(23kB)
strona główna


 

 

 

PRENTICE MULFORD
MOC DUCHA. MOC ZYCIA.

 

 

Od wydawcy

 

Prentice Mulford urodzil sie 5 kwietnia 1834 roku w Sag Harbour, miescie polozonym na Long Island, czyli w poblizu nowojorskiej metropolii. Tam tez sie wychowal. Solidnych szkól nie konczyl, a poziom intelektualny, do którego doszedl, zdobyl jako samouk. Przewodnikiem w samoksztalceniu byla mu wlasna wrazliwosc i wlasne bogate obserwacje spoleczenstwa Ameryki dokonujacej wlasnie skoku cywilizacyjnego. Zyciowe doswiadczenia zbieral miedzy innymi jako: kucharz okretowy, polawiacz wielorybów, poszukiwacz zlota w Kalifornii. Kiedy w roku 1863 w kalifornijskim pismie oglasza pierwszy swój szkic, posiada juz dowcip i znajomosc charakterów ludzkich, cechy obecne w calej jego pózniejszej twórczosci. Podoba sie czytelnikom, wydaje jeszcze kilka szkiców i od okolo 1866 roku jest juz dziennikarzem w pismie "Wiek Zloty" w San Francisco. Przez krótki czas udaje mu sie wydawac wlasne pismo - "Gazete Stocktonska". W roku 1872 jedzie do Europy jako agent reklamowy. Dwa lata mieszka w Anglii i wraca bogatszy o nowe przemyslenia. Po powrocie jest znowu dziennikarzem. Otrzymuje stala prace w nowojorskim pismie "Graphic". Takie ustabilizowane zycie nie zadowala go. W New Jersey, w lesie buduje sobie chatke, zZktórej codziennie dojezdza do pracy. Tam tez pisze wiekszosc swoich szkiców. Wydaje je wlasnym nakladem. Bez zadnej reklamy osiaga wielka popularnosc. Czytany jest na calym swiecie, wszedzie tam, gdzie zywe sa idealy bliskie amerykanskiej wierze czlowieka w siebie. Umiera w roku 1891 w lódce, która wlasnie mial wyruszyc w podróz do miejsca urodzenia - Sag Harbour. Pierwsze eseje Mulforda ukazywaly sie w czasopismach amerykanskich. Pózniejsze drukowane byly nakladem autora jako "Biblioteka bialego krzyza" ("White Cross Library"), a nastepnie zebrane zostaly przez niego pod wspólnym tytulem "Jakie posiadasz sily i jak ich masz uzywac" ("Your Forces and how to use them"). Kolejni wydawcy drukujac zbiorki szkiców Mulforda nadawali ksiazeczkom wlasne tytuly. Eseje w tych ksiazkach czesciowo powtarzaly sie. Wydawany przez nas zbiorek zawiera wiekszosc szkiców objetych dwoma przedwojennymi tomikami "Moc ducha" i "Moc zycia" [Trzaska, Evert i Michalski, Warszawa]. Razem z pozostalymi tytulami - "Przeciw smierci", "Niewyzyskane sily zycia", "Zródlo twojej sily" - stanowi pelna reprezentacje zywych do dzis mysli Mulforda. Zdzislaw Slowinski

 

 

BÓG W TOBIE

 

Jako istota duchem obdarzona jestes czastka Nieskonczonej Swiadomosci i Nieprzebranej Madrosci. Jako ta jej czastka jestes bez przerwy wzrastajaca sila. Sila ta moze tylko zwiekszac sie, nigdy - malec. Ona to, z otchlani czasu sie dzwigajac i wciaz sie potegujac, uksztaltowala umysl twój i tym, czym jest dzis, uczynila. Do sily tej kazdy z zywotów twoich nieswiadomie dorzucil cos nowego. Kazde zmaganie sie duchowe - czy to w walce z bólem, nalogiem lub wystepkiem, czy w dazeniu do jakiejs wladzy, umiejetnosci, kunsztu albo sztuki - zmaganie sie z samym soba, z niezadowolenia z siebie pochodzace, z poczucia braków wlasnych - wszystko to bylo czynnikiem postepu w glab ku rosnacej mocy, wzwyz ku wzglednemu udoskonaleniu, a przez nie ku szczesciu. Albowiem sensem zywota jest szczescie. Dzis rozporzadzasz wieksza iloscia sil duchowych niz kiedykolwiek przedtem; dowodzi tego wlasnie twoje z siebie niezadowolenie, wzrastajacy krytycyzm w stosunku do siebie. Gdyby bowiem duch twój nie byl sie stal jasniejszym, nie dostrzeglby tych braków w sobie, a juz zwlaszcza nie bolalby nad nimi. Ale na wahadlowej drodze uswiadomien moze w tej chwili wlasnie mijasz punkt najnizszy. Przeceniasz swe usterki pod pierwszym wstrzasajacym wrazeniem ich odkrycia. Przypuszczasz, ze wzrastaja, ale to tylko twoje zludzenie optyczne, to rezultat tego, zes zblizyl sie do prawdy. Bóg w tobie, czyli wiecznie kwitnaca w lonie twoim sila, otworzyl ci oczy na wady charakteru twego; ale tez nigdy jeszcze wady te nie byly tak bliskie usuniecia, jak wlasnie w tej chwili. Oto pod domem znajdowala sie zapowietrzona jama, stanowiaca zródlo ukryte zarazy. Odkrycie jej - zapewne - nie bylo dla nikogo przyjemna niespodzianka, ale obecnie juz mieszkancy domu czuja sie pewniejsi niz przed tym odkryciem, bo teraz nie ulega najmniejszej watpliwosci, ze gniazdo zarazy zostanie zniszczone. Ta czarodziejska rózdzka rabdomanty, poznaniem zwana, gdy zamiast zyly zlota odkrywa gnojowisko zaskórne, nie mniejszej, lecz tym wiekszej pochwaly jest godna. Nikt niech sie nie przeraza swoimi bledami: sa one w nim - zapewne; ale i Bóg tez w nim jest, i on mu je wskazuje, chcac, by sie doskonalil. Od dziewietnastu wieków powtarzano ciagle czlowiekowi, ze niegodny zen grzesznik, a ten swiat to padól nedzy i upadku. Wbijano mu to w glowe tak dlugo, az w koncu stal sie tym "grzesznikiem", a przez owa "grzesznosc" jego zycie i swiat staly sie "padolem". Ale oto pierwsze zdanie pierwszej ksiazki, z której dziecko chinskie nauke w szkole rozpoczyna, brzmi: "Czlowiek jest dobry". Traktowac kazdego zawsze i z zalozenia jako dzentelmena - to znaczy tak wen to dzentelmenstwo wmówic, zasugerowac mu je, az stanie sie ono dla niego ta "druga natura" z przyslowia, a z czasem w koncu nawet po prostu "natura". Nikt niechaj nie narzeka: "Jakze mam przezwyciezyc wszystkie swe slabosci? Nie! lepiej juz dam spokój; trudno, juz sie nie poprawie". Przeciez mówiac to, wlasnie poprawiasz sie w tej chwili. Kazdy protest w duszy jest jakas jej przemiana. Tylko ze, oczywiscie, nie wszystko moze stac sie w jednym dniu, tygodniu ani nawet roku. I w przyszlych twych wcieleniach nigdy nie nastapi taki dla ciebie okres, kiedy juz nic do poprawienia w sobie nie bedziesz mógl znalezc. Kazda zas poprawa z koniecznosci przypuszcza, ze istnieje to wlasnie, co ma byc poprawione. Kazdy wciaz od nowa buduje sam siebie z nowych barw, sil i ksztaltów, jako zywy chram bóstwa; a kamieniem wegielnym, zalozonym dlan przez Budowniczego, jest szacunek dla samego siebie - wielkie, swiete JA nasze; ale nie to male i marne, dzisiejsze, tylko ten idealny obraz samego siebie, który kazdy z nas w sobie nosi i do konca zywym nosic winien. Podobnie jak drzewo nie przestaje rosnac w zimie, zaden talent nigdy wzrastac nie ustaje. Uczac sie deklamacji, malarstwa, gry w bilard lub czegos podobnego, latwo jest zauwazyc, ze po przerwie miesiecznej, rocznej, a nawet czasami dluzszej, gdy tylko nam powróci utracona wprawa, gramy, malujemy lub deklamujemy o wiele lepiej niz poprzednio; sami o tym nie wiedzac, zgola nie myslac o tym ani tego pragnac, wzbogacilismy sie o nowe punkty widzenia i nowe metody. "Jakiz wiec sens ma zycie?" Sensu wlasnego zycia okreslic nikt nie moze - ten sens zostaje zawsze okreslany przez szerszy los zbiorowy, przez prawo, które nami rzadzi i wiedzie nas. Dokad?... Oto ku coraz bardziej wzrastajacej, po prostu bezgranicznej zdolnosci do szczescia. Co dnia i co godziny wszyscy - niech sobie pozory, jak chca, przeciwko temu przemawiaja - wrastamy coraz glebiej w szczescie przy pomocy coraz to czulszych naszych i coraz madrzejszych, coraz swietlistszych organów. Cierpienia, które wypada nam znosic, pochodza z tego samego narastania duchem, które sprawia, ze chcac nie chcac znajdujemy sie coraz blizej zródla niedoli naszej tak, iz je wreszcie musimy zauwazyc i uznac udreke nasza za niezbity dowód, zesmy zbladzili na manowce, skad za wszelka cene musimy zawrócic. Na tego zas, kto z glebi duszy, z powaga smiertelna domaga sie poznania wlasciwej swej drogi, zstapi cos zawsze, co go poprowadzi; jest to bowiem jedno z najglebszych i najsubtelniej pomyslanych praw bytowych, iz zadne prawdziwe wolanie o pomoc bez odpowiedzi nie bedzie zostawione. Wszelkie mocne i szczere pragnienie lub modlitwa musi nam przyniesc w darze to, o co sie modlimy, czego pozadamy. Ludzie, których los zda sie szczególnie przesladowac, moga byc najlepsi nawet i najporzadniejsi, ale sa widac krnabrni i zakamieniali wobec wlasnej duszy: nie widza, a - co gorsza - nie chca widziec, dokad los pragnie ich zaprowadzic; sa jak ten kon oporny, który przed przeszkoda wciaz sie wylamuje, choc go szpicruta jezdzca bolesnie przynagla. Gdzie ból, tam i blad jest; gdzie cierpienie, tam musi byc cos falszywego. Cierpienie to busola, która wskazuje droge ku Wyspom Szczesliwosci. W szczuplym kólku tych, którzy osiagneli madrosc, znajdzie sie dzisiaj kilku, zyjacych w tak doskonalej harmonii z Nieskonczonoscia, iz droga ich przeznaczen nie prowadzi juz nigdy przez cierpienia, pochodzace z powazniejszych jakichs zboczen na manowce. Ci najnieliczniejsi z rozmyslem zachowuja w sobie jakis brak niewielki, jakis "slaby punkt" w cielesnej swojej organizacji, aby dla drobniutkich odchylen swych od prawdy posiadac w sobie jeszcze jakas busole ziemska, cos, przez co kazdy najmniejszy brak w nich móglby ujawniac sie wyraznie i, ze tak powiemy, namacalnie. Sens zycia?!... Tak sie naucz zyc, aby kazdy nowy twój dzien cechowala pewnosc coraz to wiekszej pelni bytu, coraz to czystszych i subtelniejszych uciech - aby to, co sie zowie "czasem do zabicia", nie istnialo dla ciebie, aby nawet mysl o tym byla ci calkiem obca. Naucz sie doznawac czysto fizycznej blogosci, po prostu zwierzecej uciechy ze slonca, ekstazy oddychania, jak to umieja tutaj wszyscy ci, co zycie wzwyz w sobie dzwigaja. Trzeba potrafic wzniesc sie nad ból i chorobe, stac sie na tyle panem swoich mysli, aby one, dowolnie, kedy zechcesz, wyslane - panu swemu przyniosly, czego tylko zapragnie: i dom, i ojczyzne, odziez i pozywienie,Zdruha i ukochana... Mysl powinna stac sie podobna do owego dzina z arabskiej bajki: wszystko zdobywac winna, nie grabiac przy tym ani nie krzywdzac bliznich, bo dzin tylko stwarza, lecz nic nie odbiera. Tak wzmóc sie trzeba na silach, aby nasz duch dowolnie zdolny byl cialo swoje odmladzac, przemieniac i uszlachetniac, podtrzymujac je, jak dlugo zechce, w takim stanie, ze zadna z jego czesci nie oslabnie,Znie zwiednie ani nie ulegnie rozkladowi. Pic z ciagle nowych studzien radosci i napój uciech podawac innym; byc zawsze tym, co daje; nie miec wrogów i nie czuc sie wrogiem niczyim, ale byc zawsze mile przez wszystkich widziaa kolacje i posiada, jak ambasadorowie, znak specjalny, by pojazd jego nie musial czekac na skrzyzowaniach ulic.nym - oto istotny sens zycia, którego sie nauczyli i ucza codziennie ludzie równie jak my "realni", lecz bardziej od nas zywi. Mówiac innymi slowy, ziemie zmieniac nalezy w niebo. Podobna doskonalosc to zreszta odlegly dzis jeszcze, co prawda, ale nieunikniony los kazdej duszy indywidualnej, nikt bowiem ujsc nie zdola przed ostatecznym szczesciem. W miare jak kroczac poprzez swe kolejne ciala, duch urasta, uczy sie on wlasciwie oceniac wszystkie meki, które zniósl lub znosi, jako zyczliwe i madre szturchance, które go wypychaja ze slepych uliczek, aby w nich nie utknal, zwracaja go natomiast w kierunku, w którym idac, uniknie wreszcie wszelkiego cierpienia i stanie na wyzynie zycia. Wówczas w porywajacym wirze szczescia zniknie dla niego wszelkie poczucie czasu, jak na pochlaniajacym uwage widowisku lub w ekstazie milosnej, podczas muzyki albo podczas niebezpieczenstw, fascynujacych przygód. I hinduska nirwana nie stanowi równiez nic spoza czlowieka. Jest ona, przeciwnie, rodem z tego swiata i w kwiecie lotosu serca ludzkiego spoczywa: "Duch jest jej tworzywem, zycie - jej cialem, swiatlo - ksztaltem". A tak oto przebiega szereg rozwojowy: jazn, skladajaca sie tylko z pokarmu; w tej jazni, jak w otoczce, tkwi jazn oddechowa; w niej - emocjonalna; w tej znów - poznawcza, i w niej dopiero, jako najwewnetrzniejsza - jazn, bedaca rozkosza! I ta jest zaiste istota czlowieka; kto bowiem dociera do istoty rzeczy, tego przenika rozkosz; a gdyby tej rozkoszy nie bylo na swiecie, któz by chcial zyc, oddychac? On (duch, atman) ja stwarza; kto raz juz znajdzie spokój i punkt oparcia dla siebie w tym, co Ponadcielesne, Niewypowiedzialne, Niezglebione, ten juz tego spokoju dostapil na zawsze; jesli jednak poza tym jest w nim i cos innego, gdy jest w nim jakas próznia, nie zazna on spokoju, lecz bedzie w nim niepokój zwykly tym, co mylnie sadza sie byc madrymi (Wedanta). Niepodobna nigdy za czesto powtarzac, ze tylko w pogodzie ducha lezy tajemnica wszelkiego ziszczenia. Wystrzegac sie nadziei, co wrzawe i halas dokola siebie czyni - i pozadania, szarpiacego nerwy - nie dac sie trawic tesknocie! We snie i na jawie podtrzymywac w sobie tylko lagodna pewnosc, ze wszelki trud i praca musza sie nam oplacic, wszelkie przedsiewziecie powiesc; ze dzisiejsze nasze dzwigniecie sie wzwyz na drodze rozwoju jest tylko stopniem do nastepnego jutra. Marzona przez cie podróz do krainy cudów ma byc dla serca twego czyms tak niezbicie pewnym, jak to, ze jutro znowu wzejdzie slonce. Niepokój i troska staja sie slowami bez tresci dla tego, kto wie, bo poznal prawde; a jego poslannictwo i ostateczny triumf - czy to jako malarza, rzezbiarza, mówcy, kupca, architekta czy wynalazcy - sa dlan rzecza tak latwa i sama przez sie zrozumiala, jak wejscie na pietro po wygodnych schodach. W zyciu, nawet niezupelnie, lecz chociazby wzglednie doskonalym, dojsc do tego musi, jezeli tylko prawidlowe i owocne uzywanie substancji myslowej, poslugiwanie sie jej silami przyciagajacymi i odpychajacymi, stana sie dla nas czyms tak naturalnym i przyrodzonym, jak oddech albo bicie serca. Potrzeba na to tylko, abysmy doszli do tego istotnie zywego poznania z ducha, ze nasze pragnienia, we wlasciwej objawiajace sie postaci, sa czyms w rodzaju liny duchowego przyciagania ku nam z matematyczna pewnoscia wszystkich potrzebnych nam sil, srodków, pomocy, sposobnosci - podobnie jak muskuly naszych ramion potrafia sciagac ku brzegowi lódz, która holujemy. Wszak juz dzis nadajemy spokojnie depesze, nie troszczac sie bynajmniej o to, ze nie dojdzie do miejsca przeznaczenia z tej racji, iz o istocie elektrycznosci my dotychczas prawie nic nie wiemy. Czy elektrycznosc stanowi jakis magnetyczny wir w eterze, czy wszechswiatowy eter w ogóle istnieje, czy tez jest jedynie nasza hipoteza pomocnicza: a jesli istnieje, to czy mamy go sobie wyobrazac jako ciecz idealna, czy jako substancje o konsystencji stali? Wszystko to sa dzisiaj jeszcze zagadnienia z dziedziny fizyki matematycznej; a poniewaz nauka ta - i to wlasnie stanowi o jej charakterze i wielkosci - mniej wiecej co lat dwadziescia z gruntu sie odmienia, wiec czym jest elektrycznosc, wiemy dzis równie malo, jak za czasów Franklina; tylko ze juz umiemy nia sie poslugiwac, i wlasnie jedna z poslug, które nam oddaje, jest przesylanie depesz. Zupelnie tak samo i poslugiwanie sie sila myslowa jest zagadnieniem czysto praktycznej natury, kwestia prostego doswiadczenia, które kazdemu podjac wolno. A nawet kazdy na swój swoisty sposób spróbowac go powinien. Kto, nie zbadawszy tej sprawy osobiscie w sposób doswiadczalny, odrzuca zjawiska psychiczne w tej postaci, jak je tu wykladamy, po prostu dlatego tylko, ze wydaja mu sie niezrozumiale, ten - gdyby chcial byc konsekwentny - musialby odkladac zapoznanie sie z telefonem i telegrafem az do czasu, gdy sama istota elektrycznosci przestanie dlan byc rzecza niepojeta. Wlasciwie zas ostroznis tego rodzaju równiez i zyc by nie powinien - bo wszak co to jest zycie, nikt dotychczas nie wie. Zanim ludzie nauczyli sie korzystac z elektrycznosci, bylo jej w przyrodzie tylez, co i dzisiaj, i byla ona równiez jak dzisiaj zdolna sluzyc naszej wygodzie; lecz wladza nasza nad nia jeszcze nie istniala, bo braklo nam sposobów i umiejetnosci nadawania jej kierunku dla nas pozadanego. Przemozna potege pradów myslowych az po dzien dzisiejszy nie tylko sie trwoni, ale nawet gorzej: przez ignorancje i zle przyzwyczajenia, nabywane i umacniane w ciagu calego zycia, nasze baterie pracuja tutaj w kierunku wrecz przeciwnym, nizby nalezalo. Gromadzimy w sobie i wyladowujemy raz po raz niezyczliwosc, zazdrosc, szyderstwo, uragania, gminnosc i brzydote pod wszelkimi postaciami; a przeciez to wszystko stanowi realna substancje myslowa, tylko przepuszczona przez zle transformatory, szkodzi wiec nam na pewno, a moze i innym. Kamieniem wegielnym owocnosci wszystkich naszych usilowan i w tym, i we wszelkim innym istnieniu naszym jest: nigdy o niczym w myslach nie mówic - niemozliwe. NigdyZpod wplywem pierwszego popedu nie odrzucac zadnej idei, jakkolwiekby sie dziwna albo zuchwala zdala. Zawsze najpierw poczekac, niech sie instynkty skupia w nas i zbiora - czesto sa nieobecne. Dopiero wtedy moze sie zjawi w nas ten dziwnie subtelny dreszcz zarania, bedacy udzialem wylacznie tych, co stoja u poczatków rzeczy. Najwiekszy, najoczywistszy cud, gdyby nawet byl dla wszystkich widoczny, ale trwal tylko jedna chwile, zeslizgnalby sie gladko i bez sladu po mózgu ludzkosci. Im fantastyczniejsza i bardziej oszalamiajaca jest jakas mysl, tym wiecej czasu nalezy jej zostawic do dzialania. Wolac "niemozliwe!", poniewaz cos sie niemozliwym zdaje, znaczy to w ogóle hodowac w sobie fatalny nawyk do negacji. Swiadomosc staje sie wtedy jak gdyby wiezieniem o drzwiach zaryglowanych przed nieskonczonoscia z zewnatrz, podczas gdy wewnatrz zostaje sam, sam jeden malenki czlowieczek. Mówic "niepodobienstwo!" o jakims celu do osiagniecia w sobie - czy bedzie nim wieczna mlodosc, czy cielesna niesmiertelnosc - jest grzechem, popelnianym przeciwko Duchowi, albowiem nie daje mu to urzeczywistniac samego siebie za naszym posrednictwem. Albo, wlasciwiej mówiac, bedzie to dla niego tylko zwloka, tylko opóznieniem. Bo, jak chcesz sie opieraj, stawaj okoniem i wierzgaj na prózno przeciw oscieniowi - na dluzsza mete nie ma, ani byc nie moze, skutecznego oporu przeciw doskonaleniu sie wszechrzeczy (nie wylaczajac ciebie), i wszelkie twoje krzykliwe "to niepodobienstwo!" oznaczaja co najwyzej wzniesienie chwilowej przegrody. Mawiaj do siebie zawsze: wszystko jest mozliwe - ja moge stac sie wszystkim, co budzi mój podziw. Moge zostac pisarzem, artysta, wynalazca, mówca; moge sie zrobic jak chce, pieknym, gibkim, zda sie juz tylko: "kawiarnia". Powiedzenia Nestora Roqueplana, Rogera de Beauvoira, Alfonsa Karra i de Vallesa wystarrowym i szczesliwym. A wtedy stana przed toba otworem drzwi do niewidzialnej swiatyni wnetrza ducha. Twoje "nie moge" bylo ta zapora, która cie odgradzala od ciebie samego. "Zywic nadzieje wbrew wszelkiej nadziei" jest wielka madroscia; a madrosc te osiagac umiala dotychczas jedna tylko milosc. Bialej magii pragnienia nikt na zasadzie cudzych doswiadczen nie posiadzie, chocby swiadectwo i przyklad byly dla niego jak najbardziej przekonujace, a cud obcego zycia jak najoczywistszy. Te moga zawsze sluzyc tylko jako zacheta i podnieta, nigdy - jako wzór wlasciwy do nasladowania; podobnie bowiem, jak sa ogólne prawa, którym podlegaja wszyscy, tak sa tez prawa indywidualne, jako ze kazdy czlowiek jest jedyny, niezastapiony i z nikim nie da sie porównac. Ani ja po twej drodze szczescia dojsc nie moge, ani ty po mojej, przychodzimy bowiem z dwu zupelnie róznych okolic wiecznosci. Najglebszy rdzen mego i twego zycia nosza na sobie pietna dwóch zgola obcych istnien. Nie ma dwóch slów, które by dla dwóch ludzi to samo znaczenie posiadaly, a cóz dopiero mówic o dwóch róznych i obcych sobie doswiadczeniach. Gdzie niedzwiedz polarny w najlepsze uzywa zycia i plawi sie w rozkoszy, tam tygrys odmraza sobie lapy. Kazda istota musi znalezc odrebny swój wyraz jednostkowy dla praw ogólnych. Znane jest na przyklad to powszechne prawo, ze wiatr napedza zaglowce; ale przeciez nie na kazdym statku jednakowo ustawia sie zagle. Podobniez, wedlug powszechnie obowiazujacego prawa, mysli nasze poza obrebem organizmu dzialaja jedne na drugie tudziez na swiat fizyczny, tak ze ciala nasze zaleza w znacznej mierze od zabarwienia myslowego tych, z którymi - sami o tym nie wiedzac - obcujemy w Oceanie Ducha. Ale wlasnie dlatego byloby to z mej strony krokiem zupelnie chybionym, gdybym ja, widzac kogos o duchu znacznie mój duch przewyzszajacym, a kto swa droga ciagle idzie naprzód, chcial nasladowac niewolniczo jego sposób zycia, jego metody i stosunek do swiata i ludzi. Organizm nasz zawiera zelazo, fosfor, siarke, zwiazki mineralne w tysiacznych odmianach tak róznorodnych i subtelnych, ze chemia fizjologiczna daleka jest jeszcze od ich dokladnej znajomosci. A duchowa nasza istota sklada sie ze swej strony z niewidocznych odpowiedników tych wszystkich pierwiastków i ich polaczen, w nieslychanie delikatny i nieskonczenie rozmaity sposób w kazdej jednostce ze soba pomieszanych i uwarstwionych. Któz wiec, prócz ciebie samego, zdola ocenic nalezycie, kto zdola wlasciwie pokierowac wszystkimi poszczególnymi akcjami i reakcjami tego jedynego na swiecie ich zespolu, który twe JA stanowi? Ty sam musisz wyszukac sobie odpowiadajacych twojej naturze przyjaciól, okreslic wlasciwe dla ciebie pozywienie tudziez potrzebna ilosc ruchu - slowem, instynkty w sobie wycwiczywszy, wykryc musisz, jakich ci trzeba zabiegów higienicznych, by zyc mozliwie dobrze. A tu czlowiek dzisiejszy lekarza dopiero pytac musi, co jesc powinien - lekarza, który równie malo, jak on sam, wie o tym. Taki zanik instynktów spotyka sie na calej przestrzeni natury chyba jeszcze tylko u pewnych zwyrodnialych mrówek rozbójniczych, które nie sa zdolne nawet pozywienia znajdowac same sobie i musza sie kazac karmic niewolnicom. Lekarze w najlepszym razie wiedza to i owo o chorobach, ale na zdrowiu zgola sie nie znaja, chociazby z tego wzgledu, ze istotne zdrowie trafia sie bardzo rzadko. Lekarz przez cale zycie nie styka sie nigdy z ludzmi zdrowymi, normalnymi. Stad zjawiaja sie potem takie wariackie obliczenia, jak te na przyklad, które spotykamy u wielkiego chemika Liebiga, dowodzacego, ze czlowiek potrzebuje dziennie tyle a tyle substancji bialkowych. Znakomity ten uczony przeprowadzal swe doswiadczenia wylacznie na obrzmialych i napecznialych korporantach o brzuchach piwoszy, a wiec na nieslychanie nedznych motorach ludzkich, potrzebujacych potrójnej ilosci paliwa. I wskutek tych badan nad tak nieodpowiednimi obiektami przez lat trzydziesci potem w calej Europie po prostu hodowano zapalenia wyrostka robaczkowego, artretyzm i inne choroby przemiany materii, przekarmiajac ludzi, a zwlaszcza dzieci, i krew im zatruwajac. Kazdy lepszy czlowiek ma w kazdej galezi swojej dzialalnosci, czy to bedzie sztuka, nauka czy handel, swoje wlasne metody, tak odmienne, swoiste i zróznicowane, ze chcac je wytlumaczyc, nie bylby w stanie dobrac slów dosyc subtelnych; a co sie tyczy jego ciala, tego siedliska wszystkich jego zmyslów, czyz mialby dopiero byc zmuszonym kogo innego o nie pytac? Nalezy zawczasu cwiczyc powonienie, smak i czucie na pokarmach delikatnych; a przy lada drobnostce, która nam doskwiera, nie mozna pozwalac, aby do organizmu wlewano nam kwartami lekarstwa - czyli wlasciwie te substancje regulujace, które w niewielkich dawkach ustrój sam na wlasny uzytek wytwarzac moze i powinien. Niewatpliwie, ludzie z wiekszym doswiadczeniem w zakresie praw ogólnych moga byc innym bardzo przydatni i pomocni, dodajac im bodzca, podtrzymujac odwage, krzepiac sily i, ze tak powiemy, zarazajac ich nadzieja. Spotykac sie z takimi ludzmi o okreslonej porze, mozliwie w tym samym miejscu, i toczyc powazne, przyjemne rozmowy - rzecz to wysoce pozyteczna, która moze miec dla nas skutki wrecz nieobliczalne. Kto jednak bierze sobie jakiegos czlowieka, mezczyzne czy kobiete, chocby nawet proroka czy swietego, za autorytet i nieomylnego w swiecie duchowym przewodnika, ten oczywiscie zbacza z wlasciwej drogi, zyje bowiem doswiadczeniem cudzym - doswiadczeniem czlowieka inaczej z pierwiastków jemu swoistych zlozonego, inaczej reagujacego na swiat i na którego swiat tez inaczej oddzialywa. Czepianie sie poly innego czlowieka jest grzechem tchórzostwa. Lgnac do czegos malego, pozornie pewnego, poniewaz widocznego, zamiast sie powierzyc samej niewyczerpanej, nieskonczonej Mocy - cóz to za malodusznosc! Zamiast w nieskonczonosci jak ptak zawislszy na jej skrzydlach w promienne dac sie ponosic kraje... Tej nieskonczonej sily samej w sobie nikt z nas nie ujrzy nigdy, widzimy zawsze tylko jej wiecznie zmienne ksztalty, jako to slonce, gwiazdy lub zwierzeta; lecz naszym jest zadaniem ucielesniac ja w nowej postaci w samych sobie - w postaci przyszlego ziemskiego archaniola. Sila ta dziala w kazdym - w mezczyznie czy kobiecie, doroslym czy dziecku. I na jakimkolwiek stopniu drabiny zycia stoja, na jakimkolwiek poziomie moralnym albo umyslowym, dzis sa oni wszyscy madrzejsi, silniejsi, a wiec i lepsi, niz byli wczoraj i kiedykolwiek przedtem, chocby wszelkie pozory mówily co innego. We wszystkich postaciach natury i ducha, wyzwalajacych sie z wiezów materii, ped do subtelnej doskonalosci, zanim pewien stopien rozwoju osiagnie, pozostaje sam sobie nie znany, nieswiadomy. Teskniacy Bóg przebywa wszedzie, wiecznie czynny, nawet w pijaczynie, który sie w rynsztok stoczyl. Duch pragnie sie zewszad wydobyc i wzbic w góre: z najpodlejszego klamcy, z najbardziej pogardy godnego lajdaka. I wielkim to jest bledem powiedziec o kimkolwiek, jakoby "na psy zszedl"; takich slów raz na zawsze poniechac wypada. Podobna mysl o kims dziala jak cios psychiczny, który, skros Niewidzialne idac, uderza w piersi tego, do kogo sie odnosi, wstecz go odrzuca i cofa w rozwoju; stanowi ona dla kazdego czynnik hamujacy w tym ciezkim, slepym trudzie wydobycia sie jeszcze w ciagu tego wcielenia z okrutnej wilczej jamy, w która wpadamy tak czesto. I zupelnie tak samo, jak nasze mysli nieraz cios zadaja innym, tak tez czyjas mysl niema, nie wypowiedziana, nie ujeta w slowa, z pewnoscia i nam czesto bezwiednie przeszkodzila wybrnac z jakiegos bagna, w którym brodzilismy wlasnie: z jakiegos stanu niezdecydowania albo zaleznosci, zlego usposobienia, mysli drwiacych i szyderczych lub nienawiscia tchnacych. Wszelki sad wzgardliwy albo potepiajacy szkodzi nie tylko tym, o których jest wypowiaobnych wypadków wymiany tej dokonuje sie w sposób oficjalny. Któryz dziennik móglby wysylac reporterów do wszysdany, ale pogarsza równiez w ogóle "aure" swiata i, chociaz odrobine, lecz zawsze ja uwstecznia. "Co mi nie zadaje smiertelnego ciosu, to mnie silniejszym czyni" (Nietzsche). Pasowanie sie ciagle z wiecznym promieniowaniem ku nam z otaczajacego swiata wyziewów szyderstwa i pogardy, uwlaczajacej krytyki i szarpania czci ludzkiej, moze doprowadzic czlowieka do tego, ze nagle stanie sie on sila pozytywna i - jak stal hartowny - na ksztalt twardego miecza pójdzie przez swiat i zycie. Sila istoty ludzkiej, która w ten sposób nagle stala sie pozytywna, jest niezmierna, i niezmierny jest wir ten w eterze duchowym, który wytwarza ona niespodzianie przez odruch sprzeciwu. Tylko ze taki czlowiek musi raz gdzies kiedys znalezc i taka wyspe, dla siebie odpowiednia, gdzie negatywnie odbiorczym stac sie moze. Bo byc przez cale zycie bez przerwy po-zytywnym - tego nikt zniesc nie zdola. Kazdy czlowiek ma prawo rzec do otoczenia, które go krytykuje: "Wolalbym slowa aprobaty - prawda - lecz nie zaleze od niczyjego 'tak' i niczyjego 'nie' . Jedyna instancja, która uznaje, jest Bóg w sercu moim. Przed Jego sadem w nicosc pada sofizmat wszelki, a od zmarszczenia brwi Jego nie masz ucieczki". Nikomu nic nie przyjdzie - w najdoslowniejszym realnym znaczeniu tego slowa - i na nic mu sie nie zda tlumaczyc sie z morderstwa, oszustwa czy kradziezy nieodpartym przymusem, neuroza, psychoza i innymi tego rodzaju terminami fachowymi oraz powolywaniem sie na przeróznych ekspertów i bieglych. To moze dobre w sadzie dla prawników, lecz zgola i na wieki wieków bezskuteczne ze stanowiska prawa naturalnego i nieskonczonego, które ma wlasne sankcje przeciw wszelkiemu zboczeniu z drogi prawdy. Ludzkosc dzisiejsza przechodzi w rozwoju swoim przez stadium krytyczne: ma juz dosc sily ducha, aby popelniac niebotyczne bledy, ale i cierpi, moze wiecej niz kiedykolwiek, od wyzej wymienionych, a nieublaganych sankcji naturalnych i wskutek tego zyje w piekle wzajemnych nienawisci. Tylu i tak róznorodnych form nienawidzenia sie nie bylo z pewnoscia jeszcze nigdy: nienawidzi sie juz nie tylko warstwami i kastami, poziomo i pionowo, ale i po przekatnej, od narodu do narodu, "patriotycznie", i w poprzek, od partii do partii... Pomiedzy zas tymi glównymi nienawistnych uczuc kierunkami biegna zygzakowate, jak zylki poboczne na ciele ludzkosci, niezliczone nienawisci miedzy jednostkami, od serca do serca, sposobem prywatnym. I wszystko dlatego, ze duch juz tak sie wzmocnil, iz jego opór przeciw nieskonczonym prawom zdolny jest wywolywac o wiele wieksze skutki niz u zwierzat lub istot natury pierwotnej. Lecz oto juz sie tyle nagromadzilo cierpien, a falsz - choc nie wiadomo, na czym on polega - ciazy nam tak nieznosnie, ze i tesknota, nawet w najtepszych duszach, przepotezna stawac sie zaczyna, aby sie czegos wiecej dowiedziec o prawach, które tym wszystkim rzadza. I dlatego tesknocie tej stanie sie zadosc i na pytania te przyjdzie odpowiedz; albowiem jest to prawo natury nad prawami, ze czego duch ludzki pragnie, to predzej czy pózniej, zaleznie od sily pragnien, ziscic sie musi. Im wieksza jest liczba pytajacych, tym rychlejsza tez bedzie odpowiedz na pytania i tym dokladniejsza. Istnieje magiczne slowo, które zniewala wszechswiat: slowo "chce" - gdy wypowiada sie je krwia serdeczna, miazszem komórek rozrodczych, cala istota swoja, cala dusza. Poprzednie pokolenie tesknilo do przezwyciezenia przestrzeni, odleglosci - i oto sila pary objawila mu sie. My w naszym pokoleniu urzeczywistnilismy mówienie i slyszenie na odleglosc za pomoca elektrycznosci. Obie te sily istnialy w przyrodzie zawsze, lecz braklo bialej magii pragnien milionów ludzi, aby w kilku mózgach przetworzyly sie one w ducha wynalazczego i ta droga ziscily tesknote milionów. A przeciez para i elektrycznosc to ledwie drobniutkie wskazówki, jak czlowiek odkryc moze sily pomocnicze o wiele dlan wazniejsze, o wiele potezniejsze, i nie na zewnatrz niego lezace, lecz wewnetrzne - niewidzialne czynniki, które mnie i ciebie, czytelniku, tworza. Niepokój, zle samopoczucie, niezadowolenie, owo "Na milosc boska! niech sie co odmieni" i owo "Tak przeciez dluzej trwac nie moze!", wypowiadane dzisiaj z krzykiem przez miliony ludzi, jako ich modlitwa i klatwa zarazem, te glosy, te pragnienia - one to wydzieraja gwaltem gatunek ludzki spod panowania zlego albo - co to samo znaczy - z nizszych, bardziej gluchych i tepych form istnienia. Wstrzasajace nami glebokie wzruszenia, które powoduja, ze czlowiek wychodzi poza samego siebie i ponad siebie wzwyz sie dzwiga, dwojakiego sa rodzaju i dwiema drogami do doskonalosci nas prowadza: droga udreki i droga radosci. Droga radosci otwiera sie przed nami z chwila, gdy tylko zaczynamy stosowac sie do czystych, instynktownie poznanych praw Nieskonczonej Swiadomosci i gdy czynimy to nie ze strachu przed dobrze nam znanym cierpieniem, które jest nastepstwem kazdego najmniejszego przeciw nim sprzeciwu, ale z najglebszego wewnetrznego o ich slusznosci przekonania. Schiller okresla cnote jako "sklonnosc do spelniania obowiazku". Gdy "obowiazek" pojmowac dosc szeroko, w sensie harmonii z nieskonczonoscia, to cnota bedzie wlasnie ta droga radosci, o której mówimy. Innymi slowy, ludzkosc wejdzie na te droge wtedy, gdy da sie naklonic do wiekszej madrosci w swoich poczynaniach, powodowana pragnieniem zachwytów, które madrosci stanowia nagrode, oraz uciecha wynalazcy, odkrywcy na widok odslaniajacych sie przed jego wzrokiem nowych sil i mocy. Subtelne smakolyki je sie z umiarkowaniem, gdyz doswiadczenie uczy, jak bardzo ten umiar pobudza zmysl smaku, a wiec i zwieksza rozkosz. Smak zas i zapach wyzwalaja w nas tez instynkty lecznicze, które dobrowolnie zatracil organizm, stepiony uzyciem krwi zwierzecej, alkoholu i nikotyny. Mili i delikatni bedziemy dla przyjaciól nie z egoistycznej obawy, aby ich nie utracic, lecz dlatego, ze uprzejme i delikatne zachowanie stanie sie dla nas zródlem tak przyjemnych wzruszen, jak oddychanie czystym i swiezym powietrzem. Wszystko zawislo od wyczulenia i uduchowienia i wszystko ku takiemu wysubtelnieniu zmierza, ze przegrody, wznoszone pomiedzy ludzmi przez materie, stana sie nieuchwytne, a kazde drgnienie jednakowo przenikac bedzie wszystkich w mysl "tat twam asi": tym ty jestes. Strach byl od wieków podstawa wszelkich praw, ale na przyszlosc ma nia byc tylko radosc. Caly kompleks obaw, zgrupowanych dokola wyobrazenia "grzechu", ma byc wymazany ze swiadomosci ludzkiej. "Kusiciel" bedzie wystepowal na przyszlosc w zgola odmiennej roli - bedzie "uwodzil" do dobroci, madrosci i wysubtelnienia, a poslugiwac bedzie sie przyneta potegujacej sie w duszach radosci. Cierpienie, jako znak ostrzegajacy, mialo cel dopóty, dopóki ludzkosc byla w stanie barbarzynstwa - bicz na nia byl potrzebny. Jej slepota duchowa sprawiala, ze tylko bolesnymi srodkami mozna ja bylo chociaz w przyblizeniu kierowac na wlasciwa droge. Lecz gdy przejrzy na oczy - a jej subtelniejsi przedstawiciele i bystrzejsi juz sie nauczyli patrzec - wówczas cierpienie stanie sie zbyteczne. Albowiem czyz na uczte potrzeba zapedzac kogo palka?

 

 

PRAWO POWODZENIA

 

We wszelkich przedsiewzieciach, natury praktycznej zarówno jak idealnej, powodzenie nie bywa nigdy dzielem slepego przypadku, ale przychodzi zawsze jako wynik prawa: przypadek bowiem bylby przejawem dowolnosci, na która nie ma miejsca w prawidlowym biegu zjawisk przyrodzenia. Wszystko w nieublagany sposób wiaze sie ze soba w jeden lancuch przyczynowy; inaczej niz jako przyczyna lub skutek, nic w ogóle na swiecie pomyslec sie nie da: gdy malym palcem od reki porusze, musi to spowodowac zmiane konfiguracji calego wszechswiata, jakkolwiek oczywiscie gdzies tam na Syriuszu albo na Drodze Mlecznej nieslychanie nikla. Poniewaz prawa natu w którym zyjemy, ona sama nie moze juz wskrzesic zycia politycznego, którego nam brak; umiemy wiec byc wdziecznry nie moga przestawac dzialac tam, gdzie sie zaczyna kora wielkiego mózgu, przeto i nasze losy wewnetrzne, duchowe równie malo pod wplywem przypadku sie ksztaltuja, jak - dajmy na to - rozwój rosliny z ziarna. Los nasz jest produktem dzialania praw bytu, a w miare tego, jak wzrasta nasze tych praw poznanie, uczymy sie poslugiwac nimi, jak sila wodospadu, para lub elektrycznoscia. Nasza istotna jaznia jest nie cialo, lecz calkowity zespól mysli, chcen i uczuc. Substancja duchowa, z nich zlozona, wyplywa z nas i tworzy kolo nas atmosfere - od czlowieka do czlowieka krazy, porusza, oddzialywa. A jak mówi poeta: "Co tak odróznia bogów od ludzi? To, ze sprzed bogów bija wielkie fale; Nas fala wznosi, nas fala dzwiga - My w niej toniemy". W tym oto sensie z ludzi czynic bogów - tego te drobne szkice nauczyc pragna. Wszelka moc prawdziwa polega na sile fal, które od nas i do nas, ku nam i w nas ida. W miare tego, jak bedziemy uczyli sie wzbudzac je, potegowac i kierowac nimi, bedziemy stawali sie zdolni w godzine dokonac wiecej rzeczy niz obecnie w tydzien. A moc ta dzieki wprawie bedzie w nas dalej jeszcze wzrastac. W tym i tylko w tym opanowaniu fal duchowych jest zródlo wszelkich cudów, magii i sil tajemniczych, o których wspomnienie zachowala nam starozytnosc. Cud bowiem nie stoi w sprzecznosci z natura, ale z tym jedynie, co my dotad o naturze wiemy. A ponadzmyslowosc nie musi jeszcze bynajmniej oznaczac nadnaturalnosci. Powodzenie lub niepowodzenie kazdego naszego przedsiewziecia wiecej zalezy od przewazajacego w nas nastroju niz od czego badz innego - wiecej nawet niz od sil do pracy, od inteligencji, bystrosci i pilnosci. Kazdy duch jest zbiorem substancji psychicznej, pochodzacej z nieskonczonej otchlaniZwszechczasów, a na która sklada sie doswiadczenie i wspomnienia bardzo wielu cial. Ta substancja psychiczna dziala na ksztalt magnesu. Posiada ona zdolnosc przyciagania mysli i ze swej strony promieniowania ich z siebie, a na podobienstwo magnesu przez samo swe dzialanie staje sie silniejsza. Podobnie jak kawalek zwyklego zelaza magnetyzuje sie przez zetkniecie z magnesem, tak i zwyczajny czlowiek, pozornie zadnymi nie obdarzony zdolnosciami, wladny jest przyciagac do siebie sily duchowe i stawac sie przez to twórczym z ducha. Jakie zas prady beda mialy do niego dostep, to znowu zalezy od tego, jakie w nim samym tkwia pierwiastki. Jesli zen promieniuja nadzieja, radosnosc i zdecydowanie, sila, sprawiedliwosc, dokladnosc i porzadek, to z biegiem czasu musi on coraz wiecej tych wlasnie czynników wbierac w siebie z otoczenia, a te czynniki sa juz same przez sie czesciami skladowymi powodzenia w zyciu. Wytwarza sie wówczas wokól danej jednostki wir magnetyczny w Niewidzialnym, który coraz szybciej doprowadza do centrum sily, zmierzajace w tym samym kierunku, gdyz wlasne pierwiastki skladowe danej duszy znajduja sie wówczas na zewnatrz niej w przestrzeni i sciagaja ku niej tego samego rodzaju pierwiastki z cial, których nigdy nawet nie widzielismy. Ludzie, z którymi mamy w przyszlosci sie spotkac i którym przeznaczone jest wspomagac nas lub zwalczac, sa to ci wlasnie, z którymi juz od dawna fluidy nasze zmieszaly sie z dala od naszego ciala. Gdy mysl stanowcza na swej drodze równie stanowcza mysl napotka i gdy takie dwie mysli zawra ze soba przymierze dla wspólnego celu, to w polaczeniu musza osiagnac dwa razy tak wielkie powodzenie, niezaleznie od tego, czy ciala, przez które dzialaja, pod jednym przebywaja dachem, czy tez dziela je morza i dalekie lady. Lecz kto hoduje w duszy, jako dominujacy nastrój, gniew, zniechecenie lub jakas inna forme zlego samopoczucia, ten na tysiace mil dokola siebie rozsyla, jako czastki realne swej istoty, cos w rodzaju magnesów do przyciagania beznadziejnosci, malodusznosci i zniecierpliwienia, i te jego nieszczesne wlasnosci duchowe zlewaja sie wówczas z podobnymi do siebie wlasnosciami innych ludzi, a rosnac przez to i nabierajac mocy, sprowadzaja wreszcie i stykaja ze soba in persona tych nieszczesników, co to musza tutaj szkodzic sobie wzajemnie na zdrowiu i szczesciu. Jezeli jestes w stanie wyraznie i stanowczo w pogodzie ducha dazyc do okreslonego celu, na uczciwych zasadach opartego - (brzmi ci to moze jak kazanko, traktacik umoralniajacy?... chwileczke cierpliwosci, to tylko pozory) - w takim razie wprawiles w ruch najwieksza sile milczaca, jaka tylko w ogóle istnieje wsród tych, które sa zdolne ustanowic lacznosc pomiedzy toba a okolicznosciami, ludzmi i stosunkami, potrzebnymi ci do urzeczywistnienia twego celu. Jesli jednak oparles plan swój na czym innym niz na uczciwosci, owa sila duchowa, raz w ruch wprawiona, sama przez sie dalej dzialac bedzie, tylko ze jej rezultat ostateczny mniej sie korzystny dla ciebie okaze, niz gdyby cel twój pozostawal w zgodzie z najwyzszymi twymi idealami etycznymi. Zamierzasz cel swój osiagnac oszustwem i podejsciem? Zapewne - i tak mozna. Bedziesz w takim razie, na mocy tego samego prawa i na tej samej drodze, przyciagal do siebie mysli oszukancze i podstepne, jako wyslanniczki innych cial - cial przyszlych towarzyszy twoich i wspólwinnych; albowiem, wskutek naturalnego prawa przyciagania, i nieczyste mysli równiez gromadza sie w skupiska, ulatwiajace ich dzialanie i... wykrycie. Dlatego to w ostatecznym rezultacie oszusci i nicponie zawsze jakos szkodza sobie wzajem. Sporo ludzi na swiecie jest wprawdzie nie od tego, aby kiedys, czasem uciec sie w interesach do metod watpliwej wartosci moralnej, skoro tylko im one rokuja powodzenie; wszelako w scisle prywatnych swoich, osobistych sprawach stanowczo wola miec do czynienia z ludzmi szlachetnego ducha - po prostu dlatego, ze tacy ludzie zawsze sa tymi, co daja, co innych pobudzaja naprawde do czynu i obdarzaja szczesciem, no i... dlatego takze, ze sie z nimi nic nie ryzykuje. To przyjemne i pocieszajace odróznianie pomiedzy stosunkami w interesach a osobistymi nie da sie jednak a la longue utrzymac ze wzgledu na powyzej sformulowane prawo obcowania psychicznego. Prady myslowe nie trzymaja sie godzin biurowych, a stosunki prywatne musza w tych warunkach w koncu tez znicponiec. Oszustwo popelniane jedynie z przyjemnosci oszukiwania jest niewatpliwie rzecza stosunkowo rzadka. Najczesciej sluzy ono tylko za srodek do celu. Gdyby sie przeto stalo dla wszystkich oczywiste, ze wlasciwe zuzytkowanie wirów woli, pradów energii w wolnym oceanie mysli prowadzi do powodzenia równie szybko, jak oszukiwanie, a przy tym daje wszystkie korzysci promiennej, radosnej twórczosci, wówczas doprawdy nie wiadomo, dlaczego by ludzie nie mieli dac pierwszenstwa metodzie uczciwej. Tak, jak dzis sprawy stoja, maja oni istotnie do wyboru tylko albo tepa, bezbronna i bierna przyzwoitosc, albo tez chytre, ruchliwe oszustwo. Nie osmielaja sie po prostu wierzyc samym sobie, aby byli zdolni postepowac przyzwoicie, a jednoczesnie twórczo w dziedzinie wartosci, promiennie, genialnie. Wiekszosc postepuje zle po prostu i wylacznie z falszywej skromnosci. A przeciez ta promienna i wartosciotwórcza, genialna porzadnosc (jak o tym tutaj wlasnie chcemy przekonac wszystkich) nie jest bynajmniej jakims darem dobrej wrózki zsylanym dla uprzywilejowanych od samej kolebki; jest ona, przeciwnie, czyms jednakowo dla wszystkich dostepnym - czyms, co osiagnac mozna najzwyczajniej w swiecie, dzieki bialej magii spragnionej tesknoty. Zdarza sie, ze czasami ludzie zupelnie mlodzi w oszalamiajaco krótkim czasie, na pozór wrecz z dnia na dzien, osiagaja w zyciu zdumiewajace powodzenie. Pochodzi to stad, ze mloda wyobraznia, zmierzajaca wprost do celu, dziala w swiecie duchowym w sposób o wiele wyrazistszy, nie ulega bowiem zadnym zalamaniom; mniej bruzdzi jej jeszcze klamliwe pózniejsze pseudodoswiadczenie, i stad jest ona w stanie ze swiata zlud rózanych przeniesc niezmacone do rzeczywistosci, jak brzoskwinia, puszkiem dziewiczym okryte, marzenie dni dzieciecych, od dawna wysnione, a nikomu nie znane, tak ze nie zdolal jeszcze porysowac go i splugawic pazur zadnego "wychowawcy". Wszystko bowiem, co w jasnym, slonecznym marzeniu, w zwycieskiej i promiennej mocy postanawiamy sobie niechybnie osiagnac, staje sie przez to natychmiast delikatnym myslowym zarysem przyszlej budowli urzeczywistnienia, mglisto majaczacej w dalach niewiadomego zycia, i na gwalt zaczyna przyciagac do siebie wszelakie sily twórcze - lubych pomocników swoich. Eter wkolo nas roi sie od takich subtelnych konstrukcji, od polyskujacych marzennych zarysów nie zbudowanych jeszcze gmachów rzeczywistosci. Lecz jakze z nich niewiele wznosimy do konca - my, ludzie slabi i niekonsekwentni, którzy jednakze uwazalibysmy za niemozliwe i jawne szalenstwo, za marnotrawienie naszych kapitalów, gdybysmy mieli zostawic niedokonczona budowe chocby jedynego tylko drapacza niebios. A jednak na te dzielne i zywe minutki, co z taka wesola i beztroska radoscia krzataja sie dokola nieocenionego dla nas skarbu, wysylamy, niczym na wrogów, wciaz od nowa niszczace zastepy zgryzliwosci i zwatpien, i kwasnych humorów, az wszystko znowu z ziemia "szczesliwie" zrównamy. A wtedy znów gdzie indziej wszystko zaczynamy budowac od poczatku, klnac i zlorzeczac glosno na nasz "brak szczescia". Gdybyz ludzie nareszcie zechcieli raz zrozumiec, ze wznoszenie zamków na lodzie az do konca jest najsolidniejszym, realnym zajeciem, a grunt pod te budowe dostaje sie na domiar zupelnie za darmo! Ten, kto dostep do siebie daje nastrojowi (a to znaczy mysli), ze jakies przedsiewziecie nie moze sie powiesc, ten przez ów nastrój, który go tak otacza, jak mglista powloka jadro komety twarde, bedzie przyciagal ku sobie z przestworzy inne podobnie tchórzliwe, maloduszne, niewolnicze mysli z rodzaju "ja nie moge" i bedzie przez to zblizal sie do slabych, niewolniczych cial, przed którymi zazwyczaj mysli podobne rojnie chadzaja przodem; bedzie dzialal na szkode slonecznych swych przyjaciól, bedzie niszczyl sobie zdrowie, umniejszal talent przedsiebiorczy, az wreszcie ograniczy swoje stosunki osobiste tylko do tych ludzi, którzy sie wzajemnie o zgube przyprawiaja. Albowiem sila mysli poslugiwac sie mozna zupelnie tak samo jak lokomotywa: dac sie jej zawiezc w cudowne okolice albo kark na niej skrecic - jak komu sie podoba. Kto w cichosci serca niezachwianie zywi jakies pragnienie stale, kto zdecydowal w duszy, ze zwyciezyc musi, ten z niewidocznie przed nim falujacego Oceanu Ducha sciaga ku sobie sily pomocnicze z równa niezawodnoscia wzmacniajace jego poczatkowy zmysl, jak zarodek z krwi matki bezwiednie, a przeciez planowo wysysa te wszystkie pierwiastki, których mu wlasnie w kazdym danym stadium rozwoju potrzeba. Chcacemu caly wszechswiat jest, ze tak powiem, placenta, macierzystym lonem jego czynu. Przez "sily pomocnicze" rozumiemy przede wszystkim duchowa plodnosc, czyli wciaz wzrastajaca zdolnosc wynajdywania nowych dróg, nowych srodków: "cos" nam przychodzi na mysl... "cos" "sie" urzeczywistnia... Mowa nasza fakt ten zna juz od bardzo dawna i gramatycznie wszyscy zupelnie prawidlowo tych "cos" i tych "sie" uzywamy - gramatycznie, powiadam, ale nie praktycznie, w czynie. "Sily pomocnicze" beda z kolei polegaly dalej na wciaz potegujacej sie umiejetnosci napotykania zawsze najodpowiedniejszego czlowieka do poparcia i urzeczywistnienia naszych celów. Nie trac nigdy czasu na wyszukiwanie tych sil i osób pomocniczych za posrednictwem swych cielesnych zmyslów. Pozwól, niech to za ciebie zalatwi podswiadomosc, a ty staraj sie tylko podtrzymywac w sobie odpowiedni nastrój. Przyszla matka równiez zostawia zarodkowi w lonie swym mozliwie niekrepowana wolnosc, aby mógl sie rozwijac wedlug tajemniczych, przyrodzonych praw swych, które nareszcie sprawia, ze ujrzy swiatlo dzienne. Ona sama nic, tylko ma byc "przy nadziei" - "dobrej" lub jeszcze lepiej "radosnej nadziei". Tak tez i duch, gdy mocnym ciezarny jest zamiarem. Mysl nieustannie, ze "postanowione!", zes zdecydowany; mysl nieustannie: "Naprzód!" - nic, tylko wciaz mysl o tym, i to nie tylko mózgiem, lecz sercem, komórka kazda twego ciala, kazdym twoim ruchem; a mysl ta zrodzi sile, musi ja zrodzic w tobie taka, ze równie pewnie, jak zuraw okretowy podnosi swój ladunek, wydzwignie ona wreszcie mocne twe zamiary z glebin Niewidzialnego ku rzeczywistosci. Moce, pochodzace z tego Niewidzialnego, a duchowi naszemu przyrodzone, beda tez nieustannie dzialaly i wtedy, kiedy cialo uspione bez pamieci lezy: "swoich Pan obdarza we snie" - budza sie i widza drzwi wszystkie przed soba otworem stojace; widza, jak nowe plany, sposoby i metody ku umilowanemu przez nich celowi zgodnie wioda. I dopiero widok tych nowych dróg-sposobów cialo nasze w ruch wprawia, nikt bowiem nie moze usiedziec w bezczynnosci, gdy widzi przed soba ziszczone w zywym ksztalcie wszystkie swe pragnienia; nastaje dlan niechybny czas dzialania, czas wziecia sie do pracy szybka i pewna dlonia. Lecz z drugiej strony, przez nieumiejetne zachowanie sie, mozna juz, zanim do takiego dojrzalo sie czynu, byc tak znuzonym i tak na ciele wyczerpanym przez bezmyslne uganianie sie za "sprzyjajacymi okolicznosciami", ze zabraknie nam sily i swiezosci ducha, aby godnie przyjac owa idee zbawcza, kiedy naprawde przyjdzie. Wszelkie zas powodzenie w interesach opiera sie, jak wiadomo, na ciaglym przyplywie nowych planów, pomyslów, kombinacji. Nasze niewidzialne "ja" uzywa naszego ciala do spelniania czynnosci materialnych zupelnie tak samo, jak dajmy na to, przy scinaniu drzewa drwal posluguje sie siekiera: gdy mianowicie skonczy, odklada ja na bok i idzie na przechadzke - korzysta z wolnej chwili. Nasze "ja" duchowe - ten wolny zespól mysli, daznosci i uczuc - przechadza sie podobniez swobodnie i bez troski po przestworzach bytu, gdy cialo lezy we snie; to "ja" zdolne jest wówczas osiagnac calkowity rozwój swej istoty, bedac przyciagane i odpychane przez inne jaznie, stanowiace, jak i ono, osrodki zgeszczonego ducha w nieskonczonosci eteru psychicznego. Wprawdzie mysl nasza i na jawie równiez dziala na nasza korzysc lub niekorzysc, czy to z dala, czy z bliska, u tych, ku którym ciazy; jednakze jej sila wtedy, kiedy cialo lezy bezwladnie pograzone we snie, jest o wiele wieksza, gdyz mniej ja wówczas krepuja te drobne codzienne przeszkody, konwenanse i przesady, od których nie jest zdolna oswobodzic sie calkowicie nawet najtezsza i najdzielniejsza wola. Stad tez, jak sie zdaje, o wiele jest lepiej nie przywiazywac na jawie zbyt wielkiego znaczenia do tych, a nie innych osób, i nie upierac sie przy ich wylacznym wspóldzialaniu, nie wplatac ich zanadto do naszych snów za dnia, poniewaz "ja" nasze, wyzwolone we snie, posiada zakres dzialania o wiele wiekszy i, ze tak powiemy, wieksze "kolo znajomych" niz wtedy, gdy czuwamy. Pochlonieci maniacko kilkoma osobami, caly nasz fluid ku nim skierowujemy i moze nie dajemy mu przez to laczyc sie z innymi, o wiele potezniejszymi, a jeszcze nam nie znanymi pomocnikami, albo przynajmniej od nich go odciagamy: szarpie sie go w dwie strony zamiast pozwolic, aby podazal prosto jak strzala do celu. I jeszcze jedna sprawa jest tu nie mniej istotna: duch owych nam nie znanych pomocników jest we snie równiez wolniejszy i silniejszy; zaleca sie przeto, o ile moznosci, przeznaczac te same godziny na spoczynek; kto z nocy dzien sobie robi, tego omijaja najwazniejsze rendez-vous w Nieswiadomym. Sympatia jest sila. Istnieje przysluchiwanie sie czynne temu, co ktos mówi, które na mówiacego dziala zapladniajaco; a zyczliwosc jednego jedynego czlowieka bez cienia szyderstwa ni zazdrosci jest pradem, niepowstrzymanie naprzód popychajacym nasza sprawe, a którego wartosci na pieniadze okreslic sie nie da. Z tej samej racji niezyczliwosc jest wrogim zywiolem oporu, który na ksztalt niewidzialnego muru przeciwstawia wszystkim dazeniom twoim ten, kto ja ku tobie chocby tylko w skrytosci ducha zywi, a nigdy zadnym slówkiem ani spojrzeniem nawet przeciwko tobie nie wystapil. I tylko nieprzerwany prad uprzejmej zyczliwosci, z ciebie wyplywajacy, zdolny bedzie szczesliwie odwrócic od ciebie zle tego oporu skutki. Dlatego to jest tak niebezpieczna rzecza robic sobie wrogów, chocby z powodów najsluszniejszych. Kazde burzliwe zgromadzenie, kazda klótnia w rodzinie, kazde wystapienie czlowieka przeciw czlowiekowi przepelnia Niewidzialne substancja niszczaca. A kto sam przypadkowo jest podrazniony jakims bodajby drobiazgiem, automatycznie podstawia sam siebie, jak pod kierunek wiatru, pod dzialanie tej wlasnie niszczacej substancji; kazdy najmniejszy zly humor zostaje natychmiast ze wszech stron obficie podsycony, tak ze o wiele latwiej jest wen wpasc, niz wyjsc zen. Rada jest na to tylko jedna: osiagnac wprawe w odwracaniu mysli. W takich zlych chwilach nalezy natychmiast zmienic kierunek ducha, pozwalajac sobie co najwyzej na drobna przyjemnosc obejrzenia sie za siebie przez ramie, jak to tez wyglada ta wszystka zlosc ludzka, która miala chetke podchwycic nasz zly humor, podsycic, podtrzymac go z halasem, a teraz oto stoi razem z nim za drzwiami, jak woda zlany pudel. Gdy uprzejmosc, sympatia i dobra wola spotkaja sie ze soba, aby przyjacielsko pogawedzic godzinke na okreslony temat w okreslonym celu, promieniuje wówczas od takiej oazy wyzszego zycia fluid, który w kazdym umysle, blisko bedacym czy daleko, budzi i wprawia w drzenie pokrewne struny, nowe zainteresowania do zycia powoluje albo odswieza dawne i, stosownie do tego, jak kto jest zdolny wyczuwac i przyjmowac mysli, zacheca do powziecia podobnych zamiarów. Albowiem zadna mysl na swiecie nie jest calkowicie i bezwzglednie oryginalna, zadna nie jest odkryciem jednego czlowieka. Ta sama idea w ciagu jednej godziny w tysiacu mózgów - wiec w tysiacu odcieni, lecz w gruncie jednakowa - pojawic sie moze. Jej odkrywca zas zwie sie te antene ludzka, która jest juz wlasnie dosc czule nastrojona na pewien specjalny rodzaj dotad jeszcze nie pochwyconych fal duchowych. Harmonijna wspólnota ludzi jednakowo myslacych dziala tu jak szczególnie potezny nadawca, wysylajacy góra ponad wszystkim fale nie do odparcia, nie do pokrzyzowania. Kiedy w tej harmonijnej wspólnocie duchowej omawia sie zgodnie jakies ulepszenie w tej czy innej maszynie, jakis postep techniczny, slowem cos, co pozytek ludziom przyniesc moze, wówczas drgania nad tym debatujacych mysli, falami kulistymi rozchodzac sie dokola, w niezliczonych istotach budza wkrótce sympatie, zainteresowanie i tesknote ku dojrzewajacej tej idei. Ludzie zas, w których ta sama, co w nas, zapala sie idea, stanowia zastep naszych pomocników, odbiorców, nabywców, interesantów - a moze i rywali; jest bowiem rzecza zupelnie mozliwa i nawet zapewne nie do unikniecia, iz wszystkie te niczym nie skrepowane prady mysli w przestworzach swiata, trafiajac na mózgi ludzi obcych, moga byc i przez nich równiez zuzytkowywane. Powietrze jest pelne rzekomych sekretów. Przed prawem tym nie ujdzie najwiekszy nawet sknera duchowy i odludek, i tylko przez samotnictwo swoje pozbawi sie poparcia sil wspólbraci, które by w razie cichej, ale swiadomej wspólnoty z nimi mogly o wiele predzej zamierzony przezen czyn zrealizowac. Kto wiec chce dokonac jakiegos wynalazku, urzeczywistnic jakis plan, zrobic interes lub cos podobnego, ten niechaj bez wytchnienia przywoluje w sercu swym na pomoc przyjazne wspóldzialanie najlepszych sposród nie znanych mu ludzi, a w moc przyciagajacego oddzialywania pragnien przybeda do niego, wraz z nimi zas zstapi nan i ten stan duchowy, to zamilowanie do danego dziela, którego potrzeba, by je urzeczywistnic. Ubóstwo pochodzi przewaznie z dwóch przyczyn: z leku przed ludzmi i z obawy odpowiedzialnosci. Na powodzenie zas skladaja sie dwie rzeczy rózne i odrebne: co innego jest stworzyc jakas nowa wartosc artystyczna albo dokonac jakiegos wynalazku technicznego, a co innego - znalezc dla nich uznanie u ludzi. Kto chce miec powodzenie, ten obie te umiejetnosci posiadac powinien. Sztuki pozyskiwania uznania ludzkiego mozna sie nauczyc, trzeba tylko zajac w wyobrazni wlasnej nalezne sobie miejsce odwaznie, uczciwie i z nieugietoscia wobec zakusów ludzkich, nie klócac sie z nikim, nie sprzeczajac i nie prowadzac wojny na argumenty. Tak postepujac, nawet czlowiek niepewny siebie i przygnebiony juz po niedlugim czasie zauwazy, iz tego rodzaju cwiczenie duchowe dodaje mu mestwa i sil nerwowych, a i ksztalci jego takt w postepowaniu oraz poteguje sklonnosc do nawiazywania stosunków z najrozmaitszymi ludzmi, do brania sie po prostu za bary ze swiatem i do zdobywania na nim tego, co nam sie nalezy. W swiecie jest bowiem zawsze popyt na lepszy towar, na trafniejszy poglad, na wieksza umiejetnosc; kto wiec jest przekonany, ze z tym czyms lepszym do ludzi przychodzi, ten ma zarazem obowiazek uznanie sobie u nich zdobyc. Znosic pokornie krzywde - to moze jeszcze bardziej godne jest potepienia i pogardy, niz krzywde wyrzadzac. Pozwolic sobie ukrasc zasluge jakas, wynalazek czy udoskonalenie, toz to znaczy przeszkodzic temu, co je nam kradnie, aby i on ze swej strony takze tworzyl nowe, swoje wartosci dla swiata; a przeciez wszelka istota po to zyje, aby wzbogacala swiat, a przez to i siebie. Kazdy staje sie takim, jakim siebie samego zwykl najczesciej widziec. Nikt nie powinien pozwalac, aby go ksztaltowali inni wedlug tego obrazu jego, który oni maja, a wiec tak, jak im sie to najdogodniejsze zdaje. Ze jednak takie urabianie bliznich wedlug naszego wlasnego o nich zdania jest na porzadku dziennym, tego najlepiej dowodzi istnienie idealu tzw. "grzecznego" dziecka albo "cnotliwej" kobiety. Co jest prawdziwa "kobiecoscia", tego dopiero wtedy sie dowiemy, gdy kobiety zaczna byc wreszcie same soba; swiat stanie sie wówczas nagle dwa razy bogatszy, niz jest dzisiaj, kiedy to mezczyzna - ten mezczyzna, który mialby przeciez co najwyzej prawo okreslac tylko wlasny ideal "meskosci" - wedlug swojego widzimisie rozstrzyga równiez bezapelacyjnie o tym, co jest prawdziwa "kobiecoscia" i ten swój kiepski ideal kobiety narzuca kobietom samym. Ludzie ostrozni, wszystko przewidujacy i lekajacy sie wszystkiego, narazeni sa ciagle na niepowodzenia, gdyz ten, kto sie wiecznie liczy z trudnosciami, ten sam je sobie stwarza. Jest to jednak przyzwyczajenie tak w ludziach zakorzenione, ze wydaje sie bodaj nie do przezwyciezenia. W przeciwnosciach losu nie masz nic do zrobienia, jak tylko skierowac ducha na ksztalt magnesu ku tej stronie, skad przyjsc powinny sily, sposoby i plany wybrniecia z trudnosci. Gdy nadasz cialu swemu równowage i spokój skupienia, wychyna na powierzchnie twojej swiadomosci natchnienia, z tak otchlannej glebiny pochodzace i tak wyraziste, ze dadza sie one calkowicie w czyn wprowadzic. Jesli zas brak ci czasu do tych duchowych cwiczen i skupienia, to pozadaj ich tylko spokojnie, uporczywie. Okazja wreszcie przyjdzie, ze bedziesz mógl zarabiac na zycie bez tylu godzin harowania i mozolu na dzien. Przyjdzie ona na mocy tego tajemniczego przyciagania sie wzajemnego ludzi i rzeczy, które obdarza kazdego wedle sily jego pragnien i wytrwalosci w pozadaniu. W ten oto sposób przychodzi na nas wszystko, co nas spotyka w zyciu, zarówno zle jak dobre; albowiem to wlasnie, czegosmy zrazu plomiennie pozadali, moze sie dla nas zlym okazac. Dlatego tez pesymisci sa zdania, ze bezpowrotnie stracone jest to tylko, co juz zostalo osiagniete. Kto jednak nie zywi w sobie pragnien na chybil trafil, ale pozada przede wszystkim madrosci oraz poznania tego, w czym spoczywa dla niego szczescie istotnie dlugotrwale, tego omina rozczarowane "dni jutrzejsze" jego ziszczonych pragnien - "les lendemains du bonheur". Kiedy nadejdzie wreszcie ten czas upragniony, ze bedziesz mial dla siebie cztery, piec godzin dziennie, nie poswiecaj ich zaraz na zajecia uboczne, aby zarobic kilka dolarów dodatkowo, bo moze ten czas wolny stanie sie dla ciebie pierwszym stopniem do wyzszego zycia wewnetrznego. Czas wolny jest twórczy. Nie lekaj sie rozrywek. Obecna przyjemnosc nosi w swoim lonie przyszle powodzenie. Zamiary, z glebi Nieswiadomego zrodzone z wesolosci, same przez sie cialo za soba pociagaja, aby je w czyn wcielilo. Dobra posada z prawem do emerytury w tej czy innej galezi pracy nie jest to droga do trwalego i rosnacego z czasem powodzenia. Tylko stanowisko wolne i odpowiedzialne, gdzie jest sie samemu czynnikiem kierujacym i decydujacym, moze nam zapewnic istotne powodzenie. Tylko odpowiedzialnosc pozwala na rozwiniecie wszystkich sil, a z nimi - na pelnie szczescia.

 

 

JAK WYRABIAC W SOBIE ODWAGE

 

Odwaga i przytomnosc umyslu sa tym samym. Podobniez - tchórzostwo i niepanowanie nad soba. Zródlem tchórzostwa jest podraznienie, pewien wewnetrzny niepokój i plynacy zen zbytni, nieopatrzny pospiech. Wszystkie zas rodzaje i stopnie powodzenia polegaja na odwadze fizycznej i duchowej. A znów niepowodzenie jest identyczne z zastraszona niesmialoscia. Odwage mozna cwiczyc w sobie o kazdej godzinie, tak ze co godzine bedzie sie w nas wzmagala, przy czym osiagac bedziemy podwójne zadowolenie z siebie: bo nie tylko z tego, zesmy oto czegos dokonali, ale i z tego, ze przez sam sposób, w jaki to zrobilismy, dorzucilismy znowu do skarbca swego ducha atom substancji odwagi. W tym celu nalezy tylko kultywowac w sobie to, co zwie sie rozwaga (a czego nie trzeba, bron Boze, utozsamiac z powolnoscia i wygodnictwem). Gdzie pospiech, tam zawsze tez i lek, obawa. Kto spieszy sie na pociag, czyni to z obawy, ze nie pojedzie; a ten lek pociaga za soba strach przed wszystkimi nastepstwami pozostania. Kto pedzi na rendez-vous lub na przyjecie, spieszy przed szkodliwymi skutkami spóznienia. Zdumiewajaca to rzecz, ile porcyjek leku i obawy codziennie nam wychodzi, ile kapitalu duchowego dzien w dzien wydajemy pod postacia "drobnych" strachu. Te malenkie psychozy, nieswiadomie a ciagle przez nas podsycane, moga do tego stopnia czlowieka opanowac, ze po prostu nie moze on bez przerwy nie lekac sie czegos, co wcale mu nie grozi. Pedzi na przyklad za tramwajem, z przystanku ruszajacym, jak za czyms na wieki utraconym, co nigdy juz nie wróci - zdyszany, z zawzietosci oblany zimnym potem i tak rozgoryczony, jakby pochowal wlasnie kogos najdrozszego, gdy tymczasem nastepny tramwaj nadjedzie za chwile, za jakies najdalej piec, dziesiec minut. Ale obawa, ze trzeba bedzie oto te piec minut czekac, urasta do rozmiarów potwornej góry, jak te stosy poduszek duszacych nas w goraczce. Mozliwosc czekania straszy nas jak zmora. Taki katastrofalny nastrój, gdy raz sie w kims zagniezdzi, dzieki przyzwyczajeniu zaczyna nieodstepnie zawsze mu towarzyszyc - podczas jedzenia, na spacerze, przy zajeciu, podczas wypoczynku - i ogarnietemu nim coraz bardziej uniemozliwia zachowanie jasnej i przytomnej mysli. Uczucie zas, lezace u podloza calego tego zgonionego, udreczonego nastroju i niespokojnych, zbyt pospiesznych mysli - to najzwyklejszy w swiecie strach. Strach bowiem jest tylko inna nazwa dla niezdolnosci do panowania nad procesem rodzenia sie w nas mysli. Z naszego bezradnego, rozklekotanego "ja", niczym z blotnego gejzeru, wytryskuje - potrzebnie czy niepotrzebnie - cala jego zawartosc, obryzgujac dni nasze i pokrywajac je szara skorupa. Tego rodzaju bezwiedne, podswiadome cwiczenie sie w obawie rodzi w nas taki wlasnie chroniczny stan duchowy, w którym bezbronni stajemy sie ofiara panicznego strachu przy lada okazji i sami sobie stwarzamy dobrowolnie rozczarowania i zawody nawet tam, gdzie zupelnie mogloby ich nie byc. Kto bowiem hoduje w sobie bojazn w jakiejkolwiek formie, toruje w duszy droge, która nastepnie w ciezkich momentach losowych wdziera sie do niej przerazona zgroza. Kto dopuszcza do tego, ze przez pól godziny siedzi i czeka z lekiem w sercu, czy tez aby auto, majace odwiezc go na stacje, przyjedzie na czas, ten staje sie przez to nie tylko o wiele mniej odporny na pospolite trudnosci i przeszkody, które go moze w tej podrózy czekaja, ale - i co wazniejsze - na wszelkie istotne niebezpieczenstwo, jak podczas katastrofy kolejowej czy okretowej, które zastanie go pozbawionego potrzebnej w takich chwilach calkowitej przytomnosci umyslu. Albo na przyklad taka scenka: Pisze sie, pracuje, mysli o czyms nieslychanie przykuwajacym uwage, chce sie, by nam nie przeszkadzano; nagle spada nam na ziemie bestia cyrkiel, pióro czy jakis inny nieodzowny drobiazg. Wsciekli, schylamy sie po niego ruchem nieudolnym i niezrecznym, bo niezadowolonym, jako ze duch nasz bawi zupelnie gdzie indziej. Dla jakiegos tam glupiego cyrkla czy olówka nie chcielibysmy sie odrywac od zajmujacego nas tematu, staramy sie przeto podniesc przedmiot, kontynuujac poprzednie zajecie. Oczywiscie, ze przez to nasz ruch schylenia staje sie niezdarny, bo niechetny, bo nie oplaca nam sie na te krótka chwile przenosic do niego tej ilosci energii zajetego czym innym ducha, która by nim wlasciwie zaprzatnac nalezalo. A kazda nasza czynnosc - i wlasnie najzwyklejsza wiecej od innych nawet, poniewaz jest najczestsza i stanowi dla nas po prostu tresc dnia powszedniego - powinna byc radoscia i moze nia byc zawsze, byle ja wykonywac z wdziekiem, bystroscia i precyzja kazdego ruchu wszystkich potrzebnych do niej miesni. Kto mysli te wysmieje twierdzac, ze sa dziecinne, kto nie zechce na serio traktowac tego szkicu o podnoszeniu cyrkla, który spadl ze stolu, ten niechze raz to sobie wyraznie uswiadomi, jakie swiadectwo ubóstwa duchowego wystawia sobie czlowiek, który nie chce zaryzykowac przestawienia swego aparatu myslowego dla dokonania jednominutowej pracy! Po pierwsze, sklada on przez to dowód, ze mysli jego trzymaja sie tak slabo jedna drugiej i tak plyciutko sa w nim ugruntowane, iz z minuty na minute nie moze byc pewny, czy jest jeszcze geniuszem, czy juz kapusciana glowa; po drugie zas, pozwala wyciagac nader oplakane wnioski co do jego tzw. równania osobistego. To wyrazenie fachowe psychofizjologów oznacza miare bystrosci umyslowej albo, krótko mówiac, to, co Anglik nazywa "bright", berlinczyk "Helle", a lobuz warszawski - dodajmy od siebie [przypisek tlumacza] - "kapa" lub "pomyslunkiem". Jest to czas, którego potrzebuje wrazenie, aby idac od obwodów zmyslów, uswiadomic sie ostatecznie w mózgu. Do mierzenia tego czasu psycholog posluguje sie czestokroc zdarzeniami astronomicznymi, na przyklad przejsciem jednej gwiazdy przez dany punkt. Przejscie to, którego moment obliczono z góry na podstawie formul matematycznych, jest automatycznie rejestrowane przez odpowiednio nastawione przyrzady; jednoczesnie zas kaze sie komus obserwowac gwiazde i zaznaczyc moment jej przejscia przez ten sam punkt za pomoca nacisniecia na guziczek specjalnego aparatu. Róznica w czasie miedzy automatyczna rejestracja a spostrzezeniem danej osoby nazywa sie jej równaniem osobistym i tym jest mniejsza, im szybciej ktos spostrzega, iz moment nacisniecia guzika juz nastapil. U ludzi wysoko stojacych pod wzgledem umyslowym wynosi zaledwie nieznaczny ulamek sekundy; u cymbalów - 20 sekund (mierzone innymi sposobami), a u niejednego fachowca - nawet 22 sekundy. Wybredny czytelnik, którego równanie osobiste kaze mu uwazac, ze nie oplaci mu sie ruchem wykonanym jak nalezy podnosic nozyczek, niechze teraz sam sobie zechce wyciagnac wnioski ze swych drwin z tych mysli. awniajaca do poszukiwania ojcostwa, czyz musi stosowac niewzruszenie dawne prawo, które bedzie tego zabraniac jeszcze tylko Zdolnosc blyskawicznie szybkiego przerzucania swych sil duchowych z jednego osrodka do drugiego rosnie - jak zreszta wszystko, do czego raz sie uwaznie zabierzemy - przez odpowiednie cwiczenie i wprawe. Kto pospiesznie i niedbale podnosi z ziemi szpilke lub zawiazuje sznurowadla, robi to nie tylko dlatego, ze sama czynnosc jest dla niego przykra, ale równiez z obawy, ze przez te wlasnie momenty straci jakas czastke przyjemnosci, której skadinad wówczas doznaje. A wiec juz znów oto rozwarl drzwi swego serca na prady lekliwosci, juz przejal sie obawa, ze go cos ominie. Hodowanie w sobie odwagi zaczyna sie od dbania o roztropnosc w tych najpospolitszych codziennych drobnostkach. Odwaga i roztropnosc tak samo scisle sa zwiazane, jak lek i pospiech. Kto nie cwiczy sie w panowaniu nad swymi silami i w zrecznosci ruchów na rzeczach najdrobniejszych, nie bedzie umial wladac soba i w rzeczach wiekszej wagi. Gdy poddac analizie powazniejsze formy strachu, staje sie widoczne, ze czlowiek przelekniony zawsze pragnie zmierzyc sie naraz ze zbyt wielu rzeczami, których sie obawia. Rozlozyc przedmiot strachu na wzglednie niewielkie czastki i przezwyciezac kazda po kolei oddzielnie, nie wydatkujac na to wiecej sily, niz za kazdym razem niezbednie potrzeba - oto wlasciwa droga. Wraz z wyrabiajacym sie w nas przyzwy-czajeniem do postepowania w ten sposób, czyli stopniowo, w kazdym niebezpieczenstwie, wzrasta tez i zdolnosc blyskawicznego zwracania wszystkich skoncentrowanych sil naszego ducha w kierunku pozadanym. A sily te cwiczyc nalezy w sobie wlasnie na najpospolitszych sprawach, az panowanie nad soba stanie sie nasza druga - nie, pierwsza natura. Kto udaje sie na rozmowe, której sie bardzo leka, z osoba wyniosla, szorstka i nieublagana, przezywa zazwyczaj juz naprzód w wyobrazni cala scene, stawiajac sie z góry w polozeniu dla siebie ciezkim i klopotliwym. Przypuscmy, ze juz z rana, kiedy sie ubieral, wyobrazal sobie te nieprzyjemnosc, która go oto czeka... Ale przeciez wtedy mial przed soba inne, scisle okreslone zadanie: mial sie ubrac, i to w dodatku dobrze, wlasnie ze wzgledu na owa rozmowe. A moze zajmowala ona jego mysli i podczas jedzenia; ale wszak wówczas wlasnie jedzenie zadaniem jego bylo, a nawet jesc powinien byl specjalnie madrze, specjalnie uwaznie, aby jak najwiecej pozytku z posilku dla siebie wyciagnac. Im spokojniej bowiem, z im wiekszym smakiem i zadowoleniem spozywa sie potrawy, tym gruntowniej przyswaja je sobie organizm, czyniac krew nasza tym zasobniejsza w sily. To wiec powinno byc jego troska. A moze po drodze, idac na te rozmowe, juz naprzód nia sie dreczyl; tymczasem wówczas zadaniem jego bylo raczej postarac sie o to, aby ta droga jak najwiecej przyjemnosci mu sprawila. I tak oto, jak najkorzystniej wygladajac, najedzony, wolny od wszelkich dolegliwosci natury fizycznej, po ozywczej przechadzce zdrowiem tryskajacy - w takiej postaci powinien byl stanac przed owym zadaniem, którego sie lekal. Przyjemnosc jest wynikiem odpowiedniego unerwienia; z kazdej czynnosci zrobic mozna male arcydzielo przez wlasciwe zastosowanie podniet i hamulców, przeplatajacych sie ze soba, jak w czarodziejskiej tkaninie, w duchu ludzkim. Tymczasem, gdy wysylamy sile zyciowa tam, gdzie nie ma ona nic do wykonania, sciagamy na siebie z koniecznosciZ- predzej czy pózniej, wskutek zubozenia danego momentu, w którym bedzie nam ona najbardziej potrzebna - niezadowolenie i udreke. Kto jedzac, ubierajac sie, spacerujac, jest mysla gdzie indziej, ten robi z tych czynnosci cos, co go krepuje i jest mu nieprzyjemne - ba! w koncu nieprzyjemnoscia musi sie stac dla niego wszystko, gdy tak sie bedzie dluzej cwiczyl i trenowal w stawianiu woli swojej w poprzek rzeczywistosci. Do czego daza wszyscy? Do szczescia. A szczescie - to znaczy, ze zawsze i wszedzie jest sie niezaleznym od nikogo i niczego, panem swoich mysli i przez to ma sie moznosc stwarzania nastrojów. Lecz do tego dojsc mozna tylko przez trening w drobnostkach. Aby armia mogla odbyc z cala scisloscia i punktualnoscia ogromne manewry, trzeba na to, aby kazdy zolnierz pilnowal swego miejsca w szeregu i dotrzymywal innym kroku. Tylko wiedza, na zawolanie bedaca do rozporzadzenia, jest istotna wiedza: tylko umiejetnosc dzialania w kazdej chwili - istotna umiejetnoscia. Gdy jakas mysl przychodzi mi do glowy zawsze tylko w srode wieczorem, a mnie raz kiedys potrzeba jej bedzie niespodzianie we wtorek rano, to na jedno wychodzi, jak gdybym byl w tej sprawie zupelnie bezmyslnym. A zycie przeciez ciagle sklada sie z samych takich rzeczy najmniej spodziewanych i wlasnie tym wiecej taki nosi charakter, im bardziej jest zywe; kto chce ni z tego, ni z owego miec jakies popoludnie zagwarantowane przed powszechna zmiennoscia, ten w ogóle nie wie, czym jest szczescie. Czuc, ze sie zyje - oto istota szczescia! ze sie zyje cala swa wytezona jaznia, w kazdym momencie i na kazdym miejscu, kiedykolwiek, gdziekolwiek bysmy sie znalezli. Stad bedzie rzecza zupelnie niewlasciwa zawiazywac sznurowadlo i myslec o czyms o mile odleglym - temperowac olówek i grzebac sie mysla w jutrzejszych swych klopotach. Zastarzale przyzwyczajenie do myslowego wlóczegostwa, blakanie sie myslami wiecznie z dala od tego, co sie wlasnie robi, sprawia, ze jest nam coraz trudniej przywolac z powrotem energie myslowa i skupiac ja we wlasciwym punkcie; bo nawet gdy na wezwanie nasze raczy sie ona pofatygowac, nie jest juz wtedy zdolna funkcjonowac jak nalezy. Ale i odwrotnie, wszelka dowolna sume energii mozna tak dlugo i tak intensywnie skupiac na danej sprawie, jak komu sie podoba; a wtedy jest sie panem wszelkiej mysli, wszelkiego nastroju, wladca snu i marzen. Zreszta to wszystko jest zaledwie nieslychanie drobna czastka tego, co duchowi ludzkiemu osiagnac przeznaczono. Osiagalne jest bowiem wszystko, co tylko wymysli wyobraznia. Wladza nasza jest tutaj bez konca i granic. Kroki zas, które ku tej potedze prowadza, sa tak drobne, tak proste i tak wzglednie latwe, ze stad zapewne poszlo, iz mozna je bylo zlekcewazyc. Nie ulega watpliwosci, ze cwiczenia koncentracji i unerwiania miesni, o których tu mówimy, oraz ich wyniki byly juz od wieków znane niektórym, nielicznym, tylko mówili oni o tych sprawach prawie zawsze przenosniami, poslugujac sie wyrazeniami wciaz zmiennymi i tajemniczymi; przy tym drogi mistycyzmu róznych ras sa rózne. Ludzkosc rasy bialej wlasnie w tej dziedzinie nie posiada dotad slowa "budzacego spiace", a zrozumialego tylko dla niej. Indianie i Azjaci, jak tego dowodza tysiace sprawdzonych faktów, umieli i dotad umieja dowolnie przerzucac swa swiadomosc i na czym chca ja skupiac i zesrodkowac, by doszczetnie zatracac wrazliwosc na ból i obawe. Czlowiekowi bialemu upraszcza te sprawy jego wybitna próznosc: oznajmia on po prostu, ze niewrazliwosc jest cecha nizszego poziomu duchowego; lecz zapomina przy tym, ze rasy, które w ten sposób postponuje, gdy chca, potrafia reagowac na wrazenia z taka ostroscia i czulkat rzeczywiscie sluzy Sprawiedliwosci, to dlaczego wynaoscia zmyslów, które nam sie nieomal cudowne wydaja. Tylko bowiem jeden jedyny czlowiek bialy przykladem swym dowodzi, jak mozna byc zarazem tepym i bolesciwym - on ksztalcil i ulepszyl wszystko z wyjatkiem... siebie. Czerwonoskóry Ameryki Pólnocnej wziety do niewoli znosi cierpliwie wszelkie meki i na torturach, w ogniu donosnym glosem intonuje piesn o wlasnej smierci; a sa to meczarnie tak wielkie, ze slów dla nich braknie - przyprawilyby one o obled kazdego Europejczyka. Indianinowi sile do ich znoszenia daje wlasnie owa zdolnosc do wprawiania sie dowolnie w ten lub inny stan duchowy. Indianie sa w ruchach o wiele spokojniejsi, ale przy tym o wiele zywsi, niz wiekszosc bialych ludzi. Z daleka juz mozna poznac Indianina po jego cudownie swobodnym chodzie, sprawiajacym jak gdyby jemu samemu rozkosz. Indianin bowiem, zyjac zyciem naturalnym, bezwiednie wyksztalcil w sobie geniusz zwierzecosci i opanowal wole, a moznosc tlumienia cierpien z tego opanowania jedynie wynika. Niezrecznosc, niezdarnosc, nietakt pochodza zawsze z tej po prostu hodowanej w sobie samym niezdolnosci do robienia czegokolwiek we wlasciwym czasie. Czlowiek chronicznie panika ogarniety, w razie naglego niebezpieczenstwa, na przyklad na okrecie, biega po pokladzie to tu, to tam, bezladnie, i to jego "zachowanie sie" odbija najdokladniej stan ducha, w którym znajduje sie stale, przez cale swe zycie, gdyz czlowiek taki pozwala ciagle na to, aby mysli jego, jak psy zle ulozone, szwendaly sie bez celu, to tu, to ówdzie, wszystko obwachujac, wszystko obgryzajac i zanieczyszajac. Natomiast czlowiek o duchu skupionym, który wie, jak nieslychanie dlugo trwa dziesiec sekund, gdy sa wlasciwie uzyte, ile w ciagu nich mozna po kolei zdzialac, znajdzie i podczas katastrofy czas, aby rozejrzec sie systematycznie, jak by sie tu ratowac. Lecz ci tak rózni ludzie i szpilke z ziemi równiez podniosa w rózny sposób. Spokój w niebezpieczenstwie polega wlasnie na tym, aby z blyskawiczna szybkoscia zobaczyc dwadziescia rzeczy po kolei i z dokladnoscia maszyny po kolei je wykonac. Tchórz widzi nie tylko fakt niebezpieczenstwa, ale i rózne jego mozliwe nastepstwa, widzi wszystko, co go moze i nie moze spotkac - ogarnia umyslem naraz cala bezden rzeczy przerazajacych. Tymczasem nie ma zalety wazniejszej i potrzebniejszej, gdy chce sie osiagnac powodzenie, jak odwaga, odwaga i jeszcze raz odwaga. Czlowiek nie wycwiczony w panowaniu nad soba, w momencie decydujacym zupelnie tak samo pozwoli, aby mysl zbawienna wypadla mu z mózgu, jak kiedy indziej cyrkiel z reki. Odwaga bowiem jest w mysleniu równie istotna cecha, jak w dzialaniu; nowa mysl trzeba umiec zachowac w swej mocy tak dlugo, az przejdzie pierwszy moment strachu na widok jej nowosci, i zamiast dac jej przeminac bez pozytku, nalezy sie raczej przez ten czas zastanowic, czyby nie oplacilo sie poszukac dróg do jej realizacji wlasnie dlatego, iz jest az tak smiala, az tak nowa i niezwykla. Tu jednak ostrzec musze przed nieporozumieniem: nie cala sila ducha winna sie skupiac na kazdej bagatelce z codziennego zycia, na zamknieciu drzwi, nawleczeniu igly, otwarciu szuflady itp. - nie, bynajmniej! tylko tyle sily wlasnie, ile jej dana czynnosc naprawde wymaga. A umiec to od razu i trafnie okreslic, reszte sil zostawiajac na nieprzewidziane wypadki w rezerwie - nazywa sie cielesna doskonaloscia. Kto ma podzwignac ciezar, bedzie sie inaczej zabieral do rzeczy, gdy o piec funtów chodzi, a zupelnie inaczej, gdy o piecdziesiat funtów. Kto by jednakze myslal przy tym o czym innym, ten zawsze zle obliczy potrzebna ilosc sily. Lecz jakzeby wygladal kupiec, gdyby w podobnie nielogiczny sposób obchodzil sie ze swym skladem? Tu - prawda - trwoni sie jedynie zycie, jednorazowe, niepowrotne zycie... o takiej bagatelce nie warto nawet myslec! Tymczasem przesycenie ciepla krwia uwagi, ozywienie i opanowanie chocby jednego jedynego dnia w jego tysiecznych tak zmiennych momentach mogloby w znacznej mierze zastapic czlowiekowi, pedzacemu zycie miejskie i siedzace, ten sport, który przeciez nie jest niczym innym, jak tylko wyjatkowym stosowaniem naszej recepty na zycie. Przypomnijmy tez sobie, jak wiele sil marnotrawimy na to, ze wiele rzeczy robimy podwójnie: raz umyslowo, w duchu, drugi raz fizycznie, w czynie. Oto co rano leza ludzie w lózku i dreszcz ich przechodzi na mysl, ze trzeba bedzie wstac, sniadanie zrobic, mieszkanie sprzatnac, isc do miasta po sprawunki albo do zajecia... Leza - i mysla - i drecza sie tym wszystkim, co pózniej w rzeczywistosci po raz drugi przezywac beda, podwójnie sily tracac. Umiec kazdej czynnosci wyznaczyc odpowiednia dla niej ilosc sily jest tajemnica zywotnosci. Tym, co ja posiadaja, zazdroscic nalezy - zdaja sie oni czerpac pokarm czarodziejski z zapasów spizarni nieprzebranej. Zadna "witamina", zaden flakon namiastki ambrozji "Speiofix", ze swiadectwami wszystkich fakultetów swiata na opakowaniu, mieniacym sie jak tecza, nie zdola nigdy osiagnac skutecznosci bezplatnej tej metody. Oznaka zywotnosci jest zreszta nie tylko odwaga, lecz w nie mniejszej mierze takt i zrecznosc. One to pozwolily temu amerykanskiemu oficerowi z czasów wojen o niepodleglosc, kiedy w wirze bitwy znalazl sie nagle sam jeden jak palec wobec wojsk angielskich, zapytac spokojnie: "A co to jest za pulk?" - "Szkoci królewscy", brzmiala odpowiedz nieprzyjaciól. "No, to Szkoci królewscy, stój!" - rzucil nonszalancko rozkaz, który wykonano, i cofnal sie spokojnie do wlasnych szeregów. Fechtmistrze, tancerze, dyrygenci odznaczaja sie czesto ta trafna pewnoscia unerwienia, ale i oni w rzeczach wychodzacych poza granice ich zawodu sa czesto tak samo kaprysni, niedbali i niepewni siebie, jak wiekszosc innych ludzi. Nalezy wychowywac w sobie calkowitego ("all round") czlowieka, a nie tylko cwiczyc bicepsy, sluch lub ledzwie, jak by tego chcial podzial pracy, bedacy wlasciwie tylko podzialem ludzi. Moze nie dla gospodarki i produkcji, ale dla ludzi jest z pewoscia lepiej rozwijac sie wszechstronnie i symetrycznie, niz przeksztalcac w potwory nadmiernie rozwiniete pod jakims jednym wzgledem, jakkolwiek podobne monstrum jednostronnosci czestokroc nazywaja falszywie... geniuszem. Setki, ale to setki takich drobnych ruchów, z których sie sklada zycie, jako to: ubieranie sie i czesanie, zamykanie czegos i otwieranie, branie i podawanie, podnoszenie i odkladanie itd. wykonujemy niezrecznie, nieuwaznie, wiec tez bez przyjemnosci, zwlaszcza gdy czeka na nas albo nam zagraza cos powazniejszego. A takie obijanie sie pomiedzy przedmiotami przyprawia nas o zmeczenie, czyni nas brzydkimi, a w koncu i tchórzami, gdyz nastrój paniczny powstaje w nas najczesciej z przyczyn poczatkowo calkiem drobnych. Dlugotrwalego przyzwyczajenia nie sposób oczywiscie zmóc w sobie w ciagu jednego dnia ani nawet roku, a umyslowych i ogólnoduchowych jego skutków niepodobna uleczyc tak od razu - moze byc tutaj mowa jedynie o powolnym i stopniowym ze zlego "wyrastaniu" - o nie sie starac trzeba. Kto, czytajac szkic ten, bedzie mial uczucie, ze "moze cos w tym jest", ze bodaj jakis jeden ustep stad stosuje sie do niego, ten juz przez to samo zacznie sam siebie leczyc. Przekonanie, zywe przeswiadczenie moze przyjsc tylko z wewnatrz, ale gdy przyjdzie, to juz nie przestanie wzrastac. Nikt nie wynajduje, nie wymysla prawdy i nie potrzebuje jej wymyslac, bo prawda - jakkolwiek trudno ludziom dzisiaj w to uwierzyc - jest najbardziej rozpowszechniona z rzeczy tego swiata, jest "dobrem niczyim", jak woda, powietrze albo dzienne swiatlo. Ten, kto pomaga innym, pomaga im tylko odnalezc samych siebie, podobnie jak zapalacz latarni ulicznych nie stwarza ognia ani jasnosci, gdy przytyka swój swietlik do mechanizmu lampy.

 

 

NARODZINY MYSLI

 

Nowe mysli stanowia zródlo nowego zycia. Gdy pomysl wynalazku jakiegos lub odkrycia zaswita w glowie twórcy, radoscia go napelnia, rozkosza i zachwytem; krew w jego zylach w nowym krazy rytmie, i kazda komórka zda sie odrodzona. Pisarza lub artyste nowa koncepcja unosi na zawrotne wyzyny ekstazy. Mam tu na mysli oczywiscie tylko duchy istotnie twórcze, rzadko spotykane, a nie tych licznych "twórców" w cudzyslowie, którzy zapalaja swoja latarenke od cudzego ognia i tylko szklo w niej nieco inaczej zabarwiaja. Dobra wiadomosc, otrzymana w okresie smutku i przygnebienia, usmiechajace sie nam ziszczenie nadziei, zazegnanie grozacego nam niebezpieczenstwa - to wszystko ostatecznie jest tez tylko rzecza duchowa, dana nam w mysli, obrazem, do którego tesknimy z upragnieniem, nie zas samym przedmiotem naszego pozadania; a przeciez jakze cialu naszemu sil dodaje! Przykuwajace nasz wzrok widowisko, spotkanie z kims, kto bardzo silny ma dla nas urok, dazenie, czyn, dzielo, które nas zachwycaja i bodzca nam dodaja - wszystko to jest dla ciala zywym pokarmem i podnieta. W podnieceniu i kontemplacji znika poczucie potrzeb ziemskich - znika naprawde, a nie tylko zostaje zagluszone. Albowiem nie samym chlebem czlowiek zyje - istota nasza domaga sie wciaz od nowa strawy duchowej coraz swiezszej. Dzielo sztuki, jakkolwiek ponetne i pelne czaru wtedy, kiedy je widzimy albo slyszymy po raz pierwszy, urok swój z czasem traci, a tesknota do zmiany, do róznorodnosci opanowuje kazdego czlowieka uczciwego, nawet gdyby mial przez to oderwac sie od duszy najbardziej wartosciowej, od osoby najmilszej, od której doznaje wylacznie dobrego. Tesknota to moze tylko przemijajaca, do zmiany chwilowej. Albowiem sztuka, dramat, opera, artysta, podobnie jak czlowiek kochany, moga po pewnej przerwie w obcowaniu z nimi dostarczyc nam znowu wrazen tym silniejszych, zwlaszcza jesli tymczasem zmieni sie i rozrosnie wlasna istota nasza lub ich (gdy o artyste chodzi). W tym sensie krzepiace nas na duchu wzruszenie mozna nazwac pokarmem lub strawa, i od rodzaju tej strawy duchowej zalezy w ludzkosci wiecej, nawet gdy chodzi o droge do cielesnej jej doskonalosci, niz od zjadanych przez nia sniadan i obiadów. Dopiero bowiem to jest prawdziwy "chleb zywota". Podobnie, jak zawsze ma czlowiek chec na swieze i smaczne potrawy, tak tez i mysli potrzeba mu ciagle w tresci i formie swiezych - albo przynajmniej powinien ich pragnac. Tej podstawowej i zdrowej potrzebie ludzkiej zawdziecza tez swój nieslychany rozkwit i prasa codzienna; a temu rozkwitowi ludzkosc ma z kolei do zawdzieczenia czastke upadku swego, gdyz w tym wciaz jednakowym korowodzie zabójstw, klamstw, oszczerstw, tandety, partactwa i marnosci nowa jest co dzien tylko data, a biedny znarowiony tlum wiecznie oszukiwanych czytelników kupuje czarna farbe drukarska zamiast zywego slowa zycia, nie zauwazajac, ze zabójstwo przy ulicy X tym tylko sie rózni od zabójstwa przy ulicy Y, iz jedno bylo w srode, a drugie we czwartek. W ten sposób prasa wyrzuca codziennie miliony egzemplarzy swoich doslownie jednodniówek w bloto, z którego pelznie zawsze to samo robactwo. Wieczne bowiem powtarzanie tej samej starej mysli upadek w sobie kryje, sprowadza rozklad gnilny ciala i rozklad ducha. Czy nie byloby to mozliwe, abysmy co dzien rano budzili sie z pewnoscia, ze i ten dzien, i wszelki, który przyjdzie po nim, przyniesie nam w darze spotegowanie zycia? Jakas radosc odkrywcy: cos pozytecznego i darzacego szczesciem - nas i bliznich naszych - cos, co posiada trwalosc - albo ten fakt, ze jakies gotowe poznanie, które wczoraj jeszcze sprawialo wrazenie czegos bez reszty skostnialego, nagle znów ku podziwowi naszemu rozkwita i zupelnie gdzie indziej, nizesmy przypuszczac kiedykolwiek mogli; to zas poznanie wskazuje nam droge do calego mnóstwa niewinnych i silnych, a trwalych radosci... Oto zródla szczescia. Jakies prawo natury, wielkie zarazem i proste, odslania sie przed nami po raz pierwszy - delikatne, mile a nieskonczone - i przy tym objawia nam sie ono w jakiejs "drobnostce", jak dotad zwyklismy byli mówic: w oblatywaniu lisci z drzew, w zmianie zabarwienia jakiegos zyjatka... Wszystkiemu, co zyje, natura bez przerwy czyni miliardy propozycji i stosownie do tego, czy zostana one przyjete czy odrzucone, powstaje z nich slon, skrzeczek, orzel, palma, baobab, albo jakis swiety. Meduza (ze blizej wchodzic tu w jej zycie i ustrój nie bedziemy) ma jeszcze stosunkowo niewiele organów, a z nimi dosc tez skromna mozliwosc wyboru pomiedzy miriadami owych propozycji - a jednak i jej jakos zycie sie udaje. My o ilez wiekszym rozporzadzamy polem do odczuc, prób i mysli! Jak wypelniony trescia, jak bogaty byc móglby kazdy nasz poranek, gdybysmy tylko mieli do rozporzadzenia dosyc wielka i czula membrane duchowa, aby swobodnie i wrazliwie reagowala na te oferty przyrody. I gdybysmy miast tego od dziecka nie woleli pozwalac zabazgrywac ja zabobonami, przesadami, dogmatami, zdaniami martwymi. Cóz za szalenstwo - dopuszczac do tego, aby nam w ten sposób zywe nasze wnetrze na glucho zamurowywano! Wiecznie jakis rytual, jakies oblakanie glupstewkiem bombastycznym, jakies twory falszywe, sztuczne i niezdarne przekladamy nad siebie samych i jasna, czysta, wyrazna jazn wlasna! Nie, jeszczesmy sie nie zbudzili do tej pelni swiadomosci, by stac sie odbiorcami mysli, z nieskonczonosci do nas splywajacych i wraz z myslami tymi osiagnac istoty rzeczy zrozumienie, a wraz ze zrozumieniem posiasc potege bez granic; bo przeciez nieskonczonosc na tym wlasnie polega, ze jest jak bank, który wyplaca i wyplaca, a nawet najbardziej wytrwaly gracz nigdy rozbic go nie zdola. Kiedyz nareszcie przestaniemy podpatrywac sie wzajemnie, zazdroscic sobie swoich wynalazków, dóbr, stanu posiadania, polowac na siebie, by je sobie wydrzec; my - smieszni i godni litosci, jak ci glupcy, którzy by, nad brzegiem Missisipi stojac, bic sie chcieli o marna szklanke brudnej wody, zamiast zanurzyc dlonie w wiekuisty strumien. Kto chce w ten sposób twórczo czerpac, ten musi przede wszystkim uwolnic sobie rece i pozbyc sie skurczu w nich, wywolanego dzwiganiem brzemienia przeszlosci. W kazdym, chociazby najszczesliecznoscia przyjmuje zalecenie przelozonego, który iwszym zyciu sa tysiace rzeczy, tysiace scen, wydarzen, o których lepiej byloby zapomniec; naleza do nich równiez, i moze przede wszystkim nawet te tzw. szczesliwe wspomnienia; albowiem i szczescie starzeje sie, jelczeje. Poziom radosci równiez powinien móc sie z roku na rok wznosic, by ponetniejsze dla nas bylo kazde jutro od kazdego wczoraj. Ten, kto zapomina, robi sobie miejsce dla nowych mysli w duszy, wiec dla nowego zycia. Lecz kto sie hermetycznie zasklepia w szczesciu wlasnym, minionym czy obecnym, ten sie tez z nim razem starzeje, szarzeje. "Zapominanie" nie jest jednoznaczne z zupelnym wygasaniem, które by zreszta nawet niepodobienstwem bylo, bo wszak jestesmy wszyscy suma swych doswiadczen. Kazde slowo, zapach, sceneria, pocalunek sa organicznymi czesciami nas samych, zrosly sie z nasza jaznia, jakkolwiek niewidoczne sa moze w tej chwili, zatarte i w odleglej przeszlosci pogrzebane, zawsze jednak gotowe wylonic sie, moca jakichs praw kojarzenia, nad próg swiadomosci. Przestrzegac nalezy jedynie przed upartym, maniackim odswiezaniem i odgrzebywaniem jakiejs okreslonej jednej grupy wspomnien, bo to wytwarza sklonnosc do ich przeceniania. Istotnym doswiadczeniem jest to, co zapomniane, co tkwi w niepamieci. Kto chce w tempie zwycieskim prosto jak strzala zmierzac do doskonalosci, temu nie wolno wlec za soba wozu nierównomiernie, zle obciazonego. Sa ludzie, co od nowa wciaz przezywaja w mysli dawno przebrzmiale walki ze starymi swymi przeciwnikami, a te trwajace calymi latami homerowskie boje "duchów" za kazdym razem koncza sie z zasady druzgoczaca porazka ich nieobecnych wrogów. Sami ze soba i dla siebie nawiazuja oni wciaz od nowa te sama nieskonczenie bogata w przyjemne dla nich warianty historie, której punktem kulminacyjnym jest rozkoszne zakonczenie: oto stoi przed nimi pobity przeciwnik, jak pies pokorny z podkulonym ogonem, trzesacy sie z zalu, doszczetnie zdruzgotany i unicestwiony postawieniem mu przed oczy wszystkich jego nieprawosci. Kto by zas przypuszczal, ze tego rodzaju taniutkie szukanie sobie solipsystycznego samozadoscuczynienia za cos, co juz sie stalo i odstac sie nie moze, jest rzecza niewinna, zabawka bez znaczenia, ogromnie by sie mylil. Przeciwnie, jest to bodaj najwiekszy zbytek, na jaki tutaj pozwolic sobie mozna: okupuje sie go kosztem wlasnego zycia. Kto w ten nalóg popadnie, chodzi jak gdyby w chmurze trupiej trucizny psychicznej; ten pograza sam siebie w autohipnotyczny stan zycia pozornego, zycia w czasie przeszlym, od dawna zbutwialym; ten dla urojonych triumfów w przeszlosci poswieca mozliwe do odniesienia, rzeczywiste swe zwyciestwa przyszle. Mscic sie w ten sposób - to dzialac w imie rzeczy przebrzmialych, czyli falszywie nastawiac energie o cale 180 stopni. Nikt tez nie zdola zachowac ciala swego rzeskim, zdrowym i pieknym, kto nakarmi je myslami wyjalowionymi - wydzielinami swych przestarzalych jazni. Nowy przyplyw ducha, rodzaca sie przyszlosc zastaje komórki duszy jego zaklajstrowane. Miesnie, krew, kosci, szpik w nich zmienily sie oto w zdretwiala otoczke na pól martwego ducha; a tak wciaz na nim narastajaca kora musi ciezarem swoim sprowadzic w koncu slabosc i udreke. Tylko kto zrzuca z siebie zuzyte swe skorupy, prac naprzód w swiat nowosci, na tego splywa zycie mlode z mlodymi myslami, a te z kolei stwarzaja w nim sobie nowe, dla siebie odpowiednie cialo. "Móc kazdego dnia umrzec" - znaczy, ze jakas nasza wczorajsza mysl juz dzisiaj na pewno nalezy do rzedu umarlych. Zdrowo rosnacy duch musi pod koniec kazdego dnia na zawsze zakonczyc rachunki z jakas czastka samego siebie, która sie przezyla; chciec z niej dalszy robic uzytek - to tylko rzecza szkodliwa byc moze. Substancja psychiczna raz po raz musi byc odnawiana, podobnie jak naskórek, który codziennie zrzuca z siebie zuzyte komórki, bo w przeciwnym razie cierpialoby na tym oddychanie skórne, obieg krwi, odzywianie i caly organizm. Kto potrafi spotegowac w sobie odnawianie mysli, ten w ciagu dni niewielu przezywa cale swiaty. Dla takiego czlowieka szczescie stanie sie niemal niezaleznym od miejsca, czasu i okolicznosci; moze on je zmusic, by mu towarzyszylo nawet do wiezienia, gdy tymczasem inni wiedna po palacach, zamknieci w wiezieniu dawnych swych wyobrazen. Jest to droga do osiagniecia prawie calkowitej niezaleznosci ducha od materii - a niezaleznosc to potega. Dopóki nie umiemy obchodzic sie zupelnie bez jakiegos czlowieka, potrawy, lekarstwa czy srodka podniecajacego, dopóty jestesmy ich niewolnikami. Z kazamat podobnego ubóstwa cielesnego tudziez duchowego wydostanie sie jest mozliwe tylko na skrzydlach nowych mysli, i to takich, nad których rodzeniem sie w nas panujemy. Nikt nie moze dlugo pozostawac ubogim w zwyklym znaczeniu tego slowa, kto w naszym znaczeniu bogaty jest na duchu. Ale duchowy bogacz nie pozada nigdy wiecej, niz mu potrzeba po to, aby z kazdej godziny dnia kazdego wypic cala zawarta w niej rozkosz. Nie troszczy sie o starosc, bo poznal, ze samo zabieganie o nia zapobiegliwego juz postarza, jako ze ten wtedy na cale dziesiatki lat naprzód z koniecznosci wyobraza sobie siebie jako zwiedlego, zniedoleznialego, niesamodzielnego. Przeciwko tym wlasnie nieszczesciom starosci tytulem rekompensaty ma on gromadzic pieniadze, wiec cos materialnego; tymczasem te nieszczescia juz teraz, pod postacia maniackiej troski i niepokoju, opanowuja calkowicie mysl tego zapobiegliwca. Typowy to przyklad zlego stosowania sily mysli - wrecz podstawowy, klasyczny - arcyprzyklad! Tylko wzrost - rozwój - irradiacja, czyli promieniowanie sily ducha na sfere materialna moga zatriumfowac nad tego typu zlymi przyzwyczajeniami i cialo podtrzymac, odmlodzic je, odmienic. Nie w tym lezy nadzieja ocalenia od hanby starosci i smierci, ze sie marnuje mlodosc w niewoli u mysli o starosci, ale w tym jedynie, ze to "ja" swoje, dzis jeszcze malostkowe, politowania godne, ciska sie w olbrzymi odradzajacy prad stajacych sie cudów i nadchodzacej wiedzy. Taka moc ducha zaczynamy hodowac w sobie i rozwijac, gdy tylko przeniknie nas wiara w jej przewage nad swiatem materii - gdy zdobedziemy przekonanie, ze cokolwiek, jako czastka tej mocy, wytrwale marzymy, myslimy i pod postacia woli z siebie wypromieniowujemy, to wszystko przez ten proces mysli i woli naprawde realnie stwarzamy. Marzenia i mysli, a wiec i twórczosc ludzka, wskutek niewiedzy naszej, szly dotychczas zawsze w falszywym kierunku. "Glowy jak u chrabaszczy" mamy i wrzynamy sie nimi coraz glebiej i glebiej w zbutwialosc gleby ziemskiej. Przytocze jeden przyklad. Pierwsze zdanie, którego uczy sie dziecko europejskie na lekcjach logiki, brzmi: "Wszyscy ludzie sa smiertelni, Caius jest czlowiekiem, wiec Caius umrzec musi". Wszelako "wszyscy" ludzie jeszcze sie dotychczas nawet nie urodzili, a cóz dopiero mówic o tym, ze umarli, ze sa smiertelni; jakze wiec mozna ludzi dotad nie istniejacych, co do których nie ma dotychczas zadnych danych, podciagac falszywie, ukryta kontrabanda, pod pojecie "wszystkich"! I to w ten sposób dzieci logiki sie uczy!... Jednakze wiele osób tkwi dotychczas w pierwotnych, blednych wyobrazeniach szóstego dziesiatka lat zeszlego wieku, kiedy to ducha dobrze, jesli co najwyzej raczono tolerowac, a i to niechetnie, jako ze uwazano za zjawisko uboczne i za rodzaj przeszkody w mechanice swiata; wiele osób nie nauczylo sie dotad widziec cudu niepojetego juz w tym, ze tlen i wodór wzajem sie przyciagaja, ze miedzy pewnymi pierwiastkami chemicznymi zachodzi powinowactwo, a miedzy innymi nie zachodzi: Empedokles nazywal to "miloscia i nienawiscia", które przeksztalcaja swiat chaosu w uporzadkowany kosmos. Lecz zbyt wielu jest jeszcze na swiecie plaskoglowców i cwiercwyksztalconych (a to znaczy gorzej niz niewyksztalconych); ci kamienieja w swojej dogmatycznej filozofii kieszonkowej dla ubogich duchem, jak gdyby miala ona wartosc po wieki wieczne. Wszyscy oni, w miare swoich sil drobniutkich, moga opóznic przyjscie cudownej epoki - wstrzymac jej nikt nie zdola. Jej przyjscie jest juz bliskie i nie dlatego bliskie, ze ja albo kto inny cos na ten temat twierdzi, mówi albo pisze, lecz dlatego, ze istnieje cala moc duchów ludzkich, burzliwie wzrastajacych i rwacych sie naprzód - miliardy mózgów, stojacych dzis u progu kazdego pragnienia, zyczenia i tesknoty, w przeciwienstwie do poprzednich, slabo zaludnionych epok. Szóste stulecie przed Chrystusem bylo z cala pewnoscia bogatsze w ludzi nader wybitnych niz jakiekolwiek inne (Konfucjusz, Budda, Pitagoras, Heraklit, eleaci), lecz byly to jednostki, a narody, które ich wydaly, choc na bardzo wysokim poziomie stojace, byly jednak wówczas zbyt rzadko rozsiane po powierzchni globu, by móc wywierac trwale dzialanie materialne. To, co dzis jeden czlowiek, bodajby przecietny, wypromieniowuje z siebie, jako swoja wole, znajduje dokola o wiele wiecej czynników, zyczenie jego podtrzymujacych i rozpowszechniajacych, bo wskutek przeludnienia ziemi eter duchowy zgestnial. Jeszcze nigdy swiat otaczajacy nas oraz swiat dzialajacy na nas i przez nas nie byly tak jak dzisiaj gotowe do poczecia. Wystarczy, aby nieliczni, jako straz przednia, parli naprzód i niestrudzenie zwiastowali: "Przeciez tak sprawa stoi, ze oto tutaj - tuz, tylko reka siegnac - lezy nie wyzyskana najpotezniejsza z wszystkich sil przeistaczajacych: chcaca mysl - realnosc, cos rzeczywistego i dzialajacego; wzbiera ona, pecznieje i wytryskuje, skrzy sie poprzez przestrzen - budujaca i burzaca, uzdrawiajaca i zabijajaca, mnozaca bogactwa i niweczaca je - czynna i w zlym, i w dobrym o wszelkiej godzinie dnia i nocy - we snie i w czas czuwania - rzezbiaca oblicza ludzkie i ciala, barwiaca je i ksztaltujaca na trwala doskonalosc lub chwilowy rozklad". Drogi mój blizni, zanim sie poswiecisz calkowicie interpelacjom w parlamencie, rozdawaniu zupy miedzy inteligencje podupadla, dostarczaniu welnianych ponczoch Murzyniatkom, zbieraniu znaczków pocztowych lub szczoteczek do zebów z epoki Karolingów, albo uganianiu sie za nowym rodzajem plamki pod ogonem u dzikiego slonia, spytaj samego siebie, czybys tez nie poswiecil czastki swego zycia na to, aby na wlasnym ciele wypróbowac proponowane tu metody chcenia i myslenia. Próba ta nie wymaga zadnego specjalnego wyksztalcenia, zadnego zdawania egzaminów, zadnych wydatków pienieznych - ba! nie potrzeba po temu nawet wiary, aby ja przedsiewziac. Nie glosimy tez zadnych dogmatów, mówimy ci tylko: spróbuj sam. Gdyby jednakze, jako rezultat tej próby, zaczely wystepowac u ciebie jakies bodajby zaczatkowe objawy w oczekiwanym sensie, czyz byloby rozsadne chciec zakreslac granice dalszym ich mozliwosciom, mówiac: dotad, lecz nie dalej? Wiara i zaufanie zrodza sie w twej duszy jako elementarny wynik, prosty ciag dalszy uczynionego doswiadczenia. Jakiz czyn lub cel inny móglby sie pod wzgledem znaczenia dla ludzkosci równac z perspektywami, które sie tutaj otwieraja! A ze celu tego dotad nikt jeszcze nie osiagnal, to wlasnie ty badz pierwszym! Pokaz, jak mozna siebie samego przeistoczyc w zywa wszechpotege - jak w spólnictwie z innymi, do tego samego zmierzajacymi celu, mozna na wlasnym ciele udowodnic, ze sila i zdrowie zdolne sa skutecznie opierac sie starosci - ze chorobe mozna usunac raz na zawsze - ze bogactwo i geniusz wyplywaja, jako naturalne skutki, z metod i praw dotychczas stosowanych tylko w sposób niedoskonaly albo nieswiadomy. Zycie zas nie jest rzecza przelotna, beznadziejna, za jaka dotychczas uchodzilo nawet w wypadkach najszczesliwszych, najrzadszych, wyjatkowych. Dopóki bowiem czlowiek musi umierac wtedy, kiedy ledwie zaczyna cos z zycia rozumiec, dopóty wszyscy ci geniusze, uczeni, filozofowie, artysci i wieszcze - sa tylko czyms chybionym, czyms poronionym - to wyspy zapomnienia po drodze ku smierci. A ludzkosc pragnie przeciez wciaz czegos lepszego. To jej pragnienie, ten jej krzyk wzbiera stale poprzez ciag stuleci - i wlasne ziszczenie swe ksztaltuje z Rzeczy Niewidocznych. Doskonalosc stanie sie zrazu udzialem niewielu - potem wielu - w koncu wszystkich. Ludzkosc podaza ku nowemu swiatlu, nowej wiedzy, nowym, zywym rezultatom. Czas ma tylko jeden wymiar, jeden kierunek: naprzód! Ze zas i my z nim razem naprzód sie posuwamy, tedy lepiej tez bedzie spogladac przed siebie. Wiekuista, potezna, tajemnicza sila popycha nas goscincem czasu wprost ku rzeczom dotad nie przezytym. Przeistoczeniu w czasie nie zdolaja sie oprzec nawet najbierniejsi i najbezwladniejsi, najbardziej nieokrzesani lub skostniali. Wielu jednak podaza wraz z czasem, obróconych plecami do przyszlosci, z wzrokiem utkwionym w przeszlosc. Przez te falszywa swa postawe wzmagaja oni tylko zlo, chorobe, cierpienie i upadek. Brzmi to bardzo niezwykle, kiedy powiadamy, ze caly los nasz w zyciu, i szczescie, i nieszczescie, zaleza, jak mówimy, od tak prostych zwyczajów: od kierunku ducha. Ale tzw. rzeczy "proste" przy dokladniejszym w nie wniknieciu okazywaly sie dotad zawsze jako najglebsze - rdzen i prazjawiska. Nie zadna spekulacja nad atrybutami "praprzyczyny" ma nas zajmowac przede wszystkim - chodzi o to, by odkryc w przyrodzie takie srodki, które prowadza w okreslonym kierunku do okreslonych rezultatów. Gdy tylko wyrobimy w sobie zywo tetniaca pewnosc, ze co sie tyczy zdrowia, wdzieku, bogactwa, umyslu, stanowiska, zdolni jestesmy przetwarzac w rzeczywistosc mysli nasze i pragnienia, w takim razie pierwszy naczelny cel nasz zostanie osiagniety - posiadziemy "perle wysokiej wartosci"; na dowód zas, zesmy sie stali przez to naprawde madrzejsi i zesmy dojrzeli do nastepnego kroku, pospieszymy z pomoca naszemu sasiadowi, aby i on odszukal w sobie owa "wysokiej wartosci perle", gdyz kazdy tylko to tutaj znajduje, co jemu jednemu znalezc jest przeznaczone; i nic nikt nikomu w ten sposób nie odbiera, a wszyscy sie bogaca, gdyz wraz z liczba wiedzacych i wtajemniczonych wzrasta ogólna sila: kazdy, któremu pomozono, automatycznie staje sie pomocnikiem innych. Codzaze, ani jednego przedsiebiorcy ogloszeniowego, któryienny naplyw nowych idei przynosi z soba nowa moc i wladze. Jej milczaca w nas sila zacheca, pobudza do czynu i doskonalenia sie inne jestestwa, które w ten sposób swiadomie czy bezwiednie wspólpracuja z nami. Na wyzszych szczeblach uduchowienia wszyscy sa radosni, zywotni, pogodni i pewni zwyciestwa. Wzniesli sie oni w swym rozwoju do pojecia prawa i dowiedli samym sobie jego slusznosci. Wiedza, ze pewne przywiazania duchowe, rodzace pragnienia, tudziez z nich powstajace opanowanie mysli wywoluja trwaly przyplyw szczescia, wladzy i potegi - bo szczescie i potega musza isc ze soba w parze. Potega nie jako niewolenie innych, lecz jako moznosc wolnego dzialania, jako swoboda i przestwór dla zycia. Wiedza oni, ze wszelkie przedsiewziecie, zgodne z kierunkiem Nieskonczonego Prawa, musi miec powodzenie. Zycie stanowi dla nich jedno pasmo zwyciestw, a serca ich tak sa pelne pewnosci siebie, jak pewnikiem jest dla nas to, ze ogien plonie, a woda go gasi. Z ta oaza wyzszego zycia w stycznosc wejsc mozemy przez glebokie, trwale uporczywe pozadanie (nie przez zebranine ani nieokreslone parcie naprzód) - i z tej oazy czerpac mozemy nowy, zyciodajny fluid. Droge do tego tak wartosciowego obcowania z umyslami najczystszymi toruje nam wysilek, zmierzajacy do pozbycia sie wszystkiego tego z istoty naszej, co metne, zazdrosne i klótliwe. Mysl, która nam szkodzi, jest zawsze nieczysta. Zle przyzwyczajenia calego dotychczasowego zycia naszego sprawiaja, ze w poczatkach trudne nam sie wydaje wladcze opanowanie samych siebie, lecz wytrwale dazenie, wyzsze aspiracje z czasem coraz latwiej beda niweczyly wszelkie sklonnosci przeciwne. Nieczyste mysli sa jak wysypka eteryczna na zle pielegnowanej duszy - zamykaja nam wstep do "dobrego towarzystwa". Na wyzsze instynkty, na delikatniejszych pomocników aura danego czlowieka oddzialac moze jak powietrze kloaki, albo tez przeciwnie, jak gaj kwitnacych krzewów. Ten i ów wielki pisarz, artysta, wódz - w ogóle przewodnik ludzkosci w jakiejkolwiek dziedzinie zycia - wielkosc swa osiagnal, byc moze, w znacznej czesci na drodze mediumicznej, jako tuba, przez która przemawialy takie wlasnie wyzsze inteligencje, tacy niewidzialni pomocnicy nasi. Moze dusza jego pozostala skadinad mala, prózna, pospolita i trywialna, lecz w jakis sposób, blizej nam nie znany, mial on w wielkosci udzial. W pewnych, wybranych chwilach cos sie w nim rozwieralo, zstepowalo na niego bezgraniczne oddanie sie duchom, i stawal sie medium, wybranym nosicielem cudzych uduchowien. W tych momentach odbiorczych wystawial on czula membrane swej duszy cala jej powierzchnia na dzialanie promieni i wirów o wiele potezniejszych i delikatniejszych, niz bylo to dane jego dniom powszednim. Obladowany darami astralnymi, wracal potem do siebie. Albowiem: "Niedaleko doprawdy zaszedl ten w sztuce swojej, kto w dziele dal nie wiecej, niz napisane stoi". Byly to podpowiedzi, sugestie, podszepty, na które mial podatne i wrazliwe ucho. Dla istot duchowych, a wiec plawiacych sie w bogactwie, jest nieodzowna koniecznoscia podzielic sie z innymi swoimi wizjami slodyczy i sily, uczynic bliznich wizji tych uczestnikami. Bogacze ducha gotowi sa w tym celu uciec sie do wszelkiego rodzaju posrednika, do wszelkiego srodka, który im jako tako skutecznym sie wyda. Szukaja oni drogi najmniejszego oporu - takie jest prawo natury. Wszystkie umysly wyzsze sa jak ocembrowane zródla: woda z nich bije, tryska i tryska bez ustanku. Dla umyslów tych dawanie nie jest obowiazkiem, ale uwolnieniem sie od nadmiaru, ulga. Gdy mysli osiagna odpowiedni stopien dojrzalosci, musza sie oderwac od macierzystego lona ducha, jak zbyt ciezkie owoce od zwisajacej pod ich brzemieniem galezi. Te sily, dusza, "duchy" - nazwa jest obojetna - pochodzace ze sfer wyzszych, znajduja sobie tedy na tej ziemskiej glebie wrazliwy organizm, dzialaja na niego w pojedynke lub, w krag go otoczywszy, tworza dokola niego wlasciwa sobie atmosfere, w której on, wywyzszony ponad swa codziennosc i szczuple swe sily, na jakis czas potrafi unosic sie i bujac "swobodnie", jak ów magnes, pomiedzy poteznymi szpulami zawieszony, które go swym dzialaniem na odleglosc w doskonalej utrzymuja równowadze. Taki krag duchowej atmosfery dziala jak podnieta na wszelki wrazliwszy, podatny organizm. Wznosi go, dzwiga i podtrzymuje, wywyzsza nie na miare drobnych jego sil wlasnych. Przez chwile widzi on rzeczy i sprawy tego swiata w swietle wyzszego zycia, a wiec czystszymi niz w tym zyciu, które go zazwyczaj otacza. Staje sie upojony, natchniony, rozswietlony równiez i z tego wzgledu, ze subtelna i mocna substancja myslowa "pomocników" jest rozplomieniajacym narkotykiem, który dziala proporcjonalnie do delikatnosci i ognistosci osobnika dzialaniu poddanego. Podniete taka nazywa sie zazwyczaj "magnetyzmem osobowym". W nim lezy tajemnica tego zagadkowego, nie dajacego sie niczym wytlumaczyc pociagu, jaki niekiedy czuja do siebie ludzie. Sa wprost pijani soba, upojeni fluidem, który wzajemnie jeden z drugiego wchlaniaja. "Dwóch chorych oto milosc wspaniala Jednego drugiemu na lekarstwo dala". Na kazdym stopniu i w kazdej dziedzinie, w dazeniu do celów wielkich, czy to wznioslych, czy niskich, dziala którys z rodzajów narkotyku "ducha". Ani jedno zdarzenie na wieksza miare, ani jeden czyn, wynalazek czy dzielo sztuki nie powstaje nigdy calkowicie dzieki tylko jakiejs istocie pojedynczej, poza obrebem zapladniajacego eteru srodowiska. Jestesmy wszyscy czesciami calosci: co powstaje bez jej pomocnej rady, bywa "bezradne", niedolezne. Komu sie zdaje, ze w istocie jest inaczej, ten ulega zludzeniu przez zarozumialosc. Natchniony poeta, uczony, wynalazca czy maz stanu moze chadzac w glorii wielkiego imienia, chociaz nie calkowicie zasluzyl na swa slawe. Jego dziela i czyny byly czesciowo wynikiem skoncentrowanych na nim sil wspóldzialajacych z nim umyslów, rodem z niewidzialnego swiata. Wyladowaly sie one na niego, który byl chetnym, zyczliwym ich odbiorca i przeszkód im nie stawial; a potem, ulgi w ten sposób doznawszy, uniosly sie wzwyz, w sfery, gdzie eter duchowy jest juz zapewne zbyt subtelny, aby móc sie udzielac ziemskiemu srodowisku. W swiecie ducha im szybciej, im szczodrzej sie daje i udziela innym, tym rychlej naplywaja ku nam z powrotem nowe prady. Kto drzy o swa duchowa wlasnosc, ten oslabia przez to i zubaza swa zdolnosc odbiorcza. Kto jest posrednikiem, który przekazuje innym sily, przezen przeplywajace, ten musi tez dbac o to, aby w nim nic nie hamowalo wolnego tych sil przeplywu. Z chwila gdy tylko zmagazynuje w sobie jakas idee, prawde, wynalazek, postanawiajac je zachowac wylacznie dla siebie, zagwazdza sie i zatarasowuje w sobie droge przewodnictwu. Tego rodzaju skapstwo i nieuzytosc zubazaja czlowieka pod wszelkim wzgledem. Kto hojnie obdarza, hojnie odbierac bedzie, i z tego nadmiaru lacno w kazdej chwili bedzie mógl dosc dla siebie zatrzymac na kat rzeczywiscie sluzy Sprawiedliwosci, to dlaczego wynapokrycie swych materialnych potrzeb. Idee, pomyslowosc sa u niektórych ludzi rzecza po prostu przyrodzona. Twórcami i wraz wchlaniaczami sa oni z natury. Idee, w nich zyjace, staraja sie wzleciec ku najwyzszej formie istoty swiata i zmuszaja ich, swych twórców, do jak najwiekszej wielostronnosci i ducha, i czynu. Radosna koniecznosc, której podlega taki czlowiek, ów twórczy w nim pierwiastek, który go zmusza do rozwiniecia calkowitej jego osobowosci, przynosi mu tez co najlepsze czastki z calego swiata, aby je sobie przyswoil i na wzniesienie gmachu wlasnego "ja" zuzyl. A poniewaz jest on nie tylko posrednikiem, medium, a wiec czyms przepuszczalnym, biernie dostosowanym i wrazliwym na pewne okreslone wplywy, ale zarazem stanowi sam w sobie maly, lecz calkowity kosmos, zdolny jest przeto, na zasadzie prawa o odpowiednikach, przyciagac ku sobie i wchlaniac z wszystkiego jakas kazdej rzeczy czastke - uczestniczy we wszystkim, albowiem sam jest wszystkim, i nawet wchlaniajac w siebie pierwiastki obce, pozostaje twórczym i oryginalnym. Mysli innych istot z jego myslami w nowe zwiazki "chemiczne" wstepuja; wszystko, cokolwiek z nim sie zetknie, zostaje przezen przerodzone i w nowym ukazane swietle - zyskuje mlodosc, swiezosc i zarazem godnosc. Im czystsze i naiwniejsze jest czyjes spojrzenie na swiat, im bardziej bezinteresowne jego stanowisko duchowe w stosunku do zapladniajacych go i uzupelniajacych rzeczy, tym szybciej powstaja w nim nowe polaczenia mysli, tym oryginalniejsze jest wszystko, czegokolwiek sie dotknie. Jest to fakt, nie dajacy sie co prawda niczym dotychczas wytlumaczyc, lecz niemniej fakt niezbity, ze prawosc i niewinnosc stanowia samodzielne pierwiastki oraz czynniki dzialajace w takich wlasnie duchowo-chemicznych procesach. Medium-posrednik, przez slabosc lub egoizm, zadowala sie rola strony wylacznie odbiorczej. Posluguje sie cudzymi myslami, nie troszczac sie zgola o ich prawowitego wlasciciela albo twórce, a nawet nie zdajac sobie w ogóle sprawy, jakiego pochodzenia sa owe skads mu zeslane idee. Ale nie zawsze sa pod reka duchy, u których tak latwo mozna sie zapozyczac, przychodzac, ze tak powiem, wprost do gotowego i nie poddajac nawet zapozyczonego materialu wlasnej "przeróbce uszlachetniajacej". Dla kazdego kiedys, w tym czy innym zyciu, musi nastapic taki okres, gdy duch, zdany zupelnie na samego siebie, ocknie sie nagle bez wszelkich srodków do istnienia, kaleki, zubozaly przez te jednostronnosc, która wytwarza zawsze trudnienie sie wylacznie i tylko posrednictwem. I gorzko odczuje wówczas brak zdolnosci do przetapiania surowca duchowego we wlasnym swoim centralnym ognisku. Nasza rada glosi: starac sie usilnie o moc twórcza w rzeczach ducha, otoczyc troskliwa opieka najniklejsze jej zaczatki, a zrzec sie jak najwczesniej wszelkich, nawet najoczywistszych korzysci plynacych z posrednictwa. Tak - odpowiedza na to - ale po czym to poznac, ze jest sie posrednikiem? Po jednostronnosci mysli, idei, pomyslów - odpowiemy. U posrednika zdaja sie one zawsze, jak rój gwiazd spadajacych, wychodzic wszystkie tylko z jakiegos jednego okreslonego punktu, jakkolwiek wielka przestrzen na niebie zajmuja. Probierzem istotnej sily twórczej bedzie zawsze to, ze wystepuje ona we wszystkich dziedzinach zycia, i w jakimkolwiek jego punkcie sie znajdujemy, wszedzie jest w gotowosci. Przebiega serce nasze jak goniec z pochodnia, we wszelkich kierunkach. Posrednik zas przeciwnie, musi utknac w jakiejs jednej strefie ducha, pod jednym okreslonym katem pomyslowosci na wszystko reagowac - i to stanowi jego zasadnicza ceche. Dopisek. Pozwolimy sobie zwrócic tutaj uwage na zachwycajaca ksiazke Aleksandra Moszkowskiego Der Sprung uber den Schatten. Z niej wziete zostalo spostrzezenie o nie udowodnionej przeslance w cytowanym powyzej przykladzie z logiki szkolnej o niesmiertelnym "smiertelnym Caiusie".

 

 

O WIELKIEJ SZTUCE ZAPOMINANIA

 

Chemia przyszlosci bedzie zapewne równie swiadomie i celowo wytwarzala nowe polaczenia mysli, jak dzisiejsza wytwarza po laboratoriach zwiazki tlenu, azotu, wegla i wodoru. Mozliwe nawet, ze bedziemy znali chemiczne wartosci polaczeniowe mysli i ujmiemy je w nowy jakis uklad Mendelejewa; a w ten sposób ze znanych nam pierwiastków - z banalnych komunalów - bedziemy umieli tworzyc idee genialne. Nie ma przedzialu miedzy tym, co zwyklismy nazywac materialnym, a niematerialnym: jedno przechodzi nieznacznie w drugie. Materia jest w istocie tylko widzialna postacia pierwiastków subtelniejszych, które zwiemy duchem. Nasza mysl niewidzialna i nie wypowiedziana wyplywa z nas jako substancja równie rzeczywista, jak widzialny prad wodny lub niewidzialny, niedostrzegalny - elektryczny. Mysl ta laczy sie z mysla jakiegos czlowieka; ze stopu tych dwóch mysli tworzy sie pewna nowa odmienna idea, podobnie jak z pierwiastków chemicznych nowe cialo. Gdy pod postacia mysli promieniujemy z siebie i rozsylamy pierwiastki nienawisci, troski i zgryzoty, uruchamiamy przez to i wprowadzamy w czyn sily szkodliwe dla ciala i duszy. Zdolnosc zapominania zawiera w sobie jednoczesnie zdolnosc odpedzania od siebie mysli albo pierwiastków niepozadanych i szkodliwych i powolywania na ich miejsce pozytecznych, które miast niszczyc niosa odrodzenie. Rodzaj wysylanych przez nas mysli wplywa dodatnio lub ujemnie na nasze sprawy i interesy: usposabia innych na nasza korzysc lub niekorzysc, napelnia ich zaufaniem w stosunku do nas lub podejrzliwoscia. Przewazajacy w nas stan duchowy, jego dominujace zabarwienie uczuciowe nadaje ksztalt cialu naszemu i czlonkom. Ono nas czyni brzydkimi lub ladnymi, pociagajacymi lub odpychajacymi dla innych, a co wazniejsze - dla nas samych; wyrabia w nas ruchy, sposób chodzenia, maniery i wziecie. Najmniejsze drgniecie jakiegokolwiek w nas muskulu zalezy zawsze od takiego lub innego naszego nastroju, takiej lub innej mysli. Czlowiek stanowczy ma chód pewny siebie; przeciwnie, watpiacy, niezdecydowany, lawirujacy, zmienny chodzi chylkiem, chwiejnie, powlóczy nogami, sprawia wrazenie "zle na pniu osadzonego". Stanowczosc napina kazdy miesien i napelnia go w cudowny sposób ozywczym fluidem, zwlaszcza gdy zdecydowanie nasze zmierza do celu, który przez swe wypromieniowanie moze wyjsc na dobre nie tylko nam samym, lecz i innym. Madry to egoizm, który do spraw wlasnych wplata cudze dobro; bo przeciez w Duchu wszystkie sprawy tworza jedna calosc, i gdy pragniemy wspomóc cos takiego, co posiada wartosc dla wielu osób, wówczas naplywaja ku nam zupelnie inne ozywiajace, twórcze promienie pomocnicze. A na ich rzezwiacym i budujacym pradzie, który idzie ku nam z niewidzialnego "wszedzie", plynie tez i drobne czólenko naszej jazni ku osobistym swym ziszczeniom. Wszyscy bowiem jestesmy czlonkami jednego Ciala. Niewidzialne nerwy lacza poprzez przestrzen jedna istote z druga: jedna zla mysl czyjas bije, jak puls dreczacy, w calych miliardach stworzen. Aby ulatwic te procesy plodnego lac, ktora Franciszkowi Magnardowi udalo sie niegdys wprzenia sie ze soba mysli cudzych i naszych, musimy te ostatnie utrzymywac zawsze w stanie mozliwie czystym i - jesli tak mozna sie wyrazic - chemicznie czynnym. To zas osiagnac mozna jedynie za pomoca sztuki zapominania, która nie jest niczym innym, jak tylko wydalaniem we wlasciwym czasie zuzytej lub zepsutej substancji psychicznej. Nauka zapominania jest sztuka równie wazna, jak nauka zapamietywania. Na innym miejscu zwrócilismy juz kiedys uwage na nieslychane korzysci, które plyna ze sztuki zapominania chocby przez to samo, ze pozwala nam ona usuwac dowolnie z pola swiadomosci rzeczy przykre, posepne i niepokojace, zwlaszcza tuz przed zasnieciem, tak aby duch nasz nie kolatal sie we snie godzinami po ciemnych dziedzinach Bytu, lecz przepojony swiatlem i swobodny, powracal rankiem z miejsc jasniejszych niz wszystkie, które zna dzienna pora. Zdarza sie jednak czasem, ze i zywa, radosna i plodna idea powinna calkowicie zniknac na pewien czas z pamieci. Chcac z mozliwie najlepszym skutkiem prowadzic jakies przedsiebiorstwo, uprawiac jakas sztuke albo oddawac sie studiom naukowym, trzeba, abysmy codziennie na pewien okreslony czas calkowicie o tych rzeczach zapominali. W przeciwnym razie wydepczemy sobie jakas jedyna utorowana raz na zawsze sciezke i wówczas zaczniemy za cel brac droge, do niego wiodaca, co przeciez nigdy nam sie zdarzac nie powinno, jesli nie chcemy sie zrutynizowac. A zreszta, moze milczacy orszak naszych niewidzialnych pomocników siega wzrokiem dalej od nas i dostrzega jakis krok nieodzowny, jakis czyn konieczny, abysmy mogli tutaj osiagnac najwyzsze i trwale powodzenie; my zas jestesmy slepi na te zgola niezwykle i nieoczekiwane dla nas rzeczy i nie umiemy sami przez sie wstapic na obca nam droge, poniewaz jak maniacy wiecznie to samo myslac, wpedzilismy sie w waska uliczke bez wyjscia. A czasami znowu wszystko na pozór idzie jak po grudzie i nie chce ruszyc z miejsca, gdy tymczasem wypadki tylko czekaja na to, abysmy nareszcie przejrzeli na oczy. Ktos, przedsiewziawszy na przyklad cos istotnie wartosciowego i w dazeniu do swego chwalebnego celu uczyniwszy wszystko, co w jego lezy mocy, mimo to napotyka ciagle niepojete jakies przeszkody i przykrosci. W takim razie niechze natychmiast porzuci niewdzieczna swa dzialalnosc, podtrzymujac z niej tylko najkonieczniejsze rzeczy - te, bez których cale przedsiewziecie musialoby od razu wniwecz sie obrócic. Niech zaniecha stanowczo projektów, namyslów, sleczenia, dochodzenia i przemysliwania, niech zaufa wylacznie tajemniczej sile, tkwiacej we wszystkim, co szczere i rzetelne. Niechaj sypia, jada, rozrywek nie unika... Jesli ma przekonanie, ze uczynil wszystko, co bylo w jego mocy, niechaj sie usunie od sprawy calkowicie, niech przestanie chciec w niej zrobic cos sam z siebie. Oszczedzi mu to olbrzymiego wydatku sil, które w takich chwilach stagnacji przymusowej przez niezdecydowanie zwykle na prózno sie trwoni. Jezeli uda mu sie "wycofac myslowo" ze sprawy, wówczas pewnego pieknego poranku, posród blogiego zapomnienia, gdy zajmowac sie bedzie zupelnie czym innym, zdarzy sie cos takiego, co doda mu bodzca do dzialania i pozwoli mu wzniesc sie nagle o szczebel wyzej i w tamtej pozornie zaniedbanej sprawie. A stanie sie to w formie jakiejs niespodziewanie nadarzajacej sie sposobnosci, jakiejs propozycji, czegos, czego nie mógl nikt tutaj przewidziec. Wtedy niech sie na nowo wezmie z zapalem do pracy, niechaj okazje uchwyci za wlosy, niech jej z rak nie wypuszcza i niech czyni wszystko, co bedzie mógl i umial. Ale ciagle to samo od nowa walkowac, rozpamietywac, co trzeba bylo zrobic, a czego zaniechac, znaczy to wlasciwie powtarzac wciaz to samo, ustawiac w szereg wiecznie te same stany mysli, z tej samej zuzytej materii psychicznej wznosic te same konstrukcje myslowe, a nie byc zdolnym do jedynej rzeczy, do której w danym wypadku dazyc trzeba - do zmiany kierunku i nastawienia ducha. Gdy raz przywykniemy przemawiac na ten sam znany temat, nigdy o nim nie zapominac i stawiac go wiecznie przy kazdej okazji na porzadku dziennym, staniemy sie niezdolni -i to bardzo predko - do brania udzialu w toczacej sie dokola nas rozmowie. Kto sie nie nauczyl zapominac o sobie samym i dzieki temu interesowac sie naprawde tym, co mówia inni dokola niego, a zdecydowany jest natomiast rozprawiac tylko o tym, co wylacznie jego dotyczy i obchodzi, ten naraza sie na istotne niebezpieczenstwo, ze ludzie miec go beda za sobkowatego dziwaka i cudaka. Kazdy monoman sam sobie jest winien, jest to bowiem czlowiek, który oduczyl sie zapominania. Jakas jedna idea, do której nadmierna przywiazuje wage, tamuje w nim swobodne krazenie i wymiane materii psychicznej, na podobienstwo obrzeku czy przerostu tkanek. Otoczenie odczuwa te jego jednostronnosc, te cicha w nim manie, pod postacia nieokreslonego przykrego uczucia, które taki maniak wokól siebie szerzy, i to niezaleznie od tego, czy hoduje swoje dziwactwa w ciszy i w ukryciu, czy tez je rozglasza; kazdy z nas bowiem zarabia na milosc lub nienawisc ludzka, nawet gdy nie wychodzi z samotni swojego pokoju. Dziwak staje sie czesto meczennikiem, lub przynajmniej wydaje mu sie, ze nim jest. Lecz do meczenstwa nie ma tutaj nigdy powodu, którego by sie uniknac nie dalo, chyba ze ten powód stanowi niewiedza. W gruncie rzeczy w meczenstwie jest zawsze brak taktu. Kryje sie za nim zawsze zanik delikatniejszego poczucia formy, w której cos niezwyklego powinno byc obwieszczane swiatu. Analizujac glebiej meczenstwo, znajduje sie zazwyczaj w meczenniku uparte, zawziete i gwaltowne, nie cofajace sie nawet przed przemoca dazenie do narzucenia innym jakiejs idei w sposób dla nich wrogi i obrazajacy. I Chrystus nie stanowil w tym wzgledzie wyjatku. Przypomnijmy sobie, jakie przeklenstwa i pogrózki miotal on na przyklad przeciwko tym, którzy nie chcieli przyjmowac u siebie jego uczniów - i nie bez racji zreszta ich towarzystwa unikali, jako ze uczniowie Chrystusa nie mieli w zwyczaju mycia sobie rak przed jedzeniem, jak to czynili inni Zydzi. "Bedzie tam placz i zgrzytanie zebów" - czytamy - "dla takich lepiej byloby zaiste"... itd. Chrystus powiedzial równiez: "Nie przynosze spokoju, ale miecz". Lecz oto dzis nareszcie nastal w dziejach ludzkosci okres, kiedy miecz juz w pochwie spoczywac powinien. Niektórzy poczciwcy nieswiadomie dla samych siebie uzywaja mieczy, gdy chca przekonac innych o czyms wedlug ich zdania dobrym. Postepuja tak zelanci i reformatorzy, mieczem odrazy grozacy kazdemu, kto nie zechce sluchac tego, czego, ich zdaniem, sluchac bezwzglednie powinien - mieczem przesadów wygrazajacy swiatu i calym arsenalem barbarzynskiego oreza przeszlosci. Nadchodzace panstwo pokoju i tolerancji powstanie gleokiej dla ludzi zyczliwosci - lub nie powstanie wcale. Ludziom mówic nalezy o dobru, które w glebi ich dusz sie kryje; jako pierwsza zasade wpajac w ich dzieci przekonanie, ze "kazdy jest szlachetny", a nie, ze "wszyscy tutaj niegodnymi jestesmy grzesznikami".

 

 

PRZYCIAGAJACA SILA DUCHA



dalej


strona główna
(23kB)