(23kB)
strona główna

H.P.BŁAWACKA

DOTKRYNA TAJEMNA



Tom III

Rozdział l
SYMBOLIZM l IDEOGRAFIA

Symbol jest zawsze dla tego, kto ma
oczy ku widzeniu, mniej lub bardziej
jasnym objawieniem tego, co jest Bogu
podobne... We wszystkim przebłyska
coś z Myśli Bożej...

Carlyle

Badanie ukrytego znaczenia każdej religijnej i świeckiej legendy, wszystkich wielkich czy małych narodów, zwłaszcza tradycji Wschodu, zajęło większą część życia autorki. Należy ona do tych, którzy są głęboko przekonani, że żadna opowieść mitologiczna, żadne zdarzenie przekazane w podaniu ludowym nie było nigdy czystym wymysłem lub fikcją i że każde takie opowiadanie ma zawsze swój istotny historyczny odpowiednik. Pod tym względem autorka nie zgadza się z tymi symbologami, choćby najsławniejszymi, którzy w żadnym micie nie widzą nic ponad jeszcze jeden dowód, iż umysł starożytnych ludów był skłonny do przesądu, i uważają, że wszystkie mitologie pochodzą od mitów słonecznych i na nich się opierają. Z takimi powierzchownymi myślicielami rozprawił się wspaniale Gerald Massey, poeta i egiptolog, w odczycie Starożytna i nowoczesna luniolatria. Jego ostra krytyka zasługuje na powtórzenie w tej części książki, gdyż dobrze oddaje nasze własne uczucia, wypowiedziane otwarcie jeszcze w 1875 roku, gdy pisaliśmy Izis odsłoniętą'.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat profesor Max Muller nauczał w swych książkach i wykładach, na łamach “Timesa", “Saturday Review" i innych czasopism, z estrady Instytutu Królewskiego, z kazalnicy Westministerskiego Opactwa i ze swej katedry w Oxfordzie, że mitologia jest chorobą języka i że symbolizm starożytny był wynikiem czegoś w rodzaju pierwotnego niedorozwinięcia.

Wiemy, powtarza w ślad za Maxem Mullerem Renouf w swych Hibbertowskich wykładach, że mitologia jest chorobą, powstającą na pewnym stopniu kultury ludzkiej. Takie oto płytkie wyjaśnienie nieewolucjonistów przyjmuje jeszcze publiczność brytyjska, która lubi, by ją wyręczano w myśleniu. Profesor Max Muller, Cox, Gubernatis i inni zwolennicy teorii mitu słonecznego przedstawili nam prymitywnego twórcę mitów jako rodzaj zgermanizowanego Hindusa-metafizyka, który rzuca własny cień na mgławice myśli i rozprawia sprytnie na temat dymu lub przynajmniej chmur; niebo nad jego głową staje się kopułą nad krajem urojeń, pelne upiornych obrazów pierwotnej wyobraźni. Wyobrażają sobie człowieka pierwotnego jako podobnego do nich samych i każą mu być przewrotnie skłonnym do samomistyfikacji lub, jak powiada Fontenelle: “do widzenia rzeczy, których nie ma!" Wypaczali oni obraz pierwotnego lub archaicznego człowieka, przedstawiając go jako poddającego się od samego początku bezmyślnie swej ruchliwej a niesfornej wyobraźni, każącej mu wierzyć w różne urojenia, którym stale przeczyły jego własne bezpośrednie doświadczenia codzienne. Przedstawili go jako głupca – ofiarę wyobraźni w twardej rzeczywistości, żłobiącej w nim ślady doświadczeń, na kształt lodowca pozostawiającego swój ślad na skałach podmorskich.

Wypada stwierdzić, a pewnego dnia zostanie to ogólnie przyjęte, że ci uznani obecnie nauczyciele, nie są bliżsi rozumieniu początków mitologii i języka aniżeli Burns'owski poeta, Wiflie, rozumieniu pegaza. Odpowiedź moja brzmi: Jest tylko urojeniem teoretyka metafizyki twierdzenie, że mitologia była chorobą języka czy czegokolwiek innego poza jego własnym mózgiem. Pochodzenie i znaczenie mitologii zostało zupełnie nie zrozumiane przez tych “słoneczników"! Mitologia była pierwotnym sposobem myślenia, była prymitywną myślą. Opierała się na faktach natury i dziś jeszcze daje się sprawdzić przez zjawiska przyrody. Nie ma w niej nic chorobliwego, nic nierozumnego, jeśli się ją rozważa w świetle ewolucji i jeśli się należycie, dokładnie zrozumie jej język znaków jako sposób wyrażania się. Niedorzeczność tkwi raczej w uznaniu jej za historię człowieka lub za Boskie Objawienie *[Zgadzamy się, jeśli chodzi o Boskie Objawienie lecz nie, jeśli chodzi o ludzką historię. W większości bowiem alegorii i mitów Indii ukrywa się historia, prawdziwe i istotne zdarzenia]. Mitologia jest zasobem prastarej wiedzy ludzkiej i, co głównie nas tu obchodzi, jeśli się ją właściwie wyjaśni, położy koniec tym wszystkim fałszywym teologiom, które mimo woli zrodziła *[Gdy rozwieją się fałszywe teologie, wtedy odnajdzie się prawdziwa przedhistoryczna rzeczywistość, zawarta szczególnie w mitologii Ariów i starożytnych Hindusów, a nawet przedhornerowskich Hellenów].

We współczesnej frazeologii mówi się nieraz o jakimś twierdzeniu, że jest mityczne, gdy uznaje się je za nieprawdziwe; lecz mitologia starożytna nie była wcale systemem fałszywym w tym znaczeniu. Baśnie były jej sposobem przedstawiania faktów; nie były one ani fałszerstwami, ani fikcjami. Na przykład Egipcjanie przedstawiający księżyc jako kota nie byli takimi głupcami, aby przypuszczać, że istotnie jest kotem, ani też ich ruchliwa wyobraźnia nie widziała żadnego podobieństwa księżyca do koła; mit kota nie był też samym tylko rozszerzeniem przenośni słownej; nie mieli również zamiaru stwarzać zagadek i łamigłówek... Po prostu zaobserwowali, że kot widzi w ciemności, że źrenice jego stają się okrągłe i najbardziej świecą w nocy. Księżyc był widzącym w nocy na niebie, a kot jego odpowiednikiem na ziemi; w ten sposób kota domowego poczęto uważać za przedstawiciela, za naturalny znak i jakby żywy obraz księżycowej tarczy... Stąd też i słońce, widzące w nocy w drugim, podziemnym świecie, mogło być także nazwane kotem, skoro również widziało w ciemności. Kotta w języku egipskim to mau, co oznacza widzącego, od mau – widzieć. Pewien autor piszący o mitologii twierdzi, że Egipcjanie “wyobrażali sobie poza słońcem wielkiego kota. a słońce uważali za jego źrenicę". Lecz taka interpretacja jest na wskroś nowoczesna. Pochodzi od Mullerowskiego kramu. Księżyc jako kot był okiem słońca, ponieważ odbijał światło słoneczne, a oko odbija obrazy w swym zwierciadle. W postaci bogini Paszt kot czuwa i trzyma straż przy słońcu, trzymając łapę i raniąc pazurem głowę węża ciemności, zwanego jego odwiecznym wrogiem.

Ten mit księżycowy jest wiernym odzwierciedleniem zjawiska astronomicznego. Selenografia jednakże jest najmniej ezoteryczną częścią symbolizmu księżycowego. Aby opanować całkowicie – jeśli wolno ukuć nowe siowo – seleriognosis, trzeba się znać nie tylko na jej znaczeniu astronomicznym. Księżyc, jak to wykazaliśmy w stancy szóstej, w tomie l, jest ściśle spokrewniony z Ziemią i bardziej bezpośrednio związany ze wszystkimi tajemnicami naszego globu aniżeli nawet Wenus-Lucifer, tajemna siostra i alter ego Ziemi [Zob. rozdział IX, Księżyc, Deus Lunus, Febe].

Niezmordowane badania symbologów zachodnich, zwłaszcza niemieckich, w ciągu ostatniego i obecnego stulecia doprowadziły najbardziej nieuprzedzonych ludzi, i oczywiście każdego okultystę, do przekonania, że bez pomocy syrnbologii, z jej siedmiu działami, o których współcześni nic nie wiedzą, nie można dokładnie zrozumieć żadnego starożytnego pisma świętego. Sym-boiogię trzeba studiować we wszystkich jej aspektach, każdy bowiem naród posiadał własne, sobie właściwe metody wyrażania się przez symbole. Krótko mówiąc, żadnego papirusu egipskiego, żadnej hinduskiej o/a/', asyryjskiej tabliczki czy hebrajskiego pergaminu nie należy czytać ani rozumieć dosłownie.

O tym dziś wie każdy uczeń. Już sarnę znakomite odczyty Geralda Masseya wystarczają, aby przekonać każdego uczciwego, bezstronnego chrześcijanina, że interpretowanie Biblii według martwej litery jest równoznaczne z popadaniem w większe błędy i przesądy, aniżeli wytworzone przez mózgi dzikich z wysp mórz południowych. Jednak faktem, na który zdają się być ślepi nawet najbardziej kochający prawdę i jej szczerze szukający orientaliści – zarówno indolodzy, jak i egiptolodzy – jest to, że każdy symbol papirusów lub liści palmowych to wielościenny diament, przy czym każda jego ścianka nie tylko ma kilka znaczeń, ale odnosi się do kilku nauk. Ilustracją tego jest przytoczona powyżej interpretacja kota jako symbolu księżyca – przykład tworzenia niebiańsko-ziemskich obrazów; u innych narodów księżyc ma jeszcze inne liczne znaczenia.

 

T Po tamilsku (gtówny język południowych Indu – przyp wyd.) olai przyp. red.].

 

Jak to wykazał w swej Royal Masonie Cyclopaedia uczony mason i teozof, Kenneth Mackenzie, istnieje wielka różnica pomiędzy słowem – emblemat i symbol". Pierwszy obejmuje większy zakres myśli aniżeli symbol, o którym można powiedzieć, iż przedstawia raczej jakieś jedno pojęcie lub ideę. Stąd w kilku krajach spotykane są symbole, na przykład księżycowe lub słoneczne, z których każdy przedstawia jakieś jedno pojęcie lub ich szereg, tworząc zbiorowo emblemat ezoteryczny. Emblemat jest: konkretnym widzialnym obrazem lub znakiem wyobrażającym zasady lub szereg zasad, a rozpoznawalnym dla tych, którzy otrzymali pewne nauki, tj. wtajemniczonych. Wyrażając to jeszcze jaśniej, emblemat jest zwykle szeregiem obrazów graficznych, rozpatrywanych i objaśnianych jako alegorie, rozwijających pewne pojęcia jedno za drugim, niejako panoramicznie. Takimi emblematami, czyli seriami symbolów, są pisane na przykład “Purany", oba Testamenty, Mojżeszowy i chrześcijański, czyli Biblia, jak i wszystkie egzo-teryczne święte pisma. Jak dowodzi tenże autor:

Wszystkie towarzystwa, ezoteryczne, jak: Związek Pitagorejczyków i Eleuzyjski, Bracia Hermetyczni Egiptu, Różokrzyźowcy i Wolnomularze, posługiwały się emblematami i symbolami. Wielu z tych symboli nie można publicznie wyjawić, a bardzo nieznaczna zmiana może poważnie wpłynąć na znaczenie całego symbolu lub ich serii. Pieczęcie magiczne, oparte na pewnych zasadach liczbowych, mają ten właśnie charakter; i choć w oczach ludzi nie przygotowanych mogą się wydawać dziwne i śmieszne, przekazują całokształt pewnej nauki tym, którzy posiadają wiedzę do ich odczytania.

 

W języku polskim stówo “emblemat'' znaczy gocfto, nie sądzę, aby można je zastosować do serii powiązanych ze sobą symbolów, jak to określa się powyżej; należałoby raczej omawiać lub używać określenia “symbol zbiorowy" lub “seryiny" [pr^yp. wyd.].

 

Wszystkie wymienione powyżej zrzeszenia są stosunkowo młode, żadne z nich bowiem nie sięga czasów wcześniejszych niż średniowiecze. O ileż tedy było słuszniejsze, że uczniowie najstarszej ze starożytnych szkól wykazywali ostrożność i strzegli się wyjawiania tajemnic o wiele ważniejszych dla ludzkości (niebezpiecznych bowiem w niepowołanych rękach) aniżeli którekolwiek z tak zwanych tajemnic wolnomularskich, które stały się dziś, jak mówią Francuzi, tajemnicami poliszynela. Lecz zastrzeżenie to może się odnosić tylko do psychologicznej, a raczej psychofizjologicznej i kosmicznej strony znaczenia symbolów, i to tylko częściowo. Chociaż bowiem każdy wtajemniczony musi odmówić podania warunków i środków prowadzących do poznania wzajemnej współzależności elementów – czy to psychicznych, czy fizycznych – co mogłoby być użyte dla wywołania zarówno dobroczynnych, jak i szkodliwych skutków, jednak jest on zawsze gotów przekazać poważnemu uczniowi tajemnice myśli starożytnej we wszystkim, co dotyczy historii ukrytej pod osłoną mitologicznego symbolizmu; tyrn samym gotów jest dostarczyć wiadomości jeszcze o paru ważnych, przełomowych wydarzeniach w dziejach świata, pozwalających spojrzeć wstecz, w odległą przeszłość, która zawiera wiele użytecznych wiadomości o pochodzeniu człowieka, ewolucji ras i ezoterycznej stronie wiedzy o Ziemi. Mimo to słyszy się nieraz głośne narzekania, nie tylko wśród teozofów, ale i nielicznych profanów interesujących się tym przedmiotem: Dlaczego wtajemniczeni nie przekazują tego, co wiedzą? Na to można tylko odpowiedzieć: A dlaczegóż by mieli to czynić, skoro wiadomo z góry, że żaden człowiek nauki nie zechce przyjąć podanych faktów nawet jako hipotez, a tym mniej jako teorii lub aksjomatów. Czyż uznano lub choćby uwierzono w to ABC filozofii okultystycznej, jakie przedstawia się w The Theosophist, w Buddyzmie ezoterycznym Sinnetla i innych książkach i czasopismach? Czyż nawet ta odrobina podanej wiedzy nie została ośmieszona i wyszydzona oraz przeciwstawiona z jednej strony teorii zwierząt Huxleya i Haeckla, a z drugiej żebru Adama i jabłku Ewy? Pomimo tak mało zachęcających perspektyw, podajemy w tej książce wiele faktów rzucających światło na sprawę pochodzenia człowieka, ewolucji naszego globu oraz ras ludzkich i zwierzęcych, a przedstawia się je tak wyczerpująco, jak tylko autorka potrafi. Dowody na potwierdzenie odwiecznych nauk rozrzucone są obficie po księgach starożytnych cywilizacji. Parany, Zend-Awesta i dzieła dawnych klasyków są pełne takich faktów; nikt jednak nie podjął dotąd trudu zebrania ich i porównania, gdyż wszystkie zdarzenia zapisane są tam symbolicznie; a najlepsi uczeni, najtęższe umysły wśród naszych indo- i egiptologów, zbyt często bywały zamroczone przez uprzedzenia, a jeszcze częściej jednostronne poglądy na tajemne znaczenie tych symbolów. A przecież nawet przypowieść jest symbolem, a nie zmyśleniem lub bajką, jak myślą niektórzy; a my powiadamy: jest alegorycznym przedstawieniem rzeczywistości życia, zdarzeń i faktów, l podobnie jak wyciągano zawsze z przypowieści pewien sens moralny, a ten przedstawiał istotną prawdę i fakty życia ludzkiego, tak historyczne konkretne zdarzenia odczytywali z symboli przechowanych w starożytnych archiwach świątyń ci, którzy znali hieratyczne nauki tajemne. Religijna i ezoteryczna historia każdego narodu była odtwarzana w symbolach, nie wyrażano jej nigdy wieloma słowami. Wszystkie myśli i uczucia, cała nauka i wiedza pierwszych ras, objawiona im lub zdobyła, znajdywała swój wyraz w alegorii i przypowieści. Dlaczego? Ponieważ słowo mówione posiada potęgę nie tylko nie znaną, lecz nawet nie podejrzewaną, a nie znajdującą wiary u “mędrców" współczesnych; ponieważ dźwięk i rytm są ściśle związane z czterema żywiołami starożytnych; ponieważ takie lub inne wibracje w powietrzu wywołują niechybnie odpowiadające im moce, a jednoczenie się z nimi może wywołać tak dobre, jak i złe skutki. Nikomu z uczniów nie wolno było nigdy opowiadać głośno i w wyraźnych i niedwuznacznych słowach zdarzeń historycznych, religijnych lub innych, które rzeczywiście miały miejsce, aby moce związane z tymi •zdarzeniami nie zostały jeszcze raz wywołane i przyciągnięte. Wolno było o tym mówić tylko w czasie wtajemniczenia, a każdy uczeń musiał robić notatki i wyrażać to, co usłyszał, w odpowiednich, własną myślą tworzonych symbolach, które były potem badane przez jego Mistrza, zanim je ostatecznie przyjęto. W ten sposób powstał chiński alfabet, podobnie jak jeszcze wcześniej ustalono hieratyczne symbole w starożytnym Egipcie. W języku chińskim, którego pismo czytać można w każdym języku*, a które – jakeśmy powiedzieli – jest tylko trochę mniej starożytne od egipskiego alfabetu Tota, każde słowo ma odpowiadający sobie symbol, wyrażający w obrazie znaczenie danego słowa. W języku tym jest wiele tysięcy takich liter-symboli, czyli logogramów, z których każdy wyraża całe słowo; właściwych bowiem liter, czyli alfabetu, jak my go rozumiemy, w języku chińskim nie ma, jak nie było go w języku egipskim aż do stosunkowo późnej epoki.

 

' Na przykład Japończyk nie rozumiejący ani słowa po chińsku. spotkawszy się z Chińczykiem, który nigdy nie słyszał jego języka, może

 

Spróbujemy teraz podać objaśnienie głównych symboli i ich serii, gdyż tomy traktujące o antropogenezie, byłyby niezmiernie trudne do zrozumienia bez przygotowawczego zapoznania się co najmniej z symbolami metafizycznymi.

Nie byłoby też słuszne, gdybyśmy przystąpili do ezoterycznego odczytywania symbolizmu bez wyrażenia wpierw należnego uznania człowiekowi, który w tym stuleciu położył dla tej sprawy największe zasługi, przez odkrycie głównego klucza do starożytnej symboliki hebrajskiej, tak ściśle związanej z metrologią, będącego też jednym z kluczy do powszechnego ongiś języka misteriów. Składamy więc dzięki Ralstonowi Skinnerowi z Cincinnati, autorowi The Key to the Hebrew-Egiptian Mystery and the Source of Measures (Klucz do hebrajsko-egipskiej tajemnicy i pochodzenia miar). Jako urodzony mistyk i kabalista pracował w tym kierunku przez wiele lat, a jego wysiłki uwieńczył niewątpliwie wspaniały rezultat. Według jego własnych słów:

Autor jest pewien, że istniał starożytny język, który został, jak do dziś dnia się zdaje, zagubiony, ale liczne jego ślady istnieją dotąd [...] Autor odkrył, że ten stosunek geometryczny (stosunek integralny średnicy do obwodu koła) był bardzo starożytnym, prawdopodobnie boskiego pochodzenia, początkiem [...] miar liniowych [...] Wydaje się prawie pewnym, że ten sam system geometrii, liczb, stosunków i miar był znany i stosowany w Ameryce Północnej, jeszcze zanim poznali go potomkowie Semitów [...}

Osobliwością tego języka było to, że mógł być ukryty w innym, utajony i niedostrzegalny dla kogoś nie mającego specjalnych wskazówek; litery i zgłoskowe znaki posiadały równocześnie potęgę, czyli znaczenie liczb, figur geometrycznych, obrazów, czyli ideogramów i symboli, których zamierzony cel wzmacniano przypowieściami, w formie pełnych lub ułamkowych opowiadań; można też było podać to znaczenie oddzielnie, niezależnie, i w rozmaity sposób, przez wizerunki kute w kamieniu lub przedstawiane w budowach z gliny. Aby wyjaśnić dwuznaczność wyrazu “język", nadmieńmy, że słowo to określa w pierwszym rzędzie wyrażanie pojęć w mowie ludzkiej, w drugim zaś może oznaczać także wyrażanie ich wszelkim innym sposobem. Ten język starożytny jest tak wstawiony w hebrajski tekst, że przy użyciu liter pisma, które przy czytaniu wyraża to pierwsze oczywiste znaczenie, można świadomie i wyraźnie przekazać zupełnie inny szereg pojęć, odrębny od tych, jakie wyraża odczytywanie znaków dźwiękowych. Ten język wtórny podawał pod pewną osłoną szeregi idei, będących odtworzonymi przez wyobraźnię obrazami rzeczy istniejących dotykalnie, które by można oddać konkretnie, jak i wzorami rzeczy, które można zaliczyć do rzeczywistych, choć nie są namacalne; na przykład liczba 9 może być uważana za realną, mimo że nie jest dotykalna; podobnie krążenie księżyca, odrębne od samego niebieskiego ciała, które wykonuje ten ruch, można uważać za źródło lub przyczynę pewnego realnego pojęcia, choć ten ruch nie ma konkretności uchwytnej zmysłami. Ten język idei może składać się z symboli, ograniczonych do dowolnych terminów i znaków, i posiadać bardzo ciasny krąg pojęć, więc być całkiem bez wartości; a może też być odczytywaniem tajemnic przyrody w pewnych jej przejawieniach, o wartości wprost niezmierzonej dla ludzkiej cywilizacji. Obraz jakiegoś przedmiotu naturalnego może dać początek ideom spokrewnionym, które podobnie jak szprychy koła, rozchodzą się promieniście w różnych, nawet przeciwnych kierunkach i wytwarzają konkretne naturalne pojęcia w dziedzinach mających może mało wspólnego z pozorną treścią, jaka się wyłania przy odczytaniu pierwotnego obrazu. Dane pojęcie może wywołać pojęcia pokrewne, lecz jeśli się to stanie, to wszystkie wynikłe w ten sposób pojęcia, chociażby byty pozornie niezgodne, muszą pochodzić od pierwotnego obrazu i wiązać się lub pozostawać ze sobą w harmonijnym stosunku. [...] A więc z pewnego zobrazowanego pojęcia, o dość podstawowym znaczeniu, może wyniknąć wyobrażenie kosmosu, nawet ze szczegółami jego budowy. Taki sposób używania zwyczajnego języka jest obecnie przestarzały; autorowi narzuciło się jednak pytanie, czy w pewnej epoce, w dalekiej przeszłości nie był on, czy inny podobny, językiem świata i powszechnego użytku, który jednak w miarę, jak coraz bardziej kształtował arkana swych form, przeszedł w posiadanie tylko wybrane] klasy lub kasty. Rozumiem prze? to, że języka potocznego, ludowego używano nawet w jego początkach jako narzędzie do tego szczególnego sposobu przekazywania pojęć. Dowodów na to jest dużo, w istocie mogłoby się wydawać, że w historii rasy ludzkiej miało miejsce – z przyczyn, których w tej chwili przynajmniej nie możemy uchwycić ~ zapomnienie lub zatrata pierwotnego, doskonałego języka i doskonałego systemu wiedzy. Czy dlatego doskonałego, bo był boskiego pochodzenia i nadania?

“Boskie pochodzenie" nie oznacza tu objawienia danego przez antropomorficznego Boga na górze, wśród grzmotów i błyskawic; a jak rozumiemy, był to język i system wiedzy, przekazany pierwotnej ludzkości przez ludzkość o tyle wyższą w ewolucji, że w oczach owej niemowlęcej ludzkości wydawała się boska; inaczej mówiąc, przez “ludzkość" z innych sfer; w pojęciu tym nie ma nic nadnaturalnego, a jego przyjęcie lub odrzucenie zależy od stopnia zarozumiałości i pychy człowieka, który o nim posłyszy. Gdyby bowiem profesorowie współczesnej nauki zechcieli tylko przyznać, że choć nic nie wiedzą o przyszłości człowieka zmarłego – a raczej nic nie chcą przyjąć – to jednak przyszłość ta może być brzemienna dla nich w niespodzianki i nieoczekiwane objawienia, gdy tylko jaźnie ich uwolnią się od swych grubych ciał; wówczas materialistyczna niewiara miałaby mniejsze niż obecnie widoki powodzenia. Któryż z nich wie, lub potrafi powiedzieć, co może się stać, gdy okres życia naszego globu dobiegnie końca i gdy nasza matka Ziemia zapadnie w swój ostatni sen? Któż miałby dość śmiałości, aby twierdzić, że boskie jaźnie naszej ludzkości – przynajmniej najwyższe, wybrane z wielkiej ciżby przechodzących w inne sfery – nie staną się same z kolei “boskimi" nauczycielami nowej ludzkości, stworzonej przez nie na nowym globie, powołanym do życia i działania przez “zlotnione" pierwiastki naszej Ziemi? Wszystko to mogłoby być doświadczeniem przeszłości, a te dziwne zapiski leżą ukryte w tajemnym języku przedhistorycznych wieków, w języku zwanym obecnie symbolizmem.

Rozdział II
JĘZYK TAJEMNY l JEGO KLUCZE

Niedawne odkrycia wielkich matematyków i kabalistów dowodzą, nie pozostawiając cienia wątpliwości, że wszelka teologia, od najwcześniejszej do najpóźniejszej, pochodzi nie tylko ze wspólnego źródła wierzeń abstrakcyjnych, lecz i od jednego powszechnego języka ezoterycznego, czyli języka “tajemnicy". Uczeni ci posiadają klucz do powszechnego języka starożytności i obrócili nim z powodzeniem, choć wprawdzie tylko raz, w dotąd hermetycznie zamkniętych drzwiach, prowadzących do Przybytku Tajemnic. Wielki system archaiczny znany od przedhistorycznych wieków jako święta Nauka Mądrości, system, który zawiera się i daje się odczytać w każdej dawnej i nowej religii, miał, i nadal ma, swój ogólny powszechny język – jak to przypuszczał wolnomularz Ragon – język hierofantów, zawierający siedem dialektów lub odmian, z których każda odnosi się i jest specjalnie dostosowana do jednej z siedmiu tajemnic przyrody. Każdy z nich miał swój własny symbolizm. Można więc było odczytywać za pomocą symbolów prawdy przyrody jako całości albo też rozpatrywać jakąś jedną jej stronę.

Dowodem tego są niezwykłe trudności, jakie do dziś spotykają orientaliści w ogóle, a indolodzy i egiptolodzy szczególnie, przy interpretowaniu pism alegorycznych Ariów i hieratycznych kronik starożytnego Egiptu. Dzieje się tak dlatego, że nie chcą oni nigdy pamiętać, iż wszystkie starożytne kroniki pisane były w języku powszechnym i ogólnie znanym w starożytności, nieobcym wszystkim narodom, który dziś rozumieją tylko nieliczni. Podobnie jak cyfry arabskie, które zrozumiałe są dla człowieka każdej narodowości – lub jak słowo angielskie and, które dla Francuza jest et, dla Niemca und, i tak dalej, można wyrazić prostym znakiem & dla wszystkich cywilizowanych narodów – tak słowa owego tajemnego języka oznaczały to samo dla każdego człowieka bez względu na jego narodowość. Było paru wybitnych ludzi, którzy próbowali stworzyć na nowo taki powszechny i filozoficzny język – Defgarme, Wilkins, Leibnitz; lecz tylko Demaimieux w swej Pasigraphie dowiódł, że jest to możliwe. Schemat Valentiniusa, zwany “Kabałą grecką", a opierający się na kombinacji liter greckich, mógłby służyć za wzór.

Wielorakie i różnorodne oblicza tego tajemnego języka doprowadziły do przyjęcia dużej rozmaitości dogmatów i obrzędów w egzoteryzmie rytuałów kościelnych. One to również są źródłem większości dogmatów Kościoła chrześcijańskiego, takich jak: siedem sakramentów, Trójca święta, zmartwychwstanie, siedem grzechów głównych i siedem cnót. Siedem kluczy do tego tajemnego języka było zawsze przechowywanych przez najwyższych wtajemniczonych hierofantów starożytności, a tylko część z nich przeszła, dzięki nieprawnemu ich wyjawieniu przez niektórych z pierwszych ojców Kościoła – uprzednio wtajemniczonych w misteria wielkich świątyń – w ręce nowej sekty nazareńczyków. Niektórzy z pierwszych papieży byli wtajemniczeni, lecz ostatnie okruchy ich wiedzy dostały się dziś jezuitom, którzy stworzyli z nich zupełnie wypaczony system.

Utrzymuje się twierdzenie, że Indie – nie w obecnym swym obrębie, lecz w starożytnych granicach – są jedynym krajem na świecie, który wśród swych synów ma mistrzów, znających wszystkie siedem działów, jak i posiadających klucz do całego systemu. Od czasu upadku Memfisu, Egipt zaczai tracić jeden klucz po drugim, a Chaidea przechowała tylko trzy do dni Bero-zusa. Co do Hebrajczyków – to we wszystkich swych pismach wykazują tylko dokładną znajomość systemów: astronomicznego, geometrycznego i liczbowego, symbolizujących wszystkie ludzkie, a zwłaszcza fizjologiczne, funkcje. Wyższej wiedzy nie posiadali nigdy.

Gaston Maspero, wielki francuski egiptolog i następca Mariette Beya, pisze:

Ilekroć słyszę ludzi rozprawiających c religii Egiptu, bierze mnie pokusa, by zapytać, o której to spośród religii egipskich mowa? Czy to chodzi o religię egipską czwartej dynastii, czy o religię egipską epoki Ptolemeuszów? Czy chodzi o religię pospólstwa, czy o religię ludzi uczonych? Czy o tę, której uczono w szkołach Heliopolis, czy też o tę drugą, jaka kwitła w umysłach i pojęciach klasy kapłańskiej Teb ? Pomiędzy pierwszym grobowcem Memfisu, zawierającym mumie króla z trzeciej dynastii, a ostatnimi kamieniami rytymi w Esneh za cesarza Filipa Arabskiego jest bowiem przerwa co najmniej pięciu tysięcy lat. Jeśli nawet pominiemy najazd pasterzy Hiksosów, panowanie etiopskie i asyryjskie, podbój perski, kolonizację grecką i tysiąc przewrotów w życiu politycznym, to przecież Egipt przeszedł w ciągu tych pięciu tysięcy lat wiele przemian moralnych i intelektualnych. Rozdział dwunasty “Księgi umarłych", który zdaje się zawierać wykład systemu świata zgodnie z tym, jak go rozumiano w Heliopolis, za czasów pierwszych dynastii, znany nam jest tylko z kilku kopii z czasów jedenastej i dwunastej dynastii. Każdy ze składających się na nie wierszy był już wtedy wykładany na trzy lub cztery różne sposoby, tak dalece różne, że według tej lub innej szkoły Demiurg stawał się albo słonecznym ogniem – Raszu, albo wodą pierwotną. A piętnaście stuleci później liczba wersji znacznie wzrosła. Czas zmienił pojęcia o wszechświecie i siłach nim rządzących. W ciągu krótkich osiemnastu stuleci istnienia chrześcijaństwa wypracowywało ono, rozwijało i przekształcało większość swych dogmatów; ileż więc razy kapłani egipscy mogli zmienić swoje dogmaty, w ciągu tych pięćdziesięciu stuleci, które dzielą Teodozjusza od królów, budowniczych piramid?".

Sądzimy, że znakomity egiptolog posuwa się w tym za daleko. Dogmaty egzoteryczne mogą się zmieniać często, ezoteryczne nigdy. Nie bierze on pod uwagę świętej niezmienności pierwotnych, podstawowych prawd objawianych tylko podczas misteriów wtajemniczenia. Kapłani egipscy wiele zapomnieli, lecz nic nie zmienili. Przyczyną utraty dużej części nauki pierwotnej były nieraz nagłe zgony wielkich hierofantów, którzy odchodzili, zanim mieli czas przekazać je swym następcom; najczęściej z braku godnych dziedziców swej wiedzy. Jednak zachowali oni w swych rytuałach i dogmatach główne zasady nauki tajemnej.

 

' Guide au Musee de Boulaq, s. 148-149.

 

l tak we wspomnianym przez Maspero rozdziale Księgi umarłych znajdujemy, że: 1) Ozyrys mówi, iż jest Tum – twórczą siłą przyrody, nadającą kształt wszystkim istotom, duchom i ludziom, samorodną, samoistną i samobytną – wyłonioną z Nun, rzeki niebieskiej zwanej Ojcem-Matką Bogów, prabóstwem które jest chaosem lub głębią (Otchłanią), zapłodnioną przez niewidzialnego Ducha; 2) znalazł on Szu, energię słoneczną, na schodach grodu Ośmiu (dwa sześciany Dobra i Zła} i unicestwił Dzieci Buntu, złe pierwiastki w chaosie; 3) jest on ogniem i wodą, to znaczy Nun, pra-ojcem, i stworzył bogi ze swych członków – czternastu bogów, (dwa razy siedem), siedmiu ciemnych i siedmiu jasnych bogów – siedem duchów obecności u chrześcijan i siedem ciemnych złych duchów; 4) jest on prawem istnienia i bytu, Binnu lub Feniksem, ptakiem zmartwychwstania w wieczności, w którym następuje noc po dniu, a dzień po nocy – aluzja do okresowych cyklów zmartwychwstania kosmicznego i reinkarnacji człowieka. Cóż bowiem innego może to znaczyć? Wędrowiec, który przemierza miliony lat, jest imieniem jednego, a Wielka Zieleń (woda pierwotna lub chaos) imieniem drugiego; jeden rodzi miliony lat po kolei, drugi pochłania je, aby je odtworzyć z powrotem; 5) mówi on o Siedmiu Istotach Świetlistych, które postępują za panem swym, Ozyrysem, wymierzającym sprawiedliwość w Amenti.

Okazuje się obecnie, że wszystko to było źródłem i początkiem chrześcijańskich dogmatów. To, co Żydzi przejęli z Egiptu przez Mojżesza i innych wtajemniczonych, zostało później pomieszane i zniekształcone; a to, co Kościół otrzymał z obu tych źródeł, zostało jeszcze bardziej przekręcone.

Wszelki system pierwszych dogmatów Kościoła, a zwłaszcza jego dział symbolizmu – klucz do tajemnic astronomii związany z tajemnicami poczęcia i płodności – jest, jak się obecnie okazuje, identyczny z pojęciami starożytnych religii, z których rozwinął się także pierwiastek falliczny teologii. Żydowski system świętych wymiarów, stosowany do symboli religijnych, jest ten sam w swych geometrycznych i liczbowych kombinacjach co i systemy Grecji, Chaldei i Egiptu, gdyż został przyjęty przez Izraelitów w ciągu stuleci ich niewoli pod jarzmem tych narodów*. Cóż to był za system? Jest głębokim przekonaniem autora książki The Source of Measures (Pochodzenie miar), że: zamierzeniem Księgi Mojżesza było przedstawianie, za pomocą specjalnie dobranej mowy, geometrycznego i liczbowego systemu nauki ścisłej, który by służył jako początki miar. Piazzi Smyth żywi podobne przekonanie. System ten i wymiary, jak odkryli niektórzy uczeni, jest identyczny z systemem zastosowanym w budowie Wielkiej Piramidy, lecz tylko częściowo. Podstawą tych wymiarów był stosunek Parkera, powiada Ralston Skinner w The Source of Measures.

Autor tej naprawdę niezwykłej książki odkrył to, jak sam powiada, wykorzystując stosunek integralny średnicy do obwodu koła, stosunek odkryty przez Johna A. Parkera z Nowego Jorku. Stosunek ten wynosi 6,561 dla średnicy i 50,612 dla obwodu. Dalej odkrył on, że ten stosunek geometryczny był bardzo starożytnym i prawdopodobnie boskim początkiem tego, co przez egzoteryczne manipulacje i praktyczne zastosowanie stało się obecnie brytyjskimi miarami liniowymi, których podstawowa jednostka, mianowicie cal, była tak samo podstawą jednego z królewskich egipskich łokci i rzymskiej stopy.

 

' Jak powiedzieliśmy w Izis odsłonięte! (li, s. 438-439): aż do chwili obecne/, pomimo wszystkich sporów i poszukiwań, historia i nauka nie odkryły dotąd pochodzenia Żydów. Mogą oni być równie dobrze wygnanymi ze starożytnych Indii Czanda/ami, owymi “murarzami'', o których wspomina Weda-Wjasa i Manu, jak i Fenicjanami Hemdota, czy Hykso-sami Josefusa lub potomkami pasterzy Pali, lub wreszcie mieszaniną ich wszystkich [...] Biblia nazywa Tyryjczyków ludem pokrewnym i rości prawo do panowania Żydów nad nimi. [...] Kimkolwiek jednak byli, stali się narodem mieszańców niedługo po czasach Mojżesza, gdyż jak to Biblia wskazuje, wchodzili swobodnie w związki małżeńskie nie tylko z Kana-anilami, ale i z każdym innym narodem i rasą, z jaką się zetknęli.

 

Odkrył on również, że istniała nieco zmieniona postać tego stosunku, mianowicie 113 do 355 (co wyjaśnia w swej książce) i że stosunek ten, który pochodzeniem swym wskazywał dokładną wartość Pi, czyli 6,561 do 20,612, służył także za podstawę obliczeń astronomicznych. Autor odkrył, że pewien system nauki ścisłej, obejmującej geometrię, naukę o liczbach i astronomię, system, który oparł się na tych stosunkach i który został zastosowany w budowie Wielkiej Piramidy egipskiej, stanowił część treści iego języka, zawartego i ukrytego pod wielu słowami hebrajskiego tekstu Biblii. Cal i dwu-stopowa linia o 24 calach, których użycie objaśniano za pomocą elementów koła i wspomnianych stosunków, stanowią, jak się okazało, podstawę, czyli fundament owego naturalnego, egipskiego i hebrajskiego systemu nauki; wydaje się przy tym dość oczywiste, że system ten sam w sobie uważano za podany przez boskie objawienia i przypisywano mu boskie pochodzenie.

Zobaczmy jednak, co mówią oponenci profesora Piazzi Smytha.

Petrie zdaje się kwestionować pomiary piramidy dokonane przez niego i w ogóle obalać zupełnie jego twierdzenia, pozostające w związku z Biblią. Tak samo czyni Proctor, który od wielu lat jest szermierzem “zbiegu okoliczności" w każdej sprawie dotyczącej starożytnej sztuki i nauki. Mówiąc o mnóstwie stosunków niezależnych od piramidy, które ujawniły się, gdy jej badacze usiłowali powiązać ją z Układem Słonecznym, powiada:

Te zbieżności (Morę zachodziłyby nadal, choćby piramida nie istniała) są ciekawsze, aniżeli istniejące pomiędzy samą piramidą a liczbami astronomicznymi; pierwsze są zarówno ścisłe i godne uwagi, jak i rzeczywiste, drugie zaś, które są tylko wytworem wyobraźni, ustalone zostały za pomocą procesu, który uczniowie nazywają “naciąganiem", i dzięki ostatnio dokonanym pomiarom całą tę pracę trzeba wykonać od nowa".

Słusznie też zauważa C. Staniland Wake, że: zbieżności jednak musiały być czymś więcej niż przypadkami, jeśli budowniczowie piramidy posiadali wiedzę astronomiczną, którą wykazali w doskonałej jej orientacji i w jej innych cechach wyraźnie astronomicznych.

Posiadali ją niewątpliwie; na tej to właśnie wiedzy opierał się program misteriów i szeregu wtajemniczeń; stąd budowa piramidy, ten wiecznotrwały dokument i niezniszczalny symbol tych misteriów i wtajemniczeń na Ziemi, jak drogi gwiazd są nim na niebie. Cykl wtajemniczeń był odtworzeniem w miniaturze owej wielkiej serii zmian kosmicznych, której astronomowie nadali miano niebieskiego lub gwiezdnego roku.

Tak jak przy końcu tego niebieskiego lub gwiezdnego roku (25 868 lat) ciała niebieskie wracają do tych samych względem siebie położeń, jakie zajmowały na jego początku, tak przy końcu cyklu wtajemniczenia człowiek wewnętrzny odzyskuje stan pierwotnej czystości i boskiej wiedzy, z którego wyszedł, by podjąć krąg swych ziemskich inkarnacji.

Mojżesz, jeden z wtajemniczonych w egipską mistykę i magię, oparł misteria religijne nowego narodu, który założył, na tych samych abstrakcyjnych formułach, wywodzących się od owego gwiezdnego cyklu, a usymbolizowanych w kształtach i wymiarach świętego przybytku, jaki miał zbudować na pustyni. Na podstawie tych liczb późniejsi arcykapłani żydowscy stworzyli alegorię świątyni króla Salomona – gmachu, który nigdy nie istniał w rzeczywistości, podobnie jak król Salomon, który jest takim samym mitem słonecznym, jak i późniejszy Hiram Abif Wolnomularzy, co dokładnie wykazał Ragon. Jeśli więc wymiary lej alegorycznej świątyni – symbolu cyklu wtajemniczenia – zgadzają się z wymiarami Wielkiej Piramidy, to dzięki temu, iż pierwsze pochodziły od wymiarów świętego przybytku Mojżesza.

 

*Początek i znaczenie wielkiej piramidy

 

Na to, że nasz autor odkrył niezaprzeczalnie jeden, a nawet dwa klucze, mamy dowody w jego cytowanym przed chwilą dziele. Wystarczy je przeczytać, aby coraz bardziej umocnić się w przekonaniu, że ukryte znaczenie alegorii i przypowieści Testamentów zostało odsłonięte. Lecz jest równie, jeśli nie bardziej, pewne, że odkrycie to zawdzięcza on więcej swemu własnemu geniuszowi niż Parkerowi i Piazzi Smythowi; gdyż, jak to wykazaliśmy, nie jest wcaie pewne, czy wymiary Wielkiej Piramidy rozpatrywane i przyjęte przez biblijnych “piramidologów" są ścisłe. Dowód na to można znaleźć w dziele F. Petrie noszącym tytuł The Pyramids and Tempies of Gizeh, jak również w innych późniejszych dziełach, pisanych w celu przeciwstawienia się wspomnianym obliczeniom, które ich autorzy nazywają stronniczymi. Z dzieł tych wynika, że prawie każdy pomiar Piazzi Smytha różni się od późniejszych i staranniej wykonanych pomiarów Peiriego, który wstęp do swej książki kończy następującym zdaniem:

Co do wyniku całości tych badań, to może wielu zwolenników tej teorii zgodzi się z pewnym Amerykaninem, który gorąco w nią wierzył, zanim przybył do Gizeh. Miałem tam przyjemność korzystać z jego towarzystwa przez parę dni, a przy ostatnim naszym wspólnym posiłku powiedział do mnie ze smutkiem: “Tak, czuję się jak na pogrzebie. Niech stare teorie mają przystojny pogrzeb, ale powinniśmy się strzec, aby żadna z zakwestionowanych teorii nie została w pośpiechu pogrzebana żywcem.

Co do obliczeń J. A. Parkera w ogólności, a specjalnie jego trzeciego wniosku, zasięgaliśmy opinii paru wybitnych matematyków. Stwierdzili oni, iż rozumowanie Parkera opiera się na uczuciowych raczej niż matematycznych przesłankach i pod względem logicznym nie jest przekonujące, a zwłaszcza jego wniosek IN, że: Koło stanowi naturalną podstawę wszelkiej powierzchni, a to, że w matematyce uczyniono nią kwadrat, jest sztuczne i dowolne – jest przykładem dowolnego wniosku, na którym nie można oprzeć rozumowania matematycznego. Ta sama uwaga odnosi się w jeszcze większym stopniu do wniosku VII, który brzmi:

Ponieważ koło jest pierwotnym kształtem w naturze, a stąd podstawą powierzchni, i ponieważ mierzy się je i jest równe kwadratowi tylko w stosunku połowy swego obwodu do promienia, przeto obwód i promień, a nie kwadrat średnicy są jedynymi naturalnymi elementami powierzchni, dzięki którym wszystkie figury regularne dadzą się sprowadzić do kwadratu i koła.

Wniosek IX jest uderzający jako przykład błędnego rozumowania, a na nim właśnie głównie opiera się kwadratura Parkera. Twierdzi on:

Koło i trójkąt równoboczny we wszystkich elementach swej budowy są sobie przeciwne i odwrotne, stąd ułamek średnicy jednego koła, który jest równy średnicy pewnego kwadratu, pozostaje w odwrotnym stosunku do podwójnej średnicy trójkąta równobocznego, którego powierzchnia równa się jeden, itd.

Przypuśćmy, by ułatwić rozumowanie, że można mówić o trójkącie, iż posiada promień w takim znaczeniu jak koło – to bowiem, co Parker nazywa promieniem trójkąta, jest promieniem koła wpisanego w trójkąt, a zatem nie jest w ogóle promieniem trójkąta; przyjmijmy też na chwilę inne dowolne twierdzenie matematyczne, które wprowadza on w swe założenia. Dlaczego jednak mamy z tego wyciągnąć wniosek, że jeśli trójkąt równoboczny i koło we wszystkich elementach swej budowy są sobie przeciwne, to średnica jakiegokolwiek określonego koła ma być w odwrotnym stosunku do podwójnej średnicy jakiegokolwiek równoważnego trójkąta? Jakiż tu logiczny związek zachodzi pomiędzy założeniami a wnioskiem? Taki sposób rozumowania nie jest znany w geometrii i nie mógłby być przyjęty przez ścisłych matematyków.

Czy cal angielski pochodzi od archaicznego systemu ezoterycznego, czy nie, ma małe znaczenie dla rzetelnego i prawdziwego metafizyka. A ezoteryczny sposób czytania Biblii Ralstona Skinnera nie okaże się niesłuszny tylko dlatego, że wymiary piramidy mogą się nie zgadzać z wymiarami świątyni Salomona czy arki Noego, lub dlatego, że matematycy nie przyjmują kwadratury koła Parkera. Sposób czytania przez Skinnera opiera się bowiem głównie na metodach kabalistycznych i wartościach, jakie rabini nadają literom hebrajskim. Ale jest rzeczą nadzwyczaj ważną stwierdzić, czy rniary używane w ciągu ewolucji religii symbolicznej Ariów, w budowie ich świątyń, w alegoriach Puranów, a zwłaszcza w ich chronologii, w ich symbolach astronomicznych, w długości cyklów i innych obliczeniach, były czy też nie były te same, co używane w wymiarach i glifach biblijnych. To bowiem może dowodzić, że Żydzi, jeśli swego świętego łokcia i wymiarów nie wzięli od Egipcjan – Mojżesz był przecież wtajemniczony przez ich kapłanów – to musieli otrzymać je z Indii. W każdym razie przekazali je pierwszym chrześcijanom. A więc to okul-tyści i kabaliści są prawdziwymi dziedzicami wiedzy lub mądrości tajemnej, którą można jeszcze znaleźć w Biblii, tylko oni bowiem rozumieją obecnie jej rzeczywiste znaczenie, podczas gdy profani, żydowscy i chrześcijańscy, trzymają się jej zewnętrznej strony i martwej

litery. To, że właśnie system miar doprowadził do wynalezienia imion bożych Elohim i Jehowah oraz do zastosowania ich w fallizmie, jak i to, że Jehowah jest niezbyt pochlebną kopią Ozyrysa, zostało obecnie udowodnione przez autora dzieła The Source of Measures. Jednakże i on, i Piazzi Smyth pracują, jak się zdaje, w przekonaniu, że: pierwszeństwo systemu należy się Izraelitom, gdyż język hebrajski jest językiem boskim, i że ten język powszechny należy do bezpośredniego objawienia.

Ta druga hipoteza jest słuszna tylko w tym znaczeniu, jakie wskazane zostało w ostatnim paragrafie poprzedniego rozdziału, musimy jednak porozumieć się co do natury i charakteru boskiego “Objawiciela". Pierwsza hipoteza, odnosząca się do pierwszeństwa Izraelitów, zależeć będzie oczywiście dla profana od: dowodów wewnętrznych i zewnętrznych potwierdzających objawienia i od indywidualnych uprzedzeń każdego uczonego. To zaś nie może zapobiec, aby zarówno kabalista teista, jak i okultysta panteista wierzyli każdy na swój sposób, nie przekonując wcale jeden drugiego. Dane, jakich dostarcza historia, są zbyt skąpe i niezadowalające, aby każdy z nich mógł przekonać sceptyka, że ma rację.

Z drugiej strony dowody, jakich dostarcza tradycja, są odrzucane tak uporczywie, iż nie możemy się spodziewać załatwienia tej sprawy w obecnym wieku. Tymczasem nauka materialistyczna będzie jednakowo wyśmiewać kabalistę i okultystę. Wszelako, jeśli to sporne zagadnienie pierwszeństwa zostanie odłożone na bok, to nauka, w swym dziale filologii i religii porównawczej, stanie wreszcie wobec konieczności podjęcia tego zagadnienia i będzie zmuszona wziąć pod uwagę ogólne zdanie.

Nauka przyjmuje jedno zdanie po drugim, gdyż jeden uczony po drugim czuje się zmuszony uznać fakty podawane przez doktrynę tajemną, choć rzadko który przyznaje, że wyprzedzony został w swych twierdzeniach. Tak na przykład, w czasie gdy Piazzi Smyth był u szczytu chwaty, jego teoria w sprawie piramidy w Gizeh głosiła, że sarkofag porfirowy z komory królewskiej stanowił jednostkę miary dla najbardziej oświeconych narodów na ziemi: Anglii i Ameryki i że nie był on niczym więcej, jak tylko skrzynią na zboże. Zaprzeczyliśmy temu z całą mocą w Izis odsłoniętej, która właśnie wtedy się ukazywała. A prasa Nowego Jorku powstała wówczas gwałtownie przeciw naszej krytyce tak wielkiej naukowej sławy. W tym dziele powiedzieliśmy, że gdy Herodot pisał o tej piramidzie, mógł dodać, iż z zewnątrz symbolizowała ona twórczy pierwiastek Natury i wyobrażała również zasady geometrii, matematyki, astrologii i astronomii. Wewnątrz zaś była to imponująca świątynia w której mrocznych głębiach odbywały się misteria, której ściany bywały często świadkiem obrzędów wtajemniczeń członków rodziny królewskiej. Sarkofag porfirowy, który profesor Piazzi Smyth sprowadza do rzędu skrzyni na zboże, był chrzcielnicą; po wynurzeniu się z niej neofita był urodzonym powtórnie i stawał się Mistrzem.

Twierdzenia nasze zostały w owym czasie wyśmiane, zarzucono nam, że idee swe czerpiemy od “maniaka" Shawa, angielskiego pisarza, który utrzymywał, że sarkofagu tego używano w obrzędach misteriów Ozyrysa, chociaż nigdy dotąd nie słyszeliśmy o tym pisarzu. A oto, co pisze Staniland Wake w sześć czy siedem lat później ( po roku 1882):

Tak zwana Komora Królewska, o której entuzjastyczny wielbiciel Piramidy powiada: lśniące ściany, wspaniałe materiały, imponujące proporcje i wyniosła budowa, mówią o “oczekiwanej chwale" – a jeśli nie, to “komora doskonałości" grobu Cheopsa była prawdopodobnie miejscem, do którego dopuszczano wtajemniczanego, gdy przebył wąskie przejście wiodące w górę i wielki krużganek z jego niskim zakończeniem, co przygotowywało go stopniowo do końcowego stadium świętych misteriów".

Gdyby Staniland Wake był teozofem, to mógłby dodać, że wąskie przejście, wiodące na górę do Komory Królewskiej, posiadało naprawdę “wąską bramę", tę samą “ciasną bramę", która “prowadzi do żywota", czyli do nowego duchowego narodzenia, o którym napomyka Jezus u św. Mateusza"*, i że tę bramę w Świątyni Wtajemniczenia miał na myśli autor, który przytoczone słowa zapisał jako wypowiedziane przez wtajemniczonego.

Wówczas najwięksi uczeni współczesnej nauki, zamiast wyśmiewać się z owej rzekomej “mieszaniny bezsensownych zmyśleń i przesądów", jak się powszechnie nazywa literaturę bramińską, będą usiłowali nauczyć się powszechnego języka symbolicznego oraz jego kluczy liczbowych i geometrycznych. W tym jednak także trudno im będzie osiągnąć powodzenie, jeśli podzielają pogląd, że żydowski system kabalistyczny zawiera klucz do całej tajemnicy, albowiem go nie zawiera. Nie zawiera go też obecnie żadne inne pismo święte w całości, gdyż nawet Wedy nie są kompletne. Każda dawna religia to tylko jeden lub dwa rozdziały z całego olbrzymiego tomu prastarych archaicznych tajemnic; jedynie wschodni okultyzrn może się poszczycić, że posiada całą tajemnicę, z jej siedmiu kluczami. Przeprowadzimy tu porównania i damy tyle objaśnień, tle będzie możliwe; resztę pozostawiamy własnej intuicji ucznia. Mówiąc, że wschodni okultyzm posiada tę tajemnicę, nie roszczę sobie pretensji do zupełnej lub nawet przybliżonej jej znajomości, gdyż byłoby to niedorzecznością. To, co wiem – podaję; to, czego nie mogę wyjaśnić, uczeń musi odkryć sam.

 

' S. Wake, The Origin and Signiiicance of the Great Pyramid, 1382, s. 93.

'• Ewangelia św. Mateusza, VII, 14.

 

Wszelako, choć możemy przypuszczać, że całkowity cykl powszechnego języka Tajemnicy nie zostanie opanowany przez całe przyszłe stulecie, to jednak drobna cząstka, odkryta dotąd przez niektórych uczonych w Biblii, wystarcza w zupełności, aby dowieść naszego twierdzenia matematycznie. Ponieważ judaizm używał dwóch kluczy z siedmiu, a te dwa zostały obecnie na nowo odkryte, przeto nie jest to już sprawa indywidualnych spekulacji i hipotez, a tym bardziej “zbiegu okoliczności", lecz ścisłego odczytania biblijnych tekstów, podobnie jak czyta liczby i sprawdza dodawanie każdy obeznany z arytmetyką. Właściwie wszystko, co powiedzieliśmy w Izis odsłoniętej, znajduje potwierdzenie w Egyptian Mystery lub The Source of Measures, jeśli czytamy Biblię według liczbowego i geometrycznego klucza.

Za kilka lat system ten wyeliminuje czytanie Biblii według martwej litery, jak to zresztą uczyni z każdą wiarą egzoteryczną, gdyż wykaże rzeczywiste, istotne znaczenie dogmatów. A wtedy to niezaprzeczalne, choć niepełne, znaczenie odsłoni tajemnicę Bytu i zmieni całkowicie współczesny system naukowy antropologii, etnologii, a zwłaszcza chronologii. Pierwiastek falliczny dający się odnaleźć w każdym imieniu Bożym i w każdej opowieści Starego Testamentu, do pewnego stopnia i Nowego Testamentu, może również zmieni z czasem poważnie współczesne materialistyczne poglądy na biologię i fizjologię.

Pozbawione swej współczesnej odpychającej brutalności, te poglądy na przyrodę i człowieka, opierające się przy tym na autorytecie ciał niebieskich i ich tajemnic, odsłonią ewolucję umysłu ludzkiego i pokażą, jak naturalny był ten rodzaj myśli. Tak zwane symbole fal-liczne nabrały cech odrażających tylko z powodu obecności w nich czynnika grubej materialności i zwierzęcości. Na początku symbole te były całkiem naturalne, gdyż zrodziły się wśród ras archaicznych, które pochodziły, wedle ich własnej wiedzy, od androgynicznych przodków i były w ich oczach pierwszymi konkretnymi przejawami rozdziału płci oraz wynikającej z tego tajemnicy ich własnego tworzenia. Jeśli rasy późniejsze, a w szczególności “naród wybrany", poniżyły te symbole, nie zmienia to w niczym ich pochodzenia. To małe plemię semickie – jedno z najmniejszych odgałęzień skrzyżowania czwartej i piątej podrasy, mongołoturanskiej i tak zwanej indoeuropejskiej, po zatopieniu wielkiego kontynentu – mogło przyjąć swą symbolikę tylko w takim sensie, jaki był mu był nadany przez narody, od których pochodziła. Jest prawdopodobne, że w początkach religii Mojżeszowej symbolizm ten nie był tak brutalny, jak stał się nim później pod wpływem Ezdraasza, który przetwarzał Pentateuch. Na przykład glif o córce faraona (kobieta), Nilu (wielka otchłań i wody) oraz chłopcu niemowlęciu znalezionym w pływającym koszu z sitowia nie był pierwotnie ułożony ani przez Mojżesza, ani też dla niego. Wyprzedzają go znalezione na tabliczkach babilońskich urywki historii króla Sargona, który żył znacznie wcześniej od Mojżesza.

W swych Assyrian Antiquities George Smith powiada: IV pałacu Sennacheriba w Koujundzik znalazłem inny urywek osobliwej historii Sargona, [...] ogłoszony w mym przekładzie w “Transactions of the Society of Biblical Archeology". Stolicą Sargona, babilońskiego Mojżesza, “było wielkie miasto Agadi, zwane przez Se-mitów Akkad ~ a wzmiankowane w Genesis' jako stolica Nimroda. [...} Akkad leżało w pobliżu miasta Sippara nad Eufratem i na północ od Babilonu". Inny osobliwy “zbieg okoliczności" widoczny jest w fakcie, że nazwa tego sąsiedniego miasta Sippary jest taka sama, jak imię żony Mojżesza – Zipporah". Oczywiście opowieść ta jest zręcznym dodatkiem Ezdraasza, który nie mógł nie wiedzieć o jej pierwowzorze. Osobliwa ta opowieść znajduje się na fragmentach tabliczek z Koujundżik i brzmi następująco:

1. Jam jest Sargon, potężny król; królem Akkadu jestem;

2. Matka ma była księżniczką, ojca mego nie znałem; brat ojca mego rządził krajem;

3. W mieście Azupiran, które leży na brzegu rzeki Eufratu;

4. Matka ma, księżniczka, mnie poczęła, a z trudnością mnie porodziła;

5. l umieściła mnie w koszu z sitowia, a smołą pokryła jego dno;

6. l spuściła mnie na rzekę, która mnie nie zatopiła;

7. Rzeka zaniosła mnie do Akki, roznosiciela wody, który mnie wychował;

8. Akki, roznosicie! wody, z tkliwą litością mnie pod-niósf".

A teraz porównajmy to z biblijnym opowiadaniem w Exodus:

 

• Genesis, X, 10.

" Exodus, II, 21.

•" George Smith. Chaidean Account o! Genesis, s. 299, 300.

 

A gdy go już dłużej taić [matka Mojżesza] nie mogła, wzięła koszyk z sitowia, wytępiła go gliną i smołą i włożyła weń dzieciątko; i postawiła go wśród trzcin na skraju rzekł.

G. Smith powiada dalej:

Uważa się, że historia ta zdarzyła się około 1600 roku przed Chrystusem, znacznie wcześniej niż przypuszczalny wiek Mojżesza; jak wiemy sława Sargona dotarła do Egiptu, przeto jest wielce prawdopodobne, że opowieść ta miała związek z wydarzeniami podanymi w Exodus, gdyż każde zdarzenie, które się raz stanie, łatwo się powtarza.

Ale oto profesor Sayce przesunął odważnie daty królów chaldejskich i asyryjskich o przeszło dwa tysiące lat wstecz, Sargon więc musiał wyprzedzić Mojżesza o co najmniej 2000 lat. Stwierdzenie zastanawiające, lecz liczbom brak jeszcze jednego lub dwu zer.

Jakiż jest z tego logiczny wniosek? Mamy prawo sądzić, iż z historią, jaką nam opowiada Ezdraasz o Mojżeszu, zapoznał się w czasie swego pobytu w Babilonie i że alegorię opowiadaną o Sargonie zastosować do żydowskiego prawodawcy. Krótko mówiąc, Exodus nie został nigdy napisany przez Mojżesza, a Ezdraasz ze starych materiałów na nowo go skomponował.

A jeśli tak, to dlaczegoż by inne symbole i gfify, o bardziej surowym pierwiastku fallicznyrn, nie miały być dodane przez tego adepta późniejszego chaldejskiego i sabejskiego kultu fallicznego? Mówią nam, że pierwotna religia Izraelitów była całkiem inna od tej, jaka została rozwinięta w wiele stuleci później przez talmudystów, a przed nimi przez Dawida i Ezekiela.

 

• Exodus, ||, 3

 

Pomimo pierwiastka egzoterycznego, wszystko to, co obecnie znajduje się w obu Testamentach, w zupełności wystarcza, aby Biblię zaliczyć do dzieł ezoterycznych i by jej system tajemny powiązać z symbolizmem Indii, Chaldei i Egiptu. Cały cykl glifów i liczb biblijnych – jak widać z obserwacji astronomicznych, astronomia i teologia ściśle się ze sobą wiążą – można znaleźć w hinduskich egzoterycznych i ezoterycznych systemach. Figury te lub ich symbole, znaki zodiaku, planety, ich aspekty i węzły – ten ostatni termin przeszedł nawet do naszej współczesnej botaniki (noctespo ang. również “kolanka") – znane są w astronomii jako sekstyle, kwadratury i tak dalej, a były one używane przez wielki i eony przez ludy pierwotne i w pewnym sensie mają to samo znaczenie co hebrajskie liczebniki. Najdawniejsze figury elementarnej geometrii musiały się niewątpliwie nasunąć przy obserwacji ciał niebieskich i ich ugrupowań. Stąd najpowszechniejszymi symbolami w ezoteryzmie wschodnim są: koło, punkt, trójkąt, pięciobok i sześciobok oraz inne figury płaskie o różnych bokach i kątach. Dowodzi to, że znajomość symbolizmu geometrycznego i posługiwanie się nim są tak stare jak świat.

 

' Dla przypomnienia, jak ezoteryczna religia Mojżesza zostata wielokrotnie pognębiona, a na jej miejsce postawiony, choćby przez Ezechie-la, kult Jehowy, w postaci ustalonej ponownie przez Dawida, porównaj Izis odsłoniętą. Musiały na pewno istnieć poważne przyczyny, dla których Saduceusze, z których wywodzili się prawie wszyscy arcykapłani Judei, trzymali się praw Mojżesza, a odrzucali rzekome księgi Mojżeszowe, Pentateuch, Synagigi i Talmud

 

Łatwo wobec tego zrozumieć, że sama Natura, nawet bez pomocy boskich nauczycieli, mogła nauczyć pierwotną ludzkość pierwszych zasad liczbowego i geometrycznego języka symboli*. Dlatego też w każdym archaicznym i symbolicznym piśmie świętym spotykamy liczby i figury używane dla wyrażania i zapisywania myśli. Z drobnymi tylko odmianami są one zawsze te same i pochodzą od figur pierwszych. Tak więc ewolucja i współzależność tajemnic kosmosu, jego wzrostu i rozwoju – duchowego i fizycznego, abstrakcyjnego i konkretnego były najpierw widoczne w zmianach geometrycznych kształtów. Każda kosmogonia zaczynała się od koła, punktu, trójkąta i kwadratu lub sześcianu, aż do liczby 9, gdy znajdywała swą syntezę w pierwszej linii i kole, czyli pitagorejskiej Dekadzie mistycznej, sumie wszystkiego, obejmującej i wyrażającej tajemnice całego kosmosu; tajemnice, zapisane sto razy pełniej niż gdzie indziej w systemie hinduskim, dla każdego, kto może zrozumieć jego mistyczny język. Liczby 3 i 4, w ich kombinacjach – 7, również 5, 6, 9 i 10 są kamieniami węgielnymi kosmogonii okultystycznej. Dekadę tę i tysiąc jej kombinacji można znaleźć w każdej części naszego globu. Rozpoznaje się ją w grotach i kutych w skale świątyniach Hindustanu i Azji Środkowej, w piramidach i głazach Egiptu i Ameryki, w katakumbach Ozimandajów, w śniegiem pokrytych basztach warowni kaukaskich, w ruinach Palenque, na Wyspie Wielkanocnej, wszędzie, dokąd dotarł starożytny człowiek. Liczby 3 i 4, trójkąt i kwadrat, czyli ogólnie przyjęte męskie i żeńskie glify, pokazujące pierwszy aspekt ewoluującego bóstwa, są zaznaczone na zawsze w Krzyżu Południa na niebie oraz w egipskim Crux Ansata. Jak to dobrze wyraził autor The Source of Measures:

Sześcian rozłożony na płaszczyźnie jest krzyżem Tau lub egipską postacią krzyża, albo też postacią krzyża chrześcijańskiego [...]; koło, dodane co pierwszego, daje nam Krzyż Kotwiczny, czyli Crux Ansata [...], a liczby 3 i 4, liczone na krzyżu, pokazują postać złotego (żydowskiego) świecznika (w Świętym Świętych): 3+4=7 i 6+1=7 dni w kole tygodnia jako 7 świateł słońca. Podobnie jak tydzień z siedmiu świateł dal początek miesiącowi i rokowi, tak jest on również wskaźnikiem czasu urodzenia. [...] Forma krzyża ukazuje się następnie w łącznym użyciu formy 113:355, a symbol ten zostaje uzupełniony przez umieszczenie człowieka przytwierdzonego do krzyża'. Ten rodzaj wymiaru został stworzony, aby uzgodnić go z pojęciem prapoczątku życia ludzkiego, stąd kształt falliczny.

Stance księgi Dzjan świadczą o tym, że krzyż i te liczby odgrywają wybitną rolę w dawnej kosmogonii. Tymczasem możemy skorzystać z dowodów, zebranych przez tegoż autora w rozdziale, który nazwał słusznie: Pierwotne ślady symboli, aby wykazać tożsamość tych symboli i ich ezoterycznego znaczenia wszędzie na świecie.

Z ogólnego punktu patrzenia na naturę form liczbowych [...] staje się rzeczą niezmiernie ciekawą dochodzenie, gdzie i kiedy po raz pierwszy poznano ich istnienie i ich użytek. Czy stało się to drogą objawienia, w czasie znanym nam jako epoka historyczna – w czasie niemal współczesnym, jeśli się zważy wiek rasy ludzkiej? Wydaje się w istocie, że data ich posiadania przez człowieka jest o wiele bardziej oddalona w przeszłości od starożytnych Egipcjan, aniżeli ci ostatni od nas.

Wyspy Wielkanocne na środku Pacyfiku ukazują nam zarysy pozostałych szczytów gór zatopionego kontynentu, gdyż są one pełne cyklopowych posągów, szczątków cywilizacji licznego i kulturalnego ludu, który musiał prawdopodobnie zajmować duży teren. Na plecach tych posągów widnieje wyryty “krzyż kotwiczny" (Crux Ansata) i tenże krzyż zarysowujący posiać człowieka. Dokładny opis wraz z ilustracją ukazującą krajobraz z gęsto rozsianymi posągami oraz ich kopie rnożna znaleźć w styczniowym numerze “London Builder" z 1870 roku.

 

Jeszcze raz przypomnijmy posąg Witoby Hindusów (jedna z pozstaci Wisznu) rozkrzyżowanego w przestrzeni, znaczenie "znaku świętego", tj. swastyki oraz opisanego przez Platona – człowieka w przestrzeni przeciętego na krzyż, itd.

 

W “Naturalist", wydawanym w Salem w Massachusetts, w jednym z wczesnych numerów (mniej więcej 36), znajduje się opis pewnej bardzo starożytnej i osobliwej rzeźby na ścianie grani górskiej w Ameryce Południowej, a o wiele starszej, jak udowodniono, od obecnie żyjących ras. Osobliwość tej rzeźby polega na tym, że przedstawia ona zarysy człowieka rozpostartego na krzyżu, ale płaskorzeźba jest tak wykonana, że krzyż można wziąć za człowieka albo człowieka za ...krzyż.

Wiadomo, że tradycja Azteków przekazała potomności bardzo dokładny opis potopu. Baron Humboldt powiada, że za Aztalan, pierwotny kraj Azteków, powinniśmy uważać kraj położony na wysokości co najmniej 42 równoleżnika szerokości północnej; wędrując stamtąd, dotarli oni wreszcie do doliny Meksyku. W dolinie tej kopce ziemne dalekiej północy stają się wytwornymi kamiennymi piramidami i innymi budowlami, których szczątki można znaleźć i obecnie. Podobieństwo pomiędzy szczątkami Azteków i zabytkami Egiptu jest dobrze znane. Po zbadaniu setek z nich. Attwater jest przekonany, że ich twórcy posiadali znajomość astronomii. Humboldt podaje następujący opis jednej z najdoskonalszych budowli piramidalnych Azteków:

Kształt tej piramidy (w Papantla), mającej siedem pięter, jest bardziej spiczasty, aniżeli w którymkolwiek innym z odkrytych dotąd podobnych pomników, lecz jej wysokość nie jest znaczna, gdyż wynos/ tylko 57 stóp, a podstawa mierzy tylko 25 stóp z każdej strony. Jednakże jest ona ciekawa pod jednym względem: zbudowana jest całkowicie z ciosanych kamieni niezwykłej wielkości i bardzo pięknie obrobionych. Trzy rzędy schodów prowadziły na szczyt, a byty one ozdobione rzeźbami hieroglificznymi i małymi niszami, rozłożonymi z wielką symetrią. Liczba tych nisz zdaje się przypominać 318 prostych i złożonych znaków dni ich świeckiego kalendarza". 318 jest wartością gnostyczną Chrystusa oraz słynną liczbą obrzezanych sług Abrahama. Jeśli się zważy, że 318 jest pewną abstrakcyjną i powszechną wartością, jako że wyraża wartość stosunku średnicy do obwodu koła o długości równej jedności, to zastosowanie jej do układu kalendarza świeckiego staje się oczywiste".

Identyczne glify, liczby i symbole ezoteryczne znajdują się w Egipcie, Peru, Meksyku, na Wyspach Wielkanocnych, w Indiach, Chaldei i Azji Środkowej – ukrzyżowany człowiek oraz symbole pochodzenia ewolucji ras ludzkich od bogów; a jednak nauka odrzuca myśl o rasie ludzkiej nie stworzonej na nasze podobieństwo; teologia trzyma się uparcie swych 6000 lat stworzenia, antropologia uczy nas o pochodzeniu człowieka od małpy, a kler wywodzi go od Adama, na 4004 lata przed Chrystusem.

 

* Zob. dalej podany opis wczesnoaryjskiego wtajemniczenia – opis Wiszwakarmana Krzyżującego Stonce. Wikartany, pozbawionsgo swych

" B. F. Skinner, The Source of Measures.

 

Czyż z obawy narażenia się na miano przesądnego głupca, a nawet kłamcy, należy się powstrzymać od przyłączania dowodów – równie dobrych jak każde inne – tylko dlatego, że jeszcze nie zaświtał ten dzień, gdy wszystkie siedem kluczy zostanie wręczonych nauce, a raczej uczonym zajmującym się badaniami symbolizmu? Czyż w obliczu przytłaczających odkryć geologii i antropologii, które dowodzą niezbicie starożytności człowieka, mamy – aby uniknąć zwykłej kary, jaka oczekuje każdego, kto zboczy z utartych dróg teologii lub materializmu – trzymać się uparcie 6000 lat i “osobnego stworzenia" lub przyjąć w pokornym zachwycie naszą genealogię i pochodzenie od małpy? Stanowczo nie, dopóki wiadomo że kroniki tajemne posiadają wspomniane siedem kluczy do tajemnicy pochodzenia człowieka. Teorie naukowe jakkolwiek błędne, matehalistyczne i stronnicze, są jednak tysiąc razy bliższe prawdy aniżeli dziwactwa teologii. Dziwactwa te dziś zamierają dla każdego, kto nie jest najzagorzalszym bigotem i fanatykiem. A może to raczej niektórzy z ich obrońców są całkowicie zaślepieni, gdy na przykład, wobec oczywistych niedorzeczności martwej litery Biblii, można jeszcze spotkać teologów utrzymujących, że choć: Pismo Święte starannie powstrzymuje się (?) od udzielenia bezpośredniego poparcia wiedzy naukowej, to jednak nigdy nie potknęło się ono na żadnym twierdzeniu, które by nie wytrzymało światła idącej naprzód nauki...

Nie mamy zatem innego wyboru, jak tylko przyjąć śiepo wywody nauki albo też odsunąć się od niej, stając z nią nieustraszenie twarzą w twarz i głosić to, czego nas uczy doktryna tajemna, przygotowując się przy tym do poniesienia wszystkich tego konsekwencji.

Spójrzmy jednak, czy rnaterialistyczne spekulacje nauki, a nawet i teologia w swej upartej walce o pogodzenie 6000 lat od czasu Adama z sir Charles'a Lyella Geological Evidences of the Antiquity of mań (Geologiczne dowody starożytności człowieka) nie podają nam bezwiednie pomocnej dłoni. Zdaniem niektórych naj-uczeńszych filarów etnologii, niepodobna nie zdać sobie sprawy z różnorodności ras ludzkich, nie przyjmując hipotezy o stworzeniu kilku Adamów. Mówią oni o białym, czarnym i żółtym Adamie. Gdyby to byli Hindusi wyliczający wcielenia Wamadewy z księgi Linga Purany, mogliby powiedzieć nieco więcej. Wyliczając kolejne narodzenia Sziwy, nadają mu bowiem w jednej kalpie cerę białą, w drugiej czarną, a w jeszcze innej czerwoną, po czym Kumara staje się czterema młodzieńcami barwy żółtej. Ten osobliwy “zbieg okoliczności", jakby to nazwał pan Proctor, przemawia tylko na korzyść intuicji naukowej, gdyż Sziwa-Kumara przedstawia po prostu alegorycznie rasy ludzkie w rozwoju genetycznym człowieka. Doprowadziło to jednak do innego fenomenu intuicji – tym razem w szeregach teologii. Oto nieznany autor książki: Primeval Mań' w rozpaczliwym wysiłku, aby obronić objawienie Boskie przed bezlitosnymi i wymownymi odkryciami geologii i antropologii, zauważa, że byłoby to rzeczą niepomyślną, gdyby obrońcy Biblii zostali zepchnięci na takie stanowisko, iż musieliby albo wyrzec się natchnienia Pisma Świętego, albo zaprzeczyć wnioskom geologów – i znajduje kompromis. Ba, poświęca gruby tom, aby udowodnić fakt, że: Adam nie był pierwszym człowiekiem stworzonym na tej ziemi*"', wydobyte z ziemi szczątki przedadamowego człowieka zamiast zachwiać naszą wiarą w Pismo Święte, dostarczają dalszych dowodów jego prawdziwości. W jaki sposób? W najprostszy, jaki sobie można wyobrazić; autor bowiem tak dalej uzasadnia: możemy pozostawić uczonych w spokoju, niechaj prowadzą dalej swe badania i nie starajmy się ich powstrzymać z obawy przed herezją. Wywoła to zapewne westchnienie ulgi u wielu uczonych.

 

' Primevai Mań Unveiled or the Anthmpology of tnę Bibie (Człowiek pierwotny lub antropologia Biblii), w: The Stars and the Angeis (Gwiazdy i aniołowie) 1870, s. 14.

" Zwłaszcza w obliczu dowodu, jakiego dostarcza sama autoryzowana Biblia w Genesis IV, 16, 17, mówiąc, że Kain udaje się do ziemi Nod i tam pojmuje żonę

 

Opowiadanie Biblii nie zaczyna się od stworzenia, jak to się zwykle przypuszcza, lecz od ukształtowania Adama i Ewy miliony lat po stworzeniu naszej planety. Jej poprzednie dzieje, jeśli chodzi o Pismo Święte, nie zostały jeszcze napisane. [...] Mogło istnieć dwadzieścia, a nie jedna, różnych ras na Ziemi przed Adamem, tak samo jak może istnieć dwadzieścia różnych ras ludzkich w innych światach.

Któż to, lub raczej cóż to były za rasy, skoro autor nadal utrzymuje, że Adam jest pierwszym człowiekiem naszej rasy? Oto była to rasa i rasy sataniczne. Szatan nigdy nie był w niebie, a aniołowie i ludzie to jeden rodzaj. Była to przedadamowa rasa aniołów, którzy zgrzeszyli. Szatan, czytamy, był pierwszym księciem tego świata. Gdy w wyniku swego buntu zmarł, pozostał na ziemi jako duch bezcielesny i kusił Adama i Ewę.

Pierwsze wieki rasy satanicznej, zwłaszcza te z czasów życia szatana na ziemi (!) mogły być okresem cywilizacji patriarchalnej i względnego odpoczynku – czasy Tubal Kainów i Jubalów, gdy zarówno nauki, jak i sztuki usiłowały zapuścić korzenie w tę przeklętą ziemię. [...] Cóż za temat dla epika. [...] Zdarzenia nieuniknione, które musiały zajść. Widzimy przed oczyma [...] wesołego pierwotnego kochanka, gdy do swej rumieńcem płonącej narzeczonej zaleca się na rosą pokrytej murawie, pod dębami duńskimi, które rosły wtedy tam, gdzie dziś żaden dąb rosnąć nie będzie [...] owego patriarchę pierwotnego [...} pierwotne potomstwo, igrające niewinnie u jego boku. [...} Tysiąc takich obrazów powstaje przed oczyma naszymi.

Ten rzut oka wstecz na ową sataniczną rumieńcem płonącą narzeczoną, na dni niewinności szatana nie straci nic na poetyczności, jeśli zyska coś na oryginalności. Wręcz przeciwnie. Współczesna narzeczona chrześcijańska – która w naszych czasach nieczęsto rumieni się przed swymi wesołymi kochankami – mogłaby nawet wziąć lekcję moralności od tej córki szatana, stworzonej w bujnej wyobraźni swego pierwszego ludzkiego biografa. Obrazy te – a ocenić ich prawdziwą wartość można tylko wtedy, gdy się przeczyta cały tom, który je opisuje – podyktowała chęć pogodzenia nieomylności objawionego Pisma Świętego z dziełem sir Charles'a Lyella Antiquity of Mań i z innymi “szkodliwymi" dziełami nauki. To jednak nie przeszkadza, że u podstaw tych bujd, których autor nie ośmielił się podpisać własnym, lub choćby nawet przybranym, nazwiskiem, kryją się fakty. Jego rasy bowiem przedadamowe – nie sataniczne, lecz po prostu atlantyckie, a przed nimi hermafrodyckie – wspomniane są w Biblii, jeśli się ją czyta ezoterycznie, tak samo jak i w doktrynie tajemnej. Siedem kluczy otwiera przeszłe i przyszłe tajemnice siedmiu wielkich ras głównych i siedmiu kalp. Choć nauka na pewno odrzuci podawane przez ezoteryzm twierdzenia o pochodzeniu człowieka, jak i o geologii, tak samo jak rasy sataniczne i przedadamowe, to jednak jesteśmy pewni, że jeśii uczeni, nie mając żadnego wyjścia ze swych trudności, będą zmuszeni wybrać, wybiorą – pomimo Pisma Świętego naukę starożytną, kiedy tylko jej język zostanie przez nich chociaż w przybliżeniu poznany.

Rozdział III:
SUBSTANCJA PIERWOTNA l MYŚL BOŻA

Byłoby rzeczą nierozsądną twierdzić, że znamy już wszystkie istniejące przyczyny, toteż mamy pełne prawo wprowadzić w razie potrzeby nowy działający czynnik. [...]

Przyjmując to, co jak dotąd jest niezupełnie ścisłe, że hipoteza undulacyjna wyjaśnia wszystkie fakty, pozostaje nam jeszcze do rozstrzygnięcia, czy dowodzi ona istnienia falującego eteru. Nie możemy stanowczo twierdzić, że żadne inne przypuszczenie nie wyjaśni faktów. [...] Uznaje się, że hipoteza korpuskularna Newtona załamała się na interferencji, ale nie ma dotąd żadnej rywalki. Wszelako we wszystkich takich hipotezach jest rzeczą niezmiernie pożądaną znaleźć jakiś dowód postronny istnienia tego hipotetycznego eteru. [...]

Pewne hipotezy składają się z przypuszczeń co do drobinowej budowy i działania ciał. Z natury rzeczy przypuszczeń tych nie można bezpośrednio dowieść. Jedyną ich zasługą i wartością jest to, że służą do tłumaczenia zjawisk. Są to fikcje zastępcze".

 

• Alexander Bain, Logic. 1373.

 

Eter – ten hipotetyczny Proteusz, jedna z takich fikcji zastępczych współczesnej nauki, która mimo to była tak długo przez nią przyjęta – jest jednym z niższych “pierwiastków" tego, co nazywamy substancją pierwotną [lub pramaterią kosmiczną, mula-prakriti Wedanty – przyp. tłumacza] – akaszą w sanskrycie. Był on jednym z marzeń w starożytności i stał się również marzeniem nauki współczesnej. Jest to największa i najśmielsza z teorii starożytnych filozofów, jakie przetrwały ! do naszych dni. Dla okultysty eter i pramaterią kosmiczna są najzupełniej realne. Mówiąc jasno: eter to światło astralne, a pramaterią to akaszą, upadhi [czyli przewodnik, naczynie, ciało lub podstawa – przyp. tłum.] ' myśli Bożej.

W języku współczesnym byłoby może lepiej to nazwać – twórczą myślą kosmiczną, duchem, a eter – substancją kosmiczną lub pramaterią. Jedno i drugie – alfa i omega bytu – są to tylko dwa oblicza jedynego absolutnego bytu. Nie zwracano się doń w starożytności nigdy, nie wspominano nawet pod żadnym imieniem, poza alegorią. W najstarszej rasie aryjskiej – hinduskiej ' – kult religijny klas oświeconych nie wyrażał się nigdy, pomimo najgłębszej jego żarliwości, w uwielbieniu piękna formy i sztuki, jak to było u Greków, co ich w końcu doprowadziło do antropomorfizmu. Ale podczas gdy filozof grecki czcił formę, a mędrzec hinduski widział istotę stosunku pomiędzy pięknem ziemskim a prawdą wieczystą, warstwy nieoświecone każdego narodu nie rozumiały nigdy ani jednego, ani drugiego.

Nie rozumieją ich i dziś. Ewolucja pojęć o Bogu postępuje tak szybko wraz z rozwojem intelektualnym i psychicznym człowieka, że najbardziej wzniosły ideał, do jakiego zdoła się wznieść duch religijny jednego wieku, wydawać się może filozoficznym umysłom epoki następnej niemal karykaturą. Sami filozofowie musieliby być wtajemniczeni w pewne tajemnice pojęć, by mogli zrozumieć prawdziwą myśl starożytnych w sprawach

najwyższej metafizyki. Bez takiego wtajemniczenia zdolność pojmowania każdego myśliciela wyznacza mu pewne granice, równie wyraźnie i nieubłaganie, jak prawo karmy wyznacza granice rozwoju w obrębie jednego cyklu dla narodów i ras. Bez wtajemniczenia idealizm współczesnej myśli religijnej będzie miał zawsze podcięte skrzydła i zupełną niezdolność do wyższego lotu; gdyż tak idealiści, jak realiści, a nawet wolnomyśliciele, są tylko wynikiem, naturalnym wytworem swego środowiska i swej epoki. Ideały każdego z tych myślicieli będą zawsze tylko nieuniknionym rezultatem jego własnej natury i wyrazem stopnia myślowego rozwoju, jaki jego naród w swym całokształcie osiągnął. Dlatego to, jak już zaznaczyliśmy, nawet najwyższe wzloty współczesnej metafizyki Zachodu są dalekie od prawdy. Większość współczesnych agnostycznych spekulacji o istnieniu praprzyczyny niewiele się różni od pewnej odmiany materializmu – tylko terminologię ma inną. Nawet tak wielki myśliciel, jak Herbert Spencer, mówi czasem o niepoznawalnym, wykazując zgubny wpływ materialistycznych koncepcji, które jak gorące sirocco wysuszyły i zatruły współczesne teorie ontologiczne.

Gdy na przykład nazywa niepoznawalne, praprzyczynę – potęgą, która przejawia się przez zjawiska, oraz nieskończoną i wieczną energią, jasne jest, że zauważył tylko fizyczny aspekt tajemnicy bytu, to znaczy energie pramaterii kosmicznej. Aspekt współwieczysty Jedynej Rzeczywistości – twórcza myśl, uszła jego uwagi, a jeśli chodzi o jej noumenon, zdaje się w ogóle nie ma dlań miejsca w umyśle tego wielkiego filozofa. Nie ulega wątpliwości, iż to jednostronne ujęcie całego zagadnienia należy przypisać w dużej mierze szkodliwemu przyzwyczajeniu Zachodu, uważającemu świadomość za podległą materii lub za “wtórny wytwór" ruchu molekularnego.

Od pierwszych wieków czwartej rasy, gdy wielbiono tylko ducha, a tajemnica była objawiona, aż do ostatnich dni chwały sztuki greckiej, a zarania chrześcijaństwa, tylko Helleni odważyli się wznieść publicznie ołtarz “Nieznanemu Bogu". Cokolwiek miał na myśli w swej głębokiej duszy święty Paweł, oświadczył on Ateńczykom, iż ten “Nieznany Bóg", którego czcili w swej nieświadomości, jest Bogiem prawdziwym, o którym i on mówi; w każdym razie nie był to Jehowa ani też “Stwórca świata i rzeczy wszelkiej". Albowiem to nie Bóg Izraela, a “Nieznany" zarówno starożytnych, jak i współczesnych panteistów jest tym, który – nie mieszka w świątyniach rękami wzniesionych.

Myśli Boskiej nie można określić ani też wytłumaczyć jej znaczenia poza nieskończoną ilością przejawień pramaterii, w której ci, którzy są do tego zdolni, mogą odczuwać duchowo jej obecność. Rzec to, po nazwaniu jej bóstwem, nieznanym, bezosobowym, abstrakcyjnym, bez rodzaju i płci, które musi być u podstaw każdej kosmogonii i jej dalszej ewolucji, znaczy to samo, co nie powiedzieć nic. Jest to podobne do próby rozwiązania równania, gdy do znalezienia prawdziwych wartości posiada się tylko pewną liczbę niewiadomych. Owo “nieznane" zaznacza się na pierwotnych tablicach symbolicznych starożytności, gdzie, jak już mówiliśmy, jest przedstawiane przez nieskończoną ciemność, na której tle pojawia się pierwszy punkt centralny – biały – symbol współwieczystej i współrzędnej duch-materii, pojawiającej się w świecie zjawiskowym przed swoim pierwszym zróżniczkowaniem. Gdy “jedyne staje się dwójnią", można ją wówczas nazwać duchem i materią, Do ducha należy wszelki przejaw świadomości, wyrażającej się bezpośrednio lub przez odbicie, oraz to, co tak

zwana filozofia Zachodu nazwałaby “skłonnością nieświadomą", którą widać w pierwiastku żywotnym oraz w poddaniu się przyrody wspaniałemu porządkowi niezłomnego Prawa. Tę pramaterię trzeba uważać za najczystszą obiektywność w swej abstrakcji; za samoistne podłoże czy też podstawę, której siedmiorakie zróżniczkowania w każdej manwantarze stanowią konkretną, obiektywną rzeczywistość, leżącą u podstaw wszystkich zjawisk, w każdym okresie świadomego istnienia.

Podczas powszechnej pralai Twórcza Myśl Kosmiczna nie istnieje, a rozmaite stany zróżniczkowania pra-materii kosmicznej powracają do pierwotnego stanu obiektywności abstrakcyjnej, potencjalnej.

Pierwszym impulsem życia na początku manwantary jest przebudzenie się Twórczej Myśli Kosmicznej lub Wszechduszy (Universal Mind) ze stanu pralai, równocześnie i równolegle do ponownego początkowego wyłonienia się pramaterii kosmicznej z jej niezróżniczkowanego stanu; ona to stanowi na całą manwantarę przewodnik lub narzędzie Boskiej Myśli. Wówczas Mądrość Absolutna odbija się w swej Myśli (tworzącej idee); a to w procesie transcendentnym, przewyższającym wszelką możność zrozumienia przez ludzką świadomość, zmienia się w Kosmiczną Energię, zwaną fohat. Wibrując w łonie nieruchomej pramaterii, fohat wprawia ją w ruch i kieruje pierwszymi jej zróżniczkowa-niami we wszystkich siedmiu sferach lub planach świadomości kosmicznej. Tworzy się tym sposobem siedem protylt, jak się je teraz nazywa (Ariowie starożytni zwali je – siedem prakriti), lub odmiana Przyrody, z których każda służyła za względnie jednorodne podłoże, w miarę zwiększania się różnorodności w ewolucji wszechświata, różniczkujące się w ową przedziwną i cudowną złożoność zjawisk, istniejących w każdej sferze naszego postrzegania.

Słowa “względnie" użyliśmy umyślnie, samo bowiem zaistnienie procesu, w którym dokonywa się pierwsze podzielenie się niezróżniczkowanej pramaterii kosmicznej na siedem podstaw lub podłoży ewolucji zmusza nas do uważania protyli każdej sfery tylko za pośrednią fazę, jaką przybiera ona w swym przejściu od abstrakcyjnej przedmiotowości do obiektywności całkowitej*.

Mówi się, iż tworzenie idei w Myśli Bożej* nie istnieje podczas okresów pralai, dla tej prostej przyczyny, iż nie ma nic i nikogo kto by mógł skutki jej działania postrzegać. Świadomość, półśwtadomość, a nawet nieświadoma skłonność nie mogą się przejawiać inaczej, jak przez narzędzie lub powłokę z materii; innymi słowy w tej naszej sferze istnienia, gdzie świadomość w swym normalnym stanie nie może wznieść się wyżej ponad to, co jest znane jako transcendentalna metafizyka. Duch może się ześrodkować i wyrazić strumieniem indywidualnej lub podświadomej podmiotowości tylko przez jakieś agregaty lub budowy molekularne (organizm). A że pramateria istniejąca poza postrzeganiem jest tylko abstrakcją, przeto obie te postacie: Absolut – Substancja Kosmiczna i Twórcza Myśl Boża – są wzajemnie od siebie zależne. Ściśle biorąc, aby uniknąć nieporozumień i pomieszania pojęć, termin materia powinien być używany dla oznaczenia wszelkich możliwych do postrzegania przedmiotów, termin substancja zaś do noumenów. Wszystkie zjawiska naszej sfery są bowiem tworem postrzegającej Jaźni – odmianami jej własnej subiektywności (podmiotowości) – przeto stany materii przedstawiające ogół postrzeganych przedmiotów mogą mieć dfa mieszkańców naszej ziemi tylko względne i zjawiskowe istnienie. Współczesny idealista* powiedziałby, że współdziałanie podmiotu i przedmiotu stwarza w rezultacie obiekty zmysłowego postrzegania oraz zjawiska.

 

' Termin protyl pochodzi od profesora Crookes'a, znakomitego chemika, który mianem lym obdarzył pramaieria. jeśli można tak nazwać pierwotną i jednorodną substancję, z jakiej przypuszczalnie, bo jeszcze jej nie odkryło doświadczalnie, skrada się według nauki, atom. Jednakże początkowy podział materii pierwotnej na atomy i drobiny odbywa się w następstwie ewolucji naszych siedmiu protyli. Protyl, którego poszukuje profesor Crookes, stwierdziwszy możliwość jego istnienia w naszej sferze, jest z nich ostatnim.

" Bławatska przyjmuje dla Myśli Boże] nowy termin angielski Ide-ation, nie dający SIĘ przełożyć na polski język. Oznacza on: “Myśl Bożą, która tworzy idee. obrazy, prawzory" dla przyszłego stworzenia; najpierw poczyna się ono w Jego Twórczej Myśli, potern dopiero konkretyzuje się we wszechświat. Przyjmujemy tu termin Twórcza Myśl Boża, czytelnik zechce zapamiętać to określenie [przyp. tłum.].

 

Ale to niekoniecznie ma prowadzić nas do wniosku, iż tak samo się dzieje we wszystkich sferach; że współdziałanie tych dwóch czynników w sferach ich siedmiorakiego zróżniczkowania ma tworzyć siedmiorakie zespoły zjawisk, które są tak samo nie istniejące per se (tj. same przez się), choć całkowicie konkretne i realne dla istności, które ich doznają jako części swoich doświadczeń, podobnie jak skały i rzeki, które nas otaczają, są zupełnie realne dla przyrodnika, a stanowią nieistotną ułudę zmysłów dla metafizyka. Byłoby błędem twierdzić, a choćby nawet myśleć, że jest inaczej. W ujęciu najwyższej metafizyki cały wszechświat, z bogami włącznie, jest ułudą (Maja). Ale ułuda tego, który sam w sobie jest ułudą, różni się w każdej sferze świadomości. Nie mamy żadnego prawa do wygłaszania dogmatycznych twierdzeń o możliwym rodzaju zdolności poznawczych Jaźni, na przykład w szóstej sferze, jak nie mamy prawa do utożsamiania naszych postrzegań i ustalania ich jako sprawdzianów na przykład dla mrówki, na jej poziomie świadomości. Twórcza Myśl Boża ześrodkowana w jednym pierwiastku lub w upadhi (narzędzie, przewodnik lub podstawa) staje się świadomością jaźni indywidualnej. Na przykład przez upadhi zwane manasem, przejawia się jako świadomość myślowa lub mentalna; a przez o wiele subtelniejszy i bardziej zróżniczkowany przewodnik (upadhi) szóstego stanu materii, buddhi – wspierając się na doświadczeniach myślowych – przejawia się jako prąd lub potok duchowej intuicji.

 

Idealista – termin użyty w znaczeniu człowieka, który uznaje tworzenie idei za początek i podstawę wszelkiej konkretyzacji [przyp. tłum.].

 

Przedmiot sam w sobie poza naszą świadomością jest nam nieznany i niedostępny naszemu poznaniu, póki żyjemy w trójwymiarowym świecie, znamy bowiem tylko reakcje, jakie wywołuje w naszej postrzegającej jaźni, l dopóki będzie trwać dla naszego intelektu przeciwstawność przedmiotu i podmiotu, dopóki używamy naszych pięciu zmysłów i żadnego innego, i nie umiemy wyplątać, uniezależnić naszej wszech poznającej jaźni od niewoli tychże zmysłów – dopóty będzie niemożliwością dla osobowej jaźni przełamać zaporę, jaka ją oddziela od poznania, “rzeczy samych w sobie" albo pramaterii.

Jaźń, rozwijając się i wznosząc po łuku coraz większej podmiotowości, musi wyczerpać doświadczenia każdej sfery. Ale zanim “jednostka" (świadomości) pogrąży się we wszystkości – w tej, czy też w innej sferze – i zarówno podmiot, jak i przedmiot znikną w całkowitej “negacji" stanu nirwany – negacji, znów trzeba pamiętać, tylko z punktu naszej sfery – do tego czasu ten szczyt wszechwiedzy, jakim jest poznanie “rzeczy samych w sobie", będzie nam niedostępny; a tym bardziej niemożliwe będzie zbliżenie się to tej stokroć straszniejszej a tajemnej zagadki, przed którą nawet najwyższy mistrz i archanioł (dyan czochan) może się tylko skłonić w milczeniu i pokorze niewiedzy – wobec tej niewymownej, niedosięgłej tajemnicy, którą wedantyści zwą – parabrahman.

Dlatego to wszyscy, którzy starali się nadać jakiekolwiek imię owemu niewiadomemu i niepoznawalnemu, po prostu je poniżyli. Nawet mówienie o Kosmicznej Myśli Twórczej, poza jej zjawiskową, przejawioną postacią, jest podobne do usiłowania zamknięcia w jakieś ramy pierwotnego chaosu lub do chęci stosowania etykietek do... wieczności.

Czymże więc jest ta “substancja pierwotna", ten tajemniczy przedmiot, o którym wciąż mówiła alchemia, treść spekulacji filozoficznych wszystkich wieków? Czymże ostatecznie może ona być, nawet w swym zjawiskowym prazróżniczkowaniu? Nawet to jest wszech-ogółem przejawionej przyrody, a niczym dla naszych zmysłów. Pod różnymi imionami wspomina o niej każda kosmogonia i każda filozofia, a przecie zdaje się aż do naszych dni wciąż nieuchwytnym proteuszem Natury. Dotykamy, a nie czujemy jej, patrzymy na nią, a nie widzimy; oddychamy, a nie możemy jej dostrzec, słyszymy i wąchamy bez najmniejszego przypuszczenia o jej obecności; zawarta jest bowiem w każdej cząsteczce tego, co w naszej niewiedzy i ułudzie uważamy za materię, w którymkolwiek z jej stanów, lub doświadczamy jej jako czucia, myśli i wzruszenia. Krótko mówiąc, jest to upadhi, czyli przewodnik (narzędzie, podstawa) wszelkiego możliwego zjawiska fizycznego, myślowego czy też psychicznego. W pierwszych zdaniach Genezis i w kosmogonii chaldejskiej, w Puranach Indii, i w Księdze umarłych Egiptu, wszędzie mówi się o niej jako o będącej u prapoczątków każdego cyklu przejawienia. Nazywa się ją chaosem, głębią, Obliczem Wód zapłodnionych przez Ducha (jakiekolwiek mu nadamy miano, zob. rozdz. IV), który pochodzi od Niepoznawalnego. Autorzy świętych ksiąg Indii sięgają głębiej w prapoczątki ewolucji aniżeli Tales czy Job, gdyż mówią (Parany)'.

Od mahatu – w połączeniu z awidią (niewiedzą – Iszwarą, jako osobowym bóstwem), za pomocą jego twórczej potęgi', mającej moc rzutowania, czyli projekcji, w której guna tamasu" przeważa, pochodzi eter (akasza); od eteru –powietrze; od powietrza – ciepło; od ciepła – woda; a od wody – ziemia, ze wszystkim, co na niej istnieje...

Z Tego, z tego samego Atmana został Eter (Akasza) stworzony – mówią Wedy.

Jest więc jasne, że to nie ten eter – pochodzący od czwartego ruchu i emanacji mahatu połączonego z awidią, jest tym najwyższym elementem, ową boską Istnością czczoną przez Greków i Latynów pod imieniem Pater Omnipotens Aether i Magnus Aether w jego kolektywnym całokształcie. Siedmioraki stopniowany podział i niezliczone poddziały, jakie robili starożytni różnicując potęgi eteru od zewnętrznych skutków przezeń wywołanych, tak dobrze znanych naszej nauce, aż do nieuchwytnej substancji, klóra była już raz przyjęła jako eter przestrzenny, ale dziś jest niemal odrzucana; ten eter był zawsze utrapieniem i zagadką dla każdej gałęzi nauki. Współcześni specjaliści od mitologii i symboliki, zbici z tropu przez niezrozumiałą gloryfikację z jednej strony, a z drugiej obniżanie tej samej ubóstwianej Ist-ności w tych samych religijnych systemach, dochodzą nieraz do najzabawniejszych pomyłek. Kościół, nieugięty jak opoka w każdym ze swych licznych wczesnych błędów interpretacji, uczynił z eteru mieszkanie dta szatańskich zastępów. Cała hierarchia upadłych aniołów tam się ma znajdować: Kosmokratory – “światonoścy" wedle Bossueta; Mundi Tenentes – “podpory świata", jak je nazywa Teriulian; Mundi Domini– “władze świata", a raczej jego władcy; Curbati– “pochyleni" itd., tym sposobem z gwiazd i ich niebieskich dróg czyniąc – diabłów!

 

' Szakti – energia lwórcza [przyp. tłum.].

" Trzy guny Przyrody, nieodłącznej je) właściwości: tamas – bezwład, ociężałość, bierność; radżas – ruchliwość; satwa – harmonia, tytm. Obszerne wyjaśnienie znajdzie czytelnik w przypisach do polskiego tłumaczenia Bhagawaó Gity (1956) [przyp. tłum.].

 

W ten bowiem sposób wytłumaczył Kościół stówa: Albowiem nie mamy walki przeciw ciału i krwi, ale przeciwko książętom i władzom, przeciwko rządcom świata tych ciemności'. Dalej św. Paweł wspomina o “duchowych złościach (“niegodziwości" w tekście angielskim) pod niebem" – spiritualia nequitiae coelestibus – łaciński tekst daje wiele imion tym “złościom", które są tylko niewinnymi elementalami. Ale tym razem Kościół ma rację, choć myli się nazywając wszystkie te istności diabłami. Światło astralne lub niższe sfery eteru, są przepełnione świadomymi, półświadomymi i zupełnie nieświadomymi istotami, tylko że Kościół ma mniej nad nimi władzy niż nad niewidocznymi mikrobami albo komarami.

Różnica pomiędzy siedmioma stanami eteru –- który jest sam jednym z siedmiu kosmicznych pierwiastków, podczas gdy eter starożytnych jest ogniem powszechnym – zaznacza się w pouczeniach Zoroastra i Pseliusa. Pierwszy mówił: Pytaj i radź się go tylko wówczas gdy jest bez kształtu ni postaci – absque forma et figura – to znaczy bez płomieni i żarzących się węgli. Gdy ma kształt, formę, nie zwracaj nań uwagi, naucza Psellus, lecz gdy jest bez kształtu, słuchaj go, jest to bowiem wówczas ogień święty, a wszystko, co ci objawi, będzie prawdą. Słowa te dowodzą, iż eter – będący postacią akaszy – posiada sam z kolei parę aspektów lub pierwiastków.

 

' List DoEtezjari, VI, 12.

" Pod niebem – w przestworzach niebieskich. Dosłownie: zte ist-

 

Wszystkie ludy starożytne ubóstwiały eter w jego nieuchwytnej postaci i potędze. Wirgiliusz nazywa Jowisza – Pater Omnipotens Aether \ Wielkim Eterem. Hinduizm uważa go również za jedno z bóstw pod imieniem Akaszy, która jest syntezą eteru. A autor homeomeryjskiego systemu filozoficznego, Anaksagoras z Clazo-mene, wierzy! niezachwianie, że duchowe prawzory wszelkiej rzeczy, jak i jej elementów, można znaleźć w bezgranicznym eterze, gdzie się rodzą, z którego się rozwijają i doń powracają, a to jest nauką na wskroś okultystyczną.

Wydaje się więc jasne, że z eteru, w jego najwyższym aspekcie, zantropomorfizowało się, upersonifikowało, zrodziło pierwsze pojęcie twórczego osobowego bóstwa. Filozoficzni Hindusi uważali żywioły za tamasowe, czyli “nie prześwietlone przez rozum, który zaciemniają".

Pozostaje nam teraz rozpatrzenie mistycznego znaczenia “pierwotnego chaosu" oraz pierwszego rdzennego pierwiastka i wykazanie, jak były one w starożytnych filozofiach połączone z akaszą, zupełnie nieściśle tłumaczoną jako eter, jak również z mają – ułudą – której Iszwara (Bóg osobowy) jest postacią męskiego rodzaju. Będziemy też mówić o pierwiastku rozumnym, a raczej o niewidzialnych i niematerialnych własnościach w widzialnych i konkretnych elementach, które “wytrysły z pierwotnego chaosu".

Bo “czymże jest ów pierwotny chaos, jeśli nie eterem? – pytaliśmy w Izis odsłoniętej. Oczywiście to nie eter współczesnych; nie ten, który jest dziś uznany, ale ten, który znali filozofowie starożytności na długo przed czasem Mojżesza – eter ze wszystkimi swymi tajemnicami i ukrytymi właściwościami, zawierający w sobie zalążki wszechstworzenia. Wyższy, górny eter lub akaszą to Niebiańska Dziewica i Matka wszystkich istniejących kształtów oraz istności; Macierz z której łona, jak tylko zapłodnił ją Boski Duch, powstają do bytu materia i życie, energia i działanie. Ten eter to aditi Hindusów. Elektryczność, magnetyzm, ciepło, światło i chemiczne reakcje są do dziś tak mało rozumiane, choć wiedza nasza wciąż się rozszerza przez odkrycia nowych faktów. Któż wie, gdzie się kończy potęga tego proteuszowego olbrzyma – eteru? l skąd bierze swój tajemniczy początek? Któż by zaprzeczał istnieniu ducha, który w nim działa, wywodzi zeń i rozwija wszystkie widzialne kształty?

Nie będzie nam trudno wykazać, że legendy kosmogonii na całym świecie opierają się na wiedzy starożytnych, na ich znajomości nauk, które dziś się połączyły w podtrzymywaniu teorii ewolucji; a także tego, że dalsze badania mogą udowodnić, iż owi starożytni byli o wiele lepiej obeznani z ewolucją, obejmującą tak fizyczny, jak i duchowy rozwój, aniżeli ludzie naszych czasów.

Dla starożytnych filozofów ewolucja była powszechnym niezbitym faktem, nauką ogarniającą wszystkość, była niewzruszoną zasadą; a nasi współcześni ewolucjoniści są w stanie przedstawić nam tylko spekulatyw-ne teorie, z poszczególnymi założeniami, choćby nawet niezupełnie negatywnymi. Na próżno przedstawiciele naszej współczesnej mądrości chcą zamknąć dyskusję udając, że kwestia jest już rozstrzygnięta, tylko dlatego, że niejasna frazeologia Mojżeszowych... relacji jest zupełnie rozbieżna z wyraźną egzegezą “nauki ścisłej". (Izis odsłonięta)

Gdy zwrócimy się do Praw Manu, znajdujemy tam prototypy wszystkich tych pojęć. Niemal stracone dlaZachodu w swej pierwotnej formie, zniekształcone przez późniejsze wstawki i dodatki, zachowały pomimo to dosyć dawnego ducha, aby ukazał się ich właściwy charakter.

“[Usuwając ciemność] Samobytny Pan [Wisznu, Narajana itd.] stał się przejawiony [...] [i] pragnąc stworzyć różne istoty ze swego własnego ciała [treści, substancji], wpierw stworzył tylko wody; i w te wody rzucił nasienie. A to się zmieniło w Złote Jajo.

Skąd ten Samobytny Pan? Nazywa się go TO, i mówi się jako o “Ciemności, nieuchwytnej, niepoznawalnej, pozbawionej wszelkich cech, jakby pogrążonej we śnie". Po przebyciu w tym Złotym Jaju przez cały boski rok, Ten, “który jest nazwany w świecie Brahmą", rozbija Jajo na dwoje, z górnej części tworzy niebiosa, z niższej ziemię, a ze środkowej nieboskłon i “wieczyste miejsce wód".

Bezpośrednio po tych wierszach następuje coś dla nas ważniejszego, gdyż całkowicie potwierdzającego naukę ezoteryczną. Od czternastego do trzydziestego szóstego wiersza przedstawia się ewolucję w porządku przyjętym w filozofii egzoterycznej. Nie jest łatwo temu zaprzeczyć. Nawet Medhatithi, syn Wiraswamina, a autor komentarzy do Praw Manu (Manubhaszja), który żył, według zachodnich orientalistów w roku 1000 po Chrystusie, pomaga nam swymi uwagami w wyświetleniu prawdy. Zdaje się, iż albo nie chciał on podać więcej, wiedząc, czego nie należy wyjawiać profanom, albo sam był zakłopotany. W każdym razie to, co podaje, czyni istnienie siedmiorakiej zasady w zastosowaniu zarazem do człowieka, jak i przyrody, wystarczająco jasnym.

Zacznijmy od rozdziału pierwszego tych praw, po tym jak Samobytny Pan – nie przejawiający się Logos niepoznawalnej ciemności – staje się przejawiony w Złotym Jaju. Z tego to Jaja:

11. Tego co jest niezróżniczkowaną, wieczystą, praprzyczyną, co jest i nie jest, z Tego wyłania się Męskie, które jest zwane na świecie Brahmą.

Tu, jak w każdym prawdziwym systemie filozoficznym, widzimy iż nawet Jajo, Koło czy Zero – Bezgraniczna Nieskończoność – wzmiankowane jest jako TO", (rodzaj nijaki)v a tylko Brahmą, pierwsza Jednostka (unii) jako Bóg rodzaju męskiego, czyli pierwiastek za-pładniający, twórczy. Jest to CD lub 10 (dziesięć). Dekada. Tylko w naszym świecie, w sferze siedmiorakości, jest to zwane Brahmą; lecz w sferze Zjednoczonej (jednolitej) Dekady, to znaczy Rzeczywistości ten męski Brahmą jesi także ułudą.

14. Ż Atmana stworzył On Manas, który jest i nie jest; a z Manasu – Ahamkara, czyli samoświadomość, (egoizm,) a) władca, kierownik, b) Pan.

Manas to myśl, (lub umysł-dusza**); Medhatithi, komentator, słusznie zaznacza, iż jest odwrotnie i wykazuje już wstawki i zmiany, gdyż to manas wyłania się z ahamkary, czyli samoświadomości (powszechnej), jak manas w mikrokosmosie wyłania się z mahatu, lub ma-ha-buddhi (buddhi w człowieku). Manas jest bowiem dwoisty. Jak to widać w tłumaczeniu Colebrooke'a: Manas służący zarówno zmysłom, jak czynowi, jest organem przez “powinowactwo", będąc pokrewny “reszcie"; ta “reszta" oznacza tu, że manas, nasz piąty pierwiastek (piąty tylko dlatego, że ciafo fizyczne jest nazywane pierwszym, ale w filozofii liczy się w odwrotnym porządku} jest w powinowactwie zarówno z atma-buddhi, jak i z niższą czwórnią pierwiastków. Stąd nasze twierdzenie, że manas rażeni z atrna-buddhi znajduje się w dewakanie, niższe zaś elementy lub resztki manasu pozostają razem z kamarupą w kamaloce, niższej astralnej sferze “skorupek".

 

 

• Idealny wierzchołek pitagorejskiego trójkąta kształt psychiki, co pokrywa SIĘ z naszym – “dusza"; zmienia się zależnie

angielskie słowo mind jest wieloznaczne; często oznacza całokształt psychiki, co pokrywa się z naszym "dusza": zmienia się zależnie od kontekstu - przyp. Tłum.

 

Takie jest znaczenie manasu, który jest l nie jest, Medhatithi tłumaczy to jako “ten, co jest świadomy swego “ja", lub ego, a nie “władca", jak to czynią orientaliści. Podobnie tłumaczą oni następną strofę:

16. On także, gdy sprawił, że subtelne składniki owych sześciu [wielkiej Jaźni i pięciu organów lub narządów czucia] o niezmiernej świetlistości weszły w elementy Jaźni (Atmamatrasu, dosłownie część lub części Atmana) stworzył wszystkie istności.

A podług Madhatithi należy czytać matrabhih*, a nie atmamatrasu, a wówczas strofa brzmiałaby:

On, przeniknąwszy subtelne cząstki owych sześciu, o niezmiernej świetlistości, pierwiastkami swej własnej Jaźni, stworzył wszystko, co istnieje.

To ostatnie brzmienie powinno być ścisłe, gdyż On, Jaźń najwyższa, jest tym, co nazywamy Atmą, więc stanowi siódmy pierwiastek, syntezę sześciu. Takie jest również zdanie wydawcy Manawa Dharma Szastra, który, jak się zdaje, wniknął intuicyjnie o wiele głębiej w ducha filozofii aniżeli tłumacz Praw Manu, doktor Burnell, gdyż nie waha się wcale pomiędzy tekstem Kulluka Bhatta a komentarzami Medhatithi. Odrzucając tanmatry, czyli “elementy subtelne", jak i atmamatrasu, o których mówi Kulluka Bhatta, stosując nazwę pierwiastki do Jaźni Kosmicznej, powiada:

Sześć zdają się raczej manasem plus pięć żywiołów: eteru, powietrza, ognia, wody i ziemi; zjednoczywszy pięć cząstek owych sześciu z duchowym elementem (siódmym) stworzył (tym sposobem) wszystko istniejące; [...] atmamatra jest więc duchowym atomem w przeciwstawieniu do atomu elementarnego, a wcale nie odbiciem “elementów siebie samego".

 

' Dosłownie – marzyć.

 

Toteż poprawia tłumaczenie strofy 17:

Ponieważ subtelne elementy form cielesnych, tego Jednego, zależą od tych sześciu, przeto ludzie rozumni zwą jego kształt Szafira.

Dodaje przy tym, że “elementy" oznaczają tu cząstki, części (lub pierwiastki}, a taka interpretacja znajduje potwierdzenie w wierszu 19, który mówi:

Ten nie-wieczny [Wszechświat] wyłania się zatem z Wieczystego, za pomocą subtelnych elementów form tych siedmiu, wielce wzniosłych Pierwiastków, (czyli Purusz).

Komentując ten dodatek Medhatithi zauważa: pięć elementów plus Manas i Ahamkara' (samoświadomość) oznaczają zapewne: “subtelne elementy", jak oznaczały poprzednio lotne składniki form (lub elementów). Wskazuje na to strofa 20, gdy mówi o tych pięciu elementach lub “lotnych składnikach formy" (rupa plus manas i ahamkara – samoświadomość), iż stanowią “Siedmiu Purusza" lub “Siedem podstaw zasadniczych" (pierwiastków) zwanych w Puranach “Siedmioma (odmianami) prakriti.

Przy tym te pięć “elementów" lub “subtelnych cząstek" określa się w wierszu 27 jako te, które się nazywa cząstkami atomowymi zniszczalnymi, a więc różnią się one od atomów Njaji.

 

' Ahamkara jako samoświadomość powszechna posiada, jak i manas. trzy postaci, gdyż to pojęcie “ja", czyli ego, jest albo o naturze salwy – czystym spokojem; albo okazuje się jako radżas – ruch, działanie; albo też pozostaje tamasem - bezwładem, w stagnacji i ciemnocie. Należy do nieba i ziemi i przybiera wlaściwości jednego lub drugiego.

 

Ten twórczy Brahma wyłaniający się ze Złotego Jaja, lub Jaja Wszechświata' łączy w sobie zarówno męskie, jak i żeńskie pierwiastki. Jest więc tym samym co i wszyscy twórczy Proto-Sogoi". O Brahmie jednak nie dałoby się powiedzieć jak o Dionizosie, że jest: pierworodnym, dwupłciowym, trójpostaciowym, niepohamowanym Bachusowym Panem, świętym dwurożnym, dwoi-słnym, którego imienia publicznie wymawiać nie wolno, czyli księżycowym Jehową, prawdziwym Bachusem, tańczącym wraz z Dawidem, nago, przed swoim symbolem w arce – żadne bowiem wyuzdane igrzyska, w stylu dionizyjskich, nie istniały nigdy pod jego imieniem i na jego cześć. Wszelkie takie publiczne obchody i kulty były egzoteryczne, a wielkie wszechogólne symbole były wszędzie wypaczane, tak jak na przykład cześć Szri Kriszny jako dziecięcego Boga jest obecnie wypaczona przez sektę Wallabhaczariów w Bombaju. Ale czyż te bóstwa ludowe to prawdziwy Bóg? Czy są one szczytem i syntezą siedmiorakiego stworzenia, z człowiekiem włącznie? Przenigdy! Każde i wszystkie razem są tylko jednym stopniem w wielkiej siedmio-szczeblowej drabinie Boskiej Świadomości, wedle pogan czy chrześcijan. Mówią, że Ain Sof przejawia się poprzez siedem liter imienia Jehowy, który zająwszy miejsce Bezgranicznego Niewiadomego, został obdarzony przez swych czcicieli Siedmiu Aniofami Obecności – w istocie to jego siedem pierwiastków. A jednak wspomina się o nich w każdej szkole. W szkole czystej filozofii Sankhji Mahat, Ahamkara i pięć łanmatr, zwane są siedmioma prakriti, czyli odmianami Przyrody, a liczy się je od maha-buddhi lub mahatu w dół aż do ziemi.

 

* Htranjagarbha.

Liczba mnoga od Logos – słowo; przyp. tłum.

 

Pomimo to, chociaż pierwotna wersja elohistyczna została przez Ezdraasza, dla celów rabinicznych, zniekształcona, chociaż odpychające jest nieraz też ezoteryczne znaczenie pergaminów hebrajskich, nawet o wiele bardziej aniżeli ich zewnętrzna szata lub osłona, jednak gdy się raz wyeliminuje te części o Jehowie, księgi Mojżeszowe okazują się pełne bezcennej i czysto okultystycznej wiedzy, a zwłaszcza pierwszych sześć rozdziałów.

Jeśli się je czyta, pomagając sobie Kabałą, można w nich znaleźć niezrównaną świątynię prawd okultystycznych, krynicę głęboko utajonego piękna, ukrytego pod budowlą, której widzialna architektura, pomimo swej pozornej symetrii, nie jest w stanie się ostać wobec krytyki chłodnego rozumu ani też umożliwić poznanie wieku swej ukrytej prawdy, gdyż ta należy do wszystkich stuleci. Pod starożytnymi baśniami Puran i Biblii kryje się więcej mądrości aniżeli we wszystkich egzoterycznych faktach i naukach, zawartych w literaturze całego świata, i więcej prawdziwej okultystycznej wiedzy, aniżeli jest w “ścisłej nauce" wszystkich akademii. Używając bardziej dosadnych i mocnych słów: niektóre części egzoterycznych Puran i Pentateuchu zawierają w sobie tyleż ezoterycznej mądrości, ile zdradzają bezsensu i świadomie dziecinnych fantazji, jeśli się je czyta dosłownie, według martwej litery oraz zabójczo ciasnych interpretacji dogmatycznych religii, zwłaszcza różnych sekt.

Trzeba przeczytać pierwsze strofy Genezis i zastanowić się nad nimi, a zobaczymy, że tam Bóg rozkazuje innemu “bogu", który te rozkazy wykonuje; tak właśnie to wygląda, nawet w ostrożnym angielskim, protestanckim autoryzowanym przekładzie króla Jakuba I.

Mówi się, że na początku –w języku hebrajskim nie ma bowiem w ogóle słowa na wyrażenie pojęcia wieczności* – Bóg kształtuje niebo i ziemię; a ziemia jest bezkształtna i pusta, a niebo w rzeczywistości nie jest niebem, a “otchłanią", chaosem, z ciemnościami na swym obliczu".

A Duch Boży unosił się nad Obliczem Wód, czyli ponad wielką otchłanią nieskończonej przestrzeni. A Duch ten to Narajana, czyli Wisznu.

I rzekł Bóg: Niechaj będzie utwierdzenie (firmament)..." (l, 6) l “bóg", ten drugi, usłuchał i uczynił utwierdzenie (firmament) (l, 7). / rzekł Bóg: Niech się stanie światło, l stało się światło. Ale to nie oznacza wcale światła, lecz podobnie jak w Kabale androgynicznego Adama Kadmona, czyli Sefirota (Światło Duchowe), gdyż są oni jednym, albo według chaldejskiej Księgi Liczb, anioły wtóre – pierwsze Elohim – które są zespołem tego stwarzającego, to znaczy kształtującego Boga. Do kogóż bowiem są skierowane te rozkazodawcze słowa? l kto jest tym, który rozkazuje? Tym, co rozkazuje, jest Prawo Odwieczne, a tym, który słucha, jest Elohim, wielkość znana, działająca w x i 2 x, czyli współczynnik wielkości nieznanej, Jedynej Siły. Wszystko to jest okultyzmem, który można znaleźć w archaicznych strofach [Księgi Dzjan, najstarożytniejszego dokumentu świata, przyp. tłum.]. Jest zupełnie obojętne, czy nazwiemy je siły dyani czochanami, czy, w ślad za Ezechielem, aufanimami.

 

' Słowo “wieczność", którym teologowie chrześcijańscy tłumaczą termin “na zawsze i zawsze", nie istnieje w języku hebrajskim Oulam, powiada Le Clerc, oznacza tylko czas, gdy początek lub koniec nie jest “zawsze" w Starym Testamencie znaczy tylko “długi czas". W Puranach nie używa się również słowa "wieczność" w znaczeniu chrześcijańskim. W Wisznu Puranach mówi się wyraźnie, że przez “wieczność" i “nieśmiertelność" należy rozumieć tylko istnienie do końca kalpy (Księga ii, rozdz. VIII).

" Teogonia orficka jest z ducha swego czysto wschodnia i hinduska. Różne kolejne przemiany, jakie przechodziła, oddaliły ją od ducha kos-mogonii starożytnej, jak to można stwierdzić choćby porównując z Teogonią Hezjoda. Jednak prawdziwie aryjsko-hinduski duch przebija się wszędzie zarówno u Hezjoda, jak i w systemie orfickim (zob. godne uwagi dzieło Jamesa Darmestetra Cossnogonies Aryerines w ]ego Essais Orien-faujt). Na przykład, pierwotne pojęcie greckie chaosu jest pojęciem Tajemnej Religii Mądrości. U Hezjoda więc chaos jest nieskończony, bezbrzeżny, bezgraniczny, nie mający początku ni końca w swym trwaniu, jest abstrakcją, a jednocześnie widzialną obecnością, Przestrzenią wypełnioną ciemnością, która jest materią pierwotną w swym przedkosmi-cznyrn stanie. W znaczeniu etymologicznym chaos według Arystotelesa jest przestrzenią, a przestrzeń w naszej tilozoiii stanowi na wieki niewidzialne i niepoznawalne Bóstwo

 

Jedna wszechogólna światłość, która dla człowieka jest ciemnością – istnieje zawsze, powiada chaldejska Księga Liczb. Z niej wylania się rytmicznie co pewien czas energia, która odbija się w obliczu głębi, lub chaosu, w którym drzemią zalążki wszystkich przyszłych światów; a raz zbudzona daje impuls i zapładnia utajone potencjalne siły, które są w niej zawsze obecne jako wieczyste potencjalności. Wówczas to budzi się na nowo wielu Brahmów i Buddów – współwieczystych sił – i rodzi się nowy wszechświat...

 

' Duch przejawiony: Absolut, Duch Boży jest jednym z absolutną Boską Substancją, Parabrahman i Mulaprakriti są w swej treści nieroz-dzielną Dwójnia. Wobec tego Kosmiczna Twórcza Myśl i Substancja

" Sefer Jetzireh, Rozdz. l, Miszna IX.

 

W Sefer Jetzireh, kabalistycznej Księdze Stworzenia, autor jej powtórzył widocznie słowa Manu. Mówi bowiem, że Boska Substancja jest jedyną, która istniała od wieczności, bezkresnej i absolutnej; i ona to wydaje z siebie Ducha*. Jeden jest Duch Boga żywego, błogosławione niech będzie imię Tego, który żyje na wieki! Głos, Duch i Słowo – oto Święty Duch'". A jest to kabalistyczna abstrakcyjna Trójca, tak bezceremonialnie uczłowieczona przez ojców Kościoła. Z troistej Jedni wyłonił się cały kosmos. Najpierw z Jednego wyłoniła się liczba Dwa lub Powietrze (Ojciec), pierwiastek stwórczy; potem liczba Trzy, Woda (Macierz) wyłoniła się z Powietrza; Eter lub Ogień dopełnia mistyczną Czwórnię, Arboal*. Gdy Utajone utajonego zechciało Siebie objawić, uczyniło najpierw Punkt [Punkt najpierwszy, prapunkt, czyli Pierwszy Sefirot, Powietrze lub Duch Święty], ukształtowały go w świętą Postać [dziesięć se-firotów to człowiek niebiański) / oblekło ją w bogatą, wspaniałą szatę, jaką jest wszechświat.@@@

On Wiatr uczynił Swymi wysłańcami, Ogień płonący Swoimi sługami, powiada Jetzireh, zaznaczając kosmiczny charakter objaśnianych później euhemerystycz-nych żywiołów i podkreślając, że Duch przenika każdy atom wszechświata.

Wszędzie w całych Aktach święty Paweł niewidzialne istoty kosmiczne nazywane “żywiołami", ale teraz żywioły zostały zdegradowane i ograniczone do atomów, o których jak dotąd nic nie wiadomo i które podobnie jak i eter są tylko przyjęte z konieczności.

Tę substancję pierwotną lub pramaterię niektórzy nazywają chaosem, a Platon i Pitagorejczycy zwali ją Duszą Świata, po zapłodnieniu jej przez Ducha Tego, co się unosi nad głębią wielkich pierwotnych wód, czyli chaosu. Przez odbicie siebie w nich (wodach), mówią kabaliści, unoszący się nad nimi Duch stworzył całą tę ułudę widocznego, przejawionego wszechświata. Jako chaos przed i jako eter po tym “odbiciu", jest To wciąż Bóstwem przenikającym Przestwór jak i wszystkość. Jest niewidzialnym, nieuchwytnym Duchem wszelkiej

" Seler Jetzireh: od Arba pochodzi Abram.

rzeczy oraz niewidzialnym, ale aż nadto uchwytnym, fluidem płynącym z palców zdrowego magnetyzera; jest to bowiem życiotwórcza elektryczność – samo życie. Nazwane ongiś ironicznie przez markiza de Mirville “mglistym Wszechmocnym", jest do dziś znane teurgom i okultystom pod nazwą – “żywy ogień"'; a nie ma Hindusa, który by praktykując o świcie pewien rodzaj medytacji, nie znał jej wpływu. Jest to “Duch Światłości" i Magnes. Jak słusznie wyraził to jeden z naszych przeciwników, Magus i Magnes są dwoma konarami, wyrastającymi z tego samego pnia i wydającymi te same owoce. A w tej nazwie “żywy ogień" możemy również odkryć znaczenie zagadkowego zdania Zend Awesty: istnieje Ogień, który daje znajomość przyszłości, wiedzę i przyjemną mowę; to znaczy, który budzi i rozwija niezwykły dar wymowy u Sybilli i u ludzi bardzo wrażliwych, a nawet u niektórych mówców.

O tym ogniu mówią wszystkie hinduskie święte księgi, jak również dzieła kabalistów. Zohar nazywa go

' Pisząc o tym przedmiocie w ,,Izis odsłonięte]", powiedzieliśmy: Święty Ogień Zoroastra, czyli “Atasz-Behram" Parsów; ogień Hermesa, ogień E/ma starożytnych Germanów, błyskawica Cybeli, płonąca pochod-

Akropolu i iv świątyni Wesly, płomienie ognia na hełmie Plutona, iskry błyskające na czapkach Dioskurów, na głowie Gorgony, na hełmie Pa/ias Ateny i lasce Merkurego' egipski P!ah-Ra, grecki Zeus Kataibates (Zstępujący) u Pausaniasza; języki ogniste Zielonych Świąt, Krzak Gorejący Mojżesza, Siup Ognia w “Exodus1' i “paląca się lampa'' Abrahama, Ogień

gwiaździste rózokrzyżowców, Akasza mędrców hinduskich; światło astralne “Elilasa Lew", aura nerwowa i fluid magnetyzerów, “Od" Reicheriba-cha, Psycrtod i siła ekteniczna Thury'ego, silą psychiczna sierżanta Coxa i magnetyzm atmosferyczny niektórych przyrodników; galwanizm i w końcu elektryczność – wszystko to są tylko różne nazwy wielu rozmaitych przejawów lub skutków tej samej tajemniczej, wszystko przenikającej Przyczyny, zwanej przez Greków Archeuszem. A my musimy dodać: jest to iym wszystkim, ale i czymś nieskończenie większym (izis..., tom I).

 

biatym, ukrytym ogniem w Risza Hawurah (Białej Głowie), której wola sprawia, że fluid ognisty płynie 370 prądami we wszystkich kierunkach wszechświata. Jest on identyczny z wężem, który posuwa się 370 rzutami, z Sifra Dzeniutha, wężem, który, gdy “człowiek doskonały", metatron, podniesie się, to znaczy, gdy człowiek boski zamieszka w człowieku zwierzęcym, staje się trzema duchami, czyli według naszego teozoficznego słownictwa* atma-buddhi-manasem.



dalej


strona główna
(23kB)