(23kB)
strona główna

 

 

Dr. Rudolf Steiner

 

 

 

 

SEDNO KWESTJI SPOŁECZNEJ

 

 

 

 

 

DIE KERNPUNKTE DER SOZIALEN FRAGE

in den Lebensnotwendigkeiten

der Gegenwart und Zukunft.

 

GA 23

 

 

 

 

 

 

 

Spis rzeczy: str.

 

 

Przedmowa i wstęp do nowego wydania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 2

Uwagi o zamierzeniach niniejszej pracy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7

I. Prawdziwa postać kwestji społecznej w życiu nowoczesnej ludzkości . . . . . . . . . . . . . 9

II. Próby rozwiązania problemów i konieczności społecznych, w myśl wymagań życia . . 16

III. Kapitalizm i idee społeczne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 26

IV. Międzynarodowe stosunki organizmów społecznych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 42

Aneks: Odezwa do Narodu Niemieckiego i całego Świata Kulturalnego . . . . . . . . . . . . . 47

Uwagi do polskiego wydania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 49

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wydano staraniem Polskiego Towarzystwa Antropozoficznego

w autoryzowanym przekładzie M. O. i M. W. - Warszawa 1938

 

 

 

 

PRZEDMOWA I WSTĘP DO NOWEGO WYDANIA.

 

Zadań, wysuniętych przez nowoczesne życie społeczne, nie zdoła poznać człowiek, który przystępuje do nich z myślą o jakiejkolwiek utopji. Wychodząc z pewnych poglądów i uczuć, możemy wierzyć, że takie czy inne urządzenia, które sobie obmyśliliśmy, uszczęśliwią ludzkość. Wiara ta może nawet nabrać bojowej siły przekonywującej. A jednak z wiarą tego rodzaju można łatwo przeoczyć to, co stanowi dziś istotę “kwestji” społecznej.

Twierdzenie powyższe nie trudno doprowadzić dziś do pozornego absurdu, wszakże pozostaje ono słusznem. Przypuśćmy, że ktoś posiadł teoretycznie doskonałe “rozwiązanie” kwestji społecznej. Pomimo to wierzyłby on w coś całkiem nierealnego, gdyby chciał narzucić ludzkości to wymyślone przez siebie “rozwiązanie”. Nie żyjemy już bowiem w czasach, kiedy można mniemać, że w ten sposób da się cośkolwiek zdziałać w życiu publicznem. Układ duszy ludzkiej nie jest taki, żebyśmy w stosunku do życia społecznego mogli powiedzieć: oto macie człowieka, który wie, jakie urządzenia społeczne są potrzebne; uczyńmy więc tak, jak on sądzi.

W taki sposób ludzie nie chcą wcale przyjmować idej społecznych. Z faktem tym liczy się niniejsza praca, która znalazła już dość szerokie rozpowszechnienie. Ci z pośród czytelników, którzy przypisali jej charakter utopijny, zgoła nie zrozumieli jej podstawowych zamierzeń. A najgłośniej twierdzili to ci, którzy sami nie umieją myśleć inaczej, niż utopijnie. U innych dopatrują się tego, co stanowi najbardziej istotną cechę ich własnych przyzwyczajeń myślowych.

Dla człowieka myślącego realnie należy już do doświadczeń w dziedzinie społecznej, że jakakolwiek idea utopijna, choćby najbardziej przekonywująca, nie prowadzi do niczego. Jednak wielu ludziom wydaje się, że np. w dziedzinie gospodarczej powinni szerzyć wśród swych bliźnich takie idee. Muszą się jednak przekonać, że trudzą się napróżno. To, co głoszą, bliźnim na nic przydać się nie może.

Fakt ten należałoby traktować jako nabyte doświadczenie, wskazuje on bowiem na ważny objaw współczesnego życia publicznego, mianowicie na to, że myśli nasze są obce wymaganiom rzeczywistości gospodarczej. Czyż można spodziewać się, że zdołamy opanować zawiłe stosunki życia społecznego, jeśli przystępujemy doń z myśleniem, które jest obce temu życiu?

Zagadnienie to bynajmniej nie może liczyć na popularność. Wymaga bowiem przyznania się, że myślimy w sposób obcy życiu. A jednak, jeżeli tego nie uczynimy, pozostaniemy również dalecy od “kwestji społecznej”. Jedynie bowiem pod warunkiem, że zagadnienie to traktować będziemy jako ważną sprawę całej współczesnej cywilizacji, uzyskamy jasną świadomość potrzeb życia społecznego.

Kwestja ta wskazuje na sposób, w jaki ukształtowało się współczesne życie duchowe. Ludzkość nowoczesna rozwinęła w taki sposób życie duchowe, że jest ono w wysokim stopniu uzależnione od urządzeń państwowych i sił gospodarczych. Człowiek już od dzieciństwa otrzymuje wychowanie i nauczanie państwowe. Może on korzystać z takiego tylko wychowania, na jakie pozwalają warunki gospodarcze otoczenia, wśród którego wyrasta.

Możnaby mniemać, że dzięki temu wszyscy powinni być dobrze przystosowani do obecnych warunków życiowych. Państwo bowiem ma możność kształtowania urządzeń, poświęconych wychowaniu i nauczaniu, które stanowią podstawowy czynnik życia duchowego społeczeństwa, tak, aby jak najlepiej służyły ogółowi. I również łatwo możnaby sądzić, że człowiek stanie się możliwie najlepszym członkiem społeczności ludzkiej, jeżeli otrzyma wychowanie zgodnie z możliwościami gospodarczemi, z których wyrósł, oraz jeżeli wychowanie postawi go na to stanowisko, które mu wyznaczają owe możliwości gospodarcze.

Praca niniejsza podjąć musi niepopularne dziś zadanie wykazania, że przyczyną zamętu naszego życia publicznego jest uzależnienie życia duchowego od państwa i sił gospodarczych. Ma ona dowieść, że wyzwolenie życia duchowego z tej zależności stanowi część rozwiązania palącej kwestji społecznej.

Książka niniejsza występuje zatem przeciw szeroko rozpowszechnionym błędom. Przejęcie przez państwo działu wychowania i nauczania uważane jest oddawna za coś zbawiennego dla postępu ludzkości. A ludzie myślący socjalistycznie nie mogą sobie nawet tej sprawy wyobrazić inaczej, niż w ten sposób, że społeczeństwo ma wychowywać jednostkę na swoją modłę tak, aby mu służyła.

Nie łatwo godzimy się na pogląd, który jest w tej dziedzinie bezwarunkowo konieczny, mianowicie, że w dziejowym rozwoju ludzkości w epokach późniejszych błędem stać się może to, co we wcześniejszych było słuszne. Na to, aby życie ludzkości mogło ukształtować się nowocześnie, konieczne było odebranie kierownictwa wychowania, a co zatem i kierownictwa duchowego życia publicznego tym sferom, które zajmowały się tem w średniowieczu, oraz powierzenie tegoż państwu. Ale dalsze utrzymywanie tego stanu rzeczy jest już ciężkim błędem społecznym.

Wyjaśni to pierwsza część niniejszej pracy. W ramach państwowych życie duchowe dorosło do wolności; nie będzie jednak w stanie z niej korzystać we właściwy sposób, o ile nie nada mu się całkowitego samorządu, życie duchowe w swej obecnej postaci wymaga, aby stanowiło całkiem samodzielny składnik organizmu społecznego. Zarząd dziedziny wychowania i nauczania, z czego przecież wyrasta całe życie duchowe, przejść musi w ręce ludzi, którzy sami wychowują i nauczają. Czynniki państwowe lub gospodarcze nie powinny mieszać się do spraw tego kierownictwa słowem lub czynem. Nauczaniu pedagog winien poświęcać tylko taką część swego czasu, aby równocześnie mógł także zarządzać w swej dziedzinie pracy. Dzięki temu sam nauczyciel załatwiać będzie sprawy związane z zarządzaniem tak samo, jak sam naucza i wychowuje. Rozporządzeń nie będzie wydawał nikt, kto równocześnie nie jest sam czynny w żywem nauczaniu i wychowywaniu. Żaden parlament, żaden dostojnik, który kiedyś, być może, był nauczycielem, ale obecnie już nim nie jest, nie będą tu mieli głosu. To co w nauczaniu zdobywa się drogą bezpośredniego doświadczenia, będzie wywierało wpływ także na sposób zarządzania. Wynika stąd naturalnie, że warunki tego rodzaju sprzyjać będą rozwojowi rzeczowości i tężyzny zawodowej w możliwie najwyższym stopniu.

Można zapewne zauważyć, że i przy takim samorządzie życia duchowego także nie wszystko będzie doskonałe. Ale w życiu rzeczywistem nie można żądać doskonałości. Dążyć trzeba tylko do realizowania rzeczy możliwie najlepszych. Zdolności, rozwijające się w człowieku-dziecku, będą dopiero wówczas wzbogacały społeczeństwo, gdy pieczę nad niemi obejmą jednostki, które potrafią opierać swe decyzje na motywach duchowych. Pogląd na to, jak dalece rozwijać należy dane dziecko w tym czy owym kierunku, powstawać może jedynie w niezależnym zespole duchowym. I on tylko jest powołany do decydowania o sposobie urzeczywistniania tych zamierzeń. Od tego samorządu życie państwowe jakoteż i życie gospodarcze czerpać będą siły, których same nie są w stanie wytworzyć, gdy na podstawie swych założeń kształtują także i życie duchowe.

Zgodnie z poglądem, wyłożonym w tej książce, sprawa urządzeń i programów uczelni, które służą potrzebom państwa i życia gospodarczego, również winna spoczywać w rękach kierownictwa niezależnego życia duchowego. Szkoły dla przyszłych prawników, handlowców, przemysłowców, rolników też kształtować winno niezależne życie duchowe. Praca niniejsza musi z konieczności wywołać wiele zastrzeżeń, gdy z jej założeń wyprowadzi się tę słuszną konsekwencję. Ale z czego to wypływają owe zastrzeżenia? Rozpoznamy ich ducha antyspołecznego, gdy zdamy sobie sprawę z tego, że, w gruncie rzeczy, wynikają one z nieuświadomionej wiary w niepraktyczność życiową wychowawców. Niepodobna tedy oczekiwać po nich, że powołają do życia urządzenia, które we właściwy sposób będą służyły praktycznym dziedzinom bytu. Takie urządzenia muszą pono tworzyć ludzie, którzy sami biorą udział w życiu praktycznem; wychowawcy zaś mają tylko postępować według linij wytycznych, które im zgóry narzucono.

Ten, kto tak myśli, nie spostrzega, że wychowawcy, którzy nie potrafią sami nadawać sobie linij wytycznych, poczynając od najdrobniejszych szczegółów, a kończąc na rzeczach najważniejszych, właśnie skutkiem tego stają się obcy życiu i niepraktyczni. Można narzucić im zasady, pochodzące nawet od jednostek pozornie najbardziej związanych z życiem praktycznem, a jednak nigdy nie wychowają oni ludzi życiowo prawdziwie praktycznych. Antyspołeczne stosunki powstają stąd, że w życiu zbiorowem brak ludzi, którzyby, dzięki otrzymanemu wychowaniu, nauczyli się odczuwać społecznie. Ludzi uspołecznionych wychowywać mogą jedynie pedagodzy, którzy sami posiadają zmysł społeczny. Nigdy nie dotrzemy do sedna kwestji społecznej, jeśli nie uznamy spraw wychowawczych i duchowych, jako jednego z jej najważniejszych składników. Stosunki antyspołeczne powstają nietylko z winy urządzeń gospodarczych, ale także skutkiem tego, że ludzie w ramach tych urządzeń postępują antyspołecznie. I powierzanie wychowania tudzież nauczania młodzieży ludziom, których czyni się obcymi życiu, wskutek narzucania im zzewnątrz kierunku i treści ich działania - jest rzeczą antyspołeczną.

Państwo otwiera wydziały prawne. Wymaga, aby wykładano tam zasady tego prawodawstwa, na którem ono, ze swego punktu widzenia, oparło swą konstytucję i administrację. Instytucje zaś, które powstaną całkowicie na gruncie niezależnego życia duchowego, czerpać będą treść prawodawstwa właśnie z tego życia. Państwo zasilane będzie tem, co mu to niezależne życie duchowe przekaże; będą je zapładniały żywe idee, które jedynie z takiego źródła duchowego mogą wypływać.

Ale w samej tej dziedzinie duchowej będą ludzie, którzy, każdy ze swego punktu widzenia, oddadzą się życiu praktycznemu. Życiowo praktycznem nie może stać się to, co pochodzi z urządzeń szkolnych wprowadzonych przez “praktyków”, i gdzie nauczają ludzie obcy życiu, ale wyłącznie to, co dają wychowawcy, którzy rozumieją życie i praktyczność ze swego punktu widzenia. O tem, jak zarządzanie niezależnem życiem duchowym winno kształtować się w szczegółach, pomówimy w niniejszej pracy, przynajmniej w ogólnych zarysach.

Wśród ludzi, skłonnych do utopij, książka ta obudzi rozmaite wątpliwości. Zaniepokojeni artyści i inni pracownicy umysłowi powiedzą: dobrze, ale czy talenty będą mogły rozwijać się lepiej wśród tego niezależnego życia duchowego, niż w obecnych warunkach, kiedy znajdują się pod opieką państwa i potęg gospodarczych? Tacy oponenci pamiętać winni, że praca niniejsza nie ma nic wspólnego z utopją. Dlatego nigdzie nie znajdziemy w niej twierdzeń teoretycznych: to powinno być tak urządzone, czy inaczej. Natomiast znaleźć w niej można pobudkę do tworzenia takich społeczności ludzkich, któreby były zdolne we własnem współżyciu wytwarzać pożądane warunki społeczne. Kto sądzi życie nie według teoretycznych uprzedzeń, lecz z własnych doświadczeń, ten powie sobie: człowiek, który tworzy na podstawie swych niczem nieskrępowanych uzdolnień, będzie wówczas mógł liczyć na właściwą ocenę swej działalności, kiedy powstanie niezależna społeczność duchowa, która będzie wywierała wpływ na życie, kierując się wyłącznie własnemi założeniami.

“Kwestja społeczna” nie jest czemś, co w naszych czasach wyłoniło się z życia ludzkiego i co grupka ludzi, czy też parlamenty będą mogły rozwiązać i wreszcie rozwiążą. Jest ona częścią składową całej nowoczesnej cywilizacji i skoro już powstała, taką pozostanie. W każdym momencie rozwoju dziejowego musi ją ludzkość na nowo rozwiązywać. Życie człowieka bowiem weszło w ostatnich czasach w taką fazę, kiedy same urządzenia socjalne rodzą stale tendencje antyspołeczne. Trzeba je nieustannie opanowywać na nowo. Podobnie jak organizm po pewnym czasie po nasyceniu, znów powraca do stanu głodu, tak samo organizm społeczny z uporządkowanych stosunków wpada w bezład. Na uporządkowanie stosunków społecznych niema uniwersalnego lekarstwa podobnie, jak niema takiego pokarmu, któryby nasycił organizm raz na zawsze. Ale ludzie tworzyć mogą takie spólnoty, których współdziałanie stale dawać będzie życiu nowe impulsy w kierunku socjalnym. Taką spólnotą jest samorządny człon duchowy organizmu społecznego.

Podobnie jak dla życia duchowego z doświadczeń teraźniejszości wyłania się wymaganie autonomji społecznej, tak samo dla życia gospodarczego wypływa postulat pracy zrzeszeniowej. Gospodarka społeczna składa się dziś z produkcji, obiegu i spożycia dóbr, które zaspakajają potrzeby ludzkie. Każdego wiążą z życiem gospodarczem jego interesy; każdy musi się z niem sprzęgnąć zapomocą takiego udziału w pracy, jaki jest dlań dostępny. Tylko sam człowiek może wiedzieć i odczuwać, czego naprawdę potrzebuje; sam też, na zasadzie własnego zrozumienia warunków życia społeczeństwa, musi rozstrzygać o tem, co powinien spełniać. Nie zawsze tak było i jeszcze nie wszędzie tak jest, ale wśród cywilizowanych ludów świata zasadniczo panują takie stosunki.

Z biegiem rozwoju ludzkości zasięg działania jednostek gospodarczych rozszerzył się. Z zamkniętej gospodarki domowej rozwinęła się gospodarka miast, a z niej gospodarka narodowa. Dziś stoimy wobec gospodarki światowej. Wprawdzie ze starego porządku wiele jeszcze pozostało w nowym ustroju; w dawnem życiu natomiast tkwiło już w zarodku dużo elementów przyszłości. Ale losy ludzkości zależne są od tego, że ta kolejność rozwojowowa w pewnych warunkach życiowych uzyskała wpływ decydujący.

Nonsensem jest chcieć organizować siły gospodarcze jako abstrakcyjną spólnotę światową. Poszczególne jednostki gospodarcze z biegiem rozwoju wytworzyły w szerokim zakresie gospodarki państwowe. Wszakże twory państwowe powstały z działania innych jeszcze sił, nietylko gospodarczych. Właśnie chęć przekształcenia państw w społeczności gospodarcze spowodowała chaos czasów najnowszych. Życie gospodarcze dąży do kształtowania się na podstawie własnych sił, niezależnie od urządzeń państwowych oraz od politycznego sposobu myślenia państwowego. Ale w taki sposób będzie ono mogło ukształtować się tylko wtedy, gdy na czysto-gospodarczem podłożu powstaną zrzeszenia, obejmujące przedstawicieli spożycia, obiegu i produkcji. Warunki życiowe, same przez się, regulować będą rozmiary tych zrzeszeń. Za małe zrzeszenia byłyby zbyt kosztowne, za duże zaś - nie dość przejrzyste w pracy gospodarczej. Każdemu zrzeszeniu życiowe potrzeby wskażą łatwo drogę do stałych stosunków z innemi zrzeszeniami. Nieuzasadnioną byłaby obawa, że owe zrzeszenia będą krępowały tych członków, których warunki życia zmuszają do częstych zmian miejsca zamieszkania. Znajdą oni łatwo drogę od jednego zrzeszenia do drugiego, jeżeli takie przejścia powodować będą interesy gospodarcze, a nie przepisy państwowe. W organizacji zrzeszeniowej dadzą się pomyśleć urządzenia, które działać będą z łatwością obiegu pieniężnego.

Dzięki fachowości i rzeczowemu traktowaniu, w takiem zrzeszeniu panować może daleko idąca harmonja interesów.

Nie prawa mają regulować produkcję, obieg i spożycie dóbr, ale sami ludzie, na podstawie własnego, bezpośredniego orjentowania się w tem oraz własnych interesów. Udział w życiu zrzeszeniowem umożliwi im zdobywanie w tym kierunku niezbędnego zrozumienia. Skutkiem tego, że, drogą układów wzajemnych, poszczególne interesy muszą się wzajemnie wyrównywać, towary uzyskają w obiegu swoje odpowiednie wartości. Taka współpraca z motywów gospodarczych będzie czemś zupełnie innem, niż to, co odbywa się n. p. w nowoczesnych związkach zawodowych. Związki te rozwijają swą działalność w życiu gospodarczem, ale nie powstają z przesłanek gospodarczych. Są one naśladownictwem zasad, które ukształtowały się w nowych czasach, pod wpływem racyj państwowych i politycznych. A więc politykuje się w tych związkach, zamiast rozważać z punktu widzenia gospodarczego, jakie świadczenia jeden człowiek czynić winien drugiemu. W owych zrzeszeniach zaś nie będą zasiadać “najemnicy”, którzy, z tytułu swej siły, żądają od przedsiębiorcy możliwie wysokich płac. Będą natomiast tu współdziałali pracownicy fizyczni z duchowymi kierownikami produkcji oraz ze spożywcami, zainteresowanymi daną gałęzią wytwórczości, aby kształtować odpowiednio wzajemną wymianę świadczeń, przy pomocy regulowania cen. Tego osiągnąć się nie da, parlamentując na zgromadzeniach. Od tej gadaniny należałoby społeczeństwo uwolnić. Któż bowiem miałby pracować, jeśliby niezliczone zastępy ludzi traciły czas na rozprawianiu o pracy? Drogą umów człowieka z człowiekiem, zrzeszenia ze zrzeszeniem, wszystko to załatwiać się będzie obok pracy. Na to potrzeba jedynie, aby takie porozumienie odpowiadało poglądom pracujących oraz interesom spożywców.

Nakreślony tu obraz nie jest utopją. Nie twierdzimy bowiem bynajmniej, że coś ma być urządzone tak, czy inaczej. Wskazujemy jedynie na to, jak ludzie własne sprawy sami załatwiać będą, działając przy pomocy zrzeszeń, odpowiadających ich zapatrywaniom i interesom.

O to, aby ludzie łączyli się w takie zespoły, troszczy się sama natura ludzka, o ile ingerencja państwa nie stawia jej w tem przeszkód - natura bowiem budzi potrzeby. Prócz tego troszczyć się o to będzie niezależne życie duchowe, ponieważ za jego sprawą powstawać będą takie właśnie poglądy, jakie powinny działać w społeczeństwie. Człowiek, myślący na podstawie doświadczenia życiowego, musi przyznać, że istnieje możliwość, by omawiane tu zrzeszenia powstały w każdej chwili, że niema w tem nic utopijnego. Ich powstaniu nic nie stoi na przeszkodzie prócz tego, że człowiek współczesny usiłuje “organizować” życie gospodarcze z zewnątrz, zasugestjowany ideą “organizacji”. Od takiego organizowania, które z zewnątrz dąży do łączenia ludzi w celu produkcji, różni się biegunowo organizacja gospodarcza, oparta na niezależnych zrzeszeniach. Na drodze asocjacji człowiek łączy się z człowiekiem, a planowość całości wynika, dzięki zdrowemu rozsądkowi jednostki.

Możnaby powiedzieć: na co się zda, że jakiś biedak zrzeszy się z człowiekiem majętnym? Można uważać za lepsze “sprawiedliwe” regulowanie z zewnątrz całej produkcji i spożycia. Ale taka zorganizowana regulacja krępowałaby siły twórcze jednostki i pozbawiałaby życie gospodarcze tego, czego dostarczać mu mogą te twórcze siły. Niechajby ludzie, mimo wszelkich uprzedzeń, uczynili raz próbę zrzeszenia się nawet w dzisiejszych czasach biedaków z bogaczami! Jeżeli nie wmieszają się do tego żadne inne siły prócz gospodarczych, to z konieczności posiadający z nieposiadającymi będą musieli wyrównywać wzajemne świadczenia. Dziś mówi się o tych rzeczach nie na podstawie instynktów życiowych, które wypływają z doświadczenia, lecz pod wpływem nastrojów i to powstających nie z potrzeb gospodarczych, lecz z interesów klasowych i innych. Nastroje te zaś rozwijać się mogły dlatego, że, wobec coraz większej złożoności życia gospodarczego, niepodobna było w ostatnich czasach nadążyć za niem przy pomocy idej czysto-gospodarczych. Stało temu na przeszkodzie skrępowanie życia duchowego. Ludzie, czynni w życiu gospodarczem, zakrzepli w rutynie; siły, kształtujące to życie, nie są dla nich przejrzyste. Pracują, nie orjentując się w całokształcie życia ludzkiego. W zrzeszeniach zaś jeden od drugiego dowie się tego, co niezbędnie musi wiedzieć. Ludzie ci zdobędą doświadczenie o tem, co jest gospodarczo możliwe dzięki temu, że każdy z nich przyniesie znajomość rzeczy i doświadczenie ze swego odcinka pracy; decydować zaś będą wspólnie.

Podobnie jak w niezależnem życiu duchowem czynne są wyłącznie siły, które znajdują się w niem samem, tak też i w systemie gospodarczym, opartym na zrzeszeniach, występować będą wyłącznie wartości gospodarcze, które powstają dzięki tym zrzeszeniom. Każdy uświadomi sobie zadania, jakie przypadają nań w dziedzinie gospodarczej, dzięki jego współżyciu z ludźmi, z którymi jest zrzeszony gospodarczo. Skutkiem tego osiągnie on na sprawy ogólno-gospodarcze ściśle taki wpływ, do jakiego będą go uprawniały jego świadczenia. W dalszych rozdziałach wyjaśnimy, w jaki sposób ludzie niezdolni do pracy zostaną włączeni do życia gospodarczego. Chronić słabych od przemocy potężnych może jedynie taki ustrój gospodarczy, który ukształtował się wyłącznie w oparciu o swoje własne siły.

W ten sposób organizm społeczny rozłoży się na dwa samodzielne człony, które się wzajem wspierają, dzięki temu, że każdy z nich posiada swój własny samorząd, oparty na właściwych sobie siłach twórczych. Ale pomiędzy temi dwoma członami działać musi jeszcze trzeci. Jest nim właściwy dział państwowy organizmu społecznego. W nim przychodzi do głosu wszystko to, co powinno zależeć od sądu i odczucia każdego pełnoletniego obywatela. W niezależnem życiu duchowem każdy bierze udział w miarę swych specjalnych uzdolnień, w życiu gospodarczem winien zajmować takie stanowisko, jakie wynika z jego roli w zrzeszeniu. W prawno-politycznem zaś życiu państwa dochodzi do głosu jego czysto ludzka istota, niezależnie od uzdolnień, które ma on możność rozwijać w życiu duchowem, i niezależnie od wartości, jaką dobra, przez niego wytwarzane, uzyskują w życiu gospodarczem opartem na zrzeszeniach.

W niniejszej książce wykazujemy, że zagadnienie pracy, jej czasu i rodzaju należy do kompetencji działu prawno-politycznego. Tutaj wszyscy obywatele są równi, gdyż dział ten obejmuje sprawy, co do których każdy człowiek posiada jednakową zdolność sądu. W tym członie organizmu społecznego regulowane będą prawa i obowiązki obywateli.

Jedność tego organizmu jako całości powstanie z samodzielnego rozwoju jego trzech członów. Praca niniejsza wykazuje jak drogą współdziałania powyższych trzech członów może się ukształtować działalność kapitału ruchomego, środków produkcji, prawa użytkowania ziemi. Kto chciałby “rozwiązać” kwestję społeczną zapomocą wymyślonego lub powstałego w jaki inny sposób systemu gospodarowania, ten książki tej nie uzna za praktyczną. Ale kto pragnie na zasadzie doświadczenia życiowego pobudzić ludzi do takiego współżycia, które najlepiej pozwoli poznać zagadnienia społeczne i oddać się im, ten, być może, nie zaprzeczy, że dążenia autora są naprawdę życiowe.

Książka ta po raz pierwszy ukazała się w druku w kwietniu 1919 r. Uzupełnieniem jej był szereg artykułów, publikowanych w czasopiśmie “Dreigliederung des sozialen Organismus”, które następnie zostały wydane w książce p. t. “In Ausführung der Dreigliederung des sozialen Organismus”.

Łatwo zauważyć, że w obu tych pracach mniej się mówi o “celach” ruchu społecznego, niż o drogach, po których kroczyć należy w życiu społecznem. Kto myśli na podstawie doświadczenia życiowego, ten wie, że jeden i ten sam cel występować może w różnych postaciach. Tylko człowiekowi żyjącemu w abstrakcjach myślowych wszystko przedstawia się w formie ściśle zarysowanej. Gani on często to, co jest życiowe, gdyż uważa, że nie jest dostatecznie wyraźne i dostatecznie “jasno” wyłożone. Wielu wśród nas, mających się za ludzi praktycznych, myśli takiemi właśnie abstrakcjami. Nie liczą się oni z tem, że życie przybierać może najróżnorodniejsze formy, że jest ono elementem płynnym. I kto chce za niem nadążyć, musi w myślach swoich i odczuciach przystosować się do tej jego cechy płynności. Tylko taki sposób myślenia pozwala ujmować zadania społeczne.

Z obserwacyj życia zdobyte zostały idee pracy niniejszej - oby też z tego stanowiska znalazły zrozumienie!

 

 

UWAGI O ZAMIERZENIACH NINIEJSZEJ PRACY.

 

Dzisiejsze życie społeczne stawia przed nami poważne i rozległe zadania. Wyłaniają się żądania nowego ukształtowania tego życia, wskazujące na konieczność szukania do rozwiązania tych zagadnień nowych dróg, o jakich dotychczas nie myślano. Dziś znajdzie już, być może, posłuch ten, kto na zasadzie doświadczeń życiowych, popartych przez obecny stan rzeczy, doszedł do przekonania, że ów brak myślenia o koniecznych nowych drogach doprowadził do obecnego zamętu społecznego. Na tem założeniu opierają się wywody niniejszej pracy. Ma ona mówić o tem, co powinno nastąpić, aby żądania, jakie stawia dziś większa część ludzkości, sprowadzić do sfery świadomej celu woli społecznej. Czy wymagania te podobają się albo nie poszczególnej jednostce, nie ma to wielkiego wpływu na tworzenie się takiej woli. One istnieją i trzeba się z niemi liczyć, jak z faktami życia społecznego. Powinni wziąć to pod uwagę ludzie, którym, z punktu widzenia osobistej sytuacji życiowej, nie podoba się sposób, w jaki autor niniejszej pracy w swych wywodach traktuje żądania proletarjatu, gdyż, zdaniem ich, zbyt jednostronnie wskazuje on na nie, jako na coś, z czem wola społeczna musi się liczyć. Autor wszakże pragnąłby mówić na podstawie pełnej rzeczywistości życia teraźniejszego, o ile jest ona dostępna jego poznaniu. Stoją mu przed oczami fatalne następstwa w razie, gdyby człowiek nie zechciał dostrzec faktów, które wyłoniły się z życia nowoczesnej ludzkości, i gdyby ignorował, liczącą się z temi faktami, wolę społeczną.

Mało zadowolone z wywodów autora będą przedewszystkiem te osoby, które uważają się za praktyków życiowych w sensie, w jakim rozumiane jest dziś to pojęcie pod wpływem pewnych ulubionych przyzwyczajeń myślowych. Powiedzą one, że z kart tych przemawia człowiek życiowo niepraktyczny. Tymczasem autor mniema, że to one właśnie muszą przekształcić gruntownie swój sposób myślenia. Sądzi on bowiem, że o błędnej praktyce życiowej tych ludzi świadczą bezsprzeczne fakty, jakie obecnie ludzkość musi przeżywać. Te właśnie błędy poprowadziły do fatalnych następstw. Zmuszeni oni będą uznać za praktyczne to, co wydawało im się fałszywym idealizmem. Punkt wyjścia tej książki wydawać im się może chybiony z tego względu, że w pierwszej jej części więcej jest mowa o życiu duchowem, aniżeli o życiu gospodarczem nowoczesnej ludzkości. Na zasadzie poznania życia, zdobytego przez autora, musiał on dojść do przekonania, że do popełnionych błędów dojdą niezliczone nowe, jeśli ludzie nie zdecydują się kierować swej uwagi właśnie na życie duchowe.

Ale i ci, którzy w przeróżnych formach głoszą frazesy o konieczności wyrzeczenia się przez ludzkość zainteresowań czysto-materjalnych i wkroczenia na drogę “ducha”, “idealizmu”, nie będą zadowoleni z niniejszej pracy. Autor bowiem nie przywiązuje wagi do samego tylko wskazywania na “duchowość” i nie prawi mglisto o świecie duchowym. Uznawać on może jedynie taką duchowość, która staje się własną treścią życiową człowieka i skuteczność swą okazuje zarówno w opanowywaniu praktycznych zadań codziennych, jak i w tworzeniu poglądu na świat i życie, zaspakajającego potrzeby duszy. Nie to bowiem jest ważne, abyśmy o duchowości coś wiedzieli, lub łudzili się, że coś wiemy, ale to, aby ta duchowość przejawiała się także w praktyce, przy ujmowaniu zagadnień rzeczywistości. Wówczas towarzyszyłaby ona tej rzeczywistości nie tylko jako coś dodatkowego, przeznaczonego wyłącznie dla wewnętrznego życia duszy.

Wywody tej pracy wydadzą się przeto ludziom “uduchowionym” bezduszne, “praktykom” zaś - obce życiu. Autor natomiast jest przeświadczony, że współczesnemu życiu służyć może na swój sposób, dzięki właśnie temu, że nie przytakuje ludziom obcym rzeczywistości, uważającym się dziś za “praktyków”, a także, że nie może uznać deklamacji o duchowości, stwarzającej iluzje życiowe.

“Kwestję społeczną” rozpatruje niniejsza praca jako zagadnienie gospodarcze, prawne i duchowe. Autor sądzi, że poznał, jak z potrzeb życia gospodarczego, prawnego i duchowego wyłania się jej “prawdziwa postać”. Jedynie z tego rodzaju poznania wypłynąć mogą impulsy dla zdrowego ukształtowania się tych trzech dziedzin ładu społecznego.

W dawnych czasach rozwoju ludzkości same instynkty społeczne troszczyły się o to, aby w całokształcie życia zbiorowego rozczłonować te trzy dziedziny w sposób, jaki odpowiadał ówczesnej naturze ludzkiej. Obecnie do tego rozczłonowania dążyć musi koniecznie celowo skierowana wola społeczna. W czasach, dzielących ową dawną epokę od chwili obecnej, w krajach, które pod tym względem wchodzą przedewszystkiem w rachubę, działały w sposób pogmatwany, stare instynkty wraz z nową świadomością, a to już zupełnie nie odpowiada potrzebom współczesnej ludzkości. W niejednym objawie, który uważa się dziś za celową myśl społeczna, żyją jeszcze w dalszym ciągu dawne instynkty i to jest przyczyną słabości tego myślenia wobec żądań rzeczywistości. Wszystko co nie jest już dziś zdolne do życia, człowiek musi odrzucić i zrobić to gruntowniej, niż niejeden z nas to sobie wyobraża.

Jak życie gospodarcze, prawne i duchowe powinno kształtować się według nowych wymagań zdrowego ustroju społecznego, może - zdaniem autora - uświadomić sobie jedynie człowiek, który zdobędzie się na dobrą wolę uznania doniosłości wyrażonych tu poglądów. Autor pragnąłby w tej pracy poddać pod sąd ogółu to, co uważa za potrzebne powiedzieć o tem niezbędnem przekształceniu. Pragnie on dać podnietę do znalezienia drogi, wiodącej ku celom społecznym, zgodnym z obecną rzeczywistością i koniecznościami życia, mniema bowiem, że jedynie we wskazanym kierunku możliwe jest przezwyciężenie fantastyki i utopizmu w dziedzinie woli społecznej.

Kto jednak w tej pracy doszuka się czegoś utopijnego, tego autor chciałby prosić, aby rozważył, jak bardzo - dzięki pewnym wyobrażeniom, które urabiamy sobie o możliwościach rozwojowych ustroju społecznego - oddalamy się dziś od rzeczywistości i popadamy w fantazjowanie. I to jest powodem, że za utopję bywają brane koncepcje pracy niniejszej, które wywodzą się z rzeczywistości i doświadczenia życiowego. Niejeden dopatrzy się w tych wywodach czegoś “abstrakcyjnego”, gdyż konkretne jest dla niego wyłącznie to, o czem przywykł myśleć, za abstrakcyjne zaś uważa wszystko, o czem dotąd nie myślał, chociażby było konkretne.

Autor wie, że ludzie, trzymający się ślepo programów partyjnych, nie będą narazie zadowoleni z jego wywodów. A jednak wierzy, że niebawem wielu z tych, co należą do stronnictw politycznych, dojdzie do przekonania, że obecne fakty rozwojowe daleko już wyrosły ponad programy partyjne i że wytworzenie sobie niezależnego od tych programów sądu o najbliższych celach woli społecznej jest palącą koniecznością.

 

Rudolf Steiner.

W początkach kwietnia 1919 roku.

 

 

I.

PRAWDZIWA POSTAĆ KWESTJI SPOŁECZNEJ
W ŻYCIU NOWOCZESNEJ LUDZKOŚCI.

 

Czyż katastrofa wojny światowej nie ujawnia w faktach nowoczesnego ruchu społecznego, jak bardzo niedostateczne były założenia myślowe, któremi ludzie łudzili się w ciągu dziesięcioleci, że rozumieją wolę proletarjatu?

Do postawienia tego zagadnienia zmusza nas to, co z tłumionych dotychczas żądań proletarjatu i w związku z niemi, wydobywa się na powierzchnię życia. Siły, które zwalczały te żądania, poczęści zostały zniszczone. I jedynie człowiek, nie zdający sobie sprawy z tego, jak niezmożone są tego rodzaju dążenia natury ludzkiej, mógłby pragnąć utrzymania nadal tego samego ustosunkowania się owych sił do impulsów społecznych, ujawniających się w znacznej części ludzkości.

Wiele osób, którym stanowisko życiowe dawało możność wpływania słowami czy to radą na siły życia europejskiego, prące w r. 1914 ku katastrofie wojennej, ulegało co do tych sił największym złudzeniom. Wierzyły, że zwycięztwo orężne ich kraju zdoła uspokoić wrzenia społeczne. Musiały jednak później stwierdzić, że właśnie skutkiem ich takiego stanowiska popędy społeczne miały możność ujawnienia się w całej pełni. Istotnie, ostatnia katastrofa światowa okazała się tem wydarzeniem dziejowem, dzięki któremu owe skłonności nabrały pełni siły bojowej. W ostatnich latach ciężkich przeciwności losu zarówno jednostki, stojące u steru rządów, jak i sfery kierownicze były zmuszone uzależniać swe postępowanie od nastrojów socjalistycznych, nurtujących w szerokich kołach ludności. Nieraz chętnie postąpionoby inaczej, gdyby można było się z tem nie liczyć. W postaci, jaką przybrały współczesne wydarzenia, żyją nadal skutki tego wszystkiego.

A teraz, gdy to, co przez dziesiątki lat przygotowywało się w rozwoju ludzkości, wchodzi w fazę rozstrzygającą, okazuje się tragicznem zrządzeniem losu, że myśli ludzkie, towarzyszące powstawaniu tych faktów, do nich nie dorosły. Wielu ludzi, którzy poglądy swe kształtowali na rozwoju tych faktów, by służyć żyjącemu w nich celowi społecznemu, stoją dziś zupełnie, albo prawie zupełnie, bezsilni wobec zagadnień losowych, jakie stawia im faktyczny stan rzeczy.

Wprawdzie niejeden z nich jeszcze wierzy, że to, co oddawna uważał za konieczne, w celu przekształcenia życia ludzkiego, urzeczywistni się i okaże dość silne, aby faktom, które domagają się rozwiązania, nadać życiowo możliwy kierunek. Pominąć zaś można zupełnie tych, którzy jeszcze teraz mniemają, że, naprzekór żądaniom poważnej części ludzkości, stary porządek da się utrzymać. Wystarczy wziąć pod uwagę ludzi, przekonanych o konieczności nowego ukształtowania życia. Niepodobna wszakże zaprzeczyć, że dawne poglądy partyjne błąkają się wśród nas, jakby mumje, które odtrąca bieg wydarzeń. Ten stan rzeczy wymaga rozstrzygnięć, do jakich postarzałe partje nie są przygotowane. Rozwijały się one wprawdzie równocześnie z faktami, ale nie nadążyły za niemi ze swemi przyzwyczajeniami myślowemi. Przeświadczenie, że to, co powyżej zaznaczyliśmy, wynika z obecnego biegu wydarzeń światowych, nie będzie chyba zarozumiałością autora wobec poglądów, które dziś jeszcze są miarodajne. Wolno z tego wyciągnąć wniosek, że właśnie nasza teraźniejszość będzie wraźliwa na próbę podkreślenia w życiu społecznem nowoczesnej ludzkości tego, co dzięki swemu swoistemu charakterowi, pozostaje obce przyzwyczajeniom myślowym nawet ludzi zorjentowanych społecznie, a także kierunków partyjnych. Mogłoby bowiem okazać się, że tragizm, ujawniający się w próbach rozwiązania kwestji społecznej, pochodzi właśnie z niezrozumienia istotnych dążeń proletarjatu. Z takiem niezrozumieniem spotykamy się nawet u ludzi, których poglądy wyrosły z tych dążeń. Człowiek bowiem nie zawsze wyrabia sobie właściwy sąd o swoich zamierzeniach.

Dlatego też uzasadnione okaże się pytanie: czego w istocie żąda współczesny ruch proletarjacki? Czy dążenia jego są zgodne z tem, co zwykle mniemają zarówno proletarjusze, jak i nieproletarjusze? Czy prawdziwa postać “kwestji socjalnej” objawia się w tem, co wielu ludzi o niej myśli? Czy też może jest rzeczą niezbędną zupełnie inaczej skierować myślenie? Wobec tego zagadnienia niepodobna zająć postawy bezstronnej, o ile los nie dał nam sposobności wniknięcia w życie duchowe nowoczesnego proletarjatu, a zwłaszcza tego jego odłamu, który bierze najżywszy udział w kształtowaniu obecnego ruchu społecznego.

Rozprawiano wiele o rozwoju współczesnej techniki i współczesnego kapitalizmu. Pytano, jak w łonie tego rozwoju powstał dzisiejszy proletariat i jak, drogą postępu nowoczesnego życia gospodarczego, doszedł on do swoich postulatów. Jest dużo słuszności w tem wszystkiem, co mówiono. Że to jednak nie rozstrzyga istoty rzeczy, jasno wynika dla każdego, kto nie dał się zahypnotyzować poglądowi, jakoby warunki zewnętrzne nadawały życiu człowieka swoiste piętno. Istota rzeczy objawia się temu, kto zachował nieuprzedzony wgląd w impulsy duszy, działające z głębi wewnętrznych. Zapewne, żądania proletarjatu rozwinęły się w epoce techniki i kapitalizmu nowoczesnego, ale zrozumienie tego faktu nie wyjaśnia jeszcze, co w tych dążeniach żyje jako właściwe czysto-ludzkie impulsy. Dopóki zaś nie wnikniemy w życie tych impulsów, dopóty nie zdołamy zbliżyć się do istotnej postaci “kwestji społecznej”.

Pewien termin, często powtarzany w świecie proletarjackim, może wywierać silne wrażenie na każdym, kto umie wnikać w głębsze pobudki woli ludzkiej. Jest to powiedzenie, że współczesny najemnik doszedł do “uświadomienia klasowego”. Już się on nie poddaje poniekąd instynktownie nieświadomie impulsom innych klas; wie, że należy do odrębnej klasy i chce kształtować stosunek tej swojej klasy do innych klas w życiu publicznem w sposób zgodny z jej interesami. Jeśli potrafimy ujmować głębsze prądy duszy, to wyrażenie “uświadomiony klasowo”, tak, jak go używa współczesny proletarjusz, wskaże nam najważniejsze fakty w społecznem rozumieniu życia tych klas pracujących, które zrosły się z rozwojem nowoczesnej techniki i nowoczesnego kapitalizmu. Musimy zwrócić uwagę przedewszystkiem na to, jak teorje naukowe o życiu gospodarczem i jego stosunku do przeznaczeń ludzkich rozpaliły duszę proletarjatu. Tu właśnie dotykamy faktu, o którym wiele osób, umiejących tylko myśleć o proletarjacie, ale nie razem z nim, posiada pogląd bardzo mglisty, a wobec powagi ostatnich wydarzeń - szkodliwy. Mniemanie, że marksizm a w następstwie pisarze proletarjaccy przewrócili w głowie “nieoświeconemu” robotnikowi, oraz tym podobne często powtarzane frazesy, nie doprowadzą do tak dziś niezbędnego zrozumienia dziejowej sytuacji świata. Podobne twierdzenie dowodzi braku woli do skierowania uwagi na momenty istotne we współczesnym ruchu społecznym. A takim istotnym momentem jest przesnucie świadomości klasowej proletarjatu pojęciami, których charakter zapożyczono z nowoczesnego rozwoju naukowego. W tej świadomości działa w dalszym ciągu nastrój, który ożywiał mowę Lassala, na temat “Nauka i Robotnicy”. Niejednemu z tych, co się uważają za “ludzi praktycznych”, takie sprawy wydawać się mogą nieistotne. Wszakże ten, kto pragnie zdobyć rzeczywiście owocny pogląd na współczesny ruch robotniczy, musi skierować na to swą uwagę. W żądaniach, jakie stawiają dziś umiarkowane i radykalne koła proletarjackie, nie odzwierciadla się bynajmniej życie gospodarcze, przekształcone w impulsy ludzkie, jak to sobie wielu wyobraża, lecz żyje w nich wiedza gospodarcza, która opanowała świadomość proletarjatu. Występuje to nader wyraźnie w literaturze ruchu robotniczego, zarówno w pracach naukowych jak i w dziennikarstwie. Zaprzeczać temu - znaczyłoby zamykać oczy na fakty rzeczywiste. A faktem podstawowym, który warunkuje obecną sytuację społeczną, jest to, że treść świadomości klasowej proletarjatu określają pojęcia naukowe. Choćby robotnik, pracujący przy maszynie, był najbardziej daleki od “nauki”, słucha on wyjaśnień o swem położeniu socjalnem od ludzi, którzy argumenty czerpią z tej “nauki”.

Wszelkie te rozważania o nowoczesnem życiu gospodarczem, o epoce maszynizmu, o kapitaliźmie jakkolwiek przekonywająco przedstawiają podłoże ruchu robotniczego, to jednak rozstrzygające wyjaśnienie obecnej sytuacji społecznej nie wynika bezpośrednio z faktu, że robotnika postawiono przy maszynie i wprzęgnięto w ustrój kapitalistyczny. Wypływa to stąd mianowicie, że pewne zupełnie określone myśli rozwinęły się w jego świadomości klasowej, w związku z maszynizmem i uzależnieniem od gospodarki kapitalistycznej. Współczesne przyzwyczajenia myślowe nie pozwalają, być może, wielu ludziom uznać w całej pełni doniosłości tego faktu, a w jego podkreślaniu dopatrują się oni jedynie djalektycznej gry pojęć. Na to jest jedna tylko odpowiedź: ludzie, którzy nie są w stanie dostrzegać rzeczy istotnych, nie mają żadnych danych do twórczego udziału w życiu społecznem. Kto chce rozumieć ruch robotniczy, musi przedewszystkiem wiedzieć, jak proletarjat myśli. Ruch proletarjacki bowiem, poczynając od jego umiarkowanych dążeń reformatorskich, a kończąc na najbardziej niebezpiecznych zboczeniach, tworzą nie “siły poza-ludzkie”, ani nie “impulsy gospodarcze”, lecz ludzie z ich wyobrażeniami i impulsami woli.

Idee kierownicze i siły woli współczesnego ruchu społecznego leżą nie w tem, co maszyny i kapitalizm wpoiły w świadomość proletarjatu. Ruch ten szukał swych źródeł myślowych w nowych kierunkach naukowych, gdyż maszyna i kapitalizm nie były w stanie dać mu nic takiego, coby mogło wlać w jego duszę treść godną człowieka. Taką treść rzemieślnik średniowieczny czerpał ze swego zawodu. Dzięki temu, że jako człowiek swoje życiowe konsekwencje. Epoka techniki i kapitalizmu dotknęła go inaczej, niż przedstawiciela klas przodujących. Ten pozostawał jeszcze w ustroju życiowym, ukształtowanym przez impulsy, które dają duszy oparcie. Leżało w jego interesie, aby wszelkie nowoczesne zdobycze włączyć w ramy owego ustroju. Z tego zaś porządku życiowego dusza proletarjacka została wyrwana. Ten porządek rzeczy nie był w stanie obudzić w niej poczucia, któreby życie jej mogło prześwietlać treścią godną człowieka. Odczucie tego, kim jest on jako człowiek, mógł dać proletarjuszowi jedynie pogląd na życie, pełen siły budzącej wiarę i powstały, jak się zdawało, ze starego porządku świata. Był nim naukowy sposób myślenia.

Ta “naukowość” poglądów proletariatu, wywoła zapewne u niejednego czytelnika ironiczny uśmiech. Kto pod “naukowością” nie umie wyobrazić sobie nic innego, jak uczoność, zdobywaną w ciągu długoletniego przesiadywania w “zakładach naukowych”, i kto taką “uczoność” przeciwstawia uświadomieniu najemnika, który “niczego się nie uczył”, może się uśmiechać. Uśmiechem zbywa on fakty, które decydują o losach współczesnego życia. A fakty te świadczą o tem, że niejeden z wysoce wykształconych ludzi żyje pomimo to w sposób nienaukowy, gdy tymczasem nieuczony proletarjusz swój pogląd na życie opiera właśnie na nauce, której, być może, wcale nie posiada. Człowiek wykształcony zdobył wiedzę i zamknął ją w jednej z przegródek wnętrza swej duszy. Ale tkwi on wśród stosunków życiowych i według nich, a nie według nauki, orjentuje swoje uczucia. Warunki zaś życiowe proletarjatu narzucają mu takie pojmowanie bytu, jakie odpowiada sposobowi myślenia tej nauki. Od tego, co inne klasy nazywają “naukowością” może on być bardzo daleki; jednak jej kierunek pojęciowy nadaje orjentację jego życiu. Dla innych klas decydujące znaczenie mają podstawy religijne, estetyczne, czy ogólno-duchowe; dla niego zaś wiarą życiową staje się nauka, i to często w jej ostatecznych wynikach myślowych. Niejeden z przedstawicieli klas “przodujących" uważa się za człowieka “oświeconego” i “wolnomyśliciela". Niewątpliwie w wyobrażeniach jego żyją przekonania naukowe; w jego uczuciach jednak pulsują, w sposób dlań niedostrzeżony, pozostałości tradycyjnej wiary.

Naukowy sposób myślenia nie przejął ze starego porządku świata świadomości, że myśl, będąc natury duchowej, źródło swe posiada w świecie duchowym. Tego charakteru naukowości współczesnej przedstawiciel klas przodujących mógł nie brać w rachubę, życie jego bowiem przepełniają stare tradycje. Dla proletariusza zaś nie było to możliwe; jego bowiem nowa sytuacja życiowa wykorzeniła mu dawne tradycje z jego duszy. Jako spuściznę po klasach panujących przejął on naukowy pogląd na świat. Dziedzictwo to stało się podstawą jego poglądów na istotę człowieka. Ale nie wiedział że ta “treść duchowa” jego duszy pochodzi z prawdziwego życia duchowego. To, co proletarjat mógł przejąć od klas panujących, jako życie duchowe, wyrzekało się swego pochodzenia z dziedziny ducha.

Wiem dobrze jakie wrażenie wywrą powyższe myśli na przedstawicielach proletarjatu, jak również i na nieproletarjuszach, którzy, uważając się za “praktycznie” obeznanych z życiem, traktują wszystko, o czem tu mowa, jako poglądy obce życiu. Fakty, które w obecnym stanie rzeczy przychodzą na świecie do głosu, będą coraz bardziej wykazywały złudę tych zapatrywań. Kto potrafi bezstronnie obserwować te fakty, musi spostrzec, że poglądowi na życie, który liczy się jedynie z ich zewnętrzną stroną, dostępne są w końcu tylko takie wyobrażenia, które z rzeczywistością nie mają już nic wspólnego. Panujące idee tak długo trzymały się “praktycznie” faktów, aż wreszcie zatraciły wszelkie do nich podobieństwo. Pod tym względem katastrofa wojny światowej mogłaby mieć na wiele osób wpływ wychowawczy. Jak bowiem wyobrażano sobie dalszy bieg wydarzeń? A co nastąpiło? Czyż ma stać się coś podobnego z myśleniem społecznem?

Podobnie ze strony wyznawcy poglądu proletarjackiego słyszę w duchu zarzut, wypływający z jego psychicznego nastawienia: oto więc mamy jeszcze jednego, który właściwie chciałby sedno kwestji społecznej zwekslować na tory wygodniejsze dla umysłu burżuazyjnego. Otóż taki krytyk nie dostrzega, w jaki sposób los zgotował mu jego dolę najmity, ani, jak usiłuje poruszać się w ramach życia proletarjackiego ze swojem myśleniem odziedziczonem po klasach “panujących”. Żyje po proletarjacku, ale myśli, jak przedstawiciel burżuazji. Nowe czasy wymagają bezwarunkowo, aby nie tylko orjentować się w nowem życiu, ale również w nowych myślach. Naukowa metoda wyobrażania sobie rzeczy wówczas dopiero zdoła stać się oparciem dla duszy, kiedy w swoisty sposób rozwinie podobną siłę rozpędową przy kształtowaniu pełnego ludzkiej treści życia, jak to na swój sposób czyniły dawne poglądy na świat.

Tak tedy wskazaną zostaje droga, która prowadzi do znalezienia prawdziwej postaci jednej z części składowych nowoczesnego ruchu robotniczego. U kresu tej drogi z duszy proletarjackiej rozbrzmiewa przekonanie: dążę do życia duchowego. Ale to życie duchowe jest ideologją, jest tylko odbiciem w ludziach zewnętrznych wydarzeń świata; nie wypływa z odrębnej dziedziny duchowej. Światopogląd proletarjacki odczuwa jako ideologję to, w co przekształciło się dawne życie duchowe, przechodząc do czasów nowożytnych. Żeby móc zrozumieć nastroje duszy proletarjackiej, trzeba zdawać sobie sprawę z tego, jaki wpływ może wywrzeć pogląd, jakoby życie duchowe było “ideologją”. Można na to zauważyć: ale co przeciętny robotnik wie o tych poglądach, które kołaczą się mętnie po głowach jego przywódców, mniej lub więcej wykształconych? Kto tak mówi, ten w słowach i czynach przechodzi mimo prawdziwego życia. Nie wie, co zaszło w życiu proletarjatu w ostatnich dziesięcioleciach, nie wie, jakie nici snują się pomiędzy poglądem na życie duchowe jako na ideologię, a żądaniami i czynami radykalnych socjalistów - których uważa za nieoświeconych - jak również postępowaniem tych, którzy, idąc za głuchym popędem życiowym “robią rewolucję”.

W tem właśnie leży tragizm ujmowania współczesnych wymagań społecznych, że w wielu kołach brak jest zupełnie zrozumienia tego, co z nastrojów duszy szerokich mas wydostaje się ma powierzchnię życia; że nie widzimy tego, co naprawdę się dzieje w duszach ludzkich. Przedstawiciel burżuazji z przerażeniem słucha żądań proletarjatu; dowiaduje się, że jedynie przez uspołecznienie środków produkcji robotnik może uzyskać warunki bytu godne człowieka. Ale nie umie wyobrazić sobie, jak to klasa społeczna, do której sam się zalicza, w okresie przejścia z dawnej epoki do nowej nie tylko wprzęgła robotnika do pracy przy pomocy środków produkcji, nie będących jego własnością, ale nadto pracy tej nie potrafiła nadać treści duchowej, krzepiącej duszę. Ludzie, których poglądy i postępowanie w powyższy sposób mijają się z życiem, mogą zapewne utrzymywać, że przecież robotnik pragnie tylko poprostu takich samych warunków bytu, jakiemi cieszą się klasy posiadające. Jakąż więc rolę odgrywa tu treść duszy? Gdyby nawet sam robotnik twierdził, że nic nie żąda od innych klas dla swej duszy, prócz tego, by go nie mogły nadal wyzyskiwać; by tylko ustały różnice klasowe - byłoby to jednak dalekie od istoty kwestji społecznej. Nie odsłaniałoby wcale jej prawdziwego oblicza. Jeśliby bowiem sfery pracujące były świadome tego, że odziedziczyły po klasach panujących prawdziwą treść duchową, to stawiałyby swe żądania społeczne w całkiem inny sposób, niż to czyni współczesny proletarjusz, nie widzący w przekazanem mu życiu duchowem nic innego, jak tylko ideologję. Proletarjat ten jest przekonany o ideologicznym charakterze życia duchowego, co powoduje, że staje się on coraz bardziej nieszczęśliwy. A skutki tego nieszczęścia, których on sobie nie uświadamia, pomimo że je intensywnie przeżywa, mają bez porównania większą doniosłość w obecnem życiu społecznem, niż wszelkie, skądinąd uprawnione, żądania, zmierzające ku polepszeniu zewnętrznych warunków bytu.

Klasy panujące nie poczuwają się do tego, że stały się przyczyną powstania tej orjentacji życiowej, która obecnie im się przeciwstawia w bojowych nastrojach proletarjatu. A jednak one są sprawcami tego; przekazały bowiem proletarjatowi ze swego życia duchowego tylko to, co musi być przezeń odczuwane jako ideologja.

Nowoczesnemu ruchowi społecznemu nadają istotną cechę nie żądania zmiany położenia jednej klasy społecznej - jakkolwiek wydawaćby się to mogło naturalne - lecz sposób, w jaki żądania tej zmiany z impulsów myślowych tej klasy przekształcają się w rzeczywistość. Spójrzmy choć raz bez uprzedzeń na fakty z tego punktu widzenia. Dostrzeżemy wówczas, jak osoby, zorjentowane po-proletarjacku, uśmiechają się drwiąco, gdy jest mowa o tych, którzy tem, czy owem dążeniem duchowem, pragną przyczynić się do rozwiązania kwestji społecznej. Wyśmiewają to, jako ideologję, czy też jałową teorję. Gdy wychodzi się ze świata myśli, z życia wyłącznie duchowego, niepodobna - według ich mniemania - przyczynić się w czemkolwiek do rozwiązania palących zagadnień społecznych doby obecnej. Ale jeżeli przyjrzymy się sprawie bliżej, to narzuci się nam fakt, że właściwy nerw, właściwy impuls podstawowy współczesnego ruchu robotniczego bynajmniej nie leży w tem, co dzisiejszy proletarjusz mówi, lecz w tem, co myśli.

Nowoczesny ruch robotniczy, jak, być może, żaden z pokrewnych mu ruchów na świecie, poczęty został z myśli. Występuje to nadzwyczajnie jasno, gdy bliżej się temu przypatrywać. Nie jest to tylko moim poglądem, zdobytym drogą rozmyślań o ruchu społecznym. Jeśli wolno mi dodać uwagę o charakterze osobistym, muszę zaznaczyć, że przez długie lata wykładałem różne przedmioty w robotniczej ogólno-kształcącej szkole. Poznałem tam, jak sądzę, to, co żyje w duszy robotnika i ku czemu on dąży. Dało mi to także sposobność poznania impulsów, działających w związkach robotniczych różnych zawodów i kierunków. Chcę przeto stwierdzić, że nie wychodzę wyłącznie ze stanowiska teoretycznego, lecz wypowiadam to, co jak mniemam, zdobyłem na drodze prawdziwego doświadczenia życiowego.

Kto poznał współczesny ruch proletarjacki tam, gdzie on wyrasta ze środowiska robotniczego - co wśród przodujących sił intelektualnych zdarza się niestety bardzo rzadko, - ten zrozumie doniosłość tego zjawiska, że pewien kierunek myślowy zawładnął w sposób niezmiernie intensywny duszami wielkich mas ludzkich. Dzisiejsza, tak minimalna możliwość wzajemnego zrozumienia się klas społecznych utrudnia zajęcie postawy właściwej wobec problemów społecznych. Klasom burżuazyjnym sprawia wielką trudność wniknięcie w duszę proletarjatu i zrozumienie jak do jego jeszcze młodego intelektu może mieć dostęp taka koncepcja, jak Karola Marxa, która - niezależnie od ustosunkowania się do jej treści - stawia myśleniu ludzkiemu najwyższe wymagania.

System myślowy K. Marxa jedni mogą oczywiście przyjąć, a inni odrzucić z przyczyn, które wydają się jednakowo słuszne. Mógł on ulec rewizji przez tych, którzy, po zgonie K. Marxa i jego przyjaciela F. Engelsa, ujmowali życie społeczne z innego punktu widzenia, niż ci przywódcy. Nie zamierzam wcale zajmować się tu treścią marksizmu. Nie wydaje mi się to bynajmniej rzeczą najważniejszą we współczesnym ruchu robotniczym. Najbardziej doniosły jest, zdaniem mojem, fakt, że najpotężniejszym impulsem wśród klasy robotniczej okazał się system myślowy wogóle. Można powiedzieć, że nigdy jeszcze ruch o charakterze praktycznym, ruch nawskroś życiowy, związany z najcodzienniejszemi żądaniami ludzkiemi, nie opierał się na podstawie czysto-myślowej tak, jak współczesny ruch proletarjacki. Jest to nawet poniekąd pierwszy na świecie ruch tego rodzaju, który oparł się na podstawie czysto-naukowej. Ale na ten fakt należy zapatrywać się we właściwy sposób. O ile uwzględnia się wszystko, co robotnik współczesny może świadomie powiedzieć o swoich myślach, woli i uczuciach, to to, co zostało wyrażone w programach, przy przenikliwej obserwacji życia, bynajmniej nie okaże się rzeczą najważniejszą.

Natomiast za moment istotnie ważny przyjąć należy to, że podstawy myślowe poglądu na życie, które u innych klas społecznych wiążą się z jednym tylko członem ich psychiki, w odczuwaniu proletarjatu stały się rozstrzygające dla całej istoty ludzkiej. Lecz proletarjusz nie może świadomie uznać tego, co żyje w nim w ten sposób, za wewnętrzną rzeczywistość. Powstrzymuje go od tego przekonanie, że życie myślowe zostało mu przekazane jako ideologja. Buduje w rzeczywistości swe życie na myślach, jednak myśli te odczuwa jako nierzeczywistą ideologję. Niepodobna zrozumieć poglądu robotniczego na życie i realizacji tegoż w postępowaniu jego przedstawicieli, jeśli nie weźmiemy pod uwagę tego faktu w całej jego doniosłości dla nowoczesnego rozwoju ludzkiego.

Ze sposobu, w jaki przedstawiliśmy powyżej obecne duchowe życie robotnika, wynika jasno, że jego charakterystyka zajmować musi pierwsze miejsce w obrazie prawdziwego oblicza ruchu proletarjackiego. Jest bowiem rzeczą istotną, aby robotnik odczuwał przyczynę swej niezadowalającej sytuacji życiowej, tudzież usiłował ją usunąć w taki sposób, aby życie duchowe nadawało kierunek zarówno temu odczuwaniu, jak i tym dążeniom. A jednak dziś nie potrafi on jeszcze reagować bez drwin lub gniewu na pogląd, że w tych duchowych podstawach ruchu społecznego kryje się potężna siła rozpędowa. Jakże jednak mógłby on odczuwać życie duchowe w tej roli, skoro musi traktować je jako ideologję? Nie można oczekiwać od życia duchowego, tak odczuwanego, aby znalazło ono wyjście z sytuacji społecznej, która nadal pozostaje nie do zniesienia. Nie tylko nauka, ale także sztuka i religja, moralność i prawo stały się dla współczesnego robotnika ideologją, skutkiem jego naukowego sposobu myślenia. W tych gałęziach życia duchowego nie widzi on nic z rzeczywistości, składającej się na jego byt, która mogłaby zaważyć na jego życiu materjalnem i cośkolwiek doń dodać. Są one dlań jedynie odbłyskiem, czy odbiciem życia materjalnego. Wprawdzie skoro już powstały, mogą w drodze okólnej oddziaływać znowu na życie materjalne jako wyobrażenia lub impulsy woli, ale pierwotnie powstają właśnie z tego życia jako twory ideologiczne. Nie mogą one nic dać z siebie, coby prowadziło do usuwania trudności społecznych. To, co wiedzie do celu, powstać może jedynie w obrębie faktów materjalnych.

Kierownicze klasy ludzkości przekazały proletarjatowi nowoczesne życie duchowe w formie, która pozbawiła je mocy w świadomości tej klasy. Gdy szuka się sił, które mogą przynieść rozwiązanie kwestji społecznej, trzeba przedewszystkiem zrozumieć powyższy fakt. Gdyby obecny stan rzeczy trwać miał nadal, życie duchowe skazane byłoby na bezradność wobec postulatów społecznych teraźniejszości i przyszłości. Większa część współczesnego proletarjatu jest istotnie przeświadczona o tej bezradności; znalazło to swój wyraz w koncepcjach marksowskich i im podobnych. Powiadają, że nowoczesne życie gospodarcze z dawniejszych form wyłoniło obecną - kapitalistyczną. Rozwój ten wtrącił proletarjat w położenie nie do zniesienia. l rozwój ten ma postępować dalej; zapomocą sił działających w samym kapitaliźmie ma zadać mu cios śmiertelny, a z tego upadku wyniknie pono wyzwolenie proletarjatu. Temu przeświadczeniu nowsi myśliciele socjalistyczni odjęli charakter fatalistyczny, jakiego nabrał był dla pewnej grupy marksistów. Istota rzeczy wszakże pozostała i tutaj bez zmiany. Wyraża się to w tem, jakoby dla człowieka, który pragnie myśleć prawdziwie socjalistycznie, niepodobieństwem byłoby zgodzić się, że gdyby gdziekolwiek z impulsów chwili bieżącej, ze źródeł rzeczywistości duchowej ujawniło się mocne życie duszy, stanowiące dla niej podporę, promieniowałaby zeń siła, któraby nadała właściwą podnietę także i ruchowi społecznemu.

Właśnie ta niemożność pokładania tego rodzaju nadzieji w obecnem życiu duchowem nadaje podstawowy nastrój duszy człowiekowi współczesnemu, zmuszonemu do proletarjackich warunków życia. Potrzeba mu więc życia duchowego, z któregoby promieniowała siła, dająca jego duszy poczucie godności ludzkiej. Wówczas bowiem, gdy wciągnięty został do ustroju kapitalistycznego, najgłębsze potrzeby jego duszy wskazywały mu na takie życie duchowe. Ale wartości duchowe, przekazane mu przez klasy kierownicze jako ideologja, spustoszyły jego duszę. Działająca w żądaniach współczesnego proletarjatu tęsknota za innym stosunkiem do życia duchowego, niż możliwy jest w obecnym ustroju, nadaje współczesnemu ruchowi społecznemu jego siłę kierowniczą. Ale ani burżuazja, ani proletarjat nie zrozumiały tego faktu we właściwy sposób. Albowiem nieproletarjacka część ludzkości nie cierpi z powodu ideologicznego charakteru życia duchowego, który sama spowodowała. Proletarjat zaś cierpi skutkiem tego. Życie duchowe o charakterze ideologicznym, które odziedziczył, pozbawiło go wiary w krzepiącą siłę wartości duchowych, jako takich. Od zrozumienia tego faktu zależy możność znalezienia drogi, która wyprowadzi ludzkość z obecnego chaosu społecznego. Dostęp do niej został zamknięty z winy ustroju społecznego, który powstał pod wpływem klas panujących w zaraniu nowożytnych form gospodarczych. Musi być zdobyta siła, aby dostęp ten znów umożliwić.

Skoro ludzie potrafią odczuć we właściwy sposób doniosłość faktu, że tam, gdzie życie duchowe działa jako ideologja, społeczność ludzka pozbawiona zostaje siły, nadającej organizmowi zbiorowemu zdolność do życia, będą zmuszeni przemyśleć na nowo to, co myśleli dotychczas w tej dziedzinie. Organizm obecny choruje skutkiem bezsilności życia duchowego. A choroba zaostrza się w miarę tego, jak wzbraniamy się przyznać jej istnienie. Dzięki zaś przyznaniu tego faktu, zdobędziemy odpowiednie podłoże do rozwinięcia myślenia, zdolnego do ujęcia ruchu społecznego.

Robotnik współczesny mniema, że dotyka jednej z podstawowych sił swej duszy, gdy mówi o swem uświadomieniu klasowem. W istocie jednak od chwili, kiedy go wprzęgnięto do ustroju kapitalistycznego, poszukuje on życia duchowego, któreby dawało mu pokrzepienie duszy oraz świadomość godności ludzkiej. Świadomości tej dać mu nie może życie duchowe, odczuwane jako ideologja. Poszukiwał on takiej świadomości, wreszcie zastąpił to, czego nie mógł znaleźć, świadomością klasową, zrodzoną z życia gospodarczego.

Jak gdyby jakaś potężna siła sugestyjna skierowała wzrok proletarjusza wyłącznie na życie gospodarcze. I odtąd nie jest już zdolny wierzyć, aby poza niem w dziedzinie ducha, czy duszy mógł powstać impuls do tego, co z konieczności nastąpić musi w dziedzinie społecznej. Wierzy on, że jedynie przez rozwój życia gospodarczego, pozbawionego współdziałania ducha i duszy, da się osiągnąć taki stan, jaki on odczuwa za godny człowieka. W ten sposób zmuszony został do szukania ratunku dla siebie w przekształceniu wyłącznie życia gospodarczego. Narzucono mu pogląd, że jedynie skutkiem reformy życia gospodarczego zaniknie wszelkie zło, które wyrządza działalność przedsiębiorstw prywatnych, egoizm kapitalistów i niemożność dla poszczególnego przedsiębiorcy zaspokojenia wymagań godności ludzkiej, jakie żyją w duszy robotnika. W ten sposób najemnik współczesny przyszedł do przekonania, że jedynem zbawieniem dla organizmu współczesnego byłoby powierzenie prywatnych środków produkcji przedsiębiorstwom społecznym, a nawet oddanie ich na własność społeczną. Taki pogląd powstał skutkiem odwrócenia uwagi od wszystkiego, co dotyczy duszy i ducha, oraz skierowania jej wyłącznie na procesy czysto-gospodarcze.

Stąd powstały te wszelkie sprzeczności, jakie znajdujemy we współczesnym ruchu robotniczym. Najemnik współczesny mniema, że z gospodarstwa, z samego życia gospodarczego rozwinąć się musi to wszystko, co wreszcie zapewni mu pełnię jego praw, jako człowieka. A o tę pełnię praw walczy. Wśród jego dążeń występuje jednak coś takiego, co w każdym razie nie może być wynikiem wyłącznie samego gospodarowania. Jest to rzecz doniosła, pełna wymowy, że właśnie w samym ośrodku zagadnień społecznych, powstałych z konieczności rozwojowych doby obecnej, występuje zjawisko, o którem się mniema, że jest wynikiem życia gospodarczego; lecz ono nigdy nie mogło wyłącznie z niego wypływać. Leży to raczej na linji rozwojowej, wiodącej poprzez niewolnictwo starożytne i poddaństwo feodalne do nowoczesnego proletarjatu. Podobnie, jak w ostatnich czasach ukształtował się obieg towarów i pieniędzy, kapitał, własność, sprawa agrarna itp., w ramach życia gospodarczego powstało również to zjawisko, o którem nie mówi się wyraźnie, ani którego proletarjat nie może odczuć świadomie, a jednak stanowi ono właściwy podstawowy impuls jego woli społecznej. Chodzi, mianowicie, o to, że dzisiejszy ustrój kapitalistyczny w swej dziedzinie zna, w gruncie rzeczy, wyłącznie towary. Ma do czynienia z kształtowaniem się ich wartości w organizmie gospodarczym. A w nowoczesnym ustroju kapitalistycznym towarem stało się coś, co robotnik odczuwa, że towarem być nie powinno.

Trzeba sobie wreszcie uświadomić, że jednym z podstawowych i mocnych czynników całego ruchu robotniczego jest, żyjąca w instynktach, w podświadomych odczuciach najemnika, odraza do sprzedawania przedsiębiorcy swej siły roboczej tak samo, jak na rynku sprzedaje się wszelkie towary. Odczuwa on odrazę do tego, że pracą jego na rynku rządzi prawo podaży i popytu podobnie, jak prawu temu podlega wszelki towar. Gdy więc zrozumiemy, jakie znaczenie w nowoczesnym ruchu społecznym ma ów wstręt do traktowania pracy, jako towaru, jeżeli bez uprzedzeń zdamy sobie sprawę z tego, że moment, który tu działa, nie jest uwzględniany dość dobitnie i radykalnie nawet w teorjach socjalistycznych - wówczas obok pierwszego impulsu: życia duchowego, odczuwanego jako ideologja, odkryjemy drugi, o którym powiedzieć należy, że on to właśnie czyni dziś kwestję społeczną tak naglącą, a nawet palącą.

W starożytności istnieli niewolnicy. Cały człowiek był sprzedawany jako towar. Nieco mniej, ale w każdym razie część istoty ludzkiej, była również włączana do procesów gospodarczych przez poddaństwo. Kapitalizm stał się potęgą, która jeszcze w dalszym ciągu narzuca charakter towaru pewnej części istoty ludzkiej, mianowicie, jej sile roboczej. Bynajmniej nie twierdzę, że faktu tego dotąd nie dostrzeżono. Przeciwnie, w teraźniejszem życiu zbiorowem odczucie to stanowi fakt podstawowy i jest niezmiernie ważkim czynnikiem ruchu społecznego. Ale rozpatruje się go wyłącznie z punktu widzenia gospodarczego. Sprawę traktowania pracy, jako towaru, stawia się wyłącznie na płaszczyźnie gospodarczej. Mniema się, że z samego życia gospodarczego muszą wyłonić się siły i one to wywołają taki stan rzeczy, dzięki któremu proletarjat nie będzie odczuwał włączenia swej siły roboczej do organizmu społecznego, jako coś poniżającego. Widzimy jak współczesna forma gospodarki wyłoniła się w nowej fazie rozwoju ludzkości i jak nadała ona pracy ludzkiej charakter towaru. Ale nie dostrzegamy tej właściwości życia gospodarczego, że wszystko, co zostaje doń włączone, musi z konieczności nabierać cech towaru. Życie gospodarcze polega na wytwarzaniu i celowem zużywaniu towarów. Niepodobna więc siły roboczej człowieka pozbawić charakteru towaru, jeśli się nie znajdzie sposobu oderwania jej od procesu gospodarczego. Wysiłek ku przekształceniu procesu gospodarczego winien pójść nie w kierunku doprowadzenia w nim pracy do korzystania z jej własnych praw, ale ku temu jak znaleźć sposób, aby wyłączyć ją z tego procesu i oddać pod kierownictwo sił, któreby nie utożsamiały jej z towarem. Proletarjat tęskni do takiego ustroju gospodarczego, w którym praca jego zajmie należne jej stanowisko. Tęskni doń dlatego, bo nie dostrzega, że charakter towaru, narzucony jego pracy, pochodzi skutkiem jej całkowitego wprzęgnięcia w proces gospodarczy. Skutkiem tego, że procesowi temu musi dostarczać swą siłę roboczą, pogrąża się weń całą swą istotą ludzką. Proces gospodarczy zaś na mocy swoistego mu charakteru, będzie zawsze dążył do wykorzystania w najbardziej celowy sposób siły roboczej tak samo, jak zużywa krążące w nim towary, dopóki regulowanie warunków pracy należeć będzie do jego własnej dziedziny. Mamy więc wzrok skierowany wyłącznie na siły gospodarcze. Potęga nowoczesnego życia ekonomicznego hypnotyzuje nas. Tą drogą nie znajdzie się nigdy sposobu na to, aby siła robocza przestała być towarem. Albowiem wszelkie inne formy gospodarki także nadawałyby pracy charakter towaru, z tą tylko różnicą, że w zmienionej formie. Zagadnienia pracy w jej prawdziwej postaci niepodobna uczynić częścią kwestji socjalnej, dopóki nie zrozumie się, że w życiu gospodarczem wytwarzanie, wymiana i spożycie towarów odbywa się według praw, ustanawianych z punktu widzenia interesów, których władza nie powinna rozciągać się na siłę roboczą.

Myśl współczesna nie nauczyła się jeszcze rozróżniać zupełnie odmiennych sposobów włączania się do życia gospodarczego dwóch rzeczy: z jednej strony tego, co jest związane z człowiekiem, jako jego siła pracy, z drugiej zaś - tego, co, zgodnie ze swem pochodzeniem, niezwiązane z człowiekiem, porusza się po drogach, po jakich musi krążyć towar od swego powstania aż do spożycia. Jeżeli, dzięki zdrowemu myśleniu działającemu w tym kierunku, ujawni się prawdziwa postać zagadnienia pracy - to równocześnie wyjaśni się też, jakie stanowisko w zdrowym organizmie społecznym zająć winno życie gospodarcze.

Już z tego widać, że “kwestja społeczna” rozpada się na trzy odrębne kwestje. Zadaniem pierwszej jest wskazanie zdrowej postaci życia duchowego w organizmie społecznym; przedmiot drugiej stanowi stosunek do pracy i włączenie jej do życia społecznego we właściwy sposób, trzecia zaś ma na celu wyjaśnienie, jak czynnik gospodarczy winien działać w tem życiu zbiorowem.

 

II.

PRÓBY ROZWIĄZANIA PROBLEMÓW I KONIECZNOŚCI SPOŁECZNYCH,

W MYŚL WYMAGAŃ ŻYCIA.

 

To, co w nowych czasach doprowadziło sprawę społeczną do jej szczególnej postaci, można scharakteryzować w ten sposób: życie gospodarcze, dźwignięte przez technikę oraz współczesny kapitalizm działały z pewną naturalną koniecznością, wnosząc do dzisiejszej społeczności pewien ład wewnętrzny. Te zdobycze techniki i kapitalizmu nie tylko pochłonęły uwagę ludzi, lecz równocześnie odwróciły ją od innych dziedzin, od innych członów organizmu społecznego. O ile ten organizm ma być zdrów, świadomość społeczna koniecznie musi wyznaczyć i tym członom prawidłową działalność.

Niechaj mi będzie wolno wziąć za punkt wyjścia porównanie, aby jasno wyrazić to, co mam tu właśnie scharakteryzować, jako pobudkę do wyczerpującego i wszechstronnego zbadania kwestji społecznej. Zastrzegam się jednak, że nie należy nadawać temu porównaniu żadnego innego znaczenia; ma ono być tylko porównaniem. Taka analogja może dopomóc myśli ludzkiej, nadając jej należyty kierunek, do wyrobienia sobie poglądu na sprawę uzdrowienia organizmu społecznego. Rozpatrując z obranego tu punktu widzenia najbardziej skomplikowany organizm naturalny - organizm ludzki, musimy zwrócić uwagę na to, że w istocie, wykazuje on istnienie trzech systemów, działających obok siebie, z których każdy posiada pewną samodzielność. Systemy te określić można, jak następuje: pierwszy z nich obejmuje życie nerwów i zmysłów. Możnaby go też nazwać systemem głowy od najważniejszej części ciała, w której życie nerwów i zmysłów jest do pewnego stopnia scentralizowane.

Za drugi człon organizmu ludzkiego należy przyjąć, o ile chcemy zdobyć prawdziwe jego zrozumienie, to, co nazwałbym systemem rytmicznym. Składa się on z oddychania i obiegu krwi, a więc ze wszystkiego, co wyraża się w procesach rytmicznych tego organizmu.

Trzecim systemem będzie wreszcie to wszystko, co jako organa i funkcje ma związek z właściwą przemianą materji.

W tych trzech systemach zawarte jest wszystko, co w zdrowy sposób utrzymuje ogólny proces życiowy człowieka, o ile ich wzajemny stosunek jest należycie skoordynowany.

W mojej książce p. t. “Von Seelenrätzeln”, usiłowałem w pełnej zgodności z tem, co badania przyrodnicze mają już w tej sprawie do powiedzenia, przedstawić, na razie przynajmniej szkicowo, tę trójczłonność organizmu człowieka. Świadom jestem, że w najbliższej przyszłości biologja, fizjologja i cała wiedza przyrodnicza zmierzać będą do tego rodzaju badań organizmu ludzkiego, które pozwolą przejrzeć jak te trzy części składowe: system głowy, system krążenia albo klatki piersiowej oraz system przemiany materji, utrzymują w równowadze ogólne procesy w organizmie ludzkim. A wszystko to dzięki temu, że działają z pewną samodzielnością, że nie ma w tym organizmie absolutnej centralizacji i że każdy system posiada odrębny, swoisty stosunek do świata zewnętrznego. System głowy - przez zmysły, system krążenia, czyli rytmiczny, - przez oddychanie, zaś system przemiany materji - przez organa odżywiania oraz ruchu.

Metody przyrodoznawstwa nie stoją jeszcze dziś na takim poziomie, aby to, co tu zaznaczyłem, a co z założeń wiedzy duchowej stosować próbuję do nauk przyrodniczych, mogło już teraz liczyć na ogólne uznanie wśród przyrodników, jakby to z punktu widzenia postępu poznania było pożądane. To znaczy, że nasze przyzwyczajenia myślowe, nasz cały sposób przedstawiania sobie świata nie są jeszcze całkowicie dostosowane do tego, co np. w organizmie ludzkim ujawnia się jako wewnętrzna istota działania przyrody. Możnaby na to zauważyć: poczekajmy, a nauki przyrodnicze zczasem osiągną swój ideał, dojdą zapewne kiedyś do podobnego sposobu patrzenia na rzeczy. Ale, gdy chodzi o rozważania, dotyczące organizmu społecznego, a zwłaszcza jego funkcjonowania - to z tem nie można czekać. Świadomość conajmniej instynktowną tego, co jest potrzebne, muszą mieć nie tylko fachowcy, ale wszystkie dusze ludzkie, albowiem każda z nich bierze udział w życiu organizmu społecznego. Zdrowy sposób myślenia i odczuwania, zdrowa wola i pragnienie kształtowania organizmu społecznego mogą rozwinąć się jedynie wówczas, gdy zdawać sobie będziemy sprawę choćby mniej lub więcej instynktownie, że, o ile organizm społeczny ma być zdrów, musi być, podobnie jak organizm naturalny, również trójczłonowy.

Od czasu kiedy Schäffle napisał swą książkę o budowie organizmu społecznego, próbowano doszukiwać się analogji pomiędzy organizacją istoty żywej - powiedzmy organizacją człowieka - a społeczeństwem ludzkiem, jako takiem. Usiłowano wykazać czem są w organizmie komórki, kompleksy komórek, czy tkanki! Jeszcze niedawno wyszła książka Merey'a pod tyt. “Weltmutation”, w której pewne fakty i prawa przyrodnicze zostały poprostu przeniesione na domniemany organizm społeczeństwa ludzkiego. Otóż z tem wszystkiem, z tą całą grą analogij, nie ma absolutnie nic wspólnego to, o co tu chodzi. A ktoby mniemał, że i w naszych rozważaniach nadużywa się analogij pomiędzy organizmem naturalnym a społecznym, da jedynie dowód, że nie wniknął w ducha tych rozważań. Nie dążymy bowiem tutaj do przeflancowania jakiejś prawdy z dziedziny faktów przyrodniczych do organizmu społecznego, ale chodzi o coś całkiem innego. Chodzi, mianowicie, o to, aby człowiek, rozpatrując organizm naturalny, nauczył się myśleć o możliwościach życia i odczuwać je, a następnie, aby ten sposób odczuwania stosował do organizmu społecznego. Jeżeli, jak się to często zdarza, przenosimy poprostu na społeczeństwo to, co, według naszego mniemania, nauczyliśmy się z obserwacji organizmu naturalnego, - okazujemy tem tylko brak chęci do przyswojenia sobie zdolności badania organizmu społecznego, na podstawie swoistych jego praw z samodzielnością, jaka jest niezbędna dla zrozumienia przyrody. Zajmijmy tylko względem organizmu społecznego, jako czegoś samodzielnego, postawę objektywną, w celu odczucia jego własnych praw; postawę, jaką przyrodnik zajmuje względem organizmu naturalnego - a wówczas, wobec wagi zadania, zaniechamy wszelkiej taniej analogji.

Mniemaćby też można, że wywody niniejsze opierają się na wierze, że organizm społeczny winniśmy “budować” według jakiejś “suchej” teorji, zapożyczonej od przyrodoznawstwa. Taka myśl jednak jest od autora daleka, jak tylko być może. Chodzi mu o zwrócenie uwagi na coś zupełnie innego. Współczesny kryzys dziejowy ludzkości wymaga, aby w duszy każdego człowieka powstawały pewne odczucia, by wychowanie i szkoła pobudzały go do tych uczuć tak samo, jak dziś szkoła daje mu możność opanowania czterech działań arytmetycznych. To, z czego wynikały stare formy organizmu społecznego bez świadomego udziału sił duchowych człowieka, w przyszłości już nie będzie działało. Nowe impulsy rozwojowe, których wprowadzenia do życia ludzkiego domaga się teraźniejszość, cechuje wymaganie, aby wspomniane odczucia obowiązywały każdą jednostkę, podobnie, jak już oddawna obowiązuje ją pewne wykształcenie szkolne. Człowiek, zgodnie z wymaganiem czasów obecnych, musi nauczyć się odczuwać, w jaki sposób siły organizmu społecznego muszą działać, aby uczynić go zdolnym do życia. Niezbędną staje się świadomość, że bez takiego nastawienia duszy, udział w tym organizmie byłby czemś niezdrowem, antyspołecznem.

Słyszy się dziś o “socjalizacji”, jako o konieczności naszych czasów. Socjalizacja ta nie uzdrowi organizmu społecznego, lecz przeciwnie stać się może nawet, jako fuszerski zabieg leczniczy, procesem zniszczenia, jeżeli do serc ludzkich, do dusz ludzkich nie dotrze choćby instynktowne poznanie konieczności rozczłonowania organizmu społecznego na trzy dziedziny. Organizm ten, jeśli ma funkcjonować w sposób zdrowy, musi rozwinąć prawidłowo takie trzy człony.

Jeden z tych członów - to życie gospodarcze. Od niego rozpoczynamy nasze rozważania, a to dlatego, że, dzięki nowoczesnej technice i kapitalizmowi, ukształtowało się ono wyraźnie w organizmie społecznym jako panujące nad wszelkiemi innemi dziedzinami. Życie gospodarcze musi być w organizmie społecznym członem samodzielnym, właściwie względnie samodzielnym tak, jak względnie samodzielny jest system nerwowo-zmysłowy w organizmie ludzkim. Ma ono do czynienia z tem wszystkiem, co dotyczy wytwórczości, obiegu i spożycia towarów.

Za drugi człon organizmu społecznego uważać należy życie publiczno-prawne, czyli właściwe życie polityczne. Należy doń wszystko, co, w sensie dawnych koncepcyj prawnych, określićby można, jako właściwe życie państwowe. Podczas gdy życie gospodarcze obejmuje to wszystko, co człowiek czerpie z przyrody i z własnej swej wytwórczości, a zatem towary, ich krążenie i spożycie, to ten drugi człon organizmu społecznego służyć może tylko temu, co, wypływając z pra-głębi czysto-ludzkich, odnosi się do stosunków człowieka do człowieka. Dla poznania części składowych organizmu społecznego jest rzeczą istotną uświadomić sobie różnicę, jaka istnieje pomiędzy systemem prawa publicznego, który ma do czynienia wyłącznie ze stosunkami, zachodzącemi pomiędzy ludźmi, a systemem gospodarczym, gdzie odbywa się wyłącznie wytwarzanie, obieg i spożycie towarów. Trzeba tę różnicę w życiu odczuwać, aby na skutek tego życie gospodarcze wyodrębniało się od życia prawnego, tak, jak w organizmie ludzkim czynność płuc, w celu przetwarzania zewnętrznego powietrza, wyodrębnia się od procesów życia nerwowo-zmysłowego.

Jako trzeci człon, który narówni z dwoma poprzedniemi zająć winien stanowisko samodzielne, uważać należy to wszystko, co odnosi się do życia duchowego. Ponieważ określenie “kultura duchowa”, albo wszystko to, co odnosi się do życia duchowego, nie jest bynajmniej dokładne, powiedziećby można ściślej: wszystko, co pochodzi z przyrodzonych uzdolnień indywidualnych i co zasilać musi organizm społeczny na podstawie tych naturalnych uzdolnień indywidualnych, zarówno duchowych jak i fizycznych.

Pierwszy system, gospodarczy, ma do czynienia ze wszystkiem tem, co istnieć musi, aby człowiek mógł regulować swój stosunek materjalny do świata zewnętrznego. Drugi dotyczy tego, co organizm społeczny musi koniecznie w sobie zawierać ze względu na stosunki między ludźmi. Trzeci zaś obejmuje wszystko, co wytryska z poszczególnych indywidualności i powinno włączać się do organizmu społecznego.

Jest rzeczą niewątpliwą, że nowoczesna technika i nowoczesny kapitalizm nadały swoiste piętno życiu społecznemu, zwłaszcza w nowszych czasach. Niemniejszą prawdą i koniecznością jest również, aby rany, które ten stan rzeczy zadał organizmowi społecznemu, zagoiło właściwe ustosunkowanie się ludzi, ich zbiorowego życia do trzech członów tego organizmu. Życie gospodarcze, poprostu samo z siebie, wytworzyło w ostatnich czasach całkiem określone formy. Skutkiem tego, że działalności jego nie przeciwstawiała się żadna inna, zajęło ono w życiu ludzkiem szczególnie potężną pozycję. Oba pozostałe człony organizmu społecznego nie były dotychczas zdolne z taką samą łatwością wprząc się doń w odpowiedni sposób, zgodnie ze swemi własnemi prawami. Stało się więc konieczne, aby każdy człowiek, idąc za swem odczuwaniem rzeczy, przystąpił do pracy nad rozczłonowaniem społecznem, każdy na swojem stanowisku, gdziekolwiek się w danym czasie znajduje. W myśl bowiem omawianej tu próby rozwiązania kwestji społecznej, każdy ma pewne zadanie do spełnienia dziś i w najbliższej przyszłości.

Pierwszy człon organizmu społecznego, życie gospodarcze, opiera się przedewszystkiem na podłożu przyrody, podobnie, jak punktem wyjścia dla rozwoju człowieka są fizyczne i duchowe zdolności jego organizmu, od których uzależnione jest to, do czego zdoła on dojść przy pomocy wychowania i wykształcenia. To podłoże naturalne wyciska poprostu swoje piętno na życiu gospodarczem, a tem samem na całym organizmie społecznym. Te warunki materjalne są dane i niepodobna, aby uległy one zasadniczej zmianie, skutkiem takiej czy innej organizacji społecznej, lub socjalizacji. Trzeba przyjąć je za podstawę życia społecznego tak, jak wychowanie każdego człowieka opierać się musi na jego różnorodnych zdolnościach, na jego przyrodzonej tężyznie fizycznej i duchowej. Wszelkie próby socjalizacji, wszelkie wysiłki, zmierzające do nadania współżyciu ludzi ukształtowania gospodarczego, liczyć się muszą z podłożem naturalnem. U podstawy bowiem wszelkiego obiegu dóbr, wszelkiej pracy, jak również każdego przejawu życia duchowego znajduje się to, co, jako elementarny pra-czynnik, wiąże człowieka z określoną piędzią ziemi. Zależność organizmu społecznego od podłoża naturalnego należy uwzględnić tak samo, jak w dziedzinie nauczania liczyć się trzeba z uzdolnieniami jednostki. Najłatwiej uprzytomnią to nam krańcowe wypadki. Wystarczy n. p. zwrócić uwagę na to, że w pewnych krajach, gdzie banany stanowią główne pożywienie człowieka, niezbędna praca gospodarcza ogranicza się do transportu tych owoców z miejsc pochodzenia do punktów przeznaczenia, aby uczynić je artykułem gotowym do spożycia. Jeżeli porównamy ilość pracy ludzkiej, którą poświęcić trzeba, aby banany dostarczyć spożywcy, z tą ilością pracy, jaką pochłania uprawa pszenicy n. p. w naszych warunkach środkowo-europejskich, okaże się, że banany wymagają conajmniej trzysta razy mniej pracy, niż pszenica.

Niewątpliwie jest to przykład krańcowy. Jednak różnice w ilościach niezbędnej pracy, zależnie od warunków podłoża naturalnego, występują we wszelkich gałęziach produkcji, spotykanych w różnych krajach Europy. Różnice te wprawdzie nie ujawniają się w sposób tak jaskrawy, jak w wypadku bananów i pszenicy, niemniej jednak istnieją. Tak tedy z samej istoty organizmu gospodarczego wypływa, że ilość pracy ludzkiej, której wymaga proces gospodarczy, zależy od podłoża naturalnego. Wystarczy następujące porównanie: w Niemczech na gruntach średnio-urodzajnych zbiory pszenicy dają plon siedmio-ośmiokrotny, w Chile - dwunastokrotny, w północnym Meksyku - siedemnastokrotny, w Peru - dwudziestokrotny (Jentsch. “Volkswirtschaftslehre”, str. 64).

Cały ten kompleks ściśle ze sobą związanych zjawisk, obejmujący wszystko to, co zaczyna się od stosunku człowieka do przyrody i ujawnia się dalej w tem, co musi on czynić, aby przetworzyć dar przyrody w produkt gotowy do spożycia - i to wyłącznie tylko te procesy - tworzą w zdrowym organizmie społecznym jego człon gospodarczy. Zajmuje on w nim takie stanowisko, jakie w organizmie ludzkim głowa, od której uwarunkowane są uzdolnienia indywidualne. Podobnie jak system głowy zależny jest od działania klatki piersiowej, tak samo system gospodarczy zależny jest od pracy ludzkiej. Ale tak, jak głowa nie jest w stanie samodzielnie regulować oddychania, tak samo siły czynne w życiu gospodarczem nie powinny regulować organizacji pracy ludzkiej.

Człowieka z życiem gospodarczem wiąże jego interes osobisty, którego podłoże stanowią potrzeby jego ducha i duszy. Jak zadośćuczynić temu w sposób najbardziej celowy, aby organizm gospodarczy możliwie najlepiej zaspokajał potrzeby wszystkich, a równocześnie, aby każdy zajmował w życiu gospodarczem stanowisko najbardziej użyteczne? Zagadnienie to musi zostać rozwiązane praktycznie w urządzeniach gospodarczych. Rozwiązanie to jest możliwe tylko pod warunkiem, że potrzeby będą mogły ujawniać się naprawdę swobodnie oraz, że obudzi się wola i możność czynienia tego, co jest niezbędne dla ich zaspokajania. Budzenie się zaś potrzeb leży poza obrębem dziedziny gospodarczej. Powstają one wraz z rozwojem duszy i ciała istoty ludzkiej. Zadaniem życia gospodarczego jest organizowanie urządzeń, celem zaspokajania tych potrzeb. Urządzenia te nie powinny mieć do czynienia z niczem innem, jak tylko z wytwarzaniem i wymianą towarów, to znaczy dóbr, które nabierają wartości dzięki potrzebom ludzkim. Towar ma wartość dzięki temu, kto go zużywa. Skutkiem tego, iż towarowi wartość nadają spożywcy, zajmuje on w organizmie społecznym zupełnie odrębną pozycję, niż wszystko inne, co ma wartość dla człowieka, jako członka tego organizmu. Należy bezstronnie przypatrzeć się życiu gospodarczemu, w którego skład wchodzi produkcja, wymiana i konsumcja towarów. Wówczas nie ograniczymy się tylko do zaobserwowania istotnej różnicy, jaka istnieje między stosunkiem człowieka do człowieka, gdy jeden dla drugiego wytwarza towary, a tem wszystkiem, co opierać się musi na gruncie prawnym. Od obserwacji przejdziemy do żądań praktycznych, do całkowitego wyodrębnienia w organizmie społecznym życia prawnego od gospodarczego. Z działalności w ramach jedynie urządzeń, służących wytwarzaniu i wymianie dóbr, nie mogą bezpośrednio rodzić się możliwie najlepsze impulsy dla stosunków prawnych, jakie winny panować między ludźmi. W obrębie urządzeń gospodarczych zwraca się człowiek do człowieka, gdyż jeden służy potrzebom drugiego; na gruncie zaś prawnym stosunki pomiędzy ludźmi są zasadniczo odmienne.

Mniemaćby można, że temu wyodrębnieniu, którego wymaga życie, stałoby się zadość, gdyby w ramach urządzeń gospodarczych troszczono się również o prawa, jakie winny obowiązywać między ludźmi, objętymi sferą gospodarczą w ich wzajemnych stosunkach. Takie mniemanie mija się jednak z rzeczywistością życia. Stosunki prawne, jakie powinny istnieć pomiędzy ludźmi, mogą układać się we właściwy sposób jedynie w sferze nie-gospodarczej, na gruncie całkowicie od niej wyodrębnionym. Dlatego to w zdrowym organizmie społecznym obok dziedziny gospodarczej rozwijać się musi w zupełnej samodzielności inna dziedzina, gdzie powstają i są regulowane prawa jednego człowieka w stosunku do drugiego. A to życie prawne stanowi właściwą sferę polityczną państwa. Gdy zaś z prawodawstwem i zarządzeniami państwa ludzie mieszają swe osobiste interesy, którym służyć muszą w sferze gospodarczej, to prawa, które w tych warunkach powstają, są jedynie odbiciem tych interesów gospodarczych. Państwo, które samo gospodaruje, zatraca zdolność do regulowania życia prawnego. Albowiem jego zarządzenia i instytucje muszą służyć zapotrzebowaniu na towary, a w ten sposób spychają na dalszy plan impulsy, organizujące życie prawne.

Obok życia gospodarczego zdrowy organizm społeczny wymaga, jako drugiego członu, samodzielnego życia prawno-politycznego. W samodzielnym organie gospodarczym ludzie przy pomocy sił gospodarczych stworzą urządzenia, które służyć będą, możliwie jak najlepiej, wytwarzaniu i wymianie towarów. W organie zaś polityczno-państwowym powstaną instytucje, w celu regulowania wzajemnego stosunku pomiędzy ludźmi i ich grupami w sposób odpowiadający poczuciu prawnemu człowieka.

Żeby dojść do postulatu całkowitego wyodrębnienia państwa od dziedziny gospodarczej, spojrzeć musimy na tę sprawę z głębi prawdziwego życia ludzkiego. Takiego punktu widzenia nie zajmie człowiek, który chce związać życie gospodarcze z życiem prawnem. Ludzie, czynni w dziedzinie gospodarczej, posiadają, oczywiście, poczucie prawa, ale wówczas jedynie będą mogli kierować się w sprawach ustawodawczych i administracyjnych wyłącznie tem poczuciem, nie zaś osobistym interesem gospodarczym, gdy temi sprawami zajmować się będą na gruncie państwa, jako organu prawnego. Ten dział zaś, jako taki, nie będzie brał bezpośrednio udziału w życiu gospodarczem. Posiadać on będzie własne ciało ustawodawcze i administracyjne, działające na zasadach nowoczesnej świadomości prawnej, a więc opierając się na impulsach, które zwiemy dziś demokratycznemi. Dziedzina gospodarcza, na podstawie impulsów, wypływających z życia gospodarczego, wytworzy własne korporacje ustawodawcze i administracyjne. Niezbędne stosunki pomiędzy zarządami obu dziedzin: państwa i gospodarki będą miały mniej więcej taki charakter, jaki obecnie istnieje pomiędzy rządami państw suwerennych. Dzięki takiemu rozczłonowaniu, organa te będą mogły wzajemnie na siebie oddziaływać we właściwy sposób. Oddziaływanie zaś to jest zahamowane, o ile każda dziedzina sama usiłuje rozwijać u siebie to, co powinna otrzymywać od drugiej.

Z jednej strony więc życie gospodarcze jest uzależnione od warunków podłoża naturalnego (klimatu, położenia geograficznego, bogactw naturalnych i t. d.) z drugiej zaś warunkują je stosunki prawne, które ustanawia państwo pomiędzy gospodarującymi ludźmi i ich grupami. W ten sposób zakreślone są granice tego, co może i powinna obejmować działalność gospodarcza. Podobnie, jak przyroda stwarza pra-warunki, które człowiek musi przyjąć jako rzecz daną i na nich budować swą gospodarkę, tak samo w zdrowym organizmie społecznym to wszystko, co w dziedzinie gospodarczej stanowi stosunek prawny człowieka do człowieka, winien regulować dział prawmy, który, na równi z podłożem naturalnem, przeciwstawia się życiu gospodarczemu, jako czynnik samodzielny.

W organizmie społecznym, który ukształtował się w dotychczasowym rozwoju historycznym ludzkości i stał się, na skutek rozkwitu techniki i nowoczesnego kapitalizmu, czynnikiem nadającym charakterystyczne znamię ruchowi społecznemu, życie gospodarcze zajmuje znacznie więcej miejsca, niż w zdrowych warunkach zajmowaćby winno. W obrocie gospodarczym, gdzie powinny znajdować się wyłącznie towary, obiega dziś także siła pracy ludzkiej, obiega również prawo. To też w gospodarce, opartej na podziale pracy można dziś wymieniać nie tylko towar na towar, ale także towar na pracę ludzką, tudzież towar na prawo. (Towarem nazywam każdą rzecz, która, dzięki pracy ludzkiej, stała się zdatną do użytku tam, dokąd człowiek ją dostarczył. Określenie to niejednemu ekonomiście wydać się może rażąco niedostateczne, niemniej jednak jest pożyteczne w celu porozumienia się co do zakresu życia gospodarczego). Gdy ktoś drogą kupna staje się posiadaczem kawałka gruntu, to w tym akcie widzieć musimy wymianę ziemi na towar, zamiast którego występuje tu pieniądz kupującego. Ziemia sama w sobie nie odgrywa jednak w życiu gospodarczem roli towaru. Wchodzi ona do organizmu społecznego na mocy prawa, które pozwala człowiekowi użytkować grunt. Prawo to jest czemś zasadniczo rożnem od stosunku producenta do wytworu jego pracy. Ten stosunek bowiem, zgodnie ze swą istotą, nie wkracza bynajmniej do sfery zależności pomiędzy ludźmi, która powstaje, gdy komuś przysługuje wyłączne prawo użytkowania kawałka gruntu. Właściciel ziemi uzależnia od siebie ludzi, którzy muszą w pracy na roli szukać środków utrzymania lub też tam zamieszkiwać. Przy wymianie wzajemnej rzeczywistych towarów, które wytwarzamy, czy też spożywamy, nie powstaje pomiędzy ludźmi zależność tego rodzaju.

Dla umysłu nieuprzedzonego stanie się jasnem, że ten fakt życiowy musi znaleźć odpowiedni wyraz w urządzeniach zdrowego organizmu społecznego. Dopóki w życiu gospodarczem wymienia się tylko towar na towar, wartość ich kształtuje się niezależnie od stosunków prawnych, jakie istnieją pomiędzy jednostkami i grupami. Skoro jednak towar wymieniam na prawo, sam stosunek prawny pomiędzy ludźmi zostaje tem dotknięty. Nie chodzi tu o wymianę samą w sobie. Jest ona niezbędnym elementem życiowym obecnego, opartego na podziale pracy, organizmu społecznego. Lecz ważne jest to, że przy wymianie prawa na towar samo prawo, o ile powstaje w obrębie życia gospodarczego, staje się skutkiem tego towarem. Zapobiec temu może jedynie powstanie w organizmie społecznym urządzeń, mających wyłącznie na celu, jak najbardziej celowy obieg towarów, a ponadto - urządzeń regulujących prawa wytwórców, pośredników i spożywców, które powstają przy wymianie towarów. Te prawa w istocie swej nie różnią się wcale od innych praw, niezbędnych w stosunkach pomiędzy ludźmi, które są zupełnie niezależne od wymiany towarów. Gdy skutkiem sprzedaży jakiegoś towaru narażam mego bliźniego na stratę, lub też oddaję mu przysługę, to należy to do tej samej dziedziny życia społecznego, co szkodzenie mu czy dopomaganie jakimkolwiek innym czynem lub zaniechaniem tegoż, nie wyrażającym się bezpośrednio w wymianie towarów.

W życiu jednostki zbiegają się działania urządzeń prawnych oraz gospodarki. W zdrowym organizmie społecznym muszą one płynąć z dwóch różnych źródeł. Kierownicy organizacyj gospodarczych zdobywać będą potrzebną orjentację drogą specjalnego wykształcenia tudzież praktycznych doświadczeń w danej gałęzi gospodarczej. W organizacji prawnej zaś za pomocą prawa i administracji urzeczywistniać się będzie w stosunkach pomiędzy jednostkami i zespołami to, czego domaga się poczucie sprawiedliwości. Organizacja gospodarcza pobudzi jednostki, mające podobne interesy zawodowe, spożywcze, czy też jakiekolwiek inne do zawiązywania zrzeszeń, których wzajemne stosunki wytworzą całość życia gospodarczego. Będzie ona oparta na zasadach zrzeszeniowych oraz na stosunkach zrzeszeń pomiędzy sobą. Zrzeszenia te zajmą się wyłącznie działalnością gospodarczą. Podstawy prawne dla swej działalności otrzymają od organizacji prawnej. Jeżeli zrzeszenia gospodarcze mieć będą możność obrony swych interesów gospodarczych za pomocą własnych organów przedstawicielskich i kierowniczych, nie będą odczuwały potrzeby wywalczania sobie wpływu na prawodawstwo i zarządzenia państwowe (n. p. jako związek rolników, partja przemysłowców, lub gospodarczo nastawiona partja socjaldemokratyczna), aby zdobywać tam to, czego nie mogą osiągnąć w ramach życia gospodarczego. A gdy państwo, jako organ prawny, nie będzie czynne w żadnym dziale gospodarki społecznej, zajmie się wyłącznie tworzeniem urządzeń ugruntowanych na poczuciu prawnem swych obywateli. I nawet jeśli w organie przedstawicielskim państwa zasiadać będą ci sami ludzie, którzy są czynni w życiu gospodarzem - co jest łatwo zrozumiałe - to, dzięki rozczłonowaniu, dział gospodarczy nie będzie wywierał na dział prawny wpływu, podkopującego zdrowie organizmu społecznego. A tak właśnie dzieje się wówczas, kiedy organizacja prawna zawiaduje sama gałęziami gospodarstwa i kiedy przedstawiciele życia gospodarczego w izbach ustawodawczych uchwalają prawa z pobudek ekonomicznych.

Typowym przykładem pomieszania życia gospodarczego z prawnem może służyć państwo austryjackie w latach sześćdziesiątych XIX-go stulecia. Członkowie parlamentu tego kraju byli wybierani z czterech działów gospodarczych: wielkiej własności rolnej, izb handlowych, miast, osad i ośrodków fabrycznych oraz gmin wiejskich. Widać stąd, jak przy ustanawianiu takiego składu ciał przedstawicielskich kierowano się zasadą, że życie prawne winno wynikać z istniejących stosunków gospodarczych. Zapewne, że do rozpadu Austrji przyczyniły się walnie siły odśrodkowe jej różnych narodowości. Jest jednak rzeczą niewątpliwą, że gdyby organizacja prawna miała możność rozwinięcia swego działania obok organizacji gospodarczej, doprowadziłaby do nowego ukształtowania organizmu społecznego na podstawie poczucia prawnego, coby umożliwiło współżycie owych narodowości.

Człowiek współczesny, interesujący się życiem publicznem, zwraca zazwyczaj swą uwagę na sprawy o drugorzędnem znaczeniu społecznem; na mocy bowiem przyzwyczajeń myślowych traktuje on organizm społeczny jako twór jednolity. Dla takiego tworu niepodobna wynaleźć wogóle odpowiedniego systemu wyborczego, gdyż przy każdym systemie interesy gospodarcze muszą się kłócić w izbach ustawodawczych z impulsami prawnemi. A w konsekwencji tarcia te prowadzić muszą do wstrząsów organizmu społecznego. Obecnie, jako niezbędny cel życia publicznego należy postawić w pierwszym rzędzie dążenie do gruntownego wyodrębnienia życia gospodarczego i organizacji prawnej. Skoro ta reforma wejdzie w życie, wyodrębnione organizacje potrafią znaleźć ze swych własnych założeń najlepszy sposób wybierania swych ustawodawców i administratorów. Problem systemu wyborczego, aczkolwiek posiada zasadnicze znaczenie, to jednak wobec zagadnień, domagających się dziś rozstrzygnięcia, schodzi na drugi plan. Tam, gdzie dawne stosunki jeszcze się utrzymują, należałoby dążyć do ich przekształcenia w myśl omawianego rozczłonowania. Tam zaś, gdzie się już rozpadły lub znajdują się w trakcie rozkładu, jednostki i grupy ludzi powinny podjąć inicjatywę nowego ich kształtowania we wspomnianym kierunku. Przekształcenie życia publicznego z dnia na dzień nawet rozsądni socjaliści uważają za mrzonkę. Spodziewają się oni, że uzdrowienie społeczne, do którego dążą, nastąpi drogą stopniowych rzeczowych przekształceń. Że jednak dziejowe siły rozwoju ludzkości domagają się skierowania całej rozumnej woli ku stworzeniu nowego porządku społecznego, o tem uczą każdego nieuprzedzonego człowieka niezmiernie wymowne fakty.

Ten, kto za “praktycznie wykonalne” uważa jedynie to, do czego przywykł w swym ciasnym widnokręgu myślowym, zaliczy wyłożone tu poglądy do rzeczy “niepraktycznych”. O ile taki człowiek, mając możność wywierania wpływu na jakąbądź dziedzinę życia, nie zmieni swoich poglądów, to będzie działał nie ku uzdrowieniu organizmu społecznego, ale przeciwnie w kierunku dalszego pogłębiania jego choroby tak samo, jak ludzie tegoż pokroju myślowego przyczynili się do wytworzenia obecnego stanu rzeczy.

Dążenie kierowniczych sfer ludzkości do upaństwowienia pewnych gałęzi gospodarczych (poczta, koleje żelazne itp.) muszą ustąpić koncepcji wprost przeciwnej: wyłączenia z dziedziny polityczno-państwowej wszystkiego, co dotyczy gospodarowania. Ludzie ożywieni dobrą wolą, którzy wierzą, że zmierzają ku uzdrowieniu organizmu społecznego wyciągają z tych dążeń do upaństwowienia najdalej idące wnioski. W dziedzinie gospodarczej żądają oni uspołecznienia wszelkich środków produkcji. Zdrowy rozwój, ich zdaniem, nada życiu gospodarczemu samodzielność, państwu politycznemu zaś - zdolność oddziaływania za pomocą aparatu prawnego na organizm gospodarczy w taki sposób, żeby poszczególna jednostka nie odczuwała swego włączenia do organizmu społecznego, jako sprzecznego z jej poczuciem prawa.

Możemy się przekonać o ile przedstawione tu myśli znajdują grunt w rzeczywistem życiu ludzkiem, jeśli skierujemy uwagę na pracę, którą człowiek przy pomocy sił fizycznych wykonywa dla organizmu społecznego. W ustroju kapitalistycznym do organizmu społecznego włączono pracę w taki sposób, że przedsiębiorca nabywa ją od robotnika, jak towar. Odbywa się wymiana pieniądza (reprezentującego towary) na pracę. Ale w rzeczywistości wymiana tego rodzaju nie jest możliwa. Rzecz odbywa się tylko pozornie. W rzeczywistości przedsiębiorca nabywa od robotnika towary, których powstanie wymaga jego pracy. Z równowartości tego towaru robotnik otrzymuje jedną część, przedsiębiorca zaś drugą. Wytwarzanie towarów jest wynikiem współdziałania przedsiębiorcy z robotnikiem. Dopiero produkt tego wspólnego działania wchodzi do obiegu gospodarczego. Przy wytwarzaniu niezbędny jest stosunek prawny pomiędzy przedsiębiorcą a robotnikiem. W ustroju kapitalistycznym jednak stosunek ten przybrać może postać, która jest wyrazem przewagi gospodarczej przedsiębiorcy nad robotnikiem. W zdrowym organizmie społecznym stanie się rzeczą jasną, że praca nie może być przedmiotem kupna. Praca bowiem nie może uzyskać w porównaniu z towarem wartości gospodarczej. Wartości takiej nabiera dopiero wytworzony dzięki pracy towar w stosunku do innych towarów. Sprawę jakości i ilości pracy, która obowiązywać winna każdego obywatela na rzecz organizmu społecznego, należy regulować na podstawie jego uzdolnień oraz warunków, odpowiadających godności człowieka. Postulat ten będzie mógł być spełniony jedynie wówczas, gdy normowanie pracy znajdować się będzie w rękach państwowych, niezależnie od kierownictwa organizacyj gospodarczych.

Dzięki temu normowaniu, towar otrzyma podstawę swej wartości, która daje się porównać z inną podstawą, wynikającą z warunków naturalnych. Podobnie jak wartość jakiegobądź towaru wzrasta w porównaniu z innemi na skutek większych trudności wydobywania surowca, tak samo wartość ta zależeć winna od rodzaju i ilości pracy, którą będzie wolno poświęcać, na jego wytworzenie zgodnie z przepisami prawnemi.

W ten sposób z dwóch stron życie gospodarcze poddane jest niezbędnym warunkom: od podłoża naturalnego, które człowiek musi przyjąć jako rzecz daną, tudzież od podstawy prawnej, która winna powstawać z poczucia prawa na gruncie polityczno-państwowym, niezależnym od życia gospodarczego.

Nie trudno dostrzec, że przy takim kierunku organizacji społecznej dobrobyt gospodarczy będzie wzrastał lub malał, zależnie od normowanej przez świadomość prawną ilości wykonywanej pracy. Tylko takie uzależnienie zamożności jest niezbędne w zdrowym organizmie społecznym i ono jedynie może zapobiec, by życie gospodarcze nie wyzyskiwało człowieka, inaczej odczuwa on swój byt jako niegodny istoty ludzkiej. A taki stan rzeczy jest istotną przyczyną wszelkich wstrząsów w organizmie społecznym.

Na wypadek zaś zbytniego ograniczenia dobrobytu społecznego ze strony prawnej, będzie można stosować podobne środki, jak celem ulepszenia podłoża naturalnego. Wydajność gruntu mało urodzajnego podnieść można przy pomocy środków technicznych - podobnie w razie zbyt silnego spadku dobrobytu można będzie wprowadzić zmiany w systemie pracy i jej normach. Zmian tych jednak nie powinien dyktować bezpośrednio obieg gospodarczy, lecz muszą one wynikać z rozważań na gruncie prawnym, niezależnym od życia gospodarczego.

Na wszystko, co w organizmie społecznym powstaje pod wpływem życia gospodarczego oraz świadomości prawnej, oddziaływują siły, pochodzące z trzeciego źródła, mianowicie, z indywidualnych uzdolnień jednostki. Ta dziedzina obejmuje wszystko: od najwyższych poczynań duchowych aż do mniejszej czy większej zdolności człowieka do świadczeń, które służą społeczeństwu. To, co pochodzi z tego źródła, musi przenikać do organizmu społecznego w całkiem inny sposób, niż to, co się przejawia w wymianie towarów, lub też powstaje z życia państwowego. Istnieje jedna tylko możliwość, aby to przenikanie odbywało się w sposób zdrowy: pozostawienie tego swobodnej wraźliwości człowieka oraz impulsom, pochodzącym z samych zdolności indywidualnych. Jeżeli na działalność ludzką wynikłą z tych uzdolnień sztucznie oddziaływa dziedzina gospodarcza, lub organizacja państwowa, to pozbawiają one ją w znacznym stopniu prawdziwej podstawy jej własnego życia. Taką podstawę tworzyć może wyłącznie siła, którą działalność ludzka musi rozwijać samorzutnie. Jeżeli zapotrzebowanie na świadczenia tego rodzaju będzie uzależnione bezpośrednio od życia gospodarczego lub też zorganizowane państwowo, to swobodna wraźliwość człowieka zostanie skrępowana. Tymczasem jedynie ona potrafi wprowadzać wartości duchowe w zdrowej formie do organizmu społecznego. Dla życia duchowego, w którym niezliczonemi nićmi związany jest rozwój innych indywidualnych uzdolnień ludzkich, istnieje jedna tylko możliwość zdrowego rozwoju, mianowicie, pozostawienie jego twórczości własnym impulsom; ci wszyscy zaś, którzy korzystają z owoców tej twórczości, winni okazywać dla niej pełne zrozumienie.

Wskazanych tu warunków zdrowego rozwoju duchowego obecnie nie dostrzega się, gdyż jasny wgląd w te sprawy mąci spojenie się znacznej części życia duchowego z państwowem życiem politycznem. Nastąpiło to w ciągu ostatnich stuleci i przywykliśmy już do tego. Mówi się wprawdzie o “niezależności wiedzy i nauczania”, ale uważa się za rzecz zrozumiałą samo przez się, że państwo zarządza tą “niezależną wiedzą” i tem “niezależnem nauczaniem”. Nie wyczuwa się wcale, jak skutkiem tego państwo uzależnia życie duchowe od swych potrzeb. Panuje przekonanie, że państwo stwarza tylko uczelnie, a ci, którzy obejmują katedry, mają możność rozwijania niezależnego życia duchowego. Przywykłszy do takiego poglądu, nie bierze się pod uwagę, jak ściśle treść życia duchowego wiąże się z najwewnętrzniejszą istotą człowieka i jak rozwój tego życia jedynie wówczas może być niezależny, gdy nie łączy się ono z organizmem społecznym za pomocą żadnych innych impulsów prócz tych, które pochodzą z niego samego. Wspomniane stopienie się jego z życiem państwowem wycisnęło w ostatnich stuleciach swe znamię nie tylko na sposobie zarządzania nauką oraz na związanem z nią życiu duchowem, ale również i na samej ich treści. Na twórczość w zakresie matematyki lub fizyki, państwo nie może oczywiście wywierać bezpośrednio wpływu. Ale pomyślmy o historji, o innych naukach humanistycznych. Czyż nie stały się one odbiciem tego, co powstało ze związania się ich przedstawicieli z życiem państwa i jego potrzebami? Właśnie skutkiem tego narzuconego im charakteru proletarjat odczuł współczesne poglądy nauki na życie duchowe jako ideologję. Dostrzegł on, że potrzeby państwa, które uwzględniają interesy klas wyższych, narzucają myśli ludzkiej pewien charakter. Myślące rzesze proletarjackie widziały w niej odzwierciadlenie interesów materjalnych i walk tych interesów. To zrodziło w nich odczucie jakoby całe życie duchowe było jedynie ideologją, odbiciem gospodarczej organizacji społeczeństwa.

Taki pogląd, pustoszący życie duchowe, ustępuje z chwilą, kiedy człowiek może odczuć, że w dziedzinie duchowej panuje rzeczywistość, zawierająca swą własną treść, wyrastającą ponad zewnętrzne życie materjalne. Niepodobna tego odczuć, gdy życie duchowe nie ma swobodnego rozwoju i możności rządzenia się z własnych pobudek w organizacji społecznej. Tylko pod warunkiem wolności i samorządu życia duchowego, przedstawiciele jego mieć będą siłę nadania mu odpowiedniej wagi w społeczeństwie. Sztuka, nauka, pogląd na świat i wszystko, z tem związane, wymaga takiego samodzielnego stanowiska w społeczności ludzkiej. W życiu duchowem bowiem wszystko jest ze sobą powiązane. Wolność poszczególnej jednostki nie jest możliwa bez wolności innych. I jakkolwiek potrzeby państwa nie wywierają bezpośrednio wpływu na treść matematyki lub fizyki, to jednak, o ile państwo zarządza dziedzinami życia duchowego, rozstrzyganie kwestyj, dotyczących tego, co w nich należy rozwijać, co ludzie sądzą o ich wartości, jaki wpływ wywiera ich pielęgnowanie na ogólną kulturę duchową i wiele innych spraw zależeć będzie od tych potrzeb. Inaczej ma się rzecz, gdy nauczyciel szkoły początkowej podlega wpływom życia państwowego, a inaczej gdy otrzymuje impulsy od samoistnej organizacji duchowej. Socjaldemokracja i w tej dziedzinie przęjęła jedynie spuściznę przyzwyczajeń i szablonów myślowych po sferach kierowniczych. Uważa ona za ideał podporządkowanie życia duchowego organizmowi społecznemu, zbudowanemu na podłożu gospodarczem. Gdyby ten cel osiągnęła, mogłaby kroczyć dalej jedynie po drodze, na której życie duchowe zatraca swą wartość. Żądając, by religia była sprawą wyłącznie osobistą jednostki, socjaldemokracja zbyt jednostronnie ujęła to słuszne poczucie. Całe bowiem życie duchowe w zdrowym organizmie społecznym winno być w stosunku do państwa i gospodarki “sprawą osobistą” w powyższem znaczeniu. Ale, wysuwając ów postulat, partja ta nie wychodzi bynajmniej z założenia, że tą drogą wartościom duchowym zapewni się w organizmie społecznym pozycję, umożliwiającą im pożądany wyższy rozwój, niż to jest możliwe pod opieką państwa. Organizm społeczny, według jej przekonania, powinien własnemi środkami pielęgnować jedynie to, co stanowi dla niego potrzebę życiową. A taką potrzebą owa religijna treść duchowa jakoby wcale nie jest. W ten sposób jednostronnie usunięta z życia publicznego jedna, dziedzina duchowa nie może rozwijać się pomyślnie, o ile inne dziedziny życia duchowego pozostają skrępowane. Religijność nowoczesnej ludzkości, łącznie z całem wyzwolonem życiem duchowem, rozwinie siłę, dającą pokrzepienie duszy.

Nie tylko sama twórczość duchowa, ale także i sposób, w jaki ludzkość z niej korzysta, opierać się musi na nieskrępowanej potrzebie duszy. Nauczyciele, artyści i t. d., będący na swych stanowiskach w bezpośrednim kontakcie z prawodawstwem i zarządzeniami, które wypływają wyłącznie z samego życia duchowego i jego impulsów, potrafią swą twórczością rozbudzić u ludzi zainteresowanie. Państwo zaś, działające ze swych własnych założeń, chronić będzie każdego obywatela od przymusu nadmiernej pracy, zapewniając mu prawo do korzystania z wolnego czasu, co obudzi w nim zrozumienie dla wartości duchowych. Ludzie, którzy uważają się za “praktyków życiowych” powiedzą, może, że jeżeli państwo będzie troszczyło się o wolny czas dla swych obywateli, a uczęszczanie do szkoły pozostawi ich uznaniu, to poświęcą oni te godziny wolne od pracy na pijaństwo i nastąpi powrót do analfabetyzmu. Możnaby tym pesymistom poradzić, aby poczekali na to, co się będzie działo, kiedy świat wyzwoli się z pod ich wpływu. Zbyt często kierują się oni pewnem uczuciem, które im podszeptuje myśl, jak to oni sami spędzają swe wolne chwile i czemu zawdzięczają, że zdobyli “nieco wykształcenia”. Nie mogą oni liczyć się z tą płomienną siłą, rozpalającą dusze, jakiej udziela organizmowi społecznemu życie duchowe naprawdę samodzielne, albowiem ta skrępowana myśl, jaką znają, nigdy nie mogła oddziaływać ma nich w podobny sposób.

Zarówno państwo polityczne, jak i życie gospodarcze otrzymywać będą niezbędny dla nich dopływ wartości duchowych od autonomicznej dziedziny duchowej. Praktyczne wykształcenie w zakresie gospodarczym, również dopiero przy swobodnym współudziale organizacji duchowej, będzie zdolne rozwinąć pełnię swych sił. Ludzie odpowiednio wykształceni mieć będą możność ożywienia zdobytych doświadczeń na polu gospodarczem, dzięki sile płynącej z wyzwolonych wartości duchowych. Pracownicy o bogatem doświadczeniu gospodarczem znajdą dostęp do organizacji duchowej i będą w niej oddziaływali twórczo na wszystko, co takiego zapłodnienia wymaga.

Dzięki takiemu swobodnemu oddziaływaniu wartości duchowych na państwo, powstaną w nim niezbędne, zdrowe poglądy. Pod wpływem tych wartości przedstawiciel pracy fizycznej uświadomi sobie z zadowoleniem rolę, jaką jego praca odgrywa w organizmie społecznym. Dojdzie do przekonania, że społeczeństwo nie mogłoby go utrzymać, gdyby nie istniało kierownictwo, organizujące w sposób celowy pracę fizyczną. Potrafi on odczuć istniejącą współzależność pomiędzy swą własną pracą a siłami organizującemi, mającemi swe źródło w zdolnościach indywidualnych. Na gruncie państwowym będzie kształtował prawa, które zapewnią mu udział w dochodzie z wytworów jego pracy, tudzież dobrowolnie dostarczać będzie organizacjom duchowym środków w celu umożliwienia powstawania wartości duchowych, z jakich korzysta. W dziedzinie życia duchowego twórcy jego wartości będą mieli możność utrzymywania się ze swych świadczeń. To, co w sferze duchowej człowiek uprawia sam dla siebie, pozostaje jego sprawą najściślej prywatną, za to zaś, co wytwarza dla społeczeństwa, będzie otrzymywał dobrowolne wynagrodzenie od tych, którzy odczuwają potrzebę tych wartości duchowych. O ile wynagrodzenie z tego źródła okaże się dla kogoś niedostateczne, będzie on musiał szukać zatrudnienia bądź w dziedzinie państwowej, bądź też gospodarczej.

Idee, zasilające życie gospodarcze w zakresie techniki, mają swe źródło w dziedzinie ducha. Pochodzą one stamtąd również i wtedy, gdy bezpośrednio powstają w głowach przedstawicieli życia państwowego lub gospodarczego. Stamtąd też płyną wszelkie idee organizacyjne i siły, które zapładniają życie gospodarcze i państwowe. Kompensata za ten dopływ do obu dziedzin społecznych odbywać się będzie również drogą dobrowolnego wynagradzania ze strony konsumentów tych wartości, bądź też według postanowień prawa, wydawanych przez państwo. Środki finansowe, niezbędne państwu na pokrycie kosztów jego utrzymania, pobierać ono będzie na zasadzie prawa podatkowego. Prawo to wyniknie ze sharmonizowania wymagań świadomości prawnej z możliwościami życia gospodarczego.

W zdrowym ustroju społecznym obok organizacji politycznej i gospodarczej działać musi samoistna organizacja duchowa. Na trójczłonowość całości organizmu społecznego wskazuje kierunek rozwojowy sił nowoczesnej ludzkości. Dopóki do kierowania życiem społecznem wystarczały siły instynktowne znacznej części ludzkości, dążenie do takiego niewątpliwego rozczłonowania jeszcze nie występowało. W stanie pewnego przytłumienia życia społecznego współdziałało ze sobą wszystko to, co, w gruncie rzeczy, zawsze pochodziło z trzech źródeł. Czasy nowe wymagają od człowieka, aby zajął świadome stanowisko w organizmie społecznym. Świadomość ta wówczas jedynie będzie mogła zdrowo kształtować postępowanie i całe życie ludzkie, jeśli zda sobie sprawę z tych trzech kierunków. Ku tej orjentacji dąży współczesna ludzkość z podświadomych głębi swej duszy, a to, co wyżywa się w ruchu społecznym, jest tylko mętnym odblaskiem tego dążenia.

Z innych założeń, niż te, wśród których żyjemy, z głębokich pokładów natury ludzkiej rozległ się u schyłku XVIII-go stulecia głos, domagający się nowego ukształtowania organizmu społecznego. Hasłem tych przemian były trzy słowa: Braterstwo, Równość, Wolność! Otóż, kto bezstronnie i ze zdrowem poczuciem człowieczeństwa wniknie w rzeczywistość rozwoju ludzkiego, ten, oczywiście, musi ustosunkować się z pełnem zrozumieniem do wszystkiego, co wyrażają te słowa. A jednak znaleźli się w XIX-em stuleciu wnikliwi myśliciele, którzy zadali sobie trud, by dowieść, że urzeczywistnienie idej Braterstwa, Równości i Wolności w jednolitem społeczeństwie nie jest możliwe. Twierdzili, że, gdyby te trzy impulsy miały urzeczywistnić się w organizmie społecznym, musiałyby znaleźć się ze sobą w sprzeczności. Z wielką przenikliwością dowiedli oni np. że przy realizacji równości niepodobna byłoby zapewnić niemniej koniecznej, przyrodzonej każdej istocie ludzkiej wolności. Trzeba przyznać rację tym, którzy podnoszą tę sprzeczność, a jednak równocześnie, o ile czujemy po ludzku, niepodobna nie mieć sympatji dla każdego z tych trzech ideałów.

Sprzeczność ta pochodzi stąd, że prawdziwe znaczenie społeczne tych trzech ideałów występuje dopiero po zrozumieniu konieczności rozczłonowania organizmu społecznego. Owe trzy człony nie powinny być ze sobą spojone i scentralizowane w jakimś teoretycznym, abstrakcyjnym parlamencie lub innem ciele zbiorowem. Mają one być żywą rzeczywistością. Każdy z tych trzech działów należy scentralizować w nim samym, a z ich żywej, wspólnej i równoległej działalności powstać może dopiero jedność organizmu społecznego, jako całości. W rzeczywistem życiu bowiem pozorne przeciwieństwa składają się właśnie na jedność. Dlatego też dopiero wówczas będziemy mogli dojść do prawdziwego ujęcia życia organizmu społecznego, gdy zdołamy przeniknąć rzeczywiste jego ukształtowanie pod względem braterstwa, równości i wolności. Przekonamy się wówczas, że współdziałanie ludzi w życiu gospodarczem opierać się winno na braterstwie, które powstaje dzięki zrzeszaniu się. W drugim członie, w systemie prawa publicznego, gdzie mamy do czynienia z czysto ludzkiemi stosunkami człowieka do człowieka, dążyć należy do urzeczywistniania idei równości. A w dziedzinie duchowej, która w organizmie społecznym zachowuje względną niezależność, chodzi o realizację impulsu wolności. W takim ujęciu ukazuje się rzeczywista wartość tych trzech ideałów. Nie mogą one jednak zrealizować się w chaotycznem życiu zbiorowem, gdyż odpowiednim gruntem jest dla nich jedynie zdrowy, trójczłonowy organizm społeczny, żaden abstrakcyjnie scentralizowany twór narodowy nie może urzeczywistnić w swoim nieładzie ideałów wolności, równości i braterstwa; każdy natomiast z trzech członów organizmu społecznego może czerpać swe siły z jednego z tych impulsów i wówczas będzie mógł współdziałać w sposób owocny z pozostałemi członami.

Ludzie, którzy przy końcu XVIII-go wieku rozwinęli sztandar Wolności, Równości i Braterstwa, także ci, którzy później poszli ich śladami, odczuwali niewyraźnie tendencje rozwojowe nowych czasów. Jednak nie potrafili przezwyciężyć w sobie wiary w jednolite państwo. Z punktu widzenia takiego państwa te ich trzy idee są pełne sprzeczności. Pomimo to nie wyrzekli się ich, gdyż w podświadomych głębiach ich dusz działał pęd ku trójczłonowości organizmu społecznego, gdzie ta troistość ideowa może dopiero utworzyć wyższą jedność. Życie współczesne wymową swych faktów domaga się, aby siły rozwojowe nowożytnej ludzkości, prące ku rozczłonowaniu organizmu społecznego, stały się świadomą wolą społeczną.



dalej


strona główna
(23kB)