(23kB)
strona główna / początek książki

ROZDZIAŁ 21: ODKRYWANIE WCZEŚNIEJSZYCH KONTAKTÓW

Phil był bardzo poruszony poprzednią sesją. Powiedziałam mu, że jeśli będzie się czuł na siłach, może nawiązać ze mną kontakt w celu zgłębienia jego doświadczeń z UFO. Tak naprawdę, nie sądziłam, by to zrobił. Tydzień później jednak zadzwonił do mnie. Stwierdził, że od ostatniej sesji miewa dziwne sny. Był ciekaw, czy mają one związek ze wspomnieniami ujawnionymi podczas tego spotkania.

Zaaranżowałam sesję, by to zbadać. Na taśmie magnetofonowej nagrałam opowieści o jego snach. Od pewnego czasu budził się o trzeciej nad ranem. “Czasami budzę się w środku nocy, bez wyraźnej przyczyny. Wiem tylko, że miałem sen i że on był dla mnie ważny" – opowiadał. – “Patrzę wtedy na zegarek. Zawsze wskazuje na godzinę trzecią. Z jakiegoś powodu, ta godzina jest ważna." Jeden ze snów koncentrował się na matce i rodzeństwie. Phil widział siebie, swoje siostry i swoich braci jako dzieci, a nie osoby dorosłe. Przejeżdżali samochodem przez nieznane miasto. (Kiedy Phil był dzieckiem, jego rodzice żyli w separacji.) W następnym sennym obrazie Phil ujrzał siebie siedzącego w jakimś pomieszczeniu, przypominającym poczekalnię w przychodni lekarskiej albo w gabinecie lekarskim. Reszta rodziny także tam przebywała, ale wszyscy byli nieprzytomni.

P: Mówiłem coś do pewnej kobiety. Czułem, że grozi mi niebezpieczeństwo, że oni mi coś zrobią, ale nie bałem się ich. Nie potrafię opisać tego uczucia. Z jednej strony, czułem się poważnie zagrożony, a z drugiej – nie odczuwałem strachu. Wiedziałem, że oni nie chcą nas skrzywdzić. Brzmi to paradoksalnie, ale we śnie nie postrzegałem tego jako sprzeczności. Przebywająca ze mną kobieta powiedziała, że oni pobierają jajeczka od moich sióstr. I ja wiedziałem, że oni zabrali coś także ode mnie; połowę czegoś, co miałem. Wiedziałem to. Kobieta zapewniła, że nie zrobią nam krzywdy. Zapytałem ją: Dobrze, a co będzie później, kiedy zechcę mieć dzieci? Ona nie odpowiedziała. Ostatnim obrazem, który pamiętam z tego snu, jest widok tych owadopodobnych stworzeń.

To wszystko, co Phil zapamiętał. Opowiedział mi jeszcze trzy sny, ale nie uznałam ich za świadectwo rzeczywistego spotkania z UFO. Zgodziłam się jednak sprawdzić podczas sesji jego wszystkie wspomnienia. Stwierdziłam, że te sny są ważne. Szczególnie dlatego, iż rozpoczęły się po pierwszej sesji dotyczącej tej tematyki. Drzwi zostały wówczas otwarte i, być może, wspomnienia kontaktów napłynęły ze zdwojoną siłą. W trakcie przygotowań do seansu miałam nadzieję, że ujawnimy wspomnienia ze spotkań z istotami pozaziemskimi, pochodzące z dzieciństwa i wczesnej młodości Phila. Pozostawałam także w nadziei, że nie odkryjemy nic, co zakłóciłoby spokój mojego pacjenta i zburzyło jego wewnętrzną równowagę, co zdarzyło się podczas poprzedniego spotkania.

W czasie sesji zastosowałam naszą standardową procedurę, czyli metodę “windy". Tym razem jednak, zamiast widoku trzech szczytów czy innych, znanych już nam miejsc, Phil zobaczył sceny ze swego dzieciństwa. Bez mojego ukierunkowania wrócił do doświadczeń wcześniejszych kontaktów z UFO.

Znaleźliśmy się w roku 1965, gdy Phil miał 10 lat. Trafiliśmy na scenę, kiedy mój pacjent stał na polu rozciągającym się za rodzinnym domem i obserwował dziwny obiekt. Nikt inny go nie widział, ponieważ widok z domu na pole przesłaniały drzewa. Także przebiegająca obok autostrada zasłonięta była drzewami, Obiekt miał kształt dzwonu, u podstawy szerokiego na 30-40 stóp. Stał na wspornikach. Był jasno oświetlony, mimo że wkoło padało dzienne światło.

D: Co teraz robisz?

P: Rozmawiam... rozmawiam z nimi.

Jego głos brzmiał jak głos dziecka. Musiałam więc rozmawiać z nim, niczym z dzieckiem. Phil utożsamiał się ze swoim doświadczeniem i sobą z tamtych lat.

D: Z kim?

P: Z ludźmi wewnątrz. Opowiadają mi różne rzeczy. Stoją na rampie. Ja stoję na ziemi.

D: Jak oni wyglądają?

P: Są niscy, mają duże głowy i szarą skórę. Ale są naprawdę mili; bardzo mnie kochają. Są pełni miłości.

D: Mówiłeś, że coś ci opowiadają?

P: Tak, mówią o mnie. Mówią, co będę kiedyś robił, co powinienem robić. I dlaczego. Mówią o mojej przyszłości.

D: Czy oni do ciebie mówią stówami?

P: Nie, ale ja wiem, co mówią. Myślą do mnie. Powiedzieli, że jestem tu z ważnego powodu i mam misję do wypełnienia. I że wszystko, co się w moim życiu zdarzy, ma mi pomóc w wypełnieniu misji. Mam o tym nie zapominać i nie poddawać się.

D: Czy powiedzieli ci, co to za misja?

P: Tak. Mam pomagać ludziom, ponieważ ludzie będą się bali. I będą potrzebowali kogoś, kto im powie, co się dzieje i wtedy przestaną się bać. Kogoś, kto ich poprowadzi i uspokoi, kiedy nadejdzie ten strach.

D: W jaki sposób znalazłeś się na tym polu?

P: Przyszedłem z domu.

D: Skąd wiedziałeś, że oni są na polu?

P: Czułem to. Po prostu, wiedziałem.

D: Jest dzień. Czy inni ludzie też widzą statek?

P: Nie wiem. Ja widzę. Wiem, kim oni są. Po prostu, wiem. Jakbym znał ich od dawna. Wiem, że oni są przyjaciółmi, (ze smutkiem) Było mi przykro, kiedy odlecieli. Nie chcieli tu zostać. Chciałem lecieć z nimi. Płakałem. Później wróciłem do domu i położyłem się spać. I zapomniałem o wszystkim.

D: A więc, nie wszedłeś na pokład statku?

P: Nie. Kazali mi zostać tutaj. Nie chcieli zabrać mnie na pokład.

D: Czy widziałeś odlot statku?

P: Nie. Odwróciłem się i poszedłem w stronę domu. Kiedy spojrzałem za siebie, już ich nie było. Oni... mnie znali. Polubiłem ich. '

D: Czy wtedy widziałeś ich po raz pierwszy?

P: Nie. Ja ich znałem. Ale nie pamiętam... skąd.

Zdecydowałam się kontynuować temat. Zapytałam podświadomość Phila, czy wizja kontaktu jego rodziny z istotami pozaziemskimi była odbiciem realnego doświadczenia, czy tylko snem. Powiedział, że było to wspomnienie, a więc skierowałam go do czasu, kiedy nastąpiło to wydarzenie. Niemal natychmiast zaczai opowiadać o wakacjach, które wraz z rodziną spędził w Memphis. Zapytałam go o niezwykłe wydarzenia z tego czasu. Powiedział, że w Memphis nie zdarzyło się nic szczególnego. Dopiero powrotna nocna podróż przyniosła dziwne doświadczenia.

P: Nie wiem, gdzie to było. To musiał być sen.

D: Sądzisz, że to był sen?

P: Nie, nie! To było naprawdę. Byłem tam. Tylko ja się obudziłem. Inni się bali i zasnęli. Ale ja się nie bałem. Pozwolili, bym nie spał. Znałem ich. Byli moimi przyjaciółmi... z góry. Mili ludzie.

D: Gdzie byłeś, kiedy to się działo?

P: Na pokładzie statku. Na poboczu drogi z Memphis. Oni powiedzieli, że czegoś potrzebują. Odpowiedziałem: dobrze.

D: Jak oni wyglądają?

P: Cóż... nie tak źle. Są trochę szarzy.

D: Czy wszyscy wyglądają tak samo?

P: Nie, jeden jest inny. Tamtego nie lubię, (dziecięcym głosem) Wygląda okropnie. Jak... owad. Nie wiem. Nie jestem pewien, czy on jest żywy. Porusza się. Wygląda jak maszyna, ale zachowuje się jak żywa istota. Nie, ten mi się nie podoba.

D: Co oni robią? Mówiłeś, że czegoś potrzebują?

P: No, tak. Próbek. Chcą tylko próbek.

D: Co się dzieje z resztą twojej rodziny? Czy oni coś im robią?

P: Nie, niezupełnie. Nic złego. Nikogo nie skrzywdzą. Chcą tylko próbek.

D: Czy pobierają próbki od twoich braci i sióstr?

P: Od najstarszych sióstr: Lindy i Gaily. Nie chcą niczego od Cathy ani od mojego brata.

D: A co z twoją matką?

P: Nie, od niej też niczego nie chcą. Chcieli pobrać próbki ode mnie, ale jestem jeszcze za młody.

D: Czy wiesz, jakiego typu próbki pobierają od twoich sióstr?

P: Jajeczka.

D: W jaki sposób to robią?

P: Tą... rzeczą. Ona wbija w nie igłę. Wbija igłę w brzuch. A później ją wyciąga.

D: Jak zachowują się twoje siostry?

P: Śpią.

D: Co się stało później?

P: Umieścili nas w samochodzie, (długa pauza)

D: Wtedy obudziliście się i co dalej?

P: (Głębokie westchnienie, później głos Phila stał się cichy.)

Nie wiem. Zasnąłem. I zapomniałem.

D: I nie powiedziałeś rodzinie, co się wydarzyło?

P: Zapomniałem o tym.

D: Ciekawa jestem, czy to był sen, czy opis prawdziwych

wydarzeń.

P: To się stało naprawdę.

Kiedy zapytałam Phila o wspomniane przez niego inne sny, jego podświadomość sklasyfikowała je jako marzenia senne. Gdyby Phil fantazjował, wszystkie sny uznałby za relację z rzeczywistych zdarzeń; nie koncentrowałby się na jednym. Według mnie, ten fakt uwiarygodnia jego doświadczenia.

Podczas tej sesji Phil opowiedział mi następne, podobne do wyżej opisanego, przeżycie. Doznał go również w czasie podróży do Memphis (mieszkała tam jego babcia). Miał wówczas 14 lat.

Najpierw Phil zobaczył obraz siebie siedzącego na szarym stole. Intuicyjnie wiedział, że reszta rodziny leży na sąsiednich stołach. Jego uwaga koncentrowała się na dziwnej istocie stojącej naprzeciw. Od tej chwili zaczął do mnie mówić dziecięcym głosem. Jego wypowiedzi nie były tak kompletne, jak u osoby dorosłej. Postrzegał świat oczami dziecka, w nieco uproszczony sposób. Próbował opisać oglądaną istotę.

P: To... kobieta. Chyba jakiś rodzaj kobiety. Ale naprawdę, to nie kobieta. To typ kobiety.

D: Co masz na myśli?

P: No, ona nie wygląda jak normalna kobieta. To inny rodzaj kobiety.

D: Co jest w niej innego?

P: Jest bardzo miła, ale ma pomarszczoną twarz.

D: Kobiety miewają zmarszczki.

P: Te są inne. Jej cera przypomina skórę słonia. Jest szara i ma mnóstwo zmarszczek. Ona mówi... oczami. Tak naprawdę, to nie mówi. Kiedy patrzy na mnie, to mówi oczami.

D: Czy jest wysoka?

P: Trudno powiedzieć. Jesteśmy na jednym poziomie, bo ja siedzę na stole.

D: Czy ma jeszcze jakieś szczególne cechy?

P: Niewiele widzę. Przede wszystkim, jej oczy. Są takie skośne, w kształcie migdałów. Inne, niż nasze. One są... głębokie. Takie przenikliwe. Jakby cię wyczuwała, kiedy na ciebie patrzy.

D: Czy ma włosy?

P: Nie jestem pewny. Tak naprawdę, widzę tylko jej oczy.

D: Skąd wiesz, że to kobieta?

P: Sposób, w jaki ona czuje. Jak kobieta.

D: Co ci mówi swoimi oczami?

P: Żebym się nie bał.

D: Dlaczego reszta twojej rodziny śpi?

P: Śpią, bo byli przerażeni. Ona powiedziała, że ja już to poznałem i nie boję się. Dlatego nie śpię. Gdybym się bał, zasnąłbym.

D: W jaki sposób dostaliście się w to miejsce?

P: Jechaliśmy do Memphis i zobaczyliśmy światła. Nie pamiętam zbyt wiele. Chyba to się stało na drodze. Chyba wzięli nas z samochodu. Nie wiem.

D: Kim są oni?

P: Nie wiem. Jacyś ludzie... albo coś. Nie jestem pewny, kim albo czym są. Bałem się. Zamknąłem oczy. A oni wzięli nas z samochodu. Jakby nieśli nas... dokądś. Nie wiem, dokąd.

D: Obudziłeś się i co dalej?

P: Ona do mnie mówi. Nie pamiętam wszystkiego, co powiedziała. Ale coś mnie wystraszyło. Myślałem, że chcą mnie skrzywdzić, że będzie bolało. Nie chciałem, żeby bolało. Ona mnie uspokajała. Oni chcieli mnie... ukłuć.

D: Czym?

P: Nie wiem. Jakąś igłą. To nie bolało. Ona powiedziała, że wszystko będzie dobrze.

D: Co jeszcze się zdarzyło?

P: Spotkałem tam... pilota. Był naprawdę miły. Śmiał się ze mnie; z tego, że się bałem. Mówił, że nie mam się niczego obawiać. Ja też zacząłem się śmiać. Zrobiło mi się głupio, że czułem strach. Śmieszyło mnie to.

D: Jakie dźwięki wydawał ten pilot?

P: Żadnych. To działo się w naszych głowach... przez nasze oczy. Nie wiem. Rozmawialiśmy, ale tak naprawdę, to nie rozmawialiśmy. Nie głośno.

D: Jak wyglądał pilot?

P: Był bardziej normalny, niż pozostali. Bardzo podobny do nas, chociaż miał inne oczy. Ale inni też byli fajni. Pilot miał włosy. Chyba jasne – takie srebrzyste albo blond, coś w tym rodzaju. Nosił ubranie, jakby marynarkę i spodnie. Nie wiem, czy miał na nogach buty. Polubiłem go. Był zabawny. Przyjacielski. Był chyba kimś ważnym.

D: Powiedziałeś “inni". Oni wyglądali jak ta kobieta?

P: Nie. Byli różni. Niewiele pamiętam.

D: A gdzie był ten pilot?

P: Chyba w... pomieszczeniu kontrolnym. Pokazywał, jak może uruchamiać urządzenia. Robił to z daleka, przesuwając ręką nad nimi. (Phil uśmiechnął się.) Ja też spróbowałem i udało się.

D: Czy powiedział, co to za urządzenia?

P: Tak, ale nic nie zrozumiałem.

D: Czy pokazywał ci coś jeszcze?

P: Tak. Rodzaj pola siłowego, czy coś w tym rodzaju. Oni potrafiliby... Nie wiem, to straszne. Nie chcę o tym mówić.

D: Dlaczego? Dlaczego się przestraszyłeś?

P: Nie wiem. Nie chcę o tym mówić. Jest w tym coś złego. Nie podoba mi się to, co oni potrafią zrobić. Mogą ranić

ludzi. Trzymać ludzi... jak zwierzęta. Nie podoba mi się to.

D: Dlaczego mieliby to robić?

P: Nie wiem. Nie podoba mi się to. Nie wiem, czy on jest moim przyjacielem, czy nie. Nie podoba mi się to, co mówi... może on tak naprawdę nie jest przyjacielem.

D: Ale czujesz się dobrze w jego towarzystwie.

P: Nie podoba mi się to, co mówi. Co może zrobić ludziom. Potrafi to robić stąd, ze statku. Robią to ludziom. Zaczynam się bać, że mi to też zrobią. Mogą wywołać u ludzi szok, mogą ich sparaliżować, obezwładnić. Tak jak my robimy to zwierzętom. Paraliżujemy je, a później robimy z nimi, co chcemy. Ranimy je. Nie myślimy o ich uczuciach. Oni to robią nam. Nie podoba mi się to. (z podejrzliwością w głosie) To chyba nie jest mój przyjaciel. Chyba... wpadłem w tarapaty.

D: Nie, raczej nie. Możesz go zapytać, dlaczego postępują z ludźmi w taki sposób?

P: Mówi, że czasami muszą, bo ludzie są gwałtowni, stosują przemoc i wpadają w histerię. Nie chcą się uspokoić. Tak powiedział.

D: A więc, nie krzywdzą ich przez cały czas, prawda?

P: Nie. Tak powiedział.

D: Czy powiedzieli ci, dlaczego znalazłeś się na pokładzie?

P: Nie, nie rozmawialiśmy o tym. Rozmawialiśmy o urządzeniach w pomieszczeniu kontrolnym. Pilot powiedział, że później wszystko zrozumiem.

Phil zajmuje się elektroniką. Powinien więc rozpoznać urządzenia na panelu kontrolnym, a przynajmniej – móc je szczegółowo opisać. Podczas tego seansu był jednak 14-lat-kiem, wszedł w umysłowość 14-latka i wszystko wydawało mu się dziwne, obce, tajemnicze.

D: Czy pilot pokazał ci coś jeszcze?

P: Małą czarną skrzynkę, pudełko. Powiedział, że należy do mnie. Powiedział, że nie mogę tego zatrzymać, ale on chciał mi to pokazać.

To chyba była ta sama skrzyneczka, o której Phil wspominał w trakcie poprzedniej sesji. Widocznie pokazywano mu ją kilkakrotnie, w nadziei, że w końcu ją rozpozna.

D: Jak wyglądało to pudełko?

P: Jest małe... nie szerokie, ale długie. Czarne... i błyszczące. Gładkie. Chciałem je otworzyć, ale nie wiedziałem, w jaki sposób. Coś jest w środku. Nie wiem, co. Powiedział, że to moje... ale nie mogę tego zabrać.

D: Co miał na myśli mówiąc, że jest twoje?

P: Powiedział, że to zrobiłem, bardzo dawno temu.

D: Jak zareagowałeś?

P: Nie kłóciłem się z nim. Wszystko było w porządku.

D: Skąd wyciągnął pudełko?

P: Nie wiem. Chyba ktoś mu je podał. Powiedział: “O! Spójrz na to!" “Co to jest?" – zapytałem. Odpowiedział: “Należy do ciebie. Zrobiłeś to... dawno temu, kiedy należałeś do innej rasy. Ma ci przypominać o twoim dziedzictwie". “A co to jest?" – zapytałem. Coś odpowiedział. Nie wiem, co. Obs... Jakieś słowo. Nie pamiętam. Pudełko było ciężkie. Gładkie, czarne i błyszczące. Wyglądało prawie jak mała trumna. Nie mogłem go otworzyć.

D: A otworzyłbyś, gdybyś się postarał?

P: Taaak. Chyba nawet wiedziałem, w jaki sposób, ale bałem się otworzyć pudełko. Jego otwarcie zależało ode mnie, od mojego umysłu. To był chyba mentalny zamek w moim umyśle. Jeśli nie wiesz, jak on działa, to nie otworzysz takiego pudełka. A jak w umyśle zobaczysz zasadę działania zamka, to otworzysz pudełko i wyciągniesz jego zawartość.

D: Czy ktoś inny mógłby otworzyć pudełko?

P: Chyba tylko ja. Ja je zrobiłem. Tak powiedział pilot.

D: I co się stało z czarną skrzyneczką?

P: Oddałem ją pilotowi. Uśmiechnął się. Chyba coś wiedział. Nie śmiał się ze mnie. Uśmiechał się do mnie.

D: Pokazał ci coś jeszcze?

P: Tam tak dużo się działo. Było wielu ludzi. Mali ludzie nad czymś pracowali.

D: Jak wyglądali?

P: Byli mali, brzydcy, szarzy. Mieli wielkie łyse głowy.

D: A ta kobieta – jak ją nazywasz – nie była do nich podobna?

P: Nie. Była inna. Miła. Przyjazna. Miała tylko pomarszczoną skórę. W jej oczach było coś niezwykłego. Nie mogłem oderwać od nich wzroku. Przyciągały mnie. Trzymały mnie. Ale to było miłe uczucie.

D: Czy istoty, które nazwałeś “brzydkimi", też porozumiewały się z tobą za pomocą oczu?

P: Nie, one tam po prostu były i nie zwracały na mnie uwagi. Pracowały. Coś przesuwały, nosiły. Były zajęte.

D: A więc, komunikowałeś się jedynie z kobietą i pilotem?

P: Tak.

D: Czy widziałeś kogoś, kto wyglądałby jak pilot?

P: Tak, widziałem. Szedł korytarzem. Nie patrzył na mnie... to znaczy, nic nie powiedział. Po prostu, przechodził obok. On był podobny do pilota. Czyli – podobny do nas.

D: Co się stało później?

P: Nie jestem pewny. Chyba... znowu była noc i siedzieliśmy wszyscy w samochodzie. Wszyscy spali. Nie.. mama prowadziła samochód. Jechaliśmy do Memphis.

D: W jaki sposób dostaliście się do samochodu?

P: Nie jestem pewny. Nie wiem.

D: Czy twoja mama powiedziała coś?

P: Martwiła się, czy dotrzemy do Memphis na czas. Później już nic nie mówiła. Było cicho.

D: Czy mówiła coś o tych niezwykłych wydarzeniach?

P: Nie. Nikt nic nie mówił. Oni nie wiedzieli.

D: A ty pamiętałeś, co się stało?

P: Nie, wtedy nie. Nie pamiętałem. Aż do dziś.

D: Czy sądzisz, że to był sen?

P: Nie wiem. To nie było przerażające przeżycie. Czasami tylko trochę się bałem. Nic mnie nie bolało. Ale nie chciałbym przeżyć tego jeszcze raz. Było zbyt dziwne, inne, nie wiem... W sumie, to mi się nie podobało.

D: Ale oni nic ci nie zrobili, prawda?

P: Taaak... zrobili. Pobrali próbki.

D: Próbki czego?

P: Skóry.

D: Czegoś jeszcze?

P: (Pauza) Nie pamiętam.

Przekazałam Philowi sugestię, iż będzie wspominał te wydarzenia niczym wizytę u lekarza. Sądziłam, że jego przeżycia umieszczone w takim kontekście przestaną go niepokoić, zostaną “oswojone".

D: Przenieśmy się teraz do czasu, kiedy nastąpi następne spotkanie z obcymi istotami. Policzę teraz do trzech, a gdy powiem “trzy" znajdziemy się w żądanym czasie. Raz, dwa, trzy... już się przenieśliśmy. Co teraz robisz? Co widzisz ?

Muszę tu zaznaczyć, iż poprzednio (w trakcie relacji z incydentu z 14. roku życia) Phil przemawiał wolno, nieco zaspanym głosem, trochę niewyraźnie. Po przeniesieniu się do następnej sceny, jego głos wrócił do normy. Powiedział, że patrzy na głęboką, otwartą ranę. Czuł się zagubiony.

P: Nie wiem, skąd się wzięła. Niczego nie pamiętam. Nie jestem nawet pewny tego, co widzę.

D: Czy rana krwawi?

P: Nie. Ale patrzę na nią. To wielka dziura w moim ciele.

D: W którym miejscu jest rana?

P: Po mojej... w moim prawym boku. Ma kilka cali długości... dwa, może trzy szerokości. Nie krwawi, ale jest głęboka i ciemnoczerwona w środku.

D: W jaki sposób powstała?

P: Powstała, aby... można było coś usunąć. Nie wiem, co. Coś, co wcześniej zostało we mnie umieszczone.

D: W jaki sposób to usunięto?

P: Chirurgicznie.

D: Kto to zrobił?

P: Oni, Oni. Obserwatorzy. Przyjaciele.

D: Gdzie byłeś, kiedy to się stało?

P: Wewnątrz statku kosmicznego, na jednym ze stołów. Na stole. Na jedynym stole w tamtym pomieszczeniu.

D: Czy wiesz, w którym roku to się stało?

P: (Pauza) Nie jestem pewien. Nie mam poczucia czasu.

D: Czy możesz zobaczyć, co ci usunięto?

P: To był jakiś... kawałek materii, który sprawiał kłopoty. Musieli go usunąć, ponieważ... wywoływał ból.

D: Czy powiedziałeś, że to oni go tam umieścili?

P: To był produkt uboczny czegoś, co oni włożyli w to miejsce. Tej rzeczy. Umieścili we mnie srebrzystą metalową kulkę. Wokół niej zaczęła formować się tkanka. Oni chcieli próbki tej tkanki. Nowotworu. To było konieczne, chociaż dla mnie bardzo bolesne, doświadczenie.

D: Czy usunęli także srebrzystą kulkę?

P: Tak, była wewnątrz tkanki. Nowotwór formował się wokół kulki. Był im potrzebny do zbadania mojego systemu. Systemu... nie odpornościowego, ale zbliżonego. Nie całkiem rozumiem o jaki system chodzi, ale ma on związek ze zdolnościami regeneracji. Badali tkankę, która otaczała narośl.

D: Czy nie było to dla ciebie niebezpieczne?

P: Trochę doskwierające, ale bezpieczne. Czułem tylko lekkie zaburzenia pracy ciała.

D: Jakiego typu zaburzenia?

P: Zmęczenie, czasem zaburzenia równowagi, mowy. Po prostu, moja energia była wykorzystywana do walki z tym obcym ciałem.

D: Jak długo nosiłeś to w sobie?

P: Nadal tam jest.

D: (Zaskoczyło mnie to wyznanie) Nadal? Myślałam, że to wyciągnęli?!

P: Nie, jeszcze nie.

D: To znaczy, że oni wyciągają to teraz, w tej chwili?

P: Nie, teraz jeszcze jest w środku.

D: (Nic nie rozumiałam) A więc, wyjęli tę tkankę otaczającą narośl, a nie wyjęli narośli?

P: To jeszcze się nie wydarzyło.

D: Cóż, powiedziałeś, że widziałeś ranę w swoim ciele, z której oni usunęli tkankę.

P: Usuną. Jeszcze tego nie zrobili. To ważne zdarzenie. Dla nich, dla mnie, dla przyszłości.

D: Co masz na myśli?

P: Nie wiem. Tak jest. Dla przyszłości. To wszystko, co wiem.

D: Ale czy nie mówiłeś, że pozostawienie tej tkanki w twoim ciele byłoby dla ciebie niebezpieczne?

P: Pozostawienie – tak. Ale ona we mnie nie zostanie. Ale nie nadszedł czas, by ją wyjąć. Jeszcze nie.

D: A więc, musi w tobie zostać przez jakiś czas, a później zostanie wyjęta i przetestowana. Co by się stało, gdyby nie usunięto tej tkanki?

P: Przekształciłaby się w nowotwór złośliwy, w guz, który zaatakowałby nerki. W końcu, nerki przestałyby funkcjonować.

D: Umieszczono to więc w okolicach nerek.

Najwidoczniej, obcy obiekt został umieszczony w ciele Phila w trakcie kontaktu ukrytego pod “nakładką" spotkania z sową.

Po wyjściu Phila z transu, sprawdziliśmy stan jego pleców. Nie było na nich żadnych blizn. Jeśli istoty pozaziemskie dokonały na nim jakiegoś zabiegu, to nie pozostawiły .po nim najmniejszego śladu. Mój pacjent przypomniał sobie, że obcy obiekt był mały i srebrzysty. Prawdopodobnie nie skonstruowano go z metalu, lecz z jakiegoś minerału, niewykrywalnego przez promienie RTG.

D: Cóż, wygląda na to, że spotkasz się jeszcze z tymi istotami. Przecież muszą wyciągnąć to urządzenie (śmiech).

P: Nie ma problemu. Patrząc na to z dystansu, nie miałem z nimi szczególnie przykrych doświadczeń. Oni są przyjaciółmi.

D: No, taak. Nawet jako 10-latek nie bałeś się ich.

P: Czułem, że ich znam. Nie poszczególne osoby, ale tak w ogóle, jako całość, jako rasę.

Pierwszą kwestią, jaką poruszyliśmy w naszej dyskusji posesyjnej, były wydarzenia rozgrywające się w pomieszczeniu, gdzie Phil spotkał kobietę o pomarszczonej skórze. Musiało zaistnieć tam więcej wydarzeń, niż relacjonował Phil. Najwyraźniej, zdarzyło się coś, o czym 14-letni chłopak nie potrafił mówić. Nawet teraz, w momencie dyskusji na ten temat, mój pacjent wydawał się zmieszany czy zawstydzony. Kiedy opowiadał mi o tym, utkwił wzrok w ścianie. Widocznie, nie mógł swobodnie o tym mówić.

P: Nie chciałem mówić o tym w transie, ale... oni wzięli ode mnie jakiś próbki. Jakieś... ach, nie wiem, co to było. Płyn albo komórki.

D: Wtedy tak się przestraszyłeś? Bałeś się, że cię zranią? Powiedziałeś, że chcą cię ukłuć.

P: To była mała srebrzysta rurka. Czymś zakończona. Zobaczyłem tę rurkę i zamknąłem oczy. Nie chciałem tego oglądać. Coś mi robili. Nie bolało mnie. Wzięli ode mnie wzorce gatunkowe, próbki. Tak sądzę.

D: To interesujące, że zidentyfikowałeś tą istotę jako kobietę.

P: To chyba jej energia, typ energii, typ osobowości o tym zdecydował. Była niczym przełożona pielęgniarek, czy ktoś w tym rodzaju. Miała naprawdę mnóstwo zmarszczek. Nie mogłem oderwać wzroku od jej oczu. Kiedy patrzyła na mnie, czułem się po prostu zniewolony. Resztę jej postaci widziałem tylko kątem oka. Nie pamiętam jednak zbyt wiele. Tylko te oczy. Nie pamiętam nawet, czy miała włosy.

D: Może właśnie o to chodziło. Skupiła całą swoją uwagę na swoich oczach i dlatego nic nie czułeś.

P: Chyba tak. Kiedy pielęgniarki pobierały próbki... byłem świadomy, że mnie dotykają, ale koncentrowałem się na komunikacji z tą kobietą, na jej oczach. Niepokoiłem się o resztę rodziny. Nic mi na ten temat nie mówiła. Przypuszczałem jednak, że wszystko jest w porządku.

D: Jedyną informacją, która cię naprawdę przeraziła była ta uzyskana od pilota, dotycząca obezwładniania, paraliżowania ludzi, prawda?

P: Tak. To mnie poruszyło. Przeraziło. Za pomocą urządzeń na panelu kontrolnym oni potrafią kontrolować ludzkie zachowania. Kiedy się o tym dowiedziałem, wydali mi się mniej przyjaźni. Nie patyczkowali się z nami.

D: A jak teraz to oceniasz?

P: Hmmm, chyba neutralnie. Tak naprawdę, nie wiem, czy wierzę w to, czy nie; czy mnie to niepokoi, czy nie. Chciałbym w to wierzyć. Myślę o tym wszystkim, jak o wytworze wyobraźni, a nie* prawdziwym doświadczeniu. Nie wiem, czy to zdarzyło się naprawdę.

D: A dlaczego chciałbyś w to uwierzyć?

P: (Powoli i z namysłem) Myślę, że to... cóż, daje nadzieję, że istnieje coś więcej, niż zwykła, szara codzienność; że. życie to coś więcej, niż ten bagaż codzienności. Daje nadzieję, że istnieje inna rzeczywistość. Jest gdzieś tam. To bardziej ekscytujące, niż rozważanie codzienności. Ale nie możemy tak po prostu powiedzieć: “Tak, taaak, to jest prawdziwe". To może być obraz podsuwany przez wybujałą wyobraźnię albo... Nie wiem, o co tu chodzi.

Ta sesja dawała nadzieję, że Phil odzyska wewnętrzny spokój. W końcu, utwierdził się w przekonaniu, że spotkał istoty mu przyjazne. Okazało się to jednak nieprawdą. W ciągu następnego miesiąca przeżył wiele traumatycznych sytuacji i nie potrafił odnaleźć się w swojej rzeczywistości. Nie dzwonił do mnie, więc nie miałam pojęcia o walce, którą toczył z własnym życiem.



cofnij / dalej


strona główna / początek książki
(23kB)