš o parę tysięcy lat starsi ode mnie.

Imię pierwszego z nich brzmi Maneton. Był on naczelnym kapłanem i pisarzem œwiętych sanktuariów w Egipcie. U greckiego historyka Plutarcha Maneton wymieniony jest jako współczesny pierwszego króla z okresu panowania Ptolemeuszów (304-282 prz.Chr.). Jak pisze Herodot, król ten kazał przetransportować do Aleksandrii ciężkš rzeŸbę i kapłan Maneton był jedynym, który potrafił mu objaœnić, iż "zagadkowa postać to Serapis" [18]. Maneton żył w Sebennytos, mieœcie położonym w delcie Nilu, tam też napisał swoje trzytomowe dzieło o historii Egiptu. Jako naoczny œwiadek uczestniczył w zmierzchu liczšcego 3000 lat państwa faraonów, jako wtajemniczony napisał kronikę jego bogów i królów. Pierwotny tekst dzieła Manetona zaginšł, lecz istotne jego fragmenty włšczył do swoich ksišg grecki historyk Sekstus Juliusz Afrykański (zm. w 240 r. po Chr.)

Drugi œwiadek jest także historykiem, nazywa się Euzebiusz, zmarł w roku 339 po Chr. i był zarazem biskupem Cezarei, przeszedł też do historii Koœcioła jako kronikarz wczesnochrzeœcijański. Również Euzebiusz obficie cytuje z dzieł Manetona, cytuje też z wielu innych Ÿródeł, jak podaje w przedmowie do swoich Tablic chronologicznych:

"Zapoznałem się z licznymi dziełami historycznymi moich poprze-

dników, znam przekazy Chaldejczyków i Asyryjczyków, znam też

przekazy Egipcjan." [19]

Maneton i Euzebiusz uzupełniajš się w licznych przekazach, jakkolwiek Euzebiusz częstokroć zapuszcza się w chrzeœcijańskie interpretacje tam, gdzie Maneton podaje suche liczby i nazwiska. Maneton zaczyna swojš historię od wyliczenia bogów i półbogów, przy czym podaje lata panowania tych postaci, które powinny przejšć dreszczem naszych archeologów [20]. 13900 lat mieli panować nad Egiptem bogowie, zaœ następujšcy po nich półbogowie łšcznie dalszych 11000 lat. (Powrócę jeszcze do tej sprawy w innym miejscu.) Bogowie, jak pisze Maneton, stworzyli różne istoty, potwory i hybrydy wszelkiego rodzaju. Dokładnie to samo potwierdza ksišżę Koœcioła Euzebiusz:

"I były tamże różne inne potwory, z których częœć była stworzona

sama i wyposażona w dajšce życie formy, i wytwarzali też ludzi,

z podwójnymi skrzydłami, do tego też innych z czterema skrzydłami

i dwoma obliczami, i z jednym ciałem i dwiema głowami, kobiety

i mężczyzn, i podwójnej natury, męskiej i żeńskiej, dalej też innych

ludzi, z udami kóz i rogami na głowie, i jeszcze innych z końskimi

kopytami i innych o postaci końskiej z tyłu a ludzkiej z przodu, jakš

majš hipocentaury. Wytwarzali też byki z głowami ludzkimi, i psy

o cztercch tułowiach, których ogony wystawały z tylnych częœci ciała na

podobieństwo rybich ogonów, także konie z głowami psimi i ludzi, jak też

inne potwory, o głowach końskich i ciałach ludzkich z ogonami rybimi;

do tego dalej różne smokopodobne monstra i ryby oraz gady i węże,

i mnóstwo dziwacznych istot różnego rodzaju i różnie uformowanych,

których wizerunki przechowywali obok innych w œwištyni Belosa." [19]

 

Gdziekolwiek spojrzeć - hybrydy

Nie ma co, zabił nam klina Euzebiusz tym swoim stwierdzeniem! Trzeba to przeczytać dwa albo nawet trzy razy, dobrze posmakować zanim niesamowitoœć tej informacji zacznie docierać do komórek mózgowych. JAK to z tym wtedy było? Jacyœ ludzie "z podwójnymi skrzydłami"? Wszystko bzdura? To dlaczego w takim razie ze stel i pomników spoglšdajš na nas ich podobizny? Tyle tylko że nie majš etykietki "ludzie o podwójnych skrzydłach" - nasza współczesna archeologia, której brakuje zrozumienia dlajakiejkolwiek fantastycznej rzeczywistoœci nazywa je "skrzydlatymi geniuszami". "Ludzie z kozimi udami i rogami na głowie" - bzdura do kwadratu? To może by tak łaskawie rzucić okiem na sumeryjskie i asyryjskie pieczęcie cylindryczne oraz na œciany œwištyń? Wizerunków takich chimer sš tysišce. Również "ludzie z końskimi kopytami" i centaury - półludzie-półkonie - uwieczniono na starożytnych wizerunkach. Aha, i mielibyjeszcze wytwarzać "byki z ludzkimi głowami"? Boski Apisie, ratuj! W Luwrze każdy może podziwiać trzy niewielkie figurki zaledwie 10 cm wysokoœci. Datuje się je mniej więcej na rok 2200 prz.Chr. (Wspomnijmy w tym miejscu także o potworze z Krety, Minotaurze. Był to byk o głowie człowieka, dla którego wybudowano słynny labirynt.) Miały też być podobno "psy o rybich ogonach" i inne "potwory" oraz "mnóstwo dziwacznych istot". Chwała ci, o Sfinksie! Słyszšc słowo sfinks każdy myœli od razu o tej gigantycznej lwiej postaci z ludzkš głowš usytuowanej w pobliżu wielkich piramid w Giza. Lecz, przyjaciele, sfinksy występujš we wszystkich możliwych wariacjach! Ciało lwa z głowš barana, psy i kozły z głowami ludzkimi, barany o ptasich głowach, ludzie o głowaćh krokodyli itd. Spoglšdajš na nas sfinksy, całe aleje najróżniejszych sfinksów wydarte spod piasków pustyni, sfnksy na œcianach œwištyń. Szczególnie dziwne istoty wyryto w œcianie niewielkiej bocznej œwištyni w dzisiejszym Dendera w œrodkowym Egipcie. Majš głowy lwów lub pawianów o długich grzywach, szczupłe; niemalże ludzkie torsy, lecz ich ciała kończš się ogonami węży. Kuriazalne hybrydy należšce do bogini Hathor, wspierajš się elegancko na podwójnie zwiniętych ogonach. "Dziwaczne istoty", jak pisze Euzebiusz, "różnego rodzaju i różnie uformowane".

Kto choć raz przechadzał się po jakimœ większyan muzeum, choć raz przekartkował albumy na temat Sumeru, Aszuru czy Egiptu, ten mógłby zanucić hymn pochwalny na temat "Dziwasznych istot". Oto w muzeum w Bagdadzie stoi figurka "starożytnej bogini". Ciało kobiety o drobnych piersiach... i głowie potwora. W Staatliche Museen w Berlinie Wschodnim wystawiono zrekonstruowanš bramę babilońskiej œwištyni bogini Isztar. Na emaliowanej niebiesko-żółto-bršzowej ceglanej œcianie widniejš pokryte łuskami bajkawe stwory o długich ogonach i nienaturalnie długich szyjach. Przednie kończyny przypominajš łapy lwów, tylne przypominajš zakończone szponami nogi orła. Wizerunki te miały podobno powstać około roku 600 prz.Chr. Na jednej z sumeryjskich pieczęci, którš można dziœ oglšdać w paryskim Luwrze, a także na paletce do szminek z Muzeum Egipskiego w Kairze rozpoznać można czworonożne stworzenia o długich, wygiętych szyjach zakończonych wężowymi głowami. Ewolucja nigdy nie stworzyła tak absurdalnych hybryd. Swobodna fantazja twórcza? To dlaczego ludzie trzymajš te stworzenia na krótkich smyczach? Również w Luwrze stoi majšcy 23 cm wysokoœci "kubek Gudei", pochodzšcy mniej więcej z roku 2200 prz.Chr. Na kubku wygrawerowano mieszańca całkiem szczególnego rodzaju: ptasie szpony u nóg, ciało węża, ludzkie ręce, skrzydła oraz głowa smoka ("do tego dalej. różne snaokopodne monstra"). Na miniaturowej steli wysokoœci 20 cm widnieje "skrzydlata bogini": apetyczne ciało kobiety, twarz dziewczęcia, zgrabne dłonie, zupełnie jakby chodziło o zwyczajnš damę. Tylko skrzydła na plecaeh i obrzydliwe ptasie szpony zamiast stóp zakłócajš powabny wizerunek.

Doprawdy nie można się uskarżać na brak plastycznych przedstawień owych "dziwacznych istot". Czy to w Muzeum Asutosh w Kalkucie, w Muzeum Archeologicznym w Ankarze, czy Muzeum Delfickim w Grecji, albo Metropolitan Museum w Nowym Jorku - wszędzie hybrydy i potwory do wyboru do koloru.

Na jednym z reliefów asyryjskiego króla Asurnazirpala (British Museum) silnej budowy człowiek prowadzi na postronku osobliwe zwierzę. Kroczy ono niby małpa na dwóch nogach, łapy kończš się rybimi płetwami. Również w British Museum stoi czarny obelisk asyryjskiego króla Salamanasara II. Za słoniem idš dwie niewielkiego wzrostu postacie przypominajšce dzieci. Małe stworki o ludzkich głowach majš nogi i stopy zwierzšt, prowadzone sš przez dwóch pilnujšcych. Na innym fragmencie tego samego obelisku widzimy dwie podobne do sfinksów postaeie - z ludzkimi głowami. Nic szczególnego? To dlaczego jedna z nich ssie kciuk, dlaczego prowadzi się je na łańcuchach, i dlaczego wyryty tekst informuje o "człekokształtnych zwierzętach prowadzonych do niewoli"?

Nawet w dalekiej Ameryce Œrodkowej i Południowej nie brakuje plastycznych przedstawień takich hybryd. Czy to będš Olmekowie, Majowie czy Aztekowie, zawsze na œcianach œwištyń czy w kodeksach pojawiajš się przerażajšce wizerunki człekopodobnych stworów. Zawsze w połšczeniu z dumnymi bogami. Przed osiemnastoma laty sfotografowałem w kolekcji starego ojca Crespiego w Cuenca w Ekwadorze różne metalowe tablżcżki przedstawiajšce nieokreœlone istoty. Nieżyjšcy już dziœ duchowny twierdził, że otrzymał ten kuriozalny zbiór tabliczek wykonanych z inkaskich stopów złota, miedzi i cynku od Indios. A latem roku 1988, na północy Peru, pod miejscowoœciš Sipan dokonano najbardziej sensacyjnego odkrycia ostatniego okresu. Peruwiańscy archeolodzy znaleŸli nietknięty grób kapłana-księcia z kultury Moche. (Kultura Indian Moche powstała na wybrzeżu Peru mniej więcej w okresie narodzin Chrystusa.) W drewnianym sarkofagu leżał bogato przyozdobiony biżuteriš, sznurami pereł, ceramikš i przedmiotami ze złota ksišżę, który zmarł mniej więcej w wieku trzydziestu pięciu lat. W tym samym rodzinnym grobowcu znaleziono cztery dalsze sarkofagi mężczyzn i kobiet, zaœ kilka metrów nad właœciwym grobem zawinięty w bawełniane płachty szkielet mężczyzny. Na metrowej długoœci berle z miedzi widniał wizerunek, którego wyrazistoœć nie pozostawiała cienia wštpliwoœci: kobieta kopulujšca z hybrydš - półkotem-półgadem.

Oprócz tych dosyć jednoznacznych przedstawień istniejš z pewnoœciš niezliczone formy istot mieszanych, których ludzkie oko nigdy nie zobaczy. Historia kultury wielu ludów dostarcza potwierdzenia na imaginacyjne przechodzenie jednej przerażajšcej istoty w drugš. Centaur na przykład całkiem spokojnie mógł się wzišć od schematycznego przedstawienia rumaka i rycerza, którzy w wyobraŸni artysty stopili się w jedno. Również geneza powstania Pegaza ma pewnie swoje korzenie w ludzkim pragnieniu, by mieć latajšcego rumaka.

Grecki poeta Homer (ur. ok. roku 800 prz.Chr.) przy okazji przygód Odyseusza opisuje syreny, które tak cudownie œpiewały, iż żeglarze zapominali o celu swej podróży. Chociaż sam Homer nie opisuje wyglšdu tych syren, póŸniejsi autorzy zrobili z nich uskrzydlone kobiety o rybim ogonie zamiast nóg. Wizerunki syren odnaleŸć można w całej historii sztuki, chociaż żaden artysta nigdy na własne oczy syreny nie widział. Nawet niemiecka baœń o Lorelei zawdzięcza swoje pochodzenie starożytnym syrenom.

Hybrydy wchodzš do literatury poczynajšc od starożytnoœci aż po współczesne bajki dla dzieci. Grek Hezjod (ur. ok. 700 r. prz.Chr.) podał opis Meduzy, z której głowy wyrastało kłębowisko węży i której spojrzenie było tak straszliwe, że ludzie obracali się w kamień. Goethe w Nocy Walpurgii każe uwodzicielce Adama zmienić się w węża z głowš kobiety zaœ u Elliotta Smitha chiński smok staje się skrzyżowaniem węża, krokodyla, lwa i orła [21].

To i nie tylko to bierze się z bogactwa ludzkiej wyobraŸni, bez której nie obejdzie się żadna baœń. Mnie chodzi jednak o coœ więcej. Szukam wspólnej genezy tej wyobraŸni, kluczyka stacyjki, po którego przekręceniu wszystkie te cuda znalazły się w œwiecie naszych wyobrażeń. W końcu to przecież nie tylko Maneton i ksišżę Koœcioła Euzebiusz piszš o "dziwacznych istotach", lecz także Plutarch, Strabon, Platon, Tacyt, Diodor oraz - wielokrotnie napomykajšcy, że nie może bšdŸ nie chce o tym mówić - Herodot.

Skołowanemu rozumowi pozostajš tylko dwa sposoby podejœcia do przekazów i przedstawień plastycznych dotyczšcych owych hybrydowatych istot:

1. Nigdy takich stworów nie było. Wszystkie bez wyjštku sš

wytworem ludzkiej fantazji. A zatem starożytni malarze, rzeŸbiarze

i autorzy po prostu przesadzajš.

2. Tego rodzaju istoty mieszane kiedyœ naprawdę istniały. W tym

przypadku te "dziwaczne istoty" [Euzebiusz] mogły powstać wyłšcz-

nie w wyniku modelowania genetycznego. Każdy inny wniosek jest

wykluczony, ponieważ ewolucja nie zdołałaby wyprodukować takich

monstrów. Narzšdy rozrodcze oraz chromosomy u różnych zwierzšt

różniš się między sobš, a więc kojarzenie się ich między sobš nic by nie

dało. Jasne?

Nie można chodzić po deszczu i nie zostać zmoczonym. Zajmujšc się "dziwacznymi istotami" chodziłem po ulewie i przemokłem do suchej nitki. Stojšc przez cały czas mocno nogami na ziemi unikałem zeœliznięcia się w nierzeczywistoœć. O tak, tak, już myœl, że opisywane przez Euzebiusza i innych potwory ("różnego rodzaju i różnie uformowane") mogły w ogóle istnieć, jest sama w sobie nierzeczywista. Przywykły do znanych przedstawicieli œwiata przyrody umysł buntuje się przed braniem pod uwagę menażerii złożonej z żywych potworów. Wiem, że nie uniknę zarzutów, iż zmieniam w rzeczywistoœć swoje własne życzenia. Ale czy nie jestem w zupełnie niezłym towarzystwie, jak dowodzi tego przykład autorów starożytnoœci? Czyżby przypuszczenie, że te "dziwaczne istoty" żyły stanowiło dowód na to, że nie żyły? Czy historyczne przekazy muszš być nieprawdziwe tylko dlatego, że przynależš do œwiata legend? A kto sprawił, że te przekazy okrojono do wymiaru legendy? Czy to aby nie nasz ograniczony rozum? Czy to nie zasklepiony w sobie i œciœle okreœlony horyzont logiki uniwersalnej, która w każdym pokoleniu wskazuje, jak daleko wolno nam się posunšć myœlš? Przypuszczam raczej, iż wiele z tego, co zbywamyjako niewiarygodne i sprzeczne z rozsšdkiem, było kiedyœ przeżytš przez ludzi historiš. Rzymski filozof Lucjusz Apulejusz, który żył w drugim stuleciu przed Chrystusem i podróżował także po Egipcie napisał: "O, Egipcie, Egipcie! Z twojej wiedzy pozostanš tylko bajki, które przyszłym pokoleniom wydawać się będš nie do wiary." Niech pewna bajeczka rodem z wiecznie młodej science fiction wprowadzi nieco jasnoœci w tę materię.

 

Model rodem z science fiction

Był sobie czas, kiedy na Ziemi panowali bogowie. Ludzie nie mieli pojęcia, kim ci bogowie sš ani skšd przybyli. Ledwie przestawszy być zwierzętami tępo patrzyli przed siebie. Bogowie mieszkali w niebie, gdzieœ tam wysoko wœród gwiazd.

Tam, w pasie planetoid między Marsem a Jowiszem, kosmici zakotwiczyli swój macierzysty statek. Długa podróż międzygwiezdna pochłonęła mnóstwo energii, teraz trzeba było poczynić przygotowania do dalszego lotu, wydobyć potrzebne surowce, przetworzyć je, załadować. Toteż bogom nie pozostało nic innego, jak trwać w naszym układzie słonecznym przez kilka stuleci. Leniwie mijały lata, wkrótce bogowie zaczęli się nudzić. Szukali jakiejœ odmiany, rozrywki, wynajdowali zabawy i rozgrywali zawody. Ludzkie pojęcia moralnoœci czy etyka w dzisiejszym rozumieniu tego słowa były im zupełnie obce. Czuli i myœleli w zupełnie innych wymiarach, Ziemia była dla nich błoniem, placem zabaw.

Pewnego dnia Ptah, projektant narzšdów, zaprojektował na rysownicy nowš istotę. Genetyczny materiał wyjœciowy pochodził z dwóch bezrozumnych istot ziemskich. Kombinacja pomiędzy lwem a owcš dała roœlinożerne stworzenie o pazurach i szybkoœci poruszania się lwa. Ku oburzeniu Ptaha prawdziwy lew rozszarpał boskie stworzenie. Coœ niesłychanego!

- Rozum owcy nie mógł sprostać ziemskiemu drapieżnikowi - powiedział Chnum do Ptaha. - Spróţuj jeszcze raz z korpusem lwa i czaszkš byka.

Ten potwór przeżył, ziemskie lwy schodziły mu z drogi.

Ptah już zamierzał fetować zwycięstwo, kiedy wydarzyłi się coœ niepojętego. Prymitywne dwunogi zebrały się w gromadg, dzidami i procami położyły potwora. Jak błyskawrca spadł Ptah na niezdarngch ludzi i ukarał nie rozumiejšcych.

Rada bogów postawiła Ptahowi mnóstwo zarzutów:

- Błędem jest karać ludzi za czyn, o którego negatywnych skutkach nie zostali ostrzeżeni.

Ptah uznał tę rację i zaczšł swoje nowe twory znakować, każdej "dziwacznej istocie" wszczepiał widoczny znak, jasny czworobok na czole albo dwa œwiecšce rogi na skroniach. Teraz ludzie już wiedzieli, które stworzenia sš własnoœciš bogów, a które wolno im zabijać i zjadać. Dla kosmitów skończyła się nuda. RaŸno rzucili się do projektowania przerażajšcych stworów "różnego rodzaju i różnie uformowanych". Studiowali ich zachowanie, ich pożytecznoœć, pozwalali zwierzętom œcierać się ze sobš w naturalnym otoczeniu, z wielkim rozbawieniem obserwowali reakcje zdumionych ludzi.

Wreszcie macierzysty statek był już po brzegi załadowany surowcami, można było wyruszać ku nowym krańcom Wszechœwiata. Na Ziemi pozostali zgięci w pokłonie ludzie ze znanymi sobie od zawsze zwierzętami... i stworzonymi przez bogów potworami. Kapłani jako pierwsi pojęli, że bogów już nie ma. Onieœmieleni i niepewni nie mieli odwagi podnieœć ręki na któreœ z boskich stworzeń. Przemijały kolejne pokolenia, wiele boskich zwierzšt wymarła, inne "wyposażone w dajšce życie formy" [Euzebiusz] zmieniły się, poszły do niewoli lub były rozmieszczane jako zwierzęta œwištynne. Kapłani podtrzymywali wiedzę o okreœlonych, zastrzeżonych wyłšcznie dla bogów stworzeniach. Ponieważ zaœ obawiali się nie zapowiedzianego i nagłego powratu bogów, podejrzliwie przyglšdali się wszelkiemu ruchowi na nocnym firmamencie. Nowicjuszom bezustannie zlecano rozglšdanie sig po kraju za boskimi zwierzętami i sprowadzanie ich do œwištyń, aby można była złożyć należny im hołd. Jest chyba oczywiste, że zmarłe egzemplarze z całš pompš mumifikowano, w końcu należały do bogów, których powrotu należało się spodziewać w każdej chwili.

Mijały stulecia, tysišclecia, zmieniały się czasy a wraz z nimi i ludzie. W ludowych wierzeniach przetrwało wspomnienie przerażajšcych potworów. Wprawdzie od dawna ich już nie było, lecz ich potomstwo, rozpoznawalne po pewnych okreœlonych cechach sierœci czy uzębienia, żyło niby szpiedzy bogów pomiędzy zwykłymi zwierzętami. Przed drobnymi stworzeniami, takimi jak ptaki, ryby czy zwierzęta domowe, nikt nie odczuwał strachu. Z nimi człowiek mógł rozmawiać, może nawet modlitwy docierały za ich poœrednictwem do bogów? Ale co z wielkimi, budzšcymi respekt bestiami? Czy po swojej œmierci przyjmš na powrót przerażajšce pierwotne kształty? Czy po ponownych narodzinach będš siały wœród ludzi strach i grozę? Co może zrobić człowiek, aby zadowolić bogów nie cierpišc od bestii?

Długo dręczył kapłanów ten niezwykle doniosły problem. Wreszcie znaleŸli proste rozwišzanie dylematu. Dopóki te zwierzęta żyjš, będzie się je rozpieszczało, czciło, aby ich ka i ba po œmierci udały się do bogów i złożyły tam œwiadectwo ludzkiej dobroci i szacunku dla boskich zwierzšt. Po œmierci jednak koœci tych przerażajšcych kreatur zostanš zmiażdżone, rozdrobnione i zmieszane z asfaltem. Z najtwardszego granitu zrobi się ciężkie sarkofagi, tak wielkie i potężne, aby żaden z narodzonych ponownie potworów nie zdołał rozsadzić swojego więzienia. Sarkofagi trzeba umieœcić w podziemnych grobach wykutych w skale; nigdy więcej monstra i potwory nie będš już napadały na ludzi, by ich tyranizować.

 

Pseudobyki w fałszywych grobowcach

Potrzebujemy modeli, nowych koncepcji, aby chociaż w przybliżeniu uporzšdkować jakoœ niedorzecznoœci i sprzecznoœci w działaniach naszych przodków. Wymyœlona przeze mnie historia, którš tu przedstawiłem, jest tylko takim właœnie modelem, niechby nawet protezš, ale jednak pazwala nam ona przynajmniej wydobyć się jakoœ z grzšskiego bagna prehistorii. Jesteœmy przecież wystarczajšco stronniczy, gotowi natychmiast chętnie i z wdzięcznoœciš zaakceptować pisaninę Herodota, Strabona, Diodora, Tacyta, Manetona czy innego Euzebiusza, jeœli tylko da się ona ujšć w utarty schemat. Ale biada, jeœli coœ do niego nie pasuje! Despotycznie ogłaszamy się wtedy sędziami, którzy bez mrugnięcia powiekš potępiš w czambuł i odrzucš te same przekazy tych samych starożytnych autorów. Nie zgadzamy się przyjšć do wiadomoœci tego, co widać jak na dłoni.

Co znalazł 5 wrzeœnia 1852 roku Auguste Mariette w nietkniętych sarkofagach byków w Sakkara?

"Przede wszystkim chodziło mi o łeb byka, ale żadnego nie

znalazłem. W sarkofagu znajdowała się masa bitumiczna, nader

cuchnšca, która rozsypywała się przy najlżejszym dotknięciu."

Czy koœci tego pseudobyka zgruchotano w czasie, który lokować należy setki a może tysišce lat po właœciwygn pochówku? Mówi Mariette:

"W cuchnšcej masie znajdowała się pewna liczba bardzo drobnych

kostek, widocznie roztrzaskanych już w epoce, kiedy odbył się

pocbówek."

A jak było z drugim nietkniętym sarkofagiem?

"Nie ma żadnej czaszki byka, żadnych większycla koœci. Przeciwnie,

jeszcze większy chaos drobnych kostnych odłamków."

Dlaczego archeolog Sir Robert Mond odkrył w sarkofagach byków koœci, które wedle jego PRZYPUSZCZEŃ, pochodziły "od szakala lub psa"? Nie mam za złe żadnemu antropologowi, że w tej sytuacji nie przeprowadził dalszych badań koœci. No bo jak można wpaœć na absurdalny pomysł, że były jakieœ "psy o czterech ciałach, których ogony wystawały z tylnych częœci ciała na podobieństwo rybich ogonów"?

Dr Ange-Pierre Leca jest lekarzem i specjalistš od egipskich mumii. Napisał z tej dziedziny pasjonujšcš ksišżkg [10]. Wspomina w niej o dwóch "wspaniale zabandażowanych bykach", majšcych "przepiękny wyglšd zewnętrzny", które odkryto w katakumbach Abusir. Oto cytat:

"We wnętrzu drugiej mumii, w której przypadku znowu powinno

chodzić, jak się zdawało, o jednego byka, również znaleziono koœci

siedmiu zwierzšt, między innymi dwuletniego cielęcta i wielkiego

starego byka. Trzeci musiał mieć widocznie dwie czaszki."

Zaraz, zaraz, DWIE CZASZKI? Zajrzyjmy do Euzebiusza: "i mnóstwo dziwacznych istot, różnego rodzaju i różnie uformowanych [...] i z jednym ciałem i dwiema głowami":

Oczywiœcie przedstawiłem moje podejrzenia szefowi wykopalisk w Sakkara, dr Holeilowi Ghaly. Spytałem go, czy on lub któryœ z jego kolegów znaleŸli mumie zwierzšt, w których koœci po prostu do siebie nie pasowały. Dr Ghaly popatrzył na mnie z namysłem ale też, jak mi się wydawało, z pewnym niedowierzaniem:

- Mój Boże, a któż zwraca na takie rzeczy uwagę?

Nikt. Ta myœl wydaje się nie na miejscu.

Niestrudzony badacz Walter Emery również odkrył w Sakkara katakumby ze œwiętymi krowami. Nie było co do tego wštpliwoœei, ponieważ potwierdzały to napisy na starannie ociosanych blokach wapienia: tu leży Izis, matka Apisa. Ponadto znaleziono kilka dobrze zachowanyeh papirusów z III i lV w. prz.Chr., zawierajšcych inwokacje i formuły na czeœć krowiej bogini. Zamiast spodziewanych mumii krów archeolodzy wydobyli owinięte bandażami koœci bydlęce oraz koœci innyeh zwierzšt. Oto co mówi na ten temat archeolog i następca Emery'ego Jean Philippe Lauer:

"WyraŸnie mamy tu do czynienia z koœćmi ze splšdrowanych

grobowców. Nie udało się jednak znaleŸć wejœcia do tych nisz." [14]

Jak już wspominałem rabusie grobów interesujš się wyłšcznie wartoœciami materialnytni, zostawiajš za sobš bałagan i zniszczenia. Nie sš drobiazgowi. Trudno zrozumieć, dlaczego mieliby przenosić koœci z jakiegoœ innego grobowca do katakumb œwiętych krów.

 

Zagadka pawianiego noworodka

W starożytnej Etiopii oraz Nubii (dziesiejszy Sudan) żył pawian o psiej głowie, którego Egipcjanie czcili jako boskie zwierzę. Taki psiogłowy pawian był nawet częœciš danin, jakie Egipcjanie wymuszali na Nubijczykach. Całymi tysišcami mumifikowano te psotne stworzenia o żuchwie psa i gęstej grzywie. Nikt sobie nie łamie nad tym głowy, bo i po co, w końcu do dzisiaj żyjš jeszcze bardzo podobne do nich pawiany płaszczowe. A jednak jest pewne kuriozalne znalezisko, które zasłużyło na to, by wzięli je pod lupę naukowcy.

w roku 1912 dr Henry Riad, ówczesny dyrektor Muzeum Egipskiego w Kairze, udzielił kilku naukowcom zezwolenia na przeœwietlenie pramieniami rentgena i zbadanie mumii. Profesor dr James E. Harris z Uniwersytetu Michigan zajšł się intensywnie mumiš kapłanki Makare. Dama ta nosiła najwyższy tytuł dostępny w żeńskiej hierarchii, była mianowicie "małżonkš boga Amona" [22]. Sposób obandażowania ciała nasuwał wniosek, iż kapłanka zmarła wskutek przedwczesnego porodu, ponieważ noworodek, również owinięty bandażami, leżał na ciele matki. Starannie przeœwietlono małe zawiništko ze wszystkich stron. Zaskoczenie naukowców było bezgraniczne. Domniemany noworodek okazał się ni mniej, ni więcej tylko psiogłowym pawianem o nieco większym niż normalnie mózgu.

Można chyba zadać sobie pytanie, czy to ta kobieta, w końcu kapłanka boga Amona, wydała na œwiat małego potworka? Nie darmo Herodot nie raz i nie dwa daje do zrozumienia, jak obrzydliwe sš dla niego seksualne praktyki egipskiej kasty kapłańskiej. W księdze II, rozdział 46 powiada, że egipscy rzeŸbiarze przedstawiajš bożka Pana "z koziš głowš i koŸlimi nogami". "Niezręcznie mi mówić, dlaczego przedstawiajš go w ten sposób." Kilka zdań dalej decyduje się jednak wspomnieć rozgniewany: "Kozioł sparzył się z kobietš publicznie:" Widocznie także Diodor wiedział coœ więcej, skoro opisał, iż prapoczštek kultu zwierzšt musi być "utrzymany w tajemnicy":

Nieliczni egiptolodzy, znani mi osobiœcie, to otwarte głowy, które dokonały wspaniałych rzeczy jeœli idzie o odkrywanie sekretów i rekonstruowanie egipskich starożytnoœci. W ogóle egiptologia zajmuje w dziejach archeologii miejsce szczególne. Tylko w egipcie przez całe dziesięciolecia z niesłabnšcym zapałem i pilnoœciš dokładano starań by wydrzeć piaskom możliwie jak najwięcej œwištyń i posšgów. Przeniknięto tajniki dziejów starożytnego Egiptu, odczytano hieroglify. Egiptolodzy wiedzš, o czym mówiš. Zarzucš mi, iż przemilczam fakt, że znaleziono także prawdziwe zmumifkowane byki Apisy. Można je podziwiać na przykład w Luwrze, w Muzeum Przyrodniczym w Wiedniu, Monachium i Nowym Jorku. Wiem o tym, przyjaciele, i wiem też, że pochodzenie i zawartoœć tych mumii sš bardzo niejasne: My wszyscy, którzy intensywnie zajmujemy się tš materiš wiemy też, że właœnie kapłan Maneton forsował bardzo kult Serapisa i że za jego życia bez wštpienia składano w grobowcach prawdziwe byki. My, wtajemniczeni, znamy też teksty ku czci Apisa znalezione w Serapeum w Aleksandrii (i gdzie indziej) [23]. Lecz wszystko to działo się w czasach ptolemejskich i rzymskich, a więc ZALEDWIE 2000-2500 lat temu. Moja strzała nie była wycelowana w tę młodš epokę, ja celuję w samš genezę kultu zwierzšt, który sięga głęboko w prehistorię. A swojš drogš dziwne: oto pierwszy król ptolemejski (ok. 304-284 prz.Chr.) każe sprowadzić do Aleksandrii ciężki posšg, który gdzieœ tam się poniewierał i o którym nikt nie ma pojęcia, co przedstawia. Jedynie kapłan Maneton patrafi udzielić władcy objaœnienia. Ta zagadkowa postać to Serapis, oœwiadcza. (Serapis to greckie słowo na okreœłenie boskiega byka.)

Z tego krótkiego epizodu przytoczonego przez Plutarcha można wycišgńšć doœć pikantny wniosek. Król i wszyscy zebrani byli głupcami. Co to, nie potrafli nawet rozpoznać posšgu byka? A to dlaczego? Otóż dlatego, że posšg przedstawiał "dziwacznš istotę". Tylko kapłan Maneton potrafł jš rozpoznać. "Nie ma rzeczy bardziej niewiarygodnej niż rzeczywistoœć" napisał Fiodor Dostojewski (1821-1881).

 

II. Zaginiony labirynt

 

Nie należy mylić prawdy

z opiniš większoœci

Jean Cocteau (1889-1963)

 

Dziesięć lat temu wydawało mi się, że pisanie o Egipcie jest kompletnie pozbawione sensu. No bo przecież wszystko już wiadomo, prawda? Byłem jednym z tych, którzy raczej bez większego zapału przerzucali stronice ksišżek o Egipcie. Cišgle tylko te piramidy i piramidy! I sfinksy! I faraonowie! A jeszcze ci zastanawiajšcy bogowie w dziwacznych nakryciach głowy - aż œmieszne. Z przyczyn zawodowych będšc częstym goœciem we wszystkich muzeach œwiata, na każdym kroku stykałem się ze starożytnymi Egipcjanami. Z czasem zaczšłem zapamiętywać nazwy poszczególnych bogów i już wkrótce raczej z rozbawieniem witałem ich jak starych znajomych widzšc ich na muzeatnych cokołach i w szklanych gablotach. Hathor? A, to ta, co z takš gracjš balansuje krowimi rogami i słonecznš tarczš na wysoko upiętych włosach. Thot? Ach, tak! To ten o ciele młodzieńca i ptasiej twarzy, z sierpem księżyca i kulš nad wyniosłym czołem. Stary kumpel, bo przecież Thot jest przy okazji bogiem pisarczyków. Sobek? Czy to nie ten stuknięty z krokodylowym łbem i nasadzonymi nań antenkami? Min? Nie sposób go nie poznać, to ten z podwójnym szeregiem baterii słonecznych nad kapturem. Co jak co, ale ten potrzebuje energii, w końcu zawsze przedstwia się go z trójrzemiennš dyscyplinš w ręku. Fiorus? Mój stary znajomek, którego nie może nie zauważyć nikt ze zwiedzajšcych Egipt. Jego uskrzydlona słoneczna tarcza pozdrawia nas po tysišckroć z pozłacanych sufitów, błyszczyjako dominujšcy element nad monumentalnymi wejœciami œwištyń. Znakomity motyw reklamowy dla kolei magnetycznej lub UFO. Tak, a oko Horusa, zawsze czujne, zawsze zawieszone nad Ziemiš, znakomicie nadajšce się na symbol boga konstruktorów satelitów! Sam Horus - w zależnoœci od tego czy w Egipcie Górnym czy Dolnym - przedstawiany bywa jako człowiek z głowš sokoła lub jako sokół. Jego podwójna korona bez żadnego szacunku kojarzy mi się ze skopkiem, w którym stoi butelka wódki. W końcu człowiek muse sobie te dziwaczne nakrycia głowy do czegoœ przyrównać.

Mnóstwo jest boskich postaci, męskich i żeńskich, hybryd ludzko-zwierzęcych łub samych zwierzšt. Komplikacje zaczynajš się w egipskim panteonie właœciwie dopiero przy sprawie koligacji pomiędzy poszczególnymi rodzinami bogów jak też - co nieuniknione - wskutek ludzkiej skłonnoœci do fabularyzowania, która przypisuje niebiańskim istotom wszystko, co się tylko da. Dlaczego w Egipcie miałoby być inaczej niż w starożytnej Grecji, w Indiach, Japonii czy Ameryce Œrodkowej? Ludzie potrzebujš w końcu do każdego najdrobniejszego zmartwienia osobnego boga. Przyjęci w cišgu ostatnieh dwóch tysięcy lat do niebieskiego grona œwięci chrzeœcijańscy nie stanowiš wyjštku.

W którymœ momencie wpadła mi w ręce ksišżka o œwiecie egigskich bogów. Dziœ jeszcze pamiętam, z jakim znużenaem przedzierałem się przez monotonnš i nudnš lekturę, ponieważ było mi dosyć obojętne, który potomek od którego pochodził ojca i z jakiego kazirodczego zwišzku wyszedł który boski bękart. W końcu jeœli kiedykolwiek chciałbym się czegoœ na ten temat dowiedzieć, mógłbym sobie sięgnšć do jednego ze znakomitych leksykonów mitologicznych. Do tego jeszcze archeologowie wykonali wzorowš pracę: w długich szeregach wyliczone sš nazwiska i okresy panowania poszczegółnych faraonów, każda œwištynia, każda kolumna ma swojš etykietkę, każdy motyw plastyczny jest szczegółowo omówiony. O nie, raczej nigdy nie napiszę ksišżki o Egipcie, nie było mi po drodze. Ja jestem detektywem, szperaczem podšżajšcym œladem nierozwišzanych zagadek - a co tu jeszcze można odkryć w Egipcie?

 

Z Szawła w Pawła

Niechęć ta zniknęła jak rękš odjšł, kiedy przed kilku laty - przy zupełnie innej okazji! - po raz kołejny szukałem czegoœ u Herodota. O rany! Ten Herodot wypisuje rzeczy, które nijak nie chciały się zgodzić z "niepodważalnš wiedzš" egiptołogów! Kto tu ma słusznoœć? Żyjšcy dwa tysišce lat temu historyk czy współczesny archeolog? Czy Herodot był wymyœlajšcym niestworzone rzeczy wyjštkiem czy też inni naoczni œwiadkowie starożytnoœci potwierdzš jego opowieœci? Rozziew między przekazami Herodota a dzisiejszym stanem wiedzy był miejscami do tego stopnia zadziwiajšcy i podnoszšcy włosy na głowie, że zaczšłem bliżej badać całš sprawę. Im bardziej wgryzałem się w starożytne tomiska, tym bardziej frapujšcy zaczšł mi się nagle wydawać Egipt! Dopiero teraz poczułem goršczkę łowieckš! Czyżby ci tak wychwalani przeze mnie egiptolodzy spali? Czyżby posklejali powierzchnię mozaiki, aby ukryć schowane pod niš nielogicznoœci? Czyżbym był na tropie liczšcej sobie tysišce lat wiedzy, znanej jedynie zakapturzonym wyznawcom podejrzanych towarzystw tajemnych? Czy było jakieœ przesłanie ze starożytnego egiptu, które nie pasowało do naszej nowoczesnej epoki, które nie było dostatecznie zachowawcze, o którym lepiej było milczeć, aby nie spłoszyć szarych ludzi?

Żyjšcy ponad trzy tysišce lat temu fenicki dziejopisarz Sanchoniathon (ur. ok. 1250 r. prz.Chr.) zastanawiał się pewnie nad tym samym, piszšc:

"Od najwczeœniejszej młodoœci przyzwyczajani jesteœmy do tego, by

słuchać zafałszowanych wieœci, a nasz umysł od stuleci tak bardzo

przesišknięty jest uprzedzeniami, że strzeże fantastycznych kłamstw

niby skarbu, tak iż w końcu prawda zaczyna się wydawać niewiarygo-

dna a fałsz prawdziwy."

To filozof Cyceron (106-43 prz.Chr.) awansował Herodota do rangi "ojca historii". Tytuł ten Herodot zachował po dzień dzisiejszy, jakkolwiek z pewnoœciš nie on był pierwszym historykiem.

 

Kim był Herodot?

Co wiemy na temat Herodota? Pochodził z Fialikarnasu, miasta położonego na południowo-zachodnim krańcu Azji Mniejszej. Jego ojciec tak gwałtownie buntował się przeciw despocie i tyranowi Lygdamisowi, że cała rodzina została wypędzona. Już wtedy było nie inaczej niż dzisiaj. Z wyspy Samos Herodot œledził polityezne wydarzenia swojego œwiata. Nie była to epoka spokojna, Grekom zagrażało potężne imperium perskie, Ateny założyły pierwszy Ateński Zwišzek Morski i zaczęły rywalizować z dotychczasowš potęgš militarnš, Spartš. Być może właœnie polityczne kłótnie sprawiły, że młody Herodot postanowił zawsze dociekać istoty rzeczy na miejscu, opierać się na informacjach z pierwszej ręki. Został piszšcym globtrotterem swojej epoki. Objechał całš Azję Mniejszš, Italię i Sycylię, ale też krainę Scytów (dzisiejszš południowš Ukrainę), Cypr, Syrię i dotarł aż do Babilonu, gdzie zatrzymał się na czas dłuższy. Kiedy w lipcu 448 r. prz.Chr. przybył do Egiptu, nie była to "terra incognita", ziemia nieznana, przed nim bowiem tę krainę nad Nilem opisywał już jego rodak, filozof przyrody Hekataios (ok. 550-480 prz.Chr.). Herodot nie podšżał œladami swego poprzednika jak bezkrytyczny młodzieniec, wprost przeciwnie, traktował go "z pewnš rezerwš i znacznš nieufnoœciš" [1].

Herodot nigdy nie był wyłšcznie historykiem. Wprawdzie notował skrzętnie wszystko, co jego rozmówcy opowiadali o historii swego kraju, lecz opisywał także geografię i topografię odwiedzanych rejonów. Był w równym stopniu geografem jak historiozofem. Jako pierwszy przelał na pergamin myœl, iż każdš historię rozpatrywać należy we właœciwej jej przestrzeni geograficznej, a każda przestrzeń geografczna ma swojš historię. [2]

Ówczesny Egipt pozostawał w ożywionych stosunkach handlowych z Grecjš, perski król Artakserkses I (465-425 prz.Chr.) rzšdzšcy nad Nilem, wysyłał nawet egipskich chłopców do Grecji na naukę języka, a z kolei Grecy działali w Egipcie jako kupcy i szynkarze. Herodot, który nie znał egipskiego, musiał zdać się na tłumaczy, których było pod dostatkiem. Jego informatorami byli kapłani wszystkich stopni ze œwištyń w Memfs, Heliopolis i Tebach, lecz także bibliotekarze, niektórzy urzędnicy dworu jak też dostojni Egipcjanie, którzy chętnie ucinali sobie pogawędki z obcym przybyszem z Grecji.

Herodot bardzo szybko nauczył się odróżniać przekazy ludowe od oficjalnej historii Egiptu, którš zapisano w papirusach przechowywanych w bibliotekach i œwištyniach. Kiedy jeden z kapłanów odczytał mu listę 331 faraonów, szczegółowo jš zanotował, lecz kiedy opowiedziano mu historię o krowie Mykerinosa, skomentował tę informację słowami "brednie"! Kazał sobie drobiazgowo i obszernie opowiadać o bohaterskich czynach dawno zmarłych faraonów, lecz natychmiast budził się w nim sceptycyzm, kiedy serwowano mu ludowe opowieœci, jak na przykład tę, że przy budowie pirarnidy na rzodkiew, cebulę i czosnek wydano 1600 talentów srebra.

Słuchacz Herodot nie notował wszystkiego, co doszło do jego uszu, z nabożnš wiarš i zdumieniem. Bardzo często dodawał swój zjadliwy komentarz. Zasłyszane wieœci uzupełniał własnymi relacjami, przy czym za każdym razem dokładnie oddzielał to, co opowiedzieli mu inni od tego, co widział na własne oczy. Poniżej przytaczam sporzšdzonš przed 2500 laty relację naocznego œwiadka.

 

Większy od Wielkiej Piramidy?

"Postanowili także pozostawić po sobie [dwunastu królów - E.v.D]

wspólny pomnik, i stosownie do tej decyzji zbudowali labirynt, który

leży nieco powyżej Jeziora Mojrisa, całkiem blisko tak zwanego

Miasta Krokodyli. Ten ja widziałem, a przewyższa on zaiste wszelki

opis. bo gdyby nawet ktoœ razem zliczył wzniesione przez Hellenów

mury i wykonane przez nich budowle, pokazałoby się, że kosztowały

one mniej trudu i wymagały mniejszych wydatków niż ten labirynt.

A przecież także œwištynie w Efezie i na Samos godne sš uwagi. Były

wprawdzie i piramidy wyższe ponad wszelki opis, a każda z nich

dorównywała wielu i wielkim helleńskim dziełom; ale oczywiœcie

labirynt nawet piramidy przeœcignšł. Ma on mianowicie dwanaœcie

krytych podworców, których bramy stojš naprzeciw siebie, szeœć

zwróconych jest na północ, a szeœć na południe, jedna obok drugiej;

a od zewnštrz otacza je jeden i ten sam mur. Sš w nim dwojakie

komnaty, jedne podziemne, drugie nad tymi w górze, w liczbie trzech

tysięcy, po tysišc pięćset z każdego rodzaju. Otóż nadziemne komnaty

sam widziałem i przeszedłem, natomiast o podziemnych dowiedzia-

łem się tylko z opowiadania. Przełożeni bowiem nad nimi Egipcjanie

w żaden sposób nie chcieli ich pokazać, oœwiadczajšc, że sš tam groby

królów, którzy pierwotnie ten labirynt wybudowali, oraz œwiętych

krokodyli. Tak więc o podziemnych komnatach mówimy tylko to,

coœmy usłyszeli, a górne, większe od dzieł ludzkich, widzieliœmy sami.

[...] A do tego naroża, w miejscu gdzie kończy się labirynt, przylega

piramida czterdziestosšżniowa, na której wyryte sš wielkie figury.

Droga do jej wnętrza idzie pod ziemiš. Chociaż ten labirynt jest tak

wielkim dziełem, jeszcze większy wzbudza podziw tak zwane Jezioro

Mojrisa, obok którego ten labirynt jest wybudowany [...] Że zaœ

stworzyły je i wykopały ręce ludzkie, ono samo to zaœwiadcza. Bo

mniej więcej w œrodku jeziora stojš dwie piramidy, każda wystajšca

z wody na pięćdziesišt sšżni, a pod wodš jest równie głęboka ich

podbudowa. Na każdej znajduje się kamienny kolos, siedzšcy na

tronie." [3]

Niezaprzeczalnie najwspanialszš budowlš w historii Egiptu jest Wielka Piramida w Giza, jeden z siedmiu cudów œwiata. Jakże więc Herodot, który zna tę piramidę doskonale, ponieważ szczegółowo o niej pisze, mógł powiedzieć o labiryncie, iż przekracza "wszelkie możliwoœci opisu" i "przewyższa nawet piramidy"? Czyżby z powodu egipskiego słońca padło panu Herodotowi na mózg? Nie wydaje się, bowiem aż czterokrotnie powtarza on w tym fragmencie, że jest naocznym œwiadkiem:

"Ten ja widziałem, a prżewyższa on zaiste wszelki opis [...] Otóż

nadziemne komnaty sam widziałem i przeszedłem, natomiast o pod-

ziemnych dowiedziałem się tylko z opowiadania. [...] a górne, większe

od dzieł ludzkich, widzieliœmy sami [...] ono samo to zaœwiadcza." [3]

Z przyjemnoœciš konstatujemy widoczny w opisach Herodota dystans, dokładne rozgraniczenie tego, co sam ze zdumierriem oglšda od tego, co mu opowiedziano:

"natomiast o podziemnych dowiedziałem się tylko z opowiadania [...]

o podziemnych komnatach mówimy tylko to, coœmy usłyszeli" "[3]

Według opisu Herodota labirynt ten musiał być jakšœ prawdziwš superbudowlš, wystarczy œpróbować sobie wyobrazić półtora tysišea pomieszczeń pod ziemiš, do tego "dwanaœcie krytych podworców" i "jeden i ten sam mur", który otacza ten mamuci kompleks. Gigantyczne! Ale nie doœć na tym - jest jeszcze ogromne sztuczne jezioro, z którego wystajš dwie piramidy.

Niemal brakuje mi wyobraŸni, kiedy próbuję wymyœlić, jak to możliwe, by tak potężna budowla zniknęła bez œladu z powierzchni ziemi. W końcu przecież jesieniš 448 r. prz.Chr. jeszcze istniała. Można argumentować, że póŸniejsze pokolenia rozebrały cały kompleks kamień po kamieniu, zużyły je na budowę czego innego. Ale kto taki? W czasach Herodota ani póŸniej w Egipcie nie powstała już żadna sensacyjna budowla, epoka budowy piramid była dawno zamknikła, œwištynie obracały się w ruinę. Również Rzymianie, którzy tu potem przyszli, chrzeœcijanie i Arabowie nie stworzyli już nic nadzwyczajnego. Ale czy to rzeczywiœcie musiałoby być coœ ekstrawaganckiego? Można przecież przerobić gigantyczne monumenty przodków na domy i goœcińce, jak dowodzš tego przykłady ze wszystkich stron œwiata. Lecz w takim razie gdzie stojš te egipskie domy z kamienia, zbudowane z gigantycznych bloków dawnega labiryntu? Gdzie sš te nadzwyczajne ulice, wybrukowane barwnie przyozdobionymi i bogato opatrzonymi rzeŸbami bogów blokami kamienia? Herodot tak mówi o wnętrzu wspaniałej budowli:

 

Tysišczny podziw

"Bo najrozmaitsze wyjœcia przez sale i zakręty poprzez podworce

wzbudzały w nas tysišczny podziw, gdyœmy z jednego podworca

przechodzili do komnat, a z komnat do korytarzy, a z korytarzy do

innych sal i znowu do innych podworców z komnat. Dach tego

wszystkiego jest z kamienia, podobnie jak œciany, œciany zaœ pelne sš

wyrytych figur. Każdy podworzec jest dokoła otoczony kolumnami

z białego i jak najœciœłej spojonego ze sobš kamienia." [3]

Takich luksusowyeh i majšcych œciany "pełne wyrytych figur" dzieł sztuki budowniczej Egipcjanie nigdy nie zużyliby na budowę goœcińców czy domów. Również za czasów ptolemejskich i rzymskich budowle religijne otaczano wielkš czciš. Rzymianie ze swej strony nie byli barbarzyńcami. Ich dziejopisarze z pewnoœciš umieœciliby w swoich dziełach informację o splšdrowaniu i sponiewieraniu tak pięknej i jedynej w swoim rodzaju budowli. W żadnym z przekazów nic na ten temat nie ma. Czyżby to mahometanie rozebrali labirynt? Może powstały z niego meczety albo potężna cytadela w Kairze? Zršb dzisœejszego Kairu stai na miejscu obozu wojskowego z połowy VII wieku. Przy jego budowie nie korzystano z żadnych bogato zdobionych czy szszególnie wielkich elementów budowlanych, a kiedy sułtan Saladyn kazał w roku 1176 wznieœć potężnš cytadelę, od dawna już nikt nie miał pojęcia o istnieniu gigantycznego labiryntu. A przy tym nie chodzi przecież jedynie o demontaż tej nie dajšcej się z niczym porównać budowli ("nawet piramidy przeœcignšł" [Herodot]), bo trzeba jeszcze wzišć pod uwagę transport niesłychanej wielkoœci granitowych bloków, marmurowych kolumn czy "kamiennych kolosów" [Herodot]. Tego rodzaju osišgnięcia transportowe wraz ze wszystkimi wišżšcymi się z tym problemami organizacyjnymi miały miejsce we wczesnym oraz szczytowym okresie panowania faraonów, póŸniej już nigdy więcej!

Czy labirynt Herodota pochłonęły piaski? Bardzo możliwe, piasek pochłonšł przecież niejednš piramidę i nawet potężnego Sfinksa z Giza. Gdzie jednak, na wszystkich egipskich bogów, kryje się w takim razie tych 1500 PODZIEMNYCH komnat, o których wspomina Herodot? Powiadajš o mnie, że mam bujnš fantazję, potrafię sobie nawet wyobrazić bajkowy pałac z baœni tysišca i jednej nocy, lecz jakiż niesłychany nakład pracy tkwi w 1500 pomieszczeniach pod ziemiš. Budowniczowie tuneli nie mieli wtedy do dyspozycji dynamitu ani nowoczesnych urzšdzeń wiertniczych. 1500 pomieszczeń pod ziemiš było przypuszczalnie bogato zdobionych i zaopatrzonych w reliefy oraz rzeŸby, w końcu chodziło ni mniej, ni więcej tylko o grobowce dwunastu królów. Czym oœwietlano 1500 podziemnych pomieszczeń? Jaki system wentylacyjny zastosowano w czasie kucia? Jakimi wizerunkami i napisami ozdobione były œciany? Na jakiej głębokoœci znajdowały się sarkofagi dwunastu królów? Jakie przesłanie z dawno minionych czasów czeka w 1500 pomieszczeniach na odczytanie?

Œwięty Ozyrysie, przecież ten labirynt powinien przyprawić każdego egiptologa o bezsenne noce! Bo gdzież indziej na œwiecie można coœ takiego znaleŸć? Nawet jeœli tych zaœwiadczonyeh przez Herodota 1500 podziemnych pomieszczeń miałoby już dawno nie istnieć, to przecież powinno jakoœ dać się zlokalizować ruiny gigantycznego muru, fundamenty sal kolumnowych czy może poprzeczne belki potężnych bram. Wtedy przecież można by jakoœ odszukać tych 1500 pomieszszeń pod spodem. Od chwili, kiedy tak podekscytowała mnie relacja Herodota, bez przerwy zadaję sobie pytanie, jak to ntoŸliwe, aby żaden archeolog nie podjšł dotšd próby odkrycia tego "podwunastnego" królewskiego grobowca? Skšd to wzruszanie ramionami? Skšd obojętnoœć na podniecajšcš sensację?

 

Kwestia wiary?

Znam przyczyny tego płynšcego z umysłowej inercji braku zainteresowania. Niektórzy archeologowie wymawiajš się tym, iż relacja Herodota jest mało wiarygodna, większoœć jednak zgodnie twierdzi, że ten labirynt już dawno odkryto.

Wiele atramentu zużyto na pisanie o wiarygodnoœci Herodota. Istniejš nie tylko parostronicowe referaciki, lecz także opasłe tomiska. Oczywiœcie żadnemu uczonemu, ktary nie zgadza się z Herodotem, nie odmawiam szczerych chęci i uczciwoœci, lecz jednak każda próba oceny Herodota i tak pozostanie subiektywna, ponieważ żaden z nas nie miał okazji poznać go osobiœcie. Na temat jego charakteru możemy wycišgać jedynie poœrednie wnioski. Czy był despotyczny? A może łatwo wpadał w złoœć? Był łagodny? Cichy słuchacz pilnie wszystko zapisujšcy? W sporze uczonych "ojciec historii" przykrawany hywa do obrazu pilnego zbieracza materiałów, przyjemnego narratora, na poły wykształconego amatora a nawet fantasty. Wychwala się jego "znakomitš pamięć" i krytykuje "pewnš próżnoœć" [4]. O ile niemiecki flozof, dr Wilhelm Spiegelberg powiadał jeszcze w roku 1926, iż Herodot przekazał nam treœci egipskich legend, tak jak je zasłyszał i w tym względzie "można mu w pełni zaufać" [1], o tyle anno Domini 1985 uczony Kimball Armayor dochodzi do wniosku, iż "wspomniany przez Herodota labirynt nigdy w rzeczywistej historii Egiptu nie istniał" ("is out of the questions in the real world of Egyptian history") [5].

Nieco przychylniej spoglšda na dzieło Herodota geograf Hanno Beck:

"Ponieważ Herodot sam nie znał języków ludów, które odwiedzał,

nieuniknione jest, że niekiedy zdarzajš mu się nieporozumienia, że od

czasu do czasu wkradajš się dojego dzieła przesadne czy wręcz błędne

informacje. Ogólnie jednak Herodot stara się poddawać krytyce

otrzymane informacje." [6]

I wreszcie podsumowujšcy wniosek Friedricha Oertela, który jest autorem bagato udokumentowanej pracy na temat wiarygodnoœci Herodota:

"Wynika z tego, iŸ jeœli idzie o przedstawienie Dolnego Egiptu nie sposób

zarzucić Herodotowi braku wiarygodnoœci, wręcz przeciwnie." [4]

Po przestudiowaniu kilku przenikliwych dzieł za i przeciw stało się dla mnie jasne, że przyczyny negatywnej oceny zawsze wynikajš z postawy piszšcych dane dzieło uczonych. Wychodzi się bowiem od dzisiejszego stanu wiedzy. Ponieważ zaœ to i owo DO DZIŒ nie zostało potwierdzone, Herodot musi być w błędzie. Cóż jednak znaczy nasz obecny stan wiedzy wobec 5000 lat historii? Chińskie przysłowie powiada: "Wszyscy ludzie sš mšdrzy: jedni przedtem, inni potem."

Herodot nie wymyœłił sobie labiryntu ze sztucznym jeziorem. W I w. prz.Chr. informował o nim także Diodor Sycylijski (ks. I, rozdz. 61.).

 

Naoczni œwiadkowie relacjonujš

"Po œmierci króla Egipcjanie ponownie wywalczyli sobie niepodleg-

łoœć i posadziii na tronie swojego władcę, Mendesa, zwanego przez

niektórych Marrosem. Nie dokonał on wprawdzie żadnych wojen-

nych czynów, wybudował sobie jednak grobowiec, tak zwany labi-

rynt, który zdobył sławę nie tyle z powodu wspaniałoœci budowy, ile

z powodu jej niezwykłej pomysłowoœci. Kto bowiem do niego wszedł,

ten nie tak łatwo znajdzie wyjœcie, jeœli nie ma u boku zmyœlnego

przewodnika. Niektórzy powiadajš też, że Dedal przybył do Egiptu,

podziwiał pomysłowoœć tego dzieła i potem zbudował Minosowi na

Krecie labirynt, podobny do egipskiego, w którym według legendy

przebywał Minotaur. Labirynt na Krecie zniknšł całkowicie, nie

wiadomo czy dlatego, że władcy kazali go rozebrać, czy też czas

zniszczył owe dzieło, natomiast całoœć budowli egipskiej po dziœ dzień

przetrwała w stanie nienaruszonym." [7]

Pięć rozdziałów dalej Diodor powtarza znanš nam już z Herodota historię o dwunastu królach i wspólnym grobowcu. Ponadto Diodor potwierdza, że labirynt znajduje się "u ujœcia kanału do Jeziora Mojrisa". Kunszt dzieł plastycznych jest zdaniem Diodora "nie do przewyższenia".

W 423 lata po Herodocie inny jeszcze œwiadek przebywał w tym samym miejscu: grecki geograf Strabon (ok. 68 prz.Chr. - 26 po Chr.). Strabon odbywał długie podróże, które w roku 25 po Chr. zaprowadziły go też do Egiptu. Dzieła historyczne Strabona zaginęły, do naszych czasów przetrwała większa częœć jego siedemnastotomowej Geografii. W tomie XVII, w rozdziale 37. Strabon pisze:

"Jezioro Mojrisa przez swojš wielkoœć i głębokoœć nadaje się zatem do

tego, by w czasie przyboru Nilu przyjšć przelewajšce się wody (...)

u obu ujœć kanału znajdujš się też jednak œluzy, którymi budow-

niczowie kierujš wpływem i wypływem wody. Ponadto znajduje się tu

także labirynt, dajšce się porównać z piramidami dzieło budowlane,

a obok grobowiec króla, który kazał wybudować labirynt [...] jest tam

tyle otoczonych kolumnadami i przylegajšcych do siebie pałacowych

sal, wszystkie w jednym szeregu i wszystkie przy jednej œcianie [...]

Przed wejœciami znajduje się wiele długich, krytych korytarzy, które

majš między sobš kręte połšczenia, tak że bez przewodnika żaden

obcy nie zdołałby odnaleŸć wejœcia czy wyjœcia z każdej sali.

Najbardziej godne podziwu jest jednak to, że strop każdej z komnat

składa się z jednego kamienia i że także szersze strony krytych

korytarzy wyłożone sš płytami z jednego kamienia nadzwyczajnej

wielkoœci, przy czym nigdzie nie dodano ani drzewa, ani innego

materiału budowlanego. Jeœli wejœć na dach, który nie znajduje się na

bardzo znacznej wysokoœci, to ujrzy się kamiennš powierzchnię

z takich samych ogromnych płyt [...] również œciany zrobione sš

z kamienia nie mniejszej wielkoœci. Przy końcu [...] znajduje się

grobowiec, czworoboczna, mierzšca u każdego boku około cztery

plethrony piramida o tejże wysokoœci. Imię w niej pogrzebanego jest

Ismandes [...] Jeœli przepłynšć obok tej budowli i jeszcze sto stadionów

dalej, napotyka się miasto Arsinoe. Nazywało się dawniej Miastem

Krokodyli [...] Nasz gospodarz, jeden z najznamienitszych mężów,

który pokazywał nam tam œwięte przedmioty, poszedł razem z nami

do jeziora." [8]



dalej


strona główna
(23kB)