(23kB)
strona główna


 

 

 

 

Allan Kardec

KSIĘGA DUCHÓW

 

WSTĘP DO NAUKI O SPIRYTYZMIE

I

Dla nowych rzeczy potrzebujemy także nowych wyrazów; wymaga tego zrozumiałość rzeczy, abyśmy uniknęli niechybnej gmatwaniny przy używaniu wyrazów o podwójnym znaczeniu. Słowa spirytualny, spirytualista, spirytualizm mają swoje ściśle określone znaczenie; przypisywanie im nowego znaczenia w nauce o duchu byłoby tylko mnożeniem i tak już dość licznych dwuznaczności. Spirytualizm jest przeciwieństwem materializmu; ktokolwiek wierzy, że posiada w sobie oprócz materii jeszcze coś innego, jest spirytualistą; jednak z tego nie wynika jeszcze, żeby wierzył w istnienie duchów lub ich łączność ze światem widzialnym. Zamiast słów spirytualny, spirytualizm, używamy w celu oznaczenia tej wiary wyrazów spirytystyczny, spirytyzm, których treść przypomina ich pochodzenie i znaczenie podstawowe; oprócz tego posiadają tę dogodność, że są zupełnie zrozumiałe, zaś ze słowem spirytualizm łączymy jego znaczenie szczególne. Mówimy tedy, że celem i zadaniem nauki o spirytyzmie, czyli spirytyzmu (duchowierstwa) jest rozważanie i badanie zjawisk łączności świata materialnego z duchami, czyli z istotami świata niewidzialnego. Wyznawcy i zwolennicy spirytyzmu nazywają się spirytystami (duchowiercami). "Księga duchów" w szczególności obejmuje naukę o spirytyzmie, w ogólności łączy się z nauką o spirytualizmie, przedstawiając jedną z jego gałęzi. Z tej też przyczyny umieszczono w nagłówku na samym czele dzieła słowa: "Filozofia spirytystyczna".

II

Jest jeszcze jedno słowo, co do znaczenia, którego należy się porozumieć, ponieważ w nim mieści się jeden z głównych kluczy zrozumienia całej nauki moralnej duchowierstwa. Słowo to jest przyczyną wielu, sporów, ponieważ znaczenie jego nie jest ściśle określone. Chodzi mianowicie o wyraz dusza.

Różnica zdań o podstawowym znaczeniu słowa "dusza" pochodzi od odmiennego zastosowania, według którego bywa przez kogoś użyte. Mowa doskonała, w której każda myśl miałaby w jednym właściwym słowie swoje dokładne wyrażenie, zapobiegłaby wielu sporom; gdyby każda rzecz miała swój osobny wyraz, wtedy wszyscy byśmy się łatwo zrozumieli.

Według zdania jednych jest dusza podstawą wszelkiego życia materialnego i organicznego. Dusza nie posiada w ich mniemaniu własnego bytu i ginie wraz z zakończeniem życia. To jest czysty materializm. W tym wypadku można by duszę porównać do dźwięku, wydawanego przez instrument muzyczny. Zepsuty instrument nie wyda już dźwięku, czyli w takim znaczeniu dusza byłaby właściwie nazwą czegoś nieistniejącego, według takiego zdania byłaby dusza skutkiem, wynikiem, a nie przyczyną.

Inni myślą, że dusza jest podstawą rozumu, czynnikiem wszechobecnym, z którego wchłania każda istota swoją cząstkę. Według tego istniałaby dla całego wszechświata tylko jedna dusza, z której czerpałyby wszelkie twory i istoty inteligentne iskry bytu dla swego żywota; po śmierci każdego tworu wraca owa iskra do wspólnego źródła, gdzie złączy się z całością, podobnie jak wszystkie potoki i rzeki wpadają do morza, skąd wyszły. Zdanie to różni się od poprzedniego tym, że według tej hipotezy nie składamy się jedynie z materii, ale że po śmierci pozostaje jeszcze coś; jest tego jednak tak niewiele, jakoby nic nie pozostało; stąd też nie mielibyśmy świadomości, zatracilibyśmy swoją osobowość - indywidualność. Według nauki tej byłaby Bogiem dusza powszechna, a każda istota cząstką bóstwa, co jest tylko pewną odmianą panteizmu - wszechbóstwa.

Jeszcze według innych jest dusza istotą moralną, samodzielną, niezależną od materii, zachowującą i po śmierci swoją osobowość. To określenie jest niechybnie najpowszechniejsze, ponieważ pod tym, czy innym imieniem idea o tej istności, która przeżywa ciało, znajduje się w stanie przyrodzonej i od żadnej nauki niezawisłej wiary u wszystkich narodów bez względu na ich stopień rozwoju i oświecenia. Nauka ta, według której dusza jest przyczyną a nie skutkiem, jest nauką spirytualistów.

Nie osądzając wartości tych teorii, zwracając uwagę tylko na stronę językową sprawy, mówimy, że to trójnasobne używanie słowa dusza wyłania trzy odmienne pojęcia, z których każde wymaga swojego właściwego wyrażenia. Słowo to ma, więc trojakie znaczenie, a każde jest słuszne według znaczenia, jakie mu się przypisuje; niedomaganie polega tylko na niedoskonałości mowy, która posiada tylko jedno słowo na trzy odmienne pojęcia. Aby ochronić się od dwoistości w pojmowaniu rzeczy - należałoby łączyć znaczenie słowa dusza tylko z jedną z tych idei; wybór jest dowolny; chodzi tylko o to, abyśmy się zrozumieli, zgodzili na jedno. Uważamy za rzecz najważniejszą przyjęcie jej w znaczeniu najpowszechniejszym; dlatego duszą nazywamy istotę niematerialna i indywidualną, która mieszka w nas, a przeżywa ciało. Gdyby nie było tej istoty, a gdyby była tylko wytworem naszej wyobraźni, to, po co trzeba by było jeszcze osobnego słowa, aby ją określić?

Ponieważ nie mamy osobnego słowa dla każdego z obu pojęć, nazywamy:

Siłą życiową - pierwiastkiem witalnym podstawę wszelkiego bytu materialnego i organicznego, z jakiegokolwiek pochodziłaby źródła, powszechną i wszechobecną u wszystkich istot żyjących, od rośliny aż do człowieka. Ponieważ życie może przejawiać się i bez zdolności myślenia, przeto jest siła życiowa czynnikiem samodzielnym i niezawisłym. Wyraz witalizm - siła życiowa nie nastręcza, więc żadnych trudności. Dla niektórych jest siła życiowa właściwością materii, skutkiem przejawiającym się w pewnych okolicznościach, w jakich znajduje się materia; dla innych jest pojęciem jakiegoś szczególnego fluidu, wszędzie się rozpościerającego, z którego bierze jakąś cząstkę każda istota, każdy twór, przysposabiając ją do swojego życia, podobnie jak rzeczy materialne wchłaniają światło; fluid życiowy nie byłby tedy niczym innym, jak ożywionym fluidem elektrycznym, który nazywają także fluidem magnetycznym, nerwowym itp.

Niech będzie jak chce, pewnym jest, że istoty organiczne posiadają siłę wewnętrzną, za pomocą, której przejawia się życie tak długo, dopóki ta siła trwa i działa; że życie materialne jest wspólne wszystkim tworom organicznym i że nie jest zależne od myśli i inteligencji; że myśl i inteligencja są siłami i zdolnościami odrębnymi, właściwymi tylko pewnym istotom organicznym; wreszcie, że między istotami organicznymi, obdarzonymi inteligencją i myśleniem, znajduje się jedna, która posiada szczególny zmysł moralny, nadający jej niezaprzeczone pierwszeństwo przed innymi, a mianowicie ród ludzki.

Zrozumiemy przeto, że pojmowanie duszy w sposób różnorodny nie stoi w sprzeczności ani z materializmem, ani z panteizmem. Nawet i spirytualista może pojmować duszę według jednego lub drugiego określenia bez ujmy dla istoty niematerialnej i samodzielnej, której nada jakąkolwiek nazwę. Słowo to nie stanowi tedy żadnej różnicy: jest to wyraz, którego używa każdy według swego rozumienia, a mimo tego bywa to nieraz powodem niepotrzebnych sporów.

Chronilibyśmy się także od kłopotu w pojmowaniu rzeczy, choćby się używało słowa dusza we wszystkich trzech wypadkach, gdybyśmy dodawali zawsze stosowną nazwę, która by określała stanowisko, z jakiego patrzymy na nie, lub, w jakim znaczeniu go używamy. Niechby to było słowo zasadnicze, przedstawiające i podstawę życia materialnego, i inteligencji, i zmysłu moralnego, które to cechy odróżnialibyśmy przy dawką, jak na przykład rozróżniamy kwasy przez dodanie nazwy dodatkowej. Można by przeto powiedzieć, co byłoby snadź najlepiej: dusza życiowa (witalna) - która odpowiadałaby zasadzie życia materialnego, dusza intelektualna pojęciu inteligencji, a dusza spirytystyczna pojęciu naszej samodzielnej istotności po śmierci. Jak z tego wynika, chodzi tu tylko o słowo, ale jest to rzecz nader ważna, abyśmy się zrozumieli. Według tego byłaby dusza życiowa (witalna) wspólna wszystkim tworom organicznym, roślinom, zwierzętom i ludziom; dusza intelektualna należałaby do świata zwierzęcego i ludzi, a dusza spirytystyczna byłaby właściwa tylko człowiekowi .

Uważaliśmy, że powinniśmy tym większy nacisk kłaść na wyświetlenie tej rzeczy, ponieważ podstawa spirytyzmu tkwi właśnie w wierze, że przebywa w nas istota niezależna od materii, która żyje nadal i po śmierci ciała. Ponieważ słowo dusza powtarzać się będzie wielokrotnie w naszym dziele, dlatego trzeba było ustalić znaczenie, jakie mu dajemy, aby zapobiec wszelkim nieporozumieniom.

Przystąpimy teraz do głównej rzeczy niniejszego wstępu.

III

Jak każda nowość ma i nauka o spirytyzmie (duchowierstwo) swoich zwolenników i przeciwników. Odważymy się odpowiedzieć na niektóre zarzuty naszych przeciwników, badając wartość tych argumentów, na których się opierają. Nie spodziewajmy się, żebyśmy każdego przekonali, gdyż są ludzie, którzy myślą, że światło było tylko dla nich stworzone. Zwróćmy się do ludzi szczerych i otwartych, do ludzi bez przesądów i uprzedzeń, do tych, którzy szczerze pragną pouczenia i uświadomienia i wykażemy im, że większość zarzutów, podnoszonych przeciwko nauce naszej, pochodzi z błędnych pojęć i niedokładnej obserwacji zjawisk, jak też z lekkomyślnego i przesadnego osądzania rzeczy.

Przypomnijmy sobie najpierw pokrótce coraz bardziej wzrastający szereg zjawisk, które zrodziły tę naukę.

Pierwszym zauważonym zjawiskiem było poruszanie się różnych przedmiotów, zacząwszy od poruszania się, stukania i wirowania stolików itp. Zjawiska te, zdaje się, spostrzeżono i badano naprzód w Ameryce w połowie zeszłego stulecia, lub, lepiej powiedziawszy, na tamtej ziemi się one ponowiły, gdyż dzieje ludzkości wykazują, że zjawiska te sięgają aż do najdawniejszych wieków starożytności; przejawiać się zaczęły wśród okoliczności niezwykłych przez grzmoty, huki i trzaski bez znanej lub widzialnej przyczyny. Odtąd rozszerzyły się rychło po całej Europie i na wszystkich krańcach świata. Z początku wzbudziły one wiele niewiary, jednak rozmnożenie się i urozmaicenie ponawiających się wszędzie zjawisk rychło rozproszyło wątpliwości, co do ich rzeczywistości.

Gdyby zjawiska te ograniczyły się tylko do prostego poruszania się rzeczy materialnych, mogłyby być wyjaśnione przyczyną czysto fizyczną. Jesteśmy jeszcze daleko od poznania wszystkich utajonych sił i czynników w przyrodzie, gdyż nie znamy nawet wszystkich własności tych, które już są nam znane; ogrom tego pomnaża elektryczność z dnia na dzień liczbę i sposoby przejawów i działania w służbie człowieka, nie mówiąc o wielu innych, nieznanych jeszcze siłach i tajnikach przyrody, które, zdaje się, oświetlą i napełnią wiedzę nowym światłem. Nie byłoby, przeto żadną niemożliwością, żeby wśród pewnych okoliczności była elektryczność, lub inny całkiem nieznany jeszcze czynnik przyczyną owych poruszeń i zjawisk. Fakt, iż stworzenie kręgu z kilku osób wzmagało działanie, zdawał się popierać tę teorię, gdyż krąg ten można było porównać z baterią galwaniczną, której siła wzrasta z pomnożeniem jej składników. Ruchy wirujące nie miały w sobie nic nadprzyrodzonego, gdyż są zasadą ruchu w przyrodzie - wszystkie gwiazdy krążą w koło; mielibyśmy przeto w małym obraz powszechnego ruchu we wszechświecie, lub inaczej mówiąc, mogłaby jakaś, dotąd nieznana przyczyna oddziaływać na małe przedmioty i w pewnych warunkach wywoływać podobne prądy i działania, jak te, które władają i działają we wszechświecie.

Ruchy jednak nie były zawsze okrężne, były często zmienne; przedmioty bywały mocno wstrząsane, wywracane i w różne strony przenoszone i w przeciwieństwie do wszelkich praw ciążenia podnoszone z ziemi i unoszone w powietrzu. Nie ma jednak w tych zjawiskach jeszcze nic takiego, co by nie mogło być wyjaśnione działaniem jakiegoś niewidzialnego czynnika fizycznego. Wszak widzimy, jak elektryczność burzy budowle, wyrywa drzewa z korzeniami, miota w dal najcięższymi przedmiotami, jak je przyciąga i odpycha.

Nadzwyczajny grzmot i huk zwiastuje, że nie był spowodowany zwyczajnym schnięciem czy rozciąganiem się drzewa, lub jaką inną przyczyną widoczną, lecz mógł powstać przez działanie nagromadzonego, niewidzialnego fluidu: czyż elektryczność nie wywołuje najróżniejszych wybuchów?

Aż dotąd, jak widzimy, mogło to wszystko być zaliczone do rzędu przejawów czysto fizycznych i fizjologicznych.

Choćbyśmy traktowali sprawę tylko z tego punktu widzenia, jest tu już szerokie pole do badań i poważnych dociekań naukowych, zasługujące na baczną uwagę świata naukowego. Dlaczego nie bywa tak zawsze? Trudno na to odpowiedzieć, lecz pewnym jest, że lekceważenie tysiąca podobnych zjawisk wykazuje lekkomyślność i zacofanie ducha ludzkiego.

Wulgarność sposobu występowania pierwszych przejawów nie jest na ogół nienaturalna. Jakiż bowiem wpływ miał często jeden drobny szczegół na największe wydarzenia!

Gdy grono osób usiadło przy stole, koncentrując na nim myśli, mogło to wywołać poruszanie się różnych przedmiotów. Czyż stolik odgrywał tu, jaką wybitną rolę? Nie, ale siada się zwykle dokoła stołu, nie dokoła innego przedmiotu. Stąd pochodzi najpospolitsze zjawisko "stolików wirujących", czyli tańca stolików. Czyż pospolita nazwa, jaką temu nadano, ma być powodem do wyśmiewania samego zjawiska, a raczej całego zespołu zjawisk?

Jest prawdopodobne, że gdyby zjawisko, zauważone przez Galwaniego, zostało odkryte przez prostych ludzi i ochrzczone ośmieszającą nazwą, byłoby stale odrzucane i nie uznawane. Kiedy znalazłby się jakiś uczony, który nie uważałby za poniżające zajmowanie się "tańcem żabim"?

A jednak znaleźli się niektórzy uczeni, dość skromni, by się przyznać, że przyroda nie wypowiedziała jeszcze swego ostatniego słowa, zapragnęli się o tym przekonać i ujrzeć to na własne oczy dla uspokojenia sumienia; ale że się nieraz stało, że zjawisko nie odpowiadało ich oczekiwaniom i że się nie udało zawsze według ich woli, stosownie do eksperymentu, dlatego odrzucali je; stoliki wszakże pomimo ich zaprzeczeń nie zaprzestały wirować i pukać i możemy wykrzyknąć z Galileuszem: A jednak się toczy! Powiedzieć to możemy tym śmielej, że zjawiska te tak się rozmnożyły, iż dziś zdobyły sobie prawo obywatelstwa i że chodzi już tylko o znalezienie wytłumaczenia rozumowego.

A czyż mogą być podnoszone jakiekolwiek zarzuty przeciwko prawdziwości zjawisk, jeżeli nie przejawiają się stale według woli i życzenia badaczy? Czyż zjawiska elektryczne, fizyczne i chemiczne nie podlegają warunkom ustalonym i mogą być odrzucane, gdy się pomimo tych warunków nie przejawią? Czyż mamy się przeto dziwić, że zjawiska poruszania przedmiotów za pomocą fluidu ludzkiego posiadają także swoje warunki przejawu i że przestaną się przejawiać, gdy badacz opiera się na własnym sądzie i chce je podporządkować swojemu widzimisię, lub poddać znanym prawom, nie zważając na to, że dla nowych zjawisk mogą i muszą istnieć nowe prawa. Abyśmy zaś mogli poznać te prawa, musimy zbadać okoliczności i warunki, według których zjawiska te się przejawiają; poznanie to wreszcie może być owocem tylko uważnego i często długo trwającego badania i dociekania.

Wielu zarzuca, że zachodzi przy tym często proste złudzenie. Pytamy się wszakże, czy są tego całkiem pewni, że polega to na złudzeniu i czy nie zamienili samego zjawiska na złudę, podobnie jak ów wieśniak, który uważał uczonego profesora fizyki za zręcznego sztukmistrza!

Przypuśćmy, że mogło się kiedyś tak stać, lecz czyż byłby to dostateczny powód do odrzucenia zjawisk prawdziwych? Czyż mielibyśmy nie uznawać fizyki, ponieważ pojawiają się kuglarze, którzy podają się za fizyków? Zresztą należy brać wzgląd na powagę i stanowisko danych osobistości oraz na korzyści, jakie mieliby z okłamywania świata. A więc czyż byłyby to tylko żarty? Możemy się co prawda zabawić krótki czas, lecz i przedłużane żartowanie znudziłoby tak kuglarza jak i słuchaczy. Ostatecznie i w mistyfikacji samej, która rozszerza się po całym świecie a to pomiędzy najpoważniejszymi, najdostojniejszymi i najoświeceńszymi osobami, byłoby co najmniej coś nadzwyczajnego, czym są zjawy same.

IV

Gdyby zjawiska, o których mówimy, ograniczyły się tylko do poruszania stolików itp., pozostałyby przedmiotem nauk fizycznych; lecz tak nie jest: miały nas one naprowadzić na inne zjawiska typu tajemniczego. Wierzono, że poruszanie przedmiotów nie jest wywołane jakąś ślepą siłą mechaniczną, lecz że współdziała tu jakaś przyczyna inteligentna. A gdy została ta droga otworzona, otworzyło się tym samym nowe pole doświadczeń, odchylono zasłonę z wielu niezrozumiałych tajemnic. Czyż działa tu naprawdę jakaś siła rozumna? W tym tkwi powaga i znaczenie tego zagadnienia. Czy istnieje taka siła? Jaka ona jest, jaka jej istota, jaki jej początek i przyczyna? Czy może przewyższa nawet poziom ludzkości? Takie są dalsze pytania, wypływające z pierwszego.

Pierwsze inteligentne zjawiska przejawiły się za pomocą stolików, podnoszących się, a jedną nogą wykonujących według umówionego sposobu pewną ilość stukań - uderzeń o podłogę - w odpowiedzi na pytania: "tak" czy "nie" na pewne zagadnienie. Dotąd nie ma tu niczego, co by przekonać mogło nie wierzących, bo mogłoby to dziać się przypadkowo. Następnie otrzymano odpowiedzi na piśmie za pomocą abecadła przez stukania, odpowiadające co do ilości umówionej liczbie stukań dla każdej poszczególnej litery abecadła; w ten sposób powstawały słowa i zdania w odpowiedzi na zadawane pytania. Dokładność odpowiedzi na postawione pytania wywołała prawdziwy podziw. Istota tajemnicza, odpowiadająca w ten sposób na zadawane pytania, odpowiedziała na dalsze pytanie, że jest duchem lub geniuszem; podała następnie swoje imię i różne dane, odnoszące się do niej. Okoliczność ta jest nader ważna. Nikt bowiem nie wynalazł rozmyślnie duchów jako środka do wyjaśnienia tych zjawisk, gdyż przejaw sam podał to słowo. W naukach ścisłych używa się często hipotez; tutaj wszakże tak nie jest.

Ten sposób porozumiewania się był za przewlekły i niewygodny. Duch znowu - a ta okoliczność jest pamięci godna podał nowy środek rozmowy. Była to jedna z tych istot niewidzialnych, która poradziła nam, abyśmy przymocowali ołówek do małego koszyczka, używanego do robót ręcznych lub do innego przedmiotu. Koszyczek ten, położony na arkuszu papieru, poruszał się za pomocą tej samej siły, która porusza stoliki; zamiast jednostajnego poruszania i wypukiwania pisał ołówek sam litery, składające słowa, zdania a nawet całe rozprawy, obejmujące wiele stronic, traktujące o najważniejszych zagadnieniach filozoficznych, etycznych, fizycznych, psychologicznych itd., a to z taką szybkością, jak gdybyśmy pisali ręką.

Radę tę podano równocześnie w Ameryce, Francji i w innych krajach. Oto są słowa, w których podano tę radę w dniu 10 czerwca 1853 r. w Paryżu jednemu z najgorliwszych wyznawców tej nauki, który już od roku 1849 zajmował się wywoływaniem duchów: "Idź i weź z sąsiedniego pokoju mały koszyczek, przymocuj do niego ołówek; postaw go na papierze i przyłóż palce do jego obwodu". Za parę minut zaczął się koszyczek poruszać i napisał tym ołówkiem zupełnie czytelnie: "O tym, co wam tutaj piszę, zabraniam wam wyraźnie mówić komuś, gdyż jest to tylko próba, na przyszły raz będę pisał lepiej."

Ponieważ przedmiot, do którego przymocowuje się ołówek, jest tylko środkiem do celu, dlatego jest jego forma i budowa obojętna. Istność duchowa poszukiwała przeto najdogodniejszego przedmiotu; stąd też wielu używa małej trójkątnej deseczki na trzech nóżkach z nasadzonym ołówkiem, tj. ekierki.

Koszyczek lub ekierka mogą się poruszać tylko pod wpływem niektórych osób, obdarzonych w tym względzie pewną siłą, a które nazywamy mediami, tj. pośrednikami między duchami a ludźmi. Warunki, wobec których przejawia się ta siła, zawisłe są od fizycznych i moralnych, jeszcze mało znanych przyczyn, albowiem są media różnego wieku, różnej płci i stopnia rozwoju umysłowego. Zdolności medialne można rozwijać odpowiednim sposobem życia i stosownymi ćwiczeniami.

V

Później okazało się, że koszyczek lub ekierka są w rzeczywistości przedłużoną ręką, a medium, chwytając za ołówek, zaczęło pisać zupełnie bezwiednie i bezładnie.

Porozumiewanie się, więc w ten sposób było łatwiejsze i rychlejsze; sposób ten jest najbardziej rozpowszechniony, gdyż i liczba osób, obdarzonych tymi zdolnościami, jest wielka i bez ustanku wzrasta.

Doświadczenia wreszcie pouczyły, że jest jeszcze więcej sposobów przejawiania się zdolności medialnych i wiemy, że porozumiewanie się może odbywać się za pośrednictwem mowy, słuchu, wzroku, wyczucia itd., a nawet przez bezpośrednie pismo duchów bez pomocy mediów i ołówka.

Po stwierdzeniu tych faktów pozostało jeszcze jedno ważne zagadnienie do zbadania, a mianowicie: jaka jest postawa i stosunek medium przy odpowiedziach i jaki udział mogło ono mieć w nich bądź moralnie, bądź mechanicznie? Dwie ważne okoliczności, wyjaśniające to zagadnienie, nie mogą ujść baczności poważnego badacza. Pierwszą jest sposób, w jaki porusza się koszyczek lub ekierka przez przyłożenie palców medium do ich obwodu; doświadczenie wykazuje niemożliwość jakiegokolwiek pokierowania nim widocznego. Ta niemożliwość okazuje się tym widoczniejsza, jeżeli dwie lub trzy osoby usiądą koło koszyczka lub ekierki; byłaby potrzebna między nimi całkowita jednomyślność w kierunku wywołania poruszania fenomenalnego; oprócz tego byłoby trzeba jednomyślności wszystkich w celu otrzymania tej samej odpowiedzi, oczekiwanej na dane zagadnienie. Jeszcze inny, nie mniej ważny fakt pomnaża trudności, a mianowicie zupełna zmiana charakteru pisma, jakim przejawia się dany duch, przy czym, gdy wróci on duch, rękopis jego się powtarza. Pośrednik - medium - musiałoby się tedy nauczyć zmieniać swoje pismo, a przede wszystkim przypominać sobie, który charakter pisma należy do tego lub owego ducha.

Druga okoliczność pochodzi z rodzaju i treści odpowiedzi, które zwłaszcza, gdy chodzi o zagadnienia treści naukowej lub oderwanej, przerastają w większości wypadków zdolności rozumowe i pojęcia medium w ogóle. Medium zwykle nie ma ani pojęcia o tym, co pisze, często nawet nie słyszy o tym, ani nie rozumie danej sprawy, która ponadto może być podana w nieznanym dla medium języku; albo też pytać się można samą myślą, duchem, by otrzymać odpowiedź. Czasem zdarza się, że ekierka lub koszyczek pisze samorzutnie bez zapytania w jakiejkolwiek nieoczekiwanej sprawie.

Odpowiedzi te odznaczają się wielokrotnie taką mądrością, taką głębokością i harmonią i objawiają tak wzniosłe i radosne myśli, że pochodzić mogą jedynie od wyższej inteligencji, ze sfer najczystszej moralności i doskonałości; niekiedy zaś są tak lekkomyślne, nikczemne i ordynarne, że rozum wzdraga się by można uwierzyć, że pochodzą z jednego i tego samego źródła. Różnice te tłumaczyć się mogą tylko różnorodnością przejawiających się inteligencji. Czy owe inteligencje, przejawiające się, odnoszą się do ludzi żyjących na ziemi, czy do istot poza nimi? Odpowiedź na to znajdziemy w tej księdze, którą podały duchy same.

Takie są wyniki zjawisk, wychodzących poza zwykłe ramy naszych doświadczeń, które nie przejawiają się wszakże skrycie, lecz w jasny dzień; może je każdy stwierdzić naocznie i nie są jakby przywidzeniem jednego człowieka, gdyż tysiące osób powtarza je i bada codziennie. Zjawiska te muszą mieć jakąś przyczynę, a od chwili, gdy przejawiła się czynność jakiejś istoty rozumnej i woli celowej - wychodzą z obrębu czystej fizyki. Już dużo teorii powstało w tym względzie; będziemy je badali i zobaczymy, czy mogą wyjaśnić wszystkie wypadki. Przypuśćmy zatem istnienie istot, różniących się od ludzi, chociaż jest to wyjaśnienie podane przez przejawiające się istoty rozumne i zobaczmy, co mówią.

VI

Istoty zjawiające się mówią same, że są duchami lub geniuszami, i zdaje się, że należały do ludzi, którzy już żyli na ziemi. Jak my, tu na ziemi za życia swego, stanowimy świat cielesny - materialny, tak owe duchy tworzą świat duchowy.

Streśćmy w niewielu słowach najważniejsze zasady nauki, podane nam przez ów świat duchowy, byśmy snadniej odpowiedzieć mogli na pewne zarzuty. Oto one:

"Bóg jest wieczny, niezmienny, niematerialny, jedyny, wszechmocny, ponad wszystko sprawiedliwy i dobrotliwy. On stworzył wszechświat, obejmujący wszystkie istoty ożywione, materialne i niematerialne."

"Istoty materialne należą do świata widzialnego - materialnego, zaś istoty niematerialne do świata niewidzialnego, czyli duchowego, tworzą świat duchów."

"Świat duchowy jest normalny, pierwotny, wieczny, który był przed światem materialnym i będzie i po nim."

"Świat materialny jest podrzędny, mógłby przestać istnieć - nie musiałby istnieć, nie powodując tym zmiany istoty świata duchowego."

"Duchy przyoblekają się docześnie w materię - szatę przemijającą, a po jej odłożeniu, po tzw. śmierci ustaje niewola, a nastaje swoboda ducha."

"Dusza jest to duch wcielony, a ciało jego jest mu li tylko szatą. Człowiek składa się z trzech części: z ciała materialnego, jako istność materialna podobna do wszystkich innych istot żywych, ożywionych tą samą siłą życiową - witalną; następnie z duszy, czyli istoty niematerialnej, tj. ducha wcielonego do materii, a po trzecie z perispritu, który łączy duszę z ciałem - pośredni czynnik między duchem a materią."

"Istota człowieka jest podwójna: swym ciałem materialnym należy do świata istot ożywionych, skąd czerpie swoje składniki przyrodnicze; swą duszą zaś uczestniczy w przyrodzie duchów."

"Łącznik, czyli perisprit, który łączy ciało z duchem, jest jakby szatą na wpół materialną. Śmierć jest zrzuceniem najgrubszej szaty materialnej; duch zatrzymuje tylko szatę drugą, która tworzy dla niego ciało eteryczne, niewidzialne dla nas w stanie normalnym, może ono, zatem stać się w pewnych okolicznościach widzialne i zmaterializowane, jak się to dzieje przy jego przejawianiu się.

"Duch tedy nie jest istotą oderwaną, nieokreśloną, którą byśmy tylko myślą pojąć mogli, lecz istotą realną - rzeczywistą określoną, mogącą być w pewnych warunkach poznaną naszymi zmysłami, wzrokiem, słuchem i czuciem."

"Rozróżniamy różne kategorie duchów, różniące się stopniem rozwoju, inteligencji, doskonałości, wiedzy i moralności. Duchy niejako pierwszej klasy są istotami wyższymi, odznaczają się swoją doskonałością, uczonością, swoim przybliżeniem się do boskości, swoją czystością uczuć i swoją miłością dla dobra i bliźnich. Są one aniołami w prawdziwym tego słowa znaczeniu, lub inaczej - duchami czystymi."

"Następne kategorie oddalają się coraz bardziej od pierwszych; duchy niższych klas cechują nasze niskie namiętności, są zawistne, nienawistne, mściwe, namiętne, pełne pychy, a na koniec lubujące się w uczynkach złych wszelkiego rodzaju. Między nimi są także duchy ani dobre ani złe; zakłócają one spokój ludzi, pobudzają ich do różnych rozwiązłości a mniej do złoczynu; głównymi cechami tychże są rozwiązłość, niestałość; są to duchy niezrównoważone i lekkomyślne.

"Duchy nie należą stale do tej samej kategorii. Wszystkie doskonalą się, przechodząc wciąż rozliczne stopnie hierarchii duchowej. Doskonalenie to dokonuje się przez kolejne wcielenie - zrodzenie się, które jest dla jednych pokutą za dawne winy, dla innych posłannictwem szczególnym. Żywot materialny jest zawsze szkołą, doświadczeniem, powtarzającym się tak długo, aż duch dostąpi doskonałości absolutnej, bezwzględnej. To jest czyściec, dokąd idą mniej oczyszczeni."

"Po opuszczeniu świata wraca znów dusza do świata ducha, skąd poprzednio wyszła, aby po krótszym lub dłuższym czasie - według stanu ducha wędrującego - przyjęła znowu żywot materialny."

"Ponieważ duch, upadły w materii, musi się wcielać wielokrotnie, wynika z tego, że wszyscy żyliśmy już wiele razy na ziemi i że przeżyjemy żywotów jeszcze wiele, mniej lub więcej doskonałych, już to tu na ziemi, już to na innych światach."

"Przymioty człowieka są przymiotami ducha, w ciało nasze wcielonego; tedy dobry człowiek jest wcieleniem ducha dobrego, zły człowiek natomiast wcieleniem ducha dotąd nieoczyszczonego".

"Dusza posiadała swoją indywidualność-osobowość przed wcieleniem i zachowa ją po odłączeniu się od ciała."

"Przy wstąpieniu do świata ducha spotyka dusza wiele osób, które na ziemi znała, a wszystkie poprzednie żywoty i wszystko dobre i złe popełnione przychodzi jej na pamięć i przejawia się jej jak obrazy w zwierciadle."

"Duch wcielony podlega wpływom materii; człowiek, przemagający ten wpływ, zbliża się do dobrych duchów, z którymi złączy się w swoim czasie. Kto daje się opanować swoim złym namiętnościom, kto szuka zadowolenia tylko w zaspokojeniu niskich chuci, ten zniża się do duchów nieoczyszczonych, ulegając popędom zwierzęcym."

"Duchy wcielone przebywają na rozlicznych światach w Kosmosie. Duchy niewcielone - wędrujące, nie przebywają w pewnych określonych krainach; bytują one wszędzie we wszechświecie i w pobliżu nas; widzą nas i stykają się z nami bez ustanku; jak liczne roje narodów uwijają się koło nas i uczestniczą w naszym życiu i pracy."

"Duchy wpływają bez ustanku na życie i losy ludzkości i na świat fizyczny, na myśli nasze i na materię i tworzą poniekąd jedną z sił przyrody; są główną i pierwotną przyczyną całego mnóstwa zjawisk dotąd niewyświetlonych, lub fałszywie tłumaczonych, a znajdujących rozumne wyjaśnienie jedynie w spirytyzmie."

"Duchy stykają się bez przerwy z ludźmi. Duchy dobre pobudzają nas do dobrego, wspomagają nas w doświadczeniach i trudach życiowych i pomagają nam znosić je mężnie i pokornie; duchy zaś złe nakłaniają nas do złego; radują się, gdy im ulegamy i z nimi się łączymy."

"Obcowanie duchów z ludźmi jest bądź tajne, bądź jawne. Tajne przejawia się dobrym lub złym wpływem na nas bez naszej świadomości; rozum nasz ma rozpoznawać wpływy dobre od złych. Jawne obcowanie dzieje się pisemnie, słowem lub innymi przejawami materialnymi, najczęściej za pomocą mediów, które służą im za narzędzie."

"Duchy przejawiają się już to samorzutnie, już to na życzenie albo na wezwanie. Możemy wywołać różne duchy i nieznanych nam ludzi, a także i duchy najznamienitszych osobistości, żyjących w którymkolwiek czasie. Możemy wywołać duchy naszych rodziców, przyjaciół i nieprzyjaciół i otrzymać od nich za pośrednictwem medium pisemne lub słowne rady i pouczenie o ich życiu za grobem, o ich zdaniu o nas i inne wiadomości, które wolno im podać."

"Dobór zbliżających się i przejawiających się duchów zależy od stanu etycznego i duchowego środowiska, które je wywołuje. Duchy wyższe przejawiają się wśród poważnych grup ludzi, gdzie zamieszkuje miłość do dobra i szczere pragnienie pouczenia i doskonalenia się. Obecność ich oddala duchy niższe, znajdujące gdzie indziej wolny przystęp, gdzie mogą zupełnie swobodnie działać między osobami rozwiązłymi lub takimi, które tylko z prostej ciekawości przychodzą tam, gdzie przeważają chucie nieczyste. Od takich nie możemy oczekiwać ani dobrych rad, ani użytecznych nauk, lecz tylko same błahostki, fałsze, brzydkie żarty, wymyślania lub mistyfikacje, gdyż często podszywają się pod nazwiska poważnych lub miłych nam osobistości, aby pozyskać nasze zaufanie, a potem tym lepiej nas okłamywać."

"Łatwo można rozpoznać złe duchy od dobrych; mowa dobrych, wyższych duchów jest zawsze poważna, wzniosła, głęboka, nacechowana najwyższą moralnością, wolna od wszelkich niskich popędów; rady ich tchną mądrością najczystszą i zmierzają zawsze do naszego podniesienia i dobra. Mowa duchów niższych natomiast jest płocha, często trywialna i ordynarna; tu i ówdzie dotyka rzeczy dobrych i prawdziwych, najczęściej zaś bredzi kłamliwie i bezmyślnie z nieświadomości lub złomyślności; naigrawają się z łatwowierności słuchaczy i bawią kosztem ciekawych, łechtają ich próżność i napełniają ich umysł kłamliwą nadzieją. Streszczając się: poważne przejawy, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, zachodzą tylko w kołach poważnych, to jest w takich, których członkowie zjednoczeni są wewnętrznym, jednomyślnym pragnieniem dobra."

"Moralność duchów wyższych opiera się na tej najwyższej zasadzie ewangelii Chrystusa: czynić innym to, co chcemy, aby i oni nam czynili, lub czynić dobro, a unikać zła. Człowiek znajduje w tej zasadzie powszechne prawo, które przejawia się i w najniepozorniejszych drobnostkach."

"Duchy pouczają nas, że sobkostwo, pycha, lubieżność są cechami ściągającymi nas do poziomu zwierząt, chuci zwierzęcych, ponieważ przywiązują nas do materii; uczą nas, że człowiek, który już tu na ziemi uwolni się od materii przez wyrzeczenie się marności ziemskich, a miłością do bliźniego zbliża się do celu swego powołania, powinien zrozumieć, że każdy z nas ma być tu użytecznym pracownikiem w Winnicy Pańskiej według swych zdolności i środków, jakie mu Bóg włożył do rąk; że silny i potężny powinien wspierać i ochraniać słabego, albowiem kto nadużywa swej mocy do gnębienia i ucisku bliźniego - ten narusza zakon Boży. Uczy ostatecznie, że w świecie ducha nie może być nic utajonego, skrytego; każdy złoczyn będzie tam ujawniony, a wszelkie uczynki hańbiące będą odkryte; że nieunikniona i nieustająca obecność tych, którym wyrządziliśmy jakąkolwiek krzywdę, jest karą nas oczekującą; że według stanu i stopnia podniosłości i niskości duchów rozdawane tam będą radości i kary, tu na ziemi nieznane."

"Nauczają nas one także, iż nie ma grzechu, który by nie mógł być odpuszczony lub odpokutowany. Człowiek znajdzie do tego w różnych żywotach odpowiednie środki, ułatwiające mu według jego życzenia i sposobu postęp naprzód na drodze do doskonałości, co jest jego celem istotnym."

Taka jest treść i istota spirytyzmu, podana przez wyższe duchy. A teraz rozpatrzmy zarzuty przeciwko nim podniesione.

VII

Dla wielu ludzi jest sprzeciw uczonych, jeśli nie dowodem, to przynajmniej ważnym zaprzeczeniem. Nie należymy do tych, którzy zwracają się przeciwko uczonym, ale na odwrót szanujemy ich; ich zdanie jednak nie może być we wszystkich wypadkach nienaruszalne, nieomylne.

Skoro tylko wiedza wystąpi z zakresu materialistycznego badania zjawisk, skoro tylko zaczyna śledzić i wyjaśniać ich istotę - zaraz otwiera się pole dla różnych domniemań i przypuszczeń; każdy uczony stwarza swoją teorię, dla której pragnie uzyskać przewagę i broni jej do ostateczności. Czyż nie widzimy codziennie, jak to najróżnorodniejsze zdania i zasady bywają wychwalane, a następnie znowu odrzucane? Czyż niejedne twierdzenia nie bywają pospiesznie jako błędy i niedorzeczności ogłaszane, a wkrótce jako prawdy bezsporne uznawane?! Zjawiska zaś i fakty same są najlepszym kryterium naszych poglądów i przekonań: fakty są wyrokiem nieodwołalnym. Gdzie nie ma istotnych dowodów - tam powątpiewanie jest osądem każdego prawdziwego uczonego.

W wypadkach oczywistych zasługuje osąd uczonych na wiarę zupełną, gdyż znają je lepiej od zwykłego człowieka; jeżeli jednak chodzi o nowe zasady i zjawiska nieznane, są ich poglądy i zapatrywania tylko hipotetyczne - prawdopodobne, ponieważ nie są, jak wszyscy inni, wolni od przesądu lub błędu. Można by rzec, że uczony jest bardziej skory do przesądu, niż kto inny, gdyż skłonności przyrodzone prowadzą go do podporządkowania wszystkiego pod własny sąd i zdanie raz przyjęte: Każdy uczony, wyspecjalizowany w jednej gałęzi wiedzy, skierowuje do niej wszystkie swe myśli, a wszystko inne chciałby podporządkować pod tę samą kategorię myślenia. Taka już jest słabość ludzka. Zwrócimy się przeto z całą wiarą i ufnością o radę do chemika w sprawie jakiego zagadnienia analitycznego, do fizyka w sprawie zagadnienia o elektryce, a do mechanika o sile ruchomej; oni pozwolą nam bez ujmy dla szacunku, jaki żywimy dla ich wiedzy specjalnej, powiedzieć, że nie możemy przywiązywać wagi do ich sprzeciwu w zagadnieniach spirytystycznych, przynajmniej nie więcej jak np. do zdania jakiego budowniczego w sprawach muzyki.

Zwyczajne gałęzie wiedzy opierają się na materii, zjawiska zaś spirytystyczne wywodzą się od działania inteligencji, które mają swoją wolę i prawa i stale wykazują, że nie podlegają naszym przywidzeniom... Badania ich nie mogą, więc być prowadzone na sposób tamtych, lecz wymagają innych środków i sposobów dochodzenia.

Nauki materialistyczne nie mogą, więc wydawać sądu w sprawach zagadnień spirytystycznych; nie jest to ich zadaniem, a ich sąd o spirytyzmie, przychylny czy nieprzyjazny, nie jest miarodajny. Spirytyzm jest wynikiem przekonania osobistego, każdego uczonego z osobna, niezależnie od ich charakteru jako uczonych. Gdyby zaś chciano podporządkować to zagadnienie nauce urzędowej, znaczyłoby to tyle, co oddanie zagadnienia duszy pod osąd zrzeszenia fizyków lub chemików. Byłoby przeto grubą niedorzecznością twierdzić, że jakiś człowiek musi być wielkim psychologiem, jeśli jest wielkim matematykiem lub anatomem. Anatom, badając ciało ludzkie, szuka duszy, a nie znalazłszy jej pod swym nożykiem, nie widząc jej naocznie, mówi ze swojego stanowiska materialistycznego, że jej nie ma. Czyż wynikałoby z tego przeciwko powszechnemu mniemaniu, że zdanie jego jest prawdziwe? Gdzież tam! Widzimy tedy, że spirytyzm nie należy do rzędu nauk powszednich.

Skoro więc spirytyzm rozszerzy się po świecie i będzie przyjęty przez ogół szeroki - a chwila ta już niezbyt daleka, jak to sądzimy według zawrotnej szybkości, z jaką się rozszerza - wtedy stanie się tak, jak to było ze wszystkimi nowymi ideami, powszechnie zwalczanymi i nieuznawanymi, że świat naukowy poddaje się oczywistości; wszyscy uczeni będą do tego całą powagą i rzeczywistością zjawisk jednomyślnie doprowadzeni.

Na razie zapominają wszyscy, którzy bez poprzedniego, dokładnego zbadania potępiają sporne zagadnienie i na pośmiech wystawiają każdego, nie zgadzającego się z ich przekonaniem, że tak bywało zgoła przy każdym, wielkim zagadnieniu, przynoszącym chlubę całej ludzkości; że narażają się na niebezpieczeństwo pomnożenia szeregów osławionych przeciwników nowej idei. Nie pomną oni, że mogą być zaliczeni w poczet członków owego grona uczonych, którzy w roku 1752 z ogromnym śmiechem przyjęli rozprawę Franklina o gromnikach, uważając ją za niegodną, by się nią zajmować; lub do onego drugiego zespołu uczonych, który pozbawił Francję dobrodziejstwa stworzenia pierwszej parowej żeglugi

morskiej, uważając przedłożony system Fultona za niepraktyczny sen wariata; a przecież to były zagadnienia ich własnego zakresu badań! Jeżeli, więc ów wykwit uczonych całego świata przyjmował z szyderstwem i pośmiewiskiem wszystkie dla nich niezrozumiałe idee i myśli, które za parę lat później dokonały przewrotu wiedzy, etyki i całego przemysłu, - jakżeby można przypuścić, że obce dla nich zagadnienia znajdą u nich przyjaźniejsze przyjęcie?!

Pomyłki niektórych uczonych, smutnej dla nich pamięci, nie powinny pozbawiać ich naszego szacunku, uzyskanego w innych kierunkach. Czyż jednak zdrowy "chłopski" rozum osiąga się dopiero przez dyplomy akademickie? Popatrzcie na zwolenników i wyznawców ruchu spirytystycznego - czy znajdują się między nimi tylko sami ignoranci - wśród tego niezliczonego zastępu ludzi zasłużonych, jemu oddanych?! Czyż możecie wiarę ich i przekonanie tak łatwo odrzucić? Powaga i uczoność tych wielkości zasługuje przecież na to, aby powiedziano: ponieważ tacy uczeni potwierdzają te nauki i występują odważnie w ich obronie, przeto musi być chociaż coś w tym prawdy!

Powtarzamy jeszcze raz, że gdyby zjawiska, którymi się zajmujemy, ograniczyły się tylko do mechanicznego poruszania przedmiotów, to już badanie przyczyny fizycznej ruchu tego należałoby do zakresu naszej nauki; tym bardziej zaś, jeżeli chodzi o manifestacje, przekraczające znane prawa przyrody, a tym samym wymykające się spod kompetencji wiedzy materialistycznej, gdyż nie dają się wyświetlić ani cyframi, ani siłami mechanicznymi. Jeżeli zaś pojawi się jakiś nowy fakt, nowe zjawisko, nie należące do żadnej znanej gałęzi wiedzy, wtedy nie powinien uczony odwracać oczu od niego, lecz powiedzieć sobie szczerze, że jest to dla niego nowe pole badań, które należy podjąć z całą otwartością i wytrwałością bez uprzedzeń aż do ostatecznego zbadania istoty i przyczyny danego zagadnienia.

Człowiek, uważający się za nieomylnego, jest bardzo bliski błędu; ci zaś, którzy wygłaszają najfałszywsze idee, ufają swojemu omylnemu rozumowi i potępiają wszystko, co wydaje im się niemożliwe. Ci, którzy swego czasu odrzucili podziwu godne wynalazki, stanowiące chlubę ludzkości, odwoływali się na tego sędziego. Co nazywamy rozumem, jest często pychą zakapturzoną, a kto uważa się za nieomylnego, uważa się za równego Bogu.

Zwrócimy się tedy do ludzi mądrych i nieuprzedzonych, którzy nie potępiają z góry tego, czego nie widzieli, o czym się nie przeświadczyli, którzy nie sądzą o przyszłości według przeszłości i wierzą, że człowiek nie osiągnął jeszcze najwyższego stopnia mądrości i że przyroda nie wypowiedziała jeszcze ostatniego słowa.

VIII

Badanie takiej nauki, jaką jest spirytyzm, który nas przenosi nagle do nowego, zadziwiającego rodzaju zjawisk i rzeczy, może być podejmowane z pożytkiem i powodzeniem tylko przez ludzi poważnych, wytrwałych, wolnych od przesądów, a ożywionych szczerą i stałą wolą. Nie można przypisywać takich własności tym, którzy z góry, lekkomyślnie osądzają rzecz, nie zbadawszy jej poprzednio należycie; którzy nie wnoszą w swoje studia ani dokładności, ani potrzebnej ścisłości; tym mniej możemy się spodziewać tego od ludzi, którzy, obawiając się utraty poważania wśród uczonych, wysilają się, by wyszukać jaką śmieszną stronę najprawdziwszych, lub za takie przyjętych przez ludzi, których wiadomości, charakter i doświadczenie dają gwarancję sądu nieuprzedzonego. Niech opamiętają się ci, którzy mniemają, że zjawiska spirytystyczne nie zasługują na to, by je badać, gdyż nikt ich nie zmusza do tego, lecz niech uszanują także zdanie innych.

Warunkiem każdego studium poważnego jest wytrwałość. Czyż można się dziwić, gdy nie otrzymamy mądrej odpowiedzi na poważne pytania, jeśli są postawione przygodnie i wtrącone jakby umyślnie między mnóstwo pytań śmiesznych? Częstokrotnie są pytania złożone i wymagają dla swojego wyjaśnienia pytań uzupełniających, pomocniczych. Ktokolwiek chce sobie przyswoić jaką wiedzę, musi ją studiować metodycznie, zaczynać od początku i krok za krokiem postępować naprzód, łącząc i rozwijając nasuwające się myśli.

Tak ma się rzecz i przy porozumiewaniu się z duchami: Jeżeli chcemy się czegoś nauczyć od nich, musimy przejść z nimi cały kurs nauki, musimy sobie wybrać nauczyciela i pilnie pracować.

Powiedzieliśmy już, że wyższe duchy przychodzą tylko do poważnych środowisk pracy, mianowicie tam, gdzie panuje spokój, jednomyślność i zgodne dążenie do dobra.

Oddalają ich zaś nikczemne i lekkomyślne pytania i sprawy, podobnie jak i oddalają rozumnych ludzi; wówczas otwiera się pole popisu dla próżnych, kłamliwych i podstępnych duchów, które czekają chciwie na sposobność, aby się z nas wyśmiewać i zabawić naszym kosztem. Co stanie się z poważnym pytaniem wśród takiego towarzystwa? Otrzyma się odpowiedź, ale od kogo? Rzecz ma się tak samo, jak gdybyśmy między rozpustnych i rozbawionych młokosów przyszli z pytaniami: "Co to jest dusza? Co to jest śmierć?" itp. Jeżeli chcecie otrzymać odpowiedź poważną, bądźcie sami poważnymi w prawdziwym tego słowa znaczeniu, dostosujcie się do wymaganych warunków, a wtedy dopiero otrzymacie poważną odpowiedź. Bądźcie w studiach waszych wytrwali i pilni, inaczej opuszczą was duchy wyższe, tak jak uczyni nauczyciel niedbałym uczniom.

IX

Poruszanie się przedmiotów jest faktem stwierdzonym; należy jednak sprawdzić, czy jest to przejaw jakiejś inteligencji i wyśledzić jego źródło.

Nie mówimy tu o inteligentnym poruszaniu się pewnych przedmiotów, ani o ustnym lub pisemnym porozumiewaniu się ze światem ducha przez media; ten rodzaj manifestacji, jasny dla tych, którzy je widzieli i sami zbadali, nie jest na pierwszy rzut oka dostatecznie niezawisły od woli, aby nadawał się do przekonania początkującego widza lub badacza. Będziemy tutaj mówić tylko o piśmie, otrzymanym za pomocą stosownego przedmiotu, do którego przyczepiono ołówek, jak np. do koszyczka, ekierki itp. Sposób przyłożenia palców medium do danego przedmiotu wyklucza, i przy największej zręczności medium, możność współdziałania przy otrzymaniu pisma. Ale przypuśćmy, żeby jednak jakąś czarodziejską zręcznością zdołało medium okłamać oko najbystrzejszego badacza; jak można wszakże wyświetlić pochodzenie odpowiedzi, przewyższających wszelkie wiadomości i pojęcia medium? Zwróćcie uwagę także na tę okoliczność, że otrzymuje się nieraz odpowiedzi nie jednosłowne, lecz napisane na całych arkuszach, a to z zadziwiającą szybkością, bądź samorzutnie, bądź celowo o danej rzeczy. Spod ręki medium, nieznającego się zupełnie na literaturze, wyjdzie niekiedy wiersz, baśń lub powieść o wysokiej wartości duchowej, w układzie i formie artystycznej, pełna wzniosłych myśli, żeby się za nią nie powstydził najlepszy poeta lub pisarz z Bożej łaski. Co zaś jeszcze więcej zwraca uwagę na te zjawiska, to fakt, że pojawiają się wszędzie, a zastęp pośredników mediów mnoży się w nieskończoność. A czy są prawdziwe te fakty, czy zmyślone? Na to pytanie odpowiadamy tylko: patrzcie i badajcie, sposobności wam nie braknie; badajcie często, cierpliwie i odpowiednio do danych warunków.

Co mówią na to przeciwnicy? Jesteście - odpowiadają - ofiarami szarlatanerii lub rzecznikami fałszu. Zaznaczamy naprzód, że nie można dopuścić słowa szarlataneria tam, gdzie nie chodzi o zysk; szarlatani i kuglarze nie wykonują swego rzemiosła za darmo. Cała sprawa byłaby, więc jedną wielką mistyfikacją. Lecz, w jaki podziwu godny sposób mogliby się owi mistyfikatorzy z jednego końca świata na drugi porozumieć, by stale zgodnie jednakowo występowali, wywołując takie same zjawiska i dając o tych samych przedmiotach w różnych językach te same odpowiedzi? A dlaczego zajmowaliby się rozumni, poważni i uczeni ludzie takimi sprawami i w jakim celu?

Zarzuca się też, że jeśli nie jest to oszustwo, to obie strony mogą być ofiarą jakiejś złudy. Wprawdzie ma jakość i rodzaj świadków swoje znaczenie, ale zapytać się tutaj musimy, czy wyznawcy spirytyzmu, których dziś liczymy już na miliony, rekrutują się tylko z samych prostaków i ludzi bez wykształcenia? Zjawiska spirytystyczne są tak nadzwyczajne, że pojmujemy niewiarę i wątpliwości niewierzących; ale czego nie możemy uznać, to uroszczenia wielu Tomaszów, jakoby oni mieli wyłączny monopol na zdrowy rozum. Bez względu na słuszność, powagę, lub moralną odpowiedzialność swoich przeciwników ogłaszają za głupców wszystkich, którzy mają inne poglądy. W oczach każdego rozumnego człowieka miarodajnym jest zdanie ludzi oświeconych, którzy sprawę długo studiowali, badali, doświadczali i przemyśliwali z potrzebną sumiennością poważnych badaczy, nie mając w tym żadnego interesu, by rozszerzać błędy i fałsze, ni czasu na zajmowanie się błahostkami.

X

Między zarzutami jest jeszcze wiele na pozór trafnych, opartych na doświadczeniu, a pochodzących od ludzi poważnych.

Jeden z tych zarzutów jest oparty na powiedzeniach pewnych duchów. Powinniśmy sobie uświadomić, jak nas duchy same pouczają, że nie są one sobie równe ani wiadomościami, ani własnościami i że nie mamy brać wszystkiego, co mówią, dosłownie; rzeczą zaś ludzi rozumnych jest, ażeby odróżniali dobre od złego. Jeżeli zaś nasi przeciwnicy wysnuwają z tego wniosek, że mamy do czynienia tylko z istnościami złośliwymi, chcącymi nas oszukiwać, to nie wiedzą o poselstwach otrzymywanych w środowiskach, gdzie zjawiają się tylko duchy wyższe; inaczej nie myśleliby tak. Jest pożałowania godne, że przypadek tak im posłużył, iż pokazał im tylko ciemną stronę świata duchowego; nie chcemy bowiem przypuszczać, żeby ich skłonności przyciągnęły do nich zamiast dobrych, raczej duchy złe, kłamliwe lub obraźliwe. Można by, co najwyżej sądzić, że zasady i przekonania ich nie są dość stałe i czyste, aby odróżnić i oddzielić zło i że złe duchy znajdują w tym niejaką rozkosz, gdy zadowolą ich ciekawość; korzystając zaś ze sposobności, wkradają się między nich, podczas gdy duchy dobre oddalają się od nich.

Oceniając zagadnienie o duchach na podstawie takich danych, popełniłoby się błąd podobny, jak np. osądzając charakter, jakiego narodu według tego, co się mówi i dzieje w towarzystwie, cieszącym się złą opinią. Podobnie jak tu na ziemi, są i w świecie ducha towarzystwa dobrych i złych duchów; trzeba jednak zważać na to, co się dzieje między duchami wybranymi, aby się przekonać, że świat niewidzialny zamieszkuje nie tylko zwykły motłoch. Na pytanie, czy przyjdą do was istoty wybrane, odpowiadamy: "Nie pozostawajcie na przedmieściu, ale idźcie dalej, patrzcie, śledźcie i studiujcie!" Są tam rzeczy dla wszystkich i o wszystkim; przypomnijcie sobie słowa Chrystusa, który powiedział: "Mają oczy, a nie widzą, mają uszy, a nie słyszą".

Inna strona zdania tych ludzi polega na tym, że nie widzą, w manifestacjach i we wszystkich przejawach materialnych świata ducha niczego innego, jak tylko działanie jakiejś mocy diabelskiej, która przybiera różne postacie i sposoby, aby nas tym lepiej okłamać.

Zdania tego nie uważamy za godne, abyśmy się nim zajmowali, gdyż już jest obalone tym, cośmy powyżej powiedzieli; dodamy tylko, że gdyby naprawdę tak było, to musielibyśmy przyznać, iż diabeł jest niekiedy bardzo rozumny i wysoce moralny, lub inaczej powiedziawszy, że są także dobre diabły.

I rzeczywiście, jak moglibyśmy uwierzyć, że Bóg zezwala tylko złym duchom się przejawiać, aby nam szkodziły i nie dał nam przeciwwagi w radach dobrych duchów? Gdyby nie mógł tego uczynić, nie byłby wszechmocny, a gdyby mogąc, nie czynił tego, nie zgadzałoby się to z Jego dobrotliwością; jedno i drugie byłoby urąganiem Bogu. Rozważcie, że przypuszczenie przejawów złych duchów oznacza równocześnie uznanie zasady manifestacji; jak można by, więc wierzyć, że Bóg dopuszcza tylko zło, a wyłącza dobro? Taka nauka sprzeciwia się wszelkim pojęciom zdrowego rozumu i religii.

Nastręcza się jeszcze jedna sprawa, a mianowicie, że mówi się o duszach znanych i często pytają się ludzie, dlaczego ^przejawiają się zazwyczaj tylko one. Jest to nieprawda, pochodząca, jak wiele innych rzeczy, z badania powierzchownego. Między duchami, przychodzącymi bez wezwania, jest więcej nieznanych, które podpisują się jakimkolwiek imieniem, często tylko alegorycznym lub charakterystycznym. Co zaś dotyczy duchów wyzwanych, to, o ile nie są to krewni lub przyjaciele, zwracamy się raczej do znanych, niż do nieznanych.

Zwraca także uwagę ta okoliczność, że duchy ludzi wysoko postawionych przychodzą z ufnością na nasze wezwanie i że zajmują się niekiedy niepokaźnymi sprawami w porównaniu do dzieł, wykonanych za życia na ziemi. Ci, którzy wiedzą, że moc i powaga, jakich tutaj na ziemi zażywają ludzie, nie dają pierwszeństwa w świecie duchowym, ci nie znajdują w tym nic dziwnego, widząc w tym tylko potwierdzenie słów Ewangelii: "Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża - będzie wywyższony". A więc ten, kto był na ziemi pierwszym, może być w zaświecie jednym z ostatnich, a przed kim za jego żywota skłanialiśmy głowy, może przyjść do nas, jak prosty robotnik, gdyż opuszczając żywot ziemski, opuścił całą swoją wielkość, a najpotężniejszy monarcha może być sługą ostatniego ze swych żołnierzy.

XI

Rzeczą doświadczeniem sprawdzoną, a przez duchy potwierdzoną, jest ta okoliczność, że duchy niższe podszywają się często pod znane i poważne nazwiska. Któż nam udowodni, że duchy, podające się za Sokratesa, Karola Wielkiego, Fenelona, Napoleona, Waszyngtona itp., byli nimi naprawdę? Wątpliwość tę żywią nawet niektórzy z gorliwych zwolenników spirytyzmu; przyznają pośrednictwo i manifestacje duchów, ale pytają się: "Jakąż mamy kontrolę nad ich tożsamością?" I rzeczywiście, kontrola jest trudna do przeprowadzenia; możemy rozpoznać to według pewnych oznak przejawów.

Jeżeli przejawi się duch, jakiego krewnego, przyjaciela lub osoby znanej, zwłaszcza, jeżeli zmarła przed niedawnym czasem, bywa zwyczajnie, że wymowa jej ma ten sam charakter i akcent, jak za życia między nami, a to jest dobrym znakiem tożsamości. Wątpliwości nie można tym bardziej dopuścić, jeżeli duch przejawiający się porusza stosunki i sprawy familijne, które są jemu tylko znane. Syn w istocie nie omyli się w rozpoznaniu mowy ojca lub matki, a podobnie i rodzice poznają głos swego dziecka. Przy poufałych przejawach tego rodzaju zdarzają się nieraz tak wzruszające sceny, że przekonują i najzatwardzialszego przeciwnika. Najzawziętszy sceptyk i niedowiarek bywa często zaskoczony i oszołomiony nieoczekiwanym przejawem, skierowanym do niego.

Jeszcze inna, bardzo ważna okoliczność przyczynia się do rozpoznania tożsamości. Wspomnieliśmy już, że pismo medium zmienia się odpowiednio do wywołanego ducha i że ten sam charakter pisma pojawia się z całą dokładnością przy każdorazowym przejawie danego ducha. Stwierdzono już wielokrotnie, że pismo, zwłaszcza niedawno zmarłych osób, ma zadziwiające podobieństwo do pisma ich za życia; widzieliśmy podpisy o skończonej tożsamości. Jesteśmy dalecy od tego, abyśmy, z tej okoliczności, nie zawsze się objawiającej, mieli wywodzić jakie prawidło, naprowadzamy je tylko jako pamięci godne zjawisko.

Jedynie duchy, które osiągnęły już pewien stopień oczyszczenia, są uwolnione od wszelkiego wpływu cielesnego; które zaś nie są jeszcze zupełnie wyzwolone z materii, zachowują po większej części te same myśli, zwyczaje i upodobania, jakie miały na ziemi, a to jest dalszą cechą rozpoznawczą. Oznak takich nastręcza się mnóstwo przy różnych okolicznościach, trzeba je tylko umieć śledzić i szukać uważnie w myśl zasady - kto szuka, ten znajdzie. Pisarze i uczeni mówią o własnych dziełach lub naukach, podnosząc i chwaląc pewne części, a inne odrzucając. Inni odsłaniają nieznane lub mało znane okoliczności życia swego lub śmierci. Są to wyraźne i jasne dowody tożsamości.

Jeżeli można tedy sprawdzić dokładnie tożsamość niektórych duchów wywołanych, to nie mamy przyczyny do powątpiewania, że tak może być we wszystkich wypadkach. Jeżeli nie można zastosować podobnych środków kontroli do osób już dawno zmarłych, odnajdziemy pewnie inne, stosowne. Duch człowieka mądrego i dobrego nie będzie mówił, jak duch człowieka rozpustnego i nierozumnego. Duchy, podszywające się pod imiona znanych, sławnych ludzi, zdradzą się rychło swoją płochą mową i niskimi zasadami; ten, który podawał się za Fenelona, a obraził, choćby przygodnie, zdrowy rozum i moralność, zdradził już swój podstęp. Przeciwnie, gdyby podane myśli były zawsze wzniosłe i czyste i stale obracały się na poziomie charakteru Fenelona, to nie mielibyśmy powodu do powątpiewania o jego tożsamości, inaczej musielibyśmy wierzyć i przypuszczać, że duch, który nakazuje dobrze czynić i odznacza się wysoką moralnością, kłamie świadomie i bezużytecznie. Doświadczenie nas pouczą, że duchy tego samego stopnia rozwoju, tej samej natury, myśli i uczuć gromadzą i jednoczą się w jednolite grona i rodziny. Poza tym jest poczet duchów niezliczony daleko nam do tego, byśmy wszystkie znali, a przeważnie są dla nas bezimienne. Może tedy inny duch z grona Fenelona przyjść zamiast niego, często może być przez niego wysłany jako zastępca, który przedstawia się pod jego imieniem, a będąc jemu zupełnie równym, może go zastąpić, dlatego, że chcemy mieć nazwisko. Cóż zresztą zależy komuś na tym, czy dany duch jest Fenelonem, czy nie? Jeżeli tylko mówi i naucza o dobrych rzeczach, to jest to, jak by Fenelon mówił sam. Jest to obojętne, pod jakim nazwiskiem się zgłasza, a często jest to tylko pomoc, abyśmy lepiej i z większym zaufaniem przyjmowali jego naukę. To zresztą nie byłoby potrzebne w kołach, ożywionych szczerym zaufaniem obustronnym; tam może być tożsamość stwierdzona dowodami naocznymi i bezpośrednimi.

Prawdą jest, że zastępstwo duchów może być powodem wielu pomyłek, że stąd mogą wyniknąć błędy, a często i mistyfikacje - oszustwa. W tym właśnie spoczywają trudności praktycznego spirytyzmu. Nigdyśmy przecież nie twierdzili, że wiedza ta jest łatwą, lub że igraszką jest przyswojenie jej sobie. Trzeba, więc często i bardzo wyraźnie powtarzać, że spirytyzm wymaga pilnego i długotrwałego studiowania, gdyż przejawów nie można wywołać zawsze, lecz przeciwnie musimy czekać, aż same się zjawią. Wielokrotnie zjawiają się wśród okoliczności najmniej oczekiwanych. Dla bystrego i cierpliwego badacza znajdzie się zawsze dosyć sposobności do odkrycia niezliczonych charakterystycznych własności, które staną się dla niego nowym zdrojem poznania.

XII

Wyżej przytoczone uwagi zmuszają nas do poświęcenia kilku słów innej trudności, a mianowicie różnorodności odpowiedzi duchów o tym samym przedmiocie. Duchów - podobnie jak ludzi - jest wiele rodzajów, już to według nabytych wiadomości, już to co do stopnia moralności. Jeżeli mówimy z uczonym, otrzymamy odpowiedź mądrą i głęboką, a na odwrót mowa ducha nieuświadomionego lub ograniczonego będzie odpowiadać jego naturze i wykształceniu. Najważniejszą rzeczą przeto jest wiedzieć, z kim rozmawiamy.

Zdarza się, że i takie duchy, które uważamy za wyższe, są sprzeczne w swoich odpowiedziach. Skąd to pochodzi? Przede wszystkim powiedzmy, że są jeszcze i inne przyczyny, niezależne od wymienionej, które w pewnym stopniu wpływają na odpowiedź, bez względu na własności duchów samych. Wyświetli się to dopiero po dokładnym zbadaniu. Znowu powtarzamy, że badanie własności duchów wymaga bezustannej czujności i naprawdę wytrwałej pracy. Całe lata są potrzebne, aby z prostego człowieka stał się zwykły lekarz, a trzy czwarte życia ludzkiego, aby z niego był prawdziwy uczony - a tutaj chcielibyśmy za niewiele godzin poznać ogrom wiedzy nieskończonej?! Nie oszukujmy się tedy - studium spirytyzmu jest niezmierzone, dotyczy bowiem wszystkich zagadnień metafizyki, wszystkich gałęzi wiedzy i ładu społecznego; jest to cały nowy świat, z nowymi prawami, otwierającymi się przed nami. Czy mamy się przeto dziwić, że trzeba długiego czasu, by sobie to przyswoić?!

Duchy tworzą nieprzerwany łańcuch od stopnia najniższego aż do najwyższego; podział ich jest dowolny. I ten, kto rozróżnia dziesięć kategorii, i ten, który liczy ich dwadzieścia lub więcej, każdy ma słuszność.

Potwierdza nam to wiedza swoimi przykładami - gdyż każdy uczony posiada swój system, który się zmienia bez uszczerbku dla samej wiedzy. Czy ktoś studiuje botanikę według Lineusza, Jussiena, czy Tourneforta, pozna tylko botanikę. Przestańmy, więc przypisywać sprawom podrzędnym więcej wagi, niż na to zasługują, i zajmujmy się tym, co jest naprawdę ważne, a po głębszym namyśle znajdziemy w tym, co zdawało się nam niezgodne, jednak pewne podobieństwo, które nam uszło przy pierwszym rzucie oka na sprawę.

XIII

Z lekka tylko chcemy dotknąć zarzutu pewnych niedowiarków o błędach językowych, popełnianych przez duchy, co nam posłuży do uczynienia ważnej uwagi. Pisownia duchów - przyznajmy to - nie jest zawsze poprawna i bezbłędna. Kto twierdzi, że duchy powinny znać pisownię, kiedy wszystko wiedzą, ten nie zna świata ducha. Zresztą moglibyśmy przytoczyć cały szereg rozgłośnych uczonych, którzy dopuszczają się grzechu podobnego bez ujmy dla ich zasług. U duchów wszakże jest w tym ważniejsza przyczyna. Dla nich, a przede wszystkim dla duchów wyższych, jest myśl wszystkim - forma niczym. Ponieważ są niematerialne, jest ich mowa prędka, jak myśl, gdyż jest to właśnie tylko myśl, która się bezpośrednio przejawia; jest dla nich rzeczą wielce nieprzyjemną i uciążliwą posługiwać się przy porozumiewaniu się z nami niedoskonałymi i przewlekłymi formami mowy ludzkiej, zwłaszcza wobec ubóstwa wyrazów dla poszczególnych myśli. Same nam zwracają uwagę na to. I jest to pamięci godne, jakich to środków używają do zaradzenia tej niedogodności. Przekonalibyśmy się snadnie o tym, gdybyśmy chcieli wygłosić dłuższą mowę w języku uboższym w słowa od języka naszego. Przeszkodę tę odczuwa każdy genialny uczony lub pisarz wobec niedomagań języka, gdy się mu myśli garną, a nie może ich wysłowić. Z tego zrozumiemy, że duchy bardzo małą wagę przypisują pisowni szkolnej, szczególnie gdy chodzi o dłuższe, poważne pouczenie. Czyż nie jest to podziwu godne, że wypowiadają się we wszystkich językach i wszystkich rozumieją? Z tego nie należy wszakże sądzić, że nie znają w ogóle prawideł wymowy i pisowni, gdyż ich nie używają z powodów wyżej wyszczególnionych. Dowód zaś przeciwny mamy w tym, że zachowują wszystkie prawidła językowe w dyktowanej baśni lub w poematach, które wytrzymują najostrzejszą krytykę, mimo zupełnego nieraz nieuctwa medium.

XIV

Są ludzie, którzy we wszystkim, a szczególnie w tym, czego nie znają, węszą niebezpieczeństwo i nie omieszkują twierdzić przy każdej sposobności, że wiele osób, oddających się badaniu spirytyzmu, utraciło rozum. Czy to w ogóle jest ważny zarzut? Czyż nie zdarza się coś podobnego przy każdym zajęciu umysłowym u ludzi słabego rozumu? Znamy ogromny poczet wariatów matematyków, lekarzy, muzyków, filozofów i badaczy innych nauk. Czyż dlatego miano by zarzucić wszelkie nauki i wiedzę? Czego to dowodzi? Z powodu nadmiernej pracy cielesnej marnieją słabo rozwinięte ręce i nogi, które są narzędziem czynności fizycznej; podobną i źle pojętą pracą umysłową nadwerężamy słaby mózg - narzędzie pracy duchowej. Przez zniszczenie narzędzia pracy nie zostanie duch zniszczony - zostanie on nienaruszony, a przeciwnie po wyzwoleniu się z materii odzyska pełnię swych zdolności. Szaleniec jest właśnie zwykle ofiarą nadmiernej pracy.

Jak już powiedziano, może każda praca umysłowa doprowadzić do szaleństwa. Wiedza, nauki, sztuka, gorliwość religijna, ba i powszednie zajęcia przyczyniają się do tego. Pierwszą przyczyną szaleństwa jest ograniczona natura mózgu, która czyni go mniej lub więcej podatnym na pewne wpływy i napory. W razie zaistnienia podatności do wariacji wskutek tzw. dziedzicznego obciążenia, może z któregokolwiek zajęcia zrodzić się tzw. idee fixe - tak np. na temat duchów u tego, który zajmuje się sprawami duchowymi, podobnie jak u innego na tle myśli o Bogu, o niebie i aniołach, o piekle, diabłach i wiecznym zatraceniu, o szczęściu i mocy, o stanie macierzyńskim i o czymkolwiek innym. Jest wiadomo, że np. wariat na tle religijnym stałby się wariatem na tle spirytyzmu, gdyby spirytyzm pochłonął jego myśli, jak również stać by się nim mógł i z innych powodów.

Twierdzimy ponadto, że spirytyzm dobrze zrozumiany jest wprost środkiem i ochroną przeciwko wariacji, gdyż łagodzi i przytępia ostrze wszelkich ran życiowych, usuwa strach przed śmiercią i wzmacnia, rozjaśnia i uspokaja ducha.

Do najpowszedniejszych przyczyn naruszenia mózgu należą rozczarowanie, nieszczęście, nieodwzajemniona namiętna miłość i wszystko, co w innych okolicznościach prowadzi do samobójstwa. Prawdziwy duchowierca spogląda na podobne sprawy ze stanowiska wyższego, gdyż wydają mu się nieznaczne i znikome wobec oczekującej go przyszłości; żywot jest mu tak krótki, tak przemijający, że wszelkie utrapienia i niepowodzenia są w jego oczach tylko nieprzyjemnymi przygodami w podróży. Co by u innego powodowało gwałtowne wzburzenie, to on przyjmuje ze spokojem ducha. Wiadomo mu, że przygody i przykrości świata tego przyśpieszają jego postęp, jeżeli poddaje im się bez szemrania i że będzie za to wynagrodzony według tego, jak je znosił. Przeświadczony o tym, zdaje się na łaskę i opatrzność Boską, staje się cierpliwym i spokojnym, a to chroni go od wszelkich nastrojów, prowadzących do wariacji i samobójstwa. Mając możność porozumiewania się z duchami, poznaje los tych, którzy samowolnie skrócili sobie żywot, a obraz ich stanu jest tak wymowny, że obroni go od wszelkich pokus i nastrojów chmurnych. Poczet tych, którzy uniknęli tego nieszczęścia i odwrócili się od popełnienia tego grzechu wobec siebie i Boga, jest bardzo wielki. Już w tym ujawnia się wielki pożytek i wpływ błogosławiony spirytyzmu. Niech się niewierzący wyśmiewają z nas, my wszak życzymy wszystkim tej pociechy, jaką przynosi każdemu ta wzniosła nauka. Oby sobie wszyscy ludzie zadali trud poznania dobroczynnego jej wpływu!

XV

Pozostają jeszcze dwa zarzuty, które jedynie zasługują na tę nazwę, ponieważ zasadzają się na rozumnych teoriach.

Pierwszy i drugi uznaje prawdziwość zjawisk materialnych i moralnych, ale wyklucza współdziałanie duchów. Pośrednicy media są według nich w pewnym, nieprzytomnym stanie, który nazywamy somnambulizmem zjawisko, którego każdy, kto studiował magnetyzm, był świadkiem. W stanie tym osiągają zdolności umysłowe nieprawidłowe natężenie i rozwój, zakres ich spostrzegania wewnętrznego rozszerza się ponad granice zwyczajnego napięcia. Według tego czerpie medium samo z siebie drogą jasnowidzenia wszystko, co mówi, i wszystkie myśli i pojęcia, jakie podaje o rzeczach, które mu są nieznane w stanie normalnym.

Nie będziemy zaprzeczali działania samnambulizmu, którego dziwne naprawdę przejawy widzieliśmy i długie lata badali. Przyznajemy, że wiele zjawisk spirytystycznych można wyświetlić w ten sposób; trwałe jednak i dokładne badanie okaże nam wiele przykładów, gdzie pośrednictwo mediów jest tylko bierne. Do tych, którzy bez wyjątku stają w obronie tego zdania, powiemy, żeby lepiej patrzeli i badali, gdyż naprawdę nie zbadali wszystkiego, ani wszystkiego nie widzieli. Bo gdzież się wzięła teoria spirytystyczna? Czy system ten wymyślili ludzie sami w celu wyjaśnienia zjawisk? Gdzież tam! Kto ją tedy podał? Duchy same. Dlaczego media, których zdolności jasnowidzenia przeceniacie, przypisują wszystko duchom, chociaż całkiem dobrze i zrozumiale mogły twierdzić, że one są właśnie tak osobliwymi ludźmi, iż wszystko czerpią z siebie, ze swych zdolności utajonych? Dlaczegoż by podawały o naturze i istocie tych niezwykłych inteligencji, przejawiających się przez nie, tak dokładne, jednomyślne i podniosłe nauki? Jedno z dwojga: albo media są rzeczywiście jasnowidzące i słyszące, a w takim razie trzeba i wierzyć temu, co mówią o duchach, albo mylą się pod tym względem, co jednak również prowadzi do odrzucenia teorii somnambulizmu. Na wypadek, gdyby zjawiska miały swoje źródło i powód tylko w medium, byłyby zawsze te same i nie słyszelibyśmy podawanych przez nie mnogich, wzajemnie ze sobą sprzecznych myśli i sądów, często nawet w różnych językach. Brak zgodności i jednomyślności w manifestacjach słownych wykazuje różnorodność źródeł, a jeśli ich nie nachodzimy u medium, musimy ich szukać poza nim.

Według zdania innych jest medium, co prawda źródłem przejawów, lecz zamiast czerpać wyłącznie z siebie, jak twierdzą zwolennicy teorii somnambulizmu, zbiera myśli i siły ze swojego otoczenia, a nawet z całej kuli ziemskiej. Medium tedy byłoby jakimś zwierciadłem, odbijającym wszystkie myśli i wiadomości osób bliższego lub dalszego otoczenia; nic by się tedy przez nie przejawiało, co by przez innych już nie było poznane. Nie zaprzeczamy w ogóle wpływu otoczenia na charakter przejawów, lecz wpływ ten jest zupełnie inny, niż zwyczajnie się myśli; lecz jeszcze daleko do tego, byśmy medium uważali tylko za odgłos myśli z otoczenia. Tysiące przejawów mówi nam przeciwnie. Zachodzi tutaj wielka pomyłka, ujawniająca niedojrzałość sądu. Ludzie, niemogący zaprzeczyć rzeczywistości zjawisk, których wiedza nie może wyświetlić, a niechcący uznać działania duchów, wykładają sobie wszystko na swój sposób - to rzecz znana. Teoria byłaby słuszna, gdyby odnosiła się do wszystkich zjawisk, lecz tak nie jest. Jeżeli im zaś udowodnimy, że niektóre komunikaty medium są naprawdę obce wszystkim myślom i wiadomościom całego otoczenia, że są samorzutne i stoją w sprzeczności ze wszystkimi powszechnie przyjętymi zasadami, wtedy odpowiadają, że promieniowanie rozchodzi się dalej, niż na krąg bezpośrednio nas otaczający. Medium jest w ich oczach niejako odblaskiem całej ludzkości, a jeśli nie czerpie swoich inspiracji z pobliża, czerpie je gdzie indziej, z dalszych stron, z całego kraju, z całego świata, a nawet z innych światów Kosmosu.

Powątpiewam, czy takie wyjaśnienie jest lepsze i prostsze, niż objaśnienie, jakie daje spirytyzm, gdyż przyznaje przyczynę więcej niż nienaturalną. Nasze twierdzenie, że istoty, przebywające w przestworzu i stykające się z nami, podają nam swoje myśli, nie zawiera niczego, co by nasz rozum więcej obrażało, niż owo przypuszczenie o wszechobecnym promieniowaniu, przychodzącym ze wszech końców wszechświata, by się skojarzyło w mózgu poszczególnej jednostki.

Doraźnie zaznaczamy, że teoria odbioru promieni, zarówno jak i teoria somnambulizmu, są wytworem ludzi, podczas gdy nauka duchów była podana przez inteligencje, które przyszły i głosiły ją już wtedy, gdy o tym jeszcze nikt nie pomyślał, przeciwnie, powszechne mniemanie wprost odrzuciłoby coś podobnego. Pytamy się, skąd wzięła się nauka, o której nikt nie pomyślał, skąd czerpały ją nasze media i jakim podziwu godnym przypadkiem tysiące ich na całej kuli ziemskiej głosiło ją, chociaż nigdy się nie widziały ani porozumiewały między sobą?! Gdyby zaś np. medium we Francji podlegało mniemaniu, przyjętemu w Ameryce, jakim cudem czerpałoby myśli podobne u obcego mu językiem i obyczajami narodu, oddalonego o 2.000 mil, gdy mogło tak samo wchłaniać u siebie w domu poglądy materialistyczne - w dodatku silniejsze.

Na jedną jeszcze okoliczność mało zwracano uwagę. Pierwsze przejawy we Francji i w Ameryce nie były pisemne, ani słowne, lecz objawiły się jednomyślnym stukaniem z zastosowaniem abecadła, tworząc w ten sposób słowa i zdania. Tym sposobem podano, że przejawiające się inteligencje są duchami. Można by przypuszczać współdziałanie myśli medium w komunikatach ustnych lub pisemnych, nie mogło tak być jednak przy stukaniu, którego treść nie była naprzód znana.

Moglibyśmy przytoczyć wiele przykładów, gdzie inteligencje, przejawiające się, okazały wyraźną samodzielność i zupełną niezawisłość swej woli. Jeżeli przeciwnicy będą badali sprawę bez uprzedzenia i nie wydadzą sądu przed zbadaniem wszystkiego, to przekonają się, że ich teoria nie wystarcza do wyświetlenia wszystkiego. Dlaczego nie chce inteligencja przejawiająca się dać odpowiedzi na pytania o rzeczach dobrze znanych, np. jakie jest nazwisko lub wiek pytającego, co robił wczoraj, co trzyma w ręce, co zamierza jutro czynić itp. Gdyby medium było tylko zwierciadłem myśli uczestników - nie byłoby łatwiejszej odpowiedzi.

Przeciwnicy odwracają ten dowód, pytając się: dlaczego nie mogą duchy - ponoć wszystko wiedzące - odpowiedzieć na takie proste pytania? Wszak, kto może uczynić rzeczy większe, uczyni też bez trudności i mniejsze. A z tego sądzą, że duchów nie ma w ogóle...

Właśnie dlatego, że duchy są istotami wyższymi, nie odpowiadają na zbyteczne lub śmieszne pytania i nie chcą być nimi kuszone; milczą lub radzą, byśmy się zajmowali sprawami ważniejszymi.

Na koniec zapytamy, dlaczego przychodzą i odchodzą duchy o pewnym czasie, a gdy ten przeminie, to ani prośby, ani gorące życzenia nie sprowadzą ich z powrotem?

Gdyby medium działało tylko za pomocą wpływu swego otoczenia, wtedy spostrzeżono by, że wśród takich okoliczności musiałoby złączenie woli wszystkich obecnych wzmocnić jasnowidzenie medium. Gdy zaś nie uczyni się zadość owej baterii woli, wówczas pochodzi wpływ skądinąd. Przez to jest wykazana niezawisłość i samodzielność owego wpływu.

 

XVI

Jeśli sceptycyzm niedowiarków, pochopnie zaczepiających spirytyzm, nie jest wynikiem systematycznego sprzeciwu, w którym mają jakiś interes, to płynie najczęściej z niedokładnej znajomości faktów, co niektórym ludziom bynajmniej nie przeszkadza by rozstrzygali sprawę, jak gdyby ją doskonale znali.

Wielu widzi w spirytyzmie tylko przedmiot zabawy; wierzymy jednak, że po przeczytaniu tej księgi znajdą w nim coś więcej.

Nauka o spirytyzmie składa się z dwóch działów: doświadczalnego (eksperymentalnego) o zjawiskach, w ogóle, a filozoficznego o przejawach inteligentnych. Kto czytał i studiował tylko dział pierwszy, to tak, jak gdyby np. ktoś znał fizykę jedynie z doświadczeń, nie doceniając samej istoty wiedzy. Nauka o spirytyzmie pochodzi od duchów, a wiadomości otrzymywane stąd są więcej niż ważne; można je nabyć tylko pilnymi i wytrwałymi studiami, jedynie pod tym warunkiem można mnóstwo niezliczone przejawów i faktów, które ujdą badaczowi powierzchownemu, rozpoznać i zrozumieć, oraz wytworzyć sobie prawdziwy sąd o całokształcie ogromnego obszaru tej wiedzy.

Gdyby wynikiem opracowania i wydania tej księgi było tylko wykazanie ważności spirytyzmu i gdyby się to stało pobudką do badania nieznanych sił duchowych - byłoby to już wiele i cieszylibyśmy się z tego. Nie przypisujemy sobie osobliwych zasług, gdyż byliśmy jedynie rzecznikami duchów, które dyktowały tę księgę. Oczekujemy jednak, że osiągnie ona i inny cel: będzie prowadziła ludzi, pragnących nowej oświaty, będzie im wskazywała w tych studiach wielki -i wzniosły cel - postępu własnego i postępu ludzkości, oraz naznaczała im drogę, na którą mają wejść, by cel ten osiągnęli.

Astronomowie znaleźli przy swoich poszukiwaniach między poszczególnymi systemami planetarnymi niezmierzone, próżne przestworza, niezgadzające się z prawami celowości. Przypuszczali, że owe próżnie są wypełnione światami, które wymykają się ich spostrzeganiu; w dodatku zauważyli pewne zjawiska, których przyczyna była im nieznana. Powiedzieli sobie tedy: tam musi być także jakiś świat, gdyż próżnia jest nie do pomyślenia, a przy tym i owe zjawiska muszą mieć swoją przyczynę w owym świecie niedostrzegalnym.

Zastosujmy to rozumowanie do innej sprawy. Jeżeli badamy cały szereg istot, przekonamy się, że tworzą nieprzerwany łańcuch od grubej materii aż do najmędrszego człowieka. A jednak -jaka niezmierna próżnia byłaby między człowiekiem a Bogiem, który jest alfą i omegą wszelkiego stworzenia! Czyż byłoby rozsądnie przypuszczać, że u człowieka kończy się ten łańcuch? Że człowiek przekroczy bez przejść odległość, która go dzieli od Nieskończonego? Zdrowy rozum nam mówi, że między człowiekiem a Bogiem muszą być nierozerwalne stopnie, podobnie jak powiedział astronom, że między światami znanymi muszą być także światy nieznane. A jakaż wiedza wypełniła przestrzeń między Bogiem a człowiekiem? Spirytyzm wypełnił ją całkiem rozumnie istotami świata niewidzialnego wszech stopni. Wszystko się łączy, wszystko się wiąże bez przerwy od alfy aż do omegi. Wy, którzy zaprzeczacie istnienie duchów, napełnijcie lepiej przestwór, który zaludniają; a wy, którzy się wyśmiewacie, śmiejecie się z dzieł Bożych i Jego Mądrości.

Allan Kardec

Zjawiska, które przekraczają prawa znanych nauk, a pojawiają się we wszystkich stronach świata, odkrywając działanie wolnej i rozumnej woli, są zaiste godne badań najstaranniejszych.

Skutek inteligentny musi mieć przyczynę inteligentną - zasada ta nie ulega wątpliwości - a doświadczenia wykazały, że ta inteligencja może przy pomocy znaków materialnych wejść w stosunki z ludźmi i porozumiewać się z nimi. Jeżeli zapytacie się tej inteligencji samej o jej pochodzenie, odpowiada, że należy do świata istot duchowych, które opuściły cielesną powłokę człowieka. Stąd powstała nauka duchów o świecie ducha.

Obcowanie świata duchowego ze światem materialnym podlega prawom czysto przyrodzonym, a w działaniu jego nie ma nic nadprzyrodzonego. Ślady tego spotykamy u wszystkich narodów wszystkich czasów; obcowanie to jest dziś powszechnie znane i widoczne dla każdego.

Duchy mówią, że czasy powszechnego objawienia, przez Opatrzność naznaczone, już nadeszły, a ponieważ są służebnikami Bożymi i wykonawcami Jego woli, tedy posłannictwem ich pouczanie i oświecanie ludzkości u progu nowej ery - ery odrodzenia ludzkości.

Księga ta jest zbiorem ich nauk; została napisana na życzenie wyższych duchów i przez niepodana w celu założenia podstaw rozumnej filozofii, wolnej od wszelkich przesądów i uprzedzeń. Nie zawiera nic innego, oprócz ich nauk i niczego, czego by same nie skontrolowały. Opracowanie zaś tylko, układ i podział metodyczny całego materiału, uwagi i forma niektórych rozdziałów księgi są pracą tego, komu powierzono wydanie i opublikowanie dzieła.

Wiele duchów, które pracowały i przyczyniły się do wydania tego dzieła, żyło w różnych czasach na ziemi, gdzie nie tylko głosiły, lecz i w czyn wprowadzały cnotliwość i prawdziwą mądrość, inne zaś, z imienia nieznane historii, wykazały podniosłość swego ducha czystością nauk i zjednoczeniem z tymi, które mają znakomite i rozgłośne imiona w dziejach rodu ludzkiego. Ozwijcie się na tym miejscu słowa, podane na piśmie za pośrednictwem różnych mediów, jako polecenie napisania tej księgi:

"Zabierz się pilnie i wytrwale do tej pracy, której podjąłeś się z naszą pomocą, albowiem praca ta jest pracą naszą. Założyliśmy w niej podstawy do nowej budowy, już się wznoszącej, która w swoim czasie złączy pod swoją strzechą ludzkość całą złotą wstęgą łaski i miłości do Boga i bliźnich; jednak, zanim ją wydasz, przejdziemy razem wszystko, abyśmy rozpatrzyli na nowo wszystkie szczegóły. Będziemy u ciebie na każde zawołanie; będziemy ci pomagali i w twych innych pracach, gdyż ta jest tylko pierwszą częścią całej nauki, powierzonej tobie i oznajmionej.

Niektóre nauki schowasz aż do chwili, którą ci oznajmimy, wzywając do ich ogłoszenia. Tymczasem pilnuj, abyś miał wszystko przygotowane i przemyślane.

Na czele księgi umieścisz latorośl winną, którą ci nakreśliliśmy; jest ona obrazem dzieła Stworzyciela. Wszystkie żywioły, które przedstawiają ducha i ciało, znajdujemy w niej złączone; ciałem jest szczep, duchem szczawa, a duszą czyli duchem złączonym z materią jest grono. Pracą tylko uzacnia, uszlachetnia człowiek ducha swego.

Nie daj się odstraszyć krytyką. Spotkasz się z uporczywymi przeciwnikami, zwłaszcza między ludźmi, którym zależy na zachowaniu błędów. Znajdziesz ich między duchami, gdyż ci, którzy dotychczas nie wyzwolili się z materii, często ze złośliwości lub nieświadomości rozsiewają powątpiewania. Postępuj tak dalej, wierz w Boga, idź z ufnością naprzód, a my będziemy z tobą i będziemy cię wspomagali. Zbliża się chwila, gdy prawda na wszech stronach świata się objawi!

Zarozumiałość wielu ludzi uważających, że wszystko wiedzą, a chcących wszystko wyświetlić w swój sposób, wytwarza różne sądy i mniemania; wyznawcy wielkiej zasady Chrystusowej zjednoczą się w jednym uczuciu miłości do dobra i bliźnich, która połączy wszystko i wszystkich wstęgą braterstwa, obejmującą cały świat; zaniechają oni wszelkiej próżnej gadaniny, będą się zajmowali tylko sprawami podstawowymi, a nauka ich, co do zasad, będzie zawsze ta sama.

Wytrwałością dopniesz ukończenia twoich dzieł. Uczujesz rozkosz, skoro zobaczysz, jak się ta nauka rozszerza i przyjmuje; będziesz miał w tym najlepszą nagrodę, gdy w przyszłości poznasz prawdziwą jej wartość. Nie bój się, przeto cierni i ostrych kamieni, które ci niewierzący i ludzie źli będą rzucać pod nogi; zachowaj tylko wiarę i ufność, albowiem uzbrojony ufnością dopniesz najskorzej celu i staniesz się godnym naszej pomocy.

Wspomnij sobie, że dobre duchy wspomagają tylko tych, którzy z pokorą i bezinteresownością służą Bogu i wyrzekają się każdego, kto na drodze do nieba wyszukuje dla siebie miękkiego podnóżka w pożyciu ziemskim. Pycha, zachłanność i egoistyczna chciwość sławy będą na zawsze nieprzekraczalną przepaścią między człowiekiem, a Bogiem. Wystrzegaj się tych wad, gdyż one są nieprzenikliwą zasłoną, rzuconą na światło niebieskie, a Bóg nie powoła ślepego, do szerzenia światłości!"

Jan ew., Augustyn, Wincenty a Paulo, Ludwik św., Sokrates, Platon, Fenelon, Franklin, Swedenborg itd.

 

Tekst umieszczony w cudzysłowie tuż po pytaniach zawiera odpowiedź daną przez duchy. Dalsze uwagi i roztrząsania, nie objęte cudzysłowem, pochodzą od autora.

 

CZĘŚĆ PIERWSZA

PRZYCZYNY ZASADNICZE

Rozdział I

Bóg i nieskończoność

Dowody istnienia Boga

Cechy Boskości

Panteizm.

Bóg i nieskończoność

Co to jest Bóg?

"Bóg jest inteligencją najwyższą, pierwszą przyczyną wszech rzeczy."*)

*) Przyp. tłumacza: Gdyśmy powzięli zamiar przetłumaczenia na język polski dzieł Allana Kardeca, zwrócił się Kardec z zaświata z gorącą prośbą do jasnowidzącej, p. Agnieszki Pilchowej, by mu ułatwiła zadanie poprawienia niektórych usterek, jakie tu i ówdzie w nich dostrzega. Gdyby dziś miał pisać te książki, gdy więzy cielesne nie krępują jego ducha, ująłby niejedną rzecz lepiej. I duchy współpracujące z nim pozostawiały w odpowiedziach swych wiele niedomówień, nie chcąc być źle zrozumiane. Niektóre sprawy mogą już dziś być dokładniej ujęte, co też A. P. uwzględni w dopiskach do tej książki, bądź też omówi obszerniej w swoich pracach. - Wszelkie tedy poprawki w dziele niniejszym dokonane zostały na życzenie autora z zaświata przy współudziale jasnowidzącej A. P.

Co należy rozumieć przez nieskończoność?

"To, co nie ma początku, ni końca: niepojęte; wszystko, co jest niepojęte, jest nieskończone."

Czy można powiedzieć, że Bóg jest to nieskończoność?

"Definicja niezupełna. Dzięki swemu ubóstwu język ludzki nie wystarcza na określenie rzeczy, które przewyższają inteligencję człowieka."

Bóg jest nieskończony w Swej doskonałości, ale nieskończoność jest abstrakcją; powiedzieć, że Bóg jest to nieskończoność, jest to brać cechę zamiast samej rzeczy i oznaczać rzecz, której się nie zna, przez inną rzecz, nie więcej znaną.

Dowody istnienia Boga

W czym znajdujemy dowód istnienia Boga?

"W zasadzie, że nie ma skutku bez przyczyny. Szukajcie przyczyny wszystkiego, co nie jest owocem pracy człowieka, a znajdziecie Boga".

Aby uwierzyć w Boga, wystarczy rzucić okiem na dzieła stworzenia. Wszechświat istnieje, ma, więc przyczynę. Wątpić o istnieniu Boga znaczyłoby zaprzeczać, że każdy skutek ma swoją przyczynę i twierdzić, że z niczego mogłoby coś powstać.

Jaki wniosek można wysnuć ze wspólnego wszystkim ludziom przeświadczenia wewnętrznego o istnieniu Boga?

"Że Bóg istnieje. Skąd by się wzięło to powszechne poczucie, gdyby nie miało żadnej podstawy? I tu można zastosować zasadę, że nie ma skutku bez przyczyny."

Czy nie mogłoby to poczucie wewnętrzne być wytworem wychowania i owocem wiadomości nabytych?

"Gdyby tak było, to dlaczego ludy dzikie miałyby to samo poczucie?"

Gdyby przeświadczenie o istnieniu istoty Najwyższej było wynikiem nauczania, nie byłoby powszechne - istniałoby tylko u tych, którzy byli o tym pouczeni.

Czy praprzyczynę tworzenia można odnaleźć w wewnętrznych własnościach materii?

"Co jednak byłoby przyczyną tych własności? Zawsze musi istnieć jakaś praprzyczyna."

Przypisywać akt prastworzenia rzeczy wewnętrznym własnościom materii oznaczałoby uważać skutek za przyczynę, gdyż te własności same są skutkiem, który musi mieć przyczynę.

Co należy sądzić o zdaniu, że pierwsze stworzenie wynikło z przygodnego skupienia atomów materii, lub inaczej mówiąc, powstało przypadkowo?

"Druga niedorzeczność. Skąd wzięły się owe atomy materii i który człowiek o zdrowych zmysłach mógłby uważać przypadek za przyczynę inteligentną? A zresztą, czym jest przypadek? Niczym!"

Prawa, rządzące wszechświatem, wykazują pewien ściśle określony porządek i cel; to zaś wskazuje na źródło inteligentne. Twierdzenie, iż pierwszy akt stworzenia był dziełem przypadku, jest istną niedorzecznością; przypadek jest ślepy i nigdy nie może powodować skutków inteligentnych. Przypadek inteligentny nie byłby przypadkiem.

Z czego można poznać, że praprzyczyna jest inteligencją najwyższą?

"Macie dobre przysłowie opiewające, że według dzieła poznaje się mistrza. Spojrzyjcie na dzieło i sądźcie o mistrzu. Tylko pycha rodzi niewiarę. Człowiek pyszny nie znosi niczego nad sobą i uważa jedynie siebie za ducha silnego. Biedne naprawdę stworzenie, które jedno skinienie Boże mogłoby ubezwładnić!"

Moc inteligencji osądza się według jej dzieł. Ponieważ żadna istota ludzka dotąd nie może stworzyć wszystkiego, co wytwarza przyroda, jest tedy praprzyczyną przyrody wszechświata Inteligencja wyższa, niż ludzkość. Jakiekolwiek byłyby dzieła, dokonywane przez inteligencję ludzką, inteligencja ta ma sama jakąś przyczynę, a im większym jest to, co ona sprawia, tym większa musi być pierwsza przyczyna. Pierwszą przyczyną wszystkich rzeczy jest owa Inteligencja Najwyższa, jakimkolwiek imieniem byśmy ją oznaczyli.

Czy może człowiek pojąć wewnętrzną istotę Boskości?

"Brak mu do tego odpowiedniego zmysłu".

Czy będziemy kiedy mogli zrozumieć tajemnicę Boskości?

"Dopiero po uwolnieniu ducha waszego spod ciężaru materii i po przybliżeniu się do Boga przez Wasze udoskonalenie ujrzycie Go i zrozumiecie".

Ograniczenie człowieka nie zezwala na zrozumienie wewnętrznej natury Bożej. W naiwności swej często miesza Go on ze stworzeniem i przypisuje mu niedoskonałości tegoż. Stosownie do rozwoju zmysłu moralnego w sobie wnika człowiek głębiej w przyczyny stworzenia i wytwarza sobie prawdziwsze i zgodniejsze ze zdrowym rozsądkiem, aczkolwiek jeszcze niedoskonałe pojęcie o Bogu.

Jeśli nie możemy pojąć, wewnętrznej istoty Boga, czy będziemy mogli poznać, chociaż Jego własności?

"Tak - niektóre. Czym więcej opanujecie materię i wyzwolicie się z niej, tym lepiej je pojmiecie".

Jeżeli mówimy, że Bóg jest wieczny, nieskończony, niezmienny, niematerialny, jedyny, wszechmogący, najsprawiedliwszy i najlepszy, czyż nie mamy o Jego własnościach należytego i zupełnego pojęcia?

"Z waszego stanowiska - owszem, ponieważ sądzicie, że wszystko obejmujecie; lecz zapamiętajcie sobie dobrze, że są rzeczy, przewyższające rozum i najbardziej wykształconego człowieka, dla których wasza mowa, ograniczona do poziomu waszych uczuć i pojęć, nie ma wyrazu. Rozum wam mówi, że jeśli Bóg istnieje, musi posiadać te własności w mierze najwyższej, inaczej nie przewyższałby wszystkiego, nie byłby Bogiem. Aby Bóg królował nad wszystkim, nie może ulegać żadnej zmianie i nie może mieć żadnej niedoskonałości, jaką sobie tylko przedstawić możemy."

Panteizm

Czy Bóg jest istotą samoistną, czy, jak sądzą niektórzy, wypadkową wszystkich sił i wszystkich inteligencji wszechświata?

"Gdyby Bóg był tym, nie byłby Bogiem, gdyż wówczas byłby skutkiem, a nie przyczyną - nie może być równocześnie jednym i drugim. Bóg istnieje, w to nie można wątpić, a to jest rzecz główna - wierzcie mi i nie zapuszczajcie się dalej. Zbłądzilibyście w labiryncie i nie stalibyście się lepszymi, przeciwnie, stalibyście się pyszniejszymi, ponieważ sądzilibyście, że wiecie nieco więcej, a przecież nic byście nie wiedzieli. Pytajcie się raczej o wasze niedoskonałości i baczcie, jak byście je naprawili, a to będzie wam użyteczniejsze, niż oglądanie się za tym, na co nie możecie jeszcze otrzymać odpowiedzi".

Co mamy sądzić o mniemaniu, według którego wszystko, co materialne w przyrodzie, wszystkie istności i wszystkie światy w Kosmosie są cząstkami Boga i tworzą Go dopiero całym swoim zespołem, słowem, co mamy myśleć o panteizmie?

Zwolennicy tej nauki twierdzą, że w niej znajdują dowód na wytłumaczenie niektórych własności Bożych. Ponieważ światów jest ilość nieskończona, tedy i Bóg jest nieskończony, a ponieważ próżnia nie istnieje, jest Bóg wszechobecny; ponieważ Bóg jest wszędzie, gdyż wszystko jest nieodłączną cząstką Jego, nadaje On wszystkim zjawiskom natury charakter inteligentny. Co można przeciwstawić temu twierdzeniu?

"Rozum! Zastanówcie się nad tym poważnie, a nietrudno będzie wam poznać niedorzeczność tego twierdzenia."

Nauka ta czyni z Boga istotę czysto materialną, która, aczkolwiek obdarzona najwyższą inteligencją, jest w wielkim tym, czym my w małym. Ponieważ jednak materia przemienia się bez ustanku, nie miałby Bóg nawet stałości, podlegałby wszelkim zmianom, co byłoby zaprzeczeniem jednej z najważniejszych Jego własności, tj. niezmienności.

Własności materii nie można utożsamiać z pojęciem Boga, bo tym samym obniżanoby to pojęcie. Żadne wysiłki sofizmów nie doprowadzą do rozwiązania zagadnienia o wewnętrznej istocie Bożej. Nie wiemy dokładnie, czym On jest, ale wiemy, czym nie może być, a teoria powyższa jest w sprzeczności z Jego najistotniejszymi własnościami; utożsamia Stworzyciela z tworami, a więc umiejętnie zestrojoną maszynę z jej twórcą. Mądrość Boża, a tedy i Bóg sam, przejawia się w Jego dziełach, podobnie jak umiejętność malarza w jego obrazie: ale dzieła Boże nie są Bogiem w wyższym stopniu, niż obraz artysty-malarza nim samym.

 

Rozdział II

Poznanie początku wszechrzeczy

Duch i materia

Własności materii.

Przestwór wszechświata.

Poznanie początku wszechrzeczy

Czy może człowiek poznać początek wszechrzeczy?

"Nie, na waszym bowiem grubomaterialnym świecie nie jest to dane"

Czy przeniknie kiedy człowiek te tajemnice?

"Zasłona tajemnicy odchyla się dla człowieka w miarę tego, jak on się oczyszcza, wyzwala z materii i doskonali - gdyż obecnie brak mu do tego odpowiednich zmysłów".

Czy człowiek nie mógłby drogą badań naukowych odsłonić pewnych tajników przyrody?

"Wiedza ma być dla niego czynnikiem postępu we wszystkim, ale nie może przekroczyć pewnych granic".

Czy poza obrębem dociekań naukowych może człowiek otrzymać wiadomości wyższego rzędu o sprawach niedostępnych dla poznania drogą zmysłów?

"Tak, gdy Bóg uzna za stosowne, może objawić to, czego nauka nie potrafi zbadać."

Z tego to źródła czerpie człowiek w pewnych granicach wiadomości o swej przeszłości i o swym przeznaczeniu na przyszłość.

Duch i materia

Czy materia istnieje odwiecznie, lub czy była przez Boga i kiedy stworzona?

"To wiadome tylko Bogu! Jest wszakże coś, na co nam rozum wskazuje, a mianowicie, że Bóg - Miłość i Miłosierdzie nieskończone - nigdy nie był bezczynny. Jakkolwiek odległe moglibyście sobie wyobrazić początek Boskiej twórczości, czy możecie Go pojąć jako nieczynnego choćby na sekundę? Bóg jest odwiecznie twórczy."

Zwykle określamy materię, iż jest to, co ma rozmiary, co oddziałuje na nasze zmysły, co jest nieprzenikliwe. Czy to określenie jest dobre?

"Tak, z waszego stanowiska macie słuszność, chociaż mówicie tylko o tym, co znacie, lecz materia istnieje jeszcze w stanach skupienia wam nieznanych - może być tak eteryczna, że nie oddziałuje w ogóle na wasze zmysły, a przecież jest materią".

Prosimy o Wasze określenie istoty materii.

"Materia jest przędzą, pętającą ducha; jest narzędziem, którym on się posługuje i na które równocześnie wywiera działanie".

Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że materia jest czynnikiem, środkiem, za pomocą, którego i na który działa duch.

Co to jest duch?

"Inteligentna podstawa wszechświata. W języku waszym w ogóle trudno określić istotę ducha. Dla was jest niczym, ponieważ nie jest czymś uchwytnym. Ale dla nas jest czymś. Zastanówcie się dobrze: "nic" to jest nicość, a nicość nie istnieje".

Czy duch jest to samo, co inteligencja?

"Inteligencja jest zasadniczym przymiotem ducha, ale jedno zlewa się z drugim we wspólnym początku tak, że dla was są tym samym".

Czy duch jest niezawisły od materii, czy jest tylko jej własnością, podobnie jak barwy są własnością światła, lub dźwięk jest własnością melodii?

"Duch i materia są to dwa oddzielne pojęcia; trzeba jednak połączenia ducha i materii, żeby materii nadać inteligencję".

Czy to połączenie jest także potrzebne do przejawienia się ducha?

(Pod wyrazem "duch" rozumiemy tutaj pierwiastek inteligentny, nie biorąc pod uwagę indywidualności, oznaczonych tym imieniem.)

"Potrzebne jest dla was, gdyż nie posiadacie takich zmysłów, byście mogli postrzegać Ducha bez materii".

Czy możemy pojąć ducha bez materii, a materię bez ducha? "Tak jest, myślą".

Istnieją więc dwa główne pierwiastki wszechświata: duch i materia?

"Tak - a ponad wszystkim jest Bóg, Stworzyciel, Ojciec wszystkiego. Trójca ta jest zasadą wszystkiego, co istnieje. Ale do materii należy dołączyć fluid powszechny, który odgrywa rolę pośrednika między duchem a materią w waszym słowa znaczeniu, gdyż ta jest żywiołem zbyt zgęszczonym, by duch mógł na nią oddziaływać bezpośrednio. Aczkolwiek można pod pewnym względem zaliczyć fluid do żywiołu materialnego, to jednak odróżnia się od niego szczególnymi własnościami. Gdyby był w istotnym tego słowa znaczeniu materią, nie byłoby również przyczyny, by nią nie był także duch. Fluid ów jest czymś między duchem a materią. Jest fluidem, tak jak materia materią. Fluid ten może przez niezliczone związki z materią pod działaniem ducha stworzyć niezliczoną różnorodność rzeczy, z których znamy tylko nieznaczną cząstkę. Ten to powszechny, pierwotny, elementarny fluid, będący czynnikiem i łącznikiem, którym duch się posługuje, jest pierwiastkiem, bez którego materia byłaby w stanie nieustannego rozprężenia i nie osiągnęłaby nigdy własności, które jej daje ważkość".

Czy fluid ten jest może tym, co nazywamy elektrycznością?

"Powiedzieliśmy, że możliwa jest niezliczona ilość odmian. To, co nazywacie fluidem elektrycznym lub magnetycznym, jest tylko odmianą fluidu powszechnego, który jest, właściwie mówiąc, tylko subtelniejszą, doskonalszą materią".

Czy nie mielibyśmy w celu uniknięcia zamieszania, posługiwać się dla oznaczenia tych dwóch elementów osobnymi wyrazami, np. materia bezwładna i materia inteligentna?

"Nam na słowach mało zależy; waszą rzeczą, byście sobie przysposobili język tak, byście się zrozumieli. Wasze spory i nieporozumienia pochodzą niemal zawsze z tego, żeście się nie porozumieli, co do znaczenia i używania słów. Wasza mowa jest dotychczas niedostateczna do wyrażenia rzeczy nadzmysłowych."

Jeden fakt góruje nad wszystkimi hipotezami: widzimy, że materia nie jest inteligentna; widzimy pierwiastek inteligentny, niezależny od materii. Początek i skojarzenie tej dwójki są nam nieznane. Nie wiemy, czy mają źródło wspólne i jakieś niezbędne punkty styczne, czy nie; czy inteligencja ma swoje odrębne istnienie, czy jest tylko własnością, wynikiem; czy jest, jak twierdzą niektórzy, emanacją Boskości. Wydają się nam oddzielne i dlatego to przyjmujemy, że tworzą dwa różne pierwiastki wszechświata. Ponad tym wszystkim widzimy inteligencję, która panuje nad innymi, która wszystkim rządzi, która się od nich odróżnia przez zasadnicze przymioty to ta inteligencja najwyższa, którą nazywamy Bogiem.

Własności materii

Czy ciężkość jest podstawową własnością materii?

"Dla materii takiej, jaką wy znacie, tak; ale nie dla materii, pojmowanej jako fluid powszechny. Materia eteryczna, tworząca ten fluid, jest nieważką dla was, niemniej jednak jest podstawą waszej materii ważkiej."

Ciężkość jest własnością względną; poza sferą przyciągania światów nie ma ciężkości, podobnie jak nie istnieje pojęcie "w górze" i "na dole".

Czy materia składa się z jednego, czy więcej pierwiastków?

"Z jednego pierwiastka pierwotnego. To, co uważacie za ciała proste, nie są to prawdziwe pierwiastki, lecz przekształcenie materii pierwotnej."*)

*} Dziś już i wiedza "urzędowa" doszła do tego na podstawie licznych odkryć ostatniej doby. (Przyp. tłum.)

Skąd pochodzą rozliczne własności materii?

"Różne własności materii wywodzą się od zmian, jakim podlegają atomy elementarne przez łączenie się ich w różnych warunkach."

Czy wobec tego są smaki, wonie, kolory, dźwięki, jadalność i jadowitość tylko odmianami własności jednej i tej samej materii pierwotnej?

"Tak, bez wątpienia! Ich różnorodność polega tylko na różności organów przyjmujących je."

Znane jest, że co jednemu smakuje, drugi to zgani; co jedni uważają za modre, to inni widzą jako zielone, a co jest trucizną dla jednych, to jest dla innych nieszkodliwe, a nawet zbawienne.

Czy ta sama materia elementarna może przechodzić wszystkie odmiany i osiągnąć wszystkie własności?

"Tak jest i w ten sposób należy rozumieć powiedzenie: Wszystko jest we wszystkim.*)

*} Zasada ta wyświetli magnetyzerowi znane zjawisko, że można jakiejkolwiek materii, np. wodzie nadać siłą woli różne własności, np. pewien smak. Ponieważ istnieje tylko jeden jedyny prażywioł, a własności różnych ciał są tylko odmianami onej pramaterii, wynika z tego, że nąjniewinniejsza rzecz pochodzi z tego samego źródła, co i najszkodliwsza. Tak to woda, której drobiny są złożone z 2 atomów wodoru i l atomu tlenu, przez podwojenie porcji tlenu nabiera własności żrących.

Teoria ta odpowiada, zdaje się, opinii tych, którzy przypisują materii tylko dwie zasadnicze właściwości: siłę i ruch, i którzy sądzą, że wszystkie inne własności są tylko wynikami wtórnymi, zmieniającymi się według natężenia siły i kierunku ruchu.

"Opinia ta jest słuszna. Trzeba tylko jeszcze dorzucić: według rozkładu atomów; tak np. ciało ciemne może stać się przezroczystym i na odwrót."

Czy najmniejsze cząsteczki materii - atomy - posiadają, pewną określoną formę?

"Z pewnością mają, lecz wasz wzrok niedoskonały ich nie widzi".

Czy forma ta jest stalą, czy zmienna ?

"Stała dla pierwotnych atomów zasadniczych, a zmienna dla wtórnych, które powstały ze skupienia poprzednich, ponieważ to, co nazywacie atomem, jest jeszcze dalekie od atomu pierwotnego."

Przyp. tłum.: Dziś już i tzw. wiedza "oficjalna" doszła do poznania tej prawdy. Badania XX wieku, zwłaszcza nad ciałami radioaktywnymi, posunęły ogromnie naprzód sprawę poznania budowy atomów. Obecnie przyjmuje się, iż atomy wszystkich ciał składają się z ujemnie naładowanej, nieważkiej niemal osłony elektronowej i dodatniego jądra, w którym skupia się cała niemal masa atomu, przy czym jądra atomowe wszystkich tzw. pierwiastków zbudowane są z jąder atomów wodoru. Jest to, więc nic innego, jak przyznanie, iż wszelkie odmiany materii są tylko takimi czy innymi skupieniami tego samego wspólnego pierwiastka materialnego.

Ostatnie zaś badania doprowadziły uczonych do postawienia teorii, iż to, co zwykle uważamy za cząsteczki, np. jądra atomowe i elektrony, posiada właściwość ruchu falowego. Równocześnie zaś wiadomo, że światło, uważane za ruch falowy, posiada pod wielu względami właściwość pewnego rodzaju cząsteczek i posiada nawet masę. (Stwierdzono, że strumień padającego światła wywiera pewien nacisk na przedmioty, na które pada). Widzimy, więc, że znika granica, jaką postawiono między materią a energią. Wszelkie zaś znane nam rodzaje energii to tylko w znacznym już stopniu zmaterializowane odmiany pierwotnego fluidu powszechnego - czyli tej subtelnej pramaterii, która stanowiła naszą pierwotną szatę ducha.

Przestwór wszechświata

Czy przestwór wszechświata jest nieskończony, czy ograniczony?

"Nieskończony! Przypuśćmy, że miałby granice, co byłoby wówczas za nimi? Trudno wam to zrozumieć, a jednak musicie pojąć, że za granicami musi jeszcze "coś" być, choćby owe granice były w nieskończoności zakreślone, gdyż, gdyby owo "coś" było tylko zwykłą próżnią, byłoby ono jeszcze przestworem".

Czy istnieje jakaś próżnia w przestworzach wszechświata?

"Nigdzie! To, co zdaje się wam próżne, jest wypełnione materią nieuchwytną dla waszych zmysłów i przyrządów."

 

Rozdział III

Stworzenie światów

Stworzenie istot żyjących

Zaludnienie ziemi. Adam

Różnorodność ras ludzkich

Mnogość światów

Stworzenie świata według podań biblijnych.

Stworzenie światów

Wszechświat obejmuje niezliczoną ilość światów widzialnych i niewidzialnych, wszystkie istoty ożywione i nieożywione, wszystkie gwiazdy, które się poruszają w przestrzeni, zarówno jak i fluidy, które ją napełniają.

Czy wszechświat został stworzony, lub czy, jak Bóg, istnieje odwiecznie?

"Sam z siebie nie mógł powstać, a gdyby istniał odwiecznie, jak Bóg, nie mógłby być dziełem Bożym."

Rozum nam mówi, że wszechświat nie mógł powstać sam z siebie, a nie mogąc być dziełem przypadku, musi być dziełem Bożym.

W jaki sposób stworzył Bóg wszechświat?

"Swoją wolą. Pięknie jest to wyrażone w księdze genezyjskiej Mojżesza: I rzekł Bóg: "Niech będzie światłość; i stała się światłość."

Czy możemy poznać sposób stwarzania światów?

"Wszystko, co wam możemy powiedzieć i co możecie pojąć, to, że światy aż do dziś tworzą się i powstają przez skoncentrowanie i zgęszczanie materii, rozsianej w przestworzu."

Stworzenie istot żyjących

Kiedy została ziemia zamieszkana?

"Na początku wszystko było w chaosie. Wszystko było zmieszane i powoli tylko zajmowało swoje miejsce. Dopiero po przysposobieniu ziemi do zamieszkania pojawiły się twory żyjące."

Skąd przyszły te twory?

"W ziemi znajdowały się ich zarodki, które wyczekiwały stosownej chwili, by się mogły rozwinąć. Pierwiastki organiczne skupiły się w chwili, gdy przestała działać siła, która je trzymała rozdzielone i wytworzyły zarodki wszystkich istot żyjących. Zarodki te pozostały w stanie utajonym i bezwładnym, jak poczwarki lub nasiona roślin, aż do chwili, odpowiedniej dla wyklucia się istoty swego rodzaju; wówczas istoty każdego rodzaju gromadziły się i rozmnażały."

Gdzie były utajone pierwiastki organiczne przed stworzeniem ziemi?

"Znajdowały się w stanie fluidycznym w przestworzu między duchami, lub na innych planetach, by po stworzeniu ziemi rozpocząć nowe życie na nowym świecie."

Chemia poucza nas, że drobiny ciał nieorganicznych łączą się w celu wytworzenia pewnych prawidłowych kryształów różnych rodzajów, zależnie od danych warunków, w jakich odbywa się krystalizacja. Najmniejsze naruszenie tych warunków wystarczy, żeby przeszkodzić skupianiu

"Stała dla pierwotnych atomów zasadniczych, a zmienna dla wtórnych, które powstały ze skupienia poprzednich, ponieważ to, co nazywacie atomem, jest jeszcze dalekie od atomu pierwotnego."

Przyp. tłum.: Dziś już i tzw. wiedza "oficjalna" doszła do poznania tej prawdy. Badania XX wieku, zwłaszcza nad ciałami radioaktywnymi, posunęły ogromnie naprzód sprawę poznania budowy atomów. Obecnie przyjmuje się, iż atomy wszystkich ciał składają się z ujemnie naładowanej, nie ważkiej niemal osłony elektronowej i dodatniego jądra, w którym skupia się cała niemal masa atomu, przy czym jądra atomowe wszystkich tzw. pierwiastków zbudowane są z jąder atomów wodoru. Jest to, więc nic innego, jak przyznanie, iż wszelkie odmiany materii są tylko takimi czy innymi skupieniami tego samego wspólnego pierwiastka materialnego.

Ostatnie zaś badania doprowadziły uczonych do postawienia teorii, iż to, co zwykle uważamy za cząsteczki, np. jądra atomowe i elektrony, posiada właściwość ruchu falowego. Równocześnie zaś wiadomo, że światło, uważane za ruch falowy, posiada pod wielu względami właściwość pewnego rodzaju cząsteczek i posiada nawet masę. (Stwierdzono, że strumień padającego światła wywiera pewien nacisk na przedmioty, na które pada). Widzimy, więc, że znika granica, jaką postawiono między materią a energią. Wszelkie zaś znane nam rodzaje energii to tylko w znacznym już stopniu zmaterializowane odmiany pierwotnego fluidu powszechnego - czyli tej subtelnej pramaterii, która stanowiła naszą pierwotną szatę ducha.

Przestwór wszechświata

Czy przestwór wszechświata jest nieskończony, czy ograniczony?

"Nieskończony! Przypuśćmy, że miałby granice, co byłoby wówczas za nimi? Trudno wam to zrozumieć, a jednak musicie pojąć, że za granicami musi jeszcze "coś" być, choćby owe granice były w nieskończoności zakreślone, gdyż, gdyby owo "coś" było tylko zwykłą próżnią, byłoby ono jeszcze przestworem".

Czy istnieje jakaś próżnia w przestworzach wszechświata?

"Nigdzie! To, co zdaje się wam próżne, jest wypełnione materią nieuchwytną dla waszych zmysłów i przyrządów."

 

Rozdział III

Stworzenie światów

Stworzenie istot żyjących

Zaludnienie ziemi. Adam

Różnorodność ras ludzkich

Mnogość światów

Stworzenie świata według podań biblijnych.

Stworzenie światów

Wszechświat obejmuje niezliczoną ilość światów widzialnych i niewidzialnych, wszystkie istoty ożywione i nieożywione, wszystkie gwiazdy, które się poruszają w przestrzeni, zarówno jak i fluidy, które ją napełniają.

Czy wszechświat został stworzony, lub czy, jak Bóg, istnieje odwiecznie?

"Sam z siebie nie mógł powstać, a gdyby istniał odwiecznie, jak Bóg, nie mógłby być dziełem Bożym."

Rozum nam mówi, że wszechświat nie mógł powstać sam z siebie, a nie mogąc być dziełem przypadku, musi być dziełem Bożym.

W jaki sposób stworzył Bóg wszechświat?

"Swoją wolą. Pięknie jest to wyrażone w księdze genezyjskiej Mojżesza: I rzekł Bóg: "Niech będzie światłość; i stała się światłość."

Czy możemy poznać sposób stwarzania światów?

"Wszystko, co wam możemy powiedzieć i co możecie pojąć, to, że światy aż do dziś tworzą się i powstają przez skoncentrowanie i zgęszczanie materii, rozsianej w przestworzu."

Stworzenie istot żyjących

Kiedy została ziemia zamieszkana?

"Na początku wszystko było w chaosie. Wszystko było zmieszane i powoli tylko zajmowało swoje miejsce. Dopiero po przysposobieniu ziemi do zamieszkania pojawiły się twory żyjące."

Skąd przyszły te twory?

"W ziemi znajdowały się ich zarodki, które wyczekiwały stosownej chwili, by się mogły rozwinąć. Pierwiastki organiczne skupiły się w chwili, gdy przestała działać siła, która je trzymała rozdzielone i wytworzyły zarodki wszystkich istot żyjących. Zarodki te pozostały w stanie utajonym i bezwładnym, jak poczwarki lub nasiona roślin, aż do chwili, odpowiedniej dla wyklucia się istoty swego rodzaju; wówczas istoty każdego rodzaju gromadziły się i rozmnażały."

Gdzie były utajone pierwiastki organiczne przed stworzeniem ziemi?

"Znajdowały się w stanie fluidycznym w przestworzu między duchami, lub na innych planetach, by po stworzeniu ziemi rozpocząć nowe życie na nowym świecie."

Chemia poucza nas, że drobiny ciał nieorganicznych łączą się w celu wytworzenia pewnych prawidłowych kryształów różnych rodzajów, zależnie od danych warunków, w jakich odbywa się krystalizacja. Najmniejsze naruszenie tych warunków wystarczy, żeby przeszkodzić skupianiu się cząsteczek, albo przynajmniej ich regularnemu układaniu się, które stanowi o krysztale. Dlaczego nie mogłoby tak być i u organizmów żyjących? Przechowujemy wiele lat nasiona bylin, które rozwiną się tylko w pewnej ciepłocie i otoczeniu sprzyjającym. Stwierdzono nawet, że nasiona zbożowe kiełkowały po kilku stuleciach. Mieści się tedy w tych nasionach utajona zdolność życiowa, która czeka na odpowiedni moment, żeby się rozwinąć. To, co dzieje się prawie codziennie przed waszymi oczami, dlaczego nie mogłoby się dziać od początku istnienia kuli ziemskiej? Czyż to tworzenie żywych istot, wychodzących z chaosu przez same siły przyrody, zmniejsza w czymkolwiek wielkość Bożą? W niczym, przeciwnie; odpowiada to lepiej pojęciu naszemu o mocy i mądrości Bożej, działającej Swoimi prawami odwiecznymi w światach nieskończonych. Teoria ta nie wytłumaczy, co prawda sprawy pochodzenia pierwiastków życiowych, ale Bóg ma swoje tajemnice i zakreślił granice naszemu badaniu.

Czy są jeszcze istoty, rodzące się samorzutnie?

"Tak, lecz prazarodek istniał już w stanie utajonym. Jesteście tego codziennymi świadkami; czy tkanki człowieka i zwierząt nie zawierają ogrmnego mnóstwa zarodków różnych żyjątek, oczekujących tylko potrzebnego do fermentacji podłoża gnilnego, by mogły ożyć? Jest to mały świat - mikroskopijny - w stanie uśpienia i ciągłego tworzenia się."

Czy rodzaj ludzki znajdował się wśród pierwiastków organicznych, zawartych w globie ziemskim?

"Tak i w swoim czasie pojawił się; stąd to wzięło się powiedzenie, iż człowiek został stworzony z prochu ziemi."*)

*) Po upadku w materię, rozpryskując w niej swoją siłę twórczą, ożywił duch tkwiące w niej w stanie utajonym zarodki komórek fizycznych, z których później ukształtowało się dlań ciało fizyczne. Można, więc powiedzieć, iż ciało to stworzył sobie sam ciało, noszące na sobie stygmat śmierci, piętno rozkładu, mieszczące w sobie zawiązki przeróżnych czerwów, bakcyli i innych elementów rozkładowych.

Czy możemy zbadać okres zjawienia się człowieka i innych tworów, żyjących na ziemi?

"Nie, wszystkie wasze obliczenia są mylne."

Uwięził się w nim sam, schodząc głębiej w materię i stając się niebacznie jej niewolnikiem, przez co dopełniał miary grzechu pierworodnego.

Nie takie było ciało nasze pierwotne, otrzymane w darze od Ojca, gdy stworzył nas na obraz i podobieństwo Swoje. Była to fluidyczna szata ducha, którą stanowiły promienie najczystszej energii, płynącej z ducha. Lśniła ona przecudną kolorystyką tęczowych barw, dźwięczała harmonią tonów. Choć była poniekąd bardzo subtelnym prawzorem ciała, jakie mamy obecnie, nie stanowiła jednak więzienia dla ducha, nie przeszkadzała nam swobodnie unosić się w przestworzach niebios. (A.P)

Jeżeli zarodek dal rodu ludzkiego znajdował się wśród pierwiastków organicznych kuli ziemskiej, dlaczego ludzie nie tworzą się samorzutnie, jak na początku?

"Początek wszechrzeczy należy do tajemnic Boskich, lecz można rzec, że ludzie, rozpostarłszy się raz na ziemi, wessali potrzebne do swego rozpłodu elementy, by je według praw rozpłodu przenieść na potomstwo. Tak ma się rzecz i z innymi rodzajami istot żyjących.

Zaludnienie ziemi - Adam

Czy ród ludzki miał początek w jednym człowieku?

Nie, ten, którego nazywacie Adamem, nie był ani pierwszym, ani jedynym, który żył na ziemi."

Czy możemy zbadać, w którym czasie żył Adam?

"Mniej więcej tak, jak oznaczacie: około 4.000 lat przed Chrystusem." Człowiek, którego pamięć zachowała się pod imieniem Adama, był jednym z tych, którzy przeżyli jeden z wielkich kataklizmów, jakie w różnych epokach zmieniały powierzchnię kuli ziemskiej. Adam był ojcem jednego z plemion, zamieszkujących naszą ziemię. Prawa przyrodzone sprzeciwiają się temu, żeby już dawno przed Chrystusem stwierdzony postęp mógł się dokonać w paru stuleciach. Jest wykluczone, by kultura datowała się dopiero od Adama, który żył około 4.000 lat przed Chrystusem. Niektórzy - i to jest chyba rozsądniejsze - uważają Adama za mit albo alegorię, uosabiającą pierwsze wieki rodu ludzkiego.

Różnorodność ras ludzkich

Co jest przyczyną różnic cielesnych i moralnych ras ludzkich na ziemi?

"Klimat, tryb życia i zwyczaje. To samo możemy stwierdzić w małym zakresie u dwojga dzieci tych samych rodziców, które np. pod względem moralnym nie będą w niczym do siebie podobne, jeżeli każde z nich będzie gdzie indziej wychowane, lub w tej samej rodzinie, ale wśród odmiennych okoliczności dla obojga."

Czy pierwsi ludzie narodzili się w różnych stronach globu?

"Tak, a także w różnych okresach czasu; to jest także jedna z przyczyn różnorodności ras. Gdy zaś ludzie zaludnili różne kraje różnego klimatu i zmieszali się z innymi rasami, utworzyli nowe typy."

Czy różnice te wytwarzają oddzielne rodzaje?

"Nie, ponieważ wszyscy ludzie należą do tej samej rodziny. Czyż różne odmiany jabłek nie są przecież tylko jabłkami?"

Wobec tego, że ludzie nie pochodzą od jednego ojca, czy nie są tedy braćmi ?

"Wszyscy ludzie są braćmi przed Bogiem, który jest naszym prawdziwym i jedynym Ojcem. Wszyscy jesteśmy ożywieni duchem i wszyscy idziemy do jednego celu. Wy chcecie zawsze wszystko brać dosłownie."

Mnogość światów

Czy wszystkie światy, unoszące się we wszechświecie, są zaludnione?

"Tak i człowiek na tej ziemi jest daleki od tego, by być pierwszym pod względem inteligencji, dobroci i doskonałości wśród istot, zamieszkujących wszechświat. Jaka to pycha i zarozumiałość sądzić, że nieskończenie rozległy wszechświat z niezliczonymi, ogromnymi globami jest stworzony tylko dla człowieka - czerwa ziemskiego!"

Bóg zaludnił światy istotami żyjącymi, które wszystkie przyczyniają się do osiągnięcia celu przez Opatrzność naznaczonego. Wierzyć, że istoty żyjące zamieszkują tylko wasz glob ziemski w ogromie całego wszechświata, byłoby powątpiewać o mądrości Boga, który nic zbytecznego nie stworzył. Bóg zakreślił innym światom ważniejsze zadania, niż oświetlać waszą noc i pieścić wasz wzrok. Nic zresztą, ani położenie ziemi, ani jej objętość, ani skład fizyczny, nie świadczy o tym, żeby tylko ona miała być zaludniona z wykluczeniem tylu milionów światów podobnych.

Czy budowa fizyczna różnych światów jest taka sama?

"Nie, one nie są w zupełności do siebie podobne."

Czy fakt, iż budowa fizyczna różnych światów nie jest taka sama, pociąga za sobą i różnice w budowie organizmów, zamieszkujących je istot?

"Bez wątpienia, podobnie jak u was ryby są przystosowane do życia w wodzie, a ptaki do życia w powietrzu."

Czy światy, najbardziej oddalone od słońca, są pozbawione światła i ociepla, ponieważ słońce zjawia się im tylko jako gwiazda niepokaźnej wielkości?

"Czyż sądzicie, że nie ma innych źródeł światła i ciepła, niż słońce? I czy za nic nie macie elektryczności, która na pewnych światach odgrywa nieznaną wam rolę, o wiele ważniejszą, niż na ziemi? Zresztą nigdzie nie jest powiedziane, że wszystkie istoty są takie same, jak wy i zaopatrzone w organa o takiej samej budowie."

Warunki konieczne dla życia istot, zamieszkujących różne światy, powinny być zbliżone do warunków środowiska, w którym mają żyć.

Gdybyśmy nigdy nie widzieli ryb, nie rozumielibyśmy, jak może jakaś istota żyć w wodzie. Tak samo ma się rzecz z innymi światami, które zawierają bez wątpienia pierwiastki, nieznane nam. Czyż nie zastępuje elektryczna zorza północna światła słonecznego w krajach polarnych? Czyż nie byłoby tedy możliwe, by elektryczność powodowała podobne stosunki i na innych światach? Światy te mogą posiadać same w sobie dosyć światła i ciepła, potrzebnego dla ich tworów.

Nauka o stworzeniu świata według tekstów biblijnych, a odkryć wiedzy

Narody na ziemi wytworzyły sobie najrozmaitsze pojęcia o stworzeniu świata stosownie do stopnia swego oświecenia. Rozum rozpoznał przy pomocy wiedzy prawdopodobieństwo pewnych teorii, powstałych w tym względzie. I właśnie teoria, podana przez duchy, potwierdza teorie, przyjęte od dawna przez ludzi najbardziej oświeconych.

Zarzut, który można tej teorii uczynić, polega na tym, że nie zgadza się z tekstem, podanym w Księgach świętych. Poważne studium wszakże okaże, iż niezgodność ta jest raczej pozorna, niż istotna i że wynika z tłumaczenia sensu, często alegorycznego.

Podanie o Adamie nie jest jedyne, które było trzeba zmienić. Podobnie i zasada obrotu ziemi wokół Słońca sprzeciwiała się zasadom Pisma św. i wiadomo, że nie było większego prześladowania, jak za przyznawanie się do takiej herezji, a jednak ziemia obraca się wokół Słońca mimo wszelkich anatem i dziś już nikt nie mógłby temu zaprzeczać, nie wystawiając sobie opinii człowieka, pozbawionego zdrowych zmysłów.

Biblia mówi również, że świat był stworzony w sześciu dniach - w dobie około 4.000 lat przed erą chrześcijańską. Wiedza wszakże poucza i wyświetla, jakie to były dnie i jak je należy rozumieć.

Powstawanie i tworzenie się kuli ziemskiej jest niezniszczalnym pismem wpisane w wierzchnich warstwach skorupy globu naszego w najrozmaitszych skamieniałościach i wykopaliskach, z których można wyczytać, że owych sześć dni stworzenia, to sześć periodów, każdy, być może, o wielu setkach tysięcy lat trwania. To nie jest tylko pustą teorią lub zdaniem niewielu jednostek, lecz faktem ustalonym, podobnie jak obrót ziemi wokół Słońca. Teologia nie może temu odmówić sankcji, by nie popaść w błąd wykładu Pisma według litery. Przez to nie jest powiedziane, że biblia kłamie, lecz jedynie to, że ludzie ją sobie mylnie wykładają.

Wiedza po gruntownym zbadaniu warstw i pokładów ziemi - tego doskonałego archiwum świata wyświetliła porządek i kolejność pojawienia się różnych tworów na ziemi, co zgadza się z Mojżeszową Księgą Genezyjską, jak również z wykładem, że tworzenie działo się w epokach nie godzinowych, lecz tysiącletnich, zawsze według woli Bożej i według praw sił przyrody.

Czyż przez to zmniejsza się moc i wielkość Boża? Czy Jego praca i twórczość jest przez to mniej wzniosła i podziwu godna? Zaiste nie; czynilibyśmy sobie nędzne pojęcie o Nim, nie pojmując Jego Wszechmocy w prawach odwiecznych, które ustanowił dla rządu wszechświata. Wiedza nie umniejsza mocy Bożej, lecz ukazuje nam Boga w istotnej potędze, dostojeństwie i mądrości. Bóg nie narusza nagłymi przewrotami Swoich praw przyrodzonych.

Badania naukowe zgodnie z Mojżeszem umieszczają pojawienie się człowieka na końcu stworzenia; wykład jednak Genezy nie zgadza się z wiedzą co do czasu powstania człowieka na ziemi. Warstwy ziemi, ułożone przed powszechnym potopem, nie wykazują żadnych śladów istnienia człowieka; stąd sądzą geologowie, że człowiek przyszedł na świat dopiero po tym potopie. Geneza ma na myśli nie potop powszechny, lecz jeden z owych licznych, które następowały po nim. Jest nie do pomyślenia, by w przeciągu sześciuset lat powstało tyle pokoleń, aby zaludniły różnymi, tak od siebie odmiennymi plemionami cały świat i by kultura w tych istotnie nielicznych latach tak ogromnie wzrosła!

Jeżeli przypuścimy, że człowiek pojawił się na ziemi 4.000 lat przed Chrystusem i że po 1650 latach została cała ludzkość z wyjątkiem jednej rodziny Noego zniszczona przez potop, tedy wynika z tego, że zaludnienie ziemi zaczyna się od Noego, tj. 2.350 lat przed naszą erą. Gdy zaś Żydzi w 18 stuleciu przed Chrystusem przesiedlili się do Egiptu, znaleźli kraj ten już mocno zaludniony i z wysoką kulturą. Dzieje ludzkości wykazują równocześnie, że Indie i inne kraje stały wówczas na wysokim stopniu oświecenia i rozwoju duchowego. Badania naukowe odkryły istnienie w czasach przedhistorycznych wielu narodów wysoce wykształconych i rozwiniętych. Trudno uwierzyć, żeby w 600 latach potomstwo jednego człowieka zaludniło wszystkie znane wówczas rozległe kraje, żeby w tym krótkim czasie podniosła się ludzkość z grubej niewiadomości stanu pierwotnego na wysoki stopień rozwoju umysłowego - to sprzeciwia się wszelkim prawom antropologicznym. Różnorodność ras popiera zdanie, że ludzkość istniała już wiele wieków przed tym okresem. Klimat i sposób życia powodują wprawdzie zmiany w fizycznym ustroju człowieka; znane są jednak także różnice ras znacznie głębsze, których nie mógł spowodować klimat.

Jakże można przyjąć, że w ciągu kilku wieków niektórzy potomkowie Noego ulegli zmianom tak daleko idącym, żeby stworzyć np. rasę etiopską? Hipoteza taka jest nie do przyjęcia. Natomiast wszystko się tłumaczy, skoro przyjmiemy, że człowiek istniał znacznie dawniej, niż sądzono, biorąc tekst ksiąg genezyjskich dosłownie; poza tym, że było i woli Jego dzieci (przyp. A.P.) kilku praojców rodu ludzkiego; że Adam, który żył około 6.000 lat temu, zaludnił kraj jeszcze nie zamieszkały; że potop za czasów Noego był katastrofą miejscową, którą potem utożsamiono z potopem powszechnym.

Księgi święte wszystkich narodów były pisane w formie alegorycznej, właściwej stylowi ludów Wschodu. Dlatego nie jest roztropnie z lekkim sercem ogłaszać za błędne twierdzeń nauki, bo one mogą prędzej czy później zadać kłam tym, którzy je zwalczają. Idee religijne bynajmniej nie tracą, przeciwnie zyskują na wartości, krocząc z postępem wiedzy. To jest jedyny sposób, biorący słabą ich stronę w obronę przed sceptykami.

 

Rozdział IV

Istoty organiczne i nieorganiczne

Życie i śmierć

Inteligencja i instynkt.

Istoty organiczne i nieorganiczne

Do istot organicznych zaliczamy takie, które same w sobie posiadają źródło wewnętrznej działalności, dającej im życie; one rodzą się, rosną, rozmnażają się i umierają i są obdarzone szczególnymi organami do wykonywania rozlicznych czynności życiowych, dostosowanymi do ich potrzeb samozachowawczych. Należą do nich ludzie, zwierzęta i rośliny. Do istot nieorganicznych zaliczamy te, które nie mają życia, ani ruchu; powstają one przez skupienie materii, takimi są np.: minerały, woda, powietrze itd.

Czy ta sama silą łączy materię w istotach organicznych i nieorganicznych?

"Tak jest; prawo przyciągania jest dla wszystkiego to samo".

Czy istnieje jakaś różnica między materią ciot organicznych i nieorganicznych?

"Jest to zawsze jedna i ta sama materia, ale w ciałach organicznych ożywiona."

Co jest przyczyną ożywienia materii? "Jej złączenie z siłą życiową (witalną)."

Czy pierwiastek życiowy mieści się w osobnym czynniku, czy też jest własnością materii zorganizowanej, słowem, czy jest to skutek, czy przyczyna?

"Jest jednym i drugim. Życie jest skutkiem, który powstaje przez oddziaływanie czynnika życiowego na materię; ów czynnik życiowy - ta siła życiowa bez materii nie jest życiem, jak również materia bez owej siły życiowej nie może żyć - ona daje życie wszystkim istotom, które ją pochłaniają i przyswajają sobie.

Duch i materia stanowią dwa pierwiastki podstawowe wszechświata; czy sita życiowa byłaby pierwiastkiem trzecim?

"Siła życiowa jest jednym z pierwiastków, potrzebnych do utworzenia wszechświata, posiada jednak źródło swoje w zmodyfikowanej materii powszechnej; dla was jest to pierwiastek, jak tlen lub wodór, które zresztą nie są pierwiastkami istotnymi, gdyż wszystko pochodzi z jednej jedynej zasady - pierwiastka powszechnego.



dalej


strona główna
(23kB)