(23kB)
strona główna


OSHO

Medytacja

Podstawy praktyki

 

 

 

Spis treści

Czym jest medytacja 2

Wskazówki do praktyki 7

Nie czuj się bezradny 7

Bądź odprężony 8

Nie żądaj natychmiastowych satori 9

Stwórz przestrzeń do medytacji 9

Właściwa pozycja ciała 10

Bądź pośrodku 10

Poczucie humoru 10

Nie walcz, nie psychoanalizuj 11

Niech medytacja będzie twoim pragnieniem 11

Medytacja jest zabawą 12

Medytacja nie jest przeciwna umysłowi 12

Niech wzrasta w tobie uważność 12

Pojawia się prawdziwa cisza 14

Oświecenie przychodzi w swoim czasie 15

Pułapki na drodze 16

Moce psychiczne: ostatni atak ego 16

Powab iluzorycznych doznań 16

Pierwsza eksplozja 17

Satori z umysłu 18

Doznania potwierdzające 20

Cały świat staje się doliną 20

Każda nuta staje się krystalicznie czysta 21

Słyszysz świat jak echo 21

Będziesz słyszał wszystko prócz siebie 21

Pojawia się wielkie światło 21

Nie możesz znaleźć swego ciała 22

Doznanie unoszenia się 22

Radość bez powodu 23

Brak reakcji - brak lęku 24


Kilka spraw istotnych 24

Baw się 24

Bądź cierpliwy 24

Nie wyczekuj rezultatów 24

Doceniaj nieświadomość 25

Nie jesteś swoimi doznaniami 25

Obserwujący to nie świadek 26

Medytacja przychodzi sama 27

Którą technikę mam wybrać 28

Medytacja w ujęciu Osho 32

Zorba Budda: tamten świat w tym jest ukryty 32

Dlaczego medytacje aktywne? 35

Biografia Osho 36

O Osho 39

 

Czym jest medytacja?

Medytacja nie jest hinduską metodą, techniką; nie można się jej nauczyć. Medytacja to wzrastanie, wzrastanie totalności twego życia w całej jego okazałości.

Medytacji nie można dodać do ciebie takiego, jakim jesteś - może ona przyjść do ciebie tylko poprzez zasadniczą przemianę, metamorfozę. Jest rozkwitaniem, wzrastaniem. Wzrastanie zawsze zachodzi w totalności, nigdy nie jest dodatkiem.

W medytacji musisz wzrastać. Trzeba właściwie pojąć to totalne wzrastanie osobowości, inaczej będziesz sam przed sobą udawać, zajmiesz się grami umysłu. Tyle ich jest! Mogą cię ogłupić, nic nie dadzą, a możesz ponieść przez nie szkody. Błędne jest już samo nastawienie, że w medytacji jest jakaś sztuczka, rozumienie medytacji jako metody. Kiedy zaczynasz bawić się sztuczkami umysłu, umysł zaczyna się degenerować.

Umysł - taki, jaki jest - nie jest medytacyjny. Zanim nastąpi medytacja, umysł musi się zmienić w całej swej istocie. Czym jest, więc umysł, który masz teraz? Jak funkcjonuje?

Umysł zawsze werbalizuje. Możesz znać słowa, język, strukturę koncepcyjną myślenia, ale to nie jest myślenie. Wręcz przeciwnie - jest to ucieczka od myślenia. Widzisz kwiat i werbalizujesz to, widzisz człowieka idącego ulicą i werbalizujesz to. Umysł potrafi zamienić każde egzystencjalne zdarzenie w słowa. I słowa stają się barierą, więzieniem. Przeszkodą dla umysłu medytacyjnego jest właśnie to nieustanne zamienianie zdarzeń w słowa i zamienianie egzystencji w słowa.

Pierwszym wymogiem dla umysłu medytacyjnego jest, więc bycie świadomym tego nieustannego werbalizowania i zdolność do zatrzymania tego procesu. Patrz na zdarzenia - nie werbalizuj ich. Bądź świadom ich obecności, ale nie zamieniaj ich w słowa. Niech zdarzenia będą poza słowami; niech ludzie będą poza słowami; niech sytuacje będą poza słowami. Nie jest to niemożliwe... jest to naturalne. Sztuczne jest to, co mamy, lecz tak do tego przywykliśmy, tak bardzo stało się to automatyczne, że już nie zauważamy jak nieustannie zamieniamy doznania w słowa.

Jest wschód słońca. Nie zdajesz sobie sprawy z przestrzeni pomiędzy widzeniem go a werbalizowaniem. Widzisz słońce, czujesz je... i natychmiast to werbalizujesz. Przestrzeń między widzeniem i werbalizowaniem zostaje zagubiona. Musisz zdać sobie sprawę z tego, że wschód słońca nie jest słowem. Jest to pewien fakt, pewna obecność. Umysł automatycznie zamienia doznanie w słowa, a te wchodzą między ciebie a to doznanie.

Medytacja oznacza życie bez stów, ponad słowami. Czasem zdarza się to spontanicznie. Gdy jesteś zakochany, odczuwana jest obecność, nie słowa. Gdy dwoje zakochanych staje się sobie bliskimi, zawsze nastaje milczenie. Nie w tym rzecz, że nie ma nic do wyrażania. Wręcz przeciwnie, jest tego tyle, że aż się przelewa. Ale nie ma słów, nie może być... Słowa przyjdą dopiero po odejściu miłości.

Jeśli dwoje zakochanych nie potrafi milczeć, jest to sygnał, że ich miłość umarła. Słowami zapełniają to, co po niej zostało. Gdy miłość żyje, nie ma słów, ponieważ samo istnienie miłości jest tak napełniające, tak przenikające, że pokonana zostaje bariera języka i słów. I zwykle zostaje ona pokonana tylko w miłości.

Medytacja jest kulminacją miłości, nie tylko do jednej osoby, lecz do egzystencji w całej jej totalności. Medytacja to żywa relacja z totalnością egzystencji, która jest wszędzie wokoło. Jeśli umiesz być w miłości w każdej sytuacji, jesteś w medytacji.

Medytacja nie jest sztuczką umysłu, nie jest metodą na uciszenie umysłu - wymaga głębokiego zrozumienia jego mechanizmu. Gdy zrozumiesz ten mechaniczny nawyk werbalizowania, zamieniania egzystencji w słowa, powstaje pewna przestrzeń. Powstaje sama z siebie. Przychodzi w ślad za zrozumieniem, jak cień. Ważne jest nie tyle zdobycie umiejętności bycia w medytacji, lecz poznanie dlaczego w niej nie jesteś. Sam proces medytacji jest negatywny, bo nie jest dodawaniem ci czegoś nowego - jest negowaniem tego, co już zostało dodane.

Ludzie nie mogą istnieć bez słów, potrzebują ich. Egzystencja ich nie potrzebuje. Nie mówię, byś istniał bez słów. Musisz ich używać, ale musisz nauczyć się włączać i wyłączać ten mechanizm werbalizowania. Gdy jesteś w społeczeństwie, słowa są potrzebne, a gdy jesteś sam na sam z egzystencją, musisz umieć je wyłączyć.

Jeśli nie potrafisz ich wyłączyć - trwają, a ty nie potrafisz ich zatrzymać - stajesz się niewolnikiem. Umysł musi być narzędziem, nie panem. Gdy umysł jest panem, jest nie-medytacja. Medytacja jest wtedy, gdy to ty jesteś panem i twoja świadomość jest panem. Medytacja oznacza, więc zapanowanie nad mechanizmem umysłu.

Umysł i jego funkcjonowanie w słowach to nie wszystko. Ty jesteś czymś więcej i egzystencja jest czymś więcej. Świadomość jest ponad językiem, egzystencja jest ponad językiem. Gdy świadomość i egzystencja są jednym, jest komunia. Ta, komunia jest medytacją.

Słowa trzeba porzucić. Nie mówię, że masz je tłumić czy wyeliminować. Mówię, że słowa nie mogą być nawykiem dwadzieścia cztery godziny na dobę. Gdy spacerujesz - poruszasz nogami; jeśli jednak twoje nogi poruszają się, gdy siedzisz - to szaleństwo. Musisz nauczyć się je wyłączyć. Tak samo nie powinno być w tobie słów, wtedy, gdy nie rozmawiasz. Słowa służą porozumiewaniu się, gdy więc nic nikomu nie przekazujesz, nie powinno ich być.

Jeśli zdołasz tego dokonać, będziesz wzrastać w medytacji. Medytacja to proces wzrastania - nie technika. Technika zawsze jest martwa, może, więc być do ciebie dodana, a proces zawsze jest żywy - wzrasta, rozwija się.

Słowa są potrzebne, ale nie wolno trwać w nich cały czas. Muszą być chwile bez werbalizowania, kiedy po prostu jesteś. Nie chodzi o wegetowanie. Jest świadomość i jest ona ostrzejsza, żywsza - to słowa ją stępiają. Słowa muszą być powtarzane, wywołują, więc znużenie. Im ważniejszy jest dla ciebie język, tym bardziej będziesz znużony.

Egzystencja nigdy się nie powtarza. Każda róża jest inna, zupełnie inna... Nigdy takiej jeszcze nie było i nigdy takiej już nie będzie. Ale gdy nazywamy ją „różą," samo to słowo już jest powtórzeniem. Ono zawsze istniało i zawsze będzie istnieć. Starym słowem zabiłeś to, co takie nowe.

Egzystencja zawsze jest młoda, a słowa zawsze są stare. Słowami uciekasz od egzystencji, uciekasz od życia, bo słowa są martwe. Im bardziej pogrążasz się w słowach, tym bardziej cię one umartwiają. Człowiek wyuczony jest zupełnie martwy, ponieważ cały jest tylko słowami.

Sartre nazwał swoją autobiografię „Słowa". Żyjemy w słowach. A raczej nie żyjemy. Na końcu pozostaje tylko stos nagromadzonych słów i nic więcej. Słowa są jak zdjęcia. Widzisz coś, co jest żywe i robisz temu zdjęcie. Zdjęcie jest martwe. Potem robisz album z martwych zdjęć. Człowiek, który nie żył w medytacji, jest jak martwy album. Są w nim tylko słowne obrazy, wspomnienia. Nic nie zostało przeżyte - wszystko zamienił w słowa.

Medytacja oznacza życie totalnie, a żyć totalnie można tylko wtedy, gdy jesteś w ciszy. Ale bycie w ciszy nie oznacza nieświadomości. W ciszy możesz być nieświadomy, ale to nie jest żywa cisza. Umysł znów przegapił...

Mantrami możesz sam siebie zahipnotyzować. Powtarzając jakieś słowo możesz stworzyć w umyśle tyle znużenia, że zaśnie. Zapadasz w sen, w nieświadomość. Jeśli stale będziesz nucił „Ram Ram Ram" - umysł zaśnie. Wtedy nie będzie bariery słów, ale ty będziesz nieświadomy.

Medytacja oznacza brak słów, gdy ty jesteś świadomy. W innej sytuacji nie ma połączenia z egzystencją, ze wszystkim, co istnieje. Żadna mantra ani śpiewanie nie pomogą. Autohipnoza to nie medytacja, wręcz przeciwnie - bycie w stanie autohipnozy to regresja. Nie jest wyjściem ponad słowa, ale upadkiem poniżej słów.

Porzuć, więc wszystkie mantry, wszystkie takie techniki. Pozwól istnieć chwilom, w których nie ma słów. Nie możesz pozbyć się słów za pomocą mantry, gdyż ten proces sam w sobie używa słów. Nie można wyeliminować słów za pomocą słów -jest to niemożliwe.

Co więc można zrobić? Tak naprawdę nic nie możesz zrobić - prócz zrozumienia. Cokolwiek uczynisz, będzie to tylko skutkiem tego, czym jesteś. Trwasz w chaosie, nie jesteś w medytacji, twój umysł nie jest w ciszy, więc cokolwiek z ciebie wyjdzie, stworzy jeszcze więcej zamieszania. Jedyne, co możesz uczynić, to zacząć być świadomym funkcjonowania umysłu. Tylko tyle - po prostu bądź uważny. Uważność nie ma nic wspólnego ze słowami. To akt egzystencjalny, nie mentalny.

Najważniejsze jest, więc bycie uważnym. Bądź uważny procesów mentalnych, funkcjonowania umysłu. Gdy jesteś świadomy funkcjonowania umysłu, już nim nie jesteś. Sama uważność oznacza, że jesteś poza - z dala, świadek. A im bardziej jesteś uważny, tym łatwiej dostrzegasz przestrzenie między doznaniem a słowami. Te przestrzenie istnieją, ale ty jesteś tak nieświadomy, że ich nie zauważasz.

Między dwoma słowami zawsze jest przestrzeń, nawet, jeśli niemal niezauważalna. Gdyby tak nie było, dwa słowa nie mogłyby być dwoma słowami - stałyby się jednym. W muzyce między dwoma nutami zawsze jest przestrzeń, cisza. Dwa słowa czy nuty nie mogą być oddzielne od siebie, jeśli nie ma między nimi przerwy. Zawsze jest miedzy nimi cisza, ale trzeba być naprawdę uważnym, by to odczuć.

Im jesteś uważniejszy, tym wolniejszy jest umysł. Zawsze jest to ze sobą powiązane. Im mniej świadomości, tym szybszy umysł; im bardziej jesteś świadomy, tym proces umysłu jest wolniejszy. Jesteś bardziej świadomy, umysł zwalnia, przestrzenie między myślami poszerzają się.... możesz je zauważyć.

Przypomina to film. Gdy projektor pracuje w zwolnionym tempie, widać przerwy. Podnoszę rękę i widać, że zdjęcie składa się z setek kadrów. Każdy jest odrębnym zdjęciem. Gdy te setki pojedynczych zdjęć wyświetlane są tak szybko, że nie widzisz przerw, widzisz unoszenie ręki jako jeden proces. W zwolnionym tempie te przerwy możesz zauważyć.

Umysł jest jak film. Są w nim przerwy. Im jesteś uważniejszy umysłu, tym łatwiej je zauważasz. Przypomina to rysunek gestaltowski, w którym są dwa różne obrazy. Możesz widzieć jeden albo drugi, ale obu razem nie zobaczysz. Może to być rysunek staruszki ukazujący równocześnie młodą dziewczynę. Gdy skupiasz uwagę na jednym, drugiego nie zobaczysz; gdy skupisz uwagę na drugim, pierwszy zniknie. Nawet, jeśli widziałeś oba rysunki, nie możesz zobaczyć ich obu równocześnie.

To samo dzieje się z umysłem. Gdy widzisz słowa, nie możesz dostrzec przerw, gdy widzisz przerwy, nie możesz zobaczyć słów. Po każdym słowie następuje przerwa i po każdej przerwie następuje słowo, ale nie możesz widzieć równocześnie jednego i drugiego. Jeżeli skupiasz uwagę na przerwach, słowa znikną, a ty zapadniesz się w medytacji.

Świadomość skupiona tylko na słowach jest nie-medytacyjna, świadomość skupiona tylko na przerwach jest medytacyjna. Zawsze, gdy stajesz się świadomy przerw, słowa znikają. Gdy będziesz obserwował uważnie, nie znajdziesz słów - znajdziesz tylko przerwę.

Możesz odczuć różnicę między dwoma słowami, ale nie możesz odczuć różnicy miedzy dwoma przerwami. Słowa są zawsze mnogie, przerwa zawsze jest jedna. Wszystko stapia się razem i staje się jednością. Medytacja to skupienie się na przerwie. Wtedy zmienia się cały gestalt.

Trzeba zrozumieć coś jeszcze. Patrząc na rysunek z gestaltu ze skupieniem na staruszce, nie zobaczysz drugiego obrazu. Ale jeśli zachowasz uwagę skupioną na staruszce przez dłuższy czas, jeśli staniesz się totalnie uważny - w pewnej chwili to skupienie zmieni się, nagle staruszka zniknie i pojawi się ten drugi obraz.

Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że umysł nie może przez dłuższy czas pozostawać w skupieniu. Musi się zmieniać - albo zaśnie. Są tylko te dwie możliwości. Jeśli będziesz koncentrował się na jednej rzeczy, umysł zaśnie. Nie może trwać w bezruchu, gdyż umysł jest żywym procesem. Jeśli pozwolisz mu na znużenie - zaśnie, by uciec od zastoju twojego skupienia. Wtedy może żyć dalej, w snach.

Taką medytację podaje Maharishi Mahesh Yogi. Daje ona tyle spokoju i odświeżenia, może poprawić zdrowie fizyczne i równowagę psychiczną, ale nie jest właściwą medytacją. Te same efekty można uzyskać w autohipnozie. Hinduskie słowo „mantra" oznacza sugestię, nic więcej. Błędem jest przyjęcie, że mantra to medytacja - tak nie jest. Jeśli uznasz ją za medytację, nigdy nie będziesz szukać autentycznej medytacji. I to jest największa szkoda, jaką czynią takie praktyki i ludzie, którzy je propagują. Jest to jedynie psychologiczne narkotyzowanie się.

Nie używaj, więc żadnej mantry do wypchnięcia słów. Po prostu stań się świadomy słów, a umysł automatycznie zacznie skupiać się na przerwach.

Jeśli utożsamisz się ze słowami, będziesz skakał ze słowa na słowo i przegapisz przerwę. To inne słowo jest czymś nowym, na czym można się skupić. Umysł stale się zmienia, skupienie się zmienia. Jeśli jednak nie utożsamisz się ze słowami, pozostaniesz tylko świadkiem - z daleka obserwującym korowód słów. Wtedy zmieni się całe skupienie i staniesz się świadomy przerwy. To samo dzieje się, gdy obserwujesz ludzi idących ulicą. Jedna osoba przeszła, druga jeszcze nie nadeszła. Jest przerwa, ulica jest pusta. Jeśli będziesz obserwował, poznasz tę przerwę.

Gdy poznasz tę przerwę, jesteś w niej - wskoczyłeś w nią. To otchłań, daje taki spokój, taką świadomość... Bycie w tej przerwie to medytacja... przemiana. Teraz słowa nie są potrzebne, zostawisz je. Świadomie je zostawisz. Jesteś świadomy ciszy, nieskończonej. Jesteś jej częścią, jesteś z nią jednością. Nie jesteś świadomy tej otchłani jako czegoś innego, jesteś świadomy otchłani jako siebie. Wiesz i jesteś tym wiedzeniem. Obserwujesz tę przerwę; obserwujący jest tym, co obserwowane.

Jeśli chodzi o słowa i myśli, jesteś świadkiem, kimś oddzielnym, i słowa są odrębne. Gdy nie ma słów, jesteś przerwą, świadomy swego istnienia. Między tobą a przerwą, między świadomością a egzystencją, nie ma bariery. Jesteś w sytuacji egzystencjalnej. I to jest medytacja: bycie jednością z egzystencją, bycie w niej totalnie i nadal bycie świadomym. Jest to zaprzeczenie, paradoks. Oto poznałeś sytuację, w której jesteś jej świadomy, a równocześnie w niej jesteś.

Zwykle, gdy jesteś czegoś świadomy, to coś staje się oddzielne od ciebie. Jeśli z czymś się utożsamiamy, przestaje to być czymś odrębnym i innym - ale wówczas nie jesteśmy świadomi. Tak dzieje się w złości i w seksie. Jednością stajemy się tylko wtedy, gdy jesteśmy nieświadomi.

Seks tak bardzo nas przyciąga, bo w seksie na chwilę stajesz się jednością. Ale wtedy jesteś nieświadomy. Szukasz nieświadomości, bo szukasz jedności. A im bardziej jej szukasz, tym bardziej stajesz się nieświadomy... i nie odczujesz błogości seksu, bo ta błogość pochodziła z nieświadomości.

W chwili namiętności byłeś nieświadomy. Świadomość odeszła. Na jedną chwilę znalazłeś się w otchłani, ale nieświadomy. A im bardzie) szukasz świadomości, tym bardziej ją tracisz. W końcu przyjdzie chwila ogarnięcia przez seksualność, gdy ta chwila nieświadomości już nie następuje. Ta otchłań została zagubiona i ta błogość została zagubiona - wtedy ten akt staje się czymś bezsensownym. Staje się tylko mechanicznym rozładowaniem się, nie ma już w nim niczego duchowego.

Znamy tylko nieświadomą jedność, nigdy nie zaznaliśmy świadomej jedności Medytacja jest jednością świadomą. To drugi biegun seksualności. Seks to jeden biegun - nieświadoma jedność; medytacja to drugi biegun - świadoma jedność. Seks to najniższy punkt jedności, medytacja to jej szczyt, najwyższy szczyt jedności. Różnią się one świadomością.

Umysł człowieka Zachodu myśli o medytacji, gdyż zagubiony został urok seksu. Gdy społeczeństwo przestaje tłumić seksualność, przychodzi medytacja, bo seks niehamowany zabija swój własny urok i romantyzm, zabija swoją duchową stronę. Tyle jest seksu, ale nie można już dłużej pozostawać w nim nieświadomie.

Społeczeństwo stłumione seksualnie może zachować seksualność, ale społeczeństwo nie-tłumiące, bez zahamowań, nie może pozostać w seksualności. Musi ona zostać przekroczona. Jeśli społeczeństwo jest seksualne, nastąpi medytacja. Społeczeństwo wolne seksualnie to pierwszy krok do duchowego poszukiwania.

To poszukiwanie naprawdę istnieje, można je, więc wyzyskiwać. I Wschód to robi. Można dostarczać guru na zamówienie, eksportować ich - tak się teraz dzieje. Od takich guru nauczysz się jednak tylko sztuczek. Zrozumienie przychodzi w życiu, w przezywaniu. Nie można go dać ani przekazać.

Nie mogę dać ci mojego zrozumienia. Mogę o nim mówić, ale nie mogę ci go dać Sam musisz je znaleźć. Musisz wejść w życie, błądzić, ponosić porażki, doznać wielu frustracji. Do medytacji dotrzesz tylko przez niepowodzenia, błędy, frustracje, przez spotkanie z prawdziwym życiem. Dlatego mówię, że jest to wzrastanie. Co nieco można zrozumieć, ale zrozumienie przychodzące przez innego człowieka pozostanie czymś intelektualnym. Dlatego Krishnamurti wymaga niemożliwego. Mówi: ..Nie pojmuj mnie intelektualnie." A przecież od kogoś innego może przyjść tylko zrozumienie intelektualne. Dlatego wysiłek Krishnamurtiego jest absurdalny. To, co on mówi jest autentyczne, ale gdy wymaga od słuchającego czegoś więcej niż zrozumienia intelektualnego, jest to niemożliwe. Przez kogoś innego nic więcej nie może przyjść, nic więcej nie można przekazać. Zrozumienie intelektualne może wystarczyć... Jeżeli zdołasz intelektualnie zrozumieć to, co mówię, możesz zrozumieć to, co me było powiedziane. Możesz zrozumieć przerwy - to, czego nie mówię, czego nie jestem w stanie wyrazić. Pierwsze zrozumienie musi być intelektualne, intelekt jest drzwiami. Nie może to być duchowe. Duchowość to świątynia wewnętrzna.

Mogę komunikować się z tobą tylko intelektualnie. Jeśli naprawdę to zrozumiesz, zdołasz odczuć to, co nie zostało powiedziane. Nie mogę porozumiewać się bez słów, ale używając słów używam też ciszy. Musisz być świadomy jednego i drugiego. Jeśli zrozumiesz tylko słowa, jest to porozumienie; ale jeśli zdołasz być świadomy także przerw - jest połączenie.

Trzeba od czegoś zacząć. Każdy początek jest fałszywy, ale trzeba zacząć. Przez to, co fałszywe, szukając po omacku, natrafisz na drzwi. Kto myśli, że zacznie tylko od właściwego początku, ten nigdy nie zacznie. Nawet fałszywy krok jest krokiem we właściwym kierunku, gdyż został dokonany, nastąpił początek. Zaczynasz iść po omacku w ciemności i dzięki temu błądzeniu znajdujesz drzwi.

Dlatego mówię, byś był świadomy procesu językowego, procesu słów - i abyś szukał świadomości przerw. Będą chwile, gdy z twojej strony nie będzie żadnego świadomego starania i będziesz zdawał sobie sprawę z tych przerw. Jest to spotkanie z tym, co boskie, spotkanie z tym, co egzystencjalne. Gdy nastąpi, nie uciekaj od niego, bądź w nim. Najpierw spowoduje to lęk - tak być musi. W spotkaniu z nieznanym zawsze powstaje lęk, bo nieznane jest dla nas śmiercią. Gdy pojawia się przerwa, czujesz, że zbliża się śmierć. Bądź martwy! Po prostu w tym bądź i w tej przerwie umrzyj zupełnie. Nastąpi zmartwychwstanie. Poprzez umieranie śmiercią w ciszy, życie zmartwychwstaje. Po raz pierwszy jesteś żywy, naprawdę żywy.

Medytacja nie jest metodą, lecz procesem, medytacja nie jest techniką, lecz zrozumieniem. Nie można jej uczyć, można ją tylko wskazać. Nie możesz się o niej dowiedzieć: żadna informacja nie jest prawdziwa, gdyż pochodzi z zewnątrz, a medytacja przybywa z twego własnego wnętrza.

Szukaj, więc! Bądź szukającym, nie uczniem. Bądź uczniem życia w jego totalności, nie uczniem jakiegoś guru. Wtedy nie będziesz uczył się tylko słów. Duchowe nauki nie przyjdą ze słów, ale z przerw, ciszy, które zawsze cię otaczają. Są one nawet w tłumie, na targowisku i bazarze. Szukaj tych ciszy, szukaj tych przerw wewnątrz i na zewnątrz, a pewnego dnia stwierdzisz, że jesteś w medytacji.

Medytacja przychodzi. Zawsze przychodzi samoistnie, nie można jej sprowadzić. Ale trzeba jej szukać, bo tylko, gdy jej szukasz, jesteś na nią otwarty, wrażliwy. Chcesz ją gościć. Medytacja jest gościem. Możesz ją zaprosić i czekać na nią. Przychodzi ona do Buddy, przychodzi do Jezusa, przychodzi do każdego, kto jest gotowy, kto jest otwarty i poszukujący.

Ale nie ucz się tego z zewnątrz, bo omamią cię sztuczki. Umysł zawsze szuka czegoś łatwiejszego. To jest źródło wykorzystywania. Pojawiają się guru i bycie guru staje się nawykiem, a duchowe życie ulega zatruciu. Najbardziej niebezpieczny jest ten, kto wyzyskuje potrzebę duchowości. Jeśli ktoś zabierze ci bogactwo, nie jest to ważne; gdy ktoś cię zawiedzie, nie jest to ważne. Ale jeśli ktoś cię zwodzi i zabija, a nawet opóźnia twoją potrzebę dążenia do medytacji, do tego, co boskie, do ekstazy... ten grzech jest wielki i niewybaczalny.

Tak się dzieje. Bądź tego świadomy i nikogo nie pytaj: „Czym jest medytacja? Jak mam medytować?" Zamiast tego pytaj, jakie są zahamowania, jakie są przeszkody. Pytaj, dlaczego nie zawsze jesteś w medytacji, gdzie wzrastanie zostało zatrzymane, gdzie zostałeś okaleczony. I nie szukaj guru, ponieważ guru okaleczają. Każdy, kto daje ci gotową receptę, nie jest przyjacielem - jest twoim wrogiem.

Błądź w ciemności Nic innego nie można zrobić. To błądzenie stanie się zrozumieniem, które uwolni cię od ciemności. Jezus rzekł: „Prawda jest wolnością."

Zrozum tę wolność. Prawda zawsze przychodzi w zrozumieniu. Nie jest czymś, co spotykasz, jest czymś, w czym wzrastasz. Poszukuj, więc zrozumienia, bo im większe jest twoje zrozumienie, tym jesteś bliższy prawdy. W pewnej nieznanej, nieoczekiwanej, niedającej się przewidzieć chwili, gdy zrozumienie sięga szczytu... znajdziesz się w otchłani... Ciebie już nie ma - ale jest medytacja.

Kiedy ciebie nie ma, jesteś w medytacji. Medytacja nie jest powiększeniem ciebie, jest zawsze czymś większym od ciebie. Kiedy jesteś w otchłani, jest medytacja. Nie ma wtedy ego, nie ma ciebie. Jest istnienie. To właśnie - najwyższe istnienie -mają na myśli religie, kiedy mówią o Bogu. Ono jest istotą wszystkich religii, wszystkich poszukiwań, ale nie można go nigdzie znaleźć w postaci gotowej.

 

 

Wskazówki do praktyki

Nie czuj się bezradny

Po pierwsze, nie spiesz się, niech nie ogarnie cię desperacja. Jeśli dziś ci się nie powiedzie, nie czuj się bezradny. Jeśli dziś ci się nie powiedzie, będzie to naturalne. Jeśli tak będzie przez kilka dni, też będzie to naturalne.

Naturalnie, w świecie wewnętrznym wiele razy musisz doznać porażek, bo nigdy jeszcze w nim nie wędrowałeś. Wszystkie twe umiejętności dotyczą ruchu na zewnątrz, ekstrawersji. Nie wiesz jak wejść do swego wnętrza. Ludzie słyszą „wejdź w siebie, wsłuchaj się w siebie", ale nie rozumieją tego. Znają tylko ruch na zewnątrz, tylko wychodzenie do innego człowieka. Nie znają żadnego sposobu dotarcia do samych siebie. To jest nieuniknione: wskutek swoich dawnych nawyków wiele razy będziesz doznawać porażek.

Nie stań się bezradny. Dojrzałość przychodzi powoli. Przyjdzie na pewno, ale trzeba na to czasu. Pamiętaj: do każdego przyjdzie ona w innym tempie, nie porównuj, więc, nie myśl: „On jest taki wyciszony i radosny, a ja jeszcze nie: co jest ze mną?" Nie porównuj się z nikim; każdy w poprzednich wcieleniach żył inaczej. Nawet w tym życiu ludzie żyją odmiennie.

Wszystko zależeć będzie od twoich umiejętności, umysłu, uwarunkowania, wykształcenia, religii, w której jesteś wychowany, książek, które czytasz, ludzi, z którymi żyjesz, atmosfery, którą w sobie stworzyłeś. Będzie zależeć od tysięcy rzeczy, od tego ile możesz przyjąć - ale przyjdzie na pewno.

Potrzeba tylko cierpliwości, pracy w ciszy, pracy w cierpliwości... przychodzi koncentracja i pojawia się dojrzałość. W istocie rzeczy człowiek dojrzały i człowiek skoncentrowany to dwa aspekty tego samego zjawiska. Dlatego dzieci nie mogą być w koncentracji - są w ciągłym ruchu, nie mogą być w jednym punkcie, nieruchome. Wszystko je przyciąga - samochód przejechał, ptak śpiewa, ktoś zaczął się śmiać, sąsiad włączył radio, motyl się porusza - wszystko jest atrakcyjne, cały świat. Dzieci skaczą z jednej rzeczy na inną. Nie potrafią się skoncentrować, nie potrafią być z jedną rzeczą tak całkowicie i totalnie, że wszystko inne znika, przestaje istnieć.

Wraz z dojrzałością pojawia się koncentracja. Dojrzałość i koncentracja to dwie nazwy tego samego stanu. Trzeba jednak pamiętać, że przyjdzie to stopniowo - nie porównuj, więc, nie spiesz się.

Bądź odprężony

Po drugie, gdy już podejmiesz decyzję wędrowania ścieżką wewnętrzną, decyzję bycia sannyasinem, człowiekiem medytującym, gdy wnętrze cię przyzywa i podejmiesz decyzję, że teraz będziesz wędrował pytając „Kim jestem?", musisz pamiętać, by nie wędrować w napięciu. Wędruj w sposób bardzo odprężony, pilnuj, by ta twoja wewnętrzna podróż była wygodna. Ma to teraz ogromne znaczenie.

Zwykle każdy popełnia ten pierwszy błąd. Ludzie czynią swą wewnętrzną podróż niepotrzebnie skomplikowaną, niewygodną. Jest tego przyczyna... W swym zwyczajnym życiu ludzie są pełni złości na innych. W codziennym życiu zachowują się wobec innych z przemocą. W zwyczajnej, ekstrawertycznej podróży są sadystami, cieszy ich torturowanie innych, cieszy ich pokonywanie innych, cieszy ich konkurowanie z innymi, podbijanie innych. Całą ich radością jest sprawianie, by inni czuli się gorszymi od nich samych. Taka jest ta twoja ekstrawertyczna podróż.

Gdy człowiek zwraca się ku swemu wnętrzu, napotyka problem: co ma zrobić ze swą złością, wrogością, agresją, przemocą? Jest sam: będzie torturować siebie, złościć się na siebie. I tacy są tak zwani mahatmowie...

Podróż ekstrawertyczna była podróżą sadyzmu. Podróż introwertyczna staje się podróżą masochizmu, zaczynasz torturować siebie. A w torturowaniu siebie jest pewne zadowolenie, taka perwersyjna radość. Jeśli zagłębisz się w historię, zdziwi cię, nie uwierzysz, co człowiek sam sobie czynił.

Wiele bzdur powstało z tego prostego błędu. W zwykłym życiu usiłujesz utrudniać życie innym. Kiedy zwracasz się do wewnątrz, ten stary umysł może będzie próbował utrudnić życie tobie.

Pamiętaj: poszukujący swego wnętrza musi mieć wygody, gdyż To może nastąpić tylko w sytuacji przyjemności, w stanie odprężenia. Gdy jesteś napięty i jest ci niewygodnie, nic się nie stanie. Gdy jesteś napięty, jest ci niewygodnie, twój umysł się przejmuje, nie jesteś w nieruchomej przestrzeni. Gdy jesteś głodny - jak możesz być w nieruchomej przestrzeni?

A oni uczą postów i mówią, że post pomoże ci medytować. Raz na jakiś czas post może pomóc w zyskaniu dobrego zdrowia, zabierze z ciała kilka zbędnych kilogramów, ale post nie może pomóc medytacji.

Bycie pośrodku jest właściwą drogą - Złotym Środkiem.

Jedz tyle, byś nie czuł się głodny, ale nie jedz za dużo, byś nie czuł się ociężały, ospały, bo wtedy medytacja jest trudniejsza. Złotego Środka trzeba przestrzegać na wszelkie sposoby, we wszystkich sytuacjach.

Zapewnij sobie komfort, bądź odprężony. Nie trzeba torturować siebie, nie trzeba tworzyć sobie zbędnych kłopotów.

Porzuć ten umysł złości, przemocy, agresji; dopiero wtedy możesz wyruszyć do wewnątrz - tylko w odprężonej świadomości człowiek zanurza się coraz głębiej w siebie. W totalnym odprężeniu docierasz najgłębiej do swego wnętrza.

Nie żądaj natychmiastowych satori

Po trzecie, nie wymagaj za wiele, bo jeśli będziesz wymagał zbyt wiele, staniesz się napięty, pojawi się niepokój. Najlepiej niczego nie wymagaj. Ot, czekaj. Zasiej ziarno w sercu i zacznij pracować - czekaj wiosny.

Ludzie żądają zbyt wiele: chcą natychmiastowych satori, samadhi. Chcą natychmiastowej nirwany. Czasem przychodzą do mnie głupi ludzie i mówią: „Siedem dni medytuję i nic się jeszcze nie zdarzyło." Siedem dni? A przez siedemdziesiąt milionów żywotów robili wszystko, co było przeciwne medytacji! Przez siedem dni... jakby zobowiązywali Boga albo mnie. Skarżą się: „Nic się nie zdarzyło. Siedem dni minęło, jeszcze tylko trzy dni treningu, a ja dalej nie jestem oświecony!"

Nie wymagaj za wiele, nie bądź zbyt chciwy; miej więcej zrozumienia. Na wszystko trzeba czasu. Pamiętaj: nie musisz martwić się o wynik - on jest zawsze zgodny z twoją potrzebą i wartością. Na cokolwiek jesteś gotów, nastąpi to. Jeśli nie następuje, to tylko, dlatego, że jeszcze nie jesteś na to gotowy. Przygotowuj się. Domaganie się nic nie pomoże. Widocznie nie jesteś jeszcze tego wart, oczyszczaj, więc dalej swe serce, koncentruj się bardziej, medytuj, stań się bardziej wyciszony, bardziej odprężony, bądź coraz bardziej zharmonizowany ze swym wnętrzem. I czekaj. Bo kiedy serce i energia są ze sobą w harmonii, rezultat przychodzi automatycznie.

Gdy siejesz ziarno, nie musisz, co dnia rozkopywać ziemi i sprawdzać, co się z nim dzieje. Zniszczyłbyś ziarno, nic już by się nie stało. Więc czekasz - miesiącami nic się nie dzieje. Musisz podlewać je wodą i zwozić nawóz i musisz je pielęgnować... miesiącami nic się nie dzieje. Potem nagle pewnego dnia, pewnego wczesnego ranka, cud... ziarna zakiełkowały. Wyszły ledwie dwa małe listki, zdarzył się cud. Co było niewidzialne, stało się widzialne... Ale zawsze przychodzi to w swoim czasie.

Stwórz przestrzeń do medytacji

Po czwarte, gdy przygotowujesz ogród dla róż, musisz zmienić całą glebę. Trzeba usunąć kamienie, stare korzenie, usunąć chwasty. Musisz stworzyć odpowiednie warunki, przestrzeń i ochronę. Musisz zbudować ogrodzenie. Gdy zamierzasz hodować róże, tyle przygotowania będzie potrzeba. Medytacja to róża, największa róża, róża ludzkiej świadomości.

Jakie są te odpowiednie warunki? I ta odpowiednia przestrzeń?

Znajdź miejsce sprzyjające medytacji. Na przykład pomoże raczej siedzenie pod drzewem niż w kinie czy na peronie dworca - trzeba wyjść do natury, do gór, drzew i rzek, gdzie Tao nadal płynie, wibruje, pulsuje, wszędzie się przelewa. Drzewa ciągle medytują. Milcząca, nieświadoma jest ta medytacja. Nie mówię byś stawał się drzewem - musisz stać się buddą! Budda ma jedną cechę wspólną z drzewem: jest tak samo zielony jak ono, pełny soku, tak samo świętujący jak drzewo, oczywiście z pewną różnicą - on jest świadomy, a drzewo jest nieświadome.

Ale gdy usiądziesz pod drzewem, na którym śpiewają piękne ptaki, tańczy paw, czy choćby przy płynącej rzece... dźwięk płynącej wody... przy wodospadzie... jego wielka muzyka...

Jeśli możesz, przygotuj w swym domu specjalny pokój do medytacji. Wystarczy mały kącik, ale przeznaczony specjalnie do medytacji. Czemu specjalnie? Gdyż każde działanie tworzy własną wibrację. Gdy w tym miejscu tylko medytujesz, nabiera ono aury medytacji. Co dnia, gdy medytujesz, wchłania twe wibracje gdy jesteś w medytacji. Gdy przychodzisz nazajutrz, te wibracje zaczynają cię ogarniać. Pomagają, odwzajemniają się, odpowiadają.

Miejsce święte to miejsce właściwe do medytacji, właściwe warunki. Jeśli czujesz w sobie wielką złość, nie jest to pora na medytowanie, płynąłbyś pod prąd. Gdy czujesz w sobie wielką chciwość, to nie czas na medytowanie: nie będzie to łatwe. Są chwile, gdy medytacja z łatwością cię ogarnia: słońce wschodzi i widzisz to wschodzące słońce, i nagle wszystko wewnątrz jest nieruchome, nie jesteś jeszcze częścią tego targowiska - oto pora na medytowanie. Czujesz się dobrze, zdrowo, z nikim się nie kłóciłeś - oto pora na medytowanie. Przyszedł znajomy i jesteś pełen miłości -oto pora na medytowanie. Jesteś ze swą kobietą, oboje czujecie się tak szczęśliwi; siądźcie razem i medytujcie, a stwierdzisz, że wtedy, gdy możesz medytować ze swą ukochaną, ze swym przyjacielem, dzieją się największe radości życia.

Znajdź odpowiednie warunki - zawsze są one dostępne. Nie ma ani jednego człowieka, który nie znalazłby odpowiednich warunków. W ciągu dwudziestu czterech godzin przychodzi wiele chwil, które bardzo łatwo można przemienić w medytacje gdyż w tych chwilach w sposób naturalny zmierzasz do wewnątrz. Noc pełna jest gwiazd... połóż się na ziemi, patrz na gwiazdy, poczuj się z nimi zharmonizowany, a potem medytuj.

Gdy chcesz medytować, wyłącz telefon, wyłącz siebie. Powieś kartkę na drzwiach, że medytujesz, by przez godzinę nikt nie pukał. Gdy wchodzisz do pokoju medytacji, zdejmij buty: stąpasz po świętej ziemi. Odstaw nie tylko buty, ale i wszystko to, czym się zaprzątasz. Świadomie zostaw wszystko razem z butami. Wejdź do wewnątrz niczym nie zajęty. Można przeznaczyć na to jedną z dwudziestu czterech godzin. Dwadzieścia trzy godziny przeznacz na inne zajęcia, pragnienia, myśli, ambicje, projekcje. Wyłącz z tego jedną godzinę, a w końcu stwierdzisz, że ta jedna godzina jest prawdziwą godziną twego życia, a tamte dwadzieścia trzy to czyste marnotrawstwo. Tylko ta jedna godzina ocalała, wszystko inne zostało wyrzucone w błoto.

Właściwa pozycja ciała

Po piąte, nie zajmuj się zbytnio właściwą procedurą, bo zajmie cię to całego - że powinieneś siedzieć w odpowiedniej pozycji. Dobrze, jeśli możesz tak siedzieć, ale gdy niepotrzebnie odwraca to uwagę, porzuć to. Twoje nogi nie będą czuły się dobrze, jeśli nie potrafisz siedzieć w pozycji pełnego lotosu (co jest trudne dla ludzi, którzy całe życie siedzą na krzesłach, jest to trudne, gdyż cały ich system mięśniowy ukształtował się w pewien określony sposób). Zasną albo zaczną przysparzać ci kłopotów. Stale będą domagać się uwagi, nie wymuszaj, więc pozycji lotosu.

Pozycja lotosu jest dobra, jeśli jest łatwa. Jeśli nie, każda inna pozycja jest jak pozycja lotosu. Gdy nie możesz siedzieć na podłożu, jeśli jest to trudne, usiądź na krześle. Medytacja nie boi się krzeseł - może dziać się wszędzie. Renu zadała mi wczoraj pytanie: „Czy oświecenie może nastąpić na koniu na biegunach?" Może, może nawet przytrafić się temu koniowi na biegunach!

Dołóż odrobiny starań, to wszystko, ale nie przejmuj się tym za bardzo: czy kręgosłup jest całkiem wyprostowany czy nie, czy twoja głowa jest w jednej linii z kręgosłupem czy nie... nie zajmuj się za bardzo tymi drobiazgami. To tylko pewne wskazania. Zrozum je, przyjmij i idź swoją drogą. Znajdź własną drogę. Najważniejsze, że ma ci być wygodnie i masz być odprężony.

Bądź pośrodku

Po szóste, musisz być dokładnie pośrodku. Ludzie albo stają się zbyt aktywni, albo zbyt bierni. Gdy stają się nadmiernie aktywni, powstaje niepokój, swego rodzaju gonitwa, pośpiech, szybkość, brak spokoju; gdy stają się zbyt bierni - ospałość, swoisty letarg, opieszałość. Bądź pośrodku. Bycie pośrodku to kryterium, które trzeba zawsze stosować. Nie jedz za dużo, nie wygładzaj się zbytnio. Nie śpij za dużo, nie śpij mniej niż trzeba. Pamiętaj zawsze być pośrodku. Nadmiar jest zabroniony. Wszelkie skrajności trzeba porzucić, bo stan odprężonego umysłu jest tylko pośrodku.

Gdy dostąpisz takiej równowagi, wysiłku i braku wysiłku, celu i bezcelowości, istnienia i nie-istnienia, umysłu i nie-umysłu, działania i nie-działania... wtedy możesz pozwolić sobie płynąć z biegiem spraw, możesz pozwolić sobie na unoszenie się.

Poczucie humoru

Pamiętaj: największym problemem dla człowieka religijnego jest to, by nie być zbyt poważnym, największym problemem dla człowieka religijnego jest to, by nie być smutnym, największym problemem dla człowieka religijnego jest to, by nie być negatywnym; tak zazwyczaj się dzieje... ludzie religijni stają się bardzo smutni, bardzo poważni, bardzo negują życie. Zupełnie zapominają o wiośnie, myślą tylko o zeschniętym drewnie i martwych prochach. Utracili równowagę.

Naprawdę religijny jest ten, kto zna poczucie humoru. Człowiek naprawdę religijny jest szczery, ale nigdy poważny; całkowicie oddany swej pracy, ale bez nastawienia „grzeszniku, jestem od ciebie świętszy", nigdy nie odczuwa wyższości, tylko pokorę. Człowiek naprawdę religijny umie tańczyć z wiatrem i deszczem, umie śmiać się i chichotać z dziećmi, czuje się swobodnie i spokojnie w każdej sytuacji życia. Oto wolność, wolność od ego. Ego czyni człowieka poważnym.

Jeżeli staniesz się zbyt poważny, utoniesz w świecie ciemności, w świecie negacji. Pamiętaj, nie masz stać się zimny. Ci tak zwani święci są bardzo zimni, nie zrozumieli o co w tym wszystkim chodzi. Bądź chłodny, ale nigdy nie zimny, a między jednym a drugim jest ogromna różnica, i jest też w tym pewien bardzo głęboki paradoks. Nazywam to „chłodem" - w porównaniu z rozgorączkowanym stanem namiętności to chłód; w porównaniu z zimnem śmierci to ciepło. Jest to ciepło w porównaniu z zimnem śmierci i jest to chłód w porównaniu z roznamiętnioną żądzą życia. Jest to ciepło i chłód zarazem. Człowiek naprawdę religijny jest chłodny, gdyż nie ma żądzy; zarazem jest ciepły, gdyż nie jest smutny, nie jest poważny.

Nie walcz, nie psychoanalizuj

Powinieneś być oddzielony od korowodu myśli. Przyjdą, otoczą cię ze wszech stron. Będą przypominać chmury - najmniejsza drobina nieba zostanie utracona. Gdy jest zbyt wiele myśli, walka z nimi jest naturalnym instynktem, gdyż wyczytałeś, że medytacja to stan bez myśli. Ale przez walkę nikt nie pozbywa się myśli. Jeśli będziesz walczyć, zostaniesz pokonany. Sama walka staje się przyczyną twej klęski. Nie możesz walczyć z cieniami, gdyż zostaniesz pokonany.

Spróbuj walczyć ze swym cieniem, a zostaniesz pokonany; nie dlatego, że cień jest potężny, ale dlatego, że cienia nie ma. A jak możesz zwyciężyć walcząc z czymś, czego nie ma? Myśli to cienie, nie walcz z nimi.

Gdy nie walczysz, pojawia się druga możliwość - to wybrała psychoanaliza. Bądź razem ze skojarzeniami, pozwól myślom wędrować dokąd chcą. Jedna myśl wiąże się z inną i jeszcze inną i jeszcze inną i tak to trwa i trwa w nieskończoność, do znudzenia. Będziesz to czuć jak swego rodzaju odprężenie. Dlatego po psychoanalizie ludzie czują się uratowani, zbawieni. Nie są zbawieni ani uratowani - tylko walka znika. Stajesz się napięty ponieważ walczysz. Kiedy nie walczysz, napięcie znika i to zniknięcie napięcia daje ci poczucie, jakbyś został uratowany.

Będzie to przyjemne odczucie. Gdy walczysz ze swymi myślami i nie możesz zwyciężyć, porzucasz walkę i pozwalasz myślom wędrować, zaczynasz wędrować razem z nimi; pojawia się przyjemne odczucie. Oto cały sekret psychoanalizy. Psychoanaliza w niczym nie pomaga, sprawia jedynie, że czujesz się dobrze, ponieważ pomaga ci porzucić walkę.

Nie potrzeba walczyć, nie potrzeba pozwalać myślom na zaistnienie i wędrować za nimi. Pozostań obserwatorem, świadkiem.

Musisz znów stać się panem. Musisz stać się panem, nie sługą. Na czym polega to panowanie? Bycie świadkiem to bycie panem. Obserwuj myśli, w całkowitym spokoju i ciszy, obserwuj. Pozwól im przyjść i odejść, pozwól im pojawić się i zniknąć. Po prostu zauważaj - myśl się pojawia, jest, odeszła... wkrótce dotrzesz do punktu, w którym jest ich coraz mniej i mniej i mniej; potem pewnego dnia - przerwa... wszystkie myśli znikły. W tej przerwie - pierwsze doznanie boskości.

Niech medytacja będzie twoim pragnieniem

99 procent ludzi medytuje, gdyż o medytacji się mówi. Czasami staje się ona modna. Ameryka przechodzi taką fazę. O medytacji się mówi, każdy robi medytację. Jeżeli jej nie robisz, na pewno coś przegapiasz.

Nie czujesz takiej potrzeby, nie pojawiła się ona w twym istnieniu, nie doszedłeś do tej chwili w swej ewolucji gdy medytacja następuje sama z siebie, ale wszyscy ją robią i chodzą do mistrzów i siedzą w milczeniu. Ktoś robi Zazen, ktoś TM, ktoś dynamiczną... Pewnie coś przegapiasz. Pojawia się więc chciwość - powodowany chciwością zaczynasz czynić starania.

Nie są to starania o medytację. Są to starania o uzyskanie czegoś, o czym myślisz, że przez medytację To uzyskasz. Takie fazy przychodzą i odchodzą. Takie kulty pojawiają się i znikają. Są swoistą modą.

Człowiek medytujący nie przyszedł medytować dlatego, że inni medytują; pojawiła się w nim głęboka potrzeba, stała się pukaniem do jego serca, nieustającym pukaniem. Cały świat zdaje się być bez znaczenia, on chce wejść do wewnątrz. Chce wiedzieć kim jest. Nie dlatego, że inni się dowiedzieli. Gdyby nikt nie propagował medytacji i nie było żadnych książek i wszystkie książki zostałyby zniszczone i wszyscy mistrzowie poszliby skryć się w jaskiniach Himalajów, wtedy też byłoby kilkoro ludzi, którzy by medytowali i na własną rękę szukali sposobów medytowania. Byliby to prawdziwi medytujący. Dla nich medytacja byłaby tak samo łatwa jak cokolwiek innego. Byłaby czymś takim jak oddychanie.

Medytacja jest zabawą

Nie możesz pragnąć medytacji, bo ona jest tylko wtedy, gdy nie ma pragnienia. Nie możesz pragnąć wyzwolenia, nirwany, bo ono jest tylko w stanie bycia bez pragnienia. Nie można uczynić go przedmiotem pragnienia. Dla mnie i dla tych wszystkich, którzy wiedzą, pragnienie jest światem - nie chodzi o to, że pragniesz tego, co światowe. Pragnienie, samo zjawisko pragnienia, jest światem.

Możesz się bawić, a wszystko jest możliwe dzięki zabawie, gdy medytacja jest zabawą. Wszystko jest możliwe natychmiast, bo nie jesteś zakłócony, niecierpliwy, nigdzie się nie spieszysz, do nikąd nie zmierzasz. Jesteś tu i teraz. Jeśli medytacja następuje, dobrze. Jeśli nie następuje, też dobrze. Nie robisz nic niewłaściwego, bo nie ma pragnienia, nie ma oczekiwania, nie ma przyszłości.

I pamiętaj: gdy medytacja i nie-medytacja stają się do siebie podobne, medytacja ci się zdarzyła. Dotarłeś. Cel został osiągnięty, zstąpiło do ciebie to, co ostateczne. Wygląda to dziwnie gdy mówię byś nie czynił z medytacji praktyki, raczej uczyń z niej zabawę, uciechę. Ciesz się nią gdy ją robisz, nie dla jakiegoś rezultatu.

Nasze umysły są bardzo poważne, śmiertelnie poważne. Nawet gdy się bawimy, robimy z tego coś poważnego: pracę, obowiązek. Baw się jak dzieci. Baw się technikami medytacji, wtedy znacznie więcej może się zdarzyć. Nie traktuj ich poważnie, traktuj je jak zabawę. Ale my wszystko robimy poważnie. Nawet gdy się bawimy, robimy to poważnie. Wobec religii zawsze byliśmy bardzo poważni. Religia nigdy nie była uciechą, dlatego ta ziemia nadal jest nie-religijna. Religia musi stać się radością i świętowaniem, celebrowaniem; celebrowaniem chwili, cieszeniem się wszystkim, co robisz, cieszeniem się tak bardzo i tak głęboko, że umysł zatrzymuje się.

Medytacja nie jest przeciwna umysłowi

Musisz być wdzięczny umysłowi. To pierwszy krok do wyjścia poza umysł, nie jako wróg, ale przyjaciel. Gdy słyszysz, że masz wyjść poza umysł, możesz popaść w niezrozumienie. Mam ogromny szacunek do umysłu. Tyle zawdzięczamy umysłowi, że nie ma sposobu na odwdzięczenie się.

Pierwszym jest więc to, że medytacja nie jest przeciwna umysłowi, dzieje się ona poza umysłem. A „poza" to nie to samo co „przeciwko".

Gdy ta przyjaźń pogłębi się, umysł nie będzie przeszkadzał w twoich medytacjach, bo medytacja nie jest przeciwna niemu. W istocie rzeczy jest to jego spełnienie, jego własny najwyższy rozkwit. Wyjście poza niego nie jest nastawieniem antagonizmu, ale ewolucji przyjaźni.

Takie powinno być nastawienie wszystkich medytujących - nie walczyć. Jeśli walczysz, może ci się udać uciszyć umysł na jakiś czas, ale nie zwyciężysz. Umysł wróci, będziesz go potrzebował. Nie możesz żyć bez niego, bez niego nie możesz istnieć w świecie. Gdy zdołasz stworzyć przyjazny związek z umysłem, pomost miłości, zamiast być przeszkodą w medytacji, zaczyna on być pomocą. Chroni twą ciszę, bo ta cisza jest też jego skarbem, nie tylko twoim. Staje się glebą, z której rozkwitną róże medytacji, i ta gleba będzie tak samo szczęśliwa jak róże.

Zacznij od miłości do swego ciała, które jest twą najbardziej zewnętrzną częścią. Zacznij kochać swój umysł; gdy pokochasz swój umysł, zaczniesz go upiększać, tak jak upiększasz ciało. Utrzymuj go w czystości, świeżości - nie chcesz by twe ciało straszliwie cuchnęło, chcesz by było kochane i szanowane przez innych. Twoja obecność nie powinna być jedynie tolerowana, ale przyjmowana z radością.

Musisz upiększać umysł poezją, muzyką, sztuką, wielką literaturą. Kłopot w tym, że twój umysł wypełniają tylko błahostki. Twój umysł przenikają takie podrzędne sprawy, że nie możesz go kochać. Nie myślisz o niczym wielkim. Zharmonizuj go z największymi poetami, z ludźmi takimi jak Fiodor Dostojewski, Lew Tołstoj, Antoni

Czechów, Turgieniew, Rabindranath, Kahlil Gibran, Michaił Naimi - wypełnij go największymi wzlotami umysłu.

Wtedy nie będziesz nieprzyjazny umysłowi. Będziesz się radował umysłem. Nawet gdy będzie on w twojej ciszy, będzie miał swoją poezję i muzykę; wyjście ponad tak wysubtelniony umysł jest bardzo łatwe. Jest to pełny przyjaźni krok ku wyższym szczytom: poezja staje się mistycyzmem, wielka literatura staje się wielkim wglądem w egzystencję, muzyka staje się ciszą.

Gdy te rzeczy zaczną zamieniać się w wyższe szczyty, poza umysłem, będziesz odkrywać nowe światy, wszechświaty, dla których nawet nazw nie mamy. Mówimy „stan btogości", „ekstaza", „oświecenie", ale tak naprawdę żadne słowo tego nie opisuje. Sprowadzenie tego do wyjaśnień, teorii i filozofii jest po prostu poza mocą języka. Jest po prostu poza... a umysł raduje się wykraczaniem poza...

To jest mój unikalny wkład w ciebie. Z absolutną pokorą stwierdzam, że wykraczam daleko nawet przed Gautama Buddę, gdyż on wciąż walczy z umysłem. Kocham swój umysł i przez miłość wykroczyłem poza niego.

Moje podejście do medytacji jest absolutnie nowe i świeże, gdyż opiera się na miłości, nie na walce czy wojnie. Tylko miłość jest ścieżką. Uczyń swój umysł tak pięknym, jak to tylko możliwe. Udekoruj go kwiatami. Jestem naprawdę bardzo smutny gdy widzę, że ludzie nie znają „Księgi Mirdad", że nigdy nie zajrzeli do absurdalnych opowieści Chuang Tzu, nigdy nie starali się zrozumieć absolutnie irracjonalnych opowiastek zenu.

Najpierw niech twój umysł zostanie ozdobiony. Tylko poza tym przesyconym aromatem ogrodem umysłu będziesz mógł wędrować w ciszy, bez walki; umysł będzie pomocą, nie przeszkodą. Nie stwierdziłem, by był on przeszkodą, mogę wiec powiedzieć z całkowitą autorytatywnością - nie jest przeszkodą. Po prostu nie wiesz jak go wykorzystywać.

Niech wzrasta w Tobie uważność

Wzrastanie duchowe nie jest techniczne, każda technika może stać się przeszkodą. Możesz zacząć trzymać się techniki. Zdarzyło się to milionom ludzi.

W poszukiwaniu duchowego wzrastania spotykają nauczyciela, który daje im jakąś technikę. Technika pomaga im stać się bardziej wyciszonymi, uspokojonymi, cichymi, zyskać wielki dobrobyt; wtedy technika staje się absolutnie zasadnicza. Nie mogą zostawić tej techniki. Jeśli ją zostawią, wszystkie doznania zaczną znikać. Nawet jeśli ta technika była praktykowana latami, wszystkie doznania znikną w trzy dni. Techniki nie dają ci duchowego wzrastania, ale mogą stworzyć halucynację, która wygląda na duchową, gdyż ty nie wiesz czym jest wzrastanie duchowe.

Pamiętaj: bycie świadkiem nie jest techniką, to twoja natura. Technika coś stwarza; obserwowanie ujawnia to, co jest. Nie tworzy niczego, przeciwnie, może zniszczyć iluzje, które wałęsały się dlatego, że nie byłeś dostatecznie uważny, więc nigdy nie zauważyłeś, że były to zjawiska iluzoryczne.

Iluzję można stworzyć tak łatwo, że umysł zawsze cieszy się technikami. Kto ma użyć tej techniki? Umysł będzie panem techniki. Obserwowanie jest poza umysłem, umysł nie umie obserwować. To jedyne, czego umysł nie potrafi robić. To dlatego umysł nie może jej zanieczyścić, umysł nie może sprowadzić jej na manowce.

Wielu ludzi, wielkich tak zwanych świętych, proroków, mesjaszy żyło w halucynacji i nigdy nie poznali tego prostego naturalnego procesu uważności.

Lepiej byś nie zajmował się żadnymi technikami. Uważność jest tak czysta, nie skażaj jej niczym innym. I jest tak pełna, tak kompletna, że nie trzeba jej innego wsparcia. Ale umysł zawsze chce jakiejś techniki, bo może sprawować kontrolę nad techniką. Umysł jest technikiem, technika jest jego życiem. Uważność jest poza jego kontrolą. Jest poza nim, jest ponad nim, a w gruncie rzeczy jest dla umysłu śmiercią.

Gdy uważność wzrasta, umysł musi umrzeć. Wszyscy ludzie tacy jak Maharishi Mahesh Yogi uczący medytacji transcendentalnej, dają techniki, z którymi umysł czuje się świetnie. Ale wzrastania nie będzie. Wykorzystują oni ludzkość dając techniki i jest to złe wykorzystywanie, bo zatrzymuje ewolucję.

Jestem przeciwny wszystkim technikom. Jestem za prostym, naturalnym procesem, który już masz, który co jakiś czas wykorzystujesz.

Gdy jesteś w złości, jak stajesz się świadomy, że jesteś w złości? Gdyby była tylko złość i nikt by jej nie obserwował, nie mógłbyś stać się jej świadom. Złość sama w sobie nie może stać się świadoma.

Jesteś świadomy wtedy, gdy jesteś w złości, gdy nie jesteś w złości, gdy czujesz się dobrze, gdy nie czujesz się dobrze. Ale nie stosujesz tej uważności systematycznie, naukowo, głęboko, totalnie w każdej fazie umysłu. A dla mnie w tym słowie zawiera się cala istota medytacji.

Pojawia się prawdziwa cisza

Są dwa rodzaje ciszy: jedną pielęgnujesz, druga pojawia się sama z siebie. Twoja pielęgnowana cisza to nic innego jak stłumiony zgiełk. Możesz siedzieć w milczeniu, a jeżeli siedzisz długo i trwasz w tej praktyce miesiącami i latami, powoli staniesz się zdolny do tłumienia wszelkich hałasów wewnątrz. Dalej będziesz siedział na wulkanie, który w każdej chwili może wybuchnąć, wystarczy byle pretekst. To nie jest prawdziwa cisza, ale cisza narzucona siłą.

To dzieje się na całym świecie. Ludzie, którzy usiłują medytować, którzy usiłują stać się wyciszonymi, tylko narzucają sobie ciszę. Można ją narzucić. Możesz mieć wokół siebie warstwę ciszy, ale to tylko oszukiwanie siebie, nic innego. Ta warstwa ci nie pomoże. Gdy cisza pojawi się z twojego istnienia, nie jest narzucona wnętrzu z zewnątrz, przychodzi drugą stroną - przychodzi, wzbiera z wewnątrz na zewnątrz, narasta z centrum w kierunku tego co naokoło... to totalnie inne zjawisko.

Dlatego moje podejście polega na przejściu katharsis tego wewnętrznego zgiełku, raczej wyrzuceniu go na zewnątrz niż pielęgnowaniu ciszy. Ludzi ogarnia zdumienie gdy do mnie przychodzą po raz pierwszy, a przedtem byli z jakimś buddyjskim mistrzem, robili vipassanę, siedzieli, zmuszali się do jakiejś statycznej pozycji. Skąd ta statyczna pozycja? Gdy ciało jest zmuszone do trwania w jednej pozycji, umysł też musi pozostawać w jednej pozycji.

Ciało i umysł funkcjonują razem. Umysł to wewnętrzny aspekt ciała, zjawiska materialnego. Nie ma nic wspólnego z twym istnieniem. Jest tak samo materią jak twoje ciało, jeśli więc robisz coś z ciałem, to samo automatycznie dzieje się z umysłem. Dlatego na przestrzeni wieków ludzie kultywowali pozycje ciała - siądź w pozycji lotosu, zmuś ciało by było jak posąg, marmurowy posąg. Jeśli ciało naprawdę jest nieruchome, zmuszone, zobaczysz, że umysł zapada się w pewien rodzaj ciszy, która jest fałszywa, nie jest prawdziwa. Pozycja ciała zmusiła go do bycia w ciszy. Spróbuj tego, zrób po prostu pozycję złości swoimi pięściami, twarzą, zębami; wejdź w pozycję złości, a będziesz zaskoczony: zaczniesz odczuwać złość. To właśnie robi aktor: przyjmuje jakąś pozycję ciała, a później przychodzi i umysł.

Prawdziwa cisza musi przyjść sama z siebie. Polecam więc: nie zmuszaj swego ciała. Raczej tańcz, śpiewaj, poruszaj się, biegaj, pływaj. Niech ciało ma wszelkie rodzaje ruchu, by i twój umysł miał wszelkie rodzaje ruchu; w tym wewnętrznym ruchu umysł zaczyna przechodzić katharsis, wypuszczać swoje trucizny.

Zacznij od katharsis, by wyrzucić z siebie wszelkie śmieci jakie gromadzisz aż od dzieciństwa. Byłeś w złości, ale nie mogłeś tego wyrazić, bo gdy wpadałeś w złość, matkę ogarniał szał - tłumisz więc to. Byłeś w złości, chciałeś krzyczeć, ale nie mogłeś, wręcz przeciwnie - uśmiechałeś się. Wszystko co w sobie nagromadziłeś -trzeba to wyrzucić. A potem czekaj... i cisza zaczyna w ciebie wstępować. Ta cisza ma swoje piękno. Jest totalnie inna, jej cecha jest inna, jej głębia jest inna. Nie walczysz, jesteś w nastroju płynięcia, ale nic się nie pojawia. Jest to piękne - gdy nie pojawia się żadna myśl, gdy myśli same z siebie znikają. Wtedy jesteś całkowicie wyciszony, ale ta cisza jest pozytywna. Cisza narzucona jest negatywna.

To jedna z tych wielkich przemian, które chcę ci dać. Stare metody coś narzucają. Moje rozumienie jest takie: nigdy niczego nie narzucaj. Raczej wyrzuć wszystkie śmieci, które w sobie nosisz. Bądź coraz bardziej pusty, nabieraj więcej miejsca. Stwórz w sobie nieco więcej przestrzeni... w tej przestrzeni przychodzi cisza.

I w takich chwilach powinieneś być w nastroju płynięcia. Zapomnij o wszystkich pozycjach. Zapomnij wszystko co usiłujesz robić - niczego nie usiłuj robić. Bądź w stanie nie-robienia. Po prostu odpręż się, odpręż się całkowicie, nic nie rób, bo im bardziej jesteś odprężony, tym bardziej cisza może przeniknąć do twojego istnienia -bądź otwarty, przyjmujący, odprężony.

Gdy następuje cisza, nagle znikają wszelkie zagmatwania - i to bez śladu! Nie zostaje po nich nawet ślad. Nie możesz uwierzyć, że cały ten zgiełk... gdzie on się podział? Nie możesz uwierzyć, że kiedykolwiek w tobie istniał. Nie możesz uwierzyć, że nadal istnieje w innych.

Oświecenie przychodzi w swoim czasie.

Oświecenie następuje wtedy, gdy następuje - nie możesz nim kierować, nie możesz sprawić, by nastąpiło. Możesz wiele uczynić by nastąpiło, ale to, co robisz nie będzie jego przyczyną. Cokolwiek robisz, nie spowoduje to twojego oświecenia, ale przygotuje cię na jego otrzymanie. Ono przychodzi w swoim czasie. Cokolwiek robisz, po prostu przygotowuje cię to na jego przyjęcie, na zauważenie go gdy przyjdzie, na rozpoznanie go gdy przyjdzie.

Nie możesz go przywołać, jest to coś większego od ciebie. Gdybyś mógł je spowodować, byłoby tylko kolejną dekoracją ego. Nie możesz go spowodować. Nie możesz sprawić by nastąpiło. Musisz zniknąć by ono mogło być.

Możesz więc studiować wszystkie święte pisma świata, a staniesz się bardzo uczony, pełny wiedzy, ale pozostaniesz nieoświecony. Tak naprawdę staniesz się bardziej nieoświecony niż byłeś wcześniej, bo im masz więcej wiedzy, tym masz większe ego;

im bardziej praktykujesz techniki ascetyczne, tym bardziej wzmacnia się twoje ego. ..Robię to i robię tamto, i tyle już zrobiłem - tyle postów, i tyle ślubów". Im więcej robisz, tym bardziej czujesz, że jesteś godzien i że możesz domagać się oświecenia.

Oświecenie nie jest czymś, co możesz znaleźć szukając; ono przychodzi do ciebie gdy wszelkie poszukiwania okazują się próżne. I pamiętaj: nie mówię, że masz nie szukać. Bo gdy nie będziesz szukał, nigdy nie przekonasz się, że to poszukiwanie jest próżne. Nie mówię, że masz nie medytować. Bez medytowania nie zrozumiesz, że jest taka medytacja, której nie możesz robić, a która do ciebie przychodzi.

Twoje medytacje po prostu oczyszczą ci oczy, uczynią cię bardziej spostrzegawczym. Twoje serce stanie się bardziej czujne, świadome, miłujące, wrażliwe. Twoje istnienie zacznie widzieć to, czego wcześniej nie widziałeś. Zaczniesz zgłębiać nowe przestrzenie swego istnienia. Z każdym dniem i chwilą będzie się działo coś nowego. Twoje medytacje są jak kąpiel - dadzą ci świeżość, ale ta świeżość to nie oświecenie. To tylko przygotowanie drogi. Nigdy nie osiągasz oświecenia. Zawsze jest dokładnie odwrotnie - to oświecenie dosięga ciebie.

Jestem przeciwny wszystkim eskapistom, którzy uciekają od świata i zaczynają medytować dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jestem im przeciwny, całkowicie przeciwny. Jedna godzina medytacji wystarcza. Medytacja jest czymś tak potężnym, że wystarcza jedna godzina na dwadzieścia cztery. Oświetli to całe twoje życie.

Życie jest sprawdzianem czy twoja medytacja przebiega pomyślnie czy nie. Gdy pójdziesz do sklepu, poznasz czy w swojej medytacji odnosisz sukcesy. Czy w sklepie nadal jesteś tak chciwy jak przedtem? Czy nadal wpadasz w złość gdy ktoś powie coś przeciwko tobie? Czy ludzie nadal mogą tak samo łatwo wytrącać cię z równowagi jak przedtem? Na targowisku jest test wszystkich twoich medytacji.

Kiedy tylko medytujesz i nic innego nie robisz, przypomina to sytuację, gdy stale przygotowujesz się i nigdy nie idziesz na egzamin. To nie jest dobre. Test musi być codziennie - jedna godzina medytacji, dwadzieścia trzy godziny testu.

 

Pułapki na drodze

Moce psychiczne: ostatni atak ego

Bycie nieprzywiązanym w świecie jest bardzo trudne, ale jeszcze trudniejsze jest bycie nieprzywiązanym wtedy, gdy swe podwoje odsłania świat duchowy. Ta druga trudność jest milion razy większa, bo moce światowe nie są rzeczywiste. Są bezsilne, nigdy nie zaspokajają, nie dają zadowolenia. Każde nowe osiągnięcie w świecie tworzy dalsze pragnienia. Zamiast zaspokajać, wysyła umysł w nową podróż: jakąkolwiek moc osiągniesz w świecie, użyjesz jej do tworzenia nowych pragnień.

Nieprzywiązanie nie jest tak trudne w sprawach światowych, ale gdy chodzi o moce wewnętrzne, psychiczne, są one tak bliskie twego istnienia i są tak nieskończenie zaspokajające, że bycie nieprzywiązanym do nich jest prawie niemożliwe. Gdy nie jesteś nieprzywiązany, znów stworzyłeś jakiś świat i pozostaniesz daleko, daleko od ostatecznego wyzwolenia.

Ponieważ wszystko co posiadasz, posiada i ciebie, poświęcenie musi być totalne, całkowicie totalne. Musisz porzucić wszystko co posiadasz - prócz swej nagiej natury. To. czego nie można poświęcić, tylko to winno pozostać. To, co można poświęcić, powinno być poświęcone.

Dysponowanie mocami duchowymi jest bardzo satysfakcjonujące, zaspokajające, daje tyle subtelnej radości ego, takiej czystej, że nie możesz odczuć w tym niepokoju. Nigdy cię to nie frustruje. W sprawach światowych tyle jest frustracji, właściwie nic nie ma oprócz frustracji. Cudem jest jak ludzie mogą tego nie zauważać. Cudem jest jak ludzie mogą siebie sami oszukiwać i wierzyć, że jest jakaś nadzieja. Ten zewnętrzny świat jest beznadziejny, jest skazany na zagładę.

Obojętne jak wielki dom zbudujesz albo jak wielką władzę zdobędziesz: polityczną, ekonomiczną, społeczną - śmierć wszystko ci zabierze. Nie trzeba wiele inteligencji by to zrozumieć. A moce wewnętrzne - śmierć nie może ich zabrać. Są większe od śmierci. I nigdy nie przysparzają ci frustracji. Oto twoje moce, twoje potencjalne możliwości, które doszły do rozkwitu. Wydaje się, że nie ma potrzeby poświęcania ich, nie ma potrzeby wyrzekania się ich, ale Patanjali mówi, że ich także trzeba się wyrzec. Jeśli tak się nie stanie, zaczniesz żyć w świecie wizji - znów w gonitwie za władzą. A religia nie jest gonitwą za władzą.

Nie szukasz ego, raczej próbujesz odnaleźć całość, a całość jest możliwa tylko wtedy, gdy wszelkiego rodzaju egoistyczne gonitwy zostaną porzucone i poświęcone. Gdy ciebie nie ma - jest Bóg.

A ostateczne przywiązanie przychodzi, gdy osiągasz jakieś cudy, moce siddhi, gdy możesz robić różne rzeczy - rzeczy, które są cudowne, rzeczy, które są niewiarygodne. Jeśli staniesz się do nich przywiązany, wcześniej czy później znów znajdziesz się w świecie. Uważaj. To ostatni atak ego, nie daj się pochwycić. Ego zarzuca na ciebie swoją ostatnią sieć...

Pamiętaj, musisz być czujny na każdym kroku. Umysł jest przebiegły. Możesz myśleć: „Tak, kiedy cudy przyjdą, nie będę do nich przywiązany". Pomyśl jeszcze raz. Gdzieś w sobie znajdziesz żywe pragnienie: „Niech przyjdą, potem zobaczymy. Najpierw niech przyjdą". Kto by się przejmował kaivalyą, wyzwoleniem? To nie wygląda na prawdziwy cel. Ot, tylko być wyzwolonym, wolnym? Po co?

Uważaj! Umysł jest bardzo chciwy, ego jest samą chciwością. Gdy znasz ten teren i rozumiesz go i wiesz gdzie nastąpi ostatni atak ego, możesz przygotować się z większą starannością, a gdy nastąpi nie zostaniesz pochwycony znienacka.

Powab iluzorycznych doznań

Doznanie iluzoryczne to doznanie poety. Doznanie iluzoryczne to doznanie wyobraźni. Nawet jeśli w swych medytacjach poniesiesz porażkę, coś zyskasz. Taki będzie twój zysk: będziesz bardziej cieszył się drzewami i kwiatami, i światem i pięknem. Ale wcześniej czy później energia, która została stworzona poprzez medytację, zniknie i będziesz musiał spaść z powrotem do starego zamieszania.

Pamiętaj: jeśli powiedzie ci się w medytacji, ta radość jest twoja na wieczność. Ale nawet jeśli poniesiesz porażkę, znajdziesz chwile radości i poezji. Ci, którzy ponoszą w medytacji porażki, stają się poetami, ci, którzy dostępują sukcesu, stają się mędrcami. Mędrcy to poeci Wiecznego, poeci chwytają Chwilowe.

Dlatego czasem tak się dzieje: odrobina medytacji i czujesz się tak dobrze, że przestajesz medytować. Myślisz, że wszystko osiągnąłeś. Drzewa są zieleńsze, róże sa bardziej różane, miłość płynie wspaniale, wszystko zaczęło się dziać, czym się przejmować? Ale energia, która została stworzona, wkrótce zniknie: ogarnęło cię iluzoryczne doznanie. Tak jest na całym świecie z narkotykami, narkotyki dają tylko iluzoryczne doznania. Ale medytacja, jeśli nie zostanie doprowadzona do końca, także może uczynić to samo.

Gdy decyzja została podjęta, jest zobowiązaniem - musisz iść do samego końca. Jest to wyzwanie. Przyjmij to wyzwanie i wyrusz w tę najpiękniejszą podróż swego wewnętrznego poszukiwania. I nie zatrzymuj się nigdzie pośrodku póki nie dotrzesz, póki nie dojdziesz do samego oka cyklonu.

Pierwsza eksplozja

Gdy siedziałem przed tobą pierwszy raz, czternaście lat temu, w Woodlands, wewnątrz nastąpiła eksplozja. Nie wiem co to znaczy, ale często mam odczucie, że od tamtej pory stale gonię za czymś, co już się stało.

Krishna Prem, twoje pytanie ma ogromne znaczenie dla wszystkich poszukujących prawdy, gdyż to pytanie dotyka najbardziej fundamentalnego prawa, któremu podlegają ci, którzy szukają czegoś niewyjaśnialnego, czegoś niewyrażalnego. Najpierw objaśnię ci to prawo. Mogło zdarzyć się to wielu, zdarzy się to każdemu.

To prawo powiada, że gdy pierwszy raz spotykasz mistrza, przychodzisz niewinny, bez żadnego przeżycia. Przychodzisz jako przyjmowanie, jako wrażliwość - gotowy do pójścia w każdym kierunku, ochoczo i totalnie. Dlatego pierwsze spotkanie z mistrzem zawsze wyzwala eksplozję.

Ta eksplozja następuje wskutek twej niewinności, wskutek umysłu, który nie oczekuje. Nic nie wiesz o duchowości, nic nie wiesz o ekstazie. Twoje nie-wiedzenie jest przyczyną eksplozji. Ale potem zaczyna się bardzo kłopotliwa podróż. Potem zaczyna się koszmar. Potem dosłownie w każdej chwili czekasz, by ta eksplozja nastąpiła znów. I możesz czekać latami - nie nastąpi, bo ty nie spełniasz podstawowego warunku umożliwiającego jej nastąpienie. Całkiem zapomniałeś w jakiej sytuacji nastąpiła ta pierwsza eksplozja.

Teraz nie może już być tamtej sytuacji. Cokolwiek zrobisz, będzie oczekiwanie, tamto przeżycie. Nie możesz stworzyć tego nie-wiedzenia, nie jest to w twoich rękach, to nie tak funkcjonuje egzystencja. Pierwszym co musisz zrobić to zupełne zapomnienie o tamtej eksplozji. Dobrze, że ona nastąpiła, ale są rzeczy daleko większe. Po co zajmować się czymś tak podstawowym, przeżyciem z przedszkola.

Zacznij na świeżo. Siądź przy mnie, nie oczekując, czekając. Spróbuj zrozumieć różnicę między oczekiwaniem a samym czekaniem. W oczekiwaniu jest pewne pragnienie i jest wyraźny przedmiot, którego pragniesz. To przeszkadza w rozwoju. Gdy czekasz, nie wiedząc na co, doznanie samego czekania jest tak cenne i wartościowe, tak głęboko przemieniające, że musi nastąpić coś większego niż ta pierwsza eksplozja. Nie będzie to ta sama eksplozja. Przez tych czternaście lat tyle wody spłynęło z Gangesem.

Odłącz się. Póki nie porzucisz tej eksplozji i oczekiwania na nią, pozostaniesz czternaście lat temu, i między mną i tobą będzie przepaść czternastu lat. Zrozum tylko, że stało się to, bo tego nie oczekiwałeś, a teraz nie następuje, bo tego oczekujesz. Jest to proste prawo, ale bardzo podstawowe. Każdy staje się jego ofiarą - gdy czegoś posmakujesz, domagasz się tego znów.

Pamiętaj, egzystencja jest niewyczerpana. Wiele może ci dać, nie proś o powtórzenia. Egzystencja nienawidzi powtarzania, nie chce byś doznawał tego samego.

Każde doznanie, gdy następuje dwa razy, traci to co jest w nim najcenniejsze: nowość, świeżość, wspaniałość wczesnego poranka. Jeśli to zrozumiesz, to pierwsze doznanie może być ogromną pomocą, nie będzie przeszkodą. Ta pierwsza eksplozja ukazuje po prostu, że jesteś na dobrej drodze, przekroczyłeś próg. Teraz bądź bardziej otwarty i bardziej niewinny, bardziej nie-wiedzący, a każdego dnia będzie się działo znacznie więcej.

Takie małe zrozumienie staje się kluczem, który otwiera bramy tajemnic, sekretów. Ale możesz trzymać się kurczowo tego pierwszego doznania i stale powtarzać w swym umyśle: „Kiedy to nastąpi? Nie następuje..."

To najczęstsza trudność u wszystkich szukających prawdy. Pierwsze doznanie staje sie przeszkodą albo otwarciem. Wszystko zależy od ciebie. Jeśli będziesz się go kurczowo trzymał, ciągle oczekiwał, zamienisz je w przeszkodę. Jeśli odczuwasz wdzięczność dla tego doznania, głębokie podziękowanie w swym sercu, i wędrujesz dalej bez tęsknot i pragnienia tego pierwszego doznania, dało ci ono posmak, że jesteś na właściwej drodze. Doświadczaj wszystkiego, bądź wdzięczny, ale nie zatrzymuj się i nigdy nie oczekuj ponownie tego samego doznania, bo zamyka ci to drogę do większych doznań.

Satori z umysłu

Słyszałam jak mówiłeś, że kto nie jest jeszcze gotowy do oświecenia, ten może od tego doznania umrzeć. Wierzę, że to doznanie może pozostać krótkotrwałym satori, po którym wracamy do normalności. Tak tego doświadczyłam. Byłam w stanie ogromnego szczęścia i bezproblemowości, miałam tak silne uczucie „Jestem Miłością," a potem, może po pół godzinie, wróciłam. Możesz coś o tym powiedzieć?

Szybko wróciłaś! To naprawdę rzadko spotykane, już po pół godzinie! To wielki powrót. Przeszłaś doznanie bezproblemowości, ogromnego szczęścia i poczucia „jestem miłością". A co się stało po pół godzinie? Problemy pewnie wróciły i cierpienie mogło się pogłębić. A co dopiero to doznanie „jestem miłością?" Kim teraz jesteś -to znaczy po pół godzinie?

Zrobiłaś naprawdę niezłą robotę! Nie wiem co ci powiedzieć, od czego zacząć, od tego przed czy po pół godzinie? Satori nie jest czymś takim. Satori to miniaturowe doznanie samadhi, ale gdy raz w nie wejdziesz, nie możesz już z niego wyjść. To prawdziwy test i kryterium. Wszystko co przychodzi i odchodzi, jest z umysłu - to wyobraźnia. Wszystko co przychodzi i zostaje, nawet wbrew tobie, nawet gdy chcesz, żeby odeszło, niemożliwe jest pozbycie się tego... Satori jest na zawsze.

Samadhi przypomina totalne otwarcie się lotosu, satori to początek otwierania się płatków. Satori to początek, samadhi to kulminacja. Ale nie wychodzisz z niego. Jest to ruch jednokierunkowy - nikt z tego nie wyszedł.

A umysł jest w stanie wszystko sobie wyobrazić. To co uważasz za szczęście, jest tylko snem twego umysłu. Twój umysł może śnić o wszystkim. Może śnić o satori, może śnić o samadhi, we śnie może stać się Buddą - ale sen nie może trwać długo. Nawet pół godziny to za dużo!

Chyba wpadłaś w pułapkę umysłu. Mówisz: „Słyszałam jak mówiłeś, że kto nie jest jeszcze przygotowany do oświecenia, ten może od tego doznania umrzeć." Słyszałaś, ale nie zrozumiałaś. Nie zgłębiłaś wszystkich implikacji.

Mówię, że oświecenie może zdarzyć się dokładnie w tej chwili, nawet w twoim nieprzygotowaniu, bo nie zależy ono od przygotowania. Nie jest czymś co zależy od wysiłków, gotowości. Jest czymś poza tobą, poza twym zasięgiem. Może nastąpić dokładnie w tej chwili. Nie następuje, bo byłoby to groźne dla twego życia.

Doznanie oświecenia to wielki szok dla ciała, umysłu, całego systemu. Jest jak błyskawica. Wszystko czym byłaś zostaje rozbite w pył. Szok jest tak wielki, że możesz zapomnieć oddychać, zapomnieć, że zatrzymało się twoje serce. Przygotowanie jest potrzebne nie do oświecenia, ale do jego wchłonięcia. Przygotowanie jest potrzebne nie do osiągnięcia oświecenia, ale po to, żebyś się nie rozpadła kiedy ono przyjdzie, żebyś pozostała scentrowana, wyciszona i pełna pokoju... niech się dzieje. Ciebie to nie niszczy. Twoje przygotowanie jest konieczne by ocalić życie w tym wielkim doznaniu, które jest jak ogień.

Jeśli nie jesteś przygotowana, oświecenie i śmierć są niemal równoczesne. Wielu ludzi umarło z powodu nagłego oświecenia. Nie byli na nie gotowi, było ono czymś zbyt wielkim. Ich ciało, cały ich system, były zbyt delikatne wobec tego doznania. Byli zbyt mali, a to doznanie było zbyt wielkie.

Gdy więc ludzie mówią ci: „Przygotowuj się do oświecenia", naprawdę mają na myśli: „Nie przygotowuj się... do oświecenia, ono nie przyjdzie z twojego przygotowania; przygotuj się, byś mogła powitać je bez własnego rozbicia, abyś nie została zabita tą wielką radością".

Oświecenie jest największym doznaniem w życiu. Nawet nie możesz sobie wyobrazić czym jest, żadne wyobrażenia nie są tu możliwe. Możesz myśleć o przyjemności, wielkiej przyjemności; możesz myśleć o szczęściu, bo co nieco je poznałaś, ot, odrobinę. Możesz myśleć: „Może nie będzie problemów". Ale w rzeczywistości oświecenie nie składa się z tego wszystkiego.

Ponieważ stale żyjesz w atmosferze pełnej tęsknoty za oświeceniem, twój umysł może zacząć wymyślać, tworzyć marzenia. Nie bierz tych marzeń na poważnie. Tak się stało. Mówisz: „Wierzę, że to doznanie może pozostać krótkotrwałym satori i potem człowiek wraca do normalności". Nie wiesz co jest twoją normalnością.

Oświecenie jest twoją normalnością!

Ten stan, w którym jesteś, jest nienormalny! Powrót z satori do twojej tak zwanej normalności jest powrotem z satori do szaleństwa. To jest po prostu niemożliwe. Jeśli raz zobaczysz światło, nie możesz znów stać się ślepa. Gdy raz poznasz miłość, nienawiść nie może już w twym istnieniu podnieść swej głowy. Gdy wszystkie problemy znikną, skąd mają powrócić?

Strzeż się swego umysłu, może cię oszukać! Umysł może snuć halucynacje o wszystkim; gdy żyjesz w specjalnej atmosferze, medytacja, oświecenie, błogość, ekstaza unoszą się w powietrzu, gdzie każdy myśli o tych nadzwyczajnych doznaniach... To nie jest zwykłe miejsce. Na targowisku ludzie myślą o pieniądzach, władzy, szacunku. To nie jest targowisko, to świątynia ciszy. Tu wszystko wibruje i łatwo splątać się w wyobrażeniach. A kobieta jest podatniejsza na wyobrażania niż mężczyzna.

Mężczyzna myśli, kobieta czuje. Czucie jest nieracjonalne. Dla mężczyzny wyobrażanie sobie czegoś jest trudne. Kobieta bardzo łatwo może sobie cokolwiek wyobrazić. Jej centrum funkcjonowania to uczucie, emocja, sentymenty; marzenia stale wypełniają jej oczy. Te marzenia mogą być przydatne w poezji i dramacie, ale marzenia w żaden sposób nie mogą pomóc na drodze do prawdy; wręcz przeciwnie, to wielkie przeszkody. Prawda nie jest twoją wyobraźnią, nie jest twoim odczuciem. Prawda to twoje istnienie.

Jeśli chodzi o oświecenie, problemem dla mężczyzny jest jego rozum, problemem dla kobiety jest jej uczucie. Jedno i drugie to bariery przed oświeceniem. Mężczyzna musi porzucić rozumowanie, kobieta musi porzucić uczucie. Jedno i drugie jest tak samo odległe od oświecenia. U mężczyzny tym oddaleniem jest rozumowanie, umysł; u kobiety jest nim uczucie, serce - ale te oddalenia są sobie równe. Mężczyzna musi porzucić logikę, kobieta musi porzucić emocje. Oboje muszą porzucić coś, co przeszkadza na drodze.

Oświecenie jest możliwe tylko wtedy gdy jesteś całkowicie pusta: bez myśli, uczucia, po prostu całkowita cisza. Wtedy to co następuje, zostaje. Nie odchodzi.

Pytanie jest więc istotne dla wszystkich. W swej tęsknocie, w pragnieniu, w namiętności jesteś podatna na halucynacje, możesz zacząć myśleć albo czuć to co chciałabyś przeżyć. I to jest niebezpieczne, bo stanie się dla ciebie ostatnią przeszkodą. Nigdy nie będziesz w stanie sięgnąć pozą tę barierę.

Dobrze jest od samego początku być czujną. Nigdy nie wyobrażaj sobie! Pamiętaj, że jedynym co możesz uczynić dla oświecenia, jest przygotowanie, wyciszone istnienie, spokój. Oświecenie przyjdzie we właściwej chwili, zawsze wtedy gdy jesteś absolutnie wyciszona.

Nie musisz sobie tego wyobrażać, ani przejmować się tym, jakie to jest. Nie musisz znajdować definicji, zajmować się opisami, jakie cechy, jakie przeżycia nastąpią wskutek tego - bo wszystko to jest niebezpieczne, wszystko co może dać twojemu umysłowi piękne okazje do wyobrażania sobie, myślenia i wierzenia.

To kwestia twojego przeżywania. Przygotowuj się do tego przeżycia! Stań się przyjmującym gospodarzem... gość nadchodzi. Jedynym czego trzeba jest czekająca świadomość. W absolutnej ciszy, uważna, świadoma, przychodzi Bóg, oświecenie, prawda, obojętne jak to nazwiesz. Zawsze przychodzi gdy tylko ktoś jest gotowy; nigdy nie było inaczej. Musisz być cichym czekaniem, z głęboką ufnością, wielką miłością, nieskończoną wdzięcznością.

Doznania potwierdzające

Doznanie potwierdzające oznacza, że zbliżasz się do domu. Musisz zrozumieć, musisz zdawać sobie sprawę z doznań potwierdzających, bo daje to odwagę, nadzieję; daje siłę do życia. Zaczynasz czuć, że szukasz nie na darmo, że ranek jest już bardzo bliski. Może nadal jest noc i ciemność, ale pierwsze doznanie potwierdzające zaczęło przenikać. Gwiazdy zaczynają znikać, wschód nabiera czerwieni. Słońce nie wzeszło, jest wczesny świt - to doznanie potwierdzające, że słońce jest niedaleko. Gdy wschód staje się czerwony, wkrótce, lada chwila, słońce wzniesie się nad horyzont. Ptaki zaczęły śpiewać, ptaki sławią nadchodzący poranek. Drzewa wyglądają na ożywione, sen znika, ludzie się budzą. To są doznania potwierdzające.

Na ścieżce duchowej też są doznania potwierdzające. Przypomina to sytuację gdy wędrujesz w kierunku pięknego ogrodu, którego nie widzisz. Im bliżej tego ogrodu, tym chłodniejszy wiatr czujesz. Im dalej odchodzisz, tym bardziej chłód znika, im bardziej się zbliżasz, tym bardziej chłód znowu się pojawia. Im bardziej się zbliżasz, tym bardziej wiatr jest nie tylko chłodny, ale niesie też i aromat, aromat wielu kwiatów. Im dalej odchodzisz, tym bardziej ten aromat zanika. Im bardziej się zbliżasz, tym lepiej słyszysz ptaki śpiewające pośród drzew. Drzew nie możesz dostrzec, ale śpiew ptaków... dalekie wołanie kukułki... las mangowców... zbliżasz się..

To są doznania potwierdzające. Dokładnie to samo dzieje się gdy wędrujesz w kierunku wewnętrznego ogrodu, w kierunku wewnętrznego źródła życia, radości, ciszy, błogości. Gdy zaczynasz poruszać się w kierunku centrum, kilka rzeczy zniknie, a pojawi się kilka rzeczy nowych.

Pamiętaj: gdy doznania potwierdzające zaczynają się pojawiać, nie bądź za szybko zaspokojony. Chłodny wietrzyk nadszedł, a ty siedzisz i myślisz, że dotarłeś. Ten chłód jest piękny, petny błogości, ale masz iść dalej. Nie zadowalaj się drobiazgami. Bądź zadowolony, że zaczęły się one pojawiać, traktuj je jako kamienie milowe - ale nie one są celem. Ciesz się nimi, dziękuj Bogu, odczuwaj wdzięczność... i idź dalej w tym samym kierunku, z którego przychodzą doznania potwierdzające.

Utrzymuj to w samej głębi swego serca, nie zadowalaj się drobiazgami. Wiele rzeczy dzieje się w drodze, wiele cudownych rzeczy dzieje się w drodze, ale nie zadowalaj się czymkolwiek. Pamiętaj - masz stać się świadomością Chrystusa, bodhisattvą: nic mniejszego nie da ci zaspokojenia.

Cały świat staje się doliną

Ci którzy wędrują (a każdy zmierza ku medytacji) natkną się na te dziwne, choć piękne przestrzenie. Pierwszym znakiem, że medytacja zaczęła się w tobie dziać,

jest... cała egzystencja staje się doliną, a ty jesteś na szczycie wzgórza. Zaczynasz się wznosić. Cały świat staje się doliną, daleko, głęboko poniżej, a ty siedzisz na szczycie wzgórza oświetlonego słońcem. Medytacja unosi cię: nie fizycznie, ale duchowo. I to zjawisko jest bardzo wyraźne - takie będą oznaki.

Gdy w medytacji poruszasz się do wewnątrz, widzisz, że między tobą i zgiełkiem wokoło powstaje wielki dystans. Możesz siedzieć na targowisku i nagle zobaczysz przerwę między tobą i hałasami. Chwilę wcześniej te hałasy były tożsame z tobą, byłeś w nich; teraz oddalasz się od nich.

Fizycznie jesteś tak jak wcześniej. Nie trzeba iść w góry, tu jest droga do odnalezienia rzeczywistych gór wewnątrz, droga do odnalezienia Himalajów wewnątrz. Zaczynasz wchodzić w głęboką ciszę i nagle wszystkie te hałasy, które były tak blisko ciebie... a było takie zamieszanie... zaczynają się oddalać, odchodzić w dal. Na zewnątrz wszystko jest takie jak wcześniej, nic się nie zmieniło - siedzisz w tym samym miejscu, w którym zaczynałeś medytować. Ale wraz z pogłębianiem się medytacji będziesz to odczuwał: poczujesz narastający dystans do rzeczy zewnętrznych.



dalej


strona główna
(23kB)