(23kB)
strona główna


Nigel Cawthorne

ŻYCIE EROTYCZNE WIELKICH DYKTATORÓW

SEX LIVES OF THE GREAT DICTATORS

Tłumaczyła: Zofia Domaniewska

Wydanie polskie: 19966

PRZEDMOWA

 

Henry Kissinger, w latach siedemdziesiątych czołowy amerykański negocjator w konfliktach międzynarodowych, powiedział pewnego razu: „Władza jest potężnym afrodyzjakiem”. Liberalny historyk lord Acton w liście do biskupa umieścił następujący aforyzm: „Władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie”.

Te dwie maksymy zakreślają szerokie pole do działania dla żądnych uciech tyranów. Nie wszyscy korzystają z okazji. Chilijski generał Pinochet był - pominąwszy oczywiście drobne ludzkie słabostki - znany z surowych zasad moralnych. Można zarzucić mu, że stworzył bezlitosny reżim i był sprawcą śmierci wielu tysięcy ludzi, że torturował i zamykał pod byle pretekstem w więzieniu przeciwników politycznych, że doprowadził terror do perfekcji... Tymczasem jednak, jako człowiek żonaty, nigdy nawet nie spojrzał na inną kobietę.

A inny znany łajdak, prezydent Egiptu, Naser? Uroczy, rodzinny człowiek.

Spójrzcie na generalissimusa Franco, w latach 1939-1975 dyktatora Hiszpanii, bezwzględnego wobec przeciwników politycznych. Jako młodzieniec interesował się dziewczętami, wybierając zazwyczaj spośród szkolnych koleżanek siostry szczupłe brunetki. Pisywał dla nich wiersze i był przerażony, gdy jedna z adresatek pokazała je jego siostrze. Gdy wstąpił do wojska i znalazł się w Maroku, wytrwale nadskakiwał Sofii Subiran, pięknej żonie wysokiego komisarza, generała Luiza Aizpuru. Przez blisko cztery lata Franco zasypywał wybrankę listami miłosnymi. Jego szansę przekreślił fakt, że był kiepskim tancerzem, a ponadto nudnym formalistą.

Podczas wojny w Maroku Franco odniósł ranę w podbrzusze. Byli tacy, którzy uważali, że to właśnie jest istotny powód jego miernego zainteresowania seksem.

Stacjonując w Oviedo, spotkał smukłą, czarnooką miejscową dziewczynę, Marię del Carmen Polo y Martinez Valdes. Ona miała lat piętnaście, on - dwadzieścia cztery. Mimo sprzeciwu rodziny zakochany Francisco pisywał do niej do klasztornej szkoły, w której przebywała. Gdy w roku 1923 dziewczyna osiągnęła pełnoletniość, pobrali się. Dla Carmen było to spełnienie marzeń. Pięć lat później stwierdziła: „Wydawało mi się, że śnię, że jestem bohaterką pasjonującej powieści”.

Ich małżeństwo było udane, nawet, jeśli z pozoru brakowało w nim namiętności. Mieli jedno dziecko, córeczkę o imieniu Nenuca, urodzoną w 1926 roku. Uparcie powracały plotki, że mała nie jest córką Francisca, lecz jego rozwiązłego brata, Ramona. Jak się wydaje, Franco nie odczuwał powszechnego w krajach kultury łacińskiej pragnienia, by mieć syna. Gdy zmarł, zabrakło, więc - na szczęście - następcy.

W 1936 roku Franco zdobył sobie obelżywy przydomek „Miss Wysp Kanaryjskich”. Było to jednak wynikiem jego wahań w kwestii poparcia przewrotu wojskowego, nie zaś skłonności seksualnych.

Pan i pani Franco stopniowo oddalali się od siebie. Gdy El Caudillo doszedł do władzy, wydawał się zawsze w towarzystwie dońi Carmen zasępiony i pełen rezerwy. Jednakże, jak się wydaje, żadne z małżonków nie miewało innych partnerów. Generał wolał grę w karty i wędkarstwo. Gdy pięćdziesiąt dwa lata później Franco spoczął na łożu śmierci, wciąż pozostawali małżeństwem. Jak widać, życie dyktatora może być - gdy chodzi o seks - po prostu nudne.

Kto chciałby dowiedzieć się, co taki potwór jak Pol Pot - totalitarny przywódca Kambodży i sprawca śmierci trzech milionów swych rodaków - porabiał w sypialni?

Cóż, jak się wydaje, niewiele. Jego pierwszą żoną była o osiem lat od niego starsza nauczycielka. Uczniowie nazywali ją za plecami „starą cnotką”. Poznali się, gdy oboje studiowali we Francji. Ich małżeństwo zaskoczyło przyjaciół. Niewielu kambodżańskich mężczyzn decyduje się na związki ze starszymi kobietami. Żona Pol Pota była gorliwą rewolucjonistką i dodawała małżonkowi odwagi w realizacji krwawego planu cofnięcia Kambodży z powrotem do „roku zerowego”. Gdy Wietnamczycy pozbawili tyrana władzy, jego połowica przeszła załamanie nerwowe. Za jej zgodą Pol Pot pojął drugą żonę. Tym razem, zgodnie ze swymi zapatrywaniami politycznymi, wybrał nie intelektualistkę, lecz wieśniaczkę. W 1988 roku kobieta ta urodziła pierwsze dziecko. Z pewnością będziecie zachwyceni słysząc, że Pol Pot był nadzwyczaj czułym tatą. Często widywano go, gdy z córeczką w ramionach obserwował ćwiczenia kadry. Dowodzi to, że nie powinniśmy nigdy ufać politykom demonstrującym publicznie swe rodzinne cnoty.

Jednakże nudziarze i cnotliwi mężowie należą raczej do wyjątków. Pomyślcie sami... Jesteście dyktatorami. Władacie milionami ludzi. Wystarczy, że szepniecie słowo i wszystko dzieje się zgodnie z waszym życzeniem. Pokusa, by użyć nieograniczonej władzy, musi być przemożna.

Spójrzmy na prezydenta Indonezji, Sukarno, autorytarnego władcę i wyznawcę „sterowanej demokracji”. Podobnie jak wielu antykolonialnych przywódców Sukarno spędził w młodości wiele lat w więzieniu, nie mając żadnej możliwości zaspokojenia swych erotycznych pragnień. Gdy doszedł do władzy, popuścił sobie cugli. Mając już dobrze po sześćdziesiątce, zdobył sławę niedościgłego kobieciarza. Pilnie nadrabiał stracony czas. Amerykańskie czasopisma bezustannie zarzucały mu „pogoń za spódniczkami” i nazywały „lubieżnikiem”. Gazety francuskie nadały mu miano le grand seducteur* a brytyjscy dziennikarze utrzymywali, że poza ósemką legalnego potomstwa spłodził, co najmniej setkę bękartów.

W dzieciństwie Sukarno chętnie poszukiwał bezpiecznego schronienia w łóżku Sarinah, służącej rodziców. Resztę życia spędził próbując odnaleźć owo uczucie spokoju i ukojenia w alkowach innych kobiet.

Podstawy politycznej edukacji zdobył nadskakując duńskim dziewczętom. W wieku dwudziestu lat pojął swą pierwszą żonę, Inggit. Była starsza o jedenaście lat i musiała rozwieść się z mężem, by poślubić Sukarno. Wspierała go i była zaufanym sojusznikiem w dniach walki o władzę. Jednakże po siedemnastu latach małżeństwa Sukarno uznał, że Inggit jest bezpłodna, i poślubił młodą modelkę o imieniu Fatmawati.

Po rewolucji pojął za żonę Hartini. Gdy zdobył już władzę, jego zainteresowanie seksem wzmogło się. Miał jeszcze dwie towarzyszki życia: Dewi, inteligentną i utalentowaną japońską barmankę, którą spotkał w Tokio w 1959 roku, oraz Yurike Sanger, której nie mógł oficjalnie poślubić, albowiem islam pozwalał wyznawcy na posiadanie tylko czterech żon.

Walory seksualne, na równi z gorliwością i zapałem, zdobyły mu podziw współczesnych. W wieku lat pięćdziesięciu był playboyem, przekroczywszy sześćdziesiątkę stał się donżuanem najgorszego gatunku. Powodowało to ostrą krytykę ze strony konserwatywnie nastawionej części społeczeństwa i przyśpieszyło upadek dyktatora. Gdy utracił władzę, żony opuściły go w popłochu.

Nawet śmiertelnie nudni dyktatorzy, tacy jak Nicolae Ceauşescu, nabierają życia pod „seksualnym mikroskopem”. Gdy Elena Ceauşescu jako nastolatka przybyła do Bukaresztu z rodzinnej wsi, pracowała w domu publicznym. Brat Nicolae, - Andruta, zaświadczył, że w roku 1943 zaskoczył pewnego dnia swoją żonę i Elenę całkowicie nagie w towarzystwie dwóch hitlerowskich oficerów. Nicolae przebywał wówczas w więzieniu.

Wydaje się, że Elena miała o wiele gorętszy temperament od męża, który przed ślubem nigdy nie zbliżył się do dziewczyny. Pałacowi szpiedzy twierdzą, że gdy zbrodnicza para zdobyła władzę, to właśnie Elena zwykle inicjowała seksualne igraszki.

Nicolae nie uważał, aby posługiwanie się seksem w rozgrywkach politycznych było czymś zdrożnym. Wspólnie z Eleną oglądali potem nieprzyzwoite filmy, przedstawiające zachodnich dyplomatów w kompromitujących sytuacjach. Nicolae bywał zazwyczaj zakłopotany. Wolał przygody Kojaka.

Obsesją Eleny stały się seksualne słabostki żon członków politbiura. Poleciła służbom specjalnym instalować podsłuchy w sypialniach, mogła, więc przysłuchiwać się odgłosom, jakie kobiety te wydawały uprawiając seks.

Syn Eleny i Nicolae, Nicu, to istny potwór seksualny. Ojciec był zachwycony, gdy w wieku lat czternastu przeszedł „męską inicjację” gwałcąc koleżankę z klasy. Również w latach męskich gwałcił bezkarnie bukareszteńskie kobiety.

Upadek komunizmu położył kres rządom Ceauşescu i innych władców Europy Środkowej. Wygląda na to, że demokracja zwycięża nawet w Ameryce Południowej. Jednakże na Bliskim Wschodzie potężni dyktatorzy, jak choćby szach Iranu, upadają po to tylko, by ustąpić miejsce fundamentalistom religijnym, takim jak ajatollah Homeini. Ale w niniejszej książce nie odnajdziecie krwawych tyranów islamu. Mogę także zagwarantować, że w naszej serii nie ukażą się życiorysy seksualne mułłów.

Cóż, nie przepadam za nieustannym towarzystwem chłopców ze Służb Specjalnych...

 

 

ROZDZIAŁ I

NIE DZIŚ WIECZÓR, JÓZEFINO

 

Napoleon Bonaparte, Paulina Borghese,

Ludwik Napoleon Bonaparte

 

Miłość cielesna jest „szkodliwa dla społeczeństwa i indywidualnego szczęścia człowieka”, napisał młody Napoleon.

Pamiętajmy jednak, że był wówczas jedynie pogrążonym w rozterkach chłopcem.

Jego pierwsze uniesienia nie były nawet heteroseksualne. W szkole wojskowej w Brienne czternastoletni Napoleon znany był z braku umiejętności nawiązywania przyjaźni. A jednak jego związek z Pierre’em Frangoisem Laugierem de Bellecourt, pięknym arystokratą z Nancy, był bliski i nadzwyczaj intymny. Szerzyły się plotki, że Pierre Francois jest jak mawiano w szkole - „nimfą”. Napoleon szalał z zazdrości, gdy towarzysz odsunął się od niego. Domagał się zapewnienia, że wciąż są najlepszymi przyjaciółmi. Razem wstąpili, do Ecole Militaire w Paryżu. Pierre Francois wkrótce zaczął obracać się w kręgach ostentacyjnie homoseksualnych, więc Napoleon położył kres ich zażyłości i zabronił mu kiedykolwiek odzywać się do siebie. Napisał nawet do ministra wojny, by ten wprowadził w szkołach wojskowych „spartańskie rygory”.

Wkrótce doradzono mu, by przestał się tym interesować. Na pierwszym posterunku, w 1785 roku w Walencji, szesnastoletni podporucznik Bonaparte zaprzyjaźnił się z panią du Colombier. Przebywającemu z dala od domu chłopcu dojrzała pani du Colombier zapewniła matczyną czułość i poczucie bezpieczeństwa. Miała ponadto śliczną córkę o imieniu Caroline.

Romans młodych rozkwitł latem 1786 roku.

Napoleon wspominał ten związek trzydzieści lat później, na wyspie Św. Heleny: Nikt nie mógłby być bardziej niewinny, niż my wtedy byliśmy. Często wyznaczaliśmy sobie spotkania. Pamiętam zwłaszcza jedno z nich. Było to o świcie pewnego letniego poranka. Możecie mi nie wierzyć, ale jedyną naszą rozkosz stanowiło przy tej okazji wspólne jedzenie wiśni.

Dwadzieścia lat po owym lecie młodzieńczej miłości Napoleon napisał do Caroline i spotkali się w Lyonie. Kobieta z trudem mogła uwierzyć, że jej szczuplutki żołnierzyk jest teraz imperatorem. „Obserwowała każdy jego ruch z atencją wydającą się emanować z samego jądra jej duszy” - zanotował jeden z dworaków.

Jednakże w oczach cesarza jego śliczna ukochana zmieniła się w grubą i nudną kurę domową. Żałował, że doprowadził do spotkania. Mimo to zapewnił mężowi Caroline rządową posadę, brata mianował porucznikiem, a jej samej zaproponował miejsce damy dworu u boku swojej matki, czyli Madame Mere, jak ją oficjalnie tytułowano.

Napoleon stracił dziewictwo dopiero w wieku osiemnastu lat, z prostytutką, którą zaczepił w okolicy Palais Royal w Paryżu. Był to z jego strony uczynek przemyślany, „eksperyment filozoficzny”, jak zapisał w swym notesie. Pałac był w czasach rewolucji znanym miejscem gromadzenia się ulicznych dziewek. Droższe prostytutki wynajmowały pokoje na wysokim parterze. Wychylały się z półkolistych okien i nawoływały przechodniów, przybierając wyzywające pozy. Znane kurtyzany opłacały pachołków, którzy rozdawali w tłumie przed pałacem ulotki opisujące ich specjalności i stawki. Tanie dziewki pracowały w królewskich ogrodach.

Młody Napoleon właśnie odebrał żołd. Spacerując w pałacowych ogrodach, stwierdził, że „miotają nim gwałtowne żądze, które każą mu przestać być chłodnym”. Zanotował później, że zatrzymała go wątła dziewczyna, której natychmiast wyjaśnił istotę swych filozoficznych poszukiwań. Jak się wydaje, kobieta była przyzwyczajona do chętnych młodzieńców, podejmujących gorliwie tego rodzaju „naukowe eksperymenty”. Napoleon zapytał ją, w jaki sposób utraciła dziewictwo i dlaczego oddaje się nierządowi. Opowiedziała mu standardową historię o tym, że została uwiedziona przez oficera, wyrzucona z domu przez rozwścieczoną matkę, że pojechała z kolejnym oficerem do Paryża, gdzie wkrótce, porzucona, musiała sama troszczyć się o siebie. Gdy skończyła, zaproponowała, by udali się do jego pokoju hotelowego.

- Po co? - zapytał naiwnie Bonaparte.

- Chodźże - odrzekła - rozgrzejemy się, a ty dostaniesz swoją porcję rozkoszy.

Doświadczenie to rozczarowało Napoleona i nadal pozostawał powściągliwy wobec płci odmiennej.

Szeroko rozpowszechniona jest plotka, jakoby Napoleon miał niezwykle mały penis. Dowodem ma być protokół sekcji, spisany przez Brytyjczyków, a zatem prawdopodobnie tendencyjny. Podbrzusze cesarza jest w nim opisane jako „przypominające wzgórek Wenery u kobiet”. Ciało było rzekomo całkowicie pozbawione owłosienia, skóra miękka i blada, a piersi tak pulchne i okrągłe, że „wiele przedstawicielek płci pięknej byłoby z nich dumnych”. Penis został odcięty i przechowany. W roku 1969 wystawiono go na sprzedaż w domu aukcyjnym Christie’s. Członek, określony taktownie przez prowadzącego licytację jako „pięta Napoleońska”, był mały i niepozorny. Trudno jednak dobrze się prezentować, po spędzeniu półtora wieku w formalinie.

Mając dwadzieścia pięć lat Napoleon zakochał się po raz pierwszy uczuciem dojrzałego mężczyzny. Obiektem jego westchnień była znana piękność, Desiree Clary. Uznawszy jej imię za wulgarne, Napoleon nazywał ją Eugenie. Smukła i ciemnowłosa, miała walory, które przyszły cesarz cenił w kobiecie najbardziej: drobne stopy i dłonie oraz duży posag. Brat Napoleona był mężem jej starszej siostry, więc zakochany Bonaparte liczył, że ułatwi mu to konkury. Jednakże, gdy pojawiła się kwestia małżeństwa, bogaci państwo Clary stwierdzili stanowczo, że w rodzinie wystarczy jeden Bonaparte bez grosza przy duszy.

Napoleon nie dał za wygraną. Zaloty, głównie korespondencyjne, trwały nadal. Eugenie przebywała z rodzicami w Marsylii, on zaś mieszkał w Paryżu. Listy Napoleona promieniowały namiętnością. By wyrazić głębię swych uczuć, napisał dla ukochanej kwiecistą historię miłosną, zatytułowaną Clisson i Eugenie. Była to opowieść o młodym wojowniku imieniem Clisson, który ginął w chwale na polu bitwy, dowiedziawszy się, że jego żona, urocza Eugenie, zakochała się w jego najlepszym przyjacielu. Przyszły cesarz pisał: Czasami na wybrzeżu osrebrzonym poświatą Wenery Clisson oddawał się swym pragnieniom i porywom serca. Nie mógł oderwać się od słodkiego, melancholijnego spektaklu przesyconej światłem księżyca nocy. Pozostawał tam, póki lśnienie nie zagasło, póki ciemność nie okryła marzeń. Spędzał całe godziny medytując w leśnych ostępach, a wieczorami przesiadywał do północy, zagubiony w marzeniach za sprawą blasku srebrzystej gwiazdy miłości.

Kto powiedział, że tyrani pozbawieni są uczuć?

Nawet na wyspie Św. Heleny, odległym miejscu swego wygnania, Napoleon wspominał Eugenię jako „pierwszą miłość”. A jednak to on wycofał się z propozycji małżeństwa. Starał się być delikatny. Napisał, że pewnego dnia jej uczucia dla niego ulegną z pewnością zmianie, sądzi, więc, iż jego obowiązkiem jest zwolnić ją z przysiąg wiecznej miłości. Gdy tylko stwierdzi, że już go nie kocha, musi mu o tym powiedzieć. Jeśli natomiast zakocha się w innym, musi dać ujście własnym uczuciom. On to zrozumie.

Serce Eugenie zostało złamane. „Pozostaje mi jedynie życzyć sobie rychłej śmierci” - pisała.

Wkrótce jednak wróciła do równowagi i poślubiła innego wojaka, Jeana Baptiste’a Bernadotte’a. Został on z czasem marszałkiem Francji, a w 1810 roku następcą tronu Szwecji. Eugenie została królową, a jej potomkowie do dzisiaj zasiadają na szwedzkim tronie.

Napoleon nadal poszukiwał żony. Tym razem zwrócił się ku bardziej dojrzałym kobietom. Oświadczał się przynajmniej pięciokrotnie. Jedna z jego wybranek, panna de Montansier, miała aż - sześćdziesiąt lat. Jednakże młody Napoleon, brudny i źle ubrany, nie wydawał się dobrą partią. Wytarty kapelusz zazwyczaj nasunięty miał głęboko na uszy, a proste, niestarannie upudrowane włosy plątały się na kołnierzu płaszcza. Buty przyszłego cesarza były tanie, tandetne i brudne. Nigdy nie nosił rękawiczek, uważając je za „zbędny luksus”. W rzeczywistości nie mógł sobie po prostu na nie pozwolić. Najgorsze zaś było to, że Napoleon wydawał się zwykłym nudziarzem, bezustannie wybuchającym gniewem przeciw niegodziwością bogaczy.

Pani de Permon była jedną z niewielu kobiet, które zapraszały Napoleona do swego salonu. Robiła to zresztą głównie, dlatego, że był jej krajanem z Korsyki. Przyszły cesarz często tańczył z córką gospodyni, Laure. „W tamtym czasie - napisała Laure - serce Bonapartego zdolne było do przywiązania”.

Fortuna zaczęła sprzyjać Napoleonowi od chwili, gdy dowodząc oddziałem wojska, powstrzymał kolumnę zbuntowanych rojalistów maszerującą na Zgromadzenie Narodowe. W ciągu jednej nocy Bonaparte stał się „zbawcą republiki”. Mianowano go generałem i powierzono dowództwo armii wewnętrznej. Otrzymał wspaniały, nowy mundur i mógł opuścić swój nędzny hotelik, by zamieszkać w domu przy rue des Capucines. Miał nawet własny powóz.

Tymczasem zmarł pan Permon, więc Napoleon regularnie odwiedzał pogrążoną w żałobie wdowę. Pewnego razu podczas rozmowy w cztery oczy stwierdził, że ich rodziny powinny się połączyć. Zasugerował, że Albert, syn pani Permon, mógłby poślubić jego śliczną młodszą siostrę, Paulinę. Zaskoczona gospodyni stwierdziła, że Albert ma inne plany życiowe. A więc Laure powinna poślubić Jerome’a Bonaparte, upierał się Napoleon. Są zbyt młodzi, oponowała pani Permon. Słysząc to przyszły cesarz sięgnął po kolejne rozwiązanie - oświadczył się. Oczywiście, będzie trzeba odczekać stosowny okres żałoby. Pani Permon wzięła jego propozycję za żart. Miała już czterdzieści lat i była znacznie starsza od niespodziewanego konkurenta. Jednakże Napoleon mówił serio. Gdy usłyszał odmowę, nigdy już nie przestąpił progu jej domu.

Wkrótce potem poznał Józefinę Tascher-Beauharnais. Trzydziestodwuletnia, pochodząca z Martyniki wice księżna w czasach terroru trafiła do więzienia, a jej mąż zginął na gilotynie. Po uwolnieniu Józefina, podobnie jak reszta Paryżan, zapragnęła nieco się zabawić.

Miasto z szaleńczym zapamiętaniem oddawało się tańcom. Otwarto ponad sześćset sal tanecznych. Kobiety, chcąc „odczarować” okrucieństwa rewolucji, nosiły włosy a’la guillotine, krótko przycięte lub upięte na czubku głowy i odsłaniające nagi kark. Aby wzmóc makabryczny efekt, moda nakazywała noszenie wokół szyi krwistoczerwonej wstążki. Odbył się nawet Bal d’la Victlme* Zaproszono nań wyłącznie tych, których bliscy ponieśli śmierć na gilotynie.

Józefina powierzyła opiekę nad swym trzynastoletnim synem, Eugene, generałowi Hoche’owi, więziennemu towarzyszowi i byłemu kochankowi. Później zaczęła pożyczać pieniądze, by opłacić ekstrawagancki styl życia. Trwoniła fundusze na powozy, egzotyczne smakołyki, kwiaty i modne stroje.

Dzięki smukłej figurze i burzy kasztanowatych kędziorów Józefina wkrótce stała się wzorem uwodzicielki w stylu dyrektoriatu. Choć nie posunęła się tak daleko, jak jej przyjaciółka, pani Hamelin, która paradowała po Polach Elizejskich na wpół naga, widywano ją z obnażonymi ramionami i doskonale widocznymi piersiami, odzianą w przejrzyste suknie i cieliste trykoty.

Umiejętnie wykorzystywała swe wdzięki, by skłonić władze do zwrotu majątku skonfiskowanego w czasach terroru. Wkrótce z drzwi jej paryskiego apartamentu zniknęły pieczęcie, a Józefina znów mogła cieszyć się swymi strojami, klejnotami i pięknymi meblami. Odzyskała klucze do wiejskiego pałacyku nieżyjącego męża, a ponadto otrzymała szczodrą rekompensatę za już sprzedane meble, srebra i księgozbiór. Zapłacono jej nawet za konie oraz ekwipunek, który jej mąż utracił, gdy pozbawiono go dowództwa armii Renu. Zabiegi o odzyskanie majątku pozwoliły jej zawrzeć wiele korzystnych znajomości. Sypiając z najważniejszymi personami porewolucyjnej Francji, Józefina otrzymywała od służb bezpieczeństwa wynagrodzenie za wiadomości zdobywane podczas pogawędek do poduszki. Była doprawdy zdumiewająca. Ówczesny dowcip głosił, że szczodra natura źródło „funduszy, pozwalających jej płacić rachunki, umieściła zapobiegliwie... poniżej pępka”.

Jedną z najbliższych przyjaciółek Józefiny była więzienna towarzyszka, Therese de Fontenay. Córka hiszpańskiego bankiera tak szczodrze rozdzielała swe łaski wśród panów z kół bliskich władzy, że zyskała przydomek „własności rządowej”. Była kochanką finansisty, Gabriela Ouvarda, ministra Jeana Talliena (z którym była nawet przez jakiś czas zamężna) oraz samego członka Dyrektoriatu, Paula Barrasa.

Barras, z pochodzenia szlachcic, przyłączył się do rewolucjonistów, gdy tylko dostrzegł, skąd wieje wiatr. Brał czynny udział w okrucieństwach terroru, potem zaś - gdy nadszedł czas - był jednym z autorów upadku Robespierre’a. Po rewolucji stał się najpotężniejszym człowiekiem w Paryżu. Mieszkał w Pałacu Luksemburskim, prowadząc życie równie wystawne, jak każdy przedrewolucyjny dandys. Jego żądza przyjemności nasuwała współczesnym porównanie z „bogatym, ekstrawaganckim, wszechmocnym i rozwiązłym księciem”.

Therese przedstawiła mu Józefinę. W rzeczywistości wyglądało to tak, że obie kobiety tańczyły obnażone ku uciesze wszechwładnego Barrasa. Gdy znudził się Therese, Józefina szybko zastąpiła przyjaciółkę w jego łóżku, co zaszokowało większość znajomych, ale dla Józefiny było zupełnie naturalne. Zarówno jej ojciec, jak mąż byli niestrudzonymi cudzołożnikami, a jedna z ciotek sypiała z teściem. Warto też wspomnieć, że Barras był nadzwyczaj przystojnym mężczyzną.

Józefina z pewnością nie była typem kobiety, jakiej szukał Napoleon. Zawsze przerażało go, jak łatwo próżne i niemoralne kokietki kontrolują życie i decyzje mężczyzn sprawujących władzę. Oburzony, pisał do brata: Kobiety są wszędzie. Oklaskują aktorów w teatrze, spacerują w parkach, przeglądają książki w księgarniach. Możesz znaleźć te urocze stworzenia nawet w gabinetach mędrców. Zakradają się tam, by kierować nawą państwa. Mężczyźni szaleją za nimi, myślą tylko o nich i żyją jedynie dla nich.

Jako dowódca armii wewnętrznej Napoleon otrzymywał zaproszenia do wszystkich liczących się salonów. Choć nie było zgody, co do jego męskich wdzięków, niektóre kobiety zachwycały się klasycznymi „greckimi” rysami młodego generała i dużymi, ciemnymi oczami, które płonęły ogniem, gdy mówił. „Nigdy nie zgadlibyście, że jest on wojskowym - napisała jedna z nich - nie ma w nim nic obcesowego, żadnej buty, żadnej hałaśliwości, żadnej szorstkości”. Większość pań zgadzała się, że był żałośnie chudy.

Napoleon poznał Józefinę wkrótce po tym, jak wydał rozkaz oddania władzom wszelkiej broni znajdującej się w prywatnych rękach. Syn Józefiny miał szpadę, która należała niegdyś do jego ojca. Eugene nie chciał rozstawać się z ukochaną pamiątką, zwrócił się, więc do dowódcy armii wewnętrznej z prośbą, by wolno mu było ją zatrzymać. Synowskie oddanie chłopca wywarło na Napoleonie głębokie wrażenie. Spełnił jego prośbę.

Następnego dnia Józefina przybyła, by osobiście podziękować generałowi. Napoleon wyznał później, że jej „nadzwyczajny wdzięk i nieodparcie pociągające maniery” dosłownie zbiły go z nóg. Zapytał, czy mógłby spotkać się z nią ponownie.

Trudno sądzić, by Józefina była równie jak on oczarowana tym, co ujrzała. Ten niski, chudy mężczyzna o ponurych, kanciastych rysach i prostych jak druty włosach nie był z pewnością marzeniem kobiet. Znająca wartość korzystnych znajomości kokietka dostrzegła jednak, że Bonaparte stoi u progu błyskotliwej kariery, i zaprosiła go na swe środowe soirees.

Jej otoczenie krępowało go i przerażało. Pieniądze, które Józefina wydawała każdorazowo na kwiaty i wykwintne jedzenie, wystarczyłyby jego rodzinie na tygodniowe utrzymanie! Dom Józefiny był, jak zauważył jeden z sąsiadów, dosłownie zapchany luksusowymi przedmiotami: „Brakowało tam jedynie rzeczy niezbędnych”.

Salon zapełniali aktorzy i dramatopisarze, których obecność odbierała Napoleonowi mowę. Piękne kobiety też zawsze go onieśmielały. „Nie jestem obojętny na wdzięki kobiet, lecz do tej pory nie udało im się mnie zepsuć - twierdził. - Moje usposobienie każe mi być nieśmiałym w ich towarzystwie.”

Jednakże przy boku Józefiny Napoleon czuł się zupełnie inaczej. Jej uprzejmość dodawała mu pewności siebie. Jeden z przyjaciół zauważył, że: Było w niej coś zagadkowego, aura omdlewającego rozmarzenia tak charakterystyczna dla Kreoli, widoczna w jej rysach, gdy odpoczywała i gdy poruszała się. Dawało jej to szczególny urok, który dalece przerastał uderzającą piękność rywalek.

Wkrótce Napoleon był zakochany do szaleństwa.

Musiał wiedzieć o jej związku z Barrasem - wiedział o tym cały Paryż. Kochankowie nie byli dyskretni. Gdy Józefina podejmowała dyrektora w swym domu w Croissy - za który naturalnie on płacił - sąsiedzi widywali kosze luksusowych smakołyków dostarczane od wczesnego ranka. Później zjawiał się oddział policji konnej, a za nim Barras wraz z grupą wesołych przyjaciół. Barras mówił: Bonaparte świadom był sprawek tej damy tak samo, jak my wszyscy. Pewien jestem, że wiedział o nich, gdyż wielokrotnie w mojej obecności wysłuchiwał opowieści o wyczynach Józefiny. Zresztą pani de Beauharnais znana była jako jedna z moich dawnych kochanek. Bonaparte był u mnie częstym gościem, nie mógł, więc pozostawać w nieświadomości, jak się sprawy miały. Nie mógł też sądzić, że między mną a Józefiną wszystko już skończone.

Napoleon wiedział także o romansie ukochanej z generałem Hochem. Pewnego wieczoru, na przyjęciu wydawanym przez Theresę Tallien, będąc w doskonałym humorze przyszły cesarz zabawiał się odczytywaniem przyszłości z linii dłoni. Gdy doszedł do generała Hoche’a, jego nastrój uległ gwałtownej zmianie. „Generale, umrze pan we własnym łóżku” - rzekł ponuro. Takie słowa, skierowane przez żołnierza i do żołnierza, były obelgą. Jedynie szybkiej interwencji Józefiny należy przypisać fakt, że nie doszło między konkurentami do otwartej sprzeczki.

Jasne było, że Napoleon nie umie poradzić sobie ze swymi uczuciami do Józefiny. Gdy zaprzestał wizyt w jej domu, rozżalona dama napisała: Nie odwiedzasz już przyjaciółki, która tak Ci sprzyja. Zupełnie ją opuściłeś, co jest wielkim błędem, gdyż jest Ci czule oddana. Przyjdź jutro na obiad. Muszę z Tobą porozmawiać o sprawach, które mogą przynieść Ci wielkie korzyści. Dobranoc, przyjacielu. Czułe uściski.

Napoleon odpisał natychmiast: Nie mogę zrozumieć, czemu przemawiasz do mnie takim tonem. Błagam, byś uwierzyła, gdy powtarzam, że nikt nie łaknie Twej przyjaźni tak mocno jak ja. Nikt też chętniej ode mnie nie skorzysta ze sposobności, by jej dowieść. Gdyby pozwoliły mi obowiązki, przybyłbym, aby doręczyć liścik osobiście.

Wkrótce zaczął odwiedzać ją jeszcze częściej niż dawniej. Wspominał później: Pewnego dnia, gdy siedziałem obok niej przy stole, zaczęła prawić mi komplementy na temat moich cnót wojskowych. Jej podziw zupełnie mnie oszołomił. Od tej chwili rozmawiałem już tylko z nią i nie opuszczałem jej ani na chwilę.

Trzynastoletnia córka Józefiny, Hortense, potwierdza jego psie przywiązanie. Pewnego wieczoru dziewczynka towarzyszyła matce na uroczystej kolacji wydanej przez Barrasa w Pałacu Luksemburskim... „Siedziałam pomiędzy moją matką a generałem, który gawędząc z nią pochylał się w jej stronę tak często i gorliwie, że było mi bardzo niewygodnie i wciąż musiałam odsuwać się w tył. Patrzyłam mu uważnie w twarz, która była przystojna i pełna wyrazu, choć niezwykle blada. Mówił z ogniem i wydawało się, że nie zwraca uwagi na nic poza moją matką”.

Niedługo potem zostali kochankami. Dla Józefiny uprawianie miłości było przyjemnym zwieńczeniem wspólnie spędzonego wieczoru. Dla Napoleona było to przeżycie wręcz metafizyczne. O siódmej rano następnego ranka pisał bez tchu: Obudziłem się pełen Ciebie. Pomiędzy Twym portretem a wspomnieniami naszej oszałamiającej nocy nie znajduję wypoczynku dla zmysłów. Słodka, niezrównana Józefino, jakiż dziwny wpływ wywierasz na moje serce? Co się stanie, gdy się rozgniewasz? Cóż uczynię, gdy będziesz smutna lub zakłopotana? Moja dusza rozpadnie się chyba na kawałki. Twój kochanek nie znajduje, więc spokoju ni odpoczynku. Nie znajdę go także ulegając głębokiemu uczuciu, jakie wypełnia mnie, gdy z Twych warg, z Twego serca piję ów zżerający mnie płomień […] Zobaczę Cię za trzy godziny. Nim to nastąpi, mio dolce amor, posyłam Ci tysiączne pocałunki - nie rewanżuj mi się jednak tym samym, gdyż Twój dotyk rozpala ogień w moich żyłach.

Świadkiem uniesień był adiutant Napoleona, Auguste Marmont: Był zakochany do szaleństwa, w pełnym sensie tego słowa.[…] Była to, jak się wydaje, pierwsza w jego życiu, wręcz pierwotna namiętność. Oddał się jej z całym żarem właściwym swojej naturze. Nigdy wcześniej nie opętała mężczyzny miłość tak czysta, nie licząca się z niczym. Choć ona utraciła już świeżość młodości, umiała go uszczęśliwić, a wiemy przecież, że dla zakochanych nie istnieje pytanie „dlaczego?”. Człowiek kocha, ponieważ kocha. Nic nie jest trudniejsze do wyjaśnienia i analizy niż to właśnie uczucie.

Jeszcze długo po ich rozwodzie, na wygnaniu, pokonany i rozgoryczony Napoleon przyznawał: „Byłem w niej namiętnie zakochany, a nasi przyjaciele dostrzegli to, nim odważyłem się szepnąć na ten temat, choć słówko”.

Wielu dziwiło się jego miłości do Józefiny, która, jak sądzili, „utraciła całą swą świeżość”. Napoleon miał dwadzieścia sześć lat. Ona miała już lat trzydzieści dwa. W akcie małżeństwa Józefina odjęła sobie jednak cztery lata, on zaś z galanterią dodał sobie dwa.

Napoleon, pełen optymizmu młodzieńczej miłości, napisał do Józefiny: „Nie zdołałabyś wzbudzić we mnie tak nieskończonej miłości, gdybyś sama jej nie odczuwała”.

A jednak tak właśnie sprawy się miały. Bonaparte żył złudzeniami, Józefina zaś po prostu bawiła się człowiekiem, którego nazywała swoim „zabawnym małym Korsykaninem”.

Jakkolwiek było, Barras chciał pozbyć się rozrzutnej kochanki, a kochanka potrzebowała nowego opiekuna. Tym lepiej, jeśli był młody i naiwny.

Napoleon przyznał z czasem, że właśnie Barras doradził mu, by poślubił Józefinę. Tłumaczył, że związek ten będzie nadzwyczaj korzystny, tak ze względów materialnych, jak towarzyskich. Utwierdzał też młodego generała w mylnym mniemaniu, że wybranka posiada duży majątek. W rzeczywistości jej jedyny posag stanowił plik nie zapłaconych rachunków. Pamiętajmy jednak, że Józefina pochodziła z arystokratycznej rodziny, a Napoleon był nieuleczalnym snobem.

Józefina poczuła się zaskoczona, słysząc oświadczyny. Oczekiwała, że przez pewien czas zostanie jego kochanką, nie zaś żoną. Wyznała przyjaciółce, że go nie kocha, że czuje jedynie „obojętność i chłód”. Przestraszona namiętnością Napoleona, oskarżała go, że ukrywa istotne powody, dla których chce ją poślubić. Bonaparte był przerażony: Jakże mogłaś pomyśleć, że nie kocham Cię dla Ciebie samej!!! Dlaczegóż, więc? Za co? Jestem zdumiony Tobą, lecz jeszcze bardziej sobą. Dziś rano spoczywałem u Twoich stóp, nie mając siły, by odepchnąć Cię czy stawić opór. Szczyt słabości i upodlenia! Jakąż dziwną władzę masz nade mną, moja niezrównana Józefino, że jedna myśl o Tobie zatruwa mi życie i rozdziera serce, a jednocześnie inne uczucie, stokroć silniejsze, inny - weselszy - nastrój prowadzi mnie ku tobie znowu i znów czołgam się u Twych stóp.

W końcu siła jego namiętności zwyciężyła. „Nie wiem czemu - powiedziała Józefina do jednego z przyjaciół - lecz czasami jego absurdalna wiara w siebie przywodzi mi na myśl, że dla niego wszystko jest możliwe, wszystko, czego się podejmie. A z jego wyobraźnią, kto wie, co mu jeszcze przyjdzie na myśl?”

Wiele lat później, na wyspie Św. Heleny, Napoleon podał bardziej racjonalne (nie wiemy, czy prawdziwe) wyjaśnienie swego związku z Józefiną: Naprawdę ją kochałem, ale nie miałem dla niej szacunku […] W rzeczywistości poślubiłem ją tylko, dlatego, że sądziłem, iż posiada wielką fortunę. Mówiła, że tak właśnie jest, lecz nie było to prawdą.

Rodzina Bonapartych była przeciwna małżeństwu. Krewni Napoleona nie akceptowali frywolnego stylu życia wybranki i jej ekstrawaganckich strojów. Dzieci Józefiny również nie były zachwycone. „Mama już nas nie kocha” - powiedziała bratu Hortense. Z czasem wyjaśniono rodzeństwu, że ojczym-generał będzie pomocny w karierze wojskowej Eugene’a. Nawet wtedy jednak Hortense nie pogodziła się z sytuacją. Gdy później dyrektorka jej szkoły, jak zresztą cała Francja, wyrażała podziw dla zwycięstw generała, Hortense odrzekła z godnością: „Madame, przyznaję mu wszelkie zasługi, a jednak nigdy mu nie daruję, że zdobył także moją matkę”.

Gdy doszło do spisania kontraktu małżeńskiego, finansista zajmujący się sprawami majątkowymi pary odradzał Józefinie wiązanie się z młodym żołnierzem bez grosza przy duszy. Ostrzegał, że małżonek może polec w bitwie, nie pozostawiając jej nic poza swym „szynelem i szpadą”. Mimo to Józefina nie zrezygnowała.

Do ołtarza prowadził ją Barras. Napoleon spóźnił się o całe dwie godziny. Ponieważ mer poszedł już do domu, ślubu udzielił im urzędnik niższy rangą, który nie miał nawet właściwych uprawnień do przeprowadzenia podobnej ceremonii. Było to 9 marca 1796 roku o godzinie dziesiątej rano.

Barras nie kłamał. Związek istotnie przyniósł Napoleonowi korzyści. Na tydzień przed ślubem wdzięczny członek Dyrektoriatu uczynił generała dowódcą armii francuskiej we Włoszech.

Po ślubie Bonaparte zamieszkał w nowym domu Józefiny pod numerem szóstym przy ulicy Chanterine. Była to odosobniona posiadłość, ukryta w gąszczu drzew. Ściany i sklepienie buduaru były pokryte lustrami. Złocone łabędzie sunące po morzu róż na suficie sypialni musiały jednak zniknąć. Na cześć małżonka Józefina zamieniła, bowiem swą alkowę w prawdziwy namiot wojskowy.

Gdy nadeszła noc poślubna i małżonkowie zamierzali skonsumować swój związek, mopsik Józefiny, Fortune, uznał, że ten obcy człowiek atakuje jego panią, ugryzł, więc Napoleona w łydkę. Pies i nienasycona kochanka to było już zbyt wiele dla generała. Po wypełnieniu małżeńskiego obowiązku odmówił dalszych igraszek i zagłębił się w książkach o wojskowej strategii oraz taktyce. Po upływie trzydziestu sześciu godzin zaś przerwał miesiąc miodowy i udał się do Włoch. Być może właśnie wtedy po raz pierwszy padły słowa: „Nie dziś wieczór, Józefino”.

Podczas gdy Napoleon rzucił się w wir wojny, nienasycona Józefina zabawiała się w towarzystwie szczodrych kochanków. Jednym z nich był młody oficer kawalerii, porucznik Hippolyte Charles. Był wysoki, dziarski i przystojny, więc młoda żona zakochała się do szaleństwa.

Jednakże Napoleon wkrótce zatęsknił za swą drogą Józefiną i wezwał ją do Mediolanu. „Przyjedź tu do mnie tak szybko, jak zdołasz - błagał - byśmy w chwili śmierci mogli rzec, że byliśmy szczęśliwi, choć przez kilka dni”. Zapewnił ją, że „żadna kobieta nie była kochana z równym oddaniem, ogniem i czułością. Nigdy żadna kobieta nie sprawowała tak absolutnej władzy nad niczyim sercem”.

Józefina zajęta była Charlesem i nie odpisała. Gdy Napoleon po raz kolejny powrócił na kwaterę i stwierdził, iż żona wciąż jeszcze nie przybyła, napisał, że „smutek rozdziera mu serce”. Błagał, by do niego napisała: Kocham Cię miłością przekraczającą wszelkie granice wyobraźni, każda minuta mego życia poświęcona jest Tobie, ani jedna godzina nie mija bez myśli o Tobie. Nigdy nie myślałem w ten sposób o żadnej kobiecie.

Józefina zjawiła się wreszcie, jednak nad wyraz znudzona. Napoleon zajęty był w tym czasie oblężeniem Mantui, ona zaś pisała do kraju o tym, jak bardzo brakuje jej innych kochanków. Generał z kolei z trudem koncentrował się na prowadzeniu wojny, gdyż bezustannie całował, drażnił, ściskał i pieścił jej „przepiękne ciało”, nawet wtedy gdy znajdowali się w pokoju pełnym ludzi.

Zdolny był posunąć się jeszcze dalej. Francuski dyplomata, Miot de Melito, opisał przejażdżkę powozem nad Lago Maggiore. Jak twierdził, siedzieli wraz z generałem Berthier zaszokowani, podczas gdy na siedzeniu naprzeciw Napoleon i jego wybranka oddawali się „igraszkom małżeńskim”. Wizyta Józefiny uczyniła Napoleona najszczęśliwszym człowiekiem w świecie. Napisał: Kilka dni temu wydawało mi się, że Cię kocham, teraz jednak, gdy znów Cię ujrzałem, kocham Cię tysiąc razy bardziej. Od chwili, gdy Cię poznałem, co dzień kocham Cię mocniej. Tysiąc pocałunków - jeden nawet, dla Fortune’a, podłej bestii.

Józefina bynajmniej nie była tym wszystkim zachwycona. „Mój mąż nie kocha mnie - napisała - on mnie obdarza czcią boską. Sądzę, że oszalał”.

Armia Napoleona posuwała się w głąb Włoch. Gdy dotarła do Brescii, Napoleon napisał do Józefiny, by przyjechała, gdyż czeka tu na nią „najczulszy z kochanków”. Zjawiła się natychmiast, ale tylko, dlatego że jej prawdziwy kochanek, pan Charles, służył obecnie pod rozkazami niekochanego męża.

Gdy kampania przyjęła niekorzystny obrót, przebywająca w Mediolanie Józefina drżała o życie męża... i kochanka. Mogło to doprowadzić do nieszczęścia, bo Napoleon, miast koncentrować się na dowodzeniu wojskami, tracił czas na pisanie - czasami nawet dwa razy dziennie - długich, namiętnych listów. Myślał tylko niej. „Całuję Twoje serce, usta moje wędrują niżej, coraz niżej, o wiele niżej!” - napisał. Przy innej okazji wyznał: „Całuję Twoje piersi i niżej, o wiele niżej”.

Trudno jest podejmować trafne decyzje i stawiać czoło wrogowi, gdy myśli się jedynie o seksie oralnym.

Mimo emanującej z listów namiętności Józefina rzadko odpisywała. Gdy się w końcu na to zdobyła, tytułowała męża ceremonialnie: vous* zamiast użyć familiarnego tu*

W listach do Charlesa wyrażała jednak namiętny żar, na jaki nie mógł liczyć Napoleon.

Józefina lubiła odczytywać intymne wyznania męża przyjaciołom. Któryś z nich zanotował: Były to niezwykłe listy. Pismo trudne do odcyfrowania, język niezręczny, styl dziwaczny i niejasny. Był w nich jednak ton tak namiętny, uczucia tak gwałtowne, wyrażenia tak żywe, a jednocześnie poetyczne, miłość tak różna od tego, co zna świat, że każda kobieta na ziemi byłaby dumna będąc ich inspiracją. Poza tym, jakiż to zaszczyt - stać się siłą motywującą triumfalny marsz ogromnej armii.

Zwycięstwo pod Rivoli odwróciło losy kampanii. Namiętność zdawała się wzmagać zapał wojenny generała. „Każdy czyn mój podporządkowany jest jedynemu celowi, spotkaniu z Tobą - pisał Napoleon. - Pędzę na złamanie karku, by ujrzeć Cię jak najprędzej”. Dwa dni po decydującej bitwie napisał z ulgą: Kładę się spać z sercem wypełnionym twym cudownym obrazem. Nie mogę czekać, muszę dać Ci dowód mej gorącej miłości. Jakiż byłbym szczęśliwy mogąc asystować, gdy się rozbierasz. Niewielkie, jędrne, białe piersi, urocza twarz, włosy związane szarfą a la creole. Wiesz, że nigdy nie zapomnę wizyt w […] cienistym zagajniku. Całuję go po tysiąckroć i czekam niecierpliwie na moment, gdy znów się w nim znajdę. Życie z Józefiną to życie wśród pól Elizjum. Całuję Twoje usta, oczy, piersi, wszystko, wszystko.

Sześć dni później powrócił do Mediolanu. Wbiegł na schody pałacu Serbelloni. Sypialnia była pusta. Józefina przebywała w Genui z porucznikiem Charlesem. Czekał na nią przez dziewięć długich dni, pisząc pełne udręki, namiętności i żalu listy: Zostawiłem wszystko, by Cię ujrzeć, by znowu trzymać Cię w ramionach. Ból, który czuję, jest trudny do opisania. Nie wymagam jednak, byś zmieniała swe plany lub interesowała się człowiekiem, który żyje jedynie dla Ciebie. Nie jestem tego wart. Byłem w błędzie, gdy błagałem Cię, byś podzieliła moją miłość. Jak mógłbym oczekiwać, by koronki ważyły tyleż, co złoto? Może los przeznaczył dla mnie wszystkie smutki i żale, zachowując dla Józefiny tylko szczęśliwe dni? gdybym był pewien, że ona już mnie nie kocha, milczałbym szczęśliwy, że mogę być jej choćby użytecznym.

Już po zapieczętowaniu koperty otworzył ją ponownie i dopisał w desperacji: „Och, Józefino, Józefino!”.

Napoleon w dalszym ciągu nie doceniał głębi uczuć swej żony dla Charlesa. Słyszał wprawdzie, że spędzają oni sporo czasu razem, uważał jednak, że porucznik jest zwykłym fircykiem i nie może stanowić konkurencji dla zwycięskiego wodza. Po powrocie do Paryża brat i siostra poinformowali jednak Napoleona, że Józefina używa swych wpływów, by zapewnić kochankowi korzystne kontrakty rządowe.

Gdy Bonaparte zażądał od swej połowicy całej prawdy, Józefina wybuchnęła płaczem i wszystkiemu zaprzeczyła. Jeśli chce rozwodu, niech powie wprost - krzyczała. Napoleon zbyt mocno pragnął wierzyć w niewinność ukochanej żony. Uwierzył nawet, gdy przysięgała, że zerwie wszelkie stosunki z Charlesem. Józefina zaś już po chwili pisała do kochanka: Nieważne, jak bardzo będą mnie dręczyć, nigdy nie rozdzielą mnie z mym Hippolytem. Moje ostatnie tchnienie wydam dla niego. Do widzenia, mój Hippolyte, tysiąc pocałunków tak gorących, jak moje serce i jak miłość.

Kilka dni później spotkali się w tajemnicy. „Tylko Ty możesz przywrócić mi szczęście - zaklinała Józefina. - Powiedz mi, że mnie kochasz, że kochasz tylko mnie. Uczyni mnie to najszczęśliwszą z kobiet. Jestem Twoja, cała Twoja”.

Wkrótce kochankowie musieli się rozstać, gdyż Napoleon zabrał żonę do Tulonu, skąd jego armia wyruszyć miała do Egiptu. Przed odjazdem Bonaparte wezwał do swej sypialni generała Dumasa. Małżonkowie spoczywali w łóżku. „Gdy Egipt zostanie podbity - stwierdził Napoleon - poślemy po nasze żony i spłodzimy synów”. Dumas miał być ojcem chrzestnym małego Bonaparte.

Podczas kampanii egipskiej 1798 roku do Napoleona ponownie dotarły plotki o niewierności Józefiny. Usłyszał także, że za jej sprawą stał się pośmiewiskiem całego Paryża. W rewanżu nakazał sekretarzowi, by znalazł mu odpowiednią kobietę, jednak wszystkie były albo zbyt pulchne, albo zbyt brzydkie, jak na jego gust. Uwagę generała zwróciła dopiero dziewiętnastoletnia Pauline Foures. Przywdziała ona męski strój, by towarzyszyć mężowi do Egiptu. Jej kształty w obcisłych rajtuzach noszonych przez żołnierzy francuskich rozpaliły zmysły Napoleona. Zgodnie ze świadectwem współczesnych Pauline miała „różaną cerę, przepiękne zęby i proporcjonalną figurę”.

Bonaparte wysłał pana Foures w górę Nilu, a sam oddał się - bynajmniej nie dyskretnym - zalotom. Podczas obiadu rozmyślnie rozlał na jej sukienkę nieco wina, potem zaś zabrał dziewczynę na górę, by mogła się oczyścić. Gdy porucznik wrócił do Kairu, Napoleon natychmiast wyprawił go z misją do Francji i umieścił Pauline w domu sąsiadującym z kwaterą główną.

Podobnie jak wielu wojskowych, Napoleon miał szczególny pociąg do munduru. Pauline nosiła więc kapelusz z piórami i suto szamerowany płaszcz, by pobudzić jego namiętność. Wkrótce zasłużyła na przydomek Madame la Generale lub „Nasza Pani ze Wschodu”.

Nieszczęsny Foures musiał wreszcie dać rozwód żonie, która publicznie chełpiła się, że jest kochanką Napoleona.

Chcąc, by wieści o romansie dotarły do Józefiny, Napoleon rozkazał, by jej syn, Eugene, eskortował madame Foures podczas przejażdżek po Kairze. Złożył nawet kochance obietnicę małżeństwa, pod warunkiem, że urodzi mu dziecko. Paulina jednak nie mogła jakoś zajść w ciążę. Twierdziła, że nie ma w tym jej winy, że „ten mały idiota” po prostu nie jest w stanie zrobić dziecka. Podkreślała, że jego dwuletnie małżeństwo pozostało bezdzietne, choć Józefina miała przecież dwójkę potomstwa z poprzedniego związku.

Po bitwie nad Nilem w 1799 roku Napoleon pozostawił panią Foures w Kairze i prześliznął się przez brytyjską blokadę. Nigdy więcej nie ujrzał Pauline, choć gdy zasiadł na cesarskim tronie, kupił jej dom i zapewnił szczodre utrzymanie. Pauline Foures zmarła w roku 1869, za panowania Napoleona III, w wieku dziewięćdziesięciu lat.

Józefina dowiedziała się o romansie męża w najbardziej upokarzający sposób. Listy opisujące najintymniejsze aspekty związku zostały przechwycone przez Anglików i opublikowane w Londynie. Natychmiast przedrukowały je gazety francuskie.

Tymczasem skandal, jaki wybuchł wokół dostaw wojskowych porucznika Charlesa, doprowadził do rozstania kochanków. Józefina nie miała, więc wyboru, musiała pogodzić się z mężem. Usłyszała, że opuścił Egipt, popędziła, więc na wybrzeże, wyprzedzając nawet jego braci. Dotarła już do Lyonu, gdy dowiedziała się, że minęli się w drodze. Zawróciła, więc do Paryża. Gdy Napoleon zjawił się przy ulicy de la Victoire, zastał pusty dom. Kilka godzin później przybyli jego bracia. Opowiedzieli mu o wszystkim i nalegali, by zażądał rozwodu. Jednakże Napoleon kochał Józefinę tak bardzo, że nie umiał przyjąć do wiadomości faktu, iż była mu niewierna. Gdy w trzy dni później powróciła w końcu do domu, Napoleon zamknął się na klucz w gabinecie. Żadne prośby i błagania nie mogły skłonić go do otwarcia drzwi. Józefina przepłakała na progu całą noc. Rankiem służąca doradziła jej, by przyprowadziła Hortense i Eugene’a. Napoleon kochał swe przybrane dzieci, więc wreszcie wyszedł z ukrycia. Oczy miał czerwone od płaczu. Gdy obejmował Eugene’a, Hortense i Józefina upadły mu do stóp i podjęły za kolana. W tej sytuacji nie mógł opierać się zbyt długo. Gdy po jakimś czasie odwiedził ich jego brat, Lucien, znalazł małżonków w sypialni w najlepszej zgodzie.

A jednak nic już nie mogło być jak dawniej. Józefina próbowała teraz desperacko utrzymać miłość męża, lecz Napoleon szukał rozkoszy gdzie indziej. Mimo to w jego obecności nie wolno było nawet wspomnieć o poruczniku Charlesie. Po zamachu stanu, w wyniku, którego w 1800 roku Bonaparte stał się dyktatorem, jego adiutant, niejaki Duroc, stale poszukiwał młodych kobiet i prowadził je do sypialni sąsiadującej z gabinetem Napoleona. Kazano im natychmiast się rozbierać i kłaść do łóżka, aby mogły zaspokoić potrzeby le petit general* gdy tylko skończy on pracę. Dwa lub trzy razy Napoleon był nawet nieomal zakochany.

Nie miał zwyczaju się usprawiedliwiać. Mówił Józefinie po prostu: „Powinnaś uważać za zupełnie naturalne, że pozwalam sobie na tego rodzaju rozrywki”. Cudzołóstwo było jego zdaniem „zamaskowanym dowcipem, […] nie osobliwym fenomenem, lecz całkiem zwyczajnym wydarzeniem na jakiejś sofie”.

Rozpaczliwie usiłując ocalić swą pozycję, Józefina zdecydowała, że Hortense musi poślubić Ludwika Bonaparte. W ten sposób, nie mogąc być matką następcy Napoleona, będzie przynajmniej jego babką. Zdobyła przychylność męża dla swoich planów „wpływem wywieranym w buduarze, za pomocą błagań i pieszczot”, jak powiedział jeden ze służących. Małżeństwo omal nie spaliło na panewce, gdy Ludwik usłyszał plotki o tym, że osiemnastoletnia Hortense ma romans z ojczymem - czyli samym Napoleonem.

Podczas drugiej kampanii włoskiej Napoleon regularnie posyłał popołudniami po miejscową dziewczynę, by „przyjemnie spędzić czas”. Uwiódł także słynną La Grassini, primadonnę La Scali, i umieścił w luksusowym apartamencie w Paryżu. Jednakże przelotny romans ze zwycięskim bohaterem w Mediolanie to całkiem coś innego niż bycie oficjalną kochanką głowy państwa. Wkrótce La Grassini zastąpiła Bonapartego młodym skrzypkiem nazwiskiem Rhode.

Przyszedł czas na Louise Rolandeau z Opera Comique. Gdy Józefina przebywała w znanym uzdrowisku Plombieres, którego źródła miały jakoby przywracać kobietom płodność, Napoleon poprosił Louise, by pełniła honory domu w Malmaison, jego wiejskiej posiadłości. Józefina napisała do Hortense, która była tam oficjalną gospodynią, by położyła kres niestosownym wizytom. „Tak jakbym mogła coś na to poradzić!” - żaliła się Hortense.

Józefina w pośpiechu wróciła, by odzyskać kontrolę nad sytuacją, ale sprawy miały się coraz gorzej. Wyglądało na to, że Napoleon wdał się w romans z jej młodą damą dworu i powierniczką, Claire de Remusat. Józefina gorzko narzekała na deprawację seksualną męża. Ostrzegała Claire, że jest on „najbardziej niemoralnym” z ludzi. Pani de Remusat napisała: Trzeba było słyszeć, jak zaklinała się, że nie ma on żadnych moralnych zasad. Że powściąga swe występne skłonności jedynie ze strachu, by nie zaszkodziły jego reputacji. Gdyby pozwolił sobie ulegać bez oporów swoim zachciankom, pogrążyłby się w najbardziej odrażających ekscesach. Czyż nie uwodził, jednej po drugiej, własnych sióstr? Czyż uważa, że ma szczególne prawa i przywilej zaspokajania swych seksualnych pragnień?

Napoleon odpisał w duchu urażonej niewinności. Pytał Claire, czy sądzi, że Józefina powinna przejmować się „tymi niegroźnymi rozrywkami, które w żaden sposób nie wpływają na jego uczucia”. „Nie jestem jak inni mężczyźni - grzmiał, gdy Józefina ponowiła oskarżenia. - Prawa moralności i okowy społeczeństwa nie stosują się do mnie. Mam prawo odpowiadać na wszelkie twoje zastrzeżenia moim wiecznym JA”.

Mimo wszystko, gdy w 1803 roku Napoleon włożył na swoje skronie cesarską koronę, Józefina stała u jego boku. Sprytnie wykorzystała koronację do własnych celów. Gdy do Francji przybył papież Pius VII, by namaścić nowego cesarza, zorganizowała prywatne spotkanie i wyznała, że troska się o legalność ich małżeństwa. Istotnie, odbył się tylko cywilny ślub, zabrakło obrzędu religijnego. Papież był zaszokowany i odmówił udziału w uroczystościach, nim sytuacja nie ulegnie zmianie.

Wieczorem l grudnia 1804 roku, w największej tajemnicy, zainstalowano w gabinecie cesarza prowizoryczny ołtarz. W obecności dwóch świadków ceremonię odprawił wuj Napoleona, kardynał Fesch. Gdy było już po wszystkim, Józefina poprosiła kardynała o zaświadczenie, że małżeństwo jest legalne.

Rodzina Bonapartych nienawidziła Józefiny i zrobiłaby wszystko, by się jej pozbyć. Posunęli się nawet do stręczenia krewniakowi potencjalnych kochanek. Siostra cesarza, Caroline, przedstawiła na dworze ambitną i atrakcyjną Marie Antoinette Duchatel. Wkrótce Józefina zaczęła podejrzewać, że Marie Antoinette i jej męża łączy intymny związek. Pewnego dnia zauważyła, że zarówno pani Duchatel, jak Napoleon są nieobecni w salonie. Znalazła ich w zamkniętym na klucz pokoju i zaczęła gwałtownie dobijać się do drzwi. Wreszcie Napoleon otworzył. Oboje byli nadzy. Marie Antoinette uciekła, Józefina wybuchnęła płaczem. Napoleon zaś szalał po pokoju, kopiąc meble i grożąc rozwodem, o ile żona nie przestanie go szpiegować.

Józefina żyła w ciągłym strachu, że któraś z kochanek Napoleona zajdzie w ciążę. Była pewna, że wówczas mąż natychmiast porzuci ją jako bezpłodną i poślubi tę, która zdolna będzie dać mu syna.

Kolejną protegowaną Caroline była śliczna osiemnastoletnia Eleonore Denuelle, której męża właśnie aresztowano za fałszerstwo. Caroline trzymała Eleonore pod stałym nadzorem i przywoziła regularnie do Tuileries na spotkania z cesarzem. W ten sposób Napoleon mógł być pewny, że jeśli dziewczyna zajdzie w ciążę, dziecko będzie jego.

We wrześniu 1806 roku okazało się, że Eleonore istotnie oczekuje potomka. Józefina nie rzekła ani słowa, po prostu zdała się na los. Gdy Denuelle urodziła chłopca, cesarz dumnie oświadczył, że to on jest ojcem. Wciąż jednak nie porzucał Józefiny. Po jakimś czasie okazało się, że wysiłki Caroline, by utrzymać kochankę brata z dala od innych mężczyzn, nie odniosły skutku. Wydaje się, że ojcem dziecka mógł być mąż stręczycielki - Joachim Murat.

Wiele miłostek Napoleona przeszło niepostrzeżenie, lecz jego romans z Marguerite Weymer (która z czasem straszliwie utyła i zyskała przydomek „Wieloryb”) wywołał prawdziwy skandal. Napoleon poznał Marguerite, gdy była frywolną, szesnastoletnią aktoreczką Comedie Française. Wieczorami Weymer przemykała się do pokoju sąsiadującego z gabinetem cesarza. Po ukończeniu pracy Napoleon figlował z nią przez chwilę, nim udał się do sypialni.

Czasami Józefina nie mogła znieść oczekiwania. Pewnej nocy, gdy chciała przyłapać męża na gorącym uczynku, zagrodził jej drogę Rustam, wierny mameluk z gwardii cesarskiej. Innym razem, gdy kochankowie rozpoczynali grę wstępną, Napoleon zemdlał i upadł w konwulsjach na podłogę. Marguerite zaczęła histerycznie krzyczeć. Obudziła wszystkich domowników. Gdy cesarz odzyskał przytomność, ujrzał, że wokół łóżka tłoczą się przerażeni dworzanie, a także Józefina oraz Claire de Remusat, przy jego boku zaś spoczywa całkiem naga Marguerite.

Jakby nie dość było powodów do plotek, Marguerite zdobyła sobie w Paryżu nieco dwuznaczny przydomek „mademoiselle Georges”*

Do rozstania doszło, gdy opublikowano erotyczną książeczkę ukazująca pannę Weymer podczas homoseksualnych igraszek z jej lesbijską kochanką, Raucort.

Napoleon nie trudził się, by ukryć swe romanse przed Józefiną. Potrafił w obecności całej świty omawiać zalety, wady i szczególne cechy fizyczne ostatniej swej wybranki „z najbardziej nieprzyzwoitą otwartością”. Niedyskrecje te wkrótce docierały za pośrednictwem kurierów dyplomatycznych na dwory całej Europy. Jednakże Józefina zdecydowana była zachować pozycję żony i znosiła najgorsze upokorzenia. Pomagała nawet mężowi pozbyć się kobiet, które już go znudziły.

Choć plotka i obiegające Paryż pamflety czyniły z Napoleona Herkulesa pośród kochanków, prawda była daleko bardziej prozaiczna. Mademoiselle Georges zanotowała w pamiętniku, że poszła z cesarzem do łóżka dopiero przy trzecim spotkaniu. Jej zdaniem Napoleon nie był zbyt namiętny i nigdy jej do niczego nie zmuszał, choć zdarzało się, że wybuchał gniewem z zazdrości o dawnych kochanków. Marguerite wspominała, jak pewnego razu cesarz paradował po sypialni w wianku z białych róż na skroniach.

Pisarz francuski Stendhal znał dobrze Napoleona i uwiecznił chwilę, gdy cesarz wieczorem, przy małym stoliku, podpisywał dekrety: Gdy zaanonsowano przybycie damy, prosił ją - nie podnosząc wzroku znad dokumentów - by weszła i poczekała na niego w łóżku. Później, ze świecą w dłoni, podążał za nią do sypialni, po czym powracał do stolika i swoich niezliczonych dekretów. Główna część spotkania nigdy nie trwała dłużej niż trzy minuty.

Młodą, nerwową aktorkę powitały pełne galanterii słowa: „Wejdź. Rozbierz się. Kładź się”.

Czasami nie dochodziło nawet do tego. Pewnego razu cesarz wysłał służącego, aby przyprowadził mademoiselle Duchesnois, kolejną gwiazdkę z Comedie Française. Gdy zjawiła się w jego apartamentach w Tuileries, kazano jej czekać. Po dwóch godzinach służący przypomniał Napoleonowi, że dziewczyna wciąż czeka. Cesarz odrzekł: „Powiedz jej, żeby się rozebrała”. Duchesnois zrzuciła, więc suknię. Kolejną godzinę przesiedziała nago. Wówczas służący ponownie przypomniał Napoleonowi o jej obecności. Tym razem cesarz powiedział: „Każ jej iść do domu”. Panna Duchesnois ubrała się, więc i wyszła.

Poszukiwanie partnerek ułatwiała mu także Józefina. Lubiła otaczać się młodymi i ładnymi damami dworu, gdy więc Napoleon przeżywał to, co nazywał „okresem godowym”, mógł bez przeszkód dokonać wyboru. „Miłość to jedyna namiętność zamieniająca ludzi w zwierzęta - mawiał. - Miewam ruję, jak pies”.

Im większą władzę zdobywał Napoleon, tym bardziej powierzchowne stawały się jego miłostki. Musiał jednak dbać o swój wizerunek. Dopiero w starszym wieku przyznał się, że „nie jest biegły w miłosnych grach”. Zausznik cesarza, generał Louis de Caulaincourt tak podsumował sytuację: Rzadko odczuwał potrzebę fizycznej miłości, rzadko też znajdował w niej prawdziwą przyjemność. Cesarz tak chętnie wspominał swe sukcesy erotyczne, że ktoś mógłby niemal pomyśleć, iż starał się o nie jedynie, dlatego, by móc o nich później opowiadać.

W rzeczywistości Napoleon niezbyt wielką sympatią darzył kobiety. Był przy tym nadzwyczaj szczery: Traktujemy niewiasty zbyt dobrze, a czyniąc to psujemy wszystko. Myliliśmy się zaiste bardzo, podnosząc je do naszego poziomu. Ludzie Wschodu wykazali o wiele więcej inteligencji i wyczucia - uczynili z nich niewolnice.

Sądził, że mężczyzna powinien mieć kilka żon. Na cóż uskarża się większość dam? Na to, że nie chcemy przyznać, iż mają dusze. […] Domagają się równości! Czyste szaleństwo! Kobieta stanowi naszą własność, podobnie jak drzewo owocowe należy do ogrodnika.

Napoleon przekonany był o „słabości kobiecego intelektu”. Narzekał, że jego brat Józef „bezustannie przesiaduje z kobietami czytającymi Tassa i Aretina”. Nie ma wątpliwości, że płomień romantyzmu zgasł w duszy cesarza wraz z odkryciem romansu Józefiny z porucznikiem Charlesem.

Józefina troskała się niewiernością męża, nawet, gdy przebywał w domu. Pamiętajmy, że cesarz często bawił za granicą, gdzie nie mogła śledzić jego poczynań. Po zwycięskiej kampanii w Prusach w 1806 roku Napoleon znalazł się w Polsce, więc zadręczała się podejrzeniami dotyczącymi „polskich piękności”.

Cesarz próbował ją uspokoić: Tu, na bezkresnych przestrzeniach Polski, nie poświęcamy zbyt wiele uwagi ślicznotkom. Wiesz, że dla mnie istnieje tylko jedna kobieta. Czy ją znasz? Mogę Ci ją opisać, lecz nie chcę byś popadła w próżność. Choć, prawdę mówiąc, niewiele dobrego mam o niej do powiedzenia. Noce tutaj są długie. Długie i samotne.

Jednakże Napoleon krótko pozostał sam. Po zwycięstwie nad Rosjanami pod Pułtuskiem obwołał się wyzwolicielem Polski. Na wielkim przyjęciu wydanym na Zamku Królewskim w Warszawie zauważył dwudziestoletnią księżnę Marię Walewską. Patrzyła na niego jak na bohatera. Napoleon nie krył, że chciałby spotkać się z nią ponownie, w bardziej intymnej atmosferze.

Maria była żoną siedemdziesięcioletniego księcia i miała reputację istoty czystej, skromnej oraz głęboko religijnej. Wciąż odmawiała prośbom cesarza, który chciał, by dzieliła z nim łoże. Drogie prezenty nie odnosiły skutku. Gdy Napoleon wysłał jej szkatułkę klejnotów, oburzona dama cisnęła ją na podłogę i wykrzyknęła: „Och, on musi uważać mnie za dziewkę!”. Nie pomagały ani pełne namiętności listy, ani zawoalowane groźby. „Pomyśl, o ile droższy mi będzie Twój kraj, gdy zlitujesz się nad mym biednym sercem” - błagał zakochany dyktator.

Polacy wysłali, więc do księcia Walewskiego delegację z prośbą, by zmusił Marię, aby „uległa dla dobra kraju”. W rezultacie księżna, jako posłuszna małżonka, niechętnie zjawiła się w prywatnych apartamentach cesarza w Warszawie. Gdy ją ujrzał, rzucił na podłogę zegarek i zmiażdżył go obcasami, mówiąc, że tak samo zetrze w proch jej naród, jeśli nie będzie mu powolna. Później „spadł na nią jak orzeł na mewę”. Maria zemdlała. Zgwałcił, więc nieprzytomną kobietę. „Nie broniła się zbytnio” - stwierdził potem. Mimo niezbyt szczęśliwych początków romans trwał trzy lata, a współcześni utrzymywali, że czarująca i pełna oddania Maria była jedyną kobietą, jaką Napoleon kiedykolwiek kochał.

Podczas pobytu w Polsce mieszkali razem w zamku Finckenstein. Napoleon nazywał kochankę swoją „polską żoną”. Jedynym cieniem był fakt, że choć Maria miała już jedno dziecko ze swym siedemdziesięcioletnim mężem, Napoleon najwyraźniej nie był w stanie uczynić jej brzemienną. W końcu, po powrocie do Francji, cesarz otrzymał oczekiwany list. Miał syna.

Choć nie cichły plotki wokół ojcostwa dziecka Eleonore Denuelle, Napoleon wierzył, że Maria urodziła jego potomka. Książę dał dziecku swoje nazwisko, a chłopiec - Aleksander Walewski - zrobił z czasem karierę na dworze Napoleona III.

A jednak poświęcenie Marii było daremne. Napoleon podpisał, bowiem z carem Rosji traktat, w którym godził się, by słowa „Polska” i „Polacy” „zostały starte nie tylko z wszelkich dokumentów, ale i z kart historii”.

Przekonany wreszcie, iż nie jest bezpłodny, Napoleon zdecydował się na rozwód z Józefiną i poślubienie kobiety, która zdoła dać mu legalnego dziedzica. Zmęczony podbojami, wybrał małżeństwo dynastyczne. Marzył o związku z wielką księżną Rosji. Cesarzowa-wdowa sprzeciwiła się jednak tym planom, twierdząc, że Napoleon „nie jest jak inni mężczyźni”. Jeśli wielka księżna poślubi go - ostrzegała - będzie musiała przyjmować w sypialni innych mężczyzn, by dać mu potomka. Do Paryża przybył na przeszpiegi książę Fryderyk Ludwik Meklemburski. Józefina, bardziej niż kiedykolwiek bojąc się rozwodu, zniweczyła małżeńskie plany oświadczając, że Napoleon jest impotentem: „Bonaparte est bon ŕ rien* - rzekła.

Później, już po rozwodzie, dwudziestodziewięcioletni książę Fryderyk oświadczył się czterdziestosiedmioletniej Józefinie. Odmówiła.

Józefina twierdziła ponadto publicznie, że nasienie Napoleona „nic nie jest warte, po prostu jak woda”. Być może cesarz wygląda jak inni mężczyźni - mawiała - lecz tak samo wyglądają wszak słynni śpiewacy kastraci. Ataki impotencji Napoleona były tematem otwartych rodzinnych dyskusji, a pogłoski o nich krążyły po całej Europie.

Ponieważ Józefina wciąż nie mogła obdarzyć go synem i dziedzicem tronu, w 1809 roku Napoleon kazał anulować ich małżeństwo. Z powodów politycznych wybrał na małżonkę Marię Luizę Austriaczkę, siostrzenicę Marii Antoniny. Bez ogródek stwierdził, że osiemnastoletnia dziewica ma „ten właśnie rodzaj łona, który pragnie poślubić”. Swojemu bratu Lucienowi powiedział: „Naturalnie wolałbym włożyć koronę na skronie mej kochanki*, muszę jednak połączyć się z domem panującym”. Związek z Austrią okazał się z czasem politycznym błędem i doprowadził wkrótce do fatalnej w skutkach wojny z Rosją.

Choć Józefina przegrała bitwę o utrzymanie męża przy sobie, nie zaprzestała walki. Poparła nawet związek cesarza z Marią Luizą, mając nadzieję, że młoda żona zwróci się do niej o radę. Mogliby wtedy stworzyć wygodne „menage a trois”*

Jako starsza z dwóch cesarzowych zachowałaby naturalnie pierwszoplanową pozycję. Jednakże już w dwa tygodnie po swym ślubie per procura Napoleon wygnał byłą żonę z Paryża. Spotykali się od czasu do czasu w Malmaison, lejąc łzy radości.

Maria Luiza była o dwadzieścia lat młodsza od Napoleona. W dniu, gdy spotkali się pierwszy raz, odmówiła pójścia z nim do łóżka. Zachowanie cesarza, kiedy wreszcie doszło do zbliżenia, opisywano jako „raczej gwałtowne niż pełne zaklęć”, lecz młoda małżonka zupełnie się tym nie przejmowała. Jak głosi znana anegdota, gdy było po wszystkim, „poprosiła Napoleona, by zrobił to raz jeszcze”.

Napoleon był w Marii Luizie szczerze zakochany. W 1811 roku przyszedł na świat jego pierwszy legalny potomek i dziedzic. Napoleon był w ekstazie, choć nie milkły plotki, że zastosowano sztuczne zapłodnienie. Nawet Józefina okazała radość. Wbrew wyraźnym rozkazom Marii Luizy zdołała w sekrecie zobaczyć dziecko. Spotkała się zresztą także z księżną Walewską, gdy ta przybyła do Francji wraz z synem.

Kiedy Napoleon utracił władzę, Józefina chciała podążyć za nim na Elbę, lecz „przeszkodziła jej w tym żona”. Tymczasem Maria Luiza nie towarzyszyła mężowi na wygnaniu. Z czasem została wielką księżną Parmy. Wówczas ojciec wysłał jej do pomocy księcia von Neipperg, który ją uwiódł. Pozostali kochankami aż do dnia jej śmierci.

Gdy Napoleon powrócił z Elby, Józefina już nie żyła. Kiedy po przegranej pod Waterloo został uwięziony na wyspie Św. Heleny, zabrał ze sobą czterech przyjaciół - samych mężczyzn.

Wciąż pojawiają się sugestie, jakoby Napoleon wolał mężczyzn. Tolerował wszak homoseksualizm w armii i odmówił umieszczenia w kodeksie napoleońskim zakazu podobnych praktyk. Wielu mężczyzn pisało o jego „uwodzicielskim wdzięku”. Generał Segur był jeszcze bardziej bezceremonialny: „U szczytu władzy nie rozkazywał jak mężczyzna, lecz uwodził - jak kobieta”.

Sam Napoleon przyznawał, że jego przyjaźnie z mężczyznami zazwyczaj zaczynały się od pociągu fizycznego. Generał Caulain-Court powiedział: Utrzymywał, że dla niego serce nie jest siedliskiem sentymentów, że jego uczucia biorą początek tylko tam, gdzie inni mężczyźni doznają wzruszeń odmiennego rodzaju: nie w sercu, lecz w lędźwiach i innym jeszcze miejscu, które pozostawię bezimiennym.

Napoleon był zafascynowany złotowłosym młodym carem, Aleksandrem I. Wydaje się, że właśnie ta obsesja stała się powodem depresji cesarza po katastrofalnej kampanii rosyjskiej 1812 roku. Gdy po raz pierwszy spotkali się na tratwie na rzece Tylży, Napoleon wykrzyknął: „Ależ to sam Apollo!”. Później napisał do Józefiny: „Gdyby był kobietą, uczyniłbym go swoją kochanką”.

Pokojówka Józefiny opowiadała o „predylekcji Napoleona do przystojnych mężczyzn”. Jego służący byli często delikatnymi, wyraźnie zniewieściałymi chłopcami, a cesarz chętnie obdarzał ich pieszczotami. Sekretarz cesarza, Meneval, zanotował: Siadywał na brzegu mojego biurka lub na poręczy fotela, a czasami wręcz na moich kolanach. Obejmował mnie ramieniem za szyję i zabawiał się, pociągając lekko za ucho.

Adiutant Napoleona, Louis Marchand, nosił przydomek „panna Marchand”, a kawaler de Sainte-Croix - szczupły i zgrabny młodzieniec o ładnej, gładkiej twarzy, raczej dziewczęcej niż męskiej - był nazywany „panną Sainte-Croix”. Baron Gaspard Gougard, pełniący przez sześć lat funkcję cesarskiego ordynansa, zwracał się do swego pana zawsze per „Jej Wysokość”.

Po tragicznym odwrocie spod Moskwy, w wieku czterdziestu dwóch lat, Napoleon stał się impotentem, prawdopodobnie w wyniku zaburzeń funkcjonowania gruczołów dokrewnych. Cierpiał także z powodu „gorącego moczu”, dolegliwości wywołanej, jak się wydaje, kamieniami moczowymi.

 

Napoleon miał kłopoty z wyrażaniem własnej seksualności. Jego urodziwa siostra, Paulina Bonaparte, nie miała z tym nigdy najmniejszych problemów. Była jedną z najpiękniejszych kobiet swoich czasów, a przy tym osobą nienasyconą pod względem seksualnym. „Niezwykłe połączenie doskonałości fizycznej z krańcową rozwiązłością moralną - zauważył jeden z jej współczesnych. - Jeśli była najpiękniejszym stworzeniem, jakie kiedykolwiek widziałem, była także najbardziej frywolnym”. Podobne o niej zdanie wyraziła także księżna Anna Potocka: „Z najdelikatniejszymi i najbardziej regularnymi rysami twarzy łączyła najzgrabniejszą figurę, podziwianą (niestety!) zbyt często”.

W czasach, gdy higiena osobista nie była zbyt popularna, kąpiele Pauliny stały się powodem skandalu. Każdego ranka napełniano wannę dwudziestoma litrami świeżego mleka. Paulina rozbierała się, a wówczas Paul, jej ciemnoskóry służący, zanosił ją do łazienki. Opinia publiczna zamarła ze zgrozy, Paulina zaś wykrzyknęła bezwstydnie: „Czemu by nie? A może jesteście zaszokowani, bo on nie jest żonaty?”. Wydała, więc Paula za jedną ze swoich pokojówek i nadal celebrowała poranne ablucje z jego udziałem.

W wieku piętnastu lat Paulina zakochała się w czterdziestoletnim Louisie Freronie, znanym jako „król dandysów”. Rodzina uznała ich związek za niemożliwy, a Napoleon zabronił Freronowi kontaktów z siostrą. W rewanżu Paulina rozpoczęła serię flirtów z jego oficerami.

By odzyskać kontrolę nad sytuacją, cesarz znalazł Paulinie męża, Victora Leclerca, jasnowłosego, poważnego syna bogatego młynarza. Prezentem ślubnym Napoleona dla szwagra była nominacja na generała brygady. Choć małżeństwo nie opierało się na wielkiej miłości, Paulina była dość szczęśliwa i w 1798 roku urodziła Leclercowi syna, Dremide’a.

W 1801 roku francuską kolonię San Domingo ogarnął bunt niewolników pod przywództwem Toussainta L’Ouverture. Leclerca wysłano, by stłumił zamieszki. Paulina nie chciała opuszczać Paryża i swych licznych kochanków. (Jeden z nich napisał później: „Nim wyjechała, nie mniej niż pięciu z nas równocześnie dzieliło jej łaski. Była niewyobrażalną łazęgą i... najbardziej pożądaną”.) Zamknęła się na trzy dni w swej sypialni i zgodziła udać na San Domingo dopiero wówczas, gdy Napoleon przyrzekł jej regularne dostawy paryskich sukien.

Leclercowi udało się w 1802 roku stłumić rebelię. Wkrótce potem zaraził się żółtą febrą i zmarł. Paulina powróciła do Francji. Po przybyciu do Paryża jej żałoba nie potrwała długo.

Napoleon pośpiesznie wybrał jej drugiego męża, księcia Camillo Borghese. Był to bajecznie bogaty Włoch, posiadacz największej na świecie kolekcji diamentów. Paulina pokochała jego fortunę i tytuł, pojawił się jednak istotny szkopuł: książę nie zdołał sprostać jej w sypialni. Z Villa Borghese młoda żona pisała do wuja: „O wiele lepiej byłoby mi pozostać wdową po Leclercu, z dochodem rocznym zaledwie dwudziestu tysięcy franków, niż poślubić eunucha”.

Paulina z łatwością przerzucała się od jednego uczucia do drugiego. Przebywając w Paryżu zakochała się w Louisie Philippe’ie Auguście de Forbin, malarzu z towarzystwa. Wieść głosi, że został on szczodrze wyposażony przez naturę i Paulina nie mogła się nim nasycić. Z czasem jego niezwykłe przymioty fizyczne stały się przyczyną poważnych dolegliwości zdrowotnych partnerki. Wezwano lekarza, który stwierdził, że nieszczęsna dziewczyna jest na skraju wycieńczenia. Macica była obrzmiała na skutek ciągłego drażnienia, a ściany pochwy uszkodzone w wyniku ciągłych otarć. Dla ratowania zdrowia Pauliny skłoniono Forbina, by wstąpił do armii, i wysłano na odległy posterunek.

Paulina natychmiast znalazła pocieszenie. W Nicei zatrudniła młodego muzyka, Felixa Blanginiego, by „dyrygował jej orkiestrą”. Później trafiła w ramiona czołowego aktora francuskiego tamtych czasów, Francoise’a Talmy, a wreszcie zaprosiła do swej sypialni dwudziestopięcioletniego adiutanta, szefa personelu Napoleona, pułkownika Armanda de Canouville. W tym momencie Napoleon ponownie wziął sprawy w swoje ręce i wyprawił nieszczęśnika do Gdańska. Canouville zmarł w 1812 roku, podczas odwrotu spod Moskwy. Na jego szyi znaleziono medalion z podobizną Pauliny. Ta zaś przez kilka dni była dosłownie niepocieszona.

Wraz z bratem udała się na wygnanie na Elbę, a po upływie Stu Dni zamierzała towarzyszyć mu na Św. Helenę. Gdy Brytyjczycy udaremnili jej zamiary, powróciła do męża i na koniec, w pięknej villa Borghese, z nieodłącznym lusterkiem w ręku, zmarła na raka w wieku czterdziestu czterech lat.

Pozostał jednak trwały pomnik jej urody. W najlepszych swych dniach pozowała słynnemu rzeźbiarzowi, Antonio Canovie, do posągu odpoczywającej Wenus. Gdy spytano ją, jak mogła pozować mu nago, odrzekła ze zdziwieniem: „Nie było wcale zimno. W pracowni palił się przecież ogień”.

Ostatnim jej życzeniem było, by trumna pozostała zamknięta. Miast tego przyniesiono z magazynu rzeźbę Canovy i umieszczono tuż obok ołtarza.

 

Ludwik Napoleon, syn Ludwika Bonaparte, brata Napoleona I i króla Holandii, oraz córki Józefiny, Hortense, został cesarzem Napoleonem III w 1852 roku.

Po upadku Napoleona I rodzinę Bonapartych wygnano z Francji, Ludwik wychowywał się, więc w Szwajcarii. Już jako młodzieniec miewał wiele kochanek i mógł się pochwalić gromadką nieślubnego potomstwa.

Gdy zmarł książę Reichstadtu (jedyny legalny potomek Napoleona I, uważany za jego następcę: za Napoleona II), Ludwik Napoleon przewodził rodzinie w walce o francuski tron. By umocnić swe prawa, oświadczył się własnej kuzynce, Matyldzie Bonaparte. Jednakże jego nadzieje na małżeństwo rozwiały się z powodu nieustających starań o odzyskanie władzy. W 1836 roku dokonał nieudanego zamachu stanu i musiał uciekać do Anglii.

Spróbował raz jeszcze w 1840 roku. Wraz z niewielkim oddziałem wylądował w Boulogne i natychmiast został pojmany. Uwięziony w fortecy Ham, tak długo domagał się kobiecego towarzystwa, aż francuskie władze zezwoliły na odwiedziny niejakiej Alexandrinie Yergeot. Dwudziestoletnia piękność z gminu, oficjalnie zatrudniona była jako prasowaczka, lecz tajemnicę poliszynela stanowił fakt, że jest ona „nałożnicą Pierwszego Więźnia Stanu”. Ludwik spędził w więzieniu sześć lat. W tym czasie Alexandrine urodziła mu dwóch synów.

W 1846 roku Ludwik Napoleon zdołał uciec i dotrzeć do Anglii. W Londynie zamieszkał z angielską pięknością, Elizabeth Howard. Byli razem przez dwa lata. Właśnie Elizabeth sfinansowała jego powrót do Francji w 1848 roku i umożliwiła mu odzyskanie władzy. Nagrodził ją tytułem księżnej de Beauregard i pięcioma milionami franków w gotówce.

W 1853 roku Ludwik Napoleon poślubił hiszpańską arystokratkę, Eugenię de Montijo. Była to z pewnością najmniej odpowiednia dlań partnerka. Eugenia uważała seks za odrażający, a jako gorliwa katoliczka wierzyła, że ma on służyć jedynie płodzeniu dzieci. Księżniczka Matylda utrzymywała, że cesarzowa powinna była zostać mniszką.

W chwili ślubu Eugenia miała dwadzieścia siedem lat i była dziewicą. Dwa lata później, po przyjściu na świat ich jedynego syna, kontakty seksualne między małżonkami ustały. Mimo to cesarzowa była zazdrosna o kochanki męża i oskarżała go, że sypia z „najgorszymi wyrzutkami społeczeństwa”, byle tylko przysporzyć jej bólu. Istotnie, Ludwik miał szczególne upodobanie do osławionych kurtyzan i prostytutek. Pewnego razu zapłacił dziesięć tysięcy funtów za jedną jedyną noc z brytyjską prostytutką Corą Pearl. Cora znana była w całej Europie. Gdy wyznaczył jej spotkanie Bertie, książę Walii, wniesiono ją do sali jadalnej na srebrnym półmisku, przystrojoną jedynie sznurem pereł i... nacią pietruszki.

Inna kurtyzana, którą Napoleon III dzielił się z „niesfornym księciem Walii”, to „La Barucci”, piękna Włoszka. Jej prawdziwe nazwisko brzmiało Giulia Beneni. Trzymała na widocznym miejscu w salonie srebrny puchar z wygrawerowanym „N” i cesarską koroną. Cesarz miał także dłuższą przygodę ze słynną francuską aktorką, Rachel.

Napoleon III sypiał nie tylko z „kobietami pracującymi”, miewał także arystokratyczne kochanki. Markiza Taisey-Chatenoy opowiadała, jak pewnej nocy wkroczył do jej sypialni odziany w bladoliliową jedwabną pidżamę. Nie zawracając sobie głowy konwersacją czy grą wstępną, od razu wziął się do rzeczy. Po kilku chwilach, wypełnionych sapaniem i ocieraniem potu, zakończył sprawę i odszedł. Uwiódł także panią Walewską, żonę swego ministra spraw zagranicznych.

Jego ostatnią kochanką została postawna wieśniaczka, Marguerite Bellanger. Napoleon był już wówczas chory i Eugenia obawiała się, że nowy romans może go zabić, skłoniła, więc Marguerite do zerwania kontaktów z cesarzem.

Spytany, czemu ma tak wiele kochanek, Ludwik odrzekł: „Potrzebuję moich małych rozrywek”. Jednakże te „małe rozrywki” stanowiły poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Ministrowie błagali cesarza, by był ostrożny, i ostrzegali, że jakaś awanturnica może doprowadzić go do zguby. Tak się zresztą istotnie stało. Piękna dziewiętnastolatka, contessa di Castiglione, została wysłana przez premiera Sardynii, by zapewnić swym rodakom poparcie cesarza w walce o zjednoczenie Włoch. Osiągnęła, co chciała.

Napoleonowi III brakowało wyczucia politycznego. Wplątał Francję w serię katastrofalnych konfliktów, a porażka w wojnie z Prusami w latach 1870-1871 kosztowała go cesarską koronę. Zmarł na wygnaniu w Anglii w 1873 roku.

 

 

ROZDZIAŁ II

DZIESIĘĆ DNI, KTÓRE WSTRZĄSNĘŁY ŁÓŻKIEM

 

Lenin

 

Władimir Iljicz Uljanow - lepiej znany jako Lenin - był w gruncie rzeczy kobieciarzem, lecz pociągały go tylko te damy, które zaangażowały się w rewolucyjną walkę. Jego pierwszą kochanką została o rok od niego starsza zagorzała marksistka, Nadieżda Konstantinowna Krupska. Gdy jako młoda dziewczyna przeczytała pierwszy tom Kapitału Marksa, usłyszała - jak później twierdziła - „dzwon żałobny bijący dla kapitalizmu, obwieszczający, że wkrótce grabieżcom zostanie odebrany ich łup”. Z pewnością miewała romantyczne porywy.

Nadieżda była ciemnowłosa i dosyć atrakcyjna. Rewolucyjny zapał młodego Lenina wywarł na niej wielkie wrażenie. Spacerowali bulwarami nad Newą i gawędzili o obaleniu kapitalizmu oraz o pomszczeniu śmierci brata Lenina, powieszonego za udział w spisku na życie cara.

Jednakże Lenin interesował się równocześnie jedną z przyjaciółek Nadieżdy, dowcipną i żądną przygód Apolinarią Jakubową. Oświadczył się jej tuż przed swoim aresztowaniem za działalność wywrotową. Z więziennej celi napisał do Apolinarii i Nadieżdy, aby zjawiły się pod murem, na ulicy Szpalernej, by mógł zerknąć na nie spoza krat. Apolinaria nie przyszła, Nadieżda samotnie objęła wartę. Lenin zrozumiał, że jego oświadczyny zostały odrzucone.

Wkrótce aresztowano również Apolinarię i Nadieżdę. Zesłano je na Syberię. Po kilku miesiącach młody profesor prawa pomógł Apolinarii w ucieczce. Pojechali razem do Londynu, gdzie w 1902 roku spotkali się z Leninem i Nadieżdą. Apolinaria pomogła kochankom znaleźć niedrogie lokum pod numerem 30 przy Holford Square.

Po krótkim pobycie w więzieniu także Lenin musiał wyruszyć na Syberię. W tym czasie on i Nadieżda byli już zaręczeni, więc poprosili władze, by wolno im było udać się na zesłanie razem. Otrzymali zgodę, pod warunkiem, że się pobiorą. Siostra Lenina, Anna, nie była zachwycona. Napisała, że „Nadia wygląda jak śledź”.

Choć Nadieżdzie nie brakowało w młodości urody, w chwili ślubu z Leninem utraciła już cały swój czar i wyglądała staro. Pisarz Ilja Erenburg stwierdził złośliwie: „Wystarczy jeden rzut oka na Krupską, a zrozumiecie, że Lenin nie interesował się kobietami”. Ponadto oblubienica cierpiała na chorobę Gravesa* co oznaczało, że nie będą mogli mieć dzieci. On także nie był zbyt pociągający. Pierwsze słowa, jakie Nadieżda skierowała do narzeczonego po przybyciu na Syberię, brzmiały: „Och, jak obrzydliwie się roztyłeś!”. Tej nocy pili z miejscowymi i udali się do sypialni dopiero o świcie.

Jeśli istniała jakakolwiek szansa na rozkosze miodowego miesiąca, zniweczyło ją przybycie matki Nadieżdy. Była to głęboko religijna kobieta o nadzwyczaj ostrym języku. Nieustannie sprzeczała się z Władimirem.

Z czasem Lenin zagustował w kobietach z klas uprzywilejowanych. W 1905 roku mieszkał w Sankt Petersburgu pod przybranym nazwiskiem, by uniknąć aresztowania. Poznał przystojną rozwódkę, znaną jako Elizabeth de K. Była to niezależna finansowo arystokratka o wyrafinowanych gustach artystycznych i literackich. Uwielbiała wystawny styl życia.

Spotkali się w restauracji „Tartar”, gdzie Lenin jadał obiady w towarzystwie jednego z przyjaciół, Michaiła Rumiancewa. Elizabeth siedziała samotnie, a Lenin nie mógł oderwać od niej wzroku. Rumiancew znał ją trochę, więc zaprosił damę do ich stolika. „Poznasz nadzwyczaj interesującego człowieka - uprzedził ją - jest bardzo sławny, ale nie wolno ci zadawać zbyt wielu pytań”. W chwilę potem rozbawionej i zaciekawionej Elizabeth przedstawiono niejakiego Williama Freya. Zapytała go, czy jest Anglikiem. „Niezupełnie” - odparł tajemniczy mężczyzna.

Gawędzili około godziny. Elizabeth świadoma była, że nieznajomego otacza aura niebezpieczeństwa, lecz nie miała pojęcia, że to jest właśnie osławiony W. Lenin, który pisuje pełne ognia artykuły do „Nowej Żyzni”. Lenin, o którym mówi cały Petersburg.

Tydzień później Elizabeth odwiedziła redakcję „Nowej Żyzni”, gdzie natychmiast natknęła się na swojego „Anglika”. „Cieszę się, że panią widzę - powiedział - martwiłem się o panią. Nie przychodzi pani już do Tartare?”. Elizabeth zrozumiała, że Frey chciałby spotkać się z nią ponownie, lecz znała go zbyt słabo, by przyjąć jego zawoalowane zaproszenie. Musiała dowiedzieć się czegoś więcej. Odszukała Rumiancewa i spytała o Williama Freya. „Nic nie rozumiesz - odparł Rumiancew. - Mój przyjaciel Frey bez wątpienia interesuje się kobietami, lecz jego zainteresowanie ma charakter raczej społeczny i polityczny. Bardzo wątpię, czy konkretne kobiety w ogóle go obchodzą. Pozwól mi dodać, że po naszym wspólnym obiedzie dokładnie wypytał mnie o ciebie. Jest ostrożny przy zawieraniu nowych znajomości. Boi się tajnych informatorów. Zmuszony byłem powiedzieć mu, kim jesteś”.

Elizabeth zrozumiała, że fascynujący pan Frey jest zapewne groźnym rewolucjonistą. A jednak musiała spotkać się z nim ponownie. Rumiancew zaaranżował, więc kameralne przyjęcie. W trakcie rozmowy padła propozycja, by w mieszkaniu Elizabeth odbywały się tajne spotkania. Apartament położony był w modnej dzielnicy, a goście mogli wchodzić i wychodzić nie zauważeni. Co więcej, policji nie przyszłoby prawdopodobnie do głowy, że w takim właśnie miejscu spotyka się grupa rewolucjonistów.

Elizabeth zgodziła się udostępnić mieszkanie dwa razy w tygodniu. Zwalniała wówczas służącą i nastawiała samowar. Lenin zjawiał się pierwszy i przekazywał jej hasło dnia. Miała wpuszczać pozostałych gości po podaniu umówionego słowa. Gdy rozpoczynali dyskusję, Elizabeth usuwała się do sypialni. Czasami jednak jedynym gościem był Lenin.

Ich romans, pełen namiętności, od początku obfitował w sprzeczki. Elizabeth miała szerokie zainteresowania kulturalne. Lenin nie dbał o nic poza polityką. Kochanka starała się mimo wszystko wyjść mu naprzeciw. W czerwcu 1906 roku wzięła udział w tajnym wiecu zorganizowanym na polach pod Petersburgiem. Gdy pojawił się Lenin, tłum dosłownie oszalał. Mówca zachęcał zgromadzonych do natychmiastowego buntu. Wreszcie uformowali pochód i wkroczyli do miasta. Lenin szedł oczywiście na czele. Na Piotrowskim Prospekcie kozacy rozpędzili manifestantów, smagając ich bezlitośnie nahajkami. Lenin ukrył się w przydrożnym rowie. Wydawał się zachwycony obrotem spraw, lecz Elizabeth wiedziała, że kochanek jest w olbrzymim niebezpieczeństwie. Groziło mu aresztowanie za podżeganie do rozruchów. Spytała, czy jest gotów oddać się całkowicie w jej ręce i słuchać bez zastrzeżeń. Odparł, że tak. Wówczas kobieta poprowadziła go przez łąki i zarośnięte ścieżki do pobliskiej wioski, a następnie wrócili tramwajem do centrum Sankt Petersburga.

On był wobec niej równie opiekuńczy. Pewnego razu, gdy byli sami w jej mieszkaniu, rozżarzony węgielek z samowara upadł na suknię Elizabeth. Materiał zajął się błyskawicznie. Lenin rzucił się na ratunek i zdusił płomienie. Gdy powstał, zauważyła, że drży. Odwrócił się i wybiegł z pokoju. Właśnie wtedy Elizabeth zdała sobie sprawę, że jest w niej głęboko zakochany.

Podążyła za nim, gdy udał się do Sztokholmu. Nawet w Szwecji obawiał się tajnej policji. Wiódł życie konspiratora, pełne tajemnych sygnałów, haseł i zebrań w odludnych miejscach.

Pewnego dnia zadzwonił do niej i umówił się na kolejne spotkanie. Zaznaczył jednak, że gdyby dostrzegła w pobliżu jakichś Rosjan, powinna udawać, że go nie zna. Przybywszy w umówione miejsce Elizabeth zauważyła dwóch Gruzinów okładających pięściami automat sprzedający przekąski. Gdy pojawił się Lenin, Gruzini wykrzyknęli unisono: „Towarzyszu Iljicz, pomóżcie nam z tą cholerną, burżuazyjną maszyną! Chcemy kanapki z szynką, a ona wciąż podaje nam ciastka!”

Ojciec rewolucji musiał użyć wszystkich swych talentów dialektycznych, by wydobyć żądane kanapki. Tymczasem Elizabeth posłusznie spoglądała w inną stronę. Lenin był zachwycony jej postawą, choć nie było prawdziwego zagrożenia. „Wiesz, kim są ci dwaj? - spytał później. - To nasi delegaci z Kaukazu. Wspaniali chłopcy, ale zupełne dzikusy”.

Dzieląc czas między żonę i partyjne spotkania, Lenin rzadko znajdował chwilę dla Elizabeth. Czasami, w niedzielę, wynajmowali niewielką łódkę wiosłową i wypływali na jezioro. Namiętność nie gasła. Gdy pani de K. powróciła do Sankt Petersburga, otrzymała od kochanka szalony, naglący list. „Napisz do mnie od razu - nalegał Lenin. - Określ dokładnie, gdzie i kiedy możemy się spotkać, inaczej mogą zdarzyć się opóźnienia i nieporozumienia”. Elizabeth poczuła się dotknięta jego tonem i postanowiła zerwać romans. Jednakże, gdy dwa lata później, przebywając w Genewie, przeczytała w gazecie, że Lenin będzie przemawiał w Paryżu, pod wpływem impulsu wskoczyła do pociągu. W czasie przerwy udała się na spotkanie z Władimirem w małym pokoiku za trybuną. Był otoczony wielbicielami, więc nie zdołała zbliżyć się do niego. W końcu dostrzegł ją w tłumie. Wydawał się zaskoczony, otworzył szeroko oczy. „Co tu robisz?” - zapytał. „Przyjechałam, żeby cię posłuchać - odrzekła Elizabeth. - Mam także dla ciebie wiadomość od pewnej osoby”. Wręczyła mu kopertę. Był w niej adres i numer telefonu hotelu, gdzie się zatrzymała.

Następnego ranka czekała niecierpliwie na telefon. Nie zadzwonił. Lenin zjawił się osobiście i natychmiast padli sobie w ramiona.

Romans rozpoczął się na nowo, lecz już bez namiętności, jaka go ongiś cechowała. Spotykali się i pisywali do siebie przez dziewięć lat. Niektóre z wcześniejszych listów pełne są ognia. Ostatnie przypominają wykłady dialektyki marksistowskiej. W końcu kochankowie zrozumieli, że żyją w dwóch różnych światach. Choć Lenin był gorącym rzecznikiem równych praw dla kobiet, twierdził, że nigdy nie spotkał takiej, która przeczytałaby od deski do deski Kapitał lub była w stanie zrozumieć rozkład jazdy pociągów i pojąć reguły gry w szachy. Wręczył Elizabeth szachownicę z pionkami i poprosił, by udowodniła mu, że się myli.

W odpowiedzi wysłała mu reprodukcję Giocondy Leonarda i poprosiła, by przyjrzał się jej, a następnie opisał swoje odczucia. Lenin napisał: Nie rozumiem tej twojej Mony Lisy. Ani jej strój, ani twarz nie mówią mi zupełnie nic. Wydaje mi się, że istnieje opera o tym tytule i jakaś powieść d’Annunzia. Po prostu nie pojmuję, czemu wysłałaś mi tę rzecz.

Ostatnia kłótnia dotyczyła pojęcia wolności. Elizabeth zakwestionowała sztywne reguły dialektyki marksistowskiej. Twierdziła, że musi przecież być miejsce na osobistą wolność jednostki. Lenin odparł: Ludzie nie potrzebują wolności. Wolność jest jedną z form burżuazyjnej dyktatury. W państwie godnym tego miana nie ma miejsca na wolność. Lud chce sprawować władzę, lecz cóż zrobiłby, gdyby mu ją dano?

Był rok 1914 i Lenin już wkrótce miał zostać dyktatorem.

Wciąż jeszcze spotykał się z panią de K., gdy poznał wielką miłość swego życia, kolejną bogatą rozwódkę, Elisabeth d’Herbenville Armand, Francuzkę z pochodzenia, córkę aktora music-halli. Gdy ojciec zmarł, zamieszkała z babką i ciotką, które były nauczycielkami w Moskwie. Elisabeth miała wówczas osiemnaście lat i wkrótce zwróciła uwagę dwudziestoletniego Aleksandra Armanda, młodszego syna bogatego wytwórcy tekstyliów. Pobrali się i osiedlili w podmoskiewskiej posiadłości. Na świat przyszło pięcioro dzieci. Elisabeth była właściwie całkiem szczęśliwa, otrzymywała przecież od życia wszystko, o czym mogła zamarzyć. Wszystko poza dreszczykiem emocji i niebezpieczeństwem.

Nieoczekiwanie odeszła od męża i zamieszkała z jego młodszym bratem, Władimirem. Będąc wyznawcami wolnej miłości wdali się w ognisty romans, ale Elisabeth wciąż czegoś brakowało, więc podążyła do Sztokholmu, gdzie wprowadziła się do znanej rzeczniczki praw kobiet, Ellen Key. Feminizm znudził wkrótce żądną wrażeń kobietę. Gdy więc do rąk Elisabeth trafiły polityczne eseje Lenina, obiecujące silne wrażenia rewolucyjnej walki, natychmiast stała się wyznawczynią bolszewizmu.

Powróciła do Rosji, by wziąć udział w rewolucji 1905 roku, i przybrała pseudonim „Inessa”. Po kilku dniach została aresztowana. Spędziła w więzieniu dziewięć miesięcy, a po wyjściu na wolność pracowała jako kurier podziemnej organizacji bolszewików. Wkrótce pojmano ją ponownie, pod poważniejszym już zarzutem przekupstwa funkcjonariuszy armii. Mąż zapłacił kaucję, lecz niepoprawna Inessa nie zaprzestała konspiracyjnych działań i po raz trzeci trafiła za kraty. Tym razem zesłano ją do Archangielska, gdzie surowy klimat północy łamał wszystkie karki, poza najtwardszymi.

Jej szwagier, Władimir, będąc wciąż pod jej urokiem, podążył za nią na wygnanie. Wkrótce zachorował na gruźlicę i zmarł. Inessie udało się zbiec i wraz z dwójką dzieci dotrzeć do Francji, gdzie tymczasem stała się legendą.

W Paryżu Lenin powitał ją z otwartymi ramionami. Była przecież bohaterską rewolucjonistką. Przywódca bolszewików od dawna śledził jej wyczyny, teraz zaś umieścił ją w apartamencie sąsiadującym z mieszkaniem jego i Nadieżdy.

Inessa miała trzydzieści lat. Uwagę zwracały jej ogromne oczy, delikatne rysy i nieokiełznana burza kasztanowych loków. Obecność tej bystrej i inteligentnej towarzyszki inspirowała innych uchodźców. Często widywano ją z Leninem w przytulnych kafejkach przy Avenue d’Orleans. Była lubiana, lecz Andżelika Bałabanow - bolszewicka agitatorka, która z czasem została kochanką Mussoliniego - nie pałała do niej sympatią. Prawdopodobnie była po prostu zazdrosna: Nie lubiłam jej. Była pedantyczna. Stuprocentowa bolszewiczka, jeśli chodzi o sposób ubierania - zawsze w tym samym, surowym stylu - sposób, w jaki myślała i mówiła. Znała dobrze kilka języków, a w każdym z nich odmieniała w nieskończoność: Lenin, Lenina, Leninowi.

Aż do tej chwili Lenin uważany był za purytanina. Teraz towarzysze rewolucjoniści zauważyli, jak zwraca się do tej pociągającej kobiety per ty. Forma ta używana była przez wykształconych Rosjan wyłącznie w stosunku do bliskich. Dotychczas wódz zwracał się w ten sposób jedynie do swojej matki, sióstr i - oczywiście - żony.

Zarówno Lenin, jak Inessa uwielbiali muzykę Beethovena. Podobnie interpretowali pisma Marksa. Oboje wzorowali się na bohaterach powieści Czernyszewskiego „Co robić?” Już wkrótce odgrywali role, jakie wyznaczył im pisarz.

Nadieżda nie starała się przeszkodzić związkowi męża z Inessą. W istocie wręcz ułatwiała mu sytuację. Tego lata udała się z matką na wakacje do Pornic, niewielkiej wioski w pobliżu St Nazaire, pozostawiając dwójkę zakochanych w stolicy.

Istnieją dowody, że nim w Paryżu zjawiła się Inessa, Lenin miał przygodę z nieznaną nam z nazwiska Francuzką. Wódz rewolucji napisał do niej serię nadzwyczaj intymnych listów. Gdy po śmierci Lenina sprawa wyszła na jaw, tajemnicza kochanka zgodziła się wstrzymać publikację korespondencji, póki żyje Nadieżda. Otrzymała za to szczodre uposażenie od sowieckich władz.

Być może więc Nadieżda wolała widzieć u boku męża kogoś, kto przynajmniej mówi po rosyjsku i jest oddany sprawie. Z pewnością lubiła Inessę. Lubiła przebywać w jej towarzystwie i przyglądać się zabawom dwójki dzieci, które rywalka przywiozła ze sobą do Paryża. Krupska pisała bez ogródek, że „dom staje się jaśniejszy, gdy wkracza doń Inessa”. Lenin zaś nie miał nic do ukrycia, jeśli chodzi o sprawy swych uczuć i namiętności - rewolucja była zawsze na pierwszym miejscu.

Kochankowie rozstali się po raz pierwszy, gdy Lenin i Nadieżda udali się z rewolucyjną misją do Krakowa. Inessa tęskniła straszliwie. Pisała z Paryża: Rozstaliśmy się, ja i Ty, najdroższy! To takie bolesne. Gdy spoglądam na znajome miejsca, widzę aż nazbyt jasno, jak nigdy dotąd, ile miejsca zajmujesz w mym paryskim życiu. Każda moja tu aktywność łączy się tysiącznymi nićmi z myślami o Tobie. Nie byłam w Tobie zupełnie zakochana, choć kochałam Cię tak bardzo. Nawet teraz potrafię obejść się bez Twoich pocałunków, o ile będę mogła Cię widywać. Porozmawiać z Tobą od czasu do czasu byłoby tak wielką radością, a nikomu nie wyrządziłoby szkody. Czemuż miałabym się tego wyrzec?

Listy Inessy nie pomijają także napięć i zadrażnień między całą trójką: Pytasz mnie, czy się gniewam, że to Ty narzuciłeś nam rozłąkę. Nie, bo nie sądzę, byś uczynił to dla siebie. Było wiele dobrego w moich paryskich kontaktach z N. K.*. W jednej z ostatnich pogawędek powiedziała mi, że stałam się jej bardzo droga po wspólnych chwilach spędzonych w Longjumeau* i jesienią, nad tłumaczeniami. Przyzwyczaiłam się do Ciebie. Tak bardzo pragnę nie tyle słuchać Cię, co przyglądać Ci się, gdy mówisz. Po pierwsze, Twoja twarz tak bardzo się wówczas ożywia, a po drugie - łatwo mi wtedy patrzeć na Ciebie, bo wcale mnie nie zauważasz.

Samotność Inessy nie trwała długo. Po ośmiu miesiącach cała trójka osiadła w Galicji. Z początku dochodziło do spięć i Nadieżda miała zamiar odejść, aby Lenin mógł poślubić kochankę. Jednakże jemu wcale się to nie uśmiechało. Był zbyt zależny od Krupskiej w rewolucyjnej działalności. Z drugiej strony, nie potrafił obejść się bez Inessy, choć z innych zgoła powodów. Trwało, więc menage d trois. Były to szczęśliwe chwile. Nadieżda wspominała: Godzinami spacerowaliśmy po zasypanych liśćmi leśnych ścieżkach. Zazwyczaj wybieraliśmy się w trójkę: Władimir Iljicz, Inessa i ja. […] Czasami odpoczywaliśmy na słonecznej polanie pokrytej krzewami. Iljicz szkicował tezy przemówień, ja uczyłam się włoskiego. […] Inessa szyła spódnicę i rozkoszowała się ciepłem słońca.

Przez całe lata podróżowali razem, wspólnie spiskowali i snuli polityczne intrygi. W 1917 roku powrócili do Rosji słynnym zaplombowanym pociągiem. W wagonie znajdowała się także Andżelika Bałabanow.

To właśnie Lenin, Nadieżda i Inessa zaplanowali rewolucję październikową. Uformowali zamknięty krąg władzy, który doprowadził do stworzenia Związku Sowieckiego, pierwszego na świecie państwa komunistycznego. Mieszkali razem na Kremlu aż do śmierci Inessy na tyfus w październiku 1920 roku.

Dwa tygodnie przed śmiercią Inessa zanotowała w pamiętniku: „Dla nieuleczalnych romantyków miłość zajmuje w życiu pierwsze miejsce, pozostawia w tyle wszystko inne”. Z pewnością ona była romantyczką.

Nawet wtedy, gdy choroba rozwinęła się na dobre, pozostała oddana Leninowi. W ostatnich skreślonych przez nią notatkach czytamy: Teraz wszyscy mi już zobojętnieli. Chodzi o to, że nudzi mnie niemal wszystko. Jedyne ciepłe uczucia żywię dla dzieci i W. I. Pod innymi względami jest tak, jakby moje serce umarło. Tak jakbym oddała wszystkie moje siły, wszystkie namiętności W. I. i mojej pracy. Źródła miłości wyschły w mojej piersi.

Ciało Inessy wystawiono w Domu Sowietów, a potem pogrzebano pod kremlowskim murem. Na jednym z wieńców widniały słowa: „Towarzyszce Inessie, W. I. Lenin”.

Wódz rewolucji był załamany. Andżelika Bałabanow, wówczas już etatowa pracownica Kominternu, zanotowała: Nie tylko jego twarz, ale cała postać wyrażała tak wielki smutek, że nie odważyłam się go pocieszać nawet najmniejszym gestem. Było jasne, że chce pozostać sam na sam ze swą żałobą. Wydawało się, że zmalał: czapka niemal zakrywała mu twarz, oczy tonęły w powstrzymywanych z wysiłkiem łzach. Gdy nasze grono postąpiło naprzód wraz z tłumem żałobników, poszedł z nami bez oporu, tak jakby wdzięczny był, że prowadzimy go bliżej zmarłej towarzyszki.

Po śmierci Inessy Lenin i Nadieżda zaopiekowali się jej dziećmi. Jednakże wódz rewolucji nigdy już nie otrząsnął się z żalu. Bez swojej wielkiej miłości podupadł na zdrowiu, a jego polityczna gwiazda zaczęła blednąc. Zmarł na udar w 1924 roku. Nadieżda żyła jeszcze piętnaście lat w apartamencie na Kremlu. Zmarła w 1939 roku, w wieku siedemdziesięciu lat.

 

 

ROZDZIAŁ III

ZA MURAMI KREMLA

 

Josif Wissarionowicz Stalin, Ławrientij Beria

 

Zazwyczaj sądzi się, że komunistyczni dyktatorzy nie interesują się seksem. Uważamy zwykle, że myślą jedynie o dobru ludu. Osobista przyjemność, jaka wynika z uprawiania miłości, jest wszak burżuazyjnym przeżytkiem. Posłuchajmy, co członek sowieckich władz, Borys Bazanow, powiedział o najstraszliwszym z czerwonych tyranów - towarzyszu Stalinie: Ten namiętny polityk nie miał innych słabostek. Nie gonił ani za pieniędzmi, ani za rozkoszą. Nie był kibicem sportowym i nie szalał za kobietami. Kobiety, poza jego własną żoną, mogły dla niego nie istnieć.

Bazanow mija się z prawdą.

Pierwszą żoną Stalina była Gruzinka, Jekatierina Swanidze. Jej brat Aleksander studiował w tym samym seminarium duchownym, w którym Josif Wissarionowicz Dżugaszwili zgłębiał zasady wiary, nim porzucił je na rzecz rewolucyjnej walki. Pobrali się w 1903 roku. Choć Stalin był już w tym czasie ateistą, zgodnie z życzeniem matki panny młodej ceremonia odbyła się w cerkwi. Jekatierina również była głęboko religijna, więc gdy mąż udawał się na spotkania rewolucjonistów, padała na kolana i wznosiła modły prosząc, by Stalin porzucił niemiłe Bogu poglądy i zwrócił się ku życiu w spokoju i ciszy. Mieli jednego syna, Jakowa.

Choć Stalin niespecjalnie liczył się z żoną, to jednak musiał bardzo ją kochać. Był załamany, gdy w 1910 roku Jekatierina zmarła. W cmentarnej bramie powiedział, kładąc rękę na sercu: To stworzenie zmiękczało moje kamienne serce. Teraz nie żyje, a wraz z nią umarły wszystkie moje cieplejsze uczucia dla rodzaju ludzkiego. Czuję w piersiach pustkę, tak niewypowiedzianą pustkę.

Słowa te zwiastowały śmierć milionów ludzi.

Choć strata pierwszej żony zamieniła serce przyszłego dyktatora w kamień, jego seksualne żądze nie umarły wraz z nią. Podczas wojny domowej, w roku 1919, spotkał Nadię Alelujewą, córkę kolejarza. Była bardzo piękna, a jej rysy wskazywały wyraźnie na orientalne pochodzenie. Stalin ukrywał się. Spotkał Nadię, gdy jej rodzice, których znał od dwudziestu lat, udzielili mu schronienia w swym domu. Miała zaledwie lat szesnaście, gdy pozbawił ją dziewictwa. Stalin miał lat trzydzieści dziewięć. Choć dwukrotnie od niej starszy, wydał się dziewczynie nad wyraz romantyczny dzięki swemu fanatycznemu oddaniu rewolucji. Wkrótce Nadia również została rewolucjonistką i mimo sprzeciwu matki poślubiła Stalina.

Małżonek spełnił marzenia Nadii, zabierając ją do Moskwy opancerzonym samochodem. Miesiąc miodowy spędzili w Carycynie, gdzie Stalin organizował obronę przeciw natarciu Białych. Zreorganizował siły policyjne, zdemaskował niejeden kontrrewolucyjny spisek i zlecił niezliczone egzekucje. Miasto zostało na jego cześć nazwane Stalingradem. Tu właśnie Nadia straciła swe polityczne dziewictwo. Okrucieństwo męża wobec każdego, kto ośmielił sprzeciwić się jego woli, uświadomiło dziewczynie, jaką potęgą i narkotykiem jest nieograniczona władza.

Nadia została jedną z sekretarek Lenina i zamieszkała wraz z mężem na Kremlu. Nienawidziła tego mieszkania. Ich pierwsze dziecko, Wasilij, przyszło na świat w 1920 roku, a córeczka, Swietłana, w 1926.

Gdy po śmierci Lenina Stalin przejął władzę, Nadia zaczęła martwić się wpływami i przywilejami związanymi z pozycją wodza. Kłóciły się one wszak z jej komunistycznymi zasadami. Zapragnęła ukończyć studia. Jednakże na uczelni inni studenci wkrótce uświadomili jej, że forsowana przez męża kolektywizacja kosztowała życie milionów zmarłych z głodu na Ukrainie.

Podejmowanie przy rodzinnym stole podobnych tematów nie było z pewnością receptą na domowe szczęście. Stalin odpowiadał na zarzuty najwulgarniejszymi obelgami. Nie oszczędzał nawet Nadieżdy Krupskiej, która z bólem wysłuchiwała jego krzyków. Własną matkę zwykł nazywać „starą dziwką”.

Stalin skarżył się, że Nadia nie jest w jego guście, że to „kobieta z ideałami... śledź z ideałami - sama skóra i kości”. Bardziej odpowiadała jego upodobaniom była kelnerka, „krasawica z zadartym noskiem i wesołym, dźwięcznym śmiechem”, którą zatrudnił jako służącą na daczy. Swietłana podsumowała zwięźle jej zalety: „Pulchna, schludna, zręcznie podawała do stołu i nigdy nie wtrącała się do rozmowy”.

Swietłana była przekonana, że gdy na daczy zjawiła się wspomniana dziewczyna, stosunki seksualne między rodzicami od dawna należały do przeszłości. Nadia miała oddzielną sypialnię, a Stalin nocował zazwyczaj w swym biurze lub w niewielkim pokoiku sąsiadującym z jadalnią. Krążyły plotki, że ma romans z tancerką baletową.

Nie cichły również pogłoski, że to właśnie on zrobił dziecko szesnastoletniej córce członka biura politycznego, Łazara Kaganowicza. Trocki sądził, że poza Swietłaną Stalin ma jeszcze drugą córkę, której matką nie jest Nadia.

Wieczorem 8 listopada 1932 roku sprawy między Stalinem i Nadia przybrały najgorszy możliwy obrót. Na Kremlu odbywało się przyjęcie z okazji piętnastej rocznicy rewolucji. Stalin namawiał żonę do picia, choć wiedział, że jest abstynentką z przekonania. Doszło do sprzeczki i Stalin cisnął jej w twarz zapalony papieros. Upokorzona Nadia wybiegła z pokoju. Długo spacerowała po kremlowskich ogrodach, usiłując się uspokoić. Gdy wróciła do swoich apartamentów, znalazła Stalina w łóżku z żoną jednego z partyjnych dygnitarzy. Wówczas poszła do swego pokoju i zastrzeliła się.

Stalin niezbyt przejął się jej śmiercią. Nad jej otwartą trumną wysyczał z nienawiścią: „Opuściła mnie jak wróg”.

Nie uczestniczył ani w czuwaniu przy zwłokach, ani w pogrzebie, a swoją nienawiść rozciągnął także na rodzinę zmarłej żony. Siostrę Nadii, Annę Siergiejewnę, skazano na dziesięć lat więzienia. Odsiadywała wyrok w pojedynczej celi. Szwagier Stalina, Paweł, zmarł nagle, rzekomo na atak serca, podczas czystek 1938 roku. Jego żonę, Jewgienię, aresztowano pod fałszywym zarzutem próby otrucia Stalina. Męża Anny, Stanisława Redensa, aresztowano i rozstrzelano. Wielu mówiło, że Nadia dobrze zrobiła popełniając samobójstwo, gdyż inaczej także ona padłaby ofiarą czystek.

Tylko córka, Swietłana, cieszyła się miłością ojca, lecz stała się na Kremlu więźniem. Stalin nazywał ją „swoją gosposią”. Zawsze siadywała u jego boku podczas uroczystych obiadów. Przezywał ją pieszczotliwie „wróbelkiem” i „muszką”, a listy kończył zawsze czułym „całuję”. Często ją całował.

Dystans między nimi powiększył się dopiero wtedy, gdy Swietłana przeczytała w „Illustrated London News”, że jej matka wcale nie umarła na zapalenie wyrostka, jak jej wmawiano.

Stalin wpadł we wściekłość, gdy Swietłana zaczęła interesować się mężczyznami. Od tej chwili nie mogła już liczyć na pocałunki - przestała być jego „niewinną, małą dziewczynką”. Kiedy zbuntowała się przeciw ojcowskiej tyranii, Stalin zaczął w obecności kolegów czynić brutalne uwagi na temat jej życia seksualnego. Polecił NKWD śledzić jej kochanków. Gdy dziewczyna była jeszcze uczennicą, odkrył jej romans z filmowcem w średnim wieku, żydowskiego pochodzenia, Aleksiejem Kaplerem. Zażądał od córki całej prawdy. „Wiem o wszystkim - krzyczał wymachując teczką materiałów zgromadzonych przez NKWD - mam tu wszystkie wasze rozmowy telefoniczne!” „Ale ja go kocham” - protestowała Swietłana. „Kochasz?! - wrzasnął Stalin uderzając ją w twarz. - Twój kochaś jest brytyjskim szpiegiem. Został aresztowany”. Kapler spędził pięć lat za kręgiem polarnym, w kopalniach Workuty.

Stalin był zachwycony, gdy rozpadło się pierwsze małżeństwo Swietłany. Jednakże, gdy ponownie wyszła za mąż, zraził się do niej ostatecznie. Po śmierci dyktatora Swietłana uciekła na Zachód. Mieszkała w Wielkiej Brytanii, Ameryce i Szwajcarii. Po czterech nieudanych małżeństwach, w wieku siedemdziesięciu lat, została mniszką, aby - jak mówiła - „odpokutować za grzechy ojca”.

Stalin, przynajmniej na początku, kochał córkę. Wobec synów był zawsze brutalny i bezlitosny. Jakow, syn z pierwszego małżeństwa, był od dziecka traktowany z pogardą. Być może, dlatego, że przypominał Stalinowi o jego gruzińskim pochodzeniu. Jedynie naleganiom Nadii zawdzięczać należy, że chłopiec mieszkał na Kremlu. Prawdopodobnie on sam wolałby inne lokum. „Mały Jaków jest obiektem częstych i surowych kar swego ojca” - relacjonował Trocki.

Gdy w roku 1928 lub 1929 Jakow usiłował bezskutecznie popełnić samobójstwo, Stalin stwierdził złośliwie: „Ha, nawet strzelać celnie nie potrafi”. W czasie drugiej wojny światowej Jakow trafił do niewoli niemieckiej. Ojciec ogłosił go zdrajcą mówiąc, że „żaden prawdziwy Rosjanin nie dałby się schwytać żywcem”. Odmówił wymiany syna na któregoś z jeńców niemieckich i zamknął w więzieniu jego żonę. Jakow zmarł w niewoli w 1943 roku.

Młodszy syn, Wasilij, również był bity. „W domu rzucał chłopca na podłogę i kopał ciężkimi buciorami” - mówiła Swietłana. Po nieudanej karierze w czerwonym lotnictwie Wasilij zmarł jako całkowicie zdegenerowany alkoholik, mając czterdzieści jeden lat. Jego syn zakończył życie w wyniku przedawkowania heroiny, jedna z córek była alkoholiczką, a druga zmarła w szpitalu psychiatrycznym.

Stalin lubił fotografować się z małymi dziećmi, a machina partyjnej propagandy głosiła, że obdarza je szczególną miłością. Często opowiadano wówczas historyjkę o tym, jak to trzyletni chłopiec wrócił do domu z przedszkola i oznajmił ojcu: „Nie jestem już twoim synem”. „Co przez to rozumiesz?!” - wykrzyknął przerażony ojciec. „Nie jesteś moim ojcem - rzekło rezolutnie dziecko - moim ojcem jest Stalin. To on dał mi wszystko, co mam”.

W rzeczywistości Stalin w swej brutalności nie ograniczał się do własnego potomstwa. W 1935 roku zmienił przepisy prawa tak, że przed sądem mogły stawać także dzieci. Dziesięciolatki były torturowane i przetrzymywane w więzieniach. Starano się wydobyć z nich informacje o rodzicach lub wyznania, że są „kontrrewolucjonistycznymi, faszystowskimi terrorystami”. Dzieci osób przebywających w obozach także trafiały za kraty. Gdy spytano Stalina czym zawiniły, ten odrzekł: „Są wolnomyślicielami, ot co”.

Podczas klęski głodu w 1932 roku Stalin wydał rozkaz, by rozstrzeliwano zagłodzone dzieci, kradnące żywność z wagonów kolejowych. Sowiecki przywódca ubzdurał sobie, że roznoszą one choroby weneryczne. Oblicza się, że „ojczulek Stalin” jest bezpośrednio odpowiedzialny za śmierć setek tysięcy dzieci. Musimy dodać do tego jeszcze dwa lub trzy miliony, które zmarły z głodu w latach trzydziestych.

W ówczesnym Związku Sowieckim popularny był następujący dowcip, powtarzany - oczywiście - szeptem: Nauczyciel pyta jednego ze swych wychowanków: Kto jest twoim ojcem? - Dziecko odpowiada: - Towarzysz Stalin. - A kto jest twoją matką? - Sowiecka ojczyzna - mówi dziecko. - A kim chciałbyś zostać? - pyta nauczyciel. Dziecko bez namysłu odpowiada: - Sierotą.

Stalin uwielbiał buty z cholewami. Nie tylko, dlatego że mógł w nich kopać swego syna, jego własny ojciec był przecież szewcem. Upiwszy się kopał małego Josifa. Bił także jego matkę, co pozwala uznać, że Stalin przez całe życie był wrogiem kobiet. Także wysokie buty wodza stały się tematem żartów: - Dlaczego Lenin nosił botinki, a Stalin sapogi? - To proste: w czasach Lenina gówno sięgało tylko do kostek.

Na oficjalnych fotografiach Stalin zawsze występuje w wysokich butach, ze spodniami wsuniętymi w cholewy na chłopski sposób. Rzadko je zdejmował i zawsze sypiał w skarpetkach. Powodem mogła być chęć ukrycia zdeformowanej lewej stopy. Według kartotek Ochrany drugi i trzeci palec miał zrośnięte. Jeden z członków osobistej obstawy trafił do GUŁ-agu, ponieważ zapomniał o włożeniu wysokich butów. Nieszczęśnik ten nosił filcowe kapcie, gdyż nie chciał budzić śpiącego wodza. Stalin oskarżył go o snucie morderczych planów.

Nie rozstawał się z sapogami nawet przy najmniej odpowiednich okazjach. Podczas wakacji w Gruzji, pod koniec lat dwudziestych, pokazywał gościom kwitnące w ogrodzie przepiękne róże. Miał na sobie lekki garnitur z grubego jedwabiu i ciężkie, czarne buty do konnej jazdy, które zupełnie nie pasowały do reszty stroju. „Josifie Wissarionowiczu - zapytał wreszcie jeden z gości - jest tak gorąco, a wy wciąż macie na sobie te buty. Jak możecie wytrzymać?”. „Cóż mam powiedzieć - odrzekł Stalin - są naprawdę wygodne. I użyteczne. Gdybym w nich kopnął kogoś w głowę, do końca świata nie pozbierałby wszystkich zębów”. I wybuchnął śmiechem.

To typowa dla Stalina sadystyczna fantazja. Zawsze miał skłonność do identyfikowania się z silniejszym, z napastnikiem - nawet z własnym okrutnym ojcem. Gdy był u władzy, wzorował się na rosyjskich carach, zwłaszcza na Iwanie Groźnym i Aleksandrze I, pogromcy Napoleona. Czasami porównywał się nawet do Mikołaja II, władcy, który uwięził go, a potem zesłał na Syberię.



dalej


strona główna
(23kB)