(23kB)
strona główna


 

 

MISTRZ ECKHART

TRAKTATY

Przelozyl i opracowal
Wieslaw Szymona OP

Tytuly oryginalów:
Deutsche Predigten und Traktate, C. Hanser Verlag, München
1959, s. 51-139, 443-448
Meister Eckharts Traktate (w wyd. Kohlhammera: Band V),
4. Vom Abgeschiedenheit, s. 377-468

Od tlumacza

Tom ten zawiera cztery dzielka Mistrza Eckharta. Trzy pierwsze (i legendy) zostaly wziete z malego wydania jego dziel z 1959 roku (Josef Quint, Deutsche Predigten und Traktate), tekst ostatniego - z IV tomu serii niemieckiej wydania Kohlhammera. Podstawe polskiego przekladu stanowilo pochodzace od Josefa Quinta tlumaczenie na wspólczesny jezyk niemiecki, dokonane ze staroniemieckiego oryginalu (Spätmittelhochdeutsch) ustalonego przezen na podstawie rekopisów.

Podobnie jak w pierwszym krytycznym wydaniu niemieckich dziel Eckharta, pochodzacym od Franza Pfeiffera (Leipzig 1857), równiez u Quinta te pisma sredniowiecznego mistrza otrzymaly wspólna nazwe Traktatów. Termin "traktat" nie stanowi bowiem scisle okreslonego gatunku pismiennictwa i nie jest dostatecznie jednoznaczny w tym wypadku. Miedzy czterema dzielkami zachodza duze róznice, nie tylko tresciowe, ale równiez formalne. Najbardziej jeszcze okreslenie to pasuje moze do pisma O odosobnieniu, bo O czlowieku szlachetnym mozna by z powodzeniem zaliczyc do kazan. Pouczenia duchowe powstaly z tak zwanych collationes, tj. polaczonych z dyskusja pogadanek i - mimo pisemnego ich zredagowania przez autora, zachowaly w wielu miejscach wyrazne slady tej genezy. Wreszcie Ksiega Boskich pocieszen, wprawdzie tresciowo zwarta dzieki jednej przenikajacej ja intencji, jest bardzo zróznicowana w formie literackiej poszczególnych czesci. Mimo tych róznic pozostawienie wspólnego tytulu Traktaty wydaje sie uzasadnione ze wzgledu na jego powszechne wystepowanie w literaturze eckhartianskiej. Na stronie tytulowej znalazly sie jednak równiez tytuly poszczególnych pism (legendy o Eckharcie potraktowano jako rodzaj aneksu).

Dzielace te cztery pisma róznice byly tez powodem zrezygnowania z jednego wspólnego wstepu. Zamiast tego kazde z nich zostalo poprzedzone osobnym wprowadzeniem, w którym omówiono przede wszystkim problem ich autentycznosci oraz sytuacji, w jakiej powstaly, przedstawiono uklad tresci, a takze wyjasniono niektóre punkty doktryny Mistrza z Hochheim. W krajowych bibliotekach niewiele mozna znalezc literatury poswieconej tematyce mistyki nadrenskiej, nie mówiac juz o monografiach. Trudno zreszta, zeby bylo inaczej, skoro same dziela tych mistyków byly u nas niemalze nieznane. Najwieksza pomoca okazaly sie tu opracowania J. Quinta, K. Ruha i L. Cogneta - wybitnych znawców tej dziedziny. W niemieckim wydaniu traktatów mozna znalezc wykazy najwazniejszych tekstów paralelnych oraz wielu przytaczanych w tekscie "autorytetów", na które Eckhart sie powolywal. Dane te zostaly tu czesciowo wykorzystane, szczególnie przy redagowaniu przypisów.

W sumie jednak ani wstepy, ani przypisy nie mialy na celu pelniejszego przedstawienia postaci samego Eckharta ani tez wyjasnienia jego doktryny. Zakladamy tu znajomosc wydanych przez "W drodze" Kazan, a zwlaszcza zamieszczonego w nich obszernego Wstepu. Jest tam miedzy innymi zyciorys Eckharta, w którym szerzej sa opisane oba procesy wytoczone mu przez Inkwizycje, w Kolonii i Awinionie, zakonczone potepieniem kilkunastu zdan z jego dziel. Pare zdan pochodzi równiez z traktatów niemieckich, na co w kazdym wypadku bedzie tutaj zwrócona uwaga, z zalaczeniem odnosnych tekstów bulli Jana XXII In agro dominico. We Wstepie do Kazan opisano tez zlozone, burzliwe nieraz, dzieje recepcji dziela Eckharta, zwlaszcza w ostatnim póltora wieku. Wyjasniono równiez niektóre trudniejsze pojecia mistyki nadrenskiej. Tam takze nalezy szukac tekstu bulli papieskiej, jak i danych bibliograficznych.

Tematyka Traktatów Eckharta w wielu wypadkach jest taka sama jak w Kazaniach. Odnosi sie to zwlaszcza do takich centralnych zagadnien, jak zjednoczenie sie czlowieka z Bogiem dokonujace sie w glebi duszy oraz umozliwiajace je "odosobnienie" (Abgeschiedenheit) czlowieka albo inaczej "wyrzeczenie", uwalniajace go od niewlasciwego sto-sunkuvdo dóbr doczesnych i stwarzajace w nim warunki do przebóstwiajacego dzialania Bozego.

Wyjasnienia domaga sie tez cytowanie Pisma Swietego przez Eckharta. Opiera sie on na Wulgacie, ale cytuje czesto z pamieci, niedoslownie, oddajac zwykle tylko zasadnicza mysl danego ustepu.
Przy cytowaniu zastosowano tu numeracje wedlug Biblii Tysiaclecia.

Wieslaw Szymona OP

POUCZENIA DUCHOWE

Wstep

Jesli nie brac pod uwage zaginionego Komentarza do Sentencji Piotra Lombarda, jest to pierwsze wiekszych rozmiarów dzielko Eckharta - w kazdym razie pierwsze zredagowane w jezyku niemieckim. Napisal je, gdy byl przeorem swego macierzystego konwentu, Erfurtu, a równoczesnie wikariuszem klasztorów Turyngii. Jednoznacznie wskazuje na to rozbudowany naglówek, w którym oprócz imienia Mistrza z Hochheim wzmiankowane sa obie pelnione przez niego wtedy funkcje. Laczenia tych dwóch urzedów w jednej osobie zakazala Kapitula Generalna w 1298 roku, Pouczenia musialy zatem powstac przed ta data. Co do ich autentycznosci historycy maja obecnie zupelna pewnosc. Dzieki odnalezionym 44 rekopisom, zostala ona lepiej potwierdzona niz któregokolwiek innego dziela Eckharta

Tytul Die Reden der Unterweisung, poswiadczony nielicznymi tylko, pózniejszej daty rekopisami, z pewnoscia nie pochodzi od samego autora. Pierwotnie brzmial prawdopodobnie Reden - okreslenie, które moze znaczyc: mowy, przemówienia, ale równiez - jako odpowiednik lacinskich sermones - kazania lub konferencje. Na geneze i pierwotna forme Pouczen naprowadza ich Sitz im Leben. Wspomniany naglówek mówi mianowicie, ze Eckhart glosil je swoim "dzieciom" gromadzacym sie na kolacje. Zarówno wyglaszana wtedy, przerywana moze pytaniami, konferencja, jak i wywiazujaca sie po nich swobodna dyskusja mialy cel dydaktyczno-wychowawczy - omówienie jakiegos zagadnienia dotyczacego zycia wewnetrznego. Niemieckie Lehrgespräch jest u prawdopodobnie odpowiednikiem lacinskiego collatio .

"Dzieci", to oczywiscie duchowi synowie Eckharta, moze w wiekszosci mlodsi, a wiec nowicjusze i bracia studenci. Nie znaczy te jednak, ze tematyka tych wieczorów dyskusyjnych ograniczala sie do spraw klasztornych.

W redakcji pisemnej Pouczen nieliczne tylko, pozostale zwroty przypominaja pierwotna forme rozmowy .

Redakcja ta byla z pewnoscia dzielem samego Eckharta, a jej celem udostepnienie wygloszonych w klasztorze konferencji szerszym kregom czytelników. Poswiadczaja to bardzo liczne rekopisy, które w przeciwienstwie na przyklad do traktatu O odosobnieniu, nie przechowaly sie razem z tekstami literatury mistycznej, lecz w zupelnie innych zbiorach, a mianowicie wsród dziel przeznaczonych dla wszystkich dazacych do poglebienia swego zycia religijnego.

Zatem Pouczenia nie sa duchowym przewodnikiem dla nowicjuszy i kleryków zakonnych, choc dla nich byly najpierw przeznaczone. Podobnie zreszta jak inne dziela Eckharta, Kazania zwlaszcza, niezaleznie od tego jakiej grupie spolecznej byly gloszone, skierowane sa do wszystkich i zawieraja ogólna chrzescijanska doktryne, w swej tematyce i wysuwanych postulatach aktualna takze dla czlowieka XX wieku.

Mimo ze Eckhart byl juz czlowiekiem intelektualnie w pelni dojrzalym (mial okolo 35 lat), w odróznieniu od pozostalych jego dziel niemieckich, Pouczenia nie zawieraja niemal zupelnie tak dla niego charakterystycznego pierwiastka metafizycznego. Pojawi sie on dopiero u Eckharta-Mistrza Swietej Teologii, a wiec po 1303 roku. Ta róznica tak rzuca sie w oczy, ze byla nawet wysuwana w zakonczonych juz obecnie dyskusjach nad autentycznoscia tego dziela. Poruszane sa tu natomiast liczne zagadnienia dotyczace zycia wewnetrznego, które niemal zupelnie znikly w pózniejszych dzielach tego autora. Przemawia on tutaj i do zakonników, i do swieckich, wszystkim wskazuje droge prowadzaca nie tyle do mistycznej kontemplacji, co do chrzescijanskiej doskonalosci. Stawia go to w rzedzie takich wielkich duszpasterzy i wychowawców chrzescijanstwa, jak Augustyn, Bernard z Clairvaux, Ryszard ze sw. Wiktora, Jan Gerson i Tomasz a Kempis. Wymagania, jakie stawia swoim dzieciom dazacym do dobrego zycia, sa bardzo wysokie, nie ma w nich jednak ascetycznej surowosci. Zlo, szatan, pieklo nie wysuwaja sie na pierwszy plan, cierpienia pomaga nam znosic Bóg, grzech nie niszczy czlowieka, dobro ma moc równa zlu. Bóg jest zawsze blisko. W innym tonie byla utrzymana przecietna literatura religijna tamtych czasów.

Od wymienionych wyzej przykladowo autorów rózni Eckharta jezyk. Tamci pisali po lacinie, on w jezyku ojczystym. Eckhart nie byl na tym polu pionierem, mial poprzedników, którzy pisali po niemiecku dziela z zakresu zycia duchowego. Dlaczego nie napisal (a najprawdopodobniej i nie wyglosil) Pouczen po lacinie, mimo ze skierowane byly przede wszystkim do sluchaczy znajacych ten jezyk? K. Ruh twierdzi, ze wybór jezyka podyktowany byl w tym wypadku nie rodzajem sluchaczy lub czytelników, lecz natura omawianych zagadnien. U schylku XIII wieku lacina byla juz jezykiem martwym, nie miala charakteru twórczego i choc mogla ciagle stanowic wypróbowane narzedzie literatury fachowej, mniej nadawala sie do wyrazania mowy serca, przezyc osobistych i poboznosci charyzmatycznej. Podobnie wiec jak w poezji, równiez w tej dziedzinie coraz czesciej siegano do jezyka ojczystego.

W 23 rozdzialach Pouczen mozna dosc latwo wyodrebnic trzy kolejne grupy tematyczne, rózniace sie od siebie równiez struktura. Najbardziej zwarty, jednolity charakter ma pierwsza (rozdzialy 1-8). - Wyraznie w niej widac, ze Eckhart scisle sie trzyma nakreslonego uprzednio planu swoich pogadanek. Pod koniec kazdego rozdzialu znajdujemy zapowiedz nastepnego tematu. Zaczyna od omówienia slubu posluszenstwa, co jesli wezmiemy pod uwage pierwszych adresatów, wydaje sie zupelnie normalne. Juz tutaj pojawia sie motyw, który jak sie okaze, stanowi przewodnia idee calej tej pierwszej czesci. Jest to "wyjscie z siebie". Wprawdzie techniczne okreslenia tego postulatu, slowa "wyrzeczenie" i "odosobnienie", pojawiaja sie dopiero w trzech dalszych rozdzialach, ale jest to iakby wspólny mianownik, do którego sprowadzane sa wszystkie poruszane w tej grupie tematy, nie wylaczajac samego posluszenstwa. Wychodzenie z siebie, stanowiace przeciwienstwo wlasnej egoistycznej woli, prowadzi czlowieka do osiagniecia wolnosci serca albo jak najczesciej czytamy w Kazaniach "wolnosci glebi.

Kto pragnie osiagnac te wolnosc, a zarazem towarzyszacy jej wewnetrzny pokój, ten musi sie najpierw wyrzec siebie samego. Jesli sie wyrzeknie swojej wlasnej woli, tym samym porzuci wszystko inne.

To opuszczenie wszystkiego (Lassen) nie oznacza, jak Eckhart niejednokrotnie sie zastrzega, wyzbycia sie wszystkich rzeczy w sensie zewnetrznym. Nie glosi on programu totalnej abnegacji, nie mówi tez ciagle o zwalczaniu zlej zmyslowej natury - temat tak czesty w literaturze tamtych czasów. Eckhartowi chodzi o pokonanie wlasnego "ja". Zeby to osiagnac, czlowiek musi dobrze poznac siebie - stad powtarzajacy sie, kategoryczny postulat: poznaj siebie samego! "Skieruj wzrok na siebie samego!"

To wyrzeczenie sie siebie samego, stanowiace warunek wyrzeczenia sie wszystkiego innego, nie stanowi celu samo w sobie. Etyczny program Eckharta jest na wskros pozytywny. Tak samo jak w niemieckich Kazaniach i tutaj uczy on, ze celem "wychodzenia z siebie " jest pozostawienie wolnego miejsca Bogu. Gdziekolwiek bowiem czlowiek wyrzeknie sie swego, tam wchodzi Bóg ze swoim, a w nastepstwie tego czlowiek staje sie "Boski".

Postulowana w zyciu wewnetrznym wymiana ludzkiego na Boskie stanowi dla Eckharta podstawe jego etyki ontycznej (Seinsethik) przeciwstawianej etyce powinnosci (Sollen-sethik). "Nie próbujmy opierac swietosci na dzialaniu, budujmy ja raczej na bytowaniu, bo nie uczynki nas uswiecaja, lecz my mamy je uswiecac" - oto jej zasada.

Charakterystyczna cecha tego nowego, Boskiego czlowieka Jest udzial w Bogu, posiadanie Go niezaleznie od warunków, w jakich zyje, jak tez od obranego rodzaju zycia. Kto Boga znajduje w kosciele i na modlitwie, a nie znajduje w ulicznym gwarze, ten daje dowód swej niedoskonalosci. Niewiele tez pomoze uciekanie do pustelni, jesli sie czlowiek nie nauczy znajdywac jej w sobie samym. Odosobnienie (Abge-schiedenheit) ma dla Eckharta decydujace znaczenie, ale rozumiane nie jako zewnetrzne oddalenie sie od ludzi, lecz jako oderwanie sie od wszystkich stworzen. Zatem mozna pozostac w swiecie, ale nalezy wyrobic w sobie nowy do niego stosunek, polegajacy na dostrzeganiu we wszystkich rzeczach nie siebie samego, lecz Boga. Jest to droga trudna i dluga, w rozdziale 6 Eckhart porównuje ja do nauki rzadkiej w sredniowieczu sztuki pisania.

Równiez w nastepnych siedmiu rozdzialach mozna sie dopatrzyc pewnej jednosci tematycznej, ale nie jest juz ona tak wyrazna jak w pierwszej grupie. Przedmiot rozwazan stanowi tutaj grzech i jego przeciwienstwo - milosc. Podobnie jak w pierwszej czesci, i tutaj przy koncu kazdego rozdzialu pojawia sie slowo-haslo, zapowiadajace szczególowy temat nastepnego.

Problematyka grzechu byla w czasach Eckharta niezwykle aktualna. Podejmowali ja przedstawiciele róznych ruchów heretyckich lub znajdujacych sie na pograniczu herezji, jak na przyklad begardzi (meski odpowiednik beginek) i Bracia wolnego ducha. Byly to ugrupowania, które wyrastaly z odrodzonych jeszcze w koncu XII wieku tendencji manichejskich, dla których zwalczania powolal swych synów sw. Dominik. Do stalego niemal programu doktrynalnego sekciarzy nalezalo podwazanie wartosci dobrych uczynków i pomniejszanie szkodliwosci grzechu w procesie duchowego rozwoju czlowieka. Pojawialy sie wrecz twierdzenia, ze na pewnym stopniu doskonalosci nie obowiazuje zachowywanie przykazan, zwlaszcza koscielnych, a cokolwiek by czlowiek uczynil, nie bedzie mu to poczytane za grzech. Na terenie, gdzie dzialal Eckhart, glównym przeciwnikiem tych ruchów byl arcybiskup Kolonu, Henryk z Wirneburga, który z niezwykla energia tropil i zwalczal podejrzanych o tego rodzaju tendencje. Eckhart, który wlasnie wrócil z Paryza, gdzie mial zlecone wyklady z Sentencji Piotra Lombarda i napisal do nich Komentarz, byl juz wytrawnym teologiem i z cala pewnoscia dobrze sie orientowal w aktualnych problemach zwiazanych z teologia grzechu oraz rozumial potrzebe ostroznosci w wypowiedziach na ten temat. Niemniej wsród potepionych przez bulle Jana XXII zdan znalazly sie równiez dwa dotyczace grzechu, a jedno z nich (art. 15) wyjete zostalo wlasnie z 12 rozdzialu Pouczen. Brzmi ono: "Tak, kto by calkowicie byl zanurzony w woli Bozej, ten nie powinien chciec, zeby grzech, którego sie dopuscil nie zostal popelniony". Najblizszy trescia temu zdaniu artykul bulli jest nieco inaczej sformulowany i nie mozna miec pewnosci, czy Eckhart jest rzeczywiscie jego autorem.

Jako doswiadczony duszpasterz Eckhart zdawal sobie dobrze sprawe ze szkodliwosci grzechu i byl jak najdalej od jego lekcewazenia. I tutaj jednak przewaza w jego wypowiedziach pozytywne nastawienie. Mistrz nie wdaje sie w pesymistyczne rozwazania nad ulomnoscia i grzesznoscia czlowieka ani w kazuistyczne rozróznianie rodzaju grzechów, lecz przemawiajac jako ojciec i wychowawca, stara sie dodac otuchy swoim duchowym dzieciom. Grzech jest w czlowieku wprawdzie rzeczywistoscia smutna, we wszystkich kierunkach wyciagajaca swoje niszczace macki, ale Eckhart dostrzega i wskazuje równiez dobre strony tej sytuacji, wyniklej z upadku pierwszych rodziców, a mianowicie potrzebe walki, która umacnia wole i warunkuje doskonalosc cnót. Sprawiedliwy nigdy nie powinien prosic Boga o usuniecie sklonnosci do grzechu, gdyz ona wlasnie pobudza go nieustannie do czujnosci i cwiczenia sie w cnocie. Ten optymizm Eckharta dochodzi do glosu w takich na przyklad wypowiedziach: "Dobro ma równie wielka moc czynienia dobra jak zlo czynienia zla albo: "Musisz tez wiedziec, ze dobra wola nigdy nie moze utracic Boga".

Zatem nie dopiero kilkanascie lat pózniej napisana ksiazka noszaca odpowiadajacy podobnemu celowi tytul, ale juz Pouczenia sa Ksiega Boskich pocieszen - ta ze wszech miar sluszna uwaga podsumowuje K. Ruh swoja ocene rozdzialów poswieconych
problemowi grzechu.

Gdzie wystepuje dobra wola, tam pojawia sie tez milosc - przeciwienstwo grzechu. Jej omówieniu zarezerwowane sa ostatnie rozdzialy drugiej czesci Pouczen. Krytycznej ocenie poddaje tu Eckhart pewne zauwazone przez siebie zjawiska, wystepujace wtedy zwlaszcza w klasztorach sióstr.Chodzi mianowicie o niektóre, niezwykle, zewnetrzne przejawy milosci, na przyklad ekstaza czy dar lez, którym siostry przypisywaly nadmierne znaczenie oraz swiadomie dazyly do ich wywolania przez odpowiednie cwiczenia i modlitwe. Eckhart nie odmawia im wszystkim autentycznosci, ale relatywizuje ich znaczenie. Twierdzi mianowicie, ze wiele z tych przejawów moze miec zródlo w samej naturze czlowieka, a poza tym ponad takie nadzwyczajne laski stawia najdrobniejszy nawet uczynek milosci blizniego i w tym zgodny jest ze stala tradycja chrzescijanska, a ostatecznie - z Ewangelia.

Trzecia, najdluzsza czesc Pouczen (rozdzialy 17-23) wykazuje najmniej jednolitosci od strony tematycznej. K. Ruh wysuwa w zwiazku z tym przypuszczenie, ze Eckhart przede wszystkim zgromadzil tu tematy poruszone w dyskusjach ze sluchaczami, mniej sie przy tym troszczac o ich systematyczne uporzadkowanie. Zreszta, biorac pod uwage róznorodnosc poruszanych zagadnien, nie bylo ono chyba nawet mozliwe.

Nasuwaja sie dwie zasadnicze uwagi, charakteryzujace cala te grupe rozdzialów: Przez wszystkie przewija sie obecny od poczatku tego dziela glówny motyw, a mianowicie postulat calkowitego wyrzeczenia sie wlasnego "ja". Poza tym zdziwienie moze budzic fakt, ze autor nigdzie nie porusza sprawy specyficznego charakteru i zadan wlasnego zakonu. Potwierdza to wrazenie, ze Pouczenia, choc zrodzily sie z klasztornych collationes, przeznaczone byly, przynajmniej w ostatecznej redakcji, dla ogólu chrzescijan. Dlatego kladzie on akcent na nasladowaniu Chrystusa, stale tez powtarza, ze Bóg nie zwiazal uswiecenia i zbawienia czlowieka z jednym tylko stanem czy rodzajem zycia ("sposobem"), a jesli powolal kogos na jakas okreslona droge, zapewnia mu tez nadprzyrodzone pomoce niezbedne do osiagniecia celu.

Na specjalna uwage zasluguje stanowiace zamknieta calosc, dosyc dlugie rozwazanie o Najswietszym Sakramencie (rozdz. 20). Nie nalezy wykluczac mozliwosci, ze jest to pózniej dopiero wlaczone do Pouczen kazanie. Jesli pamietamy o kontekscie historycznym, a zwlaszcza o czestych wówczas, kazuistycznych dyskusjach na temat "godnego" przyjmowania Komunii swietej, uderza nas duza swoboda Eckharta w podejsciu do tego tematu. Miedzy innymi podkresla on znaczenie nie tyle zewnetrznej dyspozycji czlowieka, co obiektywnej, uzdrawiajacej i uswiecajacej mocy Sakramentu. Jego zas poglad na czestotliwosc przystepowania do Stolu Panskiego streszcza lapidarne zdanie: "Im czesciej bedziesz przyjmowal Najswietszy Sakrament, tym lepsza i pozyteczniejsza bedzie ta praktyka"

Z innych omawianych w Pouczeniach ogólnochrzescijanskich tematów na pierwszy plan wysuwaja sie: potrzeba nieustajacej gorliwosci i trwania w obecnosci Bozej, wspólpraca z laska, ubóstwo w duchu, stosunek laski do natury. W zwiazku z niezwykle waznym w gloszonej przez siebie etyce zagadnieniem wartosci uczynków, Eckhart podkresla, ze jeden przynajmniej jest zawsze konieczny i nigdy, na zadnym etapie zycia wewnetrznego czlowiek nie moze go zaniechac, a mianowicie unizanie samego siebie. Jest ono tak bardzo wazne, dlatego ze stanowi miare wywyzszenia czlowieka.

Koncza sie Pouczenia uwagami na temat wewnetrznego pokoju i radosci; sa one udzialem tych tylko, którzy swa wole calkowicie zlaczyli z wola Boza.

POUCZENIA DUCHOWE

Oto mowy brata Eckharta z Zakonu Kaznodziejskiego, wikariusza Turyngii, przeora erfurckiego, które swoim dzieciom zgromadzonym na wieczornych zebraniach klasztornych wyglaszal dla ich pouczenia, odpowiadajac przy tym na liczne pytania.

1. Prawdziwe posluszenstwo

Prawdziwe i doskonale posluszenstwo to cnota przewyzszajaca wszystkie inne. Bez niej nie moga sie obejsc najwieksze nawet dziela, z drugiej zas strony, posluszenstwo przydaje wartosci najmniejszym, jak na przyklad odprawianie lub sluchanie mszy, modlitwa, kontemplacja itp. Najpospolitsze nawet czynnosci, jakie ci moga przyjsc na mysl, prawdziwe posluszenstwo czyni lepszymi i szlachetniejszymi. We wszystkim dokonuje ono tego, co najlepsze, nie zaklóca zadnej czynnosci, niczemu nie szkodzi - pod warunkiem ze jest prawdziwe. Przez posluszenstwo bowiem nie tracimy zadnego dobra, jemu samemu zadnego nie brak, o nic tez nie musi sie martwic.

Wszedzie, gdzie czlowiek przez posluszenstwo wychodzi z wlasnego "ja" i wyrzeka sie swego, tam musi wejsc Bóg, Gdy bowiem ktos nie chce niczego dla siebie samego, Bóg musi dla niego pragnac dokladnie tego, czego chce dla siebie. Jesli wyrzeklem sie swojej woli przez to, ze zlozylem ja w rece przelozonego i niczego juz nie chce dla siebie, to wówczas Bóg musi chciec dla mnie, a jesli straci cos dla mnie, straci równiez dla siebie. Tak jest we wszystkim: gdy niczego nie chca dla siebie, wtedy On chce dla mnie. Ale sluchajcie no! Czegóz to On chce dla mnie, wtedy gdy ja niczego nie chce dla siebie? Otóz w tym, w czym ja sie wyrzekam wlasnego "ja", On musi chciec dla mnie tego wszystkiego, czego chce dla siebie - ani mniej, ani wiecej i w ten sam sposób co dla siebie samego. A gdyby tak nie postepowal - na Prawde, która jest Bogiem! nie bylby wtedy sprawiedliwy, nie bylby Bogiem - a przeciez to nalezy do samej Jego natury.

W prawdziwym posluszenstwie nie ma miejsca na zadne "chce tak lub inaczej" ani "chce tego czy tamtego"; wymaga ono pelnej rezygnacji ze swego. Dlatego w najlepszej modlitwie, do jakiej tylko jest zdolny czlowiek, niech nie prosi: "Daj mi te cnote lub ten sposób" , ani: "Panie, daj mi siebie samego albo zycie wieczne", lecz jedynie: "Panie, daj mi to tylko, czego Ty chcesz, a w kazdym sposobie czyn tylko to, co chcesz i jak chcesz!" Ta druga modlitwa wznosi sie nad pierwsza tak samo jak niebo nad ziemie, i gdy na taka sie zdobyles, dobrzes sie modlil - wtedy mianowicie, kiedy w prawdziwym posluszenstwie wyszedles z wlasnego "ja" i skierowales sie do Boga. A jak prawdziwe posluszenstwo nie zna zadnego "chce tak", podobnie nie wolno mu nigdy powiedziec "nie chce", to bowiem stanowi prawdziwa trucizne dla kazdego posluszenstwa. Tak tez powiada sw. Augustyn: "Wiernego slugi Bozego nie cieszy, gdy mu mówia lub daja to, co rad slyszy lub widzi, gdyz pierwszym, najglebszym jego pragnieniem jest slyszec to, co Bogu sie najbardziej podoba".

2. O najpotezniejszej modlitwie i najwznioslejszym uczynku

Najpotezniejsza, wszechmocna niemal, zdolna wszystko osiagnac modlitwa oraz najszlachetniejszy ze wszystkich uczynek moga sie rodzic tylko w calkowicie wolnym sercu. Im ono swobodniejsze, tym potezniejsze sa modlitwa i uczynki, tym one sa godniejsze, pozyteczniejsze, chwalebniejsze i doskonalsze. Serce wolne wszystko potrafi.

Cóz to znaczy: "wolne serce"?

To takie, którego nic nie zwodzi i nie krepuje, które swego idealu nie zwiazalo z zadnym sposobem, w niczym tez nie szuka swego, lecz przeciwnie - zanurzylo sie w umilowanej nade wszystko woli Bozej i wyrzeklo swego. W takim to sercu czerpac musi sile i moc kazdy, najmniejszy nawet czyn, zamierzony przez czlowieka.

Módl sie z tak wielka moca, ze az zapragniesz, zeby ta modlitwa objela wszystkie twe czlonki i wladze, oczy, uszy, usta, serce i wszystkie zmysly. I nie przerywaj jej, dopóki nie poczujesz, ze jednym sie stajesz z Tym, którego masz przed soba, do którego sie modlisz - z Bogiem.

3. O ludziach nieoderwanych i pelnych wlasnej woli

Niektórzy powiadaja: "Ach, Panie, jakzebym pragnal byc równie blisko Boga jak inni i cieszyc sie ta sama co oni poboznoscia i Boskim pokojem. I zeby mi sie tak samo jak im wiodlo albo zebym byl podobnie jak oni ubogi!" Albo tez: "Nigdy mi sie w zyciu nie powiedzie, jesli sie nie znajde tu lub tam, jezeli nie zrobie tego lub tamtego. Musze wyruszyc w obce strony, schronic sie w jakiejs pustelni lub wstapic do klasztoru".

Otóz we wszystkim tym tkwi wylacznie twoje "ja", nic poza tym. Nawet jesli nie zdajesz sobie z tego sprawy i inaczej ci sie to przedstawia - to twoja wlasna wola. Ona jest zródlem wszelkiego rodzacego sie w tobie niepokoju, chocbys sobie tego nie uswiadamial. Myslisz sobie niekiedy, ze czlowiek powinien tego unikac, a tamtego szukac, na przyklad okreslonych miejsc, ludzi, sposobów, licznego towarzystwa czy zajec, bo zdaje ci sie, ze te wlasnie sposoby lub rzeczy ci przeszkadzaja, ze one sa wszystkiemu winne. Otóz nie, to nie one ponosza wine, lecz ty sam, ty który w nich tkwisz i masz do nich niewlasciwy stosunek.

Dlatego zacznij od siebie samego i siebie sie wyrzeknij. Bo jesli nie uciekniesz najpierw od siebie samego, wtedy badz pewny, ze dokadkolwiek pobiegniesz, gdziekolwiek sie znajdziesz, zawsze natrafisz na przeszkody i niepokój. Ludzie szukaja pokoju w rzeczach zewnetrznych: w miejscach i sposobach, u innych i w dzialaniu albo tez na obczyznie, w ubóstwie lub ponizeniu - cokolwiek by to bylo i chocby wywieralo na tobie najsilniejsze nawet wrazenie, wszystko to pozostanie nicoscia i nie przyniesie ci pokoju. Którzy w ten sposób szukaja, opacznie postepuja. Im dalej zawedruja, tym mniej znajda tego, czego szukaja. Ida tak jak czlowiek, który zeszedl z wlasciwej drogi: im dalej pójdzie, tym bardziej pobladzi. Cóz zatem ma uczynic? Najpierw niech sie wyrzeknie, porzuci samego siebie, a tym samym porzuci wszystko inne. Wierzcie mi, gdyby ktos porzucil królestwo, a nawet caly swiat, a zachowal siebie samego, ten nie porzucil niczego. Ale jezeli sie wyrzeknie siebie, wszystkiego sie tym samym wyrzeka, chocby nie wiem co posiadal: królestwo, zaszczyty itd.

Sw. Piotr powiedzial: "Panie, oto porzucilismy wszystko" (Mt 19, 27) - a przeciez pozostawil tylko sieci i lódke, nic wiecej! Otóz pewien swiety opatrzyl te slowa taka uwaga: Kto chetnie opuszcza jakas mala rzecz, opuszcza tym samym nie tylko ja jedna, ale wszystko co ludzie tego swiata osiagaja, a nawet to czego by tylko mogli zapragnac. Bo kto sie wyrzeka swej woli i siebie samego, ten tak samo prawdziwie sie wyrzekl wszystkich rzeczy, jak wówczas gdyby one stanowily jego wlasnosc i posiadal je z mozliwoscia zupelnie swobodnego nimi rozporzadzania. Jesli bowiem czegos nie chcesz posiasc, tym samym zlozyles to wszystko w ofierze i porzuciles ze wzgledu na Boga. Dlatego Chrystus mówi: "Blogoslawieni ubodzy w duchu" (Mt 5, 3) - to znaczy: ubodzy w wole. Niech nikt w to nie watpi: gdyby istnial jakis lepszy sposób, na pewno Chrystus , by go nam wskazal - On który powiedzial tez: "Kto chce Mnie nasladowac, niech sie wpierw zaprze samego siebie" (Mt 16, 24). Od tego zalezy wszystko inne. Skieruj wzrok na siebie samego, a wszedzie gdzie siebie dostrzezesz, tam sie siebie wyrzeknij. Nadto nic nie ma lepszego.

4. Korzysci plynace z wewnetrznego i zewnetrznego wyrzeczenia

Wiedz to, ze chocby czlowiek osiagnal w tym zyciu najwyzszy nawet stopien wyrzeczenia, zawsze moze jeszcze znalezc cos, co powinien porzucic. Niewielu jest takich, którzy przywiazuja nalezyta wage do pelnego wyrzeczenia i nie ustaja w jego doskonaleniu. Zachodzi tu równowazna wymiana i sprawiedliwy przetarg: W jakiej mierze wychodzisz z wszystkich rzeczy, na ile sie w nich wszystkich swego wyzbyles, w tej samej mierze, nie mniej, ani wiecej, wchodzi Bóg wraz ze wszystkim co Jego. Od tego zacznij i zrób w tym celu wszystko, na co cie stac. Tylko w ten sposób znajdziesz prawdziwy pokój.

Niech ludzie zbyt wiele sie nie zastanawiaja, co maja robic, wiecej natomiast mysla o tym, jacy maja byc. Gdyby oni sami, ich postawa, byly dobre, wtedy równiez ich uczynki moglyby jasniec pelnym blaskiem. Jesli ty jestes sprawiedliwy, takie beda równiez twoje uczynki. Nie próbujmy opierac swietosci na dzialaniu, budujmy ja raczej na bytowaniu, bo nie uczynki nas uswiecaja, lecz my mamy je uswiecac. Najswietsze nawet nie beda nas w najmniejszym stopniu uswiecac, brane tylko jako uczynki. W jakiej mierze jestesmy swieci i istniejemy, w takiej samej uswiecamy nasze uczynki: posilek, sen, czuwanie i wszystko inne. Kto nie jest wielki w swym bytowaniu, temu nie pomoga najwieksze nawet uczynki.
Plynie z tego nastepujaca dla ciebie nauka: cala swa gorliwosc masz poswiecac na czynienie siebie dobrym, a wiec nie na to, co czynisz oraz jakie sa twoje uczynki, ile raczej na to, co stanowi ich podstawe.

5. Rozwaz, co decyduje o dobroci twojej istoty i glebi

Istota czlowieka i glebia bytu decydujace o dobroci ludzkich czynów sa dobre wylacznie wtedy, kiedy serce czlowieka pozostaje calkowicie skierowane ku Bogu. Ze wszystkich sil staraj sie o to, zeby Bóg stawal ci sie wielki i zeby cale twoje dazenie i gorliwosc we wszelkim dzialaniu, jak i w powstrzymywaniu sie od niego, ku Niemu byly zwrócone. Badz pewny, ze w im wiekszym stopniu to osiagniesz, tym lepsze beda twoje uczynki, niezaleznie od ich rodzaju. Przylgnij do Boga, a On ci przyda wszelkiej dobroci. Szukaj Go, a znajdziesz Jego samego, a wraz z Nim wszelkie dobro. Gdy w takim usposobieniu staniesz na kamieniu, uczynek ten bedzie sie Bogu bardziej podobal niz przyjecie Ciala Panskiego z mysla o wlasnym pozytku i z mniejsza bezinteresownoscia. Kto sie mocno Boga trzyma, od tego nigdy sie nie odlaczy ani On sam, ani zadna cnota. A czego przedtem szukales, teraz to szuka ciebie; za czym ty goniles, teraz ono cie goni; przed czym ty uciekales, to teraz przed toba ucieka. Dlatego: kto mocno sie trzyma Boga, tego mocno sie trzyma wszystko, co Boskie, od tego tez ucieka wszystko, co Jemu niepodobne i obce.

6. O posiadaniu Boga i odosobnieniu

Postawiono mi kiedys nastepujace pytanie: sa tacy, którzy chetnie by porzucili towarzystwo ludzi i wybrali na stale samotnosc albo tez nie opuszczali kosciola i w ten tylko sposób znajdywali pokój; czy to jest rzeczywiscie najlepsze? Na co odparlem: Nie! - Posluchaj dlaczego.

Kto jest rzeczywiscie dobry, jest taki we wszystkich miejscach i w kazdym towarzystwie. Podobnie zly: bedzie taki wszedzie i z wszystkimi. Dobry ma bowiem zawsze przy sobie Boga, a kto Jego ma prawdziwie, ten ma Go wszedzie, zarówno na ulicy i wsród ludzi, jak w kosciele, pustelni czy celi klasztornej. Kto ma Boga i tylko Jego, w jakichs innych jeszcze sytuacjach, temu nikt nie moze wyrzadzic szkody.

Dlaczego?

Poniewaz ma tylko Boga, do Niego samego dazy, a wszystkie rzeczy staja sie mu Bogiem. Czlowiek taki nosi Go w kazdym swym uczynku i w kazdym miejscu, wszystkie jego uczynki sprawia sam Bóg, uczynek bowiem jest bardziej i prawdziwiej wlasnoscia swojej przyczyny, anizeli tego kto go dokonuje. A jesli mamy przed oczyma samego tylko Boga, wierzcie, ze On wlasnie musi sprawiac nasze uczynki i nikt nie moze Mu przeszkodzic w dzialaniu: ani tlum ludzi, ani zadne miejsce. Nikt nie moze takiemu czlowiekowi wyrzadzic szkody, on bowiem dazy tylko do Boga i Jego samego szuka, poza Nim nic mu nie smakuje, bo we wszystkich jego wysilkach On jest z nim zjednoczony. A jak zadna wielosc nie moze rozproszyc Boga, tak samo i tego czlowieka nic nie moze rozproszyc ani naruszyc jego jednosci, bo stanowi on jedno w owym Jednym, w którym wszelka wielosc staje sie jednoscia i nie-wieloscia.

Czlowiek powinien dostrzegac Boga we wszystkich rzeczach i przyzwyczajac swe serce do ustawicznej Jego obecnosci w pragnieniu, dazeniach i milosci. Przyjrzyj sie pilnie, jak jestes skierowany ku Bogu, gdy przebywasz w kosciele lub celi, i pozostan w tym samym usposobieniu, zachowaj je i wtedy, gdy sie znajdziesz w licznym towarzystwie, w niepokoju i nierównosci. Jak to juz nieraz powtarzalem, równosc nie oznacza zapoznawania wszelkiej róznicy miedzy uczynkami, miejscami i ludzmi. Takie rozumienie byloby calkowicie niesluszne, bo modlitwa jest przeciez lepsza czynnoscia niz przedzenie, a kosciól godniejszym miejscem od ulicy. We wszystkich czynnosciach zachowaj natomiast jedno i to samo usposobienie serca, te sama ufnosc i milosc ku Bogu oraz jednakowa zdecydowana postawe. Gdy osiagniesz taka stalosc, wtedy, wierz mi, nikt ci nie zdola przeszkodzic w trwaniu w Bozej obecnosci.

Kto zas nie przebywa tak prawdziwie w Bogu, lecz musi Go stale ujmowac od zewnatrz, w tym i tamtym, kto w uczynkach, ludziach i miejscach szuka Go ze zmiennym usposobieniem, ten Boga nie ma. A poniewaz Go nie ma, poniewaz nie szuka i nie kocha tylko Jego oraz wylacznie do Niego nie dazy, czlowiek taki latwo napotyka na swej drodze na przeszkody. Szkodzi mu nie tylko zle, ale nawet dobre towarzystwo, nie tylko ulica, lecz i kosciól, nie tylko zle, ale równiez dobre slowa i uczynki. Przeszkoda tkwi bowiem w nim samym, a to dlatego ze w nim Bóg nie stal sie jeszcze wszystkim. Gdyby to nastapilo, dobrze by sia czul we wszystkich miejscach i z wszystkimi ludzmi. Bo wtedy ma Boga, którego nikt mu odebrac nie moze, nikt tez nie móglby mu przeszkodzic w dzialaniu.

Ale co to znaczy: miec naprawde Boga, na czym polega to Jego prawdziwe posiadanie?

Prawdziwie ma Boga ten, kto Go ma w sercu, kto w swym wnetrzu, swym duchu zwraca sie i dazy do Niego. Niekoniecznie zas trzeba stale i niezmiennie o Nim myslec; dla natury byloby to trudne czy wrecz niemozliwe do osiagniecia, a poza tym nie jest to najlepsze. Niech czlowiek nie poprzestaje na Bogu pojeciowym, w tym wypadku bowiem z chwila znikniecia mysli znikalby i Bóg. Powinnismy raczej miec Boga istotowego, który sie wznosi wysoko ponad mysli czlowieka i wszystkich stworzen". Taki Bóg nie znika, chyba ze czlowiek sie od Niego odwróci swoja wola.

Kto tak ma Boga, to znaczy w bycie, ten Go ujmuje na sposób Boski, takiemu jasnieje On we wszystkich rzeczach, poniewaz odczuwa w nich Jego smak. We wszystkich tez dostrzega Jego obraz. Nieustannie swieci w nim Bóg, dokonuje sie w nim zrywajace odwracanie sie oraz odciskanie sie w nim jego umilowanego, obecnego Boga. Mozna by to porównac z palacym pragnieniem: chocby czlowiek robil wszystko inne, o wszystkim innym myslal, zadne zajecie, zadne inne pragnienie ani mysl nie usuna wyobrazenia napoju, dopóki nie zaspokoi pragnienia. A im dotkliwiej pragnie, tym mocniejsze, bardziej natarczywe to wyobrazenie. Podobnie, kiedy ktos goraco i cala sila uczucia cos kocha, do tego stopnia, ze nic innego poza tym jednym mu sie nie podoba i nie przypada do serca, niczego tez poza tym nie pragnie: z cala pewnoscia, gdziekolwiek sie znajdzie, z kimkolwiek, cokolwiek, robi, do czegokolwiek sie zabierze, nigdy w nim nie gasnie to, co tak bardzo kocha, obraz tego bedzie znajdowal w kazdej rzeczy. A bedzie to w nim z tym wieksza moca obecne, im silniejsza okaze sie milosc. Taki czlowiek nie szuka pokoju, bo nie przeszkadza mu zaden niepokój.

Ktos taki przysparza Bogu znacznie wiecej chwaly, kazda bowiem rzecz jawi mu sie jako Boska i wznioslejsza niz rozwazana sama w sobie. Konieczne sa tu gorliwosc i poswiecenie, dokladne przygladanie sie wlasnemu wnetrzu oraz trzezwa, sluszna, rozsadna i trafna ocena tego, ku czemu posród rzeczy i ludzi zwraca sie serce. Nie mozna sie tego nauczyc przez ucieczki, przez to ze czlowiek bedzie unikal rzeczy i szukal zewnetrznie rozumianej samotnosci. Musi raczej nauczyc sie szukania samotnosci wewnetrznej i znajdywania jej w kazdym miejscu i towarzystwie. Musi sie nauczyc przedzierania przez zewnetrzna oslone rzeczy i znajdywania w nich Boga, po to by móc z cala moca i na sposób istotowy w sobie samym ksztaltowac Jego obraz. Niech bierze przyklad od uczacego sie pisac. By posiasc te sztuke, uczen musi dlugo i czesto cwiczyc, chocby przy tym odczuwal najwieksza nawet gorycz i ciezar, chocby mu sie ta czynnosc wydawala nieosiagalna; jesli sie bedzie pilnie i czesto do tego przykladal, nauczy sie w koncu i opanuje te sztuke. Zapewne, najpierw bedzie musial myslec o kazdej literze z osobna i kazda mocno wbijac sobie w pamiec. Ale pózniej, z chwila gdy posiadzie te sztuke, nie bedzie potrzebowal juz wyobrazen i namyslu, a napisze lekko i swobodnie. To samo odnosi sie do gry na skrzypcach i do wszelkiego innego dzialania mieszczacego sie w mozliwosciach czlowieka. Wystarczy mu uswiadomic sobie, ze chce wykonywac dana czynnosc - nawet jesli o niej bez przerwy nie pamieta, czynnosc sie nie przerywa, chocby myslal o czyms zupelnie innym. Tak samo powinna czlowieka do tego stopnia przeniknac obecnosc Boga, a Jego ksztalt tak go przemienic i w nim sie urzeczywistnic, zeby mu Jego obecnosc jasniala bez najmniejszego z jego strony wysilku, zeby sie uwolnil od wszelkich wiezów, jakimi go krepuja rzeczy, i zyskal wobec nich pelna wolnosc. Na poczatku niezbedne sa tu umysl i uwazne cwiczenie, podobnie jak w wypadku ucznia przygotowujacego sie do jakiegos rzemiosla.

7. Najbardziej rozumny sposób pelnienia uczynków

U wielu mozna zaobserwowac, ze sprawy, z którymi maja do czynienia, nie pietrza przed nimi przeszkód ani tez nie pozostawiaja w nich trwalych przywiazan. Dla chcacego nie jest to zreszta trudne, bo gdzie serce pelne Boga, tam nie moze byc miejsca dla zadnego stworzenia. To nie powinno nam jednak wystarczac, naszym obowiazkiem jest bowiem czerpac z wszystkich rzeczy mozliwie najwiekszy pozytek, cokolwiek by to bylo, gdziekolwiek bysmy sie znajdowali, cokolwiek widzieli czy slyszeli, bez wzgledu na to jak obce i niestosowne by sie cos nam wydawalo. Wtedy dopiero, nie wczesniej, bedziemy na wlasciwej drodze. Nigdy tez czlowiekowi nie wolno sie na niej zatrzymywac - przeciwnie, niech nieustannie postepuje i w tym postepie niech rzeczywiscie coraz wiecej osiaga.

Niech tez w kazdym uczynku i kazdej sprawie uwaznie kieruje sie rozumem, we wszystkim ma baczny wglad w samego siebie, w swoje wnetrze, a w kazdej rzeczy - niech ujmuje Boga w mozliwie najdoskonalszy sposób. Ma on sie bowiem stosowac do slów Jezusa: "Badzcie jak ci, którzy nieustannie czuwaja, wyczekujac powrotu pana" (Lk 12, 36). O, tacy oczekujacy sa naprawde czujni i pilnie bacza, z której strony oczekiwany sie pojawi, wygladaja go we wszystkim, co sie zdarzy, samym sobie na przekór nawet - czy przypadkiem tam wlasnie go nie ma. Tak samo i my powinnismy we wszystkim swiadomie wyczekiwac Pana. Konieczna jest tu gorliwosc, trzeba próbowac wszystkiego, co mozemy osiagnac za pomoca zmyslów i wladz. Dopiero wtedy znajdziemy sie na wlasciwej drodze i we wszystkich rzeczach bedziemy jednakowo ujmowac Boga, a w kazdej znajdowac Go w równej mierze.

Jeden uczynek rózni sie niewatpliwie od drugiego, ale gdyby ktos pelnil uczynki w jednakowym usposobieniu, bylyby one wszystkie sobie równe. Jakby ktos kroczyl wlasciwa droga i mial Boga jako wlasne dobro, temu On ukazywalby sie równie jasno i bezposrednio tak w zupelnie swieckim, jak i w najbardziej Boskim uczynku. Oczywiscie, prosze to rozumiec nie w tym sensie, ze czlowiek powinien robic cos swiatowego lub niestosownego, lecz ze ma kierowac ku Bogu wszystkie dostrzezone i zaslyszane rzeczy zewnetrzne. Komu Bóg jest we wszystkim w taki sposób obecny, kto wlada i posluguje sie w najdoskonalszy sposób swym rozumem, ten i tylko ten cieszy sie prawdziwym pokojem i przebywa w królestwie niebieskim.

Kto chce sie trzymac wlasciwej drogi, ten musi sie opowiedziec za jedna z dwóch mozliwosci: albo nauczyc sie dostrzegania i ujmowania w uczynkach Boga, albo wyrzec sie ich wszystkich. A poniewaz w tym zyciu czlowiek nie moze sie obejsc bez róznorakich czynnosci nieodlacznych od ludzkiej egzystencji, pozostaje mu tylko uczyc sie posiadania Boga i unikania przeszkód we wszystkich uczynkach i miejscach. Dlatego tez kiedy poczatkujacemu zdarzy sie robic cos posród ludzi, niech przedtem napelni sie Bogiem, na ile tylko zdola, niech Go mocno osadzi w swym sercu i zjednoczy z Nim cale swe dazenie, mysl, checi i swoje wladze, tak zeby w nim nie pozostalo miejsce na zaden inny obraz.

8. O nieustannym, gorliwym doskonaleniu sie,

Czlowiek nigdy nie powinien uwazac swych uczynków za zupelnie dobre i wolne od zarzutu, gdyz to prowadzi do beztroski i zadufania, a w konsekwencji - do rozleniwienia i uspienia umyslu. Niech raczej nieustannie sie wznosi obiema swymi wladzami, to jest umyslem i wola, a tym sposobem szuka swego najwiekszego dobra, w jego najwyzszym wymiarze oraz roztropnie sie zabezpiecza, wewnatrz i na zewnatrz, przed wszelka szkoda. Tak postepujac nie tylko ze w niczym nie poniesie straty, lecz bedzie nieustannie w najwyzszym stopniu wzrastal.

9. O pozytku plynacym ze sklonnosci do grzechu

Musisz wiedziec, ze sklonnosc do zlego prawemu czlowiekowi przynosi niemale i blogoslawione owoce. Bo posluchaj! Jest dwóch ludzi. Jednemu nie dokucza zadna slabosc, a jesli nawet - to tylko niewielka. Drugiego ciagle nawiedzaja jakies pokusy; taka jest juz jego natura. Stosownie do okolicznosci, obecnosc rzeczy zewnetrznych pobudza w nim czlowieka zewnetrznego do gniewu, szukania próznej chwaly czy tez do uciech zmyslowych. Ale w swych wyzszych wladzach trwa nieporuszony w niezlomnej decyzji i nie chce sie dopuscic zlego, odrzuca pokuse gniewu jak i pokusy do wszelkich innych grzechów; z cala moca zwalcza slabosc. Mamy tu byc moze do czynienia ze slaboscia tkwiaca w samej naturze, istnieja bowiem ludzie od urodzenia sklonni do gniewu, pychy lub innych wad, a mimo to nie chca popelnic grzechu. Takim nalezy sie o wiele wieksze uznanie niz pierwszym, znacznie wyzsza bedzie ich nagroda, a cnota szlachetniejsza. Bo zgodnie ze slowami sw. Pawla, doskonalosci przydaje cnocie tylko walka - "Cnota doskonali sie w slabosci", mówi on (2 Kor 12, 9).

Sklonnosc do grzechu nie jest grzechem, jest nim dopiero przyzwolenie na grzech, dobrowolny gniew na przyklad. Gdyby czlowiek prawy mial tutaj moznosc wyboru, nie powinien pragnac uwolnienia sie od sklonnosci do grzechu, bez niej bowiem nie posiadlby ani pewnosci, ani spokoju w zadnej sprawie czy uczynku, zostalby tez pozbawiony chlubnej walki, zwyciestwa i nagrody. Pokusa bowiem i poruszenie do zlego pomnazaja cnote i nagrode za wysilek. Zla sklonnosc pobudza mianowicie do gorliwszego, wytezonego cwiczenia sie w cnocie, stanowi jakby potezny, ostry oscien pobudzajacy do dzialania i cnoty, bo im sie czlowiek czuje slabszym, tym bardziej musi sie zbroic w moc i zwyciestwo, jako ze zarówno cnota, jak i wada maja siedlisko w woli.

10. Wszechpotega prawej woli, siedliska wszystkich cnót

Dopóki czlowiek ma jeszcze dobra wole, niech niczego sie nie obawia; niech sie tez nie smuci, jesli jej nie potrafi przemienic w czyn. Bo jak dlugo dostrzega w sobie prawa, dobra wole, jest niedaleko od cnoty, ona bowiem i wszelkie dobro zasadzaja sie na dobrej woli. Gdy masz prawa, dobra wole, niczego nie moze ci zabraknac - ani milosci, ani pokory, ani zadnej innej cnoty. Jesli czegos chcesz mocno, cala swa wola, to juz to masz i nie moga ci tego odebrac ani Bóg, ani zadne stworzenie, pod warunkiem jednak ze jest to niepodzielona, prawdziwie Boska wola, skierowana na chwile obecna. A zatem nie; "chcialbym kiedys" - bo to by sie odnosilo do przyszlosci, lecz: "chce teraz!"--Sluchaj no, nawet gdyby sie cos znajdowalo tysiac mil ode mnie, jesli Chce to miec, wtedy mam to prawdziwie anizeli cos, co chowam wprawdzie w swoim zanadrzu, ale jako niechciane.

Dobro ma równie wielka moc czynienia dobra jak zlo zla. Wiedz, ze gdybym nigdy nic zlego nie uczynil, ale chcial uczynic, mam grzech tak samo, jak wówczas gdybym rzeczywiscie zrobil cos zlego. Sama tylko decyzja woli, bez najmniejszego nawet uczynku, móglbym popelnic grzech równie wielki jak wymordowanie calego swiata. Dlaczegóz by zatem dobra wola nie mogla dokonac czegos równie wielkiego? I rzeczywiscie jest to mozliwe; moze ona dokonac nawet nieporównanie wiecej.

Istotnie, z pomoca woli wszystko moge zrobic. Moga wziac na siebie cierpienia calego swiata, nakarmic wszystkich ubogich, dokonac czynów wszystkich ludzi itd. - co tylko zdolasz wymyslec. Jesli masz wole, a brakuje ci tylko mocy, badz pewien, ze przed Bogiem zrobiles wszystko i nikt ci tego nie moze odebrac ani chocby na moment przeszkodzic. Bo u Boga wola dokonania czegos, z chwila gdy to sie stanie mozliwe, ma taka sama wartosc co samo dokonanie. Gdybym nadto chcial miec tyle samo woli, ile ma jej caly swiat, a to moje pragnienie byloby wielkie i powszechne - mialbym ja rzeczywiscie. Bo wszystko co chce miec, mam. Jeslibym naprawde chcial miec tyle milosci, co wszyscy ludzie razem wzieci, jeslibym chcial równie poteznie wychwalac Boga itp. - co tylko jeszcze wymyslisz - wszystko to bedziesz mial naprawde, pod warunkiem, ze twoja wola bedzie doskonala.

Móglbys teraz zapytac: kiedy to wola jest prawa? Doskonala i prawa bedzie wtedy, gdy sie wyzbedzie wszelkiej interesownosci, wyrzeknie siebie samej oraz przemieni sie i przeksztalci w wole Boza. A w im wiekszym stopniu sie to dokona, tym lepsza bedzie i bardziej prawa. Z pomoca takiej woli mozesz osiagnac wszystko: milosc i czego tylko zapragniesz,

Ale zapytasz: jakze moge posiasc milosc, zanim jeszcze zaczne ja odczuwac i uswiadamiac sobie - taka jaka widze u wielu, którzy dokonuja wielkich dziel, u których dostrzegam niezwykla poboznosc i inne wspaniale rzeczy, jakich mi brak zupelnie?

Otóz w milosci musisz rozróznic dwie rzeczy: istote oraz uczynki albo szczególne zewnetrzne przejawy. Siedliskiem jej istoty jest wylacznie wola i kto tej ma wiecej, wiecej ma tez milosci. Kto jednak ma jej wiecej, tego nikt inny nie wie, pozostaje to tajemnica samej duszy, w której glebi przebywa utajony Bóg. Ta milosc znajduje sie tylko i wylacznie w woli i kto ma wiecej woli, wiecej ma tez milosci.

Ale jest tez i druga rzecz, a mianowicie szczególne zewnetrzne przejawy i dziela milosci, jak na przyklad wielka serdecznosc, poboznosc, uniesienia. Rzucaja sie one wprawdzie w oczy, ale nie stanowia najwiekszego dobra. Ich zródlem bowiem nie zawsze bywa milosc; uczucie glebokiego szczescia, slodycz wewnetrzna moga miec zródlo w samej naturze, moze je spowodowac wplyw niebios albo nawet zmysly. Ludzie czesciej przezywajacy podobne doswiadczenia nie zawsze przy tym naleza do najlepszych. A jesli nawet one pochodza rzeczywiscie od Boga, On daje je ludziom, azeby ich zachecic i zwabic, a pewnie tez po to by ich trzymac z dala od innych. Kiedy jednak ci sami ludzie wzrosna w milosci, doswiadczanie takich uczuc i wrazen moze sie latwo stac rzadsze i wtedy dopiero milosc ich bedzie sie mogla potwierdzic. Znakiem jej autentycznosci bedzie nieugieta wiernosc Bogu, obywajaca sie bez takich szczególnych pomocy.

Ale nawet w przypadku milosci najbardziej autentycznej nie nalezy takich jej przejawów uwazac za cos najlepszego. Dlaczego? - Otóz milosc nakazuje niekiedy z takiego radosnego uniesienia zrezygnowac w imie jakiegos wiekszego dobra, gdy trzeba, na przyklad, spelnic uczynek milosierdzia co do duszy lub ciala. Nieraz to juz zreszta powtarzalem: gdyby ktos trwal w uniesieniu, tak jak sie to przydarzylo sw. Pawlowi, a dowiedzial sie, ze jakis chory potrzebuje od niego lyzki strawy, uwazam ze bedzie nieporównanie lepiej, jesli pobudzony miloscia zrezygnujesz z zachwycenia i z wieksza miloscia usluzysz potrzebujacemu.

Niech tez nikt nie uwaza, iz tak postepujac marnuje laske, bo co czlowiek chetnie porzuca z milosci, zostanie mu zwrócone z królewska hojnoscia. Chrystus powiedzial przeciez: "Kto pozostawia cos ze wzgledu na Mnie, stokroc w zamian za to otrzyma" (Mt 19, 29). O tak! co czlowiek porzuca, czego sie wyrzeka ze wzgledu na Boga - zatem gdyby ze wszystkich sil pragnal takich pociech i slodyczy oraz czynil wszystko, co lezy w jego mocy, by ich doswiadczyc, ale Bóg by mu ich odmówil i nie udzielil, a potem czlowiek ten ze wzgledu na Boga wyrzeklby sie ich - zaprawde, w Nim znajdzie to wszystko. I gdyby mial na wlasnosc wszelkie dobra, jakie tylko istnialy, a nastepnie by je porzucil, wyzbyl sie ich i wyrzekl ze wzgledu na Boga, stokroc w zamian otrzyma. Bo gdy czlowiek pragnie jakiegos dobra materialnego lub duchowego, ale wyrzeka sie go dla Boga, wszystko to znajduje w Nim, tak samo jak wtedy gdy rzeczywiscie cos majac, chetnie sie tego wyrzeka. Bo z milosci i dla Boga czlowiek powinien ochoczo sie wszystkiego wyrzekac i wyzbywac oraz rezygnowac z wszelkiej pociechy.

Ze takich doswiadczen wewnetrznych nalezy sie niekiedy wyrzekac z milosci, potwierdza to sw. Pawel, gdy mówi: "Z milosci ku moim braciom pragnalem byc odlaczony od Chrystusa" (Rz 9, 3). Ma on na mysli nie pierwszy, lecz drugi rodzaj milosci, bo od tamtej nie chcial byc odlaczony ani na jedna chwile, za nic na niebie i ziemi, za zadna pocieche!

Musisz jednak wiedziec, ze przyjaciele Boga nigdy nie sa pozbawieni pociechy, bo w doli i niedoli najwspanialsza dla nich pocieche stanowi to, czego chce Bóg.

11. Co czlowiek powinien czynic, gdy mu brak Boga, gdy On sie skryl

Musisz tez wiedziec, ze dobra wola nigdy nie moze utracic Boga. Zdarza sie natomiast, ze brak czlowiekowi przezyc uczuciowych i wydaje mu sie nieraz, ze Bóg sie od niego oddalil. Co wtedy masz uczynic? Dokladnie to samo, co wówczas gdy jestes obsypywany slodkimi pociechami. A kiedy cie nawiedza cierpienia, chocby najdotkliwsze, ucz sie tak samo zachowywac, jak posród pociech. Oto najlepsza rada: znajduj Boga tam, gdzie Go utraciles. Teraz, kiedy nie masz Boga, zachowuj sie tak samo, jak w chwili, gdy Go miales ostatni raz - a na pewno Go znajdziesz. Bo dobra wola nigdy Boga nie traci, ona Go ma. Wielu twierdzi: mamy dobra wole! - Ale nie jest to wola Boza. Oni chca zachowac swoja wlasna i pouczac Boga, co ma czynic. To wcale nie jest dobra wola. Boga nalezy szukac zgodnie z Jego umilowana wola.

Bóg we wszystkim prowadzi do tego, zebysmy zrezygnowali z wlasnej woli. Jak dlugo sw. Pawel rozmawial z Panem, a On z nim, nie prowadzilo to do niczego, az do chwili gdy zrezygnowal z wlasnej woli i zapytal: "Panie, co chcesz, zebym uczynil?" (Dz 9, 6). A Pan wiedzial juz wtedy, co Pawel mial uczynic. Tak samo bylo, kiedy Maryi ukazal sie aniol: zadne z nim rozmowy nie uczynilyby z Niej Bogarodzicy. Ale gdy tylko sie wyrzekla swej woli, zaraz sie stala Matka Slowa Przedwiecznego, w tej samej chwili poczela Boga, który byl Jej naturalnym Synem. Tak samo tylko rezygnacja z woli moze cie uczynic prawdziwym czlowiekiem. Bez tego nie dokonamy przed Bogiem absolutnie niczego. Ale gdy sie zdobedziemy na oddanie calej naszej woli, gdy sie odwazymy, ze wzgledu na Boga, wyrzec sie zewnetrznie i wewnetrznie wszystkich rzeczy, wówczas bedzie to wszystko, co mielismy uczynic. Wtedy dopiero, nie wczesniej.

Niemalo jest takich, którzy - swiadomie czy nie - bardzo by pragneli osiagnac taka wlasnie postawe, ale chca przy tym miec szczególne wewnetrzne przezycia, chca posiasc na odpowiadajacy im sposób i okreslone dobro. We wszystkim tym nie ma nic poza wlasna wola! Oddaj sie Bogu ze wszystkim, co masz, i nie troszcz sie o to, co On zrobi z tym, co nalezy do ciebie. Powiesz moze: tysiace ludzi pomarlo i sa w niebie, mimo ze nigdy nie osiagneli doskonalego wyrzeczenia sie wlasnej woli.

- To prawda, ale doskonala i prawdziwa jest wola tylko w tym, kto sie wyzbyl wlasnej woli i caly zanurzyl w Bozej. A w im wiekszym stopniu czlowiek tego dokonal, tym bardziej i prawdziwiej jest w Bogu. Tak, jedno Zdrowas Maryjo zmówione w duchu takiego wyrzeczenia sie siebie samego, pozyteczniejsze jest niz caly Psalterz zmówiony bez niego. Z nim jeden krok jest lepszy niz bez niego cala wyprawa za morze.

Czlowiek, który by tak calkowicie i ze wszystkim co swoje wyrzekl sie siebie, caly by sie znalazl w Bogu, do tego stopnia, ze kto by chcial go dotknac, musialby wpierw dotknac Boga. Jest on bowiem caly zanurzony w Bogu. On go zewszad otacza, tak samo jak mój kaptur oslania mi glowe, i kto by chcial mnie uchwycic, najpierw musialby dotknac tej szaty. Podobnie gdy chce sie czegos napic, napój musi najpierw splynac po jezyku; tu odczuwamy jego smak. A jesli jezyk otacza jakas gorzka powloka, wtedy nawet najslodsze wino, gdy przejdzie przez nia, musi nabrac goryczy. Otóz czlowieka, który by sie calkowicie wyrzekl siebie samego, Bóg by tak szczelnie ze wszystkich stron otoczyl, ze gdyby go chcialo dotknac jakies stworzenie, musialoby przedtem dotknac Jego; wszystko tez co do tego czlowieka dochodzi, musi wpierw przejsc przez Boga i w ten sposób nabiera Bozego smaku, staje sie Boskie. Najwieksze nawet cierpienie przechodzi najpierw przez Boga i On pierwszy cierpi. Na Prawde, która jest Bogiem! kazde, nawet najdrobniejsze cierpienie, gdy przechodzi przez Boga, dotyka Go niepomiernie bardziej niz czlowieka, o wiele wiekszy tez sprawia Mu ból. A kiedy Bóg znosi to ze wzgledu na przewidziane dla ciebie dobro, ty zas jestes gotów cierpiec to samo co On i co przez
Niego dociera do ciebie - wtedy, naturalna droga, Boskie sie staja pogardy i zaszczyty, gorycz i slodycz, gesta ciemnosc i jasne swiatlo: wszystko to Boskiego nabiera smaku i staje sie Boskie, kazda rzecz w zetknieciu z tym czlowiekiem przybiera Bozy ksztalt. Jesli dazy tylko do Boga i nic poza Nim mu nie smakuje, ujmuje Go w kazdej goryczy, tak samo jak w najwiekszej slodyczy.

Swiatlo swieci w ciemnosci, tam je dostrzegamy. Do czegóz zreszta mialyby ludziom sluzyc nauka lub swiatlo, gdyby z nich nie korzystali? Kiedy ogarna ich ciemnosci albo cierpienie, wtedy ujrza swiatlo.

Tak, im bardziej nalezymy do siebie, tym mniej do Boga. Kto by sie wyrzekl swego, ten by mial Boga przy kazdej czynnosci. A gdyby ktos zrobil jakis falszywy krok lub rzekl zle slowo, albo mu sie przydarzyl zly uczynek, wtedy Bóg, który od poczatku towarzyszyl tej czynnosci, musialby tez wziac na siebie i szkode, ty zas nie powinienes zadna miara zaniechac czynnosci. Przykladów tego dostarcza nam sw. Bernard i wielu innych swietych. Podobne przypadki zdarzaja sie w tym zyciu kazdemu. Ale nie wolno przeciez wyrzucac szlachetnego ziarna tylko dlatego, ze od czasu do czasu przemiesza sie do niego kakol. Wierzcie mi, dla czlowieka obdarzonego zdrowym rozsadkiem i rozumiejacego Boga takie cierpienie i przypadki staja sie wielkim blogoslawienstwem. Bo jak mówi sw. Pawel, "dobremu wszystko sie obraca na dobre" (Rz 8, 28), a sw. Augustyn dodaje: "owszem, nawet grzechy".

12. O grzechach - jak nalezy postepowac, kiedy sie w nie popadlo?

Wierzcie mi, ze popelniane przez nas grzechy nie sa grzechem, jesli sprawiaja nam ból. Za zadna zaplate natomiast, w zyciu terazniejszym i przyszlym, czlowiek nie powinien podejmowac decyzji popelnienia grzechu smiertelnego ani powszedniego. Kto chce byc uczciwy wobec Boga, niech nigdy nie zapomina, ze On w swej wiernosci i milosci przeniósl go z zycia grzesznego do Boskiego i z wroga uczynil swym przyjacielem - to zas znaczy wiecej anizeli stworzenie nowej ziemi. Rozpamietywanie tego byloby silna pobudka do zjednoczenia z Bogiem i mogloby w przedziwny sposób rozpalac w czlowieku wielka i mocna milosc, zachecajaca go do calkowitego wyrzeczenia sie siebie.

Tak, kto by calkowicie byl zanurzony w woli Bozej, ten nie powinien chciec, zeby grzech, którego sie dopuscil, nie zostal popelniony - grzech rozumiany, oczywiscie, nie jako przeciwstawienie sie Bogu, którego woli sie przezen sprzeciwil, ale jako pobudka do wiekszej milosci, jako cos co poniza i upokarza. Miej do Niego pelne zaufanie i badz przekonany, ze On nie dopuscilby do grzechu, gdyby nie zamierzal przezen osiagnac twego wiekszego dobra. A kiedy ktos sie calkowicie podzwignie z grzechów i od nich odwróci, wtedy wierny Bóg zachowuje sie tak, jak gdyby czlowiek nigdy w nie nie popadl i ani przez chwile nie zamierza go za nie karac. Gdyby ich bylo nawet tyle, ile ich popelnili wszyscy ludzie razem wzieci, Bóg nigdy by nie karal za nie czlowieka - owszem, móglby go dopuscic do najwiekszej ze soba przyjazni, jaka kiedykolwiek byla udzialem stworzenia. Jesli tylko widzi w tej chwili jego zmiane, wcale nie zwaza, na to, jaki byl przedtem, gdyz On jest Bogiem chwili obecnej. Jakim cie widzi, takiego cie bierze i przyjmuje - nie jaki byles, lecz jaki jestes teraz. Bóg chetnie znosi, i to calymi latami, wszelka niesprawiedliwosc i zniewagi powodowane grzechami, jesli tylko moze to doprowadzic czlowieka do lepszego poznania Jego milosci, a przez to spotegowac w nim samym milosc i wdziecznosc oraz rozpalic jego gorliwosc - jak to normalnie bywa po popelnieniu grzechów.

Z tej przyczyny Bóg chetnie znosi teraz, podobnie jak znosil w przeszlosci, szkody powodowane przez grzechy i bardzo czesto dopuszcza do ich popelniania przez ludzi, których decyzja swej woli przeznaczyl do wielkich rzeczy. Bo popatrz: Któz byl blizszy i milszy Panu nad Apostolów? A przeciez zadnemu z nich nie zostal oszczedzony grzech smiertelny, wszyscy w nie popadli. Zarówno w Starym, jak i Nowym Przymierzu czesto sie to sprawdzalo u tych, którzy potem stali sie Mu najmilsi, a i dzisiaj rzadko sie zdarza, zeby dochodzili do wielkosci ludzie, którzy przedtem tak czy inaczej nie pobladzili. W ten sposób Pan pragnie okazac swe wielkie milosierdzie oraz wzywa nas do glebokiej pokory i prawdziwej poboznosci. Bo gdzie sie na nowo budzi skrucha, tam tez sie pojawia nowa, potezna milosc.

13. Dwa rodzaje zalu

Istnieja dwa rodzaje zalu: jeden - ziemski i cielesny, drugi - Boski i nadprzyrodzony. Ziemski rodzi coraz wieksze cierpienie i pobudza czlowieka do takich jeków i skarg, jakby za chwile mial sie pograzyc w rozpaczy. A jednak cierpienie nie ustepuje i nie pojawia sie nic nowego. Taki zal nie przynosi pozytku.

Zal Boski jest zupelnie inny. Gdy tylko czlowiek odczuje w sobie niezadowolenie, natychmiast wznosi dusze ku Bogu i aktem niewzruszonej woli odwraca sie na zawsze od wszystkich grzechów. Towarzyszy temu calkowite zaufanie Bogu, dajace glebokie poczucie bezpieczenstwa, z którego sie rodzi duchowa radosc uwalniajaca dusze od wszelkiego cierpienia i ucisku oraz przytwierdzajaca ja mocno do Niego. Bo im bardziej sie czlowiek czuje ulomny, im ciezej pobladzil, tym wiecej ma powodów, by niepodzielna miloscia zwiazac sie z Bogiem, u którego nie ma grzechu ani przestepstwa. Uwalnianie sie od grzechu z pomoca Boskiego zalu to najpewniejszy stopien, na jaki moze postawic noge czlowiek, który ze szczera poboznoscia chce sie wspinac ku Niemu.

A z im wiekszym uporem sam czlowiek walczy z grzechami, tym bardziej Bóg jest sklonny je odpuscic i przyjsc do duszy, by je z niej wyrzucic; kazdy bowiem najgorliwiej usuwa to, czego najbardziej nie lubi. Zatem im wieksze i ciezsze sa grzechy, tym chetniej Bóg je odpuszcza, a czyni to tym szybciej, ze czuje do nich gleboki wstret. Tak wiec, kiedy Boski zal wzniesie sie ku Niemu, wszystkie grzechy w mgnieniu oka, a nawet szybciej jeszcze, zapadaja sie w Boza otchlan i gina w niej bez sladu, tak jakby nigdy nie zaistnialy - pod warunkiem ze zal jest naprawde doskonaly.

14. Prawdziwe zaufanie i nadzieja

Probierzem prawdziwej i doskonalej milosci jest wielka nadzieja i zaufanie wobec Boga, nic bowiem bardziej nie dowodzi pelnej milosci niz ufnosc. Serdeczna i doskonala milosc ku drugiemu rodzi zaufanie. Wszystko czego czlowiek moze z ufnoscia oczekiwac od Boga, znajduje w Nim rzeczywiscie, a nawet tysiac razy wiecej. A jak czlowiek nie moze nigdy zbyt wiele Boga kochac, tak tez nie móglby Mu okazac nadmiernego zaufania. Nic nie jest bardziej pozyteczne niz zaufanie do Niego. W tych, którzy Mu calkowicie zaufali, zawsze dokonuje On wielkich dziel, jasno tez daje poznac na ich przykladzie, ze ufnosc ta rodzi sie z milosci. Bo milosc nie tylko ufa, ona naprawde wie i ma niezachwiana pewnosc.

15. Dwojaka pewnosc zycia wiecznego

W tym zyciu istnieja dwa rodzaje wiedzy o zyciu wiecznym. Zródlem pierwszej jest sam Bóg, poslany przez Niego aniol albo tez jakies szczególne Jego oswiecenie. Zdarza sie to jednak rzadko i niewielu tylko jest ona dostepna.

Druga wiedza jest nieporównanie lepsza i pozyteczniejsza; czesto staje sie ona udzialem wszystkich doskonalych w milosci. Rodzi sie bowiem z milosci i przyjaznego obcowania z Bogiem w czlowieku, który Mu bezgranicznie ufa i poklada w Nim pewnosc wykluczajaca wszelkie powatpiewanie, wywodzaca sie z milowania Go jednakowo we wszystkich stworzeniach. I gdyby wszystkie one przeciw niemu sie opowiedzialy i sprzysiegly, by go pozostawic jego wlasnemu losowi, gdyby nawet sam Bóg sie go wyparl, czlowiek taki nie przestalby ufac, bo milosc nie potrafi byc nieufna i z calym zaufaniem oczekuje tylko dobra. Miedzy milujacym i umilowanym nie sa tez potrzebne zadne szczególowe wyjasnienia, Bóg bowiem, gdy wyczuwa, ze czlowiek jest Jego przyjacielem, wie wtedy, co jest dla niego dobre i sluzy jego szczesliwosci. A chocbys sie czul Jego najserdeczniejszym przyjacielem, badz pewien, ze On jest ci nieskonczenie bardziej oddany i bliski. Bo On jest sama wiernoscia - co do tego nie nalezy zywic watpliwosci. Wszyscy, którzy Go kochaja, sa tego pewni.

Ta pewnosc jest znacznie wieksza, pelniejsza, bardziej autentyczna niz pierwsza i nie moze nikogo zwiesc, podczas gdy natchnienie mogloby wprowadzic w blad i okazac sie falszywym oswieceniem. Te zas pewnosc czuje sie we wszystkich wladzach duszy i nie moze ona zwiesc tych, którzy naprawde kochaja Boga; powatpiewanie w te wiedze wydaje sie im równie niemozliwe co zwatpienie w samego Boga, bo jak mówi sw. Jan, "milosc odrzuca wszelka bojazn" (l J 4, 18). Czytamy "tez: "Milosc zakrywa wiele grzechów" (l P 4, 8). Gdzie bowiem pojawiaja sie grzechy, tam nie moze byc pelnego zaufania i milosci; milosc calkowicie przeslania grzechy, nie zna ich. Nie w tym sensie, jak gdyby one nigdy nie zostaly popelnione, lecz ze je tak calkowicie gladzi i usuwa, jakby ich nigdy nie bylo. Wszelkie dziela Boze sa doskonale i przeobfite, totez gdy Bóg odpuszcza grzechy, odpuszcza je bez reszty i calkowicie, chetniej przy tym daruje wielkie niz male, i to wlasnie rodzi pelne zaufanie. Uwazam je za cos znacznie, bez porównania lepszego, zaslugujacego na wieksza nagrode i bardziej trwalego niz pierwsza wiedza, poniewaz jemu nie moze zaszkodzic ani grzech, ani zadna inna rzecz. Ludzi bowiem, w których Bóg znajdzie jednakowa milosc, jednakowo tez osadza, niezaleznie od tego jak ciezko, albo czy w ogóle zgrzeszyli. Komu zas wiecej odpuszczono, ten tez powinien miec wiecej milosci - zgodnie ze slowami Chrystusa: "Komu wiecej odpuszczono, ten wiecej powinien milowac" (Lk 7, 47).

16. Prawdziwa pokuta i zycie wieczne

Wielu jest takich, którzy sadza, ze maja obowiazek dokonywania wielkich zewnetrznych dziel zwanych "uczynkami pokutnymi", poscic na przyklad, chodzic boso itp. Otóz za prawdziwa i najlepsza pokute, najlatwiej i najskuteczniej prowadzaca do poprawy, uwazac nalezy calkowite i doskonale odwrócenie sie od wszystkiego, co w samym czlowieku i w stworzeniach nie jest w pelni Bogiem i Boskie, oraz calkowite i doskonale, w niezlomnej milosci zwrócenie sie wielka poboznoscia i pragnieniem do umilowanego Boga. A w miare jak twój uczynek bedzie nabieral tych wlasnie cech, bedzie cie czynil coraz sprawiedliwszym. Im pelniej sie one przejawia, tym prawdziwsza bedzie twoja pokuta, tym wiecej usunie grzechów, a nawet wszystkie kary. Przez taki szczery wstret do grzechów móglbys sie w mgnieniu oka i tak mocno od nich odwrócic, i z taka sama moca zwrócic do Boga, ze gdybys mial na sumieniu wszystkie winy od czasów Adama az po te, jakie widzimy dzisiaj, odpuszczone by ci zostaly calkowicie, razem z nalezna za nie kara, a gdybys teraz umarl, stanalbys od razu przed obliczem Boga.

Oto prawdziwa pokuta. Szczególna i najdoskonalsza jej podstawe stanowi czcigodna Meka doskonalego, zadosc czyniacego dziela Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Im glabiej czlowiek w nia przeniknie tym liczniejszych sie pozbedzie grzechów i kar. Zatem niech sie przyzwyczaja do odtwarzania w swych uczynkach zycia i czynów naszego Pana, Jezusa Chrystusa - w calym swym dzialaniu i powstrzymywaniu sie od niego, w cierpieniu i zyciu. Niech przy tym zawsze Go ma przed oczami, tak jak On nas mial.

Taka pokuta to nic innego jak serce, które sie oderwalo od wszystkiego i cale wznioslo ku Bogu. Bez wahania wiec pelnij uczynki, przy których najpelniej sie przejawia takie wewnetrzne usposobienie, i które je w tobie umacniaja. A jesli jakies zewnetrzne uczynki, na przyklad posty, czuwania lub czytania utrudniaja ci to, zarzuc je natychmiast i nie trap sie, ze moze przez to tracisz jakis pokutny uczynek. Bóg bowiem zwaza nie na rodzaj uczynków, lecz tylko na przepelniajace je milosc i poboznosc oraz na cala nasza wewnetrzna postawe. Jemu chodzi nie tyle o uczynki, co o wewnetrzna postawe, z której one wyplywaja, a najbardziej o to, zebysmy we wszystkim Jego tylko kochali. Ten komu nie wystarcza sam Bóg, jest chciwcem. Jesli On zna twoje uczynki, ty zas dla Niego je spelniasz, niech ci samo to wystarczy i bedzie cala za nie nagroda. A z im wieksza szczeroscia i prostota Jego bedziesz mial przed oczami, w tym wiekszym stopniu wszystkie twoje uczynki beda pokuta za grzechy.

Uswiadom tez sobie, ze Bóg jest powszechnym Odkupicielem calego swiata, za to zas nalezy Mu sie ode mnie wdziecznosc o wiele wieksza, anizeli gdyby odkupil tylko mnie. Podobnie tez i ty powinienes byc dla siebie powszechnym odkupicielem tego wszystkiego, co grzechami w sobie zepsules. Z tym wszystkim przylgnij do Niego, bo przez grzechy zepsules to, co jest w tobie: serce, zmysly, cialo, dusze, wladze i wszystko pozostale; wszystko to chore sie stalo i uleglo zepsuciu. Dlatego pobiegnij do Tego, w którym nie ma najmniejszego zepsucia, lecz tylko samo dobro, azeby On sie stal powszechnym Odkupicielem calego twojego, wewnetrznego i zewnetrznego zepsucia.

17. Jak ma zyc w pokoju i nasladowac Boga ten, kto nie doznaje tak wielkich udrek zewnetrznych, jakie cierpieli Chrystus i wielu swietych

Czlowieka moze nieraz ogarnac lek i zwatpienie, kiedy sobie uswiadomi, ze zycie naszego Pana, Jezusa Chrystusa bylo naznaczone tak wielkim trudem i cierpieniem, jego samego natomiast stac na tak niewiele i nawet nie odczuwa w sobie do tego sklonnosci. A gdy widzi, jak bardzo jest do nich niepodobny, wyciaga stad wniosek, ze znajduje sie daleko od Boga i nie potrafi Go nasladowac.

Niech nikt nie dopuszcza do siebie takich mysli! Niech nie sadzi, ze jest daleko od Boga, tylko dlatego ze ma jakies wady lub slabosci czy tez z innej jeszcze przyczyny. Nawet jesli sie dopusciles jakiegos ciezkiego wystepku i dlatego wydaje ci sie, ze jestes daleko od Boga, to i wtedy badz przekonany, ze On jest blisko. Odsuwanie Go od siebie stanowi wielkie zlo - tym wieksze, ze niezaleznie od tego czy czlowiek jest daleko, On zawsze zostaje w poblizu, a jesli, nie moze byc wewnatrz, nie odchodzi dalej niz za próg.

Podobnie rzecz sie ma z nasladowaniem surowosci zycia. Dobrze sie zastanów, na czym w twoim wypadku ma ono polegac. Musisz zrozumiec i liczyc sie z tym, do czego Bóg ciebie najbardziej wzywa. Nie wszyscy przeciez, jak mówi sw. Pawel, powolani sa na te sama droge do Boga (l Kor 7, 24). A jesli stwierdzisz, ze najkrótsza dla ciebie nie prowadzi przez liczne uczynki zewnetrzne, wielka udreke lub niedostatek (te wcale zreszta nie sa istotne - chyba ze sam Bóg czlowieka do tego powola, ten zas czuje w sobie sile pójscia ta droga, bez szkody dla swego zycia wewnetrznego) - jesli zatem zadnej z tych rzeczy nie doswiadczasz w swym zyciu, badz z tego zadowolony i nie przejmuj sie.

Spytasz moze jednak: jesli to tak malo wazne, dlaczego tak wlasnie postepowalo przed nami tylu swietych?

Otóz pomysl: jesli Pan te droge im wskazal, dal im zarazem sile, by nia kroczyli i znosili zwiazane z nia doswiadczenia, a przez to znalezli Jego upodobanie; na niej mogli osiagnac, to co dla nich najlepsze. Bóg nie zwiazal bowiem zbawienia czlowieka z jakas jedna droga. Róznia sie one wprawdzie miedzy soba, ale zadnej dobrej drogi Bóg nie pozbawil mozliwosci doprowadzenia do celu, gdyz jedno dobro nie sprzeciwia sie drugiemu. Ludzie widza czasem kogos dobrego lub slysza o kims, kto idzie inna niz oni sami droga, i zaraz orzekaja, ze wszystko stracone. Otóz niech wiedza, ze sa w bledzie i zle postepuja. Wystarczy, ze nie podoba im sie czyjas droga, a juz nie liczy sie w ich oczach to, ze zarówno ona sama, jak tez postawa tych ludzi sa dobre. Tak nie mozna! Ponad droge cenic nalezy dobra postawe czlowieka. Ale nie wolno pogardzac tez zadna droga. Nikt nie moze trzymac sie jednej tylko, nie moga wszyscy kroczyc ta sama, nie jest tez w stanie jeden czlowiek przejsc wszystkich.

Niech kazdy sie trzyma swojej wlasnej dobrej drogi, niech w nia wlacza wszystkie inne i stara sie na niej zrealizowac wszelkie dobro i wszystkie inne drogi. Zmienianie drogi zagraza stalosci zarówno serca, jak i jej samej. Co moze ci dac jedna, to samo mozesz osiagnac na innej, byle tylko byla dobra i chwalebna oraz prowadzila wylacznie do Boga. Nie moga przeciez wszyscy kroczyc ta sama droga. Odnosi sie to równiez do nasladowania surowego zycia wyzej wspomnianych swietych. Moze ci sie ono podobac, mozesz je podziwiac, ale nie musisz zaraz w ich slady wstepowac.

Powiesz moze jednak: Pan nasz, Jezus Chrystus szedl droga z wszystkich najwznioslejsza, a Jego mamy obowiazek zawsze nasladowac.

To prawda, Chrystusa powinnismy nasladowac. Ale nie w kazdym Jego uczynku! Poscil czterdziesci dni - w tym jednak nikt nie musi Go nasladowac. Wielu dziel Chrystus dokonal z ta mysla, ze mamy Go nasladowac nie na sposób materialny, lecz duchowy. Zatem okazujmy jak najwieksza gorliwosc w nasladowaniu Go na sposób duchowy, Jemu bowiem bardziej zalezalo na naszej milosci niz na naszych uczynkach. Niech kazdy Go nasladuje na swój wlasny sposób.
Ale jak?
- We wszystkim!
- Jak, w jaki sposób?
- Tak jak juz to nieraz powiedzialem: uczynek duchowy uwazam za znacznie lepszy od cielesnego.
- Jak to rozumiec?
- Chrystus poscil czterdziesci dni. Nasladuj Go w nastepujacy sposób: Zastanów sie, do czego jestes najbardziej sklonny i co cie najczesciej pociaga. Na tym skup swoja uwage i pilnie sie sobie przygladaj. Ochotne, wielokrotne powstrzymanie sie od tego przyniesie ci czesto wiecej korzysci niz calkowita rezygnacja z pokarmu. Tak samo trudniej ci bedzie nieraz powstrzymac sie od jakiegos jednego slowa niz zachowac calkowite milczenie. Podobnie trudniejsze nieraz bywa przyjecie jednego obrazliwego slowa bez znaczenia niz silnego uderzenia, na które czlowiek sie uprzednio nastawil. Duzo trudniej tez zachowac samotnosc posród tlumu niz w pustelni, wyrzec sie jakiejs malej rzeczy niz duzej i zrobic jakis drobiazg, niz dokonac czynu uwazanego za wielki.

W ten sposób czlowiek moze w swej slabosci wspaniale nasladowac Chrystusa i nie musi sie uwazac za bardzo od Niego oddalonego.

18. O nalezytym, zgodnym z przyjetymi zwyczajami sposobie uzywania wyszukanych potraw i eleganckich strojów oraz przebywania w wesolym towarzystwie

Nie trap sie, kiedy zbyt dobre wydaja ci sie potrawy lub szaty. Przyzwyczajaj raczej swa glebie i ducha do wznoszenia sie wysoko ponad te rzeczy. Poza Bogiem nic nie powinno pobudzac twego ducha do radosci i milosci; ponad wszystko inne niech sie wzniesie wysoko.
- Dlaczego?
- Dlatego ze slaby to duch, który by byl uzalezniony od zewnetrznych szat. To raczej wewnetrzna szata powinna decydowac o zewnetrznej, o ile do ciebie nalezy wybór. Jesli ci przypadnie jakas inna (niz sobie zyczyles), przyjmij ja w swym najglebszym wnetrzu, jako dla siebie odpowiednia i czuj sie w niej równie dobrze jak w kazdej innej, która by ci przypadla w udziale; nos ja chetnie i bez oporu. Tak samo postepuj wobec potraw, przyjaciól, krewnych i wszystkiego innego, co Bóg ci daje lub odbiera.

A zatem, wedlug mnie, najlepiej, jesli sie czlowiek calkowicie zdaje na Boga, a kiedy On nalozy nan jakies brzemie, na przyklad zniewage, udreke lub jakiekolwiek inne cierpienie, niech przyjmuje to z radoscia i wdziecznoscia oraz - zamiast sam je sobie wybierac - pozwala sie raczej prowadzic Bogu.

Dlatego we wszystkim od Boga przyjmujcie pouczenia i Jego nasladujcie, a bedziecie nienaganni. W takim usposobieniu mozesz przyjmowac nawet zaszczyty i pokój. Ale jesli kogos spotka niepokój i nieslawa, niech je równiez znosi, i to chetnie. Dlatego ci, którzy gotowi sa poscic, moga tez z calym spokojem jesc.

To takze przyczyna, dla której Bóg oszczedza swym przyjaciolom wielu i ciezkich cierpien. Gdyby nie to, Jego niezmierzona wiernosc nie moglaby do tego dopuscic, cierpienie bowiem niesie ze soba wielkie blogoslawienstwo, a On nie chce ani nie moze pozbawiac swoich wybranych najmniejszego nawet dobra. Ale Jemu wystarcza dobra, prawa wola - w przeciwnym razie nie chronilby ich przed zadnym z cierpien, ze wzgledu na kryjace sie w nich niewyslowione blogoslawienstwo.

Z tej racji, jesli cos wystarcza Bogu, badz z tego zadowolony równiez ty, a jesli cos innego wobec ciebie postanowi, i wtedy badz zadowolony. Bo czlowiek powinien w swym wnetrzu do tego stopnia cala swa wola nalezec do Boga, zeby sie nie niepokoil zadnym sposobem ani uczynkiem. Przede wszystkim unikaj bezsensownego wyrózniania sie w ubraniu, potrawach i slowach, uzywania wielkich slów, na przyklad, albo w gestach. Wiedz jednak, ze nie kazde odejscie od przyjetych zwyczajów jest ci zabronione. Bywaja bowiem osobliwosci, które niekiedy nalezy zachowac. Bo jesli ktos jest niezwykly, musi tez nieraz i w rozmaity sposób czynic niezwykle rzeczy.

Niech czlowiek we wszystkim odtwarza w swym wnetrzu naszego Pana, Jezusa Chrystusa, tak zeby mozna w nim bylo dostrzec odblask wszystkich Jego czynów i przeblysk Boskiego; niech sie tez stara jak najdoskonalej do Niego upodobnic i - o ile to tylko mozliwe - nosi w sobie wszystkie Jego uczynki. Ty dzialaj, a On niech w tobie przybiera ksztalt. Pelnij uczynki w duchu pelnego oddania sie i z calego przekonania; przyzwyczajaj do tego nieustannie swego ducha, we wszystkich uczynkach upodobniaj sie do Niego.

19. Dlaczego Bóg czesto dopuszcza do tego, ze ludzie naprawde dobrzy napotykaja na przeszkody w czynieniu dobra

Wierny Bóg tylko dlatego zezwala swym przyjaciolom czesto doswiadczac slabosci, zeby ich tym sposobem pozbawic wszelkiej podpory, w której by mogli znalezc ostoje i oparcie. Kochajacy nie posiadaliby sie bowiem z radosci, gdyby mogli sie zdobyc na cos wielkiego, na przyklad w postach, czuwaniach lub innych cwiczeniach ascetycznych, a zwlaszcza gdyby im dane bylo dokonac czegos niezwyklego, wielkiego i trudnego. Stanowiloby to dla nich wielka radosc, oparcie i nadzieje, w takich uczynkach znajdywaliby podpore, pokrzepienie i zródlo pewnosci. I to wlasnie chce im odjac Pan po to, by On sam byl ich podpora i zródlem pewnosci. Jedyna przyczyna takiego postepowania jest jego dobroc i milosierdzie. Nic innego przeciez poza dobrocia nie moze Go pobudzic do dzialania. Nasze uczynki w najmniejszym stopniu nie sklaniaja Go do dawania nam lub czynienia czegos. Pan chce, by Jego przyjaciele uwolnili sie od tego a, totez pozbawia ich takiej podpory po to, by On sam tylko mógl byc nia dla nich. Pragnie bowiem udzielac im wielkich darów, a pobudza Go do tego jedynie Jego niczym nie skrepowana dobroc. On ma byc ich podpora i pociecha, oni zas we wszystkich otrzymywanych od Niego wielkich darach, niech sie uwazaja za czysta nicosc. W im wiekszym bowiem ogoloceniu i wolnosci duch stanie przed podtrzymujacym go Bogiem, tym glebiej czlowiek w Nim sie zanurzy i tym szerzej bedzie mógl sie otworzyc na przyjecie Boga w Jego najcenniejszych darach. Bo czlowiek powinien budowac tylko na Bogu.

20. O czestym i poboznym przyjmowaniu Ciala Panskiego

Kto goraco pragnie przyjac Cialo Panskie, ten niech sie nie przejmuje tym, czego w sobie doznaje i co odczuwa oraz jak wielkie sa jego doswiadczenia duchowe i poboznosc, lecz niech sie uwaznie przyglada swej woli i wewnetrznej postawie. Niech nie przecenia swych uczuc, a za najwazniejsze uwaza to, co kocha i do czego zmierza.

Pierwszym warunkiem spokojnego przystepowania do Komunii swietej jest sumienie wolne od wszelkiego grzechu. Po drugie, wola w czlowieku musi byc zwrócona ku Bogu, tak by do niczego nie dazyla i nic jej nie radowalo poza Nim samym i sprawami prawdziwie Bozymi oraz zeby odczuwala wstret do wszystkiego, co sie Jemu nie podoba. Ta wlasnie wewnetrzna postawa ma byc dla czlowieka sprawdzianem, czy jest daleko od Boga, czy blisko. Po trzecie, wlasciwym owocem czestego przyjmowania Najswietszego Sakramentu ma byc nieustannie rosnaca ku Niemu milosc i nie zmniejszajaca sie przy tym swieta bojazn. Co bowiem dla jednego jest zyciem, dla drugiego smiercia. Dlatego pilnie sie wpatruj w swoje wnetrze i badaj, czy wzrasta twa milosc do Boga i nie znika bojazn. A wtedy, im czesciej bedziesz przyjmowal Najswietszy Sakrament, tym lepszy bedziesz sie stawal, tym lepsza i pozyteczniejsza bedzie ta praktyka. Zatem nie pozwól odebrac sobie Boga ludzka gadanina lub kazaniami, bo im czesciej Go przyjmujesz, tym lepsze sie to staje i Jemu milsze. Pan pragnie przeciez goraco mieszkac w czlowieku.

Ale powiesz moze: ach, ojcze, taki sie czuje pusty, zimny i opieszaly! Nie mam odwagi zblizyc sie do Chrystusa.

Na to odpowiem: tym bardziej jest ci to potrzebne. Bóg cie rozpali i ogrzeje, uswieci cie, zespoli ze soba i zjednoczy. W Sakramencie tym bowiem latwiej niz gdzie indziej znajdziesz laske, dzieki której twoje wladze zmyslowe, pod dzialaniem wznioslej mocy plynacej z cielesnej obecnosci Ciala Panskiego, tak sie zespola i zjednocza, ze wszystkie rozproszone mysli czlowieka i jego serce odnajda sie na powrót w jednosci; a jesli w stanie podzialu zbytnio ciazyly ku ziemi, teraz sie podzwigna i w nalezytym ladzie zwróca ku Bogu. Mieszkajacy w tobie Bóg bedzie je kierowal ku wnetrzu i wyzwalal z cielesnych ograniczen rzeczy doczesnych, by mogly biec ochoczo ku rzeczom Bozym, w twoim zas ciele, wzmocnionym Jego Cialem, dokona sie odnowa. W Niego bowiem mamy sie przemienic i z Nim zjednoczyc (2 Kor 3, 18), tak by to co Jego, stalo sie naszym, nasze zas - Jego; by nasze serce i Jego staly sie jednym sercem, nasze cialo i Jego - jednym cialem. Nasze zmysly, wola, dazenia, wladze i czlonki w Nim maja sie znalezc, tak zebysmy wszystkimi wladzami ciala i duszy odczuwali Go i doswiadczali.

Powiesz moze jednak: ach, ojcze, nie czuje w sobie zadnej z tych wielkich rzeczy, widze samo ubóstwo. Jakze sie odwaze do Niego przystapic?

- Na Boga! jesli tylko pragniesz calkowitej przemiany swego ubóstwa, idz do przepelnionego skarbca niezmierzonych zasobów, a staniesz sie bogaty. Badz pewien, ze tylko On jest skarbem zdolnym cie zaspokoic i napelnic. I tak mów: "Pragne isc do Ciebie, bo chce, by Twoje bogactwo wypelnilo mój niedostatek, cala Twoja niezmierzonosc zajela moja pustke, a Twoje nieskonczone, niepojete Bóstwo ogarnelo moje nikczemne, skazone czlowieczenstwo".
- Tyle popelnilem grzechów, ojcze! Nie zdolam za nie odpokutowac.
- Dlatego wlasnie idz do Niego. On zadoscuczynil za wszystkie winy, w Nim mozesz zlozyc Ojcu niebieskiemu godna ofiare za wszystkie swoje grzechy.
- Ach, ojcze, tak bardzo pragnalbym wychwalac Boga, a nie potrafie.
- Idz do Niego, On sam jest milym Ojcu dziekczynieniem i niezmierzonym, prawdziwym, doskonalym uwielbieniem Bozej dobroci.
- Krótko mówiac: Jesli chcesz sie uwolnic od wszelkich braków, przyodziac cnotami i laska oraz - Jego majac za Przewodnika i Wodza - z rozkosza podazyc ku Poczatkowi, postepuj tak, bys mógl godnie i czesto przyjmowac Najswietszy Sakrament. Wtedy On cie zespoli ze soba i uszlachetni swym Cialem. Zaiste, w Ciele Panskim dusza tak bardzo sie przybliza do Boga, ze zaden aniol, nawet cherubini i serafini nie sa w stanie zauwazyc ani dostrzec dzielacej ich róznicy; tam bowiem gdzie dotykaja Boga, dotykaja równiez duszy, i na odwrót. Nigdy nie zaistnialo zjednoczenie nad to scislejsze. Bo dusza jest z Bogiem zjednoczona scislej niz tworzace jednego czlowieka cialo i dusza. Wieksza to jednosc niz ta, która powstaje, kiedy kropla wody wpadnie do beczki wina. Tam woda i wino pozostana nadal, tu zjednoczenie jest tak scisle, ze zadne stworzenie nie zdola sie dopatrzyc róznicy.
- Ale móglbys zarzucic: jakze to mozliwe? przeciez wcale w sobie tego nie czuje!
- A jakiez to ma znaczenie? Im mniej odczuwasz, a mocniej wierzysz, tym bardziej godna pochwaly twoja wiara, tym wieksze zyska uznanie i szacunek. Pelna wiara bowiem to w czlowieku cos znacznie wiecej niz tylko jakies wyobrazenie; ona nam daje rzeczywista wiedze. Doprawdy, niczego nam tak nie potrzeba, jak prawdziwej wiary. Jesli nam sie wydaje, ze o wiele wiecej dobra mielibysmy w wierze przezywanej uczuciowo niz w pozbawionej uczuc i wyobrazen, zródlem takiego mniemania sa jedynie uwarunkowania zewnetrzne, bo w rzeczywistosci jedna nie daje nam wiecej dobra niz druga. Zatem kto jednakowo wierzy, jednakowo tez otrzymuje i ma.

- Móglbys tu powiedziec: jakze mam wierzyc w rzeczy tak wzniosle? to mnie przerasta, czuje sie ulomny, pociaga mnie wielosc.
- Otóz musisz zwrócic uwage na dwie rzeczy w sobie - te same, które mial Chrystus. Równiez w Nim byly wladze wyzsze i nizsze. Wyzsze cieszyly sie posiadaniem wiecznej szczesliwosci, nizsze natomiast w tym samym czasie podlegaly na ziemi najwiekszym cierpieniom i niepokojom. Ale dzialania te nie przeszkadzaly sobie wzajemnie w osiaganiu wlasciwego im celu. Tak samo ma byc w tobie: niech sie wladze wyzsze wznosza ku Bogu, niech Jemu sie oddaja i z Nim sie zespalaja. Wiecej nawet: cierpienia trzeba wrecz zalecac cialu, wladzom nizszym i zmyslom, duch natomiast ma sie cala sila wznosic, by w calkowitym oderwaniu zatopil sie w Bogu. Cierpienia zmyslów i nizszych wladz oraz toczaca sie w nich walka bynajmniej nie powoduja zaklócen w duchu, bo im wieksza, im potezniejsza ta walka, tym wieksze tez i chwalebniejsze zwyciestwo i plynaca zen chwala. Bo im wieksze sa pokusy, im silniejszy napór zla, które czlowiek w koncu pokonuje, tym mocniej sie ugruntowujesz w cnocie, tym milsza ona Bogu. Zatem jesli chcesz godnie przyjac Najswietszy Sakrament, bacz, zeby twoje wladze wyzsze byly zwrócone ku Bogu, a twoja wola Jego szukala. Zwazaj tez na to, czego w Nim szukasz i jak sie przedstawia twoja wobec Niego wiernosc.

Jesli w takim stanie czlowiek przyjmuje najdrozsze Cialo Panskie, zawsze otrzymuje szczególnie wielka laske, a im czesciej to czyni, tym owocniej. Wierzcie mi, ze czlowiek móglby Je przyjmowac z tak wielka poboznoscia i takim wewnetrznym usposobieniem, ze - gdyby mial wyznaczone sobie miejsce w najnizszym chórze aniolów - po jednej tylko Komunii przyjetej w takim usposobieniu dotarlby do drugiego chóru. Wiecej nawet: twoja poboznosc w przyjmowaniu Ciala Panskiego moglaby byc tak wielka, ze uznano by cie za godnego ósmego lub dziewiatego chóru. Dlatego tez gdyby jeden z dwóch ludzi, we wszystkim innym sobie równych, tylko jeden raz wiecej godnie przyjal Cialo Panskie, jasnialby przy drugim jak slonce i doszedlby do szczególnego zjednoczenia z Bogiem.

Otrzymywanie i przyjmowanie Ciala Panskiego na sposób zewnetrzny nie wyklucza duchowego. Dokonuje sie ono w sercu wypelnionym pragnieniem i w naboznym zjednoczeniu. W ten sposób czlowiek moze przyjmowac Komunie z tak niezachwiana ufnoscia, ze stanie sie bogatszy w laski niz ktokolwiek na ziemi. A moze to czynic tysiac razy na dzien i czesciej, gdzie chce, chory czy zdrowy. Ale nalezy sie do tego przygotowac, tak samo jak do Komunii sakramentalnej, stosujac sie do obowiazujacych rozporzadzen i sily swego pragnienia. Jesli zas komus brak takiego pragnienia, niech sie do niego pobudza i przygotowuje; tak postepujac dojdzie do swietosci na ziemi i osiagnie szczesliwosc wieczna. Bo wiecznosc to nasladowanie Boga i postepowanie za Nim.

Niech Nauczyciel prawdy i Milosnik czystosci da nam te cnoty i zycie wieczne. Amen.

21. Gorliwosc

Jesli ktos pragnie przyjac Komunie swieta, niech bez obawy przystapi do Stolu Panskiego. Wypada jednak i jest nader pozyteczne uprzednio sie wyspowiadac, nawet wtedy gdy sie nie ma swiadomosci zadnej winy - tylko ze wzgledu na korzysc plynaca z sakramentu pokuty. Jednak gdyby czlowiek czul sie winny, ale z powodu natloku zajec nie mial moznosci odbycia spowiedzi, niech sie skieruje wprost do Boga, przed Nim sie z wielka skrucha oskarzy i na tym poprzestanie az do najblizszej sposobnosci spowiedzi. Gdyby zas do tego czasu ustapilo poczucie winy i wyrzuty sumienia, niech bedzie przekonany, ze Bóg puscil w niepamiec jego grzechy. Spowiadac sie nalezy bardziej Bogu niz czlowiekowi, a w razie popelnienia grzechu spowiedz przed Nim trzeba traktowac bardzo powaznie i surowo sie przed Nim oskarzac. Gdy sie chce pójsc do Komunii, nie wolno o takiej spowiedzi zapominac i lekkomyslnie jej pomijac tylko ze wzgledu na odbyta wczesniej zewnetrzna pokute. Bo sprawiedliwa, Boska i dobra jest tylko wewnetrzna postawa czlowieka w jego uczynkach.

Musimy sie uczyc wewnetrznej wolnosci w dzialaniu. Bez wymaganej gorliwosci i odpowiedniego cwiczenia czlowiekowi bedzie jednak niezwykle trudno dojsc do tego, zeby mu nie przeszkadzalo liczne towarzystwo i zewnetrzne uczynki oraz zeby Bóg byl mu nieustannie bliski i w kazdym czasie i otoczeniu caly jasnial przed nim bez zadnej zaslony. Konieczna jest tu wielka gorliwosc, a w szczególnosci nalezy zwrócic uwage na dwie sprawy: Po pierwsze, czlowiek powinien sie zamknac w swym wnetrzu i tym sposobem chronic swego ducha przed zewnetrznymi obrazami; powinien zatrzymywac je na zewnatrz i nie pozostawiac im w sobie zadnego miejsca; w ten sposób ustrzeze sie ich towarzystwa i niekorzystnego wplywu. Po drugie niech czlowiek sie nie rozdrabnia w wielosci oraz nie rozprasza i nie gubi posród obrazów wewnetrznych, na przyklad wyobrazen lub wynioslosci serca, ani zewnetrznych, ani posród czegokolwiek innego, co w danej chwili zaprzata jego uwage. Niech wszystkie swe wladze ku temu skieruje i przyzwyczaja, niech tez nie spuszcza oczu ze swego wnetrza.

Powiesz moze jednak: w swym zewnetrznym dzialaniu czlowiek musi sie przeciez zwracac ku przedmiotom zewnetrznym, bo kazdy uczynek zewnetrzny domaga sie wlasciwych mu, dostrzegalnych form.

- To prawda. Ale takie zewnetrzne, dostrzegalne formy dla ludzi wycwiczonych nie stanowia czegos zewnetrznego, poniewaz dla czlowieka wewnetrznego wszystkie rzeczy maja wewnetrzny, Boski sposób istnienia.

Oto co jest nieodzowne przede wszystkim: niech sie czlowiek cwiczy w przyzwyczajaniu swego umyslu do Boga, niech to czyni we wlasciwy sposób i z calym zaangazowaniem, a wówczas w jego wnetrzu bedzie nieustannie roslo Boskie. Dla umyslu nic nie jest bardziej niz Bóg wlasne, obecne i bliskie. Nigdy sie on nie zwraca w innym kierunku. Nie idzie do stworzen - chyba ze dozna gwaltu i niesprawiedliwosci, ale wtedy ulega wrecz okaleczeniu i wypacza sie. Kiedy w mlodym, w kazdym zreszta innym czlowieku, umysl popadnie w taka ruine, trzeba nim z cala sila pokierowac, uciekajac sie do wszystkich dostepnych srodków, które by mogly na powrót przyzwyczaic go i pociagnac do normalnego dlan dzialania. Bo mimo ze Bóg jest tak wlasciwy i odpowiedni jego naturze, to rozum, gdy tylko sie ustawi w zlym kierunku, oprze sie na stworzeniach, ich obrazami sie zapelni i do nich przywyknie, wtedy tak slabnie w tej swojej czesci, traci nad soba wladze i latwosc szlachetnego dzialania, ze nawet najwieksza mozliwa gorliwosc moze sie okazac niewystarczajaca do przywrócenia mu w pelni jego poprzednich nawyków, A chocby sie czlowiek zdobyl na taki najwiekszy wysilek, potrzebna mu bedzie wtedy nieustanna czujnosc.

Przede wszystkim niech sie stara nabyc dobrych, mocno zakorzenionych nawyków. Gdyby ktos nieprzywykly i nie wycwiczony chcial sie zachowywac i postepowac jak czlowiek nawykly, zrujnowalby calkowicie siebie samego i niczego nie osiagnal. Gdyby ktos raz wreszcie odzwyczail sie od wszystkich rzeczy i od nich oddalil, wówczas móglby pelnic z rozwaga wszystkie swe uczynki i swobodnie sie im oddawac albo tez ich poniechac i nie mialby w tym zadnych trudnosci. I przeciwnie, kiedy ktos cos lubi, znajduje w tym przyjemnosc, na przyklad w jedzeniu lub piciu, a upodobaniu temu ulegnie aktem woli, u czlowieka nie wycwiczonego moga z tego wyniknac pewne szkody.

Trzeba sie przyzwyczaic do tego, zeby w niczym swego nie szukac i do niego nie dazyc, ale raczej zeby we wszystkim szukac i ujmowac Boga. On bowiem nie daje i nigdy nie dawal zadnego daru, po to by go czlowiek posiadl i przy nim spoczywal. Wszelkich swoich darów w niebie i na ziemi udzielal jedynie w tym celu, azeby dac jeden Dar, ten którym jest On sam. Za posrednictwem innych darów chce On nas tylko przygotowac na przyjecie tego Daru. Podobnie tez wszelkie dziela, jakich dokonywal w niebie i na ziemi, ku jednemu tylko celowi kierowal, szukal mianowicie swego szczescia w uszczesliwianiu innych. Totez powiadam: we wszystkich darach i uczynkach musimy sie uczyc dostrzegac Boga, niczym sie nie zadowalac, w niczym nie szukac przystani. W tym zyciu nie ma dla nas i nigdy nie bylo przystani w zadnym "sposobie", chocby czlowiek mial najwieksze osiagniecia. Czlowiek ma przede wszystkim zawsze sie zwracac ku darom Bozym i ciagle w tym kierunku ponawiac próby.

Opowiem krótko o pewnej osobie, która koniecznie chciala cos otrzymac od Pana. Powiedzialem jej wtedy, ze nie jest jeszcze dobrze przygotowana i gdyby Bóg jej dal ten dar juz teraz, zmarnowalaby go. Zapytacie moze: dlaczego nie byla przygotowana, skoro miala dobra wole, On zas, jak powiadasz, wszystko moze, w Nim sa wszystkie rzeczy i doskonalosci.

To prawda, nalezy jednak odrózniac dwa rodzaje woli: przygodna i nieistotowa od decydujacej, twórczej i wycwiczonej. Otóz absolutnie nie wystarczy, ze duch czlowieka jest odosobniony tylko w tym momencie, w którym chcemy sie zespolic z Bogiem; nasze odosobnienie musi byc wycwiczone, uprzednie i trwale - tylko wtedy bedziemy mogli otrzymac od Boga wielkie rzeczy, a w nich - Jego samego. Kiedy natomiast brak nam przygotowania, wtedy tracimy dar, a wraz z nim Boga. Dla tej takze przyczyny Bóg nie zawsze moze nam dac, gdy o cos prosimy. Z Jego strony nie ma tu najmniejszej winy, On bowiem jest tysiac razy bardziej skory do dawania, niz my do brania. My natomiast, kiedy swym nieprzygotowaniem utrudniamy Jego naturalne dzialanie, zadajemy Mu gwalt i wyrzadzamy krzywde.

Gdy czlowiek otrzymuje dar, musi sie uczyc rezygnowania z siebie samego i nie zatrzymywac ani nie szukac nic wlasnego: ani korzysci, ani przyjemnosci, ani serdecznosci, ani slodyczy, ani nagrody, ani królestwa niebieskiego, ani wlasnej woli. Bóg nigdy sie nie udziela ani nie udzielal obcej woli, On sie oddaje tylko swojej wlasnej. Gdzie zas te znajdzie, tam daje sie i udziela ze wszystkim, czym jest. My zas, im bardziej przestajemy byc soba, tym prawdziwiej sie soba stajemy. Dlatego tez nie wystarczy raz tylko wyrzec sie siebie samego oraz wszystkiego, co mamy i mozemy, lecz musimy czesto sie odnawiac i tym sposobem we wszystkim osiagac prostote i wolnosc.

Jest tez rzecza nader pozyteczna nie zadowalac sie posiadaniem posluszenstwa, ubóstwa i innych cnót tylko w duchu; czlowiek powinien sie cwiczyc przede wszystkim w uczynkach i owocach cnót, czesto poddawac siebie próbom, a nadto pragnac i pozadac, zeby go cwiczyli i doswiadczali inni. Bo nie wystarczy pelnic uczynki cnót, okazywac posluszenstwo, cierpiec ochotnie ubóstwo i wzgarde albo inaczej jeszcze dawac dowody pokory i wyrzeczenia. Trzeba usilnie sie o to starac i nigdy nie dawac za wygrana, az sie posiadzie cnote w jej istocie i glebi. Po tym zas mozna poznac, ze ja mamy: kiedy mianowicie do niczego nie jestesmy tak sklonni jak do cnoty, gdy pelnienie jej uczynków przychodzi nam latwo i bez specjalnego przygotowania woli, gdy wielkich i dobrych dziel cnoty dokonuje sie bez nadzwyczajnego wysilku i tylko dla nich samych, z milosci do cnoty, z wykluczeniem wszelkich "dlaczego" - wtedy dopiero mamy cnote na sposób doskonaly, nie wczesniej.

Wyrzeczenia trzeba sie uczyc tak dlugo, az sie pozbedziemy - calkowicie wlasnosci. Wszelkie nawalnice i niepokoje maja zródlo we wlasnej woli, mimo ze nie zawsze to zauwazamy. W dobrej, umilowanej woli Bozej, przez czyste wyzbywanie sie chcenia i pozadania, skladac trzeba siebie samego i wszystko swoje oraz to, czego w rzeczach mozna chciec i pozadac.

Jedno jeszcze pytanie:
- Czy trzeba wyrzec sie aktem woli równiez wszelkiego slodkiego doswiadczenia Boga? Czy jego nieobecnosc nie wynika z lenistwa i braku milosci?
- Tak bywa, oczywiscie. Ale zachodzi tu pewna róznica, której nie wolno przeoczyc. Skoro moze to pochodzic albo z opieszalosci, albo z prawdziwego odosobnienia, czyli wyrzeczenia, niech czlowiek przezywajacy calkowite wewnetrzne opuszczenie zastanowi sie, czy w tym stanie jest Bogu równie wierny, jak wówczas gdy doswiadczal najgoretszych uczuc, oraz czy robi wtedy wszystko to, co robil w tamtym stanie, nic nie mniej, a wobec wszelkich pociech i pokrzepien odnosi sie z taka sama wewnetrzna swoboda, jak wówczas gdy wlasnie uczuciowo doswiadczal Boga.

Dla czlowieka prawego, wycwiczonego w tak doskonalej i dobrej woli, zaden czas nie moze byc zbyt krótki. Wola bowiem, która zawsze chce tego wszystkiego, co lezy w jej mocy - nie tylko teraz, ale przez tysiac lat nawet, gdyby tak dlugo miala zyc - taka wola wystarcza za tylez lat pelnienia uczynków; wobec Boga wszystko uczynila.

22. O nasladowaniu Boga i dobrej drodze

Niech czlowiek, który zaczyna nowe zycie lub przystepuje do nowego dziela, zwróci sie do Boga i z wielka moca i poboznoscia blaga o udzielenie mu tego, co dla niego najlepsze, najmilsze i najgodniejsze. Niech przy tym nie pragnie ani nie szuka niczego swego, lecz jedynie umilowanej nade wszystko woli Bozej. Jezeli wtedy Bóg da mu cos, niech to przyjmie wprost od Niego, niech uwaza to za najlepsze dla siebie i bedzie z tego w pelni zadowolony.

A jesli nawet pózniej bardziej spodoba mu sie inna droga, niech mimo to mysli: te Bóg mi wyznaczyl i ja mam uwazac za najlepsza dla mnie. Niech Mu zaufa, a wszystkie inne dobre drogi, jakiekolwiek by one byly, niech wlacza w te jedna i jej podporzadkowuje. Kazde bowiem dobro, które Bóg zwiazal z jedna droga i na niej udzielal, znalezc mozna na wszystkich innych. Na jednej osiagnac mozna wszystkie inne dobre drogi, wyjawszy oczywiscie to, co jest wlasciwe kazdej z nich. Czlowiek musi sie przeciez ograniczyc do jednego i nie moze robic wszystkiego naraz. Musi to byc jedno, a w nim trzeba ujmowac wszystkie rzeczy. Gdyby bowiem chcial robic wszystko, to i tamto, porzucic swoja droge i przeniesc sie na inna, która w danej chwili bardziej mu przypada do gustu, pociagneloby to za soba wielka niestalosc. A zatem doskonalym okazalby sie nie czlowiek, najswietszy nawet, który by przechodzil z jednego zakonu do drugiego, lecz ten kto raz na zawsze przeniósl sie ze swiata do jakiegos zakonu; przyczyna tego lezy w zmienianiu drogi. Niech trzyma sie jednej i na niej trwa, niech w nia wlacza wszystko, co dobre na innych, i uwaza ja za pochodzaca od Boga. Niech tez nie zaczyna dzis tego, a nazajutrz tamtego, i nie martwi sie, ze tak postepujac straci jakies dobro. Bo z Bogiem nic nie mozna stracic. Jak On sam niczego nie moze utracic, tak tez niczego nie mozna utracic wraz z Nim. Dlatego wez od Niego Jedno i do tego sprowadzaj wszelkie dobro.

Ale jesli sie okaze, ze jedna rzecz nie znosi i nie dopuszcza drugiej, niech to bedzie dla ciebie pewnym znakiem, ze jedna z nich nie pochodzi od Boga. Jedno dobro nie jest wrogiem drugiego, a potwierdzaja to slowa Chrystusa: "Wszelkie królestwo w sobie podzielone musi sie rozpasc" (Lk 11, 17) oraz podobne im: "Kto nie jest ze Mna, jest przeciw Mnie, a kto ze Mna nie zbiera, rozprasza" (Lk 11, 23). Zatem jezeli jedno dobro drugiego, chocby najmniejszego, nie dopuszcza lub wrecz je niszczy, niech to dla ciebie bedzie pewnym znakiem, ze nie pochodzi od Boga. W przeciwnym razie, zamiast niszczyc, wzbogacaloby.

Wysuwana tu bywa pewna trudnosc. Otóz nie ma najmniejszej watpliwosci co do tego, ze wierny Bóg zabiera do siebie kazdego w najlepszym dla niego momencie. To prawda, On nigdy nie zabiera czlowieka lezacego, jesli by mógl znalezc go stojacym, poniewaz Boza dobroc kazdej rzeczy wyznaczyla za cel to, co dla niej najlepsze. I wlasnie w zwiazku z tym ktos postawil takie pytanie: Dlaczego Bóg nie zabiera od razu z tego swiata tych, o których wie, ze straca laske chrztu; dlaczego nie zsyla na nich smierci w dziecinstwie, zanim jeszcze dojda do uzywania rozumu, mimo ze to byloby dla nich najlepsze; wie przeciez, ze upadna i juz nie powstana.

Na to odpowiedzialem: Bóg zadnego dobra nie niszczy, lecz je dopelnia. Nie niszczy tez natury, ale ja dopelnia. Równiez laska nie niszczy natury, lecz ja doskonali . Otóz gdyby Bóg zniszczyl nature u samego jej poczatku, oznaczaloby to w stosunku do niej gwalt i niesprawiedliwosc, a On czegos takiego nie czyni. Czlowiek ma wolna wola, która moze wybierac dobro i zlo, Bóg zas daje mu do wyboru smierc za czynienie zla, a zycie za dobre uczynki. Czlowiek ma byc wolny i panem swych czynów oraz nie doznawac w tym uszczerbku ani przymusu. Laska nie niszczy natury, lecz ja doskonali. Uwielbienie nie niszczy laski, lecz ja dopelnia, bo jest ono laska w stanie doskonalym. W Bogu zatem nie ma niczego, co by niszczylo to, co w jakis sposób istnieje; On stanowi raczej Dopelnienie wszystkiego. Podobnie powinnismy postepowac równiez my: nie niszczyc w sobie zadnego najmniejszego nawet dobra ani najdrobniejszego sposobu ze wzgledu na inny, wiekszy, lecz je doskonalic, dopomagajac do pelnego ich rozwoju.

Kiedy byla mowa o czlowieku, który mial zaczac od nowa inne zycie, tak powiedzialem: taki musi sie stac czlowiekiem we wszystkich rzeczach szukajacym Boga oraz w kazdym czasie i miejscu, we wszystkich ludziach i na kazdej drodze Go znajdujacym. W tym mozna wzrastac zawsze i bezustannie, nigdy nie docierajac do kresu tego wzrostu.

23. Uczynki wewnetrzne i zewnetrzne

Gdyby czlowiek chcial wejsc w siebie samego wraz ze wszystkimi wladzami, wewnetrznymi i zewnetrznymi, a nastepnie trwal w tym stanie, w taki sposób ze w jego wnetrzu nie byloby ani wyobrazen, ani natchnien od Boga przymuszajacych go do dzialania, tak ze nie pelnilby zadnych uczynków, wewnetrznych ani zewnetrznych, wówczas nalezaloby sie dobrze zastanowic, czy ped do dzialania nie pochodzi od niego samego. Jezeli jednak kogos nie pociaga zadne dzialanie i ciezko mu do czegos sie zabrac, wtedy trzeba sie gwaltem zmusic do jakiegos uczynku, wewnetrznego lub zewnetrznego (czlowiek bowiem nie powinien niczym sie zadowolic, najlepsza nawet rzecza!). Bo gdy na skutek Bozego dzialania znajdzie sie pod tak wielkim brzemieniem i w wewnetrznym ucisku, az moze mu sie wydawac, iz jest bardziej przedmiotem niz podmiotem dzialania - wtedy wlasnie czlowiek ma sie uczyc wspólpracy z Bogiem. Nie znaczy to, ze nalezy pozostawiac swe wnetrze, wyrzekac sie go i zapierac, przeciwnie, nalezy sie uczyc dzialac wlasnie w nim, z nim i z niego, tak zeby zycie wewnetrzne wyrazalo sie w dzialalnosci zewnetrznej, ta zas wzbogacala zycie wewnetrzne i zeby tym sposobem czlowiek sie przyzwyczajal do dzialania bez przymusu. Trzeba kierowac uwage na dzialanie wewnetrzne, azeby z niego mogly wyplywac wszystkie czynnosci, na przyklad czytanie duchowe, modlitwa albo - stosownie do okolicznosci - dzialalnosc zewnetrzna. Gdyby sie jednak okazalo, ze ta dzialalnosc niszczy zycie wewnetrzne, nalezy wybrac to ostatnie. Najlepiej by bylo jednak, gdyby oba mialy zródlo w Jednym, bo wtedy czlowiek wspóldzialalby z Bogiem.

Pojawia sie tu pytanie: jakze jest mozliwe wspóldzialanie, skoro czlowiek sie juz wyzbyl siebie samego i swoich uczynków, kiedy znikly obrazy i uczynki, chwala i dziekczynienie oraz wszelkie inne dzialanie? Sw. Dionizy mówi przeciez: najpiekniej mówi o Bogu ten, kto z powodu nadmiaru wewnetrznego bogactwa potrafi najglebiej o Nim milczec.

Odpowiedz: Na pewno nie znika jedno, potrzebne czlowiekowi i bardzo mu odpowiadajace dzialanie, a mianowicie unicestwianie samego siebie. Otóz gdyby to unicestwianie i umniejszanie sie bylo nawet najwieksze, nigdy nie osiagnie doskonalosci, jesli w czlowieku nie dopelni ich sam Bóg. Pokora osiaga dopiero wtedy wymagana doskonalosc, kiedy On upokorzy czlowieka przez niego samego - dopiero wówczas, nie wczesniej, czlowiek i cnota osiagaja pelna miare.

Inne pytanie: w jakiz to sposób Bóg moze wyniszczyc czlowieka przez niego samego? Wydaje sie przeciez, ze takie wyniszczenie równaloby sie wywyzszeniu czlowieka przez Boga, bo Ewangelia mówi: "Kto sie uniza, bedzie wywyzszony" (Mt 23, 12).

Odpowiedz: tak i nie. Czlowiek powinien "unizac" siebie samego, unizenie to nigdy jednak nie bedzie wystarczajace, jesli nie dokona go sam Bóg. "Bedzie wywyzszony" - ale nie w tym znaczeniu, jakoby to unizenie i wywyzszenie stanowily dwie rózne rzeczy. Nalezy to rozumiec raczej w ten sposób, ze najwyzszy szczyt wywyzszenia znajduje sie na samym dnie upokorzenia. Bo im wieksza glebia, im nizej sie znajduje jej dno, tym wyzsze i bardziej niezmierzone sa tez wywyzszenie i szczyt. Im studnia glebsza, tym wyzsza zarazem, wysokosc i glebia stanowia jedno. Zatem im glebiej sie ktos zdola unizyc, tym jest wyzszy. Dlatego Chrystus powiedzial: "Kto chce byc najwiekszy, niech sie stanie najmniejszy z was" (Mk 9, 35). Kto chce byc najwiekszy, niech sie stanie najmniejszy. Takie "bycie" mozna osiagnac tylko przez to "stawanie sie". Wierzcie mi, kto sie staje najmniejszy, ten jest najwiekszy, a kto juz sie stal najmniejszy, ten teraz jest z wszystkich najwiekszy. W taki oto sposób sprawdza sie i wypelnia slowo Ewangelisty: "Kto sie uniza, bedzie wywyzszony". Bo nasze istotowe bytowanie zasadza sie wylacznie na unicestwieniu sie.

Napisano: "Staliscie sie bogaci we wszystkie cnoty" (l Kor l, 5). Wierzcie mi, moze to nastapic dopiero wtedy, gdy czlowiek sie stanie we wszystko ubogi. Kto chce wszystko otrzymac, musi tez wszystko stracic. Jak kiedys, dawno juz temu, powiedzialem, dokonuje sie tu sprawiedliwy przetarg i równowazna wymiana. Stad poniewaz Bóg pragnie nam dac siebie samego i wszystkie rzeczy na wlasnosc, chce nas równoczesnie calkowicie pozbawic wszystkiego, co posiadamy. Wierzcie mi, On nie chce nam zostawic nawet tyle, ile pomiesci koniec szpilki. Bo to, czego nam udzielil w darach natury i laski, wszystko to dal nam w tym celu, zebysmy niczego nie zatrzymywali na wlasnosc; zadnemu stworzeniu, nawet swojej Matce nigdy nic nie dal w posiadanie. Totez dla naszego pouczenia i przypomnienia czesto pozbawia nas jakiegos dobra, materialnego lub duchowego. Bo nawet posiadanie czci nie nalezy sie nam, lecz Jemu. Tego co mamy, a wiec ciala i duszy, zmyslów, wladz, zewnetrznych dóbr, szacunku, przyjaciól, krewnych, domu, swity itd. nie traktujmy jako naszej wlasnosci; we wszystkim tym powinnismy widziec dobra bardziej nam wypozyczone niz dane.

Ale do czego Bóg zmierza w tej swojej zachlannosci? Otóz chce On byc nasza jedyna i niepodzielna wlasnoscia. Tego pragnie i do tego zmierza, to tylko postawil sobie za cel. W tym znajduje najwieksza swa rozkosz i radosc, a sa one tym pelniejsze, w im wiekszym stopniu moze On ten cel osiagnac. Bo im wiecej posiadamy, tym mniej On jest nasza wlasnoscia, a im mniej w nas milosci do rzeczy, tym bardziej mamy Jego, wraz z wszystkim tym, czego moze nam udzielic. Dlatego tez gdy Chrystus wyliczal blogoslawienstwa, na pierwszym miejscu umiescil ubóstwo w duchu; ono to zostalo postawione przed wszystkimi innymi, na znak, ze blogoslawienstwa i doskonalosci, kazde z osobna i wszystkie razem, maja poczatek w ubóstwie duchowym. Wierzcie mi, ze gdyby istnial fundament, na którym by mozna bylo wzniesc wszelkie dobro, to tez nie móglby sie obejsc bez tego ubóstwa.

Za nasza wolnosc w stosunku do dóbr zewnetrznych Bóg chce nam dac wszystko, co sie znajduje w niebie, samo niebo z cala jego moca, wszystko co z niego wyplynelo, co maja aniolowie i swieci - wszystko to pragnie nam dac na wlasnosc, bysmy to mieli tak samo jak oni i w wyzszym stopniu niz cokolwiek do nas nalezy. Za to, ze ze wzgledu na Niego wyrzekam sie siebie, bedzie On moja wlasnoscia wraz z tym wszystkim, co ma i czego moze udzielic - moja tak samo, jak swoja wlasna, ani mniej, ani wiecej. Bedzie nia tysiac razy bardziej niz wszelka rzecz, która czlowiek kiedys nabyl i trzyma w skrzyni, bardziej niz kiedykolwiek posiadal siebie samego. Nigdy czlowiek nie mial czegos na wlasnosc tak bardzo, jak ja bede mial Boga, ze wszystkim co On moze i czym jest.

Wlasnosc te wyslugujemy sobie przez to, ze tu, na ziemi, nie uwazamy za swoje siebie samych i niczego, co nie jest Bogiem. A im to ubóstwo jest doskonalsze i bardziej ogolocone, tym bardziej wlasnosc ta do nas nalezy. Nie wolno tej odplaty stawiac za cel ani jej oczekiwac, niech oko nasze nigdy sie nie kieruje na zdobycie czegos lub otrzymanie, a jedynym motywem dzialania niech bedzie umilowanie cnoty. Bo im mniej przywiazania w posiadaniu czegos, tym prawdziwsze to posiadanie. Tak tez mówi sw. Pawel: "Choc posiadamy wszystko, miejmy tak, jakbysmy nie mieli" (2 Kor 6, 10). Ten nie ma zadnej wlasnosci, kto niczego nie pragnie i miec nie chce ani w sobie samym, ani w niczym zewnetrznym - tak, ani w Bogu, ani w zadnej rzeczy.

Chcesz wiedziec, kim jest prawdziwie ubogi? Ten jest prawdziwie ubogi w duchu, kto sie potrafi obywac bez wszystkiego, co zbedne. Dlatego czlowiek, który siedzial nagi w beczce, tak powiedzial Aleksandrowi Wielkiemu, wówczas panu calego swiata: "Jestem wiekszym od ciebie panem, poniewaz wiecej rzeczy ze wzgarda odrzucilem, niz ty wziales w posiadanie. To, co ty uwazasz za zbyt wielkie, by je posiasc, ja - za zbyt male, zeby tym wzgardzic". Kto moze sie obywac bez wszystkiego i niczego nie potrzebuje, ten jest o wiele szczesliwszy od tego, kto ma wszystkie rzeczy, ale ich potrzebuje. Ten jest najlepszy, kto moze sie obyc bez tego, co zbedne. Ten tez najwieksze praktykuje wyrzeczenie, kto najwiecej rzeczy potrafi ze wzgarda odrzucic i bez nich sie obywac. Gdyby ktos ze wzgledu na Boga zlozyl na ofiare tysiac marek w zlocie i ze swoich wlasnych zasobów zbudowal wiele pustelni i klasztorów oraz nakarmil wszystkich nedzarzy, wydawaloby sie to czyms niezwyklym i rzeczywiscie takie by bylo. Ale znacznie szczesliwszy bylby ten, kto by tyle samo, ze wzgledu na Boga, ze wzgarda porzucil. Kto by ze wzgledu na Boga umial zrezygnowac z wszystkiego, co On dal i czego odmówil, ten by mial prawdziwe królestwo niebieskie.

Ale powiesz: tak, ojcze, ale czy moje wady nie stanowilyby tu przeszkody i nie przysparzaly trudnosci?

- Jesli masz jakies wady, pros nieustannie Boga, zeby cie od nich uwolnil, bo przeciez to by Mu z pewnoscia przysporzylo chwaly i spodobalo sie, a bez Niego nic nie potrafisz. Jesli to uczyni, dziekuj Mu, jesli nie - bedziesz to znosil ze wzgledu na Niego, ale juz nie jako grzeszna wade, lecz jako uciazliwe-cwiczenie, za pomoca którego masz wyslugiwac sobie nagrode i cwiczyc sie w cierpliwosci. Badz zadowolony, bez wzgledu na to czy On ci swego daru udzieli, czy tez nie.

On daje kazdemu zgodnie z jego najwyzszym dobrem i tak jak komu odpowiada. Kiedy sie komus szyje ubranie, trzeba je robic na jego miare; to które pasuje na niego, absolutnie by nie odpowiadalo drugiemu. Kazdemu trzeba dostosowac, odpowiednio do jego miary. Tak tez postepuje Bóg: wiedzac co komu najlepiej odpowiada, kazdemu daje najlepsze. Wierzcie mi, kto Mu ufa bez zastrzezen, ten otrzymuje i ma tyle samo w najmniejszym co i w najwiekszym darze. Gdyby Bóg chcial mi dac to, co dal sw. Pawlowi, chetnie bym to przyjal, skoro takie jest Jego zyczenie. Ale poniewaz nie chce mi teraz tego dac (bardzo nielicznym tylko Bóg pozwala dojsc w tym zyciu do takiej wiedzy, jaka otrzymal Pawel), skoro taka jest Jego wola, kocham Go mimo to równie goraco, jednakie Mu skladam dzieki i jestem tak samo calkowicie zadowolony, ze mi tego odmawia, jak z tego, ze daje. Jestem zadowolony z tego, co mam, i ciesze sie tym tak samo, jak gdyby mi tego udzielil - bylem tylko nie zszedl z dobrej drogi. Zaiste, jesli sie tylko spelnia we mnie wola Boza, niczego wiecej mi nie trzeba do szczescia. Jego wola winna mi byc tak mila i droga, zebym z wszelkiego Jego daru i dzialania cieszyl sie tak samo, jakby On cos dal mnie samemu i we mnie dzialal. W ten sposób moje by byly wszelkie dary i dziela Boze, a wtedy niech stworzenia robia, co chca, najwieksze nawet dobro lub zlo - i tak nie zdolaja mi ich odebrac. Jakzebym smial narzekac, jesli wszystkie dary otrzymane przez innych stanowia moja wlasnosc? Wierzcie mi, wszystko co Bóg mi czyni, co daje lub czego odmawia, wystarcza mi calkowicie, i to do tego stopnia, ze nie zaplacilbym nawet jednego halerza za najbogasze zycie, jakie bym mógl sobie tylko wyobrazic.

Powiesz moze: obawiam sie, ze nie jestem dostatecznie gorliwy i nie dokladam w tym kierunku tyle starania, na ile mnie stac.

- Ubolewaj nad tym, znos to cierpliwie, przyjmij to jako doswiadczenie i badz zadowolony. Bóg chetnie znosi obraze i przykrosci, odmawianie Mu sluzby i chwaly, po to zeby mieli w sobie pokój ci, którzy Go kochaja i do Niego naleza. Dlaczegóz nie mielibysmy cieszyc sie pokojem, zarówno wtedy gdy nam cos daje, jak i wtedy kiedy nam czegos brak? Napisano przeciez - a sa to slowa samego Chrystusa: "Blogoslawieni, którzy cierpia dla sprawiedliwosci" (Mt 5, 10). Wierzcie mi, gdyby prowadzony juz na szubienice zlodziej, który swymi kradziezami w pelni zasluzyl na taka kare, albo tez morderca, którego by za jego czyny miano wlasnie lamac kolem - gdyby ci ludzie przejrzeli i powiedzieli sobie: "Zniesiesz to dla sprawiedliwosci, bo slusznie ci sie ta kara nalezy", dostapiliby wkrótce szczesliwosci. Zaiste, jesli wszystko co nam Bóg czyni, albo czego nie czyni, przyjmujemy od Niego jako sluszne i znosimy to dla sprawiedliwosci, wówczas chocbysmy byli najbardziej niesprawiedliwi, jestesmy blogoslawieni. Nie uskarzaj sie zatem na to, czego doswiadczasz, ubolewaj raczej tylko nad tym, ze ciagle jeszcze sie skarzysz i nie jestes zadowolony. Prawy bowiem otrzymuje tylez w biedzie, co i w dostatku.

Powiesz moze: tylu ludziom Bóg czyni tak wielkie rzeczy, przeksztalcajac ich na wzór swego Boskiego bytu, a sprawia to przeciez nie czlowiek lecz Bóg.

- Dziekuj Bogu za to, czego w nich dokonal, a jezeli da to samo i tobie, przyjmij ze wzgledu na Niego. A jesli ci nie daje, znos chetnie ten brak, o Nim tylko mysl i nie troszcz sie o to, kto pelni twoje uczynki, Bóg czy ty, bo jesli tylko On jest twoim celem, wówczas czy chce, czy nie, musi ich dokonywac.

Nie przejmuj sie tez tym, jakie usposobienie dal komus Bóg albo jaka mu w zyciu wyznacza droge. Gdybym byl tak dobry i swiety, ze musiano by mnie wyniesc na oltarz, ludzie dyskutowaliby i dociekali, co w tym tkwi, czy dzialala tu laska, czy natura i byliby ta sprawa zaniepokojeni. Takie postepowanie jest niesluszne. Pozwól Bogu w tobie dzialac, Jego uwazaj za sprawce dziela i nie troszcz sie o to, jak On to czyni, w sposób naturalny czy nadprzyrodzony. Do Niego przeciez nalezy tak samo natura, jak laska. Nie twoja to sprawa, jakie dzialanie bardziej Mu odpowiada albo tez czego dokonuje w tobie i w innych. Niech dziala tam i w taki sposób, jak Mu to odpowiada.

Pewien czlowiek chcial doprowadzic do swego ogrodu wode ze zródla i tak mówil: "Bylebym tylko mial wode, a wcale nie bede zwazal na rodzaj rynny, która mi ja bedzie doprowadzala; moze byc zelazna lub drewniana, z sekami czy tez rdza pokryta - bylebym tylko mial wode". Calkiem na odwrót postepuja ci, którzy sie martwia o to, w jaki sposób Bóg w nich dziala: z pomoca natury czy laski. Pozwól Mu tylko dzialac w sobie, a mozesz sie wyzbyc wszelkiego niepokoju.

Bo w jakiej mierze jestes w Bogu, w takiej samej cieszysz sie pokojem, a na ile poza Bogiem, na tyle bez pokoju. Jesli tylko cos jest w Bogu, ma tym samym i pokój. Na ile w Bogu, na tyle w pokoju. A czy jestes w Bogu, czy nie, znakiem bedzie dla ciebie pokój lub niepokój w tobie. Jesli gdzies jest w tobie niepokój, musi on tam byc, bo niepokój nie pochodzi od Boga, lecz od stworzen. W Bogu nie ma tez niczego, co by moglo w nas budzic lek, wszystko w Nim jest godne tylko milosci. Tak samo nie ma w Nim niczego, co by nas moglo zasmucac.

Kto ma wszystko, czego chce i czego sobie zyczy, tego udzialem jest radosc. Ale ma to tylko ten, kto swoja wole zlaczyl calkowicie z Boza. Niech nam Bóg udzieli takiego zjednoczenia. Amen.

---------

KSIEGA BOSKICH POCIESZEN


Wstep

Dzielko to nosi wprawdzie osobny tytul, Das Buch der göttlichen Tröstung, ale najczesciej bylo przepisywane i wydawane razem z kazaniem O czlowieku szlachetnym (Vom edlen Menschen) i wraz z nim nosilo wspólny tytul Liber benedictus albo Liber Benedictus Deus. Ten wspólny tytul uzasadniony jest nie tylko racjami historycznymi, ale równiez wewnetrznymi, a mianowicie podobna po czesci trescia obu dziel. Ich zlaczenie bylo zreszta zamierzone przez autora, który w Ksiedze Boskich pocieszen daje nastepujaca wskazówke: "O tym zas, w jaki sposób to co w duszy najbardziej wewnetrzne i najwyzsze, bierze i przyjmuje Syna Bozego oraz stawanie sie Nim z lona i z serca Ojca niebieskiego - na ten temat przeczytaj to, co po ukonczeniu tej ksiazki pisze o szlachetnym czlowieku, który wyruszyl w droge do dalekiego kraju, azeby posiasc królestwo i powrócic".

Autentycznosc tego dzielka poswiadczaja bezspornie tzw. Rechtfertigungsschrift oraz - w mniejszym zakresie - Orzeczenie wydane przez sedziów awinionskich i bulla Jana XXII. Pierwszy dokument przytacza trzynascie wyjetych z niego zdan zakwestionowanych przez cenzorów kolonskiej inkwizycji. Potwierdza ja nadto przeciwnik Eckharta, J. Wenck, profesor teologii w Heidelbergu, który odnosne teksty Orzeczenia przytacza w tlumaczeniu lacinskim w swoim skierowanym przeciwko Mikolajowi z Kuzy dziele De ignota litteratura.

Znacznie wiecej trudnosci nastrecza wskazanie dokladniejszej daty powstania obu tych pism. Próbowano ja ustalic odwolujac sie do kryteriów zewnetrznych i - zwlaszcza w nowszych publikacjach - wewnetrznych, opartych na zarysowujacej sie juz wyraznie chronologii innych dziel Eckharta.

Otóz z cytowanych wyzej wypowiedzi akt procesu awinionskiego i z tekstu J. Wencka wynika, ze Eckhart przeznaczyl Liber benedictus dla królowej Agnieszki Wegierskiej (ok. 1281-1364), córki Habsburga, Albrechta I, zamordowanego w 1308 roku. Z tego wlasnie faktu i na podstawie wydarzen z zycia adresatki obu dziel, Agnieszki, próbowano ustalic dokladniejsza date ich powstania. Niektórzy historycy przyjmowali, ze Eckhart napisal dla Agnieszki Ksiege Boskich pocieszen i O czlowieku szlachetnym (to ostatnie moze nawet do niej samej wyglosil), by tym sposobem przyniesc jej pocieche i podtrzymac na duchu po utracie ojca. W tym wypadku powstanie Liber benedictus nalezaloby umiescic w roku 1308 lub nastepnym - okres, w którym Eckhart jako wikariusz generala zakonu sprawowal rzady nad Osierocona prowincja czeska. Wedlug innych uczonych powstanie tych dwóch dziel trzeba wiazac raczej ze smiercia Elzbiety, matki Agnieszki, w roku 1313.

Z tymi hipotezami polemizuje K. Ruh. Opierajac sie glównie na kryteriach wewnetrznych, wysuwa, jako najbardziej prawdopodobna, date pózniejsza, a mianowicie rok 1318, gdy Agnieszka rozpoczela na pól zakonne zycie przy klasztorach franciszkanów i klarysek w Königsfelden (kanton Aargau), których wraz ze swa matka byla fundatorka. Wtedy to wlasnie zlozono tam doczesne szczatki Elzbiety. Ten zasluzony badacz zycia i dziel Mistrza z Hochheim wyklucza powstanie obu ksiag przed jego drugim paryskim magisterium, a wiec przed rokiem 1313. Nie pozwalaja na to wedlug niego, przeslanki doktrynalne, a mianowicie obecnosc w Liber benedictus watków zakladajacych juz istnienie glównego metafizycznego dziela Mistrza, Opus tripartitum, takich jak na przyklad analogia i jednoznacznosc.

Powstania Liber benedictus nie musi sia laczyc z tragiczna smiercia ojca Agnieszki lub utrata matki królowej. Nie mozna sia na jego stronicach doszukac niewyraznej nawet aluzji do tych wydarzen. Pocieszenia Eckhartowe nie sa adresowane do ludzi, którzy przezyli jakas osobista tragedie, lecz raczej do wszystkich pragnacych opuscic ten swiat i rozpoczac nowe zycie. Nie ma tu tez zadnej bezposredniej aluzji do adresatki ani do jakiejs szczególnej sytuacji z jej zycia. Wykluczyc raczej nalezy mozliwosc wygloszenia przez Mistrza z Hochheim kazania O czlowieku szlachetnym w obecnosci samej glównej adresatki w nie ukonczonym jeszcze wtedy franciszkanskim kosciele w Königsfelden. Zostalo ono najprawdopodobniej napisane i razem z Ksiega Boskich pocieszen przeslane adresatce, o czym swiadcza cytowane slowa tej Ksiegi: "gdzie pisze o czlowieku szlachetnym". Agnieszka, pozostajaca cale zycie, podobnie jak jej matka, w kregu wplywów franciszkanskich, nie musiala w ogóle znac dominikanina Eckharta. Totez decydujaca byla tu nie jego przynaleznosc zakonna, lecz slawa najwiekszego wówczas teologa i najwybitniejszego kaznodziei niemieckiego. Poza tym Eckhart, jako wikariusz generala dla prowincji Teutonii, rozwijal ozywiona dzialalnosc duszpasterska wsród zakonnic, miedzy innymi w okolicach Königsfelden. Sprawa zupelnie drugorzedna jest, za czyim posrednictwem Agnieszka, poruszona rozglosem Eckharta, nawiazala z nim kontakt; w gre moga tu wchodzic biskup Konstancji lub Strasburga.

Na przyjmowana przez K. Ruha date wskazywalby równiez pewien passus przy koncu Ksiegi Boskich pocieszen', który - jesli nie liczyc autoapologii wygloszonej w kosciele dominikanskim w 1327 roku w Kolonii i odpowiedzi na oskarzenia skierowane przeciw niemu w Awinionie - stanowia jedyna dluzsza zwarta obrone wlasnych pogladów, jaka mozemy znalezc w pismach Eckharta. Ustep ten ma wyrazny charakter apologetyczny. Kaznodzieja próbuje odpowiedziec na zarzut gloszenia prawd trudnych i wznioslych, teologicznych subtelnosci ludziom prostym, nieprzygotowanym do ich odbioru, co latwo moze prowadzic do nieporozumien i bledów.

Wydaje sie oczywiste, ze Eckhart nie zwraca sie z ta autoapologia do królowej Agnieszki, lecz do jakiegos innego kregu osób. Wedlug K. Ruha nie jest to bynajmniej przeciwnik fikcyjny, wprowadzony jako figura stylistyczna lub tez w przewidywaniu mozliwych zarzutów. Chodzi raczej o polemike z rzeczywistymi oskarzeniami, skierowanymi pod adresem innych jego wypowiedzi, prawdopodobnie nie z rozpraw naukowych, lecz z kazan mówionych w jezyku ojczystym, których gloszenie w okresie strasburskim nalezalo do jego podstawowych zadan. Zachowaly sie rzeczywiscie swiadectwa mówiace, ze jego kazania gloszone zakonnicom nie zawsze byly zrozumiale, a w niektórych wypadkach mogly nawet wzbudzic niepokoje, tam zwlaszcza gdzie zywe bylo dazenie do doskonalosci za pomoca wyszukanych, zbyt surowych nieraz praktyk ascetycznych. Eckhart wskazywal im te same niedoscigle idealy w zyciu duchowym, róznil sie natomiast od ogólu miejscowych duszpasterzy w zalecanych srodkach, kwestionowal mianowicie wartosc praktykowanych przez nie przesadnych umartwien oraz pogoni za wizjami i innymi szczególnymi laskami. Nietrudno sobie uzmyslowic, jak delikatny i konfliktowy charakter miala misja Eckharta jako wikariusza generala zakonu, a wiec czynnika ponadregionalnego. Namietny, zdecydowany styl jego wypowiedzi dowodzi, ze do takich konfliktów musialo rzeczywiscie dochodzic. Nieprzypadkowo tez Ksiega Boskich pocieszen posluzyla w Kolonii za punkt wyjscia postepowania inkwizycyjnego przeciw Eckhartowi.

Ta autoapologia ma jeszcze inny, ponadczasowy wydzwiek. Zdradza mianowicie przekonanie autora, ze prawde nalezy glosic w calej jej niedostepnej wznioslosci, bez wzgledu na to, czy sluchacze lub czytelnicy zdolni sa ja zrozumiec. Jesli nie rozumieja, wina lezy nie po stronie kaznodziei, lecz sluchaczy, którzy nie upodobnili sie jeszcze do prawdy przychodzacej wprost z serca Boga .

Jako rodzaj literacki Ksiega Boskich pocieszen nie stanowi wyjatku. Nalezy raczej do wielowiekowej tradycji literackiej, stawiajacej sobie za cel pocieszenie czlowieka dotknietego cierpieniem, która swa wzorcowa, czesto potem nasladowana realizacje znalazla w dziele O pociechach filozofii Boecjusza z poczatku szóstego wieku. Jednak nie z filozoficznych rozwazan Boecjusza chrzescijanscy pisarze czerpali przede wszystkim natchnienie. Obowiazek pocieszania wyplywa przeciez z samego serca Ewangelii, jako wazny element praktyki przykazania milosci blizniego. Apostol Pawel napomina wyraznie Rzymian: "Placzcie z tymi, którzy placza" (Rz 12, 15), a sw. Jakub przypomina ze: "Religijnosc czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraza sie w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach" (Jk l, 27). Wezwania Apostolów podejmowali od poczatku pisarze chrzescijanscy, napominajac w listach, dialogach, a nawet traktatach do okazywania milosci przez pocieszanie i wskazujac praktyczne reguly takiego postepowania. Miarodajna dla calego sredniowiecza byla tu Regula pasterska Grzegorza Wielkiego, który po stwierdzeniu, ze pocieszenie powinno byc w kazdej sytuacji inne, dostosowane do rodzaju cierpienia i stanu pocieszanej osoby, podaje kilkadziesiat odmiennych sytuacji.

W porównaniu z tym nurtem chrzescijanskiego pismiennictwa dzielo Eckharta wykazuje pewna zgodnosc, ale zarazem róznice tak znaczne, ze wielu komentatorów okreslalo je jako stojace zupelnie poza ta tradycja. Brak tu przede wszystkim istotnego z duszpasterskiego punktu widzenia odniesienia do konkretnej sytuacji czlowieka cierpiacego. Na pewno jednak tresc jego stanowia, zgodnie z zamierzeniem autora, pocieszenia i napomnienia. Nie brak wspomnianej zachety do "plakania z placzacymi", obecne sa tez motywy chrystologiczne, tak charakterystyczne dla tego typu literatury w XII i XIII wieku. Zwrócono natomiast uwage na nieobecnosc tematu wiary w zmartwychwstanie, która dla chrzescijanina miala zawsze zasadnicze znaczenie jako podstawowe zródlo pociechy w smutku i cierpieniu. I wreszcie jeden jeszcze rys charakterystyczny: Eckhart nie bylby soba, gdyby nie wskazywal na mistyczna jednosc z Bogiem jako na sytuacje, w której dopiero cierpienie moze zniknac calkowicie.

Zgodnie z podana na poczatku zapowiedzia, Eckhart swe uwagi o szukaniu pocieszenia w cierpieniu podzielil na trzy czesci. Najwiekszy ciezar gatunkowy ma pierwsza. W niej wlasnie znajdujemy zasady metafizyczne zgodne z Opus tripartitum, które tutaj sa przedstawione jako podstawa wszelkiej pociechy. Jest to metafizyka jednosci. Na przykladzie dobroci, rozumianej jako transcendentalna wlasciwosc bytu, Eckhart formuluje zasade analogii obowiazujaca w orzekaniu o Stwórcy i stworzeniach. Pózniej broniac sie na procesie awinionskim wyjasni, ze jednosc miedzy Bogiem a czlowiekiem jest tozsamoscia w dzialaniu, jednoscia procesu, w którym tworzenie czegos i stawanie sie jakiejs rzeczy stanowia jedna i te sama rzeczywistosc. Tym samym jest, na przyklad, "widziec" i "byc widzianym", budowanie domu i jego powstawanie. Podobnie jedna i ta sama rzeczywistoscia jest, wedlug Eckharta, dobry jako dobry i owa transcendentalna dobroc, która on otrzymuje. Czesto powtarzane w tym kontekscie "jako" okazuje sie tu slowem kluczowym. Wzorem jednosci dobrego z dobrocia jest jednosc Ojca i Syna w Trójcy Swietej. W jaki jednak sposób w tych metafizycznych rozwazaniach Eckhart dostrzega podstawe pocieszania cierpiacego czlowieka? Otóz "w Bogu nie ma smutku, bólu ani troski", stad: "Jesli pragniesz sie uwolnic od wszelkiej troski i cierpienia, zwróc sie czystym sercem ku Bogu i Jego samego sie trzymaj".

Róznica miedzy uczynkami zewnetrznymi a wewnetrznymi, o której wspomina juz w pierwszej czesci, jest szeroko omówiona w drugiej. Zgodnie z zapowiedzia znajdujemy w niej okolo trzydziestu pouczen sluzacych pocieszeniu czlowieka w doznawanych dolegliwosciach. Ta czesc ma charakter o wiele bardziej praktyczny i jest niemal zupelnie wolna od spekulacji czesci poprzedniej. Niektóre zamieszczone w niej pocieszenia stanowia wyraz ogólnej ludzkiej madrosci, która jesli nawet nie jest w stanie ustrzec calkowicie czlowieka przed cierpieniem, moze jednak znacznie je zlagodzic. Sa to przewaznie wskazówki mówiace, w jaki sposób mamy sie wewnetrznie ustosunkowac do zródel cierpienia. Niejednokrotnie Eckhart odwoluje sie tu do uznanych, poganskich nawet autorytetów, na przyklad do Seneki. W sumie jednak pouczenia tej czesci maja gleboko chrzescijanski, teocentryczny charakter i sprowadzaja sie do wlasciwego ukierunkowania ludzkiego serca, a wiec do wychowania milosci, tak zeby w czlowieku nie bylo nieuporzadkowanego przywiazania do stworzen - przyczyny wszelkiego cierpienia. "Dobremu - powiada Eckhart - nie pociecha, lecz meczarnia powinno sie stawac wszystko, co obce i nierówne Bogu, i co nie jest Nim samym". W tej wlasnie czesci kilkakrotnie pojawia sie tez watek chrystologiczny, nie tylko w powolywaniu sie na Chrystusa, zwlaszcza na Jego slowa o koniecznosci opuszczenia wszystkiego i brania na siebie krzyza, ale wtedy zwlaszcza, gdy mówi o Synu Bozym, który z milosci ku nam stal sie czlowiekiem, aby móc z nami wspólcierpiec. Kto potrafi zachowac w cierpieniu wlasciwa postawe, temu przestaje ono byc bólem - przeciwnie, staje sie rozkosza, bo gdzie cierpienie, tam i Bóg, a gdzie Bóg, tam nie ma bólu. Eckhart czyni tu swoja wlasna prosbe sw. Bernarda: "Panie, jesli Ty jestes z nami w cierpieniu, daj mi nieustannie cierpiec, azebys zawsze byl ze mna, a ja zebym zawsze Ciebie posiadal". W ten sposób wlacza sie w staly, a od sw. Bernarda dominujacy watek chrzescijanskiej duchowosci cierpienia.

I w tej jednak czesci doszedl do glosu tak charakterystyczny dla mistycznej doktryny Eckharta motyw jednosci, któremu poswieca dluzszy ustep. Po obszerniejszym wywodzie na temat Trójcy Swietej, w której Jeden, czyli Bóg Ojciec jest Poczatkiem bez poczatku i Zródlem Syna i Ducha Swietego, Eckhart mówi, ze od Jednego wyszla równiez dusza, a kiedy sie ona uwolni od stworzen, Syn unosi ja ku Bogu - tajemnej Jednosci. "Ani to co przyciaga (Bóg), ani to co jest przyciagane, nie moze zaznac spoczynku ni zadowolenia, jak dlugo nie stana sie jednym". I dopiero w tej jednosci czlowiek znajduje prawdziwa pocieche.

W porównaniu z pozostalymi czesciami druga jest nieproporcjonalnie dluga. Z opowiedzianych w ostatniej czesci "czynów i slów medrców" doswiadczonych cierpieniem jedne dotycza faktów zaczerpnietych z Pisma Swietego, jak na przyklad meczenstwo Machabeuszów, inne - o kupcu i rycerzu na przyklad, maja charakter bardziej ogólnikowy. Te trzecia czesc autor potraktowal po macoszemu, gdyz wspomniane przyklady zajmuja niespelna trzy - stronice.

Cala Ksiege konczy omówiona juz wyzej autoapologia.


Ksiega Boskich pocieszen

Benedictus deus et pater domini nostri Jesu Christi etc.
(2 Kor 1, 3)

Szlachetny Apostol Pawel mówi: "Blogoslawiony niech bedzie Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa, Ojciec milosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, który pociesza nas w kazdym naszym udreczeniu" (2 Kor l, 3-4). Istnieja trzy rodzaje udreki, które spadaja na czlowieka i gnebia go na tym padole lez. Jeden pochodzi ze szkód przez niego ponoszonych w dobrach zewnetrznych, drugi - z tych których doznaja jego krewni i przyjaciele, zródlem trzeciego rodzaju sa lekcewazenie, przykrosci oraz cierpienia fizyczne i duchowe, jakich on sam doswiadcza.

Dlatego tez w tej ksiedze zamierzam podac garsc pouczen, z których czlowiek moze zaczerpnac pocieche w doznawanych przykrosciach, w smutku i cierpieniu. Ma ona trzy czesci. W pierwszej zawarte sa rozmaite prawdy, z których czlowiek moze latwo wyprowadzic wnioski dajace pelna pocieche w kazdym cierpieniu. Dalej znajduja sie, zebrane w okolo trzydziestu punktach, pouczenia, w których kazdy moze znalezc prawdziwa, gleboka pocieche. Trzecia wreszcie czesc tej ksiegi zawiera przyklady czynów i slów medrców, dokonanych czy wypowiedzianych, wtedy kiedy sami oni doswiadczali cierpien.

I

1. Po pierwsze, wiedziec nalezy, ze madry i madrosc, prawdziwy i prawda, sprawiedliwy i sprawiedliwosc, dobry i dobroc odnosza sie wzajemnie do siebie i w nastepujacym pozostaja stosunku: Dobroc nie jest stworzona, uczyniona, ani zrodzona, jest natomiast rodzaca i rodzi dobrego, on zas jako taki nie jest stworzony ani uczyniony, lecz jest zrodzonym dzieckiem i synem dobroci. Dobroc rodzi w dobrym siebie sama i wszystko, czym ona jest: przelewa wen byt, wiedze, milosc i dzialanie, on zas otrzymuje w calosci swój byt, wiedze, milosc i dzialanie wprost z serca, z najglebszego wnetrza dobroci i tylko od niej. Dobry i dobroc stanowia jedna i te sama dobroc, jedno pod kazdym wzgledem, wyjawszy przeciwstawienie: rodzenie - rodzenie sie. Niemnie rodzenie bedace funkcja dobroci i rodzenie sie dobrego stanowia absolutnie jeden byt i jedno zycie. Wszystko, czym dobry jest, otrzymuje to od dobroci i w niej. Tam istnieje, zyje i mieszka. Tam poznaje siebie samego i wszystko inne oraz kocha wszystko, co stanowi przedmiot jego milosci. W dobroci tez i przez nia dziala, ta zas wszystkich swoich uczynków dokonuje wraz z nim i w nim, zgodnie ze slowami Syna zapisanymi w Ewangelii: "Ojciec, który przebywa i mieszka we Mnie, dokonuje dziel" (J 14, 10); "Ojciec dziala az do tego czasu i Ja dzialam" (J 5, 17); "Wszystko co ma Ojciec, Moje jest, a wszystko co mam Ja i Moi, nalezy do Niego: Jego jest w dawaniu, Moje w przyjmowaniu" (J 17, 7-10).

Wiedziec nastepnie nalezy, ze kiedy mówimy o "dobrym", nazwa ta lub slowo nie oznacza i nie zawiera nic innego - ani mniej, ani wiecej - tylko sama czysta dobroc, z tym zastrzezeniem, ze dobroc te rozumiemy jako dajaca sie (rodzaca). Gdy mówimy o dobrym, rozumiemy, ze jego "bycie dobrym" dala mu, wlala, zrodzila w nim Dobroc niezrodzona. Dlatego Ewangelia mówi: "Jak Ojciec ma w sobie zycie, tak tez dal je Synowi, azeby i On mial je w sobie" (J 5, 26). Nie mówi: "od siebie", lecz: "w sobie" - bo dal Mu je Ojciec.

Wszystko co powiedzialem o dobrym i dobroci, odnosi sie równiez do prawdziwego i prawdy, sprawiedliwego i sprawiedliwosci, madrego i madrosci, Syna Bozego i Boga Ojca, do wszystkiego co sia narodzilo z Ojca i nie ma Ojca na ziemi, wszystkiego w czym sie nie rodzi tez nic stworzonego, nic nie-Bozego, w czym nie ma zadnego obrazu poza samym czystym Bogiem. Sw. Jan. tak mówi w Ewangelii: "Tym wszystkim, którzy sie nie narodzili z krwi, z zadzy ciala ni z woli meza, dana zostala wladza i moc, aby sie stali Synami Bozymi" (J l, 12).

Przez "krew" rozumie on wszystko, co w czlowieku nie jest poddane jego woli. Przez "zadze ciala" - wszystko co wprawdzie poddaje sie jego woli, ale niechetnie i z oporem, co ulega pozadliwosci ciala, co nie jest w samej tylko duszy, lecz nalezy równoczesnie do niej i do ciala, w nastepstwie czego te wladze duszy latwo sie mecza, slabna i starzeja. Przez "wole meza" sw. Jan rozumie najwyzsze wladze duszy, te których natura i dzialanie nie mieszaja sie z cialem, które przebywaja w czystosci duszy i sa oddzielone od czasu i przestrzeni oraz od wszystkiego, co z nim zwiazane i ich ma smak, które z niczym nie maja nic wspólnego, w których czlowiek, uksztaltowany na wzór Boga, z Jego sie wywodzi pokolenia i rodu. Ale poniewaz nie sa samym Bogiem, poniewaz zostaly stworzone w duszy i wraz z nia, dlatego musza stracic wlasny ksztalt, w samym Bogu nabyc nowy i narodzic sie w Nim i z Niego po to, by On sam byl ich Ojcem; wtedy bowiem równiez one sa Synami Bozymi i Jednorodzonym Synem Bozym. Bo tego wszystkiego jestem synem, co mnie ksztaltuje i rodzi wedlug siebie samego i w sobie, na wlasne podobienstwo. Na ile taki czlowiek, Syn Bozy, dobry jako syn dobroci, sprawiedliwy jako syn sprawiedliwosci, jej tylko jest synem, na tyle ona jest niezrodzona-rodzaca, a jej zrodzony syn ma ten sam byt co ona i wchodzi w posiadanie tego wszystkiego, co jest wlasciwe sprawiedliwosci i prawdzie.

Z calej tej nauki, zawartej w Ewangelii i w sposób pewny poznawanej w naturalnym swietle rozumnej duszy, czlowiek czerpie prawdziwa pociecha w kazdym cierpieniu.

Sw. Augustyn powiada: dla Boga nic nie jest dalekie ani dlugie. Jesli chcesz, zeby równiez dla ciebie nic nie bylo dalekie ani dlugie, przylgnij do Boga, bo u Niego tysiac lat sa jako jeden dzien, ten który jest dzisiaj. Tak samo mówie i ja: W Bogu nie ma smutku, bólu ani troski. Jesli pragniesz sie uwolnic od wszelkiej troski i cierpienia, zwróc sie czystym sercem ku Niemu i Jego samego sie trzymaj. Wszelkie cierpienie rodzi sie niewatpliwie z tego, ze nie jestes zwrócony jedynie ku Bogu. Gdybys sie narodzil z samej sprawiedliwosci i mial wylacznie jej forme, wówczas zadna rzecz nie moglaby ci zadac bólu, tak samo jak sprawiedliwosc nie moze sprawic bólu Bogu. Salomon powiada: "Sprawiedliwego nie zasmuci zadna przeciwnosc" (Prz 12, 21). Nie mówi: "sprawiedliwego czlowieka" ani "sprawiedliwego aniola", ani tego lub tamtego, lecz: "sprawiedliwego". To, co w jakis sposób stanowi wlasnosc sprawiedliwego, a w szczególnosci to dzieki czemu nalezy do niego sprawiedliwosc i on sam jest sprawiedliwy, wszystko to jest synem, ma ojca na ziemi, jest stworzeniem i zostalo stworzone i uczynione, poniewaz jego ojcem jest stworzenie - uczynione lub stworzone. Samo natomiast czyste "sprawiedliwe" nie ma ojca uczynionego i stworzonego, Bóg i sprawiedliwosc stanowia doskonale jedno, a ona jest jego (to jest tego sprawiedliwego) jedynym ojcem. I dlatego ból i zmartwienie nie maja przystepu do sprawiedliwego tak samo, jak nie maja go do Boga. Sprawiedliwosc nie moze mu sprawiac najmniejszego bólu, poniewaz niczego w niej nie ma poza radoscia, weselem i rozkosza. Poza tym: gdyby sprawiedliwosc zadawala ból sprawiedliwemu, zadawalaby go równiez samej sobie. Nic nierównego ani niesprawiedliwego, nic uczynionego ani stworzonego nie jest w stanie sprawic bólu sprawiedliwemu; bo wszystko co stworzone, znajduje sie pod nim, i to równie gleboko jak pod Bogiem; nie oddzialuje to nan ani nie wywiera zadnego wplywu i nie rodzi niczego w tym, kto za ojca ma jedynie Boga. Dlatego niech czlowiek z cala gorliwoscia uwalnia sie od siebie samego i wszelkich stworzen oraz Boga ma za jedynego swego ojca. A wtedy nic nie sprawi mu bólu ani go nie zasmuci: ani Bóg, ani stworzenie, ani niestworzone, ani to co zostalo stworzone; caly jego byt, zycie, poznanie i milosc beda z Boga i w Bogu, beda samym Bogiem.



dalej


strona główna
(23kB)