(23kB)
strona główna

 

 

 

RUDOLF STEINER

MYSLEC SERCEM





 

[Die Anthroposophie und das menschliche Gemüt / wyd. orygin.: ????] Wyklady wygloszone od 27.09 do 01.10. 1923 r. w Wiedniu (tom GA 223 w katalogu Dziel Zebranych Rudolfa Steinera) Patrz w blekit, a zdobedziesz naboznosc wobec nieskonczonej dali. Przezyj w sobie zielen roslin, a zrozumiesz myslenie. Wez w dusze przezycie bieli sniegu, a pojmiesz, jak przedzie substancja swiata. Przezyj odczucie primy i oktawy, a w duszy twej wspólbrzmiec bedzie pragnienie i rozsadek, mysli i pozadania. Rudolf Steiner

 

 

Rudolf Steiner Kalendarium 1861 Rudolf Steiner przychodzi na swiat 25 lub 27 lutego w Kraljevec (ówczesne Austro-Wegry, dzis Chorwacja) jako syn urzednika austriackiej kolei Johanna Steinera i Franciski Steiner z domu Blie. Dziecinstwo spedza niedaleko Wiener-Neustadt w Pottschach oraz Neudörfl (tam uczeszcza do szkoly wiejskiej). 1872 Rozpoczyna nauke w tzw. Realschule (szkole realnej), która konczy matura z wyróznieniem w 1879 r. 1879 Rozpoczyna studia na Politechnice Wiedenskiej. Studiuje poczatkowo matematyke i przyrodoznawstwo, ale pózniej poswieca sie równiez studiom literacko-historycznym i filozoficznym. W Wiedniu zaprzyjaznia sie z germanista i badaczem twórczosci Goethego, Karlem Juliusem Schröerem (1825-1900), pod wplywem którego zajmuje sie intensywnymi studiami nad cala twórczoscia Goethego. Schröer poleca dwudziestoletniego Steinera Josephowi Kurschnerowi, który pracuje dla wydawnictwa Deutsche National Literatur nad zbiorowym wydaniem dziel Goethego. 1881 Steiner zajmuje sie opracowaniem podstaw swiatopogladu Goethego w oparciu o jego teorie filozoficzno-poznawcze. 1886 Ukazuje sie w druku jego praca Grundlinien einer Erkenntnistheorie der Goetheschen Weltanschaung (Podstawy teorii poznania swiatopogladu Goethego). Dzieki tej rozprawie Steiner otrzymuje propozycje pracy w Weimarze przy opracowaniu popularnego wydania naukowych dziel Goethego w ramach tzw. Sophien-Ausgabe. 1890 Steiner przenosi sie do Weimaru, gdzie podejmuje prace w archiwum Goethego i Schillera. Kontynuuje swoje badania nad twórczoscia Goethego. W tym czasie pracuje równiez nad przedstawieniem swojego swiatopogladu opartego na intuitywnym poznaniu swiata nadzmyslowego. 1891 Uzyskuje doktorat z filozofii na Uniwersytecie w Rostocku. Jego rozprawa doktorska Die Grundfrage der Erkenntnistheorie mit besonderer Rücksicht auf Fichtes Wissenschftslehre ukazuje sie w 1892 roku w poszerzonej formie jako Wahrheil und Wissenschaft (Prawda a nauka). 1893 Wydaje swoje glówne dzielo filozoficzne Philosophie der Freiheit (Filozofia wolnosci). 1895 Ukazuje sie ksiazka Friedrich Nietzsche, ein Kämpfer gegen seine Zeit. 1897 Wieloletnie studia nad twórczoscia Goethego przedstawia w pracy Goethes Weltanschaung (Swiatopoglad Goethego). Steiner przenosi sie do Berlina, gdzie przez trzy lata redaguje Magazin für Literatur. W okresie tym staje sie znaczaca postacia w intelektualnym zyciu stolicy. 1899 Poslubia Anne Eunicke (1853-1911). Rozpoczyna wyklady na Berlinskiej Wszechnicy Robotniczej. 1901 Publikacja jego kolejnej rozprawy Welt - und Lebensanschaungen im 19. Jahrhundert oraz Die Mystik im Aufgang des neuzeitlichen Geistesleben. W tej oraz w nastepnych swoich pracach opisuje badania swiata duchowego, które oparte zostaly na racjonalnym postepowaniu prowadzacym do poznania nadzmyslowego metoda przyrodoznawcza. W nastepnych latach powstaja jego kolejne prace: 1902 - Das Christentum als mystische Tatsache (Chrzescijanstwo jako fakt mistyczny); 1904 - Theosophie (Teozofia); 1905 - Wie erlangt man Erkenntnisse der höheren Welten (Jak osiagnac poznanie wyzszych swiatów); 1908 - Aus der Akasha-Chronik (Z kroniki akasza), Die Stufen der höheren Erkenntnis (Stopnie wyzszego poznania); 1910 -Die Geheimwissenschaft im Umriss (Wiedza tajemna w zarysie). W latach 1910 - 1913 tworzy cztery dramaty sceniczne: 1910 - Die Pforte der Einweihung (Wrota wtajemniczenia); 1911 - Die Prüfung der Seele (Egzamin duszy); 1912 - Der Hüter der Schwelle (Straznik progu); 1913 - Der Seelen Erwachen (Przebudzenie duszy). 1902 Wstepuje do Towarzystwa Teozoficznego, z którym pozostaje zwiazany do 1913 r. 1912 Przy wspólpracy Marii von Sievers opracowuje podstawy eurytmii. 1913 Konczy sie okres jego dzialalnosci w Towarzystwie Teozoficznym. Steiner wystepuje z niego wraz z wiekszoscia niemieckich teozofów i zaklada Towarzystwo Antropozoficzne. Antropozofii poswieca cale swoje pózniejsze zycie. 1913 Poczatek pracy nad budowa pierwszego Goetheanum, osrodka ruchu antropozoficznego. Od 1913 roku Steiner wiaze swoja dzialalnosc z mala miejscowoscia Dornach, kolo Bazylei. Ta szwajcarska miejscowosc zostala wybrana na siedzibe Towarzystwa Antropozoficznego po odmowie wladz niemieckich na lokalizacje w okolicy Monachium. Pierwsze Goetheanum, budowla, w której R. Steiner zawarl wszystkie swoje doswiadczenia i cala wiedze duchowa byla wielkim dzielem artystycznym. Przy jej powstaniu realizowane byly nowe teorie barw i proporcji wywodzace sie z prac nad dzielami Goethego. Ta praca dal impuls do rozwoju nowych pradów w architekturze, rzezbie i malarstwie. 1914 Poslubia Marie von Sievers. Dornach staje sie centrum jego dzialalnosci. W okresie 1914-1922 kontynuuje prace nad budowa Goetheanum. Wszystkie projekty architektoniczne do tej wielkiej budowli wykonuje sam wedlug swoich zasad. W wyniku podpalenia w noc sylwestrowa 1922/23 prawie ukonczone dzielo doszczetnie plonie. Drugie Goetheanum budowano juz po smierci Steinera, ale wedlug jego projektów - z betonu. 1919 Swoimi wykladami o zasadach trójpodzialu spolecznego daje impuls do rozwoju pedagogiki opartej na nowych zasadach. Prowadzi wyklady dla wychowawców i rodziców. Zaklada w Stuttgarcie pierwsza Wolna Szkole Waldorfska (nazwa pochodzi od fabryki Waldorf-Astoria, gdzie prowadzil wyklady dla robotników). 1920 W Domach prowadzi pierwszy kurs medyczny dla lekarzy. Ten cykl dwudziestu wykladów rozpoczyna aktywna prace nad stworzeniem podstaw medycyny antropozoficznej. Pozostaje aktywny na polu pedagogiki. Zajmuje sie równiez naukami przyrodniczymi w swietle wiedzy duchowej. 1921 Tworzy podstawy eurytmii leczniczej, prowadzi wyklady dotyczace spojrzenia z punktu widzenia wiedzy duchowej na nauki przyrodnicze, historie, nauki scisle i spoleczne. 1922 Podobnie jak w poprzednich latach prowadzi setki wykladów. Wspóldziala przy zalozeniu Christengemeinschaft. Plonie pierwsze Goetheanum. 1923 Zniszczenie Goetheanum, jego wieloletniej pracy, przezywa Steiner bardzo ciezko. Pozostaje nadal aktywny. Rozwija podstawy medycyny antropozoficznej, kontynuuje prace pedagogiczna. Tematy jego wykladów rozszerzaja sie na wciaz nowe obszary zagadnien. Od 24.XII.1923 do 1.I.1924 uczestniczy w zalozeniu Powszechnego Towarzystwa Antropozoficznego i zostaje jego przewodniczacym. 1924 W Kobierzycach kolo Wroclawia 7-16 VI prowadzi kurs rolniczy, który staje sie impulsem i podstawa rozwoju rolnictwa biodynamicznego, opartego na wiedzy duchowej i traktujacego Ziemie jako zywe jestestwo duchowe. 1924 We wrzesniu ciezka choroba zmusza go do przerwania dzialalnosci publicznej. Pomimo to pozostaje aktywny. Razem z Ita Wegman pracuje w dziedzinie medycyny, kontynuuje prace z zakresu pedagogiki. Opracowuje plany i szkice do budowy drugiego Goetheanum. 1925 Jest juz bardzo ciezko chory. Wraz z Ita Wegman konczy ksiazke Grundlegendes für eine Erweiterung der Heilkunst nach geisteswissenschaftlichen Erkenntnissen (Podstawy sztuki leczenia poszerzonej wiedza duchowa). Pracuje do ostatnich dni zycia nad swoja biografia, opisana w niedokonczonej ksiazce Mein Lebensgang (Moja droga zycia) oraz nad dzielem Anthroposophische Leitsätze (Antropozoficzne mysli przewodnie). Umiera 30 III 1925 r. w swoim atelier przy Goetheanum.

 

 

Duchowy obraz walki Archaniola Michala ze Smokiem

 

Drodzy przyjaciele. Gdy dzisiaj w niektórych kolach mowa jest o antropozofii, to obok wielu blednych wypowiedzi pojawiaja sie równiez opinie, ze antropozofia jest zbyt intelektualna, ze za bardzo apeluje do wiedzy naukowej i w zbyt malym stopniu zwraca sie do potrzeb uczuciowo-sercowej sfery w duszy czlowieka. Dlatego tez jako temat tego cyklu wykladów, który ku mojemu wielkiemu zadowoleniu znowu moge prowadzic dla Was w Wiedniu, wybralem: "Antropozofia i duchowosc czlowieka". Duchowosc czlowieka byla ukryta przed poznaniem przez ostatnie trzy do czterech stuleci ze wzgledu na intelektualny rozwój cywilizacji. Nie nalezy sie jednak zniechecac, lecz wciaz trzeba podkreslac, ze czlowiek nie powinien tkwic przy czczym, suchym mysleniu i swoich zapatrywaniach. A jednak, jesli chodzi o poznanie, to opiera sie ono wylacznie na takim rozumowaniu. Z drugiej strony ciagle podkresla sie, ze duchowosc ludzka musi zdobyc swoje prawa; jednak nie daje sie jej tych praw. Przy kazdej okazji odmawia sie jej mozliwosci zdobycia jakiegokolwiek zwiazku z tajemnicami swiata; ogranicza sie ja do tego, co stanowi wylacznie osobiste sprawy ludzi, do decydowania jedynie o najbardziej osobistych sprawach ludzkich. Dzisiaj chcemy mówic - jako pewien rodzaj historycznego wspomnienia - jak duchowosc czlowieka mogla przemawiac w dawnych czasach rozwoju ludzkosci równiez w sensie poznawczym, jak mogla wyczarowywac przed dusza ludzka wielkie, potezne obrazy, jak mogla oddzialywac w sposób wyjasniajacy, gdy chodzi o odnalezienie przez czlowieka zwiazku z calym swiatem, z kosmosem, z chronologicznym porzadkiem czasu. Obrazy te tworzyly sie w gruncie rzeczy w czasach, kiedy myslenie sercem moglo jeszcze przemawiac w sposób dajacy poglad na swiat, na to, co jest najwazniejsze w tym pogladzie na swiat. Przedstawialy one wielkie zwiazki - ogarniajace caly swiat - i wstawialy w nie czlowieka. Chcialbym przedstawic dzisiaj przed Wasza dusza - poniewaz wlasnie przez to moge stworzyc podstawy do dalszych rozwazan ludzkiej duchowosci z antropozoficznego punktu widzenia - jeden z takich wspanialych, majestatycznych obrazów, które przeznaczone sa wlasnie po to, aby ponownie zblizyc sie dzisiaj do czlowieka w nowy sposób, o którym chcemy jeszcze mówic. Chcialbym dzisiaj mówic do Was o obrazie, który wszyscy znacie, ale którego znaczenie stopniowo prawie zaniklo w ludzkiej swiadomosci, a czesciowo ujete jest blednie. Chcialbym mówic o obrazie walki Archaniola Michala ze Smokiem. Obraz ten oddzialywuje jeszcze znaczaco na wielu ludzi, ale jego wlasciwa, gleboka tresc jest - jak mówilem - albo wyblakla, albo zle zrozumiana. W kazdym razie nie dziala na ludzka dusze tak jak kiedys, jak oddzialywal jeszcze w XVIII w. Obecnie czlowiek nie ma zadnego wyobrazenia o tym, jak wiele zmienilo sie w tym zwiazku, jak wiele z tego, o czym tak zwany rozumny czlowiek mówi jako o obrazach bedacych tworem fantazji, stanowilo najpowazniejsze elementy dawnych pogladów na swiat. A dotyczylo to zwlaszcza obrazu walki Archaniola Michala ze Smokiem. Gdy czlowiek zastanawia sie, w jaki sposób rozwinal sie na Ziemi, dochodzi do tego - w sensie materialistycznego pogladu na swiat - ze obecna, w pewnym sensie relatywnie doskonalsza postac ludzka prowadzi zawsze do postaci mniej doskonalej, do fizycznych zwierzecych przodków. W ten sposób, wychodzac wlasciwie od dzisiejszego czlowieka, który jest w stanie przezywac swoja istote wewnetrznie w sferze duszy i ducha, dochodzi sie do wielu materialnych stworzen, od których czlowiek mialby pochodzic, a które w sensie bytu materialnego staly wlasnie bardzo blisko czlowieka. Zaklada sie, ze materia rozwija sie stopniowo coraz bardziej az do przezywania duchowosci. Jeszcze w stosunkowo niezbyt odleglym czasie zapatrywanie bylo dokladnie odwrotne. Gdy w XVIII wieku ci ludzie - równiez wtedy nie bylo ich zbyt wielu - którzy wówczas nie byli jeszcze przeniknieci przez materialistyczny poglad na swiat, przez materialistyczny sposób myslenia, kierowali spojrzenie duszy na praczasy ludzkosci, to nie spogladali na swoich przodków jako na istoty "mniej ludzkie", lecz patrzyli na istoty bardziej duchowe niz sam czlowiek. Patrzyli na istoty, dla których duchowosc byla czyms tak swoistym, ze nie przyjmowaly fizycznego ciala - które zreszta nie istnialo w pradawnych czasach - w takim sensie, w jakim dzisiaj czyni to czlowiek na ziemi. Spogladali na istoty, które zyly w wyzszy, bardziej duchowy sposób, które - jezeli moge sie tak wyrazic - mialy cialo z o wiele subtelniejszej, bardziej duchowej substancji. W sferze, o której mówili wtedy ludzie, nie umiejscawialo sie jeszcze takich istot jak dzisiejszy czlowiek, lecz wyzej stojace istoty, z cialem co najwyzej eterycznym, a nie fizycznym, istoty, które powinny stanowic ludzkich przodków. Spogladalo sie wstecz na czasy, w których nie bylo jeszcze tak zwanych wyzszych zwierzat, a co najwyzej takie, które dzisiaj spotykamy - jako ich potomków - w postaci galaretowatych zwierzat morskich. Bylo to niejako królestwo zwierzece stojace na dawnej ziemi ponizej czlowieka; a ponad nim istnialo królestwo istot, które, jak powiedzialem, mialy co najwyzej cialo eteryczne. Istoty zaliczane dzisiaj w sensie mojej "Wiedzy tajemnej w zarysie" do jestestw wyzszych hierarchii, które pod pewnym wzgledem stanowily wtedy przodków czlowieka, mialyby dzisiaj inna postac. Istoty te - Anioly, Archanioly, Archai - w ich ówczesnych formach nie posiadaly wolnosci w takim sensie, w jakim dzisiaj mówimy o wolnosci czlowieka. Ich wola nie mogla byc przezywana tak, aby mialy one takie wlasne uczucia, jakie obecnie mamy, gdy mówimy, ze chcemy czegos samowolnie. Te jestestwa nie chcialy niczego w sposób samowolny; chcialy to, co wplywalo w nie jako boska wola. Mialy wole ustanowiona w pelni przez wole boska. Te boskie jestestwa, które nad nimi staly, czy tez stoja, a które w powiazaniu z nimi oznaczaja boskie przewodnictwo, "chcialy" niejako poprzez nizsze duchy Archaniolów i Aniolów; tak wiec te nizsze duchy "chcialy" wylacznie w sensie stojacej nad nimi bosko-duchowej woli. Swiat idei dawnej ludzkosci byl taki, ze ludzie mówili: w dawnych czasach nie nadszedl jeszcze moment, aby mogly rozwijac sie istoty, które powinny posiadac w swojej swiadomosci uczucie wolnosci. W sensie bosko-duchowego porzadku swiata moment ten odlozony byl na pózniejsza epoke. Wtedy jedynie pewna czesc duchów zwiazanych z boska wola miala dojsc do wlasnej wolnej woli. Miala dojsc do wlasnej wolnej woli, gdy nadejdzie odpowiedni czas w rozwoju swiata. Nie zamierzam opisywac dzisiaj wszystkiego, co chcialem juz jakos usprawiedliwic z antropozoficznego punktu widzenia, gdyz bedziemy o tym mówili w nastepnych dniach. Chce natomiast opisac wyobrazenia, jakie az po XVIII wiek przezywaly najbardziej oswiecone istoty. Pragne je opisac w sposób historyczny; gdyz tylko przez przedstawienie sobie w duszy ich historycznej postaci dojdziemy równiez do nowego spojrzenia na to, jak dalece wyobrazenia te - w innej formie - mozna ponownie odnowic. Wtedy jednak - tak mówili sobie ci ludzie - sposród istot, których kosmicznym przeznaczeniem bylo wlasciwie pozostawanie w zgodzie z wola boska, oddzielila sie pewna ich ilosc, która chciala niejako wyodrebnic swoja wole od woli boskiej, chciala uniezaleznic swoja wole od woli boskiej. W istotach tych powstala ponadludzka pycha, która sprawila, ze chcialy one zanim nastal odpowiedni czas do tego, aby wolnosc dojrzala zdobyc wolnosc swojej woli. A najwazniejsza, wiodaca postacia sposród tych istot jest jestestwo, które otrzymalo postac "Smoka" - Smoka pokonywanego przez Archaniola Michala; Archaniola pozostajacego w górze w królestwie jestestw, które nadal chcialy ukierunkowac swoja wole zgodnie ze stojaca ponad nimi bosko-duchowa wola. Pozostanie w bosko-duchowej woli spowodowalo u Archaniola Michala powstanie impulsu, aby zrobic porzadek z istotami, które "przedwczesnie" - jesli wolno mi tak powiedziec - siegnely po wolnosc. Bowiem postacie, jakie posiadaly hierarchie Archaniolów, Aniolów i Archai, nie pasowaly po prostu do istoty, która miala posiadac we wspomniany sposób wolna wole, uniezalezniona od woli boskiej. Odpowiednia do tego postac miala zaistniec dopiero pózniej w rozwoju swiata - mial nia byc czlowiek. Ale wszystko to przenioslo sie w czasy, w których ze wzgledu na zwiazki kosmosu ludzka postac nie byla jeszcze mozliwa; nie moglo tez jeszcze byc postaci wyzszych zwierzat, a jedynie niektóre formy nizszych zwierzat, które juz wczesniej scharakteryzowalem. Tak wiec musiala zaistniec postac pelna sprzecznosci w odniesieniu do kosmosu. I w nia musial zostac niejako wlany ten sprzeciwiajacy sie duch. Nie mogla to byc postac zwierzecia, które moglo zaistniec dopiero pózniej; nie mogla to byc równiez postac takiego Zwierzecia, jakie juz istnialo w swojej zwyklej, niejako miekkiej materii. Mogla to byc jedynie taka postac zwierzeca, która odbiegala od mozliwych w fizycznym swiecie form zwierzecych poniewaz jednak miala ona przedstawiac pewien kosmiczny sprzeciw, miala byc postacia zwierzecopodobna. I jedyna postacia sposród tych, jakie mozna bylo wtedy stworzyc, byla postac "Smoka". Gdy miala byc namalowana albo tez w jakis inny sposób przedstawiona, to byla oczywiscie róznie ujmowana, przez jednych tak, a przez innych inaczej. Byla przedstawiana mniej lub bardziej trafnie, w zaleznosci od tego, jaki wewnetrzny imaginatywny wglad - w to, co wówczas bylo mozliwe w przypadku jestestwa, które chcialo rozwijac przeciwstawiajaca sie wole - mial ten, kto ja przedstawial. W kazdym badz razie nie jest taka postacia, jaka byla wtedy mozliwa w królestwie zwierzat, z czlowiekiem wlacznie. Musiala ona pozostac ponadzmyslowa! Jednakze taka ponadzmyslowa postac nie mogla byc w królestwie, w którym sa jestestwa wyzszych hierarchii, Archaniolowie, Aniolowie itd. Musiala zostac niejako przeniesiona posród te formy, które mogly powstac podczas rozwoju fizycznego. Jest to "stracenie Smoka z nieba na ziemie". To, ze postac ta przyjela forme ponadzwierzeca, ponadzmyslowa, która jednak nie moze pozostawac w królestwie nadzmyslowym, jest to czyn Archaniola Michala; gdyz mimo tego, ze jest ona ponadzmyslowa, przeciwstawia sie królestwu nadzmyslowemu, w którym byla przed swoim nieposluszenstwem. Tak wiec zostala przeniesiona w swiat, który jest swiatem fizycznym, ale jako ponadfizyczna, ponadzmyslowa. Zyje odtad w królestwie, w którym sa mineraly, rosliny oraz zwierzeta; zyje odtad w tym, co powstalo jako ziemia. Nie zyje jednak tak, aby ludzkie oczy mogly ja dostrzegac, tak jak mozemy dostrzegac zwykle zwierzeta. Jezeli wzrok duszy skieruje sie w swiaty, które byly przewidziane niejako w wyzszym planie wszechswiata, patrzy sie wtedy w swojej imaginacji na jestestwa wyzszych hierarchii; gdy fizyczne ludzkie oko kieruje sie na swiat fizyczny, widzi po prostu to, co powstalo w róznych królestwach natury, az po fizyczna, zmyslowa postac czlowieka. Gdy jednak dusza skieruje sie na to, co jest w fizycznej naturze, wtedy widzi ta pelna sprzecznosci postac "przeciwnika", który jest zwierzecy, a jednak nie zwierzecy, który zyje w swiecie widzialnym, a sam jest niewidzialny - widzi postac Smoka! I ludzie w dawnych czasach w powstaniu Smoka dostrzegali czyn Archaniola Michala, który pozostal w swiecie duchowym w postaci odpowiadajacej królestwu duchowemu. I wtedy powstala ziemia, a wraz z nia czlowiek, który mial sie stac jakby podwójna postacia. Pewna czescia swojej istoty, zwiazana z dusza i duchem, powinien tkwic w górze w tym, co nazywamy niebianskim, nadzmyslowym swiatem, a inna czescia swojej istoty, fizyczno-eteryczna czescia, powinien nalezec do tej natury, która powstala jako natura ziemska, jako nowe cialo niebieskie, na które przeniesiony zostal ten zbuntowany duch, przeciwnik. Tam musial powstac czlowiek. Byl on jestestwem, które nalezy do tego swiata zgodnie z pierwotna boska wola lezaca u podstaw calosci. Czlowiek przynalezy do ziemi; Smok nie nalezy do ziemi, lecz zostal na nia przeniesiony. A teraz pomyslcie, co czlowiek, w trakcie swojego procesu powstawania wraz z rozwojem ziemi, zastal na niej. Zastal to, co rozwinelo sie z wczesniejszych królestw natury jako zewnetrzna przyroda, co nastepnie przyjelo tendencje, która dzisiaj osiaga swoje apogeum w królestwie mineralnym, roslinnym oraz zwierzecym, az po fizyczna ludzka postac. To wlasnie zastal. Innymi slowy to, co zwyklismy nazywac natura istniejaca poza czlowiekiem. Czym byla ta istniejaca poza czlowiekiem natura? Byla i jest jeszcze do dzisiaj kontynuacja tego, co bylo zalozone przez najwyzsze moce w ciaglych planach rozwoju swiata. Dlatego czlowiek, gdy przezyje to w swojej duszy, powinien wpatrywac sie w zewnetrzna nature, powinien dostrzegac w mineralach to wszystko, co zwiazane jest ze swiatem mineralnym, formy krystaliczne, góry, chmury i inne formy, a wtedy widzi zewnetrzna nature w jej niejako powinien dostrzegac wspaniale martwej, pozbawionej zycia formie. Ale patrzy na nia jak na cos, co mimo tego, ze pozbawione jest zycia, wylonil z siebie wczesniejszy boski swiat; tak jak ludzkie zwloki - jednak w innym znaczeniu - wylonione zostaja przez smierc z zywego czlowieka. Widok ludzkich zwlok nie sprawia poczatkowo zadnego pozytywnego wrazenia na czlowieku, jednak to, co powstalo w królestwie mineralnym i stanowi w pewnym sensie boskie zwloki, ale na wyzszym poziomie, powinno byc postrzegane przez czlowieka jako cos, co swoja forma, postacia odzwierciedla poczatkowa bezpostaciowa zywa boskosc. A to, co zostalo pózniej wytworzone jako wyzsze królestwo natury, bedzie postrzegane jako dalsze odzwierciedlenie tego, co poczatkowo bylo bezpostaciowa boskoscia. Czlowiek powinien tak patrzec na cala nature i odczuwac, ze ta istniejaca poza nim natura jest niejako odzwierciedleniem boskosci w swiecie. Ostatecznie jest to równiez to, co natura powinna dac ludzkiej duszy. Czlowiek powinien byc w stanie - w sposób naiwny, bez jakiejkolwiek spekulacji - przy spojrzeniu na te czy inna istotowosc natury, odczuwac radosc, sympatie, byc moze wewnetrzny krzyk radosci, wewnetrzny entuzjazm wobec formowania, wobec kielkowania i kwitnienia w naturze. A wtedy ze wzgledu na to, czego sobie nie uswiadamia do konca przy tym krzyku, w tym entuzjazmie, przy tej przelewajacej sie radosci z natury, powinno w jego podlozu zyc wlasciwie odczucie, ze w calej swojej duszy czuje sie tak bliski naturze, iz moze sobie powiedziec, nawet gdyby doszlo to do jego swiadomosci w sposób stlumiony: wylonili to z siebie bogowie, jako swoje odbicie w swiecie, ci sami bogowie, od których pochodzi moja dusza, od których przychodze inna droga. I wlasciwie cala wewnetrzna radosc z natury, wszystko, co przychodzi do nas jako uwalniajace nas uczucie, gdy przezywamy w sposób zywy swiezosc natury, wszystko to powinno prowadzic do tego, aby dusza ludzka czula sie spokrewniona z tym, co na zewnatrz w naturze zyje jako odbicie boskosci. Ale czlowiek rozwija sie w ten sposób, ze bierze nature w siebie - przyjmuje ja w siebie przez odzywianie, przez oddychanie. Bierze ja w siebie równiez - w sposób duchowy - przez to, ze przyjmuje nature swoimi zmyslami, ze ja postrzega. A zatem przyjmuje ja w siebie w potrójny sposób: odzywiajac sie, oddychajac powietrzem i postrzegajac zmyslami. Wlasnie przez to czlowiek jest istota podwójna. W swojej istocie duszy i ducha pokrewny jest jestestwom wyzszych hierarchii, ale pewna czesc swojej istoty musi uksztaltowac z tego, co istnieje na zewnatrz jako natura. To przyjmuje w siebie. A kiedy zostaje ona przyjeta jako pozywienie, jako oddychanie, a takze w subtelny, eteryczny sposób w procesie postrzegania, to w czlowieku kontynuowane sa procesy, które widzi sie na zewnatrz w naturze. Zyje to w czlowieku jako instynkt, jako poped, jako zwierzeca rozkosz, jako wszystko to, co z glebi ludzkiej natury wznosi sie w czlowieku jako zwierzecosc. Rozwazmy to w sposób prawidlowy: oto na zewnatrz mamy pieknie uksztaltowane krysztaly, mineralna mase, która spietrza sie w gigantyczne góry, mase mineralna, która rozlewa sie po ziemi w wodzie w najróznorodniejszy sposób; na wyzszym poziomie uksztaltowania mamy przed soba rosnaca substancje roslinna, mamy najróznorodniejsze postacie zwierzat, mamy tam równiez fizyczna ludzka postac. Wszystko, co zyje tam na zewnatrz, jest odzwierciedleniem boskosci; wszystko to stoi w pieknej naiwnej niewinnosci przed ludzka dusza, gdyz odzwierciedla wlasnie boskosc i w gruncie rzeczy jest niczym innym, jak czystym jej odzwierciedleniem. Trzeba tylko to odzwierciedlenie zrozumiec. Czlowiek nie moze tego pojac swoim intelektem; moze to zrozumiec - o czym bedziemy jeszcze slyszec w nastepnych wykladach - wlasnie poprzez swoja dusze. Jesli rozumie to swoja dusza w sposób prawidlowy - a w dawnych czasach, o których teraz mówie, rozumial to swoja dusza - widzi to jako odbicie boskosci. A gdy rozwaza, co w zewnetrznej naturze zyje w substancjach róznych soli, co zyje w roslinach i w zwierzecych skladnikach, które nastepnie wnikaja do jego wlasnego ciala, i obserwuje, co wyrasta z niewinnej zieleni roslin i co jeszcze w naiwny sposób istnieje zmyslowo w cialach zwierzat... to rozwaza, patrzac na swoje wnetrze, jak unosi sie to w nim jako popedy, jako zmyslowe pragnienia, jako zwierzece instynkty: widzi, co czyni w nim natura. Bylo to uczucie, które w XVIII stuleciu posiadalo jeszcze wielu najbardziej oswieconych ludzi. Czuli oni w zywy sposób róznice miedzy zewnetrzna natura, a ta natura, w jaka sie ona przemienia, gdy czlowiek ja spozywa, oddycha nia, przyjmuje ja w siebie poprzez zmysly. Odczuwali w sposób prawidlowy róznice pomiedzy ta naiwna, zewnetrzna, postrzegana przez zmysly natura, a ludzka, wewnetrzna, tryskajaca zmyslowoscia. Ta róznica byla jeszcze czyms wyraznym, wspaniale zywym dla wielu ludzi, którzy w XVIII wieku dla siebie samych i dla swoich uczniów przedstawiali w walce Archaniola Michala ze Smokiem nature i czlowieka oraz powiazania czlowieka z natura. Gdy dostrzegamy to biegunowe przeciwienstwo - ta zewnetrzna nature w jej elementarnej niewinnosci oraz pozbawiona niewinnosci nature w czlowieku - jakie bylo przed wzrokiem ludzkiej duszy jeszcze w XVIII wieku - to musimy pamietac o Smoku, którego Archaniol Michal przeniósl w swiat natury, gdyz uwazal, ze nie byl on godzien pozostawania w swiecie duchowym. Smok, którego postac przeciwstawia sie naturze, nie przyjal zadnej z form, jaka maja istoty natury na zewnatrz w swiecie mineralów, w swiecie roslin, a nawet w swiecie zwierzat. Przyjal tak fantastyczna dzis dla nas pod wieloma wzgledami forme "Smoka", która musi po prostu pozostac w nadzmyslowosci. Nie moze on wniknac w zaden mineral, rosline i zwierze, nie moze tez wniknac w zadne fizyczne cialo ludzkie. Moze jednak wnikac w to, czym stala sie obecnie w fizycznym ludzkim ciele ta zewnetrzna niewinna natura - w pozbawiona niewinnosci forme tryskajacych zyciowych popedów! W osiemnastym wieku jeszcze wielu ludzi mówilo: gdy Smok, dawny waz, zostal stracony w dól z nieba na ziemie, poczatkowo nie mial zadnego miejsca; potem jednak urzadzil sobie bastion w jestestwie czlowieka i tak obwarowal sie w ludzkiej naturze! W ten sposób ten potezny obraz Archaniola Michala i Smoka kazdej epoce dostarcza jeszcze troche ludzkiego poznania. Gdyby chciec juz w XVIII wieku przedstawiac antropozofie odpowiednio dla ówczesnych czasów, trzeba by mówic wlasnie o tym, ze czlowiek, przyjmujac w siebie zewnetrzna nature przez pozywienie, oddychanie i zmyslowe postrzeganie, stwarza przez to miejsce dla Smoka. Smok zyje w ludzkiej naturze. W duszy ludzi XVIII wieku zylo to jeszcze na tyle dokladnie, iz mozna by sobie zupelnie dobrze wyobrazic, ze gdyby ludzie osiemnastego stulecia mieli jakas jasnowidzaca istote umieszczona na innej planecie, aby zapisywala to, co dzieje sie na ziemi, wtedy wszystko, co zyje w swiecie mineralnym, roslinnym i zwierzecym, krótko mówiac wszystko, co zyje poza czlowiekiem, byloby opisane jako "wolne od Smoka". Natomiast Smok wslizgnal sie poprzez zwierzeca zmyslowosc czlowieka i dlatego przedstawialby soba jestestwo ziemskie. Przez to jednak dla ludzi zyjacych w XVIII wieku sytuacja przedstawiala sie inaczej niz w czasach poprzedzajacych pojawienie sie czlowieka. W czasach poprzedzajacych czlowieka walke Archaniola Michala ze Smokiem trzeba by przedstawic jako obiektywnie zewnetrzna, natomiast teraz nie mozna bylo znalezc Smoka nigdzie na zewnatrz. Gdzie zatem byl Smok? Gdzie nalezalo go szukac? Wszedzie tam, gdzie sa na ziemi ludzie! Tam byl Smok. Gdyby zatem Archaniol Michal chcial teraz kontynuowac swoja misje, która w zamierzchlych czasach prowadzil w obiektywnej zewnetrznej naturze, kiedy to pokonal Smoka zewnetrznie jako "swiatowa zwierzyne", musialby przeniesc swoja walke do wnetrza ludzkiej natury. Walka Archaniola Michala przenosila sie - juz od dawna, od zamierzchlej starozytnosci, ale wlasnie az po XVIII wiek - do wnetrza czlowieka. Jednak ci, którzy tak mówili, wiedzieli, ze przeniesli do wnetrza czlowieka jedynie wydarzenie, które dawniej bylo wydarzeniem kosmicznym. I mówili mniej wiecej tak: jesli patrzy sie w zamierzchle czasy, to trzeba sobie wyobrazic, ze wtedy Smok zostal stracony przez Archaniola Michala na ziemie; bylo to zatem zdarzenie, które rozgrywalo sie w zewnetrznym swiecie. A patrzac na nowsze czasy trzeba pomyslec o tym, jak czlowiek pojawil sie na ziemi, jak przyjmuje w siebie zewnetrzna nature i przemienia ja, tak ze Smok moze znalezc w niej dla siebie miejsce. I odtad walke Archaniola Michala ze Smokiem trzeba przeniesc na ziemie! Taka zmiana myslenia nie byla abstrakcja, o czym czesto dzisiaj tak chetnie sie mówi. Dzisiaj ludzie lubia sie poslugiwac uproszczeniami myslowymi. Mówi sie: no tak, dawniej ludzie umiejscawiali na zewnatrz takie wydarzenie jak walka Archaniola Michala ze Smokiem; z biegiem czasu ludzkosc rozwinela swoje wnetrze i teraz takie wydarzenie moze byc dostrzegane tylko we wnetrzu. Prawde mówiac, nie trzeba zaprzeczac tym, którzy pozostaja przy takiej abstrakcji; jednak ludzie ci z pewnoscia nie dostrzegaja biegu historii swiata. Dzialo sie bowiem tak, jak to dzisiaj przedstawilem; zewnetrzna kosmiczna walka Archaniola Michala ze Smokiem zostala przeniesiona do wnetrza ludzkiej istoty, poniewaz Smok tylko w ludzkiej naturze mógl jeszcze znalezc swoje miejsce. Wlasnie dlatego problem Archaniola Michala wiaze sie z zalazkiem ludzkiej wolnosci, gdyz czlowiek stalby sie zwyklym automatem, gdyby walka w jego wnetrzu kontynuowana byla tak samo, jak wczesniej na zewnatrz. Gdy walka przeniosla sie do wnetrza czlowieka, zewnetrznie postrzegana byla w sposób abstrakcyjny jako walka wyzszej natury czlowieka z jego nizsza natura. Mogla ona jednak przyjac w ludzkiej swiadomosci jedynie taka forme, jaka ludzie wprowadzili poprzez oglad postaci Archaniola Michala w swiatach nadzmyslowych. W gruncie rzeczy w XVIII w. bylo jeszcze wiele wskazówek dla ludzi i wszystkie one pokazuja, w jaki sposób mozna dostac sie w sfere Archaniola Michala, aby z pomoca jego sily pokonac w sobie wlasna zwierzeca istote Smoka. Czlowiek, który jeszcze w osiemnastym wieku wejrzalby glebiej w zycie duchowe, musialby przedstawic to na obrazie mniej wiecej w nastepujacy sposób: na pierwszym planie ludzka postac, ponizej zwierzeca postac Smoka, wijacego sie Smoka, który owija sie wokól serca; nastepnie, niejako z tylu, poza czlowiekiem - poniewaz czlowiek tylna czescia glowy postrzega to, co wyzsze w sensie duchowym - zewnetrzna kosmiczna postac Archaniola Michala, górujaca, pelna blasku, zachowujaca swoja kosmiczna istote, ale odbijajaca te istote we wnetrzu wyzszej natury czlowieka, tak ze czlowiek przedstawialby w swoim wlasnym ciele odbicie eteryczne kosmicznej postaci Archaniola Michala. A wtedy stalaby sie widoczna w ludzkiej glowie, ale dzialajaca w dól do serca, sila Archaniola Michala miazdzaca Smoka, tak ze jego krew splywa z serca na nogi czlowieka. Byl to obraz odbywajacej sie we wnetrzu czlowieka walki Archaniola Michala ze Smokiem, jaki w osiemnastym stuleciu nosilo w sobie jeszcze wielu ludzi. Jednoczesnie byl to obraz - wlasnie w ówczesnych czasach wielu ludziom byl on bardzo bliski - jak czlowiek z pomoca tego co "wyzsze" pokonuje w sobie to, co "nizsze", jak potrzebuje sily Archaniola Michala dla wlasnego zycia. Widzicie, drodzy przyjaciele, rozum dostrzega teorie Kanta-Laplace'a, widzi pramglawice Kanta-Laplace'a, byc moze spiralna mglawice; z niej formuja sie planety, pozwalajac w srodku pojawic sie Sloncu; na jednej z planet powstaje stopniowo królestwo natury, powstaje czlowiek. A gdy patrzy sie w przyszlosc, to wszystko ponownie przechodzi w wielkie cmentarzysko natury. Rozum nie potrafi juz inaczej o tym myslec. A poniewaz temu rozumowi dajemy coraz wieksza przewage w ludzkim poznaniu, dlatego tez bedzie to coraz bardziej powszechne. Jednak u tych wszystkich ludzi, o których dzisiaj mówilem, dziala, jesli mozna tak powiedziec, oko duszy. Rozumem moze sie czlowiek odizolowac od swiata, gdyz kazdy ma swoja wlasna glowe, a w niej wlasne mysli. W duszy jest to niemozliwe, gdyz nie jest ona zwiazana z glowa, lecz z rytmicznym organizmem czlowieka. Powietrza, które mam teraz w sobie, nie mialem jeszcze przed chwila, bylo to jeszcze wspólne powietrze, a kiedy je znowu wypuszcze, ponownie bedzie wspólnym powietrzem. Tylko glowa izoluje czlowieka, tylko glowa czyni go samotnikiem na ziemi. Nawet w odniesieniu do swoich narzadów - które stanowa fizyczna organizacje jego duszy - czlowiek nie jest odizolowany od swiata; ta sfera nalezy do calego kosmosu, stanowi tylko czesc kosmosu. Jednak dusza przestaje stopniowo "widziec", a jedynie glowa widzi. Ale glowa rozwija tylko intelekt, izoluje czlowieka. Kiedy czlowiek widzial jeszcze dusza, nie dostrzegal w kosmosie abstrakcyjnych mysli, które trzeba interpretowac, wyjasniac, widzial tam jeszcze wspaniale obrazy, jak wlasnie obraz walki Archaniola Michala ze Smokiem. Widzial wtedy, co zyje w jego wlasnej naturze i istocie, widzial cos, co wyksztalcilo sie ze swiata, z kosmosu, w sposób, który Wam dzisiaj opisalem. Widzial wtedy - jak zywa - walke Archaniola Michala we wnetrzu czlowieka, która przeszla z zewnetrznej walki w kosmosie. Widzial wtedy antropozofie rozwijajaca sie z kosmozofii. I zawsze, kiedy kierujemy sie do jakiegos dawnego pogladu na swiat, przechodzimy od abstrakcyjnych mysli, które sa dla nas zimne i suche, od których intelektualizmu przechodza nas ciarki, do obrazów, których jednym z najpotezniejszych jest obraz Archaniola Michala walczacego ze Smokiem, Archaniola, który najpierw stracil Smoka na ziemie, gdzie nastepnie Smok - jesli moge tak powiedziec - mógl zdobyc swoja "ludzka twierdze". A potem Archaniol Michal stal sie pogromca Smoka w czlowieku w opisany wyzej sposób. W obrazie, który przedstawialem przed Wasza dusza, Archaniol Michal jest kosmicznie poza czlowiekiem, z tylu; a w czlowieku zyje jego eteryczne odbicie, które prowadzi wlasciwa walke, przez co czlowiek moze w tej walce stopniowo stac sie wolny, gdyz to nie Archaniol Michal prowadzi walke, lecz ludzkie oddanie i przywolane przez nie odbicie Archaniola Michala. W kosmicznym Archaniele pozostaje wciaz zywe jestestwo, które realizowalo pierwotna kosmiczna walke ze Smokiem i do którego czlowiek moze zwrócic swój wzrok. Oczywiscie, nie tylko na ziemi byly te wydarzenia. Wydarzenia, które mialy miejsce na ziemi, sa w gruncie rzeczy niezrozumiale dla czlowieka, jesli nie moze ich ogladac jako obrazów zdarzen, które dzieja sie w swiecie nadzmyslowym, jesli nie moze widziec w swiecie nadzmyslowym ich przyczyn. Nie tak dawno przed naszymi czasami mial juz miejsce w królestwie nadzmyslowym czyn Archaniola Michala. Czyn, który chcialbym opisac w sposób, którym dzisiaj gardzi sie jako "antropomorficznym". Ale jak mam Wam to opowiedziec, jezeli uzywam ludzkich slów do tego, co rozegralo sie w swiecie nadzmyslowym! Czasy, kiedy to Archaniol Michal stracil Smoka na ziemie, trzeba opisac jako odlegla, poprzedzajaca czlowieka epoke. Potem jednak pojawil sie na ziemi czlowiek. Pomyslcie teraz o tym, co opisywalem, ze ta walka coraz bardziej przechodzi do wnetrza. Wlasnie pod koniec dziewietnastego wieku Archaniol Michal mógl powiedziec: teraz ten obraz zagescil sie w czlowieku do tego stopnia, ze czlowiek bedzie mógl go strzec wewnetrznie, teraz bedzie mógl odczuc w swojej duszy pogromce Smoka, przynajmniej w obrazie. Trzecia czesc dziewietnastego stulecia przedstawia w rozwoju ludzkosci naprawde cos wyjatkowo waznego. W dawnych czasach obraz Archaniola Michala byl w czlowieku bardzo subtelny; zageszczal sie coraz bardziej, a w trzeciej czesci dziewietnastego stulecia stala sie rzecz szczególna. W dawniejszych czasach ten niewidzialny, ponadzmyslowy Smok byl silny, dzialal w pozadaniach oraz instynktach, w zachciankach i zwierzecych pragnieniach czlowieka. Dla zwyklej swiadomosci pozostawal podzmyslowy, zyl w zwierzecosci czlowieka. Jednak zyl tam, wyzywal sie - czynil czlowieka coraz mniej ludzkim, czlowiek stawal sie pod jego wplywem coraz bardziej "podludzki"; zyl w tym wszystkim, co ludzi sciagalo w dól. Archaniol Michal wciaz ingerowal w ludzka nature, aby czlowiek za bardzo nie upadl. Jednak w trzeciej czesci dziewietnastego wieku obraz Archaniola Michala stal sie w czlowieku na tyle silny, ze zalezalo to juz niejako tylko od dobrej woli czlowieka, zeby siegajac uczuciem wzwyz, swiadomie wzniesc sie ku obrazowi Archaniola Michala, azeby z jednej strony - jak w mrocznym przezyciu uczucia - ukazywal mu sie obraz Smoka; a wtedy po drugiej stronie - w duchowym ogladzie, a jednak juz w zwyklej swiadomosci - mogla stac przed wzrokiem jego duszy wlasnie swietlista postac Archaniola Michala. W ten sposób mogla pojawiac sie przed czlowiekiem tresc duszy: oto dziala we mnie sila Smoka, która chce mnie sciagnac w dól; nie widze jej, jednak czuje ja jako cos, co chce mnie sprowadzic ponizej czlowieczenstwa. Widze jednak w duchu swietlistego Aniola, którego kosmicznym zadaniem bylo zawsze pokonanie Smoka. Koncentruje swoja dusze na tej swietlistej postaci, pozwalam wplywac jego swiatlu w moja dusze. A wtedy dusza, niosac w sobie sile Archaniola Michala, staje sie tak rozjasniona i ogrzana, ze czlowiek z wolnego wyboru jest w stanie, dzieki zwiazaniu sie z Archaniolem Michalem, pokonac sile Smoka w swojej nizszej naturze. Gdyby w szerokich kregach byla dobra wola, aby takie wyobrazenie podniesc do pewnej sily religijnosci i odcisnac w kazdej duszy, to nie mielibysmy dzisiaj tak nieprzekonywujacych, bezbarwnych idei, wkraczajacych jako reformujace mysli itp., jakie wszedzie mozemy obecnie znalezc, lecz cos, co ponownie moze ogarnac wewnetrznie calego czlowieka, gdyz cos takiego moze sie zapisac w zywej duszy ludzkiej, w kazdej zywej duszy, która w okamgnieniu, gdy tylko to rzeczywiscie ozyje, moze nawiazac równiez zywy zwiazek z calym kosmosem. A wtedy kazda swietlista mysl Archaniola Michala stalaby sie zapowiedzia ponownego wznoszenia sie czlowieka do swiata ponadzmyslowego. Oglad w sensie wiedzy zostalby przenikniety wewnetrznie religijnoscia, móglby poglebic sie religijnie. Czlowiek bylby przez to przygotowany do swiat rocznych - których zrozumienie jeszcze mu migocze jako pozostalosc dawnych czasów, jednak w niewielkim stopniu - aby kazde swieto obchodzic z pelna swiadomoscia, równiez to, które w kalendarzu jest pod koniec wrzesnia, na poczatku jesieni - swieto Archaniola Michala. Bedzie to mialo pewne znaczenie dopiero wtedy, gdy bedziemy w stanie wywolac w duszy taki zywy oglad. Jesli bedziemy w stanie odczuc to w zywy sposób, aby uczynic to instynktownym spolecznym impulsem obecnych czasów, to swieto Archaniola Michala - poniewaz impulsy przychodza tu bezposrednio z duchowosci - bedzie dostrzegane jako ukoronowanie, jako wlasciwy poczatek impulsu, którego potrzebujemy, jesli pragniemy wydobyc sie z dzisiejszego upadku, by do calej mowy o idealach dodac to, co nie bedzie idealem wynikajacym z ludzkiej glowy lub piersi, lecz idealem wypowiedzianym przez kosmos. Kiedy drzewa traca swoje liscie, a kwiaty dojrzewaja i owocuja, gdy natura zsyla nam pierwszy mróz i przygotowuje sie do zimowego obumierania, wtedy mozemy odczuc - podobnie jak wraz z nadchodzaca wiosna odczuwamy swieto Wielkanocy - nadchodzaca duchowosc, z która czlowiek powinien sie polaczyc. A wtedy jako mieszkancy kosmosu bedziemy mogli przyjmowac w zycie impulsy, które - poniewaz nie sa abstrakcyjnymi myslami - nie pozostana bez oddzialywania, lecz beda bezposrednio ukazywac swoje dzialanie. Tresc duszy zacznie zyc dopiero wtedy, gdy w naszej duszy bedziemy mogli rozwinac impulsy z kosmosu.

 

 

Odpowiedzialnosc czlowieka wobec kosmosu

 

Drodzy przyjaciele! To, co moglem wczoraj powiedziec na zakonczenie rozwazan o dawnych wyobrazeniach walki Archaniola Michala ze Smokiem, bylo juz dla Was pewna wskazówka, jak potrzebne jest w naszych czasach ponowne ozywienie tego, co kiedys zlozone zostalo dla ludzkosci w tym wspanialym obrazie jako elementy pogladu na swiat. Dla tego okresu rozwoju ludzkosci, który, jak widzielismy, nie jest wcale tak odlegly w czasie. W róznych miejscach wczorajszego wykladu moglem wskazac, ze dla wielu ludzi osiemnastego wieku wyobrazenia te byly jeszcze w pelni zywe. Zanim jednak w nastepnych wykladach bede mówil o tym, co z ducha naszego czasu, z rzeczywiscie duchowego swiatopogladu naszych czasów moze i musi prowadzic do ozywienia tych wyobrazen, konieczne jest, abym dzisiaj - jako pewnego rodzaju epizodyczny dodatek - zaprezentowal Wam ogólne rozwazanie antropozoficzne. Na podstawie tego okaze sie, w jaki sposób wskazane rozwazanie moze byc na nowo ozywione, aby stanowilo prawdziwa sile w mysleniu, odczuwaniu oraz dzialaniu ludzkosci. Jezeli spojrzymy na dzisiejszy stosunek czlowieka do przyrody i calego swiata, to mozemy powiedziec - jezeli tylko jestesmy w stanie dostatecznie bezstronnie porównac ten dzisiejszy stosunek do dawniejszych czasów - ze dzisiaj czlowiek stal sie wlasciwie jedynie samotnikiem wobec kosmicznych mocy. Staje sie on samotnikiem, bo gdy przez swoje narodziny zostaje wprowadzony w byt fizyczny, nie ma juz zadnych wspomnien bytu przedziemskiego, który kiedys cala ludzkosc rzeczywiscie posiadala. W czasach, kiedy czlowiek dopiero dorastal do uzywania swoich sil rozumu i pamieci, w czasach, do których czlowiek powraca wspomnieniami podczas ziemskiego zycia, w tych dawnych etapach rozwoju ludzkosci czlowiek mial jeszcze mozliwosc pewnego rzeczywistego wspominania przezyc przedziemskich, które posiadal jako istota zlozona z ducha i duszy przed swoim ziemskim zyciem. To wlasnie sprawia, ze czlowiek jest dzisiaj w swiecie samotnikiem, poniewaz jest nieswiadomy, jak jego byt ziemski zwiazany jest z bytem duchowym. Innym powodem jest to, ze czlowiek kieruje dzisiaj swój wzrok w dale kosmosu, oglada zewnetrzna postac gwiazd i ich obraz, ale nie posiada juz wewnetrznego duchowego stosunku do duchowosci w kosmosie. Mozna pójsc jeszcze dalej. Czlowiek kieruje swoje spojrzenie na otaczajace go na ziemi królestwo przyrody, na róznorodne piekno roslin, na ogrom gór, na rozciagajace sie chmury itd, jednak równiez i tu musi sie ograniczac do wrazen dzialajacych na jego zmysly. Bardzo czesto zlosci sie nawet, gdy ma bardziej intymny, glebszy zwiazek z bezmiarem przyrody, gdyz mogloby to zburzyc jego naiwny oglad natury. Ta faza rozwoju ludzkosci byla jednak konieczna, aby czlowiek mógl rozwinac to, co przezywa ze swiadomoscia wolnosci, z uczuciem wolnosci. Aby czlowiek doszedl do pelnej samoswiadomosci, do pewnej wewnetrznej sily, która pozwala w pelni rozwinac sie jego jazni, konieczne bylo to samotnicze zycie czlowieka w kosmosie. Powinno to byc jednak tylko przejsciem do innej epoki, w której czlowiek ponownie odnajdzie droge do duchowosci lezacej u podloza wszystkich rzeczy i istot. I wlasnie to ponowne odnalezienie duchowosci musi byc osiagniete dzieki sile, która stanie sie udzialem czlowieka, gdy bedzie mógl pojac idee Archaniola Michala w jej prawdziwej postaci, w prawidlowym sensie, w jakim powinna byc przyjeta w naszych czasach. Potrzebujemy przenikniecia impulsem Archaniola Michala w zyciu mysli, uczuc i czynów. Nie wystarczy jednak mówic, ze swieto Archaniola Michala ponownie musi stac sie dla ludzkosci zywe i trzeba dolaczyc je do innych swiat w roku - nie wystarczy, gdy niektórzy powiedza: a wiec zacznijmy obchodzic swieto Archaniola Michala! Drodzy przyjaciele, aby osiagnac w swiecie to, co wyplywa z antropozofii, z pewnoscia nie wystarczy to, co dzisiaj w sposób powierzchowny odgrywa dla swiata pewna role w inicjatywach antropozoficznych. Sprawy wyrastajace z antropozofii trzeba ujmowac z najwieksza powaga. I aby wniknac w to, czym powinna byc taka powaga, chcialbym Was prosic o rozwazenie, jaki wplyw na rozwój ludzkosci mialy swieta, które kiedys byly zywe, a dzisiaj sa wyblakle. Czyz swieto Bozego Narodzenia albo Wielkanoc sa wynikiem podjecia przez pewnych ludzi decyzji: mamy idee, aby w okreslonej porze roku obchodzic swieto i urzadzamy w zwiazku z tym odpowiednie obrzedy? Oczywiscie, ze nie. Aby moglo pojawic sie w rozwoju ludzkosci cos takiego jak swieto Bozego Narodzenia, konieczne byly narodziny Jezusa Chrystusa. Ten fakt musial zaistniec w historycznym rozwoju swiata, to wyjatkowe zdarzenie musialo miec miejsce. A swieto Wielkanocy? Nie mialoby ono dla swiata zadnego sensu, gdyby nie bylo swietem przypominajacym, co wydarzylo sie poprzez Misterium Golgoty, gdyby zdarzenie to nie wkroczylo i nie odcisnelo sie w ziemskiej historii. Jezeli dzisiaj swieta te sa wyblakle, jesli Boze Narodzenie, a takze Wielkanoc nie wzbudzaja juz calej powagi uczuc, to byc moze glebsze zrozumienie narodzin Jezusa Chrystusa i Misterium Golgoty powinno prowadzic do ponownego nadania tym swietom wiekszego znaczenia. W zadnym jednak wypadku idea ta nie powinna prowadzic do dalszego traktowania tych swiat w sposób powierzchowny oraz dodania do nich po prostu swieta Archaniola Michala na poczatku jesieni. Musi byc cos, co moze wniknac w rozwój ludzkosci w ten sam sposób - jesli nawet w mniejszym stopniu - w jaki wnikaly wszystkie zdarzenia prowadzace do powstania swiat. Z pewnoscia trzeba dojsc do obchodzenia z cala powaga swieta Archaniola Michala. I w tym celu z ruchu antropozoficznego musi wyrastac zrozumienie tego swieta. Podobnie jak zewnetrzne wydarzenia, w obiektywnym sensie, prowadzily do swiat Bozego Narodzenia i Wielkanocy, tak musi w ludzkosci - w tej ludzkosci, która postanowila cos uczynic - powstac cos zupelnie innego niz bywalo wczesniej. Antropozofia musi dojsc do takiego glebokiego, gruntownego przezycia, o którym czlowiek rzeczywiscie bedzie mial mozliwosc mówic w podobny sposób, jak ma mozliwosc mówic, gdy wznosi sie w nim cala sila, która tkwi w narodzinach Jezusa Chrystusa, cala moc, która jest w Misterium Golgoty. Jak juz powiedzialem, w przypadku swieta Archaniola Michala moze to wystepowac w mniejszym stopniu; jednak z ruchu antropozoficznego musi wyplywac taka ksztaltujaca dusze sila. Jezeli antropozofia posiadzie te sile, to uksztaltuje dusze. Bedzie to mozliwe tylko wtedy, gdy to, co jest w Was wyuczone - jesli moge sie tak wyrazic - stanie sie rzeczywistym przezyciem. Wlasnie dzisiaj chcemy postawic przed nasza dusza jedno z takich przezyc, które poprzez antropozofie moze przeniknac do wnetrza czlowieka. W zyciu ludzkiej duszy rozrózniamy myslenie, uczucie oraz wole; kiedy patrzymy w strone uczucia, mówimy o ludzkiej uczuciowosci. Gdy mysli zyja w naszej duszy w abstrakcyjnej formie, jesli nie jestesmy w stanie wniesc w te mysli ciepla, entuzjazmu i uczuc, to nasze myslenie odczuwamy jako zimne, suche, bezbarwne, jako pozbawione ducha. Czlowieka mozemy nazywac "pelnym uczucia" tylko wtedy, kiedy z jego mysli, które ku nam kieruje, plynie do nas wewnetrzne cieplo jego duszy. I dopiero wtedy mozemy spojrzec na czlowieka z pelna powaga, gdy w stosunku do swiata postepuje on nie tylko w sposób wynikajacy z obowiazku, lecz w jego dzialaniu lezy cos, co pozwala nam ujrzec, ze to z entuzjazmu jego serca plynie cieplo oraz milosc do przyrody, do kazdej istoty. Tak mniej wiecej tkwi wewnatrz zycia duszy to ludzkie myslenie sercem. Kiedy jednak myslenie, a takze wola przyjmuje okreslony charakter przez fakt, ze czlowiek stal sie kosmicznym samotnikiem, to najczesciej pod wplywem tego kosmicznego osamotnienia ludzka uczuciowosc równiez otrzymuje okreslony charakter. Myslenie lubi stawiac przed soba doskonale kalkulacje na temat wszechswiata, zabawia sie byc moze w sposób wyszukany tym, co zostalo wyliczone, ale nie odczuwa wcale, jak odlegle jest to w gruncie rzeczy od cieplego pulsu zycia. Niektórzy ludzie moga byc moze znalezc zaspokojenie w prawidlowym dzialaniu wynikajacym z czystego obowiazku, bez rzeczywistego odczucia, ze zycie w tym trzezwym dzialaniu jest jedynie polowiczne. Obie te rzeczy sa nieco obce ludzkiej duszy. Jednak to, co lezy miedzy mysleniem i dzialaniem, wszystko, co obejmuje ludzkie odczuwanie, jest juz bardzo bliskie istocie ludzkiej. I nieporozumieniem jest, kiedy czasami sadzimy, ze przy dzisiejszym specyficznym podejsciu niektórych ludzi mozna wyjasnic równiez to, co powinno rozgrzewac, wznosic, pobudzac entuzjazmem to odczuwanie. Ostatecznie jest przeciez tak, ze w stosunku do wewnetrznych, swiadomych przezyc, mozna powiedziec - mówiac paradoksalnie - ze czlowiek musi byc pozbawiony uczuciowosci. Aby jednak pojac w jakikolwiek sposób istote ludzka, nie mozna byc pozbawionym uczuc. A jesli czlowiek moze to w duszy zniesc - byc moze popadajac od bezdusznosci w bezuczuciowosc - bedzie to w jakiejkolwiek innej formie niszczylo cala jego istote; niszczace oddzialywanie bedzie dochodzilo az do fizycznej organizacji, az po zdrowie i chorobe. Wiele rzeczy, które w naszych czasach sa objawami upadku, zwiazanych jest u ludzi wlasnie z brakiem uczuciowosci. Wszystko, co kryje sie w tych ogólnie sformulowanych zdaniach, bedzie sie przed nami pojawialo dopiero wtedy, gdy zaczniemy poglebiac rozpoczete wczoraj rozwazania. Czlowiek, wrastajac po prostu we wspólczesna cywilizacje, widzi rzeczy zewnetrznego swiata, postrzega je i buduje sobie o nich wlasne abstrakcyjne mysli. Byc moze ma szczera radosc i odczuwa zadowolenie z ukochanych kwiatów, z majestatycznych roslin, byc moze tworzy jednoczesnie, jezeli ma fantazje, pewien wewnetrzny obraz tych milych kwiatów i majestatycznych roslin, ale nie przeczuwa, jak gleboki jest jego zwiazek ze swiatem roslin. Dla prawdziwego duchowego ogladu nie wystarczy, ze mówimy wciaz o duchu; musimy byc swiadomi prawdziwego duchowego zwiazku z otaczajacymi nas rzeczami. Gdy obserwujemy rosline w sposób, w jaki obecnie zwyklo sie ja obserwowac, nie przeczuwamy, ze tkwi w niej pewna istota elementarna, pewna duchowosc, ze w kazdej takiej roslinie tkwi cos, czemu nie wystarcza, ze ja obejrzymy i wytworzymy sobie abstrakcyjne obrazowe wyobrazenia, jakie zazwyczaj tworzymy dzisiaj o roslinach. Bowiem w kazdej roslinie kryje sie duchowa istota elementarna... ale ukrywa sie w niej, jest w niej niejako zaczarowana. I w gruncie rzeczy tylko ten patrzy w prawidlowy sposób na rosline, kto mówi sobie: w calym tym pieknie zaczarowana jest wewnatrz pewna duchowa istota! W calym wielkim kosmicznym zwiazku jest to z pewnoscia istota o stosunkowo niewielkim znaczeniu, ale istota, która ma jednak gleboki zwiazek z czlowiekiem. Czlowiek jest wlasciwie tak gleboko zwiazany ze swiatem, ze nie moze zblizyc sie do przyrody, jezeli intymny zwiazek, jaki istnieje miedzy nim a swiatem, nie ma dla niego glebokiego znaczenia. A kiedy na polu wyrastaja z paków lilie i zaczynaja kwitnac, to musimy sobie wyobrazic - bez personifikacji - ze te lilie "na cos czekaja". Znowu musze uzywac ludzkiej mowy, tak jak i wczorajszy obraz musialem opisac w zrozumialych dla ludzi slowach. Oczywiscie, ludzka mowa nie oddaje calkowicie istoty rzeczy, odzwierciedla jednak to, co tkwi w rzeczach jako realnosc. Gdy lilia rozposciera swoje liscie, swoje kwiaty, to wlasciwie na cos czeka. Mówi sobie: beda obok mnie przechodzili ludzie, którzy beda na mnie patrzec, a gdy wystarczajaco wielu ludzi skieruje na mnie swoje spojrzenie, to zostane - tak mówi istota duchowa lilii - odczarowana i bede mogla wkroczyc na swoja droge do swiata duchowego! Powiecie oczywiscie, ze rosnie wiele lilii, na które ludzkie oczy nie skieruja swojego wzroku. W tym przypadku jest jednak inaczej. Lilie, na których nie spocznie ludzki wzrok, znajda swoje odczarowanie w inny sposób. Pierwsze ludzkie spojrzenie, które spoczywa na lilii, powoduje bowiem pewien zwiazek, decydujacy o tym, ze ta lilia ma byc odczarowana przez ludzkie oczy. Gdy spojrzenie czlowieka po raz pierwszy spocznie na lilii, miedzy nia a czlowiekiem tworzy sie pewien stosunek. Te duchy elementarne sa wszedzie wokól nas; i tak wlasciwie, to wolaja do nas: nie patrzcie tak abstrakcyjnie na kwiaty, nie twórzcie sobie o nich tak abstrakcyjnych obrazów, miejcie serce, miejcie uczucie dla tego, co w sferze duszy i ducha zyje w kwiatach, a co pragnie byc przez Was uwolnione z zaczarowania! Ludzki byt powinien byc wlasciwie ciaglym wybawianiem duchów elementarnych zaczarowanych w mineralach, roslinach i zwierzetach. Mozna odczuc pelne piekno takiej idei. Ale wlasnie wtedy, gdy zostanie ona ogarnieta we wlasciwym duchowym sensie, moze byc równiez odczuwana w swietle pelnej odpowiedzialnosci, jaka czlowiek ma dzieki temu dla calego kosmosu. Sposób, w jaki czlowiek odnosi sie obecnie do kwiatów, w cywilizacyjnej epoce rozwoju wolnosci, jest jedynie musnieciem wargami tego, co wlasciwie powinien pic. Tworzac sobie idee i pojecia, tylko dotyka niejako wargami, a powinien pic laczac sie swoja uczuciowoscia z duchami elementarnymi rzeczy i istot, które go otaczaja. Mówilem, ze nie musimy myslec o liliach, na których nigdy nie spoczal ludzki wzrok; powinnismy jednak myslec o tych, na które padlo ludzkie spojrzenie, gdyz potrzebuja one uczuciowego zwiazku, jaki czlowiek moze z nimi nawiazac. Lilie równiez w pewien sposób oddzialywaja. Jezeli czlowiek przyjmie prawidlowy stosunek do przyrody, to duchowe oddzialywanie, wyplywajace nieustannie z przyrody na czlowieka, jest róznorodne, wspaniale i ogromne. Ktos, kto moze miec wglad w te sprawy, widzi wlasciwie nieustannie, jak nieskonczenie róznorodne i wspaniale jest to wszystko, co wplywa na czlowieka oraz wnika w niego ze wszystkich stron dzieki elementarnym duchom Przyrody. Jest to cos, co ze zwierciadla zewnetrznej przyrody - wczoraj wyjasnialem to w sensie zewnetrznego wyobrazenia - która jest zwierciadlem boskiej duchowosci, nieustannie wplywa na czlowieka jako cos duchowego, ponadzmyslowego, rozciagajacego sie ponad natura. W czlowieku istnieje jednak pewna sila - bedziemy o tym mówic w nastepnych dniach jeszcze dokladniej w sensie rzeczywiscie antropozoficznego wyobrazenia - która wczoraj opisalem jako sile Smoka, która zwalcza Archaniol Michal. Wskazalem, ze ten Smok posiada wprawdzie postac zwierzeca, ale jest wlasciwie istota ponadzmyslowa, ze przez swoje nieposluszenstwo zostal jako istota ponadzmyslowa stracony w swiat zmyslowy i teraz w nim zamieszkuje. Wskazalem, ze zamieszkuje on wylacznie w czlowieku, gdyz zewnetrzna przyroda nie moze go przyjac. Przyroda zewnetrzna w swojej niewinnosci - jako zwierciadlo boskiej duchowosci - nie ma z nim nic wspólnego. Wczoraj przedstawilem, w jaki sposób tkwi on wewnatrz ludzkiej istoty. Poniewaz jest on jednak jestestwem ponadzmyslowym w swiecie zmyslowym, dlatego natychmiast wciaga w siebie to, co wplywa do czlowieka z dali przyrody jako nadzmyslowosc swiata istot elementarnych i laczy sie z tym, a czlowiek zamiast wybawiac istoty elementarne, odczarowywac rosliny swoja dusza, swoja uczuciowoscia, laczy je ze Smokiem, pozwala im zmarniec w swojej nizszej naturze wraz ze Smokiem. Jednak wszystko w swiecie podlega pewnemu pradowi rozwojowemu, dlatego tez przyjmuje rózne drogi rozwoju. A kazda istota elementarna, która zyje w mineralach, roslinach i zwierzetach, musi wzniesc sie do wyzszego bytu niz ten, jaki moglaby miec w obecnych mineralach, roslinach i zwierzetach. Moze to jednak osiagnac tylko za posrednictwem czlowieka. Czlowiek tak naprawde jest na swiecie nie tylko po to, by tworzyc zewnetrzna kulture; czlowiek ma w calym rozwoju swiata kosmiczny cel, zwiazany z takimi rzeczami, jakie wlasnie opisalem: z wyzszym rozwojem kazdej istoty elementarnej, która w ziemskim bycie stoi na nizszym stopniu, ale przeznaczona jest wyzszemu stopniowi bytu. Te z nich, do których czlowiek podejdzie z odpowiednim nastawieniem i bedzie sie z nimi w prawidlowy sposób obchodzil, moga dojsc do wyzszego stopnia rozwoju. W dawnych czasach w instynktownym rozwoju czlowieka rzeczywiscie moglo zyc w ludzkiej uczuciowosci cos, co zwiazane jest z dusza i duchem; i bylo tak samo zrozumiale dla czlowieka jak to, co zwiazane jest z natura. W rozwoju swiata strumien bytu przechodzil przez czlowieka w prawidlowy sposób. Ale wlasnie w epoce, która teraz musi sie zakonczyc, która musi przejsc teraz do fazy wyzszej duchowosci, niezliczona ilosc istot elementarnych w czlowieku zostala oddana Smokowi. Bo cecha tego Smoka jest glód i pragnienie istot elementarnych; chcialby wszedzie wpelznac, chcialby odstraszyc wszystkie rosliny i mineraly, aby móc wyssac z nich istoty elementarne natury. Chcialby sie z tymi istotami polaczyc, chcialby je przeniknac swoim wlasnym bytem. W zewnetrznej przyrodzie, poza czlowiekiem, nie moze tego osiagnac, moze to zdobyc jedynie we wnetrzu natury czlowieka. Moze to osiagnac jedynie w wewnetrznej naturze czlowieka, gdyz tylko tam istnieje dla niego mozliwosc bytu. A jezeli nadal tak bedzie, to ziemia skazana zostanie na upadek; gdyz Smok, o którym wczoraj mówilem, z pewnoscia zwyciezy w ziemskim bycie! Zwyciezy, gdyz przez to, ze w bycie czlowieka niejako w pelni nasyca sie istotami elementarnymi, cos sie wydarza. Wydarza sie cos w sensie fizycznym oraz w aspekcie duszy i ducha. Duchowo - bo czlowiek nigdy nie doszedlby do takich niedorzecznych wierzen dotyczacych zewnetrznego materialnego swiata, do jakich dochodzi dzisiaj nauka przyrodnicza, nigdy nie doszedlby do przyjecia pogladu o martwych atomach i innych podobnych rzeczy, jakie dzisiaj przyjmuje; nigdy nie doszedlby do rozwoju takich praw wrogich postepowi, jak prawo zachowania materii, prawo zachowania energii i tym podobne, gdyby Smok nie wessal w nim istot elementarnych z zewnatrz. Dlatego, ze siedza w nim istoty elementarne z zewnatrz, spojrzenie czlowieka odwraca sie od duchowosci w rzeczach. Gdy czlowiek patrzy na zewnatrz, nie dostrzega juz w rzeczach duchowosci, która zostala posrednio w niego wciagnieta; dostrzega tylko martwa materie. A w aspekcie duszy - wszystko, co czlowiek uzewnetrznil jako cos, co chcialbym nazwac "tchórzliwoscia duszy", wynika z tego, co Smok wessal w nim z sil elementarnych. O, jakze powszechna jest ta tchórzliwosc duszy! Czlowiek dobrze wie, ze powinien czynic to lub tamto, ze to czy tamto jest z pewnoscia rzecza wlasciwa, ale nie moze sie na to zdobyc, nie moze tego zrobic, dziala na niego jakis ciezar w duszy - sa to istoty elementarne w ciele Smoka. A fizycznie - czlowiek nigdy nie bylby dreczony przez to, co nazywamy bakteriami chorobotwórczymi, gdyby poprzez duchowe oddzialywanie, które wlasnie opisalem, jego cialo nie stalo sie zdolne do tego, aby byc podlozem dzialania bakterii. Rzeczy te wnikaja az do fizycznego organizmu. Chcialoby sie powiedziec: jezeli prawidlowo widzi sie czlowieka w ujeciu duchowym, w ujeciu duszy i w ujeciu fizycznym, jesli widzi sie go dzisiaj w tych trzech aspektach, to dostrzega sie, ze jest on - jednakze w pewnym prawidlowym celu, w celu osiagniecia swojej wolnosci - odciety od duchowosci w tych trzech kierunkach, ze nie ma w sobie juz tej duchowej sily, która móglby posiadac. Tak wiec widzicie, ze przez potrójne oslabienie swojego zycia, przez to, czym stal sie w czlowieku ten wysysajacy Smok, zostala w czlowieku zatrzymana mozliwosc przezycia w sobie sily duchowosci. Drodzy przyjaciele, antropozofie mozna przezywac w dwojaki sposób. Istnieje wiele posrednich sposobów, ale chcialbym wskazac tylko na dwa skrajne przypadki. Jedna droga jest nastepujaca: siada sie na krzesle, bierze sie ksiazke, czyta sie ja i uwaza sie ja za "calkiem interesujaca". Uwaza sie za pocieszajace dla ludzi, ze jest jakis "duch", ze jest jakas niesmiertelnosc, ze dusza czlowieka nie umiera, nawet jezeli czlowiek umiera w sensie cielesnym. Czlowiek czuje sie bardziej zadowolony z takiego swiatopogladu niz z materialistycznego i przyjmuje go - byc moze tak, jak abstrakcyjne mysli dotyczace geografii - tylko dlatego, ze uwaza antropozofie za bardziej pocieszajaca dla ludzkosci. Jest to z pewnoscia jedna mozliwosc: wstajemy wtedy z krzesla takimi, jakimi wlasciwie bylismy, tyle tylko, ze mielismy pewne zadowolenie z lektury... móglbym tez powiedziec z wykladu, zamiast z lektury. Istnieje tez inny sposób, aby pozwolic oddzialywac na siebie antropozofii. Przyjmuje sie w siebie pewna rzecz, jak np. idee walki Archaniola Michala ze Smokiem, w taki sposób, ze nastepuje wewnetrzna przemiana, staje sie to waznym, istotnym przezyciem i w gruncie rzeczy po przeczytaniu czegos takiego wstaje sie ze swego miejsca jako zupelnie inny czlowiek. Pomiedzy tymi dwoma sposobami istnieje jeszcze wiele mozliwych niuansów. Na czytajacych w pierwszy sposób nie ma co liczyc, gdy mowa jest np. o "ponownym ozywieniu swieta Archaniola Michala". Mozna liczyc tylko na tych, którzy chocby w najmniejszym stopniu zblizyli sie do tego, aby chciec przyjmowac w siebie antropozofie jako cos zywego. I jest to cos, co powinno byc przezyte wlasnie wewnatrz ruchu antropozoficznego; ta koniecznosc, aby mysli, które poczatkowo odbiera sie jako "mysli", odczuc jako sily zyciowe. Powiem teraz cos paradoksalnego. Czasami o wiele lepiej rozumie sie przeciwników antropozofii niz jej zwolenników. Przeciwnicy mówia: ach, te antropozoficzne mysli sa wytworem fantazji, nie odpowiadaja zadnej rzeczywistosci. Odrzucaja je, nie sa z nimi zwiazani. Taki stosunek mozna dobrze zrozumiec, mozna tu wymieniac rózne wzgledy; najczesciej jest to strach przed takimi myslami, tyle tylko, ze pozostaje on nieuswiadomiony. Niemniej jest to jakis stosunek. Czesto jednak wystepuje cos takiego, ze przyjmuje sie te mysli, ale przez mysli odbiegajace od tego, co normalnie w swiecie moze byc przyjete, nie odczuwa sie tego, co przezywa sie doznajac elektrowstrzasu, gdy trzyma sie przewód maszyny wytwarzajacej elektrycznosc. Wtedy na skutek iskry elektrycznej odczuwa sie przynajmniej cielesnie pewne drgawki. Takie uderzenie iskry jest w duszy czyms, co komus nieprzyzwyczajonemu moze sprawic ogromny ból. Zwiazane jest to wlasnie z tym, ze nasze czasy wymagaja, aby ludzie byli ogarnieci nie tylko przez fizycznosc, ale takze przez to, co duchowe! Czlowiek unika klucia, szarpania, ale nie unika oddzialywania na siebie mysli dzialajacych z innego swiata, które wydaja sie czyms szczególnym w dzisiejszym swiecie zmyslów... i nie unika tego, aby byc wobec nich tak samo obojetnym jak w stosunku do mysli zwiazanych ze zmyslami. Wzniesienie sie do tego, aby móc zostac objetym myslami o duchowosci tak, jak czyms fizycznym w swiecie - to jest sila Archaniola Michala! Miec zaufanie do duchowych mysli - o ile ma sie podstawy do tego, aby je w ogóle przyjmowac - to wiedziec, ze jezeli ten czy inny impuls wynika z duchowosci, to oddajesz sie mu, stajesz sie narzedziem umozliwiajacym jego wykonanie! Jezeli przychodzi pierwsze niepowodzenie - to nic! Przychodzi nastepne niepowodzenie - to nic! Gdyz kazde niepowodzenie ma kiedys decydujace znaczenie dla prawdy jakiegos duchowego impulsu, którego oddzialywanie jest ujrzane i pojete wewnetrznie. Dopiero wtedy ma sie zaufanie, prawdziwe zaufanie do jakiegos duchowego impulsu, gdy wiazac sie z nim w jakims okreslonym momencie powie sie sobie: setki razy doznalem porazki, ale moze mi to dowodzic co najwyzej, ze nie jest mi dane zrealizowanie tego impulsu w obecnej inkarnacji! To, ze ten impuls jest prawidlowy, widze poprzez jego wlasny charakter. I nawet, jezeli sily do jego zrealizowania dojrzeja we mnie dopiero po setnej inkarnacji - to o sile przenikajacej jakis impuls duchowy lub o braku tej sily nie moze mnie przekonac nic innego, jak tylko jego wlasna natura! Jesli wytworzycie sobie w duszy mysli tworzace ogromne zaufanie do czegos duchowego, jezeli pomyslicie, ze czlowiek moze sie trzymac czegos, co poznal jako cos duchowo-zwycieskiego, tak mocno, ze nie da sie od tego odwiesc nawet wtedy, gdy zewnetrzny swiat tak bardzo temu zaprzecza. Jezeli sobie to wyobrazicie, to macie wtedy pewne wyobrazenie o tym, czego zada od czlowieka sila Archaniola Michala, istota Archaniola Michala; gdyz dopiero wtedy macie pewien wglad w to, czym jest ogromne zaufanie do ducha. Mozna jakis impuls duchowy odlozyc, mozna go odlozyc na cala inkarnacje, jezeli jednak raz sie z nim zwiazalo, to nigdy nie mozna sie wahac, aby go w swoim wnetrzu chronic i pielegnowac; wtedy mozna go nawet odlozyc na nastepne inkarnacje. A jezeli zaufanie do duchowosci ugruntuje sie jako zalozenie duszy w ten sposób, ze jest sie w stanie odczuwac duchowosc jako cos tak realnego jak grunt pod naszymi stopami, o którym wiemy, ze gdyby go nie bylo, to nie moglibysmy po nim stapac, wtedy czujemy w duszy, czego wlasciwie zada od nas Archaniol Michal. Przyznacie, drodzy przyjaciele, bez watpienia, ze w ciagu ostatnich stuleci, w okresie ostatnich tysiacleci nieskonczenie wiele zaniklo, jezeli chodzi o takie zaufanie, o aktywna ufnosc w duchu, tak ze dzisiaj wiekszosc ludzi nie jest wlasciwie w stanie wykrzesac w zyciu odwagi, aby rozwijac takie zaufanie. Jest jednak tak, jak byc musialo. Cóz bowiem powiedzialem, wypowiadajac te slowa? Powiedzialem, ze w gruncie rzeczy ludzkosc zniszczyla za soba mosty wiodace do sily Archaniola Michala. Jednak w swiecie cos sie tymczasem wydarzylo. Czlowiek zostal w pewnym stopniu pozbawiony sily Archaniola Michala; sztywny i silny materializm XIX wieku jest oderwaniem sie od tej sily. Ale obiektywnie, w zewnetrznej duchowosci sila Archaniola Michala zwyciezyla, zwyciezyla wlasnie w ostatnich trzydziestu trzech latach XIX stulecia. Smok nie osiagnal tego, co chcial osiagnac przez ludzki rozwój. Dzisiaj inne wielkie zadanie stoi przed ludzka dusza. Czlowiek z wlasnego wolnego wyboru musi pomóc w walce Archaniola Michala ze Smokiem. Wymaga to jednak, aby czlowiek rzeczywiscie znalazl mozliwosc wyjscia z pasywnego stosunku do duchowosci, w jakim niejednokrotnie dzisiaj tkwi i doszedl do aktywnego zwiazku z duchowoscia. Sil Archaniola Michala nie mozna osiagnac przez jakakolwiek pasywnosc, takze przez pasywna modlitwe. Sily te mozna osiagnac jedynie przez to, ze czlowiek ze swoja pelna milosci wola stanie sie narzedziem bosko-duchowej sily. Sily Archaniola Michala nie chca, aby czlowiek o nie blagal; pragna, aby sie z nimi polaczyl. A czlowiek moze to osiagnac, gdy z wewnetrzna energia przyjmie w siebie nauke z duchowego swiata. W ten sposób mozemy wskazac na to, co musi wniknac w ludzi, aby mysli zwiazane z Archaniolem Michalem ponownie staly sie zywe. Czlowiek musi rzeczywiscie miec przezycie duchowosci. Musi je wydobyc ze zwyklych mysli, a nie z jakiegos jasnowidzenia. Byloby zle, gdyby czlowiek musial byc jasnowidzacym, aby móc uzyskac zaufanie do ducha. Takie zaufanie moze miec kazdy, kto posiada zdolnosc przyjmowania nauki wiedzy duchowej. Jesli czlowiek coraz bardziej przenikac sie bedzie zaufaniem do duchowosci, to bedzie zdolny do inspiracji, na która czekaja wlasciwie wszystkie dobre duchy swiata. Bedzie przezywal wtedy wiosne odczuwajac piekno i wdziek roslin, bedzie odczuwal plynaca z glebi serca radosc z wyrastajacego, wypuszczajacego pedy zycia; a jednoczesnie bedzie mial uczucie, ze w calym tym kielkujacym, wypuszczajacym pedy zyciu zaczarowane sa duchy elementarne. Otrzyma mozliwosc odczuwania, ze kazdy paczek kwiatu stanowi dla niego swiadectwo zamieszkiwania w kwitnacej roslinie jakiejs zaczarowanej istoty elementarnej. Czlowiek zdobedzie mozliwosc odczuwania zyjacej w tej elementarnej istocie tesknoty, by zostac przez niego wybawiona, a nie oddana Smokowi, przez którego zostanie wykorzystana, jezeli nie zostanie przez czlowieka dostrzezona. A jesienia, gdy kwiaty juz zwiedna, czlowiek bedzie czul, ze udalo mu sie dodac cos do tego, aby swiat w swojej duchowosci znowu posunal sie nieco naprzód, bedzie czul, ze ze zwiednietych, przechodzacych w nasiona kwiatów, które staja sie twarde i zwiedniete, wyskakuje istota elementarna. W zaleznosci od tego, jak mocno przenikniety bedzie sila Archaniola Michala, bedzie go ta istota elementarna wiodla naprzód, ku duchowosci, ku której dazy. Czlowiek bedzie przezywal obieg roku. Wiosne bedzie przezywal jako narodziny istot elementarnych, które daza ku duchowosci, a jesien jako ich uwolnienie sie ze zwiedlych roslin, ze zwiednietych kwiatów itd. Czlowiek bedzie nie tylko kosmicznym samotnikiem pól roku starszym w okresie jesieni niz byl na wiosne; bedzie posuwal sie w zyciu nieco dalej razem z powstajaca natura. Nie bedzie wdychal i wydychal w okreslonym rytmie fizycznego tlenu; bedzie bral udzial w stawaniu sie natury, w zaczarowaniu i odczarowywaniu istot duchowych w naturze. Nie bedzie odczuwal wylacznie swojego procesu starzenia sie; przemiane natury bedzie odczuwal jako swój los. Bedzie wrastal razem z tym, co rosnie na zewnatrz. Jego wewnetrzna istota bedzie wieksza, kiedy jego indywidualnosc, ofiarowujac sie jako wolna istota, bedzie mogla rozlac sie w kosmicznym bycie. Bedzie to jego wklad w pomyslne rozstrzygniecie walki Archaniola Michala ze Smokiem. Mozemy zatem powiedziec, ze to, co moze prowadzic do swieta Archaniola Michala, musi wynikac z ludzkiej duszy, która we wskazany sposób moze ponownie przezyc obieg roczny jako cos realnego. Nie mówcie jednak, drodzy przyjaciele, patrzac swoja dusza na te mysli w sposób abstrakcyjny, ze to przezywacie. Powiedzcie najpierw - gdy rzeczywiscie przyjeliscie tak antropozofie - ze uczy was ona inaczej patrzec na kazda rosline, na kazdy kamien, niz czyniliscie to wczesniej. Powiedzcie tez najpierw, gdy antropozofia Was tego nauczy, ze inaczej widzicie cale zycie ludzkie. Chce Wam zwrócic uwage na to, co wlasnie w ludzkiej duszy musi sie przygotowac, aby byla ona zdolna odczuwac nature wokól siebie jako wlasna istote. Ludziom nie udalo sie jeszcze w wystarczajacym stopniu tak przezywac swój krwioobieg, aby obok materialnosci odbijalo sie w nim jednoczesnie to, co zwiazane jest z dusza. Jesli nie sa skrajnymi materialistami, to im sie to jeszcze udaje. Jednak przygotowaniem do swieta Archaniola Michala musi byc odczucie pulsu zewnetrznego bytu jako czegos wewnetrznego, takie przezycie obiegu rocznego, jak zycia, które czlowiek przezywa wewnatrz wlasnej skóry. Chcialbym, aby te wyklady - których celem jest przyblizenie w duszy zwiazków miedzy antropozofia i ludzka uczuciowoscia - byly rzeczywiscie zrozumiane nie tylko glowa, lecz zostaly pojete równiez w duszy. Bo wlasciwie cala antropozofia jest w swiecie daremna dla ludzi, którzy nie pojma jej w duszy z uczuciem, którzy nie wniosa ciepla w uczuciowosc duszy. Ostatnie stulecia szeroko rozpowszechnily w ludziach "rozumnosc"; w sferze myslenia ludzie sa juz tak dalece rozwinieci, ze nie wiedza nawet, jak bardzo sa rozumni. Tak to juz jest, chociaz z pewnoscia niektórzy wierza, ze ludzie sa teraz glupi. Mozna wprawdzie dodac, ze sa równiez i glupcy, ale tylko z tego wzgledu, iz rozumnosc stala sie tak wielka, ze ludzie ze wzgledu na slaba uczuciowosc duszy zaczynaja nie wiedziec o swojej rozumnosci. Zawsze mówie, gdy kogos nazywa sie glupcem, ze nie jest to nic innego jak tylko to, ze zaczyna on nie wiedziec o swojej rozumnosci. Slyszalem juz wiele rozpraw, gdy wysmiewano tego czy innego mówce, poniewaz uwazano go za glupca; czasami jednak wlasnie ci, z których najczesciej sie wysmiewano, wydawali mi sie najbardziej rozumni. Ostatnie stulecia przyniosly ludziom wystarczajaco duzo rozumnosci. To jednak, czego dzisiaj potrzebuja, to cieplo duszy, a to moze dac wlasnie antropozofia. Jezeli ktos studiuje antropozofie i mówi, ze pozostaje zimny, to tak jakby wlozyl w ogien drewno, a nastepnie je wyjal i powiedzial: ono nadal nie jest cieple. Wystarczy jednak, aby to drewno zajelo sie ogniem, a stanie sie gorace! Mozna wykladac antropozofie, jest ona dobrym drewnem dla duszy; ale rozpalic mozna ja tylko samemu. Kazdy musi sam odnalezc w uczuciowosci swojej duszy rozpalajaca iskre dla antropozofii. Jesli ktos uwaza, ze antropozofia jest zimna, sucha i intelektualna, to brakuje mu jedynie mozliwosci, aby ta plonaca, rozgrzewajaca i przenikajaca dusze uczuciowoscia antropozofie rozpalic, azeby mogla rozzarzyc sie jej ogniem. I podobnie jak dla zwyklego drewna potrzebna jest jedynie mala zapalka, tak tez antropozofia potrzebuje jedynie malej iskry. A dzieki temu bedziemy mogli rozniecic w ludziach sile Archaniola Michala.

 

 

Misteria druidów i misteria Mitry

 

Drodzy przyjaciele! W pierwszym wykladzie próbowalem Wam wyjasnic, ze az do XVIII wieku walka Archaniola Michala ze Smokiem stanowila dla ludzi pewna okreslona idee, pewien impuls, a potem, w drugim wykladzie, próbowalem pokazac, jak mozliwe jest - a wlasciwie, jak bedzie musialo byc mozliwe - ponowne owocne ozywienie tego impulsu. Zanim bedziemy mówic o czyms szczególnym, o obchodzeniu swieta Archaniola Michala na poczatku jesieni - co zamierzam uczynic jutro - dzisiaj chcialbym powiedziec jeszcze o zwiazanych z tym zamiarem konkretnych warunkach. Chodzi o to, ze taki impuls, jakim jest wlasnie impuls Archaniola Michala, wlasciwie zawsze zwiazany jest ze zdobyciem przez czlowieka ogladu ponadzmyslowego, nie tylko w odniesieniu do ziemskich zwiazków, lecz takze w stosunku do zwiazków kosmicznych. Czlowiek uczy sie odczuwac siebie nie tylko jako mieszkanca ziemi, lecz jako obywatela postrzeganego przez siebie wszechswiata - postrzeganego badz w sposób duchowy, badz tez jako odbicie fizycznosci. Jednak dzisiaj, ogólnie rzecz biorac, warunki do odczuwania powiazan czlowieka z kosmosem nie sa najlepsze. Musimy powiedziec, ze dzieki swojej zabarwionej materializmem wiedzy czlowiek z pewnoscia zna stosunki ziemskie na tyle, ze czuje przynajmniej to, co zwiazane jest w okresie ziemskich zaleznosci z jego zyciem materialnym - w szerokim znaczeniu tego slowa. Jednak wiedza ta nie dziala z pewnoscia w sposób zachwycajacy w odniesieniu do takich zwiazków. Dlatego tez wszelkie zewnetrzne oznaki tych zwiazków zostaly wlasciwie rozmyte. Ludzkie uczucia w stosunku do tradycyjnych swiat sa mgliste. O ile w dawnych czasach rozwoju ludzkosci swieta te - Boze Narodzenie, Wielkanoc - mialy gleboki wplyw na cale zycie spoleczne, na instytucje spoleczne, to dzisiaj sa one niczym innym jak tylko mglistym odbiciem tego, czym byly niegdys. Wyzywa sie to w róznorodnych obyczajach, nie ma juz jednak glebokiego znaczenia spolecznego. Jezeli mysli sie o tym, aby realizowac w jakis sposób swieto Archaniola Michala wlasnie z zachowaniem jego donioslosci spolecznej - o której bede jutro mówil - to najpierw trzeba stworzyc pewne odczucie, co takie swieto mogloby oznaczac. Swieto Archaniola Michala nie powinno miec takiego samego charakteru, jaki maja dzisiaj inne swieta, lecz musi byc wydobyte - o czym juz przedwczoraj wspomnialem - z glebi ludzkiej istoty. Osiagnie sie to jedynie przez ponowne wnikniecie w powiazania czlowieka z pozaziemskim kosmosem oraz w to, co z tego kosmosu wniesione zostaje w obieg roczny. Aby ukazac Wam, co mam na mysli, chcialbym przed Wasza dusza przedstawic, jak abstrakcyjne jest to wszystko, jak w zastraszajaco malym stopniu obchodzi czlowieka to, co zwiazane jest dzisiaj w ludzkiej swiadomosci z uczuciami, odczuciami dotyczacymi pozaziemskiego wszechswiata. Pomyslcie tylko o tym wszystkim, czego dokonuje dzisiaj astronomia, astrofizyka itd. Wylicza droge planet, uwzglednia miejsca gwiazd stalych; przez analize spektralna dochodzi do wniosków dotyczacych zawartosci substancji cial kosmicznych. W jaki sposób jednak to wszystko wiaze sie z wewnetrznym, intymnym zyciem duszy czlowieka? Czlowiek, z cala ta wiedza o niebie, czuje sie jak samotnik na ziemskiej planecie. A zwiazany z tym dzisiejszy sposób myslenia jest w gruncie rzeczy calkowicie mechanicznym systemem pojmowania. Aby uswiadomic to sobie w duszy, rozwazmy pewien stan swiadomosci, wystepujacy w codziennym zyciu, chociaz majacy mniejsze znaczenie. Chodzi o stan swiadomosci w czasie marzen sennych. Chce wam jedynie w paru slowach - abysmy mieli punkt wyjscia do dzisiejszych rozwazan - przedstawic to, co wiaze sie ze stanem marzen sennych. Marzenia senne wiaza sie albo z wewnetrznym stanem ludzkiego organizmu, o czym wczoraj juz mówilem na otwartym wykladzie - przemieniajac ten stan w obrazy, które wygladaja jak postrzegane zmyslami, tak ze np. bicie serca przedstawiane bedzie symbolicznie jako plomienie ognia itp. - albo symbolizuja zewnetrzne zdarzenia zycia, które przebiegaja w nas jako wspomnienia. Latwo odnajdujemy w poszczególnych przypadkach, jak senne obrazy powiazane sa z wewnetrznymi stanami i procesami organizmu. Traktowanie bardzo powaznie tresci marzen sennych prowadzi do pomylek. Sny sa interesujace, maja pewien sensacyjny aspekt, sa tym, co wielu ludzi wyjatkowo interesuje; jednak dla kogos wnikajacego glebiej w ludzka nature wyobrazenia senne maja zdecydowanie mniejsze znaczenie. Najwazniejszy jest natomiast przebieg snu. Chce to przedstawic obrazowo na przykladzie. Ktos moze snic, ze podejmuje nadzwyczaj trudna, górska wspinaczke. Im wyzej sie znajduje, tym jest ciezej. Dochodzi do pewnego miejsca, gdzie opuszczaja go sily. Warunki sa tak niekorzystne, ze nie moze sie dalej wspinac; musi tam pozostac. W jego snie pojawia sie nieco strachu, zaskoczenia... wtedy byc moze budzi sie. U podstaw tego snu lezy cos, czego wlasciwie nie mozna dojrzec w sennych wyobrazeniach, lecz w odczuciu zwiazanym z przezyciem narastajacych trudnosci - które przeciwstawiaja sie zaplanowanemu celowi - i z odczuciem ciaglego przybywania przeszkód nie do pokonania. Jesli wyobrazimy sobie w sposób uczuciowy dramatyczny przebieg tego wszystkiego, mamy niejako tresc uczuciowa, która kryje sie za wlasciwymi obrazami wyobrazeniowymi snu. Ta sama tresc uczuciowa mozna snic w zupelnie inny sposób. Osoba taka moze snic, ze wchodzi w jakies zaglebienie; robi sie coraz ciemniej, posuwa sie wciaz dalej po omacku, az dochodzi w koncu do podmoklego terenu. Troche tam jeszcze brodzi, w koncu natyka sie na pewnego rodzaju bagno... i nie moze isc dalej. W obrazie tym tkwi ta sama dramatyzacja uczucia i odczucia. Taka sama tresc snu mozna przezyc jeszcze na wiele innych sposobów. Tresc wyobrazeniowa snu moze byc zawsze inna. Najistotniejsze w marzeniach sennych jest to, co kryje sie w ruchu, w napieciu i jego rozladowaniu, w oczekiwaniu i rozczarowaniu. Jednak sen przybiera postac obrazów. W wyniku czego powstaja te obrazy? Powstaja przez to, ze np. przy obudzeniu przezywane jest cos zwiazanego z jaznia i cialem astralnym, które sa poza cialem fizycznym i eterycznym. To, co przezywa sie wtedy w sposób ponadzmyslowy, nie pozwala sie sciagnac w obrazy ze swiata zmyslowego; jednak w chwili zanurzania sie jazni i ciala astralnego w ciele fizycznym i eterycznym z zasobów istniejacych tam obrazów przejmuja to, czego wlasnie potrzebuja. W ten sposób udramatyzowanie snu przybiera postac obrazów. Zawartosc obrazów sennych zaczyna nas teraz interesowac. Wiaza sie one z czyms zupelnie innym niz zewnetrzne przezycia. Z czego to wynika? Otóz sen bierze w siebie wylacznie zewnetrzne lub wewnetrzne przezycia, ale wprowadza je w innym powiazaniu. Dlaczego? Sen jest pewnym protestem wobec sposobu, w jaki zyjemy w fizyczno-zmyslowym swiecie pomiedzy obudzeniem i zasnieciem. Jestesmy wtedy osnuci prawami natury. Sen przelamuje je. Nie pozwala sie w nie ujac, wyciaga wydarzenia poza te prawa, nadaje im inny porzadek nastepstw. Protestuje przeciwko prawom natury. Czlowiek powinien nauczyc sie, ze bedzie protestowal wobec praw natury w tej samej chwili, w której zanurza sie w duchowosc. W takiej sytuacji sa - w pewien nieco smieszny sposób - zwlaszcza ci ludzie, którzy chca wniknac w swiat duchowy przy pomocy zwyklych metod wiedzy przyrodoznawczej. Wyjatkowo znamienna pod tym wzgledem jest ksiazka Ludwiga Staudenmaiera "Magia jako eksperymentalna wiedza przyrodnicza". Staudenmaier wychodzi z zalozenia, ze wszystko, co trzeba pojac, powinno byc pojmowane wedlug sposobu myslenia wiedzy przyrodniczej. Wprawdzie nie dochodzi do snu, omawia jednak tzw. zdarzenia medialne, które w gruncie rzeczy sa pewna kontynuacja swiata snu. U zdrowego czlowieka sen pozostaje przezyciem, które nie przenika do zewnetrznego organizmu. To, co normalnie przezywane jest przez jazn oraz cialo astralne i formuje sie w obrazach ciala fizycznego oraz eterycznego, u istot medialnych przechodzi równiez w przezycia ciala fizycznego i eterycznego, a przez to powstaja wszystkie zdarzenia, jakie maja miejsce w przypadku medium. Staudenmeier nie chcial - co do tego mial calkowita racje - kierowac sie tym, co przekazuja inni, wiec postanowil sam stac sie w pewien sposób medium. Snil piszac; zaczynal przykladac pióro i olówek, tak jak zawsze widzial to u medium. I to naprawde dzialalo! Byl jedynie wielce zdumiony tym, co bylo oczywiste; zdumiony byl zwiazkiem, o jakim wczesniej nigdy nie myslal. Wszystko, co w ten sposób napisal, bylo calkowicie spoza sfery jego swiadomego zycia. Niekiedy byl tak silnie poza swym swiadomym zyciem, ze pytal sie: "Kim jestescie, wy, którzy to piszecie?" - "Duchami", brzmiala odpowiedz. Musial zapisac: "Duchami"! Pomyslcie, materialista nie uznajacy zadnych duchów musial zapisac: duchy! Byl jednak przekonany, ze to, co napisal, jest klamstwem. Pytal wiec dalej, dlaczego te duchy mu tak naklamaly. Wtedy odpowiedzialy: "Musimy klamac, taka jest nasza natura". Pytal je o rózne rzeczy zwiazane z nim samym... i doszlo nawet do tego, ze kiedys powiedzialy: "kapusciana glowa". To bylo juz jednak nie do przyjecia, aby w swojej duszy sam siebie okreslal w ten sposób. Nawiazywal wiec do tego, co charakteryzowalo sie w slowach: "musimy cie oklamywac", a poniewaz nie istnieje nic, co mówi o sobie "duchy", uznal, ze mówi to jego podswiadomosc. Jednak sprawa staje sie coraz bardziej watpliwa, gdy podswiadomosc jest czyms, co mówi do wyzszej swiadomosci "kapusciana glowa" i klamie. Wywód ten musialby prowadzic do wniosku, ze taka osoba musi sobie powiedziec: w mojej podswiadomosci jestem kompletnym lgarzem. Wszystko wskazuje w koncu na to, ze swiat snów - podobnie jak kazdy inny swiat, w którym sie czlowiek zanurza - wywoluje protest przeciw zaleznosciom opartym na prawach natury. Wszystko, co mozemy myslec, chciec i odczuwac w swiecie fizyczno-zmyslowym, natychmiast ulega znieksztalceniu, gdy tylko wnikamy mniej lub bardziej w swiat podswiadomy. Dlaczego? Gdyz sen jest wlasnie pomostem do swiata duchowego, a swiat duchowy przetkany jest prawami, które nie sa prawami natury i maja zupelnie inny wewnetrzny charakter. Sen jest pomostem prowadzacym do tego swiata. Kto sadzi, ze swiat duchowy mozna pojac przy pomocy praw natury, ten bardzo sie myli. A sen jest wlasnie wstepnym zwiastunem tego, ze chcac wniknac w swiat duchowy, nie mozemy poslugiwac sie prawami natury. Mozemy rozwijac "metody", które nas do tego przygotowuja; jednak wnikajac w swiat duchowy dochodzimy do zupelnie innych zaleznosci. Obecnie tak niewiele sie o tym mysli. Dzisiaj rzeczywiscie obowiazuje zasada, ze swiat mozna i trzeba pojac jedynie wedlug tych zdolnosci rozumu, które wyksztalcily sie w okresie ostatnich trzystu do czterystu lat. Ksztaltowalo sie to powoli. W obecnych czasach nie ma juz ludzi pokroju np. Johannesa Müllera (nauczyciela Haeckla) - byli jeszcze tacy ludzie w pierwszej polowie dziewietnastego wieku - który przyznawal, ze nie udalo mu sie rozwiazac wielu problemów, które próbowal badac w sposób czysto fizjologiczny, gdy myslal o nich bedac w zwyklym stanie pelnego czuwania. Gdy jednak ogarnial go sen, który ponownie przynosil mu substancje przygotowana w stanie czuwania i ukazywal mu wszystkie mozliwosci... to wtedy pojawialy sie czasem rozwiazania niektórych zagadek. Johannes Müller byl jeszcze przenikniety swiadomoscia, ze w czasie snu znajduje sie w tej szczególnej substancji duchowosci, w której nie dotyczy nas twarda koniecznosc fizycznych praw natury, gdzie mozna nawet wniknac w te prawa, gdyz u ich podstaw lezy cos duchowego, a u podstaw duchowosci nie ma nic z fizycznych praw natury, które objawiaja sie nam jedynie w sposób powierzchowny. Jesli prowadzi sie takie mysli do konca, to rzeczywiscie musi byc paradoksalne, w jak oczywisty sposób wynikaja one z badan duchowosci. Zaden czlowiek, myslacy w sposób odpowiadajacy dzisiejszej wiedzy przyrodniczej, nie wierzy, ze swiatlo, które swieci w jakims okreslonym miejscu, równie mocno swieci w oddali na okregu wszechswiata. Fizyk oblicza zmniejszanie sie natezenia swiatla wraz z kwadratem odleglosci, podobnie tez wylicza zmniejszanie sie sily ciezkosci. W oparciu o te fizyczne wielkosci mówi sobie: to, co obowiazuje tutaj, na powierzchni ziemi, traci swoja waznosc, gdy przechodzimy w dale kosmosu. Nie chce jednak tego odniesc do tresci swoich mysli! A jednak z tym mysleniem jest tak samo, jak z tym, co tutaj w ziemskich laboratoriach, w klinikach, w ogóle na ziemi, doswiadcza sie z ziemskimi sprawami, az do równania 2 + 2 = 4. Jesli sila ciezkosci slabnie z kwadratem odleglosci, to dlaczego, wedlug jakiego prawa, przestaje obowiazywac w pewnej okreslonej odleglosci? Jest to jednak cos, do czego wkracza wiedza duchowa. I musi ona powiedziec: chcac badac Mglawice Oriona lub Mglawice Psa robicie to samo, jakbyscie stosujac pojecia ziemskie chcieli oswietlic Wenus przy pomocy ziemskiej swiecy. Gdy dochodzi sie do prawdy przez takie analogie wychodzac z badan duchowych, to pojawia sie przed ludzmi paradoks. A jednak w stanie, w którym podczas snu wnikamy w swiat duchowy, mamy wieksze mozliwosci zbadania na przyklad Mglawicy Psa lub Mglawicy Oriona, niz przez prace w laboratoriach i obserwatoriach astronomicznych. Mozna duzo wiecej zbadac, gdy sie o tych rzeczach "sni", niz przez rozumowe rozmyslania. Jesli wnika sie w kosmos, to rzeczy, które czlowiek zbadal na ziemi, na nic sie nie zdaja w odniesieniu do kosmosu. Tak wiec dzisiaj znajdujemy sie z naszym wyobrazeniem w takiej sytuacji, ze gdy chcemy zastosowac dla calego kosmosu to, co sluszne jest w zakresie naszej malej ziemskiej klatki, szybko okazuje sie, ze w rzeczywistosci nie mamy wtedy do czynienia z prawda. Jezeli wychodzi sie z takich rozwazan, moi drodzy przyjaciele, wtedy to, co w dawnych czasach stalo przed ludzmi przy ich prymitywnym, a jednak bardziej wnikliwym jasnowidzeniowym ogladzie, bedzie bardziej wartosciowe niz ma to miejsce w przypadku dzisiejszych ludzi. I wtedy nie bedzie traktowalo sie tak powierzchownie ludzkiej wiedzy, która powstala ongis, w pasterskich praczasach ludzkosci, jak to obecnie zazwyczaj ma miejsce; gdyz ludzie ci lepiej czasami snili w swoim pasterskim zyciu o tajemnicach gwiazd, anizeli dzisiaj w rozumnym zyciu moga to zbadac i wyliczyc ludzie w obserwatoriach i przy pomocy spektroskopów. Brzmi to dziwnie - ale to prawda! Jednak rozwazajac w sposób odpowiadajacy wiedzy duchowej resztki tego, co pozostalo z dawnych czasów, mozna dojsc do tych pelnych tajemnic zwiazków czlowieka z kosmosem. A wtedy przekonamy sie, ze mówie dzisiaj o tym, co moze sie okazac, kiedy z jednej strony sprawdza sie przez wiedze duchowa glebokie sprawy religijno-etyczne, a takze spoleczne znaczenie dawnej organizacji druidów, a z drugiej strony dawne zalozenia misteriów Mitry; gdyz przez to, ze pozwalamy temu snuc sie przed nasza dusza, zdobywamy punkty zaczepienia, jak wlasciwie myslec o uksztaltowaniu swieta Archaniola Michala. Szczególne znaczenie w zwiazku z misteriami druidów mial cykl wykladów, jaki przed kilkoma tygodniami prowadzilem w Penmaenmawr, w Walii, bezposrednio w tych miejscach Anglii, gdzie rozciaga sie wyspa Anglesea, gdyz jest tam pewne miejsce, gdzie posród lezacych wokól gruzów znajduje sie wiele wspomnien o dawnych miejscach ofiarnych, o miejscach misteriów druidów. Dzisiaj te pozostalosci, dawne dolmeny i kromlechy nie sa zbyt okazale. Wchodzi sie na te wzniesienia, znajduje sie tam kamienie poukladane w sposób tworzacy jakby komore, a nad tym lezy jakis wiekszy glaz; badz tez kromlechy ulozone sa w kregi - poczatkowo bylo ich zawsze dwanascie. W bezposrednim sasiedztwie Penmaenmawr mozna wspiac sie i znalezc dwa takie bezposrednio ze soba graniczace "sloneczne kregi". I wlasnie w tej szczególnej okolicy - gdzie równiez w duchowym zyciu natury tak wiele sie jeszcze dzieje i oddzialywuje inaczej niz zwykle dziala dzisiaj natura w innych miejscach - mozna z najwieksza niejako dokladnoscia sprawdzic znowu to, co wyjasnialem w wielu wykladach antropozoficznych wlasnie w odniesieniu do misteriów druidów. W miejscu, gdzie na wyspie Anglesea mialo swoja siedzibe równiez zgromadzenie króla Artura, jest rzeczywiscie szczególna duchowa atmosfera. Musze ja scharakteryzowac w sposób nastepujacy. Kiedy mówi sie o rzeczach nadzmyslowych, to nie mozna swoich mysli ksztaltowac w ten sam sposób, jak to sie czyni zwykle w zyciu lub w przypadku nauki, tworzac abstrakcyjne mysli, wyciagajac wnioski itd. Jesli jest sie jednak zdanym na to, aby mówic mniej lub bardziej abstrakcyjnie - bo taka stala sie nasza mowa - to jednak nie mozna byc abstrakcyjnym, jesli w wewnetrznej istocie swojej duszy chce sie cos przedstawiac w sposób zgodny z wiedza duchowa; wtedy wszystko musi przebiegac w obrazach. Trzeba miec w duszy obrazy, imaginacje. Oznacza to jednak cos jeszcze innego niz miec w duszy "mysli". Mysli sa w duszy niezwykle cierpliwe. Mozna je "zatrzymac", w zaleznosci od tego, czy wewnetrznie jest sie mniej lub bardziej ociezalym. Imaginacje maja zawsze wlasne zycie. Czuje sie zupelnie dokladnie, ze imaginacja przedstawia sie nam. Inaczej, a jednak podobnie jest wtedy, gdy czlowiek pisze albo rysuje, gdyz czyni sie to dusza. Jednak imaginacje nie sa czyms tak abstrakcyjnie zatrzymanym jak zwykle mysli; "pisze" sie je. W wiekszosci miejsc w Europie, gdzie cywilizacja przyjela juz tak abstrakcyjny charakter, imaginacje stosunkowo szybko przemykaja; istnieje zawsze pewna wewnetrzna walka, gdy chce sie przedstawic cos nadzmyslowego. To tak, jakby sie pisalo, a jakas demoniczna sila sprawialaby, ze to, co zostalo napisane, natychmiast by znikalo. Tak wlasnie jest z imaginacjami, które sa przezyciami duszy, przy pomocy których przedstawia sie rzeczy nadzmyslowe. Jednak duchowa atmosfera niektórych miejsc w Walii, o których wspomnialem, posiada wlasciwosc, ze imaginacje wprawdzie trudniej sie tam wpisuja w astralnosc, ale przez to dluzej pozostaja, glebiej wnikaja. Mozna to w takiej miejscowosci postrzegac wlasnie jako cos niezwyklego. I rzeczywiscie wszystko na to wskazuje, ze mozna tam równiez w bardziej duchowy sposób przebyc powrotna droge do tego, czego wlasciwie chcieli wtedy kaplani druidów - nie w czasach upadku kultu druidów, kiedy bylo to czyms dosc niesympatycznym, a nawet bardzo zlym, lecz w okresie jego rozkwitu. Trzeba sie jedynie wpatrzec w taki kromlech. Tworzy on zakryta w pewien prymitywny sposób przestrzen, która byla potrzebna kaplanowi druidów. Jesli rozwazacie swiatlo sloneczne, to poczatkowo dostrzegacie fizyczne swiatlo. To fizyczne swiatlo sloneczne jest jednak przenikniete na wskros duchowym oddzialywaniem Slonca. I zwykle mówienie o fizycznym swietle slonecznym, jak to dzisiaj czynia fizycy, byloby dokladnie tym samym, co mówienie w odniesieniu do czlowieka jedynie o jego miesniach, kosciach, krwi itd., bez uwzglednienia wladajacych w nim duszy i ducha. Swiatlo nie jest zwyklym "phos", swiatlo jest "phosphor", jest "nosicielem swiatla", ma w sobie cos aktywnego, cos zwiazanego z dusza. To, co w swietle zwiazane jest z dusza, jest niedostrzegalne dla ludzi w zwyklym swiecie zmyslów. Kiedy jednak kaplan druidów wchodzil do takiego grobowca - kromlechy, tak jak równiez inne dawne miejsca kultu, byly przewaznie grobowcami - to ustawial sie tak, aby fizyczne promienie sloneczne nie byly przepuszczane; jednak duchowe oddzialywanie slonca przechodzilo przez kromlech, a kaplan druidów byl odpowiednio przygotowany do tego, aby postrzegac to duchowe dzialanie Slonca. I w pomieszczeniu, do którego dochodzilo duchowe dzialanie sloneczne, a które eliminowalo jego fizyczne oddzialywanie, widzial on przez odpowiednio wybrane kamienie, które byly zawsze staranie dobierane. I w sposób intymny cwiczyl sie w tym ogladzie. Gdyz to, co widzi sie w takim prymitywnie zbudowanym ciemnym pomieszczeniu, jest inne w lutym, inne w lipcu czy sierpniu, inne w grudniu. W lipcu ma to lekko zóltawy odcien, natomiast w grudniu przeciwnie, jest wewnetrznie zabarwione na niebiesko. Kto moze to obserwowac, patrzy na jakosciowe zmiany, które ten cienisty obraz przyjmuje w takim ciemnym pomieszczeniu w zaleznosci od pory roku; patrzy, jak ten obraz przejmuje caly obieg roczny w duchowym dzialaniu promieni slonecznych. Urzadzenia tych slonecznych kregów ustawione sa zgodnie z dwunastoma znakami Zwierzynca. Wlasnie na górze, na która sie wspinalismy, znajdowal sie troche wiekszy sloneczny krag, a w niewielkim od niego oddaleniu nieco mniejszy. Gdyby sie wzniesc balonem i spojrzec z powietrza w dól na oba te kregi, tak aby nie dostrzegac oddalenia miedzy nimi, wtedy widzialoby sie - byloby w tym cos wzruszajacego - ten sam zarys, jaki mialo spalone Goetheanum w Dornach. Dawny kaplan druidów przechodzil szkolenie, aby w tym, co mial przed swoja dusza, móc ujrzec, ze cien Slonca inaczej padal o kazdej porze dnia i kazdej porze roku. Mógl on sledzic uksztaltowanie tego cienia i na tej podstawie dokladnie podawac: teraz jest czas marca, teraz jest okres pazdziernika. Poprzez postrzeganie - które w tym posredniczylo - tkwil w srodku tego, co dzialo sie w kosmosie, ale takze w tym, co mialo w kosmosie znaczenie dla zycia Ziemi. Pomyslcie sobie tylko, co sie dzisiaj robi, gdy chce sie okreslic wplyw zycia kosmosu na zycie ziemskie; co czynia rolnicy? Maja swój kalendarz, w którym jest podane, co nalezy w danym dniu robic. Zostal on ulozony z pewnym przyblizeniem, poniewaz dzisiaj wygasla juz istniejaca kiedys podstawowa wiedza dotyczaca tego tematu. Jednak w czasach druidów nie bylo "kalendarza", nie istnialo zadne pismo. To, co bylo znane na temat zwiazków nieba z Ziemia, kaplan druidów mógl powiedziec na podstawie swoich obserwacji Slonca. A gdy mówil: teraz Slonce jest w takim polozeniu, ze nalezy wysiewac pszenice, badz tez trzeba doprowadzic byka rozplodowego do bydla, tak czyniono. Istnial w tych czasach kult, który naprawde nie byl jakas abstrakcyjna modlitwa; byl to kult, wedlug którego organizowane bylo praktyczne zycie, w zaleznosci od tego, w jaki sposób bylo sie zwiazanym z duchowoscia wszechswiata. Odczytywano wielka mowe niebios i kierowano ja ku sprawom ziemskim. Wnikalo to az do intymnosci zycia spolecznego. Kaplan druidów - w zaleznosci od tego, co odczytal w kosmosie - podawal, co trzeba robic w tym czy innym dniu roku, aby mialo to najbardziej korzystny zwiazek z calym wszechswiatem. Byl to kult, w którym faktycznie cale zycie bylo pewnego rodzaju nabozenstwem. W przeciwienstwie do tego, dzisiejsza mistyka jest rodzajem abstrakcji, gdyz pozwala niejako panowac zewnetrznej naturze, nie troszczy sie dalej o nia, lecz wlacza tradycje i pozwala im wladac, podczas gdy sama siebie "wewnetrznie" wywyzsza, calkowicie sie w sobie zamyka i koncentruje sie w sobie, aby osiagnac abstrakcyjny zwiazek z jakas tajemnicza, mglista, boska duchowoscia. W dawnych czasach wygladalo to inaczej. Czlowiek laczyl sie poprzez kult - który mial jednak realny zwiazek z wszechswiatem - z tym, co bogowie w swiecie wypracowali i przez co nieustannie oddzialywali; a jako czlowiek na ziemi wyprowadzal to, co - przy pomocy takich urzadzen, jakie mieli druidzi - odczytywal jako wole bogów zapisana w gwiazdach. Jednak trzeba bylo najpierw odczytac to pismo gwiazd. Jest czyms niezmiernie wzruszajacym, aby wlasnie teraz, w tym miejscu i czasie, móc przeniesc sie mysla do tego, co kiedys, w okresie swietnosci kultury druidów oddzialywalo tak, jak to wlasnie przedstawilem. I wszedzie w tych okolicach znajduje sie - takze w innych okolicach, az po Norwegie - takie pozostalosci dawnej kultury druidów. Podobnie tez w Europie Srodkowej, w okolicach Niemiec az po Ren, a takze az po zachodnia Francje, znajduje sie wszedzie pozostalosci, wspomnienia dawnego kultu Mitry. Chcialbym podac tylko najbardziej istotne rzeczy z tym zwiazane. Jako zewnetrzny symbol kultu Mitry znajdziecie wszedzie byka, na którym cwaluje czlowiek, uderzajac mieczem w jego szyje, znajdziecie równiez na dole skorpiona, który kasa byka, badz weza. Jednakze wszedzie, gdzie obrazy sa kompletne, znajdziecie ten obraz byka z czlowiekiem otoczony gwiezdzistym niebem, mianowicie znakami Zwierzynca. Ponownie mozemy sie zapytac, co wyraza wlasciwie ten obraz? Tego, co wyraza ten obraz, nigdy nie zbada zewnetrzna przestarzala historia, gdyz nie moze ona przedstawic zwiazków, dzieki którym mozna dojsc do tego, co oznacza postac czlowieka na byku. Aby do tego dojsc, trzeba najpierw wiedziec, przez jakie szkolenie przechodzili ci, którzy sluzyli w kulcie Mitry. Cala ceremonie mozna bylo tak ksztaltowac, by byla piekna; ale mogla tez byc okropna i wtedy nie wynikalo z niej nic rozsadnego. Tylko ten mógl z niej wyniesc cos madrego, kto przeszedl pewne szkolenie; dlatego tez wszystkie opisy misteriów Mitry, pomimo wielu omówien, co te obrazy zawieraja, sa wlasciwie bajdurzeniem. Kto chcial sluzyc w kulcie Mitry, musial w subtelny, intymny sposób wyksztalcic swoja zdolnosc odczuwania. U adepta kultu Mitry wszystko polegalo na tym, ze wyksztalcil on swoja umiejetnosc odczuwania. Wczoraj podczas otwartego wykladu powiedzialem, ze serce czlowieka jest wlasciwie podswiadomym organem zmyslowym. Glowa postrzega nieswiadomie poprzez serce to, co zachodzi w fizycznych funkcjach dolnej czesci tulowia i piersi. Podobnie jak dzieki oczom postrzegamy zewnetrzne zdarzenia swiata zmyslowego, tak serce czlowieka jest w rzeczywistosci organem zmyslowym w odniesieniu do wspomnianych funkcji. Glowa - czyni to mianowicie mózdzek - postrzega podswiadomie poprzez serce, jak krew pochlania przerobione srodki pozywienia, jak funkcjonuja nerki, watroba itd., jak wszystko to zachodzi w organizmie. Dlatego tez dla wyzszej czesci czlowieka serce jest organem zmyslowym. Aby to serce, jako organ zmyslowy, wzniesc do pewnej swiadomosci, szkolilo sie tego, kto mial sie zajmowac kultem Mitry. Musial on zdobyc zdolnosc subtelnego, swiadomego odczuwania procesów zachodzacych w ludzkim organizmie - w watrobie, nerkach, sledzionie itd. Górny czlowiek - czlowiek glowy - musi subtelnie odczuwac, co dzieje sie w czlowieku piersi i w czlowieku konczyn. Takie szkolenie nie bylo w dawnych czasach szkoleniem jedynie rozumowym, do jakiego dzisiaj przywyklismy, lecz szkoleniem calego czlowieka, które dotyczylo przede wszystkim zdolnosci odczuwania. A gdy uczen osiagnal wymagana dojrzalosc, mógl - tak jak my w oparciu o postrzeganie zewnetrznymi oczami mówimy: "to sa chmury deszczowe" albo "to jest niebieskie niebo" - powiedziec: teraz zachodzi taki rodzaj przemian w moim organizmie, a teraz inny. Procesy zachodzace w ludzkim organizmie tylko w abstrakcyjnym rozwazaniu sa takie same przez caly rok. Gdy wiedza dojdzie kiedys ponownie do rzeczywistej prawdy o tych rzeczach, to ludzie beda bardzo zdziwieni, ze mozna zbadac - nie w taki toporny sposób, jak przy pomocy dzisiejszych czulych instrumentów, lecz zupelnie inaczej - i ustalic u czlowieka, jak jego krew sie zmienia, jak inaczej przebiega u niego trawienie w styczniu i we wrzesniu; tak wiec serce jako organ zmyslowy jest wspanialym barometrem obiegu cyklu rocznego w ludzkim organizmie przemiany materii. Adept kultu Mitry szkolony byl, aby w samym sobie postrzegac cykl roczny przez organizacje serca, przez wiedze serca, która dociera do niego poprzez trawienie przemienionego pozywienia w organizmie oraz przyjmowanie przez krew tego, co zostalo przetrawione. A w tym, co wtedy postrzegano, ukazuje sie wlasciwie w czlowieku, w ruchu wewnetrznego czlowieka, caly obieg zewnetrznej natury. Ach, czym jest nasza abstrakcyjna wiedza - gdy tak dokladnie opisujemy rosliny i komórki roslinne, zwierzeta i zwierzece tkanki - wobec tego, co kiedys w bardziej instynktowny sposób bylo dane, gdy caly czlowiek mógl stac sie organem poznania, gdy jako uczen kultu Mitry mógl wyksztalcac swoja zdolnosc odczuwania jako organ poznania! Czlowiek nosi w sobie zwierzeca nature, a nosi ja naprawde w bardziej intensywny sposób, niz to sie zazwyczaj uwaza. Tego, co dzieki wiedzy serca postrzegal adept kultu Mitry, nie da sie przedstawic inaczej niz jako byka. A przemoc, która dziala poprzez czlowieka przemiany materii oraz czlowieka konczyn i jest jedynie poskramiana przez górnego czlowieka, ta przemoc bedzie przestawiona przez to wszystko, co jako skorpion lub waz figuruje wokól byka; a wlasciwy czlowiek w swojej ulomnosci siedzi w górze z prymitywna wladza, gdy mieczem Archaniola Michala godzi w szyje byka. Ale cóz trzeba tam pokonac, jak przedstawia sie to w obiegu roku, to wie tylko ten, kto byl w tym celu szkolony. Dopiero teraz symbol ten zdobywa swoje znaczenie. Z tym, co czlowiek dzisiaj zazwyczaj wie, mozna tak wiele obejrzec lub chciec przedstawic w sposób malarski: ale nic z tego nie wychodzi. Udaje sie to dopiero wtedy, gdy posiada sie nieco znajomosci na temat wiedzy serca dawnych uczniów Mitry. I czlowiek tak naprawde studiuje wtedy, gdy swoim sercem ujrzy sam siebie, gdy ujrzy ducha rocznego obiegu Slonca poprzez Zwierzyniec. Dlatego bylo to w pelni uzasadnione - i w ten sposób zdobywalo sie doswiadczenie, ze czlowiek jako wyzsza istota "ujezdza" swoja nizsza nature - aby wokól czlowieka koliscie przyporzadkowac kosmos, gdyz w ten sposób dowiadywano sie o duchowosci kosmosu. Rzeczywiscie, im bardziej wnika sie przez ponownie wznoszaca sie wiedze duchowa w to, co wydobywa na swiatlo dzienne dawne pólswiadome, sniace, ale jednak jasnowidzenie, ma sie w stosunku do tego coraz wiekszy respekt. Czlowiek staje naboznie wobec dawnych kultur, jesli glebiej w nie wniknie i ponownie moze odkryc, ze kult Mitry byl na przyklad po to, aby dawny kaplan Mitry, wnikajac w cykl obiegu rocznego, mógl przekazac swojej wspólnocie, co trzeba robic w kazdym poszczególnym dniu roku. Kult Mitry byl wiec po to, aby zbadac w niebie, co trzeba zdzialac na ziemi. Pomyslcie tylko, jaki entuzjazm, jaka impulsywnosc nioslo to dla czynów na ziemi, gdy wychodzilo sie z takiej wiedzy i z tym, co niosly te impulsy, wkraczalo sie w poszczególne sfery zycia. Czlowiek czul sie aktywny, gdy w kazda czynnosc wplywaly impulsy, które najpierw odkrywane byly w wielkim kosmicznym pismie, które odczytywane byly z wszechswiata. Wedlug dzisiejszych pojec jest to dla nas niesympatyczne i niesluszne, ale dla dawnych pojec bylo to dobre. Jednak, zachowujac ostroznosc, trzeba sobie uswiadomic, co to znaczy odczytac w niebie to, co ma sie dziac na ziemi w ludzkim zyciu i zjednoczyc sie z boska wiedza, zamiast dyskutowac w stylu Adama Smitha albo Karola Marksa o tym, co jest do zrobienia odnosnie zycia spolecznego. Dopiero stawiajac przed dusza te przeciwienstwa mozna madrze wniknac w to, jakie nowe impulsy potrzebne sa dzisiaj w zyciu spolecznym. Dopiero po opanowaniu tych podstaw zdobedzie sie prawidlowy nastrój duszy do zdobycia wiedzy o Ziemi w przestrzeni swiata; aby nie patrzec juz na Marsa, Wenus czy Saturna w sposób, jak to zazwyczaj sie czyni, uzywajac jedynie abstrakcyjnych obliczen lub spektroskopu, lecz zastosowac srodki tkwiace w imaginacji, inspiracji i intuicji. Juz na podstawie imaginacji dochodzi sie do tego, ze ciala niebieskie sa czyms innym, niz wydaja sie byc w ogladzie zmyslowym lub przy pomocy narzedzi dostepnych dzisiejszej astronomii. Np. Ksiezyc przedstawia sie dzisiejszym astronomom jako juz dawno utworzone mineralne cialo niebieskie, odbijajace - jak pewnego rodzaju zwierciadlo - sloneczne swiatlo, które w pewnych warunkach pada na ziemie. Nie troszczymy sie zbytnio o dzialanie tego swiatla slonecznego. Przez pewien czas laczylo sie te sprawy z pogoda. Oczywiscie, calkiem rozumni ludzie dziewietnastego wieku nie wierzyli jednak w zwiazki faz Ksiezyca z pogoda; jednak ci, którzy mieli niewielki mistyczny slad w swojej duszy, jak np. Gustaw Theodor Fechner, wierzyli w to. Czesto opowiadalem w naszych kregach historie, jak na pewnym uniwersytecie dzialali razem Schleiden, wielki botanik dziewietnastego wieku, oraz Gustaw Theodor Fechner. Schleiden traktowal oczywiscie jako zabobony to, ze Fechner robil staranne statystyczne zestawienia, ile wody deszczowej przypadalo w czasie pelni, a ile w czasie nowiu Ksiezyca. Dla profesora Schleidena wypowiedzi Gustawa Theodora Fechnera na temat wplywu Ksiezyca na pogode byly czystym zabobonem. Pewnego razu zdarzyla sie jednak rzecz nastepujaca. Obaj profesorowie mieli zony, a wówczas w Lipsku do prania zbieralo sie jeszcze deszczówke. Stawialo sie naczynie, w którym zbieralo sie wode deszczowa. Zbierala ja oczywiscie zarówno zona profesora Fechnera jak i zona profesora Schleidena. Gdyby wszystko odbywalo sie w sposób naturalny, to wlasciwie zona prof. Schleidena powinna powiedziec: to glupota, azeby dopatrywac sie zwiazku faz ksiezyca z iloscia deszczówki. Jednak pomimo tego, ze prof. Schleiden okreslil jako glupote przedstawianie na ten temat powaznych opracowan, pomiedzy pania Schleiden a pania Fechner doszlo do okropnej klótni, gdy obie jednoczesnie chcialy napelniac deszczówka w tym samym miejscu swoje naczynia! Kobiety wiedzialy z praktyki, jak wyglada sprawa z woda deszczowa, podczas gdy ich mezowie zachowywali sie w zupelnie inny sposób na swoich katedrach. Z zewnetrzna strona Ksiezyca jest wiec tak, jak to przedstawilem. Ale zwlaszcza, gdy przechodzi sie od imaginacji do inspiracji, to niejednemu przedstawia on od razu swoja duchowa tresc. Duchowa zawartosc Ksiezyca nie jest po prostu czyms, co rozumie sie w sensie abstrakcyjnym, lecz jest to rzeczywiste zasiedlenie Ksiezyca; w duchowym ogladzie Ksiezyc przestawia sie jako pewnego rodzaju twierdza w kosmosie. Odbija on na Ziemie nie tylko promienie sloneczne, lecz takze zewnetrzne oddzialywanie Uniwersum; wewnatrz Ksiezyca istnieje zamkniety swiat, do którego mozna dzisiaj dotrzec tylko wtedy, gdy wzniesie sie w pewnym sensie do duchowosci. Mozecie przeczytac niektóre wzmianki, jakie znajduje sie w dawnej literaturze na temat zwiazków Ksiezyca z innymi jestestwami w kosmosie i porównac z tym, co obecnie na temat istoty Ksiezyca moze powiedziec antropozofia. Czesto slyszelismy, jak cofajac sie w rozwoju ziemi dochodzi sie do dawnych czasów, gdy ludzie posiadali nie tylko instynktowna madrosc, o której równiez dzisiaj juz mówilem, lecz kiedy nauczycielami byly wyzsze duchowe jestestwa, które nigdy nie przybieraly fizycznego ciala, oraz takie jestestwa, które przybieraly jedynie postac ciala eterycznego. Ich nauki w odniesieniu do ludzi powstawaly w ten sposób, ze jestestwa te nie przemawialy do ludzi, tak jak my dzisiaj mówimy, lecz oddawaly sie im wewnetrznie, wszczepialy to niejako ich cialom eterycznym. Ludzie wiedzieli, ze te wyzsze jestestwa istnieja, tak jak i my wiemy, ze istnieje fizyczny nauczyciel, wiedzieli równiez, ze te istoty istnieja w duchowym bycie wokól czlowieka. Do tej nauki wyzszych duchowych istot prowadzi z powrotem to wszystko, co w samym kosciele katolickim uznane jest za pramadrosc ludzkosci, ta pradawna madrosc, która kiedys istniala, a której Wedy i filozofia Wedanty sa jedynie odbitym cieniem. Madrosc, która nigdy nie zostala zapisana, istniala tak, ze czlowiek nie myslal o niej, lecz ona dorastala w czlowieku. Wplywu pradawnych nauczycieli nie powinnismy sobie wyobrazac jako demonstracyjnego wykladu. Gdy dzisiaj, jako dzieci, uczymy sie mówic, nasladujemy starszych bez zadnego szczególnego wykladu; wiele rzeczy rozwijamy, jakby wyrastalo to z naszego wnetrza. Podobnie tez w dawnych czasach tajemniczy wplyw pradawnych nauczycieli na ludzi istnial nie jako abstrakcyjny wyklad, ale czlowiek po prostu w okreslonym wieku wiedzial to. Tak jak dzisiaj wyrastaja czlowiekowi w odpowiednim wieku zeby albo dojrzewa plciowo, tak i wtedy dojrzewal do tej wiedzy w podobny sposób. (Niektórzy studenci, jak sadze, byliby bardzo zadowoleni, gdyby jeszcze dzisiaj wiedza tak po prostu wchodzila do glowy, bez szczególnego wysilku z ich strony!) Byla to jednak zupelnie inna wiedza niz dzisiejsza. Stanowila organiczna sile w czlowieku, zwiazana z silami wzrostu itd. Ta pradawna madrosc miala wiec zupelnie inny charakter, a to, co w zwiazku z ta wiedza sie dzialo, moge przedstawic jedynie przez porównanie. Wyobrazcie sobie, ze najpierw nalewam do szklanki jakas ciecz, a nastepnie dodaje do niej sól. Rozpuszczam sól i powstaje metna ciecz; nastepnie powoduje, ze sól wytraca sie na dole w postaci osadu, a u góry pozostaje ciecz. Ta ciecz u góry jest wtedy czystsza, jasniejsza, a na dole pozostaje gestszy osad. Jezeli chce teraz przedstawic to, czym ludzie z biegiem czasu przetkali dawna madrosc, to jest to mieszanka zupelnie czystej duchowosci i fizycznej zwierzecosci. Gdy dzisiaj myslimy, to wierzymy, ze te abstrakcyjne mysli, ot tak sobie wladaja, niczego w nas nie stanowiac, oraz ze np. oddychanie i obieg krwi tez jest czyms samym w sobie. Jednak dla pradawnego czlowieka we wczesniejszych czasach ziemi to wszystko bylo caloscia: musial przeciez oddychac i krew krazyla w nim, a w krazeniu krwi wyrazalo sie jego "chcenie". Potem doszlo do tego, ze myslenie ludzi, które coraz bardziej zwiazane bylo z glowa, stawalo sie coraz czystsze, podobnie jak ciecz w szklance, a w dole tworzyl sie niejako "osad". To tak, jak gdyby pradawni nauczyciele coraz bardziej wycofywali sie z ziemi, jak gdyby ta pradawna madrosc nie byla juz dawana w dawnej postaci. A dokad wycofaly sie jestestwa bedace pradawnymi nauczycielami? Znajdziemy je ponownie w tej ksiezycowej twierdzy! Sa tam wewnatrz i wioda swój dalszy byt. A na ziemi jako "osad" pozostal obecny charakter sil rozrodczych. Sily rozrodcze nie posiadaly jeszcze dzisiejszej formy, gdy na ziemi istniala pradawna madrosc; staly sie takie dopiero jako osad. Nie chce przez to powiedziec, ze sa one czyms zlym, jednak sa osadem w tym znaczeniu, a tym, co w górze stanowi niejako ciecz rozpuszczajaca, jest nasza dzisiejsza abstrakcyjna madrosc. Widzimy wiec, jak wraz z rozwojem ludzkosci z jednej strony wznosila sie duchowosc, w abstrakcyjnym znaczeniu, a z drugiej strony tworzyla sie jako osad zwierzecosc. W ten sposób stopniowo zdobywa sie wyobrazenie o duchowej zawartosci Ksiezyca. Ludzie posiadali taka wiedze - wtedy miala ona jednak bardziej proroczy charakter - w instynktownym jasnowidzeniu. Podobnie jak mówi sie o Ksiezycu, wlasnie w taki sposób, ze wskazuje sie niejako na jego duchowosc, na jego "zasiedlenie", mozna takze mówic o Saturnie. Poznajac Saturna poprzez starania wiedzy duchowej - co w niewielkim stopniu mozliwe jest dzieki imaginacji, ale w wiekszej mierze osiaga sie to przez inspiracje i intuicje - coraz bardziej zaglebia sie we wszechswiecie i sledzi sie zmyslowy proces postrzegania. Czlowiek przezywa zmyslowy proces postrzegania, widzi jakas rzecz, a nastepnie czuje czerwien tej rzeczy. Jest to jednak cos innego niz mozna znalezc w moich ksiazkach, gdy dzieki opisanym metodom mozna wyjsc z fizycznego ciala i ogladac, jak dana rzecz dziala na ludzki organizm, gdy wznoszac sie od wewnatrz, mozna ogarnac sily eteryczne tego, co rozgrywa sie jako fizyczny proces, jako np. fizyczno-chemiczny proces w oku przy postrzeganiu. Chcialbym powiedziec, ze zwykle przedstawianie sie swiata w postrzeganiu - równiez w naukowej obserwacji - "nie dotyczy" zbytnio czlowieka. Gdy jednak wyjdzie sie z siebie w ten sposób i ma sie przed soba siebie w swoim ciele eterycznym, a takze moze jeszcze w ciele astralnym, a nastepnie widzi sie, jak taki zmyslowy proces postrzegania lub poznania powstawal, to pomimo tego, ze czlowiek opuscil jako istota duchowa swoje fizyczno-zmyslowe cialo, czuje wtedy potezny, intensywny proces zachodzacy w jego duchowosci. To, co sie wtedy przezywa, jest rzeczywiscie "przezyciem ekstazy". Swiat staje sie wielki. To, co normalnie widzi czlowiek na zewnetrz w zewnetrznie objawionym obrazie gwiazd jako Zwierzyniec, powstaje jako cos, co wznosi sie od wewnatrz. Gdyby ktos powiedzial, ze u kogos, kto tak mówi, powstaja reminiscencje, to czlowiek taki nie zna tego przezycia, Gdyz to, co wtedy powstaje, nie stanowi zadnych reminiscencji. Sa to potezne imaginacje przesnute intuicjami, zaczyna sie widziec od wewnatrz to, co normalnie widzialo sie tylko z zewnatrz. Czlowiek zostaje wpleciony w tajemnice Zwierzynca. I z wnetrza Uniwersum, gdy uchwyci sie odpowiedni moment, moze sie komus rozjasnic np. tajemnica Saturna w swoim przejsciu przez obrazy Zwierzynca. Umiejetnosc czytania w kosmosie powstaje dzieki temu, ze znajduje sie metody, aby z obrazów Zwierzynca odczytac przeszlosc wewnetrznie ujrzanych cial niebieskich. To, co komus mówi poszczególna planeta, stanowi dla niego samogloski pisma wszechswiata; natomiast to, co tworzy sie wokól samoglosek, gdy planeta przechodzi przez obrazy Zwierzynca, daje spólgloski, jezeli moge wyrazic sie w tak porównawczy sposób. Czlowiek rzeczywiscie uczy sie poznawac istote planet, gdy zdobywa moznosc takiego sposobu widzenia od wewnatrz, w jaki normalnie widzi jedynie z zewnatrz. Jest to droga, aby poznac np. prawdziwa wewnetrzna istote Saturna. Wtedy okazuje sie, ze jest on zasiedlony, ze jest "przechowalnia pamieci" naszego systemu planetarnego; duchy Saturna przechowuja w poteznej kosmicznej pamieci to wszystko, co wydarzylo sie w naszym systemie planetarnym od pradawnych czasów. Kto pragnie studiowac, czym jest historyczny, wielki kosmiczno-historyczny proces naszego systemu planetarnego, nie powinien na ten temat spekulowac, tak jak to czynili Kant i Laplace mówiac, ze byla jakas mglawica, która gestniala i przeszla w ruch spiralny, w wyniku czego oderwaly sie planety, a w srodku pozostalo Slonce i wokól niego kraza planety. Juz czesto mówilem na ten temat i powiedzialem: to pieknie, gdy przedstawiajac taki eksperyment dzieciom, umieszcza sie na powierzchni cieczy kropelke oliwy, przebija sie kartke od góry szpilka i wprowadza sie krople oliwy w ruch obrotowy, tak ze odrywaja sie od niej malenkie kropelki oliwy... i moze to i dobrze, gdy sie w zyciu czasem o czyms zapomni; nie powinno sie jednak w takim przypadku zapominac o tym, co samemu robilo sie przy tym eksperymencie, ze samemu wprowadzilo sie krople oliwy w ruch obrotowy. I odpowiednio do teorii Kanta - Laplacea nie nalezy zapominac, kto tym kreci; musialby byc we wszechswiecie ogromny, potezny "Pan Nauczyciel", który krecilby ta szpilka. Dopiero wtedy mówiloby sie prawdziwie i uczciwie. Sposób, w jaki dzisiejsza nauka mówi o tych sprawach, nie jest uczciwy. Przedstawilem Wam, jak dochodzi sie w rzeczywistosci do tego, aby zobaczyc, co zyje w planetach, co zyje w ogóle w tworach niebieskich. Studiujac Saturna mozna dowiedziec sie o historycznych dziejach powstania naszego systemu planetarnego. Duchowa wiedza moze wiec ponownie dac w ujeciu duszy to, co czlowiek moze przejsc jako doswiadczenie kosmiczne. Dzisiaj mówimy wlasciwie tylko o ziemskich doswiadczeniach. Doswiadczenie kosmiczne prowadzi nas do wspólprzezywania kosmosu. I dopiero, gdy wspólprzezyjemy kosmos, zdobedziemy duchowy instynkt do poznania tego, czym jest obieg roczny, w który jestesmy wpleceni naszym organicznym oraz spolecznym zyciem; zdobedziemy instynkt do poznania tego, ze ziemia powiazana jest zupelnie innymi stosunkami z kosmosem w okresie od wiosny do lata, zupelnie innymi stosunkami w okresie od lata do jesieni, a jeszcze innymi w okresie zimy. Zdobedziemy wtedy pewien zmysl odczuwania tego, ze zycie na ziemi inaczej wnika, gdy jest wiosna z tym wszystkim, co kielkuje i puszcza pedy, a inaczej przebiega, gdy nadchodzi jesien wraz z zamieraniem w przyrodzie; otrzymamy zmysl odrózniania natury budzacej sie na wiosne od zasypiajacego bytu natury jesienia. Czlowiek stanie sie przez to ponownie dojrzaly do tego, aby swieta, które moga miec swoje spoleczne znaczenie, tak polaczyc z natura, jak sily natury organizuja przez jego fizyczna organizacje rytm oddychania i obieg krwi. Gdy wnikamy w to, co znajduje sie wewnatrz naszej skóry, to zyjemy w oddechu i obiegu krwi. Jestesmy tam czlowiekiem fizycznym i tym, co sie w nas dzieje, nalezymy do wszechswiata. Zyjemy jednak równiez na zewnatrz i jestesmy wpleceni w zewnetrzna nature tak samo, jak do wewnatrz wpleceni jestesmy w nasz oddech i obieg krwi. A czym jest tak naprawde czlowiek w swojej swiadomosci? Tak, wlasciwie to jest jak dzdzownica, ale taka dzdzownica, dla której nigdy nie pada deszcz. To tak pieknie, gdy pójdzie sie w okolice, gdzie sa duze opady deszczu; wylaza wtedy dzdzownice i trzeba uwazac, gdy lubi sie zwierzeta, aby ich nie rozgniesc. I wtedy mysli sie: biedne malenstwa, zawsze musza byc pod ziemia; wychodza na powierzchnie jedynie w czasie deszczu, a gdy nie pada, to pozostaja w ziemi. Dzisiejszy materialistyczny czlowiek pozostaje taka dzdzownica, dla której nigdy nie pada deszcz. Bo chcac zrobic porównanie, "deszcz" dzdzownic musimy przyrównac do wnikajacego blasku duchowego poznania; gdyz normalnie grzebiemy sie zawsze w dole, gdzie nigdy nie ma swiatla. Ludzkosc musi dzisiaj przezwyciezyc nature dzdzownicy! Musi wyjsc z tego, musi wyjsc na swiatlo, na duchowe swiatlo dnia. A wolanie o swieto Archaniola Michala jest wolaniem o duchowe swiatlo dnia! Chcialem Wam na to wskazac, zanim bede mówil o tym, jak mozna zainaugurowac swieto Archaniola Michala jako swieto o szczególnym znaczeniu, równiez w sensie spolecznym.

 

 

Duchowosc ziemi i duchowosc czlowieka

 

Drodzy przyjaciele! Wszystkie rozwazania, które przedstawilem Wam tutaj w ostatnich dniach, mialy na celu pokazanie, jak czlowiek z mieszkanca ziemi moze ponownie stac sie mieszkancem kosmosu, jak moze rozszerzyc horyzont swojego zycia na przestrzenie swiata, jak w sferze ziemskiej zycie moze przez to osiagnac nie tylko wzbogacenie, lecz zwiekszyc takze intensywnosc wewnetrznych impulsów. Ostatnim razem mówilem o tym, ze rzeczywisty oglad duchowy prowadzi ludzi do ujrzenia, iz planety naszego systemu sa nie tylko cialami fizycznymi, o których mówi dzisiejsza astronomia, lecz moga stac sie dla nas rzeczywiscie swiadomym objawieniem duchowych jestestw. Mówilem w ten sposób o Ksiezycu i Saturnie. Ze wzgledu na ograniczony czas tych rozwazan nie moge oczywiscie omówic wszystkich poszczególnych planet, nie jest to zreszta naszym obecnym tematem. Chcialbym jedynie wskazac na to, jak mozna poszerzyc pojmowanie ludzkiej duszy z obszaru ziemi na przestrzen wszechswiata. Dla niektórych ludzi dopiero wtedy stanie sie mozliwe potraktowanie zewnetrznego swiata jako nalezacego do nich, podobnie jak traktuja oni - jako nalezace do nich - swój oddech, swoje krazenie krwi itd. Dzisiejsza wiedza przyrodnicza traktuje nasza ziemie, jakby byla ona zwyklym mineralnym, martwym cialem. W dzisiejszej cywilizacji czlowiek w ogóle nie zastanawia sie nad tym, ze rozwazajac cos np. z punktu widzenia kosmologicznego, nie ma przed soba zadnej rzeczywistosci. Jezeli chodzi o odczucie rzeczywistosci, to dzisiejsze pojmowanie duszy jest wyjatkowo przytepione. Czlowiek uwaza za "rzeczywisty" na przyklad krysztal soli, uwaza za rzeczywista "róze", jednak nie odróznia tych dwóch rzeczywistosci. A przeciez krysztal soli jest zamknieta w sobie rzeczywistoscia, która moze powstac sama. Natomiast róza posiada egzystencje jedynie wtedy, gdy rosnie na krzewie rózanym. Róza - mam tu na mysli kwiat rózy - nie moze powstac sama na zewnatrz. Kiedy wiec mamy wyobrazenie rózy, która moze nam sprawiac radosc, to jesli tylko mozemy zrealizowac to wyobrazenie zewnetrznie, mamy wtedy pewna abstrakcje, nawet jesli mozemy ja dotknac; nie mamy natomiast zadnej prawdziwej rzeczywistosci, która posiada jedynie krzew rózy. I tak samo niewiele prawdziwej rzeczywistosci ma ziemia - z jej prastarymi pokladami kamiennymi, skalami wapiennymi oraz lupkowymi - o której opowiada nam dzisiaj zewnetrzna nauka, gdyz takiej ziemi nie ma, ona jest tylko wymyslona. A rzeczywista ziemia, czyz nie wytworzyla roslin, czyz nie wydala na swiat zwierzat oraz ludzi? To nalezy do ziemi tak samo, jak krystaliczny lupek górski, a gdy rozwazamy ziemie skladajaca sie jedynie ze skal, to nie jest to zadna ziemia. To, co zewnetrzna nauka przyrodnicza opowiada dzisiaj o geologii jakiegos miejsca, to nie jest zadna realnosc. W naszym ostatnim rozwazaniu chodzi wlasciwie o to, aby postepowac nie tylko logicznie, lecz zgodnie z rzeczywistoscia. Moglibysmy dzisiaj powiedziec, ze ujawnione pomylki wspólczesnej nauki niewiele nas wlasciwie obchodza; to, co latwe do obalenia, niewiele nas krepuje. Najgorsza rzecza w dzisiejszej wiedzy, w dzisiejszym poznaniu jest to, co pozornie nie daje sie obalic. Widzicie, nalezy to rzeczywiscie do królestwa ducha, aby dokladnie poznac, aby uwzglednic wszystkie rzeczy, które np. dzisiejsza geologia zalicza do powstania ziemi, do powstania ziemi przed tylu to a tylu milionami lat. Jednak obliczenia te róznia sie w szczególach miedzy soba. Niektórzy geolodzy mówia o dwudziestu milionach lat, inni o dwustu milionach; ale dwadziescia albo dwiescie milionów stalo sie dzisiaj dla ludzi drobnostka w innych dziedzinach. Pomimo tego, ze ludzie ci dochodza do tak rozbieznych wyników, metoda obliczen, jaka sie stosuje, budzi pelen respekt. Jest przeciez dokladna i precyzyjna. Ale jaka ona jest? Taka sama, jak gdybym badal ludzkie serce dzisiaj, a nastepnie po miesiacu i przez rózne - powiedzmy "subtelne" - badania doszedlbym do okreslenia zmian, jakie zaszly w nim w ciagu miesiaca. Nastepnie obserwowalbym ponownie, jakie zmiany zaszly w kolejnym miesiacu itd. To znaczy, stosowalbym do ludzkiego serca te same metody, jakie stosuja geolodzy do obliczania okresu czasu na przestrzeni milionów lat; oblicza sie to na podstawie "warstw osadowych" w pokladach ziemi, aby na podstawie tego - ujmujac w podobny sposób niewielkie zmiany - okreslic dane liczbowe. Ale jak mam teraz postepowac z wynikami, które uzyskalem o zmianach w ludzkim sercu? Moge zastosowac te metody i wyliczyc, jak to serce wygladalo przed trzystu laty, a takze jak bedzie wygladac po nastepnych trzystu latach. Wyliczenia moga sie zgadzac; tylko ze serca nie bylo przed trzystu laty i nie bedzie go za nastepnych trzysta lat! Najmadrzejsze, dokladne metody obliczen moga prowadzic do tego, ze dzisiaj nauka geologiczna wyprowadza dane o tym, jak wygladala ziemia przed trzema milionami lat, kiedy nie nastapil jeszcze sylur itd. Wyliczenia moga sie zgadzac, tylko ze nie bylo jeszcze wtedy tej ziemi. Podobnie mozna dzisiaj wyliczyc - czynia to fizycy - jak zmienia sie rózne substancje po dwudziestu milionach lat. Na tym polu niezwykle interesujace badania i wyniki podali amerykanscy badacze, jak np. bedzie wygladalo wtedy bialko; tylko ze ziemi, jako fizycznego ciala, juz nie bedzie. A wiec najbardziej niebezpieczne sa logiczne metody, dokladnosc, gdyz nie daja sie obalic. Nie mozna obalic danych, gdyby sie wyliczylo, jak wygladalo serce przed trzystu laty, jesli metoda jest prawidlowa, albo tego, jak wygladala ziemia przed dwudziestoma milionami lat; nie mozna tez nic zrobic, gdy zalezy nam na "obalaniu takich teorii". Musimy po prostu myslec w sposób zgodny z rzeczywistoscia, musimy zdobyc swiatopoglad odpowiadajacy rzeczywistosci. Wlasnie wiedza duchowa we wszystkich dziedzinach dochodzi do takiego wszechstronnego ujecia rzeczywistosci. I poprzez metody, jakie Wam wczoraj przedstawilem, przez metody polegajace na wewnetrznym przepracowaniu, dzieki czemu - jak pokazalem wczoraj - poznaje sie duchowe istoty Ksiezyca i Saturna, przez takie metody uczy sie poznawac nie tylko stosunek ziemi do jej wlasnych istot, lecz zwiazek kazdej istoty wszechswiata z istota kosmosu. Wszedzie we wszechswiecie zawarta jest w materialnosci - która jest tylko zewnetrznym wyrazem tego co duchowe - wlasnie duchowosc. Imaginacja, inspiracja i intuicja wszedzie znajduje - w tym, co poznawalne zmyslami, w tym, co fizyczne - duchowosc; odnajduje jednak te duchowosc nie tak po prostu, by mozna ja bylo ujac w ostrych zarysach, lecz odnajduje ja w bezustannym ruchu, w nieustajacym zyciu. I wlasnie to, co geologia opisuje nam jako skaly, nie zawiera zadnej rzeczywistosci, bowiem ziemia, jesli chce sie ja ujac w jej calej rzeczywistosci, musi byc potraktowana z wytworzonymi przez nia roslinami, zwierzetami i fizycznymi ludzmi, musi byc ujeta jako zewnetrzne uksztaltowanie duchowosci. Poznajmy najpierw przez imaginacje, ze duchowosc ziemi rózni sie jednak pod pewnym wzgledem - jesli wolno mi sie tak wyrazic - od duchowosci czlowieka. Gdy mam przed soba czlowieka, to patrzac na niego dostrzegam wiele róznorodnych aspektów zwiazanych z zewnetrzna strona jego istoty. Widze, jak chodzi, slysze, jak mówi; dostrzegam jego rysy twarzy, gesty jego ramion i dloni. To wszystko prowadzi mnie jednak do poszukiwania czegos zwiazanego z duchem i dusza, co w nim panuje. O ile wlasnie w tym przypadku instynkt musi poszukiwac w zamknietej istocie ludzkiej czegos jednolitego, co zwiazane jest z duchem i dusza, to przy rozpatrywaniu ziemi poznanie imaginatywne nie odnajduje jednolitej ziemskiej duchowosci, lecz znajduje ziemska duchowosc wlasnie jako wielosc, jako róznorodnosc. Nie nalezy uciekac sie do analogii z duchowoscia czlowieka i ograniczac sie do jednego ducha ziemi; rzeczywiste poznanie ukazuje róznorodnosc ziemskiej duchowosci, duchowych istot, które zyja niejako w królestwie natury ziemi. Te duchowe jestestwa powoduja wlasnie zycie, sa w procesie stawania sie. Spójrzmy teraz, co postrzega imaginacja wspomagana przez inspiracje w rozwoju ziemi w czasie roku. Skierujmy najpierw spojrzenie duszy na okres zimy. Ziemia pokrywa sie zewnetrznie lodem i sniegiem; pedy roslin, tych niejako istot ziemskich, przyjmowane sa z powrotem do ziemi. Wlasnie to, co kielkujac zwiazane jest z ziemia- mozemy pominac tutaj swiat zwierzat i ludzi - wciaga ziemia z powrotem do swojego wnetrza. W odróznieniu do wypuszczajacego pedy i kielki zycia wiosny i lata, w zimie poznajemy zamierajace zycie. Co oznacza jednak to zamierajace zycie w czasie zimy w ujeciu duchowym? Oznacza, ze duchowe jestestwa, które mozemy okreslic jako duchowe istoty elementarne - które sa czyms ozywiajacym, gdyz ozywiaja rosliny - powracaja do ziemi, sa wewnetrznie gleboko zwiazane z ziemia. Taki jest imaginatywny obraz ziemi w czasie zimy; ziemia przyjmuje niejako swoje istoty elementarne, chowa je w swoim ciele. Ziemia jest w czasie zimy "najbardziej duchowa", to znaczy najbardziej przepelniona swoimi duchowymi jestestwami elementarnymi. U kogos, kto ma taki oglad, przechodzi to - podobnie jak kazdy oglad ponadzmyslowy - w odczucie, w uczucie. Patrzy on na ziemie w czasie zimy odczuwajac to i mówi: tam, gdzie lezy pokrywa sniegu, cialo ziemi przykryte jest tak, ze zyja w nim wlasnie duchowe istoty elementarne. Kiedy nadchodzi wiosna, wtedy powinowactwo istot elementarnych z ziemia zmienia sie w powinowactwo z otoczeniem kosmicznym. To, co w czasie zimy powodowalo pewien gleboki zwiazek tych istot z ziemia, podczas wiosny wiaze je z otoczeniem kosmicznym; istoty elementarne uchodza z ziemi. A wiosna polega wlasciwie na tym, ze ziemia pozwala istotom elementarnym oddac sie kosmosowi. W zimie istoty elementarne potrzebuja spokoju w lonie ziemi; na wiosne musza przenikac przez powietrze, przez atmosfere, prowadzone sa przez duchowe sily systemu planetarnego, przez duchowe sily Merkurego, Marsa, Jupitera itd. Wszystko, co moze dzialac na duchy ziemi z ukladu planetarnego, nie oddzialuje w czasie zimy, zaczyna oddzialywac na wiosne. Mozemy tu zaobserwowac rzeczywiscie pewien proces kosmiczny, który ma bardziej duchowy charakter niz podobny proces w czlowieku, który jest bardziej materialny: proces oddychania. Wdychamy zewnetrzne powietrze, zatrzymujemy je w naszym ciele, a potem wydychamy je ponownie. Wdech, wydech - jest to skladnik ludzkiego zycia. Ziemia w czasie zimy "wdycha" cala swoja duchowosc; gdy nadchodzi wiosna, ponownie zaczyna w "wydechu" oddawac swoja duchowosc w kosmos. Czlowiek odczuwal to w bardzo dawnych czasach rozwoju ludzkosci; bylo to jeszcze pewnego rodzaju instynktowne jasnowidzenie. Pózniej odczuwal ten nastrój bytu ziemskiego w czasie zimowego przesilenia slonca w swietach Bozego Narodzenia. Gdy ziemia jest najbardziej przeduchowiona, wtedy powinien przechowywac tajemnice Bozego Narodzenia. Zbawiciel mógl sie bowiem polaczyc tylko z taka ziemia, która przyjela w swoje lono cala swoja duchowosc. Natomiast dla tego swieta, w którym powinno ozyc odczucie, ze czlowiek nalezy nie tylko do ziemi, lecz do calego wszechswiata, ze jako mieszkaniec ziemi moze obudzic swoja dusze na caly wszechswiat, dla tego swieta Zmartwychwstania jedynym odpowiednim okresem mogla byc tylko ta pora roku, kiedy cala duchowosc ziemi wyplywa w kosmos. Dlatego tez swieto Bozego Narodzenia postrzegamy jako polaczenie z rzeczywistoscia ziemska w czasie zimowej ciemnosci ziemi, w pewnym sensie ze snem ziemi; a Wielkanoc, w przeciwienstwie do tego, postrzegamy jako swieto tak wpisane w obiegu roku, ze laczymy je nie z ziemskimi sprawami, lecz z kosmicznymi: czas Wielkanocy okresla pierwsza niedziela po pierwszej wiosennej pelni ksiezyca. Tak wiec w dawnych czasach gwiazdy musialy czlowiekowi powiedziec, kiedy powinno byc swieto Wielkanocy, gdyz cala ziemia otwiera sie wtedy na kosmos. Trzeba bylo siegnac po pismo kosmosu jako pomoc, czlowiek musial zauwazyc wtedy, ze jest istota ziemska, ze w okresie wiosennego swieta Wielkanocy sam musi otworzyc sie na swiat kosmiczny. Niektórym ludziom rzeczywiscie sprawia w duszy ból, gdy te wspaniale mysli przezytego czasu ludzkosci - który w odniesieniu do tych mysli byl duzo wspanialszy niz obecny - sa poddawane dzisiaj pod dyskusje, jak to ma miejsce juz od dwudziestu, dwudziestu pieciu lat, gdy rózni ludzie uwazaja, ze dobrze byloby zastanowic sie, czy swieta Wielkanocy nie powinny byc swietem bardziej stalym; ze nalezaloby ustalic ich termin na pierwsza niedziele kwietnia... a wiec w sposób zupelnie zewnetrzny, abstrakcyjny. Musialem wysluchiwac dyskusji, gdzie zwracano uwage, podobnie jak w ksiedze handlowej, na "nieporzadek" wynikajacy z faktu, ze swieta Wielkanocy sa tak ruchome, ze dla handlu byloby o wiele lepiej, gdyby mialy one ustalona date. Sprawia to niektórym, jak powiedzialem, ból w duszy, gdy widzi sie, jak obca dla swiata stala sie ta cywilizacja, która uwaza sie za "praktyczna"; propozycja ta jest bowiem najbardziej niepraktyczna, jak to mozna sobie tylko wyobrazic. Niepraktyczna, gdyz cywilizacja ta dostala wprawdzie praktyczne zalozenia na dzien, ale nie na sto lat. Na stulecie mozna zalozyc tylko taka cywilizacje, która wspólbrzmi w harmonii z calym swiatem. Jednak wtedy cykl roczny u ludzi musi zawsze zwracac uwage na wewnetrzne zycie calego kosmosu. A gdy przechodzimy od wiosny do jesieni, to ziemia zatraca coraz bardziej swoja wewnetrzna duchowosc. Ta duchowosc, te istoty elementarne przechodza z tego, co ziemskie, w to, co pozaziemskie, przechodza teraz calkowicie pod wplyw swiata kosmicznego, planetarnego. Kiedys stanowilo to niezwykly obrzed kultu, który odbywal sie w niektórych miejscach misteryjnych w okresie przesilenia letniego, kiedy dzisiaj obchodzimy swieto sw. Jana. Swieto Janowe w czasie letniego przesilenia bylo kiedys okresem, kiedy wtajemniczeni kaplani misteriów w niektórych miejscach, gdzie wlasnie swieto Janowe utrzymalo swoje pierwotne znaczenie, byli gleboko przeniknieci tym, ze to, czego w czasie glebokiej zimy, podczas zimowego przesilenia slonca trzeba szukac patrzac do wnetrza ziemi poprzez przezroczysta dla duchowego wzroku pokrywe sniezna, znajduje sie teraz kierujac swój wzrok duszy na zewnatrz. A istoty elementarne, które podczas zimy zwiazane byly z ziemia przebywajac w jej wnetrzu, sa teraz kierowane przez planety. Podczas pelni lata poznajesz zwiazane z planetami przezycia istot, których w czasie zimy musiales szukac w ziemi. I tak jak zwykle czlowiek nieswiadomie przezywa proces swojego oddychania jako cos, co przynalezy po prostu do jego wewnetrznego bytu, tak teraz przezywa w sposób duchowy swój byt zwiazany z cyklem roku jako cos nalezacego do ziemi. Podczas gdy w czasie zimy szukal pokrewnych mu istot elementarnych w glebi ziemi, tak teraz, w pelni lata, poszukuje ich na wysokosci chmur. W glebi ziemi znajdowal je przenikniete, przetkane silami ziemi w polaczeniu z tym, co pozostawily na ziemi sily Ksiezyca; a podczas pelni lata znajduje je oddane dalom wszechswiata. A gdy pelnia lata przemija, ziemia zaczyna znowu wdychac swoja duchowosc. Tak wiec od swieta Janowego poczawszy, kiedy ziemia zaczyna wdychac swoja duchowosc, ponownie przygotowuje sie okres, w którym ziemia bedzie nosila w sobie swoja duchowosc. Wspólczesny czlowiek nie jest sklonny do wnikania w ten wdech i wydech ziemi. Oddychanie czlowieka jest bardziej fizycznym procesem, a oddech ziemi jest procesem duchowym, jest wnikaniem istot elementarnych ziemi w przestrzen swiata i zatapianiem sie ich w ziemi. Ale podobnie jak w wewnetrznym usposobieniu czlowiek przezywa to, co zachodzi w krazeniu jego krwi, tak tez wlasciwie, jako istota w pelni ludzka, przezywa obieg roku. Tak jak krazenie krwi istotne jest dla jego bytu wewnetrznego, tak tez istotne jest dla bytu czlowieka - w szerszym znaczeniu - cyrkulacja istot elementarnych ziemi ku niebu i ponownie z powrotem ku ziemi, a jedynie brak wrazliwosci w odczuwaniu nie pozwala juz dzisiaj czlowiekowi przeczuc, co tak wlasciwie w nim samym zalezy od tego zewnetrznego obiegu roku. Gdy jednak czlowiek z czasem postara sie przyjac wyobrazenia, których dostarcza mu wiedza duchowa, poznanie ponadzmyslowe - kiedy rozwinie wewnetrzna aktywnosc, której potrzebuje, aby rzeczywiscie wewnetrznie przyjac to, co powierzone mu zostaje jako rezultat wiedzy duchowej - wtedy takie ujecie rezultatów wiedzy duchowej sprawi, ze jego zdolnosc odczuwania stanie sie duzo bardziej wrazliwa. Wlasciwie, przed kazdym zaglebianiem sie w ponadzmyslowe poznanie, które ma na mysli antropozofia, powinniscie na to poczekac, drodzy przyjaciele. Widzicie, gdy czytacie ksiazke antropozoficzna, a takze, gdy - ze wzgledu na mnie - czytacie jakis cykl wykladów tak, jakbyscie czytali inna ksiazke i jest to dla was tak abstrakcyjne jak lektura innej ksiazki, to wlasciwie nie powinniscie czytac ksiazek antropozoficznych. Poczytajcie lepiej ksiazke kucharska, techniczna mechanike albo cos podobnego; badz tez "Wprowadzenie w robienie najlepszych interesów". Czytanie ksiazek antropozoficznych czy sluchanie antropozoficznych wykladów ma sens jedynie wtedy, gdy zauwaza sie, ze przyjecie rezultatów wiedzy duchowej wymaga zupelnie innego nastroju niz w przypadku zwyklej wiedzy! Wynika to z faktu, ze ludzie, którzy uwazaja sie dzisiaj za szczególnie madrych, traktuja jednak literature antropozoficzna jak bzdure. Musicie miec tez na uwadze, ze i Was traktuja jak szalenców. Podstawa do tego jest dla nich stwierdzenie: wszyscy inni mówia inaczej, wszyscy inni przedstawiaja nam swiat inaczej. Nie mozemy przeciez pozwolic, aby przyszli antropozofowie i zupelnie inaczej przedstawiali swiat! Tak, to co wnika w swiat jako wynikajace z antropozofii, jest wlasnie inne niz to, co zwykle sie dzisiaj opowiada. I musze powiedziec, ze takiej polityki, jaka stosuja nasi niektórzy przyjaciele, którzy usiluja upiekszyc dla swiata antropozofie przedstawiajac sprawe tak, jakby nie istnialy zadne sprzecznosci w stosunku do trywialnych pogladów innych ludzi, nie mozna uwazac za sluszna, chociaz wciaz sie ja spotyka. Potrzeba innego nastawienia, zupelnie innej orientacji duszy, jezeli to, co mówi antropozofia, rzeczywiscie chce sie uwazac za przekonywujace, zrozumiale, rozsadne - a nie za bzdure. Gdy jednak osiagnie sie inna orientacje, to po pewnym czasie nie tylko intelekt czlowieka bedzie dzieki temu przechodzil szkolenie, lecz wlasnie duchowosc czlowieka przejdzie proces szkolenia: stanie sie ona wrazliwsza i bedzie odczuwala zime nie tylko w taki sposób, ze trzeba zakladac zimowy surdut, gdy robi sie zimno, a lato bedzie odczuwala nie tylko w taki sposób, ze mozna juz odlozyc czesc ubran, gdy ponownie zrobi sie cieplo. Wraz z uplywem roku bedzie sie stopniowo odczuwalo w bycie ziemi subtelne przejscie od mroznego sniegu w zimie do pelni lata. I bedzie sie uczylo rzeczywiscie odczuwac przemijanie roku, tak jak odczuwamy zewnetrznie jakas zywa, uduchowiona istote. Tak, drodzy przyjaciele, przez prawidlowe studiowanie antropozofii mozna tak dalece rozszerzyc odczuwanie, ze obieg roku bedzie przemawiac, ze przemiany cyklu rocznego odczuwa sie jak dodawanie otuchy, jak przemawianie jakiejs przyjacielskiej duszy. Tak jak na podstawie slów i gestów przyjacielskiej duszy mozna odczuwac cieply puls uduchowionej istoty, która przeciez rzeczywiscie przemawia inaczej niz cos pozbawionego zycia i duszy, tak tez milczaca natura moze zaczac przemawiac do czlowieka jak istota uduchowiona. W uplywaniu roku czlowiek bedzie sie uczyl odczuwac dusze, powstajaca dusze; bedzie uczyl sie nasluchiwac, co ma do powiedzenia rok, jako wielka zywa istota - podczas gdy zazwyczaj ma w zyciu do czynienia z malymi istotami zywymi - i bedzie sie uczyl odnajdywac swoje miejsce w calym uduchowionym kosmosie. A kiedy lato przechodzi nastepnie w jesien i zbliza sie zima, wtedy, wlasnie dzieki temu bedzie do niego przemawialo z natury cos szczególnego. Drodzy przyjaciele, kto stopniowo przyswoi sobie takie subtelne odczuwanie w stosunku do przyrody, jakie wlasnie chcialem scharakteryzowac - a antropozof bedzie po jakims czasie zauwazal, ze moze to byc rezultatem uczuc, rezultatem duchowosci jego antropozoficznych dazen - bedzie sie uczyl rozrózniac swiadomosc natury, jaka powstaje podczas wiosny i lata oraz wlasciwa samoswiadomosc, jaka dobrze odczuwa sie podczas jesieni i zimy. Ziemia rozwija swiadomosc natury, gdy z nadejsciem wiosny rozwija swoje kielkujace zycie. Kto posiada prawidlowe odczuwanie tego kielkujacego zycia, kto pozwala przemawiac w sobie temu, co tak naprawde zachodzi podczas wiosny - nie trzeba miec swiadomosci tego, przemawia to równiez w podswiadomosci do pelnego ludzkiego zycia - kto to wszystko posiada, ten nie powie po prostu: kwiaty kwitna, rosliny puszczaja pedy, lecz odczuje prawdziwe oddanie w stosunku do natury, tak ze moze powiedziec: moje Ja kwitnie w kwiatach, moje Ja kielkuje w roslinach! Swiadomosc natury powstaje dopiero wtedy, gdy czlowiek uczy sie robic to, co rozwija sie, co przejawia sie w kielkujacym zyciu. Móc kielkowac razem z roslina, móc kwitnac wraz z roslina, móc owocowac wraz z roslina: to wlasnie oznacza "wyjscie czlowieka ze swego wnetrza", oznacza "otwieranie sie" na zewnetrzna nature. "Rozwijanie duchowosci" nie oznacza w rzeczywistosci wyobcowania, lecz podazanie za duchem w jego tworzeniu i rozwoju. I gdy czlowiek - kwitnac wraz z kwiatami, kielkujac z kielkami, owocujac z owocami - rozwija swoje subtelne odczuwanie natury w okresie wiosny i lata, to przygotowuje sie przez to, aby wlasnie w pelni lata oddawac sie swiatu, zyc dla gwiezdzistego nieba. Wtedy kazdy robaczek swietojanski staje sie pelnym tajemnicy objawieniem tego, co kosmiczne; wtedy - jesli moge tak powiedziec - kazde tchnienie w atmosferze w szczytowym okresie lata staje sie zwiastowaniem z kosmosu wewnatrz tego, co ziemskie. Potem jednak, gdy ponownie nastepuje wdech ziemi, a czlowiek nauczyl sie odczuwac wspólnie z natura, kwitnac wraz z kwiatami, kielkowac z kielkami, owocowac z owocami, wtedy nie moze juz inaczej - bo nauczyl sie byc swoja wlasna istota w naturze - jak tylko wspólprzezywac równiez jesien i zime. Kto nauczyl sie zyc z natura, dojdzie i do tego, aby wraz z natura umierac. I w ten sposób inna droga dochodzi sie do takiego odczuwania, które kiedys kaplan Mitry tak wewnetrznie przezywal w duszy, jak juz w tych dniach opisywalem. Odczuwal on we wlasnym ciele przebieg roku. Nie jest to odczuwanie na miare dzisiejszego czlowieka, ale musi byc coraz bardziej mozliwe dla przyszlej ludzkosci. A antropozofowie powinni byc pionierami tego przezycia: wspólprzezywac obieg roku - móc zyc wraz z wiosna i umierac wraz z jesienia. Czlowiek nie powinien jednak umierac! Czlowiek nie powinien pozwolic sie pokonac. Moze zyc wspólnie z kielkujaca, wypuszczajaca pedy natura, moze w sobie rozwijac swiadomosc natury, gdy jednak przezywa wraz z natura "umieranie", to wspólprzezywanie tego jest wyzwaniem, aby w swoim wnetrzu przeciwstawic temu procesowi wlasne twórcze sily swej istoty. Wtedy kielkuje w nim i puszcza pedy wlasciwa samoswiadomosc, a w wewnetrznym przezyciu, gdy wspólprzezywa umieranie natury podczas jesieni i zimy, staje sie w najwyzszym stopniu obudzony we wlasnej samoswiadomosci. I w ten sposób czlowiek ulega metamorfozie wraz z przebiegiem cyklu rocznego, gdy wspólprzezywa: swiadomosc natury - samoswiadomosc. Nastepnie, gdy wspólprzezywa umieranie natury, musi obudzic wewnetrzna sile zycia. Kiedy natura przyjmuje w swoje lono istoty elementarne, to wewnetrzna sila czlowieka musi obudzic jego samoswiadomosc. Sila Archaniola Michala - teraz znowu sie ja czuje! W dawnych czasach instynktownego jasnowidzenia obraz walki Archaniola Michala ze Smokiem powstawal na podstawie zupelnie innych przeslanek. Teraz jednak, gdy z calym ozywieniem pojmujemy swiadomosc natury i samoswiadomosc, okres wiosny i lata oraz okres jesieni i zimy, teraz pod koniec wrzesnia ponownie staje przed czlowiekiem ta sama sila, która uprzytamnia mu, co wlasnie wtedy, gdy przezyje sie umieranie natury, powinno rozwinac sie z tego grobu jako zwycieska sila, która we wnetrzu czlowieka rozjasni prawdziwa, silna samoswiadomosc. Teraz jest tam znowu sila Archaniola Michala zwyciezajaca Smoka! Drodzy przyjaciele, w ten sposób antropozoficzna wiedza, antropozoficzne poznanie musi wniknac jako sila w duchowosc czlowieka. A droga od naszych suchych, abstrakcyjnych, ale dokladnych wyobrazen, wiedzie tam, gdzie przyjete w duchowosc zywe poznanie ponownie stawia nas przed czyms, co jest tak pelne zycia, jak w dawnych czasach wspanialy obraz Archaniola Michala, który zwycieza Smoka. Wtedy w pogladzie na swiat staje przed nasza dusza ponownie cos innego niz abstrakcyjne pojecia. Nie myslcie, drodzy przyjaciele, ze takie przezycie nie ma wplywu na caly byt ludzi na ziemi. Juz czesto w ubieglych latach - równiez tutaj, we Wiedniu - przedstawialem na antropozoficznych spotkaniach, jak czlowiek wczuwa sie w niesmiertelna swiadomosc, jak wzywa sie w swiadomosc przedziemskiego bytu. Chcialem Wam przy okazji tego wspólnego spotkania przedstawic, w jaki sposób moze czlowiek otrzymac ze swiata duchowego - ale teraz w pelnym konkretnym znaczeniu - duchowa sile. Doprawdy nie wystarcza, gdy mówi sie o tym ogólnie, w sposób panteistyczny lub podobnie, ze "u podstaw tego, co zewnetrzne, tkwi duch". Byloby to tak samo abstrakcyjne, jak zadowolenie sie powiedzeniem: czlowiek posiada ducha. Co oznacza powiedzenie: "czlowiek posiada ducha"? "Duch" ma dla nas znaczenie dopiero wtedy, gdy przemawia do nas w konkretnych szczególach, gdy objawia sie nam w konkretnych szczególach w kazdej chwili, kiedy moze nam dac uniesienie, pocieszenie, radosc. Panteistyczny duch w spekulacjach filozoficznych nie ma zadnego znaczenia. Dopiero zywy duch, który przemawia do nas w naturze, który przemawia do nas jak dusza ludzka w czlowieku, jest tym, co moze wniesc ozywienie i uniesienie w ludzka duchowosc. Wtedy jednak ludzka dusza z poznania przeobrazonego w duchowosci zdobedzie równiez dla ziemi taka sile, której ludzkosc potrzebuje wlasnie w zyciu spolecznym. Ludzkosc przyzwyczaila sie przez trzy do czterech stuleci patrzec na caly byt natury i byt czlowieka jedynie przez intelektualne, abstrakcyjne wyobrazenia. A teraz, gdy stoi przed wielkimi problemami spolecznego chaosu, chce przy pomocy tego intelektualizmu rozwiazac równiez problemy spoleczne! Jednak ludzie nie stworza z tego nigdy nic innego niz chimery. Aby móc rozmawiac na obszarze spolecznym, potrzebne jest pelne ludzkie serce, jednak nie mozna tego osiagnac, gdy czlowiek nie odnajdzie swojego zwiazku z kosmosem i duchowej tresci kosmosu! Gdy duchowosc ludzka przyjmie w siebie swiadomosc ducha - taka swiadomosc ducha, która sklada sie z przemiany swiadomosci natury jako swiadomosci wiosny i lata... az po samoswiadomosc jako swiadomosc jesieni i zimy - w okamgnieniu nastanie swit równiez dla niezbednych rozwiazan palacych problemów spolecznych. Zalezy to w duzym stopniu od tego - nie zawartosc rozumowa problemów spolecznych, lecz sila, której problemy spoleczne potrzebuja - czy wystarczajaco duzo ludzi moze przyjac do wnetrza takie duchowe impulsy. Wszystko to jednak musi stanac przed ludzka dusza, jesli mysli sie o tym, aby do trzech swiat, które obchodzone sa na Boze Narodzenie, Wielkanoc i na sw. Jana, dodac swieto jesieni, swieto Archaniola Michala. Byloby to piekne, niezwykle piekne, gdyby swieto Archaniola Michala moglo byc obchodzone pod koniec wrzesnia z cala sila ludzkiego serca! Nie powinno jednak byc tak obchodzone, ze robi sie takie czy inne przedstawienie, które przebiega jako abstrakcyjne odczucie duchowosci. Ze swietem Archaniola Michala zwiazani sa ludzie, którzy w swojej duszy w pelni odczuwaja to wszystko, co wewnatrz czlowieka moze pobudzic swiadomosc ducha! Jak bowiem usytuowane jest swieto Wielkanocy posród swiat rocznych? Jest to swieto Zmartwychwstania. Przypomina nam o Zmartwychwstaniu, które mialo miejsce na Golgocie, dzieki zejsciu slonecznego ducha Chrystusa w ludzkie cialo. Dla zewnetrznego ogladu Misterium Golgoty przedstawia: najpierw smierc, nastepnie zmartwychwstanie. Kto w ten sposób rozumie Misterium Golgoty, ten patrzy na taka droge zbawienia: smierc i zmartwychwstanie. I byc moze mówi w duszy: aby w smierci odnalezc zmartwychwstanie, musze w duchu polaczyc sie z Chrystusem, który przezwyciezyl smierc. Jednak chrzescijanstwo nie ogranicza sie do tradycji zwiazanych z Misterium Golgoty; musi isc dalej. Duchowosc czlowieka z biegiem czasu przechodzi do wewnatrz, a czlowiek oprócz swiat, które stawiaja mu przed oczami smierc oraz zmartwychwstanie, potrzebuje innego swieta, przez które w najbardziej wewnetrzny sposób ukazuje mu sie przebieg roku. Najpierw w obiegu roku moze znalezc zmartwychwstanie duszy, najpierw musi doprowadzic dusze do zmartwychwstania, aby mógl godnie przejsc przez wrota smierci. Wielkanoc: najpierw smierc, potem zmartwychwstanie; swieto Michala Archaniola: najpierw zmartwychwstanie duszy, nastepnie smierc. Swieto Michala Archaniola stanie sie przez to swietem odwrotnym w stosunku do Wielkanocy. W czasie Wielkanocy czlowiek swietuje zmartwychwstanie Chrystusa; w czasie swieta Michala Archaniola musi z cala intensywnoscia odczuwac dusze. Jesli nie chce spac na wpól martwy, aby swoja samoswiadomosc odnalezc miedzy smiercia a nowymi narodzinami, lecz chce przejsc przez smierc z pelna jasnoscia, to aby to umozliwic, musze zostac przed smiercia obudzony przez wewnetrzne sily duszy - najpierw obudzenie sie duszy, a potem smierc... aby przez smierc moglo rozpoczac sie zmartwychwstanie, które czlowiek swietuje w swojej duszy! Niech te wyklady pomoga zbudowac pomost miedzy zwyklym poznaniem rozumowym antropozofii a tym, czym antropozofia moze byc dla duchowosci czlowieka! Wtedy bede bardzo szczesliwy, a w przyszlosci z radoscia bede mógl wspominac wlasnie to, co moglismy omówic w tych wykladach, które naprawde chcialem kierowac nie do waszego rozumu, lecz do sfery uczuciowo-sercowej waszej duszy; przez które chcialem wskazac w sposób, do którego nie jest sie dzisiaj przyzwyczajonym, równiez na spoleczne impulsy, które dzisiaj sa niezbedne dla ludzkosci. Nastrój dla impulsów spolecznych stworzymy w zasadzie dopiero przez takie wewnetrzne poglebienie duchowosci. W ten sposób musze zakonczyc to, co szczególnie silnie tkwilo w mej duszy, gdy prowadzilem tutaj te wyklady przed Wami, przed drogimi Austriakami, z wewnetrznej potrzeby serca.

 

 






strona główna
(23kB)