(23kB)
strona główna / początek książki

ROZDZIAŁ 10: PRZEJŚCIE KU TRZEM SZCZYTOM

Współpraca z Philem przebiegała bardzo dobrze. Każda sesja przynosiła niezwykłe i nowe dla mnie informacje. Dotąd nie pracowałam z pacjentem, który podczas regresji hipnotycznej zachowywałby się tak, jak Phil. Od początku mojej praktyki najlepiej pracowało mi się z somnambulikami, którzy w czasie transu całkowicie utożsamiali się z wcześniejszymi wcieleniami, a po jego zakończeniu nie pamiętali żadnych doznań, zachowań czy wypowiedzi. Podczas transu ich świadomość ulegała całkowitej transformacji ku osobowości z poprzednich wcieleń. Z Philem sprawa wyglądała inaczej. W trakcie sesji zachowywał on pewien poziom świadomości teraźniejszego życia, pozwalający na utrzymanie dystansu wobec wydarzeń z poprzednich egzystencji. W wypadku somnambulików, taki dystans nie istniał. Phil nie popadał w całkowity trans. Odkrywane informacje o wcześniejszych egzystencjach odnosił do teraźniejszości, elementy obserwowanej w transie rzeczywistości porównywał z współczesnymi doświadczeniami oraz teraźniejszym stanem jego wiedzy. Pamiętał niemal wszystko, co mówił w trakcie seansu, a somnambulicy nie przypominali sobie niczego. Ten typ transu hipnotycznego, gdy informacje od innych bytów Przepływają, przechodzą, przez obiekt (ciało), który je werbalizuje, nazywamy channellingiem. Wiele słyszałam o tym zjawisku, ale osobiście zetknęłam się z nim po raz pierwszy.

Zapytałam Phila o jego odczucia doznawane podczas transu hipnotycznego: “Czy czujesz jakiś wewnętrzny przymus mówienia, presję? Czy sprawujesz kontrolę nad swymi wypowiedziami?"

“Nie – odparł Phil. Przez chwilę zbierał myśli, by wyjaśnić mi swoje doznania w trakcie sesji. – Nie czuję presji czy przymusu. To tak, jakbym nagle zatracił własne granice, jakby moja świadomość została poszerzona, rozciągnięta. Jednak przez cały czas nie zatraca ona indywidualności. Nastrajam się do odbioru wrażeń, które są mi przekazywane i niejako przekładam je z idei na słowa. Zauważyłem, że zmieniam wówczas styl mówienia, sposób wyrażania. Nie muszę się zatrzymywać i myśleć nad wypowiadanymi słowami, ponieważ one pojawiają się już jakby gotowe. Czekają tylko, bym je wypowiedział. Pod tym względem, jest to łatwiejsze niż normalna, codzienna komunikacja. Nie musisz się namyślać, zastanawiać nad doborem słów. Nie trzeba tworzyć koncepcji, formułować idei, bo one już są obecne w świadomości. Moje zadanie polega wyłącznie na znalezieniu właściwych słów, najlepiej oddających sens danej koncepcji. To wszystko dzieje się bardzo spontanicznie. Nie sądzę, bym sam kierował tym procesem. Tu chodzi o coś innego; ktoś lub coś nadzoruje i kontroluje tok moich myśli. Kiedy to się dzieje, muszę tylko znaleźć odpowiednie przełożenie tych idei w moim słownictwie, życiowych doświadczeniach, pojęciach języka angielskiego."

“Według mnie, sprawa jest bardziej skomplikowana, niż niektórym się wydaje – stwierdziłam. – Czy kiedykolwiek miałeś uczucie, że twoje wypowiedzi, wrażenia, biorą początek w twojej wyobraźni?"

“Na początku naszych spotkań zastanawiałem się nad tym – odpowiedział Phil. – Wiem, że mam bardzo bujną wyobraźnię. Właściwie, cały czas czai się we mnie pytanie, czy moje przeżycia to nie kwestia wyobraźni, snów albo pragnienia usatysfakcjonowania ciebie."

“Gdyby tak było, nie odrzucałbyś niektórych scen, doświadczeń, które cię niepokoją. Nie odmawiałbyś badania konkretnych poziomów – stwierdziłem."

“Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób. Zastanawiałem się tylko, skąd nadchodzą odpowiedzi na twoje pytania. Wiem, że bez problemu mógłbym udzielić ci innych odpowiedzi, znaleźć zupełnie inne przełożenie postrzeganych zjawisk, ale z jakichś powodów tego nie robię. Miewam wrażenie, że muszę to przełożyć jak najdokładniej. Nie potrafiłbym niczego zmienić w swym przekazie. Nawet gdybym chciał, nie mógłbym fantazjować. Wydaje mi się, że granica między tym doznaniem i istotą wyobraźni jest bardzo niewielka. Trudno bowiem autorytatywnie stwierdzić, czy coś się wymyśliło, wykreowało w wyobraźni, czy też pojawiło się to spontanicznie. Zresztą, nie umiem swoich doznań wyrazić słowami. Po prostu, jeśli powiem coś, co mija się z przekazywanymi mi wrażeniami, odczuwam to jako błąd, pomyłkę. Dlatego, trzeba tym wrażeniom dać... przepływać przez siebie. Nie wiem, jak inaczej to opisać. To kwestia zaufania, poddania się. Należy mówić to, co się widzi, bez prób racjonalizowania postrzeganych obrazów. Wrażenia przepływają przez umysł, nie można ich interpretować, racjonalizować, osądzać. Trzeba poddać się ich biegowi."

“Tak, chyba masz rację – odpowiedziałem. – Zastanawiałam się nad twoim zachowaniem. Stwierdziłam, że gdybyś korzystał w trakcie seansów wyłącznie ze swej wyobraźni, miałbyś większą kontrolę nad wypowiedziami i nad postrzeganą rzeczywistością."

Z opisów doświadczeń, jakie przedstawił mi Phil, jasno wynikało, że przekazywane w transie hipnotycznym informacje nie pochodzą z jego wyobraźni, lecz z miejsca, nad którym nie sprawuje on kontroli. Phil powiedział mi również, że zazwyczaj w trakcie transu postrzega znacznie więcej, niż mi przekazuje. Postrzega wiele szczegółów obrazu, o których mi nie mówi. Ma bowiem uczucie, iż może wyłącznie odpowiadać na moje pytania. Niekiedy chce przekazać mi jakąś informację, ale jeśli nie postawię właściwego pytania, nie poda mi tych danych. Według mnie, jest to kolejny dowód na to, że Phil nie czerpie informacji ze swej wyobraźni. Mógłby przecież, bez pytania z mojej strony, przekazać mi wszystko, co zapragnie. Potwierdził tym samym tezę, którą wyznawałam od lat: powodzenie sesji regresji hipnotycznej zależy od osoby zadającej pytania. Właściwie postawione pytanie gwarantuje uzyskanie odpowiedzi. W sferze regresji hipnotycznej, zadawanie pytań graniczy ze sztuką.

Po pewnym czasie zrozumiałam też, dlaczego Phil w trakcie transu zachowuje się całkowicie inaczej, niż wszyscy moi pacjenci. Według mnie, przyczyna leży w jego pozaziemskim pochodzeniu. Reprezentuje sobą inny typ energii, pierwotnie nie przypisany Ziemi, lecz innym światom i wymiarom. Być może, właśnie dlatego podczas sesji jego świadomość pozostaje po części czujna.

Ku mojemu i Phila zaskoczeniu, z sesji na sesje prowadząca go energia stawała się potężniejsza i ujawniała coraz więcej wspomnień. Nie pozostało to bez wpływu na codzienne życie Phila. Zaczął kierować się intuicją, wzrosła też jego psychiczna wrażliwość. Nie wiem nawet, ile sesji odbyliśmy. W każdym razie, podczas jednej z nich znowu wydarzyło się coś niezwykłego.

Mam przyjaciółkę “po fachu", z którą niekiedy współpracowałam. Zapraszałam ją na spotkania ze swoimi pacjentami. Harriet, bo tak ma na imię moja przyjaciółka, dysponuje niezwykłą energią, specjalnym “czymś", co czyni jej prace szczególnie efektywną. Kiedy Harriet uczestniczy w sesji, zawsze dzieje się coś niesamowitego. Działa jak bateria doładowująca mnie i moich pacjentów. Zaprosiłam ją na sesję z Philem, licząc na jakieś ekstra wydarzenie. I nie przeliczyłam się. Podczas transu Phil przebił się ku poziomowi, który nim wstrząsnął. Wstrząsnął emocjonalnie, rzecz jasna. Jak tylko otworzyły się drzwi windy, mój pacjent ujrzał trzy wieże lub szczyty. Według jego opisu, były wysokie, miały gładkie ściany, ostre wierzchołki i stały obok siebie. Były ustawione podług wysokości, z najwyższym szczytem po prawej (patrz rysunek).

Początkowo nie rozumiałam, jak wielkie znaczenie ma dli Phila oglądany przez niego krajobraz. Dopiero po chwil spostrzegłam, że z jego oczu płyną łzy. Dotychczas, w trakcie seansów nie ujawniał tak silnych emocji. Zrozumiałam, że jestem świadkiem ważnego wydarzenia. Dlaczego jednak te trzy szczyty wywołały u Phila tak silną reakcję emocjonalną' Sytuację tę wyjaśniły jego następne słowa, wypowiedziane drżącym głosem: “To jest dom! To jest mój dom!"

Ton tej wypowiedzi przejął mnie dreszczem. Najwyraźniej Phil przeżywał coś niezwykle ważnego. Poprosiłam, aby opisał swe doznania. Miałam nadzieję, że zdoła to uczynić pomimo targających nim emocji.

P: Patrzę na to z dystansu. Od tych wież oddziela mnie zielone pole. Wieże są pomnikiem... tej cywilizacji.

Jego głos nie przypominał zwykłego głosu Phila. Był to głos kogoś, kto wrócił do domu po długiej, długiej podróży Miałam nadzieję, że Phil zdoła powściągnąć emocje i wyjaśni mi znaczenie oraz funkcje tych budowli.

D: To jest pomnik?

P: (Phil miał trudności z formułowaniem wypowiedzi; jego głos drżał.) To więcej niż pomnik, to rodzaj anteny. To centrum komunikacji międzyplanetarnej na tej planecie To centralny punkt tej planety, również dla mnie.

Nie rozumiałam sensu tej wypowiedzi. Dlaczego szczyt; były dla niego tak istotne?

P: To jest mój dom! To tutaj...

W tym momencie załamał mu się głos. Zaczął spazmatycznie szlochać. Na pewno doświadczał czegoś znaczącego. Po wyjściu z transu przyznał, że nagle owładnęło nim niezwykłe, potężne uczucie miłości i przynależności do tego miejsca. Wiedział, że był to jego prawdziwy dom, za którym podświadomie tak bardzo tęsknił. Nie miał najmniejszych wątpliwości, że wrócił do domu i że to słowo dopiero w tamtym miejscu odzyskało swój właściwy sens. Wcześniej, przed tym seansem, tylko intuicyjnie wyczuwał przyczynę swego poczucia alienacji. Teraz wiedział na pewno, że Ziemia nie jest jego prawdziwym domem, że jest nim obca planeta z trzema szczytami. Ów akt poznania, przebicia się ku prawdzie, był dla niego niezwykłym i istotnym przeżyciem.

D: Czy chcesz o tym rozmawiać, czy wolisz wyjść z tego poziomu ?

P: Chcę tego doświadczyć, choć trudno mi o tym mówić.

Zawsze daję moim pacjentom możliwość wyboru doznań, odsunięcia się od przeżyć traumatycznych. Oni decydują, czy chcą doświadczyć określonych wydarzeń, czy też nie. Jeśli czują się zaniepokojeni lub zagrożeni przebywaniem na danym poziomie, pozwalam im wrócić do windy. Taka postawa przynosi pozytywne rezultaty, o czym przekonałam się także w początkowej fazie współpracy z Philem.

D: Jeśli ten widok cię. niepokoi, możesz stamtąd odejść. A może chcesz o tym porozmawiać, dowiedzieć się czegoś?

P: (Bardzo emocjonalnie) To przecież powrót do domu!

D: Możesz doświadczyć tego z pozycji obserwatora. Czy chcesz tylko obserwować te przeżycia?

Phil gwałtownie zaprotestował: “Nie chcę obserwować, chcę to odczuwać!". Zdziwiła mnie ta reakcja, gdyż nie leżała w charakterze Phila. Dotąd skrzętnie ukrywał swe emocje, nawet przed najbliższymi mu osobami. Ze względu na to dziwne zachowanie zezwoliłam na doświadczenie tego poziomu, chyba niezwykle istotnego dla mojego pacjenta. Postanowiłam jednak zachować czujność, by w każdej chwili móc odsunąć Phila od tych traumatycznych przeżyć.

D: Jeśli chcesz o tym rozmawiać, to dobrze. Musisz mieć ku temu jakiś powód.

P: Wyjaśnię ci, jakie ma to dla mnie znaczenie. Możesz później zrobić, co zechcesz. To jest...

Jego głos znowu się załamał. Przekazałam mu sugestię dotyczącą uspokojenia emocji. Zaczął oddychać głęboko, jakby powstrzymywał płacz. Zasugerowałam Philowi, by zaczął mówić o zaprzątających go sprawach, bo wtedy łatwiej będzie je poznać i zrozumieć.

P: (Nadal wzdychając) Już wszystko w porządku.

Musiałam zdystansować go wobec emocji, zobiektywizować jego podstawę.

D: Czy byłeś tam szczęśliwy? Dlaczego określasz to miejsce jako wyjątkowe?

P: Tak! Tak długo, bardzo długo tęskniłem za tym miejscem. Spędziłem tu cudowne chwile. Najlepsze ze... wszystkich. Dla mnie to bardzo ważne!... To był i jest mój dom! Planeta, której... czy miejsce, którego jestem częścią. Należę właśnie tutaj!

D: Sądzę, że każdy z nas czasami czuje się samotny. Każdy zachowuje w pamięci takie miejsce, za którym tęskni. Czy wcześniej rozmawialiśmy o tej planecie?

P: Nie, to nie jest żadne z miejsc, w których byliśmy. To jest... mój... dom!

Za każdym razem, gdy Phil wypowiadał słowa “mój dom" porywały go emocje.

D: Czy to miejsce można opisać trzema wymiarami? (Tak.) Czy znajduje się w tym samym rejonie, co planeta, o której rozmawialiśmy ?

P: Mniej więcej.

D: Dlaczego nie możesz opisać tego miejsca – w sposób mniej emocjonalny, oczywiście.

P: To miejsce przypomina Ziemię. Jak już wcześniej powiedziałem, wybrałem życie na Ziemi, ponieważ przypomina ona inne planety, na których przebywałem.

D: Tak, to ma sens – lepiej pozostać w znanym otoczeniu lub chociaż podobnym do tego znanego.

P: Obszar, o którym mówiłem, to teren porosły roślinnością. To zielone pole, na którym stoją trzy szczyty. Każdy z nich ma kwadratową podstawę, a cztery ściany zbiegają się w wierzchołek. Nie jestem pewny, z jakiego materiału są te szczyty. W każdym razie, są białe. Stoją samotnie. W polu mojego widzenia nie ma innych budowli ani przedmiotów.

D: Powiedziałeś, że jest to antena i pomnik zarazem. Czy wiesz, co upamiętnia ten pomnik?

P: Symbolizuje trzy okresy ewolucji tutejszej rasy. Każdy z nich cechował się innym stopniem zaawansowania rozwoju. Każdy następny oznaczał wyższy stopień rozwoju, niż poprzedni. W momencie, gdy zostanie osiągnięty kolejny, wyższy poziom ewolucji, pomnik wzbogaci się o jeszcze jeden szczyt. Tak więc, jest to pomnik postępu, rozwoju tutejszej rasy.

D: Czy oni wiedzą, kiedy osiągną taki punkt rozwoju, który można upamiętnić kolejnym pomnikiem?

P: Oczywiście, to kwestia wiedzy intuicyjnej.

D: Czy możesz opisać ludzi żyjących na tej planecie?

P: Nie są fizycznymi istotami płciowymi, funkcjonującymi w rzeczywistości trójwymiarowej. Potrzeba prokreacji to fizyczny aspekt inkarnacji. Cel prokreacji jest oczywisty: podtrzymanie gatunku. W miejscu, gdzie przebywam, nie istnieje konieczność prokreacji, ponieważ energia ducha nie jest tu uwięziona w ciele fizycznym. Energia egzystuje bez ciała fizycznego. To jest “planeta energii".

Można ją opisać w trzech wymiarach, lecz jest zamieszkiwana przez energie, byty energetyczne. Te formy energetyczne dowolnie kształtują i kreują swoje środowisko – w zależności od konieczności, potrzeby lub własnego życzenia. Ów proces kształtowania otoczenia, kreacji, można by porównać do prokreacji.

Zauważyłam różnice między powyższym opisem i wypowiedziami dotyczącymi czterowymiarowej planety, o której rozmawialiśmy na poprzednich sesjach. Tamta planeta była czystą energią; w całości była czterowymiarowa.

D: Nie sądziłam, że taki proces może zachodzić w miejscu fizycznym, opisywanym przez trzy wymiary.

P: Planeta jest trójwymiarowa, fizyczna. Ale zamieszkujące ją istoty mają naturę duchową i wykorzystują energię planety we własnych celach i do własnych potrzeb.

D: Ich ciała nie są fizyczne, materialne, podobne naszym?

P: Zgadza się. Nie mają natury korpuskularnej. Można tu mówić o kompleksie energii, z którego emanują rozmaite formy, nawet sama planeta. Formy stanowią narzędzie służące do realizacji określonych celów, na przykład wykonania konkretnego zadania. To – jakby tu powiedzieć – mundury, w których można pracować.

D: Próbuję zrozumieć tę koncepcję. Wcześniej sądziłam, że byt będący czystą energią nie potrzebuje dala czy jakiejkolwiek formy.

P: To odzwierciedla błędne myślenie, powszechne na Ziemi. Mylisz się. Istnieje coś, co można nazwać ciałem energetycznym. Byt, jednostka, wykorzystuje różne źródła energii, z których formuje ciało energetyczne. Nie jest ono podobne ciału fizycznemu. Ciało energetyczne nie daje się opisać w trzech wymiarach, nie ma też innych właściwości materii. Jest czystą energią. Ciało energetyczne, otaczające jednostkę, byt, nie jest tożsame z tym bytem. To tylko “pojemnik", “pojazd", dla bytu. “Pojazd", który także jest energią, ale różną od samej jednostki. Czy dość jasno to wyłożyłem?

Po raz kolejny spotkałam się ze sposobem myślenia przekraczającym moją zdolność pojmowania. Nie potrafiłam znaleźć odpowiedników tej koncepcji w moim zasobie doświadczeń, więc zmieniłam temat rozmowy.

D: Wnioskuję, że populacja tej planety jest stalą i jednolita.

P: Społeczność ta jest mobilna, podlega zmianom. Niektóre byty przychodzą, inne odchodzą. Są też tacy, którzy tylko odwiedzają naszą planetę. Można by ich porównać do imigrantów, opuszczających jeden ziemski kraj, by zamieszkać w innym. Populacja zmienia się, gdyż niektórzy rdzenni mieszkańcy opuszczają planetę, a byty obce na nią przybywają.

D: Czy ci obcy reprezentują ten sam typ istnienia, co wy?

P: Czy przynależą do tego samego poziomu energii? O to ci chodzi? Właściwie, tak. Też są istotami energetycznymi, tyle że z innych rejonów. Są gośćmi.

D: Czy nie mają problemów z przyzwyczajeniem się do waszego stylu życia?

P: Czasami mają kłopoty z przystosowaniem się. W końcu, zawsze trzeba uczyć się czegoś nowego, wcześniej nie znanego. Dzięki tej nauce wzbogacamy się o nowe doświadczenia. I o to właśnie chodzi. To podstawa rozwoju.

Nawet, gdy taka nauka niesie ze sobą jakieś problemy czy przykrości. Tak naprawdę, słowo “obcy" nie funkcjonuje na tej planecie. Każdą napotkaną tu istotę traktujemy jak brata lub siostrę. Nie ma tu żadnych animozji między nieznajomymi. Wiem, że na Ziemi taki sposób myślenia wydaje się dziwny i obcy. Ale tutaj panuje idea bezwarunkowej miłości. Możesz kogoś nie znać, ale go kochasz.

D: Czy owi przybysze także nie potrzebują ciała fizycznego?

P: Nie, jak tylko przybywają na tę planetę, taka potrzeba zanika.

Powyższa wypowiedź wprawiła mnie w zakłopotanie. Całe szczęście, że Harriet miała pytanie do Phila.

H: W jaki sposób poznajecie się nawzajem, zyskujecie o sobie informacje?

P: Intuicyjnie. Polega to na rozpoznaniu intuicyjnym. Na tym poziomie energetycznym istnieje uniwersalna świadomość, wiedza, co do tożsamości innych energii. Możemy kogoś poznać, dowiedzieć się czegoś o nim, bez jakichkolwiek dowodów tożsamości czy wyróżników fizycznych. Postrzegamy innych jako osobowości. Trudno przełożyć tę ideę na zachowanie ziemskie, gdyż kontakty między energiami nie opierają się na relacjach fizycznych, charakterystycznych dla ziemskich zachowań. Trudno przełożyć koncepcje duchowe na relacje fizyczne. Krótko mówiąc, na tej planecie nieustannie zachodzi proces absolutnego poznania, rozpoznawania. Nie kierujemy się oznakami fizycznymi. Nasze poznanie pochodzi z wszechogarniającej i przenikającej wszystko wiedzy. Z niej właśnie czerpiemy.

H: To wiośnie mnie interesuje: czy postrzegacie się, nawzajem w sposób podobny ludzkiemu?

P: W naszych kontaktach nie dominuje zdystansowane postrzeganie, widzenie, oglądanie drugiej osoby. To nie tylko obserwacja, lecz stawanie się wspólną energią, dzielenie się energią.

H: Czy długo żyłeś na tej planecie?

P: Tak, przez wiele eonów. Mówiąc “eon" mam na myśli bardzo długi odcinek czasu. Staram się w ten sposób przełożyć pewne koncepcje na pojęcia ziemskie, bo na tej planecie nie postrzega się czasu, upływu czasu. Bliższe prawdy będzie stwierdzenie, że pracowałem tutaj w wielu formach, w różny sposób, na wielu poziomach.

D: Spróbujmy oddać obraz tej planety. Czy są tam miasta, w których mieszkają te istoty?

P: Nie, nie ma. Gdybyś znalazła się na tej planecie, nie zauważyłabyś miast, budynków. Dostrzegłabyś wyłącznie twory naturalne: trawę, krzewy. Po prostu, inaczej pojmujesz życie, istnienie. Życie na tej planecie daleko przekracza twoje możliwości postrzegania, widzenia. Musisz myśleć o nim w kategoriach energii. To nie jest cywilizacja materialna, fizyczna. To cywilizacja energii. W sensie fizycznym, istnieje tylko planeta, trójwymiarowa planeta. Mogłabyś podnieść grudkę ziemi z jej powierzchni. Wspomniany wcześniej pomnik jest fizyczny. Szczyty są trójwymiarowe i zbudowane z materiałów przynależących do zasobów tej planety. Ale cywilizacja zamieszkująca tę planetę byłaby niewidoczna dla oczu śmiertelników. Przeszłabyś obok jej przedstawicieli i nawet nie zauważyłabyś tego. Znalazłabyś się w sercu tej cywilizacji i nie wiedziałabyś tego, nie dostrzegłabyś jej tworów, ani istot ją reprezentujących. Podobnie jest w pokoju, gdzie rozmawiamy. Istnieje tu cywilizacja duchów i energii. Te byty są tutaj, teraz. Większość ludzi nie byłaby tego świadoma.

H: Wspomniałeś, że owe szczyty są nie tylko pomnikiem, lecz służą też innym celom.

P: Tak. Pełnią funkcję anteny, podobnie jak piramidy na Ziemi. Rodzaj wychwytywanej energii uwarunkował ich kształt. Nie wiem, czy to zrozumiecie, ale kształt anteny jest warunkowany częstotliwością fal, które antena emituje lub wychwytuje. To fakt znany elektronikom. Im wyższa jest częstotliwość fal, tym antena jest krótsza. Ta zasada podyktowała też kształt i wielkość szczytów na planecie oraz piramid na Ziemi. Antena służy komunikacji planetarnej i międzyplanetarnej. Poza tym, jak mówiłem, symbolizuje trzy etapy ewolucji naszej rasy.

D: Czy w momencie zainicjowania rozwoju tej cywilizacji różniła się ona znacznie od współczesnego jej wizerunku?

P: Ta cywilizacja nie została zapoczątkowana na tej planecie. Początkowo była reprezentowana przez formy fizyczne, trójwymiarowe i rozwijała się na innej planecie. Kiedy osiągnęła punkt rozwoju, w którym nie było już potrzeby generowania form fizycznych, przeniosła się na tę planetę.

D: A więc szczyty przypominają wcześniejsze etapy ewolucji, przed osiągnięciem tego punktu?

P: Po części, tak. Rozwój na Ziemi postępuje tą samą drogą. Nadchodzą czasy, gdy energie Ziemi nie będą musiały inkarnować w fizyczne formy. Wówczas przeniosą się na inną planetę, by kontynuować proces zbliżania się do Stwórcy. Taka droga czeka istoty zamieszkujące Ziemię.

D: Dlaczego mielibyśmy opuścić Ziemię? Czy nie moglibyśmy osiągnąć wyższego poziomu ewolucji pozostając na naszej planecie?

P: Gdybyś zdała do czwartej klasy, czy chciałabyś pozostać" w trzeciej na zawsze? Nie chciałabyś uczyć się w czwartej, później w piątej i szóstej? Trzeba iść naprzód. Lepiej zmieniać środowisko i zaczynać nowe etapy życia w nowych warunkach i z otwartym umysłem. To tak, jakbyś zdając z klasy do klasy, pozostawała ciągle w tej samej sali lekcyjnej. Pozostając w tej samej sali, mimowolnie zaczynasz myśleć starymi kategoriami, cofasz się w rozwoju. Poza tym, zaczyna być ci ciasno w pomieszczeniu przeznaczonym dla osób niżej zaawansowanych. Po szkole podstawowej idziesz do liceum, potem na studia. Za każdym razem zmieniasz budynek, w którym pobierasz nauki. Zmiana otoczenia, zmiana budynku szkolnego, wpływa na twój stosunek do nauki, na chęć pogłębiania wiedzy.

D: A więc, pozostawanie w tym samym otoczeniu hamuje rozwój? To masz na myśli? Do rozwoju potrzebujemy wyzwania, zmiany, na przykład miejsca, środowiska.

P: Zmiana otoczenia to istotny warunek rozwoju. Trzeba pozbyć się nawyków przeszłości i spoglądać w przyszłość.

D: Teraz jednak zagłębiasz się w przeszłości, doznajesz przeszłych wydarzeń. Czy to cię niepokoi?

P: Oczywiście, że nie. Nie żyję przeszłością. Znajdujemy się przecież w przyszłości (z tej perspektywy) i spoglądamy w przeszłość. Należy pamiętać o przeszłości, ale nie można nią żyć, nie można dać się jej pochłonąć.

D: Należy uczyć się z przeszłości i stosować tę wiedzę w tworzeniu przyszłości.

P: Moim celem, celem mojej ziemskiej egzystencji jest właśnie zintegrowanie mojej przeszłości z przyszłością.

D: Planety, o których rozmawialiśmy wcześniej, wydawały mi się wysoko rozwinięte. Widzę jednak, że daleko im do tej, opisywanej teraz przez ciebie. Poza tym, ta planeta wydaje mi się całkowicie inna, niż dotychczas poznane.

P: Ta planeta była dla mnie strefą abstrakcji, zbiorem idei. Przedtem nie uświadamiałem sobie jej istnienia. Było na to za wcześnie. Naprawdę doświadczyłem życia na tej planecie, to fakt, ale wcześniej nie wydawał mi się on... całkowicie prawdziwy. Bardziej przeczuwałem, niż wiedziałem o doznaniach z tej planety. To jakby poznać obrzeżek ciastka, ale nie znać go w całości; jakby smakować okruszki zamiast gryźć ciastko. Podczas poprzednich sesji smakowałem okruszki wiedzy o tej planecie i wtedy mnie to satysfakcjonowało.

D: (Ten wywód bardzo mnie zdziwił i zaskoczył.) A więc, planeta jest prawdziwa, ale...

P: Wiedza o niej jest dozowana. Otrzymuję fragmenty obrazu tej planety. A przynajmniej, do dzisiejszej sesji tak właśnie się działo. Dzięki obecności Karnet przypomniałem sobie dzisiaj całość życia na tej planecie. To Harriet “doładowała" mnie energetycznie, bym zyskał kompleksowe spojrzenie na te doświadczenia. Ale nie znaczy to, że wcześniej przekazywałem ci nieprawdziwe informacje. One tylko były fragmentaryczne. Według mnie, zbyt usilnie próbujesz postrzegać istnienie na innych planetach w kategoriach białe – czarne. Proszę, myśl o tym zjawisku stosując kryteria półcieni, szarości, nie kategoryzuj. Otrzymasz odpowiedzi na swoje pytanie. Siłą rzeczy, nie oddadzą one w pełni obrazu życia w innych wymiarach, ponieważ twoje pytania są ograniczone twoją wiedzę. Otrzymujesz te informacje, które możesz w danym momencie otrzymać. Oddają one prawdziwy, lecz niepełny obraz innych planet czy planów egzystencji. Jeśli upierasz się przy kategoriach czarne – białe, prawda – kłamstwo, to uzyskane informacje możesz zaliczyć do prawdziwych. Niepełnych, ale prawdziwych. Czy zrozumiałaś cokolwiek z mojej wypowiedzi?

Musiałam przyznać, iż nie zrozumiałam sensu tego wywodu. Rzeczywiście, w ocenie rzeczywistości posługuję się skrajnościami i nie uznaję żadnych stanów pośrednich, żadnych szarości.

P: Jeśli ktoś opowiada o konkretnym wydarzeniu ze swego życia, to mówi tylko o pewnych szczegółach, niektórych detalach z tym związanych. Ale przekazaną ci informację uznasz za prawdziwą, tak? Chociaż nie wiesz wszystkiego o danym zdarzeniu, to informacje, które uzyskujesz, traktujesz jako prawdę. Nie jesteśmy w stanie przekazać całości wydarzenia, nie potrafimy uczynić tego obiektywnie. Zawsze prezentujemy jakiś punkt widzenia, podług którego interpretujemy wydarzenie. Nasze, ludzkie, postrzeganie jest selektywne i jesteśmy poniekąd ograniczeni własną percepcją. Postrzeganie uwarunkowane jest również naszymi doświadczeniami oraz wiedzą; jest fragmentaryczne.

Przypomniała mi się opowieść Phila, dotycząca jego życia w dziwnym, obcym mieście. Sądzę, że była ona wiarygodna, choć zapewne fragmentarycznie oddająca obraz życia w tym miejscu. Na pewno nie przekazał mi wielu informacji, które z jakichś powodów nie były dla niego wygodne, niepokoiły go. Znałam ten mechanizm. Analizowałam go podczas pierwszych sesji z nowymi pacjentami. Na początku praktyki regresji hipnotycznej podświadomość pacjentów “przepuszcza" tylko te informacje o wcześniejszych doświadczeniach, które nie mają negatywnego wpływu na obiekty badań. Porzuciłam ten abstrakcyjny temat i powróciłem do cywilizacji funkcjonującej w planie energetycznym na trójwymiarowej planecie.

D: O ile zrozumiałem, cywilizacja ta (Trzech Szczytów) osiągnęła poziom rozwoju, na którym nie istnieją takie potrzeby życiowe, jak odzież, żywność, schronienie. Przedstawiciele tej cywilizacji wyzbyli się podobnych uwarunkowań.

P: Częściowo, masz rację. Jak już wcześniej mówiłem, w ramach określonej cywilizacji, funkcjonującej na określonym poziomie rozwoju, istnieją jednostki w różnym stopniu w tym rozwoju zaawansowane. Cywilizacja ta, jako całość, stoi na wyższym szczeblu ewolucyjnym niż Ziemianie. W ramach tej wspólnoty, i każdej innej, również ziemskiej, istnieją pewne jednostki wybitne, rozwijające się w szybszym tempie. Są i tacy, którzy rozwijają się nieco wolniej. Oni właśnie czasami odczuwają potrzebę kreowania niektórych dóbr, na przykład odzieży, żywności; oni poszukują schronienia. Dlatego nie można stwierdzić, że przedstawiciele tej cywilizacji nie jedzą, nie piją, nie oddychają. Nie można uogólniać podobnych twierdzeń. Poza tym, wszelkie doznania, będące udziałem tych istot, są niezwykle realne, Nie funkcjonują one w trzech wymiarach, ale ich doświadczenia nie są mniej realne, prawdziwe, niż ludzkie.

D: Czy istoty, które kreują dobra życiowe, uświadamiają sobie obecność innych członków wspólnoty, tych bardziej rozwiniętych?

P: Oczywiście. Przecież profesorowie na Ziemi są świadomi istnienia analfabetów, a analfabeci wiedzą o istnieniu profesorów, ludzi uczonych.

D: Rozumiem. Sądziłam, że osobnicy słabiej rozwinięci są na tyle odmienni, iż nie postrzegają istot wyżej rozwiniętych.

P: Funkcjonuje tu świadomość rasy jako całości. Ponad rasą mogą istnieć poziomy, których jej przedstawiciele sobie nie uświadamiają. Mogą też wiedzieć o ich istnieniu, lecz ich nie postrzegać.

D: To trochę za skomplikowane. Wracając do prostszych spraw, istoty potrzebujące jakichś rzeczy mogą je wykreować dzięki sile umysłów, prawda? A wyżej rozwinięte' jednostki nie czują potrzeby tworzenia podobnych rzeczy?

P: Można by tak powiedzieć. Ale potrzeba żywności nie jest wskaźnikiem stopnia rozwoju. Jedzenie może być po prostu przyjemnością, a przecież w odczuwaniu przyjemności nie ma nic złego. Także chęć rozrywki nie jest niczym złym. I jeżeli dla kogoś rozrywka jest przyjemnością, może on oddawać się przyjemnościom i nie świadczy to o jego niższym poziomie rozwoju.

D: Rozumiem, że istoty, o których mówimy, nie rodzą się w sposób podobny ludzkiemu.

P: Rzeczywiście, nie. Nie znamy zjawiska fizycznych narodzin ani śmierci. Zachodzi tu proces “wzrastania w świadomości", jeśli mogę tak powiedzieć.

D: A więc, proces formowania i dekompozycji ciała, w zależności od potrzeb czy konieczności, tak?

P: Mniej więcej. Rozmawialiśmy o podobnym zjawisku podczas jednej z sesji. Tej traktującej o życiu w świecie czterowymiarowym.

D: Niektórzy ludzie chcieliby żyd wiecznie. Jeszcze do niedawna nie rozumiałam, dlaczego ktoś decyduje się na dekompozycję ciała, choć w jego mocy leży permanentne podtrzymywanie życia w określonej formie. Nie rozumiałam, dlaczego ktoś wybiera śmierć – że użyję tego pojęcia.

P: Czy teraz rozumiesz taką postawę?

D: Chyba tak. Jak już powiedziałeś, trzeba podejmować nowe wyzwania.

P: Tak. Kiedy kończysz naukę na jakimś etapie, szukasz nowej wiedzy, nowych obszarów poznania. W ten sposób się rozwijasz. Trzeba szukać wciąż nowych doświadczeń, nowych okazji do nauki. Ten proces przypomina wspinanie się po drabinie. Z pokonaniem każdego szczebla tej drabiny następuje rozwój świadomości. Dlatego należy zmieniać otoczenie, środowisko, pozostawać otwartym na nowe doznania.

Poczułam, że nie jestem w stanie zadawać dalszych pytań. Nie byłam po prostu przyzwyczajona do stylu prowadzenia sesji, jaki narzucał Phil. Dotychczas poznawałam historie moich pacjentów, które były nierozerwalnie związane z historią ludzkości. Większość szczegółów, dotyczących egzystencji w określonych okresach historycznych, mogłam zweryfikować. W trakcie “zwyczajnych" seansów miałam punkty odniesienia, podług których prowadziłam rozmowy z pacjentami. Dzięki temu mogłam przewidzieć przebieg następnych sesji, zaplanować pytania i kierować wydarzeniami, które zachodziły podczas spotkań z pacjentami. W wypadku Phila. wszystko wyglądało inaczej. Czułam, że nie potrafię zachować kontroli nad naszymi spotkaniami. Przedstawiane przez niego koncepcje były mi całkowicie obce, jakby z “innego wymiaru umysłu". Nie miałam pojęcia, w jakim kierunku rozwiną się te rozmowy, jaki obrót przyjmie kolejna sesja. Dlatego właśnie, z ogromną niepewnością, zadałam Philowi następne pytanie: “Jaki jest cel prowadzenia podobnych rozmów?"

P: Czy jesteś bardziej świadoma istnienia niewidzialnych światów i mechanizmów nimi rządzących?

D: Chyba tak. Zajmie mi jednak sporo czasu, zanim przyswoję i zrozumiem podane przez ciebie informacje.

P: A więc, cel naszych spotkań został już osiągnięty.

D: Dlaczego więc powinniśmy kontynuować nasze sesje?

P: Nie musimy tego robić. Wszystko zależy od twojego życzenia. Jeśli nie chcesz kontynuować naszych spotkań, możemy je zakończyć. Nikt nie będzie cię naciskał w tym względzie. Nie istnieje prawo, które nakazałoby ci dalsze prowadzenie naszych seansów. Rób to, co uważasz za stosowne i dla ciebie najlepsze. Możemy przekazać ci jeszcze wiele informacji. Twój głód wiedzy nie został jeszcze zaspokojony. Masz wiele pytań, wiele wątpliwości, na które możemy odpowiedzieć. Wszystko jednak zależy od ciebie. Naszym pragnieniem jest kontynuowanie sesji. I mamy nadzieję, że nie zarzucisz tych spotkań.

Stwierdziłam, że Harriet – nieświadomie – udzieliła Philowi ogromnych zasobów energii, które pozwoliły mu na przejście do najgłębszych pokładów podświadomości. Być może, bez tego doładowania, Phil nie przebiłby się do świata “trzech szczytów". W trakcie następnych sesji mój pacjent bez trudu przechodził na ten poziom, nawet bez obecności Harriet. Jej energia okazała się jednak niezbędna do zainicjowania całego procesu.

Po wyjściu z transu, Phil długo rozważał swą emocjonalną reakcję na widok trzech szczytów. Nie odczuwał, co prawda, tak silnych emocji, jak podczas transu, lecz targało nim uczucie żalu i melancholia. Próbował opisać swe uczucia: “To było bardzo realne doznanie. Odczuwałem jakby żal, że przebiłem się do tego świata. Nie wiem, w jaki sposób to opisać. Były to niejasne uczucia. Odczuwałem słodycz i gorycz jednocześnie, radość i smutek. Z jednej strony, czułem przynależność do tego miejsca, odnajdywałem w tym radość. Czułem jednak i żal, że przypomniałem sobie o tym, co zostało zapomniane. Dzięki temu zapomnieniu został przecież złagodzony ból, łączący się z tęsknotą za domem. Byłem także szczęśliwy, że odnalazłem te wspomnienia... Chyba można te emocje przyrównać do pewnej życiowej sytuacji. Wyobraź sobie, że nagle spotykasz kogoś, kogo dawniej darzyłaś gorącą miłością, z kim lata temu łączyła cię niezwykle bliska i intymna więź. Byliście sobie bardzo bliscy, kochaliście się, ale jakieś życiowe okoliczności spowodowały, że musieliście się rozdzielić i żyć z dala od siebie. Wyobraź sobie, że zapomniałaś o tym uczuciu; wędrujesz własną drogą życiową i zbierasz własny bagaż doświadczeń. I pewnego dnia spotykasz tę osobę, z którą byłaś kiedyś związana i o której już zapomniałaś. Nagle wracają dawne uczucia. Trochę żałujesz, że spotkałaś tego człowieka, bo odnowiły się stare rany. Z drugiej jednak strony, jesteś szczęśliwa, że znowu go widzisz. Osobiście, nie doświadczyłem podobnego przeżycia, lecz sądzę, iż dostarcza ono takich właśnie uczuć."

To była dziwna sesja. Reakcje Phila całkowicie mnie zaskoczyły. Widok trzech szczytów wzbudził w nim silne emocje. Nie odczuwałby ich, gdyby nie był związany z tym miejscem. Według mnie, owa reakcja emocjonalna stanowi kolejne potwierdzenie wiarygodności Phila jako pacjenta. Nawet jego późniejsze wyjaśnienie, dotyczące targających nim uczuć, potwierdza tę wiarygodność. Wiem, że Phil przebił się do jakiegoś nieziemskiego świata, gdzie doświadczył wielu egzystencji. Do tego właśnie świata tęsknił i pragnął do niego wrócić tamtego dnia, na plaży, kiedy niemal pożegnał się z życiem. Dzięki tej sesji dowiedział się, iż ma dostęp do tej rzeczywistości i może do niej wracać; może utrzymać z nią kontakt. Dzięki “wędrówkom umysłu" może powracać do świata “trzech szczytów". Phil odnalazł wreszcie ukojenie. Odnalazł wewnętrzny spokój, mimo że podczas konfrontacji ze swoim światem odczuwał i radość, i gorycz.

Otworzyliśmy bramę prowadzącą do tej rzeczywistości ł korzystaliśmy z niej jeszcze wiele razy. W trakcie kolejnych seansów uzyskaliśmy sporo informacji o krainie “trzech szczytów".



cofnij / dalej


strona główna / początek książki
(23kB)