(23kB)
strona główna / początek książki

ROZDZIAŁ 14: CHWASTY W OGRODZIE

Wreszcie spotkałam się z Philem na prywatnej sesji. Chciałam uzyskać odpowiedzi na pytania, które pozostały bez echa w trakcie sesji grupowych. Po wprowadzeniu Phila w trans zapytałam, czy “oni" chcą kontynuować poprzedni wątek i czy odpowiada im metoda “windy", którą stosuję w czasie regresji hipnotycznej.

P: Pragniemy ci powiedzieć, że możesz zmienić metodę pracy. Nie istnieje żaden nakaz, który dyktowałby konieczność stosowania takiej, czy innej metody działania. To kwestia umowy. Uprzedzamy cię jednak, iż czasami będziemy przemawiać samodzielnie, z potrzeby, konieczności, do ciebie, do grupy. Weź pod uwagę taką możliwość. Zachowaj ostry umysł i nie trzymaj się kurczowo procedury. Stosując metodę windy, otrzymujesz informacje, jakie obiekt może wyselekcjonować ze swych poprzednich wcieleń. A my możemy te same informacje zaczerpnąć z Kroniki Akaszy. Z tego punktu widzenia, wiedza przekazana przez nas pochodzi jakby “z drugiej ręki". Dzięki metodzie windy możesz uzyskać informacje wynikające z osobistego, bezpośredniego doświadczenia. Dlatego właśnie ta metoda pracy jest bardzo efektywna. Dzięki metodzie windy, obiekt zyskuje bardzo bliską perspektywę w stosunku do wcześniejszych doświadczeń. Dla twojej pracy to bardzo ważna kwestia. Obiekt jest naszym kanałem przekazu, ale otrzymujesz od niego także informacje dotyczące poprzednich egzystencji. To, co dzięki przekazowi “widzisz" nie zależy tylko od twojej woli, czy od naszej. Istnieje wszak obiekt, “kanał", koncentrujący się na ważnych dla niego sprawach. To, co “widzisz" jest udziałem trojga: obiektu, twoim i naszym. Naszym również, ponieważ jesteśmy zbiorową podświadomością obiektu.

Zaintrygowało mnie to stwierdzenie, gdyż “oni" wydawali się czasami odrębnymi osobowościami, nie związanymi z Philem. Te osobowości, ich cele, nie zawsze bywały zbieżne z cechami i motywacjami mojego pacjenta. Na czym więc polegał ten typ channellingu? Wielu “ekspertów" starało się wyjaśnić ów fenomen, ale dla mnie wciąż pozostawał on zagadką. Nie podejmowałam nawet prób rozwikłania tej tajemnicy. Postanowiłam, że zaczekam z tym do czasu zebrania większej ilości informacji.

D: Chciałabym dzisiaj powrócić do kilku kwestii, których nie rozwinęliśmy w czasie spotkań grupowych. Przypominacie sobie te tematy?

P: Dziękujemy, że zwracasz się do nas. Będziemy ci towarzyszyć w trakcie tej sesji, jeśli takie jest twoje życzenie. Niestety, wciąż jesteśmy ograniczeni pewnymi zakazami dotyczącymi treści przekazu. Nie wolno przekazać nam przez ten kanał żadnych informacji, które mogłyby przerazić, uprzedzić lub zranić kogokolwiek, kto w tych informacjach, w tym materiale poszukuje bodźca duchowego rozwoju. Taka jest kwintesencja naszych zakazów. I nie wolno nam przekroczyć wytyczonych przez te zakazy granic.

D: Rozumiem. Nigdy nie proszę moich pacjentów, obiekty, o coś, czego nie chcą uczynić bądź powiedzieć.

P: To nie jest kwestia niepokoju czy dyskomfortu obiektu. Przecież może się zdarzyć, że informacje zaakceptowane przez obiekt przestraszą lub zranią tych, którzy słuchają przekazu. Zakaz bierze pod uwagę dobro wszystkich. Dlatego selekcjonujemy informacje i wybieramy te, które nie zaszkodzą nikomu.

D: Z tego powodu nie chcieliście odpowiadać na niektóre pytania w trakcie poprzedniej sesji?

P: Zgadza się. Odsunęliśmy odpowiedzi do czasu prywatnego spotkania. Nie na wszystkie pytania jednak odpowiemy. Niektórych informacji nie wolno nam przekazać, bez względu na rodzaj sesji, na liczbę słuchaczy. Niektóre informacje nie mogą zostać przekazane, ani przez ten, ani przez inny kanał. Istnieje sfera tematów zakazanych; funkcjonuje ona na wielu poziomach, nie tylko na tym. Wiele informacji ludzie uznaliby za przerażające, wiele opinii za zbyt radykalne. Nasz przekaz zamiast leczyć i wspomagać rozwój, mógłby mu zaszkodzić. Mógłby okazać się trucizną.

Musiałam zaakceptować podyktowane mi reguły. W przeciwnym razie, nie uzyskałabym żadnych informacji.

D: W porządku. Zdaję się na waszą ocenę sytuacji.

P: Dziękujemy, że tak postąpiłaś. Prosimy, byś zrozumiała, że nasze metody i zasady różnią się od ludzkich.

D: Rozumiem. Na poprzedniej sesji obiekt obserwował członków załogi, zbierających próbki ziemskiej gleby oraz roślinności. Próbki te poddawano szczegółowej analizie i na podstawie wyników badań decydowano, jakie formy zwierzęce zostaną wprowadzone na Ziemię, gdy ta uzyska przywilej życia. Przypominacie sobie tę rozmowę?

P: Tak.

D: Obiekt nie udzielił wówczas odpowiedzi na pytanie dotyczące wyglądu członków załogi statku kosmicznego.

P: Teraz możemy podać ci ich opis. Istoty te są raczej niskie, dość wątłej postury. Mają na sobie srebrzyste kombinezony zakrywające całe ciało. Pełnią one funkcję ochronną. Nie przepuszczają promieniowania ultrafioletowego, przenikającego atmosferę ziemską. Atmosfera Ziemi nie jest jeszcze stabilna i promieniowanie jest bardzo intensywne.

D: Jakie są charakterystyczne cechy fizyczne tych istot?

P: Nie możemy o tym mówić.

D: Z jakiego powodu?

P: Nie podamy ci innego powodu, niż ten, że nie wolno nam o tym mówić.

D: Wspomnieliście wcześniej, iż ten rodzaj istot wciąż przylatuje na Ziemię.

P: Nie będziemy o tym rozmawiać.

Po wyjściu z transu Phil przypomniał sobie, że te istoty wydawały się szare. Nie był jednak w stanie podać mi więcej szczegółów, ponieważ nie pozwolono mu ich oglądać. A więc,, nie rozwinęłam tego wątku. Nie udało się.

D: Powiedzieliście wcześniej, że na Ziemi rosły drzewa. Byty także minerały i różne rośliny. Skąd się wzięły?

P: Rozwinęły się w toku ewolucji z prakomórek powstałych, w “zupie" praoceanów.

D: Czy formy zwierzęce i ludzkie nie mogły rozwinąć się w ten sam sposób? Teoria ewolucji dyktuje, iż wszystkiej organizmy żywe rozwinęły się z tych prakomórek.

P: To tylko spekulacje. Planeta była gotowa na zasianie życia i zostało ono zasiane. Było to działanie świadome i celowe, tak jak świadomie i celowo wykorzystujemy ten obiekt do przekazu. Powróćmy do metafory ogrodu. Masz ogród, z dobrą glebą. Użyźniasz tę glebę, nawozisz. Nadchodzi deszcz i nawilża ją. Pytamy: czy będziesz siedziała w ogrodzie i czekała, aż wyrosną jakieś rośliny? Będziesz czekać, aż z tej gleby same wyrosną pomidory? Pomyślisz, że ziemniaki urosną, bo taką masz nadzieję? Czy uprawia się ogród w taki sposób? Oczywiście, że nie. Musisz podjąć jakieś działania, aby uzyskać rezultaty. Rośliny nie wyrosną same z siebie, spontanicznie, bo takie masz życzenie. Podobnie było z Ziemią. To był ogród czekający na ziarna, nasiona życia.

D: Czy nie sądzisz jednak, że na jakiejś planecie życie pojawiło się właśnie spontanicznie, rozwinęło się tak samo z siebie?

P: Możemy powiedzieć ci tylko trochę na ten temat. Istnieją miejsca, gdzie życie powstało samo przez się. Przypomnij sobie sesję, gdy otrzymałaś informacje na temat istot zamieszkujących srebrzyste budynki; niewysokich, wątłych stworzeń. Te istoty były rdzennym rodzajem tamtej planety, pochodziły z tamtego świata.

D: Rozumiem. Byłam ciekawa, czy taki proces jest możliwy.

P: To tylko spekulacje. Nie mamy czasu, żeby siedzieć z założonymi rękoma i przyglądać się rozwojowi życia. Mamy zbyt wiele do zrobienia.

D: Dobrze. Następna sprawa z poprzedniej sesji. Mówiliście o ogrodzie i o życiu, które zaczyna wzrastać. Od czasu do czasu używaliście określenia “eksperyment" i odnosiliście je do waszych poczynań.

P: Mówiliśmy, że ziemski ogród został opuszczony. Otaczamy go nieustanną duchową opieką.

D: Wiele istot, które zasiały życie na Ziemi, pozostało tu, by opiekować się ogrodem, mam rację?

P: Nie, raczej bywają tu okazjonalnie. Jak już wspomniano wcześniej, Ziemia leży z dala od głównych traktów Uniwersum. Zresztą, istoty te nie musiały pozostawać na Ziemi przez cały czas. Proces rozwoju jest bardzo powolny, długotrwały. Zbyt powolny, by permanentnie go obserwować.

D: Podczas poprzedniej sesji powiedzieliście, że coś zakłóciło wasz plan. Jakaś ingerencja z zewnątrz.

P: Zgadza się. Zilustrujemy to następująco: meteoryt z innej części Uniwersum uderzył w Ziemię. Nastąpiła kolizja. Meteoryt ten przyniósł na Ziemię przerażającego wirusa i organizmy żywe, wzrastające uprzednio w odmiennym środowisku. Organizmy te zaadaptowały się do ziemskich warunków i zmieszały z formami życia, wzrastającymi w tym czasie na planecie. To tak, jakby do zadbanego ogrodu wiatr przyniósł nasiona chwastów, żywotnych i nie dających się wyplenić. Ogrodnik nigdy nie pozbędzie się ich w całości. Zawsze coś zostanie. Tak właśnie było w wypadku ziemskiego ogrodu. Nie podamy więcej szczegółów, nie wolno nam.

Zaciekawiła i zaintrygowała mnie ta opowieść. Postanowiłam uczynić wszystko, by obejść zakaz, oszukać tego cenzora.

D: Ciekawe, jakie konsekwencje spowodowały te zakłócenia.

P: Nie wolno nam o tym mówić. Możemy tylko powtórzyć, że było to niczym chwasty w ogrodzie.

D: Czy wymieszanie nasion życia spowodowało powstanie hybryd, jakichś nie zaplanowanych form życia – możecie o tym mówić?

P: Prosimy, nie myśl o tym w kategoriach charakterystycznych dla istot ludzkich. Po prostu, w kodach genetycznych różnych form życia zagnieździły się chwasty. Nie chodzi nam tu o konkretne formy życia, na przykład o jedną rasę ludzką. To niewłaściwy sposób myślenia. Owe chwasty zagnieździły się w “zupie", skąd wzięło początek wszelkie życie.

D: Właśnie to miałam na myśli mówiąc o hybrydach. Hybryda to typ rośliny, której kod genetyczny ulega modyfikacji, przez co staje się. ona odmienna od pierwotnej swej formy.

P: Nie, nie możemy stosować tego określenia w odniesieniu dp omawianego procesu. Najlepiej oddaje jego istotę metafora chwastów w ogrodzie.

D: Jak zareagowały istoty z kosmosu na to wydarzenie?

P: Odczuwały smutek i zmieszanie, gdyż nie przewidziały takiego toku wypadków.

D: A zmiany genetyczne już się dokonały i nie można było ich odwrócić?

P: Tak. Do momentu uderzenia meteorytu ogród był w idealnym stanie. Był czysty i taki miał pozostać. Oni wiązali z nim bardzo duże nadzieje. Natomiast po upadku meteorytu i spowodowanych tym konsekwencjach ich nadzieje zostały zredukowane do minimum.

D: Nie mogli powstrzymać tych zmian?

P: Nie, niestety nie.

D: Myślę tu o sposobach, jakie stosują nasi naukowcy w trakcie eksperymentów genetycznych.

P: Powtarzamy, że nie można stosować tego przełożenia w odniesieniu do omawianego procesu. (Pauza) Musimy teraz to skonsultować, gdyż przeczuwamy, że niektóre z tych informacji są zakazane i nie powinniśmy ich przekazywać.

Oczyma wyobraźni widziałam, jak istoty te pochylają się ku sobie i zażarcie dyskutują.

D: Postaram się zrozumieć te informacje jak najlepiej.

P: Dobrze. Prosimy, abyś spojrzała na tamtą sytuację w ten sposób...

Podjęli decyzję. Wcześniej odmawiali mi informacji na ten temat, a teraz postanowili wyjaśnić mi pewne sprawy.

P: To nie plony są zachwaszczone. Gleba została zanieczyszczona. Chwasty nie wyrosły w samodzielne, odrębne rośliny, lecz zanieczyściły glebę, z której miały wyrosnąć pożądane rośliny. Pragniemy, byś myślała o tym zakłóceniu w planach siania życia nie jak o chwastach, lecz jak o złej glebie. Zlej glebie, wrzuconej z zewnątrz do ogrodu. Posługując się metaforą chwastów możemy komuś zasugerować, że na Ziemi żyją istoty niepożądane, gorsze. To mogłoby wzbudzić w ludziach podejrzliwość i uprzedzenia, na przykład rasowe czy na tle religijnym. Jedna grupa ludzi mogłaby uznać drugą grupę za chwasty i podjąć działania w celu “oczyszczenia" społeczeństwa. Dlatego właśnie, aby zapobiec powstaniu jakichkolwiek uprzedzeń, będziemy mówić o złej glebie, a nie o chwastach.

D: Taka interpretacja nie przyszła mi do głowy, ale rozumiem, że ktoś mógłby w ten sposób pojąć ideę “chwastów w ogrodzie".

P: Sama widzisz, że przekazując ci informacje musimy zachować najwyższą ostrożność. Nasze słowa muszą być dobrze zrozumiane i właściwie zinterpretowane. Niektóre informacje są dla was zakazane, ponieważ – z racji trudności w przekładzie na pojęcia ziemskie – mogłyby być źle zrozumiane.

D: A więc, owe istoty wróciły do ogrodu i zauważyły, że niektóre gatunki zostały w mniejszym lub większym stopniu zarażone, czy zanieczyszczone. Czy to właściwe słowa?

P: Nie “gatunki".

D: Formy życia?

P: Nie. Sama gleba została zanieczyszczona. Ziemia została zarażona. Nieoczekiwanie otrzymała zasób... (szukał właściwego słowa) genów, materiał genetyczny, zakłócający prawidłowe funkcjonowanie planety. Ziemia została zarażona chorobą.

D: Przed zanieczyszczeniem nie istniały choroby?

P: Nie. Owo zanieczyszczenie stało się źródłem chorób. Musieliśmy skonsultować się w sprawie używanej terminologii. Czasami zwracamy się do naszych “ekspertów", obeznanych z ludzką percepcją. Teraz możemy już rozmawiać o źródle zjawiska, które nazywasz “chorobą". Właśnie owo zakłócenie planu zasiania życia, zanieczyszczenia gleby, jest źródłem chorób na Ziemi. Pierwotny plan nie zakładał istnienia chorób. Oczywiście, funkcjonowało w nim zagadnienie naturalnej śmierci, ale nie choroby, przynoszące ludziom oraz innym formom życia ból i cierpienie.

D: Dobrze, to czyni sprawę bardziej zrozumiałą. Choroby nazywacie chwastami.

P: Zgadza się. Widzisz sama, jak trudno jest nam przedstawić niektóre idee. Musimy podjąć wszelkie starania, byśmy zostali właściwie zrozumiani.

D: Czy zanieczyszczenie gleby spowodowało deformacje u istot ludzkich?

P: Ta choroba mogła powodować deformacje. Nie mamy co do tego żadnych wątpliwości. Nie jest jednak jedynym źródłem mutacji czy też deformacji organizmów żywych.

D: Czy z tego zanieczyszczenia wzięły swój początek wszystkie choroby gnębiące ludzkość? Ich źródło tkwi w meteorycie, który zanieczyścił glebę ziemskiego ogrodu?

P: Masz rację, ale tylko po części. Niektóre choroby są wynikiem poczynań człowieka, jego ignorancji. Jednak większość chorób wywodzi się właśnie z meteorytu. Musisz zrozumieć, w rodzinnym systemie tego meteorytu nie istnieją odpowiedniki ziemskich chorób. Nie wywoływał on tam żadnych chorób. Ujawniły się one dopiero po zetknięciu ze środowiskiem Ziemi. Dopiero tutaj spowodował on chorobę.

D: Rozumiem. Na Ziemi panowały warunki inne, niż w jego rodzimym systemie. To, co wcześniej było nieszkodliwe, na Ziemi okazało się niebezpieczne.. Wyjaśnijcie mi jedną sprawę. Czy w momencie, gdy istoty z kosmosu zauważyły wystąpienie zakłóceń programu, nie mogły zniszczyć zainfekowanego środowiska i zacząć wszystkiego od nowa?

P: A dlaczego wylewać dziecko z kąpielą? Zbyt wiele już uczyniono. Jak sama możesz zauważyć, choroby nie ogarnęły całej cywilizacji, nie spowodowały wyginięcia ludzkości.

D: W jakim stadium rozwoju było życie na Ziemi, gdy odkryto zanieczyszczenie gleby?

P: Wciąż tkwiło w nasionach. Intruzi byli dobrze zamaskowani i początkowo ich nie zauważono. Kiedy wreszcie dostrzeżono ich obecność, rozprzestrzenili się, w stopniu zbyt dużym, by odwrócić proces.

D: Do jakiej postaci rozwinęły się ziemskie formy żywe, zanim odkryto ,,chwasty"?

P: Jak już powiedzieliśmy, życie wciąż pozostawało w nasionach. Zakończono właśnie proces siania życia i dopiero rozpoczęło ono swój rozwój.

D: / było na tym etapie, gdy istoty z kosmosu przybyły na Ziemię i odkryły chorobę?

P: Tak. Wróciły i w swym ogrodzie znalazły chwasty.

D: Myślałam, że życie rozwinęło się już do form ludzkich.

P: Nie. Kiedy odkryto chorobę, odbyło się spotkanie w lokalnej... instytucji rządzącej, jeśli możemy tak powiedzieć. Zarządzający tym Uniwersum zwołał to spotkanie, aby rozważyć dalsze działania na waszej planecie. Nie zdecydowano się na zabicie życia na Ziemi. Pozwolono mu się rozwijać i podjęto kroki w celu zapobiegania skutkom choroby. Przekazano ziemskim formom życia informacje genetyczne, mające stanowić barierę ochronną przed tą... chorobą. “Choroba" to nie najlepsze określenie, ale używamy go z braku bardziej precyzyjnego.

D: Chcę was zapytać o pewną sprawę, która właśnie przyszła mi do głowy. Wasza opowieść o ogrodzie przypominała mi przypowieść o Raju, o Rajskim Ogrodzie. Czy istnieje jakiś związek pomiędzy waszymi słowami i tą biblijną historią? Rajski Ogród był ponoć idealnym miejscem.

P: Tak, wiemy o tym. Musimy się skonsultować. (Długa pauza, jakby znowu się naradzali.) Nie udzielimy ci informacji na ten temat. Nie wypracowaliśmy consensusu w tej. kwestii. Istnieją pewne związki między tymi historiami,, ale nie są one wyraziste. Przypowieść biblijna odnosi się do konkretnego, fizycznego miejsca, które moglibyście nazwać Rajskim Ogrodem. Jest to jednak legenda, a nie prawdziwa historia. Chociaż – podkreślamy to – zawiera elementy prawdy.

D: Wspomnieliście o konkretnym, fizycznym miejscu. Czy tam zostało posiane życie?

P: Nie. Nasiona życia posiano w wielu miejscach Ziemi. Nie było jednego, dominującego obszaru naszych działań.

D: I życie rozprzestrzeniło się z tych właściwie miejsc? Ta koncepcja jest odmienna, niż podaje Biblia.

P: Tak, zgadza się. Nie możemy dalej o tym rozmawiać. Zrozum, że nasze zakazy biorą pod uwagę także wierzenia funkcjonujące na tej planecie. Nie możemy powodować konfliktów miedzy członkami różnych wyznań. Nie możemy negować waszych wierzeń. Naszym celem jest stymulowanie rozwoju ludzkiej świadomości. Dążymy do przebudzenia ludzkości. Dlatego dozujemy informacje, a nie podajemy wam całej wiedzy od razu.

D: Znam ludzi, którzy zgłaszaliby obiekcje do waszej wersji stworzenia życia na Ziemi. Ja jednak zauważam pewne związki między waszą opowieścią i legendą biblijną.

P: Masz racje mówiąc, że to legenda. Nie można rozumieć jej dosłownie, jako zapisu realnych wydarzeń. Biblia podaje interesujące historie. Nie są one jednak oparte na faktach. Zawierają tylko fragmenty prawdy, jakby rozbłyski światła, dalekie i słabe wspomnienia rzeczywistych zdarzeń.

D: Czy moglibyście rozwinąć tę wypowiedź?

P: Jeszcze nie teraz. Nie uzyskaliśmy consensusu. Jak już mówiliśmy, musimy wypracować consensus przed przekazaniem każdej informacji. Jest nas dwunastu i każdy byt specjalizuje się w określonej dziedzinie. Każdy reprezentuje inny obszar wiedzy, dotyczący zarówno ludzkich doświadczeń, jak i egzystencji w wyższych królestwach bytu. Jesteśmy radą, której członkowie reprezentują różne typy “interesów". Nasz przekaz warunkowany jest jednomyślnością. Musimy być zgodni co do przekazywanych informacji.

D: Chyba trudno uzyskać tę jednomyślność. Przynajmniej, byłoby trudno uzyskać ją wśród ludzi.

P: Mamy więcej dobrej woli, niż ludzie na Ziemi. Nie doświadczamy ostrych konfliktów. Po prostu, dyskutujemy różne punkty widzenia. Dyskusja prowadzi do ustanowienia consensusu.



cofnij / dalej


strona główna / początek książki
(23kB)