(23kB)
strona główna





 

Szaman miejski

 

 

Serge Kahili King

WPROWADZENIE

 

 

 

Ho'omoe wai kahi ke kao'o

 

(Posuwajmy się wszyscy razem - jak płynąca woda - w jednym

kierunku)

 

Niniejsza książka opowiada o szamanizmie, zwłaszcza o szamanizmie w tradycji hawajskiej i o tym, co znaczy być „szamanem miejskim". Abyś mógł uzyskać maksymalną korzyść z jej treści, już na wstępie wyjaśnię, o czym będzie w niej mowa.

Zdaniem francuskiego historyka Mircea Eliade'a szamanizm jest praktyką, spotykaną na całym świecie łącznie z Azją, obiema częściami Ameryki i rejonem Pacyfiku. Wyraz szaman pochodzi z Syberii, z języka tunguskiego i jest używany obecnie zarówno przez naukowców jak i przez laików jako wygodny termin dla określenia osoby, zajmującej się praktykami, o których właśnie jest ta książka. W większości kultur człowiek taki nazywany jest rodzimym słowem w miejscowym języku. Przykładowo, w języku hawajskim jest to kupua. Ludzie mają bardzo różne pojęcie o tym, kim jest szaman i czym się zajmuje, toteż powiem, kogo ja sam określam tym słowem. Nie każdy lekarz jest szamanem, lecz szaman może być lekarzem; nie każdy kapłan plemienny jest szamanem, lecz szaman może być kapłanem plemiennym; nie każdy uzdrowiciel jest szamanem, lecz szaman może być uzdrowicielem. W tej książce i podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów używam tego pojęcia w znaczeniu „uzdrowiciel związków" pomiędzy: ludźmi, umysłem i ciałem, człowiekiem i okolicznościami jego życia, ludźmi i Naturą, a także pomiędzy materią i Duchem.

W praktyce uzdrawiania szaman posługuje się zupełnie innym sposobem pojmowania rzeczywistości niż to, które powszechnie funkcjonuje na świecie i jest to ten wyjątkowy punkt widzenia (zostanie on szeroko przedstawiony na dalszych stronach tej książki), który w zasadniczy sposób odróżnia szamana od innych uzdrowicieli. Konsekwencją takiego rozumienia życia są również wiążące się z szamanizmem niezwykłe techniki uzdrawiania, takie jak zmiana formy, komunikowanie się z roślinami i zwierzętami, a także wędrówki do świata „podziemnego". Nie martw się, jeżeli niektóre z tych określeń brzmią dla Ciebie obco. Czytając dalej, odniesiesz wrażenie, że postać wielu z tych praktyk, jeżeli nie większości, jest dla Ciebie dziwnie swojska, a to dlatego, że w swojej sztuce szamani opierają się na naturalnym doświadczeniu ludzi. Stwierdzisz więc, że wiesz już o szamanizmie więcej, niż Ci się wydawało.

 

Szamanizm hawajski

 

Szamanizm jest szczególnym rodzajem uzdrawiania, a szamanizm hawajski jest szczególnym rodzajem szamanizmu. Wyróżniającą cechą szamana, niezależnie od kultury, jest jego zaangażowanie i twórcze działanie. Ani wiedza, ani zrozumienie, ani też bierna akceptacja nie są wystarczające, by nieść pomoc. Szaman zagłębia się w doświadczenia życiowe przy pomocy umysłu i zmysłów, spełniając rolę współtwórcy. Niektórzy ludzie lubią podziwiać kształt i otoczenie przewróconego drzewa, szaman zaś przypomina bardziej rzeźbiarza, którego na widok takiego obiektu opanowuje pragnienie, by przekształcić go w pewien obraz wewnętrzny lub... w praktyczne narzędzie. Szanuje on i podziwia drzewo jako takie, lecz także doświadcza chęci połączenia się z nim w celu stworzenia czegoś nowego. Taką chęć działania przejawia on przede wszystkim w swojej podstawowej działalności - w uzdrawianiu. Niezależnie od kultury, położenia geograficznego i warunków społecznych jego zadaniem jest uzdrawianie umysłu i ciała oraz harmonizowanie okoliczności życiowych. To właśnie takie ukierunkowanie na dobro społeczeństwa i środowiska odróżnia szamana od zaprezentowanego przez Castanedę modelu czarnoksiężnika, który podąża ścieżką ściśle związaną z własną mocą i osobistym oświeceniem. Mimo, że wszyscy szamani są uzdrowicielami, większość z nich wybiera drogę „wojownika"; jedynie niektórzy z nich (stanowią oni mniejszość, obejmującą także szamanów hawajskich) wybierają drogę, którą moglibyśmy nazwać drogą „łowcy przygód".

Działalność szamana-wojownika polega na tym, że personifikuje on takie niepożądane czynniki jak strach, choroba czy dysharmonia i koncentruje się na rozwijaniu swojej mocy w celu uzyskania możliwości ich kontrolowania i zwalczania. Z kolei szaman, kroczący drogą łowcy przygód, depersonifikuje takie emocje i zdarzenia (tzn. traktuje je jako konsekwencje czegoś, a nie jak przedmioty) i w celu ich zmiany rozwija u siebie zdolność kochania bliźnich, współpracy z nimi oraz tworzenia ogólnej harmonii. Ilustracją tych różnych podejść może być taki oto prosty przykład: jeżeli masz kontakt z osobą niezrównoważoną emocjonalnie, szaman-wojownik mógłby Ci pomóc utworzyć silną ochronę mentalną, zabezpieczającą Cię przed negatywną energią tej osoby. Natomiast szaman, który jest łowcą przygód, nauczy Cię raczej, jak masz harmonizować swoją energię tak, byś zachowywał spokój w towarzystwie tego człowieka, albo nawet byś stał się dla niego źródłem uzdrawiającej energii. Szaman-wojownik często podąża swoją ścieżką samotnie, podczas gdy łowca przygód jest z natury człowiekiem towarzyskim. Niemniej jednak, określenie różnic między mistrzami każdej z tych ścieżek jest rzeczą trudną, a może nawet niemożliwą z uwagi na to, że im większą mocą dysponujemy, tym więcej mamy w sobie miłości (gdyż zanikają nasze lęki), im więcej miłości mamy w sobie, tym większa jest nasza moc (gdyż wzrasta ufność). Próbowałem obu ścieżek i ostatecznie wybrałem - dla siebie i dla swoich uczniów - drogę hawajskiego łowcy przygód, ponieważ w moim przekonaniu jest to droga bardziej praktyczna i przynosząca więcej korzyści, chociaż nie zmienia to faktu, że mam wiele szacunku dla szamanów-wojowników i dla ich sposobów uzdrawiania.

 

Szaman miejski

 

Tytuł tej książki - Szaman miejski - wynika stąd, iż w nauczaniu swoją uwagę skupiam właśnie na środowisku miejskim. Chociaż zwykle szamanizm kojarzony jest ze środowiskami prymitywnych, a nawet dzikich plemion, to jego stosowanie jest równie naturalne i potrzebne w środowisku miejskim, a to dlatego, że po pierwsze, niezależnie od kultury i środowiska szaman jest uzdrowicielem, a po drugie, w dzisiejszych czasach więcej ludzi mieszka w miastach, niż poza nimi (tereny podmiejskie zaliczam do obszarów miejskich) i to właśnie ci ludzie najbardziej potrzebują uzdrawiania. Po trzecie wreszcie, szamanizm, zwłaszcza w wersji hawajskiej, dobrze pasuje do współczesnych czasów i potrzeb z następujących powodów:

1) nie ma nic wspólnego z sekciarstwem i jest całkowicie pragmatyczny; nie jest on religią, lecz rzemiosłem, a praktykować go można samodzielnie lub w grupie;

2) jest bardzo łatwy do nauczenia się i stosowania, chociaż, tak jak w każdym rzemiośle, pełny rozwój określonych umiejętności może zająć nieco czasu;

3) hawajska wersja szamanizmu może być praktykowana w dowolnym czasie i w dowolnym miejscu - w domu, w pracy, w szkole, podczas zabawy czy też w podróży, głównie dlatego, że szamani hawajscy zawsze zajmowali się wyłącznie umysłem i ciałem; nie stosowali bębnów do wywoływania odmiennych stanów świadomości, nie używali też masek, by udawać inne formy lub cechy;

4) natura szamanizmu jest taka, że uzdrawiając innych uzdrawiamy siebie; również przekształcając naszą planetę, przekształcamy samych siebie.

 

Nauka rzemiosła

 

W zamierzchłych czasach, gdy ludzie mieszkali w wioskach, całkowicie odizolowanych od innych społeczeństw, a postrzeganie świata przez człowieka ograniczało się do jednej doliny, góry lub wyspy, było rzeczą naturalną, że ktoś, kto opanował sztukę szamańską, miał tylko jednego, dwóch, być może trzech uczniów w ciągu całego życia, ponieważ była to liczba, która w pełni zaspokajała potrzeby wioski. Natomiast dziś żyjemy w Globalnej Wiosce wraz z miliardami ludzi i dla podtrzymania harmonijnej, zdrowej egzystencji potrzeba nam tysięcy szamanów. Potrzebujemy ludzi właśnie takich, jak Ty.

Ja od dziecka byłem wychowywany na miejskiego szamana. Mój ojciec był wyjątkowo dobrze obeznany z różnymi kulturami i tradycjami prawie całego świata i przeszedł gruntowne szkolenie w zakresie szamanizmu, wywodzącego się z tradycji hawajskiej. Do perfekcji miał opanowane rzemiosła i sposoby funkcjonowania w buszu i dżungli, w lesie i na farmie, na pustyni i w tundrze. Nauczyłem się od niego bardzo dużo o Przyrodzie. Lecz był on przede wszystkim szamanem miejskim; posiadał wyższe wykształcenie medyczne i techniczne, a w kręgach biznesowych i rządowych czuł się prawie jak u siebie w domu. Ja pojawiłem się w jego życiu na początku pewnej wojny, a on zniknął z mojego pod koniec innej. Znaczną część czasu pomiędzy tymi zdarzeniami spędziliśmy na podróżowaniu z jednego ośrodka miejskiego do drugiego. W ciągu siedemnastu lat naszej znajomości uczyłem się szamanizmu na jego przykładzie i pobierałem nauki głównie w środowisku wielkich miast, miasteczek i innych skupisk ludzkich.

Mówię o uczeniu się, lecz nie odbywało się ono w klasach, czy w formie sesji, prowadzonych na siedząco, podczas których ojciec mój występowałby jako nauczyciel, a ja jako uczeń. Sposób mojej edukacji należałoby uznać za bardzo tradycyjny, ponieważ przebiegała ona w toku zwykłych czynności życiowych. Na przykład, podczas rozmowy na temat warzyw, mój ojciec przedstawiał mi technikę komunikowania się z roślinami, bym mógł ją popraktykować, a potem omówić z nim. Albo w ciągu dnia stwarzał sytuację, w której miałem możliwość sprawdzenia opanowanych ostatnio umiejętności, a następnie oceniał, jak je wykorzystuję (lub nie wykorzystuję). Często też rzucał prowokujące aluzje, pomysły lub sugestie, bym rozważył je samodzielnie. Był to, oczywiście, jakiś rodzaj szkolenia, ponieważ był świadomie planowany, a ja z pewnością wyciągałem z niego stosowne nauki, chociaż sam proces nauczania wcale nie przypominał zajęć w szkole.

Po śmierci ojca kontynuowałem szkolenie na szamana w ten sam sposób w ramach naszej hawajskiej rodziny, lecz uzyskiwaną wiedzę w dalszym ciągu stosowałem na terenie wielkich miast i miasteczek, z przerwą na pobyt w marynarce. Wykorzystywałem ją w sposób bardzo praktyczny, ponieważ do tego właśnie była przeznaczona. Pomogła mi ona poprawić ogólną kondycję organizmu i wzmocnić siły, wspomagałem się nią również w szybkim odzyskiwaniu zdrowia, kiedy, zapominając o posiadanych umiejętnościach, chorowałem lub ulegałem wypadkom. Z tej też wiedzy korzystałem, by poradzić sobie jednocześnie z przeładowanym programem studiów na uniwersytecie w Kolorado i pracą w trzech miejscach, a także by uzyskać stopień naukowy na Studiach Azjatyckich i odznakę organizacji Phi Beta Kappa. Kolejny raz wykorzystałem swoje umiejętności szamańskie, pracując nad zdobyciem dalszych stopni naukowych i specjalizacji w Amerykańskiej Wyższej Szkole Międzynarodowego Zarządzania w Arizonie, a także dużo później, kiedy pisałem pracę doktorską z psychologii na Uniwersytecie Zachodnim w Kalifornii.

Po trzech latach małżeństwa, gdy mój pierwszy syn miał dwa latka, przeprowadziliśmy się do Zachodniej Afryki, gdzie spędziliśmy siedem lat. Prawie pół roku przebywałem w dżunglach, w lasach i na pustyniach, znacznie pogłębiając i rozszerzając dotychczasową wiedzę o różnych aspektach tamtejszego szamanizmu, ale w dalszym ciągu działałem przede wszystkim w mieście. Stosowałem swoje umiejętności do podtrzymywania szczęścia i pełni naszego związku małżeńskiego, do utrzymywania swoich synów (trzech) w dobrym zdrowiu fizycznych, a także do budowania przyjacielskich stosunków między moimi dziećmi oraz między nimi i mną. Wiedza ta była mi pomocna w uzdrawianiu i wychowywaniu zwierząt domowych, we wspieraniu rodziny, przyjaciół i sąsiadów w dziedzinie ich zdrowia i sukcesów; pomagała mi także rozwijać swoją karierę i dzielić się tym, co potrafiłem z ludźmi na całym świecie. Używam jej dla utrzymywania pojazdów i komputerów w stanie sprawnego działania, dla zapewnienia dobrej współpracy z liniami lotniczymi i właściwej pogody podczas moich podróży. Stosuję ją również w celu przyspieszenia nauki szamanów i innych ludzi, których nauczam. Gdziekolwiek jestem, wiedza ta pracuje na moją korzyść i na korzyść mojego środowiska społecznego i materialnego.

W swoim życiu nauczyłem się wielu rzeczy, studiowałem wiele systemów religijnych (np. chrześcijaństwo, judaizm, buddyzm, hinduizm, konfucjanizm, islam, voodoo), filozoficznych (głównie taoizm, jogę, zeń, pragmatyzm zachodni) i systemów uzdrawiania (masaż, ziołolecznictwo, pracę z energiami, uzdrawianie wiarą, hipnozę - to jedynie kilka przykładów). W każdej z tych dziedzin szamanizm pomagał mi rozszerzać wiedzę. Obecnie, kiedy na stałe mieszkam na Hawajach i kieruję organizacją o nazwie Aloha International (będącą międzynarodową siecią szamanów-uzdrowicieli, która, poprzez organizowanie kursów i seminariów, muzeów i miejscowych oddziałów, propaguje hawajską tradycję uzdrawiania), rzemiosło miejskiego szamana przejawia się we wszystkich naszych działaniach.

W tej książce zamierzam wykazać, że idee i praktyki szamanizmu hawąjskiego nadają się do wykorzystania równie dobrze w środowisku współczesnego społeczeństwa miejskiego, jak i na obszarach, które mają ściślejszy związek z Naturą. Jak wspomniałem wcześniej, niektóre koncepcje, przykłady i ćwiczenia będą Ci znane, a niektóre z nich mogą wyglądać dość obco. Materiał pochodzi z dwóch kursów, które prowadzę i jest w ich toku prezentowany mniej więcej w tej samej kolejności, w jakiej go podaję tutaj. Jednakże objętość tej książki nie pozwala zagłębić się w niektóre zagadnienia tak, jak jest to możliwe podczas kursu.

 

Polityka otwartych drzwi

 

Wiele z tego, co ja prezentuję w sposób otwarty, w niektórych tradycjach uważane jest za głęboką tajemnicę. Czasami jest to wynik obaw o to, że wiedza ta może być używana w niewłaściwy sposób, czasami jest to obawa, że, gdy wiedza ta będzie dostępna dla każdego, może stracić swoją moc, czasami zaś wynika to z lęku przed karą ze strony wyższych kapłanów, którzy wydali polecenie, by nie ujawniać takich rzeczy.

Ale prawdziwy szaman nie robi tajemnicy z czegoś, co pomaga i uzdrawia. Nie sztuka utrzymywać wiedzę w tajemnicy; sztuką jest sprawić, by ludzie zrozumieli ją i potrafili stosować. Co do niewłaściwego używania takiej wiedzy uważam, że wynika ono z niekompetencji. Im więcej człowiek wie na temat tego, jak zmieniać rzeczywistość, tym mniejsze ma skłonności i okazje do szkodliwych działań. Twierdzę również, że to, co jest szeroko rozpowszechnione, ma o wiele większą moc niż to, co nie jest używane, lecz trzymane pod kluczem. Wiedza utrzymywana w tajemnicy jest warta tyle, co pieniądze pod materacem żebraka, a jej świętość nie leży w zastrzeżeniu nauk dla nielicznych, lecz w ich dostępności dla wielu. Być może obawy przed swobodnym przekazywaniem tej filozofii innym ma związek z lękiem, wynikającym z tego, że stróże wiedzy w rzeczywistości niewiele mają do pilnowania, albo nie rozumieją, co posiadają. Natomiast jeśli chodzi o lęk przed wyższymi kapłanami, to w sprawach dotyczących umysłu szamani nie uznają ani hierarchii, ani cudzej władzy. Najchętniej stworzyliby ogólnoświatowy system demokracji duchowej.

 

Dziedzictwo hawajskie

 

Hawajczycy dysponują ogromną spuścizną duchową, psychologiczną, kulturową i praktyczną, lecz ja mogę przedstawić jedynie niewielką część tego, co miałem zaszczyt poznać. Właściwie, ich dziedzictwo jest tak bogate, że w jego ramach powstała pewna liczba lokalnych tradycji, toteż nie wszyscy Hawajczycy (czy osoby zajmujące się Hawajami), są zgodni w swoich poglądach na to, co składa się na nie. To, co ja mogę Wam przekazać, pochodzi od mojego przybranego ojca i jego krewnych, a także od mojego prawdziwego ojca i jego hawajskiego przyrodniego rodzeństwa, ale dzięki swojej szczególnej osobowości i osobliwemu spojrzeniu na świat, ja również wniosłem swój wkład do prezentowanej wiedzy. Tak więc, jest to tradycyjna mądrość, ujęta we współczesnych kategoriach i przystosowana do obecnych warunków, ale za to, co mówię ja sam ponoszę pełną odpowiedzialność.

Ogromna część zachowanej przez Hawajczyków spuścizny kryje się w ich języku. Jest on pozornie prosty: ma jedynie dwanaście liter i nie ma w nim żadnej formy czasownika być; a mimo to potrafi opisywać najgłębsze, jakie można sobie wyobrazić, koncepcje świadomości duchowej, konstrukcji psychologicznych, natury rzeczywistości, miłości, władzy, dokonań itd. Ponieważ dla większości z Was język ten byłby całkowicie obcy, ograniczyłem się do cytowania tylko tych zdań, które niezbyt dobrze brzmią w tłumaczeniu na język angielski. Jeżeli chcecie spróbować wymowy, to ryzykując, iż narażę się na oburzenie ze strony purystów języka hawajskiego powiem, że spółgłoski wymawia się w sposób zbliżony do spółgłosek angielskich, a samogłoski przypominają bardziej samogłoski języka hiszpańskiego.

A więc rozpoczynam swoją opowieść. Oto jest wiedza, którą chcę się z Tobą podzielić. Niechaj pomoże Ci ona odnaleźć spokój, miłość i moc, byś mógł się nimi radować.

 

PRZYGODA PIERWSZA

ROZWÓJ SZAMANIZMU HAWAJSKIEGO

 

 

 

Waiho wale kahiko

(Obecnie ujawniane są stare tajemnice)

 

Rozległ się grzmot, zawył wiatr, strugi deszczu wypełniły przestrzeń, ogromne fale wznosiły się i opadały, a potężny Maui zarzucał i wyciągał swój magiczny haczyk na ryby. W końcu, z towarzyszeniem dźwięku tysięcy wodospadów z morza powoli wyłoniły się wyspy, zwane Hawajami. Maui zatriumfował po raz kolejny, a ludzkość uzyskała nowe ziemie do badania i uprawy.

Rozwój szamanizmu hawajskiego rozpoczyna się tym właśnie mitem. Maui - czarodziej, sztukmistrz, pół-bóg, cudotwórca, „zaklinacz" szczęścia - słynął z tego wszystkiego w całej Polinezji. Żadna inna postać mityczna rodzaju męskiego nie była tak znana, a jedyną kobietą w mitologii polinezyjskiej o tak szerokiej sławie była Hina - bogini Księżyca i matka Maui.

Opowiadania o Maui, których wiele jest w takich książkach, jak: Hawaiian Mythology Beckwitha, Myths and Legends ofthe Poly-nesians Andersena i Ań Account of Polynesian Race Fornandera, dowodzą, że był on archetypem szamana, który można znaleźć we wszystkich podobnych starożytnych tradycjach na całym świecie, mających styczność z wpływami polinezyjskimi. Oprócz wypiętrzenia się wysp, z których składają się Hawaje (o czym mówi jeden z mitów) Maui zwolnił bieg Słońca tak, by jego matka mogła wysuszyć swoje ubranie (o czym mówi się w innym micie o odkryciu lądów na dalekiej Północy), odwiedził Wyższy Świat i, przechytrzywszy bogów, wydobył stamtąd tajemnicę ognia (mit o twórczej intuicji, uzyskanej w szamańskim transie), odwiedził świat podziemny, gdzie pokonał różne potwory (kolejny mit o szamańskim transie uzdrawiającym). Potrafił on używać magii i przedmiotów magicznych, swobodnie rozmawiać z ptakami, zwierzętami i z żywiołami. Maui był najpopularniejszą postacią mitów polinezyjskich dlatego, że chętnie spieszył z pomocą, lubił przygody, nie miał szacunku dla władzy i był istotą przystępną. Jako pół-bóg (a dokładniej - człowiek o magicznych umiejętnościach), nigdy nie był czczony, ale można było zwracać się do niego z prośbą o spowodowanie szczęśliwego trafu. W Nowej Zelandii, gdzie Maorysi oprawiali podobiznę Maui w drewno lub jadeit na kształt embrionu ludzkiego, który nosili jako maskotkę, ta postać nazywana była „Maui Tikitiki". Natomiast na Hawajach, gdzie nigdy nie wykonywano takiej podobizny, nazywano go „Maui Kupua". Obydwa te miana mają to samo znaczenie: „Maui-szaman"

 

Linie tradycji Kahunów

 

W Polinezji bardzo wcześnie (niektóre tradycje, takie jak ta, którą reprezentowała moja adopcyjna rodzina Kahili, a także takie, o jakich mówi Leinani Melville w książce Children ofRainbow, cofają się aż do czasów zaginięcia kontynentu zwanego Mu, choć właściwie wiele osób nie zgadza się z tym) powstała filozofia życia zwana Hu-ną. Nazwa ta oznacza tajemnicę lub ukrytą wiedzę, ale znaczenie to nie wiąże się z jakąkolwiek chęcią ukrywania tej wiedzy przed innymi, lecz raczej z jej charakterem, ponieważ dotyczy niewidzialnej strony rzeczy. Ekspert lub mistrz w stosowaniu tej filozofii w języku hawajskim nazywany był kahuną, w języku tahitańskim tahuną, a po maorysku nazywał się tohungą. Mistrzowie ci reprezentowali trzy odmiany tradycji. Istnienie trzech odmian odnotowane zostało w wielu źródłach (na przykład, w książce Mało Hawaiian Antiąuities i w Ancient Hawaiian Civilization wydanej przez Szkołę Kamehame-ha), ale większość wiadomości na ten temat, o których powiem dalej, otrzymałem od Ohialaka Kahili i Wana Kahili, którzy - według hawajskich zwyczajów w zakresie adopcji - byli moim wujostwem. Kiedy miałem siedemnaście lat (po śmierci mojego ojca) zostałem zaadoptowany (po hawajsku: hanai'd) przez rodzinę Kahili. Nie była to forma prawna adopcji, ale dla Hawajczyków oznaczała przyjęcie dziecka do rodziny jak własnego.

Jedna z odmian Huny, o których wspomniałem, skupiała się na sztuce uzdrawiania ciała fizycznego, religii obrzędowej, polityce i wojnie. Na Hawajach była ona znana jako linia, reprezentująca tradycję Ku. Przedstawiciele drugiej odmiany tej filozofii koncentrowali się na duchowych i materialnych aspektach nauk i rzemiosł takich, jak rybołówstwo i rolnictwo, budowa statków i żegluga, rzeźbienie w drewnie i zbieranie ziół. Na Hawajach była to linia, pielęgnująca tradycję Łono. Mistrzowie trzeciej odmiany - hawajskiej linii tradycji Kane - zajmowali się magią, mistycyzmem i psychologią. Byli to szamani. W ramach tych trzech grup ekspertów Huny istniały podziały na wiele podkategorii i choć w każdej z nich byli uzdrowiciele, to sztuka uzdrawiania z wykorzystaniem sił duchowych była domeną szamanów. Ku, Łono i Kane były archetypami lub personifikacją ciała, umysłu i ducha. Pełna nazwa Kane brzmiała początkowo Ka-newahine, co oznacza „mężczyzna-kobieta" i nawiązuje do zagadnienia polaryzacji przypominającej koncepcję yin/yang, używaną przez szamanów, wywodzących się z tradycji Taoizmu. Kane był archetypowym bogiem wysokich miejsc, źródeł wody, lasów i pokoju. Jest to znamienne z tego powodu, że Hawajczycy z zasady mieszkali jedynie na wybrzeżu swoich wysp. Nie licząc obcych najazdów, organizowanych po drewno sandałowe, po wysokie drzewa do budowy łodzi oceanicznych i po pióra na okrycia, jedynymi Hawajczykami, którzy spędzali wiele czasu w lasach i na wyżynach, byli szamani.

Jako cech rzemieślniczy linia szamanów, reprezentujących tradycję Kane, była luźno podzielona na takie podgrupy, jak terminatorzy, czeladnicy i mistrzowie, chociaż u różnych nauczycieli można było spotkać inną liczbę takich kategorii. Kiedy ja zaczynałem swoją edukację, byłem początkowo terminatorem, a czyniąc postępy, stawałem się w różnych dziedzinach mistrzem. Hawajscy szamani, podobnie jak szamani w innych częściach świata, nie budują hierarchii. Terminator to zarówno uczeń, jak i kolega, a nie ktoś niższy rangą, natomiast mistrz jest mistrzem w wiedzy, a nie w panowaniu nad ludźmi. Hawajskim określeniem dla mistrza w sensie kogoś, kto ma kwalifikacje duchowe i materialne w danej dziedzinie jest kahuna, o czym już wspomniałem wyżej. Obecnie słowo to używane jest w dość szerokim znaczeniu, lecz we właściwym użyciu, takim, by miało ono konkretne znaczenie, zawsze musi mu towarzyszyć jakieś określenie. Na przykład, mistrz uzdrawiania, który stosuje zioła, masaż i działania energetyczne, jest nazywany kahuna lapa 'au; mistrz modlitwy i obrzędów nosi miano kahuna pule, a mistrz-szaman to kahuna kupua. Nawiasem mówiąc, „wielki kahuna" z wybrzeża surfingowego nazywałby się kahuna hę 'e nalu, a czarnym magom i czarnoksiężnikom nadano nazwę kahuna 'ana 'ana.

Na temat kahunów hawajskich pisano i opowiadano wiele nonsensów zaczynając od tego, że prawdziwy kahuna ma krwawe mięso w oczach, a kończąc na tym, że kahuni potrafią - w dziesięciu przypadkach na dziesięć - natychmiast przywracać złamane kości do zdrowia, że wskrzeszają umarłych i że stosują haniebną „modlitwę śmierci". Ponieważ wiele z tych rzeczy przypisuje się szamanom, chcę od razu wyjaśnić te sprawy.

Zacznę od tego, że wiara w krwawe mięso w oczach (o której wzmianki przewijały się również na antenie telewizyjnej), zrodziła się w wyniku gry słów, którą uwielbiali Polinezyjczycy. Słowem, używanym dla określenia mięsa jest makole, które oznacza również kogoś o czerwonych oczach, co odnosi się także do zapalenia spojówek. Ale to samo słowo oznacza „tęczę", będącą symbolem obecności wodzów, bogów lub duchów. W odniesieniu do kahuny mówi ona o szacunku do niego.

Co do natychmiastowego składania złamanych kości, to w określonych warunkach dokonać tego może każdy uzdrowiciel. Jest to możliwe zwłaszcza wtedy, kiedy dostępne są ogromne ilości energii i istnieje silna wiara, nie dopuszczająca żadnych wątpliwości. Taka opinia o kahunach zaczęła rozpowszechniać się od momentu, gdy w swojej książce Cuda w świetle wiedzy tajemnej Max Freedom Long przytoczył pojedynczy przykład takiego uzdrowienia. Opowiada on tam o kahunce, która w mgnieniu oka doprowadziła do całkowitego zdrowia złamaną nogę pewnego człowieka, znajdującego się w stanie upojenia alkoholowego. Warunki, niezbędne do uzyskania natychmiastowego skutku działań uzdrowicielskich były spełnione, ponieważ kahunka z pewnością miała dość energii i wiary, a mężczyzna był zbyt pijany, by mieć jakiekolwiek wątpliwości. Jednak nie tylko kahuni potrafią dokonywać takich uzdrowień.

Natomiast, jeśli chodzi o powroty zmarłych do życia, to zdarzają się one w każdej kulturze; czasem odbywa się to spontanicznie, bez udziału lub obecności szamana czy uzdrowiciela. W takich przypadkach „zmarły" jest w rzeczywistości w głębokiej śpiączce lub w transie, albo w drodze na „tamtą stronę". Może należałoby wierzyć, że Jezus miał rację mówiąc, iż dziewczyna, którą przywrócił do życia, była po prostu w stanie śpiączki. Typową techniką, stosowaną przez kahunę-szamana do wskrzeszania rzekomo zmarłych ludzi jest sprowadzanie błądzącego ducha danej osoby z powrotem do ciała przez duży palec u nogi. Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że ściskanie dużego palca jest dobrze znaną metodą cucenia człowieka, który zemdlał, to stwierdzimy, że szamani byli zadziwiająco bystrzy. A teraz o tak zwanej „modlitwie śmierci". Stosowali ją tylko 'ana 'ana - czarni magowie i czarnoksiężnicy, którymi gardzili kahuni wszystkich linii. Tymi renegatami byli zwykle terminatorzy, którzy uzyskali pewną wiedzę, ale zostali usunięci z cechu z powodu swojej negatywnej osobowości lub niewłaściwego zachowania. To Europejczycy jako pierwsi nazwali ich kahunami, a misjonarze rozpowszechnili pogląd, że wszyscy kahuni są złymi czarnoksiężnikami. W istocie jednak „modlitwa śmierci" jest niczym innym, jak klątwą, która -przekazana w sposób otwarty lub telepatyczny - wykorzystuje strach ofiary. Jeżeli nie było strachu, modlitwa taka nie wywierała żadnego skutku. Istniał rodzaj kahunów, którzy specjalizowali się w unieszkodliwianiu działań 'ana 'ana, przez wpływanie bezpośrednio na prześladowcę, albo przez wzmacnianie jego ofiary. Czasami ci „antyczarnoksiężnicy" byli także nazywani kahunami 'ana 'ana.

 

Szkolenie szamanów

 

Szkolenie szamanów w Polinezji odbywa się - w zależności od obszaru - w sposób oficjalny lub nieoficjalny. W Nowej Zelandii Maorysi, chcący posiąść wiedzę i umiejętności w dziedzinie Huny, uczęszczali do Szkoły Whare Wananga lub „Szkoły Metapsychicz-nej". Odbywali oni ściśle kontrolowane szkolenie i poddawali się różnym sprawdzianom. Tradycja hawajska była bardziej związana z rodziną. Kandydatów na kahunów wybierano wśród krewnych; mogły to też być osoby, adoptowane przez rodzinę szamana, które w sposób nieformalny były szkolone przez niego lub jego zaawansowanych uczniów. W systemie maoryskim zadawano uczniom konkretne rzeczy do osiągnięcia i sprawdzano wykonanie zadania, natomiast w systemie hawajskim uczeń obserwował przedstawiane mu demonstracje działań, otrzymywał ćwiczenia, zwięzłe porady i zalecenia, a następnie był pozostawiany sam sobie, by mógł samodzielnie rozwinąć własną inicjatywę i samodyscyplinę, potrzebną do opanowania umiejętności, wynikających z otrzymanych zadań. A czy opanował je, czy nie, zależało już wyłącznie od niego samego. Jeżeli czuł, że jest już gotów, udawał się do mistrza i prosił o pozwolenie zademonstrowania swoich umiejętności. Mistrz udzielał mu wskazówek, jak udoskonalić umiejętności lub też uznawał, że uczeń perfekcyjnie opanował dane mu zadanie, i jeżeli uczeń poprosił o nowe, otrzymywał je.

Moim zdaniem, nauka w systemie hawajskim była trudniejsza ze względu na nieprecyzyjne wskazówki. Na przykład, mój hawajski wuj, Wana Kahili, powiedział mi pewnego razu, bez żadnych wstęp-nych_wyjaśnień:

- Dobrze jest rozumieć energie kamieni i podobnych im rzeczy. Zapytałem więc:

- Czy oznacza to, że radzisz mi zająć się ich studiowaniem?

- Nie - odpowiedział.

- Czy chcesz, bym to zrobił? - nalegałem.

- Nie - powtórzył.

Początkowo nie mogłem zrozumieć, dlaczego o tym wspomniał, ale dzięki wcześniejszym doświadczeniom z moim ojcem i z M'Bala, moim szamańskim mentorem z Afryki wreszcie doznałem olśnienia, toteż zadałem inne pytanie:

- Jak można nauczyć się rozumieć energie kamieni? Na to wuj odpowiedział:

- Powinieneś zacząć od ... - i dał mi szereg wskazówek, jak mógłbym rozpocząć naukę. Gdybym nie zadał właściwego pytania, nie pomógłby mi rozszerzyć wiedzy w tej dziedzinie. W szamanizmie ha-wajskim własna inicjatywa jest wysoko ceniona i nagradzana.

Aspektem szamanizmu polinezyjskiego, odróżniającym go od lepiej poznanego szamanizmu Indian amerykańskich, jest to, że nie używa się w nim masek, natomiast wykorzystuje bębny i taniec. Nigdzie w Polinezji nie były stosowane maski, przedstawiające bogów, duchy czy zwierzęta, choć niektórzy sądzą, iż maski melanezyjskie z Nowej Gwinei są pochodzenia polinezyjskiego. Kiedy tancerze, szamani lub kapłani w Polinezji chcieli przywołać bogów, duchy lub zwierzęta, czynili to tylko za pomocą dźwięku lub gestu. Nawet staranne tatuaże na twarzach nie miały stanowić maski, lecz podkreślać urodę. Również bębny były używane nie do osiągania zmienionego stanu świadomości, lecz do komunikowania się, do zachowywania rytmu i energetyzowania się. Czasami w świętym hawajskim tańcu hula jego wykonawca wchodził w rodzaj transu, ale następowało to wtedy, kiedy medytował i koncentrował się na bogach, duchach lub intencji, która musiała być przedstawiona wszystkim przed rozpoczęciem tańca. Sam taniec był starannie wyreżyserowany, a moc, jaką wyzwalał, zależała od sprawności tańczącego w łączeniu się z duchem lub przedstawioną intencją. Jako efekt uboczny mógł pojawić się głębszy trans lub koncentracja, lecz podstawowym celem, świętego tańca hula było to, by nauczyli się go widzowie i by się w ten sposób rozruszali. Natomiast taniec, którego podstawowym celem było wywołanie ekstazy lub innego stanu zmienionej świadomości nie należał do kultury polinezyjskiej.

Jako uzdrowiciele szamani polinezyjscy byli kształceni w siedmiu obszarach. By stać się szamanem-kahuną, należało osiągnąć pewien stopień mistrzostwa we wszystkich siedmiu, ale z powodu różnic w naturalnym talencie i w stopniu zainteresowania danym obszarem, w jednych z nich osiągano większą, a w innych mniejszą sprawność. Zasadniczo, szaman był szkolony w sprawach duchowych, w umiejętności uwalniania blokad psychicznych, w sprowadzaniu pożądanych okoliczności, w zmianie formy, w tworzeniu pokoju, w nauczaniu i w „łowieniu" przygód. Każdy nauczyciel prezentował inną formę nauczania, ale zawsze w procesie edukacji ważne było wyrobienie sobie poczucia własnej wartości, wewnętrznego autorytetu i mocy słów, by móc kierować energią, tworzyć obrazy i odpowiednie przekonania. Zwykle terminatorzy otrzymywali pewne pieśni (które dziś można określić jako afirmacje) lub obrazy do medytacji i badań; uczyli się naśladować żywioły, zwierzęta i formy roślinne oraz wzorować się na nich. Formalne szkolenie odbywało się zwykle od świtu do północy, ale od terminatora oczekiwano, że będzie on wykorzystywał do nauki każdą okazję, nadarzającą się tak w ciągu dnia, jak i w nocy. Dla wzmacniania energii duchowej i kierowania myślami ważne też były ćwiczenia oddechowe.

Jako człowiek, zajmujący się sprawami duchowymi, szaman był szkolony w telepatii i jasnowidzeniu, ale także w wędrówkach do innych światów - zewnętrznych i wewnętrznych, w kontaktowaniu się z duchami, w channelingu, w pracy ze snami, w komunikowaniu się ż roślinami, zwierzętami i naturalnymi żywiołami na Ziemi. Wszystko to było traktowane jako rodzaj telepatii, która prawdopodobnie była najważniejszą ze wszystkich umiejętności szamana. Dla rozszerzania umiejętności i sprawności mentalnych często w szkoleniu stosowano wróżenie z rzucanych kamieni.

Szkolenie szamana w zakresie usuwania blokad obejmowało uwalnianie fizycznych, emocjonalnych i mentalnych napięć oraz metody zmiany ograniczających przekonań. Odblokowywanie energii najczęściej polegało na wykonywaniu lomi-lomi - hawajskiej formy masażu, łączącego elementy przypominające masaż szwedzki, a także rolfing, polarity, akupresurę, nakładanie rąk oraz inne terapie. W celu uwalniania blokad stosowano także geomancję indywidualną i środowiskową. Zmiany ograniczających przekonań można dokonać na wiele sposobów, ale najczęściej stosowaną metodą był rodzaj terapii konwersacyjnej, obejmującej często afirmacje, które można było stosować samodzielnie, w parach lub w grupach.

Jeśli chodzi o sprowadzanie pożądanych okoliczności, to szkolenie obejmowało takie rzeczy, jak zmiana pogody, zwiększanie zamożności (prawdopodobnie przez stymulację obfitszych zbiorów albo połowów) lub inicjowanie różnych wydarzeń (takich jak odkrywanie wysp lub aranżowanie spotkań poszczególnych władców). Wśród licznych metod był rodzaj kontemplacji lub biernego skupiania uwagi, przypominającego pewne praktyki z jogi, których celem było utrzymywanie świadomości w spokoju dotąd, aż ściągnie ona dostatecznie dużo energii, by mogła przejawić się w formie materialnej. Szkolenie obejmowało także podróże astralne i psychokinezę. • Szkoląc się w zmienianiu formy, szaman uczył się odgrywać różne role poprzez śpiew, grę aktorską lub taniec, przejmować cechy zwierząt lub rzeczy, jednoczyć się z żywiołami Natury i wpływać na nie drogą rezonansu, a przy najwyższym stopniu sprawności - znikać lub ukazywać się ludziom w zmienionej postaci.

W zakresie tworzenia pokoju szaman musiał nauczyć się harmonizować własne wnętrze, życie wewnętrzne innych ludzi, relacje między ludźmi, między człowiekiem i Naturą oraz samą Naturę. W dziedzinie zapewniania pokoju specjalizowało się stowarzyszenie szamanów na Tahiti, które nazwało się Arioi. Jego członkowie podróżowali od wyspy do wyspy i prezentowali swoje przedstawienia, w których środkami wyrazu były śpiew, taniec i recytacje poezji. Szacunek do tych ludzi był tak wielki, że na czas ich obecności zawieszano wszystkie miejscowe wojny. Opowiadając mity i legendy przypominali oni zaangażowanym w walki ludziom o ich wspólnym pochodzeniu i wspólnym celu, a za pomocą rubasznego i pogardliwego humoru próbowali pokazać antagonistom niestosowność ich po.-stępowania. To skupienie uwagi na pokoju jest jedną z cech odróżniających szamanów polinezyjskich od innych. O ile większość szamanów na świecie podąża ścieżką wojownika, gdzie najważniejsza jest koncentracja na mocy i przezwyciężaniu samego siebie, szamani polinezyjscy reprezentują drogę, którą nazywam drogą łowcy przygód, gdzie główny akcent kładzie się na miłość (aloha) i rozszerzanie świadomości.

Szamani przygotowujący się do roli nauczyciela byli uczeni demonstrowania wiedzy i dzielenia się nią, pomagania ludziom w odkrywaniu ich własnej mocy, by mogli ją wykorzystywać do samodzielnej zmiany swojego życia. Bardzo rzadko szaman zostawał ka-huną a'o, czyli nauczycielem wyszkolonym w prowadzeniu zajęć grupowych. Znacznie częściej nauczanie odbywało się drogą przytaczania przykładów, udzielania wskazówek i porad pojedynczym osobom.

Szaman, który chciał działać jako łowca przygód, uczył się elastyczności, pozytywnego nastawienia wobec zmian, pozytywnego kierowania tymi zmianami, swobody w badaniu nowych sposobów robienia różnych rzeczy, a także w nieustannym uaktualnianiu i rozszerzaniu swojej wiedzy poprzez podróżowanie i naukę u różnych nauczycieli.

 

Wzloty i upadki szamanizmu hawajskiego

 

Ludzie, którzy uzyskali moc i zdolności szamańskie często pytają, jak to się stało, że Polinezja została opanowana przez ludzi z innych kontynentów. Dlaczego szamani nie zdołali zapobiec temu? Ponieważ zagadnienie to ma bezpośredni związek z rozwojem szamanizmu polinezyjskiego, odpowiadam na to pytanie od razu. Każdy region Polinezji miał swoje własne doświadczenia na tym polu, zależne od warunków lokalnych, ale doświadczenia Hawajów są dość typowe, toteż mogą posłużyć jako przykład.

W swojej książce Ań Account ofthe Polynesian Race Fornan-der pisze, że około roku 1200 w czasach panowania rycerstwa w Europie i za rządów Dżingis Chana w Azji, człowiek o nazwisku Paao, który był kahtiną z linii tradycji Ku, obdarzonym silną motywacją i determinacją, poprowadził na Hawaje ekspedycję, w której uczestniczył pewien wódz z Samoa oraz samoańscy i tahitańscy żołnierze. W tamtych czasach Hawaje były dość spokojnym miejscem. W różnych częściach poszczególnych wysp rządzili miejscowi wodzowie, którzy byli raczej szefami wiosek. W portach było tłoczno; łodzie oceaniczne odbywały regularne rejsy handlowe i migracyjne pomiędzy Wyspami Hawajskimi, Samoa i Tahiti. Grupa, reprezentująca linię tradycji Ku, o której Mało pisze w swojej książce Hawaiian Antiąuities, istniała już na Hawajach jako obrzędowy związek duchowieństwa, opiekującego się większością świątyń i organizującego uroczystości poświęcone rolnictwu, połowom i uzdrawianiu. Do momentu przybycia Paao kapłani z linii Ku żyli we względnej harmonii z szamanami reprezentującymi linię tradycji Kane i z mistrzami różnych zawodów (zielarzami, astrologami, mistrzami budowy łodzi itp.), wywodzącymi się z tradycji Lono. Życie toczyło się bardziej niż spokojnie, było wręcz pełne błogości. Gdyby nawet ktoś mógł przewidzieć, co się święci, i tak nikt by w to nie uwierzył. Hawaje były rajem, więc cóż mogło im grozić?

Paao posiadał szczególny talent, który w połączeniu z jego ambicją miał wprowadzić gruntowne zmiany w społeczeństwie ha-wajskim. Człowiek ten był genialnym organizatorem. Kiedy tylko wylądował na wyspach (mówi się, że pierwsza była Wyspa Wielka), stworzył bazę operacyjną, obsadzoną przywiezionymi ze sobą żołnierzami i dowodzoną przez zaufanego komendanta. Następnie - wykorzystując swoją silną osobowość i zdolności organizacyjne - ogłosił, że zamienia miejscową grupę kahunów, reprezentującą tradycję Ku w silnie zhierarchizowaną i ekskluzywną organizację akolitów i kapłanów. W pewnym momencie po raz pierwszy na Hawajach do ceremonii wprowadził ofiarę ludzką tłumacząc, że skoro życie ludzkie jest tak cenne, to tego rodzaju ofiara będzie najskuteczniejsza. Gdy grupa Ku przekształciła się w silną organizację, Paao zaczął - z pomocą swoich żołnierzy - rozszerzać wpływy polityczne. Podbijając kolejne obszary zmieniał - z pomocą miejscowych kapłanów - system rządzenia przez miejscowych wodzów na nowy system arystokratyczny. O ile wcześniej cała ziemia była zarządzana wspólnie, teraz władał nią wyłącznie nowego rodzaju zarządca, który mógł dzielić ją i odbierać według własnej woli. Arystokracja posiadała własną hierarchię, podobną do systemu feudalnego w Europie, a Paao zadbał o to, by jego władza nad ludźmi była nierozerwalnie powiązana z władzą kapłanów, a także, by oni sami byli wzajemnie od siebie zależni i by wzajemnie się kontrolowali, również tak, jak to było w Europie. Jednakże, chociaż zdołał on przekształcić prymitywny system klasowy na Hawajach w system ściśle kastowy, nigdy nie udało mu się ustanowić pańszczyzny. Zwyczajni ludzie byli dzierżawcami, a nie chłopami pańszczyźnianymi. Zarządcy nie byli ich właścicielami, toteż jeżeli człowiek nie był zadowolony z jednego zarządcy, mógł przenieść się gdzie indziej pod władzę kogo innego.

Potencjalną, a nawet realną opozycję dla nowego porządku stanowili tylko szamani i mistrzowie różnych zawodów, toteż Paao i jego następcy robili wszystko, by zniszczyć jednych i drugich. To, czym należało się zająć w tym celu, był handel z innymi wyspami Południowego Pacyfiku. Paao zabronił łodziom oceanicznym opuszczać Hawaje (taka była, rzekomo, wola bogów), a te, które przypływały, były konfiskowane, toteż w krótkim czasie zamarła wszelka wymiana handlowa między wyspami. Bez handlu nie było potrzeby budowania łodzi, czego skutkiem było zamknięcie wszystkich zajmujących się tym rzemiosłem warsztatów. Niepotrzebni okazali się mistrzowie tego zawodu, nie było pracy dla nawigatorów, toteż te dwie specjalności zanikły; zanikła również większość związanej z nimi wiedzy. Na siedemset lat przed opadnięciem „żelaznej kurtyny" w Europie, Paao spuścił jeszcze skuteczniejszą „kurtynę oceaniczną" na Hawaje.

Członkowie grupy reprezentującej tradycję Łono cierpieli pod rządami Paao okrutnie i właściwie przez następne pięćset lat do momentu przybycia Cooka przetrwały jedynie takie zawody jak farmer, rybak i zielarz., a to dlatego, że były one bezsprzecznie pożyteczne i nie stanowiły zagrożenia dla nowego porządku. Największym lękiem napawali Paao szamani z grupy reprezentującej linię tradycji Kane, ponieważ głosili oni wolność i moc człowieka, ale oni również w sposób czynny nie byli w stanie oprzeć się mu. Szamani robili to, co mogli - chronili się w lasach i na terenach górzystych, gdzie niewiele ludzi miało odwagę lub chciało się zapuszczać. Natomiast na innych ludzi mogli wpływać tylko na tyle, na ile ci ludzie chcieli takiego wpływu. Paao zapewniał wszystkim całkowite bezpieczeństwo w zamian za rezygnację z osobistej wolności i odpowiedzialności; wykorzystywał lęk jako motywację do podporządkowania się jego systemowi organizacji życia. Bezpieczeństwa strzegli nie tylko żołnierze nowych wodzów, ale i przedstawiciele klasy najemnych oprawców, zatrudnianych przez władców i kapłanów do eliminowania - pod osłoną nocy - ich wrogów i pozyskiwania ludzi na ofiary dla bogów. W nowym porządku szerzyła się ciemnota, a szamani nie stanowili dostatecznie licznej i dobrze zorganizowanej grupy, by bezpośrednio przeciwstawiać się polityce Paao. Przenieśli się więc na odludzie, zdradzając swoje miejsce pobytu tylko nielicznym, uzdrawiając tylko tych, którzy potrafili do nich dotrzeć i żyjąc w swojej społeczności na bardzo niskim poziomie.

Do czasu odkrycia Hawajów przez Cooka pod koniec dziewiętnastego wieku, kapłani z grupy Ku mieli silną władzę nad całym ich obszarem, mimo, że wszystkie wyspy były we wzajemnej wojnie między sobą. Grupa reprezentująca tradycję Lono utraciła większość swojej wiedzy i praktycznie stała się mało znaczącym odłamem duchowieństwa, a szamani z linii Kane pozostawali w ukryciu w głębi kraju; kontaktowano się z nimi w chwilach zagrożenia, lecz na co-dzień unikano ich. Jedynie na wyspie Kauai przedstawiciele tej linii zachowali znaczne wpływy. Kiedy z pomocą zachodnich doradców i środków technicznych błyskotliwy król Kamehameha podbił Hawaje - wyspę Maui, Oahu i Molokai - szamani z wyspy Kauai, mocą swoich magicznych działań, dwa razy powstrzymali najazd wojsk królewskich na ich ziemie. W książce Ka Po 'e Kahiku (Ludzie dawnych czasów) Kamakau pisze, że w 1796 roku dziesięć tysięcy żołnierzy pod wodzą Kamehamehy podjęło próbę przepłynięcia kanału, oddzielającego wyspy Oahu i Kauai, lecz zerwał się tak silny wiatr, że kontynuacja wyprawy groziła zniszczeniem całej floty, toteż król musiał się wycofać. W roku 1804 Kamehameha ponowił próbę inwazji na Kauai z siedmiotysięcznym wojskiem, wyposażonym, w muszkiety, armaty, działa obrotowe, moździerze, a także skunery i czółna. Tym razem plany pokrzyżowała mu podobna do tyfusu choroba, która całkowicie zniszczyła jego armię. W książce Kauai: The Separate Kingdom opisującej ten okres Edward Joesting pisze tak: „Wśród innych wysp Kauai wyróżniała się religijnością jej mieszkańców i często nazywana była 'Kauai pule o'o'- Kauai, wyspa gorliwej modlitwy".

Ani wejście Kauai (drogą negocjacji) do unii z Kamehameha, ani obalenie i faktyczne zniszczenie kapłaństwa wkrótce po śmierci wielkiego króla, ani przybycie misjonarzy, ani też przyłączenie Hawajów do Stanów Zjednoczonych nie miało większego wpływu na szamanów hawajskich i na ich życie. W pewnym momencie część z nich wyszła z ukrycia, by przyłączyć się do podjętych przez króla Kalakaua prób wskrzeszenia starożytnej sztuki uzdrawiania. Lecz, kiedy polityczne wpływy działaczy, znanych jako „Grupa misjonarska", wzmocniły się na tyle, że mogli oni wywierać na władcę naciski, by rozwiązał swoją Komisję Zdrowia, w której wiodącą rolę odgrywali kahuni, ci ostatni dyskretnie wystąpili z Komisji i ponownie usunęli się w cień.

W latach ucisku kultury hawajskiej przez misjonarzy, przez nowy amerykański system gospodarczy i amerykańską elitę polityczną wyspiarscy szamani robili to samo, co zmuszeni byli robić przez wieki prześladowań, zapoczątkowanych przez Paao. Będąc mistrzami we wtapianiu się w otoczenie, przenieśli się na wyżyny, gdzie przebywali z dala od ludzkiego wzroku, albo pozostawali w społeczeństwie, wmieszani w tłum jako zwykli rdzenni mieszkańcy. W obu przypadkach nikt, prócz rodziny, przyjaciół i osób bardzo potrzebujących, nie korzystał z ich umiejętności, ale obowiązujące na Hawajach prawo, według którego bycie lub nazywanie siebie kahuną było przestępstwem, nie miało większego wpływu na ich działalność.

Ziarno zmian wśród hawajskich kahunów zostało zasiane przez rewolucję społeczną w latach sześćdziesiątych, a wykiełkowało i podrosło w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Tak, jak inne narody na kuli ziemskiej, Hawajczycy zaczęli doświadczać dumy z tego, że są mieszkańcami tych wspaniałych wysp, a najodważniejsi z nich zaczęli wskrzeszać i doskonalić najcenniejsze aspekty swojej starożytnej kultury. Większej popularności nabrały sztuka, rzemiosło, taniec i śpiew tak w tradycyjnej, starej postaci, jak i w ultranowoczesnym stylu, a prawo, skierowane przeciw kahunom, gdzieś po drodze zostało usunięte z ustawodawstwa. W miarę, jak rosła duma Hawajczyków, rozszerzała się działalność tamtejszych kahunów. Jednakże ucisk Kościoła i państwa doprowadził do tego, że prawdziwych kahunów pozostało bardzo niewielu i mieli oni mniej uczniów. Chociaż duma rdzennych mieszkańców Hawajów ze swego dziedzictwa znacznie wzmocniła się, jednak Kościół w dalszym ciągu kojarzy ich starożytną wiedzę duchową z czarną magią. Nawet ci Hawajczycy, którzy mają odwagę ujawniać uzdrawiające aspekty tej Wielkiej tradycji, robią to z niepokojem. Niemniej liczba takich osób wzrasta.

Ciekawą rzeczą jest fakt, że w dzisiejszych czasach wielkie tradycje związane z uzdrawianiem, metafizyką i szamanizmem na Hawajach są podtrzymywane przez tę samą rasę, która prawie całkowicie je zniszczyła. Gdyby nie biali przybysze z kontynentu, nawet tak nieliczna grupa rdzennych kahunów nie miałaby kogo uczyć. Mój przyjaciel, kahuna hawajski powiedział mi, że Hawajczycy nie powrócą do starożytnej nauki Huny, dopóki wystarczająca liczba białych nie stwierdzi, że jest ona dobra. Inny kahuna, który przyszedł na jeden z moich wykładów, by posłuchać, co też ten kahuna haole mówi, po zakończeniu wykładu pochwalił to, czego się nauczyłem, udzielił mi swojego błogosławieństwa za to, że rozpowszechniam zdobytą wiedzą, ale jednocześnie zwierzył mi się, że targały nim dziwne uczucia, kiedy słuchał tej filozofii, nauczanej w tak otwarty sposób po tylu latach ucisku. Z drugiej strony, zdarzają, się Hawajczycy, którzy, choć nie są - zgodnie z moją wiedzą - kahunami, uważają, że święta tradycja hawajska powinna być przekazywana tylko rdzennym mieszkańcom Hawajów.

Jakoś tak się składa, że - częściowo na szczęście, częściowo na nieszczęście - wiedza kahunów, czyli Huna, jest obecnie wykładana głównie mieszkańcom kontynentu, pochodzącym z Kaukazu. Na szczęście dlatego, że ich liczba i stopień zainteresowania oraz stosunkowo niewielki lęk gwarantują, iż wiedza ta będzie podtrzymywana i propagowana, a na nieszczęście tylko dlatego, że mogłaby ona być przydatna dla samych Hawajczyków w ich obecnych poszukiwaniach poczucia własnej godności i samookreślenia. W dzisiejszych czasach jest mniej niż pół tuzina nauczających kahunów, którzy prowadzą szkolenia głównie na kontynencie. Tylko jeden z nich reprezentuje tradycję Kane i tak się składa, że jest nim haole, czyli biały. Tym nauczycielem jestem ja. Żaden z pozostałych kahunów-szamanów, których znam, nie ma ochoty nauczać, ale przynajmniej kilku kahunów, reprezentujących inne tradycje, zaczyna wychodzić z ukrycia i dzielić się wiedzą i umiejętnościami w zakresie uzdrawiania. Ja osobiście wiążę duże nadzieje z kilkoma terminatorami polinezyjskimi, jakich mam, ponieważ wydaje mi się, że wchodzimy w taki okres historii, kiedy różnice stają się coraz mniej istotne. Szamanizm hawajski i duch aloha (miłości), na którym jest on oparty, reprezentuje sposób życia, mający ogromną wartość dla całej ludzkości. Nadszedł czas jednoczenia się wszystkich, a najlepszym zastosowaniem wszelkiego szamanizmu, tak miejskiego, jak i każdego innego, byłoby tworzenie pokoju wewnętrznego i zewnętrznego. Stare hawajskie przysłowie mówi: He ali'i ka la'i, he haku na ke aloha (Pokój jest najważniejszy i jest panem miłości). Niech pokój i miłość będą naszym przewodnikiem i naszym celem w pracy nad uzdrowieniem obecnego świata.

 

PRZYGODA DRUGA

SERCE, UMYSŁ I DUCH

 

 

 

'A 'oho pau ka 'ika i ka halau ho'okahai

(W jednej szkole nie zdobędziesz całej wiedzy)

 

Hawajski system szamański jest podobny do innych systemów myślenia, które dotyczą umysłu i jego wpływu na Wszechświat, ma jednak pewne istotne cechy odmienne. Przed wieloma wiekami hawajscy mistrzowie duchowi doszli do tego samego wniosku, do jakiego dochodzili inni ludzie w różnych czasach i miejscach, a mianowicie, że istnieją trzy aspekty świadomości. Jeden z nich funkcjonuje w sposób ukryty i pośredni (podświadomość), drugi działa otwarcie i bezpośrednio (świadomość), a trzeci jest transcendentalny i obejmuje dwa poprzednie (Nadświadomość). Różnice w hawajskim traktowaniu tych aspektów ich natury, funkcji i wzajemnych powiązań. W tytule tego rozdziału nazwałem te elementy sercem, umysłem i duchem, a zrozumienie, czym one są i jak działają z hawajskiego punktu widzenia może okazać się jedną z najbardziej praktycznych rzeczy, jakiej kiedykolwiek nauczyłeś się lub nauczysz.

 

Trzy aspekty świadomości

 

Koncepcja trzech aspektów łączy się z podziałem natury człowieka na trzy złączone ze sobą części, z których każda ma swoją funkcję i własną motywację. Nie ma w myśleniu Polinezyjczyków nic, co sugerowałoby, że te trzy aspekty są autentycznie oddzielone od siebie. (Podział przypomina raczej podział papai na skórkę, miąższ i pestki. W rzeczywistości wszystkie te trzy części stanowią cały owoc i mają wspólny początek, ale czasami wygodniej jest mówić o każdej z nich oddzielnie.) Natomiast w naturze ludzkiej nie istnieje nic, co przeszkadzałoby nam w podzieleniu jej, na przykład, na czternaście aspektów, ale podział na trzy części jest wygodny i dlatego został przyjęty za prawdę, która sprawdza się w działaniu. Po hawaj-sku elementy te nazywają się ku (serce, ciało lub podświadomość), lono (umysł lub świadomość) i kane (duch lub Nadświadomość).

 

Serce - aspekt Ku

 

Podstawową funkcją tego aspektu.osobowości jest pamięć. To dzięki ku możemy się uczyć i pamiętać, rozwijać umiejętności i przyzwyczajenia, zachowywać integralność ciała i na co dzień podtrzymywać świadomość tożsamości. Aspekt ten odpowiada zachodniej koncepcji podświadomości, chociaż nie jest identyczny z nią.

Najważniejszą rzeczą, jaką należy wiedzieć o pamięci jest to, że przechowywana jest ona w ciele jako wzorzec wibracji lub ruchu. Wiadomo, że pamięć genetyczna zakodowana jest na poziomie komórkowym, natomiast pamięć tego, czego doświadczyliśmy lub nauczyliśmy się, zawiera się w mięśniach - na jednym lub na kilku poziomach. Właściwa stymulacja - wewnętrzna lub zewnętrzna, fizyczna lub umysłowa - powoduje ruchy, dzięki którym pamięć uwalnia się, w wyniku czego pobudzana jest aktywność umysłowa, emocjonalna lub fizyczna. Gdy ruch jest powstrzymywany, na przykład, przez napięcie lub stres, powstrzymywany jest również pewien obszar pamięci. Odnosi się to zarówno do pamięci genetycznej jak i wyuczonej.

W przypadku pamięci genetycznej ciało wie tylko to, co wiedzieli przodkowie. Jest to jednak tak ogromny magazyn wspomnień, że zwykle fizyczne i emocjonalne zachowanie oraz reakcje, są - w większym lub mniejszym stopniu - modulowane przez pamięć wyuczoną. W sytuacji stresowej ku najpierw sięga po pamięć dziedziczną, by stamtąd wydobyć sposób, w jaki ma sobie radzić, a następnie - jeżeli ma tam do wyboru wiele potencjalnych możliwości -udaje się po szczegółowe informacje do pamięci wyuczonej. Przypuśćmy, że znalazłeś się w sytuacji, powodującej stres, związany z Twoim poczuciem własnej wartości, co zwykle manifestuje się w klatce piersiowej. Załóżmy też, że w pamięci genetycznej masz do dyspozycji takie możliwości: przeziębienie, atak lęku lub astma. Jeżeli w ciągu kilkunastu ostatnich dni ku dowiedziało się od innej osoby lub z telewizji, jakie są objawy przeziębienia, istnieje duże prawdopodobieństwo, że wybierze ono właśnie taką reakcję. -

Pamięć genetyczna zawarta jest w każdej komórce, natomiast jeśli chodzi o pamięć wyuczoną, to wszystko wskazuje na to, że jest ona przechowywana w pewnych częściach ciała w tkance mięśniowej. Wygląda na to, że obszary, przechowujące pamięć zdarzeń, są tymi obszarami, które w momencie doświadczania danej sytuacji były aktywne lub naenergeryzowane. Kiedy część ciała, przechowująca dane wspomnienia, jest w dostatecznym stopniu napięta, wówczas pamięć jest zablokowana i może być całkowicie niedostępna. Pewnego razu podczas pieszej wędrówki po bezdrożach wyspy Kauai stwierdziliśmy z przyjaciółką, że nie potrafimy określić, gdzie znajduje się ścieżka, którą mieliśmy wracać. Zgadzaliśmy się w tym, że była ona po drugiej stronie potoku, ale nie mogliśmy uzgodnić, jak wyglądało miejsce, z którego odchodziła, toteż cały dzień straciliśmy na przechadzaniu się wzdłuż strumienia tam i z powrotem w poszukiwaniu jakichś charakterystycznych elementów, które oboje moglibyśmy rozpoznać. Następnego dnia, po przespaniu 'się na mokrych bagnach, postanowiłem wykorzystać wiedzę naszych ku. Zadając sobie wzajemnie starannie dobrane, szczegółowe pytania stwierdziliśmy, że mojej przyjaciółce utkwił w pamięci fakt, iż niedaleko miejsca, skąd prowadziła ścieżka, znajdowały się osobliwe zwały gliny, czego ja nie zapamiętałem; z kolei zgodnie z moją pamięcią, w pobliżu poszukiwanego miejsca do potoku wpadał strumyk, w którym leżał duży głaz, czego z kolei moja przyjaciółka zupełnie nie mogła sobie przypomnieć. Szliśmy więc wzdłuż potoku,, aż znaleźliśmy obydwie te rzeczy położone blisko siebie, a dokładnie między nimi była nasza ścieżka.

Kiedy uwalnia się napięcie danych mięśni, uwalnia się również pamięć przechowywana w tym miejscu, a blokowana przez to napięcie. Ta prawda znana jest każdemu, kto wykonuje masaże lub sam często się im poddaje, lecz jest wiele sposobów - świadomych i nieświadomych - tworzenia napięcia i uwalniania go. Często zdarza się nam, że zapominamy czyjeś nazwisko. Z łatwością przywołujemy w pamięci twarz tej osoby, ale nazwisko nie przychodzi nam na myśl. Dzieje się tak dlatego, że część naszego ciała, przechowująca tę informację, jest w danej chwili pod zbyt dużym napięciem. Zwykle bywa tak, że gdy zrezygnujemy z wysilania pamięci i zajmiemy się czymś innym, nazwisko, które chcieliśmy sobie przypomnieć, błyśnie nam w umyśle w najmniej oczekiwanym momencie, a stanie się to wtedy, kiedy mięśnie, w których przechowywana jest ta informacja, rozluźnią się na tyle, że pamięć zostanie uwolniona. Pewnego razu w Afryce zdarzyła mi się silnie stresująca sytuacja. Przyszedłem wraz z żoną na przyjęcie, na którym mieliśmy się spotkać z ambasadorem USA. Kiedy przyszedł moment przedstawienia mu mojej żony, nie mogłem przypomnieć sobie jej imienia. Zapewniałem ambasadora, że żyję z nią od kilkunastu lat i dobrze ją znam, ale trudno się dziwić, że odniósł się do tego sceptycznie. W końcu Gloria sama powiedziała swoje imię i to spowodowało rozluźnienie odpowiedniego mięśnia, mogłem więc swobodnie powiedzieć: „No właśnie, Gloria".

Silny szok, powodujący ogólny stres, może spowodować amnezję - stan, w którym zablokowane są duże obszary pamięci. Kiedy rozluźniają się różne grupy mięśni, zaczyna ona powracać. Jest rzeczą interesującą, że osoby cierpiące na taki zanik pamięci, prawie nigdy nie zapominają języka ojczystego, nawet jeżeli mają zablokowany dostęp do swojego imienia i nazwiska. Jest tak prawdopodobnie dlatego, że składniki mowy (dźwięki) używane są tak często, iż ich pamięć zawarta jest w wielu obszarach ciała. Niemniej zdarzają się okoliczności, w których człowiek doznaje tak silnego szoku, że nie jest w stanie nawet mówić.

Nadal rumienię się, gdy opowiadam przypadek zapomnienia imienia żony. Warto zaznaczyć, że rumienię się opowiadając ją, ponieważ w moim umyśle żywa jest jeszcze pamięć tego zdarzenia. To daje nam jeszcze inną ważną informację o naturze pamięci. Ku, nasz podświadomy umysł, związany z ciałem, nie rozróżnia czasu przeszłego, teraźniejszego i przyszłego. Dla niego wszystko dzieje się w chwili obecnej. Jeżeli przywołujemy w pamięci jakieś wspomnienie, to w tym samym momencie zachodzą w nas pewne procesy fizjologiczne, których intensywność zależy od tego, na ile wspomnienie to jest żywe. Na przykład, jeżeli przypomnimy sobie surową krytykę, jakiej zostaliśmy poddani w wieku siedmiu lat, nasza reakcja fizjologiczna może być równie silna, jak przy wspominaniu obiadu sprzed tygodnia, o ile to późniejsze zdarzenie nie było bardziej bolesne, niż tamto z dzieciństwa. Oznacza to, że wszelkie wspomnienia, na których skupiamy uwagą, oddziałują na nasze ciało w momencie ich przywoływania, powodując wytwarzanie tych samych substancji chemicznych i reakcji mięśniowych, jakie zachodziły w momencie autentycznego zdarzenia. Pod wpływem miłych wspomnień wytwarzają się endorfiny, a nieprzyjemne wspomnienia powodują produkcję toksyn i to niezależnie od tego, czy dana sytuacja ma rzeczywiście miejsce, czy tylko przywołujemy w pamięci jej wspomnienie. Oczywiście, im dłużej skupiamy się na danym wspomnieniu, tym silniejszy jest jego wpływ na nasze ciało w danym momencie.

 

DOŚWIADCZ DZIAŁANIA PAMIĘCI

Przywołaj w pamięci jakieś nieprzyjemne zdarzenie i przez około piętnaście sekund koncentruj się na nim, uważnie obserwując swoje ciało. Następnie szybko przenieś uwagę na jakieś bardzo miłe wspomnienie i skupiaj się na nim także przez piętnaście sekund, również uważnie obserwując ciało. Stwierdzisz, że nieprzyjemne wspomnienie wywoła u Ciebie uczucie zmęczenia, napięcia, skurczu lub przygnębienia, a nawet możesz poczuć się nieszczęśliwy; natomiast miłe wspomnienie spowoduje, że poczujesz się lżejszy, odprężony, rozluźniony i, być może, szczęśliwy. Abstrahując od tego, że te dwa rodzaje wspomnień wywołały w Tobie różne odczucia tu i teraz, zwróć uwagę, jak szybko nastąpiła zmiana Twojego stanu emocjonalnego przy przełączeniu się z przykrego wspomnienia na miłe. W jednej chwili poczułeś się źle, natomiast w następnej Twoje samopoczucie się poprawiło, a przecież jedyną rzeczą, potrzebną dla dokonania takiej zmiany, było przeniesienie uwagi na inne zdarzenie z przeszłości. Tak więc, jednym ze sposobów sterowania swoimi emocjami, a tym samym i zdrowiem, jest wybór właściwych wspomnień, na których skupiamy uwagę.

Jak powiedziałem, rumienię się, gdy przypominam sobie incydent z imieniem mojej żony. Rumienienie się jest reakcją emocjonalną, wyzwalaną przez wspomnienia. Jest to jedyne źródło emocji, które zwykle nazywamy uczuciami. Nie pojawiają się one same z siebie, lecz towarzyszą przywoływanym wzorcom pamięciowym. Na przykład, nikt nie chodzi w kółko z powodu złości, ale ludzie chodzą w kółko, kiedy skupiają się na wspomnieniach, podsycających gniew lub kiedy napinają mięśnie po to, by stłumić wspomnienia, które -gdyby dotarły do naszej świadomości - mogłyby uwolnić zawarty w nich gniew. Natomiast zupełnie nowa wiedza lub całkowicie nowe doświadczenia, nie mające odniesień do posiadanej wiedzy i zgromadzonych wspomnień, nie wywołują żadnych emocji. Aby mogły one wzbudzić w nas emocje, musielibyśmy posiadać w pamięci jakikolwiek wzorzec reakcji (w postaci przyzwyczajenia lub oczekiwania) na pojawienie się takich całkowicie nowych informacji lub doświadczeń. Gdybyśmy mieli już skrystalizowane przekonanie, że całkowicie nowe wiadomości i doświadczenia są ekscytujące lub przerażające, wówczas nasza reakcja byłaby zgodna z takim właśnie wzorcem. W przeciwnym wypadku na obce nam okoliczności zareagujemy, na przykład, tak: „Aha...", albo „Ciekawe". Chodzi tu o to, że skoro emocje wzbudzane są przez wspomnienia, innym sposobem sterowania nimi może być zmiana wspomnień, o czym będzie mowa dalej. Emocjami można sterować także pośrednio. W tym celu należy nauczyć swoje ku pewnej sztuczki. Jest ona oparta na fakcie, że emocjom, zwłaszcza tym negatywnym takim, jak strach lub gniew, zawsze towarzyszy napięcie mięśni.

 

DOŚWIADCZ DZIAŁANIA EMOCJI

Osiądź lub stań w wygodnej pozycji i rozluźnij wszystkie mięśnie (utrzymuj napięcie tylko w takim stopniu, w jakim jest ono potrzebne, by się nie przewrócić lub nie spaść z krzesła). Następnie - wykorzystując swoją pamięć lub wyobraźnię -wywołaj w sobie gniew tak silny, jak tylko potrafisz, lecz nie napinaj żadnego mięśnia. Stwierdzisz, że nie możesz utrzymać mięśni w stanie rozluźnienia, ponieważ pod względem fizjologicznym taki stan wyklucza możliwość wywołania gniewu. Gniew nie może istnieć bez napięcia mięśniowego; to samo dotyczy lęku. Dlatego też wyćwiczenie się w rozluźnianiu mięśni na życzenie może pomóc Ci w efektywniejszym korzystaniu z posiadanej wiedzy i opanowanych umiejętności, a także umożliwić uniknięcie stanu lęku czy złości, lub wyjście z tych stanów, gdy już zaistnieją. Co więcej, taka umiejętność może być pomocna w usuwaniu wielu nieprzyjemnych i niezdrowych przyzwyczajeń, ponieważ dzięki niej możesz wprowadzić do ku nowe wzorce działania i reagowania w różnych sytuacjach.

Pewnego razu byłem z przyjaciółką (o której już wspominałem) w mieście o nazwie Kapaa i czekaliśmy tam, aż przyjedzie po nas moja żona. Przyjaciółka zaproponowała, bym spróbował lodów w rożku, które kupiła. Skorzystałem z propozycji i stwierdziłem, że są one bardzo smaczne. Za chwilę moja towarzyszka zaproponowała mi spróbowanie lodów o innym smaku, ale tym razem odmówiłem, ponieważ starałem się ograniczać ilość spożywanych tłuszczów. Nieco później przyjaciółka zapytała, jak to się stało, że potrafiłem zrezygnować ze spróbowania innego smaku takich wspaniałych lodów. „Bardzo prosto" - odparłem. Wystarczyło, że w tym momencie maksymalnie zrelaksowałem mięśnie ramion tak, żebym nie był w stanie podnieść rąk i dzięki temu nie mogłem sięgnąć po rożek.

Inną ważną rzeczą, którą należy wiedzieć o ku i o funkcjonowaniu pamięci, jest to, że wspomnienie każdego doświadczenia, niezależnie od jego pochodzenia, przechowywane jest w ciele. Ku nie przeprowadza subtelnego rozróżnienia między tym, czy doświadczenie pochodzi z wewnętrznego, czy też z zewnętrznego źródła, czy pochodzi z autentycznej sytuacji życiowej, czy też z książki, filmu, programu telewizyjnego, snu, intuicji lub wyobraźni. W ciele gromadzona jest pamięć wszystkich informacji. Jedyne, co interesuje ku, to intensywność danego doświadczenia, czyli to, jaka reakcja fizjologiczna (emocjonalna, chemiczna, mięśniowa) towarzyszyła danemu zdarzeniu. Dla ku jest to jedyne kryterium oceny, na ile „realne" jest doświadczenie. Z tego faktu wynika praktyczny wniosek, że to, co wyobrażamy sobie z odpowiednią intensywnością, jest równoznaczne z autentycznym wydarzeniem, przynajmniej w takim sensie, w jakim dotyczy to zachowań opartych na pamięci. Szamani hawajscy i inni przez wiele wieków stosowali wiedzę o działaniu ku jako narzędzie w uzdrawianiu i w samorozwoju. W ostatnich czasach takie właśnie, szamańskie rozumienie tego zagadnienia wykorzystywane jest, między innymi, przez olimpijczyków i to z bardzo dobrym skutkiem. Używając wszystkich zmysłów do wyobrażania sobie, że za każdym razem osiągają doskonałe wyniki, sportowcy tworzą przechowywane w ciele wspomnienia, które ułatwiają osiąganie autentycznych wyników i poprawianie ich. Ten sam proces możesz i Ty wykorzystać dla doskonalenia każdej umiejętności, dla osiągnięcia każdego stanu i dowolnych warunków.

 

 

DOŚWIADCZ DZIAŁANIA WYOBRAŹNI

Przywołaj w pamięci jakąś scenkę z przeczytanej książki lub ze swojego marzenia. Następnie przypomnij sobie jakąś wycieczkę lub zdarzenie z wakacji, które autentycznie miało miejsce. Przez trzydzieści sekund koncentruj się najpierw na jednym obrazie, a potem na drugim. Po upływie tego czasu rozważ, czym się one różnią, pomijając, oczywiście, różnice w ich zawartości i świadomą ocenę, który z nich jest rzeczywisty. Stwierdzisz, zapewne, że we wspomnieniach obrazy te nie różnią się niczym. Obydwa jesteś w stanie przywołać z jednakową łatwością, a być może scenka z książki wywiera na Tobie silniejsze wrażenie, niż pamięć autentycznego zdarzenia. Wniosek: ku nie klasyfikuje wspomnień według źródła ich pochodzenia. Dla niego najautentyczniejsze są te, które wywierają najsilniejszy wpływ na zmysły.

Podstawową funkcją ku jest pamięć, a podstawową jego motywacją jest chęć doznania przyjemności. Mówiąc ściślej, ku dąży do doświadczania przyjemności i unikania cierpienia. Wszystkie nasze zwyczajowe zachowania - mentalne, emocjonalne lub fizyczne -oparte na wspomnieniach doświadczeń, wynikają z takiej właśnie motywacji. Oto dlaczego pewne rzeczy lubimy robić, a innych nie lubimy, dlaczego jedne rzeczy są dla nas łatwe do wykonania, inne trudne, dlaczego ociągamy się, choć to, co mamy zrobić, jest dla nas ważne. Ku całkowicie automatycznie dąży do tego, co przyjemne i robi wszystko, by uniknąć cierpienia. Jeżeli stworzymy wzorzec pamięci „przyszłości" - mówiąc inaczej, jeżeli wyobrazimy sobie, co się stanie, kiedy zrobimy określoną rzecz - zachowanie naszego ku będzie zależne od tego, co niesie ze sobą ten wzorzec - oczekiwanie bólu, czy przyjemności. Jeżeji będziemy przekonani, że wynikiem obcowania z ludźmi jest bolesne odrzucenie, to będzie nam trudno spotykać się z bliźnimi, dzwonić do nich (zwłaszcza z propozycją, by coś od nas kupili), a prawdopodobnie i pisać listy. I odwrotnie - jeżeli myśl o bliźnich wywołuje u nas oczekiwanie miłych kontaktów, wówczas spotykanie się z ludźmi będzie dla nas łatwe i przyjemne. A jeżeli - co często się zdarza - nasze ku zgromadziło oba rodzaje oczekiwań lub wspomnień, wówczas łatwość lub trudność w podejmowaniu określonych działań będzie zależała od naszego aktualnego poczucia własnej wartości i pewności siebie (inaczej mówiąc - od naszego nastroju).

 

 

Bywają sytuacje, kiedy ku ma do wyboru dwa równie bolesne warianty. Niestety, nie potrafi ono dokonywać twórczych wyborów, nie potrafi wymyślać nowych rozwiązań. Może jedynie robić to, czego nauczyło się z doświadczeń przeszłości lub to, co może naśladować w chwili obecnej u innych. Kiedy ku staje wobec bolesnej sytuacji, w sposób naturalny dąży do wyjścia z niej tak, by doznać przyjemności, ale może to zrobić tylko na trzy sposoby: korzystając ze wspomnień, naśladując innych ludzi, lub podążając za wskazówkami świadomości. Jeżeli świadomość nie dostarcza żadnych wskazówek i jeżeli ani w teraźniejszości, ani w przeszłości nie ma żadnych rozwiązań, mogących dostarczyć przyjemności, wówczas musi ono wykorzystać teraźniejszość lub przeszłość, by sięgnąć po najmniej bolesne rozwiązanie. Jeżeli pracujemy w warunkach, na które reagujemy podwyższonym poziomem stresu, zagrażającym naszemu ciału i świadomie nie próbujemy nic z tym zrobić (dlatego, że, na przykład, potrzebujemy pieniędzy), ku może znaleźć w swoim otoczeniu grypę lub po prostu przypomnieć sobie o istnieniu tej choroby i spowodować ją, by zmusić nas do porzucenia takiej pracy. Z punktu widzenia ku grypa nie należy do przyjemności, ale jest ona lepsza niż tak stresujące zajęcie. W takiej sytuacji wracamy do zdrowia wtedy, kiedy rezygnujemy z pracy, lub kiedy zostajemy zwolnieni, albo też, gdy cierpienie wywołane przez grypę stanie się silniejsze od wspomnienia cierpienia związanego z pracą (rola wirusów zostanie omówiona w rozdziale na temat uzdrawiania ciała).

Czasami jednak, by osiągnąć coś, musimy doświadczyć silnego cierpienia mentalnego, emocjonalnego lub fizycznego. Dotyczy to zwłaszcza sportowców, osób uprawiających wspinaczki wysokogórskie, sprzedawców, naukowców, studentów itp. W ich przypadku dochodzi tu pewien czynnik zwany „koniecznością". Ludzie świadomie poddają się cierpieniu, czasem nawet bardzo ciężkiemu, tylko wtedy, kiedy pewna ich część uzna, że końcowy efekt lub cel jest ważniejszy - a więc potencjalnie niesie ze sobą większą przyjemność - niż cierpienie, przez które trzeba przejść oraz kiedy stale myślą o czekającej ich przyjemności. Ale spodziewana przyjemność musi być większa od doświadczanego cierpienia. Sportowiec pragnie przyjemności płynącej ze zwycięstwa, alpinista marzy o satysfakcji ze zdobycia szczytu, sprzedawca chce doświadczać wartości zarobionych pieniędzy, naukowiec dąży do radości, wynikającej z rozwiązania jakiegoś problemu, a student ma przed oczami korzyści, jakie wynikają z ukończenia studiów. Chodzi tu o to, że motywacją wszelkich zachowań, przyzwyczajeń i działań jest dążenie do osiągnięcia przyjemności.

Po to, by móc posługiwać się funkcją przechowywania wspomnień i wykorzystywać swoją motywację, ku używa podstawowego narzędzia doznawania wrażeń. Zgodnie z tą koncepcją cała pamięć jest kinestetyczna, a więc związana z ciałem; taka jest również przyjemność i takie jest cierpienie. Wszystkie doświadczenia, nawet te w postaci emocji i pomysłów, wytwarzają doznania fizyczne. Jako szaman miejski będziesz chciał rozwinąć i subtelnie nastroić ten ważny instrument odbierania wrażeń, czyli świadomość zmysłową. Ta część, która może tego dokonać, jest tematem następnego podrozdziału.

 

 

Umysł - aspekt Lono

 

Lono to ta część nas, która jest świadoma wewnętrznych i zewnętrznych sygnałów - wspomnień, myśli, pomysłów, wyobrażeń, intuicji, przeczuć i inspiracji, a także wrażeń zmysłowych - obrazów, dźwięków, odczuć dotykowych, smakowych, zapachowych, głębokości, ruchu, ciśnienia, czasu itp. Część ta leży na granicy między światem wewnętrznym i zewnętrznym. Podstawową funkcją lono jest podejmowanie decyzji. Ponieważ proces ten wiąże się z takimi czynnikami, jak uwaga, intencja, wybór i interpretacja, omówię po kolei każdy z nich, a także powiązania między nimi.

Jedną z decyzji, jaką lono powinno podejmować jest to, na czym koncentrować uwagę. Jest tyle rzeczy, których trzeba być świadomym w danym momencie, że próba bycia świadomym wszystkiego jednocześnie szybko doprowadziłaby do zupełnej nieskuteczności działań człowieka. Pełna świadomość wymaga całkowitego wyłączenia się z działania, ponieważ działanie wymaga wyłącznej koncentracji na nim. Wykonywanie jednej czynności wyklucza wykonywanie wielu innych, podobnie jak zwiększenie świadomości jednego faktu oznacza zmniejszenie świadomości wielu innych okoliczności. Dlatego też część roli lono polega na podejmowaniu takich decyzji, dzięki którym świadomość działa wybiórczo, co ma na celu zwiększenie sprawności lub skuteczności działań człowieka. Mówiąc inaczej, lono decyduje, co jest ważne, a co nie i kieruje uwagę na to, co wybrało. Większość takich decyzji wypływa ze wzorca wspomnień o przyjemności i cierpieniu, przechowywanego przez ku, ale lono może mieć mnóstwo własnych powodów do uznania czegoś za ważne, opartych na innych rodzajach decyzji. Kiedy uwaga skoncentrowana jest na czymś, co według przyjętych przez lono norm jest ważne, wówczas pole skupienia może być małe lub duże, zależnie od tego, jaka część potencjalnej świadomości uznana została za ważną.

 

 

DOŚWIADCZ DZIAŁANIA ŚWIADOMOŚCI

Poszukaj jakiegoś małego przedmiotu, znajdującego się od Ciebie w odległości pięciu metrów lub dalej. Utrzymując skupienie uwagi na tym przedmiocie, rozszerz świadomość na inne obiekty, znajdujące się wokół punktu koncentracji - nad nim, pod nim i po jego obu stronach. Następnie przyjrzyj się uważniej przedmiotowi koncentracji i zauważ jakiś szczegół w jego wyglądzie. Istota tego ćwiczenia zawiera się w poleceniach, jakie należało w nim wykonać. Kiedy po raz pierwszy skierowałeś uwagę na obiekt koncentracji, prawie wszystkie inne rzeczy zostały usunięte z Twojej świadomości. Potem powiększyłeś pole obserwacji, by rozszerzyć świadomość. Wreszcie zauważyłeś, że gdy Twoją uwagę przyciągnął szczegół początkowego obiektu skupienia, świadomość wszystkiego innego ponownie została wyłączona. Doświadczenie to pokazuje, jakie są konsekwencje tego, że coś jest ważne i jak elastyczna jest uwaga.

 

Intencja jest rodzajem procesu podejmowania decyzji, ukierunkowującego świadomość i działanie. Jest to potężne narzędzie sterowania naszym ku, które - jeżeli jest właściwie używane - daje zadziwiające efekty w dziedzinie zdrowia, szczęścia i sukcesów. Teoria zarządzania rozróżnia trzy podstawowe sposoby działania: autorytarny, demokratyczny i „wolnej ręki". Tak się składa, że pojęcia te opisują także trzy podstawowe sposoby, którymi człowiek wpływa na własne ku. Aby ich opis był bardziej przejrzysty, nazwiemy je: „ręcznym sterowaniem", współpracą i brakiem kontroli.

Załóżmy, że mamy zamiar przejść przez pokój. Po określeniu naszej intencji włącza się świadomość, za którą podąża działanie. Kierowanie naszym ku drogą „ręcznego sterowania" polega na tym, że lono nieustannie monitoruje i koryguje jego działanie tak, by nie robiło nic w sposób niewłaściwy. W wyniku takiego sterowania prze-szlibyśmy przez pokój wykonując sztywne, skrępowane, a nawet niezdarne czy spastyczne ruchy (jeżeli w ogóle bylibyśmy w stanie wykonać jakikolwiek ruch). Sposób kierowania działaniem ku, polegający na współpracy charakteryzuje się tym, że przedstawiamy mu swoją intencję i ufamy, iż zrobi ono to, co już umie. W wyniku takiego podejścia przeszlibyśmy przez pokój spokojnie, a w najlepszym wypadku - nasze ruchy byłyby płynne i pełne gracji. Przy całkowitym braku kontroli nad działaniami naszego ku nie dotarlibyśmy w ogóle do przeciwnego końca pokoju, ponieważ naszą uwagę odwracałoby wiele innych dodatkowych rzeczy, ważnych i przyjemnych, które napotkalibyśmy po drodze. Jeżeli mówimy do kogoś z intencją, by powiedzieć coś konkretnego, ku przegląda pamięć i w cudowny sposób, którego dotąd jeszcze nikt nie potrafi wyjaśnić, wywołuje wibracje strun głosowych, porusza szczęką, językiem i wargami tak, że wydajemy bardziej lub mniej znaczące dźwięki. Łono, które usiłuje „ręcznie" sterować mową, zakłóca jedynie ten proces próbami sprawdzania, czy używane są odpowiednie słowa i czy są one wypowiadane we właściwy sposób. Takie działanie prowadzi do przerywania mowy wstawkami typu „yyy..." lub „powiedzmy", a nawet do jąkania się. Lono, działające na zasadzie współpracy, przedstawia swoją intencję i pozwala ku robić swoje, co często skutkuje humorem, niespodziewanie trafnymi spostrzeżeniami i zgrabnymi zdaniami. Natomiast lono, które pozostawia ku bez jakiejkolwiek kontroli, pozwala mu odbiegać od tematu lub nawet „bełkotać". To, co ku już opanowało, potrafi ono robić dobrze i odnosi się to do wszystkiego -od umiejętności uzdrawiania samego siebie do korzystania z wyuczonych umiejętności. Nie tak dawno słyszałem, iż lotnie zostały skonstruowane tak, że zawsze powinny latać doskonale. Jedyną przyczyną ich katastrof jest zbyt gorliwe sterowanie maszyną, wynikające z lęku człowieka. Jak zobaczymy dalej, to lono wywołuje lęk. Ku jest jak doskonale skonstruowana lotnia. Przesadnie kontrolowane nie będzie działało w sposób właściwy; przy prowadzeniu na zasadzie współpracy będzie robiło to, czego chcemy, a pozostawione bez kontroli będzie zajmowało się tym, co je w danej chwili zainteresuje. Wybór jest tym, co większość ludzi nazywa podejmowaniem decyzji. Jest to decydowanie o skierowaniu uwagi w tym, a nie innym kierunku lub o zrobieniu tej, a nie innej rzeczy (rzeczywiste działanie należy do ku). Wiele ludzi ma ogromne trudności w podejmowaniu takich decyzji i zwykle tłumaczą oni, że boją się wybrać niewłaściwą możliwość, która mogłaby mieć negatywne konsekwencje w dalszym życiu. Ale w rzeczywistości obawiają się oni albo tego, że się rozczarują, albo też, że spotkają się z dezaprobatą. Należy tu zaznaczyć, że nikt nie może podjąć niewłaściwej decyzji co do przyszłości, ponieważ dzisiejsza decyzja nie tworzy przyszłych zdarzeń. Obecna decyzja może spowodować jedynie aktualne zdarzenia, natomiast przyszłe okoliczności są tworzone przez przyszłe decyzje, lub mówiąc ściślej, przez decyzje podejmowane wtedy, kiedy przyszłość jest doświadczeniem chwili obecnej. Jeżeli dwie osoby mieszkające, na przykład, w St. Luois w stanie Missouri - jedna myśląca pozytywnie, a druga negatywnie - muszą podjąć decyzję, dokąd jechać - do Honolulu czy do Nowego Jorku i obie wybierają Honolulu, istnieje duże prawdopodobieństwo, że osoba myśląca pozytywnie będzie miała pozytywne doświadczenia, a ta, która myśli negatywnie, doświadczy negatywnych rzeczy. Jest również wielce prawdopodobne, że (o ile nie przeczytają tej książki) każda z nich, w zależności od swoich doświadczeń, będzie albo błogosławiła przybycie do Honolulu, albo je przeklinała. Ale gdyby obie wybrały Nowy Jork, sytuacja byłaby taka sama.

Żadna decyzja nie spowoduje zmiany przyszłości w konkretny sposób. Tym, co powoduje taką zmianę przyszłości, jaka autentycznie ma miejsce, jest sposób, w jaki myślisz już po podjęciu decyzji. Jeśli zaś chodzi o rozczarowanie, jest to nic innego, jak zadecydowanie, że konsekwencje naszej decyzji spowodują, iż będziemy czuli się źle. A więc niechęć do podjęcia decyzji w obawie, iż się rozczarujemy, jest równoznaczna z obawą, że moglibyśmy zadecydować o złym samopoczuciu niezależnie od tego, jakie będą rzeczywiste konsekwencje, lub że boimy się, iż konsekwencje te nie będą takie, jakie byśmy chcieli. Nie wiem, jak według Ciebie, ale według mnie brzmi to głupio. To tak, jakbyśmy bali się wstawać z łóżka dlatego, że moglibyśmy podjąć decyzję, że w związku z czymś będziemy czuli się nieszczęśliwi, lub dlatego, że wszystko mogłoby się toczyć niezgodnie z naszym planem. Jak się przekonasz, decyzja o byciu nieszczęśliwym nie ma nic wspólnego z rzeczywistymi zdarzeniami i (bardzo mi przykro, że muszę to powiedzieć) rzadko kiedy wszystko dzieje się zgodnie z planem. Ale jeżeli nasze myślenie jest właściwe, często zdarzają się nam rzeczy lepsze od zaplanowanych. Tak więc w aspekcie dokonywania wyboru, na czym mamy się koncentrować lub co mamy robić, nie ma znaczenia, co wybierzemy. Niektóre wybrane przez nas rzeczy mogą być łatwiejsze od innych, ale ma to związek raczej z istniejącą w ku pamięcią i z jego przyzwyczajeniami niż z tym, jakiego dokonaliśmy wyboru. Znacznie ważniejsze od takich wyborów są decyzje, jakie podejmujesz w odniesieniu do interpretacji swoich doświadczeń.

Interpretacja jest decyzją odnoszącą się do znaczenia tego, czego doświadczamy. Takie decyzje tworzą wzorce oczekiwań, które mają bardzo duży wpływ na to, czego będziemy doświadczali w przyszłości. Interpretacji dokonujemy poprzez ocenę albo analizę. Ocena polega na podjęciu decyzji co do tego, czy coś jest dobre, czy złe, pozytywne czy negatywne, natomiast analiza to decyzja, czy coś jest lub nie jest. Gdy oceniamy podwładnego, zwracamy uwagę na rzeczy, za które można go ukarać lub pochwalić, podejmujemy decyzję odnośnie tego, jakie aspekty jego pracy są złe, a jakie dobre. Natomiast, gdy analizujemy sposób działania pracownika, podejmujemy decyzję co do jego wydajności i skuteczności - albo wykona powierzoną mu pracę w danym terminie, albo nie. Ale kiedy z pomocą swojego lono wartościujemy jego skuteczność, przestajemy analizować, a zaczynamy oceniać. Dla jasności myślenia różnica ta jest bardzo ważna, ponieważ ocena zwykle powoduje emocjonalną reakcję albo szczęścia, albo też lęku lub gniewu, podczas gdy czysta analiza nie powoduje takich reakcji. Dzieje się tak dlatego, że to, co „dobre", tworzy wzorce oczekiwania przyjemności (aprobaty, akceptacji), a to „złe" - wzorce oczekiwania bólu (potępienia, odrzucenia). Natomiast czyste istnienie stymuluje tylko zainteresowanie lub obojętność (w oparciu o wzorce decyzji dotyczących ważności).

Wspomniałem już, że podstawową motywacją ku jest chęć przeżywania przyjemności, co tłumaczy wiele ludzkich zachowań. Jeszcze więcej zachowań można wyjaśnić podstawową motywacją lono, jaką jest porządek. Porządek nie musi koniecznie oznaczać schludności, chociaż niektóre lono mogą tak do tego podchodzić. Pojęcie to ma więcej wspólnego z zasadami, kategoriami i zrozumieniem. Lono człowieka po prostu uwielbia logikę, nawet jeżeli opiera się ona na fałszywych przesłankach; kocha ono również wyjaśnienia, o ile są one oparte na pamięci i motywacji ku lub jeżeli wprowadzają porządek w warunkach ogólnego chaosu. Niektórzy ludzie spędzają całe życie, na przykład, na klasyfikowaniu roślin i nie ma w tym nic złego, jeżeli im się to podoba. Lecz w rzeczywistości Natura nie jest podzielona na rodzaje, gatunki, odmiany. Są to kategorie wymyślone przez lono człowieka po to, by wprowadzić do przytłaczającej nas różnorodności Natury poczucie ładu. Często ludzie - zanim dadzą sobie samym pozwolenie na jakąkolwiek zmianę - odczuwaj ą potrzebę zrozumienia, dlaczego rzeczy są, jakie są. Dla wprowadzania po porządek w warunkach ogólnego chaosu. Niektórzy ludzie spędzają całe życie, na przykład, na klasyfikowaniu roślin i nie ma w tym nic złego, jeżeli im się to podoba. Lecz w rzeczywistości Natura nie jest podzielona na rodzaje, gatunki, odmiany. Są to kategorie wymyślone przez lono człowieka po to, by wprowadzić do przytłaczającej nas różnorodności Natury poczucie ładu. Często ludzie - zanim dadzą sobie samym pozwolenie na jakąkolwiek zmianę - odczuwaj ą potrzebę zrozumienia, dlaczego rzeczy są, jakie są. Dla wprowadzania pozytywnych zmian takie zrozumienie nie jest konieczne, ale ludzie często czują się lepiej, jeżeli najpierw uzyskają jakieś wyjaśnienie. Gdy istnieje lęk, motywacja do porządku staje się motywacją do bezpieczeństwa.

Podstawowym narzędziem lono jest wyobraźnia. Dla szamana miejskiego rozwój tego narzędzia jest sprawą najwyższej wagi, ponieważ lono jest jedyną częścią nas, nad którą sprawujemy bezpośrednią kontrolę. To za pomocą naszej wyobraźni wpływamy na nasze aspekty i na świat wokół nas.

 

 

Aspekt duchowy - Kane

 

Kane rozumiane jest jako aspekt „źródła", czysto duchowej esencji, przejawiającej się w naszej zorientowanej na materię rzeczywistości. Można też nazwać je duszą lub nadduszą; powinniśmy jednak przy tym rozumieć, że jest to coś, co można utracić lub co może być oddzielone od nas i z tego powodu często nazywane jest ono Wyższą Jaźnią lub Boskim Ja (pochodzącym z jeszcze większego źródła, które można określić mianem siedziby Boga lub innym terminem, który Ci bardziej odpowiada). W tradycji hawajskiej najczęściej nazywa się je aumakua, a symbolicznie przedstawia jako przodków lub dziadków.

Podstawową funkcją kane jest tworzenie w formie doświadczenia mentalnego i fizycznego. Lono tworzy wzorzec decydując, że coś jest prawdą, ku zapamiętuje ten wzorzec, a kane wykorzystuje go, by zamanifestować doświadczenie. Jednocześnie kane stale inspiruje do udoskonalania wzorca, ponieważ jego podstawową motywacją jest harmonia. Inspiracja taka może przyjść drogą mentalną, na noznaczne z przeznaczeniem. Chodzi o to, że my wraz z kane sami podjęliśmy się wykonania pewnych zadań w obecnym życiu i wykonamy swoją misję wierzgając i krzycząc, lub też śmiejąc się i tańcząc. To tak, jakbyśmy zdecydowali się przepłynąć ocean z jednego brzegu na drugi. Przeznaczeniem, jakie sami sobie wyznaczyliśmy wcześniej, jest dotarcie do przeciwległego brzegu, ale to, jaki obierzemy kierunek, z jakimi prądami będziemy podążali, jakiego żagla użyjemy, jaką wybierzemy załogę, na jakich wyspach się zatrzymamy i jakie postawy wyrobimy sobie podczas podróży - to wszystko zależy od naszych aktualnych działań. Jedyne przypadki, w których kane interweniuje to takie, kiedy jesteśmy bliscy wydarzeń, pośrednio lub bezpośrednio grożących niedopłynięciem do celu. Interwencje przybierają zwykle postać „wypadków", przerywających potok myśli, do którego potem już nie wracamy. Może to być coś takiego, jak potrącenie przez przechodnia lub urażenie palca u nogi. Pewnego razu jadłem kolację ze znajomymi szamanami w chińskiej restauracji na wyspie Kauai. W momencie, kiedy siedząca obok mnie po prawej stronie kobieta zaczęła opowiadać jakąś historię, sięgnąłem po półmisek stojący na środku stołu. W połowie drogi moja ręka przekręciła się w prawo i w ten sposób potrąciłem kieliszek, oblewając winem moją sąsiadkę. Natychmiast rzuciliśmy się, by pomóc jej doprowadzić się do porządku, ale po tym zdarzeniu kobieta ta nie mogła sobie przypomnieć, o czym chciała opowiedzieć. Nikt z nas również nie pamiętał. Po upływie wielu tygodni kobieta w dalszym ciągu nie mogła przypomnieć sobie, czy miała w ogóle cokolwiek do powiedzenia. Przeprosiłem ją, oczywiście, zaraz po zajściu, ale wcale nie byłem zakłopotany, ponieważ miałem silne przeczucie, że coś takiego się zdarzy. Było dla mnie rzeczą jasną, że kane będzie interweniowało, gdyż opowiadanie mogłoby mieć niepożądane konsekwencje (w kategoriach drogi życiowej) dla jednej z obecnych osób lub nawet dla kilku z nich.

Podstawowym narzędziem kane jest energia. Cały Wszechświat składa się z energii; to ona podtrzymuje nasze marzenia, ona też powoduje ich zmiany, natomiast wyobraźnia łono nadaje energii kierunek, a wrażenia ku pozwalają nam doświadczać rezultatów jej działania.

W wielu tradycjach i naukach podkreśla się, że uzyskanie kontaktu z naszym aspektem duchowym jest mozolnym, długotrwałym procesem, wymagającym samodyscypliny i specjalnych technik. Ja jednak zapewniam Cię tu i teraz, że jest to rzecz prosta i łatwa. Musi być taka, ponieważ nie ma nic, co byłoby bliższe Tobie, niż Twój własny duch.

 

 

DOŚWIADCZ POŁĄCZEŃ DUCHOWYCH

Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Odetchnij kilka razy głęboko i uświadom sobie swoje ciało. Następnie wyobraź sobie coś pięknego, coś jak najpiękniejszego. Może to być coś, co masz w pamięci, co gdzieś widziałeś lub o czym gdzieś przeczytałeś, ale może to być także to, co wymyśliłeś na poczekaniu. Myśl o tym intensywnie. Jeżeli doznasz uczucia odprężenia, przyjemności, lub przypływu energii, wiedz, iż to ku informuje Cię, że teraz jesteś w bezpośrednim, świadomym kontakcie ze swoim kane. Jest to dobry moment dla świadomego skomunikowania się z nim, a jednym z najlepszych sposobów uczynienia tego jest podzięka. Podziękuj za wszystkie dobre rzeczy, które Cię otaczają i za dobro, które zdąża do Ciebie. Poświęć kilka chwil, by skoncentrować się na konkretnych rzeczach według własnego wyboru i podziękować za nie, a następnie wypowiedz jakieś zdanie, które według Ciebie wyraża zakończenie i pozytywne oczekiwanie. Możesz, na przykład, powiedzieć: „I tak się stało! Amen", lub wypowiedzieć hawaj-skie „amama".

 

Wyniki jakie uzyskasz, będą zależały od stopnia Twojej ufności i wiary. Tym właśnie zagadnieniem zajmiemy się teraz.

 

PRZYGODA TRZECIA

PODSTAWOWE ZASADY SZAMAŃSKIE

 

 

 

Hili hewa ka mana 'o ke 'ole ke kukakuka

(Pomysły pojawiają się żywiołowo, bez dyskusji)

 

Moi nauczyciele powiedzieli mi, że dawno temu mądrzy uzdrowiciele spotkali się, by wymienić obserwacje na temat życia i uzdrawiania, a także zebrać wspólne doświadczenia w takiej formie, by można było ich nauczać i zapamiętać je jako rzemiosło. Podczas spotkania wysunięto setki pomysłów, które zebrano w siedem podstawowych zasad. Liczbę tę wybrano ze względu na jej symboliczne znaczenie ezoteryczne. Są to podstawowe zasady, określające w jaki sposób przejawiają się ukryte i wewnętrzne przyczyny zewnętrznych zdarzeń. W wielu dawnych tradycjach liczba siedem symbolizowała wewnętrzną wiedzę, ponieważ składa się ona z liczb 3 i 4, które z kolei symbolizują podstawowe energie - męską i żeńską lub - inaczej mówiąc - biegunowość Wszechświata. Nie wszystkie tradycje są zgodne co do tego, która energia jest która. W języku ha-wajskim liczbę siedem określa się słowem hiku, które składa się z dwóch sylab: hi - zasady żeńskiej (jako samodzielne słowo znaczy „płynąć") oraz ku - zasady męskiej (oznacza „stać pewnie").

 

 

SIEDEM ZASAD SZAMAŃSKICH

Poznałem siedem zasad szamańskich w ich hawajskiej wersji jako siedem oddzielnych słów, mających wiele szerokich znaczeń, lecz po to, by móc propagować tę wiedzę w świecie zachodnim postanowiłem wyrazić każdą z nich w formie pełnego zdania. Wkrótce jednak stwierdziłem, że nawet zdanie nie oddaje w pełni istoty poszczególnych zasad, toteż dodałem do nich „rozwinięcie".

Zaprezentowane niżej zasady i ich rozwinięcie stanowią praktyczne przedstawienie filozofii życia i przewodnik po szamanizmie miejskim.

Zasada pierwsza: IKE - świat jest taki, jaki myślisz, że jest

O wodzie, która do połowy wypełnia szklankę, powiemy -zależnie od naszego spojrzenia na świat - albo, że jest jej aż pół szklanki, albo też, że jest jej tylko pół szklanki. Jeżeli jesteśmy zainteresowani tym, by zboże dobrze rosło, uważamy, że deszcz podczas suszy jest prawdziwym dobrodziejstwem, ale kiedy wybieramy się na piknik, okazuje się, że deszcz jest zdecydowanym złem. W zależności od naszego nastawienia, każdy problem jest albo przeszkodą, albo też wyzwaniem. W podanym przykładzie wpływ naszego nastawienia na to, czego doświadczamy jest jasny, oczywisty i zrozumiały. Jednak sposób myślenia wpływa na nasze życie również w sposób bardziej subtelny, co jest szeroko udokumentowane przez psychosomatykę, psychoimmunologię i psychologię motywacyjną. Stwierdzono mianowicie, że myśli nacechowane lękiem, obawą, gniewem i urazą mogą spowodować chorobę i w ten sposób obniżyć sprawność naszego funkcjonowania, podczas gdy myśli wyrażające ufność, zdecydowanie, miłość i wybaczenie wzmacniają zdrowie i zwiększają nasze możliwości działania. Rozciągając to stwierdzenie na poziom duchowy, możemy się przekonać, że w sposób telepatyczny ściągamy do swojego życia to, o czym myślimy. Ujmując to prościej można powiedzieć, że pozytywne myśli przyciągają do nas właściwych ludzi i tworzą pozytywne zdarzenia, a negatywne przyciągają wszystko, co negatywne. Jest to mniej oczywiste od podanych wyżej przykładów, ale miliony ludzi zgadzają się, że w myśleniu należy być ostrożnym i uczciwym wobec samego siebie, a wówczas nasze życie samo w sposób jasny potwierdzi tę prawdę. Wielu nauczycieli duchowych na całym świecie traktuje to zagadnienie głębiej twierdząc, że doświadczenia życiowe wynikają z naszych przekonań, czyli z tego, w co wierzymy. Historia starożytna i nowożytna dysponuje ogromną liczbą przykładów potwierdzających, że mocą myśli, modlitwy, wiary i przekonania można wpływać na zdarzenia, okoliczności i warunki życia. Wszystko to, a nawet coś więcej, zawiera się w pierwszej zasadzie Huny.

Wniosek dodatkowy: Wszystko jest snem

Szamani nie tylko dostrzegają wpływ naszych postaw, oczekiwań, telepatii i przekonań na to, czego doświadczamy; reprezentują oni także osobliwy pogląd, że życie jest snem, że tak naprawdę, to tworzymy naszą rzeczywistość przy pomocy snów. Nie oznacza to jednak, że nasze życie jest iluzją. Oznacza natomiast, że sny są rzeczywiste, a rzeczywistość jest snem. To, czego doświadczamy w danym momencie, jest tylko jednym z wielu snów. Początkowo taki pogląd może Ci się wydać dziwny i bałamutny, a nawet nielogiczny, ponieważ realność naszego życia możemy sprawdzić tłukąc głową o ścianę, słysząc dźwięki wokół nas, widząc w szczegółach wiele otaczających nas rzeczy. Co wspólnego ze snem ma otaczające nas środowisko? Zastanów się jednak przez chwilę. Ta ściana, o którą możesz tłuc głową, w rzeczywistości nie jest ciałem stałym; to samo odnosi się do Twojej głowy. Obie te rzeczy zbudowane są z cząsteczek, złożonych z atomów, a atomy to pola energii drgającej z różną częstotliwością. Jedynym powodem, dla którego Twoja ręka nie przechodzi przez ścianę jest to, iż wibracje ręki i ściany są tak podobne, że interferują ze sobą. Tymczasem fale radiowe i telewizyjne tak swobodnie przechodzą zarówno przez ścianę, jak i przez Twoja rękę, że nawet nie doświadczasz ich istnienia. Uderzając czymkolwiek o ścianę nie uderzasz o ciało stałe. Zachodzi tu zderzenie dwóch energii, o którym informacja jest przesyłana do mózgu, gdzie - w oparciu o zapamiętane doświadczenie - interpretowana jest jako uderzenie o ścianę. No, a co z dźwiękiem, który towarzyszy uderzeniu? Załóżmy, że jest on muzyką. W rzeczywistości nie słyszysz jej bezpośrednio. Doświadczasz jedynie wzorca fali wibracyjnej, przenoszonej przez powietrze, która uderza w bębenek ucha i jest przekształcana w impuls elektryczny, przekazywany przez układ nerwowy do mózgu. Następnie mózg wytwarza sygnał, który Ty interpretujesz - również w oparciu o wcześniejsze doświadczenia - jako muzykę. Natomiast jeśli chodzi o obiekty i ich szczegóły, które odbieramy zmysłem wzroku, są one widzialne jedynie dlatego, że energia świetlna odbija się od innych pól energetycznych w kierunku Twoich oczu, które przetwarzają daną częstotliwość na wzorce interpretowane przez Ciebie jako przedmioty. To, co uważamy za skrajnie materialną rzeczywistość właściwie istnieje tylko w naszej głowie. Czyż więc nie przypomina to snu?

Jeżeli ciągle jeszcze negujesz te fakty, zastanów się nad taką rzeczą. Czy kiedykolwiek śnił Ci się sen, który był tak rzeczywisty, jak codzienne doświadczenia, a może nawet jeszcze bardziej? Jeżeli tak, to wiesz, że jedyną różnicą między snem a rzeczywistością jest to, że ten sen (czyli rzeczywistość) zawiera więcej wspomnień, na których możesz się oprzeć. Jednak, z punktu widzenia szamana, wspomnienia są również snami. Jeżeli nie zdarzył Ci się tak realistyczny sen, to może słyszałeś lub czytałeś o ludziach - szamanach, mistykach, pijanych, schizofrenikach, narkomanach czy lekomanach, o ludziach cierpiących na bezsenność lub jakieś choroby, o dzieciach czy o ludziach starych - którzy doświadczali tego, co psychiatrzy nazywają „halucynacjami", a co dla nich było równie, a może nawet bardziej rzeczywiste niż ten sen, który nazywamy codziennym doświadczeniem (halucynacja oznacza: „twój sen nie pasuje do mojego").

Rozważmy fakt, że jedynym sprawdzianem, jakiemu poddajemy realność naszych doświadczeń jest to, czy ktokolwiek inny doświadczył już czegoś takiego. Ale nawet i to nie zawsze nam wystarcza. Jeżeli jesteś zły, że nie doświadczyłeś czegoś, co było udziałem innych, jeżeli w dodatku nie podobają Ci się te doświadczenia, zawsze możesz nazwać je „zbiorową halucynacją". Dla szamanów to, co określamy mianem zwyczajnej, codziennej rzeczywistości, jest właśnie zbiorową halucynacją lub - ujmując to nieco delikatniej - wspólnym śnieniem. To tak, jak gdyby każdy z nas śnił swój własny sen, a punkty wspólne powstawały wtedy, kiedy wszyscy są zgodni co do treści snu. Gdybyś, na przykład, w tej chwili znalazł się w moim biurze, obaj zgodzilibyśmy się, że właśnie pracuję na swoim komputerze, przed którym stoi wyrzeźbione słowo love (miłość), a także jadeitowa rzeźba Maori tiki z Nowej Zalandii. Ale być może nie wyczułbyś, ani nie zobaczył pola energii wokół tej rzeźby, a ja nie poczułbym zapachu Twojej wody kolońskiej czy płynu po goleniu, ani nie usłyszałbym muzyki, której słuchałbyś przez słuchawki ze swojego walkmana. Część naszych indywidualnych snów byłaby dla nas wspólna, a reszta nie. Oczywiście, zawsze istnieje możliwość, że przysunąłbyś się bliżej tak, że mógłbym poczuć Twój zapach lub oddałbyś mi słuchawki, bym usłyszał muzykę, a ja nauczyłbym Cię odczuwania energii jadeitu, lecz to wszystko nie dowodzi niczego ani odnośnie snów, ani odnośnie rzeczywistości, ponieważ możemy nauczyć się dzielić tymi innymi doświadczeniami, które zwykle również nazywają się snami.

Będąc ludźmi praktycznymi, szamani miejscy wiedzą, co wynika z takiego punktu widzenia. Jeżeli życie jest snem i jeżeli możemy całkowicie przebudzić się w tym śnie, to możemy również zmienić nasz sen, zmieniając sposób naszego śnienia. W tej książce poznasz wiele sposobów na to i większość z nich będzie działała niezależnie od tego, czy zgodzisz się z tym, że życie jest snem, czy też nie. Ci, którzy będą mieli odwagę poeksperymentować z takim spojrzeniem na życie, przeżyją wspaniałą przygodę, pełną różnorodnych wyzwań i szans.

Wniosek dodatkowy: Wszystkie systemy są arbitralne

Pewnego razu młody człowiek wyruszył w długą, niebezpieczną podróż, by odszukać pewnego starego mędrca i zapytać go, czym jest życie. Kiedy wreszcie dotarł do celu i zadał mędrcowi dręczące go pytanie, stary człowiek powiedział: „Życie jest jak miska pełna czereśni". Początkowo młodzieniec zaniemówił oszołomiony, lecz potem rozgniewany zapytał: „Cóż to znaczy? Po to, by zapytać cię, czym jest życie, przebyłem szmat drogi, przepływając oceany, przemierzając góry, pustynie i dżungle, a ty masz mi do powiedzenia jedynie to, że życie jest jak miska pełna czereśni?!" Starzec uśmiechnął się, poprawił szaty i powiedział: „No dobrze. Więc życie nie jest jak miska pełna czereśni".

Od niepamiętnych czasów ludzie poszukiwali Ostatecznej, Absolutnej Prawdy, czegoś trwałego i nieśmiertelnego, czego mogłoby się trzymać ich lono. Chcieli nadać sens swojemu życiu i osiągnąć poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa, mieli też potrzebę sterowania życiem, ponieważ sądzili, że dzięki temu będą mogli czuć się bezpieczniej w otaczającym ich świecie zewnętrznym. W tym celu próbowali mistycyzmu, religii, nauki, metafizyki, sztuki i filozofii. Szamani wypracowali własne rozwiązanie problemu sensu życia -założyli, że wszystko jest snem i że świat jest taki, jaki myślimy, że jest. Jeżeli i my przyjmiemy takie właśnie podstawowe założenia, to znikną wszystkie nasze wątpliwości, a prawdą absolutną będzie dla nas to, co każdy z nas sam uzna za prawdę. Sens naszych doświadczeń zależy od tego, jak je sami interpretujemy lub od tego, jaką cudzą interpretację zaakceptowaliśmy; również do nas należy decyzja o tym, jakie podstawowe założenia przyjmiemy. Dlatego też wszystkie systemy, opisujące życie i jego procesy, są tworzone arbitralnie w oparciu o pewne decyzje co do przyjęcia określonych interpretacji doświadczeń życiowych. Tak więc naprawdę ważne jest nie to, czy dany system jest prawdziwy (gdyż koncepcja prawdziwości jest arbitralna), lecz to, na ile dobrze działa on dla Ciebie. System znany jako Huna z jego siedmioma zasadami, uznawany jest za równie arbitralny i „spreparowany", jak każdy inny, toteż nie jest on przedstawiany jako Prawda, lecz jako zbiór hipotez, które pozwalają Ci bardziej efektywnie posługiwać się rzemiosłem, jakim jest szamanizm. Przypomina to uczenie się solfeżu w muzyce lub zasad perspektywy w malarstwie. Elementy te ułatwiają skuteczne posługiwanie się tymi rodzajami rzemiosła. W każdym rzemiośle przydatna jest znajomość jego zasad, gdyż umożliwiają one efektywne operowanie umiejętnościami, ale zasady mające zastosowanie do jednej dziedziny, niekoniecznie muszą być przydatne w innej dziedzinie czy sferze życia. Właśnie dlatego zasady Huny nie są przedstawiane jako dogmaty | nie ma potrzeby ich bronić. Jeżeli dla Ciebie są skuteczne, to stosuj Je; jeżeli nie - korzystaj z czego innego. Mądry szaman potrafi zmie-niać systemy dowolnie, stosownie do sytuacji. Podejście takie zakłada również dużą dozę tolerancji dla innych systemów, ponieważ nie są one traktowane jako antagonistyczne lub zagrażające komukolwiek, lecz po prostu jako odmienne punkty widzenia.

 

 

DOŚWIADCZ POTĘGI MYŚLI

Jeżeli świat jest taki, jaki myślisz, że jest, to powinieneś być w stanie zmieniać swój świat drogą zmiany myśli. Usiądź wygodnie z otwartymi oczami, odwróć głowę jak najdalej w lewo i spójrz z tego punktu prosto przed siebie. Znajdź coś na linii wzroku, co możesz zapamiętać jako punkt odniesienia i odwróć głowę do normalnej pozycji. Następnie zamknij oczy i trzymając głowę nieruchomo wyobraź sobie, że powoli, lekko i swobodnie, bez żadnego napięcia odwracasz głowę w lewo poza punkt odniesienia aż do punktu, z którego bez żadnego wysiłku patrzysz prosto za siebie. Wyobraź sobie, co widzisz z tej pozycji; zdaj sobie sprawę z wrażeń i odczuć, jakie towarzyszą takiemu widzeniu. Teraz wyobraź sobie, że powoli przekręcasz głowę z powrotem do przodu. Następnie otwórz oczy i fizycznie odwróć głowę w lewą stronę. Jeżeli stworzyłeś w umyśle dostatecznie plastyczne wyobrażenie odwracania głowy do tyłu, to teraz stwierdzisz, że z łatwością odwracasz głowę dalej niż przedtem, a zasięg Twojego wzroku znacznie wykracza poza granicę wyznaczoną przez zapamiętany punkt odniesienia.

 

 

To, co teraz zrobiłeś, polegało na wprowadzeniu zmian w ciele poprzez zmiany dokonywane w umyśle. Wyobraziłeś sobie, że jesteś w stanie zrobić coś, czego nigdy nie robiłeś, a ciało zareagowało na Twoją myśl, przy pomocy której zademonstrowałeś mu przed chwilą, jakie masz możliwości. Jest to proste doświadczenie, ale jego konsekwencje są ogromne.

 

Zasada druga: KALA - nie ma żadnych ograniczeń

 

Na pierwszy rzut oka jest to absurd, ponieważ stale doświadczamy wszelkiego rodzaju ograniczeń. Ziemia, na której żyjemy, ma skończoną wielkość, ciało nasze osiąga ograniczone rozmiary, wzrokiem sięgamy do pewnych granic, słuchem odbieramy ograniczony zakres dźwięków, bez powietrza możemy żyć bardzo krótko, a i wysokość kwoty, jaką posiadamy na koncie bankowym jest ograniczona. No więc, czyż nie ma ograniczeń?

Nie ma. Nie ma żadnych ograniczeń. Wszechświat jest nieskończony i musi taki być, jeżeli świat jest taki, jaki myślimy, że jest i jeżeli wszystko jest snem. Jak więc wyjaśnić te ograniczenia, których doświadczamy? Jednym ze sposobów jest rozróżnienie dwóch rodzajów ograniczeń: twórczych i przefiltrowanych.

Z nieskończoności Wszechświata wynika nieograniczoność doświadczania, co oznacza niedoświadczanie niczego, ponieważ z nieograniczoności wynika brak wszelkiego rozróżniania, kontrastowania, czy wyczuwania zmiany. Koncepcja twórczych ograniczeń zakłada celowe ustalanie pewnych ram w nieograniczonym Wszechświecie po to, by tworzyć warunki do zdobywania określonych doświadczeń. Na przykład, świat naszych działań na planie materialnym jest arbitralnie ograniczony zakresem naszych naturalnych możliwości percepcyjnych, odpowiadających określonym częstotliwościom, które jesteśmy w stanie zobaczyć, usłyszeć, wyczuć dotykiem, których doświadczamy jako odległości i czasu, by wymienić te najważniejsze. Należy jeszcze dodać to wszystko, co potrafimy wykonać za pomocą narzędzi mechanicznych, a także nasze zdolności psychiczne. Bez tych pozornych ograniczeń nie moglibyśmy doświadczać rzeczywistości trójwymiarowej. Jeżeli jednak założymy, że Wszechświat jest nieskończony, to nie ma żadnego logicznego powodu, dla którego nie miałyby, na przykład, istnieć inne istoty, równie realne z ich punktu widzenia, jak realnymi my sami wydaje-nry się sobie, a zdolne widzieć zakres ultrafioletu, słyszeć dźwięki o bardzo wysokich częstotliwościach i doświadczać dotyku w zakresie fal radiowych. My natomiast gotowi jesteśmy traktować takie wrażenia jako zakłócenia.

Tak więc postrzegany przez nas materialny Wszechświat może być rezultatem dokonanego przez Boga lub przez naszą własną Wyższą Jaźń twórczego wyboru ograniczających czynników, umożliwiających nam doświadczanie życia na Ziemi.

Rozważmy to zagadnienie w bardziej praktycznym aspekcie. Życie jest jak gra w warcaby (jeżeli może ono być miską czereśni, to również może być grą w warcaby). Plansza do tej gry, symbolizująca plan materialny, zawiera sześćdziesiąt cztery pola, z których połowa jest czarna, a połowa - biała. W grze uczestniczą dwadzieścia cztery pionki, po dwanaście w każdym kolorze. Początkowo nasze warcaby ustawione są po jednej stronie planszy, a warcaby przeciwnika stoją po drugiej strome. Zgodnie z zasadami gry, możemy posuwać się w kierunku strony przeciwnika, zbijać jego pionki po ich przeskoczeniu, a gdy dotrzemy do przeciwnej strony planszy, zdobywamy „damkę", która daje nam swobodę poruszania się w dowolnym kierunku. Ale w rzeczywistości nie istnieje nic, co mogłoby powstrzymać Ciebie od poruszania się w dowolny sposób po całej planszy już na początku gry, od zabrania dowolnego pionka przeciwnika w dowolnym momencie, czy od zrzucenia wszystkiego na podłogę, by przeciwnik nie mógł wykonać żadnego ruchu. Możesz to zrobić w każdej chwili, lecz nie będzie to już gra w warcaby. W każdej grze zasady są graniczeniami, stworzonymi po to, by można było ją prowadzić. W taki właśnie sposób szaman patrzy na życie. Jednak gra szamana polega na używaniu tej samej planszy, ale zmienianiu jej zasad i pionków tak, by można było grać nie tylko w warcaby, ale i w szachy, dzięki czemu rozszerzają się możliwości zdobywania różnych doświadczeń w ramach tego samego wymiaru. Twórcze ograniczenia umożliwiają nam doskonalenie naszych zdolności tworzenia przez skupienie uwagi na pewnym zakresie doświadczania i na interpretacji zdarzeń. Nawet w obwarowanej ograniczeniami grze w szachy ludzki umysł nie przejawił jeszcze wszystkich swoich możliwości.

Z kolei pojęcie ograniczeń przefiltrowanych jest tu używane dla określenia ograniczających czynników narzuconych nam nasze idee i przekonania, które hamują kreatywność, zamiast ją pobudzać. Są wśród nich takie, które powodują bezradność i bezsilność lub też popychają nas do zemsty i okrucieństwa. Miałem ostatnio kontakt z osobą, przejawiającą pełną bezradności wściekłość na świat za to, że jest on przepełniony bólem i cierpieniem. Rozmawiałem z nią o tym w miejscu pełnym miłości, pokoju i harmonii. Problem tej osoby polegał na tym, że na skutek określonego systemu przekonań odfiltro-wane zostały wszelkie pozytywne doświadczenia, a w pamięci pozostawały tylko te, które związane były z cierpieniem, toteż nie mogła ona sobie z nim poradzić. Przefiltrowane ograniczenia powodują skupianie uwagi na czymś bez potencjalnych możliwości pozytywnego działania.

Wniosek dodatkowy: Wszystko jest ze sobą połączone

W wielu tradycjach szamańskich założenie, że wszystko jest ze sobą połączone, jest symbolizowane przez pajęczynę. Szaman jest pająkiem, który tka swoją pajęczynę (pajęczynę życia) w rozumnym śnie z subtelnych nici, wychodzących z poziomu wewnętrznego. Pajęczyna symbolizuje nie tylko śnienie życia, lecz również wzajemne powiązania w jego obrębie. Każda sfera naszej egzystencji jest powiązana z każdą inną jej sferą, a to, co ma wpływ na jedną z nich, wpływa jednocześnie na wszystkie pozostałe, chociaż w różnym stopniu. Pojedyncza myśl nacechowana miłością lub nienawiścią wywiera wpływ na cały Wszechświat, ale z całą pewnością jej oddziaływanie na ciało osoby, od której pochodziła, będzie silniejszy niż na jakąś odległą gwiazdę i podobnie mucha czy liść odkształcą bardziej tę część pajęczyny, której bezpośrednio dotkną niż inne jej części, choć drgnie ona cała. Mimo, że pajęczyna jest tradycyjną metaforą powszechnie stosowaną do wyjaśnienia rzeczywistych powiązań metafizycznych, łączących wszystko, dla niektórych ludzi bardziej zrozumiałe może być porównanie ich z polami elektromagnetycznymi, które istnieją wśród nieskończonego mnóstwa innych pól. Zakładając istnienie takich wzajemnych połączeń, możemy wyjaśnić możliwość działania na odległość, którym posługują się szamani w wielu rodzajach uzdrowień i w wywieraniu wpływu na środowisko.

Wniosek dodatkowy: Wszystko jest możliwe

Skoro nie istnieją żadne ograniczenia, to nasuwa się oczywisty wniosek, że możliwe jest wszystko. Z naszej strony wymagana jest jedynie wiara, wynikająca z pierwszej zasady szamańskiej. Ponieważ jednak nikt z nas nie jest we Wszechświecie sam, stopień, w jakim jesteśmy w stanie dzielić się pewnymi informacjami z innymi ludźmi, zależy od ich przekonań. Możemy doskonale lewitować w zaciszu swojej sypialni, ale jest mało prawdopodobne, byśmy potrafili zrobić to na oczach innych, ponieważ mało kto wierzy, że można tego dokonać. Możliwa jest także taka sytuacja, że bez problemu le-witujemy w towarzystwie kogoś, czyja wiara jest bardzo silna, ale bez obecności takiego człowieka nic nam nie wychodzi. Podróże kosmiczne są faktem, ale jedynym sposobem na pokazanie ich w naszej kulturze jest obraz filmowy lub opis słowny (przedstawiony w pisemnej formie, lub przekazany w formie ustnej przez ludzi, którzy osobiście byli w Kosmosie).

Zgodnie z Pismem Świętym nawet Jezus miał trudności z dokonywaniem cudów w swoim rodzinnym mieście z powodu tego, że ludzie nie wierzyli, iż cieśla może mieć taką moc (choć, zgodnie z uzyskanymi przeze mnie informacjami, możliwe są również inne interpretacje tego zdarzenia). W każdym razie, im więcej jest osób, które wierzą, że zmiana, jakiej pragniemy, jest możliwa, tym łatwiej jest jej dokonać.

Wniosek dodatkowy: Oddzielenie jest pożyteczna iluzją

Znałem ludzi, których bardzo silnie owładnęła idea istnienia połączeń i związków, skutkiem czego był paraliżujący strach przed przewidywanymi konsekwencjami każdej, najdrobniejszej nawet myśli, czy najprostszego działania lub też zbyt głębokie wczuwanie się w ból i cierpienie innych. Dlatego też, by móc lepiej funkcjonować, dobrze jest stosować pewne twórcze oddzielenie. Strach powoduje, że zatracamy wyczucie swojej roli jako „tkacza" snów, a założenie na chwilę, że rzeczy są niezależne od siebie pomaga nam powrócić do stanu równowagi. Również zbyt głębokie odczuwanie czyjegoś nieszczęścia wywołuje u nas poczucie bezradności równoważne cierpieniu danej osoby, toteż i tu wskazane jest zachowywanie pewnego oddzielenia, byśmy doświadczali tylko takiej empatii, przy jakiej jesteśmy świadomi cierpienia, ale jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że nie dotyczy ono bezpośrednio nas. Dopiero wówczas możemy pomóc nieszczęśliwej osobie wydobyć się z tego stanu. Chodzi głównie o to, że skoro rzeczywiście nie istnieją żadne ograniczenia, to jako szaman miejski masz swobodę w tworzeniu takich ograniczeń, które mogą odegrać pożyteczną rolę.



dalej


strona główna
(23kB)