(23kB)
strona główna

 

 

Benjamin Hoff

 

 

 

TAO Kubusia Puchatka



/ tłumaczył Rafał T. Prinke /

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak.

Mucha nie kica, a fruwa ptak.

Daj mi zagadkę, a ja powiem tak:

„Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak. "

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przedmowa

 

- Co ty takiego piszesz? zapytał Puchatek, gramoląc się na biurko.

- Tao Puchatka - odpowiedziałem.

- Jak Puchatka? zapytał, rozmazując słowo, które właśnie napisałem.

- Tao Puchatka powtórzyłem i pacnąłem go w łapkę ołówkiem.

- To chyba coś więcej niż „Au"! Puchatka powiedział, pocierając łapkę.

- Właściwie nie fuknąłem na niego rozdrażniony.

- A o czym to jest? - spytał Puchatek, wyciągając się do przodu i zamazując kolejne słowo.

- O tym, jak zachować radość i spokój w każdych okolicznościach! wrzasnąłem.

- Chyba jeszcze tego nie czytałeś?

Pewnego razu dyskutowaliśmy w gronie kilku osób na temat Wielkich Mistrzów Mądrości i ktoś powiedział, że oni wszyscy przychodzą do nas ze Wschodu, a ja powiedziałem, że tak wcale nie jest, ale on ciągnął dalej i dalej, tak jak ciągnie się to zdanie, aż wreszcie zdecydowałem się odczytać cytat z Mądrości Zachodu, aby udowodnić, że świat ma więcej niż jedną połowę, i wyrecytowałem:

- Powiedz, Puchatku - rzekł wreszcie Prosiaczek co ty mówisz, jak się budzisz z samego rana?

-- Mówię: „Co też dziś będzie na śniadanie" odpowiedział Puchatek. - A co ty mówisz, Prosiaczku?

- Ja mówię: „Ciekaw jestem, co się dzisiaj wydam ciekawego".

Puchatek skinął łebkiem w zamyśleniu. - To na jedno wychodzi - powiedział.

- Co to ma być? - zapytał Niedowiarek.

- Mądrość Zachodniego Taoisty odpowiedziłem.

- Wygląda raczej na cytat z Kubusia Puchatka - Zgadza się.

- Ale to nie jest o taoizmie.

A właśnie że tak powiedziałem.

- Na pewno nie -- zaprzeczył ponownie.

- A ty myślisz, że o czym to jest? - zapytałem - O głupim małym misiu, który chodzi tu i ta zadając niemądre pytania, układając piosenki i d świadczając różnych przygód, przez co jednak r przybywa mu intelektualnej mądrości, ani też odchodzi od swego prymitywnego pojęcia szczęści Oto o czym to jest.

- To na jedno wychodzi odparłem.

Wtedy właśnie zacząłem o tym myśleć: żeby napisać książkę, która wyjaśniałaby zasady taoizmu poprzez Kubusia Puchatka, a Kubusia Puchatka poprzez zasady tao~izmu.

Naukowcy poinformowani o moich zamiarach wykrzykiwali „To niedorzeczne!" i temu podobne rzeczy. I mówili, że to najgłupszy pomysł, o jakim słyszeli, i chyba jestem niespełna rozumu. Niektórzy uważali, pomysł jest ciekawy, ale zbyt trudny. „Jak chciałbyś rozpocząć?" - pytali. Cóż, stare taoistyczne przysłowie stawia sprawę tak: „Podróż na tysiąc mil zaczyna się pierwszego kroku".

Myślę więc, że zaczniemy od początku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak Puchatka?

 

- Wiesz, Puchatku - powiedziałem - wielu ludzi zdaje się nie wiedzieć, czym jest taoizm...

- Tak? - Puchatek zmrużył oczy.

- I właśnie po to jest ten rozdział-żeby co nieco wyjaśnić.

- Aha, rozumiem - powiedział Puchatek.

- A najłatwiej można by to zrobić, gdybyśmy pojechali na chwilę do Chin.

- Co? - zdziwił się Puchatek, otwierając szeroko oczy. - Teraz, zaraz?

- Oczywiście. Musimy tylko usiąść wygodnie, odprężyć się, i już jesteśmy.

- Aha, rozumiem - powiedział Puchatek.

Wyobraźmy sobie, że spacerując wąską uliczką w dużym chińskim mieście natknęliśmy się na mały sklepik z klasycznymi malowidłami na papierowych zwojach. Wchodzimy do środka i prosimy o pokazanie nam czegoś alegorycznego, może nieco zabawnego, ale o jakimś Ponadczasowym Znaczeniu. Sklepikarz uśmiecha się.

- Mam właśnie coś takiego - mówi. - Kopię „Smakujących Ocet"!

Prowadzi nas do dużego stołu i rozkłada zwój, pozwalając nam dokładnie mu się przyjrzeć.

- Przepraszam, ale muszę zająć się innymi sprawami.

- Kłania się i wychodzi na zaplecze sklepu, zostawiając nas samych z malowidłem.

Chociaż widzimy, że jest to współczesna kopia, orientujemy się od razu, że oryginał musiał być namalowany dawno temu - dokładnie nie wiadomo kiedy. Sam temat malowidła jest już obecnie dobrze znany.

Widzimy trzech ludzi stojących wokół kadzi z octem. Każdy zanurzył palec w occie i posmakował go. Wyraz malujący się na twarzy każdego z nich pokazuje ich różne reakcje. Ponieważ malowidło jest alegoryczne, mamy przez to rozumieć, że nie są to zwykli ludzie próbujący ocet, ale postacie wyobrażające „Trzy Nauki" Chin, i że sam ocet, który smakują, to symbol Istoty Życia. Owi trzej mistrzowie to K'ung Fu-tse (Konfucjusz), Budda i Lao-tse, autor najstarszej istniejącej księgi taoistycznej. Pierwszy ma skwaszony wyraz twarzy, twarz drugiego robi wrażenie zgorzkniałej, ale trzeci z nich uśmiecha się.

Dla K'ung Fu-tse życie wydawało się raczej skwaśniałe. Uważał on, że teraźniejszość rozeszła się z przeszłością, a ludzki rząd na ziemi nie harmonizuje z Drogą Niebios, rządem wszechświata. Podkreślał on zatem część dla Przodków, a także dla dawnych obrzędów i rytuałów, w których cesarz, jako Syn Niebios, był pośrednikiem między bezgranicznym niebem i ograniczoną ziemią. W konfucjanizmie uprawianie dworskiej muzyki o precyzyjnym metrum, wykonywanie ściśle określonych kroków, czynności i zwrotów spowodowało powstanie niezwykle złożonego systemu rytuałów, z których każdy miał ustalone przeznaczenie w wyznaczonym czasie. Jedno z przysłów o K'ung Fu-tse mówi: „Jeżeli mata nie była należycie rozprostowana, to Mistrz na niej nie usiadł". Powinno to dać pojęcie o zakresie, w jakim wszystko było z góry określone w konfucjanizmie.

Dla Buddy, drugiej postaci na naszym malowidle, życie na ziemi było gorzkie, wypełnione przywiązaniem i pragnieniami, które prowadziły do cierpienia. Świat widziany

był jako wielka pułapka, generator złudzeń, wirujący krąg bólu dla wszystkich stworzeń. Aby odnaleźć spokój, buddysta uważał za konieczne wznieść się ponad „świat prochu" i osiągnąć Nirwanę, co dosłownie oznacza „brak wiatru". Chociaż zasadniczo optymistyczne podejście Chińczyków znacznie zmieniło oblicze buddyzmu po sprowadzeniu go z Indii, pobożny buddysta często jednak uważał, że jego droga do Nirwany utrudniana jest przez gorzki wiatr codziennej egzystencji.

Dla Lao-tse harmonia istniejąca w naturalny sposób między niebem i ziemią od samego początku mogła być odkryta przez każdego i w każdej chwili, ale nie przez przestrzeganie reguł konfucjanistów. Jak powiedział w Tao Te Ching, „Księdze Cnoty Tao", ziemia jest w swej istocie odbiciem niebios, podlegającym tym samym prawom, a nie prawom ludzkim. Prawa te oddziaływają nie tylko na krążenie odległych planet, ale także na zachowania ptaków w lesie i ryb w morzu. Według Lao-tse, im bardziej człowiek wkracza w naturalną równowagę wytworzoną i rządzoną przez powszechne prawa, tym dalej harmonia ta się od niego odsuwa. Im więcej wysiłku, tym więcej kłopotów. Czy to ciężkie czy lekkie, mokre czy suche, szybkie czy wolne - wszystko posiada swą własną naturę w sobie samym, i nie można jej naruszać bez powodowania trudności. Kiedy narzuca się z zewnątrz abstrakcyjne i sztuczne reguły, walka jest nieunikniona. I dopiero wtedy życie staje się skwaszone.

Dla Lao-tse świat nie był wielką pułapką, ale wspaniałym nauczycielem. Jego lekcje trzeba sobie przyswoić, tak jak trzeba przestrzegać jego praw - a wtedy wszystko będzie dobrze. Zamiast odwracać się od „świata prochu", Lao-tse radził innym, by „połączyli się z prochem świata". To, co dostrzegał poza wszystkim na niebie i ziemi, nazwał Tao - „Drogą". Podstawową zasadą nauk Lao-tse jest niemożliwość adekwatnego opisania słowami owej Drogi Wszechświata, a wszelkie próby dokonania tego byłyby obrazą tak dla jej nieograniczonej potęgi, jak i dla inteligencji ludzkiego umysłu. Możliwe jest jednak zrozumienie natury Tao, a ci, którzy najbardziej je szanują i nieodłączne od niego życie-rozumieją je najlepiej.

Przez wieki klasyczne nauki Lao-tse były rozwijane i podzielily się na formy filozoficzne, klasztorne i religijności ludowej. Wszystkie z nich można uznać za aspekty tego samego taoizmu. Jednakże podstawy taoizmu, którymi się tu zajmujemy, to po prostu szczególny sposób postrzegania, uczenia się i działania w tym wszystkim, co przydarza się nam w codziennym życiu. Z punktu widzenia taoisty, naturalnym rezultatem takiego harmonijnego sposobu życia jest szczęście. Można by powiedzieć, że radosna pogodność jest najbardziej rzucającą się w oczy cechą osobowości taoisty, a subtelne poczucie humoru jest wyczuwalne nawet w najpoważniejszych pismach taoistycznych, takich, jak licząca sobie dwa i pół tysiąca lat Tao Te Ching. W pismach drugiego co do ważności autora taoistycznego, Chuang-tse, łagodny śmiech zdaje się bulgotać niczym woda w fontannie.

- Ale co to ma do octu? - zapytał Puchatek. - Myślałem, że to wyjaśniłem - odpowiedziałem.

- Nie wydaje mi się - powiedział Puchatek. - No dobrze, wobec tego wyjaśnię to teraz. - O to właśnie chodzi.

Dlaczego Lao-tse uśmiecha się na malowidle? Przecież ocet symbolizujący życie musi z pewnością mieć nieprzyjemny smak, o czym świadczą wyrazy twarzy pozostałych dwóch osób. Jednak poprzez działanie w harmonii z okolicznościami życia, rozumienie taoisty zmienia to, co inni mogą postrzegać jako negatywne, w coś pozytywnego. Z

punktu widzenia taoisty kwas i gorycz są skutkiem przeszkadzającego i nie rozumiejącego umysłu. Samo życie, kiedy się je właściwie zrozumie i wykorzysta, jest słodkie. Takie właśnie jest przesłanie „Smakujących Ocet".

- Słodkie? Czy takie jak miód? spytał Puchatek.

- No, może nie aż tak słodkie - odparłem. - To byłoby chyba trochę za dobrze.

- Czy nadal jesteśmy w Chinach? - Puchatek zapytał ostrożnie.

- Nie, już skończyliśmy wyjaśnienia i jesteśmy z powrotem przy biurku.

- Aha.

- To wróciliśmy akurat na małe Conieco - dodał, odchodząc w stronę kuchennego kredensu.

Pewnego wieczoru dyskutowaliśmy do późna nad definicją mądrości, i już od tego wszystkiego zachciało nam spać, kiedy Puchatek stwierdził, że jego rozumie zasad taoizmu zostało mu przekazane przez pewnych Starożytnych Przodków.

- Jak na przykład kto? - spytałem.

- Jak Pu Chao-tek, słynny chiński malarz odpowiedział Puchatek.

- Ale to był Wu Tao-tse.

- A może raczej Li Puch, znany poeta taoistyczny? - ostrożnie zapytał Puchatek.

- Myślisz o Li Po - wyjaśniłem.

- Hm - mruknął Puchatek, patrząc w dół na swoje stópki.

Wtedy przyszło mi coś na myśl.

- Nie jest to chyba bez znaczenia - powiedziałem - ponieważ jedna z najważniejszych zasad taoizmu pochodzi od twojego imienia.

- Naprawdę? - Puchatek wyraźnie się uradował.

- Oczywiście P'u czyli Nieociosany Kloc.

Prawie o nim zapomniałem - powiedział Puchatek.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tao Puchatka

 

A więc mamy teraz spróbować wyjaśnić pojęcie P'u, Nieociosanego Kloca. Posługując się klasycznym podejściem taoistycznym, nie będziemy zbyt mocno starali się wyjaśnić zbyt wiele, ponieważ spowodowałoby to jedynie Konfuzję, a także dlatego, iż moglibyśmy odnieść wrażenie, że wszystko to jest jedynie intelektualną koncepcją, a więc można to pozostawić na poziomie intelektualnym i zignorować. Można by wówczas powiedzieć: „Sama koncepcja jest dość ciekawa, ale co z tego wynika?" Tak więc, zamiast wyjaśniać, postaramy się pokazać, co z tego wynika, i to na różne sposoby.

Przy okazji, P'u wymawia się podobnie jak początek Puchatka, ale ma nieco mniej „u" - jest to dźwięk, który wydaje się zdmuchując muchę z ręki w gorący, letni dzień.

Zanim poprosimy naszego Etatowego Eksperta o kilka oświecających nas wypowiedzi, wyjaśnijmy jeszcze coś. Istotą zasady Nieociosanego Kloca jest to, że wszelkie

rzec~y w swej pierwotnej prostocie zawierają własną naturalną moc, która to moc może być łatwo zniszczona i utracona, kiedy zmienia się tę prostotę. Słownik chiński dla pisanego znaku P'u podaje następujące znaczenia: „naturalny, prosty, zwykły, uczciwy". P'u składa się z połączonych dwóch znaków pisma: pierwszy, „źródłosłów" dający znaczenie, to „drzewo" lub „drewno" drugi, „rdzeń fonetyczny" dający dźwięk, oznacza „gęsto rosnący" lub „zagajnik". Tak więc z pierwotnego znaczenia „drzewo w zagajniku" lub „drzewo jeszcze nie ścięte" wywodzi się pojęcie „rzeczy w swym naturalnym stanie", co zwykle wyraża się w zachodnich wersjach pism taoistycznych jako „nieociosany kloc".

Ta podstawowa taoistyczna zasada odnosi się nie tylko do rzeczy w ich naturalnym pięknie i funkcji, ale także do ludzi. Albo Misiów. Doprowadza nas to do Puchatka, Ucieleśnienia Nieociosanego Kloca. Jako ilustracja tej zasady może się nam wydać, że czasami ma on w sobie aż za dużo prostoty...

- Zdaje się, że to będzie bardziej na prawo - odezwał się Prosiaczek niespokojnie. - A jak ty myślisz, Puchatku?

Puchatek spojrzał na swe obydwie łapki. Wiedział, że jedna z nich jest prawa, i wiedział jeszcze, że kiedy się już ustaliło, która z nich jest prawa, to druga była lewą, ale nigdy nie wiedział, jak zacząć.

- Więc... tego... - zaczął powoli.

...ale, bez względu na to, jakim może wydawać się w oczach innych, szczególnie ogłupionych zewnętrznymi przejawami, Puchatek, Nieociosany Kloc, potrafi osiągnąć to, co chce, ponieważ jego umysł jest prosty. Jak powie wam każdy stary taoista, jaki wyjdzie z lasu, prosty umysł niekoniecznie oznacza głupotę. Jest dość znaczące, że ideał taoizmu to cichy, spokojny, refleksyjny „umysł-zwierciadło" Nieociosanego Kloca, i jest dość znaczące, że to Puchatek, a nie myślący Królik, Sowa czy Kłapouchy, jest prawdziwym bohaterem Kubusia Puchatka i Chatki Puchatka.

- Trzeba to sobie powiedzieć, żeśmy trochę zbłądzili - powiedział Królik.

Cała trójka przycupnęła w małym Piaszczystym

Dołku na skraju Lasu. Ten Dołek trochę już zmęczył Puchatka, który zaczynał podejrzewać, że jest taki Dołek, który chodzi za nimi krok w krok. Bo gdzie tylko szli, zawsze w niego wpadali, i za każdym razem, gdy ten Dołek ukazywał się przed nimi, Królik oznajmiał z tryumfem: „Teraz już wiem, gdzie jesteśmy". A Prosiaczek nic nie mówił, tylko próbował pomyśleć, co można by powiedzieć, ale jedynymi słowami, jakie mógł wymyślić, było: „Pomocy! Pomocy! ", a było trochę niezręcznie tak mówić, kiedy był razem z Puchatkiem i Królikiem.

- W takim razie - rzekł Królik po długim milczeniu, podczas którego nikt mu nie dziękował za piękny spacer, jaki odbywali - może byśmy poszli, co? Tylko w którą stronę?

- A co by było -- rzekł Puchatek powoli --- gdybyśmy spróbowali odnaleźć nasz Dołek, jak tylko stracimy go z oczu?

- A co nam z tego przyjdzie? - spytał Królik. - Bo my ciągle szukamy Domu i nie możemy go znaleźć, więc pomyślałem sobie, że jeżeli zaczniemy szukać Dołka, to wtedy na pewno go nie znajdziemy. I to jest Dobra Myśl, bo może wtedy znajdziemy coś, czego wcale nie szukamy, i może to będzie właśnie to, czego naprawdę szukamy.

- Nie ma w tym odrobiny sensu - orzekł Królik. - Gdybym wyszedł z Dołka i potem chciał do niego wrócić, to z pewnością bym go znalazł.

- Tak, ale ja myślałem, że może byś go nie znalazł - rzekł Puchatek. - Tylko tak sobie myślałem.

- Spróbuj - zaproponował nagle Prosiaczek a my na ciebie tu zaczekamy.

Królik roześmiał się na znak, jak bardzo głupi jest ten Prosiaczek, i zniknął we mgle. Ale nie uszedł i stu kroków, gdy zawrócił i skierował się z powrotem...

Po dwudziestu minutach czekania na niego Puchatek wstał i powiedział:

- Zdaje mi się, Prosiaczku, że chyba pójdziemy do domu.

- Ależ, Puchatku - zawołał Prosiaczek mocno wzburzony - przecież ty nie znasz drogi!

- Nie znam - rzekł Puchatek - ale mam w spiżarni dwanaście garnczków, które wołają mnie już od godziny. Nie słyszałem ich dobrze przedtem, bo Królik ciągle mówił i mówił. Ale teraz, kiedy nic nie mówi, tylko mówią moje garnczki, zdaje mi się, Prosiaczku, że będę wiedział, skąd idzie ich głos. Chodźmy.

I powędrowali. Prosiaczek przez dłuższy czas nic nie mówił, aby nie przeszkadzać garnczkom. Aż nagle wydał z siebie bardzo piskliwy dźwięk i kiwnął „ajaj"... Bo nagle zrozumiał, gdzie jest, ale ciągle nie miał odwagi odezwać się głośno, na wypadek, gdyby było inaczej. I właśnie w chwili, gdy stał się już tak pewny swego, że było już wszystko jedno, czy garnczki wołają, czy nie - tuż przed nim rozległo się wołanie i z mgły wynurzył się Krzyś.

Przecież gdyby najbardziej liczyła się Inteligencja, Królik byłby Numerem Pierwszym, a nie taki Miś. Ale to nie na tym polega.

- Przyszliśmy, żeby złożyć ci życzenia Bardzo Szczęśliwego Czwartku - rzekł Puchatek, kiedy już wszedł i wyszedł kilka razy, żeby się upewnić, czy będzie mógł znów wyjść.

- Dlaczego? A co ma się stać w czwartek? - spytał Królik. I potem, gdy Puchatek wyjaśnił, o co chodzi, a Królik, którego życie składało się z samych Ważnych Spraw, powiedział: - A ja myślałem, żeście przyszli naprawdę w jakimś celu. - Posiedzieli troszkę... i wkrótce potem sobie poszli. Wiatr dął teraz z tyłu, więc nie musieli już krzyczeć.

- O, Królik jest mądry - powiedział Puchatek w zamyśleniu.

Tak - przyznał Prosiaczek - Królik jest mądry. - I ma Rozum

- rzekł Puchatek.

- Tak - zgodził się Prosiaczek - Królik ma Rozum. Nastąpiło długie milczenie.

- I myślę - ciągnął Puchatek - że on właśnie dlatego nigdy nic nie rozumie.

Jeżeli Mądry Królik nie posiada tego, o co tu chodzi, to Zrzędliwy Kłapouchy z pewnością też tego nie ma. A dlaczego nie? Ze względu na coś, co można by nazwać Podejściem Kłapouchego. Zasadniczo można powiedzieć, że celem Królika jest posiadanie Wiedzy, aby Być Mądrym, Sowa potrzebuje Wiedzy, aby Uchodzić za Mądrą, natomiast Kłapouchemu Wiedza konieczna jest do tego, by móc Na Coś Narzekać. Jak wie każdy, kto nie kieruje się Podejściem Kłapouchego, przeszkadza ono takim rzeczom, jak mądrość i szczęście, a szczególnie uniemożliwia prawdziwe Osiągnięcia w życiu.

Kłapouchy, poczciwy, bury Osioł, stał nad brzegiem strumienia i patrzył na swoje odbicie w wodzie.

- Patetyczne - powiedział. - To jest właśnie to słowo. Patetyczne.

Obrócił się i powoli poszedł w dół strumienia. Potem z pluskiem przebrnął w bród wodę i zaczął iść z powrotem drugim brzegiem strumienia. I znowu spojrzał na swoje odbicie w wodzie.

- Tak jak przewidywałem - powiedział. - Wcale nie lepsze z tej strony. Ale mniejsza o to. Nikomu nic do tego. Patetyczne i basta.

Nagle coś zaszeleściło w zaroślach i spośród wysokich paproci wyszedł Puchatek.

- Dzień dobry, Kłapouniu! - powiedział Puchatek.

-- Dzień dobry, Puchatku! - powiedział Kłapouchy ponuro. - - Jeśli ten dzień godzi się nazwać dobrym. O czym wątpię - dodał.

- Dlaczego? Co się stało?

-- Nic, Kubusiu Puchatku, nic. Nie wszyscy mogą i któryś z nas też nie może. I w tym cała rzecz.

Nie znaczy to, by Podejście Kłapouchego pozbawione było pewnego rodzaju zjadliwego humoru

- Jak się masz, Kłapouchy! - zawołali obydwaj radośnie.

- A - rzekł Kłapouchy - zabłądziliście?

- Właśnie przyszliśmy, żeby się z tobą zobaczyć i przekonać, co się dzieje z twoim domem --- powiedział Prosiaczek. -- Spójrz, Puchatku, dom Kłapouchego wciąż jeszcze stoi na miejscu.

- Wiem - powiedział Kłapouchy - to bardzo dziwne. Ktoś powinien właściwie przyjść i wywrócić go. - Myśleliśmy, czy wiatr go czasem nie wywrócił powiedział Puchatek.

- Ach, to chyba dlatego nikt z was się tym nie zajął. A ja już przypuszczałem, żeście zapomnieli.

...choć z pewnością nie jest to straszliwie dobra zabawa. W przeciwieństwie do kilku innych sposobów patrzenia na życie, jakie znamy. Może jest to nieco zbyt skomplikowane albo coś takiego. A właściwie, co Puchatek ma takiego w sobie, że wszyscy go kochają?

- No cóż, przede wszystkim... - zaczął Puchatek. Tak, cóż, przede wszystkim mamy zasadę Nieociosango Kloca. A co jest najbardziej atrakcyjne w Puchatku? I Cóż innego jak...

No, cóż, przede wszystkim...

...prostota, Prostota Nieociosanego Kloca? A najpiękniejszą rzeczą w tej Prostocie jest jej użytkowa Mądrość w rodzaju co-można-by-tu-zjeść - mądrość, której można dotknąć.

Mając to na uwadze, poprośmy Puchatka o opisanie natury Nieociosanego Kloca.

- No dobrze, Puchatku. Co możesz nam powiedzieć o Nieociosanym Klocu?

- O czym? - zapytał Puchatek, podnosząc się nagle i otwierając oczy.

- O Nieociosanym Klocu. No wiesz... - Ach, o tym... Aha.

- Co masz o nim do powiedzenia?

- Ja tego nie zrobiłem - powiedział wreszcie Puchatek.

- Ty...

- To musiał być Prosiaczek - dodał. - Ja nie! - zakwiczał Prosiaczek.

- Ach, Prosiaczku. Gdzie ty...

- Naprawdę, to nie ja - upierał się Prosiaczek. - No tak, to pewnie Królik - orzekł Puchatek. - Z całą pewnością to nie ja! - nadal podkreślał Prosiaczek.

- Czy ktoś mnie wołał? - zapytał Królik, wyskakując zza krzesła.

- O, Królik - powiedziałem. - Rozmawiamy właśnie o Nieociosanym Klocu.

- Nie widziałem go - powiedział Królik - ale pójdę zapytać Sowę.

- Nie trze... - zacząłem.

- Za późno - powiedział Puchatek. - Już go nie ma.

- Nigdy nawet nie słyszałem o Nieociosanym Klocu - powtarzał żałośnie Prosiaczek.

- Ani ja - powiedział Puchatek, pocierając uszko z zakłopotaniem.

- To tylko taka przenośnia - powiedziałem. - Prze... co? - zapytał Puchatek.

- Przenośnia. To znaczy, hm, że Nieociosany Kloc to tak, jakby powiedzieć „jak Puchatek".

- Ach, to tylko tyle? - zdziwił się Prosiaczek. - Nie wiedziałem - powiedział Puchatek.

Puchatek nie potrafi opisać Nieociosanego Kloca słowami - on po prostu nim jest. Taka jest właśnie natura Nieociosanego Kloca.

Znakomity opis. Dziękuję, Puchatku. Nie ma za co - powiedział Puchatek.

Kiedy odrzucisz arogancję, komplikację i kilka innych rzeczy, które wchodzą ci w paradę, wcześniej czy później odkryjesz tę prostą i mistyczną tajemnicę, znaną dzieciom i innym Nieociosanym Klocom: Życie jest Radosne.

Otóż w pewien jesienny poranek, gdy wiatr w nocy strząsnął już wszystkie liście z drzew i próbował połamać gałęzie, Puchatek z Prosiaczkiem siedzieli sobie w Kąciku Zadumy i dumali.

- Tak sobie myślę i myślę - odezwał się Puchatek - i tak sobie pomyślałem, żebyśmy poszli do Zakątka Puchatka i odwiedzili Kłapouchego. Bo może znowu wiatr rozwalił mu dom, a on by chciał, żebyśmy mu go znowu odbudowali.

- A ja znów sobie myślę - rzekł Prosiaczek

żebyśmy poszli odwiedzić Krzysia. - Tylko że nie zastaniemy go teraz w domu, więc nie możemy.

-- Chodźmy do wszystkich - zaproponował Puchatek. -- Bo kiedy się tak chodzi na zimnie i wietrze i nagle się wejdzie do czyjegoś domu, i tak ktoś powie: „Jak się masz, Puchatku! Właśnie przychodzisz w samą porę, żeby zakąsić jakieś małe Conieco", i zakąsza się jakieś małe Conieco, to jest to coś, co nazywa się Miłym Dzionkiem.

Prosiaczek był zdania, że po to, aby chodzić do rozmaitych osób, trzeba znaleźć jakiś Powód, jak na przykład Szukanie Małego lub Organizowanie Przyprawy, i gdyby Puchatek potrafił coś wymyślić...

Puchatek potrafił.

- Będziemy chodzić z tego powodu, że dziś jest Czwartek - powiedział. --- Będziemy chodzić i życzyć każdemu Bardzo Szczęśliwego Czwartku. Chodźmy, Prosiaczku.

Stan Nieociosanego Kloca daje umiejętność radowania się tym, co proste i ciche, naturalne i oczywiste. Wraz z tym przychodzi umiejętność spontanicznego działania, które osiąga właściwy cel, choć może się to wielu osobom czasami wydawać dziwne. Jak ujął to Prosiaczek w Kubusiu Puchatku: „Puchatek nie ma wiele Rozumu, ale nigdy mu się nic złego nie przytrafia. Robi rozmaite głupstwa i zawsze wychodzi mu to na dobre."

Aby zrozumieć to trochę lepiej, możemy przyjrzeć się komuś, kto jest zupełnym przeciwieństwem Puchatka komuś takiemu jak, powiedzmy, na przykład Sowa...

 

 

 

 

Jak się pisze wtorek?

 

Przez zagajnik i młode zarośla szedł sobie Miś. Wędrował przez polany porosłe jałowcem i wrzosem, poprzez kamieniste łożyska potoków, przez piachy i znów przez wrzosowiska, aż w końcu, zmęczony i głodny, dobrnął do Stumilowego Lasu. A w Stumilowym Lesie mieszkała Sowa Przemądrzała.

- I jeśli ktokolwiek wie cokolwiek o czymkolwiek -powiedział sobie Miś--to tylko Sowa Przemądrzała - albo nie jestem Kubusiem Puchatkiem. A przecież nim jestem -- dodał.

Tak więc teraz przychodzimy do domu Sowy, co niektórzy z nas robili już wiele razy, szukając odpowiedzi na takie czy inne pytania. Czy znajdziemy je tutaj?

Zanim wejdziemy i rozejrzymy się wkoło, może się nam przydać kilka Ogólnych Uwag o tym rodzaju naukowca, jaki reprezentuje Sowa, w związku z zasadami i podejściem taoizmu, którymi się tu zajmujemy.

Na początek należy zaznaczyć, że w Chinach naukowcy byli zasadniczo konfucjanistami, tak z wykształcenia, jak i ze sposobu myślenia, a zatem często mówili nieco innym językiem niż taoiści, którzy patrzyli na konfucjańskich naukowców jak na zabiegane mrówki psujące majówkę życia, pędzące tu i tam, żeby pozbierać okruchy spadającE Z góry. W końcowej części Tao Te Ching Lao-tse napisał: „Mądrzy nie są uczeni, uczeni nie są mądrzy", co jest

podejściem podzielanym przez niezliczonych taoistów po dziś dzień.

Z taoistycznego punktu widzenia, nawet jeżeli naukowy intelekt może być przydatny w badaniu pewnych rzeczy, to sprawy głębsze i szersze są poza jego ograniczonyrn zasięgiem. Taoistyczny autor Chuang-tse wyraził to w następujących słowach:

Studzienna żaba nie może wyobrazić sobie oceanu, ani też letni owad nie pojmie lodu. Jak więc naukowiec może zrozumieć Tao? Jest on ograniczony przez swą własną uczoność.

Wydaje się zatem nieco dziwne, że taoizm, ścieżka Całego Człowieka, Prawdziwego Człowieka, Duchowego Człowieka (używając kilku określeń taoistycznych) jest w większej części interpretowany tutaj, na Zachodzie, przez Sowę Przemądrzałą - przez Mózg, przez Akademika, przez nudnego jak flaki z olejem Roztargnionego Profesora. Różniąc się znacznie od taoistycznego ideału pełni i niezależności, ten niekompletny i niezrównoważony stwór dzieli wszelkie rodzaje abstrakcyjnych rzeczy na maleńkie kategorie i szufladki, pozostając raczej bezbronny i zdezorganizowany w życiu codziennym. Zamiast uczyć się od taoistycznych nauczycieli i bezpośredniego doświadczenia, on uczy się intelektualnie i pośrednio - z książek. A ponieważ zwykle nie stosuje zasad taoistycznych w pratyce i na co dzień, jego wyjaśnienia najczęściej nie obejmują pewnych, raczej ważnych szczegółów, np. jak te zasady działają i gdzie można je zastosować.

No i wreszcie bardzo trudno jest znaleźć cokolwiek z ducha taoizmu w mdłej pisaninie pozbawionego poczucia humoru Akademickiego Grabarza, którego wyprane Dysertacje Naukowe nie mają w sobie więcej z charakteru mądrości taoistycznej niż muzeum figur woskowych.

Ale właśnie tego możemy spodziewać się po Abstrakcyjnej Sowie, potomku konfucjańskiego Zasłużonego Naukowca, który w przeciwieństwie do swego Szlachetnego, choć raczej Pozbawionego Wyobraźni przodka, uważa, że posiada jakiś monopol na...

- A co to takiego? - przerwał Puchatek: - Co co? - zapytałem.

- To, co właśnie powiedziałeś - Konfuzjonista, Zasuszony Naukowiec.

- Ach, to. Zobacz, Konfuzjonista, Zasuszony Naukowiec to ten, kto bada Wiedzę dla samej Wiedzy, i kto zatrzymuje to, czego się nauczył, dla siebie albo dla swojej małej grupy, pisząc napuszone i pretensjonalne artykuły, których nikt inny nie może zrozumieć, zamiast pracować dla oświecenia innych. Jak to teraz brzmi?

- Dużo lepiej - powiedział Puchatek.

- Sowa posłuży nam za ilustrację Konfuzjonisty, Zasuszonego Naukowca - powiedziałem.

- Rozumiem - powiedział Puchatek.

Wracamy więc do Sowy. Zobaczymy, jak Królik pisze o Sowie. O, tutaj mamy właściwy fragment:

...trudno nie mieć szacunku dla kogoś, kto potrafi napisać WTOREK, nawet jeśli ten ktoś nie pisze tego

całkiem prawidłowo. Ale pisanie to jeszcze nie wszystko. Są dni, w których napisanie WTOREK wcale się nie liczy

- A przy okazji, jak ty piszesz wtorek? - Co piszę? - zapytał Puchatek.

- Wtorek. No wiesz - poniedziałek, wtorek.. - Mój drogi Puchatku - powiedziała Sowa __ każdy wie, że to się pisze przez ó zamknięte.

- Tak? - zapytał Puchatek.

- Oczywiście - powiedziała Sowa. - Przecież to jest wtóry dzień tygodnia.

- Ach, więc to tak działa? - :apytał Puchatek. - No dobrze, Sowo - powiedziałem. - W takim razie co jest po wtorku?

- Trzeciek - powiedziała Sowa.

- Sowo, ty nam tu się mylisz - powiedziałem. -Dzisiaj jest dzień po wtorku, a to nie jest trze... to znaczy czwartek.

- W takim razie co to jest? - zapytała Sowa. - To jest właśnie ten dzień! - pisnął Prosiaczek. - Mój ulubiony dzień - powiedział Puchatek.

Nasz też. Ciekawe, dlaczego naukowcy wcale o nim nie myślą? Może dlatego, że wpadają w Konfuzję myśląc tyle o innych dniach.

Jedną z bardziej drażniących rzeczy u naukowców jest to, że zawsze używają Wielkich Słów, których niektórzy z nas nie mogą zrozumieć...

- Widzisz - odparła Sowa - najczęściej praktykowane postępowanie w takich wypadkach jest następujące...

--- Ojej! przerwał jej Puchatek. Co znaczy

najczęściej polukrowane postękiwanie? Jestem Misiem o Bardzo Małym Rozumku i długie słowa sprawiają mi wielką trudność.

_ To znaczy rzecz, którą ma się zrobić.

__ No, jeśli to tylko to oznacza, to niech już będzie sZepnął Miś skruszony.

..i czasami ma się wrażenie, że te straszliwe słowa są tam tylko po to, żeby powstrzymać nas od zrozumienia. W ten sposób naukowcy mogą wyglądać na Lepszych i nie będą podejrzewani o to, że Czegoś Nie Wiedzą. Przecież z naukowego punktu widzenia nie wiedzieć wszystkiego to praktycznie zbrodnia.

Ale czasami wiedza naukowca jest nieco trudna do zrozumienia, ponieważ nie wydaje się odpowiadać naszemu własnemu doświadczeniu. Innymi słowy, Wiedza i Doświadczenie niekoniecznie przemawiają tym samym językiem. Ale czy wiedza pochodząca z doświadczenia nie jest cenniejsza niż taka, która zeń nie pochodzi? Niektórym z nas wydaje się zupełnie oczywiste, że wielu naukowców powinno wyjść na dwór i pobrykać sobie - przejść się po t rawie, porozmawiać ze zwierzętami. Coś w tym stylu.

- Wielu ludzi rozmawia ze zwierzętami - powiedział Puchatek.

- Być może, ale...

- Jednak niewielu słucha - powiedział. - To jest właśnie problem - dodał.

Innymi słowy, można by powiedzieć, że w Wiedzy chodzi o coś więcej niż po prostu o poprawność. Jak pisał mistyczny poeta Han-shan:

Uczony imieniem Wang

Wyśmiewal moje wiersze.

Akcenty są złe,

Powiedział,

Za dużo akcentów

Metrum jest slabe,

A słownictwo przypadkowe.

Ja śmieję się z jego wierszy,

Tak jak on wyśmiewa się z moich.

Czyta się je, jak

Słowa ślepca

Opisujcącego słońce.

Bardzo często zmaganie się, niczym naukowiec, z względnie nieważnymi sprawami może spowodować, że wpadamy w coraz większą Konfuzję. Puchatek całkieIm dobrze opisał stan umysłu Konfuzjonisty:

W poniedzialek, w chmurny dzień,

Rozmyślalem idcąc lasem:

„Czemu tym jest zawsze ten,

A ów owym - tylko czasem?"

A we wtorek myślę tak

(Było ciepło i słonecznie):

„To na pewno, tak czy siak,

Ale tamto - niekoniecznie".

Znów we środę padal deszcz,

Więc rozważam z niepokojem: „

Wasi naszym mogą też,

Lecz nie mogcą twoi moim ".

W czwartek znów był mróz i szron...

Pomyślałem: „Coś tu będzie...

Bo choć tutaj dzisiaj on,

Ale oni zawsze wszędzie".

W pigątek...

Tak, ale w ogóle to co tu będzie? Dla Zasuszonego Naukowca nadawanie rzeczom nazw jest najważniejszą działalnością na świecie. Drzewo. Kwiat. Pies. Ale nie masz co go Prosić, żeby ściął drzewo, zasadził kwiat czy zajął się psem, chyba że lubisz Niemiłe Niespodzianki. Żywe, rosnące rzeczy są poza nimi, jak się zdaje.

Naukowcy mogą być bardzo użyteczni i niezbędni w typowo dla nich nudny i mało zabawny sposób. Dostarczają oni wielu informacji. Chodzi jednak o to, że jest Coś Więcej, i właśnie to Coś Więcej jest tym, o co naprawdę w życiu chodzi.

Uff. - Powiedz no, Puchatku, nie widziałeś mojego drugiego ołówka?

- Widziałem, że Sowa go miała jakiś czas temu powiedział Puchatek.

- O, tu jest. A co to takiego? Aardwarki i ich aberracje.

- Co proszę? - zapytał Puchatek.

- Aardwarki i ich aberracje - o tym pisała Sowa. - O, doprawdy? - powiedział Puchatek.

- Zobacz, ten ołówek jest cały pogryziony.

Jeszcze jedna zabawna cecha W iedzy, tej naukowca czy kogokolwiek innego: ona zawsze chce ganić umysł Nieociosanego Kloca-czyli to, co ona nazywa Ignorancją= za trudności, które sama powoduje, bezpośrednio lub pośrednio, przez swoje własne ograniczenia, krótkowzroczność czy lekceważenie. Przykładowo: jeżeli buduje się swój dom w miejscu, gdzie wiatr może go zniszczyć, a następnie pozwala mu się rozpaść na kawałki, zastanawiając się, jak się pisze Marmolada, to co się wtedy dzieje? Wiadomo. Każdy to wie. Jednak kiedy dom Sowy się rozleciał, to co ona miała do powiedzenia?

- Puchatku - powiedziała Sowa surowo

twoja sprawka?

- Nie - odparł Puchatek pokornie

- Więc czyja W takim razie? nie moża, Myślę, że chyba wiatru -- poWiedział Prosiaczek, - I zdaje się, że twój dom został zwiany na dół.

Ach, czyż tak? Myślałam, że to sprawka puchatka. - Nie - powiedział Puchatek.

Jako konkluzję tego rozdziału o Wiedzy dla Wiedzy przypomnijmy sobie zdarzenie z Chatki Puchatha, Kłapouchy zajmował się straszeniem Prosiaczka za pomocą czegoś, co zrobił z trzech patyków...

- Cy wieszco znaczy A, maleńki Prosiaczku? ' - Nie, Kłapouszku, nie wiem.

-- Otóż A oznacza Naukę, oznacza Wykształcnie, oznacza wszystkie te rzeczy, o których ani ty, ani Puchatek nie macie pojęcia.

-. Oo... - rzekł znów Prosiaczek. - Chciałem powiedzieć, czy tak? - Wyjaśnił szybko.

- Więc słuchaj, co ci powiem. Przychodzą tu rozmaici do tego Lasu i mówią: „To jest tylko Kłapouchy i co się nie liczy", Chodzą tu i tam i mówią „ha-ha , ale ci ludzie wiedzą cokolwiek ? Nic nie wiedzą. Dla nich to są po prostu trzy patyki. Lecz dla Wykształconych, więc nie dla rozmaitych Puchatków i ProsiaczkóW, jest to wielkie i wspaniałe A. Nie coś takiego, na co każdy może wleźć i połamać.

Wtedy nadszedł Królik...

- Otóż jest jedna sprawa, o którą chciałem cię zapytać, Kłapouchy - powiedział Królik. - Czy nie wiesz, co się dzieje z Krzysiem w ostatnich dniach rzed południem?

- A co to jest, na co ja teraz patrzę? - spytał Kłapouchy, wciąż patrząc na to.

- Trzy patyki - odparł szybko Królik.

- Widzisz? - powiedział Kłapouchy do Prosiaczka, po czym zwrócił się do Królika: -Teraz odpowiem ci na twoje pytanie - rzekł uroczyście.

- Dziękuję ci - powiedział Królik.

- Chcesz wiedzieć, co robi Krzyś codziennie przed południem? Uczy się. Kształci się. Wyczerpuje - zdaje się, że to jest słowo, którego użył - wyczerpuje czy czerpie Wiedzę. Na mój skromny sposób, ja też, jeśli użyłem właściwego wyrazu, robię to, co on. To na przykład jest...

- A - powiedział Królik - ale nie bardzo udane. Ale mniejsza o to. Muszę już wracać i zawiadomić wszystkich.

Kłapouchy spojrzał na swoje patyki, a potem na Prosiaczka...

- Wiedział? Myślisz, że jest to taka rzecz, o której wie Królik?

- Oho, Kłapouszku, on jest mądry, ten Królik. - Mądry! - zawołał Kłapouchy z pogardą, ciężko kładąc kopyto na swoich trzech patykach. - Wykształcenie! - powyiedział z goryczą, skacząc na swych sześciu patykach. - Czym jest Wiedza? - zapytał podrzucając swe dwanaście patyków w powietrze. - Rzeczą, którą posiadł Królik. Ha!

No i dobrze!

- A ja wiem coś, czego nie wie Królik -- powiedział Prosiaczek.

Tak? A co to takiego? --- zapytałem.

- Mmm, nie pamiętam, jak to się nazywa, ale, - Ach tak, to jest to, co będzie teraz - powiedziałem.

- Ale jak to się nazywa? - denerwował się prosiaczek, przebierając nóżkami.

-Zaraz zobaczymy...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Entliczek Pentliczek

 

Pamiętacie, jak Kanga i Maleństwo pojawili się po raz pierwszy w Lesie? Królik natychmiast uznał, że ich nie lubi, ponieważ są Inni. Potem zaczął zastanawiać się nad sposobem zmuszenia ich do odejścia. Na szczęście dla wszystkich jego plan zawiódł, jak to się zwykle dzieje z Inteligentnymi Planami wcześniej czy później.

Inteligencja ma wszak swoje ograniczenia. Jej mechaniczne decyzje i błyskotliwe uwagi okazują się często chybione wraz z upływem czasu, przede wszystkim dlatego, że nie stara się dojść do sedna spraw. Tak jak w przypadku Królika, musi później zmieniać swe opinie ze względu na to, czego nie zauważała formułując je. To, co czyni kogoś naprawdę innym - właściwie niepowtarzalnym - jest czymś, czego Inteligencja nie potrafi w żaden sposób zrozumieć.

W dalszych rozważaniach będziemy to szczególne Coś nazywali Wewnętrzną Naturą. Ponieważ intelekt nie potrafi jej zmierzyć czy zrozumieć, poprosimy Puchatka o Wyjaśnienie tego pojęcia, co też uczyni za pomocą 7asady Entliczka Pentliczka.

- Eee... (odkaszlnięcie)... A-hm.

Bardzo przepraszam - jedna chwila.

- A Więc, Puchatku?

- Ja mam to wyjaśnić? - spytał Puchatek spoza swej łapki.

- No, cóż... pomyślałem, że byłoby to miłe. - A dlaczego ty nie wytłumaczysz? - zapytał Puchatek.

- No wiesz, myślałem, że byłoby jakoś lepiej, gdybyś ty to zrobił.

- Nie sądzę, żeby to był bardzo dobry pomysł - rzekł Puchatek.

- Dlaczego nie?

- Ponieważ kiedy ja wyjaśniam różne sprawy, to one wchodzą w złe miejsca - powiedział. -- Oto dlaczego.

- Już dobrze. Ja to wyjaśnię. Ale mógłbyś mi pomóc od czasu do czasu. Co ty na to?

- To już brzmi znacznie lepiej - zgodził się Puchatek.

Zobaczmy. Zasada Entliczka Pentliczka opiera się na mruczance, którą Puchatek śpiewał w Kubusiu Puchatku. Hmmm...

- Wiesz co, Puchatku? Może byś ją teraz zaśpiewał, bo może ktoś nie pamięta?

- Oczywiście - powiedział Puchatek. - Zaraz, jak to było... (e-hem).

Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak, Mucha nie kica, a fruwa ptak.

Daj mi zagadkę, a ja powiem tak: Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak.

Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak, Ryba nie gwiżdże, ja nie wiem jak. Daj mi zagadkę, a ja powiem tak: Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak.

Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak, Dlaczego kurczak, tego nie wiem wszak. j~aj mi zagadkę, a ja powiem tak: Entliczek Pentliczek, Entliczek Pah.

- No to zacznijmy - ojej! Ach, tak. - To było naprawdę ładne, Puchatku. - Nie ma o czym mówić.

Zacznijmy od pierwszej zwrotki: „Mucha nie kica, a fruwa ptak".

Bardzo proste. Zgodzimy się chyba, że jest to oczywiste? A jednak zdziwilibyście się, ilu ludzi łamie tę prostą zasadę każdego dnia swego życia, usiłując pogodzić wodę z ogniem. Zdają się oni nie dostrzegać oczywistej prawdy, że Rzeczy Są Takie Jakie Są. Zilustru jemy to fragmentem z pism Chuang-tse:

Hui-tse powiedział do Chuang-tse:

- Mam duże drzewo, którego żaden cieśla nie potrafi pociąć na deski. Jego gałęzie i pień są powyginane i twarde, pokryte zgrubieniami i dziurami. Żaden budowniczy nie spojrzałby nawet na nie. Twoje nauki są takie same - bezużyteczne, pozbawione wartości. A zatem nikt nie zwraca na nie uwagi.

- Jak wiesz - odparł Chuang-tse - kot jest bardzo zwinny w łapaniu swej ofiary. Skradając się przy ziemi może skoczyć w dowolnym kierunku za tym, co chce złapać. Ale kiedy jego uwaga skupiona jest na tym, bardzo łatwo złapać go w siatkę. Z drugiej strony, nie jest łatwo złapać czy pokonać wielkiego bawoła. Stoi on twardo niczym kamień albo chmura na niebie. Ale mimo całej swej siły nie potrafi złapać myszy.

- Narzekasz - ciągnął dalej - że twoje drzewo nie przedstawia wartości jako budulec. Ale możesz wykorzystać cień, który ono daje, odpocząć pod jego gałęzią, przespacerować się wokół niego, podziwiając jego charakter i wygląd. Ponieważ nie musi obawi siekiery, cóż mogłoby zagrozić jego istnieniu. Jest on dla ciebie bezużyteczne tylko dlatego, że chciałby zamienić je w coś innego, a nie wykorzystać je we właściwy jego naturze sposób.

Innyrru słowy, wszystko ma swoje miejsce i funkcję odnosi się to też do ludzi, choć wydaje się, że niewielu sobie to uświadamia, pozostając w niewłaściwej pracy, niewłaściwym małżeństwie czy niewłaściwym domu. Kiedy poznasz i nabierzesz szacunku dla swej prawdziwej Wenętrznej Natury - będziesz wiedział, gdzie jest twoje miejsce. Będziesz też wiedział, gdzie nie jest twoje miejsce. Co jest dobre dla jednego człowieka - może innemu szkodzić, a co jest dla niektórych wspaniałe i ekscytujące - dla innych może okazać się niebezpieczną pułapką. prZypa_ dek z życia Chuang-tse może posłużyć nam za przykład:

Chuang-tse siedział nad brzegiem rzeki P'u, kiedy podeszli do niego dwaj wysłannicy księcia Ch'u, który chciał zaoferować mu posadę na swym dworze. Chuang-tse wpatrywał się w przepływającą wodę, jakby nic nie usłyszał. W końcu powiedział:

- Mówiono mi, że książę ma świętego żółwia, który ma ponad dwa tysiące lat, i trzyma go w pudełku owiniętym w jedwab i brokat.

- To prawda - odparli wysłannicy.

- Gdyby żółwiowi dano do wyboru -- kontynuował Chuang-tse - żyć w błocie lub być martwym w pałacu, to, jak myślicie, co by wolał?

- Żyć w błocie, oczywiście - odpowiedzieli.

- Ja również wolę błoto - poWiedział Chuang-tse. - Żegnajcie.

- I ja lubię błoto - poWiedział Puchatek. - Tak... no cóż...

- W gorący, letni dzień? Nie ma nic lepszego dodał.

_ Ale chodzi o to, że... - Znakomicie chłodzi.

- Ale to nie jest tu ważne, Puchatku - wyjaśniłem? - Spytał zaszokowany.

- To znaczy, są inne sprawy, które trzeba...

- A skąd ty wiesz? - zapytał Puchatek. - Czy kiedykolwiek próbowałeś?

- Nie, ale...

- To jest najlepsza rzecz na gorący, letni dzień ciągnął dalej, odchylając się do tyłu i zamykając oczy. - Leżeć nad rzeką, w rzadkim błocie...

- Posłuchaj, Puchatku...

- Błoto jest milutkie - powiedział Prosiaczek, podchodząc do biurka i spoglądając na nas w górę. Dodaje koloru skórze.

- Nie powiem, by mnie kiedykolwiek pociągało -zauważyła Sowa, podlatując i siadając na lampie. - Przyczepia się do piór. Raczej za nim nie przepadam.

- No widzisz? - powiedziałem. - Każdy jest inny. O tym właśnie mówiliśmy.

- Myślałem, że mówiliśmy o błocie - zdziwił się Prosiaczek.

- Ja też - powiedział Puchatek.

- Cóż, muszę wracać do mojej encyklopedii dodała Sowa.

A teraz, jeżeli można, przejdźmy do drugiej części zasady: „Ryba nie gwiżdże, ja nie wiem jak".

Sformułowane przez mądry umysł takie stwierdzenie brzmiałoby:

~,Mam pewne ograniczenia i wiem, na czym polegają". Taki umysł postępowałby też zgodnie z tym stwierdzeniem. Nie ma nic złego w tym, że nie umie się gwizdać,

szczególnie jeśli jest się rybą. Ale może być wiele złego W bezmyślnym próbowaniu robienia rzeczy, do których si nie nadajemy. Ryby nie żyją na drzewach, a ptaki nie spędzają zbyt wiele czasu pod wodą, jeżeli tylko mogą Niestety, niektórzy ludzie - tacy, co to zawsze myślą, że są inteligentniejsi od ryb i ptaków - nie są tacy rnądrzy co kończy się wieloma kłopotami dla nich i dla innych.

Nie oznacza to, że nie mamy starać się zmieniać i udoskonalać samych siebie. Oznacza to jedynie, że musimy zawsze rozpoznawać, Co Jest Grane. Jeżeli uznasz fakt, powiedzmy, że masz słabe mięśnie, to możesz coś z tym zrobić i w końcu staniesz się silny. Ale jeżeli nie wiesz, Co Jest Grane i próbujesz wyciągać samochód z rowu, to w jakim stanie będziesz za chwilę? A nawet jeżeli masz silniejsze mięśnie niż ktokolwiek na świecie, to i tak nie możesz przepychać się z pociągiem towarowym. Mądry zna swoje ograniczenia, a głupiec nie.

Aby pokazać, co przez to rozumiemy, najlepszy będzie przykład Tygrysa, który nie zna swoich ograniczeń.

O, przepraszam. On mówi, że teraz już je zna.

No dobrze, w każdym razie przypomnijmy sobie, jak został zmuszony do poznania jednego z nich. Maleństwo i Tygrys szli sobie pewnego ranka przez Las i Tygrys opowiadał o wszystkich rzeczach, jakie Tygrysy potrafią robić...

- A czy one potrafią fruwać? - spytało Maleństwo. - O, tak - rzekł Tygrys - to są bardzo dobrzy

fruwacze. Tygrysy to są okropnie dobrzy, strasznie dobrzy fruwacze.

- Oo... - powiedziało Maleństwo. - A czy one umieją tak dobrze fruwać jak Sowa?

- Tak - odparł Tygrys - tylko że one nie chcą.

Takie rozmowy trwały przez jakiś czas, aż doszli do Sześciu Sosen.

- ja umiem pływać - rzekło Maleństwo. - Raz wpadłem do wody . Pływałem. Czy Tygrysy umieją pływać?

- pewno, że umieją. Tygrysy wszystko umieją. - A czy one łażą po drzewach lepiej od Puchatka? - Spytało Maleństwo, zatrzymując się pod najwyższą Sosną i spoglądając w górę.

- O, łażenie po drzewach to jest coś, co Tygrysy najlepiej potrafią - powiedział Tygrys - i jeszcze dużo lepiej niż Misie.

Niedługo potem byli uwięzieni na szczycie najwyższej Sosny. No, no. Nic dobrego.

Ale zaraz nadeszli Puchatek z Prosiaczkiem i oczywiście Puchatek od razu zorientował się w sytuacji. No, może nie tak zupełnie od razu...

- To jest Jagular - powiedział.

- A co robią Jagulary? - spytał Prosiaczek z iskierką nadziei, że nic.

- One zaczajają się w gałęziach drzew i spadają na tego, kto przechodzi pod spodem - rzekł Puchatek. Krzyś mi o tym powiedział.

- Może my lepiej nie będziemy przechodzić pod sPodem, Puchatku? Żeby on tylko przypadkiem nie zleciał i czegoś sobie nie zrobił...

- One sobie nigdy niczego nie robią - rzekł pu_ chatek - bo to są Świetni Zlatywacze.

Prosiaczek czuł w dalszym ciągu, że byłoby rzeczą nierozsądną znaleźć się pod Swietnym Zlatywaczem, i właśnie miał już zamiar prędziutko pójść z powrotem po coś, czego zapomniał, gdy Jagular zawołał do nich z góry:

- Pomocy! Pomocy!

- Jagulary zawsze tak robią - rzekł Puchatek mocno zaciekawiony. - Wołają „Pomocy! Pomocy", a kiedy patrzy się w górę, zlatują na dół na tego, kto patrzy.

Ale w końcu nadeszli Krzyś z Kłapouchym i rozpięli Ratunkową Kurteczkę. Potem Maleństwo skoczyło i zostało Uratowane, i Tygrys skoczył (w pewnym sensie)... ...i został Uratowany (w pewnym sensie).

Coś gruchnęło, coś trzasnęło, coś pękło i wszyscy zwalili się na ziemię.

Krzyś, Puchatek i Prosiaczek podnieśli się pierwsi, potem wygramolił się Tygrys, a na samym spodzie leżał Kłapouchy.

- W całkiem niezłe kłopoty wszystkich wpakowałeś, prawda, Tygrysku?

- Ale nauczyłem się przez doświadczenie - odparł nieco wykrętnie.

- Ach, naprawdę?

- Oczywiście. Nie zobaczysz mnie już, jak robię coś takiego - odpowiedział z pewnością w głosie.

- To bardzo dobrze - powiedziałem. - Czy wybierasz się gdzieś teraz?

- Tak - odparł. - Maleństwo i ja idziemy Popływać.

- Aha. Cóż, nie zapomnij zabrać liny.

- Liny? A po co lina? - zapytał Tygrys.

- Z.ak na wszelki wypadek, gdybyś widział, jak ktoś wpada do wody.

_ No tak, ale dlaczego ja o tym nie pomyślałem? - zdziwił się Tygrys.

W tym miejscu właściwe będzie przypomnienie maksymy chińskiej medycyny:

„Jedna choroba -- długie życie brak choroby - krótkie żyie"

Innymi słowy, ci, którzy wiedzą, na co niedomagają i odpowiednio troszczą się o swoje zdrowie, będą żyli znacznie dłużej niż ci, którzy uważają, że są bardzo zdrowi i nie zauważają swych niedomagań. Tak więc, przynaj, mniej w tym sensie, jakieś Niedomaganie może wyświadczyć ci sporo dobrego, jeżeli tylko przyznasz się do niego, Tak samo jest z ograniczeniami, bez względu na to, czy Tygrys wie o tym, czy nie - a Tygrysy zwykle nie wiedzą, To jest właśnie problem z Tygrysami: one potrafią robić wszystko. To bardzo niezdrowe.

Kiedy już staniesz twarzą w twarz ze swymi ograniczeniami i zrozumiesz je, możesz z nimi współdziałać, aby one nie działały przeciwko tobie i nie wchodziły ci w drogę, a to właśnie robią, kiedy je zignorujesz, bez względu na to, czy uświadamiasz to sobie, czy nie. I wówczas okaże się, że w wielu przypadkach twoje słabości mogą być twoją siłą.

Na przykład, kiedy dom Sowy zawalił się, komu udało się wydostać, chociaż ciężki konar zablokował drzwi, a jedyna droga wiodła przez otwór w skrzynce na listy?

Prosiaczkowi, temu Bardzo Małemu Zwierzątku.

No i wreszcie ostatnia część zasady: - Dlaczego kurczak, tego nie wiem wszak".

Dlaczego kurczak robi to, co robi? Nie wiesz? My też nie wiemy. Nikt inny też tego nie wie. Nauka lubi przechadzać się majestatycznie, napuszona jak paw, Udawać Inteligencję i nalepiać na wszystko swoje etykietki, ale kiedy przypatrzymy się im dokładniej - zobaczymy, że one niewiele wyjaśniają. Geny? DNA? To tylko skrobanie powierzchni. Instynkt? Wiadomo, co to znaczy:

CIEKAWSKI: Dlaczego ptaki odlatują zimą na południe?

NAUKA: Instynkt.

To znaczy: „Nie wiemy".

Ważne jest jednak to, że my wcale nie musimy wiedzieć. Nie musimy imitować Krótkowzrocznej Nauki, która spogląda na świat przez mikroskop elektronowy, szukając odpowiedzi, których nigdy nie znajdzie, a w zamian znajdując jeszcze więcej pytań. Nie musimy bawić się w Abstrakcyjnego Filozofa, zadawać niepotrzebnych pytań i udzielać bezsensownych odpowiedzi. To, co musimy zrobić, to poznać naszą Wewnętrzną Naturę i widzieć Rzeczy Jakimi Są. Jeśli tego nie zrobimy, wpadniemy w kłopoty.

Puchatek i Prosiaczek odkryli to, kiedy próbowali złapać Hohonia. Nie wiedząc dokładnie, co jedzą Hohonie, Prosiaczek założył, że można je zwabić żołędziami, a Puchatek uważał -- ale najpierw, czy pamiętacie, co to jest Hohoń?

Pewnego dnia, gdy Krzyś z Puchatkiem i Prosiaczkiem gawędzili sobie pospołu, Krzyś, kończąc kawałek chleba z masłem który właśnie zajadał, powiedział z całym spokojem ~

- Widziałem dziś Hohonia, Prosiaczku.

'' - A co on robił?

- Wygrzewał się na słońcu - odpowiedział Krzyś_ - Ale zdaje się, że on mnie nie widział.

- I ja też widziałem kiedyś Hohonia - rzekł Prosiaczek - tylko nie wiem, czy to był Hohoń.

i - I ja też widziałem--powiedział Puchatek, medytując, jak też może wyglądać Hohoń.

- Nieczęsto spotyka się Hohonie - rzekł Krzyś tonem dorosłego człowieka.

- W każdym razie nie teraz - wtrącił Prosiaczek. - Nie o tej porze roku - dodał Puchatek.

i Taki właśnie jest Hohoń. A więc Puchatek i Prosiaczek

postanowili go złapać. Plan miał dobry początek...

Pierwszą myślą Puchatka było wykopać Strasznie Głęboki Dół i wtedy Hohoń, idąc tamtędy, wpadnie do tego Dołu i wtedy...

- Dlaczego? - zapytał Prosiaczek.

- Co dlaczego? - powiedział Puchatek. - Dlaczego miałby tam wpaść?

Puchatek podrapał się w nos łapką i wytłumaczył Prosiaczkowi, że Hohoń może sobie spacerować nucąc piosenkę i, patrząc w niebo, zastanawiać się, czy nie będzie deszczu, i w ten sposób nie zobaczy Strasznie Głębokiego Dołu aż do chwili, kiedy już wpadnie do połowy i będzie za późno. Prosiaczek powiedział, że to jest bardzo dobra Pułapka, tylko przypuśćmy, że deszcz już padał przedtem. Puchatek znów poskrobał się w nos i powiedział zafrasowany, że o tym nie pomyślał. Ale po chwili rozpogodził się i dodał, że gdyby deszcz już padał wcześniej, i,l, Hohoń mógłby patrzeć w niebo i zastanawiać się, czy się nie wypogadza, i w ten sposób nie zauważy Straszinie Głębokiego Dołu, dopiero gdy wpadnie do połowy... I wtedy będzie już za późno.

Prosiaczek powiedział, że kiedy ten punkt został już

wyjaśniony ma wrażenie, iż będzie to naprawdę Bardzo Pomysłowa Pułapka. Puchatek był bardzo dumny, gdy to usłszał, i czuł się tak, jakby Hohoń już był złapany, ale była jeszcze pewna rzecz, o której należało pomyśleć, a mianowicie: gdzie się wykopie Strasznie Głęboki Dół?

Prosiaczek powiedział, że najlepsze miejsce byłoby tam, gdzie będzie stał Hohoń akurat przed samym wpadnięciem, tylko o krok dalej.

- Ale wtedy on nas zobaczy, jak będziemy kopali powiedział Puchatek.

- Przecież on będzie patrzył w niebo.



dalej


strona główna
(23kB)