(23kB)
strona główna


Jose Arguelles

 

SURFERZY ZUVUYI

 

Opowieść o międzywymiarowej podróży

 

Przekład Marek Geisler

 

Wydawnictwo PULSAR Warszawa 2004

 

*

 

Tytuł oryginału Jose Arguelles Surfers ofthe Zuvuya

Przekład: Marek Geisler przy współudziale Hanny Kotwickiej

Opracowanie: Hanna Kotwicka

Okładka: według projektu Yerlag Herman Bauer KG

 

Copyright © 2003 for the Polish edition by Wydawnictwo PULSAR Hanna Kotwicka

Copyright © 1987 and 1996 by Jose Arguelles

 

Ali right reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

 

Wydawnictwo PULSAR prowadzi sprzedaż wysyłkową swoich książek.

Nasz adres:

Wydawnictwo PULSAR

Dział Handlowy

01-390 Warszawa, ul. Puszczy Solskiej 8

tel./fax 22 - 665 72 84

e-mail: maya@maya.net.pl

internet: www.maya.net.pl

Druk: MEGRAF

ISBN 83-917384-7-7

 

 

Drodzy Czytelnicy

 

Macie przed sobą niezwykłą książkę. Jest ona wyjątkowa z kilku względów. Powieść ta łączy w sobie cechy fantastyki naukowej i traktatu filozoficzno-moralnego z artystyczną wizją świata, w którym najważniejszą rolę odgrywa harmonia. Książka ta jest próbą znalezienia odpowiedzi na pytania dotyczące prawdziwości doznań i przyczyn rzeczy. Przedstawia ona ludzi i stan ich wiedzy o sobie i Wszechświecie w kontekście historyczno-kulturowym, społecznym, a także artystycznym.

Jest ona także manifestem artystycznym, który w bardzo barwny i niekonwencjonalny sposób przedstawia osobę twórcy i jego misję. Jest ona także zadumą nad wartościami ogólnoludzkimi, oceną cywilizacji w szerokim tego słowa znaczeniu, ale przede wszystkim artystyczną wizją i powieścią o poszukiwaniu siebie.

Mówiąc o Surferach Zuvuyi, należy wspomnieć o ich autorze. Jose Arguelles jest człowiekiem, który nie waha się przed wprowadzeniem swoich idei i wizji w życie i chociażby dlatego budzi zaufanie. Gołosłowność stała się, niestety, stylem naszych czasów. Na przykład w swojej książce Arguelles wspomina niejednokrotnie o różnych organizacjach, które zresztą sam założył. Pragnę dodać, że celem tych organizacji jest tylko i wyłącznie promocja pracy artystycznej, a nadawanie im charakteru religijnego czy ideologicznego byłoby nie na miejscu. Tu zachęcam do przeczytania notki o autorze.

W międzywymiarowej podróży towarzyszy autorowi Wujek Joe. Kim on jest? Tym, kim lub czym chcecie, żeby był. Może być waszą lepszą połową, może też być przewodnikiem po nieznanych krainach, przyjacielem, spojrzeniem na rzeczywistość z punktu widzenia człowieka doświadczonego, głosem rozsądku, sumieniem albo, po prostu, galaktycznym surferem, przedstawicielem wyżej rozwiniętej cywilizacji, który chce nam pomóc w omijaniu pułapek ewolucji.

Mnie urzekła przede wszystkim radość życia emanująca z Wujka Joe i jego naturalność. Gra, kiedy chce; śpiewa, kiedy chce; często się śmieje, ale jednocześnie bardzo poważnie traktuje siebie i Wszechświat. Jest z siebie zadowolony i chce być zadowolony ze wszystkich i wszystkiego. Trudno mi się z nim nie utożsamiać.

Według Arguellesa (Wujek Joe też jest tego zdania) podstawą szczęścia jest harmonia. Jest ona najważniejszą, jeśli nie jedyną, cechą sztuki. Tak więc sztuka jest harmonią świata, a zharmonizowany świat sztuką.

Warto zwrócić uwagę na styl autora. Naukowa analiza przeplata się z fantazyjną, szokującą wręcz, prostodusznością wypowiedzi, a wszystko poprzeplatane jest przedziwnymi metaforami i poetyckimi opisami.

Jak sam autor stwierdza, celem Surferów Zuvuyi jest przekazanie treści zawartych w Faktorze Majów w sposób prosty i przejrzysty dla wszystkich czytelników. Pisząc Surferów, spotykał się z przyjaciółmi swojego nieżyjącego już syna i konsultował z nimi treść książki. Nie trzeba zatem zrażać się zawiłością niektórych sformułowań, wszystko w końcu zostaje dokładnie i w prosty sposób wyjaśnione. Wszystkie daty w tekście odnoszą się do roku 1988, w którym powstała ta praca, dlatego należy wziąć ten fakt pod uwagę przy analizie tekstu.

Na koniec chciałbym zaznaczyć, że celem tej książki, podobnie jak i innych pozycji tego autora, nie jest straszenie czytelników nadciągającym końcem świata i wyznaczanie kolejnej jego daty, ale skłanianie do myślenia i refleksji. Jest to artystyczna wizja malarza-poety. Ludzie wychowani w kręgu kultury zachodniej uzależnieni są od technologii i coraz rzadziej mają ochotę zastanawiać się nad alternatywnym stylem życia. Coraz rzadziej też myślą o innych. Czy jeszcze potrafimy żyć w harmonii z Ziemią i naturą? A może po prostu potrzebujemy Konwergencji Harmonicznej?

 

Marek Geisler Warszawa, dnia 6 kwietnia 2004

 

*

 

SPIS TREŚCI

 

Słowo wstępne........................................................................................................7

Przedmowa............................................................................................................11

Jose Arguelles: Uzupełnienie 2004.......................................................................18

Rozdział l...............................................................................................................23

wspaniała drużyna inżynierów majańskich i jej galaktyczne ESKAPADY

Rozdział 2...............................................................................................................37

jak surfować po zuvuyi i stać się jednym z majów

Rozdział 3...............................................................................................................49

DZIEŃ PO DNIU NA WZÓR MAJÓW

Rozdział 4...............................................................................................................63

prawdziwa historia atlantydy

Rozdział 5.............................................................................................................73

kampania na rzecz ziemi

Rozdział 6.............................................................................................................85

CO DRZEMIE W KRYSZTAŁACH

Rozdział 7.............................................................................................................97

ZEN CZYSTEJ FORMY FALOWEJ

Rozdział 8...........................................................................................................111

wojownicy zuvuyi, czyli powrót do domu

Epilog..................................................................................................................125

Podziękowania....................................................................................................129

O autorze.............................................................................................................131

Słownik podręczny..............................................................................................133

 

*

 

Słowo wstępne

 

Kiedy pewnego pięknego grudniowego dnia 1983 roku po raz pierwszy spotkałam Jose Arguellesa przed drzwiami mojego domu w Los Angeles, wymieniliśmy kilka serdecznych zdań typowych dla pisarzy, wzajemnie zainteresowanych swoją pracą. Podziwiałam jego Transformative Vision (Wizją Transformatywna} i nawet zacytowałam tę pozycję w książce The Aąuarian Conspiracy, którą wtedy pisałam. Oprócz tego znałam go jako współautora pięknej, pełnej artyzmu Mandali.

Już po kilku minutach siedzieliśmy nad rozłożoną serią inspirujących obrazów, które stały się później punktem centralnym jego książki Ziemia wschodząca. Wprawdzie Jose przyszedł tylko na obiad, ale i ja, i mój mąż byliśmy tak bardzo nim oczarowani, że zatrzymaliśmy go na dwa dni. To wyznaczyło rytm naszych późniejszych spotkań, które odbywały się w takich miejscach jak Brussels Hilton czy pole golfowe w Ojai Foundation w Kalifornii. Jose jest postacią więcej niż mityczną.

Środowisko, w którym się wychował, było, jak sam stwierdza, „skalkulowane tak, by utrzymywać go na krawędzi". Jego ojciec był Meksykaninem o silnych skłonnościach komunistycznych, a matka romantycznie nastawioną do świata niemiecko-amerykańską luteranką. Wychowywał się w dwóch różnych kulturach i dwóch językach. Pierwsze lata spędził w Meksyku, kolejne w Minnesocie. „Ivan, mój brat bliźniak, był moim zbawieniem", powiedział kiedyś. „On, co prawda, również był dziwakiem, ale przynajmniej mieliśmy siebie nawzajem".

Jose imał się różnych zajęć: pracował w bibliotece publicznej, wstawał o 4 rano i roznosił gazety, mył okna, zmywał naczynia, rozładowywał pociągi towarowe wypełnione 50-kilogramowymi workami z solą.

Ponieważ uprawiał sztukę wizualną, tytuł doktora w dziedzinie historii sztuki wydawał się odpowiedni. Już jako naukowiec spędził kilka lat w Europie. Prawdziwe „dziecko renesansu". Pod koniec lat 60. i na początku lat 70. wykonywał malowidła ścienne w budynkach college'ów, a później został krytykiem sztuki w Boulder w Kolorado. W 1970 roku, gdy pracował jako wykładowca na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis, zorganizował pierwszy Festiwal Całej Ziemi. „Jedynym powodem, dla którego zdobyłem stopień doktora", powiedział mi kiedyś Jose, „była chęć bycia osobą wiarygodną, nie chciałem być uważany za wariata. Pierwsze wizje pojawiały się, gdy miałem 4 lata, więc wiedziałem od początku, że jestem trochę inny niż wszyscy".

Jose studiował również buddyzm tybetański. „Nawet z tytułem doktora nie jest łatwo być wizjonerem. Zrozumiałem, że muszę w dalszym ciągu rozwijać swoją duchowość i współczucie, bo w przeciwnym razie stanę się zgorzkniałym, niesympatycznym przedstawicielem cyganerii artystycznej, przesiadującym w kawiarniach i o wszystko oskarżającym społeczeństwo. Nauczyłem się przyjmować ataki".

Od samego początku naszej znajomości, Jose mówił o 16 i 17 sierpnia 1987 roku jako o dniach najbardziej odpowiednich dla obchodów Konwergencji Harmonicznej. Miał do tego kilka powodów, a mianowicie: własną inspirację, swoją interpretację przesłania Majów i współczesne przepowiednie kilku północno-amerykańskich plemion. Jak może się przekonać czytelnik Surferów Zuvuyi, Jose Argiielles traktuje objawienia i proroctwa zarówno lekko, jak i poważnie.

Idea konwergencji zyskała popularność wśród pionierów ochrony środowiska i umocniła się jeszcze bardziej w połowie 1987 roku, kiedy to została odkryta przez media. W mediach od razu przedstawiono ją jako przebrzmiały New Agę i apokaliptyczną ekstrawagancję. Niezależnie od uszczypliwej interpretacji mediów, wydarzenie to przyciągnęło miliony zdrowych na umyśle ludzi, dla których była to okazja, aby medytować lub też modlić się wspólnie o pokój i szczęście dla tej wojowniczo nastawionej planety.

Jedna kwestia stała się oczywista: Nasza kultura nie rozumie celu mitu ani roli, jaką odgrywa jego twórca. Mity nie są kwestią wiary lub niewiary. Są po to, by je wykorzystywać. Jeżeli mit albo metafora, służy naszemu wewnętrznemu przewartościowaniu, jest on prawdziwszy od wieczornych wiadomości czy podręcznika. Mit, poezja, sztuka i muzyka są prawdami innego wymiaru, są pożywieniem i wytchnieniem dla umęczonego ducha. Człowiek uczy się najlepiej poprzez opowieść, zabawę, schemat znaczeniowy.

Mit Majów, zinterpretowany w Faktorze Majów, Ziemi wschodzącej i Surferach Zuvuyi, jest „okręgiem, którego środek znajduje się wszędzie, a obwód nigdzie". Powstał z siły wyobraźni i odsłania przed nami nasze możliwości ... moc „wewnętrznego" placebo, które łagodzi ból, moc zamiaru, wystarczającą do zmiany najsubtelniejszych aspektów fizjologii i moc oczekiwań, które decydując tym, co widzimy i słyszymy.

Nasze opowieści muszą odpowiadać naszym możliwościom. Konwergencja Harmoniczna była taką właśnie opowieścią, historią opowiedzianą przez współczesnego twórcę mitów i została odegrana na skalę, która zadziwiłaby starożytnych. Surferzy Zuvuyi to opowieść, która jest kolejnym pomocnym i inspirującym krokiem w przyszłość dla Ziemian-patriotów.

29 października 1987 roku, niedługo po Konwergencji Harmonicznej, ukochany, osiemnastoletni syn Jose zginął w wypadku samochodowym. Jose pogodził się z tą wielką stratą w zwykły dla siebie sposób. Odizolował się od wszystkiego i wszystkich (przeszedł, zgodnie z tradycją tybetańską, 49-dniowe wycofanie się) i odzyskawszy siły, rzucił się w wir pracy twórczej. Właśnie ta książka jest światłem, które zajaśniało w najczarniejszej godzinie. Jest ona darem dla Jose i jednocześnie darem od niego.

Spotkałam się z Jose sześć czy siedem razy i zawsze były to magiczne spotkania. Tak jak „Trzynaście" jest drugim imieniem Wujka Joe Zuvuyi z tej opowieści, tak „Magiczny" jest drugim imieniem Wujka Jose. Zapraszam w filozoficzną przygodę z człowiekiem, który przeżywa swoje sny i śni swoje życie.

 

Zaczynamy surfowanie!

 

Marilyn Ferguson

Los Angeles, Kalifornia

14 czerwca 1988

 

*

 

Joshowi. Czy życia czy po śmierci – jesteśmy jednością.

 

Przedmowa

 

Historia spotkania z moim wielo wymiarowym odpowiednikiem, Wujkiem Joe Zuvuya, jest ściśle związana z sagą o życiu i śmierci. Zaledwie miesiąc po tym jak napisałem ten krótki, dziwaczny tekst, 29 października 1987 o godzinie 2.35 w nocy, mój osiemnastoletni syn i jego przyjaciel Mikę Buddington zginęli tragicznie w wypadku samochodowym w pobliżu Fort Collins w Kolorado.

Gdy 29 października o godzinie 7.00 rano dowiedziałem się o tym od oficera policji, mój świat nagle stanął w miejscu. W końcu powoli zacząłem się oswajać z nową rzeczywistością i z tym najważniejszym, przesądzającym o moim dalszym życiu wydarzeniem. Często zastanawiałem się nad związkami pomiędzy moim wielowymiarowym odpowiednikiem i wydarzeniami prowadzącymi do śmierci Josha, jak również tym, co miało dziać się później. Nie raz zdarzyło mi się usłyszeć głos mojego syna - lub jego wielowymiarowego odpowiednika, który namawiał mojego wielowymiarowego odpowiednika, abym napisał tę książkę. Dlaczego?

Śmierć jest najbardziej bezpośrednim i nieodwołalnym przejściem do kolejnego wymiaru. Przed Surferami nigdy w pełni nie koncentrowałem swojej uwagi czy energii na rzeczywistości międzywymiarowej. To prawda, byłem jej świadomy i miałem coś więcej niż doświadczenie pozwalające mi przenikać jej zasłony. Jednak nic, co wynikałoby z moich wcześniejszych doświadczeń, nie nakazywało mi utrzymywać z nią stałych więzi.

Kiedy w połowie września 1987 roku zaczynałem pracę nad Surferami Zuvuyi, Josh rozpoczynał właśnie studia na Stanowym Uniwersytecie Kolorado w Fort Collins. Nasze wzajemne stosunki weszły w nową fazę komunikacji poprzez kontakty telefoniczne i listowne na wyższym poziomie. Dzięki nim potwierdziło się i wzmocniło nasze poczucie wspólnej tożsamości. Z całą pewnością część natchnienia do napisania Surferów wypływała z mojego pragnienia komunikacji albo, mówiąc prostszym językiem, z potrzeby ukazania znaczenia Konwergencji Harmonicznej i wprowadzenia jej do życia ludzi takich jak mój syn i jego pokolenie.

W niedzielę w nocy, 25 października, zadzwonił do mnie Josh. Gdzieś zapodział kluczyki od swojej Hondy rocznik 78, którą dostał ode mnie i mojej żony jako prezent z okazji ukończenia szkoły i prosił, aby przysłać mu zapasowe. W jego głosie było coś dziwnego, jakaś nuta desperacji. Następnego dnia rano zapakowałem kluczyki w kawałek tektury i dołączyłem krótką notatkę. Moje ostatnie słowa brzmiały: „Harmoniczna Konwergencja wciąż się wydarza - wypatruj UFO". To był nasz ostatni akt komunikacji.

Pamiętnego dnia o godzinie 2.35 w nocy mój syn wraz z Mike'm znajdowali się na trasie do Greeley. Wieczorem Mikę zostawił swoje kluczyki w pobliskim miasteczku. Josh wiózł go tam po raz drugi tej nocy z Fort Collins. Wysłany przeze mnie kluczyk, który uruchomił owej nocy zapłon samochodu, okazał się kluczem do „Królestwa". Rzeczywistość następnego wymiaru bez żadnego ostrzeżenia wzięła sprawy w swoje ręce.

Sprawa kluczy uderzyła mnie z jednego powodu. Czułem, że śmierć Josha jest dla mnie kluczem do czegoś, co nazwałbym Wielką Tajemnicą, między wy mi ar ową rzeczywistością. Przenika ona i nasyca informacją naszą fizyczną rzeczywistość, którą zbyt często uważamy za ,jedyną". W ciągu kolejnych tygodni i miesięcy po śmierci Josha zacząłem zdawać sobie sprawę, że Surferzy Zuvuyi byli proroczym tekstem. Całym swoim jestestwem zanurzyłem się więc w zgłębianie międzywymiarowej rzeczywistości. Pozwolę sobie wyjaśnić, jak do lego doszło.

Surferzy Ziwityi zrodzili się spontanicznie. Byli niejako odpowiedzią na moją i waszą potrzebę przejścia do Konwergencji Postharmonicznej. Moja poprzednia książka, Faktor Majów: Ścieżka poza technologią, ściśle związana z Konwergencją, stanowi wyzwanie zarówno filozoficzne, jak i techniczne. Zasługuje ona na zgłębienie i mam nadzieję, że będzie zgłębiana jeszcze długo po tym wydarzeniu. Mając na uwadze szeroki wydźwięk Konwergencji Harmonicznej (16-17 sierpnia 1987 r.), wiedziałem, że trzeba znaleźć sposób, by przystępnie opowiedzieć o niej ludziom.

Surferzy Zuvuyi adresowani są do osób, które poczuły potężną energię tamtych dni, nie znając przyczyn. Chociaż książka ta była naturalną kontynuacją mojej osobistej podróży przez Konwergencję, to fakt, że jej tematem była między wy miarowa rzeczywistość, zachwycił mnie, a nawet zadziwił. Było to jak głęboki prąd podziemny, który wytrysnął ze mnie i swą siłą sięgnął daleko w głąb lądu.

Na razie mogę powiedzieć tylko tyle: Konwergencja Harmoniczna to prawdziwe życie, rozdział czasu rzeczywistego w wielowymiarowej sadze Majów. Milczące kamienie ruin cywilizacji majańskiej są jedynie namiastką wielkiej epickiej sagi, która zakodowana jest w przyszłości.

W czasie Konwergencji każdy, począwszy od Shirley MacLaine i Johnny'ego Carsona, a skończywszy na bezimiennych tysiącach ludzi w małych miasteczkach nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie, od Sankt Petersburga w Rosji po słoneczne Rio de Janeiro, został włączony w jej akt. Co więcej, większość ludzi nie wiedziała dlaczego.

Czuli coś i wiedzieli, że nadszedł czas, żeby coś zrobić. Ale wstać o nietypowej godzinie, by oddać hołd Słońcu? Dlaczego?

Dlatego, że każdy z nas, bez względu na lo, jak nienaturalnie może to zabrzmieć, został dopadnięty przez Zuvuye! Tak. To, co ludzie poczuli, to zew i podnieta Zu-vu-ya.

Zuvuia jest terminem majańskim na określenie wielkiego obwodu przypomnienia. Jest to gorąca Unia pamięci, która działa indywidualnie i kolektywnie. Najważniejsze jest to, że biegnie ona zarówno w przyszłość, jak i w przeszłość. Dlaczego? Dlatego, że Zuvuya jest międzywymiarową nicią; my wszyscy także jesteśmy między wymiarowi.

Możesz wejść w Zuvuyę w każdej chwili i każdym miejscu. Kiedy już w niej jesteś, uświadamiasz sobie, że zawsze byłeś z nią związany, ale kiedy tracisz z nią kontakt, wszystko traci nagle swój sens. Lecz Zuvuya nadal jest. To ona przyciąga synchronizację i konsekwentnie daje ci moc. Jest rurociągiem tego, co magiczne.

Aż oto na styropianowym wysypisku technologicznego supermarketu naszego życia wydarzyła się Konwergencja Harmoniczna. Była ona i jest naszą przepustką do większego, magicznego, mitycznego i mistycznego życia Galaktyki. Konwergencja Harmoniczna była i jest między wy miarową energią Zuvuyi, która przepływając przez świadomość rasy ludzkiej, daje jej sygnał, że coś się wydarza. Dostrzegamy, że nie jesteśmy sami. Tak, istnieje życie w innych sferach planety Ziemi, jak również poza nią i to w wielkiej obfitości.

Wszystko zaczęło się wokół mnie zmieniać dzięki temu, że wsłuchując się w ten sygnał, poszedłem za nim aż do jego źródeł. Kiedy nauczyłem się z lekkością poruszać w innych wymiarach, stałem się surferem Zuvuyi. Gdy nauczysz się płynąć na fali Zuvuyi, będziesz mógł czerpać przyjemność z życia podwójnie. Droga do tego nie jest daleka.

Wszyscy jesteśmy już oswojeni z podróżami na latającym dywanie, które pojawiły się w filmach w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Temat ten został zaczerpnięty z bajek arabskich. Czyni w istocie jest latający dywan? Jest on metaforą podróży międzywymiarowej.

W ten sam sposób, wraz z narodzinami sportu surfingowego w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wyłonił się zbliżony metaforycznie obraz: podróż na grzywie fali z jednego wymiaru rzeczywistości do drugiego. Zuvuya jest falą, a surfowanie na niej oznacza unoszenie się na jej dynamicznym grzbiecie, który łączy naszą trójwymiarową, fizyczną rzeczywistość z rzeczywistością cztero wymiarową - wymiarem naszych snów, ciał energetycznych i świetlnych. Patrząc z perspektywy zbiorowej, Konwergencja Harmoniczna była zatem grzbietem solarno-galaktycznej fali Zuvuya, która w naturalny sposób pociągnęła za sobą naszą planetę, doprowadzając do powszechnego przebudzenia.

Stając się surferem Zuvuyi, zacząłem zauważać, jak wielki wpływ wywarła na mnie Konwergencja. Zabrzmi to dość pretensjonalnie, kiedy powiem, że zmieniła ona moje życie. Niektórzy pomyślą, że próbuję sprzedawać im bzdury lub, niczym w telewizji, silę się na profesjonalne wyznania na temat opery mydlanej. Jednak tu chodzi o coś więcej. Stwierdzenie, że Konwergencja Harmoniczna stała się moim życiem, byłoby o wiele trafniejsze. Ale tylko dlatego, że moje życie stało się harmonicznie skonwergowane (harmonicznie zbieżne, przyp. tłum.).

Całymi latami słuchałem własnego głosu - głosu wewnątrz mojej głowy. Tak właśnie dotarłem do tajemniczych dat: 16 i 17 sierpnia 1987 roku. Poszedłem nie tylko za tym głosem, lecz także za dążeniem mojego życia - za równie tajemniczymi Majami.

Wtedy wydarzyła się Konwergencja Harmoniczna. Głos w mojej głowie stał się silniejszy, zaczął dominować. Kiedy to zaakceptowałem, zdałem sobie sprawę, że ja sam stałem się postacią w niekończącym się, zadziwiającym, wielowymiarowym eposie Majów, w gigantycznej opowieści wewnątrz opowieści, galaktycznej sadze na skalę kosmiczną.

Głos w mojej głowie okazał się Wujkiem Joe Zuvuyą, moim „między-wymiarowym sobowtórem". Konwergencja Harmoniczna w rzeczywistości oznaczała dla mnie przybycie mojego międzywymiarowego sobowtóra i świadome połączenie z nim sił. Podejrzewam, że to samo zdarza się wielu ludziom, kiedy spotykają swoje skonwergowane ja.

Nie muszę dodawać, że od dłuższego czasu byłem świadomy obecności Wujka Joe. Ale dopiero osobiste doświadczenie Konwergencji Harmonicznej umożliwiło wprowadzenie go do akcji. Tak naprawdę byłem zaskoczony, kiedy się pojawił. Gdy to się stało, uświadomiłem sobie mądrość płynącą z jego pojawienia się właśnie w tym czasie. W końcu Wujek Joe jest jednym z Majów, Majowie zaś są mistrzami nawigacji w wielkim nurcie czasu.

Ponieważ Majowie bardzo swobodnie podchodzą do czasu, kwestie proroctwa, prekognicji i cielesnych sobowtórów są jedynie trikami w międzywymiarowym pokerze rozgrywanym ich kartami. W tej grze z łatwością można przetasować przeszłość i przyszłość z teraźniejszością. Z tego właśnie powodu rozwinęło się we mnie niemal przerażające uczucie, że pojawienie się mojego między-wymiarowego sobowtóra ma związek ze śmiercią mojego syna i w konsekwencji jest to jego powrót do Wielkiej Tajemnicy. Czy pojawienie się mojego międzywymiarowego sobowtóra było dla mnie darem, czy znakiem przedostania się do rzeczywistości „drugiej strony"? Kiedy przeprowadzałem moje własne pokonwergencyjne porządki, zastanawiałem się, czy sobowtór mojego syna podłączył się do mnie po to, by przyspieszyć pojawienie się Wujka Joe?

Nie ulega wątpliwości, że istnieje pewien tajemniczy związek pomiędzy napisaniem tej książki i śmiercią mojego syna. Rozszerzająca się sieć międzywymiarowej rzeczywistości obejmuje aspekty rzeczywistości, które pozostają zamknięte dla logiki i rozumu. W konfrontacji z takimi synchronistycznymi lub kosmicznie wprowadzanymi potwornościami - nazywamy je wypadkami - dobrze jest móc zrobić taki odskok lub może powinienem powiedzieć posurfować. Oto widzę przed sobą Wujka Joe, uczącego mnie jak się rozchmurzyć, jak unieść na wirujących prądach przypływów wyobraźni.

W rezultacie jego nacisków na to, abym eksperymentował i dalej się rozwijał, książka ta jest zdecydowanie inna niż jej poprzedniczka Faktor Majów. Jest jednak coś, co je łączy. W obu książkach punktem wyjścia jest tajemniczy, kosmiczny składnik: faktor Majów.

W tej chwili mogę powiedzieć tylko tyle, że -jako kosmiczny dodatek - pojawia się on w recepcie na synchroniczność. Jest czymś, co pozwala ci spojrzeć w swoje deja vu! Jest to twój bilet powrotny do Zuvuyi, gorącej linii pamięci, która doprowadzi cię do twojego własnego między wymiarowego sobowtóra! Jest to powrót pamięci do czegoś, czego nigdy naprawdę nie zapomniałeś.

Odkryłem, że dzięki spotkaniom i zabawom z Wujkiem Joe mój bilet powrotny do Zuvuyi rzeczywiście podwoił moją radość życia. Wujek Joe jest tak obeznany z przygodami i kosmicznymi podróżami, że Surferzy Zuvuyi to tylko początek i zapowiedź nigdy niekończącej się historii. Jednakże w tej opowieści ja i ty, i każdy - również Ziemia - stajemy się bohaterami i bohaterkami. Zapisywane strony tej opowieści są dosłownie dniami naszego życia. Ponieważ Wujek Joe jest zakotwiczony wielowymiarowa, ma on większe perspektywy wglądu, jest mądrzejszy ode mnie i jednocześnie bardziej praktyczny. W rezultacie książka ta jest jego przedstawieniem.

Ale kim jest Wujek Joe? Dowcipnym kosmicznym filutem, posługującym się modnym żargonem, żartobliwym międzywymiarowym surferem, który wprowadzając śmiech w miejsca, przed którymi najbardziej się wzbraniam, wydaje się prawie zawsze mnie ośmieszać. Ale to jest gra, w której jestem przedmiotem żartów dla kogoś, kto mnie kocha, jest mi bliski i zna mnie lak dobrze, że może sobie na to pozwolić. Tak naprawdę musi mieć on taką możliwość, w przeciwnym razie nie wypełniłby swojej roli.

Przypuszczam, że moglibyśmy pomyśleć o Wujku Joe, jak o moim wyżej postawionym ja. W tym jednak przypadku moje Wyższe Ja, mój wielowymiarowy sobowtór, przyszedł po to, by, wymazując lata defensywnej pretensjonalności, pozwolić małemu chłopcu we mnie wkroczyć do gry. „Hej, Jose, naprawdę potrzebujesz tego dr. fil. przed nazwiskiem?", słyszę, jak mnie pyta. Wujkowi Joe nie chodzi jednak tylko o tego małego chłopca we mnie, ale o otwarte, czułe serce. Na świecie jest zbyt wiele bezdusznej powagi. „Czy jest coś złego w tym, żeby zrobić Bogu kilka psikusów?", mówi Joe. „Jeśli rzeczywiście zmienisz się w swojego wielowymiarowego sobowtóra, możesz płatać figle i ciągle być czysty jak łza!" I oczywiście mały chłopiec we mnie odpowiada: „Czemu nie?"

Wujek Joe, jako niezmordowany gawędziarz, zawsze mnie atakuje. Robi to ze swoim osobliwym Zuvuya-błazeństwem. On wie dokładnie, jak przeciskać się przez ścieki mojego ego i spłukiwać moje konceptualne oczekiwania wprost do szamba zapuszczonych ambicji i mojego wyświechtanego sposobu bycia. Co za facet!

Przede wszystkim Wujek Joe jest ekspertem w kwestii nieskończonych cnót, płynących z zamieszkiwania w ciągłym Teraz. To jego miejsce. Właśnie tam przebywa. „Przebywaj w teraźniejszości", mówi, „a wszech miłująca bryza morza galaktycznego wiecznie będzie cię pieścić!" To prawda. Za każdym razem, gdy wciąga mnie on w pułapkę jednego z moich lęków, raczej wcześniej niż później kończę razem z nim w teraźniejszości. Kocham to. Nauczyłem się od Wujka Joe, że to właśnie z grzbietu fali teraźniejszości można zobaczyć coś, a zarazem wszystko!

Chociaż książka ta może się chwilami czytać jak galaktyczna bajka o pewnej planecie poszukującej sposobu na przetrwanie i szansy na wyższe życie, jest ona śmiertelnie poważna. Choć niektórzy mogą ją lekceważyć i odbierać jedynie jako fantazję, mówię tylko o tym, w co wierzę, a wierzę tylko w to, czego doświadczyłem. Wszystko, czego doświadczyłem, mówi mi, że nadszedł czas na bardziej kreatywne działanie na Ziemi. To mój cel.

Wujek Joe zgadza się z nim. Tak naprawdę, jak się dowiedziałem, to właśnie on go wyznaczył. Nasza planeta ugrzęzła w korku i istnieje tylko jeden powód, dla którego możesz użyczyć swojego serca i energii, płynąc na grzbiecie Zuvuyi razem z nami, abyśmy wszyscy mogli ruszyć dalej!

Zgodnie z kalendarzem Majów w tej fazie ewolucji (1987-1992), zanim wejdziemy w dwudziestoletni okres powrotu do domu, musimy przeskoczyć pięcioletnią przepaść dzielącą nas od niego. Aby osiągnąć następną fazę ewolucyjną - po 2012 roku - musimy dokonać całkowitej transformacji świata. Transformacja ta pociąga za sobą rewolucyjne zmiany w sposobie bycia, zmiany, jakich nie zaznano w historii ludzkości!

Przeprowadzanie zmian o tak niezwykłej naturze jest niewdzięcznym zajęciem. Mogą one jednak nastąpić tylko wtedy, kiedy ludzie podejdą do nich z radością i zadowoleniem. Nie nadejdą, jeśli nie weźmiemy udziału w tej zabawie!

Znaczenie przesłania Wujka Joe zawarte jest w słowach: „Świat zmieni się tylko wtedy, gdy zaakceptujemy i rozpoczniemy grę z następnym wymiarem - wymiarem czwartym!" W związku z tym radykalne spojrzenie na świat i niezbędny pośpiech uwidoczniony w Surferach Zuvuyi są jedynie kontynuacją mój ej poprzedniej pracy.

Pojawienie się Wujka Joe oddziela moją nową pracę od wszystkiego, co publikowałem do tej pory. Już tylko z tej przyczyny napisanie i przedstawienie Surferów Zuvuyi jest dla mnie tak wielką przyjemnością. Spotkanie z moim międzywymiarowym sobowtórem wywarło na mnie przemożny wpływ. Jest to moje „wyjście z ukrycia"! Mam nadzieję, że i wy będziecie zafascynowani i pozostaniecie pod równie głębokim wpływem swojego własnego między wymiarowego sobowtóra.

Zabierając was w między wymiarową podróż, pragnę, żeby ta książka sprowokowała was do zadumy nad własnym życiem i śmiercią. Niech ta opowieść, którą wysnułem z doświadczeń mojego życia i śmierci syna, zainspiruje was do zastanowienia się nad intensywnością naszych czasów. Chciałbym, abyście biorąc to pod uwagę, posuwali się lekko i radośnie z prądem rzeczywistości waszego własnego sobowtóra, który będzie waszym przewodnikiem. Oby większa tajemnica i magia, znana kiedyś sercom wszystkich istot, poniosła jeszcze raz tę wspaniałą planetę, Statek Kosmiczny Ziemia, do jej prawdziwego przeznaczenia. Surfujmy!

 

Doktor filozofii Jose Arguelles - Surfer Zuvuyi

l kwietnia 1988 r., Boulder, Kolorado

10 Akbal 9 Mac

Kin 23, Niebieska Planetarna Noc

 

Jose Argiielles: Uzupełnienie 2004

 

Gdzie jesteście, Wojownicy Zuvuyi ?

 

„Hallo, Surferzy! Posłuchajcie! To ja, Wujek Joe! W 1987 roku usłyszeliście mnie po raz pierwszy, potem, dziesięć lat później, w 1997 roku ponownie dałem znać o sobie. Według mojego kazoo upłynęło wtedy 10 lat A.D. 1987 - A.D. 1997. Ale co to były za lata? Kto je wymyślił? Kto zapoczątkował ich rachubę i dlaczego? Do tego te litery A i D. Co one mają wspólnego z latami?

Wyjawię wam tę tajemnicę: zdaniem Watykanu litery A i D znaczą Anno Domini - Rok Pański, Rok Pana. Oczywiście chodzi tu o Jezusa Chrystusa - przykładowo o 1997 lat od narodzin Chrystusa. Rok Pański. Niestety, chłopcy z Watykanu bardzo się mylili. Litery A i D oznaczają Arcturus Dominion. Tak. Jest to zupełnie logiczne, ponieważ Chrystus - był Arkturianinem. Pochodził z Arktura, Gwiazdy Pasterzy. Czyż nie był On dobrym pasterzem? „Wielki majański wojownik frontowy! Jeden z nas", mówią tam, skąd pochodzę, kiedy chodzi o Chrystusa.

Tak, Surferzy, to ja, ten niezbadany, niesforny Wujek Joe, który znowu przechodzi sam siebie. A to dlatego, że historia, która rozgrywa się w tej chwili na waszej planecie, jest tak wspaniała i fenomenalna, że trudno mi się powstrzymać. Tu na górze, na Międzystacji Arktur-Antares, zastanawiamy się, czy wyjdziecie z niej z życiem. W gruncie rzeczy chodzi nam bardziej o waszą planetę, niż o was. Problem w tym, że bez niej żaden z was nie wyjdzie stamtąd żywy. Czy kiedykolwiek rozmyślaliście o swoim strachu przed śmiercią? Ta książka mogłaby wam w tym pomóc. Może powinniście stać się Wojownikami Zuvuyi i przyczynić się do tego, by wasza planeta przeżyła wasz gatunek.

Książka Surferzy Zuvuyi pomyślana jest dla was i na wasze czasy - na ten czas. Jedyny, jaki wam pozostał. Chłopcy z lat sześćdziesiątych byli bardzo blisko, kiedy śpiewali: „Czasy się zmieniają" („And the times, they are a-changing").

Teraz mamy 2004 rok i to znowu ja, Wujek Joe. Ten, który wyr Jose Arguellesa, a Jose Arguelles był tym, który w 1987 roku napisał książkę Surferzy Zuvuyi. Od tego czasu upłynęło siedemnaście lat. Dla nas tu na górze, na Międzystacji AA, były to lata świetnej zabawy. Moi koledzy ze Stacji, monitorujący planety, nazywają te lata na waszej planecie Eksplozją Wieży Babel ... a może Babble? Wieży Paplaniny? Mówią też, że Konwergencja Harmoniczna wyzwoliła istny potop z nurtem wstecz, tak że w ciągu tych kilkunastu lat cała wasza historia została sprzężona za pośrednictwem telewizji i cyberprzestrzeni, dzięki czemu teraz, wartkim nurtem, pędzicie bezpośrednio ku fazie posthistorycznej. Tak, koledzy, ku fazie posthistorycznej! Ale o tym nie mieliście najmniejszego pojęcia. Z tego właśnie powodu tak intensywnie szkoliłem Jose Arguellesa, moją ziemską inwestycję, przez pierwsze dziesięć lat. Konwergencja Harmoniczna tak mocno wplotła go w zagadkę czasu, że nie pozostawało mu nic innego, jak zgłębienie wiedzy wokół Praw Czasu. Jednak do tego nie dochodzi się tak łatwo. Weźmy np. Einsteina. Wiedział on, gdzie można mnie znaleźć, ale nie wiedział, jak można mnie znaleźć. Nie miał właściwego instrumentu matematycznego, by rozszyfrować Prawa Czasu. Dlatego utknął w teorii względności i tej straszliwej bombie. Pamiętajcie jednak, że Einstein był bardzo blisko. Z tej przyczyny ostatnie dziesięć lat życia spędził ze swoją siostrą Mayą.

To, czego nie zdołał osiągnąć Einstein, dopiął Jose Arguelles, mój najlepszy wynalazek. Dotarł on do Praw Czasu, choć tak naprawdę, dokonał tego razem ze swoją żoną Lloydine. Wspólnie odkryli sztuczne i naturalne częstotliwości czasu. Stało się to w 1989 roku w Genewie, w Szwajcarii. Jak już wspomniałem, dotarcie do najprawdziwszych praw nie jest sprawą łatwą. Jose, wielki szczęściarz, otrzymał znaczącą pomoc. Jednak największą pomocą była jego żona Lloydine, córka kobiety imieniem Maya. Błogosławione niech będzie serce Mayi. Teraz jest ona pośród nas, po drugiej stronie kurtyny. Ale co za zbieżność - znowu imię „Maya". Majańskie zaklęcie czasu. Majańska wiedza o czasie. To było profesją Jose: wiedza Majów o czasie. Dość długo błądził - szukał - łapał - chłonął... Skąd? Od kogo? Od Wielkiego Pacala, Pacala Votana, „międzywymiarowego astronauty z Palenque".

Tak, Pacal Votan, sam Wielki Pacal. On widział to wszystko. Opuścił swój grobowiec w Palenąue zaraz po jego uświęceniu, A.D. 692 według waszej rachuby czasu. Nikt nie przestąpił komory grobowej aż do 1952 roku, czyli dokładnie przez 1260 lat. Od czasu uświęcenia do dokonania się fali baktuna 13 w 2012 roku minie 1320 lat. Zaplanował wszystko precyzyjnie, wszystko musi przebiegać dokładnie.

Jose Arguelles był tym, który odkrył, że w liczbach 1260 i 1320, związanych bezpośrednio z grobowcem Pacala Votana, zakodowane są Prawa Czasu i częstotliwości właściwego punktu czasu. Sztuczne częstotliwości czasu - 12:60 - kalendarz 12-miesięczny, 60-minutowa godzina. Czy teraz rozumiecie? Naturalne częstotliwości - 13:20 - 13 księżyców, 20 palców rąk i nóg. Rozumiecie? 1260 lat aż do odkrycia grobowca. Jest to okres sztucznej częstotliwości czasu 12:60, czas gregoriańskiego Anno-Domini-kalendarza z 12 miesiącami i zegarem mechanicznym. To właśnie to rozkłada waszą planetę. Żyjecie w fałszywym czasie, sztucznym czasie 12:60. Cywilizacji marnotrawstwa czasu i odpadów. Beznadziejna ucieczka w materializm. Paskudna sprawa!

Natomiast 1320 lat od chwili zamknięcia grobowca do końca cyklu baktunów w 2012 roku - to częstotliwość czasu 13:20, częstotliwość uwolnienia się z niewoli 12:60 i wejścia w czas naturalny. Do końca pozostało niewiele lat. 2004 - 2012. Hej, to zaledwie 8 lat! A wy nadal nosicie zegarki i podążacie za przebrzmiałym 12-miesięcznym kalendarzem. Wciąż jesteście w średniowieczu. Czy naprawdę nie widzicie, że coś jest z wami nie w porządku? Jeśli będziecie żyć w fałszywym czasie, sami zabijecie siebie i waszą planetę. Wasza planeta woła z głębi swojego kryształowego serca: „Ludzie, opamiętajcie się!"

Gdzie jesteście, Wojownicy Zuvuyi? Zobaczcie: już kilkanaście lat temu Jose Arguelles śnił o Wojownikach Zuvuyi. Czuł, że to oni są tymi nieustraszonymi, surferami na fali czasu. Poradziłem mu, by przygotował boje ratunkowe, by istniała dla was możliwość ratunku, kiedy nastąpi to wielkie wydarzenie. Po tym, kiedy Jose i Lloydine odkryli zasady częstotliwości właściwego czasu, im obojgu zleciliśmy tu na górze, na Między-stacji AA, jak najszybsze budowanie łodzi ratunkowych. Dziś łodzie te są już gotowe, skonstruowane według zasad Praw Czasu tak, że w przestrzeni kosmicznej ani nie zatoną, ani nie eksplodują.

Łodzie ratunkowe są w rzeczywistości łodziami czasu. A czas na waszej planecie jest jak czas arki Noego, tylko że tym razem potopem będzie eksplozja fałszywego czasu, który zalał waszą planetę Mac Donaldami, samochodami, ropą naftową, masowymi mordami, AIDS, automatami, produkcją informacji i produkcją maszyn, przy czym każda maszyna wy- j maga coraz więcej osób, by się o nią troszczyły. Sufit nad wami już się i zawalił. Potem runął Mur Berliński, ale zaraz zahipnotyzował was pieniądz. Potem nadszedł koniec tysiąclecia... Czy jesteście gotowi? Nie macie już dachu nad głową. Sufit runął. Pieniądz jest oszustwem. Rzeczywistością wirtualną. Wyciągnijcie wtyczkę z gniazdka, a wirtualny obraz zniknie.

Jeśli chcecie przeżyć potop fałszywego czasu - łodzie ratunkowe czekają. Ratujcie wasze umysły, przestawiając się na nowy kalendarz. To jedyna kamizelka ratunkowa. Sztuczny czas oddala was od umysłu, koledzy Surferzy! Wypaczony kalendarz wypacza umysł. Zegar mechaniczny czyni wasz umysł mechanicznym. Wypaczony kalendarz z nierównomierna jednostką miary kradnie wam wasz czas. Kalendarz gregoriański - komu lub czemu on służy? Naliczaniu odsetek, nabijaniu kabzy, urzędom podatkowym. Czas zrobić w tył zwrot! Sięgnijcie po nowy kalendarz. Po Kalendarz Trzynastu Księżyców- z równomierną jednostką miary: 28 dni, 13 księżyców i dodatkowo jednym dniem poza czasem. Wtedy uświadomicie sobie, jak bezczasowe jest to wszystko.

Kalendarz Trzynastu Księżyców jest pod każdym względem naturalny. 13:20 - naturalna harmonia, naturalny czas. 13:20 - harmonia galaktyczna, czas galaktyczny. Nadszedł czas, by zagrać kilka słonecznych akordów w nowej, galaktycznej tonacji. Ale to nie wszystko. Jeśli zechcecie, Kalendarz Trzynastu Księżyców poprowadzi was ku Dreamspell. Wtedy sami odkryjecie, że Dreamspell nie znaczy statek kosmiczny, lecz Wehikuł Czasu Ziemia. My, Majowie, wiedzieliśmy o tym od dawna.

Teraz jestem Wujkiem Joe. To jasne, że mogę sięgać dalej i głębiej, ale jestem całkowicie realny. Donoszę wam o czymś, czego nie jesteście w stanie ogarnąć waszymi myślami. Przeczytajcie tę książkę. Wasza planeta przywołuje teraz wszystkich Wojowników Zuvuyi, wojowników, którzy znają czas, nurt czasu i wiedzą, kiedy zacznie się występ. Następne show rozpocznie się już wkrótce - na galaktycznej arenie Majów. Czy chcecie w tym uczestniczyć?

Dziś, siedemnaście lat po Konwergencji Harmonicznej, książka Surferzy Zuvuyi pojawia się na nowo - tym razem w Polsce, w samym sercu Europy. To wasza łódź ratunkowa, wielki prezent od Wujka Joe 13 Zuvuyi.

 

*

 

Rozdział 1

 

Wspaniała drużyna inżynierów majańskich i jej galaktyczne eskapady

 

Najchętniej już teraz przedstawiłbym was Wujkowi Joe, ale najpierw muszę zorientować was w sytuacji i nakreślić jakieś tło. Wujek Joe nie jest takim sobie zwykłym, starym surferem - lecz surferem majańskim. Zacznijmy od przygotowania sceny.

Każdy chciałby się czegoś więcej dowiedzieć o Majach. Kim byli? Skąd przyszli? Dokąd odeszli? Co miał wspólnego ten starożytny lud i jego kalendarz z Konwergencją Harmoniczną, najdonioślejszym wydarzeniem, dotyczącym zwykłych ludzi w najnowszej historii?

Do dziś żyje jeszcze wielu Majów na Jukatanie, w południowym Meksyku, Gwatemali, Hondurasie i Belize. To niebezpieczne regiony. Czasem dostaję listy od mieszkających tam, dawno niewidzianych przyjaciół, którzy mówią, że armie najemników, które rządzą tą częścią świata, wyrywają języki Strażnikom Dnia, współczesnym Majom, którzy nadal żyją w harmonii z Tzolkin lub inaczej, Świętym Kalendarzem. Co znaczy dla nich Konwergencja Harmoniczna, moi przyjaciele? Zastanawiam się nad tym. Wy pewnie też.

Prawdopodobnie słyszeliście o piramidach i tajemniczych ruinach w dżungli, jak i o tym, że Majowie składali w ofierze swoje dzieci, a po krwawej grze w piłkę wyrywali ludziom serca. Jaka prawda kryje się za tymi opowieściami?

Po wylądowaniu w Villahermosa, naftowej stolicy Meksyku, wystarczy wypożyczyć samochód i po czterech godzinach znaleźć się w Palenque. Dotarcie do ruin budowli Majów jest stosunkowo łatwe. To prawdziwie magiczne miejsce. Fantastyczne kamienne wieże i świątynie wyzierają z gęstej dżungli, z której dochodzą hałaśliwe głosy małp i ptaków. Czasem dzik przedrze się przez zarośla, prychając i grzebiąc w ziemi bez jakichkolwiek manier.

Przewodniki turystyczne mówią o jedenastopoziomowej Świątyni Napisów, wybudowanej w 683 roku. Donoszą również o znajdującym się we wnętrzu piramidy grobowcu, ukończonym dziewięć lat później, w 692 roku. Można również przeczytać, że w grobowcu złożone zostało ciało

niejakiego Pacala Votana.

Grobowiec ten jest jeszcze bardziej tajemniczy niż otaczające go ruiny. Nie ma takiego drugiego w całym Nowym Świecie. Jedyną porównywalną z nim budowlą w Nowym czy też Starym Świecie jest grobowiec w Wielkiej Piramidzie Cheopsa w Egipcie. W przeciwieństwie do Wielkiej Piramidy w grobowcu w Palenque znaleziono jednak ciało.

Aby dotrzeć do grobowca Pacala Yotana, trzeba się najpierw dostać do świątyni na szczycie Piramidy. Dalej wąskie schody prowadzą w dół. Jest wilgotno i ciemno. W końcu dochodzi się do komory grobowca. Stare kamienne drzwi nie tak łatwo ustępują pod naciskiem wielkiej siły, zupełnie jak w filmie „Poszukiwacze zaginionej arki". Ogarnia cię niesamowite uczucie. Czy grobowiec zostanie kiedyś na powrót zamknięty? „O mój Boże!", myślisz, „Co to wszystko znaczy?"

Zaglądając przez kraty, dostrzegasz ogromny głaz, długi na około 3,5 metra i szeroki na 2,5 metra. To pokrywa sarkofagu. Tam, na olbrzymiej, wapiennej płycie widać płaskorzeźbę przedstawiającą mężczyznę, który zdaje się dosiadać bestii. Z jego ciała wyrasta drzewo. Cóż takiego on robi? Czy dzika bestia zamierza go połknąć? Czy to drzewo rzeczywiście wyrasta z jego splotu słonecznego? Czy siedzi on we wnętrzu pojazdu kosmicznego? O co chodzi w tym sensacyjnym przesłaniu? Gdy zastanawiasz się nad tym, ogarnia cię chłód i włosy stają ci dęba. Statek kosmiczny? Czy Majowie przybyli z kosmosu?

Odpowiedź brzmi: tak! Nie ma się czego obawiać. Większość z nas przybyła z kosmosu w tym czy innym czasie, w tej czy innej formie. Ale o tym później. Teraz zajmijmy się starożytnymi Majami, tymi, którzy zbudowali Palenque, oraz Pacalem Votanem i jego drużyną. Myślę o nich jak

o grupie majańskich inżynierów, galaktycznych emisariuszy, którzy mieli misję do wypełnienia. Na czym polegała ich misja? Na upewnieniu się, czy planety i układy gwiezdne są zsynchronizowane z wiązką galaktyczną.

Ale czym jest wiązka galaktyczna i co wspólnego mają z nią starożytni Majowie? Skąd ja to wszystko wiem? Nie mam wam za złe, jeżeli patrzycie trochę podejrzliwie. Odetchnijcie, a ja zaraz wyjaśnię wam kilka rzeczy.

Faktem jest, że choć robię zakupy w supermarketach i wychowuję dzieci, które wyciągają ode mnie pieniądze na naśladowanie tego, co widzą w teledyskach z muzyką rockową w MTV, jestem jednym z Majów. Jeśli spojrzycie na moje zdjęcie, pewnie powiecie: „Ten facet jest bardziej podobny do wujka Charliego niż do Majów!" Może to i prawda. Jednak ja nauczyłem się żyć jak Majowie. Nauczyłem się dzięki temu, że pamiętam nie tylko, kim jestem teraz, ale również kim i gdzie byłem w przeszłości i kim mógłbym się stać w przyszłości! Nauczyłem się też żyć według czasu Majów, chociaż na pozór jestem taki, jak wszyscy inni. Zanim powiecie: „To niedorzeczne!", posłuchajcie mojej opowieści.

Jeśli chcecie, możecie mnie nazywać Joe Zuvuya. Tak naprawdę to imię mojego Wujka, który mieszka w następnym wymiarze. Ponieważ jednak jestem Majem, mogę być również swoim wujkiem. Wyjaśnię to później, gdy będę wam opowiadał, jak działa Zuvuya. Wszystko, co teraz powinniście wiedzieć, to to, że Zuvuya jest gorącą linią pamięci. Oplata ona wspomnienia, które są wam potrzebne w danej sytuacji. Co więcej, Zuvuya ma łatwy dostęp do wspomnień nie tylko z przeszłości, ale i do wiedzy z przyszłości. Zuvuya jest nie tylko domeną Majów. Każdy może się do niej przyłączyć. Jest ona jak wolna energia, zawsze dostępna.

Nie obawiajcie się ani nie czujcie zagrożeni moimi sugestiami. Ja sam ciągle jeszcze jestem nowicjuszem, jako że pracuję z Zuvuyą dopiero od kilku lat. Ciągle uczę się jak po niej podróżować. Odkryłem jednak, że prawdziwym do niej kluczem jest moje zaufanie i całkowite poddanie się.

Gdy zaczynałem ćwiczyć z Zuvuyą, często latałem samolotami. Kiedy podczas lotu znajdujesz się pomiędzy dwoma miejscami, jest tak samo, jak podczas korzystania z Zuvuyi, tylko że tu przebywasz pomiędzy dwoma czasami. Podczas sjesty (w samolocie), gdy tak naprawdę nie śpisz, dobrze jest potrenować z Zuvuyą. Wtedy jesteś zawieszony pomiędzy dwoma wymiarami: fizycznym samolotem i światem snów. Choć fizyczne usytuowanie ciała wiąże cię z twoim własnym wymiarem, w czasie lotu łatwiej przenieść się do innego.

Kilka lat temu, w czasie lotu z Indianapolis, znajdowałem się na wysokości 9300 metrów, kiedy podczas sjesty nawiązałem kontakt z gorącą linią Zuvuyi. Usłyszałem nagle głos we wnętrzu mojej głowy, który powiedział: „Dobrze, świetnie na niej surfujesz. Dostaniesz za to małą nagrodę. Czego byś sobie życzył? Z kim chciałbyś się połączyć? Przemyśl to, bo masz tylko jeden strzał".

O nieba! Tylko jeden strzał.

Ponieważ byłem świeżo po wizycie w Palenąue, nie ma w tym nic dziwnego, że chciałem bezpośrednio połączyć się z Pacalem Yotanem. „Masz go!", odpowiedział głos. Byłem połączony.

Pacal Votan zachwycił mnie totalnie. Podobnie zresztąjego żona, towarzyszka galaktyczna, Ah Po Hel. To właśnie ona była tą, która później objaśniła mi wszystko na temat wiązki galaktycznej.

„Agent Galaktyczny 13 66 56 alias Pacal Yotan na linii. Czy mnie słyszysz?"

Słyszałem go głośno i wyraźnie.

„Co chcesz wiedzieć? O czym chcesz rozmawiać?"

„To proste", odpowiedziałem. „Pochodzicie z Kosmosu, czy co?"

„Co za pytanie! Zastanawialiśmy się, kiedy spoważniejesz i zaczniesz zadawać właściwe pytania. Czy to nie jest dla ciebie oczywiste, że pochodzimy z innego miejsca? Jaki inny powód moglibyśmy mieć, żeby stworzyć to, co nazywasz najniewiarygodniejszym i najdokładniejszym kalendarzem, jaki kiedykolwiek ułożono? I właśnie w tym tkwi problem. Myślałeś, że te liczby były oznaczeniami kalendarza, że oszaleliśmy, rzeźbiąc symbole w ogromnych, kamiennych głazach co 5, 10 czy 20 lat! Kto chciałby to robić ot tak, bez powodu? Nikt! Nigdy nie prowadziliśmy kalendarza, jak wszyscy myślą. Sprawdzaliśmy, czy Ziemia jest zsynchronizowana z wiązką galaktyczną. Jesteśmy specjalistami do spraw synchronizacji! Zapoznaj się z programem synchronizującym, człowieku!"

Ponieważ nie chciałem uchodzić w jego oczach za faceta, który nie ma pojęcia o programie i jest z tym do tyłu, musiałem się z nim zapoznać. Oto czego się dowiedziałem. Przede wszystkim Pacal Yotan, który mieszkał na tej planecie między 631 a 683 rokiem naszej ery, przybył tutaj jako dowódca elitarnej grupy majańskich inżynierów. Nie był on jednak pierwszym Majem, który pojawił się na Ziemi. Pierwsi Majowie, jeśli chodzi o jego grupę, przybyli o wiele wcześniej - być może 1300 lat wcześniej -około roku 600 p.n.e. Jednak już na długo przed tym Majowie odwiedzali naszą planetę, obserwowali ją, podpatrywali. Dlaczego? Jak przedstawił to Pacal Yotan, na Ziemi ruszył proces wyższego rozwoju. Stało się tak za sprawą wszczepienia genetycznych węzłów, DNA, biologicznych mikro-chipów, tworzywa, z którego jesteśmy zbudowani. Pacal opowiedział mi również o Atlantydzie, ale o tym później.

Majowie wiedzieli już 5100 lat temu, że nasza planeta weszła w krytyczną fazę galaktycznej wiązki promieni. Galaktyczne wiązki są różnorodne; wszystkie jednak biorą swój początek w centrum Galaktyki, które nazywane jest przez Majów Hunab Ku. Hunab Ku przypomina potężną stację radiową, która wysyła wszystkie wiązki. Każda z nich niesie inny program. Im większa odległość od źródła, tym wiązka staje się szersza, a jej moc prawdopodobnie słabnie. Było to dla mnie fascynujące!

Wiązki te, mieszając się z esencją życia, doprowadzają do jej ewolucji. Równocześnie kontrolują też przebieg jej rozwoju na każdym poziomie w celu zachowania odpowiedniego tempa i utrzymania możliwie najlepszego stanu zrównoważenia. Wydaje się, że naukowcy zaczęli ostatnio dostrzegać niektóre z tych wiązek. Nazywają je gęstymi falami, ponieważ zwykle charakteryzują się bardzo niską częstotliwością, podobnie jak grawitacja.

Nasza planeta weszła w krytyczną fazę tej szczególnej wiązki 5100 lat temu, a ściśle mówiąc, w 3113 roku p.n.e. Program wiązki był dopasowany do częstotliwości naszych zaawansowanych ludzkich promieni DNA. Nasze promieniowanie było wtedy dość dziwaczne i nadal takie jest, choć w międzyczasie zostało nieco podciągnięte. Efektem oddziaływania tejże wiązki, dopasowanej do naszego genetycznego oprogramowania, było stworzenie czegoś, co nazywamy zapisem historycznym.

Byłem tym zafascynowany. Zgodnie z moimi własnymi badaniami, w 3113 roku p.n.e. Menes, pierwszy faraon, zjednoczył Górny i Dolny Egipt i założył pierwszą udokumentowaną historycznie dynastię. Dalej wszystko przebiegało w sposób wskazany przez Majów. Dlatego właśnie ich praca w Galaktyce polega na inżynierii synchronicznej. Zadaniem grupy jest upewnienie się, że wszystkie procesy na wszystkich planetach i gwiazdach przebiegają synchronicznie z programem wiązek nakierowanych na nie z centrum Galaktyki, bez względu na fazę rozwoju ewolucyjnego. Wydaje się oczywiste, że Majowie pracują również z innymi wiązkami, tutaj jednak mówimy o wiązce ziemskiej i czasie jej oddziaływania, zbieżnym z cyklem historii ludzkości ostatnich 5100 lat!

Celem tej wiązki, na przestrzeni 5125 lat ziemskich, było wspieranie przyspieszenia ludzkich działań, związanych z ewolucją planety. To przyspieszenie nazywamy zapisem historycznym. Do czasu, kiedy planeta przesunie się poza obszar oddziaływania wiązki, co nastąpi około 2012 roku, ludzkość powinna stworzyć jednolitą, globalną cywilizację, żyjącą w harmonii z naturą. Ma to pomóc ludziom i planecie przygotować się do wejścia w kolejny cykl ewolucyjny.

Oczywiście są miejsca, które wymagaj ą większej pomocy niż inne. Nasza planeta, o której lubimy myśleć, że jest ogrodem Wszechświata, jest jednym z tych miejsc. Majowie wiedzieli, że wiązka zawierała prawidłowy program dla tej krytycznej fazy rozwoju, natomiast ludzkie, genetyczne prądy życia były czymś, co wypadło niejako z kursu.

Majowie nazywają tę wiązkę „wiązką akceleracyjno-synchonizacyjną" lub inaczej „synchronizującym promieniem przyspieszenia". Najpierw przyspiesza ona proces ludzkiego rozwoju, wywołując ciekawy efekt uboczny: technologię materialną. Pod koniec oddziaływania wiązki przyspieszenie (akceleracja) będzie przebiegać bardzo gwałtownie. Wtedy będziemy mieli do czynienia z eksplozją demograficzną, wszechobecnością technologii i wzrostem obrotu na rynkach giełdowych. Kiedy wszystko osiągnie swój punkt szczytowy, przyspieszenie rozwoju przejdzie w fazę synchronizacji. Stanie się to wtedy, kiedy jeden do drugiego powie: "Hej, zauważyłeś to?" I każdy powie to drugiemu dokładnie w tym samym czasie. Czy będzie to przypadek, czy kwestia postrzegania pozazmysłowego? Któż mógłby odpowiedzieć jednoznacznie? Synchronizacja jest zabawą, ale przebiegającą bardzo intensywnie!

W czasie pierwszej połowy oddziaływania wiązki, mniej więcej w ciągu pierwszych 2600 lat, rozbieżność pomiędzy programem wiązki i wybrakowanym ludzkim strumieniem genetycznym była w zasadzie niewidoczna, szczególnie dla kogoś, kto obserwował naszą planetę ze statku kosmicznego. Ciągle jednak istniała, przesuwając się krok po kroku. Chrześcijanie zaczęli nazywać tę rozbieżność „grzechem pierworodnym", a Hindusi „złą karmą".

Wysłannicy z galaktycznej drużyny inżynieryjnej Majów wiedzieli, że w połowie przebiegu wiązki wszystko nabierze prędkości. Wszystko, co zostało wprowadzone w ruch, nabierając tempa, zacznie wchodzić w fazę rosnącego przyspieszenia - specyficzny rozwój, którego następstwem będzie wojenna ekspansja imperialna w tak zwanym Starym Świecie: Afryce Północnej, Azji i Europie. Z tego właśnie powodu, w 550 roku p.n.e., dokładnie w samym środku wiązki, Majowie przysłali jednego ze swoich najlepszych ludzi. Przekazali również zagadkową wskazówkę co do jego tożsamości. Człowiek ten, książę Siddhartha, zwany później Gautamą Buddą, miał matkę imieniem Maya.

Budda przybył do świata rosnącej chciwości, ambicji i władzy, aby przypomnieć ludziom o współczuciu i prawdziwej naturze mądrości, którą, jak twierdził, można pojąć poprzez wyciszenie umysłu. Wędrując przez Indie ze swoją miską żebraczą, były książę okazał się bardzo skuteczny w nawracaniu ziemskich dusz. Gdy zakończył swoją ziemską egzystencję i pogrążył się w nirwanie, jego zwolennicy stworzyli religię. Buddyzm był pierwszą historyczną religią, opartą na naukach kogoś, kto był niezadowolony z procesu historii ludzkości.

Podczas gdy Budda wywierał rzeczywiście pozytywny wpływ w kwestii ćwiczenia spokoju ducha, a w Starym Świecie bieg spraw nabierał przyspieszenia, majańscy skauci stwierdzili: „Cóż, musimy stworzyć model genetyczny i wszczepić go całej grupie ludzi, abyśmy mogli później przysłać zespół naszych wspaniałych inżynierów celem ostatecznego dostrojenia tej planety do Kosmosu".

Infiltracja* * przedostawanie się do „obcej" kultury (przy. tłum.) planet nie jest sprawą łatwą, ponieważ istnieje prawo kosmiczne, dotyczące wchodzenia w inne wymiary. Jedna z podstawowych zasad zabrania ingerencji w ewolucyjny plan innych. Oznacza to, że nie wolno narzucać swojej woli innym. Nie można po prostu wylądować statkom UFO na trawniku przed Białym Domem i powiedzieć: „Jesteśmy!

Przestańcie zanieczyszczać planetę i produkować broń nuklearną!" Takie postępowanie byłoby dobre dla Hitlera, i to też na krótko, ale nie dla Majów.

Jeszcze inne kosmiczne prawo mówi: „Szanuj inteligencję!" Oznacza to, że każdy ma naturalną mądrość, a jeśli chce się zrozumieć ludzi, najpierw należy spróbować ich zrozumieć, a potem się do nich dostroić. Na koniec, istnieje jeszcze coś najistotniejszego: galaktyczny kodeks honorowy. Majowie powiadają: „In Lake'ch", co oznacza: „Jestem innym tobą". Jeśli żyjesz zgodnie z nim, nawet gdy masz czegoś zupełnie dość, na przykład zostaniesz oszukany przez swojego przyjaciela, możesz przenieść się do innego wymiaru, nie zabijając siebie czy bliźniego. Jest to ważne, ponieważ w czasie infiltracji planety, ci, którzy przybywają z przestrzeni kosmicznej, nie powinni dodatkowo obciążać karmy planety. Byłoby to działanie całkowicie bezproduktywne.

Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe uwarunkowania i fakt, że 2500 - 2600 lat temu planeta znalazła się w środkowym punkcie oddziaływania wiązki, majańscy skauci doszli do wniosku, że Stary Świat, w którym działo się tak wiele, nie będzie najlepszym miejscem na stworzenie modelu genetycznego i wszczepienie implantów. Zbyt łatwo zostaliby zauważeni. Zostaliby uznani za czarowników, a już to wystarczałoby, by zostali zabici. Nie, nie mogli sobie na to pozwolić.

Natomiast w Nowym Świecie sytuacja była inna. Procesy przebiegały wolniej, a ludzie byli bardziej predysponowani do wszczepienia im im-plantu Majów. Dżungla, otaczająca Zatokę Meksykańską, sięgająca wyżyn Ameryki Środkowej, była doskonałym miejscem. Ludzie, którzy zamieszkiwali te tereny, jeszcze nie zaczęli zabijać się nawzajem. Żyły tam dwie grupy ludności: Olmekowie, Gumowi Ludzie, i Zapotekowie, Ludzie Chmury. Grupy te zajmowały się uprawą roli, wyrobem kamiennych jadeitowych ozdób oraz przepięknych tkanin. Znali oni halucynogenne grzyby, które nazywali „ciałem bogów".

Majańscy skauci zdawali sobie sprawę, że jeśli chce się wypróbować dynamiczną naturę swoich związków z Wszechświatem i poczuć jego oddziaływanie za pomocą zmysłów, należy zjeść odrobinę owych grzybów, usiąść na szczycie góry i obserwować, co się dzieje. Splot Dzieła Stworzenia. Pierwotna, uniwersalna Sieć Wszechświata. Etyka głębokiej ekologii objawia: ty nią jesteś - a ona jest tobą. Ciało bogów. Powiadali też, że jest to sposób na to, by poczuć wibracje galaktycznego serca, Hunab Ku, żyjąc na Ziemi.

„Kosmicznie dostrojeni w każdym calu!", tak majańscy skauci ocenili Olmeków i Zapoteków, Gumowych Ludzi i Ludzi Chmury. „Rozmawiają z drzewami, rozmawiają z jaguarami, słuchają chmur i przykładają ucho do gwiazd. Ci ludzie nie będą zaskoczeni, jeżeli kilku z nas zejdzie z gór, zacznie uprawiać zboże jak oni, prząść jak oni, jeść grzyby i pokazywać im mały wynalazek, który nazywamy Tzolkin, stałą galaktyczną. Powiemy im, że jest to wieczny 260-dniowy kalendarz, Święty Kalendarz, który pokrywa się z ich słonecznym kalendarzem co 52 lata. Wspaniale!"

Majowie wszczepili więc unikalny model genetyczny, tak podobny do istniejącego, że trudno było go odróżnić. Podążając za galaktycznym kodem Hunab Ku, podzielili się oni na trzynaście plemion. Każde z nich składało się z siedmiu klanów wojowników, które penetrowały gęstą dżunglę i góry. W ciągu kilku wieków wszyscy zaczęli używać 260-dniowego kalendarza. Odtąd ludzie w tej części świata zaczęli podążać drogą własnego rozwoju.

W trzecim wieku p.n.e., w środkowym Meksyku, rozpoczęli oni budowę miasta Teotihuacan, „Miejsce, gdzie bogowie dotykają ziemi". Było to główne centrum, ściśle mówiąc nie majańskie, choć takim się stało. Było w nim wystarczająco dużo pierwiastka majańskiego, aby stało się ulubionym miejscem galaktycznych skautów, którzy często je odwiedzali.

Do czasu narodzin Jezusa Chrystusa, który jako drugi przybył do Starego Świata, aby przypomnieć wszystkim o pokoju, miłości i kontynuowaniu „Dzieła Jego Ojca", Teotihuacan miało już 200 000 mieszkańców. Interesujące jest to, że Piramida Słońca w Teotihuacan ma prawie takie same wymiary podstawy jak Wielka Piramida w Egipcie. Do roku O n.e. starożytni Meksykanie i Nowy Świat byli gotowi do rozpoczęcia intensywnego procesu akceleracji, podobnie jak Egipcjanie po zbudowaniu Wielkiej Piramidy rozpoczęli proces akceleracji w Starym Świecie.

W tym samym czasie, gdy w środkowym Meksyku zbudowano Teotihuacan, Majowie zbudowali swoje pierwsze duże centrum w Gwatemali. Obecnie zwie się ono El Mirador, czyli „Obserwator". Tym właśnie było. Stąd Majowie wysyłali sygnały. Wszystko odbywało się zgodnie z planem. Wybudowano bazę Majów, a skauci zostali nazwani na Ziemi Majami. Majowie wywierali wystarczająco silny wpływ na okoliczne kultury, by, bez zdominowania ich, pomóc im rozwinąć się w wysoką cywilizację. Z tego względu mogli oni liczyć na to, że kultury te pozostaną tolerancyjne i otwarte na wszystko, co przyniesie ich dalsza działalność.

Majowie, jak możecie się domyślać, są cierpliwi. Są Panami Czasu i Iluzji albo - jeśli sobie życzycie - magikami. Jako specjaliści ds. synchronizacji znają swoje wiązki, a znając je, wiedzą, kiedy nadchodzi najwłaściwszy czas na działanie i kiedy należy się usunąć lub wycofać.

Wróćmy teraz do wiązki galaktycznej. Wiązka o znaczeniu krytycznym, przez którą przechodzimy, a w którą weszliśmy w 3113 roku p.n.e., składa się z trzynastu wielkich cykli częstotliwości, zwanych baktunami. Każdy cykl częstotliwości albo baktun przypomina program radiowy. Ma swoją własną unikalną jakość i pozostaje pod wpływem poprzedniego cyklu. Każdy cykl baktuna trwa niewiele ponad 394 lata ziemskie i każdy niesie ze sobą specjalny program ewolucyjny. Trzynaście wielkich cykli częstotliwości zostało opisanych i zilustrowanych w Faktorze Majów. Obecnie żyjemy w ostatnim, trzynastym baktunie, który skończy się w 2012 roku. Baktun, w którym przybył Budda, był baktunem 6, przypisanym do cyklu 7. Chrystus natomiast przybył pod koniec ósmego cyklu, w baktunie 7.

Podczas baktuna 8, w latach 41-435 n.e., Majowie osiadli w Ameryce Środkowej zdali sobie sprawę, że muszą się pospieszyć. Idealnym i zarazem jedynym momentem na całkowite dostrojenie i zsynchronizowanie planety z wiązką był cykl 10, baktun 9. Jego odpowiednikiem w naszym kalendarzu są lata 435-830 n.e. W środku baktuna 9 na Ziemię przybył jeszcze jeden galaktyczny skaut: Mahomet. Miał najcięższą pracę do wykonania, bo przyszło mu działać tam, gdzie karma została najbardziej zniekształcona, a mianowicie na Bliskim Wschodzie.

W każdym razie ze względu na wszystkie czynniki, takie jak czas trwania czy wzrastające oddziaływanie wiązki, skumulowany efekt akceleracji i program pozostający w relacji z programem genetycznym, było jasne, że nadszedł odpowiedni moment. Baktun 9 posiadał idealny cykl częstotliwości wiązki, który umożliwiał wspaniałej grupie majańskich inżynierów galaktycznych przeprowadzenie procesu dostrojenia. Ich dyrektywy brzmiały: „Przybyć na planetę z grupą najlepszych specjalistów od wiązek. Przeprowadzić rezonansowe pomiary częstotliwości. Włączyć się w pole planetarne przez dostrojenie się do psychiki i rytuałów. Pozwolić galaktycznemu programowi przejść swój cykl i mieć nadzieję, że plan się powiedzie, a w przyszłości, gdy wszystko się uspokoi, powrócić i ponownie zaangażować w prace nad impulsem do sprzężenia Ziemi z Kosmosem!"

Całkiem nagle wynurzyli się oni w takich miejscach, jak Tikal i Copan. Grupa inżynieryjna, przebrana za wędrownych artystów z późnej epoki kamiennej i czcicieli Słońca, odczytała pomiary galaktycznej częstotliwości, które zostały przeprowadzone na podstawie obserwacji cykli plam na Słońcu. Następnie wspaniała grupa majańskich inżynierów zapisała wyniki pomiarów na wielkich kamiennych monumentach, które archeolodzy nazywają dzisiaj stelarni. Oczywiście wszystkie oznaczenia datowane są od momentu, w którym Ziemia znalazła się w zasięgu wiązki w 31 13 roku

p.n.e.

Kiedy grupa otrzymała poprawne odczyty, dotyczące pozycji planety w stosunku do wiązki, jak też innych planet Układu Słonecznego, przybył ich dowódca, aby przyjrzeć się wykonanej pracy. Był nim Pacal Votan. Pojawił się on w 631 roku n.e. Założył swój dwór w Palenque i podróżował po okolicy, by zobaczyć, jak toczą się sprawy. Ponieważ był on również magiem, uwielbiał pokazy różnorodnych sztuczek na swoim dworze. Zdziwilibyście się, kto go odwiedzał. Jego faworytem był Merlin, ale gościł także magów z Chin, Jawy i Indii. Ah Po Hel, pierwsza dama na dworze w Palenąue, troszczyła się o wspaniałe uczty. Wszyscy bawili się doskonale. Nie był to zły czas dla planety. Plemiona germańskie zaczęły osiedlać się w Europie, podczas gdy na Środkowym Wschodzie naśladowcy Mahometa zaczęli przekształcać starożytną kolebkę cywilizacji.

W 693 roku n.e., gdy ukończono grobowiec Pacala Votana, do zamknięcia baktuna 9 pozostało dokładnie siedem cykli katunów lub inaczej siedem cykli po około dwadzieścia lat. Na jeden baktun składa się dwadzieścia katunów. Jeżeli porównamy baktun do całego programu radiowego wraz z reklamami, katuny będą odpowiadały segmentom programu pomiędzy blokami reklamowymi. Ponieważ cykl wiązki, trwający od 3113 roku p.n.e. do 2012 roku n.e., składa się z trzynastu baktunów, czas trwania cyklu wiązki jest równy 260 (13x20) katunom. Na pewno zauważyliście, że w tym cyklu, zwanym Wielkim Cyklem, jest tyle katunów, ile dni w Świętym Kalendarzu. Taka sytuacja jest możliwa, ponieważ 260 jest stałą galaktyczną. Później powiem więcej na ten temat, jako że Majowie posługiwali się najdokładniejszym ze znanych systemów liczbowych.

To właśnie w czasie tych ostatnich siedmiu cykli katunów lub siedmiu pokoleń baktuna 9, w latach 692-830 n.e., wspaniałe zespoły majańsko-galaktycznych inicjatorów zaczęły przybywać do miast. Wibracje ziemskie zaczęły się podnosić. Ziemia została ukierunkowana na rezonansowe stacje nadawczo-odbiorcze rozmieszczone w odległych punktach czasoprzestrzeni Galaktyki. Proces dostrojenia przebiegał szczególnie intensywnie w Copan i sprzymierzonym z nim centrum w Quirigua. Obie miejscowości znajdują się na terytorium Hondurasu.

W Copan i Quirigua, jak również w Coba, w pobliżu Tulum, można odnaleźć daty nazywane przez Majów kalibracjami, łączące nas z odległą przeszłością. Na steli D w Quiringua umieszczone są dwie daty: jedna wskazuje na okres sprzed 411 683 935 lat, druga na czas sprzed 873 600 000 lat. Na steli F w Quirigua widnieje data sięgająca l 193 600 000 lat w przeszłość.

Jeszcze inna inskrypcja w Mecham wskazuje na datę 25 600 000 000 wstecz, a jeszcze inny glif w Mukulmam na 10 240 000 000 000! Jest to rok tak odległy, że prawdopodobnie znajduje się w przyszłości!

Lany Tyler, „cyklolog" majański, uważa, że daty te dotyczą kluczowych momentów powstania życia we Wszechświecie. Najstarsza data odpowiadałaby momentowi wyłonienia się Super-Hunab-Ku, najmniejszego centrum stworzenia, z którego wyłonił się nasz Wszechświat i wszystkie pozostałe, i do którego też wszystkie powrócą.

Quirigua było miejscem, w którym po raz ostatni zebrała się drużyna inżynierów majańskich pod koniec baktuna 9, w 830 roku n.e. Podziękowali ludowi Majów, potomkom pierwszego implantu, za jego gościnność i łaskawość. Radzili, by wrócili do dżungli, wiedli proste życie i ze spokojem przeczekali nadchodzące czasy. Dlaczego? Ponieważ cykle przyspieszenia miały przysparzać planecie coraz więcej kłopotów.

Wkrótce mieli przybyć panowie wojen, a po nich zdobywcy jeszcze bardziej bezwzględni, wszechmocni i niszczycielscy. Dużo później po nich, pod koniec całego Wielkiego Cyklu, barbarzyńscy najemnicy, zwani Spaniardami, mieli terroryzować potomków majańskich, wyrywać im języki, palić ich wsie. Jeszcze później, w czasie ostatniego baktuna, inni najeźdźcy mieli wtargnąć do dżungli ze swoimi machinami i armiami gu-erilli. Gdy to się stanie, będzie wiadomo, że Wielki Cykl dobiega końca.

W 830 roku n.e. grupa inżynierów opuściła Ziemię i wróciła do innych wymiarów, z których Majowie nadal obserwowali świat. Ziemscy Majowie powoli wtapiali się w dżunglę. Zaczynał się Czas Ciemności. Zewsząd nadciągali najeźdźcy. Do 830 roku Teotihuacan zostało doszczętnie splądrowane. Na Jukatan weszły plemiona wojowników, które przybrały starożytne imię Tolteków, czyli „Mistrzowie Budowniczy". Wtedy to zaczęły się wojny i ofiary z ludzi.

Ludzie na całej Ziemi zaczęli zapominać o pokoju, harmonii i boskim przesłaniu, przyniesionym przez Buddę, Chrystusa i Mahometa. Dlatego został przysłany jeszcze jeden wysłannik. Tym razem pojawił się on w Nowym Świecie. Był to Quetzalcoatl, zwany przez Majów Kukulkan. Podobnie jak Pacal Votan żył 52 lata, między 947 a 999 rokiem n.e. Miał tak samo niewdzięczną misję do wypełnienia, jak jego poprzednicy: „Ucz ludzi kochać się wzajemnie, żyć w pokoju i okazywać wdzięczność. Prawdopodobnie zostaniesz wysłuchany, a potem zdradzony. O tak! I jeszcze jedno. Zanim odpłyniesz na swojej wężowej tratwie*, * Zgodnie z legendą bóg Quetzalcoatl przybył do Meksyku z dalekiego kraju, leżącego na Wschodzie, aby przekazać ludziom wiedzę o życiu w niebie i na ziemi, nauczyć ich uprawy roli, rzemiosła artystycznego, zapoznać ich z pismem. Gdy wypełnił swoje posłannictwo, został zmuszony do ucieczki. Żegnając uczniów, nakazał im głosić swoją naukę i rządzić w mieście aż do jego powrotu. Zbudował wtedy tratwę z węży i odpłynął na wschód, do swojej ojczyzny. pamiętaj o tym, by zostawić im swoje proroctwa".

Ach, te proroctwa! Miało być Trzynaście Nieb i Dziewięć Piekieł, a każde z nich miało być 52-letnim cyklem. Pierwsze Niebo rozpoczęło się w 843 roku n.e., po trzynastu „martwych latach", które nastąpiły po odlocie wspaniałej drużyny inżynierów. Życie Quetzalcoatla przypada na trzeci okres niebiański. Miał się on skończyć w 1519 roku, a po nim miało nastąpić dziewięć cykli piekielnych.

Pierwszy z cykli piekielnych rozpoczął się dokładnie tego dnia, kiedy Cortes postawił stopę na ziemi meksykańskiej, w miejscu zwanym Vera Cruz, co znaczy Prawdziwy Krzyż. Ku niezadowoleniu chrześcijańskich księży, jednym z symboli Quetzalcoatla był również krzyż. „Skąd wziął się tutaj ten krzyż?", myśleli wściekli i rozgoryczeni.

Dziewiąty cykl piekielny zakończył się 16 sierpnia 1987 roku w czasie Konwergencji Harmonicznej. Możecie się zastanawiać, czy Quetzalcoatl - Kukulkan zobaczył w swojej wizji, że jego proroctwo będzie świętowane przez tak wielu ludzi, którzy prawie o nim nie słyszeli, a jeszcze rzadziej wymawiali jego imię. Taki jest jednak sposób działania Majów - wciska się wszędzie jak mgła przetaczająca się przez las.

Z punktu widzenia drużyny inżynierów majańskich i mojego Wujka Joe Zuvuyi, ogląd całego przedstawienia odbywał się z perspektywy kolejnego wymiaru. Konwergencja Harmoniczna płynęła już w wiązce! W tym czasie populacja ludzi przekroczyła liczbę pięciu miliardów. Rynek giełdowy, pnąc się bez opamiętania w górę, zmierzał ku katastrofie. Technologia i materializm podbiły świat. Przyspieszenie rozwoju sięgnęło zenitu. Wszystko idealnie zgadzało się w czasie.

Jakby w odpowiedzi na sygnał zawarty w programie genetycznym, tysiące ludzi odpowiedziało na zew Konwergencji Harmonicznej: „Powróćcie na Ziemię - ułóżcie swoje życie zgodnie z naturą!" Ale dlaczego zostało tylko 25 lat, żeby to osiągnąć, zanim wiązka przestanie oddziaływać w 2012 roku? Czy rzeczywiście można to osiągnąć? Według Majów: czas wszystko pokaże!

Mój Wujek Joe Zuvuya mówił, że drużyna majańskich inżynierów obawia się, czy aby ten cykl zamknie się prawidłowo. Co to oznacza? Cóż, 5125-letnia wiązka jest ostatnią już, jedną piątą wiązki obejmującej swoim zasięgiem około 26 000 lat. Wielka 26000-letnia wiązka odpowiada całej fazie ewolucyjnej. Nasza obecna faza ewolucji jest określana mianem Homo sapiens, ponieważ właśnie homo sapiens wyłonił się podczas epoki lodowcowej 26 000 lat temu, na samym początku oddziaływania wiązki. Termin homo sapiens oznacza człowieka rozumnego. Nasza cywilizacja jest szczytem „mądrości" homo sapiens. Tak więc na scenie materialistycznej nie można już nic więcej rozwinąć, ponieważ wszystko zostało zrobione. Jeżeli mimo to będziemy usiłowali działać dalej, nic nowego już nie wymyślimy. Będzie to jedynie żart, w którym sami z siebie zakpimy.

Z perspektywy galaktycznych skautów my, ludzie, jesteśmy w całej masie uzależnieni. Jesteśmy uzależnieni od chemikaliów, różnego rodzaju sztucznych stymulatorów i prawie wszystko, co robimy, pozostawia odpady toksyczne.

Galaktyczni skauci śmieją się z nas, bo nie dostrzegamy, że to my jesteśmy rakiem toczącym tę Ziemię. Śmieją się z nas, bo nie widzimy, że wszystko jest wzajemnie powiązane: radioaktywność, zanieczyszczenie tlenkiem węgla, rak, AIDS, degradacja powłoki ozonowej, ginące delfiny, znikający las deszczowy, terroryzm i rosnące zagęszczenie powłoki chmur - to wszystko jest tym samym, wyrazem naszego zbiorowego uzależnienia.

Korzenie tego problemu tkwią w naszej materialnej chciwości, która jest prawdziwą jednowymiarową fiksacją. Jesteśmy małpami na grzbiecie Ziemi, ale Ziemia zmieni swoje zwyczaje. „Ludzie", mówi, „lepiej uważajcie, bo Matka się z was otrząśnie, a wtedy poskręcacie sobie karki!"

Konwergencja Harmoniczna była aktem typowo majańskim. Wyrażała nasze zrozumienie, że jedynym sposobem na zachowanie pokoju jest zwrócenie się ku Ziemi i przywrócenie harmonii z naturą. Ziemia jest żywa. Ziemia to natura. Jest ona potężniejsza i mądrzejsza od nas. Zrodziła nas. Przynależymy do niej. I jeżeli będzie konieczne, zniszczy nas. Czego mielibyśmy się obawiać, zwracając się ku Ziemi? Ziemia zawsze współpracowała z ewoluującymi coraz wyżej formami życia. Dlaczego nie przyłączyć się do gry i nie powrócić do głównego nurtu ewolucji? To może być o wiele zabawniejsze niż to, co robimy.

Konwergencja Harmoniczna pokazała, że jesteśmy jeszcze wystarczająco ludzcy i mamy wystarczająco dużo silnej woli, choćby na dwa dni, aby pokazać, że chcemy zmienić nawyki. Czy uda się pójść tą drogą? Czy ludzie, którzy doświadczyli Konwergencji Harmonicznej, mogą stać się Majami na tyle, żeby wrócić do głównego strumienia ewolucji?

Według Wujka Joe w 2012 roku znajdziemy się w krytycznym punkcie ewolucji, który odsłoni nam nowe możliwości. Będziemy w stanie stworzyć nowy, udoskonalony model nas samych - homo terrestrialis, czyli człowiek ziemski, człowiek współpracujący z Ziemią. W nagrodę nowy planetarny człowiek zostanie obdarzony świadomością galaktyczną.

Sposób na naszą przebudowę jest prosty: jest jak przekręcenie przełącznika, które wyniesie nas z zamkniętej, materialistycznej, trójwymiarowej rzeczywistości ku poznaniu prawdy, że jesteśmy istotami wielowymiarowymi w wielowymiarowym Wszechświecie! Jednak zanim się ukształtujemy, musimy się obudzić i oczyścić! Trzeba się spieszyć!

Wujek Joe twierdzi, że jeśli tylko zechcemy, możemy otrzymać pomoc. Jeśli chodzi o nałóg, sam uzależniony musi sobie uświadomić, że chcąc go zwalczyć, potrzebuje pomocy z zewnątrz. W samotnej walce z nałogiem jest zbyt wiele arogancji i oszukiwania samego siebie. Czy chcesz pomocy? Czy jesteś gotowy? Nawet jeśli ty nie jesteś gotów, galaktyczni skauci są. Co na to odpowiesz?

Pamiętaj: dla inżynierów majańskich ta planeta jest tylko jednym z wielu projektów, galaktyczną eskapadą, planetarnym dreszczowcem. Mamy w nich wiernych kibiców. Nie rozumiemy tylko, jak wysoka jest stawka. Nasza woskowa kula ziemska połączona jest niewidzialną nicią z elementami Wszechświata, o jakich nigdy nie marzyliśmy. Ale gdy się zerwie, wszyscy odczujemy wstrząsy. Stracimy więcej niż tylko planetę.

Musimy sobie z tym poradzić. Jest to tylko podłączenie do dużego obwodu, wielkiej Zuvuyi. Jest ona cała dla ciebie i dotyczy także ciebie. Teraz wszystko kręci się wokół czasu, a czas już nadszedł. Teraz nastał ten właściwy moment. Musisz tylko wiedzieć, jak stać się Majem, tak jak mój Wujek Joe. Wreszcie możemy złożyć mu wizytę.

 

Rozdział 2

 

Jak surfować po Zuvuyi i stać się jednym z Majów

 

Teraz gdy już przedstawiłem wam Majów, nie jako budowniczych piramid w dżungli, lecz galaktycznych skautów i inżynierów ds. synchronizacji, spotkajmy się z jednym z nich. Są oni bez wątpienia bardzo dowcipni. Wciąż kręcą się w pobliżu, ale robią to niezwykle dyskretnie. Jak spotkać któregoś z nich? Wykorzystując te same metody, co oni. Jak to się dzieje, że stale są tak blisko? Bo surfują po Zuvuyi.

„Zu-vu-ya!" Nie trudno to wymówić. Jeśli chcecie, może to być „Zu-wu-ja!" Czy pamiętacie, jak ją zdefiniowaliśmy? Nazwaliśmy ją gorącą linią obwodu pamięci. Spróbujmy teraz zrozumieć, czym jest gorąca linia? Zacznijmy od deja vu.

Z pewnością każdy z was miał już niejedno doświadczenie z deja vu. Jesteś na przykład przy poidełku fontanny, z której chcesz się napić wody. Pochylasz się, by złapać ustami kilka łyków w nadziei, że makijaż to przetrwa. Nic z tego. Dlaczego? Ponieważ, gdy twoje wargi już mają dotknąć strumienia wody, uderza cię pewna myśl. Gdzieś widziałaś już tę fontannę? Czy rzeczywiście była to fontanna, czy może wodospad? Ktoś tam stał i coś mówił, mówił coś do ciebie o... pamiętaniu... żeby pamiętać?

W końcu sam nie wiesz, czy ta chwila przy fontannie jest w rzeczywistości pamięcią albo czy pamięć jest faktycznie rzeczywistością. O to właśnie chodzi! Rzeczywistość jest snem! Pamięć jest rzeczywistością! Nagle rzeczywistość wodospadu zdaje się być bardziej realna niż fontanna; czujesz się nieco zdezorientowana. Woda zamiast wprost do ust trafia w brodę, a twój chłopak z boku zaczyna rechotać.

Macie już teraz pełny obraz. Doświadczenie deja vu oznacza, że to, co robicie teraz, robiliście już wcześniej, w innym czasie i w innym miejscu. Znaczy to również, że obecna rzeczywistość nie jest ani mniej, ani bardziej prawdziwa niż rzeczywistość przypomnienia. Konkluzja: istnieje więcej niż jedna rzeczywistość!

Wiecie o tym gdzieś w głębi serca. Każdego dnia chodzicie spać i śnicie, nawet jeśli nie pamiętacie, co wam się śniło. Wasze fizyczne ciała leżą zwinięte pod kołdrami. Jednak jest jeszcze to wasze drugie Ja, które teraz zaczyna baraszkować i... szukać wodospadu!

Jak pewnie zauważyliście, w snach wszystko dzieje się inaczej. Twarze zamazują się. Wodospady stają się fontannami. Spotykacie ludzi, których nigdy wcześniej nie widzieliście. Zgodnie ze standardami waszej świadomości na jawie, świat snu jest nierealny, chociaż wydaje się taki prawdziwy. Budzicie się nagle i zastanawiacie: czy to naprawdę się zdarzyło?

Czy jest możliwe, żeby płaszczyzna rzeczywistości snu i przeżycia deja vu były w jakiś sposób połączone? Przytoczmy jeszcze jeden przykład: przeczucie lub - jak moi wspaniali przyjaciele psychologowie to nazywają - doświadczenie prekognitywne. Jak to się dzieje, że np. podczas prasowania przed twoimi oczami pojawia się nagle twarz brata, tak wyraźnie, jakby stał przed tobą? Masz wrażenie, że coś jest nie w porządku. O co tu chodzi?

Nieco później tego samego popołudnia słyszysz od mamy, że twój brat miał wypadek na nartach, tysiąc mil stąd. I zaraz cię uspokaja: „Nie martw się, nic strasznego mu się nie stało. Przez pewien czas będzie chodził o kulach, to wszystko". Pytasz: „Kiedy to się stało?" Właśnie wtedy, kiedy prasowałaś. Gdzieś wśród twoich myśli dziwnie krąży muzyka przewodnia z filmu „Strefy mroku".

Masz tutaj do czynienia z deja vu, snami, przeczuciami i... synchronizacją. Czy zauważyłeś, że nagle pojawia się jakaś nowa energia, kiedy razem ze swoim przyjacielem pomyślicie o czymś, a następnie powiecie to głośno w tej samej chwili? Jesteście zdumieni i spoglądacie ukradkiem, by się upewnić, czy w pokoju nie ma nikogo poza wami. Jednak nie dzieje się to za sprawą innej rzeczywistości, lecz... właśnie... waszego drugiego Ja. Co to wszystko ma wspólnego z Zuvuyą? Co się tutaj dzieje?

Żyjemy w kulturze, która gardzi tego typu zjawiskami. Już sam fakt, że o tym głośno myślicie, każe uważać was za nienormalnych. Kiedyś jednak ktoś powinien wyjawić wam tajemnicę. Wciąż zbieracie tego rodzaju doświadczenia i odnosicie wrażenie, że są one ze sobą w jakiś sposób powiązane. C. G. Jung nazwał to zjawiskiem synchronizacji. Nikt jednak nie powie wam jednoznacznie, co się za tym faktycznie kryje. Wydaje się, jakoby coś próbowało trzymać was w nieświadomości. Ale dlaczego?

Zanim przejdziemy do spiskowej teorii dziejów, zobaczmy, co słychać u naszego Wujka Joe. Jest on moim czterowymiarowym odbiciem i widzi to, czego nie dostrzegają trójwymiarowcy tacy jak ja czy ty. Najpierw opowiem wam, w jaki sposób Wujek Joe przeniknął do mojego życia. Przez długi czas byłem taki jak wy, wiodłem fizyczne, trójwymiarowe życie. Zdarzały mi się deja vu, sny, przeczucia i synchronizacje. Ale potem, jak wspomniałem w poprzednim rozdziale, natrafiłem na Zuvuyę. Na początku była ona dla mnie innym światem, inną koncepcją, która nie dawała mi spokoju.

Archeolodzy określają to „tajemniczym językiem", którym posługiwali się czarownicy majańscy, kiedy chcieli wyrazić to, co się właśnie wydarzyło lub co wkrótce miało nadejść. Gdy znamy język Zuvuyi, oddziałuje on na nas jak poezja czy też liryka ezoterycznej pieśni rockowej. Intrygująca, ale jakże trudno dostępna. Język ten, podobnie jak chmury na niebie, pojawia się i za chwilę znika, nie jest na stałe obecny.

Wtedy spotkałem Hunbatz Mena, prawdziwego Maja. Dawał właśnie wykład na temat astrologii majańskiej w Szkole Podstawowej im. Washingtona w Boulder w Kolorado. Ubrany był na biało i nosił na czole przepaskę. Widniał na niej krąg, w który wpisany był kwadrat stojący na jednym z wierzchołków. Hunbatz objaśnił wówczas, że Zuvuya jest obwodem, w którym wszystko powraca do swoich początków. Wszystko dzieje się tu na swój metafizyczny sposób. Innymi słowy można powiedzieć, że wszystko jest pamięcią o sobie samym. To oznacza, że miejsce, w którym jesteś w chwili obecnej i w każdej chwili teraźniejszej, znajduje się zawsze w centrum węzła nieskończoności, lamniskaty, wyglądającej jak położona na boku cyfra 8. Przeszłość jest jej jednym brzuszkiem, a przyszłość drugim. Ponieważ kręgi pamięci są bezustannie w ruchu, wszystko, czym jesteś obecnie, jest definiowane przez wspomnienia spotykające się w danej chwili w środku przecięcia ósemki - lemniskaty.

Gdy zaczniesz postępować jak Maja, będziesz miał stały dostęp do krążących wspomnień i informacji z przyszłości, i będziesz tego świadomy. Najczęściej jednak nie będziesz brał tego pod uwagę i wtedy nie znajdziesz się w samym centrum „co". Będziesz skupiał się na czymś innym. Pomyślisz o swoim samochodzie w garażu, o tym, jak dzieci radzą sobie w szkole albo czy dostaniesz awans, czy nie.

Tego rodzaju myśli, które z małymi przerwami pojawiają się nieustannie, są jak worki z piaskiem, gromadzone u wejście na gorącą linię pamięci - Zuvuyi. Wyjątkami są tutaj momenty, gdy następuje deja vu, synchronizacja lub odzywa się przeczucie.

Chcąc rozpocząć współpracę z Zuvuyą, próbowałem przedostać się do jej centrum i utrzymać równowagę tam, gdzie krzyżują się obszary nieskończoności. Właśnie wtedy pojawił się Wujek Joe.

Każdy z was słyszy głosy w swojej głowie. Pomiędzy nimi rozbrzmiewa jednak ten jeden, który wydaje się prawdziwszy niż inne. To głos twojej intuicji, twojego Wyższego Ja, twojej Wyższej Siły. Ludzie mawiają, że to twoja świadomość. Czym wobec tego jest intuicja, o której mówi się, że użycza świadomości swojego głosu?

Z mąjańskiego punktu widzenia intuicja jest przejawem działalności gorącej linii pamięci - Zuvuyi. Glos, który rozbrzmiewał w mojej głowie, rozpoznałem jako głos Wujka Joe - Joe Zuvuyi.

„Chcesz się czegoś dowiedzieć?", powiedział, zaskakując mnie w środku sjesty.

„Kim jesteś?", zapytałem, mimo iż w jego głosie wyczuwałem jakąś znajomą tonację, bliską mi niemal od wieków. W tym momencie wydawało mi się jednak, że słyszę go po raz pierwszy w życiu.

„Jestem twoim międzywymiarowym sobowtórem, Wujkiem Joe Zu-vuya". To oświadczenie sprawiło, że poczułem się dziwnie, jakbym stał się przedmiotem czyichś żartów. Zaparło mi dech, czułem się osaczony. „Dobrze", pomyślałem, biorąc głęboki oddech, „kimkolwiek jesteś - Don Juanem, żartownisiem czy zwykłym kojotem, jestem gotów".

„Międzywymiarowym sobowtórem?", zapytałem. „Co masz na myśli, mówiąc: międzywymiarowym sobowtórem?"

„Przede wszystkim, kolego, jest kilka rzeczy, których musisz się nauczyć, zanim zaczniesz robić to, co chcesz robić i mówić to, co chcesz mówić", odparł. Czułem, że mówi poważnie, nawet jeśli jego ton i sposób mówienia przypominał kosmiczną paplaninę.

„Dobrze, mów do mnie", powiedziałem, przygotowując się na interesującą rozmowę. „Opowiedz mi o międzywymiarowym sobowtórze". Oto, co usłyszałem od Wujka Joe Zuvuyi:

Każdy z nas rodzi się ze swoim międzywymiarowym sobowtórem, który jest czymś w rodzaju duszy albo lepszego lub Wyższego Ja. Nie jest to żadna bajka. Międzywymiarowy sobowtór jest naprawdę realny.

Można to rozumieć następująco: ciało, które widzisz w lustrze, jest twoim trójwymiarowym ciałem. Płaszczyzna trójwymiarowa jest płaszczyzną fizyczną. Na fizyczność składa się to, co możesz zważyć, zmierzyć i kupić do swojego domu. Nauka zajmuje się tylko tym poziomem. To, czego dotykasz, smakujesz, co wąchasz, słyszysz lub widzisz, nie wykracza poza wymiar trzeci, nawet precyzyjne narzędzia, które wykorzystują naukowcy. Wszystko, o czym wiesz i co nauczyłeś się określać jako zupełnie realne, jest tylko odpadem pochodzącym z trójwymiarowego, fizycznego świata.

Oczywiście istnieją jeszcze inne wymiary. Twój międzywymiarowy sobowtór znajduje się w kolejnym, czwartym wymiarze. Przebywa tam cały czas i próbuje przekazać twojej trójwymiarowej istocie informacje, które mogą jej pomóc. Może to zrobić tylko wtedy, gdy twoje trójwymiarowe ja jest gotowe go usłyszeć. Wszystkie synchroniczności, deja vu, przeczucia, jak również niektóre ze snów - to przejaw aktywności twojego czterowymiarowego sobowtóra, który próbuje przyciągnąć twoją uwagę.

„Jak wyglądasz Wujku Joe? Czy masz ciało?", zapytałem go, ciekaw informacji.

„Dla ciebie mogę wyglądać jak majański typ o twoich rysach, zjedna różnicą: moje molekuły nie są tak gęste i wibrują z częstotliwością co najmniej dziesięć razy większą niż twoje trójwymiarowe molekuły", odpowiedział cierpliwie.

„Na czym polega twoja rola, Wujku Joe? Po co tu jesteś i co dla mnie robisz?"

„Za chwilę do tego przejdziemy", odpowiedział raczej formalnie. „Jestem włącznikiem twojego obwodu pamięci, strażnikiem twojej gorącej linii, twoim dostępem do Zuvuyi. Jestem tym, który czuwa nad startem i celem, do którego się kierujesz. Cóż, zainwestowałem w ciebie. Prowadzę nie tylko księgi o tobie, interesuje mnie również to, czy nie schodzisz z kursu. Tylko poprawnie robiąc to, co robisz, gwarantujesz mi zwrot wydatków. Ciągle doglądam, czy wszystko jest w porządku i w każdej chwili jestem w stanie dotrzeć do ciebie z każdą informacją. Ty jednak musisz czasami się otworzyć, w przeciwnym razie mój wysiłek pójdzie na marne".

„Co masz na myśli, mówiąc, że we mnie zainwestowałeś", zapytałem, czując się lekko urażony przez fakt, że Wujek Joe potraktował mnie tak przedmiotowo.

„Nastroszyłeś piórka, tak?" Usłyszałem, jak śmieje się w kułak. „Moja inwestycja w ciebie polega na tym, że jesteśmy w niej jednością. Jesteś moją trójwymiarową własnością. Mogę być tylko tak dobry, jak bardzo ty jesteś przejrzysty. Im bardziej jesteś klarowny w swoich intencjach na tej planecie, tym więcej światła mogę wlać w twoje wnętrze, a im więcej światła wlewam, tym łatwiejsze jest moje zadanie".

„Na czy polega twoje zadanie, Wujku Joe?", zapytałem coraz bardziej zaintrygowany.

„Moje zadanie polega na kontrolowaniu, czy nie zboczyłeś z kursu i czy nasza dwutorowa droga komunikacji jest na tyle jasna, że kiedy zakończysz swoje ziemskie życie, kiedy będziesz gotów opuścić swoje ciało, będziemy całkowicie czyści. Im szybciej i bardziej harmonicznie będziemy mogli się do siebie zbliżyć, gdy umrzesz - gdy wyzioniesz ducha - tym lepiej. Dopiero wtedy będziemy mieli wybór, co ma dziać się dalej i dokąd Pójdziemy. Rozumiesz? Moglibyśmy już teraz skonwergować się harmonicznie i wiele na tym skorzystać! Dlatego zachowanie twojego kursu jest tak istotne".

„Ale Wujku Joe, co masz na myśli, mówiąc o moim kursie!"

„To proste, kolego, twój kurs jest częścią twój ego zintegrowania".

„Łatwo powiedzieć. Czym tak naprawdę jest moje zintegrowanie?"

„Twoje zintegrowanie jest sumą twoich niedoskonałości..."

„Moich niedoskonałości?", przerwałem mu ze złością, ale bez cienia urazy.

„Tak, twoich niedoskonałości. Cały czas próbujesz je ukrywać. Próbując je ukryć, przestajesz być sobą. Oddalasz się od prawdy. Nie jesteś zintegrowany".

„Wiedz, że ironia polega na tym, że każdy z nas sam w sobie jest zarazem wszystkim i niczym. Jesteśmy wszystkim i niczym, ponieważ we Wszechświecie jest coś więcej niż tylko my. Nie jesteśmy nawet drobną plamką na odwłoku muchy, gdy weźmiemy pod uwagę ogrom Wszechświata. Ajednakjesteśmy wszystkim, co znamy".

„Widzisz, wszystko, co wiemy o Wszechświecie, odbieramy przez pryzmat naszej drobnej, małej istoty. Już samo bycie sobą ze wszystkimi naszymi wadami i słabościami jest darem, bez względu na to, jakie niesie skutki. To nasza egzystencja sama w sobie. To wszystko, co mamy do zaoferowania, i nie powinniśmy się tego wstydzić. Dopiero, kiedy całkowicie zaakceptujesz siebie takim, jaki jesteś, możesz poczuć się wewnętrznie zintegrowany, czyli scalony. Wtedy możesz istnieć, żyć normalnie. Jeśli przestaniesz się bać, zaczniesz podążać swoją ścieżką. Czy chcesz coś jeszcze wiedzieć?"

„O co w tym chodzi, Wujku Joe?"

„Gdyby nie chodziło o mnie, wcale byś tak nie wyglądał, jak wyglądasz".

„Poczekaj chwilę, Wujku Joe. Dużo czasu poświęcam na własną pielęgnację, wyszukanie odpowiedniego ubrania i dbam o przyzwoity wygląd. Czy to masz na myśli?"

„No cóż, jest tak, jak powiedziałem. Jesteś moją lokatą kapitału, posiadłością w świecie fizycznym. Jeżeli będziesz dobrym zarządcą, jeśli twoja zintegrowana osobowość sprawi, że twoje intencje będą przejrzyste, zainwestuję w ciebie więcej. To doda ci swoistego blasku i uroku. Czasami wyraża się to nawet jako charyzma. Ale jeśli będziesz złym powiernikiem, będę trzymał moje światło z daleka, abyś mógł się zorientować, że jesteś kiepskim zarządcą, nawet jeśli tego nie zauważysz. Wiedz, że kiedy trzymam moje światło z daleka od ciebie, stajesz się nudny i głupi".

„A więc jesteś istotą świetlną, ciałem świetlnym?"

Twoją istotą świetlną i twoim ciałem świetlnym, mój przyjacielu".

„To wspaniale. I każdy ma taki świetlny odpowiednik?"

„Tak. Oczywiście, że tak, ale niewielu zdaje sobie z tego sprawę. Możesz nazwać swój międzywymiarowy odpowiednik także ciałem sennym. To ono troszczy się o twoje sprawy, kiedy śpisz. Możesz go również nazwać aniołem stróżem, jest ciągle przy tobie. Rodzi się on w chwili, w której ty się rodzisz. Czasami można odnieść wrażenie, że ludzie, którzy giną w wypadku, nie byli chronieni przez swojego anioła stróża. W takim przypadku ich wielowymiarowy sobowtór powinien przecież powiedzieć: Uwaga, niespodzianka! Wypadek jest lekcją dla ciebie. W tym miejscu kończymy. Czas, by pójść gdzie indziej! Faktem jest, że tajemnica Majów zapisana jest w. ciele świetlnym. Właśnie ono stoi u progu Zuvuyi, pamiętasz? Od tego zaczęła się nasza rozmowa".

„Tak", odparłem. „Opowiedz mi o tym więcej. Jak to się ma do Majów?"

„Widzisz, tajemnica Majów tkwi w tym, że surfują na Zuvuyi".

„To mi się podoba, Wujku Joe. To brzmi niczym piosenka: Płynący na falach Zuvuyi.

„Surferzy Zuvuyi, gwiezdni marzyciele latający proroctwami dziury w świecie naszej wyobraźni"..., zaśpiewał Wujek Joe i zaśmiał się, zanim przeszedł do swojego zwykłego, informacyjnego stylu. „Oczywiście. Majowie są lepsi od ludzi, ponieważ przez cały czas są związani ze swoimi świetlnymi ciałami. Oznacza to, że są zsynchronizowani z samymi sobą i mogą poruszać się tak samo w przyszłości, jak i przeszłości. To, co wy, ludzie, musicie zrobić, to połączyć się ze swoimi świetlnymi ciałami. To znaczy coś więcej niż nowy samochód czy nowe wideo. Kiedy połączycie się ze swoimi świetlnymi ciałami, będziecie mogli nie tylko podróżować, dokąd zechcecie, ale też usłyszeć i zobaczyć wszystko, co wam się zamarzy".

„Daj spokój, Wujku Joe. Czy nie posuwasz się za daleko?", wzruszyłem ramionami z irytacją.

„Cel jest odległy, to prawda. Nawet bardzo. Ale prawdziwy. Wy, ludzie, nie znacie podstawowych rzeczy o zabawie międzywymiarowej. Dlatego tkwicie po uszy w trudnościach. Wierzycie tylko w wymiar trzeci. Jeżeli w ogóle nadarza się wam sposobność wniknięcia w inne wymiary, to możecie dostać się co najwyżej do wymiaru czwartego lub piątego".

„Piąty wymiar! Opowiedz mi o nim, Wujku Joe", poprosiłem go, przypominając sobie zespół muzyczny ery Woodstock o takiej samej nazwie.

„Dobrze", powiedział po chwili zadumy. „Tam, gdzie ja jestem, istnieje jeszcze świat. Jest on podobny do twojego świata, ale ma inną, specyficzną substancję i wibruje z większą częstotliwością. Oprócz aniołów stróżów takich jak ja, wymiar czwarty zamieszkuje swoista społeczność: wróżki i różnorodne istoty, które można nazwać istotami duchowymi. Świat wymiaru czwartego jest też bardziej płynny. Dzięki temu mam dostęp do wspomnień z przeszłości i przyszłości oraz informacji o rzeczach, do których ty w żaden inny sposób nie mógłbyś dotrzeć.

Nie jestem jednak na szczycie piramidy. Nade mną rozpościera się wymiar piąty, a nad nim kolejne, aż do dwunastego. Ogólnie jest ich trzynaście, biorąc pod uwagę Hunab Ku. W wymiarze piątym stacjonują wszyscy Heawies, cięższy kaliber".

„Heavies?", zapytałem.

„No cóż", zaśmiał się znowu Wujek Joe. „Powinienem był raczej powiedzieć: lżejsi, ci Świetliści. Oczywiście, nie są oni wcale ciężcy, są czystą elektromagnetyczną wibracją. Nie można ich zważyć".

„Kim w takim razie są ci -jak się wyraziłeś - Świetliści, Wujku Joe?"

„Świetliści są głównymi szefami. Ich związek z twoją planetą polega na tym, że to właśnie oni odpowiadają za programy planetarne i ich emisje, które pochodzą wprost od Słońca. Słońce otrzymuje programy z innych gwiazd, jak również z centrali galaktycznej Hunab Ku. Najważniejsze, abyś zrozumiał, że im bardziej jesteś przejrzysty w stosunku do mnie, tym więcej mogę otrzymać od Świetlistych".

„Dobrze, Wujku Joe", odpowiedziałem. „Mówisz o Świetlistych, jakby byli swego rodzaju didżejami albo moderatorami pewnego talk show. Ale co masz na myśli, mówiąc o programie planetarnym pochodzącym od Słońca?

„Hej, nabieramy tempa, nieprawdaż? Wiesz, że wszyscy archeolodzy myślą, że starożytne ludy, jak Majowie, oddawali cześć Słońcu. Jednak sposób, w jaki to opisują, ukazuje to jako zabobon. Dzieje się tak dlatego, że archeolodzy, podobnie jak naukowcy, widzą rzeczy z perspektywy jednego wymiaru. Chcę przez to powiedzieć, że niejeden z archeologów wziąłby cię za wariata, gdyby dowiedział się, o czym ze mną rozmawiasz. Czy już rozumiesz, ma czy polega problem?"

„Nie mam co do tego wątpliwości, Wujku Joe", odpowiedziałem. „Ale, proszę, mów dalej. Opowiedz mi o planetarnych programach pochodzących od Słońca. Co one mają wspólnego z Zuvuyą? Czy Zuvuya biegnie przez wszystkie wymiary, które opisujesz?"

„Dobrze. Wyobraź sobie, że następuje transmisja z centrum galaktycznego, Hunab Ku. Dociera ona do nas w postaci strumieni i wiązek, niesionych na różnych wielowymiarowych falach. Czym są wiązki emisyjne? Falami świetlnymi, radiowymi, falami grawitacji, a może nawet falami informacji genetycznej. Tak, wszystkie z tych fal są informacjami. Przychodzą w określonych formacjach. Czy nadążasz? Jeśli fale galaktyczne Hunab Ku napotkają na drodze formę o podobnej częstotliwości fali, natychmiast następuje emisja. To właśnie nazywamy rezonansem - asymilacją formacji falowych. Ty sam, mój kolego, jesteś formą falową i również rezonujesz. Ma to związek z integralnością, o której rozmawialiśmy wcześniej, ha, ha, ha!"

Znowu zacząłem się niecierpliwić. „Wujku Joe, wróćmy do programów planetarnych i Zuvuyi!"

„Powoli, kolego. Ty jesteś programem planetarnym Słońca i kiedy sur-fujesz po Zuvuyi, mam na myśli: kiedy robisz to naprawdę, a nie bawisz się w synchroniczność i to całe deja vu, jesteś częścią wielkiego obwodu. Dostajesz się do banku pamięci Nieba. Latasz!"

„Co masz na myśli, mówiąc, że jestem planetarnym programem Słońca?"

„Podpowiem ci, dzieciaku. Myślisz, że skąd pochodzisz? Myślisz, że kim jesteś? Chodzi mi o to, z czego tak naprawdę się składasz? Co jest twoją prawdziwą naturą? Czy kiedykolwiek przemknęło ci przez głowę, że jesteś audycją lub nadzwyczajną wiadomością, która właśnie teraz ma wejść na antenę?"

„Co?" Wujek Joe posuwał się coraz dalej i szybciej w swoich stwierdzeniach. Zacząłem się gubić i zastanawiać, czy aby jestem normalny. Miałem wrażenie, że skołatane myśli wylewają się z mojej głowy i rzucają spazmatycznie po podłodze.

„Uspokój się, chłopie. Nie chciałem cię, że tak powiem, rozgrzać do czerwoności. Wyjaśnijmy to sobie od razu. Z punktu widzenia biologii jesteś rezultatem szczególnego zbioru programów DNA. Ten zbiór programów to twoja forma falowa. Ze względu na swoją niedoskonałość, która jest tym samym, co twoje zintegrowanie, jest ona unikatowa".

„Dlaczego jest to forma falowa?"

„Ponieważ DNA wibruje i ma swoją własną strukturę wibracyjną. Jest formą falową, ponieważ ty także jesteś elekromagnetyczny. Twoje zakończenia nerwów, fale mózgowe, promieniowanie... Wiesz o tym, że promieniujesz? Dzieje się tak dzięki mojemu istnieniu. Ale nie chcę ci niczego ujmować. To przecież twoje show. Jednak im szybciej dojdziesz do tego, jak ważną rolę odgrywam w sprawach, które dotyczą ciebie, tym lepiej obaj na tym wyjdziemy. W tej sytuacji możemy obaj tylko wygrać! Jeżeli ja wygrywam, ty również wygrywasz, a jeśli ty wygrywasz, ja wygrywam tak samo, wygrywamy razem. Przypomnij sobie, że nigdy nie chciałeś pokrzyżować planów swojemu międzywymiarowemu sobowtórowi!

Wiem, że się niecierpliwisz, ale tak to wygląda. Jesteś formą falową, tak samo jak ta planeta i Słońce. Jesteś na Ziemi i z tej Ziemi. Czujesz ciepłe promienie Słońca. Czy mógłbyś być oddzielony od Ziemi i Słońca? Nie. Twoja forma falowa i formy falowe Ziemi i Słońca w jakiś sposób do siebie pasują.

Nie tylko przenika was wiązka tego samego głównego programu galaktycznego, ale również wpływacie na siebie wzajemnie. Wiem, że obecnie nikt z waszych naukowców w to nie wierzy, ale to prawda. W rzeczywistości masz taki sam wpływ na Słońce, jaki Słońce ma na ciebie, a gdzieś głęboko w centrum Ziemi widnieje twoje odbicie!"

„Daj spokój, Wujku Joe, robisz mi wodę z mózgu", wydusiłem z siebie, mając uczucie, jakby moja głowa miała zaraz eksplodować. Zacząłem się zastanawiać, czy właśnie tak czuli się czytelnicy Faktora Majów i Ziemi wschodzącej, gdy próbowali zrozumieć, o czym mówię.

„Posłuchaj", kontynuował Wujek Joe, próbując mnie uspokoić. „Starałem się, jak mogłem. To nie moja wina, że jesteś tak bardzo jednowymiarowy, że fakty dotyczące życia brzmią dla ciebie jak reedukacja. Posłuchaj, chcę ci tylko powiedzieć, że Słońce jest holograficznym odbiciem Ziemi, a Ziemia jest hologramem ciebie. Rak, który toczy ludzkość, jest niczym innym, jak hologramem obecnego przeludnienia na Ziemi. W tym punkcie czasu jesteście dla Ziemi pewną formą raka. Wiedziałeś o tym? Wejdź w położenie Ziemi i popatrz na ludzi z jej punktu widzenia. To, czego doświadczysz w postaci określonych myśli, przeczuć lub zjawisk optycznych, to przetworzenie pamięci solarnej przez mózg na zrozumiały dla ciebie język. Tak, pamięci solarnej.

Wiem, że wszystko to jest dla ciebie bardzo skomplikowane. Kiedy jednak surfujesz po Zuvuyi, jesteś złączony ze swoim międzywymiarowym sobowtórem. Twoja dwukierunkowość przepływu informacji nie jest statyczna, a kiedy nie jest statyczna, jest ekstatyczna! Oznacza to, że ty sam nie jesteś już dłużej statyczny, o kurczę! Co za ładunek!" Wujek Joe przerwał na chwilę, by pośmiać się ze swojego dowcipu. Po chwili ciągnął dalej. „Ty, ten swoisty kawałek mięsa, który zwie się twoim ciałem, działa jak uziemienie dla twojego czterowymiarowego władcy Zuvuyi. Właściwie powinienem powiedzieć, że twoje trójwymiarowe ciało działa jak moja bateria bioelektromagnetyczna albo antena ziemska.

W zależności od swoich potrzeb i używając swojego trójwymiarowego siebie jako baterii, możesz wysłać mnie, twojego międzywymiarowego sobowtóra, na jakąkolwiek misję z zachowaniem twojej świadomości i uczuć. W czasie trwania misji możesz zachować przytomność, być półprzytomny lub spać, a ja wyruszę na międzywymiarową, galaktyczną przechadzkę".

„W porządku, wspaniale, ale powiedz mi, po co, Wujku Joe?"

„Słuchaj, chcesz zostać Majem czy nie!", krzyknął na mnie wściekle. „Chodzi o to, że twój międzywymiarowy sobowtór w swoim własnym wymiarze może robić rzeczy, których ty nie możesz robić, a które mogą ci pomóc w twojej egzystencji tutaj. Nawet odrobina wiedzy na temat prawdziwej istoty rzeczy może zaoszczędzić ci wielu kłopotów. Chyba, że tego nie chcesz?"

„Co zatem może zrobić międzywymiarowy sobowtór?", zapytałem, czując się niejako wyzwany.

„Na przykład udać się do środka Ziemi", odpowiedział beztrosko Wujek Joe. „Albo nawet do środka Słońca. Wiesz, że historia o żółtej kamiennej ścieżce (Yellow Brick Road*) * droga, która miała zaprowadzić Dorotkę do Czarnoksiężnika z Oz; ang. brick oznacza wszystko, co uformowane jest w kształcie sześcianu (przyp. tłum.) nie była tylko fantazją". Nagle Wujek Joe zaczął śpiewać „Gdzieś po drugiej stronie tęczy". Usłyszałem „dzwonki". Zniecierpliwienie w stosunku do Wujka Joe zaczęło topnieć, śpiew oddalał się i znikał, tak jak on. Dał mi wiele do myślenia i udowodnił, że jest prawdziwym przyjacielem. Lojalnym przyjacielem. Przede wszystkim dowiedziałem się, że wy też możecie zrobić to, o czy on mówił. Tak naprawdę, co zresztą mówi program, powinniśmy połączyć się z naszymi wielowymiarowymi sobowtórami, naszymi świetlnymi ciałami. Temu właśnie służy wiązka informacyjna, o której mówiłem w poprzednim rozdziale, a która zakończy emisję za dwadzieścia pięć lat (licząc od 1988 r., przyp. tłum.). Jako trójwymiarowi czy też czterowymiarowi żeglarze lub surferzy Zuvuyi, podróżujący na dzikiej galaktycznej fali, do 2012 roku zdążymy dogonić Majów.

Nieźle, co?

 

Rozdział 3