(23kB)
strona główna / początek książki

ROZDZIAŁ 1: ODKRYCIE GWIEZDNEGO DZIECKA

Istoty pozaziemskie żyją na Ziemi, wśród nas. Nie możemy już uważać ich za Obcych zamieszkujących odległe gwiazdy, czy też krążących wokół naszej planety w statkach kosmicznych. Są tutaj, pośród naszych przyjaciół, sąsiadów, nawet wśród naszych krewnych. Wszyscy jesteśmy spokrewnieni, ponieważ to właśnie istoty pozaziemskie były naszymi przodkami. Ich krew płynie w naszych żyłach. Jesteśmy braćmi istot z gwiazd, tak samo jak jesteśmy braćmi zwierząt i wszystkich istot żyjących na Ziemi. Do powyższych wniosków doszłam po roku intensywnej pracy, prowadzonej właśnie z taką gwiezdną istotą. Nawiązałam z nią kontakt dzięki hipnozie. Zajmuję się bowiem regresją hipnotyczną. W swej pracy regularnie podróżuję w czasie i przestrzeni, by poznać przeszłość Ziemi oraz jej historię. Jednak do momentu rozpoczęcia pracy z Philem D. nie odwiedzałam – w trakcie regresji hipnotycznej – innych planet. Muszę przyznać, że zawsze tego pragnęłam. Wydawało mi się, że taka podróż jest nie mniej prawdopodobna niż to, czego już doświadczyłam w mej pracy. Byłam niemal pewna, iż niektórzy ludzie żyli kiedyś gdzieś indziej, poza Ziemią, i że pamiętają tamte wcielenia. Ta idea fascynowała mnie. Niestety, na mej drodze poznania nie pojawił się obiekt badań, do którego tęskniłam. Sądziłam zresztą, że ludzie z doświadczeniami życia pozaziemskiego to rzadkość. Nie rezygnowałam jednak ze swych dążeń. Zakładałam, iż pracując z wieloma osobami wreszcie trafię na tę dla mnie właściwą albo to ona mnie odnajdzie (to przypuszczenie okazało się trafne). Niełatwo bowiem rozpoznać gwiezdną istotę. Ludzie tego typu są doskonale zakamuflowani. Sami nie zdają sobie sprawy ze swej prawdziwej natury. Chroni ich (i maskuje) własna podświadomość.

W momencie rozpoczęcia mej niezwykłej i zaskakującej podróży byłam negatywnie nastawiona do istot pozaziemskich. Zakładałam, jak my wszyscy zresztą, że Obcy są istotami złymi i przerażającymi. Taki sposób myślenia jest dla nas naturalny. Boimy się bowiem wszystkiego, czego nie możemy zrozumieć. W trakcie pracy jednak, z zaskoczeniem odkryłam, iż obraz Obcych wykreowany przez kino, telewizję, prozę fantastycznonaukową jest z gruntu fałszywy. Po prostu, przez lata byliśmy poddawani praniu mózgów. Zrozumiałam to i przezwyciężyłam strach oraz negatywne emocje. Powinniśmy bowiem zrozumieć, że tak naprawdę, w naszych wnętrzach, w duchu i umyśle, nie ma różnic między ludźmi i istotami pozaziemskimi. Nie ma różnic, jest tylko brak zrozumienia.

Moja praca z Philem rozpoczęła się przez przypadek, o ile oczywiście cokolwiek można nazwać przypadkiem. Jako specjalistka w sferze regresji hipnotycznej, spotykałam się z wieloma osobami, które w trakcie seansu hipnozy pragnęły poznać swe życie w przeszłych wcieleniach. Z doświadczenia wiem, iż nie istnieje jakiś szczególny typ ludzi, z którym pracuje się najlepiej. Prowadziłam sesje z bardzo różnymi osobami, wywodzącymi się z różnych środowisk oraz warstw społecznych. Łączyło ich pragnienie zweryfikowania możliwości reinkarnacji, -choć każdy miał ku temu własne powody. Seanse hipnozy urządzam zazwyczaj w domach moich pacjentów. Czynię tak z prostej przyczyny – ludzie czują się pewniej i bezpiecznie w znanym im środowisku. W związku z pracą bywałam w najrozmaitszych miejscach: okazałych rezydencjach, skromnych mieszkaniach, pokojach hotelowych, a nawet w biurach oraz sklepach – po godzinach urzędowania, oczywiście. Gdybym musiała, zgodziłabym się nawet na prowadzenie sesji pod wodą – jeśli mój pacjent czułby się tam najpewniej. Poczucie komfortu psychicznego pacjenta jest bowiem podstawowym warunkiem zdobycia jego zaufania. Specyfika mojej pracy i zasady, które sama ustaliłam, zaczęły w końcu mi ciążyć. Zapraszano mnie bowiem do tak dziwnych i odległych miejsc, że sama podróż zajmowała mi więcej czasu, niż konkretna praca. Zmęczona taką sytuacją, zmieniłam zasady. Postanowiłam, że będę jeździć jedynie do miejsc leżących w promieniu 50 mil od mojego domu. Jeśli ktoś chciał przeprowadzić sesję, a mieszkał dalej niż 50 mil ode mnie, musiał zaaranżować spotkanie w domu przyjaciół lub innym lokum, znajdującym się w zasięgu mojej działalności. Oczywiście, nie chciałam zniechęcać kogokolwiek do kontaktu ze mną. Być może, ten “ktokolwiek" okazałby się osobą, na którą czekałam od lat. Dlatego właśnie dopuszczałam możliwość prowadzenia sesji nie w mieszkaniach pacjentów, lecz – jeśli byli z daleka – w miejscu przez nich wskazanym. Przez cały czas mojej działalności czekałam na tę jedną osobę, która zabierze mnie w ekscytującą podróż w nieznane, na inne planety. Takiej osoby nie można znaleźć kierując się wyglądem ludzi czy ich zachowaniem. Gwiezdne dzieci nie posiadają żadnych zewnętrznych cech charakterystycznych. Są normalnymi ludźmi, spotykanymi codziennie na ulicy, bez zewnętrznych oznak tego, że ich dusze doświadczyły innego życia, w innym miejscu i czasie.

Pewnego dnia pojechałam na spotkanie z młodą rozwódką, energiczną i zaradną kobietą interesu. Umówiłyśmy się w jej domu, który ledwo mieścił się w ustalonych przeze mnie granicach (leżał idealnie 50 mil od mego domu). Kobieta ta już dwukrotnie wyznaczała mi spotkanie i dwukrotnie je odwoływała. Zawsze w ostatniej chwili. Podejrzewałam, że nie jest jeszcze gotowa na regresję hipnotyczną. Wielu moich pacjentów zachowywało się podobnie. Może podświadomie bała się tego, co znajdzie, jeśli zagłębi się w ukrytą przeszłość? Nie ponaglałam jej. Zresztą, miałam wielu innych pacjentów. Jadąc tego dnia do jej domu w małym miasteczku sądziłam, że wreszcie przełamała wszelkie bariery, bo nie odwołała spotkania.

Kiedy jednak dojechałam do jej domu, nie zauważyłam przed nim samochodu mojej pacjentki. Stała tam natomiast jakaś żółta furgonetka oznakowana emblematami lokalnego punktu napraw sprzętu elektronicznego. Pomyślałam, że kobieta zapomniała o naszym spotkaniu i zawezwała ekipę naprawczą do zepsutego telewizora. Byłoby to dla niej typowe. Zdenerwowałam się, gdyż nie chciałam i nie mogłam prowadzić sesji w nie sprzyjającej atmosferze gwaru, dyskusji i pośpiechu. Zaparkowałam samochód i podeszłam do drzwi domu. Zauważyłam na nich kartkę. Pacjentka napisała na niej, że wezwano ją w pilnej sprawie zawodowej, ale zaaranżowała mi spotkanie z kimś, kto chciałby poddać się hipnozie. Przepraszała mnie i zapewniała, że powinnam być zadowolona z tej zastępczej sesji. Nadmieniła też, że mój pacjent, Phil D., czeka wewnątrz domu. Właściwie nie byłam zaskoczona. Ta kobieta wszystko odkładała na ostatnią chwilę. Taką miała naturę.

Tak więc, miałam prowadzić sesję z obcym mi człowiekiem. Zazwyczaj staram się poznać osoby, które decydują się na regresję hipnotyczną. Rozmawiam z nimi przed spotkaniem, czasem zaprzyjaźniam. Ale teraz nie miałam wyjścia. Chociaż nie była to idealna sytuacja, postanowiłam spróbować. Nie oczekiwałam po tej sesji zbyt wiele. Trudno pracuje się z nowymi pacjentami, zwłaszcza jeśli nie mają pojęcia o hipnozie. W czasie sesji stają się spięci i czujni, więc przez większość spotkania muszę ich uspokajać, wzbudzić ich zaufanie, bez którego nie ma mowy o sukcesie seansu. Stojąc przed drzwiami niedoszłej pacjentki sądziłam, że spotkanie z Philem będzie jednorazowym doświadczeniem i że prawdopodobnie nie zobaczymy się więcej.

Phil okazał się przystojnym, ciemnowłosym, 28-letnim mężczyzną. Był spokojny i – jak przypuszczałam – raczej nieśmiały. Później przekonałam się, że ta pozorna nieśmiałość jest po prostu spokojną pewnością siebie. Zajmował się naprawami sprzętu elektronicznego. Prowadzi* własny warsztat, na który przeznaczył garaż przy domu rodziców. Pochodził z rodziny wielodzietnej, był jednym z pięciorga dzieci, i mieszkał z rodzicami. Wyjątkowe w nim było tylko to, że miał brata bliźniaka. Później, w trakcie naszych spotkań, dowiedziałam się o nim znacznie więcej. Nie interesował się dziewczętami i nie wszedł w żaden poważny, stały związek partnerski. Dziwiło mnie to, gdyż był atrakcyjnym mężczyzną. Jakiś czas służył w marynarce wojennej, gdzie poznał tajniki elektroniki. Większość ludzi pyta mnie, jaki system wierzeń wyznaje ten niezwykły pacjent. Niektórzy twierdzą, iż osoba o tak zadziwiających możliwościach musi być nieortodoksyjna. Jest to dalekie od prawdy. W mej pracy zetknęłam się z ludźmi różnych wyznań. Rodzaj religii pacjenta ma niewielki wpływ na informacje, które uzyskuję w trakcie regresji hipnotycznej. Na przykład Phil został wychowany w tradycji katolickiej. W dzieciństwie był ministrantem w kościele parafialnym, aktywnie uczestniczył w mszach świętych, pogrzebach oraz uroczystościach religijnych. Do czternastego roku życia uczył się w katolickiej szkole prowadzonej przez siostry zakonne i świetnie poznał katechizm. Trzeba przyznać, że tak ukształtowanemu człowiekowi dość trudno jest myśleć o reinkarnacji jako o realnej idei. Phil jednak interesował się sprawami duchowymi, był otwarty na nowe idee, dużo czytał i z czystej ciekawości chciał spróbować regresji hipnotycznej. Był dla mnie bardzo miły i pozytywnie nastawiony do hipnozy.

Pierwsza sesja z Philem przebiegła dokładnie tak, jak przypuszczałam. Dosyć łatwo wszedł w trans, średniej głębokości, ale nie był zbyt komunikatywny. Mówił, a właściwie mamrotał, niewyraźnie. Nie mogłam nawet zrozumieć, czy na moje pytanie odpowiada “tak" czy “nie". Nie byłam tym zaskoczona, gdyż taka sytuacja powtarzała się w mojej pracy bardzo często. Zrelaksowani pacjenci mówią wolno i niewyraźnie, jakby we śnie. Są zaabsorbowani tym, co widzą i czują. Trzeba na siłę wyciągać z nich informacje. Dlatego wolę pracować z somnambulikami, którzy są bardziej komunikatywni i chętni do współpracy.

W czasie pierwszej sesji Phil doświadczał nudnego i monotonnego życia człowieka wędrującego po pustyni w poszukiwaniu wody. Kiedy wyszedł z transu powiedział, że naprawdę czuł pragnienie, upał, uciążliwości suchego klimatu. Dla mnie, były to typowe cechy pierwszej sesji. Pacjenci odkrywają wspomnienie zwykłego, prostego życia, jakie kiedyś prowadzili. Według słów Phila, jego wrażenia podczas transu były bardzo żywe, realistyczne, ale był tak zrelaksowany, że mówienie do mnie sprawiało mu trudność. Po seansie stwierdził też, iż wie, co oznacza starość, ponieważ czuł zbliżający się koniec życia, wielkie zmęczenie, swój podeszły wiek.

Phil był zafascynowany swymi doświadczeniami i chciał powtórzyć sesję. Skłamałabym, jeślibym powiedziała, że równie entuzjastycznie chciałam kontynuować tę współpracę. Trudno było uzyskać od niego jakieś informacje. Wolałam pracować z ludźmi, którzy są bardziej spontaniczni i rozmowni. Jednak zgodziłam się na kolejną sesję, ponieważ nie chciałam zniechęcać go do duchowych poszukiwań. Nie odmawiam nikomu następnej szansy. Przecież nie wiem, co tak naprawdę kryje się wewnątrz danego człowieka. Tak więc, ustaliliśmy termin drugiego spotkania. Przypuszczałam, że ciekawość Phila zostanie zaspokojona po kilku sesjach i wtedy będę mogła rozejrzeć się za bardziej obiecującym pacjentem.

Podczas sesji stosuję różne techniki, metody i procedury. To pacjenci wybierają tę metodę, która najbardziej im odpowiada. Jedna z nich opiera się na metaforze windy. Pacjenci “wsiadają do windy", która zatrzymuje się na poszczególnych piętrach. Jeśli po otwarciu drzwi windy pacjent chce wysiąść i poznać znajdujący się przed nim obszar, znaczy to, że winda zatrzymała się na właściwym piętrze. Właśnie tę metodę wybrał Phil podczas naszego drugiego spotkania. Zresztą, wciąż jej używamy, gdyż okazała się bardzo efektywna.

W trakcie drugiej sesji Phil był bardziej rozmowny. Opowiadał o życiu w Monachium, podczas II wojny światowej. Wraz z innymi Żydami pracował w cywilnej służbie rządowej. Ich rodziny zostały wymordowane. Grupę Żydów pozostawiono przy życiu ze względu na szczególne umiejętności, przydatne Rzeszy. Musieli nosić opaski, które identyfikowały ich jako Żydów. Phil uważał te opaski za zniewagę i upokorzenie. W tamtym życiu był kreślarzem i nazywał się Karl Brecht. Zajmował się tajnymi projektami baz łodzi podwodnych. Były to informacje ściśle tajne, więc nie mówił o nich zbyt dużo. Chociaż grupa Żydów pracowała dla Niemców, ci traktowali ich bardzo okrutnie – bili i poniżali przy każdej okazji. Phil czuł się upokorzony i rozgoryczony. Opowiedział też o swym spotkaniu z Hitlerem. Widział go na paradzie. Phil stwierdził, iż Hitler sprawiał wrażenie człowieka szalonego. Alter ego Phila, Karl, zginął wraz z innymi podczas lotu samolotem w pobliżu granicy z Francją. Zostali zestrzeleni przez francuskie siły obrony powietrznej. Samolot, którego miejscem docelowym była baza łodzi podwodnych, rozbił się w centrum jakiejś wioski.

Po wyjściu z transu Phil był bardzo poruszony. Stwierdził, iż odkrycie tych wspomnień ma dla niego ogromne znaczenie. Okazało się, że scena katastrofy i śmierci nawiedzała go w snach. Senne wizje były tak realistyczne, żywe i przerażające, że wyryły w jego pamięci głębokie ślady. Tym bardziej iż, wedle jego interpretacji, był niemieckim pilotem, który został zestrzelony w trakcie działań wojennych. Ta interpretacja opierała się na fakcie, iż we śnie Phil zauważył swastykę na samolocie. Dzięki regresji hipnotycznej dowiedział się, że leciał samolotem cywilnym. Niepokojącym elementem snu było także wrażenie absolutnej bierności mieszkańców wioski, gdzie rozbił się samolot. Wedle relacji Phila, ludzie ci okrążyli szczątki samolotu i biernie obserwowali śmierć jego pasażerów. Wydawało się nawet, że są zadowoleni z faktu zestrzelenia samolotu. Nikt nie próbował pomóc umierającym. Ta bierność oraz wrogość rozgniewały Phila. Stwierdził jednak, że silniejsze emocje odczuwał podczas snu, niż w trakcie transu.

W czasie sesji jego odpowiedzi wciąż były wolne i czasem niezrozumiałe, lecz bardziej spontaniczne. Nie sprawiał mi już takich problemów, jak na początku współpracy.

W czasie trzeciej sesji doświadczał życia jako kobieta. Opowiadał o starożytnej kulturze, koncentrującej się wokół wielkiej piramidy, zlokalizowanej prawdopodobnie gdzieś w Ameryce Południowej. Wiele informacji dotyczyło kapłanów i rodzaju kultu tam rozpowszechnionego. Phil opisał mi interesującą ceremonię związaną ze śmiercią królowej. Kobietom ze świty królowej podano narkotyki, a potem każdą z nich pchnięto nożem w serce. Kobiety dobrowolnie godziły się na śmierć, gdyż uważały za zaszczyt pochowanie wraz z królową. Pragnęły też podążyć za swą panią po śmierci. Podczas tej sesji Phil doświadczył także macierzyństwa. To naprawdę niezwykłe uczucie oglądać mężczyznę, który przeżywa wszystkie uczucia i emocje, jakich doznaje kobieta w czasie porodu. Phil zginął (zginęła?) w trakcie inwazji Hiszpanów na osadę.

Obserwowałam Phila, jego ekscytację, cierpienie, lecz dla mnie były to typowe zachowania i reakcje. Jednakże na początku trzeciej sesji zdarzyło się coś niezwykłego. Jak wspominałam, w pracy wykorzystywaliśmy metodę windy. Na początku trzeciej sesji, gdy winda się otworzyła, Phil zobaczył jakiś nieznany krajobraz; jakieś kontury na horyzoncie. Były to ciemne, spiczaste, masywne kształty, wyraziście odcinające się na tle czerwonego nieba. Kiedy Phil ujrzał ten krajobraz, odczuł silny dyskomfort psychiczny. Poczuł niepokój i chciał uciec z tego piętra. Stwierdził, że chce wrócić do windy i pojechać na inne piętro. Nie zmuszam nikogo do poznawania poszczególnych poziomów, więc pozwoliłam mu wrócić. W ten sposób buduję zaufanie między mną i pacjentami. Pozwalam im robić to, czego pragną, iść tam, gdzie czują się najbezpieczniej. Pacjenci sądzą wówczas, że to oni mają kontrolę nad przebiegiem sesji. Wiem z doświadczenia, że jeśli pacjent wyczuwa istotność jakiegoś elementu przeszłości, to do niego wróci, ale z własnej woli. Byłam jednak bardzo ciekawa, w jakim miejscu znalazł się Phil. Jego opis nie pasował do żadnego znanego mi miejsca. Kiedy wyszedł z transu, zapytałam go, dlaczego nie chciał badać tego poziomu.

Phil nie wiedział, gdzie przebywał. W tym krajobrazie było coś dziwnego, obcego; coś, czego nie rozumiał. Pamiętał ostre, spiczaste kontury. Po prawej stronie zauważył strzelisty szczyt, jakby iglicę, na którym znajdował się jakiś kolisty element. Przychodziło mu do głowy tylko jedno porównanie: ogromny donut (pączek z dziurką w środku) nałożony na szczyt masywnej skały (patrz rysunek). Phil powiedział też: “Coś mnie zaniepokoiło. Nie chciałem tam być. Miałem takie dziwne uczucie, mroczne... Ogarnęła mnie jakaś ciemność... ciemność, której nie można zmienić. Dziękuję, że nie zmuszałaś mnie, bym badał ten poziom, że pozwoliłaś mi wrócić do windy. Nie wiem dlaczego, ale poczułem się w niej bezpieczniej."

Według mnie, w tej scenie było coś nieziemskiego. Gdzie był Phil i dlaczego ta scena, tak go poruszyła? Prawdopodobnie, jego podświadomość na ułamek sekundy odsłoniła przed nim inny świat. Dopiero kilka tygodni później odkryliśmy znaczenie tej sceny i powody, dla których Phil nie chciał badać nieznanego krajobrazu.

W czasie następnych sesji Phil przeżywał swe życie w nazistowskich Niemczech. Były to dla niego bardzo ważne wspomnienia, mimo że przepełnione goryczą i strachem. Doświadczał gniewu, nieszczęścia i frustracji. Pragnął w czasie' transu pozbyć się tych emocji, ale jednocześnie nie chciał mi ich okazywać. W teraźniejszym życiu także ma problemy z uzewnętrznianiem emocji. Jest powściągliwy nawet w stosunku do rodziny. Zapewniłam go jednak, że przede mną może bezpiecznie okazać emocje i uczucia, ponieważ po to właśnie z nim jestem. Takie zapewnienie zazwyczaj działa uspokajająco na moich pacjentów.

Podczas kilku wstępnych sesji Phil kilkakrotnie widział niepokojące go sceny. Były to wspomnienia dziwnego, obcego miasta, w którym dominowały strzeliste budynki, a tamtejsze samochody unosiły się w powietrzu, niczym samoloty. Krajobraz utrzymany był w tonacji ciemnoszarej, tylko gdzieniegdzie przecinały go smugi białego światła. Za każdym razem, gdy Phil widział podobne sceny, doznawał uczucia niepokoju. Pragnął wówczas wrócić do bezpiecznej windy i pojechać na inny poziom. Byłam niezwykle zaintrygowana tymi wspomnieniami. Opisywane przez Phila sceny określałam jako wspomnienia z innego świata lub przyszłości i gorąco pragnęłam je poznać. Wiedziałam jednak z doświadczenia, że muszę trzymać na wodzy moją ciekawość. Nie należy bowiem popędzać pacjenta, by odkrywał kolejne, wcześniejsze wcielenia. On sam znajdzie najodpowiedniejsze dla siebie tempo pracy. Wiedziałam, że w mojej działalności cierpliwość popłaca.

Phil tak opisywał swoje uczucia: “Czuję, że tam coś jest, tuż pod powierzchnią, i próbuje wydostać się na zewnątrz. Kilka razy prawie się udało". Wiedział, że cokolwiek to jest, może dotrzeć do tego przy pomocy windy. Może to poznać i zbadać, jeśli tylko trafi na właściwe piętro, właściwy poziom oraz jeśli starczy mu odwagi na eksplorację. Tak więc, kontynuowałam sesje z Philem, nie zarzucając jednocześnie pracy z innymi pacjentami. Przeczuwałam, że we wspomnieniach Phila kryje się coś niezwykłego, nad czym warto pracować. Nie przypuszczałam jednak, jak niezwykła przygoda nas czeka.



cofnij / dalej


strona główna / początek książki
(23kB)