(23kB)
strona główna

KLUCZ DO TEOZOFII


"

Poświęcone przez H.P.B.

wszystkim jej uczniom, aby zdobywali

wiedzę i przekazywali ją innym.

PRZEDMOWA

Cel tej książki jest- ściśle wyrażony w jej tytule: “Klucz do teozofii", wystarczy więc tylko dać parę stów wyjaśnienia. Nie jest to całkowity, wyczerpujący wykład teozofii, jest to zaledwie klucz do otwarcia wrót, które mogą wprowadzić w głębsze studia. Daje zarys religii mądrości i tłumaczy jej podstawowe zasady; odpowiada równocześnie na różne zastrzeżenia zwykłego człowieka Zachodu, usiłując przedstawić nie znane mu pojęcia. Ale trudno oczekiwać, aby książka ta mogła uczynić teozofię zrozumiałą bez żadnego myślowego wysiłku czytelnika. Ufamy jednak, że jeśli pewne niejasności mogty w niej pozostać, to tylko z powodu trudnych pojęć, nie zaś zawiłości wykładu, z przyczyny głębi przedmiotu, nie zaś chaotyczności przedstawienia. Dla ludzi myślowo leniwych i tępych teozofia musi pozostać zagadką, gdyż tak w świecie umysłowym, jak duchowym postęp człowieka zależy od jego własnego wysiłku. Autor nie jest w stanie myśleć za czytelnika, a gdyby to nawet było możliwe, niewiele by on na tym skorzystał.

Potrzebę takiego wykładu odczuwali od dawna ludzie zainteresowani Towarzystwem Teozoficznym i jego pracą. Wierzymy, iż książka ta potrzebę tę zaspokoi, podając informacje możliwie wolne od wszelkich te-

chnicznych terminów – wszystkim, którzy są teozofią zainteresowani, ale jeszcze bynajmniej nie przekonani.

Zwróciliśmy szczególną uwagę na oddzielenie tego, co jest prawdziwe w naukach spirytystów o życiu pozagrobowym, od tego, co nie jest prawdą, i na wykazanie, czym są właściwie zjawiska spirytystyczne. Wcześniejsze wyjaśnienia tego tematu ściągnęły gromy na głowę autora. Spirytyści bowiem, jak i większość ludzi, wolą wierzyć w to, co jest przyjemne, aniżeli w to, co jest prawdziwe, i unoszą się gniewem wobec każdego, kto niweczy ich miłe złudzenia. W ostatnim roku teozofią była przedmiotem wielu ostrych ataków spirytystów, jakby ludzie znający pół prawdy żywili więcej niechęci do tych, którzy znają całą prawdę, aniżeli ci, którzy nie mogą się pochwalić znajomością żadnej jej cząstki.

Serdeczne podziękowanie autora należy się wielu teozofom, którzy dawali mu rady, przysyłali pytania i w różny sposób pomagali podczas pisania tej książki. Dzięki ich pomocy praca ta będzie użyteczniejsza, a to winno im być najlepszą nagrodą.

H.P.B. Londyn, 1889

Rozdział l

TEOZOFIA l TOWARZYSTWO TEOZOFICZNE

Znaczenie nazwy

Pytanie: Nieraz mówi się o teozofii i jej naukach jako o nowo stworzonej religii. Czy jest ona istotnie religią?

Odpowiedź: Nie, nie jest religią. Teozofią jest boską wiedzą, jest nauką.

Pytanie; Jakie jest właściwe znaczenie wyrazu teo-zofia?

Odpowiedź: Boska Mądrość (Theós Sophia) lub Mądrość Bogów, tak jak teogonia to genealogia bogów. Słowo greckie theós oznacza “jeden z bogów", jedna z boskich istot, ale bynajmniej nie “Bóg", w znaczeniu, jakie temu słowu nadaje się w naszych czasach. Nie jest to więc “Mądrość Boga", jak to niektórzy tłumaczą, lecz mądrość, jaką posiadają bogowie. Nazwa ta jest stara, istnieje od tysięcy lat.

Pytanie: Jakie jest jej pochodzenie?

Odpowiedź: Przyszła do nas od filozofów aleksandryjskich, zwanych miłośnikami prawdy lub filaletejczy-kami. Greckie philein znaczy “miłować", aletheia “prawda". Słowo teozofią pochodzi z III w. n.e., użył go po raz pierwszy Amoniusz Sakkas i jego uczniowie, którzy stworzyli teozoficzny system eklektyczny, a nazywali się

również analogetami. Wyjaśnia ło prof. dr A. Wilder w swej książce Neoplatonizm i alchemia" (Albany, N.Y., 1869):

“(...} interpretowali wszystkie święte legendy i opowieści, mity i misteria wedle reguły lub zasady analogii i odpowiedników, lak iż zdarzenia, o których mówiono, że miały miejsce w zewnętrznym, widzialnym świecie, uważali za wyraz czynności i doświadczeń duszy ludzkiej".

Nazywano ich również neoplatonikami. Choć uważa się zwykle, iż teozofia, czyli eklektyczny system teozo-ficzny, powstała w III wieku, ale jeśli mamy wierzyć Diogenesowi Laercjuszowi, pochodzenie jej jest o wiele starsze, gdyż przypisuje się ją egipskiemu kapłanowi imieniem Pot-Amon, który żył na początku panowania dynastii Ptolemeuszów. Ten sam autor mówi, że to jest imię koptyjskie i oznacza człowieka poświęconego Amonowi bogu mądrości. Teozofia jest odpowiednikiem sanskryckiego terminu Brahma-Widja, mądrość boska.

Pytanie: Co było treścią i zadaniem tego systemu?

Odpowiedź: Przede wszystkim wpajać swym uczniom i wszystkim, którzy byli “miłośnikami prawdy", pewne wielkie zasady moralne. Stąd motto przyjęte przez Towarzystwo Teozoficzne: “Nie ma religii wyższej nad prawdę".

Teozofia eklektyczna dzieliła się na trzy działy:

1) Wiara w jedną, absolutną, niepojętą i najwyższą Istność Boską lub praodwieczną, nieskończoną Treść, będącą rdzeniem i podłożem całej przyrody, wszystkiego, co istnieje – tak widzialnego, jak niewidzialnego.

2) Wiara w wieczną, nieśmiertelną naturę człowieka, która, będąc wypromieniowaniem lub emanacją duszy

" Jest to szkic nauk głównych mistrzów eklektycznej lub aleksandryjskiej szkoły oraz zarys wewnętrznych nauk alchemików wieków średnich.

powszechnej, (wszechduszy) jest z Nią w swej treści jednaka.

3} Teurgia, czyli “praca boska", to jest sprawianie lub wykonywanie pracy bogów (theós – bóg, ergon – praca). Nazwa ta jest bardzo stara, ale że należała do terminologii misteriów, nie używano jej w mowie potocznej.

Było wiarą_ mistyczną potwierdzaną praktyką przez wtajemniczonych i kapłanów iż człowiek, który dorówna czystością bezcielesnym istotom, czyli powróci do pierwotnej czystości całej swej natury – może skłonić bogów do przekazywania mu boskich tajemnic, a nawet do ukazywania się mu czasem widzialnie, subiektywnie lub obiektywnie. Był to najwyższy rodzaj tego, co się dziś zwie spirytyzmem, ale że zwykli ludzie tego nadużywali i zgoła fałszywie rozumieli, tak iż niektórzy poczytywali to nawet za rodzaj czarnoksięskich sztuk, więc zostało to ogólnie wzbronione. Coś ze spaczonych praktyk teurgii Jamblicha pozostało jeszcze w magii rytualnej niektórych współczesnych kabalistów. Dzisiejsza teozofia unika obu tych rodzajów magii i wywoływania zjaw, a nawet odrzuca je jako bardzo niebezpieczne. Prawdziwa, boska teurgia wymaga niemal nadludzkiej czystości i świętości życia, inaczej paczy się i wyradza w praktykę mediumizmu lub czarnej magii.

Bezpośredni uczniowie Amoniusza Sakkasa, którego zwano również Teodidaktos, czyli “nauczany przez bogów" jak Platon i jego uczeń Porfiriusz na początku odrzucali teurgię, ale w końcu zostali do niej przekonani przez Jamblicha, który napisał o niej dzieło De mysteriis Aegyptiorum, pod pseudonimem Abammon (imię jego mistrza, słynnego kapłana Egiptu). Rodzice Amoniusza Sakkasa byli chrześcijanami, ale dogmatyczne chrześcijaństwo od samego dzieciństwa nie przemawiało do niego, został więc neoplatonikiem i, podob-

nie jak Jakubowi Boehme oraz innym wielkim mistykom i jasnowidzom, boska mądrość była mu przekazywana w wizjach i snach. Stąd jego przydomek Teodida-ktos. Chciał on pogodzić wszystkie systemy religijne oraz, wykazując ich wspólne źródło i pochodzenie, wprowadzić jedną powszechną wiarę opartą na etyce. Życie jego było tak nieskalane, a wiedza tak głęboka i rozległa, iż paru ojców kościoła zostało, w tajemnicy, jego uczniami. Klemens Aleksandryjski mówi o nim z wielkim uznaniem. Plotyn “św. Jan" Amoniusza – był również człowiekiem powszechnie szanowanym i wysoko cenionym, o najgłębszej wiedzy i szlachetnej czystości charakteru. Mając 39 lat towarzyszył cesarzowi rzymskiemu Gordianowi i jego armii podążającej na wschód, aby tam zdobyć wiedzę od mędrców Baktrii i Indii. Miał on szkołę filozoficzną w Rzymie.

Porfiriusz, jego uczeń, zhellenizowany Żyd, którego prawdziwe imię było Malek, zebrał wszystkie pisma swego mistrza; był też sam niepoślednim pisarzem i pozostawił alegoryczną interpretację niektórych części Homerowych dzieł. System rozmyślań lub medytacji stosowany przez filaletejczyków był rodzajem ekstazy, bardzo zbliżonej do praktyk jogt hinduskiej. Wszystko, co wiemy o szkole eklektycznej, zawdzięczamy Longinusowi, Plo-tynowi i Orygenesowi, osobistym uczniom Amoniusza*.

Głównym celem założycieli tej eklektycznej szkoły teozoficznej był jeden z trzech celów jej współczesnego następcy, czyli obecnego Towarzystwa Teozoficznego, a mianowicie pogodzenie wszystkich religii, sekt i narodów w jednym systemie etyki, opartym na prawdach wieczystych.

" Obszerniejsze informacje w broszurze prał. Wildera.

12

Pytanie: Jak możecie udowodnić, iż nie jest niemożliwe urzeczywistnienie tego marzenia i że wszystkie religie świata opierają się istotnie na tej samej prawdzie?

Odpowiedź: Wykazują to studia porównawcze nad religiami oraz ich analiza. Religia Mądrości była w czasach starożytnych jedna; tożsamość pierwotnej religijnej filozofii jest stwierdzana przez takie same nauki przekazywane wtajemniczonym podczas misteriów, jakie były ongiś ogólnie rozpowszechnioną instytucją. Jak mówi prof. Wilder:

“Wszystkie kulty starożytne wykazują istnienie jednej teo-

zofii, znacznie od nich samych starszej. Klucz, który otwiera

jeden system, musi otwierać wszystkie; jeśli tak nie jest,

znaczy to, iż nie jest prawdziwym kluczem".

Kierunek Towarzystwa Teozoficznego

Pytanie: W czasach Amoniusza istniało parę wielkich starożytnych religii, a sekty w samym Egipcie i Palestynie były liczne, jakże więc mógł je pogodzić?

Odpowiedź: Robiąc to, co my staramy się robić dzisiaj. NeoplatonikÓw było wielu, a reprezentowali różne religijne filozofie; tak samo jest obecnie z teozofami. Za Ptolemeusza II Filadelfosa judaizm utrwalił się w Aleksandrii i odtąd helleńscy nauczyciele stali się niebezpiecznymi rywalami Kolegium Rabinów w Babilonie. Jak autor pracy Neoplatonizm słusznie zauważa:

“Buddyzm, wedantyzm oraz system magii byty tam wykładane równolegle z filozoficznymi systemami Grecji. Było to naprawdę piękne zjawisko, że ludzie rozumni i myślący sądzili, iż należy zaprzestać wszelkich słownych starć i uważali za możliwe stworzenie jednego harmonijnego systemu z wielu różnorodnych nauk. Panien, Atenagoras i Klemens znali

doskonale platońską filozofię i rozumieli, iż w swej zasadniczej treści nie różni się od systemów wschodnich". W owych czasach Żyd Arystobulos twierdził, iż etyka Arystotelesa przedstawia ezoteryczną stronę nauki Mojżeszowego prawa; Fiton Judejski usiłował pogodzić Pentateuch 2 filozofią Pitagorasa i Platona, a Flawiusz udowodnił, iż essericzycy z Karmelu naśladowali egipskich terapeutów, czyli uzdrawiaczy. Podobnie za naszych czasów możemy wykazać pochodzenie i linię rozwoju każdego chrześcijańskiego wyznania, jak i każdej, nawet najmniejszej sekty. Te ostatnie są jak drobniejsze gałązki lub odrośle większych konarów, ale zarówno pędy, jak konary wyrastają z tego samego pnia, którym jest Religia Mądrości. Udowodnienie tego było celem Amoniusza, który usiłował skłonić chrześcijan, żydów, pogan i niewiernych, by odrzucali spory i utarczki, a pamiętali tylko, iż wszyscy posiadają tę samą prawdę, jeno w różne przyodzianą szaty, i wszyscy są dziećmi tej samej macierzy. To samo jest dziś celem teozofii. Mo-szeim mówi o Antoniuszu:

“Rozumiejąc, iż nie tylko filozofowie Grecji, ale i wszyscy przedstawiciele różnych barbarzyńskich narodów zgadzali się ze sobą całkowicie w każdym zasadniczym punkcie, uważał za swe zadanie tak przedstawić założenia tych sekt i zrzeszeń, aby jasno uwydatnić, iż wszystkie pochodzą z tego samego źródła i wszystkie zmierzają do tego samego celu". Jeśli autor, który pisze o Amoniuszu w Encyklopedii Edynburskiej, jest dobrze poinformowany, w istocie opisuje więc współczesnych teozofów, ich wierzenia i prace, gdyż powiada o Teodidaktosie:

“Przyjął on nauki, które się przekazywało w Egipcie (ezoteryczne pochodziły z Indii), dotyczące wszechświata i Bóstwa, a stanowiące jedną wielką całość, oraz dotyczące wiecznotrwałości świata... Ustanowił również system dyscypliny moralnej, który pozwalał ogółowi prowadzić życie zgod-

14

ne z prawami kraju i nakazami natury; ale wymagał od ludzi rozumnych wznoszenia się duszą w kontemplacji". Pytanie: Na jakim autorytecie opieracie te wszystkie

twierdzenia o starożytnych teozofach Aleksandrii? Odpowiedź: Na ogromnej ilości znanych pisarzy.

Jeden z nich – Moszeim, mówi, że Amoniusz sądził, iż: “Religia szerokich rzesz była zgodna i równoległa z filozofią i wraz z nią została z czasem, stopniowo spaczona i zaciemniona czysto ludzkimi pojęciami, przesądami i kłamstwami; że należy jej przywrócić pierwotną czystość, usuwając z niej całe to śmiecie, a dając wyjaśnienia zgodne z zasadami filozofii; uważał on również, że Chrystusowi chodziło przede wszystkim o przywrócenie pradawnej Mądrości i o utrwalenie jej w całej pierwotnej, nieskalanej czystości; o zmniejszenie do minimum powszechnego panowania przesądów oraz w części o wyplenienie, a po części o sprostowanie różnych błędnych pojęć, które zakradły się do wielu religii szerokich rzesz".

l to również odpowiada ściśle temu, co mówią dzisiejsi teozofowie. Z tą różnicą, iż wielkiego filaietejczyka popierali i dopomagali mu w jego działalności dwaj ojcowie kościoła, Klemens i Atenagoras, jak i rabini w synagogach i filozofowie z Akademii i Gaju, gdy podawał ogólną dla wszystkich naukę; my zaś, którzy idziemy w jego ślady, nie tylko nie mamy uznania, ale odwrotnie, dotykają nas obelgi i prześladowania. Z tego wynika, iż 1500 lat temu ludzie byli bardziej tolerancyjni, aniżeli są w tym naszym “oświeconym" stuleciu.

Pytanie: Czy Kościół zachęcał i popierał Amoniusza, bo mimo jego herezji uczył chrześcijaństwa i był sam chrześcijaninem?

Odpowiedź: Nie, nie był nim. Wprawdzie urodził się chrześcijaninem, ale nie mógł nigdy przyjąć kościelnego chrześcijaństwa. Jak A. Wilder mówi o nim:

“Miał on tylko szerzyć swe nauki zgodnie z zasadami -.starożytnych kolumn Hermesa, które znał przed nim Platon i Pitagoras i na nich oparli swą filozofię". A znajdując to samo we wstępie do Ewangelii św. Jana, zupełnie słusznie przypuszczał, iż celem Jezusa było przywrócenie wielkiej nauki Mądrości w jej pierwotnym, czystym całokształcie. Opowiadania biblijne i historie o bogach uważał bądź za alegorie, ilustrujące prawdę, bądź też za bajki, które należy odrzucić". Przy tym, jak mówi Encyklopedia Edynburska:

“Uznawał Jezusa Chrystusa za doskonałego czfowie-k a i Bożego przyjaciela, ale sądził, iż nie było Jego zamiarem całkowicie obalać czci daimonionów (bogów), że chciał tylko oczyścić starożytną religię".

Religia mądrości była ezoteryczna przez wszystkie wieki.

Religia Mądrości

Pytanie: Wszak Amoniusz nigdy nie przekazał nic na piśmie, jakże więc możemy być pewni, że właśnie takie były jego nauki?

Odpowiedź: Ani Budda, ani Pitagoras, Konfucjusz, Orfeusz czy Sokrates, a nawet Jezus nie pozostawili po sobie żadnych pism. A przecież większość z nich to postacie historyczne, a nauki ich przetrwały po dziś dzień. Uczniowie Amoniusza, między którymi był Oryge-nes i Hereniusz, wyjaśnili jego etykę i pisali traktaty. Są one bez wątpienia równie, jeśli nie bardziej, historycznie autentyczne jak pisma apostołów. Przy tym uczniowie jego – Orygenes, Ploton i Longin – doradca słynnej królowej Zenobii – wszyscy pozostawili zapiski – świadectwa systemu filaletejskiego, przynajmniej o tyle, o ile ich wyznanie wiary było znane publicznie, gdyż szkoła ich miała dział egzoterycznej (zewnętrznej) i ezoterycznej (wewnętrznej) nauki.

Pytanie: Jak doszły do nas założenia tej ostatniej, gdy twierdzicie, że to, co się ściśle nazywało Religią Mądrości, było zawsze ezoteryczne?

Odpowiedź: Religia Mądrości była zawsze jedna, zawsze ta sama, a będąc ostatnim słowem dostępnej dla człowieka wiedzy, była starannie przechowywana. Istniała na długie wieki przed teozofami aleksandryjskimi, doszła do teozofów naszych czasów, utrzyma się i przeżyje wszystkie religie i filozofie przyszłości.

Pytanie: Gdzie i przez kogo była tak starannie przechowywana?

Odpowiedź: Przez wtajemniczonych na całym świecie, wśród ich uczniów, ludzi głębokich, szukających prawdy; w tych częściach świata, gdzie te sprawy były zawsze najbardziej cenione i badane w Indiach, Azji Środkowej i Persji.

Pytanie: Czy możecie mi dać dowody ich ezotery-zmu?

Odpowiedź: Najlepszym dowodem jest fakJ, iż każdy starożytny system religijny, a raczej filozoficzny, zawierał ezoteryczną, czyli tajemną naukę oraz egzoteryczny, czyli zewnętrzny, publiczny kult. Poza tym jest wiadome, że misteria starożytności składały się w każdym kraju z większych (tajemnych) i mniejszych (publicznych) misteriów, jak np. w Grecji sławne uroczystości zwane eleuzynia, czyli misteria eleuzyńskie. Od hierofantów Samotraki i Egiptu i wtajemniczonych braminów starożytnych Indii aż do późniejszych rabinów hebrajskich – wszyscy utrzymywali swe prawdziwe wierzenia w tajemnicy z obawy przed profanacją. Rabini żydowscy zwali swą zewnętrzną religijną naukę “Merkawah", czyli zewnętrznym ciałem, “naczyniem" lub powłoką, która zawie-raukrytą duszę ich najwyższą tajemną wiedzę. Kapłani starożytnych narodów nigdy nie przekazywali masom swych istotnych filozoficznych tajemnic. Dawali

im tylko powłokę, łupinę. Północny buddyzm ma swą Większą i Mniejszą Szkołę, znane jako ezoteryczna Ma-hajana i egzoteryczna Hinajana. Nie można mieć im za złe otaczania ich nauk taką tajemnicą; któż by chciał karmić swą trzodę owiec uczonym traktatem o botanice zamiast pożywną trawą? Pitagoras zwał swą szkołę gnostycznąwiedzą o r z e czac h, które są, i zachowywał tę wiedzę tylko dla swych zaprzysiężonych uczniów, tj. tych, którzy mogli przetrwać i przyswoić sobie taką strawę myślową oraz znaleźć w niej zaspokojenie; wymagał od nich ślubu milczenia i tajemnicy. Alfabety tajemne i szyfry powstały z hieratycznego pisma egip-tskiego, a ich tajemne znaczenie było znane w starożytności tylko wtajemniczonym kapłanom Egiptu, czyli hie-rogramatykom. Amoniusz Sakkas, jak mówią jego biografie, wymagał także od swoich uczniów przysięgi, iż nie wyjawią jego wyższych nauk nikomu prócz tych, którzy już przeszli naukę przygotowawczą i złożyli również ślub milczenia. A wreszcie, czyż nie znajdujemy tego samego w pierwotnym chrześcijaństwie, wśród gnostyków, a nawet w nauce Chrystusa? Czyż nie mówił on do szerokich rzesz w przypowieściach, które miały dwojakie znaczenie, a tylko swym uczniom wyjaśniał cały ich sens? “Warn dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach" (Mk 4, 11). A autor książki Neoplatonizm mówi, iż:

“Esseńczycy Judei i Karmelu czynili tę samą różnicę, dzieląc swych wyznawców na neofitów, braci i doskonałych, czyli wtajemniczonych".

Podobne przykłady możemy znaleźć w każdym kraju.

Pytanie: Czy można zdobyć Mądrość Tajemną tylko przez studia? Encyklopedie dają podobną definicję teo-zofii jak słownik Webstera: “Domniemane obcowanie z Bogiem i wyższymi duchami, a przez to osiągnięcie

nadludzkiej wiedzy przy pomocy fizycznych środków lub chemicznych procesów". Czy jest tak istotnie?

Odpowiedź: Nie sądzę. Nie przypuszczam, aby istniał taki autor słowników, który by zdołał wytłumaczyć sobie lub innym, jak można nadludzką wiedzę zdobyć przy pomocy fizycznych i chemicznych procesów. Gdyby Webster powiedział natomiast: “przez metafizyczne i alchemiczne procesy", byłoby to bliższe prawdy; ale tak jak jest, stanowi absurd. Starożytni teozofowie twierdzili, jak czynią to i dzisiejsi, że nieskończone nie może być poznane przez skończone czyli odczute i pojęte przez ograniczoną jaźń ale że boska Treść może być przekazana wyższej duchowej jaźni w stanie ekstazy. A ten stan, jak zresztą i stan hipnotyczny nie może być osiągnięty przez żadne “fizyczne i chemiczne procesy".

Pytanie: A czym jest według was ekstaza? Odpowiedź: Prawdziwa ekstaza została określona przez Plotyna jako: “oswobodzenie się duszy od jej skończonej, ograniczonej świadomości oraz jednoczenie się i utożsamienie z Nieskończonym". Jest to stan najwyższy, mówi dr Wilder, ale nie trwa on stale i tylko bardzo niewielu ludzi może go osiągnąć. Jest on identyczny z tym, który w Indiach jest znany jako samadhi; praktykują go jogowie, dopomagając sobie fizycznie przez surową wstrzemięźliwość w odżywianiu, a umysłowo przez nieustanny wysiłek ku oczyszczeniu i wzniesieniu myśli. Medytacja jest cichą, nie wypowiadaną modlitwą lub, jak wyraził Platon, jest to:

“Żarliwe zwrócenie się duszy ku Bogu, nieproszenie o żadne specjalne dobro (jak to się czyni w zwykłej modlitwie), a wprost dla dobra samego w sobie dla tego powszechnego Najwyższego Dobra, którego sami jesteśmy tu na ziemi cząstką, z którego rdzennej treści wszyscy się wyłoniliśmy... Toteż pozostawaj cichy w obecności boskich Istot, póki nie usuną One zasłony z twych oczu i nie dopomogą ci widzieć

w światłości, która płynie z nich samych, nie to, co się tobie dobrem wydaje, a to, co dobrem zasadniczo, samo w sobie jest".

Oto co autor Neoplatonizmu prof. A. Wilder opisuje jako “duchową fotografię":

“Dusza jest aparatem fotograficznym, w którym fakty i zdarzenia, przyszłe, przeszłe i teraźniejsze, wszystkie na równi się utrwalają, a umysł staje się ich świadom. Poza naszym codziennym światem ograniczeń wszystko jest jednym dniem lufa stanem przeszłość i przyszłość są zawarte w teraźniejszości... "Śmierć jest ostatnią ekstazą na ziemi", dusza jest wówczas uwolniona od skrępowania ciała, a jej szlachetniejsza cząstka jednoczy się z wyższą naturą i bierze udział w mądrości i przewidującej wiedzy wyższych istot".

Prawdziwa teozofia jest dla mistyków stanem, o którym Apoloniusz z Tyany tak pisał:

“Mogę widzieć teraźniejszość i przyszłość jak w czystym zwierciadle. Mędrzec nie musi czekać na widzialność ziemskich mgieł ani odczuwanie zatrutego powietrza, aby przewidywać nadchodzące zdarzenia.,.Theoi, czyli bogowie*, widzą przyszłość; ludzie zwykli teraźniejszość, a mędrcy to, co się ma stać niebawem".

Teozofia mędrców, o której Apoloniusz tu mówi, wyraża się/ w stwierdzeniu: “Królestwo Boże jest wewnątrz nas".

Pytanie: Teozofia nie jest więc, jak mówią niektórzy, nowo wynalezionym systemem?

Odpowiedź: Tylko nie oświeceni ludzie mogą ją za taką uważać. Jest ona równie stara jak świat, w naukach swych i etyce, jeśli nie z nazwy, gdyż jest to zarazem najszerszy, najbardziej wszechogarniający system ze wszystkich istniejących.

' Anioły, geniusze, duchy wyższa (przyp. tłum.).

Pytanie: Jeśli tak jest, jakże się to stało, że teozofia pozostała nie znana narodom zachodniej półkuli? Dlaczego stanowi zamkniętą księgę dla ras, które się uważa za najkulturalniejsze i najbardziej postępowe?

Odpowiedź: Sądzimy, iż w starożytności istniało wiele narodów równie kulturalnych, a duchowo na pewno bardziej “zaawansowanych" od nas. Ale istnieje parę przyczyn tej dobrowolnej niewiedzy. Jedną z nich wymienił św. Paweł mówiąc do kulturalnych Ateńczyków oto utrata na długie wieki istotnej duchowej wnikliwości, a nawet zainteresowania sprawami ducha, z powodu zbytniego oddania się rzeczom zmysłowym i aż nazbyt długiego a niewolniczego trzymania się martwej litery dogmatów i rytualizmu. Ale najważniejszą przyczyną jest to, że prawdziwa teozofia była zawsze okryta tajemnicą.

Pytanie: Istotnie, przytoczyliście dowody, że taka tajemność istniała, ale co było jej właściwą przyczyną?

Odpowiedź: Przyczyny były następujące: przede wszystkim przewrotność zwykłej ludzkiej natury oraz jej egoizm, dążący zawsze do zaspokojenia osobistych pożądań ze szkodą bliźnich, a nawet najbliższych. Takim ludziom nie można było w żadnym razie powierzać boskich tajemnic. Następnie ich brak odpowiedzialności w dotrzymywaniu zobowiązań, by świętą i boską wiedzę chronić przed sprofanowaniem. Właśnie ta cecha doprowadziła do spaczenia i przekręcenia najwznioślejszych prawd i symbolów, do stopniowego przekształcenia rzeczy duchowych w antropomorficzne, w konkretne i ordynarne obrazowania innymi słowy, do obniżenia pojęcia o Bogu i do bałwochwalstwa.

Teozofia nie jest buddyzmem

Pytanie: Nieraz mówi się o teozofach jako o ezoterycznych buddystach, czyż więc wszyscy jesteście wyznawcami Gautamy Buddy?

Odpowiedź: Tyleż co wszyscy muzycy są naśladowcami Wagnera. Niektórzy członkowie wyznają religię buddyjską; ale więcej jest wśród nas wyznawców hinduizmu, czyli braminizmu, aniżeli buddystów i więcej Europejczyków i Amerykanów chrześcijan z urodzenia aniżeli nawróconych buddystów. Pomyłka ta powstała z niezrozumienia właściwego sensu i znaczenia tytułu doskonałej książki A. P. Sinnetta Buddyzm ezoteryczny. Pierwsze słowo tytułu powinno było mieć jedno d, a nie dwa, gdyż wówczas znaczenie jego się zmienia. B u d h y z m (od bodha, bodhi rozum, mądrość) oznaczałby to, o co autorowi chodziło, czyli Religię Mądrości, a nie buddyzm jako religię-filozofię Gautamy Buddy. Teozofia, jak już powiedzieliśmy, jest Religią Mądrości.

Pytanie: Jakaż tedy zachodzi różnica pomiędzy buddyzmem, religią założoną przez księcia z KapHawastu a buddyzmem jako “Religią Mądrości", która, jak mówicie, jest synonimem teozofii?

Odpowiedź: Taka sama jaka jest pomiędzy późniejszym rytualizmem i dogmatyczną teologią kościołów oraz sekt a tajemną nauką Chrystusa, którą się nazywa “tajemnicami Królestwa Bożego". Budda oznacza “oświecony" przez Rozumienie, przez Mądrość, czyli bodha. A ta przeszła ze swymi korzeniami i konarami do ezoterycznych nauk Gautamy, które przekazywał tylko wybranym uczniom, Arhatom.

Pytanie: Ale niektórzy orientaliści twierdzą, że Budda nigdy nie miał i nie przekazywał żadnej ezoterycznej nauki.

Odpowiedź: Mogliby równie dobrze twierdzić, że przyroda nie ma żadnych ukrytych przed uczonymi tajemnic. Udowodnię to wkrótce cytując rozmowy Buddy z jego uczniem Anandą. Jego ezoteryczna nauka była to po prostu Gupta-Widja, czyli wiedza tajemna dawnych braminów, do której klucz został przez ich współczesnych następców z małymi wyjątkami zupełnie zatracony, l ta Widja (wiedza) przeszła do tej części bud-dyzmu, który jest dziś znany pod imieniem Szkoła Ma-hajany północnego buddyzmu i stanowi jej wewnętrzną naukę. Ludzie, którzy temu zaprzeczają są ignorantami udającymi orientalistów. Radzę przeczytać książkę ks. Edkinsa Buddyzm chiński zwłaszcza rozdziały o jego szkołach egzoterycznej i ezoterycznej i ich naukach, a potem porównać świadectwa całego starożytnego świata na ten temat.

Pytanie: Ale czy etyka teozofii nie jest taka sama jak ta, której nauczał Budda?

Odpowiedź: Oczywiście, gdyż etyka ta jest sercem i duszą Religii Mądrości i była ongiś wspólną własnością wtajemniczonych wszystkich krajów; ale Budda był pierwszym, który włączył tę wzniosłą etykę do swej publicznej nauki i uczynił z niej podstawę i treść swojego, publicznie głoszonego, systemu, l na tym polega ogromna różnica pomiędzy egzoterycznym buddyzmem a każdą inną religią. Gdy w innych religiach rytuały i dogmaty zajmują pierwsze miejsce, buddyzm kładł zawsze największy nacisk na etykę. Stąd pochodzi podobieństwo, niemal identyczność etyki teozofii i etyki buddyzmu.

Pytanie: A czy są pomiędzy nimi jakieś znaczniejsze różnice?

Odpowiedź: Jedną wielką różnicą pomiędzy teozofią a egzoterycznym buddyzmem, jak go przedstawia południowa szkoła, jest to, iż ta ostatnia całkowicie neguje:

a) istnienie jakiegokolwiek Bóstwa, b) świadome życie po ś m i e r c i, a nawet dalsze trwanie samoświadomej indywidualności człowieka. Taka przynajmniej jest nauka Sekty Syjamu, uważanej dziś za najczystszą formę egzoterycznego buddyzmu. l ma rację, jeśli brać pod uwagę tylko publiczną naukę Buddy; przyczyny takiej jego powściągliwości podam nieco później. Ale szkoły północne buddyzmu, założone w krajach, gdzie się udali wtajemniczeni Arhaci po śmierci Nauczyciela, uczą tego wszystkiego, co się dziś nazywa nauką teozoficzną, gdyż stanowią część wiedzy wtajemniczonych; wskazuje to jasno, jak prawda została poświęcona dla martwej litery przez nazbyt gorliwą ortodoksję południowego buddyzmu. Ale o ileż bardziej szlachetna i dostojna, bardziej naukowa i filozoficzna, nawet w tej martwej literze, jest ta nauka od innych kościołów i religii! Ale teozofia nie jest buddyzmem.

Rozdział II

EGZOTERYCZNA l EZOTERYCZNA TEOZOFIA

Czym nie jest współczesne Towarzystwo Teozoficzne

Pytanie: Więc nauki wasze nie są odnowieniem buddyzmu ani naśladownictwem teozofii neoplatońskiej?

Odpowiedź: Nie, nie są ani jednym, ani drugim. Ale nie mogę dać lepszej odpowiedzi na to pytanie, jak przytaczając wyjątki referatu członka Towarzystwa Teo-zoficznego dr. J. D. Bucka pod tytułem Teozofia, wygłoszonego na zjeździe teozoficznym w Chicago w kwietniu 1889. Nikt z teozofów nie zrozumiał i nie przedstawił lepiej istotnej treści teozofii niż nasz czcigodny przyjaciel doktor Buck:

“Towarzystwo Teozoficzne zostało założone w celu szerzenia nauk teozolii oraz zachęcania ludzi do teozoficznego życia. Obecnie Towarzystwo Teozoficzne nie jest pierwszym tego rodzaju zrzeszeniem. Mam przed sobą tom zatytułowany "Sprawozdania Teozoficzne Filadelfijskiego' Towarzystwa", wydany w Londynie w 1897 r., oraz drugi (Londyn 1855), o następującym tytule: « Wstęp do teozofii lub nauki o Tajemnicy Chrystusowej, czyli o Bóstwie, Naturze i Stworzeniu,

' Czyli braterskiego.

co obejmuje filozofię wszystkich czynnych potęg życia, magicznych i duchowych, i stanowi przewodnik praktyczny do najwznioślejszej czystości, świętości i ewangelicznej doskonałości; jak również do osiągnięcia boskiego widzenia i śniętych anielskich mocy i sztuk oraz innych prerogatyw odrodze-nia».

Dedykacja na tej książce brzmi:

"Studentom uniwersytetów, kolegiów i szkół chrześcijaństwa; Profesorom nauk metafizyki, mechaniki i wszelkich odmian nauk przyrodzonych; w ogóle ludziom wykształconym, wyznającym zasady prawowiernej wiary; deistom, arianom, unitarianom, wyznawcom Swedenborga i innych błędnych nie mających dostatecznych podstaw wierzeń; racjonalistom i sceptykom wszelkiego rodzaju; sprawiedliwym i oświeconym muzułmanom, żydom i wyznawcom patriarchalnych wschodnich religii; ale nade wszystko misjonarzom i głosicielom Ewangelii, czy to wśród barbarzyńców, czy ludów oświeconych, ten wstęp do teozofii, czyli nauki o podstawie i tajemnicy wszechrzeczy, z największą pokorą i miłością jest poświęcony".

A w roku następnym (1856) został wydany drugi torn dużego formatu, o objętości 600 stron, jako Zbiór utworów teo-zoficznych. Wydrukowano tylko 500 egzemplarzy tego dzieła dla darmowego rozdania bibliotekom i uniwersytetom. Te dawniejsze ruchy, których było niemało, powstawały w łonie Kościoła, zapoczątkowane przez ludzi poważnych, o głębokiej pobożności, o nieskalanych charakterach; a wszystkie te dzieła były pisane w prawowiernej formie, stosowano chrześcijańską terminologię i, podobnie jak pisma wybitnego kapłana Williama Lawa, nie wyróżniały się w oczach zwykłego czytelnika niczym poza powagą i żarliwością. Wszystkie usiłowały odkrywać i tłumaczyć pierwotne znaczenie i głębszą treść świętych ksiąg chrześcijaństwa oraz pobudzać do teo-zoficznego życia, dając jego przykłady. Ale dzieła te zostały prędko zapomniane i dziś nikt ich nie zna. Starały się one o podniesienie poziomu duchowieństwa, o ożywienie prawdziwej pobożności, ale nie były nigdy mile widziane. Jedno

słowo «herez)a>> wystarczało, aby je pogrzebać, wtrącając w otchłań wspólną wszystkim takim utopiom.

Za czasów reformacji Jan Reuchlin podjął podobny wysiłek, z tym samym skutkiem, choć był bliskim i zaufanym przyjacielem Lutra. Ortodoksja nie pragnęła nigdy wyjaśnień ani oświecenia. Mówiono tym reformatorom, jak mówił Festus Pawłowi, że za dużo wiedzy przewraca w głowie, że to uczyniło już z nich szaleńców i byłoby niebezpieczne iść dalej w tym kierunku.

Pomijając terminologię, która była częściowo kwestią przyzwyczajenia i wychowania tych pisarzy, a częściowo zależała od ograniczeń nałożonych religii przez władzę świecką, a sięgając w samą treść tych pism, należy je uważać za teozofi-czne w najściślejszym tego słowa znaczeniu. Dotyczyły głównie wiedzy człowieka o sobie samym, poznania swej własnej natury oraz wyższego życia duszy.

O współczesnym ruchu teozoficznym mówiono, iż jest usiłowaniem nawrócenia chrześcijaństwa na buddyzm, co tylko oznacza, iż słowo "herezja" utraciło już swój wpływ i nie wywołuje dziś w ludziach przerażenia.

W każdym stuleciu jednostki rozumiały, mniej lub bardziej jasno, nauki teozoficzne i wprowadzały je w życie. Nauki te nie są wyłączną własnością żadnej religii, nie są ograniczone do żadnej epoki ani społeczności. Należą, wedle przyrodzonego prawa, do każdej duszy ludzkiej. A tzw. prawowierność jest kwestią do przepracowania przez każdą jednostkę indywidualnie, zależnie od jej natury i potrzeby wewnętrznej oraz własnych, a w każdym wypadku innych, doświadczeń. To może tłumaczyć, dlaczego ludzie, którzy wyobrażali sobie, iż teozotia jest nową religią, daremnie w niej szukali dogmatów i rytuałów. Wyznaniem jej jest wierność prawdzie, a rytuałem «czcić każdą prawdę wprowadzaniem jej w życie».

Dowodem na to, jak mało ludzi rozumie zasadę powszechnego braterstwa, jak rzadko uznaje jego przemożną doniosłość, może być fakt różnorodności opinii i dowolnego, nieraz fantastycznego, interpretowania celów Towarzystwa Teozofi-cznego.

Organizacja Towarzystwa Teozoficznego opiera się na tej jednej, jedynej prawdzie – zasadniczego braterstwa ludzi – jak to tutaj przedstawiliśmy zwięźle i niedoskonale. A zarzucano mu, iż jest buddyjskie i antychrześcijańskie, jakby te dwie rzeczy mogły iść w parze, gdy zarówno buddyzm, jak chrześcijaństwo, wedle natchnionej nauki swych założycieli, czynią z braterstwa jedyną zasadniczą podstawę, zarówno nauk, jak życia. Uważano też teozofię za jakieś nowatorstwo albo w najlepszym razie za dawny mistycyzm występujący pod maską nowej nazwy. Choć prawdą jest, iż wiele stowarzyszeń założonych i jednoczących ludzi w celu głoszenia i popierania zasad altruizmu, czyli podstawowego braterstwa, nosiło różne nazwy, ale prawdą jest również, iż niejedno z nich nazywało się także teozoficznym i takie same posiadało cele i zasady jak dzisiejsze towarzystwo. We wszystkich tych zrzeszeniach podstawowa, zasadnicza nauka była taka sama, a wszystko inne było dodatkowe i niejako wtórne. Ale nie zmienia to taktu, iż wielu ludzi, którzy nie dostrzegają celu zasadniczego lub pomijają go. właśnie pociągają owe cefe uboczne".

Nie można dać lepszej i jaśniejszej odpowiedzi na wasze pytania niż to, co tu zacytowałam ze słów jednego z naszych najpoważniejszych i najbardziej szanowanych teozofów.

Pytanie: Jakiż więc system przedkłada towarzystwo nad inne i jaki stosuje poza etyką buddyzmu?

Odpowiedź: Żadnego i wszystkie. Nie trzymamy się specjalnie żadnej religii i żadnej filozofii; wybieramy z każdej to, co w niej jest najlepsze. Ale muszę tu znów zaznaczyć, że tak jak wszystkie starożytne systemy, teozofia dzieli się na egzoteryczną i ezoteryczną.

Pytanie: Jaka jest pomiędzy nimi różnica?

Odpowiedź: Członkowie egzoterycznego towarzystwa mogą wyznawać każdą religię czy filozofię, wedle własnego upodobania, lub też żadnej, jeśli im to odpowiada, byle zgodzili się pracować dla jednego lub paru

z trzech celów stowarzyszenia. Towarzystwo jest zrzeszeniem naukowym i filantropijnym, mającym na celu szerzenie idei braterstwa praktycznie, nie zaś teoretycznie. Członek może być chrześcijaninem, muzułmaninem, żydem, parsem, buddystą czy wyznawcą hinduizmu, spirytystą czy materialistą, nie rnato najmniejszego znaczenia; ale każdy powinien albo pracować dla ludzi, albo poważnie studiować i badać aryjskie czy też inne starożytne księgi, albo studiować psychologię i badać psychiczne, ukryte władze człowieka. Innymi słowy, powinien pomagać, jeśli może, w pracy przynajmniej dla jednego z celów towarzystwa. Inaczej nie ma po co wstępować do niego. Taka jest większość w egzotery-cznym towarzystwie, składającym się z członków “luźnych" lub “swobodnych"* oraz związanych z poszczególnymi ogniskami towarzystwa. Ale mogą oni stać się prawdziwymi teozofami albo też nie zostać nimi nigdy. Członkami są przez sam fakt przystąpienia do towarzystwa; ale nie może ono uczynić teozofa z człowieka, który nie ma poczucia boskiego ładu wszechrzeczy lub rozumie teozofię po swojemu w sekciarski, jeśli można się tak wyrazić, i egotyczny sposób.

Przysłowie “Pięknym jest ten, kto piękno tworzy", można sparafrazować i rzec: “Teozofem jest ten, kto według teozofii żyje".

* Członkami “luźnymi" lub “swobodnymi" nazywamy tych, którzy należą do Towarzystwa Teozoficznego jako całości, i są związani tylko z Siedzibą Główną Towarzystwa (Adiar, Madras), a nie z żadnym ogniskiem ani sekcją narodową, inni zaś są aktywnymi członkami tych ostatnich (przyp. tłum,).

Teozofowie a członkowie Towarzystwa Teozoficznego

Pytanie: Dotyczy to, o ile rozumiem, zwykłych członków towarzystwa. A jakże jest z tymi, którzy studiują ezoteryczną teozofię, czy ci są prawdziwymi teozofami?

Odpowiedź: Niekoniecznie, zanim nie dowiodą, iż są nimi istotnie. Wstąpili do grupy wewnętrznej i zobowiązali się do przestrzegania, najściślej jak mogą, przepisów tej okultystycznej grupy. A jest to rzecz trudna, gdyż zasadniczym wymaganiem jest całkowite wyrzeczenie się własnej osobowości, to znaczy, iż zaprzysiężony członek ma się stać prawdziwym altruistą, nigdy nie myśleć o sobie, zapomnieć o swej próżności i dumie w nieustannej myśli i trosce o dobro wszystkich istot, nie tylko swoich współbraci z ezoterycznej grupy. Jeśli chce, by ezoteryczne nauki przyniosły mu prawdziwą korzyść, musi prowadzić życie wstrzemięźliwe we wszystkim, pełne samozaparcia i prawdziwej moralności, wypełniając ściśle swe obowiązki wobec wszystkich ludzi. Nielicznych prawdziwych teozofów w towarzystwie znajdujemy wśród takich właśnie członków. Bynajmniej nie znaczy to, że poza towarzystwem i jego wewnętrznym kołem nie ma wcale teozofów prawdziwych; są, jest ich nawet więcej, aniżeli ludzie przypuszczają, a na pewno o wiele więcej możemy ich tam znaleźć niż wśród zwykłych członków towarzystwa.

Pytanie: Jaką w takim razie daje korzyść wstąpienie do tzw. Towarzystwa Teozoficznego? Gdzie jest ku temu pobudka, czyli racja członkostwa?

Odpowiedź: Nie ma żadnej, oprócz pożytku zaznajomienia się z wiedzą ezoteryczną, z autentycznymi naukami Religii Mądrości, a gdy się dostanie wskazówki i stosuje się je w życiu – znalezienia dużej pomocy we wzajemnej życzliwości i współdziałaniu członków. Jed-

ność jest siłą i harmonią; dobrze zorganizowany, wspólny, jednoczesny wysiłek dokonuje cudów. Było to tajemnicą wszystkich związków i stowarzyszeń od początku istnienia ludzkości.

Pytanie: Ale dlaczego człowiek o zrównoważonym umyśle, szczery i uparty w swym dążeniu do celu, o niezłomnej energii i wytrwałości nie mógłby zostać okulty-stą, a nawet mistrzem, pracując sam?

Odpowiedź: Mógłby, ale istnieje nikłe prawdopodobieństwo, że podołałby. A jedną z wielu przyczyn byłby zupełny brak książek o okultyzmie i teurgii, oraz takich, które by mówiły o tajemnicach alchemii lub średniowiecznej teozofii prostym i jasnym językiem. Wszystkie używają symbolów lub przypowieści, a że klucz do nich został na Zachodzie od wieków zgubiony, jakże człowiek ów mógłby pojąć właściwy sens czytanych i studiowanych dzieł? W tym leży największe niebezpieczeństwo, które wiedzie do nieświadomej czarnej magii lub całkiem biernego mediumizmu. Kto nie miałby wtajemniczonego za przewodnika, lepiej by zrobił nie angażując się w te niebezpieczne studia. Proszę rozejrzeć się naokoło i poobserwować. Dwie trzecie tzw. cywilizowanych społeczeństw kpi z samego przypuszczenia, iż teozofia, okul-tyzm, spirytyzm, czy też kabała mogą zawierać coś wartościowego; jedna trzecia składa się natomiast z najbardziej różnorodnych i odrębnych ludzkich elementów. Jedni wierzą w mistycyzm, a nawet w nadprzyrodzone zjawiska, ale każdy wierzy po swojemu. Inni rzucają się samodzielnie w badania kabały, fenomenów psychicznych, mesmerycznych, spirytystycznych albo różnych odmian mistycyzmu. Skutki są takie, że nie ma dwóch ludzi, którzy by myśleli podobnie lub zgadzali się na te same podstawowe zasady okultystyczne, choć wielu uważa, iż posiadło szczyt – Ultima Thule – wiedzy i przed ludźmi z zewnątrz gra rolę doskonałych mi-

strzów. Nie tylko nie istnieje, dostępna dla Zachodu, prawdziwa i ścisła wiedza o okultyzmie, a nawet o astrologii, jedynej gałęzi okultyzmu, która w swych egzoterycznych teoriach posiada określone prawa i wyraźny system ale nikt nie ma nawet najmniejszego pojęcia, czym jest prawdziwy okultyzm. Jedni ograniczają wiedzę starożytną do kabały i żydowskiego Zoharu, które każdy interpretuje po swojemu, wedle martwej litery rabinowych metod. Jedni uważają Swedenborga lub Jakuba Boehme za ostateczny wyraz najwyższej mądrości; a jeszcze inni widzą w mesmeryzmie i hipno-tyzmie wielką tajemnicę starożytnej magii. A wszyscy oni, gdy zaczynają wprowadzać teorię w praktykę, zbii-żają się szybko, z powodu swej ignorancji, ku czarnej magii. Szczęśliwi,ci, którym się uda tego uniknąć, gdyż nie mają żadnego sprawdzianu ani kryterium wediug którego mogliby fałszywe odróżniać od prawdziwego.

Pytanie: Czy mamy przez to rozumieć, że grupa wewnętrzna Towarzystwa Teozoficznego uważa, iż czerpie swe nauki od prawdziwych wtajemniczonych, mistrzów ezoterycznej mądrości?

Odpowiedź: Niebezpośrednio. Osobista obecność tych mistrzów nie jest konieczna. Wystarczy, jeśli przekazują nauki niektórym uczniom, którzy lata całe studiowali pod ich kierownictwem, a służeniu im poświęcali całe swe życie. Ci mogą tak otrzymaną wiedzę z kolei przekazywać innym, którzy nie mieli podobnej sposobności. Mała cząsteczka prawdziwej wiedzy więcej jest warta aniżeli mnóstwo nie przetrawionych, źle zrozumiałych uczonych wiadomości. Uncja złota jest więcej warta aniżeli tona piasku.

Pytanie: Ale jak można być pewnym, że ta uncja to złoto czyste, a nie podrobione?

Odpowiedź: Drzewo poznaje się po jego owocach, a system filozoficzny po jego rezultatach. Jeśli przeciw-

nicy nasi zdołają nam udowodnić, że jakiś badacz okultyzmu, samotny przez całe wieki, stał się świątobliwym mędrcem jak Amoniusz Sakkas albo choćby Plotyn lub mistrzem teurgii jak Jamblich, lub też potrafi dokonywać tak przedziwnych wyczynów jak St. Germain (o czym się słyszy), nie mając żadnego mistrza i nie będąc ani medium, ani pełnym samoułudy psychicznym wrażliwcem lub szarlatanem wówczas dopiero przyznamy, żeśmy się mylili. Ale do tego czasu teozofowie wolą postępować według udowodnionego, przyrodzonego prawa tradycji świętej nauki.

Istnieją mistycy, którzy poczynili wielkie odkrycia w chemii i fizyce, graniczące niemal z alchemią i okul-tyzmem. Inni zaś tylko dzięki swemu geniuszowi odkryli ponownie części, jeśli nawet nie całość, zaginionego alfabetu “języka misteriów" i dzięki temu są w stanie odczytywać właściwie hebrajskie pergaminy. Jeszcze inni, będąc jasnowidzami, mogli dojrzeć wspaniałe fragmenty ukrytych tajemnic przyrody. Ale wszyscy oni to specjaliści. Jeden jest teoretycznym odkrywcą; drugi hebrajczykiem, tj. ortodoksyjnym lub aekciarskim kaba-listą, a trzeci Swedenborgiem naszych czasów, zaprzeczającym wszystkiemu, co się nie mieści w jego specjalnej nauce lub religii. Ale żaden z nich nie może się poszczycić tym, iż przyczynił się do stworzenia jakiegoś dobra dla świata, a choćby tylko dla własnego narodu, a nawet dla siebie samego. Z wyjątkiem paru uzdrawia-czy, w rodzaju takich, których Królewskie Koiegium Lekarzy i Chirurgów nazywałoby szarlatanami, nikt z tych ludzi nie dopomógł swą nauką całej ludzkości, a choćby jakiejś grupie swych współziomków. Gdzież są ci Chaldejczycy starożytni, którzy dokonywali cudownych uzdrowień “nie czarami, lecz ziołami"? Gdzież znajdziemy dziś takiego Apoloniusza z Tyany, który uzdrawiał chorych i podnosił z martwych umarłych pod każdym

niebem i w każdych okolicznościach? Znamy paru specjalistów leczących ziołami nawet w Europie, ale te cudowne uzdrowienia i przywracanie do życia zdarzają się jeszcze tylko w Azji, gdzie tajemnice jogi “jak żyć w śmierci" dotąd się przechowaj.

Pytanie: Czy przygotowanie takich mistrzów uzdrawiania jest zadaniem teozofii?

Odpowiedź: Zadań ma ona kilka, ale najważniejsze są te, które mogą prowadzić do zmniejszenia ludzkiego cierpienia, w każdej jego postaci, fizycznej, a także moralnej (i to właściwie uważamy za stokroć ważniejsze). Teozofia musi uczyć etyki i oczyszczać psychikę ludzi, jeśli ma ulżyć w cierpieniach fizycznego ciała, gdyż jego niedomagania – z wyjątkiem nagłych wypadków są przeważnie dziedziczne. Nie da się nigdy osiągnąć istotnego celu, czyli pomagania ludzkości studiując okul-tyzm z egoistycznych pobudek, dla zadowolenia osobistej ambicji, dumy, czy próżności. Nie można też zostać prawdziwym okultystą przez studiowanie jakiejś jednej gałęzi ezoterycznej należy zgłębić, jeśli nie opanować, wszystkie jej działy.

Pytanie: Czyż więc pomoc w osiągnięciu tego najważniejszego celu daje się tylko tym, którzy studiują nauki ezoteryczne?

Odpowiedź: Bynajmniej, bowiem każdy zwykły członek ma wszelkie prawo do otrzymywania ogólnych wskazówek, jeśli ich pragnie; ale niewielu chce być tzw. pracownikami, większość woli pozostawać “trutniami" teozofii. Trzeba zrozumieć, że towarzystwo zachęca do osobistych badań, byle nie przekraczały granicy, jaka oddziela egzoteryczne od ezoterycznego, czyli magię ślepą od magii świadomej.

Różnica między teozofiąa okultyzmem

Pytanie: Mówicie o teozofii i okultyzmie, czy to jest to samo?

Odpowiedź: Bynajmniej nie jest. Można być bardzo dobrym teozofem, w towarzystwie czy poza nim, nie będąc w niczym okultystą. Ale nikt nie może być prawdziwym okultystą, nie będąc rzeczywistym teozofem; w przeciwnym bowiem razie popadnie, świadomie lub nieświadomie, w czarną magię.

Pytanie: Co przez to rozumiecie?

Odpowiedź: Mówiłam już, iż prawdziwy teozof musi wprowadzać w czyn najwyższy ideał etyczny, musi starać się uświadomić sobie jedność z całą ludzkością oraz przeżyć ją i nieustannie pracować dla innych. Jeżeli okultystą tego wszystkiego nie robi, działa wtedy nie-uniknienie dla osobistej korzyści; a jeśli zdobył więcej czynnej mocy od innych, zwykłych ludzi, staje się o wiele niebezpieczniejszym wrogiem ludzkości i swojego otoczenia aniżeli zwykli śmiertelnicy. To jest jasne.

Pytanie: Czy więc okultystą to po prostu człowiek, który posiadł więcej mocy od innych ludzi?

Odpowiedź: Nie tylko; znaczy to o wiele więcej, jeśli naprawdę posiada dużo wiedzy i praktyki, innymi słowy, jeśli jest w istocie, a nie tylko z nazwy, okultystą. Nauki okultystyczne nie są tym, za co je uważają encyklopedie: “Te urojone nauki wieków średnich, odnoszące się do przypuszczalnego działania lub wpływu ukrytych cech lub nadprzyrodzonych potęg, jak alchemia, magia, astrologia i czary (wywoływanie duchów)", gdyż są to całkiem konkretne, realne, a bardzo niebezpieczne nauki. Zaznajamiają z tajemną mocą ukrytą w każdej rzeczy w przyrodzie przez budzenie i rozwijanie utajonych władz człowieka, drzemiących w nim w stanie potencjalnym, a tym samym dają mu ogromną przewagę nad

resztą mniej oświeconych śmiertelników.Tak dziś znany hipnotyzm, będący przedmiotem poważnych naukowych badań, jest tego dobrym przykładem. Siła hipnotyczna została odkryta niemal przypadkowo, a drogę do jej odkrycia przygotował mesmeryzm. l dziś zdolny i umiejętny hipnotyzer może używać tej siły jak chce, od zmuszenia człowieka nieświadomie dla niego samego do odegrania roli btazna aż do popełnienia przezeń zbrodni nieraz zamiast hipnotyzera i dla jego korzyści. Czyż nie jest to straszna potęga, jeśli się znajdzie w ręku ludzi niesumiennych i nieuczciwych? A trzeba pamiętać, iż jest to tylko jedna z mniejszych gałęzi okultyzmu.

Pytanie: Ale czyż nie są te wszystkie okultystyczne nauki, czary, magie, itp. – jak sądzą najkulturalniejsi i najbardziej oświeceni ludzie dzisiejszych czasów pozostałościami dawnych zabobonów i ciemnoty?

Odpowiedź: Muszę zwrócić waszą uwagę, iż zdanie to jest obosieczne, gdyż “najkulturalniejsi i najoświeceń-si" spośród was uważają również chrześcijaństwo jak każdą inną religię za zabytek ciemnoty i przesądu. Ludzie poczynają teraz wierzyć przynajmniej w hipnotyzm, a niektórzy nawet wśród najbardziej kulturalnych w teozofię i tzw. fenomeny. Ale któż spośród nich, poza kaznodziejami i ślepymi fanatykami, przyzna się do wiary w cuda biblijne? f tu właśnie zachodzi duża różnica pomiędzy teozofem a okultystą. Istnieją bardzo dobrzy teozofowie, o prawym charakterze, którzy wierzą w rzeczy nadprzyrodzone, z boskimi “cudami" włącznie, ale żaden okultystą tej wiary nie podzieli. Okultystą bowiem wyznaje naukową teozofię, opartą na ścisłej znajomości tajemnych działań przyrody. Ale teozof, który wprowadza w działanie siły i władze, zwane nadnor-malnymi, bez światła wiedzy okultystycznej, może wprost skłaniać się ku niebezpiecznej formie mediumi-

zmu, bo choć wyznaje teozofię i stosuje się do jej najwyższego kodeksu etyki, jednak robi doświadczenia niejako na ślepo, ze szczerą, ale nieoświeconą wiarą. Każdy teozof lub spirytysta, który angażuje się w praktykowanie jakiejś gałęzi nauk okultystycznych (hipnotyzm, mesmeryzm lub nawet sekrety wywoływania zjawisk fizycznych, tzw. fenomenów), nie posiadając wiedzy o filozoficznej przyczynie – r a t i o n a l e – tych sił i władz, będzie jako łódź bez steru rzucona na wzburzone fale oceanu,

Różnica między teozofią a spirytyzmem

Pytanie: Ale czyż nie wierzycie w spirytyzm? Odpowiedź: Jeśli pod tym mianem rozumiecie tłumaczenia pewnych fenomenów, jakie spirytyści dają, to stanowczo nie. Utrzymują oni, iż zjawiska te są powodowane przez “duchy" ludzi zmarłych – zazwyczaj ich krewnych – które wracają na ziemię, by wejść, jak mówią, w kontakt z tymi, których kochali lub z którymi czują się związani. A my zdecydowanie temu zaprzeczamy. Twierdzimy, iż duchy umarłych nie mogą powracać na ziemię z wyjątkiem rzadkich i niezwykłych wypadków, o których wspomnę później; nie mogą też porozumiewać się z ludźmi poza całkowicie subiektywnymi środkami. A to, co się ukazuje obiektywnie, to tylko widmo byłego fizycznego człowieka. Ale w psychiczny, czyli duchowy spirytyzm wierzymy z całą pewnością.

Pytanie: Czy i zjawiska – fenomeny – spirytystyczne odrzucacie?

Odpowiedź: Oczywiście, że nie, poza przypadkami świadomego oszustwa.

Pytanie: A jak je w takim razie tłumaczycie?

Odpowiedź: Wielorako. Przyczyny tych zjawisk nie są bynajmniej tak proste, jak chcieliby wierzyć spirytyści. Przede wszystkim deus ex machina, czyli podłożem tzw. materializacji jest zazwyczaj ciało eteryczne*, czyli “sobowtór" (subtelniejszy odpowiednik fizycznego ciała) danego medium lub kogoś z obecnych. Ono jest też sprawcą lub siłą powodującą tzw. automatyczne pismo i wiele innych spirytystycznych fenomenów.

Pytanie: Mówicie “zazwyczaj", a co powoduje inne, pozostałe zjawiska?

Odpowiedź: To zależy od ich rodzaju. Czasem szczątki astralnego ciała, czyli “skorupki" ze sfery ka-maloki i należące do osobowości, która już się z nich wycofała; innym razem tzw. elementale". Słowo “duch" ma bardzo szerokie i wielorakie znaczenie. Nie wiem, co spirytyści rozumieją pod tym mianem, ale o ile dobrze ich rozumiemy, twierdzą, iż fizyczne zjawiska na ich seansach są wywoływane przez jaźń, czyli jego duchową, wielokrotnie reinkarnującą się, nieśmiertelną indywidualność. A my tę hipotezę całkowicie odrzucamy. Świadoma indywidualność, uwolniona od

* Bławatska nazywała na początku ciałem astralnym to, co w późniejszej literaturze teozoficznej przyjęto nazywać ciałem eterycznym, pozostawiając pierwszy termin dla lego, co ona nazywa po sanskrycku kamarupa, czyli dosłownie kształt lub ciało pożądań; nie chcąc wprowadzać tu zamieszania pojęć, trzymam się dziś ustalonych terminów (przyp. tłum).

" Elementale – duchy i duszki elementów, c^yli żywiołów – ziemi, wody, ognia, powietrza. Wszystkie niewidzialne istoty niższych sfer otaczających ziemię nazywamy elementalami, a więc gnomy, krasnoludki, koboldy, salamandry, sylty, ondyny, wodnice, dżiny, domowiki, satyry, fauny, rusałki, itd.; nie są one tylko legendą, a żyją naprawdę Są powolne rozkazom ludzi, którzy znają prawa nimi rządzące, czyli okultystom; mogą opanowywać wolę medium na żądanie człowieka, a jeśli nim powoduje namiętność i żądza, mogą wyrządzić temu medium znaczną szkodę (przyp. tłum.).

ciała, nie może się materiaiizować ani też wracać ze swej myślowej, ojczystej sfery Dewachanu w sferę ziemskiej przedmiotowości.

Pytanie: Ale wszak wiele z otrzymywanych od “duchów" informacji, tzw. komunikatów, wykazuje nie tylko inteligencję, ale i znajomość faktów nie znanych żadnemu z mediów, a czasem nawet zupełnie nie istniejących w świadomym umyśle badającego lub któregokolwiek z obecnych.

Odpowiedź: To jeszcze nie dowodzi, że owa inteligencja i wiedza, o której mówicie, należą do “duchów", lub pochodzą od uwolnionych z ciała dusz. Znane są wypadki somnambulików, którzy komponowali muzykę i wiersze oraz rozwiązywali zadania matematyczne w stanie transu, choć wpierw nigdy się nie uczyli muzyki lub matematyki. Inni w stanie uśpienia odpowiadali zupełnie inteligentnie na zadawane im pytania, a nawet w paru wypadkach mówili językami zupełnie im nie znanymi – na jawie, w stanie normalnym – jak łacina lub hebrajski, a mogli to robić w głębokim uśpieniu. Czyż będziecie utrzymywać, iż było to również spowodowane przez “duchy"?

Pytanie: Ale jak to tłumaczycie?

Odpowiedź: Twierdzimy, iż boska iskra w człowieku jest w swej rdzennej treści tożsama z wszechduchem, a więc nasza “duchowa jaźń" jest w swej istocie niemal wszechwiedząca, nie może jednak przejawiać swej wiedzy z powodu utrudnień i przeszkód materii. A im więcej tych przeszkód się usunie, innymi słowy, im bardziej ciało fizyczne w swej własnej, niezależnej świadomości i działaniu zostanie obezwładnione, jak się rzecz ma w mocnym śnie lub głębokim transie czy też w chorobie, tym łatwiej i pełniej wewnętrzna jaźń może się przejawiać w naszej fizycznej sferze. To jest nasze wytłumaczenie tych naprawdę cudownych zjawisk wyższe-

go rzędu, w których objawia się niezaprzeczalna inteligencja i wiedza. A co do zjawisk niższego rzędu, jak fizyczne fenomeny i banalność zwykfego gadania tzw. duchów na seansach, chcąc wyjaśnić choćby tylko najważniejsze z naszych nauk w tym przedmiocie, musielibyśmy poświęcić temu więcej miejsca i czasu, aniżeli to jest w tej chwili możliwe. Nie mamy wcale zamiaru przeciwstawiać się wierzeniom spirytystów, jak i nikogo innego. Onus probandi musi spaść na tych, którzy w “duchy" wierzą. Ale obecni przywódcy spirytyzmu, jak i jego najbardziej wykształceni i inteligentni wyznawcy, choć wciąż są przekonani, iż zjawiska wyższego rzędu są wywoływane przez dusze zmarłych, jednak sami przyznają, iż nie wszystkie fenomeny dzieją się za sprawą duchów. Z czasem poznają całą prawdę, a na razie nie mamy ani chęci, ani prawa przekonywać ich i nawracać na nasz sposób widzenia. Tym bardziej iż w wypadku czysto psychicznych, duchowych zjawisk, wierzymy we wzajemne porozumiewanie się duchów ludzi żyjących z duchami pozbawionymi ciała.

Mówimy, iż wówczas to nie dusze umarłych schodzą ku ziemi, ale duchy żywych wznoszą się ku czystym, uduchowionym duszom. Właściwie nie zachodzi ani zstępowanie, ani wznoszenie się, ale zmiana stanu danej istoty. Ciało jej jest niejako “sparaliżowane", unieruchomione przez trans, a duchowa jaźń, uwolniona ze swych więzów, wchodzi w tę samą sferę światłości, w jakiej przebywają dusze wyzwolone z ciała. Więc jeśli istnieje pomiędzy nimi duchowe powinowactwo i przyciąganie, mogą się ze sobą porozumiewać, jak się to często zdarza w snach. Różnica między naturą mediumiczną a niewrażliwą jest następująca: dusza medium, uwolniona od przeszkód ciała, ma sposobność i łatwość wywierania wpływu na bierne organy swego uśpionego fizycznego ciała, pobu-

dzając je do działania mówienia lub pisania, wedle jej woli; jaźń może mu kazać powtarzać jak echu, w języku ludzkim, myśli i pojęcia uwolnionej od ciała istno-ści, lub też swoje własne. A organizmy ludzkie niewrażliwe, nie nastawione na odbiór, ludzie o bardzo pozytywnych odpornych na wszelkie wpływy naturach, nie poddają się takiemu wpływowi. Toteż choć jest bardzo niewielu ludzi, których jaźń nie porozumiewałaby się swobodnie podczas snu fizycznego ciała – z kochanymi, którzy odeszli, jednak – z powodu małej zdolności odbioru cechującej ich fizyczną powłokę oraz mózg po obudzeniu się nie zachowują żadnej o tym pamięci, albo też pamięć bardzo mglistą i niejasną.

Pytanie: To znaczy, iż odrzucacie całość filozofii

spirytystycznej?

Odpowiedź: Jeśli rozumieć pod słowem “filozofia" ich niedojrzałe teorie, to tak. Ale właściwie nie mają oni żadnej filozofii. Najlepsi, najinteligentniejsi i najpoważniejsi obrońcy spirytyzmu sami to mówią. Ich zasadniczej i jedynej nieodpartej prawdzie, mianowicie twierdzeniu, iż przy pomocy mediów zachodzą różne zjawiska kierowane przez siły niewidzialne, istoty rozumne nikt, prócz zatwardziałych materialistów i zaślepień-ców ze szkoły Huxleya, nie zechce, ani też zdoła, zaprzeczyć. Co do ich filozofii, pozwólcie, że przytoczę, co redaktor “Light" a rozumniejszego i bardziej oddanego obrońcy spirytyści nigdzie nie znajdą – mówi o nich i o filozofii. “M, A. Oxon", jeden z niewielu spirytystów o filozoficznym umyśle, tak pisze o braku oryginalności i ślepym ich doktrynerstwie:

“Warto spojrzeć uważnie na tę stronę, gdyż jest to sprawa żywotna. Posiadamy doświadczenie i wiedzę, przy których ws2elka inna względnie rnało znaczy. Zwykły spirytysla gniewa się, gdy ktokolwiek odważy się kwestionować tę jego zadufaną w sobie znajomość przyszłości i absolutną pew-

ność pozagrobowego życia. Tam gdzie inni wyciągali niepewnie ręce, starając ślą przeniknąć mroki przyszłości, on kroczy śmiało, jak ten co posiada mapę i dobrze zna drogę. Tam gdzie inni ludzie zatrzymywali się na pobożnej nadziei lub zadowalali się odziedziczoną po ojcach wiarą, on się chwali, iż zna to, w co inni tylko wierzą, i ze swej bogatej skarbnicy może wzmocnić nadwątlone wierzenia, opierające się na samej nadziei. Jest wspaniałomyślny, gdy dotyka najdroższych oczekiwań i aspiracji ludzkich, zdaje się mówić: «Wy tylko się spodziewacie tego, co mogę udowodnić i zademonstrować. Wy przyjęliście tradycyjną wiarę w to, co ja mogę udowodnić eksperymentalnie, według najściślejszej naukowej metody. Stare wierzenia bledną, odejdźcie więc i porzućcie je, tyleż w nich bowiem prawdy, co i fałszu; tyiko oparty na fundamentach udowodnionych faktów wzniosły gmach waszej wiary może być trwały. Wszędzie wokół walą się stare wierzenia, rzućcie je więc, unikając katastrofy". Ale gdy się wchodzi w bezpośredni kontakt z taką dumną i wspaniałą osobą, jakiż jest jego skutek? Ciekawy, ale i rozczarowujący. Spirytysta ów jest tak pewien swego, iż nie zadaje sobie trudu dowiedzieć się, jak inni interpretują te same zjawiska. Mądrość wieków zajmowała się wyjaśnieniem tego, co on zresztą słusznie uważa za udowodnione; ale nie raczy nawet rzucić okiem na te badania, a ze swym bratem spirytystą także nie we wszystkim się zgadza. Jest to powtórzenie starej szkockiej historii o osobie, która wraz ze swym mężem stanowiła "kościół" i miała posiadać jedyne autentyczne klucze do nieba, a raczej miała je dla siebie, bo mówiła o mężu: "Wcale nie jestem jego pewna». Podobnie różne działy, poddziały i po-poddziały spirytystów kiwają głowami i -nie są wcale siebie wzajemnie pewne». Poza tym zbiorowe doświadczenie ludzkości wyraźnie i zgodnie głosi, iż jedność jest siłą, a podziafy zawsze wytwarzają słabość i niepowodzenie. Stając ramię w ramię, wyćwiczony i zdyscyplinowany motłoch zmienia się w armię, w której każda jednostka może z powodzeniem stawić czoło setce nie wyćwiczonych ludzi. Organizacja w każdej dziedzinie ludzkiej pracy oznacza powodzenie, oszczędność czasu i energii, korzyść i rozwój. A brak metody i planu, chao-tyczność roboty, dorywczość wysiłku i nieskoordynowanie

działania oznaczają nieuniknienie partactwo i niepowod?enie.

Głos całej ludzkości stwierdza tę prawdę. Czy spirytystą

uznaje jej ważkość i stosuje do niej swe czyny? Bynajmniej

nie. Nie chce żadnej organizacji, woli być sam sobie prawem,

stając się cierniem w boku bliźniego".

Pytanie: Mówiono, iż początkowo Towarzystwo Teo-zoficzne zostało założone, aby zgnieść spirytyzm oraz wiarę w życie pośmiertne indywidualności człowieka?

Odpowiedź: Jest to informacja nieścisła. Nieśmiertelność indywidualności człowieka jest kamieniem węgielnym wszystkich naszych wierzeń. Ale tak jak wielu innych nie czynicie różnicy między osobowością a indywidualnością człowieka. Wasi zachodni psychologowie nie określili pomiędzy nimi wyraźnej różnicy. A właściwie ta różnica t ścisłe zaznaczenie ich odrębności stanowi klucz do zrozumienia filozofii Wschodu; one też leżą u podstaw rozbieżności, jaka istnieje pomiędzy nauką teozofów a teoriami spirytystów. l choć może to wzbudzić przeciw nam jeszcze więcej niechęci niektórych z nich, muszę tu podkreślić, iż to właśnie teozofia jest czystą i prawdziwą duchowością, natomiast współczesny system spirytyzmu, jaki jest dziś powszechnie praktykowany, jest tylko najwyższą formą

materializmu.

Pytanie: Wytłumaczcie, proszę, to zdanie nieco jaśniej.

Odpowiedź: Chcę przez to powiedzieć, iż choć nauka nasza podkreśla tożsamość ducha i materii i choć twierdzimy, iż duch jest potencjalnie materią, a materia tylko skrzepniętym duchem podobnie jak lód jest tylko zakrzepłą w stan stały parą ponieważ jednak pierwotny, odwieczny stan WszystkiBgo nie jest duchem, a raczej “ponad-duchem", a widzialna, stała materia jest tylko periodycznie powtarzającym się jego przejawie-

niem – utrzymujemy, iż termin “duch" powinien być użyty tylko w zastosowaniu do istotnej indywidualności.

Pytanie: A jakaż jest różnica między “istotną indywidualnością" a naszym “ja" lub “ego", którego wszyscy jesteśmy świadomi?

Odpowiedź: Zanim odpowiem na to pytanie, musimy wyjaśnić, co rozumiemy mówiąc “ja" lub “ego". Musimy odróżnić najprostszy fakt świadomości siebie samego, uświadomienia sobie: “ja jestem ja", od bardziej złożonego pojęcia: “jestem panem Smith lub panią Brown". Przyjmując wiarę w ciąg następujących po sobie narodzin na ziemi dla tej samej jaźni, czyli reinkarnację, odróżnienie to jest zasadniczą osią całego naszego pojęcia. “Pan Smith" to właściwie długi szereg codziennych doświadczeń, nanizanych na nić pamięci, a składających się na to, co pan Smith nazywa sobą, swoim “ja".

Ale żadne z łych “doświadczeń" nie jest w istocie tym “ja", tą “jaźnią", i nie one dają mu poczucie “siebie", gdyż zapomina on większość swoich zwykłych przeżyć, a dają mu one poczucie “siebie", tylko póki trwają. Toteż my, teozofowie, odróżniamy ten “kłębek doświadczeń", który nazywamy złudną (bo tak ograniczoną, efemeryczną i znikomą) osobowością, od owego czynnika w człowieku, który jest istotną przyczyną jego poczucia “ja jestem ja", i ten nazywamy prawdziwą indywidualnością. Mówimy, iż ta indywidualność, lub ego, gra różne role na scenie życia. Każdy nowy żywot tej samej jaźni na ziemi jest jak jeden wieczór na scenie teatru; raz artysta, czyli jaźń, jest Makbetem, drugi raz Shyloc-kiem, to znów Romeem, aby następnie ukazać się jako Hamlet czy też król Lear itd., póki nie przejdzie całej serii wcieleń. Jaźń rozpoczyna swą długą wędrówkę na ziemi od roli “duszka przyrody" na kształt Ariela lub Puka u Szekspira, potem jest jednym ze statystów –

żołnierzem, służącym lub członkiem chóru następnie przechodzi do ról mówionych i coraz większych, aż do dużych, głównych na przemian z nieznacznymi, i wreszcie schodzi ze sceny jako Prospero mędrzec i mag.

Pytanie: Rozumiem. Mówicie tedy, iż prawdziwa jaźń nie może powracać na ziemię po śmierci fizycznego ciała. Ale przecież aktor rna pełną swobodę czy jeśli zachował poczucie swej indywidualności, to może powrócić, gdy zechce, na teren swych poprzednich czynów?

Odpowiedź: Twierdzimy, że nie może; po prostu dlatego, iż taki powrót byłby nie do pogodzenia ze stanem nie zamąconego szczęścia po śmierci; jestem gotowa to udowodnić. Mówimy nieraz, iż człowiek doznaje za życia tyle niezasłużonego cierpienia z winy innych ludzi, z którymi obcuje, lub z powodu swojego otoczenia i warunków, iż zasługuje przynajmniej na zupełny spokój i odpoczynek, jeśli już nie szczęśliwość, zanim podejmie na nowo uciążliwą wędrówkę życia. Ale o tym pomówimy szczegółowo później.

Dlaczego przyjmujemy teozofię?

Pytanie: Zaczynam nieco rozumieć; ale widzę, iż wasze nauki są o wiele bardziej złożone i metafizyczne aniżeli spirytyzm, jak i współczesna myśl religijna. Czy możecie mi więc powiedzieć, dlaczego system teozofi-czny, który głosicie, wywołał tyle zaciekawienia, ale i tyle animozji zarazem?

Odpowiedź: Sądzę, iż jest parę po temu przyczyn; między innymi można wymienić: a) silną reakcję przeciw materialistycznym teoriom przeważającym dziś wśród uczonych; b) powszechne niezadowolenie, a także niechęć do sztuczności teologii różnych kościołów chrześcijańskich i coraz większej liczby walczących ze sobą

sekt; c) wzrastające przekonanie, iż wyznania, które tak oczywiście same sobie i wzajemnie sobie przeczą, n i e mogą być prawdziwe, a twierdzenia nie mające dowodów nie mogą być istotne. Ta zrozumiała nieufność w stosunku do ortodoksyjnych wyznań jest wzmacniana przez ich zupełną niezdolność do utrzymania moralności i podniesienia życia etycznego społeczeństw i mas; d) przekonanie u wielu ludzi, a u niektórych pewność, że musi gdzieś istnieć filozoficzny i religijny system, nie tylko spekulatywny, ale też dający wierzeniom naukowe podstawy; e) wreszcie może i wiarę, czy też przypuszczenie, iż należy szukać takiego systemu w naukach o wiele starszych od wszystkich dzisiejszych wyznań.

Pytanie: Ale dlaczego system ten właśnie teraz został przedstawiony?

Odpowiedź: Z tej prostej przyczyny, że czasy obecne zostały uznane za odpowiednie, a dowodem tego jest zdecydowany wysiłek wielu poważnych ludzi, aby szukać prawdy wszędzie tam, gdzie może być ukryta, i chęć znalezienia jej za wszelką cenę. Ci, którzy stoją na straży tej prawdy, widząc to, zezwolili, żeby chociaż jej część została objawiona. Gdyby powołanie Towarzystwa Teozoficznego zostało odłożone na kilkanaście lat, połowa cywilizowanych narodów zmieniłaby się przez ten czas w zatwardziałych materialistów, a druga w wyznawców antropomorficznych koncepcji lub w zwolenników konkretnych fenomenów.

Pytanie: Czy mamy uważać teozofię za objawienie, w pewnym sensie?

Odpowiedź: Nie, w żadnym sensie; nawet w znaczeniu nowego i bezpośredniego odkrycia części prawdy przez jakieś wyższe, nadprzyrodzone, a przynajmniej nadludzkie istoty; należy ją uważać tylko za “odsłonięcie" lub ponowne odkrycie starych, bardzo starych prawd przed ludźmi, którzy dotąd byli ich'nieświadomi

i nie wiedzieli nawet o istnieniu i przechowywaniu prastarej mądrości.

Ostatnio stało się modne ośmieszanie przekonań, iż w misteriach starożytnych, tak wielkich i kulturalnych ludów jak Egipcjanie i Grecy czy Rzymianie, istniało coś więcej nad samozwaricze wymysły kapłanów. Nawet różokrzyżowców uważa się za coś niewiele lepszego niż na pół zwariowanych, pół szalbierczych ludzi. Wiele napisano o nich książek i zupełni nowicjusze w tej dziedzinie, którzy zaledwie parę lat temu usłyszeli po raz pierwszy to miano, występują dziś jako dogłębni znawcy i krytycy takich przedmiotów, jak: alchemia, filozofia ognia i w ogóle mistycyzm. A przecież długi szereg hiero-fantów Egiptu, mędrców Indii, Chaldei i Arabii wraz z filozofami Grecji oraz Zachodu wszelkiej wiedzy nadawał zawsze imię mądrości i boskiej nauki, uważając, iż podstawy i źródła każdej nauki i każdej prawdziwej sztuki są w istocie boskie. Platon uważał misteria za najświętszą rzecz, a Klemens Aleksandryjski, który sam przeszedł wtajemniczenia w misteriach eleuzyńskich, stwierdził iż: “nauki w nich przekazywane zawierają w sobie całokształt ludzkiej wiedzy". Czy Platon i Klemens Aleksandryjski byli szaleńcami, czy oszustami, ciekawe – a może i tym, i tym?

Pytanie: Wspomnieliście o “animozji". Jeśli wszystko, czego teozofia naucza, jest prawdą, dlaczego spotkała się z tak wielką opozycją zamiast zostać ogólnie przyjęta?

Odpowiedź: Z wielu różnorodnych przyczyn; jedną z nich jest nienawiść ludzka do wszelkich “innowacji", jak to nazywają. Egoizm jest zawsze konserwatywny i nie znosi zakłócania własnego spokoju. Woli łatwe, nie wymagające niczego kłamstwo od najwyższej prawdy, jeśli ta żąda ofiary choćby z najdrobniejszej jego wygody. Siła umysłowego bezwładu jest tak wielka wszędzie

i w każdej rzeczy, która nie obiecuje niezwłocznej bezpośredniej korzyści i nagrody. A wiek nasz czci przede wszystkim konkretność, nie zaś uduchowienie. Poza tym rodzaj i cechy charakterystyczne nauk teozoficz-nych są dla wielu ludzi obce; złożoność teorii, z których pewne wręcz zaprzeczają wielu ukochanym ludzkim fantazjom, a które weszły niejako w krew, stając się treścią wierzeń szerokich rzesz, jest do zrozumienia niezbyt łatwa.

Jeśli weźmiemy również pod uwagę osobisty wysiłek i wielką czystość życia, wymaganą od tych, którzy chcą zostać uczniami wewnętrznej grupy, oraz to, Iż tylko do nielicznych ludzi może przemówić zupełnie bezosobowa, altruistyczna etyka, jasne się stanie, dlaczego teo-zofia jest skazana na tak powolną i trudną pracę. Jest to zasadniczo filozofia tych, którzy dużo cierpieli i utracili wszelką nadzieję na czyjąkolwiek pomoc w wydobyciu się z bagna przyziemnego życia. Przy iym historia każdego systemu wiary czy etyki nowo wprowadzanego na obcy grunt wskazuje, iż początki były zawsze trudne i spotykały wszelkie przeszkody, jakie obskurantyzm i egoizm mogły wymyślić. “Korona nowatorów jest zawsze cierniowa", o, na pewno! A wywracanie starych, przez robaki podgryzionych gmachów nie jest nigdy pozbawione pewnego niebezpieczeństwa.

Pytanie: Wszystko to odnosi się raczej do filozofii i etyki teozoficznej, a czy możecie mi dać pewne ogólne pojęcie o Towarzystwie Teozoficznym, jego celach i statutach?

Odpowiedź: Nie stanowiło to nigdy tajemnicy, proszę zadawać pytania, a odpowiedzi będą ścisłe i dokładne.

Pytanie: Ale słyszałem, iż wiąże was ślub tajemnicy.

Odpowiedź: Tylko w obrębie grupy lub sekcji ezoterycznej.

Pytanie: Słyszałem również, iż niektórzy członkowie po wystąpieniu z towarzystwa nie czuli się związani tą przysięgą tajemnicy. Czy słusznie?

Odpowiedź: Wykazuje to tylko, że ich pojęcie o honorze jest bardzo niedoskonałe. Jakże mogą mieć słuszność? Dobrze mówi o podobnych wypadkach artykuł w “The Path" (“Ścieżka"), naszym organie, wychodzącym w Nowym Jorku: “Przypuśćmy, że żołnierz sądzony za naruszenie dyscypliny i przysięgi, zwolniony z wojska, w swej wściekłości za sprawiedliwy wyrok, który sam na siebie ściągnął, jak i za karę, o której był wyraźnie uprzedzony, zwraca się do wroga z informacjami stając się szpiegiem i zdrajcą przez zemstę wobec swego dawnego szefa i jednocześnie uważa, iż kara zwolniła go od przysięgi wierności Sprawie". Jak sądzicie, czy można znaleźć usprawiedliwienie dla niego? Czy nie zasługuje on na miano tchórza j człowieka bez honoru?

Pytanie: Tak, ja myślę podobnie, ale są ludzie, którzy myślą inaczej.

Odpowiedź: Tym gorzej dla nich. Wrócimy jeszcze później do tego tematu.

Rozdział III

METODY PRACY

TOWARZYSTWA

TEOZOFICZNEGO

Cele Towarzystwa Teozoficznego

Pytanie: Jakie są cele Towarzystwa Teozoficznego? Odpowiedź: Są trzy cele i takie same były od początku: 1) stworzenie ośrodka wszechludzkiego braterstwa, bez różnicy ras, narodowości, płci, wyznania i barwy skóry; 2) popieranie studiów nad świętymi księgami Aryjczyków, również innych religii i nauk świata oraz przekonywanie o doniosłości starożytnych pism Azji, a mianowicie filozofii buddyzmu, braminizmu i zoro-astrianizmu; 3) badanie nieznanych tajemnic natury w każdej postaci, a zwłaszcza psychicznych i duchowych władz ukrytych w człowieku. Oto są w ogólnym zarysie cele Towarzystwa Teozoficznego.

Pytanie: Czy możecie mi podać nieco więcej szczegółów?

Odpowiedź: Można podzielić te trzy cele na tyle szczegółowych paragrafów, ile uważamy za potrzebne dla ich dokładnego wyjaśnienia.

Pytanie: Zacznijmy tedy od pierwszego. Jakich środków zamierzacie używać, chcąc wzbudzić uczucie braterstwa pomiędzy rasami znanymi z ogromnych różnic i odrębności w religii, zwyczaju, wierzeniach i sposobie myślenia?

Odpowiedź: Pozwólcie, że dodam to, czego, jak wydaje mi się, nie macie ochoty sami wyrazić. Wiemy oczywiście, iż z wyjątkiem dwóch szczątkowych ras, Parsów i Żydów, wszystkie inne narody są nie tylko w niezgodzie z innymi, ale i w swoim łonie mają różne walki i tarcia. A najbardziej rzuca się to w oczy wśród tzw. cywilizowanych narodów chrześcijańskich; stąd zapewne wasze zdziwienie i mniemanie, iż nasz pierwszy cel jest utopią. Czyż nie?

Pytanie: Tak, istotnie. Ale cóż macie do powiedzenia przeciw temu zdaniu?

Odpowiedź: Nie mogę zaprzeczyć, iż tak jest; ale wiele da się powiedzieć o potrzebie usunięcia przyczyn, które czynią z powszechnego braterstwa utopię.

Pytanie: Cóż według was stanowi te przyczyny?

Odpowiedź: Główną i najważniejszą jest wrodzony egoizm natury ludzkiej. Obecny system wychowania religijnego, nie tylko wzmacnia egoizm, ale i zdecydowanie usprawiedliwia, nie przyczyniając się bynajmniej do jego wyplenienia, lecz przeciwnie – wzmaga niepohamowany rozwój egoizmu. Pojęcia o złu i dobru zostały wśród ludzi zupełnie wypaczone, z powodu dosłownego przyjęcia żydowskiej Biblii. Cała bezinteresowność i altruizm nauki Jezusa pozostały teorią, przedmiotem krasomówczych przemówień z kazalnicy; przepisy praktycznego egoizmu podawane w Starym Testamencie, przeciw którym Chrystus ciągle, a daremnie występował, weszły niejako w krew i życie ludzi Zachodu. “Oko za oko, ząb za ząb" stało się pierwszą zasadą waszego prawa. Otóż śmiało i otwarcie twierdzę, że moralną przewrotność tej teorii tylko teozofia może wyplenić.

Wspólne pochodzenie wszystkich ludzi

Pytanie: Jak?

Odpowiedź: Wykazując na podstawie logiki, filozofii, metafizyki, a nawet nauki, że: a) tak fizyczne, jak duchowe źródło i pochodzenie wszystkich ludzi jest jedno, co jest podstawową nauką teozofii; b) treść i rdzeń catej ludzkości jest jeden i ten sam nieskończony, wieczysty, niezmienny czy nazwiemy go Bogiem, czy przyrodą. Stąd każda rzecz, która dotyka jeden naród lub jednego człowieka nie może pozostać bez wpływu na wszelkie narody i wszystkich ludzi. Jest to równie oczywiste i niezaprzeczalne, jak to, że kamień rzucony w jezioro poruszy każdą kroplę jego wody, wcześniej czy później.

Pytanie: Ale to nie jest nauka Chrystusa, jest to raczej pojęcie panteistyczne.

Odpowiedź: Mylicie się najzupełniej; jest to najbardziej chrześcijańska nauka, ale nie judaistyczna dlatego może wasze narody wczytujące się w Biblię wolą ją ignorować.

Pytanie: Jest to zbyt ogólny i niesprawiedliwy zarzut. Gdzież są wasze dowody na poparcie takiego twierdzenia?

Odpowiedź: O! są, tuż pod ręką. Chrystus miał powiedzieć: “kochajcie jedni drugich" oraz “miłujcie waszych nieprzyjaciół" {Mt 5, 44). “Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy* tego nie czynią? l jeśli pozdrawiacie tylko

* Celnicy byli uważani w tamtych czasach za opryszków i złodziei, a imię ich jak i zawód były dla Żydów wstrętne. Nie wolno im było wchodzić do świątyni, a Mateusz (18, 17) utożsamia ich niemal z poganami, a przecież byli to tylko rzymscy poborcy podatkowi, zajmujący takie samo stanowisko jak dziś podobni urzędnicy angielscy w Indiach i innych podbitych krajach.

swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?" Oto słowa Chrystusa (Mt 5, 46). Ale Genesis (9, 25) mówi: “Niech będzie przeklęty Kanaan! Niech będzie najniższym sługą swych braci!" Więc nie chrześcijanie, lecz zwolennicy Biblii wolą prawo Mojżeszowe od Chrystusowego prawa miłości. Na Starym Testamencie, który przemawia i podsyca wszystkie ich namiętności, opierają swe prawa do podboju, aneksji i tyranii wobec ras, które nazywają niższymi. Ile zbrodni popełniono na podstawie tego szatańskiego jeśli go wziąć w dosłownym znaczeniu martwej litery ustępu Genesis, tylko historia może nam dać pewne, choć bardzo niekompletne pojęcie*.

' “Przy końcu wieków średnich niewolnictwo, pod wpływem nacisku sit moralnych, zostało w Europie niemal zupełnie zniesione, ale zaszły wówczas dwa doniosłe wypadki, które przeciwstawiły się tej moralnej sile działającej już w europejskim społeczeństwie, zneutralizowały ją i rozpętały taką lawinę przekleństw i nienawiści, jakich ludzkość dotąd prawie nie znała. Jednym z tych zdarzeń były pierwsze podróże do gęsto zaludnionych przez ludy pierwotne, barbarzyńskie brzegów, gdzie istoty ludzkie stały się przedmiotem handlu; drugim odkrycie nowego lądu, gdzie cale kopalnie mamiących bogactw otwierały się przed zdobywcami, byle się znalazły ręce, aby je wydobywać. l przez 400 lat mężczyźni, kobiety i dzieci byli porywani gwałtem od rodzin i najbliższych i sprzedawani na wybrzeżach Afryki obcyrn handlarzom. Byli przykuci pod pokładem nierzadko umarli razem z żywymi – podczas potwornej podróży przez ocean; według Bancrofta, historyka bezstronnego 250 tysięcy, z trzech i pól milionów, było wyrzuconych do morza podczas tych nieszczęsnych morskich podróży. A pozostali byli skazani na bezprzykładną poniewierkę w kopalniach lub cierpieli pod batem na plantacjach ryżu i trzciny cukrowej. Odpowiedzialność za tę straszną zbrodnię spada na kościół chrześcijański. Rząd hiszpański «w imią Trójcy Przenajświętszej" zawarł ponad dziesięć traktatów upoważniających do sprzedaży przeszło pól miliona ludzkich istot; a w 1562 roku Sir John Hawkins wyruszył na swą szatańską wyprawę, by skupować niewolników w Atryce, a odsprzedawać w Indiach Zachodnich; przewoził ich na okręcie noszącym święte imię: «Jezus». Elżbieta, protestancka królowa, nagrodziła go za powodzenie pierwszej angielskiej wyprawy dla tego nieludzkiego handlu, pozwalając mu używać w swym herbie «pól-Maura w jego naturalnej barwie związanego powrozem™, innymi słowy, skutego Murzyna". (Z artykułu Zwycięstwo Krzyża, “Dziennik Agnostyczny".)

Pytanie: Mówiliście, iż wspólność naszego fizycznego pochodzenia została udowodniona przez naukę, jedność duchowego zaś źródła przez Religię Mądrości. Ale nie widzimy, aby darwiniści przejawiali wiele braterstwa.

Odpowiedź: Słusznie. Dowodzi to tylko niewystar-czalności materialistycznych systemów i potwierdza, iż my, teozofowie, mamy słuszność. Wspólność fizycznego pochodzenia nie przemawia do naszej wyższej natury ni głębszych uczuć. Materia pozbawiona duszy i ducha, czyli swej boskiej treści, nie może przemówić do serca. Ale wspólność duszy i ducha, rdzennej i nieśmiertelnej istoty człowieka, jak nas uczy teozofia, gdy raz będzie udowodniona i zakorzeni się w naszych sercach, zaprowadzi nas daleko w prawdziwym miłosierdziu i braterskiej życzliwości.

Pytanie: Ale jak teozofia tłumaczy wspólne pochodzenie człowieka?

Odpowiedź: Ucząc, iż podłożem i rdzeniem całej przyrody, obiektywnej i subiektywnej, i w ogóle wszystkiego, co istnieje we wszechświecie, tak widzialnym, jak niewidzialnym, była, jest i zawsze będzie jedna Absolutna Treść, z której wszystko bierze swój początek i do której wszystko powraca. Jest to filozofia aryjska, przedstawiona w całej swej pełni w systemie Wedanty i buddyzmu. Obowiązkiem teozofów jest, pamiętając o tym, starać się w praktyczny sposób o wprowadzenie we wszystkich krajach oświaty i wychowania niezależnego od żadnych wyznań ni sekt.

Pytanie: Co prócz tego należałoby jeszcze robić myślę o naszym fizycznym świecie.

Odpowiedź: Organizacja społeczeństwa, opisana przez Edwarda Bellamy w jego świetnej książce Patrząc wstecz, doskonale przedstawia teozoficzne pojęcie o tym, co powinno być pierwszym krokiem ku zrealizowaniu powszechnego braterstwa. To, co on opisuje, nie

daje się jeszcze wprowadzić w życie, gdyż egoizm wciąż przeważa i rządzi człowiekiem. A jednak, ogólnie rzecz biorąc, egoizm i indywidualizm już są w pewnej mierze zneutralizowane przez uczucie solidarności i wzajemnego braterstwa; projekt życia, jaki opisuje w tej książce, sprowadza do minimum przyczyny rozwijające i wzmacniające egoizm.

Pytanie: Więc jako teozofowie wzięlibyście udział w realizowaniu takiego planu?

Odpowiedź: Bez wątpienia, l już dowiedliśmy tego czynem. Czy nie słyszeliście o Partii Narodowej i klubach, które powstały po wyjściu książki Beilamy'ego? Stają się one teraz coraz bardziej znane, a po pewnym czasie zajmą jeszcze pocześniejsze miejsce. Założycielami tej partii, jak i klubów, byli przede wszystkim teozofowie. Prezesem i sekretarzem jednego z pierwszych klubów – Klubu Narodowego w Bostonie – był teozof; teozofowie również stanowili większość jego zarządu. W statutach wszystkich tych klubów, jak i partii, wpływ teozofii i Towarzystwa Teozoficznego jest wyraźny, gdyż wszystkie przyjmują za pierwszą i podstawową zasadę braterstwo ludzkości, tak jak tego teozofia naucza. W deklaracji swych celów mówią: “Braterstwo Ludzkości jest jedną z wiecznych prawd, które rządzą postępem świata i odróżniają naturę człowieczą od zwierzęcej". Cóż rnoże być bardziej teozoficznego? Ale tego nie dosyć. Potrzeba również przekonać ludzi, iż jeśli rdzeń i źródło ludzkości jest jedno, tedy musi też być jedna prawda wyrażająca się w różnych religiach, z wyjątkiem żydowskiej, gdyż nie widzimy jej wyrażonej nawet w kabale.

Pytanie: To się odnosi do wspólnego źródła wszystkich religii i w tym możecie mieć słuszność. Ale jakie zastosowanie znajduje to w praktycznym braterstwie w naszym fizycznym świecie?

Odpowiedź: Przede wszystkim to, co jest prawdą w sferze metafizycznej, musi nią być również i w fizycznej. Następnie, nie ma przecież chyba dziedziny, która by rodziła więcej nienawiści i walk aniżeli różnice religijne. Gdy jedna lub druga strona uważa siebie za jedynego posiadacza absolutnej prawdy, rozumie się samo przez się, iż każdą inną musi uważać za pozostającą w szponach bezwzględnego błędu, czyli “szatana". Ale gdy pokaże się człowiekowi, iż żadna religia nie zawiera całej prawdy, że wszystkie dopełniają się wzajemnie, że prawdę można znaleźć tylko w łącznych i wspólnych poglądach ich wszystkich, gdy to, co jest w nich błędne, z prawdą niezgodne, zostanie z każdej usunięte wówczas dopiero może zapanować prawdziwe braterstwo religii.

Pytanie: Wytłumaczcie to, proszę, nieco dokładniej.

Odpowiedź: Weźmy przykład: roślina składa się z korzenia, pnia lub głównej łodygi oraz wielu gałęzi i liści. Jak ludzkość, jako całość, jest pniem, który wyrasta z duchowego korzenia, tak pień lub łodyga jest osią rośliny. Gdy się uszkodzi łodygę, każda gałązka i liść oczywiście na tym ucierpią. Zupełnie podobnie jest z ludzkością.

Pytanie: Tak, ale jeśli się uszkodzi pęd albo liść,całość rośliny jeszcze na tym nie cierpi.

Odpowiedź: l dlatego sądzicie, iż raniąc lub krzywdząc jednego człowieka, nie szkodzimy tym samym całej ludzkości? A skąd wiecie? Czy nie czytaliście, że nawet materializm twierdzi, iż każde, choćby niewielkie, uszkodzenie rośliny wpływa na jej przyszły rozwój i wzrost? Toteż nie macie słuszności, a moja analogia jest ścisła. Jeśli jednak jesteście skłonni do przeoczenia faktu, iż nieraz zacięcie się w palec może całemu organizmowi przysporzyć cierpienia oraz wywołać reakcję w całym systemie nerwowym, chciałabym tym bardziej

zwrócić waszą uwagę, że mogą istnieć inne, duchowe prawa, działające tak na rośliny i zwierzęta, jak i na ludzkość, chociaż nie uznając wpływu ich działania na poprzednie zdarzenia, możecie negować samo ich istnienie.

Pytanie: Jakie prawa macie na myśli?

Odpowiedź: Nazywamy je prawami Karmy; ale nie zrozumiecie całego znaczenia tego terminu bez studiowania okultyzmu. Jednak nie opieram w tej chwili moich argumentów na istnieniu tych praw, a tylko na analogii z rośliną. Postarajcie się rozszerzyć to pojęcie, znaleźć powszechne jego zastosowanie, a przekonacie się, iż w prawdziwej filozofii każde fizyczne działanie ma swój moralny i trwały skutek. Wyrządzając człowiekowi fizyczną szkodę, możecie sądzić, iż jego cierpienie nie jest w stanie się rozszerzyć i przerzucić na jego bliźnich, a tym mniej dotknąć ludzi innego narodu. A my twierdzimy, że może, i że dotknie w odpowiednim czasie. Dlatego to mówimy, iż dopóki każdy człowiek nie zrozumie i nie przyjmie jako aksjomatu prawdy, że szkodząc jednemu człowiekowi, szkodzimy nie tylko sobie samemu, ale całej ludzkości choć na dalszą metę żadne braterskie uczucia głoszone przez wszystkich wielkich nauczycieli, a zwłaszcza Jezusa i Buddę, nie mogą zapanować na ziemi.

Nasze inne cele

Pytanie: Czy możecie mi teraz powiedzieć, jakimi metodami zamierzacie pracować dla drugiego celu towarzystwa?

Odpowiedź: Gromadząc w bibliotece Adiaru, naszej głównej siedziby, jak i w bibliotekach lokalnych poszczególnych ognisk, wszystkie wartościowe dzieła o religiach całego świata. Podając w książkach i pis-

mach ścisłe, prawdziwe informacje o różnych starożytnych filozofiach, tradycjach i legendach oraz szerząc je zarówno przez tłumaczenia, jak przez wydawanie cennych dzieł oryginalnych lub wyjątków z nich i komentarzy, oraz ustne przekazywanie wiedzy o nich przez ludzi znających dobrze poszczególne jej działy.



dalej


strona główna
(23kB)