(23kB)
strona główna


SPIS TREŚCI

Przedmowa do trzeciego wydania 7

Przedmowa do piątego wydania 10

Przedmowa do wydania 8 -11 tysiąca 12

Jak osiągnąć poznanie wyższych światów? 13

Warunki 13

Spokój wewnętrzny 22

Stopnie wtajemniczenia 32

Przygotowanie 33

Oświecenie 39

Kontrola myśli i uczuć 43

Wtajemniczenie 55

Uwagi praktyczne 66

Warunki tajemnego szkolenia 75

O niektórych oddziaływaniach wtajemniczenia 85

Przemiany zachodzące w sferze snu u ucznia wiedzy duchowej 115

Osiąganie stanu ciągłej świadomości 123

Rozkojarzcnie osobowości w czasie szkolenia duchowego . . 130

Strażnik progu 139

Życie i śmierć. Wielki strażnik progu 146

Posłowie 154

Przypisy 161

PRZEDMOWA DO TRZECIEGO WYDANIA

Ukazują się tutaj w formie książki moje rozprawy, które były drukowane pierwotnie jako pojedyncze artykuły pt. ,Jak osiągnąć poznanie wyższych światów". Niniejszy tom przynosi na razie część pierwszą; następny tom będzie zawierał ciąg dalszy. Ta praca o ro­zwoju człowieka w kierunku ujęcia poznania wyższych światów nie powinna wystąpić przed światem w nowej postaci bez kilku słów towarzyszących, którymi ją tutaj poprzedzam. Zawarte w niej wiadomości o rozwoju duszy człowieka pragnęłyby służyć różnym potrzebom. Po pierwsze mają one coś dać tym osobom, które od­czuwają zainteresowanie wynikami wiedzy duchowej, a które są zmuszone postawić pytanie: ale skąd czerpią swoją wiedzę ci, któ­rzy utrzymują, że mogą coś powiedzieć o wielkich zagadnieniach życia? Wiedza duchowa ma coś do powiedzenia o tego rodzaju za­gadnieniach. Kto pragnie obserwować fakty prowadzące do tych wypowiedzi, musi wznieść się do nadzmysłowego poznania. Musi pójść drogą, którą próbowano tu opisać. Jednak błędem byłoby są­dzić, że wiedza duchowa jest bez wartości dla człowieka, który nie ma skłonności lub możliwości do wkroczenia samemu na nią. Dla badania tych faktów trzeba posiadać zdolność wkraczania w świa­ty nadzmysłowe. Kiedy jednak są one już zbadane i podane do wiadomości, wtedy również i ten, kto sam ich nic spostrzega, może wyrobić sobie wystarczające przekonanie o prawdziwości tych da­nych. Znaczną ich część można bez wątpienia sprawdzić stosując wobec nich zdrowy osąd, nie kierowany żadnymi uprzedzeniami. Nie należy tylko pozwolić sobie w tym przeszkodzić przeróżnym uprzedzeniom, które tak licznie tkwią przecież w człowieku. Ła­two może się na przykład wydawać, że to lub tamto nie zgadza się z pewnymi współczesnymi wynikami naukowymi. W rzeczywis­tości nic ma w nauce takich wyników, które byłyby sprzeczne z ba­daniem duchowym. O ile nie sięga się do tych naukowych wyni­ków wszechstronnie i bez uprzedzeń, to może się komuś wydawać, że to czy inne twierdzenie naukowe nie zgadza się z danymi o światach duchowych. Dochodzi się jednak do przekonania, że im bardziej bezstronnie porównuje się wiedzę duchową właśnie z

pozytywnymi zdobyczami nauki, tym lepiej może być poznana ich całkowita zgodność. Jednak pewna część danych wiedzy duchowej w mniejszym lub większym stopniu nie daje się ująć zwykłemu osądowi rozumu. Lecz również i wobec tej ich części bez trudu zdoła wyrobić w sobie prawidłowe ustosunkowanie się ten, kto zda sobie sprawę, że nic tylko rozsądek, lecz również zdrowe uczucie może być sędzią prawdy. A gdy uczucie to nie da się ponosić sym­patiom, lecz naprawdę bezstronnie podda się działaniu treści wie­dzy o wyższych światach, zrodzi się wówczas także właściwy sąd uczuciowy. Dla osób, które nie mogą albo nic chcą wstąpić na ścieżkę prowadzącą do świata nadzmyslowcgo, istnieją jeszcze inne drogi do utwierdzenia się w przekonaniu o prawdziwości tych danych. Osoby te mogą jednak odczuć, jaką wartość mają te wia­domości dla życia także wtedy, gdy dowiadują się o nich tylko od badacza światów duchowych. Nie każdy może stać się od razu człowiekiem widzącym nadzmysłowo, natomiast poznanie zdobyte przez widzącego stanowi dla każdego prawdziwy, zdrowy pokarm. Gdyż stosować może je w życiu każdy. A kto je stosuje, przekona się wkrótce, czym może się stać życie we wszystkich dziedzinach z tymi wiadomościami, a czego będzie ono pozbawione, jeśli się je z życia wykluczy. Poznanie światów nadzmysłowych stosowane w życiu w sposób prawidłowy nie tylko nie okaże się nieżyciowe, lecz w najwyższym stopniu praktyczne. Jednak człowiek, który sam nie chce wstąpić na ścieżkę wyższego poznania, a ma skłon­ność do zajmowania się faktami tam obserwowanymi, może zapy­tać, w jaki sposób człowiek widzący dochodzi do tych rezultatów? Książka ta pragnie osobom interesującym się tym pytaniem dać obraz tego, co należy przedsięwziąć, ażeby rzeczywiście poznać świat nadzmyslowy. Pragnęłaby ona drogę do niego przedstawić w taki sposób, aby również człowiek, który sam tą ścieżką nie kro­czy, mógł zdobyć zaufanie do tego, kto ją przeszedł. Jest przecież możliwe, że jeżeli czytelnik dowie się, jak pracuje badacz ducho­wy, uzna to za słuszne i powie sobie: opis drogi wiodącej w wyż­sze światy zrobi! na mnie takie wrażenie, że teraz mogę zrozumieć, dlaczego wyniki badań duchowych są dla mnie przekonywujące. Książka ta ma więc służyć tym, którzy pragną umocnienia i upe-

wnienia się w swoim zmyśle i poczuciu prawdy. Nie mniej jednak pragnie ona dać coś także tym, którzy sami szukają drogi wiodącej ku poznaniu nadzmysłowemu. Prawdziwość podanych tutaj opisów najlepiej wypróbują osoby, które same je w sobie urzeczywistnią. Kto żywi takie zamiary, uczyni dobrze, jeśli będzie sobie ciągle powtarzał, że przy opisie rozwoju duszy niezbędne jest coś więcej, niż takie zapoznanie się z treścią, do jakiego się często zmierza w innych wywodach. Konieczne jest głębokie wżycie się w przed­stawione sprawy. Należy z góry przyjąć założenie, że dana rzecz powinna być ujmowana nie tylko na podstawie tego, co się mówi o niej samej, lecz również w oparciu o niejedną wiadomość doty­czącą zupełnie innych spraw. Nabiera się wówczas przeświadcze­nia, że istota sprawy nie polega na jakiejś jednej prawdzie, lecz na zgodności wszystkich prawd. Kto chce przeprowadzać ćwiczenia, powinien się nad tym bardzo poważnie zastanowić. Jakieś ćwicze­nie może być właściwie zrozumiane i właściwie przeprowadzone, a pomimo to może niewłaściwie oddziaływać, jeżeli nie dołączy się do niego jeszcze innego ćwiczenia, które dopełni jednostronność pierwszego i doprowadzi duszę do harmonii. Kto będzie czytał tę książkę z głębokim przejęciem, tak że czytanie stanic się dla niego niejako przeżyciem wewnętrznym, ten nic tylko zapozna się z jej treścią, lecz dozna również uczucia - w jednym miejscu takiego, w innym innego - i pozna przez to, jaką wagą dla rozwoju duszy ma to czy inne ćwiczenie. Znajdzie też odpowiedź na to, w jakiej for­mie powinien to czy inne ćwiczenie próbować podjąć uwzględnia­jąc swoją odrębną indywidualność. Gdy w grę wchodzą opisy - tak jak tutaj - przejawów, które mają być przeżywane, nasuwa się od razu konieczność ustawicznego sięgania do wskazówek; dochodzi się bowiem do przekonania, że niektóre rzeczy dopiero wtedy można w pewnej mierze zrozumieć, gdy wprowadza się je w życie, bo wtedy zauważy się pewne subtelności, które przedtem musiały ujść uwadze.

Także ci czytelnicy, którzy nie zamierzają pójść nakreśloną tu drogą, znajdąw tej książce niejedno, co przyda im się w życiu we­wnętrznym: zasady życiowe, wskazania, w jaki sposób wyjaśnić sobie takie czy inne zjawisko, na pozór zagadkowe, itp.

Może się też zdarzyć, że ktoś, kogo życie tak prowadziło, że ma za sobą niejedno doświadczenie i został w jakiejś mierze przez sa­mo życie wtajemniczony, znajdzie tutaj ku swojemu zadowoleniu to - ujęte w przejrzystą całość - czego się częściowo domyślał, co już wiedział, ale sam sobie może nie dosyć jasno uświadamiał.

PRZEDMOWA DO WYDANIA PIĄTEGO

Treść tego nowego wydania książki ,Jak osiągnąć poznanie wyższych światów", napisanej przed przeszło dziesięciu laty, została na nowo przepracowana we wszystkich szczegółach. Po­trzeba takiego ponownego opracowania rodzi się w sposób natural­ny przy podawaniu opisów dotyczących przeżyć wewnętrznych oraz dróg duszy, jakie są w tej książce podane. Podawana treść nic może zawierać żadnego ustępu, który nie pozostawałby w najgłęb­szym związku z duszą autora podającego tę treść, a nawet nie jest też możliwe inne ustosunkowanie się do tej pracy, niż połączone z dążeniem do jeszcze większej wyrazistości i jasności treści opisa­nych przed laty. Z tego dążenia wyrosło to, co usiłowałem uczynić w nowym wydania tej książki. Wprawdzie wszystkie istotne części wywodów, wszystkie zasadnicze rzeczy pozostały w postaci, w jakiej były poprzednio, a jednak zostały dokonane ważne zmiany. W wielu miejscach mogłem uczynić niejedno dla dokładniejszej charakterystyki szczegółów. A wydało mi się to ważne. Gdyby ktoś zechciał skorzystać z zawartych w tej książce danych dla swojego własnego życia duchowego, duże znaczenie będzie miało to, by był w stanie możliwie najdokładniej mieć przed oczami charaktery­stykę dróg duszy, o których jest tu mowa. Przy opisach wewnętrz­nych procesów duchowych o wiele łatwiej o nieporozumienie, niż przy opisach faktów ze świata fizycznego. Możliwość powstania takich nieporozumień wynika z ruchliwości wewnętrznego życia i - obok wielu innych rzeczy - z konieczności zachowania stale w świadomości, jak bardzo różni się to życie duszy od wszelkiego życia w świecie fizycznym. Przy tym nowym wydaniu zwróciłem uwagę na odnalezienie w książce tych ustępów, gdzie takie nie­porozumienia mogłyby powstać i usiłowałem przy redagowaniu za­pobiec ich powstaniu.

Gdy pisałem artykuły, z których powstała ta książka, zmuszony byłem o niejednej rzeczy mówić inaczej przede wszytkim z tego powodu, że wówczas wypadło mi w inny sposób wskazywać na pe­wne treści o faktach z zakresu poznania wyższych światów - które w ciągu ostatnich dziesięciu lat ogłosiłem drukiem - niż obecnie, po ich opublikowaniu. W mojej “Wiedzy tajemne/', w ,JDvchowych przewodnikach człowieka", w “Drodze do samopoznania", a zwłaszcza w książce “Na progu świata duchowego", jak również w różnych innych moich pismach opisane są takie przejawy ducho­we, o których istnieniu książka sprzed przeszło dziesięciu lat mogła wprawdzie wzmiankować, lecz w innych słowach, niż mi się to wydaje słuszne dzisiaj. O wiciu sprawach, które nie zostały jeszcze w książce opisane, musiałem wówczas powiedzieć, że można się o nich dowiedzieć “ustnie". Obecnie zostało już opublikowane wiele rzeczy, które miałem przy tym na myśli. Były to jednakże wskaza­nia, które nic wykluczały może w pełni błędnych mniemań u czy­telnika. Tak np. czytelnik mógłby sądzić, że osobisty stosunek do tego czy innego nauczyciela ma dużo większe znaczenie, niż mu należy przypisywać. Mam nadzieję, że przez sposób przedstawie­nia niektórych szczegółów w tym nowym wydaniu udało mi się wyraźniej zaznaczyć, że w obecnych warunkach duchowych czło­wiekowi poszukującemu duchowego szkolenia o wiele bardziej po­winno chodzić o całkowicie bezpośredni stosunek do świata du­chowego, niż o stosunek do osobowości nauczyciela. Ten zaś coraz bardziej będzie w szkoleniu duchowym przyjmował postawę pomo­cnika, jaką zgodnie z nowoczesnymi zapatrywaniami zajmuje na­uczający w jakiejkolwiek innej gałęzi wiedzy. Sądzę, że dostatecz­nie zaznaczyłem, iż autorytet nauczyciela oraz wiara w niego nic powinny odgrywać w duchowym szkoleniu innej roli, niż to ma miejsce w jakiejkolwiek innej dziedzinie nauki oraz życia. Wydaje mi się rzeczą bardzo ważną, by coraz lepiej oceniano ten właśnie stosunek badacza duchowego do ludzi, w których budzi się zainte­resowanie dla wyników jego badań. Sądzę, że w ten sposób popra-

wiłem książkę tam, gdzie po dziesięciu latach byłem w stanie zna­leźć miejsce wymagające poprawek.

Do tej części pierwszej ma być jeszcze dodana część druga. Ma ona przynieść dalsze wywody dotyczące postawy wewnętrznej, ja­ka prowadzi człowieka do poznania wyższych światów.

Nowe wydanie tej książki było już wydrukowane, gdy rozpo­częła się wielka wojna, którą ludzkość obecnie przeżywa. Piszę ni­niejsze uwagi do głębi duszy poruszony tym brzemiennym w na­stępstwa wydarzeniem.

Berlin, 7 września 1914 roku

Rudolf Steiner

PRZEDMOWA DO NAKŁADU OD 8 DO 11 TYSIĄCA

W nowym wydaniu tej książki wydało mi się niezbędne, aby w najnowszym opracowaniu poczynić nieznaczne tylko poprawki. Dodałem natomiast do tego wydania “Posłowie", w którym sta­rałem się powiedzieć wyraźniej pewne rzeczy, które dotyczą pod­łoży duszy, na których powinno opierać się wiadomości zawarte w tej książce, aby mogły być przyjęte bez powstania nieporozu­mień. Sądzę że treść tego “Posłowia" spełni swoje zadanie, wyjaś­niając niejednemu z przeciwników antropozoficznej wiedzy du­chowej, że może on trwać przy swoim sądzie tylko dlatego, że pod pojęciem wiedzy duchowej przedstawia sobie coś zupełnie innego, niż to, czym jest ona w rzeczywistości, podczas gdy tego, czym jest, wcale nie bierze pod uwagę.

Maj 1918 r.

Rudolf Steiner

 

JAK OSIĄGNĄĆ POZNANIE WYŻSZYCH ŚWIATÓW?

Warunki

W każdym człowieku drzemią zdolności, dzięki którym może osiągnąć poznanie dotyczące wyższych światów. Mistyk, gnostyk, antropozof mówili stale o świecie dusznym1 i świecie duchowym, które istnieją dla nich tak samo, jak świat, który można widzieć fizycznymi oczami i dotykać fizycznymi dłońmi. Słuchacz może w każdej chwili powiedzieć sobie: tego, o czym on mówi, mogę i ja również doświadczyć, jeżeli rozwinę w sobie odpowiednie siły, które dzisiaj są we mnie jeszcze uśpione. Chodzi jedynie o to, jak zabrać się do rozwinięcia w sobie takich zdolności. Wskazówek w tym kierunku mogą udzielać jedynie ci, którzy sami posiadają już w sobie takie siły. Od czasu istnienia rodu ludzkiego zawsze istnia­ło pewne szkolenie, w którym posiadający wyższe zdolności dawali wskazówki tym, którzy takich zdolności poszukiwali. Szkolenie te­go rodzaju nosi nazwę szkolenia tajemnego, zaś otrzymywana w ten sposób nauka zwana jest nauką wiedzy tajemnej lub naucza­niem okultystycznym. Tego rodzaju określenie budzi naturalnie nieporozumienia. Kto je usłyszy, łatwo może uwierzyć, że ci, któ­rzy zajmują się takim nauczaniem, pragną tworzyć pewną szcze­gólnie uprzywilejowaną klasę ludzi, którzy w sposób zupełnie do­wolny ukrywają swoją wiedzę przed innymi. Inni sądzą nawet, że za taką wiedzą nie kryje się w ogóle nic wartościowego, gdyby bo­wiem była prawdziwą wiedzą - skłonni są tak myśleć - nie trzeba byłoby otaczać jej żadną tajemnicą: można by ją głosić publicznie i korzyści płynące z niej udostępnić ogółowi.

Wtajemniczeni w naturę wiedzy duchowej nie dziwią się jed­nak, że osoby nie wtajemniczone myślą w ten sposób. Na czym polega tajemnica inicjacji, może pojąć tylko ten, kto sam do pew­nego stopnia doświadczył wtajemniczenia w wyższe tajemnice bytu. Można by jednak zadać pytanie: jakże więc w takich warun­kach ktoś nie wtajemniczony może obudzić w sobie jakiekolwiek ludzkie zainteresowanie tak zwaną wiedzą tajemną? Gdzie i dla­czego powinien szukać czegoś, o czym nie może przecież wyrobić

sobie żadnego wyobrażenia? Lecz już u samych podstaw takiego pytania leży zupełnie błędne pojęcie o istocie wiedzy tajemnej. W rzeczywistości z wiedzą tajemną jest tak samo jak z wszelką inną wiedzą i umiejętnościami ludzi. Dla przeciętnego człowieka jest ona taką samą tajemnicą, co sztuka pisania dla kogoś, kto nic uczył się pisać. I tak jak każdy może nauczyć się pisać, jeżeli tylko obie­rze właściwą ku temu drogę, tak też każdy, kto szuka odpowied­nich ku temu dróg, może się stać uczniem, a nawet nauczycielem wiedzy tajemnej. Pod jednym tylko względem sprawa ma się tu ina­czej niż z zewnętrzną wiedzą i umiejętnościami. Na skutek niedo­statku, ze względu na stosunki kulturalne, w których się urodził, może komuś zabraknąć możliwości przyswojenia sobie sztuki pisa­nia; natomiast Ula zdobycia wiedzy i umiejętności w światach wyż­szych nie ma żadnych przeszkód dla tych, którzy tego szczerze poszukują.

Wielu ludzi uważa, że należy poszukiwać tu czy ówdzie mistrzów wyższej wiedzy w celu otrzymania od nich pouczeń. Istnieją tu je­dnak dwie prawdy. Po pierwsze, ten kto poważnie stara się o zdo­bycie wyższej wiedzy, nic ulęknie się żadnych trudów ani przesz­kód, by znaleźć wtajemniczonego, który może go wprowadzić w wyższe tajemnice świata, Z drugiej zaś strony każdy może mieć pewność, że jeśli istnieje w nim poważne i godne sprawy dążenie do poznania, to wtajemniczenie odnajdzie bez względu na okolicz­ności. Dla wszystkich wtajemniczonych istnieje bowiem naturalne prawo, które nakazuje im nie ukrywać należnej wiedzy przed żad­nym szukującym jej człowiekiem. Lecz istnieje również inne natu­ralne prawo, które orzeka, że nie można wyjawić niczego z wiedzy tajemnej nikomu, kto nie jest do tego powołany. I tym pełniej jest się wtajemniczonym, im ściślej przestrzega się obydwu tych praw. Duchowa więź, obejmująca wszystkich wtajemniczonych, nic sta­nowi żadnej zewnętrznej więzi, jednak obydwa wymienione prawa tworzą mocne klamry, dzięki którym ogniwa tej więzi trzymają się razem. Choćbyś żył w najserdeczniejszej przyjaźni z wtajemniczo­nym, pozostaniesz jednak oddzielony od jego istoty, zanim sam nic staniesz się wtajemniczonym. Możesz zdobyć serce oraz miłość wtajemniczonego w pełnym znaczeniu tego słowa: swoją tajemni-

cę powierzy ci dopiero wtedy, gdy do tego dojrzejesz. Możesz mu schlebiać, możesz go dręczyć, nic go nie zmusi, aby zdradzić ci co­kolwiek z tego, o czym wie, że nie może ci być zdradzone, ponie­waż na twoim stopniu rozwoju nie potrafisz jeszcze przygotować w duszy odpowiedniego przyjęcia tej tajemnicy.

Drogi czyniące człowieka dojrzałym do przyjęcia tajemnicy, są ściśle określone. Ich kierunek jest zapisany niezatartymi, wieczny­mi zgłoskami w światach duchowych, w których wtajemniczeni strzegą wyższych tajemnic. W dawniejszych, poprzedzających na­szą historię czasach, świątynie ducha były widzialne również i ze­wnętrznie; dzisiaj, gdy nasze życie stało się tak bardzo pozbawione ducha, nie ma ich w świecie dostępnym dla zewnętrznych oczu. Ale duchowo istnieją one wszędzie i każdy, kto ich szuka, może je znaleźć.

Jedynie w swojej własnej duszy człowiek może znaleźć środki, które otworzą przed nim usta wtajemniczonego. Musi on rozwinąć w sobie w wysokim stopniu pewne cechy, a wtedy najwyższe skar­by ducha mogą stać się jego udziałem.

Początek musi stanowić pewien zasadniczy nastrój duszy. Ba­dacz nauk tajemnych nazywa go ścieżką czci, dewocji wobec pra­wdy i poznania. Tylko ten, kto taki nastrój posiada, może stać się uczniem wiedzy tajemnej. Kto posiada przeżycia w tej dziedzinie, ten wie, jakie zadatki można zauważyć już w dzieciństwie u ludzi, którzy później stają się uczniami wiedzy tajemnej. Są dzieci, które ze zbożną nieśmiałością podnoszą wzrok ku czczonym przez siebie osobom. Odczuwają one wobec nich taką cześć, że nie pozwala im ona powziąć w głębi serca jakiejkolwiek krytycznej myśli czy opo­zycji wobec nich. Dzieci takie wyrastają na młodzieńców i dziew­częta, którym sprawia radość, jeżeli mogą zwracać się spojrzeniem ku temu, co jest godnym czci. Z szeregów tej młodzieży wyrasta wiciu uczniów wtajemniczenia. Jeżeli stałeś kiedyś przed drzwiami człowieka, dla którego żywiłeś cześć i odczuwałeś przy swoich pier­wszych odwiedzinach zbożny lęk przed naciśnięciem klamki, aże­by wejść do pokoju, który był dla ciebie “świętością"- to ujawniło się w tobie uczucie, które może się stać zalążkiem twojego później­szego tajemnego szkolenia. Dla każdego dorastającego człowieka

jest ogromnym szczęściem niesienie w sobie podobnego uczucia jako zadatku. Niech nikt nie sądzi jednak, że tego rodzaju skłonnoś­ci stanowią zaczątki uległości albo niewolnictwa. Dziecięca cześć, okazywana najpierw ludziom, stanie się później czcią dla prawdy i poznania. Doświadczenie poucza, że z podniesionym czołem naj­lepiej potrafią chodzić ci ludzie, którzy nauczyli się okazywać cześć tam, gdzie jest ona na swoim miejscu. A jest ona na swoim miejscu wszędzie tam, gdzie wyrasta z głębi serca.

Jeżeli nie rozwijamy w sobie przenikającego nas do głębi uczu­cia, że istnieje coś wyższego ponad nas samych, to nie znajdziemy w sobie sił, by rozwinąć się ku czemuś wyższemu. Wtajemniczony jedynie przez to zdobył siłę do wzniesienia głowy na wyżyny poz­nania, że swoje serce wprowadził w głębię czci i uwielbienia. Na wyżyny ducha można się wspiąć tylko wtedy, gdy kroczy się przez wrota pokory. Prawdziwą wiedzę możesz osiągnąć tylko wtedy, gdy nauczyłeś się ją szanować. Człowiek ma prawo zwracać swoje oczy ku światłu; lecz powinien to prawo sobie zdobyć. W życiu ducho­wym istnieją prawa podobnie jak w życiu materialnym. Potrzyj szklaną pałeczkę odpowiednim materiałem, a zostanie naelektry-zowana, tzn. - nabierze siły przyciągania drobnych przedmiotów. Odpowiada to pewnemu prawu przyrody. Wie o tym każdy, kto choć trochę uczył się fizyki. Podobnie, gdy zna się podstawowe zasady wiedzy tajemnej, wie się, że każde uczucie prawdziwego uwielbie­nia rozwija siłę, która wcześniej czy później może poprowadzić czło­wieka dalej w poznaniu.

Kto w swoich założeniach posiada takie uczucie czci albo też miał szczęście mieć je zaszczepione przez odpowiednie wychowanie, ten wiele niesie w sobie, kiedy w późniejszym okresie życia szuka dostępu do wyższego poznania. Kto nic niesie w sobie takiego przy­gotowania, temu już na pierwszym stopniu ścieżki poznania wyras­tają trudności, o ile przez samowychowanie nie podejmie w sobie energicznego rozbudzania nastroju czci. W naszych czasach jest szczególnie ważne, aby cała uwaga była zwrócona właśnie na ten punkt. Nasza cywilizacja skłania się bardziej ku krytyce, ku wyda­waniu sądów negatywnych, a w mniejszym stopniu ku uwielbie­niu, ku pełnej oddania czci. Nasze dzieci o wiele więcej krytykują,

niż w pełni oddają cześć. Ale każda krytyka, każdy negatywny osąd wygania z duszy tyle sił potrzebnych dla wyższego poznania, ile ich rozwija każde uczucie oddania. Nie oznacza to jednak opo­wiedzenia się przeciwko naszej cywilizacji. Nie chodzi tu wcale o to, ażeby ją krytykować. To właśnie krytyce, samoświadomemu lu­dzkiemu sądowi, tej zasadzie: “wszystko sprawdzaj i wybieraj to, co najlepsze" zawdzięczamy wielkość naszej kultury. Człowiek nie doszedłby do nauki, przemysłu, komunikacji, stosunków prawnych naszej doby, gdyby nie uprawia! wszędzie krytyki, nie przykładał wszędzie miary swojego sądu. Lecz to, co dzięki temu zdobyliśmy dla kultury zewnętrznej, musieliśmy opłacić pewnym uszczerb­kiem w wyższym poznaniu, w życiu duchowym. Należy podkreślić z naciskiem, że w wiedzy wyższej nie chodzi o czczenie ludzi, lecz o cześć dla prawdy i poznania.

Jednakże z jednej rzeczy powinien sobie każdy jasno zdawać sprawę: że człowiekowi, który tkwi po uszy w dzisiejszej czysto zewnętrznej cywilizacji, bardzo trudno jest dojść do poznania wyż­szych światów. Zdoła to uczynić jedynie podejmując energiczną pracę nad sobą. W czasach, gdy stosunki w życiu materialnym by­ły proste, duchowe wzniesienie się również było łatwiejsze do osią­gnięcia. To, co było godne czci, co miało być uważane za uświęco­ne, wznosiło się bardziej ponad pozostałe stosunki w świecie. W epoce krytycyzmu ideały zostają ściągnięte w dół, a inne uczucia wstępują na miejsce głębokiej czci, szacunku, uwielbienia oraz po­dziwu. Nasza epoka coraz bardziej odrzuca na bok te uczucia, tak że codzienne życie pozwala człowiekowi przeżywać je tylko w bar­dzo ograniczonym stopniu. Poszukujący wyższego poznania musi je sam w sobie wytworzyć. Sam musi natchnąć nimi swoją duszę. Nic osiągnie tego poprzez studia. Można to zdobyć jedynie przez życie. Kto pragnie zostać uczniem wtajemniczenia, ten musi ener­gicznie wychować siebie w nastroju uwielbienia, czci. Musi wy­szukiwać wszędzie - w swoim otoczeniu, w przeżyciach - tego, co zdoła mu narzucić podziw i głębszą cześć. Gdy spotykam jakiegoś człowieka i ganię jego słabości, to okradam siebie z wyższej siły poznania; jeśli staram się z miłością wniknąć w jego zalety, zbieram w sobie takie siły. Uczeń wiedzy tajemnej powinien nieustannie

 

pamiętać o kierowaniu się tą wskazówką. Doświadczeni badacze wiedzy tajemnej doskonale wiedzą, ile swoich sił zawdzięczają te­mu, że wciąż na nowo we wszystkich sprawach patrzą na to, co do­bre i powstrzymują się od osądzania. Nie może to jednak pozostać jedynie zewnętrzną regułą życiową, lecz musi to osiągnąć najgłęb­sze pokłady naszej duszy. W ręku samego człowieka leży własne udoskonalenie, a z czasem całkowite przemienienie siebie. Prze­miana ta powinna dokonywać się jednak w tym, co w człowieku jest najgłębsze - w jego życiu myślowym. Nie wystarczy, ażebym swoim zachowaniem okazywał zewnętrznie szacunek innej istocie. Muszę żywić taki szacunek w swoich myślach. Uczeń wiedzy taje­mnej musi zacząć od tego, by cześć wniknęła w jego życie myślo­we. Musi uważać w swojej świadomości na myśli nacechowane nieposzanowaniem, ujemną krytyką. Musi zatroszczyć się wprost o pielęgnowanie w sobie myśli pełnych czci i uwielbienia.

Każda chwila, gdy ktoś zasiądzie, ażeby zdać sobie sprawę, ile nieprzyjaznych, osądzających oraz krytykujących sądów o życiu i świecie tkwi w jego świadomości, każda taka chwila doprowadza nas bliżej do wyższego poznania. A wznosimy się ku niemu szyb­ko, gdy w takich chwilach napełniamy naszą świadomość tylko ta­kimi myślami, które natchną nas podziwem, czcią i uwielbieniem wobec świata i życia. Kto posiada w tych sprawach doświadczenie, ten wie, że w każdej z takich chwil budzą się w człowieku siły, które inaczej pozostają w uśpieniu. Dzięki temu otwierają się czło­wiekowi duchowe oczy. Zaczyna on przez to widzieć wokół siebie rzeczy, których wcześniej nic mógł dostrzec. Zaczyna rozumieć, że poprzednio widział zaledwie część otaczającego świata. Człowiek, który staje przed nim, ukazuje mu obecnie zupełnie inną postać. Nie będzie on wprawdzie w stanie na podstawie tej reguły widzieć już tego, co np. opisane jest jako ludzka aura. Do tego jest bowiem potrzebne jeszcze wyższe szkolenie. Lecz na ten wyższy stopień szkolenia może się wznieść właśnie wtedy, kiedy odbył przed tym energiczną pracę nad wyćwiczeniem w sobie czci i uwielbienia.

Cicho i niepostrzeżenie dla świata zewnętrznego dokonuje się wkroczenie ucznia wiedzy tajemnej na “ścieżkę poznania". Nie ma potrzeby, by ktokolwiek spostrzegł w nim jakąś zmianę. Spełnia on

swoje obowiązki tak jak przedtem, troszczy się o swoje sprawy po­dobnie jak przedtem. Przemiana następuje jedynie w wewnętrznej stronie jego duszy, niedostrzegalnie dla oczu zewnętrznych. Naj­pierw całe życie uczuciowe człowieka zostaje opromienione zasad­niczym nastrojem głębokiej czci wobec wszystkiego, co jest rze­czywiście godne tej czci. Cale jego życie duszy skupia się w tym jednym zasadniczym uczuciu. Podobnie jak słońce ożywia swoimi promieniami wszystko, co żyje, tak wzniosła cześć ożywia wszyst­kie doznania duszy ucznia wiedzy tajemnej.

Początkowo niełatwo będzie człowiekowi uwierzyć, że takie uczucia jak cześć, poszanowanie itp. mają coś wspólnego z jego poznaniem. Wynika to stąd, że jest się skłonnym do traktowania poznania jako zdolności samej w sobie, która nie ma żadnego zwią­zku z tym, co poza nią zachodzi w duszy. Kto tak sądzi, nie zasta­nawia się jednak przy tym, że to przecież dusza poznaje. A dla du­szy uczucia są tym, czym dla ciała substancje, które składają się na jego pożywienie. Gdyby dawać ciału kamienie zamiast chleba, jego działalność by zamarła. Podobnie jest z duszą. Dla niej cześć, po­szanowanie, wzniosłe uwielbienie są odżywiającymi ją substancja­mi, które czynią ją zdrową, silną przede wszystkim dla działalności poznawczej. Pogarda, antypatia, niedocenianie tego, co zasługuje na uznanie, powodują obezwładnienie i obumieranie działalności poznawczej. Dla badacza duchowego fakt ten jest widoczny w au­rze. Przez przyswojenie sobie uczuć czci, wzniosłego uwielbienia, dusza powoduje zmianę swojej aury. Pewne duchowe odcienie barw, dające się określić jako żółtoczerwone, brunatnoczerwone znikają i zostają zastąpione przez błękitnoczerwone. Lecz dzięki temu ot­wierają się zdolności poznawcze; odbierają one wieści o faktach w swoim otoczeniu, których poprzednio zupełnie nie wyczuwały. Wzniosła cześć budzi w duszy silę sympatii, a dzięki niej zostają przez nas przyciągnięte właściwości otaczających nas istot, które bez tego pozostałyby ukryte.

Jeszcze bardziej skuteczne będzie to, co daje się osiągnąć dzięki czci, gdy dołączy się do niej jeszcze inny rodzaj uczuć. Polega on na tym, że człowiek uczy się, ażeby w coraz mniejszym stopniu oddawać się wrażeniom świata zewnętrznego i przez to rozwija w

sobie bogate życie wewnętrzne. Człowiek, który pędzi od jednego wrażenia świata zewnętrznego do drugiego, goni wciąż za “rozry­wką", nie znajdzie drogi do wiedzy tajemnej. Uczeń wiedzy tajem­nej nie powinien zobojętnieć na świat zewnętrzny, lecz jego bogate życic wewnętrzne powinno mu nadawać kierunek, w jakim oddaje się wrażeniom. Co innego przeżyje człowiek obdarzony bogac­twem i głębią uczuć, gdy idzie przez piękny krajobraz, niż człowiek ubogi w uczucia. Dopiero to, co przeżywamy w głębi duszy, daje nam klucz do piękna świata zewnętrznego. Ktoś płynie przez mo­rze i tylko niewiele wewnętrznych przeżyć przechodzi przez jego duszę; inny odczuje przy tym wieczną mowę ducha wszechświata; odsłonią mu się tajemnice zagadek stworzenia. Należy nauczyć się obchodzić z własnymi uczuciami i wyobrażeniami, jeśli chcemy rozwinąć w sobie pełen treści stosunek do świata zewnętrznego. Świat zewnętrzny jest we wszystkich swoich przejawach wypeł­niony boskimi wspaniałościami, lecz najpierw trzeba boskość prze­żyć samemu we własnej duszy, jeżeli chce się ją odnaleźć w oto­czeniu. Uczniowi wiedzy tajemnej zaleca się stwarzanie w swoim życiu takich chwil, w których w spokoju i samotności zagłębiałby się w sobie. Jednak w chwilach takich nie ma się on oddawać wła­snym sprawom swojej jaźni. Wywołałoby to skutek odwrotny od zamierzonego. W takich chwilach powinien raczej w zupełnej ci­szy pozwolić dżwięczeć temu, co przeżył, co powiedział mu świat zewnętrzny. Każdy kwiat, każde zwierzę, każda czynność odsłoni mu w takich chwilach ciszy nie przeczuwane tajemnice. I stanie się przez to przygotowany do patrzenia zupełnie innymi oczami na nowe wrażenia świata zewnętrznego niż przed tym. Kto pragnie tylko napawać się wrażeniem, przytępia swoje zdolności poznaw­cze. Kto po jakimś doznaniu pozwala temu przeżyciu coś sobie ob­jawić, ten pielęgnuje i wychowuje swoje zdolności poznawcze. Musi on jedynie przyzwyczaić się do tego, by nic tylko jakby poz­wolić dżwięczeć wrażeniu, lecz rezygnując z dalszego napawania się nim, przepracować je wewnętrznie. Można się tu natknąć na szkopuł, kryjący w sobie niebezpieczeństwo. Zamiast przepraco­wywać w sobie wrażenia, łatwo można popaść w przeciwieństwo i pragnąć jedynie wyczerpać jeszcze w pełni przeżycie, którym się

napawaliśmy. Trzeba się strzec niedoceniania faktu, że tu otwierają się przed uczniem niewidoczne źródła pomyłek. Musi on przejść pomiędzy zastępem uwodzicieli swojej duszy. Wszyscy oni pragną zaskorupienia, zamknięcia jego jaźni. On jednak powinien otwo­rzyć się dla świata. Musi szukać napawania się wrażeniami świata, gdyż tylko przez nie świat zewnętrzny zbliża się do niego. Jeśli przytępi w sobie zdolność oddawania się przeżyciom świata, stanic się jak roślina, która nie może już więcej wydobyć ze swojego oto­czenia żadnych substancji odżywczych. Jeśli jednak zatrzyma się na samym tylko napawaniu się przeżyciami, zasklepi się w samym sobie. Będzie wtedy czymś tylko dla siebie, dla świata nie będzie nic znaczył. Bez względu na to, jak dalece będzie chciał żyć w so­bie i jak usilnie będzie pielęgnował w sobie swoją jaźń, świat go od siebie odrzuci. Dla świata jest martwy. Uczeń wiedzy tajemnej napawanie się wrażeniem uważa jedynie za środek do uszlachet­nienia siebie dla świata. Doznanie jest dla niego wysłannikiem, uczącym go o świecie; lecz po tym pouczeniu przez doznanie przy­stępuje on do pracy. Nie uczy się po to, aby d/a siebie gromadzić ja­ko skarby wiedzy to, czego się nauczył, lecz by oddawać to w służ­bie światu.

We wszelkiej wiedzy tajemnej istnieje pewna zasada, której nie wolno przekroczyć, jeśli jakiś cel ma być osiągnięty. Każda szkoła wiedzy tajemnej musi wpoić ją uczniowi. Brzmi ona: Wszelkie po­znanie, którego poszukujesz tylko po to, by wzbogacić swoją wie­dzę, aby nagromadzić w sobie tylko skarby, sprowadza cię z twojej drogi; ale wszelkie poznanie, którego szukasz, aby stawać się coraz bardziej dojrzałym na drodze uszlachetnienia ludzkości i rozwoju świata, posuwa cię o krok naprzód. Prawo to nieubłaganie wymaga przestrzegania. I nie można stać się uczniem wiedzy tajemnej, za­nim nie uczyni się z tego prawa przewodniej linii życia. Można tę prawdę szkół duchowych streścić w krótkim zdaniu: Każda idea, która nie stanie się dla ciebie ideałem, zabija pewną siłę w twojej duszy; każda idea, która jednak staje się ideałem, stwarza w tobie siły życiowe Spokój wewnętrzny

Na początku swojej drogi uczeń wiedzy tajemnej powinien wkro­czyć na ścieżkę czci i rozwinięcia w sobie życia wewnętrznego. Wie­dza tajemna daje do ręki również praktyczne reguły, przez których obserwację można wstąpić na ścieżkę prowadzącą do rozwoju życia wewnętrznego. Te praktyczne reguły nie powstały w sposób dowol­ny. Opierają się one na pradawnych doświadczeniach i pradawnej wiedzy. Wszędzie tam, gdzie wskazywane są drogi do wyższego po­znania, podawane są jednakowo. Wszyscy prawdziwi nauczyciele duchowego życia są ze sobą zgodni co do treści tych reguł, jeśli na­wet nie zawsze ubierają je w te same słowa. Pozorna różnica o dru­gorzędnym znaczeniu wynika z przyczyn, których nie będziemy tu omawiać.

Żaden nauczyciel życia duchowego nie pragnie przy pomocy tych reguł sprawować władzy nad innymi ludźmi. Nie pragnie on ograniczać niczyjej samodzielności. Nikt lepiej nie ceni i nie och­rania ludzkiej samodzielności niż badacz duchowy. Powiedziano (w pierwszej części tej książki), że więź, która obejmuje wszystkich wtajemniczonych, jest więzią duchową i dwa prawa zgodne z jej naturą tworzą klamry, spajające ogniwa tej więzi. Gdy jednak wta­jemniczony wyjdzie ze swojej zamkniętej dziedziny duchowej na teren publiczny, pojawia się natychmiast dla niego trzecie prawo. Oto ono: kieruj każdym swoim czynem, każdym swoim słowem w ten sposób, aby nie był przez ciebie wywierany wpływ na postano­wienia żadnego z ludzi.

Kto zdał sobie sprawę z tego, że prawdziwy nauczyciel życia du­chowego jest całkowicie przeniknięty taką postawą, może też wie­dzieć, że nie utraci nic ze swojej samodzielności, postępując zgodnie z zaleconymi mu praktycznymi regułami.

Jedną z pierwszych reguł da się ująć mniej więcej w następują­cych słowach: “Stwarzaj w sobie chwile spokoju wewnętrznego i ucz się w tych chwilach odróżniać to, co istotne, od tego, co nieis­totne". Powiedziano tu, że ta praktyczna reguła brzmi w taki spo­sób, gdy zostaje “ujęta w słowa". Początkowo bowiem wszystkie reguły i nauki wiedzy duchowej są. podawane w obrazowej mowie

znaków. A kto pragnie poznać całe ich znaczenie oraz doniosłość, ten musi najpierw zrozumieć tę obrazową mowę. To zrozumienie zależy od tego, czy ma on już za sobą pierwsze kroki w poznaniu wiedzy tajemnej. Te pierwsze kroki może uczynić poprzez dokład­ne obserwowanie podanych tutaj reguł. Dla każdego, kto ma praw­dziwą wolę poznania, droga jest otwarta.

Prosta jest powyższa reguła dotycząca chwil ciszy wewnętrznej. I proste też jest jej wykonywanie. Jednak prowadzi ona do celu tylko wtedy, gdy będzie przestrzegana równie poważnie i surowo, jak jest prosta. Stąd też powinno tu być pokrótce powiedziane, jak należy się trzymać tej reguły.

Uczeń wiedzy tajemnej powinien na pewien krótki okres czasu wyiączyć się ze swojego życia codziennego, aby zająć się w tym czasie czymś zupełnie innym niż przedmioty jego powszednich za­jęć. Także i rodzaj jego zajęcia powinien być całkowicie inny niż to, czym zapełnia on resztę dnia. Nie należy jednak rozumieć tego w ten sposób, że to, czym zajmuje się w tym wyodrębnionym cza­sie, nie powinno mieć nic wspólnego z treścią jego codziennych zajęć. Przeciwnie, człowiek szukający w sposób prawidłowy takich wyodrębnionych chwil zauważy wkrótce, że dopiero dzięki nim nabywa pełnię sił dla swoich codziennych zadań. Nie należy także sądzić, że przestrzeganie tych reguł miałoby rzeczywiście zabierać komuś czas przeznaczony na wypełnianie jego innych obowiąz­ków. Gdyby ktoś naprawdę nic rozporządzał większą ilością czasu, wystarczy na to pięć minut codziennie. Chodzi o to, jak te pięć mi­nut zostanie użyte.

W tym czasie człowiek powinien oderwać się całkowicie od swojego życia powszedniego. Życie jego myśli, jego uczuć powin­no wtedy nabrać innego zabarwienia. Powinien pozwolić prze­sunąć się przed oczami duszy wszystkim swoim radościom, cier­pieniom, troskom, doświadczeniom i czynom. Powinien przy tym zająć taką postawę, aby na wszystko, co normalnie przeżywa, spoj­rzeć z wyższego punktu widzenia. Wystarczy chociaż raz pomy­śleć, jak zupełnie inaczej wygląda w życiu codziennym coś, co przezywał lub uczynił jakiś inny człowiek, niż to, co przeżyło się lub uczyniło samemu. I nie może być inaczej. Bowiem z tym, co sami

przeżywamy lub czynimy, jesteśmy związani; przeżycie lub czyn innego człowieka jedynie rozważamy. W tych wyodrębnionych chwilach powinniśmy dążyć do tego, by tak patrzeć na własne przeżycia i czyny, tak je osądzać, jak gdybyśmy to nie my sami, lecz ktoś inny przeżywał je lub czynił. Wyobraźmy sobie, że oto spotkał kogoś ciężki cios. Jakże inaczej ustosunkuje się on do tego, niż gdyby zupełnie taki sam cios spotkał innego człowieka? Nikt nie może uważać tego za nieusprawiedliwione. Leży to w naturze ludzkiej. I podobnie jak w takich wyjątkowych wypadkach, bywa też i w powszednich sytuacjach życiowych. Uczeń wiedzy tajem­nej musi szukać takich sił, by w pewnych chwilach zająć wobec siebie takie stanowisko, jakie zajmuje wobec kogoś zupełnie ob­cego. Musi spojrzeć na siebie z wewnętrznym spokojem sędziego. Jeśli to osiągnie, to własne przeżycia ukażą mu się wtedy w no­wym świetle. Dopóki jest się w nic uwikłanym, dopóki się w nich tkwi, jest się związanym w tym samym stopniu z tym, co nic is­totne, jak i z tym, co istotne. Kiedy dojdzie się do wewnętrznego spokoju tego przeglądu, to wtedy rzeczy istotne oddzielą się od nieistotnych. Zmartwienie i radość, każda myśl, każda decyzja przedstawi się nam inaczej, gdy przyjmiemy wobec siebie takie stanowisko. To tak, jakbyśmy przez cały dzień przebywali w jakiejś miejscowości i oglądali z bliska zarówno rzeczy najdrobniejsze, jak i największe, a następnie weszli wieczorem na pobliskie wzgórze i ogarnęli wzrokiem całą okolicę naraz. Wówczas różne części tej miejscowości ukażą się nam w innych wzajemnych powiązaniach niż wtedy, gdy przebywało się pośród nich. Wobec bieżących zrzą­dzeń losu nie da się tego osiągnąć i wcale nic musi się to udać; uczeń wiedzy tajemnej powinien się o to starać w stosunku do przeżytych już dawniej wydarzeń. Wartość takiego spokojnego wewnętrznego przeglądu znacznie mniej zależy od tego, co się wtedy ogląda, a ra­czej od tego, czy znajdzie się w sobie siłę do rozwinięcia takiego we­wnętrznego spokoju.

Bowiem każdy człowiek nosi w sobie obok człowieka powszed­niego - jeśli go tak nazwiemy - również człowieka wyższego. Ten wyższy człowiek pozostaje w ukryciu tak długo, aż zostanie prze­budzony. A każdy może obudzić w sobie tego wyższego człowieka

tylko sam. Dopóki jednak ten wyższy człowiek nie zostanie przebu­dzony, tak długo pozostają w każdym człowieku również w utaje­niu uśpione wyższe zdolności, prowadzące do wyższego poznania.

Dopóki ktoś nie odczuwa owoców wewnętrznego spokoju, po­winien sobie powiedzieć, że należy trwać dalej w poważnym i skru­pulatnym przestrzeganiu przytoczonych reguł. Dla każdego, kto tak postępuje, nadejdzie dzień, w którym rozświetli się wokół nie­go duchowość, gdy przed jego wzrokiem, którego nie znał dotąd w sobie, otworzy się zupełnie nowy świat.

I nic nic musi się zmienić w życiu zewnętrznym ucznia wiedzy tajemnej przez to, że zaczyna on stosować się do powyższych re­guł. Wypełnia on swoje obowiązki tak jak i przedtem; znosi te same cierpienia i przeżywa te same radości co wcześniej. Pod żadnym względem nie powinien stać się obcy “życiu". A nawet tym pełniej może podążać za tym “życiem", ponieważ w swoich wydzielonych chwilach przyswaja sobie “życie wyższe". Stopniowo to “życie wyż­sze" wywiera swój wpływ również na życie codzienne. Cały czło­wiek stanie się spokojniejszy, nabędzie pewności siebie we wszyst­kich swoich czynnościach, żadne uboczne przypadki nic zdołają go już wytrącić z równowagi. Taki początkujący uczeń wiedzy tajem­nej zaczyna stopniowo - by się tak wyrazić - coraz bardziej sam sobą kierować, coraz mniej dawać sobą kierować wpływom zew­nętrznym i okolicznościom. Człowiek taki zauważy wkrótce, jakim źródłem siły są dla niego takie wydzielone chwile. Przestanie już irytować się rzeczami, które go przedtem gniewały, a niezliczone rzeczy, których się uprzednio obawiał, przestaną napawać go oba­wą. Przyswaja sobie zupełnie nową postawę wobec życia. Przed­tem podchodził być może z lękiem, nieśmiało, do wykonania takie­go czy innego zadania. Mówił sobie: ach, nie wystarczy mi sił do zrobienia tego tak, jak chciałbym to uczynić. Teraz nasuwa mu się zupełnie inna myśl. Teraz mianowicie mówi sobie: chcę zebrać wszy­stkie siły, aby tę rzecz wykonać tak dobrze, jak tylko potrafię. Zwal­cza myśl, która mogłaby uczynić go nieśmiałym. Wie bowiem, że obawa mogłaby spowodować gorsze działanie, że w każdym bądź razie w niczym nie może się przyczynić do polepszenia tego, co ma on do wykonania. 1 w taki to sposób w pojmowanie życia przez

ucznia wiedzy tajemnej włączają się jedna po drugiej myśli, które są owocne i wzmacniają jego życic. Zajmują one miejsce tych my­śli, które go osłabiały i stwarzały mu przeszkody. Zaczyna on pro­wadzić okręt swojego życia pewnym, niezawodnym szlakiem po­śród życiowych fal, podczas gdy wcześniej był on miotany przez te fale to tu, to tam.

Taki spokój i pewność odbijają się również na całej istocie czło­wieka. Rośnie dzięki temu człowiek wewnętrzny. A wraz z nim ro­sną wewnętrzne zdolności, które prowadzą do wyższego poznania. Bowiem przez poczynione w tym kierunku postępy uczeń wiedzy tajemnej dochodzi stopniowo do tego, że sam decyduje o tym, jak mogą oddziaływać na niego wrażenia świata zewnętrznego. Słyszy np. słowo, którym ktoś inny chciałby go zranić lub rozgniewać. Przed rozpoczęciem swojego szkolenia w wiedzy tajemnej został­by nim zraniony lub rozgniewany. Ponieważ jednak wkroczył na ścieżkę poznania, jest w stanie odjąć temu słowu jego ostrze ranią­ce lub budzące gniew, zanim jeszcze znalazło ono drogę w głąb je­go duszy. Lub inny przykład. Jakiś człowiek łatwo się niecierpliwi, kiedy musi czekać. Wstępuje on na ścieżkę ucznia wiedzy tajemnej. W swoich chwilach spokoju przenika się do tego stopnia uczuciem bezcelowości jakiejkolwiek niecierpliwości, że odtąd uczucie to wy­stępuje w nim natychmiast przy każdym przeżywanym zniecierpli­wieniu. Mające pojawić się zniecierpliwienie znika, zaś czas, który dawniej straciłby na wyobrażenia podsunięte przez zniecierpliwie­nie, wypełni być może jakąś pożyteczną obserwacją, którą można poczynić podczas oczekiwania.

A teraz należy zdać sobie sprawę z całej wagi tego wszystkiego. Trzeba zastanowić się nad tym, że ten “człowiek wyższy" znajduje się w człowieku w ciągłym rozwoju. Jego prawidłowy rozwój mo­żliwy jest jedynie poprzez opisany spokój i pewność. Jeśli czło­wiek nie panuje nad życiem zewnętrznym, lecz pozwala mu pano­wać nad sobą, to fale zewnętrznego życia ciskają go na wszystkie strony. Człowiek taki jest jak roślina, która ma się rozwijać w skal­nej szczelinie. Marnieje tak długo, dopóki nie dostarczymy jej prze­strzeni. Człowiekowi wewnętrznemu żadne siły zewnętrzne nie mogą stworzyć przestrzeni. Może mu jadać jedynie spokój wewnę-trzny, który stworzy dla swojej duszy. Warunki zewnętrzne mogą zmienić tylko jego stosunki życiowe; wzbudzić w nim człowieka duchowego nie mogą one nigdy w żaden sposób. Uczeń wiedzy tajemnej musi sam w sobie zrodzić człowieka wyższego.

Ten “człowiek wyższy" stanie się wówczas “wewnętrznym pa­nem", który pewną dłonią poprowadzi sprawy zewnętrznego czło­wieka. Dopóki człowiek zewnętrzny sprawuje nad nim władzę i kierownictwo, ten “wewnętrzny" jest jego niewolnikiem, dlatego też nic może rozwinąć swoich sił. Jeśli to, czy się gniewam czy nie, zależy od czegoś innego, a nic ode mnie, to nie jestem panem sie­bie - lub mówiąc jeszcze lepiej - nie odnalazłem jeszcze “władcy w sobie". Muszę rozwinąć w sobie zdolność dopuszczania do sie­bie wrażeń świata zewnętrznego w sposób określany tylko przeze mnie samego; dopiero wtedy mogę stać się uczniem wiedzy tajem­nej. I tylko wtedy, gdy uczeń wiedzy tajemnej szuka w sobie tej si­ły szczerze i poważnie, może dojść do celu. Nie o to chodzi, jak daleko ktoś dojdzie w pewnym określonym czasie, lecz jedynie o to, by rzetelnie i wytrwale szukał. Byli już tacy, co całe iata wysila­li się nie zauważając w sobie widocznych postępów; jednak wielu spośród tych, którzy się nic zniechęcili, lecz pozostali niezachwiani, osiągało naraz zupełnie niespodziewanie to “wewnętrzne zwycięs­two".

To pewne, że w niejednej sytuacji życiowej trzeba wielkiej siły, by stworzyć w sobie chwile ciszy wewnętrznej. Lecz im większa jest ta niezbędna siła, tym donioślejszym jest to, co zostaje osiąg­nięte. W szkoleniu się w wiedzy tajemnej wszystko zależy od tego, by energicznie, z wewnętrzną prawdą i z bezwzględną wobec sie­bie szczerością móc stanąć przed sobą wraz ze wszystkimi swoimi czynami i działalnościąjak wobec kogoś całkowicie obcego.

Jednak tylko jedna strona wewnętrznej pracy ucznia wtajemni­czenia została scharakteryzowana przez to zrodzenie w sobie włas­nego wyższego człowieka. Musi się do tego dołączyć jeszcze coś innego. Nawet jeśli człowiek stanie wobec siebie samego jak obcy, to jednak rozpatruje on wyłącznie siebie samego; spogląda na te przeżycia i okoliczności, z którymi zrósł się poprzez swoją odręb­ną sytuację życiową. Musi on wyjść poza to. Musi się wznieść ku

temu, co jest czysto ludzkie, co nie ma już nic wspólnego z jego szczególną sytuacją. Powinien przejść do zastanowienia się nad ta­kimi sprawami, które obchodziłyby go w jakiś sposób jako czło­wieka również i wtedy, gdyby żył w zupełnie innych warunkach i znajdował się w innej sytuacji. Dzięki temu ożywa w nim coś, co wyrasta ponad jego osobowość. Pozwala mu to sięgnąć wzrokiem w wyższe światy niż te, z którymi styka się w dniu powszednim. I wraz z tym zaczyna człowiek odczuwać, zaczyna przeżywać, że przynależy do tych wyższych światów. Są to światy, o których jego zmysły, jego codzienne zajęcia nie mogą mu nic powiedzieć. Tak więc dopiero teraz przenosi on centralny punkt swojej istoty w głąb siebie. Wsłuchuje się w głosy w swoim wnętrzu, które przemawiają do niego w chwilach wyciszenia; pielęgnuje w głębi swojej istoty obcowanie ze światem duchowym. Oderwał się on od dnia powsze­dniego. Umilkł dla niego zgiełk tego dnia. Zapanowała wokół niego cisza. Odsuwa od siebie wszystko, co przypomina mu o wrażeniach pochodzących z zewnątrz. Całąjcgo duszę wypełnia spokojne roz­myślanie we wnętrzu, rozmowa ze światem czysto duchowym. Ta­kie ciche rozmyślania powinny stać się dla ucznia wiedzy tajemnej jego naturalną potrzebą życiową. Z początku jest on całkowicie po­grążony w świecie myśli. Musi rozwinąć w sobie żywe uczucie dla takiej cichej czynności myślowej. Musi nauczyć się kochać to, co zsyła mu w tych chwilach duch. Wkrótce też przestanie odczuwać ten świat myśli jako mniej rzeczywisty niż otaczające go przed­mioty dnia powszedniego. Zaczyna obchodzić się ze swoimi myś­lami jak z przedmiotami w przestrzeni. A wtedy zbliża się do niego również chwila, gdy to, co mu się objawi w cichej, wewnętrznej pracy myślowej, zacznie odczuwać jako coś o wiele wyższego, bar­dziej rzeczywistego niż przedmioty w przestrzeni. Przeżywa, że w tym świecie myślowym wypowiada się życie. Nabiera przekonania, że w myślach nie żyją same tylko cienie, lecz przemawiają przez nie do niego ukryte jestestwa. Z ciszy zaczyna do niego coś przema­wiać. Przedtem odbiera! dźwięki tylko za pomocą uszu; teraz roz­brzmiewają mu dźwięki w duszy. Otworzyła się dla niego wewnę­trzna mowa, wewnętrzne słowo. Gdy uczeń wiedzy tajemnej po raz pierwszy przeżywa ten moment, czuje się w najwyższym stop-niu uszczęśliwiony. Na cały jego świat zewnętrzny rozlewa się we­wnętrzne światło. Zaczyna się dla niego drugie życie. Rozprzestrze­nia się w nim prąd boskiego, uszczęśliwiającego świata.

Gnoza, wiedza duchowa nazywa takie życie duszy w myślach, rozrastające się coraz bardziej na życie w duchu, medytacją. Taka medytacja jest środkiem do osiągnięcia wyższego poznania. Jed­nak w takich chwilach uczeń wiedzy tajemnej nic powinien pławić się w uczuciach. Nie powinien mieć w swojej duszy jakichś nieo­kreślonych odczuć. Przeszkadzałoby mu to tylko w dojściu do pra­wdziwego poznania duchowego. Jego myśli powinny kształtować się jasno, ostro i pewnie. Podporę znajdzie w tym, że nie będzie się trzymał ślepo wyłaniających się w nim myśli. Powinien on wtedy przepoić się wzniosłymi myślami, które w takich chwilach myśleli ludzie, którzy dalej zaszli, ludzie już ogarnięci duchem. Powinien on wziąć za punkt wyjścia pisma, które same zrodziły się z takiego objawienia w medytacji. Uczeń wiedzy tajemnej znajdzie takie pis­ma w literaturze gnostycznej, mistycznej, w literaturze wiedzy du­chowej doby obecnej. Stamtąd nasuną mu się materiały do jego me­dytacji. Ci, którzy szukali ducha, złożyli sami w tych pismach myśli boskiej wiedzy. Duch przez swoich wysłańców objawiał je światu.

Dzięki tego rodzaju medytacji zachodzi w uczniu wiedzy tajem­nej całkowite przeobrażenie. Zaczyna on wytwarzać sobie zupełnie nowe wyobrażenia o rzeczywistości. Wszystkie rzeczy nabierają teraz dla niego nowej wartości. Należy ustawicznie powtarzać, że przemiana ta nie powoduje wyobcowania ucznia wiedzy tajemnej ze świata. W żadnym wypadku nic zostanie on odsunięty z kręgu swoich powszednich obowiązków. Uczy się on bowiem pojmować, że najdrobniejsza czynność, którą ma do wykonania, najbłahsze przeżycie, które mu się nadarza, stoi w związku z wielkimi kosmi­cznymi jestestwami oraz światowymi wydarzeniami. Dopiero, gdy ten związek wyjaśni mu się przez takie chwile rozmyślań, wtedy przystąpi z nowymi, pełniejszymi siłami do kręgu swoich codzien­nych działań. Wic teraz bowiem, że to, co wypracowuje i wycierpi, wypracowuje i znosi w imię wielkich związków duchowych świa­ta. Z jego medytacji wypływa siła do życia, a nie opieszałość wobec niego.

Uczeń wiedzy tajemnej idzie pewnym krokiem przez życic. Co­kolwiek by mu ono przyniosło, pozwala mu kroczyć z podniesioną głową. Przedtem nie wiedział, dlaczego pracuje i po co cierpi, teraz to wie. Trzeba wiedzieć, że takie czynności medytacyjne lepiej pro­wadzą do celu, kiedy są wykonywane przy korzystaniu ze wska­zówek doświadczonych ludzi. Takich, którzy z własnego doświad­czenia wiedzą, jak najlepiej wszystko to wykonywać. Niech więc uczeń zasięga rady, pouczeń takich ludzi. Naprawdę, nie traci się przez to swojej wolności. To, co mogłoby być zaledwie niepewnym posuwaniem się po omacku, przy takim naprowadzeniu umożliwia pracę zdążającą niezawodnie do celu. Kto się troszczy o to, by zna­leźć kogoś posiadającego wiedzę i doświadczenie w tym kierunku, nie będzie nigdy kołatał nadaremnie. Niech tylko uświadomi sobie, że nie szuka niczego innego, jak rady przyjaciela, a nie przemocy kogoś, kto pragnie nad nim panować. Zawsze będzie mógł przeko­nać się, że ci, co naprawdę posiadają wiedzę, są najskromniejszymi ludźmi i nic nie jest im bardziej obce niż lo, co ludzie nazywają żądzą władzy.

Kto dzięki takiej medytacji wzniesie się ku temu, co łączy czło­wieka z Duchem, ten zaczyna ożywiać w sobie to, co jest w nim wieczne, co nie jest ograniczone narodzinami i śmiercią. W istnie­nie tego, co wieczne, wątpić mogą tylko ci, którzy sami tego nie przeżywali. Tak więc medytacja jest drogą prowadzącą człowieka również do poznania, do oglądania jądra swojej wiecznej i nieznisz­czalnej istoty. I tylko przez nią człowiek może dojść do takiego wi­dzenia swojej wiecznej istoty. O tym wiecznym jądrze, o jego po­nownych wcieleniach mówi gnoza, mówi wiedza duchowa. Często zadaje się pytanie, czemu człowiek niczego nie wie o swoich prze­życiach poza narodzinami i śmiercią? Lecz nie w ten sposób należy stawiać pytanie, a raczej, jak dojść do takiej wiedzy? Droga otwie­ra się w prawidłowej medytacji. Dzięki niej odżywa wspomnienie przeżyć leżących poza granicami narodzin i śmierci. Każdy może dopracować się tej wiedzy; w każdym tkwią zdolności do pozna­nia, do widzenia tego, o czym naucza prawdziwa mistyka, wiedza duchowa, antropozofia i gnoza. Powinien tylko obrać właściwe ku temu środki. Dźwięki i barwy może spostrzegać tylko taka istota,

która posiada oczy i uszy. Ale również i oko nic może niczego zo­baczyć, gdy brak światła, które czyni przedmioty widzialnymi. W wiedzy tajemnej podane są sposoby rozwinięcia duchowych oczu i uszu oraz rozniecenia światła duchowego. Metody prowadzące do wyszkolenia duchowego można ująć w trzy stopnie:

Przygotowanie. Rozwija duchowe zmysły.

Oświecenie. Roznieca światło duchowe.

Wtajemniczenie. Otwiera obcowanie z wyższymi jestestwami

Ducha.

STOPNIE WTAJEMNICZENIA

Podane poniżej wiadomości stanowią człony szkolenia ducho­wego, których nazwy i istota wyjaśnią się każdemu, kto będzie je stosował w sposób właściwy. Odnoszą się one do trzech stopni, przez które szkoła życia duchowego prowadzi do pewnego pozio­mu wtajemniczenia. Jednak znajdzie się tu tylko tyle wyjaśnień, ile wolno podać do wiadomości publicznej. Są to wskazania zaczerp­nięte z jeszcze o wiele bardziej intymnej i głębokiej nauki. W sa­mym szkoleniu tajemnym zachowany jest pewien dokładnie okre­ślony przebieg nauki. Niektóre zalecenia służą do tego, aby duszę człowieka doprowadzić do świadomego obcowania ze światem du­chowym. Zalecenia te mają się do podawanych dalej treści mniej więcej tak, jak nauki podawane komuś w jakiejś wyższej szkole o surowych regułach do pouczeń udzielanych mu okolicznościowo w szkole przygotowawczej. Jednakże poważne i wytrwale wypełnia­nie tego, o czym znajdzie się tu pewne wiadomości, może prowa­dzić do rzeczywistego tajemnego szkolenia. Jednak niecierpliwe próby, podejmowane bez powagi i wytrwałości, nic mogą do nicze­go doprowadzić. Studium wtajemniczenia może dać wyniki jedy­nie wtedy, gdy najpierw człowiek zatrzymuje się na tym, co było właśnie powiedziane i na tej podstawie postępuje dalej.

Istnieją trzy stopnie, podawane przez przekazy, o których była tu mowa: 1. Przygotowanie, 2. Oświecenie, 3. Wtajemniczenie. Nie jest warunkiem koniecznym, by następowały one w tej kolejności, ażeby pierwszy z nich miał być w całości przepracowany, zanim przystąpi się do drugiego, ten zaś, zanim przyjdzie kolej na trzeci. W stosunku do pewnych spraw można dostąpić oświecenia, a na­wet częściowego wtajemniczenia, podczas gdy pod innymi wzglę­dami znajdować się można jeszcze na stopniu przygotowania. Jed­nak zanim w ogóle będzie mogło rozpocząć się oświecenie, trzeba spędzić pewien czas na przygotowaniu. I trzeba być przynajmniej pod pewnym względem oświeconym, aby można było zacząć wta­jemniczenie. Jednak w opisie te trzy stopnie muszą dla uproszcze­nia następować kolejno po sobie.

 

1. Przygotowanie

Przygotowanie polega na określonym pielęgnowaniu życia swo­ich myśli oraz uczuć. Ciało ducha i ciało duszy zostaną obdarzone dzięki tej pielęgnacji wyższymi narządami zmysłów i czynów, po­dobnie jak siły przyrody z nieokreślonej żywej materii wyposażyły nasze ciało fizyczne w organy.

Początek musi stanowić skierowanie uwagi duszy na pewne procesy w otaczającym nas świecie. Procesami tymi są z jednej strony rosnące, krzewiące się i rozkwitające życie, a z drugiej -wszystkie zjawiska związane z przekwitaniem, więdnięciem, obu­mieraniem. Wszędzie, gdzie tylko człowiek skieruje swój wzrok, obecne są równocześnie takie procesy. I wszędzie też - zależnie od swojej natury - wywołują one w człowieku myśli i uczucia. Jednak w zwykłych warunkach człowiek nie oddaje się takim myślom i uczuciom w wystarczającym stopniu. Zbyt szybko spieszy się od jednego wrażenia do innego. Chodzi o to, aby całkowicie świado­mie zwracał intensywną uwagę na te fakty. Tam, gdzie spostrzega kwitnienie oraz bujne krzewienie się zupełnie określonego rodzaju, musi usunąć ze swojej duszy wszystkie inne treści i przez krótki czas oddać się całkowicie tylko temu jednemu wrażeniu. Przekona się wkrótce, że uczucie, które w innym przypadku jedynie przem­knęło przez duszę, wzbiera i przyjmuje silną, energiczną formę. Następnie trzeba pozwolić, by forma tego uczucia spokojnie trwała dalej. Trzeba przy tym zachować w swoim wnętrzu zupełną ciszę. Trzeba się odciąć od pozostałego świata zewnętrznego i podążać wyłącznie za tym, co dusza będzie mówiła na przejaw rozkwitania i rośnięcia.

Nie należy tylko przy tym sądzić, że zajdzie się daleko, przytę­piając swoje zmysły na zjawiska świata. Najpierw należy przyjrzeć się rzeczom tak żywo, tak dokładnie, jak tylko to możliwe, a do­piero wtedy oddać się ożywającemu w duszy uczuciu, rodzącej się myśli. Chodzi o to, by na jedno i drugie skierować swoją uwagę w pełnej wewnętrznej równowadze. Kto znajdzie w sobie niezbędny ku temu spokój i odda się temu, co ożyje w duszy, po upływie od­powiedniego czasu przeżyje, jak z głębi duszy wznosi się w nim

nowy rodzaj uczuć i myśli, których przedtem nie znał. Im częściej będzie w ten sposób kierował swoją uwagę na to, co rośnie, rozkwi­ta i bujnie się krzewi, po czym na przemian na to, co więdnie, obu­miera, tym żywsze będą te uczucia. Z tak powstających uczuć oraz myśli tworzą się tak samo organy jasnowidzenia, jak dzięki siłom przyrody z substancji organicznej tworzą, się oczy oraz uszy ciała fi­zycznego. Z powstawaniem i rośnięciem wiąże się pewien określo­ny rodzaj uczuć; inny rodzaj określonych uczuć wiąże się z więd­nięciem i obumieraniem. Jednak tylko wtedy, gdy istnieje dążenie do pielęgnowania w sobie tych uczuć w opisany sposób. Można opi­sać w przybliżeniu, jakie są te uczucia. Pełne wyobrażenia może sam sobie o nich wyrobić każdy, kto dozna takich wewnętrznych przeżyć. Kto często kierował swoją, uwagę na procesy powstawa­nia, wzrostu, rozkwitania, odczuje coś zbliżonego do uczucia doz­nawanego przy wschodzie słońca. Zaś z procesów więdnięcia, obu­mierania zrodzi się w nim przeżycie dające się w podobny sposób porównać z powolnym wznoszeniem się księżyca na widnokręgu. Obydwa te uczucia stanowią dwie siły, które przy należytym ich pielęgnowaniu, przy coraz żywszym ich rozbudowywaniu, prowa­dzą do najdonioślejszych duchowych oddziaływań. Kto wciąż na nowo w sposób zaplanowany, z mocnym postanowieniem oddaje się tym uczuciom, przed tym otwiera się nowy świat. Zaczyna przed nim świtać świat dusz, tzw. plan astralny. Rośniecie i przemijanie nie są już dla niego zjawiskami, które wywierają na nim tak nie­określone wrażenia jak przedtem. Układają się one raczej w ducho­we linie i kształty, o których nie miał przedtem pojęcia. A te iinie i kształty dla różnych zjawisk posiadają również różną postać. Kwi­tnący kwiat wyczarowuje przed jego duszą zupełnie określoną li­nię, tak samo jak zwierzę znajdujące się w okresie wzrostu lub drzewo ogarnięte obumieraniem. Powoli roztacza się przed nim świat dusz (plan astralny). W tych liniach i kształtach nie ma nic dowolnego. Dwaj uczniowie wiedzy tajemnej, którzy znajdują się na odpowiednim stopniu rozwoju, przy tym samym zjawisku będą stale widzieli te same linie i kształty. Tak jak dwoje ludzi posiada­jących prawidłowy wzrok widzi stół okrągły jako okrągły, a nie je­den z nich jako okrągły, a drugi jako czworokątny, tak samo pewne

jest to, że przy oglądaniu rozkwitłego kwiatu przed dwoma dusza­mi pojawia się ten sam duchowy kształt. Podobnie jak w zwykłej nauce przyrodniczej opisuje się kształty roślin i zwierząt, tak też znawca wiedzy tajemnej opisuje lub rysuje duchowe kształty pro­cesów wzrostu i zamierania zgodnie z ich rodzajem i gatunkiem.

Gdy uczeń znajduje się już na tyle daleko, że może widzieć ta­kie duchowe kształty zjawisk, które ukazują się w sposób fizyczny również jego oczom zewnętrznym, znajduje się już niedaleko od stopnia, na którym będzie mógł widzieć rzeczy, nie posiadające ża­dnego bytu fizycznego, które muszą zatem pozostawać całkowicie ukryte (tajemne) dla tego, kto nie otrzymał żadnego wprowadzenia w naukę tajemną.

Należy podkreślić, że badacz wiedzy tajemnej nie powinien gu­bić się w dociekaniach, co taka czy inna rzecz oznacza. Przez tego rodzaju pracę rozumu sprowadza siebie tylko z prawidłowej drogi. Powinien patrzeć na świat zewnętrzny trzeźwym, zdrowym zmy­słem i bystrym darem obserwacji, a następnie pozwolić przema­wiać do siebie swoim uczuciom. Powinien pozwolić mówić samym rzeczom, co one oznaczają, a nie chcieć dochodzić tego przy pomo­cy spekulacji rozumowej.

Następną rzeczą, o którą będzie chodziło, jest to, co wiedza du­chowa nazywa orientowaniem się w światach wyższych. Dochodzi się do tego poprzez całkowite przeniknięcie się świadomością, że myśli i uczucia sąrealnymi faktami, podobnie jak stoły i krzesła w fizycznym świecie zmysłów. W świecie duszy i świecie myśli uczu­cia i myśli wzajemnie na siebie oddziałują, podobnie jak rzeczy zmysłowe w świecie fizycznym. Dopóki ktoś nie przemknie się tą świadomością, nie uwierzy, że żywiona przez niego niewłaściwa myśl może działać na inne myśli ożywiające przestrzeń myślową równie niszcząco, jak wystrzelona na oślep kula karabinowa na tra­fione przez siebie przedmioty fizyczne. Człowiek taki nie pozwo­liłby sobie może nigdy na popełnienie jakiegoś czynu fizycznie widzialnego, który uważałby za bezsensowny. Nie lęka się jednak żywienia w sobie opacznych myśli i uczuć, gdyż wydają mu się one nieszkodliwe dla reszty świata. Jednak w wiedzy tajemnej tylko wtedy można dążyć naprzód, gdy zważa się na swoje myśli i uczu-cia tak samo, jak na swoje kroki w świecie fizycznym. Kiedy ktoś widzi ścianę, nie próbuje przebijać się prze? nią; kieruje swoje kro­ki na bok. Liczy się zatem z prawami świata fizycznego. Otóż pra­wa takie istnieją również dla świata uczuć oraz myśli. Tylko nie mogą narzucać się człowiekowi od zewnątrz. Same muszą wypły­nąć z życia jego własnej duszy. Dochodzi się do tego nie pozwala­jąc sobie nigdy na żywienie opacznych uczuć i myśli. Należy za­bronić sobie w tym czasie wszelkiego dowolnego pławienia się w rozproszonych w różnych kierunkach myślach, wszelkiej gry wyo­braźni, każdego przypadkowego przepływu oraz odpływu uczuć. Człowiek nie stanie się przez to zubożały uczuciowo. Spostrzeże bowiem wkrótce, że gdy w podany sposób uporządkuje swoje ży­cie wewnętrzne, wtedy dopiero zdobywa bogactwo uczuć, praw­dziwie twórczą wyobraźnię. W miejsce małostkowego pławienia się w uczuciach oraz igrania myślowymi skojarzeniami, występują uczucia posiadające znaczenie i owocne myśli. Takie myśli i uczu­cia prowadzą człowieka do orientowania się w świecie duchowym. Wchodzi on we właściwe stosunki z rzeczami świata duchowego. Zaczyna na niego działać pewien określony wpływ. Podobnie jak odnajduje - jako fizyczny człowiek - swoją drogę pomiędzy przed­miotami fizycznymi, tak teraz jego ścieżka prowadzi go pomiędzy rośnięciem, a obumieraniem, które poznał na opisanej wyżej dro­dze. Podąża wtedy za wszystkim, co rośnie i rozwija się, a z drugiej strony również za tym, co więdnie i zamiera - tak, jak to jest po­trzebne dla rozwoju jego oraz świata.

Dalsze starania uczeń wiedzy tajemnej powinien poświęcić światu dźwięków. Należy odróżnić tu dźwięk wydany przez tzw. przedmioty martwe (upadający przedmiot, dzwonek lub instrument muzyczny) od dźwięku wydawanego przez istotę żywą (zwierzę lub człowieka). Słysząc dzwonek, odbiera się spostrzeżenie dźwię­ku, z którym wiąże się przyjemne uczucie; słysząc głos wydany przez zwierzę, oprócz pewnego uczucia związanego z dźwiękiem, odczuwa się jeszcze przejaw pewnego wewnętrznego przeżycia zwierzęcia, jego radość lub ból. Uczeń wiedzy tajemnej powinien przystąpić w swojej pracy do tego ostatniego rodzaju dźwięków. Całą swoją uwagę powinien zwrócić na to, że odgłos ten zwiastuje

mu coś, co leży poza jego własną duszą. Powinien zagłębić się w to obce przeżycie. Powinien głęboko złączyć się swoim uczuciem z bólem czy radością, które zwiastuje mu ten dźwięk. Powinien przejść ponad tym, czym jest dla niego ten odgłos, niezależnie od tego, czy jest dla niego przyjemny, czy niemiły, czy sprawia mu za­dowolenie, czy przykrość; jego duszę powinno wypełniać jedynie to, co dzieje się w istocie wydającej ten odgłos. Kto takie ćwicze­nie przeprowadza planowo i z rozwagą, przyswaja sobie przez to zdolność zespalania się, stapiania się niejako z istotą, która wydaje z siebie ten dźwięk. Dla człowieka muzykalnego takie pielęgno­wanie życia uczuciowego będzie łatwiejsze niż dla kogoś, kto nie jest muzykalny. Jednak nie należy uważać, że sama muzykalność zastąpi te starania. Będąc uczniem wiedzy tajemnej trzeba się nau­czyć odczuwać w podobny sposób całą przyrodą. W życie myślo­we i uczuciowe wstępuje przez to zarodek nowego uzdolnienia. Cała przyroda zaczyna poprzez swoje odgłosy podszeptywać czło­wiekowi swoje tajemnice. Wszystko, co wcześniej było niezrozu­miałym odgłosem, staje się dzięki temu pełną znaczenia mową przyrody. Tam, gdzie przedtem przy odgłosach przedmiotów zwa­nych martwymi uczeń słyszał tylko sam dźwięk, teraz słyszy nową mowę duszy. Jeżeli dalej pielęgnuje w ten sposób swoje uczucia, poczuje wkrótce, że może słyszeć rzeczy, o których przedtem nie miał pojęcia. Zaczyna słyszeć duszą.

Dla osiągnięcia dostępnego w tej dziedzinie szczytu powinno dojść jednak coś jeszcze innego. W wykształceniu ucznia wiedzy tajemnej szczególnie ważną rzecz stanowi sposób, w jaki przysłu­chuje się, gdy mówią inni ludzie. Powinien wyrobić w sobie przy­zwyczajenie, aby czynić to tak, by jego własna, wewnętrzna treść całkowicie zamilkła. Gdy ktokolwiek wypowiada swój pogląd, a ktoś inny mu się przysłuchuje, w duszy tego ostatniego powstaje zazwyczaj zgoda lub sprzeciw. 1 wielu ludzi czuje się pchanym rów­nież do tego, aby natychmiast dawać wyraz swojej zgodzie, a zwła­szcza poglądowi zaprzeczającemu. Uczeń wiedzy tajemnej powinien uciszyć w sobie wszelkie tego rodzaju potwierdzenia i sprzeciwy. Nic chodzi o to, aby nagle tak. zmienił swój sposób bycia, by ciągle dĄżyć do gruntownego, wewnętrznego milczenia. Początkowo

będzie musiał podejmować to w poszczególnych sytuacjach, które będzie sobie z rozmysłem wybierał. Następnie stopniowo i powoli -jakby samo przez się - ten nowy sposób słuchania stanie się nie­postrzeżenie jego przyzwyczajeniem. W badaniach duchowych ćwiczy się to w sposób planowy. Uczniowie czują się zobowiązani w formie ćwiczenia, aby w określonym czasie przysłuchiwać się skrajnie przeciwstawnym sobie myślom i doprowadzać przy tym do całkowitego zamilknięcia wszelkiej zgody, a zwłaszcza wszel­kich sądów zaprzeczających. Chodzi o to, aby milczały przy tym nie tylko wszelkiego rodzaju osądy rozumowe, lecz również wszel­kie uczucia niezadowolenia, odrzucenia, bądź aprobaty. W szcze­gólności uczeń musi stale siebie obserwować, czy takie uczucia nie kryją się w nim jeśli już nie na powierzchni, to jednak w najbardziej ukrytych głębinach jego duszy. Musi przysłuchiwać się np. wypo­wiedziom ludzi stojących pod jakimiś względami znacznie niżej od siebie i tłumić przy tym w sobie wszelkie uczucie wyższości i zaro­zumiałości. Dla każdego jest rzeczą pożyteczną przysłuchiwać się w ten sposób dzieciom. Nawet najmądrzejszy człowiek może nie­skończenie wiele nauczyć się od dzieci. W ten sposób dochodzi człowiek do tego, że słucha słów innych ludzi z całkowitym wyz­byciem się samolubstwa, z całkowitym wyłączeniem swojej wła­snej osoby, swoich poglądów oraz sposobu odczuwania. Gdy ćwi­czy się tak w przysłuchiwaniu się bez wszelkiej krytyki, również i wtedy, gdy wypowiadane są poglądy najbardziej sprzeczne z jego poglądami, kiedy rozgrywają się przy nim rzeczy jak najbardziej “opaczne", uczy się wtedy stopniowo zespalać całkowicie z jestes­twem innego człowieka, jakby całkowicie wnikać w niego. Poprzez słowa wsłuchuje się wtedy w inną duszę. Dopiero dzięki wytrwa­łym tego rodzaju ćwiczeniom dźwięk stanie się dla niego prawdzi­wym środkiem do spostrzegania duszy i ducha. Jednak potrzebne jest do tego jak najsurowsze samowychowanie. Ale prowadzi to do wysokiego celu. Gdy ćwiczenia te są uprawiane łącznie z innymi, zwłaszcza z podanymi w związku z dźwiękami przyrody, rośnie wtedy w duszy nowy zmysł słuchu. Jest ona teraz w stanie odbie­rać ze świata duchowego wiadomości, które nic znajdują wyrazu w dźwiękach zewnętrznych, dostępnych spostrzeżeniom fizycznych

uszu. Budzi się postrzeganie “wewnętrznego słowa". Stopniowo za­czynają się uczniowi objawiać prawdy ze świata duchowego. Sły­szy on teraz przemawianie do siebie w sposób duchowy.2 Dzięki takiemu “wzbudzeniu" w sobie wewnętrznej mowy osiągnięte zo­stają wszystkie wyższe prawdy. Słowa, które usłyszał z ust praw­dziwego badacza wiedzy duchowej zostały przez niego uzyskane w doświadczeniu na tej drodze. Nie należy jednakże rozumieć tego w ten sposób, że zajmowanie się pismami wiedzy duchowej, zanim samemu nic posiądzie się wzbudzonej w ten sposób “wewnętrznej mowy", jest zbędne. Przeciwnie: czytanie tego rodzaju pism, słu­chanie nauk badaczy wiedzy tajemnej samo przez się jest również środkiem do własnego poznania. Każde zdanie wiedzy duchowej, które człowiek posłyszy, może skierować jego umysł w stronę, do­kąd musi dojść, o iie dusza ma przeżyć dalszy rozwój. Do wszyst­kiego, co zostało tu powiedziane, musi dołączyć się sumienne stu­dium wiedzy udzielanej światu przez badaczy wiedzy tajemnej. W każdym tajemnym szkoleniu takiemu studium towarzyszy przygo­towanie. I gdyby ktoś chciał użyć wszelkich innych środków, nie dojdzie do żadnego celu, jeżeli nie przyswoi sobie nauk badaczy świata duchowego. Bowiem nauki te zostały zaczerpnięte z żywe­go “wewnętrznego słowa", z “żywego przemawiania" i same posia­dają duchowe życie. Nie są jedynie słowami. Są żywymi siłami. A gdy podążasz za słowami człowieka głoszącego wiedzę tajemną, gdy czytasz książki oparte na rzeczywistym poznaniu wewnętrz­nym, w twojej duszy działają. Ji/y, które czyniąc\ę jasnowidzącym, tak samo, jak siły przyrody utworzyły z żywej substancji twoje oczy i uszy.

2, Oświecenie

Punktem wyjścia do oświecenia są bardzo proste procesy. Rów­nież i tu chodzi o rozwijanie w sobie pewnych myśli i uczuć, które drzemią w każdym człowieku i muszą się obudzić. Mogą one do­prowadzić do postrzegania wewnętrznych przejawów światła tylko u tego, kto podejmuje te proste zabiegi z cierpliwością, skrupulat­nie i wytrwale. Pierwszy krok w tym kierunku zostaje dokonany

przez obserwowanie w określony sposób różnych tworów przyro­dy, np. przezroczystego, pięknie ukształtowanego kamienia (krysz­tału), rośliny albo zwierzęcia. Najpierw należy starać się zwrócić całą swoją uwagę na porównanie kamienia ze zwierzęciem w nas­tępujący sposób. Myślom, które są tutaj podane, powinny towarzy­szyć przy ich przeżywaniu żywe uczucia. I żadna inna myśl, Żadne inne uczucie nie powinny się wmieszać ani przeszkadzać intymne­mu, uważnemu przypatrywaniu się. Trzeba sobie powiedzieć: ka­mień posiada pewien kształt, zwierzę również posiada kształt. Ka­mień leży spokojnie na swoim miejscu, zwierzę zmienia miejsce. To popęd, żądza skłania zwierzę do zmiany miejsca. I popędom tym służy również postać zwierzęcia. Jego organy, jego narządy są wy­kształcone odpowiednio do tych popędów. Kształt kamienia nie zo­stał zbudowany na miarę żądz, lecz powstał dzięki siłom wolnym od żądz.3 Gdy człowiek zatopi się intensywnie w te myśli i obser­wuje przy tym z napiętą uwagą kamień i zwierzę, ożyją wtedy w duszy dwa zupełnie różne rodzaje uczuć. Od kamienia spływa w duszę jeden rodzaj uczuć, od zwierzęcia inny. Początkowo prawdo­podobnie się to nie uda, lecz powoli, przy prawdziwie cierpliwych ćwiczeniach, uczucia te zaczną się przejawiać. Trzeba tylko wciąż i wciąż ćwiczyć. Z początku uczucia te trwają tylko tak długo, jak dłu­go trwa obserwacja, potem jednak działają również dalej. Stają się wtedy trwałym przeżyciem duszy. Wystarczy wtedy, aby człowiek się tylko zastanowił, a oba rodzaje uczuć wyłonią się zawsze, także bez przyglądania się zewnętrznemu przedmiotowi. Z tych uczuć oraz związanych z nimi myśli tworzą się organy jasnowidzenia. Gdy dołączy się do rozważań jeszcze i roślinę, można zauważyć, że wypływające od niej uczucia - zarówno ze względu na ich cha­rakter jak też stopień intensywności - zajmują miejsce pośrednie między uczuciami płynącymi od kamienia i od zwierzęcia. Powsta­jące w ten sposób organy są oczami ducha. Człowiek uczy się stopniowo widzieć przy ich pomocy jakby duszne i duchowe bar­wy. Dopóki przyswoił sobie jedynie to, co zostało opisane w “przy­gotowaniu", świat duchowy z jego liniami i postaciami pozostaje ciemny; dzięki oświeceniu rozjaśnia się. Również i tutaj trzeba za­znaczyć, że słowa “ciemny" i “rozjaśniony", podobnie jak i inne

użyte wyrażenia, wyrażajązaledwie w przybliżeniu to, co zamierza­no powiedzieć. Chcąc jednak posługiwać się mową potoczną, nie ma innego sposobu. Została ona stworzona tylko dla stosunków fi­zycznych. To, co wpływa do organu jasnowidzenia z kamienia, wie­dza tajemna określa jako “błękitne", lub “czerwonobiękitne". To, co wyczuwa się w zwierzęciu określane jest jako “czerwone" lub żóltoczerwonc". Widziane tak “barwy" są w istocie barwami “na­tury duchowej". Barwa wysyłana przez roślinę, to barwa “zielona", która przechodzi stopniowo w jasną eteryczną różowawą czerwień. Roślina jest bowiem taką istotą przyrody, która pod względem pe­wnych swoich właściwości zachowuje w światach wyższych podo­bieństwo do takiej postaci, jaką ma w świecie fizycznym. Nato­miast z kamieniem i zwierzęciem tak nic jest. Jednak trzeba zdać sobie jasno sprawę z tego, że wymienione powyżej barwy oznacza­ją zaledwie główne odcienie królestwa kamieni, roślin i zwierząt. W rzeczywistości istnieją wszystkie możliwe odcienie pośrednie. Ka­żdy kamień, każda roślina oraz każde zwierzę posiada swój własny określony odcień. Dochodzą do tego jestestwa światów wyższych, które nigdy nie wcielają się fizycznie, ze swoimi często cudowny­mi, a czasem odrażającymi barwami. Bogactwo barw w światach wyższych jest w istocie nieskończenie większe niż w świecie fizy­cznym.

Gdy człowiek zdobył już raz zdolność widzenia “oczami du­cha", wcześniej czy później spotka się ze wspomnianymi jestest­wami wyższych światów, stojącymi wyżej, a po części także niżej od człowieka, które nigdy nie schodzą do rzeczywistości fizycznej.

Gdy człowiek doszedł już tak daleko, jak to zostało tu opisane, stają przed nim otworem drogi wiodące do wielu rzeczy. Nikomu jednak nie można doradzać, aby szedł jeszcze dalej, bez skrupulat­nego przestrzegania tego, co badacz duchowy mówi lub podaje w inny sposób. Również w stosunku do tego, co zostało już powie­dziane, najlepiej podążać pod kierownictwem kogoś doświadczo­nego. Jeśli poza tym posiada człowiek w sobie siłę i wytrwałość w doprowadzeniu wyszkolenia tak daleko, jak to odpowiada elemen­tarnym stopniom oświecenia, to z całą pewnością poszuka i znaj­dzie właściwe kierownictwo.

We wszelkich okolicznościach konieczne jest jednak zachowa­nie pewnej ostrożności, a kto nie chce jej zachować, najlepiej niech zaniecha wszelkich kroków ku wiedzy duchowej. Jest rzeczą nie­zbędną, by człowiek, który staje się uczniem wiedzy tajemnej, nie zatracił niczego ze swoich właściwości jako człowiek szlachetny, dobry i wrażliwy na wszystko, co jest realne fizycznie. Przeciwnie, w czasie swojego szkolenia powinien nieustannie wzmacniać swo­ją siłę moralną, swoją czystość wewnętrzną, swój dar obserwacji. Aby przytoczyć jeden szczegół: w czasie elementarnych ćwiczeń oświecenia uczeń powinien starać się, by jego współczucie dla lu­dzkiego i zwierzęcego świata, jego wrażliwość na piękno przyrody, nieustannie wzrastały. Jeżeli nie będzie się o to troszczył, to uczu­cie to i ta wrażliwość będą pod wpływem tych ćwiczeń stale ulegać otępieniu. Serce stwardnieje, zmysł ulegnie przytępieniu. I musia­łoby to doprowadzić do niebezpiecznych następstw.

O tym, w jaki sposób kształtuje się oświecenie, gdy w myśl po­wyższych ćwiczeń uczeń wznosi się poprzez kamień, roślinę i zwie­rzę do człowieka oraz jak po oświeceniu kontakt duszy ze światem prowadzi do wtajemniczenia, będzie mowa w następnych rozdzia­łach tak dalece, jak tylko to możliwe.

W obecnych czasach wielu ludzi poszukuje dróg ku wiedzy ta­jemnej. Czynią to w rozmaity sposób i próbują przy tym wielu nie­bezpiecznych, a nawet podejrzanych praktyk. Dlatego też ci, któ­rzy uważają, że znają prawdę o tych sprawach, powinni dać innym możność zapoznania się w pewnej mierze z tajemnym szkoleniem. Zostało tu powiedziane tylko tyle, na ile to możliwe. Część prawdy musi być znana, aby fałszywa wiedza nie wyrządzała wielkich szkód. Dzięki opisanym tutaj drogom nikt, kto niczego nie forsuje, nic poniesie żadnych szkód. Na jedno tylko należy uważać: nikt nie powinien zużywać na ćwiczenia więcej czasu i sił, niż rozporzą­dza nimi ze względu na swoją sytuację życiową, ze względu na swoje obowiązki. 2 powodu wejścia na ścieżkę tajemną nikt nie powinien zmieniać nagle czegokolwiek w swoich zewnętrznych stosunkach życiowych. Kto pragnie rzeczywistych wyników, musi posiadać cierpliwość: po kilku minutach powinien móc przerwać ćwiczenie i spokojnie przejść do swoich obowiązków w codziennej

pracy. A także żadne myśli związane z ćwiczeniami nic powinny wtrącać się do prac codziennych. Kto nic nauczył się czegoś w naj­wyższym i najlepszym tego słowa znaczeniu, ten nie nadaje się na ucznia wiedzy tajemnej i nigdy nie dojdzie do wyników posiadają­cych większą wartość.

3, Kontrola myśli i uczuć

Kto w sposób opisany w poprzednim rozdziale poszukuje dróg wiodących do wiedzy duchowej, ten nie powinien zaniedbać wzma­cniania się przez cały czas w pracy nad sobąjedną nieustannie dzia­łającą myślą. Powinien stale mieć na uwadze, że w pewnym czasie mógł poczynić już znaczne postępy, chociaż nie ukazują mu się one w sposób, jakiego oczekiwał. Kto się nad tym nie zastanawia, ła­two może się zniechęcić i w krótkim czasie zaniechać wszelkich prób. Siły i zdolności, które mają się w nim rozwinąć, są początko­wo niezmiernie subtelne, a ich charakter jest zupełnie inny od tego, co sobie człowiek przedtem wyobrażał. Był bowiem przyzwycza­jony do zajmowania się światem fizycznym. Świat duchowy i świat duszy nie był dostępny dla jego wzroku ani dla jego pojęć. Dlatego też nie można się wcale dziwić, że gdy teraz rozwijają się w nim siły ducha i duszy, nie zaraz je zauważa. Na tym polega możliwość pobłądzenia u kogoś, kto wstępuje na ścieżkę tajemną nie trzyma­jąc się zdobyczy zebranych przez doświadczonych badaczy. Badacz wiedzy tajemnej zna poczynione przez ucznia postępy na długo przedtem, zanim on sam je sobie uświadomi. Wie, jak wykształcają się delikatne oczy duchowe, zanim uczeń czegokolwiek się o nich dowie. Większość nauk duchowego badacza polega właśnie na tym, by dać wyraz temu, co sprawia, że uczeń nie traci zaufania, cierpli­wości ani wytrwania, zanim sam nie dojdzie do poznania swoich postępów. Nauczyciel wiedzy tajemnej nie może dać swojemu wy­chowankowi niczego, co nie leżałoby już w nim w sposób utajony. Może go tylko naprowadzić na rozwijanie drzemiących zdolności. Lecz wszystko, co mu ze swoich doświadczeń udzieli, stanowić będzie podporę dla kogoś pragnącego przedrzeć się z ciemności ku światłu.

Bardzo wielu porzuca ścieżkę prowadzącą do wiedzy tajemnej wkrótce po wstąpieniu na nią, gdyż nie mogą zauważyć od razu swoich postępów. A nawet, gdy występują pierwsze dostrzegalne dla ucznia wyższe doświadczenia, uważa je on często za złudzenia, ponieważ wytworzył sobie zupełnie inne wyobrażenia o tym, co powinien przeżywać. Traci on odwagę, ponieważ te pierwsze doś­wiadczenia uważa bądź za bezwartościowe, bądź też wydają mu się one tak znikome, że nie sądzi, by mogły doprowadzić go w ja­kimś dającym się przewidzieć czasie do wyników godnych uwagi. Jednak odwaga i zaufanie do siebie to dwa światła, którym nie wol­no przygasnąć na drodze ku wiedzy tajemnej. Kto nie może wymóc na sobie, by podejmować cierpliwie wciąż na nowo ćwiczenie, któ­re z pozoru wielokrotnie się nie udawało, ten nie może zajść daleko.

O wiele wcześniej niż wyraźne zauważenie postępów występu­je niejasne uczucie, że jest się na właściwej drodze. I uczucie to należy żywić w sobie i pielęgnować, może ono bowiem stać się niezawodnym przewodnikiem. Przede wszystkim należy wykorze­nić w sobie wiarę, jakoby do wyższego poznania miało się docho­dzić jakimś osobliwym, tajemniczym sposobem. Należy zdać sobie jasno sprawę z tego, że za punkt wyjścia trzeba obierać te uczucia i myśli, wśród których człowiek stale żyje; ma im nadać tylko inny kierunek niż zazwyczaj. Niech każdy sobie najpierw powie: w mo­ich własnych uczuciach ukryte są najwyższe tajemnice, tylko ich jeszcze dotychczas nie spostrzegałem. Wszystko polega ostatecz­nie na tym, że człowiek nosi ze sobą bezustannie ciało, duszę i du­cha, a jednak w pełnym znaczeniu słowa świadomy jest jedynie swojego ciała, a nie swojej duszy i ducha. Natomiast uczeń wiedzy tajemnej staje się świadomy duszy i ducha, tak jak zwykły czło­wiek świadomy jest swojego ciała.

Dlatego też chodzi o nadanie uczuciom i myślom prawidłowego kierunku. Wówczas rozwijają się spostrzeżenia niedostrzegalne w zwykłym życiu. Zostanie tu podana jedna z dróg, jak należy to czy­nić. I znów jest to sprawa prosta, jak niemal wszystko, co było do­tąd powiedziane. Jednakże przy wytrwałym jej podejmowaniu, o ile człowiek potrafi oddawać się jej w należnym intymnym nastroju, wywrze najsilniejsze działanie.

Kładzie się przed sobą małe ziarenko rośliny. Chodzi o to, by intensywnie tworzyć właściwe myśli dotyczące tej niepozornej rzeczy i rozwinąć dzięki nim pewne uczucia. Najpierw trzeba zdać sobie sprawę z tego, co się rzeczywiście ma przed oczami, co się widzi oczami. Opisuje się kształt, barwę i pozostałe właściwości nasionka. Następnie trzeba rozważyć, jak z tego nasienia, gdy się je zasadzi w ziemi, wyrośnie roślina o rozwiniętych, bogatych kształ­tach; należy sobie uprzytomnić tę roślinę; wytworzyć ją w swojej wyobraźni. A wtedy pomyśleć, że to, co teraz przedstawiam sobie w wyobraźni, wydobędą później z ziarna rzeczywiście siły ziemi i światła. Gdybym miał przed sobą sztucznie wytworzony przed­miot, który do złudzenia naśladowałby nasionko rośliny, tak że nic mógłbym przy pomocy swoich oczu odróżnić go od prawdziwego, to żadna siła ziemi i światła nie wyczarowałaby z niego rośliny. Kto uświadomi sobie w pełni tę myśl, kto głęboko ją przeżyje, będzie mógł wytworzyć sobie również dalszą myśl z towarzyszącym jej właściwym uczuciem. Powie sobie: w nasionku spoczywa już -ja­ko siła całej rośliny - to, co z niej wyrośnie później. W jego sztu­cznym naśladownictwie nie ma tej siły. A jednak dla moich oczu oba są jednakowe. A zatem w prawdziwym ziarenku zawarte jest coś niewidzialnego, czego w sztucznym nie ma. Trzeba teraz swoje uczucia i myśli skierować na to niewidzialne,4 Trzeba wyobrazić sobie, że to, co jest niewidzialne, przekształci się potem w widzial­ną roślinę, którą będę miał przed sobą w jej kształcie i barwach. Trzeba się zatrzymać na tej myśli: to, co niewidzialne, stanie się widzialne. Gdybym nie mógł myśleć, nic mogłoby mi już teraz dać znać o sobie to, co stanic się widzialne dopiero później.

Należy tu szczególnie podkreślić, że to, co się myśli, powinno być też intensywnie odczuwane. Należy w spokoju, bez żadnych zakłócających innych myśli, przeżyć w sobie tą jedną wyżej po­daną myśl. 1 należy przy tym pozostawić sobie czas na to, by myśl ta oraz wiążące się z nią uczucie jakby wryły się w duszę. Kiedy ćwiczenie będzie się przeprowadzało w prawidłowy sposób, to po pewnym czasie - być może dopiero po wielu próbach - poczuje się w sobie pewną siłę. Ta siła wytworzy pewien nowy rodzaj widze­nia. Ziarenko ukaże się jakby zawarte w małym świetlistym obło-

czku. Odczuje się to w sposób duchowo-zmysłowy jako pewnego rodzaju płomyk. Środek tego płomyka odczuwa się tak, jak przy wrażeniu barwy fioletu; w odróżnieniu od brzegów, które odczuwa się w kolorze niebieskawym. Objawi się tutaj to, czego przedtem się nie widziało, co wytworzyła siła myśli oraz siła uczuć, które się w sobie ożywiło. Rzecz zmysłowo niewidzialna, roślina, która do­piero później ma się stać widzialna, objawia się nam w sposób du­chowo widzialny.

Jest rzeczą zrozumiałą, że niejednemu człowiekowi wyda się to wszystko złudzeniem. Wielu powie: “A po co mi takie widzenia, takie fantasmagorie?" I niejeden odpadnie, nie będzie kontynuował drogi szkolenia. Lecz właśnie o to chodzi, by w tych trudnych mo­mentach ludzkiego rozwoju nie mieszać duchowej rzeczywistości z fantazją. A następnie o to, aby mieć odwagę dążyć naprzód i nie być małodusznym i bojaźliwym. Z drugiej jednak strony należy tak­że podkreślić, że stale powinien być rozwijany zdrowy rozsądek, który odróżnia prawdę od złudzeń. Podczas wszystkich tych ćwi­czeń człowiek nigdy nie powinien tracić pełnego świadomego pa­nowania nad sobą. Z taką samą pewnością jak myśli on o rzeczach oraz procesach życia codziennego, powinien myśleć i tutaj. Źle by się stało, gdyby popadł w marzycielstwo. W każdej chwili powinien zachowywać zdrowy rozsądek, by nie rzec - trzeźwość umysłu. I popełniono by największy błąd, gdyby człowiek poprzez te ćwicze­nia stracił swoją równowagę, gdyby powstrzymywało go to od tak zdrowego i jasnego sądu o sprawach codziennych, jak to miało miejsce przedtem. Dlatego też uczeń wiedzy tajemnej powinien nieustannie siebie badać, czy aby nie został wytrącony z równowa­gi, czy pozostał tym samym człowiekiem w obrębie stosunków, w których żyje. Mocny spokój w sobie, jasny zmysł dla wszystkiego poza sobą-oto co powinien zachować. Należy jednak surowo zwa­żać na to, ażeby nie oddawać się każdemu dowolnemu marzeniu i nie pozwalać na wszelkie przeróżne ćwiczenia. Kierunki myślowe, które zostaną tu podane, są z dawien dawna wypróbowane i upra­wiane w szkołach tajemnych. I tylko takie zostaną tu podane. Kto pragnąłby uprawiać ćwiczenia innego rodzaju, które sam tworzy, bądź takie, o których posłyszał albo też gdzieś przeczytał, musi

zejść na manowce i szybko znajdzie się na ścieżce bezbrzeżnej fantastyki.

Dalsze ćwiczenie, które ma się dołączyć do poprzednio opisa­nych, jest następujące. Należy stanąć przed rośliną znajdującą się w stadium pełnego rozkwitu i przepoić się myślą, że nadejdzie czas, gdy roślina ta zamrze. Nie pozostanie nic z tego, co widzę te­raz przed sobą. Jednak roślina wyda wtedy z siebie nasiona, które znów staną się nowymi roślinami. I jestem świadomy, że w tym co widzę, spoczywa coś utajonego, czego nie dostrzegam. Przepajam się całkowicie myślą, że oto ta roślina z jej barwami w przyszłości nie będzie istniała. Jednakże wyobrażenie, że wydaje ona z siebie nasiona, poucza mnie, że nie zaginie ona w nicości. Nie mogę teraz zobaczyć oczami tego, co zachowuje ją przed zanikiem, podobnie jak przedtem nie mogłem zobaczyć tej rośliny w nasionku. Jest więc w niej coś takiego, czego nie widzę oczami. Jeśli pozwolę, by ta myśl żyła we mnie i powiążę z nią właściwe uczucie, wówczas -znów po odpowiednim czasie - rozwinie się w mojej duszy siła prowadząca do nowego widzenia. Z rośliny ponownie wyrośnie pewnego rodzaju duchowy, płomienny kształt. Oczywiście, będzie on odpowiednio większy niż opisany poprzednio. W środkowej części płomień może dać się odczuć jako ziclonkawobłękitny, po brzegach zaś jako żóitawoczerwony.

Należy wyraźnie zaznaczyć, że tego, co zostało tu określone jako “barwy", nie widzi się tak, jak postrzegają barwy oczy fizy­czne, lecz w postrzeganiu duchowym powstaje podobne odczucie, jak przy fizycznym odbieraniu wrażenia barwy. Odebranie ducho­wego wrażenia “błękitu" oznacza odebranie wrażenia lub odczucia podobnego do tego, jakiego doznaje się, gdy spojrzenie fizycznego oka spoczywa na barwie “błękitnej". Kto rzeczywiście pragnie się wznieść stopniowo do spostrzeżenia duchowego, powinien mieć to na uwadze. W przeciwnym razie będzie się spodziewał znaleźć w świecie duchowym jedynie powtórzenia przeżyć ze świata fizycz­nego, co doprowadziłoby go do najbardziej gorzkich pomyłek.

Kto doszedł do tego, że widzi duchowo podobne rzeczy, ten wiele już osiągnął. Odsłaniają mu się one bowiem nie tylko w swo­im obecnym istnieniu, lecz również w powstawaniu oraz przemija-

niu. Zaczyna on wszędzie widzieć ducha, o którym oczy fizyczne niczego wiedzieć nie mogą. Tym samym poczynił pierwsze kroki, by powoli, dzięki własnemu wejrzeniu, przeniknąć tajemnicę naro­dzin i śmierci. Dla zewnętrznych zmysłów istota powstaje przy narodzinach; przemija przy śmierci. Dzieje się tak jednak tylko dla­tego, że zmysły nie spostrzegają utajonego ducha tej istoty. Naro­dziny i śmierć są dla ducha tylko przeobrażeniem, jak rozwinięcie się kwiatu z pąka jest przemianą dokonującą się przed oczami zmy­słowymi. Jeśli chce się to poznać we własnym oglądzie, trzeba naj­pierw rozwinąć w sobie w opisany sposób zmysł duchowy.

Aby odeprzeć od razu jeszcze jeden zarzut, który mogłyby po­stawić niektóre osoby, posiadające pewne doświadczenie w sferze duszy (psychiczne), należy powiedzieć, że nie da się zaprzeczyć, iż istnieją prostsze i krótsze drogi, a niektórzy ludzie na podstawie nadzmysłowego widzenia mogą poznać zjawiska narodzin i śmier­ci bez uprzedniego przerabiania tego wszystkiego, co zostało tu opisane. Są bowiem jednostki posiadające wybitne uzdolnienia psychiczne, którym wystarczy tylko nieznaczny bodziec do ich ro­zwinięcia. Są to jednak wyjątki. Natomiast podana tutaj droga jest najbardziej powszechna oraz bardziej pewna. Można zdobyć pew­ne wiadomości z chemii na jakiejś wyjątkowej drodze, pragnąc je­dnak zostać chemikiem, należy iść drogą powszechnie przyjętą oraz pewną.

Kto chciałby sądzić, że po to, by dojść wygodniej do celu, wys­tarczy sobie tylko wyobrazić omówione wyżej nasionko lub roślinę, że można je mieć przed sobą tylko w wyobraźni, popełniłby błąd brzemienny w skutki. Kto tak postępuje, może wprawdzie również dojść do celu, jednak nie z taką pewnością, jak w sposób opisany. Widzenia, do których by się wtedy doszło, byłyby najczęściej jedy­nie omamami fantazji. Należałoby dopiero poczekać na przeobraże­nie się ich w widzenia duchowe. Chodzi bowiem o to, by nie stwa­rzać sobie zupełnie dowolnie jakichś widzeń, lecz o to, by stwarzała je we mnie rzeczywistość. Prawda powinna wytrysnąć z głębi mo­jej własnej duszy; jednak czarodziejem, który ją pragnie wydobyć, ma być nie moja własna zwykła jaźń, lecz muszą nim być jestestwa, których prawdę duchową pragnę oglądać.

Gdy dzięki tego rodzaju ćwiczeniom człowiek znalazł już w so­bie pierwsze zadatki duchowego widzenia, może się wznieść do rozważań nad samym człowiekiem. Najpierw powinny być obrane proste przejawy życia ludzkiego. Zanim się jednak do tego przy­stąpi, jest rzeczą nieodzowną pracować szczególnie poważnie nad czystością swojego charakteru moralnego. Trzeba oddalić od siebie wszelką myśl o tym, że osiągnięte w ten sposób poznanie zostanie użyte dla korzyści osobistych. Należy osiągnąć w sobie zgodę z sa­mym sobą co do tego, że nigdy nie użyje się w złym celu władzy nad ludźmi, którą by się kiedyś ewentualnie osiągnęło. Dlatego każdy, kto poszukuje zgłębienia tajemnic natury ludzkiej we wła­snym widzeniu, powinien kierować się złotą regułą prawdziwej wiedzy tajemnej. A reguła ta brzmi: gdy usiłujesz postąpić jeden krok naprzód w poznaniu prawd tajemnych, poczyń jednocześnie trzy kroki naprzód w udoskonaleniu własnego charakteru ku dobru. Kto tę regułę zachowa, może przystąpić do ćwiczeń, z których je­dno zostanie tu opisane.

Należy wyobrazić sobie człowieka, którego się kiedyś zaobser­wowało w sytuacji, gdy pożądał jakiejś rzeczy. Trzeba zwrócić uwagę na jego pożądanie. Najlepiej uprzytomnić sobie chwilę, gdy pożądanie było najbardziej żywe i nie było jeszcze przesądzone, czy człowiek ten osiągnie swój przedmiot pożądania, czy nie. I te­raz należy całkowicie oddać się wyobrażeniu tego, co się zauwa­żyło we wspomnieniu. Trzeba wywołać w sobie jak największy spokój własnej duszy. Trzeba starać się być głuchym i ślepym na wszystko inne, co dzieje się wokół. I trzeba szczególnie uważać, by obudzone w ten sposób wyobrażenie wywołało w duszy pewne uczucie. Trzeba pozwolić wznieść się w nas temu uczuciu, tak jak wznosi się obłok na czystym przedtem horyzoncie. Jest rzeczą na­turalną, że obserwacja taka urywa się, jeżeli człowieka, na którego skierowało się uwagę, nie obserwowało się wystarczająco długo w opisanym stanie. Prawdopodobnie będą podejmowane setki darem­nych prób. Nic należy jednak tracić cierpliwości. Po wielu usiło­waniach zostanie osiągnięte we własnej duszy przeżycie uczucia, które odpowiada stanowi psychicznemu osoby obserwowanej. A wtedy - również po upływie pewnego czasu - zauważy się, że pod

49

wpływem tego uczucia wyrasta w duszy siła, która staje się ducho­wym widzeniem stanu duszy innych ludzi. W polu widzenia wystąpi obraz, który zostanie odczuty jako coś jaśniejącego. I ten duchowo jaśniejący obraz jest tak zwanym wcieleniem astralnym zaobserwo­wanego stanu psychicznego żądzy. I znów przeżycie tego obrazu może być określone jako podobne do płomienia. W środku będzie on jakby żółtoczerwony, po brzegach czerwonobłękitny lub fiole­towy. Wiele zależy od tego, czy z takim widzeniem duchowym ob­chodzi się delikatnie. Najlepiej z początku nie mówić o tym nikomu oprócz swojego nauczyciela - o ile się go posiada. Jeśli bowiem usiłuje się w nieporadnych słowach opisywać podobne zjawisko, najczęściej oddaje się człowiek srogim złudzeniom. Używa się zwykłych słów, które nie są przecież przeznaczone do takich spraw i dlatego są zbyt topomc, zbyt ciężkie. W rezultacie dzięki własne­mu usiłowaniu ubrania przeżycia w słowa, ulega się pokusie po­wiązania prawdziwych widzeń z przeróżnymi złudzeniami wy­obraźni. Znów istnieje pewna doniosła zasada dla ucznia wiedzy tajemnej: naucz się milczeć o swoich dachowych widzeniach. Co więcej, zamilknij o nich nawet przed samym sobą. Nie usiłuj ubie­rać w słowa tego, co ujrzysz w duchu i nie dociekaj znaczenia tych oglądów swoim nieporadnym rozsądkiem. Oddawaj się swobodnie swojemu widzeniu duchowemu i nie zakłócaj go długimi rozmy-sieniami na jego temat. Powinieneś zastanowić się bowiem nad tym, że twoje rozpamiętywania początkowo najzupełniej nie doras­tają do twojego duchowego widzenia. Te rozważania zdobyłeś w swoim dotychczasowym życiu, ograniczonym wyłącznie do świata zmysłowo-fizyczne go; to zaś, co w sobie obecnie zdobywasz, wy­kracza poza ten świat. Nie usiłuj zatem do rzeczy nowych, wyż­szych przykładać miary odpowiedniej dla rzeczy dawnych. Tylko ten, kto w obserwacji doświadczeń wewnętrznych zdobył już trwałe wyniki, może o nich mówić, by słowami pobudzać innych ludzi.

Opisane ćwiczenie trzeba jeszcze uzupełnić innym. W podobny sposób należy obserwować, jak jakiemuś człowiekowi przypadło w udziale zaspokojenie jakiegoś życzenia, spełnienie jakiegoś pra­gnienia. O ile zostaną przy tym zachowane te same reguły i zasady

ostrożności, które dopiero zostały podane w poprzednim wypadku, także i tu dojdzie się do duchowego widzenia. Zauważy się pewien duchowy kształt płomienia, który ku środkowi jest odczuwany jako żółty, a na obrzeżu odczuwany jest jakby zielonkawy.

Przez podobne obserwacje może człowiek łatwo popaść w pe­wien błąd moralny. Może stać się nieczuły. Aby się tak nie stało, trzeba dążyć wszelkimi możliwymi do pomyślenia środkami. Po­dejmując tego rodzaju obserwacje, trzeba stać już na takiej wyży­nie, gdzie człowiek będzie miał zupełną pewność, że myśli są rze­czami realnymi. Nie wolno już wtedy pozwalać sobie na myślenie o swoich bliźnich w taki sposób, by te myśli nic dały się pogodzić z najwyższym poszanowaniem godności oraz wolności ludzkiej. Ani przez chwilę nie może w nas zagościć myśl, że jakiś człowiek mógłby się stać dla nas wyłącznie przedmiotem obserwacji. Przy każdej tajemnej obserwacji natury ludzkiej powinno iść ręka w rękę samowychowanie w tym kierunku, by uszanować w sposób niczym nie ograniczony godność osobistą człowieka i uważać -także w myślach i uczuciach - za rzecz świętą i nietykalną to, co w tym człowieku żyje. Powinno przepełniać nas uczucie zbożnej czci dla wszystkiego, co ludzkie, nawet wtedy, gdy myślimy o tym tyl­ko we wspomnieniu.

Dwa powyższe przykłady miały na razie tylko pokazać, w jaki sposób uczeń dochodzi do oświecenia odnośnie natury człowieka. Mogła być przez to wskazana przynajmniej droga, na którą należy wstąpić. Jeśli ktoś odnajdzie niezbędną wewnętrzną ciszę i spokój, jego dusza już przez to dozna wielkiej przemiany. Wkrótce posunie się to tak daleko, że wewnętrzne wzbogacenie, którego doznało jego jestestwo, da mu pewność oraz spokój również w jego zewnę­trznym zachowaniu. To przeobrażenie zewnętrznego zachowania będzie się z kolei odbijało na jego duszy. Tak oto będzie sam sobie pomagał. Będzie znajdował środki i drogi, by w naturze ludzkiej odkrywać coraz więcej rzeczy, które są ukryte dla zmysłów zew­nętrznych; a wtedy stanie się już dojrzały do wejrzenia w tajemne związki między naturą ludzką, a wszystkim, co istnieje jeszcze po­za tym we wszechświecie. Na tej zaś drodze człowiek zbliża się coraz bardziej do chwili, gdy będzie mógł postawić pierwsze kroki

wpływem tego uczucia wyrasta w duszy silą, która staje się ducho­wym widzeniem stanu duszy innych ludzi. W polu widzenia wystąpi obraz, który zostanie odczuty jako coś jaśniejącego. I ten duchowo jaśniejący obraz jest tak zwanym wcieleniem astralnym zaobserwo­wanego stanu psychicznego żądzy. I znów przeżycie tego obrazu może być określone jako podobne do płomienia. W środku będzie on jakby żółtoczerwony, po brzegach czerwonobłękitny lub fiole­towy. Wiele zależy od tego, czy z takim widzeniem duchowym ob­chodzi się delikatnie. Najlepiej z początku nic mówić o tym nikomu oprócz swojego nauczyciela - o ile się go posiada. Jeśli bowiem usiłuje się w nieporadnych słowach opisywać podobne zjawisko, najczęściej oddaje się człowiek srogim złudzeniom. Używa się zwykłych słów, które nie są przecież przeznaczone do takich spraw i dlatego są zbyt toporne, zbyt ciężkie. W rezultacie dzięki własne­mu usiłowaniu ubrania przeżycia w słowa, ulega się pokusie po­wiązania prawdziwych widzeń z przeróżnymi złudzeniami wy­obraźni. Znów istnieje pewna doniosła zasada dla ucznia wiedzy tajemnej: naucz się milczeć o swoich duchowych widzeniach. Co więcej, zamilknij o nich nawet przed samym sobą. Nie usiłuj ubie­rać w słowa tego, co ujrzysz w duchu i nie dociekaj znaczenia tych oglądów swoim nieporadnym rozsądkiem. Oddawaj się swobodnie swojemu widzeniu duchowemu i nie zakłócaj go długimi rozmy-śleniami na jego temat. Powinieneś zastanowić się bowiem nad tym, że twoje rozpamiętywania początkowo najzupełniej nie doras­tają do twojego duchowego widzenia. Te rozważania zdobyłeś w swoim dotychczasowym życiu, ograniczonym wyłącznie do świata zmysłowo-fizycznego; to zaś, co w sobie obecnie zdobywasz, wy­kracza poza ten świat. Nie usiłuj zatem do rzeczy nowych, wyż­szych przykładać miary odpowiedniej dla rzeczy dawnych. Tylko ten, kto w obserwacji doświadczeń wewnętrznych zdobył już trwałe wyniki, może o nich mówić, by słowami pobudzać innych ludzi.

Opisane ćwiczenie trzeba jeszcze uzupełnić innym. W podobny sposób należy obserwować, jak jakiemuś człowiekowi przypadło w udziale zaspokojenie jakiegoś życzenia, spełnienie jakiegoś pra­gnienia. O ile zostaną przy tym zachowane te same reguły i zasady

ostrożności, które dopiero zostały podane w poprzednim wypadku, także i tu dojdzie się do duchowego widzenia. Zauważy się pewien duchowy kształt płomienia, który ku środkowi jest odczuwany jako żółty, a na obrzeżu odczuwany jest jakby zielonkawy.

Przez podobne obserwacje może człowiek łatwo popaść w pe­wien błąd moralny. Może stać się nieczuły. Aby się tak nie stało, trzeba dążyć wszelkimi możliwymi do pomyślenia środkami. Po­dejmując tego rodzaju obserwacje, trzeba stać już na takiej wyży­nie, gdzie człowiek będzie miał zupełną pewność, że myśli są rze­czami realnymi. Nie wolno już wtedy pozwalać sobie na myślenie o swoich bliźnich w taki sposób, by te myśli nie dały się pogodzić z najwyższym poszanowaniem godności oraz wolności ludzkiej. Ani przez chwilę nie może w nas zagościć myśl, że jakiś człowiek mógłby się stać dla nas wyłącznie przedmiotem obserwacji, Przy każdej tajemnej obserwacji natury ludzkiej powinno iść ręka w rękę samowychowanie w tym kierunku, by uszanować w sposób niczym nie ograniczony godność osobistą człowieka i uważać -także w myślach i uczuciach - za rzecz świętą j nietykalną to, co w tym człowieku żyje. Powinno przepełniać nas uczucie zbożnej czci dla wszystkiego, co ludzkie, nawet wtedy, gdy myślimy o tym tyl­ko we wspomnieniu.

Dwa powyższe przykłady miaiy na razie tylko pokazać, w jaki sposób uczeń dochodzi do oświecenia odnośnie natury człowieka. Mogła być przez to wskazana przynajmniej droga, na którą należy wstąpić. Jeśli ktoś odnajdzie niezbędną wewnętrzną ciszę i spokój, jego dusza już przez to dozna wielkiej przemiany. Wkrótce posunie się to tak daleko, że wewnętrzne wzbogacenie, którego doznało jego jestestwo, da mu pewność oraz spokój również w jego zewnę­trznym zachowaniu. To przeobrażenie zewnętrznego zachowania będzie się z kolei odbijało na jego duszy. Tak oto będzie sam sobie pomagał. Będzie znajdował środki i drogi, by w naturze ludzkiej odkrywać coraz więcej rzeczy, które są ukryte dla zmysłów zew­nętrznych; a wtedy stanie się już dojrzały do wejrzenia w tajemne związki między naturą ludzką, a wszystkim, co istnieje jeszcze po­za tym we wszechświecie. Na tej zaś drodze człowiek zbliża się coraz bardziej do chwili, gdy będzie mógł postawić pierwsze kroki

we wtajemniczeniu. Zanim jednak będzie można je postawić, po­trzebne jest jeszcze jedno. Coś, czego konieczność uczeń wiedzy tajemnej na razie może najmniej odczuwał. Jednak będzie to od­czuwał później.

To mianowicie, co dążący do wtajemniczenia powinien wnieść, to wyrobiona pod pewnym względem odwaga i nieuslraszoność. Uczeń wiedzy tajemnej powinien wyszukiwać wprost okolicznoś­ci, które mogą rozwinąć w nim obie te cechy. W szkoleniu tajem­nym powinny one być systematycznie wyrabiane. Lecz samo życie także stanowi w tym kierunku dobrą szkolę wtajemniczenia; być może nawet najlepszą. Spokojnie patrzeć w twarz niebezpieczeń­stwu, stawić czoło wszelkim trudnościom - oto do czego uczeń wiedzy tajemnej powinien być zdolny. Np. wobec jakiegoś niebez­pieczeństwa powinien natychmiast zebrać się w sobie i poczuć, że strach nic mu nie pomoże; nie wolno mu go wcale odczuwać; musi myśleć tylko o tym, co należy zrobić. I musi dojść tak daleko, by w okolicznościach, w których przedtem był lękliwy, uczucie “stra­chu" i “braku odwagi" nie miało doń nigdy dostępu, przynajmniej jeśli chodzi o samo właściwe wewnętrzne uczucie. Bowiem przez samowychowanie w tym kierunku rozwija człowiek w sobie okre­ślone siły, których potrzebuje, jeśli ma zostać wtajemniczonym w wyższe tajemnice. Podobnie jak dla posługiwania się swoimi fizy­cznymi zmysłami fizyczny człowiek potrzebuje siły nerwów, tak też człowiek psychiczny potrzebuje siły, która rozwija się jedynie w naturach mężnych i nieustraszonych. Kto bowiem przenika w wyższe tajemnice bytu, ogląda rzeczy, które dla zwykłego czło­wieka pozostają w ukryciu dzięki złudzeniom zmysłów. Jeśli bo­wiem zmysły fizyczne nie pozwalająnam oglądać wyższych prawd, są przez to właśnie dobroczyńcami człowieka. Dzięki nim ukry­wają się przed nim rzeczy, które musiałyby napełnić go bezmier­nym przerażeniem, których widoku nie przygotowany nie mógłby znieść. Do tego widoku uczeń wiedzy tajemnej musi dorosnąć. Traci on pewne oparcie w świecie zewnętrznym, które zawdzięczał tej właśnie okoliczności, że uwikłany był w złudzeniach, Rzecz ma się rzeczywiście i dosłownie tak, jak gdyby zwrócono komuś uwa­gę na niebezpieczeństwo, które od dawna nad nim wisiało, lecz o

którym wcale nie wiedział. Przedtem nie odczuwał strachu, lecz teraz, gdy o nim wie, ogarnia go lęk, chociaż przez fakt jego wie­dzy niebezpieczeństwo nie stało się dla niego większe.

Istnieją budujące i niszczące siły świata; losem jestestw zewnę­trznych jest powstawanie i przemijanie. Człowiek posiadający wie­dzę duchową powinien wejrzeć w bieg losu, w działanie tych sil. Zasłona rozpostarta w zwykłym życiu powinna opaść przed wzro­kiem duchowym. Jednak człowiek sam związany jest z tymi si­łami, z tym losem. Siły twórcze i niszczące znajdują się w jego wła­snej naturze. I tak jak przed wzrokiem jasnowidzącym stają bez osłon inne rzeczy, tak samo bez osłon ukazuje mu się jego własna dusza. Wobec takiego samopoznania uczniowi wiedzy tajemnej nie może zabraknąć sił. A nie zabraknie mu ich jedynie wtedy, gdy wniesie pewien ich nadmiar. Aby to się stało, musi nauczyć się zachowywać spokój wewnętrzny oraz pewność siebie w trudnych okolicznościach życia. Powinien wyrobić w sobie niezachwiane zaufanie do dobrych Mocy bytu. Musi być przygotowany na to, że niektóre z kierujących nim dotychczas pobudek nie będą go już dalej prowadziły. Będzie musiał zdać sobie sprawę, że dotychczas niejedno czyni! czy myślał tylko dlatego, że był pogrążony w nie­wiedzy. Takie podstawy, które dotychczas posiadał, odpadną. Nie­jedno czynił z próżności; stanie się świadomy, jak niewypowie­dzianie bezwartościowa dla wiedzącego jest jakakolwiek próżność. Niejedno czynił z żądzy posiadania; stanie się świadomy, jak bar­dzo niszcząca jest wszelka chciwość. Będzie musiał rozwinąć w sobie całkowicie nowe pobudki do działania i myślenia. I do tego właśnie potrzebna jest odwaga i nieustraszoność.

Przede wszystkim chodzi o to, by pielęgnować tę odwagę i nie­ustraszoność w najgłębszych pokładach samego życia myślowego, uczeń wiedzy tajemnej powinien nauczyć się nie zniechęcać nie­powodzeniem. Musi być w~ stanie myśleć: “Zapomnę, że ta rzecz znów mi się me udała i będę próbował na nowo, jakby się nic nie stało". W taki to sposób, zmagając się, dochodzi do przekonania, ze źródła, z których może czerpać, są w świecie niewyczerpane. Wciąż na nowo zdąża on ku Duchowi, który będzie go podnosił i podtrzymywał, ilekroć jego ziemska powłoka mogłaby się okazać

bezsilna i słaba. Powinien być zdolny iść na spotkanie przyszłości i w tym dążeniu nie dać sobie przeszkodzić żadnym doświadcze­niom z przeszłości. Gdy człowiek do pewnego stopnia posiadł już opisane wyżej właściwości, jest wtedy dojrzały do poznania pra­wdziwych imion rzeczy, które stanowią klucz do wyższego pozna­nia. Wtajemniczanie polega bowiem na tym, że człowiek uczy się nazywać rzeczy świata tym imieniem, jakie noszą w duchu swoich boskich Twórców. W ich imionach zawarte są tajemnice rzeczy. Wtajemniczeni mówią inną mową niż niewtajemniczeni, ponieważ ci pierwsi nazywają jestestwa określeniami, przez które te rzeczy zostały stworzone. W następnym rozdziale będzie mowa o samym wtajemniczeniu (inicjacji) na tyle, na ile można o nim powiedzieć.

 

WTAJEMNICZENIE

Wtajemniczenie jest najwyższym stopniem szkolenia tajem­nego, co do którego mogą być jeszcze podane pisemnie wskazówki ogólnie zrozumiale. Wiadomości dotyczące wszystkiego, co leży powyżej tego stopnia, są trudne do zrozumienia. Jednak również i do nich znajdzie drogę każdy, kto przez przygotowanie, oświecenie i wtajemniczenie dotarł do niższych tajemnic.

Wiedzę oraz zdolności, które dzięki wtajemniczeniu stają się udziałem człowieka, mógłby on bez tego osiągnąć dopiero w bar­dzo dalekiej przyszłości - po wielu wcieleniach - na zupełnie innej drodze i również w zupełnie innej formie. Kto dziś staje się wta­jemniczonym, doświadcza tego, czego w innym wypadku doświad­czyłby o wiele później i w zupełnie odmiennych warunkach.

Z tajemnic bytu człowiek może się dowiedzieć w rzeczywistoś­ci tylko tyle, na ile odpowiada to stopniowi jego dojrzałości. Wyłą­cznie z tego powodu istnieją przeszkody na drodze ku wyższym stopniom wiedzy i uzdolnień. Człowiek nie powinien używać bro­ni palnej, zanim nic zdobędzie dostatecznego doświadczenia, aby przez jej użycie nie spowodować nieszczęścia. Gdyby dzisiaj ktoś otrzymał wtajemniczenie tak bez niczego, zabrakłoby mu doświad­czeń, które będzie w przyszłości jeszcze zdobywał poprzez wciele­nia, aż w prawidłowym przebiegu jego rozwoju odpowiednie taje­mnice staną się jego udziałem. Dlatego też na progu wtajemniczenia doświadczenia te muszą być zastąpione czymś innym. Dlatego pier­wsze pouczenia kandydata do wtajemniczenia zastępują przyszłe doświadczenia. Są to tzw. “próby", przez które musi on przejść i któ­re pojawiają się jako prawidłowe następstwa jego przeżyć, kiedy ćwiczenia, o których była mowa w poprzednich rozdziałach, prze­prowadzane są prawidłowo.

O tych “próbach" mówi się często również w książkach. Jest je­dnak rzeczą naturalną, że muszą powstawać zupełnie fałszywe wyobrażenia co do ich natury. Kto bowiem nie przeszedł przez przygotowanie i oświecenie, nie doświadczył niczego z tych prób. Ktoś taki nie może więc również opisać ich rzeczowo.

Przechodzącemu wtajemniczenie musza, odsłonić się pewne rzeczy i fakty, które należą do wyższych światów. Jednak może je widzieć i słyszeć tylko wtedy, kiedy może odbierać duchowe spo­strzeżenia kształtów, barw, dźwięków itd., o których była mowa w “Przygotowaniu" i“Oświcceniu".

Pierwsza próba polega na osiągnięciu bardziej prawdziwego oglądu cielesnych właściwości ciał nieożywionych, a następnie ro­ślin, zwierząt oraz ludzi, niż posiada przeciętny człowiek. Nie rozu­mie się tu jednak przez to tego, co dziś zwane jest poznaniem nau­kowym. Chodzi bowiem nie o naukę, lecz o ogląd. Z reguły proces ten przebiega tak, że człowiek, który przechodzi wtajemniczenie, uczy się poznawać, w jaki sposób przedmioty przyrody i żywe is­toty dają o sobie znać duchowym oczom i uszom. Rzeczy te stają wtedy przed oglądającym je niejako bez osłonek, nagie. Właściwoś­ci, które się wtedy słyszy oraz widzi, zakryte są przed zmysłowym okiem lub uchem. Dla zmysłowego oglądu są one jakby otulone zasłoną. Jej odsłonięcie polega u przechodzącego wtajemniczenie na pewnym procesie, określonym jako “proces duchowego spala­nia się". Stąd też pierwsza próba nosi nazwę “próby ognia".

Dla niektórych ludzi już samo zwykle życie jest mniej lub bar­dziej nieświadomym procesem wtajemniczenia poprzez próbę ognia. Są to ludzie, którzy przechodzą przez bogate doświadczenia tego rodzaju, że ich zaufanie do siebie, ich odwaga i wytrwałość wzras­tają w zdrowy sposób: cierpienie, rozczarowanie oraz zawody w zamierzeniach uczą się oni znosić wielkodusznie, a mianowicie ze spokojem i niezłomną siłą. Kto przeżywał doświadczenia życiowe w taki sposób, ten jest już często wtajemniczonym, nic wiedząc o tym wyraźnie i niewiele wtedy trzeba, ażeby otworzyły mu się duchowe oczy i uszy tak, by stał się jasnowidzącym. Należy bo­wiem podkreślić, że przy prawdziwej “próbie ognia" nie chodzi wcale o zaspokojenie ciekawości kandydata. Z pewnością, poznaje on rzeczy niezwykłe, o których inni ludzie nic mają żadnego poję­cia. Jednak poznawanie ich nic jest celem, lecz tylko środkiem pro­wadzącym do celu. Natomiast celem jest to, aby kandydat dzięki poznaniu wyższych światów zdobył większą odwagę, większe i prawdziwsze zaufanie do siebie, zupełnie inny wymiar duszy oraz

wytrwałość, niż zazwyczaj może to być osiągnięte w obrębie niż­szego świata.

Po “próbie ognia" każdy kandydat może jeszcze zawrócić. Bę­dzie podążał przez życie wzmocniony na ciele i duszy, i dopiero w przyszłej inkarnacji podejmie kontynuację wtajemniczenia. W obecnym życiu będzie jednak bardziej pożytecznym członkiem spo­łeczeństwa, niż był przedtem. W jakiejkolwiek by się znalazł sytua­cji, jego stałość charakteru, przezorność, jego lepszy wpływ na oto­czenie, jego zdecydowanie ulegną wzmocnieniu.

Jeśli kandydat po przebyciu próby ognia pragnie dalej kontynuo­wać szkolenie tajemne, musi mu zostać odsłonięty pewien określo­ny rodzaj pisma używanego w szkoleniu tajemnym. W tym syste­mie pisma objawia się właściwa nauka tajemna. Wszystko bowiem, co jest rzeczywiście “ukryte" (tajemne), nie da się wypowiedzieć ani bezpośrednio w zwykłej mowie, ani w zwykłym piśmie. Ci, co pobierali nauki od wtajemniczonych, przekładają nauki wiedzy tajemnej - na tyle, na ile jest to możliwe - na zwykłą mowę. Pismo tajemne objawia się duszy po osiągnięciu przez nią zdolności du­chowego postrzegania. Pismo to bowiem jest na stałe zapisane w świecie duchowym. Nie można się go jednak nauczyć tak, jak uczy­my się pisma wytworzonego sztucznie. Raczej dorasta się w od­powiedni sposób do jasnowidzącego poznania i podczas tego dora­stania rozwija się jakby zdolność duszy, która odczuwa potrzebę rozszyfrowania zdarzeń i jestestw świata duchowego, podobnie jak odczuwa się pociąg do odczytywania charakteru jakiegoś pisma. Może się zdarzyć, że siła ta, a wraz z nią i przeżycie odpowiedniej “próby", budzą się jakby same przez się wraz z postępującym roz­wojem duszy. Jednak pewniej dochodzi się do celu podążając za wskazaniami doświadczonych badaczy wiedzy tajemnej, biegłych w odczytywaniu tajemnego pisma.

Znaki pisma tajemnego nie są wymyślone dowolnie, lecz odpo­wiadają działającym we wszechświecie siłom. Za pomocą tych znaków poznaje się mowę rzeczy. Kandydat ujrzy niebawem, że znaki, które poznaje, odpowiadają kształtom, barwom, dźwiękom itp., które nauczył się spostrzegać podczas “przygotowania" i “oś­wiecenia". Okaże się, że wszystko, co było dotychczas, stanowiło

tylko jakby sylabizowanie. Dopiero teraz zaczyna czytać w wyż­szym świecie. To, co poprzednio było dla niego zaledwie oddziel­nym kształtem, dźwiękiem lub barwą, obecnie ukazuje mu się w wielkich wzajemnych związkach. Teraz zdobywa prawdziwą pe­wność w obserwowaniu światów wyższych. Przedtem nigdy nic mógł mieć pewności, że rzeczy, które widział, były istotnie prawi­dłowo postrzegane. Dopiero teraz może dojść do uporządkowane­go porozumiewania się między kandydatem a wtajemniczonym w dziedzinach wyższej wiedzy. Jakkolwiek układałoby się współży­cie wtajemniczonego z innymi ludźmi w zwykłym życiu, wiado­mości w bezpośredniej postaci o wyższej wiedzy może on udzielić jedynie we wspomnianej mowie znaków.

Za pomocą tej mowy uczeń wiedzy tajemnej poznaje również pewne zasady zachowania się w życiu. Dowiaduje się o pewnych obowiązkach, o których przedtem niczego nie wiedział. Gdy już poznał te reguły zachowania się, będzie mógł dokonywać rzeczy o takim znaczeniu, jakiego nie mogą mieć nigdy czyny niewtajemni­czonego. Działa on z wyższych światów. Pouczenia w sprawach ta­kiego działania mogą być zrozumiane tylko we wspomnianym tu piśmie.

Należy jednak zauważyć, że istnieją ludzie, którzy są w stanie dokonywać takich czynów nieświadomie, chociaż nie przechodzili tajemnego szkolenia. Tacy “pomocnicy świata i czSowieka" kroczą przez życie wpływając dobroczynnie i błogosławiąco. Z przyczyn, o których nie miejsce tu wyjaśniać, zostały im udzielone dary, które wydają się nadprzyrodzone. Różni ich od ucznia tajemnego tylko to, że ten ostatni postępuje ze świadomością związków, z pełnym wglądem we wszystkie wzajemne związki. Przez szkolenie zdobywa to, czym tamci zostali obdarowani przez wyższe moce dla dobra świata. Można szczerze czcić obdarzonych łaską Bożą; nie należy jednak z tego powodu uważać pracy nad szkoleniem za zbędną.

Gdy uczeń nauczył się już wspomnianego pisma znaków, roz­poczyna się dla niego następna “próba". Ma ona wykazać, czy mo­że on poruszać się swobodnie i pewnie w wyższych światach. W zwykłym życiu pobudki zewnętrzne skłaniają człowieka do czy-

nów. Pracuje nad czymś, ponieważ stosunki nakładają na niego ta­kie czy inne obowiązki. Nie trzeba chyba wspominać, że uczniowi wiedzy tajemnej nie wolno zaniedbywać żadnego z obowiązków zwykłego życia z tego powodu, że żyje w światach wyższych. Ża­den z obowiązków w światach wyższych nie może nikogo zmusić do zaniedbywania jakiegokolwiek obowiązku w zwykłym świecie. Ojciec rodziny tak samo pozostaje dobrym ojcem rodziny, matka pozostaje dobrą matką, urzędnik czy żołnierz, czy ktokolwiek inny nie będzie niczym wstrzymywany zostając uczniem wiedzy tajem­nej. Przeciwnie, wszystkie cechy, które czynią człowieka pracowi­tym w życiu, potęgują się w uczniu wiedzy tajemnej w stopniu, o jakim niewtajemniczony nic może mieć najmniejszego pojęcia. A jeśli niewtajemniczonemu często wydaje się inaczej - wynika to stąd, że nie zawsze jest on w stanie właściwie ocenić postępowanie wtajemniczonego. To, co ten ostatni nieraz czyni, nie od razu jest dla innych zrozumiałe. A i to również, jak wspomniano, daje się zauważyć tylko w rzadkich wypadkach.

Przed uczniem, który osiągnął opisany tu stopień wtajemnicze­nia, stoją teraz obowiązki, dla których nie istnieje żaden zewnętrz­ny bodziec. Do tych spraw nic skłaniają go żadne stosunki zewnę­trzne, a jedynie zasady postępowania, które objawią mu się w “ukrytej mowie". I teraz, w tej drugiej “próbie", powinien wyka­zać, czy pod wpływem tego rodzaju reguły potrafi działać tak samo pewnie i stanowczo, jak - dajmy na to - urzędnik, który wypeinia należące do niego obowiązki. W ten sposób dzięki tajemnemu szko­leniu kandydat poczuje się postawiony przed pewnym określonym zadaniem. Będzie musiał dokonać pewnej czynności na skutek spo­strzeżeń, odebranych na podstawie tego, czego nauczył się na stop­niu przygotowania oraz oświecenia. Natomiast to, czego ma doko­nać, powinien rozpoznać z pisma, które sobie przyswoił. Gdy pozna swój obowiązek i postąpi właściwie, próbę przeszedf. Rezultat daje się poznać po przemianach, jakie zaszły w wyniku tego działania w spostrzeżeniach jego duchowych oczu i uszu, odczuwanych jako kształty, barwy i dźwięki. W postępach tajemnego szkolenia zazna­czy się w sposób wyraźny, jak wyglądają po dokonaniu tej czyn­ności te kształty itd., jak są odczuwane. Kandydat musi wiedzieć,

w jaki sposób może taką zmianę wywołać. Ta próba zwana jest “próbą wody", ze względu na to, że w działaniu człowieka w wyż­szych dziedzinach brakuje oparcia o stosunki zewnętrzne, podob­nie jak brak oparcia przy poruszaniu się w wodzie, gdy nie dosięga się dna. Ten proces musi być powtarzany tak często, aż kandydat osiągnie całkowitą pewność.

Również przy tej próbie chodzi o nabycie pewnej właściwości; przez doświadczenia w światach wyższych człowiek rozwija w so­bie tę właściwość w krótkim czasie w tak wysokim stopniu, że w zwykłym biegu rozwoju dla osiągnięcia tego musiałby przejść przez wiele inkaraacji. Chodzi mianowicie o to, że kandydat, dla wywo­łania wspomnianej przemiany w wyższej dziedzinie bytu, może kierować się wyłącznie tym, co mu się objawi na podstawie jego wyższych spostrzeżeń oraz wskutek odczytania tajemnego pisma. Gdyby podczas swojej czynności dopuścił do wtrącenia się czego­kolwiek ze swoich pragnień, mniemań itd., gdyby chociaż na chwi­lę poszedł nic za głosem praw, które pozna} jako słuszne, lecz po­stąpił według swojej samowoli, stałoby się wówczas coś innego, niż stać się powinno. W takim wypadku kandydat straciłby natych­miast orientację co do celu swojego działania i powstałoby zamie­szanie. Dlatego też dzięki tej próbie człowiek posiada w najwyż­szej mierze sposobność rozwinięcia opanowania samego siebie. I o to właśnie chodzi. Dlatego próbę tę łatwiej przetrzymają ci, co przed wtajemniczeniem przeszli przez życie, które wyrobiło w nich panowanie nad sobą. Kto wyrobił w sobie zdolność kierowania się w postępowaniu wzniosłymi ideałami i zasadami, odrzucając na bok osobistą samowolę oraz nastroje, kto potrafi wypełnić obowią­zek również wtedy, gdy jego skłonności i sympatie aż nazbyt chęt­nie chciałyby odciągnąć go od tego obowiązku, ten nieświadomie, w zwykłym życiu jest już wtajemniczonym. I niewiele już trzeba, by sprostał tej próbie. Co więcej, należy nawet powiedzieć, że osią­gnięty już nieświadomie w życiu pewien stopień wtajemniczenia będzie z reguły niezbędny do przebycia drugiej próby. Tak samo bowiem, jak po osiągnięciu pełnej dojrzałości trudno jest uzupełnić braki ludziom, którzy nic nauczyli się w młodości porządnie pisać, tak też trudno będzie rozwinąć w sobie niezbędny stopień panowa-

nia nad sobą w oglądzie wyższych światów, jeśli nie przyswoiło się go do pewnego stopnia już przedtem, w życiu powszednim, przedmioty świata zewnętrznego nic zmieniają się pod wpływem naszych pragnień, pożądań, jakiekolwiek żywilibyśmy skłonności. Natomiast w światach wyższych nasze życzenia, żądze, skłonności wywierają wpływ na rzeczy. Jeżeli chcemy tam oddziaływać na rzeczy w odpowiedni sposób, musimy mieć całkowitą władzę nad sobą, powinniśmy stosować się wyłącznie do właściwych, obowią­zujących zasad postępowania i nigdy nie ulegać żadnej dowolnoś­ci.

Właściwość człowieka, która ma na tym stopniu wtajemnicze­nia specjalne znaczenie, to bezwzględnie zdrowa i pewna siebie zdolność sądu. Na jej rozwój powinno się zwracać uwagę już na wszystkich wcześniejszych stopniach; na tym zaś stopniu powinno się wykazać, czy kandydat opanował ją tak, że nadaje się do praw­dziwej ścieżki poznania. Może posuwać się dalej tylko wtedy, gdy potrafi odróżniać iluzje, nieistotne twory wyobraźni, uprzedzenia i wszelkiego rodzaju złudzenia od prawdziwej rzeczywistości. A na wyższych stopniach bytu jest to z początku trudniejsze niż na niż­szych. Tutaj wobec rzeczy, które wchodzą w grę, muszą zaniknąć wszelkie uprzedzenia i wszystkie ulubione poglądy; drogowskaz powinna tu stanowić wyłącznie i jedynie prawda. Powinna istnieć pełna gotowość do natychmiastowego odrzucenia jakiejś myśli, ja­kiegoś zapatrywania czy skłonności, gdy będzie tego wymagało lo­giczne myślenie. Pewność w światach wyższych daje się osiągnąć jedynie wtedy, gdy nigdy nie oszczędza się własnych poglądów.

Ludzie o sposobie myślenia skłonnym do fantazjowania i do uprzedzeń, nie mogą poczynić żadnych postępów na ścieżce tajem­nej. Uczeń wiedzy tajemnej ma przecież osiągnąć bezcenne dobra. Opuszczają go wszelkie wątpliwości co do wyższych światów. Te zaś odsłaniają przed jego wzrokiem swoje prawa. Jednak nic może osiągnąć tych dóbr tak długo, dopóki pozwala zwodzić się złu­dzeniom i iluzjom. Źle by się dla niego stało, gdyby wraz z jego rozsądkiem przedostały się tam twory jego wyobraźni oraz uprze­dzenia. Marzyciele i fantaści, podobnie jak osoby przesądne, nie nadają się do ścieżki tajemnej. Nigdy nie dość podkreślania tego.

W marzycielstwic bowiem, w fantazjowaniu oraz przesądach czy­hają najgorsi wrogowie na drodze do poznania wyższych światów. Niech jednak nikt nie sądzi, że uczeń wiedzy tajemnej zatraca po­ezję życia, zdolność do entuzjazmu z tego powodu, że nad wrotami wiodącymi do drugiej z prób wtajemniczenia stoją wyryte słowa: “Wszystkie uprzedzenia powinny być przez ciebie odrzucone" a!bo z tego, że na progu pierwszej próby musi wyczytać: “Bez zdrowego rozsądku daremne są wszystkie twoje kroki".

Gdy kandydat poczynił już w tym kierunku wystarczająco duże postępy, oczekuje go trzecia “próba". Przy tej próbie nie będzie czuł żadnego celu. Wszystko złożone jest w jego ręce. Znajduje się w sytuacji, gdy nic nic skłania go do czynu. Musi samotnic odnaleźć drogę, opierając się wyłącznie na sobie. Nie ma rzeczy ani osób, które by go do czegokolwiek skłaniały. Nic ani nikt poza nim sa­mym nie może dać teraz potrzebnej mu siły. Gdyby nie znalazł tej siły w sobie, bardzo szybko stanąłby ponownie tam, gdzie znajdo­wał się przedtem. Trzeba jednak powiedzieć, że zaledwie nieliczni spośród tych, co przetrzymaii poprzednie próby, nic znajdą tu po­trzebnej siły. Albo utkną już poprzednio, albo wytrwają i tutaj. Wszystko, co jest tu potrzebne, polega na szybkim poradzeniu so­bie z samym sobą. Trzeba bowiem odnaleźć tu swoją “wyższą sa-mość" w najprawdziwszym znaczeniu tego słowa. Trzeba się szy­bko decydować, we wszystkich sprawach słuchać natchnień Ducha. Nie ma tu już miejsca na namysły, wątpliwości itp. Każda minuta wahania dowodziłaby tylko, że nic jest się jeszcze dojrzałym. Trze­ba mężnie przezwyciężyć wszystko, co powstrzymuje od posłucha­nia Ducha. Chodzi o wykazanie przytomności ducha w tej sytuacji. Również i tu nie należy liczyć na doskonałe wyrobienie w sobie tej cechy dopiero na tym stopniu rozwoju. Ustają wszelkie zachęty do działania, a nawet do myślenia, do których człowiek przedtem przywykł. Aby nie pozostać bezczynnym, nie wolno zatracić sa­mego siebie, bowiem tylko w sobie samym można znaleźć jedyny punkt stały, którego można się trzymać. Nikt, kto to czyta, a nie jest obeznany z dalszymi sprawami, nie powinien powziąć antypatii do myśli o zdaniu się na samego siebie. Bowiem przejście opisanej próby oznacza dla człowieka najcudowniejsze uszczęśliwienie.

Również i w tym wypadku, nie mniej niż w innych, zwykle ży­cie jest już dla wielu ludzi szkołą wtajemniczenia. Dla osób, które doszły do tego, że postawione nagle wobec zadań życiowych, które na nie spadły, zdolne są bez wahań, bez długich namysłów do po­wzięcia szybkich decyzji, samo życie stanowi takie szkolenie. Naj­odpowiedniejsze do tego są sytuacje, kiedy zamierzone działanie jest natychmiast udaremnione, o ile człowiek nic zareaguje natych­miast. Kto szybko znajduje się pod ręką, aby pomóc, gdy pojawia się niebezpieczeństwo, podczas gdy chwila wahania spowodowała­by już nieszczęście, kto takie szybkie zdecydowanie posiada w so­bie jako cechę stałą, ten nieświadomie osiągnął już dojrzałość do trzeciej “próby". Chodzi bowiem przy niej o bezwzględną przytom­ność ducha. Jest ona zwana w szkołach wtajemniczenia “próbą po­wietrza", ponieważ kandydat nic może oprzeć się przy niej ani na mocnym gruncie pobudek zewnętrznych, ani na tym, co się przed nim zarysowuje w barwach, kształtach, dźwiękach itp., które dały mu się poznać przez przygotowanie i oświecenie, lecz wyłącznie na sobie samym.

Gdy uczeń wiedzy tajemnej przetrzyma również i tę próbę, wol­no mu wstąpić do “świątyni wyższego poznania". O tym, co dalej jest do powiedzenia na ten temat, można podać nadzwyczaj skąpe wzmianki. To, co należy obecnie uczynić, niejednokrotnie ujmo­wane jest w powiedzeniu, że uczeń ma złożyć przysięgę, iż nic zdradzi niczego z nauk tajemnych. Lecz wyrażenia “przysięga" i “zdrada" są tu nie na miejscu, a nawet wprowadzają początkowo w błąd. Nie chodzi o żadną “przysięgę" w zwykłym znaczeniu tego słowa. Na tym stopniu zdobywa się raczej pewne doświadczenie. Uczy się, jak stosować wiedzę tajemną, jak ją oddawać w służbę ludzkości. Dopiero teraz zaczyna się rozumieć świat właściwie. Nie chodzi o “przemilczanie" wyższych prawd, lecz raczej o właś­ciwy sposób, o odpowiedni takt w ich reprezentowaniu. O czym uczy się “milczeć", to już zupełnie inna sprawa. Nabywa się tej wspaniałej właściwości zwłaszcza wobec wielu rzeczy, o których się przedtem mówiło, a szczególnie wobec sposobu, w jaki się mó­wiło. Zły byłby taki wtajemniczony, który nic oddawałby zdoby­tych w doświadczeniach tajemnic w służbę świata tak dobrze i tak

dalece, jak tylko to możliwe. Nie ma żadnej innej przeszkody w udzielaniu wiadomości z tej dziedziny, jak tylko brak zrozumienia ze strony tego, kto ma się o nich dowiedzieć. Natomiast do dowol­nego omawiania wyższe tajemnice się nie nadają,. Nie ma jednak “zakazu" powiedzenia czegoś komuś, kto zdobył opisany stopień rozwoju. Żaden inny człowiek czy jestestwo nie wymaga od niego jakiejś “przysięgi". Wszystko jest zdane na jego własną odpowie­dzialność. Uczy się, aby w każdej sytuacji całkowicie w sobie znaj­dować to, co ma uczynić. A “przysięga" oznacza nic innego, jak tylko dojrzałość człowieka do ponoszenia tej odpowiedzialności.

Gdy kandydat dojrzał do tego, co zostało tu opisane, otrzymuje wówczas to, co określa się symbolicznie jako “napój zapomnienia". Zostaje on mianowicie wprowadzony w tajemnicę, w jaki sposób można tak postępować, ażeby niższa pamięć nie stawiała ustawi­cznie przeszkód. Jest to konieczne dla wtajemniczonego, powinien on bowiem żywić pełne zaufanie do bezpośredniej teraźniejszości. Musi umieć zniweczyć roztaczającą się wokół człowieka w każdej chwiii życia zasłonę wspomnień. Jeśli to, co spotyka mnie dziś, oceniam według tego, czego doświadczyłem wczoraj, ulegam róż­nym błędom. Rzecz prosta, nie ma to wcale oznaczać, że wypieram się zdobytych w życiu doświadczeń. Trzeba je mieć zawsze na pod­orędziu, na ile to tylko możliwe. Ale jako wtajemniczony muszę posiadać zdolność wydawania sądów o każdym nowym przeżyciu polegając wyłącznie na sobie, muszę pozwolić, by działały nie zmą­cone żadną przeszłością. Powinienem być nastawiony na to, że każda rzecz czy jestestwo może mi przynieść zupełnie nowe obja­wienie. Jeśli nową rzecz osądzam według starej, podlegam omył­kom. Wspomnienia doświadczeń są najbardziej pożyteczne przez to, że czynią mnie zdolnym do widzenia rzeczy nowych. Gdybym nie posiadał pewnych określonych doświadczeń, być może nie byłbym w stanie w ogóle widzieć właściwości jakiejś rzeczy, bądź istoty, która staje przede mną. Doświadczenie powinno służyć do widzenia rzeczy nowych, ale nie do oceniania ich według dawnych. Pod tym względem wtajemniczony uzyskuje zupełnie określoną zdolność. Dzięki temu odsłania mu się wiele rzeczy, które dla nie­wtajemniczonego pozostają ukryte.

Drugim “napojem" podawanym wtajemniczonemu jest “napój pamięci". Dzięki niemu zdobywa tę zdolność, że wyższe tajemnice są stale obecne w jego duchu. Zwykła pamięć nie wystarczyłaby mu do tego. Trzeba zespolić się całkowicie z wyższymi prawdami. Trzeba nie tylko o nich wiedzieć, lecz operować nimi w żywym działaniu w sposób tak naturalny, w jaki się jada i pije. Muszą się one stać ćwiczeniem, nawykiem, skłonnością. Trzeba dojść do te­go, by nie było potrzeby zastanawiania się nad nimi w zwykłym znaczeniu; człowiek powinien je reprezentować samym sobą, po­winny one przepływać przez niego, tak jak funkcje życiowe jego organizmu. W ten sposób będzie się stawał w znaczeniu ducho­wym coraz bardziej tym, czym w znaczeniu fizycznym uczyniła go przyroda.

UWAGI PRAKTYCZNE

Kiedy człowiek tak pracuje nad rozwojem swoich uczuć, myśli i nastrojów, jak to zostało opisane w rozdziałach o przygotowaniu, oświeceniu i wtajemniczeniu, to wywołuje w swojej duszy i duchu zróżnicowanie na poszczególne człony, podobnie jak dokonała te­go przyroda w jego ciele fizycznym. Przed tym przepracowaniem dusza i duch stanowią nie zróżnicowane masy. Jasnowidz postrzega je jako przenikające się nawzajem, tlące się matowo-spiralnc wiry mgiełek, odczuwane przeważnie jakby w barwach czerwonawej, czerwonobrunatnej lub też czerwonawożółtej. Po przepracowaniu uczuć, myśli oraz nastrojów zaczynają one duchowo rozbłyskiwać barwami jakby żółtawozielonymi, zielonobłękitnymi, ponadto wy­kazują pewną prawidłową strukturę. Do takiej prawidłowości, a wraz z nią i do wyższego poznania człowiek dochodzi wtedy, gdy do sfery swoich uczuć, myślenia i nastawienia wnosi taki lad, taki porządek, jaki do jego ciała wniosła przyroda, tak iż może widzieć, słyszeć, trawić, oddychać, mówić itd. Uczeń uczy się stopniowo oddychać, patrzeć itd. duszą, słuchać, mówić itd. duchem.

Zostaną tu bardziej szczegółowo omówione jeszcze tylko nie­które praktyczne punkty odniesienia, przynależące do wyższego wychowania duszy i ducha. Są one tego rodzaju, że w gruncie rze­czy każdy człowiek może je stosować nie biorąc pod uwagę innych reguł i posuwać się dzięki nim naprzód na drodze ku wiedzy tajem­nej.

Szczególne starania powinny być zwrócone na rozwój cierpli­wości. Każdy odruch zniecierpliwienia działa paraliżująco, a nawet zabójczo na drzemiące w człowieku wyższe zdolności. Nie wolno się domagać, by niezmierzone wejrzenia w świat duchowy otwie­rały się z dnia na dzień. Wtedy bowiem z regury się nie pojawią; w duszy powinny się coraz bardziej zagnieżdżać zadowolenie z naj­mniejszego osiągnięcia, spokój i równowaga wewnętrzna. Jest rze­czą zrozumiałą, że uczący się oczekuje niecierpliwie wyników. Nie osiągnie jednak niczego, dopóki nie pokona w sobie tej niecierpli­wości. Nie pomoże mu też wcale zwalczanie niecierpliwości tylko w zwykłym znaczeniu tego słowa. Będzie ona przez to jeszcze sil-

niejsza. Człowiek łudzi się wtedy co do niej, a w głębi duszy tkwi ona tym mocniej. Jedynie wtedy coś się osiągnie, gdy wciąż na no­wo oddawać się będzie pewnej określonej myśli i całkowicie ją so­bie przyswajać. Tą myślą jest: “Muszę wprawdzie czynić wszystko dla rozwoju mojej duszy i mojego ducha, hędę jednak zupełnie spo­kojnie oczekiwać, aż zostanę przez wyższe moce uznany za godnego określonego oświecenia". Gdy myśl ta nabierze w człowieku takiej siły, że stanic się cechą charakteru, wtedy jest się na dobrej drodze. Cecha ta wyrazi się już w samym wyglądzie zewnętrznym. Spoj­rzenie stanic się spokojne, ruchy nabiorą pewności, postanowienia będą zdecydowane, a wszystko, co nazywamy nerwowością, stop­niowo ustąpi w człowieku. W grę wchodzą tu drobne, z pozoru bez znaczenia, reguły postępowania. Np. ktoś wyrządził nam zniewagę. Przed podjęciem naszego tajemnego wychowania uczucia nasze zwracają się przeciwko tej osobie. Wzbiera w nas gniew. Lecz w uczniu wiedzy tajemnej przy takiej sposobności natychmiast wy­łania się myśl: “Ta zniewaga w niczym nie narusza mojej wartoś-" i wówczas bez złości, lecz ze spokojem i opanowaniem podej-

ci

mujemy to, co należy podjąć wobec obrazy. Nie chodzi naturalnie o to, by po prostu godzić się na każdą obrazę, lecz by w odpowie­dzi na obrazę wobec własnej osoby pozostać tak samo spokojnym i opanowanym, jak przy wyrządzeniu obrazy komuś innemu, za kogo miałoby się prawo obrazę odeprzeć. Stale należy mieć na uwadze, że szkolenie tajemne nie dokonuje się w zjawiskach jaskrawo rzu­cających się w oczy, lecz w subtelnych, cichych przemianach życia uczuciowego i myślowego.

Cierpliwość przyciąga skarby wyższej wiedzy, niecierpliwość działa na nie odpychająco. W wyższych dziedzinach bytu niczego nic da się osiągnąć w pośpiechu i niepokoju. Przede wszystkim mu­szą umilknąć pragnienia i żądze. Są to właściwości duszy, przed którymi pierzcha płochliwie wszelka wiedza wyższa. Jakkolwiek cenne jest wszelkie wyższe poznanie, nic wolno go pożądać, o ile ma ono przyjść do nas. Kto pragnie go dla siebie samego, nigdy go nie osiągnie. Wymaga to przede wszystkim, by w głębi duszy zdo­być się na prawdę wobec siebie samego. Nic wolno żywić żadnych złudzeń co do siebie. Trzeba z całkowitą wewnętrzną szczerością

spojrzeć w twarz własnym błędom, słabościom i nicudolnościom. Z chwilą, gdy usprawiedliwiasz się przed sobą samym z jakiejś swojej słabości, rzucasz sobie kamień na drogę, która ma cię pro­wadzić w górę. Takie kamienie możesz usunąć jedynie przez roz­poznanie samego siebie. Istnieje tylko jedna droga do wyzbycia się własnych błędów i słabości, a jest nią prawidłowe ich poznanie. Wszystko drzemie w duszy ludzkiej i może być obudzone. Również swój rozum i rozsądek może człowiek poprawić, jeśli w spokoju i z opanowaniem wyjaśni sobie, dlaczego pod tym względem jest słaby. Takie samopoznanie jest naturalnie trudne, gdyż pokusa do mylnego zapatrywania się na siebie jest niesłychanie wielka. Kto posiądzie nawyk szczerości wobec siebie, otwiera sobie wrota do wyższych wglądów.

Ucznia wiedzy tajemnej powinna opuścić wszelka ciekawość. Musi odzwyczaić się, na ile to tylko możliwe, od pytania o sprawy, które pragnie poznać jedynie dla zaspokojenia własnej żądzy wie­dzy. Powinien pytać tylko o to, co może mu służyć do udoskonale­nia jego własnego jestestwa w służbie rozwoju. Jednak w żadnej mierze nie powinna w nim osłabnąć przy tym radość i oddanie się wiedzy. Powinien w skupieniu przysłuchiwać się wszystkiemu, co temu celowi służy i wyszukiwać wszelkich sposobności do takiego skupienia.

Szczególnie niezbędne dla tajemnego szkolenia jest wychowa­nie swoich pragnień. Jednak nie powinno się być człowiekiem po­zbawionym pragnień. Wszystkiego bowiem, co chcemy osiągnąć, powinniśmy też pragnąć. A pragnienie spełni się zawsze, gdy stoi za nim pewna szczególna siła. Siła ta wypływa z prawdziwego po­znania. “Nie pragnąć w żaden sposób niczego, zanim się nie poz­nało tego, co słuszne w jakiejś dziedzinie", oto jedna ze złotych re­guł dla ucznia wiedzy tajemnej. Mędrzec najpierw poznaje prawa świata, a wtedy jego pragnienia stają się siłami, które się urzeczy­wistniają. Oto pouczający przykład. Z pewnością wielu ludzi prag­nie dowiedzieć się w swoim widzeniu czegokolwiek o swoim ży­ciu przed narodzeniem. Pragnienie takie jest zupełnie bezcelowe i bezowocne tak długo, dopóki człowiek nie przyswoi sobie przez studium wiedzy duchowej poznania praw wieczności - i to w naj-

subtelniejszym, najbardziej intymnym ich charakterze. Gdy jednak rzeczywiście zdobył to poznanie i chce wtedy podążać dalej, osią­gnie to dzięki swojemu oczyszczonemu, uszlachetnionemu prag­nieniu.

Nie pomoże też wmawianie sobie: no tak, chcę poznać swoje poprzednie życie i w tym właśnie celu chcę się uczyć. Trzeba się raczej zdobyć na całkowite wyrzeczenie się tego pragnienia, wy­łączyć je całkowicie i najpierw studiować zupełnie bez tego zamia­ru. Trzeba rozwijać w sobie radość całkowitego oddania się poz­nawanym treściom bez wspomnianego zamiaru. Bowiem tylko w ten sposób uczymy się żywić odpowiednie pragnienie, które pocią­ga za sobą swoje spełnienie.

Gdy złoszczę się lub pałam gniewem, wtedy wznoszę wokół siebie wał w świecie duszy i nie mogą przystąpić do mnie siły, kióre powinny rozwijać moje oczy duszy. Gdy np. pewien czło­wiek budzi we mnie gniew, wysyła on pewien prąd duszy w świat dusz. Nie mogę tego prądu widzieć, dopóki jestem jeszcze zdolny do złości. Moja złość zasłania go. Lecz nie powinienem również sądzić, że pojawią się od razu przede mną. zjawiska astralne, gdy już nie będę się złościł. Muszę wyrobić w sobie najpierw oczy duszy. Jednak zalążek takich oczu tkwi w każdym człowieku. Po­zostaje on bezczynny, jak długo człowiek zdolny jest do ulegania złości. Lecz nie pojawi też natychmiast, gdy tylko się choć trochę tę złość w sobie zwalczyło. Trzeba raczej wciąż dalej pracować nad pokonaniem w sobie gniewu, trzeba cierpliwie postępować dalej; a wtedy pewnego dnia zauważy się, że rozwinęło się to oko duszy. Jednak gniew nie jest jedyną rzeczą, którą w tym celu należy w so­bie zwalczyć. Wielu ulega zniecierpliwieniu lub zwątpieniu, gdy całymi latami zwalczali w sobie pewne właściwości duszy, a jasno­widzenie mimo to nie występowało. Pewne właściwości właśnie w sobie rozwinęli, lecz pozwolili za to innym rozkrzewić się tym mo­cniej. Dar jasnowidzenia występuje dopiero wtedy, gdy zostaną stłumione wszystkie właściwości, które nie dopuszczają do ujaw-

nienia się drzemiących w człowieku odpowiednich zdolności. Po­czątki jasnowidzenia (lub jasnosłyszenia) zaczynają przejawiać się już wcześniej; są to jednak delikatne roślinki, które łatwo ulegają wszelkim możliwym pomyłkom i tatwo zamierają, gdy nic napoty­kają dalszych troskliwych starań i pielęgnacji.

Do właściwości, które powinny być zwalczane tak samo jak np. złość i gniew, należą lękliwość, przesądność i skłonność do uprze­dzeń, próżność i zarozumiałość, ciekawość i niepotrzebna gadatli­wość, czynienie różnic między ludźmi ze względu na zewnętrzne oznaki stanowiska, rangi społecznej, płci oraz pochodzenia itp. W naszych czasach ludzie z trudem rozumieją, że zwalczanie takich cech ma cokolwiek wspólnego z osiąganiem wyższych zdolności poznawczych. Lecz każdy wtajemniczony wic, że od takich rzeczy zależy o wiele więcej niż od pogłębienia inteligencji i uprawiania sztucznych ćwiczeń. Szczególnie łatwo mogłoby powstać nieporo­zumienie, gdyby ktoś wyobraził sobie, że trzeba stać się szaleńczo odważnym, ponieważ należy wyzbyć się strachu, że trzeba zamy­kać oczy na różnice między ludźmi, ponieważ należy zwalczać w sobie uprzedzenia stanowe, rasowe itp. Dopiero wtedy, gdy nic jest się spętanym uprzedzeniami, człowiek uczy się bardziej prawidło­wo poznawać. Już w zwykłym znaczeniu jest prawdą, że strach przed jakimś zjawiskiem stanowi przeszkodę do powzięcia właści­wej oceny sytuacji, że przesąd rasowy przeszkadza mi wejrzeć w duszę jakiegoś człowieka. Uczeń wiedzy tajemnej powinien rozwi­jać w sobie ten zwykły zmysł z wielką subtelnością i ostrością.

Kamienie na drodze tajemnego wychowania rzuca też człowie­kowi wszystko, co mówi on bez gruntownego wyjaśnienia sobie tego dokładnie w myśli. Trzeba tu wziąć pod uwagę coś, co da się wyjaśnić tylko na przykładzie. Gdy ktoś np. mówi coś do mnie, a ja mam na to odpowiedzieć, powinienem dążyć do tego, by bardziej zwracać uwagę na poglądy, uczucie, a nawet jakieś uprzedzenia mego rozmówcy, niż na to, co sam miałbym do powiedzenia w tej sprawie. Jest tu zawarta wskazówka dotycząca rozwoju subtelnego poczucia taktu, któremu uczeń wiedzy tajemnej powinien poświę­cić swoje starania. Powinien on wyrobić sobie sąd, jak dalece mia­łoby to znaczenie dla jego rozmówcy, gdyby przeciwstawił jego poglądom swoje własne. Nie należy z tego powodu powstrzymy­wać się od wypowiadania własnego zdania. O tym nie może być mowy. Należy jednak jak najdokładniej wsłuchać się w to, co mó­wi inny człowiek i nadać własnej odpowiedzi kształt zależny od te­go, co się usłyszało. W uczniu wiedzy tajemnej będzie się zawsze rodziła w podobnych wypadkach pewna myśl - i jest on na dobrej drodze, gdy będzie w nim żyła tak, że wniknie to w jego charakter. Oto ona: “Nie chodzi o to, że mam inne zdanie niż mój rozmówca, lecz o to, aby ktoś inny odnalazł w swojej myśli to, co słuszne, gdy dodam coś do niej". Dzięki takiej i innym podobnym myślom cha­rakter ucznia oraz jego sposób postępowania przepaja cecha łagod­ności, stanowiąca podstawowy środek wszelkiego tajemnego wy­szkolenia. Surowość rozpędza wokół ciebie duszne twory, które mają przebudzić oczy twojej duszy; łagodność usuwa przeszkody i otwiera twoje organy.

Wraz z łagodnością rozwinie się niebawem jeszcze inny rys du­szy: spokojne baczenie na wszelkie subtelne przejawy życia duszy ' w otoczeniu, przy pełnym umilknięciu własnych poruszeń duszy. A gdy człowiek dojdzie już do tego, wtedy wszelkie poruszenia ży­cia duszy w jego otoczeniu działają na niego w ten sposób, że jego własna dusza rośnie, a rosnąc różnicuje się, podobnie jak rozwija­jąca się w świetle słonecznym roślina. Łagodność i zdolność do milczenia połączona z prawdziwą cierpliwością otwierają duszę na świat dusz, natomiast ducha na świat duchowy. “Trwaj w spokoju i samotności, zamknij zmysły na to, co przekazywały ci przed przy­stąpieniem do tajemnego szkolenia, uspokój wszystkie myśli, które zgodnie z twoimi wcześniejszymi przyzwyczajeniami przypływały i odpływały od ciebie, ucisz się całkowicie, umilknij w głębi duszy i cierpliwie oczekuj, a wtedy wyższe światy zaczną rozwijać oczy twojej duszy i uszy ducha. Nie powinieneś spodziewać się, że bę­dziesz od razu widział i słyszał w świecie duszy i ducha. Bowiem to, co czynisz, przyczynia się jedynie do rozwinięcia twoich wyż­szych zmysłów. Widzieć w duszy i słyszeć w duchu będziesz do­piero wtedy, gdy posiądziesz te zmysły. Jeśli trwałeś tak pewien czas w spokoju i odosobnieniu, przejdź teraz do swoich codzien­nych zajęć, zapisując sobie jeszcze przedtem głęboko w pamięci

myśl: kiedyś, gdy do tego dojrzeję, doczekam się tego, co ma się stać moim udziałem. I zabroń sobie surowo wyciągania czegokol­wiek samowolnie od wyższych potęg". Takie są wskazówki, które każdy uczeń wiedzy duchowej otrzymuje od nauczyciela na po­czątku swojej drogi. Jeżeli się do nich stosuje, będzie się udosko­nalał. Jeśli nie będzie się do nich stosował, wtedy wszelka praca będzie daremna. Lecz są one trudne tylko dla kogoś, kto nic posia­da cierpliwości i stałości charakteru. Nie ma żadnych innych prze­szkód, jak tylko te, które każdy sam sobie po drodze gromadzi i których każdy może uniknąć, gdy będzie tego rzeczywiście pra­gnął. Należy to ustawicznie podkreślać, ponieważ wielu ludzi two­rzy sobie całkowicie fałszywe wyobrażenia o trudnościach ścieżki tajemnej. W pewnym sensie łatwiej jest przekroczyć pierwsze sto­pnie tej ścieżki niż poradzić sobie bez wyszkolenia tajemnego z najbardziej powszednimi trudnościami życiowymi. Poza tym moż­na tu mówić tylko o takich rzeczach, którym nic towarzyszą żadne zagrożenia zdrowia ciała i duszy. Istnieją co prawda również inne drogi, szybciej prowadzące do celu; jednak to, co mamy tutaj na myśli, nic ma z nimi nic wspólnego, gdyż mogą one wywrzeć na człowieka taki wpływ, do którego badacz wiedzy tajemnej nie dą­ży. Ponieważ jednak wciąż do wiadomości publicznej przenikają pewne szczegóły o tych drogach, należy zdecydowanie przestrzec przed wstępowaniem na nie. Z przyczyn zrozumiałych jedynie dla wtajemniczonego drogi takie nigdy nie mogą być podane do publi­cznej wiadomości w ich prawdziwej postaci. Okruchy wiadomości, które pojawiają się to tu, to tam, nikomu nie mogą wyjść na dobre, prowadzą natomiast do podkopania zdrowia, szczęścia i spokoju duszy. Kto nie chce powierzyć siebie zupełnie ciemnym mocom, o których prawdziwej istocie i pochodzeniu nie może nic wiedzieć, niech unika wdawania się w te sprawy.

Można jeszcze powiedzieć coś o otoczeniu, w którym ćwicze­nia tajemnego szkolenia powinny być podejmowane. Ma to rów­nież pewien wpływ. Jednak dla prawie każdego człowieka sprawa ma się inaczej. Kto podejmuje ćwiczenia w otoczeniu przepojo­nym wyłącznie egoistycznymi dążeniami, np. współczesną walką o byt, powinien sobie uświadomić, że dążenia te nie mogą pozostać

bez wpływu na rozwój jego organów duszy. Chociaż prawa wewnę­trzne tych organów są tak silne, że wpływ ten nie może być zbyt szkodliwy. Podobnie jak lilia, choćby w najbardziej nieodpowied­nim otoczeniu, nie może nigdy stać się ostem, tak samo oko duszy nie może rozwinąć się w nic innego niż w to, do czego jest przez­naczone, nawet wtedy, gdy egoistyczne dążenia nowoczesnych aglomeracji miejskich wywierają na nic swój wpływ. Jednak w każdym wypadku dobrze będzie, jeżeli uczeń wiedzy tajemnej od czasu do czasu wybierze jako otoczenie cichy spokój, wewnętrzne dostojeństwo oraz uroki przyrody. Szczególnie pomyślnie przed­stawia się sytuacja dla kogoś, kto może podjąć swoje szkolenie wśród zieleni świata roślinnego, wśród osłonecznionych gór, miłej prostoty niewyszukanych warunków. Pozwala to rozwijać się or­ganom wewnętrznym w takiej harmonii, jaka nigdy nie może pow­stać we współczesnym mieście. W nieco lepszych warunkach jest już ktoś, komu przynajmniej w dzieciństwie dane było oddychać powietrzem jodeł, oglądać ośnieżone szczyty oraz obserwować ży­cie leśnych zwierząt i owadów. Jednak nikt z ludzi, którym dane jest mieszkać w mieście, nie powinien zaniedbywać dostarczania jako pożywienia dla swoich rozwijających się organów duszy i ducha nauk inspirowanych wiedzą duchową. Gdy czyjeś oczy nic mogą śledzić każdej wiosny z dnia na dzień zieleni lasu, niech w to miej­sce da swojemu sercu możliwość przeżywania wzniosłych nauk Bhagaved-Gity, Ewangelii św. Jana, Tomasza z Kcmpis i opisów wiedzy duchowej. Wiele dróg wiedzie na szczyt jasnowidzenia; jed­nak prawidłowy wybór jest nieodzowny. Znawca wiedzy duchowej potrafi powiedzieć o tych drogach niejedno, co niewtajemniczone­mu wydaje się dziwne. Ktoś może być np. bardzo zaawansowany na ścieżce wtajemniczenia. Może stać - by się tak wyrazić - bez­pośrednio przed otwarciem się jego oczu duszy i oto ma szczęście odbyć podróż przez spokojne lub być może dziko wzburzone morze i opaska z jego oczu opada: staje się nagle jasnowidzącym. Ktoś inny jest już również tak daleko, że jedynie ma mu spaść opaska z oczu; sprawi to silny cios losu. Cios ten na innego człowieka wy­warłby może taki wpływ, że obezwładniłby jego siły, podkopał energię; dla ucznia wiedzy tajemnej staje się okazją do oświecenia.

Ktoś trzeci trwał cierpliwie w oczekiwaniu; trwał tak całymi latami bez widocznych rezultatów. Nagle, w czasie gdy spokojnie przeby­wał w swoim zacisznym pokoju, otacza go duchowe światło, ścia­ny znikają, stają się przejrzyste dla duszy i nowy świat roztacza się przed jego widzącymi oczami lub rozbrzmiewa dla jego słyszących duchowych uszu.

 

WARUNKI TAJEMNEGO SZKOLENIA

Warunków przystąpienia do tajemnego szkolenia nikt nic może ustalać w sposób dowolny. Wynikają one z istoty wiedzy tajemnej. Jak nie może zostać malarzem człowiek, który nie chce wziąć pędz­la do ręki, podobnie też nie może dostąpić wtajemniczenia nikt, kto nie zechce wypełniać tego, co nauczyciele wiedzy tajemnej podają jako konieczne wymagania. W gruncie rzeczy nauczyciel wiedzy tajemnej może dawać tylko rady. I w tym też znaczeniu należy przyjmować wszystko, co mówi. Przemierzył on drogi przygotowu­jące do poznania wyższych światów. Wie z doświadczenia, co jest do tego potrzebne. Wyłącznie od wolnej woli każdego człowieka zależy, czy zechce pójść tymi drogami, czy nie. Gdyby ktoś żądał od nauczyciela, aby udostępni! mu szkolenie tajemne bez spełnienia wymaganych warunków, byłoby to żądanie w rodzaju: naucz mnie malować, ale zwolnij z brania pędzla do ręki. Nauczyciel wiedzy tajemnej nie może też dać niczego, co nie odpowiada wolnej woli przyjmującego. Należy jednak podkreślić, że nie wystarczy samo ogólne pragnienie wyższej wiedzy. Wielu ludzi będzie, oczywiście, żywiło to pragnienie. Po kimś, kto posiaćajedynie samo pragnienie, bez chęci wnikania w szczególne warunki tajemnego szkolenia, nie można się spodziewać, by na razie cokolwiek osiągnął. Powinni to rozważyć ci, którzy uskarżają się, że szkolenie nic jest dla nich ła­twe. Kto tych surowych reguł wypełniać nie chce lub nie może, po­winien na razie zrezygnować z tajemnego szkolenia. Warunki te są wprawdzie surowe, lecz nie twarde, ich spełnienie nie tylko powin­no być czynem wolnym, lecz nawet musi nim być.

Kto tego nie bierze pod uwagę, temu wymagania tajemnego szko­lenia łatwo mogą się wydawać przymusem wywieranym na jego duszę lub sumienie. Szkolenie polega bowiem na rozwijaniu w sobie życia wewnętrznego; nauczycie! wiedzy tajemnej musi więc udzie­lać rad dotyczących tego wewnętrznego życia. Nie można jednak uważać za przymus tego, co wypływało z wolnego postanowienia. Gdyby ktoś zażądał od nauczyciela: przekaż mi swoje tajemnice, lecz pozostaw mnie z moim zwykłym sposobem odczuwania, z moimi uczuciami i wyobrażeniami, byłoby to żądanie niemożliwe

do spełnienia. Nie pragnąłby wtedy niczego więcej, jak tylko zaspo­kojenia ciekawości, pędu do wiedzy. Jednak z takim nastawieniem nie da się nigdy osiągnąć wiedzy tajemnej.

Mają tu być opisane kolejne warunki stawiane uczniowi wtaje­mniczenia. Należy podkreślić, że przy żadnym z tych warunków nie wymaga się całkowitego ich spełnienia, lecz jedynie dążenia do takiego spełnienia. Nikt nie może wypełnić ich całkowicie; każdy jednak może wejść na drogę ku ich spełnieniu. Chodzi o wolę, o na­stawienie do wstąpienia na tę drogę z gotowością.

Pierwszym warunkiem jest zwrócenie uwagi na dbałość o zdro­wie cielesne i duchowe. To, jakie ktoś ma zdrowie, nie zależy na razie, rzecz jasna, od niego. Ale starać się o to zdrowie może każ­dy. Tylko w zdrowym człowieku może powstać zdrowe poznanie. Szkolenie tajemne nie odtrąca żadnego człowieka, któremu brak zdrowia; musi jednak wymagać, aby posiadał wolę do prowadzenia zdrowego trybu życia. W tej sprawie człowiek powinien zdobyć jak największą samodzielność. Dobre rady, którymi zasypują go inni, przeważnie o to nie proszeni, z reguły są całkowicie zbędne. Każdy powinien dążyć do tego, aby samemu na siebie uważać. Od strony fizycznej będzie tu chodziło raczej o unikanie szkodliwych wpły­wów. Dla wypełnienia naszych obowiązków niejednokrotnie musi­my robić rzeczy, które nie sprzyjają naszemu zdrowiu. Człowiek musi rozumieć, że obowiązek trzeba stawiać wyżej niż troskę o zdrowie. Lecz czegóż to nic da się wyrzec przy pewnej dozie dobrej woli. W pewnych wypadkach obowiązek musi stanąć wyżej niż zdrowie, a nieraz nawet wyżej niż życic; nigdy jednak u ucznia wiedzy tajemnej nie może być używania życia. Używanie życia może być dla niego jedynie środkiem do podtrzymania życia i zdro­wia. A w związku z tym najważniejsze jest, by zdobyć się wobec siebie samego na całkowitą szczerość i rzetelność. Nie pomoże prowadzenie ascetycznego życia, jeżeli będzie to wypływało z po­dobnych pobudek, co inne sposoby szukania zadowolenia. Ktoś może znajdować w ascetyzmic takie same upodobanie jak inny w piciu wina. Nie może się on jednak spodziewać, że tego rodzaju asceza przyda rnu się choć trochę do wyższego poznania. Wiciu lu­dzi wszystko, co pozornie przeszkadza im pracować nad sobą w

tym kierunku, zrzuca od razu na swoje warunki życiowe. Mówią więc: “Przy moich warunkach nic mogę się rozwijać". Zmiana wa­runków ich życia mogłaby być z wielu innych względów pożąda­na; dla celów tajemnego szkolenia żadnemu człowiekowi nie jest to potrzebne. Do tego celu wystarczy, aby właśnie akurat w tych wa­runkach, w jakich się ktoś znajduje, czynić dla swojego zdrowia fi­zycznego i psychicznego tyle, ile tylko jest możliwe. Każda praca może służyć całemu społeczeństwu i o wiele wyższą cechą duszy lu­dzkiej jest jasne zdanie sobie sprawy, jak niezbędna dla całego ogó­łu jest najmniejsza, być może nieprzyjemna praca, niż myśleć: “Ta praca jest dla mnie zbyt licha, jestem wart czegoś innego". Szczegól­nie ważne dla ucznia jest dążenie do pełnego zdrowia duchowego. Niezdrowe życie uczuciowe i myślowe w każdym wypadku sprowa­dza z dróg do wyższego poznania. Podstawę stanowią tutaj: spokoj­ne, przejrzyste myślenie oraz pewność w reagowaniu i uczuciach. Uczeń wiedzy tajemnej niczego bowiem nie powinien wystrzegać się bardziej niż skłonności do fantazjowania, nerwowości, egzalta­cji, fanatyzmu. Powinien przyswoić sobie zdrowe spojrzenie na wszystkie okoliczności życiowe; musi pewnie orientować się w życiu; powinien pozwolić rzeczom spokojnie przemawiać do sie­bie i na siebie oddziaływać. Powinien starać się sprostać życiu za­wsze, gdy zajdzie taka potrzeba. Musi unikać w swoich sądach i odczuciach wszelkiej przesady oraz jednostronności. Gdyby tego warunku nie spełnił, zamiast w światy wyższe, popadłby w krainę własnej wyobraźni; zamiast prawdy wystąpiłyby w nim jego wła­sne ulubione domniemania. Lepiej, aby uczeń wiedzy tajemnej był człowiekiem “trzeźwym", aniżeli człowiekiem egzaltowanym i fan-tastą.

Drugim warunkiem jest czuć się ogniwem całego życia, W speł­nieniu tego warunku zawarte jest wiele rzeczy. Każdy jednak może wypełnić go na swój własny sposób. Jeśli jestem wychowawcą i mój wychowanek nie odpowiada temu, czego sobie życzę, nie po­winienem zwracać moich uczuć od razu przeciwko niemu, lecz przeciwko sobie. Powinienem czuć się z nim tak dalece zespolony, by zadać sobie pytanie: “Czy to, co mnie nie zadawala w moim wychowanku, nie jest następstwem mojego własnego czynu?" Za-

77

miast zwracać uczucia przeciw niemu, zastanowię się raczej nad tym, jak mam się zachować, aby mój wychowanek mógł w przy­szłości lepiej sprostać moim wymaganiom. Przez takie nastawienie zmienia się stopniowo cały sposób myślenia człowieka. Odnosi się to zarówno do rzeczy najdrobniejszych, jak i największych. Przy takim nastawieniu inaczej zapatruję się np. na przestępcę. Pow­strzymam się z potępieniem go i powiem sobie: “Jestem przecież tylko człowiekiem, jak i on. A może to wyłącznie wychowanie, które dzięki okolicznościom stało się moim udziałem, obroniło mnie przed jego losem?" I może przyjdzie mi też wtedy na myśl, że ten mój bliźni stałby się innym człowiekiem, gdyby nauczyciele poświęcili mu tyle trudu co mnie. Zastanowię się nad tym, że przy­padło mi w udziale coś, czego on został pozbawiony, że dobro, które jest we mnie, zawdzięczam właśnie tej okoliczności, że on został tego pozbawiony. A wtedy będę też bliski zrozumienia, że stanowię tylko cząstkę całej ludzkości, oraz że jestem współodpo­wiedzialny za wszystko, co się dzieje. Nie znaczy to, że taka myśl powinna być zaraz obrócona w agitatorskie czyny, lecz powinna być w ciszy pielęgnowana w duszy. A wtedy stopniowo zacznie wywierać swój wpływ na zewnętrzne zachowanie się człowieka. W takich sprawach każdy powinien rozpocząć reformowanie od siebie. Nie przyniesie owoców stawianie ludzkości ogólnych żą­dań. Łatwo o sąd, jacy ludzie być powinni; lecz uczeń wiedzy taje­mnej pracuje w głębi, nie na powierzchni. Byłoby rzeczą zupełnie niewłaściwą, gdyby nauczyciel wiedzy tajemnej wiązał poruszone tu zagadnienia z jakimiś zewnętrznymi, dajmy na to politycznymi postulatami, z którymi tajemne szkolenie nie ma nic wspólnego. Polityczni agitatorzy z reguły “wiedzą", czego trzeba się “doma­gać" od innych; o wymaganiach stawianych wobec siebie mówią znacznie mniej.

Łączy się z tym bezpośrednio trzeci warunek, stawiany w tajem­nym szkoleniu. Uczeń musi wyrobić w sobie pogląd, że jego myśli i uczucia posiadają takie samo znaczenie dla świata jak jego po­stępowanie. Powinien pojąć, że dla bliźniego jest tak samo zgubne, gdy go nienawidzę, jak to, że go uderzę. Wtedy zrozumiem, że gdy pracuję nad własnym udoskonaleniem, czynię coś nic tylko dla sie-

bie, lecz również dla świata. Z moich czystych myśli i uczuć świat odnosi takie same korzyści, co z moich dobrych uczynków. Dopóki nic potrafię uwierzyć w to doniosłe znaczenie mojego wewnętrz­nego życia dla świata, nie nadaję się na ucznia wiedzy tajemnej. Dopiero wtedy jestem przepełniony prawdziwą wiarą w doniosłość mojego wnętrza, życia mojej duszy, gdy pracuję nad nią tak, jakby była co najmniej tak rzeczy wista, jak wszystko, co nas otacza. Mu­szę pojąć, że moje uczucia wywołują takie skutki jak czyny mojej ręki.

Przez to został już właściwie wypowiedziany warunek czwarty: przyswojenie sobie poglądu, że właściwa istota człowieka nie tkwi w tym, co zewnętrzne, lecz kryje się we wnętrzu. Kto uważa siebie wyłącznie za produkt zewnętrznego świata, wytwór świata fizy­cznego, nic będzie mógł dojść w tajemnym szkoleniu do niczego. Podstawę tego szkolenia stanowi odczucie, że jest się jestestwem duszno-duchowym. Kto rozwinie w sobie to uczucie, zdobywa też zdolność odróżnienia wewnętrznego poczucia obowiązku od zew­nętrznych osiągnięć. Poznaje, że jedno nie może być bezpośrednią miarą drugiego. Uczeń wiedzy tajemnej powinien znajdować złoty środek między tym, co wynika z warunków zewnętrznych, a tym, co uznaje jako słuszne dla swojego postępowania. Nie powinien narzucać otoczeniu rzeczy, których nie może ono zrozumieć; po­winien jednak wyzwolić się także od chęci czynienia tylko tego, co może znaleźć uznanie w tym otoczeniu. Uznania dla swoich prawd powinien szukać jedynie i wyłącznie w wewnętrznym głosie swo­jej rzetelnej, dążącej do poznania duszy. Od otoczenia natomiast powinien się uczyć, ile tylko może, aby móc wywnioskować, co jest dla niego właściwe i pożyteczne. Tak oto będzie w sobie rozwijał to, co w wiedzy duchowej nazywa się “wagą duchową". Na jednej z jej szal leży “otwarte serce" na potrzeby świata zewnętrznego, na drugiej “wewnętrzna nieugiętość i niczym nie zachwiana wytrwa­łość".

Tym samym zaznaczony jest warunek piąty: stałość w wykony­waniu raz powziętych postanowień. Nic nie powinno skłonić ucz­nia do odstąpienia od raz powziętego postanowienia poza przekona­niem, że był w błędzie. Każde postanowienie jest siłą, a gdy siła ta

nie osiąga bezpośredniego wyniku tam, gdzie została skierowana, działa na swój sposób. Powodzenie tylko wtedy jest miarodajne, gdy jakieś działanie zostaje podjęte pod wpływem pożądania. Je­dnak wszystkie czyny dokonywane pod wpływem żądzy nic mają wartości dla świata wyższego. Tutaj rozstrzyga wyłącznie miłość do czynu. W tej miłości ma się wypowiedzieć wszystko, co skłania ucznia wiedzy tajemnej do czynu. Wtedy nie osłabnie on w nie­ustannym dążeniu do wprowadzenia w czyn raz powziętego zamia­ru, bez względu na to, ile razy spotka go niepowodzenie. I w ten sposób dojdzie do tego, że nic będzie czekał na zewnętrzne skutki swoich czynów, lecz będzie znajdował zadowolenie w samym działaniu. Nauczy się poświęcać światu swoje czyny, a nawet i ca­łego siebie, nie licząc się z tym, w jaki sposób jego poświęcenie będzie przez świat przyjęte. Kto pragnie zostać uczniem wiedzy tajemnej, musi być gotowy do takiej ofiarnej służby.

Warunkiem szóstym jest rozwijanie w sobie uczucia wdzięcz­ności wobec wszystkiego, co człowieka spotyka. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że własny byt jest darem całego wszechświata. Cze­góż to nie było potrzeba, by każdy z nas mógł otrzymać swoje ist­nienie i utrzymać się przy nim! 1 czegóż to nie zawdzięczamy przy­rodzie i innym ludziom! Do takich myśli powinni być skłonni ci, którzy pragną tajemnego szkolenia. Kto nie jest w stanie oddawać się takim myślom, nic może rozwinąć w sobie tej wszechogarnia­jącej miłości, która jest konieczna dla dojścia do wyższego pozna­nia. To, czego nie kocham, nie może mi się objawić. A każde obja­wienie powinno napełnić mnie wdzięcznością, gdyż wzbogacam się dzięki niemu.

Wszystkie wymienione poprzednio warunki powinny złączyć się w siódmym: ujmować życie nieustannie w duchu wymaganym przez te warunki. Uczeń stwarza sobie przez to możliwość nadania swojemu życiu jednolitego piętna. Jego poszczególne przejawy bę­dą ze sobą w zgodzie, a nie we wzajemnej sprzeczności. Uczeń zo­stanie przygotowany do spokoju, który powinien osiągnąć przy sta­wianiu pierwszych kroków w tajemnym szkoleniu.

Jeśli ktoś posiada szczerą i poważną wolę spełnienia podanych tu warunków, może zdecydować się na szkolenie tajemne. Znaj-dzie wtedy w sobie gotowość stosowania się do przytoczonych tu rad. Niejednemu wiele rzeczy w tych radach może wydawać się powierzchownych. Ktoś taki powie może, że spodziewał się prze­biegu szkolenia w mniej surowej formie. Jednak wszystko, co ma charakter wewnętrzny, powinno znaleźć swój wyraz w przejawach zewnętrznych. I tak jak niewiele jest z obrazu, gdy jest on jeszcze tylko w głowie malarza, tak też nie może być tajemnego szkolenia bez wyrażenia się na zewnątrz. Tylko ci niewiele uwagi przywią­zują do surowych form, którzy nie wiedzą, że wszystko, co jest we­wnętrzne, powinno znaleźć swój wyraz w przejawach zewnętrz­nych. To prawda, że chodzi o ducha jakiejś sprawy, a nie o formę. Jednak podobnie jak forma bez ducha jest niczym, tak i duch byłby bezczynny, gdyby nie stwarzał sobie formy.

Stawiane warunki są odpowiednie do uczynienia ucznia dosta­tecznie silnym, aby mógł sprostać dalszym wymaganiom, które musi przed nim postawić tajemne szkolenie. Jeśli brak mu tych warunków, przy każdym z nowych wymagań będzie ogarniała go niepewność. Bez nich nie będzie w stanie mieć potrzebnego mu za­ufania do ludzi. Wszelkie dążenie do prawdy powinno być budowa­ne na zaufaniu i prawdziwej miłości do ludzi. Powinno być na tym budowane, chociaż nie może z niego wyrastać, lecz tylko z wła­snych sił duszy. A miłość do ludzi powinna rozrastać się stopnio­wo na miłość do wszystkich istot, a nawet do wszystkiego, co ist­nieje. Kto nie wypełni wymienionych warunków, nie będzie miał w sobie pełnej miłości do wszelkiego budowania, tworzenia i za­niedba wyzbycia się jakiejkolwiek skłonności do niszczenia, uni­cestwiania. Uczeń wiedzy tajemnej powinien stać się człowiekiem, który nigdy niczego nie niszczy dla samego zniszczenia ani w czy­nach, ani też w słowach, uczuciach i myślach. Powinien znajdować radość w powstawaniu, rozwoju; i tylko wtedy wolno mu przyło­żyć rękę do jakiegoś zniszczenia, o ile przez te zniszczenie będzie w stanie wesprzeć nowe życie. Nie oznacza to, aby uczeń miał przyglądać się biernie panoszeniu się zła; lecz nawet wtedy powi­nien wyszukiwać te strony, przez które mógłby przemienić zło na dobro. Będzie coraz jaśniej zdawał sobie sprawę, że najlepsze zwal­czanie zła i niedoskonałości w świecie, to tworzenie dobra i dosko-

nałości. Uczeń wiedzy tajemnej wic, że z niczego nic da się nicze­go stworzyć, jednak to, co niedoskonałe, można przemienić w dos­konałe. Kto rozwinął w sobie skłonność do tworzenia, znajdzie też niebawem zdoiność do odpowiedniego zachowania się wobec zła.

Kto wstępuje na drogę tajemnego szkolenia, musi sobie wy­jaśnić, że dzięki niemu ma budować, a nie niszczyć. Dlatego po­winien wnieść wolę do rzetelnej, pełnej poświęcenia pracy, a nie do krytykowania i niszczenia. Powinien być zdolny do nabożnego skupienia, trzeba bowiem nauczyć się tego, czego się jeszcze nie wie. W skupieniu i z czcią trzeba spoglądać ku temu, co się odsła­nia. Praca i nabożne skupienie - to podstawowe uczucia, które po­winny być wymagane od ucznia wiedzy tajemnej. Niejeden będzie musiał doświadczyć, że nie posuwa się naprzód w tajemnym szko­leniu, mimo że według własnego przekonania jest niestrudzenie czynny. Wynika to stąd, że pracy i nabożnego skupienia nie ujął w sposób wiaściwy. Najmniejszy efekt będzie posiadała taka praca, która będzie podejmowana ze względu na rezultat, a najmniej po­sunie naprzód nauka, która nie będzie przebiegała w pełnym czci skupieniu. Miłość do pracy, a nie do jej wyniku - tylko to prowadzi naprzód. 1 gdy uczący się dąży do zdrowego myślenia oraz pew­nych sądów, nie potrzebuje osłabiać swojego pełnego czci skupie­nia wątpliwościami i brakiem ufności.



dalej


strona główna
(23kB)