(23kB)
strona główna


 

 

 

OSHO PSYCHOLOGIA EZOTERYKI

 

[The psychology of the esoterics / wyd. orygin.: 199?] KSIAZKI OSHO WYDANE W JEZYKU POLSKIM Nirwana Medytacja - podstawy praktyki Bardo Raj jest dla grzeszników Mapy swiadomosci Wprowadzenie do medytacji Kundalini Wprowadzenie do medytacji Dynamicznej Wprowadzenie do medytacji Sekret Wprowadzenie do medytacji Devavani Siedem cial czlowieka Osho Tajms Budda drzemie w Zorbie Psychologia ezoteryki Kundalini Techniki medytacyjne Tajemnice zycia Medytacja - pierwsza i ostatnia wolnosc

 

 

Wprowadzenie

 

Proces ewolucji jest procesem rozwoju swiadomosci. Drzewa sa bardziej swiadome niz skaly, zwierzeta sa bardziej swiadome niz drzewa, czlowiek jest bardziej swiadomy niz zwierzeta, buddowie sa bardziej swiadomi niz czlowiek. Stan bycia budda, swiadomosc chrystusowa, oswiecenie - wszystko to oznacza jedno i to samo: rozkwit totalnej swiadomosci. Materia jest totalnie nieswiadoma, budda jest totalnie swiadomy. Czlowiek jest gdzies posrodku, nie jest ani jednym, ani drugim. Zyje w stanie zawieszenia. Nie jest juz zwierzeciem, jeszcze nie jest bogiem. Nie jest juz tym, czym byl, ale nie jest jeszcze tym, czym moze sie stac. “Ewolucja nieswiadoma konczy sie na czlowieku" - mówi nam Osho - “i zaczyna sie ewolucja swiadoma. Ale ewolucja swiadoma niekoniecznie zaczyna sie w kazdym czlowieku. Zaczyna sie tylko wtedy, gdy ty postanowisz, aby sie zaczela." Zycie oznacza ruch. Niemozliwe jest pozostawanie w miejscu, w którym jestesmy. Albo rozwiniemy sie do wyzszego poziomu ewolucji, albo cofniemy sie. Wybór nalezy do nas. Nie mozemy nie wybierac. Nawet nie wybieranie jest subtelnym wyborem. Wiekszosc ludzi szuka zapomnienia, powrotu do nieswiadomosci. Szukaja tego w alkoholu i narkotykach, w pracy, w seksie, w pobudzaniu zmyslów. Tylko nieliczni decyduja sie na rozpoczecie podrózy do wyzszej swiadomosci. To wlasnie do tych nielicznych adresuje Osho wyklady zawarte w “Psychologii ezoteryki". Osho zaczyna z punktu, w którym zatrzymuje sie psychologia Zachodu. Wychodzi poza Freuda, poza Junga, poza nowe zrozumienie ruchu rozwijania ludzkich mozliwosci. Jesli psychologia Freuda jest psychologia patologii, a psychologia Maslowa jest psychologia czlowieka zdrowego, to psychologia Osho jest psychologia oswiecenia, psychologia stanu bycia budda. Osho jest nie tylko oswieconym Mistrzem, jest tez mistrzem psychologii. Odkrywa warstwy naszego istnienia, ujawniajac wewnetrzne glebie, które leza w nas ukryte. Zaczyna od fizycznych, krok po kroku porusza sie ku transcendentalnym. Zaczyna od znanego i wedruje ku niepoznawalnemu. Zaczyna stad, gdzie jestesmy, by zabrac nas tam, gdzie mozemy byc. “Na Wschodzie - powiada - nie jest to kwestia psychologii, jest to kwestia istnienia. Nie jest to kwestia zdrowia umyslowego. Jest to raczej kwestia wzrastania duchowego. Kwestia nie jest co robisz, kwestia jest kim jestes." To, o czym Osho mówi w niniejszych wykladach, to nic innego jak tylko tworzenie nowego czlowieka. Calym jego wysilkiem jest stworzenie pewnego klimatu, w którym moze zaczac rozkwitac pole Buddy. Aby to nastapilo, mówi, musimy zaakceptowac czlowieka w jego totalnosci. Nie wolno negowac ani tego, co racjonalne, ani tego, co irracjonalne; ani intelektu, ani emocji; ani nauki, ani religii. Czlowiek musi pozostac w stanie plyniecia, jak ciecz, z mozliwoscia przenoszenia sie od jednego bieguna do drugiego. “Umysl trzeba szkolic logicznie, racjonalnie - twierdzi -ale równoczesnie nalezy go szkolic w irracjonalnej (nie-racjonal-nej) medytacji. Rozum nalezy szkolic, a równoczesnie i emocje. Musi byc watpienie, ale i wiara... Nie wzrasta ani ten, kto neguje irracjonalnosc, ani ten, kto neguje racjonalnosc. Nie mozesz wzrastac dopóki nie wzrastasz totalnie." Osho nie jest filozofem. Jego slowa nie sa próba napelnienia naszych umyslów wieksza iloscia wiedzy. Sa próba popchniecia nas ku bezposredniemu doswiadczeniu tego, co jest poza slowami. Sa próba popchniecia nas ku naszej wlasnej wewnetrznej ewolucji. Ostatecznemu urzeczywistnieniu naszych potencjalów. Potencjalów naszych nasion. ma satya bharti

 

 

Wewnetrzna rewolucja

 

Czy mozliwe jest na drodze ewolucji czlowieka, by w jakims momencie w przyszlosci ludzkosc jako calosc dostapila oswiecenia? W jakim punkcie ewolucji czlowiek znajduje sie dzisiaj? Wraz z czlowiekiem konczy sie naturalny, automatyczny proces ewolucji. Czlowiek jest ostatnim produktem ewolucji nieswiadomej. Wraz z czlowiekiem nastaje ewolucja swiadoma. Wiele spraw trzeba wziac pod uwage. Po pierwsze, nieswiadoma ewolucja jest mechaniczna i naturalna. Nastepuje samoistnie. Dzieki tego typu ewolucji rozwija sie swiadomosc. Ale gdy pojawi sie swiadomosc, ewolucja nieswiadoma konczy sie, bo jej cel zostal spelniony. Nieswiadoma ewolucja potrzebna jest tylko do chwili, gdy pojawia sie swiadomosc. Po drugie, nieswiadoma ewolucja jest zbiorowa, a gdy ewolucja staje sie swiadoma, staje sie indywidualna. Zadna zbiorowa, automatyczna ewolucja nie prowadzi ponad ludzkosc. Odtad ewolucja staje sie procesem indywidualnym. Swiadomosc tworzy indywidualnosc. Przed rozwojem swiadomosci nie ma indywidualnosci. Istnieja tylko gatunki, nie indywidualnosc. Gdy ewolucja jest jeszcze nieswiadoma, jest procesem automatycznym, jest to oczywiste. Wszystko dzieje sie zgodnie z prawem przyczyny i skutku. Egzystencja jest mechaniczna i pewna. Ale wraz z czlowiekiem, ze swiadomoscia, pojawia sie niepewnosc. Teraz nic nie jest pewne. Ewolucja moze nastapic albo nie. Potencjal jest, ale wybór calkowicie lezy w rekach czlowieka. Stad niepokój jest zjawiskiem ludzkim. Ponizej czlowieka nie ma niepokoju, gdyz nie ma wyboru. Wszystko dzieje sie tak, jak musi. Nie ma wyboru, nie ma wiec tego, kto wybiera, a wobec braku wybierajacego, niepokój jest niemozliwy. Kto ma odczuwac niepokój? Kto mialby byc napiety? Niepokój pojawia sie, jak cien, razem z mozliwoscia wyboru. Teraz wszystko trzeba wybierac, wszystko jest dzialaniem swiadomym. Tylko ty jestes odpowiedzialny. Jesli ci sie nie uda, doznasz porazki. To twoja odpowiedzialnosc. Jesli ci sie uda, odniesiesz sukces. Znów jest to twoja odpowiedzialnosc. A kazdy wybór jest w pewnym sensie ostateczny. Nie mozesz go odwrócic, nie mozesz o nim zapomniec, nie mozesz go cofnac. Twój wybór staje sie twoim przeznaczeniem. Pozostanie z toba i bedzie czescia ciebie, nie mozesz sie go wyprzec. I twój wybór zawsze jest hazardem. Kazdy wybór nastepuje w ciemno, bo nic nie jest pewne. Dlatego czlowiek cierpi na niepokój. Az po korzenie ogarnia go niepokój. Meczy go, na poczatek, pytanie: byc czy nie byc? robic czy nie robic1? robic to czy robic tamto? “Nie wybieranie" nie jest mozliwe. Nie wybierajac, wybierasz nie wybieranie - to tez jest wybór. Jestes wiec zmuszony do dokonywania wyborów, nie masz wolnosci nie wybierania. Nie wybieranie spowoduje takie same skutki jak kazdy inny wybór. Godnosc, piekno i chwala czlowieka polegaja na jego swiadomosci. Ale jest to tez brzemieniem. Chwala i brzemie pojawiaja sie równoczesnie, gdy tylko stajesz sie swiadomy. Kazdy krok to ruch miedzy jednym a drugim. Wraz z czlowiekiem pojawia sie wybór i swiadoma indywidualnosc. Mozesz sie rozwijac, ale twoja ewolucja bedzie dzialaniem indywidualnym. Mozesz rozwijac sie, by stac sie budda albo nie. Wybór do ciebie nalezy. Sa wiec dwa rodzaje ewolucji - ewolucja zbiorowa i ewolucja indywidualna, swiadoma. “Ewolucja" sugeruje postep nieswiadomy, zbiorowy, lepiej wiec mówiac o czlowieku uzywac slowa “rewolucja". Wraz z czlowiekiem mozliwa staje sie rewolucja. Rewolucja w takim sensie, jak ja uzywam tego slowa, oznacza swiadomy, indywidualny wysilek ku ewolucji. Prowadzi ona indywidualna odpowiedzialnosc do szczytu. Tylko ty jestes odpowiedzialny za swa wlasna ewolucje. Zwykle czlowiek usiluje uciec od odpowiedzialnosci za wlasna ewolucje, od odpowiedzialnosci wolnosci wyboru. Jest wielki lek przed wolnoscia. Bedac niewolnikiem, nie ponosisz odpowiedzialnosci za swoje zycie - ktos inny jest odpowiedzialny. W pewnej mierze niewola jest wiec bardzo wygodna. Nie ma obciazenia. Niewola jest pod tym wzgledem wolnoscia - wolnoscia od swiadomego wyboru. Odkad stajesz sie zupelnie wolny, musisz dokonywac wlasnych wyborów. Nikt nie zmusza cie, bys cokolwiek robil - dostepne sa ci wszystkie alternatywy. Wtedy zaczyna sie walka z umyslem. Dlatego czlowiek zaczyna bac sie wolnosci. Ideologie typu komunizmu i faszyzmu przyciagaja po czesci dlatego, ze umozliwiaja ucieczke od indywidualnej wolnosci i pozbycie sie indywidualnej odpowiedzialnosci. Odebrane jest pojedynczemu czlowiekowi brzemie odpowiedzialnosci - to spoleczenstwo przejmuje odpowiedzialnosc. Jesli cos sie nie uda, zawsze mozesz wskazac panstwo, organizacje. Czlowiek staje sie zaledwie czescia zbiorowej struktury. Ale odmawiajac czlowiekowi wolnosci osobistej, faszyzm i komunizm odmawiaja tez czlowiekowi mozliwosci ewolucji. Jest to cofniecie sie od tej wielkiej mozliwosci, jaka daje rewolucja, od totalnej przemiany czlowieka. Gdy to ma miejsce, niszczysz mozliwosc dostapienia ostatecznego. Spadasz - znów przypominasz zwierzeta. Dla mnie, dalsza ewolucja mozliwa jest tylko wtedy, gdy jest odpowiedzialnosc indywidualna. Tylko ty jestes odpowiedzialny! Ta odpowiedzialnosc jest wielkim blogoslawienstwem w przebraniu. Razem z indywidualna odpowiedzialnoscia przychodzi walka, która w ostatecznym rozrachunku prowadzi do swiadomosci bez wybierania. Zakonczyl sie dla nas stary wzorzec ewolucji nieswiadomej. Mozesz z powrotem do niego spasc, ale nie mozesz w nim pozostac. Zbuntuje sie twoje istnienie. Czlowiek stal sie swiadomy -musi pozostac swiadomy. Nie ma innej mozliwosci. Filozofowie tacy jak Aurobindo bardzo przyciagaja eskapistów. Twierdza oni, ze mozliwa jest ewolucja zbiorowa. Boskosc zstapi i wszyscy stana sie oswieceni. Ale dla mnie to jest niemozliwe. A jesli nawet zdaje sie to byc mozliwe, nie jest nic warte. Jesli stajesz sie oswiecony bez swojego indywidualnego starania, nie warto miec takiego oswiecenia. Nie da ci ono tej ekstazy, która wienczy wysilek. Bedzie traktowane jak pewnik, jak twoje oczy, twoje dlonie, twój system oddechowy. Sa to wielkie blogoslawienstwa, ale tak naprawde nikt ich nie ceni, nie pielegnuje. Pewnego dnia i ty mozesz obudzic sie oswiecony, tak, jak to obiecuje Aurobindo. Bedzie to bezwartosciowe. Bedziesz mial wiele, ale poniewaz przyszlo to do ciebie bez wysilku, bez zmagan, nic nie bedzie dla ciebie znaczylo, to znaczenie zostanie zatracone. Potrzeba wysilku swiadomego. Dostapienie nie jest takie istotne jak sam wysilek. Wysilek nadaje mu znaczenie, zmaganie daje mu istotnosc. Tak, jak ja to widze, oswiecenie przychodzace zbiorowo, nieswiadomie, jako dar od boskosci, jest nie tylko niemozliwe, ale i nie ma znaczenia. By dostapic oswiecenia, musisz sie wytezyc. Staraniami stwarzasz mozliwosc widzenia i czucia i utrzymania tej blogosci, która przychodzi. Na czlowieku konczy sie nieswiadoma ewolucja i zaczyna sie ewolucja swiadoma, rewolucja. Ale swiadoma ewolucja nie musi sie zaczac w danym czlowieku. Zaczyna sie tylko wtedy, gdy ty zdecydujesz, aby sie zaczela. A jesli jej nie wybierzesz - jak nie wybiera wiekszosc ludzi - bedziesz w bardzo napietym stanie. Taka jest dzisiejsza ludzkosc - nie ma dokad isc, nie ma czego osiagac. Nic teraz nie mozna osiagnac bez swiadomego wysilku. Nie mozesz wrócic do stanu nieswiadomosci. Te drzwi sa zamkniete, most zostal zerwany. Swiadomy wybór rozwijania sie to wielka przygoda - jedyna przygoda, jaka jest dana czlowiekowi. Ta sciezka jest zmudna -taka byc musi. Musza byc bledy, kleski, gdyz nic nie jest pewne. Ta sytuacja tworzy w umysle napiecie. Nie wiesz gdzie jestes, nie wiesz dokad zmierzasz. Twoja tozsamosc zostala zatracona. Ta sytuacja moze nawet siegnac takiego punktu, ze przyjdzie ci mysl o samobójstwie. Samobójstwo jest zjawiskiem ludzkim, pojawia sie wraz z ludzkim wyborem. Zwierzeta nie moga popelnic samobójstwa, poniewaz swiadome wybranie smierci jest dla nich niemozliwe. Narodziny sa nieswiadome, smierc jest nieswiadoma. A dla czlowieka, zyjacego w ignorancji, czlowieka nierozwinietego, jedno staje sie mozliwe: mozliwosc wybrania smierci. Twoje narodziny nie sa twoim wyborem. Jesli chodzi o narodziny, jestes w rekach ewolucji nieswiadomej. W rzeczywistosci narodziny wcale nie sa zdarzeniem ludzkim. Maja nature zwierzeca, bo nie sa twoim wyborem. Dopiero od wyboru zaczyna sie ludzkosc. A ty mozesz wybrac swoja smierc, akt decydujacy. Dlatego samobójstwo jest czynem zdecydowanie ludzkim. A jesli nie wybierzesz swiadomej ewolucji, prawdopodobnie postanowisz dokonac samobójstwa. Moze nie masz odwagi aktywnie popelnic samobójstwo, ale wstapisz na droge powolnego, przedluzonego procesu samobójstwa, ociagajac sie, czekajac na smierc. Nie mozesz nikogo uczynic odpowiedzialnym za swa ewolucje. Zaakceptowanie tej sytuacji daje sily. Jestes na wlasnej drodze do wzrastaniu, do ewolucji. Stwarzamy bogów, albo przyjmujemy schronienie w guru, po to, abysmy nie musieli byc odpowiedzialni za wlasne zycie, za wlasna ewolucje. Próbujemy odpowiedzialnosc umiescic gdzies indziej, z dala od siebie. Jesli nie umiemy zaakceptowac jakiegos boga czy guru, próbujemy uciec od odpowiedzialnosci w srodki odurzajace lub narkotyki, w cokolwiek, co nas uczyni nieswiadomymi. Ale te wysilki zaprzeczenia odpowiedzialnosci sa absurdalne, mlodziencze, dziecinne. Tylko opózniaja te sprawe, nie sa rozwiazaniem. Mozesz odkladac to az do smierci, a problem pozostanie i twoje nowe narodziny nastapia w taki sam sposób. Kiedy zrozumiesz, ze tylko ty jestes odpowiedzialny, nie ma ucieczki w zadna nieswiadomosc. A jezeli próbujesz uciekac, jest to glupie, gdyz odpowiedzialnosc jest wielka okazja dla ewolucji. Z tego stwarzanego zmagania, cos nowego moze sie rozwinac. Zrozumienie oznacza poznanie, ze wszystko zalezy od ciebie. Nawet twój bóg zalezy od ciebie, bo stworzyla go twoja wyobraznie. Wszystko w koncu jest czescia ciebie i ty jestes za to odpowiedzialny. Nie ma nikogo, kto sluchalby twych wyjasnien, nie ma sadów apelacyjnych. Ty ponosisz cala odpowiedzialnosc. I jestes sam, absolutnie sam. Trzeba to bardzo wyraznie zrozumiec. Gdy czlowiek staje sie swiadomy, staje sie samotny. Im jest wieksza swiadomosc, tym wieksze zdanie sobie sprawy z tej samotnosci. Dlatego nie uciekaj od tego w spoleczenstwo, znajomych, stowarzyszenia, tlumy - nie uciekaj od tego! To wielkie wydarzenie, caly proces ewolucji dazy do niego. Swiadomosc dotarla do punktu, w którym wiesz, ze jestes samotny. A oswiecenia mozesz dostapic tylko w samotnosci. Nie mówie osamotnienie. Osamotnienie to uczucie, które przychodzi, gdy czlowiek ucieka od samotnosci, gdy nie jest gotowy jej zaakceptowac. Jesli nie akceptujesz faktu samotnosci, czujesz sie osamotniony. Wtedy znajdziesz jakis tlum albo jakis srodek odurzajacy, w którym sie zapomnisz. Osamotnienie stworzy wlasna magie zapomnienia. Jezeli zdolasz byc samotny choc na jedna chwile, totalnie samotny, ego umrze, ja umrze. Eksplodujesz - nie bedzie cie. Ego nie moze pozostawac w samotnosci. Istniec moze tylko w relacji z innymi ludzmi. Zawsze, gdy jestes w samotnosci, nastepuje ten cud. Ego slabnie. Teraz nie moze juz tak dluzej trwac. Dlatego jesli bedziesz na tyle odwazny, aby byc w samotnosci, stopniowo utracisz ego. Bycie w samotnosci to czyn bardzo swiadomy i przemyslany, bardziej przemyslany niz samobójstwo - bo ego nie moze istniec w samotnosci, a moze istniec w samobójstwie. Ludzie egoistyczni sa bardziej podatni na samobójstwo. Samobójstwo zawsze odnosi sie do kogos, nigdy nie jest aktem samotnosci. W samobójstwie ego nie ucierpi. Raczej stanie sie bardziej ekspresyjne. Wejdzie w nowe narodziny z wieksza sila. Poprzez samotnosc, ego zostaje rozbite. Nie ma nic, do czego mogloby sie odniesc, nie moze wiec istniec. Dlatego, kiedy jestes gotów byc w samotnosci, bez wahania w samotnosci, nie uciekajac i nie cofajac sie, po prostu akceptujac fakt samotnosci takim, jaki jest, staje sie to wielka okazja. Wtedy przypominasz ziarno majace w sobie wielki potencjal. Ale pamietaj - by wyrosla roslina, ziarno musi samo siebie zniszczyc. Ego jest tym ziarnem, potencjalem. Jesli zostanie rozbite, rodzi sie boskosc. Boskosc nie jest “ja" czy “ty" - jest jednoscia. Poprzez samotnosc docierasz do tej jednosci. Mozesz tworzyc falszywe substytuty tej jednosci. Jednocza sie hindusi, jednocza sie chrzescijanie, jednocza sie mahometanie; India jest jednoscia, Chiny sa jednoscia. Wszystko to substytuty jednosci. Jednosc przychodzi tylko poprzez totalna samotnosc. Tlum moze nazywac sie zjednoczonym, ale ta jednosc zawsze jest w opozycji do czegos innego. Tlum jest z toba, jestes wiec spokojny. Juz nie jestes odpowiedzialny. Sam nie podpalisz meczetu, sam nie zniszczysz swiatyni, ale bedac czescia tlumu mozesz to zrobic, bo teraz nie jestes indywidualnie odpowiedzialny. Wszyscy sa odpowiedzialni, wiec nikt konkretny nie jest odpowiedzialny. Nie ma indywidualnej swiadomosci, jest tylko swiadomosc grupowa. Cofasz sie w tlum i stajesz sie czyms przypominajacym zwierze. Tlum to falszywy substytut uczucia jednosci. Kto zdaje sobie sprawe z tej sytuacji, kto jest swiadom swojej odpowiedzialnosci jako czlowiek, ten zdaje sobie sprawe z trudnego, zmudnego zadania, które nastaje wraz z czlowiekiem - nie wybiera zadnych falszywych substytutów. Zyje z faktami takimi, jakie sa, nie tworzy zadnych fikcji. Twoje religie i twoje polityczne ideologie sa jedynie fikcjami, stwarzajacymi iluzoryczne poczucie jednosci. Jednosc przychodzi dopiero wtedy, gdy jestes pozbawiony ego, ale ego moze umrzec dopiero wtedy, gdy jestes totalnie samotny. Gdy jestes zupelnie sam, nie ma cie. Ta chwila jest chwila eksplozji. Eksplodujesz w nieskonczonosc. To - i tylko to - jest ewolucja. Nazywam to rewolucja, poniewaz nie jest to nieswiadome. Mozesz stac sie pozbawiony ego albo nie. Od ciebie to zalezy. Bycie samotnym to jedyna prawdziwa rewolucja. Wiele odwagi potrzeba. Tylko Budda jest samotny, tylko Jezus czy Mahavir sa samotni. Nie chodzi o to, ze zostawili swe rodziny, opuscili swiat. Na to wyglada, ale tak nie jest. Nie zostawiali niczego negatywnie. Ten akt byl pozytywny, byl ruchem ku samotnosci. Nie odchodzili. Ruszali na poszukiwanie bycia totalnie samotnymi. Cale poszukiwanie zmierza do chwili eksplozji, gdy czlowiek jest samotny. W samotnosci jest blogosc. I dopiero wtedy dostepuje sie oswiecenia. Nie potrafimy byc samotni, inni tez nie umieja byc samotni, dlatego tworzymy grupy, rodziny, spoleczenstwa, panstwa. Wszystkie panstwa, wszystkie rodziny, wszystkie grupy tworza tchórze, ci, którzy nie maja dosc odwagi, aby byc w samotnosci. Prawdziwa odwaga jest odwaga bycia w samotnosci. Oznacza to swiadome zrozumienie tego, ze jestes samotny i nie moze byc inaczej. Mozesz sie oszukiwac, albo zyc z tym faktem. Cale zywoty mozesz siebie oszukiwac, ale bedziesz wedrowal w kólko. Dopiero gdy potrafisz zyc z tym faktem samotnosci, kolo zostaje przerwane i docierasz do centrum. To centrum stanowi centrum boskosci, calosci, swietosci. Nie potrafie wyobrazic sobie czasu, gdy wszyscy ludzie beda mogli osiagnac to jako swe prawo naturalne. Jest to niemozliwe. Swiadomosc jest indywidualna. Tylko nieswiadomosc jest zbiorowa. Ludzie dotarli do punktu swiadomosci, w którym staja sie indywidualnosciami. Nie ma ludzkosci jako takiej, sa tylko pojedynczy ludzie. Kazdy czlowiek musi zdac sobie sprawe z wlasnej indywidualnosci i odpowiedzialnosci za nia. Pierwszym, co musimy zrobic, jest zaakceptowanie samotnosci jako podstawowego faktu i nauczenie sie zycia z nia. Nie wolno tworzyc zadnych fikcji. Tworzac fikcje, nie zdolasz poznac prawdy. Fikcje to rzutowane, stwarzane, kultywowywane prawdy, nie pozwalajace ci poznac tego, co jest. Zyj z faktem swej samotnosci. Jesli zdolasz zyc z tym faktem, jesli nie bedzie fikcji miedzy toba a tym faktem, prawda zostanie ci odkryta. Kazdy fakt, jezeli gleboko mu sie przyjrzec, odkrywa prawde. Zyj wiec z faktem odpowiedzialnosci, z faktem swej samotnosci. Jesli zdolasz zyc z tym faktem, eksplozja nastapi. To zmudne, ale to jedyna droga. Przez trudnosc, przez akceptowanie prawdy, docierasz do punktu eksplozji. Dopiero wtedy jest blogosc. Jezeli bedzie ci podana gotowa, traci wartosc, gdyz na nia nie zasluzyles. Nie umiesz odczuc blogosci. Ta umiejetnosc przychodzi tylko z dyscypliny. Jesli zdolasz zyc z faktem odpowiedzialnosci za samego siebie, dyscyplina przyjdzie do ciebie automatycznie. Bedac totalnie odpowiedzialnym za siebie, nie mozesz oprzec sie zdyscyplinowaniu. I ta dyscyplina nie jest czyms, co jest ci narzucone z zewnatrz. Przychodzi od wewnatrz. Poniewaz spoczywa na tobie totalna odpowiedzialnosc, kazdy krok, który podejmujesz, jest zdyscyplinowany. Nawet jednego slowa nie mozesz wypowiedziec bez odpowiedzialnosci. Jesli jestes swiadomy wlasnej samotnosci, zdasz sobie sprawe j z cierpien innych ludzi. Wtedy nie bedziesz w stanie popelnic ani jednego nieodpowiedzialnego czynu; czujesz sie odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale i za innych. Jezeli zdolasz zyc z faktem wlasnej samotnosci, poznasz, ze kazdy jest samotny. Wtedy syn wie, ze ojciec jest samotny; zona wie, ze maz jest samotny; maz wie, ze zona jest samotna. Gdy to poznasz, niemozliwe jest nie byc wspólczujacym. Zycie z faktami to jedyna joga, jedyna dyscyplina. Gdy jestes totalnie swiadomy sytuacji, w jakiej znajduje sie czlowiek, stajesz sie religijny. Stajesz sie mistrzem samego siebie. Ale wyrzeczenie, które przychodzi, nie jest wyrzeczeniem ascetyka. Nie jest narzucone, nie jest brzydkie. To wyrzeczenie jest estetyczne. Czujesz, ze to jedyna mozliwosc, nie mozesz postapic inaczej. Wtedy wyrzekasz sie przedmiotów, odpada ped posiadania. Ped posiadania jest pedem do nie-bycia w samotnosci. Czlowiek nie potrafi byc w samotnosci, szuka wiec towarzystwa. Ale na towarzystwie innych ludzi nie mozna polegac, wiec zamiast tego szuka towarzystwa przedmiotów. Zycie z zona jest trudne, zycie z samochodem nie jest takie trudne. Dlatego w koncu ped posiadania kieruje sie na przedmioty. Mozesz nawet próbowac zamienic ludzi w przedmioty. Próbujesz ksztaltowac ich tak, by tracili swoja osobowosc, indywidualnosc. Zona jest przedmiotem, nie osoba; maz jest przedmiotem, nie osoba. Jesli zdasz sobie sprawe ze swej samotnosci, zaczniesz zdawac sobie sprawe z samotnosci innych ludzi. Wtedy rozumiesz, ze próba zawladniecia innym czlowiekiem jest wykroczeniem. Nigdy nie wyrzekasz sie pozytywnie. Wyrzeczenie jest negatywnym cieniem twojej samotnosci. Tracisz chec posiadania. Mozesz kochac, ale nie bedziesz mezem, zona. Wraz z tym brakiem checi posiadania przychodzi wspólczucie i wyrzeczenie. Przychodzi do ciebie niewinnosc. Gdy zaprzeczasz faktom zycia, nie mozesz byc niewinny - stajesz sie przebiegly. Oszukujesz siebie i innych. Ale gdy jestes dosc odwazny, by zyc z faktami takimi, jakie one sa, stajesz sie niewinny. Ta niewinnosc nie jest pielegnowana. Jestes nia - niewinny. Dla mnie bycie niewinnym to jedyne, co warto uzyskac. Badz niewinny, a boskosc zawsze do ciebie przyplynie w blogosci. Niewinnosc jest umiejetnoscia przyjmowania, bycia czescia boskosci. Badz niewinny, a gosc przychodzi. Stan sie gospodarzem. Tej niewinnosci nie mozna kultywowac, poniewaz cywilizacja zawsze jest wymyslna. Jest skalkulowana. Ale niewinnosc nie moze byc skalkulowana - to jest niemozliwe. Niewinnosc jest religijnoscia. Bycie niewinnym jest szczytem autentycznego urzeczywistnienia. Prawdziwa niewinnosc przychodzi jednak tylko przez swiadoma rewolucje, nie jest to mozliwe wskutek zadnej zbiorowej, nieswiadomej ewolucji. Czlowiek jest samotny. Ma wolnosc wybierania miedzy niebem i pieklem, zyciem albo smiercia, ekstaza urzeczywistnienia albo cierpieniem tak zwanego zycia. Sartre powiedzial gdzies: “Czlowiek jest skazany na wolnosc." Mozesz wybrac niebo albo pieklo. Wolnosc to wolnosc wybrania jednego albo drugiego. Gdy mozesz wybrac tylko niebo, nie jest to wyborem, nie jest to wolnoscia. Niebo bez mozliwosci wybrania piekla samo w sobie byloby pieklem. Wybór zawsze oznacza albo-albo. Nie znaczy to, ze masz wolnosc wybierania tylko dobra. Wtedy nie byloby wolnosci. Jesli wybierasz niewlasciwie, wolnosc staje sie skazaniem. Ale gdy wybierasz wlasciwie, staje sie blogoscia. Zalezy to od ciebie: czy twój wybór przemienia twoja wolnosc w skazanie czy w blogosc. Ten wybór jest totalnie twoja odpowiedzialnoscia. Gdy jestes gotowy, z twoich glebi moze zaczac sie nowy wymiar - wymiar rewolucji. Ewolucja dobiegla kresu. Teraz rewolucja jest potrzebna, by otworzyc cie na to, co jest poza. Jest to indywidualna rewolucja. Wewnetrzna rewolucja. Co to jest medytacja?

 

 

Wejscie w przepasc - Tajemnica medytacji

 

Medytacja nie jest hinduska metoda, nie jest to tylko technika. Nie mozna sie jej nauczyc. Jest to wzrastanie, wzrastanie totalnosci twojego zycia, z totalnosci twojego zycia. Medytacja nie jest czyms, co mozna dodac do ciebie takiego, jakim jestes. Moze ona do ciebie przyjsc tylko poprzez pewna zasadnicza przemiane, mutacje. Jest to rozkwit, wzrastanie. Wzrastanie zawsze jest z totalnosci, nie jest to cos dodawanego. Ku medytacji musisz wzrastac. To totalne wzrastanie osobowosci trzeba wlasciwie pojac. Bez tego mozesz grac sam ze soba w gierki, mozesz zajac sie sztuczkami umyslu. A tyle jest tych sztuczek! Moga cie one nie tylko oglupic - nie tylko nic nie zyskasz, ale w doslownym sensie poniesiesz szkody. Samo to nastawienie, ze w medytacji jest jakas sztuczka, rozumienie medytacji kategoriami metody, jest z gruntu bledne. A gdy zaczynasz bawic sie sztuczkami umyslu, umysl jako taki zaczyna sie degenerowac. Umysl taki, jaki jest, nie jest medytacyjny. Zanim medytacja bedzie mogla nastapic, umysl w swej totalnosci musi sie zmienic. Czym jest wiec umysl taki, jaki teraz istnieje? Jak dziala? Umysl zawsze werbalizuje. Mozesz znac slowa, mozesz znac jezyk, mozesz znac strukture koncepcyjna myslenia, ale nie jest to mysleniem. Wrecz przeciwnie, jest to ucieczka od myslenia. Widzisz kwiat i werbalizujesz, widzisz czlowieka idacego ulica i to werbalizujesz. Umysl potrafi zamienic w slowa kazde egzystencjalne zdarzenie. Wtedy slowa staja sie bariera, wiezieniem. To nieustajace zamienianie zdarzen w slowa, egzystencji w slowa, jest przeszkoda dla umyslu medytacyjnego. Zatem pierwszym wymogiem umyslu medytacyjnego jest byc swiadomym tego nieustajacego werbalizowania i móc to zatrzymac. Tylko patrz na zdarzenia, nie werbalizuj. Badz swiadomy ich obecnosci, ale nie zamieniaj ich w slowa. Niech zdarzenia beda, bez jezyka; niech ludzie beda, bez jezyka; niech sytuacje beda, bez jezyka. Nie jest to niemozliwe - jest to naturalne. To ta sytuacja, która istnieje obecnie, jest sztuczna, ale tak sie do niej przyzwyczailismy, stala sie ona taka mechaniczna, ze nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, ze ciagle przemieniamy doznania w slowa. Jest wschód slonca. Nie zdajesz sobie sprawy z tej przestrzeni miedzy widzeniem go i werbalizowaniem. Widzisz slonce, czujesz je, i natychmiast to werbalizujesz. Przestrzen miedzy widzeniem i werbalizowaniem zostaje zatracona. Trzeba zdawac sobie sprawe z tego, ze wschód slonca to nie slowo. Jest to pewien fakt, pewna obecnosc. Umysl automatycznie zamienia doznania w slowa. Te slowa wchodza potem miedzy ciebie i doznanie. Medytacja oznacza zycie bez slów, zycie nie-jezykowe. Czasem dzieje sie to spontanicznie. Gdy jestes zakochany, odczuwana jest obecnosc, nie jezyk. Zawsze, gdy dwoje zakochanych staje sie sobie bliskimi, wchodza w milczenie. Rzecz nie w tym, ze nie ma nic do wyrazania. Wrecz przeciwnie - tego, co mozna wyrazic, jest tyle, ze az sie przelewa. Ale nigdy nie ma slów - nie moze byc. Przychodza tylko wtedy, gdy milosc odeszla. Jesli dwoje zakochanych nigdy nie milczy, ukazuje to fakt, ze milosc umarla. Teraz te dziure zapelniaja slowami. Gdy milosc zyje, nie ma slów, bo samo istnienie milosci jest takie napelniajace, takie przenikajace, ze pokonana jest bariera jezyka i slów. I zwykle pokonywana jest ona tylko w milosci. Medytacja jest kulminacja milosci, milosci nie do jednej osoby, ale do egzystencji w jej totalnosci. Dla mnie medytacja jest zywa relacja z totalnoscia otaczajacej cie egzystencji. Jezeli w kazdej sytuacji mozesz byc w milosci, jestes w medytacji. I nie jest to sztuczka umyslu. Nie jest to metoda na uciszenie umyslu. Potrzeba raczej glebokiego zrozumienia mechanizmu umyslu. Gdy zrozumiesz swój mechaniczny nawyk werbalizowania, zamieniania egzystencji w slowa, tworzy sie pewna przestrzen. Przychodzi spontanicznie. Przychodzi w slad za zrozumieniem, jak cien. Rzeczywistym problemem nie jest to, jak byc w medytacji, ale poznanie dlaczego nie jestes w medytacji. Sam proces medytacji jest negatywny. Nie jest dodaniem czegos do ciebie -jest negacja czegos, co juz zostalo do ciebie dodane. Spoleczenstwo nie moze istniec bez jezyka, potrzebuje jezyka. A egzystencja go nie potrzebuje. Nie mówie, bys istnial bez jezyka. Bedziesz musial go uzywac. Ale musisz umiec wlaczac i wylaczac mechanizm werbalizowania. Kiedy jestes elementem spoleczenstwa, mechanizm jezyka jest potrzebny, a kiedy jestes sam z egzystencja, musisz umiec go wylaczyc. Jezeli nie potrafisz go wylaczyc, trwa i trwa i nie potrafisz go zatrzymac - stajesz sie jego niewolnikiem. Umysl ma byc narzedziem, nie panem. Gdy umysl jest panem, istnieje stan nie-medytacji. Gdy to ty jestes panem, gdy twoja swiadomosc jest panem, jest stan medytacji. Medytacja oznacza wiec stawanie sie panem mechanizmu umyslu. Umysl i jezykowe funkcjonowanie umyslu nie sa kulminacja. Ty jestes ponad tym, egzystencja jest ponad tym. Ponad lingwistyka jest swiadomosc, ponad lingwistyka jest egzystencja. Gdy swiadomosc i egzystencja sa jednoscia, sa w komunii. Ta komunia to medytacja. Jezyk trzeba porzucic. Nie mówie, ze masz go tlumic czy eliminowac. Mam na mysli to tylko, ze nie moze to byc dla ciebie nawyk dwadziescia cztery godziny na dobe. Gdy spacerujesz, potrzebujesz poruszac nogami. Ale gdy poruszaja sie one wtedy, gdy siedzisz, jestes szalony. Musisz umiec je wylaczyc. Tak samo gdy 2 nikim nie rozmawiasz, nie moze byc jezyka. Jest on technika sluzaca porozumieniu. Gdy nikomu nic nie przekazujesz, nie powinno go byc. Jesli zdolasz tego dokonac, mozesz wzrastac i medytacji. Medytacja to proces wzrastania, a nie technika. technika jest zawsze martwa, mozna ja wiec do ciebie dodac ale proces jest zawsze zywy. Wzrasta, rozwija sie. Jezyk jest potrzebny, ale nie wolno ciagle w nim pozostawac. Musza byc chwile, kiedy nie ma werbalizowania, kiedy po prostu istniejesz. Nie chodzi o wegetowanie. Jest swiadomosc. I jest ona ostrzejsza, zywsza, bo jezyk ja stepia. Jezyk musi byc powtarzalny, dlatego tworzy znudzenie. Im wazniejszy jest dla ciebie jezyk, tym bardziej bedziesz znudzony. Egzystencja nigdy sie nie powtarza. Kazda róza jest nowa róza, calkowicie nowa. Nigdy dotad jej nie bylo i nigdy juz jej nie bedzie. A gdy nazywamy ja róza, slowo róza jest powtórzeniem. Zawsze bylo, zawsze bedzie. To co nowe, zabiles starym slowem. Egzystencja zawsze jest mloda, a jezyk zawsze jest stary. Poprzez jezyk uciekasz egzystencji, uciekasz zyciu, gdyz jezyk jest martwy. Im jestes bardziej zaangazowany w jezyk, tym bardziej cie on umartwia. Czlowiek wyuczony jest zupelnie martwy, gdyz jest tylko jezykiem, slowami. Sartre nazwal swoja autobiografie “Slowa". Zyjemy w slowach. To znaczy - nie zyjemy. W koncu jest tylko seria nagromadzonych slów i nic wiecej. Slowa sa jak zdjecia. Widzisz cos zywego i robisz temu zdjecie. Zdjecie jest martwe. I potem robisz album z martwych zdjec. Czlowiek, który nie zyl w medytacji, jest jak martwy album. Sa w nim tylko obrazy slowne, tylko wspomnienia. Nic nie zostalo przezyte - wszystko zostalo jedynie zwerbalizowane. Medytacja oznacza zycie totalnie, a zyc totalnie mozna tylko wtedy, gdy jestes w ciszy. Przez bycie w ciszy nie rozumiem nieswiadomosci. Mozesz byc w ciszy i byc nieswiadomy, ale to nie jest zywa cisza. Umysl znowu przegapil. Mantrami mozesz sam siebie hipnotyzowac. Samym powtarzaniem jakiegos slowa mozesz stworzyc w umysle tyle znudzenia, ze umysl zasnie. Zapadasz w sen, zapadasz w nieswiadomosc. Jezeli stale bedziesz nucil Ram Ram Ram, umysl zasnie. Wtedy nie bedzie bariery jezyka, ale ty jestes nieswiadomy. Medytacja oznacza, ze jezyka nie moze byc, a ty musisz byc swiadomy. Inaczej nie ma polaczenia z egzystencja, z wszystkim, co jest. Zadna mantra nie pomoze, zadne spiewanie nie pomoze. Autohipnoza nie jest medytacja. Wrecz przeciwnie, bycie w stanie autohipnozy to regresja. Nie jest to wyjscie ponad jezyk, jest to spadniecie ponizej jezyka. Porzuc wiec wszystkie mantry, porzuc wszystkie te techniki. Pozwól istniec chwilom, gdy nie ma slów. Przez mantre nie zdolasz pozbyc sie slów, bo sam ten proces wykorzystuje slowa. Nie mozna wyeliminowac jezyka slowami, jest to niemozliwe. Co wiec mozna zrobic? Wlasciwie w ogóle nic nie mozna zrobic, prócz zrozumienia. Wszystko, co mozesz zrobic, moze przyjsc tylko z tego, czym jestes. Jestes w zamieszaniu, nie jestes w medytacji, twój umysl nie jest w ciszy, wiec wszystko, co z ciebie wyjdzie, stworzy tylko wiecej zamieszania. Jedyne, co mozna teraz uczynic, to zaczac byc swiadomym dzialania umyslu. Tylko tyle: po prostu badz uwazny. Uwaznosc nie ma nic wspólnego ze slowami. Jest to akt egzystencjalny, nie akt mentalny. Pierwsza rzecza jest wiec bycie w uwaznosci. Badz uwazny swych procesów mentalnych, funkcjonowania swego umyslu. Gdy stajesz sie swiadomy funkcjonowania umyslu, nie jestes umyslem. Sama uwaznosc znaczy, ze jestes poza - z dala, swiadek. A im jestes uwazniejszy, tym latwiej mozesz dostrzec przestrzenie miedzy doznaniem i slowami. Te przestrzenie istnieja, ale ty jestes tak nieswiadomy, ze ich nie widzisz. Miedzy dwoma slowami zawsze jest pewna przestrzen - jakkolwiek niezauwazalna, jakkolwiek mala. Gdyby bylo inaczej, te dwa slowa nie moglyby byc dwoma slowami, stalyby sie jednym. W muzyce miedzy dwoma nutami zawsze jest pewna przestrzen, cisza. Dwa slowa, albo dwie nuty, nie moga byc dwoma jesli nie ma miedzy nimi przerwy. Zawsze jest tam cisza, ale trzeba byc naprawde uwaznym, naprawde pelnym uwagi, aby to odczuc. Im jestes uwazniejszy, tym wolniejszy jest umysl. Zawsze jest to powiazane. Im mniej swiadomosci, tym szybszy umysl: im jestes bardziej swiadomy, tym proces umyslu jest wolniejszy. Kiedy jestes bardziej swiadomy umyslu, umysl zwalnia i przestrzenie miedzy myslami poszerzaja sie. Wtedy mozesz je zobaczyc. Przypomina to film. Gdy projektor biegnie w zwolnionym tempie, widzisz przerwy. Gdy podnosze reke, jest to zdjecie zlozone z tysiaca czesci. Kazda czesc to pojedyncze ujecie. Gdy te tysiace pojedynczych ujec przechodza ci przed oczami tak szybko, ze nie widzisz przerw, widzisz wznoszaca sie reke jako pewien proces. Ale w zwolnionym tempie te przerwy mozna zobaczyc. Umysl jest jak film. Sa w nim przerwy. Im jestes uwazniejszy wobec swego umyslu, tym lepiej bedziesz je widzial. Przypomina to rysunek gestaltowski, rysunek zawierajacy równoczesnie dwa oddzielne obrazy. Mozna widziec jeden albo mozna widziec drugi, a obu naraz nie mozna widziec. Moze to byc rysunek staruszki, i zarazem moze to byc rysunek mlodej dziewczyny. Skupiony na jednym, drugiego nie bedziesz widzial; a gdy jestes skupiony na drugim, zginie pierwszy. Nawet wtedy, gdy dobrze wiesz, ze widziales oba rysunki, nie mozesz zobaczyc ich równoczesnie. Tak samo jest z umyslem. Gdy widzisz slowa, nie mozesz zobaczyc przerw, a gdy widzisz przerwy, nie mozesz zobaczyc slów. Po kazdym slowie jest przerwa i po kazdej przerwie jest slowo, ale nie mozesz widziec na raz jednego i drugiego. Jezeli jestes skupiony na przerwach, slowa beda zatracone i zostaniesz wrzucony w medytacje. Swiadomosc skupiona tylko na slowach, jest nie-medytacyjna, a swiadomosc skupiona tylko na przerwach, jest medytacyjna. Gdy stajesz sie swiadomy przerw, slowa zawsze sa zatracone. Obserwujac uwaznie, nie znajdziesz slów, znajdziesz tylko przerwe. Mozna odczuc róznice miedzy dwoma slowami, ale nie mozna odczuc róznicy miedzy dwoma przerwami. Slowa sa zawsze mnogie, a przerwa jest zawsze pojedyncza: jedna przerwa. Zlewaja sie ze soba i staja sie jednym. Medytacja to skupienie sie na przerwie. Wtedy zmienia sie caly gestalt. Inna rzecz, która trzeba zrozumiec. Gdy patrzysz na rysunek z gestaltu i twoja koncentracja jest skupiona na staruszce, nie zdolasz zobaczyc drugiego obrazu. A jesli bedziesz dluzej koncentrowal sie na staruszce, jesli dalej bedziesz sie na niej koncentrowal, jesli staniesz sie totalnie jej uwazny, przyjdzie chwila, gdy skupienie zmieni sie i nagle staruszka zniknie i bedzie ten drugi obraz. Dlaczego tak jest? Dzieje sie tak, gdyz umysl nie moze przez dluzszy czas byc ciagle w skupieniu. Musi sie zmieniac albo za- 'nie. Sa to jedyne dwie mozliwosci. Jesli bedziesz koncentrowal sie na jednym, umysl zasnie. Nie moze pozostawac w bezruchu, iest zywym procesem. Jesli pozwolisz mu na znudzenie, zasnie, aby uciec od zastoju twojego skupienia. Wtedy moze zyc dalej, w snach. To jest medytacja w stylu Maharishi Mahesha Yogi. Jest pelna spokoju, odswieza, moze pomóc zdrowiu fizycznemu i równowadze psychicznej, ale nie jest medytacja. To samo mozna zrobic autohipnoza. Hinduskie slowo mantra oznacza sugestie, nic wiecej. Branie tego za medytacje to powazny blad. To nie jest medytacja. A jezeli myslisz o tym jako o medytacji, nie bedziesz szukal prawdziwej medytacji. To jest rzeczywista szkoda czyniona przez takie praktyki i propagujacych je ludzi. Jest to tylko psychologiczne narkotyzowanie sie. Nie uzywaj wiec mantry do wypchniecia slów ze swej drogi. Po prostu stan sie swiadomy slów, a skupienie twojego umyslu automatycznie zmieni sie na przerwy. Jesli utozsamisz sie ze slowami, bedziesz skakal z jednego slowa na inne i przegapisz przerwe. Inne slowo to cos nowego, na czym mozna sie skupic. Umysl stale sie zmienia, zmienia sie skupienie. A gdy nie utozsamisz sie ze slowami, jestes tylko swiadkiem, z dala, tylko obserwujacym slowa idace korowodem, zmieni sie cale skupienie i staniesz sie swiadomy przerwy. Przypomina to sytuacje, gdy jestes na ulicy i obserwujesz idacych ludzi. Jedna osoba przeszla, druga jeszcze nie nadeszla. Jest przerwa, ulica jest pusta. Jesli bedziesz obserwowal, poznasz te przerwe. A gdy poznasz te przerwe, jestes w niej - wskoczyles w nia. To otchlan - daje taki spokój, stwarza taka swiadomosc. Bycie w tej przerwie to medytacja, jest to przemiana. Teraz jezyk nie jest potrzebny, porzucisz go. Jest to swiadome porzucenie. Jestes swiadomy ciszy, nieskonczonej ciszy. Jestes jej czescia - jednym z nia. Nie jestes swiadomy tej otchlani jako czegos innego, jestes swiadomy otchlani jako siebie. Wiesz, ale teraz jestes tym wiedzeniem. Obserwujesz te przerwe, ale teraz obserwujacy jest tym, co jest obserwowane. Wobec slów i mysli, jestes swiadkiem, oddzielnym - slowa sa czyms odrebnym. Gdy nie ma slów, jestes przerwa; nadal jestes swiadomy, ze jestes. Miedzy toba i przerwa, miedzy swiadomoscia i egzystencja, nie ma bariery. Teraz jestes w sytuacji egzystencjalnej. Oto medytacja - bycie jednym z egzystencja, bycie w niej totalnie i nadal bycie swiadomym. Jest to zaprzeczenie, jest to paradoks. Poznales teraz sytuacje, w której jestes swiadomy, a zarazem jestes z nia jednym. Zwykle, gdy jestesmy czegos swiadomi, to cos staje sie czyms odrebnym. Jesli z czyms sie utozsamiamy, nie jest to cos odrebnego, wtedy nie jest to cos innego - ale wówczas nie jestesmy swiadomi, tak jak w zlosci, w seksie. Jednym stajemy sie tylko wtedy, gdy jestesmy nieswiadomi. Seks przyciaga tak bardzo, bo w seksie na chwile stajesz sie jednym. Ale w tej chwili jestes nieswiadomy. Szukasz nieswiadomosci, bo szukasz jednosci. Ale im bardziej jej szukasz, tym bardziej stajesz sie swiadomy. Wtedy nie bedziesz odczuwal blogosci seksu, poniewaz ta blogosc pochodzila z nieswiadomosci. Mogles stac sie nieswiadomy w tej chwili namietnosci. Twoja swiadomosc opadla. Na jedna chwile byles w otchlani - ale nieswiadomy. A im bardziej jej szukasz, tym bardziej jest gubiona. W koncu przychodzi chwila, gdy jestes w seksie i moment nieswiadomosci juz nie nastepuje. Otchlan zostala zatracona, blogosc zostala zatracona. Wtedy taki akt staje sie glupi. Jest tylko mechanicznym rozladowaniem sie, nie ma tu nic duchowego. Znamy tylko nieswiadoma jednosc, nigdy nie zaznalismy jednosci swiadomej. Medytacja jest jednoscia swiadoma. To drugi biegun seksualnosci. Seks to jeden biegun, nieswiadoma jednosc; medytacja to drugi biegun, swiadoma jednosc. Seks to najnizszy punkt jednosci, a medytacja to szczyt, najwyzszy szczyt jednosci. Ta róznica jest róznica swiadomosci. Umysl zachodni mysli teraz o medytacji, gdyz zatracony zostal urok seksu. Zawsze, gdy spoleczenstwo staje sie nie-tlumiace wobec seksualnosci, przyjdzie medytacja, gdyz seks nie hamowany zabija urok i romantyzm seksu, zabija jego duchowa strone. Tyle jest seksu, ale nie mozna dluzej byc w nim nieswiadomym. Spoleczenstwo stlumione seksualnie moze pozostac seksualne, ale spoleczenstwo nie-tlumiace, bez zahamowan, nie moze pozostac zawsze w seksualnosci. Musi ona zostac przekroczona. Jesli wiec spoleczenstwo jest seksualne, nastapi medytacja. Dla mnie spoleczenstwo wolne seksualnie jest pierwszym krokiem ku szukaniu, zglebianiu. Ale, to jasne, poszukiwanie jest, mozna je wiec wyzyskiwac. Wschód je wyzyskuje. Guru mozna dostarczyc na zamówienie, mozna ich eksportowac. I sa oni eksportowani. Ale od tych guru mozna nauczyc sie tylko sztuczek. Zrozumienie przychodzi z zycia, z przezywania. Nie mozna go dac, przekazac. Nie moge dac ci mojego zrozumienia. Moge o nim mówic, ale nie moge ci go dac. Musisz je znalezc. Musisz wejsc w zycie. Musisz bladzic, musisz doznac porazek, musisz doznac wielu frustracji. A do medytacji dojdziesz tylko poprzez niepowodzenia, bledy, frustracje, tylko przez spotkanie z rzeczywistym zyciem. Dlatego mówie, ze jest to wzrastanie. Cos mozna zrozumiec, ale zrozumienie przychodzace przez innego czlowieka nie moze byc niczym wiecej jak zrozumieniem intelektualnym. Dlatego Krishnamurti wymaga niemozliwego. Mówi: “Nie pojmuj mnie intelektualnie." Ale od kogos innego prócz zrozumienia intelektualnego nic nie moze przyjsc. Dlatego wysilek Krishnamurtiego jest absurdalny. To, co mówi, jest autentyczne, ale gdy wymaga od sluchajacego wiecej niz zrozumienia intelektualnego, jest to niemozliwe. Od kogos innego nic wiecej nie moze przyjsc, nic wiecej nie mozna przekazac. Ale zrozumienie intelektualne moze wystarczyc. Jesli zdolasz zrozumiec intelektualnie to, co mówie, mozesz zrozumiec to, co nie zostalo powiedziane. Mozesz tez zrozumiec przerwy: to, czego nie mówie, czego nie jestem w stanie powiedziec. Pierwsze zrozumienie musi byc intelektualne, bo intelekt to drzwi. Nigdy nie moze to byc duchowe. Duchowosc to swiatynia wewnetrzna. Moge komunikowac sie z toba tylko intelektualnie. Jezeli naprawde zdolasz to zrozumiec, odczujesz to, co nie bylo powiedziane. Nie moge porozumiewac sie bez slów, ale gdy uzywam slów, uzywam i ciszy. Musisz byc swiadom jednego i drugiego. Jesli rozumiane sa tylko slowa, jest to porozumienie; a jesli zdolasz byc swiadomy takze przerw, wtedy jest polaczenie. Trzeba od czegos zaczac. Kazdy poczatek jest falszywy, ale trzeba zaczac. Przez to falszywe, przez szukanie po omacku, odnajdziesz drzwi. Kto mysli, ze zacznie dopiero wtedy, gdy bedzie wlasciwy poczatek, w ogóle nie zacznie. Nawet falszywy krok to krok we wlasciwym kierunku, bo jest on krokiem, poczatkiem. Zaczynasz isc po omacku w ciemnosci i - bladzac po omacku -znajdujesz drzwi. Dlatego mówie, bys byl swiadomy procesu jezykowego, procesu slów, i szukal swiadomosci przerw, pauz. Beda chwile, gdy z twej strony nie bedzie zadnego swiadomego starania i staniesz sie swiadomy tych przerw. Jest to spotkanie z tym, co boskie, spotkanie z tym, co egzystencjalne. Zawsze, gdy jest to spotkanie, nie uciekaj od niego. Badz z nim. Poczatkowo wywoluje to lek, musi tak byc. Zawsze, gdy jest spotkanie z nieznanym, powstaje lek, bo dla nas to, co nieznane, jest smiercia. Zawsze, gdy jest przerwa, poczujesz, ze zbliza sie smierc. Badz wtedy martwy! Po prostu badz w tym - w tej przerwie umrzyj zupelnie. I nastapi zmartwychwstanie. Umierajac smiercia w ciszy, zycie zmartwychwstaje. Po raz pierwszy jestes zywy, naprawde zywy. Dla mnie medytacja jest wiec nie metoda, a procesem, medytacja nie jest technika, a rozumieniem. Nie mozna jej nauczyc, mozna ja jedynie wskazac. Nie mozesz sie o niej dowiedziec, bo zadna informacja nie jest tu informacja. Pochodzi z zewnatrz -a medytacja przybywa z twych wlasnych wewnetrznych glebi. Poszukuj wiec, badz poszukujacym i nie badz uczniem. Wtedy nie bedziesz uczniem jakiegos guru, a uczniem zycia w jego totalnosci. Wtedy nie bedziesz uczyl sie tylko slów. Duchowe uczenie sie nie moze przyjsc ze slów, ale z przerw, ciszy, które stale cie otaczaja. Sa nawet w tlumie, na rynku, na bazarze. Szukaj tych ciszy, szukaj tych przerw wewnatrz i na zewnatrz - i pewnego dnia stwierdzisz, ze jestes w medytacji. Medytacja do ciebie przychodzi. Zawsze sama przychodzi, nie mozna jej przyprowadzic. Ale trzeba jej szukac, bo tylko wtedy, gdy jej szukasz, jestes na nia otwarty, wrazliwy. Jestes dla niej gospodarzem. Medytacja to gosc. Mozesz ja zaprosic i czekac na nia. Przychodzi do Buddy, przychodzi do Jezusa, przychodzi do kazdego, kto jest gotowy, kto jest otwarty i szuka. I nie ucz sie z czegos, bo omamia cie sztuczki. Umysl zawsze szuka czegos latwiejszego. Staje sie to zródlem wykorzystywania. Pojawiaja sie wtedy guru i bycie guru staje sie stanem i zycie duchowe zostaje zatrute. Najbardziej niebezpieczny jest ten, kto wykorzystuje potrzebe duchowosci. Jesli ktos obrabuje cie z bogactwa, nie jest to powazne, jesli ktos cie zawiedzie, nie jest to powazne, ale jesli ktos cie zwodzi i zabija, czy tylko opóznia potrzebe dazenia do medytacji, boskosci, ekstazy, grzech jest wielki i niewybaczalny. A tak jest. Badz wiec tego swiadom i nikogo nie pytaj: Co to jest medytacja? Jak mam medytowac? Zamiast tego pytaj jakie sa zahamowania, jakie sa przeszkody. Pytaj czemu nie jestesmy stale w medytacji, gdzie zostalo zatrzymane wzrastanie, gdzie zostalismy okaleczeni. I nie szukaj guru, bo guru okaleczaja. Kazdy, kto daje gotowa recepte, nie jest przyjacielem, ale wrogiem. Bladz w ciemnosci. Nic innego nie mozna zrobic. Samo bladzenie stanie sie zrozumieniem, które uwolni cie od ciemnosci. Jezus rzekl: “Prawda jest wolnoscia." Zrozum te wolnosc. Prawda zawsze przychodzi po zrozumieniu. Nie jest czyms, co spotykasz, jest czyms, w co wzrastasz. Poszukuj wiec zrozumienia, bo im bardziej jestes rozumiejacy, tym blizej jestes prawdy. I w pewnej nieznanej, nieoczekiwanej, nie dajacej sie przewidziec chwili, gdy to zrozumienie siega szczytu, jestes w otchlani. Nie ma cie juz, a jest medytacja. Gdy juz nie ma ciebie, jestes w medytacji. Medytacja nie jest powiekszeniem ciebie, jest zawsze czyms ponad toba. Gdy jestes w otchlani, jest medytacja. Wtedy nie ma ego, wtedy nie ma ciebie. Wtedy jest istnienie. To religie rozumieja przez Boga -najwyzsze istnienie. Jest to istota wszystkich religii, wszystkich poszukiwan, ale nie mozna tego nigdzie znalezc w postaci gotowej. Uwazaj wiec na kazdego, kto tak twierdzi. Bladz po omacku i nie obawiaj sie niepowodzenia. Przyznaj sie do bledów, ale nie popelniaj ponownie tych samych bledów. Jeden raz to dosc, wystarczy. Czlowiekowi, który stale bladzi w poszukiwaniu prawdy, zawsze jest wybaczone. Jest to obietnica z samych glebin egzystencji.

 

 

Seks, milosc i modlitwa - Trzy kroki ku boskosci

 

Opisz nam duchowe znaczenie energii seksu. Jak mozemy wysubtelnic seks i uczynic go duchowym? Czy mozliwe jest praktykowanie seksu, kochania sie, jako medytacji, jako odskoczni ku wyzszym poziomom swiadomosci? Nie ma czegos takiego jak energia seksu. Energia jest jedna i ta sama. Seks jest jednym z jej ujsc, jednym z jej kierunków, jednym z zastosowan tej energii. Energia zycia jest jedna, przejawiac sie moze w wielu kierunkach. Seks jest jednym z nich. Gdy energia zycia staje sie biologiczna, staje sie energia seksu. Seks jest tylko zastosowaniem energii zycia. Nie ma kwestii wysubtelnienia. Gdy energia zycia plynie w innym kierunku, nie ma seksu. Ale to nie jest wysubtelnienie, jest to przemiana. Seks jest naturalnym, biologicznym przeplywem energii zycia i jej najnizszym zastosowaniem. Jest to naturalne, bo zycie bez niego nie moze istniec, i najnizsze, bo jest on podstawa, nie jest szczytem. Kiedy seks staje sie totalnoscia, cale zycie zostaje po prostu zmarnowane. Przypomina to polozenie fundamentu i dalsze kladzenie fundamentu, bez budowania domu, dla którego ten fundament przeznaczono. Seks jest po prostu okazja do wyzszej przemiany energii zycia. Pod tym wzgledem wszystko jest w porzadku, ale gdy seks staje sie wszystkim, gdy staje sie jedynym ujsciem dla energii zycia, staje sie destruktywny. Moze byc tylko srodkiem, nie celem. Ale srodki maja sens tylko wtedy, gdy cele zostaja osiagniete. Gdy czlowiek robi niewlasciwy uzytek ze srodka, cel ulega zniszczeniu. Gdy seks staje sie centrum zycia, jak to sie stalo, srodki! zamienia sie w cele. Seks tworzy biologiczna podstawe istnienia,] trwania zycia. Jest srodkiem - nie powinien stac sie celem. Gdy seks staje sie celem, ginie wymiar duchowy. A gdy seks staje sie medytacyjny, kieruje sie ku wymiarowi duchowemu. Staje sie stopniem, odskocznia. Nie potrzeba wysubtelniac, bo energia jako taka nie jest ani seksualna, ani duchowa. Energia zawsze jest neutralna. Sama w sobie nie ma nazwy. Nazwa pochodzi od drzwi, którymi plynie, Ta nazwa nie jest nazwa energii, jest nazwa formy przyjmowanej przez energie. Gdy mówisz “energia seksualna", oznacza to energie plynaca ujsciem seksualnym, ujsciem biologicznym. Gdy ta sama energia plynie ku boskosci, jest energia duchowa. Energia sama w sobie jest neutralna. Wyrazana biologicznie, jest seksem. Wyrazana emocjonalnie, moze stac sie miloscia, moze stac sie nienawiscia, moze stac sie zloscia. Wyrazana intelektualnie, moze stac sie naukowa, moze stac sie literacka. Kiedy porusza sie poprzez cialo, staje sie fizyczna. Gdy przemieszcza sie poprzez umysl, staje sie mentalna. Róznice nie sa róznicami energii jako takiej, ale jej przejawionych zastosowan. Dlatego mówienie o “wysubtelnieniu energii seksu" jest bezzasadne. Gdy nie korzystasz z ujscia seksu, energia znów staje sie czysta. Energia zawsze jest czysta. Przejawiajac sie drzwiami boskosci, staje sie duchowa, ale ta forma to tylko przejaw energii. Slowo “wysubtelnienie" wywoluje bardzo niewlasciwe skojarzenia. Wszystkie teorie wysubtelniania to teorie tlumienia. Zawsze, gdy mówisz “wysubtelnienie seksu", stajesz sie mu przeciwny. Twoje potepienie zawiera sie w samym slowie. Pytasz co mozna zrobic z seksem. Wszystko, co robisz z seksem i wprost, jest tlumieniem. Istnieja tylko metody posrednie, w których w ogóle nie zajmujesz sie energia seksualna, raczej zmierzasz do otwarcia drzwi do boskosci. Gdy drzwi do boskosci beda otwarte, wszystkie istniejace w tobie energie zaczna plynac ku tym drzwiom. Seks zostaje pochloniety. Gdy tylko mozliwa jest wyzsza blogosc, nizsze formy blogosci staja sie nieistotne. Nie masz ich tlumic, ani walczyc z nimi. One po prostu zanikaja. Seks nie jest wysubtelniany - zostaje przekroczony. Cokolwiek czyni sie z seksem negatywnie, nie zmieni to tej energii. Wrecz przeciwnie, stworzy w tobie konflikt, który bedzie destruktywny. Walczac z energia, walczysz sam ze soba. Tej walki nikt nie moze wygrac. W jednej chwili czujesz, ze wygrales, w nastepnej chwili czujesz, ze to seks wygral. Stale tak bedzie. Czasami nie bedzie seksu i bedziesz czul, ze nad nim zapanowales, a w nastepnej chwili znów czujesz przyciaganie seksu i to wszystko, co zyskales, zostaje utracone. Nikt nie moze wygrac walki toczonej przeciwko wlasnej energii. Gdy twoich energii potrzeba gdzies indziej, gdzies, gdzie jest wiecej blogosci, seks zaniknie. I nie jest tak, ze energia zostala wysubtelniona, nie jest tak, ze cos z nia zrobiles. Raczej otworzyla sie przed toba nowa droga wiodaca ku wiekszej blogosci i energia automatycznie, spontanicznie zaczyna plynac ku tym nowym drzwiom. Gdy trzymasz w dloniach kamienie i nagle na swojej drodze napotykasz diamenty, nawet nie zauwazysz, ze upusciles kamienie. Same upadna, jakbys ich nie trzymal. Nawet nie bedziesz pamietal wyrzeczenia sie ich, tego, ze je wyrzuciles. Nawet nie bedziesz tego swiadomy. I nie jest tak, ze cos zostalo wysubtelnione. Otworzylo sie wieksze zródlo szczescia, a mniejsze zródla same z siebie odpadly. Jest to tak automatyczne, spontaniczne, ze nie potrzebne jest zadne pozytywne dzialanie przeciw seksowi. Zawsze, gdy robisz cos przeciw jakiejkolwiek energii, jest to negatywne. Prawdziwe, pozytywne dzialanie, nawet nie dotyczy seksu - dotyczy medytacji. Nawet nie poznasz, ze seks odszedl. Po prostu zostal wchloniety przez to, co nowe. Wysubtelnienie jest brzydkim slowem. Ma w sobie nute antagonizmu, konfliktu. Seks trzeba przyjmowac taki, jaki jest. Jest jedynie biologiczna podstawa umozliwiajaca istnienie zycia. Nie nadawaj mu zadnego duchowego czy anty-duchowego znaczenia. Zrozum po prostu fakt jego istnienia. Gdy traktujesz go jako fakt biologiczny, w ogóle sie nim nie zajmujesz. Zajmujesz sie nim wtedy, gdy nadajesz mu jakies duchowe znaczenie. Nie nadawaj mu wiec zadnego znaczenia - nie stwarzaj wokól niego zadnej filozofii. Tylko zobacz fakty. Nie rób nic przeciw niemu, ani na jego korzysc. Niech bedzie taki, ja jest - zaakceptuj go jako cos normalnego. Nie przyjmuj jakiego nienormalnego nastawienia do niego. Tak samo jak masz oczy i dlonie, tak samo powinienes miec seks. Nie jestes przeciwny swoim oczom czy dloniom, nie badz wiec przeciwny seksowi. Wtedy kwestia co masz zrobic z seksem staje sie nieistotna. Tworzenie rozdwojenia za czy przeciwko seksowi nie ma sensu. Jest on faktem. Przyszedles do egzystencji przez seks i masz w sobie wbudowany program dawania zycia znowu przez seks. Jestes czescia wielkiej ciaglosci. Twoje cialo umrze, ma wiec wbudowany program stworzenia innego ciala które je zastapi. Smierc jest pewna. Dlatego seks jest taki obsesyjny. Nie bedziesz zyl zawsze, musisz wiec zostac zastapiony nowszym cialem i replika. Seks jest tak wazny, poniewaz podkresla go cala natura inaczej czlowiek nie móglby istniec. Gdyby seks byl dobrowolny na ziemi nikt by nie pozostal. Seks jest tak obsesyjny, tak nie odparty, poped seksualny jest tak silny, poniewaz opowiada sie za nim cala natura. Bez niego zycie nie moze istniec. Seks jest tak istotny dla religijnych poszukujacych, poniewaz jest tak przymusowy, tak nieodparty, tak naturalny. Stal sie wyznacznikiem poznania czy energia zycia w konkretnym czlowieku dotarla do boskosci. Nie mozemy poznac wprost, ze ktos napotkal boskosc, nie mozemy poznac wprost, ze ktos ma diamenty - mozemy jednak bezposrednio poznac czy ten ktos rzucil kamienie, gdyz kamienie sa nam znane. Mozemy poznac wprost, ze ktos wykroczyl poza seks, bo seks jest nam znany. Seks jest tak kompulsywny, tak przymusowy, jest tak wielka sila, ze nie mozna wyjsc poza niego dopóki nie dostapi sie boskosci. Dlatego brahmacharya stalo sie kryterium poznania czy jakis czlowiek dotarl do boskosci. Dla niego seks taki, jaki istnieje w normalnych ludziach, nie istnieje. Nie znaczy to, ze porzucajac seks dostapisz boskosci. Odwrotnosc jest falszem. Ten, kto znalazl diamenty, porzuca kamienie które niósl, ale odwrotna sytuacja nie jest prawda. Mozesz wyrzucic kamienie, ale nie oznacza to, ze dostaniesz cos od nich wiekszego. Wtedy bedziesz posrodku. Umysl bedziesz mial stlumiony, nie taki, który wykroczyl ponad. Seks bedzie wrzal w tobie i wywola pieklo wewnatrz. Nie bedzie to wyjsciem poza seks. Gdy seks staje sie stlumiony, staje sie brzydki, chorobliwy, neurotyczny. Staje sie perwersyjny. Tak zwane religijne nastawienie do seksu stworzylo seksualnosc perwersyjna, kulture, która jest zupelnie neurotyczna pod wzgledem seksualnosci. Nie opowiadam sie po jej stronie. Seks jest faktem biologicznym, nie ma w nim nic zlego. Nie walcz wiec z nim, bo ulegnie perwersji - a seks perwersyjny nie jest krokiem naprzód. Jest spadnieciem ponizej normalnosci, krokiem ku szalenstwu. Gdy stlumienie staje sie tak intensywne, ze nie mozesz dluzej z nim trwac, eksploduje i w tej eksplozji ty zostaniesz zatracony. Jestes wszystkimi cechami ludzkosci, jestes wszystkimi mozliwosciami. Normalny fakt seksu jest zdrowy, ale kiedy staje sie on nienormalnie stlumiony, staje sie niezdrowy. Przejsc od normalnosci do boskosci mozesz bardzo latwo, natomiast przejscie do boskosci od umyslu neurotycznego staje sie zmudne i w pewnej mierze niemozliwe. Najpierw musisz stac sie zdrowy, normalny. Wtedy, w koncu, jest taka mozliwosc, ze mozna wykroczyc ponad seks. Co wiec trzeba robic? Poznaj seks! Wejdz w niego swiadomie! Oto sekret otwarcia nowych drzwi. Wchodzac w seks nieswiadomie, bedziesz jedynie instrumentem w rekach ewolucji biologicznej - ale jezeli zdolasz byc swiadomy w akcie seksu, sama ta swiadomosc staje sie gleboka medytacja. Akt seksu jest tak przymusowy i tak kompulsywny, ze trudno jest byc w nim swiadomie, ale nie jest to niemozliwe. A jesli zdolasz byc swiadomy w akcie seksu, nie bedzie w zyciu zadnego takiego faktu, w którym nie bedziesz mógl byc swiadomy, bo zaden akt nie jest tak gleboki jak seks. Jesli zdolasz byc swiadomy w akcie seksu, bedziesz swiadomy nawet w smierci. Glebia aktu seksu i glebia smierci sa takie same, analogiczne. Docierasz do tego samego punktu. Jesli wiec zdolasz byc swiadomy w akcie seksu, osiagnales cos wielkiego. Jest to bezcenne. Wykorzystaj wiec seks jako akt medytacji. Nie walcz z nim nie wystepuj przeciw niemu. Nie mozesz walczyc przeciw naturze jestes jej nierozdzielna czescia. Musisz wobec seksu miec nastawienie przyjazni, sympatii. Jest to najglebszy dialog miedzy i natura. Tak naprawde akt seksu w rzeczywistosci nie jest dialogiem miedzy mezczyzna i kobieta. Jest to dialog mezczyzny z natura poprzez kobiete; i kobiety z natura, poprzez mezczyzne. Jest dialog z natura. Na chwile znajdujesz sie w kosmicznym przeplywie, jestes w niebianskiej harmonii, jestes w harmonii z caloscia. I tak mezczyzna jest spelniony dzieki kobiecie, zas kobieta dzieki mezczyznie. Mezczyzna nie jest caloscia i kobieta nie jest caloscia. Oboje sa dwoma fragmentami calosci. Dlatego zawsze, gdy tylko staja sie jednoscia w akcie seksualnym, moga znalezc sie w harmonii z najglebsza natura wszystkiego, z Tao. Ta harmonia moze byc biologicznymi narodzinami nowego istnienia. Jesli jestes nieswiadomy, jest to jedyna mozliwosc. Ale jesli jestes swiadomy, ten akt moze stac sie narodzinami dla ciebie, duchowymi narodzinami. Dzieki niemu staniesz sie “dwakroc narodzony". Gdy bierzesz w tym udzial swiadomie, stajesz sie swiadkiem. A gdy staniesz sie swiadkiem w akcie seksu, wykroczysz ponad seks, bo w byciu swiadkiem stajesz sie wolny. Teraz nie bedzie kompulsji. Nie bedziesz nieswiadomym uczestnikiem. Gdy w tym akcie staniesz sie swiadkiem, wykroczysz ponad niego. Teraz wiesz, ze nie jestes tylko cialem. Sila bycia swiadkiem poznala cos spoza tego aktu. To “poza" mozna poznac tylko wtedy, gdy jestes gleboko we wnetrzu. Nie jest to powierzchowne spotkanie. Gdy targujesz sie na rynku, twoja swiadomosc nie moze wejsc bardzo gleboko, bo sam ten akt jest powierzchowny. Jesli chodzi o czlowieka, akt seksu jest jedynym aktem, przez który moze on stac sie swiadkiem wewnetrznych glebi. Im bardziej wchodzisz w medytacje przez seks, tym seks bedzie mial mniejsze oddzialywanie. Medytacja z niego wyrosnie, ale z tej wyrastajacej medytacji otworza sie nowe drzwi i seks zaniknie. Nie bedzie to wysubtelnienie. Przypomni to sytuacje, gdy suche liscie opadaja z drzewa. Drzewo nie pozna, ze liscie opadaja. Tak samo i ty nie poznasz, ze odchodzi mechaniczna potrzeba seksu. Uczyn z seksu medytacje, uczyn seks przedmiotem medytacji. Traktuj go jak swiatynie, a wykroczysz ponad niego i dokona sie twoja przemiana. Wtedy seksu nie bedzie, i nie bedzie tlumienia, wysubtelniania. Seks bedzie po prostu nieistotny, bez znaczenia. Wyrosles ponad niego. Dla ciebie nie ma on sensu. Przypomina to sytuacje dorastajacego dziecka. Teraz zabawki nie maja sensu. Ono niczego nie wysubtelnialo, niczego nie tlumilo. Po prostu doroslo, stalo sie dojrzale. Zabawki nie maja teraz znaczenia. Sa dziecinne, a dziecko nie jest juz dzieckiem. Tak samo, im wiecej medytujesz, tym seks bedzie slabiej na ciebie oddzialywal. I stopniowo, spontanicznie, bez swiadomego wysilku majacego wysubtelnic seks, energia znajdzie nowe zródlo, do którego bedzie plynac. Ta sama energia, która plynela poprzez seks, teraz bedzie plynac poprzez medytacje. A gdy plynie ona poprzez medytacje, otwieraja sie drzwi boskosci. Jeszcze jedno. Uzywasz slów “seks" i “milosc". Zwykle uzywamy tych dwóch slów tak, jakby mialy one jakies wewnetrzne powiazanie. Nie maja - milosc przychodzi dopiero po odejsciu seksu. Wczesniej milosc to tylko przyneta, gra wstepna i nic innego. Jest jedynie przygotowaniem gruntu do aktu seksu. Jest tylko wprowadzeniem do seksu, przedmowa, niczym innym. Dlatego im wiecej seksu miedzy dwojgiem ludzi, tym mniej milosci, poniewaz przedmowa jest niepotrzebna. Gdy dwoje ludzi jest w milosci i nie ma miedzy nimi seksu, bedzie wielka milosc romantyczna. Ale kiedy wkroczy seks, milosc znika. Seks jest tak nagly. Sam w sobie jest tak gwaltowny. Potrzeba mu wprowadzenia, potrzeba gry wstepnej. Milosc, jak my ja znamy, jest tylko okryciem nagiego faktu seksu. Jesli wejrzysz gleboko w to, co nazywasz miloscia, znajdziesz seks przygotowujacy sie do skoku. Zawsze jest tuz za rogiem. Milosc przemawia. Seks sie przygotowuje. Ta tak zwana milosc laczy sie z seksem, ale jest tylko przedmowa. Gdy przyjdzie seks, ta milosc odpadnie. Dlatego malzenstwo zabija milosc romantyczna, i to zabija ja absolutnie. Dwoje ludzi zapoznaje sie ze soba i gra wstepna, milosc, staje sie niepotrzebna. Prawdziwa milosc nie jest przedmowa - jest aromatem. Nie przychodzi przed seksem, a po nim. Nie jest prologiem, a epilogiem. Jesli przejdziesz przez seks i odczuwasz do tej osoby wspólczucie, rozwija sie milosc. A jesli medytujesz, bedziesz czul sie wspólczujacy. Gdy medytujesz w akcie seksu, twój partner seksualny nie bedzie tylko przedmiotem sluzacym twojej fizycznej przyjemnosci. Bedziesz czul wdziecznosc do niego czy do niej, bo oboje doszliscie do glebokiej medytacji. Jesli medytujesz w seksie, powstanie miedzy wami nowa przyjacielskosc, bo dotarliscie dzieki sobie do komunii z natura. Dzieki sobie macie chwilowy wglad w nieznane glebie rzeczywistosci. Bedziecie czuli dla siebie wdziecznosc i wspólczucie - wspólczucie dla cierpienia, wspólczucie dla poszukiwania, wspólczucie dla towarzysza lub towarzyszki, kompana podrózy, wspólczucie dla bladzacego po omacku przyjaciela. Gdy seks staje sie medytacyjny, dopiero wtedy zjawia sie aromat, który za nim idzie, uczucie, nie bedace gra wstepna seksu, ale dojrzaloscia, wzrastaniem, medytacyjnym urzeczywistnieniem. Dlatego gdy akt seksu staje sie medytacyjny, odczujesz milosc. Milosc jest polaczeniem wdziecznosci, przyjacielskosci i wspólczucia. Gdy sa te trzy uczucia, jestes w milosci. Gdy rozwinie sie ta milosc, wykroczysz ponad seks. Milosc rozwija sie poprzez seks, ale wychodzi poza niego. Jest jak kwiat: wychodzi z korzeni, ale wykracza poza nie. I nie wróci, powrotu nie ma. Gdy rozwinie sie milosc, nie bedzie seksu. Tak naprawde jest to jeden ze sposobów poznania narodzin milosci. Seks jest jak skorupka jajka, skorupka, z której ma wyjsc milosc. Gdy wyjdzie, skorupki nie bedzie. Bedzie rozbita, wyrzucona. Seks moze dojsc do milosci tylko wtedy, gdy jest medytacja -nigdy indziej. Gdy nie ma medytacji, ten sam seks bedzie powtarzany i znudzi cie to. Seks bedzie coraz bardziej nuzacy i nie bedziesz czul wdziecznosci dla tamtej osoby. Raczej poczujesz sie oszukany, poczujesz do niej wrogosc. Ona nad toba dominuje. Dominuje przez seks, bo stal sie on dla ciebie potrzeba. Stales sie niewolnikiem, bo nie mozesz zyc bez seksu. A nie mozesz czuc przyjazni do kogos, wobec kogo stales sie niewolnikiem. I oboje czuja to samo - ze ten drugi czlowiek jest panem. Ta dominacja bedzie negowana i zwalczana, ale seks nadal bedzie powtarzany. Stanie sie rutyna dnia. W seksie walczysz z partnerem, potem wszystko naprawiasz. Potem znów walczysz, potem znów naprawiasz. Milosc w najlepszym przypadku jest ledwie dostosowaniem. Nie mozesz czuc przyjazni, nie ma wspólczucia. Zamiast tego jest okrucienstwo i przemoc, czujesz sie oszukany. Stales sie niewolnikiem. Seks nie zdola rozwinac sie w milosc. Pozostanie tylko seksem. Przejdz przez seks! Nie bój sie go, bo lek nigdzie nie prowadzi. Jesli czlowiek ma sie bac czegokolwiek, to tylko samego leku. Nie bój sie seksu i nie walcz z nim, bo to tez jest pewnego rodzaju lek. “Walka lub ucieczka" - walka lub odejscie, to dwie drogi leku. Nie uciekaj wiec od seksu, nie walcz z nim. Zaakceptuj go, przyjmij go za pewnik. Wejdz w niego gleboko, poznaj go totalnie, zrozum go, medytuj w nim, a wyjdziesz ponad niego. Jesli w akcie seksu medytujesz, otwieraja sie nowe drzwi. Napotykasz nowy wymiar, bardzo nieznany, nieslyszany, i przeplywa wieksza blogosc. Napotkasz cos tak blogiego, ze seks stanie sie nieistotny i samoistnie wygasnie. Teraz twoja energia przestaje plynac w tym kierunku. Energia zawsze plynie ku blogosci. Poniewaz blogosc pojawia sie w seksie, energia plynie ku niemu, ale jesli szukasz wiecej blogosci - blogosci wykraczajacej ponad seks, wychodzacej ponad seks, blogosci dajacej wieksze spelnienie, glebsze - wtedy, sama z siebie, energia przestanie plynac w kierunku seksu. Kiedy seks staje sie medytacja, rozkwita w milosc, i ten rozkwit jest ruchem ku boskosci. To dlatego milosc jest boska. Seks jest fizyczny, milosc jest duchowa. A gdy zjawi sie kwiat milosci, przyjdzie modlitwa, przyjdzie za nim. Teraz nie jestes juz daleko od boskosci. Jestes blisko domu. Teraz zacznij medytowac z miloscia. To jest drugi krok, gdy jest ta chwila komunii, gdy jest ta chwila milosci, zacznij medytowac. Wejdz w nia gleboko, badz jej swiadomy. Teraz nie spotykaja sie ciala. W seksie spotykaja sie ciala, w milosci spotykaja sie dusze. Nadal jest to spotkanie, spotkanie dwojga osób. Zobacz teraz milosc tak, jak widziales seks. Zobacz te komunie, wewnetrzne spotkanie, ten wewnetrzny stosunek seksualny. Wtedy wykroczysz nawet ponad milosc i dojdziesz do modlitwy. Ta modlitwa jest drzwiami. Nadal jest to spotkaniem, ale nie spotkaniem dwojga osób. Jest to komunia miedzy toba i caloscia. Teraz ta druga strona, jako czlowiek, odpadla. Jest to strona bezosobowa - cala egzystencja - i ty. Ale modlitwa nadal jest spotkaniem, wiec w koncu tez musi; zostac przekroczona. W modlitwie wierny i boskosc sa oddzielni, bhakta i bhagwan sa oddzielni. Nadal jest to spotkanie. Dlatego wlasnie Meera czy Teresa, opisujac swoje doznania modlitewne, mogly uzywac okreslen seksualnych. W chwilach pelnych modlitwy trzeba medytowac. Znów badz temu swiadkiem. Zobacz te komunie miedzy soba i caloscia. Wymaga to najsubtelniejszej z mozliwych swiadomosci. Jesli zdolasz byc swiadomy spotkania miedzy soba i caloscia, wyjdziesz ponad siebie i ponad calosc, jedno i drugie. Wtedy ty jestes caloscia. A w tej calosci nie ma dualizmu, jest tylko jednosc. Tej jednosci poszukuje sie przez seks, przez milosc, przez modlitwe. Wlasnie ta jednosc jest tym, do czego tesknimy. Nawet w seksie, ta tesknota dotyczy jednosci. Blogosc przychodzi, bo na jedna chwile stajecie sie jednoscia. Seks poglebia sie w milosc, milosc poglebia sie w modlitwe, a modlitwa poglebia sie w totalne wykroczenie ponad, totalna jednosc. To poglebienie zawsze przychodzi z medytacji. Metoda jest zawsze taka sama. Poziomy sie róznia, wymiary sie róznia, kroki sie róznia, a metoda zawsze jest ta sama. Wejdz w seks i znajdziesz milosc. Wejdz gleboko w milosc i dojdziesz do modlitwy. Wejdz w modlitwe, a eksplodujesz w jednosc. Ta jednosc jest totalna, ta jednosc jest blogoscia, ta jednosc jest ekstaza. Dlatego tak wazne jest, by nie przyjmowac nastawienia walki. W kazdym fakcie obecna jest boskosc. Moze byc wystrojona, moze byc ubrana; musisz ja rozebrac, zdjac jej ubranie. Znajdziesz jeszcze wiecej subtelnych ubran. Znów, zdejmij je. Dopóki nie napotkasz jednosci w jej totalnej nagosci, nie znajdziesz zaspokojenia, nie poczujesz sie spelniony. Gdy dochodzisz do nieubranej jednosci, jednosci pozbawionej szat, stajesz sie z nia jednym, bo kiedy poznasz te nagosc, nie bedzie to nikt inny - tylko ty sam. W istocie rzeczy kazdy poszukuje siebie poprzez innych ludzi. Pukajac do cudzych drzwi trzeba znalezc swój wlasny dom. Gdy z rzeczywistosci zdjete zostana okrycia, jestes z nia jednym, bo róznica sa tylko szaty. Ubrania sa bariera, nie mozesz wiec rozebrac rzeczywistosci dopóki sam sie nie rozbierzesz. Dlatego medytacja jest bronia obosieczna - rozbiera rzeczywistosc i równoczesnie rozbiera ciebie. Rzeczywistosc staje sie naga i ty stajesz sie nagi. A w chwili totalnej nagosci, totalnej pustki, stajesz sie jednoscia. Nie jestem wiec przeciw seksowi. Nie znaczy to, ze opowiadam sie za seksem. Znaczy to, ze opowiadam sie za glebokim wejsciem w niego i odkryciem tego, co jest poza nim. To poza zawsze jest, ale zwykly seks jest seksem dorywczym, nikt wiec nie wchodzi gleboko. Jesli zdolasz wejsc gleboko, poczujesz do boskosci wdziecznosc za to, ze dzieki seksowi otworzyly sie inne drzwi. A jezeli seks bedzie tylko dorywczy, nie poznasz, ze byles blisko czegos wiekszego. Jestesmy tak sprytni, ze stworzylismy falszywa milosc, która nie przychodzi po seksie, a przed nim. Jest czyms kultywowanym, sztucznym. Milosc byla tylko przedmowa, a teraz ta przedmowa nie jest juz potrzebna. Ale prawdziwa milosc zawsze jest poza seksem - kryje sie za seksem. Wejdz w niego gleboko, medytuj w nim religijnie, a rozkwitniesz w milujacy stan umyslu. Nie jestem przeciw seksowi i nie opowiadam sie za miloscia. I tak musisz wykroczyc poza nia. Medytuj na niej, wyjdz poza nia. Przez medytacje rozumiem, ze musisz przejsc przez nia w pelni uwaznosci, swiadomosci. Nie wolno ci przejsc przez nia slepo, nieswiadomie. Jest wielka blogosc, a ty mozesz przejsc na slepo i przegapic ja. Ta slepote trzeba przemienic. Musisz stac sie czlowiekiem z otwartymi oczami. Kiedy masz otwarte oczy, j seks moze zaprowadzic cie na sciezke jednosci. Kropla moze stac sie oceanem. W sercu kazdej kropli jest to j pragnienie. W kazdym czynie, w kazdym pragnieniu, znajdziesz: te sama tesknote. Odkryj ja, idz za nia. To wielka przygoda! Tak, jak dzisiaj przezywamy nasze zycia, jestesmy nieswiadomi. Ale choc tyle mozna zrobic. Jest to zmudne, ale nie niemozliwe. Bylo mozliwe dla Jezusa, dla Buddy, dla Mahavira, i jest mozliwe dla kazdego innego. Gdy wchodzisz w seks z ta intensywnoscia, z ta uwaznoscia, z ta wrazliwoscia, wykraczasz ponad niego. Nie bedzie w tym zadnego wysubtelnienia. Gdy wykraczasz ponad, nie bedzie seksu, nawet wysubtelnionego. Bedzie milosc, modlitwa i jednosc. To sa trzy etapy milosci: milosc fizyczna, milosc psychiczna i milosc duchowa. A gdy te trzy etapy zostana przekroczone, jest boskosc. Gdy Jezus rzekl “Bóg jest miloscia", byla to najblizsza mozliwa definicji, bo ostatnim, co znamy na drodze do Boga, jest milosc. Dalej jest nieznane, a nieznanego nie mozna zdefiniowac. Mozemy wskazac boskosc tylko przez nasze ostatnie urzeczywistnienie - milosc. Poza punktem milosci nie ma juz doznawania, poniewaz nie ma doznajacego. Kropla stala sie oceanem! Idz krok po kroku, ale z przyjaznym nastawieniem. Bez napiecia, bez walki. Po prostu idz uwaznie. Uwaznosc jest jedynym swiatlem w ciemnej nocy zycia. Majac to swiatlo, wejdz w nia. Szukaj w kazdym kacie. Boskosc jest wszedzie, nie badz wiec przeciwny niczemu. Ale i nie pozostawaj po stronie czegokolwiek. Idz dalej, gdyz czeka cie jeszcze wieksza blogosc. Ta podróz musi trwac. Jesli jestes blisko seksu, uzyj seksu. Jesli jestes blisko milosci, uzyj milosci. Nie mysl kategoriami tlumienia lub wysubtelniania, nie mysl kategoriami walki. Boskosc moze kryc sie we wszystkim -dlatego nie walcz, nie uciekaj przed niczym. Tak naprawde, jest ona ukryta we wszystkim, gdziekolwiek wiec jestes, wejdz najblizszymi drzwiami i idz przed siebie. Nie zatrzymuj sie, a dotrzesz - bo zycie jest wszedzie. Jezus rzekl “Pod kazdym kamieniem znajdziesz Pana" - a ty widzisz tylko kamienie. Musisz przejsc przez ten kamienny stan umyslu. Kiedy widzisz seks jako wroga, staje sie on kamieniem. Staje sie nieprzezroczysty, nie widzisz tego, co jest za nim. Uzyj go medytuj na nim, a kamien stanie sie jak szklo. Zobaczysz co jest za nim, i zapomnisz o szkle. Bedziesz pamietal o tym, co jest za szklem. Jesli cos staje sie przezroczyste, znika. Nie czyn wiec z seksu kamienia, uczyn go przezroczystym. A przezroczystym staje sie on dzieki medytacji.

 

 

Kundalini joga powrót do korzeni

 

Co to jest kundalini joga i jak moze ona pomóc Zachodowi? Dlaczego Twoja metoda przebudzenia kundalini jest raczej chaotyczna niz zblizona do tradycyjnych, sterowanych metod? Egzystencja to energia, ruch energii na tak wiele sposobów i w tylu formach. Dla ludzkiego istnienia ta energia jest energia kundalini. Kundalini to skupiona energia ludzkiego ciala i ludzkiej psychiki. Energia moze istniec jako przejawiona albo jako nieprzejawiona. Moze byc w zarodku albo pojawic sie w formie przejawionej. Kazda energia albo jest w zarodku albo jest w postaci przejawionej. Kundalini oznacza twój totalny potencjal, twoje totalne mozliwosci, ale jest to tylko zarodek, jest to tylko potencjal. Sposoby przebudzenia kundalini sa sposobami na urzeczywistnienie twojego potencjalu. Przede wszystkim wiec, kundalini nie jest czyms niezwyklym. Jest to tylko energia czlowieka jako taka. Ale zwykle funkcjonuje tylko jej czesc, bardzo drobna czesc. Nawet ta jej czesc nie funkcjonuje harmonijnie, jest w konflikcie. I to jest cierpienie, niedola. Gdy twoja energia moze funkcjonowac harmonijnie, odczuwasz blogosc, a gdy jest w konflikcie, przeciwstawiona sama sobie, odczuwasz, ze jestes w cierpieniu. Dlaczego cala energia jest tylko potencjalem, nie stanem rzeczywistym? Nie trzeba jej w codziennym zyciu, nie jest wymagana. Tylko ta jej czesc zaczyna dzialac, która jest wymagana, staje wobec wyzwan. Zycie codzienne nie jest dla niej wyzwaniem, przejawiona staje sie wiec tylko bardzo drobna jej czesc i ta mala, przejawiona czesc, nie jest harmonijna, gdyz twoje zycie codzienne nie jest zintegrowane. Twoje potrzeby sa w konflikcie. Spoleczenstwo wymaga jednego, twoje instynkty wymagaja czegos calkiem przeciwnego. Wymogi spoleczne sa w konflikcie z wymogami osobistymi. Spoleczenstwo ma swoje wymagania, moralnosc i religia maja swoje wymagania. Te konflikty nie pozwalaja czlowiekowi byc harmonijna caloscia. Uczynily one czlowieka fragmentarycznym. Rano wymaga sie jednego, po poludniu wymaga sie czegos innego. Twoja zona wymaga czegos od ciebie, twoja matka wymaga czegos calkiem przeciwnego. Tak codzienne zycie staje sie dla ciebie sprzecznymi zadaniami i drobna czesc twej totalnej energii, która stala sie przejawiona, popada w konflikt z sama soba. Jest tez inny konflikt. Ta czesc, która stala sie przejawiona zawsze bedzie w konflikcie z ta czescia, która jeszcze nie stala sie przejawiona. To, co rzeczywiste, zawsze bedzie w konflikcie zl tym, co potencjalne. To, co potencjalne, bedzie dazyc do przejawienia, zas to, co rzeczywiste, bedzie je tlumic. Uzywajac nazewnictwa psychologicznego - nieswiadomosc jest zawsze w konflikcie ze swiadomoscia. Swiadomosc bedzie starala sie nia zawladnac, poniewaz zawsze zagraza jej przejawienie sie nieswiadomosci. Swiadomosc jest kontrolowana, a potencjalnosc, nieswiadomosc - nie. Ze swiadomoscia moze sobie poradzisz, za to w eksplozji nieswiadomosci bedziesz zagrozony. Nie poradzisz sobie. Taki jest ten lek swiadomosci. Jest to wiec inny konflikt, wiekszy i glebszy od pierwszego - konflikt miedzy swiadomoscia a nieswiadomoscia, miedzy energia, która stala sie przejawiona, a energia, która chce byc przejawiona. Te dwa rodzaje konfliktu sa przyczyna, dla której nie jestes w harmonii. A gdy nie jestes w harmonii, twoja energia zwróci sie przeciw tobie samemu. Energia potrzebuje ruchu, a ruch zawsze odbywa sie od nieprzejawionego do przejawionego, od ziarna do drzewa, od ciemnosci do swiatla. Ten ruch jest mozliwy tylko gdy nie ma tlumienia. W innym razie ten ruch, ta harmonia, zostaja zniszczone, a twoja energia staje sie dla ciebie wrogiem. Stajesz sie domem podzielonym wbrew sobie samemu, stajesz sie tlumem. Nie jestes jednoscia - jestes wieloscia. Taka jest sytuacja istniejaca posród ludzi. A tak nie powinno W. Dlatego jest brzydota i cierpienie. Blogosc i piekno moga tylko wtedy przyjsc, kiedy energia zyciowa jest w ruchu, w ruchu latwym, w ruchu odprezonym, nietlumionym, niehamowanym; zintegrowanym, nie fragmentarycznym; nie w konflikcie z soba samym, a w jednosci i organicznej calosci. Gdy energia dochodzi do harmonijnej jednosci, jest to rozumiane jako kundalini. Kundalini to tylko techniczna nazwa calej energii w jednosci, w ruchu, w harmonii, bez konfliktu, we wspóldzialaniu: komplementarnej i organicznie calosciowej. Wtedy i tylko wtedy nastepuje przemiana - niepowtarzalna i nieznana. Gdy energie sa w konflikcie, chcesz sie ich pozbyc. Poczujesz sie dobrze dopiero wtedy, gdy twoje sprzeczne sobie energie zostana uwolnione, wyrzucone. Ale zawsze wtedy, gdy je wyrzucasz, twoja energia zyciowa, zywotnosc, porusza sie do dolu, albo na zewnatrz. Ten ruch w dól to ruch na zewnatrz, a ruch do góry to ruch do wewnatrz. Im bardziej energie poruszaja sie w góre, tym bardziej wstepuja do srodka; im bardziej opadaja, tym bardziej wychodza na zewnatrz. Gdy wyrzucisz konfliktowe energie, poczujesz ulge, ale to tylko przypomina rozrzucanie zycia kawalkami, czesciami, fragmentami. Jest to samobójcze. Póki energia zyciowa nie stanie sie jednoscia, harmonijna, i przeplyw skieruje sie do wewnatrz, jestesmy samobójczy. Gdy wyrzucisz energie na zewnatrz, odczujesz ulge - ta ulga musi byc jednak chwilowa, bo ty stale jestes zródlem energii. Energia znów sie gromadzi i znów bedziesz musial sie jej pozbyc. To, co zwykle znamy jako przyjemnosc, to jedynie wyrzucenie energii bedacych sie w konflikcie. Przyjemnosc oznacza, ze zostajesz pozbawiony ciezaru. Zawsze jest negatywna, nigdy pozytywna. A blogosc jest pozytywna. Przychodzi tylko wtedy, gdy twe energie sa dopelnione. Gdy twoje energie nie zostaja wyrzucone, ale maja przeplyw do wewnatrz, gdy stajesz sie z nimi jednoscia i nie jestes z nimi w konflikcie, jest to ruch do wewnatrz. Ten ruch nie ma konca. Staje sie coraz glebszy i glebszy, a im glebiej wchodzi, tym bardziej staje sie pelny blogosci, tym bardziej ekstatyczny. Energia moze wiec miec dwie mozliwosci. Pierwsza to tylko ulga, wyrzucenie energii, które staly sie dla ciebie brzemieniem i których nie umiesz wykorzystac, z którymi nie mozesz byc twórczy. Ten stan umyslu jest anty-kundalini. Zwyczajny stan umyslu ludzi jest anty-kundalini. Energja porusza sie od centrum na obrzeza, bo jest to kierunek, w którym ty sie poruszasz. Kundalini oznacza dokladne tego przeciwienstwo. Sily, energie, poruszaja sie od obrzeza do centrum. Ten ruch do wewnatrz, ruch ku srodkowi, jest pelen blogosci a ruch na zewnatrz daje ci szczescie i cierpienie. Bedzie chwilowe szczescie i trwale cierpienie. Szczescie bedzie przychodzilo tylko w przerwach. Tylko wtedy, gdy masz nadzieje, tylko wtedy, masz oczekiwania, jest przerwa. Faktyczny wynik zawsze jest cierpieniem. Szczescie zawiera sie w oczekiwaniu, w nadziei, w pragnieniu, w snuciu marzen. A ty tylko tracisz brzemie - to szczescie jest totalnie negatywne. Nie ma szczescia jako takiego, jest jedynie chwilowa nieobecnosc cierpienia. Ta nieobecnosc przyjmuje sie za szczescie. Ciagle tworzysz nowe energie. To rozumiane jest jako zycie: zdolnosc do ciaglego tworzenia sily zyciowej. Gdy ta zdolnosc znika, jestes martwy. To paradoks: stale tworzysz energie, a nie wiesz co z nia zrobic. Gdy jest juz stworzona, wyrzucasz ja, ale gdy nie zostaje stworzona, odczuwasz cierpienie, nieszczescie. Gdy sila zyciowa nie zostaje stworzona, czujesz sie zle. A gdy jest juz stworzona, znowu czujesz sie zle. Pierwsza choroba jest choroba slabosci, druga choroba jest choroba energii, która stala sie dla ciebie brzemieniem. Nie umiesz jej zharmonizowac, uczynic ja twórcza, uczynic ja pelna blogosci. Stworzyles ja - i nie wiesz co z nia zrobic, wiec po prostu ja wyrzucasz. Potem znów tworzysz wiecej energii. Jest to absurd, ale ten absurd jest tym co zwykle nazywamy ludzkim istnieniem: ciagle tworzenie energii, która ciagle staje sie brzemieniem, i której ciagle musisz sie pozbywac. Dlatego seks stal sie tak istotny, tak znaczacy - gdyz jest to jeden z najwiekszych sposobów na pozbawianie sie energii. Gdy spoleczenstwo staje sie bogate, masz wiecej zródel, poprzez które mozna stwarzac energie. Wtedy stajesz sie bardziej seksualny, bo masz wiecej napiec, które chcesz rozladowac. Energia stale jest stwarzana i wyrzucana. Gdy ktos jest dosc inteligentny, dosc wrazliwy, poczuje absurdalnosc tej sytuacji, caly jej bezsens. Wtedy zaczyna odczuwac brak celu w zyciu. Czy jestes tylko narzedziem do tworzenia i wyrzucania energii? Jaki to ma sens? Jaka jest w ogóle potrzeba istnienia? Samo bycie narzedziem, przez które tworzona jest energia i wyrzucana? Im wiec bardziej czlowiek jest wrazliwy, tym bardziej odczuje bezsensownosc zycia takiego, jakim je znamy. Kundalini oznacza przemiane tej absurdalnej sytuacji w sytuacje pelna sensu. Nauka kundalini jest jedna z najbardziej subtelnych nauk. Nauki fizyczne tez zajmuja sie energia, ale energia materialna, nie psychiczna. Joga zajmuje sie energia psychiczna. Jest nauka o metafizyce, o tym, co transcendentalne. Podobnie jak i energia materialna, która zajmuje sie nauka, ta energia psychiczna moze byc twórcza lub destruktywna. Jesli jest niewykorzystana, staje sie destruktywna; wykorzystana, staje sie twórcza. Ale moze tez byc wykorzystana nie-twórczo. Chcac ja uczynic twórcza, nalezy przede wszystkim zrozumiec, ze powinienes urzeczywistniac nie tylko jakas czesc swego potencjalu. Gdy jedna czesc zostaje urzeczywistniona, a pozostala, wieksza czesc twojego potencjalu, pozostaje nieurzeczywistniona, nie jest to sytuacja, która moze byc twórcza. Calosc musi byc urzeczywistniona - caly twój potencjal musi byc urzeczywistniony. Sa metody urzeczywistnienia tego potencjalu, uczynienia go stanem faktycznym, przebudzenia. Spi on, niczym waz. To dlatego zostal nazwany kundalini - moc weza, spiacego weza. Jesli widziales spiacego weza, wlasnie tak to wyglada - lezy zwiniety, w ogóle nie ma ruchu. Ale waz moze stanac prosto na swym ogonie. Staje tak moca swojej energii. Dlatego symbolicznie uzywa sie weza. Twoja energia zyciowa równiez jest zwinieta klebek i spi. Ale moze sie wyprostowac, moze sie przebudzic z urzeczywistnionym calym swoim potencjalem. Wtedy zostaje przemieniony. Zycie i smierc to jedynie dwa stany energii - zycie oznacza energie funkcjonujaca, smierc oznacza energie, która nie funkcjonuje. Zycie oznacza energie przebudzona, smierc oznacza energie, która znów zapadla w sen. Wiec wedlug kundalini jogi w zwyczajnym stanie jestes tylko czesciowo zywy. Ta czesc twojej energii, która stala sie urzeczywistniona, to twoje zycie. Pozostala czesc tak gleboko spi, ze wydaje sie jakby jej nie bylo. Ale mozna ja przebudzic. Jest wiele metod, z pomoca których kundalini joga próbuje te potencjalnosc uczynic rzeczywistoscia Na przyklad pranayama (kontrola oddechu) jest jedna z metod uderzania w te spiaca energie. Oddechem to uderzanie jest mozliwe, poniewaz oddech jest pomostem miedzy zyciowa energia, twoja prana, twoim pierwotnym zródlem zywotnosci, i twoja faktyczna egzystencja. To jest pomost miedzy tym, co potencjalne i tym, co rzeczywiste. Gdy zmienisz system oddychania, zmienia sie caly twój system energetyczny. Gdy spisz, twoje oddychanie sie zmienia. Gdy jest obudzony, twoje oddychanie sie zmienia. Gdy jestes w zlosci, twoje oddychanie jest inne; gdy jestes w milosci, twoje oddychanie, jest inne; gdy jestes w namietnosci seksualnej, twoje oddychanie jest inne. W kazdym stanie umyslu jest szczególna cecha sily zyciowej, stad zmienia sie oddychanie. W zlosci, wiecej energii potrzebujesz na peryferiach. Gdy jestes w niebezpieczenstwie, gdy musisz atakowac lub gdy musisz sie bronic - wiecej energii potrzebujesz na peryferiach. Ta energia bedzie naplywac z centrum. Poniewaz w akcie seksualnym z ciala wyrzucana jest wielka ilosc energii, czujesz sie potem wyczerpany. Po zlosci tez czujesz sie wyczerpany. Ale po chwili pelnej milosci nie czujesz sie wyczerpany. Czujesz sie swiezy. Po modlitwie, czujesz sie swiezy. Dlaczego stalo sie cos przeciwnego? W chwili pelnej milosci, energia nie jest potrzebna na peryferiach, gdyz nie ma zagrozenia. Jestes spokojny, odprezony, dlatego energia naplywa do wewnatrz. Gdy energia plynie do wewnatrz, czujesz sie swiezy. Po glebokim oddychaniu czujesz sie swiezy, bo energia plynie do wewnatrz. Gdy energia plynie do wewnatrz, czujesz sie ozywiony, spelniony, odczuwasz dobre samopoczucie. Jeszcze jedno, na co trzeba zwrócic uwage: gdy energia plynie do wewnatrz, oddech zacznie miec inna charakterystyke. Bedzie odprezony, rytmiczny, harmonijny. Chwilami w ogóle nie bedziesz go czul - czujesz jakby sie zatrzymal. Staje sie tak subtelny! Energia nie jest potrzebna, wiec oddech ustaje. W samadhi, w ekstazie, czlowiek odczuwa, ze oddech zatrzymal sie calkowicie. Nie potrzeba odplywu energii na zewnatrz, dlatego oddech nie jest konieczny. Poprzez pranayame ta potencjalna energia wewnatrz ciebie jest systematycznie przebudzana. Mozna ja tez uchwycic astmami, pozycjami jogi, gdyz cialo w kazdym punkcie polaczone jest ze zródlem energii. Dlatego kazda pozycja wywiera odpowiednie dzialanie na zródlo energii. Pozycje stosowana przez Budde nazywamy padmasan, pozycja lotosu. Jest to jedna z tych pozycji, w których potrzeba najmniej energii. Siedzac prosto, siedzisz taki zrównowazony, ze stajesz sie jednoscia z ziemia. Nie ma przyciagania grawitacyjnego. A jesli dlonie i stopy masz w takiej pozycji, ze powstanie obwód zamkniety, elektrycznosc zycia plynac bedzie w tym obwodzie. Pozycja Buddy jest pozycja okragla. Energia staje sie kolista, nie jest wyrzucana na zewnatrz. Energia zawsze wychodzi na zewnatrz przez palce, dlonie lub stopy. Ale z ksztaltu okraglego energia nie moze wyplywac na zewnatrz. Dlatego kobiety sa bardziej odporne na choroby niz mezczyzni, i dlatego zyja dluzej. Im okraglejsze jest cialo, tym mniej energii wyplywa na zewnatrz. Kobiety nie sa tak wyczerpane po akcie seksualnym, bo ich narzad seksualny jest okragly i wchlaniajacy. Mezczyzni sa bardziej wyczerpani. W rezultacie ksztaltu ich narzadu seksualnego, wiecej energii jest wyrzucanej na zewnatrz. Nie tylko biologicznej energii, ale i psychicznej energii. Wszystkie punkty ujscia energii sa w padmasanie polaczone, energia nie moze wiec poruszac sie na zewnatrz. Nogi sa skrzyzowane, dlonie dotykaja stóp, a stopy dotykaja osrodka seksu, pozycja jest tak wyprostowana, ze nie ma zadnego przyciagania grawitacyjnego. W tej pozycji mozna zupelnie zapomniec o ciele gdyz energia zycia nie wyplywa na zewnatrz. Oczy tez powinny byc zamkniete albo pólprzymkniete, a galki oczne nieruchome bo oczy tez sa wielkim kanalem wylotowym dla energii. Nawet we snie wyrzucasz tyle energii ruchami galek ocznych. Jednym ze sposobów poznania czy czlowiek sni czy nie, jest przylozenie palców do jego oczu. Jesli sie poruszaja, ten czlowiek sni. Przebudz go, a stwierdzisz, ze snil. Jesli galki oczne nie poruszaj sie, jest we snie bez marzen sennych, sushupti. Wszelka energia zmierza do wewnatrz i nic nie wydostaje sie na zewnatrz. Asany, pranayama - tyle jest metod, którymi energie mozna naklonic do plyniecia do wewnatrz. Gdy plyna do wnetrza, staja sie jednoscia, bo w centrum nie moze byc wiecej niz jedno. Dlatego im wiecej energii zmierza do wnetrza, tym wieksza harmonia. Konflikty odpadaja. W centrum nie ma konfliktu - jest organiczna jednosc calosci. To dlatego odczuwana jest blogosc. Jeszcze jedno - asany i pranayamy to pomoce przez cialo, i wazne, ale nie sa to jedyne pomoce fizyczne. Gdy umysl jest w konflikcie, nie beda pomoca, bo tak naprawde cialo i umysl nie sa dwoma oddzielnymi strukturami - jestes cialo-umyslem. Jestes psychosomatyczny, albo somato-psychiczny. O ciele mówimy jako o czyms jednym, o umysle jako o czyms innym, ale cialo i umysl sa dwoma biegunami jednej energii. Cialo jest materialne, umysl jest subtelny, ale to ta sama energia. Trzeba pracowac z obu polarnosci. Dla ciala jest hatha joga: asany, pranayama, etcetera, a dla umyslu jest raja joga i inne| jogi, które w zasadzie zajmuja sie nastawieniami mentalnymi. Cialo i umysl to jedna energia. Mozesz kontrolowac oddech bedac w zlosci, i zlosc umrze. Jesli zdolasz stale oddychac rytmicznie, zlosc nie moze cie opanowac. Tak samo, gdy bedziesz oddychal rytmicznie, namietnosc seksualna nie moze toba zawladnac. Bedzie, ale nie stanie sie przejawiona. Nikt nie bedzie wiedzial, ze jest. Nawet ty nie bedziesz w stanie tego stwierdzic. Tak mozna tlumic seks, zlosc mozna tlumic. Rytmicznym oddychaniem mozesz tak je tlumic, ze sam nie bedziesz nawet ich swiadomy. Ale ta zlosc czy seks dalej istnieja. Cialo je stlumilo, ale one sa wewnatrz, nietkniete. Trzeba pracowac z cialem i z umyslem. Cialo trzeba cwiczyc metodologia jogi, a umysl uwaznoscia. Jesli praktykujesz joge, trzeba ci bedzie wiecej uwaznosci, bo wszystko stanie sie subtelniejsze. Kiedy jestes w zlosci, zwykle mozesz zdac sobie z tego sprawe, bo jest ona tak widoczna. Ale jesli praktykujesz prana-yame, potrzeba ci bedzie wiekszej uwaznosci, ostrzejszej wrazliwosci, by stac sie swiadomym zlosci, bo teraz zlosc stanie sie subtelniejsza. Cialo nie wspólpracuje z nia, nie bedzie wiec w ogóle zadnego fizycznego jej wyrazu. Gdy ludzie praktykuja techniki uwaznosci równoczesnie praktykujac metody jogiczne, poznaja glebsze sfery uwaznosci. Jesli nie, staja sie swiadomi tylko tego, co namacalne. Jesli zmienisz to namacalne nie zmieniajac tego, co subtelne, znajdziesz sie w dylemacie. Teraz konflikt potwierdzi swa sile w nowy sposób. Joga pomaga, ale jest tylko jedna czescia. Druga czescia jest to, co Budda nazywal uwaznoscia umyslu. Praktykuj joge, aby cialo stalo sie rytmiczne i wspóldzialalo z twoimi wewnetrznymi ruchami, i równoczesnie praktykuj uwaznosc umyslu. Badz swiadomy oddychania. W jodze musisz zmienic proces oddychania. W uwaznosci umyslu musisz byc swiadomy oddychania takiego, jakim ono jest. Po prostu badz go swiadomym. Jesli zdolasz stac sie swiadomy oddychania, mozesz stac sie swiadomy procesów myslowych - inaczej jest to niemozliwe. Kto usiluje bezposrednio stac sie swiadomy procesów myslowych, nie jest w stanie tego uczynic. Bedzie to bardzo zmudne, meczace. Oddychanie jest drzwiami do umyslu. Jesli na chwile zatrzymasz oddychanie, mysli tez ustana. Gdy ustaje oddychanie, proces myslowy sie zatrzymuje. Gdy twoje myslenie jest chaotyczne, twoje oddychanie bedzie chaotyczne. Oddychanie równoczesnie odzwierciedla twoje procesy myslowe. Budda mówi o anapanasati, jodze uwaznosci oddechu wchodzacego i wychodzacego. Mówi: “zacznij od tego." I to jest wlasciwy poczatek. Powinno sie zaczynac od oddychania, nigdy od sam procesu myslowego. Gdy mozesz odczuwac subtelne ruchy oddechu tylko wtedy bedziesz w stanie odczuwac subtelne ruchy mysli. Uwaznosc procesu myslowego zmieni jakosc umyslu - asany, pranayama zmienia jakosc ciala. Wtedy przyjdzie chwila, gdy cialo i umysl staja sie jednoscia, w ogóle bez zadnego konflikt. Gdy sa zsynchronizowane, nie jestes ani cialem, ani umyslem. Po raz pierwszy poznajesz siebie jako Jazn. Wykraczasz ponad. Wykroczyc ponad mozna tylko wtedy, gdy nie ma konfliktu. W tej chwili harmonii, gdy cialo i umysl sa jednoscia, gdy ma konfliktu, wykraczasz ponad jedno i drugie. Nie jestes a jednym, ani drugim. Teraz w pewnym sensie jestes niczym, nie-czyms - jestes sama swiadomoscia. Nie swiadomoscia czegos a sama uwaznoscia. Ta uwaznosc bez bycia swiadomym czegokolwiek, ta swiadomosc bez bycia swiadomym czegokolwiek, jest chwila eksplozji. Twe potencjalne mozliwosci staja sie rzeczywistoscia. Eksplodujesz w nowa rzeczywistosc - to, co ostateczne. Ta ostatecznoscia zajmuja sie wszystkie religie. Jest wiele sposobów na dotarcie do tej ostatecznosci. Mozna mówic o kundalini albo nie, nie jest to istotne. Kundalini to tylko slowo. Mozesz uzyc innego slowa. Ale to, co jest sensem slowa “kundalini", musi w taki czy inny sposób istniec jako naplyw energii do wewnatrz. Ten naplyw do wewnatrz to jedyna rewolucja, jedyna wolnosc.; Inaczej stale bedziesz tworzyl wiecej piekiel, bo im bardziej wychodzisz na zewnatrz, tym bardziej oddalasz sie od siebie, a im bardziej oddalasz sie od siebie, tym bardziej jestes chory i nie masz lekkosci. Kundalini jest pierwotnym zródlem wszelkiego zycia, ale ty jestes od niego odciety na tyle sposobów. I stajesz sie kims stojacym poza samym soba, i nie wiesz jak wrócic do domu. Nauka jogi jest tym powrotem do domu. Jesli chodzi o przemiane czlowieka, kundalini joga jest najsubtelniejsza z nauk. Pytasz dlaczego tradycyjne metody sa systematyczne, a moja metoda jest chaotyczna. Tradycyjne metody sa systematyczne, bo dawniej inni byli ludzie, ludzie, dla których je opracowywano. Czlowiek wspólczesny jest bardzo nowym zjawiskiem. Zadnej tradycyjnej metody nie mozna stosowac dokladnie taka, jaka jest, ]30 czlowiek wspólczesny nigdy dotad nie istnial. W pewnej mierze wszystkie tradycyjne metody staly sie wiec bezuzyteczne. Na przyklad cialo - bardzo sie zmienilo. Nie jest teraz takie naturalne, jak bylo w czasach, gdy Patanjali opracowywal swój system jogi. Jest calkiem inne. Jest tak zatrute, ze zadna tradycyjna metoda nie moze byc pomocna. W przeszlosci medycyny nie dopuszczano do joginów praktykujacych hatha joge, w ogóle nie dopuszczano, bo zmiany chemiczne nie tylko utrudnilyby metody, ale bylyby tez szkodliwe. Ale teraz cala atmosfera jest sztuczna, powietrze, woda, spoleczenstwo, warunki zycia. Nic nie jest naturalne. Rodzisz sie w sztucznosci - rozwijasz sie w niej. Dlatego dzis tradycyjne metody okaza sie szkodliwe. Musza byc zmieniane w zaleznosci od wspólczesnych warunków. Jeszcze jedno: charakterystyka umyslu zmienila sie zasadniczo. W czasach Patanjaliego mózg nie byl centrum osobowosci czlowieka, bylo nim serce. A wczesniej nawet serce nim nie bylo. Bylo ono jeszcze nizej, blisko pepka. Hatha joga opracowala metody uzyteczne, znaczace, dla kogos, u kogo pepek byl centrum osobowosci. Potem serce stalo sie centrum. Dopiero wtedy mozna bylo stosowac joge bhakti. Bhakti joga rozwinela sie w sredniowieczu, gdyz to wtedy centrum osobowosci zmienilo sie z pepka na serce. Metoda musi zmieniac sie zaleznie od osoby, dla której jest przeznaczona. Teraz nawet bhakti joga jest nieistotna. Centrum przesunelo sie jeszcze dalej od pepka. Teraz mózg jest centrum. Dlatego nauki takie, jak Krishnamurtiego, zyskuja zwolenników. Zadnej metody nie trzeba, zadnej techniki nie trzeba - tylko zrozumienia. Ale gdy jest to tylko werbalne zrozumienie, tylko intelektualne - nic sie nie zmienia, nic nie ulega przemianie. Znów staje sie to gromadzeniem wiedzy. Uzywam raczej chaotycznych metod niz systematycznych, bo metoda chaotyczna bardzo pomaga w zepchnieciu centrum z mózgu w dól. Zadna systematyczna metoda nie mozna tego centrum zepchnac w dól, bo systematycznosc jest tworem mózgu. Met systematyczna wzmocni mózg, da mu wiecej energii. Dzieki metodom chaotycznym mózg zostaje zneutralizowany. Nie ma nic do robienia. Ta metoda jest tak chaotyczna, ze centrum automatycznie spychane jest z mózgu do serca. Jezeli bedziesz robic moja metode medytacji dynamicznej zywiolowo, nie systematycznie, chaotycznie, twoje centrum przemiesci sie do serca. Wtedy nastapi katharsis. Katharsis jest potrzebne, bo serce jest tak stlumione dzialaniem mózgu. Mózg tak bardzo zawladnal istnieniem, ze zawladnal toba. Nie ma miejsca dla serca, dlatego tesknoty serca sa tlumione. Nigdy nie smiales sie z glebi serca, nigdy nie zyles z glebi serca, nic nie robiles z glebi serca. Mózg zawsze wkracza aby systematyzowac, aby czynic wszystko matematycznym, i serce jest tlumione. Dlatego metody chaotycznej potrzeba przede wszystkim po to by zepchnac centrum swiadomosci z mózgu do serca. Wtedy dla zrzucenia brzemienia z serca, dla zrzucenia stlumien, dla otwartsci serca, potrzeba katharsis. Gdy serce staje sie lekkie i bez ciezaru, centrum swiadomosci spychane jest jeszcze nizej: dochodzi do pepka. Pepek jest zródlem witalnosci, pierwotnym zródlem, z którego wszystko inne pochodzi - cialo i umysl i wszystko. Stosuje metode chaotyczna bardzo swiadomie. Systematyczna metodyka teraz nie pomoze, bo mózg uzyje ja jako wlasne narzedzie. Samo spiewanie bhajanów tez teraz nie pomoze, bo serce i tak jest obciazone, ze nie moze rozkwitnac w autentycznym spiewie. Spiew moze byc dla niego tylko ucieczka, modlitwa moze byc dla niego tylko ucieczka. Serce nie moze rozkwitnac w modlitwie, tak bardzo obciazone jest stlumieniami. Nie spotkalem jeszcze czlowieka, który móglby wejsc gleboko w autentyczna modlitwe. Modlitwa jest niemozliwa, bo sama milosc stala sie niemozliwa. Swiadomosc trzeba zepchnac w dól - do zródla, do korzeni. Tylko wtedy zaistnieje mozliwosc przemiany. Dlatego uzywam chaotycznych metod do zepchniecia swiadomosci z mózgu w dól. Zawsze, gdy jestes w chaosie, mózg przestaje funkcjonowac. Na przyklad gdy prowadzisz samochód i nagle ktos wbiega przed ciebie, i reagujesz tak nagle, ze nie moze to byc dzielem mózgu. Mózg potrzebuje czasu. Mysli co ma zrobic, czego nie robic. Dlatego zawsze, gdy moze nastapic wypadek i wciskasz hamulec, odczuwasz doznania w okolicy pepka, jakby to zoladek reagowal. Wskutek tego wypadku swiadomosc jest spychana do pepka. Gdyby ten wypadek mozna bylo wczesniej przewidziec, mózg móglby sobie z nim poradzic - ale gdy jestes w wypadku, dzieje sie cos nieznanego. Wtedy zauwazasz, ze twoja swiadomosc przeniosla sie do pepka. Gdy zapytasz mnicha Zenu “Skad myslisz?" polozy rece na zoladku. Gdy ludzie Zachodu pierwszy raz spotkali japonskich mnichów, nie mogli zrozumiec. “Co za bzdury! Jak mozna myslec z zoladka?" A odpowiedz Zenu jest bardzo znaczaca. Swiadomosc moze wykorzystac kazdy osrodek ciala, a osrodkiem, który jest najblizszy pierwotnemu zródlu, jest pepek. Mózg jest najbardziej oddalony od tego pierwotnego zródla, dlatego gdy energia zyciowa porusza sie na zewnatrz, to mózg staje sie centrum swiadomosci. A gdy energia zyciowa porusza sie do wewnatrz, tym centrum w koncu staje sie pepek. Metody chaotyczne potrzebne sa do zepchniecia swiadomosci do jej korzeni, gdyz przemiana mozliwa jest tylko od korzeni. Jesli tak nie jest, bedziesz ciagle werbalizowal i przemiany nie bedzie. Wiedziec co jest sluszne nie wystarcza. Musisz dokonac przemiany korzeni - inaczej sie nie zmienisz. Jezeli ktos wie, co jest sluszne i nie moze nic z tym zrobic, staje sie po dwakroc napiety. Rozumie, ale nic nie moze zrobic. Rozumienie ma sens tylko wtedy, gdy pochodzi z pepka, z korzeni. Jezeli rozumiesz z mózgu, nie dziala to przemieniajaco. Mózgiem nie mozna poznac ostatecznego, gdyz funkcjonujac poprzez mózg jestes w konflikcie z korzeniami, z których przyszedles. Twoim problemem jest to, ze odszedles od pepka. Przyszedles z pepka i umrzesz przez niego. Czlowiek musi wrócic do korzeni. Ale ten powrót jest trudny, zmudny. Kundalini joga zajmuje sie energia zycia i jej przeplywem do wewnatrz. Zajmuje sie technikami, celem których jest doprowadzenie ciala i umyslu do punktu, w którym mozliwa jest transcendencja. Potem wszystko sie zmienia. Cialo jest inne, umysl jest inny, zycie jest inne. Jest to po prostu zycie. Wóz ciagniety przez woly jest przydatny, ale nie potrzeba juz. Teraz prowadzisz samochód, nie mozesz wiec stosowac techniki, która uzywano dla wozu ciagnietego przez woly. Byla potrzebna dla tego wozu, ale dla samochodu jest bezuzyteczna. Tradycyjne metody wywieraja wplyw, bo sa tak dawne i tylu ludzi dzieki nim dostapilo w przeszlosci. Moga stac sie dla nas bezuzyteczne, ale nie byly bezuzyteczne dla Buddy, Mahavira, Patanjaliego czy Krishny. Mialy sens, byly pomoca. Stare metody moga nie miec teraz znaczenia, ale poniewaz to Budda w przeszlosci dostapil dzieki nim, wywoluja oddzwiek. Tradycjonalisci czuja: “Skoro dzieki tym metodom dostapil Budda, czemu nie ja? Ale my dzis jestesmy w zupelnie innej sytuacji: zmienila sie cala atmosfera, cala sfera mysli. Kazda metoda jest organiczna pewna sytuacja, z pewnym umyslem, z pewnym czlowiekiem. Przeciwnym ekstremum jest Krishnamurti. Odrzuca wszelkie metody. Ale by to uczynic, musi odrzucic Budde. To druga strona tej samej monety. Odrzucajac metody, musisz odrzucic i Budde, jesli nie odrzucasz Buddy, nie mozesz odrzucac jego metod. To sa skrajnosci. Skrajnosci zawsze sa bledne. Nie mozesz przeczyc czemus, co jest falszywe, podchodzac do tego z przeciwnej skrajnosci, bo przeciwna skrajnosc tez bedzie falszem. Prawda lezy zawsze dokladnie posrodku. Dlatego dla mnie fakt, ze starej metody nie dzialaja nie znaczy, ze zadna metoda nie jest przydatna. Znaczy tylko tyle, ze trzeba zmienic metody jako takie. Nawet nie-metoda jest metoda. Mozliwe, ze dla kogos tylko nie-metoda bedzie metoda. Metoda zawsze jest prawdziwa wobec danej osoby, nigdy nie jest ogólna. Gdy prawdy sa uogólnianej staja sie falszem. Dlatego zawsze wtedy, gdy cos ma byc wykorzystane albo cos ma byc powiedziane, zawsze odnosi sie to do okreslonego czlowieka - do jego uwagi, do jego umyslu, do niego i nikogo innego. To tez stalo sie teraz utrudnieniem. Dawniej zawsze miedzy nauczycielem i uczniem panowala relacja jeden do jednego. Byla to osobista relacja i osobiste porozumienie. Dzisiaj zawsze jest to bezosobowe. Trzeba mówic do tlumu, trzeba wiec uogólniac. Ale prawdy uogólnione staja sie falszem. Cos ma znaczenie tylko dla jednego okreslonego czlowieka. Co dzien staje wobec tej trudnosci. Jesli przyjdziesz do mnie i spytasz o cos, odpowiem tobie, nikomu innemu. Innym razem ktos inny zapyta mnie o cos, a ja odpowiem jemu i nikomu innemu. Te dwie odpowiedzi moga byc nawet sprzeczne ze soba, bo osoby, które pytaly, moga byc sobie sprzeczne. Jezeli wiec mam ci pomóc, musze mówic konkretnie do ciebie. A jesli mam mówic konkretnie do kazdego pojedynczego czlowieka, musze mówic wiele rzeczy, które sa ze soba sprzeczne. Kazdy, kto mówi ogólnikami, moze byc spójny i systematyczny, a wtedy prawda staje sie falszywa, bo kazde stwierdzenie, które jest prawdziwe, musi odnosic sie do danego czlowieka. Jasne -prawda jest wieczna, nigdy nie jest nowa; nigdy nie jest stara, ale prawda to urzeczywistnienie, kres. Srodki zawsze odnosza sie, albo sie nie odnosza, do danej osoby, do danego umyslu, do danego nastawienia. Tak, jak ja widze te sytuacje, czlowiek wspólczesny zmienil sie tak bardzo, ze potrzebuje nowych metod, nowych technik. Chaotyczne metody sa pomoca dla wspólczesnego umyslu, gdyz wspólczesny umysl sam jest chaotyczny. Ten chaos, buntowniczosc wspólczesnego czlowieka, sa w rzeczywistosci buntem czegos innego - ciala przeciw umyslowi i przeciw jego stlumieniem. Jesli mamy mówic o tym w kategoriach jogi, mozemy stwierdzic, ze jest to bunt osrodka serca i osrodka pepka przeciw mózgowi. Te osrodki sa przeciwne mózgowi, gdyz mózg objal monopol nad calym terenem ludzkiej duszy. Nie mozna tego dluzej tolerowac. Dlatego uniwersytety staly sie osrodkami buntu. Nie jest to przypadkowe. Jezeli pomyslimy o calym spoleczenstwie jako o organicznej calosci, uniwersytet jest glowa, mózgiem. Z racji swej buntowniczosci, dzisiejszy umysl musi byc wyrozumialy dla metod luznych i chaotycznych. Medytacja dynamiczna pomoze w odsunieciu centrum swiadomosci dalej od mózgu. Wtedy czlowiek ja stosujacy nie bedzie buntowniczy, bo przyczyna buntowniczosci zostala zaspokojona. Bedzie w stanie spokoju. Dlatego dla mnie medytacja jest nie tylko zbawieniem dla pojedynczego czlowieka, przemiana dla pojedynczego czlowieka, ale moze takze stanowic podloze do przemiany calego spoleczenstwa, czlowieka jako takiego. Czlowiek albo popelni samobójstwo, albo bedzie musial dokonac przemiany swej energii.

 

 

Ezoteryczne gierki przeszkody dla wzrastania



dalej


strona główna
(23kB)