(23kB)
strona główna


 

 

OSHO

TECHNIKI MEDYTACYJNE

PORADNIK PRAKTYCZNY

 

WPROWADZENIE

Niniejsza ksiazka jest zbiorem technik medytacyjnych, które Osho przekazywal w ciagu wielu lat; sa tu tez fragmenty i cytaty z ksiazek zawierajacych jego poranne wyklady i wieczorne darshany.

Niektóre z podanych tu technik (Vipassana, Nadabrahma, wirowanie) od wieków znane sa medytujacym wielu tradycji. Inne (medytacja dynamiczna, Kundalini, Gourishankar) odzwierciedlaja i madrosc tych tradycji i odkrycia wspólczesnej psychologii; stanowia niepowtarzalna recepte Osho sluzaca zaspokojeniu potrzeb czlowieka wspólczesnego. Razem tworzy to rzadka okazje spozytkowania przez nas wszystkich naszych wysilków w docieraniu do tu i teraz i odnajdywaniu siebie.

Zdaniem Osho, tak jak i zdaniem wszystkich buddów na przestrzeni wieków, stajemy sie naprawde medytujacymi dopiero wtedy, gdy te wszystkie techniki staja sie bezuzyteczne i dopiero wtedy, gdy caly wysilek dobiega kresu - wtedy widzimy, ze to odlegle tu i teraz jest po prostu tutaj, teraz.

A do tej pory tancz! Smiej sie i spiewaj, biegaj, skacz i krzycz, siedz i patrz nieruchomym wzrokiem, zyj, kochaj i módl sie przy tych pieknych medytacjach, od switu do nocy. I nie pozwól, by codzienne czynnosci byly wymówka, by w nie wchodzic i nie eksperymentowac. Uklad ksiazki zgodny jest z porami zalecanymi przez Osho, ale to tylko sugestia, nie sztywno ustalone ramy. Nieporównanie lepiej jest robic medytacje dynamiczna wieczorem niz wcale jej nie robic. A jesli praca ci na to pozwala, mozesz spiewac i tanczyc przez caly dzien!

Traktuj medytacje jako przygode, a ta ksiazka niech bedzie dla ciebie w niej przewodnikiem.

SLOWO WSTEPNE

Osho opracowal zapewne wiecej technik sluzacych przebudzeniu czlowieka na wlasna wewnetrzna nature niz jakikolwiek inny Mistrz. Niniejsza ksiazka, zawierajaca techniki medytacyjne, jest znaczaca, choc niewielka, czescia jego metod. Osho dysponuje niezwyklym drygiem do przemieniania zwyczajnych, codziennych sytuacji - zycia, pracy, relacji z ludzmi - w takie, w których mozemy stac sie bardziej swiadomi.

Ale techniki moga doprowadzic nas tylko do pewnego miejsca. Bez wzgledu na to, jakich metod uzywaja Mistrzowie, to zywa obecnosc Mistrza, jego wglad, przenikliwosc jego postrzegania, sprawiaja, ze dana metoda dziala. Mistrz widzi czy jakas metoda jest dla kogos odpowiednia - czas, sytuacje. Gdy Mistrz nie zyje, albo gdy inni próbuja imitowac metody Mistrza, staja sie one pustymi rytualami, zabalsamowanymi zwlokami odrobine tylko przypominajacymi zycie.

I Mistrz nie tylko widzi czy jakas metoda jest odpowiednia, jest w tym cos jeszcze. Kiedy spotykamy oswieconego Mistrza, nastepuje pewna alchemia - rodzi sie w nas intuicyjne poznanie, ze - tak, ten czlowiek przedstawia soba kulminacje naszych wlasnych najwyzszych mozliwosci, ze mozemy byc tym, czym on jest. Mistrz dziala wiec jak katalizator majacy przebudzic w nas ufnosc w nasz wlasny rozkwit. Ta ufnosc wystarcza, bysmy wyruszyli na sciezke.

W istocie rzeczy nie ma jednej tylko sciezki, choc cel jest taki sam. Kazdy z nas jest niepowtarzalny i dla kazdego z nas istnieje inna metoda sluzaca wejsciu do wewnatrz.

Wielkim wkladem Osho jest to, ze mozemy dzialac z totalnym rozumieniem zlozonosci czlowieka dwudziestego wieku. Dal nam on perspektywe, z której mozemy wybierac sposród mnóstwa metod. Nie ma u niego dogmatycznych ram, do których wszystko musi pasowac. Wykorzystuje sie wszystko, co tylko dziala, co tylko powieksza nasza swiadomosc - jakies pradawne cwiczenia jogiczne, najnowsze terapie z Kalifornii, czy tez jego wlasne, niepowtarzalne metody.

Osho stwierdzil:

Cale to zycie jest wyzwaniem dla wzrastania. Jest to prawdziwa religia a tez i prawdziwa psychologia - bo prawdziwa religia nie moze byc niczym innym, jak prawdziwa psychologia. Nazywam te psychologie „psychologia buddów”. Rzuci ci ona wielkie wyzwanie stania sie czyms wiecej niz jestes. Da ci boskie niezadowolenie. Rozpali cie pragnieniem wznoszenia coraz wyzej i wyzej - nie wyzej od innych, ale wyzej od samego siebie.

NAJWIEKSZA RADOSC W ZYCIU

Co to jest medytacja?

Medytacja to stan nie-umyslu. Medytacja to stan czystej swiadomosci bez zadnej zawartosci. Zazwyczaj swiadomosc jest zapelniona smieciami, przypomina lustro okryte kurzem. Umysl to ciagly ruch - poruszaja sie mysli, poruszaja sie pragnienia, poruszaja sie wspomnienia, poruszaja sie ambicje - nieprzerwany ruch! Dzien po dniu. Umysl funkcjonuje nawet gdy spisz - sni. Wciaz mysli, wciaz jest w zmartwieniach i niepokojach. Przygotowuje sie do nastepnego dnia, tocza sie podziemne przygotowania.

To nie jest stan medytacji. Medytacja jest cos dokladnie odwrotnego. Gdy nie ma ruchu i myslenie ustalo, nie porusza sie zadna mysl, nie wzbudza sie zadne pragnienie, gdy jestes calkowicie wyciszony - to wyciszenie jest medytacja, i w tym wyciszeniu poznaje sie prawde, nigdy inaczej. Medytacja to stan nie-umyslu.

A do medytacji nie dotrzesz przez umysl, gdyz umysl sam siebie napedza. Do medytacji mozna dotrzec tylko odstawiajac umysl na bok, bedac spokojnym, obojetnym, nieutozsamionym z umyslem; widzac przechodzacy umysl, ale nie utozsamiajac sie z nim, nie myslac, ze „ja nim jestem”.

Medytacja jest swiadomoscia „ja to nie umysl”. Gdy ta swiadomosc wejdzie coraz glebiej, powoli, powoli, pojawia sie chwile - chwile wyciszenia, chwile czystej przestrzeni, chwile przezroczystosci, chwile, gdy nic sie w tobie nie wzbudza i wszystko jest nieruchome. W tych chwilach ciszy poznasz kim jestes - i poznasz tajemnice tej egzystencji.

Przychodzi pewien dzien, dzien wielkiego blogoslawienstwa, gdy medytacja staje sie dla ciebie stanem naturalnym.

Umysl to cos nienaturalnego - nigdy nie bedzie twoim stanem naturalnym. Ale medytacja to stan naturalny - który zatracilismy. Jest to raj utracony, ale raj, który mozna odzyskac. Spojrzyj w oczy dziecka - spojrzyj, a zobaczysz ogromne wyciszenie, niewinnosc. Kazde dziecko przychodzi w stanie medytacji, ale musi byc wprowadzone w zwyczaje spoleczenstwa - musi byc nauczone myslenia, kalkulowania, rozumowania, argumentowania; musi byc nauczone slów, jezyka, koncepcji, i powoli, stopniowo, traci kontakt ze swoja niewinnoscia. Staje sie skazone, zanieczyszczone spoleczenstwem. Staje sie wydajna maszyna; juz nie jest czlowiekiem.

Jedynym, czego potrzeba, jest odzyskanie tej przestrzeni. Juz jej zaznales, gdy wiec po raz pierwszy zaznasz medytacji, bedziesz zaskoczony - pojawi sie w tobie wielkie odczucie jakbys juz to znal. I to odczucie jest prawdziwe - juz to znasz. Zapomniales. Diament zagubil sie w stercie smieci. Ale jesli zdolasz go odkryc, znajdziesz ten diament ponownie - jest twój.

Tak naprawde nie mozna go utracic, mozna go tylko zapomniec. Rodzimy sie jako ludzie medytujacy, ale potem uczymy sie nawyków umyslu. Ale nasza prawdziwa natura pozostaje ukryta gdzies w glebi, niczym podziemny strumien. Któregos dnia - wystarczy nieco kopania - stwierdzisz, ze to zródlo wciaz bije, zródlo swiezych wód. A znalezienie go jest najwieksza radoscia w zyciu.

Medytacja to nie koncentracja

Medytacja to nie koncentracja. W koncentracji jest jazn, która sie koncentruje, i jest przedmiot koncentracji. Jest dualizm. W medytacji nie ma nikogo wewnatrz i nie ma niczego na zewnatrz. To nie jest koncentracja. Nie ma podzialu na wnetrze i zewnetrze. Wnetrze plynie w zewnetrzu, zewnetrze plynie we wnetrzu. Przestaje istniec rozdzial, granica, kres. Wnetrze jest na zewnatrz, zewnetrze jest wewnatrz; jest to swiadomosc nie-dualistyczna.

Koncentracja jest swiadomoscia dualistyczna. Dlatego koncentracja powoduje zmeczenie, dlatego gdy sie koncentrujesz, czujesz sie wyczerpany. A nie mozesz koncentrowac sie przez 24 godziny, musisz skorzystac z wakacji, odpoczac. Koncentracja nie moze stac sie twoja natura. Medytacja nie meczy, medytacja nie wyczerpuje. Medytacja moze stac sie czyms na cala dobe - dzien w dzien, rok w rok. Moze stac sie wiecznoscia. Sama w sobie jest odprezeniem.

 

Pierwsza rzecza jest poznanie medytacji. Wszystko inne jest wtórne. Nie moge ci powiedziec, ze powinienes medytowac, moge ci tylko wyjasnic co to jest. Jesli mnie zrozumiesz jestes w medytacji - nie ma w tym zadnego nakazu. Jesli mnie nie zrozumiesz nie bedziesz w medytacji.

 

Koncentracja to dzialanie, dzialanie woli. Medytacja to stan bez woli, stan nie-dzialania. To odprezenie. Po prostu zapadasz sie we wlasne istnienie, a to istnienie jest tym samym co bycie Wszystkim. W koncentracji umysl funkcjonuje na podstawie wniosku - cos robisz. Koncentracja wynika z przeszlosci. W medytacji nie kryje sie zaden wniosek. Nie robisz nic konkretnego, po prostu jestes. Nie ma w tym przeszlosci, jest to nieskazone przeszloscia. Nie ma w tym przyszlosci, jest to czyste od wszelkiej przyszlosci, I to Lao Tzu nazywa wei-wu-wei - dzialaniem przez nie-dzialanie. Tak mówia mistrzowie zenu - siedze w ciszy, nic nie robie, przychodzi wiosna i trawa sama rosnie. Pamietaj: sama - niczego sie nie robi. Nie wyciagasz trawy - wiosna przychodzi i trawa sama rosnie. Ten stan - gdy pozwalasz zyciu plynac wlasnym nurtem, gdy nie chcesz kierowac, gdy w zaden sposób nie chcesz go kontrolowac, gdy nie manipulujesz, gdy nie narzucasz zadnej dyscypliny - ten stan czystej niezdyscyplinowanej spontanicznosci to wlasnie medytacja.

Medytacja jest w terazniejszosci, czystej terazniejszosci. Medytacja jest natychmiastowoscia. Nie mozesz medytowac, w medytacji mozesz byc. Nie mozesz byc w koncentracji, mozesz sie koncentrowac. Koncentracja to cos ludzkiego, medytacja to cos boskiego.

Wybieranie medytacji

Od samego poczatku znajdz cos, co do ciebie przemawia.

Medytacja nie powinna byc narzuconym wysilkiem. Jesli bedzie narzucona, od samego poczatku skazana jest na niepowodzenie. Cos narzuconego nie uczyni cie naturalnym. Nie potrzeba tworzyc zbednego konfliktu. Trzeba to zrozumiec, gdyz umysl ma naturalna sklonnosc do medytowania - jesli dasz mu cos, co do niego przemawia jesli jestes ukierunkowany na cialo, sa sposoby dotarcia do Boga przez cialo, poniewaz cialo równiez nalezy do Boga. Jesli czujesz, ze jestes ukierunkowany na serce - modlitwa. Jesli czujesz, ze jestes ukierunkowany na intelekt - medytacja.

Ale moje medytacje sa w pewnej mierze odmienne. Staralem sie opracowac metody, które moga byc wykorzystywane przez wszystkie trzy typy. Wiele sie w nich korzysta z ciala, wiele z serca i wiele z inteligencji. Wszystkie trzy elementy sa ze soba polaczone i na róznych ludzi w rózny sposób oddzialywuja.

Cialo, serce, umysl - wszystkie moje medytacje ida w tym samym kierunku. Zaczynaja od ciala, ida przez serce, docieraja do umyslu, a potem wykraczaja dalej.

Zawsze pamietaj - to, co lubisz, moze wejsc w ciebie gleboko; tylko to moze wejsc w ciebie gleboko. Lubienie oznacza po prostu, ze to cos ci odpowiada. Rytm tego jest z toba w harmonii; miedzy toba i ta metoda jest jakas subtelna harmonia. Gdy polubisz jakas metode, nie stawaj sie wobec niej skapy - wejdz w nia na tyle, na ile zdolasz. Mozesz robic ja raz dziennie, lub - o ile to mozliwe - dwa razy dziennie. Im wiecej bedziesz ja robil, tym bardziej ja polubisz. Porzucaj dana metode dopiero gdy zniknie radosc - wtedy to, co miala ona zrobic, zostalo zrobione. Szukaj innej metody. Zadna metoda nie moze doprowadzic do samego konca. W tej podrózy wiele razy bedziesz musial przesiadac sie z pociagu na pociag. Dana metoda doprowadzi cie tylko do jednego stanu. Poza nim nie bedzie przydatna, juz sie spelnila.

O dwóch rzeczach trzeba wiec pamietac - gdy polubisz jakas metode, wejdz w nia tak gleboko, jak jest to mozliwe, ale nigdy nie stawaj sie od niej uzalezniony, bo pewnego dnia bedziesz i ja musial porzucic. Jesli za bardzo sie od niej uzaleznisz, stanie sie czyms w rodzaju narkotyku - nie mozesz jej zostawic. Przestanie cie cieszyc - nic ci nie daje, a stala sie nawykiem. Wtedy mozna w niej trwac, ale krecisz sie w kólko; dalej nie moze cie ona poprowadzic.

Niech wiec radosc bedzie tym wyznacznikiem. Jesli jest radosc, trwaj w niej, trwaj do ostatniej drobiny radosci. Trzeba wycisnac ja do samego konca. Nie wolno zostawic ani odrobiny tego soku... ani jednej kropli. A potem zdobadz sie na porzucenie jej. Wybierz jakas inna metode, która znów daje ci radosc. Wiele razy trzeba bedzie dokonywac takich zmian. Zalezy to od czlowieka, a bardzo rzadko zdarza sie tak, zeby jedna metoda wystarczyla na cala podróz Nie potrzeba robic wielu medytacji, gdyz mozesz robic cos, co wprowadzi zamieszanie, co jest sprzeczne, i pojawi sie ból.

Wybierz dwie medytacje i trzymaj sie ich. A tak naprawde chce, zebys wybral jedna - tak byloby najlepiej. Lepiej jest powtarzac wiele razy to jedno, co ci odpowiada. Wtedy wejdzie to coraz glebiej. Próbujesz tylu rzeczy - jednego dnia próbujesz jednego, drugiego dnia czegos innego, i wymyslasz cos swojego - a wtedy mozesz wprowadzic wiele zamieszania. W ksiedze tantry jest sto dwanascie medytacji. Mozna zwariowac! Juz jestes zwariowany!

Medytacje to nie zabawa. Czasem moga byc niebezpieczne. Bawisz sie z subtelnym, bardzo subtelnym mechanizmem umyslu. Czasem cos drobnego, co robiles, a z czego nie zdawales sobie sprawy, moze stac sie niebezpieczne. Dlatego nie próbuj niczego wymyslac i nie rób swoich wlasnych pomieszanych medytacji. Wybierz dwie i po prostu próbuj ich przez kilka tygodni.

Stwarzanie przestrzeni do medytacji

Jesli zdolasz stworzyc jakies specjalne miejsce - mala swiatynie czy zakatek domu - gdzie mozesz medytowac codziennie, nie uzywaj tego zakatka do zadnego innego celu, poniewaz kazdy cel ma wlasna wibracje. Wykorzystuj ten zakatek tylko do medytacji i niczego innego. Ten zakatek naladuje sie i bedzie co dnia czekal na ciebie. Ten zakatek bedzie cie wspieral, to otoczenie stworzy pewna wibracje, szczególna atmosfere, w której z wieksza latwoscia mozesz wchodzic coraz glebiej. To dlatego tworzono swiatynie, koscioly i meczety - po to wlasnie, by miec miejsce istniejace tylko dla modlitwy i medytacji.

Jezeli mozesz wybrac do medytacji stala pore, to takze bedzie wielka pomoca, bo cialo, umysl, to mechanizm. Jesli jadasz co dzien o tej samej porze, o tej wlasnie porze cialo zaczyna wolac jesc. Czasem mozesz nawet robic mu numery. Jesli jadasz o pierwszej i na zegarze jest akurat pierwsza, jestes glodny - nawet jesli zegar wskazuje niewlasciwa godzine i jest dopiero jedenasta czy dwunasta. Patrzysz na zegar wskazujacy pierwsza i nagle czujesz w srodku glód. Twoje cialo to mechanizm.

 

Gdy mówie „medytuj”, wiem ze przez medytacje nikt nie dociera; ale przez medytacje docierasz do miejsca, gdzie zadna medytacja nie jest mozliwa.

 

Takze twój umysl jest mechanizmem. Medytuj codziennie w tym samym miejscu, o tej samej porze, a stworzy to w ciele i umysle glód medytacji. Codziennie o tej wlasnie porze twoje cialo i umysl beda domagac sie, abys wszedl w medytacje. Bedzie to pomocne. Tworzy sie w tobie przestrzen, która staje sie glodem, pragnieniem.

Na poczatku jest to bardzo dobre. Póki nie jestes tu, gdzie medytacja stala sie naturalna i mozesz medytowac gdziekolwiek, w dowolnym miejscu, o dowolnej porze - dotad wykorzystuj te mechaniczne srodki ciala i umyslu jako pomoc.

Daje ci to pewien klimat - gasisz swiatlo, w pokoju palisz jakies kadzidlo, zakladasz okreslony strój, jestes na pewnej wysokosci, masz pewna miekkosc, masz dywan jednego rodzaju, przyjmujesz jakas pozycje. Wszystko to pomaga, ale niczego nie jest powodem. Jesli ktos inny zachowa sie tak samo, moze to byc przeszkoda. Kazdy powinien znalezc swój wlasny rytual. Rytual ma ci tylko pomóc w rozluznieniu sie i czekaniu. A kiedy jestes rozluzniony i czekasz, (o sie dzieje; tak, jak sen - Bóg do ciebie przychodzi. Tak, jak milosc - Bóg do ciebie przychodzi. Nie mozesz sprawic tego wola, nie mozesz tego wymusic.

 

Badz rozluzniony i naturalny

Mozna byc obsesyjnie opetanym przez medytacje, i obsesja jest problemem - byles opetany pieniedzmi, teraz jestes opetany medytacja. Pieniadze nie sa problemem, obsesyjne opetanie jest problemem. Byles opetany przez handel, teraz jestes opetany przez Boga. Nie handel jest problemem, ale obsesja. Trzeba byc luznym i naturalnym, przez nic nie opetanym, ani przez umysl, ani przez medytacje. Tylko wtedy - kiedy jestes bez zajecia, bez obsesji, gdy plyniesz - zdarza sie to Najwyzsze.

 

 

SWIT
smiech, ruch, katharsis

Medytacja smiechu

Kazdego ranka, po przebudzeniu, zanim otworzysz oczy, przeciagnij sie jak kot. Rozciagnij kazde wlókienko ciala. Po 3-4 minutach, nadal z zamknietymi oczami, zacznij sie smiac. Przez piec minut po prostu sie smiej. Poczatkowo bedziesz to robil, ale wkrótce odglosy twoich usilowan wywolaja szczery smiech. Zatrac sie w tym smiechu. Moze minie kilka dni zanim nastapi to naprawde, tak bardzo jestesmy nieprzyzwyczajeni do tego zjawiska. Ale szybko stanie sie to spontaniczne i zmieni caly twój dzien.

Tym którzy maja trudnosci z totalnym smiechem, lub czuja ze ich smiech jest falszywy, Osho sugeruje prosta technike:

Rankiem, wczesnie, przed zjedzeniem czegokolwiek, wypij prawie wiadro wody - cieplej, z rozpuszczona sola. Wypij ja, i zrób to szybko, inaczej nie zdolasz duzo wypic. Potem pochyl sie i wyplucz gardlo tak, by woda poplynela z powrotem. Bedzie to wymiotowanie woda - i oczysci ci przelyk. Nie trzeba nic innego. W przelyku jest blok, taki, ze gdy tylko chcesz sie smiac, on na to nie pozwala.

W jodze jest to niezbedna procedura, która trzeba przejsc. Nazywana jest „oczyszczeniem koniecznym”. Oczyszcza silnie i daje bardzo czysty przelyk - rozpuszczaja sie wszystkie bloki. Bedzie cie to bawic i przez caly dzien bedziesz odczuwac te czystosc. Smiech i lzy, a nawet mowa, wychodzic beda z bardzo glebokiego srodka.

Rób to przez dziesiec dni, a wkrótce bedziesz mial najlepszy smiech w okolicy!

Medytacja zlotego swiatla

Jest to prosta metoda przemieniania energii i prowadzenia jej do góry. Proces ten nalezy powtarzac przynajmniej dwa razy dziennie.

Najlepsza pora jest wczesny ranek, tuz przed wstaniem z lózka. Kiedy tylko poczujesz, ze jestes czujny, przebudzony, rób to przez 20 minut. Rób to od razu, natychmiast, bo gdy wychodzisz ze snu, jestes bardzo, bardzo delikatny, przyjmujacy. Gdy wychodzisz ze snu, jestes bardzo swiezy i to dzialanie wejdzie bardzo gleboko. To wtedy, gdy wychodzisz ze snu, jestes mniej w umysle niz kiedykolwiek - stad pojawiaja sie przerwy, którymi ta metoda przeniknie do twojego najglebszego rdzenia. A wczesnym rankiem, gdy sie budzisz, i gdy budzi sie cala ziemia, na calym swiecie jest wielka fala energii przebudzenia - skorzystaj z tej fali, nie przegap okazji.

Wszystkie dawne religie mówia o modleniu sie wczesnie rano, gdy wzeszlo slonce, gdyz wschód slonca jest wzejsciem wszystkich energii w egzystencji. W takiej chwili mozesz unosic sie na narastajacej fali energii - bedzie to latwiejsze. Wieczorem bedzie to trudne, energie beda opadac - wtedy bedziesz zmagal sie plynac pod prad. Rankiem plyniesz z pradem.

Polóz sie tak, jak lezysz w lózku, na plecach. Oczy miej zamkniete. Gdy wdychasz, wizualizuj wielkie swiatlo wchodzace do ciala przez glowe, jakby to slonce wzeszlo gdzies w poblizu twojej glowy, jestes pusty w srodku i to zlote swiatlo wlewa sie do glowy, i idzie, idzie, gleboko, gleboko, i wychodzi przez palce stóp. Gdy wdychasz, rób to z ta wizualizacja. To zlote swiatlo bedzie pomocne. Oczysci cale twoje cialo i uczyni je absolutnie pelnym twórczych mozliwosci, jest to meska energia.

A gdy wydychasz, wizualizuj cos innego - ciemnosc wchodzaca przez palce stóp, wielka, ciemna rzeke wchodzaca palcami stóp, podchodzaca do góry i wychodzaca przez glowe. Oddychaj wolno, gleboko, abys mógl prowadzic wizualizacje, jest to zenska energia. Uspokoi cie, uczyni cie przyjmujacym, wyciszy, da odpoczynek. Rób to bardzo wolno - a zaraz po snie mozesz oddychac bardzo gleboko i wolno, poniewaz cialo jest wypoczete, odprezone.

 

Umysl to ciern, a wszystkie techniki to ciernie sluzace wydobyciu tego pierwszego ciernia.

 

Druga najlepsza pora jest czas gdy idziesz spac, wieczorem. Polóz sie na lózku, odprez sie przez kilka minut. Gdy zaczniesz czuc, ze wahasz sie miedzy snem i czuwaniem, wlasnie posrodku, znów zacznij ten proces. Rób to przez 20 minut. Jesli zasniesz w trakcie, bedzie to najlepsze, gdyz to dzialanie pozostanie w podswiadomosci i bedzie stale wywierac wplyw.

Jesli bedziesz stosowac te prosta metode przez trzy miesiace, bedziesz zaskoczony - nie ma potrzeby tlumienia, przemiana juz zaczela sie dziac.

Czekanie na wschód slonca

Na 15 minut przed wschodem slonca, gdy niebo staje sie nieco jasniejsze, po prostu czekaj i patrz tak, jak wyczekuje sie umilowanej - z takim napieciem, w tak glebokim czekaniu, z taka nadzieja i ekscytacja - a mimo to spokojny. A slonce niech wschodzi, obserwuj je. Nie trzeba patrzec usilnie otwartymi oczyma, mozesz mrugac. Odczuwaj jak równoczesnie wschodzi tez cos wewnatrz ciebie.

Gdy slonce pojawi sie na horyzoncie, zacznij odczuwac, ze jest blisko twojego pepka. Podchodzi do niego, i tu, w pepku, wznosi sie, wznosi sie, powoli. Wznosi sie slonce, i wznosi sie tez ten wewnetrzny punkt swiatla. Dziesiec minut wystarczy. Potem zamknij oczy. Gdy najpierw widzisz slonce z otwartymi oczyma, tworzy to negatyw, a wiec gdy zamkniesz oczy, mozesz ujrzec slonce swiecace wewnatrz.

I zmieni cie to nadzwyczajnie.

Chwala wschodzacemu sloncu

Wstan o piatej rano, przed wschodem slonca, i przez pól godziny po prostu spiewaj, mrucz, jecz, stekaj. Te dzwieki nie musza miec zadnego sensu. Musza byc egzystencjalne, nic nie znaczace. Maja cie cieszyc, to wszystko - to jest ich znaczenie. Kolysz sie. Niech stanie sie to wychwalaniem wschodzacego slonca i zaprzestan tego dopiero gdy slonce juz wzejdzie.

Utrzyma to w tobie rytm na caly dzien. Juz od rana bedziesz w harmonii i stwierdzisz, ze dzien jest inny; jestes bardziej kochajacy bardziej troskliwy, bardziej wspólczujacy, bardziej przyjacielski - mniej gwaltowny, mniej w zlosci, mniej ambitny, mniej egoistyczny.

 

Pierwszym, co nalezy robic, jest smiech, gdyz wprowadza to nastawienie na caly dzien. Jesli obudzisz sie ze smiechem, wkrótce zaczniesz czuc jak absurdalne jest to zycie. Nic nie jest powazne - nawet z twoich rozczarowan mozna sie smiac, nawet z twojego bólu mozna sie smiac, nawet z ciebie mozna sie smiac.

Bieganie, jogging i plywanie

Zachowywanie czujnosci w ruchu jest latwe i naturalne. Gdy siedzisz w wyciszeniu, zasniecie jest naturalne. Gdy lezysz na lózku, bardzo trudno jest zachowac czujnosc, bo cala sytuacja sprzyja zasnieciu. Ale w ruchu, rzecz jasna, nie mozesz zasnac, funkcjonujesz uwazniej. Jedynym problemem jest to, ze ruch moze stac sie mechaniczny.

Naucz sie stapiac w jedno cialo, umysl i dusze. Znajdz sposoby, w których mozesz funkcjonowac jako pewna jednosc.

Biegajacym zdarza sie to wiele razy. Pewnie nie myslales, ze bieganie moze byc medytacja, ale biegajacy czasami doznaja ogromnego przezycia medytacji, i sa zaskoczeni, bo tego nie szukali - kto by pomyslal, ze biegnacy czlowiek doswiadczy Boga? A tak sie dzieje. A teraz bieganie coraz bardziej staje sie nowa forma medytacji.

Moze to nastapic podczas biegu. Jesli kiedys biegales, jesli radowalo cie bieganie wczesnie rano, gdy powietrze jest swieze i mlode, i caly swiat wraca ze snu, budzi sie - biegles, i cialo wspaniale funkcjonowalo, swieze powietrze, nowy swiat, na nowo zrodzony z ciemnosci nocy, wszystko wkolo spiewalo, czules sie zywy... przychodzi ta chwila gdy biegnacy znika i zostaje tylko biegniecie. Cialo, umysl i dusza zaczynaja dzialac razem - nagle wyzwolony jest wewnetrzny orgazm.

 

Medytacja to lek. To jedyny lek. Zapomnij wiec o swoich problemach po prostu wejdz w medytacje.

 

Biegajacy czasem przypadkowo napotykaja doznanie czwartego, turiya, ale przegapiaja je - mysla, ze ich radowanie sie ta chwila bylo tylko skutkiem biegniecia - ze to cudowny dzien, zdrowe cialo i taki piekny swiat, i ze byl to tylko jakis nastrój. Nie zauwazaja tego - ale sadze, ze gdyby to zauwazali, biegajacy moze zblizyc sie do medytacji tak bardzo jak nikt inny.

Jogging moze byc ogromna pomoca, plywanie moze byc ogromna pomoca. Wszystko to trzeba przemienic w medytacje.

Porzuc te stare wyobrazenia o medytacji, ze medytacja jest tylko siedzenie pod drzewem w jakiejs pozycji jogi. To tylko jeden ze sposobów, i dla paru osób jest on moze odpowiedni, ale nie nadaje sie dla wszystkich. Dla malego dziecka nie jest to medytacja, jest to tortura. Ola mlodego czlowieka, który jest pelen zycia, wibrujacy, jest to tlumienie, nie medytacja.

Rankiem zacznij bieg. Zacznij od polowy kilometra, potem jeden kilometr, w koncu dojdz do przynajmniej pieciu kilometrów. Biegnac uzywaj calego ciala. Nie biegnij tak, jakbys byl w kaftanie bezpieczenstwa. Biegnij jak male dziecko, uzywajac calego ciala - dloni i stóp - i biegnij. Oddychaj gleboko, brzuchem. Potem siadz pod drzewem, odpocznij, poc sie, niech przyjdzie chlodny wietrzyk; odczuwaj spokój. Bedzie to bardzo gleboka pomoca.

Czasem po prostu stan na ziemi, bez butów, i czuj chlód, miekkosc, cieplo. Cokolwiek ziemia gotowa jest dac w tej chwili, odczuwaj to i pozwól temu przez siebie przeplywac, i pozwól swej energii splywac do ziemi. Badz polaczony z ziemia.

Gdy jestes polaczony z ziemia, jestes polaczony z zyciem. Gdy jestes polaczony z ziemia, jestes polaczony z cialem. Gdy jestes polaczony z ziemia, stajesz sie bardzo wrazliwy i scentrowany - i to tego wlasnie potrzeba.

 

To jest cala sztuka medytacji - jak byc gleboko w dzialaniu, jak wyrzec sie myslenia i jak przeksztalcic te energie, która porusza sie w mysleniu, w swiadomosc.

 

Nigdy nie stan sie ekspertem od biegania - badz amatorem, aby mozna bylo zachowac czujnosc. Jesli odczujesz, ze bieganie stalo sie automatyczne, porzuc je - spróbuj plywania. Jesli to stanie sie automatyczne, wtedy tanczenie. Pamietac nalezy o tym, ze ruch jest jedynie sytuacja sluzaca stworzeniu swiadomosci. Dopóki stwarza swiadomosc - dobrze. Gdy przestanie stwarzac swiadomosc, przestanie byc przydatny, zmien go na inny ruch, w którym znów bedziesz musial byc czujny. Nigdy nie pozwól, aby jakakolwiek aktywnosc stala sie automatyczna.

„Opracowalem pewien sposób...”

Umysl jest bardzo powazny, a medytacja jest absolutnie niepowazna. Gdy to mówie, mozesz byc zdezorientowany, bo ludzie ciagle z wielka powaga mówia o medytacji. Ale medytacja to nic powaznego. Przypomina zabawe - niepowazna. Szczera, ale niepowazna. Nie jest czyms takim, jak praca, bardziej przypomina zabawe. Zabawa nie jest aktywnoscia. Nawet gdy jest aktywna, nie jest aktywnoscia. Zabawa to sama przyjemnosc. Taka aktywnosc do nikad nie zmierza; nie ma zadnej motywacji. Jest to raczej sama czysta, plynaca energia.

Ale jest to trudne, bo tak bardzo jestesmy zajeci aktywnosciami. Zawsze bylismy tak aktywni, ze aktywnosc stala sie gleboko zakorzeniona obsesja. Nawet we snie jestesmy aktywni. Jestesmy aktywni nawet wtedy, kiedy myslimy o odprezeniu. Nawet z odprezenia czynimy aktywnosc; aby sie odprezyc, czynimy wysilki. To absurdalne! Ale tak sie dzieje na skutek mechanicznych nawyków umyslu.

 

Kiedys tak sie zdarzylo, ze dwa psy obserwowaly ludzi robiacych medytacje dynamiczna. Jeden z nich mówi drugiemu: ‘kiedy to robie mój pan daje mi pigulki na robaki’”

 

Co wiec robic? Tylko nie-aktywnosc doprowadza do wewnetrznego centrum, ale umysl nie potrafi wyobrazic sobie nie-aktywnosci. Co wiec robic?

Opracowalem pewien sposób. A polega on na tym, zeby byc aktywnym do takiego stopnia, ze aktywnosc po prostu ustaje - badz aktywny do szalenstwa, tak, ze umysl, który pragnie byc aktywnym, zostaje wyrzucony z organizmu. Dopiero wtedy - po glebokim katharsis - mozesz zapasc w nie-aktywnosc i miec przeblysk tego swiata, który nie jest swiatem wysilku.

Gdy poznasz ten swiat, mozesz w niego wchodzic bez zadnego wysilku. Gdy go poczujesz - jak byc po prostu tu i teraz, nic nie robiac - mozesz w kazdej chwili w niego wchodzic; gdziekolwiek jestes, mozesz w nim pozostawac. W koncu mozesz byc na zewnatrz aktywny, a wewnatrz w glebokiej nie-aktywnosci.

Metody oparte na katharsis sa wynalazkiem wspólczesnosci. Za czasów Buddy nie byly potrzebne, poniewaz ludzie nie byli tak stlumieni. Ludzie byli naturalni, zyli prymitywnie - zyciem niecywilizowanym, spontanicznym. Dlatego vipassana - vipassana oznacza wglad - dawana byla przez Budde ludziom wprost. Ale teraz nie mozesz od razu wejsc w vipassane. A nauczyciele, którzy nadal nauczaja vipassany bezposrednio, nie naleza do tego stulecia - sa w tyle o dwa tysiace lat. Owszem, czasem moga pomóc jednej czy dwóm osobom na sto, ale to niewiele, ja wprowadzam metody oparte na katharsis, by najpierw zostalo zneutralizowane to, co cywilizacja ci uczynila - abys znów stal sie prymitywny. Z tej prymitywnosci, z tej pierwotnej niewinnosci, wglad staje sie latwo dostepny.

MEDYTACJA DYNAMICZNA
praktykowana w osrodkach Osho codziennie rano

Gdy konczy sie sen, cala przyroda ozywia sie; noc minela, nie ma juz ciemnosci, slonce wstaje i wszystko staje sie swiadome i czujne, jest to medytacja, w której musisz byc ciagle czujny, swiadomy, uwazny - cokolwiek robisz. Pozostawaj obserwatorem. Nie zgub sie.

Latwo jest zgubic sie. Oddychajac, mozesz zapomniec. Mozesz tak bardzo stac sie jednym z oddychaniem, ze zapomnisz o obserwatorze. A wtedy przegapiasz cel tej praktyki. Oddychaj najszybciej, najglebiej, jak to mozliwe, wlóz w to cala swa energie, ale nadal pozostawaj obserwatorem. Obserwuj to, co sie dzieje jakbys byl widzem, jakby to wszystko dzialo sie komus innemu, jakby wszystko dzialo sie w ciele, a swiadomosc jest po prostu scentrowana i obserwujaca. To bycie obserwatorem musi byc zachowane we wszystkich trzech fazach. A gdy wszystko sie zatrzyma i w czwartej fazie staniesz sie calkowicie bierny, nieruchomy, ta uwaznosc siegnie szczytu.

Medytacja dynamiczna trwa godzine, sklada sie z pieciu czesci. Mozna ja robic samemu, ale energia bedzie potezniejsza gdy praktykuje sie ja w grupie. Jest ona doznaniem indywidualnym, dlatego nie zwracaj uwagi na ludzi wokolo i caly czas miej oczy zamkniete, a najlepiej zasloniete przepaska. Najlepiej robic ja z pustym zoladkiem i w luznym wygodnym stroju.

Jesli miejsce nie pozwala na halasowanie, mozesz robic cicha odmiane - zamiast wyrzucac dzwieki z siebie, niech hatharsis w drugiej czesci zachodzi calkowicie w ruchach ciala. W trzeciej czesci dzwiek „hu” moze byc wybijany w ciszy, wewnatrz, a piata czesc moze stac sie tancem pelnym ekspresji.

 

Czesc pierwsza - 10 minut

Oddychaj chaotycznie nosem, koncentrujac sie stale na wydechu. Wdechem cialo zajmie sie samo. Rób to najszybciej i najmocniej jak to jest mozliwe - a potem jeszcze nieco mocniej, az doslownie staniesz sie oddychaniem. Dla wspomozenia gromadzenia energii wykorzystuj naturalne ruchy ciala. Poczuj jak energia gromadzi sie, ale nie puszczaj jej w czasie tej pierwszej czesci.

Czesc druga - 10 minut

Wybuchnij! Pusc wszystko, co tylko potrzebuje byc wyrzuconym na zewnatrz. Oszalej totalnie, wrzeszcz, krzycz, placz, skacz, trzes sie, tancz, spiewaj, smiej sie, rzucaj sie na wszystkie strony. Niczego nie powstrzymuj, cale cialo utrzymuj w ruchu. Czesto na poczatku pomaga odrobina udawania. Nigdy nie pozwól, zeby umysl ingerowal w to, co sie dzieje. Badz totalny.

Czesc trzecia - 10 minut

Z podniesionymi rekami podskakuj i mozliwie najglebiej wykrzykuj mantre „HU! HU! HU!” Przy kazdym opadnieciu na ziemie, na podeszwy stóp, niech dzwiek ten wbija sie gleboko w osrodek seksu. Daj z siebie wszystko, wyczerpuj sie totalnie.

Czesc czwarta - 15 minut

Stop! Zatrzymaj sie w bezruchu, w takiej pozycji, w jakiej jestes. W zaden sposób nie ukladaj ciala. Kaszlniecie, poruszenie - cokolwiek - rozproszy przeplyw energii i caly wysilek pójdzie na marne. Badz obserwatorem wszystkiego, co sie z toba dzieje.

Czesc piata - 15 minut

Swietuj i raduj sie razem z muzyka i tancem, wyrazaj wdziecznosc wszystkiemu. Zachowaj to szczescie w sobie przez caly dzien.

Ktos powiedzial, ze medytacja, która tutaj robimy, zdaje sie byc czystym szalenstwem. Tak jest. I jest tak z pewnego powodu. W tym szalenstwie jest metoda, zostala ona dobrana swiadomie.

Pamietaj - z wlasnej woli nie mozesz oszalec. Szalenstwo toba owladnie. Tylko wtedy mozesz oszalec. A jesli wchodzisz w szalenstwo z wlasnej woli, jest to cos zupelnie innego. Kontrolujesz wszystko, a kto potrafi kontrolowac nawet swoje szalenstwo, ten nigdy nie oszaleje.

 

Drwal, kamieniarz - nie potrzebuja robic medytacji opartej na katharsis - robia ja przez caly dzien. Ale dla czlowieka wspólczesnego wszystko sie zmienilo.

Osho mówi o niektórych reakcjach mogacych nastapic w ciele na skutek glebokiego katharsis medytacji dynamicznej.

Jesli odczujesz ból, zwróc na niego uwage i nie rób nic. Uwaga to potezny miecz - tnie wszystko. Po prostu zwróc uwage na ten ból.

Siedzisz chociazby cicho w ostatniej czesci medytacji, bez ruchu, tyle doznan czujesz w ciele. Czujesz, ze martwieje ci noga, jakies swedzenie w dloni, czujesz mrówki wedrujace po ciele. Wiele razy spogladasz, ale mrówek nie ma. To mrowienie jest wewnatrz, nie na zewnatrz. Co masz zrobic? Czujesz, ze martwieje ci noga? Obserwuj, cala uwage skup na niej. Czujesz swedzenie? Nie drap sie. To nie pomoze. Po prostu zwróc na to uwage. Nie otwieraj oczu. Zwróc uwage do wewnatrz i tylko czekaj i obserwuj. Po paru sekundach swedzenie zniknie. Cokolwiek sie dzieje - nawet jesli czujesz ból, ostry ból w brzuchu czy glowie. Dzieje sie tak, gdyz w medytacji zmienia sie cale cialo. Zmienia sie jego chemia. Dzieje sie cos nowego i cialo jest w chaosie. Czasem podziala to na brzuch, gdyz w brzuchu stlumiles wiele emocji, i wszystkie one zostaly pobudzone. Czasem przyjdzie ci ochota wymiotowac, poczujesz sie niedobrze. Czasem odczujesz ostry ból w glowie, gdyz medytacja zmienia wewnetrzna strukture mózgu. W trakcie medytacji jestes w prawdziwym chaosie. Wkrótce wszystko sie uspokoi. Ale na razie wszystko jest w nieladzie.

Co masz wiec robic? Po prostu zobacz ten ból w glowie, obserwuj go. Badz obserwatorem. Po prostu zapomnij, ze to robisz - i stopniowo wszystko ucichnie, i ucichnie tak pieknie i z takim wdziekiem, ze nie uwierzysz jesli tego nie doznasz. Zniknie nie tylko ból glowy - bo energia, która stwarzala ten ból, jesli jest obserwowana, znika - ta sama energia staje sie przyjemnoscia. Energia jest ta sama.

 

Medytacja zaczyna sie katharsis a konczy swietowaniem.

 

Ból i przyjemnosc to dwa wymiary tej samej energii. Jesli zdolasz pozostac w wyciszonym siedzeniu i zwracac bedziesz uwage na to, co cie rozprasza, wszystkie rozproszenia znikna. A gdy znikna wszystkie rozproszenia, nagle uswiadomisz sobie, ze zniklo cale cialo.

Osho przestrzega przed przeksztalceniem obserwowania bólu w kolejny fanatyzm. Jesli nieprzyjemne symptomy fizyczne - bolesci i bóle czy nudnosci - utrzymuja sie dluzej niz 3-4 dni codziennej medytacji, nie ma potrzeby byc masochista - zwróc sie o porade do lekarza. Odnosi sie to do wszystkich medytacji Osho. Baw sie!

MANDALA

Jest to inna potezna technika oparta na katharsis, która stwarza krag energii prowadzacych do naturalnego scentrowania. Sklada sie ona z czterech czesci po 15 minut kazda.

Czesc pierwsza - 15 minut

Z otwartymi oczami biegnij w miejscu, zaczynajac powoli i stopniowo przyspieszajac coraz bardziej. Unos kolana najwyzej jak zdolasz. Równe i glebokie oddychanie poruszy energie wewnatrz ciebie. Zapomnij o umysle i zapomnij o ciele. Trwaj w tym biegu.

Czesc druga - 15 minut

Usiadz z zamknietymi oczami, otwartymi ustami i szczeka luzno opuszczona. Lagodnie zacznij krazenia ciala od pasa, jak trzcina poruszajaca sie na wietrze. Poczuj wiatr kolyszacy cie z boku na bok, do przodu i do tylu, wkolo i wkolo. Doprowadzi to twoje przebudzone energie do osrodka pepka.

 

Nie moge stworzyc dla ciebie nieba. To dlatego wszystkie moje techniki medytacyjne najpierw stwarzaja pieklo.

 

Czesc trzecia - 15 minut

Polóz sie na plecach, otwórz oczy i z nieruchoma glowa zacznij wirowac oczami w kierunku zgodnym z kierunkiem ruchu wskazówek zegara. Poruszaj nimi po calym okregu, jakby sledzily minutowa wskazówke wielkiego zegara, ale rób to najszybciej jak to mozliwe. Wazne jest, by usta byly otwarte, a szczeka rozluzniona. Oddech ma byc lagodny i równy. Doprowadzi to scentrowane energie do trzeciego oka.

Czesc czwarta - 15 minut

Zamknij oczy i lez nieruchomo.

Potrzeba katharsis

Codziennie na 60 minut po prostu zapomnij o swiecie. Niech caly swiat zniknie z ciebie i ty zniknij ze swiata. Zrób zwrot w tyl, zwrot o 180 stopni, i po prostu wejrzyj do wewnatrz. Na poczatku zobaczysz tylko chmury. Nie przejmuj sie - twoje stlumienia stworzyly te chmury. Natkniesz sie na zlosc, nienawisc, chciwosc i wszelkiego rodzaju czarne dziury. Stlumiles je, sa wiec. A twoje tak zwane religie nauczyly cie tlumienia, przypominaja wiec one rany. Ukrywales je.

Stad mój nacisk najpierw na katharsis. jesli nie przejdziesz wielkiego katharsis, musial bedziesz przejsc wiele chmur. Bedzie to meczace, a ty mozesz byc tak niecierpliwy, ze wrócisz do swiata, i powiesz: „Nic tam nie ma. Nie ma lotosu i nie ma aromatu, sam smród, smieci”.

Wiesz to. Co napotykasz, gdy zamykasz oczy i zaczynasz wchodzic do wewnatrz? Nie trafiasz na te piekne krainy, o których mówia buddowie. Napotykasz piekla, agonie, stlumione i czekajace na ciebie. Zlosc, gromadzaca sie z wielu zywotów. Wszystko w balaganie, chce sie wiec pozostawac poza tym. Wolisz isc do kina, do klubu, spotkac sie z ludzmi i plotkowac. Wolisz pozostac czyms zajety az do zmeczenia i zasniecia. Tak zyjesz, taki jest styl twojego zycia.

Gdy wiec zaczynasz patrzec do wewnatrz, naturalnie, jestes bardzo zdumiony. Buddowie opowiadaja o wielkim dobrodziejstwie, wielkim aromacie, o tym, ze napotkasz kwitnace kwiaty lotosu - i o aromacie, który jest wieczny. A kolor tych kwiatów pozostaje taki sam, nie zmienia sie. Mówia o tym raju, mówia o tym królestwie bozym, które jest w tobie. A gdy ty wchodzisz do wewnatrz, napotykasz tylko pieklo.

Widzisz nie krainy buddów, ale obozy koncentracyjne Adolfa Hitlera. Naturalnie, zaczynasz myslec, ze to wszystko bzdura, ze lepiej pozostac na zewnatrz, i po co bawic sie tymi ranami? To tez boli. I z ran zaczyna wyplywac ropa, i jest to brudne.

Ale katharsis pomaga. Jesli wejdziesz w katharsis, jesli przejdziesz przez medytacje chaotyczne, wszystkie chmury wyrzucisz na zewnatrz, wszystkie te ciemnosci wyrzucisz na zewnatrz, a wtedy swiadomosc umyslu staje sie latwiejsza.

I wlasnie dlatego klade nacisk najpierw na medytacje chaotyczne, a potem na medytacje wyciszenia, najpierw medytacje aktywne, potem medytacje bierne. W biernosc mozna wejsc tylko wtedy, gdy wszystko to, co przypominalo smieci, zostalo wyrzucone. Zlosc zostala wyrzucona, chciwosc zostala wyrzucona... warstwa na warstwie, wszystko tam jest. A gdy to wyrzucisz, z latwoscia mozesz wsliznac sie do wnetrza. Nic nie stoi na przeszkodzie.

I nagle - jasne swiatlo krainy buddów. I nagle jestes w totalnie innym swiecie - swiecie Prawa Lotosu, swiecie Dharmy, swiecie Tao.

Bicie poduszek

Kiedy czujesz w sobie zlosc, nie potrzeba zloscic sie na kogos; po prostu badz w zlosci. Niech bedzie to medytacja. Zamknij pokój, siadz w samotnosci i pozwól wyplynac takiej zlosci, jaka tylko zdola sie pojawic, jesli masz ochote bic, bij poduszke.

Rób wszystko to, na co masz ochote; poduszka nie bedzie sie sprzeciwiac. Jesli chcesz zabic poduszke, wez nóz i zabij ja! To pomaga, nadzwyczajnie pomaga. Nie masz pojecia jak pomocna moze byc poduszka. Po prostu bij ja, bij ja, rzucaj nia. Jesli jestes zly na kogos, napisz jego imie na poduszce albo przyklej jego zdjecie.

Poczujesz sie smiesznie, glupio, ale to zlosc jest smieszna - nic z tym nie zrobisz. Niech wiec tak bedzie, a ty ciesz sie tym jako zjawiskiem energetycznym. Jest to zjawisko energetyczne. Jesli nikomu nie wyrzadzasz krzywdy, nie ma w tym nic zlego. Gdy spróbujesz, przekonasz sie, ze mysl o wyrzadzaniu komus krzywdy stopniowo znika.

Uczyn z tego praktyke codzienna - co rano 20 minut. Potem obserwuj caly dzien. Bedziesz spokojniejszy, gdyz energia, która stala sie trucizna, zostaje wyrzucona z organizmu. Rób to co najmniej przez dwa tygodnie, a po tygodniu zaskoczy cie, ze bez wzgledu na sytuacje, w której jestes, zlosc sie nie pojawia. Po prostu spróbuj.

Ziajaj jak pies

Trudno jest pracowac ze zloscia wprost, bo moze ona byc gleboko stlumiona. Pracuj wiec z nia posrednio. Bieganie pomoze w odparowaniu sporej ilosci zlosci i sporej ilosci leku. Gdy przez dluzszy czas biegniesz i oddychasz gleboko, umysl przestaje funkcjonowac i cialo przejmuje prowadzenie.

I takie drobne cwiczenie bedzie bardzo pomocne. Kiedy ktos nie schodzi ponizej zoladka, ponizej brzucha, gdy jest nieco powierzchowny, niech chodzi i ziaja jak pies. Moze wysunac jezyk na zewnatrz - zwiesic go, i krazyc jak pies i ziajac.

Caly przelyk zostanie otwarty. Gdy ktos ma tam jakis blok, ziajanie moze byc bardzo wazne. Jesli bedzie ziajal przez pól godziny, jego zlosc poplynie bardzo pieknie. Znajdzie sie w niej cale cialo.

Mozesz wiec spróbowac tego czasami w swoim pokoju. Mozesz wziac lustro i szczekac i warczec na nie. W ciagu trzech tygodni poczujesz, ze to wchodzi bardzo, bardzo gleboko. Kiedy zlosc zostanie uwolniona, zniknie, poczujesz sie wolny.

RANEK
swietowanie, praca i zabawa

Muzyka i taniec

Muzyka jest medytacja - medytacja skrystalizowana w pewnym wymiarze. Medytacja jest muzyka - muzyka roztapiajaca sie w bezwymiarowosci. Nie sa to dwie rózne rzeczy.

Jesli kochasz muzyke, kochasz ja tylko dlatego, ze przy niej odczuwasz roztaczajaca sie w jakis sposób medytacje. Pochlania cie ona, upajasz sie nia. Cos nieznanego zaczyna zstepowac i obejmowac cie... Bóg zaczyna szeptac. Twoje serce bije innym rytmem, zgodnym z melodia wszechswiata. Nagle znajdujesz sie w glebokim orgazmie z caloscia. Subtelny taniec wkracza do twego istnienia, a drzwi, które na zawsze byly zamkniete, zaczynaja sie otwierac. Przenika cie nowy powiew - zdmuchniety zostaje kurz stuleci. Czujesz sie tak, jakbys wzial kapiel, duchowa kapiel; byles pod prysznicem - czysty, swiezy, dziewiczy.

Muzyka jest medytacja; medytacja jest muzyka, jest to dwoje drzwi, przez które mozna dojsc do tego samego.

Tance sufickie

Jesli czlowiek bedacy w zlosci wezmie udzial w tancu sufickim, jego taniec bedzie zawieral zlosc. Mozesz obserwowac ludzi a zobaczysz, ze ich tance sa rózne. Czyjs taniec jest rodzajem wscieklosci; zlosc przenika jego taniec, jego gesty. W czyims tancu jest wdziek, plynie w nim milosc, jest swego rodzaju elegancja. W tancu kogos innego jest wspólczucie. W tancu kogos innego jest ekstaza. Taniec kogos jeszcze jest jedynie przemeczony i posepny - wykonuje on tylko puste gesty, nikogo w nich nie ma; jest to mechaniczne. Obserwuj. Skad ta róznica? Stad, ze w tych ludziach sa rózne warstwy stlumienia

Gdy tanczysz, jezeli jest w tobie zlosc, to ona bedzie tanczyc. Gdzie ma sie podziac? Im bardziej ty bedziesz tanczyl, tym bardziej ona bedzie tanczyc. Jesli jestes pelen milosci, kiedy zaczynasz tanczyc, twoja milosc zacznie wyplywac - bedzie tanczyc wokól ciebie, w calej przestrzeni. Twój taniec bedzie tancem ciebie, bedzie zawieral to wszystko, co sie w tobie zawiera. Jesli jestes stlumiony seksualnie, gdy tanczysz, seks wyplynie na powierzchnie.

Musisz przejsc katharsis, nie mozesz isc wprost. Dopiero wtedy, gdy znikna wszystkie trucizny i zniknie dym, bedziesz w stanie zyskac wglad czy blogosc w metodach takich jak tance sufickie.

NATARAJ

Nataraj to taniec jako totalna medytacja. Sklada sie z trzech czesci trwajacych lacznie 65 minut.

Czesc pierwsza - 40 minut

Z zamknietymi oczami tancz jak opetany. Niech twoja nieswiadomosc zawladnie calkowicie. Nie kontroluj swoich ruchów, ani nie badz swiadkiem tego, co sie dzieje. Badz jedynie totalnie w tancu.

Czesc druga - 20 minut

Z zamknietymi oczami natychmiast sie polóz. Badz w ciszy, nieruchomy.

Czesc trzecia - 5 minut

Tancz celebrujac i ciesz sie tym.

Zapomnij o tanczacym, centrum ego; stan sie tancem. To jest medytacja. Tancz tak gleboko, az zapomnisz zupelnie, ze to ty tanczysz, i zaczniesz czuc, ze jestes tancem. Ten podzial musi zniknac - wtedy staje sie to medytacja. Jezeli ten podzial pozostanie, bedzie to cwiczenie - dobre, zdrowe, ale nie mozna o nim powiedziec, zeby to bylo cos duchowego. Jest to tylko zwyczajny taniec. Taniec sam w sobie jest dobry - jako taki jest dobry. Potem bedziesz czuc sie swiezo, mlodo. Ale nie jest to jeszcze medytacja. Tanczacy musi zniknac, az pozostanie tylko taniec.

 

Jesli nie wykorzystasz zwyczajnego zycia jako medytacji, twoja medytacja musi stac sie czyms w rodzaju ucieczki.

 

Co wiec robic? Badz totalnie w tancu, bo ten podzial moze istniec tylko wtedy, gdy nie jestes w nim totalnie. Jezeli staniesz z boku i bedziesz patrzyl na wlasny taniec, podzial pozostanie - ty jestes tanczacym, i to ty tanczysz. Wtedy tanczenie jest tylko czynem, czyms, co robisz; nie jest to twoje istnienie. Zaangazuj sie wiec totalnie; roztop sie w tancu. Nie stój z boku, nie badz obserwatorem. Wez udzial!

Niech taniec plynie wlasna droga - nie wymuszaj go. Raczej idz za nim, pozwól mu zaistniec. Nie jest to dzialanie, ale zdarzenie, które nastepuje. Pozostan w nastroju swietowania. Nie robisz nic takiego powaznego; ot, bawisz sie, bawisz sie swoja energia zyciowa, bawisz sie swoja bioenergia, pozwalajac jej na taki ruch, jakiego ona chce. Tak, jak wiejacy wiatr i plynaca rzeka - i ty plyniesz i wiejesz. Poczuj to.

I baw sie. Zawsze pamietaj te slowa - baw sie. Przy mnie sa one podstawa. W tym kraju, to, co stworzyl Bóg, nazywamy leela - zabawa Boga. Bóg nie stworzyl tego swiata; jest to jego zabawa.

KIRTAN

Nie traktuj religii powaznie. Mozesz w niej spiewac i tanczyc, nie potrzeba smutnych min. Zbyt dlugo juz zylismy ze smutnymi minami. Jezeli spojrzysz na stara twarz Boga, zobaczysz, ze jest smutna. To jest powodem znudzenia. Potrzebny jest nam teraz Bóg, który potrafi tanczyc i smiac sie.

Kirtan jako technika medytacji sklada sie z trzech czesci.

Czesc pierwsza - 20 minut

Zamknij oczy - tancz, spiewaj i klaskaj. Badz w tym totalnie.

Czesc druga - 20 minut

Polóz sie, badz w ciszy i bezruchu.

Czesc trzecia - 20 minut

Znów tancz i spiewaj w totalnym oddaniu. Zatrac sie.

Zyj ta chwila

W miare jak wchodzisz glebiej w medytacje, czas znika. Kiedy medytacja naprawde rozkwitnie, nie znajdziesz czasu. Dzieje sie to równoczesnie - gdy znika umysl, znika czas. Dlatego przez cale stulecia mistycy powiadali, ze czas i umysl to tylko dwie strony tej samej monety. Umysl nie moze zyc bez czasu i czas nie moze zyc bez umyslu. Czas daje umyslowi mozliwosc istnienia.

Dlatego wszyscy buddowie nalegaja: „Zyj ta chwila”. Zycie w tej chwili to medytacja; samo bycie tu i teraz to medytacja. Ci, którzy sa tu i teraz, w tej chwili, ze mna, sa w medytacji Oto jest medytacja - kukulka wola z oddali i samolot przelatuje i gawrony i ptaki i wszystko jest w ciszy i w umysle nie ma poruszenia. Nie myslisz o przeszlosci, i nie myslisz o przyszlosci. Czas sie zatrzymal. Swiat sie zatrzymal.

Zatrzymanie swiata - to cala sztuka medytacji. A zyc ta chwila - to zyc w wiecznosci. Posmakowanie tej chwili, bez zadnej mysli, bez umyslu, to posmakowanie niesmiertelnosci.

TECHNIKI W ZYCIU CODZIENNYM

Stop!

Zacznij robic te bardzo prosta metode przynajmniej szesc razy dziennie. Za kazdym razem zajmuje ona tylko pól minuty, razem sa to wiec trzy minuty w ciagu dnia. To najkrótsza medytacja w swiecie! Ale musisz robic ja nagle - to jest cale jej sedno.

Idac ulica - nagle przypomnij sobie. Zatrzymaj sie, zatrzymaj sie calkowicie, bez zadnego ruchu. Przez pól minuty tylko badz obecny. Bez wzgledu na sytuacje zatrzymaj sie calkowicie i tylko badz obecny dla tego wszystkiego, co sie dzieje. Potem znów zacznij isc. Szesc razy dziennie. Mozesz robic wiecej, ale nie mniej - to spowoduje silne otwarcie. Trzeba to robic nagle.

 

Miliony ludzi przegapiaja medytacje, gdyz medytacja przybrala niewlasciwa konotacje. Wyglada bardzo powaznie, wyglada posepnie, ma w sobie cos z kosciola - wyglada, jakby byla tylko dla tych, którzy sa martwi lub prawie martwi, którzy sa posepni, powazni, maja smutne miny - którzy utracili swietowanie, ucieche, zabawe, celebrowanie.

 

Jesli nagle staniesz sie po prostu obecny zmieni sie cala energia. Ustanie ciaglosc, która trwala w umysle, i jest to tak nagle, ze umysl nie zdola tak szybko wytworzyc jakiejs nowej mysli. Potrzeba na to czasu - umysl jest glupi.

Gdziekolwiek gdy tylko sobie przypomnisz, po prostu wstrzasnij calym swoim istnieniem i zatrzymaj sie. Nie tylko ty staniesz sie swiadomy. Wkrótce poczujesz, ze inni ludzie staja sie swiadomi twojej energii - ze cos sie stalo; wkracza w ciebie cos z nieznanego.

Praca jako medytacja

Kiedy poczujesz, ze nie jestes w dobrym nastroju i nie czujesz sie dobrze w pracy, przed rozpoczeciem pracy, przez piec minut, wykonuj glebokie wydechy. Poczuj, ze z wydechem wyrzucasz na zewnatrz swój ciemny nastrój - bedziesz zaskoczony, ze po pieciu minutach wrócisz nagle do normy i zdolowanie zniknelo, ciemnosc przestala istniec.

Jesli zdolasz przemienic swoja prace w medytacje, bedzie to najlepsze. Wtedy medytacja nigdy nie jest w konflikcie z twoim zyciem. Cokolwiek robisz, badz medytujacy. Medytacja nie jest czyms oddzielnym, jest czescia zycia. Jest jak oddychanie. Tak, jak oddychasz, wdech i wydech - tak samo i medytuj.

I jest to tylko pewne przeniesienie nacisku, niewiele trzeba robic. To, co robiles nieuwaznie, zacznij robic uwaznie. To, co robiles chcac uzyskac jakis rezultat, chocby pieniadze... Jest to w porzadku, ale mozesz zyskac z tego jeszcze cos wiecej. Pieniadze sa w porzadku i jesli twoja praca daje ci pieniadze, dobrze - czlowiek potrzebuje pieniedzy, ale nie sa one wszystkim. A jesli tuz obok mozesz zebrac o wiele wiecej przyjemnosci, czemu masz je przegapiac? Sa za darmo.

 

Po tym mozna poznac medytacje - czlowiek naprawde medytujacy jest pelen radosci; zycie jest dla niego uciecha, zycie jest leela - zabawa. Cieszy sie nim ogromnie, nie jest powazny, jest odprezony.

 

Bedziesz wykonywal swoja prace bez wzgledu na to czy ja kochasz czy nie, wiec wprowadzenie do niej milosci wywola wiele wiecej rzeczy, które w innym przypadku przegapilbys.

Ktokolwiek zajmuje sie praca twórcza, moze ze swojego zycia uczynic medytacje, w taki sposób, jak Osho opisuje tu w odpowiedzi na pytanie zadane przez malarza.

Sztuka jest medytacja; kazda aktywnosc staje sie medytacja jesli w niej zatracasz siebie, nie badz wiec tylko technikiem. Jesli bedziesz tylko technikiem, malowanie nigdy nie stanie sie medytacja. Musisz byc w nim do szalenstwa, do opetania, zupelnie zatracony, nie wiedzac dokad zmierzasz, nie wiedzac co robisz, nie wiedzac kim jestes.

Ten stan niewiedzenia bedzie medytacja - niech nastapi. Obraz nie powinien byc malowany, a powinno sie pozwolic mu sie zdarzyc - i nie mam tu na mysli tego, ze ty tylko bedziesz leniwy, nie - wtedy nigdy sie nie zdarzy. Musi to toba kierowac, musisz byc bardzo, bardzo aktywny, a jednak nie robic tego. To jest cala umiejetnosc, to jest cale sedno - musisz byc aktywny, a jednak nie byc tym, który to robi.

Podejdz do plótna. Przez kilka minut tylko medytuj, ot, siadz tam w ciszy, przed plótnem. Ma to przypominac pismo automatyczne. Bierzesz dlugopis do reki i siedzisz w ciszy i nagle stwierdzasz drgniecie w dloni i to nie ty je spowodowales, wiesz, ze to nie ty je spowodowales. Po prostu na nie czekales. To drgniecie przychodzi i dlon zaczyna sie poruszac, cos zaczyna sie dziac.

Tak wlasnie powinienes zaczynac malowanie. Kilka minut medytacji, po prostu bycia otwartym i przyjmujacym. Cokolwiek bedzie sie dzialo, pozwolisz temu sie zdarzyc. Wprowadzisz cale swoje doswiadczenie w przyzwolenie temu zdarzeniu sie.

 

Jaki jest pozytek z medytacji? Ile mozesz na niej zarobic? Jaki jest pozytek z tanca?… Zaden. Taniec nie da ci jedzenia, nie da ci picia, nie da ci schronienia. Zdaje sie byc bezuzyteczny. Wszystko co piekne i prawdziwe jest bezuzyteczne.

 

Wez pedzel i zacznij. Na poczatku powoli, tak, bys nie wprowadzil w to siebie. Poruszaj sie powoli. Niech obiekt malowania zacznie przez ciebie plynac sam z siebie, a potem zatrac sie w nim. I nie mysl o niczym innym. Sztuka musi byc dla sztuki, wtedy jest medytacja. Nie wolno dopuscic, aby pojawila sie w niej jakas motywacja, i nie mówie, ze masz nie sprzedawac swoich obrazów czy ich nie wystawiac - jest to zupelnie w porzadku, ale jest to produkt uboczny. Nie jest to motywacja. Czlowiek potrzebuje jedzenia, sprzedaje wiec obraz, ale to, ze go sprzedaje, boli - niemal tak, jakbys sprzedawal swoje dziecko. Ale czlowiek tego potrzebuje, wiec jest to w porzadku. Czujesz smutek, ale nie bylo to motywacja - nie malowales po to, zeby sprzedawac. Zostal sprzedany - to cos innego - ale nie jest to motywacja, bo gdyby tak bylo pozostaniesz tylko technikiem.

Powinienes sie w tym zatracic. Nie musisz byc, powinienes calkowicie zniknac w malowaniu, w tancu, w oddychaniu, w spiewaniu. Cokolwiek robisz, powinienes zupelnie zniknac w nie-kontrolowaniu.

Medytacja dla podrózujacych samolotami

Nie mozna znalezc lepszej okazji do medytowania niz latanie na duzych wysokosciach. Im wyzsza wysokosc, tym latwiejsza medytacja. Dlatego przez cale stulecia medytujacy wedrowali w góry w poszukiwaniu duzych wysokosci.

Kiedy grawitacja jest mniejsza i ziemia jest bardzo odlegla, oddala sie wiele przyciagan ze strony ziemi, jestes z dala od tego zepsutego spoleczenstwa zbudowanego przez czlowieka. Otaczaja cie chmury i gwiazdy i ksiezyc i slonce i ogromna przestrzen... Rób wiec to: zacznij odczuwac jednosc z tym ogromem, i rób to w trzech etapach.

Etap pierwszy - przez kilka minut mysl tylko o tym, ze stajesz sie wiekszy... wypelniasz caly samolot. Potem etap drugi - zacznij odczuwac, ze stajesz sie jeszcze wiekszy, wiekszy niz samolot, wlasciwie to samolot jest w tobie, i etap trzeci - poczuj, ze rozszerzyles sie na cale niebo. Teraz te chmury, które sie poruszaja, i ksiezyc i gwiazdy - poruszaja sie w tobie; jestes olbrzymi, nieograniczony.

To uczucie stanie sie twoja medytacja, i poczujesz sie calkowicie odprezony i bez napiecia.

oto jest sekret: Porzuc automatyzm

Jesli zdolamy odautomatyzowac nasze dzialania, cale zycie stanie sie medytacja, wtedy jakikolwiek drobiazg, wziecie prysznicu, jedzenie posilku, rozmowa z przyjacielem - staje sie medytacja. Medytacja jest pewna cecha - mozna ja wprowadzic do wszystkiego. Nie jest to jakis konkretny czyn. Ludzie mysla w ten sposób, mysla, ze medytacja jest jakims konkretnym czynem, jesli siedzisz twarza ku wschodowi, powtarzasz jakies mantry, palisz kadzidlo, robisz to czy tamto o okreslonej porze, w okreslony sposób, okreslonym gestem. Medytacja nie ma nic wspólnego z tym wszystkim. Wszystko to sa sposoby jej zautomatyzowania, a medytacja jest przeciwna automatyzacji.

Jesli wiec zdolasz utrzymac czujnosc, kazde dzialanie jest medytacja, kazdy ruch ogromnie ci pomoze.

Palenie papierosów - medytacja

Przyszedl do mnie kiedys pewien czlowiek. Byl nalogowym palaczem od trzydziestu lat, byl chory, a lekarze powiedzieli mu: „Nigdy nie wyzdrowiejesz jesli nie rzucisz palenia”. Ale on palil nalogowo, nie mógl sie temu oprzec. Próbowal - nie bylo tak, zeby nie próbowal - usilnie próbowal i w tym usilowaniu wiele wycierpial. Ale udawalo mu sie tylko na dzien, dwa, potem ta potrzeba znów przychodzila z taka moca, ze go po prostu pochlaniala, i znowu wpadal w to samo rutynowe zachowanie.

Z powodu palenia utracil wszelka wiare w siebie - wiedzial, ze nie potrafi zrobic czegos tak drobnego - ze nie potrafi rzucic palenia. W swych wlasnych oczach stal sie bezwartosciowy, uwazal siebie za najbardziej bezwartosciowego czlowieka w swiecie. Nie mial dla siebie zadnego szacunku. Przyszedl do mnie.

Co moge zrobic? Jak mam przestac palic? - zapytal.

Nikt nie jest w stanie przestac palic. Musisz to zrozumiec. Palenie nie jest teraz tylko kwestia twojej decyzji. Weszlo do swiata twoich nawyków, zapuscilo korzenie. Trzydziesci lat to duzo czasu. Zapuscilo korzenie w twoim ciele, w twojej chemii, rozprzestrzenilo sie na wszystkie strony. Nie jest to tylko kwestia postanowienia dokonanego przez twoja glowe - twoja glowa nic tu nie poradzi. Glowa jest bezsilna, moze zaczynac rózne rzeczy, ale nie moze ich zaprzestac tak samo latwo. Gdy cos zaczniesz i praktykujesz to przez tak dlugi okres czasu, stajesz sie wielkim joginem - trzydziesci lat praktyki palenia! Stalo sie to autonomiczne, musisz to odautomatyzowac - powiedzialem.

A on spytal: „Co rozumiesz przez odautomatyzowanie?”

A na tym wlasnie polega cala medytacja - odautomatyzowanie.

Zrób jedno - zapomnij o rzuceniu palenia, i tak nie ma takiej potrzeby. Palisz trzydziesci lat i zyjesz, jasne, bylo to cierpieniem, ale i do tego sie przyzwyczailes. A co za róznica czy umrzesz kilka godzin wczesniej niz gdybys umarl nie palac? I co bedziesz robil? Co zrobiles? Co to za róznica - czy umrzesz w poniedzialek, wtorek, czy niedziele, w tym roku, czy w tamtym - co to ma za znaczenie? - wyjasnilem.

Tak, to prawda, nie ma to znaczenia - przyznal.

Zapomnij o tym, w ogóle nie rzucimy palenia - ja mu na to. - Raczej spróbujemy je zrozumiec. Nastepnym razem uczyn wiec z tego medytacje.

Z palenia papierosów medytacje? - zapytal.

Oczywiscie - odrzeklem. - Skoro ludzie zen moga z picia herbaty uczynic medytacje i zrobic z tego ceremonie, czemu nie? Palenie papierosów moze byc równie piekna medytacja.

Co ty mówisz? - spytal. Wygladal na poruszonego. Ozywil sie! - Medytacje? jak to zrobic? No, powiedz mi, nie moge sie doczekac!

Dalem mu te medytacje.

Zrób jedno - powiedzialem. - Kiedy wyjmujesz paczke papierosów z kieszeni, poruszaj sie powoli. Ciesz sie tym, nie ma pospiechu. Badz swiadomy, uwazny, czujny - wyjmuj ja powoli, z pelnia uwaznosci.

 

Medytacja to zycie. Nie byc w medytacji to nie byc zywym.

 

Potem z pudelka wyjmij z pelnia uwaznosci jednego papierosa, powoli - nie tak, jak dawniej, w pospiechu, nieswiadomie, mechanicznie. Potem zacznij opukiwac tego papierosa - ale z pelnia uwagi. Sluchaj dzwieku tak, jak ludzie zen czynia to, gdy samowar zaczyna spiewac i herbata zaczyna sie gotowac... i ten aromat. Potem powachaj papierosa i odczuj jego piekno...

Co ty mówisz? - przerwal mi. - Piekno?

Tak, jest on piekny. Tyton jest tak samo boski, jak wszystko inne. Powachaj go - to zapach Boga.

Tez cos! - wygladal na nieco zaskoczonego. - Zartujesz?

Nie, nie zartuje.

Nawet kiedy zartuje, nie zartuje, jestem bardzo powazny.

Potem wlóz go do ust, z pelnia uwaznosci, zapal go z pelnia uwaznosci. Ciesz sie kazda czynnoscia, i podziel to na jak najmniejsze czynnosci, tak, abys stal sie coraz bardziej uwazny.

Potem zaciagnij sie pierwszy raz - Bogiem w postaci dymu. Hindusi powiadaja Annam Brahm - „jedzenie jest Bogiem”. Czemu nie dym? Wszystko jest Bogiem. Napelnij gleboko pluca, jest to pewnego rodzaju pranayam. Daje ci tu nowa joge dla nowego wieku! Potem wypusc ten dym, odprez sie, zaciagnij sie ponownie - i rób to bardzo powoli.

Jesli zdolasz to uczynic, bedziesz zaskoczony, wkrótce zobaczysz cala glupote palenia. Nie dlatego, ze inni powiedzieli, ze jest to glupie, nie dlatego, ze inni powiedzieli, ze jest to cos zlego. Ty to zobaczysz, i to zobaczenie bedzie nie tylko intelektualne. Wyjdzie ono z calego twojego istnienia, bedzie wizja twojej totalnosci. A potem, pewnego dnia, jesli palenie odpadnie, odpadnie, jesli bedzie trwalo nadal, bedzie trwalo. Nie potrzebujesz sie tym przejmowac.

Po trzech miesiacach przyszedl i powiada: „Ale ono odpadlo”.

Teraz - powiedzialem - spróbuj tego i na innych sprawach.

 

Jednym z okreslen medytacji, jakich uzywaja ludzie zen, jest wu-shi. Oznacza ono ‘nic specjalnego’ , albo ‘nic wielkiego’.

 

To jest tajemnica, jedyna tajemnica - porzuc automatyzm. Idac, idz powoli, uwaznie. Patrzac, patrz uwaznie, a zobaczysz, ze drzewa sa zielensze niz kiedykolwiek dotad, a róze sa bardziej rózane niz kiedykolwiek dotad. Sluchaj! Ktos mówi, plotkuje, sluchaj, sluchaj uwaznie. Niech cale twe dzialanie w stanie czuwania bedzie odautomatyzowane.

Zwyczajna herbata - smakuj ja

Zyj z chwili na chwile. Przez trzy tygodnie próbuj - cokolwiek robisz, rób to tak totalnie jak jest to mozliwe, miluj to i ciesz sie tym. Moze wyglada to glupio. Kiedy pijesz herbate zbytnie cieszenie sie nia jest glupie - to przeciez tylko zwyczajna herbata.

Ale zwyczajna herbata moze stac sie niezwykle piekna - jest to wspaniale doznanie, jesli cieszysz sie nia. Ciesz sie nia z glebokim poszanowaniem. Uczyn ceremonial - robisz herbate... sluchasz czajnika i jego dzwieku, potem nalewasz herbate... czujesz jej aromat, próbujesz te herbate i czujesz sie szczesliwy.

Martwi ludzie nie potrafia pic herbaty, tylko bardzo zywi. W tej chwili jestes zywy! W tej chwili pijesz herbate. Odczuwaj wdziecznosc! I nie mysl o przyszlosci - nastepna chwila sama o siebie zadba. Nie mysl o jutrze - przez trzy tygodnie zyj ta chwila.

Siedz w ciszy i czekaj

Czasem dzieje sie tak, ze medytacja jest blisko, ale ty jestes zajety innymi rzeczami. Ten delikatny glos jest w tobie, a ty jestes pelen halasu, zobowiazan, zajec, odpowiedzialnosci. A medytacja przychodzi jak szept, nie przychodzi jak krzyk sloganu, przychodzi bardzo cicho. Nie czyni halasu. Nawet kroków nie slychac. Jesli wiec jestes zajety, czeka i odchodzi.

 

Nauka potrzebuje teraz wielkich medytujacych - inaczej Ziemia skazana jest na zaglade.

 

Dolóz wiec staran, przynajmniej godzine co dnia, aby po prostu siedziec w ciszy i czekac na medytacje. Nic nie rób, tylko siedz w ciszy z zamknietymi oczami, w wielkim czekaniu, z czekajacym sercem, z otwartym sercem. Po prostu czekaj - jesli cos nastapi, bedziesz gotowy, by to przyjac. Jesli nic nie nastapi, nie czuj sie sfrustrowany. Nawet samo siedzenie przez godzine, gdy nic sie nie dzieje, jest dobre, odpreza. Uspokaja cie, wycisza, czyni cie bardziej scentrowanym i ugruntowanym. Ale coraz bardziej bedzie sie zblizac - i powoli, powoli powstanie pewne zrozumienie miedzy toba i tym medytacyjnym stanem - o okreslonej godzinie, w okreslonym pokoju, o okreslonej porze czekasz, bedzie przychodzic coraz bardziej i bardziej. Nie jest to cos, co przychodzi z zewnatrz, przychodzi to z twego najglebszego rdzenia. Ale kiedy wewnetrzna swiadomosc wie, ze zewnetrzna swiadomosc na nia czeka, mozliwosc spotkania jest wieksza.

Usiadz po prostu pod drzewem. Wiatr wieje i liscie drzewa szeleszcza. Wiatr cie dotyka, krazy wokolo, przechodzi. Ale nie pozwól mu ot, tak cie mijac, pozwól, aby poruszal sie w tobie i przechodzil przez ciebie. Zamknij wiec oczy i gdy wieje on w drzewie i slychac szelest lisci, czuj, ze ty tez jestes jak drzewo, otwarty, a wiatr wieje przez ciebie, nie obok ciebie, ale wlasnie przez ciebie.

Czasami mozesz po prostu zniknac

Siedzac pod drzewem, nie myslac o przeszlosci i przyszlosci, po prostu bedac, gdzie jestes? Gdzie jest ja? Nie czujesz go, nie ma go.

 

Medytacja nie jest próznia w czasie czy przestrzeni, ale natychmiastowym przebudzeniem.

 

Ego nie istnieje w terazniejszosci. Przeszlosci juz nie ma, przyszlosc dopiero bedzie - nie ma ani jednego, ani drugiego. Przeszlosc zniknela, przyszlosc jeszcze sie nie pojawila - jest tylko terazniejszosc. A w terazniejszosci nie mozna znalezc czegokolwiek, co przypomina ego.

W niektórych klasztorach Tybetu nadal stosuje sie jedna z najstarszych medytacji. Medytacja ta oparta jest na prawdzie, która ci tu przekazuje. Ucza tam, ze czasem mozesz po prostu zniknac. Kiedy siedzisz w ogrodzie zacznij po prostu odczuwac, ze znikasz. Zobacz jak wyglada swiat gdy odszedles ze swiata, gdy juz cie nie ma, gdy stales sie absolutnie przezroczysty. Na jedna sekunde spróbuj po prostu nie byc.

We wlasnym domu badz jakby cie nie bylo. jest to naprawde piekna medytacja. W ciagu 24 godzin mozesz jej próbowac wiele razy - wystarczy chocby pól sekundy. Na pól sekundy po prostu zatrzymaj sie - nie ma cie, a swiat trwa dalej. Kiedy coraz bardziej staniesz sie uwazny tego, ze bez ciebie swiat swietnie trwa dalej, bedziesz mógl nauczyc sie jeszcze jednej czesci swego istnienia, która byla pomijana od dawna, przez cale zywoty, i to jest nastrój przyjmowania. Po prostu pozwalasz, stajesz sie drzwiami. Wszystko dzieje sie bez ciebie.

Medytacja gilotyny

Jedna z najpiekniejszych medytacji tantrycznych - idac, mysl, ze nie masz glowy, tylko cialo. Siedzac, mysl, ze nie masz glowy. Stale pamietaj, ze nie masz glowy. Wyobrazaj sobie siebie bez glowy. Zrób powiekszone zdjecie siebie bez glowy, patrz na nie. Opusc lustro w lazience, tak, ze kiedy patrzysz, nie widzisz glowy - tylko cialo.

Kilka dni pamietania i poczujesz, ze ogarnia cie takie poczucie braku ciezaru, tak ogromna cisza - gdyz to glowa jest problemem. Jesli zdolasz wyobrazic sobie siebie bez glowy - a mozna to zrobic, nie ma z tym klopotu - coraz bardziej bedziesz scentrowany na sercu.

W tej wlasnie chwili mozesz wyobrazic sobie siebie bez glowy. Zrozumiesz natychmiast o czym mówie.

„To nie ja”

Umysl to smieci! Nie jest tak, ze ty masz smieci, a ktos inny nie. To smieci, a jesli zaczniesz wyrzucac smieci na zewnatrz, mozesz to robic i robic - nigdy nie doprowadzisz tego do takiej chwili, gdy to sie konczy. Sa to smieci, które same siebie napedzaja, nie sa wiec martwe, sa dynamiczne. Rosna i zyja wlasnym zyciem. Jesli wiec je podetniesz, liscie znów sie pojawia.

Wyrzucenie tego na zewnatrz nie oznacza, ze staniesz sie pusty. Uczyni cie to tylko swiadomym tego, ze ten umysl, o którym myslales, ze jest toba, z którym dotad byles utozsamiony, nie jest toba. Wyciagajac go na wierzch, staniesz sie swiadomy tego rozdzielenia, przepasci, miedzy toba a nim. Smieci pozostaja, ale ty nie jestes z nimi utozsamiony, to wszystko. Stajesz sie oddzielny, wiesz, ze jestes oddzielny.

Masz wiec robic tylko jedno - nie próbuj walczyc ze smieciami, i nie próbuj ich zmieniac. Tylko obserwuj i pamietaj tylko to jedno - „to nie ja”. Niech to bedzie mantra - „to nie ja”. Pamietaj to i stan sie uwazny i patrz co sie dzieje.

Natychmiast nastepuje zmiana. Smieci beda, ale nie sa juz czescia ciebie. Pamietanie o tym staje sie ich wyrzeczeniem.

Spisuj swoje mysli

Któregos dnia zrób to - taki drobny eksperyment. Zamknij drzwi i usiadz w pokoju i po prostu zacznij spisywac mysli - cokolwiek przyjdzie ci do glowy. Nie zmieniaj ich, bo nie potrzebujesz pokazywac tego kawalka papieru nikomu! Przez dziesiec minut tylko pisz, a potem przyjrzyj sie temu. Takie jest twoje myslenie. Kiedy przyjrzysz sie temu, pomyslisz, ze to dzielo jakiegos szalenca. Jesli pokazesz ten kawalek papieru swojemu najblizszemu przyjacielowi, on tez popatrzy na ciebie i pomysli: „Zwariowales?”

 

Wszystko, co umysl moze uczynic, nie jest medytacja - jest ona czyms poza umyslem. Umysl jest w tym absolutnie bezradny, umysl nie jest w stanie przeniknac medytacji. Tam, gdzie umysl sie konczy, zaczyna sie medytacja.

Strojenie min

Wiele jest starych medytacji korzystajacych ze strojenia min. Mozesz uczynic z tego medytacje - w Tybecie jest to jedna z najstarszych tradycji.

Znajdz duze lustro. Stan nago, strój miny, rób cos zabawnego i obserwuj, jesli bedziesz to robil i obserwowal przez 15-20 minut, bedziesz zaskoczony. Zaczniesz odczuwac, ze jestes czyms oddzielnym od tego. Gdybys nie byl oddzielny, jak móglbys robic to wszystko? A cialo jest po prostu w twoim reku, jest tylko czyms w twoim reku. Mozesz bawic sie nim to tak, to tak.

Wynajduj nowe sposoby przybierania zabawnych min, zabawnych figur. Rób wszystko, co tylko mozesz, a przyniesie ci to wielkie rozluznienie i zaczniesz patrzec na siebie nie jako na cialo, nie jako na twarz, ale jako na swiadomosc. Bedzie to pomocne.

Po prostu patrz na niebo

Medytuj z niebem i kiedy tylko masz czas, po prostu polóz sie, patrz na niebo. Niech bedzie to twoja kontemplacja, jezeli chcesz sie modlic, módl sie do nieba, jezeli chcesz medytowac, medytuj z niebem, czasem z otwartymi oczami, czasem z zamknietymi. Bo niebo jest tez w tobie - takie wielkie, jak na zewnatrz, takie samo jest wewnatrz. Stoimy na samej granicy nieba wewnetrznego i nieba zewnetrznego i sa one dokladnie proporcjonalne. Tak, jak niebo zewnetrzne jest nieskonczone, takie jest i niebo wewnetrzne.

Stoimy na samej granicy - w którakolwiek strone pójdziesz, rozplyniesz sie. I sa to dwie drogi wiodace do rozplyniecia sie.

 

Nie mówie, ze medytacja rozwiaze problemy twego zycia. Mówie tylko tyle, ze gdy jestes w stanie medytacji, problemy znikna - nie beda rozwiazane. Nie potrzeba rozwiazywac problemów. Problem powstaje przede wszystkim wskutek istnienia napietego umyslu.

 

Gdy rozplywasz sie w niebie zewnetrznym, jest to modlitwa; gdy rozplywasz sie w niebie wewnetrznym, jest to medytacja, ale w koncu sprowadza sie to do tego samego - rozplywasz sie. A te dwa nieba nie sa dwoma niebami. Sa dwoma tylko ze wzgledu na ciebie - ty jestes linia dzielaca. Gdy znikasz, znika ta dzielaca linia, wtedy to, co jest wewnatrz, jest na zewnatrz, a to, co jest na zewnatrz, jest wewnatrz.

Aromat kwiatu

Jesli masz dobry wech, zbliz sie do jakiegos kwiatu, niech aromat cie napelni. Potem stopniowo, bardzo powoli, odsuwaj sie od kwiatu, ale caly czas zwracaj uwage na zapach, aromat. W miare oddalania sie ten aromat bedzie stawal sie coraz subtelniejszy, a ty bedziesz potrzebowal wiecej uwaznosci dla jego odczucia. Stan sie nosem. Zapomnij o calym ciele, a cala energie sprowadz do nosa, tak, jakby tylko nos istnial. Jesli zgubisz zapach, podejdz kilka kroków, pochwyc zapach ponownie i odsuwaj sie, cofaj sie dalej.

Powoli bedziesz w stanie wyczuc zapach kwiatu z bardzo duzej odleglosci. Nikt inny nie zdola poczuc tego kwiatu z tak daleka. Ciagle poruszaj sie w bardzo subtelny sposób - czynisz ten przedmiot subtelnym - i przyjdzie taka chwila, gdy nie bedziesz w stanie poczuc zapachu. Teraz wachaj nieobecnosc miejsca, gdzie jeszcze przed chwila byl pewien aromat, juz go nie ma.

jest to druga czesc jego istnienia - czesc nieobecna, czesc ciemna. Jezeli zdolasz poczuc wechem nieobecnosc zapachu, jezeli zdolasz odczuc, ze jest w tym pewna róznica, to o wszystkim zadecyduje. Wtedy ten przedmiot staje sie bardzo subtelny. Teraz jest to zblizanie sie do bezmyslowego stanu samadhi.

Nawiaz kontakt z ziemia

Czasem spróbuj takiego prostego eksperymentu - stan gdzies rozebrany do naga - na plazy, nad rzeka - stan w sloncu rozebrany do naga i zacznij podskakiwac, biegac, i odczuj jak twoja energia przeplywa do ziemi przez stopy, przez nogi. Biegnij i odczuwaj jak twoja energia splywa przez nogi do ziemi. Potem, po kilku minutach biegu, stan po prostu w milczeniu, zakorzeniony w ziemi, i odczuj polaczenie stóp z ziemia. Nagle poczujesz sie bardzo, bardzo ukorzeniony, ugruntowany, stabilny. Poczujesz, ze ziemia nawiazuje kontakt, poczujesz, ze twoje stopy nawiazuja kontakt. Powstaje dialog miedzy ziemia i toba.

Po prostu rozluznij oddychanie

Kiedy tylko znajdziesz troche czasu, przez kilka minut po prostu odprez uklad oddechowy, nic innego - nie ma potrzeby odprezania calego ciala. Gdy siedzisz w pociagu, samolocie czy samochodzie, nikt nie bedzie wiedzial, ze cos robisz. Po prostu odprez uklad oddechowy. Niech funkcjonuje naturalnie. Potem zamknij oczy i obserwuj oddech, który wchodzi, wychodzi, wchodzi.

Nie koncentruj sie. Gdy sie koncentrujesz, stwarzasz klopoty, poniewaz wtedy wszystko staje sie zaklóceniem. Gdy spróbujesz skoncentrowac sie gdy siedzisz w samochodzie, halas samochodu stanie sie zaklóceniem, czlowiek siedzacy obok ciebie stanie sie zaklóceniem.

Medytacja nie jest koncentracja, jest prosta uwaznoscia. Ot, tylko odprez sie i obserwuj oddychanie. W tym obserwowaniu nic nie jest odsuwane. Samochód szumi - swietnie, akceptuj to. Trwa ruch uliczny - doskonale, jest to czesc zycia. Inny pasazer chrapie obok - akceptuj to. Nic nie zostaje odrzucone. Tylko medytacja moze zneutralizowac twoje uwarunkowania.

„Pokój temu czlowiekowi”.

Gdy ktos do ciebie przychodzi czy spotyka sie z toba, osiadz po prostu w sobie, wycisz sie. Gdy ta osoba wchodzi, w glebi siebie odczuj do niego pokój. Poczuj: „Pokój temu czlowiekowi”. Nie mów tego, odczuj to. Nagle stwierdzisz w tym czlowieku zmiane, jakby do jego istnienia wkroczylo cos nieznanego. Bedzie totalnie inny. Spróbuj!

Osho dal te technike pracy z napieciem tym, którzy uswiadomili sobie trwale utrzymujacy sie wzorzec frustracji i zlosci w swoich sprawach codziennych.

Codziennie przez pietnascie minut, o takiej porze, gdy dobrze sie czujesz, zamknij pokój i stan sie pelny zlosci - ale jej z siebie nie wyrzucaj. Wymuszaj to dalej... niemal oszalej od tej zlosci, ale jej nie wyrzucaj na zewnatrz - nie wyrazaj jej, nawet poduszki nie uderzaj. Stlum to jak tylko mozesz - rozumiesz o czym mówie? Jest to dokladnym przeciwienstwem katharsis.

Gdy odczujesz, ze w zoladku narasta napiecie, jakby cos mialo eksplodowac, wciagnij brzuch - uczyn go tak napietym, jak tylko zdolasz, jesli czujesz, ze barki staja sie napiete, uczyn je jeszcze bardziej napietymi. Niech cale cialo stanie sie jak najbardziej napiete - niemal tak, jak wulkan, w srodku wrzace, ale bez uwolnienia. O tym nalezy pamietac - bez uwolnienia, bez ekspresji. Nie krzycz, bo wtedy brzuch zostanie rozluzniony. Niczego nie uderzaj, bo wtedy rozluznia sie barki i stana sie odprezone.

Przez pietnascie minut stawaj sie coraz bardziej rozgoraczkowany, jakbys mial temperature stu stopni. Przez pietnascie minut pracuj az do samego szczytu. Ustaw budzik, a gdy rozlegnie sie dzwiek, spróbuj to uczynic najmocniej, jak tylko potrafisz. A gdy dzwiek ustanie, usiadz w ciszy, zamknij oczy i tylko obserwuj to, co sie dzieje. Odprez cialo.

To rozgrzanie ukladu wymusi stopienie twoich wzorców.

Kontempluj to, co przeciwne

Jest to piekna metoda. Bedzie bardzo przydatna. Na przyklad - co masz zrobic, gdy czujesz sie bardzo niezadowolony? Kontempluj to, co przeciwne.

Gdy czujesz sie niezadowolony, kontempluj zadowolenie. Czym jest zadowolenie? Wprowadz równowage. Gdy twój umysl jest w zlosci, wprowadz wspólczucie, pomysl o wspólczuciu - i natychmiast energia ulegnie zmianie, gdyz oba te stany sa tym samym. Przeciwienstwo jest ta sama energia. Gdy je wprowadzisz, zostaje przyswojone, jest zlosc - kontempluj wspólczucie.

Zrób taka rzecz - przechowuj posazek Buddy, gdyz ten posazek jest gestem wspólczucia. Zawsze gdy czujesz w sobie zlosc, wejdz do pokoju, spojrzyj na Budde, usiadz tak, jak Budda, i odczuj wspólczucie. Nagle stwierdzisz, ze nastepuje w tobie przemiana. Zlosc sie zmienia - nie ma juz ekscytacji, pojawia sie wspólczucie, i nie jest to jakas inna energia. Jest to ta sama energia - ta sama energia, co i zlosc - która zmienia swa jakosc, wznosi sie. Spróbuj!

„Nie dwa”

To jedna z najstarszych mantr. Zawsze gdy czujesz sie podzielony, zawsze gdy odczuwasz, ze powstaje jakis dualizm, powiedz sobie wewnatrz - „nie dwa”. Ale powiedz to w pelni uwaznosci, nie powtarzaj tego mechanicznie. Zawsze gdy czujesz jak pojawia sie milosc, powiedz ,,nie dwa”, inaczej czyhac bedzie nienawisc - te stany sa jednoscia. Gdy czujesz powstajaca nienawisc, powiedz „nie dwa”. Zawsze gdy czujesz kurczowe trzymanie sie zycia, powiedz „nie dwa”, zawsze gdy czujesz lek przed smiercia, powiedz „nie dwa”. Istnieje tylko jednosc.

I to mówienie winno byc twoim zrozumieniem. Powinno byc pelne inteligencji, wszechprzenikajacej jasnosci - a nagle odczujesz w sobie odprezenie. W chwili wypowiadania „nie dwa” - jesli mówisz to ze zrozumieniem, nie powtarzasz mechanicznie - nagle odczujesz iluminacje.

Sluchaj „tak”

Przez jeden miesiac sluchaj „tak” idz sciezka, która mówi „tak”. Przez jeden miesiac nie idz sciezka, która powiada „nie”. Udziel wiecej wsparcia temu „tak” - z tego miejsca zacznie dziac sie twoja jednosc. „Nie” nigdy nie pomaga w uzyskaniu jednosci. Zawsze to „tak” jest pomoca, poniewaz „tak” jest akceptacja, „tak” jest ufnoscia, „tak” jest modlitwa. Byc zdolnym do mówienia „tak” to byc religijnym.

Po drugie - nie nalezy tlumic „nie”. Jesli je stlumisz, bedzie sie ono stawac coraz silniejsze i któregos dnia eksploduje i zniszczy twoje „tak”. Dlatego nigdy nie tlum „nie”, po prostu je ignoruj.

 

Medytacja nie jest doznaniem, jest staniem sie swiadomym swiadka. Patrz - tylko patrz i pozostan scentrowany w tym patrzeniu, a wszystko jest totalne. Inaczej nic nie jest totalne. A potem wszystko daje spelnienie, inaczej nic nie daje spelnienia. Medytuj z twarza ukochanej. Jesli kochasz kwiaty, medytuj z róza, medytuj z ksiezycem albo czymkolwiek, co lubisz. Jesli kochasz jedzenie, medytuj z jedzeniem.

 

A jest wielka róznica miedzy tlumieniem a ignorowaniem. Wiesz, ze cos jest i widzisz to. Mówisz: „Tak, wiem, ze tu jestes, ale ja bede sluchal tak”. Nie tlumisz tego, nie walczysz z tym, nie mówisz: „Wynos sie, znikaj, nie chce miec z toba nic wspólnego”. Nie mówisz niczego w zlosci na to, nie chcesz tego odpychac, nie chcesz wrzucac tego do piwnicy wlasnej nieswiadomosci w ciemnosciach umyslu. Nie, nic z tym nie robisz, po prostu stwierdzasz, ze to jest. Ale ty sluchasz „tak”, bez zalu, bez narzekania, bez zlosci. Po prostu sluchaj „tak”, nie przyjmujac wobec tego zadnego nastawienia.

Ignorowanie „nie” jest najwieksza sztuka jego zabijania. Jezeli bedziesz z nim walczyl, juz stales sie ofiara, bardzo subtelna ofiara - to „nie” juz cie pokonalo. Gdy walczysz z „nie”, mówisz „nie” temu „nie”. W taki sposób owladnelo ono toba wchodzac tylnymi drzwiami. Nie mów „nie” nawet wobec „nie” - po prostu je ignoruj.

Przez jeden miesiac sluchaj „tak” i nie walcz z „nie”. Bedziesz zaskoczony, ze stopniowo staje sie ono coraz slabsze i watlejsze, gdyz jest wyglodzone - a pewnego dnia nagle stwierdzisz, ze juz go nie ma. A gdy juz go nie bedzie, cala energia w nim zawarta zostaje uwolniona i ta uwolniona energia uczyni twoje „tak” wielkim strumieniem.

Zaprzyjaznij sie z drzewem

Podejdz do drzewa, rozmawiaj z drzewem, dotykaj drzewa, obejmuj drzewo, odczuwaj drzewo, po prostu usiadz pod drzewem, pozwól, by drzewo poczulo, ze jestes dobrym czlowiekiem, i ze nie jest twoim zamiarem zranienie go.

Powoli, stopniowo, powstanie przyjazn, i zaczniesz odczuwac, ze kiedy przychodzisz, natychmiast zmienia sie jakosc tego drzewa. Poczujesz to - gdy sie zblizasz, na korze drzewa odczujesz poruszajaca sie ogromna energie. Gdy dotykasz drzewa, jest szczesliwe jak dziecko, jak ukochana osoba. Gdy siedzisz pod drzewem, odczujesz wiele rzeczy, i wkrótce bedziesz w stanie odczuc, ze gdy jestes smutny i podchodzisz do drzewa, twój smutek po prostu znika w obecnosci drzewa

Dopiero wtedy bedziesz w stanie zrozumiec, ze jestes wspólzalezny. Mozesz uczynic to drzewo szczesliwym, a to drzewo moze ciebie uczynic szczesliwym, a cale zycie jest wspólzaleznoscia. Ta wspólzaleznosc nazywam Bogiem.

 

Medytacja nie jest srodkiem sluzacym wyzwoleniu twej inteligencji. Im bardziej medytujesz, tym stajesz sie inteligentniejszy. Ale pamietaj - mówiac o inteligencji nie mam na mysli intelektualnosci. Intelektualnosc nalezy do glupoty.

 

„Jestes tutaj?”

Wypowiedz swe wlasne imie - rankiem, noca, w poludnie. Gdy czujesz sie spiacy, wypowiedz swoje imie. I nie tylko je wypowiedz - odpowiedz na nie i to glosno. Nie obawiaj sie innych ludzi. Dosc juz sie obawiales innych ludzi, lekiem juz cie dostatecznie zamordowali. Nie bój sie, nawet na targowisku musisz o tym pamietac. Wypowiedz swoje imie - „Teertha, jestes tutaj?” I odpowiedz - „Jestem”.

 

Medytacja nie jest czyms, co robisz rankiem i masz to za soba - medytacja to cos, co masz robic i przezywac w kazdej chwili swojego zycia. Idac, spiac, siedzac, rozmawiajac, sluchajac - musi sie to stac pewnego rodzaju klimatem. Czlowiek odprezony w nim pozostaje. Ten, kto stale porzuca przeszlosc, pozostaje w medytacji. Nigdy nie dzialaj kierujac sie wnioskami; te wnioski to twoje uwarunkowania, to twoje uprzedzenia, twoje pragnienia, twoje leki i cala reszta. Krótko mówiac - ty jestes!

Ty oznacza twoja przeszlosc. Ty oznacza wszystkie twoje przezycia z przeszlosci. Nie pozwól temu, co martwe, panowac nad tym, co zywe, nie pozwól, by przeszlosc wywierala wplyw na terazniejszosc, nie pozwól, by smierc zawladnela twoim zyciem - na tym wlasnie polega medytacja. Krótko mówiac, w medytacji ciebie nie ma. To, co martwe, nie kieruje tym, co zyje.

POLUDNIE
siedzenie, patrzenie i sluchanie

W medytacji nie ma celu

Medytacja pojawia sie dopiero wtedy, gdy przenikasz do glebi wszystkich motywacji i stwierdzasz, ze ich nie ma, gdy przeszedles przez cala runde motywacji i zrozumiales ich falszywosc. Zobaczyles, ze te motywacje prowadza do nikad, ze mozesz ciagle i ciagle krecic sie w kólko - a ty pozostajesz taki sam. Motywacje trwaja i trwaja i prowadza cie, kieruja toba, doprowadzaja cie niemal do szalenstwa, stwarzajac nowe pragnienia - a nigdy nic nie zostaje osiagniete. Dlonie pozostaja tak samo puste jak zawsze. Kiedy to zostanie zrozumiane, kiedy wejrzysz w swoje zycie i stwierdzisz, ze wszystkie motywacje odpadaja...

Zadna motywacja nigdy nie prowadzi do sukcesu, zadna motywacja nigdy nikomu nie przyniosla zadnego blogoslawienstwa. Motywacje jedynie obiecuja - to, co obiecane, nigdy nie zostaje spelnione, jedna motywacja zawodzi i wkracza inna motywacja i znowu ci obiecuje... a ty znowu ulegasz temu omamowi. Raz po raz jestes oszukiwany przez motywacje, i wreszcie któregos dnia nagle uswiadamiasz sobie - nagle widzisz to wszystko, i to widzenie jest poczatkiem medytacji. Nie ma w tym zadnego nasienia, zadnej motywacji, jezeli medytujesz po to, by cos osiagnac, tak naprawde koncentrujesz sie - nie medytujesz. Wtedy nadal jestes w tym swiecie - twój umysl nadal jest zainteresowany tanimi rzeczami, banalami. Wtedy jestes z tego swiata. Nawet jesli medytujesz na osiagniecie Boga, jestes z tego swiata. Nawet jesli medytujesz aby osiagnac nirwane, jestes z tego swiata - poniewaz w medytacji nie ma celu.

Medytacja jest to wglad stwierdzajacy, ze wszystkie cele sa falszywe. Medytacja jest to zrozumienie, ze wszelkie pragnienia prowadza do nikad.

Siedzenie

Medytacja oznacza przeznaczenie paru minut na brak aktywnosci. Na poczatku bedzie to bardzo trudne - na poczatku bedzie to najtrudniejsza rzecz w swiecie, a na koncu - najlatwiejsza. Jest to tak latwe - i dlatego jest takie trudne.

Gdy powiesz komus, zeby tylko usiadl i nic nie robil, zacznie sie wiercic, zacznie czuc mrowienie w nodze, albo poczuje, ze cos dzieje sie w ciele. Staje sie tak niespokojny, gdyz zawsze byl czyms zajety. Przypomina samochód z wlaczonym zaplonem, z pracujacym silnikiem, samochód, który jednak nigdzie nie jedzie - ale silnik huczy i staje sie coraz bardziej goracy. Zapomniales jak sie wylacza zaplon. Tym wlasnie jest medytacja - sztuka wylaczania zaplonu.

Oddech - najglebsza mantra

Oddech wchodzi - niech twe istnienie odzwierciedli to, ze oddech wchodzi. Oddech wychodzi - niech twe istnienie odzwierciedli to, ze oddech wychodzi, a ty odczuwasz jak splywa na ciebie ogromna cisza, jesli zdolasz zobaczyc oddech wchodzacy i wychodzacy wchodzacy i wychodzacy - oto najglebsza mantra, jaka kiedykolwiek wymyslono.

Oddychasz tu i teraz. Nie mozesz oddychac jutro i nie mozesz oddychac wczoraj. Musisz oddychac w tej chwili, ale mozesz myslec o jutrze i mozesz myslec o wczoraj. Dlatego cialo pozostaje w terazniejszosci, a umysl stale skacze miedzy przeszloscia i przyszloscia - jest rozdwojenie miedzy cialem i umyslem. Cialo wchodzi w terazniejszosc, a umysl nigdy nie jest w terazniejszosci i nigdy sie one nie spotykaja. Nigdy nie natykaja sie na siebie, i z powodu tego rozdwojenia powstaje niepokój, napiecie i ból. Czlowiek jest napiety, a to napiecie jest zmartwieniem. (Umysl musi zostac sprowadzony do terazniejszosci, poniewaz nie ma innego czasu.

Osho mówi o vipassanie

Siedzac w milczeniu po prostu obserwuj swój oddech. Najlatwiejsze do obserwacji jest wejscie powietrza do nosa. Gdy oddech wchodzi, odczuj dotyk oddechu u wejscia do nosa - tam go obserwuj. Dotyk bedzie latwiejszy w obserwowaniu, oddech bylby zbyt subtelny - na poczatku obserwuj sam dotyk. Oddech wchodzi, a ty czujesz, ze wchodzi - obserwuj go. A potem idz za nim, idz razem z nim. Stwierdzisz, ze przychodzi chwila, gdy oddech sie zatrzymuje. Gdzies w poblizu twego pepka oddech sie zatrzymuje - na jedna malenka chwile, na jedna pal, zatrzymuje sie. Potem znowu wedruje na zewnatrz, a ty idz za nim - znów odczuj ten dotyk, oddechu wychodzacego przez nos. Idz za nim, razem z nim wyjdz na zewnatrz - znów dotrzesz do pewnego punktu, gdy oddech zatrzymuje sie na jeden bardzo malenki moment, i znów ten cykl sie zaczyna.

 

„Najpierw musisz tanczyc, aby w tancu pancerz opadl. Najpierw musisz krzyczec w radosci i spiewac, aby twoje zycie stalo sie bardziej ozywione. Najpierw musisz przejsc katharsis, aby wszystko to, co stlumiles, zostalo wyrzucone i twoje cialo zostalo oczyszczone z toksyn i trucizn, a twoja psychika takze zostala oczyszczona ze stlumionych urazów i ran. Gdy to nastapi i bedziesz mógl smiac sie i staniesz sie zdolny do milosci - wtedy vipassana”.

 

Wdech, przerwa, wydech, przerwa, wdech, przerwa. Ta przerwa jest najbardziej tajemniczym zjawiskiem w tobie. Gdy oddech wchodzi i ustaje i nie ma ruchu, to jest miejsce, w którym mozna spotkac Boga. Albo gdy oddech wychodzi i zatrzymuje sie i nie ma ruchu.

Pamietaj - nie masz go zatrzymywac, on ustaje sam z siebie. Jesli go zatrzymasz, wszystko przegapisz, bo wlaczy sie ten, kto to robi i bycie swiadkiem zniknie. Nic z nim nie rób. Masz nie zmieniac oddechu, masz nie wdychac, ani nie wydychac. To nie jest pranayam z jogi, gdzie zaczynasz manipulowac oddechem - nie o to chodzi. W ogóle nie dotykasz oddechu - przyzwalasz na jego naturalnosc, jego naturalny przebieg. Gdy wychodzi, idziesz za nim, gdy wchodzi, idziesz za nim.

I wkrótce staniesz sie swiadom istnienia dwóch przerw. W tych dwóch przerwach tkwia drzwi, i w tych dwóch przerwach zrozumiesz, przekonasz sie, ze sam oddech nie jest zyciem - moze jest pokarmem dla zycia, jak i inne pokarmy, ale nie jest zyciem jako takim. Poniewaz wtedy, gdy oddychanie sie zatrzymuje, jestes, jestes doskonale - jestes doskonale swiadomy, calkowicie swiadomy, i oddech sie zatrzymal, oddychania juz nie ma, a ty jestes.

I gdy bedziesz trwal w tej obserwacji oddechu - Budda nazywa to yipassana albo anapanasati yog - gdy bedziesz obserwowal, obserwowal, obserwowal, powoli, powoli zaczniesz widziec, ze przerwa sie powieksza i rosnie. W koncu jest tak, ze przez cale minuty ta przerwa sie utrzymuje, jeden oddech wchodzi, i przerwa... i przez cale minuty oddech nie wychodzi. Wszystko sie zatrzymalo. Swiat sie zatrzymal, czas sie zatrzymal, myslenie sie zatrzymalo. Bo gdy oddech sie zatrzymuje, myslenie nie jest mozliwe. A gdy oddech sie zatrzymuje, na cale minuty, myslenie jest absolutnie niemozliwe - poniewaz proces myslowy potrzebuje ciaglego doplywu tlenu, a proces myslowy i oddychanie sa ze soba wzajemnie gleboko powiazane.

Gdy jestes w zlosci, twój oddech ma inny rytm; gdy jestes pobudzony seksualnie, masz inny rytm oddechu; kiedy jestes wyciszony, znów jest inny rytm oddechu. Gdy jestes szczesliwy, jest inny rytm oddechu; gdy jestes smutny, znowu jest inny rytm oddechu. Twoje oddychanie zmienia sie wraz ze zmianami nastrojów umyslu, i odwrotnosc tego tez jest prawda - gdy zmienia sie oddech, zmieniaja sie nastroje umyslu. A gdy oddech ustaje, umysl sie zatrzymuje.

W tym zatrzymaniu umyslu zatrzymuje sie caly swiat - gdyz to umysl jest swiatem, i w tym zatrzymaniu po raz pierwszy poznajesz czym jest oddech wewnatrz oddechu, zycie wewnatrz zycia. To doznanie jest czyms wyzwalajacym. To doznanie sprawia, ze stajesz sie swiadomy Boga - a Bóg nie jest jakas osoba, ale samym doznaniem zycia.

Vipassana - medytacja wgladu

Usiadz w pozycji, która bedzie wygodna na 45-60 minut. Pomaga siadania co dzien o tej samej porze i w tym samym miejscu, i nie musi to byc miejsce ciche. Eksperymentuj, az znajdziesz sytuacje, w której czujesz sie najlepiej. Mozesz siadac raz lub dwa razy dziennie, ale nie siadaj przynajmniej na godzine po posilku i przed snem.

Wazne jest by siedziec z wyprostowanymi plecami i glowa. Oczy powinny byc zamkniete, a cialo nieruchome, jak to mozliwe. Pomocna moze byc lawka do medytacji lub krzeslo z prostym oparciem, czy tez jakikolwiek ulozenie poduszek.

Nie ma zadnej specjalnej techniki oddychania - zwyczajnie, naturalne oddychanie jest odpowiednie. Vippasana polega na uwaznosci oddechu, dlatego nalezy obserwowac wznoszenie sie i opadanie kazdego oddechu tam, gdzie doznania odczuwasz najwyrazniej - w nosie lub okolicy zoladka lub splotu slonecznego.

 

Medytacja jest po prostu rozkoszowaniem sie wlasna obecnoscia. Medytacja jest rozkosza wlasnego istnienia.

 

Vipassana nie jest koncentracja, a jej celem nie jest pozostawanie w obserwacji oddychania przez godzine. Gdy pojawia sie mysli, uczucia lub doznania, albo gdy zdasz sobie sprawe z jakiegos dzwieku, zapachów i powiewów powietrza z zewnatrz, pozwól po prostu uwadze powedrowac ku nim. Cokolwiek sie pojawi, moze byc obserwowane tak, jak chmury plynace na niebie - ani sie tego kurczowo nie chwytasz, ani tego nie odrzucasz. Zawsze gdy mozliwy jest wybór co masz obserwowac, wracaj do uwaznosci oddychania.

Pamietaj - nic specjalnego nie ma sie tu dziac. Nie ma ani porazki ani sukcesu - nie ma tez zadnego postepu wzgledem poprzednich sesji. Nie ma nic co nalezaloby wymyslac lub analizowac, ale moga pojawic sie wglady w rózne sprawy. Pytania i problemy mozna widziec po prostu jako tajemnice, którymi nalezy sie cieszyc.

Osho mówi o przyplywie energii, jaki czesto odczuwaja ludzie zaczynajacy vipassane.

W vipassanie czasem moze sie zdarzyc tak, ze poczujesz duze uwrazliwienie zmyslów - gdyz jestes tak wyciszony, a energia nie jest rozpraszana. Zwykle wiele energii jest rozpraszanej i jestes wyczerpany. Gdy tylko siedzisz, nic nie robisz, stajesz sie cichym zbiornikiem energii, i ten zbiornik staje sie coraz wiekszy i wiekszy i wiekszy. Dochodzi niemal do takiego punktu, ze zaczyna sie przelewac... a wtedy czujesz uwrazliwienie zmyslów. Odczuwasz nowa wrazliwosc, zmyslowosc, nawet seksualnosc - jakby wszystkie zmysly staly sie swieze, mlodsze, zywe, jakby opadl z ciebie kurz i jakbys wzial kapiel, i oczyscil sie pod prysznicem. Tak sie zdarza.

 

Tylko medytacja moze pomóc ci totalnie, poniewaz nie robisz tego pod katem kogos innego, robisz to przed wlasnym istnieniem. Mozesz byc absolutnie wolny. Nie musisz sie obawiac co pomysla inni ludzie.

 

Dlatego ludzie - zwlaszcza buddyjscy mnisi, którzy od stuleci praktykuja vipassane - jedza niewiele. Nie potrzebuja. Jedza raz - i to bardzo umiarkowany posilek, bardzo maly, co najwyzej mozesz nazwac go sniadaniem - raz dziennie. Nie spia wiele, poniewaz sa pelni energii, i nie sa eskapistami - ciezko pracuja. Nie jest tak, ze nie pracuja. Rabia drewno i pracuja w ogrodzie, w polu, na farmie - pracuja caly dzien. Ale cos sie z nimi stalo, i teraz ta energia juz nie jest rozpraszana.

I pozycja siedzenia bardzo sprzyja zachowaniu energii. Pozycja lotosu, w której siadaja buddysci, jest taka, ze wszystkie krance ciala stykaja sie ze soba - stopa ze stopa, dlon z dlonia. Sa to punkty, z których energia porusza sie na zewnatrz i wyplywa, bo aby energia mogla wyplywac na zewnatrz, potrzeba ostrego zakonczenia. Dlatego meski narzad seksualny ma ostre zakonczenie - gdyz musi przekazywac wiele energii. Przypomina prawie zawór bezpieczenstwa. Gdy jest zbyt wiele energii wewnatrz, i nic nie mozesz zrobic, rozladowujesz ja w seksie.

W akcie seksualnym kobieta nigdy nie uwalnia energii. Stad kobieta moze kochac sie z wieloma osobami w ciagu jednej nocy, a mezczyzna nie. Kobieta moze nawet gromadzic energie, o ile wie jak to robic - moze nawet otrzymywac energie.

Przez glowe energia nie jest uwalniana na zewnatrz. Natura stworzyla glowe w ksztalcie kuli. Dlatego mózg nigdy nie traci energii, zachowuje ja - bo jest najwazniejszy, stanowi centrum zarzadzania calym cialem. Musi byc chroniony - dlatego chroni go kulista czaszka.

Energia nie moze wyplywac z przedmiotów kulistych. Stad planety - ziemia i slonce i ksiezyc i gwiazdy - wszystkie sa kuliste. Gdyby bylo inaczej, tracilyby energie i umieraly.

Gdy tak siadasz, przyjmujesz ksztalt kuli - dlon dotyka dloni. Gdy jedna dlon uwalnia energie, przeplywa ona do drugiej dloni. Stopa dotyka stopy... tak siedzac stajesz sie niemal kregiem. Energia krazy wewnatrz ciebie. Nie wyplywa na zewnatrz. Gromadzisz ja - stopniowo stajesz sie zbiornikiem. Stopniowo zaczniesz czuc w brzuchu napelnienie. Mozesz byc pusty, moze nic nie jadles, ale odczuwasz pewne na pelnienie, i wtedy pojawia sie naplyw wyostrzonej zmyslowosci. Ale to dobry znak, bardzo, bardzo dobry znak. Ciesz sie wiec z tego.

 

Jestes swoim wlasnym wytworem, jestes bariera. Medytacja jest wtedy, gdy nie ma medytujacego!

Astronauta wewnetrznej przestrzeni

Wiele razy w glebokiej medytacji nagle zauwazysz, ze grawitacja zniknela. Teraz nic cie nie sciaga do dolu, teraz od ciebie zalezy czy chcesz sie wznosic czy nie. Teraz to zalezy od ciebie - jesli chcesz, mozesz po prostu wzleciec do nieba. Cale niebo nalezy do ciebie. Ale gdy otwierasz oczy, nagle jest cialo, jest ziemia, jest grawitacja. Gdy miales zamkniete oczy, medytowales i zapomniales o ciele, wszedles w inny wymiar - wymiar laski.

Ciesz sie tym, pozwól na to, bo gdy zaczniesz myslec, ze jest to cos zwariowanego, powstrzymasz to i to powstrzymanie zaklóci medytacje. Ciesz sie tym tak, jakbys latal we snie. Zamknij oczy. W medytacji wedruj tam, gdzie tylko chcesz, wznos sie wyzej i wyzej do nieba, a wkrótce wiele nowych rzeczy bedzie dla ciebie mozliwych, I nie obawiaj sie. jest to najwieksza przygoda, wieksza niz podróz na ksiezyc - stanie sie astronauta wewnetrznej przestrzeni jest najwieksza przygoda.

Osho podsuwa te piekna technike tym, którzy odczuwaja zaklócenia fizycznej, niestabilnosci i unoszenia sie.

Usiadz w lózku na piec do dziesieciu minut i zamknawszy oczy wizualizuj... odczuwaj, ze twoje cialo staje sie wieksze, wieksze, wieksze, wieksze. Uczyn je tak wielkim, jak tylko zdolasz - tak wielkim, ze niemal zaczyna dotykac scian pokoju.

Zacznij odczuwac, ze teraz nie mozesz poruszyc dlonmi - jest to trudne... glowa dotykasz sufitu. Najpierw przez dwa, trzy dni odczuwaj tylko tyle, potem zacznij wychodzic poza pokój. Wypelnij caly dom - i poczuj, ze pokój jest wewnatrz ciebie. Potem wyjdz poza dom - napelnij soba cala okolice, i odczuwaj cala te okolice w sobie. A potem wypelnij soba cale niebo, i odczuwaj, ze slonce i ksiezyc i gwiazdy poruszaja sie w tobie.

Rób to przez dziesiec, dwanascie dni. Stopniowo, powoli, napelnij soba cale niebo. W dniu, w którym napelnisz soba cale niebo, zacznij proces odwrotny. Znów przez dwa dni - stawaj sie maly. W procesie odwrotnym usiadz i zacznij sobie wyobrazac, ze stajesz sie bardzo malenki. Po prostu idz w przeciwnym kierunku. Twoje cialo nie jest takie wielkie, jak sie wydaje - ma ledwie trzydziesci centymetrów wzrostu. Przypominasz zabawke - i poczujesz to. jesli zdolasz wyobrazic sobie ogrom, wyobrazisz sobie i malosc. Potem jeszcze mniejszy - tak maly, ze sam siebie mozesz zmiescic w dloni. Potem jeszcze mniejszy... potem jeszcze mniejszy, i w ciagu dwunastu dni doprowadz to do takiego punktu, ze nie mozesz siebie odnalezc. Stales sie tak maly jak atom - niemozliwe jest stwierdzenie gdzie jestes.

Uczyn siebie tak wielkim jak cala przestrzen kosmiczna, a potem uczyn siebie tak malym jak niewidzialny atom - dwanascie dni jedno, potem dwanascie dni drugie. Bedziesz czul sie tak swietnie, tak szczesliwie, tak scentrowany, ze nie jestes w stanie tego sobie wyobrazic.

„Jednosc”

Pierwszy etap - po prostu odprez sie siedzac na krzesle, usiadz tak, aby calemu cialu bylo wygodnie. Drugi etap - zamknij oczy. Trzeci etap - odprez oddychanie. Uczyn je jak najbardziej naturalnym. Z kazdym wychodzacym oddechem mów „jednosc”. Gdy oddech wychodzi, mów „jednosc” - przy wdechu nic nie mów. Zatem przy kazdym wychodzacym oddechu po prostu mów „jednosc... jednosc... jednosc”, i nie tylko to mów, ale i czuj, ze cala egzystencja jest jednoscia, jest jedna caloscia. Nie powtarzaj tego, po prostu miej to poczucie - a mówienie „jednosc” tu pomoze. Rób to co dzien przez dwadziescia minut.

 

Medytacja tak naprawde wcale nie jest poszukiwaniem oswiecenia. Oswiecenie przychodzi bez zadnego poszukiwania.

 

Dopilnuj, by nikt nie przeszkadzal ci wtedy, gdy to robisz. Mozesz otworzyc oczy i spojrzec na zegar, ale nie nastawiaj budzika. Cokolwiek, co by cie moglo wytracic, jest niewskazane, dlatego w pokoju, w którym to robisz, nie powinno byc telefonu, i nikt nie powinien do niego pukac. Przez tych dwadziescia minut masz byc calkowicie odprezony. Jesli na zewnatrz jest zbyt wielki halas, wlóz do uszu stopery.

Mówienie „jednosc” przy kazdym wydechu uczyni cie tak wyciszonym i spokojnym i skupionym w sobie - nie jestes w stanie tego sobie wyobrazic. Zrób to za dnia, nigdy wieczorem, poniewaz sen moze zostac zaklócony - bedzie to takim odprezeniem, ze nie bedzie ci sie chcialo spac. Poczujesz sie swiezy. Najlepsza pora jest ranek, takze i popoludnie, ale nigdy wieczór.

Wewnetrzny usmiech

Zawsze gdy siedzisz i nie masz nic do robienia, po prostu odprez dolna szczeke i otwórz nieco usta. Zacznij oddychac ustami, ale nie za gleboko. Niech tylko cialo oddycha, aby byl to plytki oddech i stawal sie coraz plytszy. A kiedy poczujesz, ze oddychanie stalo sie bardzo plytkie i usta sa otwarte i szczeka jest rozluzniona, cale cialo bedzie bardzo odprezone.

W tej chwili zacznij odczuwac usmiech - nie na twarzy, a w calym swoim wewnetrznym istnieniu... i zdolasz to uczynic. Nie jest to usmiech, który pojawia sie na ustach - jest to egzystencjalny usmiech, który rozprzestrzenia sie w samym wnetrzu.

Spróbuj, a przekonasz sie czym on jest... bo nie mozna tego objasnic. Nie potrzeba usmiechac sie ustami, twarza, bedzie to tak, jakbys usmiechal sie z brzucha - brzuch sie usmiecha, i jest to usmiech, nie smiech, jest wiec bardzo, bardzo lagodny, delikatny, wrazliwy - przypomina maly kwiat rózy, który rozwija sie w brzuchu, a jego aromat rozprzestrzenia sie w calym ciele.

Gdy poznasz ten usmiech, mozesz pozostac szczesliwy dwadziescia cztery godziny na dobe. A zawsze gdy czujesz, ze brak ci tego szczescia, tylko zamknij oczy i pochwyc ten usmiech, a ono sie pojawi. A w ciagu dnia jest wiele okazji do chwytania go. On zawsze jest.

„Osho”

Z kazdym wychodzacym oddechem po prostu powiedz w sobie „Osho” - niezbyt glosno, ledwie szeptem, ale wewnatrz, tak, abys to slyszal. Gdy oddech wchodzi do wewnatrz, tylko czekaj. Gdy oddech wychodzi, wypowiadaj to slowo, a gdy oddech wchodzi, pozwól, abym ja wszedl. Nic nie rób - po prostu czekaj. Twoja praca trwa wiec tylko wtedy, gdy oddech wychodzi.

Gdy oddech wychodzi, wyjdz do wszechswiata. Oddech wychodzacy przypomina upuszczenie wiadra do studni. A gdy oddech wchodzi, wiadro jest wyciagane ze studni. Rób to tylko przez 20 minut. Zatem przez cztery, piec minut wchodz w to, a potem pozostan w tym przez dwadziescia minut. Razem najwyzej dwadziescia piec minut.

Mozesz to robic o dowolnej porze. Mozesz to robic w ciagu dnia, w nocy.

Zazen

W osrodkach grupy Zazen siadaja na jedna godzine, a nowoprzybylym zaleca sie leczenie wydechów przez pierwszych 5-10 minut - dla spowodowania odprezenia „uwaznosci bez wybierania”.

Mozesz siedziec gdziekolwiek, ale to, na co patrzysz, nie powinno byc zbytnio ekscytujace. Przykladowo, przedmioty te nie powinny sie zbytnio poruszac. Staja sie wtedy rozproszeniem uwaznosci. Mozesz obserwowac drzewa - nie jest to problemem, bo nie poruszaja sie one i sceneria pozostaje stala. Mozesz obserwowac niebo, albo siedziec po prostu w rogu pokoju i obserwowac sciane.

Druga rzecz - nie patrz na nic konkretnego - jedynie na pustke, gdyz oczy istnieja po to, by patrzec na cos, ale ty masz nie patrzec na nic konkretnego. Nie skupiaj sie i nie koncentruj sie na niczym - ot, rozmyty obraz. To bardzo odpreza.

Trzecie - odprez oddychanie. Nie rób tego, niech ono samo sie dzieje. Niech bedzie naturalne, a to odprezy cie jeszcze bardziej.

Czwarte - niech twoje cialo pozostanie mozliwie najbardziej nieruchome. Najpierw znajdz wygodna pozycje - mozesz siedziec na poduszce lub materacu, albo na czymkolwiek, co ci odpowiada, ale gdy juz usiadziesz, zostan w bezruchu, bo gdy cialo sie nie porusza, umysl automatycznie zapada w cisze. W poruszajacym sie ciele umysl stale sie porusza, poniewaz cialo-umysl to nie sa dwa oddzielne systemy. Sa jednoscia... jest to jedna energia.



dalej


strona główna
(23kB)