(23kB)
strona główna





1929 Ommen

 

TEKSTY Z OKRESU PRZEJŚCIOWEGO

 

ROZWIĄZANIE ZAKONU GWIAZDY

 

Dziś rano zastanowimy się nad rozwiązaniem Zakonu Gwiazdy. Wielu to ucieszy, innych chyba zmartwi. Ale nie chodzi tu ani o radość ani o smutek, jest to bowiem, jak zamierzam wyjaśnić, nieuniknione.

 

Pamiętacie może opowieść, jak to diabeł szedł ze swym przyjacielem ulicą i jak ujrzeli przed sobą człowieka, który zatrzymał się, podniósł coś z ziemi, obejrzał i włożył do kieszeni. Przyjaciel zapytał diabła: "Co on podniósł?", ten zaś odparł "Podniósł odrobinę Prawdy". "To chyba bardzo dla ciebie niekorzystne?", rzekł przyjaciel. "Ależ nie", odparł diabeł, "pozwolę mu ją teraz zinstytucjonalizować" [I am going to let him organise it].

 

Twierdzę, że Prawda jest krainą bez dróg i że nie można zbliżyć się do niej po żadnej ścieżce, nie zbliża do niej żadna religia, żadna sekta. Taki jest mój punkt widzenia i obstaję przy nim w sposób absolutny i bezwarunkowy. Prawda, będąc nieograniczoną, nieuwarunkowaną, nieosiągalną na jakiejkolwiek drodze, nie może zostać zinstytucjonalizowana; nie należy też tworzyć żadnej organizacji, która by wiodła czy siłą prowadziła ludzi jakąś ścieżką. Jeśli to najpierw zrozumiecie, to ujrzycie, jak niemożliwym jest zinstytucjonalizować wiarę. Wiara jest sprawą czysto osobistą, nie możecie, nie wolno wam jej instytucjonalizować. Jeśli się to uczyni, to umiera ona i ulega krystalizacji, staje się wyznaniem, sektą, religią, którą narzuca się innym. To właśnie wszyscy próbują na całym świecie czynić. Zawęża się prawdę i czyni z niej zabawkę dla ludzi słabych, dla tych, którzy są chwilowo niezadowoleni. Prawdy nie da się sprowadzić w dół, to raczej jednostka zdobyć się musi na wysiłek, by się do niej wznieść. Nie możecie sprowadzić szczytu góry w dolinę. Jeśli chcecie zdobyć szczyt góry, musicie przejść przez dolinę i wspiąć się na zbocza nie lękając się niebezpiecznych przepaści. Wy wspiąć się musicie ku Prawdzie, jej nie można dla was "obniżyć" czy zinstytucjonalizować. To przede wszystkim organizacje podtrzymują zainteresowanie ideami, ale organizacje budzą jedynie zainteresowanie zewnętrzne. Zainteresowanie, które nie jest zrodzone z miłości Prawdy dla niej samej, a jedynie wzbudzone przez organizację, jest bezwartościowe. Organizacja staje się szkieletem, do którego jej członkowie mogą się wygodnie dopasować. Oni nie pożądają już Prawdy czy szczytu góry, ale raczej wyszukują sobie wygodne miejsce lub pozwalają, by umieściła ich tam organizacja i uważają, że organizacja będzie w ten sposób wiodła ich do Prawdy.

 

Jest to zatem pierwszy powód dla którego, z mego punktu widzenia, należy Zakon Gwiazdy rozwiązać. Wbrew temu utworzycie zapewne inne Zakony, nadal będziecie należeć do innych organizacji szukających Prawdy. Nie chcę należeć do żadnej organizacji duchowego typu, proszę, zrozumcie to. Skorzystam na przykład z usług organizacji, która zawiezie mnie do Londynu; to jest organizacja zupełnie innego typu, organizacja jedynie techniczna, niczym poczta bądź telegraf. Podróżowałbym korzystając z samolotu czy parowca, są to jedynie fizyczne urządzenia nie mające nic wspólnego z duchowością. Twierdzę, powtarzam, że żadna organizacja nie może wieść człowieka do tego, co duchowe.

 

Jeśli w tym celu tworzy się organizację, to staje się ona podporą, źródłem słabości, zniewolenia; musi ona paraliżować jednostkę, przeszkadzać jej wzrastać, ustanawiać swą wyjątkowość, zależną od odkrycia, samemu dla siebie, tej absolutnej, nieuwarunkowanej Prawdy. Jest to zatem drugi powód dla którego zdecydowałem, skoro jestem już Naczelnikiem Zakonu, Zakon rozwiązać. Nikt na tę moją decyzję nie wpłynął.

 

Nie jest to żaden wspaniały wyczyn, nie chcę bowiem mieć wyznawców i mówię to serio. Z chwilą, gdy za kimś idziecie, przestajecie podążać za prawdą. Nie interesuje mnie, czy zważacie na to, co mówię, czy nie. Pragnę czegoś w świecie dokonać i dokonam tego z niewzruszonym skupieniem. Interesuje mnie tylko jedna istotna rzecz: uczynić człowieka wolnym. Pragnę uwolnić go od wszelkich klatek, od wszelkich lęków, nie chcę zaś zakładać religii, nowych sekt, ani też ustanawiać nowych teorii czy nowych filozofii. Zapytacie mnie naturalnie, dlaczego podróżuję po świecie nieustannie przemawiając. Powiem wam, z jakiego powodu tak czynię: nie bym pragnął wyznawców, nie bym chciał mieć grono wybranych uczniów. (Jakże ludzie lubią być inni od swych bliźnich, choćby mieli odróżniać się czymś bezsensownym, absurdalnym i trywialnym. Nie chcę tych absurdów popierać.) Nie mam uczniów, nie mam apostołów, czy to na tej Ziemi czy w dziedzinie ducha.

 

Nie pociąga mnie też urok pieniędzy ani pragnienie wygodnego życia. Gdybym chciał wieść wygodne życie nie przyjeżdżałbym na obóz i nie mieszkałbym w wilgotnym kraju. Mówię otwarcie, bo chciałbym to ustalić raz na zawsze. Nie chcę wieść z roku na rok tych dziecinnych debat.

 

Pewien prowadzący ze mną wywiad reporter uważał rozwiązanie organizacji mającej wiele tysięcy członków za wspaniały wyczyn. Był to dla niego wielki akt, powiedział "Co będzie pan potem robił, jak będzie pan żył? Nie będzie pan miał wyznawców, ludzie nie będą pana słuchać". Jeżeli znajdzie się choćby pięciu ludzi, którzy będą słuchać, którzy będą żyć, którzy będą mieć twarze zwrócone ku wieczności, to wystarczy. Po co mieć tysiące nie rozumiejących, zabalsamowanych od stóp do głów w przesądzie, nie pragnących nowego, którzy raczej przetłumaczą to, co nowe tak, aby zadowalało ich bezpłodne, ociężałe jaźnie? Jeśli mówię ostro, proszę, nie zrozumcie mnie źle, nie jest to przejaw braku współczucia. Gdy udajecie się do chirurga na operację, to czy nie czyni dobra operując was również wtedy, gdy wywołuje to ból? Jeśli więc ja, podobnie, mówię ostro, nie wynika to z braku prawdziwego uczucia - a wręcz przeciwnie.

 

Mam, jak powiedziałem, tylko jeden cel: uczynić człowieka wolnym, pchnąć go ku wolności, pomóc mu wyzwolić się od wszelkich ograniczeń, bo tylko to da mu wieczne szczęście, to nieuwarunkowane urzeczywistnienie siebie.

 

Ponieważ ja jestem wolny, nieuwarunkowany, pełny - nie jestem częścią Prawdy, prawdą względną, ale Prawdą pełną, która jest wieczna - to pragnę, by ci, którzy chcą mnie zrozumieć, byli wolni; ale nie by za mną szli i uczynili ze mnie klatkę, która stanie się religią, sektą. Raczej powinni wolni być od wszelkich lęków - od lęków religijnych, od lęku o zbawienie, od lęku duchowości, od lęku o miłość, od lęku przed śmiercią, od lęku przed samym życiem. Tak jak artysta maluje obraz, ponieważ malowanie sprawia mu radość, ponieważ wyraża w ten sposób siebie, bo to jest jego chwała i dobro, tak ja to czynię, i to nie dlatego, bym czegokolwiek od kogokolwiek pragnął.

 

Wy przyzwyczajeni jesteście do autorytetu, do poczucia autorytetu, o którym sądzicie, że zaprowadzi was na wyżyny ducha. Sądzicie i macie nadzieję, że ktoś inny, za pomocą swych nadzwyczajnych mocy - cudu - przenieść was może w ten świat wiecznej wolności, która jest szczęściem. Cały wasz pogląd na życie opiera się na tym autorytecie.

 

Słuchacie mnie od trzech lat, a nie zaszła w was, z paroma wyjątkami, żadna zmiana. Przeanalizujcie teraz moje słowa, bądźcie krytyczni, tak byście mogli zrozumieć całkowicie, do głębi. Jeśli szukacie autorytetu, by zawiódł was na wyżyny ducha, to automatycznie zmuszeni jesteście wokół tego autorytetu stworzyć organizację. Przez samo tworzenie tej organizacji, która, jak sądzicie, dopomoże temu autorytetowi zaprowadzić was na wyżyny ducha, zamykacie się w klatce.

 

Jeśli mówię otwarcie, to pamiętajcie, proszę, że nie czynię tak dlatego bym był szorstki, okrutny, ani by ponosił mnie entuzjazm w dążeniu do celu, ale dlatego, że pragnę, byście zrozumieli moje słowa. Właśnie po to tu jesteście i tracilibyśmy czas, gdybym swego punktu widzenia nie wyjaśnił jasno i stanowczo.

 

Przez osiemnaście lat przygotowywaliście się na Przyjście Nauczyciela Świata. Przez osiemnaście lat organizowaliście się, szukaliście kogoś, kto napełni wasze serca i umysły radością, kto przekształci całe wasze życie, kto da wam nowe rozumienie, kto wzniesie wasze życie na nową płaszczyznę, kto udzieli wam nowej zachęty, kto was wyzwoli - i oto spójrzcie, co się dzieje! Rozważcie, zastanówcie się samodzielnie i stwierdźcie, w jaki sposób wiara ta was odmieniła. Nie chodzi o powierzchowną różnicę polegającą na noszeniu gwiazdki - to jest trywialne, absurdalne. W jaki sposób taka wiara wymiotła z życia wszelkie rzeczy nieistotne? Oto jedyny sposób oceny: W jaki sposób wzrosła wasza wolność, wielkość, o ile bardziej zagrażacie każdemu społeczeństwu opartemu na fałszu i rzeczach nieistotnych? Na ile członkowie tej organizacji, Zakonu Gwiazdy, odmienili się?

 

Jak powiedziałem, przygotowywaliście się na moje przyjście przez osiemnaście lat. Nie dbam o to, czy wierzycie, że jestem Nauczycielem Świata. To zupełnie nieważne. Skoro należycie do organizacji Zakonu Gwiazdy, poświęcaliście swoją energię uznając, że Krishnamurti jest Nauczycielem Świata - częściowo lub całkowicie: całkowicie dla tych, którzy naprawdę szukają, a tylko częściowo dla tych, których zadowalają ich własne półprawdy.

 

Przygotowywaliście się od osiemnastu lat i spójrzcie, jak wiele przeszkód piętrzy się na drodze waszego zrozumienia, jak wiele powikłań, jak wiele rzeczy trywialnych. Wasze przesądy, wasze lęki, wasze autorytety, wasze kościoły nowe i stare - wszystko to, jak twierdzę, przeszkadza rozumieniu. Nie mogę wyrażać się jaśniej. Nie chcę, byście się ze mną zgadzali, nie chcę, byście za mną szli, chcę, byście zrozumieli to, co mówię.

 

To zrozumienie jest konieczne, bowiem wasza wiara was nie przeobraziła, a jedynie uwikłała; także dlatego, że nie chcecie widzieć rzeczy takimi, jakie są. Chcecie mieć swych własnych bogów - nowych bogów zamiast starych, nowe religie zamiast starych, nowe formy zamiast starych - a wszystko to równie bezwartościowe, a wszystko to przesądy, ograniczenia, kule inwalidzkie. Zamiast dawnych duchowych rozróżnień macie nowe duchowe rozróżnienia, zamiast dawnych religijnych wyznań macie nowe wyznania. Życie duchowe was wszystkich zależy od kogoś innego; od kogoś innego zależy wasze szczęście i oświecenie. I choć przygotowywaliście się na moje przyjście przez osiemnaście lat, to gdy powiadam, że te wszystkie rzeczy są zbędne, gdy powiadam, że musicie wszystko to odrzucić i w sobie szukać oświecenia, chwały, czystości i nieskazitelności jaźni, nikt z was uczynić tego nie chce. Może tylko nieliczni, ale bardzo, bardzo nieliczni.

 

Po co nam więc organizacja?

 

Po co ludzie fałszywi, hipokryci, mieliby iść za mną, wcieleniem Prawdy? Proszę, pamiętajcie, że moje słowa nie są szorstkie czy nieprzyjazne, ale że znaleźliśmy się w sytuacji, gdy musicie ujrzeć rzeczy takimi, jakimi są. Powiedziałem rok temu, że nie pójdę na kompromisy. Wówczas niewielu mnie słuchało. W tym roku stawiam sprawę absolutnie jasno. Nie wiem, jak wiele tysięcy na całym świecie - członków Zakonu - przez osiemnaście lat przygotowywało się na moje przyjście, a teraz nie chce słuchać tego, co mówię, w sposób bezwarunkowy, pełny.

 

Po co nam więc organizacja?

 

Jak już powiedziałem, celem moim jest uczynić ludzi bezwarunkowo wolnymi; twierdzę bowiem, że jedyna duchowość to nieskazitelność jaźni, która jest wieczna, to harmonia między rozumem a miłością. Oto jest absolutna, bezwarunkowa Prawda, która jest samym życiem. Dlatego chcę uczynić człowieka wolnym, radosnym niczym ptak na czystym niebie, niczym nie obarczonym, niezależnym, a w tej wolności pełnym zachwytu. I ja, na którego przyjście przygotowywaliście się przez osiemnaście lat, teraz powiadam, że musicie być wolni od tych wszystkich rzeczy, wolni od swych powikłań i zagmatwań. W tym celu niepotrzebna jest wam organizacja oparta na duchowej wierze. Po co nam organizacja dla pięciu czy dziesięciu ludzi na świecie, którzy rozumieją, którzy walczą, którzy odrzucili wszystko, co trywialne? A ludziom słabym i tak żadna organizacja nie może dopomóc w znalezieniu Prawdy. Prawda bowiem jest w każdym człowieku; ona nie jest ani daleko ani blisko; ona wiecznie jest tutaj.

 

Organizacja nie może was wyzwolić. Nikt z zewnątrz nie może was wyzwolić; nie może was wyzwolić żadna zorganizowana religia, żadne złożenie siebie w ofierze dla sprawy; nie może was wyzwolić żadne dopasowanie się do organizacji ani pogrążenie się w pracy. Pisząc listy używacie maszyny do pisania, ale nie stawiacie jej na ołtarzu i nie oddajecie jej czci. A tak właśnie postępujecie gdy organizacje stają się dla was najważniejsze. "Ilu ona liczy członków?" - oto pierwsze pytanie zadawane mi przez wszystkich dziennikarzy. "Ilu ma Pan wyznawców? Na podstawie ich liczby ocenimy, czy to, co Pan mówi, jest prawdą czy fałszem". Nie wiem, ilu ich jest. Nie obchodzi mnie to. Jak powiedziałem, gdyby choć jeden człowiek zyskał wolność, to by wystarczyło.

 

Wyobrażacie sobie, że tylko pewni ludzie dzierżą klucz do Królestwa Szczęścia. Nikt go nie dzierży. Nikt nie jest do tego upoważniony. Ten klucz to wasza własna jaźń i jedynie w rozwoju, oczyszczaniu i nieskazitelności tej jaźni jest Królestwo Wieczności.

 

Zrozumcie zatem, jakim absurdem jest cała ta wzniesiona przez was struktura, poszukiwanie pomocy z zewnątrz, uzależnienie od innych swego dobrego samopoczucia, swego szczęścia, swej siły. Znaleźć to wszystko możecie tylko w sobie.

 

Po co nam więc organizacja?

 

Przywykliście do tego, by wam mówiono, jak dalece jesteście zaawansowani, jaki jest wasz duchowy stan. Jakże to dziecinne! Któż oprócz was samych powiedzieć wam może, czy wewnątrz jesteście piękni czy brzydcy? Któż oprócz was samych powiedzieć wam może, czy jesteście nieskazitelni? Jesteście w tych sprawach niepoważni.

 

Po co nam więc organizacja?

 

Ale ci, którzy naprawdę chcą zrozumieć, którzy usiłują znaleźć to, co wieczne, bez początku i bez końca, ci pójdą razem z większą mocą i zagrożą wszystkiemu, co nieistotne, złudom, cieniom. I skupią się, staną się płomieniem, bowiem oni zrozumieli. Takie grono musimy stworzyć i to jest moim celem. Bowiem z tego prawdziwego zrozumienia powstanie prawdziwa przyjaźń. Bowiem z tej prawdziwej przyjaźni - jakiej zapewne nie znacie - powstanie prawdziwa współpraca ze strony każdego. A to nie z powodu autorytetu, nie dla zbawienia, nie by poświęcać się dla sprawy, ale dlatego, że naprawdę rozumiecie, a zatem możecie żyć w wieczności. Jest to coś większego od wszystkich przyjemności, od wszelkiego poświęcenia.

 

Oto parę powodów, dla których, po dwuletnim głębokim namyśle, podjąłem tą decyzję. Nie jest to chwilowy impuls. Nikt mnie do tego nie namówił - w takich sprawach namowom nie ulegam. Przez dwa lata o tym myślałem, powoli, starannie, cierpliwie i teraz zdecydowałem, jako jego Naczelnik, Zakon rozwiązać. Wy możecie utworzyć inną organizację i oczekiwać kogoś innego. Mnie to nie obchodzi, tak jak nie obchodzi mnie tworzenie nowych klatek i nowych do tych klatek dekoracji. Interesuje mnie jedynie to, by uczynić ludzi absolutnie, bezwarunkowo wolnymi.

 

The Dissolution of the Order of the Star. Ommen: Star Publishing Trust 1929, 14 s.

 

przełożył Wojciech Sady

 

 

1931 Ommen

 

KRISHNAMURTI

 

PRZEMÓWIENIA

 

Zeszyt II i III, maj - październik 1932

 

PRZEMÓWIENIA W OMMEN

 

Zebranie latem 1931, przed rozpoczęciem Obozu.

 

Pierwsze z tych przemówień ukazało się w numerze V kwartalnika 1931 r., jako wstęp.

 

II

 

Wiara nie opiera się na mądrości - lecz ma swe źródło w nadziei, w wyczekiwaniu tego, czego byśmy pragnęli doznać, w obawie przed tym, czego byśmy chcieli uniknąć. Lękacie się poddać badaniom wasze wierzenia, nadzieje i obawy, aby nie stracić wiary, która jest waszą ostoją. Według mnie prawdziwe zrozumienie rodzi się z dociekań, z nieustannych badań, przy pomocy giętkości umysłu, która daje nam mądrość. Aby osiągnąć zrozumienie, które jest owocem rozmyślań, dociekań i wielu wątpliwości musisz odwrócić myśli zarówno od przeszłości jak i przyszłości i skupić całą swą uwagę na teraźniejszości.

 

Wieczność to głębokie zapatrzenie się w teraźniejszość. Jeżeli umiesz ogarnąć teraźniejszość, pojąć całe jej bogactwo, znaczenie i treść, rozumiesz pełnię czasu, a przez to samo sięgasz poza czas.

 

Nie są to tylko intelektualne wywody, możemy to urzeczywistnić i wcielić w życie za pomocą nieustannej czujności i ciągłego badania. Aby zdobyć tę wiedzę, która jest o tyle większa od wiary i która może jedynie dodać wam siły w zmaganiach i walkach, cierpieniach i smutkach - na to trzeba wyzbyć się wszelkiego dążenia do osiągnięcia - osiągnięcia w znaczeniu pochwycenia czegoś dla siebie, zagarnięcia, dojścia do czegoś. Gdy jesteś już wolny od tej myśli, umysł twój staje się giętki, co jest rzeczą zasadniczą w zdobywaniu prawdy.

 

Człowiek musi cierpieć, gdy jest przywiązany do przeszłości lub przyszłości, gdy nie stać go na wysiłek, do którego nie zmusza go konieczność, lub nie pobudza jakiś bodziec. Skoro umysł i serce wyzbędą się przekonania o stopniowym rozwoju człowieka, będącym właściwie utrwaleniem pojęcia "ja" i rozciągnięciem go w granicach czasu, wtedy wszystkie wysiłki ześrodkowują się na chwili obecnej. Wysiłek wzmocni się jeszcze, gdy zdamy sobie sprawę z przyczyny cierpienia, którą jest właśnie "ego" czyli nasze "ja", i będziemy się starali rozproszyć to "ja" już teraz. Źle kierujemy wysiłkami naszymi, gdy pozwalamy by wyrastały z przeszłości lub wybiegały w przyszłość powodowane nadzieją.

 

Należy raczej skupić się na zrozumieniu znaczenia każdej naszej myśli i uczucia, każdego czynu dnia dzisiejszego. Lecz tylko człowiek mądry potrafi się zdobyć na ten pełnowartościowy wysiłek. Nie ma to nic wspólnego z wykształceniem, z ilością nabytych z książek wiadomości. Chodzi o to, aby umieć pojąć znaczenie każdego wydarzenia, zrozumieć już teraz całą jego treść, oddzielając go zarówno od przeszłości jak i przyszłości.

 

Pełnia energii, jej punkt szczytowy, jest równoznaczny z oświeceniem.

 

PYTANIE: Czy zechcesz nam wytłumaczyć, jak można połączyć silne uczucie z brakiem przywiązań?

 

KRISHNAMURTI: Uczucie czyste jest zawsze niezależne. Jeżeli kocham kogoś prawdziwie i głęboko, jestem od niego niezależny, gdyż prawdziwa miłość jest pełnią sama w sobie. To, co zwykle nazywamy miłością jest tylko płytkim wzruszeniem, którego istnienie jest zależne od przedmiotu kochania. Miłość uwarunkowana jakąś osobą musi być z konieczności ograniczona.

 

Jeżeli o szczęściu twoim decyduje przywiązanie do jakiejś osoby, lękasz się wtedy nieustannie aby jej nie utracić, bądź w chwili śmierci, bądź gdy pokocha kogoś innego. Miłość samolubna, zaborcza i zazdrosna, pełna lęku, wymagająca ciągle czegoś dla siebie, musi być siłą rzeczy murem pomiędzy sobą a przedmiotem swojego kochania. Zapora ta jest właśnie powodem cierpienia, podczas gdy prawdziwa miłość, która jest pełnią sama w sobie, jest wolna od cierpień. Niezależność prawdziwego uczucia nie jest ani sentymentalizmem, ani obojętnością. Po prostu, dążąc samemu do pełni życia, dajesz drugiemu całkowitą swobodę działania, po to aby i on mógł ten sam cel osiągnąć. Miłość jest więc sama w sobie pełnią i jest niezależna od jakiegokolwiek przedmiotu ukochania, choć nieraz nie potrafi człowiek poznać uczucia i wyrazić go bez współudziału drugiej osoby. Nie można jednak pojąć prawdziwej miłości, tej która jest sama w sobie wiecznością, jeżeli się nie uniezależni samego uczucia od przedmiotu swojej miłości.

 

PYTANIE: Jak możemy rozróżnić doświadczenia, które nas doprowadzają do prawdy od tych, które są bez wartości?

 

KRISHNAMURTI: Uważając, że wszystkie doświadczenia prowadzą do prawdy i pilnie badając każde z nich. Prawdę osiąga się za pomocą oświecenia, a oświecenie jest odkryciem istotnej wartości każdego doświadczenia. Na to aby odkryć prawdziwą wartość jakiegoś przeżycia, musimy się zastanowić nad jego najgłębszą treścią. Wtedy człowiek staje się niezależny od doświadczeń i oświecenie staje się stanem trwałym. Nikt nie może nam nakreślić reguły, jakie doświadczenia wiodą do prawdy, a jakie do niej nie wiodą. Każdy z nas musi zawsze sam wykryć zasadniczą treść danego doświadczenia. Jeżeli pragniesz stać się pełnią i życiem samem, nie będziesz niczego unikał ze strachu, lecz będziesz się ustawicznie starał rozumieć i przyswajać sobie znaczenie każdego doświadczenia.

 

PYTANIE: Czy zdaniem twoim wszystkie usiłowania, mające na celu przekonanie się o tym, co się dzieje po śmierci lub porozumiewania, się z umarłymi są tylko bezowocną stratą czasu? Czy też uważasz, że należy je popierać jako pewną dziedzinę wiedzy i przyczynek do nauki?

 

KRISHNAMURTI: Na drugą część pytania nie mam nic do odpowiedzenia. Zajmuje mnie tylko część pierwsza. Zasadniczo według mnie śmierć nie istnieje, gdyż śmierć i narodziny są jednym i tym samem dla człowieka, który osiągnął ten stan wieczności, która jest życiem. Jeżeli jednak ty jako jednostka, jesteś przywiązany do swego "ja", jako do odrębnej istoty, wtedy istnieją dla ciebie śmierć i narodziny. Wszyscy ci, którzy podlegają złudzeniom oddzielnego istnienia, zadają pytania pod kątem widzenia tych urojeń: "czy będę żyć nadal po śmierci? czy można być w kontakcie z umarłymi? czy pożyteczne jest badanie życia pozagrobowego celem rozszerzenia ludzkiej wiedzy?". Jeżeli ujmiesz zagadnienie śmierci z punktu widzenia pragnienie indywidualnego trwania, odrębności, czyli samoświadomości - musisz cierpieć. Pytacie bezustannie: "czy będę istniał po śmierci w innych światach? czy wrócę na ziemię?" Pytania te są wywołane chęcią przedłużenia i utrwalenia własnej istności w czasie. Sądzę jednak, że odrębność i świadomość siebie są tylko złudą i dopiero wtedy, gdy rozproszymy to złudzenie, odkrywamy wieczność czyli pełnię życia. Wtedy nie ma już śmierci ani narodzin. Jeżeli ktoś mówi wam o waszym życiu pośmiertnym, wzbudza to w was tylko chwilowe zadowolenie, nadzieję, zaspakaja żądzę wrażeń, lecz nie daje bynajmniej zrozumienia - nie odsłania wam nieśmiertelności.

 

Według mnie nieśmiertelnością jest osiągnięcie stanu wieczności wolnego od poczucia "ja", od trwania "ego" w czasie. Nie chodzi mi o złudne trwanie samoświadomości i indywidualności, lecz o tę nieśmiertelność życia, która przekracza granice wszelkiego pojęcia indywidualności.

 

Życie trwa bezustannie we wszystkim, nie dochodzi się więc doń przez ewolucję i postęp w ramach czasu. Im więcej zastanawiasz się nad śmiercią i nad tym co będzie poza grobem, im bardziej roztrząsasz kwestię reinkarnacji czy niebytu, tym mniej stykasz się z życiem, które jest ciągle wszechobecne. Dopóki odkładać będziesz zrozumienie teraźniejszości, dopóty nie dowiesz się nigdy co jest poza nią. Z chwilą zaś gdy ją zrozumiesz, wiesz, że nie ma nic poza nią. Lecz na to aby pojąć teraźniejszość odwieczną trzeba żyć intensywnie. Trzeba analizować, badać, rozważać i opanowywać siebie; nie powodując się strachem, lecz chęcią zrozumienia i wyzwolenia się ze wszelkich właściwości. Należy opanowywać siebie po to, aby móc pojąć treść każdego doświadczenia, każdego zdarzenia. Z chwilą gdy uświadomisz sobie istotną wartość wszystkiego, drobne zagadnienia znikną same przez się. Jeżeli jednak powodem twego opanowania się będzie strach i małostkowość, nigdy nie pojmiesz prawdy. Opanowanie siebie ma tylko wtedy moc wyzwalającą, jeżeli ma na celu zrozumienie istotnej wartości naszych czynów i myśli. Wtedy dopiero samodyscyplina uwalnia człowieka od małostkowości, od gniewu, zazdrości, plotkarstwa i tysiąca drobiazgów, które spalają energię.

 

PYTANIE: Czy człowiek żonaty, który żyje normalnym życiem seksualnym może osiągnąć cel ostateczny? Czy asceza, którą zdaje się uprawiasz, jest rzeczą konieczną do wyzwolenia?

 

KRISHNAMURTI: Urzeczywistnienie prawdy jest największym ześrodkowaniem energii. Na to aby osiągnąć ten stan najwyższego skupienia, należy skoncentrować energię w głębokiej kontemplacji, która jest naturalnym wynikiem czynu, działania i słusznego wartościowania. To ześrodkowanie energii, które jest równoznaczne z wyzwoleniem samoświadomości, sprawia, że wiodę tryb życia, który wy nazywacie ascetycznym. Nie twierdzę bynajmniej, że ty masz mnie naśladować, nie twierdzę, że ludziom żonatym jest niedostępna możność tego głębokiego rozmyślania. Mówię po prostu, że człowiek, który pragnie na stałe urzeczywistnić pełnię życia, nie może rozpraszać energii.

 

Nie dokona tego niewolnik namiętności i żądzy wrażeń. Nie chcę wcale abyście się stali ascetami, udali się na puszczę i uciekli od świata. Ani ucieczką przed światem, ani też pobłażaniem sobie nie można dosięgnąć prawdy. Harmonią uczuć i myśli dojdziecie do tego skupienia energii którą dziś rozpraszają namiętności, zazdrość i żądza wrażeń. Pełnia życia polega na osiągnięciu tej harmonii.

 

Nie przypisujcie więc tak wielkiej wagi ascezie, której zdaniem waszym hołduję. Stanowi to tylko szczegół. Prawdziwa asceza nie jest bynajmniej wywyższaniem się i idealizowaniem prymitywizmu. Może zdaje się wam, że żyjąc prymitywnie i ujarzmiając siebie pojmiecie prawdę? Prawdziwy asceta jest niezależny od wszelkich warunków, w których może się znaleźć. Lecz na to, aby stać się prawdziwym ascetą trzeba być bezwzględnie uczciwym wobec samego siebie, gdyż inaczej można łatwo popaść w samooszukaństwo, co się często zdarza. Na to aby dojść do życia bezwzględnie niezależnego, które jednak nie ma nic wspólnego z obojętnością, trzeba całkowitej rzetelności myśli i niezaćmionego niczym widzenia celu. Jest to niezależność pełna zapału i miłości. Jeżeli poświęcisz temu wszystkie myśli, całą uwagę, jeżeli stanie się to treścią całego życia - wtedy zrozumiesz. Nie ubóstwiajcie więc ascezy i nie stawiajcie mnie jako ascety na piedestale. Asceza wypływa przeważnie z chęci ucieczki, z obawy przeżyć. Człowiek zaś musi być rozumnie niezależny. Według mnie nie istnieje wyrzeczenie, a poświęcenie występuje tylko tam, gdzie nie ma zrozumienia. Jeżeli jesteś naprawdę niezależny, co wymaga głębokiego zrozumienia istotnej wartości doświadczeń, jesteś wolny zarówno zewnętrznie jak i wewnętrznie. Zewnętrznie w miarę możności, lecz w każdym razie bezwzględnie wolny wewnętrznie.

 

III

 

Słowa, które wyrażają nasze własne codzienne przeżycia nie mogą odmalować drugiemu człowiekowi pełni naszych doświadczeń. Tego, co pragnę wam opisać nie można pojąć za pomocą li tylko intelektualnego zrozumienia. Realnym staje się to dopiero wtedy, gdy wcielamy to w życie.

 

Życie, ta odwieczna rzeczywistość, istnieje we wszystkim, nie jest czymś od nas oddzielnym. Życie w całej swej pełni przebywa w nas samych. Bezcelowym jest więc usiłowanie dotarcia doń za pomocą nabożeństw, podniet zewnętrznych, systemów religijnych i zorganizowanego szukania prawdy. Skoro rzeczywistość jest zawsze całkowita i doskonała, nie może się ona rozwijać i dlatego jest poza pojęciem czasu. Aby ją sobie uświadomić człowiek musi pozbyć się wszelkich bodźców. Umysłem nie może kierować żądza zdobywania, udoskonalania własnego "ja", wywyższania siebie. Rzeczywistość jest poza postępem i czasem i dlatego nie ma nic wspólnego zarówno z przeszłością jak i z przyszłością. Istnieje tylko w teraźniejszości, nie w znaczeniu czasu, lecz teraźniejszości działania. Życie, które jest dla mnie prawdą, wciąż się odnawia. Jest absolutem, choć bynajmniej nie kresem. Osiągnięcie tej prawdy i życia daje spokój niezmącony, jest nieśmiertelnością. W tym wciąż odnawiającym się życiu nie ma zmagań, ani konfliktów. Jest ono czystym, pełnym treści bytem. Rzeczywistość istnieje zawsze w całej pełni, gdy więc człowiek to sobie uświadomi, przestaje nim władać pojęcie postępu, nie zacieśnia jego myśli chęć zdobywania i rozwijania cnót i zalet. Osiągnięcie tej pełni stawia człowieka ponad karmą. Karma jest bowiem działaniem nieoswobodzonym jeszcze z więzów.

 

Każdy z was od czasu do czasu, w rzadkich chwilach spokoju, może dostrzec błysk tej rzeczywistości. Skupieniem i intensywnym przeżywaniem smutków i radości dochodzi się do głębokiej kontemplacji i wnika się w istotę rzeczy. W rozmyślaniu takim nie ma już wysiłku ani konfliktów myśli. Przebłysk rzeczywistości nie daje nam biernego zadowolenia, lecz przeciwnie budzi bunt, rodzi rzetelny wysiłek, pragnienie słusznego rozpoznawania, które jest właśnie "oświeceniem".

 

Jeżeli moje słowa będziecie uważać tylko za wywody filozoficzne, o których można dyskutować, to nie będą one miały żadnej wartości, na to, aby uczynić je waszym własnym, realnym i trwałym doświadczeniem, trzeba żyć intensywnie, poznawać świat rzeczy przemijających, w którym leży przyczyna wszelkiego bólu. Według mnie, tym co przemija jest właśnie "ego", świadomość naszego "ja", osobowość, indywidualność. Oto jest istotna przyczyna wszystkich cierpień. W moim przekonaniu nie ma dwoistości. To poczucie dwoistości, które istnieje w każdym człowieku, wywołane jest złudzeniem "ego", a dopóki istnieje "ego", osobowość, samoświadomość, dopóty nie można trwale pojmować rzeczywistości i prawdy.

 

Dopóki przywiązani jesteście do swego "ego", do samoświadomości, czyli indywidualności, dopóty istnieje dla was czas i nieustanna chęć dowiedzenia się, czy będziecie żyli po śmierci, dopóty trwa pragnienie zachowania odrębnej istoty, co z kolei pociąga za sobą śmierć i narodziny i jest przyczyną cierpienia.

 

Możecie co pewien czas przełamywać koło samoświadomości i dostrzegać przebłyski prawdy, lecz pamiętajcie, że celem i zadaniem waszym jest uczynić te przebłyski rzeczą trwałą. Z chwilą, gdy zniknie krąg samoświadomości, nie będzie już mowy o szukaniu prawdy, gdyż stanie ona dla was otworem. Dopóki jednak jesteście zamknięci w tym kole, otoczeni kręgiem samoświadomości, dopóty nie może być mowy o znalezieniu prawdy. Ponieważ ego jest rzeczą przemijającą, żyje więc ono w niewoli czasu. Dopóki istnieje w nas choćby cień samoświadomości, dopóty musi trwać indywidualność i egoizm. Dopiero gdy zniknie poczucie "ja", czyli ego, występuje czysta świadomość. Poczucie "ja" jest czymś osobowym, czujna zaś świadomość, czyli istotne zdawanie sobie sprawy ze wszystkiego jest bezosobiste. Dojdziecie wówczas do przekonania, że należy stosować samodyscyplinę nie ze strachu lub chęci zdobycia czegoś, ani z chciwości, lecz będziecie opanowywać się powodowani pragnieniem poznania istotnej wartości uczuć i wrażeń. To zaś doprowadzi w końcu do odkrycia miłości, która jest sama w sobie wiecznością, zawiedzie do tej rozwagi, która jest mądrością.

 

IV

 

Ponieważ nie chcecie zmienić siebie do gruntu, budzi się w was tęsknota do kogoś, za kim moglibyście iść i kogo moglibyście naśladować. Powstają wskutek tego zrzeszenia osób, które obierają sobie za wzór kogoś i starają się do niego upodobnić. Wszędzie, gdzie występuje naśladownictwo, musi być wzór i wzór ten staje się autorytetem, prawem, które zastępuje nam nasz własny sąd. Powtarzałem wielokrotnie: nie przyjmujcie tego co mówię na wiarę, nie stawiajcie mnie na piedestale, nie róbcie ze mnie autorytetu. Gdy twierdzę, że zdobyłem prawdę, nie mówię tego, aby stać się autorytetem - zrozumcie to proszę, czynię to dlatego tylko, aby podkreślić, że to co sam osiągnąłem może zdobyć każdy, kto gorąco pragnie Prawdy. Ponieważ większość z was wierzy w cuda, tj. w rzeczy nadnaturalne, dlatego zwracacie się do mnie nieraz z zapytaniem: "Czy jakaś nadludzka istota wzięła twoje ciało w posiadanie?" lub mówcie: "Tobie łatwo jest osiągnąć prawdę, gdyż uczono ciebie tego w licznych poprzednich wcieleniach". Jesteście o wiele więcej przejęci cudami, rzeczami nadzwyczajnymi, niż chęcią zrozumienia i wcielenia w życie tego co mówię. Zrozumcie proszę, iż nie chcę urabiać was na swój wzór, gdyż prawdy nie zdobywa się za pomocą naśladownictwa. Być sobą, to znaczy być prawdziwie wolnym, gdyż osiągnięcie prawdy jest owocem naszej własnej mocy, umiejętności i wysiłku, a nie wynikiem jakichś cudownych nauk, lub wskazań nadludzkich istot. Gdy wyzwoliłeś już swoją samoświadomość jesteś doskonały, jak doskonały i piękny jest kwiat.

 

Obawiam się, że wielu tutaj zebranych powtarza tylko moje słowa, nie przyczyniając nic własną myślą i wysiłkiem, nie starając się o odkrycie rzeczywistości, o której mówię. Gdy będziesz sobą w sposób zupełnie naturalny i prosty, nie uważając siebie za nadzwyczajność, gdy pozbędziesz się strachu i staniesz się naprawdę niezależny, a przez to samo bezwzględnie samotny, choć wolny od ciężaru samotności, wtedy zrozumiesz życie. Odkryjesz pełnię życia, która niepodzielnie w tobie przebywa, skoro przestaniesz szukać zadowolenia, przerzucając się z jednego przeciwieństwa w drugie. Dziś żyjesz jeszcze w więzi przeciwieństw i starasz się wśród nich utrzymać równowagę, zamiast się od nich całkowicie uwolnić. Nie można znaleźć punktu stałego równowagi przeciwieństw, natomiast uwolnienie się od ich tyranii rodzi nowe zrozumienie.

 

Wyzwolenie nie jest zharmonizowaniem przeciwieństw, lecz całkowitym unicestwieniem poczucia naszego "ja", które jest twórcą pojęcia odrębności. Z chwilą gdy wyzwoliłeś się już z pod jarzma przeciwieństw, wzbogaciłeś się nie sycąc swej odrębności - stałeś się wolny. Skarbu tego nie da ci naśladowanie moich pojęć, lecz tylko i jedynie własne ich przemyślenie, ustawiczna i czujna rozwaga, wytrwałe dążenie do uwolnienia się od wzorów, do oswobodzenia się od moralnych autorytetów, które narzucił ci strach.

 

Na to aby stać się naprawdę sobą, musisz być sam siebie świadomy, zdawać sobie sprawę z tego co myślisz. Przekonaj się czy się radujesz czy cierpisz i zbadaj przyczynę radości tych i zmartwień, zastanów się, czy się boisz, czy starasz się unikać samotności. Jeżeli myśl o osamotnieniu napawa cię lękiem nie zaznasz nigdy prawdziwej samotności, która jest ekstazą życia i nie ma nic wspólnego z osamotnieniem. W tej upojnej samotności nie ma osamotnienia, jest raczej bogactwo, którego źródłem jest zrozumienie dwójni przeciwieństw. Zrozumienie to jest wspólną treścią wszechrzeczy, jest pełnią. Powtarzam, iż nie zdobędzie się tego zrozumienia przez nabożeństwa, ani przez podporządkowanie się autorytetom, nie pomoże też urabianie siebie na czyjś wzór, naśladowanie mnie lub kogokolwiek innego. Jedynie własna rzetelność, dążenia, badanie swych skrytych pragnień, poznanie własnych powikłań dać nam może zrozumienie. Lecz tylko wtedy je osiągniemy, gdy postanowimy zmierzyć się z samotnością, co nie ma nic wspólnego z odosobnieniem się od ludzi, wywołanym obawą, chęcią ucieczki od życia. Chodzi o tę samotność, w której człowiek żyje, gdy jest już bezwzględnie wolny, wewnętrznie nie związany niczym, nieustraszony.

 

PYTANIE: Jakże można osiągnąć wyzwolenie, które jest harmonią pośród dysharmonii i konfliktów świata?

 

KRISHNAMURTI: Możesz osiągnąć wyzwolenie, skoro zrozumiesz, że harmonią nie jest czymś poza tobą, zdasz sobie sprawę, że odkryć ją możesz tylko własnym wysiłkiem. Gdyby nawet cały świat był doskonale zorganizowany, stworzylibyście chaos w sobie samych. Jeżeli jednak w człowieku panuje harmonia, żyje on na świecie, nie tracąc spokoju. Należy szukać harmonii w sobie samym, gdyż tylko w ten sposób dopomaga się do stworzenia harmonii na świecie.

 

Strach, oraz pragnienie władzy i wygody są źródłem dysharmonii. Dysharmonia powstaje dlatego, że przeszłość i przyszłość zajmują was więcej niż życie obecne, w którym każde doświadczenie może dać pełnię zrozumienia. Nie osiąga się wewnętrznego spokoju przez ucieczkę od konfliktów, które szarpią światem, lecz przez zrozumienie istotnej wagi, prawdziwej wartości każdego konfliktu, znaczenia wszelkich walk, radości i cierpień, będących naszym udziałem w życiu codziennym.

 

PYTANIE: Wytłumacz proszę, co masz na myśli, mówiąc "przyzywajcie cierpienie"?

 

KRISHNAMURTI: Niech ból was nie przeraża, a strach nie zniewala do szukania ulgi. Skoro zdajesz sobie dobrze sprawę z twojego cierpienia, będziesz się starał zgłębić jego przyczynę, nie przesłaniając jej słowami pociechy i otuchy, nie zaprzeczając istnieniu tego bólu, ani też uciekając przed nim. Wzywać cierpienie, to znaczy być świadomym jego przyczyny, którą jest poczucie naszego "ja", ten twórca poczucia odrębności. Chciej stać się pełnym człowiekiem i w tym celu usiłuj zdać sobie dokładnie sprawę ze swego postępowania, nie oglądając się na przeszłość, nie rozważając dawnych powikłań, lecz stając się świadomym swych czynów w chwili obecnej. Im więcej stajemy się świadomi teraźniejszości, tym więcej opanowujemy swą przyszłość. To zaś co nazywamy przyszłością nie jest niczym innym jak dalszym ciągiem teraźniejszości. Jeżeli zatem nie rozumiemy teraźniejszości nie możemy pojąć prawdy.

 

PYTANIE: Chciałbym uważać ludzi za swoich braci, ale nie czuję tego. Czy słusznie jest, zachowywać się wobec nich tak, jakbym to czul, czy też będzie to tylko hipokryzją i udawaniem?

 

KRISHNAMURTI: Gdy wyzwolisz już swą samoświadomość i zniszczysz złudę indywidualności, wtedy poznasz pełnię, w której nie ma poczucia odrębności, ani też zjednoczenia. Wówczas będziesz dla wszystkich życzliwy i w stosunku do każdego będziesz postępował słusznie.

 

V

 

Niektórym z was wydaje się może, że zajmuję się przeważnie metafizyką i filozofią. Nic podobnego. Na każde zagadnienie życiowe znajdzie się odpowiedź, gdy człowiek urzeczywistni sam w sobie prawdę w całej jej pełni. Nie ujmujcie więc tego co mówię z punktu widzenia filozofii, czy metafizyki, lecz właśnie pod kątem zagadnień, które nasuwa wam codzienność, wasze własne postępowanie, rozpatrujcie moje słowa z punktu widzenia życia, jego radości i walki.

 

Wszystkim wam chodzi o to, aby zrozumieć istotę cierpienia, w którego władzy jesteście. Szukając tego zrozumienia, znajdziecie sposób życia, który oswobodzi was od konfliktów, które są źródłem cierpienia i złudnych majaków. Podstawową przyczyną cierpienia jest nasze własne działanie, przy czym pod nazwą tą rozumiem uczucia i myśli, wypływające z poczucia ego, "ja". Jeżeli praca, uczucia i myśli mają swe źródło w samolubstwie, to bez względu na ich szlachetność i wzniosłość stają się one więzami, krępującymi człowieka, skrępowanie zaś i ciasnota są przyczyną bólu. Własne postępowanie staje się zawsze więzieniem, gdy bodźcem czynów naszych jest zawiść, samolubne pragnienia, nienawiść, niechęć, okrucieństwo, zazdrość i wszelkie inne cechy. Bezwzględnie należy to zrozumieć. Powodem konfliktów jest bezustanny wysiłek przystosowywania się do przeciwieństw, wyzwolenie zaś jest oswobodzeniem się od nich.

 

Walka i zmaganie wybuchają wtedy, gdy ego za pomocą myśli i uczucia stwarza przeciwieństwa. Pełnia jest w każdym z nas, jakkolwiek trwa ona w więzi ułudy, która jest stworzona przez nas samych, przez poczucie własnej świadomości. Wyzwolenie naszej samoświadomości pozwala nam urzeczywistnić tę pełnię. Dopóki istnieje ego, czyli samoświadomość, dopóty musi istnieć wysiłek, a przez to samo i cierpienie.

 

Gdy wolny już jesteś od dwójni przeciwieństw, od wszelkiej krańcowości rodzi się harmonia. I to jest wyzwolenie, szczyt mądrości. Nie można jednak osiągnąć tego stanu, dopóki jest w nas choćby cień poczucia "ja" i "moje" w odróżnieniu pojęcia od "twoje", są to pojęcia płynące z ego, które jest źródłem rozdzielności. W rzeczywistości, w Prawdzie i Życiu nie ma ani oddzielności, ani zjednoczenia.

 

Prawda jest pełnią; wszystkie przeciwieństwa przestały już w niej istnieć. Pełnia nie ma żadnej postaci, nie zna podziałów ani przeciwieństw. Pełnię tę, która istnieje po wsze czasy we wszystkim, w każdej ludzkiej istocie, nazywam doskonałością. Ponieważ człowiek ma poczucie swojego "ja", stwarza on podział pomiędzy rzeczywistością a sobą. Ego jest poddane władzy czasu i przestrzeni, szuka nieustannie kierunku, oglądając się na przeszłość i przyszłość, dostosowuje się ustawicznie do przeciwieństw, nabywa cech i właściwości, stwarza oddzielność, jest przyczyną wysiłku i zmagań.

 

Spytacie może: "A cóż się stanie, gdy wyzwolę moją samoświadomość? Co wtedy w człowieku czuje, co jest w nim świadome"? Skoro oswobodzisz się już od samoświadomości, czyli przejdziesz już przez jej przeżerający płomień, samoświadomość ustępuje miejsca rzeczywistości, pojmowaniu Prawdy, w której nie ma już różnicy pomiędzy postrzegającym, a przedmiotem postrzegania, pomiędzy działaczem, a samym działaniem, nie ma już dwoistości. Zrozumiesz to wtedy, gdy wyzbędziesz się poczucia "ja". Wszystkie wasze bezpośrednie wysiłki muszą więc dążyć do tego wyzwolenia.

 

Dopóki człowiek schwytany jest w sieci samoświadomości, dopóki tkwi w złudzie oddzielności, dopóty żyje w świecie przemijającym i w niewoli czasu, a przez to samo musi podlegać cierpieniu. Musisz więc uświadomić sobie twoje cierpienie, zdać sobie sprawę z jego przyczyny. Nie chodzi tu o wyimaginowane smutki, lecz o cierpienie, wywołane codziennymi konfliktami. Gdy jesteś już w pełni świadomy twego cierpienia, zaczynasz się od niego uwalniać, stajesz się zdrowym i normalnym człowiekiem.

 

Poczucie własnego ja jest źródłem pragnień opartych na przeciwieństwach. Bogaty boi się stracić majątek. Wydaje mu się, że dobrobyt daje szczęście, zadowolenie i pociechę, przywiązany jest więc do swoich bogactw. Biedny zaś chce być bogaty, ponieważ ubóstwo pozbawia wielu rzeczy: wychowania, wygody fizycznej, przyjemności i wszystkiego, czym darzy człowieka bogactwo. Przeciwieństwa nie schodzą wam z myśli, i dlatego zaciskają się coraz bardziej więzy samoświadomości. Samoświadomość stwarza różnice klasowe, różnice stanowiska i władzy. W złudzie żyjecie i powodując się nią, szukacie przeciwieństw, stwarzając w ten sposób chaos na świecie. Tu nie chodzi o to, czy ktoś jest bogaty, czy biedny, lecz o całkowitą niezależność od swego bogactwa lub ubóstwa, o nieprzywiązywanie się ani do jednego ani do drugiego. Istotna niezależność od wszelkich przeciwieństw rodzi prawdziwą harmonię, człowiek nie boi się wówczas ubóstwa, ani też nie stroni od bogactw, chociaż ich bynajmniej nie pożąda.

 

W samym człowieku jest zawsze pełnia. Jest ona poza pojęciem czasu i trwania, i nie można do niej podejść żadną ścieżką. Ponieważ człowiek jest uwięziony w złudzie przeciwieństw, istnieje dla niego pozytywne i negatywne. Wydaje się sam sobie czymś niekompletnym i sądzi, że może pełnię zdobyć tylko przez doświadczenie na sobie przeciwieństw.

 

Namiętność będzie istniała dopóty, dopóki ludzie będą żyli w więzach cierpienia, które stwarza brak pełni. Widziałem dookoła siebie ludzi w sidłach namiętności, w niewoli przeciwieństw. I zapragnąłem pełni, tj. chciałem się uwolnić od wszelkich przeciwieństw, chciałem wyzwolić swoją samoświadomość. Zrozumiałem, że we mnie samym zawiera się zarówno pozytywne jak i negatywne, lecz póki opieram się na jednym z tych przeciwieństw, w mym poszukiwaniu szczęścia, dopóty nie zaznam harmonii i nie poznam, nie osiągnę pełni. Czemu ludzie się żenią? Sądzą, że małżeństwo pozwoli im przezwyciężyć samotność i uzupełni ich braki. Siła zewnętrzna popycha ich ku tej pełni, czyli ku wyzwoleniu samoświadomości, nakłania ich do zdobycia umiejętności przystosowania się, do osiągnięcia harmonii.

 

Nie wnioskujcie z tego, iż uważam małżeństwo za łatwą ścieżkę, lub w ogóle za ścieżkę, wiodącą do pełni. Na to aby osiągnąć pełnię nie potrzeba doświadczeń, które daje małżeństwo, można to uskutecznić obywając się bez nich, lecz wymaga to wielkiego wysiłku, skupienia, zdecydowania i odwagi. Nie twierdzę bynajmniej, że życie bezżenne jest lepsze od stanu małżeńskiego. Pełnię zdobyć można w każdych warunkach życia, jeżeli człowiek gorąco pragnie tej całkowitości, która jest wyzwoleniem z poczucia "ja". Rzeczą zasadniczą w urzeczywistnieniu Prawdy nie są warunki zewnętrzne, systematy myślowe i ścieżki, czy metody działania, lecz żarliwe pragnienie, zdolne samo przez się obudzić w nas inteligencję, potrzebną do zrozumienia.

 

Przypatrzmy się upodobaniom i niechęciom. Człowiek podlega jednym i drugim. Dopóki trwa samoświadomość, dopóty muszą istnieć przeciwieństwa. Gdy wyzwolimy naszą samoświadomość, budzi się w nas miłość wolna od wszelkich ograniczeń i zacieśnień, prywat i cech indywidualnych. Nie jest to bynajmniej równoznaczne z bezpłodną obojętnością. Miłość, która jest pełnią sama w sobie, nie uznaje niechęci ani upodobań.

 

Rozpatrzmy z kolei władzę. Ponieważ człowiek żyje w więzach samoświadomości, daje się on omamić ułudzie potęgi lub pokory. Człowiek słaby szuka siły i tkwi w więzach przeciwieństw. Ani pokorą, ani słabością, ani potęgą i siłą nie osiągniesz pełni.

 

Albo zbadajmy uczucie strachu i pragnienie wygody. Człowiek opanowany lękiem domaga się pokrzepienia, pragnie otuchy, wygody fizycznej, umysłowej i uczuciowej, wygląda zbawienia, którym obdarzyłby go ktoś inny, spodziewa się pomocy z zewnątrz.

 

Dopóki człowiek tkwić będzie w okowach samoświadomości, zawsze będzie on igraszką przeciwieństw i przez to samo będzie musiał cierpieć. Przyczyną cierpienia jest przemijająca natura przeciwieństw oraz właściwe im cechy: niepewność i niedoskonałość. Dopóki istnieją różnice wywołane przeciwieństwami, dopóty mają moc więzy czasu i przez to samo istnieje brak pełni. Na to abyś uświadomił sobie tę pełnię, która jest we wszystkim, musisz posiadać spokój, płynący z głębokiej rozwagi, i kontemplacji wyzbytej już wysiłku, a nieustannie się odnawiającej. Przede wszystkim człowiek musi się stać normalnym - i to jest zasadniczym warunkiem zrozumienia rzeczywistości. Większość ludzi jest anormalna i niezdrowa. Normalnym nazywam tego, kto zna siebie, gdyż jest siebie świadomy, człowieka, który nie zna strachu, który nie podlega złudzeniom, żądzom, i zachłanności. Należy siebie znać takim, jakim się jest naprawdę teraz, a nie takim, jakim człowiek rad by siebie widzieć lub takim jakim pragnąłby się stać w przyszłości, czy jakim się było w przeszłości. Na to aby stać się normalnym trzeba całkowicie zerwać z przeszłością i przyszłością. Powinieneś być normalny, nie wolno ci mieć idiosynkrazji, ni żywić fałszywych nadziei. Nadzieje takie są według mnie tylko przeszkodą, gdyż każą nam unikać teraźniejszości. Dla mnie teraźniejszość jest pełnią czasu. Teraz właśnie rzucasz cień swój na ziemię i teraz cierpisz, teraz więc możesz uwolnić się od bólu. I dlatego musisz stać się świadomy teraźniejszości, czyli stać się normalnym, a nie oddawać się jakimś mrzonkom i nadziejom na przyszłość, snuć urocze wizje na tle wyobraźni. Lecz wymaga to wielkiego zdecydowania i rzetelnej chęci stania się człowiekiem pełnym już teraz.

 

Znajomość siebie w teraźniejszości, świadomość tego, jakim się jest obecnie, jest zatem pierwszym warunkiem, kamieniem węgielnym tego trwałego, wiecznego dzieła, jakim jest osiągnięcie pełni. Pierwszym krokiem jest poznanie siebie w swojej słabości, poznanie swych żądz, zachcianek i okrucieństwa, poznanie swoich trudności. Cierpienie trwać będzie tak długo, jak długo istnieć w nas będzie poczucie "ja", a szczęście leży jedynie w zdobyciu pełni. Skoro zapragniecie zrozumieć tę pełnię, staniecie się ludźmi normalnymi, a opanowanie wasze będzie oparte na prawdziwej samodyscyplinie.

 

VI

 

Przekonacie się. że ten, kto dąży do zrozumienia, musi zaznać samotności, gdyż tylko za pomocą własnego wysiłku, wyzwolonego od wszelkich, kierowanych ku przeciwieństwom pożądań, można pojąć prawdę. Poczucie osamotnienia przeradza się jednak w bezpośredni sposób w ekstatyczną samotność, która z osamotnieniem nie ma nic wspólnego. Nie potraficie jednak tego zrozumieć, jeżeli będziecie rozpatrywali te pojęcia jedynie z punktu widzenia intelektu, jako teorię lub ciekawą hipotezę.

 

Proszono mnie o bliższe wytłumaczenie tego, co mówiłem przed kilkoma dniami o małżeństwie. Prawdy ani pełni życia nie można osiągnąć za pomocą żadnego systemu ani nie zależą one od jakichś specjalnych okoliczności. Sam fakt, że człowiek jest lub nie jest żonaty, nie gra zbyt wielkiej roli, o ile posiada on umysł czujny i bystry, oraz giętkość myśli, która prowadzi do osiągnięcia mądrości. Nie sadźcie, że życie małżeńskie pozwoli wam osiągnąć pełnię, ani, że stan bezżenny da wam zrozumienie życia. Możesz nie być żonaty, lecz ulegasz wpływom przyjaciół, rodzeństwa, sąsiadów, czy presji opinii. Tak samo w małżeństwie możesz się poddawać wpływowi żony lub dzieci, czy w ogóle warunków życia rodzinnego. Nie oglądajcie się zatem na żaden system, czy metodę rozwoju, bo to do niczego nie prowadzi; obojętne czy jesteście żonaci, czy nie. Natomiast rzeczą zasadniczej wagi jest należyte wartościowanie, umiejętność słusznej oceny własnych myśli, uczuć, przekonań, zmagań i konfliktów. Drogą ciągłego badania i przez nieustanne skupienie oswabadzacie się z więzów samoświadomości. Aby jednak poznać istotne znaczenie konfliktów, trzeba żyć. Oświecenie jest rozpoznaniem istotnych wartości. Skoro poznałeś prawdziwą wartość swych myśli i przywiązań od pozoru i próżności, możesz się od tego wszystkiego uwolnić. Wyzwolenie to posługiwanie się istotnymi wartościami w życiu codziennym, wartości te zaś odkryć można jedynie własnym wysiłkiem i zrozumieniem, a nie przez naginanie się do jakiegoś systemu czy metody.

 

PYTANIE: Twierdzisz, że przyroda wypełnia swe przeznaczenie, stwarzając człowieka. Przeznaczeniem człowieka jest więc prawdopodobnie stać się człowiekiem doskonałym, czyli wyzwolonym. Wyzwolenie pociąga jednak za sobą koniec rodu ludzkiego. Czy zanik ludzkości jest więc jej celem? Gdyby wszyscy ludzie mogli być do Ciebie podobni, byłoby to równoznaczne z końcem ludzkości. Czy nie tak?

 

KRISHNAMURTI: Mówiłem w istocie, że istnieje najpierw nieświadoma doskonałość, potem świadoma niedoskonałość, tj. stan, w którym człowiek poznaje siebie i zdaje sobie sprawę ze swych ograniczeń, a wreszcie następuje wolność samoświadomości, czyli doskonałość. Życie istnieje we wszystkim i człowiek może jego pełnię osiągnąć, lecz dochodzi do tego jedynie wtedy, gdy zrozumie już znaczenie swoich konfliktów, radości i cierpień. Nie pociąga to wcale za sobą końca ludzkości. Z faktu, że sam nie jestem żonaty i nie mam dzieci, nie wynika bynajmniej konieczność bezżeństwa i bezdzietności dla was. Obojętne jest czy jesteście żonaci czy nie, jeżeli istotnie pragniecie znaleźć zrozumienie. Niektórzy sądzą, że małżeństwo i posiadanie dzieci jest sprzeczne z pojęciem uduchowienia. Nie zgadzam się z tym poglądem. Oczywiście, jeżeli ktoś uważa małżeństwo lub dzieci za najważniejszą rzecz w życiu, a równocześnie nie rozumie znaczenia walki, żądzy posiadania, zależności jednych od drugich, to nie potrafi on żyć w pełni, gdyż tylko zrozumienie daje słuszną ocenę wartości.

 

Możesz żyć w ascezie, a być samolubnym, aroganckim, brutalnym, nieczułym, bezwzględnym, pozbawionym wszelkiej życzliwości. Metoda, system i sposób życia nie są ważne. Ważne jest jedynie osiągnięcie pełni. Z chwilą gdy jedynym pragnieniem stanie się chęć zerwania więzów samoświadomości, pragnienie to stworzy prawo samo dla siebie i będzie twoją dyscypliną. Nie kładźcie więc nacisku na tryb życia, na fakt czy jesteście żonaci lub nieżonaci, czy macie dzieci czy też ich nie macie. Wszystko to są tylko zdarzenia, okoliczności, które winne nauczyć was zrozumienia. Rzeczą zasadniczej wagi natomiast jest właśnie owo zrozumienie. Wszyscy pragną oswobodzić się z cierpień, lecz nie można tego dokonać, idąc w pewnym określonym kierunku, za pomocą jakiejś metody lub systemu. Wyzwolenie z cierpień zdobywa się jedynie za pomocą gorącego pragnienia życia w pełni już obecnie. Zdobywa się je wielkim skupieniem, przez ustawiczne badanie swych czynów, myśli i uczuć, celem wykrycia ich źródła i przekonanie się czy nie jest nim właściwe naszemu "ego" samolubstwo.

 

Spytacie: "Czy to wszystko?". Bynajmniej, to dopiero początek. Mówiłem już, że skupienie obudzi w was uczucie samotności, prawdziwie bolesnego osamotnienia, które przemieni się jednak w upojenie, w ekstazę samotności. Wy jednak nie chcecie być samotni, boicie się tego, nie rozumiejąc, że tylko przez ową samotność i tylko własnym wysiłkiem i mocą osiągniecie pełnię.

 

PYTANIE: Czy zgadzasz się z dawnym religijnym pojęciem, że asceta jest doskonalszym typem człowieka, lepszym od ludzi, którzy żenią się i mają rodziny?

 

KRISHNAMURTI: Nie zgadzam się. Asceta, w zwykłem ujęciu tego słowa, to ten, kto unika życia i ucieka od świata, nie rozumiejąc go zgoła. To jest właśnie treścią pojęcia ofiary, gdzie jest bowiem zrozumienie, tam nie ma wyrzeczenia. Uwielbialiście dotąd poświęcenie zamiast zrozumienia. Człowiek, który ofiaruje tysiąc funtów szterlingów na cele dobroczynne, wydaje się wam wielki, gdyż sami tkwicie w więzach żądzy posiadania. Ten, kto za pomocą własnego cierpienia i zmagań, zdobył wewnętrzną ekstazę samotności i szczęście swe uniezależnił od rzeczy zewnętrznych, ten, kto oswobodził się z poczucia swojego "ja", może równie dobrze żyć w ascezie, jak i być żonatym. Może żyć w świecie, nie należąc do świata. Lecz aby to osiągnąć, trzeba wyzwolić się z wszystkich swoich skrytych pragnień, oswobodzić się całkowicie od ułudy indywidualności, która jest źródłem subtelnego samooszukaństwa.

 

Sedno sprawy nie polega więc na ucieczce od świata i ascezie, lecz na zrozumieniu pełni wewnętrznej, na tym wewnętrznym pojmowaniu prawdy, które uwalnia nas od wszelkich konfliktów i na zdobyciu tej ciszy, która odnawia się i odradza ustawicznie.

 

PYTANIE: Jak należy zapatrywać się na głód, pragnienie, miłość i żądzę płciową? Czy mamy się wstydzić tych zasadniczych popędów natury ludzkiej, czy też uważać je za przejawy życia i starać się tylko o oczyszczenie ich z egoizmu?

 

KRISHNAMURTI: Nie można udoskonalać i oczyszczać tego, co jest prawdziwym wyrazem życia. Można oczyszczać tylko przejawy egotyzmu. Istotny przejaw życia jest wolny, niezacieśniony poczuciem naszego "ja" - po prostu jest i nie ma w nim nic do oczyszczania. Jest nieodłączny od uroku życia. Jest pełnią i nie zna podziałów, nie rodzi się z bólu i cierpienia, ani z obawy przeciwieństw. Miłość, która jest pełnią sama w sobie, jest życiem; w całkowitości swej nie rozróżnia osób, nie zna podziału na "moje" i "twoje", nie przywiązuje wagi do poczucia sympatii, czy też odrazy. To samo dzieje się z inteligencją, tym czystym wewnętrznym postrzeganiem, który jest prawdziwym zewnętrznym przejawem życia i jego istotną właściwością.

 

Dopóki człowiek przywiązany jest do swojego "ja", dopóty musi istnieć walka przeciwieństw, ścieranie się poczucia sympatii i odrazy, upodobania i niechęci. Ten, kto chce oswobodzić się z poczucia swojego "ja", musi być człowiekiem normalnym. Nie może, powodowany strachem, tłumić żadnego ze swoich pragnień; musi rozumieć znaczenie swoich zmagań, swojego popędu płciowego i miłości. To zrozumienie wyzwala go z poczucia własnego "ja". Pełnia życia istnieje zawsze w człowieku, dopóki jednak występuje samoświadomość wraz z całym szeregiem właściwości, przeciwieństw, cnót i obaw, dopóty człowiek męczy się w okowach złudzeń. Wydaje mu się, iż nie jest sam pełnią i z tego poczucia braku całkowitości rodzi się ucisk, chęć podkreślenia swojego autorytetu, znaczenia i siły, oraz żądza posiadania. Skoro człowiek chce być naprawdę wolny i istotnie pragnie osiągnąć pełnię życia, używa wówczas tego wszystkiego jako odskoczni; każdy konflikt uczy go zrozumienia i pozwala wyciągnąć istotną treść danego przeżycia.

 

PYTANIE: Czy nie grozi nam niebezpieczeństwo, że ci, którzy Cię otaczają, ludzie zwykli, o normalnych ludzkich uczuciach, widząc, iż popierasz celibat i uważasz go za drogę wiodącą szybciej do prawdy aniżeli życie małżeńskie, nie popadną w to samo zło, które było zawsze następstwem nauk religijnych, potępiających normalne ludzkie stosunki? Ty wprawdzie nie potępiasz otwarcie, lecz niejako milcząco odnosisz się do tego ujemnie tak, iż znajomi Twoi wstydzą się powiedzieć Ci, że są zakochani i chcą się żenić. Boją się jak gdyby utracić łaskę w Twoich oczach, nie dlatego, że stosunki płciowe są czymś złym, lecz dlatego, że są one więzami. To samo tyczy się i macierzyństwa. Czy mamy się więc starać o to, aby nie będąc jeszcze przygotowani wieść życie anormalne, takie jak Twoje? Czy Twój sposób życia mamy uważać za wzór i starać się go naśladować? Czy dążenie do prawdy musi pociągnąć za sobą wyzbycie się wszystkich ludzkich przywiązań? A jeżeli nie, to może powinniśmy żyć normalnie w jakiś anormalny i nieprzeciętny sposób odmiennie od reszty ludzi? Może oznacza to jakiś nowy ideał, pełny rozwój jednostki lub podporządkowanie jej pojęciu powszechnego dobra w myśl zasad faszyzmu, komunizmu lub tak zwanego patriotyzmu?

 

KRISHNAMURTI: Odpowiedzi moje na poprzednie pytania i przemówienie z przed kilku dni świadczą o tym, iż nie występuję przeciwko małżeństwu, ani nie popieram celibatu. Musicie być ludźmi normalnymi, a większość ludzi jest anormalna i niezdrowa. Ludzie nie są zdrowi, gdyż ciągle się czegoś boją; zarówno małżeństwa jak i życia samotnego. Ani małżeństwo, ani celibat nie stanowią jeszcze o tym, czy człowiek jest normalny, czy nie. Większość tych, którzy wciąż jeszcze trzymają się religii, działają pod wpływem strachu, ci zaś, którzy od religii odeszli, pobłaża sobie i dba tylko o to, aby życie ich było jak najwygodniejsze.

 

Ludzie przywiązani do pobożności, którym chodzi o to, aby być kimś w świecie, uważanym przez nich za świat ducha, ujarzmiający siebie i dławiący swe popędy dlatego, że starają się naśladować jakiś wzór, są, zdaniem moim, niezdrowi i anormalni. Obojętne, czy są oni religijni, czy nie. Każdy, kto pragnie znaleźć prawdę drogą naśladownictwa, oddawania czci komukolwiek, kto sądzi, że zdobędzie ją przez należenie do jakiejś instytucji, czy za pomocą obrzędów jest według mnie człowiekiem chorym, zaś chory musi przede wszystkim wyzdrowieć, gdyż tylko będąc normalnym można zrozumieć prawdę. Możecie się spytać: "Więc po cóż mówisz o prawdzie ludziom anormalnym i chorym ? Odpowiem, że jeżeli obudzi się w nich pragnienie bezustannego szukania prawdy, to pomimo że są chorzy, nie zechcą nadal podlegać warunkom życia, które nie wodą ani do zdrowia, ani do zdobycia pełni życia.

 

Nie chodzi mi o pełny rozwój jednostki, ani też o jej podporządkowanie się. Mówię o prawdzie, jako o pełni, istniejącej w człowieku, którą osiągnąć można jedynie przez wyzwolenie samoświadomości. Mówię o prawdzie, lecz jeśli chcecie ją pojąć, musicie być normalni, nieustraszeni, wolni od chęci opierania się jedni na drugich, wolni od pragnienia władzy, nie okrutni, zachłanni ani złośliwi, odporni na tyranię przeciwieństw. Nie znaczy to bynajmniej, iż nie wolno wam się kochać, żenić i mieć dzieci. Wydaje wam się, że jeżeli się ożenicie, opuści was łaska. Nie wiem czyja, bo w żadnym razie nie moja. Nie mam wam nic do dania: ani nieba ani piekła. Nie rozporządzam żadną nagrodą ani karą. Nie możecie popaść w moją niełaskę, gdyż nie chcę, abyście szli za mną, nie chcę mieć wyznawców ani uczniów, nie pragnę hołdów ani w ogóle niczego. Osiągnąłem pełnię sam w sobie, a więc niczego nie pragnę. Proszę wyzbądźcie się wreszcie przekonania, że można iść za mną, lub popaść w moją niełaskę, że w ogóle można dzięki mnie lub komuś innemu zdobyć prawdę. Znajdziecie pełnię w sobie samych, zawdzięczając ją własnym wysiłkom. Skoro poznacie prawdziwą wartość rzeczy, nie będziecie się dłużej męczyli w szponach konfliktów, będziecie sami od siebie wymagali postępowania zgodnego z waszym zrozumieniem pełni życia.

 

Człowiek zdobywa prawdę, wnikając w treść doświadczeń, a nie unikając przeżyć. Zachowanie wasze, uświadomienie sobie poczucia swej zależności od drugich, chęci opierania się na kimś lub na czymś, strachu, żądzy, władzy i uwielbienia - oto są rzeczy najważniejsze. Prawdę, szczęście i pełnię człowiek znajduje w normalnym ludzkim życiu, nie zdoła zaś tego osiągnąć, jeśli żyje anormalnie. Człowiekiem zaś anormalnym jest dla mnie ten, kto ma wiele dziwactw, kto boi się, unika życia, ucieka od świata, wstępuje do klasztoru lub nawiedza kościoły, odprawia nabożeństwa, siaduje nad brzegami świętej rzeki i zatapia się w niepamięci. Człowiekiem nienormalnym jest dla mnie także ten, kto bezwzględnie pomija drugich i jest okrutny, kto chce tylko zaspokoić swoje niezliczone pragnienia: władzy, przepychu, bogactwa, rozpusty i zachłanności. Podobne typy ludzkie nazywam anormalnymi.

 

Od samego początku miałem przed oczyma pełnię i prawdę; pragnąłem ich gorąco i bezustannie. Nie chodzi mi tu o pojęcie prawdy przeciwstawionej ludzkiemu życiu, lecz o pełnię, będącą wynikiem zrozumieniem życia ludzkości, która jest mną samym. Pełnię tę zdobywa się przez zrozumienie własnych konfliktów i pragnień, namiętności, próżności, obawy, stłumień, przywiązań i wrażeń. Z chwilą gdy zrozumiałem to wszystko w sobie, oswobodziłem się z poczucia własnego "ja" i całą swą energię skupiłem w głębokim rozmyślaniu. To właśnie jest osiągnięciem prawdy i wszyscy muszą kiedyś dojść do tego. Nie dojdziesz jednak, jeśli nie potrafisz iść samotnie, o ile boisz się i nie chcesz zerwać swych więzów. Na to aby zajść daleko, trzeba zaczynać z bliska.

 

Ponieważ ty sam jesteś chciwy, stwarzasz współzawodnictwo na świecie i przyczyniasz się do powiększenia chaosu. Ponieważ ty podlegasz namiętnościom, istnieje okrucieństwo na świecie. Nienawidzisz, jesteś pełen nieżyczliwości, dlatego wybuchają wojny. Przywiązany jesteś do swych majętności, przeto istnieje nacjonalizm i bariery granic.

 

Obarczony tym wszystkim, chciwością i próżnością, tyloma pragnieniami chcesz osiągnąć to, co jest kwiatem, koroną całego życia, celem wszystkich wysiłków. Staraj się najpierw być normalnym człowiekiem, zaznaj normalnych uczuć i radości. Zdaj sobie sprawę ze swego lęku i pragnienia pociechy. Gdy sobie to już uświadomisz, odrzuć pragnienie ukojenia i ześrodkuj całą swą energię na wyzbycie się strachu, zamiast go głęboko w sobie ukrywać. Dotąd skupiałeś ją na swych bóstwach i nabożeństwach, na chęci ucieczki przed bólem i znalezienia pociechy.

 

Musisz być bezwzględnie sam, lecz nie dlatego, że chcesz uciec przed czymś, nie szukaj samotności z jakimś tragicznym koturnowym gestem. Zastanów się, czy jesteś próżny, czy usiłujesz oczarować ludzi wdziękiem osobistym lub zaletami umysłu. Przypatrz się sobie dobrze, stwórz jak gdyby zwierciadło, odbijające wiernie to, czym jesteś obecnie, w ten bowiem sposób zdasz sobie dokładnie sprawę z siebie samego. To jest początek normalności. Pierwszy krok ku temu, aby stać się zdrowym i normalnym człowiekiem. Jeśli chcesz, możesz tego dokazać, lecz nie przez uleganie wpływowi przeszłości ani przez patrzenie w przyszłość, a jedynie za pomocą normalnego, obecnie podjętego wysiłku i codziennego przystosowywania się w wirze normalnych konfliktów.

 

Brak wam żarliwego pragnienia, nie zaś siły. Nie zwalczajcie przeciwieństw, gdyż staniecie się niewolnikami jednego z nich.

 

PYTANIE: Powiedziałeś, że na to, aby się wyzwolić z poczucia naszego "ja" musimy najpierw stać się całkowicie świadomi siebie. Czy czas, a zatem i ewolucja nie są potrzebne do takiego uświadomienia?

 

KRISHNAMURTI: Twierdzę, iż samo pragnienie zrozumienia już teraz może dać wam taką świadomość siebie, iż będziecie mogli wyzbyć się poczucia waszego ",ja". Ani czas ani karma nie grają tu żadnej roli. Są to tylko wymówki umysłu, który pragnie na później odsunąć wysiłek. Wiem, że powiecie mi na to: "a cóż będzie z ludźmi, których nie stać na ten wysiłek?" Nie wytężajcie swej energii na zajmowanie się wysiłkami bliźnich, lecz skupcie ją na własnych usiłowaniach. Będąc bezwzględnie świadomymi siebie w teraźniejszości dostosowujecie swój poziom i warunki swego życia do poziomu wartości wiecznych.

 

Nie potrzeba żadnej specjalnej techniki na to, aby poznać siebie już teraz. Czas jest potrzebny do rozwoju pewnej techniki, lecz natężenie pragnienia skierowane ku wyrobieniu w sobie skupienia już obecnie, stworzy mocą własnej żarliwości dostateczną umiejętność. Czas nie ma z nim nic wspólnego. Jeżeli dziś zrozumiesz istotę jakiejś jednej rzeczy, twoja zdolność rozumienia urośnie do olbrzymiej potęgi. Lecz na to trzeba być naprawdę zainteresowanym i pełnym zapału.

 

PYTANIE: Kiedy powoduję się w życiu własnym prawem, ludzie uważają mnie za egoistę i dziwaka, mówią, że wchodzę w kolizję ze wszystkim i mącę spokój, jeżeli jednak nie stosuję się do mojego wewnętrznego prawa, odbija się to na mnie zarówno fizycznie jak i mentalnie. Jakże więc mamy postępować w życiu codziennym, jeżeli nasze przekonania i zachowanie obrażają tych, których kochamy i których potrzebujemy?

 

KRISHNAMURTI: Musisz się najpierw przekonać, czy to, co nazywasz twoim wewnętrznym prawem, jest naprawdę czymś istotnym, a nie jakąś błahą zachcianką lub dziwactwem. Jeżeli swoje zachcianki uważać będziesz za odwieczne prawo, musisz być źródłem niepokoju i dysharmonii. Dlatego też mówię, że należy dobrze zbadać co jest istotne. Zapragnij więc odkrycia tego, co rzeczywiste, prawdziwej wartości każdego doświadczenia. Dojść można do tego przez nieustanne wybieranie rzeczy istotnych. Wtedy osiągniesz pełnię, a będąc sam pełnią będziesz dbał o swobodę drugich.

 

PYTANIE: W sprawozdaniu z jednego z twoich przemówień powiedziano, że nauka twoja jest Buddyzmem, podanym w tej formie, w jakiej Schopenhauer ujmuje go w swym dziele pt. "Świat jako idea i wola". Powiedz nam proszę czy to potwierdzasz?

 

KRISHNAMURTI: Odpowiem po prostu. Nie czytałem nigdy Schopenhauera ani też nie studiowałem ksiąg buddyjskich. To o czym mówię nie jest zaczerpnięte z książek, lecz jest owocem mego własnego doświadczenia, wynikiem mojego przeżywania bólu, radości, śmierci i miłości, owocem tego wszystkiego co męczy i nęka ludzkość, pracy, miłości, nienawiści i wszystkiego, co stwarza człowieka, co jest samem życiem. Nie zaczerpnąłem tego z Schopenhauera, Hinduizmu ani Buddyzmu. Jeżeli chcecie zatem zrozumieć mój punkt widzenia, to nie proście mnie o wytłumaczenie znaczenia dzieł Schopenhauera lub jakichkolwiek innych, ani też nie porównujcie ich z tym, co ja mówię. Chcę byście odnieśli się do moich słów rozumnie, a nie mierzyli ich miarą swoich przesądów lub nabytej wiedzy.

 

Pewnego razu przyszedł człowiek jakiś do mędrca i rzekł: "Mam trochę wolnego czasu, powiedz mi wszystko o prawdzie". A mędrzec odpowiedział: "Opanuj najpierw swe ciało, spraw, by umysł twój stał się czysty jak śnieg, a wreszcie zapomnij o wszelkiej nauce". Nauka to nabywanie wiadomości, zaś mądrość to wynik własnych przeżyć i doświadczeń.

 

VII

 

Chciałbym wykazać, że istnieje ciągłość w nieprzemijającej substancji, którą jest życie, chociaż indywidualność, "ego", musi rozłożyć się i zniknąć. Chociaż ciało, poszczególne uczucia i ograniczone myśli muszą się zużyć, niemniej możemy uchwycić rzeczywistość życia niepodzielnego, nie uznającego różnicy pomiędzy "moje" i "twoje", życia, które jest pełnią. Odrębne istnienie jest wysiłkiem. Wysiłek stwarza samoświadomość. Przez własny wysiłek stajecie się świadomi, świadomi siebie jako przyczyny wysiłku. Przez wybór zmagania się osiągacie świadomość siebie. Wysiłek stwarza w was wrażenie życia. Ścieranie się przeciwieństw daje poczucie rozbudzenia, życia, energii i stwarza złudę indywidualności, odrębności. W pojęciu indywidualności zamykam pojęcie osobowości, odrębności, ego, samoświadomości. Wysiłek trwa, dopóki istnieje indywidualność. Jednakże powiecie: "Jeżeli usuniesz wysiłek, to cóż pozostanie? Usuń przeciwieństwa, co będzie ze mną? Zabierz moją świadomość siebie, co ze mnie pozostanie? Jeżeli znikną moje myśli, uczucia i ciało, cóż pozostanie?". Pozwólcie mi powiedzieć, że takie pytania powstają z przekonania, że przemijające może stać się wiecznym. To znaczy chcecie, by wasze ciało, umysł i myśli były wieczne.

 

Natomiast ja twierdzę, że rzeczy przemijające dają zrozumienie wieczności. Ego musi zniknąć i w procesie tego zanikania tkwi prawda, całość, jako urzeczywistnienie. Rzeczywistość, prawda leży po drugiej stronie samoświadomości; jest wolna od wszelkich właściwości, przeciwieństw, choć jest wynikiem zrozumienia właściwości i przeciwieństw. W wyzwoleniu samego siebie od przeciwieństw jest harmonia, z niej zaś wypływa nasze zrozumienie, które jest początkiem czujności świadomości, nie będącej samoświadomością. Świadoma czujność nie ma w sobie nic osobowego, podczas gdy samoświadomość jest kwintesencją osobowości. Rzeczywistość, życie poczynają się wówczas, gdy człowiek zrozumiał przeciwieństwa i uwolnił się od nich.

 

Życie to harmonia umysłu i serca. Myśl, wola, pragnienie, opinia, namiętność, wrażenia, uczucia, upodobania i niechęć, wszystko to jest dopiero zaczątkiem świadomości. Umysł harmonijny nie zależy już od opinii, która jest wyrazem samoświadomości a wszelka świadomość siebie jest ograniczona. Myśl, wola i wyobraźnia są składnikami indywidualności, Ja zaś mówię o prawdzie ostatecznej, którą osiągnąć można jedynie przez pełny rozwój świadomości i następnie wyzwolenie się z niej. Nie sądźcie, że jesteście wolni od myśli, woli i wyobraźni, dopóki tkwicie jeszcze w pętach samoświadomości. Umysł, chociaż tkwi w kręgu osobowości musi nieustannie dążyć przez wyzwolenie się z ograniczeń do wyswobodzenia się z wszelkiego wysiłku.

 

Życie jest inteligencją, to znaczy sumą wszystkiego co jest istotnie ważne. Umysł wypacza miłość, zaś miłość wyzwala się przez inteligentny rozwój umysłu i doprowadzenie go do stanu doskonałości. Miłość sama w sobie nie zna podziału na "ty" i "ja", jest całkowita w sobie, przeto jest niezależna od niczego w swoim rozwoju, wyrazie i szczęściu. Jest ona zarazem podmiotem i przedmiotem. Jest wolna zarówno od niechęci jak i upodobania. Miłość taką można rozwinąć w sobie nie przez tłumienie, lecz tylko przez zrozumienie. Przez nieustanne wytężone rozumienie znika osobowość. Jedynie przez intensywność możesz uwolnić się od ograniczeń, nigdy zaś przez tłumienie. Im silniejsze uczucia tym szybciej zanika wszelki egoizm i samoświadomość, ustępując miejsca miłości. Miłość taka nie polega ani na wrażeniach, ani na sentymentalności, wrażenia bowiem wypływają z niechęci lub upodobania, sentymentalność zaś wymaga bodźca z zewnątrz. Miłość ta jest pełnią, jest sama dla siebie wiecznością. Kiedy serce dopełnia i przenika umysł rodzi się harmonia; wówczas dopiero można w pełni odczuć i zrozumieć życie. To życie jest szczęściem, nie w sensie czegoś co jest przeciwieństwem bólu, ani najwyższym rozkwitem wzruszenia, lecz szczęściem, które jest pełnią nie znającą podziału na "ty" i "ja", pełnią trwałą poza granicami czasu, narodzin i śmierci. Jest to niewzruszonym wewnętrznym spokojem odnawiającym się nieustannie. Życie to jest bezpośrednim działaniem, wolnym od wszelkiej samoświadomości.

 

Człowiek osiąga ostateczną rzeczywistość przez całkowitą świadomość siebie, będącą prawdziwym oderwaniem, przez ekstatyczną samotność i dopiero wówczas gdy uwolnił się całkowicie od samoświadomości; przedtem może on wprawdzie mieć przebłyski tej rzeczywistości, lecz nie będzie to jeszcze pełnią życia, która jest równoznaczna z zupełnym zanikiem indywidualności.

 

Wysiłek i samoświadomość, to jedno - i dopóki trwa wysiłek, wszystkie nasze czyny noszą piętno ograniczoności. Działanie człowieka, który nie obudził jeszcze w sobie świadomości siebie, jest ślepe, oparte na niewiedzy i na błędnym wartościowaniu, wyróżniającym czynniki nieważne. Istnieje również działanie, którego pobudką jest pomieszanie rzeczy ważnych z bezwartościowymi, rozumienie z niewiedzą. Działanie takie wiąże człowieka, jest początkiem samoświadomości. Dalszym etapem jest działanie wolne od wszelkiej samoświadomości, od niewiedzy; działanie bezpośrednie, wypływające z rozróżnienia rzeczy istotnych. Jest ono po prostu zrozumieniem samego życia i dlatego też wolne jest od wszelkich wiążących właściwości, od karmy.

 

Weźmy pod uwagę działanie, mające swe źródło w niewiedzy. Dotyczy ono tylko rzeczy nieważnych i ignoruje przeciwieństwa. Człowiek pochwycony w sieć takiego działania cierpi, kręci się w kieracie własnych czynów nie znajdując wyjścia. Otacza się on rzeczami bezwartościowymi i choć go męczy własna beztreściwość i niewiedza, nie pragnie jednak wolności.

 

Na przykład ktoś dąży do bogactwa. W trakcie bogacenia się cierpi, przejawia okrucieństwo, szuka bezwartościowych przyjemności. Nieustannie gromadząc pieniądze, trzyma się ich kurczowo, nie ucząc się pojmować ich istotnej wartości, jaką jest umiejętność uniezależniania się i oderwania od pieniędzy. Bogacenie się wymaga wielkiego rozmachu, czynu, lecz działalność takiego człowieka prowadzi go do niewiedzy i przykuwa do niej, gdyż nie nauczył się on rozróżniać tego co istotne od nieważnego. Dlatego czyny takiego człowieka przykuwają go do niewiedzy.

 

Drugim przykładem jest oddawanie komuś czci. To oglądanie się na kogoś i opieranie się na kimś, jakim jest każdy kult, prowadzi człowieka do niewiedzy i do rzeczy nieistotnych. Poleganie na kimś w kwestii swego zbawienia, w poszukiwaniu nadziei, prowadzi do niewiedzy, gdyż jest dążeniem do rzeczy nieważnych, jest działaniem nie opartym na rozróżnianiu rzeczy istotnych.

 

Dalej, jest chęć posiadania, nie pieniędzy, lecz drugiej osoby. Pragnienie to niesie za sobą ból, zazdrość, okrucieństwo, bezmyślność. Jeżeli nie rozumiesz miłości, która jest oderwaniem bez przymieszki obojętności, tedy czyny twe wiodą do niewiedzy i nadal trwa niewola w nieistotnych więzach. Większość ludzi tkwi w sieci tego bólu nie rozumiejąc jego przyczyny. Otaczają się rzeczami nieistotnymi, murem nierzeczywistości i cierpią w tej niewoli. Lecz ból ten, choć potężny, nie zdoła ich wyzwolić, wieczne więzienie nie kończy się ekstazą uwolnienia. Natomiast postępowanie ludzi nie wiąże ich, gdy przyczyną jego jest całkowita niewiedza i nieświadomość, zaś czyn nasz wiąże nas wówczas tylko, gdy wypływa zarówno z niewiedzy jak zrozumienia, z pomieszania czynników istotnych z nieważnymi. To jest przebudzenie samoświadomości. Wówczas człowiek zaczyna rozróżniać rzeczy ważne od nieistotnych, wtedy rodzi się wysiłek i konieczność wyboru.

 

Przebudzenie samoświadomości, to moment zrozumienia różnicy pomiędzy nieważnym a ważnym, pomiędzy fałszywymi i prawdziwymi wartościami. Od tej chwili czyny człowieka zaczynają go wiązać, lecz również jedynie przez nie może się on oswobodzić. Jest to mniej trudne niż się wydaje. Z chwilą gdy człowiek usiłuje odkryć prawdziwe wartości powstaje konieczność wyboru, wysiłek powodujący cierpienie. Gdy pragnienie jest niewolnikiem lęku i umiłowania wygód, wysiłek rozróżniania rodzi złudzenia. Wysiłek ten prowadzi nas ku pełni samoświadomości.

 

Postępowanie większości ludzi waha się pomiędzy czynami, które prowadzą do niewiedzy i czynami wypływającymi z pomieszania istotnych i nieistotnych wartości. Czyn oparty na niewiedzy, to czyn, u źródła którego nie leży rozróżnienie, wybór i rodzi on smutek, lecz nie prowadzi zarazem do zrozumienia przyczyny smutku. Dalej są czyny wypływające z pomieszania pojęć o tym co istotne i nieistotne. Mówiąc innymi słowy: Dopóki człowiek nie rozumie dokładnie własnych czynów, dopóty trwa niewiedza. Gdy poznajesz różnicę pomiędzy nieistotnym a tym co istotne, stajesz się świadomy siebie. Gdzie istnieje wysiłek i wybór istnieje również i smutek, który trwać musi dopóki człowiek nie uwolni się od konieczności wybierania między istotnym a nieistotnym. Spójrz na siebie, a zobaczysz, że o ile posiadasz ukryte pragnienia, których nie rozumiesz i postępowanie twoje wypływa z tych utajonych pragnień, to czyny twoje zamiast wyzwalać, spychają cię coraz głębiej w otchłań smutku. Lecz w miarę wzrastania świadomości siebie, czyli od chwili, gdy poczniesz badać siebie rozważnie i w skupieniu, zaczynasz wybierać, rozróżniać istotne od nieistotnego. Wybór jest nieustannym odkrywaniem prawdy. W istotnej umiejętności wyboru leży poznanie rzeczywistości, wieczności, wciąż odnawiającej się ekstazy. Szczęście, to życie w tym co istotne.

 

Prawda jest swoją własną wiecznością, nie ma w niej możliwości podziału ani przeciwieństw, choć jest ona wynikiem wszystkich przeciwieństw. Ta pełnia leżąca poza granicami czasu istnieje zawsze, we wszystkim. Rzeczywistość tę pojąć można jedynie za pomocą indywidualności, choć indywidualność musi ulec zagładzie. Wszelki czyn musi prowadzić do tej ostatecznej rzeczywistości, gdyż w braku tej pełni jest ból. Czyn zrodzony z poczucia świadomości siebie jest ograniczeniem, więzi człowieka, przeto nie wiedzie do szczęścia, jest nieustannym wysiłkiem, upodabnia cię do wiewiórki bez przerwy kręcącej się po klatce. Zanim staniesz się zdolny do czystego czynu, który jest życiem samym, wszystkie twe czyny muszą być wolne od świadomości siebie. Aby pojąć ten czysty, spontaniczny czyn, musisz uprzednio zbadać czy całe twe postępowanie jest wynikiem niewiedzy, czy też waha się pomiędzy istotnym a nieistotnym.

 

 

Ommen 1931

 

KRISHNAMURTI - PRZEMÓWIENIA

 

ROK III, STYCZEŃ-LIPIEC 1933

 

[...] Zeszyt niniejszy zawiera tłumaczenia ostatnich numerów "The Star Bulletin".

 

Następne zeszyty naszego wydawnictwa będą tłumaczeniami ukazujących się nieperiodycznie w języku angielskim broszur, zawierających przemówienia J. Krishnamurti oraz odpowiedzi na zadawane pytania. [...]

 

POGADANKI W OMMEN

 

(Dokończenie)

 

Lato 1931 r.

 

XI

 

Słuchając tych pogadanek nie bierzcie, proszę, jakiegoś poszczególnego zdania i nie wyobrażajcie sobie, żeście zrozumieli całość. Mogę, niestety, użyć słów, które nie zdołają przekazać mojej myśli, albo porównania, które nie wyrazi pełnego znaczenia mego rozumienia. Dlatego prosiłbym usilnie, byście się nie zadawalali dosłownym brzmieniem wyrazów, lecz raczej starali się dotrzeć do ich pełnego znaczenia. Myśli wasze tak są uzależnione od przesadów i tradycji, że skłonni jesteście do wypaczenia wszelkiego rozumienia. Jeśli jesteście chrześcijanami, zabarwiacie nowe idee tradycyjnymi chrześcijańskim: poglądami, nie jesteście w stanie badać ich swobodnie. Jeśli jesteście komunistami, nadajecie im komunistyczne znaczenie. W ten sposób myśl wasza ustawicznie jest uwarunkowana przez tradycje, przez z góry powzięte idee i opinie. Zanim umysł nie będzie wolny od wszelkich przesądów, nigdy nie zrozumie prawdziwego znaczenia życia.

 

Powinniście odłożyć na bok wasze chrześcijaństwo, wasz buddyzm, waszą teozofię. Jest to bardzo trudno uczynić, wiem o tym z własnego doświadczenia. Wychowany jako Hindus musiałem uwolnić mój umysł od wszystkich tradycyjnych nawyków myśli hinduskiej, później znów od pojęć teozoficznych. Musiałem porzucić wszystkie moje z góry powzięte wyobrażenia i patrzeć na rzeczy pod katem widzenia ich wewnętrznej wartości, nie zaś ze stanowiska, przenikniętego tradycyjną bezmyślnością. Tradycja i autorytet stanowią przymus, który gwałci wewnętrzną pełnię.

 

Większość ludzi na świecie nie wyzwala się, ponieważ pragną oni pokrzepienia i pociechy, żyją w złudzeniu, gdyż chcą zaspokojenia, zadowolenia. Nie mają odwagi odrzucić wszystkiego i pozostać nagimi. Boją się uczynić próżnię w swych umysłach. Jeśli zajrzycie do swego własnego umysłu, zobaczycie, że wypełniony jest odwiecznymi teoriami o dobrym i złym, o tym co jest duchowe, a co nim nie jest.

 

W ciągu całej tej walki kolejno zmieniających się cierpień i radości zdarza się wam pochwycić czasami przebłysk czegoś dającego ekstazę, i wówczas usiłujecie uczynić to stałym przez unikanie konfliktów. Postrzegacie tę ekstazę w oddali będąc jeszcze otoczeni przez wasze zmagania się, cierpienia, smutki i przyjemności. Wydaje wam się ona bardzo daleka i pragniecie uciec ku niej od tych wszystkich niepokojów, lecz właśnie poprzez te niepokoje i od nich znajduje się ekstazę wolności, nie zaś drogą ucieczki od nich.

 

Ponieważ unikacie konfliktów i walki, powstaje lęk i ten lęk skłania was do tworzenia złud, które wam mają zapewnić pociechę, pokrzepienie. Ten lęk zmusza was lgnąć do tradycji i stawać się naśladowcą. Ufacie przymusowi i dlatego nie ma w was rozumienia. Dzięki temu lękowi tworzycie duchowe autorytety i stajecie się sami autorytetem. Religia została zrodzona ze strachu i z tegoż strachu wynika duchowy wyzysk.

 

Z rzeczami fizycznymi dzieje się podobnie. Człowiek, który dla swego szczęścia potrzebuje posiadania, stwarza materialny wyzysk. Wyzyskiwacz nie zjawia się nagle, nie jest on wybrykiem natury, jest rezultatem waszych wymagań duchowych oraz ekonomicznych. I dlatego wy jesteście odpowiedzialni.

 

Jeśli ulegacie złudzie lęku, tradycji, naśladownictwa, działania wasze muszą prowadzić do zastoju. Gdy usiłujecie uchylić się od konfliktu, działania wasze prowadzą do nieświadomych złud, do zależności od autorytetu i wikłacie się w to wszystko coraz bardziej. Człowiek gwałci swoją własną wewnętrzną pełnię przez poddawanie się duchowemu autorytetowi. Jego dyscyplina oparta jest na egoizmie. Nie jest to dyscyplina, lecz jedynie wysubtelniona forma egoizmu, która zachęca go do wykorzystania swego pożądania. Całe jego ujęcie życia oparte jest na egoizmie, ze wszystkimi jego subtelnymi odgałęzieniami, złudzeniami, obawami i pocieszeniami. Ponieważ działanie takiego człowieka, płynące ze strachu, jest nieświadome, prowadzi więc ono do braku odpowiedzialności, a tym samem do chaosu.

 

Każdorazowe zajęcie właściwej postawy polega na nieprzerwanej uwadze, na wewnętrznym skupieniu, na wiedzy, że gdziekolwiek jest egoizm, tam jest nieodpowiedzialne działanie, a stąd chaos. Człowiek, pojmujący istotne znaczenie tej każdorazowej właściwej postawy, usiłuje zawsze zachować w swym działaniu -obejmującym również myśl i wzruszenie - czystą ekstazę rozumienia, a dzięki temu nie tworzy wyzysku ani duchowego ani fizycznego. Działanie jego, będąc świadome, prowadzi do czystego działania, to jest takiego, w którym nie ma już wcale egoizmu, osobowości, w którym indywidualność w ogóle przestała istnieć.

 

Stając się w pełni świadomymi, odpowiedzialnymi, będziecie opierali wasze działanie na tej świadomej odpowiedzialności, nie zaś na strachu czy przymusie. Prawdziwe działanie jest to świadome ustosunkowanie się do danej rzeczy, nie zniewolone przez strach ani przez pokusę zapłaty. Działanie z tego stanowiska jest radością; lecz jeśli naśladujecie kogoś, albo poddajecie siebie dyscyplinie jakiegoś systemu, jest to tylko upodabnianie się, które jest powolnym chyleniem się do upadku. Nie oszukujcie siebie myśląc: „Jest to mój najwyższy ideał, to też dostosowuję siebie do tego ideału". Nie możecie dostosować siebie do ideału. Urobiliście sobie obraz jako przedmiot swej czci, która jest jedynie egoizmem. Innymi słowy, gloryfikujecie tylko swoje własne ego, swoją własna osobowość. Rzeczywistość nie jest ideałem, jest ona samem życiem i wasze właściwe ustosunkowanie się do życia jest prawdziwym działaniem.

 

Jeślibyście chcieli osiągnąć zrozumienie, uwolnijcie się od wszystkich tych waszych naśladownictw, oddawania czci, odosabniania się, od waszych kościołów i świątyń. Są one źródłem wyzysku, źródłem będącym w was samych.

 

Z początku człowiek jest nieodpowiedzialny za swe działanie. Jego duchowe i moralne życie jest podporządkowane posłuszeństwu, a stąd wyzysk i nędza. Potem budzi się w nim poczucie odpowiedzialności za swe postępowanie i wiedzie do wolności, do bezpośredniego działania. Najpierw istnieje więc ustalone prawo i ulegacie mu bez myśli; potem poprzez cierpienie, poprzez radość stajecie się odpowiedzialni, całkowicie świadomi siebie i poprzez ten płomień samoświadomości uwalniacie się od nieodpowiedzialnego działania i tą drogą stajecie się swym własnym prawem.

 

Praca musi być planowana i organizowana, lecz indywidualnego wysiłku rozumienia nigdy nie możecie poddać żadnemu systemowi. W pracy musi być autorytet, lecz indywidualna myśl i wzruszenie, indywidualna walka i ustosunkowanie się do życia nie mogą być organizowane i kierowane przez autorytety.

 

W dawnych czasach zespoły stanowiły odosobnione miejsca schronienia, oparte na wspólnej idei zbawienia, myśl i uczucie były tam kierowane przez autorytet, jednostki wnosiły swoje zdolności jako wkład i dzieliły pomiędzy siebie pracę gminy, ponieważ łączyła je wspólność wierzeń. Skupiały się razem i ulegały uznanemu autorytetowi. Dzisiaj, jakem już mówił, nie możecie poddawać systematyzacji indywidualnych myśli i wzruszeń. Jednostka musi być wolna. Lecz wraz z tą wolnością przychodzi naturalna organizacja pracy dla dobra wszystkich, bez poświęcania jednostek. Pojęcie, że przez autorytet duchowy można stworzyć taką moralność, która będzie wpływała na życie gospodarcze, jest złudzeniem, gdyż moralność może być ustalana tylko dla jednostki przez jej własny czujny wysiłek. I wówczas praca staje się jedynie koniecznym szczegółem, a jednostka nie opiera się wyłącznie na pracy w swym dążeniu do urzeczywistnienia prawdy.

 

Nie możecie urzeczywistnić ekstazy prawdy przez proste doskonalenie techniki, przez jakiś specjalny talent ani też przez pracę czy służenie. Sądzicie, że o ile nie będziecie kładli nacisku na wasze specjalne uzdolnienie, nie staniecie się jednostką, będziecie zatopieni przez kolektyw, przez grupę. Ja się zapatruję na to odmiennie. Ponieważ jesteście cząstka zespołu, zespół organizuje waszą pracę, lecz w myśli i uczuciu jesteście całkowicie wolni by żyć intensywnie i to właśnie stanowi prawdziwą indywidualną wolność. Nie kładźcie więc nacisku na coś, co jest rzeczą małej wagi.

 

Twierdzę, że urzeczywistnienie prawdy, szczęścia leży jedynie w waszym świadomym siebie dojściu do pełni. Wówczas czujecie całkowitą, świadomą odpowiedzialność i w swym odosobnieniu znajdujecie oparcie we własnej nienaruszonej całkowitości. Poprzez płomień samoświadomości dochodzi się do pełni odpowiedzialności, tworzy swe własne prawo i to jest prawdziwa wolność. To odosobnienie nie jest ucieczką, nie jest uchylaniem się, jest stopniowym zanikiem nieświadomego, prowadzącego jedynie do beznadziejności działania i początkiem działania istotnego.

 

Nie wiem, ilu z was uważa to co mówię jedynie za teorię filozoficzną, za rozprawę, nadającą się do powtórzenia innym, a ilu ujmuje to sercem. Jeśli będziecie traktowali to jako filozoficzną rozprawę albo powtarzali tylko moje słowa, będzie to jałowe. Jedynie przez zasadniczą zmianę, przez odmienną orientację myśli, przez podstawową zmianę umysłu możecie urzeczywistnić ekstazę życia. By się zaś zmienić zasadniczo, musicie uczynić świadomy początek. Stańcie się, nie zwlekając, całkowicie odpowiedzialni wobec siebie, myślcie ciągle o tym, co czynicie. Będziecie mogli poznać trwałe szczęście jedynie wówczas, gdy uświadamiając sobie martwy ciężar i tyranię minionych lat - poweźmiecie wielką decyzje przemiany siebie w teraźniejszości.

 

PYTANIE: Jak możemy uświadomić sobie wieczność już obecnie, gdy nie mamy wolnego czasu na rozmyślania? Czy nie sądzisz, że jedynie istota wyższa, Bóg, może rozproszyć naszą beznadziejność?

 

KRISHNAMURTI: Jedynie w drodze istotnego zrozumienia przez jednostki może być praca tak rozplanowana, by wolny czas stał się udziałem wszystkich. Obecnie indywidualność, pęd jednostki do zdobywania celem zabezpieczenia siebie tworzy chaos, wyzysk i beznadziejność. Nigdy nie dojdziecie do tej wewnętrznej wolności przez pracę i dlatego nie wprowadzajcie swych indywidualnych pragnień i zachcianek w pojęcie wolności.

 

Musicie wyzbyć się całkowicie myśli, że Bóg urządzi dla was lepszy świat. Wyście sami stworzyli tę niedolę przez wyzysk i chciwość i tylko wy sami możecie stworzyć nowy świat. Jeśli zrozumiecie to w teraźniejszości, poczniecie zmieniać warunki dla ludzi obciążonych pracą. Lecz wy wyobrażacie sobie, że czas przyniesie wam rozumienie i ustawicznie odkładacie wysiłek. Rozumienie jest w teraźniejszości, nie w jakimś przyszłym czasie, lecz ponieważ cały wasz pogląd na życie wrósł korzeniami w pojecie, że ktoś inny zmieni dla was warunki, nie jesteście w stanie zobaczyć, iż możecie urzeczywistnić szczęście jedynie przez waszą własną zasadniczą moc, przez waszą własną pełną świadomość. To wyobrażenie, że Bóg, Mistrz czy jakaś wyższa istota urządzi dla was doskonały świat, jest jeno lenistwem i samolubstwem.

 

Starajcie się zrozumieć, do czego dążycie i jeżeli istotnie dążycie do prawdy - do tej pełni, wówczas zmienicie się zasadniczo. Wasze próżnostki, wasze małostkowe pożądania znikną. Lecz jeśli dążycie do władzy - czy to w tym świecie czy w przyszłym, jeśli wasze zainteresowania wynikają z pragnienia przewodzenia innym - czy to w płaszczyźnie duchowej czy w pracy, w takim razie nigdy nie zrozumiecie prawdy. Pragnienie władzy, mocy bierze początek z samolubstwa, z osobowości, a to co ja mówię jest absolutnym zanikiem samolubstwa.

 

PYTANIE. W czasie wojny lub rewolucji moja rodzina, przyjaciele, bliźni są napadani, torturowani, zabijani. Jeśli nie będę ich bronił, będę nie tylko tchórzem, lecz popełniam pośrednie morderstwo, gdyż pozwalam na mordowanie, któremu mógłbym zapobiec. A jeśli będę ich bronił, muszę zmaltretować, a może i zabić mego wroga. W ten sposób popełnię bezpośrednie morderstwo. Nie chcę zabijać. Czy mógłbyś wskazać mi sposób, jak całkowicie uniknąć popełniania morderstwa?

 

KRISHNAMURTI: Przez wieki opieraliście się na kimś drugim w swoim widzeniu rzeczy i stąd ten krańcowy chaos w świecie; poprzez wieki dzieliliście życie na ducha i materię, na świat rzeczywistości i świat nierzeczywisty, przez wieki tworzyliście złudy, dzieliliście na wysokie i niskie, na widzialne i niewidzialne, i ze wszystkiego tego narodził się lęk i ustawiczne dążenie do pociechy, zadowolenia, naśladownictwa, co doprowadziło do upadku. Z waszego ciasnego pojęcia o życiu, o miłości, z waszej wyłączającej nienawiści powstał ten pęd wściekłości, który jest wyzyskiwany i użytkowany przez dzienniki, kapłanów, polityków.

 

Przede wszystkim więc musicie zbadać siebie, czy macie poczucie narodowości, czy jesteście związani krajem, rasą, czy serce wasze żywi nienawiść lub niechęć, czy kraj wasz stawiacie wyżej od innych - jeśli czujecie cośkolwiek z tego, tym samym przyczyniacie się do wywołania wojny.

 

 

 

1932 Ojai

 

KRISHNAMURTI

 

PRZEMÓWIENIA

 

Zeszyt II i III, maj - październik 1932

 

POGADANKI W OAK GROVE

 

Ojaj, 1932

 

I

 

Przyczyną słusznego postępowania w życiu są myśli roztropne i zrównoważone, oraz bezwzględna prostota umysłu i serca, całkowicie wyzbytych samolubstwa. Jeżeli, chcąc zdobyć zrozumienie, zadowolicie się powtarzaniem moich słów, wywoła to w was tylko zamęt. Słowa moje staną się jak próchno o ile nie pojmiesz ich istotnej treści, treści tego, co staram się wykazać. Nie dadzą tego książki, wiedza, ani wykształcenie. Proszę nie tłumaczcie sobie tego w ten sposób jakobym występował przeciwko nauce i był przeciwny nabywaniu wiadomości. Życia jednak nie można zrozumieć dzięki jakiejś książce. Prawdziwe zrozumienie życia dać nam może tylko czyn, który jest naszym postępowaniem i pracą. Człowiek może pojąć prawdę i ogarnąć nieśmiertelność tylko swym własnym wysiłkiem, wskutek ciągłego rozpoznawania i zdolności wyboru, a nie przez swe zachcianki i osobiste upodobania.

 

Podtrzymuję to, co już powiedziałem nieraz tj., że w samym człowieku leży bezwzględna rzeczywistość, że tylko naszą własną pracą, wysiłkiem i postępowaniem możemy zdobyć prawdę, życie samo. Pełnia nie istnieje poza człowiekiem, lecz jedynie w nim samym. Dążąc zatem do osiągnięcia tej pełni, rozwiązuje człowiek niezliczone zagadnienia społeczne. Możemy zrozumieć znaczenie konfliktów, cierpień, smutków i radości tylko naszą własną pracą i wysiłkiem, przez nasze własne walki i złudzenia.

 

Prawda sama w sobie jest zawsze pełnią niepodzielną i dlatego nie może podlegać wpływom czasu, nie można jej pojąć wyrzeczeniem się ani ofiarą, ani też unikaniem konfliktów i oddalaniem wysiłku. Człowiek może wtedy zrozumieć prawdę, gdy pojmie znaczenie walki, cierpienia i radości. Nie grają w tym roli jego warunki życiowe i otoczenie, środowisko, w którym się znajduje, bowiem wszystkie te rzeczy przemijające wiodą do tego, co ostateczne i wieczne.

 

Ponieważ pełnia znajduje się w nim samym, człowiek nie może jej pojąć przy pomocy kogoś innego, bez względu na to, jak wielka i pełna chwały byłaby to istota. Dopóki masz nadzieję zdobycia zrozumienia dzięki komuś drugiemu, dopóty ten drugi będzie ci przeszkodą. Dopóki uważasz kogoś za autorytet, a słowa jego czynisz wyznaniem wiary, dopóty nie masz możności dojrzenia prawdy i zdobycia szczęścia, jesteś bowiem oplatany siecią złudzeń. Prawda nie posiada żadnych właściwości, nie ma żadnych cech indywidualnych i dlatego całą jej pełnię można objąć tylko wtedy, gdy człowiek wyzwolił się już z poczucia swego "ja".

 

Nie możecie zrozumieć prawdy opierając się na jakimś systemie myśli lub zorganizowanym autorytecie. Harmonia myśli i czynów wymaga ciągłego przystosowywania się, celem wyzbycia się poczucia "ja". Jeżeli starasz się nagiąć do jakiegoś autorytetu, podporządkować pewnemu systemowi myślenia - to po prostu naśladujesz, a naśladownictwem nie można osiągnąć prawdy. Zrozumienie rodzi się z chęci wydobycia pełni treści z każdego naszego przeżycia, a to jest zawsze kwestią chwili obecnej. Usystematyzowane pojęcia religijne i wyobrażenia duchowe więżą człowieka w ciasnych klatkach. Najistotniejszym jest więc wasz własny wysiłek mający na celu oswobodzenie was z tych wszystkich klatek, wysiłek odrzucenia wszystkiego, co chciałoby was zmusić do naśladowania jakiegoś wzoru, zamiast pozwolić wam dążyć do zrozumienia przez doświadczenia i walki, przez smutki i radości. Tylko ten wysiłek może obudzić w was inteligencję, która jest właśnie umiejętnością uzgodnienia naszego postępowania z wyzbywaniem się poczucia samoświadomości. Tylko inteligencja może udoskonalić nasz umysł czyli wyzwolić go ze złudy indywidualności - która jest niewiedzą.

 

Zdobycie pełni, szczytu nieśmiertelności, nie jest bynajmniej rzeczą przyszłości. Czas nie jest niczym innym jak tylko pojęciem trwania, które umożliwia nasz postęp. Przywiązani jesteście do swej indywidualności i radzi, byście ją zachować i dlatego stworzyliście pojęcie czasu, jako czynnika postępu, jako możności coraz bujniejszego przejawiania waszego "ja". Lecz czas jest tylko złudzeniem dla człowieka, którego umysł wolny jest już od pojęcia indywidualności. Czynem, postępowaniem naszym, działaniem w teraźniejszości, nie opartym na osobistych pobudkach, to jest takich, które wypływają z poczucia naszej indywidualności możemy rozproszyć złudę, jaką jest czas. Czyny wyzwolą inteligencję człowieka z wszelkiego poczucia indywidualności. Poprzestawanie na samem rozmyślaniu na nic się tu nie przyda. Medytacja jest niczym innym jak czynem ześrodkowanym w myśli, lecz musimy dać wyraz tej myśli w życiu.

 

Powtarzam raz jeszcze, że ostateczna rzeczywistość nie ma żadnych właściwości, poszczególne bowiem cechy są zawsze atrybutem indywidualności, czyli świadomości siebie. Dopóki człowiek stara się o nabywanie cnót, dopóty nigdy nie pojmie nieskończoności, cnoty bowiem należą do świata rzeczy skończonych. Dopóki jesteście schwytani w sieci odrębności i przeciwieństw, dopóty przebywacie w ograniczonym kręgu samoświadomości, indywidualności czyli "maji''. Jeżeli pragniesz zrozumieć bezwzględną, nie znającą kresu rzeczywistość, którą człowiek może jednak pojąć i ogarnąć, musisz uwolnić swój umysł od wszelkiej chęci osiągnięcia, od pojęcia rozwoju, pragnienia wznoszenia się ku czemuś, dążenia do przyszłej chwały i doskonałości, zdobytej za cenę wielu cnót. Dążąc do zrozumienia życia, nie możesz być równocześnie niewolnikiem przeciwieństw.

 

Zrozumcie to dobrze - proszę. Nie jest to bynajmniej równoznaczne z wyuzdaniem, pobłażaniem sobie, lenistwem i dziwactwem, jednym słowem z brakiem odpowiedzialności za siebie. Rozumiem przez to, że należy bezustannie wyzwalać siebie spod władzy przeciwieństw, czyli oswobadzać swój umysł od pojęcia indywidualności. Wtedy umysł staje się doskonale giętki, a tylko taki może zrozumieć prawdę. Większość ludzi obrała sobie pewien wzór do którego stosują się w życiu. Lecz jak już mówiłem, nie może zrozumieć życia ten, kogo zacieśnia i krępuje jakiś wzór. Zaznaczam, że każdy człowiek może urzeczywistnić prawdę bez względu na warunki, w których się znajduje, o ile wszystkie swe myśli i pragnienia skupi na tym jednym, na wyzwoleniu się od wszelkich właściwości indywidualnego "ja". Osiągnięcie to nie jest bynajmniej przywilejem tylko tych, którzy uważają siebie za wybranych, gdyż mieli może wyjątkowe sposobności po temu.

 

Jesteś albo wierzący albo niewierzący. Uznajesz naśladownictwo, nabożeństwa, duchowe autorytety przeszłe i przyszłe, wierzysz w trwałość twojego istnienia w ciągu wieków lub też jesteś niewierzącym tj. człowiekiem, który opiera swe postępowanie na naukowej negacji i twierdzi, że życie ustaje po śmierci, jesteś tzw. materialistą.

 

Zarówno jednak wierzący jak i materialistą, czyli człowiek ducha i człowiek materii zdaniem moim tkwią w więzach ułudy.

 

Możecie mi na to powiedzieć, iż konieczna jest wam wiara jako pobudka do słusznego postępowania w życiu, lub też przeciwnie, że nie potrzebujecie wiary, w obu jednak wypadkach przywiązani jesteście do swej indywidualności, a to nie może wam dać pełnego zrozumienia każdego doświadczenia, a co zatem idzie całkowitego zrozumienia życia. Zanim zdobędziesz zrozumienie musisz być niezależny od wszelkich pobudek działania, gdyż są one jednocześnie przyczyną i wytworem strachu, płyną bowiem z poczucia "ja".

 

Ludzie oddzielają ducha od materii, jedni szukają tylko ducha pomijając materię, drudzy twierdzą, że wszystko jest tylko materią. W ten sposób powstało pojęcie tego i tamtego świata. Według mnie podziały te zawdzięczają swe istnienie samoświadomości, która jest wynikiem dwójni przeciwieństw. Materia jest duchem a duch jest materią. Umysł doskonały tj. taki, który wyzwolił się już z wszelkiego poczucia samoświadomości uznaje rzecz każdą za istotną, nie ma już [miejsca] dla "maji" czyli ułudy. Ograniczenie umysłu, samoświadomość stwarza złudę, "maję" i nie dozwala w pełni zrozumieć każdego doświadczenia. Na to więc aby osiągnąć ostateczną rzeczywistość, nie można pomijać tego świata i szukać jej w innym życiu, ani też odrzucać tamtego świata i szukać jej tylko w tym życiu. Należy mieć tę doskonałą równowagę działania, która jedynie może wam dać słuszne zrozumienie istotnych wartości życia, zarówno ludzi jak i rzeczy. Z chwilą zaś gdy człowiek zrozumie istotną wartość życia, nie istnieje już dlań wyrzeczenie się ani ofiara.

 

Pogoń za wieloma doświadczeniami nie daje jeszcze sama przez się pełnego zrozumienia jednego przeżycia. Nie zdobywa się prawdy samem nagromadzaniem wydarzeń i przeżyć w życiu. Tworzą one tylko pewne przyzwyczajenie myśli lub postępowania, podczas gdy jedno doświadczenie może wam dać całe bogactwo swej treści - zrozumienie, jeżeli umysł wasz jest giętki, nieobciążony właściwościami, dogmatami, wierzeniami, nie obarczony ciężarem przeciwieństw i jeżeli jest w was gorące pragnienie wyzwolenia waszej samoświadomości.

 

Ludzie sądzą, iż posiadanie wielu bogactw zapewni im szczęście. Lecz szczęścia nie zdobywa się przywiązaniem do wielu posiadłości, choć ludzie łudzą się nieraz krótkotrwałymi uciechami, które daje im władza i wygoda. Dążąc do tego szczęścia, którego szukają wszyscy, nie możecie obciążać siebie chęcią posiadania, ani też być igraszką wrażeń. Człowiek, który pragnie osiągnąć zrozumienie, nie ma wielu potrzeb, a i do tych kilku nie jest przywiązany. To wymagane przez niego minimum, nie jest zaspokojeniem jego pragnień, lecz owocem jego bezwzględnej niezależności. Jest ono dla niego zwykłem zdarzeniem codziennym. Ponieważ jest zupełnie niezależny nie boi się ubóstwa ani też cieszy się bogactwem.

 

Niektórzy z was mogą mi na to powiedzieć, że głoszę po prostu unicestwienie, nawołuję do niebytu. Gdy inteligencja nasza udoskonaliła umysł, tj. gdy oswobodził się on już od indywidualności nie staje się on bynajmniej nicością. Lecz nie ma już w nim różnicy pomiędzy postrzegającym a przedmiotem badania, nie podlega on już ograniczeniom dwoistości i przeciwieństw.

 

Gdy tak ujmiesz życie, przekonasz się, że możesz zrozumieć każde jego zagadnienie i to zrozumienie właśnie jest ową bezdrożną, bezgraniczną rzeczywistością.

 

17 stycznia 1932

 

II

 

Ludzie mają przeważnie tak dziwne pojęcia o prawdzie i życiu duchowym, że bardzo trudno jest im wytłumaczyć, co uważam za prawdę.

 

Są przekonani, że nagromadzenie doświadczeń, które wymagają czasu, dozwoli im stopniowo osiągnąć cel ostateczny - wieczność. Według mnie dzieje się wręcz przeciwnie. Teraźniejszość zawiera w sobie pełnię czasu, a zrozumienie całej treści jakiegoś bezpośredniego przeżycia dozwala nam zrozumieć prawdę. Pojęcie postępu pociąga za sobą konieczność zdobywania, nabywania czegoś, rozszerzania, dążenia ku czemuś, drogi do jakiegoś wytkniętego celu. Lecz pojęcie postępu i czasu nie dają wam bynajmniej zrozumienia jakiegoś doświadczenia. Zrozumieć je można tylko teraz, w chwili obecnej, która jest wiecznością. Pełne zrozumienie jakiegoś bezpośredniego przeżycia otwiera wam bezgraniczne pojmowanie.

 

Czas istnieje dopóty, dopóki nie zrozumiecie danego doświadczenia, gdyż zrozumienie go niweczy istnienie czasu. Zrozumienie jest kwestią teraźniejszości, a nigdy przyszłości. Czas nie gra roli dla człowieka, który pragnie zrozumieć. Może się to wam wydawać nowym sposobem ujmowania rzeczy, lecz na świecie nie ma nic nowego. Nie odrzucajcie więc, ani przyjmujcie, lecz zastanówcie się nad tym, co mówię. To czym jesteś obecnie, a raczej niewiedza twoja, o ile już teraz nie rozproszysz jej mroków pozostanie niewiedzą przez całe tysiąclecia. Nie czas daje wam zrozumienie, lecz osiągacie je przez natężenie i czujność umysłu - przez gorącą chęć zrozumienia już dzisiaj. Umysł wasz jednak nie może być rzutki i czujny, o ile jest obciążony pojęciem czasu, licznymi wierzeniami i ideałami.

 

Postaram się wytłumaczyć, co nazywam czujnością umysłu. Doświadczenie, to nic innego, jak sposób waszego reagowania na wydarzenia życia. Być czujnym znaczy umieć rozróżniać bezwzględnie czyste działanie od wszelkich reakcji, zarówno pozytywnych jak negatywnych. Pozytywne reakcje pochodzą z wrodzonej indywidualności człowieka, czyli z waszego samolubstwa, a negatywne są wywołane przyczynami z zewnątrz. Każde działanie, które nie jest absolutnie czyste, jest zawsze reakcją, wywołaną wrażeniem, dotyczy to zarówno reakcji pozytywnych jak i negatywnych. Działalność czysta, czyli wolna od wszelkich reakcji nie zna pobudek, bodźców gdyż jest niezależna od centrum samolubstwa.

 

Na to, aby zrozumieć jakieś doświadczenie, aby pojąć jego urok, umysł wasz musi być wolny od wszelkich wierzeń i złudzeń. Pełne zrozumienie jednego doświadczenia uwalnia człowieka od wszystkich doświadczeń, które właśnie stanowią istotę pojęcia czasu. Umysł może tylko wtedy być czujny, gdy wolny jest od wierzeń i nadziei. Nie potrzebuje on wtenczas niczemu się podporządkowywać, gdyż jest bezosobisty, a więc nie zna ograniczeń. Tylko umysł całkowicie wyzwolony nie ma z góry powziętych wyobrażeń o prawdzie, gdy zaś posiada te wyobrażenia, nagina on życie do swojego ideału, a przez to samo jest niezdolny do zrozumienia teraźniejszości. Bezwzględna, ostateczna rzeczywistość nie da się zacieśnić żadnym wyobrażeniem, wierzeniem, ani pojęciem. Wszystko to bowiem jest tylko wynikiem oporu stwarzanego przez naszą samoświadomość. Jeżeli więc urabiasz siebie z myślą o przyszłości, zgodnie z wyobrażeniem jakiegoś ostatecznego celu, kaleczysz życie.

 

Możecie zapytać: "Czyż nie muszę mieć jakiegoś ideału, źródła natchnienia, bodźca działania?". Odpowiem "nie''. Nie możesz ich mieć, gdyż zmuszają cię one do podporządkowania siebie, a przez to samo uniemożliwiają zrozumienie. Przeciwnie, jeżeli umysł twój jest od nich wolny, możesz zrozumieć teraźniejszość, pojąć jej pełne znaczenie. Zobaczysz wtedy, że umysł rozwija się i osiąga pełnię inteligencji, która właśnie jest istotnym oswobodzeniem się od wszelkich złudzeń naszego indywidualnego "ja". Wiara, choć daje nieraz chwilowe rozwiązanie i bywa źródłem pokrzepienia jest zawsze oznaką zastoju i rozkładu. Umysł obciążony wierzeniami jest gnuśny, lubi naśladować, a nie umie się szybko przystosowywać. Przeciwnie zaś umysł nieustannie czujny odnawia się; nie potrzebuje żadnych zewnętrznych ani wewnętrznych bodźców, są one bowiem wszystkie tylko reakcją. Tego rodzaju umysł jest całkowicie wolny, może ogarnąć prawdę i pojąć czym jest szczęście.

 

Ludzie mają zwykle jakiś ideał i takie lub inne wierzenia. Może to być np. wiara w posiadanie; wyobrażenie, że zapewni im ono szczęście, że kochać można tylko w sposób zaborczy. Ludzie sądzą, że nieśmiertelność zdobyć można tylko wiarą w osobowego boga. Uznają potęgę, harmonię, jedność. Wierzą w życie pozagrobowe, czyli gloryfikują swoje własne "ja". Wszystko to, zdaniem moim są złudzenia. Umysł, który wybiega w przyszłość i stara się jej dociekać pragnie przyszłość zrozumieć, paczy teraźniejszość i nie ma jasnego sądu. Tego rodzaju znajomość przyszłości jest równoznaczna z niewiedzą. Nie goń za przyszłością, nie pytaj o cel ostateczny, nie licz zbytnio na trwałość swoich wierzeń, lecz przekonaj się raczej czego już nie pożądasz. Nie jest to wcale negatywny sposób ujmowania życia. Zbadaj jakie ideały i bogactwa straciły już dla ciebie swą wartość i nie nęcą cię więcej. Skoro przekonasz się czego nie pragniesz, odrzuć to, odciążysz umysł i uczynisz go zdolnym do zrozumienia tego co istotne i zawsze obecne. Nie miej z góry urobionych pojęć o rzeczach ostatecznych i nie usiłuj miarą tą mierzyć rzeczy przemijające, a raczej staraj się je zrozumieć. Wieczność nie leży zdała od tego co przemija, a właśnie jest tym samym. Nieskończoność jest jednoznaczna ze światem rzeczy skończonych. Inaczej mówiąc pełna treść jakiegoś doświadczenia ukryta jest w chwilowym przeżyciu. Zrozumienie płynie ze świadomości tego od czego uwolniliśmy się, czego już nie pragniemy, a nie ze znajomości naszych pragnień.

 

Inteligencja wyzbyta ze samoświadomości czyni umysł doskonałym. Inteligencją nazywam pełną świadomość pobudek naszego działania, poznanie ich źródła, koniecznym warunkiem tej świadomości jest całkowity brak wierzeń. Staraj się przez nieustanną czujność umysłu, przez zrozumienie rzeczy przemijających i poznanie całkowitej treści jednego doświadczenia, które zawiera w sobie wieczność - odkryć źródło twego postępowania.

 

Za pomocą inteligencji, a pamiętajcie, że mam na myśli tylko istotną inteligencję, powinieneś odłączać swe postępowanie od pojęcia "ego", z którym jest ono zazwyczaj ściśle związane. Jeżeli będziesz to czynić bez lęku przed karą, bez chęci nagrody, nie dając się powodować żadnym bezpośrednim bodźcem, ani wierzeniem, umysł twój stanie się czysty i zniweczy wszelkie złudzenia. Umysł jest wtedy samowystarczalny, pogodny i żarliwy.



dalej


strona główna
(23kB)