(23kB)
strona główna / początek książki

Możesz mieć zły moment w relacji z twoim psem. Nieważne, z jakiego powodu - wypadku, nieudanego dnia w pracy czy czegoś innego - to się czasem zdarza. Przychodzisz do domu, pies szczeka jak zwykle, merda ogonem, chce zwrócić na siebie uwagę. Nie jesteś w nastroju do zabawy, ale on jest. Niemniej nie poczuje się urażony, że nie chcesz się bawić, bo nie bierze tego do siebie. Po zakończeniu ceremonii powitania i stwierdzeniu, że nie będziesz się bawić, odejdzie i zacznie się bawić sam. Pies nie przyczepi się do ciebie i nie będzie uszczęśliwiać cię na siłę. Nie będzie wymagał, abyś był szczęśliwy.

Czasami możesz dostać więcej wsparcia od swego psa niż od partnera, który upiera się, żeby cię za wszelką cenę uszczęśliwić. Jeśli nie masz ochoty być szczęśliwy, jeśli pragniesz jedynie ciszy i spokoju, niech ta druga osoba nie bierze tego do siebie. To nie ma z nią nic wspólnego. Może po prostu masz problem i potrzebujesz odrobiny spokoju. Ale cisza sprawia, że partner zaczyna się zastanawiać: „Co ja takiego zrobiłem? To przeze mnie". Nic nie zrobiłeś, wcale nie o ciebie chodzi. W ciszy i spokoju napięcie odchodzi, a my wracamy do poczucia szczęścia.

Oto dlaczego klucz i zamek muszą do siebie pasować - bo jeśli jedno z was ma zły moment lub przechodzi kryzys emocjonalny, drugie pozwoli mu być sobą. Potem będziecie mieli nową wspólną opowieść, niekończącą się historię, która może być bardzo piękna.

Związek to sztuka. Sen śniony przez dwoje trudniej zrealizować niż sen wyśniony przez jednego. Abyście oboje byli szczęśliwi, musisz utrzymywać swoją połowę w doskonałym stanie. Odpowiadasz za swoją połowę, a jest tam pewna ilość śmieci, balastu. Twój balast należy tylko do ciebie. Ty jeden możesz sobie z nim poradzić, nie twój partner. Jeśli twój partner zechce posprzątać twój bałagan, skończy z rozbitym nosem. Trzeba nauczyć się nie wtykać nosa w cudze sprawy.

 

Jeśli już zdecydujesz się na pozostanie

w związku, staraj się z całych sił. Staraj

się, ponieważ czeka cię za to nagroda.

Jeśli potrafisz kochać partnera, jakim

jest, jeśli potrafisz całkowicie się przed

nim otworzyć, możesz poprzez miłość

sięgnąć nieba.

 

To samo jest z połówką twego partnera. Twój partner ma odrobinę bałaganu. Wiedząc o tym, pozwolisz, żeby sam posprzątał. Będziesz kochać i akceptować go wraz z całym jego balastem. Uszanujesz ten bałagan. Nie jesteś z nim po to, by wyręczać go w sprzątaniu. On sam to zrobi.

Nawet jeśli partner prosi cię o pomoc, masz wybór i możesz powiedzieć „nie". Mówienie „nie" nie

oznacza, że go nie kochasz lub nie akceptujesz. Oznacza tylko, że nie jesteś w stanie albo nie chcesz czegoś zrobić. Jeśli na przykład twój partner wpadnie w złość, możesz powiedzieć: „Masz pełne prawo się złościć, ale ja nie muszę złościć się razem z tobą. Nie zrobiłem nic, żeby wyprowadzić cię z równowagi". Nie musisz akceptować złości partnera, ale powinieneś pozwolić jej albo jemu irytować się. Nie ma potrzeby się kłócić. Po prostu pozwól drugiemu być sobą, pozwól wyzdrowieć bez twojej interwencji. Ty też możesz zechcieć, by nie zakłócano twojej własnej rekonwalescencji.

Powiedzmy, że jesteś mężczyzną i jesteś szczęśliwy, a twoja partnerka z jakiegoś powodu nie potrafi być szczęśliwa. Ma jakieś osobiste problemy, próbuje uporać się z własnymi śmieciami i jest nieszczęśliwa. Kochasz ją, więc będziesz ją wspierać. Ale wspieranie nie oznacza, że staniesz się nieszczęśliwy tylko dlatego, że ona jest nieszczęśliwa. To wcale nie jest wsparcie. Jeśli ona jest nieszczęśliwa i ty staniesz się nieszczęśliwy, razem utoniecie. Jeśli ty jesteś szczęśliwy, twoje szczęście znacznie prędzej przywróci jej poczucie szczęścia.

Podobnie jeśli ty jesteś w dołku, a ona jest szczęśliwa, jej szczęście jest twoim wsparciem. Dla własnego dobra pozwól jej cieszyć się szczęściem. Nawet nie próbuj zakłócać jej zadowolenia. Cokolwiek by się działo w pracy, nie zrzucaj na nią swoich kłopotów. Wycisz się, upewnij ją, że nie chodzi o nią, że po prostu borykasz się ze swoimi problemami. Możesz powiedzieć: „Bądź szczęśliwa. Nie przerywaj zabawy. Dołączę do ciebie, kiedy będę mógł cieszyć się twoim szczęściem. Ale teraz muszę pobyć sam".

 

*

 

Jeśli zrozumiesz koncepcję zranionej duszy, zrozumiesz powody, dla których romantyczne związki są takie trudne. Serce choruje. Pełno w nim ran zakażonych trucizną, jeśli nie mamy świadomości swojej choroby albo choroby partnera, stajemy się egoistyczni. Rany bolą i musimy je chronić nawet przed tymi, których kochamy. Jeśli jednak jesteśmy świadomi sytuacji, znajdziemy wiele sposobów na porozumienie. Świadomi emocjonalnych ran partnera, pełni miłości dla niego, na pewno nie zechcemy powiększać jego bólu. Nie będziemy również zmuszać go do leczenia ran, tak jakbyśmy nie chcieli, aby partner nas do tego zmuszał.

Zaryzykuj i weź na siebie odpowiedzialność wypracowania z twoim partnerem nowego porozumienia - nie takiego, o jakim przeczytałeś w książce, ale takiego, które będzie właściwe w twoim przypadku. Jeśli jeden sposób nie działa, spróbuj innego. Użyj swojej wyobraźni dla przebadania nowych możliwości, spisz traktat oparty na szacunku i miłości. Porozumiewanie się poprzez miłość i szacunek - to właśnie klucz do tajemnicy utrzymania miłości i świeżości związku. Chodzi o odkrycie własnego głosu i sformułowanie własnych potrzeb. Chodzi o zaufanie do siebie i partnera.

To nie balast, nie śmieci masz dzielić ze swoim partnerem. Podziel się swoją miłością, swoim romansem i zrozumieniem. Waszym wspólnym celem jest coraz więcej szczęścia, które wymaga coraz więcej miłości. Jesteś idealnym mężczyzną lub kobietą i twój partner jest idealnym człowiekiem, tak jak pies jest idealnym psem. Jeśli będziesz traktować partnera z miłością i szacunkiem, właśnie ty najwięcej na tym skorzystasz.

Uzdrawiając swoją połowę, osiągniecie szczęście. Jeśli uleczysz siebie, będziesz gotów do związku bez lęku i bez przymusu. Ale pamiętaj, możesz ulepszać tylko swoją połowę. Jeśli w związku ty pracujesz nad swoją połową, a twój partner nad swoją, szybko zauważycie postępy. Miłość daje ci szczęście, jeśli staniecie się sługami miłości, otwierają się przed wami nieograniczone horyzonty. Złote dni nadejdą, kiedy będziecie ze sobą bez poczucia winy, bez oskarżeń, złości i smutku. To będzie wspaniały dzień, kiedy będziecie mogli otworzyć się bez reszty, tak by tylko współistnieć, służyć sobie i dawać miłość.

Odkąd zdecydowaliście się być parą, istniejecie po to, by służyć temu, kogo kochacie, kogo wybraliście, by ofiarować miłość i służyć sobie nawzajem. W każdym pocałunku, w każdej pieszczocie czujecie, że zjawiliście się tu, aby uszczęśliwić tego, kogo kochacie, nie oczekując niczego w zamian. To jest znacznie więcej niż seks. To jest wspólne życie. Seks także się udoskonala, ale równocześnie staje się inny. Staje się wspólnotą, całkowitym poddaniem i oddaniem, tańcem, sztuką, najwyższym wyrazem piękna.

 

Porozumiewanie się poprzez miłość i szacunek - to właśnie klucz

do tajemnicy utrzymania miłości i świeżości związku.

 

Możecie zawrzeć umowę: „Lubię cię, jesteś świetny, sprawiasz, że czuję się dobrze. Przyniosę kwiaty, a ty włączysz spokojną muzykę. Będziemy tańczyć, aż wzbijemy się w chmury". To jest piękne, wspaniałe, romantyczne. To już nie jest wojna, walka o władzę. To posługa. Ale możesz to osiągnąć tylko wtedy, kiedy twoja miłość do siebie samego jest bardzo silna.

 

6. Magiczna kuchnia

 

wyobraź sobie, że masz w domu magiczną kuchnię. Do tej magicznej kuchni możesz sprowadzić każde jedzenie, jakie tylko zechcesz, z dowolnego miejsca na Ziemi i w dowolnych ilościach. Nigdy się nie martwisz o to, co będziesz jadł. Czegokolwiek sobie zażyczysz, zaraz pojawia się na twoim stole. Jesteś bardzo szczodry. Rozdajesz jedzenie innym, niczego nie żądając w zamian. Ktokolwiek przyjdzie do twojego domu, nakarmisz go dla samej przyjemności dzielenia się, a twój dom jest zawsze pełen ludzi, którzy przyszli najeść się w twojej magicznej kuchni.

Pewnego dnia ktoś puka do twoich drzwi. Jest to dostawca pizzy. Otwierasz drzwi, a on patrzy na ciebie i mówi: „Cześć! Widzisz tę pizzę? Dam ci ją, jeśli pozwolisz mi kontrolować swoje życie, jeśli będziesz robić wszystko, co zechcę. Nie będziesz głodował, ponieważ mogę przynosić ci pizzę codziennie, w zamian musisz tylko być dla mnie dobry".

Wyobrażasz sobie swoją reakcję? W swojej kuchni możesz mieć taką samą pizzę, a nawet lepszą. A mimo to on przychodzi do ciebie i proponuje ci jedzenie, jeśli będziesz robił to, co on chce. Uśmiechniesz się i powiesz: „Nie, dziękuję! Nie potrzebuję twojego jedzenia. Mam go mnóstwo. Możesz wejść do mego domu i zjeść, co tylko zechcesz. I nie musisz nic za to robić. Nie oczekuj, że będę robił to, co ty zechcesz. Nikt nie będzie manipulował mną za pomocą jedzenia".

A teraz wyobraź sobie odwrotną sytuację. Nie jadłeś od kilku tygodni. Umierasz z głodu i nie masz ani grosza w kieszeni. Wtedy pojawia się osoba z pizzą i mówi: „Cześć, tutaj jest jedzenie. Możesz je dostać, jeśli tylko będziesz robić to, co chcę". Czujesz zapach jedzenia, jesteś głodny jak wilk. Postanawiasz wziąć jedzenie bez względu na to, o co cię proszą. Zjadłeś kawałeczek, a ta osoba mówi: „Jeśli chcesz więcej,

Dostaniesz, pod warunkiem że nadal będziesz robić, co zechcę".

Dziś się najadłeś, ale jutro znów możesz nie mieć jedzenia, więc zgadzasz się robić wszystko, czego od ciebie oczekują. Możesz stać się niewolnikiem dla jedzenia, dlatego że go potrzebujesz, dlatego że go nie masz. Po jakimś czasie zaczynasz mieć wątpliwości. Myślisz: „Co ja zrobię, jeśli nie dostanę mojej pizzy? Nie mogę bez niej żyć. Co zrobię, jeśli mój partner da ją komuś innemu - moją pizzę?"

A teraz wyobraźmy sobie, że mówimy nie o jedzeniu, lecz o miłości. Masz w sercu mnóstwo miłości.

 

Wystarczy otworzyć serce, aby mieć całą miłość, jakiej potrzebujesz.

 

Masz ją nie tylko dla siebie, ale dla całego świata. Kochasz tak bardzo, że nie potrzebujesz niczyjej miłości. Dzielisz się uczuciem, nie stawiając żadnych warunków. Nie kochasz, jeśli... Jesteś milionerem miłości i nagle ktoś puka do twych drzwi. „Cześć! -mówi. - Mam tutaj miłość dla ciebie. Możesz ją dostać, jeśli będziesz robić to, co zechcę".

Skoro jesteś pełen miłości, jaka będzie twoja reakcja? Uśmiechniesz się i powiesz: „Dziękuję, ale nie potrzebuję twojej miłości. Mam taką samą miłość w moim własnym sercu, a nawet lepszą i większą, i dzielę się nią bez żadnych warunków".

Co się jednak dzieje, kiedy umierasz z pragnienia miłości, jeśli nie masz jej, a ktoś przychodzi i mówi: „Chcesz trochę miłości? Możesz mieć moją miłość, jeśli tylko będziesz robić, co zechcę". Jeśli jesteś spragniony miłości, jeśli spróbujesz tej miłości, zrobisz wszystko, aby ją zdobyć. Niekiedy bywa się w takiej sytuacji, że jest się gotowym oddać całą duszę za odrobinę zainteresowania.

 

*

 

Twoje serce jest jak owa magiczna kuchnia. Wystarczy otworzyć serce, aby mieć całą miłość, jakiej potrzebujesz. Nie ma potrzeby błądzić po świecie, żebrząc o miłość: „Proszę, niech mnie ktoś pokocha. Jestem taki samotny. Chyba nie zasługuję na miłość. Potrzebuję kogoś, kto mnie pokocha i dowiedzie, że jestem tego wart". Tymczasem miłość jest w nas samych, tyle tylko że my jej nie dostrzegamy.

Widzisz, jakie dramaty wymyślają sobie ludzie, tylko dlatego że sądzą, iż nie ma wokół nich miłości? Pragną, wręcz umierają z pragnienia miłości, a kiedy zakosztują jej, dostaną odrobinę od kogoś innego, od razu wpadają w nałóg. Uzależniają się i popadają w obsesję na punkcie miłości. A potem pojawiają się już prawdziwe dramaty: „Co pocznę, jeśli mnie porzuci?" „Nie mogę bez niej żyć!" I rzeczywiście nie mogą żyć bez swojego dealera, który podaje im codzienne dawki. Są spragnieni i dla tego okruszka miłości pozwalają, żeby inni ludzie decydowali o ich życiu. Pozwalają, by inni mówili im, co mają robić, a czego nie wolno, jak się ubierać, jak się zachowywać, w co wierzyć. „Kocham cię, pod warunkiem, że będziesz zachowywał się właśnie tak, jak chcę. Będę cię kochać, jeśli pozwolisz mi sobą rządzić. Będę cię kochać tylko wtedy, kiedy będziesz dla mnie dobry. Jeśli nie, to odejdę". Problem wielu ludzi polega na tym, że nie wiedzą

O istnieniu magicznej kuchni w ich sercach. Całe cierpienie zaczęło się dawno temu, kiedy zamknęliśmy nasze serca i przestaliśmy czuć, że miłość wciąż tam jest. W pewnym momencie naszego życia zaczęliśmy się bać miłości, ponieważ wydało nam się, że jest niesprawiedliwa. Miłość rani. Próbowaliśmy być dla kogoś dobrzy, próbowaliśmy zyskać jego akceptację i ponieśliśmy klęskę. Już mieliśmy dwóch czy trzech partnerów i kilka razy złamano nam serce. Zbyt duże ryzyko, żeby pokochać znowu.

Oczywiście, mamy tak dużo osądów na swój temat, że nie możemy już sami siebie zaakceptować. A jeśli brakuje nam miłości dla nas samych, to jak mamy udawać, że podzielimy się nią z kimś jeszcze?

Kiedy wchodzimy w jakiś związek, stajemy się egoistyczni, ponieważ zżera nas pragnienie dominacji.

Wszystko ma się obracać wokół mnie. Jesteśmy tak egoistyczni, ponieważ chcemy, aby osoba, z którą dzielimy życie, była tak samo uzależniona jak my. Poszukujemy „kogoś, kto mnie potrzebuje" po to, żeby usprawiedliwić swoje istnienie, żeby poczuć, iż mamy powód, aby żyć. Wydaje nam się, że szukamy miłości, ale tak naprawdę szukamy „kogoś, kto mnie potrzebuje", kogoś, kim będziemy rządzić i manipulować.

W naszych związkach wrze walka o władzę, ponieważ udomowiono nas tak, byśmy współzawodniczyli o kontrolę nad cudzym zainteresowaniem. To, co nazywamy miłością - ktoś, kto mnie potrzebuje, ktoś, kto się o mnie troszczy - nie jest miłością, to jest egoizm. Egoizm nie działa, ponieważ nie ma w nim miłości. Dwoje ludzi gorąco pragnie miłości. Poprzez seks zakosztują odrobiny szczęścia i uzależnią się, ponieważ bardzo go potrzebują. Ale potem pojawiają się te wszystkie osądy, lęk, wszystkie wyrzuty, cały dramat.

Wtedy zaczynamy poszukiwać jakichś porad na temat miłości i seksu. Napisano o tym mnóstwo książek, a wszystkim można by nadać jeden tytuł: „Jak być seksualnym egoistą". Intencje udzielających porad są dobre, ale gdzie tu miłość? Te książki nie są o tym, jak się nauczyć miłości, bo też nie mamy się czego o niej uczyć. Wszystko już jest w naszych genach, w naszej naturze. Nauki wymaga tylko to, co wynaleźliśmy w naszym świecie iluzji. Szukamy miłości na zewnątrz i miłość jest tam również. Miłość jest wszędzie, brak nam tylko oczu, żeby ją zobaczyć. Nasze emocje nie są już nastrojone na odbiór miłości. Boimy się kochać, bo miłość jest niebezpieczna. Przeraża nas ryzyko odrzucenia. Musimy udawać kogoś, kim nie jesteśmy, próbujemy zyskać akceptację partnera, podczas gdy samych siebie nie akceptujemy.

 

Nie potrzebujesz uzupełnienia. Sam

w sobie jesteś kompletny. Jeśli miłość

emanuje z ciebie, nie gonisz za miłością

ze strachu przed samotnością. Jeśli masz

ją w sobie, samotność nie jest żadnym

problemem. Czujesz się dobrze i nieźle

się bawisz we własnym towarzystwie.

 

Nie to jest jednak powodem, że partner nas odrzuci. Powodem jest to, że odrzucamy samych siebie, ponieważ nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, ponieważ w to właśnie wierzymy.

Samoodrzucenie jest zasadniczym problemem. Nigdy nie jesteś wystarczająco dobry dla siebie samego, zwłaszcza że sama idea doskonałości jest fałszywą koncepcją. Wierzysz w nią jednak. Nie jesteś doskonały, więc się odrzucasz, a poziom samoodrzucenia zależy od tego, jak skuteczni byli dorośli w rozbijaniu twej integralności.

Po udomowieniu nie chodzi już o to, żeby być wystarczająco dobrym dla kogokolwiek. Nie jesteś już dość dobry nawet dla siebie, ponieważ Wielki Sędzia w tobie stale ci przypomina, że nie jesteś doskonały. Jak już powiedziałem, nigdy nie wybaczasz sobie, że nie jesteś taki, jaki chciałbyś być. I to jest prawdziwy problem. Jeśli to zmienisz, będziesz mógł zatroszczyć się o swoją połowę związku. Ta druga połowa nie jest już twoim problemem.

Jeśli powiesz komuś, że go kochasz, a ta osoba odpowie ci: „No cóż, ale ja cię nie kocham", czy jest to powód dla ciebie, żeby cierpieć? To, że cię ktoś odrzuca, nie oznacza, że ty sam też musisz się odrzucić. Jeśli nawet ktoś cię nie kocha, pokocha cię ktoś inny. Zawsze jest ktoś inny. O wiele lepiej jest być z kimś, kto chce z tobą być, niż z tym, kto musi.

Powinieneś się skupić na najwspanialszym związku, jaki możesz mieć: związku z samym sobą. To nie egoizm, to miłość do siebie samego. To nie jest to samo. Jesteś egoistą, kiedy nie ma w tobie miłości. Kiedy jest w tobie miłość, powinieneś kochać siebie, a twoje pozytywne uczucia będą się rozwijać i promieniować na zewnątrz. Dlatego właśnie wchodząc w relacje z drugim człowiekiem, nie będziesz tego robić tylko dlatego, że potrzebujesz kogoś, kto będzie cię kochał. Związek stanie się wyborem. Połączysz się z kimś, dlatego że będziesz chciał, będziesz miał czas zastanowić się, kto to jest naprawdę. A skoro nie potrzebujesz jego miłości, nie będziesz się okłamywał.

Nie potrzebujesz uzupełnienia. Sam w sobie jesteś kompletny. Jeśli miłość emanuje z ciebie, nie gonisz za miłością ze strachu przed samotnością. Jeśli masz

 

Podstawą każdej więzi jest fakt,

że chcemy się wszystkim dzielić, że

chcemy z tego czerpać zadowolenie,

chcemy się bawić, a nie nudzić. Szukamy

partnera, bo chcemy być radośni, weseli,

szczęśliwi i chcemy cieszyć się tym,

jacy jesteśmy.

 

ją w sobie, samotność nie jest żadnym problemem. Czujesz się dobrze i nieźle się bawisz we własnym towarzystwie.

Jeśli lubimy się nawzajem i wychodzimy razem, to chyba nie po to, by zadręczać się zazdrością, nie dlatego że muszę cię kontrolować albo ty musisz kontrolować mnie. To by nie było nic zabawnego, żadna przyjemność. Jeśli masz mnie krytykować, upominać, sądzić i psuć mi nastrój, to raczej ci podziękuję. Jeśli mam cierpieć, to chyba wolę być sam. Czyż ludzie są po to ze sobą, żeby przeżywać dramaty, traktować się jak własność, wymierzać sobie kary? Czy to są powody, by się do siebie zbliżyć? Oczywiście, że sami dokonujemy wyborów, ale czy na pewno tego szukamy?

Kiedy jesteśmy dziećmi - pięcio-, sześcio-, siedmioletnimi - przybiegamy do innych dzieci, bo chcemy się bawić i cieszyć. Nie idziemy na cudze podwórko, żeby nas bito lub żeby przeżywać jakieś dramaty. To się zdarza, ale zwykle nie trwa długo. Po prostu przez cały czas bawimy się. Kiedy nam się znudzi, zmieniamy grę, zmieniamy zasady, ale przez cały czas coś badamy i odkrywamy.

Jeśli wchodzisz w związek po to, żeby przeżywać dramaty, być zazdrosny, zaborczy, żeby rządzić życiem partnera, nie szukasz zabawy i radości. Szukasz bólu. I na pewno go znajdziesz. Jeśli łączysz się z kimś z egoizmu, spodziewając się, że cię uszczęśliwi, nie doczekasz się szczęścia. To nie jest wina tego kogoś. To twoja własna wina.

Podstawą każdej więzi jest fakt, że chcemy się wszystkim dzielić, że chcemy z tego czerpać zadowolenie, chcemy się bawić, a nie nudzić. Szukamy partnera, bo chcemy być radośni, weseli, szczęśliwi i chcemy cieszyć się tym, jacy jesteśmy. Nie wybieramy sobie towarzysza tylko po to, by obciążyć go naszą zazdrością, złością i egoizmem. Jak można mówić, że się kogoś kocha, i zaraz potem gardzić nim, źle go traktować, obrażać, poniżać i wykorzystywać? Ta osoba obwieszcza wszem i wobec, że cię kocha, ale czyż to jest miłość? Kto kocha, ten chce dla ukochanej osoby wszystkiego najlepszego. Dlaczego przerzucamy swój balast nawet na własne dzieci? Dlaczego okaleczamy je naszym lękiem i emocjonalną trucizną? Dlaczego obwiniamy rodziców o nasze własne śmieci?

 

Masz w sercu całą miłość, jakiej

potrzebujesz. Twoje serce zdolne jest dać

z siebie mnóstwo miłości, nie tylko dla

siebie, ale dla całego świata. Możesz

obdarzać swoją miłością, nie stawiając

żadnych warunków. Nie uszczupli jej

twoja szczodrość.

 

Ludzie uczą się egoizmu, uczą się na głucho zamykać swoje serca. Umierają z pragnienia miłości, nie wiedząc, że serce jest magiczną kuchnią. Twoje serce jest magiczną kuchnią. Otwórz serce. Otwórz swoją magiczną kuchnię i przestań błądzić po świecie, żebrząc o okruchy miłości. Masz w sercu całą miłość, jakiej potrzebujesz. Twoje serce zdolne jest dać z siebie mnóstwo miłości, nie tylko dla siebie, ale dla całego świata. Możesz obdarzać swoją miłością, nie stawiając żadnych warunków. Nie uszczupli jej twoja szczodrość, ponieważ masz w sercu magiczną kuchnię. Wtedy ci wszyscy spragnieni, którzy wierzą, że ich serce jest zamknięte, otoczą cię ze wszystkich stron, by ogrzać się twoją miłością.

Szczęście daje miłość, która emanuje z nas samych. Jeśli jesteś szczodry, każdy cię pokocha. Nigdy nie będziesz sam, jeśli potrafisz się dzielić. Egoista zawsze zmierza ku samotności, lecz tylko siebie może o to obwiniać. To szczodrość otwiera wszystkie drzwi, nie egoizm.

Egoizm wypływa ze skąpstwa, z przekonania, że miłość nie jest niewyczerpana. Stajemy się egoistami, kiedy sądzimy, że być może jutro nie dostaniemy żadnej pizzy. Ale kiedy wiemy, że nasze serce jest magiczną kuchnią, możemy dzielić się z innymi, a nasza miłość jest absolutnie bezwarunkowa.

 

7. Mistrz Snu

 

można uzdrowić i udoskonalić każdy związek w twoim życiu, każde partnerstwo może stać się wspaniałe, ale to ty zawsze musisz rozpocząć dzieło naprawy. Musisz zdobyć się na odwagę, by posłużyć się prawdą, powiedzieć prawdę sobie i być całkowicie wobec siebie uczciwy. Nie musisz być uczciwy wobec całego świata, ale na pewno musisz być uczciwy względem siebie. Prawdopodobnie nie zdołasz objąć kontrolą wszystkiego, co dzieje się wokół ciebie, ale możesz i powinieneś kontrolować własne reakcje. Te reakcje zostaną przewodnikiem po śnie twego życia, twoim osobistym śnie. To właśnie twoje reakcje powodują, że jesteś szczęśliwy lub nieszczęśliwy.

Twoje reakcje są kluczem do wspaniałego życia. Nauczywszy się kontrolować swoje reakcje, będziesz umiał zmienić przyzwyczajenia, całe swoje życie.

Sam odpowiadasz za konsekwencje wszystkiego, co robisz, myślisz, mówisz i czujesz. Trudno niekiedy dostrzec, jakie działanie odniosło określony skutek - jakie myśli, jakie emocje - ale ich rezultaty zawsze są dostrzegalne, ponieważ albo się z ich powodu cieszysz, albo cierpisz. Zarządzasz swoim indywidualnym snem poprzez dokonywanie wyborów. Trzeba przewidywać, czy spodobają ci się konsekwencje twoich wyborów, czy nie. Jeśli rezultaty cię zadowalają, rób to, co robiłeś do tej pory. Świetnie. Ale jeśli nie podoba ci się to, co się dzieje w twoim życiu, jeśli nie odczuwasz satysfakcji ze swego snu, spróbuj wyłuskać, co powoduje konsekwencje, które ci się nie podobają. To jedyny sposób na przemianę twego snu.

Twoje życie jest projekcją twego osobistego snu. Gdybyś potrafił zmienić swój osobisty sen, stałbyś się mistrzem snu. Mistrz snu tworzy z życia dzieło sztuki. Tymczasem udoskonalenie snu jest wyjątkowo trudnym zadaniem, ponieważ ludzie są niewolnikami własnych snów. Początkiem wszystkiego jest to, jak się uczymy śnić. Z przekonaniem, że nic nie jest możliwe, bardzo trudno uciec przed Snem o Lęku. Aby się obudzić z tego Snu, musisz go wpierw udoskonalić.

Dlatego Toltekowie opracowali Sztukę Transformacji. Ma ona za zadanie rozbicie starego snu i stworzenie nowego, gdzie wszystko jest możliwe, nawet ucieczka ze Snu. Zgodnie ze Sztuką Transformacji Toltekowie dzielą ludzi na Tych, Którzy Śnią i Tych, Którzy Śledzą. Ci, Którzy Śnią, wiedzą, że sen jest iluzją, mimo to bawią się w świecie iluzji, wiedząc, że i to jest iluzja. Ci, Którzy Śledzą, przypominają tygrysa lub jaguara. Stale śledzą, obserwują każdą akcję i reakcję.

Powinno się kontrolować swoje reakcje, powinno się w każdej chwili nad sobą pracować. To wymaga mnóstwa czasu i odwagi, ponieważ znacznie łatwiej nie zastanawiać się i reagować tak, jak zawsze to robisz. Prowadzi to jednak do wielu błędów, do prawdziwego cierpienia i bólu, ponieważ spontaniczne reakcje rodzą jeszcze więcej emocjonalnej trucizny i pogłębiają dramat.

Kontrolując reakcje, wkrótce nauczysz się widzieć, to znaczy odbierać rzeczy takimi, jakie są. Normalny umysł odbiera rzeczy takimi, jakie są, ale z powodu przekonań, przesądów, czyli z powodu tego, czego wcześniej się nauczyliśmy, tworzymy fałszywe interpretacje tego, co odbieramy, słyszymy, a przede wszystkim tego, co widzimy.

Jest wielka różnica pomiędzy widzeniem w sposób charakterystyczny dla Snu a widzeniem rzeczy, jakimi są, bez szufladkowania ich i osądzania. Różnica polega przede wszystkim na sposobie, w jaki twoje emocje reagują na to, co widzisz. Na przykład, jeśli idziesz ulicą i jakiś nieznajomy, który na pewno cię nie zna, powie ci: „Jesteś głupi!" i odejdzie, możesz to odebrać na wiele różnych sposobów. Możesz zgodzić się z jego słowami i pomyśleć: „Chyba naprawdę jestem głupi", możesz się rozzłościć, poczuć się poniżony albo zwyczajnie puścić to mimo uszu.

Ten przechodzień po prostu zmagał się z własną trucizną emocjonalną i powiedział to do ciebie tylko dlatego, że stanąłeś mu na drodze. Z tobą nie miało to nic wspólnego. Nie było w tym nic osobistego. Gdybyś znał tę prawdę, twoją reakcją byłoby zignorowanie tej sytuacji.

Mógłbyś nawet powiedzieć: „Jak ten człowiek musi cierpieć!", bo nie brałbyś jego słów do siebie. To tylko przykład, ale pasuje niemal do wszystkiego, co dzieje się wokół nas. Mamy bardzo mizerne ego, które zawsze i wszystko bierze do siebie, i to powoduje, że jesteśmy przewrażliwieni. Zupełnie nie widzimy tego, co się naprawdę dzieje, zawsze jesteśmy gotowi oddać cios, i każdy drobiazg staje się częścią naszego snu.

Twoja reakcja wynika z głęboko tkwiącego w tobie przekonania. Reagowałeś w ten sposób tysiąc razy, stało się to przyzwyczajeniem. Nauczyłeś się określonego typu zachowań. I tu się właśnie pojawia wielkie wyzwanie dla ciebie: zmienić swoje „normalne" reakcje, zmienić zwyczaje, podjąć ryzyko i zacząć dokonywać innych wyborów. Jeśli rezultaty nie są zadowalające, zmień taktykę jeszcze raz i jeszcze, i jeszcze, aż w końcu osiągniesz wynik, jakiego pragniesz.

 

*

 

Powiedziałem, że to nigdy nie jest nasz wybór, żeby hodować w sobie Demona, jakim są Sędzia, Oskarżony i System Przekonań. Jeśli będziemy wiedzieć, że nie mieliśmy wyboru, i jeśli uświadomimy sobie, że to tylko sen, odzyskamy coś bardzo ważnego, a utraconego dawno temu, coś, co religie zwykły nazywać „wolną wolą". Religia głosi, że w momencie stworzenia Bóg dał ludziom wolną wolę. To prawda, ale Sen nam ją odebrał, a Sen rządzi wolą większości ludzi.

Są ludzie, którzy mówią: „Chcę się zmienić. Ja naprawdę chcę się zmienić. Nie ma powodu, abym był taki biedny. Jestem inteligentny. Zasługuję na lepsze życie, na więcej pieniędzy, niż zarabiam". Wiedzą to, tak mówi im rozum. I co robią? Włączają telewizor i spędzają długie godziny na jego oglądaniu. Więc ile warta jest ich wola?

Zyskawszy świadomość, mielibyśmy wybór. Mając przez cały czas świadomość, moglibyśmy zmienić przyzwyczajenia, reakcje, całe życie. Gdybyśmy mieli świadomość, odzyskalibyśmy wolną wolę. Gdybyśmy odzyskali wolną wolę, moglibyśmy wybrać pamięć tego, kim jesteśmy. Gdybyśmy zapomnieli, moglibyśmy wybrać jeszcze raz, gdybyśmy tylko mieli świadomość. Ale nie mamy ani świadomości, ani wyboru.

Świadomość oznacza odpowiedzialność za własne życie. Nie odpowiadamy za to, co dzieje się na świecie. Odpowiadamy tylko za siebie. Nie ty uczyniłeś świat takim, jaki jest, był już taki, zanim się urodziłeś. Nie przyszedłeś tutaj z misją ratowania świata, naprawy społeczeństwa, ale na pewno pojawiłeś się tutaj z pewną wielką i ważną misją. Prawdziwą życiową misją jest bowiem znaleźć szczęście, a po to, żeby być szczęśliwym, trzeba przyjrzeć się temu, w co wierzysz, sposobowi, w jaki się osądzasz i oceniasz.

Bądź absolutnie uczciwy wobec swego szczęścia. Nie goń za fałszywymi błyskotkami, kiedy to mówi się wszystkim dokoła: „Spójrzcie na mnie. Odniosłem sukces. Mam wszystko, czego chciałem. Jestem szczęśliwy", a w głębi duszy nienawidzi się siebie samego.

Wszystko jest dla ludzi, ale najpierw musimy mieć odwagę otworzyć oczy, by zobaczyć prawdę, zobaczyć świat, jaki jest. Ludzie są beznadziejnie ślepi, a są tacy dlatego, że nie chcą widzieć. Oto jeden przykład:

Młoda kobieta spotyka mężczyznę i on od razu wpada jej w oko. Jej hormony buzują, po prostu go chce. Wszystkie przyjaciółki widzą, jaki on jest: nie pracuje, bierze narkotyki i ma wszystko to, co ją na pewno unieszczęśliwi. Ale ona widzi co innego. Widzi to, co chce widzieć. Widzi, że jest wysoki, przystojny, silny, czarujący. Stwarza sobie własne wyobrażenie tego mężczyzny i odrzuca wszystko to, co do

 

Jeśli będziemy widzieć siebie takimi, jacy jesteśmy, stanie się to pierwszym krokiem w kierunku akceptacji siebie i powstrzymania samoodrzucenia. Moment, kiedy zaakceptujemy siebie takimi, jacy jesteśmy, stanie się przełomem na drodze do zmian.

 

tego wizerunku nie pasuje. Sama się okłamuje. Naprawdę chce wierzyć, że ten związek się uda. Koleżanki mówią: „Ależ to ćpun, alkoholik, a na dodatek jest bezrobotny!" A ona na to: „Zgoda, ale moja miłość go odmieni".

Oczywiście jej matka i ojciec nienawidzą chłopaka. Rodzice martwią się, ponieważ widzą, ku czemu zmierza ich córka. Mówią: „To nie jest odpowiedni człowiek dla ciebie". Ale dziewczyna odpowiada: „Wy zawsze mówicie mi, co mam robić!" Sprzeciwia się ojcu i matce, idąc za głosem hormonów. Okłamuje samą siebie, aby usprawiedliwić swój wybór: „To moje życie, mam prawo zrobić z nim, co zechcę".

Miesiąc później rzeczywistość sprowadza ją na ziemię. Zaczyna dostrzegać prawdę, obwinia więc mężczyznę za to, czego nie chciała widzieć wcześniej. Nie ma szacunku, jest za to dużo przemocy, ale teraz najważniejsza jest jej duma. Jakże mogłaby wrócić do domu, przecież to oznacza przyznanie, że ojciec i matka mieli rację?! Nie da im tej satysfakcji! Ile czasu będzie potrzebowała, aby wyciągnąć wnioski z tego doświadczenia? Ile w niej miłości do swojej własnej osoby? Jaki jest jej próg wytrzymałości na zniewagi?

Większość cierpień wynika z faktu, że nie chcemy widzieć tego, co jest zupełnie oczywiste. Nawet jeśli spotykamy kogoś, kto udaje, że jest tak dobry, jak to tylko możliwe, łatwo zobaczymy przez tę maskę jego grę, bo zawsze się czymś zdradzi - brakiem miłości, brakiem szacunku. Jeśli tylko zechcemy. Niestety nie chcemy ani widzieć, ani słyszeć.

Dlatego właśnie jeden z proroków starożytności powiedział: „Nie ma większego ślepca niż ten, kto nie chce widzieć. Nie ma gorszej głuchoty niż u tego, kto nie chce słuchać. I nie ma większego szaleńca niż ten, kto nie chce rozumieć".

Naprawdę jesteśmy ślepi i drogo za to płacimy. Jeśli jednak otworzymy oczy i zobaczymy świat, jakim jest, oszczędzimy sobie wiele bólu. To nie znaczy, że nie powinniśmy ryzykować. Żyjemy, a więc musimy czasem zaryzykować... a jeśli przegramy, to co wtedy?... To bez znaczenia. Uczymy się na błędach, idziemy naprzód i nie roztrząsamy porażek.

Nie musimy sądzić i posądzać. Nie musimy oskarżać lub marnieć w poczuciu winy. Musimy tylko zaakceptować poznaną właśnie prawdę i zacząć od początku. Jeśli będziemy widzieć siebie takimi, jacy jesteśmy, stanie się to pierwszym krokiem w kierunku akceptacji siebie i powstrzymania samoodrzucenia. Moment, kiedy zaakceptujemy siebie takimi, jacy jesteśmy, stanie się przełomem na drodze do zmian.

 

*

 

Każdy ma swoją cenę i Życie bierze ją pod uwagę. Nie jest to jednak cena przeliczana na dolary lub złoto. Tutaj walutą jest miłość. Powiem więcej, chodzi o miłość do siebie samego. To, jak bardzo siebie kochasz, jest twoją ceną i Życie to uszanuje. Kiedy kochasz siebie, twoja cena jest bardzo wysoka, a to oznacza, że poziom twojej tolerancji na wyzysk i poniżenie jest bardzo niski. Jest niski, ponieważ się szanujesz. Lubisz siebie takim, jaki jesteś i to podwyższa twoją cenę. Jeśli czegoś w sobie nie lubisz, cena spada.

Czasami samoocena jest tak silna, że ludzie popadają w stan odrętwienia, bo tylko tak mogą ze sobą wytrzymać. Jeśli kogoś nie lubisz, możesz trzymać się od niego z daleka. Jeśli nie lubisz całej grupy ludzi, też możesz uniknąć ich towarzystwa. Ale jeśli nie lubisz siebie, chcesz czy nie, musisz być ze sobą. Aby pozbyć się siebie samego, potrzebujesz czegoś, co cię ogłuszy i odciągnie umysł od twojej własnej osoby. „Chyba pomoże mi w tym odrobina alkoholu? - myślisz. - A może działka narkotyku? Albo jedzenie, jeśli będę ciągle jeść". To zjawisko może osiągać stan krytyczny. Są ludzie, którzy naprawdę siebie nienawidzą. Są autodestrukcyjni, zabijają się stopniowo, tylko dlatego że nie mają odwagi zabić się od razu.

Jeśli się im przyjrzeć, od razu widać, że przyciągają ludzi bardzo podobnych do siebie. Co robimy, jeśli się nie lubimy? Odurzamy się alkoholem, by zapomnieć o naszym cierpieniu. Taka jest nasza wymówka. Dokąd pójdziemy po alkohol? Do najbliższego baru „na jednego". I kogóż tam spotkamy? Ano ludzi dokładnie takich samych jak my. Tych, którzy także chcą się od siebie uwolnić, odurzając się alkoholem. A więc zaczynamy pić razem, zaczynamy rozmawiać o naszym cierpieniu i znakomicie się rozumiemy! Zaczyna nas to nawet bawić. Doskonale pojmujemy nasze zmartwienia, ponieważ jesteśmy do siebie podobni jak bliźnięta. Jesteśmy tak samo autodestrukcyjni. Potem ja ranie ciebie, ty ranisz mnie - piekielnie doskonały związek.

Co się dzieje, kiedy się zmieniasz? Z jakiegoś powodu, nieważne jakiego, nie chcesz już więcej pić. Już możesz ze sobą wytrzymać i nawet zaczyna ci się to podobać. Przestajesz pić, ale nadal masz tych samych przyjaciół, co przedtem, którzy nie widzą niczego poza alkoholem. Odurzają się, ogłupiają, czują się szczęśliwi, ale ty już widzisz, że to szczęście nie jest prawdziwe. To, co nazywają szczęściem, jest buntem przeciwko własnemu bólowi emocjonalnemu. W tym „szczęściu" są tak poranieni, że znajdują radość w zadawaniu ran sobie i innym.

Już do nich nie pasujesz, więc oczywiście mają ci za złe, że się zmieniłeś. „Masz mnie za coś gorszego? Nie jestem dla ciebie dość dobry, aby ze mną pić czy ćpać? Kim ty jesteś, żeby zadzierać nosa!" Teraz będziesz musiał dokonać wyboru: albo zrobisz krok do tyłu, albo pójdziesz naprzód, podniesiesz się do innego poziomu, gdzie spotkasz ludzi, którzy ostatecznie się zaakceptowali, tak jak ty to zrobiłeś. Odnajdziesz inną rzeczywistość, nowy sposób budowania związków i nigdy więcej nie zdecydujesz się na ów szczególny rodzaj autonienawiści.

 

8. Seks: demon z piekła rodem

 

gdybyśmy mogli z wszechświata usunąć ludzi, zobaczylibyśmy, że wszystko - gwiazdy, księżyc, planety, zwierzęta - są doskonałe takie, jakie są. Życie nie potrzebuje ani uzasadnienia, ani wartościowania. Bez nas trwałoby nadal w takiej samej postaci. Gdy-byśmy wprowadzili ludzi z powrotem, zabierając im jednak zdolność osądzania i wartościowania, odkrylibyśmy, że jesteśmy dokładnie tacy sami jak reszta

natury. Nie jesteśmy dobrzy ani źli, prawidłowi czy nie. Po prostu jesteśmy tacy, jacy jesteśmy.

We wspólnym Śnie Planety mamy głęboką potrzebę uzasadniania i wartościowania dosłownie wszystkiego. Absolutnie każdą rzecz klasyfikujemy jako dobrą lub złą, słuszną lub niesłuszną, podczas gdy jest ona tylko tym, czym jest. Ludzie gromadzą mnóstwo wiedzy. Uczymy się tych wszystkich wierzeń, przekonań, morałów i zasad od naszej rodziny, społeczeństwa, religii. Większa część naszych zachowań i uczuć opiera się na tej właśnie wiedzy. Tworzymy anioły i demony, a seks staje się oczywiście największym demonem piekieł. Seks ukazuje się jako największy grzech ludzkości, podczas gdy ludzkie ciało zostało stworzone dla seksu.

Jesteś biologiczną, seksualną istotą. Jesteś i już. Twoje ciało jest bardzo mądre. Cała ta inteligencja zawarta jest w genach, w DNA. DNA nie musi niczego rozumieć ani uzasadniać. Ono po prostu wie. Nie ma żadnego problemu z seksem. Problemem jest sposób, w jaki manipulujemy wiedzą, poglądami, podczas gdy nie ma niczego, co wymagałoby jakiegokolwiek uzasadnienia i usprawiedliwienia. Rozum nie chce się poddać i zaakceptować prawdy. Mamy cały wachlarz poglądów na temat tego, czym powinien być seks i jakie powinny być związki między ludźmi, ale wszystkie te przekonania są chaotyczne i zniekształcone.

W piekle płacimy bardzo wysoką cenę za seks, ale instynkt jest tak silny, że uprawiamy go mimo wszystko. Potem mamy poczucie winy, wstydzimy się, słyszymy te wszystkie szepty i plotki. „Popatrz, co ta kobieta wyprawia! Spójrz na tego mężczyznę! Och! Ach!" Mamy dokładną definicję tego, czym jest kobieta, czym jest mężczyzna, jakie powinno być seksualne zachowanie kobiety, jakie mężczyzny. Mężczyzna jest zawsze za bardzo maczo, albo za bardzo mięczakiem, w zależności od tego, kto to ocenia. Kobiety są zawsze za chude albo za grube. Mamy zawsze bardzo wiele do powiedzenia o tym, jaka powinna być kobieta, aby uznać ją za piękną. Musisz kupować właściwe ubrania, kreować właściwy image, aby stać się uwodzicielskim i wpasować się w ten wizerunek. Jeśli nie pasujesz do ogólnego wzorca piękna, dorastasz w przekonaniu, że nic nie jesteś wart i że nikomu się nie spodobasz.

Wierzymy w tak wiele kłamstw na temat seksu, że nie potrafimy się nim cieszyć. Seks jest dla zwierząt, seks jest zły. Powinniśmy się wstydzić wszelkich pragnień seksualnych. Te poglądy na temat seksu całkowicie kłócą się z naturą. Tymczasem jest to tylko sen, ale my w niego wierzymy. Twoja prawdziwa natura rwie się na zewnątrz, bo nie pasuje do tych zasad. Czujesz się winny. Nie jesteś taki, jaki powinieneś być. Jesteś sądzony. Jesteś ofiarą. Wyznaczasz sobie karę i to jest niesprawiedliwe. Powstają rany zakażone emocjonalną trucizną.

To umysł bawi się w tę grę, ale ciała nie obchodzi, w co wierzy rozum. Ciało po prostu odczuwa potrzeby seksualne. W pewnym okresie naszego życia nie unikniemy pociągu seksualnego. Jest to całkowicie normalne i nie powinno stwarzać problemu. Ciało odczuwa pragnienie seksu, kiedy jest podniecone, dotykane, pobudzane wzrokowo, kiedy przeczuwa okazję do seksu. Ciało ma odczucia seksualne, a za chwilę może ich nie mieć. Kiedy kończy się stymulacja, ciało przestaje odczuwać potrzebę seksu, inaczej jest z umysłem.

Powiedzmy, że jesteś zamężna i zostałaś wychowana w głęboko wierzącej rodzinie katolickiej. Wpojono w ciebie wszystkie przekonania na temat tego, czym powinien być seks, co jest dobre, a co złe, słuszne lub niesłuszne, czym jest grzech, a co jest wybaczalne. Musisz wyjść za mąż, aby seks stał się dopuszczalny. Bez ślubu seks jest grzechem. Przyrzekłaś wierność, ale pewnego razu idziesz ulicą i widzisz przechodzącego obok mężczyznę. Czujesz silny pociąg. Twoje ciało czuje pociąg. Nie szkodzi. To jeszcze nie znaczy, że podejmiesz jakieś działania. Jednak nie możesz wyzbyć się swych odczuć, ponieważ są one całkowicie normalne. Kiedy mija stymulacja, ciało uspokaja się, ale umysł musi uzasadnić i ocenić to, co czuje ciało.

Umysł wie, i to jest problem. Umysł wie, że ty wiesz. Ale co tak naprawdę wiesz? Wiesz to, w co wierzysz. Nieważne, czy to dobre, czy złe, słuszne czy niesłuszne, poprawne czy nie. Wychowano cię tak, abyś wiedziała, że to złe. I dlatego od razu wydajesz wyrok. Teraz zaczyna się dramat i konflikt.

Myślisz o tym mężczyźnie i już samo myślenie podnosi w tobie poziom hormonów. Siła pamięci twego umysłu sprawia, że czujesz, jakbyś go znowu widziała. Ciało reaguje, ponieważ umysł o tym myśli. Gdyby umysł zostawił ciało w spokoju, reakcja rozpłynęłaby się, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Ale umysł pamięta, a ponieważ wiesz, że to nie w porządku, zaczynasz poddawać siebie osądowi. Rozum mówi, że to naganne i próbuje zdusić to, co czuje. A co się dzieje, kiedy próbujesz stłumić swój umysł? Zaczyna pracować jeszcze intensywniej. Toteż kiedy zobaczysz tego mężczyznę, nawet w zupełnie innej sytuacji, twoje ciało zareaguje o wiele silniej.

Gdybyś widząc go po raz pierwszy, nie roztrząsała tego tak dogłębnie, gdybyś nie odsądzała siebie od czci i wiary, prawdopodobnie ujrzawszy go po raz drugi, w ogóle nie zwróciłabyś na niego uwagi. Ale teraz... kiedy go widzisz, odczuwasz napięcie seksualne, zaczynasz osądzać te uczucia i myślisz: „Boże, to nie w porządku. Jestem niemoralna". Powinnaś zostać ukarana, jesteś winna, spadasz w przepaść. I to

tylko za to, co jest w twojej własnej głowie! Niewykluczone, że ten mężczyzna nawet cię nie dostrzegł. Ale ty zaczynasz sobie wyobrażać różne rzeczy, marzyć i w efekcie pragniesz go coraz bardziej. W końcu gdzieś go spotykasz, rozmawiasz z nim i to jest dla ciebie piękne. Potem staje się to obsesją, bardzo pociągającą, choć nadal się boisz.

Jeszcze moment i jesteś zakochana. Jest to równocześnie i najwspanialsza, i najstraszniejsza rzecz pod słońcem. Teraz już naprawdę zasłużyłaś na karę. „Tylko kobieta lekkich obyczajów dopuściłaby, aby jej pragnienia seksualne stały się silniejsze od moralności!" Kto wie, jak jeszcze może zaskoczyć nas nasz umysł. Boli cię, ale próbujesz nie przyznawać się do swoich uczuć. Próbujesz uzasadnić i usprawiedliwić swoje postępowanie, żeby zminimalizować ból. „Cóż, mój mąż też chyba nie jest święty".

Zauroczenie staje się jeszcze silniejsze, i to nie z powodu twego ciała. To umysł wciąga cię w tę grę. Lęk staje się obsesją, narasta coraz bardziej. Kiedy dojdzie do zbliżenia, będzie to wspaniałe doznanie, nie dlatego że on jest taki wspaniały, i nie dlatego, że seks był wspaniały, ale dlatego że nareszcie rozładowałaś całe napięcie i lęk. Aby to powtórzyć, umysł znowu zabawi się w grę, która mówi ci, że przeżyłaś coś niezwykłego dzięki temu mężczyźnie, choć to nieprawda.

Dramat urasta do niebotycznych rozmiarów, a tymczasem jest to tylko gra umysłu. Nie dzieje się nawet w rzeczywistości. To nie jest także miłość, bo ten typ relacji jest zawsze destrukcyjny. Jest autodestrukcyjny, ponieważ ranisz siebie, a punkt, który najbardziej boli, to twoje przekonania. Nieważne, w co wierzysz ważne, że łamiesz własne przekonania, zasady, które sprawiały, że czułaś się duchowym rycerzem, a nie ofiarą - podsądnym. I teraz zamiast wyjść z piekła, będziesz poprzez te doświadczenia wchodzić weń coraz głębiej.

 

*

 

Twoje ciało i twój umysł mają całkowicie odrębne potrzeby, ale twój umysł rządzi ciałem. Ciało ma pewne nieuniknione potrzeby. Musisz mu dostarczać jedzenia, wody, okrycia, snu i seksu. Wszystkie te potrzeby ciała są absolutnie normalne i łatwo je zaspokoić. Problem w tym, że umysł przedstawia je jako swoje potrzeby.

W maleńkim świecie iluzji nasz umysł tworzy rozbudowany obraz. Umysł bierze odpowiedzialność za wszystko. Umysł wyobraża sobie, że to on potrzebuje jedzenia, wody, ubrania, seksu. Tymczasem umysł nie ma żadnych potrzeb fizycznych, nie potrzebuje jedzenia, wody, tlenu ani seksu. Łatwo się o tym przekonać. Kiedy twój umysł mówi: „Jestem głodny", jesz i twoje ciało jest wkrótce nasycone, ale umysł nadal myśli o jedzeniu. Więc dalej jesz i nie możesz zaspokoić jedzeniem swego umysłu, ponieważ nie jest to rzeczywista potrzeba.

Podobnie jest z okryciem. Twoje ciało potrzebuje ubrania, ponieważ wiatr jest zimny, a słońce piekące. To łatwa do zaspokojenia potrzeba fizyczna. Kiedy potrzeba istnieje tylko w głowie, możesz mieć tony ubrań i wciąż będziesz chciał więcej. Otwierasz szafę pełną ubrań, ale twój umysł nie jest zadowolony. Podpowiada: „Nie mam co na siebie włożyć!"

Umysł potrzebuje kolejnego samochodu, kolejnej wycieczki, pokoju lub całego domku gościnnego dla przyjaciół. Wszystkie te potrzeby, których nigdy nie da się w pełni zaspokoić, gnieżdżą się w umyśle. To samo jest z seksem. Kiedy potrzeba tkwi w umyśle, nie da się jej zaspokoić. Kiedy potrzeba jest w umyśle, są tam również samooskarżenia, cała wiedza, cała filozofia. To dlatego tak trudno poradzić sobie z seksem. Tymczasem umysł wcale nie potrzebuje seksu. Tym, czego naprawdę potrzebuje, jest miłość. A jeszcze bardziej niż umysł potrzebuje jej twoja dusza, bo umysł przetrwa, żywiąc się samym lękiem. Lęk to także energia, którą może się pożywić twój umysł. Nie jest to takie pożywienie, jakiego by sobie życzył, jednak wystarcza.

Musimy uwolnić ciało od tyrana, jakim jest nasz umysł. Jeśli wyrzucimy z głowy potrzebę jedzenia i potrzebę seksu, wszystko stanie się o wiele łatwiejsze. Pierwszym krokiem do wyzwolenia jest podzielenie potrzeb na dwie kategorie: jedne są potrzebami ciała, inne są potrzebami umysłu.

Umysł miesza potrzeby ciała ze swoimi własnymi potrzebami, ponieważ umysł chce wiedzieć: Czym jestem? Żyjemy w świecie iluzji i nie mamy pojęcia, czym jesteśmy. To umysł tworzy wszystkie te pytania, a pytanie Kim jestem? stanowi największą tajemnicę, przy czym żadna odpowiedź nas nie zadowala ani nie daje poczucia bezpieczeństwa. Umysł stwierdza: „Jestem ciałem. Jestem tym, co widzę. Jestem tym, co myślę. Jestem tym, co czuję. Boli mnie. Krwawię".

Współistnienie ciała i duszy jest tak bliskie, że umysł wierzy: „Ja jestem ciałem". Ciało ma potrzeby i umysł mówi: „To są moje potrzeby". Umysł bierze do siebie wszystko, co dotyczy ciała, ponieważ poszukuje odpowiedzi na pytanie: Czym jestem? To normalne, że w pewnym momencie umysł uzyskuje kontrolę nad ciałem. Żyjesz tak, aż stanie się coś, co tobą wstrząśnie i pozwoli zobaczyć, czym nie jesteś.

Świadomość pojawia się, kiedy zobaczysz, czym nie jesteś, kiedy umysł zacznie rozumieć, że nie jest ciałem. Twój umysł powie: „W takim razie, czym jestem? Czy jestem dłonią? Jeśli odetnę dłoń, wciąż pozostanę sobą. Więc nie jestem dłonią". Odrzucając kawałek po kawałku to wszystko, czym nie jesteś, dojdziesz do tego, co zostanie - tym właśnie jesteś. Odnalezienie własnej tożsamości to długi proces myślowy. Podczas tego procesu odrzucisz wszystkie bajki na swój temat, które pozwalały ci czuć się bezpiecznie, ale w końcu zrozumiesz, kim jesteś naprawdę.

Odkryjesz, że wcale nie jesteś tym, za kogo się uważałeś, ponieważ nigdy nie wybierałeś swoich przekonań i wierzeń. Te wierzenia były już, kiedy się urodziłeś. Odkryjesz także, że nie jesteś ciałem, bo zacząłeś funkcjonować poza ciałem. Dostrzeżesz, że nie jesteś snem, i że nie jesteś umysłem. Jeśli wejdziesz jeszcze głębiej, zobaczysz także, że nie jesteś również duszą. To, co stwierdzisz, będzie zupełnie niewiarygodne. W końcu zrozumiesz, że jesteś Siłą - siłą, która sprawia, że twoje ciało żyje, a twój umysł śni.

Bez ciebie, bez tej siły, twoje ciało runie na ziemię. Bez ciebie cały twój sen rozpłynie się w nicość. To, czym jesteś naprawdę, stanowi Życie. Spójrz tylko w czyjeś oczy. Ujrzysz w nich samoświadomość i przejawy Życia. Życie nie jest ciałem, nie jest umysłem, nie jest duszą. Jest siłą. Poprzez tę siłę nowo narodzone niemowlę staje się dzieckiem, podlotkiem, dorosłym, wychowuje potomstwo i starzeje się. Kiedy Życie opuszcza ciało, ciało rozkłada się i przemienia w proch.

Ty jesteś Życiem, które przenika twoje ciało, twój umysł, twoją duszę. Kiedy to odkryjesz - nie dzięki logice czy intelektowi, ale dzięki temu, że czujesz to Życie w sobie - przekonasz się, że jesteś tą samą siłą, która otwiera i zamyka kwiaty i pozwala kolibrom latać między nimi. Odkryjesz, że jesteś w każdym drzewie, każdym zwierzęciu, roślinie i skale. Jesteś tą siłą, która szumi w wietrze i która oddycha poprzez twoje ciało. Siła ta porusza żywą istotę, jaką jest Wszechświat. I to właśnie jesteś ty. Ty jesteś Życiem.

 

*

 

W greckiej mitologii istnieje opowieść o przykutym do skały Prometeuszu. W dzień orzeł szarpie jego wnętrzności, a w nocy one odrastają. Każdego dnia orzeł przylatuje, by rozdziobywać jego rany. Co to oznacza? Kiedy Prometeusz budzi się, budzi się jego ciało i emocje. Orzeł jest Demonem, który zjada jego wątrobę. W nocy emocje śpią i dlatego Prometeusz zdrowieje. Rodzi się na nowo, aby być pożywieniem dla orła, aż do czasu, gdy Herakles go uwolni. Herakles jest jak Chrystus, Budda czy Mojżesz, rozrywa łańcuchy cierpienia i daje ci wolność.

Doskonalenie siebie zacznij od analizy wszystkich swoich reakcji. Każdego dnia próbuj zmieniać jedno przyzwyczajenie po drugim. To jest jak wojna o wyzwolenie spod panowania Snu, który rządzi twoim życiem. To wojna pomiędzy tobą a drapieżnikiem o prawdę leżącą między wami. W całej zachodniej tradycji, od Kanady po Argentynę, nazywamy siebie rycerzami, bo rycerz jest łowcą, który poluje wewnątrz siebie. To wielka wojna, ponieważ jest to wojna przeciwko Demonowi. To, że zostałeś rycerzem, nie oznacza jeszcze, że wygrasz wojnę, ale próbujesz walczyć i nie godzisz się na to, że Demon zjada cię żywcem.

 

Ty jesteś Życiem, które przenika twoje

ciało, twój umysł, twoją duszę. Kiedy

to odkryjesz - nie dzięki logice czy

intelektowi, ale dzięki temu, że czujesz

to Życie w sobie - przekonasz się,

że jesteś tą samą siłą, która otwiera

i zamyka kwiaty i pozwala kolibrom

latać między nimi. Jesteś tą siłą, która

szumi w wietrze i która oddycha poprzez

twoje ciało. Siła ta porusza żywą istotę,

jaką jest Wszechświat. I to właśnie

jesteś ty. Ty jesteś Życiem.

 

Nie możesz się przed nim ukryć. Demon jest najtrudniejszym łupem. To jest ta część ciebie, która próbuje usprawiedliwiać twoje zachowanie przed innymi ludźmi, ale kiedy jesteś sam, staje się najsurowszym sędzią. Zawsze osądza, oskarża, obwinia i sprawia, że czujesz się winny.

Zwykle Demon twojego partnera sprzymierza się z twoim Demonem przeciwko prawdziwemu tobie. Masz przeciwko sobie nie tylko swego własnego, ale także Demona twojego partnera. Jednoczą się, aby wzmóc twoje cierpienie. Jeśli o tym wiesz, możesz próbować ich poróżnić. Możesz zdobyć się na więcej współczucia dla twego partnera i pozwolić mu zwalczyć jej lub jego Demona. Poczujesz się szczęśliwy za każdym razem, kiedy twój partner zrobi kolejny krok ku wolności. Uświadomisz sobie, że kiedy twój partner jest przygnębiony, smutny lub zazdrosny, masz do czynienia nie z osobą, którą kochasz, ale z Demonem, który akurat nim zawładnął.

Wiedząc o istnieniu Demona i o tym, że zaatakował bliską ci osobę, zostawisz swemu partnerowi trochę więcej przestrzeni, by mógł wydać mu bitwę. Skoro jesteś odpowiedzialny tylko za swoją połowę związku, powinieneś pozwolić, aby sam uporał się ze swym własnym snem. W ten sposób łatwiej będzie nie brać do siebie osobiście wszystkiego, co robi twój partner. Takie postępowanie bardzo wesprze twój związek, bardzo go umocni, ponieważ cokolwiek robi twój partner, nie jest to wymierzone przeciwko tobie. Twój partner po prostu uprząta swoje własne śmieci. Jeśli nie będziesz małostkowo brać wszystkiego do siebie, ułatwi wam to zbudowanie wspaniałego związku.

 

9. Patrząc oczyma Miłości

 

JEŚLI ZASTANOWISZ SIĘ NAD SWOIM CIAŁEM, PRZYPOMNISZ sobie, że składa się ono z miliardów komórek. Każda komórka jest żywą, zależną od ciebie istotą. Jesteś odpowiedzialny za wszystkie te istnienia. Dla tych wszystkich bytów, jakimi są komórki twojego ciała, ty jesteś Bogiem. Ty im dostarczasz wszystkiego, czego potrzebują, możesz je kochać, być wobec nich szczodry albo bardzo skąpy.

Komórki twojego ciała są całkowicie lojalne względem ciebie i pracują dla ciebie w idealnej harmonii.

Jeśli uznasz tę prawdę, powiesz: „Przepraszam, że o tobie zapomniałem, będę się o ciebie troszczyć". Układ między tobą a twoim ciałem, między tobą a tymi miliardami żywych, zależnych od ciebie komórek, może stać się najpiękniejszym związkiem. Twoje ciało wraz ze wszystkimi żywymi komórkami jest doskonałe dla tej połowy związku, która go dotyczy. Dokładnie tak jak pies jest doskonałym partnerem w swojej połówce

 

Aby zbudować związek, który zabierze

was oboje do nieba, musisz całkowicie

akceptować swoje ciało. Musisz kochać je

i dać mu swobodę, aby mogło po prostu

być, miało możność dawania i brania bez

onieśmielenia, ponieważ nieśmiałość jest

rodzajem lęku.

 

związku. Drugą połową jest twój umysł. Twoje ciało troszczy się o swoją połowę związku, natomiast umysł jest tą częścią, która skąpi ciału swoich względów, obraża je, wykorzystuje i nadużywa.

Spójrz, jak traktujesz swego psa lub kota. Gdybyś potrafił traktować swoje ciało tak samo jak swego pupila, zobaczyłbyś, że to jest rodzaj miłości. Twoje ciało bardzo pragnie miłości ze strony twego umysłu, ale umysł mówi: „Nie. Nie lubię tego fragmentu mojego ciała. Popatrz na mój nos, nie cierpię swego nosa. A moje uszy! - są za duże. Jestem za gruby. Mam za krótkie nogi". Umysł potrafi wymyślać najprzeróżniejsze rzeczy na temat swego ciała.

Tymczasem twoje ciało jest doskonałe takie, jakie jest. Niestety, mamy wpojone poglądy na temat tego, co jest słuszne, a co niesłuszne, dobre i złe, ładne i brzydkie. To są tylko poglądy, ale my w nie wierzymy i w tym tkwi problem. Z powodu wyobrażenia o doskonałości, jakie nam przekazano, spodziewamy się, że ciało będzie wyglądać w pewien szczególny sposób i tak samo działać. Odrzucamy swoje ciało, choć jest ono całkowicie lojalne wobec nas. Nawet jeśli nasze ciało czegoś nie może z powodu swych ograniczeń, poszturchujemy je, przymuszamy i ono stara się nam dogodzić.

Popatrz tylko, co wyprawiasz ze swoim własnym ciałem! Jeśli odrzucasz nawet swoje ciało, to czego mogą się po tobie spodziewać inni ludzie? Jeśli akceptujesz swoje własne ciało, będziesz mógł zaakceptować niemal każdego i niemal wszystko. To bardzo ważna zasada w sztuce budowania związków. Związek, jaki masz z samym sobą, odzwierciedla się w twoich związkach z innymi. Jeśli odrzucasz swoje ciało, dzieląc miłość ze swym partnerem, stajesz się nieśmiały. Myślisz: „Wystarczy spojrzeć na moje ciało... Jak mógłby mnie kochać, skoro jest takie, jakie jest..." Odrzucasz siebie i spodziewasz się, że inni też cię odrzucą z tego samego powodu, dla którego ty się nie akceptujesz. Także kiedy odrzucasz kogoś innego, robisz to głównie dlatego, że dostrzegasz w nim „wady", których nie lubisz w sobie.

Aby zbudować związek, który zabierze was oboje do nieba, musisz całkowicie akceptować swoje ciało. Musisz kochać je i dać mu swobodę, aby mogło po

 

Nie są ważne opinie innych ludzi, lecz twoja samoocena. Jesteś piękny, bez

względu na to, co twierdzi twój umysł. To fakt.

 

prostu być, miało możność dawania i brania bez onieśmielenia, ponieważ nieśmiałość jest rodzajem lęku.

Pomyśl o tym, jak patrzysz na swego psa. Widzisz go oczyma miłości i cieszysz się jego urodą. Nie ma żadnego znaczenia, czy ten pies rzeczywiście jest piękny. Nawet patrzenie na niego sprawia ci przyjemność, ponieważ nie chodzi o piękno. Już stwierdziliśmy, że piękno to tylko jedna z koncepcji; zawsze jest względne.

Czy uważasz, że żółw albo żaba są brzydkie? Spójrz na żabę, a stwierdzisz, że żaba jest piękna, a nawet zachwycająca. Popatrzysz na żółwia - on także jest piękny. Wszystko, co istnieje, jest piękne. Absolutnie wszystko. Ty jednak myślisz: „Och, to jest takie brzydkie!", tylko dlatego że ktoś ci wmówił i ty teraz wiesz, co jest piękne, a co brzydkie, dokładnie tak samo jak narzucił ci swoje pojęcia o tym, co jest dobre, a co złe.

Problem nie leży w tym, że się jest pięknym czy brzydkim, wysokim czy niskim, chudym czy grubym. Nie ma problemu w tym, że się jest wspaniałym. Jeśli idziesz ulicą i tłum ludzi mówi ci: „Och, jesteś piękny!", odpowiadasz: „Dziękuję, wiem". I idziesz dalej. Nie robi to na tobie wrażenia. Jest ci to obojętne. Ale nie jest obojętne, kiedy nie wierzysz, że jesteś piękny, a ktoś ci to powie. Wtedy rumienisz się: „Naprawdę?" Miłe słowa, dobra ocena tego kogoś, wywierają na tobie wrażenie i oczywiście stajesz się łatwą zdobyczą.

Pozytywna ocena jest tym, czego, jak ci się wydaje, potrzebujesz, ponieważ wierzysz, że nie jesteś piękny. Czy pamiętasz opowieść o magicznej kuchni? Jeśli masz dość pożywienia, a ktoś zaproponuje ci jedzenie w zamian za władzę nad tobą, powiesz: „Nie. Dziękuję". Jeżeli chcesz być piękny, a nie wierzysz, że jesteś, i ktoś zaproponuje: „Będę ci stale powtarzać, jaki jesteś piękny, w zamian za władzę nad tobą", odpowiadasz: „Tak, proszę, mów mi, jaki jestem piękny".

Zgodzisz się na to, ponieważ wydaje ci się, że potrzebujesz pozytywnej oceny.

Tymczasem nie są ważne opinie innych ludzi, lecz twoja samoocena. Jesteś piękny, bez względu na to, co twierdzi twój umysł. To fakt. Nie musisz niczego robić, ponieważ już masz całe piękno, jakiego potrzebujesz. Aby być pięknym, nie musisz nikomu podlegać. Inni mają prawo widzieć, co zechcą. Czy uważają, że jesteś piękny czy nie, nie ma to żadnego wpływu na ciebie, jeśli masz świadomość swojej własnej urody i jeśli ją akceptujesz.

Mogło się zdarzyć, że wyrosłeś w przekonaniu o swej nieatrakcyjności i zazdrościsz innym urody. Wtedy, aby usprawiedliwić swoją zawiść, mówisz sobie: „Wcale nie chcę być piękny". Możesz nawet bać się piękna. Ten lęk może przychodzić z różnych stron, nie będzie taki sam dla każdego, ale często jest to lęk przed swoją własną potęgą. Piękne kobiety mają władzę nad mężczyznami i nie tylko nad nimi. Mają władzę także nad innymi kobietami. Inne kobiety, które nie są tak piękne jak ty, mogą ci zazdrościć powodzenia u mężczyzn. Jeśli ubierasz się w pewien sposób i mężczyźni szaleją za tobą, co powiedzą o tobie inne kobiety? „Ona prowadzi zbyt lekki tryb życia". Tak oto zaczynasz bać się tych wszystkich ocen. A przecież to znowu tylko puste słowa, fałszywe wyobrażenia, które ranią twoje uczucia i emocje. Potem nie pozostaje nam nic innego, jak tylko przykrywać owe rany kłamstwami i systemem negacji.

Zawiść również jest poglądem, który łatwo rozbić za pomocą świadomości. Naucz się radzić sobie z zawiścią w stosunku do innych kobiet czy mężczyzn, ponieważ prawda jest taka, że każdy jest piękny. Jedyną różnicą pomiędzy pięknem tej a tamtej osoby jest ogólna, przyjmowana przez ludzi koncepcja urody.

 

Gdziekolwiek zechcesz, spełnisz się w miłości, ale nie w tej wyrwanej innym

ludziom. Jeśli spojrzysz na drzewo, poczujesz całą miłość płynącą od drzewa

do ciebie. Popatrzysz na niebo i ono wypełni twój umysł miłością. Wszędzie

dostrzeżesz Boga i to już nie będzie tylko teoria, bowiem Bóg jest wszędzie. I Życie jest wszędzie.

 

Piękno jest tylko abstrakcją, przekonaniem, koncepcją, możesz w nią jednak wierzyć i budować na jej fundamencie swoją potęgę. Mija czas i widzisz, że się starzejesz. Prawdopodobnie z twojego punktu widzenia nie jesteś już tak piękna, jak byłaś kiedyś. Pojawia się młodsza kobieta i teraz ona jest tą piękną. Czas na operację plastyczną! Za wszelką cenę próbujesz utrzymać władzę, ponieważ wierzysz, że piękno to potęga. Starzenie się staje się bolesne. „Boże, moja uroda przemija! Czyż mój mężczyzna będzie mnie nadal kochał, skoro już nie jestem atrakcyjna? Nie, przecież widzi inne kobiety, które są bardziej pociągające ode mnie".

Staramy się przeciwdziałać starzeniu. Myślimy, że jeśli ktoś jest stary, to już nie może być piękny. To nieprawda. Patrząc na nowo narodzone, pomarszczone, sinoczerwone dziecko, wiemy, że jest piękne. Stary człowiek też jest piękny. Błędy tkwią w emocjach, które rządzą naszymi oczyma i które klasyfikują, co jest piękne, a co nie. Za dużo jest tych wszystkich opinii i sądów, tych wszystkich koncepcji, które ograniczają nasze szczęście, prowadzą do samoodrzucenia i do odtrącania również innych ludzi. Czy widzisz, w jaki sposób rozgrywamy swój dramat, jak kierując się takimi przekonaniami, zmierzamy do porażki?

Starzenie się jest tak samo piękne jak dorastanie. Wyrastamy, rozwijamy się od dziecka poprzez nastolatka do młodego mężczyzny czy kobiety. To jest piękne. Stanie się starą kobietą lub starym mężczyzną też jest piękne. W życiu ludzkim jest parę lat, kiedy pragniemy potomstwa. W ciągu tych lat chcemy być atrakcyjni seksualnie, ponieważ natura tak nas ukształtowała. Po tym okresie nie musimy już być seksualnie atrakcyjni z tego punktu widzenia, ale to nie znaczy, że przestaliśmy być piękni.

Jesteś tym, czym wierzysz, że jesteś. I nie musisz robić nic więcej. Wystarczy, że jesteś, czym jesteś. Masz prawo czuć się pięknym i cieszyć się z tego. Powinieneś szanować swoje ciało i zaakceptować je takie, jakie jest. Nie potrzebujesz nikogo, żeby cię kochał. Miłość przychodzi od wewnątrz. Żyje wewnątrz nas i jest tam zawsze, ale nie czujemy tego poprzez zasłonę z dymu i mgły fałszywych przekonań. Możesz odbierać piękno, które jest poza tobą, i czuć piękno, które żyje w tobie.

Wiesz, co jest piękne, a co brzydkie, i jeśli się sobie nie podobasz, możesz zmienić poglądy, a twoje życie również się zmieni. Łatwo napisać takie zdanie, ale wiem, że realizacja wcale nie jest prosta. Każdy, kto rządzi przekonaniami, włada też snem. Kiedy śniący przejmie w końcu kontrolę nad swoim własnym snem, sen stanie się dziełem sztuki.

 

*

 

Możesz zacząć od codziennego przygotowywania pudży dla swego ciała. W Indiach ludzie odprawiają pudżę, czyli rytuały, dla najróżniejszych bogów i bogiń. Kłaniają się wówczas swemu idolowi, składają mu kwiaty i czczą go całą swoją miłością, ponieważ posągi przedstawiają Boga. Każdego dnia możesz ofiarować pełną poświęcenia i uwielbienia miłość swemu ciału. Robisz to, biorąc prysznic, kąpiel, traktując swe ciało z całą miłością, szacunkiem, wdzięcznością i czcią. Kiedy jesz, weź kęs, zamknij oczy i delektuj się jedzeniem. Pożywienie jest ofiarą dla twego ciała, dla świątyni, w której mieszka Bóg. Rób to codziennie, a poczujesz, że twoja miłość do twego ciała rośnie każdego dnia, i nigdy już siebie nie odtrącisz.

Pomyśl tylko, jak się poczujesz, kiedy zaczniesz adorować swoje ciało. Jeśli w pełni się zaakceptujesz, będziesz się czuł dobrze w swoim własnym ciele i osiągniesz szczęście. Od tej chwili wchodząc w relacje z innymi ludźmi, nie dasz się wykorzystywać i poniewierać, bo będziesz miał niski, prawie zerowy, limit autopogardy. To jest miłość do samego siebie. To nie żadne wywyższanie się, ponieważ do innych będziesz się odnosił z taką samą miłością, z takim samym szacunkiem i z taką samą wdzięcznością, jaką masz dla siebie. Dostrzegasz doskonałość zawierającą się w takim związku? To jest uznanie Boga w każdym z nas.

Kiedy postawisz sobie za cel zbudowanie doskonałego związku pomiędzy tobą a twoim ciałem, nauczysz się układać doskonałe relacje z każdym, kto jest z tobą, łącznie z twoją matką, przyjaciółmi, kochankiem, dziećmi i twoim psem. Skoro zbudowałeś doskonały układ między tobą i twoim ciałem, to od tej chwili twoja połowa każdego związku w otaczającym cię świecie stanie się idealnie spełniona. Twój sukces w związku nie będzie już zależał od czynników zewnętrznych.

Jeżeli po tym, jak nauczysz się odprawiania pudży dla swego ciała, jak nauczysz się jego adoracji, dotkniesz ciała swego kochanka, zrobisz to z tą samą adoracją, z tą samą miłością, szacunkiem i wdzięcznością. Kiedy zaś twój kochanek dotknie twego ciała, będzie ono całkowicie otwarte. Nie będzie w nim strachu, przymusu, ponieważ wypełni je miłość.

Pomyśl o wszystkich możliwościach, jakie daje ci dzielenie się miłością w taki sposób. Nie musicie się nawet dotykać. Samo patrzenie sobie nawzajem w oczy wystarczy, aby zaspokoić wszystkie potrzeby umysłu i duszy. Ciało zaspokoi się już wcześniej, całą tą miłością, którą masz dla niego. Nigdy więcej nie będziesz samotny, ponieważ spełnisz się dzięki swojej własnej miłości.

Gdziekolwiek zechcesz, spełnisz się w miłości, ale nie w tej wyrwanej innym ludziom. Jeśli spojrzysz na drzewo, poczujesz całą miłość płynącą od drzewa do ciebie. Popatrzysz na niebo i ono wypełni twój umysł miłością. Wszędzie dostrzeżesz Boga i to już nie będzie tylko teoria, bowiem Bóg jest wszędzie, i Życie jest wszędzie.

Wszystko stworzone zostało przez Miłość, przez Życie. Nawet lęk jest odbiciem miłości, tyle że istnieje w ludzkim umyśle. Ten lęk rządzi naszymi umysłami.

Interpretujemy rzeczywistość zgodnie z tym, co siedzi w naszych głowach. Jeśli jest to lęk, analizujemy wszystko przez pryzmat lęku. Jeśli jest to złość, patrzymy na świat poprzez złość. Emocje działają niczym filtr, przez który oglądamy otoczenie.

Oczy, można rzec, są odbiciem tego, co czujesz. Odbierasz zewnętrzny Sen tak, jak ci na to pozwalają twoje oczy. Zły, widzisz świat oczyma złości. Jeśli masz zazdrosne oczy, ujrzysz zupełnie inny świat, ponieważ odbierasz otoczenie poprzez zazdrość. Jeśli masz oczy pełne lęku, wszystko cię będzie niepokoić. Oczy smutku sprawiają, że będziesz płakać tylko dlatego, że pada deszcz, że panuje hałas, że dzieje się cokolwiek, z byle powodu. Bez powodu. Deszcz jest deszczem. Nie ma tu czego oceniać ani interpretować, ale ty będziesz patrzeć na deszcz zgodnie z tym, co jest w twoich emocjach. Jeśli jesteś smutny, będziesz patrzył oczyma smutku i wszystko, co odbierasz, będzie smutne.

Na szczęście, mając oczy pełne miłości, zobaczysz miłość, gdziekolwiek spojrzysz. Drzewa zostały stworzone z miłości. Zwierzęta powstały z miłości. Woda powstała dzięki miłości. Kiedy patrzysz oczyma miłości, możesz złączyć swoją wolę z wolą innego śniącego i wasz sen stanie się jednością. Odbierając świat poprzez miłość, możesz się stopić w jedno z ptakiem, z naturą, z człowiekiem, z czymkolwiek zechcesz. Możesz wtedy patrzeć oczyma orła, albo przeistoczyć się w każdy inny rodzaj życia. Dzięki miłości połączysz się z orłem i staniesz się jego skrzydłem, staniesz się deszczem lub obłokiem. Jednak by to osiągnąć, musisz oczyścić umysł z lęku i zacząć patrzeć na świat oczyma miłości. Musisz rozwijać i umacniać swoją wolę, aż stanie się ona tak silna, że zdoła pochwycić cudzą wolę i stopić się z nią w jedność. W ten sposób dostaniesz skrzydła do lotu, albo stając się wiatrem, możesz znaleźć się tam, gdzie chcesz, możesz rozwiać chmury, by zaświeciło słońce. Taka jest siła Miłości.

Kiedy zaspokoimy potrzeby naszego umysłu i ciała, nasze oczy zaczną widzieć poprzez miłość. Wszędzie ujrzymy Boga. Dostrzeżemy go nawet ukrytego za Demonem innych ludzi. Każdy nosi w sobie Ziemię Obiecaną, którą Mojżesz przyrzekł swojemu ludowi. Ta Ziemia Obiecana to królestwo ludzkiego umysłu, ale tylko takiego umysłu, który jest pełen Miłości, w niej bowiem żyje Bóg. Zwyczajny ludzki umysł także jest żyzną glebą, niestety dla Demona, który zasiewa w niej nasiona zawiści, złości, zazdrości i strachu.

W chrześcijańskiej tradycji mówi się o archaniele Gabrielu, który zadmie w Trąbę Zmartwychwstania, zmarli powstaną z mogił, aby żyć Życiem Wiecznym. Mogiłą jest Demon, a Zmartwychwstanie to powrót do Życia, ponieważ żyjesz tylko wtedy, kiedy twoje oczy widzą Życie, a więc Miłość.

Potrafisz zbudować związek, który spełni twój sen o Raju. Możesz stworzyć Niebo, ale musisz zacząć od siebie. Zacznij od całkowitej akceptacji swego ciała. Zapoluj na Demona i zmuś go do poddania się. Umysł pokocha twoje ciało i już nie będzie sprzeciwiał się twojej miłości. To zależy tylko od ciebie. Nikt inny nie ma na to wpływu. Ale najpierw musisz się nauczyć, jak się uzdrawia ciało emocjonalne.

 

10. Uzdrawianie emocji

 

wyobraźmy sobie jeszcze raz, że mamy chorobę skóry z licznymi zakażonymi ranami. Aby je wyleczyć, lekarz weźmie skalpel i otworzy rany. Potem je wyczyści, zastosuje jakiś lek, opatrzy je, by pozostały czyste, aż się wygoją i przestaną boleć.

Aby uleczyć ciało emocjonalne, zrobimy to samo. Musimy otworzyć rany, wyczyścić je, zastosować lekarstwo i opatrzyć je, by pozostały czyste, aż się wygoją. W jaki sposób można otworzyć rany? Posłużymy się prawdą jak skalpelem. Dwa tysiące lat temu jeden z największych Mistrzów rzekł: „I poznasz prawdę, a prawda cię uwolni".

Prawda jest jak skalpel, ponieważ otwieranie ran i oczyszczanie ich ze wszystkich kłamstw boli. Rany w naszym ciele emocjonalnym pokrywa system negacji, system kłamstw, który stworzyliśmy, aby ochronić swoje skaleczenia. Przyjrzenie się tym ranom oczyma prawdy powinno w końcu je uzdrowić.

Ćwiczenie się w prawdzie zacznijmy od siebie. Jeśli jesteś prawdomówny i szczery sam ze sobą, zobaczysz rzeczy takimi, jakie są, a nie takimi, jakie chciałbyś je widzieć. Użyjmy przykładu gwałtu, przeżycia niezwykle ciężkiego dla emocji.

Powiedzmy, że ktoś cię zgwałcił dziesięć lat temu, i zdarzyło się to naprawdę. Teraz to już nie jest prawda. To był sen i w tym śnie ktoś wykorzystał cię z użyciem siły. Nie prosiłaś o to. To nie było nic osobistego, ani w jakikolwiek sposób „zawinionego". Z niewiadomego powodu dotknęło to ciebie, chociaż mogło się przydarzyć komukolwiek innemu. Ale czy z tego powodu musisz się skazywać na cierpienie do końca życia? Do tego cię gwałciciel nie zmuszał. Jesteś ofiarą, więc czemu się oskarżasz i uznajesz, że jesteś winna? Przez ile lat będziesz się karać, odrzucając coś, co jest jednym z najpiękniejszych w świecie przeżyć? Czasami gwałt niszczy seksualność do końca życia. Czy to sprawiedliwe? To nie ty jesteś gwałcicielem, więc czemu cierpisz do końca życia z powodu czegoś, czego nie zrobiłaś? Nie jesteś temu winna, ale Sędzia w naszym umyśle przez wiele lat każe ci cierpieć i żyć w poczuciu wstydu.

Taka niesprawiedliwość oczywiście powoduje wielka, emocjonalną ranę i mnóstwo emocjonalnej trucizny, którą usunie z ciebie dopiero wieloletnia terapia. Prawda jest taka, że owszem, zostałaś zgwałcona, ale nie jest prawdą, że musisz nadal przeżywać to doświadczenie. To już jest twój wybór.

Oto pierwszy krok w posługiwaniu się prawdą jako skalpelem: odkrywasz, że niesprawiedliwość, która wypaliła w tobie ranę, już się skończyła, w tym momencie nie jest prawdziwa, odkrywasz, że może to, co jak sądzisz, przysporzyło ci tylu cierpień, w ogóle nigdy nie było prawdą. A nawet jeśli było kiedyś, to nie jest nią teraz. Posługując się narzędziem prawdy, otwierasz ranę i widzisz swoją krzywdę z innej perspektywy.

Prawda jest w tym świecie względna. Przez cały czas się zmienia, ponieważ żyjemy w świecie iluzji. Co jest prawdziwe teraz, po chwili już prawdziwe nie jest. Potem znowu może stać się prawdą. Prawda w piekle także może się stać kolejną koncepcją, abstrakcją, kolejnym kłamstwem do wykorzystania przeciwko tobie. Nasz własny system negacji jest tak potężny i wszechwładny, że potrafi wszystko skomplikować.

Istnieją prawdy osłaniające kłamstwo i kłamstwa osłaniające prawdę. To jak obieranie cebuli. Odkrywasz tę prawdę warstwa po warstwie, aż w końcu otwierasz oczy i widzisz, że wszyscy dookoła, łącznie z tobą, przez cały czas kłamią.

Niemal wszystko w tym świecie iluzji jest kłamstwem. Dlatego proszę moich uczniów, by przestrzegali trzech zasad, jeśli chcą dociec prawdy. Pierwsza zasada: Nie wierz mi. Masz sam myśleć i dokonywać wyborów. Wierz, w co chcesz wierzyć,

 

Nie wierz, że nie jesteś wart miłości i szczęścia. Nie wierz, że nie jesteś piękny.

Nie wierz niczemu, co powoduje twoje cierpienie.

 

zgodnie z tym, co mówię, ale tylko wtedy, kiedy ma to dla ciebie sens, jeśli czyni cię szczęśliwym. Jeśli prowadzi to do przebudzenia, dokonaj wyboru, by wierzyć.

Odpowiadam za to, co mówię, ale nie odpowiadam za to, co ty z tego rozumiesz. Każde z nas żyje w całkowicie odrębnym śnie. To, co mówię, jeśli jest nawet absolutnie prawdziwe dla mnie, niekoniecznie musi być prawdziwe dla ciebie. A więc pierwsza zasada jest bardzo prosta: Nie wierz mi.

Druga zasada jest nieco bardziej skomplikowana: Nie wierz sobie. Nie wierz w te wszystkie kłamstwa, które sobie opowiadasz, w te wszystkie kłamstwa, których nie wybrałeś, ale które zostały tak wymyślone, by im wierzono. Nie wierz sobie, kiedy mówisz, że nie jesteś wystarczająco dobry, wystarczająco silny, wystarczająco inteligentny. Nie wierz swoim własnym niemożnością i ograniczeniom. Nie wierz, że nie jesteś wart miłości i szczęścia. Nie wierz, że nie jesteś piękny. Nie wierz niczemu, co powoduje twoje cierpienie. Nie wierz w swój własny dramat. Nie wierz swemu własnemu Sędziemu i Oskarżonemu. Nie wierz wewnętrznemu głosowi, który wyśmiewa cię za głupotę i który kusi cię, żebyś się zabił. Nie wierz w to wszystko, ponieważ to nieprawda. Nastaw uszu, otwórz serce i słuchaj. Kiedy słyszysz swoje serce wiodące cię ku szczęściu, wtedy dokonaj wyboru i pójdź za nim. Ale wierz sobie nie tylko dlatego, że ty to mówisz, bo aż osiemdziesiąt procent tego, w co wierzysz, jest kłamstwem - nie jest prawdą. A więc druga zasada jest trudna: Nie wierz sobie.

Zasada numer trzy mówi: Nie wierz nikomu innemu. Nie wierz innym ludziom, ponieważ tak czy inaczej kłamią przez cały czas. Jeśli już nie masz emocjonalnych ran, nie musisz wierzyć innym ludziom tylko po to, by cię akceptowali. Sam widzisz wszystko o wiele jaśniej. Widzisz, czy coś jest czarne czy białe, jest czy nie jest. Co jest słuszne teraz, za moment może nie być. Wszystko zmienia się bardzo szybko, ale jeśli masz świadomość, dostrzeżesz zmiany. Nie wierz innym, ponieważ użyją twej własnej głupoty, aby manipulować twoim umysłem. Nie wierz nikomu, kto mówi, że zstąpił z Plejad, aby ratować świat. Ma pecha! Nie potrzebujemy nikogo, aby zbawiał nasz świat. Świat nie potrzebuje kosmitów, którzy mieliby przyjść i zbawić nas. Świat jest żywy. Jest żywą istotą i jest mądrzejszy od nas wszystkich. Jeśli uwierzymy, że świat potrzebuje ocalenia, bardzo szybko przyjdzie ktoś i powie: „Zaraz nadleci kometa. Zabijcie się, a wskoczycie na kometę i polecicie do nieba". Nie wierz w takie bajki. Sam tworzysz swój sen o raju, nikt go nie stworzy dla ciebie. Nic prócz zdrowego rozsądku nie doprowadzi cię do twego szczęścia, twojej własnej kreacji. Zasada numer trzy jest bardzo trudna, ponieważ istnieje w nas potrzeba wierzenia innym ludziom. Nie wierz im.

Nie wierz mnie, nie wierz sobie, nie wierz nikomu innemu. Twoja niewiara w tym świecie iluzji rozwieje jak dym wszystko, co nieprawdziwe. Wszystko jest tym, czym jest. Nie musisz uzasadniać tego, co jest prawdziwe. Nie musisz tego objaśniać. To, co prawdziwe, nie wymaga potwierdzenia. Twoje kłamstwa wymagają wsparcia. Musisz zmyślić jakieś nowe kłamstwo, by uzasadnić poprzednie, a potem następne i następne, aby scalić i wzmocnić te wszystkie kłamstwa. Budujesz olbrzymią konstrukcję kłamstw, a kiedy prawda wychodzi na jaw, budowla rozpada się niczym domek z kart. Ale tak już po prostu jest. Nie musisz czuć się winny, że kłamiesz.

Większość kłamstw, w które wierzymy, po prostu się rozsypuje, kiedy przestajemy w nie wierzyć. Zmyślone, cokolwiek by to było, nie wytrzyma próby sceptycyzmu, ale prawda zawsze wygra.

Prawda jest prawdą, czy w nią wierzysz, czy nie. Twoje ciało składa się z atomów. Nie musisz w to wierzyć. Bez względu na to, czy wierzysz, czy nie wierzysz, to prawda. Wszechświat składa się z gwiazd. To prawda, wierzysz w nią czy nie. Przetrwa tylko to, co jest prawdziwe. Dotyczy to także twoich pomysłów na swój temat.

Wspomniałem, że jako dzieci nie mieliśmy okazji wybrać, w co mamy wierzyć, a w co nie wierzyć. Teraz jest inaczej. Jesteśmy dorośli. Teraz mamy możliwość dokonywania wyborów. Możemy wierzyć albo nie wierzyć. Nawet jeśli coś nie jest prawdą, skoro postanowiliśmy w to wierzyć, uwierzymy, tylko dlatego że chcemy wierzyć. Możemy wybrać, jak chcemy przeżyć nasze życie. Jeśli tylko jest się wobec siebie uczciwym, wie się, że zawsze jest wolność dokonywania nowych wyborów.

Jeśli tylko chcemy patrzeć oczyma prawdy, odkryjemy kłamstwa i będziemy mogli otworzyć nasze rany. Jednak nadal będzie w nich trucizna.

 

*

 

Skoro już otworzyliśmy rany, trzeba je oczyścić. Jak możemy to zrobić? Ten sam Mistrz podał nam rozwiązanie dwa tysiące lat temu: poprzez Przebaczenie. Nie ma innego sposobu na oczyszczenie ran z trucizny niż przebaczenie.

Musisz przebaczyć tym, którzy cię zranili, nawet jeśli to, co zrobili, jest niewybaczalne. Przebaczysz nie dlatego, że zasługują na przebaczenie, ale dlatego, że nie chcesz cierpieć i ranić siebie ilekroć wspomnisz, jaką krzywdę ci wyrządzili. Nie ma znaczenia, co ci zrobili, przebaczasz im, ponieważ nie chcesz już czuć się chory. Przebaczenie jest niezbędne dla twojego duchowego uzdrowienia. Przebaczasz, ponieważ współczujesz sobie. Przebaczenie jest aktem miłości samego siebie.

Posłużmy się przykładem rozwiedzionej kobiety. Wyobraź sobie, że byłaś zamężna przez dziesięć lat. Potem zaczęliście walkę z powodu jakiejś niesprawiedliwości. Rozwiodłaś się i teraz szczerze nienawidzisz swego byłego męża. Już na sam dźwięk jego imienia czujesz silny ból żołądka. Emocjonalna trucizna jest tak silna, że nie możesz jej dłużej znieść. Potrzebujesz pomocy, więc idziesz do psychoterapeuty i mówisz: „Bardzo cierpię. Jestem pełna złości, zazdrości, nienawiści. To, co zrobił, jest niewybaczalne. Nienawidzę tego człowieka".

Lekarz patrzy na ciebie i mówi: „Musisz rozładować swoje emocje. Musisz wyrazić swój gniew. Pozwól sobie na atak furii. Masz tu poduszkę i gryź ją, bij, kop. Wyładuj swój gniew". Więc dostajesz największego ataku furii, jaki można sobie wyobrazić. Rozładowujesz emocje i wydaje się, że to naprawdę działa. Płacisz

 

Przebaczenie jest niezbędne dla twojego duchowego uzdrowienia. Przebaczasz,

ponieważ współczujesz sobie.

Przebaczenie jest aktem miłości samego siebie.

 

swemu terapeucie i mówisz: „Dziękuję, czuję się o wiele lepiej". Potrafisz nawet uśmiechnąć się pogodnie.

Wychodzisz z gabinetu i kogo widzisz w przejeżdżającym obok samochodzie? Gdy tylko zobaczyłaś eksmęża, od razu wrócił taki sam gniew. Pozostaje tylko biec z powrotem do psychoterapeuty z pieniędzmi po kolejny atak furii! Rozładowanie emocji w taki sposób jest rozwiązaniem bardzo krótkotrwałym. Uwalnia odrobinę trucizny i sprawia, że przez chwilę czujesz się lepiej, nie leczy jednak rany.

Jedyna droga do zagojenia ran wiedzie poprzez przebaczenie. Musisz wybaczyć eksmężowi jego niesprawiedliwość. Zrozumiesz, że przebaczyłaś, kiedy go znowu zobaczysz i nic nie poczujesz. Usłyszysz jego imię i nie zareagujesz. Kiedy dotkniesz ran, a one nie zabolą, wtedy będziesz wiedziała, że naprawdę przebaczyłaś. Oczywiście blizna pozostanie, dokładnie tak samo jak na skórze. Będziesz mogła wspominać, co się stało, jaka byłaś, ale jak tylko rana się zagoi, już cię to wspomnienie nie zaboli.

Teraz myślisz sobie pewnie: „Tak, łatwo powiedzieć: powinniśmy wybaczać. Próbowałam, ale nie potrafię". Masz wiele powodów i uzasadnień, dlaczego nie możesz przebaczyć, ale to nieprawda. Nie możesz przebaczyć, ponieważ nauczyłaś się nie wybaczać, ponieważ ćwiczyłaś się w tym, żeby nie przebaczać i ponieważ stałaś się mistrzem nieprzebaczania.

Był czas, kiedy jako dzieci wybaczaliśmy instynktownie. Zanim zapadliśmy na chorobę umysłu, przebaczaliśmy naturalnie i bez wysiłku. Wybaczaliśmy innym niemal natychmiast. Popatrz na dwoje bawiących się dzieci. Nagle zaczęły się bić. Po chwili zapłakane biegną do swoich matek. „Mamo! Ona mnie uderzyła!" Jedna mama idzie porozmawiać z drugą mamą i kończą rozmowę wielką kłótnią. Pięć minut później dzieci znowu bawią się razem, jakby się nic nie stało, za to matki nienawidzą się do końca życia.

Nie o to chodzi, że powinniśmy się nauczyć sztuki wybaczania. Zdolność przebaczania jest wrodzona. Nauczyliśmy się jednak przeciwnego zachowania, trenowaliśmy je i teraz przebaczenie jest bardzo trudne. Jeśli ktoś coś nam zrobił, zapomnijmy o tym, było, minęło. Ale my robimy z tego wojnę pychy. Dlaczego? Ponieważ rośnie w nas poczucie własnej ważności, kiedy nie wybaczamy. Nasze słowa nabierają mocy, kiedy możemy powiedzieć: „Cokolwiek by teraz zrobiła, nigdy jej nie wybaczę. To, co zrobiła, jest niewybaczalne".

Prawdziwym problemem jest duma. Z powodu dumy, z powodu urażonej ambicji, stale podsycamy płomień, który żywi się doznaną krzywdą, by przypominał, że nie możemy wybaczyć. I kto cierpi i gromadzi w sobie coraz więcej emocjonalnej trucizny? To my cierpimy za wszystko, co inni ludzie robią, nawet jeśli nas to nie dotyczy.

Uczymy się również cierpieć, by ukarać kogoś, kto nas obraził. Zachowujemy się jak małe dziecko, które ma napad złości, tylko dlatego że chce, aby ktoś się nim zainteresował. Ranimy siebie tylko po to, żeby móc powiedzieć: „Popatrz, co przez ciebie robię!" To śmieszne, ale tak właśnie postępujemy. To, co chcielibyśmy powiedzieć naprawdę, to: „Boże, przebacz mi", ale nie powiemy ani słowa, póki Bóg nie przyjdzie i pierwszy nie poprosi o przebaczenie. Często nawet nie wiemy, dlaczego gniewamy się na rodziców, przyjaciół, kolegów. Gniewamy się z tego samego powodu, z którego inni proszą nas o wybaczenie. Przecież niemal natychmiast wzruszamy się, mówiąc: „Och, nie! To ty mi wybacz!"

Znajdź w kącie małe dziecko, które ma napad złości. Swoją dumę wrzuć do śmietnika. Nie potrzebujesz jej. Zostaw pychę w spokoju i poproś o przebaczenie.

 

To oczywiste, że nie potrafimy kochać innych, zanim nie pokochamy siebie.

Dlatego właśnie powinniśmy zacząć od miłości do samego siebie.

Istnieją miliony sposobów na wyrażanie szczęścia, ale jest tylko jeden sposób,

aby naprawdę być szczęśliwym, i to jest miłość. Nie ma innego.

 

Wybaczaj innym, a zobaczysz, jak cudowne może się stać twoje życie.

Najpierw zrób listę tych, których, jak ci się wydaje, powinieneś poprosić o przebaczenie. Potem przeproś ich. Jeśli nie możesz zadzwonić do wszystkich, to przynajmniej poproś ich o przebaczenie w swych modlitwach albo we śnie. Potem zrób listę wszystkich, którzy cię skrzywdzili i którym powinieneś wybaczyć. Zacznij od rodziców, braci, sióstr, dzieci, małżonka, przyjaciół, kochanka, kota, psa, rządu i Boga.

Teraz przebaczaj innym, pamiętając, że cokolwiek ci zrobili, naprawdę nie miało to z tobą nic wspólnego. Każdy śni swój własny sen, pamiętasz? Te słowa i czyny, które cię zraniły, są jedynie reakcją na demony, siedzące w głowie tego człowieka. On śni w piekle, a ty jesteś tylko epizodem w jego śnie. Ludzie nie robią niczego z myślą o tobie. Jeśli masz tego świadomość, nie będziesz brał wszystkiego do siebie. Współczucie i zrozumienie poprowadzą cię ku przebaczeniu.

Zacznij pracować nad sztuką przebaczania, zacznij trenować przebaczanie. Na początku to będzie trudne, ale potem stanie się nawykiem. Jedynym sposobem przywrócenia umiejętności przebaczania, jest nauczenie się jej od początku. Musisz to nieustannie ćwiczyć, aż w końcu zobaczysz, czy potrafisz już wybaczyć sobie. W pewnym momencie odkryjesz, że możesz wybaczyć sobie wszystkie rany i całą truciznę, jaką stworzyłeś dla siebie w swoim własnym śnie. Kiedy sobie wybaczysz, pojawi się akceptacja i wzmocni się twoja miłość do siebie samego. To jest najwyższy stopień przebaczenia - kiedy w końcu przebaczysz sobie.

Zdobądź się na odwagę i przebacz sobie wszystko, co zrobiłeś przez całe życie. A jeśli wierzysz w poprzednie wcielenia, wybacz sobie także to, co, jak sądzisz, wtedy zrobiłeś. Koncepcja karmy jest słuszna tylko wtedy, kiedy wierzymy w jej prawdziwość. Ponieważ wiemy, co jest dobre, a co złe, wstydzimy się tego, co, jak sądzimy, jest złe. Wierzymy w swoją winę i wiemy, że zasługujemy na karę, którą sami sobie wymierzamy. Wierzymy, że nasze życie jest niedoskonałe i że trzeba je poprawić. Tylko dlatego, że w to wierzymy, tak się właśnie dzieje - „wedle woli Twojej". Teraz jest to już dla ciebie prawdziwe. Tworzysz swoją karmę i musisz za to zapłacić. Oto jaki jesteś wszechwładny. Łatwo jest przełamać starą karmę. Po prostu musisz przestać w nią wierzyć. I karma zniknie. Jeśli sam sobie przebaczysz, karma przestanie obowiązywać. Możesz zacząć wszystko od początku. Życie stanie się łatwe, ponieważ przebaczenie jest jedynym sposobem na oczyszczenie emocjonalnych ran. Przebaczenie jest jedyną metodą ich uzdrowienia.

 

*

 

Skoro rany są już czyste, zastosujemy pewien lek, który znacznie przyspieszy proces gojenia. Oczywiście to lekarstwo również pochodzi od tego samego wielkiego Mistrza: To jest Miłość. Miłość jest lekarstwem, które przyspiesza proces gojenia. Nie ma innego lekarstwa prócz bezwarunkowej miłości. Nie

tak, że: „Pokocham cię, jeśli".., lub „Pokocham siebie, jeśli"... Nie ma żadnych „jeśli". Nie ma żadnego uzasadniania. Nie ma żadnego wytłumaczenia. To po prostu znaczy: kochać. Kochać siebie, swego sąsiada, i swoich wrogów. To oczywiste, że nie potrafimy kochać innych, zanim nie pokochamy siebie. Dlatego właśnie powinniśmy zacząć od miłości do samego siebie.

Istnieją miliony sposobów na wyrażanie szczęścia, ale jest tylko jeden sposób, aby naprawdę być szczęśliwym, i to jest miłość. Nie ma innego. Nie osiągniesz szczęścia, nie kochając siebie. To fakt. Jeśli nie kochasz siebie, nie masz najmniejszej szansy, aby być szczęśliwy. Nie możesz dzielić z nikim czegoś, czego sam nie masz. Nie kochasz siebie, więc nie możesz kochać kogoś innego. Równocześnie możesz odczuwać potrzebę miłości i jeśli znajdziesz kogoś, kto cię potrzebuje, doświadczysz tego, co ludzie nazywają miłością. Ale to nie jest miłość. To tylko zaborczość, egoizm, chęć władzy bez odrobiny szacunku. Nie okłamuj się, że to jest miłość.

Jedyna droga do szczęścia wiedzie poprzez miłość mającą źródło w tobie. Bezwarunkowa miłość do siebie samego. Już nie opierasz się życiu. Już siebie nie odtrącasz. Już wyrzuciłeś z siebie samooskarżenia i poczucie winy. Po prostu zaakceptowałeś siebie takim, jaki jesteś i akceptujesz innych takimi, jacy są.

Masz prawo kochać, uśmiechać się, być szczęśliwy, dzielić się miłością, dawać i nie bać się brać.

 

*

 

To jest uzdrowienie. Opiera się ono na trzech filarach - prawdzie, przebaczeniu i miłości do samego siebie. Wtedy cały świat wróci do równowagi i nie będzie już przypominał szpitala psychiatrycznego.

Te trzy klucze do uzdrowienia umysłu dał nam Jezus, ale on nie jest jedynym nauczycielem. Budda mówił to samo, i Kriszna też. I wielu innych Mistrzów

 

Jedyna droga do szczęścia wiedzie poprzez miłość mającą źródło w tobie.

 

doszło do tych samych wniosków i udzieliło nam takiej samej lekcji. Wszędzie na świecie, od Japonii do Meksyku, od Peru poprzez Egipt do Grecji byli ludzie, którzy doznali uzdrowienia, bo przejrzeli. Zobaczyli, że choroba tkwi w ludzkim umyśle, więc zastosowali te trzy metody: prawdę, przebaczenie i miłość do samego siebie. Jeśli popatrzymy na stan swego umysłu jak na chorobę, znajdziemy lekarstwo. Nie musimy cierpieć ani chwili dłużej. Kiedy uświadomimy sobie, że nasz umysł jest chory, a emocje poranione, zdołamy wyzdrowieć.

Pomyśl tylko, jakby to było, gdyby ludzie zaczęli mówić sobie prawdę, przebaczać wszystko i kochać każdego. Gdyby wszyscy kochali w ten sposób, nie byliby już egoistyczni, otworzyliby się, aby dawać i brać, przestaliby się posądzać i osądzać, ustałyby plotki, a cała emocjonalna trucizna zwietrzałaby i znikła.

Teraz mówimy o zupełnie innym Śnie Planety. Nie wygląda on jak nasza Ziemia. Jezus nazwał go „Rajem na Ziemi", Budda „Nirwaną", a Mojżesz „Ziemią Obiecaną". To miejsce, gdzie wszyscy żyją w miłości, ponieważ są nastawieni na miłość. My wybieramy miłość.

Cokolwiek byś nazwał nowym Snem, to wciąż jest sen, tak prawdziwy albo tak fałszywy jak sen w piekle. Teraz możesz wybrać, w jakim śnie pragniesz żyć. Teraz masz w rękach sposób uzdrowienia. Teraz można zadać pytanie: Co masz zamiar zrobić ze swoim snem?

 

12. Bóg w tobie

 

jesteś siłą, która bawi się twoim umysłem i która posługuje się twoim ciałem jak ulubioną zabawką, l to jest główny powód twojego tutaj pobytu: bawić się i cieszyć. Urodziliśmy się z prawem do szczęścia, prawem do radości życia. Nie jesteśmy tu po to, by cierpieć. Jeśli ktoś pragnie cierpieć, proszę bardzo, jednak nie jest to nasz obowiązek - nie musimy cierpieć.

Dlaczego więc cierpimy? Ponieważ cały świat cierpi, więc zakładamy, że cierpienie jest normą. Potem tworzymy sobie cały system przekonań, który utwierdza nas w tej „prawdzie". Nasze religie głoszą, że przybyliśmy tu, by cierpieć, że życie jest padołem łez. Męcz się dzisiaj, wykaż cierpliwość i pokorę, a kiedy umrzesz, zostanie ci to wynagrodzone. Brzmi ładnie, tyle że to nieprawda.

Wybraliśmy cierpienie, ponieważ nauczono nas cierpieć. Jeśli nadal będziemy dokonywać takich samych wyborów, nigdy nie przestaniemy cierpieć. Sen Planety zawiera w sobie historię ludzkości, ewolucję

 

Urodziliśmy się z prawem do szczęścia, prawem do radości życia.

Nie jesteśmy tu po to, by cierpieć.

 

rodzaju ludzkiego, a cierpienie jest rezultatem ewolucji. Człowiek cierpi, bo wie. Wiemy to, w co wierzymy. Znamy te wszystkie kłamstwa, a ponieważ nie możemy ich spełnić, cierpimy.

To nieprawda, że kiedy umrzesz, pójdziesz do piekła albo do nieba. Żyjesz w piekle albo żyjesz w niebie, ale teraz. Piekło i niebo istnieją wyłącznie na poziomie umysłu. Jeśli cierpisz teraz, będziesz też cierpieć po śmierci, ponieważ umysł nie umiera razem z mózgiem. Sen trwa i kiedy naszym snem jest piekło, po śmierci wciąż śnimy w tym samym piekle. Jedyną różnicą między śmiercią i snem jest to, że kiedy śpisz, możesz się obudzić, bo mózg pracuje. Kiedy umieramy, nie możemy się obudzić, ponieważ mózg również umarł, ale sen trwa.

Raj lub piekło są tu i teraz. Nie musisz czekać, aż umrzesz. Jeśli weźmiesz odpowiedzialność za swoje życie, za swoje postępowanie, przyszłość będzie w twoich rękach i możesz żyć w raju, dopóki twoje ciało żyje.

Sen, jaki większość ludzi śni na tej planecie, jest oczywiście piekłem. To nie jest ani słuszne, ani niesłuszne, ani dobre, ani złe, i nikt nie jest temu winien. Czy możemy obwiniać rodziców? Nie. Chcieli jak najlepiej, kiedy jeszcze w dzieciństwie cię wychowywali. Ich rodzice robili to samo: też starali się ze wszystkich sił. Jeśli masz dzieci, też nie wiesz, jak mógłbyś je inaczej wychować. Stać się świadomym nie oznacza, że trzeba kogoś winić albo dręczyć się poczuciem winy za to, co sam zrobiłeś. Dlaczego mamy się poczuwać do winy za chorobę umysłu, która jest jak epidemia?

Już wiesz, że wszystko, co istnieje, jest doskonałe. Jesteś doskonały taki, jaki jesteś. To prawda. Jesteś mistrzem. Nawet kiedy ćwiczysz gniew i zazdrość, twój gniew i twoja zazdrość są doskonałe. Nawet jeśli przeżywasz wielki dramat, jest on doskonały, jest piękny. Kiedy oglądasz film w rodzaju „Przeminęło z wiatrem", potrafisz płakać nad losem jego bohaterów. Kto powiedział, że piekło nie jest piękne? Piekło może być inspirujące. Jest doskonałe, ponieważ wszystko jest doskonałe. Nawet jeśli śnisz w swoim życiu sen o piekle, jesteś doskonały taki, jaki jesteś.

To wiedza każe nam wierzyć, że jesteśmy niedoskonali. Wiedza jest tylko opisem snu. Sen nie jest rzeczywisty, więc i wiedza jest nierzeczywista. Skądkolwiek wiedza pochodzi, zawsze jest prawdziwa tylko z jednego punktu widzenia. Jeśli podniesiesz percepcję

 

Raj lub piekło są tu i teraz. Nie musisz czekać, aż umrzesz. Jeśli podejmiesz

odpowiedzialność za swoje życie, za swoje postępowanie, przyszłość będzie w twoich

rękach i możesz żyć w raju.

 

na wyższy poziom, przestaje być prawdziwa. Nigdy nie potrafimy odnaleźć się w naszej wiedzy i z naszą wiedzą. Bo czego w końcu szukamy? Tego, jak odnaleźć siebie, jak być ze sobą, jak żyć swoim własnym życiem, a nie życiem Demona, życiem, na jakie nas zaprogramowano.

To nie wiedza prowadzi nas do nas samych. To mądrość. Należy rozróżniać wiedzę i mądrość, ponieważ nie są tym samym. Główny sposób posługiwania się wiedzą polega na porozumiewaniu się z innymi, na pogodzeniu się z tym, co widzimy. Wiedza jest jedynym narzędziem komunikacji, bo ludzie nie potrafią przekazywać informacji z serca do serca. Ważne jest, w jaki sposób korzystamy ze swej wiedzy, bowiem stajemy się niewolnikami wiedzy i tracimy w ten sposób wolność.

Mądrość nie ma nic wspólnego z wiedzą. Ma natomiast wiele wspólnego z wolnością. Kiedy jesteś mądry, masz wolność swobodnego używania swego umysłu i prowadzenia własnego życia. Zdrowy umysł jest wolny od Demona, jest wolny w taki sposób, jak przed udomowieniem. Kiedy uzdrowisz swój umysł, kiedy wyzwolisz się ze Snu, stracisz niewinność, ale zyskasz mądrość. Pod wieloma względami staniesz się znowu dzieckiem, z jedną różnicą: dziecko jest niewinne i dlatego może pogrążyć się w cierpieniu lub nieszczęściu. Ten, kto wychodzi ze Snu, jest mądry, bo teraz wie. Posiadł też wiedzę o Śnie.

Nie musisz gromadzić wiedzy, aby stać się mądry. Każdy, absolutnie każdy, może być mądry. Kiedy jesteś mądry, życie jest łatwe, ponieważ stałeś się tym, kim naprawdę jesteś. Trudno być kimś, kim się nie jest, stale przekonywać siebie i innych, że jesteś taki, jaki nie jesteś. Starania, aby być kimś, kim się nie jest, pochłaniają całą twoją energię. Bycie sobą nie wymaga żadnego wysiłku.

Kiedy stajesz się mądry, nie musisz już przywdziewać tych wszystkich wizerunków, przyjmować tych wszystkich masek, które stworzyłeś. Nie musisz udawać, że jesteś jakiś inny. Akceptujesz siebie takim, jaki jesteś, a całkowita akceptacja własnej osoby przenosi się także na innych. Nie próbujesz już zmieniać innych ludzi ani narzucać im swego punktu widzenia. Szanujesz cudze przekonania. Akceptujesz swoje ciało i własne człowieczeństwo wraz ze wszystkimi instynktami twego ciała. Nie ma nic nagannego w tym,

 

Zdrowa istota ludzka nie obawia się wyrażania miłości. Nie boisz się żyć, nie boisz się kochać.

 

że się jest zwierzęciem. Jesteśmy zwierzętami, a zwierzę zawsze kieruje się instynktem. Jesteśmy ludźmi, a ponieważ staliśmy się inteligentni, nauczyliśmy się tłumić w sobie instynkty, nie słuchamy tego, co płynie z serca. Dlatego występujemy przeciw naszemu ciału, próbujemy zdusić potrzeby ciała albo ignorować ich istnienie. To nie jest mądre.

Kiedy zyskujesz mądrość, zaczynasz szanować swoje ciało, swój umysł i duszę. Kiedy stajesz się mądry, twoim życiem kieruje serce, nie głowa. Już nie działasz wbrew sobie, wbrew swemu szczęściu, wbrew miłości. Już nie dźwigasz brzemienia winy i samooskarżeń, już nie sądzisz ani siebie, ani nikogo innego. Od tego momentu wszystkie przekonania, które powodują, że jesteś nieszczęśliwy, które każą ci zmagać się z życiem, a jednocześnie ci je utrudniają, po prostu znikają.

Zwalcz wszystkie pokusy, żeby być tym, kim nie jesteś. Stań się tym, czym jesteś naprawdę. Kiedy się poddasz swojej naturze, temu, czym jesteś naprawdę, przestaniesz cierpieć. Kiedy poddasz się swej prawdziwej istocie, poddasz się Życiu, poddasz się Bogu. Poddanie kończy walkę, kończy opór i cierpienie.

Mądry zawsze wybiera prostą drogę, a to oznacza bycie sobą, kimkolwiek jesteś. Cierpienie to sprzeciwianie się Bogu. Im bardziej się sprzeciwiasz, tym bardziej cierpisz. To proste.

Wyobraź sobie, że z dnia na dzień budzisz się ze Snu i jesteś zupełnie zdrowy. Nie masz ran ani emocjonalnej trucizny. Wyobraź sobie to poczucie wolności! Wszystko cię uszczęśliwia, nawet to, że żyjesz. Dlaczego? Dlatego że zdrowa istota ludzka nie obawia się wyrażania miłości. Nie boisz się żyć, nie boisz się kochać. Wyobraź sobie, jakie byłoby twoje życie, jak traktowałbyś bliskich, gdyby twoje emocje nie były już tak poranione!

Szkoły mistyczne całego świata nazywają to przebudzeniem. To tak, jakbyś się obudził pewnego dnia bez emocjonalnych okaleczeń. Kiedy nie masz ran, znikają ograniczenia, zaczynasz widzieć to, co jest, a nie to, co ci mówi twój system przekonań.

Z otwartymi oczyma i wolny od ran, stajesz się sceptykiem - nie po to, by pokazać wszystkim, jaki jesteś mądry, i nie po to, by naśmiewać się z ludzi, którzy wierzą w te wszystkie kłamstwa. Nie. Przebudzony, stajesz się sceptykiem, ponieważ rozumiesz, że Sen jest nieprawdziwy. Otwierasz oczy, budzisz się i wszystko staje się oczywiste.

Kiedy się obudzisz, przekraczasz granicę i nie ma odwrotu. Już nigdy nie będziesz patrzył na świat jak dawniej. Nadal śnisz, bo nie możesz tego uniknąć, ponieważ sen jest funkcją umysłu. Różnica polega na tym, że teraz wiesz, iż to tylko sen. Wiedząc o tym, możesz się nim cieszyć albo martwić. To zależy od ciebie.

Przebudzenie jest jak prywatka na tysiąc osób, gdzie wszyscy z wyjątkiem ciebie są pijani. Tylko ty jesteś trzeźwy na tej imprezie. To jest przebudzenie. Większość ludzi patrzy na świat poprzez swe emocjonalne rany zakażone trucizną. Są nieświadomi, że żyją we śnie o piekle, tak jak ryba nie ma świadomości, że żyje w wodzie.

Kiedy się przebudzimy i zobaczymy, że jesteśmy jedyną trzeźwą osobą na przyjęciu, gdzie wszyscy są pijani, poczujemy współczucie, ponieważ też byliśmy kiedyś odurzeni. Nie możemy nikogo oceniać, nawet ludzi w piekle, ponieważ sami też tam byliśmy.

Kiedy się obudzisz, twoje serce będzie wyrazem Ducha, wyrazem Miłości, wyrazem Życia. Przebudzenie następuje, kiedy zyskujesz świadomość, że to ty jesteś Życiem. Kiedy jesteś świadom, że ty jesteś tą siłą, która stanowi Życie, wszystko staje się możliwe. Cuda zdarzają się czasami, ponieważ sprawia je serce. Serce pozostaje w bezpośredniej jedności z ludzką duszą, a kiedy serce mówi, to nawet przy oporze ze strony głowy coś się wewnątrz nas zmienia, twoje serce otwiera inne serca, i prawdziwa miłość staje się możliwa.

 

*

 

Jest taka stara indyjska opowieść o Brahmie, który był bardzo samotny. Nie istniało nic prócz Brahmy i dlatego bardzo się nudził. Postanowił zagrać w jakąś grę, ale nie było nikogo, z kim mógłby zagrać. Stworzył więc piękną boginię, Maję, tylko po to, by mieć z kim się bawić. Ledwie powstała, Brahma powiedział jej, dlaczego powołał ją do życia. I bogini rzekła: „Dobrze, zabawmy się w najpiękniejszą grę, ale musisz robić, co ci powiem". Brahma zgodził się i wypełniając polecenia Mai, stworzył cały wszechświat, słońce i gwiazdy, księżyc i planety. Potem stworzył życie na ziemi: zwierzęta, oceany, powietrze, wszystko.

Wtedy Maja powiedziała: „Jakże piękny jest ten świat iluzji, który stworzyłeś. Teraz chciałabym, abyś stworzył takie zwierzę, które byłoby dostatecznie mądre, by podziwiać twoje dzieło". Wtedy Brahma stworzył ludzi, a kiedy skończył, spytał Maję, kiedy zaczną się bawić.

„Zaraz zaczniemy" - odparła i porąbała Brahmę na tysiące maluteńkich kawałeczków. Włożyła po jednej cząstce w każdego człowieka i powiedziała: „Teraz zaczyna się gra! W chowanego. Mam zamiar sprawić, byś zapomniał, kim jesteś, a ty będziesz próbował odnaleźć siebie". Maja stworzyła Sen, ale nawet dzisiaj Brahma próbuje pamiętać, kim jest. Brahma jest w każdym z nas, a Maja nie pozwala nam przypomnieć sobie, kim jesteśmy.

Kiedy obudzisz się ze Snu, znów staniesz się Brahma i odzyskasz swoją boskość. Potem, jeśli Brahma w tobie powie: „Wspaniale, obudziłem się, lecz gdzie jest reszta mojego ciała?", zrozumiesz sztuczkę Mai i podzielisz się prawdą z innymi, którzy też pragną się obudzić. Dwoje trzeźwych na przyjęciu bawi się o wiele lepiej. Troje - jeszcze lepiej. Zacznij od siebie. Za twoim przykładem inni też zaczną się zmieniać, aż cały sen, całe przyjęcie wytrzeźwieje.

 

*

 

Nauki indyjskie, tolteckie, chrześcijańskie czy starożytnych Greków - narodów całego świata - wypływają z tego samego źródła prawdy. Mówią one o przywróceniu boskości i odnalezieniu Boga w sobie.

Wszystkie zachęcają do otwarcia serca i zdobycia mądrości. Pomyśl tylko, jak wypiękniałby świat, gdyby wszyscy ludzie otworzyli serca i znaleźli w nich miłość! Oczywiście stać nas na to. Każdy może to zrobić po swojemu. Nie chodzi o podążanie za tą czy inną ideą. Chodzi o odnalezienie i wyrażenie siebie w swój własny niepowtarzalny sposób. To dlatego twoje życie jest sztuką. Miano „Toltek" oznacza „artysta ducha". Toltekowie to ci, którzy mówią sercem, którzy dostąpili bezwarunkowej miłości.

Żyjesz dzięki sile Boga, czyli sile Życia. Ty sam jesteś siłą, która zwie się Życiem, ale ponieważ masz zdolność myślenia na poziomie chłodnego rozumu, zapominasz, kim jesteś naprawdę. Poza tym o wiele łatwiej żyć, wmawiając sobie: „Oto Bóg. On za wszystko odpowiada. Bóg uratuje mnie i zbawi". Nie. Bóg właśnie przyszedł ci powiedzieć - powiedzieć Bogu, który jest w tobie - żebyś był świadomy, żebyś podejmował decyzje, żebyś miał odwagę przedrzeć się przez wszystkie lęki, żebyś je odmienił i przestał się bać miłości. Lęk przed miłością jest jednym z największych, najstraszniejszych ludzkich lęków. Ponieważ we Śnie Planety złamane serce oznacza „sto nieszczęść".

Pewnie jesteś ciekaw, dlaczego, skoro jesteśmy Życiem albo Bogiem, nic o tym nie wiemy. Dlatego, że zostaliśmy tak wychowani, abyśmy tego nie wiedzieli. Nauczono nas: „Jesteś człowiekiem i masz określone ograniczenia". A potem już sami ze strachu ograniczamy swoje możliwości. Jesteś tym, czym wierzysz, że jesteś. Ludzie mają potężną moc. Kiedy wierzysz, że jesteś tym czy tamtym, to właśnie tym jesteś. Potrafisz to, bo jesteś Życiem, Bogiem, Determinacją. Masz siłę, by w każdej chwili stać się tym wszystkim. Ale to nie twój rozważny umysł jest tym, co włada tą siłą. Jest nim to, w co wierzysz.

Wszystko bowiem obraca się wokół wiary. W cokolwiek wierzymy, rządzi ono naszym istnieniem, naszym życiem. System wierzeń i przekonań, który sobie tworzymy, jest jak maleńkie pudełko, które sami sobie zbudowaliśmy; nie możemy uciec, ponieważ wierzymy, że nie możemy. Tak wygląda nasza sytuacja. Ludzie sami tworzą swoje ograniczenia. Wiemy, co jest dla człowieka możliwe, a co nie. A potem tylko dlatego, że w to wierzymy, staje się to dla nas prawdą.

Objawienia Tolteków przewidują powstanie nowego świata, nowej ludzkości, gdzie ludzie wezmą odpowiedzialność za swoje wierzenia na temat ich życia. Nadchodzi czas, kiedy staniesz się swoim własnym guru. Nie potrzebujesz innych ludzi, aby ci mówili, jaka jest Wola Boża. Teraz możesz stanąć twarzą w twarz z Bogiem bez żadnych pośredników. Szukałeś Boga i znalazłeś Go w sobie. Bóg nie jest już gdzieś w niebie.

Jeśli wiesz, że siła stanowiąca Życie jest w tobie, zaakceptujesz swoją własną boskość. Mimo to pozostaniesz skromny, ponieważ taką samą boskość dostrzeżesz we wszystkich. Zobaczysz, jak łatwo zrozumieć Boga, ponieważ wszystko jest Jego przejawem. Ciało umrze, umysł się rozsypie, ale ty nie. Ty jesteś nieśmiertelny. Istniejesz od milionów lat w najprzeróżniejszych postaciach, bo ty jesteś Życiem. A Życie nie umiera. Jesteś w drzewach, motylach, rybach, powietrzu,

 

Pomyśl tylko, jak wypiękniałby świat, gdyby wszyscy ludzie otworzyli serca

i znaleźli w nich miłość! Oczywiście stać nas na to.

Każdy może to zrobić po swojemu, w swój własny niepowtarzalny sposób.

 

księżycu, słońcu. Gdziekolwiek pójdziesz, już tam jesteś, czekający na siebie samego.

Twoje ciało jest świątynią, żywą świątynią, w której mieszka Bóg. Twój umysł jest żywą świątynią, gdzie mieszka Bóg. Bóg mieszka w tobie jako Życie. Dowodem na istnienie Boga w tobie jest to, że żyjesz. Twoje życie jest dowodem. Oczywiście w twoim umyśle pełno różnego śmiecia i emocjonalnej trucizny, ale i Bóg tam jest.

Nie muszę niczego robić, aby sięgnąć Boga, oświecenia, aby się obudzić. Nie ma nikogo, kto zaprowadzi mnie czy ciebie do Boga. Ktokolwiek mówi, że to potrafi, jest kłamcą, bo ty już tam jesteś. Istnieje tylko jedna żyjąca istota i czy chcesz tego, czy nie, zgadzasz się z tym czy nie, bez najmniejszego wysiłku jesteś już z Bogiem.

Jedno, co zostaje, to cieszyć się życiem, leczyć swoje emocje, tak abyś tworzył życie, w którym otwarcie będziesz się dzielił miłością tkwiącą w tobie.

 

Cały świat może cię kochać, ale ta miłość nie uczyni cię szczęśliwym.

Szczęście da ci miłość wychodząca z twego wnętrza.

 

Cały świat może cię kochać, ale ta miłość nie uczyni cię szczęśliwym. Szczęście da ci miłość wychodząca z twego wnętrza. To duża różnica. Twoja miłość jest twoją połową zadania. Drugą połową może być drzewo, pies, obłok. Ty jesteś jedną połową, a drugą jest to, co widzisz. Ty jesteś jedną połową jako śniący, a sen jest drugą połową.

Masz zawsze wolność kochania. Jeśli twoim wyborem jest stworzenie związku, a twój partner gra w tę samą grę, uważaj to za dar. Jeśli wasz związek jest całkiem spoza piekieł, będziecie się kochać tak bardzo, że nawet siebie nie będziecie potrzebowali. Dzięki własnej woli zejdziecie się i stworzycie piękno. A to, co się tworzy razem, jest niebiańskim snem.

Poradziłeś już sobie ze strachem i autonegacją, teraz wrócisz do miłości do samego siebie. Możesz być tak silny i wszechwładny, że dzięki miłości do własnej osoby przemienisz swój osobisty sen z lęku w miłość i z cierpienia w szczęście. Potem niczym słońce przez cały czas będziesz dawać światło, ciepło i miłość, nie stawiając żadnych warunków. Kiedy kochasz bezwarunkowo, jesteś człowiekiem, jesteś Bogiem, zjednoczonym z migocącym w tobie Duchem Życia. Twoje życie stanie się wyrazem piękna owego Ducha. Życie jest tylko snem. Jeśli tworzysz swoje życie z Miłością, twój sen staje się dziełem sztuki.

 

Modlitwy medytacyjne

 

zamknij, proszę, na chwilę oczy, otwórz serce i poczuj całą miłość, jaka się z niego wydobywa. Chciałbym, abyś się złączył ze mną w modlitwie, która pozwoli nam doświadczyć jedności z naszym Stwórcą. Skup swoją uwagę na płucach, jak gdyby tylko one istniały. Poczuj przyjemność, że się rozdymają, aby zaspokoić największą potrzebę ludzkiego ciała - oddech.

Weź głęboki wdech i poczuj, jak powietrze wypełnia twoje płuca. Poczuj, że powietrze stworzone zostało z miłości. Doceń jedność, jaka istnieje pomiędzy powietrzem a twymi płucami. Wdychaj głęboko, aż twoje ciało poczuje potrzebę wyzbycia się go. Zrób wydech i znowu poczuj przyjemność. Ilekroć zaspokajamy jakiekolwiek pragnienie naszego ciała, czujemy radość. Oddychanie daje przyjemność. Ciesz się oddechem. Sam oddech wystarczy, abyśmy czuli się szczęśliwi, abyśmy cieszyli się życiem. Wystarczy żyć. Poczuj radość życia, radość odczuwania miłości...

 

modlitwa o świadomość

 

Prosimy Cię dzisiaj, Stworzycielu Świata, otwórz nasze serca i otwórz nasze oczy, abyśmy się mogli cieszyć każdym Twoim tworem i żyć w wiecznej miłości z Tobą. Pomóż nam rozpoznać Ciebie we wszystkim, co widzimy, słyszymy i czujemy sercem i wszystkimi zmysłami. Pozwól nam przejrzeć oczyma miłości tak, byśmy mogli, gdziekolwiek będziemy, zobaczyć Cię we wszystkim, co tworzysz. Pozwól nam dojrzeć Ciebie w każdej komórce naszego ciała, w każdej naszej myśli, w każdym śnie, w każdym kwiecie i w każdym człowieku, jakiego napotkamy. Nie ukryjesz się przed nami, bo jesteś wszędzie, a my jesteśmy z Tobą jednym. Pozwól nam zrozumieć tę prawdę.

Pozwól nam mieć świadomość naszej siły, zdolnej tworzyć niebiański sen, w którym wszystko jest możliwe. Daj nam wyobraźnię do poprowadzenia naszego snu, naszej magicznej kreacji, tak byśmy żyli bez lęku, bez złości, bez zazdrości, bez zawiści. Daj nam światło na drogę i spraw, aby dzień dzisiejszy był ostatnim dniem bezowocnego poszukiwania miłości i szczęścia. Niech dziś zdarzy się coś niezwykłego, co zmieni nasze życie na zawsze. Niech wszystko, cokolwiek robimy i mówimy, stanie się odtąd wyrazem piękna naszych serc i niech to piękno zawsze bierze się z miłości.

Pomóż nam istnieć na podobieństwo Twoje, kochać tak jak Ty, dzielić się wszystkim, jak Ty to czynisz, i napełniać nasze dzieła miłością i pięknem, tak jak wszystkie Twoje dzieła miłością i pięknem są przepełnione. Z każdym dniem coraz mocniej wspomagaj siłę naszej miłości, tak abyśmy mogli stworzyć najwspanialsze dzieło sztuki - nasze własne życie. A my, Stwórco, ofiarowujemy Ci dzisiaj całą naszą wdzięczność i miłość, bo Ty dałeś nam Życie. Amen.

 

modlitwa o miłość do siebie

 

Prosimy Cię dzisiaj, Stworzycielu Świata, pomóż nam zaakceptować siebie takimi, jacy jesteśmy. Pomóż nam nie osądzać siebie i nie sądzić. Pomóż nam pogodzić się z własnym umysłem, takim, jaki jest, ze wszystkimi naszymi uczuciami, wszystkimi nadziejami i marzeniami, naszą niepowtarzalną osobowością. Pomóż nam pogodzić się z naszym ciałem, takim, jakie jest, z całym jego pięknem i doskonałością. Pozwól, aby miłość, jaką żywimy do siebie, była wielka i żebyśmy nigdy się nie odtrącali, nie przeszkadzali własnemu szczęściu, wolności i miłości.

Niech od tej chwili każdy uczynek, każda myśl, każde uczucie wypływa z miłości. Pomóż nam, Stwórco, pogłębić miłość do nas samych, aż przemieni się cały sen naszego życia, przeistoczy się z lęku i rozpaczy w miłość i radość. Niech siła naszej miłości będzie tak wielka, abyśmy mogli zerwać ze wszystkimi kłamstwami, jakie nam wpojono i podano do wierzenia - że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, wystarczająco silni, wystarczająco inteligentni, abyśmy mogli sobie poradzić. Pomóż nam, aby siła naszej miłości do siebie była tak ogromna, byśmy nie musieli żyć tak, jak ktoś za nas zdecyduje. Pozwól, abyśmy zaufali sobie i sami dokonywali wyborów, jakich musimy dokonać. Z taką miłością nie będziemy się bali stanąć twarzą w twarz z żadnym wyzwaniem, żadną odpowiedzialnością i natychmiast będziemy rozwiązywali swoje problemy. Niech wszystko, co robimy, przenika nasza miłość do siebie.

Począwszy od dzisiaj, pomóż nam kochać siebie tak bardzo, żebyśmy nie robili niczego przeciw sobie. Możemy wieść życie, pozostając sobą i nie udając nikogo innego po to tylko, by nas zaakceptowano. Od tej chwili nie potrzebujemy innych ludzi, by nas akceptowali lub mówili nam, jacy jesteśmy dobrzy, ponieważ już wiemy, jacy jesteśmy. Potęgą naszej miłości pozwól nam się cieszyć, ilekroć popatrzymy w lustro. Niech na naszej twarzy zawsze gości uśmiech, ozdobiony zewnętrznym i wewnętrznym pięknem. Pozwól odczuwać tak głęboką miłość do siebie, byśmy zawsze cieszyli się samotnością. Pozwól nam kochać siebie bez samooskarżania, ponieważ kiedy się oskarżamy i sądzimy, dźwigamy winę i pragniemy kary, tracimy świadomość Twojej miłości. Wzmocnij naszą wolę wybaczania sobie. Oczyść nasze umysły z emocjonalnej trucizny, abyśmy mogli żyć w idealnym pokoju i miłości. Pozwól, aby miłość do nas samych stała się siłą, która odmieni sen naszego życia. Z tą nową siłą w sercach, siłą miłości do siebie, pomóż nam odmienić wszystkie nasze związki, łącznie z tym, jaki mamy z samym sobą. Pomóż nam uwolnić się od konfliktów z innymi. Pozwól nam cieszyć się i dzielić szczęściem z tymi, których kochamy, i wybaczyć im każdą niesprawiedliwość, jaką poczujemy naszym umysłem. Pomóż nam kochać siebie tak bardzo, abyśmy przebaczyli każdemu, kto nas kiedykolwiek skrzywdzi.

Daj nam odwagę bezwarunkowo kochać naszą rodzinę i przyjaciół i zmienić nasze związki w jak najlepsze i pełne miłości. Pomóż nam zbudować porozumienie, tak by w naszych związkach nie było walki o władzę, nie było zwycięzców i pokonanych. Żebyśmy się stali drużyną, która działa razem dla miłości, radości i harmonii.

Niech nasze związki z rodziną i przyjaciółmi zostaną oparte na szacunku i radości, tak byśmy nigdy nie mówili im, co mają myśleć i robić. Niech nasz romantyczny związek będzie najdoskonalszym, najwspanialszym związkiem. Pozwól nam czuć radość, ilekroć będziemy się dzielić sobą z naszym partnerem. Pozwól nam zaakceptować innych takimi, jacy są, bez osądzania, bo kiedy ich odtrącamy, odtrącamy samych siebie. A kiedy odtrącamy siebie, odtrącamy Ciebie.

Dziś jest początek nowego. Pozwól nam dzisiaj zacząć nasze życie od nowa z potęgą naszej miłości do siebie. Pomóż nam cieszyć się życiem, cieszyć się naszymi związkami, poznawać życie, podejmować ryzyko, żyć i nie bać się miłości. Pozwól nam otworzyć serca na miłość, która jest naszym przyrodzonym, niezbywalnym prawem. Pomóż nam stać się mistrzami Wdzięczności, Szczodrości i Miłości, tak abyśmy się cieszyli całym Twoim stworzeniem.



cofnij / dalej


strona główna / początek książki
(23kB)