(23kB)
strona główna


 

 

 

J.A.S.
DROGA W SWIATY NADZMYSLOWE. RADZA JOGA

 

 

 

 

I CEL I SRODKI

 

Jezeli bierzesz do reki te ksiazke, to poza ciekawoscia powodowala toba, byc moze, chec znalezienia drogi, po której móglbys pójsc sam, zamiast tylko czytac o drodze, która inni szli oraz ida. Moze juz od dawna blakasz sie i szukasz, bo czujesz, ze ta droga szeroka i udeptana, po której stapaja wszyscy wokolo, nie jest dla ciebie odpowiednia. Jest juz moze zbyt prosta, zbyt latwa, a przede wszystkim, zbyt pozioma. Ida nia wszyscy powoli, wygodnie, bez wysilku, a tez i bez widoków. Niewiele musza dawac z siebie, ale tez i niewiele za to otrzymuja. A ty wolalbys ofiarowac wiecej, aby wiecej osiagnac. Wolalbys wlozyc chocby najwiekszy wysilek, dac siebie calego, ale za to otrzymac tyle, ile wart jest ten wysilek, ile ty caly jestes wart. To dobrze, ze tamta droga szeroka i ludna juz jest zbyt pozioma dla ciebie. Dobrze, ze chcesz zejsc z niej, a wstapic na sciezke krótsza i bardziej stroma, aby szybciej na szczyt sie wspinac. Dobrze to swiadczy o tobie, bo wskazuje, ze dorosles juz do wstapienia na "sciezke". Zbadaj siebie jednak dokladnie i oblicz swe sily. Przeprowadz ocene siebie, surowa i trzezwa, czy rzeczywiscie chcesz dac calego siebie, calego bez reszty? Czy nie zniechecisz sie wkrótce i nie spadniesz ze "sciezki" z powrotem na dawna droge? Spadac z niej bedziesz nie raz, nim na pochylosci stromej zdolasz utrzymac sie stale, idzie tylko o to, abys, gdy spadniesz, podniósl sie rychlo mimo potluczen i poranien, abys nie biadal nad soba, lecz bez zwloki wytezyl wszystkie sily do ponownego wspinania sie po sciezce. Idzie o to, abys zdal sobie sumiennie sprawe z tego, czy twój zapal do wstepowania na sciezke, to nie chwilowy kaprys tylko, lub - co gorsza - zniechecenie zyciem normalnym na skutek jakiegos niepowodzenia. Skoro jednak ksiazke wziales do reki i chcesz ja czytac, to moze checi twe sa szczere i trwale. Moze rzeczywiscie nie znajdujesz w swym zyciu terazniejszym nic, co by ci sie wydawalo celowe i godne wysilków. Moze patrzysz na tych wspól ludzi jak na dzieci, ponad które juz wyrosles i chcesz porzucic ich bezmyslne zabawy, a zabrac sie do czegos powazniejszego. Jezeli zycie ich wydaje ci sie bezmyslne i plaskie nie chwilowo tylko, pod wplywem jakiegos rozczarowania, lecz jezeli nawet wsród powodzenia i zadowolenia odczuwasz stale cos podobnego do pustki i niedosytu, to moze juz naprawde dorosles do "sciezki". Zwaz jednak, ze sciezka, o której tu czytasz jest najkrótsza i najbardziej stroma ze wszystkich, ze bardzo rychlo odbiegniesz od drogi wygodnej zbyt daleko, aby móc potem na nia wrócic. Sa sciezki moze nieco dluzsze, ale nie tak strome i uciazliwe, a przede wszystkim, nie odbiegajace tak daleko od drogi, po której kroczy powoli ogromna wiekszosc ludzkosci. Z tamtych sciezek masz lacznosc ciagla z tym wszystkim, co ludzie nazywaja swiatem, masz w kazdej chwili odwrót otwarty. Nie sa tak strome i trudne, ale wioda równiez w góre, chociaz nie tak szybko. Droga studiów naukowych, twórczosc artystyczna, praca spoleczna, oto sciezki, zbyt trudne dla prózniaków, ale dla ciebie juz dostepne. Moze ci któras z nich wystarczy, bo wysilków mozesz wkladac w kazda tyle, ile tylko sam zechcesz i dojsc na kazdej tak wysoko, jak wysoko zechcesz. Wygodniejsze sa o tyle, ze nie wymagaja takiego nakladu pracy nad soba, skierowujac dzialalnosc w przewazajacej czesci na zewnatrz, na przedmioty, nie na podmiot - a to jest latwiejsze. Jezeli jednak i to jest dla ciebie zbyt latwe, to zwaz jeszcze, ze i w pracy nad soba masz rózne sciezki lezace miedzy dwoma biegunami tak odleglymi od siebie jak "Hatha joga" ["Hatha joga" jest to nazwa jednej z metod rozwijania zdolnosci paranormalnych powstalej w Indiach, w Sredniowieczu. Jest to metoda mechaniczna, nie dajaca uzdolnien wysokich i trwalych. Stosuja ja np. fakirzy - przyp. J.A.S.][Wlasciwie Hatha joga jest uwazana za metode cwiczenia ciala i umyslu stanowiaca najnizszy, podstawowy stopien jogi. Za najwyzsza i najbardziej wszechstronna uznaje sie Radza joge - joge królewska, która rozwija potege woli i ducha - przyp. red.] z jednej strony, a droga swietych - z drugiej. Niech cie nie razi zestawienie obok siebie rzeczy tak bardzo róznych. Sa to równiez sciezki, i to sciezki nielatwe. Na nich jednak mozna jeszcze oczekiwac czegos dla siebie, mozna wstepujac na nie powiedziec sobie: daje wszystko czym jestem, cala moja wartosc i za to oczekuje w zamian tyle, ile jestem wart. A na tej sciezce, o której tu czytasz, powiedziec tego nie mozesz. Tu nie czeka cie nic, zadna korzysc, zadna nagroda, tylko poczucie, ze spelniles wszystko, do czego byles zdolny, ze nic nie zmarnowales, nic nie zaniedbales. Dlatego tez konieczne jest, abys uswiadomil sobie jak najwyrazniej cel, do którego chcesz dazyc. Nie wystarczy tu powiedziec sobie ogólnikowo: "Nie zadowala mnie takie zycie, jakie wioda wszyscy ludzie w otoczeniu, musze znalezc dla siebie cos wiecej". Idzie o to, jak w twych wyobrazeniach wyglada to "cos wiecej" i na czym ono polega. Jezeli pragniesz wiecej zadowolenia dla siebie, to go nie znajdziesz na tej sciezce. Zwróc sie wtedy do hatha jogi. Jezeli wiedzie cie ciekawosc poznania swiatów nadzmyslowych, to poznasz je na "sciezce", ale dopiero wtedy, gdy przestaniesz pragnac ich poznania. Jezeli chcesz uzyskac wladze magiczne, zdolnosci cudowne, uzyskasz je, ale dopiero wtedy, gdy bedzie zupelnie wykluczone, ze bedziesz je kiedykolwiek chcial zuzytkowac w celach osobistych. Zatem, niewiele obiecuje ci ta sciezka. Jezeli jednak szukasz jej pomimo tego, a moze wlasnie dlatego, ze nie obiecuje ci zadnych korzysci osobistych, to dorosles do niej naprawde. Dorosles do niej, bo wyrosles z tego mniemania blednego, jakoby mogla istniec jakas inna korzysc rzeczywista poza korzyscia ogólu. Cel twój musi byc najzupelniej niesamolubny. Niczego nie wolno ci pragnac dla siebie, niczego pozadac dla przyjemnosci wlasnej lub korzysci osobistej. Jedynym pragnieniem, jedynym dazeniem twoim, musi byc zawsze tylko dobro ogólu, dobro nie tylko wszystkich ludzi bez róznicy narodu, rasy, wyznania, kultury, poziomu moralnego, lecz takze dobro calego wszechswiata, a wiec zarówno dobro duchów i aniolów, jak dobro zwierzat, roslin i wszelkiego stworzenia. Nie sadz, ze jestes za slaby na to, aby twoje sily mogly sie przydac na cos aniolom czy roslinom, bo gdy znajdziesz sie na sciezce, sily twoje wzmagac sie beda do potegi nadludzkiej, wprost niepojetej. Wszak bedziesz sie zblizac coraz bardziej do Boga, wiec tez coraz wiecej uczestniczyc bedziesz w boskiej wszechwiedzy i wszechpotedze. Ale Bóg niczego nie chce dla siebie, a ty bedziesz szedl sciezka boza, wiec tez coraz bardziej musisz pozbywac sie egoizmu, coraz wiecej zapominac o sobie. Czy jestes gotów na to, aby swoje "Ja" przekreslic raz na zawsze? Aby zawsze mówic - nie tylko ustami, ale i w najglebszym swoim przekonaniu: "Nie moja, ale Twoja niech sie dzieje wola?". Jezeli tak, jezeli naprawde i szczerze gotów jestes wyrzec sie wszelkiej mysli o sobie, wszelkiego egoizmu, to dojrzales do sciezki. Wstepuj zatem na nia smialo, ale wstepuj zaraz, dzisiaj, bo gdy zaczniesz sie wahac i odkladac, to widocznie jeszcze do niej nie dorosles. Wkrótce spostrzezesz, ile ci da ta sciezka, ile skarbów nieocenionych znajdziesz, na niej wlasnie dlatego, ze ich nie pragniesz i nie szukasz. Znajdziesz, przede wszystkim, spokój ogromny, slodki i cichy, bo spokój Bozy. Znajdziesz zdrowie duszy, a nawet fizyczne, tak kwitnace i trwale, jakiego nie dalyby ci najpomyslniejsze warunki zewnetrzne. Znajdziesz wiedze nieogarniona - nie te ksiazkowa, nabywana pamieciowo i pojeciowo - lecz te bezposrednia, która wie, bo widzi i rozumie. Znajdziesz i to, co ludzie zwa jasnowidzeniem, chociaz w nie nie wierza: bedziesz mógl patrzec we wnetrze Ziemi i w swiaty dalekie, na dusze ludzkie i na duchy aniolów, bedziesz mógl rozmawiac zarówno z tak zwanymi zmarlymi, jak i z zywymi, chocby najbardziej oddalonymi. Znajdziesz wreszcie te wszystkie wladze magiczne i moce niepojete, które ludziom zjednywaly przydomki albo swietych, albo czarowników. Bedziesz je mial do dyspozycji nieograniczonej wszystkie, bez wyjatku. Znajdziesz na sciezce to wszystko, a raczej bedziesz to znajdowal kolejno, coraz wiecej z kazdym krokiem, bez zadnych z twej strony staran lub wysilków. Ujrzysz, ze jestes otoczony bogactwami, wladza, zaszczytami, slawa, ale wszystko to bedzie juz dla ciebie bez wartosci. Beda to tylko ciezary coraz to nowe i coraz to wieksze, obowiazki coraz to ciezsze, ale zdolasz im wszystkim sprostac, bo nie bedziesz niczego pragnal dla siebie. Tys dotychczas szukal tej sciezki, nie wiedzac moze nawet jasno, czego szukasz. Czules tylko, ze poza tym wszystkim, co poznales dotychczas, czego sie dowiedziales i czego doswiadczyles w zyciu, musi byc cos wiecej jeszcze, cos innego, wyzszego, a przede wszystkim, bardziej rzeczywistego. To, co dla innych ludzi jest najbardziej realne i rzeczywiste, stracilo juz dla ciebie wartosc czegos realnego i prawdziwego. Szukales czegos wiecej ponad to wszystko, bo nie wystarczaja ci juz te zwykle, poziome, powszednie pragnienia i dazenia ludzkie. A czy wiesz dlaczego ci nie wystarczaja? Oto dlatego, ze w tobie zyje cos wiecej, niz w twoich wspólbraciach. Zyje juz w tobie Iskra Boza. Iskra taka sama zyje równiez we wszystkich twych bliznich, ale oni o niej nie wiedza. Dla nich za wczesnie jeszcze, aby mogli poczuc, ze ja maja w sobie. Ty jednak juz ja zaczynasz odczuwac, moze najpierw nieswiadomie, ale niewatpliwie. W duszy twojej, w glebi wnetrza twej istoty, poczyna zyc cos nie znanego tobie dotychczas, podobnie jak w lonie matki poczyna sie budzic zycie nie znanego jej jeszcze dzieciecia. Poczyna zyc w tobie Iskra Boza, bo juz dojrzales do tego, aby ona mogla zycie swiadome rozpoczac. U innych ona spi, u ciebie jednak juz sie budzi. Dlatego wiec pragniesz czegos nieznanego, czegos naprawde realnego i rzeczywistego, czego nie znalazles na swiecie. Czujesz juz wyraznie i niewatpliwie, ze w tobie jest cos wiecej ponad twe "ciala", twe powloki widome lub nieuchwytne. Wiesz, ze przeszedlszy przez wrota smierci, zdejmiesz je z siebie kolejno: naprzód cialo fizyczne, potem eteryczne, jeszcze pózniej astralne, a wreszcie myslowe [Szczególy o tych "cialach" wzglednie powlokach znajdzie Czytelnik w ksiazce Chodkiewicza "Anatomia cial niewidzialnych czlowieka" - przyp. J.A.S. Cialami tymi sa: cialo fizyczne, przypisane swiadomosci; cialo eteryczne, które zaopatruje cialo fizyczne w energie i daje mozliwosc postrzegania subtelnych swiatów; cialo mentalne (myslowe) i astralne - przyp. red.]. A kto je zdejmie z ciebie? Wlasnie ty, prawdziwy ty. Czujesz juz, ze te ciala twoje, to nie ty, ze sa one tylko sukienkami dla ciebie. Ty w nich tylko mieszkasz, ale nimi nie jestes. Cóz wiec pozostanie z ciebie, gdy je zdejmiesz wszystkie po kolei? - Pozostaniesz wlasnie ty, Iskra Boza, jazn wyzsza. Pozostanie z ciebie to, co jest w tobie niesmiertelne, realne, rzeczywiste, co przetrwa poza smierc i poza wszystkie zgony. Budzi sie w tobie do swiadomosci ta twoja czastka niesmiertelna i dlatego nie wystarcza ci juz to, co wystarcza jeszcze zupelnie twym wspólbraciom. Dlatego wlasnie zaczynasz szukac czegos wiecej, bo sam masz w sobie juz cos wiecej. Nauczyles sie juz slyszec "glos bezdzwieczny", przemawiajacy w tobie bez slów, twój glos sumienia. Umiesz go sluchac, moze jeszcze nie zawsze, ale w wiekszosci wypadków. On to powiada ci, ze te powloki twoje, to nie ty, on daje ci uczucie niezadowolenia z siebie i ze swiata. Mozesz go jeszcze nie usluchac nieraz, ale zdlawic go i stlumic w sobie juz nie zdolasz, bo jazn wyzsza, Iskra Boza zyje w tobie. Zatem, juz nieco wyrazniej zaczyna ci sie zarysowywac przed oczyma twój cel. Chcialbys, aby panem w tobie bylo nie to, co smiertelne, co znikome, lecz to, co wieczne, co Boskie. Nie chcesz byc dluzej sluga swych cial, chocby tak subtelnych jak astralne lub myslowe. Chcesz nauczyc sie wladac nimi, poslugiwac sie nimi jako narzedziami poslusznymi twej jazni wyzszej. Wiesz takze, iz tego nie nauczysz sie nigdzie na swiecie i dlatego blakasz sie i szukasz. Dotychczas rzadzily toba ciala twoje, robily z toba, co chcialy, a ty sluchales bez oporu, bo nie wiedziales, ze mozna nie posluchac. Ale twoja jazn wyzsza juz sie budzi i upomina o swe prawa. Rzady w tobie ma objac Bóg, podczas gdy dotychczas rzadzilo w tobie zwierze. Gdybys rozpoczal walke sam ze soba, to znaczy, z twoimi cialami, nie osiagnalbys celu. Nie o rozdwojenie idzie, nie o walke, lecz o zjednoczenie. To, co nizsze W tobie, ma wejsc w zgodnosc z twa jaznia wyzsza, ma sie dostroic, zjednoczyc. Dazenia tych dwóch czesci nie moga byc juz dluzej rozbiezne, lecz maja byc zgodne. Twa jazn nizsza ma sie zjednoczyc z wyzsza. Zjednoczenie takie nazywa sie w sanskrycie joga, jezeli wolisz wyraz nowoczesny, nazwij to synteza. Zatem, celem twoim jest joga. Nie wzbraniaj sie wymienic glosno tej nazwy tylko dlatego, ze byla znana pradawnym Indom. Od ich czasów ludzkosc postapila juz bardzo znacznie naprzód w rozwoju, ale nie tak daleko jeszcze, aby joga nie byla nam juz dzis potrzebna. Sam widzisz, jak malo jest w twym otoczeniu ludzi, którzy juz byli zjednoczeni ze swa jaznia wyzsza. Oczywiscie, czym innym jest joga jako idea, jako cel, a czym innym metody prowadzace do osiagniecia tego celu, czyli systemy jogi. Cel zostal ten sam od prawieków, ale srodki zmieniaja sie w miare postepu ludzkosci. Dzis juz dawna radza joga indyjska nie tylko nie bylaby owocna, lecz nawet oznaczalaby pewne cofniecie w procesie rozwoju. W starozytnosci, u pradawnych Indów, zjednoczenie jazni wyzszej z nizsza nie bylo jeszcze mozliwe "na jawie", w stanie swiadomosci dziennej, bo do tego ówczesny czlowiek nie osiagnal jeszcze odpowiedniego poziomu rozwoju. Osiagniecie jogi czyli zjednoczenia dostepne bylo wówczas tylko w stanie "samadhi" czyli w stanie takim, który dzis nazywamy transem lub snem magnetycznym. Dzis natomiast, idzie o joge nie w krótkich chwilach transu i stanu nieprzytomnosci, lecz o joge na jawie, przy zachowaniu pelnej swiadomosci. I to da sie dzis osiagnac, bo juz posunelismy sie odpowiednio dalej w rozwoju. Niech cie zatem nie drazni wyraz joga lub inne wyrazy sanskryckie, skoro nie mamy na nie nazw polskich. Zrozumiesz, ze joga nowoczesna musi byc inna niz joga staroindyjska, jezeli ja traktujesz jako "sciezke", jako metode. Wielu rzeczy, które pradawni Indowie musieli dopiero rozwijac dzieki systematycznym cwiczeniom, ty juz nie musisz rozwijac, bo sa juz w tobie gotowe i rozwiniete. Natomiast ksztalcic i rozwijac musisz to, co Praindom nieznane bylo nawet z nazwy i zupelnie niedostepne nawet ich radza joginom, bo do tego wówczas jeszcze nie dorosli. Nie myl zatem metody radza jogi z celem radza jogi. Podobnie bledne byloby mylenie metody "wtajemniczenia" egipskiego lub chrzescijanskiego z ich celem. Idzie ci zatem o srodki i tych srodków szukales, lecz nigdzie ich znalezc nie mogles. Napotkales moze ksiazki o tytulach mniej lub wiecej tajemniczych, zawierajace rzekomo wskazówki prawdziwe jak cwiczyc joge, ale twój glos nieomylny powiedzial ci juz, ze tym wskazówkom i pouczeniom ufac nie mozna. Oto masz jeszcze jeden dowód wiecej, jak rzadzic toba potrafi twoja Iskra Boza, gdy ja do glosu dopuscisz, gdy jej powierzysz rzady nad soba. Gdyby ona ci powiedziala, ze i to, co tu czytasz, jest zle dla ciebie, przestan czytac dalej bez wahania, bo "glos twój bezdzwieczny" poradzi ci zawsze najlepiej. Ale on ci tego czytac nie zabroni, raczej ludzie by mogli zabraniac, a czy masz ich posluchac, powie ci znowu twoje sumienie. Wyboru srodków do cwiczenia jogi, czyli do wstepu na "sciezke" najlepiej równiez dokona twój glos sumienia, twoja jazn wyzsza, bo ona sama wie nieomylnie, co jest dla niej odpowiednie. Srodki znakomite znajdziesz w malej ksiazeczce, która znasz od dziecka i moze jeszcze umiesz na pamiec. Jest nia "Katechizm", najzwyczajniejszy katechizm chrzescijanski. Zaprowadzi cie on na sciezke równie pewnie jak przepisy "szkól" najtajniejszych, oczywiscie, pod warunkiem, ze nie tylko bedziesz go umial na pamiec, lecz i wykonywal go zawsze w zyciu. Katechizm dlatego wydaje sie niezrozumialy lub niewystarczajacy, bo ludzie znaja go tylko z samego czytania, lecz nie z wcielania jego postanowien we wlasnym zyciu. Posluguja sie jedynie slowami, zamiast wykonywac w zyciu to, co w nim zawarte. Moze jednak droga katechizmu wydaje ci sie zbyt powolna. Wez w takim razie inna ksiazeczke, zapewne równiez ci znana: "Nasladowanie Chrystusa" Tomasza a'Kempis [Zob. bibliografia]. O tej sciezce nie powiesz juz, ze jest zbyt prosta, jezeli ja przeczytales z uwaga i zrozumieniem. Moze natomiast powiesz, ze jest dla ciebie mniej dostepna, bo przeznaczona byla dla zakonników, a ty zyjesz wsród swiata. Jednak nasladowac Chrystusa moze kazdy, kto tylko tego naprawde zechce. Dlatego tez w dalszych rozdzialach spotkasz sie z cytatami z tej ksiazeczki i zauwazysz, ze jest ona niezrównana. To, co dalej powiem, bedzie co najwyzej uzupelnieniem jej, ale nie ulepszeniem. Tytuly tych dwóch ksiazeczek wyjasnily ci juz, jakimi srodkami mozesz uzyskac wstep na sciezke. "Jezeli chcesz wnijsc do Królestwa Niebieskiego, chowaj przykazania". Bez nich nie dotrzesz nigdy do wrót sciezki, chocbys zglebil przepisy wszystkich szkól tajemnych. Do tych wrót musisz byc nie tylko dojrzaly, ale i przygotowany. Masz przygotowac przybytek odpowiedni na mieszkanie dla twej jazni wyzszej, dla Iskry Bozej w tobie. Mieszkanie to musi byc odpowiednio jasne i czyste. Dlatego tez musisz oczyscic nie tylko cialo fizyczne, ale i dusze, czyli ciala niewidzialne. Musisz pracowac nad cialem fizycznym tak samo jak nad eterycznym, astralnym i myslowym, czyli nad tym wszystkim, co dotychczas nazywales "soba". A ta praca nad soba nie jest niczym innym jak tym, co zawiera katechizm lub "Nasladowanie Chrystusa". Nie sadz, ze prace nad soba mozna pominac, ze mozna ja zastapic czyms innym. Sa sciezki, które rzeczywiscie podaja sposoby zdobycia pewnych umiejetnosci bez takiej pracy umoralniajacej nad soba. Te sposoby zastepcze daja jednak i wladze zastepcze, daja surogaty, imitacje, ale nie to, czego ty szukasz. Twój glos wewnetrzny powiedzial ci juz, ze nie na tamtych sciezkach jest droga dla ciebie. One sa dla tych, którzy inna sciezka jeszcze pójsc nie potrafia lub nie chca. Ale ty juz potrafisz, a przede wszystkim chcesz, chcesz silnie i szczerze. "Gdy uczen jest gotów, pojawia sie Nauczyciel" - mówili starozytni. Musisz byc zatem przygotowany, zanim Mistrza znajdziesz. Bez tego przygotowania daremne beda Wszelkie twe usilowania, aby zwrócic uwage Mistrza na siebie. Badz jednak pewny i nie miej watpliwosci, ze Mistrz z pewnoscia dojrzy cie i zblizy sie do ciebie, gdy bedziesz "gotów", ale nie wczesniej. Jezeli zatem wydaje ci sie, ze Nauczyciela juz powinienes znalezc, lecz nie spotkales go dotychczas, to widocznie nie jestes jeszcze dostatecznie przygotowany, nie jestes jeszcze godny tego, aby On wejrzal na ciebie. Nie watp jednak nigdy, ze bedziesz godny tego, gdy tylko przygotujesz sie w wymaganym stopniu. Slusznie pisze A. Besant (A. 273): "Wstep na te sciezke wprowadza czlowieka na stanowisko ucznia czyli czeladnika próbnego, a którys z Mistrzów bierze go w opieke, uznawszy go za czlowieka, co wystapil z szerokiej drogi ewolucji i szuka Mistrza, który by go poprowadzil po sciezce bardziej stromej... i kierowal jego krokami. Nauczyciel ten oczekuje go juz u wejscia na sciezke, a chociaz nowicjusz nie zna jeszcze swego Mistrza, On zna go juz, widzi jego usilowania, kieruje jego krokami, wprowadza go w sytuacje najlepsze dla jego rozwoju, czuwajac nad nim z pieczolowitoscia matki. Droga moze sie wydawac samotna i ciemna, ale Przyjaciel jest zawsze w pogotowiu...". Do tej ciemnosci i samotnosci musisz przywyknac juz od chwili samego wejscia na sciezke, bo one beda ci towarzyszyc przez wieksza czesc drogi. Zauwaz, ze wychodzisz w góre, ponad Ziemie. Dotychczas stapales po Ziemi, byles otoczony ludzmi, wszystko wydawalo ci sie pelne ruchu, dzwieku i swiatla. A teraz wkraczasz tam, gdzie przestrzeni jest bardzo wiele, lecz ludzi bardzo malo. Wchodzisz na sciezki nie uczeszczane. Ludno i pelno dotychczas zreszta nie bylo, bo sam wiesz, ze ci sie tylko tak wydawalo. Czules samotnosc i pustke wsród zgielku swiata. Zatem samotnosc dalsza nie powinna cie trwozyc. Bedzie ona zreszta tylko pozorna, bo Mistrz zawsze jest w "pogotowiu", chociaz Go nie widzisz. Nad kazdym twoim krokiem czuwa On, ten Wielki Niewidzialny, i kazdym krokiem kieruje. Skoro wstapisz na sciezke, wkrótce zauwazysz wplyw Jego opieki. Zycie twoje, dotychczas dosc jednostajne i spokojne, zacznie sie ustawicznie zmieniac, jakby przyspieszalo swe tetno. Warunki wygodne i trudne poczna nastepowac po sobie coraz szybciej. Okresy czynnosci wytezonej ustepowac beda kolejno czasom gluchym i pustym, a po nich nastapia znów tygodnie lub miesiace zdwojonych obowiazków, jakim zwykly czlowiek nie mialby sil podolac. To nastepstwo szybkie burz i pogody zsyla na ciebie Mistrz, abys doswiadczyl zmiennosci i zni-komosci wszystkiego, co ziemskie, abys mógl latwiej mysl oderwac od rzeczy doczesnych. Wszystko, czego zapragniesz, miec bedziesz, ale nigdy w tej chwili, gdy pragniesz, lecz dopiero wtedy, gdy juz pragnac przestaniesz. Abys poznal, ze wartosc rzeczy tkwi nie w nich samych, lecz w twoim pragnieniu. Osoby lub rzeczy, do których przywiazales sie najsilniej, opuszczac cie beda wlasnie wtedy, gdy ich posiadanie wyda ci sie najbardziej pewne. Wlasnie w takich chwilach samotnosc i pustka wyda ci sie wprost nieludzka, nie do zniesienia, ale pamietaj, ze Mistrz bedzie wówczas szczególnie blisko przy tobie. Wszak ty postanowiles ofiarowac wszystko, wyrzec sie wszystkiego, aby tylko uzyskac wstep na sciezke, aby pójsc w slady Tego, który "nie mial gdzie glowy sklonic". Oto sa srodki wiodace do wrót sciezki. Nic dziwnego, ze poza tymi wrotami tak malo ludzi napotkasz. Dla nich to zbyt ciezkie jeszcze i trudne: wyrzec sie wszystkiego, wszelkich zamilowan osobistych, wszelkiej mysli o sobie. Dlatego tam tak pusto i ciemno. Ale ciemno na razie tylko. Ciemno bedzie chwilowo dla ciebie, bos i ty sam ciemny jeszcze. Pózniej, gdy Iskra Boza w tobie roznieci sie w ogien potezny, rozswietli przestrzen wokól ciebie. Wtedy jasno bedzie na twej drodze, bo ty sam swiatlem sie staniesz. Tam nie ma takiego Slonca jak na Ziemi, tam kazdy sam musi byc Sloncem.

 

 

II ZASADY

 

Postanowiles juz nieodwolalnie wstapic na sciezke, wstapic nie polowicznie tylko, lecz calkowicie i zupelnie. Gdys sobie to powiedzial powaznie i stanowczo, w glebi duszy odczules zaraz, jakby ci z barków spadl ciezar wielki, odczules przedsmak wyzwolenia, jakie cie czeka u konca sciezki. Ale odczules zarazem cos jak strach swiety, podobny temu, który sie odczuwa przed smiercia. Nie jest to obawa przed tym, co nastapi, lecz poczucie, ze bedzie to cos wielkiego, cos nieslychanie donioslego, czego nigdy dotychczas nie przechodziles. Ta czesc swieta dla tego nieznanego i wielkiego, co cie czeka na sciezce, niechaj ci bedzie sprawdzianem, ze juz dorosles. Gdybys jeszcze nie dorósl, przystepowalbys do wrót sciezki nie ze czcia swieta, nie z obawa, ale z ta pewnoscia siebie, jaka maja ludzie zarozumiali. To poczucie czci pielegnuj w sobie i rozwijaj troskliwie, bo z niego rozkwitnie ci pózniej jedna z wladz najpotezniejszych. Masz przygotowywac mieszkanie godne twej jazni wyzszej, dlatego musisz w sobie wyksztalcic uczucia rodzajów calkiem odrebnych, niz dotychczas. Uczucia zgryzliwosci, smutku, przygnebienia, zazdrosci, niezadowolenia lub tez pychy, pewnosci siebie, ambicji, to wszystko byloby mieszkaniem zbyt marnym dla tej Iskry Bozej, która ma w twych cialach zamieszkac. Nie zaszedlbys daleko na sciezce, gdybys chcial isc po niej tylko myslowo, bez rozwijania w sobie i pielegnowania uczuc odpowiednich. Dlatego tez i to, co czytasz tutaj, czytaj tak, abys nie tylko zrozumial i przetrawil w myslach, ale takze odczul jak najzywiej. Nie sadz, ze opanowanie siebie jest jednoznaczne ze zniszczeniem w sobie wszelkiej zdolnosci do uczuc. Byloby to wyjalowieniem duszy i zubozeniem, a ty masz dusze wzbogacac i wyksztalcac. Taka oschlosc serca móglby czuc tylko ten, kto chcialby wedrzec sie na sciezke przed dorosnieciem do niej. Czas teraz, abys zaznajomil sie z zasadami, na których "sciezka" polega. Sa one wszedzie i zawsze te same, bo wioda do tego samego celu. Zasada kazdej szkoly jest nauka, a chociaz nauka jest w kazdej klasie inna, jednak w kazdej sa uczniowie i nauczyciele. Zasada podobna jest, ze nauczycielem moze byc tylko ten, kto przedtem byl uczniem. Mistrz twój na sciezce sam kiedys byl równiez takim uczniem, jakim ty jestes dzisiaj. Bylby nauczycielem falszywym taki, który by chcial udzielac innym wskazówek, nie przeszedlszy sam przez szkole. Tu samouków nie ma, bo samouk stworzylby sobie system indywidualny, bez wartosci dla drugich, a nawet dla nich szkodliwy. Nie sadz tedy, ze Mistrz twój da ci cokolwiek osobistego, ze wpoi w ciebie jakies zapatrywania osobiste lub przekaze cos ze swych doswiadczen. On cie tylko poprowadzi, wskaze droge, ale isc nia musisz sam. Mistrz nie da ci nic gotowego, nic nie zrobi za ciebie. Wskaze ci tylko, jak mozna to zrobic, stworzy ci warunki, pomoze wywiklac sie z pomylek, ale nie doda ci ani sil, ani wiedzy, ani zachety nawet. Ty sam musisz chciec, sam musisz wykrzesac z siebie zawsze ochote i sily. Jezeli czegos nie rozumiesz, On ci nie wyjasni, tylko wprowadzi cie w takie warunki, w których sam bedziesz mógl znalezc wyjasnienie, jezeli bedziesz szczerze pragnal i szukal. Nie byloby to pomoca dawac komus cos gotowego, byloby to tylko jalmuzna. Naucz sie tego i ty od Mistrza. Nie pomozesz nikomu przez to, ze mu dasz cos, czy to materialnego czy duchowego, prawdziwa pomoc dasz tylko wtedy, gdy mu pomozesz dojsc do tego, aby sam sobie pomógl. Dlatego tez nie oczekuj, ze ujrzysz Mistrza w ciele fizycznym, bo lacznosc z nim uzyskuje sie nie przez znajomosc osobista, lecz przez dorosniecie duchem do niego. "Lacznosc z Guru (Mistrzem) mozesz uzyskac tylko przez to, ze wzniesiesz sie do tej równi duchowej, na której Mistrzowie przebywaja, ale nie przez to, ze bedziesz usilowal sciagnac ich na nasza równie (ziemska). Nie oczekuj zobaczenia któregos z nich, ale badz zawsze gotów odpowiedziec, gdy do ciebie przemówia. Laik "czela" (uczen) nie jest jeszcze niczym innym jak zyjacym wsród swiata czlowiekiem, który szczerze pragnie oswiecenia w rzeczach duchowych. Przekroczyl tylko linie graniczna dzielaca go od Mistrzów i zwrócil niejako ich uwage na siebie. Pracuje a Mistrzowie go obserwuja. Czy on Mistrza widuje czy nie, pozostaje bez wplywu na wynik pracy. Jego dobre mysli i postepki przyniosa równie owoc jak zle" (B). Masz tu znowu slowa sanskryckie, musisz sie z nimi pogodzic. "Guru" oznacza nauczyciela, tj. Mistrza takiego, który ma w swej opiece ucznia i prowadzi go po sciezce. "Czela" zawiera ten sam zró-dloslów co polskie slowa "czeladnik, czeladz" i oznacza ucznia, który juz odbyl okres próby. Przed tym okresem jest jeszcze laikiem, czeladnikiem próbnym, uczniem. Z samych nazw mozesz wnioskowac, ze do sciezki wiedzie okres przygotowawczy, okres próbny. Istnieje tu podobienstwo do dawnych zwyczajów w rzemiosle. Kto chcial zostac rzemieslnikiem, wstepowal naprzód na nauke, na praktyke, do "terminu". Byl wówczas uczniem, terminatorem i nie mial jeszcze prawa nic wykonywac. Mial tylko "sluzyc", zapoznawac sie z narzedziami i rzemioslem. Majster obserwowal go, a gdy uznal za przydatnego, dopuszczal do swego warsztatu na próbe, na czeladnika. Dopiero wtedy, gdy uczen okazal sie zdolny, mógl dostapic wyzwolenia na samodzielnego czeladnika, aby w koncu zostac majstrem. Te warunki w cechach rzemieslniczych byly wzorowane na warunkach w dawnych szkolach tajemnych i zaczerpnely od nich takie nazwy jak "czeladnik, czeladz". Jezeli sie nad tym zastanowisz, to latwiej pojmiesz zasady szkól tajemnych. Zasady swego ksztalcenia ludzi na czeladników dawne rzemioslo bralo z zasad szkól tajemnych. Rzemioslo kazde bylo zreszta takze "wiedza tajemna". Majster posiadal swe tajemnice zawodowe, do których doszedl przez lata doskonalenia sie w swym rzemiosle. Musial zatem dobierac uczniów sumiennie, aby miec ludzi pewnych, którzy nie zdradziliby jego tajemnic na zewnatrz. Podobnie jest do dzis w szkolach tajemnych. Tam uczen musi zlozyc pewne zobowiazania, pewne "sluby", ze tajemnic nie zdradzi. Nie sadz jednak, ze to "zdradzenie tajemnic" moze polegac na wyjawieniu ich komus obcemu. Takich tajemnic tu nie ma, sa tylko takie, które czlowiek obcy, nie przygotowany, zrozumialby falszywie, bo do zrozumienia wlasciwego nie dorósl. Spróbuj dzis powiedziec komukolwiek z twego otoczenia, ze pracujesz nad przygotowaniem mieszkania dla Iskry Bozej w tobie, a nie zrozumie cie wcale lub zrozumie cie blednie. Oto juz jest pierwsza z twych "tajemnic", zatem pojmiesz latwo, ze "zdradzic" jej nikomu nie mozesz. Podobnie bedzie z innymi tajemnicami, które poznasz na sciezce. Gdy uczen sprosta próbie, wolno mu wstapic do "swiatyni poznania wyzszego". "To, co ma teraz uczynic, przedstawiane bywa nieraz jako przysiega, która ma zlozyc, ze nie zdradzi nic z nauk tajemnych. Ale wyrazy "przysiega" i "zdradzic" nie sa odpowiednie i poczatkowo wprowadzaja w blad. Nie idzie tu o przysiege w zwyklym znaczeniu. Raczej zdobywa sie na tym stopniu pewne doswiadczenie. Dowiaduje sie, jak nalezy stosowac wiedze tajemna, jak jej uzywac w sluzbie ludzkosci. Zaczyna sie dopiero wtedy wlasciwie rozumiec ludzkosc. Nie idzie tu o "zamilczanie" prawd wyzszych, lecz raczej o sposób odpowiedni ich reprezentowania i o takt stosowny. Taka wlasciwosc cenna przyswaja sie w odniesieniu do wielu rzeczy, o których sie dawniej mówilo, a zwlaszcza w stosunku do sposobu, w jaki sie mówilo. Zlym bylby wtajemniczonym ten, kto uzyskanych tajemnic nie oddalby na uslugi swiata, jezeli to tylko mozliwe. Do udzielania wiadomosci w tej dziedzinie nie ma przeszkody zadnej prócz tej, jaka jest niezrozumienie ze strony osoby odbierajacej dane wiadomosci. W kazdym razie wyzsze tajemnice nie nadaja sie do tego, aby byc tematem swobodnych rozmów. Nikomu jednak nie "zabrania sie" mówic o nich, gdy osiagnal odpowiedni stopien rozwoju. Nikt inny nie przyjmuje w zwiazku z tym zadnej "przysiegi". Wszystko bierze on sam na wlasna odpowiedzialnosc, musi sam znalezc w sobie rozstrzygniecie, jak ma w danych warunkach postapic. "Przysiega" zas nie znaczy nic innego jak to, ze zostal on uznany za zdolnego do ponoszenia takiej odpowiedzialnosci" (C 117). Teraz rozumiesz na czym polegaja te przysiegi i te "tajemnice" w szkolach tajemnych. Nie oczekuj wiec, ze przed kimkolwiek bedziesz kiedykolwiek skladal jakies przysiegi lub slubowania. Podobnie jest z twoim zobowiazaniem przy wstapieniu do "terminu" jako "uczen tajemny". Nie zobowiazujesz sie do niczego przed nikim innym jak jedynie przed samym soba. Jezeli to zobowiazanie bedzie dla ciebie mniej wazne i mniej swiete niz zlozone wobec innej osoby, to jeszcze nie dorosles do sciezki. Zrozumiesz teraz jasniej to, co o tym zobowiazaniu pisze Blawatska: "Jezeli czlowiek dojrzaly do oswiecenia, pragnie byc przyjety przez Mistrza na czeladnika, musi miec w pamieci umowe z Mistrzem, zawarta czy to milczaco, czy formalnie, nie moze zapominac nigdy, ze zobowiazanie to jest swiete. Idzie tu o siedmioletni okres próby. Jezeli przez ten czas uczen bedzie mimo wszelkiej pokusy wierny Mistrzowi..., to moze zostac wtajemniczony i odtad juz obcowac bezposrednio ze swym Guru. Zalezy to od uznania Mistrza, czy w okresie próby czeladnik, mimo swych bledów i grzechów, ma otrzymywac znaki lub wskazówki. Guru znajac przyczyny i motywy, popychajace do grzechu kandydata, jest wylacznie uprawniony do osadzania czy ma zachecac przyszlego czeladnika. Zatem, warunkiem pierwszym i nieodzownym jest, aby uczen przez okres próby pozostal oddany i wierny Mistrzowi... Im czesciej przerywa sie zwiazek magnetyczny miedzy nimi dwoma, tym trudniej nawiazac go ponownie. Nie mozna zatem zadac od Mistrzów, aby swe sily marnowali na nawiazywanie lacznosci z kims u kogo przewiduja przyszle koleje jego zycia i to, ze w koncu ostatecznie odpadnie. Jakze wielu jest takich, którzy juz z góry oczekuja dowodów wyróznienia bez spelnienia tych zadan i czynia z tego zarzut Mistrzom, zamiast uznac bledy wlasne! Przerywaja po dziesiec razy na rok zwiazek i chca, aby on sie znów naprawial. Do tych to, co sa niezadowoleni, chociaz nikt niczego im nie obiecywal, chcialabym rzec: Czy wypelnialiscie swe obowiazki i przyrzeczenia? Czy wy, co Mistrzów, owe wcielenia milosierdzia, cierpliwosci i milosci, obwiniacie o to, ze was niedostatecznie forytowali - czy prowadziliscie zycie swiete i wypelnialiscie nalozone na siebie warunki? Kto z czystym sercem i sumieniem moze powiedziec, ze nie popelnil nigdy bledu powaznego, nie powatpiewal nigdy w madrosc Mistrza, w swej niecierpliwosci zdobycia sil tajemnych nie szukal nigdy obcych wskazówek, nie uchybil nigdy swym obowiazkom ani myslami, ani postepkami, ten jedynie móglby obwiniac drugich, nie siebie... Bez watpienia wielu jest powolanych, ale malo wybranych; niewielu tylko ma cierpliwosc wytrwania az do konca, innym bowiem nie w smak jest prosta wytrwalosc i jednolitosc celu" (B 962). Z tych gorzkich slów Blawatskiej-czeladnika [Helena P. Blawatska (1831-1891) córka pochodzacego z Niemiec rosyjskiego pulkownika hr. Hahn-Rottensterna, w 1848 r. wyszla za maz za gen. Blawatskiego, z którym rozstala sie po 3 latach. Przez 12 lat podrózowala po Europie, Ameryce, Egipcie i Indiach. W 1870 r. zalozyla w Kairze Towarzystwo Teozoficzne, przeniesione pózniej do Stanów Zjednoczonych, wreszcie do Indii do m. Adjar k. Madrasu. Autorka fundamentalnych dziel ezoterycznych: "Izys odslonieta" (1877) i "Nauka tajemna" (l 888), które napisala w Niemczech, Dziela te obejmuja kosmogonie, prehistorie, zasady etyki, psychologie, eschatologie oraz wiele przedmiotów pokrewnych. Rozwinieciem "Doktryny tajemnej" jest dzielo Alice Bailey (1880-1949) pt. "A Treatise on Cosmic Fire" - "Traktat o Ogniu Kosmicznym" - przyp. red.] nauczyc sie mozesz bardzo wiele. Zwrócila je do tych, którzy, nie doróslszy jeszcze do sciezki, uwazali sie w swej zarozumialosci za uprawnionych do próby na czeladników. Zapamietaj to sobie, bo zdarzac sie moze nieraz, ze przez dlugie siedem lat próby upadniesz, zniechecisz sie i odstapisz od sciezki, a potem powiesz, ze widocznie nie istnieja Mistrzowie, skoro ci nie dali zadnej wiesci o sobie. Przygotuj sie na to, ze co najmniej siedem lat spedzisz na terminowaniu jako uczen poddany próbie. Je-teli po tych siedmiu latach przygotowania nie bedziesz jeszcze dostatecznie przysposobiony, musisz zaczac dalszych siedem lat próby, albo tez odejsc ze sciezki l wrócic na szeroka droge swiatowego zycia. Zasada kazdej szkoly tajemnej, czy to starodawnej czy tez nowoczesnej jest ta sama: najpierw okres siedmioletniej próby czyli "przygotowania". Gdy ta próba wypadnie zadowalajaco, nastepuje drugi okres siedmioletni, okres "oswiecenia". W nim uczen, który przeszedl przez próbe zwyciesko, uczy sie tego, co ma przyswoic sobie juko czeladnik. Dopiero potem moze dostapic "wtajemniczenia", zostac czeladnikiem przyjetym i pracowac wspólnie z Mistrzami. Kazdy okres siedmioletni moze byc podwojony, a nawet potrojony, jezeli nie wypadnie pomyslnie. Jednak trzykrotne niepowodzenia próby wykluczaja stanowczo takiego ucznia ze szkoly tajemnej. Ponowne wstapienie musi wtedy odlozyc az do czasu nastepnego wcielenia. Dlaczego sa to okresy obejmujace po siedem lat a nie np. po cztery lub po dziesiec, zrozumiesz, gdy przypomnisz sobie, ze zycie czlowieka sklada sie równiez z okresów siedmioletnich. Przez pierwsze siedem lat zycia czlowiek buduje swe cialo fizyczne, przez nastepne siedem lat - cialo eteryczne, przez nastepne 7 - astralne, przez dalsze siedem lat - cialo myslowe. Dopiero w 29 roku zycia jazn nizsza czlowieka jest juz "gotowa". Jednak te wytworzone juz ciala gruntownie zmieniaja sie co lat siedem, a raczej moga sie zmieniac. Po uplywie siedmiu lat nie pozostaje w ciele ani jedna czasteczka ta sama, a od woli czlowieka zalezy, czy na miejsce dawnych wbuduje czasteczki takie, jak poprzednio czy tez inne, lepsze. Czeladnik ma przebudowac gruntownie swe ciala, ma wszystkie ich czasteczki wymienic na nowe, szlachetniejsze. Do tego potrzebuje lat siedmiu , bo w krótszym czasie przebudowy wykonac nie zdola. Jezeli nie ukonczyl pracy w czasie lat siedmiu, to musi przebudowe przedluzyc na okres nastepny. Przestanie cie juz teraz zdumiewac to, ze na samo "przygotowanie" potrzeba pelnych siedmiu lat - co najmniej. Dotychczas, moze wyobrazales sobie, ze jestes juz przygotowany, skoro czujesz pragnienie wstapienia na sciezke, skoro blakasz sie i szukasz. Ty dopiero zapragnales, aby rozpoczac przygotowanie. Nie oczekuj zatem, ze od razu, dzis odczujesz przy sobie Mistrza, ze ujrzysz jakies oznaki Jego obecnosci i opieki. Ty masz dopiero przez tych siedem lat okazac sie godnym takiej opieki. Natomiast nie miej watpliwosci, ze i w ciagu tych lat przysposabiania sie znajdziesz nieuchronnie objawy tej Jego opieki, jezeli tylko zasluzysz sobie na nie. Znajdziesz ich dokladnie tyle i dokladnie takie, na jakie zasluzysz. Nie beda to oczywiscie listy Mistrza znajdowane w sposób cudowny w twym pokoju szczelnie zamknietym, albo ksiazki, które nie wiadomo skad zjawia sie w twoim posiadaniu. Nie zajdzie na pozór nic cudownego, nic takiego, czym móglbys sie pochwalic swoim bliznim jako dowodem wyróznienia przez Mistrza. Jezeli jednak potrafisz uwaznie sledzic wydarzenia w twym zyciu i wiazac je ze soba w lancuch przyczyn i skutków, spostrzezesz bez watpienia, ze jednak dzieje sie cos, co cie przedtem nie spotykalo. Zaczniesz, pozornie przypadkowo, poznawac ludzi, którzy wprawdzie nie sa wcale Mistrzami, ale sa narzedziami w Ich rekach, narzedziami slepymi i calkiem tego nieswiadomymi. Ludzie tacy powiedza ci cos zaslyszanego od kogos trzeciego lub przyniosa ci ksiazke dla nich samych bezuzyteczna. Zawsze jednak przyniosa ci to, czego ty wlasnie potrzebujesz i co zuzytkowac potrafisz. Pamietaj, ze to wszystko sa wskazówki twego Mistrza, które masz tylko wybrac odpowiednio sposród reszty nieuzytecznej i zastosowac do celów twego przygotowania. Na czym polega przygotowanie, dowiesz sie w szczególach z dalszych rozdzialów, tu tylko powtórz sobie raz jeszcze, ze przygotowanie musi byc inne dzisiaj, w wieku XX niz bylo w czasach wczesnego chrzescijanstwa, a tym bardziej inne od przygotowania w czasach egipskich lub indyjskich. Urodziles sie juz z wieloma umiejetnosciami takimi, jakie ludzie ówczesni dopiero musieli mozolnie w sobie rozwijac. Masz teraz natomiast rozwijac takie, z którymi ludzie rodzic sie beda dopiero za lat tysiace. Musisz wyprzedzic bieg rozwoju naturalnego, stanac na czele ludzkosci jako przodownik jej postepu. Przypomnij sobie takze, ze idzie o przygotowanie twych cial niewidzialnych, bo w nich ma zamieszkac twa jazn wyzsza. Nie szukaj wiec na dalszych kartkach tej ksiazki zadnych przepisów higienicznych, a tym bardziej gimnastycznych, chocby tylko cwiczen oddechu. Przepisy takie móglbys znalezc w Hatha jodze, ale dla ciebie sa one zbyteczne. Gdy po latach przygotowan odbedziesz pomyslnie "próbe", bedziesz nalezec do tych nielicznych, którzy juz po pierwszym okresie siedmioletnim dostapili oswiecenia. Ten drugi okres jest bez porównania powazniejszy od pierwszego, ale latwiejszy moze o tyle, ze juz nie grozi co krok usuwanie sie gruntu pod nogami, bo juz nauczysz sie stac mocno na stromej pochylosci. Bedziesz natomiast ciagle napotykac na rózne pulapki i sidla nieoczekiwane, coraz to nowe i coraz to inne. Nie zastawi ich twój Mistrz ani ktos trzeci, tylko ty sam bedziesz je sobie zastawial. Na stopniu oswiecenia bedziesz kolejno dostepowal coraz to wiekszej wiedzy i wladzy, a to dla twej jazni nizszej, dla twej zarozumialosci i egoizmu bedzie pokusa niebezpieczna, aby uznac sie za wszechwiedzacego i wszechmocnego. Gdy cie ta pycha uwiedzie, przestaniesz isc w slady Mistrza, a zechcesz isc w swoje wlasne. Zawiedzie cie to za kazdym razem na bezdroza, z których odwrót jest smutny i upokarzajacy. Podczas oswiecenia masz przejsc przez druga z rzedu "hale", których jest ogólem trzy, odpowiednio do trzech "gun" sanskryckich: tamas, radzas i sattwa i odpowiednio do trzech poteg rózokrzyzowych: Aryman, Lucyfer i Chrystus. O tych halach mówi "Glos milczenia" (D. 13): "Trzy hale, wedrowcze strudzony, powioda cie do kresu trudów. Trzy hale, zwyciezco mar, poprowadza cie przez trzy stany swiadomosci (dzagrat, swapna i suszupti) do czwartego (turija), a stad w siedem swiatów, swiatów spoczynku wiecznego. Jezeli chcesz wiedziec ich nazwy, to sluchaj i zapamietaj: Imie hali pierwszej jest awidja. To jest hala, w której ujrzales swiatlo dzienne, w niej zyjesz i w niej umrzesz. Imie drugiej jest hala nauki. W niej dusza twa znajduje kwiaty zycia, ale pod kazdym kwiatem czai sie waz. Imie trzeciej jest hala madrosci, a poza nia rozlewaja sie wody bezbrzezne aksary, zródla niezniszczalnego wszechwiedzy. Chcac przekroczyc na pewno hale pierwsza, nie zezwalaj umyslowi ludzic sie mniemaniem, jakoby plonace w niej ognie pozadan byly swiatlem slonecznym twego zycia. Chcac szczesliwie przejsc przez hale druga, nie zatrzymuj sie dla wdychania woni upojnej jej roslin. Aby byc wolnym od pet karmy, nie szukaj Guru w tych dziedzinach szalu. Medrcy nie przebywaja w tych rozkosznych ogrodach zmyslowosci, nie nadsluchuja zwodniczych wezwan zludy. Tego, który ci w odrodzeniu sie pomoze, szukaj w hali madrosci, w halach poza nia lezacych, w których nie ma cieni, a swiatlo prawdy swieci jasnoscia nigdy nie malejaca. Chcac przez hale madrosci dotrzec do doliny blogosci, zamknij uczniu swe zmysly przed szalem groznym twej ahamkary [zadza zycia osobistego, cielesnego, nie zlaczonego z Bogiem przyp. J.A.S.] pozbawiajacym cie spokoju". Wiesz zapewne, ze "Glos milczenia" jest fragmentem ksiegi "Nauk zlotych" istniejacej w Indiach od prawieków, a pochodzacej od Arjasangi, nie zdziwi cie zatem jej ton archaiczny. Wiesz takze, ze od tych czasów indyjskich posunelismy sie w rozwoju daleko, potrafisz wiec sobie wytlumaczyc odpowiednio jej tresc, a zwlaszcza fragment ostatni z tu przytoczonych. Indowie musieli jeszcze "zamykac zmysly przed szalem ahamkary", aby dotrzec do "doliny blogosci" (nirwany). My dzis jednak mamy juz inne zadanie. Nie wolno nam juz uciekac w "doline blogosci", bo zadan swych mamy szukac na tej Ziemi. Podobnie bledne byloby "zamykac zmysly" dla uzyskania spokoju, bo zmysly masz opanowac, nie zamknac. Uczyc sie tego bedziesz na piatym szczeblu sciezki. Ahumkara twoja nie jest ci juz dzis zawada, lecz pomoca, bo dzieki tej daznosci do zycia indywidualnego mozesz byc w ogóle uzyteczny dla swych bliznich. Bez niej bylbys tylko nieproduktywnym czlonkiem spoleczenstwa, jego ciezarem. Hala pierwsza, to równia ziemska, fizyczna. Panuje nad nia awidja (niewiedza, tamas, Aryman), ale ty juz ponad nia wyrastasz, skoro szukasz dostepu do sciezki. "Ognie pozadan" juz nie sa "swiatlem twego zycia", nie kierujesz sie juz zadzami i popedami, bo nie chcesz byc ich niewolnikiem, lecz wladca. W hali drugiej znajdziesz "kwiaty zycia", bo równia astralna jest niezwykle bogata w formy. Ale pod kwiatami "kryje sie waz" (radzas, Lucyfer). Dlatego tez Eliphas Levi zwie równie astralna "wielkim wezem". Tam szybko znalazlbys "nauczyciela", ale bylby to Guru falszywy [Eliphas Levi - wlasciwie: Alphonse-Louis Constant (1810-1875), francuski pisarz, ilustrator, autor ksiazek o magii - red. Z równi astralnej pochodza "duchy opiekuncze" u spirytystów, szamanów, derwiszów i fakirów - przyp. J.A.S.]. W tych "dziedzinach szalu" znajduja mistrzów tylko czarnoksieznicy lub nieuswiadomieni spirytysci. Jest to tylko hala nauki, masz poznac jej zludy zwodnicze a piekne, lecz nie pozostac w niej. Dopiero w hali trzeciej mozesz znalezc twego Mistrza, bo równia myslowa, to najnizsza z dziedzin, na których On dziala. Dopóki wiec nie dotrzesz do tej hali, nie oczekuj ujrzenia Go lub otrzymania od Niego jakichs bezposrednich wiesci. Ponad ta hala dopiero bije "zródlo nie wysychajace wszechwiedzy" (akszara, intuicja), tam dopiero swieci swiatlo prawdy nie oslonietej. Do hali madrosci dochodziles tylko we snie najglebszym (suszupti), z którego nie zachowywales zadnych wspomnien po obudzeniu sie do stanu swiadomosci dziennej (dzagrat). Na "sciezce" nauczysz sie przenosic do swiadomosci inspiracje uzyskiwane na równi myslowej, podobnie jak nauczysz sie zdawac sobie na jawie sprawe z imaginacji swiata astralnego, które dotychczas przypominales sobie tylko szczatkowo z twych marzen we snie lekkim (swapna). Po przejsciu przez te szczeble najwyzsze sciezki dojdziesz do "czwartego stanu swiadomosci" (turija), który Indom pradawnym byl dostepny tylko w transie (samadhi), tobie jednak, bedzie dostepny w kazdej chwili, na jawie, bez tracenia przytomnosci i pamieci. Wtedy jednak bedziesz juz czeladnikiem, a do tego droga jeszcze daleka. Trzy hale wspomniane w "Glosie milczenia" juz teraz zaczynaja ci sie laczyc z tymi trzema etapami, na których polega wstep na sciezke. Przygotowanie do niej odbywa sie na równi fizycznej. Masz na niej przyswoic sobie wszystko, co sie w ogóle na niej da uzyskac, aby móc wejsc do "hali nauki". Tam bedziesz stopniowo przechodzil przez "oswiecenie" calkiem odmienne od tego, które móglbys uzyskac zmyslami fizycznymi. Zaczna sie otwierac twe zmysly astralne; bedziesz wchodzil stopniowo na te równie "wielkiej zludy" (mara), na której rzadzi "król mar", który ma w swej koronie klejnot o takim blasku, ze od niego slepna smiertelni. Znasz moze piekne podanie o Lucyferze, który spadajac z nieba stracony, zgubil ze swej korony ów klejnot i z niego to potem powstalo naczynie przechowujace w sobie sw. Graala. Jest to wiecej niz symbol i pózniej go zrozumiesz. Zrozumiesz takze, ze Lucyfer, to nie szatan ani w ogóle jakas "moc ciemna", lecz, stosownie do swego imienia, "swiatlodawca", któremu ludzkosc zawdziecza nieslychanie wiele dobrego i pieknego. Jest to potega ogromna, ale nie zla. Jednak moze zaprowadzic ludzi na bezdroza, jezeli jej ulegna. Ty jednak nauczysz sie korzystania z niej jako ze srodka poteznego, nie mylac go jednak z celem. Nie bedziesz jego niewolnikiem, lecz bedziesz nad nim panowal.

 

 

III SZKOLY TAJEMNE

 

Wiesz juz jakiego rodzaju "tajemnice" czekaja cie na sciezce i dlaczego ich zdradzic nie mozesz. Wiesz takze, ze cel sciezki pozostal ten sam od prawieków i ze taki sam bedzie do konca manwantary ziemskiej [Wg hinduizmu manwantara jest "okresem Manu", wielka jednostka czasu kosmiczmego, która sklada sie z jednostek zwanych kalpa. Manwantara liczy 14 kalp. Kalpa zwana jest "dniem Brahmy" i sklada sie z 1000 cykli zwanych mahajuga. Jedna mahajuga trwa 3 320 000 lat ludzkich. Zatem manwantara jest dla czlowieka okresem niewyobrazalnie dlugim - przyp. red.]. Jednak srodki prowadzace do tego celu zmieniaja sie stosownie do stopnia, na jaki ludzkosc wstepuje kolejno w rozwoju. Dlatego tez systemy szkól tajemnych byly w róznych okresach czasu rózne. Jezeli szkoly te nosily miano "tajemnych", to jasne jest, dlaczego je nosily. Nie byly tajemne same w sobie, nie kryly sie ze swym istnieniem, bo kryc sie nie potrzebowaly. Gdyby do nich wdarl sie ktos niepowolany, nie znalazlby nic zdroznego, nic przeciwnego religii, panstwu lub ludzkosci. Znalazlby tylko rzeczy niezrozumiale, niedostepne dla swego poziomu umyslowego, a wiec, dla niego tylko tajemne. Jezeli natomiast, szkoly to miescily sie w okolicach niedostepnych i nikomu poza nimi nie znanych, to powód byl calkiem inny niz chec zachowania tajemnicy. Celem szkól bylo, jak i dzis, ksztalcenie ciala astralnego i myslowego, potrzebne byly zatem odpowiednie warunki otoczenia. W obecnych czasach kazda szkola zwyczajna, elementarna czy uniwersytecka, nie moze miescic sie w okolicy gwarnej, ruchliwej, niespokojnej, bo to przeszkadzaloby w nauce. Tym wiekszej ciszy i spokoju oraz odosobnienia wymagaja szkoly, w których maja dzialac narzady astralne lub myslowe, w których sama obecnosc czlowieka przecietnego bylaby juz bardzo powaznym zaklóceniem. W tym lezy powód wlasciwy niedostepnosci szkól tajemnych. Jednakze z biegiem lat i postepu równiez niedostepnosc szkól tajemnych zmienila sie. Nie sadz, ze dzis musialbys podrózowac do Tybetu lub Grenlandii, aby wstapic do szkoly tajemnej. Dzis nauczylismy sie juz znacznie lepiej panowac nad warunkami zewnetrznymi niz to bylo mozliwe przed wiekami. Szkoly staroindyjskie miescily sie rzeczywiscie nie tylko w glebi swiatyn, do których nikt obcy nie mial dostepu. Same swiatynie równiez budowano na wyspach, wsród szerokich jezior albo w lasach nieprzebytych, albo wsród skal niedostepnych, albo pod ziemia. Egipcjanie umiescili je w swych piramidach i w innych tajemnych, odosobnionych, budowlach, których przeznaczenie prawdziwe jest dzis malo komu znane. Wiesz o chrzescijanach pierwotnych, ze gromadzili sie w katakumbach i pieczarach podziemnych nie tylko na modlitwy. W Sredniowieczu klasztory byly odpowiednim schronieniem dla szkól tajemnych. Nowoczesne szkoly takich schronisk osobnych nie maja, ale i nie potrzebuja. Moga one istniec wszedzie i nigdzie. Pózniej zrozumiesz dlaczego. Znasz zapewne Bhagavad Gite [Zob.: Bhagavad-Gita taka jaka jest. Kompletne wydanie z tekstem sanskryckim, polskim oraz komentarz Sri Srimad A.C. Bhaktivedanty Swami Prabhupady. Warszawa 1990 - przyp. red.] i wiesz;, ze wymienia piec sciezek jogi: Sankhja joge, Karma joge, Dznia-na joge, Karunasanjasa joge i Atma Samjama joge. Chcac miec pelna siódemke promieni Logosu [Zob. Alice Bailey: "A Treatise on Cosmic Fire" - "Traktat o Ogniu Kosmicznym" lub w podrecznikach filozofii indyjskiej i greckiej] mozesz dolaczyc Hatha joge i Radza joge, ale to bedzie tylko "maska". Na miejsce Hatha jogi wstaw raczej Bhakti joge, bo ta najscislej odpowiada tej drodze, po której szla np. wiekszosc swietych chrzescijanskich. Hatha joga nie nalezy w ogóle do siedmiu pierwotnych sciezek indyjskich i powstala dopiero znacznie pózniej, gdy pod wplywem Tantrików [Tantryzm - jedna z najbardziej tajemniczych doktryn wiazanych z joga, której zródla pochodza z VIII w. n.e. Podstawowym bóstwem jest bogini Shakti jako uosobienie zenskiej zasady kosmicznej przyp. red.] filozofia indyjska zaczela nabierac coraz bardziej materialistycznego zabarwienia. Zatem, oprócz Hatha jogi, kazda z tych sciezek prowadzi do zjednoczenia jazni wyzszej z nizsza czyli wlasnie do jogi. Jednak zadna / . nich nie byla tak wszechstronna, nie dawala tak doskonalego rozwoju wszystkich wladz wyzszych czlowieka jak Radza joga. Znana równiez na Zachodzie Bhakti joga dawala tyle, co Radza joga, ale wyprowadzala czlowieka niejako ponad Unie jego rozwoju ziemskiego. Ludzkosc nowozytna potrzebuje przodowników doskonalych, którzy beda dla niej wzorami dla dalszego postepu. Dlatego tez, obecnie nawet Radza joga bylaby niewystarczajaca, gdyby pozostala w swej formie pierwotnej. Dlatego szkoly nowoczesne zachowaly z niej tylko szkielet ogólny, a wypelnily go materialem dostosowanym do obecnego poziomu rozwoju. Dotychczas, moze nieswiadomie, szedles sciezka Karma jogi i pójdziesz nia dalej, ale juz z pelna swiadomoscia. Jest to sciezka nie wymagajaca szkól tajemych, zatem, dostepna dla kazdego, w kazdych wa-unkach zyciowych, bez szczególnych nauk lub przygotowan. Potrzeba do niej tylko dobrej woli, niczego wiecej. Przestudiuj sobie dzielko Vivekanandy "Karma joga" dla sprawdzenia czy idziesz ta sciezka [Zob. Swami Wiwekananda: "Karmajoga", przeklad Wandy Dynowskiej Biblioteka Polsko-Indyjska, 1962 - przyp. red.]. Polaczeniem Bhakti jogi z Karma joga jest "Nasladowanie Chrystusa" Tomasza a'Kempis [Zob. Tomasza a'Kempis: "O nasladowaniu Jezusa Chrystusa". Ksiag czworo. Z lacinskiego przelozyl X.A.J. Nowe wydanie. Kraków i Warszawa, Naklad Gebethnera i Wolfa. Zob. tez: Paramhansa Jogananda: "Jak mozecie rozmawiac z Bogiem?". Odczyty z 19, 26 marca 1944 r. wyd. polskie: Wydawnictwo Pluton, Swidnica, 1991 - przyp. red.]. Dzniana joga idzie przewaznie w kierunku filozoficzno-naukowym, dlatego byla zawsze sciezka kaplanów wyksztalconych. O innych sciezkach mozesz sie dowiedziec z dzielek specjalnych jak równiez o szczególach pradawnej Radza jogi. Tutaj nie jest ci to potrzebne, przydatne natomiast bedzie poznanie najogólniejszych zasad wtajemniczen stosowanych w róznych epokach. Wiesz juz, ze do wtajemniczenia prowadzi oswiecenie po odpowiednim przygotowaniu i ze dopiero po wtajemniczeniu uczen mógl byc przyjety na czeladnika. Podczas oswiecenia przyswajal sobie zdolnosc czynienia spostrzezen narzadami nadzmyslowymi, a samo wtajemniczenie bylo próba tych zdolnosci, bylo niejako egzaminem. Kaplan wtajemniczajacy kandydata wprawial go passami magnetycznymi w stan uspienia podobny do glebokiego transu nowoczesnego, a wiec zblizony do smierci. W tej martwocie uczen pozostawal przez trzy dni i cztery noce. Byla to owa "smierc mistyczna", o której ludzie tym wiecej mówia, im mniej o niej wiedza. Przez trzy i pól doby "ogien Kundalini" przechodzil swoje "trzy i pól" skrety po siedmiu szczeblach i dostawal sie do "otworu Brahmy" [Kundalini (ind. kundala - zwój sznura, kundalini - zwiniety waz rodzaju zenskiego) - boska energia kosmiczna, która przedstawia sie jako zwinietego i uspionego weza znajdujacego sie u podstawy kregoslupa, wokól kosci guzicznej i czakry Muladhara. Dzieki praktyce jogi uczen pobudza Kundalini, powoduje najpierw obrót "glowy weza" do góry, potem podniesienie w kanale kregoslupa, przejscie przez wszystkie czakry az do czubka glowy, do osrodka zwanego w tradycji indyjskiej "tysiacplatkowym lotosem". Energia Kundalini znajduje ujscie przez otwierajacy sie w czaszce kanalik zwany Brahmarandhra - otwór Brahmy i powoduje oswiecenie czy zjednoczenie energii czlowieka ze Stwórca, Bytem Najwyzszym, Bogiem. Zob. B.K.S. Lyengar: Joga", PWN, Warszawa, 1990, Keith Sherwood: "Czakroterapia. Rozwój osobowosci i zdrowie". Wyd. Interfibro, Warazawa, 1993 - podano opis czakr - przyp. red.]. Inaczej mówiac, uczen w swym ciele astralnym wysuwal sie z ciala fizycznego i stawal oko w oko z potegami swiata astralnego. Musial wobec nich wytrzymac bez trwogi i bez utraty równowagi umyslu, jezeli byl dobrze przygotowany. Stawal wówczas sam na sam, w ciemnosci, bez pomocy i opieki swego Guru, a tym bardziej kogos trzeciego. Gdy próbe te przebyl szczesliwie, budzono go do przytomnosci passami magnetycznymi, a potem uczono samemu wprawiac sie w stan transu i z niego samemu sie budzic. Po tym wtajemniczeniu czeladnik otrzymywal miano pariwradzaka (wedrowiec) w jezyku sanskryckim lub srotapatti (ten, co w nurt wstapil) w jezyku palijs-kim. Wedrowcem byl od tej chwili, poniewaz nie mial juz ojczyzny stalej na ziemi, lecz wedrowal po swiatach niewidzialnych. Laczyly go wprawdzie z ziemia jeszcze rózne "wiezy" lub "peta", ale mógl sie ich pozbywac tylko stopniowo. Najpierw zrzucal z siebie peta trojakie: zludzenie "ja" osobistego, potem "zwatpienie", u wreszcie "przesady". Dowiesz sie pózniej na czym te "peta" polegaja, zanotuj tylko w pamieci, ze zrzucenie ich wymagalo nieraz kilku wcielen kolejnych, tak scisle byly zlaczone z istota czlowieka. Tym trudniejsze do wzucenia sa teraz, w naszych czasach materializmu i wysokiego stopnia rozwoju jazni nizszej. Dopiero po zrzuceniu tych trojga pet mógl wstapic na szczebel nastepny czeladztwa, czyli dostapic drugiego z rzedu wtajemniczenia. Po tej drugiej inicjacji otrzymywal miano sanskryckie kuticzaka (budujacy chate) albo palijskie sakridagami (ten, co tylko raz ma sie narodzic). Po przewedrowaniu przez równie astralna, zakladal sobie siedzibe na równi myslowej, budowal sobie tam mieszkanie. Otrzymywal tu nowy "klucz wiedzy", bo poprzednio otrzymal juz jeden po pierwszym wtajemniczeniu; wówczas byla to znajomosc swiata astralnego, teraz zas i myslowego. Albo jeszcze w tym samym wcieleniu, albo tez dopiero w nastepnym, czeladnik dochodzil do trzeciego z rzedu wtajemniczenia czyniacego go "labedziem" (Hamsa - dosiadajacym labedzia) u Indów lub anagami (nie wcielajacym sie wiecej) u buddystów. Zrzucal tu z siebie wiezy czwarte i piate z rzedu: wiezy pozadania czegokolwiek dla siebie, a nadto wiezy sympatii i antypatii. Dostepowal wówczas inicjacji czwartej i ostatniej, po której zostawal paramahamsa (poza "ja" stojacym) u Indów, wzglednie arhatem (swietym, dostojnym) u buddystów. Pozbywal sie wiezów ostatnich, a zatem wszelkiej sklonnosci do zycia w jakiejkolwiek formie, a wreszcie i bez formy. To pozbycie sie ahamkary bylo przecieciem juz ostatniego lacznika wiazacego go z zyciem indywidualnym, po nim "kropla wracala w ocean", wtajemniczony znikal ze swiata, a pograzal sie w nirwane. To byl kres ostateczny Radza jogi staroindyjskiej. Znane ci sa opaczne pojecia o nirwanie, które maja o niej materialistyczne umysly Zachodu. Dla nich, uwazajacych za swoje "ja" tylko swe ciala nizsze, istnienie bez tych cial jest, oczywiscie, jednoznaczne z nie-istnieniem. Tobie jednak, który odczuwasz niewatpliwie twa jazn wyzsza i masz sie z nia zjednoczyc, takie istnienie bez form (arupa) nie jest unicestwieniem, lecz przeciwnie, wszechistnieniem. Dla ciebie zatem, nirwana nie jest kresem istnienia, lecz rozszerzeniem i wzbogaceniem istnienia. Idzie jednak o stopnie sciezki. Dla Indów stopniem ostatnim bylo zrzucenie wiezów laczacych Iskre Boza z cialami nizszymi, aby je mogla porzucic i wrócic do swego Prazródla. W tamtych pradawnych czasach bylo to naturalne, bo Iskra ta stosunkowo od niedawna zamieszkala w powlokach cielesnych. Czula sie w nich obco, a tesknota pociagala ja z powrotem w jej ojczyzne arupa. Od tych czasów jednak postapilismy ogromnie w ewolucji. Chrystus nie po to zstapil na Ziemie, aby dusze nasze z niej zabrac, lecz po to, aby im wskazac mozliwosc rozwijania sie na niej. Zadanie nasze nie polega na uciekaniu z Ziemi, lecz na wykorzystaniu na niej wszelkich mozliwosci naszego rozwoju. Indowie byli jak male dzieci, które dopiero po raz pierwszy sa w szkole i chcialyby z niej uciec do domu. My, to juz uczniowie starsi, którzy rozumieja, ze uciekanie ze szkoly byloby bezcelowe, którzy przebywaja w niej chetnie, aby nauczyc sie jak najwiecej. Dusze Indów mialy jeszcze w pamieci zywej swój byt blogi na równiach arupa, bez tych powlok cielesnych, które krepowaly je i ciazyly nieznosnie. Dlatego tez, ich szkoly tajemne poslugiwaly sie metodami, które umozliwialy m.in. najszybsze nawiazanie lacznosci z tymi równiami bedacymi ojczyzna jazni wyzszej, aby sie z nia zjednoczyc. W okresach pózniejszych dusze ludzkie pogodzily iii; juz ze swym losem, poczely coraz wiecej interesowac sie swymi powlokami cielesnymi i swym otoczeniem. Chaldejczycy np. zachowali juz z dawnych zdolnosci tylko zdolnosc odczuwania wplywów cial niebieskich na swój organizm, dlatego to u nich powstala astrologia, uwazana dzis na Zachodzie za przesad, chociaz jeszcze do czasów. Keplera tworzyla jednosc nierozdzielna z astronomia. Chaldejskie szkoly tajemne byly juz, zatem, bardziej materialne w porównaniu z indyjskimi, obejmowaly bowiem prócz pracy uczniów nad soba takze to, co dzis nazywamy naukami scislymi. Wtajemniczony chaldejski byl to nie tylko jogin lub swiety, lecz i uczony, posiadajacy rozlegla wiedze rozumowa, podczas gdy u Indów wtajemniczony tylko podczas pograzenia sie w stan turija mógl podac otoczeniu pewne wiesci czerpane wprost ze swiata arupa, a zatem nie wiesci wyrozumo-wane, lecz gotowe objawienia. Jak zapewne ci wiadomo, u Egipcjan materializm poszedl jeszcze dalej objawiajac sie nawet w balsamowaniu zwlok i w otaczaniu ich przedmiotami powszedniego uzytku. W ich szkolach tajemnych zachowala sie juz tylko tradycja dawnej lacznosci czlowieka ze swiatem arupa, dlatego wtajemniczeni u nich mieli pewien nastrój rezygnacji. Izis byla juz odlaczona od Ozyrysa, a nie umieli przywrócic miedzy nimi lacznosci. Totez i poziom wtajemniczenia byl u nich obnizony. Szkola tajemna nie zdolala postawic na wlasnych nogach indywidualnosci zbyt mlodej jeszcze i zbyt slabej u czeladnika, zatem doprowadzala go tylko do czytania w stanie turija mysli obcych, nie mogac w nim rozwinac samoistnych. Bylo to cos podobnego do dzisiejszej telepatii. Zrozumiesz jasniej ten zwiazek, gdy sobie uprzytomnisz, ze nasza epoka obecna jest powtórzeniem egipskiej, ale oczywiscie jako biegun przeciwny ówczesnemu. Czasy bezposrednio poprzedzajace zstapienie Chrystusa byly tym glebszym zstapieniem ducha w materie, ale zarazem budzeniem sie duszy indywidualnej. Totez w Grecji ani w Fenicji nie bylo juz szkól tajemnych w znaczeniu wlasciwym. Istnialy natomiast misteria oraz szkoly filozoficzne. Nauka w nich byla juz zupelnie rozumowa, a misteria mialy za zadanie uzmyslawiac przedstawieniami dramatycznymi to, co jeszcze ujac sie dalo w scisle slowa wykladu. Dopiero chrzescijanstwo przywrócilo szkolom tajemnym ich poziom, równy wysokoscia pierwotnemu, ale wzbogacony o caly ten dorobek duchowy, jaki dal Chrystus ludzkosci. Dopiero od czasów Chrystusa nawiazala sie na nowo lacznosc miedzy swiatami nizszymi a wyzszymi, ale nawiazala sie w sposób nowy, scisle indywidualny. Dzieki ofierze Chrystusa ludzie nie musza juz uciekac z ziemi, nie musza pograzac sie w "sen joginów", aby obcowac ze swiatami wyzszymi, lecz moga tu, na ziemi, nawiazywac lacznosc z tymi swiatami. Na tym polega "swietych obcowanie", czego dotychczas moze nie rozumiales w katechizmie. Tak oto, zaczynasz juz lepiej rozumiec, dlaczego nie ma obecnie takich szkól tajemnych jak dawniej, i dlaczego moga one byc "wszedzie i nigdzie". Po prostu, nie potrzeba takich szkól oddzielnych. Chrystus wskazal droge [Zob. "Ja jestem droga i prawda i zyciem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie". - cyt. wg Ewangelia wedlug sw. Jana, 14, 6. Biblia Tysiaclecia, 1980, Wyd. Pallotinum - przyp. red.], po której moze pójsc kazdy czlowiek bez wyjatku, chocby jego warunki zyciowe byly najbardziej trudne i niedogodne do jakiejkolwiek pracy nad soba. Nie ma takiego polozenia zyciowego, w którym czlowiek nie móglby wznosic sie az do tych swiatów niebianskich, w których znajdzie Chrystusa. Kazdy to moze, jezeli tylko naprawde chce tego. Teraz jasna bedzie dla ciebie waznosc nieslychana tej ksiazeczki, o której ci wspomnialem - "Nasladowanie Chrystusa", i nie wyda ci sie dziwne, ze obecnie nawet Indowie zabieraja sie do studiów nad nia. Przestana cie równiez mylic slyszane moze tu i ówdzie twierdzenia o rzekomej wyzszosci religii buddyjskiej nad Chrystusowa. Pomysl, ze dopiero w szesc wieków po dzialalnosci Buddy zstapil Chrystus na Ziemie, ze zatem ludzkosc byla juz o szesc wieków starsza. Posunela sie o szesc wieków w rozwoju, potrzebowala zatem juz czegos wiecej ponad to, co jej mógl dac Budda. A to "cos wiecej" dal ludzkosci wlasnie Chrystus. Powiedzial "krótko: "Jam jest droga, prawda i zywot", w kilku slowach wskazal ludzkosci droge w swiaty wyzsze - poprzez siebie. Nie zbija cie juz zapewne z tropu to, ze raz mówie o swiatach wyzszych, innym razem o jazni wyzszej, wiesz bowiem, ze swiaty wyzsze, w których ona mieszka naleza juz do równi arupa. Na tych równiach nie ma form, nie ma ograniczen, nie ma odrebnosci. Tam twa Iskra Boza i Chrystus - to jedno. Skoro nawiazesz lacznosc stala miedzy twa jaznia nizsza a wyzsza, to nawiazesz tym samym lacznosc miedzy soba a Chrystusem. To jest joga nowoczesna, ani o wlos nie rózna od jogi pradawnej, jezeli uwzglednisz, ze nirwana, to Chrystus. Zapamietaj dobrze ten fakt, a nie zbija cie z tropu zadne twierdzenia przeciwne rzekomych "joginów" lub okultystów. Teraz jasne jest dla ciebie, ze joga nowoczesna zadnych szkól tajemnych nie potrzebuje. Twoja szkola tajemna jest wlasnie tu, w tym miejscu, gdzie siedzisz. Tworzycie ja wy dwaj: ty i Twój Mistrz, nieznany ci jeszcze, ale juz obecny. Mimo to, znajdziesz i dzis szkoly tajemne, rozsiane po róznych krajach i miejscowosciach Europy, Azji i Ameryki. Niektóre z nich uprawiaja rzeczywiscie joge, inne zas, obliczone sa na niewiedze swych uczniów lub nawet na ich próznosc. Prawdziwsze z nich ida w kierunku albo indyjskim, albo egipskim. Niektóre utworzyly sobie dziwaczna kombinacje Hatha jogi z kabala. Sa i takie, które sie zwa hermetycznymi lub rózokrzyzowymi, nie majac z tymi kierunkami nic wspólnego prócz nazwy. Tobie jednak to wszystko jest niepotrzebne. Prawdziwa szkola tajemna nie polega na miejscowosci, ani na budowli, ale na pracy. Nie o to idzie, aby znajdowac sie w jakims osobliwym otoczeniu, tylko o to, aby pracowac. Prace zas mozesz podjac w kazdej chwili i w kazdym miejscu. W szkolach publicznych tez sa "eksternisci", którzy do tych szkól przychodza tylko na egzamin po ukonczeniu nauki. Tobie równiez szkola tajemna bedzie potrzebna dopiero wtedy, gdy bedziesz dojrzaly do egzaminu. Dowiesz sie o tym w sama pore - ale nie wczesniej - dokad masz sie udac na egzamin. Przed czasem nie wypytuj sie o nia, bo nikt ci o niej nic prawdziwego nie powie. We wlasciwej porze otrzymasz wskazówki o swej szkole i takze nic o niej nie powiesz nikomu. Nie zdradzisz nawet tego, ze wiesz o niej cos realnego. Niechaj ona do tego czasu zostanie mitem dla ciebie. Zatem, szkola bedzie dla ciebie czyms aktualnym, gdy zaczniesz sie zblizac do wtajemniczenia. W chwili odpowiedniej zetkniesz sie z ludzmi, którzy ci cos o tym powiedza. Nie bedzie to nic szczególnego, nic tajemniczego, a jednak bedzie prawdziwe. Wówczas bedziesz juz tak wysoko na sciezce, ze od razu spo-strzezesz, jak prawdziwe jest to, co ci powiedza. Na razie nie zaprzataj sobie tym glowy, a zajmij sie praca nad soba z cala cierpliwoscia i wytrwaloscia do jakiej tylko jestes zdolny. Zobaczysz pózniej, ze cierpliwosci i wytrwalosci potrzeba na sciezce o wiele wiecej niz jej masz dotychczas. Jednym z twych stalych zadan bedzie wyrabianie w sobie tych zdolnosci w coraz to wiekszym stopniu. Obecnie trzeba tylko, abys pozbyl sie uprzedzenia, jakoby którakolwiek ze szkól prawdziwych mogla prowadzic do czegos innego niz pozostale. Podobnie, jak siedem sciezek róznych jogi staroindyjskiej bylo tylko siedmioma swiatlami barwnymi jednego promienia slonecznego, rozszczepionego w pryzmacie równi ziemskiej, tak i rózne szkoly nowoczesne, to tylko doplywy jednej wielkiej rzeki. Nie jest zatem w niczym odmienna szkola np. rózokrzyzowa od chrzescijanskiej, adjar-skiej, szkockiej, hermetycznej itd., jezeli tylko jest prawdziwa. A czy jest prawdziwa - poznasz nieomylnie na odpowiednim stopniu sciezki po tych jej cechach, które wówczas stana ci sie zrozumiale. Pamietaj takze (i przed tym cie przestrzega juz od samego progu sciezki "Glos milczenia"), abys "nie szukal Guru w dziedzinach szalu". Nie jest z pewnoscia Wtajemniczonym ten, który sam siebie "wtajemniczonym" mianuje, chyba ze pod ta nazwa rozumie sie adepta Hatha jogi. Prawdziwy Wtajemniczony nie uzywa zadnych tytulów i na pozór nie rózni sie niczym od przecietnego czlowieka. Mozesz spedzic z nim lata w zazylosci, a nie dowiesz sie od niego nawet tego, ze jest on Wtajemniczonym. Musisz mu dopiero dorównac, aby dowiedziec sie kim on jest, a raczej, aby to rozpoznac. Miedzy Wtajemniczonymi nie potrzeba zawierania znajomosci, nie potrzeba wzajemnego przedstawiania sie, a tym bardziej nie jest potrzebne wymienianie jakichs tajemniczych slów lub znaków. Tam kazdy widzi od razu kim jest drugi, zna go zreszta od dawna na równiach wyzszych, pomylki zatem lub watpliwosci sa tu niemozliwe. To widzenie innych Wtajemniczonych, ta swiadoma lacznosc z nimi w cialach nadzmyslowych, jest dla czlowieka mozliwa dopiero od czasów Chrystusowych. Dlatego tez od tych czasów szkól tajemnych w dawniejszym znaczeniu juz nie potrzeba. Zbyteczna juz jest obecnosc ciagla ucznia w poblizu Mistrza w ciele fizycznym. Dlatego tez dopiero od tych czasów jest mozliwe "samowtajemniczenie". Za pierwszego "samowtajemniczonego" uchodzil Paracelsus [Paracelsus (wlasc. Theophrastus von Hohenheim), 1493-1541, alchemik, lekarz, twórca tzw. jatrochemii (chemii leków), która wylozyl w dziele "Archidoxae" (ok. 1525) - przyp. red.]. Wtajemniczyl sie o tyle "sam", ze nie mial zadnego Mistrza w ciele fizycznym, ale pojmiesz latwo, ze go musial miec w ciele astralnym lub myslowym. Równiez swieci chrzescijanscy lub rózokrzyzowcy [Tajemnicze stowarzyszenie teozoficzno-alchemiczne, które pojawilo sie na poczatku XVII w. w Europie pod nazwa Rózokrzyzowców, którego zalozycielem mial byc Chrystian Rosenkreutz z Niemiec. Jak glosi legenda Zakonu, zwloki Chrystiana Rosenkreutza zachowaly sie doskonale w skonstruowanym przez niego grobowcu, który mial byc modelem wszechswiata. Znaleziono przy nich ksiazeczke, która na koncu zawierala slowa: "Ex Deo nascimur, in Jesu morimur, per Spiritum Sanctum reviviscimus" (Z Boga sie rodzimy, w Jezusie umieramy, przez Ducha Swietego zmartwychwstajemy). Zob. Józef Switkowski: "Okultyzm i magia w swietle parapsychologii", reprint, Oficyna Wydawnicza POLCZEK, Kraków, 1990- przyp. red.][Zob. Mas Heindel: "Swiatopoglad Rózokrzyzowców. Ezoteryczne chrzescijanstwo przyszlosci". Wydawnictwo Pegaz, Warszawa, 1993 - przyp. red.] nie odbywali przewaznie nauki w szkolach tajemnych przed swym wtajemniczeniem. W rozdziale nastepnym przeczytasz o stopniach przygotowawczych i o stopniach oswiecenia. Zorientujesz sie, ze do cwiczen na tych stopniach nie potrzeba osobnej szkoly. A jezeli w ezoteryce chrzescijanskiej napotkasz takie terminy jak: concentratio, meditatio lub contemplatio, to bedziesz tylko mial wskazówke, ze cwiczenia tajemne nie byly obce klasztorom sredniowiecznym. Takze u rózokrzyzowców znajdziesz takie terminy, które pózniej przeszly nawet do nauki swieckiej i tam zostaly wypaczone ich pierwotne znaczenia pod wplywem kierunku materialistycznego tej nauki. Zastanów sie tylko nad znaczeniem w jakim dzis uzywa sie wyrazen: imaginacja, inspiracja lub intuicja. Mówi sie o kims, ze "imaginuje sobie", gdy wyobraza sobie cos nie istniejacego, zatem, gdy miewa zludzenia, halucynacje. Inspiracji szukaja dzis ludzie nierzadko w alkoholu lub w narkotykach. A o intuicji mówia nawet wtedy, gdy maja "intuicyjny" wstret do pewnych potraw lub gdy "intuicyjnie" klepia pacierze myslac przy tym o czyms innym. Z tego, co ci przedstawilem, nie wynika, ze nie istnieja dzis szkoly tajemne rózokrzyzowe, chrzescijanskie, buddyjskie lub inne. Istnieja do dzis, ale ustala juz niezbednosc przebywania w nich osobiscie. Jezeli to w niczym nie przeszkodzi twym obowiazkom, twemu zadaniu zyciowemu, mozesz wstapic do takiej szkoly. Nie oczekuj jednak, ze napotkasz gdzies o niej jakies ogloszenia lub, ze ci ja poleci ktos ze znajomych. Gdy ci szkola taka bedzie potrzebna, wskaze ci ja twój Mistrz, chociaz dotychczas nie przeczuwasz nawet jego istnienia. Te szkoly, które oglaszaja sie publicznie i które za nauke biora wynagrodzenie - sa na pewno falszywe.

 

 

IV SCIEZKA

 

Skoro nauczyles sie odpowiednio oceniac róznice miedzy joga staroindyjska a nowoczesna, potrafisz pogodzic sie takze z tym, ze stopnie tej jogi beda odpowiadac naszemu obecnemu poziomowi rozwoju, mimo zachowania ich nazw pradawnych. Zachowamy zatem nazwy sanskryckie, chocby z tego powodu, ze w jezyku polskim - ani w zadnym europejskim - nie ma slów, które by równie zwiezle i scisle charakteryzowaly to, co zawieraja w sobie wyrazy sanskryckie. Nazwy te napotyka sie w przeróznych kompilacjach i plagiatach europejskich, tym bardziej zwykle bezkrytycznych, ze i Hatha joga posluguje sie tymi samymi, co Radza joga nazwami, chociaz oznaczaja w niej calkiem cos innego. Sa one nastepujace: jama, nama, asana, pranajama, pratjahara, dharana, dhjana i samadhi. Wiesz zapewne ze tych stopni nie nalezy mylic z osmioma stopniami "szlachetnej osmiorakiej sciezki" zawartej w pismach buddyjskich. Zobaczysz pózniej, ze cala ta osmioraka sciezka, to jeden ze stopni jogi [Zob. Paul Carus: "Nauka Buddy". Przeklad Wanda Dynowska. Oficyna Wydawnicza UNUS, Walbrzych, 1991; Andrzej Szyszko-Bohusz: "Hinduizm, buddyzm i islam". Wyd. Ossolineum, Wroclaw, 1990. Paul Brunton. Sciezkami jogów. Wyd. Pegaz, Warszawa, reprint. 1992 - przyp. red.]. Zaraz przy pierwszym ze stopni spostrzezesz jak dalece rózni sie on dzis od stopnia Radza jogi praindyjskiej. Jama oznacza doslownie "wstrzymanie" (zakaz), jest to zatem oczyszczanie sie bierne. Nie masz tu wbudowac w swe ciala wlasnosci nowych, tylko powstrzymywac sie od popadania w dotychczasowe bledy. U Indów "jama" obejmowala "piec przykazan" (zalecen, zakazów): nie zabijac, nie klamac, nie krasc, zyc umiarkowanie i nie brac podarków. Juz z tego widzisz jak daleko postapilismy naprzód w rozwoju od czasów Radza jogi. Dla nas dzis kazde z tych przykazan, moze z wyjatkiem piatego, jest czyms tak rozumiejacym sie samo przez sie, ze wlasciwie wyliczanie ich byloby zbyteczne. Jednak pózniej zobaczysz, ze i dzis maja te przykazania swoje uzasadnienie, jezeli rozumie sie je wlasciwie i odpowiednio do naszego aktualnego poziomu rozwoju. Drugim stopniem jest nama (nakazy). Na nim wyraznie zaznacza sie rozbieznosc miedzy Hatha joga a Radza joga. Hatha joga obejmuje praktyki przewaznie fizyczne (zabiegi natury higienicznej) w szesciu swych przepisach: basti, neti, laukiki, dhauti, tratakam i kapa-labhati, których znaczenie jest dla ciebie obojetne. Radza joga zawiera równiez szesc regul czyli "szatsam-patti", ale zupelnie innych w swej tresci. Sankaraczarja okreslil to "szesciostopniowe przygotowanie" w terminach nastepujacych: 1. sama - kontrola mysli, 2. dama - kontrola postepków, 3. uparama - przyjmowanie zycia takim, jakie jest, 4. titiksza - cierpliwosc w znoszeniu przykrosci, 5. szradha - wiara w Guru i w siebie, 6. samadhana - równowaga wewnetrzna, jednolitosc dazenia. Jak widac, jest to juz praca czynna, bo nie ogranicza sie do wstrzymywania sie od grzechów, lecz zmierza do wbudowania wlasciwosci calkiem nowych w twe cialo eteryczne, astralne i myslowe. Stopien trzeci asana oznacza doslownie uklad ciala. W Hatha jodze, odpowiednio do jej kierunku materialnego, jest to stopien pierwszy z niezbednych i nieslychanie wazny. Obejmowal ogromna ilosc przepisów szczególowych na przerózne pozycje ciala przy cwiczeniach oddechowych i innych. Niektóre z tych asan sa bardzo uciazliwe (mudra) lub po prostu perwersyjne (wadzroli). W Radza jodze asana przepisywala swobodny uklad ciala pod jednym warunkiem, aby go mozna bylo zachowac bez zmeczenia podczas dlugotrwalych cwiczen w pratjaharze i dharanie. Dla Indów dogodna tu byla np. pozycja "lotosowa" (padmasana, padma - lotos); dla Europejczyków, którzy nie sa przyzwyczajeni do siedzenia na ziemi z odpowiednio skrzyzowanymi nogami, ta pozycja bylaby nuzaca. Pranajama oznacza doslownie tlumienie oddychania. Jest to stopien czwarty z kolei, w Hatha jodze jeden z wazniejszych, poniewaz przez rózne cwiczenia oddechowe zmierzal do rozbudzenia "ognia Kundalini" i pobudzania go, aby oddzialywal na "kwiaty lotosu" ["kwiaty lotosu", "padmy", tez: czakry, czakramy: osrodki, centra energetyczne rozmieszczone wzdluz kregoslupa az do szczytu glowy, niewidoczne zwyklym okiem. Wnikliwemu Czytelnikowi polecamy zapoznanie sie z dostepnymi w Polsce pracami, które ujmuja to zagadnienie nieco obszerniej niz J.A.S. Zob.: Keith Sherwood, Sztuka duchowego uzdrawiania, Cz. I, Warszawa, 1990, wyd. R. R. Ulman. Keith Sherwood, Czakroterapia. Rozwój osobowosci i zdrowie, wyd. Interfibro, Warszawa 1993. Claude Bragdon, Joga dla Ciebie - Czylelniku! Wyd. 3, Biblioteka Polsko-Indyjska, 1970, tlum. Wanda Dynowska. Choa Kok Sui, Stara sztuka uzdrawiania. PWN, Warszawa, 1992, tlum. Slawomir Bubicz. (Zawiera ilustracje i bibliografie). Cennym uzupelnieniem bedzie lektura: Jestes kolorem. Joga, aura i energie. Autorki - Annie Wilson i Lilii Bek. Wyd. Pusty Oblok. dum. Teresa Tarkowska. Warszawa, 1993. Swoistym potwierdzeniem starozytnej wiedzy indyjskich jogów staja sie wyniki badan i rozwazan naukowców uprawiajacych wspólczesnie biologie, warto zajrzec do: Wlodzimierz Sedlak, Wyklady o bioelektronice, wyd. Almapress, RN ZSP, 1987, oraz innych prac tego autora. Zob.: Kuthumi. Studia nad aura ludzka. Wyd. Summit University, 1993 - przyp. red.] w ciele eterycznym. Radza joga, natomiast, uzyskiwala rozwój tych "lotosów" na drodze calkiem innej, czyli dzieki cwiczeniom ciala eterycznego i astralnego. "Ogien Kundalini" budzil sie z uspienia sam przez sie, gdy "kwiaty lotosu" byly juz czynne prawidlowo. Po tej samej linii idzie joga nowoczesna zastepujac rytmem cwiczenia oddechowe jako wprost niebezpieczne dla organizmów europejskich. Strzez sie zatem i ty, aby nie skusila cie niecierpliwosc lub podszepty falszywych "mistrzów" i abys nie próbowal jakichkolwiek cwiczen oddechowych. Wskazówki do cwiczen nieszkodliwych dla zdrowia znajdziesz w odpowiednim miejscu tej ksiazki, a o zaczerpnietych z Hatha jogi pamietaj, ze wszystkie wymagaja doprowadzenia ich do konca, jezeli nie maja byc grozne dla pluc i dla mózgu. Nie doróslbys jednak do "sciezki", gdybys sie nie oparl pokusom prób Hatha jogi. Wiedz jednak, ze pokusy takie, wlasnie ze strony Hatha joginów na równi astralnej nachodzic cie beda czesto i to z coraz wieksza sila. A pokarmem najlepszym dla takich pokus bedzie zawsze twoja niecierpliwosc i zarozumialosc. Nieraz w przyszlosci bedzie ci sie wydawac, ze "wlasciwie jestes juz dosc daleko" na sciezce i juz powinienes dostrzec jakies objawy dzialalnosci tych "lotosów", a ze ich nie widzisz, to "widocznie droga przez ciebie obrana jest zbyt powolna lub nawet wcale nie wiedzie do celu". Tak beda wygladac pokusy, aby spróbowac dróg innych. Stopien piaty - pratjahara jest ostatnim z niezbednych w Hatha jodze, bo juz obejmuje cwiczenia umyslowe, a tych Hatha jogin nie lubi. W Radza jodze jest to natomiast stopien jeden z najbardziej koniecznych i równie niezbedny pozostal do dzisiaj. Pratjahara jest po prostu cwiczeniem uwagi, zmierza do tego, aby uwaga nie zwracala sie tam, gdzie przywoluje ja najsilniejsze odbierane wrazenie, lecz aby zalezala calkowicie od woli czlowieka, od jego swobodnego wyboru, od tego, na co chce on swoja uwage zwrócic. Oto np. czytasz ksiazke i cala uwage zwróciles na zdanie, które wlasnie w tej ksiazce czytasz. Nagle rozlega sie halas w sasiedztwie lub nawet tylko szmer deszczu. Twoja uwaga odrywa sie od razu od ksiazki i zwraca sie w strone szmeru lub halasu. Uwaga twoja nie zalezy od ciebie, lecz od wrazen zewnetrznych, które przez zmysly dochodza do twojej swiadomosci. W pratjaha-rze twoim zadaniem jest wlasnie calkowite opanowanie uwagi oraz poslugiwanie sie nia jak poslusznym narzedziem. Masz nauczyc sie tego, aby uwage przytwierdzac tam, gdzie ty chcesz, a nie tam, gdzie ona sama biegnie za wrazeniem. Gdy czytasz, uwaga ta nie smie odrywac sie od ksiazki, nie smie odwracac sie od niej w strone wrazen sluchowych lub dotykowych. Jezeli skierujesz uwage na jeden zmysl np. na zmysl wzroku, inne zmysly musza milczec, nie wolno im uwagi sciagac na siebie, a tym bardziej nie wolno jej rozdwajac lub dzielic na kilka kierunków. Gdy wykonasz takie cwiczenia z kazdym z twoich zmyslów kolejno, to nauczysz sie wladac twoja uwaga tak samo, jak w centrali telefonicznej kieruje sie polaczeniami z kazda ze stacji. Mozna w kazdej chwili przerwac polaczenie z jedna ze stacji, a nawiazac je z inna. Jednak blednie urzadzona bylaby taka centrala, w której podczas rozmowy z jedna ze stacji wlaczalaby sie wbrew woli druga i przerywala rozpoczeta rozmowe. Gdy dojdziesz do wprawy nauczysz sie takze wylaczac calkowicie wszystkie stacje, nie przywiazywac uwagi do niczego, nie odbierac zadnych wrazen, gdy nie zechcesz. Na tych pieciu stopniach konczy sie to, co nazwalem uprzednio przygotowaniem. Jak widac z tego kró-Ikiego zestawienia, ogromnej i bardzo powaznej pracy nad soba wymaga samo przysposobienie sie do wstepu na sciezke oswiecenia. Wszystkie cwiczenia objete tymi piecioma stopniami sa tylko cwiczeniami przygotowawczymi do wlasciwych cwiczen tajemnych. Wszystkie zmierzaja do opanowania twa wola twych cial, zarówno ciala fizycznego, jak i cial niewidzialnych, aby ciala te przetworzyc na narzedzia sprawne i niezawodne do kwiczen wlasciwych. Doszedlbys do wyników calkiem mylnych i karykaturalnych, gdybys cwiczenia wyzsze odbywal narzedziami nieodpowiednimi, nieposlusznymi twej woli, lecz dzialajacymi na wlasna reke. Dopiero cwiczenia wyzsze dadza ci oswiecenie, podczas niz-n)ych byloby ono przedwczesne. Byloby nawet czyms anormalnym, czyms takim, jak zmuszanie nieletnich dzieci do pracy dostepnej tylko doroslym. Nie sadz jednak, ze podczas dlugich siedmiu lat poswieconych pokonywaniu pieciu nizszych stopni jogi, bedziesz pracowal w ciemnosci, ze nie dostrzezesz nigdy ani jednego blysku, który by cie upewnil, ze jestes na dobrej drodze i cwiczenia twoje prowadza do zamierzonych wyników. Czestokroc, najczesciej w chwilach, gdy zaczniesz tracic ufnosc i nadzieje, przezyjesz cos, co nowa otuche wleje ci w dusze. O tych przezyciach powiem ci jeszcze pózniej. Wspominam o nich teraz dlatego, abys wiedzial, ze chociaz droga twoja bedzie trudna i mozolna, bo sciezka jest bardzo stroma, to jednak wlasnie z powodu jej stromosci, po pokonaniu kazdego stopnia, otwierac sie przed toba beda coraz to nowe i coraz wspanialsze widoki. Wyzsze stopnie Radza jogi zmierzaja juz w zupelnie innych kierunkach niz stopnie Hatha jogi, chociaz nazwy pozostaja wspólne. Zatem, nie bede wiecej wspominal o Hatha jodze, bo sam bez trudu zauwazysz, jak puste sa w niej takie nazwy jak: dharana, dhjana i samadhi. Natomiast w Radza jodze zachowuja swa tresc w calej pelni, w jodze nowoczesnej ta tresc jest jeszcze bardziej bogata. Szóstym stopniem z rzedu, a pierwszym w cwiczeniach wyzszych jest dharana odpowiadajaca terminowi europejskiemu koncentracji. Skupianie uwagi przez dluzszy czas na pewnym przedmiocie nalezalo juz do zadan pratjahary, poniewaz nalezalo wycwiczyc to, aby uwaga twoja nie blakala sie "samopas", od wrazenia do wrazenia, lecz utrzymywala sie na jednym, przez ciebie wybranym i nie dawala sie odciagnac postronnymi wrazeniami. Jednakze, pratjaha-ra jest cwiczeniem raczej biernym, ogranicza sie bowiem glównie do tego, aby uwaga nie wymykala sie spod twej wladzy. Mówiac jezykiem potocznym, zmierza do tego, abys ty nie byl "roztrzepany": Dharana natomiast wymaga, abys byl czynny, abys majac w swej wladzy uwage utrzymywal ja dowolnie dlugo na tym przedmiocie, na którym zechcesz. To skupienie uwagi, ta jej koncentracja, odbywa sie tu na wybranym przedmiocie zewnetrznym. Moze byc nim takze pewien punkt twego ciala, punkt w przestrzeni, a nawet obraz pamieciowy. Jest to stopien przygotowawczy do nastepnego szczebla twej sciezki. Dhjana w terminologii europejskiej odpowiada medytacji czyli "rozmyslaniu". Jednak nie powinno to byc rozmyslanie w znaczeniu potocznym, a wiec blakanie sie myslami tu i ówdzie, wahanie sie miedzy róznymi przypuszczeniami i mozliwosciami. Nie moze tez byc sylogistycznym wnioskowaniem. Przedmiotem cwiczen w dhjanie nie sa juz rzeczy materialne, zmyslowe, lecz abstrakcje. Wszelkie rozmyslanie o przedmiotach fizycznych, o ich wlasnosciach, nawet rozmyslanie o rzeczach tak na pozór nie-fizycznych jak np. plan jakiegos nowego przyrzadu, opracowanie pomyslu do poematu lub obrazu, naleza jeszcze do dharany. Dhjana porusza sie tylko w abstrakcjach, w pojeciach "oderwanych", przedmiotem jej zatem moze byc tylko cos, co istnieje dopiero na równiach arupa. Jezeli rozmyslasz o psie, którego widziales, o jego wygladzie, masci, rasie, przymiotach, to uprawiasz dharane. Jezeli natomiast za przedmiot twych rozmyslan wezmiesz nie tego psa, znanego ci zmyslami, lecz psa w ogóle, jako gatunek, jako typ, dopiero to bedzie dhjana. Medytujesz wtedy o cechach psa w ogóle, o jego wlasnosciach, o jego roli w przyrodzie, o jego stosunku do czlowieka, jednym slowem, o rzeczach, które nie istnieja na równi fizycznej, chociaz wyrazaja sie na tej równi ich dzialania. Rozmyslanie o niedawnym dobrym uczynku twego przyjaciela bedzie jeszcze dharana, ale medytacja o dobroci w ogóle, jako o cesze czlowieka, to juz dhjana. Gdy na skutek szeregu cwiczen dojdziesz do sprawnego wykonywania zarówno dharany jak i dhjany, spostrzezesz zasadnicza róznice w objawach towarzyszacych obu tym stanom. Po dharanie trwajacej dluzszy czas, bedziesz czul znuzenie umyslu, podobnie jak po rozwiazaniu nie tyle trudnego, co wymagajacego licznych obliczen zadania rachunkowego lub po przeczytaniu z uwaga jakiegos opisu maszyny czy urzadzenia gospodarczego. Natomiast po dhjanie, chocby najdluzej uprawianej, nie odczujesz zadnego znuzenia, przeciwnie zwiekszenie sprawnosci umyslu i jego swiezosci. A wiesz, dlaczego? Oto w dhjanie po raz pierwszy napotykasz cwiczenia, do których nie uzywasz mózgu fizycznego. Po prostu, nie myslisz mózgiem, zatem ten twój narzad fizyczny nie nuzy sie, tylko wypoczywa przez caly czas medytacji. Oczywiscie, nie znuzysz sie tylko pod warunkiem, gdy uprzednio osiagnales juz bieglosc w pratjaharze i dharanie, inaczej mówiac, jezeli uwaga twoja umie juz utrzymac sie tam, gdzie ja umocujesz. Gdy wrazenia zewnetrzne odciagaja ja ustawicznie na boki, musisz wytezac umysl na zwrócenie jej ponownie w pierwotnym kierunku, a wtedy nuza cie te wysilki. Uslyszysz nieraz, a zdarzy sie to i tobie, ze medytacja powoduje sennosc, a nawet rzeczywiste zasniecie. Powodem tego moze byc albo, wlasnie wspomniane, znuzenie umyslu na skutek niedostatecznej bieglosci w pratjaharze, albo tez sennosc nastepuje po prostu dlatego, ze umysl jest podczas dhjany zupelnie bezczynny, a wiec zasypia. Jezeli wiec wycwiczysz sie sumiennie w pratjaharze i dharanie, a mimo to wsród uprawiania dhjany ogarnia cie sennosc lub nawet sen, to powodu do zaniepokojenia nie masz. W dhjanie nie myslisz mózgiem, tylko twym cialem myslowym, chocbys nawet zasnal, to we snie prowadzisz dalej swa medytacje i taka bedzie równie owocna, jak prowadzona na jawie. Nie umniejsza jej wartosci to, ze po obudzeniu sie nic z niej nie pamietasz, bo nadejdzie czas, w którym zdolasz pamietac wszystko, co we snie przezyles, a zatem przypomnisz sobie takze tresc medytacji. O innym powodzie usypiania przy medytowaniu nie wspominam, bo zdarza sie on tylko u ludzi, którzy do medytacji w ogóle jeszcze nie dorosli. Zrozumiesz sam latwo, ze czlowiek, który jeszcze wcale nie umie myslec abstrakcyjnie, usnie z nudów - nie ze znuzenia - gdy jest zmuszony zajmowac mysl przedmiotem calkowicie mu niedostepnym. Umie bowiem uzywac tylko mózgu fizycznego, a mózg zadaniu nie sprosta. Ostatnim ze stopni, o których mozesz miec jeszcze jakiekolwiek wiadomosci z ksiazek, jest samadhi. W Radza jodze zwie sie on takze "snem joginów". Wiesz juz, ze Indowie byli zdolni dochodzic do równi arupa tylko w transie bedacym dla nich jedynym sposobem dojscia do stanu turija. Nawet do dhjany zdolni byli u Praindów tylko najwybitniejsi uczniowie tajemni, bo zdolnosc myslenia abstrakcyjnego nie byla jeszcze w owych czasach rozwinieta. To, co znajdziesz w starych ksiegach indyjskich, i co budzi twój sluszny podziw dla ich tematów nadzwyczaj wznioslych ideowo, to wszystko pochodzi nie z umyslów ludzi ówczesnych, tylko z objawien bezposrednich, uzyskiwanych wlasnie w stanach samadhi. To, co jogin mówil w tym "snie natchnionym", notowali inni w jego otoczeniu, nie rozumiejac tego, ale wiedzac, ze jest nieomylnie prawdziwe. Sam jogin, po obudzeniu, nie rozumial tego, co w swym samadhi powiedzial, bo umyslem objac tego nie mógl. Dostepne mu to bylo tylko w stanie turiji. Masz tu nowa sposobnosc do zmierzenia odleglosci, o jaka od tych czasów postapilismy naprzód w rozwoju. W dhjanie wynikiem twego rozmyslania jest rozszerzenie zakresu twej wiedzy o tym przedmiocie, który obrales. Medytacja wznosisz sie do równi arupa, na której nie ma form, nie ma odrebnosci. Tam mysli twoje sa myslami innych istot tej równi, a ich mysli sa zarazem twoimi. Z równi tej przynosisz sobie mysli obce, inaczej mówiac, przynosisz sobie inspiracje. Dlatego wlasnie medytacja wzbogaca zakres twych wiadomosci o danym przedmiocie, bo oprócz tego, co ty sam zdolasz dowiedziec sie o nim, dowiadujesz sie i tego, co o nim wiedza inni. Postaraj sie przezyc w myslach to, co teraz tu przeczytales, a pocznie ci Switac pojecie o tym, czym jest "natchnienie". Nie umniejsza to w niczym wartosci natchnien, ze czlowiek otrzymuje je niejako z "zewnatrz", a nie ze swego wnetrza. Nie mozesz zreszta twierdzic, ze te inspiracje nie pochodza od twej jazni wyzszej, a wiec od ciebie samego, a nie mozesz tego twierdzic, bo jazn ta przebywa wlasnie na równiach arupa, na których nie ma oddzielnosci ani odrebnosci. Taki jest stan rzeczy w dhjanie, a jezeli ja dobrze pojales, to potrafisz takze zrozumiec czym jest stopien tuz ponad nia lezacy - samadhi. Mam tu na mysli samadhi w jodze nowoczesnej, bo wiesz, ze w dawnej byl to stan transu. Otóz, w dhjanie jednoczysz sie z myslami obcymi o danym przedmiocie, a w samadhi jednoczysz siebie z samym przedmiotem. Po prostu stajesz sie nim. Spróbuj uprzytomnic sobie jak najjasniej te slowa: ty sam stajesz sie przedmiotem. Zatapiasz sie w nim i pograzasz, stapiasz sie z nim w jednosc. Dlatego to przez samadhi uzyskujesz o danym przedmiocie wiedze najdoskonalsza jaka o nim w ogóle miec mozna, bo sam nim jestes. W dhjanie otrzymywales wiedze o nim przez to, ze poznawales mysli obce o nim, nie tylko swoje. Tu zas, zatapiajac sie w samadhi, poznajesz przedmiot sam bezposrednio, nie przez mysl. Czujesz sie sam tym przedmiotem, zyjesz jego zyciem, odbierasz jego wrazenia, przechodzisz jego koleje. To pograzanie sie, czyli kontemplacja zgodnie z terminologia europejskich szkól tajemnych, prowadzi wprost do intuicji. Zwaz jednak, ze wyraz "intuicja" bywa zwykle stosowany blednie, bo malo kto rozumie, co on wlasciwie oznacza. Bardzo czesto utozsamia sie intuicje z "instynktem", ale wiesz zapewne, ze pierwsza jest stanem nadswiadomym, a drugi podswiadomym. Intuicja zatem jest biegunem przeciwnym instynktu, a nie tym samym. Instynkt maja zwierzeta i maja go jako ceche wrodzona, intuicje natomiast moga miec tylko ludzie, a i to pod warunkiem, ze ja rozwina swiadomymi wysilkami, a raczej, ze sie do niej wzniosa dzieki tym wysilkom. Bywaja ludzie, którzy maja zdolnosc intuicyjna niejako wrodzona, ale ty wiesz jak to tlumaczyc. Ludzie ci rozwineli ja w sobie w zywotach poprzednich i dlatego we wcieleniu obecnym maja ja juz jako cos gotowego. Zatem kontemplacja prowadzi do uzyskania intuicji. Pierwsza jest czynnoscia, druga jej wynikiem. W Radza jodze staroindyjskiej trzy stopnie najwyzsze czyli dha-rane, dhjane i samadhi, obejmowano wspólna nazwa "samjama". Kontemplacja w znaczeniu wlasciwym jest to dopiero samjama, bo samadhi, to tylko stan, w którym jogin mógl uprawiac kontemplacje. Rzecz prosta, ze do powodzenia w kontemplacji potrzebna jest i dharana, i dhjana, bo bez skupienia sie i bez medytacji nie jest mozliwe osiagniecie kontemplacji, a wiec dojscie do takich wyników jakie daje intuicja. Nie sadz, ze dharana, dhjana i samadhi sa cwiczeniami wylacznie myslowymi. Podobnie dobrym cwiczeniem jak skupianie mysli i pograzanie sie w nich jest skupianie sie na uczuciach i zanurzanie sie w nich. Takie cwiczenia medytacyjne i koncentracyjne bedziesz uprawial nie tylko cialem myslowym, lecz takze eterycznym i astralnym. Sa one równie wazne i równie niezbedne, bo same cwiczenia myslowe prowadzilyby tylko do rozwoju jednostronnego. Wyksztalcilbys tylko niektóre narzady nadzmyslowe, a inne pozostawilbys w uspieniu, zatem, zbudowalbys organizm niekompletny, okaleczony. Zaleznie od sposobu w jaki dana medytacje uprawiasz, otrzymujesz rózne wyniki, ksztalcisz rózne narzady nadzmyslowe. Medytacje nie sa wiec jedynie cwiczeniami teoretycznymi. Ich wyniki sa od razu widoczne w cialach nad-zmyslowych, powoduja bowiem rozblysniecie i ruch padm czyli "kwiatów lotosu" (czakr) w tych cialach. Twój Guru spostrzeze je i oceni czy dobrze dzialaja, a ty sam zobaczysz je takze na stopniu odpowiednim. Nim je zobaczysz, bedziesz juz mial dowody ich dzialania, bo wlasnie zaczniesz uzyskiwac wiedze o twych zywotach poprzednich, a nawet wcieleniach naszej Ziemi. W dharanie, dhjanie i samadhi pracujesz twymi cialami niewidzialnymi, rzecz prosta zatem, ze wyniki tej pracy ujawnia sie wlasnie w tych cialach. Zrozumiesz teraz, na ile jest bledna droga Hatha jogi, która cwiczeniami mechanicznymi usiluje wywolac rozwój narzadów nadzmyslowych, a zatem niemechanicznych. Uruchomienie do pewnego stopnia tych narzadów da sie oczywiscie uzyskac równiez cwiczeniami mechanicznymi, podobnie, jak nie posiadajac sluchu ani znajomosci nut, mozna mechanicznie wyuczyc sie odegrania kilku utworów na instrumencie muzycznym. Bez trudnosci zrozumiesz teraz, ze nie jest to droga wlasciwa.

 

 

V WYNIKI

 

Zaznajomiles sie z ogólnymi zasadami cwiczen, na których polegaja stopnie sciezki i zrozumiales, ze narzadów niefizycznych nie mozna rozwinac cwiczeniami fizycznymi, ponadto zaczyna tworzyc sie w twoim pojeciu obraz ogólny systemu, którym posluguje sie kazda szkola tajemna. Jest to doslownie ten sam system, którego przestrzega czlowiek, gdy przystepuje do przebudowy domu. Przede wszystkim, oczyszcza go starannie ze wszystkich rzeczy niepotrzebnych i zawadzajacych. Dopiero po takim oczyszczeniu moze zabrac sie do wlasciwej pracy czyli do wbudowywania czastek z lepszego materialu w miejsce dawnych. Bez oczyszczenia nie móglby sie dostac do miejsc, nad którymi ma pracowac, nie wladalby przedmiotem swej pracy. Nie móglby nawet zbadac, która czesc wymaga przebudowy. Zadanie twoje jest zupelnie podobne. Przede wszystkim, masz oczyscic z rzeczy niepotrzebnych i szkodliwych mieszkanie, które chcesz przygotowac dla twej jazni wyzszej. A mieszkaniem tym ma byc twe cialo myslowe, astralne, eteryczne i fizyczne. Oczyscic je zatem musisz ze wszystkiego, co w kazdym z nich jest zbyteczne. Cialo myslowe musisz oczyscic z otaczajacej je chmury gestej i nieprzejrzystej, jaka tworza otaczajace je myslaki [Myslakami nazwalem istoty stworzone mysleniem czy to ludzkim, czy czyims innym. Sa to istoty zywe, realne, zyjace dluzej lub krócej, literatura obca zwie je myslami-formami - przyp. J.A.S. Stosuje sie tez nazwe myslo-formy, myslo-ksztalty - przyp. red.]. Oczyscisz cialo astralnie z zadz i popedów niepotrzebnych, zaprowadzisz w nim spokój. Z ciala eterycznego usuniesz zle nawyki i niepotrzebne lub bledne nalogi, chocby najbardziej zastarzale. Ciala fizycznego oczyszczac nie potrzebujesz, bo ono nie ma zadnych wlasnosci ani zlych, ani dobrych. To tylko maszyna, dzialajaca dopóty, dopóki w niej jest cialo eteryczne i dzialajace tak, jak ja to cialo popycha. Gdy zatem oczyscisz swe cialo eteryczne, czyste bedzie tym samym i cialo fizyczne. Praca twa powinna prowadzic od góry w dól, to znaczy, zaczac sie od ciala myslowego i schodzic w powloki coraz to grubsze. Gdy oczyscisz cialo myslowe, gdy usuniesz otaczajaca je gesta chmure myslaków, osiagniesz to samo, co po oczyszczeniu okien w mieszkaniu. Dotychczas ta chmura nieprzebita zaslaniala ci widok na zewnatrz. Po oczyszczeniu ciala myslowego zdolasz wygladac nim na zewnatrz, czyli odbierac mysli obce. A wiesz juz, ze takie korzystanie z mysli obcych zwie sie inspiracja. Inny jego kierunek, bardziej materialny, zwie sie telepatia, nieslusznie zreszta, bo scisle rzecz biorac telepatia byloby "odczuwanie na odleglosc". W parze z oczyszczeniem isc musi opanowywanie ciala myslowego. Przetlumacz to na sanskryt, a otrzymasz pratjahare i dharane. Gdy bedziesz juz mial w reku wladze nad swym cialem myslowym, zniknie niepostrzezenie to, co dotychczas moze bylo twa wada jako roztrzepanie, roztargnienie. Mysli twe beda jasne, wyrazne, dokladne i silne. Stwierdzisz na sobie doswiadczalnie prawdziwosc znanego zdania: "Ludzie tyle rzeczy niepotrzebnych czynia, mówia i mysla, ze na potrzebne juz im brak czasu". Przestaniesz tworzyc mysli niepotrzebne, do niczego nie wiodace i nauczysz sie raz zaczeta mysl doprowadzac zawsze do konca, nie urywac jej w polowie. Przez to pojecia twoje beda nieslychanie jasne, wszechstronne i logiczne. Zamiast tworzyc nieustannie chmure myslaków watlych, niklych, bezsilnych, bedziesz ich tworzyl mniej, ale pelnych sily i zywotnosci. W zyciu praktycznym oznacza to wzmozenie twych zdolnosci umyslowych, trzezwosc sadu, logike wnioskowania, pewnosc wiadomosci. Praca nad twym cialem astralnym przyniesie ci, przede wszystkim, ogromny spokój, mimo zwiekszenia subtelnosci uczuc. Dzis jestes moze niezdolny do niektórych uczuc, a inne z kolei wprawiaja cie w zaburzenie równowagi duszy, opanowuja cie calkiem wbrew twej woli. Wpadasz, nawet z blahego powodu, w zniechecenie lub smutek, a za chwile przeskakujesz do radosci wybujalej, chociaz sam rozumiesz, ze pobudka byla zbyt mala do wybuchu tak wielkiego. Takie ustawiczne wahania, takie dominowanie coraz to innych uczuc nad cala twa dusza, ustapi pewnej ciszy wewnetrznej, pewnemu uspokojeniu. Cwiczeniami w pratjaharze nauczysz sie panowac nad uczuciami, wybierac sobie stosowne, a innych nie wpuszczac do duszy. Nauczysz sie ponadto ekonomii w uczuciach. Nie bedziesz nimi szafowal bez potrzeby, bedziesz w nich powsciagliwy wobec przedmiotów malych, ale tym bardziej hojny wobec przedmiotów, które zasluguja na uczucia glebokie. Wrazliwosc twa na bodzce uczuciowe zwiekszy sie znacznie, ale od woli twej zalezec bedzie czy zechcesz im sie poddac czy pozostac wobec nich obojetnym. Bedziesz panem wszystkich swych uczuc, podczas gdy dotychczas jestes tylko ich niewolnikiem. Najbardziej uderzajaca zmiana zajdzie w twym ciele eterycznym. Przeksztalci sie zupelnie twój charakter, nawyki, a nawet glos i ruchy: staniesz sie calkiem innym czlowiekiem. Znikac beda, jedne po drugich, wady twego charakteru, nawet nieznaczne, rozwieja sie w nicosc nalogi, rozkwitnie takze twe zdrowie w stopniu dotychczas nie znanym. Ludzie, którzy znali ciebie od szeregu lat, beda przypisywac te zmiany jakims niezwykle pomyslnym warunkom zewnetrznym. A tymczasem zdziala to wszystko tylko jeden warunek wewnetrzny: twoja wola, twoja chec dobra. Na pewnym stopniu sciezki zauwazysz, ze bez staran z twej strony budza sie w twym ciele eterycznym zdolnosci mesmeryczne [Mesmeryzm - nazwa pochodzi od nazwiska niemieckiego lekarza Franciszka Antoniego Mesmera (1736-1815), który uzdrawial pacjentów tzw. magnetyzmem zwierzecym, czyli pradami energii przenoszonymi od terapeuty na chorego. J.A.S. byl równiez praktykujacym mesmerysta - przyp. red.]. Bedziesz mógl ich uzywac do leczenia ludzi w twym otoczeniu, nawet zwierzat i roslin. Ale nie traktuj tego zawodowo. To tylko podarek ofiarowany ci ze swiatów wyzszych, uwazaj go wiec za dar, a nie za przedsiebiorstwo zarobkowe. Wiesz juz, ze cialo fizyczne to tylko maszyna, zbudowana z pierwiastków chemicznych, która cialo eteryczne utrzymuje w ruchu. Wraz z przeksztalceniem ciala eterycznego zajdzie równoczesne przeksztalcenie ciala fizycznego. Wspomnialem ci juz o rozkwicie zdrowia, jednoczesnie nabedziesz sil fizycznych i niezwyklej wytrzymalosci na trudy, glód i bezsennosc. Ulegnie zmianie twój smak, stracisz ochote na potrawy ostre, korzenne, napoje wyskokowe i narkotyki. Ludzie czesto zaczynaja "przerabianie siebie" od ciala fizycznego, zamiast zaczac od góry. Zmieniaja pozywienie na jarskie, zakazuja sobie tytoniu lub kawy i sadza, ze przez to rozwina im sie jakies wladze wyzsze. Myla jednak przyczyne ze skutkiem. Sklonnosc do potraw jarskich pojawia sie jako skutek cwiczen tajemnych, nie moze zatem pokarm jarski byc przyczyna jakiegokolwiek rozwoju nadzmyslowego. Zrozumiesz juz teraz - a pózniej sprawdzisz sam na sobie - dlaczego nie znajdujesz tu zadnych przepisów dotyczacych odzywiania ciala fizycznego. Takich wskazówek ani nakazów nie ma na "sciezce". Organizm fizyczny czlowieka (uzebienie, jelita) jest przystosowany zarówno do pokarmu roslinnego jak i zwierzecego. Ponadto wiekowe przyzwyczajenie do takich uzywek jak kawa, tyton, herbata, uodpornilo ludzkosc na zgubne dzialanie zawartych w nich alkaloidów. Gdybys jednak bez trudnosci i bez ujemnych nastepstw dla zdrowia fizycznego mógl obywac sie bez miesa, kawy i herbaty, to wolno ci wykreslic je z rzedu twych pokarmów. Zyskasz przez to pewne uspokojenie ciala astralnego, które moze zbyt latwo ulegalo wybuchom uczuc i wymykalo sie spod twej wladzy. Jezeli jednak brak tych pokarmów, do których od lat przywykles, powoduje w twym ciele fizycznym, eterycznym lub astralnym jakiekolwiek niedomagania (niepokój, zdenerwowanie) i niedomagania te nie ustepuja z czasem przy dalszej wstrzemiezliwosci, to lepiej jej zaniechaj. Walka - bezskuteczna w dodatku - z przyzwyczajeniem do pewnych potraw lub napojów, zabieralaby ci zbyt wiele sil, których potrzebujesz do powazniejszych celów. Od uzywek w rodzaju kawy, herbaty, tytoniu, musisz odróznic narkotyki we wlasciwym znaczeniu, a wiec alkohol w róznych postaciach, morfine, kokaine itp. Juz samo to, ze uzywek potrzebuje organizm stale w mniej wiecej jednakowej ilosci, a potrzebna ilosc narkotyków wzrasta ciagle w miare uplywu czasu ich zazywania, wskazuje ci jakie niebezpieczenstwo zagraza ze strony tych drugich. Opanowuja czlowieka coraz wszechstronniej, niszcza sile woli, czynia go wprost niezdatnym jako kandydata na ucznia tajemnego. Zwracam ci na to uwage, nie dlatego, ze juz jestes narkomanem - bo takich nie ma na "sciezce", lecz dlatego, abys zdawal sobie sprawe z ujemnych nastepstw uzycia alkoholu lub narkotyków. Znac je musisz, bo nieraz znajdziesz sie w sytuacjach - bardzo rzadkich - kiedy odpowiednia dawka alkoholu lub narkotyku bedzie konieczna po prostu jako lekarstwo. Bedzie konieczna oczywiscie nie dla ciebie, lecz dla twych cial, twych "zwierzat". Wiesz zapewne, ze konie wyscigowe dostaja wino przed biegiem, a slonie rum po wykonaniu ciezkiego zadania. Otóz, podobnie i ty, w niektórych wypadkach, mozesz pobudzic energie twych cial odpowiednimi dawkami alkoholu, kofeiny itp. W jakich wypadkach takie srodki podniecajace beda na miejscu, osadzisz sam, gdy bedziesz juz dosc wysoko na sciezce, teraz tylko zapamietaj sobie jako rzecz sama przez sie zrozumiala, ze te srodki tylko wtedy moga spelnic swe zadanie, wywierac pozadany wplyw na organizm, jezeli ten organizm nie jest do nich przyzwyczajony przez stale uzywanie. Zamiast ulegac nalogowi i dostarczac organizmowi takich uzywek jak to ludzie najczesciej robia, ty bedziesz panowal nad swymi cialami, bedziesz im wydzielal stosowne dawki uzywek tylko w tych wypadkach, w których ty sam uznasz je za wskazane. Na podstawie tego, co ci przedstawilem dotychczas, masz juz zarys obrazu wyników, jakie ci przyniosa cwiczenia tajemne. Ale to jeszcze nie wszystko. To jest dopiero ta czesc wyników, która móglbys uzyskac i bez cwiczen w jodze nowoczesnej, tylko usilna i wytrwala praca nad soba, nad przeksztalceniem charakteru i umyslu. Jezeli zatem tak pozadane wyniki mozna otrzymac juz praca wiodaca niejako normalnymi torami, to tym wiecej masz prawo oczekiwac od pracy - nie anormalnej - tylko ponadnormalnej, jaka sa cwiczenia tajemne. Wyniki tej pracy ponad norme wyrastaja równiez ponad norme, ponad normalne zdolnosci czlowieka. Juz inspiracja, tlumaczona slusznie w naszym jezyku wyrazem "natchnienie" jest uzdolnieniem nadnormal-nym. Podobnym jest telepatia, chociaz rodzi sie coraz wiecej ludzi z wrodzonymi uzdolnieniami telepatycznymi. Wlasciwosci mesmeryczne nie moga byc wrodzone, a rozwinac je potrafi tylko czlowiek o ponadprzecietnym poziomie etycznym. Ty jednak nabedziesz ich sam przez sie. Do twej inspiracyjnej zdolnosci rozumienia mysli ludzi otaczajacych dolaczy sie zdolnosc odczuwania ich uczuc i nastrojów. Nie sadz jednak, ze taka znajomosc mysli obcych lub uczuc moze byc zródlem niedyskrecji. Na tej twojej zdolnosci nikt nie ucierpi, bo twój poziom moralny bedzie tak wysoki, ze nie pozwoli ci na zadna, najblahsza nawet chetke wykorzystania tej zdolnosci. Nikt - nawet w zarcie - nie dowie sie od ciebie ani odrobiny z tego, co wyczytasz w uczuciach lub myslach obcych. Ty sam nawet nauczysz sie nie wysnuwac z nich zadnych wniosków dla ciebie. Gdybys sie tego nie nauczyl, to wady ludzkie, które spostrzezesz, brzydkie mysli i niskie uczucia, napawalyby cie niechecia do ludzi, obnizalyby twój dla nich szacunek i milosc. Ty musisz dla wszystkich ludzi, dla dobrych i zlych, rozumnych lub glupich, miec sympatie, milosc i wyrozumialosc. Ulomnosci ich nie powinny cie od nich odpychac, budzic twego lekcewazenia, przeciwnie, musza budzic wspólczucie tym wieksze i wieksza chec pomocy. Zrozumiesz zreszta, ze nie istnieje zlo, ze nie ma ludzi zlych, sa tylko bladzacy, a bladza dlatego, bo nie wiedza. Grzech, to niewiedza (awidja, tamas), ale nie zlo. Aryman i Lucyfer, to nie diably, ani demony zlosliwe. To potegi, które nie sa zle same w sobie, a ludziom dopiero wtedy szkodliwe, gdy im ludzie ulegaja w swej niewiedzy, zamiast korzystac z ich mocy w celu postepu wlasnego. Najbardziej ponetna dla ambitnych jest zwykle zdolnosc jasnowidzenia we wszystkich jego formach. Uzyskasz ja i ty, a co wazniejsze, uzyskasz bez zadnych wysilków rozwiniecia jej w sobie. Zbudzisz ja cwiczeniami zmierzajacymi do calkiem innych celów. Otrzymasz ja gotowa jako produkt uboczny, jako proste nastepstwo tego, ze zbudzisz do dzialania twe narzady nadzmyslowe. Juz podczas uprawiania pratjahary, poczna ci sie pojawiac pierwsze imaginacje - o ile przeblysków ich nie zauwazysz jeszcze wczesniej. Beda to moze barwne plamy lub figury nie zwiazane z zadnym przedmiotem fizycznym. Stopniowo imaginacje te beda sie stawac coraz wyrazniejsze, az dojdzie do widzenia istot astralnych. Równiez twoje rozumienie mysli obcych rozwinie sie stopniowo az do widzenia myslaków w ich barwach i ksztaltach, a potem do spostrzegania istot wyzszych posiadajacych tylko cialo myslowe jako najnizsza z powlok. O skarbach, które uzyskasz dzieki Intuicji mówic teraz byloby przedwczesnie. Zdolasz je pojac i ocenic dopiero wtedy, gdy ich dostapisz. Rozwój ciala eterycznego i jego padm (lotosów, czakr) da ci, po pierwsze, przypominanie sobie coraz to dokladniejsze twoich przezyc we snie, a potem zdolnosc uzywania tego ciala niezaleznie od ciala fizycznego. Bedziesz mógl, podobnie jak media nowoczesne, wysuwac swe cialo eteryczne z fizycznego, poruszac nim przedmioty oddalone, materializowac je widomie dla drugich. Ale tej zdolnosci nie zechcesz nigdy wykorzystywac dla wzbudzenia czyjegos podziwu lub szacunku dla ciebie. Uzyjesz jej jednak zawsze, gdy spostrzezesz prawdziwa tego koniecznosc, a wiec w chwilach niebezpieczenstwa czyjegos lub twojego, gdy ratunek zwyklymi srodkami ludzkimi bylby niemozliwy lub spózniony. Twoja zdolnosc poslugiwania sie cialem eterycznym zapozna sie ponadto z przepieknym swiatem istot eterycznych, które ciala fizycznego nie maja, a wiec ze swiatem gnomów, skrzatów, rusalek i krasnoludków. Dodaj do tego zdolnosc przechodzenia przez mury, wnikania we wnetrze Ziemi i unoszenia sie w powietrzu, a w innych dziedzinach, zdolnosc komunikowania sie z oddalonymi przyjaciólmi lub nawet Mistrzami, zdolnosc obcowania z tymi, którzy jako tak zwani "zmarli" opuscili juz równie fizyczna, a bedziesz mial pojecie dlaczego Tantrikowie wymyslili sobie Hatha joge, aby chociaz w czesci móc posiasc podobne zdolnosci bez wyrzekania sie swego materialistycznego swiatopogladu. Pokusa wykorzystywania takich uzdolnien w celach samolubnych jest rzeczywiscie wielka i zwieksza sie ciagle wraz ze wzrostem tych uzdolnien. Dlatego tez i ty przygotuj sie na niebezpieczenstwa, na jakie narazac cie beda te pokusy. Szczególnie grozna jest tu "hala nauki", bo w niej doslownie pod kazdym kwiatem waz sie czai. Wszakze jest to królestwo Lucyfera, wladajacego bronia tak potezna jak radzas. On nas juz raz skusil za czasów "rajskich", wiec juz nam nie tak latwo teraz wyzwolic sie z jego wladzy. A wyzwolic sie zdolasz wlasnie oczyszczeniem sie tak starannym, aby w twej istocie nie pozostalo juz nic lucyferycznego. Dwóch wladców nie moze rzadzic twymi cialami. Jezeli ma w nich zamieszkac Chrystus, musi Lucyfer ustapic. Oczywiscie, musi ustapic przedtem Aryman, ale on juz ustepuje z ciebie, skoro "sciezka" ciebie pociaga. Jednak dlugotrwala walke musisz toczyc, tym trudniejsza, ze rozegra sie wewnatrz ciebie, w glebi twej istoty. Beda to doswiadczenia ciezkie i tak róznorodne, ze wydadza ci sie niewyczerpanymi w swej pomyslowosci. Jednym z takich przejsc niechybnych jest wychodzenie na jaw wszystkiego, co w czlowieku bylo dotychczas pokryte pokostem "kultury" i form towarzyskich. "Gdy czeladnik ma chocby jedna wade ukryta, wyjdzie ona na swiatlo dzienne podczas tych walk, chocby ja zatajal najtroskliwiej. Wystepek wdziewa maske najbardziej dlan kuszaca, a namietnosci zle opanowane sciagaja go w glab ponizenia psychicznego. Walka ta odbywa sie tylko miedzy wola ucznia a jego natura zwierzeca, Karma zas zabrania mieszania sie w nia Aniolom lub Mistrzom, dopóki wynik walki nie bedzie znany. Wszelkie zle sklonnosci, najusilniej tajone, wyrosna niechybnie, tak samo i dobre. Okazuje sie wtedy, kim jest uczen naprawde" (B). Doslowna prawda jest, ze w takiej walce nie pomoze ci nikt, dopóki wynik jej nie bedzie niewatpliwy. Nie wmiesza sie w nia nikt po twej stronie, musisz ja staczac samotnie, a na dobitke w ciemnosci. Wszystkie moce nizsze podaja sobie wówczas rece, aby utrudnic zwyciestwo. Ogarnia cie ciemnosc duchowa, nie widzisz przed soba wyjscia, nie widzisz nad soba opieki, a pod soba, nie widzisz gruntu, na którym móglbys sie oprzec. Za soba natomiast czujesz - nie widzisz - ze wszystko popycha cie w te przepasc zacmiona, ze w nia wpasc musisz bez ratunku. Ze wszech stron wisza nad toba kleski, nieszczescia, choroby twoje lub twoich najblizszych, trudnosci materialne, grozba utraty majatku lub stanowiska, obnizenie nieoczekiwane twego znaczenia, oszczerstwa uwlaczajace twej dobrej slawie, a do tego rozstrój nerwowy, zgryzliwosc, zniechecenie, zwatpienie w swe sily i we wszystko. Jezeli mimo tego rozpetania sie wrogich mocy nie upadniesz, jezeli zachowasz sile i hart ducha, nie zwatpisz w siebie i w Mistrza, jezeli nie poddasz sie rozpaczy, wszystkie te grozy wiszace nad toba, zaczna rozwiewac sie, jak chmury pod promieniami Slonca. Zachwiane polozenie wyrówna sie samo przez sie, choroby lub zgryzoty ustapia i dopiero odetchniesz pelna piersia. Poczujesz, ze przez caly czas tej udreki Mistrz twój byl przy tobie, ze sledzil ze wspólczuciem przebieg twych zmagan, ale nie ingerowal w nie. Pozostawil cie umyslnie w samotnosci, abys nie szukal oparcia w nikim i na niczym, tylko na sobie samym, abys ani na chwile nie stracil samodzielnosci i zaufania do wlasnej wytrwalosci. Takich okresów ciemnosci duchowej bedziesz mial caly szereg, coraz to grozniejszych i bardziej rozpaczliwych. Za kazdym razem ciemne moce sciskac cie beda obreczami tak gniotacymi, ze znalezc wyjscie z tej matni, bedzie ci sie wydawac niemozliwoscia. Ale jezeli wytrwasz, wezel taki rozwikla sie sam przez sie, w sposób naturalny i spostrzezesz, ze tylko na skutek owej ciemnosci duchowej wyjscia nie widziales. Jednakze i podczas tych walk rozpaczliwych i po nich pozostaniesz samotnym. Bedziesz stale w takim stosunku do innych ludzi jak nauczyciel do dzieci. Jest wsród nich, kocha je, opiekuje sie nimi, ale to nie sa równe mu istoty. To osamotnienie bedzie ci towarzyszyc od pierwszych stopni sciezki az do jej konca. Bedziesz je odczuwal bardzo dojmujaco, zanim pojmiesz, ze tak byc musi, ze wobec wszystkich ludzi, czy obcych czy najblizszych masz zachowywac sie tak, jak wobec wspóltowarzyszy podrózy w pociagu: jedni wsiadaja, drudzy wysiadaja na stacjach posrednich, a ty nie wiazesz sie z nikim; kazdemu zyczysz dobrze, kazdemu chetnie pomozesz, kazdemu wybaczysz wady i brak wychowania, ale tez kazdego zegnasz bez zalu, gdy wysiada.

 

 

VI JAMA (OCZYSZCZANIE)

 

Wiesz juz, ze "Jama", pierwszy stopien sciezki, obejmuje "piec przykazan", które uczniowie tajemni w Indiach musieli zachowywac juz przed wstapieniem na sciezke. Wiesz takze, ze przykazania te, obowiazujace ich w swoim znaczeniu doslownym, sa juz dzis dla nas przepisami moralnosci najelementarniejszej. Przejdz jednak kolejno kazde z tych przykazan i zastanów sie nad wszystkim, co ono w sobie miesci, a zobaczysz, ze nie sa tak proste, jak sie wydaje. "Nie zabijac" znaczy nie tylko nie usmiercac czlowieka lub zwierzecia. Zabijac mozna nie tylko w sposób dorazny, gwaltowny. Mozna takze szkodzic powoli, stopniowo i tym zabijac. Ponadto, mozna zabijac nie tylko cialo fizyczne, lecz takze astralne lub myslowe. Jezeli budzisz w kims uczucia szkodliwe lub mysli niepokojace, jezeli zachwiewasz jego ufnosc w dobro i prawde, zabijasz go tak samo, jak wtedy, gdy mu dajesz prace ponad sily, pokarm niedostateczny lub zaplate zbyt niska. Zabijasz go takze iwtedy, gdy patrzysz biernie, jak ktos drugi mu szkodzi, chociaz masz moc zapobiezenia temu. Zabijasz, wreszcie, i wtedy, gdy krepujesz czyjas wolnosc osobista, gdy naduzywasz twej wladzy nad kims po to, aby go wbrew woli zmusic do czegos, co tobie, ale nie jemu, wydaje sie dobre dla niego. Nie powinienes oczywiscie wyciagac tu wniosków zbyt skrajnych i mówic np. "Nie bede ratowal tonacego, bo i moze w jego pojeciu dobre jest, aby sie utopil". Jezeli on naprawde uwaza utopienie sie za dobre, to mimo twego ratunku, spróbuje sie topic powtórnie, gdy ciebie nie bedzie w poblizu. Pamietaj takze, ze czesto karma [Karma (tez: karman) - "dzialanie, czynnosc" - okresla sume wszelkich dzialan jednostkowych w obecnym oraz w poprzednich wcieleniach, warunkujaca byt istoty ludzkiej w przyszlosci (w kolejnych reinkarnacjach), zob. Maly slownik klasycznej mysli indyjskiej, wyd. Semper, Warszawa, 1992 - przyp. red. "Zasada reinkarnacji wiaze sie tak scisle z zasada karmy, ze jedna bez drugiej bylaby niezrozumiala i bezcelowa. Karma oznacza w sanskrycie dzialanie (od "kri" - dzialac), a poniewaz wszelkie dzialanie ma pewne nastepstwa na mocy prawa przyczyny i skutku, karma oznacza takze nastepstwo, skutek dzialania. Kazdy postepek czlowieka czy to mysla, mowa czy uczynkiem, pociaga za soba pewne skutki, nie tylko na zewnatrz, lecz takze dla niego. Jezeli postepek byl zly, zaszkodzil oczywiscie drugiemu, a takze samemu sprawcy zaszkodzil przez to, ze "zwiazal" go z pokrzywdzonym, ze stworzyl "wine", która musi byc odrobiona. Nie jest to jakas "kara za winy", tylko proste nastepstwo postepku. Postepek moze nie "szkodzic" nikomu drugiemu, a mimo to powoduje nastepstwo dla sprawcy." - zob. Józef Switkowski: "Okultyzm i magia w swietle parapsychologii", POLCZEK, Kraków, 1990.] obróci w niwecz twa pomoc, ale juz wiesz zapewne, ze dla ucznia tajemnego rozstrzygajacy jest nie wynik, lecz intencja. Gdy bronisz kogos pokrzywdzonego, ale obronic go, mimo wszelkich checi nie zdolales, to karma jego przeszkodzila twej obronie, ale ty nie masz grzechu przeciw przykazaniu, bo zrobiles, co do ciebie nalezalo. Drugie z przykazan "nie klamac" obejmuje równiez znacznie wiecej, niz sie przez to rozumie. Klamac mozna nie tylko ustami, lecz takze postepkami, a nawet myslami. Gdy udajesz, ze pracujesz, aby tylko zmylic nadzór przelozonego, chocby on na ciebie nie patrzyl, to klamiesz tak samo, jak wtedy, gdy silisz sie na uprzejmosc wobec kogos, od kogo spodziewasz sie cos uzyskac. Gdy mówiac o kims, przemilczasz jego zalety, a wymieniasz tylko wady, klamiesz tak samo, jakbys mówil o nim rzeczy nieprawdziwe, a wiec oszczerstwa. Wówczas zabijalbys go tak samo, jak wtedy, gdy nie prostowalbys czyichs oszczerstw o nim, wiedzac, ze to oszczerstwa. Gdy myslisz o kims nieprawdziwie, klamiesz, bo wiesz juz, ze mysli to istoty, które zyja i dzialaja. Te twoje myslaki klamliwe pójda w swiat, beda przylegaly do ludzi i pobudzaly ich do mysli podobnie klamliwych. Tak samo klamiesz, gdy myslisz nieprawdziwie nie o kims, lecz o czyms; gdy nie myslisz o tym zgodnie z tym, co wiesz, lecz przeciwnie. Klamiesz, gdy zapatrujesz sie pesymistycznie na zycie, gdy przypuszczasz wszedzie zle nastepstwa, chociaz nie masz zadnej podstawy do tego. Klamiesz wreszcie, gdy twa bezczynnosc motywujesz brakiem sil, podczas gdy czujesz, ze przy dobrej woli wykrzesalbys z siebie jeszcze dosyc sil. Znasz pewnie przyslowie: "Kto klamie, ten kradnie". Dlatego drugie przykazanie wiaze sie scisle z trzecim. Kradniesz nie tylko wtedy, gdy drugiemu cos zabierasz bez jego wiedzy, lecz i wtedy, gdy zatajasz przed nimi cos, co móglby zdobyc, gdyby o tym wiedzial. Milczenie moze byc równie dobrze kradzieza jak i klamstwem. Gdy czas przeznaczony na wypelnianie obowiazków, marnujesz na cos innego, kradniesz go równie jak kradniesz czas drugiemu, gdy go swa osoba zajmujesz. Jezeli natomiast spelniasz za kogos jego obowiazek, przeszkadzasz mu tym w jego spelnieniu i kradniesz mu sposobnosc do odrobienia czesci jego karmy. Gdy sobie przypisujesz czyjes zaslugi, kradniesz mu je, pomimo ze on na tym nic moze nie ucierpi. Gdy natomiast chcialbys byc przesadnie altruistycznym i swoje zaslugi przypisywac komus drugiemu, kradlbys je sobie, a jego narazalbys na podejrzenie o klamstwo. Nie dzialaj nigdy za kogos innego i nie strój go w twoje piórka! Wszelka przesada jest grzechem. Kradniesz, jezeli jako przemyslowiec wyzyskujesz prace twych robotników lub jako bankier wyzyskujesz obce pieniadze. Kradniesz jako kupiec, gdy zarabiasz, ile tylko zarobic mozna, a nie tylko tyle, ile powinno wynosic twoje wynagrodzenie za prace w kupiectwie. Kradniesz jako Urzednik, gdy przyjmujesz wynagrodzenie za czynnosci, za które juz pobrales place od pracodawcy. Kradniesz jako nauczyciel, gdy zamiast uczyc, zajmujesz twych wychowanków czyms innym, nie mówiac juz o poslugach dla siebie. Kradniesz jako polityk lub posel, gdy zamiast dbac o sprawy twych wyborców, kierujesz nimi na swoja korzysc. Kradniesz wreszcie, gdy od kogokolwiek wymagasz dla siebie poslug, którym sam sprostalbys bez uszczerbku dla twych obowiazków. Najbardziej zmienilo swa tresc od czasów praindyjskich przykazanie czwarte. "Zyc bez wyuzdan" latwiej bylo niegdys Indom, niz nam dzisiaj. Mamy dzis nie tylko nie znana dawniej róznorodnosc srodków dogadzania zmyslom, lecz wysubtelnilismy te zmysly do wysokiego poziomu. Tyton, kawa, herbata, rózne rodzaje alkoholi, potrawy najwymyslniejsze, urzadzenia techniczne udogadniajace zycie fizyczne, wszystko to jest przeciwne przykazaniu czwartemu. Nowoczesna technika wspiera przemysl i handel, aby ludziom stworzyc jak najwiecej potrzeb, poniewaz te potrzeby tworza sens istnienia przemyslu i handlu. A od wszelkich potrzeb, które nie sa niezbedne, musisz byc wolny, bo one wlasnie wiaza cie do zycia "tamasowego", zabieraja ci niepotrzebnie tyle czasu i uwagi, ze niewiele go zostaje na czynnosci potrzebne. Twoje zycie powinno byc jak najprostsze, bez zadnych wymagan zbednych zarówno w urzadzeniu mieszkania jak i w wyzywieniu, odziezy i rozrywkach. Nie oznacza to bynajmniej ascetyzmu. Umartwianie siebie byloby grzechem przeciw pierwszemu przykazaniu, a w dodatku byloby ci przeszkoda w dalszych cwiczeniach. Dbaj o ciala swoje o tyle, o ile dba o konie wlasciciel. Daj im wszystko, czego im potrzeba, aby byly zdrowe i silne, ale chron je od rozwiazlosci. Gdy bedziesz czytal o asanie, znajdziesz jeszcze niektóre wskazówki z tym zwiazane. Teraz zapamietaj tylko, ze przykazanie dotyczace umiarkowania zyciowego odnosi sie nie tylko do twej osoby, lecz obejmuje i twych bliznich, którzy od ciebie zaleza w jakimkolwiek stopniu. Zatem, grzechem bedzie dogadzanie twym najblizszym, rozpieszczanie ich, albo tzw. "milosc malpia", tak czesto, niestety, napotykana u rodziców i wychowawców. Równoczesnie zbytnia surowosc bylaby grzechem przeciw przykazaniu pierwszemu. Przeciw czwartemu - grzeszyc mozna równiez posrednio. Piate przykazanie moze ci sie wydac niezrozumiale, bo przeciez, na pozór, nic nie moze ci zaszkodzic, gdy przyjmiesz podarek dobrowolny. W pojeciu podarku miesci sie jednak cos niezasluzonego, a nic takiego ci sie nie nalezy; ponadto obciaza cie karmicznie, bo wiaze cie z obdarowujacym obowiazek odwzajemnienia. Otóz, wlasnie niezasluzonosc jest w tym przykazaniu rzecza glówna. Nie na samym tylko przyjmowaniu podarunków grzech polega. W równym stopniu grzechem jest pozadanie podarków, zyczenie ich sobie. Badz zawsze pewny i nie miej tu watpliwosci, ze tyle, ile jestes wart, otrzymasz bezwarunkowo, ale ponad to nie zadaj niczego. Z takich nadmiernych pozadan rodzi sie chciwosc i zawisc, a z tego powodu, ze sie nie spelniaja, rodzi sie niezadowolenie ze swiata, uczucie krzywdy, niechec do zycia. Ty od wszelkich uczuc tego rodzaju masz sie oswobodzic, masz z nich oczyscic swe cialo astralne. Nie oczekuj niczego ponad to, co ci sie sprawiedliwie nalezy. Wiecej nie otrzymasz nigdy, raczej otrzymasz mniej, bo moze swa karma sciagnales na siebie takie uszczuplenie. Gdy ci sie wydaje, ze powinienes miec lepsze niz masz warunki zyciowe, pomysl najpierw o tym, czy potrafilbys lepszym warunkom sprostac. Te lepsze warunki, to zarazem i ciezsze obowiazki. Jezeli jestes pewien, ze dorosles do lepszego stanowiska, to, przede wszystkim, na tym dotychczasowym wykonuj swe obowiazki jak najsumienniej, bo to moze tylko pomost do wyzszego, i tylko wtedy lepsze otrzymasz, jezeli do nizszego okazesz sie odpowiednim. Przede wszystkim, nie watp nigdy, ze je otrzymasz. Jezeli pragniesz spelnienia, a myslisz ciagle o przeszkodach, sam tymi myslami powstrzymujesz spelnienie. Wszystko, czego ci naprawde potrzeba, bedziesz miec, ale tez nic ponad to, co rzeczywiscie potrzebne, nic takiego, co tylko mile lub wygodne. Gdy bedziesz na stopniach wyzszych, przestaniesz juz pragnac czegokolwiek dla siebie. Teraz ucz sie tego, pozbywaj sie pozadan, kolejno, jednego po drugim, oczyszczaj z nich cialo astralne i myslowe. Zaczynasz teraz patrzec z innego punktu widzenia na te piec przykazan, które na pierwszy rzut oka wydawaly ci sie dosc naiwne. Widzisz, ze da sie w nich pomiescic i dekalog Mojzeszowy i przykazania chrzescijanskie, o ile sa zakazami biernymi, nie nakazami czynnymi. Do czynnych przystapisz na stopniu nijamy, tu masz dosc pracy przed soba, zanim tych piec biernych przyswoisz swym cialom. Widzisz juz, jak nieslychanie wiele obejmuje w sobie jama, owych skromnych piec przykazan. Przejdz kolejno mysla wszystkie znane ci wady i usterki charakteru ludzkiego, a znajdziesz je bez wyjatku w tych przykazaniach. Biorac dla ulatwienia katechizm, pomiescisz bez trudnosci wymienione w nim "siedem grzechów glównych" w pieciu zakazach jamy. Pycha jest naruszeniem zakazu piatego i trzeciego, lakomstwo drugiego i czwartego, nieczystosc pierwszego i czwartego, zazdrosc pierwszego i piatego, obzarstwo i pijanstwo - pierwszego i czwartego, gniew - pierwszego, lenistwo trzeciego i czwartego. Jezeli pójdziesz dalej w poszukiwaniach wad ludzkich, pomiescisz je równiez w zakazach nijamy. Skapstwo np. powiazesz z trzecim, zgryzliwosc z trzecim, oszustwo z pierwszym i trzecim itd. Gdybys nie byl jeszcze dojrzaly do sciezki, szybko stalaby sie dla ciebie uciazliwa koniecznosc zajmowania sie na niej rzeczami tak niemilymi jak wady i grzechy, zwlaszcza, ze samo slowo "grzech" jest juz dla wielu ludzi tylko pusta nazwa, bez zadnej tresci. Ty jednak wiesz, ze nie jestes bez grzechu, bo poczynasz juz pozbywac sie pychy i falszywego mniemania o sobie. Rozumiesz takze, ze musisz sie oczyscic juz nie z samych grzechów, lecz ze sklonnosci do nich w ogóle. Ciala twe maja byc tak czyste, aby i bez twojego ciaglego nadzoru nie grozila im mozliwosc popadniecia ponownie w którys z tych grzechów. Zastanów sie teraz nad tym, co nastapi, gdy ciala twe beda juz czyste, gdy usuniesz te cala góre niepotrzebnego smiecia, które ci zawadza. Oto, powstanie w nich bardzo wiele, miejsca wolnego na wbudowanie sklonnosci przeciwnych. Dotychczas wbudowac ich nie mogles, bo nie bylo gdzie. Wszelkie wolne miejsca byly szczelnie zapelnione tym smieciem. Usunawszy sklonnosc do "zabijania", do szkodzenia, przestaniesz komukolwiek zle zyczyc, a na to miejsce zaczniesz rozwijac milosc i sympatie do wszelkiego stworzenia. Usunawszy zdolnosc do klamstwa, nie sprawisz nikomu przykrosci, nawet w zarcie; ponadto zaczniesz, w miejsce pychy, rozwijac skromnosc, pokore i czesc dla kazdej istoty. Po wyplenieniu sklonnosci do "kradziezy" zdolasz dopiero zrozumiec swe obowiazki wyzsze, swe zadanie ziemskie. Nauczysz sie, na czym polega prawdziwe pomaganie twoim bliznim w .rozwoju. Zycie "bez wyuzdan" da ci spokój nadzwyczajny i panowanie nad soba. Nie bedziesz juz musial "walczyc" z zadnym ze swych cial, bo beda tak czyste, ze ich popedy nie narusza przykazania. Wreszcie, piaty zakaz, da ci ogromna niezaleznosc od ludzi i od otoczenia, a ponadto ustrzeze cie przed szeregiem rozczarowan i zawodów zyciowych. Nauczy cie dzialac nie dla pewnego wyniku upatrzonego, lecz dla samego dzialania, chocby wynik byl calkiem rózny od zamierzonego lub nawet nie byl wcale widoczny. Buddha-Dharma wymienia piec sil moralnych, które poteguja sie przez wykonywanie wskazan jamy: ufnosc w siebie, wytrwalosc, czujnosc (przytomnosc umyslu), skupienie i kontrola nad soba. Silom tym odpowiada piec duchowych narzadów spostrzegania: wiara, zdolnosc do czynu, glebokosc mysli, uwaga i roztropnosc. Stwierdzisz pózniej, ze tych narzadów duchowych jest nie piec, lecz siedem, na obecnym stopniu naszego rozwoju. Wiesz juz wiec, od czego masz sie powstrzymywac na stopniu jamy, z czego oczyszczac swe ciala. Idzie teraz o sposób w jaki to wykonac, a raczej wykonywac, bo oczyszczanie nie konczy sie nigdy. Im bardziej mieszkanie wyzszej jazni oczyscisz, tym dotkliwiej razic cie beda pozostale jeszcze drobne usterki, których dawniej, w stanie ogólnego zanieczyszczenia nawet nie mogles dostrzec. Sposoby i srodki do tej pracy nad oczyszczeniem nastreczy ci zycie samo w obfitosci. Przyjmuj tylko kazde zdarzenie, które cie spotyka jako sposobnosc do nauczenia sie czegos, a nie jako niezrozumialy przypadek. Gdy np. dotychczas zdarzalo ci sie czekac na cos lub na kogos, uwazales to moze za niepotrzebna strate czasu, niecierpliwiles sie, a nawet gniewales. Gdybys wtedy zamiast bezmyslnie sie zloscic, opanowal niecierpliwosc, móglbys podczas czekania nauczyc sie wielu rzeczy pozytecznych. Móglbys spostrzec jak przykre jest czekanie i wysnuc z tego nauke, abys w przyszlosci nikogo na takie czekanie, od ciebie zalezne, nie narazal. Jezeli musisz czekac w ludzkim rozgwarze i tloku, mozesz uprawiac wsród ludzi dwa cwiczenia, bardzo potrzebne: jedno w pratjaharze, usilujac w tym gwarze nic nie czuc i nie slyszec, nawet nie poddawac sie falom rozdraznienia, które cie otaczaja. Drugie w dharanie, rozmyslajac wtedy o czyms zupelnie innym, nie zwiazanym z otoczeniem. "Kazdy odruch zniecierpliwienia dziala paralizujaco, a nawet zabójczo na drzemiace w czlowieku zdolnosci wyzsze" (C. 41). Przekonasz sie na wyzszych stopniach, jak doslownie prawdziwe jest to zdanie. Tej samej niecierpliwosci musisz pozbyc sie w zwiazku z wynikami twych cwiczen. Rób wszystko, co potrzebne, ale nie pozwól sobie na niecierpliwosc, gdyby ci sie wydawalo, ze za dlugo czekasz na przejawy jakichs wyników. Zniecierpliwieniem opózniasz je tylko, ale nie przyspieszasz. Nie pozwól sobie równiez nigdy na gniew z zadnych powodów. Gdy cie ktos obrazi, a ty wpadniesz ,W gniew, to obrazisz go równiez i tylko zlo powiek-iszysz. Jezeli natomiast, pomyslisz sobie, ze ta obraza ;w niczym nie obniza twej wartosci, a obrazajacy dzialal tylko w chwili rozdraznienia lub pod wplywem swej glupoty, wówczas zdolasz o wiele bezstronniej ocenic przykrosc jaka cie spotkala i postapic o wiele taktowniej. Nie mam tu na mysli doslownego wykonania nakazu Ewangelii: "Jezeli ci kto wymierzy jeden policzek, nadstaw mu i drugi", lecz o zdolnosc do tego. Zniewage powinienes przyjac tak spokojnie, ze zdolalbys zniesc i druga, bez slepego gniewu. Dopiero gdy taki spokój potrafisz zachowac, bedziesz mógl zareagowac odpowiednio na zniewage wzajemna: "Nie idzie tu o przyjmowanie bierne kazdej zniewagi, lecz o zachowanie sie tak, jakby sie bylo tylko sekundantem lub obronca kogos zniewazonego" (C. 42). Pomyslisz moze, ze latwo jest prawic kazania teoretyczne o wstrzymywaniu sie od gniewu, ale trudniej je wykonac, bo "czlowiek juz ma taka nature", a poza tym mylnie przypuszczasz, ze swej natury - nawet gdyby taka byla - zmienic nie mozesz. Wszak jestes uczniem tajemnym i wlasnie masz przebudowac twe ciala od podstaw, masz zupelnie zmienic swa nature. A to sie uda, nie mów sobie tylko, ze sie nie da. Gdy czujesz, ze cie gniew ogarnia, pomysl sobie w tej chwili: , jestem uczniem tajemnym", a nastepnie obiecaj sobie: "Ja bede sie zloscil, bede szalal ze zlosci, ale nie zaraz, lecz dopiero za piec minut, tymczasem zas, zachowam zupelna równowage umyslu". Taka obietnica, dana twemu cialu astralnemu, posluzy ci na to, aby to cialo w ryzach utrzymac: po owych pieciu minutach zapewne juz twe cialo astralne uspokoi sie na tyle, ze przestana nim wstrzasac fale gniewu, a wtedy zachowasz nad nim wladze. "Do wad, które, równie jak gniew, powinno sie zwalczac, nalezy trwozliwosc, próznosc, zabobonnosc i uprzedzenia, nastepnie ciekawosc, niepotrzebna zadza nowinek, róznicowanie ludzi wedlug stanowiska zewnetrznego, rodu lub szczepu" (C. 42). Spójrz szczerze w glab duszy, a spostrzezesz, ze jestes równoczesnie tchórzliwy i zarozumialy, chociaz te dwie wady obok siebie sa glupstwem. Jezelis prózny, jezeli masz przesadne wyobrazenie o sobie, to powinienes byc nie trwozliwym, lecz wlasnie zbyt pewnym siebie. Trwozyc sie mozesz tylko o cos, czego nie jestes calkiem pewny. Tchórzostwo jest cecha ludzi niskich moralnie, a ty juz dorastasz do sciezki, wiec tym gorliwiej wypleniaj w sobie resztki twej trwozliwosci. Nie obawiaj sie niczego i nikogo, bo ty, to jazn wyzsza, a tej nic uszkodzic nie zdola. Masz wchodzic w swiaty nad-zmyslowe, masz w nie wstepowac sam bez niczyjej pomocy i oslony, jakze wiec móglbys sie w nich ostac, gdy trwozy cie kazda rzecz nieznana, nawet kazda mozliwosc? Paradoks, ze "nie ma nic straszniejszego niz strach", zrozumiesz w calej donioslosci, gdy zdolasz widziec astralnie. Wtedy spostrzezesz, jak pod wplywem trwogi kurczy sie i drga cialo astralne, jak sciskaja je ciasno obrecze "strachu zielonego", jak krepuja w nim wszelka swobode ruchów. Przesady i uprzedzenia uwazasz zapewne za balast, którego pozbyles sie juz dawno. Czy jednak jestes pewny zupelnie, ze nie jest przesadem np. twoje pojecie o Sloncu jako o kuli ognistej, o kamieniach jako o przedmiotach martwych i nieruchomych, o elektrycznosci jako o "sile slepej" itd.? Spostrzezesz takze, iz przesadem jest, ja-kobys nie mógl unosic sie w powietrzu wbrew "sile ciezkosci" lub ze czarnoksieznicy "nie istnieja". Podobnym przesadem jest, ze nie mozna myslec bez mózgu lub istniec bez formy. Przesadem i uprzedzeniem jest takze cale twe doswiadczenie zyciowe, jezeli z nim przystepujesz do oceniania rzeczy nowych, jeszcze ci nie znanych. Caly twój "rozum zyciowy", caly balast twych doswiadczen dotychczasowych, bedzie ci tylko przeszkoda w poznawaniu swiatów nadzmyslowych, bedzie ci je zaslanial lub przynajmniej zabarwial falszywie. Jezeli do badania rzeczy nowej przystepujesz z gotowym juz sadem o niej, poznasz nie ja sama, lecz tylko ten twój sad o niej. Musisz do niej przystapic bez zadnego uprzedzenia, bez jakiegokolwiek z góry powzietego mniemania. Jezeli, zamierzajac wzniesc sie w powietrze, powiesz sobie juz z góry, ze to sprzeciwia sie prawu ciezkosci, to uniemozliwisz sobie wzniesienie. Dziecko nie dlatego nauczy sie chodzic, ze widzi, jak inni chodza, tylko dlatego, ze mu nikt nie powiedzial, iz chodzenie jest dla niego niemozliwe. Uprzedzenia i przesady to sugestie i autosugestie bardzo potezne, a od nich musisz byc wolny. Musisz nawet wyplenic w sobie zdolnosc ulegania w ogóle sugestiom. Jako cwiczenie w tym wybierz sobie sugestie tak wszechpotezna jaka jest "opinia publiczna". To orez najdzielniejszy, którym wlada nad ludzmi Lucyfer. Wejdz w glab siebie i zbadaj, czys wolny od tych pet opinii publicznej, czy najzupelniej ci jest obojetne mniemanie drugich o tobie. Zbadaj siebie takze czys juz pozbyl sie uprzedzenia, jakoby religia byla przesadem. Jest to jedna z najpotezniejszych sil moralnych, a przesadem jest tylko dla ludzi przesadnych. Gdy sie z niej "rzekomo wyzwola" pozbawiaja sie sami jednej z wladz duchowych, okaleczaja sie dobrowolnie. Posiadanie wyrostka robaczkowego jest dla ludzi takze przesadem, bo "bez niego zyc mozna" a jednak miedzy uczniami tajemnymi nie ma takich, którzy mieliby wnetrznosci w taki sposób okaleczone. Ciekawosc jest wada, która zuzywa bardzo wiele sil duszy. Zasmieca niepotrzebnie twe cialo eteryczne. Sam juz zauwazyles, ze ciekawosc nowinek jest bezmyslna. Podobnie bezwartosciowa jest ciekawosc w czytaniu. Gdy czytasz po to, aby tylko "wiedziec", obciazasz niepotrzebnie pamiec. Przykladem typowym jest lektura dzienników z której juz po tygodniu nic nie wiesz. Podobnie bezwartosciowa jest zadza wiedzy, jezeli obciazasz nia pamiec mechanicznie. Z tych szczególów, dat, cyfr i nazw nie bedziesz mial pozytku, podobnie jak z pokarmu niestrawionego, który tylko przeladowuje zoladek. To czego sie dowiadujesz, musisz sobie przyswoic, jezeli ma miec wartosc istotna. Nie wystarczy wpakowac to w mózg i w pamiec, lecz musisz to przetrawic praca myslowa. Wtedy dopiero stanie sie twym trwalym dorobkiem. Sama ciekawosc nowosci powoduje tylko roztargnienie i plochosc myslenia, nie zglebia niczego, tylko przeskakuje od przedmiotu do przedmiotu powodujac powierzchownosc i plytkosc sadów. Z wlasnego doswiadczenia wiesz jak czesto ciekawosc staje sie zródlem róznych grzechów. Gdy dowiesz sie o czyms nowym, nieraz zapragniesz to miec, chociaz poprzednio, nie znajac tego, nie czules jego braku. Stad sie rodzi chciwosc i zadza. Gdy dowiedziawszy sie o czyms nowym, powtarzasz to innym nie stwierdziwszy prawdziwosci, mozesz latwo popelnic klamstwo, a nawet oszczerstwo. Dlatego tez bardzo wazna dla ciebie jest sztuka milczenia. Dopóki czegos nie wypowiesz, masz to jeszcze w swej mocy, gdy z ust twych wyjdzie, tracisz nad tym wladze. Masz prawo mówic tylko to, co wydobedziesz z glebi duszy jako dojrzale do wypowiedzenia, a wiec przetrawione i opracowane w myslach, ponadto rozwazone gruntownie, czy ma byc wypowiedziane. Lepiej czegos nie powiedziec, niz pózniej cofac lub prostowac. Jezeli mówisz, mów dokladnie i scisle. Nie mnóz slów zbytecznych, ale nie skap potrzebnych, abys potem nie zalowal, ze za malo powiedziales. Zwlaszcza, wydajac polecenia lub wskazówki, badz jak naj-zwiezlejszym ale i najdokladniejszym. Czasem jedno slówko opuszczone obraca w nicosc cala czynnosc polecona. Gdy opowiadasz, nie zaczynaj od konca, aby potem wrócic do poczatku, ale nie zaczynaj takze od "stworzenia swiata", tylko od tego punktu, który jest dla calosci opowiadania niezbedny. A przede wszystkim, nie "ubarwiaj" i nie wplataj szczególów nie istniejacych. Jedno slówko zbyteczne moze nadac calemu opowiadaniu ceche klamstwa, a jezeli mowa o czlowieku, ceche oszczerstwa. Gdy kogos pouczasz, nie przedstawiaj mu gotowych wniosków, lecz podaj mu tylko przeslanki, aby z nich wlasna praca myslowa doszedl do tego wniosku, jaki zamierzyles. Gdy popracuje sam mysla, zapamieta nauke o wiele lepiej, niz gdybys ja podal w formie slów gotowych. Umiej milczec nie tylko ustami, lecz i mysla, gdy od kogos odbierasz wiadomosci. Przeciwstawiajac mu swoje mysli, nie mozesz zwrócic dokladnie uwagi na tresc tego, co on mówi, a wiec i to, czego sie dowiadujesz, straci na dokladnosci. Sluchajac innej osoby, zamilknij zupelnie swymi myslami i uczuciami, bo one beda ci utrudniac zrozumienie tego, co ta osoba mówi. Stan sie na chwile nia, sluchajac odczuwaj jej uczuciami i mysl jej myslami. Wtedy potrafisz zrozumiec cudza wypowiedz tak dokladnie jak ja dana osoba sama rozumie, a moze i jeszcze dokladniej. Tego milczenia swoim wnetrzem nauczysz sie lepiej na stopniu pratja-hary, teraz wystarczy ci zrozumienie, jak bardzo jest ci to potrzebne. Tak samo, dopiero na wyzszych stopniach, stanie sie dla ciebie mozliwe "zycie bez wyuzdan", bo wtedy twe ciala beda tak oczyszczone, ze nie powstana w nich zadne niskie zadze. Wtedy zdolasz bez szkody dla siebie zniesc to, co teraz byloby "wyuzdaniem" lub chocby tylko dogadzaniem sobie. Wówczas napój najsmaczniejszy, potrawa najbardziej wykwintna, mieszkanie najwspanialsze i najwygodniejsze, rozkosz najbardziej upajajaca, wszystko to przestanie byc dla ciebie pokusa do pozadania tego pózniej na nowo. W chwili gdy sposobnosci sie nadarza, skorzystasz z nich chetnie i z calym odczuciem ich wrazen, ale bez wiazania sie nimi, bez checi powtarzania i bez uczucia braku, gdy mina. Zanim do tego dojdziesz, cwicz sie w umiarkowaniu i w znoszeniu bez przykrosci jakiegokolwiek braku. Dopiero wtedy bedziesz mial wszystko, gdy ci przestanie dolegac to, ze nie masz. O przykazaniu piatym wiesz juz, ze nie tylko zabrania lapówek", lecz oczekiwania jakichkolwiek zamierzonych przez ciebie wyników. Cwicz sie w tym, aby nie powstal w tobie ani cien uczucia rozczarowania, gdy wynik twej pracy nie jest taki, jak sobie obiecywales. Bezwartosciowa zatem bedzie twoja praca dopóty, dopóki nie przestaniesz pozadac nawet uczucia zadowolenia z jej spelnienia. Gdy cieszysz sie po spelnieniu uczynku dobrego, sam obnizasz jego wartosc, bo budzisz w sobie próznosc. Uczynki dobre nie sa zasluga, tylko powinnoscia i nic ci sie za nie nie nalezy. Cieszyc sie z nich byloby taka sama naiwnoscia, jak cieszyc sie z wypelnienia obowiazków, które przeciez zobowiazales sie wypelniac. A gdy cieszysz sie z nich dlatego, bo widzisz, ze inni swoich nie wypelniaja, to budzisz nie tylko próznosc, ale grzeszysz przeciwko nakazowi drugiemu i trzeciemu, bo nie mozesz wiedziec, czy oni nie wypelniliby ich równie dobrze jak ty, gdyby byli w twoich warunkach. Nazwiesz to moze wymaganiem zbyt wysokim, ale zwaz, ze sciezka tajemna prowadzi ponad poziom czlowieczy, zatem wymaga slusznie od uczniów wlasciwosci ponadludzkich. Przytocze ci przyklad, na którym zmierzysz wysokosc tych wymagan. Nakaz trzeci zabrania klamac, ale nie nakazuje prostowac za wszelka cene klamstw obcych. Na dalszych stopniach bedziesz sie wprawial w tym, aby sluchajac mów nielogicznych, a nawet wprost blednych, umiec wobec nich zachowac sie zupelnie milczaco, nawet nie pomyslec przy tym, ze ty to wiesz lepiej. A juz wprost grzechem byloby odczuc przy tym zadowolenie lub dume, ze ty to wiesz lepiej.



dalej


strona główna
(23kB)