(23kB)
strona główna





BO YIN RA

 

Księga Sztuki Królewskiej

podręcznik białej magii

 

przełożył

Marceli Tarnowski

 

Łódź - Katowice - Warszawa 1923

 

 

Treść.

 

Do Poszukującego

Żniwo

Nieskończenie wielokrotna jedność

Poznaj samego siebie!

Droga ucznia

Zakończenie

Z Krainy Świecących

Próg

Pytanie króla

Wędrówka

Połączenie

Wola radości

Do wszystkich, którzy dążą do światła

Nauka

Posłowie

----------------------

Do Poszukującego

 

Chcę prawić ci o drodze, po której ja sam ongiś kroczyłem!

Chcę ci ukazać drogę, na którą wkroczyć może ten jedynie, kto sam się staje „drogą”!

 

Wędrowcem byłem na tej drodze i dążyłem do światła, aż wreszcie tak się zbliżyłem do słońca, aże się w niem pogrążył wędrowiec i droga.

Zanim się opatrzyłem, stałem się sam sobie „drogą” i pomknąłem, jak strzała do celu, w płomienne słońce.

I tak oto ja sam zjednoczyłem się ze słońcem, a wszystko, czem byłem przedtem, spłonęło w żarze.

Siebie samego trawię w ogniu jego światła - jakżebym miał nie pragnąć, aby wszystko, co dąży do światła, do słońca, stało się światłem i ogniem płomiennym!

 

Wszystkie „słońca” goreją w tem samem świetle!

Kto zapłonął jako „słońce”, jest ze wszystkiemi słońcami w sobie samym zjednoczony.

Nie wiesz, jakiego słońca światło przyświeca ci w mojem świetle.

Nie narzucaj granic samowoli!

W świetle znikają wszelkie granice.

Szukaj światła w słońcach, a słońc w ich świetle!

Kochaj światło we wszystkiem, co świeci, o Poszukujący!

Jeśli chcesz zbliżyć się do światła, tedy zaniechaj oporu!

Wszystko w tobie jest jeszcze oporem!

Wszystko w tobie jest jeszcze mową, dlatego nie „słyszysz” nic!

Wszystko w tobie jest jeszcze spojrzeniem, dlatego nie „widzisz” nic!

Nakaż sobie samemu milczenie i przymknij oczy swe, ażeby wielka cisza dotrzeć mogła do ciebie!

Tylko wśród ciszy nauczysz się wreszcie „widzieć”.

Tylko w bezsłownej ciszy przemawia wieczyste „słowo”.

„Początek” płodzi „słowo” - „słowo” płodzi „światło”, i światło świeci w „słowie”, w najgłębszej ciszy wieczności, która jest dziś, jak była po wsze czasy.

Nauka, którą tu otrzymujesz, nie wylęgła się w mózgach człowieczych.

Jest ona nauką wieczności i nic nie ma wspólnego z owemi gmachami myśli, przez które człowiek ziemi pragnie osiągnąć niebo.

Nauka, którą tu otrzymujesz, jest sama - słowem „słowa”...

Wszyscy, którzy mogą dać ci tę naukę, są w „słowie” zjednoczeni wiedzą i świadomością.

Gdy nauczają, nauczają rozpoznawania siebie samego w „słowie”, a przez „słowo” tworzą ład w chaosie złud i omamów, tłoczących się w wiecznym ruchu tego, co zwie się „materją”.

Lecz w tobie jest jeszcze tysiąc sprzeciwów, walczących z tysiącem innych.

Jeszcze nie jesteś wolny.

Jeszcze nie posiadasz bezwolnej woli dążenia za mną po ścieżce do światła.

 

Jeżeli dążysz do światła, musisz się nauczyć „wierzyć”!

„Wierzyć” znaczy to: kształtować siłę, aby zbudzić siłę wyższą.

Same już słowa wiary mogą być siłami, ale nie chcę, abyś „wierzył” samemi słowami.

„Wiara” jest „wolą”!

Jaka jest „wiara” twoja, takie są twoje siły!

Jaka jest „wiara” twoja, tak będzie ci się działo...

Tylko własna twa siła wyzwala owe wyższe, pomocne siły.

 

Jeśli pragniesz się „modlić”, tedy proś w sobie o „skrzydła”!

Słysz, istnieją skrzydła, co wyżej niosą, niżeli orle lotki!

Istnieją skrzydła, co poniosą cię ponad wszystkie gwiazdy.

O takie skrzydła proś, jeśli pragniesz się „modlić”!

Każda inna „modlitwa” jest bluźnierstwem.

Kto prosi o te skrzydła, będą mu dane.

Kto chce latać, temu wyrosną lotki.

Już podczas „modlitwy” będzie „wzniesiony”...

 

A teraz, o Poszukujący, zburz bożki fałszywe, jeśli chcesz zbliżyć się do wieczności w swym Bogu żywym!

Szukaj w sobie swego Boga! W tobie samym tylko może się on jako twój Bóg narodzić.

Nie będziesz służył innemu Bogu!

Słuchaj prastarych, błędnie tłumaczonych słów!

Słuchaj ich w nowem rozumieniu!

Słuchaj z drżącym sercem:

Jam jest twój pan!” powiada Bóg twój...

„Nie będziesz szukał innych bogów!”

„Nie będziesz tworzył sobie obrazów, czyniąc z nich Boga swego!”

Tutaj, o Poszukujący, odnajdziesz w sobie początek i koniec prawdy!

Kto pojął tu, co pojąć należało, ten się na drodze swej więcej nie potknie.

Lecz słowo człowiecze może tu jeno błąd i pomieszanie stworzyć, i dlatego kończę swą mowę!

Gdy kiedyś odnajdziesz sam w sobie to, czego dziś napróżno szukasz w zewnętrzności, wówczas dopiero zrozumiesz, co chciały ci obwieścić słowa zamierzchłej przeszłości.

-----------------------

 

Żniwo

 

Rzućmy zasłonę na wszystkie słowa, które w nowym świecie służą nam do wypowiadania się.

Tak będzie lepiej...

Wiele jest jeszcze rzeczy, które oszczędzić nam należy, a które musielibyśmy wypielić, gdybyśmy chcieli wśród „słów mędrców” oddzielić fałszywe od prawdziwych.

„Młodsi” bracia nasi, którzy z tej czy innej wieści zasłyszeli o nas, liczą mniejszemi okresami czasu, niżeli my.

I w dobrej wierze uważają się za powołanych do pomagania w dziele, które my czynić musimy, bowiem dla nich powstawanie jego zbyt jest przewlekłe.

Jakżeby im się w ich gwałtowności nie podobało tempo naszego działania, gdyby się mogli domyśleć, że zaledwie zaczęliśmy to, co im wydaje się już zdawna dokonanem!

Siejemy tylko ziarno na zaoraną rolę.

Od was zależy, czy zakiełkuje ziarno...

Baczcie, abyście bronili łakomemu ptactwu pożerać ziarenka, zanim wzrosną korzenie i źdźbła!

Strzeżcie tego, co wam powierzono!

 

Wielu przesiadywać musi w ciemności, wielu musi mieszkać w cieniu, bowiem dni są ciemne - pożerają światło.

Ale tym, co i w nocy czuwają, zaświeci „słońce” na niebie północnem.

Do tych przyjdą biało odziani „pasterze” i świętą grą na fletni ich trzody zbiorą...

A wówczas każdy, kto pragnie przewodu, znajdzie przewodnika, a przewodnik powiedzie ich przez „wrota śpiżowe” i przez „drogę pustynną” na wyże „świętych gór”, na wyże Himavatu.

Tam zatonęło „słońce” w świetle, a „ziemia” utraciła swój ciężar.

Tam jest „niebo” wieczną głownią ognistą, a „gwiazdy” płoną w jego świetle.

Wszystko, co dojrzało do zapłonięcia, w ogniu tym staje się ogniem i wieczystem światłem.

Ale wiele jeszcze jest zielone i nasiąkłe wodą - nadmiarem myśli.

I tak oto opiera się płomieniowi, więdnie i gnije...

 

Spokojnie wyczekują wieczni Ojcowie „mistrzów na ziemi” pożywienia dla ognia.

I zapalają roje gwiazd od wiecznego żaru.

 

Słysz! - Spłonąć, rozżarzyć się, świecić lub też zgnić - jedno albo drugie jest twem przeznaczeniem!

Jeśli chcesz mu się umknąć, tedy zwodzi cię własna głupota.

Tylko wybór spoczywa w twem ręku!

 

Kto własne swe mniemanie poważa stawiać narówni z wieczystą mądrością boską, ten staje na drodze czynu, który mamy do spełnienia na ziemi.

Bluźni on duchowi, oświetlającemu ziemię, jeśli myśli swe, zrodzone z prochu, stawia na miejscu „słowa”!

 

Zanim powstały światy, było „słowo”, i w niem świeci poznanie „słowa”!

Nie przez myślenie osiągnąć może człowiek to poznanie, bowiem myśl jest najlichszym ze sług „słowa”.

Kto chce zawsze otrzymywać świetlany dar pana, niechaj nakaże słudze milczenie!

Czynimy dzieło dalekiego „Wschodu”, dzieło świecącego dnia wieczności!

Otwierać mamy dusze dla żywego światła.

Kto szuka „przewodu”, który nikogo nie wiedzie na manowce, niechaj zachowa słowa nasze w sercu.

My zaś będziemy mu po wszystkie czasy bliscy duchem!

Na ziemi tej zrodziliśmy się na czynnych Braci „Synów światła”.

Przez nas ma się światło wieczności stać poznawalnem dla człowieka ziemi tej, nie oślepiając oczu jego.

Podobnie wam żyjemy cieleśnie, ale zarazem przeżywamy życie wieczności...

Kto prowadzony jest poprzez wąską ścieżkę, wiodącą do naszego „królestwa” w duchu, ten kroczy naprzeciw własnemu życiu wieczności.

Powiedziemy go do „gwiazd” wieczności, które - zrodzone z prawdziwego światła - są jednem z nami, powiedziemy go w świetle, które istnieje od prapoczątku i nigdy zagasnąć nie może.

 

Niewielu bardzo jest nas, którzy przez wolę swą zdobywamy i zachowujemy na ziemi tę jedność światła duchowego.

Lecz wielu jest nas razem z owymi, co przed nami nosili to „brzemię”, z owymi, co po nas nosić je będą.

Nie dzieli nas „rasa” ani „narodowość”, mowa ani granice geograficzne, oddalenie w czasie ani przestrzeni.

W sobie samych uwielbiamy to, co chce się przez nas objawić...

Wyrzekliśmy się pragnienia, aby być czem innem, jak objawieniem w świecie widzialności.

Nie przymuszaliśmy siebie, aby się „stać” tem, czem jesteśmy.

Każdy z nas z trwogą wspomina ów dzień, co przyniósł mu wiedzę i jarzmo, które musi dźwigać...

 

Gdzie tylko żyje jeden z nas, tam posiada „Bractwo na ziemi” świątynię ducha.

Żaden z nas nie daje w swych słowach własnej nauki.

W słowach każdego z czyniących mówią wszyscy czyniący Praświatła w wieczności.

Napróżno będziecie usiłowali odróżnić jednego z nas od jego Braci!

Żadnego z nas nie można tu „zabić”, niszcząc jego ciało, bowiem w królestwie ducha żyjemy wszyscy wzajem w sobie, przenikając jeden drugiego, zjednoczeni jeden ze wszystkimi, bez względu na to, czy korzystamy jeszcze z ciała ziemskiego, czy też opuściliśmy je już.

Jesteśmy ponad myśleniem i patrzeniem, bowiem znaleźliśmy królestwo najprostszego poznawania, krainę Rzeczywistości.

Tam „żyjemy” i stamtąd działamy, nawet gdy ciała nasze dzielą tysiące mil.

Kto znalazł dostęp duchowy do kogoś z naszego kręgu, ten wkroczył na ziemi do świątyni ducha.

Chcemy dosięgnąć serc ludzi, ażeby serca ludzi odnalazły ścieżkę do ducha.

Wyborem zaś kieruje prawo, które jest ponad wszelką samowolą.

I żaden z nas nie może dowoli przyjmować do świątyni każdego, kto do niej dotrze.

 

Strumień musi być bliski morza, aby mógł dźwigać na sobie morskie okręty.

 

Każdy, kto przychodzi do nas, doznać może pomocy i przewodu - atoli „święcenia” otrzymać może ten tylko, kogo prawo do tego przeznaczyło.

 

-------------------

 

Nieskończenie wielokrotna Jedność

 

Dalecy jesteśmy od tego, aby odsłaniać zbożną mądrość, której kapłanami jesteśmy, pożądliwym oczom czelnej ciekawości.

Dajemy wszystko, co wolno nam dawać. - Dzisiaj jest to więcej, niż wolno było dawać naszym Braciom w przeszłości!

Ale w pokorze chylimy czoła przed prawem ducha.

Wał ochronny milczenia rozciągnięty został przed ostateczną tajemnicą, bowiem prawo chce tak - a nie, iż my tak chcemy.

I tak oto musimy sami zacierać w umysłach to, co w różnych czasach podstępnie zdobyli niepowołani, i zmuszeni jesteśmy wówczas wznosić mur milczenia wyżej jeszcze.

 

Dano wam wiele, co nie należało do tych, którzy wam to dawali...

Budząc się, poznawajcie, jak umie prawo ducha niszczyć takie dary!

 

Tylko to, co przez nas jest dane, uznaje prawo ducha za swe dzieło!

Nie wierzcie, abyście na Wschodzie, bodaj nawet na stokach Himavatu - tam gdzie „łabędzie” najświętszych stawów świątyni pobudowały swe gniazda - mogli się zbliżyć do zbożnej mądrości duchowego „Wschodu”!

Nie wszystko, co pochodzi ze Wschodu, jest światłem ze światła „Wschodu”.

Wieje też ze Wschodu suchy wicher jałowej spekulacji i wiatr gorączkowy pustego zabobonu...

Największa głupota i najwyższa mądrość znajdują się na Wschodzie.

Atoli światło z dalekiego „Wschodu” ducha jest wieczystą, kosmiczną mądrością!

Potrafi ono dosięgnąć każdego, kto może je przyjąć, bez względu na to, z jakiego pochodzi narodu.

Szukajcie, a - znajdziecie! - Ale nie szukajcie w świecie zewnętrznym! Strzeżcie światła, które oto na nowo zapalamy w sercach Krainy Zachodu - bowiem ono jest: światłem z dalekiego „Wschodu” ducha!

 

Światło, które wiecznie było i wiecznie będzie, świeci wprawdzie dla wszystkich w ciemnościach, ale śniący w mroku nie poznają go.

Bacz, oto ty sam jesteś jeszcze - swym snem - ty, który masz sam siebie w „Praświetle” jako światło poznać!

Nigdy nie byłeś istotnie w ciemności, bowiem to, co mógłbyś był tak nazywać, nie ma bytu w prawdzie twego ducha.

Byłeś światłem od prapoczątku, który nigdy nie „był”, lecz wiecznie „jest”!

Świecić masz w sobie samym, iżbyś poznał pełnię swego światła, i zbudzić się masz ze snu ciemności!

Dziś jesteś jeszcze niewolnikiem snu.

Może jutro już zbudzisz się, a dzień twój będzie wieczny...

I „noc” nie ograbi cię już z pełni twego światła.

 

Z wyboru własnej woli - przez swoją wiarę w „noc” - stałeś się snem ciemności!

Oto masz mrok rozjaśnić swem światłem, iżby się dzień stał w tobie, a sen twój dobiegł końca.

 

Strzeż się przed snami swemi, albowiem duchy twego snu są despotyczne i żądne władzy! Łatwo się może stać, iż przetrzymają cię one we śnie dłużej, a wówczas prześpisz dzień swój i czekać będziesz musiał nowego dnia.

Szukasz jeszcze we śnie, w pustej nicości, nad chmurami Jedynego, który tylko w wielu się objawia.

Bacz, mieszka on już w tobie i powiada:

„Jestem pośrodku was, ale wy słowa mego nie słyszycie, albowiem głos mój cichy jest, niby daleki ptaków zew!”

 

Naucz się odróżniać świat wyobrażeń od rzeczywistości w świecie!

Wyobrażenie trzeba ci przezwyciężyć, a nie rzeczywistość!

Zbudź w sobie prostotę dziecka, jeśli chcesz znaleźć to, co duchowe!

Unikaj wszelkiej myślowej „mądrości”!

Uciekaj od świata, opartego jedynie na myśleniu!

Porzuć świat, który żyje jeno głową!

Oto jest „wielkie wyrzeczenie się”!

Oto początek kroczenia po ścieżce, na której wędrowiec sam staje się rzeczywistością w prawdzie!

 

W świętym porządku włada prawo!

Jeśli światło wieczności dosięgnąć ma kiedyś serc ludzi, tedy musi pierwej przyjąć barwę ziemi...

Dlatego tylko jesteśmy Świecącymi światła, że światło przysposobiło nas do tego, aby nabierało w nas barwy ziemi.

Zawierzaj zawsze „Świecącemu”, który ci się stanie „przewodnikiem”, lecz miłuj w nim tylko światło, które, przenikając go, zbliżyć się chce do ciebie!

Uwolnij duszę swą od wszelkiego obrazu form śmiertelnych, jeśli chcesz znaleźć Jedynego, który się w nieskończonej wielokrotności objawia!

To, co działać chce w tobie, to nie człowiek, przez którego poznawalnemi się stają dla ciebie promienie światła.

Jeżeli zwiesz go „mistrzem”, tedy wiedz, iż jest on tylko mistrzem jasnego świecenia, ale nie „światłem” samem!

Kto macając w ciemnościach pożąda przewodu, niechaj szuka w sobie nade wszystko tego jedynego, co „mistrza” każdego czyni dopiero „mistrzem” - złocistej iskry wieczności...

Znaleźć ją może jedynie, szukając w sobie samym.

Jesteśmy tem, czem jesteśmy, poto jeno, aby wam pomagać.

Niczego innego nie żąda od nas prawo.

Zbudzić w was mamy siły, które wyrwą serca wasze z ciemności.

Wieść was mamy do was samych...

Zapalić mamy w was boski płomień, wieczyście świecący.

Rozbudzić mamy w was „słowo”.

- Aleć w ten sposób pomagać możemy jeno temu, kto pragnie naszej pomocy...

Bezsilni jesteśmy, ilekroć nie wierzycie niezachwianie, iż taka pomoc od nas jest możliwa.

Poza tem jesteśmy ludźmi ziemi, nie wolnymi od „błędów”.

Działamy jako ludzie ziemi, którzy już w życiu ziemskim znaleźli królestwo ducha i umieją z niego działać.

W pokorze wiemy - a wiedza ta oparta jest na pewności - iż jedna tylko istnieje „doskonałość”, do której dąży wszelkie życie - a to, co nazywamy „życiem”, jest tylko tem dążeniem.

Gdyby „doskonałość” była osiągalna, tedy przy osiągnięciu jej kończyć musiałoby się wszelkie „życie”, a tylko jej nieosiągalność stwarza po wszystkie wieki coraz nową, wieczną podstawę życia.

„Doskonałą” jest tylko owa nieskończenie wielokrotna Jedność, która się w niezliczonych ukształtowaniach wieczyście na nowo jako siebie samą prze-żywa...

 

-------------------

 

Poznaj samego siebie!

 

Nie wierz błędnym marzycielom, kiedy ci powiadają: - Każdy, kto potrafi, może się kiedyś stać „mistrzem”!

„Mistrz” rodzi się już na tę ziemię jako mistrz, a kto się mistrzem nie zrodził, ten nigdy mistrzem „stać się” nie może.

Wielu jest ludzi, co chętnie wierzą każdej obiecance, jeśli tylko głaszcze ich próżność.

Atoli nie osiągną oni więcej, jeno zburzenie własnej kolei życia.

Nie szukajcie tego, co samo was nie szuka!

Na drodze do ducha po wsze czasy nakazana jest każdemu wędrowcowi największa ostrożność.

Ludzie, którym natura zdradzić chce swe tajemnice, są tak rzadcy, iż najbutniejsza tylko zarozumiałość żywić może przekonanie, iż się należy do tej znikomo małej garstki.

 

Wysocy „Ojcowie” Praświatła wiedzą, komu mogą zaufać i komu mają przez „guru” oddawać swe siły.

Kto istotnie należy do tej nielicznej garstki, wie o tem wówczas dopiero, gdy dane mu są moce jego działania.

Nigdy nie wymarzył sobie sam swego zadania.

W duchu był on dojrzały, zanim się narodził, a gdy osiągnął „swój czas”, odnaleźli go „Ojcowie” w Praświetle, jako źrzały owoc.

Może szukał już przedtem mądrości, a nie chciał posiąść „magji”.

Może szukał w pokorze przewodnika, ale nie pragnął z pewnością „święcenia”, które się stało jego udziałem.

I tak oto „stał się” tem, czem był od urodzenia, nie przeczuwając tego...

Władza nad siłami okultywnemi nie jest nigdy zewnętrzną oznaką „mistrza”.

Słyszeliście, iż istnieją środki i drogi do osiągnięcia takich sił?

Zaiste, lepiejby było, abyście nic o takich rzeczach nie wiedzieli.

Dla większości ludzi, którzy dążyli do tego, stały się moce owe haczykiem u wędki. I wiele sił utracić musieli w tych sidłach.

Kto ma nad mocami temi jako powołany panować, tego przez długie lata przygotowań naucza powołany panowania nad niemi.

A i wówczas jeszcze mogą mu się one stać przyczyną zguby.

Kto posiada moc panowania nad temi siłami okultywnemi, ten obowiązany jest stale potęgi swej używać, a moc ta mści się straszliwie, jeśli wola raz choćby zawiedzie...

Jedna chwila zwłoki lub zwątpienia we własną moc, a wszystkie te siły, które potęga twa umie skierować ku dobremu, odwrócić się mogą na złe, pociągając nieobliczalne skutki.

Szaleństwo i śmierć tajemnicza nie są jeszcze najstraszliwemi następstwami, które z tego mogą wyniknąć.

Wina zaś spada na tego, kto oddał moc taką w ręce, nie stworzone do władania nią.

Prawdziwy „mistrz” nie obarczy się taką winą.

Gdy kiedykolwiek „mistrz” jaki staje „guru” człowieka żyjącego na ziemi, a ten jego „Synem” duchowym, tedy musi to być człowiek, który przedtem już „umarł” był dla woli ziemi, a żyje jeno dla woli ducha, w której się na nowo „narodził”.

I jedyne, co może wówczas „mistrz” czynić, to, iż kieruje on z ducha człowiekiem, nakazując mu dokonywać woli ducha.

Ziemia jest wówczas dla „Syna” duchowego polem pracy, a jedynie królestwo woli duchowej uznaje on za swą prawą ojczyznę.

Atoli siła woli duchowej jest nieskończenie wyższą od wszelkich sztuk „okultywnych”.

Kto dąży jeszcze do sił „okultywnych” przez zewnętrzne „ćwiczenie”, popada w mroczną krainę zgubnych pragnień...

„Magja” w najwyższym sensie, „Sztuka Królewska” prawdziwych „wtajemniczonych” wszech czasów, z krainą tą nic nie ma wspólnego.

Prawdziwa moc cudowna „Sztuki Królewskiej” jest tylko wiecznie niezwyciężoną siłą woli ducha.

Atoli człowiek może w sobie samym posiąść tę wolę wiecznego ducha, gdy tylko wyrzeknie się nieodwołalnie woli ziemi.

 

Kto chce się wyzbyć w sobie „woli ziemi”, niechaj nie sądzi, iżby musiał na to wyrzec się ziemi.

„Zaprzeczenie świata” jest głupotą!

„Zaprzeczenie świata” jest narkotykiem słabych dusz.

Właśnie przez „zaprzeczenie świata” będziesz najczęściej skuty z „wolą ziemi” bowiem to, co każe ci „zaprzeczać” świat, to zawsze niezaspokojona „wola ziemi”, a nie zwycięsko potężna wola ducha, której wszystko musi służyć i której nic przeciwstawić się nie zdoła.

Równie głupimi są wszyscy wzgardziciele JA, bowiem nie wiedzą oni, czem gardzą.

Jeśli powiadają do ciebie: „Pokonaj w sobie swe JA!” - radzą ci źle. Zgaś JA, a wszystko zgaśnie, gdyż wszelki byt i wszelkie zjawisko dostrzegalne jest tylko przez JA, dla JA.

Nie możesz zgasić swojego JA, nawet gdy dążysz ze wszystkich sił do nie-JA, popadając w złudzenie, iż wyrzekasz się swego JA.

Wieczne jest owo pra-Ja, które cię wiecznie ze siebie jako JA płodzi!

Powiedz tym, co twierdzą, iż JA jest w nich zgaszone: - „Nie wy staliście się nie-JA, ale głupota wasza wierzy w ten fałsz waszego złudzenia!”

Uciskacie wprawdzie to, co jest w was JA, ale nie możecie JA zabić!”

„Błędnie pojeliście słowa mędrca, bowiem mędrzec jest do głębi swem JA!”

„Wszystko w nim podwładne jest jego JA”.

„Zaś wyrzec się macie jedynie naleciałości!”

Z prawieczności jesteś JA, o Poszukujący, nawet jeśli nie rozpoznajesz jeszcze swej identyczności w biegu okrężnym wieczystej spirali.

Wszystko, prócz JA, jest przemijającą „naleciałością”.

Bronisz jeszcze „naleciałości”, jak gdyby była to twa własność.

Ale wszystko, co jest naleciałością, znów od ciebie odleci i niezliczone już razy odlatywało od ciebie - lecz ty nie dostrzegałeś tego!

Własne twe ciało jest tylko naleciałością w tym świecie naleciałości.

Atoli ty jesteś JA - zaś JA jest jednorakie, wieczyste i niezniszczalne w każdej emanacji!

JA jest niewyjaśnione, bowiem JA jest „światłem w sobie” i doskonałą jasnością.

JA płodzone jest wiecznie jako pra-JA!

Nie inaczej poznawany jest, nie inaczej kochany „guru”, „Ojciec”, nie inaczej „Praświatło”, jeno przez JA...

Atoli tem jesteś i ty, o Poszukujący - ty zawsze jedyne JA, jeśli chcesz tylko wyzbyć się wszystkiego, co jest w tobie naleciałością!

Nie szukaj „nazewnątrz”, Poszukujący, tego, co żyje we wnętrzu!

Nigdy nie znajdziesz zewnątrz siebie tego, czego nie znalazłeś we „wnętrzu”, w sobie.

Zachowaj swą trzeźwość duchową!

W trzeźwej wierze, bez „marzycielstwa” i „mistycyzmu”, najrychlej znajdziesz pewność ostateczną.

Im bardziej wzrastać będzie twa pewność, tem jaśniej odczuwać będziesz w sobie wolę ducha.

----------------------

 

Droga ucznia.

 

Stoisz oto przed świętą furtą i umiesz już „pukać”.

Atoli kto „zapuka”, będzie mu otworzone, jeżeli poda „prawdziwe znaki”.

Lecz jakże masz znaleźć wysoką Społeczność, nie szukając „nazewnątrz”?

O Poszukujący! - Ta duchowa gromada przewodników bardzo jest blisko ciebie - aleć twoje czucie nie jest jeszcze rozbudzone...

Działa ona w tobie, w sobie jesteś z nią związany nie przeczuwając nawet śladu tego związku.

Wie o niej każdy, kto się pogrąży we własną najwewnętrzniejszą głębię.

 

Mógłbyś długie dni i noce spędzić w jednym domu z „mistrzem”, a jednak trudno ci będzie rozpoznać go jako „mistrza”, albowiem jedyny Mistrz, którego „pochodniami” są jeno wszyscy „mistrze” tej ziemi, dobrze poukrywał znaki, któreby ich czyniły poznawalnymi.

Nie ukrywają oni przed wami tego, czem są wistocie.

Że działają oni istotnie, poznacie, wędrując po drogach, które wam oni ukazują.

Jeśli patrząc zbliżyć się chcesz do tej wysokiej Społeczności, tedy bacz, aby osiągnąć w sobie samym ten stan, w którym żyją ci mistrze o „jednakiem oku”.

Nie wcześniej przejmiesz w sobie ich wieść, jak w owym dniu, w którym osiągniesz po raz pierwszy najwewnętrzniejszą, bezwolną ciszę, pełną pewności, pełną ufnej beztrwogi.

Atoli wypróbuj siebie samego, abyś nie przyjął złud swoich snów za prawdę i rzeczywistość!

 

Na początku niełatwo jest odróżnić, co pochodzi z własnych marzeń, a co jest głosem duchowego przyjaciela.

Ale wnet nauczysz się odczuwać tę różnicę, jeśli istotnie prawdziwy „guru” nauczać cię będzie duchowo.

Z wpływu jego promieniuje wówczas czystość i wolność, jakiej nigdy nie mogłoby ci dać własne twe marzenie.

Ale strzeż się próżnych pytań! „Guru” nie jest „wyrocznią”!

Rzadko posiada on wiedzę ziemską, a nigdy nie będzie ci jej w nadzmysłowy sposób udzielał.

Chce on tylko dać ci duchową pewność w sprawach ducha, a duszę twą uwolnić z kajdan ciemności.

To może on uczynić, bowiem zna „kanały”, łączące wszystko duchowe.

Ze swego ducha posyła on twemu duchowi ukształtowane siły, które niosą ci światło i jasność.

Usiłuje on dopomóc ci - w odkryciu siebie samego.

Cisza musi być w tobie i nadsłuchiwać musisz do wnętrza, jeśli chcesz się nauczyć poznawać „guru”, który może usiłuje przewodzić ci.

Atoli sam tylko spokój zewnętrzny mało ci będzie przydatny.

Dusza twa musi być niby staw, chroniony od wichru; wolna od najlżejszej nawet fali.

I musisz czuć się tak, jak gdybyś słuchał najzaufańszego przyjaciela!

Może przywykłeś już do wyobrażenia, iż „mistrze”, których zwie się „lwami ciszy”, są bezczynnymi marzycielami, yogami wątpliwego pokroju, jakich się widuje na rynkach?

Wierzysz może, iż ci jasnoocy są kapłanami tajemnych kultów w woniejących kadzidłami, tajemniczych kryptach?

Gdy, o Poszukujący, wpadniesz na trop prawdy, nie daj się zwieść kuglarskim sztuczkom swej wybujałej wyobraźni!

Wiedz, iż pośród „mistrzów” są mistrze miecza!

Wiedz, iż inni kierują losami wielkich krajów!

Jedni kultywują wysokie sztuki, inni wysokie nauki, a jeszcze inni stronią od wszelkiej uczoności i wszelkiej sztuki.

Jedni żyją w ogromnych miastach, pośrodku rozgwaru świata, inni mieszkają w dalekiej, niedostępnej samotności.

Lecz wszyscy słuchają tego samego wołania, które ich „powołało”.

 

Niewiele może odpowiadałoby twym wyobrażeniom o mistrzach siedmiu wrót, gdybyś mógł kogoś z nich rozpoznać pod jego ziemską zasłoną.

Ale „zewnętrzne” jest dla mędrca pozorem, a wszelki pozór jest złudny.

Czego naucza „mistrz” z zewnątrz, co mówi i pisze, może się stać wprawdzie dla ciebie bodźcem do poważnego poszukiwania prawdy, ale duchowej mądrości, którą ma on do oddania, „światła z Himavatu”, inaczej się naucza...

Światło wieczności jest zaprawdę głębiej ugruntowane, niż po ludzku przemijające, zmienne nauki mądrości i ich szkoły.

Nie możesz pierwej przebywać w głębinach swego wnętrza z „kamieniami wielkiego muru”, aż przywykniesz oddychać z łatwością i swobodą powietrzem tego muru, wysoko ponad dziełami świata i mądrością dnia powszedniego.

A wszelako nie wolno ci zapominać, że i „mistrze” tej ziemi są zwykłymi ludźmi - ludźmi, co wprawdzie dobrze zdają sobie sprawę ze swego stanowiska we wszechświecie duchowym, ale tem niemniej wiedzą, iż są tylko ludźmi - którzy chcą wiecznie ludźmi pozostać wśród wiecznych ludzi.

Nie wcześniej poznasz ich duchowo i nauczysz się ich pojmować, aż sam w sobie odczujesz podobny stan.

Atoli, jako ton harfy współdźwięczy ze wszystkiemi harfami na sali, gdy dłoń artysty dotknie struny jednej tylko harfy, tak i święte dźwięki brzmią jasno dla każdego, kto został „przyjęty”, jeśli tylko osiągnął on w sobie samym „strój” harf ze świętych gór.

Twój stan wewnętrzny jest „kluczem”, który otworzy ci furtę do tajemnego zboru.

Nic nie może być przed tobą przemilczane, nic nie będzie ukryte dla ciebie, kiedy posiędziesz tego rodzaju „klucz”.

Ale nie usiłuj słyszeć w sobie dźwięków, widzieć obrazów, przejmować słów tak, jak gdyby mówione one były do ciebie z zewnątrz.

Wielu ludzi wierzyło, iż znajdują się z „mistrzami” w takim związku, jak z wiernymi gnomami, i sami tworzyli sobie jeno swoich mistrzów.

Podobnie „materjalizacja” postaci fakira przez działające na jawie „medjum” spirytystyczne nie jest „mistrzem”, a to, co takie „medjum” pisze, nie jest nigdy inspirowane przez „mistrza”.

Wszystko to jest w najwyższym stopniu złudne i oddala cię od prawdy!

Świecący Praświatła nigdy się takemi środkami nie posiłkują.

 

Nie szukaj niczego prócz stanu najgłębszej, bezwolnie ufnej ciszy!

W tym samym stopniu, w jakim zbliżysz się do tego stanu, zbliżysz się do tych, co wraz z tobą prowadzeni są po drodze do prawdy.

Nie szukaj w duchowym zmroku marzeń dnia przeczuwanych towarzyszów!

Możesz tylko mieć udział w ich sile, ich samych natomiast zna tylko ten, czyimi uczniami są oni, podobnie jak ty.

Nie „szperaj” i bądź stale świadom rzetelnego napięcia wszystkich swych wewnętrznych zdolności!

Ani na chwilę nie wolno ci tracić siebie samego z oka duszy!

Mógłbyś bowiem zboczyć ze swej „drogi” i po długim czasie dopiero przekonałbyś się, iż nie jesteś już na drodze...

Jeśli zaś istotnie należeć masz do tych, dla których dziś już bliski jest dzień promiennego poznania, tedy pod przewodem „guru” nauczysz się wnet unikać wszelkich niebezpieczeństw.

Będziesz wówczas wkrótce sam sobie w pełnej jasności świecił.

 

Ale dzisiaj niechaj twa troska nie kieruje się na ów dzień.

Nie wiesz, kiedy jest on ci przeznaczony, i nikt nie wie tego!

Jesteś sam swoim „czasem” i musisz „czas” swój dopełnić!

Niechaj ci wystarcza słowo „guru”:

„Kiedy się czas dopełni, nadejdzie dla cię dokonanie!”

Wszelka niecierpliwość szkodzi tylko twemu dziełu i odwleka je.

Wieczny jesteś i twoją jest wieczność!

Czekaj cierpliwie!

Wyzbądź się „naleciałości”!

Twoim obowiązkiem jest tylko dobrze niemi rządzić; nie jest to twoja „własność”.

Dąż co dnia, co godzina do wysokiego stanu wewnętrznej ciszy, pełnej wierzącego zaufania, i zawsze wolnej od wszelakiej trwogi.

Tak osiągniesz niechybnie pewność wewnętrzną.

A jeśli jesteś istotnie jednym z tych, co mogą się stać uczniami „mistrza”, tedy tylko w ten sposób znajdziesz w sobie samym „mistrza”, który uczyni cię swym „Synem”.

Tak tedy ujrzysz po raz pierwszy wysoką Społeczność, o której tyle legend prawi ci pod zasłoną - tak tedy dotrzesz wówczas jako „Syn” swego „Ojca”, swego „guru”, do siebie samego w swym Bogu!

Lecz jeśli nic się nie zdarzy, coby ci bezsprzecznie zaświadczyło, iż masz się stać „uczniem” mistrza - tedy wiedz, iż nie nakazano ci nosić brzemienia, które zresztą w każdym wieku bardzo tylko nieliczni dźwigają.

Twoja droga do Boga będzie ci wówczas nierównie dostępniejszą, niż gdybyś musiał wspinać się na strome cyple, gdzie stoi świątynia w której otrzymuje święcenia uczeń mistrza...

 

-----------------------

 

Zakończenie.

 

Ale strzeż się, o Poszukujący, własnej niestałości.

Strzeż się cierniska zwątpienia!

Może przeczuwasz już okolice światła, podobnie jak wędrowiec nocny poprzez mgły poranne przeczuwa okolice, gdzie światło dnia wnet wzejdzie?

Atoli pomiędzy tobą a tą okolicą wyrasta ciernisko coraz to odnawiającego się, bolesnego zwątpienia.

Ilekolwiek byś cierni wyplenił, tyleż odrośnie na nowo.

Nie trać czasu na głupie czyny!

Nigdy - nawet w wieczności - nie pójdziesz naprzód, jeśli będziesz sądził, iż wystarczy przerzedzać jeno tę gęstwę cierniową zwątpienia.

Tylko twa wytrwała stałość może ci tu dopomóc.

Silnie i pewnie krocz po drodze swej, choćby twe stopy krwawić się miały od tysiąca ran próżności - próżności, która nie chce znosić tego, iż nigdy nie możesz wyplenić cierniska ciągłego zwątpienia.

Stopa twa musi być czysta, jeśli ma wkroczyć kiedyś na owe jasne, kryształowe „stopnie”, które wiodą do hal najwewnętrzniejszej świętości w duchu twoim.

„Czysta” będzie twa stopa wówczas dopiero, kiedy umyta będzie w twej własnej krwi...

Tysiące ludzi szukało drogi do światła i zawiśli ostatecznie na cierniach zwątpienia, bowiem próżność ich nie zniosła tego, aby kroczyć naprzód, nie mogąc usunąć z drogi cierniska.

Ty, o Poszukujący, nie bądź im podobien!

Bezpieczny będziesz, jeśli zaufasz wiecznemu „słońcu”, którego promień ci przyświeca.

Nieczuły na wszystko, co odwodzi cię poza siebie, wyciągnij ręce ku owej dłoni pomocnej, którą widzisz przed sobą!

W milczeniu idź za przewodnikiem, który może o sobie powiedzieć:

„Ja nie szukam więcej światła, bowiem sam stałem się blaskiem światła!”

„Ja nie szukam pokoju, bowiem sam stałem się sobie pokojem!”

„Ja nie szukam wiedzy, bowiem sam stałem się sobie pewną wiedzą!”

...Milczeć musi się dusza twoja nauczyć, jeśli zbliżyć się ma do niej światło.

...Milczenie będzie zawsze najgłębszem wołaniem twej duszy o światłość.

...Milcząc odnajdzie kiedyś twa dusza na wieki światło wieczyste!

 

Oby światło wieczności, które uczy cię poznawać tę księgę jako gwiazdę przewodnią, dosięgło rychło twego serca, nie będąc przedtem zaciemnione w umyśle i zniszczone przez chmury myślenia!

Oby rozwiało ono mgłę głupoty, która chce ukryć przed okiem twej duszy nas, Świecących Praświatła!

Błogosławieństwo i nowa moc niechaj spłyną na ciebie ze słów tej księgi!

 

-------------------------

 

Z krainy Świecących.

 

W duszy twej jest maleńka furtka, mniejsza, niż pyłek słoneczny. Kto przejdzie przez nią, wędrować będzie mógł w dalekie krainy, nie wyruszając z domu swego...

A najdawniejsze czasy będzie mógł dzisiaj przeżywać.

 

--------------------------

 

Próg.

 

Przybywszy do owej świątyni, gdzie miał otrzymać święcenia, zapytał uczeń swego mistrza:

„Powiedzże mi wreszcie tutaj, o Pewny, kim jesteś wistocie - ty, który umiesz nad wszystkiem w sobie panować i który przez nic nie jesteś opanowany?!”

Wówczas rzekł mistrz:

„Jestem jak ty, człowiekiem, atoli tem, czem byłem, zanim się stałem człowiekiem, tem stałem się dopiero, kiedym jako człowiek przezwyciężył sen ludzi.

Wówczas dopiero stałem się mistrzem swych sił, kiedym pokonał sen, który w uwięzi trzyma ludzi tej ziemi.

Pytasz, kim jestem, tedy ci powiadam:

Ja jestem - JA sam!”

„Ty sam?” - zapytał tedy uczeń - „ty sam? - jakże mam to sobie tłumaczyć!”

„O mój chela” - odparł „guru”, bowiem znajdowali się oni w głębokich Indjach, gdzie ucznia nazywa się „chela”, a mistrza „guru” lub „ojcem” - „jakże wiele muszę przed tobą na zawsze zamilczeć, jeśli sam tego nie odnajdziesz, i jakże wiele mam ci jednakże tutaj do powiedzenia!

Jestem panem swych sił, bowiem stałem się sobie samo-siłą tych sił.”

„Tedy proszę cię, ojcze, powiedz mi coś o siłach, których samo-siłą się stałeś” - rzekł uczeń.

A mistrz odparł:

„Słuchaj, umiłowany w świetle, i pojmij dobrze w swem sercu:

Kiedy wy ludzie mówicie: widzimy świat ten okiem naszem, czujemy i dotykamy go, zwiastuje nam go nasze ucho - wówczas mówicie o maleńkiej cząstce świata.

Atoli ja znam cały świat!

Ja „widzę”, „słyszę” i „czuję” więcej niż wy!

Ja żyję w całym świecie, który stworzony jest ze „światów”, podobnych waszemu, i wszystkie „światy” w sobie zawiera.

Splecione wzajem ze sobą - wzajem się przenikając, znajdują się wszystkie te światy w jednem miejscu.

Ukryty w waszym świecie - pokryty jego formami - znajduje się świat owych sił duchowych, których ja jestem „samo-siłą”.

Pratwórczo i burząc przez tworzenie działają owe siły.

Bezsilne są one same przez się, ale „samo-siła” jednego jedynego, kto sam się nią stał, napełnia je życiem i przez niego stają się one wysokiemi mocami.

Potęgę tych mocy odczuwają wszyscy żyjący na tej ziemi - królowie i żebracy - ale wszyscy oni nie przeczuwają, skąd dosięga ich potęga ta...

Nie wiedzą tego, bowiem śpią, a sen otula ich gęsto.

Lecz słuchaj dalej, ty, który chcesz się stać czuwającem uchem i widzącem okiem światów!

Spleciony i pogrążony w świecie, który wydaje się wam jedynym „światem”, i podobnie spleciony ze światem tych „sił ognia”, znajduje się świat czystego światła, który płodząc przenika wszystko.

Te zaś trzy światy piastuje w sobie, przenikając przez nie i wszystkie w sobie rozpoznając, tworząc, zachowując i gwoli ciągłego przekształcenia burząc, jedyny Potężny, który sam tylko zna swoje „imię”...

Nie nazywamy go żadnem słowem naszych języków, bowiem żadne słowo ziemi tej nie mogłoby go objąć.

Nam objawia się on jeno w milczeniu. Z niego i w nim żyje człowiek, który się stał „okiem światów”.

Przez niego jest samosiła panią „sił ognia” i wszelkiej mocy, zawartej w siłach tych.

Możesz go nazwać również „Potężną”, bowiem w tem, co słowa moje z trudem oddać usiłują, zawarty jest od prawieków mężczyzna i kobieta.

W prapoczątku istot, zwących się „ludźmi”, powstawał „człowiek” w wieczystem płodzeniu z „mężczyzny i kobiety” w duchu, władcy „samosiły”, pana wszelkich mocy.

Atoli gdy owe siły ognia, płonącego bez płomienia, ukazały człowiekowi jego moc, jego niesłychaną wielkość i potęgę, zapomniał on o swem wysokiem władztwie i uląkł się własnej mocy.

„Trwoga” jest „grzechem” człowieka!

Z trwogi przed siłami, których był panem, „upadł” człowiek z jasnych wyży!!

Bacz, oto poznałeś przyczynę wszelkiego zła na tej ziemi, bowiem nietylko człowiek, lecz cała przyroda podległa jego upadkowi i jest teraz jako trzoda bez pasterza.

„Porządek”, istniejący w niej, jest porządkiem, nie uznającym więcej „ducha” za pana, jest tylko pozostałością owego porządku, który ongiś „duch” powierzył „człowiekowi”, gdy jeszcze człowiek nie był „upadł”.

Zdumiony stajesz dzisiaj przed „cudami natury” i nie domyślasz się nawet, że wszystko, co widzisz, pochodzi z twojej utraconej teraz „woli ducha” i że byłoby to daleko jeszcze „cudowniejsze”, gdyby „natura” mogła cię dziś jeszcze uznać za pana.

A oto musi ona działać dalej, jak mechanizm, który nakręcono.

Ty jedynie możesz ją kiedyś „wyzwolić” z tego, choćby to miało trwać jeszcze miljony lat.

Lecz nie sądź, iż ta maleńka planeta, na której żyjesz, sama tylko ponosi skutki twego upadku!

Cały fizycznie dostrzegalny obszar światów ze wszystkiemi jego słońcami i planetami ty jeden skazałeś na życie bez „Boga”, bowiem owo Prapotężne i Jedyne, o którym mówiłem pierwej, powierzyło niegdyś tobie jednemu - „człowiekowi”, całą moc rządzenia w mądrości wszystkiem, co żyje w postaci „materji”.

Że zaś wszystko pochodzi z „Prapotężnego”, tedy mimo twego upadku nie może ono zniszczeć w chaosie i zachowuje ów porządek, który mu dało „Wszechpotężne”, by „człowiek” z tego porządku przez wolę ducha mógł znowu wzwyż iść w tworzeniu.

Przez całe „stworzenie” idzie „rysa”, której żaden „Bóg” naprawić nie zdoła, bowiem tylko „człowiek” od prawieków posiada moc odbudowywania tego, co sam zburzył.

 

A słuchaj dalej o losie „człowieka”, o owym losie, który nie mógłby być powstrzymany, gdyby nawet jeden tylko z ludzi duchowych niegdyś mu był podpadł, jak obwieszczają symbolicznie księgi święte.

Los ten idzie z pokolenia w pokolenie, zwiększa trwogę i umacnia „winę” w każdem nowem pokoleniu.

Tak oto upadł „człowiek” z wysokości swej mocy i wieczystej wielkości i związał się - ze zwierzęciem, które jest tylko skażonym obrazem jego istoty.

To, co nazywacie „praludźmi”, były to owe „zwierzęta”, z któremi zjednoczył się „pan ziemi”, gdy z trwogi odpadł od wysokich słońc.

Atoli siła wyży niezupełnie go opuściła.

Żyjąc sam z siebie, przenikając ciało zwierzęcia, ukryty przed samym sobą w zwierzęciu, przeczuwa jednakże swą „samosiłę”, jako obcą, wyższą istotę.

Zwierzę stało się ucieczką upadłego, kiedy się błąkał bez ojczyzny; bowiem ojczyzna nie znała go więcej, a ciało zwierzęcia stało się dlań także jaskinią odkupienia.

Gdy tylko świecić w nim poczyna „samosiła”, triumfuje on w zwierzęciu, a cała chuć zwierzęca ciemnieje dlań w tem świetle.

Dlatego pożąda w zwierzęciu gwałtownie tego Światła, a z każdym nowym promieniem rośnie też jego pożądanie światła.

Niektóre z tych istot, które się dzisiaj zwą „ludźmi”, kiedy ich duch wzmocniony został przez długotrwałą mękę zwierzęcości, póty dążyły naprzeciw światłu, aż światło mogło ich znowu na trwałe oświecić, a przez to stała się „samosiła” na nowo ich udziałem.

Stali się oni pierwszymi pomocnikami swych braci, śpiących w zwierzęciu.

Stali się znowu na ziemi „wiedzącemi oczyma światów”.

Opanowali znowu z płomiennym zapałem „siły ognia”, które im służyły.

Jednym z tych jestem i ja!”

„Czy wiesz tedy teraz, kim jestem?!” - zapytał po tych słowach mistrz.

„Tak, panie!” - rzekł chela, jakby budząc się ze snu - „zdaje się, iż domyślam się już, kim jesteś, ale wyjaśnij mi - czy to twój ojciec dał ci w dziedzictwie taką siłę ducha, czy też ciało matki obdarzyło cię takiem poznaniem?

Wybacz mi!

Wiesz, iż kłonię się przed tobą we czci, lecz oko moje nie może zapomnieć, iż widzi przed sobą li tylko człowieka, człowieka podobnego do innych ludzi we wszystkiem, co poznawalne jest zewnętrznie.

„Głupcze!” odparł mistrz - „sądziłem, że pytasz o mnie, że chcesz wiedzieć, kim ja jestem - a ty pytałeś pewnie o zwierzę, które mi tu służy jeszcze za pokarm i pożerane jest przeze mnie!!...

Skąd mam to, co dały ci słowa moje, o tem powiedziałem ci, ale ty nic z tego nie zrozumiałeś, bowiem leżysz jeszcze w śnie głębokim.

Wiedz, iż słowa moje dały ci wiedzę w Praświetle, a tylko ten, kto posiada w sobie „samosiłę” osiągnąć może „wiedzę w Praświetle”!

Lecz teraz - teraz powiedz mi ty, kim ty jesteś? - albowiem prawo wymaga, bym zadał ci to samo pytanie, które ty mnie w tem świętem miejscu zadałeś.

Kim jesteś ty - którym wiele jeszcze włada, a który nad niewiele czem umie panować?!”

„Mistrzu, pytasz mię twardemi słowy o to, co ty jeno mógłbyś mi powiedzieć.

Ja - nie wiem tego jeszcze!”

Atoli mistrz rzekł:

„Żaden człowiek nie był tak czelny jak ty!

Jakże mogłeś wkroczyć do tej świątyni - do tej świątyni, która nie wypuszcza nikogo, kto nie znajdzie na moje pytanie odpowiedzi?!

O ty nieszczęsne nic!!

Jeśli nie jesteś dość mądry, aby dać odpowiedź, tedy niechaj pytanie moje zbudzi twój rozum, aby te mury nie oglądały twej zguby!”

 

Zaledwie panując nad swym głosem ze wzburzenia i drżąc na całym ciele odparł chela:

Ty, który kochasz wszystko, co żyje - jakżebyś mógł kazać zabić swego ucznia, jeśli musi ci on tu pozostać dłużnym odpowiedzi?

Może naprawdę jestem - „niczem”, jak powiedziałeś, może twe słowo zawiera w sobie ukryty sens”.

 

„O chela mój”, rzekł na to mistrz głosem zimnym i z gorzką drwiną - jesteś „niczem” nietylko w tajemnem rozumieniu, ale i w zwykłym sensie słowa!

Nie widzę niczego, czemubym mógł dać wysokie święcenia, dopóki ty sam nie wiesz, kim jesteś...

Przedtem stał tu jeszcze mój chela; teraz nie widzę „niczego” i mówię do „niczego”.

Tedy zawołał uczeń jak w gorączce:

„Mistrzu!... Guru!... drwisz z chela swego!! Chcesz mię zgubić!!

Mówisz, jak nigdy dotąd nie mówiłeś!

Wiesz, kto stoi przed tobą!! Wiesz o tem lepiej, niż ja!

Wiesz, iż to wy przywołaliście mię, inaczej nie stałbym w tem miejscu!”

„Któż to jest, kto lży mię tutaj?” - odparł wzgardliwie mistrz.

A uczeń zawołał tak głośno, że głos jego niby chór demonów odbił się przeraźliwie od sklepień:

„Ja jestem, którego nie chcesz poznawać więcej! Ja, twój Chela!!

Kimże innym mam być, jak nie tym, kim jestem!!!

Ja sam mogę przecież być tylko sobą samym!!!”

 

Gdy uczeń wykrzyknął ochrypłym głosem te słowa, opuściły go nagle zmysły i padł jak martwy na ziemię.

Wreszcie - po długim i głębokim śnie, zbudził się.

U łoża jego, na które przeniesiono go omdlałego, stał mistrz.

Uczeń rozejrzał się wokół siebie, nie poznając miejsca, w którem się znajdował, bowiem była to jedna z tajemnych komnat świątyni.

Spostrzegł mistrza i ujrzał, iż oblicze jego promieniowało wewnętrzną radością.

„Wstań”, rzekł mistrz głosem pełnym miłości, „wstań i wkrocz teraz na pierwszy z siedmiu stopni, które cię powiodą do sanktuarjum świątyni! Tam zdobędziesz siłę, której posłuszne muszą być wszystkie siły ognia. Wytrzymałeś oto dzielnie próbę progu, bowiem po raz pierwszy stało się każde włókno twego ciała - słowem!

Przedtem żywa była tylko głowa i serce.

Teraz oto, w krzyku twej trwogi śmiertelnej zbudziło się wreszcie całe twe ciało do prawdziwego życia.

Teraz oto osiągnął „człowiek” w zwierzęciu - siebie samego, i już wiesz, kim jesteś!”

Uczeń słuchał tych słów, nie wiedząc, co się z nim dzieje.

Na wpół wątpiąc jeszcze pochwycił dłoń mistrza i rzekł:

„O guru! Jakże wielkie jest jednak twe serce! Co mam czynić, aby ci okazać swą wdzięczność?”

Atoli mistrz potrząsnął głową i rzekł w zupełnym spokoju:

„Wejdź na stopnie! A kiedy znajdziesz to, czego wielu szukało, a co nieliczni tylko w każdym okresie znajdują - wówczas - spotkamy się znowu...



dalej


strona główna
(23kB)