(23kB)
strona główna


 

Znajdziesz tutaj to, czego od dawna poszukujesz, za czym od dawna tęsknisz. Czeka cię tu najprawdziwszy kontakt z Bogiem, być może pierwszy w twoim życiu, a na pewno najnowszy.

To jest kontakt jak najbardziej realny.

Bóg przemówi do ciebie, przeze mnie. Kilka lat temu nie ośmieliłbym się czegoś takiego powiedzieć; teraz mówię, ponieważ sam tego doświadczyłem - i stad wiem, że to jest możliwe. Nie tylko możliwe, to odbywa się nieustannie. Tak jak dzieje się. ta rzecz pomiędzy nami za pośrednictwem tych słów, tu i teraz.

Samancie Tarze-Jenell Nicholasowi

Travisowi

Karusowi

Tristanowi

Devonowi

Dustinowi

Dy łanowi,

którzy ofiarowali o wiele więcej,

niż ja kiedykolwiek mogłem im dać.

Nie byłem takim ojcem,

jak to sobie wymarzyłem.

Ale cierpliwości.

Jeszcze możemy to nadrobić.

Sprawa nie jest zamknięta.

tpodzięlśpwania

JNade wszystko pragnę uhonorować To, Co Jest Wszystkim, co stanowi Źródło wszelkich rzeczy, wraz z niniejszą książką. Czy nazwiecie to Bogiem, jak czynię to ja, czy inaczej, to nie ma znaczenia -Źródło było, jest i będzie Źródłem po wsze czasy, a nawet nieskończenie dłużej.

Dalej, chciałbym spłacić mój dług wdzięczności wobec rodziców, za pośrednictwem których spłynęło na mnie tyle niezapomnianych doświadczeń i przez których doznawałem źródłowej obecności Boga w życiu. Razem tworzyli niesamowity zespół. Postronny obserwator mógłby mieć inne zdanie, ale oni sami ani przez chwilę w to nie wątpili. Mama mówiła o tacie, że jest “utrapieniem", a on o niej, że jest “trucizną", której nie potrafi się oprzeć.

Moja matka, Annę, była nadzwyczajną kobietą -przepełnioną niewyczerpanym współczuciem, głębokim zrozumieniem, zawsze skorą do wybaczania, do dawania z siebie wszystkiego, o niespożytej cierpliwości, łagodnej mądrości i niezachwianej wierze w Boga, która sprawiła, że gdy umierała, ksiądz, nowicjusz, udzielający jej ostatniego namaszczenia, z podziwem wyszeptał: “Mój Boże, to ona pocieszała mnie."

Najwyższym hołdem dla Mamy niech będzie to, że wcale mnie to nie zdziwiło.

Mój ojciec, Alex, nie należał do potulnych. Był szorstki w obejściu, potrafił dotkliwie urazić, a niektórzy powiadają, że często postępował okrutnie, szczególnie wobec mojej matki. Nie chcę go za to

osądzać (ani za cokolwiek innego). Matka nie wyrzucała mu tego ani nie potępiała go (wręcz przeciwnie, w swych ostatnich słowach wypowiadała się o nim bardzo pochlebnie), dlatego też nie widzę dla siebie żadnych korzyści w odrzuceniu jej przykładu. Ponadto, ojciec miał mnóstwo zalet, o których moja matka nigdy nie zapominała. Należały do nich wiara w niezłomność ludzkiego ducha oraz jasne przeświadczenie, że niczego nie zmieni się narzekaniem. Nauczył mnie, że mogę osiągnąć wszystko pod warunkiem, że zaangażuję w to całą swoją duszę. Zawsze można było na niego liczyć, do samego końca. Był wzorem lojalności, człowiekiem czynu; zawsze zajmował stanowisko, nie zrażał się przeciwnościa-mi, które pokonały tylu innych. Wobec nawet najbardziej niepomyślnych kolei losu miał swą mantrę. “Och, nie ma się czym przejmować", zwykł mawiać. Sam stosowałem tę mantrę w najcięższych chwilach mojego życia. Zadziałała za każdym razem.

Najwyższym hołdem dla Taty niech będzie to, że wcale mnie to nie zdziwiło.

Znalazłszy się między nimi, odczułem wezwanie zarówno do całkowitej pewności siebie jak i bezwarunkowej miłości dla każdego. Co za połączenie!

W pierwszej części złożyłem podziękowania pozostałym członkom rodziny i kręgu mych przyjaciół, którzy w nieoceniony wprost sposób wpłynęli na moje życie - i nadal wpływają. Chciałbym do tej listy dołączyć dwoje niezwykłych ludzi, z którymi się zetknąłem od czasu napisania tamtej książki i którzy poruszyli mnie do głębi.

Leo i Lethę Bushów... którzy unaocznili mi swym codziennym życiem, iż to, co najpiękniejsze w życiu

można znaleźć w chwilach bezinteresownej służby, troski, życzliwości, oraz we wzajemnej miłości i niezachwianej wierze w siebie nawzajem. Była to dla mnie nie tylko nauka, ale i inspiracja.

Również na tych stronicach pragnę wyrazić swoje uznanie innym specjalnym nauczycielom, aniołom zesłanym przez Boga, dzięki którym dotarły do mnie rzeczy o wielkim znaczeniu, co teraz jasno widzę. Niektórzy przekazali mi to osobiście, inni z oddali, jeszcze inni z tak odległego punktu w Macierzy, że pewnie nie są świadomi mego istnienia. Mimo to moja dusza wchłonęła ich energię. Mowa tu o myślicielach, przywódcach, pisarzach i towarzyszach w podróży po Duchowej Drodze; ich wkład w Zbiorową Świadomość dopomógł w powstaniu skarbnicy mądrości, która stanowi Umysł Boga, albowiem stam- • tąd pochodzi. Z tego właśnie Źródła wziął się materiał zawarty w Rozmowach z Bogiem. Dzieło to jest ukoronowaniem mych nauk, doświadczeń i poszukiwań, teraz dostępnym dla każdego w postaci mych dialogów z Bogiem. Tak naprawdę we wszechświecie nie powstają żadne nowe idee, wszelkie nowości są zaledwie kolejnym wyrazem Odwiecznej Prawdy.

Oprócz tego, chciałbym też podziękować następującym osobom, które wzbogaciły moje życie:

Kenowi Keyesowi... którego dar wglądu oddziałał na życie tysięcy ludzi (również moje). Ken powrócił już do Domu, spełniwszy swą rolę niezrównanego posłańca.

Doktorowi Robertowi Muellerowi... którego praca na rzecz światowego pokoju okazała się dobrodziejstwem dla nas wszystkich i tchnęła w świat nową nadzieję.

Doiły Par ton... której muzyka, uśmiech i cała osobowość urzekła naród i radowała moje serce - nawet gdy było złamane i nic nie mogło go uleczyć. To szczególna magia.

Terry Cole-Whittaker... której bystrość, głębia i pogoda ducha oraz absolutna uczciwość od chwili naszego poznania stały się dla mnie wzorcem i natchnieniem. Swym cudownym oddziaływaniem objęła tysiące.

Neilowi Diamondowi... który swój artyzm czerpie z głębi duszy i dlatego przenika do mojej oraz duszy całego pokolenia. Jego talent, hojność, z jaką dzielił z nami swoje uczucia, są wyjątkowe.

Thei Alexander... której pisarstwo mną wstrząsnęło i objawiło możliwość wyrażania miłości bezgranicznie, bezboleśnie, bez goryczy zazdrości i ukrytych celów, bez oczekiwań i bez potrzeb. Rozpaliła w nas na nowo niespokojnego ducha nieskrępowanej miłości oraz naturalne pragnienie radosnego rozkoszowania się seksem, przywracając jego piękno, tajemnicę i niewinną czystość.

Robertowi Rimmerowi... który dokonał dokładnie tego samego.

Warrenowi Spahnowi... który udowodnił mi, że dążenie do doskonałości w każdej dziedzinie życia polega na postawieniu sobie najwyższej poprzeczki i upartym przy niej obstawaniu; wymaganiu od siebie maksimum, nawet kiedy minimum nie zwróciłoby niczyjej (a może zwłaszcza wtedy). Gwiazda sportu pierwszej wielkości, bohater na polu walki, wzór w życiu codziennym, niestrudzenie dążący do przekraczania siebie bez względu na to, ile to kosztuje wysiłku.

Jimmy'emu Carterowi... który dzielnie sobie poczyna w międzynarodowej polityce, kierując się sercem i swym przekonaniem o tym, co w myśl Najwyższego Prawa jest słuszne, i wnosi do zatęchłego świata polityki ożywczy powiew.

Shirley MacLaine... która pokazała, że rozrywka i intelekt się nie wykluczają; że można wznieść się ponad to, co przyziemne i banalne. Że można poruszać sprawy wielkie i drobne, ważkie i lekkie, głębokie i płytkie. Stara się ze wszystkich sił nadać naszym rozmowom wyższy wymiar, a tym samym i naszej świadomości; oddziaływać twórczo na giełdę poglądów.

Oprah Winfrey... która robi dokładnie to samo.

Stevenowi Spielbergowi... który robi dokładnie to samo.

Ronowi Howardowi... który robi dokładnie to samo.

Hughowi Dwonsowi... który robi dokładnie to samo.

Oraz Gene'owi Roddenberry... którego Duch z pewnością słyszy moje słowa i uśmiecha się... albowiem miał w tym wszystkim wielki udział; podjął ryzyko; stanął na skraju; ruszył dalej niż ktokolwiek przed nim.

Ludzie ci stanowią skarb, jak i my wszyscy. Jednak w odróżnieniu od nas, postanowili hojnie darzyć innych skarbami swojej Jaźni, poświęcić się i zaryzykować, wyrzec się prywatności i złączyć swój los z burzliwymi kolejami świata, aby obdarzyć innych swą prawdziwą istotą. Nie mogli przewidzieć, czy ich dar z siebie zostanie przyjęty. Mimo to nie szczędzili siebie.

Jestem im wszystkim wdzięczny. Dziękuję wam, gdyż wzbogaciliście moje życie.

Wstęp

To nadzwyczajne dzieło.

Stanowi przesłanie Boga, który sugeruje w nim rewolucję społeczną, seksualną, oświatową, polityczną, gospodarczą i teologiczną o skali dotąd na planecie nie spotykanej, rewolucję, o jakiej śniło się niewielu.

Sugestie te nawiązują wprost do pragnień wyrażanych przez nas jako mieszkańców Ziemi. W myśl naszych własnych deklaracji, dążymy do zapewnienia godnego życia dla wszystkich, podniesienia poziomu świadomości i tworzenia podwalin nowego świata. Bóg nie potępi nas, cokolwiek wybierzemy, jeśli jednak zdecydujemy się właśnie na to, chętnie pokaże nam drogę. Lecz nie będzie siłą narzucał nam swych poglądów, ani teraz, ani nigdy.

Słowa zawarte w tej książce są dla mnie zarazem porywające i niepokojące, budujące i prowokujące. Porywa mnie rozmach i zasięg jej koncepcji. Niepokoi obraz, jaki się z niej wyłania, obraz mnie samego i całej ludzkiej rasy. Prowokuje śmiałość, z jaką stawia mi wyzwania, nakazuje przekraczać samego siebie, stać się Źródłem świata, wolnego od małostkowej zazdrości, złości, zaburzeń seksualnych, ekonomicznej niesprawiedliwości, nierówności społecznej, ogłupiającej edukacji, zakulisowych machinacji i walk o władzę. Buduje zaś to, iż daje nam nadzieję na przyszłość, pokazuje, że to wszystko jest w zasięgu naszych możliwości.

Czy naprawdę możemy stworzyć taki świat? Bóg mówi, że tak, i wszystko, co do tego trzeba, to jedno-

myślne postanowienie, wybór dokonany przez każdego z nas.

Książka ta stanowi wierny zapis dialogu z Bogiem. Jest drugą częścią planowanej trylogii Rozmów z Bogiem, trwających już ponad pięć lat - po dziś dzień.

Może trudno ci będzie uwierzyć w to, że to wszystko istotnie pochodzi od Boga, zresztą to nie jest wcale konieczne. Dla mnie liczy się przede wszystkim to, czy materiał tu zawarty sam w sobie ma wartość, czy wnosi nowe spostrzeżenia, budzi i odnawia, zachęca do wprowadzenia zmian w nasze codzienne życie na Ziemi. Bóg wie, tak dalej być nie może. Musimy się zmienić.

Całe przedsięwzięcie zaczęło się od księgi pierwszej, opublikowanej w maju 1995 roku. Traktowała ona głównie o sprawach osobistych, i odmieniła moje życie. I wielu innych ludzi. W ciągu kilku tygodni stała się prawdziwym bestsellerem. Nakład przeszedł najśmielsze oczekiwania, niebawem miesięcznie sprzedawało się 12 tysięcy egzemplarzy i liczba ta nadal rosła. Oczywiście “autor" tej książki nie był postacią nieznaną. I to właśnie sprawiło, że intrygowała i miała taką moc oddziaływania.

Jestem zaszczycony, że mogę uczestniczyć w tym procesie, dzięki któremu doniosłe prawdy ponownie stają się udziałem tysięcy ludzi. Cieszę się, że tak wiele osób skorzystało z tego dzieła.

Pragnę jednak wyznać, że z początku strasznie się bałem. Obawiałem się, że zostanę posądzony o urojenia, o manię wielkości. Z drugiej zaś strony, bałem się, że gdy czytelnicy naprawdę uwierzą, iż te słowa pochodzą od Boga, posłuchają zawartych tam rad. Lecz dlaczego się tego lękałem? To proste.

Przecież we wszystkim, co napisałem, mogłem się mylić.

Wówczas zaczęły napływać listy. Z całego świata. Wtedy już wiedziałem. Wiedziałem w głębi serca, że się nie myliłem. Tego właśnie było potrzeba światu, w tej określonej chwili.

Teraz ukazuje się kolejna księga i znów daje o sobie znać strach. Mowa w niej o szerszym wymiarze naszych pojedynczych istnień, jak również o sprawach politycznych i gospodarczych o zasięgu ogólnoświatowym. Podejrzewam więc, iż ta druga książka może okazać się dla przeciętnego czytelnika znacznie bardziej kontrowersyjna. I stąd obawa. Obawa, że może nie przypaść ci do gustu to, co tutaj przeczytasz. Że dostanie mi się po głowie. Że książką tą “wkładam kij w mrowisko", “wywołuję burzę". Ponadto, znów się boję, że mogę nie mieć racji.

Doświadczenie winno było już mnie nauczyć, że mój strach jest bezpodstawny. Jednak znów odzywa się moja ludzka słabość. Spieszę wyjaśnić, iż nie jest moim zamiarem nikim wstrząsnąć. Pragnę jedynie wiernie i skwapliwie przekazać to, co usłyszałem od Boga w odpowiedzi na me pytania. Obiecałem to Bogu - że udostępnię te rozmowy ogółowi - i nie mogę tej obietnicy złamać.

Ty również nie możesz się wycofać. Z pewnością podjąłeś postanowienie, że będziesz otwarty na wszelkie nowe idee, poglądy i przekonania, że będziesz gotów przewartościować to, w co wierzyłeś do tej pory. Przyrzekłeś sobie, że będziesz nieustannie się rozwijał. Inaczej bowiem ta książka nie trafiłaby do twych rąk.

Tkwimy więc w tym razem. I nie ma powodu do obaw. Jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, i stąd wynika nasze postępowanie. Widzę teraz wyraźnie to, czego do tej pory zaledwie się domyślałem - jesteśmy posłańcami, ty i ja. Gdyby tak nie było, nie czytałbyś teraz tej książki, a ja bym jej nie pisał. Mamy więc zadanie do wykonania. Po pierwsze, musimy się upewnić, że dobrze zrozumieliśmy przesłanie, jakie niosą Rozmowy z Bogiem. Dalej, musimy uczynić z tego przesłania użytek w naszym życiu codziennym. I wreszcie, musimy głosić je innym, naszym własnym przykładem zaświadczać o jego prawdzie tym, z którymi się stykamy.

Rad jestem, że postanowiłeś dołączyć do mnie w tej wyprawie. Z tobą raźniej i przyjemniej. Przejdźmy więc wspólnie przez te stronice. Czekają nas tu i ówdzie wyboje. Nie tak jak w księdze pierwszej. Księga pierwsza była czułym uściskiem Boga. Druga cześć, równie promieniująca miłością, raz po raz lekko tobą potrząsa. Jest jak pobudka, wyzwanie, abyś nie ustawał w drodze.

Zawsze masz przed sobą coś do odkrycia. Twoja dusza nie lubi spoczynku - jej udziałem tu na Ziemi ma być najbogatsze, nie najuboższe doświadczenie. I choć wybór należy do ciebie, twa dusza wolałaby, abyś nie popadał w samozadowolenie czy gnuśność. Zbyt wiele trzeba bowiem w świecie zmienić, zbyt wiele siebie musisz jeszcze stworzyć. Zawsze jest nowy szczyt do zdobycia, nowa rubież do zbadania, nowy lęk do zwalczenia. Wspanialszy stan, śmielsza wizja, wyższa koncepcja.

Dlatego też książka ta może narazić cię na pewne niewygody. Ale nie uciekaj, pozostań na pokładzie,

nawet jeśli tobą rzuca. I żyj w nowym paradygmacie. A jeszcze lepiej, cudownym przykładem swego życia przyczyń się do jego powstania.

Neale Donald Walsch Ashland, Oregon marzec 1997

l

Witaj. Cieszę się, że jesteś ze mną.

Byliśmy ze sobą umówieni, to prawda; ale mimo to mogłeś nie przybyć na spotkanie. Mogłeś postanowić inaczej. Tymczasem wybrałeś tę godzinę, to umówione miejsce, aby ta książka trafiła w twoje ręce. I za to ci dziękuję.

Jeśli jednak nie uświadamiałeś sobie do końca, co robisz i dlaczego, i ta sprawa wydaje ci się trochę tajemnicza, należy ci się małe wyjaśnienie.

Zacznę od zwrócenia ci uwagi na to, iż książka ta zjawiła się w twoim życiu w samą porę, w najwłaściwszym momencie. Teraz jeszcze nie zdajesz sobie pewnie z tego sprawy, ale kiedy będziesz miał już za sobą doświadczenie, które jest dla ciebie przygotowane, zyskasz co do tego absolutną pewność. Wszystko przebiega w doskonałym porządku, a pojawienie się tej książki w twoim życiu nie jest wyjątkiem od tej reguły.

Znajdziesz tu to, czego od dawna poszukujesz, za czym od dawna tęsknisz. Czeka cię tu najprawdziwszy kontakt z Bogiem, być może pierwszy w twoim życiu, a na pewno najnowszy.

To jest kontakt jak najbardziej realny.

Bóg przemówi do ciebie, przeze mnie. Kilka lat temu nie ośmieliłbym się czegoś takiego powiedzieć; teraz mówię, ponieważ sam tego doświadczyłem i stąd wiem, że to jest możliwe. Nie tylko możliwe -odbywa się nieustannie. Tak jak dzieje się ta rzecz pomiędzy nami za pośrednictwem tych słów, tu i teraz.

Trzeba, abyś znał swój w tym udział, podobnie jak przyczyniłeś się do tego, że ta książka trafiła

w twoje ręce. Wszyscy bez wyjątku odpowiadamy za wydarzenia występujące w naszym życiu i wspólnie z Jednym Wielkim Stwórcą powołujemy do istnienia okoliczności, które do każdego z tych wydarzeń prowadzą.

Pierwszy etap moich rozmów z Bogiem w twoim imieniu miał miejsce w latach 1992-1993. Napisałem wówczas gniewny list do Boga, domagając się wyjaśnienia, dlaczego moje życie jest jednym pasmem tarć i niepowodzeń. Dosłownie wszystko, począwszy od miłosnych związków, przez pracę, do stosunków z dziećmi i do zdrowia - wszystko - naznaczone było walką i porażką. W liście zażądałem, aby Bóg odpowiedział mi dlaczego - i czego potrzeba, aby zaczęło mi się wreszcie w życiu układać.

Ku mojemu zdumieniu, Bóg mi odpisał.

Sposób i treść tych odpowiedzi dały początek książce, opublikowanej w maju 1995 roku pod tytułem Rozmowy z Bogiem, księga pierwsza. Może o niej słyszałeś, niewykluczone, że ją przeczytałeś. Jeśli tak, to nie potrzebujesz dalszego wprowadzenia do niniejszej książki.

Jeśli pierwsza część nie jest ci znana, mam nadzieję, że wkrótce zmieni się ten stan rzeczy, gdyż szczegółowo opisuje ona to, jak doszło do jej powstania, i zawiera odpowiedzi na wiele pytań na temat życia każdego z nas - dotyczących pieniędzy, miłości, seksu, Boga, zdrowia i choroby, jedzenia, związków z innymi ludźmi, “godziwej pracy" i wielu innych spraw życia codziennego - którymi tutaj się nie zajmujemy.

Gdybym miał prosił Boga, aby uczynił teraz coś dla świata, poprosiłbym o przekazanie wiedzy, która

znalazła się w części pierwszej Rozmów z Bogiem. Zgodnie z przyrzeczeniem (“Zanim zapytasz, otrzymasz odpowiedź.") Bóg już to uczynił.

Mam więc nadzieję, że po przeczytaniu niniejszej książki (a może nawet w trakcie czytania) sięgniesz po pierwszą część. To sprawa wyboru, a Wolny Wybór przywiódł cię do tych stronic w tej chwili. Tak jak wytworzył wszelkie twoje doświadczenia. (Koncepcję tę wyjaśnia właśnie część pierwsza.)

Wstęp do księgi drugiej powstał w marcu 1996; ma on na celu krótkie wprowadzenie do jej treści. Podobnie jak w części pierwszej, informacje docierały do mnie w sposób zadziwiająco prosty. Na pustej kartce papieru pisałem pytanie - dowolne... zazwyczaj pierwsze, jakie przyszło mi do głowy -i ledwo kończyłem pisać, już powstawała w mym umyśle odpowiedź, jakby Ktoś szeptał mi do ucha. Wyglądało to jak dyktando!

Z wyjątkiem tych kilku początkowych uwag, cały materiał tej książki zapisany został między wiosną 1993 roku i latem roku następnego. Pragnę przedstawić ci go tak, jak go otrzymałem...

* * *

Jest Wielkanoc 1993 roku. Zgodnie z poleceniem, wyczekuję z ołówkiem w ręku i kartką papieru, gotowy do dzieła, do drugiego etapu.

Powinienem jednak wyjaśnić, że to Bóg mnie o to poprosił. Wyznaczył mi datę. Dziś mamy rozpocząć drugą książkę z planowanej trylogii - książkę, która będzie wspólnym doświadczeniem Boga, moim i twoim.

Nie mam pojęcia, o czym będzie w niej mowa, jakie poruszymy tematy. To dlatego, że nie mam żadnej jej wizji w głowie. Nie mogę. Nie ja mam decydować, co się w niej znajdzie, lecz Bóg.

Rok temu - w Wielkanoc - Bóg nawiązał ze mną dialog. Wiem, że to brzmi niepoważnie, ale to istotnie miało miejsce. Jakiś czas temu nasza rozmowa dobiegła końca. Nakazano mi odpoczynek... i zarazem wyznaczono termin wznowienia dialogu.

Ty też jesteś z nami umówiony. I pojawiasz się tak, jak było ustalone. Widzę wyraźnie, że ta książka powstaje nie dla mnie, lecz dla ciebie przeze mnie. Zapewne poszukiwałeś Boga - wypatrywałeś znaku od Niego - od dawna. Ja również.

Dziś razem odnajdziemy Boga. To niezmiennie najlepszy sposób na trafienie do niego. Razem. Nigdy nie znajdziemy Boga oddzieleni. Mam tu na myśli dwa znaczenia. Chodzi mi o to, że nigdy nie znajdziemy Boga, dopóki sami będziemy oddzieleni jeden od drugiego. Pierwszym bowiem krokiem do odkrycia, że nie jesteśmy oddzieleni od Boga, jest odkrycie, że nie jesteśmy oddzieleni od siebie nawzajem. Dopóki nie uświadomimy sobie, że wszyscy stanowimy Jedność, tak długo nie możemy wiedzieć, że my i Bóg to Jedność.

Bóg nie jest od nas oddzielony, nam tylko się zdaje, że my istniejemy osobno.

To błędne przekonanie jest szeroko rozpowszechnione. Wydaje nam się też, że istniejemy oddzielnie od drugiego człowieka. Najszybszym sposobem “znalezienia Boga", jak się przekonałem, jest odnalezienie siebie nawzajem. Wyjście z ukrycia przed drugim człowiekiem. I oczywiście, przed samym sobą.

Najprędzej można to osiągnąć głosząc prawdę. Każdemu. O każdej porze.

Zacznij mówić prawdę teraz i nigdy nie przestawaj. Na początek mów sobie prawdę o sobie. Następnie powiedz sobie prawdę o drugim człowieku. Potem ogłoś prawdę o sobie drugiemu i drugiemu prawdę o nim samym. Na koniec mów prawdę każdemu o wszystkim.

Oto Pięć Stopni Głoszenia Prawdy. To pięciostopniowa droga do wolności. Prawda cię wyzwoli.

W tej książce jest mowa o prawdzie. Nie mojej, lecz Boga.

Nasz początkowy dialog - Boga i mój - zakończył się przed miesiącem. Zakładam, że ten przebiegać będzie podobnie jak za pierwszym razem. To znaczy, ja stawiam pytania, a Bóg odpowiada. Chyba przerwę pisanie i zadam Bogu pytanie.

Boże - czy tak właśnie potoczy się nasza rozmowa?

Owszem. Tak jak przypuszczałem.

Tyle że w tej książce sam poruszę pewne tematy, z własnej inicjatywy. W pierwszej części raczej tego nie praktykowałem, jak wiesz.

Wiem. Dlaczego wprowadzasz tę innowację?

Ponieważ ta książka powstaje na Moje życzenie. Nakazałem ci się tu stawić - jak sam zauważyłeś. Pierwsza książkę ty zainicjowałeś. Miałeś swoje spra-

wy do załatwienia. W tej książce nie masz swoich spraw. W tej książce wypełniasz jedynie Moja wole.

Tak. Masz słuszność.

Słuszność, Neale, to bardzo dobra rzecz. Życzę jej tobie - oraz innym - najwięcej.

Ale sądziłem, że Twoja wola jest moją wolą. Jak mogę nie czynić Twojej woli, jeśli pokrywa się z moją?

To dość zawiła kwestia - i dobrze się stanie, jeśli od niej zaczniemy ten dialog.

Wróćmy do tego, co powiedziałeś. Ja przecież nigdy nie twierdziłem, że Moja woła jest twoja wola.

Jak to? W poprzedniej książce oznajmiłeś mi wyraźnie: “Twoja wola jest Moją wolą."

Istotnie - ale to nie to samo. Czyżby? Więc dałem się nabrać.

Kiedy mówię: “Twoja wola jest Moją wolą", to nie znaczy to samo, co Moja wola jest twoja.

Gdybyś zawsze spełniał Moja wole, nic nie stałoby już na przeszkodzie, abyś osiągnął Oświecenie. Proces już by dobiegł końca. To już by się stało.

Gdybyś choć przez jeden dzień czynił wyłącznie Moja wole, dostąpiłbyś Oświecenia. Gdybyś wypełniał Moja wole przez te wszystkie lata swojego życia, czy potrzebowałbyś naszych rozmów? Chyba nie.

Zatem nie wypełniasz Mojej woli, co więcej, nawet jej nie znasz.

Nie znam? Właśnie. To dlaczego mi jej nie oznajmisz?

Oznajmiam, ale ty nie słuchasz. A kiedy słuchasz, tak naprawdę nie słyszysz. A kiedy usłyszysz, nie wierzysz, a kiedy uwierzysz, w to co słyszysz, i tak nie stosujesz się do zaleceń.

Stwierdzenie, że Moja wola jest twoja wola, mija się wiec mocno z prawda.

Z drugiej jednak strony, twoja wola istotnie jest Moja wola. Po pierwsze, ponieważ ją znam. Po drugie, ponieważ ją akceptuje. Po trzecie, ponieważ ją pochwalam. Po czwarte, ponieważ ją kocham. Po piąte, ponieważ uznaje ją za swą własną i nazywam Moją.

Wynika stąd, że ty masz wolną wole postępowania, jak ci się podoba - a Ja, powodowany bezwarunkową miłością, przyjmuje ją jako Moją własną.

Tak wiec, aby Moja wola stała się twoją, musiałbyś zrobić to samo. Po pierwsze, musiałbyś ją znać. Po drugie, musiałbyś ją zaakceptować. Po trzecie, musiałbyś ją pochwalać. Po czwarte, musiałbyś ją pokochać. Po piąte, musiałbyś ją uznać za swą własną.

W całej historii ludzkiej rasy tylko niewielu stosowało się do tych zasad konsekwentnie. Garstka stosowała się do tego niemal zawsze, wielu często, jeszcze więcej od czasu do czasu. Zaś właściwie każdemu zdarzyło się zastosować do nich choć raz - chociaż są tacy, którzy nie uczynili tego nigdy.

Do której kategorii ja się zaliczam?

Czy to ważne? Do której kategorii chcesz należeć od tej chwili? Czy to nie trafniejsze pytanie?

Owszem.

/ jak brzmi twoja odpowiedź?

Chciałbym należeć do pierwszej kategorii. Chciałbym znać i czynić Twoją wolę zawsze.

To chwalebne, lecz raczej niewykonalne. Dlaczego?

Ponieważ musisz jeszcze przebyć długa drogę rozwoju, nim będziesz mógł to o sobie oświadczyć. Ale powiadam ci: Mógłbyś to osiągnąć, mógłbyś dostąpić Boskości, w tej sekundzie, gdybyś zechciał. Twój rozwój nie musi trwać tak długo.

To dlaczego zabiera mi to tyle czasu?

W rzeczy samej. Dlaczego? Na co właściwie czekasz? Nie sadzisz chyba, że to Ja cię wstrzymuje?

Nie. To dla mnie jasne, że sam się wstrzymuję.

To dobrze. Jasność widzenia to pierwszy krok do doskonałości duchowej.

Chciałbym osiągnąć duchową doskonałość. Jak tego dokonać?

Czytaj dalej te książkę. Zabieram cię właśnie w tamtym kierunku.

2

C^hyba nie wiem, dokąd ta książka zmierza. Nie jestem pewny, od czego zacząć.

Dajmy sobie czas.

Ile jeszcze czasu nam potrzeba? Upłynęło już pięć miesięcy od napisania pierwszego rozdziału. Ludziom może się wydawać, że to wszystko spływa na papier jednym, nie kończącym się strumieniem. Nie uświadamiają sobie, że początek tego rozdziału dzieli od końca poprzedniego całe dwadzieścia tygodni. Nie rozumieją, że czasami chwile natchnienia zdarzają się w odstępach półrocznych. Ile jeszcze czasu mamy sobie dać?

Nie o to mi chodziło. Chciałem powiedzieć, abyśmy wzięli sobie czas jako pierwszy punkt naszych roz-

ważań.

Ach tak. Zgoda. Ale skoro jesteśmy przy tym zagadnieniu, dlaczego ukończenie jednego akapitu zabiera nieraz długie miesiące? Dlaczego robisz sobie takie przerwy?

Mój drogi i wspaniały synu, nie robię sobie długich przerw. Nigdy nie oddalam się od ciebie. Po prostu nie zawsze jesteś świadomy.

Dlaczego? Dlaczego nie uświadamiam sobie Twojej obecności, jeśli zawsze jesteś przy mnie?

Ponieważ uwikłany bywasz w różne życiowe sprawy. Powiedzmy sobie szczerze: byłeś mocno zabiegany przez ostatnie pięć miesięcy.

To prawda. Tyle się ostatnio działo.

I dopuściłeś, aby to stało się ważniejsze ode Mnie. To nie jest zgodne z moją prawdą.

Zachęcam cię do zastanowienia się nad twym postępowaniem. Głęboko pochłonęło cię życie w wymiarze fizycznym. Zaniedbałeś sprawy duszy.

Musiałem sprostać wielu wyzwaniom.

Tak. Tym bardziej wiec powinieneś był włączyć w to swoja dusze. Z Moja pomocą znacznie łatwiej byś się z tym wszystkim uporał. Mogę ci coś doradzić? Nie trać kontaktu.

Staram się nie oddalać, ale zatracam się - pogrążam, jak to określasz - we własnych dramatach. I jakoś nie znajduję czasu dla Ciebie. Nie medytuję. Nie modlę się. I nic nie piszę.

Wiem. Na tym polega ironia życia - kiedy najbardziej potrzebujesz bliskości ze Mną, odsuwasz się.

Jak z tym zerwać?

Zerwij z tym. No właśnie. Ale jak?

Po prostu przestając to robić. To nie jest takie proste.

Jest. Życzyłbym sobie, aby tak było.

W takim razie naprawdę będzie proste, ponieważ twoje życzenie jest dla Mnie rozkazem. Pamiętaj, Mój kochany - twoje pragnienia są Moimi. Twoja wola jest Moją.

Zgoda. W porządku. Wobec tego życzę sobie, aby ta książka została ukończona do marca. Teraz mamy październik. Nie życzę sobie więcej pięciomiesięcznych przerw w dopływie materiału.

Tak też się stanie. Świetnie.

Chyba że będzie inaczej. Dajże spokój. Znowu zaczynasz swoje gierki?

Nie. Ale do tej pory tak właśnie postępowałeś ze swoim Życiem. Wciąż zmieniasz zdanie. Pamiętaj, życie to nieustanne tworzenie. W każdej minucie stwarzasz swoja rzeczywistość. Decyzja, która podejmujesz dziś, często rozmija się z wyborem, jakiego do-donujesz jutro. Lecz oto sekret wszystkich Mistrzów: wybieraj wciąż to samo.

Wciąż na nowo? Raz nie wystarczy?

Wciąż na nowo, aż twoja wola objawi się. w rzeczywistości.

U niektórych może to trwać latami. U innych miesiącami lub tygodniami. U tych, którzy bliscy są doskonałości, ziścić się to może w ciągu kilku dni, godzin, a nawet minut. Mistrzowie zaś tworzą natychmiast.

Poznasz, że jesteś na drodze ku doskonałości, gdy zauważysz, że zamyka się przepaść dzieląca Wole od Doświadczania.

Powiedziałeś: “Decyzja, jaką podejmujesz dziś, często rozmija się z wyborem, jakiego dokonujesz jutro". I jaki stąd płynie wniosek? Że nigdy nie powinniśmy sobie pozwalać na zmianę zdania?

Ależ zmieniaj sobie zdanie do woli. Wiedz jednak, że każda zmiana postanowienia nadaje nowy kierunek biegowi wszechświata.

Gdy coś postanawiasz, wprawiasz wszechświat w ruch. W procesie tym biorą udział moce wykraczające poza twoje rozumienie - natury bardziej subtelnej i złożonej, niż możesz sobie wyobrazić. Dopiero teraz powoli zaczynacie poznawać te zawiła dynamikę.

Siły te, ten proces, wchodzą w skład misternego splotu różnorakich form energii wzajemnie na siebie oddziaływujących. Obejmuję one całość bytu, a wiec to, co zwiecie samym życiem.

W istocie są one Mną.

Zatem kiedy zmieniam zdanie, utrudniam Tobie sprawę, tak?

Dla Mnie nie ma rzeczy trudnych - ale możesz sam sobie skomplikować życie. Toteż wytyczaj sobie jeden cel, bądź jednej myśli. I nie rozpraszaj umysłu. Zogniskuj go, ześrodkuj swoje siły, aż urzeczywistnisz swój cel.

Na tym polega niepodzielność umysłu. Jeśli coś wybierasz, włóż w to wszystkie swoje siły, całe serce. Nie angażuj się połowicznie. Idź naprzód! Zdążaj do celu. Bądź wytrwały.

Nie zraża] się przeciwnościami. Otóż to.

A jeśli racja jest po stronie przeciwności? Jeśli to, czego pragniemy, nam nie służy, nie przyniesie nam żadnego dobra? Wówczas nam tego nie dasz, prawda?

Nieprawda. “Dam" wam, cokolwiek przywołacie, niezależnie od tego, czy jest dla was “dobre" czy “złe". Przyglądałeś się ostatnio swemu życiu?

Ale mnie uczono, że nie zawsze możemy mieć to, czego pragniemy - że Bóg nam tego nie da, jeśli nie służy to naszemu najwyższemu dobru.

Tak twierdza ci, którzy chcą ci oszczędzić rozczarowania danym rezultatem.

Przede wszystkim, raz jeszcze postawmy jasno sprawę naszych wzajemnych stosunków. Ja nic ci nie “daje" - ty przywołujesz to sam. Cześć pierwsza wyczerpująco wyjaśnia, jak to się dzieje.

Po drugie, nie osądzam tego, co powołujesz do istnienia. Nie uznaje czegokolwiek za “dobre" czy “złe". (Tobie też przydałoby się, abyś tego zaniechał.)

Jesteś przecież istotą twórczą - uczynioną na obraz i podobieństwo Boga. Możesz mieć, cokolwiek wybierzesz. Ale nie możesz mieć wszystkiego, co chcesz. W gruncie rzeczy nie dostaniesz niczego, jeśli chcesz tego mocno.

Wiem. To również wytłumaczyłeś mi w części pierwszej. Powiedziałeś, że pragnienie czegoś odsuwa od nas tę rzecz.

Tak, a czy pamiętasz dlaczego?

Ponieważ myśli są stwórcze. Myśl o tym, że czegoś chcemy, jest oświadczeniem wobec wszechświata - stwierdzeniem prawdy - którą wszechświat potem wprowadza do mojej rzeczywistości.

Dokładnie! Trafiłeś w sedno! Nauczyłeś się jednak. Rozumiesz. To świetnie.

Tak właśnie to działa. Z chwila, gdy wypowiesz słowa “Ja chce" (czegokolwiek), wszechświat odpowiada “Zaiste chcesz" i zsyła dokładnie to doświadczenie - doświadczenie “chcenia" tego!

Cokolwiek umieścisz po “Ja", staje się stwórczym nakazem. Dżinn w butelce - którym jestem Ja - nie może nie wykonać polecenia.

Ja stwarzam to, co ty przywołujesz! Ty przywołujesz to, co myślisz, czujesz i mówisz. Nic prostszego.

Wyjaśnij mi więc raz jeszcze - dlaczego tyle czasu zabiera mi stworzenie rzeczywistości, którą wybieram?

Składa się na to wiele przyczyn. Nie wierzysz, że to, co wybierasz, się spełni. Nie wiesz, co wybrać. Próbujesz ustalić, co dla ciebie ,,najlepsze". Chciałbyś gwarancji z góry na to, że twój wybór okaże się “słuszny". A do tego wciąż zmieniasz zdanie!

Nie wiem, czy dobrze rozumiem. Nie powinienem próbować ustalić, co dla mnie najlepsze?

“Najlepsze" to pojecie względne i zależy od setki zmiennych. To niesłychanie utrudnia wybór. Przy podejmowaniu decyzji należy mieć na względzie tylko jedno - Czy to mnie wyraża? Czy daje świadectwo temu, Czym Postanawiam Być?

Całe twoje życie powinno o tym świadczyć. I w gruncie rzeczy, świadczy. Tylko że ty możesz sprawić, aby odbywało się to z przypadku albo ze świadomego wyboru.

Życie z •wyboru jest życiem świadomego działania. Życie z przypadku jest życiem nieświadomej reakcji.

Re-akcja to ni mniej, ni więcej tylko działanie, które podjąłeś już kiedyś w przeszłości. Kiedy reagujesz, to w istocie oceniasz napływające dane, odnajdujesz w swoim banku pamięci identyczne lub zbliżone zdarzenie i postępujesz tak jak wtedy. To dzieło twojego umysłu, a nie duszy.

Dusza kazałaby ci przeszukać jej “pamięć", abyś zobaczył, jak stworzyć autentyczne doświadczenie

siebie w Chwili Teraźniejszej. Na tym polega “zgłębianie duszy", o którym zapewne słyszałeś wiele razy, ale trzeba “postradać rozum", aby tego dokonać.

Trwonisz czas główkując nad tym, co jest dla ciebie “najlepsze". Powiadam ci: lepiej oszczędzać czas niż trwonić go bez żadnego pożytku.

Odrzucenie rozumu pozwala uniknąć straty czasu. Decyzje podejmuje się szybko, wybory wprowadza w życie bezzwłocznie, gdyż dusza tworzy wyłącznie w oparciu o obecne doświadczenie, nie przegląda, nie analizuje, nie roztrząsa zdarzeń minionych.

Zapamiętaj to: dusza jest kreatywna, umysł - reaktywny.

W swej mądrości dusza wie, że to, co spotyka cię w Tej Chwili, jest doświadczeniem, które zesłał tobie Bóg, zanim zdążyłeś sobie to uświadomić. Bóg uprzedza twoje życzenie - jeszcze zanim poprosisz, otrzymasz. Każda Chwila Teraźniejszości to wspaniały dar Boży, to Boża obecność.

Dusza intuicyjnie wyszukuje sytuacje, okoliczności, jakich właśnie potrzeba do uzdrowienia złej myśli, sprzyjających poznaniu w doświadczeniu Twej Prawdziwej Istoty.

Pragnieniem duszy jest pojednać cię z Bogiem -przyprowadzić z powrotem do Mnie.

Dąży ona do poznania siebie doświadczalnie -i w ten sposób do poznania Mnie. Rozumie bowiem, że Ty i Ja to Jedno, nawet jeśli umysł zaprzecza tej prawdzie, a ciało te negację odgrywa.

Toteż, podejmując doniosłe decyzje, odrzuć rozum i sięgnij w głąb duszy.

Dusza rozumie to, co dla rozumu niepojęte.

Jeśli będziesz zastanawiał się, co dla ciebie “najlepsze", twoje wybory zdławi ostrożność, decyzje przedłuża się w nieskończoność i wyruszysz w podróż życia po morzu oczekiwań.

Jeśli nie będziesz uważał, utoniesz.

To dopiero odpowiedź! Ale jak słuchać duszy? Skąd mam wiedzieć, co właściwie słyszę?

Dusza przemawia przez uczucia. Słuchaj głosu uczuć. Kieruj się nim. Szanuj go.

To dlaczego wydaje mi się, że właśnie szanowanie moich uczuć wpędza mnie w kłopoty?

Ponieważ rozwój kojarzysz z “kłopotami", a zastój z “bezpieczeństwem".

Powiadam ci: Uczucia nigdy nie przysporzą ci “kłopotów", gdyż stanowią twoja prawdę. Jeśli chcesz przeżyć życie nie słuchając głosu uczuć, lecz każde uczucie poddając obróbce Umysłu, proszę bardzo. Opieraj się na analizie sytuacji dokonanej przez Umysł. Ale nie sadź, że znajdziesz w tych machinacjach radość, że będziesz mógł opiewać swa prawdziwa istotę.

Pamiętaj: świętowanie życia odbywa się bez umysłu.

Jeśli wsłuchasz się w dusze, dowiesz się, co dla ciebie “najlepsze", ponieważ to, co jest dla ciebie najlepsze, stanowi zarazem twoja prawdę.

Gdy działasz zgodnie ze swoja prawda, przyspieszasz swój duchowy rozwój. Kiedy stwarzasz doświadczenie oparte na twej “obecnej prawdzie", zamiast

powielać doświadczenie oparte na “prawdzie] przeszłej", powstaje “nowy ty".

Dlaczego tyle czasu trwa stworzenie rzeczywistości, która wybierasz? Oto dlaczego: ponieważ nie żyjesz zgodnie ze swoja prawda.

Poznaj prawdę, a ona cię wyzwoli.

Lecz gdy raz ja poznasz, nie zmieniaj wciąż swojego zdania na ten temat. Tak właśnie przejawia się dążenie umysłu do określenia, co jest dla ciebie “najlepsze". Przestań! Opamiętaj się! Odrzuć rozum i zdaj się na zmysły!

Oznacza to powrót do tego, co czujesz, a nie, co myślisz. Myśli są tylko tym - myślami. Konstrukta-mi umysłu. “Wymyślonymi" tworami. A uczucia? - one są rzeczywiste.

Uczucia są mową duszy. Dusza to twoja prawda.

To tyle. Czy to wydaje ci się spójne?

Czy mam przez to rozumieć, że należy wyrażać wszelkie uczucia - jakkolwiek by były szkodliwe czy negatywne?

Uczucia nie są ani szkodliwe ani negatywne. Są prawdą. Wszystko sprowadza się do tego, jak ją przekazujesz.

Gdy wyrażasz ją z miłością, skutki ujemne, negatywne, występują rzadko, a jeśli wystąpią, to dlatego, że druga osoba postanowiła odebrać twoją prawdę w sposób negatywny. W takim przypadku raczej nic nie można na to poradzić.

Z pewnością nie jest rzeczą właściwą nieokazywa-nie swojej prawdy. Mimo to ludzie nieustannie to robią. Tak się boją sprawić czy narazić się na przykrość, że skutecznie ukrywają swoją prawdę.

Wiedz jedno: O wiele większe znaczenie od tego, jak została odebrana wiadomość, ma to, jak została nadana.

Nie możesz brać odpowiedzialności za to, jak kto inny przyjmie twoją prawdę; możesz tylko zadbać o to, aby została właściwie przekazana. Przez właściwie rozumiem nie tylko jasno, ale również z miłością, współczuciem, wrażliwością, odważnie i do samego końca.

Nie pozostawia to miejsca na niedopowiedzenia, na “brutalną" czy “szczerą" prawdę. Chodzi tu o prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, tak ci dopomóż Bóg.

Ten ostatni człon, “tak ci dopomóż Bóg", wzbogaca prawdę o Boski wymiar miłości i współczucia -Ja ze swej strony zawsze cię w tym wspomogę, jeśli o to poprosisz.

Tak wiec, wyrażaj swoje, jak je określasz, najbardziej “negatywne" uczucia, ale nie w sposób destrukcyjny.

Niedopuszczenie do wyrażania (czyli wypchnięcia na zewnątrz) uczuć negatywnych bynajmniej nie sprawi, że one znikną. One pozostaną w środku, stłumione. Uwięziona w ten sposób negatywność szkodzi ciału i ciąży duszy.

Ale jeśli druga osoba pozna każdą niepochlebną myśl, jaką ma się na jej temat, z pewnością odbije się to na związku, choćby przekazywana była z miłością.

Mówiłem, że trzeba wyrazić (wypchnąć na zewnątrz) negatywne uczucia - nie powiedziałem jednak ani jak, ani do kogo je kierować.

Nie trzeba okazywać wszystkich negatywnych uczuć osobie, wobec której się je żywi. Należy przekazać je drugiemu tylko wtedy, gdy nieujawnienie ich narazi na szwank twoja wewnętrzna uczciwość albo przedstawi sytuacje w fałszywym świetle.

Postawa negatywna nie ma nic wspólnego z ostateczna prawda, nawet jeśli w danej chwili wydaje ci się twoja prawda. Może ona brać się z jakiejś nie-uzdrowionej cząstki ciebie. W gruncie rzeczy, zawsze stąd się bierze.

Dlatego tak ważne jest, aby wyrzucić z siebie szkodliwe, ujemne myśli. Tylko wtedy gdy je uwolnisz, umieścisz przed sobą na widoku, dojrzysz je na tyle wyraźnie, aby osadzić, czy naprawdę im wierzysz.

Wszystkim wam zdarzyło się mówić rzeczy - przykre rzeczy - po to, aby się przekonać, że raz wypowiedziane, przestają być “prawdziwe".

Wszystkim wam zdarzyło się wyrażać uczucia -od strachu do złości i gniewu - po to, aby się przekonać, że raz wyrażone, nie oddają naprawdę tego, co odczuwacie.

Uczucia mogą być zwodnicze. Są one mowa duszy, ale musisz się upewnić, że słuchasz głosu autentycznych swoich uczuć, a nie tworów swego umysłu pozorujących prawdziwe uczucia.

O nie, więc nawet nie mogę ufać własnym uczuciom? Wspaniale! Sądziłem, że stanowią drogę do prawdy! Sądziłem, że tego właśnie mnie uczysz!

Bo tak jest. Posłuchaj. Na obecnym twoim etapie wydaje ci się to niezrozumiałe, ale pewne uczucia są

autentyczne, zrodzone w duszy, inne zaś nie, gdyż powstają w umyśle.

Innymi słowy, wcale uczuciami nie są - tylko myślami. Myślami przebranymi za uczucia.

Myśli te oparte są na twych wcześniejszych doświadczeniach i doświadczeniach innych ludzi, które podpatrzyłeś. Widzisz, jak ktoś się wykrzywia, gdy mu wyrywają ząb, i sam się wykrzywiasz, gdy wyrywają ząb tobie. Może wcale cię nie boli, ale i tak robisz cierpiąca minę. Twoja reakcja nie ma żadnego związku z rzeczywistością, tylko z tym, jak ja postrzegasz, w ramach doświadczeń innych ludzi albo własnych przeżyć w przeszłości.

Największym wyzwaniem dla ludzi jest Bycie Tutaj Teraz, zerwanie z nieustannym wymyślaniem rzeczy/ Przestań tworzyć myśli na temat teraźniejszości. Bądź w niej obecny! Pamietej, że stanowi ona dar dla Jaźni. Ta chwila kryła w sobie zalążek doniosłej prawdy. Pragnąłeś te prawdę zachować. Lecz gdy nadszedł ten moment, od razu przystąpiłeś do snucia o niej myśli. Zamiast być w tej chwili, stanąłeś na zewnątrz i osadziłeś ja. Potem nastąpiła re-akcja, czyli postąpiłeś jak poprzednim razem.

Przyjrzyj się tym dwóm słowom: REAKCJA KREACJA

Zauważ, że to jedno i to samo słowo. Tylko “K" zostało przesunięte! Gdy postawisz “K" na właściwym miejscu, stajesz się Kreatywny.

To bardzo sprytne.

Tego można się po Bogu spodziewać.

Lecz, jak widzisz, chodzi mi przede wszystkim o uwypuklenie pewnej prawdy: otóż, gdy podchodzisz do każdej chwili bez obciążeń przeszłości, wolny od wcześniejszych myśli, możesz stworzyć siebie na nowo, zamiast odgrywać to, kim już byłeś.

Życie to proces tworzenia, a ty żyjesz tak, jak gdyby polegało ono na odtwarzaniu!

Ale jak rozumna istota może odrzucić swoje uprzednie doświadczenia w chwili, gdy coś się dzieje? To chyba normalne, że odwołujesz się do swojej wcześniejszej wiedzy na ten temat i nią się kierujesz?

Normalne może tak, ale nie “naturalne". “Normalne" jest coś, co robi się zwykle. “Naturalne" jest twoje postępowanie, kiedy nie próbujesz być “normalny"!

To dwie różne rzeczy. W danej chwili możesz zrobić to, co robisz normalnie, albo to, co przychodzi do ciebie naturalnie.

Mówię ci: Nie ma rzeczy bardziej naturalnej niż miłość.

Kierowanie się miłością oznacza działanie naturalne. Kiedy zaś reagujesz strachem, uraza, złością, może zachowujesz się. normalnie, ale nigdy nie osiągniesz naturalności.

Ale w jaki sposób mogę kierować się miłością, jeśli całe moje wcześniejsze doświadczenie ostrzega mnie, że dana “chwila" z pewnością przysporzy mi bólu?

Zignoruj wcześniejsze doświadczenia i zanurz się w chwili obecnej. Bądź Tutaj Teraz. Zobacz, co możesz wykorzystać w tej chwili do tworzenia siebie na nowo.

Pamiętaj, że właśnie o to tutaj chodzi.

Przychodzicie na ten świat tak, a nie inaczej, w tym czasie, w tym miejscu, aby dowiedzieć się, Kim Jesteście - i urzeczywistnić to, Kim Pragniecie Być.

Taki jest cel całego życia. To ciągły, nie kończący się proces tworzenia na nowo. Tworzycie od nowa swoja jaźń na obraz najwyższego o sobie mniemania, które wciąż się zmienia.

To przypomina mi sytuację człowieka, który skoczył z dachu najwyższego budynku, przekonany, że potrafi latać. Zignorował swoje “wcześniejsze doświadczenie" i “doświadczenie innych, które podpatrzył", i skoczył ogłaszając: “Jestem Bogiem! Jestem Bogiem!" To niezbyt roztropne.

A ja powiadam ci: Ludzie dokonali rzeczy większych. Uzdrawiali choroby. Wskrzeszali umarłych.

ściślej mówiąc, jeden.

Uważasz, że tylko jednemu człowiekowi została dana taka władza nad fizycznym wszechświatem?

Tylko jeden ją okazał.

Niezupełnie. Kto rozdzielił Morze Czerwone? Bóg.

Istotnie, ale kto Go o to poprosił? Mojżesz.

Właśnie. A kto Mnie prosił, abym uleczył chorych, ożywił zmarłych?

Jezus.

Zgadza się. Wobec tego, czy uważasz, że ty nie jesteś w stanie uczynić tego co Mojżesz i Jezus?

Ale przecież to Ty sprawiłeś przez nich! To co innego.

W porządku. Trzymajmy się wiec twojego modelu. Czy uważasz, że ty też mógłbyś Mnie poprosić o dokonanie tych cudów?

Chyba mógłbym.

A czy spełniłbym twoją prośbę? Nie wiem.

/ to właśnie różni cię od Mojżesza! Dzieli od Jezusa!

Wielu ludzi wierzy, że jeśli będą prosić w imię Jezusa, spełnisz ich życzenia.

Tak, istotnie wielu w to wierzy. Uważają, że sami nie mają żadnej mocy, ale widzieli (albo przyj-

mują świadectwo tych, którzy widzieli) moc Jezusa, dlatego proszą w jego imię. Mimo że on sam powiedział: “Dlaczego tak się dziwicie? Te rzeczy i inne i wy czynić będziecie." Ale w to ludzie nie mogli uwierzyć. Nawet dziś budzi to opór.

Wszyscy myślicie, że nie jesteście godni. Dlatego wzywacie Jezusa. Albo Marie Pannę. Albo “świętego patrona" od tego czy owego. Przywołujecie Boga Słońca. Albo ducha Wschodu. Każde imię jest dobre - każde - byle nie wasze własne.

Lecz Ja wam powiadam - Pytajcie, a będzie want dane. Szukajcie, a znajdziecie. Pukajcie, a będzie want otworzone.

Skocz z dachu, a polecisz.

Cóż, znane są przypadki lewitacji. Wierzysz w le-witacje?

Słyszałem o tym.

Niektórzy przenikają też przez ściany. I wychodzą poza ciało.

Owszem. Ale ja nigdy nie widziałem, żeby ktoś przeszedł przez ścianę - i nikomu nie radziłbym tego próbować. Nie pochwalam też skakania z dachów. To raczej nie służy zdrowiu.

Ten człowiek się zabił nie dlatego, że latanie jest niemożliwe, gdy znajdziesz się we właściwym stanie istnienia. Zginął, ponieważ nie można okazywać Bos-kości przez zaznaczenie swojej odrębności od drugiego człowieka.

Proszę o wyjaśnienie.

Człowiek ten żył w świecie własnych iluzji, wyobrażał sobie, że jest inny niż pozostali. Ogłaszając, że jest Bogiem, już na samym wstępie dopuścił się kłamstwa. Chciał się oddzielić. Pokazać, że jest ważniejszy. Potężniejszy.

To był czyn ego.

Ego - czyli to, co odrębne, indywidualne - żadnym sposobem nie może naśladować czy objawiać Jedności.

Usiłując dowieść, że jest Bogiem, człowiek ów okazał tylko swą odrębność, a nie więź ze wszystkim, co jest. Zatem próbował objawić Boskość objawiając jej przeciwieństwo, dlatego przegrał.

Z kolei Jezus okazywał Boskość potwierdzając Jedność - postrzegając Jedność i więź z Całością, gdziekolwiek (i na kogokolwiek) zwrócił swoje spojrzenie. W tym jego świadomość i Moja świadomość stanowiły jedno, w takim stanie ziszczało się w jego Boskiej rzeczywistości wszystko, o cokolwiek prosił.

Rozumiem. Aby móc dokonać cudów, potrzeba tylko “Świadomości Chrystusa". To upraszcza sprawę...

W istocie. Bardziej, niż ci się wydaje. Wielu osiągało taką świadomość. Wielu dostąpiło uChrystuso-wienia, nie tylko Jezus z Nazaretu.

Ty też możesz Nim się stać.

Jak?

Dążąc do tego. Wybierając. Ale tego wyboru musisz dokonywać każdego dnia, w każdej minucie. Musi to być celem twego życia.

To jest cel twojego życia - tylko o tym nie wiesz. A nawet jeśli wiesz, nawet jeśli pamiętasz o tym szczytnym przeznaczeniu, nie bardzo wiesz, jak tam dotrzeć ze swego obecnego położenia.

Otóż to. Zatem jak mogę dotrzeć tam, gdzie chcę być - stąd, gdzie jestem?

Powtarzam raz jeszcze: Szukajcie, a znajdziecie. Pukajcie, a będzie watn otworzone.

“Szukam i pukam" od trzydziestu pięciu lat. Wybacz, ale ta śpiewka mi się już sprzykrzyła.

Jesteś rozczarowany, prawda? Ale tak naprawdę, chociaż zasługujesz na dobrą ocenę za swoje starania, nie mogę się zgodzić z tym, że od trzydziestu pięciu lat poszukujesz i kołaczesz do drzwi.

Od trzydziestu pięciu lat, zgoda, ale z przerwami, głównie z przerwami.

Kiedyś, w młodości, przychodziłeś do Mnie tylko wtedy, kiedy miałeś kłopoty, kiedy czegoś potrzebowałeś. Gdy dorosłeś, dojrzałeś, uświadomiłeś sobie, że to nie był odpowiedni stosunek do Boga, stąd postanowienie stworzenia czegoś bardziej znaczącego, głębszego. Ale nawet wtedy byłem w zasadzie “raz na jakiś czas".

Jeszcze później, gdy zrozumiałeś, że unię z Bogiem można osiągnąć wyłącznie przez komunię, podjąłeś praktyki prowadzące do komunii, ale nawet im oddawałeś się sporadycznie, niesystematycznie.

Medytowałeś, uczestniczyłeś w obrzędach, przyzywałeś Mnie w modłach i śpiewach, budziłeś Mojego

Ducha w sobie, ale tylko wtedy, gdy miałeś ku temu nastrój.

I choć te rzadkie doświadczenia byty tak wspaniałe, i tak spędzałeś 95 procent swego życia uwikłany w iluzję odrębności, a przebłyski ostatecznej rzeczywistości stanowiły krótkotrwałe przerywniki, rozproszone i oderwane.

Twoje życie nadal kreci się wokół rachunków za telefon, wizyt w warsztatach samochodowych, tego, czego oczekujesz od innych, a zatem wokół dramatów, które stworzyłeś, a nie wokół ich twórcy.

Wiesz, dlaczego wciąż je podsycasz. Bo bardzo pochłania cię ich odgrywanie.

Powiadasz, że pojmujesz sens życia, ale nie żyjesz zgodnie ze swym pojmowaniem. Oświadczasz, że wiesz, jak dostąpić komunii z Bogiem, ale nie stosujesz tej wiedzy. Twierdzisz, że wstąpiłeś na duchowi} ścieżkę, ale nie kroczysz nią.

I zwracasz się do Mnie, mówisz, że poszukujesz i kołaczesz od 35 lat.

Przykro mi pozbawiać cię złudzeń, ale...

Najwyższy czas, abyś ujrzał prawdę o sobie, zamiast obwiniać Mnie o doznane rozczarowania.

Pytam wiec: Czy chcesz stać się jak Chrystus? Jeśli tak, to postępuj jak Chrystus, w każdej minucie każdego dnia. (Nie wiesz jak? To marny wykręt. On sam pokazał ci przecież drogę.) W każdych okolicznościach zachowuj się jak Chrystus. (Nie potrafisz? To kiepska wymówka. Przecież zostawił ci wskazówki.)

Gdybyś potrzebował pomocy, znajdziesz ja. Ja udzielam ci rad bez przerwy. Jestem tym cichym głosem wewnętrznym, który podpowiada ci, gdzie się zwró-

cić, jaką drogą pójść, co odpowiedzieć, jakie podjąć działanie, co powiedzieć - jaką rzeczywistość tworzyć, jeśli szczerze pragniesz Jedności ze Mną. Po prostu usłysz Mnie.

Nie wiem, jak mam Ciebie nasłuchiwać.

Bzdura! Przecież właśnie Mnie słyszysz! Rób to przez cały czas.

Przecież nie mogę wszędzie chodzić z żółtym notatnikiem przez cały dzień. Nie mogę rzucić wszystkiego i napisać do Ciebie, w nadziei, że udzielisz mi jednej ze swych genialnych odpowiedzi.

Dziękuje. Są genialne. I jeszcze jedno: owszem, możesz.

To znaczy, gdyby ktoś oznajmił ci, że możesz mieć bezpośrednie połączenie z Bogiem, “gorącą linię" do samego Boga, i do tego trzeba tylko, abyś stale miał w pogotowiu papier i pióro, czy zgodziłbyś się na to.

No, oczywiście.

Lecz dopiero co powiedziałeś coś zupełnie przeciwnego. Co się z tobą dzieje? Czy twoje słowa dają świadectwo twojej prawdzie!

Śpieszę ci oznajmić Dobrą Nowinę: nie potrzebujesz nawet papieru i pióra. Jestem z tobą zawsze. Nie pióro jest Moim mieszkaniem, lecz twoja dusza.

To prawda, to znaczy, chyba mogę w to wierzyć?

Oczywiście, że tak. O to prosiłem cię od początku - abyś w to uwierzył. Głosił to każdy Mistrz, sam Jezus. To naczelne przesłanie. Najważniejsza prawda.

Jestem z wami zawsze, aż do końca czasu.

Wierzysz w to?

Tak, Teraz wierzę. To znaczy, bardziej niż kiedykolwiek.

Znakomicie. Wiec Mnie wykorzystaj. Jeśli w twoim przypadku sprawdza się notatnik i pióro (całkiem nieźle zresztą), to bierz pióro i notatnik. Jeszcze częściej. Codziennie. Co godzinę, jeśli wystąpi taka potrzeba.

Zbliż się do Mnie. Zbliż się do Mnie! Czyń, co w twojej mocy. Czyń, co konieczne. Czyń, co potrzeba.

Zmów różaniec. Ucałuj kamień. Skłoń się na wschodnia stronę. Odśpiewaj pieśń. Puść w ruch wahadełko. Napnij mięsień.

Albo napisz książkę.

Zrób, co trzeba.

Każdy z was pojmuje Mnie - tworzy Mój obraz -po swojemu.

Dla jednych jestem rodzaju męskiego. Dla innych - żeńskiego. Dla jeszcze innych jednego i drugiego. Dla jeszcze innych - nijakiego.

Jedni widza we mnie czysty energie. Inni - najwyższe uczucie zwane miłością. Jeszcze inni nie maja pojęcia, czym jestem. Wiedza tylko, że Ja Jestem.

To prawda.

Ja jestem.

Jestem wiatrem, który targa ci włosy. Jestem słońcem, które ogrzewa twoje ciało. Jestem deszczem, który igra na twojej twarzy. Jestem zapachem kwiatów rozchodzącym się iv powietrzu, i jestem kwiatami, które rozsiewają swój aromat. Jestem powietrzem, które niesie ów aromat.

Jestem początkiem twojej pierwszej myśli. Jestem końcem ostatniej. Jestem idea, która zrodziła twą najszczytniejsza chwilę. Jestem chwała jej zwieńczenia. Jestem uczuciem, które natchnęło twój najszlachetniejszy czyn. Jestem ta cząstka ciebie, która tęskni za powrotem tego uczucia.

Cokolwiek się sprawdza w twoim przypadku, cokolwiek pozwala ci to osiągnąć - jakikolwiek obrządek, rytuał, medytacja, myśl, pieśń, słowo sprawia, że nawiązujesz ze Mną łączność - czyń to.

Czyń to na Moją pamiątkę.

 

3

l odsumowując to, co do tej pory powiedziałeś, tak mniej więcej przedstawiają się najważniejsze punkty:

O Życie to nieustanny proces tworzenia.

O Sekret wszystkich Mistrzów polega na tym, aby nie zmieniać zdania, aby wciąż wybierać to samo.

O Nie zraża] się przeciwnościami.

O “Przywołujemy" to, co myślimy, czujemy i mówimy.

O Życie może być procesem tworzenia albo odtwarzania.

O Dusza jest kreatywna, umysł reaktywny.

O Dusza pojmuje to, co dla umysłu jest nie do pomyślenia.

O Przestań zastanawiać się, co jest dla ciebie “najlepsze" (jak wygrać najwięcej, stracić najmniej, dostać to, czego się chce) i zacznij współdziałać z poczuciem własnej tożsamości.

O Twoje uczucia stanowią twoją prawdę. To, co dla ciebie najlepsze, zarazem prawdziwie o tobie świadczy.

O Myśli to nie uczucia; to twoje wyobrażenia na temat tego, co “powinieneś" odczuwać. Kiedy myli się uczucia z myślami, prawda się gubi, zaciera.

O Aby wrócić do odczuwania, należy postradać rozum i zdać się na zmysły.

O Kiedy poznasz swoją prawdę, żyj nią.

O Negatywne uczucia nie są rzeczywistymi uczuciami; to twoje myśli na pewien temat, zawsze oparte na twym uprzednim doświadczeniu oraz doświadczeniu innych.

O Wcześniejsze doświadczenia nie są wyznacznikiem prawdy, gdyż Czysta Prawda powstaje tu i teraz, nie jest odtwarzana.

O Aby zmienić swoje reakcje, bądź obecny w chwili teraźniejszej - chwili, która została ci zesłana i była po prostu sobą, zanim zdążyłeś zasłonić ją myślą... Innymi słowy, Bądź Tutaj Teraz, nie w przeszłości, ani nie w przyszłości.

O Przeszłość i przyszłość istnieją tylko w myśli. Jedyną Rzeczywistością jest Chwila Obecna. Pozostań w niej!

O Szukajcie, a znajdziecie.

O Czyń, co potrzeba, aby połączyć się z Bogiem/ /Boginią/Prawdą. Nie zarzuca] praktyk duchowych, modlitw, obrządków, medytacji, lektur, pisania, słowem “tego, co sprawdza się w twoim przypadku" i utrzymuje cię w jedności ze Wszystkim, Co Jest.

Co o tym sądzisz?

Wspaniale! Widzę, że się rozumiemy. Pojąłeś to. Ale czy potrafisz tym żyć?

Postaram się. To dobrze.

Czy wobec tego, możemy powrócić do naszych przerwanych rozważań o Czasie?

Nie ma takiego drugiego Czasu jak teraz!

Na pewno już to słyszałeś. Ale nie rozumiałeś. Do tej pory.

Nie ma innego razu niż TE-N-RAZ. Nie ma innej chwili niż obecna. “Teraz" to wszystko, co istnieje.

A “wczoraj" i “dziś"?

Chimery wyobraźni. Konstrukty umysłu. Nie istnieją w Ostatecznej Rzeczywistości.

Cokolwiek się zdarzyło, zdarza i zdarzy, dzieje się teraz.

Nie rozumiem.

Bo nie możesz. To znaczy, do końca. Ale możesz zrobić pierwszy krok w kierunku zrozumienia. A ten krok to wszystko, czego tu trzeba.

Wiec... po prostu słuchaj.

“Czas" nie jest kontinuum. To wymiar względnej rzeczywistości, który rozciąga się nie horyzontalnie, poziomo, lecz wertykalnie, pionowo.

Przedstawia się go jako coś ukierunkowanego “z lewej strony do prawej" - jako tak zwana linie czasu, która dla każdego człowieka biegnie od narodzin do śmierci, a dla wszechświata od jednego skończonego punktu do drugiego skończonego punktu.

A naprawdę “Czas" to, coś co ma “górę i dół"! Wyobraź go sobie jak wrzeciono, przedstawiające Wieczna Chwile Teraźniejszości.

Teraz na to wrzeciono nadziej kartki papieru, jedna na drugą. To będą składniki czasu, każdy z nich jest oddzielny, ale istnieje równocześnie 2 innymi. Wszystkie kartki na wrzecionie od razu! Tyle ile ma być - tyle ile zawsze było...

Jest tylko Jedna Chwila - obecna - Wieczna Chwila Teraźniejszości.

Wszystko dzieje się teraz - na Moja chwałę. Nie trzeba czekać na jej objawienie. Obmyśliłem to w ten

sposób, ponieważ nie mogłem się doczekać! Tak mocno pragnąłem Być Sobą, że nie mogłem powstrzymać się, aby to urzeczywistnić. I BUM, oto jest -tutaj, teraz - WSZYSTKO NARAZ/ Nie ma tu Początku, tak jak nie ma Kresu. To

- Całość Stworzenia - po prostu Jest.

Wasze doświadczenie rozgrywa się w obrębie Jest

- tu kryje się też wasz największy sekret. W obrębie Jest możecie przemieszczać się świadomością w dowolny “czas" czy “miejsce".

Chcesz powiedzieć, że możemy podróżować w czasie?

Jak najbardziej. Wielu już tego dokonało. Właściwie nawet wszyscy - robicie to co noc, w stanie, który nazywacie snem. Przeważnie nie zdajecie sobie z tego sprawy. Nie możecie zachować świadomości tego przeżycia. Ale jego energia przylega do was niczym klej. Czasami jest jej tyle, że osoby wrażliwe na ten rodzaj energii wyłapują rzeczy z waszej “przeszłości" czy “przyszłości". Odczytują" przyległa energie, a wy nazywacie ich jasnowidzami, mediami. Zdarza się, że zasoby tej energii są tak pokaźne, iż nawet wy, z wasza zawężona świadomością, zdajecie sobie sprawę, że “już tu kiedyś byliście". Całe wasze jestestwo zostaje porażone nagłym odkryciem, że “już to kiedyś robiliście"!

Deja vu!

Właśnie. Albo to cudowne wrażenie, gdy kogoś poznajesz - że znasz go od zawsze - całą wieczność!

To nadzwyczajne uczucie. Wyśmienite. I prawdziwe. Jest to bowiem znajomość odwieczna.

Wieczność jest teraz!

Zatem często spoglądałeś w gore lub w dół, ze swojej “kartki papieru" na wrzecionie, i ujrzałeś wszystkie pozostałe! I widziałeś też siebie - ponieważ cząstka ciebie występuje na każdej kartce!

Jak to możliwe?

Powiadam ci: Ty byłeś zawsze, jesteś teraz i będziesz zawsze. Nie istniał nigdy żaden czas bez ciebie - i nigdy nie zaistnieje.

Chwileczkę! A co z pojęciem starszych dusz? Czy dusze nie różnią się wiekiem?

Mc nie różni się wiekiem od całej reszty. Wszystko stworzyłem OD RAZU - i wszystko istnieje NARAZ i TERAZ.

Doświadczenie różnicy wieku, o którym mówisz, ma związek z poziomem świadomości poszczególnej duszy czy Aspektu Bytu. Wszyscy stanowicie Aspekty Bytu, cząstki Tego, Co Jest. Każda zawiera w sobie świadomość Całości. Każdy element kryje w sobie nadrzędny wzór.

“Świadomość" to przebudzenie. Indywidualny aspekt Całości uświadamia sobie smv istnienie. Staje się, dosłownie, samoświadomy.

Następnie, stopniowo uświadamia sobie obecność wszystkich innych, a wreszcie zdaje sobie sprawę, że innych nie ma - że Wszystko jest Jednym.

Ostatecznie zaś jestem tylko Ja. Wspaniały!

Niech mnie, uwielbiasz siebie, prawda?

A ty Mnie nie? Skądże znowu. Uważam, że świetny z ciebie facet!

Podzielam te opinie. A Ja uważam, że z ciebie świetny facet! I w tym punkcie się nie zgadzamy. Ty wcale nie uważasz, że jesteś cudowny.

Jak tak mogę myśleć, skoro dostrzegam wszystkie swoje wady, wszystkie swoje błędy - całe swoje zło?

A Ja ci mowie, że zło nie istnieje. Chciałbym, aby to była prawda!

Jesteś doskonały, taki jaki jesteś. Chciałbym, aby to też była prawda.

To jest prawda. Drzewo nic nie traci ze swej doskonałości będąc zalążkiem drzewa. Niemowie nie ustępuje doskonałością dorosłemu. To sama perfekcja. To, że nie potrafi czegoś zrobić, że czegoś nie wie, nie ujmuje w niczym jego perfekcji.

Dziecko robi błędy. Staje. Stawia chwiejny krok. Upada. Podnosi się, czepiając się matczynej spódnicy. I czy jest przez to ułomne?

Wręcz przeciwnie! Dziecko to wcielona doskonałość, zasługująca na bezwarunkowy i bezbrzeżny podziw.

Tak jak i ty.

Ale dziecko nie uczyniło nic złego! Nie skrzywdziło nikogo, nie popełniło wykroczenia, nie działało na własną szkodę!

Dziecko nie odróżnia dobra od zła. Właśnie.

Ty też.

Ja odróżniam. Wiem, że jest złem zabijanie ludzi, a dobrem miłość do nich. Wiem, że krzywdzić jest złem, uzdrawiać, naprawiać dobrem. Wiem, że przywłaszczanie sobie cudzego mienia, wykorzystywanie innych, oszukiwanie to zło.

Mógłbym pokazać ci przypadki, w których każde to zło byłoby dobrem.

Pokpiwasz sobie ze mnie.

Wcale nie. Tylko staram się być rzeczowy.

Jeśli chodzi Ci o to, że od każdej zasady są wyjątki, to się zgadzam.

Jeśli zdarzają się wyjątki, to reguły nie ma,

Chcesz powiedzieć, że nie jest złem zabijanie, krzywdzenie czy okradanie innych?

To zależy od tego, czemu to służy.

W porządku, już rozumiem. Ale to nie świadczy o tym, że staje się dobrem. Czasami trzeba zrobić coś nikczemnego, żeby osiągnąć szczytny cel.

Przez co nie jest wcale takie “nikczemne", prawda? To środek wiodący do celu.

Twierdzisz więc, że cel uświęca środki?

A jak myślisz? Nie. Absolutnie.

To niech tak będzie.

Nie widzisz, o co tu chodzi? Sami ustanawiacie zasady idąc przez życie.

l jeszcze jedno: Tak właśnie ma być.

Po to tutaj jesteście!

Życie polega na decydowaniu, Kim Jesteś, i na doświadczaniu tego.

W miarę poszerzania swojego pola widzenia wymyślacie nowe reguły, aby objąć nimi przybywające obszary! W miarę rozrastania się waszej koncepcji własnej Jaźni, tworzycie nowe zakazy i nakazy, aby to określić. Staracie się pomieścić w wytyczonych w ten sposób granicach coś, co z natury rzeczy jest nieograniczone.

Nie możesz zawrzeć w nich siebie, ponieważ jesteś tak rozległy jak wszechświat. Ale możesz przyjąć koncepcję swej niezmierzonej Jaźni narzucając jej ramy.

W pewnym sensie tylko w ten sposób jesteś w stanie poznać siebie jako coś określonego.

To, co nie ma granic, nie ma granic. To, co jest niezmierzone, jest niezmierzone. Nie może istnieć gdzieś, ponieważ jest wszędzie. Jeśli jest wszędzie, to nie może zaistnieć nigdzie w szczególności.

Bóg jest wszędzie. Toteż nie jest nigdzie w szczególności, ponieważ aby zaistnieć gdzieś w szczególności, Bóg musiałby przestać być gdzie indziej -a to w przypadku Boga niemożliwe.

Tylko jedna rzecz nie jest dla Boga “możliwa" -aby nie był Bogiem. Bóg nie może odwołać swego Boskiego istnienia. Bóg nie może też zaprzeczyć swej Boskości. Innymi słowy, Bóg nie może stać się bez-Bożny.

Jestem wszędzie, nic więcej nie da się na ten temat powiedzieć. A skoro jestem wszędzie, jestem nigdzie. Dla was jestem Obecny - Tu i Teraz.

Pamiętam. Wyłożyłeś to wszystko w części pierwszej.

Czy udało Mi się co nieco wyjaśnić? Widzisz teraz, że pojęcia “dobra" i “zła" potrzebne są do wytyczenia granic określających, Kim Jesteś.

Czy pojmujesz, że bez tych wytycznych - bez tych granic - jesteś niczym?

I czy dostrzegasz, że podobnie jak Ja przesuwasz te granice zgodnie z tym, jak zmienia się twoje wyobrażenie o sobie?

Cóż, rozumiem twoje słowa, ale nie wydaje mi się, aby moje granice - osobiste granice - ulegały większym przesunięciom. Zabijanie zawsze było dla mnie złem, tak jak kradzież czy skrzywdzenie dru-

giego człowieka. Podstawowe nakazy etyczne, którymi się kierujemy, istnieją od początku czasu, i większość ludzi je przyjmuje.

Wiec skąd się biorą, wojny?

Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto złamie zasady. W każdej beczce trafi się zgniłe jabłko.

To, co za chwilę usłyszysz, z pewnością okaże się dla niektórych nie do przyjęcia. Obali wiele poglądów uznawanych przez ciebie za prawdę. Nie mogę jednak utwierdzać cię w biednych przekonaniach, jeśli ten dialog ma służyć twojemu dobru. Toteż musimy w tej drugiej części zmierzyć się wprost z pewnymi koncepcjami. Czy jesteś gotowy do drogi? Uważaj, trochę cię wytrzęsie.

Sądzę, że jestem przygotowany. Dzięki za przestrogę. Cóż takiego dramatycznego czy kontrowersyjnego zamierzasz mi oznajmić?

Otóż, nie ma “zgniłych jabłek". Są tylko ludzie, którzy nie podzielają twojego punktu widzenia w pewnych kwestiach, ludzie, którzy ukształtowali na swój użytek odmienny model świata. Wiedz, że każdy postępuje właściwie, biorąc pod uwagę jego model świata.

W takim razie ich “model" jest pochrzaniony. Ja umiem odróżnić dobro od zła, a ponieważ kto inny tego nie potrafi, to nie znaczy, że ja zwariowałem, jeśli to potrafię. To oni zwariowali!

Z przykrością musze stwierdzić, że właśnie taka postawa jest przyczyna wojen.

Wiem, wiem. Zrobiłem to celowo. Przytoczyłem tylko pogląd, który głosi wielu ludzi. Ale co można na to powiedzieć? Jakich argumentów użyć?

Możesz zacząć od tego, że pojęcia ludzi na temat “dobra" i “zła", zmieniają się, różnią się w zależności od kultury, epoki, religii, miejsca... nawet w obrębie społeczeństwa czy rodziny. Możesz podkreślić, że to, co kiedyś uznawano za “słuszne" - palenie ludzi na stosie za tak zwane czary - dzisiaj jest “naganne".

Możesz im wyjaśnić, że definicje “dobra" i “zła" nie są zależne tylko od czasu, ale również od zwykłej geografii. Możesz otworzyć im oczy na fakt, że pewne rzeczy na waszej planecie (na przykład, prostytucja) w jednym miejscu są zakazane, a w innym, kilka mil dalej, dozwolone. Toteż osądzenie, czy ktoś postąpił “źle", to nie kwestia tego, co w istocie uczynił, ale gdzie.



dalej


strona główna
(23kB)