(23kB)
strona główna



"Okultyzm i Magja w świetle parapsychologii"

Józef Świtkowski (Lwów - Wisła - 1939)

Okultyzm i magja

 Jak wszystkie niemal nauki nowoczesne, tak i parapsychologja jest nauką ściśle indukcyjną. Bada zjawiska obserwacjami i eksperymentami, gromadzi fakty sprawdzone, wyszukuje ich cechy charakterystyczne, porządkuje je i porównywa, wysnuwa wnioski ogólne i w ten sposób dochodzi stopniowo do odkrycia praw, którym te zjawiska podlegają.

Okultyzm natomiast, jeżeli wogóle zaliczamy go do nauk, ma charakter niemal wyłącznie dedukcyjny. Nie powstał z badań zjawisk poszczególnych, któreby dopiero indukcyjnie doprowadziły do poznania praw ogólnych, lecz wprost przeciwnie: opiera się na dogmatach zawartych w jakiejś - prawdziwej lub rzekomej - wiedzy objawionej, i z tych dogmatów czerpie wskazówki do wywoływania zjawisk w praktyce.

Wiedzę tę objawili ludziom rzekomo bogowie, lub też ludzie bogom równi co do wiedzy i potęgi, a objawili ją nie całemu światu otwarcie, lecz tylko nielicznym jednostkom, uznanym za gotowe do przyjęcia tych tajemnic. Objawiali ją najczęściej tylko ustnie, a wtajemniczeni tą drogą we wiedzę przekazywali ją znowu ustnie następcom wybranym, i w ten sposób okruchy tej wiedzy, zniekształcone i wypaczone, dotrwały do naszych czasów. Część tylko tej wiedzy prastarej została spisana w "księgach świętych" różnych narodów; spisana jednak przeważnie w formie archaicznej, dziesiejszym umysłom trudno dostępnej, czasem symbolicznej, aby jej znaczenie właściwe pozostało ukryte przed niepowołanymi.

Okultyzm zatem opiera się na tradycji, bądźto ustnej, bądźteż pisanej, i to jest jego cecha wspólna z wierzeniami religijnemi. To pokrewieństwo cech sięga nawet głębiej, gdyż oprócz tradycji samej wiedzy tajemnej ma okultyzm także różne tradycje "rytuałów". Podobnie jak w wierzeniach religijnych, tak i tu rytuał wykształcał się dopiero z biegiem czasu, narastając coraz to nowymi szczegółami i przepisami.

Powód tego narastania przepisów rytualnych i ceremonij tkwił zapewne w malejącem z upływem czasu zrozumieniu właściwego znaczenia wiedzy tajemnej i umiejętności stosowania tego, co stanowiło jej działanie magiczne. Szczegóły ceremoniału, odbywanego zresztą zazwycxzaj publicznie, musiłay być w przepisach podane jasno i ściśle, a tylko znaczenie tego rytuału, nieraz czysto symboliczne, było zakryte przed zrozumieniem profanów.

Tak więc w miarę upływu wieków pradawna wiedza tajemna zaciemniała się siłą faktów coraz bardziej, a okruchy jej dottrwały do naszych czasów dwiema drogami. Jedną była tradycja ustna, podawana z pokolenia na pokolenie jako napół prywatna własność rodowa, a drugą były komentarze do zupełnie już niemal niezrozumiałej tradycji pisemnej, mnożące się coraz bardziej, odbiegające coraz dalej od jej wyjaśniania pierwotnego i coraz bardziej pęczniejące szczegółami rytuału.

Jeżeli pochodzenie pierwotnej wiedzy objawionej przypisuje się - jak wyżej wspomniałem - bogom, lub ludziom równym im wiedzą i potęgą, to ta równość polega przedewszystkiem na idealnie wysokim poziomie moralnym. Spadkobiercy tej wiedzy jednak dbali coraz mniej o swój poziom moralny, a w parze z tem tracili zdolność działania magicznego, zatrzymując jedynie tylko zdolność rozumowego pojmowania tej wiedzy. Zaczęli ją komentować coraz bardziej szczegółowo, a zarazem przypisywać działanie magiczne nie sobie i wymaganemu poziomowi moralnemu, lecz formułom rytuału. Im bardziej rozrastały się w szczegółach te przepisy i ceremonje, tem bardziej zanikało poczucie konieczności wysokiego poziomu moralnego jako warunku podstawowego i niezbędnego w działaniach magicznych.

Zwolna i nieznacznie, ale nieuchronnie, dochodziło do stanu, jaki jest dzisiaj, to znaczy: tradycja ustna błąka się w zniekształconych ułamkach wśród ludów dzikich, albo wśród analfabetów u ludów nawpół cywilizowanych, a tradycja pisemna ustąpiła na dalszy plan przed komentarzami i przepisami rytuału. Dostęp do tych ksiąg obecnie ma każdy bez względu na swój poziom moralny, kto ma odpowiednie przygotowanie intelektualne i wiele wytrwałości w odcyfrowywaniu znaczeń symbolicznych.

Ci pierwsi, opierający swoją działalność na przekazywanej im przez poprzedników tradycji ustnej, to szamani, derwisze, czarownicy i znachorzy, a drudzy, zagłębiający się w komentarze i szczegóły ceremonjału, to okultyści; ludzie zaś, którzy nawet bez znajomości "teorji" i znaczenia tych rytuałów próbują uzyskać nimi jakieś wyniki doświadczalne, to magowie nowocześni. Nie ulega wątpliwości, że i jedni i drudzy uzyskują pewne wyniki praktyczne, a raczej, że uzyskiwać je mogą; naogół jednak bywają to wyniki nikłe, cząstkowe i w regule o tyle niepewne, że sami wykonawcy nigdy nie mogą zgóry oznaczyć, czy efekt zamierzony rzeczywiście nastąpi.

 


Okultyści rozróżniają - wedle Papus'a - trzy rodzaje swej wiedzy, a to: wiedzę samą w sobie tajemną (scientia

 

occulta), wiedzę ukrywającą, zatajającą (scientia occultans) i wiedzę, uczynioną tajemną, zakrytą (scientia occultata), chociaż sama w sobie nie była tajemna. Podział ten jest charakterystyczny dla nowoczesnego sposobu myślenia, nie zawiera jednak nic istotnie typowego, jakkolowiek przechowały się do dziś próby stworzenia n. p. specjalnej wiedzy, "ukrywającej" pod mniej lub więcej wyraźnie umówionymi symbolami jakąś treść z "nauki objawionej".

Przykładem najbardziej wykształconym takiej wiedzy zakrywającej jest alchemja, a w stopniu słabszym kabbala; obie zresztą rozwinęły się dopiero w średniowieczu, chociaż przypisują sobie początki o wiele wcześniejsze. Magja właściwa, jakkolwiek szczątki jej odnaleźć można także w alchemji i kabbali, odbywa się w przeciwieństwie do nich niemal zupełnie bez "zakrywania" i symbolów. Odnosi się to głównie do magji pierwotnej, zawartej w wiedzy "objawionej", a zatem nie wymagającej jeszcze żadnego rytuału ani ceremonjału.

W dalszych częściach będę się starał omówić pewne, częściej spotykane, dziedziny okultyzmu i znaleźć dla nich analogje w zjawiskach parapsychicznych. Nie będę tam już jednak przytaczał przykładów konkretnych, gdyż okultyzm tem właśnie różni się od parapsychologji, że "fakty" jego nie zostały dotychczas sprawdzone badaniami naukowemi. Wiele z takich rzekomych faktów znanych jest ogólnie, nie potrzeba zatem przykładów na zebranie cech charakterystycznych; inne tejże wartości wzmianki spotykałem w literaturze okultystycznej tylko sporadycznie, tem trudniej zatem byłoby uważać je za o tyle prawdopodobne, żeby zasługiwały na próby wyjaśniania.

To samo odnosi się do dogmatów okultyzmu. Źródła ich pierwotne są zbyt odległe, żeby można było kusić się o sprawdzanie ich autentyczności, zwłaszcza, że są z reguły bezimienne. Dawne "księgi święte" nie mają przeważnie autorów, a sprawa daty ich powstania może obracać się tylko około domysłów i wniosków porównawczych. Jedno i drugie jest zresztą kwestią drugorzędną; na uwagę zasługuje w pierwszej linji to, czy treść ich zawiera coś rzeczywistego, czemu dałyby się podporządkować zjawiska doświadczalnemu stwierdzeniu dostępne.

Otóż "księgi święte" różnych narodów kulturalnych są zadziwiająco zgodne między sobą co do treści. Zawierają - w formie oczywiście archaicznej i trudnej nieraz do trafnego wyłożenia - zazwyczaj kosmogonję i dzieje ludzkości, z takim nawet uderzającym szczegółem, jak wzmianki o "potopie" jednakie u wszystkich narodów. Na dalsze części treści składają się systemy hierarchji duchów rządzących wszechświatem, nauka o "pierwiastkach niewidzialnych", z których składa się człowiek, i wskazówki do rozzwinięcia w sobie tych pierwiastków, aby przez nie zjednoczyć się z bóstwem.

Treść ta zatem - poza kosmogonją - traktuje wyłącznie o sprawach psychicznych i pochodzi rzekomo od ludzi, którzy przez rozwinięcie w sobie pierwiastków wyższych doszli do tak wysokich władz psychicznych, że widzieli to wszystko własnym wzrokiem duchowym i pojmowali, co widzą, bez specjalnych studjów intelektualnych. Do tych pierwotnych tekstów dołączały się z biegiem czasu komentarze różnych autorów, początkowo bezimiennych, a później podpisujących się nazwiskami. Komentarze te zrazu tylko wyjaśniały tekst, z powodu archaizmu za trudny do zrozumienia, a potem dodawały także wskazówki praktyczne do rozwoju władz psychicznych. Wskazówki te z biegiem czasu coraz mniej zajmowały się poziomem moralnym, a natomiast zmierzały do rozwoju takich wladz w człowieku, któreby mu dawały pewne korzyści materjalne.

W takiej formie, już znacznie zmienionej i spaczonej, przedostała się "wiedza tajemna" ze swej wschodniej ojczyzny na Zachód, a wraz z tem narodził się okultyzm europejski. Swe pierwsze źródła pisane czerpał z greckich przekładów tekstów egipskich, chaldejskich i aramejskich. Przekłady te, dostępne każdemu, kto jako tako poznał język, były materjałem, z którego okultyści budowali własne koncepcje, domysły i objaśnienia. Powstała na tej drodze cała literatura okultystyczna średniowiecza, której wartość stała oczywiście w stosunku prostym do wartości moralnej i intelektualnej autorów. Z dawnych warunków rozwoju "pierwiatków wyższych" pozostały w niej tylko szczątki w postaci przepisów wstrzymywania się od mięsa, alkoholu i użycia płciowego, niezawsze zresztą przestrzegane.

To zlekceważenie warunków pierwotnych dało początek także wybujałościom w kierunku przeciwnym, w którym wszystkiem były tylko ceremonje i rytuały, a potężna w człowieku siła popędu płciowego służyć miała za dźwignię do uzyskiwania wyników paranormalnych. Kierunek ten rozwinął się w praktyki czarnoksięstwa i satanizmu, uprawiane do dziś jako jedyna naprawdę "ukryta" gałąź okultyzmu.

 

Okultyzm starożytny

 

Najstarszemi źródłami naszych wiadomości o okultyzmie dawnym są tabliczki ceglane chaldejskie i papirusy egipskie. W British Musaeum w Londynie przechowywane są fragmenty działa magicznego na takich tablicach, spisanego na rozkaz króla Assurbanipala 870 r. przed Chr. w języku assyryjskim i martwym już wówczas akkadyjskim, a z innych podobnych znalezisk wiemy, że już za króla Sargona I (3800 lat przed Chr.) notowano obserwacje astronomiczne, znano rok słoneczny (365 i 1/4 dnia) ułożono tablice zaćmień słońca i księżyca na każdy "saros" (okres 18-letni). Hipparch twierdzi nawet, że Chaldejczycy już przed 27.000 lat badali niebo; niema na to jednak żadnych źródeł zachowanych.

Podstawą magji chaledejsko babilońskiej size="3"> była wiara w niezliczone (poza bogami nieba, ziemi, wody, miast i t. p.) duchy przyrody (żywiołów), nad którymi władze mają zaklęcia (apsu). Do magji należało również lecznictwo, posługujące się wkładaniem rąk (mesmeryzm), wpływami planet i zodjaku, talizmanami i amuletami (z gliny, płótna, kamienia); zakazane było natomiast czarnoksięstwo (maście narkotyczne, rzucanie uroków). W Persji religia Zoroastra zabraniała magji; wpływy jej przesiąkły jednak do Medji, a po zdobyciu Babilonu przez Cyrusa (539 przed Chr.) magowie medyjscy, zwani "Chaledejczykami", dostali się na dwór perski i wyrobili sobie poważanie. Gdy Cyrus pozwolił żydom wrócić do ojczyzny, zabrali ze sobą wiedzę chaldejską, a stąd znalazła się w "księdze Enocha" i innych pismach tego rodzaju, dając początek kabbali późniejszej.

O istnieniu magii w Egipcie wiemy z papirusów, znajdowanych przy mumjach w grobowcach. Najstarsze papirusy pochodzą z XXIV wieku przed Chr., pisane trudnymi do odcyfrowania hieroglifami; późniejsze pisane są językiem bądźto egipskim, bądź (w mniejszości) greckim. Do najważniejszych należy "księga zmarlych" i "papirus magiczny" Harrisa. Księga ta o 150 rozdziałach zawiera m. i. szczegółowy rytuał pogrzebowy i litanję Thota, dzięki której zmarły może "ujrzeć światło", przywracające mu świadomość po śmierci. Papirus Harris'a natomiast przeznaczony jest dla żyjących i podaje im zaklęcia ochronne i t. p., gdyż wedle magji egipskiej człowiek może opanowywać bogów.

Bogiem mądrości u Egipcjan był Toth, w Grecji noszący miano Hermesa. W papirusach egipskich, a podobnież w manuskryptach greckich, zawarta jest wzgodnem brzmieniu podstawa alchemji późniejszej, a to przypisywane Hermesowi zdanie: "Tego, czego oczekujesz, nie osiągniesz, jeżeli ciałom nie odbierzesz ich stanu cielesnego i jeżeli substancji bezcielesnych nie zdołasz przekształcać w ciała". Od iego podobnież ma pochodzić inwokacja (mantra): "Słuchaj głosu mego, wszechświecie; rozewrzyj się ziemio; pełnia wód niech się otworzy przedemną. Nie drżyjcie, drzewa, chcę bowiem wielbić Pana, który jest wszystkiem i jednością. Niech otworzy się niebo, a umilkną wichry; wszystkie me zdolności wielbią Tego, który jest wszystkiem i jednią".

Owo zlane w jedno egipskiego Totha z greckim Hermesem możliwe było zapewne przez to, że w Arkadji, ojczyźnie Hermesa, przechowywało się wśród ludu pasterskiego [1] wiele tradycji zgodnej z podaniami egipskiemi o bogu Toth. W tradycji tej część znaczną tworzy kosmogonja, zadziwiająco podobna do staroindyjskiej (zawartej w księdze "Dzyan"), jak wynika ze strassburskiego papirusu Reitzensteina. Pewne ideje z tej tradycji znane były bez wątpienia Sokratesowi, jako uczniowi wieszczki arkadyjskiej, Diotymy. [2]

Magia Hermesa-Totha przyjmuje istnienie mnóstwa demonów, którymi może do swych celów posługiwać się człowiek, znający "słowa" (Toth był "wadcą słów"), czyli formuły, zaklęcia, mantry (chema). Te zaklęcia także mają moc zmieniania natury ciał i "odbierania im stanu cielesnego" (jak wyżej przytoczyłem); stąd także Hermes uchodzi za ojca alchemji. Wiele pokrewieństwa z temi ideami okazują pisma Demokryta (IV wiek przed Chr.), filozofa greckiego, który odbył podróże po Chaldei, a w Egipcie dostąpić miał wtajemniczenia. Za czasów Chrystusa istniała już cała literatura alchemiczna, przypisywana Demokrytowi. Z Egiptu podobnież zaczerpnął Plato ideje, zawarte w jego djalogach (Timaeus, Kritias i inne), oraz Pitagora, który prowadził szkołę "wiedzy tajemnej" (ezoterycznej) dla uczniów wybranych, podczas gdy uczniowie profani, nie mający prawa widywać mistrza twarzą w twarz, siadywali "zawnątrz zasłony" (wiedza egzoteryczna).

Żydzi, jakkolwiek znali oddawna magję chaldejską i egipska, nie rozwinęli jej w nowe kieunki filozoficzne, lecz poprzestali na zagłębianiu się we wpływy słów mówionych i znaków pisanych na ludzi, na demony i na przedmioty martwe, z czego później powstała Kabbala. Pewne ideje z kosmogonji chaldejsko egipskiej znaleźć można w "księdze Enocha", uchodzącej właśnie za podstawę Kabbali, a to dlatego, że jest w niej (VII i VIII) opis upadku aniołów, wspomniany także w VI księdze Mojżesza. Oto "synowie nieba, rozgorzeli ku córom ludzi, zstąpili na szczyt góry Armon, sprzysięgli się między sobą, brali sobie kobiety, zamieszkali z niemi i nauczyli ich czarnoksięstwa, zaklęć i użytku z ziół i drzew. jeden z 18 przywódców, Azariel, uczył używania metali, strojów, klejnotów; drugi, Armers, odczyniania czarów; inny, Barkajal, obserwowania gwiazd, Akibel znaków i t. d. Bezbożność wzrastała, grzeszyli i psuli się wszyscy".

Otóż to "sprzysiężenie dwustu" ma być początkiem wiedzy tajemnej, a nauki Barkajala, Akibeela i Asariela dały początki astrologji i Kabbali. Pozatem jest w talmudzie babilońskim mowa o tem, że "Pan na górze Sinai udzielił oprócz przykazań Mojżeszowi to, co mogło być odkryte tylko siedmdziesięciu najstarszym" i ta wiedza o rzeczach boskich ma być utajona w Penateuchu.

W żadnej zresztą z ksiąg Starego Testamentu niema sladu jakiejś nauki tajemnej, zachowanej tylko dla nielicznych wybranych.

Jakkolwiek tedy każdy naród kulturalny w starożytności posiadał swoją magję, nie było w niej nic ukrywanego, zatajanego lub zazdrośnie strzeżonego. Wszystko, co z tej wiedzy magicznej przedostało się do potomności w dziełach pisanych, dostępne było każdemu, kto posiadał trudną i rzadką wówczas sztukę pisania i czytania. Plato opowiadał otwarcie o zatonięciu Atlantydy, Sokrates o swoim daimonion, a Pitagoras wykładał to samo dla swych uczniów, co dla profanów siedzących "zewnątrz zasłony".

Na tę magję składały się, jak wyżej wzmiankowałem, obserwacje astronomiczne a raczej astrologiczne, nauka o bogach, demonach i duchach przyrody, oraz o sposobach wpływania na nie mantrami i bronienia się od ich wpływów amuletami; znaczną część jej zajmowała podobnież historja powstania wszechświata, globu ziemskiego i zamieszkującej go ludzkości. Magja egipska dodała do tego nową gałąż: pieczę o zmarłych i ceremonijał pogrzebowy.

Z systemów astrologji starożytnej przytaczam tu niektóre szczegóły astrologii ptolomeuszowskiej, a to te, które miały zastosowanie w magji praktycznej średniowiecz i przetrwały w niej do czasów obecnych. Do "planet" należało także słońce i księżyc, a każdy dzień w tygodniu podlegał "wpływowi" innej planety. Ślady tego wpływu przechowały się do dziś w nazwach kolejnych dni tygodnia, n. p. w języku łacińskim, francuskim, angielskim etc. Według Ptolomeusza zatem Słońce "rządzi" niedzielą, Księżyc poniedziałkiem, Mars wtorkiem, Merkury środą, Jowisz czwartkiem, Wenus piątkiem, a Saturn sobotą.

Wpływ planet zmienia się jednak co godzinę; zatem planety wyżej wymienione "rządzą" danym dniem tylko w pierwszej godzinie po wschodzie słońca; potem następują inne planety, a po siedmiu godzinach powraca wpływ planety pierwotnej. porządek tego kolejnego wpływu planet jest jednak inny, niż porządek dni tygodnia, wskutek czego godziny dni ulegają kolejno takim wpływom:

Godziny wpływów planetarnych

Ten kolejny wpływ planet w różnych godzinach dnia i nocy jest bezwątpienia zniekształconym odbiciem nauki indyjskiej o tatwach, których jednak ta nauka uznaje nie siedm, lecz pięć tylko. [3] Także rachuba czasu jest w nauce indyjskiej inna, tatwy bowiem zmieniają się w odcinkach od wschodu do zachodu słońca. Szczegółów dal;szych tu nie podaję, gdyż wokultyzmie zachodnim pojęcie tatw było nieznane.

Przytoczę natomiast inny szczegół z dawnej astrologji "magicznej", gdyż prawdopodobnie od niej pochodzą "dni szczęśliwe" i "dni feralne" w różnych miesiącach roku, czego slady wyraźnie znajdujemy n. p. w wierzeniach rzymskich (dies fausti i dies ferales). Otoż owa astrologja uznawała istnienie takich różnych dni w każdym miesiącu, i przestrzegała ich ściśle w operacjach magicznych, wybierając dni "korzystne" dla maga, a "niekorzystne" dla osoby, która miała ulec zaczarowaniu. [4]

W różnych miesiącach roku przypadały wedle papyrusa egipskiego 19.dynastji (1200 lat przed Chr.) takie dnie niezależnie od dni tygodnia:

Dnie szczęśliwe i wrogie

Jeżeli mimo wszystko magja zachowała w starożytności cechę czegoś ukrytego i niedostepnego dla ogółu, to powód tkwił w tem, że sztukę czytania i pisania posiadali wówczas - z wyjątkiem Grecji - niemal wyłącznie tylko kapłani. Była to kasta najwyżej rozwinieta intelektualnie, mędrcy, nauczyciele, sędziowie i lekarze w jednej osobie; jeżeli zatem wiedza pozostała w ich ręku jako monopol nieledwie wyłączny, to nie znaczyło jeszcze, jakoby pragnęli ją zatajać. Nierzadko dzielili się nią z panującymi i dostojnikami dworu, a że czasem wykorzystywali ją jako swą przewagę nad pospólstwem, trudno im poczytywać za złe, skoro działali w imię "racji stanu".

Czy poza tą magją pisaną i dostępną całemu ówczesnemu kwiatowi inteligencji, jakim byli kapłani, istniala jeszcze jakaś inna magja, naprawdę tajemna, na to oczywiście niema żadnych dowodów. Można tylko pośrednio wnioskować o tem z przechowanych w tradycji pisanej opowiadań o "cudach" czynionych przez kapłanów, o uleczeniach, o wsrzeszaniu zmarłych, o wszystkich niemal zjawiskach, jakie notuje parapsychologia dzisiejsza, nie mówiąc już o wieszczbach przyszłości, do czego nawet służyły odrębne świątyni (n. p. słynna wyrocznia w Delfi, wyrocznia Zeusa w Dodonie, 22 świątynie Apollina; w niektórych wieściły także duchy zmarłych).

1 : Arkadjan inni Grecy zwali "ludźmi księżycowymi" (proselenoj), gdyż mieli istniećź w swych górach już przed stworzeniem księżyca

2 : Prof. dr T. Zieliński: Hermes Trismegistos

3 : Szczegóły w: Klejnot mądrości Wschodu (filozofja Śankaraczarji)

4 : Ciekawy przykład "dnia feralnego" podaje Ochorowicz: "13. stycznia przyniesiono pannę S. ciężko chorą do domu, a Euzapja dostała zawrotu, upadła na lód i ledwie się przywlokła".

 

Okultyzm średniowieczny

 

Magja wschodnia przedostawała się do Europy dwiema drogami: naprzód z Egiptu przez Grecję, a potem z Arabji przez Maurów do Hiszpanji. Gresja, naród młody i pełen życia, mało miała zrozumienia dla egipskiego kultu zmarłych, a dzieje wszechświata, po zidentyfikowaniu bogów egipskich z własnymi, przedstawiała w widowiskach symbolicznych, zwanych misterjami. Pewne ideje ze wschodnich ksiąg świętych wszczepiali w swych ziomków filozofowie greccy, jak Sokrates, Plato, Pitagoras, później Jamblichus i Plotinus; nie było w tem jednak nic otaczanego tajemnicą.

Chrześcijaństwo pierwotne zakazywało swym wiernym magji, uważając ją za sztukę szatańską, ale nie wątpiło w jej potęgę, gdyż wielu ówczesnych ojców Kościoła (Clemens, Origenes, Athanasius) kształciło się na filozofji aleksandryjskiej, uznającej rozległą demonologję. Jeszcze w V. wieku trwało to nastawienie, czego wyrazem było m. i. zgładzenie (przez biskupa Cyrilla) córki matematyka Theona, Hypatji [ 1], wyznawczyni filozofji greckiej. Zmiana zapatrywań nastąpiła dopiero pod wpływem nauk Tomasza z Akwinu (wiek XIII.), który rozumował, że za wolą Boga demony i czarownice mogą wpływać na losy ludzi (a zatem niezawsze jest to objaw bezpośredniego działania szatana).

Szkoła neoplatońska w Aleksandrji, do której należeli prócz wyżej wspomnianych Philo, Porphyrius i Jamblichus, była pierwszą, która tezy jogi indyjskiej połączyła z demonologją chaledejsko egipską. W dziele De mysteriis podał Jamblichus całą hierachję istot począwszy do Boga Jedynego przez bogów, aniołów, demonów, bohaterów i ludzi aż do zwierząt i roślin, a dalej wykładał, że "bogowie nie zstępują ku duszy ludzkiej, modlącej się do nich, tylko dusza wznosi się ku nim. W ten sposób dusza osiąga wyższą naturę i władzę boską". Jest to zatem nietylko magja, lecz zarazem jedyna droga wzniesienia się ku bóstwu; dar wieszczenia n. p. uzyskuje się nie mocą własną, lecz przyzywaniem bogów. "Niesłusznie sądzą, że zachwycenie można osiągnąć pod wpływem demonów; gdy one napełnią duszę, nie jest ona wogóle zdolna do zachwycenia, lecz tylko do ekstazy, do wpadania w złe wpływy. Zachwycenie zaś jest wzniesieniem się ku dobru. Zwykły mag zdoła tylko napełnić wyobraźnię widziadłami (halucynacjami), a teurg duszę ku bogom wznosząc, osiąga naprawdę to, co zamierza".

W okultyzmie średniowiecza wielką rolę grała wiara w demony. Pojęcie to przesiąkło prawdopodobnie ze Wschodu, jako pochodne od indyjskich a później perskich [ 2] dewas, oznaczających tam duchy, które nie posiadają ciała widzialnego i nigdy ludźmi nie były. Po spaczeniu przez wpływy chaldejskie i zydowskie weszło ostatecznie to pojęcie do chrześcijaństwa pierwszych wieków, gdzie ojcowie Kościoła uważali zgodnie z biblją demony za owoc stosunku aniołów upadłych z córkami ludzkiemi. Demony te mogły wchodzić w ciała ludzi (opętanie), a bezbożnikom pomagać w czarodziejstwie. Później zaliczano do klasy demonów także sukuby i inkuby, wilkołaki i wampiry, a Paracelsus przypisywał zmazy nocne sukubom.

Wedle okultyzmu średniowiecznego każdym człowiekiem rządzi demon potężny, jeden ze siedmiu "duchów planetarnych", którym podlegają "planety astrologiczne". Jeżeli mag ceremonjami i zaklęciami zdoła zjednać sobie przychylność i współdziałanie demona rządzącego danym człowiekiem, może nań wywierać wpływ magiczny, opanować jego wolę, szkodzić mu lub pomagać. Gdy tym człowiekiem jest kobieta, może ją mag za wpływem jej demona zmusić do miłości albo wzbudzić w niej nienawiść do tego, którego dotychczas kochała.

Aby bez znajomości dat urodzenia danego człowieka znaleźć "wpływy planetarne", które nim rządzą, obywa się magja bez horoskopów astrologicznych. Kabalizuje jego imię, oraz imiona jego rodziców, wedle prostego klucza [3], podstawiając liczby w miejsce liter, a to:

 

 

A

B

C

D

E

F

G

H

IJ

K

L

M

N

O

P

Q

R

S

T

UVW

X

Y

Z

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

20

30

40

50

60

70

80

90

100

200

300

400

500

 

Wszystkie te liczby, odpowiadające literom trzech imion wyżej wskazanych, dodaje się razem, od sumy odrzuca się zera na końcu i dzieli sie ją przez 9 tylekroć, aż zostanie reszta jednocyfrowa (1-9). Cyfra ta jest odpowiednikiem tej "planety", która "rządzi" danym człowiekiem, a mianowcie: cyfra 1 i 4 rządzi słońcem, 2 i 7 rządzi księżycem, 3 rządzi jowiszem, 5 merkurym, 6 wenerą, 8 saturnem, a 9 marsem. Przykład: imiona Jan, Adam, Zofia. Wartości liczbowe ich liter są takie: 9+1+40+1+30+500+50+6+9+1 = 652 : 9 = 72 i zostaje reszta 4. Cyfrą 4 rządzi słońce, a zatem ono jest "planetą" danego człowieka.

Otóż demona, rządzącego tą planetą, należy sobie zjednać ceremonjami i zaklęciami, aby uzyskać jego pomoc we wpływaniu na podlegającego mu człowieka. Do ceremonij potrzebny jest pentakl tego demona, złożony ze "znaku" danej planety, ze "znaku" samego demona i z "charakterów" zaklęcia ("sceau de conjuation"). Rycinazawiera owe trzy znaki dla wszystkich siedmiu planet według R.P. Sabazius'a [4]. Takich alfabetów i znaków tajemnych, stosowanych w magji średniowiecznej, znaleźć można wedle tego autora 72 różnych w dziale Virga aurea J.B. Hepburn d'Ecosse'a, bibljotekarza watykańskiego za papieża Pawła V. (Odpowiada to 72 "szemhamforasz").

Wiara w pomoc demonów przy zjawiskach czarodziejstwa, jakkolwiek sprzeczna z teorją Jamblicha, zyskała potwierdzenie w przytoczonem wyżej zapatrywaniu Tomasza z Akwinu, że czarownice mogą wpływać na losy ludzi; a następstwem były procesy czarownic, z których pierwszy odbył się w Languedoc już w r. 1264, a więc jeszcze za życia Tomasza. Gdy nadomiar Maurowie przynieśli do Hiszpanji świeże szczegóły o demonach z okultyzmu wschodniego, powstała osławiona Inkwizycja, drogą tortur wymuszająca na podejrzanych przyznanie się do paktów z demonami i djabłami.

Nihil in fide, quod non antea fuerii in sensu[ 5], czyli innemi słowy: wszelkie wierzenia polegają na czemś rzeczywistem, chociaż może niedokładnie obserwowanem lub mylnie tłumaczonem. Demony zatem i ich usłużność dla czarownic musiały mieć także jakieś podstawy w zjawiskach rzeczywiście powstających. Zjawiska te były dwojakiego rodzaju. Źródłem jednych była tradycyjnie z ust do ust podawana wiedza ludowa o leczniczych lub trujących własnościach pewnych roslin, źródłem drugich zaś szczególne stany psychiczne i fizjologiczne, znane dziś z badań samnambulizmem i medjumizmem.

Warzenie napojów miłosnych i maści cudownych przy szeptaniu tajemnych wyrazów było taką samą magją ludową, jak rzucanie "uroków" na bydło i zboże, lub "zamawianie i odczynianie" chorób. A jeżeli przytem pomagał demon lub szatan, to był bezwątpienia przodkiem dzisiejszego "Johna Kinga" u medjum Paladino czy "Olgi" u medium Schneidra. Charakter takiego niewidzialnego - a nieraz także widzialnego dla czarownicy - pomocnika był oczywiście zależny od jej własnego poziomu moralnego; u zgryźliwej i złośliwej demon występował z ogonem i koźlemi kopytami, u młodej i niewinnej przybierał postać wspaniałego księcia, lub nawet "oblubieńca niebiańskiego".

Sugestia i autosugestia nie była wówczas - mimo tez Jamblicha o wznoszeniu duszy ku bogom - jeszcze znana; gdy zatem fama ludowa głosiła, że czarownice mają pakt z djabłem, tortury podczas procesów wydobywały od każdej z podejrzanych nietylko potwierdzenia tego paktu, lecz także opisy szczegółowe, jak ten djabeł wygląda i jak się zachowuje. Wygląd zaś odpowiadał wyobrażeniom ogółu w danym kraju, lub sugestjom inkwizytorów; czasem jednak przeważała autosugestia osobista czarownicy. Z tych różnic w opisach powstała wiara, że szatan może przyjmować każdą postać, jaka mu się w danej chwili podoba.

Procesy czarownic nadarzały sposobność do obserwacji licznych zjawisk napozór sprzecznych ze znanemi prawami natury, i przypisywanych właśnie władzy demonów lub ukrytym zdolnościom magicznym osób podejrzanych; stąd też wiara w istnienie "wiedzy tajemnej" nietylko nie osłabła, lecz zyskiwała sobie coraz szersze podstawy we faktach obserwowanych. Zrozumiały jest z tego zwrot umysłów ówczesnych do alchemji z jednej a do kabbali z drugiej strony, jako do dziedzin, w których można było wedrzeć się w tajniki tej wiedzy.

Alchemja dostała się do Europy przez uczonego arabskiego, Gebera, w VIII wieku po Chr., jako pierwotnie "chemja przyrody" (Ul-khemi) "odbierająca własności cielesne ciałom" według Hermesa; wkrótce jednak zwróciła się w kierunku znalezienia sposobów uzyskiwania złota z metali niszlachetnych. To nastawienie materjalistyczne skłaniało zajmujących się alchemją do przypuszczenia, że zawarte w jej tradycji pisanej wskazówki są tylko symbolami, pod którymi ukryta jest treść właściwa, że zatem alchemja jest również "wiedzą tajemną" do zdobycia władzy nad demonami.

1 : Wedle teozofów wcieleniem jej późniejszem była Anna Besant.

2 : Według Zendawesty Aryman kusił Zoroastra, a król perski (w "Szach-Namch" Firdusiego) zawarł pakt z demonem.

3 : Znający Kabbalę zauważą tu różnice w wartościach liczbowych liter w porówaniu z odpowiedniemi wartościami kabały hebrajskiej.

4 : Envoutement et countre-envoutement, str. 38

5 : Max Muller: Origine et developpement de la religion, str. 213.

Qabbalah

 

W t. zw. "talmudzie babilońskim" jest mowa o udzielenie Mojżeszowi na górze Synai dziesięciu przykazań, a ponadto "udzielił mu Pan wieletajemnic, które mogły być odkryte tylko siedmdziesięciu najstarszym". Owa udzielona Mojżeszowi przez Jehowę nauka o rzeczach boskich ma znajdować się utajona w Pantateuchu, a odkrywaniem jej zajmuje się Qabbalah.

Metody odkrywania poddawane były zrazu tradycją ustną, później zaś tradycję spisało kilku mężów; stąd też z różnych czasów pochodzą różne wersje kabali. [1] Z najstarszych istnieją do dziś prawdopodobnie tylko dwa dzieła, a to Sepher Jezirah, czyli "księga stworzenia" i Sohar, czyli "światło". Zawartość treści wskazuje, że pierwsza powstała w wieku IX po Chr., a druga w wieku II lub III; jednak kabaliści przypisują tym księgom wiek znacznie poważniejszy.

Tradycję ustną do spekulacyj kabalistycznych przynieśliizraelici z Babilonu wraz z wiedzą chaldejską; ponieważ żaś były sprzeczne z wiarą ogółu, trzymano je w tajemnicy, a powierzano tylko mężom zaufanym, należącym do szczupłego grona "wtajemniczonych". Talmud mówi, że "kabała może być niebezpieczna, wielu straciło przez nią wiarę lub rozum", co było podstawą dostateczną do ukrywania jej metod, a może także do przypisywania jej działań magicznych.

Wspólną z innymi alfabetami niektórych narodów starożytnych jest właściwość alfabetu hebrajskiego, że on nie ma odrębnych znaków liczbowych, lecz litery jego są zarazem liczbami. Na tej właściwości polega jedna z metod kabalistycznych, GMTRJA (gematrja), podstawiająca w jakiemś obranem słowie w miejsce jego liter inne litery [ 2], ale tej samej wartości liczbowej w sumie całego słowa. N. p. RVCH ALHJM (Ruach Elohim = duch Pana), suma liter ma wartość 300, a tę samą wartość ma litera "Szin", stąd też ta litera służy za symbol "ducha Pana". Podobnież ACHD (Achad = miłość) ma tę samą wartość liczbową, co AHBH (Ahebah = miłość), zatem można jedno z tych słów wstawić za drugie.

Druga metoda, Notariqon (NVTRIQVN), rozpada się na dwie gałęzie. Wedle jednej bierze się każdą literę słowa jako literę początkową innego słowa i na tej drodze rozwija się jedno słowo w całe zdanie. Druga gałąź notarikonu czyta litery kilku wierszy pionowo zgóry nadół, przez co powstają nowe słowa. Nią znaleziono imiona 72 aniołów w Szemhamphorasz (=imię podzielone), czytając pionow litery trzech wierszy z II księgi Mojżesza; otrzymano w ten sposób : [3]

Tablicę szemhamphorasz

Podaję ją tutaj dlatego, że gra rolę w magji ceremonijalnej jako materiał do znajdowania imion demonów i aniołów. Tak n. p. twierdzi Agrypa von Nettesheim w swej Philosophia occulta, że "można zalinać któregobądź z demonów, rządzących planetami, jeżeli zbierze się razem wszystkie rzeczy, należące do danej planety. Tą drogą zaklina się nietylko moce nieba; ciała niebieskie otrzymują swe siły od świata noumenów, można zatem ściągnąć inteligencje i demony rządzące planetami, jeżeli zna się ich imię i liczbę".

Kabalizowanie tych imion i liczb zależy od imion Boga, mających szczególną moc magiczną. [4] Bierze się jdno z tych imion zawartych w 72 szemhamphorasz (tablica) i szuka się jego liter w tablicy planet pod kolumną "dobre". Obok nich w tym samym wierszu poziomym stoją pod odnośną planetą litery szukanego imienia anioła. Podobnież dla znalezienia imienia demona złego szuka się liter imienia Boga w kolumnie "złe" (od dołu wgórę), a obok tych liter (na prawo) stoją litery imienia demona danej planety.

Tablica demonów planet

N. p. chcąc znaleźć imię demona słońca, bierze się z Szemhamphorasz jedno z imion boskich, n. p. MLH (Melahel), a obok tych liter stoją (w kolumnie słońca od lewej ku prawej) litery Ach M; to zatem będzie imię demona.

Dla odróżnienia imion aniołów (dobrych) od imion demonów (złych) dodaje się do wybranego imienia boskiego końcówkę JAH lub JOD (dobro), względnie EL lub ON (zła moc). W przykładzie powyższym imię demona słońca będzie AchMJL (Achamiel); jest to duch potężny, a liczba jego jest 49. Znajomość imienia jest potrzebna do ewokacyj, ale one same nie wystarczają jeszcze do uzyskania pomocy danego anioła czy demona w działaniach magicznych; dołączyć należy do tego jeszcze pentakl z jego pieczęcią.

Do znalezienia "pieczęci" danego anioła lub demona służy inna [5] metoda kabalizowania, zwana Aiq Bekar, czyli

kabała dziewięciu przegródek.

Polega na wpisaniu wszystkich 27 liter (wraz z końcowemi, oznaczonemi gwiazdką) w 3 x 3 pola dziewięciu przegródek wraz z odpowiadającemi im liczbami. Ponadto litery w każdej przegródce otrzymują punkty, a to tyle, ile cyfr zawiera liczba, odpowiadająca danej literze. Pozatem te punkty nad litrami miały szczególną wartość, gdyż można było używać całości także bez liter, jako alfabetu szyfrowego. Są ślady, że szyfru takiego używano w starożytności do przesyłania komunikatów treści tajemnej.

Jak powstaje pieczęć demona

W magji służyła Aiq Bekar do konstruowania wspomnianych wyżej pieczęci demonów lub aniołów.Pisano tą metodą imię danego demona (n. p. "Achamjal"), opuszczając punkty, następnie łączono po dwa lub trzy znaki razem i wreszcie przeplatano jedne drugimi, przez po powstawała figura jednolita, będąca właśnie "pieczęcią", czyli "charakterem" danego anioła czy demona.

Sporządzenie pentakla (pentaculum) wymagało osobnych ceremonij magicznych. Wybrawszy astrologicznie miesiąc, dzień i godzinę, wzywał mag w osobnej modlitwie danego demona, wymawiając w sposób przepisany jego imię, poczem imię to kreślił znakami Aiq Bekar w formie "pieczęci" na pergaminie, posługując się do tego krwią własną. Krew była potrzebna na to, aby demona "związać" z osobą maga i zmusić go do stawiania się na każde jego wezwanie. W Clavicula Salomonis zawarte są "charaktery" czyli pieczęcie różnych demonów. [6]

Oto najważniejsze szczegóły z Qabbali średniowiecznej; przytoczyłem tylko te, które miały zastosowanie w magji ówczesnej, lub przynajmniej były polecane do niej przez kabalistów teoretyków. Pominąłem natomiast milczeniem stronę t. zw. filozoficzną kabali, jak n. p. dociekania początku świata, hierarchij aniołów i demonów, głośnych "dziesięciu sefirod" i t. p., a tem bardziej "odkrycia" robioną metodą Notoriqon Temurah, są to bowiem spekulacje w najlepszym razie sofistyczne, ale bez żadnego zastosowania.

Zagłębiaie się w takie spekulacje jest czemś, przed czem szczególnie mocno wzdryga się umysł europejski, a jasnowidze wprost wystrzegają się zetknięcia z księgami kabalistycznymi, określając je jako pochodzące z 'najniższych regionów świata astralnego". Jakoż rzeczywiście koncepcje filozoficzne kabalistów są pozbawione tej przejrzystości i ścisłości, jaką ma n. p. filozofja indyjska; wszystko w nich jest gęste, mętne, nieprzejrzyste, a miejsce kojarzenia idej zastępują kojarzenia słów, nawet liter lub liczb, w sposób nie mający nic wspólnego z logiką.

Powody tej dziwnej cechy systemu, ktory rości sobie prawo do "wiedzy", znaleźćby można zapewne w kilkakrotnych zniekształceniach, jakim z biegiem wieków ulegała wiedza pierwotna poprzez kolejne przekazywanie ustne. Ze źródeł bezsprzecznie indyjskich wiedza ta przedostawała się przez Chaldejczyków i Egipcjan do Izraelitów, od nich przez Arabów przeszła do Grecji i Hiszpanji; mogły zatem pozostać z niej tylko strzępki najgrubsze, które swym "ciężarem gatunkowym" najlepiej zdołały się opierać przekształceniom przez różne rasy ludzkie kolejno.

1 : Wyczerpujące i piękne studjum o Kabbali hebrajskiej (Zohar i Sefer Jecyrah) drukował Józef Jankowski

2 : Litery tego alfabetu zawierają tylko spółgłoski, a samogłoski oznaczano punktami i kreskami nad literami spółgłosek, i to dopiero od VII w. po Chr. począwszy. Z tego względu litera A (Alef) nie jest samogłoską, lecz miękkim przydechem, a wymawia się jako a lub e dopiero na podstawie punktowania.

3 : Według dra A. Lehmanna: Aberglauben und Zauberei.

4 : W najstarszej części księgi Sohar znajduje się taki ustęp: "Kto chce słać próśbę do Pana, musi wezwać Go imionami świętemi, a to: Eheje, Jah, Jehova, El. Elohim, Jehud, Eloha, Sabaoth, Szadaj, Adonaj". To jest dziesiątka słynnych sefirod.

5 : Pomijam tu zupełnie metodę Temurah, jako czysto spekulatywną, nie mającą w magji zastosowania

6 : "Księgą Mojżesza może człowiek żywy zmusić ducha do pukania", tak twierdzi ów duch właśnie. jest to czarna magja wedle prof. L. Jahna z Kolonji.

Joga indyjska

 

Za kolebkę wszelkiego okultyzmu uchodzą Indje; tam nawet, w jakiemś nieokreślonem miejscu Tybetu czy Himalajów, mieszkają rzekomo te nadludzkie istoty, które rządzą całym globem ziemskim i losami ludzkości. Tymczasem Indje nie posiadają i nigdy nie posiadały okultyzmu w znaczeniu właściwem, a wszystko, co im przypisują autorowie europejscy, polega na mniej lub więcej dowolnem fantazjowaniu.

Jak każdy niemal naród o pewnej kulturze, mają także Indje swoje "księgi święte"; treść ich jednak nie jest ani symboliczna ani celowo zakryta, a dostęp do niej ma każdy, kto przygotuje się językowo w sposób odpowiedni. Istnieją zresztą liczne przekłady tych ksiąg na języki europejskie; nie potrzeba zatem jeździć do "mistrzów tybetańskich", aby módz je studjować.

Jeżeli z treści tych ksiąg odrzucimy wszystko, co należy nie do okultyzmu, lecz do kultów religijnych [1], pozostanie zasdniczo tylko filozofja, rozpadła później na liczne systemy, ale bynajmniej nie tajne; wymagają bowiem tylko odpowiedniego zrozumienia, a raczej odpowiedniego nastawienia intelektualnego. nastawienie to jest o tyle różne od europejskiego, że nie opiera się na zdobyczach nauk przyrodniczych, lecz na swoiście pojętej psychologji, ściśle spokrewnionej z mistyką i dlatego trudno dostępnej umysłom europejskim, nawykłym do indukowania eksperymentalnego.

Filozofja ta zakłada, że właściwym człowiekiem jest duch, a ciało, to tylko przemijająca powłoka, ktorą duch wdziewa na siebie po to, aby mógł zbierać doświadczenia w świecie materjalnym. Duch człowieka wyszedł od Boga i celem ostatecznym jego jest zjednoczenie się z Bogiem napowrót (nirvana). Do tego zjednoczenia wiodą różne drogi (joga), które autorowie późniejsi ujęli w siedm wielkich systemów (nie licząc mnóstwa pomniejszych), a to:

Bhaktijoga, droga świętości; jest to system według pojęć europejskich najbardziej zbliżony do mistycyzmu religijnego. Wymaga tylko żarliwej miłości Boga, zapomnienia o sobie, wyzbycia się wszelkich pragnień egoistycznych; nie ma nic wspólnego z wykonywaniem praktyk religijnych zewnętrznych. Dobre uczynki, współczucie dla wszelkich stworzeń, żywych, lekceważenie potrzeb własnego ciała, oto środki, które wiodą do zjednoczenia się z Bogiem umiłowanym i upragnionym.

Podczas gdy bhaktijoga jest drogą uczucia, karmajogajest drogą pracy. Wymaga tylko sumiennego spełniania obowiązków, niekrzywdzenia żadnego stworzenia, znoszenia ze spokojem przeciwności, postępowania prawego i uczciwego, wyzbycia się chciwości i żądzy władzy; możnaby ją nazwać drogą stoicyzmu praktycznego [2], nie wymagającą rozwoju uczuć ani umysłu.

W przeciwieństwie do niej drogą dla intelektualistów jest dżnianajoga, zmierzająca do zjednoczenia się z Bogiem przez poznanie rozumowe. Środkiem są tu studja naukowe (czitta) i rozwój zdolności umysłowych, pojmowanych oczywiście nieco inaczej, niż studja książkowe w nauce europejskiej, idzie w nich bowiem nietyle o nabycie rozległego zasobu wiadomości o świecie zewnętrznym, ile raczej o poznanie siebie samego i o rozwój zdolności intuicyjnych [3].

Drogą psychofizjologiczną jest lajajoga, pokrewna w pewnym stopniu parapsychologii europejskiej, zmierza bowiem do zjednoczenia z Bogiem przez rozwijanie uzdolnień paranormalnych. Składa się z dziewięciu części (anga): opanowanie wrażeń zmysłowych (ama) i wrażeń wewnętrznych (nijama), ćwiczenia fizyczne (sthulakrija) i fizjologiczne (sukszma-krija), wycofywanie uwagi od wrażeń zewnętrznych (pratjahara), opanowanie ciała eterycznego (dharana), kontemplacja (dhjana), znajomość utajonych sił życia (laja-krija) i pogrążanie się w ekstazę (samadhi, czyli maha-laja). Narządami 'ciała eterycznego" jest wedle lajajogi sześć czakr (lotosów), poprzez które przepływa kundalini (ogień wężowy), a do kontemplacji służy "punkt mistyczny" (bindu), osiągany przez siłę niematerjalną (nada).

Połączeniem dżnianajogi z lajajogą jest "droga królewska", radżajoga, zawierająca ośm stopni (jama, nijama, asana, pranajama, pratjahara, dharana, dhjana i samadhi), zgodnych naogół z częściami wyżej przytoczonemi w lajajodze. Radżajoga nie kładzie nacisku na ćwiczenia fizyczne i na funkcje fizjologiczne, a główną wagę przywiązuje do podniesienia poziomu moralnego, do usprawnienia umysłu i do rozwoju wyższych władz psychicznych, takich jak koncentracja, medytacja i kontemplacja, przez które dochodzi się do połączenia z Bogiem w "samjamie" czyli ekstazie. [4]

Drogą ascetyczno-modlitewną jest mantrajoga, obejmująca aż szesnaście stopni, w których prócz pobożności i dobrych uczynków grają także rolę ćwiczenia fizyczne, służba przed ołtarzami bóstw, powtarzanie modlitw i rozpamiętywania religijne. Powtarzanie wersetów modlitw (mantra) budzi "dźwięk mistyczny" (wacz), który zresztą nie jest drganiem powietrza, lecz drganiami takiemi, jakiemi posługuje się n. p. telepatja, a według tej jogi może wywoływać działania magiczne: może powodować telekinezje, sprowadzać deszcz i burzę, obezwładniać zwierzęta, a nawet wpływać na ludzi wbrew ich woli. Te ideje, niezrozumiane już jednak, przedostały się do okultyzmu europejskiego, rozwinęły się głównie w kabbali i w czarnoksięstwie, a nawet przyświecały - może podświadomie - pierwszym eksperymentom w zjawiskach hipnozy sugestyjnej.

Do okresu schyłkowego kultury duchowej indyjskiej należy hathajoga (zjednoczenie przez wysiłek), zawarta w dziełach (tantra) filozofów materialistycznych z tego okresu. Nie jest to już nawet "zjednoczenie" w tem znaczeniu, jakie przypisują mu dawniejsze systemy jogi, lecz tylko nawiązanie łączności z duchami przodków (pitris) celem uzyskania ich pomocy w działaniach magicznych. Działania takie są zresztą głównym celem hathajogi, gdyż dają zdowie, długie życie, władzę nad ludźmi i nad przyrodą. Prowadzi do tego sześć (lub ośm) stopni, a to: oczyszczenie sześciorakie (szatkarman), ćwiczenia cielesne (asana), wytrzymałość na ból i zmęczenie (mudra), skupianie uwagi (pratjahara), ćwiczenia oddechowe (pranajama) i ujrzenie "światła w głowie" (dhjana), przez które uzyskuje się autohipnozę (maha-bodha-samadhi) jako stopień siódmy. Hathajoga wprowadza po raz pierwszy do ćwiczeń pierwiastek seksualny (jonimudra, wadżroli, retodharana), co później znalazło żywy odźwięk w okultyzmie europejskim; a pierwszy jej stopień, oczyszczenie, nakłada tylko obowiązki higjeny organizmu fizycznego, pomija zaś zupełnie oczyszczenie moralne.

Otóż wszystko, co wyżej w najogólniejszych zarysach przytoczyłem, nie jest bynajmniej jakąś wiedzą tajemną. Działa oryginalne, lub ich przekłady (angielskie i inne), może każdy kupić w księgarniach; nie matam ani zatajania, ani symbolizmu. Znaleźć tam można wszystko, co później będzie zawarte w apokryficznych działach okultystów europejskich, a ponadto bardzo wiele rzeczy, jeszcze dotychczas nieznanych. Niema natomiast ani śladu tego, co później w Chaldei i Fenicji dało początek dzisiejszej astrologii [5], ani też niema nic, co wskazywałoby na łączność z tarotem egipskim, z którego szczątki posiadają dzisiejsze kabalarki cygańskie i aryjskie.

Z rzeczy, nieznanych okultyzmowi zachodniemu, na uwagę zasługują przedewszystkiem szczegóły indyjskie o istnieniu niewidzialnych narządów "ciała eterycznego". Są to koła (czakra) lub lotosy (padma), mieszczące się w pobliżu określonych gruczołów dokrewnych organizmu ludzkiego [6], które pobudza do życia tajemniczy "ogień wężowy" (kundalini). Pierwszą wogóle wzmiankę o nich w literaturze europejskiej znalazłem dopiero w wieku XIX u "Jasnowidzącej z Prevorst".

Do rzeczy niemal nieznanych okultystom zachodnim należą dalej szczegóły o różnych "powłokach" ducha, które z nim razem tworzą człowieka. Jedną taką powloką niewidzialną, jako człon łączny ducha z ciałem fizycznem (kha), przyjmowała już wiedza tajemna chaldejsko egipska, a później (to psychikon soma) chrześcijaństwo pierwotne, i dlatego zapewne znajdujemy to pojęcie także u okultystów średniowiecznych [ciało astralne]. Filozofja indyjska rozróżnia jednak więcej takich powłok, coraz subtelniejszych kolejno, a to: ciało fizyczne (sthula bhuta), ciało eteryczne (linga śarira), astralne (kama rupa, wzgl. pranamaja kośa) i ciało myślowe (kamamanas). Mieszka w nich duch ludzki, nie mający już formy odrębnej (arupa), ale mimoto złożony z trzech coraz subtelniejszych pierwiastków (manas, budhi, atma); te jednak usuwają się już zpod sprawdzenia doświadczalnego, wspominam je zatem mimochodem.

Innem takiem swoiście indyjskiem pojęciem jest prana, siła życiowa, tkwiąca w człowieku i we wszystkich stworzeniach żywych, ale istniejąca także na słońcu i przenikająca wszelką materję. Pranę przyswaja sobie z powietrza cało eteryczne, podobnie jak przyswaja sobie pokarmy ciało fizyczne. Prana rozchodzi się po ciele eterycznem i po czakrach przez nadis, niewidzialne przewody, biegnące wzdłuż nerwów; ona utrzymuje w ciele fizycznem życie i zdolność do ruchów, a cały ten system nadis w ciele (pranamajakośa) podlega woli człowieka. Analogja prany z magnetyzmem żywotnym sama rzuca się w oczy, a podobieństwo to - jeżeli nie tożsamość - uwydatnia się także w następującym szczególe:

Wszystkie zjawiska parapsychiczne zowią się u Indów pitha: grą świadomości i prany. Przez przeciąganie prany w ciało eteryczne powstaje w niem wir prany, pitha. Taki wir można utworzyć świadomie lub bezwiednie: podczas coitu n. p. powstaje mimowolnie, jogin zaś tworzy go świadomie. Pitha również przyciąga duchy jasne (pitris) i niskie (dewata), a w wirze prany mogą one pojawić się ludziom widomie.

Według Sankhji istnieją w filozofii trzy środki dowolne:. 1. samo przez się jasne (pratjaksza) lub zmysłami stwierdzone jako naoczne (drszta), 2. wnioskowanie logiczne (anumana) i 3. słowo mówione i pisane (śabda, aptawaczana) jako świadectwo ludzi zasługujących na wiarę bezwględną (a zatem tradycja). Za najsilniejsze uchodzi wnioskowanie, gdyż w Sankhji nie istniało pierwotnie opieranie się na świadectwach obcych; natomiast między dowodami "naocznymi" wymieniano także poznawanie zmysłami "nadprzyrodzonymi" (jasnowidzenie).

W tych, najkrócej streszczonych, określeniach zawiera się cały zakres zjawisk, o których traktuje także okultyzm nowoczesny; wszystkie zatem były znane już w dawnych Indjach, ale należały tam do wiedzy jawnej, każdemu dostępnej. Za względnie "tajemne" możnaby uważać tylko stowarzyszenia ludzi, podejmujących kształcenie według któregoś ze systemów jogi. nie były jednak "zakryte" przed oczami profanów, ani nie taiły przed nimi swej wiedzy, lecz tylko dobierały sobie kandydatów wedle ich przydatności do takiego kształcenia.

Ponieważ celem kształcenia było rozwijanie takich uzdolnień, które my dziś nazywamy paranormalnymi, niezbędna była obok nauki książkowej także kontrola osobista nad uczniami, prowadzona przez nauczycieli (guru), którzy jasnowidzeniem własnem mogli oceniać stan rozwoju powierzonego ich pieczy ucznia (czela). Tu tkwi różnica zasadnicza między "wiedzą" indyjską, a okultyzmem europejskim; w nim bowiem każdy sam docieka tajemnic, sam je bada i sam rozwija w sobie - albo wypacza - uzdolnienia, które wydają mu się pożądanemi. W Indjach - a podobnież także w Chaldei i w Egipcie - takich zamowtajemniczeń nie było; tak każdy czela dostępował wtajemniczenia dopiero wtedy, gdy guru uznał go za "przygotowanego" bez zastrzeżeń.

Takie wprowadzenie w tajemnice przez "mistrza" przyjęły w swój rytuał także niektóre mniej lub więcej tajne związki europejskie; ponieważ jednak tajemnic rzeczywistych już nie było, wtajemniczenie ograniczało się na poddaniu kandydata szeregowi prób napół symbolicznych (próba ognia, wody i powietrza), zmierzających jedynie do stwierdzenia pewnego wyrobienia charakteru u kandydata. Ceremonje tego rodzaju zachowały do dziś nawet te związki, które z okultyzmem nie mają już nic wspólnego, a slużą celom raczej politycznym lub ekonomicznym.

1 : Nie istnieje żadna ogólna "religja indyjska" ani "język indyjski": w Indjach są liczne systemy religijne (braminizm, buddaizm, dżanizm, mahometanizm i wiele drobniejszych), oraz ponad 300 (trzysta) różnych narzeczy językowych.

2 : Porównaj: Swami Wiwekananda, Karma-Joga

3 : Śankaraczarja: Klejnot mądrości Wschodu (przekład J. Świtkowskiego)

4 : Porównaj: Joga-Aphorismen des Patańdżali (przekład Oppernmanna)

5 : Spekulacje astrologiczne były w Indjach uważane za coś nieczystego, podobnie jak wróżby; ascetom niewolno było tem się zajmować, a do pewnych ceremonij wzbroniony był dostęp astrologom.

6 : Szczegóły w: Kwiaty lotosu i kundalini, a gruczoły dokrewne

Alchemja

 

Źródła alchemji twierdzą zgodnie, że ojcem jej jest Hermer Trismegistos, czyli Toth egipski. Od tego boga mądrości pochodzić ma słynna "tablica szmaragdowa", a teksty na niej wyryte zawarte były wraz z komentarzami w różnych pismach hermetycznych, z których do dziś niewiele zostało, chociaż przytaczają je różne traktaty okultystów starożytności i średniowiecza.

Ze zdań tabula smaragdina przytaczam następujące:

"Pater ejus est sol, mater ejus luna. Portavil illud ventus in ventre suo, nutrix ejus est luna. Pater omnis telesmi totius mundi est hic. Vis ejus integra est, nisi versa fuerit in terram.
"Separabis terram ab igne, subtile a spisso suaviter, cum magno ingenio. Scendit a terra in coelum, iterumque descendit in terram et recipit vim superiorum et inferiorum.
"Verum sine mendacio, certum et verissimum: quod est inferius, est sicut quod est superius; et quod est superius, est sicut quod est inferius ad penetranda miracula rei unius. Et sicut omnes res fuerunt ab uno mediatione unius, sic omnes res natae fuerunt ab una re, adaptatione".

Kto potrafi odpowiednio zrozumieć i zastosować te zasady, temu tablica szmaragdowa obiecuje:

"Sic habebis gloriam totius mundi. Ideo fugit a te omnis obscuritas. Hic est totius fortitudinis fortitudo fortis, quia vincet omnem rem subtilem, omnemque solidam penetrabit.
"Sic mundus creatus est. Hinc eruunt adaptationes mirabiles, quarum modus est hic. Itaquw vocatus sum Hermes Trismegistus, habens tres partes philosophiae totius mundi. Completum est, quod dixi de operatione solis".

Przytoczyłem te tezy, gdyż stanowią podstawę nietylko filozofji hermetycznej samej dla siebie, lecz także jej zastosowania praktycznego , jako alchemji; w nich podobnież należy szukać źródła niektórych idej astrologicznych. Otóż "ojcem jego jest słońce", pierwiastek czynny, "matka księżyc", pierwiastek bierny. "Nosił go w swym żywocie wiatr", żywioł astralny (Bafomet Templarjuszów), a "wykarmiła go ziemia", świat planetarny, opasany zodjakiem. To jest praprzyczyna (pater) wszelkich następstw (telesma) w całym świecie zjawiskowym.

Jednym z wtajemniczonych w magję egipską miał być w IV wieku przed Chrystusem Demokritos, a za czasów Chrystusa istniała już cała literatura, przypisywana Demokrytowi. Według niej, każdy metal stoi pod wpływem innej planety astrologicznej, a to: "złotem rządzi Słońce, srebrem Księżyc, elektrum (aljażem srebra ze złotem) Jowisz, ołowiem Saturn, żelazem Mars, miedzią Ziemia, a cyną Wenus. Gdy później odkryto rtęć, przypisano ją Merkuremu, a inne odpowiedniki zmieniono.

Impulsu do podejmowania praktycznych prób alechemicznych dostarczyło prawdopodobnie dzieło Demokryta "o barwieniu złota, srebra i kamieni purpurą", a w tablicy szmaragdowej i w innem przypisywanem Hermesowi zdaniu ("jeżeli ciałom nie odbierzesz ich stanu cielesnego i jeżeli substancyj bezcielesnych nie przekształcisz w ciała") doszukiwano się wskazówek do "transmutacji metali" na podstawie takiego wnioskowania:

Z dwóch "żywiołów", biegunowo sobie przeciwnych, a to "ognia" (siarki) i "wody" (rtęci), złożone są wszystkie metale, a ich cechy zewnętrzne zależą tylko od stosunku wzajemnego obu tych żywiołów w danym metalu. Zmieniając odpowiednio ten stosunek "ognia" do "wody", można jeden metal przekształcić w drugi, a zatem n. p. ołów przekształcić w złoto.

W złocie przejawia się w sposób doskonały cecha "siarki", a w srebrze cecha "rtęci"; w metalach nieszlachetnych natomiast żadna z obu cech nie przejawia się w sposób doskonały. Aby taki metal przemienić w złoto, należy naprzód rozdzielić oba żywioły, które go składają (separabis terram ab igne), a więc oddzielić w nim siarkę (ogień) od rtęci (wody), a następnie złączyć je napowrót w innym, doskonałym, stosunku.

Do udoskonalenia tego stosunku należy metalowi dodać pewną, bardzo małą, ilość prawdziwego złota, względnie srebra, a to albo w postaci metalicznej, alboteż w postaci proszku lub kamienia, zwanego filozoficznym . [1] Zrozumiały będzie z tego dawny aksjomat alchemiczny: "ażeby robić złoto, należy mieć złoto", zgodny zresztą z obserwacjami parapsychicznemi. Madjum, chcąc zmaterjalizować jakiś przedmiot fizyczny, musi do niego mieć materiał również fizyczny, bo "ex nihilo nihil".

Aby uzyskać kamieć filozoficzny, należy naprzód wydobyć "czynnik uniwersalny" (ogień wszechkształtujący), czyli "merkurjkusz mędrców" (azoth philosophorum), do czego materjałem może być magnezja, względnie markazyt. Z jednego z tych materjałow do się wydzielić "azoth" zapomocą elektryczności lub magnetyzmu żywotnego.

Pod działaniem "azotu" na drobne ilości złota i srebra metalicznego w obecności "soli" (zneutralizowanego binera "siarka" i "rtęć"), powstają dwa "fermenty", które poddaje się w retorcie powolnemu działaniu ciepła. Retorta , zwana "jajkiem" wspiera się na miseczce pełnej piasku, a ogrzwewanej od spodu płomieniem lampki oliwnej (athanor), co trwa nieraz tygodniami. W tym czasie zawartość retorty (rebis) ma przejść przez siedm królestw, siedm wpływów planet, a to:

W państwie Merkurego przybiera różne barwu aż do zielonej, czernieje zrazu na powierzchni ("głowa kruka"), a później aż do spodu. W państwie Saturna "zamierza, aby odrodzić się znowu " i przybrać odcień czerwonawy. wtedy następuje państwo Jowisza, w którem wydobywają się z rebisu pary, skraplające się u pokrywy jakja i opadające we formie deszczu. W państwie Djany rebis rozjaśnia się i zaczyna świecić biało; gdy idzie o uzyskanie srebra, jest to już koniec operacji i pozostaje tylko ostudzenie "jajka", stłuczenie go i wydobycie zawartości.

Chcąc otrzymać złoto, prowadzi alchemik dalej ogrzewanie rebisu, który przechodzi ze stanu płynnego w stały i odwrotnie, przybierając w państwie Wenery kolejno barwę zieloną, niebieską i czerwoną. Ta zmienia się w pomarańczową i przybiera wszystkie barwy tęczy, aż w państwie Marsa wydzielają się z rebisu pary czerwone coraz gęstsze, które wreszcie w państwie Apollina zestalają się w kryształki koloru czerwonego. Proszek ten jest bardzo ciężki, o woni kwasu siarkowego. Po dodaniu doń ołowiu lub rtęci w ilości dziesięć razy większej niż proszek, otrzymuje się po dwu godzinach utrzymywania mieszaniny nad ogniem w stanie płynnym czyste złoto.

Aby pomnożyć ilość "proszku", dodaje doń alchemik nieco złota roztopionego i ogrzewa w atanorze, ale już o wiele króciej. Powstaje proszek jeszcze cięższy niż poprzednio, a działający dziesięć razy silniej niż pierwotny. Powtórzywszy tę operację jeszcze raz uzyskuje się proszek, mogący przekształcić w złoto 10.000 części ołowiu.

[ Przykład 1]. Z parapsycholigii wiemy, że medjum magnetyzuje przedmioty przed działaniem telekinetycznem; magnetyzuje doniczkę, w której ma kwiat wyrosnąć, magnetyzuje nawet pustą przestrzeń w ciemnym gabinecie. Wynika z tego, że i alchemik zdoła złoto robić, a raczej pomnażać, jeżeli ma uzdolnienia medjalne, względnie magnetyczne; a jego zabiegi i przyrządy są tylko ceremonjami i rytuałem, w równej mierze skutecznym jak wszystkie inne rytuały magiczne.

Pomnażanie złota jest jednak tylko jednem ze zastosowań dogmatów Hermesa. Podbnie, jak można uszlachetniać metale, można uszlachetniać materję żywą, fizyczną lub niewidzialną, a zatem "ciała" człowieka. Można je "transmutować" i uszlachetniać przez "przystosowanie" (adaptatio), przez "śmierć mistyczną" i "odrodzenie".

To jest właściwe znaczenie "filozofji hermetycznej", z której poza tablicą szmaragdową zachowało się do dziś siedmnaście djalogów w języku greckim, oraz "Słowo poświęcenia" w łacińskim. Są to jednak już traktaty późniejsze od Demokryta; najstarszy z nich [2] (Poimandres) powstał w I wieku po Chr., a najpóźniejszy (Asklepios) w IV wieku po Chr.

Traktat I. zawiera u końca zdanie Hermesa: "Dlaczego wy, synowie Ziemi, oddaliście się śmierci, mając do nieśmiertelności prawo? czyńcie pokutę wy idący manowcami i bratający się z niewiedzą. Pozbądźcie się ciemności, sięgnijcie po nieśmiertelność, porzuciwszy zatratę". Traktat IV ("Czara, czyli monada") mówi, że Bóg stwórca, demiurg, obdarzył logosem wszystkich ludzki; co zaś do rozumu, zapragnął aby ludzie sami doń dążyli. W tym celu napełnił czarę dla nich i wyprawił "zwiastuna", aby to oznajmił duszom: "Zanurz się w czarę, ty mogąca się zanurzyć, ty wierząca, że wstąpisz ku temu, który zesłał czarę, ty wiedząca, dlaczego zostałaś stworzona".

Skoro człowiek zdoła wyzbyć się uczuć i odda się rozumowi, wtedy wstępuje ku sferze nadplanetarnej i tam łączy się nanowo z bóstwem; jest to jego odrodzenie (traktat XIII "mowa tajemna na górze"). Skoro zaś oddaje się popędom zmysłowym, to dusza jego pozostaje na ziemi, zamieszkując coraz nowe ciała ludzkie, ale nie zwierzęce (traktat X "klucz"). Ale któż w człowieku sprawia odrodzenie? "Syn Boży, a zarazem człowiek z woli Bożej" - odpowiada "mowa tajremna" w traktacie XIII.

Cytaty te wystarczą do okazania, czem jest hermetyzm właściwy, czyli alchemja duchowa. jest to wzniesienie się ku Bogu przez oczyszczenie wewnętrzne, przez oswobodzenie się od skłonności ziemskich (separabis terram ab igne) i odrodzenie się na stopiniu wyższym. To samo głoszą najstarsze systemy jogi indyjskiej, co wskazuje, że źródło hermetyzmu i jogi jest wspólne, jako wiedza dawnych "riszi".

1 : Porównaj Papus: La pierre philosophiale

2 : dr T. Zieliński: Hermes Trismegistos

Procesy czarownic

 

U autorów przedchrześcijańskich niema żadnych wzmianek o sabatach czarownic; nie wspominają o nich podobnież pierwsi Ojcowie Kościoła, z czego De Vesme [1] wnioskuje, że "prawdopodobnie dały początek tym legendom ludy Północy, Celtowie i Skandynawi". Jakoż pierwsze procesy, jakie wytaczano osobom podejrzanym o czarnoksięstwo, nie zarzucały im uczestniczenia w sabatach, lecz tylko posługiwanie się pomocą demonów".

Sam fakt zawarcia "paktu z djabłem" lub obywania się bez niego był w procesach okolicznością podrzędną, przyjmowano bowiem, że i bez formalnego układu pisemnego demony mogły ludziom pomagać, bądźto z własnej ochoty, bądź zmuszone do tego zaklęciami i ceremonjami magicznemi. Główną rzeczą w procesie było znalezienie dowodów, że oskarżony lub oskarżona posiada jakieś właściwości, inne niż u ludzi normalnych, a zatem pochodzące od "demonów". [2]

Tak n. p. w r. 1549 spalono w Nantes siedm osób dlatego, że przez kilka godzin leżały w ekstazie, a po obudzeniu opowiadały, co się dzieje daleko w okolicy; były to zatem objawy pomocy demonów, gdyż człowiek normalny nie jest zdolny do takich widzeń. Zdolni byli także do nich coprawda święci obojga płci, ale była to zdolność dana im od Boga, a zatem zasługująca na poszanowanie i podziw. W hagiografji znajduje się mnóstwo takich faktów z życia różnych świętych; tak n. p. sławna franciszkanka hiszpańska, Marja d'Agreda (od Dzieciątka Jezus) opisywała i nazywała często miejscowości w Nowym Meksyku, oraz wygląd i obyczaje mieszkańców, chociaż tam nigdy nie byla, a przeor zakonu, podjąwszy później podróż do Nowego Meksyku, stwierdził prawdziwość jej opisów. Św. Liduina w Rzymie zwiedzała w ekstazie często Ziemię Świętą i nawet skaleczyła sobie na jednej takiej wycieczce nogę (eteryczną), co przez kilka dni było widoczne na nodze fizycznej.

Innym dowodem pomocy demonów była odporność na ogień. De Vesme (l. c.) podaje, że hr Fürstenberg pozwolił oskarżonej uniknąć stosu, jeżeli przejdzie trzy kroki z żelazem rozżarzonem w ręce; czarownica ujęła żelazo i zrobiła z niem nie trzy, lecz sześć kroków i jeszcze chciała iść dalej. Podczas torturowania czarownic dla wymuszenia zeznań przypiekano im żelazem rozpalonem piersi lub podeszwy i często zdarzało się, że żar ten nie wywoływał żadnego cierpienia, a nawet nie pozostawiał uszkodzeń na ciele. Delrio opowiada o wiedźmie, której 1599 r. nogi zanurzono w smołę gorącą, co nie wywołało żadnego oparzenia. Z tego zapewne powodu słynny podręcznik do badania czarownic "Malleus maleficarum" zabrania prób z gorącem żelazem i z wrzątkiem, jako niepewnych.

Montgeron, który wedle dokumentów i zeznań świadków spisał głośne w połowie XVIII wieku dziwy na grobie djakona Parysa, podaje kilkanaście faktów zupełnej niewrażliwości ekstatyków na ogień. Z hagiografji wiadomo, że n. p. św. Katarzyna sjeneńska "była odporna na ogień, gdy jakaś siła wrzucała ją weń podczas ekstazy", a już Jamblichus pisał: "Cechą nieomylną natchnienia proroczego jest, gdy widzimy, że ekstatyk nie ulega ogniowi; w tym bowiem wypadku Bóg zabrania ogniowi tknąć ciała".

Kamizardami zwano chłopów hugenockich, którzy za Ludwika 14. podnieśli rokosz fanatyczny przeciw uciskowi religijnemu. Walcząc rozpaczliwie o głodzie w swych niedostępnych siedzibach górskich w Cevennes, mieli (1702-1705) swych proroków i prorokinie, wieszczących w ekstazie, a przykłady wytrzymałości na ogień zawierają także ich dzieje. Jan Chevalier, świadek naoczny, opowiada [3] : "Brat Clary jako nasz kierownik zwołał w sierpniu 1703 zebranie w cegielniach koło Cannes. Przyszło 500-600 naszych, mężczyzn i kobiet. Napełniony 'duchem' brat Clary wpadł w gwałtowne konwulsje i wykrzyknął, że są na zebraniu dwaj zdrajcy. Z wykrzywioną twarzą i ściśniętą kurczowo piersią chwycił rękami dwóch z obecnych, którzy odrazu padli na kolana i wyznali swe zbrodnicze zamiary.

Natchnienie Clary'ego trwało nadal, odczuł więc, że wielu uważało to wszystko za ukartowaną komedję. 'Wy niewierzący' - zawołał - rozpalcie wielki ogień; wejdę weń bez uszkodzenia'. Zapalono stos drzewa, Clary wszedł nań, złożył ręce nad głową i nie przestawał się modlić. Żona jego krzyczała z rozpaczy. Wszyscy mogli go widzieć stojącego wśród płomieni, które go zupełnie otaczały. Clary nie opuścił swego miejsca, aż została tylko kupa węgla żarzącego. Przez całą tę próbę nie odstąpił go 'duch', a wedle mego zdania mogło to trwać dłużej niż kwadrans". Podobnie opowiada De Montgeron o konwulsjonistach, że "przebywali swobodnie w ogniu, który oszczędzał ich suknie i ciała".

Jednym ze środków badania była w procesach czarownic także "próba wody". Jeżeli podejrzana nie tonęła w wodzie mimo związania rąk i nóg, aby pływać nie mogła, było to uważane za "pomoc demonów". Ostatnia w dziejach próba tego rodzaju odbyła się w r. 1836 na Helu, poczem "czarownicę" zabito, ponieważ nie utonęła. [4]

Do tego samego - stwierdzenia niezwykłej lekkości ciała - zmierzały próby ważenia osób podejrzanych, a miasto Oudewater otrzymało od cesarza Karola V przywilej posiadania osobnej wagi dla tego celu. Takie obniżenie normalnego ciężaru ciała, znane w czasach dzisiejszych z obserwacyj na licznych medjach, stwierdził już magnetyzer Lafontaine, sadzając (1818) somnambuliczkę na wadze podczas magnetyzowania.

Tem bardziej obciążające było zjawisko, gdy ta lekkość ciała osoby podejrzanej wzmagała się aż do unoszenia się w powietrzu. Opat Loschert złożył cesarzowej Marji Teresie raport ze swego śledztwa, w procesie ksieni Renaty Sänger, oskarżonej o czarowanie podległych jej zakonnic, z których jedną "szatan unosił ze sto razy na dzień w górę z taką siłą, że niktby zapobiedz temu nbie zdołał, a potem rzucał ją na kolana tak gwałtownie, iż zdawało się, że ją pokruszy na kawałki... W chwili egzorcyzmowania mniszka ta uniosła się wysoko wgórę razem z krzesłem, na którem siedziała". Lewitacje takie, znane zresztą w nowoczesnych badaniach parapsychicznych, były zjawiskiem bardzo częstem także w hagiografji.

Jeżeli tego rodzaju objawy uchodziły w procesach czarownic tylko za "pomoc" demona lub szatana, to w innych upatrywano już całkowite opętanie, czyli owładnięcie ciałem przez szatana. Należały tu n. p. konwulsje i kataleptyczne zesztywnienia ciała, wytrzymałość na uderzenia, a szczególnie niewrażliwość na ból pewnych miejsc ciała, które wyszukiwano ukłuciami. Takie miejsca, znane dziś jako typowe u histeryczek, uchodziły wówczas za niezbitą oznakę siły sztańskiej (Teufelsmal).

We wieku 16, 17 i 18 występowały w różnych punktach Europy prawdziwe epidemje opętań. W r. 1550 pojawiły się w kilku miejscach równocześnie, a Francuzi zwali je Possessions des nonnains", gdyż ulegały im szczególnie zakonnice. Według kanonów kościelnych opętanie stwierdzić można z następujących oznak:

1. zdolność czytania myśli innych ludzi; 2. rozumienie obcych języków; 3. mówienie tymi językami; 4. wiedza zdarzeń przyszłych; 5. wiedza, co się dzieje w oddali; 6. występowanie wyższych sił fizycznych; 7. unoszenie się w powietrzu przez czas określony.

Prócz tych cech ukazywali konwulsjoniści osobliwy fenomen nieulegania zranieniom, jakiego nie spotykano zresztą w historji. W djecezji Bauvais pewna kobieta kazała sobie wymierzać ciosy szablą po całem ciele, ale nigdzie szabla nie mogła wciąć się w ciało i pozostawiała tylko czasem zaróżowione ślady na skórze. [5]

Pozatem były jeszcze objawy intelektualne, które jednak występowały częściej na jaw dopiero podczas badań w procesach. Należała tu n. p. zdolność czytania w myslach inkwizytora, objawiająca się dawaniem odpowiedzi na jego pytania jeszcze nie wypowiedziane, lecz tylko pomyślane; należała podobnież ksenoglossja, a więc zdolność odpowiadania w językach, ktorych podejrzana nie znała na jawie.

U Kamizardów wygłaszały kazania językiem literackim w ekstazie nietylko osoby dorosłe, lecz także dzieci 14-15 miesięczne, a nawet niemowlęta oseski. Wernet słyszał mówiące czystą francuszczyzną dziecko 13-miesięczne, które jeszcze nie umiało chodzić. Bonnemere, autor historii Kamizardów, wyjaśnia to egzaltacją religijną. Wypadki ksenoglossji zanotowano także z początkiem wieku 19. u sekty religijnej, założonej w Szkocji przez prezbiterjanina Irvinga.

Do wytoczenia procesu nie były zresztą konieczne takie stwierdzenia objawów; wystarczało doniesienie - nawet anonimowe - że dana kobieta "czaruje", że warzy jakieś maście i zioła, że ma "zły wzrok", że bierze udział w sabatach czarownic. Biskup Pampeluny, chcąc zobaczyć, jakimi sposobami wiedźmy mogą latać, obiecał jednej z nich (1507 r.) ułaskawienie pod warunkiem, że pokaże, co umie. Gdy na jej żądanie "oddano jej zabrany słój z maścią, posmarowała się nią i poczęła na wzór jaszczurki, t. j. głową wdół, schodzić po murze z wieży, a doszedłszy do połowy, uniosła się wolno w powietrze. [6]

Posiadanie maści uchodziło za szczegół mocno obciążający, gdyż wedle powszechnej wiary maść taka umożliwiała właśnie lot na sabat, a więc pośrednio dowodziła zawarcia przymierza ze szatanem. Wspomniałem już, że sprawa paktów ze szatanem nie istniała w starożytności, a pojawiła się dopiero w średniowieczu; przechowało się nawet do dziś kilka dokumentów, pisanych rzekomo krwią własną - ale nie przez czarownice, lecz przez czarnoksiężników. [7] Potwierdzenia "szatana" na takich paktach nakreślone są nieraz pismem odwrotnem (lustrzanem) od prawej do lewej, podobnie jak niektóre "pisma bezpośrednie" u medjów dzisiejszych, a podpisy i pieczęcie "szatana" również przypominają formą podpisy duchów.

Jakkolwiek pogłoski o odbywaniu sabatów czarownic - na Łysej Górze w Polsce, a na Blocksbergu i Brocken w Niemczech i Szwecji - były bardzo rozpowszechnione, nie jest dotychczas ustalone, w jakim stopniu pogłoski te odpowiadały rzeczywistości. Zeznania samych czarownic - nawet dobrowolne, a nie wymuszane (torturami) - zgodne są ze stwierdzeniami świadków, którzy takie zebrania wiedźm obserwowali rzekomo własnemi oczyma. [8] Miały to być tłumne zebrania kobiet starych i młodych, grupujące się w lesie około tronu Lucypera, na których czołobitność (całowanie go pod ogon) mieszała się z wyuzdanemi orgjami i ucztami przy udziale nielicznych czarnoksiężników, kozłów i kotów. Zgodne z tem były zeznania samych czarownic, które ponadto przyznawały niesłychaną bolesność rozkoszy, jakiej doznawały w lodowatych - a bynajmniej nie "palących" - uściskach djabła.

Otóż zagadnienie realności tych zebrań komplikuje się przez to, że w niektórych wypadkach świadkowie siwerdzali nieobecność czarownic w ich siedzibach podczas godzin, w których rzekomo odbywał się sabat, a w innych wypadkach czarownice notorycznie nie wydalały się z domu w czasie, w którym wedle ich własnych oświadczeń brały udział w sabacie. Na podstawie dzisiejszego stanu parapsychologii należałoby przyjąć, że w pierwszym rodzaju wypadków czarownice - na jawie lub w somnambuliźmie - udawały się (pieszo lub drogą powietrzną) na sabat, aby w nim wziąć udział ciałem i duszą, a w drugim rodzaju były to tylko ich marzenia senne, lub w najlepszym razie wycieczki sobowtóra eterycznego na miejsce zebrań, podczas gdy ciało fizyczne pozostawało w domu uśpione.

Maście z ziół narkotycznych mieszanych z tłuszczem pewnych zwierząt, powodowały zapadanie w stany uśpienia podobne do transu nowoczesnego, a w transie mogły czarownice - zależnie od rodzaju swych uzdolnień medjalnych - jużto dostępować jasnowidzeń, jużto wydzielać sobowtóra, jużto wreszcie osiągać lewitację ciała i odbywać rzeczywiste podróże powietrzne do realnego miejsca sabatów.

Uchodzi za rzecz pewną, że czarownice - rzeczywiste lub rzekome - sporządzały także inne maści i przetwory, jużto lecznicze, jużto trujące lub wywołuujące choroby. Z pkolenia w pokolenie przechowywały się wśród nich wiadomości o "magicznem" działaniu pewnych roślin, zwierząt, kamieni i amuletów. Wiadomości tego rodzaju przetrwały do naszych czasów jedynie w okruchach i zniekształceniach, masowe bowiem tepienie w średniowieczu kobiet posądzonych o czary zniszczyło zarazem większą część przechowywanej przez nie tradycji ustnej.

Wedle zachowanych do dziś aktów obliczają historycy w czasie od pierwszego procesu w roku 1264 do ostatniego w 1836 liczbę ogólną zgładzonych "czarownic" na 9.000.000 osób. Ile w tem było kobiet, które nie miały nic z czarownictwem wspólnego, a tylko pod naciskiem tortur przyznawały się do wszystkiego, co im sugerowano, nie da się dziś określić nawet w przybliżeniu. Nadomiar wiemy dziś z przykładów "opętań masowych" (jak n. p. na grobie Parysa, u jansenistów, etc.), że pod wpływem naśladowania lub wstrząsu nerwowego (groźbą tortur) budzą się zdolności paranormalne także u ludzi zupełnie zdrowych; u mnóstwa podejrzanych zatem objawy mogły wystąpić po raz pierwszy dopiero podczas procesów i najniewinniej spowodować wyrok skazujący.

Tego wszystkiego oczywiście wówczas nie wiedziano; prowadzący procesy inkwizytorowie byli wprawdzie uczonymi teologami, ale z okultyzmem nic wspólnego nie mieli i mieć nie mogli, gdyż taka wiedza zaprowadziłaby ich samych na ławę oskarżonych. Toteż każdy objaw paranormalny i każda sugestja inkwizytora, zrealizowana przez oskarżoną, była przekonywającym dowodem winy, a w braku wszelkich innych dowodów pozostawało jeszcze wymuszenie zeznań torturami.

W takich warunkach wystarczało błahe podejrzenie, fakt niedokładnie obserwowany, a nawet gołosłowny donos anonimowy, aby nową ofiarę zaprowadzić przed sąd inkwizycji, skąd już powrót do świata bywał bardzo rzadkim wypadkiem. Ten jedynie można wyjaśnić ową olbrzymią liczbę wyroków skazujących, których w ciągu sześciu wieków przypadało przeciętnie po 15.000 na rok.

Niektórzy badacze parapsychiczni, opierając się na fakcie, że uzdolnienia medjalne zdarzają się o wiele częściej u narodów pozaeuropejskich, niż wśród rasy aryjskiej, wnioskują z dziewięciomiljonowej liczby straconych czarownic, jakoby "rasa" medjów została przez inkwizycję wytrzebiona i dlatego - jako uzdolnienie dziedziczne - należała obecnie w Europie do rzadkości. Jednakże można z pewnem prawdopodobieństwem przyjąć, że między owymi miljonami skazanych nie więcej jak jeden procent było medjów prawdziwych, a olbrzymia reszta, to tylko histeryczki lub nawet osoby zupełnie normalne. Ponadto sprawa dziedziczności uzdolnień medjalnych nie jest jeszcze rozstrzygnięta; stwierdzono wprawdzie u wielu medjów takie dziedziczenie uzdolnień, ale u równie licznych innych medjów przodkowie ich żadnych tego rodzaju uzdolnień nie objawiali.

Na uwagę zasługuje pozatem inna jeszcze cecha charakterystyczna owych procesów. Oto odnoszą się one w olbrzymiej większości do kobiet, a tylko wyjątkowo (wedle demonografów 1 na 10.000) do mężczyzn. Wedle przybliżonej statystyki dzisiaj medjów żeńskich jest mniejwięcej tyleż, co męskich, czyli innemi słowami: uzdolnienia medjalne nie są od płci zależne. Jeżeli zatem tak "mało" stosunkowo mężczyzn uległo wyrokom inkwizycji, to powód musi tkwić w czem innem, a nie w rzadkości uzdolnień medjalnych u płci męskiej. [9]

Otóż przedewszystkiem niema ppodstaw do uważania każdej czarownicy za medjum; prawdopodobne bowiem jest, że nie uzdolnienia wrodzone czyniły kobietę czarownicą, lecz przeciwnie: praktyki czarnoksięskie rozwijały w niej pewne uzdolnienia medjalne. Powtóre, czarownice pochodziły przeważnie z warstw mało oświeconych, a czarnoksiężnicy, jeżeli wogóle mieli ciągnąć zyski ze swego procederu, musieli posiadać pewne oczytanie obok sprytu wrodzonego. Ten wyższy poziom inteligencji pozwalał im z większą przebiegłością unikać podejrzeń i wykręcać się od zarzutów. Poza wiejskimi znachorami zatem czarnoksiężnicy należeli do warstwy oświeceńszej, a warstwa ta - w średniowieczu zwłaszcza - była bardzo nieliczna w porównaniu z wartswami ludowemi.

1 : Histoire du spiritisme, II, str. 183

2 : Takie same właściwości mogli mieć także święci; ale te - wedle pojęć ówczesnych - pochodziły wprost od Boga.

3 : C. Lombroso: Ricerche sui fenomeni ipnotici e spiiritistici, str. 168

4 : wedle obserwacyj dra J. Kernera słynna "Jasnowidząca z Prevost" nie tonęła również, gdy ją w stanie somnambulicznym wkładano do wanny: mimo wysiłków kobiet otaczających ciało jej wypływało na powierzchnię wody, jak korek.

5 : De Vesme: Histoire du spirittisme, III, str. 441

6 : cytuję wedle Matuszewskiego: Czarnoksięstwo i medjumizm.

7 : Tak n. p. u spalonego za czarownie mniszek Urbana Grandier'a (1634) poniżej jego podpisu na pakcie znajduje się klauzula łacińska "szatana", stwierdzająca, że "całe piekło z Lucyperem na czele przyjmuje ten pakt i obiecuje dwadzieścia lat rozkoszy ziemskich etc."

8 : Wiele szczegółów charakterystycznych ze sabatów czarownic i z przeprowadzanych przeciw nim procesów zawiera książka St. Przybyszewskiego: Il regno doloroso

9 : Możebne także, że magowie średniowieczni uszli losowi czarownic dzięki tezie Jamblicha, wedle której "zwykły mag zdoła swemi sztukami tylko napełnić wyobraźnię pustymi obrazami (halucynacjami), a teurg, wznosząc duszę do Boga, osiąga naprawdę to, pragnie".

Satanizm

 

Nieznajomość średniowieczna zjawisk paranormalnych i stosowanie tortur w procesach czarownic, oto dwie przyczyny, z których zginęło na stosach napewno sto razy więcej medjów i histeryczek, niż kobiet, z mniejszem lub większem umotywowaniem zasługujących na miano czarownic.

Takie same "czarownice" mamy jeszcze i dziś, nawet wśród narodów wysoce kulturalnych; są to baby doświadczone, które odczyniać umieją uroki na człowieka rzucone, znajdą maść skuteczną na rany, dadzą ziele na wzbudzenie miłości, ale naogół są raczej pożyteczne niż szkodliwe. Że po nocy zbierają zioła przy księżycu, że mają czarnego kota w domu i nietoperza rozpietego nad kominem, że może nawet jeżdżą na miotle raz na rok, aby ucieszyć serce ucztą szatańską, to ostatecznie tak dalece nikomu nie szkodzi.

Były bez wątpienia pomiędzy takiemi niemal "niewinnemi" czarownicami także inne, które może rzeczywiście działały wyłącznie na szkodę otoczenia; te jednak były nieliczne stosunkowo, gdyż ludzi z gruntu złych jest - wbrew poglądom mizantropów i pesymistów - zawsze jeszcze niewielu na świecie. W większości wypadków były to zapewne kobiety ułomne od urodzenia, wyśmiewane i prześladowane przez sąsiadów, które wreszcie zaczęły otoczeniu odpłacać pięknem za nadobne i wycofawszy się w mało dostępne pustkowia, wzwróciły myśli ku demonom i szatanowi, skoro dobre duchy nie chciały ich bronić przed ludzką złośliwością.

Wiara w czary jest u różnych ludów uderzająco podobna. Lud sycylijski wierzy, że opętani przez djabła mówią wszystkimi językami, a wypędzić go z nich można pewnemi modlitwami, lub uderzeniami w piersi. Czarownice mogą poddać ludzi swej woli, latają nocami, umieją wzbudząc, w kim chcą, miłość lub nienawiść, obłęd lub chorobę, wbijając szpilki w jajko, w drzewo cytrynowe lub w laleczkę, zawierającą coś z człowieka upatrzonego na ofiarę; mogą wejść w dom jego dziurką od klucza.

W ocenianiu motywów, które popychały kobiety na drogę czarownictwa, uwzględnić należy także - niedocenianą zazwyczaj - rolę popędu seksualnego. Istoty brzydkie lub ułomne nie mogły liczyć na powodzenie u młodzieży męskiej, a sprzedawane innym - szczęśliwszym - dziewczętom zioła na wzbudzenie miłości okazywały się w rękach samych czarownic mało skutecznemi dla nich osobiście. Pozostawały więc tylko marzenia o uściskach ramion męskich, marzenia tem gorętsze, im mniej było widoków spełnienia, przeżywane zrazu na jawie, potem i we snach. Znajomość różnych roślin dozwalała wprawić się maściami i dymami w sen narkotyczny, w którym już marzenie dorównywało rzeczywistości, lub nawet jeszcze ją przewyższało.

Mniej wybrednym lub pozbawionym wyobraźni wystarczała może sodomja z kotem czy capem; większość jednak miała na swe usługi inkuby w najróżniejszych postaciach i stopniach zgęszczenia (rola ideoplasji w tworzeniu zjaw mniej lub więcej materjalnych, a u "czarownic" - rzeczywistych lub rzekomych). Ideoplastja mogła działać tym poteżniej, że istoty te posiadały niewątpliwie właściwości medjalne, histeryczne, względnie schizofreniczne. Przeciw realizacjom ideoplastycznym, nietylko nie było żadnych oporów, lecz nawet gorące ich pożądanie; materjalizacje zatem mogły się zagęszczać aż do zupełnej cielesności, widzialnej i dotykalnej. [1]

Toteż wypowiedzi kobiet oskarżonych w procesach czarownic - nawet nie wymuszane torturami - mogły zgodnie potwierdzać obcowanie z inkubami, demonami i sztanami, opierały sie bowiem na najrealniejszych przeżyciach i doznaniach zmysłowych. Postać zewnętrzna tych "kochanków astralnych' odpowiiadała w każdym poszczególnym wypadku wyobrażeniom danej "czarownicy"; u jednej był to tylko mglisty inkub bez kształtów określonych, u drugiej demon w postaci ludzkiej pieknej lub wstrętnej, u innej sam szatan w postaci takiej, jaka odpowiadała wyobrażeniom mieszkańców danego kraju. Stąd to zapewne zrodziła się wiara średniowieczna, wedle której demony i szatany mogą przybierać najróżnorodniejsze postacie.

D'Assier [2] cytuje opowiadanie dwudziestoletniej dziewczyny, która oddawała się z zapałem spirytyzmowi, a potem przez trzy lata nawiedzał ją "kochanek fluidyczny". Podobne przykłady przytacza Stanisław de Guaita [3], a misjonarze opowiadają, że w niektórych okolicach Chin inkuby i sukuby wystepują epidemicznie.

Na podobnem - jeżeli nie identycznem - podłożu powstały legendy o sabatach czarownic i o jazdach na miotle lub na grzbiecie capa. Natarłszy nagie ciało maściami narkotycznemi, wsiadała wiedźma okrakiem na grzbiet capa lub na miotłę, i ta czynność, początkowo zupełnie realna, dawała pierwsze, również realne, doznanie płciowe, które wkrótce pod działaniem maści łączyło się z fantazjami podświadomemi. Dalsza "jazda" zatem odbywała się już w rodzaju "transu", w którym rzeczywistość mieszała się z halucynacjami. Oswobodzona od wszelkich oporów zdolność ideoplastyczna wyczarowywała następnie całą scenerję zebrania na Łysej Górze z tłumem czarownic, czarnoksiężników i demonów otaczających tron szatana, z ucztowaniem, tańcami i orgjami.

W aktach procesów znajdują się tu i ówdzie zeznania świadków, którzy mieli na własne oczy widzieć wiedźmy wydostające się z kominów, lecące w powietrzu na miotle, a nawet zgromadzone na leśnej polanie. Jeżeli nie były to tylko iluzje świadków, to podłożem ich widzeń mogły być ideoplastje niektórych wiedźm, a to tych, które swoją podróż na sabat wypracowywały w fantazji bardzo szczegółowo, od wylatywania na miotle przez komin aż do przybycia na miejsce zebrania. Wiadomo zresztą z wypadków masowych "opętań" w czasach nowszych, że wizje mogą być "zaraźliwe" i przenosić się z wizjonerów pierwotnych na osoby otaczające. Pozatem wiedźmy o wybitniejszych zdolnościach medjalnych mogły swego wyłonionego sobowtóra zagęszczać aż do takiego stopnia materjalności, w którym był dostrzegany przez osoby normalne. Do tej zdolności odnosiłyby się także zeznania o pojawianiu się czarownicy w miejscach oddalonych, gdzie obecność jej równoczesna w siedzibie własnej dawała się również stwierdzić świadkami.

W przeciwieństwie do wybitnie seksualnego zabarwienia satanizmu kobiet, ustępuje ono na plan dalszy w satanizmie mężczyzn. U osobników, których niepohamowane żądze pchnęły na drogę czarnoksięstwa, mogła bez wątpienia grać znaczną rolę także nadzieja nieograniczonego używania płciowego; nie był to jednak motyw jedyny. ważniejszą bez porównania była chęć władzy, właściwa wszystkim niemal mężczyznom, obiecywała bowiem nietylko panowanie nad ludźmi, lecz także bogactwa, dające środki do zadowolenia wszelkich namiętności.

Oczywiście nie we wszystkich wypadkach droga do czarnoksięstwa zbaczała odrazu ku satanizmowi zdecydowanemu. Od niewinnego stosunkowo "alchemika ", który marzył o "robieniu złota" bez odpowiedniego oczyszczenia się moralnego, aż do czciciela szatana, któremu duszę zapisał i dla którego ważył się na zbrodnie najokropniejsze, jest mnóstwo stopni pośrednich. Zresztą zapisanie duszy - jak to n. p. głosiła o Fauście fama powszechna - nie obowiązywało jeszcze do popełniania zbrodni ani do szczególnej czci szatana; wszak ten sam Faust dość lekceważąco odnosił się do Mefistofelesa, a wielkich zbrodni nie miał na sumieniu. O niezbyt "czarnym" charakterze większości czarnoksiężników świadczy wymownie mała ich liczba skazanych w procesach, liczba obejmująca wedle statystyki demonografów zaledwie jednego czarnoksiężnika na 10.000 czarownic.

Podłożem satanizmu właściwego, a zatem kultu niemal religijnego, w którym miejsce Boga zajmował szatan, były zdaniem historyków głównie sekty kacerskie, prześladowane przez prawowoeirnych i odpłacające im równą nienawiścią. "Skoro nie możemy służyć Bogu, oddajemy się w służbę szatanowi" - taka zapewne była zasada pirwszych satanistów, a kalwińska nauka o predestynacji dodawała im nowych prozelitów. Ponieważ zaś "szatan jest przeciwieństwem Boga", zatem i kult jego powinien być odwrotnością tego, co składa się na kult Boga. Stąd to rytuały i ceremonje satanistów są aż do śmieszności posuniętą odwrotnością rytuału chrześcijańskiego, mimo że wszystkie jego ceremonje naśladują. Jest zatem n. p. "masza", ale oczywiście "czarna", z czarnemi świecami na ołtarzu, a "kapłan", zwykle nagi, staje tyłem do ołtarza i czyta "ewangelję" od końca do początku, wstawiając zamiast Boga imię szatana. Jest "odwrotność spowiedzi", a więc chlubienie się publiczne popełnionemi zbrodniami; są "komunje" krwią niemowląt lub przynajmniej czarnych jagniąt i są orgje po ukończeniu ceremonji, jest wreszcie lingam i joni, jako przedmioty kultu. O bardziej drastycznych szczegółach tego rytuału nie będę tu wspominał; są zresztą znane z dokumentów historycznych.

O liczebności i rozgałęzieniu związków satanistycznych, jako okrywających się najściślejszą tajemnicą, przesiąkały zaledwie tu i ówdzie szczegóły do wiadomości publicznej [4], a jeżeli wkraczały wtedy procesy inkwizycji, zeznania oskarżonych, jako wymuszane torturami, niewiele mają wartości dokumentarnej dla badań dzisiejszych. Zdarzały się pozatem zeznania dobrowolne osobników, którzy z jakichkolwiek pobudek załamali się w swem nastawieniu satanistycznem. Tak n. p. bywało w procesach czarownic, że któryś ze świadków dowodowych nagle odwoływał swe zeznania i oskarżał siebie. Słynny sędzia Remigiusz z Lotaryngji (autor ohydnej "Demonolatria", w której opisał swój udział w inkwizycji przeciw setkom "czarownic") oskarżył się wreszcie sam o czarnoksięstwo i zginął na stosie.

Jakkolwiek już w wieku XVI i XVII torowało sobie drogę przekonanie (Geogelmann, Lerchheimer, Wier, Paracelsus, Van Helmont), że "czarownice należy odsyłać raczej do lekarza, niż do sędziego", to jednak dopiero nowoczesne badania psychologiczne i parapsychiczne dozwalają rozumieć lepiej istotę czarownictwa. W parze z tem także satanizm stracił wiele ze swej demoniczności i niesamowitości, a jeżeli jeszcze i dziś można o nim mówić, to już tylko jako o bardziej "czarnym" kierunku magji praktycznej, lub o stowarzyszeniach mniej lub więcej tajemnych, które swym członkom dostarczają emocyj dla nerwów stepionych.

1 : C. Lombroso: Studi dei fenomeni ipnotici e spiritistici, str. 121

2 : L'humanité posthume, str. 249

3 : Essais des sciences maudites

4 : Papież Grzegorz IX wydał (1233) przeciw nim bulle, a wzmianki o nich zawiera podobnież kronika mnicha Alberyka (1223)

Spirytyzm

 

Biblijna "czarownica z Endor" wywoływała ducha Saula przy pomocy zaklęć magicznych, a wzmianki o przyzywaniu duchów zawarte są w opisach podróżników po dalekich krajach w różnych czasach; to zatem, co dziś nazywamy spirytyzmem, znane było ludzkości bez względu na miejsce i okres jej dziejów.

Angielski okultysta Jan Dee prócz alchemji zajmował się także ewokacją duchów za pośrednictwem medjum i prowadził ze swych badań do dziś przechowywane szczegółowe notatki ("Private diary"). Medjum tem był Edward Kelly, przez wpatrywanie się w "kryształ" ze lśniącego węgla kamiennego wpadający w rodzaj transu i porozumiewający się z duchami. [1] czy John Dee widywał lub słyszał także te duchy, czyteż tylko medjum opowiadało mu o nich, o tem niema szczegółów wyraźnych w notatkach. Była to najczęściej dziewczynka siedmioletnia imieniem Madini, czasem zaś także inne duchy.

Dee rozpoczynał każdy sean - zwykle w świetle dziennem - modlitwą, a duchy wygłaszały podniosłe kazania, zalecając tylko bezwzględną wiarę i cześć dla siebie. Później zaczęły także przepowiadać przyszłość, dawać rady lekarskie i wskazówki alchemiczne i t. p. - Albertowi Łaskiemu z Sieradza obiecały 'tron polski' po śmierci Batorego, który "w bitwie polegnie'; przepowiedziały podobnież mylnie śmierć Rudolfa II i tryumf chrześcijaństwa w Konstantynopolu (1585). Wynalazły nawet nowy język, którym Kelly często posługiwał się w transie, a wreszcie poleciły, aby Dee i Kelly "wspólnie używali obu swych żon", gdyż "wybranym wszystko jest dozwolone, a narządy płciowe nie są gorsze od twarzy". Zaraz po seansie Dee zakomunikował swej żonie to zlecenie duchów, a skutki okazały się wkrótce, gdyż obie żony zaszły w ciążę, co wedle notatki Dee'go w jego djarjuszu "zgodne było z wolą Rafaela i Chrystusa".

Podobne pomieszanie wzniosłości ze zmysłowością cechowało również Svedenborga. Ekstazy natchnione i objawy jasnowidzenia przeplatały się u niego z wizjami erotycznymi i rozmowami z duchami zmarłych. Pisał o niebie i piekle, podawał szczegóły z "kraju letniego" jako miejsca pobytu zmarłych, a obok tego objawiał niewątpliwe cechy obłakania. p[isma jego (żył 1688-1772) dały podstawę do utworzenia się osobliwej sekty, liczącej sporą liczbę wyznawców w krajach północnych Europy (Swedenborgjanie).

Początek innej podobnej sekcie dał w Ameryce Andrew Jackson Davis, urodzony 1826 w ubogiej rodzinie i niekształcony (chodził tylko przez rok do szkoły), ale obdarzony wybitnemi zdolnościami medjalnemi. Zajął się nim magnetyzer Levingston i korzystał z jego djagnoz chorób, stawianych w transie. Później (1845) podyktował Devis w transie m. i. całe dzieło: "The Principles of Nature", które zyskało mu rozgłos i dało początek "kościołowi spirytysttycznemu" angloamerykańskiemu. Dopiero w późniejszych latach swego długiego życia ukończył studja medyczne i już jako doktów medycyny działał skutecznie w Bostonie. Umarł w 1910 r. Jego dzieła rozchodziły się w Ameryce w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy rocznie.

W krajach romańskich Europy i Ameryki rozszerzyły się zapatrywania innego pioniera spirytyzmu, a to lekarza francuskiego H.D. Rivail'a, profesora astronomji i fizyki w Paryżu (1804-1869), znanego ogólnie ze swych dzieł, pisanych pod pseudonimem Allan Kardec. W przeciwieństwie do davisa propagował on w swych pismach ideę reinkarnacji. (Po polsku wyszły jego dzieła: "Księga duchów" i "Księga Medjów").

Nowoczesny ruch spirytystyczny był zatem już przygotowany, gdy w 1848 wystąpiły objawy parafizyczne w rodzinie Fox wHydesville. Były to pukania w ściany i sprzęty, powtarzające się na życzenie i dające na pytania odpowiedzi rozumne; a ponieważ domniemani autorowie tych odpowiedzi podawali się za zmarłych, potwierdzenie eksperymentalne tego, co przedtem głosił Svedenborg i Davis, wydawało się niezbitem. Ci pukający u Foxów nieboszczykowie zalecali sami usilnie, aby o tej "nowinie", jaką było porozumiewanie się bezpośrednie z duchami, głosić "całemu światu" przez publiczne okazywanie objawów; wkrótce - prócz sióstr Fox - odkryto wiele innych medjów, a kółka spirytystyczne tworzyły się tak licznie, że psychoza rozmów z duchami ogarnęła obie półkule ziemskie.



dalej


strona główna
(23kB)