(23kB)
strona główna


 

 

OSHO RAJNEESH
MAPY SWIADOMOSCI

 

 

Ja moge dac ci mape, ale to ty musisz isc, ty musisz podrózowac, ty musisz wedrowac. I jedno pamietaj - moja mapa bedzie tak naprawde moja mapa i nie moze byc twoja mapa. Moze dac ci kilka podpowiedzi, kilka wskazówek, ale nie moze byc twoja mapa, poniewaz jestes totalnie innym czlowiekiem. Jestes tak niepowtarzalny, ze niczyja mapa nie moze byc twoja mapa. Owszem, zrozumiawszy moja mape staniesz sie swiadomy wielu rzeczy o sobie, ale twoim zadaniem jest nie isc za nia na oslep - bo wtedy staniesz sie pseudo-czlowiekiem. Sluchaj mnie, moich slów, mojej ciszy, mojego istnienia. Próbuj zrozumiec to, co tutaj sie dzieje, co tutaj sie zdarza, a potem sam podejmuj decyzje. Nie zrzucaj odpowiedzialnosci na nikogo innego. Taka jest droga wzrastania. Taka jest droga, która sie dociera. Osho, The Dhammapada: The Way of the Buddha

 

Wstep

 

W zeszlym roku jechalam samochodem przez Francje. Sa tam ogromne nowe autostrady - ze wschodu na zachód mozna dostac sie niemal natychmiast. Jedynym problemem jest to, ze jadac tymi nowymi drogami superszybkiego ruchu w ogóle nie masz okazji posmakowac kraju - ani jednego widoku kamienistej wiejskiej drogi z kuszacymi kawiarenkami na rogach, gdzie podaja slawetna swieza kawe i chrupiace bagietki z serem. Ani cienia uciazliwego objazdu wiodacego przez ciekawie wygladajace targowisko, cmentarz, czy obok nieprawdopodobnie starej i pieknej katedry. Pozostaje ci wybranie najbardziej dogodnej i praktycznej autostrady i dotarcie na miejsce w mgnieniu oka albo drogi bardziej eksperymentalnej, z widokami, dzwiekami i zapachami, do których z radoscia bedziesz wracal wspominajac podrózowanie w tej czesci Ziemi. (Nie musze chyba dodawac, ze nie zawsze lubie to, co proste i waskie. Wole kierowac sie wlasnym nosem.) I tak jest wlasnie z mapami. Pokazuja one drogi dluzsze lub drogi krótsze. Moga powiedziec ci jak dotrzec do najszybszej trasy, ale ta najszybsza nie musi byc ta, która naprawde bedziesz chcial jechac. Jest to kwestia osobistego wyboru. Przedstawiamy tu kilka map swiadomosci, które mozesz sam eksplorowac. Jest to ledwie pare z tych map, które Osho nakreslil abysmy mogli dotrzec do wlasnego wnetrza. Podobnie jak z mapami Francji, niektóre z nich sa dla mnie nieporównywalnie latwiejsze do odczytania od innych. Niektóre wygladaja dla mnie jak czysta chinszczyzna. Inne sa jak oddychanie aromatem brzoskwin kwitnacych wiosna. Mysle, ze to dlatego Osho przedstawia tyle róznych mozliwosci - dla kazdego cos innego. Mam takie poczucie, ze Osho w gruncie rzeczy mówi, ze wszystkie drogi prowadza do Rzymu. Ktos moze naprawde poczuc metaforyczne mapy wnetrza czlowieka z tantry i jogi - fragmenty pierwszego tomu wykladów serii "The Tantra Vision". Jest to podróz od czakry do czakry, od najbardziej fundamentalnego osrodka do "tysiacplatkowego lotosu" Niemal jak wyraznie namalowany znak na drodze, oto skromny przedsmak tego, w jaki sposób Osho opisuje czwarty osrodek, serce, nazywany anahata - "niewydobyty dzwiek": Jezyk to dzwiek wydobyty - musimy tworzyc go strunami glosowymi. Musi byc wydobywany - to dwie klaszczace dlonie. Serce to jedna klaszczaca dlon. W sercu nie ma slowa - jest ono bez slów. (Hm!) "Dzungla, las, ogród i dom" (z wykladów "Path of Love") stanowi jeszcze inna podróz z przewodnikiem do naszej najbardziej wewnetrznej natury. Cale to poszukiwanie prawdy mozna podzielic na cztery etapy - powiada Osho i opisuje kazdy swiety, tajemny symbol tak tresciwie jak tylko móglbys sobie tego zyczyc (niektóre zdaja sie byc blizsze i bardziej znajome od innych - zaleznie od tego gdzie jestes i jakimi sciezkami juz kroczyles). Czasem mapa pomaga. Ale co to Osho mówil o tym, aby nie ugrzeznac patrzac na palec wskazujacy ksiezyc? W tym przypadku, jak sadze, chodzi o ugrzezniecie na jakiejs jednej okreslonej drodze prowadzacej do celu. Przedstawiamy wiec kilka róznych mozliwosci - do wyboru. Musze tu tylko przypomniec, ze ten wewnetrzny wedrowiec swiadomosci nie powinien wpasc w zasadzke jakiegos szczególnie interesujacego objazdu. Kawa moze byc smaczna, ale gdzie to ja mialam dojechac? Ma Prem Garimo

 

 

Dzungla - las - ogród - dom

 

Cale to poszukiwanie prawdy mozna podzielic na cztery etapy. I chcialbym, bys zglebil te cztery etapy, gdyz bedziesz gdzies w tych czterech etapach: na któryms z tych etapów albo w drodze z jednego etapu do innego... Pierwszy etap nazywam dzungla, drugi nazywam lasem, trzeci nazywam ogrodem, czwarty nazywam domem. DZUNGLA Dzungla jest stanem glebokiego snu - czlowiek swiadomie nie poszukuje. Wiekszosc zyje w tym stanie. Jest pewne poszukiwanie, ale bardzo nieswiadome, jeszcze nie rozmyslne. Czlowiek szuka w ciemnosci po omacku, ale niezupelnie jest swiadomy celu, ani nawet nie jest swiadomy tego, ze bladzi po omacku - jest to bardzo przypadkowe. Czasem natknie sie na jakies okno i moze zyskac pewne spojrzenie, ale znów to przegapia. Poniewaz nie jest to swiadome szukanie, tych wizji nie mozna utrzymac. Czasem w snach cos ci sie wyjasnia. Czasem w milosci otwieraja sie i zamykaja jakies drzwi, ale ty nie wiesz jak sie otworzyly i jak sie znów zamknely. Czasem patrzysz na wspanialy zachód slonca, obejmuje cie cos ogromnie pieknego, wnika w ciebie inny swiat, a przynajmniej cie dotyka - a potem odchodzi. I nie mozesz zaufac nawet temu, ze tak bylo, nie mozesz nawet uwierzyc, ze to sie stalo... poniewaz nie poszukujesz swiadomie. Wiele razy spotykasz Boga - uwazaj, wiele razy spotykasz Boga, spotykasz Go w wielu miejscach swego zycia, ale nie potrafisz Go rozpoznac, przede wszystkim dlatego, ze nie szukasz Go. I pamietaj, jesli czegos nie szukasz, nie mozesz tego zobaczyc. Mozesz to zobaczyc tylko wtedy, gdy tego szukasz. Moze to przejsc tuz obok ciebie, ale jesli tego nie szukasz, nie zobaczysz tego. Aby cos zobaczyc, czlowiek musi tego szukac. Pierwszy stan przypomina dzungle: gleboka, ciemna, gesta, prymitywna, pierwotna. Zadna sciezka nie istnieje, nawet slady stóp, i czlowiek nie zmierza donikad, stale potykajac sie wedruje od jednego ciemnego zakatka do innego ciemnego zakatka. Wiekszosc ludzi zyje w dzungli, w nieswiadomym stanie umyslu. Ludzie spia glebokim snem, czasem sa lunatykami, czasem sa somnambulikami. Tak nauczaja Budda, Chrystus, Gurdjieff, Kabir - wiekszosc ludzi nie zyje, tylko egzystuje, wegetuje. Wygladasz tak, jakbys byl uwazny - nie jestes uwazny. Zyjesz w gestej mgle, w chmurach. Twoje zycie jest mechaniczne. Owszem, rózne rzeczy sie dzieja, ale dzieja sie tak, jak dzieje sie to mechanizmom: naciskasz guzik i zapala sie swiatlo, tak, po prostu, naciskasz guzik i mechanizm zaczyna funkcjonowac, tak, po prostu. Ktos naciska ten guzik w tobie i przychodzi zlosc, ktos naciska inny guzik w tobie i jestes bardzo szczesliwy, ktos inny naciska jakis inny guzik i otacza cie jakis inny nastrój, i nie ma nawet jednej chwili przerwy miedzy nacisnieciem guzika i pojawieniem sie tego nastroju. Jest to mechaniczne. Nie jestes panem, jestes niewolnikiem. I takie jest twoje zycie: twoje najglebsze centrum spi glebokim snem, a twoja swiadomosc jest otumaniona. Twoje cialo jest rydwanem, a byle zachcianka, byle pragnienie wchodzi w ciebie, wiezie cie przez jakis czas, zabiera cie dokads, zostawia cie tam, a potem kolejna zachcianka, kolejne pragnienie... I tak wedrujesz zakosami, potykasz sie o jakis kamien, wpadasz na jakies drzewo. W ciemnosci ranisz siebie, przysparzasz sobie bólu. Cale twoje zycie to nic innego jak tylko gleboki koszmar. Kilku ludzi tutaj przyszlo do mnie nie szukajac, z samego przypadku; znaja jakiegos przyjaciela, który tu byl i pomysleli: "dobra, pojedziemy i zobaczymy jak tam jest". Przegladali ksiazki w ksiegarni i natkneli sie na któras z moich ksiazek, a moje zdjecie ich przyciagnelo - albo spodobal im sie tytul ksiazki, zaciekawili sie i przybyli tutaj. Ale to poszukiwanie jest bardzo, bardzo nieswiadome. Nie myslisz, nie medytujesz nad swym zyciem, jakie powinno byc, czym powinno byc, dokad powinno prowadzic. A kazde pragnienie, gdy opanuje cie, staje sie twym panem. Gdy jestes w zlosci, zlosc staje sie twoim panem, calkowicie nad toba zapanowuje. I nie jest tak, ze jestes w zlosci: stajesz sie zloscia, i w tej zlosci robisz cos, czego bedziesz zalowal. I w tym tkwi ironia - inne "ja" bedzie zalowalo tego, co zrobilo tamto "ja", inne pragnienie, inny stan, inny nastrój. Teraz bedziesz cierpial, i pójdziesz, i bedziesz chcial prosic o wybaczenie. Jest to ktos inny, nie jest to ta sama osoba. Gdzie sa te zaczerwienione oczy, ta twarz pelna przemocy, ta gotowosc zabicia albo bycia zabitym? Wszystko minelo. Na tym etapie, etapie dzungli, ludzi bardziej interesuja odpowiedzi niz pytanie. Natychmiast zadowalaja sie jakakolwiek glupia odpowiedzia, jaka zostala im udzielona. W istocie rzeczy nigdy nie zadali pytania. Jeszcze przed zapytaniem przyjeli odpowiedz. Tak ktos staje sie hindusem, ktos inny mahometaninem, a ktos inny chrzescijaninem, zanim zadales pytanie, odpowiedz zostala ci udzielona, a ty kurczowo trzymasz sie tej odpowiedzi. Taki wlasnie jest typ czlowieka, którego nazywasz "prostym" - ociosany, tradycyjny, konformista. Ukierunkowany na przeszlosc: nigdy nie spoglada w przyszlosc, i nigdy nie spoglada w terazniejszosc... Ten typ czlowieka wierzy w ksiedza, w biskupa, w papieza, w shankaracharye. Ten czlowiek nigdy nie idzie poszukiwac gdzie indziej. Trzyma sie kurczowo tego ksiedza, tej religii, tego kosciola, w którym przypadkowo sie narodzil. Zostaje tam, zyje w nim, umiera w nim... A prawdziwe zycie jest niebezpieczne: na to nie moze sobie pozwolic. Zycie jest przygoda w tym, co nowe, ale on kurczowo trzyma sie starego. Zycie jest nieznane i niepoznawalne, a on nie chce ryzykowac swoja wiedza. Wraca poczta zwrotna bez otwarcia koperty. Przychodzi, zyje, umiera, a w rzeczywistosci nigdy nie przychodzi, i nigdy nie zyje i nigdy nie umiera. Cala jego egzystencja to gleboki sen. Jeszcze nie domaga sie bycia czlowiekiem. Ten typ czlowieka nazywasz "glupkowatym". Zawsze wyglada tak, jakby byl swietszy od ciebie, bardzo moralistyczny. Mysli, ze jest bardzo moralny, ale nie zna zadnych podstaw moralnosci. I kurczowo trzyma sie norm spolecznych, nigdy nie wykracza poza nie. Przestrzega zasad... Ten typ czlowieka jest tez uparty: nigdy sie nie zmienia, nie jest gotowy do zmiany. Jest bardzo przeciwny zmianom, jest antyrewolucyjny I ten typ czlowieka jest fanatykiem i faszysta; w kazdej chwili gotowy jest stac sie pelnym przemocy. A cala ta jego przemoc pojawia sie, gdyz nie jest przekonany co do samego siebie, nie jest pewien wlasnej religii. Jego religia nie jest jego doznaniem - jak moze byc jej pewny? Kiedy z nim dyskutujesz, natychmiast w dyskusji wyjmuje miecz. Miecz jest jego argumentem. Ten typ czlowieka jest bardzo irracjonalny, ale przemawia tak, jakby byl bardzo racjonalny. Jego racjonalizm to nic innego jak tylko racjonalizacja, nie jest to rzeczywisty rozum. Pamietaj i obserwuj - gdzies w glebi duszy musisz miec te dzungle. Niektórzy maja ja bardziej, inni maja ja mniej, ale róznica dotyczy ilosci, stopnia. Ta dzungla tkwi w kazdym czlowieku. Jest to twoja nieswiadomosc, ciemna noc wewnatrz ciebie. A z tej ciemnej nocy powstaje wiele instynktów, impulsów, obsesji, szalenstw, i zapanowuja one nad twa swiadomoscia. Stan sie obserwujacym, stan sie uwaznym. Na przyklad - pojawia sie zlosc. Pojawia sie z nieswiadomosci, ten dym unosi sie z nieswiadomosci. Potem obejmuje twa swiadomosc i to cie otumania. Potem mozesz zrobic cos, czego przy zdrowych zmyslach nigdy bys nie zrobil. Czekaj. Nie jest to pora na mówienie ani jednego slowa lub robienie czegokolwiek. Zamknij drzwi, usiadz w ciszy, obserwuj jak ta zlosc powstaje, a znajdziesz klucz. Obserwujac powstawanie zlosci, zobaczysz - stopniowo zlosc wygasnie. Nie moze trwac wiecznie, ma pewna ilosc energii, pewna potencjalnosc. Gdy wyczerpie sie ona, zlosc odchodzi; a gdy odchodzi i wewnetrznie znów sie uspokoisz, stwierdzisz pewna zmiane, zmiane jakosci swego istnienia. Stales sie bardziej uwazny. Energia, która miala stac sie zloscia i która miala byc zmarnowana i która miala byc niszczaca, zostala wykorzystana przez twa swiadomosc. A teraz swiadomosc plonie jasniejszym ogniem, korzystajac z tej samej energii. Taka jest wewnetrzna metoda dokonywania przemiany trucizny w nektar. LAS Z dzungli musisz sie wydostac. Drugim stanem jest las. Przypomina on dzungle, z jedna mala róznica - w lesie jest kilka sciezek, szlaków, nie autostrad, ale sciezek do pieszych wedrówek. W dzungli nie ma nawet jednej sciezki. Dzungla jest bardzo prymitywna, w dzungli czlowiek jeszcze sie nie pojawil, jest ona niemal zwierzeca. W lesie pojawiaja sie ludzie. Jest kilka sciezek, mozesz odnalezc droge. Las przypomina snienie. Dzungla byla jak sen, las przypomina snienie. Przypomina podswiadomosc: kraine brzasku, ani nocy, ani dnia, ot, posrodku. Wszystko jest nadal zamglone, ale nie jest ciemne. Cos mozna zobaczyc, odrobine mozesz sie poruszyc, masz pewna doze swiadomosci. Jest to kraina blyszczacych oczu, hippisów, tak zwanego religijnego szukajacego, uzaleznionego od narkotyków, próbujacego znalezc jakakolwiek droge, jakikolwiek sposób, skróty pozwalajace jakos wydostac sie z tego lasu. Jest to stan, w którym zaczyna sie poszukiwanie, bardzo niepewnie, ale przynajmniej sie zaczyna. Lepsze to niz dzungla. Hippis jest lepszy od czlowieka tepego, lepszy od czlowieka prostego: przynajmniej szuka. Moze czasem isc w niewlasciwym kierunku. Poszukujac medytacji staje sie uzalezniony od narkotyków, gdyz narkotyki moga dac cos podobnego, pewne zblizone doznanie; a on przynajmniej poszukuje, przynajmniej wedruje. Moze popelnia bledy, ale przynajmniej wedruje. Czlowiek w dzungli w ogóle nie wedruje - nie popelnia bledów, ale i nie wedruje. A pozostawanie w miejscu jest najwiekszym bledem jaki mozna popelnic. Wedruj! W zyciu sa próby i bledy, czlowiek musi uczyc sie na bledach. Wiele sciezek otwiera sie w drugim etapie; w gruncie rzeczy zbyt wiele, i czlowieka ogarnia zamieszanie. Jest to bardzo chaotyczne. Dzungla jest bardzo spokojna, wszystko jest jasne. Choc jest ciemno, wiara jest jasna - ktos jest hindusem, ktos jest mahometaninem, ktos jest chrzescijaninem, i wszystko jest jasne... Jest ciemno, ale wszystko jest jasne, ludzie nie sa w zamieszaniu. Ludzie sa martwi, ale nie zmieszani. Wraz z zyciem pojawia sie zamieszanie, i chaos. Ale to z chaosu gwiazdy sie rodza. W drugim typie pojawiaja sie poeci, malarze, artysci, muzycy, tancerze. To rewolucjonisci. Pierwszy typ jest ortodoksyjny, drugi jest rewolucyjny. Pierwszy typ jest tradycyjny, drugi jest utopijny. Pierwszy jest ukierunkowany na przeszlosc, drugi jest ukierunkowany na przyszlosc. Dla pierwszego zloty wiek juz minal, dla drugiego dopiero nadejdzie. Patrzy on przed siebie. Przypomina Glupca z kart tarota - patrzy przed siebie, w niebo. Stoi na skraju skaly, z jedna noga zawieszona nad przepascia. Ale jest tak szczesliwy, nie patrzy w dól, patrzy w niebo, na odlegle gwiazdy. Jest pelny marzen. Jest bliski smierci, ale jest pelny marzen. To niebezpieczne. A jesli zapytasz mnie co wybrac, powiem: wybierz to drugie, badz glupcem, nigdy nie badz punditem. Lepiej byc glupcem i ryzykowac niz nigdy nie ryzykowac i pozostac zaspokojonym fikcyjna, zapozyczona wiedza. To drugie to glupiec. Dla drugiego etapu mam specjalna nazwe - nazywam to "Kraina Kalifornii". Tak, jest to Kalifornia ludzkiej duszy, gdzie istnieje wielki supermarket, supermarket duchowy - wszelkiej masci techniki i wszelkiej masci przewodniki i mapy. W takiej chwili czlowiek zaczyna patrzec. Nie jest zaspokojony kosciolem, w którym sie urodzil, zaczyna wedrowac i próbuje obcych sciezek, nieznanych sciezek. To jest chwila, gdy czlowiek staje sie studentem i szuka nauczyciela. Poszukiwanie nie weszlo jeszcze zbyt gleboko, ale zaczelo sie. Nasienie wykielkowalo. Droga do przebycia jest wciaz daleka. Trzeba odbyc dluga droge, ale teraz jest pewna mozliwosc. Pierwszy typ jest martwy, drugi typ jest zbyt zywy, niebezpiecznie zywy. Pierwszy typ jest w jednym ekstremum, drugi typ wszedl w drugie ekstremum. W drugim tez nie ma równowagi, równowaga przyjdzie w trzecim etapie. Pierwszy kurczowo trzyma sie martwych liter, a drugi kurczowo trzyma sie nicosci, nigdzie nie ma miejsca, stale idzie, jest wedrowcem. Pierwszy to gospodarz domostwa, drugi to wedrowiec. Drugi przypomina toczacy sie kamien: nie obrasta mchem. Nigdy nie dociera do centrum, stale wedruje od jednego nauczyciela do innego, od jednej ksiazki do innej. Pierwszy bardzo latwo posluguje sie mowa, drugi staje sie mniej wygadany. Rozmawiales kiedys z hippisem? Bardzo trudno zrozumiec co on mówi. A gdy sam nie wie co mówi, powiada "prawda?" Nie zna siebie, a pyta ciebie: "prawda? widzisz?" - a sam niczego nie widzi. I zamiast wyrazac sie slowami, zaczyna wyrazac sie dzwiekami. Zaczyna uzywac dzwieków, dziecinnych dzwieków. Staje sie mniej elokwentny. Pierwszy jest bardzo rozumowy, zyje w glowie. Drugi porusza sie ku sercu, staje sie typem bardziej uczuciowym. Pierwszy nie jest swiadomy, ale mysli, ze jego myslenie jest swiadomoscia. Drugi jeszcze nie dotarl do zródla uczucia, ale mysli, ze emocjonalizm, sentymentalizm to uczucie. Hippis potrafi plakac, potrafi smiac sie. Jest ekscentryczny, szalony, ale to lepsze niz pierwszy. Pierwszy jest polityczny, drugi jest niepolityczny. Pierwszy wierzy w wojne, drugi zaczyna ufac pokojowi. Pierwszy gromadzi przedmioty, drugi zaczyna kochac ludzi... piekne. Pierwszy wierzy w malzenstwo, drugi wierzy w milosc. Pierwszy zyje w schronieniu, drugi nie wie gdzie bedzie jutro. Ale jest to dobre - wszystko zaczelo sie poruszac. Moze poruszac sie w niewlasciwym kierunku, to prawda, ale moze tez poruszac sie we wlasciwym kierunku. Ruch jest dobry. Teraz potrzebny bedzie wlasciwy kierunek. Jedna rzecz juz sie stala, teraz potrzebny bedzie kierunek. Pierwszy jest bardzo ziemski: wierzy w konta bankowe i ubezpieczenie na zycie. Pierwszy jest bardzo chciwy wladzy, pieniedzy Drugi nie wierzy w zabezpieczenie - bardziej ufa zyciu niz ubezpieczeniu na zycie. Wierzy w milosc bardziej niz w zabezpieczenie jakie mozna miec z konta bankowego. Nie jest opetany pieniedzmi, nie gromadzi. Nie jest moralny w takim sensie moralnosci jak pierwszy typ, zaczyna miec moralnosc nowego rodzaju, moralnosc rewolucyjna, moralnosc osobista. Moralnosc pierwszego typu jest spoleczna, moralnosc drugiego typu jest osobista. Moralnosc pierwszego typu polega na uwarunkowaniach, moralnosc drugiego typu polega na sumieniu. Rozglada sie wokolo i cokolwiek ma ochote zrobic, robi to. Robi to, co uznaje, jest indywidualnoscia... Pierwszy typ jest zbiorowoscia. Nieswiadomosc jest zbiorowa, podswiadomosc jest indywidualna... Pierwszy typ jest dogmatyczny, teologiczny - drugi jest filozoficzny. OGRÓD A trzecim jest ogród, trzecim etapem. Ogród jest stanem przebudzenia - czlowiek jest przebudzony. Pierwszym jest sen, drugi to snienie, trzeci to przebudzenie. Hindusi nazywaja pierwszy sushupti, drugi - swabhana, trzeci - jagrati. Teraz jest on swiadomy, uwazny, dzien sie przebudzil. Ksiazki, przewodnicy, nauczyciele stali sie nieistotni - znalazl Mistrza. Pierwszy wierzy w ksiedza. Drugi nie wie dokad isc, nie ma kompasu, pogubil wszelkie kierunki, do nikogo nie idzie. Mozesz wyszkolic psa i nazwac go Guru Maharaji i on pójdzie. Zrób tylko propagande i zobaczysz, ze ten pies znajdzie swoich zwolenników. Drugi moze isc do jakiegokolwiek Guru Maharaji. Gotowy jest upasc u stóp kogokolwiek, jest za bardzo gotowy. Pierwszy nigdy nie jest gotowy, drugi jest zbyt gotowy. Dla pierwszego kwestia padniecia u stóp kogokolwiek innego niz jego wlasny ksiadz nie istnieje. Drugiemu kazdy zdaje sie byc tym ksiedzem. Jego oczy sa bardzo niezdecydowane. Moze on isc do kazdego, do kazdego, kto twierdzi, do kazdego, kto potrafi krzyczec w glos: "Tak, ja bede twoim przewodnikiem. Ja jestem nauczycielem swiata. Ja jestem tym i tamtym." Ktokolwiek potrafi to powiedziec, on bedzie gotowy pasc do jego stóp. Ale trzeciego nie interesuja juz nauczyciele, nie jest studentem. Interesuje go kontakt osobisty, interesuje go Mistrz, on chce stac sie uczniem. Nie przejmuje sie tym, co Mistrz mówi, bardziej interesuje sie ta aura, która Mistrz stwarza wokól siebie. Nie interesuja go jego doktryny, jego filozofia - interesuje go jego istnienie. Gdy stajesz sie zainteresowany istnieniem, i gdy patrzysz wprost do najglebszego rdzenia czlowieka, gdy zaczynasz odczuwac obecnosc, dopiero wtedy mozesz stac sie uczniem. Nie poszukujesz filozoficznych odpowiedzi, teraz pytanie Kim jestem? stalo sie istotne. Drugi jest gotów uczyc sie, pierwszy nie jest gotów uczyc sie, trzeci jest gotów oduczyc sie. Powtórze - pierwszy nie jest gotów uczyc sie. Drugi jest gotów uczyc sie skadkolwiek i uczy sie zbyt wielu rzeczy, sprzecznych, glupich, dobrych, zlych - i popada w zamet. Trzeci jest gotowy oduczyc sie. Nie poszukuje wiedzy. Powiada: "Poszukuje kogos, kto dotarl. I nie bede sluchal tego czy to, co on mówi, jest argumentacyjnie uzasadnione, filozoficznie prawdziwe. Chce byc w intymnej relacji." Relacja miedzy nauczycielem i studentem nie jest osobista. Relacja miedzy Mistrzem i uczniem jest osobista, jest to romans. Trzeba czuc, trzeba byc w obecnosci Mistrza, trzeba obserwowac. Nie trzeba wnosic swojego umyslu - trzeba odsunac umysl na bok i trzeba patrzec wprost, i czuc. Jeden z Mistrzów zen powiadal: "Gdy dotarlem do mojego Mistrza, przez trzy lata siedzialem u jego boku, a on nawet na mnie nie spojrzal. Potem, po trzech latach - spojrzal na mnie i byla to wielka radosc. Potem znów minely trzy lata i któregos dnia usmiechnal sie do mnie, i bylo to blogoslawienstwem. Potem znów minely trzy lata, i któregos dnia polozyl dlon na mej glowie, i bylo to ogromne, bylo to niewiarygodne. Potem znów minely trzy lata, i któregos dnia objal mnie, i ja zniknalem, i on znikl... i byla jednosc." Znalezienie Mistrza to znalezienie punktu, z którego Bóg jest najblizszy, znalezienie najblizszych drzwi, za którymi Bóg jest dostepny. Ktos dotarl... A jak sie o tym przekonasz? Musisz odczuc, myslenie tu nie pomoze. Myslenie zaprowadzi cie na manowce; musisz odczuc, musisz byc cierpliwy, musisz byc w jego obecnosci, musisz smakowac, musisz stac sie odurzony jego obecnoscia. I powoli, powoli wszystko stanie sie jasne. Gdy twój umysl wygasnie, wszystko stanie sie jasne. Albo jest Mistrzem, albo nie jest, i bedzie to objawienie. Jesli jest, mozesz zanurzyc sie calkowicie. Jesli nie jest, musisz ruszyc w droge. W obu przypadkach dojdziesz do pewnego konca. Czasem moze tak sie zdarzyc, ze poczujesz, ze to jest Mistrz, ale nie dla ciebie. Wtedy tez musisz ruszyc w droge, bo Mistrz moze pomóc tylko wtedy, gdy ty i on pasujecie do siebie, gdy waszym przeznaczeniem jest bycie razem, gdy waszym przeznaczeniem jest bycie dla siebie. Na tym etapie, ogrodu, otwiera sie totalnie inna perspektywa. Jest to punkt, w którym wazne staje sie pytanie Kim jestem? a ty nie domagasz sie odpowiedzi. Nie jestes gotów przyjac zadnej odpowiedzi z zewnatrz. A Mistrz nie da ci zadnej odpowiedzi. Tak naprawde zniszczy wszystkie twoje odpowiedzi - to wlasnie ja tutaj robie... Zabieram ci wszystkie twoje odpowiedzi, bys pozostal sam ze swym pytaniem, czysty ze swym pytaniem, dziewiczy ze swym pytaniem. Gdy pozostaje pytanie, a nie ma odpowiedzi z zewnatrz, zaczynasz zapadac sie wewnatrz siebie. To pytanie jak strzala przenika do samego zródla twego istnienia - i tam jest odpowiedz. I ta odpowiedz nie jest werbalna. Nie jest to teoria, która napotykasz, jest to urzeczywistnienie. Eksplodujesz. Po prostu wiesz. Nie jest to wiedza - wiesz. Jest to doznanie, egzystencjalne. Ten pierwszy czlowiek jest dogmatyczny, sekciarski. Ten drugi czlowiek jest filozoficzny. Ten trzeci czlowiek jest religijny, egzystencjalny. DOM A czwartym etapem jest dom. Hindusi zwa go turiya - czwarty stan. W czwartym stanie dotarles, dotarles do samego rdzenia swego istnienia - dom, oswiecenie, samadhi, satori, nirwana. Dotarles do miejsca, w którym znika Mistrz i uczen, w którym znika oddany i Bóg, w którym znika poszukujacy i to, co poszukiwane, w którym znikaja wszelkie dualizmy. Wykroczyles ponad dwa, dotarles do jednego. To jest to miejsce, którego wszyscy szukamy, a jego piekno polega na tym, ze ono juz tu jest. Gdy dotrzesz do domu, stwierdzisz, ze dotarles tam, gdzie zawsze byles. Patrzac za siebie z tego domu, rozesmiejesz sie. Zobaczysz, ze tej dzungli nie bylo na zewnatrz, byla to twoja wlasna nieswiadomosc. Lasu nie bylo na zewnatrz, bylo to twoje wlasne snienie. Ogrodu nie bylo na zewnatrz, byla to twoja wlasna uwaznosc. A tym domem jest twoje wlasne istnienie, satchitanand. To ty, twoja najbardziej wewnetrzna natura, swabhava, tao - nazywaj to jak tylko chcesz. Jest to bez nazwy. Takie sa te cztery etapy.

 

 

Wielblad - lew - dziecko

 

Zarathustra dzieli ewolucje swiadomosci na trzy symbole: wielblad, lew i dziecko. Wielblad to zwierze juczne gotowe oddac sie w niewole, nigdy sie nie buntuje. Nie potrafi nawet powiedziec nie. Jest istota wierzaca na slowo, wyznawca, zwolennikiem, wiernym niewolnikiem. To najnizszy poziom ludzkiej swiadomosci. Lew jest rewolucja. Poczatkiem rewolucji jest swiete nie. W swiadomosci wielblada zawsze jest potrzeba kogos, kto bedzie prowadzil i kto bedzie mówil "powinienes..." Potrzeba mu dziesieciorga przykazan. Potrzebne mu sa wszystkie religie, wszyscy ksieza i wszystkie swiete pisma, bo sam sobie nie potrafi zaufac. Nie ma odwagi i nie ma duszy i nie ma tesknoty do wolnosci. Jest posluszny. Lew jest tesknota do wolnosci, pragnieniem zniszczenia wszystkich wiezien. Lew nie potrzebuje zadnego lidera - sam sobie wystarcza. Nikomu nie pozwoli nakazywac "bedziesz..." - jest to uraza dla jego dumy. Moze on tylko powiedziec: "ja to zrobie". Lew jest odpowiedzialnoscia i ogromnym wysilkiem wyzwolenia sie z wszelkich lancuchów. Ale i lew nie jest najwyzszym szczytem ludzkiego wzrastania. Najwyzszy szczyt jest wtedy, gdy lew takze przechodzi metamorfoze i staje sie dzieckiem. Dziecko jest niewinnoscia. Nie jest posluszenstwem, nie jest nieposluszenstwem. Nie jest wiara, nie jest niewiara - jest czysta ufnoscia, jest swietym tak mówionym egzystencji i zyciu i temu wszystkiemu, co sie w nim zawiera. Dziecko jest samym szczytem czystosci, szczerosci, autentyzmu, chlonnosci i otwartosci na egzystencje. Te symbole sa bardzo piekne. Zglebimy implikacje tych symboli w miare jak Zarathustra bedzie je opisywal - jeden po drugim. WIELBLAD Wielblad jest chyba najbrzydszym zwierzeciem calej egzystencji. Nie mozna poglebic jego brzydoty. Co jeszcze mozna zrobic? Taka z niego karykatura. Wyglada tak, jakby wyszedl prosto z piekla. Wybór wielblada jako najnizszej swiadomosci jest idealnie trafny. Najnizsza swiadomosc w czlowieku jest kaleka - chce byc zniewolona. Boi sie wolnosci, bo boi sie odpowiedzialnosci. Gotowa jest dac sie objuczyc takim ciezarem, jak to tylko mozliwe. Cieszy sie, gdy jest obarczana ciezarem. I taka jest najnizsza swiadomosc - obladowana wiedza, która jest zapozyczona. Zaden godny czlowiek nie pozwoli sobie na obciazanie sie zapozyczona wiedza. Ta obladowuje cie moralnoscia, która umarli przekazuja zywym, która jest dominacja martwych nad zywymi. Zaden godny czlowiek nie pozwoli, zeby rzadzili nim umarli. Najnizsza swiadomosc czlowieka tkwi w ignorancji i nieswiadomosci, nieuwaznosci, w glebokim snie - gdyz stale podawana jest jej trucizna wierzenia na slowo, wiary, nigdy nie dopuszcza sie watpienia, nawet mówienia nie. A czlowiek, który nie potrafi powiedziec nie, traci swoja godnosc. I czlowiek, który nie potrafi powiedziec nie... jego tak nic nie znaczy. Czy widzisz te implikacje? Tak ma znaczenie tylko wtedy, gdy wczesniej potrafiles powiedziec nie. Jesli nie umiesz powiedziec nie, twoje tak jest bezsilne, nic nie znaczy. LEW Dlatego wielblad musi zmienic sie w pieknego lwa, gotowego umrzec, ale nie gotowego dac sie zniewolic. Nie mozesz z lwa uczynic zwierzecia jucznego. Lew ma taka godnosc jaka zadne inne zwierze nie moze sie poszczycic. Nie ma skarbów, nie ma królestw - jego godnosc tkwi tylko w sposobie bycia - bez leku, bez obawy przed nieznanym, gotów powiedziec nie nawet ryzykujac smierc. Ta gotowosc powiedzenia nie, ta buntowniczosc, zmywaja z niego wszelki brud pozostawiony przez wielblada - wszelkie slady i odciski kopyt, jakie zostawil wielblad. I dopiero po lwie, po wielkim nie, mozliwe jest swiete tak dziecka. Dziecko mówi tak nie dlatego, ze sie boi. Mówi tak dlatego, ze kocha, dlatego, ze ufa. Mówi tak, bo jest niewinne, nie moze sobie wyobrazic, ze moze byc oszukane. Jego tak to ogromna ufnosc. Nie wynika z leku, wynika z glebokiej niewinnosci. Tylko to tak moze je zaprowadzic na najwyzszy szczyt swiadomosci, do tego, co nazywam boskoscia... Teraz poszukuje ono swojej najwyzszej boskosci. Zaden bóg nie bedzie mu wrogiem. Nie bedzie sie klaniac zadnemu bogu - samo sobie bedzie panem. Taki jest duch lwa - absolutna wolnosc z pewnoscia oznacza wolnosc od boga, wolnosc od tak zwanych przykazan, wolnosc od swietych pism, wolnosc od jakiejkolwiek moralnosci narzuconej przez innych ludzi. Oczywiscie pojawi sie tez cos w rodzaju cnoty, ale bedzie to cos, co pochodzi z twego wlasnego, cichego, malego glosu. Twoja wolnosc przyniesie odpowiedzialnosc, ale ta odpowiedzialnosc nie bedzie narzucona przez kogos innego... Teraz nie ma kwestii kogokolwiek, kto móglby nim rzadzic. Nawet Bóg nie jest juz tym, kogo by sluchal. Czlowiek o duchu buntowniczym - a bez buntowniczego ducha metamorfoza nie moze nastapic - musi rzec: "nie, to moja wola - zrobie wszystko, co moja swiadomosc uzna za sluszne, i nie zrobie nic, co moja swiadomosc uwaza za niewlasciwe. Poza mym wlasnym istnieniem nie ma dla mnie innego przewodnika. Prócz wlasnych oczu, nie bede wierzyl zadnym innym oczom - nie jestem slepy i nie jestem idiota. Widze. Mysle. Medytuje i sam odnajduje dla siebie co jest sluszne, a co jest niewlasciwe. Moja moralnosc bedzie jedynie cieniem mojej swiadomosci." DZIECKO Dziecko jest najwyzszym szczytem ewolucji pod wzgledem swiadomosci. Ale dziecko to tylko symbol - nie znaczy to, ze dzieci sa najwyzszym stanem istnienia. Dziecko podano tu symbolicznie, gdyz dziecko nie jest wyuczone. Jest niewinne, a jesli jest niewinne, jest pelne zadziwienia, jego dusza teskni do tego, co tajemnicze. Dziecko to poczatek, przygotowanie - i zycie zawsze powinno byc poczatkiem i zawsze uciecha i zabawa, zawsze smiechem, nigdy powaga. Swiete tak jest potrzebne, ale to swiete tak moze przyjsc dopiero po swietym nie. Wielblad zawsze mówi tak, ale jest to tak niewolnika. On nie potrafi powiedziec nie. Jego tak nie ma zadnej wartosci. Lew mówi nie! Ale nie potrafi powiedziec tak. Sprzeciwia sie to jego wlasnej naturze. Przypomina mu wielblada. Jakos wyzwolil sie od wielblada i powiedzenie tak znów mu przypomina - zrozumiale - tak wielblada i niewole. Nie, to zwierze w wielbladzie nie potrafi powiedziec nie. W lwie - moze powiedziec nie, ale nie jest w stanie powiedziec tak. Dziecko nic nie wie o wielbladzie, nic nie wie o lwie. To dlatego Zaratustra powiada: "Dziecko jest niewinnoscia i zapomnieniem..." Jego oczy sa czyste i ma ono wszelki potencjal, by powiedziec nie. Skoro tego nie mówi, to dlatego, ze ufa - nie dlatego, ze sie boi. Nie z leku, ale z ufnosci. A gdy tak pochodzi z ufnosci, jest to najwieksza metamorfoza, najwieksza przemiana, na jaka mozna miec nadzieje. Te trzy symbole sa piekne i warto je pamietac. Pamietaj, ze jestes tu, gdzie wielblad, i ze musisz stac sie lwem, i pamietaj, ze nie wolno ci zatrzymac sie na lwie. Musisz pójsc jeszcze dalej, ku nowemu poczatkowi, ku niewinnosci i swietemu tak - ku dziecku. Prawdziwy medrzec na powrót staje sie dzieckiem. Krag sie zamyka - od dziecka, znów po dziecko. Ale róznica jest ogromna. Dziecko jako takie jest w ignorancji. Bedzie musialo stac sie wielbladem, lwem, i wrócic potem do dziecka - ale to dziecko nie jest tym samym dawnym dzieckiem, gdyz nie jest w ignorancji. Musi przejsc przez wszystkie doznania zycia - niewole, wolnosc, bezsilne tak, dzikie nie - a jednak wszystko to zapomni. Nie jest to ignorancja, ale niewinnosc. Tamto pierwsze dziecko bylo poczatkiem podrózy. Drugie dziecinstwo jest dopelnieniem podrózy.. Pierwsze narodziny sa narodzinami ciala, drugie sa narodzinami swiadomosci. Pierwsze narodziny czynia cie czlowiekiem, drugie narodziny czynia cie bogiem.

 

 

Student - uczen - oddany - Mistrz

 

Sa takie cztery etapy, które trzeba zrozumiec. Pierwszy - student - przychodzi do mistrza, ale nigdy do mistrza nie dociera. Dociera tylko do nauczyciela. Moze to byc ten sam czlowiek, ale student nie jest gotów do przemiany, do odrodzenia sie. Przyszedl, by posiasc nieco wiecej wiedzy. Chce stac sie nieco bardziej wyuczonym. Ma pytania, ale te pytania sa jedynie intelektualne, nie sa egzystencjalne. Nie dotycza jego zycia, nie sa kwestia zycia i smierci. Czlowiek tego rodzaju moze wedrowac od jednego mistrza do drugiego zbierajac slowa, teorie, systemy, filozofie. Moze stac sie bardzo efektywny, moze stac sie wielkim punditem, ale nie wie nic. Jest to cos, co trzeba zrozumiec. Jest wiedza - mozesz jej miec tyle, ile chcesz, a nadal pozostaniesz ignorantem. I jest ignorancja, która tak naprawde jest niewinnoscia - nic nie wiesz, a jednak dotarles do takiego miejsca, gdzie wszystko jest znane. Jest wiec wiedza, która jest ignorancja, i jest ignorancja, która jest madroscia. Studenta interesuje wiedza. Ale czasem tak jest, mozesz przyjsc do mistrza jako student, ot, z samej ciekawosci, i mozesz zostac pochwycony jego charyzma, mozesz zostac pochwycony jego oczami, mozesz zostac pochwycony biciem jego serca. Przyszedles jako student, ale przechodzisz do drugiego etapu - stajesz sie uczniem. Student niepotrzebnie wedruje z miejsca na miejsce, od jednego swietego pisma do innego. Wiele zbiera, ale wszystko to sa smieci. Kiedy wyjdzie z tego kokonu bycia studentem i stanie sie uczniem, bladzenie ustaje - harmonizuje sie z mistrzem. Sam tego nie wiedzac, ulega przemianie. Dowie sie o tym dopiero pózniej, ze wszystko sie zmienia. Te same sytuacje, wobec których stawal w przeszlosci, teraz przyjmuje calkiem inaczej. Watpliwosci znikaja, racjonalnosc zdaje sie byc dziecinna zabawa. Zycie jest o wiele glebsze, tak bardzo, ze nie mozna tego zawrzec w slowach. Gdy student staje sie uczniem, zaczyna slyszec cos, co nie zostalo wypowiedziane - pomiedzy slowami... pomiedzy zdaniami... w przerwach, gdy mistrz nagle sie zatrzymuje... ale porozumienie trwa. Uczen to wielki krok naprzód w porównaniu ze studentem. W przeszlosci, w czasach Upaniszadów, szkoly tajemne istniejace w Indiach nazywane byly gurukula. Slowo bardzo znaczace - oznacza ono "rodzina mistrza". Nie jest to zwykla szkola, studium czy uniwersytet. Nie jest to kwestia jedynie uczenia sie, jest to kwestia bycia w milosci. Nie oczekuje sie od ciebie, abys byl w milosci ze swoim nauczycielem na uniwersytecie. Ale w gurukula, gdzie rozkwitaly Upaniszady, byla to rodzina milosci. Kwestia uczenia sie byla drugorzedna, istotna byla kwestia istnienia. Nie jest wazne ile wiesz, wazne jest na ile jestes. A mistrz nie jest zainteresowany dokarmianiem twojego biokomputera, umyslu. Nie bedzie powiekszal twojej pamieci, bo jest to bezuzyteczne. To moze dokonac maszyna, a maszyna moze to zrobic nawet lepiej od ciebie. Komputer moze robic to, czego ludzka pamiec nie potrafi dokonac. Jeden komputer moze pomiescic cala biblioteke. Nie musisz czytac - wystarczy, ze zapytasz komputer, a on da ci odpowiedz. I bardzo rzadko zdarza sie, aby cos stalo sie nie tak, gdy wysiadzie elektrycznosc lub wyczerpia sie baterie. Mistrza nie interesuje uczynienie z ciebie komputera. Interesuje go uczynienie z ciebie swiatla dla ciebie samego, autentycznego istnienia, istnienia niesmiertelnego - nie tylko wiedzy, nie tylko tego, co inni powiedzieli, ale twojego przezycia. Gdy uczen zbliza sie do mistrza coraz bardziej, nastaje pewien punkt przemiany: uczen staje sie, w pewnej chwili, oddanym. Kazdy z tych etapów ma w sobie pewne piekno. Stanie sie uczniem bylo wielka rewolucja, ale to nic wobec stania sie oddanym. W jakim momencie uczen przemienia sie i staje sie oddanym? Tak bardzo zywi go energia mistrza, jego swiatlo, jego milosc, jego smiech, sama jego obecnosc - a on nic nie moze dac w zamian. Przychodzi chwila, gdy zaczyna odczuwac tak ogromna wdziecznosc, ze po prostu chyli glowe do stóp mistrza. Nie ma nic innego, co móglby dac, oprócz siebie. Od tej chwili jest on niemal czescia mistrza. Jest w glebokiej synchronicznosci z sercem mistrza. Jest to wdziecznosc, bycie pelnym podziekowania. A czwarty etap przychodzi wtedy, gdy staje sie on jednym z mistrzem. Jest taka opowiesc o Rinzai. Niemal dwadziescia lat zyl on ze swym mistrzem, a pewnego dnia przyszedl i usiadl na miejscu mistrza. Przyszedl mistrz - spojrzal na Rinzai siedzacego na jego miejscu. Po prostu podszedl i usiadl tam, gdzie zwykl byl siadac Rinzai. Nic nie zostalo powiedziane, ale wszystko zostalo zrozumiane. Wszyscy byli zadziwieni - "Co sie dzieje?" W koncu Rinzai rzekl do mistrza: * Czy nie czujesz sie urazony? Czy nie zniewazylem cie? Czy w jakis sposób nie okazalem niewdziecznosci? Mistrz rozesmial sie. - Teraz stales sie mistrzem. Dotarles do domu - rzekl. - Od studenta do ucznia, od ucznia do oddania, a od oddania do bycia mistrzem. Ogromnie sie ciesze, ze mozesz miec udzial w mojej pracy Teraz nie musze przychodzic tu codziennie, wiem, ze jest ktos jeszcze z ta sama aura, tym samym aromatem. - A naprawde to byles bardzo leniwy. To powinno stac sie trzy miesiace temu, nie mozesz mnie oszukac. Od trzech miesiecy czuje, ze ten czlowiek niepotrzebnie trzyma moje stopy. Moze usiasc na tym miejscu, a dla odmiany teraz ja moge trzymac jego stopy. Zebranie odwagi zajelo ci trzy miesiace. - Mój Boze - rzekl Rinzai - a ja myslalem, ze nikt o tym nie wie, ze to bylo tylko wewnatrz mnie. A ty podajesz mi dokladna pore kiedy to sie stalo. Tak, to bylo trzy miesiace temu. Bylem leniwy i nie mialem dosc odwagi. Zawsze myslalem, ze to jest niewlasciwe, ze wyglada to nieodpowiednio. - Gdybys zaczekal jeszcze jeden dzien - odrzekl mistrz - uderzylbym cie w glowe. Trzy miesiace to dosc czasu na podjecie decyzji, a ty nie zadecydowales... egzystencja zadecydowala. Bylem nauczycielem na uniwersytecie. Opuscilem uniwersytet z tego tylko powodu, ze zatrzymuje sie on na pierwszym etapie. Zaden uniwersytet nie wymaga bys stal sie uczniem, kwestia bycia oddanym czy mistrzem po prostu nie istnieje. I sa swiatynie, które nie czyniac cie studentem czy uczniem, po prostu narzucaja ci oddanie - które bedzie falszywe, nie bedzie mialo korzeni. A na calym swiecie, w kosciolach, synagogach, swiatyniach, sa oddani - nic nie wiedzac o byciu uczniem, stali sie uczniami, stali sie oddanymi. Szkola tajemna jest bardzo systematycznym spotkaniem z cudownoscia. A cudownosc jest wszedzie wokól ciebie, i wewnatrz, i na zewnatrz. Potrzeba tylko pewnego systemu. Mistrz po prostu dostarcza pewnego systemu, abys mógl powoli wejsc na glebsze wody, a w koncu przejsc do tego etapu, w którym znikasz w oceanie - sam stajesz sie oceanem.

 

 

Siedem czakr - jednosc

 

Czlowiek rodzi sie przebudzony, a potem zasypia. Czlowiek rodzi sie jednoscia, a potem staje sie wieloscia. Czlowiek rodzi sie jako indywidualnosc, a potem zasypia i sni, ze jest tlumem. To jest caly problem, cale zadanie, cale wyzwanie zycia. Trzeba to zrozumiec. Takie jest to poszukiwanie: szukamy tego, czym pierwotnie bylismy. Szukamy tego czym naprawde jestesmy. Szukamy tego, czego ani na jedna chwile nie zagubilismy, tylko zapomnielismy; przestalismy o tym pamietac. Byc moze jest to takie oczywiste, i dlatego przestalismy o tym pamietac. Jezus powiada: "Dopóki znów nie staniecie sie jak dzieci nie wejdziecie do mojego Królestwa Bozego." Jego wskazanie jest wyrazne. Dopóki nie odzyskasz swej pierwotnosci, dopóki znów nie podazysz do pierwotnego zródla... Pewnego wieczoru poszukujacy zapytal Jezusa: "Co mam robic, by poznac Boga?" I Jezus rzekl: "Dopóki nie narodzisz sie na nowo, nie poznasz go." Trzeba dojsc do tego pierwotnego zródla w którym bylismy wtedy, gdy sie urodzilismy. Legenda powiada, ze Jezus odmówil uczenia sie alfabetu, liter. Nie pozwolil nauczycielom omawiac beta - dwa, dopóki nie mogli wyjasnic znaczenia alfa - jednosci, tak, by byl zaspokojony. A oni, rzecz jasna, nie potrafili go wyjasnic. Jeden jest liczba, na której opiera sie cala arytmetyka; jeden jest liczba, na której opiera sie kazdy czlowiek, caly wszechswiat, koncepcja Boga, rzeczywistosci. I dziecko Jezus zadalo: "Dokad nie wyjasnicie znaczenia jednosci, nie zajme sie kolejna litera alfabetu. Najpierw powiedzcie mi czym jest alfa, dopiero wtedy bede gotowy, aby przejsc do dwojga, beta." Poniewaz nie zdolano mu wyjasnic, odmówil pójscia do szkoly. Zapisków tego nie ma w ewangeliach chrzescijanskich, poniewaz wiele rzeczy nie zostalo zapisanych w ewangeliach chrzescijanskich. Ale to jest jedna z najstarszych tradycji essenskich. Przekazywana byla, ta opowiesc, z mistrza na ucznia, przez stulecia. Jest to jedna z najbardziej znaczacych opowiesci o Jezusie: jego naleganie, ze najpierw trzeba poznac jednosc, bo jednosc jest podstawa wszystkiego. Gdy jestes przebudzony, jestes jednoscia. Gdy zasypiasz, stajesz sie wieloscia. Zauwazyles to? We snie tyle ról odgrywasz jednoczesnie. Rankiem, gdy sie budzisz, jestes jednoscia. We snie jestes tym, który sni, jestes tym, co jest snione; jestes kierownikiem snu, jestes aktorem, jestes opowiescia, jestes scena i jestes tez publicznoscia. Stajesz sie wieloscia, ulegasz rozpadowi, stajesz sie tlumem. We snie przestajesz byc jednoscia. Gdy budzisz sie, nagle kierownik, aktor, opowiesc, scena, dramat, publicznosc, to, co jest snione i ten, kto sni, wszystko znika w jednej jednosci. Hindusi nazywaja caly ten swiat kraina snu, maya. Spimy bardzo gleboko. Dlatego poszukiwanie jednosci, albo poszukiwanie uwaznosci jest tym samym; bo stajac sie uwaznym, stajesz sie jednoscia - albo, stajac sie jednoscia stajesz sie uwazny. Wyjasnie ci teraz jak na tyle sposobów, na miliony sposobów poszukujemy jednosci. Rodzi sie dziecko. Jego pierwsze funkcjonowanie w swiecie jest przez jedzenie, jego pierwsze funkcjonowanie w swiecie jest przez wchloniecie materii. Poszukiwanie zaczelo sie: materia chce spotkac sie z materia. Materia chce byc w organicznej jednosci z inna materia; materia przyciaga materie, sciaga materie. To pierwsza milosc: jedzenie. Jedzenie daje dziecku pierwszy orgazm. Gdy po zjedzeniu posilku lub wypiciu wody czujesz zaspokojenie, to zaspokojenie jest uczuciem jednosci. Materia z zewnatrz zostala wchlonieta do wewnatrz, wnetrze spotkalo sie z zewnetrzem. To spotkanie nie jest bardzo glebokie, nie moze byc, jest spotkaniem materii; jest bardzo powierzchowne - a jednak jest. Hindusi nazywaja to pierwsza czakra, muladhar. Wielu jest ludzi, którzy zyja w pierwszej czakrze. Po prostu stale jedza i wydalaja. Cale ich zycie to nic innego, tylko wchlanianie materii i wyrzucanie materii na zewnatrz, ich zycie jest bardzo mechaniczne. Jest bardzo, bardzo waskie, maly tunel. Muladhar jest najmniejszym otworem w twoim istnieniu, przez który swiatlo wchodzi w ciebie, a ty wchodzisz do egzystencji. Najmniejszym otworem jest muladhar, pierwszy osrodek. Zaczyna on funkcjonowac, bo dziecko musi przezyc; najpierw musi przyjac pokarm, inaczej by umarlo. Jest to srodek zapewniajacy przetrwanie, ale czlowiek nie powinien zyc aby jesc. Jezeli zyjesz tylko po to, aby jesc, w ogóle nie zyjesz. Po prostu czekasz na smierc. I wybrales bardzo mala przyjemnosc, bardzo zwyczajna przyjemnosc, jedynie drobne pocieszenie, i na tej malej przyjemnosci konczysz. A wokolo sa ogromne mozliwosci... Przyjrzyj sie swemu zyciu. Jesli jestes zbyt przywiazany do jedzenia, stan sie nieco uwazniejszy. To pierwsze poszukiwanie jednosci. Teraz nawet fizycy, kilku szalonych fizyków mówi, ze atomy sa razem, bo kochaja sie. Slowo milosc nie jest dobre, wyglada na antropomorficzne; teraz jednak kilku fizyków ma dosc odwagi, by powiedziec, ze cos ono wyjasnia. I trzeba je stosowac, bo wyglada na to, ze innego wyjasnienia nie ma. Dlaczego elektrony, neutrony i protony sa razem? Skad to bycie razem? Musi istniec jakis rodzaj wiezi, pewne przyciaganie. Musi byc pewna jednosc, musi trwac pewien romans, na najnizszym poziomie, ale musi byc jakis romans, inaczej dlaczego one sie nie rozejda? Mozna nazwac to grawitacja, mozna nazwac to magnetyzmem, mozna nazwac to polem magnetycznym, jak tylko chcesz, ale milosc wydaje sie byc najlepszym slowem, bo moze wyjasnic caly zakres, od najnizszego do najwyzszego. Milosc wydaje sie byc slowem najbardziej ekonomicznym, zawiera sie w nim caly zakres. Kiedy jesz i za bardzo ulegasz obsesji jedzenia, trzymasz sie po prostu pierwszej lekcji milosci: elektrony, protony, neutrony przyciagaja sie wzajemnie, twoje cialo przyciaga inne cialo - materie z zewnatrz. Oczywiscie jest pewne spelnienie, bo zawsze, gdy jest jednosc, jest spelnienie, jest zadowolenie, ale jest ono bardzo niskie, najnizsze. Czlowiek powinien nauczyc sie wychodzic poza nie. Dlatego wszystkie religie ucza znaczenia postu. Post nie oznacza glodowania, post nie oznacza, ze musisz zabic swoje cialo, ze musisz byc niszczacy, nie. Post oznacza jedynie: daj tylko tyle, ile trzeba, nie wiecej, abys mógl byc dostepny na drugiej plaszczyznie; bedziesz mógl stac sie dostepny drugiemu osrodkowi. Jesli jestes zbyt opanowany obsesja jedzenia, jedzenie zamknie cie; bedziesz tylko materia. Nie trzeba zbyt przywiazywac sie do jedzenia, i nie trzeba tez zbyt przywiazywac sie do postu. Wtedy osiaga sie równowage. A wzrastanie nastepuje tylko poprzez równowage. Drugim osrodkiem jest svadhisthan. Kiedy dziecko jest zdrowe, szczesliwe, i jego cialo jest cale, zaczyna dominowac. W dziecku pojawia sie pragnienie dominowania, dziecko staje sie politykiem. Zaczyna usmiechac sie do ludzi, bo poznaje, ze gdy usmiechasz sie, ludzie ulegaja twojemu wplywowi. Zaczyna plakac, krzyczec, bo poznaje, ze placzem i krzykiem mozesz manipulowac matka, ojcem, rodzina. Gdy potrzeby fizyczne dziecka zostana zaspokojone, pojawia sie nowa potrzeba, która jest zyciowo wazna potrzeba - dominowanie. To znów jest dazenie do wprowadzenia jednosci, jednosci tego, co podlega dominacji, i tego, który dominuje. Zawsze, gdy nad kims panujesz, stajesz sie w pewien sposób jednoscia z nim. Zawsze, gdy ktos poddaje sie tobie, albo ty poddajesz sie komus, w pewien sposób stajecie sie jednoscia. Dlatego na calym swiecie ludzie próbuja panowac nad innymi: zony chca panowac nad mezami, mezowie próbuja panowac nad zonami, rodzice próbuja panowac nad dziecmi, dzieci usiluja panowac nad rodzicami, kazdy na swój sposób. Caly swiat próbuje panowac. Jezeli wlasciwie to zrozumiesz, to równiez jest poszukiwaniem jednosci. Zawsze, gdy kogos pokonasz i stajesz sie osoba dysponujaca moca posiadania, wchlonales tego czlowieka do swojego istnienia. Jego zyciowosc zostala wchlonieta, jego zyciowa energia stala sie jednoscia z toba. Ten otwór jest nieco wiekszy niz pierwszy, jest to wieksze otwarcie. Czlowiek z obsesja jedzenia jest bardziej zamkniety niz czlowiek z obsesja wladzy: przynajmniej przebywa z ludzmi. Bedzie mial w zyciu relacje miedzyludzkie pewnego typu: niezbyt dobre, gdyz relacja oparta na dominowaniu nie moze byc bardzo dobra, przede wszystkim jest pelna przemocy, agresywna, brzydka, ale jednak jest to pewien rodzaj relacji. Politycy zyja w drugim osrodku. Zarloki zyja w pierwszym, politycy w drugim, a potem jest trzeci, manipura; mezczyzna i kobieta chca spotkac sie, stac sie jednoscia. W Biblii powiedziano: Bóg stworzyl Adama na swój obraz. Trzeba zrozumiec pewna kwestie. Adam musial byc obojgiem, Adam musial byc i Adamem i Ewa, inaczej Ewa nie moglaby byc wyjeta z Adama. W pierwotnym tekscie hebrajskim uzyto takich slów, które wszystko wyraznie objasniaja: Bóg stworzyl Adama-Ewe w jednym istnieniu. To pierwotnie stworzone istnienie nie bylo ani mezczyzna, ani kobieta, bylo jednym i drugim. Nie bylo to ani "on" ani "ona" byla jednosc. Tylko z tej jednosci Bóg mógl wziac oddzielna kobiete. Jesli spytasz naukowców, powiedza, ze gdy dziecko dorasta w lonie matki, przez pare miesiecy nie jest ani chlopcem, ani dziewczynka, jest cialem. Stopniowo pojawiaja sie cechy rozrózniajace, staje sie ono albo chlopcem, albo dziewczynka. Pierwotna komórka, ameba, jest zarazem meska i zenska, nie jest jeszcze podzielona. Zatem powiedzenie, ze Bóg stworzyl Adama, nie jest wlasciwe. Moja sugestia jest taka: Bóg stworzyl Adama-Ewe, a potem podzielil ich na dwie oddzielne istoty. Wraz z tym podzialem pojawilo sie wielkie pragnienie spotkania tej drugiej osoby. Kazdy mezczyzna szuka kobiety, i kazda kobieta szuka mezczyzny Szukamy przeciwienstwa, biegunowego przeciwienstwa. Bez tej drugiej osoby, zdaje sie, jakby czegos brakowalo; bez tej drugiej osoby, zycie wydaje sie byc niespelniajace; bez tej drugiej osoby, zdaje sie, ze jestes polowa, nie caloscia. Stad jest tyle pogoni za miloscia, kochaniem i byciem kochanym. Jest to trzecia czakra, manipura: potrzeba spotkania mezczyzny z kobieta i stania sie jednoscia. Jesli chodzi o nizsza nature, jest to najwyzszy osrodek. W trzech nizszych osrodkach, seks to najwyzszy osrodek. Zarloki tylko gromadza, to najgorsi ludzie w swiecie. Nigdy nie dziela sie, skapcy, bogaci, gromadzacy, wyzyskujacy Lepsi od nich sa politycy, oni przynajmniej wchodza w relacje miedzyludzkie. Ale i oni sa niebezpieczni, gdyz ich relacje sa oparte na panowaniu. Znaja tylko jedno: albo ulegasz komus, albo nad kims panujesz. Caly ich jezyk jest nieludzki. Nie znaja zadnych relacji ludzkich, znaja wojne, znaja przemoc, znaja agresje. Calym ich staraniem jest stanie sie tak dominujacym, by kazdego móc wchlonac. Tak robil Aleksander Wielki, tak robil Adolf Hitler Lepsze jest to od pierwszego, przynajmniej tworza jakies relacje miedzyludzkie. Nawiazuja te relacje niewlasciwie, ale przynajmniej je nawiazuja. Pierwszy wchodzi w relacje tylko z przedmiotami: pieniedzmi, jedzeniem, domem, samochodem. Drugi wchodzi w relacje z ludzmi. Jego relacje nie sa jeszcze wiele warte, ale jednak sa to relacje miedzyludzkie; prymitywne, z samego poczatku, bardzo pierwotne, ale jednak sa to relacje miedzyludzkie. Trzeci wchodzi w relacje oparte na seksie, dwojgu kochankach: poeci, artysci, malarze, istnieja z trzecim osrodkiem, estetyka. Trzeci jest najwyzszy w nizszych osrodkach, czlowiek zaczyna dzielic sie. A gdy kogos kochasz, nie chcesz dominowac. Pamietaj: jesli chcesz dominowac, twoja milosc skazona jest drugim osrodkiem, nie jest jeszcze miloscia. Jesli naprawde kochasz, chcesz wolnosci dla siebie i chcesz tez wolnosci dla tej kochanej osoby. Milosc daje wolnosc, daje niezaleznosc, bo piekno milosci jest tylko wtedy, gdy wynika ona z wolnosci. Nie jest to dominowanie, jest to dzielenie sie, odpowiedzialne dzielenie sie, jestes szczesliwy dzielac sie swoimi energiami. Ale i to jeszcze nie jest ludzkie, zwierzeta tez potrafia to robic, robia to bardzo dobrze, lepiej niz ludzie. Ale to poszukiwanie prowadzi wyzej. Gdy mezczyzna i kobieta naprawde sie spotykaja i nastepuje orgazm, bedziesz mial pierwszy przeblysk, daleki przeblysk boskosci. Stad atrakcyjnosc seksu, stad to glebokie pragnienie orgazmu seksualnego, bo jest w nim odzwierciedlona jednosc - tylko na chwile, moze nawet nie na chwile, na ulamek sekundy... jedynie umykajacy przeblysk... ale to Bóg przechodzi obok. Czlowiek uzalezniony od jedzenia jest bardzo daleko, nie ma nawet przeblysku. Czlowiek uzalezniony od wladzy jest bardzo brzydki, bardzo agresywny, jest w wielkim zamieszaniu - ten przeblysk nie jest mozliwy. W glebokim romansie seksualnym Bóg moze po raz pierwszy przeniknac do ciebie. Pierwszy promyk samadhi pojawia sie w orgazmie seksualnym. Tak naprawde, czlowiek zaczal myslec o samadhi tylko wskutek orgazmu seksualnego, gdy stal sie swiadomy w tej chwili blogoslawienstwa, gdy dwie osoby spotykaja sie tak gleboko, ze roztapiaja sie w sobie, ze ich granice przestaja byc granicami, ze jakos w cudowny sposób zaczynaja tetnic w jednym osrodku, ze nie sa dwojgiem serc, ze nie sa dwojgiem oddychajacych cial, staja sie jednoscia. Pojawia sie pewien rytm, harmonizuja sie ze soba. A ten rytm jest tak ogromny, tak potezny, ze oboje zatracaja sie w tym rytmie, ze oboje powierzaja sie mu. Pamietaj, w drugim osrodku chcesz kogos podporzadkowac sobie, a ten ktos usiluje podporzadkowac sobie ciebie. W trzecim osrodku oboje powierzacie sie czemus, co jest poza wami. Oboje powierzacie sie bogu milosci. Oboje powierzacie sie orgazmicznej jednosci energii seksu; w tym powierzeniu, oboje znikacie. Na jedna chwile jestescie Adamem i Ewa razem. I Biblia mówi: Bóg stworzyl Adama na swój obraz. Gdy Adam i Ewa naprawde sie spotykaja, obraz Boga znów jest odzwierciedlony w stanie twej swiadomosci. W twym jeziorze swiadomosci odbija sie ksiezyc Boga... wciaz jest odlegly, ale ten pierwszy przeblysk wszedl w ciebie. Muladhar jest materialnym, pierwszym osrodkiem. Svadhisthan, drugi osrodek, jest istotny dla zycia. Trzeci, manipura, psychosomatyczny, jest najwyzsza jednoscia w nizszym swiecie; jasne, chwilowa, a jednak ma ogromne znaczenie. Czwarty to anahata; wykracza poza seksualnosc, staje sie czysta miloscia. Kiedy widzisz kwiat, kwiat rózy, i twoje serce tetni razem z nim, nie ma seksualnosci. Nie ma mezczyzny i kobiety, nie ma biegunowosci, ot, jestes poruszony pieknem. To piekno nie ma zadnego zwiazku z mezczyzna i kobieta, to piekno jest poza mezczyzna i kobieta. Patrzysz w noc, cale niebo pelne jest gwiazd, i nagle jestes poruszony do samego rdzenia swojego istnienia. Pojawia sie ogromna radosc... zaczynasz spotykac sie z gwiazdami. Nie ma kwestii mezczyzny i kobiety, nie ma yin i yang, w ogóle nie jest to kwestia biegunowosci. Milosc wychodzi poza biegunowosc, seks zostaje ponizej biegunowosci. Seks potrzebuje przeciwienstwa, milosc nie potrzebuje przeciwienstwa. Dlatego w seksie zawsze jest jakis subtelny konflikt: poniewaz harmonia z przeciwienstwem nigdy nie moze byc totalna. Przez kilka chwil, moze... i znowu wkrada sie konflikt. Kochankowie stale ze soba walcza. Psycholodzy twierdza, ze gdy dwoje kochanków przestaje sie klócic, ukazuje to po prostu, ze milosc zniknela. Kochankowie sa intymnymi wrogami. Ciagle sie klóca, dokuczaja sobie. Tak, sa chwile, gdy sa calkowicie w sobie rozpuszczeni, ale sa to rzadkie chwile, nieliczne i odlegle od siebie. W milosci biegunowosc znika. Milosc bardziej przypomina przyjazn. Mozesz kochac drzewo, mozesz kochac kamien, mozesz kochac gwiazdy, mozesz kochac trawe, mozesz kochac cokolwiek. Milosc nie ma nic wspólnego z biegunowoscia mezczyzna-kobieta. Milosc jest ponad przeciwienstwami, stad ta jednosc jest glebsza. To jest czwarta czakra, anahata, czakra serca. I w tej czwartej naprawde stajesz sie czlowiekiem. Az do trzeciej byles czescia królestwa zwierzat, byles jednym ze zwierzat, niczym wiecej, niczym specjalnym. Ale w czwartej stajesz sie kims specjalnym, niepowtarzalnym - rodzi sie ludzkosc, stales sie czlowiekiem. Pamietaj, samo wygladanie na czlowieka nie oznacza, ze jestes czlowiekiem. Dopiero wtedy, gdy zaczyna funkcjonowac czwarty osrodek, stajesz sie czlowiekiem. Wielu ludzi umiera jak zwierzeta, nigdy nie wznosza sie oni ponad seksualnosc. Nigdy nie poznaja, ze jest pewien rodzaj milosci, który jest ponad przeciwienstwami i który jest ogromnie spelniajacy, gdyz nie ma w nim konfliktu. Milosc jest bezwarunkowa, seks jest warunkowy. W seksie jest dawanie i przyjmowanie. W milosci po prostu wylewasz siebie. Nie domagasz sie, nie ma zapotrzebowania. Nie chodzi o to, ze nic nie dostajesz - dostajesz po tysiackroc wiecej, ale nie domagasz sie tego. Dzieje sie to po prostu samo z siebie, cala egzystencja obsypuje cie we wzajemnosci, odpowiada echem. W czwartym osrodku znów jest jednosc, spotykaja sie to, co nizsze, i to, co wyzsze. Pamietaj o tych jednosciach, gdyz stopniowo poruszamy sie coraz bardziej ku staniu sie jednoscia. Na pierwszej plaszczyznie materia spotyka materie. Na drugiej plaszczyznie zycie spotyka sie z zyciem. Na trzeciej plaszczyznie spotykaja sie przeciwienstwa, mezczyzna spotyka sie z kobieta, yin spotyka sie z yang. Na czwartej, anahata, nizsze spotyka sie z wyzszym. Trzy osrodki sa ponizej anahaty i trzy osrodki sa wyzej od anahaty; anahata to drzwi miedzy jednymi i drugimi, pomost. W twym sercu Bóg spotyka sie ze swiatem, nieprzejawione spotyka sie z przejawionym, nieznane spotyka poznane, gospodarz spotyka goscia, umysl spotyka nie-umysl. Serce jest najbardziej tajemniczym osrodkiem czlowieka. I dopóki serce nie zacznie funkcjonowac, nie poznasz celu zycia. W sercu, pierwszy poczatek wyzszego. Otwieraja sie rozlegle przestrzenie... wychodzisz z tunelu. Anahata jest wielkim oknem, czyni cie ono dostepnym dla nieba i czyni niebo dostepnym dla ciebie. Mozesz tez powiedziec to w inny sposób: w anahata, w milosci, spotykaja sie nieswiadomosc z nadswiadomoscia. Albo jeszcze inaczej mozna to wyrazic: w anahata, w milosci, spotykaja sie seks i modlitwa. Seks jest nizszy od milosci, modlitwa jest wyzsza od milosci. A milosc jest wielka tajemnica. Jest w niej cos z seksu, na pewno, i jest w niej cos z modlitwy. Dlatego nie ma innej tajemnicy porównywalnej z miloscia. Jest w niej cos z seksu; jesli pójdziesz i kochasz drzewo, chcesz je objac; chcialbys je dotykac tak, jak dotykalbys twarzy ukochanej osoby. Jesli kochasz skale, chcialbys calowac ja tak, jak calowalbys usta ukochanej osoby; cos z seksu, cos ciagnie sie z przeszlosci. A jednak, gdy calujesz skale, jest poszanowanie, wielkie zdumienie, wielki cud. Jestes pelen szacunku, masz nastrój modlitwy, jest to cos w rodzaju wielbienia. W milosci spotykaja sie modlitwa i seks. Jesli nie jestes uwazny, milosc moze spasc i stac sie seksualna. Jesli jestes dostatecznie uwazny, milosc moze wzniesc sie wysoko i stac sie pelna modlitwy. Trzeba o tym pamietac. Milosc jest bardzo krucha. Bardziej prawdopodobne jest, ze milosc zejdzie do nizszej rzeczywistosci i stanie sie seksem. Gdy zakochujesz sie pierwszy raz w kobiecie lub w mezczyznie, moze nie byc w tym nic z seksu. Wczesniej czy pózniej seks pojawi sie. Gdy pierwszy raz patrzysz na piekna kobiete, moze byc poszanowanie, wielkie zdumienie, jakbys w jej twarzy ujrzal twarz Boga. Gdy spojrzysz w oczy kobiety, nagle otwieraja sie drzwi do tajemniczosci. Nie myslisz kategoriami seksu i ciala i fizycznosci, w ogóle cie to nie obchodzi. Przyzywa cie cos wyzszego. Ale potem zakochujesz sie i stopniowo zapominasz to, co wyzsze i wchodzisz w to, co nizsze. Milosc prawie zawsze spada do tego, co nizsze, gdyz nie jestesmy swiadomi. I dlatego we wszystkich jezykach, gdy ktos wchodzi w milosc, mówi sie o nim: "wpadl po uszy, zakochal sie" Ludzie wpadaja w milosc, bardzo rzadko wznosza sie w milosci. Pamietaj, to sformulowanie jest bardzo prawidlowe. Milosc zaczyna sie jako cos bardzo wysokiego, romantycznego, poetyckiego, boskiego, a potem stopniowo godzi sie na cos bardzo zwyczajnego, fizycznego, zepsutego. Milosc zaczyna sie jako modlitwa, poczatek milosci jest religijny, ale milosc konczy sie w koszmarze. Pamietaj o tym: jesli jestes czujny, mozesz pomóc sobie, by nie spasc, mozesz pomóc sobie i poddac sie dyscyplinie wznoszenia sie. Wtedy milosc moze stac sie modlitwa. W anahata, osrodku serca, spotykaja sie nizsze i wyzsze. Jest to wielkie doznanie jednosci, bardzo kruche, rzecz jasna, trzesace sie, drzace, niezbyt pewne; przypomina proces, idzie naprzód, cofa sie; ale jesli jestes czujny, mozesz wykorzystac ja jako punkt wyjscia do jeszcze wyzszych mozliwosci. Piata czakra jest visuddhi. To czakra modlitwy, czakra gardla, czakra modlitwy, spiewania, porozumienia z Bogiem. W piatej czakrze spotykaja sie wewnetrzne z zewnetrznym. Pamietaj, w czwartej spotykaja sie nizsze z wyzszym. W piatej spotykaja sie wewnetrzne z zewnetrznym. "Bóg" oznacza po prostu cala egzystencje, która jest poza toba, a "ty" egzystencje, która jest w tobie; ja-Ty jest forma modlitwy. To mówi Martin Buber Ja - to jest doznaniem swiata, Ja - Ty jest doznaniem modlitwy i Boga i milosci. W osrodku gardla, visuddhi - slowo "visuddhi" oznacza "czysty, najczystszy" - w piatym, milosc stala sie najczystsza. Jest po prostu ekstaza, radoscia. Spotkaly sie wnetrze z zewnetrzem. Gdy wierny sklada poklon przed swoim bóstwem, to wnetrze sklada poklon zewnetrzu. Gdy ktos spiewa piesn sloncu lub ksiezycowi, to wnetrze spiewa piesn zewnetrzu. I pamietaj, byles swiadkiem tylko jednego, widziales jak to wierny spiewal piesn swojemu bóstwu. Nie widziales czegos innego, bo jest to bardzo subtelne: bóstwo spiewa piesn temu wiernemu. To tez nastepuje, ale jest bardzo subtelne. Tego doznasz dopiero wtedy, gdy doswiadczysz modlitwy. Czasem modlisz sie do Boga, a czasem to Bóg modli sie do ciebie. Powiem to tak, bo zazwyczaj nie mówi sie tego, poniewaz powiedzenie, ze Bóg modli sie do ciebie wyglada na swietokradztwo, choc tak jest. Tak samo, jak matka, która spiewa dziecku kolysanke... tak, Bóg takze spiewa kolysanke. Ale ty musisz na nia zapracowac. Gdy twoja modlitwa zostala wysluchana, gdy naprawde otworzyles swoje serce, calkowicie zapomniales siebie, wtedy nagle modlitwa nie jest juz ekspresja z twojej strony. Zaczynasz sluchac... Bóg zaczyna sie modlic. Spotykaja sie wnetrze z zewnetrzem. Potem jest szósta czakra, czakra medytacji, czakra trzeciego oka, czakra ajna. Spotyka sie prawe z lewym, spotyka sie rozum i intuicja, spotykaja sie meskosc i kobiecosc, yin i yang. Trzeba tu cos zrozumiec. W trzeciej mezczyzna i kobieta spotykaja sie na planie fizycznym, zewnetrznie. W szóstej znów spotyka sie meskosc i kobiecosc, ale juz nie na zewnatrz, wewnatrz. Trzecia to osrodek seksu, a szósta to osrodek tantry Wewnatrz jestes obojgiem. Polowa twego istnienia jest kobieca, polowa twego istnienia jest meska. W trzecim oku, tam jest spotkanie. To trzecie oko jest symboliczne, oznacza, ze twe prawe oko i lewe oko rozplywaja sie w jednym oku: to staje sie trzecim okiem. Teraz masz dwoje oczu, dwa istnienia. Potem bedziesz mial jedno oko. Jest takie powiedzenie Jezusa, o ogromnym znaczeniu. Posluchaj go, medytuj nad nim. Jezus powiada: "Gdy tak oko twe jednym sie stanie, cale cialo twe pelne swiatla bedzie." Mówi on o trzecim oku. Gdy oko twe jednym sie stanie, cale cialo twe pelne swiatla bedzie. Jedno oko laczy sie z lewa pólkula mózgu, drugie laczy sie z prawa pólkula mózgu. Oba sa podzialem twojego istnienia, nie jestes jeszcze symfonia. Twoja lewa i prawa strona sa asymetryczne. Przyjrzales sie kiedys swej twarzy? Polowy twojej twarzy, prawa i lewa, nie sa symetryczne. Popatrz raz jeszcze w lustro, popatrz uwaznie: lewa czesc twojej twarzy jest inna od prawej czesci twojej twarzy. Twój wewnetrzny umysl podzielony jest na prawa i lewa pólkule, i funkcjonuja one na rózne sposoby. Lewa pólkula rozumuje, a prawa pólkula dziala intuicyjnie. Poezja rodzi sie z prawej pólkuli, logika rodzi sie z lewej pólkuli. Jesli lewa pólkula poety zostanie usunieta, nic on nie straci, nawet nie bedzie tego swiadomy. Jesli prawa pólkula matematyka zostanie usunieta, zupelnie on zniknie, nie bedzie wiedzial co robic. Zniknie cale jego doswiadczenie. Wyobraznia pochodzi z prawej, rozumowanie z lewej. Prawa pólkula jest zenska, a lewa pólkula jest meska, a obie polaczone sa bardzo malym pomostem, ledwie sa zlaczone. W szóstym osrodku, w czakrze ajna, w osrodku trzeciego oka, te dwie pólkule spotykaja sie i staja sie jednoscia. Wtedy twój rozum nie jest przeciwny twojej intuicji, a twoja wyobraznia nie jest przeciwna twojej logice. Wtedy twoja logika i twoja wyobraznia dzialaja razem. Popatrz: cokolwiek mówie, zawsze mówie logicznie, ale cokolwiek mówie, zawsze jest to nielogiczne. Tresc jest nielogiczna, opakowanie jest bardzo logiczne. Jezeli bede chcial z toba dyskutowac, moge dyskutowac, nie ma z tym zadnego problemu. Ale to, co mówie, jest czyms, co jest poza dyskusja. Jesli twoja wiara jest przeciwna logice, nie dotarles jeszcze do wewnetrznej jednosci. Twoja wiara powinna byc poza logika, a nie przeciwna logice. Pamietaj o tym rozróznieniu. Twoja wiara powinna byc poza logika, powinna byc wspierana przez logike, do pewnego momentu logika moze isc razem z nia. Moze byc racjonalna, moze byc bardzo sensowna. Nie ma potrzeby, aby wiara byla przeciwna logice. Jesli wiara jest przeciwna logice, jestes nadal podzielony, to jedno oko jeszcze nie zdarzylo ci sie. Najwieksi mistycy swiata zawsze byli tez najwiekszymi logikami. Shankara, Nagarjuna, wielcy logicy, a jednak nielogiczni. Szli z logika tak daleko, jak tylko zdolali, a potem nagle dokonywali kwantowego przeskoku... i mówili: "Do tej chwili logika pomaga, dalej, logika nie ma prawa istnienia." Jesli chcesz dyskutowac z Shankara, zostaniesz pokonany w tej dyskusji. Shankara podrózowal po calym tym kraju; wielki mistyk, a pokonal tysiace uczonych. Dzielem calego jego zycia bylo: isc i pokonywac ludzi, a jednak byl bardzo nielogiczny. Rano dyskutowal tak logicznie, ze najwieksi logicy wygladali przy nim dziecinnie. A wieczorem modlil sie i tanczyl w swiatyni i plakal i lkal jak dziecko. Niewiarygodne. Napisal jedna z najpiekniejszych modlitw, i ktos spytal go: "Jak mozesz pisac tak piekne modlitwy? Jestes takim logikiem, jak mozesz byc tak emocjonalny, ze placzesz i lkasz i lzy ci leca?" Rzekl: "Moja intuicja nie jest przeciwna mojej logice, moja intuicja jest poza moja logika. Moja logika ma pewna funkcje, która ma wypelnic: ide razem z nia, ide z nia z calego serca, ale potem przychodzi taka chwila, gdy nie moze ona przejsc poza... a ja musze przejsc takze poza..." Pamietaj, jest to najwieksza jednosc. A gdy nastepuje to w szóstym, gdy spotkaly sie twoja kobiecosc z twoja meskoscia, twoje wewnetrzne yin i yang, stajesz sie jednoscia. Przed ta jednoscia jest jeszcze jeden krok. Stales sie jednoscia wewnatrz siebie. Teraz siódma czakra jest sahasrar. Oto czakra samadhi, ostatecznej ekstazy, totalnego orgazmu. Teraz spotyka sie czesc z caloscia, spotyka sie dusza i Bóg, spotyka sie ty i wszystko... znikasz w totalnym orgazmie. Moze tak o tym nie myslales, ale powiem ci to: wszystkie siedem czakr to siedem sposobów doznawania orgazmu. Jest pewien subtelny orgazm, gdy czujesz zaspokojenie jedzeniem, pewne glebokie zadowolenie. Jest pewien subtelny orgazm, gdy masz nad kims wladze; politycy wygladaja na bardzo szczesliwych i zdrowych - jesli im sie udaje. Gdy sa u wladzy, wygladaja bardzo promiennie. Energia zdaje sie ich wypelniac, wygladaja na niewyczerpywalnych, nigdy nie sa zmeczeni, biegaja z jednego miejsca w drugie, robia tysiace rzeczy, nigdy nie sa zmeczeni, sa bardzo promienni. Hitler mial taka magnetyczna sile, ten charyzmat. Skad pochodzi ta promiennosc? Jest to orgazm wladzy. Widziales to kiedys? Gdy polityk stoi i otaczaja go miliony ludzi, i patrza na niego, dzieje sie subtelny orgazm. On czuje sie bardzo szczesliwy, tylu ludzi zwraca na niego uwage, tyle zywotnosci naplywa do niego, tyle wibracji naplywa do niego, styka sie z jego tetnieniem i jest wielki orgazm. Staje sie promienny. Eksploduje. Gdy polityk przegrywa, okazuje sie fiaskiem, znika cala jego promiennosc, znika caly jego charyzmat. Gdy widzisz polityka, któremu nie udalo sie, na przyklad idz teraz i zobacz Richarda Nixona, bedziesz po prostu zaskoczony jak ten czlowiek, który mial taka wladze, stal sie tak bezsilnym. Znikl caly charyzmat. Biedny Nixon... I to ten sam czlowiek byl tak potezny - co sie stalo? Energia, która naplywala do niego, juz nie naplywa. Ten orgazm juz nie nastepuje. Utracil on swoja ukochana; jego ukochana byl tlum, mial on romans z tlumem, i to zostalo utracone. Politycy, gdy przegrywaja, wygladaja na bardzo pustych; gdy im sie powodzi, wygladaja na tak pelnych. Na tych siedmiu plaszczyznach jest siedem typów orgazmu. A przez orgazm rozumiem doznanie jednosci. Ostateczne nastepuje w sahasrar, siódmej czakrze, gdy indywidualne ego calkowicie rozplywa sie w kosmicznej calosci. Jest to orgazm totalny, cel, zródlo. Chrzescijanie uczynili krzyz swoim symbolem. Gdy patrze na krzyz, sadze, ze chrzescijanie zgubili jego prawdziwe znaczenie. Dla mnie krzyz nie jest symbolem smierci, ale arytmetycznym znakiem plus. I ja tak to widze, a wtedy ma on totalnie inne znaczenie, ten arytmetyczny znak plus. Poniewaz Jezus polaczyl sie z caloscia w tamtej chwili na krzyzu, Jezus stal sie "plus", Jezus znikl w Bogu. Jezus przestal istniec, tylko jednosc zostala. Mówilem wam o tej legendzie, ze Jezus nie chcial uczyc sie drugiej litery, beta, bo powiedzial: "Najpierw musze zrozumiec alfa, jednosc." Zaden nauczyciel nie mógl go nauczyc. Trzeba bylo zrezygnowac z jego nauki w szkole. Ale na krzyzu nauczyl sie znaczenia alfa. Tylko Bóg moze tego nauczyc, gdyz tylko Bóg moze byc Mistrzem. Co stalo sie na krzyzu? Krzyz oznacza plus; przed krzyzem Jezus zyl zyciem minus, tak, jak kazdy. Powiem to tak: ego to minus, poniewaz ego nie istnieje. Ego jest tym, czego nie ma, jest czyms minus. Bóg to plus, Bóg jest tym, co jest. Na krzyzu, plus Boga spotkal minus Jezusa. Ten minus rozpuscil sie w plusie, Jezus stal sie Chrystusem. Jezus stal sie jednoscia, teraz nie jest juz dwojgiem czy wieloscia, stal sie alfa. To jest zródlo i to jest cel. Zródlo jest celem, poniewaz poczatek jest koncem. Alfa jest omega. Naukowcy zajmujacy sie atomami twierdza, ze kazdy atom ma ladunek dodatni i ujemny. Jesli rozdzielimy ladunki dodatnie i ujemne, nastepuje eksplozja; na tym polega wybuch atomowy. Kazdy maly atom, niewidzialny atom, ma dwie energie: dodatnia i ujemna, minus i plus. Sa one razem, sa zlaczone w glebokim orgazmie, w glebokim stosunku seksualnym, minus z plusem, dodatnie z ujemnym. Jesli je oderwiesz od siebie, jesli dokonasz ich rozwodu, nastepuje wielka eksplozja energii. To stalo sie w Hiroshimie i Nagasaki: maly atom rozbity na czesci moze stac sie tak niszczacy. To samo dzieje sie w sahasrar, ale z drugiej strony. Minus laczy sie z plusem, nie sa one odsuwane od siebie, lacza sie; nie nastepuje rozwód, ale malzenstwo. To malzenstwo jest jednoscia, joga. Zazwyczaj istniejemy jako minus; Bóg jest energia plus, ego jest energia minus. W dniu, w którym postanowimy wrzucic swój minus w plus, nastapi malzenstwo. To malzenstwo nastepuje w sahasrar, w siódmej czakrze. Te czakry to tylko alegorie, mm? Sa tylko po to, aby dac ci mape, abys zrozumial jak to poszukiwanie, od jedzenia do Boga, jest jednoscia. To poszukiwanie zmierza do znalezienia jednosci. Jestesmy zagubieni w wielosci, jestesmy zagubieni w tlumie, jestesmy rozbici; a cale poszukiwanie polega na znalezieniu jednosci, na staniu sie niepodzielnym, na staniu sie indywidualnoscia.

 

 

Siedem czakr - joga

 

Slowo czakra tak naprawde nie oznacza "osrodek", slowo "osrodek" nie jest w stanie objasnic czy opisac czy przelozyc tego poprawnie, poniewaz gdy mówimy "osrodek" oznacza to cos statycznego. A czakra oznacza cos dynamicznego. Slowo czakra znaczy "kolo"; poruszajace sie kolo. Czakra jest wiec dynamicznym osrodkiem twojego istnienia, przypominajacym niemal wir wodny, trabe powietrzna, oko cyklonu. Jest dynamiczny, wytwarza wokól siebie pole energetyczne. Siedem czakr... Pierwszy osrodek, osrodek seksu, daje pewna integracje. Dlatego tyle jest pragnienia seksu. Jest to naturalne, samo w sobie jest korzystne i dobre, ale jesli tu poprzestaniesz, zatrzymales sie u wejscia do palacu. Wejscie jest dobre, prowadzi do palacu, ale nie jest miejscem, z którego mozna uczynic swa siedzibe, nie jest to miejsce, gdzie mozna na zawsze sie zatrzymac... a blogosc, czekajaca na ciebie na wyzszych integracjach innych osrodków zostanie przegapiona. A w porównaniu z ta blogoscia i szczesciem i radoscia, piekno seksu jest niczym, przyjemnosc seksu jest niczym. Daje ci on po prostu chwilowy wglad. Druga czakra jest hara. W osrodku hara spotyka sie zycie i smierc. Jesli dotrzesz do drugiego osrodka, dotrzesz do wyzszego orgazmu integracji. Zycie spotyka smierc, slonce spotyka ksiezyc. I to spotkanie jest teraz wewnetrzne, dlatego to spotkanie moze byc bardziej trwale, bardziej stabilne, poniewaz nie jestes zalezny od nikogo innego. Teraz spotykasz swoja wlasna wewnetrzna kobiete lub swego wlasnego wewnetrznego mezczyzne. Trzeci osrodek to pepek. Tu spotyka sie to, co pozytywne z tym, co negatywne, elektrycznosc dodatnia z elektrycznoscia ujemna. Ich spotkanie jest jeszcze wyzsze niz spotkanie zycia i smierci, gdyz energia elektryczna, prana, bioplazma, czy bioenergia, jest glebsza niz zycie i smierc. Istnieje przed zyciem, istnieje po smierci. Zycie i smierc istnieja dzieki bioenergii. To spotkanie bioenergii w pepku, nabhi, daje jeszcze wyzsze doznanie bycia jednia, zintegrowana jednoscia. Potem jest serce. W osrodku serca spotyka sie to, co nizsze i to, co wyzsze. W osrodku serca prakriti i purusha, seksualnosc i duchowosc, to, co swiatowe i to, co nie z tego swiata... mozna tez nazwac to spotkaniem nieba i ziemi. Jest to jeszcze wyzsze, bo po raz pierwszy zjawia sie cos spoza - widzisz slonce wznoszace sie znad horyzontu. Nadal jestes zakorzeniony w ziemi, ale twe galezie siegaja do nieba. Stales sie spotkaniem. To dlatego osrodek serca daje najwyzsze i najbardziej wysubtelnione doznanie, jakie jest zazwyczaj mozliwe: doznanie milosci. Doznanie milosci jest spotkaniem ziemi i nieba; dlatego milosc w pewnej mierze jest ziemska, w innej jest niebianska... Ponad sercem jest osrodek gardla. Tu znowu nastepuje kolejna integracja, jeszcze wyzsza, jeszcze bardziej subtelna. Osrodek ten jest osrodkiem dawania i przyjmowania. Kiedy rodzi sie dziecko, przyjmuje przez osrodek gardla. Zycie wchodzi w nie najpierw przez osrodek gardla - dziecko wciaga powietrze, oddycha; potem ssie mleko matki. Dziecko dziala z osrodka gardla, ale on funkcjonuje polowicznie i wkrótce dziecko o nim zapomina. Ono tylko przyjmuje. Jeszcze nie potrafi dawac. Jego milosc jest bierna. A jesli zadasz milosci, pozostajesz w wieku dzieciecym, pozostajesz dziecinny. Dopóki nie dojrzejesz, gdy bedziesz mógl dawac milosc, nie staniesz sie dorosly... Potem jest osrodek trzeciego oka... Dwie pólkule mózgu spotykaja sie w trzecim oku, to jest dokladnie miedzy dwojgiem oczu. Jedno oko reprezentuje prawa, drugie oko reprezentuje lewa, a to jest dokladnie posrodku. Te pólkule mózgu, lewa i prawa, spotykaja sie w trzecim oku, jest to bardzo wysoka synteza. Ludzie potrafia opisywac az do tej chwili. To dlatego Ramakrishna mógl opisywac az do trzeciego oka. A kiedy zaczal mówic o tym, co finalne, o ostatecznej syntezie, która nastepuje w sahasrar, raz po raz zapadal w cisze, w samadhi. Zatapial sie w niej, bylo to zbyt wiele... Ostatnia synteza jest synteza przedmiotu i podmiotu, zewnetrznego i wewnetrznego, znowu. W orgazmie seksualnym spotykaja sie to, co zewnetrzne z tym, co wewnetrzne, ale na chwile. W sahasrar spotykaja sie na trwale. To dlatego powiadam, ze trzeba odbyc te podróz od seksu do samadhi... Seks to tylko przeblysk sahasrar Sahasrar da ci blogosc tysiac razy, milion razy wieksza, da ci dobrodziejstwo.

 

 

Siedem czakr - sufi

 

Czlowiek jest tecza, wszystkimi siedmioma kolorami naraz. W tym jest jego piekno ale i jego problem. Czlowiek ma wiele obliczy, wiele wymiarów. Jego istnienie nie jest proste, jest wielka zlozonoscia. I z tej zlozonosci rodzi sie harmonia, która nazywamy Bogiem - boska melodia. Zatem pierwszym, co trzeba zrozumiec o czlowieku, jest to, ze czlowieka jeszcze nie ma. Czlowiek to tylko mozliwosc, potencjalnosc. Czlowiek moze byc, czlowiek to obietnica. Pies jest, skala jest, slonce jest... czlowiek moze byc. Stad niepokój i niedola: mozna przegapic, nie ma pewnosci. Moze rozkwitniesz, moze nie rozkwitniesz. Stad drzenie, dygotanie, roztrzesienie wewnatrz: "Kto wie czy zdolam tego dokonac czy nie?" Czlowiek jest pomostem miedzy zwierzeciem i tym, co boskie. Zwierzeta sa ogromnie szczesliwe; rzecz jasna nie sa swiadome, nie sa swiadomie szczesliwe, sa jednak ogromnie szczesliwe, bez zmartwien, bez neurotyki. Bóg jest ogromnie szczesliwy i swiadomy. Czlowiek jest miedzy jednym a drugim, w otchlani, zawsze niezdecydowany - byc czy nie byc? Czlowiek jest tecza, powiadam, gdyz tecza da ci totalna perspektywe, w jakiej mozna czlowieka zrozumiec - od tego, co najnizsze, do tego, co najwyzsze. Tecza ma siedem kolorów, czlowiek ma siedem osrodków istnienia. Alegoria siódemki jest bardzo stara. W Indiach alegoria ta przybrala forme siedmiu czakr: najnizsza jest muladhar, najwyzsza jest sahasrar, a pomiedzy nimi jest piec stopni, piec dalszych czakr. I czlowiek musi przejsc przez wszystkich tych siedem czakr, siedem stopni prowadzacych do tego, co boskie. Zwykle jestesmy uwiezieni na najnizszym. Pierwsze trzy (muladhar, svadhisthan i manipura) to czakry zwierzece. Jezeli zyjesz w pierwszych trzech, nie róznisz sie od zwierzat, a przez to popelniasz zbrodnie. Nie chodzi o to, ze w rzeczywistosci popelniasz zbrodnie - popelniasz zbrodnie, gdyz nie zdolasz byc tym, czym od poczatku miales byc; przegapisz te mozliwosc. Jesli ziarno nie wzrasta i nie staje sie kwiatem, popelnia zbrodnie - nie przeciwko komus, przeciwko samemu sobie. I ten grzech, który czlowiek popelnia wobec samego siebie, jest najwiekszym. Tak naprawde grzechy wobec innych popelniamy dopiero wtedy, gdy popelnilismy ten pierwszy, podstawowy grzech przeciwko samym sobie. Pierwsze trzy czakry odnosza sie do jedzenia, pieniedzy, wladzy, dominowania, seksu. Jedzenie jest najnizej, seks jest najwyzej w trzech najnizszych czakrach. Trzeba to zrozumiec. Jedzenie jest najnizsze - czlowiek z obsesja jedzenie nalezy do zwierzat najnizszej kategorii. Chce po prostu przezyc. Nie ma zadnego celu, chce po prostu przezyc po to, zeby przezyc. Jezeli zapytasz go po co, nie ma zadnej odpowiedzi, której móglby ci udzielic. Któregos dnia Mulla Nasruddin powiedzial do mnie: * Chcialbym miec wiecej ziemi. - Ale po co? Tak jak teraz, masz jej dosc - spytalem go. - Móglbym hodowac wiecej krów - odrzekl. - A co bys z nimi zrobil? - zapytalem. - Sprzedalbym je i zarobil pieniadze - odpowiedzial. - A potem? Co bys potem zrobil z tymi pieniedzmi? * Kupilbym wiecej ziemi. - Po co? - zapytalem go. - Zeby hodowac jeszcze wiecej krów. I tak to trwa, ot, bledne kolo, z którego nigdy nie wychodzisz; jesz po to, zeby zyc, zyjesz po to, zeby jesc. To najnizsza mozliwosc. Najnizsza forma zycia jest ameba. Ameba tylko je, to wszystko. Ameba nie ma zycia plciowego, ameba zjada wszystko, co tylko moze; ameba jest dokladnym symbolem czlowieka najnizszego. Ameba nie ma innych narzadów, tylko usta - cale jej cialo funkcjonuje jako usta. Pochlania wszystko, co tylko znajdzie sie w poblizu; cokolwiek zblizy sie, po prostu to wchlania. Wchlania to calym cialem, cale jej cialo jest ustami. Staje sie coraz wieksza, coraz wieksza; potem przychodzi chwila, gdy jest zbyt wielka i nie moze sobie poradzic, wtedy dzieli sie na dwoje. Wtedy zamiast jednej sa dwie ameby; i zaczynaja one robic to samo. Ameba po prostu je i zyje, a zyje po to, zeby jesc wiecej. Niektórzy ludzie zyja na tym najnizszym poziomie. Strzez sie go - zycie ma cos wiecej, co moze ci dac. Nie jest to tylko przetrwanie, jest to przetrwanie dla czegos znaczacego. Przezycie jest konieczne, ale samo w sobie nie jest celem, jest tylko srodkiem. Drugi typ, nieco wyzszy niz opetany obsesja jedzenia, to maniak wladzy, polityk. Chce dominowac nad ludzmi. Po co? W glebi siebie czuje sie bardzo, bardzo gorszy, chce pokazac swiatu, ze "Jestem kims, potrafie dominowac, moge ustawic was na wlasciwym miejscu". Nie ustawil siebie na wlasciwym miejscu, a próbuje caly swiat ustawic na wlasciwym miejscu. Jest to czlowiek opetany przez ego. Moze poruszac sie w dowolnym kierunku; jesli zajmie sie pieniedzmi, bedzie gromadzil pieniadze, pieniadze stana sie symbolem wladzy. Jesli zajmie sie polityka, nie moze nad soba zapanowac dopóki nie dotrze do samego konca - a tam nic nie ma. Mialem kiedys kota - bardzo glupiego kota, prawie polityka. Wchodzil na drzewa, i byl w tym doskonaly. I wchodzil na najwyzsza galaz drzewa, a potem tkwil tam i nie wiedzial jak zejsc. I bylo to problemem niemal co dnia: ktos musial wejsc na drzewo i zniesc go na dól. Tkwil tam i wrzeszczal i halasowal w agonii. I nigdy sie nie nauczyl. Nazywalem wiec tego kota "politykiem". Wchodzi, premier, prezydent, Adolf Hitler, Richard Nixon, wchodzi na sama góre, a potem nie ma juz gdzie isc i nie wie jak zejsc na dól. Zaden polityk nie wie jak zejsc na dól. Uczy sie tylko jednej sztuki - jak wchodzic do góry, coraz wyzej. I potem przychodzi taka chwila, gdy nie ma juz "wyzej"... Wtedy - wielka frustracja. Powiadaja, ze Aleksander poradzil sie kiedys astrologa. Astrolog popatrzyl na jego dlon i rzekl: "Aleksandrze, wszystko jest dobrze, staniesz sie najwiekszym zdobywca w swiecie. Ale pamietaj - jest tylko jeden swiat, który mozna podbic." I podobno Aleksandra ogarnal wielki smutek. Astrolog zapytal: "Czemu stales sie taki smutny, tak nagle?" Odparl: "Co innego mi zostaje? Skoro jest tylko jeden swiat, gdy go podbije, co bede robil? To sprawia, ze czuje wielki smutek." Wspinacz... U zwierzat mozna obserwowac "kolejnosc dziobania". Jesli popatrzysz na grupe malp, stwierdzisz, ze jedna jest prezydentem albo premierem, czy jakkolwiek nazwiesz króla malp, a wszystkie malpy go sluchaja. On jest przywódca, on dominuje. Jesli napotkasz tygrysy, stwierdzisz, ze jeden dominuje nad calym stadem. Dominowanie nad kims innym, usilowanie zdobycia kogos innego - to bardzo zwierzecy instynkt. Prawdziwy czlowiek chce zdobyc siebie, nie innych. Chce poznac siebie. Nie chce zapychac jakiejs wewnetrznej dziury dominowaniem nad kims innym. Prawdziwy czlowiek kocha wolnosc dla siebie i takze dla innych. A trzeci jest seks; i twierdze, ze jest czyms lepszym niz jedzenie, niz polityka, gdyz ma w sobie pewna ceche nieco wyzsza - wspólnote. Ma w sobie cos wyzszego. Przy jedzeniu po prostu wchlaniasz, nie dzielisz sie. W dominowaniu niszczysz, nie tworzysz. Seks jest najwyzsza mozliwoscia na tej nizszej plaszczyznie - dzielisz sie, dzielisz sie swoja energia, i stajesz sie twórczy. Jesli chodzi o egzystencje zwierzeca, seks jest najwyzsza wartoscia. I ludzie sa uwiezieni gdzies w obrebie tych trzech. Czwarta jest czakra anahata. Pierwsze trzy sa zwierzece, ostatnie trzy sa boskie, a miedzy nimi jest czwarta, anahata, czakra serca, lotos serca, czakra milosci. I to jest pomost. Milosc jest pomostem miedzy tym, co zwierzece, i tym, co boskie. Spróbuj zrozumiec to tak gleboko, jak to jest tylko mozliwe, poniewaz to jest cale przeslanie Kabira, przeslanie milosci. Ponizej serca czlowiek jest zwierzeciem, ponad sercem staje sie boski. Tylko w sercu czlowiek jest ludzki. To dlatego czlowiek, który potrafi odczuwac, który potrafi kochac, który potrafi modlic sie, który potrafi plakac, który potrafi smiac sie, który potrafi dzielic sie, który potrafi miec wspólczucie, jest naprawde istota ludzka. Pojawia sie w nim ludzkosc, wnikaja do niego pierwsze promienie slonca. A piata jest visuddhi, szósta jest ajna, a siódma jest sahasrar W piatej milosc staje sie coraz bardziej napelniona medytacja, coraz bardziej napelniona modlitwa. W szóstej milosc nie jest juz relacja z innym czlowiekiem. Nie jest nawet modlitwa, stala sie stanem istnienia. Nie jest to tak, ze kogos kochasz, nie. Teraz przypomina to cos takiego, jakbys byl miloscia. Nie jest to kwestia kochania, sama twoja energia jest miloscia. Nie mozesz dzialac inaczej. Teraz milosc to naturalny przeplyw; tak, jak oddychasz, tak kochasz; jest to stan bezwarunkowy. A w siódmej jest samadhi, sahasrar - dotarles do domu. W teologii chrzescijanskiej znalezc mozna te sama alegorie w opowiesci, ze Bóg stworzyl swiat w szesc dni, siódmego zas odpoczywal. Tych szesc dni to szesc czakr, szesc osrodków istnienia. Siódmy jest odpoczynkiem: czlowiek dotarl do domu, odpoczywa. Tej alegorii nie zrozumiano. Chrzescijanie, a szczególnie teolodzy chrzescijanscy, nigdy nie wchodza bardzo gleboko. Ich rozumienie pozostaje powierzchowne, co najwyzej logiczne, teoretyczne, ale nigdy nie dotyka tego, co istotne. Bóg stworzyl swiat - najpierw stworzyl materie, a na koncu stworzyl czlowieka. Przez piec dni stwarzal wszystko inne w swiecie, materie, zwierzeta, ptaki, a potem szóstego dnia stworzyl czlowieka. A w ostatniej chwili szóstego dnia stworzyl kobiete. I jest to bardzo symboliczne - kobieta jest ostatnim stworzeniem, nawet mezczyzna nie jest ostatni. I ta alegoria jest jeszcze piekniejsza, bo powiada, ze stworzyl on kobiete z mezczyzny. Oznacza to, ze kobieta jest ulepszeniem mezczyzny, forma czystsza. Przede wszystkim - kobieta oznacza intuicje, poezje, wyobraznie. Mezczyzna oznacza wole, proze, logike, rozum. Sa to symbole - mezczyzna oznacza ceche agresywna, kobieta oznacza przyjmowanie. Przyjmowanie jest najwyzsze. Mezczyzna oznacza logike, rozumowanie, analize, filozofie; kobieta oznacza religie, poezje, wyobraznie; bardziej plynna, bardziej elastyczna. Mezczyzna walczy z Bogiem. Nauka jest czystym produktem ubocznym mezczyzny, mezczyzna walczy, zmaga sie, usiluje zdobywac. Kobieta nie walczy, po prostu wita, czeka, ulega. A ta chrzescijanska alegoria powiada, ze Bóg najpierw stworzyl mezczyzne. Mezczyzna jest najwyzszy w królestwie zwierzat - ale jesli chodzi o ludzkosc, kobieta jest wyzsza. Teolodzy chrzescijanscy zinterpretowali to absolutnie niewlasciwie, zinterpretowali to wedle samczego szowinizmu. Mysla, ze mezczyzna jest wazniejszy, dlatego Bóg najpierw stworzyl mezczyzne. Skoro tak, to zwierzeta musza byc jeszcze wazniejsze! Ta logika jest falszywa. Mysla, ze mezczyzna jest sednem, kobieta jest tylko zalacznikiem. W ostatniej chwili Bóg poczul, ze czegos brakuje, wzial wiec jedna z kosci mezczyzny i stworzyl kobiete. Kobiety nie uwaza sie za zbyt istotna - ot, pomocnik, po to tylko, zeby mezczyzna czul sie dobrze, w przeciwnym razie bylby samotny. Ta opowiesc analizowana jest tak, ze wydaje sie jakby to kobieta byla mniej wazna od mezczyzny, zabawka, która mezczyzna moze sie bawic, bo gdyby nie to, bylby samotny. Bóg kochal mezczyzne tak bardzo, ze pomyslal, ze bylby on smutny i osamotniony... Nie, to nie jest prawda. Wyobraznia przychodzi tylko wtedy, gdy wola zostanie poddana. Ta sama energia, która jest wola, staje sie wyobraznia, i ta sama energia, która staje sie agresja, staje sie przyjmowaniem, i ta sama energia, która walczy, staje sie wspóldzialaniem. Ta sama energia, która jest zloscia, staje sie wspólczuciem. Wspólczucie wywodzi sie ze zlosci, jest to zlosc udoskonalona, jest to wyzsza symfonia wywodzaca sie ze zlosci. Milosc wywodzi sie z seksu - jest wyzszym dostapieniem, czystszym.

 

 

Siedem czakr - tantra

 

W tantrze i jodze jest pewna mapa wnetrza czlowieka. Dobrze bedzie jesli zrozumiesz te mape - to ci pomoze, ogromnie ci to pomoze. Tantra i joga zakladaja, ze w fizjologii czlowieka, w subtelnej fizjologii, nie w ciele, jest siedem osrodków. W rzeczywistosci sa to metafory. Ale sa one bardzo, bardzo pomocne w zrozumieniu czegos z wnetrza czlowieka. Oto tych siedem czakr. MULADHAR Pierwsza i najbardziej podstawowa jest muladhar - dlatego nazywana jest muladhar - muladhar oznacza "najbardziej fundamentalny, podstawowy" Mul znaczy podstawowy, odnoszacy sie do korzeni. Czakra muladhar jest osrodkiem, w którym obecnie dostepna jest energia seksu, ale spoleczenstwo wyrzadzilo wiele szkody tej czakrze. Seks tak bardzo jest potepiany, nie mozna sie nim cieszyc. Dlatego ta energia pozostaje gdzies zwiazana - oralna, analna, genitalna. Nie moze przejsc wyzej. Tantra powiada, ze czlowieka nalezy przebudowac zaczynajac od tych trzech kwestii. Dlatego tantra mówi, ze pierwsza wielka praca musi nastapic w muladharze. Dla wolnosci oralnej bardzo pomaga wrzeszczenie, smianie sie, krzyczenie, plakanie, lkanie. Dlatego wybieram encounter, gestalt, primal i inne grupy tego rodzaju - wszystkie one pomagaja uwolnic zablokowanie oralne. A dla uwolnienia cie od zablokowania analnego bardzo przydatne jest pranayam, bastrika - szybkie oddychanie chaotyczne - gdyz uderza ono bezposrednio w osrodek analny i umozliwia uwolnienie i rozluznienie mechanizmu analnego. Dlatego medytacja dynamiczna ma ogromna wartosc. A potem jest osrodek seksu - osrodek seksu musi zostac pozbawiony brzemienia winy, potepiania. Musisz zaczac uczyc sie go na nowo, dopiero wtedy ten uszkodzony osrodek seksu moze funkcjonowac w zdrowy sposób. Musisz zaczac na nowo uczyc sie cieszenia sie nim - bez zadnego poczucia winy. Czakra muladhar musi zostac uwolniona - uwolniona od zatwardzenia, uwolniona od biegunki. Czakra muladhar musi funkcjonowac optymalnie, w stu procentach - wtedy energia zaczyna sie poruszac. SVADISTHAN Druga czakra jest svadisthan - to hara, osrodek smierci. Te dwa osrodki sa bardzo zniszczone, gdyz czlowiek boi sie seksu i czlowiek boi sie smierci. Dlatego unika sie smierci - nie mówi o smierci! Zapomnij o niej! Ona nie istnieje. Nawet jesli czasami istnieje, nie zauwazaj jej, nie zwracaj na nia uwagi. Mysl dalej, ze bedziesz zyl wiecznie - unikaj smierci! Tantra powiada: nie unikaj seksu i nie unikaj smierci. To dlatego Saraha chodzil medytowac na pole kremacyjne - by nie unikac smierci. I chodzil tam z kobieta, która uczyla lucznictwa - aby przezywac zycie zdrowego, pelnego seksu, seksu optymalnego. Na polu kremacyjnym, gdy zyl z kobieta, te dwa osrodki musialy zostac uwolnione - smierc i seks. Gdy juz zaakceptujesz smierc i nie boisz sie jej, gdy juz zaakceptujesz seks i nie boisz sie go, te dwa dolne osrodki zostaja uwolnione. MANIPURA Trzeci osrodek, manipura, jest osrodkiem wszystkich sentymentów, emocji. W manipurze ciagle tlumimy emocje. Oznacza to diament. Zycie jest cenne ze wzgledu na sentymenty, emocje, smiech, placz, lzy i usmiechy. Wszystko to sprawia, ze zycie jest cenne. Na tym polega chwala zycia - dlatego czakra ta nazywana jest manipura, czakra diamentowa. Tylko czlowiek moze posiasc ten cenny diament. Zwierzeta nie moga smiac sie; jasne, nie moga tez plakac. Lzy maja pewien wymiar dany tylko czlowiekowi. Piekno lez, piekno smiechu, poezja lez i poezja smiechu dane sa tylko czlowiekowi. Wszystkie inne zwierzeta maja tylko dwie czakry - muladhar i svadisthan. Rodza sie i umieraja - niewiele jest miedzy jednym i drugim. Jesli i ty rodzisz sie i umierasz, jestes zwierzeciem - jeszcze nie jestes czlowiekiem. A wielu, miliony ludzi, zyje tylko z tymi dwoma czakrami. Nigdy nie wychodza poza nie. Nauczono nas tlumic sentymenty. Nauczono nas nie byc sentymentalnymi. Nauczono nas, ze sentymentalnosc nie poplaca - badz praktyczny, badz twardy - nie badz miekki, nie daj sie zranic! Wtedy mozna cie wykorzystac. Badz twardy! Przynajmniej pokaz, ze jestes twardy, przynajmniej udawaj, ze jestes grozny, ze nie jestes lagodna istota. Stwórz wokól siebie strach. Nie smiej sie, bo gdy sie smiejesz, nie zdolasz stworzyc wokól siebie strachu. Nie placz - gdy placzesz, pokazujesz, ze boisz sie sam siebie. Nie pokazuj swych ludzkich ograniczen. Udawaj, ze jestes doskonaly. Tlum trzeci osrodek, a staniesz sie zolnierzem, nie czlowiekiem, ale zolnierzem - czlowiekiem armii, czlowiekiem falszywym. Wiele pracy jest w tantrze dla uwolnienia trzeciego osrodka. Emocje trzeba uwolnic, rozprezyc. Gdy masz ochote na placz, musisz plakac; gdy masz ochote smiac sie, musisz sie smiac. Musisz porzucic nonsens tlumienia, musisz nauczyc sie ekspresji, bo tylko przez swoje sentymenty, swoje emocje, swoja wrazliwosc, docierasz do tej wibracji, dzieki której mozliwe jest porozumienie. Trzeba uczynic trzeci osrodek coraz bardziej dostepnym. Jest on przeciwny mysleniu, jesli wiec dopuscisz trzeci osrodek do glosu, latwiej odprezysz sie w swym spietym umysle. Badz autentyczny, wrazliwy, wiecej dotykaj, wiecej odczuwaj, wiecej sie smiej, wiecej placz. I pamietaj - nie mozesz zrobic wiecej niz potrzeba, nie mozesz przesadzic. Nie mozesz wyzwolic nawet jednej lzy wiecej niz jest to potrzebne, i nie mozesz smiac sie wiecej niz jest to potrzebne. Nie bój sie wiec, i nie zaluj sobie. Tantra pozwala zyciu na wszystkie jego emocje. Takie sa te trzy dolne osrodki - dolne nie w sensie oceniania - sa to trzy dolne osrodki, trzy dolne szczeble drabiny. ANAHATA Potem przychodzi czwarty osrodek, osrodek serca, zwany anahata. To slowo jest piekne - anahata oznacza niewydobyty dzwiek. Oznacza dokladnie to, co ludzie zen maja na mysli wtedy, gdy mówia: "Czy slyszysz dzwiek jednej klaszczacej dloni?" - niewydobyty dzwiek. Serce jest dokladnie posrodku, trzy osrodki sa ponizej niego, trzy osrodki powyzej. I serce jest drzwiami od nizszego do wyzszego, albo od wyzszego do nizszego. Serce jest jak skrzyzowanie dróg. A serce jest zupelnie pomijane. Nie uczono cie zyc z glebi serca. Nawet nie pozwolono ci wejsc do królestwa serca, gdyz jest to bardzo niebezpieczne. Jest to osrodek bezdzwiecznego dzwieku, jest to osrodek nielingwistyczny, dzwieku niewydobytego. Jezyk jest dzwiekiem wydobytym, musimy tworzyc go strunami glosowymi. Musi byc wydobyty - to dwie klaszczace dlonie. Serce to jedna klaszczaca dlon. W sercu nie ma slowa - jest ono bez slów. Zupelnie unikamy serca, omijamy je. Zyjemy tak, jakby serce nie istnialo - albo, co najwyzej, jakby bylo mechanizmem pompy sluzacym oddychaniu, tyle tylko. Tak nie jest. Pluca to nie serce. Serce jest ukryte gleboko za plucami. I nie jest ono czyms fizycznym. Jest miejscem, w którym powstaje milosc. Dlatego milosc nie jest sentymentem. A milosc sentymentalna miesci sie w trzecim osrodku, nie w czwartym. Milosc nie jest tylko sentymentalna. Milosc ma wiecej glebi niz sentymenty, milosc jest wazniejsza niz sentymenty. Sentymenty sa chwilowe. Mniej czy bardziej, sentyment milosci jest blednie pojmowany jako doznanie milosci. Jednego dnia zakochujesz sie w jakims mezczyznie czy kobiecie, nastepnego dnia juz tego nie ma - a ty nazywasz to miloscia. To nie jest milosc. To sentyment. Spodobala ci sie ta kobieta, spodobala sie, pamietaj, nie wywolala w tobie milosci - bylo to "polubienie" tak, jak lubisz lody. Bylo to upodobanie. Upodobania przychodza i odchodza, upodobania sa chwilowe, nie moga dlugo trwac, nie maja zadnej mozliwosci trwania. Spodobala ci sie jakas kobieta, pokochales ja, i koniec! To upodobanie jest skonczone. Tak samo gdy polubisz lody, zjadles je i juz wcale nie patrzysz na lody A jesli ktos bedzie dawal ci wiecej lodów, powiesz "To powoduje mdlosci - dosc! Wiecej juz nie moge." Upodobanie nie jest miloscia. Nigdy nie pomyl upodobania z miloscia, bo wtedy cale twoje zycie bedzie tylko drewnem niesionym przez fale... Bedziesz dryfowal od jednego czlowieka do drugiego, nigdy nie rozwinie sie intymnosc. Czwarty osrodek, anahata, jest bardzo istotny, poniewaz to w sercu po raz pierwszy nawiazales kontakt z matka. To przez serce byles polaczony ze swoja matka, nie przez glowe. W glebokiej milosci, w glebokim orgazmie, znów jestes polaczony przez serce, nie przez glowe. W medytacji, w modlitwie, dzieje sie to samo - jestes polaczony z egzystencja poprzez serce, serce z sercem. Tak, jest to dialog serca z sercem, nie glowy z glowa. Jest to nielingwistyczne. A osrodek serca jest tym osrodkiem, w którym powstaje bezdzwieczny dzwiek. Gdy odprezysz sie w osrodku serca, uslyszysz Omkar, Aum. Jest to wielkie odkrycie. Ci, którzy wstapili do serca, slysza wewnatrz swojego istnienia ciagle spiewanie, które brzmieniem przypomina aum. Czy kiedykolwiek slyszales spiewanie, które nastepuje samo z siebie? Ty go nie robisz... Dlatego nie zalecam mantr Mozna stale spiewac aum, aum, aum i mozna stworzyc mentalny substytut serca. To nie pomoze. To oszukiwanie siebie. A spiewac mozna latami, i mozesz stworzyc wewnatrz falszywy dzwiek, jakby przemawialo twoje serce - tak nie jest. Jesli chcesz poznac serce, nie nalezy spiewac aum, musisz po prostu byc w ciszy. Pewnego dnia, nagle, jest ta mantra. Pewnego dnia, gdy zapadniesz sie w ciszy, nagle slyszysz dzwiek dobiegajacy znikad. Powstaje on w twoim najglebszym wnetrzu. Jest to dzwiek twojej wewnetrznej ciszy. Tak, jak w cicha noc jest pewien dzwiek, dzwiek ciszy, dokladnie tak samo pojawia sie w tobie pewien dzwiek na znacznie glebszym poziomie. Pojawia sie, bede powtarzal to raz po raz - nie wywolujesz go, nie powtarzasz aum, aum. Nie, nie wypowiadasz ani jednego slowa. Jestes po prostu w pokoju. Jestes po prostu w ciszy. A on wybucha jak wiosna... nagle zaczyna plynac, jest. Slyszysz go - nie wypowiadasz go, slyszysz go. W osrodku serca, w czakrze anahata, slyszysz. A ty nigdy nie slyszales w sobie niczego, zadnego dzwieku, zadnego omkar, zadnej mantry. To znaczy tyle tylko, ze unikales serca. Ten wodospad istnieje, i dzwiek plynacej wody istnieje, ale ty go unikales, omijales go, poszedles jakas inna droga, poszedles jakims skrótem. Ten skrót wychodzi z trzeciego osrodka i unika czwartego. Czwarty osrodek jest najbardziej niebezpieczny, gdyz z tego osrodka rodzi sie ufnosc, rodzi sie wiara. A umysl musi go unikac. Gdyby umysl go nie unikal, nie byloby mozliwosci istnienia watpliwosci. Umysl zyje dzieki watpliwosciom. To jest czwarty osrodek. A tantra powiada, ze przez milosc poznasz ten czwarty osrodek. VISUDDHI Piaty osrodek nazywany jest visuddhi. Visuddhi oznacza czystosc. Jasne, po nastapieniu milosci jest czystosc i niewinnosc, nigdy wczesniej. Milosc oczyszcza i tylko milosc - nic innego nie oczyszcza. Nawet najbrzydszy czlowiek w milosci staje sie piekny. Milosc jest nektarem. Oczyszcza wszystkie trucizny. Dlatego piaty osrodek nazywany jest visuddhi - visuddhi oznacza czystosc, czystosc absolutna. Jest to osrodek gardla. A tantra powiada: mów tylko wtedy, gdy dotarles do piatego osrodka przez czwarty, mów tylko przez milosc, inaczej nie mów. Mów poprzez wspólczucie, inaczej nie mów! Po co mówic? Jesli dotarles przez serce i jesli uslyszales Boga tam przemawiajacego, albo Boga, który plynie tam jak wodospad, jesli uslyszales dzwiek Boga, dzwiek jednej klaszczacej dloni, dopiero wtedy wolno ci mówic, wtedy twój osrodek gardla zdola przekazac to przeslanie, wtedy cos mozna wlac nawet w slowa. Gdy to masz, mozna wlac to nawet w slowa. Bardzo nieliczni ludzie docieraja do piatego osrodka, bardzo rzadko, gdyz nie docieraja nawet do czwartego, jak wiec moga dotrzec do piatego? Jest to bardzo rzadkie. Gdzies jest jakis Chrystus, jakis Budda, jakis Saraha, oni docieraja do piatego. Nawet piekno ich slów jest ogromne - a co dopiero mówic o ich ciszy? Nawet ich slowa zawieraja cisze. Mówia oni, a jednak nie mówia. Mówia, i mówia to, co niewypowiadalne, niewyslowione, nie dajace sie wyrazic. Ty tez uzywasz gardla, ale to nie jest visuddhi. Ta czakra jest zupelnie martwa. Gdy ta czakra ozywa, w twych slowach jest miód, twoje slowa maja aromat, w twoich slowach jest muzyka, taniec. Wtedy wszystko, co mówisz, jest poezja, wszystko, co wypowiadasz, jest czysta radoscia. AJNA A szósta czakra to ajna: ajna oznacza porzadek. W szóstym osrodku jestes uporzadkowany, nigdy wczesniej. W szóstej czakrze stajesz sie panem, nie wczesniej. Wczesniej byles niewolnikiem. W szóstej czakrze, cokolwiek wypowiesz, stanie sie to, czegokolwiek zapragniesz, stanie sie to. W szóstej czakrze masz wole, nigdy wczesniej. Wczesniej wola nie istnieje. Ale jest w tym pewien paradoks. W czwartej czakrze znika ego. W piatej czakrze znikaja wszelkie nieczystosci i wtedy masz wole, nie mozesz wiec ta wola ranic. W istocie rzeczy nie jest to juz twoja wola, jest to wola Boga, gdyz ego znika w czwartym osrodku, wszystkie nieczystosci znikaja w piatym. Teraz jestes najczystszym istnieniem, samym nosnikiem, narzedziem, poslancem. Teraz masz wole, poniewaz cie nie ma - teraz wola Boga jest twoja wola. Bardzo rzadko czlowiek dociera do szóstej czakry, poniewaz jest ona ostatnia, w pewnym sensie. W tym swiecie jest ostatnia. Poza nia jest siódma, ale wtedy wkraczasz w totalnie inny swiat, odrebna rzeczywistosc. Szósta jest ostatnia linia graniczna, posterunkiem kontrolnym. SAHASRAR Siódma jest sahasrar - sahasrar oznacza tysiacplatkowy lotos. Gdy twoja energia przechodzi do siódmej - sahasrar - stajesz sie lotosem. Teraz nie potrzebujesz juz szukac miodu innych kwiatów - teraz pszczoly zaczynaja przychodzic do ciebie. Teraz przyciagasz pszczoly z calej ziemi, a czasem nawet zaczynaja do ciebie przychodzic pszczoly z innych planet. Twoja sahasrar otworzyla sie, twój lotos rozkwitl pelnia kwiecia. Ten lotos to Nirvana. Najnizsza jest muladhar W najnizszej rodzi sie zycie, zycie ciala i zmyslów. W siódmej rodzi sie zycie, zycie wieczne, nie ciala, nie zmyslów. Taka jest fizjologia tantry Nie jest to fizjologia ksiazek medycznych. Nie szukaj jej w ksiegach medycznych, nie ma jej tam. Jest to metafora, jest to pewien sposób przekazu. Oto mapa, która ma wszystko uczynic zrozumialym.

 

 

Dziesiec byków Zen

 

Na pastwisku tego swiata, bez konca odsuwam na boki wysokie trawy, poszukujac byka. Idac z biegiem nienazwanych rzek, gubic sie na krzyzujacych sie sciezkach posród odleglych gór, sily mnie zawodza, zyciowosc wyczerpuje sie, byka nie moge znalezc. Slysze tylko racice biegnace noca przez las.



dalej


strona główna
(23kB)