(23kB)
strona główna



Sue Townsend

SEKRETNY DZIENNIK ADRIANA MOLE’A

LAT 13 i 3

 

Z angielskiego przełożyła Hanna Pawlikowska

 

 

 

Styczeń

 

1 Czwartek

 

Święto w Anglii, Irlandii, Szkocji i Walii

 

Moje postanowienia noworoczne:

1. Będę pomagał niewidomym przechodzić przez jezdnię,

2. Będę wieszał spodnie na wieszaku.

3. Będę zakładał koszulki na płyty.

4. Nie zacznę palić.

5. Przestanę wyciskać pryszcze.

6. Będę dobry dla psa.

7. Będę pomagał prostym i ubogim.

8. Po wysłuchaniu wczoraj wieczorem obrzydliwych odgłosów dochodzących z dołu ślubuję też

nigdy nie pić alkoholu.

Wczoraj podczas przyjęcia ojciec upił psa wiśniówką. Gdyby dowiedziało się o tym

Królewskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, byłby załatwiony. Minęło już osiem dni od

Bożego Narodzenia, a mama ciągle nie włożyła zielonego fartucha z lureksu, który jej kupiłem na

gwiazdkę. W przyszłym roku dostanie gałki do kąpieli.

Trzeba mojego pecha, żeby akurat na pierwszy dzień Nowego Roku pojawił się pryszcz na

brodzie.

 

1 Piątek

 

Święto w Szkocji. Pełnia księżyca

 

Czuję się paskudnie. Wszystko przez to, że o drugiej nad ranem mama wyśpiewywała na

szczycie schodów "Que sera, sera!" Trzeba mojego pecha, żeby mieć taką matkę! Niewykluczone,

że moi rodzice to alkoholicy. W przyszłym roku mogę wylądować w sierocińcu. Pies zemścił się na

ojcu. Jednym skokiem wywrócił mu model statku, potem pobiegł do ogrodu, a takielunek plątał mu

się między łapami. Ojciec bez końca powtarzał: " Trzy miesiące pracy na nic".

Pryszcz na mojej brodzie powiększa się coraz bardziej. Wszystko przez to, że mama nie ma

pojęcia o witaminach.

 

3 Sobota

 

 

Chyba zwariuję z braku snu! Ojciec wyrzucił psa z domu i pies przez całą noc szczekał pod

 


moim oknem . Już taki mój pech! Ojciec bluzgał na niego przekleństwami. Jeżeli nie będzie się

hamował, to go przyskrzyni policja za wygadywanie świństw.

Myślę, że ten pryszcz to czyrak. Trzeba mojego pecha, żeby się uformował akurat w miejscu

widocznym dla każdego. Powiedziałem mamie, że nie przyjąłem dzisiaj żadnej witaminy C. A ona na

to: " Więc kup sobie pomarańczę". Typowe!

Ciągle jeszcze nie używa fartucha z lureksu.

Z przyjemnością pójdę znowu do szkoły.

 

 

4 Niedziela

Druga po Bożym Narodzeniu

 

Ojciec rozchorował się na grypę. Przy naszym odżywianiu wcale mnie to nie dziwi. Mimo

deszczu mama poszła mu kupić witaminę C w płynie, chociaż - jak jej powiedziałem - "na to już za

późno".

Prawdziwy cud, że nie dostaliśmy jeszcze szkorbutu. Mama twierdzi, że absolutnie nic nie

widzi na mojej brodzie, ale przemawia przez nią jedynie poczucie winy z powodu naszego

odżywiania.

Pies uciekł, bo mama nie zamknęła furtki. Ja złamałem ramię adapteru. Nikt jeszcze o tym

nie wie, a przy odrobinie szczęścia choroba ojca może potrwać dłuższy czas. Tylko on i ja używamy

adapteru. Dalej ani śladu fartucha.

 

5Poniedziałek

 

Pies jeszcze nie wrócił. W domu bez niego spokojnie. Mama zadzwoniła na policję i podała

jego rysopis. Przedstawiła go znacznie gorzej, niż naprawdę wygląda: rzadkie kudły nad oczami i tak

dalej. Uważam, że policja ma ważniejsze sprawy niż szukanie psów, na przykład ściganie

morderców. Powiedziałem to mamie, ale i tak zadzwoniła. Dopiero by miała nauczkę, gdyby tak

została zamordowana z powodu czyjegoś psa!

Ojciec jeszcze leniuchuje w łóżku. Podobno jest chory, ale zauważyłem, że nie przestał palić!

Dzisiaj przyszedł Nigel. Opalony po feriach Świątecznych. Przypuszczam, że wkrótce się

rozchoruje z powodu szoku wywołanego zimnem w Anglii. Moim zdaniem rodzice Nigela popełnili

błąd zabierając go za granicę.

Nigel nie ma jeszcze ani jednego pryszcza.

 

6 Wtorek

Trzech Króli. Nów

 

Ale pies się urządził!

Zwalił z roweru faceta z gazowni i pomieszał mu dokumentnie papiery. Pewnie teraz wszyscy

wylądujemy w sądzie. Policjant oświadczył, że mamy obowiązek pilnować psa i zapytał, od jak

dawna pies kuleje. Mama odpowiedziała, że wcale nie kuleje i zaczęła go oglądać. W lewą przednią

łapę wbił mu się miniaturowy model pirata.

Pies się ucieszył, kiedy mama wyciągnęła pirata, i skoczył zaraz na policjanta ubłoconymi

łapami. Mama poleciała do kuchni po ścierkę, ale ja przedtem wytarłem nią nóż po dżemie

truskawkowym, więc mundur policjanta wyglądał w końcu jeszcze gorzej. Potem policjant sobie

poszedł. Jestem pewien, że zaklął. Mógłbym o tym donieść jego przełożonym.

Muszę poszukać " Trzech Króli" w moim nowym słowniku.

 

 

7 Środa

 

Dziś rano przyjechał Nigel na swoim nowym rowerze. Rower ma bidon, licznik kilometrów,

szybkościomierz, żółte siodełko i bardzo wąskie, wyścigowe opony. Szkoda go dla Nigela. Jeździ

tylko do sklepów i z powrotem. Gdyby to był mój rower, jeździłbym po całym kraju, zdobywając

doświadczenia.

Mój pryszcz albo czyrak sięgnął szczytu. Większy już chyba być nie może.

Znalazłem. w słowniku określenie pasujące do ojca. Symulant. Ciągle Jeszcze leży i żłopie

witaminę C.

Pies zamknięty w komórce na węgiel.

Trzech Króli ma jakiś związek z trzema mędrcami.

 

 

8 Czwartek

 

Teraz mama dostała grypy. To oznacza, że obojgiem muszę zajmować się ja. Już taki mój

pech.

Cały dzień biegałem po schodach na górę i na dół. Ugotowałem im ogromny obiad: po dwa

jajka w koszulkach z fasolą i budyń z kaszy manny z pliszki. (Dobrze, że włożyłem zielony fartuch z

lureksu, bo jaja wyślizgnęły się z garnka i rozpełzły po mnie). O mały włos bym coś powiedział,

kiedy zobaczyłem, że w ogóle nie tknęli jedzenia. Niemożliwe, żeby byli tacy chorzy. Zaniosłem

wszystko psu do komórki. Jutro rano przychodzi babcia, więc musiałem wyczyścić popalone garnki,

a potem wyprowadzić psa na spacer. Zanim się położyłem, było wpół do dwunastej. Nic dziwnego,

że jestem mały jak na swój wiek.

Zdecydowałem jednak, że nie zostanę lekarzem.

 

 

9 Piątek

 

W nocy nic tylko kaszel, kaszel, kaszel. Jak nie jedno, to drugie. Można by się spodziewać,

że zdobędą się na odrobinę delikatności po moim ciężkim dniu.

Przyszła babcia, była kompletnie zdegustowana stanem, w jakim znajduje się dom.

Pokazałem jej mój pokój, tam jest zawsze czysto i porządnie, toteż babcia dała mi pięćdziesiąt

pensów. Pokazałem jej wszystkie puste butelki w koszu na śmieci była oburzona.

Babcia wypuściła psa z komórki. Powiedziała, że mama postąpiła okrutnie zamykając go.

Pies zwymiotował na podłogę w kuchni. Babcia zamknęła go z powrotem.

Wydusiła pryszcz na mojej brodzie. Wygląda jeszcze gorzej. Opowiedziałem babci o

zielonym fartuchu, a ona wtedy oznajmiła, że na każdą gwiazdkę kupuje

mamie sweter ze stuprocentowego akryliku i mama nigdy jeszcze żadnego z nich nie włożyła.

 

 

10 Sobota

Rano.

 

Teraz pies jest chory! Ciągle wymiotuje, więc musi przyjść weterynarz. Ojciec zabronił mi

mówić weterynarzowi, że pies był przez dwa dni zamknięty w komórce na węgiel.

Zalepiłem pryszcz plastrem, żeby nie dostały się zarazki od psa.

Weterynarz zabrał psa. Jego zdaniem wystąpiła jakaś obstrukcja i konieczna będzie

operacja.

Babcia pokłóciła się z mamą i poszła do domu. Znalazła wszystkie gwiazdkowe swetry

pocięte w kawałki w torbie ze ściereczkami do kurzu. To naprawdę oburzające, zważywszy, że tylu

ludzi głoduje.

Pan Lucas z sąsiedniego domu przyszedł odwiedzić rodziców, którzy jeszcze leżą w łóżku.

Przyniósł mamie kartkę z życzeniami "szybkiego powrotu do zdrowia"

i jakieś kwiaty. Mama siedziała w łóżku w takiej koszuli, spod której widać było dość duże partie

klatki piersiowej. Mówiła do pana Lucasa głosem przyprawiającym o mdłości. Ojciec udawał, że

śpi.

Nigel przyniósł swoje płyty. Fascynuje go punk rock, ale dla mnie to nie ma żadnego sensu,

kiedy nie słyszy się słów. Zdaje mi się zresztą, że staje się intelektualistą. Pewnie z tych wszystkich

zmartwień.

 

Po południu.

 

Poszedłem zobaczyć, jak się czuje pies. Jest po operacji. Weterynarz pokazał mi

plastykową torebkę pełną obrzydliwości. Była tam grudka węgla, gałązka jodły ze świątecznego

ciasta i modele piratów z okrętu ojca. Jeden z piratów wymachiwał kordelasem, co musiało być dla

psa bardzo bolesne. Niestety, za jakieś dwa dni może wrócić do domu.

Kiedy przyszedłem, ojciec kłócił się przez telefon z babcią o puste butelki w koszu na śmieci.

Pan Lucas był na górze i rozmawiał z mamą. Po jego wyjściu ojciec poszedł na górę i

sprzeczał się o coś z mamą, aż się popłakała. Ojciec jest w złym humorze. To znaczy, że się lepiej

czuje. Zrobiłem mamie herbaty, chociaż mnie o to nie prosiła. Też się rozpłakała. Niektórym ludziom

trudno dogodzić!

Pryszcz ciągle na posterunku.

 

11 Niedziela

Pierwsza po Trzech Królach

 

Teraz wiem, że jestem intelektualistą. Wczoraj wieczorem oglądałem w telewizji Malcolma

Muggeridge'a i rozumiałem niemal każde słowo. Wszystko się zgadza. Nieudany dom, złe

odżywianie, niechęć do punków. Chyba zapiszę się do biblioteki i zobaczę, co z tego wyniknie.

Szkoda, że tu w sąsiedztwie nie ma żadnych innych intelektualistów. Pan Lucas chodzi

wprawdzie w sztruksowych spodniach, ale pracuje w ubezpieczeniach. Już taki mój pech!

Właściwie co "pierwsze po Trzech Królach"?

 

 

12 Poniedziałek

 

Pies wrócił. Bez przerwy liże szwy, więc kiedy jem, siadam do niego tyłem.

Mama dziś wstała rano, żeby przygotować mu posłanie, na którym będzie spał, dopóki nie

wydobrzeje. Jest to tekturowe pudło po paczkach płatków mydlanych. Ojciec stwierdził, że przez to

pies będzie kichał i popękają mu szwy, a weterynarz weźmie jeszcze więcej, jeśli będzie musiał go

znowu pozszywać. Pokłócili się na temat pudła, a potem ojciec czepiał się pana Lucasa. Nie widzę

najmniejszego związku między posłaniem dla psa a panem Lucasem.

 

13 Wtorek

 

Ojciec poszedł do pracy. Chwała Bogu! Nie wiem, jak mama może go strawić.

Rano przyszedł pan Lucas, żeby zapytać, czy mama nie potrzebuje pomocy w domu. On

jest bardzo dobry. A pani Lucas myła u siebie okna z zewnątrz. Jej drabina chwiała się

niebezpiecznie. Napisałem do Malcolma Muggeridge'a na adres BBC z zapytaniem, co mam robić

jako intelektualista. Spodziewam się, że szybko odpisze, bo już mi obrzydł brak jakiejkolwiek

bratniej duszy. Napisałem wiersz, co zajęło mi dwie minuty. Nawet sławni poeci potrzebują więcej

czasu. Wiersz nazywa się "Kran", ale naprawdę to nie jest o kranie, jest raczej głęboki, w ogóle o

życiu i tak dalej.

 

KRAN, napisał Adrian Mole

 

Woda z kranu kapie i spać mi nie daje,

Nocą na podłodze jezioro powstaje.

Brak zlewu dywanom ruiną zagraża,

Co znowu tatusia na mozół naraża,

By zakupić nowe.

A w pracy wszak ojciec może wykorkować.

Tato, nie bądź taki!

Lepiej nie omieszkaj zlewu zreperować!

 

 

Pokazałem wiersz mamie, ale tylko ją rozśmieszył. Ona nie jest szczególnie bystra. Ciągle nie

wyprała moich spodenek gimnastycznych, a Jutro zaczyna się szkoła. Wcale nie przypomina matek z

telewizji.

 

14 Środa

 

Zapisałem się do biblioteki. Wziąłem "Pielęgnację skóry", "Pochodzenie gatunków" i książkę

napisaną przez kobietę, o której ciągle mówi mama. Książka się nazywa "Duma i uprzedzenie", a ta

kobieta Jane Austen. Widziałem, że zrobiło to wrażenie na bibliotekarce. Może podobnie jak ja jest

intelektualistką. Nie przyglądała się pryszczowi, jest więc nadzieja, że się zmniejszył. Najwyższy

czas!

Pan Lucas pił z mamą kawę w kuchni. Było pełno dymu. Śmiali się z czegoś, ale kiedy

wszedłem, to przestali.

Pani Lucas czyściła u siebie w domu rynny. Chyba była w złym humorze. Myślę, że

małżeństwo państwa Lucasów nie jest szczęśliwe. Biedny pan Lucas!

Żaden z nauczycieli w szkole nie zauważył, że jestem intelektualistą. Pożałują tego, kiedy

zostanę sławny. w naszej klasie jest nowa dziewczyna. Siedzi przy mnie na geografii. Jest całkiem w

porządku. Ma na imię Pandora, ale lubi, jak się do niej mówi Puszka. Zupełnie nie mam pojęcia

dlaczego. Może nawet się w niej zakocham. Najwyższy czas, żebym się zakochał, mam już przecież

13 i 3/4 roku.

 

 

15 Czwartek

 

Włosy Pandory są koloru melasy i mają odpowiednią długość jak na włosy dziewczyny.

Pandora ma całkiem niezłą figurę. Widziałem, jak grała w koszykówkę i podskakiwały jej piersi.

Poczułem się trochę dziwnie. To chyba to!

Psu zdjęto szwy. Ugryzł weterynarza, ale myślę, że jest do tego przyzwyczajony. (Znaczy

weterynarz, bo co do psa, to nie mam wątpliwości).

Ojciec zauważył złamane ramię adapteru. Skłamałem. Powiedziałem, że to pies skoczył na

adapter. Ojciec oświadczył, że poczeka, aż pies kompletnie wydobrzeje po operacji i wtedy go

wyrzuci. Mam nadzieję, że to żart.

Pan Lucas znowu był w kuchni, kiedy wróciłem ze szkoły. Mama już czuje się lepiej, więc

nie rozumiem, po co on ciągle przychodzi. Pani Lucas po ciemku sadziła drzewka. Przeczytałem

kawałek "Dumy i uprzedzenia", ale to bardzo staroświeckie. Uważam, że Jane Austen powinna

napisać coś chociaż trochę nowocześniejszego.

Oczy psa są tego samego koloru co oczy Pandory. Zauważyłem to jedynie dlatego, że mama

go ostrzygła. Wygląda gorzej niż kiedykolwiek. Mama i pan Lucas wyśmiewali się z nowej fryzury

psa, co nie było szczególnie eleganckie, bo przecież on nie może się bronić, co stawia go w sytuacji

podobnej do rodziny królewskiej.

Idę wcześnie do łóżka, żeby myśleć o Pandorze i robić ćwiczenia na rozciągnięcie

kręgosłupa. Nic nie urosłem przez dwa tygodnie. Jak tak dalej pójdzie, to zostanę karłem.

Jeżeli pryszcz nie zniknie, pójdę w sobotę do lekarza. Nie mogę dłużej znosić tego, jak mi

się wszyscy przypatrują.

 

 

16 Piątek

 

Przyszedł pan Lucas i ofiarował się zawieźć mamę samochodem po zakupy. Podwieźli mnie

do szkoły. z przyjemnością wysiadłem, miałem dosyć tych wszystkich chichotów i dymu z

papierosów. Po drodze minęliśmy panią Lucas. Niosła wielkie torby z zakupami. Mama pomachała

jej ręką, ale obładowana pani Lucas nie mogła jej odmachać.

Dziś była geografia, więc siedziałem całą godzinę obok Pandory. Ona z każdym dniem

wygląda lepiej. Powiedziałem jej, że ma oczy tego samego koloru co nasz pies. Zapytała, jaki to

pies. Wyjaśniłem, że kundel.

Pożyczyłem Pandorze mój niebieski mazak, żeby pokolorowała przestrzeń wokół Wysp

Brytyjskich.

Myślę, że docenia te drobne uprzejmości.

Zacząłem dzisiaj "Pochodzenie gatunków", ale w telewizji to było lepsze. Za to "Pielęgnacja

skóry" jest absolutnie bezbłędna. Zostawiłem ją otwartą na stronie o witaminach. Mam nadzieję, że

mama zrozumie aluzję. Położyłem książkę na kuchennym stole obok popielniczki, więc musi ją

zauważyć.

Umówiłem się na wizytę u lekarza w sprawie pryszcza. Zrobił się teraz fioletowy.

 

 

17 Sobota

 

Zostałem obudzony wcześnie rano. Pani Lucas betonuje przed domem i betoniarka musiała

pracować bez przerwy, żeby cement nie stężał, zanim pani Lucas zdążyła go rozprowadzić łopatą.

Pan Lucas zrobił jej herbaty. On jest naprawdę dobry.

Nigel przyszedł zapytać, czy pójdę z nim do kina, ale powiedziałem, że nie mogę, bo idę do

lekarza w sprawie pryszcza. Nigel na to oświadczył, że nie widzi żadnego pryszcza, ale oczywiście

powiedział tak tylko przez grzeczność, bo pryszcz jest dzisiaj gigantyczny.

Doktor Taylor musi być jednym z tych przepracowanych internistów, o których tyle się

czyta. Nawet nie obejrzał pryszcza, powiedział tylko, że nie powinienem się przejmować, i zapytał,

czy w domu wszystko w porządku. Opowiedziałem mu o moim nieszczególnym życiu rodzinnym, o

kiepskim odżywianiu, na co oznajmił, że jestem dobrze odżywiony i że powinienem wrócić do domu

i cieszyć się tym, co mam. To by było na tyle o państwowej służbie zdrowia.

Wezmę roznoszenie gazet i przerzucę się na lecznictwo prywatne.

 

18 Niedziela

Druga po Trzech Królach. Początek semestru Hilary w Oksfordzie

 

Pani Lucas pokłóciła się z mamą na temat psa. W jakiś sposób wymknął się z domu i

przemaszerował po mokrym betonie. Ojciec zaproponował, że załatwi uśpienie psa, ale mama się

rozpłakała, więc obiecał, że tego nie zrobi. Wszyscy sąsiedzi myli na ulicy samochody i przez cały

czas się przysłuchiwali. Czasami autentycznie nienawidzę tego psa!

Przypomniałem sobie dzisiaj o moim postanowieniu pomagania prostym i ubogim i zaniosłem

parę starych roczników "Beano" jednej raczej niezamożnej rodzinie, która się wprowadziła na

sąsiednią ulicę. Wiem, że są biedni, bo mają tylko czarno-biały telewizor. Drzwi otworzył mi

chłopak. Wyjaśniłem mu, po co przyszedłem. Rzucił okiem na roczniki, powiedział "czytałem to" i

zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Tyle o pomocy ubogim!

 

19 poniedziałek

 

Dołączyłem w szkole do grupy, która się nazywa Dobrzy Samarytanie. Wychodzimy z

pomocą do ludności i takie tam. W poniedziałek po południu opuszczamy matmę.

Dzisiaj mówiliśmy o tym, co będziemy robić. Mnie przydzielono do grupy emerytów.

Nigelowi dostało się bezwzględnie paskudne zadanie doglądania dzieci w grupie zabawowej. Jest

zdegustowany jak świnia.

Nie mogę się doczekać następnego poniedziałku. Wezmę magnetofon, żeby nagrywać

opowieści wapniaków o wojnie. I tak dalej. Mam nadzieję, że dostanie mi się jakiś z dobrą

pamięcią.

Pies jest z powrotem u weterynarza. Cement powbijał mu się w łapy. Nic dziwnego, że się

wczoraj wieczorem tak awanturował na schodach. Dzisiaj w szkole przy obiedzie Pandora

uśmiechnęła się do mnie, ale właśnie zakrztusiłem się chrząstką, więc nie mogłem się odwzajemnić

uśmiechem. Wiadomo, mój pech!

 

2O Wtorek

Pełnia księżyca

 

Mama szuka pracy!

Mogę skończyć jako przestępca włóczący się po ulicach. I tak dalej. Pewnie przez całe dnie

trzeba będzie przesiadywać w pralni, żeby nie zmarznąć. A co będę robił podczas wakacji? Będę

dzieckiem z kluczem na szyi, cokolwiek to znaczy. A kto się zajmie psem? I co ja będę jadł przez

cały dzień? Będę skazany na chrupki kartoflane I słodycze, aż zrujnuję sobie kompletnie cerę l

wypadną mi wszystkie zęby. Uważam, że mama postępuje bardzo egoistycznie. Zresztą i tak nie

będzie dobrym pracownikiem. Nie jest szczególnie rozgarnięta, a na Boże Narodzenie za dużo pije.

Zadzwoniłem do babci i wszystko jej opowiedziałem, a ona na to, że w czasie wakacji mogę

mieszkać u niej, popołudnia mogę spędzać na zebraniach grupy Zimozielonych i tak dalej. Teraz

żałuję, że zadzwoniłem. Dziś na przerwie było zebranie Samarytan. Rozdzielono starców. Mnie się

dostał jeden mężczyzna o nazwisku Bert Baxter. Ma osiemdziesiąt dziewięć lat, więc chyba nie będę

miał z nim do czynienia zbyt długo. Marzę tylko o tym, żeby nie miał psa. Psy obrzydły mi

dokumentnie. Albo są u weterynarza, albo stają przed telewizorem zasłaniając obraz.

 

21 Środa

 

Państwo Lucasowie się rozwodzą! Pierwsi na naszej ulicy. Mama poszła pocieszać pana

Lucasa. Musiał być bardzo zgnębiony, bo kiedy ojciec wrócił z pracy, mamy jeszcze nie było. Pani

Lucas gdzieś pojechała taksówką. Myślę, że odjechała na zawsze, bo zabrała ze sobą swój komplet

śrubokrętów. Biedny pan Lucas, teraz sam będzie musiał sobie robić pranie i tak dalej .

Ojciec przygotował wieczorem kolację. Było curry podgrzane w plastykowej torebce i ryż,

jedyna rzecz w zamrażalniku poza paczką czegoś zielonego, od czego odleciała nalepka. Ojciec

zażartował, że wyśle to do inspekcji sanitarnej. Mama się nie śmiała. Może jej myśli zaprzątał

nieszczęsny pan Lucas pozostawiony samotnie.

Po kolacji poszedłem do starego pana Baxtera. Ojciec mnie podwiózł, bo jechał grać w

badmintona. Dom pana Baxtera trudno dostrzec z ulicy. Otacza go gigantyczny, nigdy nie przycinany

żywopłot z ligustru. Kiedy zapukałem, pies za drzwiami zaczął szczekać , warczeć i rzucać się na

skrzynkę do listów. Zanim dałem nogę, usłyszałem jeszcze odgłos przewracanych butelek I

przeklinającego mężczyznę. Mam nadzieję, że poszedłem pod zły adres.

W drodze do domu spotkałem Nigela. Powiedział mi, że ojciec Pandory jest mleczarzem!

Trochę się do niej zniechęciłem.

Kiedy wróciłem, w domu nie było nikogo, więc nakarmiłem psa, przyjrzałem się pryszczom i

poszedłem spać.

 

 

22 Czwartek

 

To bezczelne kłamstwo, że ojciec Pandory jest mleczarzem! Jest księgowym w mleczarni.

Pandora oświadczyła, że rozkwasi Nigelowi gębę, jeśli jeszcze raz dopuści się zniesławienia. Znowu

jestem w niej zakochany.

Nigel zaprosił mnie na jutrzejszy wieczór do dyskoteki w klubie młodzieżowym, dochody z

tej dyskoteki są przeznaczone na komplet nowych piłek do ping-ponga. Nie wiem, czy pójdę, bo

Nigel w czasie weekendów jest punkiem. Matka mu na to pozwala pod jednym warunkiem: musi

nosić siatkowy podkoszulek pod przepisową bluzą tego bractwa.

Mama była na rozmowie w sprawie pracy. Ćwiczy pisanie na maszynie i nic nie gotuje. T o

co będzie, kiedy .już dostanie pracę? Ojciec powinien się temu stanowczo sprzeciwić, zanim

staniemy się rozbitą rodziną.

 

 

23 Piątek

 

Zdecydowanie ostatni raz poszedłem do dyskoteki. Poza mną i Ryśkiem Cytryną,

działaczem młodzieżowym, były tam same punki. Nigel przez cały wieczór straszliwie się popisywał.

W końcu przekłuł sobie ucho agrafką. Mój ojciec musiał go zawieźć do szpitala naszym

samochodem. Rodzice Nigela nie mają samochodu, bo jego ojciec ma w głowie stalową płytkę, a

matka tylko 122 cm wzrostu. Naprawdę nie można się dziwić, że Nigel jest taki, skoro jest

dzieckiem szaleńca i karlicy.

Ciągle nie mam wiadomości od Malcolma Muggeridge'a. Może jest w złym nastroju. Tacy

intelektualiści jak on i ja często miewają złe nastroje. Zwykli ludzie nas nie rozumieją i twierdzą, że

mamy muchy w nosie, ale to nieprawda.

Pandora poszła odwiedzić Nigela w szpitalu. Ma lekkie zakażenie krwi od tej agrafki.

Pandora uważa, że Nigel jest bardzo odważny. Ja uważam, że jest bardzo głupi.

Cały dzień bolała mnie głowa przez tę przeklętą maszynę mamy, ale się nie skarżę. Muszę

teraz zasnąć. Jutro mam iść do Berta Baxtera. To jednak był dobry adres. Co za obrzydliwy pech!

 

24 Sobota

 

Dzień dzisiejszy był najkoszmarniejszym dniem mojego życia. Mama dostała pracę; będzie

pisać na tej swojej przeklętej maszynie w biurze ubezpieczeń! Zaczyna w poniedziałek! Pan Lucas

pracuje w tym samym biurze. Będzie ją codziennie zabierał samochodem.

Ojciec też jest w złym humorze - podejrzewa, że sypie mu się wał korbowy.

Ale co najgorsze, Bert Baxter nie jest miłym emerytem! Pije, pali i ma owczarka alzackiego,

który się nazywa Szabla. Kiedy przycinałem gigantyczny Żywopłot, Szabla był zamknięty w kuchni,

ale nawet na chwilę nie przestał warczeć.

Jest jednak coś jeszcze gorszego! Pandora chodzi z Nigelem! Chyba nigdy się nie pozbieram

po tym szoku!

 

25 Niedziela.

Trzecia po Trzech Królach

 

10 rano.

Jestem chory przez te wszystkie zmartwienia, zbyt słaby, żeby dużo pisać. Nikt nawet nie

zauważył, że nie jadłem śniadania.

 

2 po południu.

Wziąłem w południe dwie dziecinne aspiryny i poczułem się trochę lepiej. Może kiedy stanę

się sławny i mój dziennik zostanie odkryty, ludzie uświadomią sobie tortury zapoznanego

intelektualisty w wieku 13 i 3/4 roku.

 

6 po południu.

Pandoro! Moja utracona miłości! Już nigdy nie pogłaszczę twych włosów koloru melasy!

(Chociaż mój niebieski mazak jest ciągle do twojej dyspozycji).

 

8 wieczorem.

Pandoro! Pandoro! Pandoro!

 

10 wieczorem.

Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

 

Północ.

Zjadłem kanapkę z pastą z krabów i pomarańczę (to na cerę). Poczułem się trochę lepiej.

Mam nadzieję, że Nigel zleci ze swojego roweru i rozpłaszczy go ciężarówka. Nigdy więcej nie

będę z nim rozmawiał. Wiedział, że jestem zakochany w Pandorze! Gdybym dostał na gwiazdkę

rower wyścigowy zamiast nędznego budzika z radiem stereo, wszystko ułożyłoby się inaczej.

 

26 Poniedziałek

 

Musiałem się podnieść z łoża boleści, żeby przed szkołą odwiedzić Berta Baxtera. Trwało

całe wieki, zanim tam dotarłem, bo czułem się osłabiony i musiałem co chwila przystawać dla

odpoczynku, ale dzięki pomocy jakiejś starszej damy z długimi czarnymi wąsami znalazłem się

wreszcie przed frontowymi drzwiami. Bert Baxter leżał jeszcze w łóżku, ale rzucił mi klucz przez

okno i otworzyłem sobie drzwi. Szabla był zamknięty w łazience, powarkiwał nieustannie, a inne

odgłosy dochodzące z łazienki zdawały się wskazywać, że rozszarpuje na strzępy jakieś ręczniki czy

coś.

Bert Baxter leżał w okropnie brudnej pościeli i palił papierosa. W pokoju straszliwie

śmierdziało, przypuszczam, że ten odór wydzielał sam Bert Baxter. Pościel robiła wrażenie

pokrwawionej, ale Bert wyjaśnił, że to od kanapek z marynowanymi buraczkami, które zwykle jada

przed snem. Było to najobrzydliwsze pomieszczenie, jakie widziałem w życiu (a brud i zaniedbanie

nie są mi obce). Bert Baxter dał mi dziesięć pensów i poprosił, żebym mu przyniósł z kiosku

"Morning Star". Więc do tego wszystkiego jest jeszcze komunistą! Zwykle Szabla przynosi gazetę,

ale dzisiaj został ukarany zamknięciem za obgryzanie zlewu.

Sprzedawca w kiosku poprosił, żebym doręczył Bertowi Baxterowi rachunek (winien jest za

gazety trzydzieści jeden funtów i dziewięćdziesiąt siedem pensów), a kiedy to zrobiłem, Bert

roześmiał się i podarł rachunek ze słowami: "Przebrzydły okularnik". Spóźniłem się do szkoły, więc

musiałem pójść do sekretarki, żeby mnie wpisała do odpowiedniej księgi. To jest nagroda dla

Dobrego Samarytanina! Nawet matma mi nie przepadła! Pandora i Nigel stali razem w kolejce po

obiad, ale postanowiłem ich zignorować.

Pan Lucas nie wstaje z łóżka, jest mężczyzną porzuconym, więc mama się nim opiekuje po

pracy. Jest zresztą jedyną osobą, którą on zgadza się przyjmować. Ciekawe, kiedy mama znajdzie

czas, żeby zająć się mną i ojcem.

Ojciec nadąsany. Pewnie zazdrosny o to, że pan Lucas nie jego wybrał na swojego

pocieszyciela.

 

Północ.

Dobranoc, Pandoro, moja miłości o włosach koloru melasy.

 

27 Wtorek

 

Dzisiaj lekcja plastyki bardzo dobra. Malowałem samotnego chłopca na moście. Właśnie

utracił swoją pierwszą miłość na rzecz najlepszego eks-przyjaciela. Eks-przyjaciel miotał się w

wezbranych wodach rzeki. Chłopiec obserwował, jak najlepszy eks-przyjaciel tonie. Najlepszy eks-

przyjaciel trochę z wyglądu przypominał Nigela. Chłopiec był trochę podobny do mnie. Pani

Fossington-Gore powiedziała, że w moim obrazku jest "głębia ". W rzece też! Cha, cha, cha!

 

28 Środa

 

Obudziłem się dziś rano trochę zaziębiony. Poprosiłem mamę, żeby napisała parę słów i

zwolniła mnie z wf. Powiedziała, że nie zamierza mnie już więcej rozpieszczać. Ciekaw jestem, jak

by się czuła na błotnistym boisku wśród lodowatej mżawki w samej koszulce i spodenkach

gimnastycznych? Kiedy rok temu w dniu sportu szkolnego brałem udział w wyścigu trzynożnym,

przyszła mnie oglądać ubrana w futro, a oprócz tego owinęła sobie nogi kocem, chociaż był

czerwiec! W każdym razie teraz jej głupio, bo graliśmy w rugby i mój kostium był tak ubłocony, że

zatkała się rura odpływowa w pralce.

Zadzwonił weterynarz, żebyśmy już zabrali psa. Był u niego dziewięć dni. Ojciec oświadczył,

że pies musi zostać w szpitalu, dopóki on nie dostanie wypłaty, czyli do jutra. Weterynarz bierze

tylko gotówkę, a ojciec nie ma żadnych pieniędzy.

Pandoro! Dlaczego?

 

29 Czwartek

 

Idiotyczny pies jest z powrotem w domu. Odmówiłem wyprowadzania go na spacery,

dopóki nie odrośnie mu sierść na ogolonych łapach. Po powrocie od weterynarza ojciec był dość

blady i powtarzał nieustannie: " Wyrzucone pieniądze": Oświadczył też, że od dzisiaj pies będzie jadł

tylko resztki z jego talerza.

To znaczy, że niedługo pies zdechnie z głodu.

 

30 Piątek

 

Ten parszywy komunista Bert Baxter zadzwonił do szkoły ze skargą, że zostawiłem na

deszczu sekator od żywopłotu! Twierdził, że przez to sekator kompletnie zardzewiał. Domagał się

odszkodowania. Powiedziałem dyrektorowi, panu Scrutonowi, że sekator już był zardzewiały, nie

ulegało jednak wątpliwości, że mi nie uwierzył. Zrobił mi wykład na temat tego, jak trudno jest

starym ludziom związać koniec z końcem. Kazał mi iść do Berta Baxtera, wyczyścić i naostrzyć

sekator. Chciałem opowiedzieć dyrektorowi wszystko o tym Bercie Baxterze, ale pan Scruton ma w

sobie coś takiego, że w jego obecności zupełnie nie mogę zebrać myśli. To chyba dlatego, że jak się

wścieknie, strasznie wybałusza oczy.

W drodze do Berta Baxtera widziałem mamę i pana Lucasa wychodzących z kantoru

bukmachera. Machałem do nich i wołałem, ale mnie nie dostrzegli, chyba nie mogli. Cieszę się, że

pan Lucas czuje się lepiej. Bert Baxter nie otworzył mi drzwi. Może umarł?

Pandoro! Ciągle jeszcze myślę o tobie, dziecinko.

 

31 Sobota

 

Już prawie luty, a ja nie mam komu wysłać kartki na dzień św. Walentego.

 

 

Luty

 

1 Niedziela

Czwarta po Trzech Królach

 

Wczoraj późnym wieczorem straszne krzyki na dole. Kosz na śmieci w kuchni wywrócony

kopnięciem drzwi do ogrodu trzaskające bez przerwy. Chciałbym żeby moi rodzice wykazywali

trochę więcej delikatności. Przechodzę trudny okres emocjonalny i potrzebuję snu. l tak zresztą nie

spodziewam się, żeby potrafili zrozumieć, co to znaczy być zakochanym. Są małżeństwem

czternaście i pół roku.

Poszedłem po południu do Berta Baxtera, ale dzięki Bogu pojechał do Skegness z

wycieczką Zimozielonych. Szabla wyglądał przez okno w dużym pokoju. Pokazałem mu znak " V".

Mam nadzieję, że nie będzie tego pamiętał.

 

2 Poniedziałek

Matki Boskiej Gromnicznej

 

Pani Lucas wróciła! Widziałem, jak wyrywała z ogrodu drzewka i krzaki i ładowała je na tył

furgonetki; potem zapakowała wszystkie narzędzia ogrodnicze i odjechała. Na boku furgonetki

wymalowany był napis "Schronisko dla kobiet". Pan Lucas przyszedł porozmawiać z mamą,

zszedłem na dół powiedzieć mu dzień dobry, ale był zbyt przygnębiony, żeby w ogóle mnie

zauważyć. Prosiłem mamę, żeby przyszła trochę wcześniej z pracy, bo mam już dosyć wiecznego

wyczekiwania na kolację. Nie spełniła jednak mojej prośby.

Nigela wyrzucono dzisiaj ze szkolnej stołówki, bo pomstował na sznycel zapiekany w

cieście: "Pełno cholernego ciasta, a sznycla ani śladu", powtarzał. Uważam, że pani Leech słusznie go

wyrzuciła, w końcu wykrzykiwał to przy wszystkich pierwszoklasistach. My z trzeciej klasy musimy

dawać przykład. Pandora przygotowała petycję protestacyjną w sprawie sznycla. Ja nie podpiszę.

Dzisiaj dzień Dobrych Samarytan. Musiałem wobec tego iść do Berta Baxtera. Ominęła

mnie klasówka z algebry! Cha, cha, cha! Bert dał mi kawałek pokruszonej skały ze Skegness i

przyznał, że mu przykro z powodu telefonu do szkoły ze skargą w sprawie sekatora. Oświadczył, że

czuł się samotny i chciał usłyszeć ludzki głos. Gdybym był najsamotniejszą osobą na calusieńkim

świecie, nigdy bym nie zadzwonił do naszej szkoły! Wolałbym raczej zegarynkę, odzywa się co

dziesięć sekund.

 

3 Wtorek

 

Już od wielu dni mama nie robi w domu naprawdę nic. Całe jej zajęcie to chodzenie do

pracy, pocieszanie pana Lucasa, czytanie i palenie papierosów. W samochodzie ojca poszedł wał

korbowy. Musiałem mu pokazać, skąd odjeżdża autobus do centrum. Żeby czterdziestoletni

mężczyzna nie wiedział, gdzie jest przystanek autobusowy! Ojciec wygląda tak niechlujnie, że

wstydziłem się pokazać w jego towarzystwie. Kiedy nadjechał autobus, odczułem ulgę. Krzyknąłem

jeszcze przez okno, że na dole nie wolno palić, ale pomachał mi ręką i zapalił. Za to jest kara

pięćdziesiąt funtów! Gdybym ja zarządzał autobusami, karałbym palaczy grzywną tysiąca funtów, a

ponadto zmusiłbym każdego do zjedzenia dwudziestu woodbine'ów.

Mama czyta "Żeńskiego eunucha " Germaine Greer . Twierdzi, że to książka, której

przeczytanie zupełnie zmienia życie. Mojego nie zmieniła, ale tylko ją przejrzałem. Pełno tam

plugawych słów.

 

4 Środa

Nów

 

Miałem pierwszy mokry sen! A więc mama me myliła się w sprawie tego "Żeńskiego

eunucha".

Zmienił moje życie.

 

5 Czwartek

 

Mama kupiła sobie taki kombinezon, jaki noszą malarze pokojowi. Pod spodem wyraźnie

widać majtki. Mam nadzieję, że nie będzie w tym wychodziła na ulicę.

Jutro idzie przekłuwać sobie uszy. Mam wrażenie, że staje się rozrzutna. Matka Nigela jest

rozrzutna. Stale przychodzą do nich zawiadomienia o wyłączeniu prądu i tak dalej, bo matka Nigela

co tydzień kupuje sobie nową parę butów na wysokich obcasach.

Ciekaw jestem, na co idzie u nas dodatek rodzinny? Właściwie ja powinienem go dostawać.

Jutro zapytam mamę.

 

6 Piątek

Wstąpienie królowej na tron, 1952

 

Mieć pracującą matkę to koszmar. Wpada z wielkimi torbami zakupów, robi kolację, potem

szybko się odpicowuje. Ale w dalszym ciągu nic nie sprząta, zanim nie pocieszy pana Lucasa. O ile

wiem, już od trzech dni pomiędzy kuchenką a lodówką leży kawałek bekonu!

Zapytałem ją dzisiaj o mój dodatek rodzinny, odpowiedziała ze śmiechem, że wydała go na

dżin i papierosy. Gdyby dowiedziała się o tym opieka społeczna, miałaby za swoje!

 

7 Sobota

 

Rodzice wrzeszczą na siebie od paru godzin bez przerwy. Zaczęło się od tego plasterka

bekonu w szparze obok lodówki, a skończyło na kosztach reperacji samochodu ojca. Poszedłem na

górę do swojego pokoju i nastawiłem "Abbę". Ojciec miał czelność otworzyć drzwi i zażądać,

żebym ściszył adapter . Ściszyłem. Jak zszedł na dół, znowu nastawiłem głośniej.

Nikt mi nie ugotował kolacji, więc poszedłem do chińskiej restauracji, kupiłem porcję

gorących frytek i torebkę sosu sojowego. Usiadłem pod daszkiem na przystanku autobusowym i

zjadłem frytki, a potem trochę pochodziłem, ale czułem się bardzo przygnębiony. Wróciłem do

domu. Nakarmiłem psa. Przeczytałem kawałek "Żeńskiego eunucha ". Poczułem się jakoś dziwnie.

Poszedłem spać.

 

8 Niedziela

Piąta po Trzech Królach

 

Ojciec przyszedł rano do mojego pokoju na pogawędkę, jak oznajmił. Przejrzał zbiór

wycinków i fotografii dotyczących Kevina Keegana, dokręcił klamkę w szafie swoim

wieloczynnościowym scyzorykiem, a potem zapytał, co w szkole. Wreszcie oświadczył, że bardzo

mu przykro z powodu wczorajszych awantur, i wyjaśnił, że przechodzą z mamą "niedobry okres".

Zapytał, czy mam coś do powiedzenia. Powiedziałem, że jest mi winien trzydzieści dwa pensy za

chińskie frytki i sos sojowy. Dał mi funta. Zarobiłem w ten sposób sześćdziesiąt osiem pensów.

 

9 Poniedziałek

 

Rano przed domem pana Lucasa stała ciężarówka od przeprowadzek. Pani Lucas i jakieś

inne kobiety wynosiły z domu meble i ustawiały je na chodniku. Pan Lucas przypatrywał się

wszystkiemu z okna swojej sypialni. Wydawał się trochę przestraszony. Pani Lucas śmiała się i

pokazywała na niego palcem, wtedy wszystkie kobiety zaczynały się śmiać i śpiewały: "Co temu

winien Zygmuś, że jest taki śliczny".

Mama zadzwoniła do pana Lucasa z zapytaniem, czy wszystko w porządku. Pan Lucas

Oznajmił, że nie może pójść do pracy, bo musi pilnować adapteru stereo i płyt. Ojciec pomógł pani

Lucas załadować na ciężarówkę kuchenkę gazową, a potem Poszedł z mamą na przystanek

autobusowy. Szedłem w pewnej odległości za nimi, bo mama miała długie dyndające kolczyki, a

ojcu podwijały się mankiety od spodni. Zaczęli się o coś kłócić, więc przeszedłem na drugą stronę

ulicy i poszedłem do szkoły dłuższą drogą.

Bert Baxter był dziś bez zarzutu. Opowiedział mi o pierwszej wojnie światowej. Oświadczył,

że uratowała mu życie Biblia, którą zawsze nosił w kieszeni na piersi. Pokazał mi tę Biblię: jest

wydana w 1956 roku. Myślę, że Bert zdradza objawy lekkiej sklerozy.

Pandoro! Wspomnienie o tobie jest nieustającą udręką!

 

10 Wtorek

 

Pan Lucas mieszka u nas, dopóki nie zdobędzie trochę nowych mebli.

Ojciec pojechał do Matlock, próbuje tam sprzedać elektryczne piece akumulacyjne jakiemuś

wielkiemu hotelowi.

Nasz piec gazowy wysiadł. Lodowaty ziąb.

 

11 Środa

Pierwsza kwadra księżyca

 

Ojciec zadzwonił z Matlock, że zgubił kartę bankową Barclaya i nie może dziś wrócić, więc

mama i pan Lucas nie kładli się całą noc, usiłując naprawić piec. Zszedłem na dół o dziesiątej, żeby

zobaczyć, czy mogę w czymś pomóc, ale drzwi do kuchni były zamknięte. Pan Lucas oświadczył, że

nie może w tym momencie ich otworzyć, bo właśnie doszedł do decydującego etapu reperacji pieca,

a mama mu pomaga i ma zajęte ręce.

 

l2 Czwartek

Rocznica urodzin Lincolna

 

Dzisiaj wieczorem przyłapałem mamę w łazience na farbowaniu włosów. Było to dla mnie

kompletne zaskoczenie. Przez lat trzynaście i trzy czwarte uważałem, że jest ruda, a teraz nagle

odkryłem, że ma włosy ciemnoblond. Mama poprosiła, żebym m c me mówił ojcu. Ależ to musi być

małżeństwo! Ciekaw jestem, czy ojciec wie o tym, że ona nosi wypchane staniki? Nigdy ich nie

wiesza na sznurze z resztą prania, ale widziałem je kiedyś upchnięte w kąt bieliźniarki. Ciekawe,

jakie to jeszcze tajemnice mama ukrywa?

 

13 Piątek

 

Nie ulega wątpliwości, że był to dla mnie pechowy dzień!

Pandora już nie siedzi przy mnie na geografii. Siedzi za to Barry Kent. Cały czas ode mnie

ściągał i wdmuchiwał mi w ucho balony z gumy. Poskarżyłem się pannie Elf, ale ona też się boi Barry

Kenta, więc nic mu nie powiedziała.

Pandora wyglądała dziś bardzo powabnie, miała spódnicę z rozcięciem, spod której widać

było jej nogi. Ma strup na jednym kolanie. Na nadgarstku zawiązała sobie futbolowy szalik Nigela,

ale panna Elf to zauważyła i kazała jej zdjąć. Panna Elf nie boi się Pandory. Posłałem jej kartkę na

dzień św. Walentego (Pandorze, nie pannie Elf).

 

14 Sobota

Dzień św. Walentego

 

Dostałem tylko jedną kartkę. Charakter pisma mamy, więc się nie liczy. Mama dostała tak

gigantyczną kartkę, że musiała ją dostarczyć do domu furgonetka z poczty głównej. Mama

zaczerwieniła się po czubki uszu, kiedy otworzyła kopertę i zobaczyła kartkę. To było strasznie

fajne. Wielki słoń z satyny dźwigał w trąbie bukiet plastykowych kwiatów, a z pyska wychodził mu

balon: "Halo, Króliczku, nigdy cię nie zapomnę". Wewnątrz nie było żadnego imienia, jedynie

wyrysowane serca, a w nich napis "Paulina". Kartka od ojca była niewielka, z bukietem purpuro-

wych kwiatów na pierwszej stronie. Ojciec napisał w środku: "Spróbujmy jeszcze raz".

A oto wiersz, który napisałem na kartce do Pandory:

 

Pandoro!

Ja uwielbiam cię,

Ja zaklinam cię

Nie ignoruj mnie.

 

Napisałem to lewą ręką, żeby się nie zorientowała, że to ode mnie.

 

15 Niedziela:

Starozapustna

 

Wczoraj wieczorem pan Lucas przeniósł się z powrotem do swojego pustego domu. Myślę,

że miał po prostu dosyć ciągłych awantur o kartkę ze słoniem. Powiedziałem ojcu, że mama nic nie

może poradzić na to, że jakiś mężczyzna uwielbia ją w sekrecie. Ojciec roześmiał się bardzo

nieprzyjemnie i oświadczył: "Musisz się jeszcze dużo nauczyć, synu".

W porze obiadowej wymknąłem się do babci. Ugotowała mi prawdziwy niedzielny obiad, z

sosem i puddingiem Yorkshire z małych oddzielnych foremek. Ma też zawsze czas i ochotę, żeby

zrobić domowy budyń.

Zabrałem do babci psa i po południu wszyscy poszliśmy na spacer, żeby lepiej strawić

obiad.

Babcia nie rozmawiała z mamą od czasu awantury o swetry. Twierdzi, że "nigdy więcej noga

jej nie stanie w tym domu". Zapytała mnie, czy wierzę w życie po śmierci. Powiedziałem, że nie

wierzę, a na to babcia oznajmiła, że właśnie wstąpiła do sekty spirytualistów i słyszała dziadka, który

mówił o swoim rabarbarze! A dziadek nie żyje od czterech lat! W środę wieczorem babcia znów

idzie do spirytualistów i będzie próbowała ponownie się z nim skontaktować. Chciała, żebym z nią

poszedł, bo - jak twierdzi - jest wokół mnie jakaś specyficzna aura.

Pies zaczął się dławić kością od kurczaka, ale odwróciliśmy go do góry nogami i uderzyliśmy

tak mocno w kark, że kość wyleciała. Zostawiłem go u babci, żeby doszedł do siebie po tym

przeżyciu.

Szukałem "starozapustnej" w swoim kieszonkowym słowniku, ale na próżno. Jutro sprawdzę

w słowniku w szkole.

Całe wieki nie mogłem zasnąć, myślałem o Bogu, o Życiu, o Śmierci i o Pandorze.

 

16 Poniedziałek.

Obchody rocznicy urodzin Waszyngtona

 

List z BBC! Biała, podłużna koperta z tłustym nadrukiem BBC. I z moim nazwiskiem i

adresem!

Czyżby chcieli wziąć moje wiersze? Niestety, nie. Był za to list od faceta o nazwisku John

Tydeman, który brzmiał tak:

 

Drogi Adrianie Mole'u,

dziękuje Ci za wiersze, które wysłałeś do BBC, a które jakimś sposobem wylądowały na

moim biurku. Przeczytałem je z zainteresowaniem i muszę przyznać, że jeśli weźmie się pod

uwagę Twój młody wiek, to mogą się wydawać obiecujące. Nie są jeszcze wystarczająco

dobre, byśmy mogli rozważać włączenie ich do któregokolwiek z bieżących programów

poetyckich. Czy nie przyszło Ci do głowy, by je posłać do magazynu szkolnego lub

parafialnego (jeśli taki istnieje)?

Jeżeli zamierzasz w przyszłości zaproponować BBC którakolwiek ze swoich prac, to

sugerowałbym przepisanie jej na maszynie i zachowanie kopii dla siebie. BBC zazwyczaj w

ogóle nie rozpatruje prac nadesłanych w rękopisie, i chociaż Twój rękopis był wyjątkowo

porządny, miałem pewne trudności z odcyfrowaniem wszystkich słów- zwłaszcza w

zakończeniu wiersza zatytułowanego "Kran", gdzie dość brzydka plama spowodowała

rozpłynięcie się atramentu. (Plama z herbaty czy łza? Kropla, która przelała Twój "kran"?)

Skoro pragniesz poświęcić się karierze literackiej, to chciałbym Cię uprzedzić, że musisz

wyrobić w sobie pewien brak wrażliwości, który pozwoli Ci w miarę spokojnie i bezboleśnie

godzić się z nieuniknionymi przypadkami odrzucenia Twoich prac.

 

Z najlepszym i życzeniami sukcesów w przyszłych wysiłkach literackich, a przede wszystkim

z życzeniami szczęścia

Twój

John Tydeman.

PS. Załączam wiersz niejakiego Johna Mole'a, który ukazał się w ostatnim " Times Literary

Supplement". Czy to kuzyn? Wiersz jest bardzo dobry.

 

 

Na moich rodzicach zrobiło to autentyczne wrażenie. W szkole bez przerwy wyciągałem ten

list i odczytywałem na nowo. Spodziewałem się, że któryś z nauczycieli będzie chciał go przeczytać,

ale żaden się nim nie zainteresował.

Bert Baxter przeczytał list, podczas gdy zmywałem te jego przeklęte naczynia. Powiedział, że

wszyscy w BBC "to banda narkomanów". Szwagier jego wujka mieszkał kiedyś w sąsiedztwie

kobiety, która robiła w rozgłośni herbatę, więc Bert wie wszystko o BBC.

Pandora dostała siedemnaście kart na dzień św. Walentego. Nigel siedem. Nawet Barry

Kent, znienawidzony przez wszystkich, dostał trzy. Uśmiechałem się tylko, kiedy wszyscy

rozpytywali, ile kart ja dostałem. W każdym razie idę o zakład, że jestem jedyną osobą w szkole,

która dostała list z BBC.

 

 

17 Wtorek

 

Barry Kent zapowiedział, że mnie zgnoi, jeśli nie będę mu dawał codziennie dwudziestu

pięciu pensów. Powiedziałem, że traci jedynie czas, usiłując pogróżkami wyciągnąć ode mnie

pieniądze. Nigdy nie mam żadnych wolnych pieniędzy. Mama wpłaca moje kieszonkowe prosto do

spółdzielni mieszkaniowej i daje mi jedynie piętnaście pensów dziennie na batonik Mars. Barry Kent

oznajmił, że będę musiał mu wobec tego oddawać pieniądze na obiad. Wyjaśniłem mu, że odkąd

obiady podrożały do sześćdziesięciu pensów,

ojciec płaci czekiem. Na to Barry Kent uderzył mnie w jajka i odszedł ze słowami: "Jeszcze nie tak

oberwiesz!"

Zapisałem się do roznoszenia gazet.

 

18 Środa

Pełnia księżyca

 

Obudziłem się z bólem w jajkach. Powiedziałem mamie. Chciała je obejrzeć, ale nie miałem

na to najmniejszej ochoty, więc stwierdziła, że muszę być dzielny. Znowu nie zgodziła się napisać mi

usprawiedliwienia na wf i musiałem się tarzać w błocie. Barry Kent wdeptał mi głowę w kałużę. Pan

Jones to zauważył i odesłał go wcześniej z boiska, żeby wziął prysznic!

Chciałbym mieć jakąś bezbolesną chorobę, która uwolniłaby mnie od gier. Coś takiego jak

słabe serce byłoby w sam raz.

Przyprowadziłem psa od babci, która wykąpała go i wyszczotkowała. Śmierdzi jak stoisko

perfumeryjne u Woolwortha.

Poszedłem z babcią na spotkanie spirytualistów; pełno tam było okropnie starych ludzi.

Jeden szaleniec wstał i oświadczył, że ma w głowie radio, które dyktuje mu, co ma robić. Nikt nie

zwrócił na niego uwagi, więc usiadł z powrotem. Kobieta o nazwisku Alice Tonks zaczęła chrząkać,

przewracać oczami i rozmawiać z jakimś Arturem Mayfieldem, ale mój dziadek milczał, Babcię

trochę to zasmuciło, więc po powrocie do domu zrobiłem jej filiżankę napoju Horlick. Dała mi

pięćdziesiąt pensów i poszedłem z psem do domu.

Zacząłem czytać "Folwark zwierzęcy" George'a Orwella. Myślę, że jak dorosnę, mógłbym

zostać weterynarzem.

 

 

19 Czwartek

1960 - urodził się książę! Andrzej

 

Książę Andrzej ma dobrze, pilnują go goryle. Barry Kent nie wyłudza od niego pieniędzy.

Pięćdziesiąt pensów przepadło! Gdybym tak znał karate, przeciąłbym Barry Kentowi tchawicę.

W domu spokojnie. rodzice nie rozmawiają ze sobą.

 

20 Piątek

 

Dzisiaj na geografii Barry Kent poradził pannie Elf, żeby się " wypchała ", wysłała go więc do

pana Scrutona, żeby mu wymierzył karę, Mam nadzieję, że dostanie pięćdziesiąt batogów.

Zamierzam się zaprzyjaźnić z Craigiem Thomasem, To jeden z największych chłopaków w trzeciej

klasie, Dziś na przerwie kupiłem mu batonik Mars. Udawałem, że mi niedobrze i nie mam ochoty na

czekoladę. Powiedział: "Dobra, Molak". Po raz pierwszy się do mnie odezwał. Jeśli dobrze

rozegram swoje karty, mogę się znaleźć w jego gangu. A wtedy Barry Kent nie odważy się mnie

tknąć.

Mama czyta kolejną książkę o seksie, ma to tytuł "Druga płeć", a napisana jest przez

jakiegoś pisarza żabojada Simona de Beauvoir. Mama zostawiła książkę na stoliku w dużym

pokoju, gdzie każdy mógł ją zobaczyć, nawet babcia!

 

21 Sobota

 

Miałem cholernie tajny sen, w którym Szabla masakrował Barry Kenta. Przyglądali się temu

panna Elf i pan Scruton, Była tam też Pandora w tej spódnicy z rozcięciem. Zarzuciła mi ręce na

szyję i powiedziała: "Należę do drugiej płci". W tym momencie się obudziłem i okazało się, że miałem

mokry sen po raz drugi w życiu. Musiałem wrzucić piżamę do pralki, żeby mama tego nie odkryła.

Dzisiaj przyjrzałem się dokładnie swojej twarzy w lustrze w łazience. Mam pięć pryszczy, nie

licząc tego na brodzie. Mam też ślady zarostu nad wargą. Wygląda na to, że wkrótce będę musiał

zacząć się golić. Poszedłem z ojcem do warsztatu, spodziewał się, że dzisiaj odbierze samochód, ale

okazało się, że jeszcze nie gotowy. Wszystkie części leżały osobno. Oczy ojca napełniły się łzami.

Było mi za niego wstyd. Poszliśmy do Sainsbury'ego. Ojciec kupił puszki łososia, krabów i

krewetek, tort owocowy, a także jakiś obrzydliwy biały ser obsypany pestkami od winogron. Kiedy

wróciliśmy do domu, mama strasznie się wściekła, bo zapomniał o chlebie, maśle i o papierze

toaletowym. Powiedziała, że nie można go nigdzie puścić samego. Ojcu trochę się poprawił humor .

 

22 Niedziela

Mięsopustna

 

Ojciec zabrał psa i poszedł na ryby. Pan Lucas przyszedł na obiad i został na kolację. Zjadł

trzy kawałki tortu jagodowego. Graliśmy w monopole. Pan Lucas był bankierem. Mama ciągle

trafiała do więzienia. Ja wygrałem, ponieważ w przeciwieństwie do nich naprawdę koncentrowałem

się na grze. Ojciec wrócił frontowymi drzwiami, a pan Lucas wyszedł tylnymi. Ojciec powiedział, że

przez cały dzień miał ochotę na tort jagodowy. Ale nie została ani okruszynka. powiedział, że nie

zabrał nic do jedzenia i nic też nie brało na wędkę. Mama dała mu na kolację ten ser z

winogronowymi pestkami i odchudzający chleb. Ojciec rzucił tym wszystkim o ścianę i oświadczył,

że nie jest....... myszą, tylko....... mężczyzną, a na to mama, że już od niepamiętnych czasów nie.......

i wtedy kazali mi wyjść z pokoju. To okropne, kiedy się słyszy, jak własna matka przeklina. Myślę,

że to wpływ tych wszystkich książek, które czyta. Jeszcze nie wyprasowała mojego szkolnego

mundurka, ale mam nadzieję, że o tym pamięta.

Pozwoliłem dziś psu spać w moim pokoju, on nie znosi kłótni.

 

23 Poniedziałek

 

Dostałem list od pana Cherry'ego prowadzącego sklep z prasą, że mogę od jutra rozpocząć

roznoszenie gazet. Czy można mieć większego pecha?!

Bert Baxter niepokoi się o Szablę, który nie chce jeść i nawet nie próbuje nikogo ugryźć.

Poprosił, żebym go zabrał na badanie. Obiecałem, że zrobię to jutro, jeżeli stan Szabli się nie

poprawi.

Mam dosyć zmywania dla Berta. On chyba odżywia się wyłącznie sadzonymi jajkami;

zmywanie naczyń w zimnej wodzie bez żadnego płynu to naprawdę nie żarty. Nigdy nie ma tam

suchej ścierki do wycierania. Tak naprawdę to nie ma tam w ogóle żadnej ścierki do naczyń, a

Szabla podarł na strzępy wszystkie ręczniki. Więc nie mam pojęcia, w jaki sposób Bert może się w

ogóle umyć. Chyba spróbuję załatwić dla niego pomoc domową.

Muszę się skoncentrować, żeby zdać egzaminy państwowe, jeśli chcę zostać weterynarzem.

 

24 Wtorek

Św. Mateusza

 

Wstałem o szóstej, żeby poroznosić gazety. Przypadła mi Elm Tree Avenue. Strasznie

elegancka. Czytają tam bardzo ciężkie gazety: " Timesa", "Daily Telegraph" i "Guardiana".

Wiadomo, mój pech!

Bert oświadczył, że Szabla ma się lepiej, usiłował ugryźć mleczarza.

 

25 Środa

 

Dziś wcześnie wstałem powodu roznoszenia gazet. Prócz gazet codziennych dostarczyłem

także dwadzieścia pięć egzemplarzy „Puncha".

 

26 Czwartek

 

Gazety się dzisiaj pomieszały. Elm Tree Avenue dostała "Sun" i "Daily Mirror", a wszystkie

ciężkie dzienniki poszły na Corporation Row.

Nie rozumiem, dlaczego wszyscy się tak powściekali. Można by się spodziewać, że dla

odmiany chętnie przeczytają inną gazetę.

 

27 Piątek

Ostatnia kwadra księżyca

 

Wcześnie rano zobaczyłem Pandorę na podjeździe pod numerem sześćdziesiątym

dziewiątym przy Elm Tree Avenue. Miała na sobie toczek i bryczesy, nie mogła więc być w drodze

do szkoły. Postarałem się, żeby mnie nie zauważyła. Nie chcę, żeby mnie widziała przy takim

nędznym zajęciu.

A więc wiem już, gdzie mieszka Pandora! Dobrze sobie obejrzałem dom. Jest znacznie

większy od naszego. We wszystkich oknach są opuszczane drewniane rolety, a pokoje wyglądają

jak dżungla tyle tam roślin w doniczkach. Zajrzałem przez skrzynkę do listów i zobaczyłem dużego

rudego kota, który coś jadł na kuchennym stole. Biorą "Guardiana", "Puncha", "Priate Eye" i "New

Society". Pandora czyta komiks dla dziewcząt "Jackie", nie jest więc intelektualistką tak jak ja. Ale

żona Malcolma Muggeridge'a też pewno nie jest intelektualistką.

 

28 Sobota

Pandora ma niedużego tłustego konika, który się nazywa Pączek. Codziennie rano przed

szkołą karmi go i skacze na nim przez beczki. Wiem o tym, bo schowałem się za volvem jej taty, a

potem poszedłem za nią na pólko w pobliżu torów dawnej kolejki. Ukryłem się za wrakiem

samochodu na skraju pola i obserwowałem Pandorę. Wyglądała cholernie fajnie w tym jeździeckim

stroju, a piersi jej podskakiwały jak szalone. Wkrótce będzie musiała nosić stanik. Serce biło mi tak

mocno, że czułem się jak stereofoniczny głośnik I odszedłem, żeby mnie nie usłyszała.

Ludzie się poskarżyli, że gazety dotarły z opóźnieniem Został mi "Guardian" w papierowej

torbie, Więc wziąłem go do domu, żeby przeczytać. Pełno tam było błędów ortograficznych.

Niedobrze się robi na myśl o tym, ile osób umiejących pisać ortograficznie jest bez pracy.

 

Marzec

 

1. Niedziela Zapustna, św. Dawida

Przed roznoszeniem gazet zaniosłem Pączkowi trochę cukru. W jakiś sposób zbliżyło mnie

to do Pandory.

Nadwerężyłem sobie kręgosłup przez dźwiganie tych wszystkich niedzielnych dodatków.

Zbywający egzemplarz "Sunday People" zabrałem do domu jako prezent dla mamy, która

powiedziała, że to się nadaje wyłącznie do wyłożenia kubła na śmieci. Za sześć poranków dostałem

dwa funty i sześć pensów; to naprawdę niewolnicza praca. I w dodatku muszę połowę oddać Barry

Kentowi. Pan Cherry otrzymał skargę od numeru sześćdziesiątego dziewiątego przy Elm Street

Avenue, że nie dostarczono wczoraj "Guardiana". Posłał więc pod numer sześćdziesiąty dziewiąty

"Daily Express" wraz z przeprosinami, ale ojciec Pandory odniósł gazetę do sklepu i stwierdził, że "

woli obejść się bez czytania ".

Dzisiaj nie zadałem sobie nawet trudu, żeby przeczytać gazetę, mam kompletnie dosyć gazet.

Na niedzielny obiad był jakiś chiński gulasz i fasolka szparagowa.

Kiedy ojciec poszedł odwiedzić babcię, zjawił się u nas pan Lucas. Miał plastykowego

narcyza w klapie sportowej kurtki.

Moje pryszcze zniknęły całkowicie. To widocznie wpływ porannego powietrza.

 

2 Poniedziałek

 

Mama weszła przed chwilą do mojego pokoju i oznajmiła, że ma mi coś strasznego do

powiedzenia. U siadłem na łóżku i przybrałem szalenie poważny wyraz twarzy na wypadek, gdyby

się okazało, że zostało jej tylko sześć miesięcy życia, że przyłapano ją na kradzieży w sklepie czy

coś takiego. Niby to poprawiała zasłony, obsypała popiołem z papierosa model Concorde'a i

zaczęła mamrotać o "stosunkach między dorosłymi", o "skomplikowanym życiu" i o tym, że "musi

siebie odnaleźć". Powiedziała, że jest bardzo do mnie przywiązana! Przywiązana!!! I że za nic nie

chciałaby mnie zranić. Następnie oświadczyła, że dla niektórych kobiet małżeństwo jest jak

więzienie. Potem wyszła z pokoju.

Małżeństwo w niczym nie przypomina więzienia! Kobiety wypuszczane są codziennie do

sklepów i tak dalej, a wiele z nich nawet chodzi do pracy. Myślę, że mama podchodzi do sprawy

trochę melodramatycznie

Skończyłem "Folwark zwierzęcy". To cholernie symboliczne. Płakałem, kiedy Boksera

wzięto do weterynarza. Od tej pory będę traktował świnie z należytą pogardą, jak na to zasługują.

Bojkotuję wieprzowinę w każdej postaci.

 

3 Wtorek

Ostatki

 

Dzisiaj dałem Barry Kentowi forsę za rzekomą ochronę. Nie bardzo widzę, jak może istnieć

jakiś Bóg. Gdyby istniał, na pewno by nie dopuścił, aby osobnicy pokroju Barry Kenta bezkarnie

zagrażali intelektualistom. Dlaczego więksi są tak niemili dla mniejszych? Być może ich umysły męczą

się szybciej z powodu dodatkowego wysiłku koniecznego dla wytworzenia większych kości i tak

dalej, być może te wielkie chłopaczyska doznają uszkodzenia mózgu w wyniku tych wszystkich

sportów, a może po prostu ci wyrośnięci lubią sypać pogróżkami i staczać bójki. Kiedy pójdę na

uniwersytet, mogę się zająć tym problemem. Opublikuję swoją rozprawę i poślę egzemplarz Barry

Kentowi. Może do tej pory już się nauczy czytać.

Mama zapomniała, że dzisiaj był dzień pączków. Przypomniałem jej o tym o jedenastej

wieczorem. Nie mam wątpliwości, że potem celowo wszystkie przypaliła. Za miesiąc będę miał

czternaście lat.

 

4 Środa

Popielec

 

Dziś rano doznałem paskudnego szoku. Odniosłem pustą torbę do sklepu pana Cherry'ego i

zobaczyłem, jak pan Lucas wertował magazyny z najwyższej półki. Stałem za stelażem i wyraźnie

widziałem, że wybrał "Big and Bouncy", zapłacił i wyszedł ze sklepu schowawszy pismo pod

palto"Big and Bouncy" to wyjątkowo nieprzyzwoity magazyn. Pełno tam obrzydliwych obrazków.

Mama powinna się o tym dowiedzieć.

 

Dzisiaj ojciec odebrał samochód z warsztatu. Mył go i rozkoszował się nim przez całe dwie

godziny. Zauważyłem, że z tylnej szyby zniknęła nalepka w postaci machającej ręki, którą kupiłem

mu na gwiazdkę. Powiedziałem, że powinien złożyć skargę w warsztacie, na co oświadczył, że nie

chciał stwarzać problemów. Pojechaliśmy do babci, żeby wypróbować samochód. Babcia

poczęstowała nas filiżanką rosołu z kostki Bovril i obrzydliwymi ciastkami z anyżkiem. Nie zapytała,

jak się czuje mama, stwierdziła natomiast, że ojciec jest szczupły i mizerny i wymaga "odżywienia ".

Powiedziała, że Berta Baxtera wyrzucono ze stowarzyszenia Zimozielonych z powodu jego

zachowania w Skegness. Autokar czekał na niego przez dwie godziny na stacji autobusowej.

Wysłano grupę zwiadowczą na poszukiwania do pubów, wtedy wrócił Bert - nietrzeźwy, ale sam, i

trzeba było wysłać drugą grupę zwiadowczą na poszukiwanie pierwszej. W końcu zawołano na

pomoc policję i wiele czasu minęło, zanim udało się wytropić wszystkich emerytów i doprowadzić

ich do autokaru.

Według babci podróż powrotna była koszmarem. Wszyscy emeryci nieustannie się

przepychali (nie do wyjścia, tylko między sobą). Bert Baxter recytował nieprzyzwoity wiersz o

Eskimosie, a pani Harriman zasłabła i trzeba było rozluźnić jej gorset.

Babcia oznajmiła, że od czasu tej wycieczki dwóch emerytów już zmarło. Winą za to

obciąża Berta Baxtera "tak jakby ich zamordował" - ale według mnie jest bardziej prawdopodobne,

że wykończyły ich zimne wiatry w Skegness. Powiedziałem: "Bert Baxter nie jest taki zły, kiedy się

go bliżej pozna ". A babcia na to, że nie rozumie, jak Dobry Bóg mógł zabrać dziadka, a zostawić

taką szumowinę jak Bert Baxter. Potem zesznurowała usta i zaczęła przecierać oczy chusteczką,

więc wyszliśmy.

Kiedy wróciliśmy do domu, mamy nie było; chodzi teraz na zebrania jakiejś grupy kobiecej.

Słyszałem, jak ojciec mówił samochodowi "dobranoc". Chyba coś z nim niedobrze!

 

 

6 Piątek

Nów

 

Pan Cherry jest bardzo zadowolony z mojej pracy I podniósł moje wynagrodzenie do

dwóch i pół pensa za godzinę. Zaproponował mi też wieczorną rundę na Corporation Row, ale

odmówiłem. Na Corporation Row magistrat lokuje wszystkich trudnych lokatorów. Pod numerem

trzynastym mieszka Barry Kent.

Pan Cherry dał mi dwa stare numery "Big and Bouncy". Prosił tylko, żebym nic nie mówił

mamie. Jakby coś podobnego w ogóle mogło mi przyjść do głowy! Schowałem magazyny pod

materac. Tacy intelektualiści jak ja mają prawo interesować się seksem. Zwykli ludzie typu pana

Lucasa powinni się tego wstydzić.

Dzisiaj zadzwoniłem do opieki społecznej, żeby zapytać o pomoc domową dla Berta

Baxtera. Skłamałem i przedstawiłem się jako jego wnuk. W poniedziałek przyślą do niego opiekuna

społecznego. Wypożyczyłem "Wojnę i pokój" na kartę ojca. Swoją kartę biblioteczną zgubiłem.

Zaprowadziłem psa na pólko koło torów, żeby poznał Pączka. Całkiem sobie przypadli do

gustu.

 

7 Sobota

 

Po rozniesieniu gazet położyłem się z powrotem do łóżka i leżałem całe rano czytając "Big

and Bouncy". Czułem się jak nigdy dotąd.

Poszedłem z rodzicami do Sainsbury'ego, gdzie wszystkie kobiety kojarzyły mi się z "Big and

Bouncy", nawet te po trzydziestce. Mama oświadczyła, że wyglądam, jakbym miał gorączkę, nawet

się tym zaniepokoiła i odesłała mnie na wielopiętrowy parking, żebym dotrzymywał towarzystwa psu

w samochodzie.

Pies miał już towarzystwo, szczekał i skomlał tak głośno, że wokół samochodu zebrała się

grupka ludzi wymieniających komentarze typu "biedactwo", "co za okrucieństwo, żeby go w ten

sposób przywiązać". Pies zaczepił obrożą o dźwignię zmiany biegów i oczy wychodziły mu z orbit.

Na mój widok usiłował podskoczyć i omal się nie udusił.

Próbowałem wytłumaczyć tym ludziom, że kiedy dorosnę, zostanę weterynarzem, ale nie

chcieli słuchać i zaczęli coś mówić o Królewskim Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami. Samochód

był zamknięty, Więc musiałem sforsować małą szybkę i włożyłem rękę do środka. Pies oszalał z

radości, kiedy go uwolniłem, więc ludzie się rozeszli. Ojciec jednak nie szalał z radości na widok

uszkodzonej szybki, tylko się wściekł. Cisnął torby z zakupami, potłukł jajka, pogniótł ciasto, a

potem jechał zdecydowanie za szybko. W drodze do domu nikt się nie odzywał, jedynie pies nie

przestawał się uśmiechać.

Skończyłem " Wojnę i pokój". Całkiem niezłe.

 

8 Niedziela

Pierwsza w wielkim poście

 

Mama poszła na zebranie, na którym grupa kobiet przeprowadza specjalne ćwiczenia, żeby

nabrać większej pewności siebie. Mężczyzn się na te zebrania nie wpuszcza. Zapytałem ojca, na

czym polega "ćwiczenie pewności siebie". Odpowiedział: "Bóg jeden wie, ale na pewno nie oznacza

to dla mnie nic dobrego".

Na obiad niedzielny mieliśmy odgrzanego w torebce plastykowej dorsza w maśle i frytki

pieczone w piecu, potem brzoskwinie z puszki ze śmietaną z tubki. Ojciec otworzył butelkę białego

wina i pozwolił mi się trochę napić. Niewiele wiem o winach, ale był to chyba całkiem niezły rocznik.

Oglądaliśmy film w telewizji i wtedy wróciła mama i zaczęła nas strofować. Mówiła: "no, dosyć

tego", "teraz się tutaj zmieni" i temu podobne. Potem poszła do kuchni i zaczęła sporządzać wykres

podział wszystkich prac domowych na trzy części. Zwróciłem jej uwagę, że oprócz odrabiania lekcji

mam już roznoszenie gazet, opiekę nad emerytem i karmienie psa, nie posłuchała mnie jednak,

powiesiła wykres na ścianie ze słowami: "Zaczynamy od jutra".

 

9 Poniedziałek

Dzień Wspólnoty Brytyjskiej

 

Przed roznoszeniem gazet wyczyściłem klozet, umyłem wannę i umywalkę. Wróciłem do

domu, przygotowałem śniadanie, włożyłem pranie do pralki i poszedłem do szkoły. Wręczyłem

Barry Kentowi wymuszone pieniądze na "ochronę", poszedłem do Berta Baxtera, gdzie czekałem na

opiekuna społecznego, który się nie zjawił. Obiad zjadłem w szkole. Na lekcji gospodarstwa

domowego upiekłem kruche ciasto z jabłkami. Wróciłem do domu. Odkurzyłem hal, duży pokój i

jadalnię. Obrałem kartofle, poszatkowałem kapustę, skaleczyłem się w palec, spłukałem krew z

kapusty. Położyłem kotlety na grillu, wyszukałem w książce kucharskiej przepis na sos. Zrobiłem

sos. Odcedziłem grudki przez sitko. Nakryłem do stołu, podałem kolację, pozmywałem.

Namoczyłem przypalone garnki. Wyjąłem pranie z pralki, wszystko niebieskie, nie wyłączając białej

bielizny i chustek do nosa. Powiesiłem pranie na stojaku. Nakarmiłem psa. Wyprasowałem kostium

na wf, wyczyściłem buty. Odrobiłem lekcje. Wyprowadziłem psa na spacer, wykąpałem się.

Umyłem wannę. Zrobiłem trzy filiżanki herbaty. Umyłem filiżanki. Położyłem się do łóżka. Trzeba

mojego pecha, żeby mieć matkę ćwiczącą pewność siebie.

 

10 Wtorek

1964- urodził się książę Edward

 

Dlaczego nie mogłem się urodzić jako książę Edward, a książę Edward jako Adrian Mole?

Traktowany jestem jak niewolnik.

 

 

11 Środa

 

Powlokłem się do szkoły po rozniesieniu gazet i wykonaniu prac domowych. Mama nie

chciała mi dać usprawiedliwienia na wf, więc zostawiłem kostium w domu. Uganianie się po boisku

na tym zimnym wietrze wydawało mi się wprost niewyobrażalne.

Ten sadysta pan Jones kazał mi przebiec całą drogę ze szkoły do domu po kostium. Pies

pewnie wybiegł za mną z domu, bo kiedy dotarłem do szkolnej furtki, już tam był. Zamknąłem mu

furtkę przed nosem, ale przecisnął się między sztachetami i podążył za mną na boisko. Pobiegłem do

szatni i zostawiłem go na zewnątrz, słyszałem jednak głośne szczekanie, rozlegające się echem po

szkole. Usiłowałem przemknąć się na boisko niepostrzeżenie, ale pies mnie zauważył i pobiegł za

mną, no a potem zobaczył piłkę i włączył się do gry. Okazał się bardzo dobry w futbolu i nawet pan

Jones się śmiał, dopóki pies nie przedziurawił piłki.

Pan Scruton, dyrektor z wyłupiastymi oczami, obserwował to wszystko z okna swojego

gabinetu. Polecił mi zabrać psa do domu. Powiedziałem, że stracę przez to szkolny obiad, na co

oświadczył, że będzie to dla mnie nauczka, żeby nie przyprowadzać zwierząt do szkoły.

Pani Leech zarządzająca kuchnią postąpiła nadzwyczaj szlachetnie. Włożyła do pieca moją

porcję ryżu i curry, a także ciasto z rodzynkami i budyniem, żeby jedzenie mi nie wystygło. Pani

Leech nie lubi pana Scrutona, więc dała mi wielką kość szpikową dla psa.

 

12Czwartek

 

Dziś po obudzeniu odkryłem na całej twarzy olbrzymie czerwone plamy. Mama stwierdziła,

że to nerwowe, ale ja w dalszym ciągu uważam, że odżywiam się nieprawidłowo. Ostatnio jedliśmy

mnóstwo rzeczy podgrzewanych w opakowaniach. Może mam uczulenie na plastyk? Mama

zadzwoniła do recepcjonistki doktora Greya, żeby zamówić wizytę, ale doktor może mnie przyjąć

najwcześniej w poniedziałek! Mogę przecież mieć gorączkę tropikalną i zarażać nią całą okolicę!

Powiedziałem mamie, że chodzi o nagły wypadek, na co odparła, że "jak zwykle przesadzam ".

Orzekła, iż kilka plam nie oznacza bynajmniej, że jestem umierający. Nie mogłem wprost uwierzyć,

że zamierza normalnie iść do pracy. Chyba własne dziecko powinno być ważniejsze od pracy?

Zadzwoniłem do babci, która za chwilę przyjechała taksówką, zabrała mnie do siebie i

położyła do łóżka. Właśnie teraz leżę u babci. Jest tu bardzo czysto i spokojnie. Leżę w piżamie

dziadka. Przed chwilą zjadłem talerz rosołu z kaszą. To pierwsze odpowiednie pożywienie od wielu

tygodni.

Spodziewam się, że kiedy mama po przyjściu do domu stwierdzi moją nieobecność, to

wybuchnie awantura. Ale mówiąc szczerze, mój kochany dzienniczku, mam to w nosie.

 

13 Piątek

Pierwsza kwadra księżyca

 

Lekarz, wezwany do nagłego wypadku, zjawił się wczoraj w domu babci o wpół do

dwunastej w nocy. Stwierdził, że cierpię na acne vulgaris. Według niego jest to tak powszechne, że

uchodzi za normalne objawy wieku dojrzewania. Uznał za mało prawdopodobne, bym cierpiał na

gorączkę tropikalną, jako że nie byłem w tym roku w Afryce. Poradził babci, żeby zdjęła

wydezynfekowane prześcieradła z okien i drzwi. Babcia oświadczyła, że chciałaby się poradzić

jeszcze jednego doktora. I wtedy lekarz stracił cierpliwość. Wykrzykiwał bardzo głośno: "Na miłość

boską, ten chłopak ma zwykłe wypryski nastolatka!"

Babcia oznajmiła, że złoży skargę w Izbie Lekarskiej, na co lekarz się roześmiał, zbiegł na

dół i trzasnął drzwiami. Przed pójściem do pracy wstąpił ojciec, przyniósł mi zadania domowe z

nauk społecznych i przyprowadził psa. Zapowiedział, że jeśli w czasie przerwy obiadowej zastanie

mnie w łóżku, to stłucze mnie na kwaśne jabłko.

Wywołał babcię do kuchni i odbył z nią głośną rozmowę. Słyszałem, jak mówił: "Sytuacja

między mną a Pauliną jest bardzo niedobra, teraz już tylko walczymy o to, komu z nas nie

przypadnie opieka nad Adrianem". Ojciec z pewnością się pomylił. Musiało mu chodzić o to, komu

z nich przypadnie opieka nade mną.

A więc zdarzyło się to najgorsze: moja cera w ruinie, a rodzice się rozchodzą.

 

 

14 Sobota

 

To już oficjalne. Rozwodzą się! Żadne z nich nie chce się wyprowadzić z domu, więc pokój

gościnny przekształcił się w kawalerkę dla ojca. To może się bardzo niekorzystnie odbić na mnie.

Może mi przeszkodzić w zostaniu weterynarzem.

Dziś rano mama dała mi pięć funtów, zapowiedziała tylko, żebym nie mowił o tym ojcu. Kupiłem

biokrem na moje pryszcze i nową pł ytę długogrającą „Abby ".

Zadzwoniłem do pana Cherry'ego i wyjaśniłem mu że z powodu problemów osobistych nie

będę mógł przez kilka tygodni pracować. Pan Cherry oznajmił, że wie o rozwodzie moich rodziców,

ponieważ ojciec odwołał prenumeratę "Cosmopolitan".

Ojciec dał mi pięć funtów i zapowiedział, żebym nic nie mówił mamie. Część tego wydałem

na zakup fioletowego papieru i kopert, żeby zrobić wrażenie na BBC i zmusić ich do przeczytania

moich wierszy . Reszta pieniędzy musiała iść na Barry Kenta i jego wymuszoną ochronę. Chyba nikt

na świecie nie jest równie nieszczęśliwy. Gdyby nie moja poezja, to już bym kompletnie zwariował.

 

PĄCZEK, napisał Adrian Mole, lat prawie czternaście

 

Mały konik kasztan

Tam na polu stoi,

Jabłka je na błoniu.

Przyjdzie może pora,

Kiedy serce moje

Całkiem się zagoi.

Głaszczę grzbiet konika

I nieznane ciepło

Na wskroś mnie przenika.

Żegnaj, o kasztanku,

Ja odchodzę, znikam,

A wilgoć i błoto buty me przenika.

 

Wysłałem wiersz do BBC. Na kopercie napisałem „pilne".

 

15 Niedziela

Druga wielkim poście

 

W domu bardzo spokojnie. Ojciec pali papierosy w pokoju gościnnym, mama w sypialni.

Oboje niewiele jedzą.

Pan Lucas dzwonił do mamy trzykrotnie. Ona za każdym razem odpowiadała: "Jeszcze nie,

jeszcze za wcześnie". Prawdopodobnie zapraszał ją na drinka do pubu, żeby zapomniała o

kłopotach.

Ojciec zabrał stereo do swojego pokoju. Nastawia płyty Jima Reevesa i wpatruje się w

okno. Zaniosłem mu filiżankę herbaty, powiedział zdławionym głosem: "Dziękuję, synu".

Kiedy zaniosłem herbatę mamie, przeglądała stare listy, pisane ręką ojca i powiedziała:

"Adrianie, co ty sobie o nas myślisz?" Odpowiedziałem, że zdaniem Ryśka Cytryny, młodzieżowego

przywódcy, rozwód jest wyłącznie winą układu społecznego. A mama na to: "Do diabła z układem

społecznym ".

Uprałem i wyprasowałem na jutro szkolny mundurek. Robię się zupełnie dobry w pracach

domowych.

Moje pryszcze są tak straszliwe, że nawet nie mogę się zmusić do pisania o nich. W szkole

wszyscy będą się ze mnie wyśmiewać.

Czytam "Człowieka w żelaznej masce". Wiem dokładnie, co on odczuwa.

Poszedłem do szkoły. Była zamknięta. Wśród tych wszystkich kłopotów zapomniałem, że są

ferie. Nie miałem ochoty wracać do domu, więc poszedłem do Berta Baxtera. Oświadczył, że był u

niego opiekun społeczny, który obiecał załatwić nową budę dla Szabli, ale nie pomoc domową (dla

Berta, nie dla Szabli).

W zlewie były znowu naczynia z całego tygodnia. Bert twierdzi, że zostawia je dla mnie,

ponieważ tak dobrze zmywam. W trakcie zmywania wyznałem Bertowi, że moi rodzice się

rozwodzą. Powiedział, że nie popiera rozwodów. Sam był żonaty przez trzydzieści pięć

nieszczęsnych lat i nie widzi powodu, żeby komu innemu miało to być oszczędzone. Ma podobno

czworo dzieci, ale żadne z nich do niego nie przychodzi. Dwoje jest w Australii, więc sądzę, że

trudno mieć do nich pretensje, ale pozostała dwójka powinna się wstydzić. Bert pokazał mi zdjęcia

swojej nieżyjącej żony. Zrobiono je pewnie przed wynalezieniem chirurgii plastycznej. Bert przyznał,

że kiedy się żenił, pracował jako stajenny (stajenny robi coś przy koniach) i dopóki nie zaczął

pracować na kolei, nawet nie zauważył, że jego żona przypomina konia. Zapytałem, czy chciałby

znowu zobaczyć konia. Powiedział, że tak, więc go zabrałem do Pączka.

Dojście tam zajęło nam całe wieki. Bert szedł strasznie wolno i co chwila przysiadał na

murkach ogrodowych, ale w końcu dotarliśmy na miejsce. Bert stwierdził, że Pączek nie jest

koniem, tylko kucykiem - klaczą. Nie przestawał go poklepywać i powtarzać: "No i kto jest taką

ślicznotką, co?" Potem Pączek zaczął biegać, więc usiedliśmy na wraku samochodu i Bert zapalił

woodbine'a, a ja zjadłem batonik Mars. Później poszliśmy z powrotem do domu Berta. Kupiłem

paczkę chińskiego gulaszu z grzybami i krem toffi, więc Bert chociaż raz zjadł przyzwoity posiłek.

Oglądaliśmy w telewizji "Pebble Mill at One", a potem Bert pokazał mi stare zgrzebła i fotografie

wielkiego domu, w którym pracował jako chłopiec. Oświadczył, że właśnie wtedy musiał stać się

komunistą, ale zasnął, zanim mi wytłumaczył, dlaczego.

Kiedy wróciłem do domu, nikogo nie było, więc puszczałem płyty "Abby" na cały regulator,

dopóki głucha sąsiadka nie zaczęła walić w ścianę.

 

1 7 Wtorek

Dzień św. Patryka. Święto w Irlandii Północnej i Republice Irlandii

 

Przeglądałem "Big and Bouncy". Zmierzyłem mojego. Ma jedenaście centymetrów.

Pan O'Leary, który mieszka po drugiej stronie ulicy, był pijany o dziesiątej rano! Wyrzucono go od

rzeźnika, bo nie przestawał śpiewać.

 

18 Środa

 

Rodzice rozmawiają z adwokatami. Myślę, że walczą o to, kto będzie się mną opiekować.

Stanę się rozszarpywanym na wszystkie strony, a moje zdjęcie znajdzie się w gazetach. Mam

nadzieję, że do tej pory znikną mi pryszcze.

/

19 Czwartek

 

Pan Lucas wystawił swój dom na sprzedaż. Mama twierdzi, że wstępna cena wynosi

trzydzieści tysięcy funtów!

Co on zrobi z taką sumą?

Mama mówi, że kupi inny, większy dom. Zastanawiam się, do jakiego stopnia można

zgłupieć. Gdybym ja miał trzydzieści tysięcy funtów, wędrowałbym po świecie, gromadząc

doświadczenia.

Nie wziąłbym jednak z sobą żadnych prawdziwych pieniędzy , ponieważ gdzieś czytałem, że

wszyscy cudzoziemcy to złodzieje. Zaszyłbym sobie w spodnie czeki podróżne wartości trzech

tysięcy funtów. A przed wyjazdem:

a) wysłałbym Pandorze trzy tuziny czerwonych róż;

b) b) zapłaciłbym pięćdziesiąt funtów okupu, żeby zatkać Barry Kenta;

c) kupiłbym najlepszy rower wyścigowy przejechałbym na nim przed domem Nigela;

d) zamówiłbym olbrzymi kontener drogiego jedzenia dla psów, żeby pies był należycie

odżywiany podczas mojej nieobecności;

e) wynająłbym gosposię dla Berta Baxtera;

f) dałbym każdemu z moich rodziców po tysiąc funtów, żeby się nie rozstawali.

 

Wróciłbym z wyprawy po świecie wysoki, opalony, pełen ironii płynącej z doświadczenia, a

Pandora płakałaby wieczorami w poduszkę, żałując utraconej szansy zostania panią Adrianową

Mole. W rekordowym czasie zdobyłbym kwalifikacje weterynarza i wtedy kupiłbym dom na wsi.

Jeden pokój przerobiłbym na gabinet, żeby mieć jakieś spokojne miejsce, gdzie mógłbym być

intelektualistą.

Na pewno nie zmarnowałbym trzydziestu tysięcy funtów na kupno połowy domu -bliźniaka!

 

20 Piątek

Pierwszy dzień wiosny. Pełnia księżyca

 

Dzisiaj pierwszy dzień wiosny. Magistrat poprzycinał wszystkie wiązy wzdłuż Elm Tree

Avenue.

 

21 Sobota

 

Moi rodzice odżywiają się osobno, o różnych porach, toteż zjadam zazwyczaj sześć

posiłków dziennie, bo nie chcę nikomu robić przykrości.

Telewizor jest teraz w moim pokoju, ponieważ nie mogli ustalić, do kogo należy. Mogę

oglądać w łóżku horrory późno w nocy.

Zaczynam nabierać pewnych podejrzeń co do uczuć mamy wobec pana Lucasa. Znalazłem

liścik, który od niego dostała. "Paulino, jak długo jeszcze? Na miłość boską, odejdź ze mną. Twój

na zawsze, Bimbo".

Wprawdzie podpis brzmiał "Bimbo", ale wiedziałem, że to od pana Lucasa, bo napisane było

na odwrocie rachunku-monitu, który przysłała mu elektrownia.

Ojciec powinien się o tym dowiedzieć. Schowałem ten liścik pod materac, razem z numerami

"Big and Bouncy".

 

22 niedziela

Trzecia w wielkim poście. Początek czasu letniego w Wielkiej Brytanii

 

Dzisiaj są urodziny babci, kończy siedemdziesiąt sześć lat i na tyle wygląda. Zaniosłem jej

urodzinową kartkę i roślinę w doniczce, która nazywa się tygrysia lilia, co w obcych językach brzmi

Dieffenbachia. W ziemię wetknięta była plastykowa etykietka z napisem: "Uwaga! Sok tej rośliny

jest trujący!"

Babcia zapytała, kto wybrał akurat tę roślinę. Powiedziałem, że mama.

Babcia jest bardzo zadowolona z rozwodu rodziców. Oświadczyła, że zawsze dostrzegała w

mamie skłonność do rozwiązłości i teraz się okazało, że miała rację.

Nie miałem ochoty wysłuchiwać podobnych uwag o mamie, więc wróciłem do domu.

Udawałem przed babcią, że idę się spotkać z przyjacielem. Ale tak naprawdę to nie mam już

przyjaciela, pewnie dlatego, że jestem intelektualistą. Przypuszczam, że ludzie

trochę się mnie obawiają. Zajrzałem do słownika, żeby sprawdzić, co znaczy "rozwiązłość". Nie jest

to bardzo miłe.

 

23 Poniedziałek

 

Znów do szkoły, już taki mój pech! Mieliśmy dziś lekcję gospodarstwa domowego.

Piekliśmy w piecu kartofle z nadzieniem z sera. Moje kartofle były największe, toteż nie upiekły się

przed końcem lekcji, dokończyłem pieczenie u Berta Baxtera. Chciał znowu zobaczyć Pączka, co

jest troszkę kłopotliwe, bo on tak strasznie wolno chodzi. Poszliśmy jednak, wszystko jest lepsze od

matmy.

Bert zabrał ze sobą wszystkie końskie zgrzebła i wyczyścił Pączka, który błyszczał jak

prawdziwy kasztan. Bert tak się przy tym zadyszał, że musiał usiąść na wraku samochodu i zapalić

woodbine'a, później poszliśmy do jego domu.

Szabla jest w lepszym humorze, odkąd dostał nową budę, a i dom Berta jest w lepszym

stanie, odkąd Szabla więcej przebywa na zewnątrz. Bert powiedział mi, że zdaniem opiekuna

społecznego powinien pójść do domu starców, gdzie miałby należytą opiekę. Bert skłamał i

powiedział, że wnuk przychodzi codziennie i nim się zajmuje. Opiekun społeczny to sprawdzi, więc

mogę się znaleźć w kłopocie za podszywanie się pod kogoś innego! Ciekawe, ile jeszcze potrafię

znieść!

 

24 Wtorek

 

Wczoraj wieczorem widziałem, jak mama wyjeżdżała z panem Lucasem jego samochodem.

Musiała to być jakaś specjalna okazja, bo ubrana była w kombinezon

z cekinami. Wyglądała trochę rozwiąźle. Pan Lucas ubrany był w najlepszy garnitur i miał na sobie

mnóstwo złotej biżuterii. Jak na starego człowieka, to niewątpliwie umie się ubrać.

Gdyby ojciec bardziej dbał o swój wygląd, nie doszłoby do tego wszystkiego. Zrozumiałe,

że każda kobieta woli mężczyznę w garniturze, obwieszonego mnóstwem złotej biżuterii od takiego

jak mój ojciec, który rzadko się goli, nosi stare rzeczy i nie ma żadnej biżuterii. Nie będę spał, żeby

zobaczyć, o której mama wróci.

Północ. Mamy jeszcze nie ma.

2 nad ranem. Mamy ani śladu.

 

25 Środa

Zwiastowanie N M Pannie

 

Zasnąłem w końcu, więc nie wiem, o której mama wróciła. Ojciec powiedział, że poszła na

kolację i na tańce urządzane w firmie ubezpieczeniowej z okazji Bożego Narodzenia. W marcu! Daj

spokój, tato! Nie urodziłem się wczoraj! Dziś na wf było pływanie. Woda, podobnie jak szatnia,

była lodowato zimna. Muszę postarać się o jakąś kontuzję, żeby nie iść na wf w przyszłym tygodniu.

 

26 Czwartek

 

Policja zatrzymała Barry Kenta, bo jechał na rowerze bez tylnego światła. Mam nadzieję, że

wsadzą go do więzienia. Dobrze by mu zrobił gwałtowny szok.

 

27 Piątek

 

Pandora i Nigel rozstali się! Głośno o tym w szkole. Dla mnie to najlepsza wiadomość od

niepamiętnych czasów.

Czytam "Panią Bovary". To też napisał żabojad.

 

28 Sobota

Ostatnia kwadra księżyca

 

Nigel dopiero co wyszedł, jest zupełnie załamany. Próbowałem go pocieszyć aforyzmami o

plaży pełnej kamyków I morzu pełnym ryb. Był jednak za bardzo przygnębiony, żeby w ogóle mnie

słuchać. Powiedziałem mu o moich podejrzeniach dotyczących mamy i pana Lucasa, na co

zauważył, że to przecież ciągnie się od dawna. A więc wszyscy wiedzieli, poza mną i ojcem!

Rozmawialiśmy jeszcze przez dłuższy czas o rowerach wyścigowych, a potem Nigel poszedł

do domu rozmyślać o Pandorze.

 

Jutro Dzień Matki. Nie mogę się zdecydować, czy kupić jakiś prezent czy nie, Mam tylko

sześćdziesiąt osiem pensów.

 

29 Niedziela

Czwarta w wielkim poście, Dzień Matki

 

Wczoraj wieczorem ojciec dał mi trzy funty. Powiedział przy, tym: "Synu, kup matce coś

porządnego, to może być już po raz ostatni". Nie miałem najmniejszego zamiaru jechać z powodu

mamy do śródmieścia, więc kupiłem u pana Cherry'ego pudełko czekoladek Czarna Magia i kartę z

nadrukiem " Wspaniałej matce". Producenci kart widocznie uważają, że wszystkie matki są

wspaniałe, bo słowo to figuruje na absolutnie każdej kartce. Miałem ochotę wykreślić " wspaniała " i

napisać w to miejsce "rozwiązła", ale się powstrzymałem. Podpisałem "syn Adrian". Dałem mamie

prezent rano. Powiedziała tylko: "Adrianie, nie powinieneś był tego robić". Miała rację, rzeczywiście

nie powinienem był.

Muszę kończyć, Mama urządza coś, co nazywa "cywilizowanym spotkaniem". Ma być pan

Lucas. Ja naturalnie nie jestem zaproszony! Będę podsłuchiwał pod drzwiami.

 

30 Poniedziałek

 

Straszna rzecz zdarzyła się wczoraj wieczorem, Ojciec i pan Lucas pobili się w ogródku

przed domem, cała ulica wyległa, żeby to obserwować. Mama starała się ich rozdzielić, ale obydwaj

przykazywali, żeby "trzymała się od tego z daleka". Pan O'Leary próbował pomóc mojemu ojcu i

wykrzykiwał raz po raz: "George, przyłóż temu oślizgłemu cwaniaczkowi jednego ode mnie". Pani

O'Leary wygadywała głośno straszne rzeczy na moją matkę. Wyglądało na to, że od Bożego

Narodzenia pilnie obserwowała wszystkie mamy poruszenia. Cywilizowane spotkanie skończyło się

koło piątej, kiedy ojciec uzmysłowił sobie, od jak dawna trwał romans mamy i pana Lucasa.

Około siódmej odbyli kolejne cywilizowane spotkanie, kiedy jednak mama wyznała, że

wyjeżdża z panem Lucasem do Sheffield, ojciec zapomniał o kulturze i zaczął walczyć. Pan Lucas

uciekł do ogrodu, ale ojciec przygwoździł go chwytem rugby koło krzaków laurowych i walka

rozgorzała na nowo. Naprawdę było to bardzo ekscytujące. Z okna mojego pokoju miałem dobry

widok. Pani O'Leary powiedziała w pewnej chwili: "Żal mi tylko tego dziecka ", wtedy wszyscy

spojrzeli do góry i zauważyli mnie, więc zrobiłem smutną minę. To doświadczenie objawi się

prawdopodobnie w przyszłości pod postacią jakichś urazów. Na razie czuję się dobrze, ale przecież

nigdy nie wiadomo.

 

31Wtorek

 

Mama wyjechała z panem Lucasem do Sheffield. Musiała usiąść za kierownicą, bo pan

Lucas miał tak popodbijane oczy, że nic nie widział. Poinformowałem sekretarkę w szkole o

ucieczce mamy. Była bardzo miła i dała mi jakiś formularz, żeby ojciec wypełnił. To na bezpłatne

obiady w szkole. Staliśmy się teraz niepełną rodziną.

Nigel poprosił Barry Kenta, żeby przez kilka najbliższych tygodni przestał mnie maltretować.

Barry Kent oświadczył, że się nad tym zastanowi.

 

Kwiecień

 

1 Środa

Prima aprilis

 

Rano zadzwonił Nigel udając przedsiębiorcę pogrzebowego i zapytał, kiedy ma przyjechać

po ciało.

Telefon odebrał ojciec. On naprawdę nie ma poczucia humoru.

Miałem w szkole dobrą zabawę mówiąc dziewczynom, że wystają im halki, co było

nieprawdą. Barry Kent przyniósł na lekcję plastyki proszek łaskoczący i nasypał go do długich

butów pani Fossington-Gore. Ona też nie ma za grosz poczucia humoru. Barry Kent nasypał mi

trochę proszku za koszulę. To nie. było zabawne. Musiałem pójść do szkolnej pielęgniarki, żeby

mnie uwolniła od tego całego łaskotania.

Dom wygląda potwornie brudno, bo ojciec nic nie robi. Pies tęskni za mamą.

Urodziłem się dokładnie trzynaście lat i trzysta sześćdziesiąt cztery dni temu.

 

2 Czwartek

 

Dziś mam czternaście lat! Dostałem od ojca dres i piłkę. (On nie ma najmniejszego pojęcia 0

moich potrzebach). Od babci Mole dostałem "Podręcznik stolarki dla chłopców". (Bez komentarza).

Od dziadka Sugdena jednego funta schowanego w kartce urodzinowej. (Z pewnością nie można go

zaliczyć do osób nadmiernie rozrzutnych). Najlepsze było dziesięć funtów od mamy i pięć od pana

Lucasa. (Wyrzuty sumienia).

Nigel przysłał żartobliwą kartkę. Na pierwszej stronie jest nadruk: "Kto jest atrakcyjny,

czarujący, inteligentny i przystojny", a w środku: "no, z pewnością nie ty, bracie". Nigel dopisał do

tego: "Bez obrazy, druhu". Do koperty włożył dziesięć pensów.

Bert Baxter przysłał kartę do szkoły, ponieważ nie wie, gdzie mieszkam. Ma cholernie

porządny charakter pisma, zdaje się, że to się nazywa pismo rytownicze. Na pierwszej stronie kartki

jest owczarek alzacki, a w środku Bert napisał: "Najlepsze życzenia od Berta i Szabli. PS. Zlew się

zatkał". W kopercie był bon książkowy wartości dziesięciu szylingów. Stracił ważność w 1958 roku,

ale mimo wszystko był to miły gest.

A więc nareszcie mam czternaście lat! Wieczorem przyjrzałem się sobie dokładnie w lustrze i

wydało mi się, że dostrzegłem pewne oznaki dojrzałości. (Poza tymi przeklętymi pryszczami).

 

3 Piątek

 

Dziś dostałem doskonałą ocenę z klasówki z geografii. Tak! Z dumą donoszę, że uzyskałem

dwadzieścia punktów na dwadzieścia możliwych! Zostałem także pochwalony za schludną formę

mojej pracy. Nie ma takiej rzeczy, której bym nie wiedział o norweskim przemyśle skórzanym.

Barry Kent wydaje się rozkoszować własną ignorancją. Na pytanie panny Elf, jaką pozycję zajmuje

Norwegia w odniesieniu do Wielkiej Brytanii, odpowiedział: "Piąta woda po kisielu". Przykro mi

odnotować, że nawet Pandora śmiała się wraz z całą klasą. Jedynie ja i panna Elf zachowaliśmy

powagę. Przepchałem zlew Berta Baxtera, pełen był kości i liści herbacianych. Poradziłem Bertowi,

żeby używał raczej herbaty w torebkach. W końcu żyjemy w dwudziestym wieku! Bert obiecał, że

spróbuje. Powiedziałem mu też,

że moja mama uciekła z agentem ubezpieczeniowym, a on na to: "Czyżby to było zrządzenie

boskie"? I zaczął się śmiać, aż mu oczy zaszły łzami.

 

4 Sobota

Nów

 

Dzisiaj z ojcem sprzątaliśmy w domu. Nie mieliśmy wyboru: jutro babcia przychodzi na

herbatę. Po południu poszliśmy do Sainsbury'ego. Ojciec wybrał wózek, którym nie sposób było

kierować. Ponadto wózek piszczał jak torturowana mysz. Wstydziłem się być w pobliżu. Ojciec

oczywiście ładował do wózka wyłącznie niezdrowe jedzenie. Musiałem się temu sprzeciwić i

żądałem z uporem, żeby kupił jakieś świeże owoce i sałatę. Kiedy doszliśmy do kasy, nie mógł

znaleźć karty gwarancyjnej banku, bez której kasjerka nie chciała przyjąć czeku, dopiero kierownik

kas musiał zażegnać ten spór. W końcu ojciec pożyczył ode mnie część pieniędzy urodzinowych.

Winien mi jest osiem funtów, trzydzieści osiem i pół pensa. Zmusiłem go do napisania czegoś w

rodzaju weksla na odwrocie rachunku ze sklepu.

Muszę przyznać, że chylę czoło przed Sainsburym, potrafią, jak się zdaje, przyciągnąć lepszą

klientelę. Obserwowałem pastora, który kupował całe opakowanie złożone z czterech rolek papieru

toaletowego potrójnej grubości i w kolorze fioletowym. Musi mieć za dużo pieniędzy! Mógłby kupić

zwykły biały papier , a różnicę w cenie ofiarować na biednych. Co za hipokryzja!

 

5 Niedziela

Niedziela pasyjna

 

Rano przyszedł Nigel. Ciągle jeszcze szaleje na punkcie Pandory. Próbowałem odwrócić

jego uwagę, opowiadając o norweskim przemyśle skórzanym, ale jakoś nie udało mi się go

zainteresować.

Zmusiłem ojca, żeby wstał o pierwszej po południu. Nie widzę powodu, żeby gnił w pościeli

cały dzień, kiedy ja jestem od rana na nogach. Wstał i wyszedł myć samochód. Z boku za tylnym

siedzeniem znalazł kolczyk mamy, więc usiadł i tępo się w niego wpatrywał. Zapytał: "Adrianie, czy

tęsknisz za matką?" Odpowiedziałem: "Oczywiście, ale życie musi toczyć się dalej". A on na to: "Nie

rozumiem, dlaczego". Uznałem to za objaw samobójczych nastrojów, więc natychmiast pobiegłem

na górę i usunąłem z łazienki wszystkie niebezpieczne przedmioty.

Kiedy zmywałem po kolacji, na którą była mrożona wołowina, głośno domagał się w

łazience swojej brzytwy. Skłamałem, że nie mam pojęcia, gdzie jest jego brzytwa. Następnie

usunąłem z kuchennych szuflad wszystkie noże i ostre narzędzia. Ojciec usiłował ogolić się maszynką

na baterie, ale z baterii powyciekał płyn i całe pozieleniały.

Lubię myśleć o sobie jako o człowieku wyrozumiałym, ale język, którego używał ojciec,.

przekraczał wszelkie dopuszczalne granice, i to jedynie dlatego, ze nie mógł się ogolić! Herbata

okazała się imprezą raczej nudnawą. Babcia cały czas wygadywała straszne rzeczy na mamę, a

ojciec nie przestawał majaczyć na temat swojej za nią tęsknoty. Mnie w ogóle nikt nie zauważył.

Znacznie więcej uwagi poświęcili psu.

Babcia wyperswadowała ojcu pomysł zapuszczenia brody. Powiedziała: "Dla ciebie,

George, to może zabawne, że będziesz wyglądał jak komunista, ale dla mnie nie!" Oświadczyła, że

dziadek golił się codziennie, nawet w okopach pod Ypres. Czasami musiał odganiać szczury, żeby

nie zjadły mu mydła do golenia. Dziadka podobno przedsiębiorca pogrzebowy ogolił jeszcze w

trumnie, więc skoro umarli mogą być ogoleni, to dla żywych tym bardziej nie ma usprawiedliwienia,

Ojciec próbował się wytłumaczyć, ale babcia ani na chwilę nie przestawała mówić, więc było to

dość trudne.

Obaj byliśmy zadowoleni, kiedy poszła do domu. Przeglądałem "Big and Bouncy". W końcu

to przecież niedziela pasji!

 

6 Poniedziałek

 

Dostałem pocztówkę od mamy. Mieszkają u przyjaciół, dopóki nie znajdą mieszkania,

Napisała, że jak się już urządzą, to będę mógł przyjechać na weekend. Bardzo denerwująca jest ta

liczba mnoga.

Nie pokazałem tej kartki ojcu.

 

7 Wtorek

Moja ukochana Pandora chodzi z Craigiem Thomasem. Thomas, możesz być pewien, że

ostatni raz dostałeś ode mnie batonik Mars!

Barry Kent podpadł, bo na lekcji plastyki rysował nagą kobietę. Pani Fossington-Gore

oświadczyła, że jest wstrząśnięta nie tyle tematem rysunku, ile brakiem znajomości podstaw biologii.

Ja zrobiłem bardzo dobry rysunek. Niewiarygodny Olbrzym .miażdży, rozkwasza kompletnie Craiga

Thomasa. Pani Fossington-Gore uznała to za "doskonałe wyrażenie przytłaczającej opresji.”

Telefon od mamy. Miała dziwny głos, jakby była zaziębiona. Bez przerwy powtarzała:

"Adrianie, pewnego dnia zrozumiesz". W tle słychać było cały czas odgłosy jakby siorbania. Pewnie

ta glista, Lucas, obcałowywał jej szyję. Widziałem, jak to robili na filmie.

 

8 Środa

 

Ojciec nie chciał mi napisać usprawiedliwienia na wf, więc prawie cały ranek spędziłem w

piżamie nurkując i wyciągając cegły z dna basenu. Wykąpałem się natychmiast po powrocie d?

domu,. ale jeszcze ciągle śmierdzę chlorem. Nie widzę, jaki. sens mają podobne zajęcia. Mało

prawdopodobne, żebym jako człowiek dorosły spacerował w piżamie wzdłuż brzegów rzeki. I kto

byłby na tyle głupi, żeby dawać nurka do rzeki po jakąś cholerną starą cegłę? Wszędzie dokoła leży

pełno cegieł!

 

9 czwartek

 

Wczoraj wieczorem odbyliśmy z .ojcem ważną rozmowę. Zapytał, z kim wolałbym

mieszkać, z nim czy z mamą? Odpowiedziałem, że z obojgiem. Oświadczył na to, że zaprzyjaźnił się

w pracy z jedną panią, która nazywa Się Doreen Slater. Chciałby, żebym ją poznał. A Więc to tak!

Tak wygląda z bliska porzucony mąż, kompletnie załamany i bliski samobójstwa!

 

1O Piątek

 

Zadzwoniłem do babci, żeby jej powiedzieć o Doreen Slater. Nie wydawała się zachwycona

i oznajmiła że to bardzo pospolicie brzmiące nazwisko, w czym jestem skłonny jej przyznać rację.

Wziąłem z biblioteki "Czekanie na Godota ". Bardzo się rozczarowałem, że to sztuka

teatralna. Mimo wszystko spróbuję przeczytać. Ostatnio zaniedbałem swój umysł.

 

Nigel zapytał, czy nie chciałbym u niego zostać na weekend: Jego rodzice jadą na wesele do

Croydon. Ojciec mi pozwolił. Wydawał się całkiem zadowolony. Idę do Nigela jutro rano.

Dziś zaczęły się ferie wielkanocne. Muszę się starać by mój umysł nie zaśniedział.

 

11 Sobota

Pierwsza kwadra księżyca

 

Nigel ma cholerne szczęście. Jego dom jest absolutnie fantastyczny. Wszystko nowoczesne.

Wyobrażam sobie, co on myśli o naszym domu, niektóre meble u nas mają ponad sto lat!

Sypialnia Nigela jest olbrzymia, jest tam kolorowy telewizor, kompletna aparatura stereo,

tory kolejki elektrycznej, gitara elektryczna i wzmacniacz. Nad łóżkiem punktowe światła. Czarne

ściany, biały dywan i kołdra w stylu kontynentalnym z reklamą samochodów wyścigowych. Nigel ma

też mnóstwo starych numerów "Big and Bouncy", więc je przeglądaliśmy, potem Nigel wziął zimny

prysznic, a ja tymczasem pokroiłem bagietkę i ugotowałem zupę. Nieźle się uśmieliśmy z "Czekając

na Godota". Nigel dostał ataku śmiechu, kiedy powiedziałem, że Vladimir i Estragon to brzmi jak

pigułki antykoncepcyjne.

Przejechałem się na wyścigowym rowerze Nigela. Chciałbym mieć taki rower bardziej niż

cokolwiek na świecie. Gdybym miał wybierać między Pandorą a rowerem, to wybrałbym rower.

Przykro mi, Pandoro, ale taka jest prawda.

Poszliśmy do frytkami i zamówiliśmy wszystko. Rybę, frytki, marynowaną cebulę,

korniszony i rozciapciany groszek. Dla Nigela nic nie było za drogie, ma olbrzymie kieszonkowe.

Trochę połaziliśmy, a potem oglądaliśmy w telewizji "Ponowny atak potwora". Powiedziałem, że ten

potwór przez swoje wyłupiaste oczy trochę mi przypomina dyrektora Scrutona. Nigel znowu dostał

histerii ze śmiechu. Wydaje mi się, że mam duży dar zabawiania ludzi. Może zmienię jeszcze plany i

zamiast zostać weterynarzem, zacznę pisać komedie sytuacyjne do telewizji.

Kiedy skończył się film, Nigel zapytał: "Co byś powiedział na kieliszeczek?" Podeszliśmy do

barku w rogu pokoju i Nigel nalał każdemu z nas dużą whisky z wodą sodową. Tak naprawdę to

nigdy dotychczas nie próbowałem whisky i już nigdy więcej nie spróbuję. Nie rozumiem, jak ludzie

mogą to pić dla przyjemności! Gdyby to było lekarstwo, każdy szybko wylałby je do zlewu!

Nie pamiętam, kiedy położyłem się spać, ale musiałem to zrobić, bo siedzę teraz w łóżku

rodziców Nigela i piszę swój dziennik.

 

12 Niedziela

Niedziela Palmowa

 

Weekend u Nigela naprawdę otworzył mi oczy! Przez ostatnie czternaście lat żyłem w

nędzy, nawet o tym nie wiedząc. W najlepszej wierze przystałem na kiepskie mieszkanie, nędzne

jedzenie i mizerne kieszonkowe. Jeżeli ojciec nie może mi zapewnić przyzwoitego poziomu życia ze

swojej obecnej pensji, to musi po prostu zacząć szukać nowej pracy. Zresztą i tak ciągle narzeka na

kłopoty z upychaniem elektrycznych pieców akumulacyjnych, Ojciec Nigela pracował jak niewolnik,

żeby swojej rodzinie zapewnić nowoczesne warunki życia. Może gdyby mój ojciec zrobił barek z

formiki w rogu dużego pokoju, mama dalej mieszkałaby z nami, Ale nie! On woli się przechwalać

meblami sprzed stu lat.

Tak! Zamiast się wstydzić naszych antyków, dumny jest z tych starych parszywych rupieci,

Powinien brać przykład z Wielkiej Literatury, Przecież pani Bovary uciekła od tego głupca, doktora

Bovary, bo nie potrafił zaspokoić jej potrzeb.

 

13 Poniedziałek

 

Dostałem bilecik od pana Cherry'ego z zapytaniem, kiedy mogę z powrotem podjąć

roznoszenie gazet. Odpowiedziałem, że z powodu opuszczenia domu przez mamę jestem ciągle w

złym stanie psychicznym. To zresztą prawda. Wczoraj chodziłem w skarpetkach nie do pary i nawet

sobie z tego nie zdawałem sprawy. Jedna była czerwona, a druga zielona. Muszę się zebrać do

kupy, bo mogę skończyć w domu wariatów.

 

14 Wtorek

 

Dostałem kartkę od mamy. Znalazła mieszkanie i chce żebym możliwie najprędzej przyjechał

do niej i do Lucasa,

Dlaczego mama nie może napisać listu jak każdy normalny człowiek? Dlaczego listonosz ma

mieć wgląd w moje prywatne sprawy? Nowy adres mamy: 79a, President Carter Walk, Sheffield.

Zapytałem ojca, czy będę mógł pojechać, Powiedział: "Oczywiście, jeżeli ona zapłaci za

bilet". Więc napisałem do mamy z prośbą o przysłanie jedenastu funtów i osiemdziesięciu pensów,

 

 

15 Środa

 

Poszedłem z Nigelem do klubu młodzieżowego. Było cholernie fajnie. Graliśmy w ping-

ponga, dopóki nie popękały piłeczki. Wtedy spróbowaliśmy stołowej piłki nożnej. Wbiłem Nigelowi

pięćdziesiąt goli na jego trzynaście. Nigel zaczął się dąsać i oznajmił, że przegrał tylko dlatego, że

nogi jego bramkarza zlepione były przezroczystą taśmą. Ale to nieprawda. Wygrałem dzięki

nieporównanie większej zręczności.

Gromada punków zaczęła robić nieprzyjemne uwagi na temat moich rozszerzanych spodni,

ale młodzieżowy przywódca Rysiek Cytryna włączył się w sprawę i poprowadził dyskusję

dotyczącą indywidualnego gustu. Zgodziliśmy się wszyscy, że każdy ma prawo się ubierać zgodnie z

własnymi upodobaniami. Jednak chyba zapytam ojca, czy mógłbym dostać nowe spodnie. Dziś mało

który czternastolatek nosi takie rozszerzane, a ja nie chcę rzucać się zbytnio w oczy.

Barry Kent usiłował się wcisnąć wyjściem przeciwpożarowym, żeby nie płacić pięciu

pensów wstępu. Ale Rysiek Cytryna wypchnął go z powrotem na dwór, na deszcz. Bardzo byłem z

tego zadowolony. Winien jestem Barry Kentowi dwa funty za wymuszoną ochronę.

 

16 Czwartek

 

Dostałem kartkę urodzinową od cioci Zuzannyo dwa tygodnie za późno! Ona nigdy nie

pamięta właściwych dat. Ojciec twierdzi, że to .z powodu nieustannego napięcia w pracy, ale mnie

się zdaje, ze strażniczka więzienna ma wyjątkowo łatwe zajęcie, w końcu wszystko sprowadza się

do zamykam a I otwierania drzwi. Ciotka wysłała mi prezent zwykłą pocztą, więc przy odrobinie

szczęścia powinienem go dostać na gwiazdkę. Cha, cha!

 

17 Piątek

Wielki Piątek

 

Biedny Jezus, to musiało być dla niego straszne. Ja sam nie miałbym na to dość odwagi. .

Pies pomiętosił wielkanocne ciastka, nie szanuje żadnej tradycji.

 

18 Sobota

 

Przyszła paczka od cioci Zuzanny. Haftowany pokrowiec na szczotkę do zębów, zrobiony

przez jedną z więźniarek, która się nazywa Gracja Basen. Ciotka Zuzanna twierdzi, że powinienem

za to podziękować. Chyba wystarczy, że siostra mego ojca. pracuje w więzieniu Holloway. Teraz

jeszcze oczekuje się ode mnie, że zacznę pisywać listy do więźniarek! Gracja Basen może być

nawet morderczynią!

Ciągle czekam na jedenaście funtów osiemdziesiąt pensów. Nie wydaje się, żeby mama

nadzwyczajnie pragnęła mnie zobaczyć.

 

Niedziela

19

Wielkanoc

 

Dzisiaj jest dzień, w którym Jezus uciekł z grobu w grocie. Houdini pewnie od niego

zaczerpnął pomysł.

Ojciec zapomniał pójść w piątek do banku, więc jesteśmy bez grosza. Musiałem zanieść do

sklepu butelki po lemoniadzie, żeby kupić sobie jajko wielkanocne. Oglądałem film, a potem było

fantastyczne śniadanie u babci. Upiekła ciasto przybrane maleńkimi puchatymi kurczakami. Trochę

tego puchu dostało się ojcu do ust i trzeba go było mocno walić w plecy. On zawsze potrafi

wszystko zepsuć. Nie ma za grosz towarzyskiego wyrobienia. Po śniadaniu poszedłem do Berta



dalej


strona główna
(23kB)