(23kB)
strona główna


A.Marino

SEN BRAHMY



SPIS TREŚCI

Przedmowa 7

Wstęp 9

O co tu chodzi? (Początek drogi) 10

Spotkanie z 13

Wolna wola 17

Yin i yang, czyli dwubiegunowość , 19

Los 24

Bez komentarza 29

Reinkarnacja a karma 32

Jasnowidzenie a wolny wybór 35

Czy istnieje dobro i zło? 38

Zadanie 41

Cóż jest prawda? 47

Etapy poznawania 52

Droga, bariery, koniec drogi? 57

Usłyszał kroki swego mistrza 62

Rola guru 63

Ego , 70

 

 

Życie po śmierci 74

Odkrycie dawno już odkrytego 79

Pprzebudzenie 86

Pomieszanie zmysłów 88

Pułapka umysłu 89

Wyjście z pułapki umysłu 92

Dojście do celu bez wyruszania w drogę 95

Aneks 97

Źródła 98

Nauczyciele 99

El Maestro 108

Buddyzm zeń 110

Bibliografia 112

PRZEDMOWA

Z niebytu się wyłonił byt. Z bytu się zrodziła konieczność A z konieczności powstała wolna wola.

Podejmując zadanie wzrastania duchowego, uaktywniamy nasz; wrodzoną zdolność pomagania wielu istotom. Samorealizacja tylk< wtedy uzyskuje właściwy wymiar, jeśli podążamy drogą Miłości Wszelkie inne cele samodoskonalenia, mają niewielkie znaczenie Ten materialny świat jest przepełniony iluzją. Bez codziennego świadomego przypominania o swojej prawdziwej naturze - nawei ktoś będący inkarnacją Buddy, niechybnie się zagubi. Prosimy nie traktować powyższych słów jako fantastycznej mistyki. Zaprawdę, jesteśmy domem Najwyższego!

Spróbujmy zanalizować przypowieść o jednorożcach (?!). Te cudowne tajemnicze, istoty, niekiedy są uznawane za wymysł poetów. A jak odróżnić baśń od „realnej" rzeczywistości?

Dla tych co nie wiedzą, że nie wiedzą - jednorożce pozostają niewidoczne. Tym co nie wiedzą, że wiedzą -jednorożce się ukazują jako nad wyraz piękne konie. Dla tych co wiedzą, że nie wiedzą -jednorożce są istotami z jednym złotym rogiem. Ci co wiedzą, że wiedzą - dostrzegają jednorożce w postaci Światła i Dźwięku.

Widzenia Prawdy można się nauczyć. Jest to doskonały pretekst do wykorzystania wolnej woli. Gdy uczeń jest gotów, Mistrz niechybnie się pojawi. Tak naprawdę, jest On stale obecny. Jednakże człowiek otumaniony pożądaniami, pasjami, a nawet niewłaściwie pojętymi „dobrymi" uczynkami, nie jest w stanie Go dostrzec. Co zrobić, aby poznać swego Mistrza? Uczciwie wyrazić pragnienie osiągnięcia Prawdy i zaprzestać krzywdzenia (innych oraz siebie). A gdzie rezyduje Mistrz? W naszym wnętrzu! Czy jest możliwe dotknąć Prawdy samemu? Tak, niemniej przeto zawsze jesteśmy dyskretnie prowadzeni przez naszego wewnętrznego opiekuna (faktycznie z nami tożsamego).

Studiowanie mądrych tekstów, medytacja i przestrzeganie powszechnych etycznych przykazań (z których najważniejsze głosi: nie zabijam!) - bezpiecznie wzmacniają sprawność psychiczną organizmu. Główną ich zaletą jest ułatwienie zamierzonego dostępu do subtelnych energii. Oświecony przewodnik, z radością udzieli niezbędnych wskazówek każdemu, chcącemu je przyjąć. Żeby

 

 

zdobyć jakąkolwiek wiedzę, należy zawierzyć instruktorowi, śmiało czerpiąc z archiwum jego doświadczeń. Alternatywna forma nauki - metoda prób i błędów, jest znacznie mniej pewna.

Ogromną trudność sprawia określenie (nazwanie) impulsów pobudzających ludzi do zwiększonego zainteresowania swym wnętrzem. Należą do nich intensywne przeżycia: intelektualne, emocjonalne, zdrowotne. Czasem pierwszy krok wywołuje utrata zaufania, co do zasadności reguł funkcjonowania otoczenia. Jednak najczęstszą inspiracją bywa osoba Mistrza (guru, nauczyciela duchowego). Tylko człowiek szczerze i z Miłością wkraczający na ścieżkę duchowego rozwoju, jest władny rozpoznać żyjącego, autentycznego mistrza - akceptując go jako najlepszego przyjaciela. Mistrz przygarnia ucznia do osobistej „Sieci Brahmy".* Chroni go, prowadząc do najwyższego z dostępnych mu poziomów istnienia duchowego. „Sieć Brahmy" jest nieskończenie wielka, obejmuje praktykujących duchowo oraz wszystkich z nimi powiązanych. Przyjęcie do „Sieci Brahmy" - to olbrzymie szczęście.

Przeglądając biografie świętych, wysokich joginów, zrealizowanych przywódców duchowych - zauważamy, iż pomimo wrażenia różnorodności, są one wielce podobne. Wszystkich nurtowały pytania dotyczące sensu życia, istnienia Najwyższej Siły, roli człowieka we wszechświecie. Początkowymi motorami ich duchowych postępów były: zdziwienie i niepewność. Później następował niemożliwy do zwerbalizowania stan zwany oświeceniem. Wspomnienia osób (niekoniecznie tych najbardziej znanych) wędrujących szlakiem samorealizacji, warto badać wielokrotnie. Na początku odkryjemy tendencję do porównań opisów autora ze swoją intymną sytuacją. Dopiero po pewnym czasie się odsłaniają uniwersalne wartości przekazów. Analogicznie, jak w przypadku jednorożców; ci, co wiedzą, że wiedzą - zobaczą wewnętrzne ŚwiatJo.

Droga Miłości polega na obdarowywaniu innych istot - również własnymi przemyśleniami, na temat duchowych aspektów życia. Sądzę, że książka pt „Sen Brahmy" dostarczy czytelnikom dużo satysfakcji.

Wojciech Łukaszewski

* Termin zapożyczony z nauk Najwyższej Mistrzyni Ching Hai.

8

WSTĘP

Mam takie zadanie: przekazać cala prawdę, nic nie będę ukrywał.

ANDRZEJ LEWANDOWSKI

Nie wierzyłem własnym oczom, kiedy zobaczyłem napis na sklepie: Sklep z Prawdą. Tu więc sprzedawano prawdę.

Grzeczna ekspedientka zapytała mnie, jaki rodzaj prawdy chciałbym kupić: prawdę częściową czy prawdę pełną? Oczywiście pełną prawdę. Nie chciałem oszustw, pochwał ani racjonalizacji. Chciałem, żeby moja prawda była naga, jasna i absolutna. Ekspedientka zaprowadziła mnie do innej części sklepu, gdzie sprzedawano pełną prawdę. Tam sprzedawca spojrzał na mnie współczująco i wskazał etykietkę z ceną.

Cena jest bardzo wysoka, proszę pana -powiedział.

Jaka jest? - zapytałem, zdecydowany nabyć prawdę zakażdą cenę.

Cena polega na tym, że jeżeli pan tę prawdę zabierze, niebędzie pan już miał wytchnienia do końca życia.

Wyszedłem ze sklepu smutny. Myślałem, że mógłbym kupić pełną prawdę za niską cenę. Nie jestem jeszcze gotów naprawdę. Od czasu do czasu pragnę spokoju i wytchnienia. Muszę sam siebie oszukiwać usprawiedliwieniami i racjonalizacjami. Ciągle jeszcze szukam ucieczki w moich niezłomnych wierzeniach.

ANTHONYdeMELLOSJ

 

 

O CO TU CHODZI? (POCZĄTEK DROGI)

Pragnienie mądrości wiedzie do królestwa.

Mdr6,20

W roku 1992 stanąłem na skraju przepaści. Dręczony głęboką depresją rzucałem się na boki w konwulsjach, jak śmiertelnie ranione zwierzę. Znikąd nie przychodził ratunek i w tym to czasie trafiłem na artykuł o Sathya Sai Babie. Zebrałem resztki sił, swoje oszczędności i pojechałem do Niego, do miejsca, które zdawało się leżeć na drugim krańcu świata.

Kiedyś tam wcześniej miałem wokół siebie wielu znajomych i przyjaciół. Wszyscy oni wiedzieli o mojej chorobie, uznałem więc za całkiem dorzeczne, obznajo-mienie ich ze swymi zamiarami - gdzie i do kogo pojadę. Zrobiłem ksero artykułu i dostarczyłem im. W paru podniosłych zdaniach próbowałem zainteresować ich hinduskim Mistrzem i dalej pozostawiłem sprawy naturalnemu biegowi rzeczy. Po tygodniu, dwóch, trafiłem do nich wszystkich (było to 8-10 osób) -zostałem zaskoczony.

Połowa nie przeczytała niczego, druga zaś przeczytała - i... nic. To, co przeczytali nie wzbudziło w nich żadnej

reakcji. Byłem zaszokowany. O co tu chodzi? Oni wszyscy przecież mówią o sobie „wierzący", chodzą do kościoła i wierzą w Jezusa. A przecież Jezus, to część odległej przeszłości, a tu i teraz, żyje ktoś równie wielki i czyni cuda nie mniejsze od tamtych, sprzed dwóch tysięcy lat. Przecież to taki wielki przewrót, rewolucja, potwierdzenie realności Boga. A oni na mnie patrzyli i po prostu tego nie chcieli. To ich nie interesowało. Oni dalej chcieli chodzić swoimi ścieżkami i życzyli sobie, by nikt im tego marszu nie zakłócał.

Nic nie rozumiałem. Oni nie pragnęli pójść w kierunku wiedzy, ciągle chcieli tylko wierzyć i ani o pół stopy dalej. A ja przecież tylko usiłowałem im pomóc w uzmysłowieniu sobie czegoś.

Sam o tym nie wiedząc, znalazłem się wtedy na początku drogi, którą nazywają rozwojem duchowym. W tym właśnie tkwiło owo źródło zupełnego niezrozumienia. Będąc na początku drogi, nie mogłem znaleźć wspólnego języka z ludźmi, którzy nie byli tam, gdzie ja. Z dużo dalszej perspektywy wiem już, że póki człowiek na taką drogę nie wejdzie, to nie wie, że ona istnieje, a nawet może z całych sił zaprzeczać jej realności. Pozostawać ona może niezrozumiałą mrzonką ludzi na siłę szukających nie wiadomo czego.

Z początkiem wejścia na tzw. drogę wiążą się bolesne doświadczenia, które każdy z różnym natężeniem musi przeżyć. Gdy wkracza się na drogę, zbacza się z kierunku, w którym podążają prawie wszyscy, powoli, krok po kroku, stając się innym. A inni nigdy nie znajdowali poklasku. Trzeba być przygotowanym na coś, co na pewno się stanie. Będzie to narastające osamotnienie, bo wokół brak będzie zrozumienia. Nikt cię nie

 

 

10

11

 

 

poklepie po plecach i nie powie: dobrze robisz, idź dalej, to wartościowe, może kiedyś to, co odkryjesz, będzie pomocne i dla mnie.

Nic nie rozumiałem. Wtedy tak miało być. Musiałem przejść przez to doświadczenie. Pewnych zdarzeń nie można ominąć, one muszą zaistnieć. Gdy pojechałem drugi raz do Sai Baby spotkałem tam Andrzeja Lewandowskiego. Z jego to ust wypłynęło jedno zdanie, które problem mój rozwiązało: Nie wychodź z tym na zewnątrz, nie ma gruntu, na którym można zasiewać.

Te proste (nie nowe) słowa, dopiero wtedy mnie dosięgły. Otarłem się o ich zrozumienie, odkryłem, jak ważną zawierają treść. Była w nich odpowiedź na mój pierwotny problem i w nich tkwił klucz do dalszych rozważań.

SPOTKANIE Z...

Należy mówić prawdę albo nie mówić nic. ANDRZEJ LEWANDOWSKI

Rok po pierwszym pobycie u Sai Baby byłem tam znowu. Szukałem czegoś, sam nie wiedząc, czego. Pierwszy raz przyjechałem po zdrowie i tamten wyjazd mi go nie wrócił, po cóż więc przyjechałem teraz?

Wkrótce się okazało, że wyjazd ten miał swój ukryty cel. Odnalazłem nieznaną filozofię i to bynajmniej nie ustami Sai Baby zwerbalizowaną. Oto pojawił się na mojej drodze Andrzej Lewandowski, a ja nie wiedziałem kim on jest i co reprezentuje. Podczas jednej z pierwszych naszych rozmów zadałem mu pytanie, matkę wszystkich moich pytań: jak powstał Bóg, jak wszystko się zaczęło?

Andrzej Lewandowski chwilę zwlekał z odpowiedzią. Jego wyrozumiały uśmiech przerwały słowa: Nie karmi się akwariowych ryb czekoladą.

Odpowiedź ta była częścią nieznanej filozofii, którą powoli, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, zgłębiałem i która to filozofia przyniosła mi wyjaśnienia na podstawowe pytania, pozostające dotąd bez żadnego rozwiązania.

 

13

 

 

Idee Lewandowskiego były genialnie proste i rewolucyjne zarazem. Były dla mnie zupełnie nowe, w ich sercu znalazło się zakwestionowanie istnienia wolnej woli.

Gdy system idei Lewandowskiego ugruntował się we mnie, mogłem baczniej rozejrzeć się wokół. I wtedy odkryłem coś, co mnie zdumiało. W różnych źródłach odnajdować zacząłem potwierdzenia tego, o czym mówił, a czego sam nigdy bym nie odnalazł, gdybym nie wiedział, czego mam szukać. Z czasem pojawiła się we mnie chęć, by materiał ten usystematyzować i „dowieść" to, o czym Andrzej Lewandowski mówił, wychodząc właśnie z tych innych źródeł. Tak powstała w maszynopisie mała broszurka: „Wolna wola, czyli iluzja doskonała". Upływający czas obnażył szereg jej niedoma-gań i ujawnił, że była ona krokiem, który prowadził mnie w pewnym nieuświadomionym wcześniej kierunku.

Gdy ktokolwiek bierze pióro do ręki, powinien zdawać sobie sprawę z rzeczy podstawowej: pisząc, musi wiedzieć, do kogo zamierza trafić. A ilu ludzi interesuje się szeroko rozumianą parapsychologią? A jaka część tej grupy byłaby w stanie odrzucić coś tak elementarnego, jak istnienie wolnej woli? Kto dostrzegłby w ideach Lewandowskiego ich wartość?

Pewnym treściom należy nadać określoną rangę. Nie można sprzedawać ich byle jak i byle komu. Sprawę stanowczo stawiał Jezus: Nie dawajcie psom tego, co święte i nie rzucajcie perel swoich przed wieprze, by ich snadź nie podeptały nogami swymi i obróciwszy się nie rozdeptały was. (Mt7,6)

Pisząc „Wolną wolę...", dziełko, które nie poszło w świat, było we mnie coś z naiwnego altruisty, który chce komuś pewne sprawy przybliżyć. Z czasem okazało

się, że niczego nie można przybliżyć, bo aby do tego doszło musi być ktoś, kto szuka - a szuka niewielu, daremny więc trud. A jeśli już trafiałem na „swego", to okazywało się, że jest on blisko tego, o czym chciałem z nim rozprawiać, także i tu więc daremny byłby trud. Jedni wiedzieć nie chcą, inni już to wiedzą, do kogóż więc pisać?

Altruizm mój z czasem wyparował, co było dobrym rokowaniem na przyszłość. W jednej ze swoich przypowieści mówił o tym A de Mello: Gorliwy uczeń wyraził pragnienie nauczania innych Prawdy i zapytał Mistrza, co o tym sądzi. Mistrz odpowiedział:

- Zaczekaj.

Co roku uczeń przychodził z tym samym pytaniem i za każdym razem Mistrz dawał mu tę samą odpowiedź:

- Zaczekaj.

Pewnego dnia zapytał Mistrza:

- Kiedy będę gotowy do nauczania?Mistrz odrzekł:

- Kiedy opuści cię nadmierne pragnienie uczeniainnych.

Nie mam już takich pragnień. Wyparowały ze mnie, etap misyjny się skończył. Dlaczego więc piszę? Sam nie wiem, może dlatego, że żal mi materiałów, które zebrały mi się w jedną całość?

A dla kogo piszę? Nie wiem, może dla paru osób, a może tylko dla siebie samego. Ale i tak warto.

Trudno mi będzie, pisząc, oddzielić to, co jest wynikiem moich własnych przemyśleń (a czego jest mniejszość) od tego, co nie moje. Przeprowadzenie tego podziału jest czasami trudne, a nawet niemożliwe. Osobnym problemem jest sprawa rozumienia i interpretacji

 

 

14

15

 

 

przytaczanych cytatów i większych fragmentów na miarę niedoskonałości mojego poziomu wglądu w otaczającą rzeczywistość.

Pisząc, nie dbam zanadto o formę literacką przekazu. Może ona niekiedy razić i irytować. Jeśli będzie tak się działo, proszę o wyrozumiałość. Forma jest istotna, ale akurat w tym wypadku schodzi ona na plan dalszy. Liczy się przede wszystkim treść.

WOLNA WOLA

 

To, co jest, nie potrzebuje dowodów. To, czego nie ma, nie może być dowiedzione.

Mądrość tybetańska

A jeśli wolna wola rzeczywiście nie istnieje, to co wtedy? Czyż nie byłoby to najbardziej rewelacyjne i rewolucyjne odkrycie? Te pytania są ważne, ale jeszcze ważniejsze jest pytanie następne. Jeśli tak jest, to któż byłby w stanie w całości przyjąć tę prawdę? Któż by zaakceptował wieść, głoszącą, że to wszystko, co wokół, to grubymi nićmi szyta fikcja, zakładająca, że żadnej wolnej woli nie ma, a wszyscy wokół odgrywają tylko swoje role, niczym marionetki na sznurkach?

W wielu książkach i artykułach ich autorzy ocierają się o podważenie wolnej woli. Nikt jednak nie stawia takiej tezy w sposób zdecydowany i co za tym idzie nie prze w kierunku jej udowodnienia według przyjętej strategii. Są tylko zapowiedzi czegoś, dochodzi się do pewnego momentu i nie idzie dalej. To tu, to tam wspomina się o trafnym jasnowidzeniu, o nieistnieniu przypadku, o dwubiegunowości, ale to tylko cegiełki, których się nie układa w zwartą całość.

17

 

 

Jeśli dokonać podziału ludzi według ich stosunku do istnienia Rozumnej Siły Sprawczej, wyróżnić można dwie antagonistyczne grupy: wierzących i niewierzących. Dla wierzących wolna wola jest darem, który można wykorzystać godnie, by czerpać później z obiecanej nagrody. Pójście w kierunku zła oznacza późniejsze ukaranie w obliczu Najwyższego. Dla niewierzących wolna wola jest oczywistością. Człowiek jest panem swego losu i kreuje go, ocierając się o szereg przypadkowych zdarzeń.

Ci, którzy wychodzą z przeciwnych biegunów, akurat tutaj są zgodni. Ci, którzy wychodzą z przeciwnych biegunów...

YIN I YANG,

CZYLI DWUBIEGUNOWOŚĆ

Jest wszystko i nic.

 

ANDRZEJ LEWANDOWSKI

Jedna rzecz, to rozumieć coś za pomocą umysłu, a inna czuć to całą swoją masą, naprawdę być przekonanym, że tak jest i nigdy o tym nie zapominać.

GURDŻIJEW

Ja tworzę światło i stwarzam ciemności, sprawiam Pomyślność i stwarzam niedolę.

Iz 45,7

Kiedy po raz pierwszy przeczytałem o dwubieguno-wości, zupełnie nie wiedziałem o co chodzi. Mistrz zeń, Thich Nhat Hanh, pisał o nieletnich prostytutkach, jakich wiele jak świat szeroki. Pisał, że paniusie z dobrych domów mogą być tym, kim są i szczycić się tym, tylko dlatego, że istnieją tamte gorsze. Tylko dzięki nim mogą być tam, gdzie są.

19

 

 

Intelekt jest w stanie wchłonąć taką informację, ale nie idzie to dalej. Dopiero po kilku długich latach przyszło w moim wypadku olśnienie. Tak, przecież to takie oczywiste, proste i genialne. Dwubiegunowość jest wszędzie i wiele tłumaczy. Informacja wskoczyła na właściwe miejsce, przyszło rozumienie czegoś, co stale było tuż obok. Był to pierwszy z wielu dowodów na to, że można pozornie znać pewne prawdy, ale rozumienie ich to coś odmiennego, to dalszy, głębszy etap.

Informacja o dwubiegunowości obecna jest w całej historii, w natchnionych pismach i słowach proroków. Codzienny cykl Ziemi, od światła do ciemności i odwrotnie, stale przypomina człowiekowi o uwikłaniu świata stworzonego w Mayi, czyli w złudzeniu sprzeczności.

Ten, kto pokonał umysł, ten już zbłiżył się do Duszy Najwyższej-gdyż uzyskał on spokój. Dla takiego człowieka szczęście i nieszczęście, zimno i ciepło, honor i dyshonor, to samo znaczą. (Bhagavad-gita)

Dobre lub złe, piękne lub brzydkie, to są nasze własne osądy. Bóg jest Stwórcą tego wszystkiego i jest wszystkim. Objawia się poprzez ogrom przeciwieństw. Nie możemy mieć dnia bez nocy, nie możemy mieć słodyczy bez goryczy. Naszym zadaniem jest zaakceptowanie przejawów woli boskiej bez osądzania i poddawania w wątpliwość Jego mądrości. (T LOBSANG RAMPA)

Choć życie opiera się na sprzecznościach, zawsze Pamiętaj, że gdzieś głębiej wszystkie sprzeczności łączą się w jedną całość. (R. OSHO)

20

 

Gdy na życie, jako całość, patrzy się tylko z jednego bieguna, to spojrzenie to zaciemnia obraz i oddala od otarcia się o prawdę. Tylko odejście dalej i spojrzenie z dystansu zmienić może tę postać rzeczy.

Doskonała Droga (Tao) nie posiada przeszkód. Zbawienie, to odrzucić szukanie i chwytanie. (SHINJINMEI)

To szukanie i chwytanie polega na tym, że aby uchwycić jedną rzecz, trzeba odrzucić drugą. Przez to przyjmuje się postawę, która zawsze jest jednostronna. Wbrew decyzji trwania przy dobru, jego opozycja gromadzi moc przeciwstawną. Przez stałe przywiązanie do owego dobra (ideały, wartości) znajduje się on w więzach, jak człowiek będący na łasce swoich pragnień. Ktoś, kto wyrzeka się żądzy życia, ponieważ podlega żądzy ideałów, jest niedojrzały w najbardziej fundamentalnym sensie. Wprawdzie jest bardziej rozwinięty niż przeciętny człowiek opętany pragnieniami, jest bowiem świadomy wartości i rozumie nieprzejednane napięcie między nimi. Ale nie doszedł jeszcze wystarczająco daleko: nie wzniósł się ponad opozycje, by żyć prawdą, która je ruguje. (EUGEN HERRIGEL).

Dwubiegunowość każe zupełnie inaczej spoglądać na wszystko, co istnieje. Na wszystkie tradycyjne, klarowne podziały. Są ludzie wierzący i niewierzący. Ci pierwsi, w swoim mniemaniu są lepsi. Ale co to za lepszość, która potrzebuje tła w postaci tych gorszych - niewierzących. Gdyby nie ci niewierzący, nie można by mówić o wierzących, określenia te by nie istniały.

21

 

 

Można o sobie powiedzieć: Jestem dobry", ale to tylko pól prawdy. Druga jej część mówi, że dzieje się tak dlatego, iż gdzieś tam są ci źli, zdegenerowani, zepsuci. Wielka, porywająca mądrość by nie istniała, gdyby nie było tła w postaci miernoty i głupoty. Pojedynczy poszukiwacz Prawdy może nim być tylko dlatego, że drzemiąca większość jej nie poszukuje. Ranga odkrycia urasta tym bardziej, im mniej wiedzą inni - gdyby inni wiedzieli dużo, nie byłoby odkrycia.

Oczywistość dwubiegunowości uwidacznia się szczególnie wtedy, gdy jakaś siła chce zlikwidować jeden biegun, zostawiając tylko drugi. Sytuacja taka na dłuższą metę jest nie do utrzymania. Musi ulec zawirowaniu i skończyć się powrotem do dwubiegunowości. Nie utrzymał się: nazizm, chińskie mundurki i dominująca PZPR.

Dwubiegunowość istniała, istnieje ł będzie istnieć. Czasem trzeba nieco wysiłku, by to dostrzec. W naszym kraju świętością jest papież. Nie tykany na szerszym forum krytyką, chwalony za otwartość i ekumenizm. Ale zaraz, czy naprawdę nie ma tu drugiego bieguna? Jest, oczywiście, że jest. Trzeba poszukać trochę dalej, zajrzeć za zachodnią granicę. Tam, w krajach zachodu, zwłaszcza w Niemczech, usadowił się biegun przeciwny. Papież krytykowany jest bez pardonu za postawę zaciekłego konserwatysty i wstecznika. I to właśnie jest dwubiegunowość.

Kiedy jeżdżę do Polanicy na spotkania Klubu Psychotroników, któremu Andrzej Lewandowski patronuje, coś się we mnie cieszy i ładuje myślą, że spotkam tych, którzy postrzegają świat w sposób podobny mojemu. Pobędę tam z radością, ale wkrótce przychodzi

refleksja, że zbyt długo bym nie wytrzymał tu, gdzie zbyt wielu myśli tak samo. I prawda to gorzka, wiem, że muszę wracać do swego „domu", tam gdzie prawie nikt nie myśli tak, jak ja.

Pewne ortodoksyjne ugrupowanie chrześcijańskie snuje wizje raju i nieśmiertelności ludzkich ciał. Jego członkowie wierzą w coś, co wyklucza dwubiegunowość, co jest dowodem na trudność jej praktycznego zrozumienia.

Nieśmiertelność nie może istnieć, bo jest to tylko jeden z biegunów, jedna strona medalu. Samo życie, gdy się pojawia, niesie ze sobą informację, która gdzieś tam już jest, że kiedyś przyjdzie śmierć. Już w momencie narodzin wiadome jest, że to nastąpi. Jedno i drugie jest blisko siebie. Pewnej symboliki nadaje tu sytuacja, gdy matka umiera w połogu. Życie się kończy, ale i zaczyna.

A raj, gdzie wszyscy są dobrzy i gdzie sarenka spaceruje obok lwa? W końcu ktoś musiałby się tym znudzić i wyłamać. Zerwałby zakazane jabłko, niwecząc umowę z Bogiem.

Człowiek żyje i umiera. Jest ta strona i tamta. Jeśli jest się tu, to zgodnie z dwubiegunowością, pójdzie się i tam. I tak trwał będzie ten kołowrót bez końca. Czy będziemy po tej strome życia, czy po tamtej, ono będzie istniało dalej i polegać będzie na odwiecznej walce czegoś, co nazywają dobrem, z czymś, co nazywają złem.

 

22

 

 

LOS

Każdy ma swoją świecę, która została zapalona, ale gdy przychodzi czas jej zgaśnięcia, to gaśnie. Każdy ma swój los i taka jest prawda.

ANDRZEJ LEWANDOWSKI

Każdy człowiek kiedyś się urodził i dotykały go później różne zdarzenia. Jedne były błahe, inne istotne, wytyczające życiu kierunek.

Można by zatem od punktu oznaczającego narodziny poprowadzić wykres, gdzie punktami tego wykresu byłyby kluczowe zdarzenia naszego życia. Idąc tak od punktu O dochodzi się do punktu X oznaczającego chwilę obecną. Jeśli założyć, że wolnej woli nie ma i wszystko jest zdeterminowane, to dalsza część wykresu - od X, aż do śmierci - również istnieje, tyle że wiedza o niej nie jest powszechnie dostępna masom. Tu i ówdzie jednak śladowe ilości tejże wiedzy ujawniają się, a problem tkwi tylko w tym, czy perełki te zostaną rozpoznane.

Ludzi jasnowidzących, tych, którzy mogą ujrzeć zdarzenia mające dopiero nastąpić, na przestrzeni wieków nigdy nie brakowało. Wiele jest w literaturze opisów przepowiedni, które się potwierdziły później w określonych zdarzeniach.

Do najbardziej znanej bułgarskiej wizjonerki Wangi z Petricza zjeżdżali zawsze tłumnie ludzie chcący poznać swą przyszłość. Ta ociemniała kobieta, mimo swoich zdolności, doświadczyła w życiu wiele goryczy i tragedii.

Był rok 1944. Starszy brat Wangi (Wasił) oznajmił jej, że się wybiera do Strumicy i zostanie partyzantem. Wanga była zaskoczona decyzją brata i ze łzami w oczach błagała go, aby jej zaniechał. Mówiła: -Me idźtam, zabiją cię w wieku 23 lat.

Wasił jednak jej przestrogę zlekceważył i zrobił to, co zamierzał. 8 października 1944 roku Wasił jako dowódca grupy saperskiej otrzymał zadanie wysadzenia w powietrze mostu w pobliżu wsi Furka, leżącego na trasie ewakuacji wojsk niemieckich. Rozkaz wykonał, a później ukrył się we wsi, u jednego z przyjaciół, zamierzając nocą wrócić do oddziału. Nie stało się tak jednak, gdyż wcześniej wszystkich mieszkańców wsi, wraz z Wasiłem, aresztowano i umieszczono w cerkwi. Niemcy ogłosili, że jeśli w ciągu godziny nie znajdzie się winny, to podpalą cerkiew. Chłopiec się przyznał, był torturowany i rozstrzelany. Feralnego dnia Wasił kończył 23 lata.

Wszystko to, co przepowiedziała Wanga, nastąpiło. Ale czy możliwe było, by się tak nie stało? Jaki był Wasił, w jakich kategoriach postrzegał świat, czy głębiej się zastanawiał nad tym, co powiedziała jego siostra? Może w jego głowie pojawiły się wątpliwości i go przeniknął strach przed realizacją przepowiedni? Czy myślał o zmianie swej decyzji? Może, ale nic takiego się nie stało i Wasił brnął konsekwentnie ku swemu przeznaczeniu.

 

25

 

 

Każda decyzja wywodzi się z umysłu i tam właśnie tkwić musi rozwiązanie zagadki. To on decyduje, to jest jego wybór, tak to postrzega. W rzeczywistości jednak ponad fizycznym tworem, jakim jest umysł, stoi siła potężniejsza, która pcha go w te koleiny, dla niego przeznaczone. Ona to ukrywszy się za niewidzialną zasłoną decyduje.

Jeśli wolna wola jest faktem, precyzyjne czytanie przyszłości nie byłoby możliwe. Jeśli natomiast dokładne czytanie przyszłości jest faktem, który zaistniał, wolna wola nie istnieje. Wniosek taki nie jest już tylko tworem bujnej wyobraźni, ale opiera się na określonych przesłankach, jest ich logiczną konsekwencją.

Jeśli wszystko jest zdeterminowane, to nie może być mowy o żadnej przypadkowości. Jeśli istnieje przypadek, to istnieje również chaos. A czy z chaosu może się wyłonić porządek?

Otóż trzeba stwierdzić raz na zawsze, że przypadek nie istnieje. Każde najdrobniejsze wydarzenie we wszechświecie poprzedza niezliczona ilość wstępnych przyczyn i tylko dlatego, iż nie jesteśmy w stanie zrozumieć ich wszystkich, omijamy problem, powołując się na przypadek. (BAHRAM EIAHI).

Kategorycznie w sprawie przypadku wypowiada się astrologia. Ten, kto praktycznie zajmuje się astrologią wie, że przypadek nie istnieje. Byłoby to oczywiste, gdyby nas tak długo nie przekonywano o czymś całkowicie przeciwnym. Logika wymaga jednakże decyzji: albo jestem przekonany o istnieniu kosmosu (tzn. porządku), albo wierzę w chaos. Z obserwacji jednakże wynika, że świat

nie jest chaotyczny. Znamy przecież pewne prawa, na których niezawodnie możemy polegać. Gdyby nasz świat był chaosem, to przedmioty nie spadałyby zawsze w dół, określone rośliny i zwierzęta nie charakteryzowałyby się zawsze tymi samymi cechami, a słońce, księżyc i gwiazdy nie krążyłyby po tych samych orbitach. Jeśli decydujemy się na kosmos, to w konsekwentny sposób musimy myśleć dalej. Jak długo mógłby się utrzymać taki kosmos, gdzie byłoby miejsce na przypadkowość? Najmniejszy przypadek zamieniłby kosmos w chaos. A zatem nasze wyobrażenie

0 kosmosie, w którym istnieje możliwość wystąpieniaprzypadku, jest z punktu widzenia logiki nie do utrzymania. Poza tym za pomocą astrologii można wykazać, żewszystkie przypadkowości dają się obliczyć, a zatem niezasługują na taką nazwę. (THORWALD DETHLEFSEN).

W pierwszej połowie XX wieku silnie zaznaczył się w świecie wielkich myśli kaukaski mędrzec Georgij Gurdżijew. Jego nauki odnaleźć można we „Fragmentach nieznanego nauczania", dziele jego najbardziej znanego ucznia, Uspieństóego.

Czy zauważyłeś, jak każdy mówi teraz o wojnie? Każdy ma swójpłan, swoją własną teońę. Każdy uważa, że nic nie jest robione tak, jak powinno. W rzeczywistości wszystko jest robione w jedyny możliwy sposób. Jeśli jedna rzecz mogłaby się zmienić, to wszystko mogłoby być inne.

1 wtedy, być może, mogłoby nie być wojny.

Spróbuj zrozumieć to, co mówię: wszystko zależy od wszystkiego, wszystko jest ze sobą powiązane, nic nie jest samodzielne. Zatem wszystko dzieje się w jedyny możliwy sposób. Jeśli ludzie byliby inni, to wszystko byłoby inne. Skoro są tacy, jacy są, zatem wszystko jest tak, jak jest.

 

 

26

27

 

 

Bardzo trudno było to przełknąć.

Czy nie istnieje nic, zupełnie nic, co można byuczynić? - zapytałem.

Zupełnie nic - odpowiedział Gurdżijew - człowiekjest maszyną. Wszystkie jego czyny, działania, słowa, myśli,uczucia, przekonania, opinie i nawyki, są wynikiemzewnętrznych wpływów, zewnętrznych wrażeń. Sam z siebieczłowiek nie jest w stanie wytworzyć ani jednej myśli, anijednego działania. Wszystko, co mówi, robi, myśli, czuje -to wszystko się zdarza. Człowiek nie może niczego odkryć,niczego wymyślić. To wszystko się zdarza.

Przyswojenie sobie tego faktu, zrozumienie go, przekonanie się, że jest on prawdziwy, oznacza pozbycie się tysiąca złudzeń co do człowieka, co do jego kreatywności, jego świadomej organizacji własnego życia itd. Nic takiego nie istnieje. Wszystko się zdarza: ruchy ludowe, wojny, rewolucje, zmiany rządu. Wszystko to się zdarza i to zdarza się dokładnie w taki sam sposób, jak wszystko, co zdarza się w życiu jednego człowieka. Człowiek rodzi się, żyje, umiera, buduje domy, pisze książki - nie tak, jak chce, ale tak, jak to się zdarza. Wszystko się zdarza. Człowiek nie kocha, nie nienawidzi, nie pragnie - to wszystko się zdarza.

Ale nikt ci nigdy nie uwierzy, jeśli mu powiesz, że nie jest on w stanie nic uczynić. To najbardziej obraźliwa i najbardziej nieprzyjemna rzecz, jaką możesz powiedzieć ludziom. Jest to szczególnie nieprzyjemne i obraźliwe, ponieważ to prawda, a nikt nie chce znać prawdy.

Słowa te pochodzą z wieku XX i nie jest to nic nowego. Dwa tysiące lat wcześniej, to samo mówił Jezus: Ponieważ Ja mówię prawdę, nie wierzycie mi. Q 8,45)

BEZ KOMENTARZA

Amerykanka Mario Morgan przez cztery miesiące wędrowała z australijskim plemieniem aborygenów. Opis tej przygody zawarła w książce „Wołanie z końca świata". Czas ten był dla niej najszczęśliwszym okresem w jej życiu.

Plemię, z którym wędrowała, nazywało siebie Ludźmi Prawdziwymi, pozostałych zaś białych mieszkańców Australii - odmieńcami. Odmieńcy ci zatracili wszelkie cechy człowieczeństwa, na ich miejsce przyszły: chęć władzy, posiadania i poklasku. Aborygeni mają silnie rozwinięty zmysł postrzegania i intuicji. Doskonale rozumieją środowisko naturalne i żyją w zgodzie z nim. Potrafią odnaleźć w naturze środki zastępujące medykamenty. Mario Morgan była świadkiem skomplikowanego złamania nogi przez jednego z członków plemienia. Dwójka ze współplemieńców, medyk i uzdrowicielka, wyleczyli otwarte złamanie, w ciągu doby. Posługiwali się przy tym nakładaniem dłoni i modlitwą. Ludzie Prawdziwi się dziwili, że wielu białych często całe życie spędza na zajmowaniu się rzeczami, które nie dają im zadowolenia i satysfakcji. Tu było inaczej, każdy wykonywał takie prace, do jakich miał największe zdolności. Wszystko jest tu mile

 

 

28

29

 

 

widziane i ma swoje miejsce: łowiectwo, nauka, uzdrawianie, tłumaczenie snów i rozrywka.

Przed rozstaniem aborygeni pokazali Mario Morgan swoje „tajne archiwum". W kamiennej komorze, na pustyni, umieszczone były rozmaite przedmioty. Tyczyły one ich przeszłości, ale nie tylko. Były tam też przedmioty użytkowe odmieńców i ważniejsze daty dotyczące ludzkości. Była tu i druga wojna światowa i Hiroszima, i wiele innych dat. Była tam także data urodzin M. Morgan i czas jej spotkania ze społecznością aborygenów. Daty te umieszczone były na ścianach kamiennej komory na długo przed przybyciem amerykańskiej badaczki do Australii.

Na południu Indii, w Bangalur, istnieje jedna z dwunastu bibliotek, której wiek szacuje się na 5000 lat. W skład jej wchodzi 3665 tomów, a każdy z nich złożony jest z 365 kart wykonanych z liści palmowych. Liście te, o wymiarach H 6x50 cm, zapisane są po obu stronach gęstym pismem w miejscowym języku tamil. Z tekstów tych sporządzane są kopie za każdym razem, gdy liście stają się zbyt kruche (średnio co 800 lat).

W księgach tych mędrzec imieniem Bhrigu opisał życie ł przeznaczenie niezliczonej ilości ludzi. Są tu losy ludzi od niepamiętnych czasów, aż po współczesność. Biblioteka ta nie zawiera danych odnoszących się do wszystkich istot ludzkich. Znajdują się tu wyłącznie informacje o tych, którzy przychodzą tam lub kiedyś przyjdą.

Jeśli tak się staje, konsultujący pytany jest o dane. Według tych danych odszukiwane są informacje o nim. Następnie ustala się datę spotkania z aktualnym, oficjalnym tłumaczem interpretującym teksty.

Podczas tego spotkania odwiedzającemu bibliotekę odczytywane są wszystkie najważniejsze zdarzenia dotyczące jego, a także najbliższych krewnych. W tekście wskazana jest również data, kiedy tenże tekst zostanie poddany konsultacji, a także jest tu imię osoby, która wskazała odwiedzającemu adres biblioteki w Bangalur. W każdym przypadku analizie podlegają dwa liście. Jeden z liści zawiera dane dotyczące przeszłości i teraźniejszości oraz poprzednich inkarnacjł, drugi natomiast traktuje o przyszłości. Wyszczególnione są tu wszystkie znaczniejsze wydarzenia, które wystąpią, wraz z ich datami.

 

30

 

 

REINKARNACJA A KARMA

Karma to pewien kod, karma to twoje życie. ANDRZEJ LEWANDOWSKI

A Bóg wiedzial, że wszystko, co uczynil, było bardzo dobre.

Rdz 1,31

Istotne ograniczenie wolnej woli niesie wywodząc się ze Wschodu i podtrzymywana przez zachodnich! okultystów doktryna reinkarnacji i związanej z nią| karmy. Reinkarnacja, to ponowne wcielanie się duet w ciało fizyczne, a karma, to prawo, które rządzi procesem.

Obecne wcielenie jest wynikiem działania prawa l karmy, zwanego prawem przyczyny i skutku, gdzie złej i dobre uczynki wpływają na jakość obecnego życia, l W ponownym wcieleniu jednostka spotyka istoty,j z którymi łączyły ją w przeszłości silne więzy miłości! i obowiązku lub nienawiści i krzywdy. W stosunku do \ tych osób będzie ona mogła wypełnić swoje karmiczne zobowiązania, zaciągnięte w inkarnacjach poprzednich,! a także dokonać dalszego ewolucyjnego postępu. Karma,] to nie to samo, co fatum i nieuchronne przeznaczenie, j

jest inspiracją, a nie zniewoleniem. Określa ogólne ramy naszego losu i wyznacza jego kierunek, do niczego jednak nie zmusza. Tę szansę, jaką jest każde nowe wcielenie, można wyzyskać optymalnie, ale można też ją zniweczyć. Zależy to od sposobu wykorzystania tego zakresu wolnej woli, jaki każdy ma do dyspozycji.

Koncepcja reinkarnacji stanowi istotny wyłom w teorii istnienia całkowitej wolnej woli człowieka. Ta wprawdzie istnieje, lecz jest ograniczona przez ogólne ramy, w jakich umieszczony jest człowiek w poszczególnych inkarnacjach. Bardzo niejasna jest występująca tu granica między nieuchronnym przeznaczeniem a wolnym wyborem jednostki, między tym, co musi ona zrobić, bo to jest jej karma, a tym, co robi ona samoistnie, wykorzystując daną jej wolność.

We wszystkich opracowaniach dotyczących reinkarnacji łączona jest ona nierozerwalnie z prawem karmy.

Reinkarnacja i karma istnieją łącznie. Oba pojęcia są od siebie zależne, jedno bezdrugiego tracisens. (HANS--DIETER LEUENBERGER).

Spróbujmy spojrzeć na karmę z punktu widzenia dwubiegunowości. Jeśli ludzie podlegają prawu karmy, to muszą być też tacy, którzy mu nie podlegają. A jeśli tak jest, stawia to w wątpliwość całą doktrynę.

Idąc tym tropem prześledziłem wiele procesów regresyjnych, podczas których ludzie wprowadzeni w sen hipnotyczny opowiadają o swych poprzednich żywotach. Dostrzec tu można przykłady działania prawa karmy, ale i przykłady w sposób oczywisty jej zaprzeczające.

 

 

32

33

 

 

W teorii karma jest oczywistością, praktyka jednak wcale tego nie potwierdza. Jest to tylko próba tłumaczenia reinkarnacji. Nie poparty dowodami pogląd filozoficzny.

Teoria ponownych narodzin, rządzonych prawem karmy, jest bardziej logiczna niż wszelkie hipotezy tłumaczące pozorny nieład moralny oraz chaos i cierpienia, i na pewno jest bardziej zadowalająca niż chrześcijańska teoria wiekuistego odwetu (piekło), czy też nie kończącej się nagrody (niebo). Jeśliby jednak sprawie przyjrzeć się baczniej, to korzystna lub niekorzystna następna inkarnacja jest tym samym, co chrześcijańskie niebo lub piekło. To, czy człowiek będzie cierpiał po śmierci w piekle, czy też w następnym wcieleniu, nie zmienia faktu, że będzie cierpiał. Bóg prawa karmy, to Bóg dobra i zła, a dobro i zło, to dwa bieguny jednej rzeczywistości, której On jest kreatorem.

Bóg jest wszystkim we wszystkim. (ANDRZEJ LEWANDOWSKp.

Ja tworzę światło i stwarzam ciemności, sprawiam Pomyślność i stwarzam niedolę. (Iz 45,7).

JASNOWIDZENIE A WOLNY WYBÓR

Najsłynniejszym w historii jasnowidzem, do dzisiaj pozostającym wielką zagadką, był Młchel de Nostre--Dame (1503-1566), zwany potocznie Nostradamusem. Był on autorem szyfrowanych czterowierszy, zwanych centuriami, w których zawarł informacje o zdarzeniach mających nadejść. Nostradamus wyrastał ponad czasy, w których żył. Był skrupulatnym naukowcem, filozofem, pisarzem i uzdrowicielem. Przede wszystkim jednak historia zapamiętała go jako wybitnego jasnowidza.

Już w XVI wieku pisał on o największym zbrodniarzu w dziejach ludzkości. Uczeni badający centurie są zgodni, że mowa w nich o Adolfie Hitlerze.

Z rasy aryjskiej narodzi się człowiek zarówno podniosły, jak i ciemny. Obejmie tron najokrutniejszego królestwa. Swym językiem skusi wielu ludzi. Wielki oszust, dumny i bezwzględny zostanie wybrany przywódcą armii. Wielkie Niemcy padną mu do nóg, a jego rewolucja doprowadzi do rzezi. Będzie zdobywał miasta i czynił ludzi swoimi niewolnikami. Wprowadzi terror, wyzwoli w ludziach ukrywaną nienawiść. Będzie tylko płacz, krzyk, ogień, krew i wojna. Popłynie morze ludzkiej krwi, odbudowane

 

35

 

zostaną piece. Bracia i siostry będą niewolnikami w różnych miejscach, zginą uduszeni w kominach zagłady^

Zgodnie z prawem karmy każdy człowiek może] w swoim życiu kierować się ku dobru lub złu i to dobro lub zło wyznacza jego przyszłą inkarnację. Pojawia się tu istotny dylemat. Jeśli na starcie swojego życia Hitler miał wolną wolę, to jak wytłumaczyć fakt, że Nostradamus ujrzał efekt użycia tej wolnej woli? Czy w ogóle Hitler mógłby wywinąć się z roli zbrodniarza i zostać na przykład współczesnym Kenned/m, skoro Nostradamusowi sytuacja ta wyświetlona została cztery wieki wcześniej? Nadszedł człowiek, którego dziełd wypełniło pisma. Stało się to, co się miało stać i nie zmienił tego nikt.

Pojawiła się oto na horyzoncie drażliwa kwestia dóbr i zła. Jeśli Hitler dokonał tego, co uprzednio zostało im; wyznaczone, jaki sens miałoby karanie go zgodnh z prawem karmy? Jeśli determinizm istnieje, karanie w myśl prawa karmy jest fikcją podtrzymywaną w całę| rzeszy umysłów.

Człowiek się rodzi i umiera, jest w świecie żywychj a potem przechodzi do martwych. I znowu powracał w nowym ciele i startuje w kolejne życie. I to jest| reinkarnacja.

Pojawia się teraz kluczowe pytanie: jeśli nie prawo' karmy rządzi reinkarnacją, to co nią kieruje i czy w ogóle coś kieruje? Omawiany powyżej przypadekwskazywałby1 na to, że dusza wciela się w ciało w celu odegrania w świecie materialnym odgórnie wyznaczonej roli.

Jakościowo podobny przypadek przytacza w swej i książce: „Moje widzenie świata", obdarzony zdolnością] jasnowidzenia, o. Czesław Andrzej Klimuszko.

W malej mieścinie Odechów, mój znajomy nauczyciel S. wprowadził mnie pewnego dnia do swoich znajomych. Podczas pogawędki nauczyciel poprosił swego ucznia, dwunastoletniego chłopaka, o pokazanie nam swojej fotografii. Podając mi ją do ręki, nauczyciel powiedział: - No, teraz wiele rzeczy się dowiecie o swoim synku, kim będzie i jak się sprawuje.

Na te słowa rodzice jakoś dziwnie zareagowali niespokojnym spojrzeniem. Wyraźnie przygaśli i stracili chęć do dalszej rozmowy. Patrząc na zajęcie chłopca rzuciłem parę zdawkowych zdań, a następnie zaznaczyłem, że coś więcej powiem przyjacielowi w drodze powrotnej. Wkrótce pożegnaliśmy naszych gospodarzy i wyszliśmy z domu. - Ależ ten chłopak, to przyszły bandyta -powiedziałem nauczycielowi.

- Niestety, to możliwe, już teraz wszczyna regularnie brutalne bójki wśród rówieśników.

Klimuszko zobaczył chłopca, jakim ten miał być, ujrzał bandytę. Jeśli chłopak mógłby skierować się ku dobremu lub złemu, Klimuszko nie mógłby ujrzeć bandyty, bo przyszłość jawiła by się jako wielka niewiadoma. Jeśli zaś zobaczył przyszłość, tym samym dostrzegł brak możliwości wpłynięcia na swój los przez chłopca. Nie miał on skierować się ani ku dobremu, ani złemu, ale jedynie ku swemu przeznaczeniu.

36

 

 

 

 

CZY ISTNIEJE DOBRO I ZŁO?

Dobro i zło istnieje jedynie w konwencji, a tak naprawdę nie ma ani dobra, ani zła, jest tylko praca.

ANDRZEJ LEWANDOWSKI

Ci, którzy nie rozumieją, że śpią, i którzy nie pragną się obudzić, nie mogą mieć zrozumienia dobra i zła.

GURDŻIJEW

Zrozumienie dobra i zła może przyjść jedynie wtedy, gdy inaczej spojrzymy na rzeczywistość.

Dobro i zło nie istnieją w rzeczywistości. Są to jedynie pojęcia względne, określające tylko materialne warunki rozważane z różnych punktów widzenia - lub też, są to różne materialne aspekty jednej wewnętrznej prawdy centralnej, której rzeczywistość pragnąłeś poznać oraz stać się nią i ją wyrazić. (L GONZALES BURUS).

W rzeczywistości nie ma żadnego zła, ani odrobiny. Zło wydaje się być takie jedynie z powodu wadliwego widzenia. Świat zabarwia się na taki kolor, jaki jest kolor szkieł, przez które na niego patrzymy. Sam w sobie świat stworzony jest wiekuiście czysty i święty. (SAI BABA).

W takim świecie coś, co nazywamy zbrodnią, nie istnieje.

Kto służbę oddania pełni, ten nawet jeśli dopuszcza się najohydniejszych czynów, uważany ma bycza osobę świętą, ponieważ jest on właściwie usytuowany w swojej determinacji. (Bhagavad-gita).

Nie ma nagrody w postaci funkcjonowania pozytywnego. Jesteś określoną świadomością i w zależności od potrzeby Stwórca daje ci do dyspozycji określone narzędzie i wyznacza zadanie. Masz je wykonać i nie masz wpływu na jego rodzaj. Na przykład w kolejnych inkarnacjach możesz zabijać, a potem umierasz i odradzasz się jako duchowny. Informacją o tym, że skończyłeś zadanie w określonym narzędziu jest śmierć. Potem albo czekamy, albo dostajemy następne zadanie. (ANDRZEJ LEWANDOWSKI).

Jeśli nie ma dobra i zła, to pojawia się pytanie, w jakim momencie ujawnia się widzenie tego stanu rzeczy i w jaki sposób wiedza o tym może zostać wykorzystana? Odpowiedzi na stawiany problem udziela A. de Mello: Ujrzenie we właściwym świetle dobra i zła dane jest jedynie człowiekowi oświeconemu.

Tylko takiemu człowiekowi ujawnić się może pełnia właściwego widzenia przeciwległych biegunów dobro -zło. Jeśli jednak odrzucić ten podział, to mogłoby to prowadzić do sytuacji bezkarnego czynienia czynów niegodziwych. Mogłoby, ale nie doprowadzi, ponieważ: Człowiek oświecony nie jest w stanie ich czynić. (A. de MELLO).

 

 

38

39

 

 

Nie jest to możliwe, a cały sekret zawiera się w przypowieści:

Pewien rabuś tak sobie kiedyś pomyślał: pojadę medytować pod kierunkiem któregoś z mistrzów w Tybecie, posiądę wszystkie jego sekrety i poslużę się nimi, aby okradać i oszukiwać ludzi, stanę się niesłychanie bogaty. Tak też uczynił. Lecz w miarę jak wiedza jego rosła, stawał się świętym człowiekiem i zakończył życie jako żebrak.

ZADANIE

Dusze istnieją na skutek Jego woli, zgodnie z Jego planem, dlatego żadna dusza nie jest poza zasięgiem Jego łaski. .

SAIBABA

Piekło jest tutaj, na ziemi. Tu przychodzimy, by się uczyć, zapłacić za pomyłki uczynione w poprzednich żywotach, alba próbować wykonać jakieś bardzo ważne zadanie. (LAMAMINGYARDONDUP).

Obok tradycyjnie rozumianego prawa karmy pojawia się tu element zadania - roli, jaką ma w życiu człowiek do odegrania.

Rola jest podarowanym specyficznym narzędziem dla świadomości prawdziwej. Rola esencji jest stałym i głównym czynnikiem we wszystkich inkarnacjach. Jest 7 ról esencji: król, mędrzec, kapłan, wojownik, rzemieślnik, służący i erudyta. Określenia te nie odnoszą się do typowych profesji, tylko do sposobu ewolucji i percepcji świata. Każda rola ukazuje życie człowieka niezależnie od wykształcenia i zawodu. Poznanie roli swej Istoty oraz ról bliźnich, zarówno w aspektach pozytywnych, jak i negatywnych, wpływa na wzrost zrozumienia i akceptacji siebie

 

41

 

 

i bliźnich. Tak jak aktor gra tę samą rolę, tak długo i tyle razy, aż sztuka zejdzie z afisza, czyli jest skończona i wtedy aktor stara się o nową rolę. Tak samo esencja dostaje rolę na tyle inkarnacji, dopóki jej nie opanuje do perfekcji. Każda inkarnacja to akty sztuki - Gry. Widzenie siebie jako aktora w tej Grze, to szansa na sukces. My jesteśmy odpowiedzialni za interpretację roli. Ogólny schemat, szkic sztuki, czyli warunki do Gry zostały określone przed inkarnowaniem. Nam pozostawiono wolną wolę i twórczą siłę do tworzenia szczegółów. (Transformacyjny tekst MICHAELA).

Wywiązuj się ze swojej aktywności tak, jak aktorzy w przedstawieniu teatralnym - zachowując swoją tożsamość i nie przywiązując się do swej roli i nałożonej na nią tymczasowej osobowości. Pamiętaj, że wszystko to jest tylko spektaklem, w którym Bóg wyznaczył ci pewną rolę. Graj dobrze swą rolę i na tym kończy się twoje zadanie. On napisał sztukę i On znajduje w niej upodobanie. (SAI BABA).

Jeśli życie to film, to wszyscy realizują odgórnie wyznaczone role. Nieświadomie, konsekwentnie, krok po kroku. Jak w każdym filmie obsadza się zarówno postacie „pozytywne", jak i „negatywne".

Bóg stworzył ten świat jako scenę, na której rozgrywa się sztuka, a bez bohaterów negatywnych nie byłoby akcji. (RAMAKRISZNA).

Bohaterowie pozytywni wyposażeni zostają w coś, co ludzie nazywają sumieniem. Zgodnie z tym sumieniem

postępują godnie, bo taki wewnętrzny przymus odczuwają. O postaciach negatywnych mówi się, że nie mają sumienia, co oznacza, że posiadają one coś na ksztah antysumienia z programem zła.

Ten problem w pewnym okresie mojego życia bardzo mnie absorbował. Czytałem wiele książek, najpierw o faszystowskich obozach koncentracyjnych, a później o rosyjskich gułagach. Problem zła, który tam występował, przybierał monstrualne rozmiary. Ci, którzy realizowali program zła, byli pozbawieni całkowicie czegoś, co inni nazywali skrupułami. To pojecie było im obce i nieznane.

We wspomnieniach jednego z więźniów Majdanka, obecnego na procesie oprawców, w roku 1977, znaleźć można wiele śladów braku sumienia. Mimo iż minęło wiele lat od zakończenia wojny - sumienia (których zatwardziali zbrodniarze wcześniej nie okazywali) powinny się przecież poruszyć, ale się nie obudziły. Oskarżeni zachowywali się butnie i agresywnie, tak jak niegdyś - pokory ł poczucia winy daremnie było szukać w ich oczach. Ludzie ci często byli zdziwieni faktem pociągnięcia ich do odpowiedzialności karnosądowej. A gdzie w ich wnętrzu głos Boga?

Produkcja filmu wymaga, by nielicznym tylko aktorom przydzielić główne role. Aktorzy ci otoczeni są całą masą statystów, którzy niczym specjalnym się nie wyróżniają, poza tym, że są. O ile od aktorów pierwszoplanowych wymaga się kunsztu i zaangażowania, o tyle od rzesz statystów nie wymaga się zbyt wiele, ich role są proste, klarowne i stosunkowo łatwe do odegrania.

Do tematu statystów nawiązują fragmenty idei Andrzeja Lewandowskiego, mówiące o podstawowych

 

42

 

 

świadomościach. Podstawowa świadomość to jednostka, której zadaniem jest zachować gatunek i ściśle określoną ilość materii ludzkiej, w którą Najwyższa Świadomość (Bóg, Absolut, Stwórca) wrzuca kolejne świadomości duchowe.

Podstawowa świadomość żyje w raczej egoistycznym świecie zaspokajania własnych potrzeb. W sposób mniej lub bardziej wysublimowany wycisza swe uczucie głodu, pędzi za seksem i wprowadza się używkami w stany euforyczne. Zaspokaja chęć posiadania w przedziale od ładnego sweterka do ekskluzywnego domu z basenem.

Podstawowej świadomości nie interesują, w sposób prawdziwie szczery i głęboki, pytania, które jej samej nie dotyczą. Nie zajmuje się ona poważnym badaniem kluczowych zagadnień życia, jego sensu i ukrytej Tajemnicy. Tych zaś, którzy odpowiedzi na kluczowe pytania formułują lub ich szukają, postrzega się jako jednostki niezrozumiałe, ekscentryczne i zdziwaczałe.

...pewnego dnia, Jonathanie, zrozumiesz, że nieodpowiedzialność nie popłaca. Życie jest czymś nieznanym i niepoznawalnym, wyjąwszy to, aby jeść i żyć możliwie jak najdłużej. (...) Braterstwo zostało zerwane. (...) Jesteś od teraz i na zawsze wygnańcem. (RICHARD BACH).

Podstawowe świadomości w książce Asha i Hewitta „Ludzie jak bogowie", określane są mocniej i dosadniej jako „kurczaki". Kurczaki jedzą, piją i się rozmnażają. Są żywe i swobodne, ale ich inteligencja jest nikła. Ich ptasie móżdżki każą im ograniczać świat do zagrody. Głupie kurczaki nie zdają sobie sprawy, że wyższe istoty zbudowały im ten świat i karmią je. Nie domyślają się

też, że od nich zależy ich życie i śmierć. Wiedzą tylko, że co jakiś czas, pośród trzepotu skrzydeł i obłoku pierza, znika jedno z nich, by nigdy już nie wrócić. A reszta kurczaków w zagrodzie siedzi cicho i nic nie rozumie, l niewiele można zrobić, by to zmienić.

Jeśli jest przedstawienie, musi być też i jego twórca. Jest nim ten, którego nazywają Bogiem. On wszystko zaplanował i teraz konsekwentnie realizuje. Plan jest szczegółowy, a jego wykonanie powierzone zostało nieświadomym aktorom. O planie i jego bezwzględnej realizacji wiele mówią ewangeliści.

Jezus rzekł do nich: moim pokarmem jest pełnić wolę Tego, który mnie posłał i dokonać Jego dzieła. Q 4,34).

Wiem, skąd przybyłem i dokąd idę, lecz wy nie wiecie, skąd przychodzę i dokąd idę. Q 8,14).

Bo zaprawdę powiadam wam: dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z zakonu, aż wszystko się stanie. (Mt 5,18).

Nielicznym wybrańcom dana została możliwość podglądu owego planu bądź to za sprawą astrologii, bądź jasnowidzenia. Taki jasnowidz może czerpać wiadomości z tzw. Kroniki Akaszy, gdzie utrwalone są, poza granicami czasu i przestrzeni, wszystkie zdarzenia wszechświata.

Człowiek obejmuje świadomą pamięcią tylko jedno życie. Pamięci poprzednich wcieleń nie posiada, to już inne filmy i inne role, których nie pamięta. Najważniejsze jest to życie i ta rola, wszystko inne jest nieważne.

 

45

 

 

Jesttytkoto,cojesLPrawdatoto,coiesL (KRBHNAMURTI).

Tylko to jest ważne, co jest tu i teraz, reszta nie ma znaczenia. Zupełnie nieoczekiwanie chrześcijańska doktryna o jednym życiu ujawnia swą ukrytą mądrość. Człowiek żyje tylko raz. Tylko raz jest określoną indywidualnością, żyjącą w określonych warunkach. Coś takiego już więcej się nie powtórzy. Jeśli przyjdzie powtórnie, to będzie już coś innego.

Raz w roku cały świat filmu pasjonuje się rozdaniem Oskarów. Nagrody otrzymują ci, którzy tworzą fikcję dla rozrywki innych. Jeśli założyć, że Życie jest jednym wielkim filmem, to ten, który jest reżyserem, autorem scenariusza i producentem nie otrzyma takiej nagrody. On nie otrzyma żadnej nagrody, bo któż by Mu ją przyznał, Bóg nie dostanie Oskara, a co najwyżej, któryś z jego bohaterów może westchnąć nad Jego wielkością. Tylko tyle, a może, aż tyle?

CÓŻ JEST PRAWDA?

Prawda jest jak zwierciadło i każdy widzi w nim tylko własne odbicie.

B.ELAHI

Filozoficzna definicja prawdy określa, że jest to zgodność, adekwatność treści sądu z rzeczywistym stanem rzeczy. Jednak poznanie tej prawdy nie jest sprawą prostą. Problem tkwi w tym, ile tej prawdy poszukujący jest w stanie w danej chwili udźwignąć.

Prawdy duchowej nie można zgłębić jedynie intelektualnie. Idąc tropem wytyczanym jedynie przez umysł, można znaleźć się w ślepym zaułku.

Dla tego, kto pokonał umyśl, umysł ten jest najlepszym przyjacielem, ale komu się nie powiodło, temu własny umysł będzie największym wrogiem. (Bhagavad-gita).

Aby pójść dalej, trzeba czegoś więcej: magicznego wtajemniczenia, mistycznej inicjacji.

Lecz oni nic z tego nie zrozumieli i było to słowo zakryte przed nimi i nie wiedzieli, co mówiono. (Łk 18,34)

 

47

 

 

Wtedy otworzył im umysł, aby mogli zrozumieć pisma. (Łk 24,45).

Tytuł tego rozdziału brzmi: „Cóż jest prawda?" ł pochodzi z „Ewangelii życia doskonałego".

Jednakże dla wszystkich Prawdą jest to, co jednostka rozumem objąć może, i tak długo, aż objawi się jej wyższa Prawda. Duszy zaś, która może przyjąć więcej światła, dane będzie więcej światła. Dlatego nie potępiajcie innych, abyście sami nie zostali potępieni. (...) I co widziane i przyjęte przez jednego, nie jest widziane ani przyj etę przez drugiego. Co wydaje się Prawdą jednemu, nie wydaje się Prawdą innym. Ci, którzy są w dolinie, nie widzą tego, co widzą ci, którzy są na górze.

Oni nawet nie wiedzą, że taka góra istnieje. Nie dopuszczają możliwości jej realnego bytu, bo jest to „zakryte przed nimi". Nie wiedząc, że istnieje góra, nie mogą wiedzieć, że na jej szczyt wije się poprzez zarośla wąska ścieżka.

Od czego zaczyna się droga? Droga zaczyna się od momentu, gdy człowiek jest rozczarowany przede wszystkim do samego siebie, do swoich możliwości. Jeśli jest człowiekiem religijnym, to powinien być rozczarowany do swojej religii. Nie oznacza to, że powinien stracić swą wiarę. Przeciwnie, oznacza to bycie rozczarowanym do samego tylko nauczania religijnego i do jego metod, ponieważ człowiek zdaje sobie sprawę, że religia - taka, jaką znamy - nie wystarcza i donikąd nie może prowadzić. (...) Na razie zapamiętajcie tylko jedną rzecz: człowiek musi być wystarczająco rozczarowany do zwykłych dróg \

i musi jednocześnie myśleć albo być w stanie zaakceptować ideę, że coś, gdzieś może istnieć. Jeśli przyjdzie wam rozmawiać z człowiekiem, który przekonany jest o czymś innym, to wszystko, co powiecie, będzie zdawało się mu absurdalne i nigdy nie będzie słuchał was poważnie. Nie warto tracić na niego czasu. Ten system jest dla tych, którzy już szukali i sparzyli się. Ci, którzy nie szukali i nie szukają, nie potrzebują go. lei, którzy się jeszcze nie sparzyli, także go nie potrzebują.

Może się zdarzyć, że za kimś chodzi dręczące pytanie. Jeśli jest to takie pytanie, to możecie mu na nie odpowiedzieć i tym sposobem przywieść go do systemu. Ale musi to być koniecznie dręczące pytanie. (GURDŻ1JEW).

Tak postępuje prawdziwy mistrz i tak postąpił Andrzej Lewandowski, gdy podczas naszej pierwszej poważnej rozmowy odpowiedział na najbardziej dręczące mnie pytanie: jak rozumieć karmę i reinkarnację? Odpowiedział mi na to pytanie, choć go nie zwerbalizowałem. On po prostu przyszedł i zrobił to. Bez przepychanek słownych, prosto i zwięźle. A ja to kupiłem, bo dało mi to posmak prawdy. A potem była już prosta droga do jego systemu.

By znaleźć jakąś prawdę trzeba wyruszyć w drogę. Droga zaczyna się od rozgoryczenia i życiowych porażek, bólu i cierpienia. Wtedy pojawiają się po raz pierwszy głęboko szczere pytania o Boga, sens życia etc. Gdy jest dobrze, pytania takie, jeśli gdzieś tam się pojawiają, są tylko powierzchowne i na dłużej nie absorbują myśli.

Żeby znaleźć, trzeba szukać, trzeba być spragnionym wiedzy: A kto szuka, znajduje. (Łk 11,10).

 

48

 

 

A kto nie szuka, niczego nie znajdzie, a jeśli ktoś spróbuje mu przekazać to, co sam znalazł, tamten i tak tego nie strawi. Szukanie oznacza świadomość braku wiedzy u poszukującego: Ten, który nie wie i nie wie, że nie wie, jest głupcem, zostaw go. Ten, który nie wie i wie,

było to „słowo zakryte przednimi" i nie wiedzieli, co ważne. Pozostawili to, bo nie byli w stanie rozpoznać znaczenia. Prawda się obroniła sama.

 

Tylko taki człowiek wyłowić jest w stanie perły, dla innych pozostaną one bezwartościowym chłamem.

Wspaniałą lekturą w poszukiwaniu prawdy jest Biblia.

Biblia to taka cudowna księga mądrości. Ona nie jest dla wszystkich. Jeden przeczyta ją sto razy i nie wyniesie z niej nic, a drugi przeczyta ją raz i zostaną w nim te informacje, które powinny zostać. (ANDRZEJ LEWANDOWSKI).

Informacje, które zostają przyswojone, mówią, na jakim etapie jest idący ścieżką poznania poszukiwacz prawdy. Sam byłem bardzo zdziwiony faktem, było to już po spotkaniu z Andrzejem Lewandowskim, że czytając po raz kolejny Nowy Testament, odkrywałem fragmenty, których wcześniej jakby nie było. Przecierałem oczy ze zdumienia: jak to, przecież tu jest wszystko.

Andrzej Lewandowski mówił o braku wolnej woli, o planie i o hierarchii, i ja to tu odnalazłem.

Tu zapewne tkwiła tajemnica tego, dlaczego fałszerze, na przestrzeni wieków, zniekształcający Pismo Święte według potrzeb, robili to bardzo niezgrabnie. Wykreślili wiele informacji, ale całe ich mnóstwo pozostawili, bo

50

 

 

ETAPY POZNAWANIA

Chrześcijaństwo i hinduizm wychodzą z zupełnie odmiennych założeń w poszukiwaniu prawdy. W chrześcijaństwie prawda jest czymś stałym, niezmiennym, wytłumaczonym raz na zawsze. Gdy pewnych fragmentów nie można ogarnąć rozumem, tworzy się dogmat. Dogmat nie podlega krytyce ani badaniu. Taka, przyjęta aktem wiary, prawda jest zamknięta. Chrześcijańska filozofia stoi w miejscu, a to co zmienne w tej religii, to rytuał. Na przestrzeni wieków czynniki obrzędowe ewoluowały i się wzbogacały.

Z odmienną sytuacją mamy do czynienia w hinduizmie. Obrządek jest tu stały i niezmienny. Inaczej jest z filozofią, ta pozostaje otwarta. Podążanie drogą ku oświeceniu, silnie związane tu z osobą guru, przypomina przechodzenie z klasy do klasy. Otwartość i etapowość uwypukla jedna z przypowieści A. de Mello.

Pewien uczeń powiedział swemu guru, że udaje się w jakieś odległe miejsce, by pomedytować, i ma nadzieję, że osiągnie łam oświecenie. Przysyłał więc swemu guru, co sześć miesięcy, wiadomości o tym, jakie czyni postępy. Pierwsza informacja brzmiała: Teraz rozumiem, co to znaczy zatracić siebie. Guru podarł kartkę i wyrzucił ją do kosza na śmieci. Po następnych sześciu miesiącach

otrzymał następną relację: Teraz osiągnąłem wrażliwość na wszystkie istoty. Guru podarł i to. Trzecia wiadomość dotyczyła kolejnych postępów: Teraz pojąłem tajemnicę jedności i wielości. I ta kartka została podarta. Trwało to tak przez lata, aż w końcu nie nadeszła żadna wiadomość. Po pewnym czasie guru zainteresował się ponownie losem ucznia i kiedy jakiś podróżnik udawał się w tamte strony, poprosił go, by dowiedział się, co stało się z tym człowiekiem. Otrzymał wreszcie informację od ucznia. Napisał on: A jakie to ma znaczenie? Kiedy guru to przeczytał, powiedział:

- Dokonał tego! Udało mu się w końcu! Udało!

Kwestię etapowości odnaleźć można u Gurdżijewa. W sposób praktyczny ujawnił jej istnienie.

- Wiesz - powiedział G. (do Uspieńskiego) - kiedypojechałeś do Indii, to o twojej podróży i o twoich celachpisano w gazetach. Poleciłem wtedy moim uczniom, żebyprzeczytali twoje książki, określili kim jesteś i ustalili natej podstawie to, co będziesz w stanie znaleźć. Wiedzieliśmywięc, co znajdziesz, kiedy ty jeszcze byłeś w drodze.

Człowiek może zobaczyć tylko to, co jest w bezpośredniej jego bliskości, dalej już nie może wyjść.

Na duchowej ścieżce każdy porusza się naprzód, startując z punktu, w którym się znalazł, idąc odpowiednim dla siebie krokiem, w świetle lampy trzymanej w swych własnych dłoniach. (SAI BABA).

Gurdżijew dokonał podziału człowieka od numeru l do 7. Cokolwiek da się każdemu z tych numerów, to

 

 

52

53

 

 

i tak wytłumaczone to zostanie na swój sposób. Każda idea będzie redukowana do poziomu, na którym się dany numer znajduje.

Analogicznie: istnieje religia człowieka nr l, to znaczy religia składająca się z obrządków, zewnętrznych form, ofiar i ceremonii o imponującym splendorze i blasku lub też przeciwnie, o ponurym, okrutnym i barbarzyńskim charakterze. Istnieje religia człowieka nr 2: religia wiary, miłości, adoracji, impulsu, entuzjazmu, która szybko przekształca się w religię prześladowania, ucisku oraz eksterminacji heretyków i pogan. Istnieje religia człowieka nr 3: intelektualna, teoretyczna religia dowodów i sporów, oparta jest na logicznych dedukcjach, rozważaniach i interpretacjach.

Czym jest religia człowieka nr 4, czy religia człowieka nr 5, tego nie wiemy i nie możemy wiedzieć dopóty, dopóki pozostaniemy tacy, jacy jesteśmy. (GURDŻ1JEW).

O redukowaniu informacji do swojego poziomu, mówi Uspieński:

W rozmowach toczących się tego wieczoru, uderzyła mnie jedna rzecz. Wielu ludzi usłyszało coś zupełnie odmiennego od tego, co G. powiedział. Inni z kolei zwracali uwagę tylko na drugorzędne i nieistotne uwagi G. i tylko o nich później pamiętali. Podstawowe zasady zawarte w tym, co powiedział G., umknęły prawie wszystkim. (P.D. USPIEŃSKI).

Kilka lat temu pracowałem trzy miesiące w Niemczech, by zarobić na wyjazd do Indii. Mieszkałem w mieszanej grupie jedenastu osób. Z tego grona dwie dziewczyny wydawały mi się jakby bardziej otwarte na świat, wrażliwe i poszukujące. W nieco konspiracyjnej

54

atmosferze, któregoś wieczoru, odtworzyłem im z kasety video film „Aura boskości" o Sai Babie. Bardzo głęboko przeżywałem podniosłość chwili, oto zdradzałem cząstkę wielkiej Tajemnicy o kimś równie wielkim jak sam Jezus. Najistotniejsza rzecz zdarzyła się po skończonej projekcji. Jedna z dziewczyn powiedziała tylko: - Fajne było, też bym chciała kiedyś pojechać do Indii. Druga nie powiedziała nic.

Temat Sai Baby w naszych późniejszych rozmowach się nie pojawił.

Moje pierwsze spotkanie z grupą Andrzeja Lewandowskiego jako żywo przypominało to, co przeżył Uspieński, gdy się zetknął z Gurdżijewem i jego grupą. Jego słowa w pełni oddawały to, co się działo we mnie, gdy nie rozumiałem pewnego hermetyzmu grupy i jej dziwnego milczenia. Owo milczenie zdawało się z góry zakładać, że niewiele zrozumiem, więc i mówić niewiele warto. Jakże bliski byłem wtedy sformułowania gotowego sądu o G. i jego uczniach. Ale coś mnie wówczas powstrzymywało. I teraz, gdy zacząłem zdawać sobie sprawę, jak niezwykłą wartość miały te idee, nieomal Przeraziła mnie myśl, że tak łatwo mógłbym przejść obok nich, mógłbym nic nie wiedzieć o istnieniu G., albo na Przykład stracić go z oczu, gdybym nie zapytał, czy mogę go ponownie zobaczyć. (P.D. USPIEŃSKI).

Po pewnym czasie kontakty z grupą zupełnie nie przypominały mojego pierwszego z nimi kontaktu. Nie wydawali mi się oni teraz sztuczni, ani jakby grający na Pamięć wyuczoną rolę. Przeciwnie, zawsze z zapałem czekałem na kontakt z nimi, by dowiedzieć się czegoś, co powiedział G., a o czym nie wiedziałem. (P.D. USPIEŃSKI).

55

 

 

Ciekawe rzeczy się działy, gdy wokół Andrzeja Lewandowstóego pojawiali się nowi ludzie.

Podczas tych ogólnych spotkań rzeczą niezwykle interesującą było dla nas słuchanie, jak nowi ludzie stawiają te same pytania, które na początku my sami zadawaliśmy. Nie rozumieli oni tych samych podstawowych rzeczy, prostych rzeczy, których na początku my sami nie byliśmy w stanie zrozumieć. (P.D. USPIEŃSKI),

Kiedyś podczas wizyty w Olsztynie próbowałem przekazać esencję nauk Andrzeja Lewandowskiego pewnej młodej, oczytanej w tradycyjnej literaturze ezoterycznej, dziennikarce. Dziwiło mnie, dlaczego nie rozumiała pewnych prostych i oczywistych dla mnie kwestii. Przysłuchujący się rozmowie Józef Kołodziejczak, gdy dziewczyna ta wyszła, nieoczekiwanie zdarzenie podsumował:

- Wiesz, ona bardzo przypominała mi ciebie, gdy po raz pierwszy się spotkaliśmy. Ty prezentowałeś podobny, tradycyjny poziom wiedzy, zadawałeś podobne pytania i nie rozumiałeś tych samych kwestii.

Owe spotkania z nowymi ludźmi dostarczały nam sporo zadowolenia z siebie. Ale kiedy zostawaliśmy sam na sam z G., on często jednym słowem burzył wszystko, co sobie zbudowaliśmy i zmuszał nas do zdawania sobie sprawy z tego, że na razie w rzeczywistości nic nie wiemy i niczego nie rozumiemy ani w nas samych, ani w innych. (P.D. USPIEŃSKI).

DROGA, BARIERY, KONIEC DROGI?

Jeżeli chcemy udać się na trudne poszukiwanie prawdy, musimy zdobyć się na odwagę porzucenia utartych dróg myślowych i poddać w wątpliwość wszystko, co dotychczas uznawaliśmy za słuszne i prawdziwe.

DANIKEN

Idąc pod górę spotkać można różne obozy. Mieszkający w nich ludzie twierdzą, że tu droga się kończy. Oto dotarli oni do szczytu i teraz, co najwyżej, można okopać teren dookoła obozu i spocząć w zadowoleniu. Podążanie dalej mija się z celem, ponieważ dalsza droga nie istnieje. Gdyby jednak komuś udało się w jakiś sposób wydostać poza teren obozu, to czekać go mogą dwa odkrycia. Pierwszym będzie to, że droga wcale nie miała końca i gdzieś dalej istnieją również obozy. Są mniej liczne i mniej dostępne, ale są. Drugim odkryciem, szczególnie bolesnym, będzie zrozumienie, iż utraciło się poważanie i sympatię dawnej grupy. Jest się już tylko tym, który zbłądził, a przecież już trzymał całą prawdę za stopy.

Powiesz im: hej, słuchajcie, odkryłem coś niesamowitego, tam w niedostępnych zaroślach wije się

 

 

56

57

 

 

dalsza droga w górę. Ale oni tylko spojrzą ze współczuciem na heretyka. Okopali się tak mocno, fundamenty są tak silne, że wydostać się trudno.

Docieramy tu do pojęcia fundamentalizmu.

Poszukiwanie fundamentu nie jest jeszcze fundamentalizmem. Pojawia się on dopiero wówczas, gdy przedwcześnie zaniechamy poszukiwań, gdy jakaś tezę, pogląd, formułę, przekonanie, dogmat, wartość, zjawisko, czy jakiś aspekt rzeczywistości uznamy za absolutnie obowiązujący, jedynie prawdziwy, gdy uczynimy go punktem archimedesowym całej swojej egzystencji i nie będziemy w ogóle poddawać go w wątpliwość. Z takiego to punktu widzenia będziemy rozpatrywać i pojmować całą rzeczywistość. Własne myślenie i działanie, a także myślenie i działanie innych ludzi będzie zorientowane na ten ostateczny fundament jako na niepodważalną ideę przewodnią. (HUBERTUSMYNAREK).

Na czym polega fenomen grupy? Grupa zaspokaja potrzebę przynależności do myślących podobnie, z którymi odczuwa się nić porozumienia. W grupie odnajduje się odpowiedzi na nurtujące pytania. System każdej grupy pozostaje zamkniętą, doskonałą całością. To dlatego rozmowy ze Srila Prabłmpadą, twórcą ruchu Hare Kriszna, ich autor nazwał: „Doskonałe pytania, doskonałe odpowiedzi", bo dla niego tak właśnie było. Dla kogoś z innej grupy doskonałe by nie były ani pytania, ani odpowiedzi.

Moja droga zaczęła się gwałtownie. Zapadłem w głęboką depresję, i to był początek. Pojawiły się pytania egzystencjalne ciągnące w nieznanym kierunku.

58

Depresja była tu - powtarzając słowa Jacąuesa Yigne -zawoalowanym przebudzeniem duchowym. Pierwszym etapem było wejście na tory klasycznego pojmowania ezoteryki, reinkarnacji i karmy. Punktem zwrotnym, znaczącym moje odejście z tej szkoły były wątpliwości, które się zaczęły pojawiać. Doskonałe dotąd odpowiedzi tracić zaczęły w moich oczach i przestawałem je takimi widzieć. Kryzys okazał się twórczy, choć bolesny. Ciężko jest porzucić wypracowany i ugruntowany obraz swojej wizji rzeczywistości. Paraliżuje człowieka strach przed nieznanym, obawia się on coś porzucić, bo nie wie, do czego go to może zaprowadzić i czy aby, gdzieś po drodze nie przepadnie.

Jechałem kiedyś z bardzo sympatycznym małżeństwem kilka godzin pociągiem. Dałem się wciągnąć w dyskusję na temat innych religii. Ludzie ci, członkowie ortodoksyjnej opcji chrześcijańskiej, bardzo krytycznie oceniali buddyzm. Ich wiedza o tej religii czerpana była z książki, którą napisał autor z ich grupy. Na moje pytanie, czy czytają coś spoza własnej literatury, zgodnie odpowiedzieli: - Nie. - A dlaczego? - zapytałem. - Żeby nam się nie mieszało - odparli ze szczerością.

Lęk i strach nie są sprzymierzeńcami w poszukiwaniu prawdy. Nie jest nim także przywiązanie do starego. Mój przyjaciel, po moim drugim powrocie z Indii (po pierwszym przywiozłem mu Nowinę o Sai Babie), gdy wypunktowałem mu w skrócie sens idei Andrzeja Lewandowskiego, oświadczył: Nie chcę iść dalej, to dla mnie za dużo, dobrze mi z tym, co sobie wypracowałem

Jeśli spojrzeć na problem ten z innej strony, sprawy nabierają innego odcienia. Nieco światła rzucają słowa Jezusa.

59

 

 

Nikt nie może przyjść do mnie, jeśli mu to nie jest dane od Ojca. 06,65).

Można więc szukać przyczyn takiego, a nie innego zachowania ludzi, ale prawdziwe przyczyny tkwią gdzieś indziej. To „Ojciec" decyduje, według Swego planu, kto i gdzie osiądzie, czy będzie to trwałe, czy nie. Fundamentalizm, to skutek wcześniejszego zapisu w planie duchowym.

Gdzie się kończy droga? Jeśli miałbym być konsekwentny, to musiałbym przyznać, że grupa, w której jestem obecnie, może wieńczyć moją drogę, ale nie drogę w ogóle. Może jest jeszcze coś innego do odnalezienia. A może nie ma już nic. Jest tylko cisza, tylko milczenie. Nie ma odpowiedzi, bo i pytań nie ma.

Kroniki dowodzą, że Tomasz z Akwinu, jeden z największych teologów, jakich zna historia, pod koniec życia nagle przestał pisać. Gdy jego sekretarz skarżył się, że dzieło pozostaje nie dokończone, Tomasz odpowiedział: Bracie Reginaldzie, przed kilkoma miesiącami, sprawując liturgię, doświadczyłem czegoś z bóstwa. Tego dnia straciłem wszelką ochotę do pisania. Tak naprawdę, wszystko to, co napisałem o Bogu wydaje mi się nie więcej warte niż słoma.

W podobnym klimacie pobrzmiewa mądrość Wschodu.

Kto mówi, ten nie wie - kto wie, ten nie mówi.

Ujęcie Boga, Prawdy w słowa, w formuły, musi się zakończyć niepowodzeniem. Tworu nieograniczonego nie można zamknąć, ująć w ramy.

Wszystko, co o Nim możemy powiedzieć, jest już błędne, zanim zdołamy to wymówić, gdyż On przerasta wszelkie słowo. Myśl ludzka cofa się i milknie wobec Niego. Nie wiemy, kim On jest. Gdybyśmy wiedzieli nie byłby Bogiem. Q.M. LUSTIGER).

A gdy giną słowa pozostaje tylko miejsce na wewnętrzne doświadczenie, odczucie duchowego zjednoczenia ze sferą Ducha.

Osho w jednej ze swych książek pisał o mistycznych doświadczeniach, o przekraczaniu pewnych granic, o nowych etapach, a skończył tak, jakby w ogóle nie zaczął: A teraz wszystko, co tu powiedziałem - zapomnij.

 

60

 

 

USŁYSZAŁ KROKI SWEGO MISTRZA

Jego życie pełne jest zgiełku,

jego życie pełne jest zdenerwowania,

jego życie pełne jest pośpiechu.

Jest wcieleniem niewdzięczności, jest uosobieniem nieszczerości, jest obrazem upadku.

Nie udaje mu się uciszyć burzy własnego ciała,

nie udaje mu się wyjść z jaskini wątpliwości,

nie udaje mu się pogrzebać trumny własnego strachu.

A jednak

Będzie uratowany,

będzie wyzwolony,

będzie spełniony,

bowiem

Usłyszał kroki swego Mistrza.

ŚRICHINMOY

ROLA GURU

Ale o Tym, o którym ciżba ludzka jeno z rzadka slyszy, a nawet gdy slyszy, jeszcze rzadziej pojmuje, z zachwytem i podziwem najwyższym mówi człowiek, który rozumie, gdy mu wiedzę o Nim prawdziwy przekazuje guru.

Upaniszady

Poznania nie można nikomu dać na siłę. Ten, kto pragnie poznania, musi sam podjąć wstępny wysiłek, by odnaleźć jego źródło i zbliżyć się do niego. Człowiek może osiągnąć poznanie tylko dzięki tym, którzy już je posiedli. Należy to zrozumieć na samym początku. Trzeba uczyć się od tego, który wie. (GURDŻIJEW).

W zachodnim kręgu kulturowym nie funkcjonuje pojęcie mistrza, guru, nauczyciela duchowego.

Dzisiejszy katolicyzm nie odwołuje się do mistrzów duchowych, można raczej zauważyć, że ci ostatni w ogóle się nie ujawniają, nie ma ani podaży z ich strony, ani popytu. Rozwój mistycyzmu jest wobec tego dziełem przypadku, traktuje się go nie tylko jak przygodę czysto subiektywną i indywidualną, ale co więcej, jak przygodę całkowicie losową. QACQUES YIGNE).

 

 

62

63

 

 

Hinduizm bodaj najgłębiej podąża drogą prawdy indywidualnej, poznawanej przez ucznia, któremu w jej odkrywaniu pomaga guru, będący dla niego Ojcem zanurzonym w boskości. Klasyczny przykład duchowych poszukiwań w hinduizmie to sytuacja, gdy człowiek po wypełnieniu swych obowiązków wobec rodziny, po wyprawieniu dzieci w świat, wyrusza w drogę poszukiwań duchowych. Kroczy ku spełnieniu, by godnie odejść, zrozumiawszy sens bytu. Śmierć, która później nadchodzi nie jest tragedią, a jedynie zdarzeniem, jakich wiele. Nie ma wewnętrznej szarpaniny i niepokoju.

Kim jest prawdziwy mistrz?

Prawdziwy mistyk, mistrz duchowy jest, podobnie jak Sokrates, bezdomny. Przybywa znikąd i zewsząd, jeśli udaje, że gdzieś mieszka, to dlatego, żeby nie zasmucać swych bliskich. Żyje jednocześnie na dwóch poziomach. Na jednym dostosowuje się do najmniejszych nawet uwarunkowań otoczenia, na drugim - jest całkowicie wolny, utożsamia się z Absolutem. Pomiędzy ociężałością wielkich instytucji z wielorakimi zakazami, a lekkością samorodnych powołań mistycznych, mistrz duchowy jest rzecznikiem drogi złotego środka - pozostając sobą, zawiera w sobie całą tradycję. (JACQUES YIGNE).

Kiedy się pojawia guru? Mądrość Wschodu głosi, że kiedy uczeń jest gotowy, nauczyciel się zawsze znajdzie. Słowo „gotowy" oznacza, że uczeń jest już na drodze. Gdyby jeszcze nie był na drodze, nie wiedziałby, że przed nim stoi ktoś wart po stokroć uwagi. O ścisłym rozgraniczeniu człowieka będącego na drodze, od tego, który na niej nie jest, mówi Konfucjusz.

Nie uczyć człowieka dojrzałego jest marnowaniem człowieka. Uczyć człowieka niedojrzałego jest marnowaniem słów.

O ograniczeniach w rozpoznaniu guru i boskości mówi Sai Baba.

X

Świętość może być dostrzeżona jedynie przez świętego aspiranta. (...) Problem braku rozpoznania boskości dotyczy także życia Ramy i Kriszny. Krisznę uważano za pastucha krów, a później po prostu za woźnicę. O boskości Shirdi Baby wiedzieli tylko nieliczni oddani wielbiciele.

Niezrozumienie faktu, iż ma się do czynienia z mistrzem, przybrać może niekiedy komiczne formy. Opis taki daje Uspieński.

Bardzo chciałem zapoznać G. z niektórymi z moich moskiewskich przyjaciół. Ale spośród tych, z którymi w owym czasie się spotykałem, tylko jeden W. A, mój stary przyjaciel z redakcji, sprawiał wrażenie kogoś wystarczająco ożywionego, mimo że jak zwykle był przeciążony Pracą i bez przerwy dokądś gonił. Ale bardzo się zaciekawił, gdy powiedziałem mu o G. Za zgodą G. zaprosiłem go na obiad do mieszkania G. G. zwołał około piętnastu ze swoich ludzi i wydał obiad, który jak na owe czasy (Moskwa 1915 r.) był bardzo luksusowy, z zakąskami, pasztetami, szaszłykami, winem z Kachetii itd. Innymi słowy: był to jeden z tych kaukaskich obiadów, które zaczynają się w południe i trwają do wieczora. G. posadził W.A. koło siebie, był dla niego bardzo miły, cały czas go zabawiał i dolewał mu wina. Zbladłem nagle, gdy zdałem sobie sprawę, na jakiego rodzaju próbę wystawiłem mojego starego przyjaciela. Wszyscy siedzieli w milczeniu. WA

 

65

 

 

wytrzymał przez pięć minut. Potem zaczął mówić. Mówił

0 wojnie, o wszystkich naszych sojusznikach i wrogachzarazem, i o każdym z osobna. Przedstawił opiniewszystkich osób publicznych z Moskwy i z Petersburga nawszelkie możliwe tematy, potem mówił o suszeniu warzywdla wojska (którym wtedy zajmował się poza pracądziennikarską), w szczególności o suszeniu cebuli,następnie o sztucznych nawozach, chemii rolniczej

1 o chemii w ogóle, o nawożeniu gleby, o spirytyzmie, i niepamiętam o czym jeszcze. Ani G., ani nikt inny niewypowiedział nawet jednego słowa. Ja sam z obawy, żeW.A. się obrazi, nieomal zacząłem mówić, ale G. spojrzałna mnie tak srogo, że się powstrzymałem. Poza tym mojeobawy okazały się płonne. Biedny W.A. niczego niezauważył, tak się dał ponieść swojemu mówieniu i swojejwłasnej elokwencji, że szczęśliwy siedział przy stole i mówiłbez przerwy, aż do czwartej. Następnie niezwykleserdecznie wymienił uścisk dłoni z G. i podziękował muza... bardzo ciekawą rozmowę. G., spoglądając na mnie,chytrze się uśmiechał.

Byłem bardzo zawstydzony. Z biednego W.A. zrobili głupka. Z pewnością nie mógł się czegoś takiego spodziewać, więc dał się złapać. Zdałem sobie sprawę, że G. urządził pokaz dla swoich ludzi.

- Widzisz więc - powiedział - mówi się, że jest on inteligentnym człowiekiem. Ale nawet by nie zauważył, gdybym zdjął z niego spodnie. Pozwól mu tylko mówić. Niczego innego niepragnie. I wszyscy są tacy. Tenbyłdużo lepszy od wielu innych. Nie mówił kłamstw. I naprawdę wiedział, o czym mówi, oczywiście na swój własny sposób. Ale pomyśl, jaki z niego pożytek? Nie jest już młody. I być może była to jedyna okazja w jego życiu, gdy miał możliwość usłyszenia prawdy. A on przez cały czas sam mówił.

66

W innym miejscu znajdujemy informacje na temat drogi i jakości guru.

Jak można rozpoznać błędną drogę? - zapytał ktoś.

- Niemożliwe jest rozpoznanie błędnej drogi, jeśli nie zna się prawdziwej drogi. Oznacza to, że nie ma sensu martwić się o to, jak rozpoznać błędną drogę. Trzeba myśleć o tym, jak odnaleźć prawdziwą drogę. To o tym przez cały czas mówimy. Nie da się tego powiedzieć w dwóch słowach. Ale z tego, co rzekłem, możecie wyciągnąć wiele pożytecznych wniosków, pod warunkiem, że pamiętacie wszystko to, co zostało powiedziane i wszystko, co z tego wynika. Na przykład możecie zobaczyć, że nauczyciel zawsze odpowiada poziomowi ucznia. Im wyżej jest uczeń, tym wyżej może się znaleźć nauczyciel. Ale uczeń na niezbyt wysokim poziomie nie może liczyć na nauczyciela na bardzo wysokim poziomie. W rzeczywistości uczeń nigdy nie może dostrzec poziomu nauczyciela. To jest prawo. Nikt nie może wiedzieć powyżej swego własnego poziomu. Ale z reguły ludzie nie tylko tego nie widzą, ale wręcz przeciwnie, im niżej oni sami się znajdują, tym wyższego poziomu nauczyciela się domagają.

Właściwe rozumienie tego punktu jest bardzo znaczące. Jednakże bardzo rzadko się zdarza. Zazwyczaj człowiek sam nie jest wart złamanego grosza, ale za nauczyciela musi on mieć nie kogo innego, tylko samego Jezusa Chrystusa. Na mniej się nie zgadza. Nigdy nie przyjdzie mu do głowy, że nawet jeśli spotkałby takiego nauczyciela jak Jezus Chrystus - przyjmując go takim, jak Ów został opisany w Ewangeliach - to nie byłby w stanie za nim iść, ponieważ aby zostać uczniem Chrystusa, sam musiałby się znaleźć na poziomie apostoła. Jest to określone prawo. Im wyżej znajduje się nauczyciel, tym trudniej jest

67

 

 

uczniowi; a jeśli różnica poziomów nauczyciela i ucznia przekroczy pewną granicę, to trudności na ścieżce ucznia stają się nie do pokonania.

Guru prowadzi ucznia poprzez kolejne etapy wtajemniczenia. Guru jest tym, który asystuje uczniowi, gdy ten dochodzi do pewnych prawd, i wtedy mówi: Tak, tak. Prowadzi go, aż do momentu, kiedy nie będzie mu już potrzebny. Guru zewnętrzny jest po to, by doprowadzić ucznia do guru wewnętrznego. Adept nie musi słuchać głosu z zewnątrz, bo boskie źródło przemawiać zaczyna z jego wnętrza.

Człowiek rozpozna, że Bóg jest w nim, kiedy prawdziwy guru przypomni mu o tym. (SAI BABA).

Bóg jest w każdym z nas. W każdym z nas jest ta iskra, ten żarzący się ogień. (ANDRZEJ LEWANDOWSKI).

Guru jest zarówno zewnętrzny, jak i wewnętrzny. Z zewnątrz daje impuls myśli do zwrócenia się w głąb, od wewnątrz przyciąga duszę ku Duchowi i dopomaga w uspokojeniu myśli. To właśnie jest łaska guru. Bóg, Guru i Duch to jedno. (...) Mistrz jest wewnątrz, w głębi nas samych; medytacja służy do usunięcia owego ciasnego wyobrażenia, iż znajduje się on poza nami, na zewnątrz. Jeśli Mistrz" byłby obcym przybyszem, którego nadejścia oczekujemy, musiałby również po pewnym czasie odejść i zniknąć. Cóż przyszłoby nam z takiego przemijającego guru? Ale dopóki uważasz siebie za oddzielnego, odrębnego lub utożsamiasz się z ciałem, dopóty Mistrz zewnątrz ciebie jest także potrzebny i może pojawić się, jakby posiadał

ciało. Ale gdy błędne utożsamianie się z ciałem ustanie, przekonasz się, iż Mistrzem nie jest nikt inny, tylko Duch. (RAMANAMAHARISZI).

Nie szukajcie mistrzów, mistrz jest w was. Waszym największym mistrzem jest wasza świadomość duchowa, a więc pozwólcie jej, pozwólcie waszej duszy, waszemu mistrzowi, się uzewnętrznić. (ANDRZEJ LEWANDOWSKI)

Prawdy nie można odnaleźć, idąc w tłumie ludzi. Skrywana Wiedza poznana może być jedynie indywidualnie w wąskim kręgu, gdzie Mistrz objawia ją uczniowi.

- Posiadasz (Sai Baba dojohna Hislopa) pragnienie zbliżenia się do Boga. Obecnie jesteś w stadium poszukiwania. Chciałbyś wiedzieć, jak to osiągnąć. Tego Swami nie może ci powiedzieć w obecności innych, powie ci to na osobności. To są sprawy prywatne. Swami, tak jak lekarz, bada swoich pacjentów pojedynczo, a nie gdy inni znajdują się w pokoju.

A bez podobieństw nie mówił do nich. Na osobności zaś wykładał swoim uczniom wszystko. (Mk 4,34).

 

68

 

 

EGO

Mistrz to człowiek, który ma bezpośredni kontakt ze swoją świadomością duchową. To osoba, która wie, kim jest, zna zadanie, które ma do wykonania i wie, jakie ma możliwości, aby to zadanie wykonać.

ANDRZEJ LEWANDOWSKI

Bo nie wy jesteście tymi, którzy mówią, lecz Duch Ojca waszego, który mówi w was.

Mt 10,20

Twoja wola i wszystkie twe władze są tylko fazami mej Woli. Ta wola, którą nazywasz swoją - nie jest twoją osobiście - tak samo jak twoja świadomość i inteligencja twego ducha i komórek twego dala - również nie są twoimi. Jest ona matą cząstką mej Woli, którą pozwalam użytkować twemu osobowemu ja. (L. GONZALES BURUS).

Wiedzę o tym, że człowiek jest aktorem w gigantycznym przedstawieniu, odnaleźć można w wielu miejscach. Gdy słucha się mistrzów, którzy posiedli tę wiedzę, widać ich wielki spokój.

Świat jest marzeniem Boga (PARAMAHANSA YOGANANDA), wszystko wokół to nietrwała iluzja, a któż by się przejmował fikcją.

A kiedy jesteś przebudzony, nie interesuje cię już, co się stało z pozostałymi postaciami z twojego snu. (RAMANAMAHARISZI).

By realizacja boskiego planu była pełna, człowiekowi nadaje się pewną niezależność w postaci ego. Ego uważa, że jest kimś, czasem bardzo wielkim, że to ono decyduje i jest panem swego losu. Ono bywa bardzo piękne, mądre i bogate. Prawda jest jednak inna. Ego jest tylko, używając porównania Andrzeja Lewandowskiego, „pędzlem", który maluje i który uważa, że to on jest twórczy - nie wiedząc zupełnie, że jest trzymany żelazną ręką świadomości duchowej.

W niewiedzy pogrążeni samochwalcy, co siebie za uczonych poczytują, błądzą i wciąż, jak w zamkniętym poruszają się kole i są jak ślepcy, których ślepi prowadzą. Przed człekiem bezmyślnym, urzeczonym bogactw i rozkoszy urokiem, nie odsłoni się tajemnica przyszłości, poza śmiercią. Ten tylko świat istnieje, poza nim nic -głosi ten płytki zarozumialec. (Upaniszady).

Czym jest natchnienie? Kiedyś czułem jego powiew, gdy jakaś wewnętrzna siła kazała mi wziąć długopis do ręki i napisać: „Widziałem ciemne słońce. Doświadczenie depresji".* Ja tu nie miałem nic do powiedzenia,

Jacek Santorstó & Co, Warszawa 1995

 

 

70

71

 

 

musiałem to zrobić. W mojej głowie pojawiały się pewne fragmenty, a ja się starałem, jak najwierniej, przelać je na papier. Pojawił się pewien rozdzwięk między tymi fragmentami a słowem pisanym. Dzieło Ducha było doskonałe, mój „przekaz" taki nie był. Dała tu znać o sobie ułomność materii, do natchnienia wmieszał się mój umysł, nieco gmatwając pewne fragmenty. Doskonałe dzieło Ducha zostało zabrudzone.

Mogę wyrazić przez ciebie piękne symfonie dźwięków, barw lub słów, które przejawiają się jako muzyka, sztuka lub poezja, tak zachwycające, że inni nazwą cię jednym z największych ludzi swych czasów.

Mogę przemawiać przez usta twoje lub natchnąć cię do pisania objawienia wzniosłych Prawd, co może pociągnąć ku tobie wielu czcicieli, którzy ogłoszą cię wielkim kaznodzieją lub nauczycielem.

Mogę także uzdrawiać przez ciebie z różnych chorób, wypędzać szatanów, przywracać ślepcom wzrok i czynić jeszcze wiele innych cudów, jak to świat nazywa.

Chociaż objawiasz cudowne Prawdy lub pełnisz wspaniałe dzieła, nie masz żadnej zasługi. (L GONZALES BURUS).

Ostatnie zdanie, o dużej doniosłości, odpowiada na pytanie, dlaczego teza o nieistnieniu wolnej woli, nigdy nie zostanie zaakceptowana. Pragnące niezależności ego, nigdy się nie przyzna, że jest tylko pionkiem, któremu pozwolono cieszyć się swą odrębnością i wielkością.

To tu tkwi odpowiedź na pytanie, które zadawałem sobie, gdy pierwszy raz jechałem do Indii. Sai Baba mówi, że jest Bogiem. To prawda, że obecnie wielu

uzurpatorów tak o sobie mówi, ale żaden nie czyni takich cudów. Cudów, którymi'się chełpią Ewangelie. Dlaczego więc - skoro o Sai Babie głośno w pewnych kręgach od lat trzydziestu, istnieją dziesiątki książek pisanych przez ludzi Wschodu i Zachodu - w eterze „poważnych" mediów panuje cisza? Nie ma żadnych wzmianek. A gdzie podziali się ludzie, ci najwięksi, piszący wspaniałe dzieła, grający wspaniałe role w filmach, wybitni sportowcy, wszechwładni politycy? Ci, których twarze spoglądają z kolorowych okładek pism, którzy mogą sobie kupić rolls-royce'a, czy bezludną wyspę.

Ich tu nie ma. Przez trzy miesiące nie spotkałem żadnego. Po co by mieli tu przyjeżdżać? Kto wielki chciałby się dowiedzieć, że wcale nie jest taki wielki, że sam z siebie nie zrobił nic, że wszystko zostało mu dane. A ego wciąż twierdzi: - ,Ja dokonuję wyborów, ja jestem twórcą swojego szczęścia i swej wielkości". I to jest prawda. Jego prawda. Jest tylko jedno ale. Jeśli jest Plan i Plan się realizuje, to ten, który zaprzecza czemukolwiek, czyni to, ponieważ taka jest jego nie uświadomiona rola.

Innym aspektem tej prawdy jest to, że to nie dające się przekonać ego jest niemym strażnikiem Planu. Musi być takie, jakie jest, bo inaczej nie byłoby realizacji tegoż Planu. Aktor mógłby się wyłamać, ale nie zrobi tego, ponieważ nie wie, że nim jest

 

72

 

 

ŻYCIE PO ŚMIERCI

Walcz przeto Bharto! Kto tego ducha uważa za zabójcę lub kto mniema, że go można zabić, ani ten, ani tamten nie posiada właściwej wiedzy. On bowiem ani nie zabija, ani nie może być zabity.

Bhagavad-gita

Każde zadanie musi się kiedyś skończyć. Momentem, w którym opada kurtyna jest śmierć. By realizacja planu była pełna, by żaden aktor nie mógł zrejterować, nadawany zostaje instynkt samozachowawczy. Człowiek chroni siebie i swoją rodzinę za wszelką cenę, chcąc pozostać przy życiu. Tylko to życie jest realne, tamto duchowe, to albo fikcja, albo bardzo odległa, niesprawdzona, niepewna możliwość. Gdy przychodzi śmierć, budzi ona powszechną grozę. Chrześcijaństwo nie przygotowuje na tę chwilę, jak czyni to na przykład buddyzm („Tybetańska księga umarłych"). Nauka o piekle i czyśćcu nie jest optymistycznym akcentem w ostatnich akordach życia.

To co zrobił dr Raymond Moody w swych badaniach o stanach z pogranicza śmierci, ujawniło inny, nieoczekiwany aspekt śmierci. To, czego ludzie tak strasznie się obawiają, przed czym uciekają i co

postrzegane jest jako największa tragedia, okazuje się być najpiękniejszym momentem w życiu. Człowiek, jego esencja, po wyzwoleniu się z pęt i ograniczeń ciała, dostępuje bezgranicznej błogości.

Gdyby aktor wiedział, że jest tylko aktorem, byłoby mu łatwiej zejść ze sceny. Posiadałby wiedzę, że jest to tylko chwilowa pauza. Potem będzie powrót, odejście i powrót, i tak dalej w nieskończoność. Tragedia przestaje być tragedią, a porzucenie ciała, to niczym „zdjęcie starej koszuli", jak mówi Sai Baba. Któż by rozpaczał nad tym, co spełniło już swe zadanie? Ból zostaje z tyłu, a to co przychodzi, to błogość i spokój.

To co się dzieje po śmierci, jest tak niewyobrażalnie cudowne, że nasza wyobraźnia, nasze uczucia nie wystarczą, aby dać nawet przybliżone tego pojęcie.

Wiele znanych mi osób z pewnością się zdziwi, kiedy się przekonają, że Pan nie dba o teologię. Częściowo nawet Go ona bawi. W ogóle nie wykazywal zainteresowania kwestią mego wyznania. Widzi się przegląd swego życia, trwający ułamek sekundy i wieczność jednocześnie, nie ma w nim elementu oceny ani kary.

Niektórzy z badanych przez Moody'ego mówią o pewnym wzroście świadomości, którego doświadczyli po przejściu granicy śmierci.

Nie jestem ani kobietą, ani mężczyzną, jestem duszą, nie ciaiem.

Wtedy przestajesz być żoną swego męża, ojcem lub matką swoich dzieci, dzieckiem swych rodziców. Jesteś do końca całkowicie sobą.

 

75

 

 

W pewnych wypadkach odgrywana rola może być szczególnie trudna i bolesna. Można zginąć w wyniku głodu, czy bestialstwa. Błogość i odprężenie jest tym, czym dla aktora filmowego, czasami zziębniętego i poturbowanego, jest ciepły prysznic, wygodny fotel ł lampka wina.

Według idei Andrzeja Lewandowskiego, świadomości duchowe są uhierarchizowane. Im świadomość jest wyższa, tym dostaje trudniejsze zadanie. Wysoka świadomość nie spija śmietanki, jest dokładnie odwrotnie, bywa wystawiana na liczne próby i ściera się z rzeszami przeciwników.

Oto dlatego Ja posyłam do was proroków i mędrców i uczonych w piśmie, a z nich niektórych będziecie zabijać i krzyżować, innych znowu będziecie biczować w waszych synagogach i przepędzać z miasta do miasta. (Mt 23,34).

To nie są role łatwe ani lekkie. Historia niesie całe setki takich doświadczeń. Poznał to Jezus, poznali i inni. Nostradamus przez całe życie uciekał przed stosem (Giordano Bruno miał mniej szczęścia), a w czasie wielkiej epidemii utracił żonę i dwoje dzieci. Współcześnie żyjący, pokorny o. Pio, naznaczony boleśnie stygmatami, był niestrudzenie gnębiony przez decydentów swego własnego Kościoła.

Materia z całą siłą broni się przed prawdą o spraw-czości Ducha. Symbolem walki o niezależność ego jest zerwanie przez Adama jabłka z zakazanego drzewa.

Negatywem w człowieku jest jego fizyka, a pozytywem jego duch. Naszą istotą jest przejawianie się na poziomie świadomości duchowej, ale fizyka ze swoim umysłem się

76

buntuje. 'Mózg tworzy przeróżne formy wyobrażeniowe po to, aby zakłócić czysto duchowe przejawianie się Przez nasze narzędzie. Poskromienie i uporządkowanie fizyki, to jest ta wewnętrzna walka, to jest ta walka z szatanem. Jest napisane, że Jezus walczył z szatanem. Poszedł On na pustynię po to, aby walczyć z samym sobą. (ANDRZEJ LEWANDOWSKI).

Kiedy przekopywałem się przez dziesiątki przekazów (za pośrednictwem medium) ze świata niematerialnego, uderzyła mnie mnogość wzajemnie sprzecznych informacji. Napisane jest: jako w niebie, tak i na ziemi", co by świadczyło, że także i po tamtej stronie istnieją etapy poznawania prawdy. W pewnych wypadkach może dokonywać się niejaki postęp świadomości, ale generalnie i tam wszystko jest uporządkowane według hierarchii.

W książce „Na krawędzi" Shirley Maclaine opisywała swe kontakty poprzez medium z bytami o różnej mądrości; od głupawego mądrali do wielkiego mędrca.

Po tej drugiej stronie, tak jak i po tej naszej, ze swojego poziomu widzi się niższe, ale do wyższych już dostępu nie ma.

Niezwykłej relacji dostarczył inny badacz zjawiska śmierci klinicznej, dr Lenz. Opisał on przypadek, gdy badany nawiedzony został wizją, w której przeżył własną śmierć w innym ciele. Doświadczył również tego, co jest dalej, co jest już zupełnym unikatem.

Poszedłem potem do jeszcze wyższego świata składającego się z niezliczonej ilości poziomów. Widziałem poziomy niższe, ale tych nade mną nie widziałem wyraźnie.

77

 

 

Biło stamtąd oślepiające światło. Zrozumiałem, że istoty Przebywające na niższych poziomach nie są tak świadome jak ja. Ułożyłem się do odpoczynku, wiedziałem, że takie jest przeznaczenie tego miejsca. Zalało mnie złociste światło. To bycie z Bogiem - tak można to oddać najlepiej.

ODKRYCIE DAWNO JUŻ ODKRYTEGO

Mg mówię nic innego niż to, co wcześniej mówił Jezus. Jezus nie mówił nic innego niż to, co wcześniej mówił Mojżesz. Mojżesz też nie mówił nic innego niż to, co wcześniej mówili wielcy szamani. Nikt z nas nie wniósł niczego nowego.

ANDRZEJ LEWANDOWSKI

Kędy się spotkałem z ideami Andrzeja Lewandowskiego wydały mi się one całkowicie nowatorskie. Były czymś, czego wcześniej nie znałem. Tym większe było moje zdumienie, gdy odnajdować zacząłem fragmenty tych idei w różnych źródłach, także i tych, z którymi zetknąłem się już w przeszłości. Były tam i determinizm, i istnienie planu, i poziomowość prawdy, i potwierdzenie istnienia Świadomości Duchowej zawiadującej ciałem. To wszystko już było. Cała zmiana, która się dokonała, dotyczyła wyłącznie mnie. Cały czas na to patrzyłem, ale tego nie widziałem.

Będziecie stale słuchać, a nie będziecie rozumieli; będziecie ustawicznie patrzeć, a nie ujrzycie. (Mt 13,14).

Bramiński scholastyk Śankara, żyjący w IX w. n.e., twierdził, że rzeczywistość ma dwa wyraźne poziomy:

79

 

 

l

zwykłej i wyższej prawdy. Na zwykłym poziomie świat przedmiotów materialnych i poszczególne jaźnie są czymś rzeczywistym, ale na wyższym poziomie jest to złudzenie. Zdaniem Śankary, celem medytującego ascety jest przekroczenie ułudy zwykłej rzeczywistości przez zjednoczenie duszy z Absolutem.

Problemem determinizmu zajmował się znany filozof holenderski Baruch Spinoza (1632-1677).

Wziąwszy pod uwagę dwa fakty, że wszystkie wydarzenia są zdeterminowane prawami naturalnymi, przez co ludzie nie są wolni oraz to, że rzeczy same w sobie nie są dobre ani źle, na czym zatem będzie polegać dobre życie?

Według Spinozy takie życie polega na zrozumieniu właściwości stosunku do świata. Stosunek ten jest po części emocjonalny, po części racjonalny. Część racjonalna tego stosunku polega na uznaniu prawdy, że wszelkie zdarzenia są zdeterminowane. Część emocjonalna natomiast na akceptacji tego faktu. Innymi słowy, Spinoza dowodzi, że człowiek będzie szczęśliwy, jeśli zrozumie, że istnieje granica ludzkiej mocy. Rozumiejąc, że wszystko, co się wydarza, musi się koniecznie wydarzyć, nie będzie trwonić własnej energii, przeciwstawiając się temu.

Niektórzy hinduscy filozofowie wyrażali przekonanie, że człowiek nie jest w stanie niczego dokonać dla wyzwolenia się z kręgu wcieleń. Jednym z najdawniejszych był Gosiala o przydomku Makkhali. Według niego liczbę reinkarnacji, które musi przejść ten, czy inny człowiek, określa jedynie przeznaczenie. Szczęście i nieszczęście są nam odmierzane jak korcem, a trwanie wcielenia ma wyznaczony kres. Nikt nie byłby w stanie

ani go wydłużyć, ani skrócić, ani powiększyć, ani zmniejszyć. Podobnie jak kłębek nici dobiega końca, rozwijając się po prostu, tak samo mędrcy i bezrozumni osiągną kres cierpienia, zwyczajnie, dopełniając cyklu swych wcieleń.

Największy wizjoner Ameryki Edgar Cayce (1877-1945), twierdził niekiedy, że dokładne przepowiednie są niemożliwe, ponieważ nie dopuszczały wolnej woli i potęgi modlitwy, w które - nie będąc uśpionym -wierzył. Nic, podkreślał wówczas, nie jest z góry przesądzone, istnieje najwyżej jako możliwość. Jednakże w chłodnych przepowiedniach, wypowiadanych w uśpieniu, uważał, że człowiek ma niewielkie możliwości dokonywania osobistego wyboru, tak samo jak podczas wojny lub holokaustu, kiedy może mieć wpływ jedynie na swoje reakcje na powiew przeznaczenia - wyrażać radość lub smutek.

Zapytany o wolną wolę, Sai Baba odpowiedział: -Z punktu widzenia boskiego nie ma wolnej woli, ponieważ wszystko jest Bogiem. Natomiast z punktu widzenia ego jednostki jest wolna wola.

-Zatem niemądrze jest myśleć, że to my działamy, gdyż w rzeczywistości czyn jest pobudzany przez Boga.

-Tak. Czyn jest pobudzany przez Boga.

Wszystko jest zapisane, ten pogląd odnajdujemy już w Starym Testamencie.

Kiedy bytem zaledwie kłębkiem

Twoje oczy już mnie widziały.

A w Twojej księdze, zanim zaistniały,

 

 

80

81

 

 

zapisane były wszystkie przeznaczone dla mnie dni. (Ps XXXIX)

Istną kopalnią wiedzy jestNowy Testament Stosowne wersety mówią o guru:

Wszystko zostało mi przekazane przez Ojca mego i nikt nie zna syna tylko Ojciec i nikt nie zna Ojca tylko syn i ten, komu syn zechce objawić (Mt 11,27),

o planie:

Zstąpiłem bowiem z niebios, nie aby wypełnić wolę swoją, lecz wolę Tego, który mnie posłał Q 6,38),

Nie mniemajcie, żem przyszedł rozwiązać zakon albo Proroków; nie przyszedłem rozwiązać, lecz wypełnić (Mt5,17),

Kielich mój pić będziecie, ale zasiąść po prawicy mojej nie moja to rzecz, lecz Ojca mego, który da to tym, którym zostało przez Niego przygotowane (Mt 20,23),

który realizuje się krok po kroku z całą bezwzględnością:

Zaprawdę powiadam ci: zanim kur zapieje, trzykroć się mnie wyprzesz (J 13,38),

Tedy rzekła Piotrowi służąca odźwierna: Czy i ty nie jesteś z uczniów tego człowieka? On odpowiedział: Nie jestem O 18,17),

A Szymon Piotr stał i grzał się. Rzekli mu tedy: Czy i ty nie jesteś z uczniów jego? A on się zaparł, mówiąc: Nie jestem. Rzekł mu jeden ze sług arcykapłana, krewny sługi, któremu Piotr odciął ucho: Czyż nie widziałem cię z Nim w ogrodzie? Lecz Piotr znowu się zaparł, i zaraz kur zapiał O 18,25-27),

o reinkarnacji:

Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest Q 3,6),

Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, który się narodził z Ducha 0 3,8),

Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat: znowu opuszczam świat i idę do Ojca Q 16,28).

Podział na dobro i zło istnieje, i to jest prawda. Ale to dobro i zło z dalszej perspektywy nie istnieje, i to też jest prawda. Jeśli dobro i zło nie istnieje, nie może również istnieć prawo karmy, u którego podstaw ten podział leży. Prawo karmy, które adept ogląda, jest prawdą, ale gdy pójdzie on dalej, co innego ujrzy.

Kto siebie za sprawcę czynów uważa, ich owoce musi też spożywać. Ale gdy badaniem - Kto jest czynów sprawcą? Ducha odkryje, zobaczy, iż to On jedynie działa: a wówczas więzy karmy spadają i wyzwolenie osiąga wieczyste. (RAMANAMAHARISZI).

O Duchu, który kieruje poczynaniami wszystkich istot, mówi Shirdi Baba.

Chociaż ja jestem tutaj, a ty za siedmioma morzami, cokolwiek tam uczynisz, natychmiast będę wiedział. Gdziekolwiek się udasz, zawsze jestem z tobą. Mieszkam w twoim sercu, jestem wewnątrz ciebie. Zawsze kłaniaj się mnie, który jestem w twoim sercu. Wiedz, że mieszkam " również w sercach wszystkich stworzeń - tak w twoim domu, na jego progu, jak i na drogach. Czy to jest owad, mrówka, ryba czy ptak, pies czy świnia. W nich wszystkich pozostaję na zawsze i wszystkość tę przenikam. Nie uważaj

 

 

82

83

 

 

 

się za oddzielonego ode mnie. Jesteśmy jednością. Błogosławiony, kto uświadomi sobie tę prawdę.

Nie ma niczego, co nie byłoby przejawem lub wyrazem jakiejś mojej fazy, jestem bowiem nie tylko Budowniczym wszystkich kształtów, ale także jestem mieszkańcem każdego z nich. Mieszkam w głębi każdej stworzonej rzeczy. Mieszkam w sercu człowieka, zwierzęcia, kwiatu i kamienia. Żyję w sercu każdej rzeczy i w niej mam swój byt. To za moją sprawą z serca każdej rzeczy wyłania się ta faza mnie samego, którą wyrazić pragnę i która objawia się w świecie materialnym jako kamień, zwierzę lub człowiek. (L GONZALES BURUS).

Znajdowałem się zawsze w największej twej głębi, byłem z tobą we wszystkich wydarzeniach twego życia, we wszystkich radościach i cierpieniach, powodzeniach twych i błędach, w twych złych czynach, w twoim wstydzie, w twych zbrodniach przeciwko braciom i przeciwko Bogu, tak jak w to wierzyłeś. Jednakże - czy szedłeś prostą drogą, czy też błądziłeś po manowcach lub cofałeś się wstecz -wiedz, że to ja byłem tym, który kazał ci to czynić. (L GONZALES BURUS).

Ja, który jestem Wszystkim -Jednością, Doskonałością - nie mylę się nigdy. (L GONZALES BURUS).

Niewidoczny sam, On widzi, nie słyszany - słyszy, nie pomyślany - myśli, nie poznany - zna wszystko. Tylko On jest widzącym, tylko On jest słyszącym, tylko On jest tym, który myśli, tylko On jest tym, który zna. On jest Duchem, Jaźnią. On jest wewnętrznym rządcą*

na wieki nieśmiertelnym. Tylko On jest tym, który jest. (Upaniszady).

Tylko Atman (Najwyższy Duch) istnieje i jest rzeczywistym bytem. Świat, dusza indywidualna i osobowy Bóg są jak ułudne błyski srebra w perłowej macicy, są one tworem wyobraźni w obrębie Atmana. Ukazują się i znikają jednocześnie. Zaprawdę, tylko jedyny Atman jest światem, jaźnią i Bogiem. Wszystko, co istnieje, jest jeno przejawem Jego najwyższego Wszechducha - Atmana. (RAMANAMAHARISZI).

Popularna hinduska przypowieść wspomina o mędrcu, który, podążając drogą rygorystycznej pokuty, ośmielił się zażądać od Wisznu wyjaśnienia sekretu Mayi (iluzji). Bóg nakazał mu zanurzyć się w pobliskiej rzece. Mędrzec stał się kobietą, niepomną dawnej tożsamości. Po życiu naznaczonym sukcesami i porażkami, chwilami szczęścia i tragedii, ostatecznie rzuciła się ona w rozpaczy w ogień spalający zwłoki zamordowanego męża. Ogień momentalnie ugaszono wodą. Mędrzec odzyskał poprzednie ciało i wtedy ukazał się Wisznu.

Oto jest Maya - oświadczył mędrcowi, który wówczas zrozumiał naturę ułudy i zasadę funkcjonowania wszechświata

 

 

 

 

 

PRZEBUDZENIE

To co w tym Posłannictwie wydaje ci się prawdą, jest tylko stwierdzeniem faktu, iż dotychczas moja Idea walczyła z twego wnętrza -pragnąc wyrazić się zewnętrznie.

LGONZAEESBURUS

To, o czym tu dyskutujemy, to tylko teoretyczna możliwość, a w żadnym razie prawda. Do prawdy każdy z nas musi dojść sam. Mądre te słowa wypowiedział na kartach swej książki „Zaświaty. Fantazja czy rzeczywistość?" B.D. Benedikt. Nie wiedzie do Prawdy sześciopasmowa autostrada, wiodą do niej wąskie ścieżki. Jeśli ktoś będzie do niej docierał lub ocierał się

0 nią, to będzie to tylko wyjątek od reguły. Reguła zaśokreśla, że oświeceni, przebudzeni będą tylko nieliczni

1 jeśli tak się rzeczy mają, to leży to w zamyśle TwórcyPlanu.

Przebudzenie jest śmiercią wiary w niesprawiedliwość i tragedię. (A. de MELLO).

Świadomi nie będą rozrywani i szarpani wewnętrznym niepokojem, który drąży nieświadomych. Oszczędzą ich głębokie smutki i rozpacze, bo wiedzieć oni będą, że

wszystko, co się dzieje, dzieje się dlatego, że ma się tak dziać. Wiedzieć będą, że im bardziej do materii przywiązani będą, tym większe będzie ich cierpienie.

Mc w tym świecie nie jest warte tego, by się z nim wiązać. Zbawienie polega na zniknięciu ze świata ułudy. (NAGARDŻUNA).

Mędrzec przez swój wgląd w pozorną realność tego świata łatwiej osiąga wewnętrzny spokój.

A gdy przyjdzie śmierć nakazująca zejście ze sceny, mędrzec uczyni to bez mrugnięcia okiem. Jego rola dobiegła już końca, a on tak teraz, jak i przedtem, pozostaje „nieporuszony". Oto jest obiecana nagroda.

Wielka nagroda.

A gdy mędrca zapyta ktoś: - Co dato ci oświecenie?

Ten odpowie: - Świadomość, że kiedy straciłeś wszystko, straciłeś jedynie zabawkę. (A. de MELLO).

A gdy się Go pozna, nikną wszelkie radości i smutki. (Bhagavad-gita).

 

86

 

 

POMIESZANIE ZMYSŁÓW

Zaciekawiony uczeń poprosił: - Wymień jakaś cechę, po której można poznać, kiedy człowiek jest oświecony?

Mistrz odrzekł: - Oto jeden sposób. Przyłap się na zadawaniu Pytania: Czy to ja jestem szalony, czy też wszyscy inni?

AdeMELLO

Granica między mądrością a szaleństwem jest bardzo płynna. Jeśli zajdzie się za daleko i nie będzie się potrafiło zapanować nad tym, co się odkryło, to dla tkwiącego w swych uwarunkowaniach świata będzie się tylko człekiem szalonym. Prawda obroni się sama przed poznaniem, bo któż dałby wiarę takiemu „mesjaszowi"?

Na pytanie postawione przez A. de Mello spróbuję odpowiedzieć, traktując je dosłownie. Dręczony depresją brałem przez dziesiątki miesięcy działające na psychikę leki, byłem w szpitalu psychiatrycznym, a później przez większość czasu pozostawałem pod opieką psychiatry.

Sprawę upraszczając, patrząc z zewnątrz, okiem większości ludzi „normalnych", mógłbym być postrzegany jako chory psychicznie.

A ileż są warte zapiski wariata?

PUŁAPKA UMYSŁU

Ludzie będą zawsze niedoskonale doskonali. Ja też nie jestem doskonały i nigdy nie będę. Doskonały jest tylko Stwórca.

ANDRZEJ LEWANDOWSKI

Wszystko, co zostało osiągnięte, jest zaledwie przygotowaniem dla osiągnięcia, które ma nadejść, i nikt, nawet ten, kto osiągnął doskonałość nie może powiedzieć, że doszedł do końca drogi. (EUGEN HERRIGEL).

Kiedy się brnie w kierunku wiedzy chciałoby się dojść do ostatecznego poznania. Umysł chciałby posiąść pełnię wiedzy, zaklasyfikować ją i zamknąć. Nieoczekiwanie pojawia się pewne niebezpieczeństwo i to ze strony dawnego sojusznika. Dwubiegunowość powraca, tym razem jako burzyciel, naruszając fundamenty zbudowanego. Jeśli nie ma wolnej woli, to również musi ona istnieć, choćby marginesowo. Jeśli jest wiedza, którą można zdobyć, to inna jej część jest nie do zdobycia. Boga można poznać, ale też i pewna Jego część pozostaje poza poznaniem.

Spośród wielu tysięcy ludzi, jeden może dąży do doskonałości, a spośród tych, którzy doskonałość osiągnęli, zaledwie jeden zna mnie naprawdę. (Bhagavad-gita).

89

 

 

Słowa Kriszny nie nastrajają optymistycznie. Lęk i pomieszanie przybierają na natężeniu i Prawda osnuta zostaje coraz większą niewiadomą. O ograniczeniu w badaniu Prawdy mówi Sai Baba:

Jak może mrówka zmierzyć głębokość oceanu?

Słowo „mrówka" oznacza ograniczoność ludzkiego umysłu. Natura jego jest taka, że przeniknięcie pewnych aspektów rzeczywistości jest poza zasięgiem. Może on być doskonały, ale jedynie na miarę swojej niedoskonałości.

Jestem poza zasięgiem najzagorzalszych dociekań i najbardziej drobiazgowych badań. Jedynie ci, którzy rozpoznali moją miłość, mogą utrzymywać, że przelotnie zobaczyli moją rzeczywistość. (SAI BABA).

Przelotnie zobaczyli moją rzeczywistość - byłoby to dowodem, że prawdę można doświadczyć, odczuć ją w sobie. Właściwy problem pojawia się później.

To co jest, może być doświadczone i pojęte, nie może być jednak pojęte i wytłumaczone jako koncepcja. Doświadczenie takie jest użyteczne jedynie dla tego, kto sam takiego spełnienia doświadczył. Nie posiadając go, każdy kto próbuje sobie przyswoić jego treść, wpadnie w zamęt i szybko się zniechęci, będzie to dla niego jak trucizna. (EUGEN HERRIGEL).

Blisko jest stąd do hinduistycznego: Neti, Neti (nie to, nie to). Zasada ta nie precyzuje, jaki jest Bóg, tylko jaki nie jest

O Bogu nic nie da się powiedzieć. Im adekwatniejsza wydaje się jakaś definicja (Bóg jest dobry, potężny, twórczy M.), tym bardziej jest fałszywa. A przede wszystkim niebezpieczna, bo wówczas człowiek wyobraża sobie, że zrozumiał Boga, że wie o Nim coś konkretnego. (MIRCEA ELIADE).

Nie można wiedzy zamknąć w formule: Nie istnieje żadna skrzynka z nalepką - prawda. (OSHO).

Powstała bariera zdaje się być nie do przebycia. Pełniejszego wydźwięku nabierają słowa maksymy: Kto nie zgłębia tajemnicy, nie wie nic. Kto ją zgłębia, wie jeszcze mniej.

Jak można powiedzieć, kim jest Stwórca, kim jest Bóg, skoro element ten jest nieograniczony. W kwestiach duchowych, gdzie wszystko jest niewymierne, gdzie funkcjonuje pojęcie nieskończoności, intelekt jest bezużyteczny. (ANDRZEJ LEWANDOWSKD.

Ze zdumieniem uczeń się dowiaduje, że całą wiedzę, którą posiadł, winien odrzucić. Inaczej we wnętrzu oddźwiękują wtedy słowa: Najwięksi mistycy świata zawsze byli największymi logikami. Szli z logiką tak daleko, jak tylko zdołali, a potem nagle dokonywali kwantowego przeskoku i mówili: Do tej chwili logika pomaga, dalej logika nie ma prawa istnienia. (OSHO).

 

90

 

 

WYJŚCIE Z PUŁAPKI UMYSŁU

Me poprzez splendor lub poniżenie, ani poprzez zdobycze lub ascezę, lecz w zgodzie z calym światem prowadzony jest w miejsce najwyższe.

LAOTSY

Dla buddysty zeń, który nie pozwala sobie na zmącenie umysłu wycieczkami w spekulacje, prawdziwe misteńum jest nie tylko poza całą różnorodnością, opozycjami i zróżnicowaniami, ale również poza parami przeciwieństw: jedności - wielości, identyczności - różnic, niesprzeczności - sprzeczności. I nawet to jest dyskusyjne, jest bowiem w istocie opozycją do pewnych bardzo określonych stanów mistycznych.

Jeśli więc uzna on za wystarczająco ważne, by wyrazić swoją opinię na ten temat, używając określeń, jakie padły powyżej, nie będzie zdolny rzec więcej niż to, że centrum istnienia jest poza jednością i różnorodnością, identycznością i zróżnicowaniem, jak też i nie jest poza nimi. A ponieważ bycie nimi, i nie bycie nimi dalej jest opozycją, może on dorzucić, że centrum bycia nie jest nigdy jednym ani drugim, oboma albo nie oboma i nie może to być

92

opisane, ani nawet przybliżone przez proces myślenia. Ktokolwiek chciałby wiedzieć, czym to jest, musi podążyć ścieżką zeń - nie ma innego wyboru. (EUGEN HERRIGEL).

Kilka dni później, gdy wyszedłem ze szpitala psychiatrycznego, udałem się do księgarni. Przeglądałem wiele książek i wybrałem jedną. Szukałem ukojenia w bólu, i zarazem odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania egzystencjalne. Mój wybór padł na książkę o buddyzmie zeń. Thich Nhat Hanh pisał o miłości i wzniosłości ulotnego teraz. Jego słowa były dla mnie niczym balsam, nie zaspokoiły jednak w pełni mych pragnień. Szukałem odpowiedzi na pytania o Boga, życie po życiu, sekrety bytu, a tego tam nie było. Były jakieś mało zrozumiałe uniki i uciekanie od problemu. W efekcie zostawiłem to, czego nie rozumiałem, i poszedłem w dalszą drogę. Rzuciłem się na fale kołysane przez mistrzów różnych szkół. Czytałem i pasjonowałem się tworem, który powstawał w mym umyśle. Byłem coraz bliżej i bliżej aż... siła moich racji, pewność siebie, wiedza i wartości, które regulowały moje życie, legły w gruzach. Zewsząd chaos i niepewność.

To, co się stało później, było tyleż nagłe, co konsekwentne. Zatoczyłem pełne koło i wróciłem do tego, co niegdyś odrzuciłem.

W roku 1982 szczyty popularności bił film „Wejście smoka". Kiczowata fabuła, będąca dopełnieniem walk kung-fu zawierała jedną perełkę. Z ust Bruce'a Lee wypłynęły słowa: „walka bez walki". Siedziałem w zatłoczonym kinie i to masło maślane wywołało raczej mój śmiech obnażający brak zrozumienia. Po piętnastu

93

 

 

latach scena ta powróciła do mej pamięci wraz z rozwiązaniem. „Walka bez walki", to echo zeń, w którego cieniu wyrosło tradycyjne karate.

„Walka bez walki", to wstęp do rozwiązania problemu, do poznania filozofii bez filozofii.

Zeń nie zawiera ani teorii, ani dogmatów. Adepci zeń, z nieprzeniknionym uśmiechem unikają wszelkich dociekań i ignorują pytania. Nie szukają żadnego racjonalnego rozwiązania, ponieważ wiedzą, że myślenie jest całkowicie bezużyteczne i musi być wyeliminowane.

Uwolnij się od tej natrętnej potrzeby, która wymusza rozumienie. (SAIBABA).

Przestań szukać tego, czego nie ma. To co jest - jest tym. Zatrzymaj się i patrz. (OSHO).

Wsłuchaj się w głos Mistrza, który mówi: Robię wdech i uspokajam ciało Robię wydech i się uśmiecham Przebywam w chwili obecnej Wiem, że jest to chwila cudowna. CTHICHNHATHANH).

W chwili tej patrzę na lecącego ptaka na tle jaśniejącego nieba. Pławię się w tej przyjemności, w której umysł jest wyłączony. Nie ma wtedy miejsca na próżne spekulacje: istnieje wolna wola, czy też nie?

A gdy jest się wolnym od pytań, przestaje się być niewolnikiem szukania odpowiedzi i dopiero wtedy jest się prawdziwie wolnym.

DOJŚCIE DO CELU BEZ WYRUSZANIA W DROGĘ

Wymyślam ścieżki i sposoby tylko po to, aby cię zmęczyć, wyczerpać; abyś pewnego dnia po prostu porzucił wszelkie poszukiwania. To, czego szukałeś, zawsze było dostępne, ale ty ciągle gdzieś biegłeś.

OSHO

Trzy lata intensywnych studiów w zakresie wiedzy ezoterycznej doprowadziły mnie do następujących wniosków:

Jest Bóg.

Leży On poza słowem. Nie można zrozumieć Goludzkim umysłem.

Droga do „zbawienia" nie wiedzie poprzezprzynależność do jakiejkolwiek religii.

Jeśli podejmujemy jakąś decyzję, wydaje się nam,że jest to nasz wybór, i mimo iż możemy sięwahać, to ostatecznie zawsze wybieramy jakieśrozwiązanie. Zawahanie to jednak może być tylkoułudą i wybraliśmy bezwolnie to, co było namprzeznaczone.

 

95

 

 

Pamiętam, że kiedyś, nie zajmując się w ogóle wiedzą duchową i nie wiedząc, co to jest, w rozmowie z przyjacielem powiedziałem o tych czterech kwestiach dokładnie to samo, bo powyższe słowa z tego to właśnie okresu pochodzą.

To, co niegdyś odczuwałem jako intuicję, przeczucie, a co teraz mógłbym zinterpretować jako głos wnętrza, mojego Mistrza, było we mnie od zawsze. Podążając później drogą umysłu, zachwycając się jego możliwościami - otwierającymi się kolejno drzwiami, dotarłem ostatecznie do treści, od których wychodziłem. Umysł okazał się być pułapką, drogi nie trzeba było przebywać. Aby jednak to wiedzieć, drogę tę musiałem krok po kroku przejść. Opuszczenie etapów pośrednich byłoby z uszczerbkiem dla efektu końcowego. Było to częścią mojego doświadczenia i moich wniosków.

ANEKS

 

Wrocław, 21.09.1997 r.

 

 

ŹRÓDŁA

Wszystko zaczęło się od błahego zdarzenia. Oto wszedłem na drogę poszukiwań duchowych i już podczas lektur pierwszych książek dotykających nieznanego, wzrok mój zaczęły przykuwać różne myśli i maksymy. Poruszały mnie one do żywego i aby mi nie umknęły założyłem specjalny zeszyt, w którym z czasem znajdowało się ich coraz więcej. Po kilku latach okazało się, że część z nich, odpowiednio dobrana i posegregowana, stanowić może materiał na książkę. Tak powstał zamysł napisania czegoś, co ostatecznie nazwałem „Sen Brahmy". Osnowę stanowiły owe cytaty, a mój tekst otulał je dookoła i prowadził w kierunku nie do końca uświadomionym.

Niestety, o ile zeszyt z maksymami był przeze mnie prowadzony na mój własny użytek, o tyle w „Śnie Brahmy" pojawił się problem. Zawsze spisywałem myśl i jej autora, nie dbając o to, z jakiego źródła ona pochodzi. Odtworzenie więc całej bibliografii z podaniem stron nie jest, niestety, możliwe, ponieważ wiele książek pożyczałem od różnych osób. Inny istotny problem polega na tym, dotyczy to zwłaszcza Upaniszad i Bhagavad--gity, że nie jestem w stanie podać przekładów, z których cytaty zaczerpnięto.

NAUCZYCIELE

W „Śnie Brahmy" pewne nazwiska pojawiają się częściej niż inne. Są to ci, którzy ukształtowali mnie takim, jakim jestem. O niektórych z nich chciałbym napisać parę, głównie osobistych, uwag.

JURIJ IWANOWICZ GURDŻIJEW (1873-1949)

Charyzmatyczny guru, twórca systemu, który do dzisiaj pasjonuje wielu poszukujących prawdy ludzi. Poznałem go głównie dzięki jego najbardziej znanemu uczniowi, Uspieńskiemu. Mając odwieczne problemy z naukami ścisłymi, nie wnikałem w tę część systemu, która brzmiała dla mnie zbyt matematycznie. To jednak, w co mogłem wejść z głębszym zrozumieniem, dało mi bardzo wiele satysfakcji. Mistrz świadomego odgrywania roli. Próbkę jego możliwości daje opis zdarzenia w zamku Chateau de Prieure we Francji, gdzie założył Instytut Harmonijnego Rozwoju Człowieka.

Gurdżijew, chcąc uświadomić uczniom, że ich umysł* podobny jest do maszyny, zażądał, aby wszyscy składali codzienne raporty o innych - niezawodny sposób tworzenia napięć, które uważał za niezbędne do indywidualnego Przebudzenia. Celowo popierał irytujące lub kłótliwe osoby.

 

 

98

99

 

 

Jeden z chłopców w Prieure, Fritz Pełers, pamięta, jak wszystkie dzieci drażniły starego Rosjanina, Rachmilewicza, ponurego, upartego typa, stale przepowiadającego klęski, wiecznie niezadowolonego. Robiły wszystko, aby uprzykrzyć mu życie, a każde ich działanie wywoływało w nim ataki wściekłości. Któregoś lata wszyscy, bez wyjątku, pracowali przy przeformowywaniu trawników, poganiani przez Gurdżijewa, który przechadzał się tam i z powrotem pomiędzy pracującymi, krytykując każdego z osobna i w ten sposób, prowokując ich, by wściekali się na to bezsensowne przedsięwzięcie. Po kilku dniach tej pracy, Rachmilewicz miał dość. Odłożył swe narzędzia i powiedział Gurdżijewowi, że nasiona trawy są już zmarnowane, gdyż zbyt wielu ludzi depcze trawnik oraz że nie mają pojęcia, co robią, i że grabią tam, gdzie tylko znajdą kawałek miejsca. Ponieważ Gurdżijew Panował nad swoimi emocjami, mogąc nimi dowolnie manipulować, odpowiedział, grając wybuch wściekłości, iż sam wie lepiej, jak należy przeformowywać trawniki. Obaj kłócili się zawzięcie przez kilka minut, po czym Rachmilewicz ruszył w las. Gurdżijew przejął się tym. Później posłał Fritza Petersa, aby poszukał starego Rosjanina. Powiedział mu, że to ważna sprawa. Miał go odnaleźć i prosić o powrót, ponieważ wiedział, że Rachmilewicz w żadnym wypadku nie wróci. Fńtz, nie wiedząc, dokąd pojechać, zaprzągł konia do wozu i w końcu poszukiwanego odnalazł na starej jabłoni. Po długich namowach Rachmilewicz zszedł z drzewa na wóz i wrócił. Gurdżijew, zadowolony z obrotu sprawy, zwierzył się Fritzowi, że tak naprawdę, to płaci on Rachmilewiczowi, aby mieszkał w Prieure: - Bez Rachmilewicza - mówił - Prieure nie byłoby tym, czym

100

jest; nie znam nikogo takiego jak on, kto samą swą obecnością, bez świadomego wysiłku, tworzy tyle napięć we wszystkich, którzy go otaczają.

ANDRZEJ LEWANDOWSKI (ar. 1952)

Bioenergoterapeuta z Polanicy Zdroju. Zanim nim został, był nieźle prosperującym biznesmenem, mocno osadzonym w twardej rzeczywistości. Orientalnej urody, wysoki, mocno zbudowany, ćwiczył kulturystykę i Tae-kwon-do. Pasjonat psów (własna hodowla owczarka niemieckiego), uzdolniony malarsko. Po wystąpieniu poważnych, przejściowych problemów zdrowotnych, rozpoczął się nowy etap w życiu Andrzeja Lewandowskiego, zaczaj być znany jako healer. Dla mnie jednak jest on przede wszystkim twórcą zwartej filozofii, objaśniającej w sposób całościowy i w pełni zadowalający przejawiającą się rzeczywistość.

Zetknąłem się z nim stosunkowo późno, gdy byłem

już dość dobrze oczytany w literaturze ezoterycznej, stąd

mimowolnie pojawiły się u mnie bardzo silne skojarzenia

jego i jego grupy z Gurdżijewem i jego uczniami. Obaj

doskonale radzili sobie z finansami, podobna jest także

ich nieobliczalność: nigdy nie wiadomo, co się wydarzy,

co doprowadza czasami do bezradności i frustracji. Taki

sam jest także ich twardy stosunek do uczniów. Andrzej

Lewandowskł mówi, że aby do szklanki coś wlać, musi

być ona pusta. Gdy jest pełna, nic się nie wleje. Tak też

konsekwentnie postępuje, niszcząc ego tych, którzy chcą

być przy nim. Ze względu na swą bezkompromisowość

i przybieranie szeregu póz i masek, m.in. beztroskiego

kpiarza, gbura czy zarozumiałego egocentryka, jest

niemożliwy do zaszufladkowania. Sam byłem świadkiem,

101

 

 

jak wiele osób zrażało się do niego po krótkim kontakcie ukazującym niezbyt ciekawe jego oblicze. Byłem jednak także, już po bliższym poznaniu, obserwatorem zdarzeń ujawniających inny aspekt osobowości Andrzeja Lewandowskiego. Oto ukazał się człowiek bardzo wyważony, o wielkiej klasie, ciepły i wrażliwy, gdzie te ostatnie cechy są dla większości niedostępną do poznania świątynią. Spotkałem go w Indiach, gdzie przebywaliśmy razem dwa miesiące, i myślę, że tylko dlatego zostałem przy nim, ponieważ miałem wiele czasu, by go poznać i docenić. Gdyby nie to, zapewne odszedłbym z niesmakiem, bo na początku wszystko zdawało się na to wskazywać.

Choć Lewandowski nie lubi tego określenia, jednakże słowo guru w pełni do niego pasuje. On nie szuka uczniów, oni sami do niego przychodzą, szukając słów, które odpowiedzą im na podstawowe pytania. A słowa te rzucane są z rzadka. Tu nigdy nie ma sytuacji, gdzie On, Mistrz, wygłasza wcześniej zaplanowany wykład. Zawsze wszystko dzieje się spontanicznie, w zależności od nastroju chwili. Sam byłem tym okropnie przemęczony, gdy obdarzony dużym poczuciem humoru Lewandowski godzinami gawędził na swe ulubione tematy. Gdyby ktoś z zewnątrz przysłuchiwał się np., jak mówi o samochodach, mógłby przysiąc, że ma do czynienia z uzdolnionym dealerem samochodowym, tak jak niegdyś pewien człowiek rozmawiał z Gurdżijewem na temat dywanów, będąc przekonanym, że ma do czynienia z kupcem z dziada pradziada.

Doniosłe słowa padają często w najmniej spodziewanych okolicznościach, kiedy nie ma możliwości ich utrwalenia. W rozmowie z Andrzejem Lewandowskim,

w pełni ujawnia się jego charyzma. Aby właściwie to zrozumieć, trzeba patrzeć na jego - nie znające niepewności - oczy i słyszeć, jak mówi: Wy możecie wierzyć, że Bóg istnieje. Ja wiem, że On jest.

RAMANA MAHARISZI (1879-1950)

Wielki mędrzec hinduski, osiadły u stóp Arunaczali - Góry Świętego Płomienia na południu Indii, dokąd zewsząd przybywali ludzie poszukujący. Spopularyzowany na Zachodzie dzięki Paulowi Bruntonowi, który w „Ścieżkami jogów" opisał swą długą drogę do Mistrza. Piękny opis, od kryzysu początkującego wejście na etap poszukiwań, poprzez wahania, co do ich celowości, do pełnego spełnienia. Natchnienie dla całej rzeszy ludzi i nadzieja, że wielcy mędrcy istnieją, że wyruszenie w drogę ma sens. Mahariszi to uosobienie spokoju i najwyższej mądrości, która często wylewała się bez wypowiadania słów, wystarczała sama tylko obecność Mistrza, by pytania znalazły odpowiedzi, a wątpliwości się rozproszyły. A gdy z rzadka zabierał głos, to z jego ust wypływały prawdziwe perły: Tylko ci, którzy nie znają źródła losu, jak i wolnej woli, czas tracą na dyskusje, które z nich silniejsze. Ten, kto zna Ducha jako źródło obu, jest odobu wolny, bo wie, iż Duch jest potęgą losu, jak energią decyzji; nie zna więc lęku przed losem ani rozterki wyboru i nigdy nie popada w sprzeczności.

ANTHONY dc MELLO SJ

Hindus, salezjanin, który w mistrzowski sposób łączył tradycję chrześcijańską z mądrością Wschodu.

 

 

102

103

 

 

Przemawiał do czytelnika, ubierając ważne treści w krótkie przypowieści. Absolutny fenomen, ponieważ, głosząc śmiałe, rewolucyjne treści pozostał w Kościele, był przez niego uznany* i drukowany: Pewnego razu wyszedł diabeł na spacer z przyjacielem. Nagle zobaczył przed sobą człowieka, który pochylony nad ziemią usiłował coś zbierać.

Czego szuka ten człowiek? - zapytał diabła przyjaciel.

Okruchów prawdy - odpowiedział diabeł.

-1 nie niepokoi cię to? - znów zapytał przyjaciel. -Ani trochę - odpowiedział diabeł-pozwolę mu zrobić z tego wierzenie religijne.

JIDDU KRISHNAMURTI (1895-1986)

Choć tylko raz cytowany, niemniej jednak bardzo mi bliski. Jedna z większych osobowości XX wieku. Odnaleziony w Indiach przez jasnowidza Leadbeatera, przygotowywany był później do roli Nauczyciela Świata w powołanym przez Annie Besant „Zakonie Gwiazdy". Otoczony czcią, dobrowolnie zrezygnował ze wszystkich splendorów i wybrał rolę „samotnego wyzwoliciela". Jego osoba jednak nie zniknęła z horyzontu. Będąc ciągle w centrum uwagi pisał książki i prowadził wykłady do końca swoich dni. Krishnamurti niestrudzenie wskazywał mechanizmy rządzące docieraniem do prawdy.

Wielu ludzi buntuje się przeciw ustalonym ortodoksjom tylko po to, aby popaść w nową ortodoksję, w nowe złudzenia i ukryte pobłażanie siebie. Powszechnie tak się dzieje, że odrywamy się od jednej grupy ideałów

* To już, niestety, czas przeszły

i przyłączamy się do innej, stwarzając nowe schematy myślowe, przeciw którym będziemy musieli się znowu buntować. Reakcja rodzi opozycję, a reforma wymaga następnej reformy.

RAJNESH OSHO (1931-1990)

Najbardziej kontrowersyjny współczesny guru. Podróżował po całym świecie, zyskując wielu oddanych uczniów. Równocześnie jednak narażał się na zaciekłą wrogość tych wszystkich, przeciw którym otwarcie występował. W wielu kwestiach zbliżony do Krishna-murtiego, bardziej jednak radykalny w obnażaniu hipokryzji. Śmiałość głoszonych sądów dotyczących seksu i atmosfera skandalu, otaczająca osobę Osho, utrudniała lub uniemożliwiała oddanie mu należnego hołdu. Niezbyt przekonująco wypadały obrazki filmowe z jego nieudanego w efekcie projektu stworzenia komuny Rajneshpuram w Oregonie. Ośrodek ten dostarczał na zewnątrz raczej materiałów zaciekłym wrogom sekt niż zrozumienia. Bronią się natomiast słowa, których Osho zostawił dla potomnych bardzo wiele: Zachowanie człowieka Najwyższej Wiedzy często jest podobne do zachowania człowieka absolutnie nie wiedzącego, zawsze wyglądają więc one niemal tak samo. Stąd zawsze małe dziecko jest podobne do starca, który dostąpił Nieskończonej Wiedzy. Nie są tacy sami, ale na pozór wydają się być do siebie podobni. Czasem święty o urzeczywistnionej jaźni zachowuje się jak dziecko, czasem w zachowaniach dziecka widzimy przebłyski świętości. Czasem oświecony wygląda na człowieka absolutnie nie wiedzącego, absolutnego głupca, jakby nie było kogoś

 

 

KM

105

 

 

głupszego od niego. Ale święty wykroczył poza wiedzę, a dziecko jeszcze nie dotarło do wiedzy. Podobieństwo polega na tym, że oboje są poza wiedzą.

SATHYA SAI BABA (ur. 23.11.1926)

Hinduski nauczyciel duchowy, czczony przez około 50 min ludzi na całym świecie jako awatar (dosł. zstąpienie światłości). Najbardziej znane są jego zdolności do materializowania przedmiotów według woli swojej, a czasem i na prośbę odwiedzających jego aśramę w Puttaparthi, na południu Indii, gdzie zwykle rezyduje. Krytyka, która go dotyka, zawsze umiejscowiona jest z dala od niego. Ci, którzy chcieli z bliska obalić jego rzekomą świętość albo wracali z niczym, albo stawali się jego zwolennikami. W aśramie, w której przebywa stale kilka tysięcy pielgrzymów ze wszystkich kontynentów, otoczony jest kultem należnym osobie świętej. Aby spróbować pojąć, co się kryje w tej niezwykłej postaci, trzeba się zastosować do jego słów: Wzywam każdego, ażeby przybył do mnie i osobiście mnie poznał. Jeżeli chcesz sobie wyobrazić, jak wygląda góra, to nie wystarczy wskazać na kamień i powiedzieć, że góra jest milion razy większa niż on. Ty musisz prawdziwą górę zobaczyć. Chociażby z oddali. Doświadczenie takie dostarczyć może wrażeń niezapomnianych.

Nauka Sai Baby usadowiona jest blisko, opartej na starych tekstach wedyjskich, tradycyjnej myśli hinduskiej. Gdy wydawało mi się, że oddalam się od jego nauk, ze zdumieniem dostrzegać zacząłem, że mówi on też rzeczy satysfakcjonujące tego mnie, który po spotkaniu z Andrzejem Lewandowskim się zmienił.

Potwierdza to wielopoziomowość jego nauczania i jego prawdziwość jako Mistrza, który mówi do będących na różnych poziomach ludzi, a nie sprzedaje ciągle tych samych formułek, nie bacząc na odbiorcę.

Chociaż Sai Baba wiele i pięknie mówi o miłości, będącej lekarstwem i balsamem na życie, to w odpowiedzi na ataki ignorantów, potrafi błyskotliwie ripostować: Gwiazdy nie spadają dlatego, że pies szczeka.

 

106

 

 

EL MAESTRO

Był to samotny wieczór w hotelu w Polanicy Zdroju. Wziąłem do ręki oprawiony maszynopis książki L. Gonzalesa Burusa „El Maestro - Mistrz. Życie bezosobowe". Kilka godzin wcześniej dał mi ją do przeczytania Andrzej Lewandowski. Wspominał mi o niej jeszcze w Indiach, że to coś specjalnego, wyjątkowego, co było dla mnie wystarczającą rekomendacją.

Gdy przewracałem kolejne kartki zaczęło się dziać ze mną coś dziwnego. Książka przestała być książką, byłem ja i Głos przemawiający do mnie piórem Burusa, tak jakbym był jedynym adresatem słów, zdających się pochodzić wprost od Stwórcy. Poruszający emocje tekst dostarczał, przenikającej głęboko do wnętrza, wiedzy logicznie objaśniającej pozorną dysharmonię świata. Nieznany szerzej Gonzales Burus stanowił jedynie przewód, przez który przemawiał Ten, który mówi o sobie: Jam Jest, Który Jest.

Rok wcześniej, po pierwszym wyjeździe do Indii, wiele czasu spędzałem u poznanego tam przyjaciela. Jan, w swym domu w Olsztynie miał pokaźny księgozbiór z szeroko rozumianą literaturą ezoteryczną. Było to kilkaset książek, które po pobieżnym przeglądnięciu układałem z powrotem na półkę lub, uznając je za

wartościowe odkładałem do przeczytania. Kilkadziesiąt wybranych pozycji stanowiło dla mnie lekturę na najbliższe miesiące.

Jakiś czas po drugim wyjeździe do Indii trafiłem do Jana i tradycyjnie przeglądałem książki. Nagle ze zdumieniem zobaczyłem, wydane w drugim obiegu, „Życie bezosobowe".

Skąd to masz?

Kupiłem ją - odparł zdziwiony moim zaskoczeniem- kilka lat temu, leży wciąż w tym samym miejscu,jeszcze do niej nie zaglądałem.

Zawsze tam była. A ja puściłem ją między palcami. Nie rozpoznałem jej wartości. Było na to za wcześnie. Byłem na drodze, ale nie na tym etapie. Doświadczenie to nakazuje być czujnym, bo pewności być nie może, że to, co teraz odrzucamy, przeciw czemu się buntujemy, kiedyś nie trafi do nas jako klarowna strawa. Odrzucić w pierwotnym odruchu jest łatwo. Trzeba mieć jednak baczenie, by się nie stało to, co się stało ze mną. By nie miały zastosowania słowa maksymy o wieprzu i nierozpoznanej perle.

Jan, sam nie wiedząc dlaczego, kupił dwa egzemplarze „Życia bezosobowego". Ten drugi był dla mnie.

 

108

 

 

BUDDYZM ZEŃ

Kiedy pisałem tekst „Wolna wola, czyli iluzja doskonała" wydawało mi się stosunkowo łatwe udowodnienie, na podstawie przytaczanych przykładów, postawionej tezy o braku wolnej woli. Tekst ten nie wybiegał dalej, nie zawierał elementów, które potencjalnie stawiałyby znaki zapytania i niepewności. Byłem z niego zadowolony i nie bardzo rozumiałem, dlaczego Andrzej Lewandowski, gdy dałem mu oprawiony maszynopis, generalnie pochwalił go, zakończył jednak słowem: „ale"...

Musiały minąć dwa lata i dopiero wtedy, „ale" rozrosło się, eksplodowało i powstał „Sen Brahmy" - o jakże | innym zabarwieniu. Udowadnianie braku wolnej woli skończyło się odrzuceniem. Dopiero to udowodnienie plus odrzucenie utworzyło jedno.

Przywiązanie się do idei i fanatyczne zasklepienie w nich, nie różni się mechanizmem od przejścia do innych idei, przywiązania do nich i ponownego zasklepienia. Przechodzenie z jednej szkoły do innej jest etapem, ale jeśli się nie kończy odrzuceniem, będącym dopełnieniem prawd głoszonych przez szkołę, nie można mówić o końcu drogi. Kto mówi: ja wiem, jest dalej od Prawdy niż ten, który mówi: ja wiem i ja nie wiem.

Ponieważ: prawda nie jest rzeczą stałą, statyczną i martwą. Prawda jest żywa. (KRISHNAMURTD.Taka: osoba uduchowiona doświadcza niepewności, stanu umysłu nie znanego religijnym junatykom. (A. de MELLO). Kiedy Mistrz zeń, Thich Nhat Hanh, mówi: Nie przywiązuj się do żadnej doktryny, teońi, czy ideologii. Wszystkie systemy teoretyczne są drogowskazami, żaden nie jest prawdą absolutną, to uczeń podążający za nim od początku tej drogi, musi mu wierzyć. Autorytet Mistrza nakazuje mu stłumić odruchy własnego myślenia i przyjmować to jako pewnik. Dla kogoś jednak spoza zeń, może to brzmieć sztucznie i nieprawdziwie. Tym większa jest więc wartość tej filozofii bez filozofii, gdy metodą logicznej analizy, dochodzi się stopniowo do tych samych wniosków. Różnica polega na tym, że wnioski te nie są przejęte od Mistrza, lecz są częścią indywidualnego doświadczenia, które uczy tego samego, co on: Bierz życie takim, jakim jest, zamiast ciąć na kawałki i próbować przywrócić je przez rozważanie albo zlepiać w abstrakcji połamane kawałki. (D.T. SUZUKI).

 

110

 

 

BIBLIOGRAFIA

ASH DAYID & HEWITT PETTER Ludzie jak bogowie. UMBUS, 1992.

BACH RICHARD: Mewa. REBIS, 1995.

BANCROFTANNE:Współcześnimistycyimędrcy. PUSTYOBŁOK, 1991.

BENEDIKTB.D.: Zaświaty. Fantazja czy rzeczywistość? WIEDZA

POWSZECHNA, 1992.

Bhagavad-gita Taka Jaką Jest THE BHAKTWEDANTA BOOK TRUST,

1986.

BRUCE RTTA: Wizja Sai. Księga pierwsza i druga. UMBUS, 1997.

BRUNTON PAUL Ścieżkami jogów. PEGAZ.

BURAKOWSKA JOANNA: Liście przeznaczenia. NIEZNANY ŚWIAT

nr 5/1995.

BURCHACKA IRENA: Ojciec Pio. Stygmatyk - mistyk - cudotwórca.

ADAM, 1991.

BURUS L GONZALES: El Maestro - Mistrz. Życie bezosobowe.

CAYCE EDGAR EVANS: Edgar Cayce i Atlantyda. NEW AGĘ, 1993.

CHOJNACKA DAGMARA: Przepowiednie Nostradamusa. DAGMARA

CHOJNACKA & ANDY GRAFIK CO, 1993.

DENIS LEON: Życie po śmierci. MITEL, 1991. MEFIS, 1995.

DESJARDIS ARNAUD: Ziarno mądrości JACEK SANTORSKI& CO, 1995.

DETHLEFSEN THORWALD: Sukces życia. Rozmowy z narodzonymi

ponownie. KASTEŁ, 1994.

Dobra nowina Issy i Sai. Opracował Jan Nara. SAPERE AUSURIS, 19%.

DONIMIRSH ANDRZEJ: Reinkarnacja LIBERAŁ, 1993.

Doskonałe pytania, doskonałe odpowiedzi THE BHAKTWEDANTA BOOK

TRUST, 1991.

DYNOWSKA WANDA Czy żyjemy tylko raz na Ziemi? TRICKSTER, 1995.

ELAHI BAHRAM: Droga do doskonałości. NOWE WYDAWNICTWO

POLSKIE, 1991.

Ewangelia życia doskonałego. AKIA, 1995.

FASSBENDERURSUIA Reinkarnacja MAG, 1993.

FROMM ERICH, SUZUKI D.T., MARUNO RICHARD DE: Buddyzm zeń

i psychoanaliza REBIS, 1995.

FULLER JOHN G.: Cayce odpowiada UMBUS, 1995.

GRABOWSKI SŁAWOMIR: Utracone zdolności. NIEZNANY ŚWIAT

nr 12/1996.

GRÓDECKA MARIA: Ścieżki jogi. SPAR.

HANH THICH NHAT: Każdy krok niesie pokój. JACEK SANTORSKI &

CO, 1991.

HARALDSSON ERLENDUR Cuda to moje wizytówki. UMBUS, 1995.

HERRIGELEUGEN: Droga Zeń. THESAURUS PRESS, 1992.

HISLOPJOHN S.: Mój Babaija STOWARZYSZENIE SATHYA SAI, 1997.

HISLOP JOHN S.: Rozmowy z Bhagawanem Śri Sathya Sai Babą.

STOWARZYSZENIE SATHYA SAI, 1996.

KLIMUSZKO CZESŁAW ANDRZEJ: Moje widzenie świata NOVUM, 1990.

KRISHNAMURTIJIDDU: Rozmowy. THESAURUS PRESS, 1993.

KRISHNAMURTIJIDDU: Samopoznanie. O medytacji. TRICKSTER, 1995.

LANGLEYNOEL Odszedłem żeby wrócić. UMBUS, 1994.

LEBRUN MAGUY: Lekarze nieba, lekarze ziemi. WARSZTAT SPECJALNY,

1993.

LEUENBERGERHANS-DIETER: Cotojestezoteryka UMBUS, 1994.

MACLINE SHIRLEY: Na krawędzi. PETRA, 1991.

MARINO ARTUR Widziałem ciemne słońce. JACEK SANTORSKI & CO,

1995.

MASON PEGGY & LAING ROŃ: Sathya Sai Baba Ucieleśnienie miłości.

UMBUS, 1996.

MELLO ANTHONY de: Minuta mądrości MODUTWY, 1992.

MELLO ANTHONY de: Minuta nonsensu. WAM, 1994.

MELLO ANTHONY de: Przebudzenie. REBIS, 1993.

MELLO ANTHONY de: Sadhana. Ścieżka do Pana Boga YERBINUM,

1994.

MELLO ANTHONY de: Śpiew ptaka YERBINUM, 1992.

Misterium Sai. Opracował Jan Nara. KWIAT ŚWIATŁA, 1991.

MOODY RAYMOND: W stronę światła UMBUS, 1992.

MOODY RAYMOND: Życie po życia UMBUS, 1992.

MORSE MELYIN & PERRY PAUL Przemienieni przez światło. UMBUS,

1993.

MYNAREKHUBERTUS: Zakaz myślenia URAEUS, 1996.

Nauka SzriRamanaMahariszi. Przekład Wandy Dynowskięj. PEGAZ, 1993.

Nowy Testament BRYTYJSKIE I ZAGRANICZNE TOWARZYSTWO

BIBUJNE, 1964.

OSHO: Kundalini praktyka wewnętrznego ognia SAMIRA, 1997.

OSHO: Mapy świadomości. SAMIRA, 1994.

OSHO: Raj jest dla grzeszników. MINIATURA, 1993.

OSHO: Siedem ciał człowieka SAMIRA 1993.

PEZDAN HALINA: Tajemnice wszechświata ŹRÓDŁO, 1993.

Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu PALLOTTINUM, 1990. »

POPKIN RICHARD, STROLLAURUM: Filozofia ZYSKIS-KA, 1994.

Prawo karmy - prawo przyczyny i skutku. Wybór tekstów pod red. Leszka

Podżorskiego. SAPERE AUSURIS, 1993.

RAMPA T. LOBSANG: Doktor z Lhassy. ARKA, 1996.

RAMPA T. LOBSANG: Jaskinia starożytnych. ARKA, 1997.

RAMPA T. LOBSANG: Mądrość starożytnych. ARKA, 1996.

 

 

112

113

 

RAMPAT. LOBSANG: Trzede oko. ARKA, 1997.

RAMPA T. LOBSANG: Ty - na zawsze. ARKA, 1997.

SATHYA SAI BABA Nauka Issy. KWIAT ŚWIATU, 1992.

SathyaSaiBaba Opracował Leszek Podomki. SAPERE AUSURIS, 1992.

SCHWEIZER ALBERT: Wielcy myśliciele Indii. CYKLADY, 1993.

SHULMAN NEYILLE: Zeń w sztuce zdobywania szczytów. REBIS, 1996.

Spotkania z Sai Babą. Opracował Jan Nara. KWIAT ŚWIATŁA, 1993.

SPALDING BAIRD T: Życie i nauka mistrzów Dalekiego Wschodu

(tomyl-V).MEFIS, 1994/95

STEARN JESS: Edgar Cayce - Śpiący Prorok. RAFF &JUNG, 1992.

STOJANOWA KRASIMIRA: Jasnowidząca Wanga NIEZNANY ŚWIAT,

1992.

SZUMAN LESZEK- Przepowiednie i proroctwa RÓŻDŻKARZ, 1996.

ŚRICHINMOY: Medytacja ASPIRACJA, 1992.

ŚRI ŚRIMAD A.C. BHAKTIYEDANTA SWAMI PRABHUPADA:

Śrilsopanisad. THE BHAKTIYEDANTA BOOKTRUST, 1994.

USPIEŃSKI PIOTR DEMIANOWICZ: Fragmenty nieznanego nauczania

PUSTYOBŁOK, 1991.

YIGNE JACQUES: Wprowadzenie do psychologii duchowej. JACEK

SANTORSKI&CO,1995.

YOGANANDAPARAMAHANSA: Autobiografia jogina NEW AGĘ, 1993.

Nie publikowane, spisane z kaset audio, rozmowy i wykłady Andrzeja Lewandowskiego.

 






strona główna
(23kB)