(23kB)
strona główna


 

 

Prentice Mulford

NIEWYZYSKANE SIŁY ŻYCIA

 

KOOPERATYWA MYŚLI

 

Zadaniem niniejszej książki jest wykazać, w jaki sposób możemy spotęgować nasze siły wewnętrzne i wyzyskać je dla swego szczęścia i powodzenia. Ewolucja sił tych może być znacznie przyspieszona przez współudział innych, w tymże samym kierunku napiętych sił i pożądań.

Wszyscy w tej formie bytu potrzebujemy umocnienia przeciw złemu, które prześladuje nas i ściga pod różnymi postaciami. Żyjemy wśród ludzi, którzy nieświadomie rozpościerają dokoła siebie szkodliwe pierwiastki niedojrzałych myśli - u których zazdrość, gniew, obmowa i zgryźliwość usposobienia przeszły w zgubne nawyknienie. Jesteśmy zmuszeni zasiadać do stołu z ludźmi źle usposobionymi do nas, cynicznymi i sarkastycznymi, wtedy gdy najważniejszą rzeczą jest, zabierając się do posiłku, oswobodzić się od wszelkich nieprzychylnych i rozstrojowych wpływów, albowiem ze strawą pochłaniamy w siebie żywioły myśli naszych współbiesiadników. Bywamy zmuszeni obcować codziennie z ludźmi, którzy wprowadzają pierwiastki choroby do swoich ciał, myśląc ciągle o niej i marnują tym sposobem siły, które obrócone ku pożądaniu zdrowia mogłyby im je sprowadzić. Z konieczności często musimy przestawać z ludźmi smutnymi, zniechęconymi i wahającymi się, ze skąpcami ograniczonymi i podlegającymi niższym instynktom natury. Jesteśmy w ciągłych stosunkach z całą masą ludzkości, która trwa w błędnym mniemaniu, że życie materialne, przejściowe, śmiertelne jest jedyną formą bytu i w umyśle których nie powstało nawet przypuszczenie, że życie, zdrowie i szczęście można utrwalić przez świadomość prawa, które nas uczy i wykazuje, że ten stan ciała naszego jest wytworem i wynikiem naszych myśli.

Jeżeli przestajesz z ludźmi o spaczonych pojęciach, wydających z siebie złe myśli i nieżyczliwe uczucia, musisz w końcu odczuć ich szkodliwy wpływ, bez względu na to, w czyją stronę są one skierowane; złość bowiem jest jakby dymem zasłaniającym ci jasność oczu. Jeżeli zadajesz się z niedowiarkami, wchłaniasz w siebie niedowiarstwo. Twoja siła i myśl zatrutą zostaje pośledniejszymi żywiołami, bo przyswajamy sobie miazmaty niezdrowych i błędnych myśli w ten sam sposób, jak bakcylusy tyfusu i malarii. Co więcej, walczyć musimy ze złem nie tylko dotykalnym, ale i niewidzialnym, czyli z potęgami Ciemności.

Każdy bowiem duch pospolity a zwyrodniały, posługujący się jakimś ciałem, pociąga za sobą całe zastępy równie pospolitych i zwyrodniałych, a bezcielesnych duchów. Im więcej zatem w tej sferze bytu jest ludzi zaślepionych i złych, tym więcej niewidzialnych pierwiastków ciemności gromadzą oni dokoła siebie, a skoncentrowanie się elementów szkodliwych wyrządza ogółowi nieobliczalne szkody, opóźniając postęp ludzkości.

Wszystkie te ujemne wpływy, działając bezustannie w sposób tajemniczy a przygnębiający, przeszkadzają nam w osiągnięciu pożądanego spokoju umysłu, zdrowia ciała i elastyczności muskułów. Opóźniają urzeczywistnienie trwałego a zdrowotnego stanu ducha, nie podlegającego okresom melancholii i przygnębienia, które sprawia, że każda drobnostka potęguje się w wyobraźni do rozmiarów klęski, a życie schodzi na przewidywaniu nieszczęść, które się nigdy nie spełniają. Tamują też rozrost ducha, który powinien przynosić ciągłe a stopniowe zwiększanie światła, jasność myśli, powodzenie w każdym przedsięwzięciu i odrodzenie ciała, chroniące je od fizycznego upadku i zaniku władz umysłowych. Duch bowiem powinien bezustannie zmierzać do tego, aby osiągnąć tak nieograniczoną władzę nad ciałem, żeby mu ta dała możność utrzymać je w stanie zupełnego zdrowia, i posługiwać się nim tak długo, jak mu się podoba.

Duchowe i fizyczne władze, tak rasy całej, jak danej jednostki, nigdy nie trwają na jednym punkcie. Coraz to nowe wynalazki posuwają pochód ludzkości naprzód, wynajdując ulepszone metody zredukowania pracy i wysiłków fizycznych. Coraz to nowe siły wchodzą w grę, a każda większa jest od poprzedniej. Żagiel zastępuje wiosło; para zastępuje żagiel; elektryczne motory, a po nich inne może jakieś niezbadane jeszcze siły, zajmą miejsce pary. Ale największe źródło sił tkwi w samym człowieku. To źródło powinien on sam odkryć, aby dojść do posiadania szczęścia, przechodzącego rozmiarem swoim wszystko, o czym mógł zamarzyć, a którego wyniki zmienią wszystkie istniejące potąd formy bytu i metody czynu. Ta przemiana zaś musi się dokonać stopniowo i spokojnie, bo działanie wyższych potęg jest zawsze pogodne i ciche, nie zaś burzliwe i rozgłośne. Punktem ich wyjścia są zawsze źródła skromne i nieprzewidziane. Chrystus, który przyniósł światu nieprzebrane skarby duchowego świata i siły, urodził się w ubogiej betlejemskiej stajence.

Aby przyswoić sobie i poprzeć działanie tego światła i sił, potrzebujemy wszyscy wzajemnej kooperacji i pomocy milczącej potęgi, jaką jest myśl. Wszystkie umysły przesiąkłe prawdą i ożywione wspólnym a radosnym dążeniem ku niej powinny kilka minut dziennie poświęcać wzmacnianiu jedne drugich myślą, życzliwą a pomocną przeciw złemu, z którym każdy pojedynczo i zbiorowo zmuszony jest walczyć. Wszyscy bowiem uznający potrzebę praw wyższych i poddający się im ochotnie, potrzebujemy dobrej woli naszych bliźnich i ich życzliwej modlitwy, aby pokrzepić nasze siły.

O ile to jest możliwe w zastosowaniu, myśli te powinny być wypromieniowane przez wszystkich w jednej porze i w oznaczonej godzinie, przez co napięcie ich zwiększa się potęgując ich skuteczność. Jeżeli możesz schronić się w samotności na pięć - dziesięć minut, aby wysyłać myśl życzliwą i chętną w pomoc tym wszystkim, którzy ci są sympatyczni i z którymi łączą cię wspólne dążenia - tym lepiej; ale jeżeli okoliczności przeszkadzają ci w odosobnieniu się zupełnym, to nawet podczas zajęć twych kieruj ku nim bodaj przelotnie myśl pomocną, a ta nigdy nie pójdzie na marne. Jest to bowiem siła twórcza, którą wyłaniasz z siebie, a która po drodze przyswaja sobie inne podobne siły, służące do urzeczywistniania dobrych zamysłów.

Wysyłanie takich myśli o każdej porze jest obustronnie pożyteczne, bo dobro, które wydajemy z siebie, zwraca się ku nam samym, wzmocnione dobrem innych. Jest to pierwszy krok do nawiązania stosunków z duchami, które krzepić, rozweselać i podtrzymywać będą naszego własnego ducha.

Każda myśl bowiem stanowi cząstkę naszej jaźni, a gdy ożywiona jest dobrą wolą i życzliwością, napotyka i łączy się z prądem myśli równie dobrych i życzliwych. Tym więc sposobem każde poszczególne usiłowania zmuszają do wytworzenia niewidzialnej, milczącej siły w naturze, stanowiącej łącznik pomiędzy wszystkimi ludźmi ożywionymi jednym duchem. Łącznik ten zaś jest o wiele ściślejszy od materialnego. Myśl bowiem poparta i wzmocniona drugimi myślami jest ową żywą siłą, która z czasem wcieli się i urzeczywistni w fakcie materialnym a dla nas pomyślnym.

Ta sama siła zapoznana i niezbadana działa na nas ujemnie; będąc bowiem otoczeni pierwiastkami złych i niedojrzałych myśli wchłaniamy je w siebie, współdziałając im bezwiednie; bo myśl nie jest czymś, co idzie w zapomnienie i zapada w nicość. Ona żyje i rozpromienia się w nieskończoność; a im więcej dobrego zbiera i przyswaja sobie po drodze, tym większą ma siłę żywotną. Gdybyśmy choć raz dziennie, z całym skupieniem i natężeniem woli powtarzali: "Niechaj Najwyższy Duch Boży błogosławi wszystkim ludziom na świecie", przekonalibyśmy się przy zsumowaniu wszystkich czynów naszego życia, że chwila poświęcona takiej prośbie byłaby ze wszystkich najkorzystniejsza. Siła bowiem, którą wypromieniowaliśmy z siebie wraz z tą myślą, była może promieniem przenikającym otaczające nas ciemności umysłów i idącym na spotkanie światła z góry, bo każda myśl dobra przynosi w zamian spotęgowane dobro.

Niektórzy z was, choć żyjący w rodzinnym otoczeniu, są samotni, bo nikt was nie odczuwa i nie rozumie. Uchodzicie za dziwaków i wizjonerów; toteż zamykacie myśli wasze w sobie, spotykając się ze swoim otoczeniem tylko na gruncie codziennego życia. Jesteście obcy wśród swoich, jakbyście wzajemnie nie rozumieli mowy swojej. To pochodzi stąd, że związki pokrewieństwa nie są tym, za co je bierzemy. Ci tylko są twoimi krewnymi, którzy są z tobą pokrewni duchem, a ci są może na drugiej półkuli ziemskiej i może nigdy nie spotkasz się z nimi na tym zakresie istnienia. Obcujesz jednak z nimi bezwiednie w sferze duchowej. Masz wielu przyjaciół bliskich i dalekich, których nigdy nie widziałeś, a ich myśl przyczynia zdrowia twemu ciału i siły duchowi.

Zupełne odosobnienie i odcięcie od ludzi pokrewnych nam duchem jest szkodliwe, bo tym samym ducha naszego skazujemy na głód i osłabienie, wynikające z braku odpowiedniego posiłku. Dzieci wychowywane wśród starszych, starzeją się przedwcześnie. Pospolity, nieokrzesany człowiek, nawykły do podrzędnych rozkoszy i używania, straciłby niechybnie humor i apetyt, gdyby mu kazano obcować z samymi filozofami.

Każdy bowiem potrzebuje podniety i odpowiednich dla siebie żywiołów myśli. Przez kooperację w sprawie danego przedsiębiorstwa ludzie błędnie dotąd rozumieją sprowadzenie wielu ciał ludzkich razem do danego miejsca, gdy tylko współdziałanie niewidzialnego żywiołu zgodnych myśli ma dodatnie znaczenie, tak w polityce, religii, jak i w przemyśle.

Jeżeli codziennie bodaj na chwilę wysyłać będziesz myśl przychylną ku wszystkim, czy to przyjaciołom, czy wrogom, przez to samo przyciągać będziesz do siebie żywioły odpowiednio przychylne. Jeżeli pożądać będziesz zawsze usilnie tego, co jest najlepsze i najdoskonalsze zarówno dla siebie, jak i dla wszystkich, będziesz skupiał niewidzialne a twórcze żywioły dobrego, stanowiące niejako budowlany materiał pod gmach twego zamysłu. Ludzkość bowiem, połączona duchem, tworzy jedną nierozerwalną całość, a gdybyś chciał bodaj najmniejszą jej cząstkę wykluczyć z twej dobrej woli, postąpiłbyś tak jak ten, który chcąc się wyleczyć z jakiejś poszczególnej dolegliwości, resztę swego organizmu zostawia na pastwę chorobie.

Z chwilą, kiedy duch twój rozpoznaje swoją władzę, zaczyna on rosnąć w potęgę i przestaje niewolniczo podlegać materii. Z czasem nauczy się on jej rozkazywać, a rozporządzając dowolnie żywiołami, będzie mógł utworzyć sobie, a raczej ukształtować ciało najodpowiedniej do swoich potrzeb na tym planie stworzenia.

Drugim rezultatem tego rozwoju, czyli stopniowej ewolucji, będzie złączenie się w jedno dwóch światów: materialnego i duchowego, i świadome przestawanie w obydwu jednocześnie.

Kooperacja pożądania w duchu dobrej woli jest pierwszym krokiem na drodze osiągnięcia większej władzy na ziemi. Kiedy bowiem zgromadzacie się w jednym miejscu, w zgodnym i należytym usposobieniu, oswobodziwszy się o ile możności z trosk i kłopotów powszednich, wytwarzacie dokoła siebie atmosferę myśli, w której duchy podobne waszym i ożywione wyższymi celami i zadaniami chętnie lubią przebywać, niosąc wam światło swego doświadczenia i dobrej rady. Potrzebują one was, tak jak wy ich potrzebujecie, bo w wielu wypadkach bezcielesne duchy zależne są w pewnej mierze od tych, które są inkarnowane i rozporządzają fizycznym organizmem; czekają więc tylko chciwie na sposobność zbliżenia się do was. Z czasem zaś to zjednoczenie się i zlanie w jedno pokrewnych duchów wyda rezultaty, które dziś umysły nieprzygotowane i uprzedzone poczytywałyby za baśń z "Tysiąca i jednej nocy".

Jeżeli duch twój jest utwierdzony w dobrej woli, nie potrzebujesz koniecznie, dla zdobycia wynikającej z niej siły, natężać ciągle myśli twej w danym kierunku. Starczy to, że zamiar dobry tkwi w tobie i góruje nad wszystkim innym. Twoja siła niewidzialna działa bezwiednie ku dopięciu swego celu, kiedy raz nadasz jej odpowiedni kierunek. Mogą przyjść na ciebie okresy osłabienia tegoż napięcia, kiedy sprawy potocznego życia i rozrywki światowe rozproszą myśli twe w innym kierunku - ale ziarno raz rzucone nie zmarnieje nigdy. Z czasem ożyje ono z nową siłą, która w nieprzewidzianej okoliczności zwróci się znowu ze zdwojoną energią ku dawnemu celowi. Zrozumiesz wtedy, że milczące współdziałanie duchów jest pierwszym zwrotem i bodźcem do nowego życia i że bezsłowna modlitwa pożądania, pojedyncza czy zbiorowa, jest jedyną drogą przyswojenia sobie nie wyczerpanych nigdy zasobów ze skarbnicy Nieskończonego Ducha Wszechmocy.

Myśl pożądająca zdrowia, wysłana ku złbardziej udoskonalonych planach stworzenia wypoczynkiem będzie przechodzenie od jednego zajęciaożonemu chorobą przyjacielowi, niesie mu niechybną pomoc. Gdyby nawet bowiem fizyczna powłoka jego była już tak zużyta, żeby nie mogła już dłużej utrzymać ducha, myśl twoja przyjazna będzie zawsze stanowić wielce pożądaną pomoc dla jego ducha rozłączonego z ciałem; albowiem choroba nie kończy się z chwilą śmierci. Tak w fizycznym jak nadzmysłowym świecie, przedłuża się ona póty, póki ciało i duch nie oswobodzą się z wszelkich nieczystych pierwiastków i naleciałości.

Nie trzeba nigdy, aby modlitwa była przymusowa i mechaniczna. Ducha należy do niej przysposabiać stopniowo, aby wszystkie władze jego siłą naturalnego popędu skierowane były ku pożądaniu Dobra.

Czego się nie robi z serca, tego lepiej wcale nie robić. Można jednak być przekonanym, że iskra zawarta w tej Prawdzie nie zagaśnie nigdy, choćby długo tliła się pod popiołem.

Żadna siła natury nie idzie w porównanie z potęgą umysłów zjednoczonych w jednym zamyśle. Działa ona na wszystkich, na całym świecie i w każdym kierunku, a im wyższy zakreśla sobie cel, tym większa jest jej moc wykonawcza - działa zawsze cicho, tajemniczo, niewidzialnie, pomijając wszelkie materialne środki i dążąc ukrytymi drogami do urzeczywistnienia Dobra, które jest celem stworzenia.

*Przez plan stworzenia (plan d'existence) należy rozumieć różnorodną całość objawów życiowych, w których, w danym zakresie czasu i przestrzeni, skrystalizowała się myśl Stwórcy dążąca do objawienia się w coraz doskonalszej formie bytu.

 

DARY DUCHA

 

Jedna jest tylko siła rozlana we wszechświecie, ale objawy jej są wielorakie. Ona to porusza tchnienie wiatru, fale oceanu, ziemię obraca dookoła swojej osi. Ona życie budzi w ziarnie, powoduje rozkwit roślin, zabarwia kwiaty kolorami tęczy, rozwija skrzydła ptaków do lotu i objawia się instynktem gatunkowym zwierząt. Najwyższy objaw tej siły koncentruje się w człowieku. W innym niewidzialnym porządku bytu potęguje się ona w rozmiarach i rozmaitości władz przechodzących ogromem swoim nasze pojęcia zmysłowe.

Darem ducha jest utrzymać umysł swój w spokoju, ufności i rozradowaniu wewnętrznym, kiedy wszystko dokoła nas przedstawia się czarno i posępnie, kiedy wierzyciele naciskają zewsząd, przyjaciele odstępują nas, a zabiegi i usiłowania nasze idą na marne. Jeżeli posiadasz dar wytrwania w takim usposobieniu, rozkazujesz przez to samo okolicznościom i zmuszasz je do posłuszeństwa twej woli, bo milcząca siła twego umysłu udziela się drugim, równie zdeterminowanym umysłom, zniewalając je do pomagania ci w danym przedsięwzięciu. Niewidzialne żywioły, na mocy których dokonywa się duchowa łączność, jednoczą wasze siły we wspólnym dążeniu i celu.

Spryt w interesach, rozumne kierowanie nimi, znajomość ludzkiej natury, rozpoznanie, a raczej odczucie uczciwości lub krętactwa w osobach, z którymi mamy do czynienia, jest również darem ducha. Jest to oznaką, że posiadasz zmysł odczuwania cudzych myśli, równający się dotykowi, za pośrednictwem którego rozpoznajesz gładką lub szorstką powierzchnię danego przedmiotu. Darem ducha jest także w interesach umieć oszczędzać czas i siły tak, aby w przeciągu godziny wykonać to, na co ktoś inny potrzebowałby dzień czasu. Siła duchowa, należycie skierowana, zapewnia powodzenie w każdym przedsięwzięciu.

Żyć duchem, to nie znaczy żyć jakby w sennym oderwanym marzeniu albo w obłokach, mieć twarz bladą i omdlałe ruchy, jak gdyby sprawy tej ziemi nic nas nie obchodziły i nie miały dla nas żadnego uroku.

Przez dary ducha należy rozumieć pełny rozwój władz umysłowych - bystry i jasny pogląd na rzeczy, jak największy zasób i koncentrację siły duchowej oraz rozumne szafowanie tą siłą. Darami ducha są wszystkie talenty, zdolności i metody użytkowania ich na mniejszą lub większą skalę.

Do tej kategorii zaliczyć można także dar wynajdywania leczniczych właściwości ziół i roślin. Cała przyroda jest zewnętrznym, materialnym przejawem Mądrości i Siły, a każda roślina zawiera odmienną cząstkę i wyłączną jakąś właściwość tej siły, która zastosowana odpowiednio, może dopomóc duchowi w zwalczaniu choroby i cierpienia. Toteż, kiedy chory przyjmuje lekarstwo, nie powinien tylko polegać na jego działaniu fizycznym, ale na sile odpornej ducha, która chroni ciało od zarazków.

Chronię organizm mój przed mrozem, nakrywając go futrem i wełną, ale wierzę w siłę ducha, która mnie czyni odpornym na zimno - siłę zaś tę można nabyć przez wprawę i ciągłe ćwiczenie się w niej.

To nie dowodzi jednak, że trzeba zaniechać przezorności w chronieniu się od zimna, zanim skupię w sobie dostateczną ilość siły, która mnie uczyni odpornym na wahania atmo- sferyczne. Jeżeli mniemasz, że jakieś lekarstwo doda swej siły materialnej twojej duchowej sile działającej na organizm, to powinieneś je zażyć. Przede wszystkim jednak zamiast za pierwszą oznaką osłabienia lub jakiejś dolegliwości udawać się do lekarza lub do apteki, powinieneś odwołać się do twej duchowej i umysłowej siły koncentrując ją w odporności przeciw chorobie. Dar leczenia myślą jest darem ducha, a każdy może go posiąść w stosunku do prądów myśli czystych, zdrowych, wesołych, krzepiących i silnych, które wysyłamy ku drugim. Myśli te bowiem, przesiąknięte życzliwością i dobrą wolą, stanowią dla dotkniętego chorobą osobnika pomocny żywioł siły i zdrowia, który ma moc odnowić organ zanikający lub osłabiony skutkiem braku jakiegoś pierwiastka żywotnego.

Każde cierpienie jest wynikiem braku lub niedostatku jakiegoś życiodajnego żywiołu w danej części organicznej, pozbawionej siły przepuszczania przez siebie krwi, która zatrzymując się w biegu, wywołuje zapalenie. Krew nie stanowi jeszcze istoty życia, ale jest przewodnikiem rzeczywistego, niewidzialnego życia, czyli ducha, a gdy jej takowego brak, przewodnik traci siłę działania. Zdrowe, jędrne myśli mogą ożywić i wzmocnić osłabione ciało; dlatego to w chorobie czujesz się zawsze pokrzepionym fizycznie, kiedy cię odwiedzi ktoś zdrów, silny i wesół, bo taki gość udziela ci swego żywotnego elementu. Przyjaciele otaczający chorych i dozorcy szpitalni powinni by dokładać wszelkich starań, aby utwierdzić myśli swoje w wesołości, nadziei i sile, pamiętając zawsze tym, że żądło cierpienia jest oznaką wysiłku ducha, dążącego do odzyskania na powrót utraconej władzy nad swoim narzędziem fizycznym, czyli ciałem, i że tego ducha można wzmocnić i zachęcić wysyłając mu na pomoc prądy krzepiące.

Jeżeli wszyscy otaczający łoże chorego są smutni, beznadziejni i zrozpaczeni, udzielają ujemnych prądów walczącemu o odzyskanie równowagi duchowi, utrudniając jego zwycięstwo. Zwracają oni siłę swoją duchową wręcz w przeciwnym kierunku, a im więcej osób, choćby z oddalenia, niepokoi się o chorego i wątpi o jego życiu, tym więcej szkodliwych prądów idzie ku niemu, przeszkadzając jego wyzdrowieniu.

Dar leczenia myślą powinien być praktykowany zbiorowo. Kiedy organizm silnego i pożytecznego ducha jest zwyciężony cierpieniem, wszyscy życzliwi powinni kierować ku niemu pomocne, krzepiące prądy i myśli pełne nadziei życia, nie zaś obaw i przewidywań śmierci, winni zarazem życzyć, aby gdy duch jego weźmie na powrót przewagę nad ciałem, poznał przyczynę swojej choroby, w celu ustrzeżenia się jej na przyszłość. Wówczas siła ducha i ciała pożytecznych światu jednostek mogłaby być przedłużona do granic, które dziś wydają nam się niepodobieństwem.

Modlitwa silnej wiary leczyć będzie podupadłych na zdrowiu, wiary w skuteczną działalność żywiołu myśli, który może wrócić siłę i zdrowotność wyniszczonemu i uszkodzonemu organizmowi i odbudować go na nowo. To jest władza ducha dobrego, działającego w nas i przez nas, władza, której nagromadzenie w nas utrzymywać zawsze będzie ciało nasze w dobrym stanie, wolnym od chorób i pełnym żywotności siły, a umysł nasz uchroni od beznadziejności, smutku, zwątpienia i wszelkich chorób ducha.

Nauka medycyny coraz mniej obecnie posługuje się lekarstwami, bo człowiek dąży do wyzwolenia się z zależności materii, polegając coraz więcej na niewidzialnych, duchowych siłach Przyrody. Myśl bowiem posiada własność przyciągania do siebie materialnych pierwiastków, tak zdrowia, jak wszelkiego rodzaju powodzenia, ku któremu silnie kierujemy wolę naszą i pożądanie.

Nie jest grzechem posiadać i używać najlepsze rzeczy tego świata, przeciwnie - zaspokojenie wyższych naszych instynktów i upodobań jest nie tylko godziwe, ale i korzystne. Są tylko godziwe i niegodziwe sposoby przyswajania sobie dóbr tej ziemi. Szkodliwym jest dla ciebie, jeżeli mieszkasz w wilgotnej norze, nosisz wytarte ubranie, odżywiasz się nędznie i przestajesz z pospolitymi i nieokrzesanymi ludźmi. Chrystus nie nauczał, aby człowiek żył ubogo; przykazywał tylko, aby wszystko oddawać biednym. Przez to samo dawał do zrozumienia, że duch ściśle złączony z duchem Bożym, źródłem wszelkiego dobra, posiada możność przyciągania do siebie wszystkiego, czego potrzebuje ciało, a w tej liczbie tego, co zadowala wyższe jego zmysły wzroku i słuchu.

Jeżeli jednoczysz się duchem z Nieskończoną Potęgą, która rządzi wszechświatem i tyle piękna rozlała w Naturze, jesteś na drodze osiągnięcia największej siły i masz udział w nieprzebranych skarbach Bożych, a przeto nie możesz nigdy być nędzarzem. Bóg bowiem, gdy Go o to prosimy, daje tylko dary dobre, a tymi darami nie może nigdy być spleśniały chleb, stęchła nora, lub podarte łachmany.

Proroctwo i jasnowidzenie są darami ducha, które wielu ludzi posiada, choć sami sobie z tego nie zdają sprawy. Twój duch, czyli twoja wyższa jaźń, może objaśniać cię co do właściwych sposobów przeprowadzania danego interesu. On to ostrzega cię nieraz skrycie, abyś się miał na baczności przed ludźmi, z którymi będziesz miał do czynienia. Kto polega na swojej sile wewnętrznej, a pomoc daną przez ludzi zawsze uważa za drugorzędną, ten dowodzi tym samym łączności swojej z kierującą w nim Nieskończoną Potęgą, dla której nie ma żadnego niepodobieństwa. Każdy umysł mógłby w ten sposób stać się proroczym, gdyby ludzie nie lekceważyli i nie zagłuszali głosu wewnętrznego swego mistrza. Umysł bowiem, czyli duch twój, wyprzedza życie materialne. Wyższe jego i bardziej wyrafinowane zmysły dostrzegają odbicie się i odzwierciedlenie w subtelniejszych elementach wypadków, mających się spełnić na niższym planie stworzenia, czyli świecie materialnym. Bo dokoła rzeczywistego, zmysłowego świata, który nas otacza, istnieje drugi, równie rzeczywisty świat, złożony z nie dostrzeżonych oczami żywiołów, a będący dokładnym obrazem myśli i pożądań każdego osobnika.

Świat zaś dwojga ludzi żyjących pod tym samym dachem, spotykających się u jednego stołu może być tak różny od siebie, jak różny jest biegun północny od południowego. Każde zdarzenie w świecie widzialnym, które odnośnie do twego sposobu życia i otoczenia jest wynikiem napięcia twoich myśli w danym kierunku, poprzedzone jest podobnym wypadkiem w dziedzinie duchowego, niewidzialnego świata. Prorocze oko ducha może nieraz na długie lata naprzód dostrzec odbicie faktu tego w żywiołach nadzmysłowych.

Dlatego to czasem spełniając jakiś czyn, doświadczamy tego uczucia, jakby on był powtórzeniem czegoś, cośmy już kiedyś spełnili w podobnych okolicznościach. Przeprowadzamy bowiem w fizycznym porządku rzeczy to, cośmy już przeprowadzili na wyższym zakresie egzystencji w ciele duchowym i wśród duchowych ciał ludzi, których dopiero później dane nam jest poznać w ich bycie materialnym.

Przyjdzie czas, kiedy każdy duch dążący przez serię przekształceń do coraz większego udoskonalenia, nabędzie władzy dowolnego wnikania w zamierzchłą przeszłość wieków i nawiązywania wszystkich ogniw łańcucha swoich przeszłych przeobrażeń.

Wiele zdarzeń i wypadków ma swój początek nie w tym widzialnym świecie, ale w świecie ducha; bo rzeczy tego świata są zaledwie cieniem i słabym odbiciem tego, co się dzieje w dziedzinie nadzmysłowej. W miarę jak świat ducha podnosi się, i my się wznosimy. On to ogrzewa życiem wszystko dokoła nas, tak jak słońce na niebie pobudza do fizycznego życia roślinę, zwierzę i człowieka. A jak żywioł słoneczny przez niezbadaną kolej wieków udoskonala się ciągle, udoskonalając zarazem wszystkie twory i nadając im coraz szlachetniejsze kształty, tak i duchowy żywioł, czyli Potęga, oddziałując na tę planetę, czyni życie na niej coraz piękniejszym i doskonalszym.

 

POTĘGA WOLI

 

Powodzenie w interesach i wszelkim przedsięwzięciu jest wynikiem prawa ściśle określonego, nigdy zaś rezultatem trafu. Taka rzecz jak przypadek nie istnieje wcale. Tak zwane przypadkowe stoczenie się kamienia ze szczytu góry jest wynikiem sił, które od całego szeregu wieków pracowały w kamieniu.

Ty i twoje losy nie zależycie od przypadku, tak jak drzewo, począwszy od jego kiełkowania w zarodku. Na mocy prawa rządzącego wszechświatem jesteś wytworem skupiających się w tobie żywiołów; a jeżeli odkryjesz to prawo, możesz pokierować sobą do woli i stać się tym, czym zechcesz.

Twoja myśl, twój duch, a nie twoje ciało stanowi jaźń twoją rzeczywistą.

Myśl jest niewidzialną substancją tak rzeczywistą, jak woda, powietrze lub kruszec. Działa ona poza obrębem twojego ciała; idzie ku drugim, bliskim lub oddalonym, wpływa na nich, oddziałuje w danym kierunku, tak we śnie, jak i na jawie. Ta myśl stanowi twoją potęgę. Gdy nauczysz się nią władać i kierować nią odpowiednio, więcej pożytecznego zdziałasz w ciągu godziny niż przez tydzień czasu. Siła ta raz wprawiona w ruch, wzmaga się ciągle przez ćwiczenie.

Usposobienie twego umysłu wywiera wielki wpływ na powodzenie każdego przedsięwzięcia, bo w nim gromadzi się od nieprzeliczonych lat myśl - substancja wytworzona w wielu innych organizmach fizycznych. Umysł jest magnesem posiadającym własność przyciągania myśli cudzych i wysyłania ich na odległość. Rodzaj i gatunek myśli, którym naładowujesz twój magnes, przyciągnie do ciebie tenże sam rodzaj myśli. Jeżeli więc utwierdzisz się w silnym postanowieniu, nadziei, wesołości, siły, potęgi, sprawiedliwości, sło-dyczy, wyrozumiałości i systematyczności, tym samym przyswoisz sobie i skupisz dokoła siebie odpowiednie myśli -żywioły. Te zasadnicze własności żywiołów-myśli są tak realne, jak wszystko, co podpada pod zmysły. Im silniej napięty magnes w danym kierunku, tym skuteczniej działa. Twoja myśl jest w tej chwili w przestworzach, działająca niewidzialnie i przyciągająca do ciebie myśli ludzi, których nigdy nie widziałeś i którzy w przyszłości mogą w dobrym lub w złym kierunku oddziałać na twój los, a których jaźń duchowa łączy się z twoją i połączy kiedyś niewątpliwie w którejkolwiek formie bytu.

Kiedy myśli ściśle określone łączą się w ten sposób w danym kierunku i silnie powziętym wspólnie postanowieniu, potęga ich wzmaga się bez względu na odległość i musi w końcu dopiąć celu. Ale jeżeli myśli twoje krążą wciąż w zaklętym kole smutku, zniechęcenia lub złego humoru, wysyłasz na tysiące mil dokoła siebie żywioły beznadziejności i gniewu, które łącząc się z drugimi wzajemnie szkodliwie oddziałują na siebie. Tym sposobem i sobie, i drugim wyrządzasz krzywdę.

Myśl stale o sile i o zdrowiu, a przyciągniesz do siebie pierwiastki zdrowia i siły. Jeżeli jesteś ufnym, zdeterminowanym, spokojnym, a masz przed sobą zakreślony cel, oparty na prawie i sprawiedliwości; jeżeli intencje twoje są czyste, a zamiary uczciwe - pracujesz w milczeniu nad tym, aby przyciągnąć do siebie jednostki mogące dopomóc ci w twoim przedsięwzięciu. Toż samo ma miejsce, jeżeli działasz w złym kierunku, przez obłudę i nieuczciwość, bo zło przyciąga złe, i zawsze w końcu samo sobie jest karą. Kłótnie i wymiana ostrych słów podczas narady nad daną kwestią wywołują zawsze szkodliwe skondensowanie się ujemnych żywiołów, wtedy gdy spokojne i beznamiętne roztrząsanie sprawy powołuje do działania siły twórcze, wpływające dodatnio. Myśli więc nasze, milczące lub wypowiedziane głośno, pracują zawsze w odpowiednim kierunku przyciągając do siebie ujemne lub pomocne wpływy - są one jakby niewidzialnym materiałem budowlanym pod gmach danego zamysłu. Kiedy się ma cel jakiś przed sobą, trzeba powziąć silne postanowienie dopięcia go i nie marnować swojej siły, a szukać pomocy w sobie samym.

Nasze ciało nie jest bowiem jedynym wytwórcą sił, z którymi mamy do czynienia; jest ono tylko narzędziem naszego umysłu, czyli duszy. Kiedy myśl nie zużywa ciała, pracuje ona w innym zakresie z daleko większą siłą, i to nie tylko w czasie czuwania, ale i podczas snu. Uporczywa myśl tak nieraz zmorzy ciało, że nie jest ono zdolne przyswoić sobie nowych idei, w miarę jak one napływają. Każde zaś powodzenie danego interesu oparte jest na ciągłym napływie nowych idei i planów.

Duch twój, czyli myśl, działa na drugich, podczas kiedy śpisz. Jeżeli udajesz się na spoczynek zły, zmartwiony lub zniechęcony, twoja niewidzialna jaźń, opuszczając ciało, pójdzie na spotkanie drugich, podobnych tobie żywiołów, rozgoryczonych i gniewnych. Im lepsze będzie twoje u- sposobienie podczas układania się do snu, kiedy duch twój oswobodzony przenika w inny byt, tym lepsze siły napotka w tym drugim bycie. Ten, kto nie ma określonego celu w życiu, a daje się tylko nieść prądowi fali - którego myśli są rozproszone w różnych kierunkach i nie koncentrują się na niczym - ten będzie zawsze niespokojny, nadąsany albo nieszczęśliwy, a stan jego umysłu odbije się niechybnie na jego zdrowiu.

Duch twój poza obrębem ciała ma daleko liczniejszych znajomych i sojuszników oraz szersze pole działania niż podczas czuwania dziennego, kiedy obawy, nadzieje, przesądy rozpraszają go w różnych kierunkach. Omawianie głośno jakiegoś planu lub projektu wytwarza siły za lub przeciw niemu działające. Nowy wynalazek jest nową siłą twórczą. Sympatia również jest siłą. Dobra wola skierowana ku nam lub naszym przedsięwzięciom jest realną, żywą, czynną substancją, której prąd idzie ciągle ku nam. Złą wolę można przezwyciężyć wysyłając na jej spotkanie myśl życzliwą. Dobro bowiem jest silniejszym symbolem od złego i może zawsze wziąć nad nim górę.

Niebezpiecznym jest też sobie robić wrogów nawet w sprawie słusznej i sprawiedliwej. Nie należy też bez potrzeby rozpowiadać o swoich interesach i tajne swoje zamysły wysyłać w przestrzeń, bo mogą być podchwycone i zużytkowane przez drugich. Powietrze przesycone jest rzekomymi tajemnicami, które udzielają się tysiącom ludzi pod postacią wrażeń, przypuszczeń lub nastrojów. Kiedy zainteresowanie się, sympatia i dobra wola łączą się ze sobą w wymianie myśli i zdań o danym przedmiocie, wywołują prąd myśli pro- mieniujący na odległość i szerzący się w kierunku drugich umysłów, w których budzą odpowiednie zaciekawienie, przez co milczące siły twórcze tkwiące w żywiołach myśli, pobudzone są do działania.

Odnośnie więc do planów twoich i zamiarów, jeżeli po niejakim czasie zniechęcisz się i zaniechasz silnego postanowienia dopięcia celu, zaniedbujesz w połowie rozpoczętą budowę, pod którą przyciągająca wola twoja gromadziła materiał niewidzialny. I tak, jeżeli usilnie pragniesz mieć do czynienia tylko z dobrymi ludźmi, mogącymi ci dopomóc w przeprowadzeniu twoich zamiarów, siła napięta twojej woli zbliży ich do ciebie. To, co przeżywasz w myśli, staje się rzeczywistością. Trzeba silnie ufać w swo- je powodzenie. Setki wynalazców i artystów zmarnowało się dlatego, że nie umiało uprawiać sztuki wybicia się naprzód. Tej sztuki nabywa się nawyknieniem do zwyciężania w myśli wszelkich przeszkód. To ćwiczenie duchowe wytwarza waleczność, odwagę, takt, zręczność, które sobie przyswajamy i asymilujemy stopniowo, biorąc w posiadanie to, co nam się słusznie należy i co sobie wywalczamy wytrwałością.

Możemy nieprzebrane zasoby myśli będącej substancją, czyli siłą, gromadzić w swoim umyśle i posługiwać się nią jak bronią w walce o byt. Kiedy więc natrafiamy na jakieś trudności, trzeba myśl swą jak magnes nastawić w kierunku przyciągania ku sobie odpowiednich sił i pomysłów dla zwalczania przeszkód. W ciągłym przeżuwaniu przykrości i niesprawiedliwości, jakich padamy ofiarą - tracimy na skargach, żalach, gniewie, bądź wypowiedzianym, Í>(» ş Í>&Ň!Í>(»bądź milczącym - siłę odporną myśli zwycięskiej.

 

ŚWIĘCENIE NIEDZIELI

 

Przykazanie Boże święcenia Sabatu, nakazuje nam dzień jeden w tygodniu poświęcić wchłanianiu w siebie żywiołów duchowych. W angielskim języku niedziela, sunday, oznacza dzień słoneczny. Słońce ogrzewa ziemię całą, toteż starożytne narody oddawały mu cześć jako bóstwu, z którego powstały pierwiastki życia. Słońce jest zewnętrznym wyrazem Najwyższej Potęgi, do której wznosić powinniśmy w pokoju serce nasze i ducha. Umysł spokojny jest w zgodzie z całym światem, a przez to samo nabywa potęgi. Taki umysł, zespolony ze źródłem swego bytu, idzie naprzód i pracuje z Bogiem.

Ażeby zwiększyć napływ duchowych żywiołów, człowiek powinien w dni świąteczne oderwać się od pracy i wszelkiego uciążliwego zajęcia. Wypoczynek stanowi sam przez siebie sztukę wymagającą pewnej umiejętności. Zdolność dowolnego zrzucania z siebie trosk i codziennych kłopotów może być nabytą przez wprawę, a przynosi ona ze sobą spokój, o którym wspomina Pismo święte. Można go zdobyć modląc się i prosząc o usposobienie ducha, który wyczerpawszy swoje zasoby spuszcza się we wszystkim i ufa Najwyższej Potędze, poddając Jej wszystkie swoje władze. Takie usposobienie jednak nie przychodzi samo przez się. Trzeba czasu, aby wykorzenić w sobie dawne błędy, wynikające z braku wiary, i wyrobić w sobie nowy umysł i nowego ducha, posiadającego własność przyciągania do siebie dodatnich, a nie ujemnych pierwiastków. Trzeba też czasu, aby się pozbyć błędnego mniemania, że tylko fizyczna praca i materialne wysiłki doprowadzają do pomyślnych rezultatów. Duchowy wzrost i odrodzenie polega na zrozumieniu, że pracujemy na podwójnym planie egzystencji, w świecie widzialnym i niewidzialnym, i że działanie sił ukrytych daje lepsze i pomyślniejsze wyniki odnośnie zdrowia, fortuny, powodzenia itp.

Wielu ludzi przez długoletnie przyzwyczajenie nie może powstrzymać umysłu swego od pracy. W dni świąteczne i powszednie, w domu i w kościele, nie przestają oni myśleć o interesach swoich, przedsiębiorstwach i kłopotach, a trwa to póty, póki ich fizyczny organizm, będący narzędziem, którym się posługuje duch, nie ulegnie zupełnemu wyczerpaniu. Umysł w pokoju odżywia się i zasila duchowymi żywiołami, które sobie przyswaja. Toteż dni świąteczne, poświęcone wypoczynkowi, któremu towarzyszyć powinna gorąca prośba o wyzbycie się i zrzucenie z siebie brzemienia trosk po- wszednich, są nader pożyteczne, bo duch nasz oswobodzony wchodzi w ściślejszy zespół z Duchem i Potęgą Wszechbytu i przenika się jego Istotą. Powinniśmy zaczynać dzień taki gorącą modlitwą, aby serce nasze stanęło otworem nie tamowanemu niczym napływowi sił duchowych i nauk, jakie dzień ten dla nas zawiera. Toteż niedziela nie powinna nigdy być dniem pośpiechu, zamieszania, obcowania z tłumem ani głośnych zabaw. Kiedy idziesz do kościoła, niech to będzie w intencji zbliżenia się do Boga i zaczerpnięcia siły u źródła Wszechmocy. Jeżeli idziesz na przechadzkę lub chcesz użyć jakiejś rozrywki, chodź krokiem wolnym i zabawiaj się spokojnie. W każdym z nas są dwie istoty: fizyczna i duchowa, z których każda ma swoje potrzeby i zmysły. W niedzielę powinniśmy dać wypoczynek ciału, aby dozwolić duchowi odnowić się i wzmocnić. Pożytecznie też jest kłaść się w sobotę do snu w usposobieniu wypoczętym, bo umysł skierowany odpowiednio zaczerpnie podczas snu żywioły pogodne, które go lepiej usposobią do zakosztowania niedzielnego wywczasu.

Podajemy poniżej myśl modlitwy, z którą człowiek powinien udawać się na spoczynek:

"Błagam Cię Boże, Źródło Wszechmocy, abyś odwrócił myśli moje od kierunku, w jakim szły przez cały ubiegły tydzień i dał mi poznać dobro i korzyść, jaką duch mój i ciało osiągną przez wypoczynek świąteczny, który da mi siły fizyczne, aby oprzeć się chorobom, wzmocni mnie na umyśle i doda energii do prowadzenia dalszej pracy, o której dziś zapomnieć pragnę. Dozwól mi zaczerpnąć siły, którą jako objaw mocy Twojej rozlałeś we wszechświecie w słońcu i w roślinie wszelkiej, której dałeś wzrost i życie".

Budząc się rano, wchłaniaj w siebie światło i radość budzącego się dnia i nie zasępiaj go myślami kłopotliwymi. Zanurzaj niejako całe jestestwo twoje w wielkim zbiorniku ciągle odradzających się sił przyrody, a zaczerpniesz w nich moc odżywczą.

 

SZTUKA JEDZENIA

 

Usposobienie, w jakim zasiadasz do stołu, daleko większe ma znaczenie od tego, co spożywasz; albowiem jedząc wcielasz w twoją duchową jaźń myśli, którymi zaprzątnięty jest twój umysł. Jeżeli więc myśli twoje są gniewne, smutne lub zniechęcone i obracają się w kole doznanych krzywd lub przykrości, jeżeli przy tym jesz w pośpiechu i z niecierpliwością, przyswajasz sobie szkodliwe żywioły duchowe, których materialnym pośrednikiem jest dana strawa.

Bardzo pożytecznym jest odmawianie krótkiej modlitwy przed każdym posiłkiem, bo tym sposobem przyzywamy prąd myśli pożytecznych tak dla ciała, jak i dla ducha. Myśląc o chorobie lub jakiejkolwiek przykrości podczas jedzenia, wprowadzamy do organizmu szkodliwe pierwiastki, co zawsze w końcu musi się odbić na naszym zdrowiu, albowiem umysł nasz znajduje się wówczas w stanie biernym i podatnym do przyjęcia każdego wpływu. Każda praca, chociażby naukowa, szkodliwą jest podczas jedzenia, bo wymaga wyładowania się siły wtedy, gdy robimy jej zapasy. Jeść prędko, machinalnie, nie przeżuwając, jest bardzo szkodliwym nawykiem. Każda przysługa oddana ciału powinna być spełnioną duchowo, w sposób przyjemny i wywołujący zadowolenie. Wiele pożytecznych żywiołów myśli asymilujemy w sobie, jedząc powoli, z rozwagą i w swobodnym usposobieniu ducha.

Złą oznaką jest, kiedy kto twierdzi, że mu wszystko jedno jest, co je, byle był nasycony. Duch nasz wymaga rozmaitości posiłków i przypraw. Kiedy smak nasz i podniebienie obojętnieją na wszystko, jest to dowodem, że duch nasz tępieje i zwyradnia się. Im więcej człowiek jest uduchowionym, tym wybredniejszym staje się jego podniebienie, bo duch jego osiąga przyjemność za pośrednictwem zmysłu smaku.

Duch żądny jest życia i objawia swe pożądanie wszystkimi cząstkami fizycznego swego organizmu. Jeżeli któryś z materialnych organów jego stępiony zostaje przez nadużycie, tym samym pozbawiony zostaje życia i przywiązanych do niego rozkoszy. Należy jeść powoli, z rozwagą, delektując się każdym kąskiem, bo on służy za fizycznego pośrednika życia, wprowadzanego do dziedziny duchowej. Łakomca wrzuca do swego żołądka strawę, jak palacz wrzuca paliwo do pieca, w zbyt wielkiej ilości, aby się mogła od razu spalić.

Jeżeli zasiadasz do obiadu w towarzystwie miłych i wesołych współbiesiadników, którzy się zabawiają swobod- ną rozmową, wolną od wszelkiej troski, irytacji i sarkazmu, masz w nich cennych oraz pożytecznych współpracowników dla osiągnięcia w danej chwili, za pomocą odżywiania, jak największych korzyści, tak dla ciała twego, jak i dla ducha. Czas bowiem poświęcony przyjemności nie jest nigdy stracony, jeżeli tylko umiemy zrobić zeń odpowiedni użytek.

Każdy wysiłek umysłowy lub fizyczny powinien być połączony z zadowoleniem. Przyjemność, jaką nam sprawia sen, jedzenie, spacer i inne zajęcia powszednie, jest dowodem, że żyjemy jak należy.

Kłótnie podczas jedzenia z każdym kąskiem wprowadzają do naszego organizmu szkodliwe pierwiastki. Nie należy też lękać się, że ta lub owa potrawa może nam zaszkodzić, ale przeciwnie, trzeba myśleć, że pójdzie na pożytek naszego zdrowia, i jeść, aby chwalić Najwyższą Potęgę, której jesteśmy dziećmi.

Trzeba też prosić Boga przed jedzeniem, abyśmy zapomnieli zgoła o tym, że mamy żołądek. Jedz jak ptak, który wie tylko, że posiłek idzie tam, gdzie mu natura wskazuje, a zakosztowawszy przyjemności pożywienia nie troszczy się więcej o nie. Jeżeli będziesz ciągle rozmyślał nad tym, że masz chory żołądek, skończysz niewątpliwie na dyspepsji.

Wskazówki co do jedzenia daje sama natura. Jedz to, na co masz ochotę. Jeść dla nabycia siły, kiedy to nie sprawia żadnej przyjemności, przynosi mały pożytek, bo jest to zadawaniem przymusu ciału i duchowi.

Najświeższe mięsa, jarzyny i owoce zawierają najwięcej odżywczej siły. Solone mięsa i zakonserwowane jarzyny zatrzymują w sobie tylko ziemskie żywioły, pozbawione życia. Jeżeli czujesz się głodny przed udaniem się na spoczynek, jedz umiarkowanie. Jeżeli bowiem położysz się spać głodnym, duch twój podczas snu szukać będzie żywiołów fizycznego zaspokojenia, a nie duchowych pierwiastków siły. Zwierzę zasypia zwykle nakarmiwszy się i trawi równie dobrze podczas snu jak i podczas czuwania. Jeżeli jakaś potrawa kiedyś ci zaszkodziła, to nie racja, abyś mniemał, że tak będzie i nadal, bo żołądek trawi lub nie trawi stosownie do jakiegoś dawno zakorzenionego przesądu lub uprzedzenia. Należy je przezwyciężyć, aby się uwolnić od tyranii niesfornego organu, którego zachciankom i kaprysom podlegaliśmy zbyt długo.

Jeżeli czujesz apetyt do mięsa, to jedz, bo źle uczynisz odmawiając ciału twemu pożądań jego. Mięso jest wprawdzie grubszym i pospolitszym pokarmem od innych, ale i twoje ciało jest grubszym i pospolitszym od ducha. Jest ono żywiołem ziemskim i jako taki potrzebuje ziemskiego odżywiania.

Jedząc mięso powinieneś pożądać tego, co najczystsze jest i najlepsze dla twego ciała i ducha, a wtedy przyswoisz sobie najlepsze jego żywioły. Uduchowienie ciała bowiem, tak aby ono się stało narzędziem i wyrazem najwyższych władz ducha, nie jest wynikiem jakiejś mechanicznej i sztucznej metody, ale wypływa z aspiracji, która stopniowo zwalcza grubsze instynkty. Jeżeli zagładzasz twoje ciało, podniecasz tylko niższy jego apetyt; i tak możesz jeść mięso w wyobraźni nawet wtedy, gdy go odmawiasz twemu żołądkowi. Rezultat zaś tego jest gorszy, niż gdybyś je jadł w istocie, bo umysł twój przeżuwa to, czego pozbawiasz podniebienie, koncentrując swoją siłę na owym przedmiocie, zamiast spożytkować ją w lepszy sposób.

Grube instynkty bywają ujarzmione, ale nie zwalczone silną wolą, i dlatego zawsze gotowe są wybuchnąć i w innej formie. Ten, który jest ostrym i nieubłaganym względem siebie, bywa często ostrym i niewyrozumiałym względem drugich. Jeżeli osłabisz twoje ciało, zmniejszysz jego odporność względem złych wpływów.

Mięso zawiera w sobie element pozytywny. Jest ono ciężkie, silne, nierozciągliwe, ma w sobie ducha zwierzęcego uporu i okrucieństwa, który pochłaniamy z nim razem, ale możemy złagodzić jego ujemne pierwiastki, uszlachetnić je i obrócić na swój pożytek.

Musimy uwzględnić wymagania świata, na którym żyjemy, i w tym planie egzystencji zastosować się do jej warunków, starając się osiągnąć z nich najwięcej korzyści dla siebie. Potrzebujemy bowiem przyswoić sobie pewne żywioły organizmów zwierzęcych. Z tego jednak nie wynika, abyśmy mieli być zaślepieni, uparci i brutalni. Duch nasz powinien ułagodzić i usubtelnić niższe żywioły zwierzęce, przetwarzając je na łagodną stanowczość i odwagę, pozbawioną szorstkości i gwałtowności. Żywioł osiągnięty z mięsa może więc być pomocnym duchowi w osiągnięciu tych zalet.

Ludzie z czasem przestaną przyjmować mięsne pokarmy, bo nie będą odczuwać ich potrzeby - duch bowiem drogą ciągłej ewolucji dąży do coraz wyższego rozwoju, a w przyszłości ciała nasze i duchy będą o wiele subtelniejsze i wytworniejsze. Aspiracja ku coraz wyższej formie bytu uwolni ciała nasze od grubszych instynktów. W miarę jak duch nasz będzie się uszlachetniać, fizyczne zmysły nasze staną się coraz subtelniejsze. Staniemy się coraz wybredniejsi w wyborze naszego pożywienia. Odmawianie zaś systematyczne ciału naszemu jego pożądań jest oznaką braku wiary w Najwyższą Potęgę, bo usiłujemy o własnej sile przekształcić się w istoty wyższe, kiedy tylko ta potęga może nas wywyższyć. Tylko bowiem umysł dążący do uszlachetnienia może uszlachetnić ciało.

 

JAK SIĘ ĆWICZYĆ W ODWADZE

 

Odwaga i przytomność umysłu są synonimami. Przytomny umysł panuje zawsze nad sobą. Wszelkie powodzenie na świecie oparte jest na odwadze, niepowodzenie na nieśmiałości. Można uprawiać w sobie odwagę, potęgując ją z każdym dniem i godziną, a to przez systematyczne ćwiczenie się w zastanowieniu i rozwadze, co się stosuje zarówno do czynu, jak i do mowy, do powszednich zajęć codziennych, jak jedzenie, picie, czytanie, spacer itp.

W każdym pośpiechu tkwi zawsze jakaś obawa ukryta, abyśmy się nie spóźnili na pociąg albo nie stawili się punktualnie na umówionym miejscu spotkania, albo nie pozbawili się przez brak akuratności jakiejś spodziewanej chwili rozrywki. Tym sposobem otwieramy umysł nasz napływającemu prądowi ciągłego lęku, który przechodzi z czasem w takie nawyknienie, że są osoby, które zwykły wszystko robić gorączkowo i z nieuzasadnionym pośpiechem. Lęk ten i obawa są dowodem, że nie umiemy kontrolować naszego umysłu.

Przez zastanowienie można nabyć wprawy w dowolnym kierowaniu prądem swoich myśli. Ćwiczenie się w odwadze polega na tym, abyśmy każdą czynność wykonywali rozważnie. Jeżeli nawykniemy do opanowania naszej siły i niemarnowania jej bez potrzeby na drobnostki, postawimy pierwszy krok na drodze postępu. Im lepiej zaś nauczymy się koncentrować myśli na tym, co robimy, choćby to była czynność najpowszedniejsza, tym dokładniej ją wykonamy. Tym sposobem zastanowienie stanie się drugą naszą naturą, i pracować będzie bezwiednie i mechanicznie bez żadnego wysiłku z naszej strony.

Nieśmiałość wynika zwykle z tego, że zapatrujemy się na zbyt wiele trudności i przeszkód naraz. W rzeczywistości mamy je pojedynczo do zwalczenia. Jeżeli mamy w ciągu dnia spotkać się z kimś nieprzyjemnym, szorstkim i zgryźliwym, myślimy o tym naprzód ubierając się, jedząc i spacerując, wyobrażając sobie w myśli wymianę przykrych słów, jaka ma nastąpić. Tym sposobem pozbawiamy ciało swoje pożytku przyjemności i wypoczynku, i pożywienia, a nadając myślom naszym kierunek niewłaściwy, wprowadzamy do dziedziny rzeczywistości żywioły wytworzone naszą wyobraźnią.

Ażeby osiągnąć to, czego wszyscy pożądamy, to jest szczęście, musimy zawsze i wszędzie trzymać umysł swój pod ścisłą kontrolą. Aby zaś osiągnąć takową, koniecznym jest dawać baczną uwagę na każdy drobny szczegół danej rzeczy lub czynności, bo jeżeli przez pośpiech zaniedbamy lub pominiemy podrzędne na pozór szczegóły, łatwo wytrącimy myśl naszą z równowagi i wprowadzimy weń żywioł chaotyczny. Umysł nasz powinien zawsze być przytomnym i gotowym do działania w danym kierunku, odbiega zaś od nas, gdy np. zawiązując trzewik, myślimy o tym, co się dzieje w polityce, lub też temperując ołówek zaprzątamy sobie głowę tym, co nas ma spotkać jutro.

Nawyk robienia dwóch rzeczy naraz i odbiegania myślą od doraźnej czynności jest powodem, że coraz trudniej nam przychodzi skoncentrować umysł nasz na jednym punkcie. Przeskakuje on bowiem ciągle od jednego przedmiotu do drugiego tak, że staje się w końcu niepodobnym utrzymać go w spokoju przez dziesięć sekund. Przez ćwiczenie się ciągłe w spokoju i zastanowieniu można dojść do opanowania tej ruchliwości i przykucia myśli do danego przedmiotu tak długo, jak sami chcemy. Można też tym sposobem dojść do wprawy przerzucania się dowolnie z jednego usposobienia w drugie, zasypiania momentalnego lub pogrążania się w półśnie marzeń.

To są tylko drobne cząstki możliwości, które osiągnąć może umysł ludzki. Nie ma granic jego postępowi na drodze do coraz większych zdobyczy za pomocą wzmagającej się jego władzy. Nie ma tego, czego z czasem umysł nie mógłby dokonać. Kroki zaś wiodące do tego udoskonalenia są tak drobne i nieznaczne, że wielu lekceważy je jako nic nie znaczące.

Indianie posiadają sposoby doraźnego opróżnienia umysłu z wszelkich myśli i znieczulenia go na trwogę, a nawet ból fizyczny. Naród ten bowiem jest daleko spokojniejszy i bardziej zastanawiający się od ras zachodnich. Uprawiając bezwiednie sztukę spoczynku duchowego oraz fizycznego i wiodąc życie bardziej zbliżone do natury, spotęgowali oni w sobie siłę ducha. Powolność ruchów daje czas umysłowi śledzić i kontrolować takowe wtedy, gdy my weszliśmy w zwyczaj pozwalania naszemu ciału rzucać się i poruszać bezwiednie, bo nie dajemy sobie czasu myśleć o tym, co robimy.

Wystraszony pasażer, kiedy okręt jest bliski zatonięcia, będzie biegał bez celu po pokładzie, tracąc głowę. Rozważny człowiek, nawykły do zastanowienia, zachowa się spokojnie wobec niebezpieczeństwa i będzie obmyślał sposoby ratunku.

Ćwiczyć się w odwadze - jest to ćwiczyć się w zastanowieniu nad każdą najdrobniejszą rzeczą, bo to nas uczy trzymać naszą siłę w rezerwie i nie marnować jej bez potrzeby.

Odwaga nie tylko czynu, ale i myśli potrzebna jest w każdym przedsięwzięciu, aby nie dać się zniechęcić i odwieść od danego zamiaru przez trudności, które trzeba zwalczać. Trzeba w każdą czynność, nawet banalną, wkładać odpowiedni zasób sił, a nie nadmiar takowej i myśleć o tym, co się robi, a nie pozwalać wyobraźni swojej odbiegać w innym kierunku. Z czasem nauczymy się odmierzać siłę swoją w stosunku odpowiednim do danej czynności. Umysł człowieka przytomnego, który pozornie cały jest zajęty tym, co robi w danej chwili, zawsze jak czujny wartownik stać będzie na straży, aby ostrzec go w potrzebie o grożącym skądinąd niebezpieczeństwie.

Zastanawianie się nad każdym czynem i ruchem jest podstawą odwagi moralnej i fizycznej. Rozwaga ta jednak nie pociąga za sobą powolności czynu. Jak myśl działa z błyskawiczną szybkością, tak i ciało, gdy tego wymaga potrzeba, może poruszać się rzutko i raptownie, tylko pobudki czynu muszą być jasno wytknięte i uplanowane w umyśle oddziałującym na muskuły. Umysł bowiem jak załoga powinien być zawsze uzbrojony i utrzymany w karności wojskowej, aby być gotów dać odpór nieprzyjacielowi na każde zawołanie.

Mnóstwo drobnych czynności codziennych, jak podnoszenie przedmiotów z ziemi, otwieranie i zamykanie szuflad, ustawianie flaszek na biurku, ubieranie się i jedzenie, wykonujemy bezwiednie, w sposób dorywczy i bezmyślny, zwłaszcza jeżeli umysł nasz zaprzątnięty jest czymś innym. Chwytamy, rzucamy różne przedmioty, czym osłabiamy i nużymy się fizycznie, poddając się bezwiednie ciągłej jakiejś panice, objawiającej się gorączkowym i nerwowym nastrojem ducha.

Trzeba koniecznie pracować nad sobą, aby się pozbyć tego zgubnego nawyknienia, nauczyć się opanowywać swoje myśli i przykuwać je do czynności danej chwili, nie po- zwalając się im rozpraszać w różnych kierunkach. Będzie to pierwszym krokiem postawionym na drodze do zdobycia odwagi i przytomności umysłu, który potrafi czoło stawić wszelkim przeciwnościom życia.

 

POTRZEBA REKREACJI

 

Rekreacja, wyraz cudzoziemskiego pochodzenia, oznacza odrodzenie; zadaniem jej bowiem jest odrodzić umysł i ciało. Każda zdrowa i racjonalna rozrywka przyciąga ku nam odżywcze i twórcze prądy myśli, czyli niejako odtwarza nas na nowo. Życie bez rozrywki i wytchnienia, smutne, posępne, samotne i idące jednostajną rutyną pracy, działa destrukcyjnie i rozkładowo na proces żywotny ciała.

Rekreacja nie tylko odrzuca w danej chwili troskę powszednią, ale przymnaża zdolności oparcia się jej i zwalczenia takowej; bo zdrowie i sprężystość ducha stanowi o zdrowiu ciała. Nie tyle zaś potrzebujemy dbać o unikanie trudności, ile o siłę i odwagę w ich przełamaniu. Gdyby dorośli ludzie umieli zabawiać się tak swobodnie jak dzieci, zachowaliby elastyczność i rześkość młodzieńczego wieku. Dzieci karmią się wzajemnie żywotnym elementem wesołości, który staje się dla nich bodźcem siły, kiedy przeciwnie, ludzie przymuszający się w towarzystwie drugich do mozolnej pracy, która nie przedstawia dla nich żadnego interesu i wiodący życie bezbarwne, monotonne i niczym nie urozmaicone, muszą w końcu stać się ociężali i pozbawieni odporności mięśni i ducha.

Każdy wysiłek, czy to kopanie rowu w ogrodzie, czy też pisanie literackiego artykułu, może być dla nas źródłem przyjemności i napływu żywotnego elementu. Drobne czynności życia potocznego, wykonywane z przyjemnością, stanowić mogą także pożyteczną rozrywkę. Tymczasem weszliśmy w zwyczaj zużywania niepotrzebnie siły naszej muskularnej w sposób nie dający nam żadnego zadowolenia. I tak chwytamy gorączkowo palto nasze wiszące na haku, piszemy w pośpiechu list, kreśląc niewyraźne litery i nie dając sobie czasu włożyć go porządnie do koperty, przerzucamy pobieżnie książkę, zamiast czytać ją od początku do końca. Każde zaś wyładowanie się siły, które nie przynosi nam żadnej przyjemności, działa destrukcyjnie na ciało, przydając mu cząsteczkę żywiołu rozkładowego. Przy tym utwierdza nas w nawyknieniu do niecierpliwości i niepokoju. Nie praca bowiem zabija ludzi, ale sposób, w jaki oni pracują.

Spokojna i rozważna praca jest sama w sobie wypoczynkiem. Ale sztuka wypoczynku rozciąga się od nic nie znaczącej czynności zakrzywienia palca, do stałego przyzwyczajenia do porządku, który stara się każdą szpilkę lub pióro złożyć we właściwym miejscu. Wszystko, co robić będziemy w spokojnym i zrównoważonym stanie ducha, będzie dobrze zrobionym i nie będzie potrzebować poprawek, na które zużywamy dużo czasu. Ale co jest ważniejsze, to że spełniając fizyczne czynności z zastanowieniem i spokojem, udoskonalamy się duchowo.

Największe rezultaty w życiu osiągamy nie przez materialne wysiłki; są one wynikiem sił przyciągających, a pracujących poza obrębem naszego ciała.

Tym sposobem każdy chętny wysiłek, przyzywający w pomoc drugie chętne siły, przyswajać sobie będzie i asymilować cząstkę takowych, nie zużywając wszystkich od razu w danym przedsięwzięciu. Dlatego to powinniśmy wytwarzać dokoła siebie przyjazną atmosferę i otaczać się ludźmi wielkiego umysłu i ducha, zwłaszcza w chwilach, kiedy pozostajemy w spoczynku i w usposobieniu odbiorczym, podatnym dobrym wpływom. Prąd tych myśli niedostrzegalny dla oka, przenikać nas będzie i wsiąkać tak głęboko w nasz umysł, że przemieni się niejako w ciągłe, duchowe obcowanie, które pozwoli nam zaliczyć samotność do najmilszych chwil w życiu. Rozkoszą bowiem stanie się dla nas zanurzanie się w tym niewidzialnym oceanie myśli, bytu i indywidualności, który otacza nas zewsząd. Zdolność tę zaludniania świata duchem nieobecnych posiąść może każdy z nas. Zrazu odczuwać będziemy wpływy ich słabo i niewyraźnie, ale z czasem rzeczywistość tego świata uwydatni się coraz bardziej naszym zmysłom duchowym. Indyjscy jogowie, wiodący żywot kontemplacyjny, oderwany od świata, dokonywali nadzwyczajnych rzeczy z pomocą siły duchowej, a tajemnica takowej polegała na wystrzeganiu się wszystkiego, co wznieca niepokój lub wymaga przykrego wysiłku. Głównie jednak opierała się ona na świadomości i głębokiej wierze w Najwyższą Potęgę, którą bezustannym pożądaniem przyciągali do siebie.

W ten świat niewidzialnego istnienia wkraczali niekiedy poeci, dramaturgowie i wiele głębokich umysłów czerpało w nim natchnienie. Gdyby ci pisarze lepiej byli znali prawa bytu i wznieśli się ponad dziedzinę materialnych wierzeń i pojęć, uwierzyliby w istnienie wyższych i subtelniejszych ducho-wych zmysłów, a powierzając się ich kierunkowi, zyskaliby nieśmiertelność, duch ich wygłaszałby prawdy, które by materialny ich umysł odrzucał i zaprzeczał.

Dziś jednak zaczyna już świtać lepsza przyszłość, a człowiek przez świadomość wznosi się do pojęcia życia lepszego i piękniejszego.

 

BŁĘDNE POJĘCIE ŚMIERCI

 

Istnieje Najwyższa Potęga i siła kierownicza, która przenika i rządzi wszechświatem. Stanowimy cząstkę tej siły, a jako tacy posiadamy możność przyciągania jej do siebie bezustannie, pożądaniem milczącym, prośbą i modlitwą o udzielenie nam coraz więcej właściwości, zalet i istoty tejże siły.

Tym sposobem każda myśl nasza, napięta ku swemu źródłu i czerpiąca zeń nowy napływ życia, staje się rzeczywistością, czyli siłą konkretną, którą wola nasza rozporządza, budując z niej w przyszłości gmach swego zamysłu.

Myśl jednak nie jest wyłączną własnością człowieka.

Słońce jest materialnym obrazem Najwyższej Mądrości, a każdy promień, jaki ono wysyła ziemi, jest przesycony życiem i świadomością, która tkwi w zarodku wszędzie, gdzie się życie objawia. Roślina ma jej więcej niż kamień, zwierzę więcej od rośliny, człowiek więcej od zwierzęcia, jedni ludzie więcej od drugich, a aniołowie więcej od ludzi.

Nawet w przedmiotach martwych tkwi życie w zarodku. Siła, ruch, świadomość, życie przenikają cały bezmiar stworzenia. Pojęcie śmierci powstało tylko w ludzkim umyśle, a pochodzi ono tylko stąd, że człowiek niezdolny jest patrzeć poza materię. I tak, kiedy drzewo przestaje wydawać liście i soki żywotne przestają w nim krążyć, człowiek poczytuje je za martwe i obumarłe, i to wtedy, gdy życie, instynkt takowego i ruch w zarodku tkwią zawsze w drzewie i rozkładają je na cząstki, co ludzie nazywają procesem gnilnym. Gdy przeciwnie, jest to nowy objaw wszystko przenikającej myśli, usiłującej objawić się pod nową formą bytu, zmierzającego do wyższego stopnia udoskonalenia.

Ta sama siła życia objawia się rozkładem ciała człowieczego w chwili tak zwanej śmierci. Gdyby ciało naprawdę było martwym, pozostałoby w stanie, w jakim jest w chwili, kiedy człowiek przestaje oddychać.

Przyjęte więc powszechnie pojęcie śmierci rozmija się z prawdą.

Nieskończona świadomość, której materialnym wyrazem jest wszechstworzenie, obdarzone siłą zarodkową i instynktem gatunkowego rozwoju, pracuje bezustannie nad urzeczywistnieniem szczęścia danego tworu, objawia się on bowiem w coraz większym udoskonaleniu. Rośliny, zwierzęta, ptaki, żyjące w stanie dzikości i zupełnej swobody doświadczają pełnego zadowolenia bytu. Gdy więc człowiek wdaje się pomiędzy nie i zaczyna je sztucznie hodować, gwałci prawo natury i przeszkadza ich rozwojowi, tamując ich swobodę.

Roślina, ptak i zwierzę utrzymują się same i nie potrzebują ludzkiej interwencji. Dzika gęś np. jest silniejsza, lotniejsza i zgrabniejsza od hodowanej. Wychowuje sama swoje pisklęta i kieruje się instynktownie ku cieplejszym lub chłodniejszym krajom. Ten instynkt jest jej danym przez Najwyższą Mądrość, objawiającą się w każdym tworze. Zwierzęta i ptaki hodowane przez ludzi po kilku pokoleniach tracą siłę, częstokroć zwyradniają się, podlegając różnym chorobom, od których wolne są na swobodzie. Ukształtowane bowiem przez Najwyższą Mądrość, posiadają one wrodzony instynkt, zdolność i metodę zrealizowania jak najwyższej formy udoskonalenia i szczęścia. Kiedy więc człowiek dla samolubnych celów przyswaja je sobie, stawia zaporę zmaterializowanej myśli i prawdzie wyższych potęg, które do czasu tylko pozwalają mu działać na swoją rękę. Z czasem wszystko, co sztuczne; wszystko, co zostało spaczone przez człowieka i sprowadzone z dróg naturalnych, nie wykluczając samego człowieka, musi powrócić do stanu naturalnego, będącego wyrazem Myśli Najwyższej.

Szybkolotna, kształtna dzika gęś jest prawdą natury. Bezradna, ociężała, niezgrabna gęś folwarczna jest kłamstwem i dowodnym wykazaniem tego, co człowiek robi z prawdą, kiedy się z nią obchodzi po swojemu. Ileż to zwierząt i roślin zostaje wykoślawionych, pokaleczonych, chorobliwie rozrośniętych lub skarłowaciałych, nadmiernie utuczonych, lub też wygłodzonych, aby dogodzić celom i fantazji ludzkiej.

Wszystkie usiłowania człowieka poprawienia planu Bożego, ujawniającego się w porządku natury, są błędem. Powrót jednak do stanu naturalnego, który musi z czasem nastąpić, nie oznacza powrotu do stanu dzikości. Najwyższa Mądrość działa ciągle tajemniczo w kierunku powszechnego udoskonalenia i wysubtelnienia tworów natury w widokach ich szczęścia. Im więcej żywiołów siły i szczęścia wydają z siebie ptaki, zwierzęta i rośliny żyjące na zupełnej swobodzie, tym więcej ich pochłaniać i przyswajać będzie sobie człowiek. Z czasem zaś, kiedy przestanie on naturalne te objawy przetwarzać w sztuczne kłamstwa, nauczy się żyć szczęściem powszechnym, będącym wyrazem Nieskończonej Dobroci, i stanie się ono dla niego eliksirem życia, dającego mu możność istnienia bez zabijania wszelkich żywiołów lub odwracania ich od naturalnego ich przeznaczenia.

Nieskończona Potęga zmierza do tego, aby wszystkie twory swoje przesycić na wskroś prądem szczęśliwości, przypominającym łagodny strumień miłych wrażeń, przepływający ciągle przez nie.

Umniejszając szczęście i swobodę drugim, ściągamy na siebie karę, która pod postacią przykrości lub cierpienia wykazuje nam, że zboczyliśmy z drogi, idąc wbrew prądowi prawdy. Modlić się gorąco o szczere i jasne myśli jest to łączyć się ściśle i bezustannie ze źródłem mądrości, która nam coraz jawniej wskaże drogi, środki i metody wiodące do trwałego i niezamąconego spokoju i zadowolenia.

Poeta opiewający piękności gór, jezior i lasów zwraca się do nich życzliwie i wsłuchuje się w myśl i pracę przyrody, która przelewa się w niego źródłem energii i wewnętrznego odczucia. Najwyższa Mądrość zdaje się przemawiać do niego: "Wszystkie zwierzęta, ptaki i twory ziemskie wyszłe z rąk moich są dobre, bo są wyrazem prawdy. Gdy igrasz z nimi, odwracasz je od ich celu, którym jest szczęście i najdoskonalszy rozwój ich jednostki i gatunku. Przekręcasz prawdę w kłamstwo, kłamstwo zawsze zaś sprowadza cierpienie i karę.

Twój sposób życia, mordowanie, więzienie i kaleczenie zwierząt - twoje wynalazki, machiny, twoja mądrość i rzekoma cywilizacja są oparte na fałszu i dlatego nie dają ci tego, czego pożądasz, to jest szczęścia. Życie twoje czynisz coraz bardziej sztucznym i nienaturalnym. Twój sposób uprawiania ziemi pozbawia ją wszelkich soków żywotnych, z czego wyniknąć musi z czasem wyczerpanie jej siły i głód.

Zanieczyszczasz rzeki twoimi fabrykami i tartakami: wytwarzasz w miastach atmosferę nieodpowiednią dla płuc. Walka o byt staje się z każdym dniem zaciętszą. Metody przemysłowe doprowadzają ludzi do utraty zmysłów. Kupcy i mężowie stanu skracają sobie życie gorączkowym natężeniem nerwów. Żyjecie na każdym polu fałszem i przewrotnością, a fałsz przynosi tylko nieszczęście".

Im dalej człowiek posuwa się w tak zwanym ulepszeniu i wytwarzaniu nowych ras i gatunków, tym większe przeszkody Najwyższa Mądrość stawia na jego drodze. Choroby i epidemie, nie znane w pierwotnym okresie istnienia, grasują pomiędzy zwierzętami domowymi i obłaskawionymi, a sztucznie uprawiane zboża walczyć muszą z chmarami żarłocznych owadów. Hodowla rasowych koni staje się coraz trudniejsza i wymagająca więcej zabiegów. Żywotne soki sztucznie uprawianych roślin wyczerpują się, a wtedy człowiek zmuszony jest zwrócić siü do pierwotnego typu rośliny, ptaka lub zwierzęcia, aby sztucznie zapłodnić gatunki wyhodowane lub wyjałowione.

Wszystko dowodzi, że sztuczna kultura jest fałszem, która to zasada stosuje się również do człowieka. Najwyższa Mądrość stworzyła nas po to, abyśmy byli żywymi prawdami, a wtedy żywioły szczęścia same garnąć się będą do nas, aby życie nasze uczynić pięknym i szczęśliwym.

Nie wytwarzamy sami naszych myśli, ale jesteśmy zbiornikami takowych i kanałami, którymi one przez nas przepływają z najwyższego źródła. Powinniśmy więc zachowywać się biernie i serca nasze trzymać zawsze otworem Prawdzie, która życie nasze wieść będzie ku szczęściu, dając nam powodzenie w sztuce, muzyce, poezji i wszelkim przedsiębiorstwie.

Duch kształtuje się z myśli, które sobie przyciąga i przyswaja. Te myśli wcielają się niejako w organizm fizyczny, który powinien być wyrazem Prawdy. Kiedy podpadasz chorobie, cierpieniu lub trosce, to jest dowodem, że duch twój usiłuje odrzucić od siebie jakiś błędny i fałszywy pierwiastek, który przylgnął do niego jak pasożyt wysysający soki rośliny. Sami nie zawsze zdajemy sobie sprawę, na czym polega ten błąd i fałsz, ale jeżeli się modlimy gorąco o światło i prawdę, Duch Najwyższy ześle nam je odpowiednio do naszych potrzeb, a napływ nowego i dodatniego żywiołu myśli, usuwając błąd dawny, oczyści z niego ciało i krew naszą. Tym sposobem organizm fizyczny odnawiać się będzie bezustannie. Cierpienie, bądź umysłowe, bądź fizyczne, jakiemu podlegamy, jest ostrzeżeniem materii przez ducha, że coś niewłaściwego i błędnego usiłuje wcielić się w naszą tkankę nieśmiertelną.

Prawda musi być przyswojoną przez organizm fizyczny i wcielić się w niego, stając się niejako cząstką krwi naszej i ciała. Wtedy działa ona na zewnątrz z największą siłą. Duch i ciało cudotwórców tak ściśle połączone były z sobą i przenikały się wzajemnie, że ciało stawało się wyrazem ducha, który przez nie ujawniał się na zewnątrz w swojej potędze. Myśl bowiem jest żywą, poruszającą się, czynną siłą, która może nawet w niektórych razach skupić materialne pierwiastki i przybrać postać fizyczną, na mocy praw nie zbadanych dotąd należycie.

W miarę jak duch przyciąga do siebie prawdę, staje się on wrażliwszym na błąd i odrzuca od siebie wszelkie pierwiastki fałszywe, tak jak zdrowy żołądek odrzuca mecha-nicznie nieodpowiednią strawę. To bywa nieraz powodem fizycznego rozstroju całego organizmu. Kłamstwo i grzech wyrządzają nam największą krzywdę. Kiedy kłamiemy słowem lub myślą, wprowadzamy do naszego wnętrza szkodliwe pierwiastki, oddziałujące ujemnie na cały nasz ustrój materialny. Ciało staje się zbiornikiem fałszu, który je powoli rozkłada i zabija.

Kłamstwo nie ogranicza się do fałszywych zeznań. Można kłamać nie otworzywszy ust. Jeżeli z pozornym tylko zadowoleniem witamy gości w domu, jeżeli uśmiechamy się wtedy, kiedy nic nas nie bawi, jeżeli udajemy troskliwość o czyjeś zdrowie lub wygodę dla przyczyn interesownych, jeżeli udajemy nabożnych, a nie stosujemy się do przepisów moralności, jeżeli wygłaszamy zdania przeciwne naszemu przekonaniu i zaprzeczamy im naszym życiem - popełniamy bezwiednie tyleż kłamstw, które stanowią truciznę systematycznie wprowadzoną do naszego organizmu i sprowadzają na nas ślepotę duchową, chorobę i śmierć. Zło bowiem nie może trwać wiecznie, gdy więc organizm jest nim przesycony i staje się wyrazem prawd spaczonych, wtedy prawo Boże dopuszcza, aby to zło samo zniszczyło swoją materialną powłokę, dozwalając duchowi szukać sobie innej odpowiedniejszej formy bytu. Tym sposobem Najwyższe Prawo obraca zło na dobro.

Jednostka utkana z fałszu i osoba będąca uosobieniem prawdy, zwykle niesympatycznie są do siebie usposobione. Niewidzialny a wrogi żywioł myśli odpycha je wzajemnie.

Wszystkie kłamstwa i błędy materializują się w ciele i wyciskają na nim piętno brutalności, rozgoryczenia lub posępności. Siwe włosy, zmarszczki i wszystkie oznaki starości na twarzy i ciele są zmaterializowaną oznaką błędu, który czas jakiś, choćby przejściowo, utwierdził się w duchu. Fałszywym też mniemaniem jest, że upadek fizyczny ciała i władz jego jest nieunikniony i zadekretowany z góry przez Najwyższego Ducha. Nasz umysł literalnie karmi ciało swymi myślami, które się w nim krystalizują. Kiedy prawda zamieszka w nas, wtedy żywot, tak ducha, jak ciągle odradzającego i doskonalącego się ciała naszego, obsłużonego przez subtelniejsze organy, przedłużać się będzie w nieskończoność.

Jeżeli będziesz trwał w usposobieniu ducha wesołym, ufnym, odważnym i zapatrującym się na każdą rzecz z dodatniej strony; jeżeli będziesz zwalczał w sobie skłonność do smutku i melancholii, wtedy możesz być pewien powodzenia, bo przyciągasz do siebie siły zapewniające takowe. Największą przeszkodą w utrzymaniu ducha swego w pogodnym nastroju jest towarzystwo ludzi lekkomyślnych, cynicznych, zgorzkniałych lub żyjących bez celu, bo ich podrzędna umysłowość pochłaniać będzie i marnować naszą siłę.

Jeżeli masz ściśle wytyczony cel przed sobą, atmosfera myśli, którą poruszasz w działaniu przeciw drugim, wytwarza potęgę silniejszą od słów, a ona oddziaływać będzie na wszystkich mających styczność z tobą. Ale jeżeli zadajesz się z ludźmi nieuczciwymi, sceptycznymi, lekkomyślnymi i żyjącymi bezcelowo, przesiąkniesz sam prądem ich bezmyślności i szerzyć go będziesz dalej. W mocy twojej jest wytworzyć dookoła siebie atmosferę myśli dodatnich, przez obcowanie z umysłami będącymi na tymże samym lub wyższym poziomie co twój własny. Jeżeli twoi przyjaciele żyją w tym samym świecie pojęć co ty, jeżeli ich cele, zamiary, pożądania zbliżone są do twoich, jeżeli życie ich zastosowane jest do ich życzeń i wierzeń, napływ ich myśli może być bardzo korzystny dla ciebie i pomocny ci w utrzymaniu twojej nieprzerwanej łączności z Najwyższą Potęgą, czyli prądem podniosłych i potężnych myśli, które, gdy im raz powierzysz twój kierunek, nieść cię będą ku coraz pełniejszemu szczęściu i powodzeniu. Przeciwnie zaś, jeżeli masz do czynienia z ludźmi niższego poziomu, luźnych zasad i przekonań, działanie ich na ciebie będzie ujemne, ze wszech miar szkodliwe i tamujące napływ myśli wyższych.

Wielu ludzi podaje się za twoich przyjaciół, a w gruncie rzeczy są oni tylko tyranami wyzyskującymi siły twoje duchowe i fizyczne. Zadając się poufale z ludźmi umysłu tchórzliwego lub nikczemnego, pochłaniasz i przyswajasz sobie ich sposób myślenia. Powinieneś więc stronić od wszelkiego zetknięcia z nimi, przerywając prądy ich myśli, idące ku tobie. Tym sposobem utorujesz drogę dodatnim wpływom, mogącym korzystnie oddziałać na wszystkie twoje przedsięwzięcia. W chwilowym odosobnieniu od ludzi i przestawaniu ze samym sobą, będziesz miał możność zbudować świat swój własny, w którym odkryjesz nieznane dotąd źródło rozkoszy i sił. To, co ci się wydawało jałowym i pustym, nabierze nowego znaczenia w twoich oczach. Taka samotność nie wymaga koniecznie odcięcia się od wszelkiego towarzystwa; przeciwnie, znajdziesz wszędzie najlepsze towarzystwo, które bezwiednie i magnetycznie przyciągać będziesz do siebie, o ile będziesz usposobiony do ocenienia go. Najwyższa siła rozlana w przestworzach ze źródeł, z których czerpać będziesz, chronić będzie twoje ciało od wszelkiego szwanku i przypadku.

Ta siła tajemnicza i niezbadana, o której wiemy tylko, że istnieje, gdy ją przyzywamy do siebie milczącym pożądaniem i modlitwą, zdziałała wiele cudów, o których wspomina Pismo święte. W miarę jak nawykniesz polegać na tej potędze w każdej okoliczności, w troskach i chorobie, nie szukając ratunku i pomocy na ziemi, wejdziesz z nią w ścisłą łączność i nigdy nie zawiedziesz się na niej. Wzywaj ją, kiedy pragniesz zasnąć, a nie możesz; kiedy doświadczasz drobnych, fizycznych dolegliwości, kiedy ogarnia cię smutek i zniechęcenie, kiedy niewytłumaczona trwoga paraliżuje twoją energię. Kiedy wszystkie usiłowania twoje obracają się wniwecz, przestań polegać na sobie. Zachowuj się biernie, a z całych sił przyzywaj Najwyższą Potęgę na ratunek. Sami przez siebie nic nie możemy - mówi Apostoł. Wespół z tą potęgą możesz wszystko, bo idziesz w kierunku Bożego Ducha, a gdy zespolisz się z nim, samotność i opuszczenie przestaną istnieć dla ciebie, bo wewnątrz i zewnątrz będzie miał wszędzie towarzystwo i spokój. Jeżeli bowiem idziesz z Bogiem, masz ciągłą styczność tylko z tymi, którzy idą w jego ślady: ty i oni zostajecie w nieprzerwanej łączności z Duchem Świętym Pocieszycielem, którego przyjście Chrystus zapowiedział Judei.

W miarę jak modyfikujesz z dniem każdym postawę i stan twego ducha, przyciągasz do siebie żywioły odpowiadające twemu stanowi. Jeżeli wierzysz tylko w to, co podpada pod twoje zmysły, co możesz widzieć i dotykać, to przyciągać będziesz do siebie tylko niższe materialne siły, tkwiące w danych przedmiotach, a siły te z czasem opanują cię i szkodliwie będą na ciebie oddziaływać.

Jeżeli powziąłeś jakieś przedsięwzięcie, mające na celu korzyść twoją własną oraz bliźnich twoich, a uczyniwszy wszystko, co było w twojej mocy dla dopięcia celu, natrafiasz jeszcze na nieprzezwyciężone przeszkody - przestań działać i zmuś się nie myśleć, nie troskać i nie przemyśliwać więcej nad całą tą sprawą.

Zaufaj tajemniczej potędze, że usunie przeszkody z twej drogi, co nastąpi niechybnie, jeżeli postawisz się w odpowiednich warunkach, aby jej dać wolny przystęp do twego ducha. A głównym warunkiem jest odsunięcie się od tych, którzy należą do innego świata myśli. Usuń się więc o ile możności na stronę, jadaj i sypiaj samotnie, a przez to utorujesz drogę napływowi Potęgi, która milcząco i bezwiednie działać będzie przez ciebie, nasuwając ci do rąk niespodziane środki i sposoby dopięcia celu, usposabiając życzliwie ludzi do ciebie i powołując na twą pomoc nieznane siły i pośrednictwa.

Ale jeżeli zamiast wytrwale iść naprzód będziesz rozpraszał twe siły w różnych kierunkach i szukał towarzystwa ludzi nieodpowiednich, wejdziesz w łączność z prądem myśli podrzędnych, które obniżą poziom twój życiowy, pozbawiając cię przez to samo twej siły. Wielki bowiem błąd popełniają ludzie, folgując swemu upodobaniu w zawiązywaniu poufnych stosunków z ludźmi niższego pokroju duchowego. Zakażają oni powszednimi myślami i rozmowami wyższe źródła natchnienia, osłabiają energię i do fizycznego organizmu wprowadzają pierwiastki rozstroju i chorób, przypisywanych zwykle innym przyczynom.

Małżeństwa oparte na czysto materialnych względach wydają również zawsze zgubne wyniki. Wyższe bowiem natury dają się zwykle opanować niższym i podlegają tyranii instynktów podrzędnych. Tylko Najwyższa Potęga, która jest siłą Prawdy, może człowieka oswobodzić od złego.

Współczucie i sympatia stanowią również siłę niewidzialną, działającą tajemniczo i subtelnie, ale zawsze skutecznie. Ludzie przyjaźnie usposobieni do nas i odnoszący się życzliwie do naszych zamiarów pracują bezwiednie myślą nad urzeczywistnieniem ich. Przeprowadzenie jednak danego interesu lub przedsięwzięcia oparte wyłącznie na prawach myśli wymaga silnej wiary i cierpliwości. Przez cierpliwość zaś nie należy rozumieć bolesnego wyczekiwania w trwodze i niepewności, ale spokojne, pewne, radosne usposobienie ducha, utwierdzonego silnie w nadziei i zabawiającego się podczas wyczekiwania. Siły i myśli przyjazne i życzliwe muszą mieć czas, aby dojrzeć i skupić się. Jeżeli jednak nie zawsze wydają one pożądany rezultat, nie należy poczytywać tego za niepowodzenie, bo rozniosły one po świecie imię twoje i zamysł, przygotowując grunt pod inne jakieś przedsięwzięcia. Tylko materialne sprawy mają zniechęcające pozory ze- wnętrzne. Duchowe, niewidzialne siły, będące siłą wytwarzającą fizyczne rezultaty, działają bezustannie. Nieskończona Potęga utrzymuje wszystko w ciągłym ruchu i dążeniu naprzód, a wypadki kształtują się same przez się. Jesteś cząstką tej potęgi i działasz pod jej kierunkiem. Nie trzeba jednak, aby umysł twój upierał się przy określonym z góry rezultacie swoich zabiegów. Trzeba być elastycznym i poddawać się prądowi. To, czego pożądasz w jednym miejscu, może się stać o tysiące mil dalej. Duch nie liczy się z przestrzenią. Wszystkie jednolite umysły pracują w jednym kierunku, choć są rozproszone po świecie, a miejsce, gdzie ich siły-myśli kondensują się w materialny rezultat, nie może być nigdy z góry przewidziane.

Świat przemysłowy dąży teraz do tego, aby obniżyć o ile możności cenę pracy. Kiedy kupujesz wartościowy przedmiot za niską cenę, winszujesz sobie, żeś zrobił dobry nabytek. Nie troszczysz się wcale o to, czy wyrobnik otrzymał należyte wynagrodzenie za swoją pracę. W świecie panuje po- wszechne przekonanie, że nieuczciwością osiąga się większe zyski niż uczciwością - kiedy dzieje się wręcz przeciwnie. Skrupulatna uczciwość jest największą potęgą w świecie i zawsze w końcu wydaje najpomyślniejsze rezultaty tak w przemyśle, sztuce, jak ogółem w życiu. Nieprawy umysł i nieczyste zabiegi mogą podstępem i przewrotnością osiągnąć znaczne zyski materialne, ale oszustwo wprowadza do organizmu zgubne, chorobotwórcze pierwiastki, które oddziałują nań trująco i często sprowadzają śmierć.

Uczciwość jest dwojaka: materialna, która nas skłania do postępowania sumiennie z drugimi w sprawach materialnych, i duchowa uczciwość wyższego gatunku, która się zasadza na prawym postępowaniu z samym sobą. Taka uczciwość nie ogranicza się do sumienności kupieckiej. Jeżeli udajesz szacunek dla kogoś, a nie czujesz go - nie jesteś uczciwym. Jeżeli z obawy ściągnięcia na siebie krytyki lub szyderstwa nie żyjesz odpowiednio do twoich zasad i przekonań - nie jesteś uczciwym. Wielekroć udajesz to, czemu zaprzecza wewnętrzna twoja istota, ilekroć tłumisz jakieś przekonanie lub odsuwasz natchnienie zesłane z góry, popełniasz czyn nieuczciwy. Walka, jaka stąd wynika pomiędzy wyższą a niższą twoją naturą, powoduje zawsze przykrość i niepokój. Myśli, jakie przyciągasz do siebie, materializują się w twoim ciele, a kości twoje, krew, nerwy i muskuły przesiąknięte są zwyrodniałymi pierwiastkami złego, które tworzy niejako skorupę twego ciała.

Tym sposobem możesz tak się oprząść dokoła tkaniną złości, fałszu i przewrotności, że sam przed sobą będziesz kłamał, nie zdając sobie z tego sprawy.

 

NIEPOWŚCIĄGLIWOŚC DUCHOWA

 

Wstrzemięźliwość oznacza umiarkowane wydatkowanie siły; niewstrzemięźliwość - szafowanie nią bez potrzeby.

Człowiek popędliwy robi zły użytek ze swojej siły, bo żywioł gniewnych myśli, które posyła ku drugiemu, szkodzi zarówno tej drugiej osobie, jak jemu samemu. Upija on się chwilowo gniewem tak zupełnie, jak pijak nadużywający alkoholu; myśl bowiem płynie prądem tak realnym jak prąd wody. Kiedy więc wpadasz w gniew, łączysz się z tym prądem i zwiększasz go, wywołując w drugich podobne usposobienie. W ten sam sposób każdy nastrój twego umysłu przyciąga do siebie odnośny element myśli. Chwiejność twoja i brak stanowczości wyradza w drugich niezdecydowanie; jeżeli bowiem duchową baterię twoją naładujesz elementem strachu i niepokoju, będziesz rozsiewał lęk i rozdrażnienie dokoła siebie. Gwałtowny wybuch gniewu wyczerpuje ciało, a silny lęk powoduje nieraz śmierć natychmiastową. Zawsze zaś wyniszcza i osłabia organizm.

Gdybyś jasnowidzącym okiem, przenikającym materię, mógł widzieć człowieka silnie podnieconego, zobaczyłbyś ciało jego w jednym miejscu, a duchową jego jaźń w pewnej odległości silącą się na wyswobodzenie od ciała. Toteż kiedy mężczyzna lub kobieta mdleją pod wpływem bólu lub przerażenia, to dlatego, że duch ich chwilowo oderwał się od ciała.

Żywioły trwogi, gniewu lub niezdecydowania, pochłaniane codziennie przez organizm fizyczny lub duchowy, w małej ilości, wytwarzają charakter zgryźliwy, niecierpliwy i chwiejny. Aby zwalczyć to usposobienie, należy przyzywać na pomoc niewidzialne żywioły zalet przeciwnych i co rano, budząc się, powtarzać sobie rozważnie i z zastanowieniem przez kilka sekund: Odwaga, Dobry humor, Stanowczość, lub też wymieniać głośno nazwy innych cnot, na których nam zbywa, zastanawiając się nad nimi przez chwilę, tym bowiem sposobem przyciągamy do siebie żywioły odnośnych myśli. Ćwiczenie to zaś lepiej jest odbywać rano niż po południu, bo wszystkie żywioły ziemskie, człowiek, roślina i zwierzę, mają w sobie więcej siły podczas operacji słońca na ziemię, siła ta zaś zmniejsza się w miarę jak słońce chyli się na nieboskłonie.

Ćwiczenie to na razie nie wyda pożądanego rezultatu, ale po niejakim czasie sam się zdziwisz, skąd czerpiesz siłę, odwagę i stanowczość. Jeżeli to ćwiczenie wydaje ci się dziecinne i niedorzeczne, zapytaj sam siebie, czy znasz naturę, przyczynę i składniki choćby jednej twojej myśli, a przekonasz się, że o ich działaniu wnosić możesz wielokrotnie tylko z rezultatu.

Najgorsza niepowściągliwość wynika z pośpiechu, niecierpliwości i chęci nagromadzenia jak najwięcej czynności w danym okresie czasu. Gorączkowe zniecierpliwienie, z jakim zawiązujesz pospiesznie sznurowadło od bucika lub narzucasz na siebie palto, ponawiać się będzie prawdopodobnie przy każdej innej czynności dnia, bo połączyłeś się z prądem myśli niecierpliwych i porywczych, a gdybyś mógł przejrzeć okiem duchowym rzeczywiste twoje położenie, widziałbyś się połączonym siecią niewidzialnych przewodników z każdym niespokojnym, popędliwym i zgryźliwym umysłem ludzkim.

Powolne i rozmyślne ruchy ciała, charakteryzujące religijne obrzędy i ceremoniał wszelkich wyznań, we wszystkich epokach, miały na celu wykazanie człowiekowi, jak wielki osiąga się pożytek i zadowolenie, wkładając w każdą czynność całą myśl swoją, a przynajmniej tyle myśli, ile dana czynność tego wymaga.

Każdy ruch zniecierpliwienia powoduje bezpożyteczne wyładowanie siły, której przywołać z powrotem nie można, przez co się ona marnuje.

Umysł nawykły do takiego marnotrawstwa wyczerpuje się szybko. Jeżeli myślą i siłą, wysłaną naprzód ku dane- mu miejscu wyprzedzasz ciało - twoja rzeczywista a niewidzialna jaźń wypromieniona z organizmu daremnie się wyczerpuje, będąc pozbawiona swej podstawy materialnej i przywiązanych do niej zmysłów. Duchowe bowiem zmysły nie mogą oddziaływać na materię. To wysyłanie myśli naprzód do miejsca, do którego dążysz, jest wyparowaniem siły, której nerwy są przewodnikami; toteż wywołuje ono często nerwowe zaburzenia w organizmie. Nerwy bowiem zachwiane są i osłabione brakiem nie dostrzeżonej żywotnej siły. Silny przestrach wywołuje błyskawiczne wyładowanie się tego żywiołu, skutkiem czego następuje niekiedy śmierć, spowodowana pęknięciem subtelnych więzów łączących materię z duchem.

Im większa i subtelniejsza jest potęga myśli, tym trudniej przychodzi opanować ten żywioł, a raczej tę kombinację żywiołów, niekiedy posiadającą zarówno chemiczne związki, jak i skłonności wybuchowe. Dlatego to wyższy duch idzie niekiedy w parze z osłabionym organizmem; wyczerpuje bowiem siłę swoją w jakiejś bądź formie niecierpliwości, a wyczerpuje ją tym więcej, im jej więcej posiada. Substancja myśli bywa bardzo rozmaita; niekiedy jednak można by ją porównać do merkuriuszu lub dynamitu. Dlatego też należy strzec jej bacznie, jako materiału wybuchowego.

Twoje przeziębienie wynika niekiedy nie z tego, że siedziałeś w przeciągu, ale jest skutkiem braku siły, którą wyparowałeś z siebie niecierpliwością tak, że ci jej nie zostało dostatecznie dużo na utrzymanie otworem porów twego ciała i na nadanie im sprężystości do odrzucenia z siebie pierwiastków zużytych. Pory zamknęły się, nieużytki wessane zostały z powrotem do krwi i arterii, powodując nadmierne wyczerpanie fizyczne, w którym organizm najpodatniejszym jest do przeziębienia się. Mogłeś bezkarnie siedzieć w tymże samym przeciągu, gdyby myśl twoja zamiast się rozpraszać, skoncentrowaną była w sobie.

Niemożność przykucia myśli do jednego przedmiotu lub też oderwania jej od niego jest jednym z symptomów choroby umysłowej. Zaprzątanie sobie naprzód myśli tym, co będzie kiedyś do zrobienia, zamiast skupienie jej na tym, co robimy - prowadzi niechybnie do rozstroju nerwowego. Silny umysł, dzierżący pod kontrolą wszystkie swoje władze, powinien ćwiczyć się w zdolności zapominania chwilowo o tym, co go trapi lub niepokoi. Połowiczne bowiem rozdwajanie tychże władz i rozstrzelanie ich w przeciwnych kierunkach prowadzi do ich zaniku.

Niepowściągliwością duchową jest też nie móc spokojnie usiedzieć w miejscu bez kiwania nogą lub bębnienia palcami po stole, ruchy te, przechodzące w nawyknienie, wyczerpują twoją siłę, pracujesz bowiem, nic nie robiąc.

Trzeba zaś zawsze robić zapas sił do pracy pożytecznej, dlatego należy położyć tamę temu marnotrawstwu, usiłując siedzieć spokojnie i bez ruchu. Będziesz sypiał daleko lepiej, przykróciwszy te niesforne ruchy, bo umysł przejmuje się złymi nawykami ciała i z nimi udaje się na spoczynek - toteż ciało nabiera zwyczaju rzucać się i przewracać z boku na bok, przeszkadzając swobodnemu odłączeniu się ducha od ciała, co musi nastąpić, aby dać temu ciału zupełny wypoczynek.

Oprócz snu są jeszcze inne sposoby wypoczynku dla ciała i ducha. Na wyższych i bardziej udoskonalonych planach stworzenia wypoczynkiem będzie przechodzenie od jednego zajęcia do drugiego. Fizyczna i duchowa siła, którą nabyć możemy tutaj uprawiając umiejętną sztukę wypoczynku i ucząc się kontrolować swoje myśli, skupiać je na jednym przedmiocie - nie ma granic. Kto nie nabędzie tej wprawy, skazany jest na stopniowe wyczerpanie tak ciała, jak ducha.

 

POTĘGA I WŁADZE DUCHA

 

Jako duch stanowisz cząstkę Wszechpotęgi, czyli Ducha Bożego. Posiadasz władzę, która rosła przez ubiegłe wieki i kształtowała się w różnych bytach, potęgowała z każdą walką i wysiłkiem, dążąc do wyzwolenia i coraz pełniejszego rozwoju, którego celem jest szczęście. Każdy twój wewnętrzny protest przeciw błędom i niedostatkom, jakie czujesz w sobie, jest popędem ducha, wyrywającego się naprzód ku coraz większej doskonałości. Stanowisz bowiem przybytek Boży, który budujesz wewnątrz siebie, przyozdabiając go coraz wspanialej.

Nie możesz powstrzymać twego duchowego wzrostu, tak jak nie możesz zapobiec, aby drzewo rosło ku słońcu. Cierpienie, którego doświadczasz, jest również wynikiem wzrostu ducha, który usiłuje w ten sposób wykazać ci, że zboczyłeś z drogi prawej na manowce, z nich też powinieneś czym prędzej zawrócić na równy gościniec. Jeżeli wołać będziesz o światło i pomoc i przyzywać je całym pożądaniem duszy, bądź pewien, że prośba twoja będzie wysłuchana, bo gorące wołanie nigdy nie pozostaje bez echa.

Jaki jest cel życia? Osiągnąć zeń jak największą sumę szczęścia. Nauczyć się żyć tak, aby witać każdy świtający dzień pewnością, że przyniesie on nam pełną miarę zadowolenia, być wdzięcznym za dar życia, wznosić się potęgą ducha ponad chorobę i cierpienie, tak aby nie odczuwać nawet jego żądła; kontrolować i rozkazywać myśli tak, aby rosła bezustannie w samodzielność odłączną od ciała i przyciągała ku nam to wszystko, czego pożądamy pod postacią moralnych i materialnych potrzeb, a to bez wyrządzenia krzywdy nikomu; zyskiwać z dniem każdym na potędze, tak aby duch zasilał, odnawiał, odmładzał bezustannie ciało tak długo, jak nam się podoba go użytkować, nie dopuszczając do osłabienia lub zaniku żadnej z władzy jego; mieć w sobie taki zasób szczęśliwości do użytku swego i drugich, że obecność nasza wszędzie byłaby pożądaną; być przyjacielem każdego, a niczyim wrogiem - oto jest zadanie i cel, do którego duch ludzki powinien zmierzać bezustannie.

Rosnąc duchowo, nie możesz uniknąć szczęścia tak w tym bycie, jak i w innych, którymi duch twój wznosić się będzie coraz wyżej na bezkresnych drogach ewolucji i udoskonalenia. Przykrości i cierpienia, jakie cię spotykają, są tylko przestrogą, abyś się utrzymał na drogach obowiązków, a im wrażliwszym będziesz na nie, tym jaśniej zrozumiesz prawo, wiodące cię do szczęścia i stanu uduchowienia, w którym życie staje się taką błogą ekstazą, że duch zatraca poczucie czasu i przestrzeni, i - jak mówi Pismo święte - dzień jeden będzie jako tysiąc lat, a tysiąc lat jako jedna doba.

Siła elektryczna tkwiła bezużytecznie w naturze, aż człowiek nie obznajomił się z nią, nie nauczył się nią posługiwać. Toż samo dzieje się z olbrzymią a zapoznaną potęgą ludzkiej myśli. Marnujemy ją nie wiedząc, jak ją opanować i zużytkować. Co więcej, przez nieświadomość i długoletnie nawyknienie, kierujemy błędnie naszymi bateriami duchowymi, które wydają pocisk za pociskiem złej woli, zazdrości, szyderstwa, niechęci względem bliźnich - poruszając nieświadomie całe masy złych i przewrotnych żywiołów szkodzących nie tylko drugim, ale nam samym.

Zasadą powodzenia w każdym kierunku jest nigdy nie przypuszczać nawet w myśli, że coś jest niemożliwe. Nie odrzucaj nigdy pogardliwie żadnego pomysłu, choćby się wydał najbardziej nieprawdopodobny, a nawet szalony, bo nie wiesz, przed czym zamykasz drzwi twego ducha, czyniąc zeń fortecę zabarykadowaną wszelkiemu przystępowi z zewnątrz. Nie ma rzeczy niemożebnej dla Boga, który działa przez ciebie i wewnątrz ciebie. Grzeszysz więc przeciw Duchowi zaprzeczając Wszechpotędze, której stawiasz granicę swego słabego zrozumienia. To jest to samo, co jakbyś łokciem chciał zmierzyć bezmiar nieskończoności.

Kiedy mówisz: "To jest niepodobieństwo... nie mogę tego zrobić", stawiasz sobie samemu zapory i trudności. Zwątpienie twoje stanowi największą przeszkodę w urzeczywistnieniu się możliwości. Przeciwnie zaś, jeżeli sobie powiesz: "mogę, jeżeli zechcę, zostać mówcą, pisarzem, aktorem lub artystą", otwierasz tym samym drzwi do świątyni sztuki, którą masz wewnątrz siebie. Mówiąc: "Nie mogę", zamykasz rygle za sobą.

Chrystus jednym słowem rozkazywał żywiołom i uciszał burze. W tobie, jako cząstce wszechświata, tkwi w zarodku ta sama potęga, którą w mocy twojej jest rozwijać. Chrystus potęgą swej myśli koncentrował niewidzialne żywioły, czyniąc je niedostrzegalnymi dla oka i materializował chleb i ryby. Każdy duch powinien dążyć do tego, aby osiągnąć taką moc nad materią. Jeżeli tylu ludzi jest nieszczęśliwych na świecie, to dlatego, że nieświadomi są praw duchowego rozwoju i idą przeciw niemu, narażając się na przykrości i niepowodzenia, zamiast używać rozkoszy życia.

Oprócz ogólnych zasad rozwoju istnieją jeszcze indywidualne prawa takowego, stosujące się poszczególnie do każdej jednostki. Nie możesz iść w moje ślady ani ja nie mogę iść w twoje, aby osiągnąć szczęście, bo każdy osobnik przedstawia odmienną kombinację żywiołów w stanie mniej lub więcej posuniętej formacji. Musisz sam zbadać, czego natura twoja wymaga w celu swego uszczęśliwienia. Jesteś księgą, której karty powinieneś zapełniać dzień po dniu i rok po roku doświadczeniami, jakie ci przynosi życie. W księdze tej nikt nie może czytać prócz ciebie samego, bo nikt nie jest w stanie czuć i myśleć w ten sam sposób co ty, a przez to nikt nie może dokładnie wiedzieć, czego ci potrzeba do uzupełnienia twego szczęścia.

W skład fizycznego twego organizmu wchodzi żelazo, miedź, magnez, fosforany oraz niezliczona ilość różnych chemikalii i minerałów, w różnych proporcjach i kombinacjach nie zbadanych dotąd przez naukę. Duch twój, czyli myśl, składa się z subtelnych kombinacji tychże żywiołów uduchowionych, które czynią nas cząstką wszechświata wtedy, gdy Nieskończona Potęga w nim działająca prowadzi nas ku coraz wyższej i doskonalszej formie bytu.

Każdy człowiek, bez względu na swój rodzaj życia lub stopień ukształcenia, na mocy działającego bezustannie prawa życia, czyli ewolucji, jest na drodze udoskonalenia, pomimo że to na pozór zdaje się rozmijać z rzeczywistością. Dążenie natury ludzkiej do doskonałości, w każdej formie natury czy ducha, wyrażonego przez materię, jest do pewnego stopnia instynktowne, czyli nieświadome. Dążenie to działa nawet w pijaku staczającym się na najniższy szczebel upodlenia, bo duch jego miewa chwile, kiedy pragnie wydźwignąć się z upadku. Odzywa się ono u najgorszego kłamcy, dając mu niekiedy do zrozumienia, że prawda lepszą jest od fałszu i przewrotności. Pracuje potajemnie w ludziach, których poczytujemy za nikczemnych, odsądzając ich od czci i wiary. Odpowiedź Chrystusa na zapytanie, ile razy należy przebaczać przestępcy, wskazuje jasno, że nie powinno być granic pobłażliwości dla cudzych braków i niedostatku dojrzałości duchowej naszych bliźnich.

Nie powinno też być miary życzliwości i myśl i pojęć, uwierzyliby w istnieom pomocnym, których prądy wysyłamy ku jednostkom słabym, skłonnym do częstych upadków i walczącym z jakimś zwyrodniałym usposobieniem czy nałogiem. Grzeszymy sami i wyrządzamy ciężką krzywdę człowiekowi, o którym mówimy: "ten już jest stracony... Nic mu nie pomoże". Czyniąc to, wysyłamy ku niemu beznadziejne, zniechęcające prądy myśli, które opóźniają jego poprawę i postęp duchowy.

Prądy wahania, rozgoryczenia, złego humoru, smutku, zwątpienia, nienawiści, które rozsiewamy dokoła siebie, bardzo szkodliwie oddziałują na nasze otoczenie, zwracając się jednocześnie ku nam samym. Duch ludzki jednak wzrasta w siłę, w miarę trudności, jakie ma do zwalczenia; a im bardziej staje się jasnowidzący, tym bardziej sędzia, który tkwi w każdym z nas, staje się wyrozumiały i litościwy dla swoich własnych błędów, bo rozumie, że kto wyżej się wznosi i doskonali, tym więcej złego zwalczyć w sobie musi. Każda zaś jednostka ma w sobie pewną ilość braków, które duch wypełnić musi, bo w naturze jego jest walczyć z tymi defektami.

Jedyną zaś władzą, której człowiek odjąć nie może swemu duchowi, jest popęd do coraz większego wznoszenia się i dążenia do szczęścia i potęgi.

Jeżeli ktoś kradnie, kłamie, zabija lub popełnia różne nadużycia, tłumacząc się przed sobą tym, że tak mu było sądzone, spotka go za to niechybna kara, na mocy praw, jeżeli nie ludzkich, to Bożych, które nigdy nie chybiają w swoich wyrokach i zadośćuczynieniu, mającym na celu wyrównanie pierwiastka sprawiedliwości, czyli równowagi. Te kary są ciągle wymierzane w ten lub inny sposób i miliony ludzi pokutuje dziś za błędy popełniane przez nieświadomość prawd życia. Kara zaś ta jest tak wielka i tak bardzo ciąży na wielu, że ludzkość coraz więcej zaczyna odczuwać potrzebę dokładniejszego poznania tych praw, a im więcej umysłów łączy się w pożądaniu tego światła, tym prędzej je otrzyma. Ogólna potrzeba szybszego sposobu przenoszenia się z miejsca na miejsce i porozumiewania się z myślą na odległość, spowodowała odkrycie pary i elektryczności, a te są zaledwie słabą wskazówką stokroć większych wynalazków i nie zbadanych dotąd sił utajonych tak w zewnętrznej dziedzinie przyrody, jak w i niewidzialnych żywiołach wewnętrznych, z których się składa organizm ludzki.

Odtąd rasa ludzka zacznie wyzwalać się z niższych form bytu, nie przez obawę kary wynikającej z pogwałcenia prawa, ale przez miłość i poszanowanie tego prawa. Ludzkie prawo, tłumacząc Boże przepisy mówiło dotąd: "Nie czyń tego lub owego, bo będziesz musiał pokutować za to", i przedstawiało Boga jako surową i nieubłagalną potęgę, mszczącą się za każde uchybienie. Z kazalnic brzmiała tylko groza kary i pokuty.

Odtąd ludzkość zapomnieć powinna o karze i pokucie, aby siłą własnego porywu wznieść się ku pojęciu większej dobroci, czystości i wynikającego zeń szczęścia i udoskonalenia. Groza kary była potrzebna, póki ludzkość stała na niższym szczeblu duchowego rozwoju i zaślepiona była na prawdę. Ale gdy światło zrobi się w naszym umyśle i zrozumiemy, na czym polega prawdziwe szczęście, przestajemy potrzebować podniety, aby szukać go tam, gdzie je jedynie znaleźć można, to jest w udoskonaleniu duchowych władz naszych.

 

TAJEMNICE SNU

 

Żyjemy, poruszamy się, radujemy i cierpimy we śnie i na jawie, a to za pośrednictwem wyższych naszych duchowych zmysłów, których wzrok, słuch i dotyk są tylko materialnym obrazem.

Ta część jednak życia wykreślona zostaje z naszej egzystencji, kiedy przy przebudzeniu zmysły nasze fizyczne odzyskują swoje panowanie, bo pamięć zachowuje zaledwie oderwane szczątki wrażeń, scen i wypadków przeżywanych w nieświadomości ciała, i te nazywamy snami.

We śnie struna myśli łączy ciało z duchem, choć ten ostatni może znajdować się w wielkiej odległości od swej cielesnej powłoki. Tą struną duch twój przesyła ciału, podczas kiedy ono śpi, prąd życia dobrego lub szkodliwego, stosownie do świata myśli, w jakim żyjesz zwyczajnie. Śmierć ciała następuje wtedy, kiedy ta struna przerwaną zostaje. Żyjemy więc życiem podwójnym, zupełnie odrębnym jedno od drugiego i którego pamięć zaciera się wzajemnie, a dwa światy, w których przebywamy kolejno, choć przylegające do siebie, przedzielone są przepaścią nieświadomości.

Fizyczna pamięć nie utrwala wrażeń naszego istnienia duchowego, duchowa również nie przechowuje faktów egzystencji fizycznej.

Duchowe ciało nie przestaje żyć nawet po utracie swego fizycznego towarzysza; żyło ono bowiem już przed narodzinami twoimi.

We dnie i w nocy, we śnie i na jawie żyjesz w dwóch osobach, obcych sobie, a jednak obdarzonych jednym duchem. Duch ten we dnie używa swojej powłoki ziemskiej jakby odzienia, które górnik nakłada na siebie, aby spuścić się do szybu. Nie posługuje się on tym ciałem drugim w życiu, a jednak myśli i rezonuje zmysłami fizycznymi. W wyższym jednak stopniu rozwoju naszej istoty nabędziemy zmysłów o wiele subtelniejszych i potężniejszych, których działanie nie będzie się ograniczać do dotychczasowej przestrzeni.

 

Wewnątrz nas istnieje świat ukryty, który potrzeba poznać, zbadać, uprawić i wydobyć z ciemności. W miarę jak duch nasz rosnąć będzie, te dwa światy istnienia zespolą się tak ściśle, że będziemy żyć świadomie w każdym z nich jednocześnie.

Prośba, czyli modlitwa, będąca bezustannym pragnieniem poznania prawdy, przyniesie nam niechybnie zrozumienie tajemnic życia i wykaże nam potęgi drzemiące w zarodku głębi naszej duszy. Wyjawi nam też, jak odmienne jest to życie od tego, za co je poczytujemy.

Będziemy wtedy rozkoszować się w podwójnej świadomości naszego zdwojonego istnienia. W stanie obecnym ta świadomość nie przysporzyłaby nam szczęścia, bo mamy skłonność błądzić we śnie w podobnym do tego świecie, pełnym trosk, gniewu i zawiści. Na szczęście w powrocie z tych wycieczek zapominamy o naszych przygodach; inaczej zdwoiłoby to cierpienia naszego żywota.

Często jednak wnosimy do zmysłowego świata szkodliwe wyniki naszego przestawania w podrzędnych sferach ducha. Dwie godziny snu, kiedy duch nasz wznosi się do czystej dziedziny życia nadzmysłowego, odświeżają ciało więcej od dziesięciogodzinnego wypoczynku, podczas którego duch przestaje w niższych kołach bytu.

Sen jest warunkiem nieświadomego wypoczynku i pokrzepienia zmysłów fizycznych. Przeciwnie rzecz się ma z duchowymi zmysłami.

Oko duchowe, które widzi w śnie, sięga po krańce myśli. Ucho, które słyszy, nie ogranicza władzy swej do zakreślonej przestrzeni. Zmysły fizyczne wzroku, słuchu, smaku i dotyku, nie mogą dłużej niż dziesięć lub dwanaście godzin na dobę utrzymać swego napięcia. Jeżeli ciało pozbawimy snu przez dwa lub trzy dni, wszystkie zmysły będą stępione i uszkodzone. Zmysły te bowiem podczas snu otrzymują posiłek ze świata, do którego duch nasz należy i w którym się chroni, podczas kiedy ciało zapada w nieruchomość. Z tego świata wnoszą one z powrotem do ciała żywioły myśli pomocne lub szkodliwe, które objawiają się siłą lub osłabieniem, zdrowiem lub chorobą. Jeżeli duch jest podniosłym i czystym a łaknącym prawdy i sprawiedliwości; jeżeli pożąda on siły i wierzy w potęgę utajoną, którą w mocy jego jest rozwinąć, aby nie tylko usunąć z życia fizycznego chorobę i cierpienie, ale wzrastać ciągle ponad materię - wtedy działanie jego będzie zbawienne. Ale jeżeli umysł jest ciasny i poziomy, pełen zazdrości i zawiści, jeżeli wierzy tylko w świat materialny i w konieczność fizycznego rozkładu i śmierci, wtedy wnosi do ciała zgubne pierwiastki swoich myśli i wierzeń.

Sen bowiem nie stanowi sam przez się wypoczynku. Niespokojny, skołatany, trwożny i gniewny umysł dąży siłą naturalnego pociągu do chaotycznego królestwa niepokoju i moralnego rozstroju. Kiedy więc zasypiasz, myśl o zdrowiu, a jeżeli ci co dolega, mów w myśli: "To tylko narzędzie mego ducha, które szwankuje. Jestem tym, co myślę. Duch mój i duchowe ciało jest zdrowe: powinny one zatem podczas snu zesłać memu ciału żywioły zdrowia i siły".

Powtarzaj sobie to co wieczór kładąc się spać. A jeżeli nie osiągniesz od razu pożądanego rezultatu, pamiętaj, że masz do zwalczenia długie nawyknienie błędnych pojęć i że wyrastać z nich musisz powoli, utrwalając stopniowo umysł twój w prawdzie.

Życie nasze podczas snu ważniejsze jest od życia fizycznego podczas czuwania, jest to bowiem życie nasze duchowe. Twoją rzeczywistą istotą nie jest twoje ciało, ale ta niewidzialna siła, objawiająca się myślą. Ciało twoje jest rzeczą przejściową, stanowiącą podstawę ducha. Twoja myśl jest żywym źródłem zasilającym życie.

Ciało zmienia ciągle składowe swoje żywioły fizyczne; nie jest ono tym samym, co było przed dziesięciu, dwudziestu laty. Tak samo i twój umysł, którego wahaniom ciało podlega. W miarę jak przyswajasz sobie nowe prawdy, wcielasz w twój organizm fizyczny nowe żywioły duchowe, które krystalizują w twoim ciele niewidzialne pierwiastki myśli. Jeżeli więc żyjesz w błędzie, wdrażasz w twoje ciało zmaterializowane żywioły błędu, czyli grzechu, będącego pogwałceniem prawd wyższych - przez to samo wprowadzasz w siebie pierwiastki choroby, rozkładu i śmierci.

Duch, jakkolwiek poziomy i surowy, zawsze skłonny jest do wznoszenia się coraz wyżej. Utwierdza on się w swej żywotnej sile, odrzucając dawniej zużyte elementy, a przyswajając sobie nowe. Dlatego to widujemy nieraz starców odporniejszych chorobie i cieszących się lepszym zdrowiem niżeli młodzi.

Codzienną naszą modlitwą powinno być błaganie Najwyższej Potęgi, aby nam dopomogła przyswoić ciału jak najwięcej żywiołów duchowych. Życie bowiem jest cząstką Nieskończonego Istnienia i Dobra, którym jest Bóg. Umysł nasz obdarzony został cudowną władzą przyciągania i przyswajania sobie tego życia i potęgi, a duch i ciało zasilają się wzajemnie. Ciało stanowi jakby pień drzewa, którego konary i liście porównać można do ducha. Pień z ziemi czerpie swoje soki odżywcze, liście i konary przyciągają doń z przestrzeni słońce i rosę, bez których drzewo by uschło.

Patriarchowie, których wymienia Pismo święte mówiąc, że chadzali z Bogiem, żyli bardzo długo, niektórzy do dziewięiuset lat i więcej, a niektórzy uniknęli zupełnie śmierci, podeszły wiek ich bowiem był wynikiem rozwoju ducha, posiadającego władzę bezustannego odnawiania ciała. Odkąd człowiek skarlał duchowo i zaczął się oglądać tylko za materialnymi środkami w celu podtrzymania swoich sił fizycznych, norma życia jego skróciła się o wiele.

 

JAK NALEŻY POJMOWAĆ MODLITWĘ

 

Jak daleko sięga pamięć czasów historycznych, wszędzie znajdujemy ślady czci, jaką ludzie składali nieznanym bóstwom. Modlitwa bowiem jest instynktem duszy, a prawem i zasadą natury. W miarę jak człowiek wznosi się do pojęcia Dobroci i Mądrości rozlanej we wszechświecie w tysiącznych odcieniach i nieobliczonym stopniowaniu gatunków - odczuwa on potrzebę wyrastać ku tej Potędze całą siłą dążenia swego ku górze. Modli się do niej pożądaniem dobra i światła, tkwiącym w zespole różnorodnych żywiołów, z których złożone jest ciało i duch ludzki oraz wszelki twór ziemski, roślinny i zwierzęcy. Pragnienia człowieka stosują się do jego rozwoju duchowego. Toteż modli się on o dobro w tej postaci, w jakiej go pojmuje, jako zaspokojenie potrzeb niższych i materialnych. Mądry i czysty duch nie pożąda złota ani zaszczytów, ale modli się o odwagę, cierpliwość, czystość, słodycz usposobienia, siłę do czynu, światło dla rozumu i zdolność używania dóbr, które Bóg rozsiał po świecie.

Taka modlitwa jest szukaniem królestwa Bożego, które zaleca Pismo święte, czyli dążeniem do osiągnięcia trwałego szczęścia i celu w życiu. Pożądanie dobra i instynktowne dążenie ku niemu tkwi w każdym tworze, począwszy od najprostszych form bytu aż do najwyższych. Jest ono podstawą zasadniczą wszelkiej ewolucji i zbliża nas zawsze do ideału, który pragniemy osiągnąć, bez względu na to, czy ten ideał jest podrzędnego, czy też wyższego gatunku. Nieraz też powinniśmy modlić się o oświecenie, abyśmy wiedzieli, o co się mamy modlić. To znaczy, że powinniśmy przysposobić umysł nasz do przyjęcia wszelkiej nauki danej z góry, i wszystkie okna jego trzymać otworem napływającemu słońcu świadomości.

Modlitwa, będąca potrzebą natury, objawia się w roślinie i w zwierzęciu wzrostem ku światłu i dążeniem do udoskonalenia kształtów danego gatunku na mocy praw selekcji. Wierzymy, że bezmiar wszechświata przepełniony jest życiem, że życie to pulsuje nawet w prochach, a śmierć bezwzględna jest jedynym niepodobieństwem Natury. Sam proces rozkładowy roślinny, mineralny i zwierzęcy jest objawem życia, którego żywioły rozdzielają się, aby skupić się ponownie w odmiennej formie bytu. A jednak nauka szuka wszędzie źródeł pierwotnych życia, choć widzi je wytryskające w tysiącznych objawach i przemianach z natury, którą poczytywała za martwą.

Abraham został powiadomionym przez Boga, że obecność dziesięciu sprawiedliwych w mieście zepsucia ocali je od gniewu Sprawiedliwości Bożej. Połączone bowiem pragnienia dziesięciu duchów wolnych od skazy grzechu, a zwróconych całą siłą pożądania ku królestwu Ducha, miały stanowić łącznik łaski, którym spłynąć miała pomoc dla zagrożonego miasta. Grzech bowiem, zepsucie moralne i wszelkie poniżenie natury ludzkiej będące pogwałceniem praw Bożych wywołuje zawsze nagromadzenie nieczystości duchowych i fizycznych. Nauka zaś dzisiejsza dowodzi, że pewna koncentracja zepsutych pierwiastków fizycznych wywołuje ogień, który je pochłania. Można też na mocy tych danych zrobić przypuszczenie, że niektóre miejscowości tak są na wskroś przesiąknięte brudnymi i poniżającymi emanacjami duchowymi, że z chemicznego ich związku wy- twarza się płomień posiadający własność zarazem oczyszczającą i niszczącą.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat straszliwe pożary wybuchały kolejno w świecie, pochłaniając miasta całe, przetapiając w jedne bryły żelazo kamienie i cegły. Jeżeli zaś to, co uchodzi pod nazwą cudów, jest wynikiem praw dotąd nie zbadanych, działających przychylnie dla ludzkości pod kierunkiem Bożym, to te same prawa mogą działać obosiecznie, powodując wymierzanie kary na przestępnych, w sposób, który nieoświeconym umysłom może się wydać nadnaturalnym i być poczytany przez nie za doraźny sąd Boży.

Kiedy oba światy: widzialny i niewidzialny przenikną się wzajemnie, a świadomość jednego uzupełniona zostanie przez drugi, wtedy zrozumiemy, że prawa natury są tylko wynikiem i przedłużeniem w materii praw Bożych i że żywioły zmysłowe i nadzmysłowe zlane są w jedną całość. Zrozumiemy wówczas istotę i znaczenie słupa ognistego, który wskazywał drogę wybranemu ludowi na puszczy; uwierzymy, że mury Jerycha mogły się zapaść od siedmiokrotnego, zbiorowego wołania nacierających zastępów, a Morze Czerwone mogło rozstąpić się nie tylko pod wpływem wiatru i odpływu fali.

Bo istnieje niezaprzeczenie potęga, która działa w złym i w dobrym kierunku, i siła niewidzialna, która może wiele krzywdy i złego wyrządzić tak na fizycznym, jak i duchowym planie stworzenia.

Ale co nam dodaje otuchy, to świadomość, że jedna gorąca modlitwa sprawiedliwego przyciągnąć może ku ziemi wyższe władze ducha i że potęga światła zawsze w końcu zwyciężyć musi moc ciemności. Modlitwa też jest największą potrzebą tych, którzy wzrośli ponad świat fizyczny i jego powszedniość. Najmędrsze i najwznioślejsze umysły modlić cię będą o jak największe dary ducha, wywołując tym samym prądy górnych i wzniosłych żywiołów, które wytworzą dokoła nich odpowiednią atmosferę, przyciągającą ku nim inne, pomocne duchy. Najskuteczniejsza zaś, najgłębsza i najmędrsza modlitwa powinna być zawsze ugruntowana na prośbie wyrażonej w słowach: Bądź wola Twoja.

Najwyższa Mądrość wie lepiej od nas, co nam jest potrzebne. Przewiduje, że to, czego pożądamy, byłoby nieraz połączone z większą szkodą naszą niż pożytkiem. Może też odmówić naszej prośbie lub wstrzymać czasowo jej spełnienie.

Im subtelniejszy będzie nasz organizm i wrażliwszy na wszystkie widzialne i niewidzialne wpływy, które nas otaczają, tym bardziej odczuwać będziemy potrzebę ciągłego wznoszenia się myślą ku źródłu Dobroci, Mądrości, Czystości i Piękna. Atmosfera zaś myśli, którą tym sposobem wytwarzać będziemy dokoła siebie, ochraniać nas będzie jak puklerz przeciw pociskom złego.

Nie zdajemy sobie dostatecznie sprawy z tego, jak wiele złego wyrządzić nam mogą umysły pozbawione swego kształtu cielesnego. Święty Paweł mówi, że walczymy z potęgami ciemności. Duchy podniecone silnymi namiętnościami gniewu, zazdrości, zemsty, a niekiedy ożywione tylko chęcią dokuczania nam, otaczają nas zewsząd, szukając sposobności wyrządzenia nam krzywdy. Rozporządzają one tysiącem środków, tym niebezpieczniejszymi, im bardziej są subtelne. Mogą grać na najszlachetniejszych strunach naszej duszy, albo też wyzyskiwać najsłabsze strony naszego charakteru, jako to: zawiść, podejrzliwość, strach i niepokój; celują też w pobudzaniu niższych naszych instynktów.

Jak dzieci znajdujące upodobanie w drażnieniu i dokuczaniu swoim rówieśnikom, tak duchy złego, napełniające przestworza, lubują się w wyrządzaniu nam tysiącznych, drobiazgowych przykrości - złe bowiem wpływy przeważają na fizycznym planie egzystencji ziemskiej.

Jedyny ratunek przeciw nim stanowi modlitwa, czyli ciągłe wznoszenie ducha ku potęgom dobrym i wzywanie ich pomocy przeciw złym mocom. Gdy zaś takowe znajdywać będą stały opór w duchu utwierdzającym się coraz silniej w ufności i mocy czerpanej z góry, wtedy przestaną nas dręczyć. Modlitwa, będąca odwoływaniem się do coraz wyższych potęg i stopniowym dążeniem ku nim, stanie się drugą naturą ludzką; a wtedy życie całe zamieni się w jedną nieskończoną modlitwę i hymn radości i dziękczynienia za otrzymane dobra. Aspiracja, pożądania, prośba, modlitwa będące skoncentrowaniem woli w kierunku dobrym, chronić będą ciało od choroby, a ducha wznosić ponad ziemskie troski. Bóg za pośrednictwem ducha dobroci i mądrości, rozlanego we wszechświecie, działać będzie w nas i przez nas, rozsiewając radość i błogosławieństwo na tych, którzy przysposobieni są do przyjęcia ich i umieją używać ich jak należy. Bo moc najwyższa jest wszechpotężną i nieprzebraną w zasoby, a nieskończoną w objawach. Wytwarza ona coraz nowe żywioły i prawa rządzące tymi żywiołami; planetom przykazuje obracać się dokoła Słońca, a tak hojną i rozrzutną jest bogactwem piękna, że każdy płatek śniegu i skrzydło motyle zdaje się wyrzeźbione i zabarwione ręką mistrza.

Do tej to potęgi wszystko, co żyje w przestworzach, modli się bezwiednie. Nazwa bowiem modlitwy źle często jest przez nas zrozumiana; nie ma ona nic wspólnego z bigoterią i przesądem. Modlitwa jest wrodzonym porywem natury naszej, która instynktownie zwraca się do Najwyższej Potęgi, tak jak roślina zwraca się do Słońca. Im głębiej uprawiać będziemy w sobie ducha takiej modlitwy, czyli bezustannego pożądania żywiołów wyższych i czystych, tym bliżej wznosić się będziemy do świata wyższego i lepszego. Gdy zaś duch nasz przywyknie żyć na szczytach, wtedy modlitwa przestanie być dla niego wysiłkiem mechanicznym, a zamieni się na słodycz nieskończonego poematu miłości.

Przyjdź Królestwo Twoje! Królestwo nowej i nigdy nie przebranej radości i chwały - królestwo sprawiedliwości, wyższego szczęścia, wiodącego do coraz pełniejszego pojęcia szczęśliwości, do nowych objawień, nowych praw i nowych pojęć życia.

 

SZTUKA UCZENIA SIĘ

 

Od lat dziecinnych obowiązani jesteśmy uczyć się, ale nikt nas nie objaśnił, jaki jest właściwy sposób uczenia się, czyli przyswajania sobie nowych idei.

Oddawanie bowiem pamięci do przechowania słów, sentencji i przepisów jest tylko ćwiczeniem pamięciowym, przeciążającym niekiedy władze umysłowe. Pamięć może przechowywać to tylko, co objęte i zrozumiane zostało przez umysł. Z teorii człowiek nigdy się nie nauczy kierować łódką na morzu - musi on nabyć praktycznego doświadczenia. Przede wszystkim zaś, aby się dobrze i prędko czegoś nauczyć, musi on wprowadzać się w pewne usposobienie ducha, polegające na zupełnym spokoju i pogodzie umysłu. Jest to usposobienie wręcz przeciwne temu, w jakim dzieci zazwyczaj zabierają się do lekcji; albowiem uczyć się przymusowo i w pośpiechu jest to próżnym usiłowaniem zmuszenia pamięci do wykonania pewnej przepisanej pracy w określonym przeciągu czasu.

Jeżeli chcesz nabyć wprawy w jakiejś sztuce, ucz się jej po swojemu, według własnego natchnienia, a nie według zasad, których musiałbyś się uczyć od innych. Duch twój stworzy sobie własne reguły - a pozostawiony sam sobie, wynajdzie niechybnie samodzielną metodę. Wielcy ludzie jak Shakespeare, Byron, Napoleon i inni, nie trzymali się nigdy utartych dróg. Zaufali wewnętrznej swojej potędze, nasuwającej im oryginalne pomysły i metody. Gdy ktoś dojdzie tą drogą do zadziwiających rezultatów, otrzymuje zwykle miano geniusza, a z metody, jakiej się trzymał, ludzie czym prędzej wykuwają nowe pęta dla jego następców. Geniusz zaś może się tylko posługiwać metodą, tak jak my szczudłem, które odrzucamy, gdy przestaje nam być użyteczne. Metody geniusza ulegają ciągłej zmianie, albowiem pojmuje on niedorzeczność chodzenia zawsze tymi samymi drogami, choćby je sam był wydeptał.

Nie martw się ani nie frasuj zbytecznie, jeżeli nie robisz dość szybkich postępów w danej sztuce lub nauce. Nie popadaj w zniechęcenie, nawet jeżeli jeden wysiłek po drugim idzie na marne. Nie spiesz się. Gdy ogarnia cię niecierpliwość i gorączkowy niepokój - przerwij pracę, bo to usposobienie umysłu jest zupełnie nieodpowiednie do nauki i marnuje tylko twoją siłę.

Możesz się wszystkiego nauczyć, jeżeli umysł twój silnie i uporczywie tego pożądać będzie. Czekaj tylko cierpliwie. Natchnienie przyjdzie samo z siebie, a im więcej swobody zostawisz umysłowi w kierowaniu się nim, tym obficiej ono napływać będzie. Kierowanie się cudzymi regułami wytwarza tylko naśladowców. Przepisy i reguły wpajane uczniowi są pętami tamującymi postęp jego w dziedzinie myśli i wynalazków. Przed zabraniem się do nauki trzeba umysł swój utwierdzić w stanie zupełnego spokoju i wystrzegać się pilnie wszelkiego pośpiechu i ekscytacji. Nie trzeba też wpadać w szał podniecenia nad każdym niespodzianym powodzeniem lub odkryciem, bo przez to narażasz się na utracenie uzyskanych korzyści. Unikaj nagłych porywów ciała i ducha oraz drobiazgowości w wykończeniu danego jakiegoś szczegółu. Jeżeli narzędzie, którym się posługujesz, psuje się, jeżeli wypadnie ci odsunąć krzesło, zmienić stalówkę lub zatemperować ołówek - zrób to spokojnie, jakbyś nic innego nie miał tego dnia do roboty. Bądź raczej apatyczny i bierny niż zgorączkowany i podniecony.

Gdy ciało twoje pozostaje w stanie zupełnego spoczynku, jest wtedy najodpowiedniejszym narzędziem dla ducha, który może sięgać na zewnątrz, aby przyciągać do siebie myśli, metody, pojęcia i środki do wykonania danego przedsięwzięcia. Ćwicząc się bezustannie w spokoju ducha, stajesz się pośrednikiem napływu nowych idei, wchodzisz w zetknięcie z wyższymi sferami ducha, z których czerpiesz wiedzę i natchnienie. Umysł twój staje się podobny spokojnym wodom jeziora, odzwierciedlającego niebo u góry.

Uczysz się ciągle w życiu, nawet wtedy, gdy o tym nie wiesz. Uczysz się idąc spokojnie przez ulicę i przypatrując się przechodniom; czytasz w otwartej księdze natury ludzkiej i mimo wiedzy klasyfikujesz napotkanych ludzi, zaliczając ich do tego lub owego typu, stosownie do jakichś charakterystycznych oznak. Napoleon I osiągnął szczyt powodzenia przez tę intuicyjną znajomość ludzi, która sprawiała, że od pierwszego rzutu oka mógł rozpoznać, do czego który z nich był zdolny i odpowiedni. Intuicja jest to nauka pochodząca z wnętrza.

W każdym z nas tkwi nauczyciel. Zostaw mu swobodę nauczania i módl się do Ducha Nieskończoności o mądrość, kierunek i natchnienie, a nauczyciel wyrośnie w domowego geniusza, który diamenty rozpoznaje w węglu, a wartość w ludziach, bez względu na ich położenie i stan kultury. Geniusz może czasem wyrażać się niepoprawnie, z pominięciem gramatycznych reguł, a jednak przenosić góry, budować miasta, a koleje i telegraficzne słupy przeprowadzać na planetach. Kultura może wyrażać się elegancko i pisać ortograficznie, a jednak przymierać z głodu, na nędznej płacy, na usługach nieokrzesanego a genialnego nieuka.

Stan wypoczynku i niewzruszonej pogody umysłu jest najodpowiedniejszy do pracy i tworzenia wynalazków oraz przyswajania sobie nowych idei. Przymusowy proces myślenia wywołuje nieświadome natężenie muskułów i przepracowanie mózgu, stanowiące zaporę dla ducha, którego wysiłkom nadajemy błędny kierunek. Im więcej bowiem spokoju dajemu ciału, tym więcej siły zostawiamy duchowi.

Duch posiada bowiem swoje własne zmysły wzroku, słuchu, smaku, powonienia i dotyku, a są one o wiele subtelniejsze, potężniejsze i dalej sięgające od zmysłów ciała. Twoje wewnętrzne, czyli duchowe, czucie może (gdy zostanie należycie wyćwiczone) wejść w porozumienie z czuciem drugiej osoby, znajdującej się choćby na drugiej półkuli świata. Duch takiej osoby może mieć z twoim więcej styczności od najbliższego twojego otoczenia i utrzymywać w nim nieświadomie ciągłą wymianę myśli za pomocą wewnętrznego i dalekonośnego zmysłu, dla którego odległość nie ma żadnego znaczenia.

Duchowe prawa można wyzyskać tak dla spraw powszednich, jak dla motywów wyższych. Człowiek, który obdarzony wrodzoną intuicją rozumie, że chroniąc ciało swoje od przemęczenia, zachowuje trzeźwy i zdrowy sąd, konieczny do prowadzenia pomyślnego interesu - może nie wiedzieć, że ma ducha, a raczej zmysł przekraczający ciało, który przyciąga do niego plany, środki i pomysły wcielające się w formę zewnętrzną. Kiedy jednak rozpozna swoją władzę i nauczy się rozumnie kierować siłą duchową, może za jej pomocą osiągnąć wszelkie pożądane rezultaty, bo każde powodzenie we wszelkiej formie bytu jest wynikiem tej siły. To się nazywa poddawaniem się kierunkowi ducha.

Czasem, nie wiadomo dlaczego, znajdujesz się w spokojnym i zadowolonym usposobieniu ducha. Idziesz wolno, nie spiesząc się; jesteś w zgodzie z całym światem. Zapomniałeś o wrogach twoich, troskach i kłopotach. Rozkoszujesz się cicho widokiem nieba i zieloności; otrzymujesz zewsząd przyjemne wrażenia. Usposobienie to wynika ze skoncentrowania ducha w stanie spokoju. Trzyma on siłę swoją w rezerwie, zużywając jej tylko tyle, ile trzeba dla poruszania ciała.

Kiedy jesteśmy w tym stanie spokoju, wchłaniamy w siebie myśl, czyli siłę. Ale jeżeli cokolwiek wzruszy nas lub zatrwoży, ten proces przyswajania sobie siły przerywa się momentalnie. Duch nasz zamyka się przed napływem nowych idei, staje się zaczepny, wojowniczy i wybucha siłą gniewu czy irytacji, skierowanej ku osobie, która była przyczyną naszego niezadowolenia. Trzeba się ciągle ćwiczyć w nauce spokoju, aż póki on nie przeniknie na wskroś wszelkich naszych dążeń, tak że każdy wysiłek i praca przychodzić nam będą bez trudu i wydawać się wypoczynkiem. To bowiem jest najodpowiedniejszy stan umysłu do nauki, pracy i używania życia.

Stan spoczynku jest stanem twórczym. Niewidzialne siły skupiają się wtedy w nas i dokoła nas, czekając tylko na nadanie im kierunku. Duch staje się magnesem, przyciągającym do siebie odpowiednie żywioły idei, pomysłów i nowych wynalazków. Władzę zaś, którą posiada, można ciągle zwiększać przez codzienne ćwiczenia i wprawę. Tym sposobem zaostrzasz wszystkie władze twego ducha, sposobiąc go do jakiego bądź zadania.

Popełniamy błąd wielki, chcąc się uczyć zbyt szybko. Nie jesteśmy dostatecznie obznajomieni z potęgą ducha, która, kiedy inne władze zostają w chwilowym zawieszeniu, nie tylko że przyciąga do nas idee, ale uczy muskuły nasze wykonywać przyswojone sobie pomysły. Kiedy wyzwolisz się z gorączki twórczego niepokoju, twoja rzeczywista władza zyska pole właściwego działania. Człowiek, który odsuwa na stronę wszelkie myśli powodzenia lub zawodu, najprędzej dokona śmiałego czynu, przed którym wzdragają się ci, którym nad-mierny lęk niepowodzenia odejmuje odwagę.

Najlepszym sternikiem na morzu jest ten, który zapomina o niebezpieczeństwie. Duch wtedy opanowuje całą jego jaźń i obiera sobie ciało za narzędzie. Nieświadomy i niewyrobiony duch wyobraża sobie, że nie posiada odrębnego istnienia i że stanowi jedność z ciałem. Jest to to samo, co gdyby stolarz miał siebie za hebel, a kowal za młot. Duch, który jest siebie świadomy, zapomina o ciele, posługując się nim jak narzędziem. Tak i stolarz, heblując deskę, nie myśli ciągle o heblu, ale o natężeniu muskułów, kierujących narzędziem pracy.

 

DODATNIE I UJEMNE STRONY TOWARZYSTWA.

 

Myśl, stanowiąca niewidzialną substancję, pochłaniana jest przez wszystko, co nas otacza. Jeżeli pochłaniasz cudze myśli, wcielasz je do swoich własnych tak, że w pewnej mierze myślisz, czujesz i sądzisz według zdania osoby, która wpływa na ciebie w danej chwili i której duch zespolił się z twoim. Przestaniesz więc być samym sobą, aby stanowić cząstkę tej drugiej istoty.

O ile korzystne jest dla ciebie przestawać z osobami wyższego umysłu i kultury, o tyle szkodliwe jest zadawać się z ludźmi usposobienia posępnego, gniewnego, cynicznego, które zawsze ujemnie oddziaływać będą na twój charakter. Możesz jednak ustrzec się od złego wpływu, jeżeli usilnie będziesz tego chciał i pragnął. Takie pragnienie jest modlitwą. Modlitwa jest prośbą ducha o wyzwolenie go z wszystkiego, co krępuje jego władzę i tamuje szczęście, bo potęga idzie w parze ze szczęściem. Kiedy duch nabędzie władzy oddalania od siebie wszystkiego, co mu sprawia przykrość i utwierdzenia swego umysłu w stanie spokoju i błogości, wtedy wszystko na tym materialnym planie egzystencji kształtować się będzie i układać stosownie do twoich życzeń. Prawo łączności bowiem i ciągłej wymiany pomiędzy światem duchowym a materialnym jest bardzo ścisłe w swoim działaniu.

Jeżeli myślisz o zepsuciu, wprowadzisz do twego ciała żywioły rozkładowe. Dostaniesz sińców, wrzodów, wysypki albo innej choroby, wynikającej z zepsucia krwi, która zakażona została nieczystościami duchowymi.

Duch jest życiem krwi i wytwórcą myśli. Co ciąży na twoim umyśle, wyrządza szkodę ciału. Myśli złe, nienawistne, zazdrosne, kłopotliwe, beznadziejne, rozpaczliwe są grzeszne. Ludzie, którzy się ciągle frasują i kłopoczą, są grzesznikami. Wytwarzają bowiem ducha kłopotliwego i niespokojnego, który udręcza ciało, a z czasem je zabije. Ludzie ci są równie winni jak ofiary wstrętnych chorób spowodowanych występkiem. Każde szkodliwe nawyknienie jest występkiem. Niektóre choroby wprawdzie zasługują na większy szacunek od drugich: suchoty np. mniej są odrażające od delirium tremens - i jedne, i drugie jednakże powodują śmierć, są bowiem karą za pogwałcenie praw natury.

Każda myśl twoja stanowi cząstkę twojej jaźni i jako taka odczuwana jest przez drugich. Nie potrzebujesz koniecznie mówić, aby uchodzić za przyjemnego towarzysza. Ci, co są obok ciebie, czują twoje myśli, jeżeli są życzliwe i pogodne. Magnetyczny wpływ bowiem polega na myśli odczuwanej przez drugich.

Zbyt długie przestawanie z ludźmi podrzędnego ducha może zmniejszyć twoją wrodzoną władzę przyciągania do siebie drugich, bo wszędzie, gdzie pójdziesz, roznosić będzie przyswojoną od nich cząstkę cynicznych, posępnych albo samolubnych myśli, które wypromieniać będziesz wraz ze swymi własnymi.

Wartość twoja jako towarzysza i urok w oczach drugich polega więcej na tym, co myślisz, niż na tym, co mówisz. Jeżeli myśl twoja jest czystą, jasną, ufną i odważną, wszędzie, gdzie pójdziesz, wnosić będziesz ze sobą siłę krzepiącą i radość i dla wszystkich będziesz źródłem rozkoszy i zdrowia. Będziesz rozbrajał najbardziej zaciętych wrogów i zjednywał sobie najgorszych przeciwników. Kiedy sobie powiesz stanowczo: "Nie chcę w żadnym człowieku widzieć nieprzyjaciela", nie będziesz miał nieprzyjaciół. Kiedy trwamy w tym przekonaniu, że mamy wrogów, tworzymy ich sobie dokoła, bo otaczający nas ludzie odczuwają prąd podejrzenia, który ku nim wysyłamy i są nim przykro dotknięci i podrażnieni. Jeżeli zaś ciągle wypromieniamy z siebie myśl: "Nie jestem twoim przeciwnikiem, owszem, czuję się przychylnie do ciebie usposobionym i pragnę cię pokochać coraz bardziej" - nikt nie oprze się przyciągającej sile naszej życzliwości i dobroci, bo myśl dobra i chętna jest zawsze silniejsza od złej, gdyż jest ona prawem natury.

Urok przyciągający, jaki wywierają myśli danej osoby, daje się streścić w tych słowach: "Chcę ci być pomocnym w każdym przedsięwzięciu. Chcę ci pomóc do odbudowania na nowo twojej jaźni, do odzyskania zdrowia, do pomyślnego przeprowadzania interesów, do pozyskania miejsca, które ci się słusznie należy, osiągnięcia stanowiska, gdzie zalety twoje ujawnią się w całej pełni". Taka myśl, jeżeli szczera i głęboka, posiada moc bardzo skuteczną - przyciąga bowiem do siebie dobrą wolę ludzi równie życzliwie usposobionych. Ta zaś stanowi substancję rzeczywistą, tak jak inne żywioły dostrzegalne. Dobra wola skierowana ku drugim stanowi myśl twórczą, czyli niejako materiał budowlany pod gmach dobra. Jest ona eliksirem życia. Działa skutecznie na ducha i ciało. Oczyszcza krew z nieczystości, dodaje siły mięśniom i nadaje organizmowi kształty symetryczne i estetyczne. Dlatego to dzieci bardzo kochane i pielęgnowane troskliwie bywają piękne i wyrastają z pierwotnej brzydoty. Im więcej życzliwych myśli przyciągasz do siebie, tym pełniejszym rozkwitasz życiem, bo przyswajasz sobie najlepsze pierwiastki tych osób, z którymi obcujesz codziennie. Przeciwnie zaś, jeżeli myśli twoje są złe i nienawistne, przyswajasz swemu ciału pierwiastki trujące, rozkładowe, które szkodzą twemu zdrowiu.

Zbiorowa zła wola kilku osób może bardzo szkodliwie oddziałać na danego osobnika. Nieraz też powoduje jego śmierć. Nie może jednak nigdy szkodzić temu, który jej przeciwstawia dobrą wolę, słodycz, ogólną życzliwość oraz pragnienie dobra i sprawiedliwości. Tylko to jedno może skuteczną tamę położyć złemu. Jeżeli trwasz w życzliwym usposobieniu dla całego świata, dla ludzi i wszelkich tworów ziemskich, jeżeli myśli twe przesiąkłe są dobrocią, a serce słodyczą, litością i wyrozumieniem, łączysz się i jednoczysz z najwyższą i najpotężniejszą sferą myśli. Z tej sfery otrzymujesz pomoc od innych duchów obdarzonych potęgą, z rozciągłości której nie możesz sobie nawet dokładnie zdać sprawy - wkraczasz w świat, którego mieszkańcy budują ciągle w przestworzach gmachy Dobra i których twórczość przechodzi najśmielsze twoje marzenia. Wszystko, co wydaje nam się należeć do dziedziny baśni i fantazji, jest rzeczywistością zaczerpniętą z wyższych światów ducha. W tym świecie zaś nie dosięgnie cię nigdy złość ludzka.

W jakimkolwiek usposobieniu utwierdzisz twego ducha, przyciąga on do siebie niewidzialną substancję, odpowiednią swemu nastrojowi, a to na mocy prawa atrakcji tak chemicznego, jak i moralnego - chemia bowiem nie ogranicza się do żywiołów widzialnych. Pierwiastki niewidzialne dla oka stokroć liczniejsze są od tych, które ogarniamy wzrokiem. Rozkaz Chrystusa: "czyńcie dobrze tym, którzy was nienawidzą", ugruntowany był na naukowym fakcie i prawach natury. Czynić dobrze drugim jest to przyswajać sobie samemu wszystkie pierwiastki siły i dobra. Czynić źle i nienawidzić jest to sprowadzać na siebie niszczące potęgi złego. Kiedy oczy nasze otworzą się na prawdę, poczucie samoobrony skłoni nas do wykorzenienia z serca wszelkiej nienawiści. Ci, którzy żyją złością, zginą złością i do nich to stosują się słowa: "Kto żyje mieczem, od miecza zginie". Każda zła myśl jest mieczem obosiecznym, zagrażającym dwu osobom naraz.

Chrystus rozkazywał rozpętanym żywiołom potęgą swej myśli. Myśl bowiem jest substancją posiadającą taką nieograniczoną władzę, że może skoncentrować się w kształty widzialne. Taka myśl dobra, podniesiona do potęgi, wywołała rozmnożenie chlebów i inne cuda, o których mówi Pismo święte. Duch Chrystusa był tak czysty i wrażliwy, że odczuwał zetknięcie z każdą złą myślą, ukrytą w piersi człowieczej.

Twoja władza odczuwania natury ludzkiej zależną jest od wyswobodzenia się od każdej złej myśli, bo czystość intencji stanowi sama przez się potęgę. Stal jest oczyszczonym żelazem i zarazem siłą tego żelaza.

Zadawaj się z ludźmi, którzy zdolni są ocenić i korzystać z wyższości twojej umysłowej, bo tym sposobem stosunek ten korzystny będzie dla obu stron. W przeciwnym razie, jeżeli masz do czynienia z ludźmi niższego ducha, niezdolnymi do przyswajania sobie twojej prawdy, otrzymujesz od nich pośledni kruszec w zamian za złoto, które im dajesz. Jeżeli wyższy polot twoich myśli zabawia tylko ludzi chwilowo, korzyść wynikająca z waszego zetknięcia się jest bardzo nieznaczna. Tacy ludzie stanowią twoich dalekich krewnych duchowych. Jeżeli zaś przeciwnie, przyjmują oni od ciebie prawdę jako pożywienie duchowe i starają się dostosować do niej swoje życie, korzyść waszego zbliżenia jest obustronna. Gdyby wam nawet przyszło wtedy rozstać się ze sobą, za każdym nowym spotkaniem udzielać sobie będziecie wzajemnie nowych pierwiastków duchowych, zaczerpniętych z życia.

Nie ma wiecznego rozstania się dla tych, którzy karmią swego ducha żywiołami myśli sympatycznych. Takie duchy bratnie zrastają się i jednoczą coraz ściślej ze sobą - budują gmach swój w sercu drugiego i wzbogacają się ciągle wzajemnie wymianą najlepszych pierwiastków. Rozstają się w tej pewności, że odnajdą się znowu, rozumując, że prawo rozłąki doczesnej, które na razie wydawało się im okrutne i surowe, stanowi w rzeczywistości źródło niewyczerpanego rozwoju i ubłogosławienia.

 

ŻYCIE PODWÓJNE

 

Duch twój, tak jak ciało, obdarzony jest zmysłami wzroku, smaku, słuchu i dotyku, tylko że zmysły te są nieskończenie wyższe od tych, jakimi rozporządza organizm fizyczny; te ostatnie bowiem dostosowane są do podrzędnych potrzeb podrzędnej formy bytu. Górnik spuszczający się pod ziemię czuje się swobodniejszy w grubych sukiennych szarawarach niż w aksamitach i złotogłowiu. Z czasem nabędzie on może wprawy w zrzucaniu z siebie dowolnie grubego odzienia, czyli i duchem przenosić się chwilowo potrafi w wyższe sfery bytu.

Posiadasz oko jasnowidzące i ucho wszystko słyszące, ale zmysły te są nierozwinięte, jak u niektórych zwierząt w pierwotnym okresie ich istnienia. U niektórych osób rozwijają się one przedwcześnie, wyprzedzając rozwój innych zmysłów. To nazywa się przedwczesnym dojrzewaniem.

Jasnowidzenie nie jest jakimś wyłącznym darem, istnieje ono w zarodku w każdym człowieku; tylko nasze duchowe władze zostały tak stłumione przez brak wprawy, że wyszły z użytku. Kiedy we śnie wychodzisz z twego ciała, jesteś jakby oszołomiony i niepewny twych kroków, widzisz nie widząc; słyszysz nie słysząc, a pamięć twoja nie przechowuje wspomnienia tego, co widziałeś i słyszałeś. Jesteś jak dziecko bezradne, wypuszczone na świat. Nie umiesz się zgoła posługiwać nowymi zmysłami, których istnienia nauczono cię zaprzeczać, toteż są one tak zapoznane i zaniedbane, że poczytujesz je za złudzenie. Jesteś jak człowiek chodzący o szczudłach, kiedy natura dała mu dwie zdrowe nogi. Duch twój, kierujący się błędnie pojęciami zmysłowymi, nie jest w możności oderwać się od ciała i wznieść się w górę. Toteż lgnie on instynktownie do dawnych swoich nawyknień, do znanych ludzi i miejscowości. Że zaś człowiek nie mający wytkniętego celu w życiu obniża się szybko umysłowo, więc i twój duch niepewny i wahający, opuszczając we śnie ciało, natrafia na równie wykolejone i bezcelowo błąkające się duchy.

Wyobraźnia ludzka nie jest zdolną przedstawić sobie obrazu tego, co się dzieje każdej nocy. Nieprzeliczone tysiące istot ociemniałych, zwolnionych czasowo z więzów ciała, błąka się w przestrzeni, sennie i jakby po omacku, snuje, czołga, grupuje i odstaje od siebie, cisnąc się tłumnie do domów, na ulice, na pola i lasy. Czasem duchowe oko roztwiera się na chwilę, spostrzega jakąś istotę lub miejsce znane, ale nie poczytuje tego za rzeczywistość, bo uczono je nie dowierzać temu, co widzi w sennym marzeniu.

Wielu też ludzi nawet po śmierci zachowuje złudzenie, że posiada jeszcze fizyczne swoje ciało, i w tym mniemaniu trwa nieraz długie lata. W dalszym ciągu jedzą oni, śpią i żyją na tym planie egzystencji, który choć niewidzialny, otacza nas zewsząd, a jest tylko duchowym odzwierciedleniem zmysłowego porządku rzeczy. Natura nie zna przeskoków. Ludzie po śmierci nie stają się od razu błogosławionymi duchami, chyba że żyli duchem na świecie. Przechodzą do miejscowości, gdzie wszystkie warunki bytu odpowiadają ich treści duchowej. Przyjaciele, jakich mają w niewidzialnym świecie, mogą ich chwilowo ugościć u siebie, ale nie mogą zatrzymywać się długo w jednych kołach bytu, chyba że duch ich do nich należy. Jeżeli myśli ich były poziome, muszą wrócić do poziomu, na którym znajdywali się w chwili śmierci swego ciała. Każdy musi sam dla siebie budować przybytek w niebie, a korzystnie jest tę budowę zacząć, póki jeszcze jesteś w ciele.

Wszystkie duchy na każdym szczeblu rozwoju budują sobie świątynię szczęścia, które staje się coraz większym i doskonalszym w miarę jak duch sięga wyżej.

Kardynalnym błędem twoim jest to, że zasnąwszy mniemasz, iż pozostajesz nadal w fizycznym swoim ciele, które zostawiasz za sobą, aby zbudzić się duchem. Zasypiając też należy się silnie utwierdzić w tym pojęciu samego siebie pod postacią ducha albo siły, która podczas czuwania posługuje się twoim fizycznym organizmem. Będzie to wielkim ułatwieniem dla twoich niewidzialnych przyjaciół, kiedy skupiać się zaczną dokoła ciebie, aby cię zbudzić do poczucia nowego życia.

Gdybyś zwrócił się we właściwym kierunku i wzniósł się ponad poziomy ziemskie ku szczytnym sferom, znalazłbyś się w krainie piękna, słońca i kwiatów, wśród wzniosłych widoków i czarodziejskiego krajobrazu. Byłbyś otoczony ludźmi, do których tęsknisz i do których należysz duchem; byłbyś świadomy pełni życia, a jednak nie odczuwałbyś fizycznego znużenia, przeciwnie, wypoczynek myśli byłby ci bodźcem do czynu, a duchowe zmysły twoje rozwijałyby się w górnej atmosferze i nabyłbyś władzy zanurzania się w niej ilekroć poczułbyś potrzebę odświeżenia twego ducha i wyzwolenia go z więzów powszedniości.

Góry sprzyjają prądom wyższych myśli. Najczystszy duch nie może żyć w skażonej atmosferze gniewu, zawiści i nieuczciwości, toteż zadaniem przyszłych cywilizacji będzie wytwarzać ludzi jak najdoskonalszych i dostarczać im trwałych przyjemności i dobrobytu. Miasta wówczas budowane będą na szczytach wyniosłych gór, tak aby wszystkie niższe pierwiastki, widzialne i niewidzialne, same z siebie opadały na dół. Ludzie czystego ducha zgromadzać się będą, aby wspólną rozmową i milczącym porozumieniem wytwarzać prądy wielkich myśli, których potęga jest wszechmogącą, bo przyciąga do siebie siłę duchów mądrych, dobrych i życzliwych. Nie zdajemy sobie bowiem sprawy, jak bardzo na niższych szczeblach życia przeszkadzają nam w powodzeniu ujemne prądy myśli, które sobie bezwiednie przyswajamy. Jedni od drugich zarażamy się nieśmiałością, tchórzostwem i niedołęstwem.

Co noc wkraczamy w zaczarowany świat, stykający się z fizycznym, w którym cielesne oko nasze nic nie dostrzega prócz próżni, a który zapełniony jest gmachami i ludźmi będącymi kopią tych, których widzimy dokoła siebie.

Widziadła wywołane użyciem opium i haszyszu nie są chorobliwą fantazją, ale rzeczywistością. Narkotyki te ułatwiają wyzwolenie się ducha z ciała, nadając temu ostat-niemu sztuczną siłę, zaczerpniętą z żywiołów roślinnych. One to dozwalają mu puszczać się w daleką podróż i odbiegać od dróg utartych, aby się wznieść na szczyty opromienione chwałą, której nie oglądało nigdy ludzkie oko. To sztuczne jednak wtargnięcie w niedostępne żywioły jest powodem, że duch nie dorosły do takich wyżyn niezdolny jest zaczerpnąć z nich odpowiedniej siły dla ciała, co wywołuje reakcję i cier-pienia fizyczne z chwilą, kiedy narkotyki przestają działać na organizm. Doświadczyłbyś podobnych skutków, gdyby wyższe duchy wprowadziły cię na swoje wyżyny, zanim dorósłbyś do ich wysokości. Żywioły, które byś tam pochłaniał, okazałyby się zbyt subtelne, abyś mógł je sobie przyswoić z korzyścią dla siebie. Ciągłe jednak pożądanie może przysposobić twego ducha do wchłaniania tych elementów i zużytkowania ich odpowiednio za powrotem do ciała. Cały twój organizm zostałby przez to uszlachetniony i wydoskonalony. Zostałbyś jednocześnie mieszkańcem dwóch światów: fizycznego i duchowego, co jest zadaniem życia w przyszłości na tej planecie.

Historia przytacza przykład kilku ludzi, którzy zbudziwszy się w pełni do poczucia drugiego życia, żyli jednocześnie na obu planach stworzenia. Święty Paweł opowiada, że porwany został do trzeciego nieba i widział tam rzeczy, które język ludzki nie jest zdolnym wyrazić. Swedenborg żył też w ścisłej łączności z tym drugim światem, a za jego przykładem poszło wielu innych, ale tajemnicę tę zachowali dla siebie, wiedząc, że nie byliby zrozumiani przez ogół.

Dziś nadszedł czas, kiedy prawdy Ducha muszą zaświadczyć o sobie, szerząc się coraz bardziej w świecie.

 

ŹRÓDŁA SIŁY

 

Najwyższa Potęga, która kieruje obrotami gwiazd na niebie i każdym drgnięciem naszych powiek, jest tą, przed której blaskiem Archaniołowie zasłaniają sobie oblicze i na twarz upadają. Żaden umysł ludzki nawet w przybliżeniu zrozumieć jej nie może. Wszyscy jednak stanowimy cząstkę tej potęgi i możemy sami sobie mnożyć do nieskończoności jej objawy. Nie należy nigdy tracić tej prawdy z oczu, bo im głębiej będziemy przeświadczeni o tym, że stanowimy jedność ze źródłem wszechpotęgi i że mamy możność w każdej chwili i potrzebie przyciągać ją w potrzebie całą siłą napiętej ku dobremu woli naszej, tym wyraźniej zrozumiemy praktyczną korzyść wynikającą z tego zespolenia.

Ta wiara jest źródłem i tajemnicą wszelkiego szczęścia i powodzenia. Nie nabywa się jej nauką. Spływa ona na nas pełnią bogactwa, światła i natchnienia, jeżeli tylko umiemy umysł nasz utrzymać we właściwym kierunku, dla przyjęcia jej; a gdy to ma miejsce, wszelka wiedza i świadomość przychodzi nam z taką łatwością, jak deszcz sączący się z chmur na ziemię. Właściwą postawą ku temu jest utrzymywać duszę swoją w ciągłym pożądaniu łaski i siły.

Kiedy ta prawda stanie się nam tak jasną jak słońce świecące na niebie, zrozumiemy, że posiadamy w sobie samych źródło nieprzebranej władzy. Przypisując dotąd błędnie całą siłę naszemu materialnemu organizmowi, tamowaliśmy jej przystęp z zewnątrz i zużyliśmy swoje wysiłki w mylnym kierunku, wyczerpując naszą maszynę fizyczną. Ciału naszemu nadaliśmy przeto niewłaściwe proporcje. Z czasem ukształtuje się ono więcej symetrycznie i stanie się estetyczniejsze, kiedy umysłowi nadamy odpowiedni kierunek myśli.

Najwyższa Potęga wnika także i oddziałuje na nasze sprawy powszednie. Kiedy w danym interesie zrobiłeś wszystko, co było w twojej mocy, przestań się kłopotać. Wezwij tej potęgi i oprzyj się na niej jak dziecko na ręku ojca. Módl się do niej, proś o oświecenie, zaufaj jej, a siła ta przybędzie ci z pomocą. Kiedy ciemność cię ogarnia zewsząd i dłoń twą paraliżuje zniechęcenie, nie opuszczaj rąk, nie poddawaj się trwodze. Mów sobie: A jednak zwyciężę! Ta myśl cię uspokoi, bo nią wzywasz na ratunek Najwyższą Wszechmoc w świecie.

Kiedy raz nabędziesz właściwej duchowej postawy względem tej Wszechpotęgi, siła jej będzie bezwiednie napływać ku tobie zewsząd. Łączność jej z tobą wzrastać będzie ciągle, bo kto raz posiadł prawdę, ten jej nigdy nie opuści i musi w końcu całkowicie poddać się jej działaniu, które spotęguje jego siły i wypleni dawne błędy pojęć. Każdy poparty z góry wysiłek twój stanie się przyjemnością, a praca natchniona zamieni się w rozrywkę.

Kiedy umysł twój nabędzie władzy i panowania nad drugimi umysłami, przemoc fizyczna zniknie ze świata. Duchy tylko porozumiewać się będą ze sobą i przenikać wzajemnie. Siłę przekonującą ku dobremu i sprawiedliwości trzeba bezustannie wyrabiać w sobie i oczyszczać, bacząc pilnie, by jej nie używać w złych celach. Tysiące biernych umysłów daje się dziś powodować zewnętrznym wpływom, nastrojom, kierunkom, których się stają niewolnikami, choć się tego bynajmniej nie domyślają. Trzeba siły, aby przezwyciężyć tę bierność, która czyni nas nieraz podległymi umysłom słabszym i chwiejniejszym od naszego.

Siła skoncentrowana i zaczerpnięta przez ducha ludzkiego może wznieść się do potęgi i zapanować nawet nad materialnymi pierwiastkami. Znieczula ona ciało na ból, ona to pozwoliła trzem hebrajskim młodzieńcom wyjść bez szwanku z ognistej czeluści i spowodowała cuda towarzyszące wyjściu Izraelitów z Egiptu.

Silnie rozwinięta duchowość może dać ciału przewagę nad prawami ciężkości, jak tego przykłady przytacza Biblia, a potwierdza nauka współczesna, oparta na wielu doświadczeniach, może unieść ciało w powietrze. Kiedy duch dorośnie do świadomej siebie potęgi, może rozkazywać żywiołom ziemskim składającym ciało, rozluźnić je lub skupiać według woli.

Możność ta i wiele innych jeszcze spoczywa w twej mocy. Nie należy tylko wszelkich przypuszczalnych możliwości ograniczać do władz, jakimi rozporządzamy obecnie, bo tym powątpiewaniem i brakiem wiary w siebie tamujemy nasz postęp duchowy w danym kierunku i zagradzamy sobie kroki na dalszej drodze. Nasza jaźń powinna sięgać wyobraźnią i pożądaniem w bezkres przyszłości i nieskończoności, ufać mocno, że wszystko, co dziś wydaje nam się nieprawdopodobne, niewykonalne, może z czasem stać się; inaczej bowiem sami stawiamy sobie zapory w osiągnięciu naszych celów.

Nie należy jednak o tym dyskutować z pierwszym lepszym człowiekiem i rzucać się na siłacza dlatego, że czujemy w sobie zarodki siły duchowej, zdolnej do zwalczenia siły mięśni. Przez nieświadomość marnujemy nasze siły duchowe zamiast je potęgować, a potrzebujemy ich, aby umysł nasz utrzymać w odpowiednim stanie, dającym mu możność oddalić od siebie myśli napływające pod postacią różnych chorób i dolegliwości, które przyswajamy sobie rozpamiętywaniem o nich. Powietrze jest pełne takich myśli chorobotwórczych, które wyłaniamy z siebie i które się przyczepiają do nas i do drugich. Z czasem wyrobimy w sobie zdolność odwracania swego umysłu od wszystkiego, co zadaje ból lub niewygodę ciału, a przez to samo uczynimy je nie cierpiącym. Potrzeba jednak ogromnej siły, zaczerpniętej u najwyższego źródła, aby oddalić od siebie złe wpływy. Mnóstwo umysłów pracuje teraz w błędnym kierunku, poddając się z góry fizycznym dolegliwościom, które poczytuje za nieuniknione. Wytwarza to stan umysłowości podatny rozwojowi różnych chorób oraz przedwczesnej zgrzybiałości i niedołęstwa, jak gdyby ludzkość miała zawsze podlegać dziedzictwu cierpienia i śmierci.

Takie myśli, nastręczające się bezustannie, pochodzą od ducha ciemności, którego trzeba koniecznie zwalczać. Taki opór jest pierwszym krokiem na drodze prowadzącej do zdumiewających rezultatów w przyszłości.

Najważniejszym zadaniem naszym obecnie jest użyć całej siły woli, zaczerpniętej od Najwyższej Potęgi, aby wyrosnąc duchowo ponad powszedni porządek rzeczy i wytworzyć w sobie wyższą umysłowość. Nie rozpraszajmy tej siły na drugich, dopóki jej sami potrzebujemy, bo usiłując przekonać tych, którzy nas poczytują za wizjonerów i obracają się w innym kole pojęć, zarażamy się ich sceptycyzmem i przynosimy im mało pożytku, a sobie przynosimy szkodę. Chrystus powiedział: "Niechaj umarli grzebią swoich zmarłych", czyli niechaj ci, których oczy są dobrowolnie zaślepione na coraz bardziej rozjaśniające się światło prawdy, wracają do swoich bożyszczy. O takich myśl życzliwie, ale nie brataj się z nimi. Drogi wasze się rozchodzą. Jeżeli jednak możesz wykazać drugiemu prawa życia i skłonić go do postępowania według nich, wspólne przekonania będą wam obojgu wielką dźwignią i podporą.

Życie nabierze coraz większego uroku i stanie się coraz ciekawsze w miarę jak się przekonamy, że z każdym dniem zyskujemy na władzy nad materialnymi żywiołami, że zimno i upał przestają nam dokuczać, że możemy nastrajać swój umysł według upodobania, oddalać od siebie ludzi niesympatycznych i wpływać na zmianę naszego otoczenia, uciszać hałasy, usuwać przykre widoki sprzed oczu, przywoływać na żądanie sen i apetyt i stawać się nieświadomymi tego, co nam dolega. To zaś jest zaledwie drobną cząstką rzeczy, które dokonać będziemy mogli za pomocą woli naszej zjednoczonej z nieprzebranym źródłem Wszechpotęgi, która prowadzić nas będzie od radości do radości i od jednego zwycięstwa do drugiego.

 

POŻYTEK CHOROBY

 

Nie można nigdy całkowicie ustrzec się fizycznych dolegliwości na tym planie stworzenia. Są jednak dwie zupełnie odrębne metody traktowania ciała w chorobie. Jedna z nich, najwłaściwsza, zasadza się na tym, aby utwierdzić się w mocnym przekonaniu, że wszelki ból, cierpienie i osłabienie są tylko wysiłkiem ducha, zmierzającego do oczyszczenia i odrzucania z organizmu tego, co stało się nieodpowiednim do użytku tegoż ducha. Nie należy bowiem nigdy zapominać, że duch jest potęgą rosnącą i wzmagającą się przez wieki, a ciało jest tylko doczesnym i znikomym jego narzędziem, którym on się posługuje na tym planie bytu. Bez ducha ciało jest jakby maszyną, pozbawioną parowego motoru.

Coraz głębsze przeniknięcie i zrozumienie prawdy, że ciało i duch stanowią dwie całkiem odrębne rzeczy i że duch jest jedyną pracującą, poruszającą się i budującą siłą w fizycznym organizmie - będzie wielce pomocne naszemu duchowi w skutecznym oddziaływaniu na ciało i odbudo-wywaniu go na nowo.

Mylnym i szkodliwym traktowaniem choroby jest wyobrażanie sobie, że to tylko ciało jest chore i że jedyny jego ratunek polega na materialnych lekach, że obecny stan wyczerpania i osłabienia jest nieuleczalnym złem, nie zaś środkiem zaradczym, którym organizm się posługuje, aby wydzielić z siebie i oddalić nieużyteczne brzemię zużytych pierwiastków, zawierających w sobie zbyt mało odporności, aby podtrzymać ducha. To oznacza zupełną nieznajomość praw duchowych, co powoduje coraz większą cielesną martwotę i doprowadza do krańcowego wyniszczenia organizmu, który staje się w końcu niezdolnym do podtrzymania ducha i pozbywa się go ostatecznie. Ludzie nazywają to śmiercią , co jest tylko zrzuceniem ciężaru ciała przez ducha, nie zaś oddaniem ducha przez ciało.



dalej


strona główna
(23kB)